Dodaj do ulubionych

moja prośba - 'pewna relacja'

17.08.03, 21:59
Mam prośbę do mam.
Chciałabym zapytać co myślicie o takiej relacji i czy ona może być niewinna
bądź mniej niewinna..
Chodzi o relację zażyłości (listy email, spotkania) 40-letniego żonatego
mężczyzny, mającego dzieci i ..10 lat młodszej od niego bezdzietnej,
niezamężnej kobiety.
Pytam o to, aby to, co ja o tej relacji myślę nie było moim odczuciem bardzo
subiektywnym.
Cała Polska emam ...smile może... pomoże mi się przyjrzeć się takiej relacji
(i nawet nie chodzi o to, czy to dotyczy mnie czy też nie,
zależy mi na Waszym zdaniu, odczuciu, przemyśleniu, jednym słowem wszystkim
co chciałybyście lub mogłybyście mi powiedzieć).
Dziękuję jeśli pomożecie spojrzeć na to "swoimi oczami".
Obserwuj wątek
    • magda2303 Re: moja prośba - 'pewna relacja' 18.08.03, 13:00
      No cóż, też bym się zaniepokoiła. Mój mąż ma koleżanki, ja mam kolegów, ale
      różnica jest taka, że spotykamy się z nimi także razem i wszyscy się doskonale
      znamy od lat. Wydaje mi się, że najlepiej szczerze z mężem porozmawiać. Jak to
      już pisałam w innym wątku, moim zdaniem żona ma prawo nie zgadzać się na
      znajomości, które jej się nie podobają. A kochający mąż to rozumie.
    • agata_edziecko Re: moja prośba - 'pewna relacja' 18.08.03, 13:56
      Wiesz co, wszystko zależy od zaufania i realiów. ja Ci wymienię, jakie relacje
      występują w naszej rodzinie: mój mąż ma przyjaciółkę w swoim wieku, do niedawna
      mężatkę, bezdzietną, od niedawna rozwiedzioną. Spotykają się czasem u nas w
      domu, czasem u niej. Wiem, że mąż jedzie do niej pogadać, napić się piwa lub
      mocniejszego alkoholu. Są swoimi powiernikami, chociaż czuję, że to bardziej
      ona zwierza się mojemu mężowie, zwłaszcza w trudnych momentach rozwodowych
      miało to miejsce.
      Mąż ma także koleżankę, właśnie około 10 lat młodszą od siebie, niezamężną,
      bezdzietną. Dzwonią do siebie, raczej się nie spotykają sam na sam, ale ona
      często spotyka się z moją teściową. Być może niedługo zostanie wspólniczką
      mojego męża we własnej firmie, którą ma zamiar założyć.
      Była dziewczyna mojego męża, z którą był dłużej, niż do tej pory jest ze mną,
      serdecznie przyjaźni się z moją teściową. Nie jest niczym niezwykłym, jeśli
      przyjedziemy do mamy i ona akurat u niej jest. Traf chciał, że nawet wraz z
      mamą dowiedziała się, że jestem w ciąży. Była nawet na naszej parapetówie,
      czego wiele osób nie mogło zrozumieć. Przede wszystkim nie mogli zrozumieć
      tego, że mnie to nie przeszkadza. No ale fakt, nie przeszkadzało mi. To znaczy
      byłam nieco zdziwniona, że teściowa ją ze sobą przyprowadziła, bo my jej nie
      zapraszaliśmy. Ale tylko to mnie dziwiło, a na pewno nie czułam się zazdrosna o
      męża czy coś w tym rodzaju.
      Jeśli chodzi o mnie, to w czasach studiów zaocznych (dość niedawno) miałam
      kolegów, z którymi np. szłam na pwio do baru i mąż też nie miał nic przeciwko
      temu.
      I tak to wygląda. Ja dbam i czasem martwię się o to, aby w naszym związku było
      wszystko OK, oczywiście nie zawsze jest. To jest pierwsza rzecz, która może
      faceta sprowokować do poszukiwania atrakcji gdzieś indziej a nie sam fakt, że
      spotka się z inną kobietą. Takie mam zdanie, nie wiem, może to złudzenia,
      naiwność, ale tak myślę. Ufam mężowi po prostu.
      --
      mama Jagódki i Szymka
      • magdawro Re: moja prośba - 'pewna relacja' 18.08.03, 14:14
        Podziwiam Twoją(Waszą wzajemną?) tolerancję. W teorii się z Tobą zgadzam a w
        praktyce myślę, że trudno by mi było zaakceptować takie damsko - męskie relacje
        mojego męża. Co nie znaczy, że byłąbym strrasznie zazdrosna...
        Mój na szczęście nie ma takich znajomości. Jedyna przyjaciółka, z kórą
        regularnie się spotykał w początkach naszego związku przeprowadziła się
        kilkaset kilometrów od nas...
        • agata_edziecko Re: moja prośba - 'pewna relacja' 18.08.03, 14:25
          Nie czuję się upoważniona do bycia podziwianą smile Dla mnie to jest naturalne.
          Podobnie jak to, że mąż gra w piłkę nożną raz lub dwa razy w tygodniu, a co
          jakiś czas jedzie do kolegi na karty. Ja tego nie lubię za bardzo, ale uważam,
          że nie mam prawa mu tego zabraniać. A z tymi kobietami to ja w ogóle jakoś nie
          widzę kontekstu płciowego, byłoby to chyba śmieszne i dla mnie i dla męża,
          gdybym nagle wyjechała mu z zazdrością.
          Pozdrawiam
          agata
          --
          mama Jagódki i Szymka
        • tora99 Re: moja prośba - 'pewna relacja' 18.08.03, 17:04
          mam wlasnie dokladnie 30 lat i mialam znajomego 40-kilku latka z zona i
          dzieckiem. spotykalismy sie na piwie, kawie raz chyba spacer, plaza
          (mieszkalam wtedy nad morzem) ale zupelnie nic poza tym. nikt nikogo nie
          uwodzil. wiem jednak ze nie byl uczciwy w stosunku do swojej zony.. mowil mi o
          tym, mowil tez ze nie zostawi jej bo maja dziecko i ma duzo szacunku dla niej.
          lubilam z nim rozmawiac, to byl bardzo ciekawy czlowiek. to wszystko. uwazam
          wiec ze moga byc takie relacje niewinne, ale mysle ze jako zona sama bylabym
          tym zaniepokojona . mysle ze gdybym tylko wyrazila ochote na zmiane charakteru
          naszej znajomosci.. znam sporo samotnych dziewczyn mniej wiecej w moim wieku i
          wiem ze wiele z nich nie ma skrupulow..
          w zwiazku jeszcze z przyjaznia mesko-damska.. mam przyjaciela wlasnie. od wielu
          lat. imprezowalismy razem, jezdzilismy na wakacje, sylwestra itp. zdarzalo sie
          nawet sypiac nam w jednym lozku (np po imprezach, pisze tu o czasach
          studenckich) ale nigdy zadnemu z nas nie przyszlo do glowy zeby to w jakis
          sposob wykorzystac czy zmienic.
          pozdrawiam i mam nadzieje ze w tym wypadku to wlasnie taka niewinana
          znajomosc..smile
          pozdrowienia tez dla magdywroc, nawet tu sie spotykamy wink)))

          kasia ze styczniowa muszelka
    • addria Re: moja prośba - 'pewna relacja' 18.08.03, 15:20
      Oczywiście nic złego się nie dzieje dopóki, dopóty wszyscy bezpośrednio w to
      zaangażowani (mężczyzna, kobieta-przyjaciółka i przede wszystkim kobieta-żona)
      nie mają nic przeciwko tej zażyłości (zalezy jeszcze co się dzieje na tych
      spotkaniach wink W przeciwnym razie, radziłabym dalekoidącą ostrożność i
      zastanowienie się nad tym, co każda ze stron chce przez taki, a nie inny układ
      osiągnąć i czemu ma on tak naprawdę służyć.
      Osobiście jestem zdecydowaną przeciwniczką tego typu relacji i w moim związku
      nie ma o nich mowy. Tolerancja, tolerancją, ale zarówno ja, jak i mój mąż,
      jesteśmy świadomi, iż jest to stąpanie po bardzo śliskim gruncie (jakby tego
      nie nazywać). Zresztą z wszelkich problemów wolimy zwierzać się sobie nawzajem.
      Nie mniej jednak, jeśli są ludzie, a jak widać są, którzy takie układy
      świadomie akceptują to ich wola i ich prawo.
      Pozdrawiam,
      --
      addria
        • agata_edziecko Re: moja prośba - 'pewna relacja' 18.08.03, 16:39
          Jeśli sądzimy, że nasz mąż myśli penisem, to fakt, takie relacje mogą być
          problemem. Ja mojego męża nie uchronię przed kontaktem z innymi kobietami, ma
          okazje do nich także w pracy. Okazja do zdrady może zdarzyć się wszędzie.
          Problemem byłoby, gdyby spotykał się z kims w tajemnicy przede mną, ale jeśli
          ja o tym wiem i znam te kobiety, to nie uważam, aby to był jakikolwiek problem.
          Uważam, że nie jest wartościowa taka wierność, która bierze się wyłącznie z
          pilnowania i zabraniania. Być może to tylko brak okazji. Ale jednak
          najważniejsze dla mnie jest to, że uważam mojego męża za mężczyznę który mnie
          kocha i nie jest zdolny do zdrady. Byłoby w tym coś poniżającego dla mnie
          samej, gdybym musiała mu zabraniać czegokolwiek z obawy przed zdradą. Ja myslę,
          że najlepiej zabezpiecza miłość. To tak, jakbym nie wpuszczała mojego syna do
          sklepu z obawy, że coś ukradnie. Wierzę, że mój syn niczego nie ukradnie i może
          swobodnie wchodzić do sklepu. Jak podrośnie, to nawet niech tam wchodzi sam.
          --
          mama Jagódki i Szymka
      • pam_mama Re: moja prośba - 'pewna relacja' 18.08.03, 16:47
        addria napisała:

        > Oczywiście nic złego się nie dzieje dopóki, dopóty wszyscy bezpośrednio w to
        > zaangażowani (mężczyzna, kobieta-przyjaciółka i przede wszystkim kobieta-żona)


        również tak uważam, ale korespondencja była mocno zakamuflowana..


        > nie mają nic przeciwko tej zażyłości


        żona ma wiele przeciwko, zwłaszcza, jak parę lat wcześniej ta kobieta wysłała
        list do jej męża, i był on bardzo poufały i mizdrzący się, więc obawy i niechęć
        zostały



        > Osobiście jestem zdecydowaną przeciwniczką tego typu relacji i w moim związku
        > nie ma o nich mowy. Tolerancja, tolerancją, ale zarówno ja, jak i mój mąż,
        > jesteśmy świadomi, iż jest to stąpanie po bardzo śliskim gruncie (jakby tego
        > nie nazywać). Zresztą z wszelkich problemów wolimy zwierzać się sobie
        nawzajem.
        > Nie mniej jednak, jeśli są ludzie, a jak widać są, którzy takie układy
        > świadomie akceptują to ich wola i ich prawo.
        > Pozdrawiam,



        dziękuję serdecznie
        również za zdanie wszystkich mam
        • pam_mama Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 08:33
          a dodając jeszcze jedną rzecz:
          "w ich małżeństwie był kryzys, kiedy jej mąż odnowił tę znajomość"
          mogę po Waszych wypowiedziach już sama sobie dać odpowiedź na pytanie
          "czy jest to relacja niewinna czy bardziej lub mniej niewinna"...

          pam_mama
          • agata_edziecko Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 10:15
            Teraz widzę, że pytasz o coś zupełnie innego, niż moja sytuacja. Ja nie widzę
            nic niezwykłego z relacjach mojego męża z innymi kobietami, ale Ty pytasz o
            utrzymywanie takiej relacji w tajemnicy przed żoną. To są zupełnie inne rzeczy.
            Poza tym ja znam te kobiety i ufam im.
            Więc proszę o nieprzykładanie mojej opinii do wywołanego tutaj tematu.
            Wywiązała się dyskusja, czy to rozsądne, czy ryzykowne zgadzać się na to, na co
            ja się zgadzam, podczas gdy sytuacja, o jaką chodzi w tym wątku jest zupełnie,
            totalnie odmienna.
            Pozdrawiam
            agata
            --
            mama Jagódki i Szymka
          • maga102 Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 10:59
            Pam_mama po przeczytaniu Twoich postów dochodzę do wniosku, że chyba czas by
            żona poważnie porozmawiała z mężem o zaistniałej sytuacji. Skoro ta
            korespondencja jest zakamuflowana, a ton listów poufały, a co więcej wszystko
            wynikło jak w małżeństwie był kryzys to nie pozostaje nic innego jak szczera
            rozmowa.

            Natomiast co do znanych czy nie znanych koleżanek mężów uważam, ze żadna
            przyjaźń damsko-męska nie jest bezinteresowna. Zawsze gdzieś w zakamarkach czai
            sie podtekst seksualny czy wręcz miłosny i tylko czeka na groszy dzień, chwilę
            słabości czy małżeńską kłótnię by zaistnieć. Nie mówię tu o koleżankach z pracy
            czy setce innych koleżanek, które nasz mąż spotyka w pracy, w sklepie, na
            stacji beznzynowej.
            Mówię tu spotkaniu sam na sam z koleżanką na drinku( w takim rozumieniu, ze to
            jest koleżanka tylko mojego męża i zawsze on sam się z nią spotyka, a nie, że
            jest to nasza wspólna koleżanka, z którą raz ja się spotykam, raz mąż a
            najczęściej razem)
            Jak któraś z dziewczyn juz wcześniej stwierdziła tolerancja talorenacją i
            zaufanie zaufaniem, ale po co prowokować los.
            Poza tym nic nie jest czarne albo białe i można mieć nawiększe zaufanie do męża
            i koleżanki i się baaaaaaaardzo rozczarować.

            Magda mama Filipka




            • agata_edziecko Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 11:12
              Załamałaś mnie. Ja nie postrzegam kobiety i mężczyzny wyłącznie przez pryzmat
              seksualności. Ja miałam kolegów - facetów i daję Ci słowo, że żaden podtekst
              seksualny się za tym nie krył. Ciekawa jestem, na czym opierasz swoje
              przekonanie (tak autorytatywnie wyrażone). Jeśli od zdrady mojego męża miałby
              mnie chronić tylko brak okazji, to ja pieprzę taki związek (przepraszam).
              Pozdrawiam
              agata
              --
              mama Jagódki i Szymka
            • pam_mama Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 11:55
              Myślę, że każdej z Was postrzeganie takiej relacji jest bardzo cenne!

              Podstawą w małżeństwie to zaufanie.
              Jednak jak ono funkcjonuje w takich momencie jakim jest kryzys?
              (gdzie kryzys jest brakiem porozumienia męża z żoną w danym czasie)
              Wydaje mi się, są wówczas są cienkie granice, ale nie od razu zdrady, lecz
              granice "pocieszania mężczyzny przez dobrą duszę" NAWET kiedy ta dziewczyna nie
              wie, że w jego małżeństwie jest kryzys (bo...przecież on nie napisze do
              niej 'mam kryzys'), ale na pewno się tego domyśla (tu ważne pytanie: myślicie,
              że się domyśla?)

              bo.. przecież: która kobieta tego nie wyczuje?



              A gdybym do tej całej sytuacji jeszcze dodała taki element:
              (choć tak do końca tego się nie będzie wiedzieć)

              TA DZIEWCZYNA JEST W NIM ZAKOCHANA

              jak na to spojrzałybyście?
              (mając jeszcze na uwadze ten "kryzys", czyli brak porozumienia i kontaktu męża
              z żoną)


              pam_mama
              • agata_edziecko Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 12:11
                Nie podoba mi sie ta forma rozmowy, przepraszam, że tak z grubej rury walę. To
                jakas układanka, czy co? Coraz to nowe elementy, a my się wywnętrzamy nie
                wiedząc o co tak naprawdę chodzi.
                Teraz jest to zupełnie inna sytuacja, niż ta, na którą zareagowałam swoim
                pierwszym postem. Dodając do siebie wszystkie "elementy", jak Ty je nazywasz,
                to ja widzę tylko jedną radę: ROZMOWA. Facet chyba jest dorosły, tak? W
                małżeństwie kryzys, on się potajemnie spotyka z kobietą, która jest w nim
                zakochana. Jego żona o tym wie i oczywiście tego nie akceptuje. O czym tu
                deliberować? Niech facet się zdecyduje, czy chce ratować małżeństwo. Jeśli
                chce, to jasne, że przestanie widywać się z nią. Jeśli natomiast nie chce, to
                żadnymi końmi ani wołami się go do tego nie zmusi. I takie szczegóły, jak
                zabranianie mu widywania tej konkretnej osoby nic tu nie dadzą. To jest po
                prostu grubsza sprawa, nie tylko kwestia czy mężczyzna może mieć kobietę za
                przyjaciela, znajomą, powierniczkę. Moim zdaniem może, oczywiście, ale w tej
                historii chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o małżeństwo, które przeżywa
                kryzys i o to, czy ten mężczyzna w ogóle kocha swoją żonę i chce przezwyciężyć
                ten kryzys. Jeśli ma świadomość kryzysu, potajemnie prowadzi znajomość z
                kobietą, która się w nim kocha, wie, że żona ma coś przeciwko temu, to moim
                zdaniem jest to człowiek niegodny zaufania i przede wszystkim człowiek, któremu
                nie zależy na małżeństwie.
                Nie wiem, czy jasno sie wyraziłam. Pierwszy Twój post był moim zdaniem pytaniem
                o coś zupełnie innego, na niego odpowiedziałam. Dlaczego od razu nie napisałaś
                o co chodzi, zaoszczędziłoby to niepotrzebego pisania i nieporozumień.
                Pozdrawiam
                agata
                --
                mama Jagódki i Szymka
                • pam_mama Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 13:13
                  O ewentualnym zakochaniu się w nim wie pewnie tylko ona sama(o ile w ogóle jest
                  świadoma wszystkiego).
                  Zresztą i tak chciałam zapytać o te DWIE sytuacje:
                  jedna o zupełnie niewinnych znajomościach - jak każda z nas do tego podchodzi -
                  tego można się było dowiedzieć na początku i dzięki za zdanie.
                  oraz
                  druga taka znajomość w kryzysie (też bardzo ważne przemyślenia można wyczytać -
                  dzięki).
    • magdawro Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 13:27
      Właściwie to nigdy nic nie wiadomo "na pewno". zasadzie skłaniam się do
      myślenia tolerancyjnego Agaty o znajomościach i układach towarzysko -
      przyjacielskich mężów z kobietami. I nie sądzę aby mój małżonek uważał mnie za
      zazdrośnicę. Ale przypomina mi się tekst mojego promotora - starszego pana :
      "Czy jest możliwa przyjaźń między kobietą i mężczyzną?
      Tak, ale przed, po albo zamiast".
      I nie czyniąc z tego pola do czasochłonnych rozważań biorę pod uwagę fakt, że
      różnie sie w życiu zdarza i ludzie też są różni. A te wszystkie zdradzane żony
      też niekoniecznie mają świadomość co się dzieje. Tak więc daleka jestem od
      inwigilacji męża, ale ręki bym sobie uciąć nie dała, że nigdy- przenigdy nie
      dzłaby się skusić...
      Wspaniałe studium zdrady, z wyjaśnieniem motywacji "tej trzeciej" przedstawiono
      w "Pestce" A. Kowalskiej zdaje się, była też ekranizacja z Jandą.
      Życie niestety nie jest czarno - białe, istnieją też odcienie szarości.
      Zdaje mi się, że ten pierwszy post to takie początki rozważania, przemyśleń
      były. Nie odebrałam tego jako "zatajania części prawdy...?!
      • agata_edziecko Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 13:52
        Ja też tego nie odebrałam jako zatajania, tylko taką jakby formę zabawy z nami -
        stopniowanie napięcia itp. Ja sie wypowiadam, że ok, toleruję, nie widzę w tym
        nic złego, a tu nagle królik z kapelusza - surprise, ale to było w kryzysie. A
        potem siup - ale ona jest zakochana w tym żonatym facecie, ale właściwie to nie
        wiadomo na pewno, czy jest zakochana, może ona sama nie zdaje sobie sprawy z
        tego. Po prostu nieco mnie zezłościła ta sytuacja, ale bardziej wygląda mi to
        na dziecinandę. Pogadajmy o problemie, jestem otwarta, ale tutaj wydaje mi się,
        że nie ma chęci porozmawiania o problemie, tylko troszkę robienia sensacji i
        nakręcania dyskusji. Niepotrzebne. Ale może to ja jestem nadmiernie poważna,
        nie wiem.
        --
        mama Jagódki i Szymka
        • pam_mama Re: moja prośba - 'pewna relacja' 19.08.03, 16:33
          agata_edziecko napisała:

          > Ja też tego nie odebrałam jako zatajania, tylko taką jakby formę zabawy z
          nami

          NO TO ŹLE odebrałaś



          > stopniowanie napięcia itp.


          dla żony też to było stopniowanie napięcia kiedy powoli dowiadywała się o
          pewnych rzeczach, więc przynajmniej wiesz co czuła



          >Ja sie wypowiadam, że ok, toleruję, nie widzę w tym
          > nic złego, a tu nagle królik z kapelusza - surprise, ale to było w kryzysie.


          NAPISAŁAM jeden post wyżej, że I TAK chciałam zapytać o takie DWIE sytuacje




          A
          > potem siup - ale ona jest zakochana w tym żonatym facecie,


          tego nikt nie wie, tylko ona sama, czy jest zakochana (może tylko na
          niego "leci", brzydko mówiąc)


          ale właściwie to nie
          >
          > wiadomo na pewno, czy jest zakochana,


          no, właśnie, skąd ktoś, oprócz niej samej można to wiedzieć



          może ona sama nie zdaje sobie sprawy z
          > tego.

          MOŻE...


          ale tutaj wydaje mi się,
          >
          > że nie ma chęci porozmawiania o problemie, tylko troszkę robienia sensacji i
          > nakręcania dyskusji.


          jaki można mieć cel robienia sensacji, ale to są, jak słusznie zauważyłaś,
          Twoje odczucia


          >Ale może to ja jestem nadmiernie poważna,


          być może..
          • maga102 Re: moja prośba - 'pewna relacja' 20.08.03, 11:19
            O qrczę, ale się tu wydarzyło do wczoraj!
            Odkrywane są coraz to nowe elementy układanki i powoli zaczyna się wyłaniać
            jakiś obraz całości. Czuję się jakbym czytała jakiś kryminał, w którym
            następnym posunięciem może być już tylko trucizna w kieliszku szmpana dla
            zdradzającego męża........

            Ale dość żartów. Teraz na poważnie.

            Mnie osobiście nie razi taka forma wypowiedzi, nawet intryguje, jest to coś
            nowego, wolę zdecydowanie taką "zabawę" niż kawę na ławę typu "odszedł ode
            mnie mąż żołnierz i nie mam co dać dziecku do jedzenia". Ale fakt, dobrze było
            by ten temat podzielić na dwa wątki. Można by wtedy ciekawe rzeczy popisać. A
            tak wszytsko się miesza.
            Jedyne co mnie trochę drażni to hipotetyczność wypowiedzi i pisanie wszytskiego
            w 3os., czyli ustawianie się z boku i, jakby to określić, pewne zbieractwo
            opinii, tak jakby pam_mam pisała książkę i zastanawiała się jak ma się zachować
            w takiej sytuacji jej bohaterka.

            Pam-mam nie wiem czy to Ty jesteś tą (chyba) zdradzaną żoną, czy wręcz
            odwrotnie jesteś przyjaciółką czyjegoś męża, czy może sprawa dotyczy Twojej
            koleznaki, siostry, brata, kolegi, czy może piszesz książkę.
            Po tonie postów widzę w Tobie jednak żonę (ale może się mylę).
            Dlatego raz jeszcze powtarzam jedyne wyjście z takiej sytuacji to rozmowa i to
            raczej szczera z obu stron.
            Nie wiem czy chcesz rad, chyba raczej nie, prosiłaś tylko o opinie o "pewniej
            relacji", więc nie będę się tu rozpisywać.

            Natomiast co do drugiego tematu w tym watku, czyli na ile można pozwolić
            swojemu mężowi kolegowac się z kobietami odpisuję Agacie, ze wszytsko co
            wczesniej napisałam o podtekstach seksualnych w damsko-męskich przyjaźniach
            pisałam na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji.

            Doświadczenia ukształtowały moją opinię, zreszta, nie tylko na ten temat.

            Na studiach miałam baaardzo wielu kolegów, którzy byli tylko moimi kolegami, bo
            ówczesny chłopak teraz mąż, był daleko. I zawsze kończyło się niedomówieniami i
            chmurą napięcia, która wisiała w powietrzu jak przyjeżdżał mój chłopak (mimo iż
            koledzy, oczywiście wiedzieli o isnieniu chłopka i planach małżeńskich).
            Ale gdy byliśmy sami jakoś to było odkładane na plan dalszy.
            Podobnie rzecz sie miała z moim mężem i koleżankami.
            Dlatego nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż miał przyjacikę, z którą sam się
            spotyka na drinku.
            Ale skoro w twoim związku oboje tolerujecie taki układ, to po co go zmieniać.

            Magda
            • maga102 ciąg dalszy 20.08.03, 12:14
              Przpraszam, ze tak zakończyłam w pół słowa, ale musiałam na chwilę oddac
              komputer.

              Wracając jednak do tematu.
              Agato, bardzo prosto byłoby gdyby mężowi można byo zaufać raz na zawsze.
              Ale miłość małżeńska przechodzi przez różne etapy, raz jest lepiej raz gorzej,
              Po co, kiedy jest gorzej, mąż ma zwierzac się swojej przyjacółce? Nawet jesli
              ona jest w istocie godna zaufania i nie ma wobec niego niecnych planów kto wie,
              czy w chwili słabości nie wytworzy się między nimi jakaś szczgólna nić, która
              nazbyt umocni ich przyjaźń.
              Dlatego mnie osobiście nie stać na az takie zaufanie do męża i tolerancję.
              Gdyby mój maż miał taką koleżankę od zwierzeń na drinku, na pewno chciałabym ją
              poznać. Gdybym ją juz poznała i polubiła chciałabym, żebysmy sie spotykali
              raczej we trójke. Natomiast gdybyśmy sobie nie przypadły go gustu i nie
              chciałabym się z nia spotykać, to (pewnie jestem wredna) starałbym się
              skutecznie ja obrzydzić mojemu mężowi.

              Może złe są moje metody postepowania z mężem, może powinnam go obdarzyć
              bezgraniczną tolerancją i zaufaniem, tym bardziej, że nigdy nie zrobił niczego
              co mogłoby wzbudzić moje podejrzenia, ale robię tak jak podpowiadaja mi moje
              instynkty i jak na razie jeszcze sie na tym nie przejechałam.

              Magda
            • pam_mama Re: moja prośba - 'pewna relacja' 20.08.03, 23:51
              maga102 napisała:


              > czy może piszesz książkę


              to moje marzenie...napisać
              chyba mnie ubiegłaś w myślach, dzięki
              smile)


              wszystkie Wasze przemyślenia są super!!
              dzięęęki!

              wiedziałam, że można liczyć na trzeźwo myślące mamy!
              (bo przy dzieciach zawsze trzeba być trzeźwo myslącym, spróbowałaby się inaczej
              przy psotnych i wyczerpujących dzieciach)

              zgadza się z moim "zakończeniem" - ROZMOWA i ... nijak inaczej BYĆ NIE MOŻE
              (nie dojdzie się do ładu)

              UNIK I UCIECZKA od rozmowy nie jest rozwiązaniem,
              OMIJANIE tematu nie jest rozwiązaniem,
              ODWLEKANIE w czasie nie jest rozwiązaniem,

              ROZMOWA "tu i teraz" jest pewnym rozwiązaniem, choć to będzie tylko kroczek
              ROZMOWY po kroczku ROZMOWY

              czyli
              czasem budowanie na nowo "od zera" (a może znów się mylę?)

              Pozdrawiam!

    • badia Re: moja prośba - 'pewna relacja' 21.08.03, 16:31
      Odpisuję nie czytając poprzedniczek: banał. Niestety banał. Wielu moich
      znajomych tak ma. Najpierw ślub, dorabianie się, dzieci... Potem pierwsza
      stabilizacja i świadomość, że życie mija, a wszystkie "niezaliczone" panny
      pozstaną "niezaliczone"... i że tylu rzeczy sie nie doświadczyło. I zaczyna się
      poszukiwanie... które z reguły koończy się odkryciem, że młoda kobieta też
      oznacza problemy. I najczęściej z takich znajomości i snutych po kryjomu marzeń
      (seksualnych) nic NA SZCZEŚCIE nie wychodzi, a żona okazuje się jednak dobra,
      wspaniała i kochająca. Oby w przypadku tego faceta tez tak było.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka