Dodaj do ulubionych

Gdy mąż nie chce niepracującej zawodowo żony...

22.11.08, 21:04
No właśnie. Większość kobiet niepracujących zawodowo zostaje w domu
na mocy wspólnych ustaleń. Co jednak jeśli mąż nie zgadza się na to,
by kobieta nie pracowała zawodowo, a żona chce zostać w domu? Czy
mąż może odmówić utrzymywania takiej żony, wyrzucić ją z mieszkania?
Równie dobrze może to być mężczyzna, który nie chce pracować i żona,
której taki układ nie pasuje.
Chodzi mi o sytuację w której jedno z małżonków nie chce pracować,
chce zająć się domem i dziećmi,a druga się na to nie zgadza.
Co zrobić w takiej sytuacji? Kto ma się poddać?
Edytor zaawansowany
  • 22.11.08, 21:09
    poddac?
    ciekawe podejscie
    moim zdaniem trzeba porozumiec sie i okreslic DLACZEGO maz tego nie chce:
    zapewne boi sie ze sam nie da rady utrzymac chalupy i dziecka, wiec skoro pani
    tak usilnie nie chce zeby ktos obcy zajmowal sie dziecmi to niech sama zarabia
    tyle kasy zeby maz mogl zostac w domu i bawil sie w kucharke :o
    --
    Gry małżeńskie
  • 22.11.08, 21:21
    Mąż nie chce, ponieważ w ten sposób musiałby więcej, dłużej pracować
    zawodowo i przez to spędzać mniej czasu z żoną i dziećmi. Żona nie
    chce pracowac- argumentuje to także chęcią spędzania więcej czasu z
    rodziną.
  • 22.11.08, 21:22
    no to maz ma swieta racje
    --
    fotka moich cycków
  • 22.11.08, 21:11
    wydaje mi się, że takie sprawy ustala się wcześniej. To mniej więcej
    tak jakby mój mąż chciał żebym nie pracowała w zamian siedziała w
    domu, a ja tak bardzo lubię swoją pracę.
    Wracając do tematu skoro, np. ja nie mam ochoty utrzymywać małżonka
    i tyrać powiedzmy na dwa etaty po to by on siedział sobie w domku i
    dupkę grzał.
    takie sparawy ustala się dużo wcześniej tak samo jak rozmawia się o
    chęci posiadania potomstwa
  • 22.11.08, 21:14
    > Wracając do tematu skoro, np. ja nie mam ochoty utrzymywać małżonka
    > i tyrać powiedzmy na dwa etaty po to by on siedział sobie w domku i
    > dupkę grzał.
    jodi ty samobojca jestes, zaraz cie zywcem zezra - siedzenie w domu to nie
    grzanie dupki tylko ciezkie tyranie nijak nie porownywalne z szykowaniem
    dzieciorow do zlobkow, przedszkoli o swicie, praca zawodowa, odbieraniem narybku
    w biegu, robieniem zakupow z talatajstwem u boku, praniem sprzataniem itd itd
    od razu wez widelec i popelnij sepuku!
    --
    Gry małżeńskie
  • 22.11.08, 21:18
    chwila chwila, autorka watku nie okreslila sie jasno ja zreszta tez.
    zrozumialam ze kobieta ma zostac w domu na stale. chce zrezygnowac w
    ogole z pracy na rzecz siedzenia w domu i najpierw zajmowaniem sie
    dziecmi a pozniej grzaniem dupki.
  • 23.11.08, 10:50
    Deela z całym szacunkiem. Przerabiałam kilka lat w domu z dzieckiem, a teraz
    przerabiam pracę, żłobkoszykowanie o świcie, zakupy w biegu i resztę
    dobrodziejstwa takiego stylu życia i uważam, że to pikuś przy siedzeniu w domu z
    2 dzieci. Zmęczenie fizyczne może trochę większe, ale psychiczne
    nieporównywalnie mniejsze. Ja po weekendzie to dopiero styrana jestemsmile
    --
    matylda.fm- mojabiżuteria
  • 22.11.08, 21:18
    Więc może opowiem więcej o tej sytuacji.
    Przed ślubem obydwoje pracowali. Po ślubie także. Jeśli chodzi o
    obowiązki domowe związane ze sprzątaniem, dziećmi itp. to jedyna
    para jaką znam, w której obowiązki te są dzielone idealnie po równo.
    Dzieci lat 5 i 3. W chwili obecnej małżonka chce zrezygnować z pracy
    i zająć się domem. Mąż się nie zgadza. Obydwoje przychodzą do mnie
    po porady- bliska rodzina.
    Ja uważam, że w tej sytuacji małżonka postąpiła nie fear. Natomiast
    chciałabym wiedzieć jakie jest Wasze zdanie na ten temat.
  • 22.11.08, 21:20
    tzn przez 5 lat wychowywala dzieci i pracowala a teraz raptem chce
    przestac pracowac?
    jak na te fakty to popieram meza
  • 22.11.08, 21:25
    > W chwili obecnej małżonka chce zrezygnować z pracy
    > i zająć się domem. Mąż się nie zgadza.

    nie rozumiem sformułowania "nie zgadzać się" w odniesieniu do działań innej,
    dorosłej, będącej w pełni władz umysłowych i praw obywatelskich, osoby. wydawało
    mi się, że każdy człowiek ma prawo do decydowania o tym, czy i gdzie pracuje.
    druga może wyrazić swoje zdanie, dyskutować, próbować przekonać, ale nie może
    się "nie zgodzić", chyba że uda się tamtą osobę ubezwłasnowolnić.

    > Ja uważam, że w tej sytuacji małżonka postąpiła nie fear.

    fear no more wink

    --
    cenie swoja ignorancje w tym temacie
    Tak, ale o co w tym wszystkim naprawdęchodzi? Ale tak naprawdę, skoro juz o tym mowa.
  • 22.11.08, 21:28
    " wydawało
    mi się, że każdy człowiek ma prawo do decydowania o tym, czy i gdzie pracuje."- OK, ale teraz ta decyzja wpłynie na życie całej 4.
  • 22.11.08, 21:29
    wydawał
    > o
    > mi się, że każdy człowiek ma prawo do decydowania o tym, czy i
    gdzie pracuje.
    > druga może wyrazić swoje zdanie, dyskutować, próbować przekonać,
    ale nie może
    > się "nie zgodzić", chyba że uda się tamtą osobę ubezwłasnowolnić.

    no i niestety skoro ma ją utrzywać to może się na to nie zgodzić, w
    końcu w przysiędze śłubnej nie ma : i będę cię utrzymywał aż do
    śmierci tongue_out
  • 24.11.08, 13:29
    > no i niestety skoro ma ją utrzywać to może się na to nie zgodzić

    nie moze sie nie zgodzic na to, zeby nie pracowala
    moze protestowac, moze sie rozwiesc, ale nie moze zamknac jej w domu smile

    a tak btw, sprawa jest dla mnie zupelnie z kosmosu. takie decyzje podejmuje sie
    WSPOLNIE, a przynajmniej poddaje pod dyskusje biorac pod uwage dobro calej
    rodziny. to kwestia zwyklej przyzwoitosci i szacunku dla drugiej osoby. i mowie
    tu o obu stronach; zarowno postawa "zrobie co chce BO TAK", jak i postawa "nie
    pozwalam ci, BO NIE" sa idiotyczne.

    --
    "hankrearden" natym blogu ponizej twierdzi, ze powolaniem kobiety jest uzywanie
    swojego mozgu i to on decyduje na co kobieta ma ochote. Mysle, ze normalny facet
    nie chce miec z taka kobieta nic wspolnego. (z forum)
  • 23.11.08, 17:20
    tak jest jesli jest to osoba samodzielna i wolna od zobowiazan, wez te poprawke
    pod uwage
  • 22.11.08, 21:50
    Czyli rzeczona pani chce odtąd to, co robiła OPRÓCZ pracy zawodowej, robić
    ZAMIAST niej...
  • 23.11.08, 10:30
    Dzieci lat 5 i 3. W chwili obecnej małżonka chce zrezygnować z pracy
    i zająć się domem



    Pytanie brzmi- dlaczego chce zrezygnować?
    Już się napracowała w życiu?
    Wypaliła zawodowo?
    Moze niech poszuka innej, mniej czasochłonnej, może takiej, w której
    mogłaby częściowo pracować w domu?
    Toz to są duże dzieci, i tak część dnia spędzają w przedszkolu, co
    ona będzie robic w tym domu?
    Facetowi się nie dziwię- dwie pensje to jednak pewien luksus,
    perspektywa utrzymania dotychczasowego standardu życia przy jedne
    oznacza dla niego zwiększenie czasu pracy.
    --
    "(...) większość naszych polityków wierzy, że jak się zamówi mszę w
    intencji płodności, to Polska dziećmi stanie niczym kościołami"

    Magdalena Środa
  • 23.11.08, 15:26
    kali_pso napisała:

    > > Dzieci lat 5 i 3. W chwili obecnej małżonka chce zrezygnować z
    > > pracy
    > > i zająć się domem
    >
    > Pytanie brzmi- dlaczego chce zrezygnować?

    Dokladnie - za tym "nie chce" cos sie kryje, jakies sa tego
    przyczyny i to te przyczyny trzeba zaadresowac...
  • 22.11.08, 21:21
    wczesniej, podobnie jak posiadanie potomstwa...
  • 22.11.08, 21:25
    W tej sytuacji mąz ma rację, nie żona, tym bardziej,że nie mówimy o niemowlakach czy bardzo małych dziaciach. A mąż ma słuszne obawy,że będzie musiał więcej pracować, aby utrzymać rodzinę. Poza tym, moja mama została młodo wdową, więc wiem, jak ważne dla nas było to,że oprócz renty po ojcu, miałayśmy także jej pensję- to doświadczenie z domu rodzinnego sprawiło,że nigdy nie rozważałam ani przez chwilę zostanie w domu i po macierzyńskim wracałam do pracy.
  • 22.11.08, 21:31
    Też tak uważam, ale teraz to już d..a zbita.
  • 23.11.08, 15:30
    beniusia79 napisała:

    > wczesniej, podobnie jak posiadanie potomstwa...

    Zawsze mnie to setnie bawi. Zanim sie ma potomstwo, o posiadaniu
    potomstwa wie sie dokladnie zero, czasami z niewielkimi wyjatkami.
    Mysmy z mezem tez "ustalali", corka sie urodzila i doszlismy do
    wniosku ze ignoranci bylismy 100% i nasze ustalenia byly g... warte.

    Poza tym - rozne rzeczy wychodza w zyciu. Ta pani pracowala, teraz
    nagle zmienila zdanie - nikogo nie interesuje dlaczego? Moze ma
    depresje czy inna chorobe (z ktorej moze sobie nawet nie zdawac
    sprawy)? Moze jakies megasyfy w pracy? Moze dzieci sa chore? Moze
    zwyczajnie nie wyrabia z praca, dwojka dzieci i domem, bo np. maz
    nic w domu nie robi? Przyczyn moze byc wiele, podstawa jest
    komunikacja a nie ustalenia sprzed 10 lat.
  • 23.11.08, 18:30
    > Zawsze mnie to setnie bawi. Zanim sie ma potomstwo, o posiadaniu
    > potomstwa wie sie dokladnie zero, czasami z niewielkimi wyjatkami.
    > Mysmy z mezem tez "ustalali", corka sie urodzila i doszlismy do
    > wniosku ze ignoranci bylismy 100% i nasze ustalenia byly g...
    warte.


    U nas też wcześniejsze ustalenia, moje zapewnienia, ba!, moje własne
    przeświadczenie o braku psychicznej możliwości zostania w domu
    dłużej niż macierzyński legły w gruzach! smile Teraz nie widzę
    psychicznej możliwości wrócenia do pracy smile Finansowej też nie -
    byłby to absurd. Poza tym, ze nie do tej syfiastej, w której jestem
    obecnie pracownikiem... Mam nadzieję tylko, że córka dobrze zniesie
    przedszkole.
    Sama widzę po sobie, że ludzie zmieniają się po pojawieniu potomka.
    U siostry autorki chyba zadziałał opóźniony zapłon smile Rzeczywiście
    zgadzam się, że często zapominamy o odcieniach szarości, ale
    niezrozumiała jest dla mnie chęć życia na tej samej stopie. Wynika z
    tego, że siostra ma wymagania, ale zrozumienia dla męża i jednak
    rodzica swoich dzieci, to już nie za wiele. Z tego względu nie
    dziwię się mężowi, bo rzeczywiście sam może odczuwać brak kontaktu z
    dziećmi a jednak pracuje. Jego niezgoda, to chęć ochrony tej
    cząstki, która pozostała. Chyba brakuje komunikacji między nimi i
    głupiego zrozumienia drugiej strony. Musi byc jakiś powód żony,
    którego ona boi się chyba ujawnić a który jest decydujący.
  • 22.11.08, 21:29
    Jodi Deela ma absolutna rację niestety!!!

    Jescze kilka miesięcy temu pracowałamzawodowo po 12 godzin dziennie
    plus raz na dwatygodnie kilkudniowe wyjazdy służbowe. Ale do pracy
    wychodziłam o świecie, dziecko spało, jak wracałam to mąż odgrzewał
    kolację, która poprzedniega dnia ugotowałam. Na noc wrzycałam pranie
    do pralki i naczynia do zmywary. Sprzątała pani, która wynajmowałam.
    Jak miałam dłuższy wyjazd to dziadków do pomocy ściągaliśmy. I ja
    myslałam, że przy takim tempie życia nie dożyę czterdzistki!wink
    Pracę rzuciłam, ciagle cos tam jeszcze zwwiązanego z praca domykam.
    Ale w życiu ciężej nie pracowałam niż teraz "siedząc w domu"
    teoretycznie no i małzonowi przybywo obowiązków, więc na jego pomoc
    przestałam nawet liczyć!!!
    No normalnie jak dopadnę babę która twierdzi, że matka domowa nie ma
    pracy to jej włosy z d... powyrywam!wink
    --
    MamaBuly.pl
  • 22.11.08, 21:34
    nie doczytałaś

    a wracajac do obowiazkow, normalne chyba jest, ze skoro z mezem
    oboje pracujemy to sie nimi dzielimy na pol, a skoro jedna osoba
    przestaje pracowac to obowiazki spadaja na nia.
  • 22.11.08, 21:35
    boze za duzo piwka i mam problem z przelaniem mysli.
    pisalam o obowiazkach domowych
  • 22.11.08, 21:50
    A tym kobitkom, które pracują zawodowo, to w domu wszystko samo się
    robi? Nie przesadzajmy, dzieci odchowane nie wymagają pełnej
    obsługi, a z czasem mogą wziąć na siebie jakieś obowiązki.
  • 23.11.08, 10:26
    normalnie jak dopadnę babę która twierdzi, że matka domowa nie ma
    pracy to jej włosy z d... powyrywam!


    Ma pracę, ale i tak uważam, że większym talentem organizacyjnym musi
    wykazać się matka pracująca.


    Ale w życiu ciężej nie pracowałam niż teraz "siedząc w domu"


    A ja jak jestem w domu to się przede wszystkim nudzę i traktuję
    pobyt w nim jak relaks, nie jak ciężką pracę- obiad wstawiam, kurze
    pościeram, sprawy zaległe pozałatwiam i mam czas dla siebie i
    dziecka- w normalnym tygodniu pracy wszystko to musze robic na
    przyspieszonych obrotach, a więc część robie po łebkach, w stresie,
    że doba jest za krótkawinkP
    --
    "(...) większość naszych polityków wierzy, że jak się zamówi mszę w
    intencji płodności, to Polska dziećmi stanie niczym kościołami"

    Magdalena Środa
  • 23.11.08, 10:44






    > A ja jak jestem w domu... traktuję
    > pobyt w nim jak relaks, nie jak ciężką pracę- obiad wstawiam, kurze
    > pościeram, sprawy zaległe pozałatwiam i mam czas dla siebie i
    > dziecka- w normalnym tygodniu pracy wszystko to musze robic na
    > przyspieszonych obrotach, a więc część robie po łebkach, w stresie,
    > że doba jest za krótkawinkP

    U mnie tak samo. Lubię się wakacyjnie pokurodomowić, ale nie mogłabym tak dobrowolnie i na stałe...
  • 23.11.08, 19:50
    sorry, miałaś akurat tak spalającą pracę, ale czy to jest standard?

    faktem jest, że po półrocznym siedzeniu z dzieciem wróciłam do pracy
    z pieśnią na ustach, ale nie dlatego, że była o wiele lżejsza.
    Dlatego, że praca w domu jest śmiertelnie nudna. Nie doświadczyłam
    przy tym jakiejś przesadnej harówy prowadząc dom i zajmując się
    dzieckiem. Miałam zatrzęsienie czasu wolnego na czytanie i oglądanie
    TV, a i moje koleżanki tez jakoś były na bieżąco ze wszystkimi
    serialami, więc nie przesadzajmy może z tą martyrologią.
  • 23.11.08, 09:17
    Dzieci są w wieku przedszkolnym, za niedługi czas do tego przedszkola pójdą.
    Przepraszam, jeśli niekumata jestem, ale co mieści się w opcji 'zajmowania się
    domem', dzień w dzień, przez dajmy na to sześć godzin, kiedy dzieci w owym domu
    nie ma. Nie no, bez urazy, doinformować się chciałam. Jakoś nie wierzę w
    potrzebę przebywania z dziećmi w takim stopniu, ażeby rzucić pracę - poza tym
    starsze ma obowiązek rozpocząć w przyszłym roku zerówkę, więc i tak z tego domu
    wyjdzie. Obydwoje z mężem pracujemy, obowiązki dzielimy po równo. Owszem, bywam
    zmęczona, ale nigdy w takim stopniu, żeby się zwolnić. Wylejcie na mnie kubeł
    pomyj, ale dla mnie sytuacja 'nie pracuję, zajmuję się domem" to trochę "bu-ha-ha".
  • 23.11.08, 10:57
    Ile jeszcze wątków trzeba żeby temat mam nie pracujących zawodowo się wyczerpał?
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 11:04
  • 23.11.08, 11:05
    Jeżeli nie potrafią się pokojowo dogadać w ważnej kwestii, to nie
    powinni być małżeństwem. Żadne ustalenia prawne nic tu nie pomogą.
  • 23.11.08, 11:32
    a gdyby facet stwierdził, że nie będzie pracował-jedna pensja
    wystarczy? pewnie zostałby uznany za nieroba i pasożyts, a tu
    wielkie rozważania; dwie pensje to poczucie względnego
    bezpieczeństwa, a prace domowe w taliej sytuacji też się dzieli i
    tyle; odpada codzienne gotowanie, zmywania mniej; odkurzyć można co
    3 dni i tez da się żyć
  • 23.11.08, 11:55
    > a gdyby facet stwierdził, że nie będzie pracował-jedna pensja
    > wystarczy? pewnie zostałby uznany za nieroba i pasożyta

    Dlaczego? Znam sytuacje gdzie pan siedzi w domu a pani pracuje. Wszystko jest
    kwestią dogadania. Bieganie z problemem do osób trzecich (nie będących
    specjalistą do spraw małżeńskich) i nieumiejętność zrozumienia racji drugiej
    osoby nie wróżą temu małżeństwu nic dobrego.

    Do pań pracujących, nie każdy odnajduje spełnienie w pracy zawodowej. Niektórzy
    nie chcą być "rodzicem na pół etatu". I no cóż mają do tego prawo. Oczywiście w
    idealnym świecie wszystko powinno być obgadane wcześniej.
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 12:00
    to nie jest kwestia bycia rodzicem na pół etatu tylko podejścia do
    kwestii pracy zawodowej; w naszej kulturze jest przyjęte, ze konieta
    może pracować lub nie a facet musi i tyle (są wyjątki, ale jest ich
    tak mało, że tego obrazu nie zmieniają); zgadzam się z osobami,
    które twierdzą, że to powinno być ustalone PRZED ślubem; pomyślcie
    dziewczyny jaka byłaby Wasza reakcja, gdyby mąż powiedział nagle, że
    nie chce już pracowaci od przyszłego miesiąca zostaje z dziećmi?
  • 23.11.08, 12:06
    > to nie jest kwestia bycia rodzicem na pół etatu tylko podejścia do
    > kwestii pracy zawodowej; w naszej kulturze jest przyjęte, ze konieta
    > może pracować lub nie a facet musi i tyle

    Nieprawda. Wszystko jest kwestią dogadania. Myślisz że w innych kulturach sto
    procent babek pracuje? Nie. Trzeba walczyć o to żeby mamy mogły pracować ale i
    przyswoić że nie dla każdej kariera jest najważniejsza.

    > dziewczyny jaka byłaby Wasza reakcja, gdyby mąż powiedział nagle, że
    > nie chce już pracowaci od przyszłego miesiąca zostaje z dziećmi?

    Gdyby dało się za pensję żony przeżyć to wiele by się na to zgodziło.
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 12:09
    > przyswoić że nie dla każdej kariera jest najważniejsza.

    Bo nie mówię o kobietach które po prostu muszą pracować bo nie oszukujmy się
    takich też jest wiele.
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 12:12
    Myślisz że w innych kulturach sto
    > procent babek pracuje?
    pewnie, że nie i właśnie chodzi o ten procent kobiet, bo facet
    pracuje i kropka; i większość byłaby w ciężkim szoku, gdyby
    przestał; a kobiety mogą wybierać i uważaja to za dziwactwo jeśli
    facet sie nie zgadza; ale zgadzam się, że to kwestia porozumienia,
    natomiast model wyjściowy to taki, że dorośli pracują zawodowo.
  • 23.11.08, 12:12
    Jestem entuzjastka pracy zawodowej, ale nie mam watpliwosci, ze dzieci 3 i 5 lat
    i praca na cały etat to szaleństwo.
    Ważne, żeby umiec szczerze pogadac i wspólnie poszukac rozwiazania - moze zona
    moglaby pracowac na pół etatu, a moze daloby sie zatrudnic kogos do pomocy, u
    nas cudownie sprawdzila sie pani na 3 godziny dziennie plus choroby dziecka -
    dzieki temu w okresie "corka dwa tygodnie w przedszkolu, dwa w domu" nie
    musiałam chodzic na zwolnienie i nie czulam sie rozdaarta miedzy obowiazkami
    pracownicy i matki.

    Jedno pewne: absolutnie autorka watku nie powinna przyjmowac postawy sedzi
    ferujacej wyroki, co najwyzej mediatorki ulatwiajacej dogadanie się.
    Pytania "kto ma rację", "kto ma ustapic" są kompletnie niedorzeczne.
    --
    "Dzieki Bogu z każdym rokiem rosnie liczba osob, ktore mogą mnie pocalowac w dupę."
  • 23.11.08, 12:46
    > Jedno pewne: absolutnie autorka watku nie powinna przyjmowac postawy sedzi
    > ferujacej wyroki, co najwyzej mediatorki ulatwiajacej dogadanie się.
    > Pytania "kto ma rację", "kto ma ustapic" są kompletnie niedorzeczne.

    O ile się orientuje to autorka wątku już opowiedziała się po jednej ze stron.
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 12:19
    To kompletne nieporozumienie i nie moge zrozumiec, skad tak wiele osob uważa, ze
    w ogole jest mozliwe.
    Przed ślubem nie mamy pojecia, jak bedzie PO. Zanim nie urodzimy dziecka, nie
    jestesmy w stanie przewidziec, jakiego stopnia uwagi i zaangazowania bedzie
    wymagalo, czy na przyklad bedzie przesypiac noce, czy na odwrót - bedziemy przez
    lata wstawac co pare godzin, ani nie wiemy, jak my sami na to wstawanie bedziemy
    reagowac. Zazwyczaj tez nie wiemy, jakiego stopnia zaangażowania bedzie wymagac
    od nas praca zawodowa (za rok - za piiec - za dziesięc). Nie wiemy, jak my sami
    bedziemy sie zmieniac, jak bedzie się zmieniac mąż/zona. Nie wiemy, kiedy
    rozłoza nam się rodzice/tesciowie i ile czasu, energii, uwagi trzeba bedzie im
    poswięcic. Nie mamy pojecia, czy za dwa lata - lub za pol - nie nastąpi kryzys
    ekonomiczny i nie wywroci naszego zycia na nice.

    Jeśli chcemy byc w zwiazku z drugim czlowiekiem, musimy byc otwarci na zmiany,
    na potrzeby - zmieniajace się - jego i nasze wlasne, gotowi do kompromisow,
    ustepstw i ciaglego poszukiwania rozwiazań, które bedą dobre dla wszystkich
    członkow rodziny.

    Z zawieraniem umów PRZED zalozeniem rodziny nie ma to wszystko nic wspólnego.
    --
    "Dzieki Bogu z każdym rokiem rosnie liczba osob, ktore mogą mnie pocalowac w dupę."
  • 23.11.08, 12:34
    "To kompletne nieporozumienie i nie moge zrozumiec, skad tak wiele osob uważa, ze
    w ogole jest mozliwe.
    Przed ślubem nie mamy pojecia, jak bedzie PO."- niecałkiem się zgadzam, bo mnie np. udało się takie rzeczy i istalić, i wprowdzić w życie.A wiesz dlaczego? bo obserwowałam ludzi, pary, które mają dzieci i widziałam, jak organizują sobie życie.I wbrew opinii,ze to zależy jakie ma się dziecko, widziałam ludzi, którzy dostali hopla i własne życie postawili na głowie, bo "dziecię się nam narodziło", i tacy, którzy przyjęli to jako inny etap rozwoju- i wspólnie jakoś przez ten pierwszy etap wspólnie przeszli. Ustaliłam i liczbę dzieci, i sprawę pracy, i opieki- da się.Nie dziwię się,że ten facet martwi się, czy podoła utrzymaniu nagle 4 osób, bo żona zechciała w domu sobie posiedzieć.
  • 23.11.08, 12:44
    > Ustaliłam i liczbę dzieci, i sprawę pracy,
    > i opieki- da się.

    Bo w idealnym świecie wszystko się da ustalić i przewidzieć. W nieidealnym
    trzeba być otwartym na kompromisy i porozumienie.
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 12:49
    Nie żyję bynajmniej w świecie idealnym, "W nieidealnym
    > trzeba być otwartym na kompromisy i porozumienie."- dlatego z liczby 1 i 3 wyszło nam 2, z resztą spraw podobnie, chyba nie podejrzewasz,że po prostu zaordynowałam jak ma być, by było idealnie? Dobry związek to zawsze sprawa kompromisu, porozumienia, a nie stawiania przed faktem czy szantażowanie.
  • 23.11.08, 12:50
    My przecież zupełnie nie wiemy, dlaczego "zona zechciała sobie w domu posiedziec".
    Ja sama za nic w swiecie nie zaminilabym pracy zawodowej na siedzenie w domu w
    piecio- i trzylatkiem - to nie jest "siedzenie", bynajmniej.

    Poza tym - nie dogadasz WSZYSTKIEGO. zycie to wciaz nowe wyzwania, nowe
    konflikty, nowe problemy. Jedyne wyjscie to nauczyc sie wspólnie je rozwiazywac
    - bez tego zwiazek rozpadnie sie na pewno.
    --
    "Dzieki Bogu z każdym rokiem rosnie liczba osob, ktore mogą mnie pocalowac w dupę."
  • 23.11.08, 13:10
    To kompletne nieporozumienie i nie moge zrozumiec, skad tak wiele
    osob uważa, ze
    w ogole jest mozliwe.
    Przed ślubem nie mamy pojecia, jak bedzie PO



    Tez tego nie pojmuję- tej wiary forumowej, lub samoprzekonywania
    się, że ustalenie czegokolwiek przed ślubem ma dać nam gwarancję
    wiecznej szczęśliwości. Człowiek jest tylko człowiekiem- zmienia się
    ewoluuje, nawet zdeklarowani przeciwnicy posiadania dzieci, bywa, że
    zmieniają swoje nastawinie po kilku latach lub odwrotnie- ktoś
    deklarował chęc posiadania dużej rodziny ale jeno dziecko tak mu
    dało do wiwatu, że o kolejnych pieluchach mysli w
    kategoriach "koniec świata".
    Owszem, jest też i tak, że o pewnych sprawach należy rozmawiać, ale
    na Boga, nie należy trzymać się szaleńczo ustaleń, że "przed ślubem
    mówiłeś, że będziemy mieć troje dzidzi, a teraz chcesz tylko dwoje"-
    no przeciez to jest dziecinada.
    --
    "(...) większość naszych polityków wierzy, że jak się zamówi mszę w
    intencji płodności, to Polska dziećmi stanie niczym kościołami"

    Magdalena Środa
  • 23.11.08, 15:36
    nangaparbat3 napisała:

    > To kompletne nieporozumienie i nie moge zrozumiec, skad tak wiele
    > osob uważa, ze
    > w ogole jest mozliwe.
    > Przed ślubem nie mamy pojecia, jak bedzie PO.

    Zgadzam sie w 100%.

    Tak samo jak i z poprzednim postem nangaparbat3. Autorka watku pyta
    o ocene czyjegos zachowania, podczas gdy przyczyny tego zachowania
    sa nam (i jej, jak widac) kompletnie nieznane.
  • 23.11.08, 13:24
    Takie sprawy to się ustala przed ślubem.
    Poza tym, jak sie związek po latach rozwali /a w zyciu różnie
    bywa/, to co kobieta będzie miała? Zero doświadczenia zawodowego, a
    więc i mniejsze szanse na znalezienie pracy, zero własnej kasy, za
    to dzieci na utrzymaniu i żal do faceta "jak on mógł".
    Lepiej licz na siebie, dzieci w wieku przedszkolnym zapisuj do
    przedszkola i szoruj do pracy na pół etatu chociaż.
    --
    Na zawsze to się tylko odchodzi,
    porzuca i znika na zawsze.
    A wszystko inne jest na chwilę...
  • 23.11.08, 13:24
    pomiedzy czernia i biela jest jeszcze sporo odcieni szarosci, tzn.
    mozmna wypracowac kompromis, gdy kazde z malzonkow redukuje swoj
    wymiar zatrudnienia, aby wykrzesac wiecej czasu i energii na
    obowiazko rodzinno-domowe, w miare sprawiedliwie podzielone miedzy
    partnerow. Sytuacja , gdy kobieta zupelnie rezygnuje z pracy
    zawodowej jest IMHO dosc demoralizujaca (jaki wzorzec otrzymuja
    dzieci?), nie mowiac, ze moglabym, ja porownac do strzelania sobie w
    kolano: co bedzie, gdy kobieta, na wlasne zyczenie, wyrzucona z
    rynku pracy , nagle z roznych powodow zostanie nagle sama, jako
    jedyny zywiciel rodziny? A co z przyszla emerytura?
  • 23.11.08, 16:03
    Powiem Wam z mojego doświadczenia,przed slubem ustaliliśmy,że ja
    siedze w domu z dziećmi,że jak tylko synek podrośnie to postaramy
    się o córeczkę.
    Jednak niby wszystko wyszło,ale nie do końca.
    Ze względu na upierdliwych rodziców mysiałam się wyprowadzić,mąż był
    na wyjeździe,ja wynajęłam kawalerkę,przez 2 tygodnie żyłam bez
    pralki,lodówki i kuchenki.
    Ciężko było finansowo,więc chcąć nie chcąc musiałam iśc do pracy i
    co?
    Schody,nikt mnie nie chciał,jak tylko się dowiadywał,że mam 2 dzieci.
    W końcu bez umowy zostałam niańką 8 miesięcznej Martuni,nie było
    mnie w domu po 13 godzin,dzieci przez 10 godzin w przedszkolu(córka
    nie miała 2 lat)potem z moim tatą,sąsiadką,potem z mężem.
    Ja swoje dzieci widziałam w zasadzie w weekendy,bo wychodziłam z
    domu o 6ej,a wracałam o 18:30 19ej.
    Potem mąż miał dość,bo miał żone w pracy i sam był wiecznie w domu z
    dziećmi.
    Nie mogłam znaleźć pracy,jak już to na 3 miesiące i zielona trawka.
    W końcu poprawiło nam się i zapragnęliśmy 3 dzidzi.
    W chwili obecnej ja po pół rocznej pracy mam uszkodzony kręgosłup i
    latam na zabiegi do szpitala,przekwalifikowuje się(kończę 3 kurs) i
    mam szansę tylko na przygotowanie zawodowe,bo nie mam znajomości.
    Osobiście uwielbiam siedzieć z dziećmi w domu,ja się nie nudzę,robię
    na drutach,piszę listy,zawsze znajde sobie zajęcie.
    Mój Mąz jest tak wychowany,że jak kobieta nie pracuje to jest
    niepełnowartościowym człowiekiem i się często nie liczy z moim
    zdaniem.
    Jesteśmy 10 lat po ślubie i szczerze dla świętego spokoju muszę iść
    do pracy.
    Mój mąż również nie chce nie pracującej zawodowo żony.
    --
    Maja mama Marka(3.12.1998),Angeliki(23.02.2001) i Darii(19.03.2006)
  • 23.11.08, 16:53
    jest takie magiczne slowo kompromis- tzn mozna nie pracowac czasowo, mozna
    pracowac mniej godzin dziennie, po okresie niepracowania zony na urlop moze isc
    maz (wlacznie z wychowawczym) itd.
    --
    opsesyjna.blox.pl/html
    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
  • 23.11.08, 17:05
    dokladnie to samo napisalam 2 posty wyzej smile
    Sie podpisuje.
    Poza tym taki system przetestowalismy w praktyce i to naprawde
    dziala, z korzyscia dla wszystkich (w tym dla tatusia, ktory ma
    okazje nawiazania lepszych relacji z dziecmi i treningu radzenia
    sobie z prowadzeniem domu).
  • 23.11.08, 17:25
    osobiscie bym sie wk... gdyby wspomalzonek wyskoczyl z takim tekstem. W
    dzisiejszych czasach rzadko kiedy praca obojga wspolmalzonkow nie jest
    koniecznoscia... a moze malzonek twojej znajomej zarabia tak kolosalna sume, ze
    praca malzonki jest zbedna? Wtedy to co innego. Rozumiem faceta ze nie chce sam
    dzwigac trudu zabezpieczenia bytu rodziny. Pani mogla go uprzedzic o sposobie na
    wspolne zycie. Inna sprawa jesli jedno z dzieci (lub oboje) niedomaga i wymaga
    specjalnej troski, wtedy nie dyskutuje, sa wazniejsze rzeczy w zyciu niz dobrobyt.
  • 23.11.08, 17:38
    Widzę, ze rozpętała się niezła dyskusja smile Więc już śpieszę
    tłumaczyćsmile
    Żona chce zrezygnować całkowicie z pracy, ponieważ chce spędzać dużo
    czasu z dziećmi. Czuje, że jej coś umyknęło, dlatego chciałaby być
    na codzień z potomstwem. Mąż natomiast w takim wypadku musiałby
    pracować więcej, by zapewnić ten sam poziom co dotychczas.
    Oznaczałoby to, że będzie spędzał mniej czasu z dziećmi, a on nie
    chce być weekendowym tatą.
  • 23.11.08, 17:42
    To niech żona pracuje na pół etatu.
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 17:47
    Mąż w gniewie zagiął żonę, że on też chce zostać w domu na codzień z
    dziećmi i niech żona zarobi na rodzinę.
    Praca żony na pół etatu nie rozwiąże problemu.
  • 23.11.08, 17:49
    i maz IMHO ma racje...
  • 23.11.08, 17:49
    Moim zdaniem także.
  • 23.11.08, 17:52
    Napisałaś że mąż musiał by pracować więcej, tak? Czyli rozumiem że żona dostaje
    na tyle mało pieniędzy za pracę że pracując na pół etatu nie zarobi tyle co mąż
    z nadgodzin?
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 17:59
    Po pierwsze: moja siostra pracuje w banku i nie ma opcji pracy na
    pół etatu. Zarabia dobrze, natomiast mąż zarabia o wiele więcej
    (jest inżynierem). Poza tym siostra nie chce pracować na pół etatu,
    chce całkowicie zrezygnować z pracy. Nawet gdyby pracowała na pół
    etatu, mąż musiałby i tak więcej pracować, żeby zapewnić standard
    życia jak dotychczas. Z obecnego poziomu życia nie są w stanie
    zrezygnować.
    Brak pracy żony oznacza dodatkową pracę męża. Mąż nie zgadza się na
    dodatkową pracę i w związku z tym spędzaniem mniejszej ilości czasu
    z rodziną.
  • 23.11.08, 18:13
    Nie wiem kim jest w tym banku siostra ale czy jeśli zarobiła by tyle samo
    pracując w domu to ojciec dzieci zgodził by się na to?
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 18:17
    Raczej tak. Byleby on nie musiał więcej pracować kosztem czasu dla
    rodziny.
  • 23.11.08, 18:18
    Ale ona nie chce pracować w ogóle, więc opcja dodatkowego zarobku
    nie wchodzi w grę. Chce zajmować się wyłącznie domem i dziećmi.
  • 23.11.08, 18:28
    To niestety musi się pogodzić z mniejszą ilością pieniędzy w rodzinnej kasie. I
    tyle.
    --
    "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
    ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
    Peter Schiff
  • 23.11.08, 19:56
    greenadela77 napisała:

    > Ale ona nie chce pracować w ogóle, więc opcja dodatkowego zarobku
    > nie wchodzi w grę. Chce zajmować się wyłącznie domem i dziećmi.

    przepraszam, ale nie bardzo rozumiem - na zajmowanie się domem nie
    potrzeba 18 godzin dziennie. Co jest do roboty przy dwójce dużych
    dzieci, które pewnie chodzą do przedszkola? będzie sobie storczyki
    hodować?

    zresztą, dyskusja jest akademicka, bo jeśli mąż nie zamierza się
    zarżnąć to siostra będzie musiała spuścić z tonu. Skoro szwagier
    dobrze zarabia, to zapewne tez nie obija się w pracy. Ile miałby
    zasuwać, żeby zrekompensować utratę jej pensji? 12? 16 godzin na
    dobę? dla jej komfortu, bo ja osobiście żadnej realnej potrzeby nie
    widzę.

    jeśli siostra postawi na swoim, to zaczną się kwasy małżeńskie,
    kłótnie o kasę, stąd już krok do poważnego kryzysu. A co jesli
    siostra zostanie z dziećmi sama, bo szwagrowi znudzi się rola
    jelenia, który ma pracować na okrągło?
  • 23.11.08, 19:20
    Ja bym na miejscu męża postawiła sprawę równie ostro jak zona, czyli
    powiedziałabym kategorycznie, że nie będę pracować więcej i koniec. I
    zapytałabym, z czego jest w stanie zrezygnować w związku z mniejszymi dochodami.
    I koniec dyskusji. Cwaniara, nie lubię takich.
    --
    patrz.pl/filmy/kierowco-nie-badz-bezmyslny
  • 23.11.08, 17:53
    > Żona chce zrezygnować całkowicie z pracy, ponieważ chce spędzać dużo
    > czasu z dziećmi. Czuje, że jej coś umyknęło, dlatego chciałaby być
    > na codzień z potomstwem. Mąż natomiast w takim wypadku musiałby
    > pracować więcej, by zapewnić ten sam poziom co dotychczas.
    > Oznaczałoby to, że będzie spędzał mniej czasu z dziećmi

    Wyglada na to, że pani uważa się za rodzica lepszej kategorii. Ona chce spędzać
    więcej czasu z dziećmi, bo nie chce, żeby jej coś umykało, ale że w związku z
    tym jej mąż będzie z dziećmi mniej niż ona teraz i jemu umknie więcej to już
    trudno, tak? z tj baby jest niezła egoistka, mąż jest do zarabiania pieniędzy,
    nie jest pełnoprawnym członkiem rodziny?
    --
    patrz.pl/filmy/kierowco-nie-badz-bezmyslny
  • 23.11.08, 18:05
    Dlatego właśnie zapytana o zdanie stanęłam po stronie męża siostry.
    Wydaje mi się, że lepiej gdy rodzice pracują po 8 godzin dziennie i
    później spędzają czas z dziećmi , niż sytuacja gdy mama jest z
    dziećmi cały czas a ojca widzą od święta.
  • 23.11.08, 19:32
    "sytuacja gdy mama jest z
    dziećmi cały czas a ojca widzą od święta."- mam taką sytuację w rodzinie, mąz zasuwa jak motorek, został sprowadzony do roli bankomatu, kontakt z dziećmi sporadyczny, bo przyjeżdża co kilka miesięcy z zagranicy.
    Spytaj siostrę Z CZEGO jest w stanie zrezygnować, jeśli chodzi o poziom życia, bo nie może w tej sytuacji zmusząć męża, że musi więcej pracować, by zapewnić ten sam standard przy jednym pracującym- sytuacja trudna, by nie rzec patowa.
  • 24.11.08, 00:03
    próbowalas zrozumiec, o co tak naprawdę chodzi siostrze? Bo tu na forum
    operujesz skrotami myslowymi raczej niż wyjasnieniem, w czym rzecz.
    I jeszcze jedno - może mam pecha, ale nie spotkalam mezczyzny, ktory by teraz
    dobrze zarabial i pracowal 8 godzin dziennie. Kobiety zreszta też nie - choc
    moze w bankach czas jest dokladniej odliczany, jestem w stanie to sobie wyobrazic.
    No i moze nam chociaż napiszesz, czy te dzieci chodza do przedszkola? Czy nie? A
    jęsli chodzą - jak to znoszą?
    I jeszcze - czy naprawdę nie warto obnizyc nieco standartu, żeby matka mogla
    wiecej czasu z dziecmi spedzac? Na czym własciwie to obnizenie miałoby polegac i
    czy na pewno byłby to aż taki problem?

    I na koniec: czy nie sądzisz, ze jesli ustawiają Cie w roli mediatora, a Ty tę
    role przyjmujesz, to nieprzyzwoitoscia jest opowiadanie sie po jednej ze stron?
    --
    "Dzieki Bogu z każdym rokiem rosnie liczba osob, ktore mogą mnie pocalowac w dupę."
  • 24.11.08, 00:38
    nangaparbat3 napisała:

    > próbowalas zrozumiec, o co tak naprawdę chodzi siostrze? Bo tu na
    forum
    > operujesz skrotami myslowymi raczej niż wyjasnieniem, w czym rzecz.

    Tak, próbowałam. Siostra chce zostać mamą domową. Zajmować się
    wyłącznie sprawami domowymi, czekać z gorącym obiadkiem na dzieci
    itp. Bardzo lubi swoją pracę, ale chce zostać gospodynią domową z
    wyboru. Żałuje, że po urodzeniu dzieci nie została z nimi w domu i
    chce ten czas nadrobić teraz.

    > I jeszcze jedno - może mam pecha, ale nie spotkalam mezczyzny,
    ktory by teraz
    > dobrze zarabial i pracowal 8 godzin dziennie. Kobiety zreszta też
    nie - choc
    > moze w bankach czas jest dokladniej odliczany, jestem w stanie to
    sobie wyobraz
    > ic.

    Widocznie obracamy się w innych środowiskach. Znam wielu ludzi,
    którzy pracują po 8 godz. dziennie i dobrze zarabiają. Należą do
    nich m.in. lekarze z własną praktyką, dentyści, architekci,
    prawnicy, czy tak jak mój szwagier inżynierzy.


    > No i moze nam chociaż napiszesz, czy te dzieci chodza do
    przedszkola? Czy nie?
    > A
    > jęsli chodzą - jak to znoszą?

    Dzieci chodzą do przedszkola i znoszą to świetnie. Natomiast zapewne
    wolałyby spędzać więcej czasu z rodzicami.

    > I jeszcze - czy naprawdę nie warto obnizyc nieco standartu, żeby
    matka mogla
    > wiecej czasu z dziecmi spedzac? Na czym własciwie to obnizenie
    miałoby polegac
    > i
    > czy na pewno byłby to aż taki problem?

    Żadne z rodziców nie zgadza się na obniżenie standardu życia rodziny.
    Brak pracy zawodowej matki oznacza zwiększony wymiar czasu pracy
    ojca. Ojciec nie zgadza się więcej pracować kosztem czasu dla
    rodziny. On też chętnie zostałby całkowicie w domu z dziećmi, gdyby
    matka zgodziła się pracować więcej. On też ma wyrzuty sumienia, że
    nie był z dziećmi zaraz po urodzeniu, tylko musiał pracować- jego
    argumenty.

    >
    > I na koniec: czy nie sądzisz, ze jesli ustawiają Cie w roli
    mediatora, a Ty tę
    > role przyjmujesz, to nieprzyzwoitoscia jest opowiadanie sie po
    jednej ze stron?

    Nie zostałam postawiona w roli mediatora. Zostałam zapytana o zdanie
    i je wyraziłam. Mimo, że siostra jest mi o wiele bliższa (co jest
    chyba zrozumiałe) uważam, że w tym wypadku nie ma racji.
  • 24.11.08, 01:12
    Przeczytalam kilka Twoich wyjasnien i o ile dobrze je zrozumialam,
    to ja tu nie widze miejsca na kompromis.
    Twoja siostra chce zabrac swojemu mezowi cos bardzo waznego - czas
    spedzony z dziecmi i rodzina oraz oczekuje od niego, ze bedzie
    pracowal zawodowo za nia, czyli sie zajezdzal, bo ona nie bierze pod
    uwage obnizenia poziomu zycia.
    Jak dla mnie - dziewczyna nie ma prawa stawiac takich warunkow i nie
    widze tu pola do dyskusji.
    Czas dla rodziny ojca jest rownie wazny jak czas matki. Jesli jej
    malo tego czasu niech sie zwolni jesli maz zgodzi sie ja utrzymywac,
    ale nie ma prawa pozbawiac dzieci ojca.
    Do bani taka matka, ktora wkreciwszy sobie film o tym, ze jest
    niezastapiona goni ojca dzieci z domu, ktory niby co? jest zbedny,
    tak?
  • 24.11.08, 01:19
    Doczytalam- cofam kwestie, ze tylko ona sie nie zgadza na obnizenie
    poziomu zycia, ale zasadniczo to tylko wlasciwie zamyka temat
    calkowicie. Skoro oboje chca zyc na obecnym poziomie, po prostu
    oboje musza pracowac i tyle.
    I podkreslam - uwazam, ze wybor siostry czy chce pracowac zawodowo
    czy tez byc gospodynia domowa nalezy tylko do niej do momentu, gdy
    jej mezowi to nie stanowi. W sytuacji, gdy za jej wybor on ma placic
    i to slono, uwazam, ze nie powinna decydowac sama.
  • 24.11.08, 01:30
    W ogole to ciekawy temat. Czy partnerzy maja prawo oczekiwac od
    drugiej strony pracy zawodowej?
    Ja mysle, ze tak. Mysle, ze w naszej kulturze i cywilizacji zdrowy
    czlowiek dorosly ma obowiazek i odpowiedzialnosc wobec siebie i
    bliskich zapewnic sobie zrodlo utrzymania pochodzace z wlasnej pracy
    o ile nie jest to inne zrodlo pozyskane legalnie czy udostepnione
    dobrowolnie przez innych.
    Nasz swiat funkcjonuje przy uzyciu pieniedzy i te pieniadze trzeba
    po prostu zarabiac. W spoleczenstwie ludzie niepracujacy i
    oczekujacy utrzymania przez innych traktowani sa jako pasozyty i
    patologia. Dazy sie przeciez do ograniczania takich zjawisk.
    Gdzies tu byl watek, ktory zalozyla dziewczyna kombinujaca jak na
    lewo przedluzyc opieke nad dzieckiem w domu tak, zeby byla platna.
    Dostala niezly ochrzan za probe oszustwa, wyludzenia od nas,
    platnikow tych wszystkich swiadczen. Ja mam zachrzaniac poza domem i
    placic podatki, zeby ktos mogl wyciagac lape po moja krwawice smile Ja
    sie oczywiscie nie zgadzam zasuwac na czyjes fantazje i zachcianki.
    Tu mamy to samo, ale w skali mikro.
  • 24.11.08, 08:20
    Z tym, ze w malzenstwie kasa z definicji jest wspolna. Ja nie wyciagam lapy po
    kase meza- ona jest nasza a wiec i moja. To ze ktos sie unosi honorem i musi
    miec na banknocie napisane ze jego- jego sprawa. W malzenstwie pieniadze zarabia
    sie wspolne a jak przebiega granica obowiazkow rodzicow- to juz ich sprawa. No
    sa ludzie ktorym 2 czy 4 godzinny kontakt z dziecmi nie wystarcza. Zwlaszcza z
    dziecmi w wieku w ktorym tej uwagi potrzebuja nadal sporo- tak samo jak nangar
    mnie dziwi ze dziecko 5 letnie jest uwazane za duze. Sa ludzie ktorzy nie nadaja
    sie do pracy po prostu, ktorzy nie musza budowac sojego poczucia wartosci na
    polowie pensji i ze jak chca szminke to sobie kupia ze swojej karty kredytowej a
    nie meza.
    --
    opsesyjna.blox.pl/html
    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
  • 24.11.08, 10:56
    wieczna-gosia napisała:
    > sie wspolne a jak przebiega granica obowiazkow rodzicow- to juz
    ich sprawa. No
    > sa ludzie ktorym 2 czy 4 godzinny kontakt z dziecmi nie wystarcza.
    Zwlaszcza z
    > dziecmi w wieku w ktorym tej uwagi potrzebuja nadal sporo- tak
    samo jak nangar
    > mnie dziwi ze dziecko 5 letnie jest uwazane za duze.

    Pięcioletnie jak pięcioletnie, ale trzyletnie? Ja także nie rozumiem
    takiego podejścia, które razem z posłaniem dziecka do przedszkola
    zmienia nagle status dziecka z malucha wymagającego dużo uwagi w
    prawie dorosłe, któremu wystarczy, że zje z rodzicami kolację,
    powie, że w przedszkolu było fajnie i rysowali drzewka, a potem
    zajmie się sobą. Ale ja nie rozumiem też tego, że niechęć dzieciaka
    do zostawania przez cały dzień w żłobku czy na początku przedszkola
    nazywana jest fanaberią albo rozpuszczeniem. Rozumiem, że rodzic
    idzie do pracy - bez względu na to, czy chce czy musi. Ale dobrze
    jest też wtedy odważnie spojrzeć na potrzeby dziecka. I szczerze
    przyznać, że się tych potrzeb spełnić nie może, zamiast udawać, że
    dziecko tych potrzeb nie ma i że jedynie kaprysi.

    Jasne, że mąż ma prawo się nie zapracowywać i spędzać z dziećmi czas
    codziennie. I jasne jest też, że dzieci mają prawo do ojca. Ale
    oczekiwanie matki nie wzięło się z sufitu. Ona nie zamieniła się z
    dnia na dzień w lenia. Coś się w niej obudziło. Może poczucie
    własnej wartości, które mimo krytycznych opinii z zewnątrz na temat
    pasożytnictwa, daje jej poczucie pewności i mówi, że wie, co robiwink
    Być może to, czego chce żona wynika z poczucia krzywdy, że mimo
    pozornie równego podziału, to ona dużo więcej musiała poświęcić, że
    duzo więcej musiała włożyć w małżeństwo, w rodzinę. Być moze też
    wynika z poczucia winy wobec dzieci. Być może ona tę winę widzi w
    mężu, bo gdyby nie jego oczekiwania, ona nie poszłaby do pracy,
    tylko zajęła się dziećmi. Być może ona wybrała właśnie takiego męża,
    bo oczekiwanie, że kobieta pójdzie do pracy zaraz po macierzyńskim,
    wyniosła ze swojego domu rodzinnego. W tej sytuacji nie dziwiłoby,
    że Greenadela tak twardo staje po stronie szwagra.
    Zbyt wiele jest tych być może, żeby jednoznacznie to ocenić.

    Jednego można być pewnym: tu nie ma miejsca na narzucenie swojego
    zdania drugiej stronie. To nie jest wojna, tylko małżeństwo.
    Którakolwiek ze stron zastosuje przymus, druga strona będzie czuła
    się skrzywdzona. Jeśli nie spróbują się porozumieć, żadne z nich nie
    będzie szczęśliwe. Nawet jeśli Greenadela razem ze swoją rodziną
    będzie głosować za mężem siostry, nie sprawi, że ta siostra poczuje,
    że nie ma racji. Poczuje jedynie, ze została przegłosowana.

    --
    posłuchaj czegoś innego
  • 24.11.08, 19:45
    "Coś się w niej obudziło."

    No obudzilo - chce byc bardziej matka. I fajnie, gdyby nie drobiazg,
    ze kosztem ojca. Jezeli ten ojciec moglby nadal pracowac jak do tej
    pory nie byloby mysle problemu, ale to chodzi o to, ze on ma zniknac
    z zycia dzieci, zeby matka mogla sobie pomatkowac do woli. To jest
    ten myk, ktory jest niehalo w tym ukladzie.
    Jaka matka by nie byla doskonala, dzieci, ktore sa juz w tym wieku
    straca na tym ukladzie - zakladajac, ze ten tata jest normalny
    oczywiscie.
  • 24.11.08, 19:40
    Wieczna, o tym napisalam tu:

    "inne zrodlo pozyskane legalnie czy udostepnione
    dobrowolnie przez innych."

    inne zrodlo udostepnione DOBROWOLNIE. Jesli jest zgoda - voila.
    Pewne prawdy sa uniwersalne - malutkie dzieci potrzebuja opieki -
    okres ten bywa trudny dla rodzicow, gdyz czesto traca jedno zrodlo
    dochodow. Ten okres jednak w pewnym momencie zazwyczaj mija i
    oczekiwanie powrotu do pracy ze strony meza jest naturalne jezeli on
    podczas tego okresu pracowal za dwoje i moglby wreszcie wrocic do
    normalnego zycia, ktore nie rujnuje mu zdrowia i relacji z dziecmi.
    Bo jesli facet tyle zarabia, ze i tak pracuje w zwyklym wymiarze, to
    dyskutuje sie o czym innym niz w tym watku.
  • 24.11.08, 07:51
    Dziwie się Adeli, że tak zdecydowanie stoi po stronie szwagra i nie dostrzega
    zadnego sensu w postawie siostry.
    Dziwie sie osobom, ktore twierdzą, ze trzy- i pieciolatek to "duze dzieci" i ze
    skoro chodza do przedszkola, to nie ma problemu - zdecydowana wiekszosc znanych
    mi przedszkolakow, wlącznie z moim wlasnym niegdys, na okraglo choruje i jesli
    nie ma pod ręką garnacej sie do opieki babci, jest z tym naprawde powazny klopot.
    Dziwie się łatwo i bez wątpliwosci ferowanym wyrokom, że zona chce żerowac na
    mezu i pozbawiac go czasu, ktory moglby spedzac z dziecmi - bo to wszystko na
    podstawie jedynie wypowiedzi osoby ewidentnie stronniczej.
    Tak naprawdę niewiele wiemy o podziale obowiazkow w tej rodzinie, o wzajemnych
    relacjach - a w opowiesci adeli z jednej strony wszystko wydaje sie ideałem, a z
    drugiej pojawia się pytanie KTO MA SIĘ PODDAC? - przeciez gołym okiem widac, ze
    cos tu nie pasuje, cos nie gra, a wiekszośc forowiczek przyjmuje wszystko za
    dobra monetę.
    Wreszcie dziwie sie samej sobie, bo ja akurat nie wykazuje wielkiego zrozumienia
    dla gospodyń domowych z wyboru, zycie bez pracy zawodowej (lub chocby
    społecznej, jesli ktos jest na tyle bogaty, ze zarabiac nie musi) uważam za
    zmarnowane - ale w przypadku tu opisanym emocjonalnie zdecydowanie stoję po
    stronie żony.
    Przyszla mi do glowy taka myśl: ze moze po pracy, kiedy oboje wracaja, tatus
    zajmuje sie dziecmi, a mamusia - gospodarstwem - co?
    Bo zeby cos sensownego o tej rodzinie powiedziec, to trzeba by wiedziec
    dokladnie, jaki jest ich podział obowiazkow - a my tu mamy dane bardzo skape,
    powtarzanie w kolko tych samych ogolnikow, przez osobę, ze powtorzę, ewidentnie
    stronniczą.

    --
    "Dzieki Bogu z każdym rokiem rosnie liczba osob, ktore mogą mnie pocalowac w dupę."
  • 24.11.08, 09:47
    Zgadzam się z poprzedniczką.Życie nie jest czarno-białe.Ta kobieta
    musi mieć jakiś powód,dla którego chce zrezygnować z pracy
    zawodowej.Może po prostu nie daje rady.Mowa była o równym podziale
    obowiązków.Ale tak to się niestety dziwnie składa,że takie małe
    przedszkolaki np chorują i wtedy powstaje prpblem,co z nimi
    zrobić.Tak naprawdę w większości przypadków jest to problem
    matki,ona musi zadecydować,czy iść na kolejne zwolnienie i narażać
    się na niezadowolenie szefa,czy może posłać to dziecko w
    takim''niepewnym''stanie do przedszkola,ale cały czas w pracy
    zamartwiać się,jak ono się czuje.Mężczyzna idzie do pracy i
    koncentruje się wyłącznie na niej,mogę to stwierdzić,bo tak
    zachowuje się mój mąż,bardzo dobry i odpowiedzialny ojciec,który i
    do lekarza zawiezie,i leki wykupi.Był czas,że pracowaliśmy razem i
    widziałam,że tylko ja przejmuję się faktem,że posłałam do
    przedszkola lekko pokasłujące dziecko,ale nie wiedziałam,czy nie
    odbiorę go już z gorączką.Nawet,jeśli mogłam zostawić to chore
    dziecko z babcią,to jak myślicie,kto całą noc nie spał,obniżając
    dziecku temperaturę,budząc się na każde jego kaszlnięcie.Ja,bo ktoś
    musiał,a angina dziecka,fakt,nie śmiertelna choroba,więc małżonkowi
    snu nie zakłócała.To z reguły matka wysłuchuje o niepokojących
    zachowaniach dziecka w przedszkolu,ojciec zazwyczaj kwituje sprawę
    kilkoma zdaniami,w których to matka albo babcia coś schrzaniły w
    wychowaniu,albo przedszkolanka jest głupia i przewrażliwiona.dla
    faceta to z regułu koniec tematu.Czasem kobieta może więc dojść do
    wniosku,że nie ogarnia całości,że dziecko jest bardziej kształtowane
    przez przedszkole,niż przez nią,że emocjonalnie czuje,że powinna
    dzieciom poświęcić więcej czasu,ale w tygodniu go brak,bo dziecko po
    przedszkolu też jest zmęczone itd.W takiej sytuacji najlepsze byłoby
    wypracowanie kompromisu,ale nie wiem,czy się da.Na jej miejscu w
    życiu nie zrezygnowałabym z pracy zawodowej przy takiej postawie
    męża.Dla własnego bezpieczeństwa finansowego.
  • 24.11.08, 20:00
    Wszystkie problemy poruszane na forum sa tematem do rozwazan
    akademickich, bo zawsze sytuacja przedstawiona jest przez osobe,
    ktora czesto nawet nie jest swiadkiem wydarzen
    Te wszystkie "byc moze" nie naleza do rzeczywistosci forumowej, a do
    faktycznego zycia tych ludzi, ktorych nigdy nie poznamy, nie dowiemy
    sie i nie przekonamy jak naprawde jest
    Co nie przeszkadza teoretycznie podywagowac na rozne tematy
    zaczerpniete z zycia
  • 24.11.08, 21:15
    Jasne. Zalezy tylko, co przez te "akademickie dywagacje" rozumiemy.
    --
    "Dzieki Bogu z każdym rokiem rosnie liczba osob, ktore mogą mnie pocalowac w dupę."
  • 24.11.08, 10:26
    Przyznam, ze postawa opisanej w watku zony zaskoczyla mnie
    nieprzecietnie. Myslenie wylacznie o sobie i swoich potrzebach, brak
    szacunku dla potrzeb meza, zwykla glupota wreszcie, bo postawi sie w
    sytuacji osoby na dlugo, moze nawet na zawsze, zaleznej od meza.

    To sa moje zaskoki z punktu widzenia wartosci spolecznie przyjetych,
    mam rtez wlasne prywatne - rozumiem potrzebe przebywania z
    dzieckiem. ale gdzu dzieci chodza do przedszkola, a potem szkoly - a
    niewiele juz zostalo do teog momentu, zaczynaja miec kolego i wlasne
    sprawy, to co pozostaje zonie domowej - sprztania, pranie gotowanie?
    to ma wypelnic zycie? byc jego trescia? Horror.
    oczywiscie sa kobiety, ktore nie pracuja, a realizuja sie jako
    wolontariuszki, pomagaja ludziom, robia wspaniale, wyjatkowe rzeczy,
    ale tu chyba nie o to chodzi, prawda?

    --
    Being the change you want to see
  • 24.11.08, 19:56
    Znam kolezanke, ktora nie pracowala jak wychodzila za maz, tuz po
    slubie maz byl niezadowolony, ze ona nie pracuje. Dodam, ze harowala
    w domu jak malo kto, sama widzialam, ze wszystko robila, nawet
    jasnie panu gdy przychodzil z pracy to podstawiala pod nos herbatke
    i nastepnie wsypywala cukier i mieszala mu, bo mu sie nie chcialo
    herbaty zamieszac. Robila wszystko sama, miala w glowie ulozony
    plan, ze w te dni odkurza, a w innym dniu raz w tygodniu myje okna.
    Pralki nie mieli, bo podobniez nie bylo miejsca na nia, wiec
    kolezanka prala w rekach nawet jego gacie (sama widzialam, bo
    kolezanka nie lubila tylko plotkowac, zawsze gdy do niej przyszlam
    to cos robila rozmawiajac ze mna).
    On jako maz, doslownie nic nie robil. Pytalam jej, jak to moazliwe,
    ale ona mowila, ze ona nie lubi jak ktos jej sie po kuchni kreci itd.

    Po slubie zaczal jej gadac ciagle, ze ma ona szukac roboty. Gadal ,
    ze darmozjada nie bedzie mial w domu. Poszukala, i znalazla w
    sklepie. I co z tego, skoro miala juz dwa etaty, w domu sama
    zachrzaniala, i jeszcze etat w pracy. Acha, kolezanka przed slubem
    chodzila do szkoly zaocznej, a po slubie niecaly rok, rzucila
    szkole, bo nie miala czasu sie uczyc. Jej zdanie , ktore mi sama
    mowila, brzmialo: ja musze go zabawiac, jak on wroci z pracy.

    Facet mial lekka prace i zamiast pomoc, to siadal na kanapie i
    czekal na obiad, na kolacje, na wszystko.

    Wiec, nie wiem jak u kogo, ale jesli ktos ma taka ciezka prace w
    domu, to nie dziwi mnie, ze chce zrezygnowac z etatu drugiego.
  • 24.11.08, 20:05
    "Pytalam jej, jak to moazliwe,
    > ale ona mowila, ze ona nie lubi jak ktos jej sie po kuchni kreci
    itd."


    Czyli na wlasne zyczenie miala takie zycie.

    "Jej zdanie , ktore mi sama
    > mowila, brzmialo: ja musze go zabawiac, jak on wroci z pracy."

    No wlasnie. Mentalnosc sluzacej z funcja panienki to towarzystwa.
    Sama wybrala, sila jej nie zmusil chyba do slubu, co?
  • 24.11.08, 21:25
    Jakoś nie jestem w stanie współczuć kobietom, które osobiście
    strzelają sobie w stopę.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.