Dodaj do ulubionych

rozwody-dlaczego aż tyle?

11.05.09, 13:29
Dlaczego tyle par się rozwodzi?
Czy to kwestia magii cudownego wesela?
Namowa rodziców "bo już czas" ?
Zdrady?
Seks lub jego brak?
Niezgodność charakterów (cokolwiek to znaczy)?
Bo dziecko było w "drodzę" i mimo wszystko trzeba było?
Bo panna lub kawaler myśleli, że po slubie będzie lepiej...?
Może znacie jakieś przypaki rozstań i pozwolicie mi zrozumieć
tajemnice rozwodów.
pozdrawiam

Edytor zaawansowany
  • 11.05.09, 13:35
    wszystko o czym napisałaś plus milion innych powodów. Dorzucę
    jeszcze jeden:
    Kiedy kilka lat temu kupowaliśmy dom zetknęliśmy się z dwoma lub
    trzema przypadkami kiedy to powodem sprzedaży nowiutkich
    odpicowanych chałupek był właśnie rozwód. Pary nie wytrzymywały tej
    ciężkiej próby, jaką jest budowa wspólnego gniazdka.
    Mam stresa, bo czeka mnie generalny remont domu, przedsięwzięcie
    porównywalne do budowy nowego. Mam nadzieję, że przetrwamy tę próbę.
  • 11.05.09, 13:39
    Tyle powodów ilu ludzi i rozwodów smile
    --
    ... Piniondze to nie fszysko ale fszysko bez piniendzy to nic ... smile
  • 11.05.09, 13:38
    Chyba raczej: dlaczego tyle par bierze slub?
    Nie wiem, ale wiem dlaczego sie rozwodza- tysiace powodw. Jednym z
    nich moze byc wlasnie to, ze dochodzi do momentu, w ktorym albo
    rybka albo pipka, jak to mawia moja mamuska.
    Kazdy z nas jest zupelnie inny, jesli nauczymy sie to akceptowac i
    dac sobie wystarczajaca wolnosc, rewelka. Jesli zas nie...dolina i
    pozostaje albo wytrzymac i sie dlawic albo oszukiwac albo sie
    rozstac albo...porozmawiac, mowic, gadac na maksa, az sie strony
    dotra, zrozumieja, zaakceptuja i bedzie gites.
    Kazdy jest inny, trudno zyc, wspolzyc z partnerem, jesli sie nie
    gada.

    --
    Och zycie kocham Cie, kocham Cie nad zycie!
  • 11.05.09, 13:48
    Dlatego że ideę miłości aż po grób można włożyć między bajki.
  • 11.05.09, 13:49
    bo sa niedopasowani, bo nie spelnili swoich oczekiwan
    kobiety sa bardziej niezalezne i dla nich i dla swiata rozwodka to
    juz nie wstyd wiec tym bardziej sa odwazniejsze w swoich decyzjach

    moim zdaniem to po czesci dobrze - znaczy to tylko ze ludzie nie
    mecza sie ze soba.
  • 11.05.09, 13:55
    Powodow tysiace.Mam wrazenie ,ze rozwodow jest coraz wiecej.Ostatnio
    zauważylam,ze polowa moich znajomych ,z ktorymi chodzilam do klasy jest po
    rozwodzie.
    Najczesciej slub byl w wieku 20-21 lat,bo dziecko w drodze.
    --
    "Mamo nie boj się, to tylko Hehalump trąbi."
  • 11.05.09, 13:57
    To po jaką chole*e biora ślub?
    Każde może przecież życ w swoim mieszkaniu i spotykac się od czasu
    do czasu wink
    Uważam, że pary, które sie rozwodza to w większości przypadków to
    głupki. Albo leniwe stworzenia. Uważają, że naprawa związku jest
    bardziej energochłonna niż budowanie od nowa.
    Dla mnie rozwodnicy ( pomijam naprawde ciężkie przypadki) są żałośni.
    Jak się kiedyś rozwiodę to też będę załosna, w swoich oczach.
  • 11.05.09, 14:11

    > Dla mnie rozwodnicy ( pomijam naprawde ciężkie przypadki) są
    żałośni.
    > Jak się kiedyś rozwiodę to też będę załosna, w swoich oczach.


    Brawo, urzekla mnie twoja historia.

    --
    Prosimy o poparcie!
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=654&w=95109305&a=95110302
  • 11.05.09, 17:07
    Mnie też urzekła Twoja historiawink
    A głupie nie jest uszczęśliwianie się na siłę i tkwienie w związku,
    który nie rokuje. Nie szkoda życia?
    Mi było szkoda. Szkoda mi też było dzieci które by musiały oglądać
    rodziców, którzy są ze sobą na siłę - a miły widok to nie jest
    Zresztą biorąc slub wcale nie myślałam, że rozwód jest niemożliwy.
    Tak się czasem zdarza i juz. Ot taki głupek po rozwodzie ze mnie ;p
  • 11.05.09, 19:14
    dla niektorych porazka, a dla innych wybawienie.
    --
    Czarus
    Aby znaleźć miłość nie pukaj do każdych drzwi. Gdy przyjdzie Twoja godzina sama
    wejdzie do twojego domu, życia, serca.
  • 12.05.09, 14:06
    aila-tan napisała:

    > To po jaką chole*e biora ślub?
    > Każde może przecież życ w swoim mieszkaniu i spotykac się od czasu
    > do czasu wink
    > Uważam, że pary, które sie rozwodza to w większości przypadków to
    > głupki. Albo leniwe stworzenia. Uważają, że naprawa związku jest
    > bardziej energochłonna niż budowanie od nowa.

    Stuknij sie w czolko. Albo pozyj troche z mezem
    przemocowcem/alkoholikiem/dziwkarzem, a pozniej sie wypowiadaj.
    --
    Rozwody są po to, żeby było lepiej.
    W takim razie, po co są śluby?
  • 16.05.09, 23:36
    tak, kupuje ten typ rozumowania

    glupkiem jest gwalcona, bita kobieta, matka bitych dzieci, zwiazana z
    alkoholikiem, ktora sie rozwodzi

    wdzak moglaby trwac inteligentnie i po bozemu w zwiazku malzenskim z powagą
    kosciola zawartym
    --
    Przepraszam za ewentualne literówki, dzieci mi klawiature zepsuly, w
    szczegolnosci - wyrwaly spacje wink

    Takie tam różne
  • 11.05.09, 13:58
    Do wszystkich ww powodów dodałabym jeszcze "rozbieżności
    rozwojowe"tzn. jedna osoba - najczęściej żona, wznosi się na "wyższy
    poziom rozwoju" i chce od życia więcej ,a druga od 10 lat, jakie
    minęły od ślubu stoi w miejscu zachwycona sobą, od życia oczekuje
    tylko świętego spokoju, a zarzuty odpiera formułką "przecież wszyscy
    tak żyją"
  • 11.05.09, 13:59
    Ja myślę że po części to po piszesz, ale chyba w głównej mierze dobrobyt i
    coraz mniejszy system wartości.
    Znam parę par które się rozwiodły bo było im za dobrze...mieli praktycznie
    wszystko i byli zblazowani a stąd już niedaleko do wzajemnych nieporozumień i
    niesnasków.
    Często też ludzie nie wytrzymują presji małżeństwa, bo wydaje im się że zawsze
    będzie tak jak w dniu slubu, wesoło, kolorowo itp.
    A zycie weryfikuje pewne rzeczy, przychodzi codzienność, zmęczenie, nieprzespane
    noce, problemu finansowe, takie same wieczory i poranki...i przychodzi taki
    moment że przy stole siada dwoje obcych sobie ludzi.
    No i niestety często jest też tak że ludzie po prostu biorą zbyt pochopnie ślub,
    z reguły jest wtedy impra na 200osób , cuda wianki, a dwa lata później rozwód.
    Natomiast moja koleżanka zapytała mnie jakiś czas temu jak ja mogę tak żyć, tzn
    pracować, ganiać za dziećmi, zajmować się domem itp itd.(ona sama była panią
    domu która miała głównie ładnie pachnieć i wyglądać)
    Powiedziałam jej że takie jest właśnie życie i że lubię to wszystko, ten
    harmider, to że mam nie zawsze zrobione paznokcie, to że nieraz nie chce mi się
    prasować więc cała rodzina chodzi w pogniecionym , że taki lajf...
    No i teraz ona jest po rozwodzie (za mała pachniała i wyglądała) leczy się na
    depresję i mówi...że właściwie to ona nic nie ma w życiu do zrobienia i nic nie
    umie zrobić...no i jak ona ma dalej funkcjonować???
  • 11.05.09, 13:59
    jak mawia stary, statystycznie najczęstszą przyczyną rozwodu jest
    małżeństwo wink
  • 11.05.09, 15:28
    A wiesz co - ja się dziwię, dlaczego tak mało smile
    Widzę, że ludzie często są zupełnie niedobrani, że gdyby się inaczej
    podobierali, byliby szczęśliwsi. Widzę, że się żrą albo się nie
    kochają i tak tylko sobie trwają.
    To straszne, ale ja chyba nie wierzę w ratowanie związków. Miłości
    czy więzi nie da się wypracować.
    Chociaż - może to wynika z niewiedzy, nieznajomości drugiej osoby?
    Moze da się z niej z powrotem zakochać, jak się ją pozna, jak sie
    jej poświęci czas na jakichś warsztatach czy terapiach? Warto
    próbować. Ale jak czesto obie strony faktycznie tego chcą?

    --
    http://dragcave.net/image/Rfqy.gif http://dragcave.net/image/4iAY.gif http://dragcave.net/image/9Ksj.gif http://dragcave.net/image/0DOs.gif
  • 16.05.09, 23:39
    tak obok tematu - ale masz pieknie wyrosniete te smoczydła smile
    --
    Przepraszam za ewentualne literówki, dzieci mi klawiature zepsuly, w
    szczegolnosci - wyrwaly spacje wink

    Takie tam różne
  • 11.05.09, 16:57
    Powody bywają różne:

    1. bo ona postanowiła odpalić ze swoim o 20 lat starszym szefem, który jej imponował

    2. bo jak brali ślub, to ona myślała, że swoją miłością misia zmieni, bo on taki
    poraniony, a po ślubie misio zaczął do niej mówić "k..wo" i łapać ją za gardło
    jak mu się coś nie podobało

    3. bo ona całe 8 lat skupiała się na domu i na dzieciach a on na prowadzeniu
    firmy, po 8 latach on doszedł do wniosku, że "stać go na coś lepszego" i
    wymienił na nowszy model
  • 11.05.09, 20:23
    osa551 napisała:


    > 2. bo jak brali ślub, to ona myślała, że swoją miłością misia zmieni, bo on tak
    > i
    > poraniony, a po ślubie misio zaczął do niej mówić "k..wo" i łapać ją za gardło
    > jak mu się coś nie podobało
    >

    O to, to! A "zamknij się" i "co ty pier.lisz" przed slubem jakoś nie przeszkadzało, albo miłościwie było usprawiedliwiane złym humorem. Po ślubie okazało się, że misio nie zamienił się w słodkiego księcia.


    --
    Bardzo Dobry Sklep
    --
    Gdyby się nie dyskutowało o gustach, forum umarłoby śmiercią naturalną tongue_out
  • 16.05.09, 23:42
    >Po ślubie okazało się,
    > że misio nie zamienił się w słodkiego księcia.

    tylko w ogra
    --
    Przepraszam za ewentualne literówki, dzieci mi klawiature zepsuly, w
    szczegolnosci - wyrwaly spacje wink

    Takie tam różne
  • 11.05.09, 17:01
    pisze na podstawie własnych doświadczeń
    - pieniądze i spory na ich tle
    - partnerzy przestają się kochac i przestaje im na sobie zależeć
    a wtedy to juz naprawdę nic sie nie układa i nie zmieni tego
    kolacja przy świcach ani wspólny wyjazd na weekend wink
    tylko trza manatki pakować i każde w swoją strone
  • 11.05.09, 17:16
    Bo MOŻNA.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • 11.05.09, 17:17
    Wg mnie dlatego, że rozwód powoli pozbywa się tego społecznego piętna, że be że
    fuj i w ogóle, że z jednym to do grobowej deski i jaki by nie był byle by był...
    Te małżeństwa, które przetrwają wszelkie trudności i tak się nie rozpadną - nie
    staż świadczy o jakości małżeństwa i bardzo dobrze.
    --
    Foty
    Pozostań w pokoju, a ruchy miej roztropne aby uderzając się
    w łokieć nie trafić na to miejsce, które czyni prąd.
  • 11.05.09, 17:54
    Dlaczego ludzie się rozwodzą? Bo po częsci nie zależy im na naprawie związku, jakimkolwiek wysiłku. Rozwód jest szybszy i ta wizja lepszego życia...Czasem to drugie jest lepsze, czasem nie.

    Moje otoczenie, czyli ludzie w większości po rozwodzie:

    1. ona- mieszkająca w rodzinnym mieście, praca na etacie i wychowywanie trójki dzieci, wspólnych dzieci
    on- pan wyjazdowy, w domu raz na dwa, trzy tygodnie, spędzający weekendy w pracy lub na wyjazdach integracyjnych, szukający pocieszenia w ramionach koleżanki z działu

    2. choroba w rodzinie, przeważnie u dziecka - moja znajoma i dziecko z zanikiem mięśni, pan szybko się zmył za granicę, jak mi powiedział-"musi odżyć, życie jest tylko jedno", dziecko i problemy pozostały na głowie żony

    3. ona i on - długo bez dziecka, jeszcze dłużej w wolnym związku, w małżeństwie wytrwali niecałe pół roku, ona dusiła się w domu z dzieckiem, on nie mógł znieść widoku pieluch na jego nowej kanapie...
    Ona przyzwyczajona do wieczornych powrotów z pracy, wypadów z koleżankami, on z kolei do wieczornych wypadów z kumplami na miasto...Razem rzadko kiedy wychodzili smile)

    4. powody "normalne" - alkoholizm, przemoc, trwonienie majątku

    5. rozwój jednego z małżonków - on typowy pan z brzuszkiem, wieczory przy piwie, weekendy w garażu
    ona - ciągle w pracy, kursy, szkolenia
    on ciągle kpiący z podnoszenia przez nią kwalifikacji, ona pogardliwie spoglądająca na kolejny, taki sam weekend pod hasłem "zrobimy se grila, kumpli zaprosiłem"
  • 11.05.09, 18:16
    Bo ludzie przestali ze sobą rozmawiać albo nigdy nie zaczęli ze sobą rozmawiać,
    bo na początku była mięta, a potem "jakoś się przecież ułoży". Brak rozmów
    dotyczy ludzi ogółem, wszystkich, nie tylko tych zamierzających się pobrać czy
    trwających w związkach.

    A co za tym idzie, nie jesteśmy sobie w stanie nawzajem powiedzieć, ani co nas
    wkurza, ani co nam się podoba.

    --
    Spotkania Małżeńskie

    On nie jest winny, on jest inny.
  • 11.05.09, 19:10
    "To po jaką chole*e biora ślub?
    Każde może przecież życ w swoim mieszkaniu i spotykac się od czasu
    do czasu
    Uważam, że pary, które sie rozwodza to w większości przypadków to
    głupki. Albo leniwe stworzenia. Uważają, że naprawa związku jest
    bardziej energochłonna niż budowanie od nowa.
    Dla mnie rozwodnicy ( pomijam naprawde ciężkie przypadki) są
    żałośni.
    Jak się kiedyś rozwiodę to też będę załosna, w swoich oczach."

    A to po to zalozylas ten watek tak naprawde? Nie zeby podyskutowac o
    trwalosci zwiazkow, tylko, zeby wylac wiadro pomyj na innych.
    Nie do konca rozumiem dlaczego powodem do dumy nie ma byc proba
    naprawienia swojego zycia, naprawienia bledu, ktory sie popelnilo,
    danie sobie i malzonkowi drugiej szansy na nowy zwiazek, no ale
    trudno, nie musze rozumiec smile
  • 11.05.09, 20:04
    schizofrenia oczekiwan

    chcemy milosci szalonej, ekscytujacej, jak grom z jasnego nieba i
    zeby ten grom trwal cale zycie

    jednoczesnie rodziny jak z opowiesci babci: z gromadka dzieci, z
    pachnacym ciastem, z mezem utrzymujacym dom

    wlasnego rozwoju zawodowego, robienia kariery i niezaleznosci

    i pewnie jeszcze paru innych sfer, a wszystkie oczywiscie naraz

    sama nie wiem, jak sie w tym odnalezc, ale sadze, ze kiedys , kiedy
    ludzie tych oczekiwan mieli mniej, zylo sie latwiej i zgodniej.
    Tylko ze czasu zawrocic sie nie da.


    --
    NINA ur.14 stycznia 2007
  • 11.05.09, 22:33
    kasia191273 napisała:

    > schizofrenia oczekiwan
    >
    > chcemy milosci szalonej, ekscytujacej, jak grom z jasnego nieba i
    > zeby ten grom trwal cale zycie
    >
    > jednoczesnie rodziny jak z opowiesci babci: z gromadka dzieci, z
    > pachnacym ciastem, z mezem utrzymujacym dom
    >
    > wlasnego rozwoju zawodowego, robienia kariery i niezaleznosci
    >
    > i pewnie jeszcze paru innych sfer, a wszystkie oczywiscie naraz
    >
    >
    bardzo słuszne spostrzeżenia

    --
    moje dziecuszko
  • 11.05.09, 20:30
    dawniej ludzie utrzymywali zwiazek choćby nie wiem co, a że
    zdradzał, że pił, że bił, byle by był...
    Kiedys rozwódka miała przechlapane -już przez samo to że jest
    rozwódką, była postrzegana jako ktoś gorszy.
    Dzisiaj to sie zmienia, w ogóle mam wrażenie że to kobiety bardziej
    sie zmieniły niz mężczyzni...
  • 11.05.09, 20:30
    Witam,
    A po co mamy ci pomagać "zrozumieć tajemnice rozwodów"?
    To są prywatne sprawy dorosłych ludzi, często bolesne i tragiczne, a
    nie młyn na wodę dla wirtualnych ciekawskich.
    Pzdr.
    Inguszetia
  • 11.05.09, 21:56
    pewnei, że powód każdy ma swój, ale wydaje mi się (z obserwacji) że najczęściej jest to nie tyle tzw. niedopasowanie, co raczej bark dobrej woli jednej ze stron, brak woli pracy nad sobą, nad związkiem
    --
    moje dziecuszko
  • 11.05.09, 23:07
    zgadzam się z koleżanką. Ludzie nie podejmują często próby ratowania
    związku. Powoli, z czasem upada "imperium zwane małżeństwem" ale jak
    nie dojdziemy do porozumienia w pare tyg. to odchodzę.
    Właśnie praca nad sobą jest sednem!
    Nie jestem "mąciwodą". W dniu w którym ja brałam ślub pare lat temu,
    brały również 3 pary.Każda z nas miała w tym samy kościele po
    godzinie. Wszystkie trzy koleżanki znam. Rozpiętość wiekowa duża. od
    18 latki z brzuchem. Druga na zabój zakochana w misiaczku. Po 36
    latke.
    Tylko ja się nie zdążyłam rozwieść...
    Myślę, że rozwód nie wchodzi w grę, dopóki piłka na boisku.
    Więz można stworzyć jak się chcę.
    Pozatym wiele par podejmuje decyzje o rozwodzie pochopnie, myśląc o
    swojej dup*e, a nie o dziecku.
    I proszę tu nie wmawiać mi, że dziecko wolałoby rodziców
    szczęśliwych po rozwodzie--> patrz u taty w weekend, i mama mówiąca
    słowo "zdzira" jak widzi dziewczyne taty. Niż rodziców, którzy mimo
    ciężkiej atmosfery między sobą, próbują ratować rodzine !
    Wiele razy rodzice darli koty, nie rozmawiali. Czasem matka mówiła o
    rozwodzie, ale nadal są razem... i to jest piękne, że potrafili
    dojść do porozumienia.
    Po deszczu zawsze wychodzi słońce, ale nie dla niecierpliwych.

  • 16.05.09, 23:43
    wiesz, zawsze rozwiesc sie zdazysz wink

    a ilescie lat po slubie?
    --
    Przepraszam za ewentualne literówki, dzieci mi klawiature zepsuly, w
    szczegolnosci - wyrwaly spacje wink

    Takie tam różne
  • 11.05.09, 22:29
    A ja myślę, że NIEDOJRZAŁOŚĆ!!!!! Tylko tyle, ludzie w ogóle nie zdają sobie
    sprawy z wagi podejmowanej decyzji. Od kilkudziesięciu lat lansuje się modę na
    luzik i życie bez odpowiedzialności, bo ze wszystkiego mozesz się wycofać w
    życiu począwszy od zwrotu pralki do sklepu AGD a skończywszy na podjęciu decyzji
    o partnerze. Wszystko jest zwracalne i mo zna się wycofać. TRAGICZNE!!!!
  • 11.05.09, 23:26
    bo swistak siedzi i zawija.
    --
    opsesyjna.blox.pl/html
    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
  • 12.05.09, 08:05
    Vide wątek "wyrzuciłam męża z domu". Ludzie nie potrafią ze soba być, wybaczać,
    rozmawiac, stworzyć bezpiecznego domu. Reaguja emocjonalnie, bez zastanowienia.
    Wybór partnera życiowego tez jest na zasadzie "pieknie gra na gitarze, jest
    zaradny , ma powłóczyste spojrzenie". Ludzie nie mają wspólnych zainteresowań,
    spraw, przyjaciół.
  • 12.05.09, 09:40
    Żałośni to są ci którzy tkwią w paskudnych związkach bo: wspólne
    mieszkanie, bo dziecko, bo co ludzie powiedzą. Mają się dosyć, nie
    potrafią na siebie patrzeć, bite kobiety, maltretowane dzieci - ale
    związek małżeński jest święty.
    Są jednak i tacy, którzy potrafią się wyrwać, zacząć szczęśliwe
    życie na nowo i nie patrzą na teściów, matki, babki i ciotki. Rozwód
    wymaga więcej odwagi, niż tkwienie latami w g...e i handryczenie się
    z teściowymi.
    Volia!
  • 12.05.09, 10:38
    Dlatego, że można, że to już nie jest taki straszny wstyd, że obie strony muszą
    kisić się w związku, który jest dla nich więzieniem. Nierzadko pełnym przemocy
    psychicznej i fizycznej.
    A czasami też się zdarza, że łatwiej się rozstać niż walczyć o związek.
    --
    Loitering with content.
  • 12.05.09, 11:18
    sanciasancia napisała:


    > A czasami też się zdarza, że łatwiej się rozstać niż walczyć o związek.

    zazwyczaj chyba własnie tak jest
    --
    moje dziecuszko
  • 12.05.09, 11:29
    > zazwyczaj chyba własnie tak jest
    Polemizowałabym z tym. Chyba, że uważasz, że o związek należy walczyć tez w
    przypadku przemocy domowej, a nie rozwieść się z orzekaniem o winie agresora.
    --
    Loitering with content.
  • 12.05.09, 19:21
    Takie statystyki sa w Irlandi, Polacy nie potrafia zyc ze soba za granica.
    Stres, ztrata pracy, nowe twarze w pracy, mieszkanie na kupie itd...
  • 12.05.09, 19:29
    Co innego małżonek stosujący przemoc, uzależniony bez nadziei na leczenie,
    notorycznie zdradzający, a co innego: no sorry, znudziło mi się i już mnie to
    nie kręci, albo "nie mogę wytrzymać z tą babą". A jestem przekonana, że rozwodów
    z tych "mniej ważnych" powodów jest co najmniej tyle samo, jak nie więcej, co z
    przyczyn patologicznych.
    --
    Spotkania Małżeńskie

    On nie jest winny, on jest inny.
  • 16.05.09, 17:13
    Mało kto nie dąży do naprawy związku. Zwykle jednak próbuje się działać tak, czy
    siak. Niestety czasem nic z tego nie wynika. Albo znów jedno chce, a drugie nie.
    Np mój mąż uważał, ze on do żadnych psychologów chodził nie będzie, ani do
    poradni. Jakiś taki wstyd czy coś.
    Nasze małżeństwo przestało istnieć po 13 latach. Powodem ślubu nie była ciąża.
    Naprawdę różnie bywa w życiu ludzi i nie można ich osądzać.
    Gdy Jezus zobaczył kobietę, którą chciano ukamienować dobrze wiedział jakiego
    grzechu się dopuściła. Dziś zresztą bardzo powszechnego. Ale Jezus nie sądził
    wszystkich jak leci. Zwrócił raczej uwagę na sumienia i serca tych, którzy osąd
    chcieli wydać... Innym znów razem ostrzegał przed belką we własnym oku i próbie
    doszukiwania się źdźbła u innych.
    Nie mam sumienia osądzać i oceniać kogokolwiek. A już nazwanie głupkami
    wszystkich rozwodników to dopiero genialny pomysł. Życie bywa zaskakujące. Ja
    biorąc ślub NIGDY nie brałam pod uwagę rozwodu, zwłaszcza, że jesteśmy ludźmi
    wierzącymi. Ale stało się. Nadal jestem wierząca. Uważam, że przed Bogiem jestem
    żoną mojego męża. Więc mimo, że nie mieszkamy razem, mimo jego zdrady, dochowuję
    mu wierności. I chciałabym, żeby tak zostało. Choć niełatwo żyć samej z 3 dzieci.
    --
    http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.