Re: wygląd mam w piaskownicy
Droga babciu47 napisałaś to, co od razu pomyślałam po przeczytaniu pierwszego
posta. Oczywiście, jeżeli obowiązki mamy to ugotowanie jedzenia, utrzymanie
porządku i pilnowanie, żeby dziecko się nie ubrudziło, to rzeczywiście czasu
jest co niemiara. Ja mam już pociechy cokolwiek odchowane, ale pamiętam, że
kwestia uprasowania ubranek i najnowszych trendów w modzie w czasie, gdy moje
pociechy były małe (3 lata różnicy) była mi dość obojętna, głównie z przyczyn
braku czasu. Moje dzieci nigdy nie miały być czyste i nie bałaganić -
malowaliśmy palcami, czytaliśmy książki, wymyślaliśmy historie, pilnowaliśmy jak
rośnie "nasza" roślinka, dowiadywaliśmy się dlaczego robią się jej listki.W
czasie, gdy moje pociechy były w wieku przedprzedszkolnym pisałam doktorat i
czytałam książki, ale nigdy mi się to nie udawało przed położeniem skarbów
spać.Miałam tusz do rzęs, ale z ręką na sercu, nie miałam czasu, poza
ważniejszymi wyjściami, go używać. Co teraz, gdy same się sobą najchętniej
zajmują, oczywiście nadrobiłam. To "marnowanie czasu" na godziny spacerów,
rozmów, oglądanie obrazków i tysięczną wizytę w zoo, moim zdaniem się opłaciło.
Mam dwójkę, nieźle radzących sobie w szkole i społeczeństwie dzieci, które mają
swoje zainteresowania, wiedzę,którą sami zdobywają, są otarte na ludzi i
potrafią mówić o swoich problemach i sukcesach. Dla mnie to ważne, że ciągle
uważają mnie za osobę, do której warto o nich mówić. A mój osobisty rozwój -
niekoniecznie dotyczący układania kwiatów i najnowszych filmów o miłości, jakoś
nie ucierpiał i dalej nie cierpi, choć ciągle ubolewam nad permanentnym brakiem
czasu.