Dodaj do ulubionych

Lekarze? Już im nie ufam

11.08.09, 17:18
"Gabi mama 2-letniej Zosi" - wystarczyło przeczytać choćby jedną z ulotek,
która leży w każdym szpitalu na oddziale położniczym, o artykułach w
internecie nie wspomnę, albo zajrzeć do książeczki zdrowia dziecka, którą się
dostaje do ręki przy wypisie ze szpitala. Ja tam miałam wszystko o
szczepieniach, i nie muszę na nie brać kredytu, bo umiem odróżnić fachowe
porady lekarskie od marketingowego bełkotu.
Obserwuj wątek
    • pandzik Lekarze? Już im nie ufam 11.08.09, 17:23
      I jeszcze jedno - "tata 2-letniego Tomka" - moje dziecko miało po porodzie
      infekcję, też musiało w szpitalu być dłużej, ale po pierwsze, nikomu by nie
      przyszło do głowy wypuszczać do domu matki noworodka, kiedy on sam wymaga
      leczenia, a gdyby przyszło, szybko bym im to z głowy wybiła, a po drugie, jak
      można zostawić tak małe dziecko w szpitalu i nie siedzieć przy nim cały dzień?
      Gdyby jednak - jakimś cudem - wyrzucono by mnie ze szpitala, w którym leży
      moje chore dziecko, to byłabym tam z samego rana drugiego dnia, żeby przy nim
      być, i nikt by mnie nie musiał do niego telefonicznie ściągać. Oryginalne
      zachowanie ze strony świeżo upieczonych rodziców...
      • yula Re: Lekarze? Już im nie ufam 15.08.09, 10:23
        a nie przyszło ci do głowy że rodzice też potrzebują sie przespać, coś zjeść,
        przebrać sie? Szpitale najczęściej olewają rodziców małych pacjentów.
        Podejrzewam że też sie tam wybierali w tym dniu tyle że troche później.
        --
        Julia,Maksiu i Tatiankasmile
          • hamlet1111 Re: Uwaga niebezpieczenstwo! 24.08.09, 22:38
            Przyjeżdża kobieta do mechanika na "łysych" oponach i mówi:
            - przy ruszaniu na mokrej powierzchni sprzęgło mi się ślizga.
            - mechanik: nie opony są "łyse"
            - ona: nie wyczytałam w internecie na forum eAuto, że to jest sprzęgło...

            w takim stylu wygląda dialog Pacjenta z Lekarzem. I jak tu lekarz ma być spokojny?
            • michal_in_uk Re: Uwaga niebezpieczenstwo! 09.11.10, 16:39
              Przyklad zabawny, ale nie majacy nic, albo prawie nic wspolnego z rzeczywistoscia.

              Czy korona spadlaby konowalowi (bo inaczej lekarza w ten sposob traktujacego pacjeta trudno znawac) gdyby powiedzial - parafrazujac Twoj przyklad...

              "jest sposob na rozroznienie tych dwoch przypadkow dajacych podobne objawy. Tu mam narzedzie do sprawdzania glebokosci bieznika - prosze spojrzec, wskazanie jest ponizej dopuszczalnego zakresu"


              Takie to trudne? Trzeba byc idiota lub bezdusznym cynikiem zeby tego nie rozumiec.
      • krzywa_panna pandzik, widać że nia masz pojęcia o czym piszesz 24.08.09, 17:11
        widać, że niewiele wiesz o polskiej służbie zdrowia. moja córka trafiła na
        specjalistyczny oddział szpitalny w drugiej dobie życia. dostałam twarde krzesło
        do siedzenia, nie było mowy choćby o leżance, bo zakaz i koniec. możesz zostać
        na noc, ale na tym krześle. na nim masz spać, karmić, odpoczywać. o godz. 6 rano
        musisz wyjść, bo takie są zasady oddziału (kąpią, karmią, sprzątają...) i możesz
        wrócić o 9. nie możesz na oddziale nic zjeść, ani wypić, bo takie są zasady
        oddziału, więc błąkasz się z kromką chleba po szpitalnych korytarzach, bo usiąść
        nie ma gdzie.
        i teraz wyobraź sobie, że jesteś dwie doby po porodzie, masz nacięte krocze,
        piersi jak kamienie, starsze dziecko, które też wymaga opieki, a w głowie
        mętlik, bo dowiedziałaś się właśnie o śmiertelnej chorobie dziecka i wtedy
        wypowiadaj się, że nie zostawisz noworodka w szpitalu.
        więc nie dywaguj o czymś, o czym nie masz pojęcia.
        • nowi-jka Re: pandzik, widać że nia masz pojęcia o czym pis 09.11.10, 10:44
          widać, że niewiele wiesz o polskiej służbie zdrowia. moja córka trafiła na
          > specjalistyczny oddział szpitalny w drugiej dobie życia. dostałam twarde krzesł
          > o
          > do siedzenia, nie było mowy choćby o leżance, bo zakaz i koniec. możesz zostać
          > na noc, ale na tym krześle. na nim masz spać, karmić,

          I ty naprawde w takich okolicznosciach keidy wazy sie zycie Twojego dziecka mogłabys spać??
            • black_halo Re: pandzik, widać że nia masz pojęcia o czym pis 09.11.10, 13:21
              Bo oczywiscie kobieta po porodzie przeistacza sie w cyborga, ktory nie spi, nie je i chodzi jak po amfie. Zejdz na ziemie czlowieku.
              --
              Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
              • m7onika Re: pandzik, widać że nia masz pojęcia o czym pis 09.11.10, 15:59
                w sytuacji kiedy twoje dziecko jest ciezko chore owszem przeistaczasz sie w cyborga, naciete krocze naprawde nie jest tak wielkim dramatem w obliczu zagrozenia zycia malego czlowieczka, ktory potrzebuje CIe - potrzebuje dobrego slowa, potrzebuje pokarmu, przytulenia.
                Moj syn lezal 3 tygodnie na oddziale specjalistycznym od razu po porodzie. Zalogowalam sie w hotelu i cale dnie spedzalam z nim, karmilam, przewijalam itp na noce szlam do pokoju przespac sie
                oczywiscie ze warunki w szpitalach czesto odbiegaja od humanitarnych ale jakos sobie nie wyobrazam zeby nie byc przy malym i jeszcze miec pretensje ze wczesniej wypisuja
                laska ktora bierze kredyt na szczepinki hmm dosc dziwne - jest tyle materialow, chodze do poradni panstwowej i zawsze mialam pelna wiedze
                poza tym skad te ceny?????

                w ogole to jakis dziwny artykul
                nie podoba mi sie lekarz to go zmieniam i czesc
                • black_halo Re: pandzik, widać że nia masz pojęcia o czym pis 10.11.10, 17:41
                  Zapewne nie mialas wtedy drugiego dziecka. Powiem ci jak to bylo z moja mama - moj brat w wieku 5 lat mial wykryty nowotowor, kilkanascie dni walczyl o zycie po operacji. Mojej matki ani ojca nie bylo przy nim caly czas bo ojciec pracowal (ktos musi) a matka miala w domu polroczne dziecko i mnie, w wieku 6 lat. I nie, nie rozumialam wtedy dlaczego mama mialaby siedziec caly dzien i noc w szpitalu. Niestety nie bylo babci do pomocy. Ojciec mojej mamy wlasnie wtedy umieral na raka w domu wiec siedziala przy nim jedna babcia, druga babcia dojezadzala co drugi dzien ze wsi 60 km zeby sie nami zajac kiedy mama siedziala w szpitalu. To jest zycie a nie luksus w postaci jednego dziecka i mozliwosc spedzenia z nim kazdej minuty.
                  --
                  Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
    • gacusia1 Re: Lekarze? Już im nie ufam 11.08.09, 17:35
      Mialam naprawde szczescie do lekarzy gdy mieszkalam w PL. Zarowno do
      pediatrow jak i wszelkich innych specjalizacji. Gdy zamieszkalam w
      Kanadzie to dopiero poczulam co to znaczy lekarz,ktory nie ma
      pojecia o wykonywaniu wlasnego zawodu. Mieszkam tu ponad 4 lata i
      trafilam tylko raz na super lekarza,ktory niestety przeniosl sie do
      innego miasta. Gdy urodzilam tu syna,lekarz zapytal mnie czy jestem
      pielegniarka,bo zadawalam mu pytania na "poziomie".
      Niestety,najlepszym rozwiazaniem jest by nie chorowac a jesli,to
      leczyc sie samemu. To niewykonalne w niektorych przypadkach i wtedy
      trafia sie na takiego ignoranta...
      --
      Josh Demolka
      http://www.suwaczek.pl/cache/e37b4b59de.png
      http://www.suwaczek.pl/cache/2299524407.png
      • st.lucas Najsmieszniejsze w tych wypocinach 24.08.09, 16:59
        czyli komentowanym "artykule" wydaje mi sie roszczenie pani redaktor
        do tego, aby lekarze zajmowali sie edukacja profilaktyki zdrowotnej.

        Po pierwsze od edukacji sa nauczyciele.

        Po drugie, skoro nauczac mieliby lekarze, chyba wypadaloby zapytac o
        zrodla finansowania? Czy pani redaktor pomyslala o tym, ze za
        dodatkowo poswiecony czas, nalezaloby lekarzo zaplacic? No i skad w
        ogole lekarze mieliby znalesc czas na takie nauczanie spoleczenstwa?

        Po trzecie, prasa istotnie zrobila duzo dobrego w profilaktyce
        ochrony zdrowia (popularyzacja badania piersi, cytologii, zdrowego
        trybu zycia), natomiast teraz szukanie sensacyjnosci powoduje w
        mediach zanik poczucia odpowiedzialnosci.
        Podwazanie zaufania do lekarzy (vide transplantacje), to doslownie
        kopanie grobow. Wiem o tym, ze (na razie) nie znajdzie sie jeszcze
        artykul Kodeksu Karnego na nieodpowiedzialnego dziennikarza.
        Bo takiego prawa - karajacego za de facto spowodowanie smierci -
        jeszcze nie ma. Ale pomimo to, powiadam:
        Sedzia nieomylny i nieprzekupny osadzi wszystkich.

        --
        Virtus in minima perficitur.
        • jmb2 Re: Uczyć powszechnej kultury 24.08.09, 22:21
          O ile po roku 1980 do dnia dzisiejszego (około 29 lat) udaje się nam
          dopracować coraz bardziej efektywniejszy system ekonomiczny naszej
          gospodarki o tyle w tym samym czasie cofneliśmy sie chyba
          do "Średniowiecza", jeżeli chodzi o poziom relacji międzyludzkich
          pomiedzy Polakami.

          Obecna kondycja szeroko rozumianej kultury bycia oraz zachowania się
          Polaków jest kiepskiej jakości i moim zdaniem na poziomie niższym
          niż przed 1980.

          Dobrze sie dzieje, że coraz więcej Polaków zauważa poruszony w
          powyższym artykule problem, bo już czas najwyższy zacząć od nowa
          uczyć wszystkich Polaków (i to najlepiej zaczynając od przedszkola)
          tego, że rywalizując ze sobą o ograniczone dobra materialne i tzw.
          środki finansowe nikt z nas nie musi robić to " po trupach" innych
          Polaków, że opłaca sie ze sobą współpracować i siebie wzajemnie
          szanować.

          Lekarze są jedną z wielu polskich grup zawodowych i zachowują się
          tak jak zachowują się polskie "głowy" szare i białe eminencje,
          politycy, urzędnicy, nauczyciele, biznesmeni, generałowie i
          robotnicy. Jak wiemy obserwowaliśmy przez prawie 30 lat polsich
          przemian żenuące zachowania różnej maści "elit", które zamiast być
          wzorem do naśladowania dla innych zaniżały poziom dla "naszego
          dobra" i teraz są tego praktyczne efekty rozlane po wszystkich
          grupach społecznych.

          Oprócz tego większość z nas po okresie wieloletnich zmian i
          przemian ekonomicznych ma za sobą także bardzo dużo przykrych i
          frustrujacych doświadczeń co zaostrza "apetyt" na
          opuszczenie "cugli" i zachowania lekceważące drugiego człowieka,
          grubiaństwo oraz arogancję (swoją drogą, tak zazwyczaj, zachowują
          się ludzie, którzy mają zachwiane poczucie bezpieczeństwa ... patrz
          piramida Maslowa).

          W każdej grupie zawodowej zdarzają się ludzie omylni, ale od elity
          polskiej kultury chyba można zacząć oczekiwać i wymagać większego
          zrozumienia, empatii, etycznych zachowań, uczciwości i traktowania
          innego człowieka tak jak przyszłego partnera w interesach.

          Czas najwyższy zacząć wprowdzać do szkół nowy przedmiot: ABC lub
          zasady dobrego i zdrowego zachowania wobec siebie oraz innych ludzi
          lub ABC zdrowego stylu życia.

          Myslę, że to się będzie naszemu państwu bardzo opłacało ... bo mniej
          będzie tzw. wyimaginowanego stresu, frustracji a co za tym idzie i
          mniej różnych chorób i kosztów ich leczenia a społeczeństwu będzie
          się wzajemnie żyło w większym komforcie psychicznym i z uśmiechem,
          i optymizmem każdy z nas będziemy podchodzić do wszelkiej maści
          życiowych problemów, których przecież nigdy nie będzie brakowało, bo
          na tym przecież polega życie ale lepiej uczyć ludzi tego, że
          problemy są po to, by je rozwiązywać a nie po to by je kumulować i
          kultywować przez całe życie (tak żeby z nudów mieć co robić).

          Dyktatura proletariatu już się skończyła mamy demokrację, każdy z
          nas jest człowiekiem wolnym, mamy prawo żądać od drugiego Polaka
          przestrzegania praw człowieka i tzw. kulturalnego wysłuchania
          drugiego człowieka (a nie tak jak to się często dzieje obecnie
          prymitywnego zachowania i nakazywania lub decydowania za niego co ma
          robić a czasami wulgarnego dyktowania).

          Myślę, że to Ministerstwa: Kultury / Szkolnictwa /Edukacji /
          Zdrowia/ powinny zacząć organizować kursy/ warsztaty psychologiczne
          tzw. zdrowego, ludzkiego nastawienia do drugiego człowoieka i
          kulturalnego nawiązywania kontaktów oraz okazywania wsparcia, kursy
          jak walczyć z własnym stresem, by nie przenosić osobistej frustracji
          na innych ludzi, to powinno być szkolenie powszechne i permanentne.

          Kiedyś w wieku nastu lat wypożyczyłem w bibliotece książkę:
          Jana Kamyczka, ( ABC) Zasady dobrego zachowania ... zapamiętałem
          je i tak mi pozostało do dzisiaj. Wystaczy wiedzieć jak i chcieć.
      • 737ng Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 20:24
        Ja tez mieszkam w Kanadzie i niestety, jedyny lekarz ktory nas rozczarowal byl z
        Polski. Wybralismy go na poczatku ze wzgledu na, jak nam sie wydawalo,
        ulatwienie z racji jezyka. Zapisal mi antydepresanty ktorych nie potrzebowalem a
        potem zle prowadzil moja zone w ciazy (na przyklad zapomnial o potrzebie
        zrobinia USG).

        Zmienilismy lekarza rodzinnego na kanadyjczyka i jestesmy bardziej niz
        zadowoleni - pomaga, ma czas porozmawiac, przyjechal w nocy do szpitala kiedy
        moja zona rodzila i zawsze pamieta kim jestesmy - nie czujemy sie jak kolejny
        numer na liscie. W szpitalu miejskim po porodzie dostalismy wlasny pokoj i nawet
        znalazla sie lezanka dla mnie, zebym mogl zostac z zona na noc.

        Dodam jeszcze, ze za to wszystko nie place ani grosza, ani za opieke ani za leki
        - ale to juz kwestia znaleznienia odpowiedniego pracodawcy.

        K.
        • off-sik Re: Lekarze? Już im nie ufam 26.08.09, 12:12
          domyslam sie, ze dodatkowa wina polskich lekarzy jest brak osobnych
          pokojow w szpitalach i zle ubezpieczenia

          dodam, ze odpowiadaja oni takze za brud na korytarzach spitalnych,
          zle menu szpitalnych kuchni i plamy na sloncu
          --
          "Towarzysze przed rokiem stalismy na skraju przepasci. Od tego czasu
          uczynilismy duzy krok naprzod..." "Wieslaw" Gomolka
    • maadzik3 Lekarze? Już im nie ufam 11.08.09, 17:51
      Coz za zaslanianie sie nieubezpieczonymi pacjentami! Przeciez w Polsce wszyscy
      pracujacy/ prowadzacy dzialalnosc/ emeryci/ rencisci/ dzieci bez wzgledu na
      sytuacje rodzicow sa ubezpieczeni. Na szczescie osobiscie mam wspaniale
      doswiadczena z pediatra z przychodni w Katowicach do ktorej nalezalam i
      zapisalam tam synka po porodzie na zasadzie "zobacze, jak sie nie sprawdzi
      poszukam kogos". Do dzis jestem wdzieczna Pani Doktor za wspaniala opieke jaka
      w ramach ubezpieczenia (nie za darmo jak mowia niektorzy) objela moje dziecko
      majac przy tym zawsze dla nas czas, cierpliwosc i usmiech
      --
      <*>
      'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
      • hiacynta333 Re: Lekarze? Już im nie ufam 17.08.09, 21:13
        To nie prawda,że wszystkie dzieci są w Polsce odgórnie
        ubezpieczone.Jeśli rodzice nie pracują to muszą być za rejestrowani
        w UP,lub pobierać zasiłek opiekuńczy,ewentualnie opłacić kasę
        chorych indywidualnie.Nasze prorodzinne państwo nie ubezpiecza
        wszystkich dzieci.
        • kocianna Re: Lekarze? Już im nie ufam 18.08.09, 11:00
          Art. 2. 1. Do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze
          środków publicznych na zasadach określonych w ustawie mają prawo: (...)
          3) inne, niż wymienione w pkt 1 i 2, osoby posiadające obywatelstwo polskie i
          posiadające miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, które
          nie ukończyły 18. roku życia lub są w okresie ciąży, porodu i połogu; (...)
          (Ustawa z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej
          finansowanych ze środków publicznych. (Dz.U.04.210.2135 z dnia 27 września 2004
          r. z późn. zm.))
          --
          On nie jest winny, on jest inny

          Blog o życiu z czterolatką w Moskwie
    • asiulenka305 Lekarze? Już im nie ufam 11.08.09, 22:24
      Ja jestem mamą 9-cio miesięcznego Oliwierka. Moje doświadczenia z lekarzem
      były takie: gdy dowiedziałam się , że jestem w ciąży, zapisałam się do pewnej
      Pani doktor ginekolog - położnik. Wszyscy ją zachwalali, że świetny lekarz no
      i na kasę chorych , czyli tzw. za darmo... chodziłam do niej na kontrole
      regularnie, az w końcu w 6 miesiącu ciąży coś mnie zaniepokoiło. Powinnam w
      tym okresie już mieć widoczny brzuszek, a ja wciąż wyglądałam jak przed ciążą
      , i co dziwne cały czas chudłam. Brzuch wg mnie był zdecydowanie za nisko.
      Poszłam na kontrolę i powiedziałam pani doktor o moich obawach, a ona mi na to
      że mam się nie przejmować bo wszystko jest w zupełnym porządku. Po czym dwa
      dni później, wylądowałam w szpitalu na patologii ciąży, z zagrożoną ciążą,
      przedwczesnymi skurczami. Lekarz który mnei przyjmował do szpitala i robił mi
      badania powiedział, że gdybym nie zgłosiła się do szpitala , to straciła bym
      dziecko. Z wielką ciekawością w oczach pytał kto prowadził moją ciążę, a jak
      mu powiedziałam że dwa dni temu mi powiedziano mimo moich obaw że wszytsko
      jest w porządku to zabrakło mu słów... całe szczęście że jest w nas kobietach
      taki instynk kiedy czujemy że coś jest nei tak, gdyby nie to, nie miała bym
      teraz tak cudownego Synka... w szpitalu dostałam tabletki przeciwskurczowe
      ktore brałam do końca ciąży, nakaz leżenia , w końcu zapisałam się do lekarza
      który prowadził mnei w szpitalu, prywatnie , i dalsza ciąża przebiegała już
      prawidłowo, SYnek urodził się nawet tydzień po terminiesmile Jestem wdzięczna
      naturze że dała nam instynkt, dzięki niemu uratowałam swoje dziecko. A do
      tamtej lekarki już nigdy nie pójdę i każdemu będę ją odradzać, skoro nie ma
      pojęcia o swoim fachu...

      Pozdrawiam, Joanna_L
      • kocianna Re: Lekarze? Już im nie ufam 12.08.09, 09:27
        Ja zmienilam przychodnię, kiedy okazało się, że z wysoko gorączkującym
        niemowlęciem muszę czekać 3 dni na wizytę. Byłam zadowolona z lekarzy, ale mieli
        po 3 minuty na pacjenta.
        Trafiłam do wspaniałej maleńkiej przychodni, zatrudniającej 3 lekarzy, z umową z
        NFZ. Nasza dr ZAWSZE ma dla nas czas i dobre słowo. Jeśli się w czymś nie
        zgadzamy w leczeniu mnie czy mojego dziecka, to dyskutujemy do tej pory, aż
        któraś z nas zostanie przekonana. Nie jest nieomylna, ale potrafi przyznać się
        do błędu.

        Trzeba chyba po prostu znaleźć lekarza, do którego się ma zaufanie, i już.
        --
        On nie jest winny, on jest inny

        Moscow rules
    • zebra12 Ja miałam doświadczenia hardcorowe 12.08.09, 09:41
      Może dlatego, że mam 3 dzieci i jestem matką od prawie 13 lat. Zdążyło się
      więc już tego nazbierać.

      Diagnoza: zapalenie opon mózgowych. Zalecenia: podawać naprzemiennie
      ibuprofen, paracetamol i pyralginę...
      Takie słowa usłyszałam od lekarza pogotowia, gdy trafiłam tam z 4 letnią
      córką, która wysoko gorączkowała (pow 40 stopni) i wyła z bólu głowy. Nawet
      skierowania do szpitala nie dostaliśmy. To była sobota. Lekarz zalecił
      czekanie do poniedziałku i wyprawę do szpitala w poniedziałek. Ponieważ jednak
      dziecko bardzo cierpiało, krzyczało z bólu, to w niedzielę poszłam ponownie
      na pogotowie. Tym razem był inny lekarz, który natychmiast stwierdził ostre
      ropne zapalenie zatok i dał skierowanie do szpitala.

      Diagnoza: kaszel poinfekcyjny. Zalecenia: Samo minie.
      Moja córka miała wtedy 7 miesięcy. Bardzo kaszlała i ten kaszel jej nie
      mijał. Nie gorączkowała. Co kilka dni dręczyłam lekarza, że nie jest dobrze,
      że mała kaszle i kaszle i że ten kaszel jest taki metaliczny... Ale lekarz
      wciąż swoje, że płuca czyste, że to minie. W końcu sama stawiłam się do
      szpitala. Po wykonaniu RTG klatki piersiowej okazało się, że córka ma
      obustronne śródmiąższowe zapalnie płuc oraz początki sepsy, czyli powiększoną
      śledzionę, wątrobę i prawą komorę serca. W szpitalu powiedziano mi, że jeszcze
      chwila, a dziecko zasnęłoby i się nie obudziło. Dodam, że w tym samym czasie
      zmarła 3 letnia córeczka koleżanki, która chorowała na takie samo zapalnie
      płuc. Zmarła w nocy we śnie... sad

      Diagnoza: brak. Zalecenia: iść sobie powolutku na pogotowie.
      Córka miała wówczas 11 lat. Wiele z Was zna tą historię. Nagle zasłabła,
      zaczęła widzieć na czerwono, a potem wcale, miała jednostronny paraliż ciała,
      bełkotliwą mowę. Przeraziłam się i zadzwoniłam na pogotowie. Dyspozytorka
      zaleciła, żeby powolutku udała się z nią na pogotowie. Córka miała złamaną
      rękę. Nie bardzo miała siły chodzić, gdy wróciła do siebie. Zaczęła ją bardzo
      boleć głowa i wymiotowała. Gdy udałam się z nią do szpitala okazało się, że
      przeszła udar niedokrwienny mózgu! Leżała 6 tygodni w szpitalu. Niestety ta
      historia nie skończyła się prosto. Ordynator z USD w Krakowie wypisał ją do
      domu z podejrzeniem wzmożonego ciśnienia wewnątrz czaszkowego. Dopiero inny
      lekarz, zresztą okulista, uświadomił mnie, że jeśli ona cierpi na to
      ciśnienie, to może dojść do nagłego zatrzymania krążenia. Szukałam pomocy u
      innych lekarzy. W końcu przyjęto nas do kliniki w Katowicach. Tam się zajęto
      nami bardzo fachowo. Zrobiono serię niezbędnych badań i wróciliśmy z pełną
      diagnostyką. Bardzo pomogły mi pewne osoby z forum np anialalik i inne, którym
      serdecznie dziękuję!

      Mam nadzieję, że to koniec moich przykrych medycznych doświadczeń. Wiele
      mniejszych pominęłam.
      Warto wiedzieć, że są wspaniali lekarze, którzy umieli od początku rozpoznać,
      pomóc, pokierować, którzy nie zlekceważyli, dociekali, walczyli.
      --
      http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
      • abccbaabccba Re: Ja miałam doświadczenia hardcorowe 25.08.09, 13:56
        Jak przypuszczam złamanie doprowadziło do zakrzepu a ten zablokował przepływ w mózgu, stąd udar niedokrwienny. Paskudztwo, być może lepsze leczenie tego złamania pozwoliłoby tego uniknąć - być może nie.

        Kwestią bezsporną jest, że paraliż jednej strony ciała to niczym innym jak udarem mózgu wyjaśnić się nie da. Więc z samego zapisu rozmowy z dałoby się udowodnić niekompetencję dyspozytorki i jej odpowiedzialność w tej konkretnej sprawie.

        Córka i tak miała szczęście jeżeli przeżyła. Gdy udar trafia się ludziom starszym to polska służba zdrowia spisuje ich na straty i uważa że nie musi nic robić, bo i tak się nic nie da zrobić. Tacy pacjenci są upychani w szpitalach na najróżniejszych oddziałach (bynajmniej nie na neurologii), nie stosuje się żadnych istotnych zabiegów medycznych (o laserowym udrażnianiu to nie ma co marzyć), jedyne na co można liczyć to antykoagulanty. Badania są zwykle robione tomografem rentgenowskim zamiast tzw. rezonansem - pozwala to na odróżnienie wylewu od niedokrwienia (ważne!) - ale nie daje obrazu jaka część mózgu jest już martwa.

        I tak mamy wspaniałe sale OIOM - cały czas puste i gotowe na nie-wiadomo-co. A zwykli ludzie umierają w normalnych, niemonitorowanych salach szpitalnych, często nawet bez przyciągnięcia uwagi pielęgniarki - bo o tym aby Pan Dochtor próbował coś robić, ratować jakoś - to można pomarzyć tylko wtedy, gdy to jakiś "ciekawy przypadek" - np. pasujący do naukowych aspiracji konowała.

        Lekarze są tacy jakimi my pozwalamy im być. Ponieważ boimy się śmierci i ponieważ traktujemy lekarzy jak szamanów - to panowie dochtorzy są aroganccy, cyniczni, biorą łapówki i mało co potrafią - a jeszcze ciągle narzekają na "roszczeniowych pacjentów", "trudne warunki"... zresztą wiecie sami.

        Zacząć trzeba od podstaw - czyli przestać używać "doktor" na określenie lekarza bez doktoratu. Trzeba uznać że zapisy samorządu lekarskiego o niekrytykowaniu kolegów są sprzeczne z prawem. Trzeba wymagać aby lekarz musiał wydawać pacjentowi diagnozę na piśmie, zawsze, obowiązkowo, bez proszenia. Trzeba zainstalować kasy fiskalne w gabinetach - nawet jeżeli będzie stawka 0% .
        • aneczkag Re: Ja miałam doświadczenia hardcorowe 09.11.10, 13:37
          > Zacząć trzeba od podstaw - czyli przestać używać "doktor" na określenie leka
          > rza bez doktoratu. Trzeba uznać że zapisy samorządu lekarskiego o niekrytykowan
          > iu kolegów są sprzeczne z prawem. Trzeba wymagać aby lekarz musiał wydawać pacj
          > entowi diagnozę na piśmie, zawsze, obowiązkowo, bez proszenia. Trzeba zainstalo
          > wać kasy fiskalne w gabinetach - nawet jeżeli będzie stawka 0% .


          Określenie "doktor" jest określeniem zwyczajowym, tak jak do nauczyciela w liceum mówi się "profesor". To jak mamy mówić? "Pani lekarko" brzmi ciutkę śmiesznie, to może "ej ty w biaym fartuchu"? Poza tym nie każdy "doktor nauk medycznych" musi być lekarzem, wystarczy że ze stosownej działki ma doktorat na uczelni medycznej. MOże być psychologiem , rehabilitantem itp.
          Poza tym krytykowanie lekarzy, któremu sprzeciwia się KEL, to takie samo chamstwo, jak to o czym napoisano w powyższym artykule, tylk skierowane nie do pacjentów, tylko do kolegów lekarzy. "Co ten bałwan Pani przepisał, jak on Panią leczy, jeszcze chwila, a by się Pani przekręciła" - nie zawsze prawdziwe, a na pewno krzywdzące i podważające autorytet zawodu. I o tym właśnie mówi KEL.


          --
          Najgorszą chorobą dzisiejszego świata jest to, że miliony ludzi wypowiadają się w kwestiach, o których nie mają w ogóle pojęcia
    • cegielka612 Lekarze? Już im nie ufam 12.08.09, 09:49
      Zdrowie jak wiadomo jest bezcenne. I tą bezcenną materią zajmują się
      lekarze, którzy jednakże nie różnią się od innych ludzi. Tak jak
      prawnik czy hydraulik może być świetny, średni bądź partacz, tak i
      umijętności lekarzy są różne.
      Fakt faktem, że większość uważa się za nieomylnych, a rodzica
      traktuje jak nieuka, który nie ma pojęcia o niczym, a jeśli już
      posiada jakąś wiedzę to na pewno jest w błędzie.
      Opisane w artykule sytuacje też nie są dla mnie jednoznaczne - nie
      wiem jak można zostawić dziecko samo w szpitalu, co do szczepień
      opinie są różne, a zapobiegliwość w postaci chodzenia do ortopedy co
      3 miesiące jak dla mnie jest wyciąganiem kasy.
      • czar_bajry Re: Lekarze? Już im nie ufam 12.08.09, 10:52
        Czytając artykuł i niektóre posty włosy staja mi dęba i mam wrażenie że żyjemy w
        innych krajach.
        Od początku mojej przygody z macierzyństwem spotykałam się z kompetentnymi
        lekarzami, dzieci zawsze szczepione w terminie( oczywiście jak trafiła się
        infekcja to poślizg był)ale ja sama zawsze byłam zorientowana jakie szczepienia,
        badania, bilans.
        Jeżeli była potrzeba badania u specjalisty to do stąd szukałam aż udało mi się
        zapisać na możliwie szybki termin, czasami była to wizyta prywatna ale cóż taki
        live.
        • tolka11 Re: Lekarze? Już im nie ufam 12.08.09, 13:35
          A ja ufam, ale nie bezgranicznie. Bo jakie mam wyjście, sama leczyć?
          A doswiadczenia mam jakie mam: mój syn przegrał walke o wzrok (w
          jednym oku) przez ewidentne zaniedbanie lekarskie. Tak ewidentne, ze
          nawet nikt nie próbował się wymigac tylko natychmiast poszli na
          ugodę.
          Tylko mojemu młodemu to i tak nie pomogło.
          --
          Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
          fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
        • maman3 Re: Lekarze? Już im nie ufam 12.08.09, 23:42
          Tak, ja tez ufałam lekarzom, dopóki nic sie nie działo.Choroby
          dzieci, wcale nie jakieś wymyślne, stopniowo zmienialy moje zdania
          na temat słuzby zdrowia.Było kilka sytucj, kiedy zdrowie mojego
          dziecka ratowała wspomniena matczyna intuicja i upierdliwość.
          Ostatnie wydarzenie- pani dr z długoletnim stazem, tytułami i
          kolejkami pacjentów o mało nie wysłała mojego wówczas rocznego synka
          na drugi świat- nie rozpoznała o brzeku Quinckego i z uporem
          twierdziła, że małemu idą tylne zęby- podalam jej pełną list
          objawów!!! Takie sytuacje przerażają!!!
    • mim288 Re: Lekarze? Już im nie ufam 12.08.09, 17:36
      Niektórym lekarzom ufam innym nie i omijam ich łukiem. Niegdy nie
      pozwoliłabym krzyczec na siebie, ani na moje dziecko lekarzowi w
      przychodni, ani odnosić sie do nas niegrzecznie i szczerze mówiac
      dziwię sie rodzicom, którzy to znoszą (nie mówię o syttuacji, gdy
      dziecko leży w szpitalu, powaznie chore itd - bo człowiek naprawdę
      traci wtedy głowę i poza tym na ten szpital jest w pewnym sensie
      skazanym (przynajmniej póki nastepnego nie znajdzie). Ale lekarza w
      przychodni moge zmienic i tyle i potrafię jasno i wyraźnie wyrazić i
      wyegzekwować, że ma byc dla mnie i dzieci grzeczny. Co do
      fachowości -cóż w większości w przypadku polskich lekarzy oceniam ją
      źle (a ich zachowanie jeszcze gorzej), choć znam oczywiście i
      takich, którzy są super specjalistami i wspaniałymi ludźmi. W WB ani
      w stanach nie byłam, ale w innych krajach (często w małych
      mieścinach) moje doświadczenia ze służbą zdrowia były znacznie
      lepsze niz w Polsce.
      • ledzeppelin3 Re: Lekarze? Już im nie ufam 14.08.09, 14:26
        WIĘCEJ TAKICH ARTYKUŁÓW NA WYBIÓRCZEJ!!!!! Pielęgniarki strajkują, lekarze zaraz
        się dołączą. trzeba im w porę pokazać, że są mordercami, szarlatanami,
        złodszieami i w ogóle to lekarzu zajrzyj do garażu. Wybiórcza bravo!!!!
        --
        Jesteś pan zbiorem molekuł
    • lan-cet Lekarze? Już im nie ufam 14.08.09, 15:48
      - Już w szkole rodzenia uprzedzano nas, żeby koniecznie zrobić
      dziecku w 6. tygodniu życia badanie usg stawów biodrowych - wyznaje
      Kaja, mama rocznego Kuby. - I w żadnym razie nie dać się namówić
      ortopedzie, że zbada bioderka dziecka tylko za pomocą tzw. badania
      manualnego, które często bywa mylące. - Gdy przyszło do pierwszej
      wizyty w przychodni, natychmiast zapytaliśmy o usg stawów
      biodrowych, pani doktor stwierdziła wtedy, że zleca to badanie
      tylko, jeśli stwierdzi, że jest taka potrzeba, a nie rutynowo. Co
      było robić, zrobiliśmy to badanie prywatnie. Kosztowało 100 zł. Tu
      spotkaliśmy się ze skrajnie innym podejściem lekarza. Choć usg
      wyszło bardzo dobrze, lekarz zapowiedział, że badanie trzeba
      powtarzać co trzy miesiące. Co za zapobiegliwość.

      hihihi zapobiegliwośc za 100 za badanie zdrowego dziecka... oto
      mentalnosc e-mamy wierzy położnej ze szkoły rodzenia która o
      rozpoznawaniu dysplazji stawu biodrowego ma takie pojęcie jak
      eskimos o poziomkach a potępia doświadczoną lekarkę, która obmacała
      setki albo tyysiące dziecięcych bioderek... a pani dziennikarka
      stawia to jako przykład stado idiotek... naprawdę
    • lan-cet Lekarze? Już im nie ufam 14.08.09, 16:20
      Lekarz musi umieć dotrzeć do małego pacjenta, który nie umie
      powiedzieć wprost, co mu dolega. Trzeba tu zobaczyć cały kontekst,
      np. dostrzec czy dziecko jest zestresowane lub nieszczęśliwe, co
      może być dodatkowym źródłem problemów ze zdrowiem.
      dobre mój rekord 102 pacjentów w 12 godzin norma 40 w 8 w której
      minucie badania mam dojrzec kontekst? Na dodatek pisanie papierów
      zabiera 3/4 czasu na wizyte pacjenta.
      Polecam Panu Filozofowi jeden dyżur na Izbie Przyjęc i znajdzie swój
      kontekst.
      System się sypie, publicznej ochronie zdrowia brakuje ludzi,
      pieniędzy, chwili na pomyślunek i refleksję, pacjent jest rozliczany
      wedle tego co się uda za niego zaoszczędzic, NFZ nie płaci żadnych
      nadwykonań, limituje dostep do specjalistów i specjalistycznych
      badań, stawia idiotyczne wymagania poradniom i płaci stawke poniżej
      kosztów własnych, gdyby chciec uczciwie i dogłębnie diagnozowac
      pacjenta, a potem zdziwienie że w gabinecie prywatnym jest inaczej..
      pozostawiam do rozważań, pozdrawiam
      • maman3 Re: Lekarze? Już im nie ufam 15.08.09, 17:15
        No, pieknie!System sie sypie NFZ źle kombinuje- wyżyjmy się na
        pacjencie, który tyle ma ze wszystkim wspólnego, że płaci składkismile.
        Co to za idiotyczne tłumaczenie? Jak to sie ma do źle postawionej
        przez lekarza diagnozy??? Może lepiej zamiast się frustrowac-
        zmienić pracę? Czy przypadkiem zawód lekarza nie wiąże się z
        powołaniem? Jestem nauczycielem- nie zachwycam sie płacą-będę
        stawiać uczniom jedynkismile. Jestem kucharzem, irytuje mnie robota, bo
        cięzka, a kasa taka sobie- napluję do talerza. No pogratulowac
        argumentacjismile
    • aglod2 Re: Lekarze? Już im nie ufam 14.08.09, 20:13
      Najtrudniej jest się dostać do specjalisty. Często są to 3 miesięczne oczekiwania kiedy choroba trwa i nieleczona może porowadzić do poważnych skutków. Bywa, że chodzę prywatnie, bo zdrowie jednak najważniejsze.
      Zdarzyło mi się usłyszeć w chwili wykrycia w ciąży u mnie toksoplazmozy, że mogę urodzić dziecko z "dwoma głowami", "z jednym okiem", porzuciałam panią ginekolog czym prędzej.
      • protozoa Re: Lekarze? Już im nie ufam 14.08.09, 20:23
        Wybacz, ale nie wierzę, że jakikolwiek lekarz mówił o dziecku z dwoma głowami
        czy jednym okiem. Baju, baju będziesz w raju. Zastanawiam sie skąd nienawiśc do
        ludzi, którzy chcą Wam pomóc, ratuja Wasze zdrowie i zycie. I chyba wiem - z
        czystej zawiści i zazdrości, bo gdzies na dnie duszy wielu z Was chciałoby robic
        to co my. Oczywiście nigdy sie do tego nie przyzna, niektórzy nawet przed sobą.
        No a skoro nie możecie leczyc, bo macie inne zawody to stajecie się
        lekarzami-amatorami. Takimi, którzy studiują internet, czytają coś czego nie
        mogą zrozumieć ( bo medycyna to nie choroba-objawy-leczenie, to głębsza wiedza
        dotycząca fizjologii, patofizjologii, farmakodynamiki itd) a potem się
        wymądrzaja, polemizują.
        Mam zasadę słuchac tego co mówi pacjent, ale nigdy nie daję soba manipulowac ani
        sobie wmawiać. Pacjent wie lepiej - wolna droga niech sie sam leczy.
        • anulka.p Re: Lekarze? Już im nie ufam 14.08.09, 20:40
          protozoa napisała:


          > czystej zawiści i zazdrości, bo gdzies na dnie duszy wielu z Was
          chciałoby robic to co my
          >

          oj chyba błędna teoria. Niedawno był tu wątek pt:"jakiego zawodu
          nigdy, przenigdy nie chcielibyście wykonywać" to lekarz był w co
          drugim poście. A nie wierzę, aż w takie wypieranie własnych
          pragnieńtongue_out
            • trinte Re: Lekarze? Już im nie ufam 25.08.09, 10:20
              Tak się zastanawiam, dlaczego napisałaś tego posta - co ma on niby i komu
              udowodnić - że teza autorki postu jest błędna? Jest tak samo błędna jak teza
              (jeszcze wyżej w wątku), że wszyscy pacjenci to tępe istoty, które chciałby
              zostać lekarzem, ale były za głupie i teraz zazdroszczą. Też idiotyzm, i co z
              tego? Nie każdy musi być mądry, nawet lekarz, choć akurat on powinien.
              • dymna Re: Lekarze? Już im nie ufam 25.08.09, 10:30

                Napisałam dlatego, żeby nie używać argumentacji "od czapy". Ludzie nie chcą być
                lekarzami bo tak mówi co drugi post w czternastopostowym temacie.

                Nie ma to udowodnić błędności tezy, tylko rozmawiajmy merytorycznie.

                Poza tym w dyskusji można tylko co najwyżej powymieniać opinie, a nie udowodnić
                coś komuś.

                Ale fakt, za dużo sobie tu ludzie skaczą do gardeł krzyczeć, że każdy jest
                lepszy. I lekarze wcale nie są tu bez winy.

                --
                Waldemar, ty się nie martw!
        • ahhna Re: Lekarze? Już im nie ufam 15.08.09, 02:52
          > Pacjent wie lepiej - wolna droga niech sie sam leczy.

          Ale w niektórych kwestiach pacjent naprawdę wie lepiej. wie lepiej, czy
          go boli czy nie, wie lepiej, co czuje, jak reaguje na dany lek, na co
          chorował i kiedy. Każdy organizm jest inny, i choćby lekarz najadł się
          tomów mądrych książek, to jeśli nie weźmie pod uwagę tych właśnie
          indywidualnych uwarunkowań, to o doope potłuc całą jego wiedzę. To, co
          jeden organizm świetnie toleruje, drugi odrzuci albo zareaguje wręcz
          zapaścią.
          Dopiero wypadkowa wiedzy i wywiadu, również jeśli chodzi o inne choroby i
          organy niż tylko ten, z którym pacjent ma problem w danej chwili, daje
          jakis efekt. Dlatego tak bardzo jest potrzebna pokora ze strony lekarzy.

          Moja córka u ortodonty skarżyła się - podczas mierzenia nowego aparatu -
          że boli ją w jednym miejscu. Pani doktor na to: ale to niemożliwe, nie ma
          prawa boleć. Pomyślałam: tylko jaki cel miałoby moje dziecko w tym, żeby
          ściemniać, że akurat w tym miejscu ją boli? Przeciwnie, miałoby cel w tym,
          żeby mówić, ze nie boli, bo prędzej pojdzie na obiecane po badaniu lody.
          Ale pani doktor swoje: niemożliwe, dziecko histeryzuje! Ok, zaufałam pani
          doktor, wie przecież, co mówi. Po kilku dniach w trybie pilnym goniliśmy
          na poprawę aparatu, bo gołym okiem widać było w rzekomo niebolącym miejscu
          obrzęk i zaczerwienienie. Komentarz pani doktor? Dziecko musiało coś
          zrobic z aparatem, może przy myciu coś wygięła...
          Uwielbiam też tekst: to nie ma prawa boleć, ropieć, paskudzić się, trwać
          dłużej itp. No ale boli, ropieje, trwa... Trzmiel podobno nie ma prawa
          latać smile
          Co ciekawe, przy diagnozowaniu lekarze nie życzą wręcz sobie "wtrącania
          się" pacjenta. Natomiast jeśli diagnoza jest błędna i coś się paskudzi,
          kto jest za to opieprzany? Pacjent. Bo na pewno coś zaniedbał, bo coś
          przemilczał.
          Nauczyło mnie to jednego: ufać sobie przede wszystkim. Żadna w tym wielka
          wina lekarzy poza jedną: brak docenienia, co sam pacjent ma do powiedzenia
          o sobie i o tym, z czym przyszedł.
          • abccbaabccba Re: Lekarze? Już im nie ufam 25.08.09, 15:58
            ahhna napisała:

            W 99% zgadzam się z tobą, ale nie zawsze pacjent mówi prawdę i nie zawsze zna prawdę. Tak czy siak - pacjent jest tym kimś, kto ma prawo decydować o swoim życiu. A "dochtory" o tym nie wiedzą.

            Ostatnio pojawiła się nowa "moda": pacjent na coś się uskarża, np. na ból; bada się go jakąś metodą (np. markery), która niejednoznacznie pokazuje że ma on jakąś chorobę; według procedury wtedy kieruje się go na kolejne badanie np. USG, które "nic nie wykazuje"; skoro drugie badanie nic nie wykazało, to... nic się nie robi, bo pacjent okazało się jest zdrowy! (Dla mniej kumatych, czyli lekarzy: trzeba raz jeszcze zacząć od początku, być może wstępna diagnoza była mylna, być może źle wykonano jakieś badania - zdrowie nie jest wyjaśnieniem dlaczego boli ani dlaczego markery takie były jak u chorego.)

            To już weterynarze są mądrzejsi.

            > jakis efekt. Dlatego tak bardzo jest potrzebna pokora ze strony lekarzy.

            Zapomnij. Lekarze to jedna z najbardziej bezczelnych grup zawodowych.
        • zonka77 Odpowiem Ci skąd moja nieufność 15.08.09, 13:14
          Z zawiścią czy zazdrością wspólnego nie ma nic. Źle mi się nie wiedzie. Czego
          miałabym zazdrościc??

          Już przy starszej córce przeszliśmy horror przez nierozpoznaną chorobę, wierząc
          lekarzowi że to przedłużająca się trzydniówka wylądowaliśmy w szpitalu po 7
          dniach b. wysokiej temp jak dziecko dostało drgawek i wezwaliśmy pogotowie.
          Kilka razy potem jeszcze trafiałam na obojętnych wręcz złośliwych i bufoniastych
          lekarzy. Ok, lekarz to człowiek jak każdy inny - tłumaczyłam sobie
          Ale potem zachorowałam poważniej. Na boreliozę. I nikomu nie życzę chorować na
          mało znaną chorobę i stykać się z aroganckimi lekarzami wg których ja
          udaję/symuluję/jestem chora psychicznie itp. Dzięki Bogu że potrafiłam sobie
          znaleźć innych chorych i tych kilku lekarzy którzy coś wiedzą o tej trudnej
          chorobie a nie opierają się na ignoracji i niewiedzy. Nie wmawiają mi np że na
          to jest szczepionka (jak pewna Pani dr) ani że tego się tak długo nie leczy (bez
          leczenia chyba bym już z łóżka nie wstawała)

          Dla przykładu mam problemy z jelitami. Duże. Może z powodu antybiotyków i
          boreliozy ale może nie. Problemy takie miałam już zanim zachorowałam. Moja
          babcia właśnie zmarła na raka - całe życie problemy z jelitami. Również w
          rodzinie taty tego typu problemy. U mnie są i bóle i krew i okropne wzdęcia i
          dużo innych objawów od miesięcy i nie mogę się doprosić o skierowanie na
          kolonoskopię bo wg lekarzy (3 różnych) mnie się chole.ra tylko wydaje to
          wszystko bo jestem za młoda. Bo to wszystko tylko stres chol.era. Kurcze
          zdenerwowałam się.
          --
          "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
          niemożliwe"
          • makika7_0 Re: Odpowiem Ci skąd moja nieufność 18.08.09, 14:17
            zonka77 - idź do jakiegokolwiek innego lekarza, jelita to poważna sprawa,
            wiem,bo choruję na wrzodziejące zapalenie i tez musiałam trafić na dobrego
            lekarza, takiego z powołaniem - inni dotąd tak mnie "leczyli", że pogorszyli
            sprawę. a i tak każdy już po diagnozie się dziwił, że poszłam do lekarz przy
            pierwszym razie z objawami - nie mogłam się w ogóle załatwiać, a próby to tylko
            krew, śluz i ból; za każdym razem słyszałam "jak często się to pani zdarza" i
            nie rozumiałam...
            • expecting Re: Odpowiem Ci skąd moja nieufność 09.11.10, 14:40
              Pod koniec lat 90.tych moja babcia zaczęła wędrówkę po lekarzach - bo ją coś w okolicy jelit boli, dyskomfort, stolce jakieś takieś... Przeszła różnych lekarzy, wszyscy jej wmawiali, że kłamie, ostatecznie skierowali do psychiatry. Jak się okazało, babcia miała polipy w jelicie grubym, które rozwinęły się w piękny nowotwór...
              Ja ostatnio również pielgrzymuję z moim synkiem po lekarzach, bo dzieciak ma alergię. Od większości lekarzy słyszę "mama je czekoladę, przestanie, to dziecku sie poprawi" - nie trafia do nich, że od ponad 2miesięcy jestem na restrykcyjnej diecie. Względnie zalecają smarowanie sterydami, byle nie po buzi, ale codziennie - yhym, świetna metoda leczenia, skóra sie poprawia, ale leczymu skutek, a nie przyczynę...
              A z Prokocimiem to już w ogóle jakieś jaja. Dzwonię - odbiera ktoś - daje mi lekarza do telefonu - lekarz krzyczy, że co ja chcę (to nic, że mam skierowanie na cito od pediatry), wymaga ode mnie wiedzy na tematy medyczne (posiadam, ale staram się jej za bardzo nie okazywać, bo to wzbudza disrespekt) po czym stwierdza, że proszę zadzwonić jutro, bo jak ja nie wiem, czemu mojemu dziecku znaleziono takie coś w badaniu krwi, to mam się dowiedzieć. Tyle ze ja właśnie po to mam skierowanie do nich, żeby się dowiedzieć...

              --
              zostaniemyrodzicami.blox.pl/html
              -------
              http://lb1f.lilypie.com/5PpZp2.png
          • myelegans Re: Odpowiem Ci skąd moja nieufność 19.08.09, 23:43
            zonka, nie lekcewaz tego, zreszta chyba wiesz. to moze byc Crohn,
            musisz miec zrobiona dobra diagnostyke, kolonoskopie, kontrast, USG,
            tomografie. To sie leczy, moze byc pod kontrola, sa markMoja
            tesciowa przechodzi horror, ma dobrego lekarza, ale jest na konskich
            dawkach lekow. Stres niestety moze powodowac zaognianie choroby.
            Idz nawet prywatnie, gdziekolwiek. Cholera mnie bierze jak czytam
            takie historie.
            Mojej mamie w klinice ortopedycznej w Krakowie 3 razy zmieniali
            wizyte, wszystko przedluzylo sie o 6 miesiecy, bo.... mieli Rentgen
            zepsuty. Czyli co jest jeden (!?) w klinice (!) ortopedycznej (!).
            Na sugestie, ze zrobi gdzie indziej i przyjdzie z gotowym zdjeciem,
            powiedzieli nie, bo nie.
            • zonka77 Re: Odpowiem Ci skąd moja nieufność 24.08.09, 16:49
              Chodzę prywatnie sadWiem że jelita to poważna sprawa, to podstawa zdrowia.
              Właśnie teraz postanowiłam iść nie prywatnie do lekarza którego poleciła mi
              znajoma - jej zlecił cały zestaw badń z kolonoskopią włącznie (miała polipka -
              usunęli to) i miała zabieg usunięcia hemoroidów. Mam nadzieję po raz kolejny że
              trafię na kogoś kto mnie nie oleje...Terminy są długaśne ale poczekam.
              --
              "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
              niemożliwe"
        • maman3 Re: Lekarze? Już im nie ufam 15.08.09, 17:23
          Czyli pani doktor? Otóż z całym szacunkiem- odnoszę inne wrazenie -
          lekarze zachowują się ,jakby mieli patent na umiejetnośc składania
          literek -kazde moje grzeczne pytranie , które sugerowało, że coś
          niecos czytałam, było złosliwie komentowane- naczytała sie pani w
          internecie. Fakty- lekarz nie umiał zdiagnozowac szkarlatyny, bo
          wysypki nie było:/; stomatolog nie umiał zdiagnozować tzw. suchego
          zębodoła, leczył mnie niepotrzebnie antybiotykiem; lekarka nie
          rozpoznała obrzeku Quinckego: stomatolożka zalecała mi odstawienie
          od piersi niespełna rocznego dziecka, bo sugerowała, ze mała bedzie
          miała krzywy zgryz- dorzuciłabym jeszcze kilka, ale pani dr pewno
          pomysli, że z palca wyssane...
          • protozoa Re: Lekarze? Już im nie ufam 15.08.09, 17:50
            Tak, mamy patent na czytanie ze zrozumieniem książek medycznych. Ja nie wtrącam
            sie inżynierowi projektującemu most, że to trzeba przesunąć w lewo albo w prawo,
            bo tak czytałam w internecie. Nie wmawiam mechanikowi samochodowemu, ze wiem
            lepiej co sie dzieje z moim samochodem - bo nie wiem, ufam mu. Nie twierdzę, że
            zjadałam wszystkie rozumy w dziedzinach mi obcych. Pacjentów słucham, ale nie
            pozwalam soba manipulować.
            Nie podoba sie moje leczenie - won, do zielarza, sąsiada czy krawca.
            Wiele chorób jest trudnych, ba niemożliwych do zdiagnozowania 5 minut po
            wystąpieniu niecharakterystycznych dolegliwości. Bywa, że szkarlatyne można
            rozpoznac dopiero po 3-4 dniach, a suchy zębodół po 2. I nie jest to nic
            dziwnego, tylko jakoś pacjenci z jednej strony uważaja, że sami pozjadali
            wszystkie rozumy a z drugiej chcą w nas widzieć jasnowidzów.
            • mruwa9 Re: Lekarze? Już im nie ufam 15.08.09, 18:11
              Protozoa, bardzo mi sie nie podoba to, co piszesz. Ze albo slepo
              ufac doktorowi, albo won do zielarza. relacja lekarz-pacjent nie
              jest relacja partnerska, bo to pacjent jest cierpiacy,a w dodatku
              uzalezniony od wiedzy lekarza i jego sugestii terapeutycznych,
              jednoczesnie muszac samodzielnie podjac decyzje o leczeniu (poza
              wyjatkami nie ma obowiazku leczenia, a zeby podjac decyzje o
              leczeniu pacjent musi dysponowac podstawowa wiedza na temat swojej
              choroby). W kazdym razie lekarz bez pacjenta (konkretnego) jest w
              stanie sie obejsc, pacjent bez lekarza- nie bardzo. Poza tym w
              przypadku wielu chorob pacjent musi byc bardzo swiadomy, na czym
              polega jego problem, bo to nie jest tak, ze pacjent oddaje sie "do
              obrobki" lekarzowi, ale jego tryb zycia (dieta, aktywnosc ruchowa,
              staranne zazywanie lekow) decyduje o sukcesie leczenia lub porazce.
              Nie wiem, czemu tak czesto stawia sie lekarzy i pacjentow po
              przeciwnych stronach barykady, gdy przeciez maja wspolny cel-
              zdrowie. Tradycyjnie widze problem w komunikacji miedzy lekarzem a
              pacjentem, a co z tego wynika- w braku zaufania do lekarza (a to
              zaufanie czesto jest podkopywane przez kolegow po fachu, ktorzy w
              ramach dowartosciowania siebie lubia robic kolo piora lekarzom,
              ktorzy poprzednio opiekowali sie chorym). oczywiscie, zdarzaja sie
              czarne owce, ktore nigdy nie powinne trafic na medycyne, ale
              zdecydowana wiekszosc stara sie dobrze wykonywac swoj zawod. Choc
              ciagle w ksztalceniu przed- i podyplomowym lekarzy brakuje zajec
              praktycznych i teoretycznych z tematyki relacje lekarz-pacjent.
              Czyli- IMHO najbardziej szwankuje komunikacja. I umiejetnosc
              przyznania sie lekarza, ze czegos nie wie, ze np. objawy sa zbyt
              nieswoiste, zeby postawic diagnoze, ze czynnik czasu jest rowniez
              waznym elementem diagnostycznym i niekiedy trzeba po prostu
              cierpliwie poczekac na rozwoj wypadkow, moze choroba minie, a moze
              dolacza sie nowe objawy, ktore umozliwia postawienie rozpoznania. A
              potem mamy sytuacje, ze trafia sie do kolejnego lekarza, ktory
              wiesza psy na poprzednikach, choc ten ostatni lekarz jest przeciez
              madrzejszy od poprzednikow, bo od wczesniejszego badania minelo
              troche czasu, bo moze dolaczyly sie nowe objawy, ktorych wczesniej
              nie bylo?
              • protozoa Re: Lekarze? Już im nie ufam 15.08.09, 21:51
                Trudno, nie musimy się zgadzać. Mam zwyczaj słuchac co mówi pacjent, nie
                lekceważyć jego spostrzezeń, ale nie daję sobą manipulować. Nikt nie zmusi mnie,
                abym poddawała się dyktatowi pacjenta czy jego rodziny. Biorę oświadczenie, że
                pacjent poinformowany o zagrożeniu zdrowia/życia nie zgadza sie na proponowane
                leczenie. Nie musi, nie ma obowiązku leczenia się.
                Miałam z rok temu pacjenta z bólami brzucha niewiadomego pochodzenia. Badania
                laboratoryjne niejednoznaczne, objawy nietypowe. Z wywiadu - bardzo dokładnie
                zebranego nic nie wynikało, bo pacjent plątał sie w zeznaniach, a ściślej mówiąc
                opowiadał to co było mu w tej chwili wygodne.Zaproponowałam gastroskopię, ale
                gdzie tam, pacjenet wiedział lepiej. Po pół roku trafił z krwawieniem z górnego
                odcinka przewodu pokarmowego. Ledwo uszedł z życiem, a mogło być inaczej.......
                peknięty wrzód żołądka.
                • jag_2002 Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 16:02
                  Szkoda strzepic jezyka, ktos, kto nie mial do czynienia z pacjentami, nie ma
                  pojecia, do czego zdolni albo niezdolni sa ludzie i co potrafia zrobic z
                  zaleceniami wypisanymi (czytelnie) na kartce.
                  --
                  a Ty znowu swoje... meczysz mnie i meczysz, wlasnie siedze w domu i mysle o tym,
                  jakbym lody zjadla, wszystkie sklepy pozamykane, zadowolilabym sie chocby jakims
                  na patyku ze stacji beznyznowej i spalaszowala szczesliwa, a teraz bede myslec o
                  nieosiagalnym semifreddo z karmelizowanymi orzechami i musem z czarnej
                  porzeczki. dzieki wielkie;
                  by bobralus
                  • jmb2 Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 23:21
                    cyt. >Szkoda strzepic jezyka, ktos, kto nie mial do czynienia z
                    pacjentami, nie ma pojecia, do czego zdolni albo niezdolni sa ludzie
                    i co potrafia zrobic z zaleceniami wypisanymi (czytelnie) na kartce<.

                    Bo gdyby pacjenci byli zdrowi to nie przychodziliby do lekarza. Do
                    lekarza przychodzi przeważnie chory pacjent ... który czesto i
                    majaczy, bo czuje się chory. Mylę, że zachowanie pacjenta też z
                    czasem ewoluuje, taki który był już u lekarza bedzie miał inne
                    doświadzcenia od tego który ciągle jest po raz pierwszy.

                    Swoją drogą to współczuję także i lekarzom, jak mają zbyt często do
                    czynienia z pacjentami nastawionymi roszczeniowo i aroganckimi to
                    i "scyzory w kieszeni" może się otworzyć każdemu, nie mniej na tym
                    polega rola lekarza, nauczyciela ... by umieć sobie w sposób
                    kulturalny z takimi przypadkami też poradzić.
                  • dymna Re: Lekarze? Już im nie ufam 25.08.09, 09:20

                    A najsmutniejsze jest to, że wielu ludzi myśli, że postawić diagnozę jest
                    prosto. Ze to jest taka prosta zależność: jest wysypka = szkarlatyna, jest ból
                    brzucha = wyrostek (a nie np zapalenie trzustki, choroba niedokrwienna jelit itd).
                    Gdyby tak było to ten zawód byłby bajką a kształcenie lekarza nie trwałoby
                    średnio 10 lat.

                    Czy mechanik musi się tyle czuć zanim podejmie praktykę?

                    --
                    Waldemar, ty się nie martw!
                        • aneczkag Re: Lekarze? Już im nie ufam 09.11.10, 14:07
                          hrv_77 napisała:

                          > myslę, że chodziło o 5 lat studiów i 5 lat specjalizacji

                          6 lat studiów + 1 rok staż podyplomowy + 5 do 6 lat specjalizacji + drobne osunięcia czasowe (np pół roku) wynikające z terminów składania dokumentów, terminów zwalniania miejsc specjalizacyjnych itp

                          razem jakieś 14 lat


                          --
                          Najgorszą chorobą dzisiejszego świata jest to, że miliony ludzi wypowiadają się w kwestiach, o których nie mają w ogóle pojęcia
              • aneczkag Re: Lekarze? Już im nie ufam 09.11.10, 13:58
                mruwa9 napisała:

                > relacja lekarz-pacjent nie
                > jest relacja partnerska,
                I nigdy taką nie będzie. Zeby laik wiedział o czym mówi specjalista (niezależnie od dziedziny), musiałby najpierw postudiować tą działkę, a potem jeszcze wiele lat popracować praktycznie.
                Medycyna nie będzie partnerska, zawsze będzie bardziej paternalistyczna - bo lekarz i pacjent mówią w innych językach. A Wikipedia czy inny "specjalistyczny portal medyczny" niekoniecznie przekazuje rzetelną wiedzę odnośnie diagnostyki i leczenia.
                Poza tym nie da się w ciągu jednej wizyty przedstawić pacjentowi całej wiedzy (począwszy od fizjologii skończywszy na farmakoterapii) dotyczącej jego choroby - ta wiedza zawsze będzie uproszczona, co pozwoli pacjentowi wyciągać wnioski nie do końca prawdziwe.

                --
                Najgorszą chorobą dzisiejszego świata jest to, że miliony ludzi wypowiadają się w kwestiach, o których nie mają w ogóle pojęcia
            • maman3 Re: Lekarze? Już im nie ufam 15.08.09, 21:30
              Nie pisałam o patencie na czytanie ksiązek medycznych- coś kiepsko
              jednak u pani dr zczytaniem ze zrozumieniem. Suchy zębodół był
              leczony przez mojego stomatologa antybiotykiem przez tydzień! Na
              moje niesmiałe sugestie, ze to może suchy zebodół, padł
              tekst:"buszowała pani w internecie?". Lek na tę przypadłość
              dostałam, ból minął jak ręką odjął, ale przeprosin sie nie
              doczekałam. A szkarlatyna? Pani doktor nie chciała dziecka zobaczyć-
              bo stwierdziła, ze skoro nie ma wysypki, to nie ma choroby. Wysypki
              ani goraczki nie było, badania jednak potwierdziły fakt wystapienia
              szkarlatyny. Takim lekarzom ja mówię: won!
                • maman3 Re: Lekarze? Już im nie ufam 16.08.09, 16:47
                  Przeprowadzono badanie krwi- m.in. ASO, oprócz tego
                  wystapiło "schodzenie" naskórka z opuszków palców; wcześniej dziecko
                  miało cudny, szkarłatny język- z tym to właśnie objawem dzwoniłam do
                  pani dr; badania przeprowadziła po weekendzie nasza lekarka z
                  przychodni, to ona stwierdziła, że dziecko przeszło tzw. poronną
                  postac szkarlatyny- ponoć nawet w takim wypadku należy podac
                  antybiotyk.
                    • maman3 Re: Lekarze? Już im nie ufam 16.08.09, 22:13
                      Ale nie o to chodzi, ze po kilku dniach cos moze byc oczywiste! Czy
                      ty tez twierdzisz, że brak wysypki wyklucza szkarlatynę??? Lekarz
                      NIE WIDZIAL konieczności obejrzenia dziecka, choć mówiłam o
                      szkarłatnym gardle i bólu. Uważasz,że miał rację? Robicie błędy,
                      szanowni doktorzy- a przyznać się do nich jest ciężko, prawda?
                      Lepiej ośmieszyć pacjenta, że bidny ma kompleks niedojdy, bo nie
                      udało mu sie zostać lekarzem.
                      • tutuna Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 16:22
                        Robicie błędy,
                        > szanowni doktorzy- a przyznać się do nich jest ciężko, prawda?
                        > Lepiej ośmieszyć pacjenta, że bidny ma kompleks niedojdy, bo nie
                        > udało mu sie zostać lekarzem.

                        Święte słowa. Mój sp.teść pół roku z kaszlem usiłował dowiedzieć sie co mu jest
                        - wg SZ.P. doktorstwa symulował i nic się nie działo, po 4 miesiącach (uwaga!)
                        wycięto mu migdałki. Po 6 zmarł na zaawansowany nowotwór płuc. Koniec.
                  • denea A gdyby było odwrotnie ? Wie ktoś ? 16.08.09, 21:21
                    Chodzi mi o taką sytuację: objawy wskazują na poronną postać
                    szkarlatyny (zaczerwienione, bolące gardło, stan podgorączkowy i
                    lekka gorączka, zaczerwienione policzki, na drugi dzień klasyczna
                    wysypka "jak od szczotki" na tułowiu, rumień na policzkach z bladym
                    trójkątem koło ust. Antybiotyk 10 dni, wysypka znika po 2-3 dniach,
                    zamienia się w otrębowate punkciki i ustępuje).
                    Po 2,5 tyg ASO z wynikiem 200, czyli w normie.

                    Czy ktoś wie, co to w końcu mogło być ??
                    --
                    Cuda miłości smile
                    • maman3 Re: Lekarze? Już im nie ufam 25.08.09, 18:58
                      szkarłatny- to własnie malinowy- ogladałam zdjęcia; co do diagnozy-
                      nie moja, lekarz stwierdził, ale, jak widac, ilu lekarzy, tyle
                      diagnozsmile, entliczek- pentliczek- ty, pacjencie, wybierz własciwąsmile)
            • tuonetar Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 15:41
              protozoa napisała:

              > Tak, mamy patent na czytanie ze zrozumieniem książek medycznych.

              Tzn., że nie jesteś w stanie czytać ze zrozumieniem książek z żadnej innej
              dziedziny, bo na to mają patent wyłącznie specjaliści z tych dziedzin? Pogratulować.
              • practicant Dobry tekst:) 24.08.09, 16:52
                > Tzn., że nie jesteś w stanie czytać ze zrozumieniem książek z żadnej innej
                > dziedziny, bo na to mają patent wyłącznie specjaliści z tych dziedzin? Pogratul
                > ować.

                Jako lekarz-nie jestem.Przyznaje sie do tego,zdaje sobie z tego sprawe.Jezeli Ty
                uwazasz,ze rozumiesz ksiazki specjalizacyjne z fizyki
                kwantowej,biochemii,kardiochirurgii,architektury oraz astronomii-znaczy,jestes
                skonczony pajac.I uwierz mi-z duzym prawdopodobienstwem,g... rozumiesz z tego,co
                czytasz.
                • tuonetar Re: Dobry tekst:) 24.08.09, 18:01
                  Nie mierz wszystkich swoją miarką. Nie brak ludzi, którzy pasjonują się wiedzą z
                  różnych dziedzin i potrafią zdobywać ją samodzielnie bez uniwersyteckich "patentów".
                • lilith_dclxvi Re: Dobry tekst:) 24.08.09, 20:24
                  O kurde! Zamierzam robić specjalizację z kardiochirurgii,egzamin z biochemii
                  zaliczyłam bez problemu,w liceum byłam trzy razy z rzędu w finale Olimpiady
                  Astronomicznej,z fizyki kwantowej też nie jedno zadanie przeliczyłam...no, z
                  architerturą miałam mniej do czynienia, ale pewnie i tak g... bym zrozumiała z
                  tego, co czytam wink
            • tutuna Dziecko drogie! 24.08.09, 16:11
              Razem z resztą społeczeństwa złożyłam się na Twoje studia, bądź uprzejma to
              rzetelnie odpracować. A na ową rzetelność oprócz wiedzy medycznej (mam nadzieję,
              że nie ściągałaś, a literki składałaś ze zrozumieniem) składa się również
              współpraca z pacjentem, w tym odpowiadanie na jego wątpliwości, bo to JEGO
              zdrowie. A jeśli się nie podoba - trudno, zmień zawód! Nie musisz być lekarzem,
              jest wiele innych zawodów na "l"...
              • practicant Drogie dziecko... 24.08.09, 16:53
                Po pierwsze,zlozylas sie na moje studia dokladnie w takim samym stopniu jak ja i
                moi rodzice na Twoje.Ty nie musisz tego odpracowywac-wiec nie rozumiem,czemu ja
                mialbym niby miec taki obowiazek.

                Co do reszty postu-bezczelnosc!!!Kim jestes,aby uczyc mnie mojego zawodu?!Do
                tego maja prawo wylacznie ludzie,ktorzy pracuja ode mnie dluzej i sa bardziej
                doswiadczeni-a nie ludzie z poza zawodu!!!Czy ja ucze architekta,jak ma
                projektowac domy?!
                • tutuna Re: Drogie dziecko... 24.08.09, 17:02
                  Co do reszty postu-bezczelnosc!!!Kim jestes,aby uczyc mnie mojego zawodu?
                  Uderz w stół, nożyce się odezwą...
                  Cóż jest wg tą bezczelnością: Rozumiem, że sądzisz zatem, iż potencjalny
                  przyszły lekarz winien sciągać na studiach i nie rozumieć tekstów, które czyta?
                  A następnie będąc juz lekarzem nie współpracować z pacjentem i nie odpowiadać na
                  jego pytania? Hmmm...


                  Zlozylas sie na moje studia dokladnie w takim samym stopniu jak ja
                  > i
                  > moi rodzice na Twoje.Ty nie musisz tego odpracowywac-

                  Owszem muszę, co więcej czuję się do tego zobowiązana. A owo odpracowywanie
                  polega na rzetelnym, pracowitym i zaangażowanym wykonywaniu tego, co robię.
                  Czego i Tobie życzę.

                  • st.lucas A czy Szanowna Pani juz odpracowala? 24.08.09, 17:10
                    Bo lekarz - kazdy - odpracowuje studia juz po 6 miesiacach swojej
                    pracy. Wyjatkiem sa ci, ktorzy za studia placili.
                    Ci "juz nie musza" odpracowywac.

                    Tak wiec po 6 miesiacach pracy, to nie lekarz jest "dluznikiem"
                    spoleczenstwa, ale spoleczenstwo staje sie - coraz wiekszym -
                    dluznikiem kazdego lekarza.

                    Jak Pani nie wierzy, prisze sprawdzic ile kosztuje semestr studiow
                    lekarskich i pomnozyc przez 12.

                    I nie plesc wiecej bzdur.
                    --
                    Virtus in minima perficitur.
                            • tutuna Re: Naprawde jest nad czym plakac. 24.08.09, 17:32
                              Szczerze? Nie mam ochoty przerzucać się ironicznymi komentarzami, choć mogłabym
                              długo, bo nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że jest całe mnóstwo lekarzy, którzy
                              nawet jeśli słyszą, to nie słuchają pacjenta, z góry zakładając, że nie ma nic
                              istotnego do powiedzenia, ignorując tym samym szczegóły ważne, często decydujące
                              dla postawienia diagnozy i podjęcia (lub zmiany) terapii.
                              Zakładam, że wybierając ten zawód potencjalny lekarz wiedział, iż wiąże się on z
                              kontaktem z pacjentem i ma na względzie jego dobro.
                              Niestety, zbyt często się rozczarowuję.
                              Zwalanie zwykłego niechlujstwa i braku kultury na niedofinansowanie służby
                              zdrowia jest, moim zdaniem, przekłamaniem.
                              • st.lucas Re: Naprawde jest nad czym plakac. 24.08.09, 17:39
                                Alez ja nie kwestionuje istnienia problemu!

                                Na Boga: wiem, ze jest zle.

                                Chodzi o rozwiazanie problemu. Polajaniem i nagonka na lekarzy nikt
                                nic nie uzyska.

                                Powiedzmy, ze mamy fabryke. I fabryka produkuje zle buty.
                                Czy ktokolwiek wierzylby, ze uzyska cos polajankami?
                                Analiza problemu wskazuje napunkty wezlowe. A tymi sa monopolizacja
                                rynku ubezpieczen i slabe (3-krotnie za slabe) finansowanie opieki
                                zdrowotnej w Polsce.

                                Aby cokolwiek naprawde zrobic, trzeba po pierwsze ludziom powiedziec
                                prawde: pieniadze dla Sluzby Zdrowia - tak, dla KRUSowcow i
                                gornikow - nie.
                                Po drugie trzeba zadbac o lekarzy.
                                Nie mozna od nikogo nic wymagac, jezeli go sie po prostu wyzyskuje.
                                Itd, itp.

                                Napisalbym jeszcze sporo, ale wegierska kolezanka (jestem lekarzem-
                                emigrantem w Niemczech) wyrzuca mnie juz od komputera do domu.

                                Pozdrawiam.
                                --
                                Virtus in minima perficitur.
                                • frigg Re: Naprawde jest nad czym plakac. 24.08.09, 20:34
                                  i to pewnie ze źle skonstruowanych zasad finansowania biorą się tysiące
                                  łapówkarzy? Bliska mi osoba przebywa obecnie w pewnym krakowskim szpitalu, już
                                  dwa razy dłużej niż prognozowano - nie dlatego, że stan zdrowia tego wymaga, ale
                                  dlatego, że trzęsący tym burdelem alkoholik i prostak dał wyraźnie do
                                  zrozumienia, że czeka na kopertę. Wina fabryki? Czy górników? Czy może
                                  środowiska, które z zasady kryje tyły takim szujom.
                                  Do ciąży nie miałam wiele do czynienia z lekarzami, zwłaszcza w szpitalach, ale
                                  teraz mam jak najgorsze zdanie o tej wątpliwej "elycie". A przepraszam, ekipa
                                  szpitala w Pszczynie to chyba największa koncentracja miłego i kompetentnego
                                  personelu na ziemiach polskich.
                                  --
                                  "My wallet's too small for my fifties, and my diamond shoes are too tight!"
                                  • st.lucas Re: Naprawde jest nad czym plakac. 25.08.09, 10:56
                                    Tak wlasnie.
                                    To ze zle skonstruowanych zasad finansowania biora sie "lapowkarze".

                                    Gdyby finansowanie odbywac sie moglo na stole, nie byloby go pod
                                    stolem.

                                    I nie mylmy honorariow z lapowkami.
                                    --
                                    Virtus in minima perficitur.
                                    • frigg Re: Naprawde jest nad czym plakac. 25.08.09, 15:47
                                      no tak, rzeczywiście. Jak tak dłużej się zastanowić, to ten ordynator pewnie nie
                                      słania się z upojenia, a głodu, a do pracy bankowo dojeżdża tramwajem z 4
                                      przesiadkami. Jak społeczeństwo ma poprzeć lekarzy i zmianę sposobu
                                      finansowania, skoro lekarz dla własnego widzimisię i korzyści trzyma pacjenta na
                                      łóżku, mając jego zdrowie w czeluściach zadu.. O komforcie psychicznym pacjenta
                                      nie wspomnę, bo kto by się zajmował w szpitalu takimi pierdołami. O obciążaniu
                                      NFZ też nie wspomnę. Najlepiej wyciągać łapę i skarżyć się na finansowanie. Poza
                                      tym bardzo ciekawe pojęcie etyki prezentują lekarze. Żałuję, że nie stosowałam
                                      tego w poprzedniej pracy, świetnie bym wyszła na kradzieży.
                                      --
                                      "My wallet's too small for my fifties, and my diamond shoes are too tight!"
                                      • off-sik Re: Naprawde jest nad czym plakac. 26.08.09, 10:59
                                        Mysle ze nieporozumieniem jest wymaganie od lekarzy, zeby nazwac ich
                                        biednymi, jezeli beda dojezdzac do pracy tramwajem.

                                        Maja dojezdzac samochodem i to najlepszym- niezawodnym.

                                        Dojezdzaja niestety nienajlepszymi.

                                        Domaganie sie lepszych zarobkow jest w pelni uzasadnione, biorac pod
                                        uwage stawke godzinowa pracy lekarza.
                                        To, ze lekarze nie dojezdzaja tramwajami (na ogol) wynika z duzego
                                        zaangazowania czasowego: slaba stawka godzinowa x dlugi czas pracy =
                                        zarobek ponad srednia krajowa.

                                        Tyle tylko, ze ponad srednia krajowa powinien zarabiac lekarz nie
                                        zapracowujac sie, po prostu etatowo.

                                        Spoleczenstwo polskie powinno sie gleboko wstydzic, ze bezrozumnie
                                        ulega klamstwom dziennikarzy i politykow.
                                        Kazda polska rodzina zawdziecza lekarzom wiele dobrego.
                                        --
                                        "Towarzysze przed rokiem stalismy na skraju przepasci. Od tego czasu
                                        uczynilismy duzy krok naprzod..." "Wieslaw" Gomolka
                                      • kubicki4ever Re: Naprawde jest nad czym plakac. 03.09.09, 20:40
                                        >no tak, rzeczywiście. Jak tak dłużej się zastanowić, to ten ordynator pewnie
                                        nie słania się z upojenia, a głodu, a do pracy bankowo dojeżdża tramwajem z 4
                                        przesiadkami

                                        He, he ......

                                        I tu przedmówca dotknął problemu. Jestem lekarzem. Od 5 lat pracuję w Niemczech
                                        z powodu.... nepotyzmu, łapówkarstwa i niewolnictwa panującego w polskiej medycynie.
                                        Oczywiście, że model finansowania systemu jest winny łapówkarstwu.
                                        1) Zacznijmy od NEPOTYZMU.
                                        Lekarz w Polsce zarabia, jak sie bardzo stara (czytaj: pracuje bez przerwy) no
                                        bądźmy optymistami .. niech będzie 10000zł. Oczywiście nie na jednym etacie
                                        tylko na czterech. Jest chronicznie niedospany, wquu...ony i źle traktuje
                                        pacjentów. To przykład lekarza uczciwego co nie bierze łapówek i jest dobrze
                                        wykształcony (kretyna nikt nie zatrudni na 4 etatach wink ) To jest ten lekarz
                                        wyrobnik, którego spotykacie na izbie przyjęć, w pogotowiu itp.
                                        Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Syna Ordynatora Szpitala W Duzym Mieście.
                                        Chłopak/dziewczyna nie musi brać kilku etatów bo życie w etapie larwalnym
                                        funduje mu rodzic. Następnie w tempie ekspresowym dostaje sie na Dobrą
                                        Specjalizację (pediatria, goła interna, anestezjologia, lekarz rodzinny,
                                        medycyny ratunkowej nie są dobre. Dobre są: ginekologia, urologia, dermatologia,
                                        okulistyka, chirurgia plastyczna itp.) Na Dobra Specjalizację w Polsce dostają
                                        się WYŁĄCZNIE krewni Bardzo Ważnych Lekarzy - konsultantów krajowych i
                                        regionalnych, szefów klinik AM, ordynatorów dużych oddziałów, dyrektorów
                                        szpitali. Kwalifikacje kandydata na specjalizację są zupełnie DRUGORZĘDNE
                                        Oczywiscie Specjalista z Dobra Specjalizacją ma zupełnie inne życie. W szpitalu
                                        pracuje tylko dlatego, bo tam kładzie swoich pacjentów. Pieniądze zarabia w
                                        prywatnym gabinecie. Dochody ma większe od lekarza wyrobnika około 2 - 3 razy. A
                                        pracuje 2 razy mniej. No i nie musi jeździć w pogotowiu wink
                                        2) NIEWOLNICTWO
                                        W szpitalu polskim ordynator jest PANEM WŁADCĄ. Moze być kompletnym prymitywem,
                                        idiotą i nieukiem - to nieistotne. Ma przecież ludzi od roboty - Zastępcy
                                        dostają działkę w postaci możności lokowania na oddziale swoich pacjentów.
                                        Pacjenci ordynatora i zastępców zapłacili wejściówkę na oddział w gabinecie
                                        prywatnym. Szpital pokrywa koszty diagnostyki i leczenia - super układ. Mam
                                        zakład pracy, który robi na moje konto, nic mnie nie kosztuje a zyski kasuję
                                        tylko ja !!!
                                        Poszkodowanymi są pacjenci - zapłacili podwójnie - składkę zdrowotną i prywatnie
                                        w gabinecie a teoretycznie powinni dostać leczenie w ramach ubezpieczenia bez
                                        dodatkowych opłat. A drugą grupą poszkodowanych są - uwaga - lekarze wyrobnicy.
                                        Tak, nasz ulubiony doktor pierwszego konfliktu zsyłany na izbe przyjęć,
                                        obstawiający nocne dyżury, robiący czarną robotę papierowo - administracyjną. On
                                        nie ma działki w dochodach, prawdziwych dochodach oddziału. On jedzie na pensji,
                                        która marna jest i dorabia dyżurami, pogotowiami, przychodniami. Pan Władca
                                        Ordynator może go co najwyżej opi.erd.olić a jak bedzie łaskaw, to da mu
                                        długopis od firmy farmaceutycznej.
                                        3)Łapówkarstwo
                                        Łapówki wymuszają Ci, co moga sobie na to pozwolić. Mały, szary asystent na
                                        oddziale nie wymusza łapówek bo dostanie linijką po łapkach jak sięgnie na stół
                                        Jaśnie Pana Ordynatora po łakome kąski.
                                        Oczywiście cały bu.rdel w polskim lecznictwie przeszkadza pacjentom a czasem ich
                                        zabija (naprawdę mi smutno, jak czytam o tych przerażających przypadkach przez
                                        przedmówców przytaczanych). Bardzo przeszkadza lekarzom wyrobnikom na których
                                        ten system sie opiera (pracując w Polsce pracowałem na 3 etatach, jak wyjechałem
                                        to ... została robota do wykonania wink )
                                        I ZUPEŁNIE nie przeszkadza LOBBY ORDYNATORSKO - PROFESORSKIEMU, któremu cała ta
                                        dyskusja lata i powiewa. Oczywiście od obrazu Ordynatora łapówkarza bez krzty
                                        moralnosci są chlubne wyjątki - ale to są wyjątki. Bo żeby zostać Ważnym
                                        Lekarzem w Polsce trzeba być przede wszystkim w układach towarzyskich z ludźmi
                                        wpływowymi, trzeba być bezwzględnym dla innych i nie mieć empatii. A że przykład
                                        płynie z góry...

                                        To CZEMU WY SIĘ DZIWICIE ????

                                        --
                                        jola_z_dywit: Nareszcie trochę prawdy będzie w TVP!
                                  • aneczkag Re: Naprawde jest nad czym plakac. 09.11.10, 14:18
                                    frigg napisała:

                                    > i to pewnie ze źle skonstruowanych zasad finansowania biorą się tysiące
                                    > łapówkarzy? Bliska mi osoba przebywa obecnie w pewnym krakowskim szpitalu, już
                                    > dwa razy dłużej niż prognozowano - nie dlatego, że stan zdrowia tego wymaga, al
                                    > e
                                    > dlatego, że trzęsący tym burdelem alkoholik i prostak dał wyraźnie do
                                    > zrozumienia, że czeka na kopertę.
                                    No wlaśnie, bo politycy, urzędnicy, policjanci, geodeci nie biorą. A nauczyciele w szarej strefie nauczający swoich (!!!) uczniów na korepetycjach? Jasne, nikt w tej naszej idealnej Polsce nie jest łapówkarzem, tylko lekarze.
                                    Do gazu w nimi, a potem bedziem leczyc sie sami...
                                    --
                                    Najgorszą chorobą dzisiejszego świata jest to, że miliony ludzi wypowiadają się w kwestiach, o których nie mają w ogóle pojęcia
                                  • aneczkag Re: Naprawde jest nad czym plakac. 09.11.10, 14:22
                                    frigg napisała:

                                    > A przepraszam, ekipa
                                    > szpitala w Pszczynie to chyba największa koncentracja miłego i kompetentnego
                                    > personelu na ziemiach polskich.
                                    A co do Pszczyny - szkoda, że wydajesz opinie na podstawie znajomości jednego doktora czy jednego oddziału. Popytaj - są tam miejsca, gdzie zjeżdża pół Śląska...
                                    I popytaj pacjentów z Bielska, czemu leczą się w Pszczynie...
                                    Łatwo wydawać anonimowo krzywdzące opinie, bez konkretów, bez odpowiedzialności.



                                    --
                                    Najgorszą chorobą dzisiejszego świata jest to, że miliony ludzi wypowiadają się w kwestiach, o których nie mają w ogóle pojęcia
                                • maman3 Re: Naprawde jest nad czym plakac. 25.08.09, 19:12
                                  Mam pytanie, lekko na marginesie; po kim mogę się spodziewac
                                  eleganckiego zachowania, kultury, zrozumienia tekstu mowionego? Po
                                  lekarzu czy po rolniku? Nie chce absolutnie obrazac rolników! Kto
                                  powinien wykazywac sie powaznym podejsciem do obowiazków? Kto,
                                  teoretycznie, powinien zachowac stoicki spokój wobec histerycznego
                                  osobnika? Kto powinien miec poczucie wstydu z tytułu podknięc
                                  moralnych? Do niedawna sądziłam, że jednak inteligencja, w tym
                                  wypadku lekarz- realia mówia co innego...
                                  • off-sik Re: Naprawde jest nad czym plakac. 26.08.09, 11:03
                                    A po kim lekarze powinni sie spodziewac eleganckiego zachowania?
                                    Czy nie po zawdzieczajacych im zycie i zdrowie pacjentach?

                                    Niewdziecznosc (w tym materialna!) jest objawem podlosci.
                                    --
                                    "Towarzysze przed rokiem stalismy na skraju przepasci. Od tego czasu
                                    uczynilismy duzy krok naprzod..." "Wieslaw" Gomolka
                                      • st.lucas Re: Naprawde jest nad czym plakac. 26.08.09, 15:15
                                        Albo sie cos mowi. Albo sie po prostu plecie.

                                        Od osoby, ktora rozumie moja sygnaturke wymagam takze znajomosci
                                        znaczenia lacinskiego slowa corruptio.
                                        Inaczej dyskusja jest jalowa.

                                        A skoro Pan/Pani uwaza stwierdzenia off-sika za przestepstwo, to
                                        pragne poinformowac o obowiazku prawnym zawiadamiania o domniemanym
                                        przestepstwie.
                                        Slowo jest slowo. Slowo to nie wiatr. Slowo potrafi zabic.

                                        Prosze byc wiec konsekwentnym i powiadomic prokurature o
                                        przestepstwie. Jej zadaniem jest wykrycie "sprawcy".

                                        Inaczej sam Pani/Pani bedzie przestepca.

                                        Lekarz natomiast lamiacy komunistyczne paragrafy w wolnej Polsce pod
                                        wzgledem moralnym zadnym przestepca nie jest.
                                        Honoraium to nie lapowka. Poniewaz nikt nikogo nie przekupuje.

                                        Panskie stwierdzenia obrazaja poczucie uczciwosci i logike.
                                        --
                                        Virtus in minima perficitur.
                                        • hrv_77 Re: Naprawde jest nad czym plakac. 26.08.09, 15:26
                                          "corruptio" oznacza także demoralizację i w tym znaczeniu oczekiwania lekarzy,
                                          ze pacjenci będą im głęboko "wdzięczni" są demoralizujące!

                                          szanuję lekarzy, ale żadnemu nie zamierzam być za nic wdzięczna. Każdy z nas
                                          powinien robić swoje, bez oglądania się na dowody wdzięczności
                                          • st.lucas Re: Naprawde jest nad czym plakac. 29.08.09, 22:04
                                            Niemoralny jest przede wszystkim swiadomy wyzysk.
                                            Wyzyskiwanie natomiast kogos, komu zawdziecza sie zdrowie, a bywa i zycie, jest
                                            zapierajaca dech w piersi podloscia.

                                            Natomiast oblewanie kublem pomyj wyzyskiwanych lekarzy i stawianie im
                                            nierealnych wymagan jest glupota i rekordem podlosci.

                                            Narod ktory tak czyni sciaga na siebie pomste Boza.

                                            --
                                            Virtus in minima perficitur.
                • mango_mango Re: Drogie dziecko... 24.08.09, 20:01
                  z twoją arogancją nie powinno się ciebie dopuszczać do pracy z
                  pacjentem, mycie basenów to góra, co można powierzyć komuś tak
                  zadufanemu, obcesowemu i zwyczajnie antypatycznemu.
                  na mnie zarabiaja, i to dobrze, dobrzy lekarze. gdybym trafila na
                  chamstwo w gabinecie, zrobilabym piekło i więcej moja noga u lekarza
                  chama by nie postała.
                  • dr01 Re: Drogie dziecko... 25.08.09, 09:11
                    a propos arogancji...
                    jeżeli masz stan zagrożenia życia i trzeba zrobić skomplikowany zabieg, który
                    cie uratuje, to wolisz, żeby robiła to kulturalna, miła i sympatyczna pani
                    salowa (ta od basenów) czy dobrze wyszkolony i doświadczony lekarz burak, cham i
                    prostak?
                    --
                    ---------------------------------------
                    "jeżeli zrobimy wolne, rowne i
                    demokratyczne wybory w chlewie, to nie wygra orzel, tylko swinia"
                    ---------------------------------------
                      • dr01 Re: Drogie dziecko... 25.08.09, 10:59
                        > To wybór jest tylko taki? Smutne...
                        > Myślałam, że może być i kompetentny i kulturalny...
                        może być i przeważnie JEST, natomiast w każdej grupie zawodowej są ludzie i
                        taborety. Z kolei ja nie oczekuję od glazurnika że będzie mi się w pas kłaniał i
                        się szeroko uśmiechał, tylko tego by mi równo kafelki położył.
                        Poza tym warto zauważyć, że relacja lekarz-pacjent jest relacją opartą na
                        zasadzie WZAJEMNOŚCI. To znaczy, że jak pacjent przychodzi z nastawieniem
                        negatywnym, to udziela się to lekarzowi i odwrotnie. Na szczęście większość
                        pacjentów jaka do mnie trafia to sympatyczni ludzie, więc i ja jestem
                        sympatyczny. W przypadku pacjentów buraków jest różnie - jak jestem zmęczony i
                        nie chce mi się wysilać, to się ... nie wysilam, tylko robię swoje i ani
                        milimetra więcej. I tyle.
                        --
                        ---------------------------------------
                        "jeżeli zrobimy wolne, rowne i
                        demokratyczne wybory w chlewie, to nie wygra orzel, tylko swinia"
                        ---------------------------------------
                    • hrv_77 Re: Drogie dziecko... 25.08.09, 10:48
                      dr01 napisał:

                      > a propos arogancji...
                      > jeżeli masz stan zagrożenia życia i trzeba zrobić skomplikowany zabieg, który
                      > cie uratuje, to wolisz, żeby robiła to kulturalna, miła i sympatyczna pani
                      > salowa (ta od basenów) czy dobrze wyszkolony i doświadczony lekarz burak, cham
                      > i
                      > prostak?

                      Czy jako pacjenci tylko taki mamy wybór?
                      Wygląda na to, że tak.
                      Dopóki nie znajdzie się jakiś mądry polityk, który ureguluje system ubezpieczeń
                      i będziemy mogli płacić i wymagać.
                      A na razie pozostaje nam Luxmed tudzież inne prywatne lecznice, w których za
                      pieniądze lekarze potrafią postawić trafną diagnozę, może nas trochę naciągnąć
                      na "niepotrzebne" badania, ale z pewnością nikt nas nie olewa.
            • zonka77 Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 16:50
              Wow, tchniesz zrozumieniem, empatią i ogólnie mam nadzieję że nigdy nie będziesz
              mnie leczyć smile
              --
              "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
              niemożliwe"
            • abccbaabccba Re: Lekarze? Już im nie ufam 25.08.09, 15:33
              > Tak, mamy patent na czytanie ze zrozumieniem książek medycznych.

              Nie masz racji. Gdyby tak było, to nikt nigdy nie mógłby uczyć się
              medycyny - studia to także czytanie książek, zwłaszcza ze
              zrozumieniem. A student medycyny lekarzem nie jest i kropka.

              >Ja nie wtrącam
              > sie inżynierowi projektującemu most, że to trzeba przesunąć w lewo
              albo w prawo

              Ależ wtrącasz się! I masz do tego prawo. Masz prawo np. wtrącać się,
              że dany projekt mostu ci się nie podoba, że będzie zasłaniał ci widok
              z okna. Że ucierpi jakaś Dolinka Rospudy. Jak zlecasz wybudowanie
              domu to wybierasz projekt który ci się podoba ("wtrącasz się"),
              wybierasz kolor samochodu - a jak mechanik coś spaprze to karzesz mu
              autko naprawić jeszcze raz.

              I jak np. mechanik oszuka cię dając ci nie nowe części - ale
              kradzione - to możesz mieć słuszne pretensje.

              Tymczasem odmawiasz pacjentom podobnego "wtrącania się" - i to nie
              gdy idzie o samochód lecz gdy idzie o ich własne życie.

              Co zaś do jasnowidztwa - to nie ja pisałem, że "wiem lepiej". Skoro
              tak wszystko wiesz lepiej od pacjentów - to własnie przypisujesz
              sobie bycie jasnowidzem. I szamanem.

              Co do tempa stawiania diagnozy... ekch, to jest śmieszne próbować tak
              nami manipulować. Problem bowiem nie w tym, że prawidłowa diagnoza
              została postawiona po 3-4 dniach. Problem w tym, że lekarze
              popełniają takie błędy - których nie popełniają nawet zwykli
              internauci. A korporacja ogranicza prawo do krytyki - nie wolno ci
              jako lekarzowi poddawać w wątpliwość kompetencji kolesi.
            • malyflowers Re: Lekarze? Już im nie ufam 26.08.09, 16:04

              > Tak, mamy patent na czytanie ze zrozumieniem książek medycznych. Ja nie wtrącam
              > sie inżynierowi projektującemu most, że to trzeba przesunąć w lewo albo w prawo
              > ,
              > bo tak czytałam w internecie."

              wybacz - inzynier za zle policzony most straci uprawnienia i moga go czekać inne
              sankcje prawne.
              --
              malyflowers
        • rikol Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 16:37
          Protozoa, ty moze znasz lepiej tresc podrecznikow, natomiast pacjent WIE LEPIEJ,
          co go boli czy jakie sa skutki uboczne lekow W JEGO PRZYPADKU - i powinnas
          wiedziec, ze zawsze moga wystapic skutki uboczne nie opisane do tej pory.
          Powinnas tez wiedziec, ze wpolczesna medycyna wywodzi sie z zielarstwa wlasnie,
          a rosliny zawieraja substancje uzywane rowniez w medycynie konwencjonalnej
          (chocby aspiryna). W jednym poscie zantagonizowalas chyba 5 grup spolecznych -
          nie wiem po co. Powinnas tez wiedziec, ze do znachorow chodza ludzie, ktorym
          medycyna konwencjonalna nie pomogla - dlatego slyszy sie o chorych na raka,
          ktorzy probuja sie leczyc masazem jajkiem czy czyms podobnym; to sa zdesperowani
          ludzie, ktorzy probuja podtrzymac jakos blednaca nadzieje. Jesli ktos sie zle
          czuje, a leczenie konwencjonalne nie dziala, to jest normalne, ze po jakims
          czasie ma tego wszystkiego dosyc i sam zaczyna szukac przyczyn i sposobow
          leczenia. Pacjent to nie jest maszyna, a lekarz to nie mechanik.

          A z drugiej strony, co w tym zlego, ze ktos sie interesuje medycyna? Masz to
          ludziom za zle? Wolisz, zeby wszyscy byli ignorantami? cZemu?
          • protozoa Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 17:17
            Mam zwyczaj SŁUCHAĆ pacjentów, ale równiez PATRZEĆ na nich. To sporo daje.
            Oczywiście pacjent wie najlepiej jak się czuje, ale są rzeczy które z sobie
            wiadomych przyczyn usiłuje wmówic lekarzowi uważając go za idiotę. Część z nas,
            ci są zwykle lubiani przez pacjentów, dla świętego spokoju udaje, że wierzy i
            spełnia żądania pacjentów. Gó...e kierując ich na kolejne badania ( ostatecznie
            płaci NFZ) lub wypisując "zamówione" leki.
            Ja do takich lekarzy nie należę. Ja odpowiadam za proces leczenia i nie daje
            soba manipulować. Z duzym prawdopodobieństwem wyłapie symulantów.
            A jesli ktos chce sie leczyc u znachorów, babek, Goździkowej, sąsiadki to droga
            wolna. Tylko niech potem nie awanturuje się, ze czuje sie gorzej.
            Jeśli chodzi o chorych nowotworowych to wielu z nich moznaby uratowac gdyby
            kontynuowali leczenie a nie przelewali nad głową jajka. Dla wielu , niestety,
            nie ma ratunku, bo dziś zwykle ludzie umierają na choroby układu krążenia lub
            nowotwory 9 vide statystyki zgonów).
            Tak jak ja nie wtrącam się w diagnozowanie wady silnika, mowie mechanikowi co
            zauważyłam, co mnie zaniepokoiło, tak samo pacjent niech albo sam się leczy albo
            zostawi to lekarzowi.
        • wen_yinlu Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 18:11
          > sobie wmawiać. Pacjent wie lepiej - wolna droga niech sie sam leczy.

          Wielokrotnie, z wielką chęcią, wypisałabym sobie odpowiednią receptę. Pieczątki
          brak sad ot co. Chętnie zdałabym egzamin z tych wszystkich -ogii, zwłaszcza, że
          sporo z nich miałam na studiach, żeby uzyskać możliwość przepisywania samej
          sobie i tylko samej sobie leków na podstawowe schorzenia, zamiast łazić i łazić...
          • protozoa Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 18:32
            To co za problem? Nikt nikomu nie zamyka drogi do uzyskania stosownego
            wykształcenia, które uprawnia do posiadania określonych uprawnień i wymarzonej
            pieczatki. Wystarczy 6 lat studiów, 1,5 roku stazu podyplomowego, zdanie LEP-u i
            po otrzymaniu prawa wykonywania zawodu, za jedyne 44 złote można wyrobic
            uprawniona pieczatkę, którą stempluje sie recepty na ordynowane przez siebie
            leki. A zatem do nauki.......
            • wen_yinlu Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 19:17
              Pocieszę się wymyślaniem nowych leków smile
              których i tak sobie sama nie przepiszę... ale się z tym jakoś pogodzę.

              Irytuje mnie mimo wszystko gdy lekarz wciska mi dawki leku zupełnie bez związku
              z ulotką i moim schorzeniem. Przecież wystarczy zajrzeć do ulotki, niechby nawet
              przy pacjencie, nie obraziłabym się. Nie raz nie zostałam poinformowana o
              interakcjach z innymi lekami - ja to może i wiem z racji wykształcenia, jeśli
              nie - doczytam w ulotce, ale ktoś kto nie ma tego nawyku i łyka sobie rano garść
              pigułek..? To już się robi niebezpieczne.

              Nie chodzi mi o kłócenie się odnośnie diagnozy, czy nawet dobór leku (chociaż
              akurat ja mogłabym mieć wątpliwości i sugestie w tym temacie), tylko kwestię
              informowania pacjenta który nie musi tej ulotki przeczytać, bo ufa swojemu
              lekarzowi i nie zna się na terminologii.

              Nie mówię też o kwestiach np nowych tańszych odpowiedników leków o tym samym
              składzie, zapytaniu pacjenta o alergie, o wcześniejsze doświadczenia z daną
              grupą leków... Bach, recepta na stół, "jak nie zadziała to zmienimy", następny
              proszę.
              • trinte Masz rację 24.08.09, 19:27
                Lekarze, tak ogólnie rzadko kogo o coś pytają. Więc to gadanie o wywiadzie i
                trudności wydobycia czegoś z pacjenta to bujda i tyle. O alergie zostałam
                zapytana raptem ze dwa razy, o to czy nie jestem w ciąży (a jestem w wieku
                rozrodczym) nigdy - szast, prast, przepisanie recepty - następny proszę!
                • jelly_kitten Re: Masz rację 25.08.09, 15:05
                  Mieszkam w Wlk Brytanii, we wspomnianym w artykule niechlubnym Liverpoolu. ZAWSZE przy JAKIMKOLWIEK kontakcie z lekarzem/pielegniarka bylam pytana o alergie i o to, czy nie jestem w ciazy. Mozna? Mozna. Ile to zajmuje, max 10 sek?

                  Co do pani z malym dzieckiem z krzywica, jestem w stanie spokojnie sobie wyobrazic, ze pani po angielsku potrafi powiedziec 'gud morning' i 'senk ju', i chocby jej 10-ciu lekarzy mowilo co ma zrobic, to i tak nie zrozumie. To sie jej wyznacza nastepna wizyte z tlumaczem, ale nie przyjdzie, bo przeciez nie zrozumiala o co im chodzilo i bedzie sie bala wrocic do szpitala/przychodni.

                  Siedzialam raz w Izbie Przyjec i weszla pani z dwiema coreczkami. Nie potrafila nawet wytlumaczyc pielegniarce, z ktora z nich dzialo sie cos niedobrego...

                  Wiec prosze Panstwo Doktorostwo nie zaslaniac sie argumentem: a tam, tam to jest jeszcze gorzej.

                  Srodkow finansowych na publiczna sluzbe zdrowia tu (w UK) brakuje, i dlatego przy np. grypie musze czekac ponad tydzien na wizyte. Ale jak juz pojde, to jest milo, przyjemnie, acz szybko i adekwatnie.

                  K U L T U R Y ! ! ! Tylko o to prosimy.

                  O alergie zostałam
                  > zapytana raptem ze dwa razy, o to czy nie jestem w ciąży (a jestem w wieku
                  > rozrodczym) nigdy - szast, prast, przepisanie recepty - następny proszę!
                  • aneczkag Re: Masz rację 09.11.10, 14:40
                    jelly_kitten napisała:

                    > Mieszkam w Wlk Brytanii, we wspomnianym w artykule niechlubnym Liverpoolu. ZAWS
                    > ZE przy JAKIMKOLWIEK kontakcie z lekarzem/pielegniarka bylam pytana o alergie i
                    > o to, czy nie jestem w ciazy. Mozna? Mozna. Ile to zajmuje, max 10 sek?

                    W PL zapytałam kiedys pacjentkę o ciążę ( w planach była tomografia), po czy dowiedzialam się, że to nie moja sprawa wink
                    >

                    > Srodkow finansowych na publiczna sluzbe zdrowia tu (w UK) brakuje,
                    A wiesz może, że w UK lekarze są jedną z najlepiej oplacanych grup zawodowych?

                    --
                    Najgorszą chorobą dzisiejszego świata jest to, że miliony ludzi wypowiadają się w kwestiach, o których nie mają w ogóle pojęcia
            • atena12345 Re: Lekarze? Już im nie ufam 31.08.09, 08:37
              protozoa napisała:

              > To co za problem? Nikt nikomu nie zamyka drogi do uzyskania
              stosownego
              > wykształcenia, które uprawnia do posiadania określonych uprawnień
              i wymarzonej
              > pieczatki. Wystarczy 6 lat studiów, 1,5 roku stazu podyplomowego,
              zdanie LEP-u
              > i
              > po otrzymaniu prawa wykonywania zawodu, za jedyne 44 złote można
              wyrobic
              > uprawniona pieczatkę, którą stempluje sie recepty na ordynowane
              przez siebie
              > leki. A zatem do nauki.......


              Piszesz ciagle jakby wszyscy prócz lekarzy debilami byli - typowe
              podejście!
              --
              Moje Potwory smile
              fotoforum.gazeta.pl/u/atena12345.html
        • mamabianusi Re: Lekarze? Już im nie ufam 24.08.09, 18:49
          Oj lekarze potrafia niejedna miłą rzecz powiedzieć. Mnie ginekolog dzień przed
          porodem powiedział, że nie chciałby w tym momencie przy mnie być bo to będzie
          horror (że tak mnie będzie bolało-wnioskował z tego jak znosiłam badania
          ginekologiczne).Wyszłam z płaczem i do niego więcej nie poszła. A dziecko
          urodziłam w ciągu kilku minut,nie zdązono mi podac żadnego znieczuleniasmile
          --
          Bianka 24.02.2006
          Agatka 18.09.2008
        • abccbaabccba Re: Lekarze? Już im nie ufam 25.08.09, 15:13
          protozoa napisała:
          > Pacjent wie lepiej - wolna droga niech sie sam leczy.

          Typowy przykład hucpy lekarskiej.

          Owszem, masz (możesz mieć) lepsze wykształcenie medyczne niż pacjent.

          Ale nie "wiesz lepiej" - bo nie jesteś jasnowidzem - np. czy pacjent
          odczuwa ból, bo to jest subiektywne. Wiesz lepiej - bez badania i
          czytania karty choroby - że pacjent jest uczulony na coś tam? Wiesz
          lepiej jaką ma grupę krwi (nie badając jej)? Wiesz lepiej co jest na
          zdjęciu RTG którego pacjent ci jeszcze nie pokazał?

          Hucpa.
        • atena12345 Re: Lekarze? Już im nie ufam 31.08.09, 08:34
          protozoa napisała:

          > Wybacz, ale nie wierzę, że jakikolwiek lekarz mówił o dziecku z
          dwoma głowami
          > czy jednym okiem.

          Masz skłonności do wypierania faktów niewygodnych dla Ciebie. Gdy
          ktos napisze coś niepochlebnego o lekarzu, to przwaznie piszesz, ze
          to nie możliwe, że nie wierzysz...
          To jest typowa postawa: ręka reke myje.
          --
          Moje Potwory smile
          fotoforum.gazeta.pl/u/atena12345.html
    • matthiew Właściwie te wszystkie żale mają 2 strony medalu 16.08.09, 19:54
      Sama mam małe dzieci i po pierwsze o też zobowiązuje, czyli jeżeli
      idę do lekarza to wiem czego od niego oczekuję. Ostatnio koleżanka
      skarżyła się na pediatrę, że nie zwrócił uwagi na umięśnienie jej
      synka a zdaniem matki budziło wątpliwości- no cóż lekarka nie
      wróżka, trzeba było się podzielić wątpliwościami.
      Nie sądzę, że gdy lekarz zwraca się do mnie na "Ty" to świadczy to o
      jego chamstwie bądź grubiaństwie. Ludzie zastanówcie się co
      piszecie! "Ty"- jest odpowiednią formą, zwracanie się w trzeciej
      osobie to forma ugrzeczniona i może wydaje się Wam właściwsza, ale
      użycie drugiej osoby nie jest błędem. Jeżeli jesteś w szpitalu i
      oczekujesz pomocy medycznej i ktoś zwraca się do Ciebie bezpośrednio
      to nie ucz go kultury lub nie obrażaj się, ale słuchaj o co się
      zwraca a nie w jaki sposób, bo to juz drobnomieszczaństwo!
      Następna sprawa: antybiotyki. Temat rzeka. Lekarze wypisują, ale też
      większość pacjentów tego od nich oczekuje. Ja też sceptycznie do
      antybiotyków podchodzę i jest to ostateczność, ale jeżeli byłabym
      chora, antybiotyk byłby niezbędny to nawet karmiąc dziecko
      próbowałabym podejść do problemu logicznie- przez tydzień ściągać
      pokarm (nawet jeżeli ten antybiotyk niby nie szkodliwy dla dziecka)
      i wyleczyć siebie. Niektórym rodzicom brakuje po prostu zdrowego
      rozsądku i tyle.
      Oczywiście nie zmienia to faktu, że służba zdrowia pozostawia wiele
      do życzenia i dlatego świadomie raczej leczę się prywatnie, ale
      uważam, że nie każdego rodzica stać i tak być nie powinno, żeby
      dzieci biedniejsze od maleńkości były traktowane gorzej. W końcu to
      tylko dzieci.
      A'propos szczepień- jest na ten temat sporo różnych opinii. Ja swoje
      szczepiłam, ale z meningokoków zrezygnowałam, podobnie jak ze
      szczepień na grypę, czy kleszcze. Jedna z moich koleżanek wogóle nie
      szczepi dziecka (!) i też ma ku temu swoje logiczne powody. Wiadomo,
      że lekarze w szpitalach raczej zajmują się cięższymi przypadkami, bo
      te do nich trafiają i z reguły Ci (to moja obserwacja) zalecają
      bardziej radykalne leczenie, lekarze rodzinni próbują łagodniejszych
      sposobów.
      Lekarzy spotkałam i miłych i wręcz antypatycznych w swoim życiu.
      Niemniej pacjenci to tez nie same świętoszki- to co zaobserwowałam w
      poczekalniach gabinetów, poradni i szpitali niestety jednak w
      lepszym świetle każe mi oceniać lekarzy...
      • kali_pso Re: Właściwie te wszystkie żale mają 2 strony med 16.08.09, 20:06
        Nie sądzę, że gdy lekarz zwraca się do mnie na "Ty" to świadczy to o
        jego chamstwie bądź grubiaństwie. Ludzie zastanówcie się co
        piszecie! "Ty"- jest odpowiednią formą, zwracanie się w trzeciej
        osobie to forma ugrzeczniona i może wydaje się Wam właściwsza, ale
        użycie drugiej osoby nie jest błędem.


        Rozumiem, że dotyczy to też pani w sklepie, fryzjerki czy mechanika
        samochodowego, tak? Żadnemu nie zwracasz uwagi jak mówi do Ciebie na
        ty? Czy dotyczy to tylko tych ludzi i zawodów przed którymi trzeba
        drżeć, kajać się i udawać niepełnosprytnego, bo jak nie, to nie masz
        co liczyć na odpowiednią pomoc i traktowanie jak istoty ludzkiej?winkp
        Nie życzę sobie, aby ktokolwiek wyjeżdzał do mnie na TY- wielki pan
        profesor w klinice( rozumiem, że nie będzie Ci przeszkadzać jak w
        starszym wieku zostaniesz "babcią"- bo tak personel niższego
        szczebla lubi zwracać się do starszych ludzi na oddziale, ciekawe
        skąd to się bierze? Może przykład idzie z góry?) czy kosmetyczka.
        ja do nikogo tak nie mówię i tego samego oczekuję- kultury i
        uprzejmości- to chyba nie za wiele?
        --
        "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic
        świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko
        zobaczy światło egzystencji"

        Andreas Corelli
        • agulha Re: Właściwie te wszystkie żale mają 2 strony med 19.08.09, 23:12
          No właśnie. Forma "Ty" w języku polskim tylko wtedy może być
          uznawana za odpowiednią, jeżeli jest stosowana z wzajemnością albo
          wobec dzieci. Plus niewielkie odstępstwa (np. osoby sporo starsze od
          nas, które nas znały, kiedy byliśmy dziećmi - zwykle osoby z
          rodziny).
          Mój szef mówi do mnie na "ty" i jest to OK, bo ja mu też, bo u nas w
          firmie przyjęto tę formę.
          W wielu krajach przyjęło się używać formy niewyróżniającej Ty/Wy
          (język angielski) albo formy Ty (szwedzki, hebrajski).
          U nas jednak, póki co, obce osoby obowiązuje forma "Pan/Pani". I tak
          nie mamy najgorzej, bo np. w krajach niemieckojęzycznych we
          wszelkich sytuacjach życiowych obowiązuje jeszcze dodanie do tego
          tytułu doktorskiego, jeżeli dana osoba go posiada (niezależnie od
          zawodu).