Dodaj do ulubionych

Czemu nas nikt się nie słucha...........,

28.07.04, 14:00
Rodzi się malutki dzidziuś, jest mamusia i tatuś przy nim.

Po pierwszym miesiącu lub trochę dłużej życie w rodzinie zaczyna się
normować – przynajmniej według tatusia:

- mamusia karmi, przewija itd. - opiekuje się cały dzień dzidziusiem w domu,
nie pracuje;
- sprząta na co dzień mieszkanie – mieszkamy sami, we troje;

- tatuś: pracuje cały dzień, wraca wieczorem – utrzymuje rodzinę na poziomie
znacznie wyższym od przeciętnego. Tatuś robi zakupy dla całej rodziny,
pilnuje wszelkich opłat związanych z mieszkaniem, sam dba o jedzenie dla
siebie, o pranie i prasowanie swoich ciuchów. Jeździ zawsze z dzidziusiem i
mamusią do lekarzy, na badania itp. – prywatna służba zdrowia., kupuje
wszelkie lekarstwa, oliwki etc. Jak potrzebny jakiś pilny wyjazd w tygodniu,
rzuca wszystko w pracy – rodzina najważniejsza.

- Codziennie rano, przed wyjściem do pracy, przynajmniej pół godzinki
tatuś „bawi się i rozmawia” z dzidziusiem. Zawsze, wspólnie z mamusią, kąpie
dzidziusia;

- Jeden dzień w tygodniu poświęca cały dla rodziny – więcej na razie nie
może, inaczej musiałby zrezygnować z pracy.

Czasami tatuś, z konkretnego powodu albo coś sobie ubzdura, wpada w panikę w
temacie bezpieczeństwa dzidziusia – prosi mamusię o coś, żeby bardziej
pilnowała, żeby włączała zawsze „elektroniczną nianię”, żeby kładła
dzidziusia zawsze do łóżeczka albo do kojca – żeby nie zostawiała samego
malca na dużym łożu.

Czasami tatuś coś posprząta w domu sam wieczorem – ale jak zrobi to 2-3 razy
pod rząd, to mamusia o tym zapomina i uważa, że to już zawsze będzie robić
tatuś.

Tatuś jest coraz bardziej zmęczony, i pracą i sytuacją w domu – czuje się
odstawiony w kąt, służy jako maszynka do pieniążków, robienia zakupów.
Jego prośby, uwagi, że coś się jemu nie podoba są olewane przez mamusię –
czasami skutkują, ale jedynie po kilku z rzędu awanturach, kłótniach,
wyrzuceniu z siebie wszystkiego, co boli, co denerwuje.

Tatuś ma powoli takiej sytuacji dość, w pracy też zaczyna być nerwowy,
czasami popełnia błędy – na razie niegroźne, ale ma „możliwości” popełnienia
w nerwach dużych błędów.

Po pracy wraca wieczorem, najwcześniej jak może, do domu – ale tylko do
dzidziusia, tylko w imię miłości do malutkiego dziecka, do jego uśmiechów,
niewinnych i ufnych spojrzeń ..smile)

Co tatuś robi źle, jak tatuś ma postępować, żeby był zauważalny w domu nie
tylko przez dzidziusia ???

Echhhh, życie ...smile)
Edytor zaawansowany
  • wana 28.07.04, 14:56
    Cóż mogę napisać - przykro mi, bo z listu wynika, że tatuś jest świetnym,
    odpowiedzialnym facetem. Co do mamusi - ja mam jedno wytłumaczenie: natura tak
    zaprogramowała kobiety, że przez pierwszy okres są nastawione głównie na odbiór
    potrzeb i sygnałów dziecka, wszystko inne nieco się wykrzywia i schodzi na
    dalszy plan. Tatusiu, trzymaj się, przetrzymaj to, a wszystko się ułoży, czego
    Ci życzę.
    pozdrawiam
    wana
  • aprze 28.07.04, 15:00
    Cześć
    moim skromnym zdaniem wszystko robisz dobrze,
    ja mam bardzo dobrego męża ale On robi mniej od Ciebie
    w małżeństwie obie strony powinny sobie pomagać
    Agnieszka
  • setia 28.07.04, 17:31
    Czego masz dość? Przecież to wygląda jak istna sielanka. Rozumiem, ze tego
    olewania przez mamusię i odstawienia na boczny tor? Na to może pomóc tylko
    szczera rozmowa albo czas- faktycznie tak jak napisała wana – później to
    przechodzi. A może sugerujesz, że wszystkie te obowiązki, które wykonujesz (jak
    wynika z tonu postu) z uśmiechem na ustach to nadużywanie Twojej dobroci?
  • sm30 28.07.04, 23:28
    Miło się czyta, że mamusia ma w tatusiu takie oparcie i choć czytam o Tobie z
    zazdrością, bo będę niedługo samodzielną mamą to wyłowiłam w twojej wypowiedzi
    parę punktów ,które może napisałeś nieswiadomie i nawet nie zwróciłeś na nie
    uwagi a mi od razu rzuciły się w oczy. I nie potraktuj mojej wypowiedzi jako
    krytyki tylko jako damski, subiektywny punkt widzenia ( a i każda kobieta czuje
    trochę inaczej ). Napisałeś że twoja żona nie pracuje ( tylko opiekuje się
    dzieckiem )- 5 lat temu w Anglii opiekowałam się dzieckiem i to tylko 6 godzin
    dziennie - ale obcym dziecjiem i dostawałam za to pieniądze i to już pozwalało
    ten fakt nazwać pracą. Jeśli mówisz że twoja żona nie pracuje to
    dodawaj "zawodowo". Bo ona pracuje i to 24 h na dobę. Myślę że teraz obydwoje
    się uwijacie tylko każdy inaczej a jej praca jest o tyle niewdzięczna bo o jej
    pracy mówi się że pracą nie jest ( tzw. siedzenie w domu u męża na garnuszku )
    społecznie traktuje się jako coś normalnego, płatna nie jest i chyba najgorsze -
    dopijająca po czasie monotonnia. Twoja praca jest wynagradzana, podziwiana (
    bo sam jeden utrzymujesz rodzinę ) i mimo zmęczenia itp masz tak ważną dla
    psychiki możliwość zmiany - inna praca zawodowa i inna praca w domu. Nie wiem
    co prócz opieki nad dzieckiem twoja żona robi a czego nie, ale zapamiętałam
    wypowiedź Beaty Tyszkiewicz : "Umytych naczyń nie widać". Jeśli przychodzisz do
    domu i nie przewracasz się o brudne pieluchy itp. to nie dlatego że cały czas
    jest sielankowy porządek tylko dlatego że ktoś się uwijał by było czysto
    Ponadto teraz już nigdy nie będziesz zajmował u niej pierwszego miejsca a
    oczekując że po miesiącu od narodzin wszystko się "unormuje" możesz być jeszcze
    długo rozczarowany. Nawet nasze "kochane prorodzinne państwo" dało kobiecie i
    dziecku prawo do 4-miesięcznej przerwy. Przez pierwsze pół roku a nawet rok
    organizm kobiety dochodzi do siebie i fizycznie i emocjonalnie. Co tak długo ?
    Powiesz : najpierw ciąża a teraz drugie tyle? A to już pretensje do Pana Boga
    że tak to wszystko urządził. I nie ma co porównywać że inna to szybciej stanęła
    na nogi ( bo zwłaszcza szczerożyczliwe koleżanki z pracy lubią podziwiać
    cudzych mężów krytykując ich żony, bo same mając nieodpowiedzialnych leni
    uważają coś normalnego - bo takim jest twoja praca iudział w domowych pracach -
    za coś wyjątkowego ). Naprawdę w porównaniu do większości panów, zwłaszcza
    opisanych na forum Samodzielna Mama jawisz się niedoścignionym ideałem i
    jeszcze raz podkreślam, że nie bronię twojej żony a ciebie broń Boże nie
    krytykuję ani nie pouczam, bo was nie znam ale tak czuję.Ciekawa jestem czy
    ustosunkujesz się do mojej wypowiedzi. Pozdrawiam. M
  • sm30 28.07.04, 23:37
    Jeszcze jedna myśl, nie wiem dlaczego panowie traktują prasowanie swoich ubrań
    itp za wielki ukłon w stronę swoich żon ( i to nie tylko w sytuacjach takich
    jak wasza , bo i ci dzieciaci i bezdzietni, z długim stażem małżeńskim i
    krótszym, z żonami zawodowo pracującymi i tymi pracującymi w domu ) Nigdy nie
    słyszałam w wypowiedziach kobiet, nawet gdy sie skarżą na mężów : I nawet SAMA
    prasuję swoje sukienki !!! " A zaty co w tym szczególnego? Chyba że ty
    prasujesz jej rzeczy a ona twoich nie ? wink
  • edwo 29.07.04, 10:00
    Drogi tato! Jesteś świetnym facetem, ale... niestety z kobietami tak jest, że
    jak urodzą dziecko, to to dziecko jest w stanie przysłonić im wszystko, a nawet
    powiedziałabym przyćmić zdrowy rozsądek. Dlatego czasem trzeba otwarcie
    powiedzieć co się myśli i czuje, przypominać kobiecie, że ma rodzinę a nie
    tylko dziecko. Dokładnie wylicz żonie co robisz w domu, bo ona pochłonięta
    dzieckiem może tego niezauważa. A może zauważa, ale tak się przyzwyczaiła, że
    to robisz, że nie widzi w tym nic nadzwyczajnego. Wydaje mi się, że w kobiecej
    naturze leży wykorzystywanie dobroci faceta. Sam zresztą zauważyłeś, że jak
    posprzątasz coś ze 3 razy, to ona już uważa, że powinieneś to robić zawsze.
    Spróbuj z nią rozmawiać, nie kłócić się, tylko rozmawiać i daj jej trochę
    czasu. Ja przez jakiś czas byłam taka jak twoja żona, ale wcale tego nie
    zauważałam, wydawało mi się że wszystko jest ok a mąż się czepia. Ale po
    rozmowach z mężem przemyślałam wiele spraw, i doszłam do przerażającego
    wniosku, że on ma rację.
    To co piszesz o swoich odczuciach - że jesteś
    coraz bardziej zmęczony, i pracą i sytuacją w domu – czuje się
    > odstawiony w kąt, służy jako maszynka do pieniążków, robienia zakupów.
    > Jego prośby, uwagi, że coś się jemu nie podoba są olewane przez mamusię .
    Dokładnie tak samo czuł się mój mąż i musiał mi to parę razy jasno wytłumaczyć.
    Ale w końcu wzięłam się za siebie, i teraz nie ma już u nas takiego problemu.
    Teraz już wiem, jak bardzo mi pomaga i jak niewiele za to oczekuje - słowa,
    gestu, rozmowy, przytulenia, docenienia po prostu. Wierzę, że wyjdziecie na
    prostą i powroty do domu staną się dla ciebie radością.
  • shuriken 29.07.04, 12:28
    Nas się często nie słucha, bo ze stereotypowej definicji - często potwierdzanej
    rzeczywistością - mniej o dziecku wiemy, mniej się przejmujemy, mniej robimy itp. To
    oczywiście nie Twój casus, ale stereotyp jest i tak.

    Zgadzam się z innymi opiniami - rób swoje i czekaj, bo pierwsze miesiące są
    naprawdę trudne dla kobiety (połóg, laktacja, nowa sytuacja w domu itpd.) - na
    pewno trudniejsze niż dla Ciebie. Zwłaszcza, że - jak rozumiem - ma cały dom na
    głowie. W takiej sytuacji ona jest "maszynką od zajmowania się dzidziusiem", a Ty -
    "maszynką od robienia pieniędzy". Ale sytuacja stanie się bardziej normalna, gdy
    dziecko podrośnie i będzie mniej absorbujące. Myślę, że z perspektywy czasu Twoje
    wysiłki i poświęcenia zostaną nagrodzone - i doczekasz się takich wyznań jak te tu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=568&w=14306156
    Możesz jednak próbować - bez gwarancji powodzenia wink - upomnieć się o swoje
    prawa, bo:
    * masz prawo znać się na dziecku i dbać o nie - matki nie są nieomylne, choć często
    tak uważają wink
    * masz prawo ustalić wspólnie z żoną taki podział obowiązków domowych, abyście
    oboje sobie z nim radzili
    * jeśli sobie nie radzicie, możesz poszukać pomocy "zewnętrznej" (babcia,
    opiekunka, pani do sprzątania)
    * masz prawo oczekiwać, że gdy organizm żony wróci do względnej równowagi i
    dziecko stanie się bardziej samodzielne (np. będzie przesypiać całe noce, nie
    będzie karmione piersią itp.), będziecie znów mieli czas dla siebie, powróci życie
    intymne itd. smile

    Powodzenia smile)
    --
    Shuriken
    "in vino veritas"
  • wojtek.tata 30.07.04, 16:17
    Ale właśnie, nasuwa mnie się kilka pytań ogólnych w tym temacie, takich
    trochę filozoficznych smile:

    - gdzie jest, czy w ogóle jest, kres tego koncertu życzeń karmiącej, młodej
    mamusi ?
    - w którym miejscu kończą się rzeczywiste potrzeby, a kiedy zaczyna się
    stereotyp, wzór zasięgnięty z otoczenia, od koleżanek, od rodziny typu: „ nam
    się wszystko należy, bo karmimy dzidziusia; na nas nie można krzyknąć ani
    denerwować, bo zabraknie pokarmu ? itp.”;
    - to wygląda na istna zmowę monopolistyczną wszystkich mamuś z małymi
    dzidziusiami !smile

    A już tak na poważnie o nas:
    - tatuś jest w dużym stopniu perfekcjonistą i pedantyczny (i dmucha na zimne),
    mamusia jest raczej typem osoby działającej impulsywnie, lubi chyba chaos;
    - np. tatuś urywając się z pracy na wspólną wizytę u pediatry zawsze czekał,
    zawsze się spóźnialiśmy lub przyjeżdżaliśmy na ostatnią chwilę – fakt, teraz
    jest już dobrze, ale zostało to okupione straszną wojną;
    - to, że nie widać umytych naczyń, przewalających się pieluch i innego bałaganu
    w domu (jest sprzątane na bieżąco) – zostało też okupione zawsze najpierw
    bezskutecznymi prośbami, tłumaczeniami, a potem dopiero skutecznymi kłótniami,
    awanturami, wykrzyczeniem wszystkiego, nawet przy użyciu kiepskiego słownictwa
    przez tatusia sad;
    - podobnie zmienia się powoli w sprawach dotyczących codziennego bezpieczeństwa
    maluszka;
    - tatuś widzi, że wszystko można w sumie „załatwić” z mamusią, ale wszystko
    idzie jak po sznurku: prośba, tłumaczenie, awantura, ciche dni ..., i od nowa z
    nowym tematem ?

    A co do podziału obowiązków w rodzinie: u nas nastąpił tez taki podział i tatuś
    się wywiązuje bez zastrzeżeń tj. utrzymanie rodziny, wszelkie zakupy, transport
    gdziekolwiek na życzenie itp., pisałem o tym wcześniej.

    Tylko dlaczego tatuś wywiązuje się z tego bez zastrzeżeń i nie narzeka, że
    doba ma tylko 24 godziny, a mamusia się buntuje i narzeka, że ma za dużo
    obowiązków w domu i zawsze ma jedną piosenkę na wytłumaczenie ??smile)


    A już kończąc to moje „marudzenie” dopiszę, że tatuś jest wielkim optymistą od
    dawien dawna, potrafi rzucać się z wielkim zapałem na coś, co wydaje się
    niemożliwe, zarówno w życiu prywatnym i zawodowym – tylko ma
    kilka „upierdliwych zasad”:
    1-sza zasada, to tatuś nie łamie swoich zasad ->mamusia docenia tylko te, które
    są korzystne dla niej;
    2-ga zasada – ceni to co sam robi, zarówno w domu jak i w pracy ->docenia
    również trud mamusi i o tym mówi;
    3-cia zasada – albo i nie zasada, ma bardzo rozwinięty instynkt samozachowawczy
    nie tylko dotyczący życia, ale i ochrony rodziny, ochrony własnego spokoju, i
    obrony również tego, do czego doszedł po 10 latach ciężkiej pracy, wyrzeczeń
    etc.


    Pozdrawiam Wszystkich tutaj piszących,

    Echhh życie smile))
  • shuriken 30.07.04, 16:32
    wojtek.tata napisał:

    > - gdzie jest, czy w ogóle jest, kres tego koncertu życzeń karmiącej, młodej
    > mamusi ?

    Gdy przestanie karmić i hormony się jej uspokoją? wink

    > - w którym miejscu kończą się rzeczywiste potrzeby, a kiedy zaczyna się
    > stereotyp, wzór zasięgnięty z otoczenia

    Granica bardzo płynna i zmienna osobniczo...

    > - to wygląda na istna zmowę monopolistyczną wszystkich mamuś z małymi
    > dzidziusiami !smile

    Zmowę bez słów, to be exact wink

    > - tatuś jest w dużym stopniu perfekcjonistą i pedantyczny (i dmucha na zimne),

    To nie ułatwia sprawy, wiem coś o tym...


    > bezskutecznymi prośbami, tłumaczeniami, a potem dopiero skutecznymi kłótniami,
    > awanturami, wykrzyczeniem wszystkiego, nawet przy użyciu kiepskiego słownictwa
    > przez tatusia sad;

    Cóż, każdy związek ma swoją "instrukcję obsługi".

    > Tylko dlaczego tatuś wywiązuje się z tego bez zastrzeżeń i nie narzeka, że
    > doba ma tylko 24 godziny, a mamusia się buntuje i narzeka, że ma za dużo
    > obowiązków w domu i zawsze ma jedną piosenkę na wytłumaczenie ??smile)

    Bo trzeba jednak oddać mamusi rację - ciąża, poród, połóg, laktacja. Mniej i bardziej
    racjonalne lęki, burze hormonalne, zmiany fizyczne, obciążenie organizmu.
    Niewyspanie z racji nocnego karmienia. Poczucie degradacji do poziomu maszyny
    karmiąco-przytulająco-przewijającej. Jej praca w domu ma wymiar całodobowy i nie
    jest wcale łatwa. A poza tym jest dla niej zupełnie NOWA - na nowe często się
    narzeka, bo jest nowe <smile

    > tylko ma kilka ?upierdliwych zasad?:

    Skoro jest świadom ich upierdliwości, to zapewne wie, że nie może mu być za łatwo -
    właśnie z ich powodu. No to niech się trzyma i nie biadoli (za bardzo wink

    Powodzenia,
    --
    Shuriken
    "in vino veritas"
  • aprze 30.07.04, 17:09
    Ale tatuś też ma jakieś prawa, ja mam dwoje dzieci Bartek 24.04.1998 Ewelinka
    4.03.2000,
    staram się prasować a to co zostanie prasuje Darek
    małe zakupy robię sama większe razem z Darkiem itp
    wydaje mi się, że pomagać powinny sobie obie strony i zawsze rozmawiać
    Agnieszka
  • wojtek.tata 30.07.04, 20:04
    zdarza się tobie to czasami ..?smile

    Wbrew pozorom tatuś nie biadoli, po prostu chciał podzielić sie swoimi uwagami
    z innymi - obcymi osobami, posłuchać rad innych - wiem, w jakich sprawach
    jestem dobry, a wiem i potrafię powiedzieć: " nie wiem, nie znam się, poradź".

    "Upierdliwe zasady" były w cudzysłowie - Tobie żadna kobieta nie mówiła, jak
    się czegoś słusznego (słusznego chociażby według ciebie) domagałeś, żeś
    upierdliwy ?smile

    Zaliczam się "niestety" do takich kotów zawsze spadających na cztery łapy -
    tylko czasami takie spadanie może odbyć sie kosztem najbliższych - czego staram
    się, z uporem "upierdliwego" maniaka uniknąć teraz. To się kiedyś nazywało
    pracą u podstaw - nie mylić ze szklanymi domami smile))

    pozdrawiam
  • shuriken 03.08.04, 17:43
    wojtek.tata napisał:

    > zdarza się tobie to czasami ..?smile

    Błędy popełniam - jak każdy. Ale...

    > Wbrew pozorom tatuś nie biadoli, po prostu chciał podzielić sie swoimi uwagami

    Wybacz, ale z tonu Twoich kolejnych postów biadolenie - choć nie rozpaczliwe -
    przebija coraz wyraźniej.

    Pytasz "po co" depresja? Depresja nie jest po coś. Depresja to stan chorobowy,
    który wymaga leczenia.

    Martwi Cię, że stajecie się "nowoczesnym małżeństwem"? No to zrób coś, żeby było
    inaczej. Nikt za Ciebie tego nie załatwi.

    > "Upierdliwe zasady" były w cudzysłowie - Tobie żadna kobieta nie mówiła, jak
    > się czegoś słusznego (słusznego chociażby według ciebie) domagałeś, żeś
    > upierdliwy ?smile

    Co i rusz to słyszę. A czy zauważyłeś emotikon wink w mojej wypowiedzi? Twoją
    "upierdliwość" i jej konsekwencje traktuję z przymrużeniem oka, bo sam wiem, jak to
    jest i nie widzę powodu do specjalnych narzekań.
    --
    Shuriken
    "in vino veritas"
  • kalina_p 30.07.04, 17:48
    O rany!
    Tatus chyba ma racje... jastem mamusia karmiaca(2,5 m-ca)i to ja sprzatam,
    gotuje, robie zakupy (razem z tatusiam,czasem sama nie dam rady),pilnuje wizyt
    u lekarzy,szczepien,ubezpieczenia auta,oplat,na ktore nie ma forsy,bo tatus
    zarabia tyle,ze kot by sie usmial...Ja sie zajmuje domem i WSZYSTKIM a on
    pracuje.Chyba ma za dobrze,jak widze.Moze przestane i zaczne sie tlumaczyc
    tym,ze karmie???
  • sm30 01.10.04, 22:35
    Dlaczego kopiesz dołki pod inną dziewczyną? To że masz faceta niezdarę, czy
    leniwca to nie znaczy że należy wznosić na piedestały cudzych facetów, którzy
    wypełniają ojcowskie i mężowskie zwykłe obowiązki. Przez takie postawy innych
    kobiet, tacy panowie jak autor głównego wątku nabierają przekonania o
    wyjątkowości swojej postawy i domagają się oklasków. Kobiety, których panowie
    mają dwie lewe ręce do pracy zawodowej lub / i domowej rozczulają się nad tymi
    panami którzy robią to co do nich należy. Niestety na tle całej populacji panów
    takich jest coraz mniej i nabierają przekonania o swojej wyjątkowości,
    niedocenieniu i cierpieniu ( niestety coś co powinno być normalne staje się
    wyjątkowe )
    Na forum "samodzielna mama" mozna już przeczytać, że bohaterami i
    dobroczyńcami są ci którzy "bez problemów" płacą zasądzone 200 zł alimentów, bo
    ci w porównaniu do tych którzy ukrywaja zarobki też są dla pewnych mamuś
    ideałami. Czy ktoś podziwia i rozczula się nad mamami pracującymi zawodowo i w
    domu i "sama prasuje swoje rzeczy "? Czy któraś chwali się, że punktualnie
    płaci alimenty na dzieci... jasne że nie bo nawet nie ma forum "samodzielny
    tata" bo jeśli w przyrodzie występuje to jako żadko spotykana ciekawostka a to
    wszystko mówi o odpowiedzialności obu płci.
    I dziewczyny nie krytykujcie tych mam które mają trochę lepszego
    partnera niż wy. To jest jak gadanie teściowej : "Co ty chcesz od mojego synka,
    ja to dopiero ze swoim miałam..."
  • wiolontela 01.08.04, 23:15
    Okej, okej... tatusiu, jestes, prawie, idealny. Tylko, wiesz co, jedno mnie
    uderzyło w twoich postach - tatus sie stara, tatus przyjezdza, tatus pracuje,
    tatus dba, tatus, tatus, tatus.... A gdzie w tym wszystkim mamusia? A moze
    wiecej, zona? Gdzie jej potrzeby? Gdzie doenianie jej pracy?

    Sory, sprzata SIĘ na bieząco? SIĘ znaczy samo? Tak to odebrałam.

    Słuchaj, jesli jeszcze chcesz słuchac, spójrz na nią innymi oczami. Nie
    tatusia - pomocnika, nie tatusia - pedanta, nie tatusia - z zasadami. Spójrz na
    nia wzrokiem KOCHAJĄCEGO człowieka. Męża. Nie tylko tatusia.

    Daj jej odsapnać. Nawet jesli karmienie i zmeczenie to tylko wymówka. Ona tez
    ma prawo do złego samopoxczucia, ona tez ma prawo poleniuchowac. I ma prawo nie
    obawiac sie kolejnej ostrej wymiany zdan bo czegos nie zdązyła albo jej sie nie
    chciało zrobic.

    Opieka nad dzieckiem to nie lada wyzwanie. I nie lada cieżar. Zauwaz, do tego
    dochodza domowe prace, lęki o zdrowie i przyszłosc maluszka, leki, zakładam, o
    szczescie waszego zwiazku, o to, zeby było dobrze, zeby wasza rodzina była
    wyjatkowa. Do tego dochodzi, zakładam, ze tak, bo mało młodych matek takich
    załozen sobie nie stwia, dazenie do ideału. Ideału matki, zony i kochanki.
    Sory, ale przy małym dziecku, kiedy jeszcze wszystko niepoukładane i czesto
    przerasta, najczesciej tym, ze nieznane, jest to trudne. Bardzo. Wiem z
    autopsji jak to było kiedy miałam jedno, półroczne, dziecko. I moje małzenstwo
    zaczeło przypominac "małzenstwa nowoczesne". Ocknelismy sie, Bogu dzieki, po 5
    latach. Kiedy było juz źle. Ale to juz nie w temacie.

    Jeszcze jedno. Bardzo czesto prawie zabija psychicznie owo "siedzenie" w domu.
    Fakt, ze z kobiety energicznej aktywnej, zadbanej staje sie domowym
    kopciuszkiem, któremu nawet nie chce sie ubrac. Bo po co? Dla kogo? Tatusia nie
    ma. Dzidzius za mały. Wiec..? Dla podobnych jej matek w poszarpanych dzinsach z
    wózkami? Na krótkich, codziennych albo i nie, spacerach?

    Stagnacja zabija. Jednostajnosc zabija. I wtedy chce sie dowalic. Komukolwiek.
    a najczesciej temu, kto ma "lepiej", mezowi. Bo "idzie do ludzi". Bo moze sie
    rano wypachnic i wie, ze cos sie bedzie działo, bo mozespotkac ludzi i zamienic
    z nimi choc kilka słów. A ona? Matka, żona? Siedzaca w domu, sprzatajaca,
    zmieniajaca pieluchy i gotujaca obiady ma po prostu dosc. Czego? A wszystkiego.
    Bo sprecyzowanie tego pewnie jeszcze długo bedzie jej sprawiało trudnosci. I to
    niemałe.

    Wiesz co, spróbuj ja jakos odciazyc w tych domowych obowiazkach. Nikoniecznie
    fizyczna pomoca. Nie czepiaj sie po prostu jak porozwalane rzeczy leza na
    nieumytej podłodze, jak dziecko, miast w kojcu, lezy na wersalce (matka dziecku
    krzywdy zrobic nie pozwoli, ona ma "wiecej"oczu niz ty i szósty zmysł, ktory
    podopwie, ze ma ratowac nim jeszcze niebezpieczenstwo nastapi), brudnych garów
    i wczorajszej zupy na dzisiejszy obiad. Powiem wiecej, czasem nawet delikatna
    sugestia na temat drazliwy moze rozpetac prawdziwa burze. bO MOZE AKURAT MA
    TAKI PARSZYWY, PŁACZLIWY DZIEN? bO MOZE AKURAT DZIS PO RAZ KOLEJNY (sory za
    capsa, niezamierzony) uswiadomiła sobie, ze nikt jej nie rozumie?

    Moim skromnym zdaniem brakuje jej kontaktu z kudzmi. Codziennego. Takiego
    nieokraszonego zupkami i kupkami.

    Zeby nie byłowink Mam 3 dzieci - 6lat, 3 lata i pół roku. Meza, ktory robi co
    najmniej tyle co ty, a nawet chyba wiecej, bo w nocy sie budzi do dziecka, nie
    pracuję zawodowo i mam dosc. Ale jeszcze bardziej miałam dosc kiedy miałam
    jedno tylko dziecko. Teraz juz przywykłam. Co wiecej, mój maz "sie nie
    czepia"wink a i tak czesto mu sie obrywa. bo ma "lepiej"
  • kulki 13.02.05, 21:22
    Mądrze powiedziane.
  • felietonista 18.08.04, 10:44
    wojtek.tata napisał:

    np. tatuś urywając się z pracy na wspólną wizytę u pediatry zawsze czekał,
    > zawsze się spóźnialiśmy lub przyjeżdżaliśmy na ostatnią chwilę – fakt, te
    > raz
    > jest już dobrze, ale zostało to okupione straszną wojną;


    Tatuś chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że plany mamusi co do zaplanowanej
    godziny warte są czasem tyle co kot napłakał. Miesięczne dziecko potrafi tak
    zweryfikować takie plany (np. kupa, kolka, ulanie zbuzi - w konsekwencji
    przebieranie dzidzi do golaska itp.), że można rzeczywiście stać się
    niepunktualnym.

    wojtek.tata napisał:

    - to, że nie widać umytych naczyń, przewalających się pieluch i innego bałaganu
    >
    > w domu (jest sprzątane na bieżąco) – zostało też okupione zawsze najpierw
    >
    > bezskutecznymi prośbami, tłumaczeniami, a potem dopiero skutecznymi
    kłótniami,
    > awanturami, wykrzyczeniem wszystkiego, nawet przy użyciu kiepskiego
    słownictwa
    > przez tatusia sad;


    - tatuś widzi, że wszystko można w sumie „załatwić” z mamusią, ale
    > wszystko
    > idzie jak po sznurku: prośba, tłumaczenie, awantura, ciche dni ..., i od nowa
    z
    >
    > nowym tematem ?


    A może tatuś po prostu jest zbyt amblitny i za wszelką cenę pragnie wychować
    sobie żonę ponad jej, nadszarpnięte całkiem niedawno, siły. Niech tatuś jeszcze
    raz to przeczyta i spojrzy na to z boku - czy trzeba się naprawdę awanturować?
    A co się stanie, jeśli szklanki nie będą umyte na bieżąco i jeśli ubrania po
    praniu również nie znikną natychmiast w szafie? Zapewniam tatusia, że nawet na
    drugi dzień jedno i drugie śmierdzieć nie zacznie.

    A może rzeczywiście problem polega na tym, że

    - tatuś jest w dużym stopniu perfekcjonistą i pedantyczny

    Może to jednak przesada w obecnej sytuacji życiowej, może należałoby
    zweryfikować dotychczasowe przyzwyczajenia? W końcu ta sytuacja jest zupełnie
    nowa i zapewniam tatusia, że przejściowa.

    Pozdr.
  • kulki 13.02.05, 21:18
    Po pierwsze - czy oprócz tatusia i mamusi, jest jeszcze miejsce na męża i żonę
    (nie mówię tylko o seksie). Czy oprócz żywicielki Twojego dziecka i pani
    dbającej o dom widzisz coś jeszcze w swojej żonie?

    To że jest impulsywana, to chyba było widać i przed ślubem? Czy zrobiła się
    taka nagle po porodzie?

    Poza tym ja po powrocie do pracy odetchnęłam - naprawdę, praca zawodowa to są
    wakacje w porównianiu z opieką nad dzieckiem. Proponuję zatrudnić szybko
    opiekunkę, a żonkę do roboty.

    Albo spróbuj posiedzieć sam z dzieckiem przez tydzień - może łatwiej Wam się
    będzie wtedy porozumieć.

    emama
  • kalina_p 30.07.04, 17:56
    I wiesz co?Zazdroszcze Twojej zonie.Gdymy moj mogl chociaz nas utrzymac na
    poziomie,zebym nie stala nad patelnia i nie smazyla nalesnikow
    (mleko,maka,olej,jajka=2,5zl;kupne ok.10zl)to bylabym juz w niebie.Ale
    wynagradza mi wszystko tym,ze malutka kocha,ona jego...trudno,nikt nie mowil,ze
    bedzie latwo.Przepraszam ale z tego,co piszesz,to Twoja zona przesadza.I to
    mocno.Pozdrawiam i lece smazyc nalesniki mojemu kochanemu mezowi,ktory dopiero
    o 21 bedzie w domu,zmeczony,glodny i spragniony ciepla rodzinnego,steskniony za
    mna i za coreczka.
  • wojtek.tata 30.07.04, 20:05
    Dzięki - ale nie przesadzaj, bo zaczynam rosnąć .....smile
  • omama 31.07.04, 13:57
    Dużo piszesz o swoich poświęceniach. Nie wspominasz jak dziecko śpi. Ile razy
    na noc budzi i kogo. Jeżeli twoja żona karmi 2-3 razy w nocy to jest wrakiem
    człowieka - przynajmniej ja byłam.
    Po drugie, istnieje coś takiego jak depresja poporodowa, a także, lżejsze
    nieco, stany depresyjne. To jest coś zabójczego dla człowieka, dla jego relacji
    z otoczeniem i przede wszystkim - dla jego zdolności radzenia sobie z
    najproszymi obowiązkami. I to trzeba leczyć. U psychiatry. Proszkami. Mi
    pomogły - po jakichś 5 miesiącach.
  • kalina_p 31.07.04, 14:47
    Moment,moment!
    Jesli ojciec pomaga-a tak twierdzi-to zadne nocne karmienie nie zmienia kobiety
    we wrak czlowieka!Bez przesady.Albo zle jednak oceniam autora watku..?Moj maz
    na zmiane ze mna wstaje i najwyzej po prost budzi mnie na przystawienie do
    cyca,potem odbekuje core i kladzie znow do lozeczka.Chociaz rzadko,on w koncu
    pracuje i nas utrzymuje,musi sie wyspac.I uprzedzam-nie czuje sie Matka
    Teresa,to wszystko da sie zrobic.
    Chociaz jesli chodzi o depresje to nie wiem i... podobno to straszne. Moze
    faktycznie warto lekarza odwiedzic?
  • wojtek.tata 31.07.04, 17:42
    jest już prawie pół roku po narodzinach dzidziusia - czy takie zachowanie
    mamusi tatuś ma nadal odbierać jako depresję, a jeżeli tak, to jak długo i PO
    CO?

    Fakt, mamusia budzi się sama w nocy - tatus śpi w innym pokoju, zarwane noce
    tatusia można policzyć na palcach jednej ręki, chylę za to czoła. Na
    usprawiedliwienie mogę jedynie dodać, że zarwana noc przez tatusia powoduje
    zawsze spore problemy w pracy. W pierwszych tygodniach mamusia nie była jednak
    całkowicie sama: miała pomoc ze strony rodziny jak również miała i ma nadal
    stałą, całodobową pomoc lekarską telefoniczną, a w razie potrzeby również
    wizyty domowe pediatry.

    Coś za coś, tatuś nie mógł wziąść urlopu, ale i tak większość czasu był wtedy w
    domu, dzwonił, zaglądał w dzień.

    A tak na koniec: najsmutniejsze jest to, że tatuś juz przestaje prosić albo się
    kłócić, krzyczeć, mamusia i tatuś bardzo od siebie się już oddalili, rozmawiają
    i śmieją się tylko przy dzidziusiu, albo w sprawach związanych z dzidziusiem i
    innymi sprawami ogólnorodzinnymi.

    Tatuś i mamusia stają się "nowoczesnym małżeństwem" ...

  • omama 05.08.04, 23:20
    ekhm,ekhm. Ja zaczęłam się leczyć jak dziecko miało rok i przestałam karmić.
    A co do zarwanych nocy -kolego, ja nie prowadzę licytacji, które z was bardziej
    bierze w kość i czy to jest sprawiedliwe. Ja stwierdzam fakt. Ciągłe
    niewyspanie jest torturą. Jeżeli ty mówisz,że masz kłopoty z pracy po jednej
    zarwanej nocy, to pomyśl sobie, jak się miewa poi pół roku takich nocy ślubna i
    jak się czuje. I po prostu rozważ, czy twoje darcie szat nt. końca związku ma
    sens - czy może raczej trzeba zastanwić się nad pomocą dla żony. Wolisz
    narzekać i patrzeć jak ci związek leci na pysk - twoja wola.
  • wojtek.tata 06.08.04, 09:54
    moje posty na tym wątku są również odzwierciedleniem mojego bieżącego stanu,
    nastroju smile.

    Ja się po prostu czasami buntuję, czasami zgadzam, innym razem przeczekam - ale
    najczęściej czekam na odrobinę kompromisu.

    A co do reszty twojego postu - też się zastanawiam czasami.

    pozdrawiam
  • omama 06.08.04, 10:05
    Jeżeli chcesz się wygdać, to ok. Ale Mam wrażenie, że ty po prostu nie
    rozumiesz, że jeżeli u ciebie obciążenia obowiązkami wzrosły o 100 proc. to u
    twojej żony najprawdopodobniej o 500 proc. I że to naprawdę z jej stony
    prawdopodobnie nie ma cienia złej woli - tylko upiorna chemia, gdzie z jednej
    strony siadły receptory serotoniny, a z drugiej kumulują się efektu potwornego
    niewyspania.
    Po 6 dniach bez snu podejrzany przyznaje się do wszystkiego. Po 6 miesiącach
    kiedy jednorazowy ciąg snu (jak się domyślam) nie przekracza 3-4 godzin i zawse
    jest się budzonym w nienaturalnej fazie tegoż człowiek jest jak dętka. Zwłoki.
    Szmata.
  • wojtek.tata 06.08.04, 10:20
    Tym razem ja nie będę się licytował z tobą o te procenty smile.

    Z twoich postów bije jedno (bez urazy) - chęć obrony panujących stereotypów w
    rodzinie i o rodzinie z małym dzidziusiem: mamusia ciężko tyra, pada noskiem na
    twarz, nie wysypia się (nie zaprzeczam), natomiast jakiekolwiek narzekanie,
    buntowanie się tatusia jest odbierane jako chęć władzy, dominacji albo obijania
    się.
  • omama 06.08.04, 13:08
    A ja sobie myślę, że ty nie rozumiesz mnie. Ja nie neguję twojej harówki. Ja
    neguję twoją negację harówki żony. Niemowlę w domu to trzęsienie ziemi dla
    wszystkich, nie tylko dla ojców.
    I faktycznie, czy wy ze sobą normalnie rozmawiacie? A może by tak dziecko babci
    na jedną dobę, wy się wyśpicie, spędzicie parę miłych godzin w plenerze i
    podgadacie o standardach i pomocy zewnętrznej? Zakupy robione przez internet w
    supermarkecie odciążyłyby ciebie (ze 25 pln kosztuje dowóz), ktoś na jedno
    porządne sprzątanie/prasowanie w tygodniu - oboje, ktoś na jeden dzień w
    tygodniu do zajęcia się dzieckiem - żonę. Codzienne sprzątanie moglibyście
    robić wieczorem wspólnie. Do psychiatry żona musi iść osobiście (nie sakrazm,
    naprawdę doradzam uczciwie wizytę).
    Natomiast chęć władzy i dominacji to ty faktycznie prezentujesz. I wyraźnie to
    ty chcesz ustalać wszystkie domowe parametry.
  • wojtek.tata 06.08.04, 14:55
    to w takim razie nawzajem się nie rozumiemy.

    Nie neguję harówki żony i z grzeczności nie zaprzeczam co do chęci dominacji,
    może to takie skrzywienie zawodowe i trochę różnica wieku smile.

    Ale z drugiej strony nie ma idealnie partnerskich związków - zawsze ktoś
    bardziej dominuje, podejmuje ważniejsze decyzje etc. - mylę się ???

  • omama 06.08.04, 15:08
    Chyba się mylisz, ale nie chcę wdawać w się rozważania o istnieniu bądź nie
    związków całkowicie partnerskich. Zresztą jak potwierdzenie (lub nie) takowego
    wpłynęłoby na sytuację TWOJEGO związku? Starałam się zwrócić ci uwagę na fakty,
    które być może są powodem nieporozumień z żoną oraz poddać pomysły działań,
    które zdjęłyby z was nieco obowiązków.
    Że tak powiem, over i out.
  • milarka 06.08.04, 10:49
    omama napisała:

    > Po 6 dniach bez snu podejrzany przyznaje się do wszystkiego. Po 6 miesiącach
    > kiedy jednorazowy ciąg snu (jak się domyślam) nie przekracza 3-4 godzin i
    zawse
    >
    > jest się budzonym w nienaturalnej fazie tegoż człowiek jest jak dętka.
    Zwłoki.
    > Szmata.

    ŚWIĘTA RACJA!!!!!!!!
  • felietonista 18.08.04, 11:01
    wojtek.tata napisał:

    >>
    > zarwana noc przez tatusia powoduje
    > zawsze spore problemy w pracy.

    ... w której tatuś przesiaduje cały dzień, wraca wieczorem zmęczony i musi
    wypocząć, bo jutro może mieć problemy w pacy. A gdzie tu miejsce na rodzinę i
    czas na to, żeby być takim idealnym - zaczynam mieć coraz większe
    wątpliwości...smile


    W pierwszych tygodniach mamusia nie była jednak
    > całkowicie sama: miała pomoc ze strony rodziny

    ... ale nic o pomocy tatusia nie widzę, a to dla mamusi jest ważniejsze od
    pomocy rodziny

    >
    > Coś za coś, tatuś nie mógł wziąść urlopu,

    ...może gdyby tatuś chciał to by mógł (skoro może się wyrywać w każdej
    potrzebie na zakupy i do lekarza, znaczy, że ma coś do powiedzenia w kwestii
    organizacji swojej pracy)


    >
    > A tak na koniec: najsmutniejsze jest to, że tatuś juz przestaje prosić albo
    się
    >
    > kłócić, krzyczeć, mamusia i tatuś bardzo od siebie się już oddalili,
    rozmawiają
    >
    > i śmieją się tylko przy dzidziusiu, albo w sprawach związanych z dzidziusiem
    i
    > innymi sprawami ogólnorodzinnymi.
    >
    > Tatuś i mamusia stają się "nowoczesnym małżeństwem" ...
    >

    bzdura - to tatuś ma wypaczone pojęcie nowoczesnego małżeństwa i przez swój
    perfekcjonizm i pedantyzm zapomina o zdrowym rozsądku
  • sm30 01.10.04, 22:41
    I chyba o to ci chodziło
  • kalina_p 30.07.04, 20:44
    Nie rosnij, chyba nie o to chodzi...
    Po prostu nie rozumiem takich rzeczy.Tez chetnie bym sie walnela na kanape i
    miala do meza pretensje o wszystko-bo ja urodzilam,jestem dzielna,bo ja karmie,
    jestem dzielna...i co z tego? Czy w przerwach nie mozna zrobic czegos w domu?
    Mozna,wiem,ze mozna.Dlatego - to apel do kobiet- nie badzcie ksiezniczkami,
    kurcze, po co??? Lepiej razem...naprawde.
  • aprze 31.07.04, 16:40
    zgadzam się z kalina-p. mając małe dziecko można coś zrobić w domu. Ja miałam
    Bartusia rok i 10 miesięcy jak urodziłam drugie a jakoś dawałam sobie radę nie
    sama ale razem z mężem
    Przy pierwszy dziecku miałam trochę problemów bo ciągle płakałam ale pomagały mi
    rozmowy z Darkiem
    i ja to samo napiszę "Lepiej razem"
    Agnieszka
  • kalina_p 01.08.04, 21:25
    Przeraza mnie w takim razie nowoczesne malzenstwo...My za to zremy sie
    strasznie,czasem o byle co ale oboje wiemy,ze mala nie bedzie szczesliwa,jesli
    my sie od siebie oddalimy.A co do spania w drugim pokoju... w tym momencie
    chyba Ty przesadzasz.To,ze zona wstaje do dziecka to nie powod,zeby sie nie
    przytulac! My zrobilismy tak,ze spimy razem,bo to jest dla nas bardzo wazne-
    czuc bliskosc i po prostu wtulic sie w kochana osobe na dobranoc.A ze
    przewaznie jednak ja wstaje do malej-coz,jak sie kochany moj rozbudzi to
    mowie "ciiiii,spij,musisz rano do pracy,ja sie zajme".Bo to chyba
    najrozsadniejsze.Ale nie moglabym spac bez niego!!!Jak to???Kto by mnie tulil
    do snu i rano calowal,jak budzik nas budzi?
    Alez mnie ten watek zainteresowal...dam spokoj na pare dni,bo az sie unosze,a
    to niezdrowo!
    Pozdrawiam!
    I zycze wspolnych nocy,ciepla i bliskosci!
    P.S.A seks..?
  • felietonista 18.08.04, 11:09
    kalina_p napisała:

    > Nie rosnij, chyba nie o to chodzi...
    > Po prostu nie rozumiem takich rzeczy.Tez chetnie bym sie walnela na kanape i
    > miala do meza pretensje o wszystko-bo ja urodzilam,jestem dzielna,bo ja
    karmie,
    >
    > jestem dzielna...i co z tego? Czy w przerwach nie mozna zrobic czegos w domu?
    > Mozna,wiem,ze mozna.Dlatego - to apel do kobiet- nie badzcie ksiezniczkami,
    > kurcze, po co??? Lepiej razem...naprawde.


    Współczuję Ci takiego światopoglądu. Czy naprawdę wierzysz w to, że mamusia -
    bohaterka wątku "walnela na kanape i
    > miala do meza pretensje o wszystko-bo ja urodzilam,jestem dzielna,bo ja
    karmie,

    Skoro masz dzieci to powinnaś wiedzieć...
  • judytak 04.08.04, 12:52
    > Co tatuś robi źle, jak tatuś ma postępować, żeby był zauważalny w domu nie
    > tylko przez dzidziusia ???

    1. zostawić swój perfekcjonizm w pracy, tam na pewno takie cechy są wysoko
    cenione, wyluzować się tak w kwestii porządku w domu, jak i bezpieczeństwa
    dziecka (czyli: trzymać się dowolnych zasad, jak sam się czymś zajmuje, ale nie
    wymagać od mamusi, żeby miała takie same zasady - niech no ma swoje)

    2. jeśli zostało w jakiś sposób ustalone, że to mamusia coś robi (np. sprząta
    czy pierze), to dalej tą rzeczą się nie zajmować, nie wyręczać, nie komentować,
    nawet jeśli nie jest zrobione, albo jest zrobione źle - może tego dnia akurat
    nie dała rady tego zrobić, zrobi później, ma do tego prawo

    3. powiedzieć mamusi "ładnie wyglądasz", uśmiechać się do niej, pogłaskać,
    przynieść kiedyś kwiatek albo czekoladkę, zaprosić na kawę, na lody, postawić
    wino i pogadać z nią o życiu, o świecie, tak, jak wtedy, kiedy jeszcze
    dzidziusia nie było

    4. jeśli nie dzieje się nic nadzwyczajnego, nie jeździć z dzieckiem i z mamusią
    do lekarza, mamusia sobie poradzi; zachęcać mamusię, żeby (razem z dzieckiem, w
    ramach spaceru) chodziła do sklepów, do apteki, do biblioteki, na pocztę, do
    banku itp. - nie będzie miała poczucia, że sama jest dzieckiem

    5. czasami niech da mamusi wolne - przynajmniej kilka godzin, niech ona idzie
    do kina, do koleżanki, na piwo, cokolwiek - myślę, że taki gest tatusia jest
    dla niej więcej warte, niż dwa miesiące prania i prasowania

    pozdrawiam
    Judyta
  • pawles 04.08.04, 14:17
    Wiesz, napisze coś z punktu widzenia żony.
    Duzo robisz, ale robisz to poza domem. Wydaje ci się, że siedzenie cały dzień z
    małym dzieckiem to żadna praca, po prostu sielanka. A Twoje pieniążki zastapią
    Ciebie. Ale to nieprawda.
    Moja rada - zamień się kiedyś z żoną na jeden dzień - ten, który ty masz wolny.
    Ona wyjdzie na cały dzień a Ty zajmiesz się w tym czasie dzieckiem, zrobisz
    pranie, prasowanie, zmywanie naczyń, gotowanie obiadu, posprzątasz w
    mieszkaniu, odkurzysz itp., i wyjdziesz w międzyczasie z dzieckiem na spacer. I
    spróbuj jeszcze znaleźć czas aby zadbać trochę o siebie (kąpiel, kosmetyka
    itp. - czyli to wszystko, co robi kobieta aby byc "piękna" dla swojego
    mężczyzny)

    A kiedy ostatnio kupiłeś żonie coś? jakiś drobiazg, kwiatek? Kiedy doceniłeś,
    że dom jeszczestoi cały? nie zawalił się?
    Czy zajmujesz się dzieckiem, aby żona miała czas tylko dla siebie?

    Dużo robisz dla domu - to fakt... ale skoryguj trochę swój stosunek do rodziny.
    Bądź też czasami czułym mężem nie tylko ojcem dziecka.
  • milarka 06.08.04, 09:20
    Witaj,

    lepiej nie rośnij, bo ideałem to Ty chyba nie jesteś. Jak czytam takie posty do
    dochodzę do wniosku, że ideałem jest mój mąż. Ja byłam w domu z małym przez 10
    miesięcy i jakoś nigdy nie miałam awantury o to, że jest nieposprzątane, albo
    że na obiad gotowe kupne danie, albo, że niepoprane, niepoprasowane. Jak było
    zrobione to mąż doceniał, jak nie to uważał to za zupełnie naturalne. I jakoś
    dało się posprzątać/poprać/poprasować/pozmywać po powrocie męża z pracy, czy w
    weekend.
    Swój czas poświęcałam dziecku - nie wyobrażam sobie wsadzić małego do kojca,
    żeby móc w spokoju posprzątać mieszkanie, albo ugotować obiad. Mały leżał sobie
    na kocyku i fajnie się razem bawiliśmy. 2 razy dziennie mały spał - z tego raz
    na spacerze, a ten pierwszy raz wykorzystywałam, żeby na spokojnie sobie usiąść
    i wypić herbatę.
    W nocy ja wstawałam, bo uważałam, że mąż się musi wyspać bo idzie do pracy, ale
    jak było ciężko to też wstawał i usypiał małego. I zgadzam się z opinią, że nie
    ma nic gorszego niż pernamentne niewyspanie.
    No i jeszcze nie wyobrażam sobie, żeby spać osobno - jest to prosta droga do
    oddalania się od siebie, tym bardziej, kiedy mały w nocy płacze, trzeba wstać a
    w pokoju obok tatuś smacznie sobie chrapie i nawet nic nie usłyszy to musi to
    być dobijające, brrrrr.
    I jeszcze jedno - jakby mój mąż zrobił mi awanturę, że coś jest nieposprzątane,
    to wysłałabym go na drzewo i tyle.

    Życzę trochę zrozumienia dla żony.
  • milarka 06.08.04, 09:33
    ok, poprzedni post napisałam trochę pod wpływem emocji, a teraz już na
    spokojnie,
    mam dwa pytania:
    po pierwsze, czy starasz się utrzymywać kontakty z żoną nie tylko na stopie
    mamusia tatuś dziecko, tylko na stopie żona mąż - kiedy takie relacje są dobre
    to łatwiej się dogadać w codziennych sprawach, i dodam tu tylko, że dla kobiety
    która siedzi w domu relacja damsko-męska z mężem jest bardzo ważna (miłe słowa,
    komplementy, kolacja przy świecach, itp)
    a po drugie, to czego właściwie oczekujesz od żony?czy żeby więcej
    sprzątała/prała/prasowała? czy żeby bardziej uważała na dziecko? Bo wspominasz
    i o tym, i o tym, ale w sumie nie wiadomo?? A może po prostu chodzi o to,żeby
    bez mrugnięcia oka dostosowywała się do Twoich sugestii?
    I mam jeszcze trzecie pytanie, tak jak to już tu jakaś mama wspominała - czy
    posiedziałeś kiedyś cały dzień z małym? i co wtedy zrobiłeś? Pewnie nie, bo
    Twoja żona karmi, ale może zrób sobie taką próbę - żona będzie miała cały dzień
    dla siebie (np na czytanie książki) i tylko będzie karmić, a Ty przez resztę
    dnia zajmij się małym i domem - i nie piszę tego złośliwie - po prostu zrób
    sobie taki mały test

    Pozdrawiam
  • wojtek.tata 06.08.04, 09:42
    przez pierwsze 3 miesiące pomagałem bardzo intensywnie, sprzątałem, pomagałem
    (i nadal pomagam w praniu), też czasami (fakt, że rzadko) miałem zarwaną noc.
    Rano zrywałem się do pracy i pracowałem po 10-12 godzin, ale zaglądając w dzien
    często do domu. Ale w pewnym momencie stwierdziłem, że brakuje mi czasu, że
    doba ma tylko 24 godziny. Zacząłem popełniać błędy w pracy - na szczęście
    wszystkie prostowałem, ale w razie gorszej wpadki, zmęczenia mogłem popełnić
    błędy skutkujące nawet drastycznym obniżeniem się poziomu życia całej rodziny.

    p.s.: mnie chodzi tylko o jedno - o kompromis, o podział obowiązków w rodzinie,
    o odrobinę zrozumienia również dla tatusia i męża, wzięcie pod uwagę, że tatuś
    też może być zmęczony swoją pracą. Nie można wymagać od niego wszystkiego:
    utrzymania rodziny, pomagania w domu, pomagania z dzidziusiem i jeszcze
    trzymania buzi na kłódkę.
  • omama 06.08.04, 10:10
    Ale w pewnym momencie stwierdziłem, że brakuje mi czasu, że
    > doba ma tylko 24 godziny. Zacząłem popełniać błędy w pracy - na szczęście
    > wszystkie prostowałem
    A jej doba ile ma godzin? A jej błąd wiesz, czym by się mógł skończyć?

    p.s.: mnie chodzi tylko o jedno - o kompromis, o podział obowiązków w rodzinie,
    Na określenie obwiązków przyjdzie czas jak oboje będziecie wyspani. Teraz jest
    kierat, a wy musicie ciągnąć.

    > o odrobinę zrozumienia również dla tatusia i męża, wzięcie pod uwagę, że
    tatuś > też może być zmęczony swoją pracą. Nie można wymagać od niego
    wszystkiego: > utrzymania rodziny, pomagania w domu, pomagania z dzidziusiem i
    jeszcze trzymania buzi na kłódkę.

    A od kobiety można? Ty też oczekujesz od niej wszystkigo na raz. Czystego domu,
    obiadu, zadbanego dziecka i zrozumienia dla twojej sytuacji.

  • wojtek.tata 06.08.04, 10:27
    na początku prośba - przeczytaj jeszcze raz moje posty na tym wątku, bo odnosze
    wrażenie, że tego dokładnie nie zrobiłaś.
    Ale przypomnę:
    - tatuś dba sam o swoje jedzenie, pranie itp.;
    - właśnie w kwestii codziennego bezpieczeństwa dzidziusia tez nie możemy się
    zgodzić; rozumiem, że kobieta-matka ma szósty zmysł, ale (bez urazy dla
    wszystkich mam) - sprzątając, hałasując w innym pokoju, mamusia ma oczka i uszy
    wszędzie ?
    - jeżeli raz uniknie sie niebezpiecznej sytuacji to moim skromnym zdaniem,
    unika się takich sytuacji w przyszłości, szczególnie mamusia powinna to
    zrozumieć.

    Co do reszty do cały czas staram się iść na kompromis, doceniać ciężką harówkę
    żony-mamusi, ale zazwyczaj skutkuje to na zasadzie:"daj palec, a stracisz całą
    rękę" smile
  • felietonista 18.08.04, 11:42
    wojtek.tata napisał:

    > sprzątając, hałasując w innym pokoju, mamusia ma oczka i uszy
    >
    > wszędzie ?
    > - jeżeli raz uniknie sie niebezpiecznej sytuacji to moim skromnym zdaniem,
    > unika się takich sytuacji w przyszłości, szczególnie mamusia powinna to
    > zrozumieć.
    >

    Czy w tym momencie sobie nie przeczysz? To jak ma być posprzątane, skoro
    sprzątając, hałasując w innym pokoju, mamusia ma oczka i uszy
    >
    > wszędzie ?

    Nie sprząta - źle, posprząta - w nbiewłaściwy sposób.

    Coraz bardziej mi niedobrze. Może właśnie o to chodzi. Ma sprzątać kiedy
    dzidzia śpi? - Będą to najwyżej 2 godziny dziennie (bo jedno spanie zazwyczaj
    spędza się na spacerku). Spróbuj w takim czasie posprzątać, pójść do łazienki i
    pijąc herbatę chwilkę odsapnąć. Sama też musi coś zjeść skoro karmi - musi to
    też, choćby nawet tylko sobie, ale jakoś przygotować.

    > Co do reszty do cały czas staram się iść na kompromis, doceniać ciężką
    harówkę
    > żony-mamusi, ale zazwyczaj skutkuje to na zasadzie:"daj palec, a stracisz
    całą
    > rękę" smile

    Wyluzuj - co jeszcze może być tą ręką? Co by nie było, ma prawo czegoś od
    Ciebie chcieć, bo cały dzień Cię nie widuje i potrzebuje wsparcia. A dla Ciebie
    najważniejsza jest praca i życie na poziomie wyższym od przeciętnego. Sorry -
    ale w ten sposób rodzinka może długo nie przetrwać.
    U mnie w pracy ludzie pracują właśnie tak jak Ty. Jeden z kolegów ma 10
    miesięcznego synka. Nie wyobrażam sobie go jako ojca. Gdy słyszę jak rozmawia z
    żoną, bez przerwy powtarza (coś jakby Ty) "uważaj na siebie Anula". Myślisz, że
    tym nadrabia swoją troskę? Dla mnie to śmieszne - jeśli jesteś jakimś cenionym
    fachowcem to zastanów się, czy Twoja praca nie może wyglądać inaczej - może
    nawet mógłbyś zmienić ją na inną - fachowcy mają zawsze większe szanse.
  • milarka 06.08.04, 10:12
    A próbowałeś rozmawiać na ten temat z żoną? Co ona o tym wszystkim sądzi i
    jakie jest jej zdanie? Bo jeżeli np odpowiada na Twoje problemy, że Ty musisz
    wszystkim zająć to macie problem, ale jeżeli twierdzi, że jest zmęczona, albo
    nie daje sobie z czymś rady to może razem jakoś znajdziecie rozwiązanie?
    U mnie np dużo się zmieniło, kiedy kupiliśmy małemu krzesełko do karmienia -
    takie na kółkach z móżliwością zmiany kąta nachylenia fotelika (tak, że nawet
    małe dziecko ok.5 miesiąca może tam siedzieć), kiedy musiałam coś zrobić, to
    mały wsiadał sobie do krzesełka, dostawał zabawki, i albo się bawił, albo
    patrzył co ja robię, i tak jeździł ze mną po całym mieszkaniu. No ale
    oczywiście cierpliwość dziecka ma swoje granice.
    No ale musisz to wszytko przedyskutować z żoną - jak wygląda jej dzień, czego
    nie robi bo jej się nie chce, a czego nie bo nie ma czasu/siły/możliwości przy
    małym.
  • wojtek.tata 06.08.04, 10:32
    cały czas na lepsze (tak myślę) - ale wszystko muszę wykrzyczeć albo wybłagać
    wielokrotnie, tylko, że działa to na krótką metę. Po kilku dniach spokoju
    mamusia wraca ponownie do wszystkich swoich przyzwyczajeń, które draznią
    tatusia i to nawet mało albo w ogóle związach z dzidziusiem.

    Mamusia robi to często i tatuś się nie czepia codziennie - ale jak tatuś raz
    cos zapomni sprzątnąć po sobie... - no to wtedy się nasłucha.., i nie
    zaprzeczysz, że tak jest tylko w mojej rodzinie ?smile
  • milarka 06.08.04, 10:57
    wojtek.tata napisał:

    > cały czas na lepsze (tak myślę) - ale wszystko muszę wykrzyczeć albo wybłagać
    > wielokrotnie, tylko, że działa to na krótką metę. Po kilku dniach spokoju
    > mamusia wraca ponownie do wszystkich swoich przyzwyczajeń, które draznią
    > tatusia i to nawet mało albo w ogóle związach z dzidziusiem.

    Może tu twki błąd - że krzyczysz i robisz awantury - bo to nie wydaje się być
    dobrym sposobem na szukanie kompromisu

    > > Mamusia robi to często i tatuś się nie czepia codziennie - ale jak tatuś
    raz
    > cos zapomni sprzątnąć po sobie... - no to wtedy się nasłucha.., i nie
    > zaprzeczysz, że tak jest tylko w mojej rodzinie ?smile

    No to ja juz nie wiem kto u was się kogo nasłucha, bo z wcześniejszego
    fragmentu i wcześniejszych postów wynika, że to ty musisz robić żonie o
    wszystko awantury, więc może po prostu taki macie swój styl, że się oboje na
    siebie drzecie??

    A tak na poważnie - piszesz, że spędzasz co prawda dużo czasu w pracy, ale
    dzięki temu dużo zarabiasz - więc może warto pomyśleć o pani do sprzątania?
    Może przynajmniej na jakiś czas ułatwiłoby to wam życie, skoro was stać, to
    czemu nie?
  • judytak 06.08.04, 12:44
    wojtek.tata napisał:

    > cały czas na lepsze (tak myślę) - ale wszystko muszę wykrzyczeć albo wybłagać
    > wielokrotnie, tylko, że działa to na krótką metę. Po kilku dniach spokoju
    > mamusia wraca ponownie do wszystkich swoich przyzwyczajeń, które draznią
    > tatusia i to nawet mało albo w ogóle związach z dzidziusiem.

    wiesz co, a dlaczego ona nie może mieć swoich przyzwyczajeń???!
    czy są to przyzwyczajenia tek straszliwie, że w ciągu tygodnia doprowadzają do
    zagłady rodziny???!
    może tak wybrać trzy najważniejsze rzeczy, na których ci najbardziej zależy,
    poprosić (nie nakrzyczeć!) żonę, żeby te właśnie, dla ciebie, z miłości, bo ci
    tak strasznie zależy itp. itd.

    i z całą resztą dać sobie spokój!!!

    teraz masz małe dziecko, które, gdzie położysz, tam będzie leżało
    ale później - myślisz, że można być "perfekcjonistą" i jednocześnie nie
    zwariować przy małym dziecku?

    > Mamusia robi to często i tatuś się nie czepia codziennie - ale jak tatuś raz
    > cos zapomni sprzątnąć po sobie... - no to wtedy się nasłucha..,

    jeśli ktoś nie sprzatnie po sobie, w ogóle mi to nie przeszkadza
    ale jeśli nie sprzątnie po sobie ktoś, kto regularnie mi wypomina takie
    niesprzątanie - o, to dopiero gratka ;oP

    pozdrawiam
    Judyta
  • wojtek.tata 06.08.04, 15:02
    w tym jedna związana z bezpieczeństwem dzidziusia (my tatusiowie, dostajemy
    paniki w tym temacie od czasu do czasu), ale okazuje się, że to o dwie za dużo.

    Nie ukrywam, że ostatnio wiecej rozmawiamy, próbujemy znaleść kompromis, ale
    zazwyczaj to ja jestem jedyną stroną zdolną do kompromisów smile.

    > może tak wybrać trzy najważniejsze rzeczy, na których ci najbardziej zależy,
    > poprosić (nie nakrzyczeć!) żonę, żeby te właśnie, dla ciebie, z miłości, bo
    ci
    > tak strasznie zależy itp. itd.
    >
    > i z całą resztą dać sobie spokój!!!
  • judytak 09.08.04, 09:46
    ... mówisz ty...
    może to prawda, ale poprzednie posty sugerowały coś innego

    pozdrawiam
    Judyta
  • tolka3 09.08.04, 17:02
    Tato Wojtku, tak czytam sobie i czytam ten wątek, zaglądam raz na kilka dni. Na
    początku myslałam sobie, no tak... pomieszało im się trochę, poprzewracał ten
    mały brzdąc wszystko do góry nogami, odnaleźć się nie mogą. Tatuś ciężko
    pracuje, wraca późno do domu. A dziś czytam, że tatuś pracuje 10-12 godzin!
    Jestem w szoku. Ja jestem mamusią. Odkąd dziecko skończyło 4 m-ce, pracuję.
    Pracuję zawodowo, bo to w domu to też była praca. Pracuję 10-12 godzin
    dziennie, zdarza się, że więcej, że wychodzę z domu o 7:00 wracam o 22:00 (ale
    to raczej rzadko, w końcu matką jestem i dziecko czeka smile). Zawsze wracam
    najszybciej jak tylko potrafię. Ja zajmuję się domem, tzn pracami lżejszymi
    (gotowanie, pranie, sprzątanie - oczywiście mąż czasami mi pomaga, ale ponieważ
    budujemy dom, on głównie tym się zajmuje). Mój mąż też oczywiście pracuje
    zawodowo. Staram się przy tym poświęcać dziecku jak najwięcej czasu. Wszystko
    robię, gdy mała już śpi. Weekendy też są dla dziecka. W nocy wstaję do dziecka
    (karmię ją 2-3 razy), zabawiam o 6:00 rano i biegnę do pracy. Nie narzekam! To
    cudowny okres, nasze maleństwo daje nam dużo radości. A że w piątek jestem już
    tak zmęczona, że w pracy pokładam się na biurku... Cóż... w weekend odzyskuję
    siły smile

    Dużo gorzej czułam się, gdy byłam na macierzyńskim. Monotonia, brak kontaktu ze
    światem, no i te hormony (chociaż ich tak bardzo bym nie mieszała do tego),
    zmęczenie (ale to inne zmęczenie niż to teraz). Daj żonie trochę pożyć. Niech
    wróci do normalności.

    Chłopie, weź się w garść smile Życzę szczęścia!

  • wojtek.tata 09.08.04, 17:52
    ani godzinami pracy, bo to do niczego nie prowadzi smile.

    Nie narzekam na swoją pracę, nawet lubię ją bardzo, ale wyobraż sobie coś
    takiego: 8-10 godzin intensywnej pracy umysłowej, tylko na papierosach i kawie,
    3-4 linie telefonicznie prawie nonstop dzwoniące, do tego dwa tel. komórkowe;
    podejmowanie kilku strategicznych decyzji finansowych dziennie - na każdą masz
    5-10 minut, pomylisz się, źle wyczujesz - cały miesiąc pracy może iść do kosza,
    nadzorowanie i wyrywkowe kontrole działu sprzedaży, magazynu etc., etc.

    A do tego pilnowanie terminów wizyt lekarskich dzidziusia (do niedawna), zakupy
    dla domu, umówić się z np. z elektrykiem, bo żona nie pamięta, co elektryk,
    ślusarz itp. miał wymienić, dbanie o własne żarcie, pranie, prasowanie ...

    My, faceci-tatusiowie chyba też mamy prawo przyjść zmęczeni do domu, no nie ?
  • milarka 10.08.04, 09:39
    hej,
    z tego co piszesz masz bardzo wyczerpującą pracę ..... psychicznie
    wyczerpującą. Dlatego najlepszym sposobem na odpoczynek i odstresowanie po
    pracy to zabawa z maluchem tudzież inne prace domowe wink

    Natomiast twoja małżonka siedzi w domu cały dzień, więc jej trudno jako
    odpoczynek zaproponować prace domowe, nieprawdaż???
  • tolka3 10.08.04, 09:41
    Pewnie, że macie prawo smile Ja też je mam smile I przychodzę niestety. Fakt, pracę
    mam chyba lżejszą, ale jak już napisałam, mam na głowie dom, w nocy wstaję do
    dziecka. I Twoja żona ma prawo być zmęczona. Chyba Cię rozumiem. I nie chodzi
    tu o pracę. Chodzi wg mnie o ogromną różnicę pomiędzy "stylem" życia Twoim i
    Twojej żony. Zachowywałam się dokłądnie tak jak Ty, gdy byłam na macierzyńskim.
    Miałam wiecznie żal do męża o... o wszystko. Biedny był, bo starał się bardzo.
    Zakupy na jego głowie, wszelkie ekipy budowlane na jego głowie, umawiał dziecko
    do lekarza, woził nas, prasował sobie itd. Gdy wracał do domu, czasami obiadu
    nie było (bo noworodek nie pozwalał mi nawet na chwile odejść), więc coś musiał
    sobie przygotować. A ja wiecznie zła byłam. Ale uwierz mi: byłam potwornie
    zmęczona, obolała i cholernie znudzona. Mimo, że od początku przepadałam za
    swoim dzieckiem. Właściwie to widziałam tylko dziecko. To były dwa światy.
    Świat mojego męża i mój, ograniczający się tylko do naszych czterech ścian i
    maluszka. Różnica między Twoją sytuacją a moją była taka, że to ja narzekałam,
    miałam pretensje (nie wiem o co) smile

    Twojej żonie potrzebne jest jakieś zajęcie. Dobrze tu dziewczyny radziły,
    powinna wyrwać się z domu. A Ty, cóż, musisz chyba cierpliwie czekać. Twoja
    żona nie jest typową kurą domową, nie wymagaj od niej robienia rzeczy, które
    pewnie wcześniej nie były na jej głowie.

    A Ty, powinieneś odreagowywać stres gdzieś indziej, nie w domu. Może tenis, czy
    basen, czy co tam lubisz. Naprawdę nie ma nic gorszego dla kobiety siedzącej
    całymi dniami w domu z dzieckiem, niż wracający z pracy zmęczony mąż, który
    oczekuje, że obiad bęedzie czekał, że żona uśmiechnięta go poda, że uprasuje
    koszulę, że spyta, jak tam w pracy, że powie "oj biedny, jak Ty ciężko
    pracujesz". Kobieta nienawidzi mieć świadomości, ze to wszystko jest jej
    obowiązkiem. Że mężowi się to należy.

    Powodzenia!

  • mamakaji 10.08.04, 17:15
    Czego właściwie masz dość? Jesteś zmęczony? Masz prawo. Ale czemu Ci się
    wydaje, że to tylko Ty masz prawo być zmęczony? Idę o zakład, że mimo iż wydaje
    Ci się, że robisz tak dużo to Twoja żona też jest bardzo zmęczona. I też ma
    prawo. Gdy na świat pszyszła moja córeczka, byłam przez jakiś czas w domu. Mój
    mąż pracował od rana do wieczora, czasem robił zakupy, czasem kąpał małą itd.
    Generalnie myślę, że mogło mu się wydawać, że robi dla domu bardzo dużo. Ale
    ja wciąż nosiłam w sobie złość, bo wciąż byłam zmęczona i miałam (subiektywne)
    poczucie, że zbyt dużo spada na moje barki. Gdy mój mąż wreszcie wieczorem
    rozsiadał się przed telewizorem, ja wciąż miałam coś do zrobienia. On miał swój
    wolny czas na odpoczynek, ja nie. Dzisiaj gdy o tym myślę bardzo żałuję, że nie
    porozmawailiśmy wtedy o tym, że nosiłam te złości w sobie. Dziś nie ma już
    sensu o tym mówić i tego rozgrzebywać, ale żal pozostał. WOJTKU, mogę Ci
    poradzic tylko jedno. POROZMAWIAJ ZE SWOJĄ ŻONĄ. Powiedz jej co czujesz, ale
    bądź też otwarty na zrozumeinie jej oceny sytuacji, jej odczuć i jej żalu.
  • wojtek.tata 10.08.04, 21:09
    kończącego się koncertu życzeń młodej mamusi.

    Wychodzi z tego, i z moich obserwacji wśród znajomych, czytając ostatnio
    wypowiedzi mamus na forach "dziecko" - że tatuś ma być sprawny przez 24 godziny.
    Nie ma prawa przyjść zmęczony z pracy, paść z wyczerpania na fotel itp.
    Przyjdzie wykończony po 10-14 godzinach pracy i słyszy często "życzenia"
    mamusi - zrób to, zrób tamto. Ma na zmianę czuwać lub pomagać mamusi w nocy - a
    z samego rana zrywać sie do pracy wypoczęty i gotowy do nastepnych 10-12 godzin
    cięzkiej (umysłowo czy też fizycznie) pracy.
    Nie odbieram prawa do zmęczenia, odpoczynku itp. mamusi - ale trzeba znaleść
    jakiś kompromis, inaczej doprowadza to do buntu, kłótni i co najmniej
    ochłodzenia uczuć...
    Im więcej tatuś robi, tym więcej mamusia żąda - nie widaĆ końca tych żądań - TO
    WYGLĄDA NA ZARZYNANIE KURY, KTÓRA ZNOSI ZŁOTE JAJKA !

    Skrajny przykład: mój znajomy tak sie przejmował, że dzidziuś nie może zasnąć,
    czuwał na zmianę z żoną - któregoś dnia zasnął w pracy za kółkiem - mamusia
    miała przez kilka miesięcy w domu "drugie małe dziecko".

    Jeżeli jest podział obowiązków w domu: mamusia zajmuje się dzidziusiem, tatus
    utrzymuje rodzinę, załatwia wszystkie sprawy na mieście itp. - to tego trzeba
    się trzymać, mylę się ????

    I ta paskudna manipulacja mamuś dobrem i zdrowiem dzidziusia zawsze, kiedy chce
    coś wywalczyć, osiągnąć dodatkowo - to takie ciosy poniżej pasa dla tatusia
    kochającego dzidziusia smile)

    pozdrawiam
  • tolka3 11.08.04, 09:56
    Oj mylisz się! bardzo się mylisz.

    "Jeżeli jest podział obowiązków w domu: mamusia zajmuje się dzidziusiem, tatus
    utrzymuje rodzinę, załatwia wszystkie sprawy na mieście itp. - to tego trzeba
    się trzymać, mylę się ????"
    Czy to jest dzidziuś mamusi? Tatuś jest tylko maszyną do zarabiania pienięzy?
    Mamusia żyje z robotem? Nie kasy potrzeba Twojej żonie, ona potrzebuje CIEBIE!
    Tatuś ma przyjść do domu, nawet zmęczony, trudno, wziąć dzidziusia na ręce,
    przytulić go, pobawić się z nim i cieszyć się, że może z nim spęzić wieczór. Ma
    też przytulić żonę, pogadać z nią, spytać, co uniej, czyw czymś jej nie pomóc.
    Tak tak! Pomóc jej, mimo, ze jest zmęczony. Nie przekonasz mnie, że jesteś na
    to zbyt zmęczony. Jeszcze raz powtarzam. Twoja sytuacja nie różni się wiele od
    mojej. Ja też przychodzę zmęczona a mimo wszystko jestem matką, żoną i panią
    domu (nie mylić z gosposią choć jej obowiązki też wykonuję). Sory, ale dom to
    nie przedsiębiorstwo, w którym to właśnie trzeba trzymać się ustalonego
    podziału obowiązków. W domu się żyje. Żyje się razem z żoną i dzieckiem. A to,
    że
    > tatus utrzymuje rodzinę, załatwia wszystkie sprawy na mieście itp
    chwała mu za to! inaczej być nie moze (bo pewnie żona nie ma możliwości pójścia
    do lepiej płatnej pracy. Gdyby miała, czy tatuś zostałby w domu z dzidziusiem?

    > I ta paskudna manipulacja mamuś dobrem i zdrowiem dzidziusia zawsze, kiedy
    chce
    >
    > coś wywalczyć, osiągnąć dodatkowo - to takie ciosy poniżej pasa dla tatusia
    > kochającego dzidziusia smile)
    Nie bardzo rozumiem. Czy Wy aby na pewno dorośliście do bycia mamą i tatą? Bo
    widzę, ze ten mały człowieczek całkowicie popsuł Wam życie. Jaka manipulacja?
    Jaka walka? Teraz dzidziuś jest najważniejszy na świecie. A nie tatuś czy
    mamusia. Dzidziuś nie może być narzędziem w walce mamusi z tatusiem o... o
    cokolwiek.

    > Im więcej tatuś robi, tym więcej mamusia żąda - nie widaĆ końca tych żądań -
    TO
    >
    > WYGLĄDA NA ZARZYNANIE KURY, KTÓRA ZNOSI ZŁOTE JAJKA !
    Może kura powinna być zwykłą kurą. Znosić takie zwykłe jajka. Może mamusia
    złotych nie potrzebuje. Bo dzidziuś na pewno nie potrzebuje. Dzidziuś
    potrzebuje TATUSIA. Widzę, że praca jest dla tatusia bardzo ważna. Ale czy nie
    wypala go całkowicie? Bo skoro kura jest tylko do znoszenia złotych jajek, to
    sory, ale czarno to widzę. Praca to nie wszystko, zawsze można ją zmienić dla
    dobra rodziny. Wiem wie, napiszesz, absolutnie, to nie wchodzi w grę, ale
    teoretyzując, może byłoby lepiej...


    > Nie odbieram prawa do zmęczenia, odpoczynku itp. mamusi - ale trzeba znaleść
    > jakiś kompromis, inaczej doprowadza to do buntu, kłótni i co najmniej
    > ochłodzenia uczuć...
    Dokładnie to samo powiedzieć by mogła mamusia. Przeczytaj dokładnie post
    koleżanki powyżej. Czytając go, jakbym czytała swoje wyznanie. Dokładnie tak
    się czułam jak ona. I dokładnie tak się czuje Twoja żona zapewne. Ale ona ma
    męża, który wraca do domu i wymaga. Bo on już swoje zrobił zanim przekroczył
    próg domu. A teraz chce odpocząć i zebrać siły na robienie złotych jaj
    następnego dnia. Po co jej w takim razie ten mąż? Równie dobrze mógłbyś jej co
    miesiąc przelewać kasę na konto, przysyłać co jakiś czas ślusarza czy
    hydraulika, będąc w pracy umawiać dziecko do lekarza, zatrudnić do pomocy
    mamusi sprzątaczkę, nianię, wyprowadzić się do innego mieszkanka i tam wracać
    każdego dnia, odpoczywać...

    Przepraszam, że tak na Ciebie naskoczyłam. Wiem, że macie problem, zarówno Ty
    jak i Twoja zona jesteście temu winni. ALe ja jestem po stronie żony. Nie tak
    dla zasady, nie z powodu kobiecej solidarności, tylko miałam okazję "wysłuchać"
    tylko Ciebie. I z tego co "usłyszałam" wnioski wysunęłam takie a nie inne.

    Naprawdę życzę Ci, żeby wszystko było ok w Waszym małżeństwie. Ale najpierw
    musisz zrozumieć, że nie jesteś tylko do robienia pienięzy. Bo tak Cię dziecko
    zapamięta. Jesteś przede wszystkim ojcem i mężem.
  • katse 11.08.04, 10:14

    jestem wdzięczna mojemu mężowi, że pracuje zarabiając pieniążki na nasze
    utrzymanie i pozwala mi w dodatku pisać doktorat.
    Jednak to nie zwalnia go od bycia Tatusiem. Nie zwalnia od przytulania naszej
    dziewczynki, do zrobienia choc kilku czynnosci przy niej.
    U nas powstały już maleńkie rytuały. Tatuś kąpie, tatuś po przebudzeniu niuńki
    (jest przeze mnie budzony) i choć kwadrans się bawią. Tatuś w weekendy
    spaceruje.
    WIdze jak Dziecko go potrzebuje, nawet przez sen (jak tata wroci zbyt pozno
    zeby wykapac) Nisia potrafi powiedziec tatu tatu. I widze jaką to Tacie daje
    siłe.

    Bądź Tatusiem. Nie tylko bankomatem.

    K
  • wojtek.tata 11.08.04, 12:05
    Uważam, że nie jestem tylko bankomatem - przeczytaj sobie pierwszy mój post
    otwierający ten wątek, tam opisałem wszystko, co robię dla dzidziusia: też jego
    kąpię, też codziennie sobie rano z nim "pogadam", też lecę z pracy jak
    najwcześniej mogę, żeby trochę z nim się pobawić, zająć się nim, zanim zaśnie.

    p.s.: Przeczytaj jeszcze raz tamten post.

    pozdrawiam


  • wojtek.tata 11.08.04, 12:16
    Oj, ty też się mylisz, bardzo mylisz.

    Czyli co, mam rzucić pracę, poszukać takiej z 8-godzinnym dniem pracy, z
    pewnością dużo mniej płatnej ?

    Rzucasz wielkie hasła, typu "po co ten mały człowieczek" itp. - po co to
    robisz, dla obrony pewnych stereotypów ???

    Ja tylko spokojnie piszę i tłumaczę, że nie można oczekiwać rzeczy niemożliwych
    od tatusiów - a ztym zarzynaniem kury, to była metafora, nie tylko "finansowa" -
    bez urazy, ale jej nie zrozumiałaś.

    Tobie też proponuję, żebyś przeczytała mój pierwszy wpis na tym wątku - jeżeli
    uważasz, że to jest mało, to faktycznie ta "dyskusja" zaczyna się robić
    jałowa smile.

    p.s.: i pytanie-przykład: będąc w domu i karmiąć dzidziusia nie miałaś okazji
    się zdrzemnąć 2 godzinki po zarwanej nocy ? Ja nie mam (i wielu tatusiów
    pracujących w dzień, vide skrajny przykład mojego kolegi w poprzednim poście)
    takich możliwości.

    pozdrawiam
  • judytak 11.08.04, 12:31
    wojtek.tata napisał:

    > p.s.: i pytanie-przykład: będąc w domu i karmiąć dzidziusia nie miałaś okazji
    > się zdrzemnąć 2 godzinki po zarwanej nocy ?

    nie, nie miałam
    nigdy!
    jakoś moje dzieci w dzień nigdy nie spały więcej w jednym ciągu, niż 40 minut,
    góra 2 razy dziennie, z czego część przy piersi
    jak dziecko położyłam, najpierw coś jadłam, potem kombinowałam coś na obiad,
    albo wkładałam / wyjmowałam pranie, ewentualnie zmywałam, jeśli skończyłam, i
    dziecko jeszcze spało, to nie opłacało się położyć, bo i tak za 5 minut się
    obudzi...

    jedyny "patent na spanie", jaki mi się udawało, to wieczorem - kładłam się
    natychmiast po położeniu dziecka spać, albo nawet kładzenie zostawiając mężowi,
    z którym się umówiłam, że ja śpię do północy, nie wstaję nawet jak się wali i
    pali, on jest "dyżurny", oglądał sobie wtedy telewizor, i w razie
    potrzeby "obsługiwał" dziecko :o)

    a od północy do rana spokojnie się wyspał :o)))

    pozdrawiam
    Judyta
  • tolka3 11.08.04, 13:48
    eeeee tam wielkie hasła. Odnoszę po prostu wrażenie, że się męczysz i tyle.
    Żadnych stereotypów nie bronię, bo nie znoszę stereotypów. Jakie złote jaja
    poza pieniędzmi i działaniami na rzecz sprawnego funkcjonowania domu miałeś na
    myśli? Faktycznie chyba nie zrozumiałam.

    > Czyli co, mam rzucić pracę, poszukać takiej z 8-godzinnym dniem pracy, z
    > pewnością dużo mniej płatnej ?
    Do tego nie namawiam, jeśli lubisz swoją pracę. Zakładam, że jesteś dobry w tym
    co robisz, skoro tyle kasy zarabiasz i pewnie lubisz swoje zajęcie. Zresztą
    takiej, w której będziesz spędzał 8 godz nie znajdziesz smile Chodzi mi tylko o
    to, żebyś trochę wyluzował. Wychodzisz z pracy i koniec. Nie przenoś stresów do
    domu. Zapomnij czasami o tej pracy.

    Ok, przyznaję, że robisz sporo. I chyba już to pisałam (?). Ale naprawdę
    wygląda to tak, jakbyś robił to wszystko z łaską, jakby Cię to wszystko
    strasznie męczyło. To jest niestety minus słowa pisanego.

    Przeczytałam Twój pierwszy post jeszcze raz. Wiesz co mnie razi? To:
    "Po pracy wraca wieczorem, najwcześniej jak może, do domu – ale tylko do
    dzidziusia, tylko w imię miłości do malutkiego dziecka, do jego uśmiechów,
    niewinnych i ufnych spojrzeń ..smile)"

    Coś jest nie tak między Wami. Rzeczywiście nia ma chyba sensu dyskutować na
    temat tego, kto jest bardziej zmęczony, kto ma więcej obowiązków, jakie
    obowiązki... Chyba nie tu należy szukać problemu.

    "Po kilku dniach spokoju mamusia wraca ponownie do wszystkich swoich
    przyzwyczajeń, które draznią tatusia i to nawet mało albo w ogóle związach z
    dzidziusiem."

    Piszesz o swojej żonie tak trochę lekceważąco, nazywasz ją "młodą-mamusią". Nie
    podoba mi się to. To tak jakbyś pisał o żonie syna Twojego kumpla, Jakby to
    była jakaś siksa, która Cię wkurza. Jestem bliska zmiany frontu smile

    Przeczytałam wszystkie Twoje wypowiedzi raz jeszcze. I przyznam, że wciąż nie
    wiem, czego Twoja żona od Ciebie chce, czego oczekuje. I wiesz co? Jestem
    bliska zmiany frontu.

    Widzę to wszystko tak:
    - Ty: tatuś bardzo kochający swe dziecko , ciężko pracujący, rozczarowany żoną.
    - żona: młoda mama, która nie bardzo może odnaleźć się w nowej sytuacji. Świat
    jej się zmienił całkowicie. I niestety odbieram ją trochę jako przyzwyczajoną
    do wygód i biegania koło niej paniusię (mam nadzieję, że tak nie jest i bęziesz
    jej bronił).

    P.S. nigdy nie zdrzemnęłam się nawet godziny, gdy byłam na macierzyńskim. Ale
    polecam drzemki z dzieckiem w weekend w ciągu dnia! Super sprawa smile
  • wojtek.tata 11.08.04, 16:26
    Uważam, że i tak robię bardzo dużo w porównaniu ze statystycznym tatusiem.

    Wychodząc z pracy zapominam o pracy, klienci nie dzwonią do mnie po pracy, bo
    ich tego oduczyłem. W domu jedynie czasami musze popracować w necie.
    Specjalnie często zostaje w pracy jakies pół godzinki dłużej, żeby odpocząć,
    uspokoić się - żeby nie iśc np. wkurzonym do domu.

    Nie robię z łąską - po prostu czasami się buntuję, lub mówię STOp, kiedy już
    się nie wyrabiam, kiedy mi brakuje czasu, żeby coś zrobić również w domu.

    Nie chciałem napisać lekceważąco, co najwyżej złośliwie.

    Wiem, że cos między nami jest nie tak - staram się coś z tym zrobić, ostatnio
    dużo rozmawiamy o tym (ale nie zapominamy o tradycyjnych kłótniach smile).

    Mamusia - tak mi się napisało - jednoczesnie pisze o sobie też tatuś, nie było
    to zamierzone).

    Mamusia jest dużo młodsza od tatusia, ale siksą już nie jest.

    A co do stereotypów panujących, głównie w naszym społeczeństwie, n/t roli, praw
    i obowiązków tatusiów - to już teamt na inną książkę smile.

    Co do twojej wypowiedzi, że nigdy się nie zdrzemnęłaś nawet godzinki - bez
    urazy, nie jest to możliwe znaukowego, fizjologicznego etc. punktu widzenia smile)
  • tolka3 12.08.04, 09:30
    Ojjj, Tato Wojtku, ja się nie zdrzemnęłam ani razu! Za drzemkę uważam krótkie
    spanko w dzień. Noc to inna bajka. Przyznaję, przez pierwsze trzy m-ce wyspałam
    jak nigdy w życiu (od 23:00 do 7:00 bez przerwy, potem karmienie i jeszcze ze
    cztery godziny). Po trzech miesiącach małej się odmieniło i teraz śpię po 6
    godzin z trzema przerwami. Drzemek niet smile No chyba że w weekend.

    "Tradycyjne" kłótnie są chyba w każdym małżeństwie (no w większości
    przynajmniej). Ja do tej większości należę sad Wiesz co, tak sobie teraz
    wszystko przemyślałam i też chyba mogę Ci podziękować za ten wątek. W sumie to
    dał mi dużo do myślenia.

    "Statystyczny tatuś"? hmmmm, od statystyki do stereotypów już niedaleko (bo
    chyba nie na podstawie badań wyciągasz wnioski o tatusiach ogółem, a raczej na
    podstawie Twoich wyobrażeń o tatusiach?). Nie patrz na to w ten sposób (ile
    robię w porównaniu z innymi tatusiami). Bo może wyjść na to, że robisz mniej smile

    Widzę, że buntujesz się przeciwko zmieniającemu się modelowi rodziny. Domyślam
    się, że wolałbyś klasyczny układ: żona zajmuje się domem, mąż utrzymywaniem
    rodziny. Pewnie duża różnica wieku ma w tym swój udział. Niestety żonę masz nie
    klasyczną smile A raczej na szczęście taką właśnie masz.

    Cóż, pozostaje mi tylko, podobnie jak Tobie, czekać tu na jakieś mądre porady.
    Chętnie poczytam, co jeszcze ktoś ma do powiedzenia na ten temat. Szkoda, że
    tatusiowie się tu nie wypowiadają sad Bo jak na razie mamusie w przeważającej
    większości są po stronie żony. Coś w tym jest smile

    Pozdrawiam!
  • wojtek.tata 12.08.04, 11:58
    rodziny, ale nie utożsamiam tego (i nie chę się utożsamiać)
    z "szowinistycznymi" oskarżeniami niektórych mamuś na tym wątku.

    Może poczułam misję reformatorską z korzyścią dla wielu innych ciężko
    tyrających tatusiów (wiem, że są tacy, którzy nic nie robią - ale tak opcja nie
    chodzi mi nawet w snach po głowie) smile.

    A tak ogólnie, uważam, że teraz wpadamy, jako społeczeństwo, z jednej
    skrajności w drugą. Z modelu, gdzie tatuś miał kiedyś wszystko w nosie za
    wyjątkiem przynoszenia pensji co miesiąc i pobawienia się z dzidziusiem, do
    modelu, kiedy mamusia ma wszystkie prawa i do wszystkiego prawa, a tauś nie ma
    żadnych praw, bo przecież to nie on nosił dzidziusia przez 9 miesięcy w
    brzuszku, nie on karmi itp. - ot, taka filozoficzna refleksja na koniec
    postu smile.

    pozdrawiam
  • judytak 12.08.04, 12:48
    to ja mam jako pracownik, jako obywatel, jako klient itp. itd.

    a w domu mam potrzeby, które są ważne dla innych członków rodziny, i mam
    nastawienie, chęć uważania potrzeby innych członków rodziny za ważne

    jakbym musiała swoje życie rodzinne rozpatrywać w kategoriach praw i
    obowiązków, to już wolałabym bez rodziny...

    pozdrawiam
    Judyta
  • kulki 13.02.05, 22:01
    > Co do twojej wypowiedzi, że nigdy się nie zdrzemnęłaś nawet godzinki - bez
    > urazy, nie jest to możliwe znaukowego, fizjologicznego etc. punktu
    widzenia smile)

    To ciekawe smile))
    Sądzę, że większość matek dokonuje tej "niemożliwości" smile

    Szkoda, że nie ma tu wypowiedzi Twojej żony. Chętnie poznałabym zdanie drugiej
    strony. Może taki forumowy pośrednik dobrze by Wam zrobił, skoro sami sie nie
    możecie dogadać.
  • iwles 11.08.04, 11:46
    OOOooooooooooo teraz to przesadziłes, nazywając siebie kurą, która znosi złote
    jajka !!!!
    Tak o sobie myślisz? oj, nieładnie, nieładnie........

    Piszesz, że jedna nieprzemyślana decyzja w pracy może zniweczyć cały miesiąc
    twoich starań.
    A wyobraź sobie, że jedna nieprzemyślana decyzja przy dziecku może oznaczać
    nieodwracalne skutki na całe życie!!

    Chcesz dalej się licytować?

    Piszesz, "czy tatus musi być dyspozycyjny 24 godziny?"
    No popatrz - a każda mamusia musi. I nie może po 12 godzinach cięzkiego,
    wyczerpującego dnia zamknąć drzwi (jak Ty po pracy).....

    I gdzie jest sprawiedliwość?
    Piszesz, że sam sobie robisz pranie, sam dbasz o jedzenie. A o żonę, kto dba?
    Nie mógłbyś czasami i pomyśleć o obiedzie dla niej? O wypraniu i jej ubrań?
    Albo dziecka?

    Nie mógłbyś zamiast robienia awantur podejść do żony, przutulić, pocałować i
    powiedzieć: jesteś bardzo dzieloną Mamusią....... ?
  • wojtek.tata 11.08.04, 12:20
    Czy przez pierwsze miesiące nie spałas w ogóle ?

    Piszesz, o nieprzemyślanej decyzji mamusi, która może duuuużo kosztować itp. -
    to jest właśnie ta kobieca manipulacja zdrowiem dzidziusia, zawsze rzucana w
    momencie jakichś prób targu.

    Co do propozycji robienia prania żonie lub obiadu - mogę oczywiście to zrobić,
    tylko kiedy ? W 25-tej, 26-ej godzinie doby ????


    Stereotypy, stereotypy - nic więcej, może coś konkretnego poproszę ?smile
  • judytak 11.08.04, 12:38
    wojtek.tata napisał:

    > Piszesz, o nieprzemyślanej decyzji mamusi, która może duuuużo kosztować itp. -
    > to jest właśnie ta kobieca manipulacja zdrowiem dzidziusia, zawsze rzucana w
    > momencie jakichś prób targu.

    to nie jest manipulacja, to jest naga prawda...
    i jeśli nie chcesz, żeby z tobą się targowano, to nie zaczynaj tych targów...

    > Co do propozycji robienia prania żonie lub obiadu - mogę oczywiście to
    zrobić,
    > tylko kiedy ? W 25-tej, 26-ej godzinie doby ????

    zrobienie dwóch porcji jedzenia zajmuje zasadniczo tyle samo czasu, co
    zrobienie jednej porcji :o)
    to samo z "nakarmieniem" pralki - bo chyba nie pierzesz, gotujesz i krochmalisz
    swoich koszul ręcznie?
    u mnie w pracy jest facet, który od czasu do czasu oświadcza "dzisiaj moja
    kolej na gotowanie w domu", i zamawia cztery porcje czegoś tam z firmy
    cateringowej (ma dwoje dzieci)
    każdy sobie radzi, jak może...

    pozdrawiam
    Judyta
  • wojtek.tata 11.08.04, 15:19
    judytak napisała:

    > to nie jest manipulacja, to jest naga prawda...
    > i jeśli nie chcesz, żeby z tobą się targowano, to nie zaczynaj tych targów...

    CZYLI BUZIA NA KŁÓDKĘ I ROBIĆ WSZYSTKO, CO W GŁÓWCE MAMUSI SIĘ URODZI ?smile


    > > Co do propozycji robienia prania żonie lub obiadu - mogę oczywiście to
    > zrobić,
    > > tylko kiedy ? W 25-tej, 26-ej godzinie doby ????
    >
    > zrobienie dwóch porcji jedzenia zajmuje zasadniczo tyle samo czasu, co
    > zrobienie jednej porcji :o)
    > to samo z "nakarmieniem" pralki - bo chyba nie pierzesz, gotujesz i
    krochmalisz
    >
    > swoich koszul ręcznie?

    NIE WIEM JAK TY, ALE JA UZYWAM RÓŻNYCH PROGRAMÓW W PRALCE I PIERZE SIĘ RÓZNE
    CIUCHY, A CIUSZKI DZIDZIUSIA NIE PIERZEMY RAZEM ZE SWOIMI smile

    > każdy sobie radzi, jak może...

    O.K. - ALE MOŻE TO ZACZNIE DZIAŁAC KIEDYS W OBYDWIE STRONY ?smile


    MOŻE COŚ NOWEGO, KONKRETNEGO WRESZCIE, POPROSZĘ ?smile

    > pozdrawiam
    > Judyta
  • tolka3 11.08.04, 15:47
    Konkretna porada: pierz razem wink Ja piorę razem smile)) Dzidziusiowi nic nie jest.

    Sorry, ale musiałam to napisać wink
  • tolka3 11.08.04, 15:58
    Wojtku i co? jest tak jak napisałam wyżej? (jeśli nie zauważyłeś, kopiuję
    kawałek):

    Widzę to wszystko tak:
    - Ty: tatuś bardzo kochający swe dziecko , ciężko pracujący, rozczarowany żoną.
    - żona: młoda mama, która nie bardzo może odnaleźć się w nowej sytuacji. Świat
    jej się zmienił całkowicie. I niestety odbieram ją trochę jako przyzwyczajoną
    do wygód i biegania koło niej paniusię (mam nadzieję, że tak nie jest i bęziesz
    jej bronił).

    Jak to jest z Twoją żoną? Ona wcześniej pracowała? Jaki był wcześniej (zanim
    urodziło się dziecko) podział obowiązków?
  • judytak 11.08.04, 16:00
    ja tu z uśmieszkami :o)
    a ty do mnie z krzykiem

    ty z żoną też tak?

    poproszę o konkretne pytania, to i odpowiedzi będą konkretne
    (zdaje mi się, że zupełnie konkretnie, w punktach napisałam w odpowiedzi na
    twój pierwszy post)

    pozdrawiam
    Judyta

    P.S. rzeczy dziecka prałam osobno przez 6 tygodni, przez tyle czasu dziecko
    jest noworodkiem
    J.
  • wojtek.tata 11.08.04, 16:09
    Zapomniałem, że duże litery oznaczają krzyk, aprzynajmniej podniesiony głos,
    chciałem jedynie oddzielić moje wypowiedzi od twoich, żeby kolejna zmęczona
    mamusia miała wygodę, tym razem w czytaniu smile

    Ja zawsze mówię, że nie krzyczę, a mam jedynie doniosły głos - który czasami
    skutkuje...smile

    Tylko się tobie zdawało smile
  • aprze 11.08.04, 16:34
    A może porozmawiaj z zoną, powiedz co Cię złości i niech Ona zrobi to samo. Mi
    na początku było trudno pogodzić dwie role, żony i matki. Z samego początku był
    Bartuś, Bartuś i tylko Bartuś. Dopiero Darek mi powiedział, że kocha Bartusia i
    mnie ale On też chce być kochany.
    Każdy chce być doceniony, nawet tata
    Agnieszka
  • wojtek.tata 12.08.04, 11:49
    Próbujemy,próbujemy - ale na razie idzie to z wielkimi bólami smile
  • iwles 12.08.04, 09:29
    wojtek.tata napisał:

    > Czy przez pierwsze miesiące nie spałas w ogóle ?
    >
    > Piszesz, o nieprzemyślanej decyzji mamusi, która może duuuużo kosztować itp. -
    to jest właśnie ta kobieca manipulacja zdrowiem dzidziusia, zawsze rzucana w
    > momencie jakichś prób targu.


    WYOBRAŹ SOBIE, ŻE PRZEZ PIERWSZE MIESIĄCE NIE SPAŁAM PRAWIE W OGÓLE. Moje
    dziecko wymagało non-stop mojej obecności i piersi. Ja tylko przysypiałam z
    Małym przy cycu. Mój mąż, mimo że też dużo pracował robił mi rano szybciutko
    śniadanko i podawał do łóżka, bo inaczej nie miałabym szans cokolwiek zjeść !!
    Dziecko spało samo w dzień ok. 1,5 godziny a czasami tylko 45 minut. Ile Ty byś
    zdąrzył zrobić w tym czasie? Bo ja musiałam wziąć prysznic, poprać i wyprasować
    dziecięce ciuszki (na nasze dorosłe już mi czasu brakowało), pozmywać,
    pobierznie ogarnąć mieszkanie i... to wszystko, a czsami nawet i tego nie
    zdązyłam.
    A oczy ze zmęczenia same mi się zamykały. Najchętniej rzuciłabym to wszystko i
    położyła się spać.... To było moje marzenie wtedy, jest też jeszcze dziś (po
    prawie 11 miesiącach)...

    wojtek.tata napisał:
    ">Stereotypy, stereotypy - nic więcej, może coś konkretnego poproszę ?smile"

    CHCESZ KONKRETY?
    Proszę bardzo - tylko się nie obraź w swojej męskiej dumie:
    Z Twoich postów JASNO wynika, że nie jesteś człowiekiem, który dąży do
    kompromisu, jesteś raczej facetem, który rozpoczął ten wątek tylko i wyłacznie
    po to, aby inni potwierdzili, że jestes super-mężem, a Twoja zona jest beeeee.

    Uważasz się za kurę, która znosi złote jaja?
    To może troszkę rachunków:
    NIANIA - godzina niani kosztuje 7 zł. Opieka w czasie kiedy jesteś w pracy to
    12 godzin. Ale biorąc pod uwagę, że w nocy też się dzieckiem nie zajmujesz
    należy pomnożyć x 24 godzin = 168 zł x 30 dni w m-cu = 5.040 zł.

    SPRZĄTANIE, zmywanie naczyń, zakupy, pranko dziecięcych ciuszków i wiele, wiele
    innych drobnych prac domowych - DZIENNIE (stawka minimalna pomocy domowej) to
    100 zł. Niech będzie tylko 2 razy w tygodniu x 4 tygodnie = 800 zł.

    5.040 zł + 800 zł = 5.840 zł.

    To jest teoretyczny wkład TWOJEJ żony w prowadzenie domu i zajmowanie się
    dzieckiem.
    STAĆ CIĘ NA NIĄ??
    I KTO TU JEST KURĄ ZNOSZĄCĄ ZŁOTE JAJA ??????????

    Padło tu wiele propozycji próbujących pokazać Ci, co czuje Twoja żona. Ale Ty
    wszystkie traktujesz jak atak na siebie, nie próbujesz nawet zrozumieć i choć
    odrobinę wczuć się w jej sytuację...
    Jeżeli z żoną rozmawiasz w taki sam sposób i używasz tych samych argumentów co
    tu, nie próbując nawet jej wysłuchać - to nic dziwnego, że nie możecie dojść do
    porozumienia...
    Posłuchaj kiedyś w milczeniu, co żona ma ci do powiedzenie i potem w samotności
    przemyśl sobie wszystko.
    Życzę zrozumienia.
    Iwona.


  • wojtek.tata 12.08.04, 11:48
    fryzjerkę, kosmetyczkę, krawcową - co tam jeszcze - bo przecież wszyscy muszą
    być do dyspozycji w domu.

    Bez urazy, nie neguję twoich uzdolnień macierzyńskich, opiekuńczych itp., ale z
    ekonomią i znajomością rynku usług stoisz trochę na bakier smile.

    Każdy post ojca-męża próbującego się zbuntować lub coś zmienić jest traktowany
    przez większość mamuś-żon jako szowinistyczny, chęć do władzy etc.
    Po prostu, jak lwice walczycie, o ten skostniały i przestarzały, stereotyp,
    wzór - według którego mamusia ma prawo do wszystkiego bo ciężko pracuje w domu
    (nie neguję tego, wręcz mogę wykrzyczeć na głos potwierdzenie tego trudu
    mamusi), natomiast tatuś ma tylko same obowiązki.
    Mamusia ma prawo być zmęczona - tatuś nie.
    Mamusia ma prawo paść wieczorem ze zmęczenia - tatuś, w razie potrzeby, musi
    byc sprawny 24 godziny.
    Ja właśnie szukam kompromisu - przeczytaj sobie moje inne posty na tym wątku.
    I nie jest to szowinistyczne podejście - jak tatuś się rozchoruje, to wtedy
    będzie lepiej ? Jak tatuś zacznie chodzić do pracy w brudnych nie prasowanych
    ciuchach (tatus robi to sam - powtarzam to, bo zaraz będzie lament i
    utyskiwanie) to zacznie zarabiać średnią krajową. Zacznie się wtedy wielkie
    oszczędzanie na Wszystkim: na lekach, odżywkach, ciuszkach, pieluszkach etc.

    Jak przestanę być na bieżąco w swoim fachu (minimum 2-3 godziny w nocy co 2-gi
    dzien pracy w internecie) to wypadam z obiegu.

    Jeszcze raz podkreślam - nie zaprzeczam, wręcz potwierdzam ciężką pracę mamuś,
    ale proszę brać pod uwagę minimalne potrzeby zawodowe i zdrowotne tatusia - od
    czasu do czasu obejrzyj sie wokół siebie.
    To jest właśnie zarzynanie kury, i nie chodzi mi jedynie o sprawy finansowe -
    im więcej tatuś robi, tym więcej od niego się żąda, nawet wręcz rzeczy
    niemożliwych - NIE MA KRESU TYCH ŻĄDAŃ ???
    A w sytuacjach skrajnych, kiedy następuje ochłodzenie albo już rzeczywisty
    rozpad związku (ja właśnie staram się twgo uniknąć, nie chcę tego) wtedy
    zaczyna się lament, psioczenie, wieszanie psów na tatusiu itp. - wtedy mamusi
    zostaje 10-15% tego co miała - I GDZIE TUTAJ TWOJA EKONOMIA ??smile - te ostatnie
    słowa to był złośliwy żart.

    pozdrawiam
  • tolka3 12.08.04, 13:50
    Wojtku, sorry, ale ja też mam wrażenie, że wszytskie porady traktujesz jako złe
    z zasady. Z zasady, bo piszą je mamusie. Słuchaj, czego niemożliwego żąda od
    Ciebie Twoja żona?

    > Ja właśnie szukam kompromisu - przeczytaj sobie moje inne posty na tym wątku.
    > I nie jest to szowinistyczne podejście - jak tatuś się rozchoruje, to wtedy
    > będzie lepiej ? Jak tatuś zacznie chodzić do pracy w brudnych nie prasowanych
    > ciuchach (tatus robi to sam - powtarzam to, bo zaraz będzie lament i
    > utyskiwanie) to zacznie zarabiać średnią krajową. Zacznie się wtedy wielkie
    > oszczędzanie na Wszystkim: na lekach, odżywkach, ciuszkach, pieluszkach etc.
    A jak mamusia się rozchoruje? Tatuś wtedy do pracy nie bedzie mógł pójść.
    Będzie się musiał zając i dzidziusiem i żoną.

    > Jak przestanę być na bieżąco w swoim fachu (minimum 2-3 godziny w nocy co 2-
    gi
    > dzien pracy w internecie) to wypadam z obiegu.
    Wiesz co? Trudno. Najwyżej wypadniesz. Toż świat nie kończy się na tej jednej
    jedynej pracy. A kończy się na żonie i dziceku. Skoro jesteś "w obiegu", jesteś
    pewnie dobry, znajdziesz inną (pracę) w razie czego. Inną żonę też pewnie
    znajdziesz, ale przecież tego nie chcesz?

    > Jak tatuś zacznie chodzić do pracy w brudnych nie prasowanych
    > ciuchach (tatus robi to sam - powtarzam to, bo zaraz będzie lament i
    > utyskiwanie) to zacznie zarabiać średnią krajową.
    smile fajne smile)) nie widzę związku przyczynowo skutkowego smile Jak bęziesz chodził w
    brudnych ciuchach to najpierw pewnie spytają, co się dzieje, może ktoś użali
    się nad Tobą, zaprosi na piwo, da kilka dobrych rad (oby to był facet), jak
    dalej będziesz przychodził w brudnych, możesz wylecieć (o to Ci chodziło?). Ale
    w brudnych ciuchach nie znajdziesz pracy (chyba, że fizyczną) nawet za średnią
    krajową. A poważnie: poczułabym się urażona, gdybym zarabiała średnią krajową.

    Ok, nuda, nuda i jeszcze raz nuda. To dokucza Twojej żonie. Piszesz, że
    rozmawiacie teraz więcej. No to przestań rozmawiać i zrób coś, żeby nie było
    jej nudno!

    P.S. Teraz masz chyba trochę mniej pracy co? wink

  • iwles 12.08.04, 13:51
    Nistety - tata-Wojtek.
    Tym postem potwierdziłeś tylko to, co napisałam: z Tobą nie ma dyskusji, po
    prostu Ty już postanowiłeś, jak ma wyglądać dzień mamusi-żony, a jak dzień
    tatusia-męża.

    wojtek.tata napisał:
    "to dolicz jeszcze do tego kucharkę, fryzjerkę, kosmetyczkę, krawcową - co tam
    jeszcze"
    Czy Twoja żona jeszcze i to robi w domu ???????
    Bo ja tylko przez grzeczność nie napisałam jeszcze o kochance smile

    Tata-Wojtek - ja rezygnuję z dalszej rozmowy z Tobą. Bo to nie ma sensu. Jeżeli
    chodzi o skostniałość - to niestety - Ty masz największe ku temu predyspozycje.
    No i tak ciągle mówisz o pochłaniającej Cię pracy - a tak dużo Ciebie tutaj na
    forum. Kiedy masz na to czas ??????
    Żegnaj tato-Wojtku.
    Szczerze mówiąc ja nie zazdroszczę - ja współczuję Twojej żonie....

  • iwles 12.08.04, 13:56
    Acha!
    Jeszcze tylko jedno zdanie...
    Czy twoja żona ma możliwość spotkać się z koleżankami? Spędzić czas inaczej niż
    tylko z dzieckiem lub z Tobą? Poza domem?
  • tolka3 12.08.04, 14:26
    No i o to samo chciałam zapytać smile Czy Twoja żona z kimś się spotyka, ktoś ją
    odwiedza? Bo jeśli nie, to ja już dawno bym zwariowała...
  • tolka3 12.08.04, 14:23
    iwles smile
    > No i tak ciągle mówisz o pochłaniającej Cię pracy - a tak dużo Ciebie tutaj
    na
    > forum. Kiedy masz na to czas ??????

    Właśnie dlatego napisałam, że teraz tatuś ma chyba troszkę mniej pracy. Bo
    czasu na dyskusje na forum sporo smile
  • wojtek.tata 12.08.04, 17:14
    do Iwles: " a u was murzynów biją" smile
  • tolka3 16.08.04, 09:31
    to ja powtórzę po Iwles:

    "Żegnaj tato-Wojtku."

    P.S. Chciałbyś, żeby się nad Tobą użalać. Biedny tatuś, tyle robi, męczy się,
    żona go nie docenia... Idź do psychologa/psychoanalityka/czy kogo tam chcesz,
    zaznacz na wstępie, że chcesz po prostu poużalać się nad sobą, niech broń Boże
    nie daje Ci rad, czy komentuje nie po Twojej myśli (za kasę na pewno ktoś to
    zrobi)i wszystko będzie ok. Bo tutaj rysujesz coraz gorszy obraz siebie.
  • wojtek.tata 12.08.04, 17:08
    i vice versa - z Tobą też nie ma dyskusji, ty już też ustawiłaś cały dzień-dobę
    swojemu mężowi-tatusiowi.
    Nie przeczę, że jestem również uparty tak jak ty - ale u ciebie to sie chyba
    przerodziło w zacietrzewienie i postawę rszczeniową wobec facetów-tatusiów.

    Tylko, że po drodze zgubiłas jedno (bez urazy) - logikę swoich wypowiedzi, np.:
    - piszę, że są dni (doby) kiedy nie mam nawet chwilki wolnej poza 4-5 godzinnym
    snem -> ty odpisujesz, że mam znaleść czas wolny, żeby zająć się żoną, domem;
    - ja piszę, że staram się szukać kompromisu, rozmawiać częściej żoną ->ty mi
    odpisujesz, że się w ogóle nie intersuję żoną;
    - napisałem nie raz, prawie wykrzyczałem, że zgadzam się z cięzką pracą żony w
    domu z dzidziusiem, ale nie tylko doba mamusi-żony ma tylko 24 godziny - a ty
    swoje, tak w kółko macieju, że powinienem sprzątać, czuwać na zmianę nad
    dzidziusiem w nocy i rano zrywać się nieprzytomny do pracy;
    - znajduję kilka razy w ciągu dnia 10-15 minut, żeby sobie poczytać to forum ->
    a ty, że "u was murzynów biją"; czyli mam frunąć na skrzydłach do domu i zaraz
    tak samo wracać do pracy -LOGIKA, LOGIKA SIE KŁANIA TOBIE W PAS !smile

    I tak dalej, i tym podobne.

    Ja próbuję coś zmienić w swoim działaniu i postępowaniu, a ty powielasz w
    każdym nowym poście "swój" stereotyp tatusia: ma być, ma zrobić, ma zarobić i
    nie zarobiĆ się.

    Też szczerze żegnam - przekaż podobne wyrazy współczucia mężowi smile
  • iwles 12.08.04, 20:49
  • wojtek.tata 13.08.04, 15:17
    myślałam" - co, nerwy puszczają ?smile
  • iwles 16.08.04, 13:05
  • setia 11.08.04, 17:14
    No, no, taki szowinistyczny tytuł wątku i taka długa dyskusja…
    Tolka słusznie zauważyła, że mamusia była przyzwyczajona do wygód, ale tatuś
    chyba też. Nie jest łatwo się odnaleźć w nowej sytuacji, oj nie.
  • bbbbb2 11.08.04, 21:13
    Wojtku, dzięki za ten wątek, zaczęłam się zastanawiac nad swoim
    zachowaniem...smile))
    --
    Michał z mamusiąsmile
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=14207259
  • judytak 12.08.04, 12:38
    moje rady:

    1. oboje z żoną musicie zrozumieć, że żona nie dlatego się czuje zmęczona, bo
    ma za dużo obowiązków, tylko dlatego, że ma zbyt jednostajne, nużące, nie
    dające poczucia sukcesów ani wyzwań życie
    (pomyśl o tym, co się robi z pracownikiem, który jest zmęczony monotonną pracą -
    "wzbogaca" mu się tę pracę innymi elementami, czyni się bardziej urozmaiconą,
    odpowiedzialną, "trudniejszą", a nie odejmuje się mu obowiązków, żeby miał
    jeszcze bardziej nudnie!)

    2. twoja żona musi sama ze sobą ustalić, co by jej pomogło, co by oznaczało, że
    jest weselsza, ma więcej chęci, siły ("motywacji") do wszystkiego, a ty musisz
    jej uwierzyć, że właśnie tego potrzebuje, nawet jeśli ci się to wydaje
    strasznie głupie

    3. ty staraj się to jej zapewnić, a ona niech się stara, skoro już swoje
    przyjemności (potrzeby) ma, zwracać uwagę na twoje przyjemności (potrzeby) -
    ale nie targuj się, nie negocjuj, nie obliczaj, że "za to tyle", daj i proś,
    efekty nie do porównania!

    4. jak jesteś zmęczony, to odpocznij
    jeśli jest niesprzątnięte, niepoprane, niepoprasowane, a jesteś zmęczony - to
    też odpocznij! jak jest niesprzątnięte, niepoprane, nieporasowane, a żona jest
    zmęczona, to niech też odpocznie...
    (taki patent: połóż się na podłodze, połóż dziecko obok, albo na sobie, możesz
    słuchać muzyki lub zasypiać trochę, dziecku dasz rękę, poturlasz piłkę itp.
    itd.)

    5. jak jest niesprzątnięte, niepoprane, niepoprasowane, a macie ochotę
    porozmawiać, pójść na spcer, albo cokolwiek innego, to nie bądź "porządny", nie
    mów, że "na takie przyjemności jest czas dopiero po zmywaniu", tylko wyluzuj,
    powiedz "to zrobimy sobie dzisiaj dzień dziecka" i zostaw zmywanie w cholerę...
    bo inaczej żona ci powie, ze jesteś starym dziadkiem, który nie wie, na czym
    życie polega... (ja swojemu mężowi czasami tak mówię ;o))

    podsumowując: nie w tym rzecz, że robisz za mało, tylko w tym, że robisz pewnie
    nie tego, co ona by od ciebie chciała
    i to, że wcale nie mówi o innych rzeczach, tylko ciągle by dokładała do
    sprzątania, nie znaczy wcale, że nie mam racji - może to, co naprawdę by
    chciała, wydaje jej się tak głupie i niestosowne, że sama się wstydzi o tym
    mówić ;o) mówię tak, bo sama to znam... może do rozmowy daj jej trochę
    szampana, mało alkoholu zawiera, a szybko do głowy uderza ;o)
    (mówię poważnie!!!)

    pozdrawiam
    Judyta
  • aprze 12.08.04, 15:06
    Wydaje mi się, że rady judytak są bardzo dobre
    pozdrawiam
    Agnieszka
  • wojtek.tata 12.08.04, 17:12
    Próbuję, przynajmniej niektórych z twoich porad - ale obecnie nie jest to
    teraz, po takim nawarstwieniu niesnasek, kłótni itp. łatwe.

    Pozdrawiam smile
  • judytak 13.08.04, 09:07
    nic w życiu nie jest łatwe ;o)

    dalej się kłócić, potem się rozwodzić też do łatwych rzeczy nie należy...

    idzie weekend, najlepszy czas, żeby coś zrobić :o)

    pozdrawiam
    Judyta
  • wojtek.tata 13.08.04, 15:17
    brrrrrrrr - miłego weekendu smile
  • aprze 14.08.04, 13:53
    Bardzo ważne jest to , że się starasz i mam nadzieje, ze dojdziecie do kompromisu
    Agnieszka
  • kasia64 12.08.04, 14:27
    drogi tatusiu! kiedyś było u nas tak;
    Syn lat 5 córunia 6m mąż codziennie 16,10 w domu - pomagał chodził na
    spacery,uczył jeźdżic na rowerku,kąpał-jednym słowem pełna demokracja .2-ga
    stona medalu- małzeństwo młode na dorobku z samodzielnym mieszkaniem jedna
    pensja-niewielka -brak jakiejkolwiek pomocy finansowej - nie zapłacone rachunki-
    bynajniej nie przez zapomnienie-pisma ze spółdzielni!!!itp.mieszkanie do
    remontu.to był rok 1988r.

    dziś jest tak 2004
    syn 21 lat córcia 16,5 i jeszcze jeden synek 6m-cy.tatuś w domu 2x
    wtygodniu+weekend -często nie cały bo od soboty wieczór.syn w wakacje pracuje z
    tatusiem- zarabia na czesne -studiuje zaocznie.Córa po gimnazjum też kosztuje.
    Radzę sobie sama.Nawet jak tatuś w domu to dopieszcza synka, nie
    odkurza.Wszystko na głowie mamusi- rachunki płaci z radością- wreszcie ma z
    czego- mieszkanko po remoncie, prywatny pediatra ( mamusia sama jeźdźi lub woła
    do domu.Gdy tatusia nie ma w domu obiady załatwi bar obok- gdy przyjeżdza to
    gotuję w końcu coś domowego musi zjeść.Jestem zadowolona i szczęsliwa - że mogę
    być pełnoetetową mamą- nie muszę pracować.

    Możę twoja żona wolałaby moją sytuację z przed lat- pracę za 800 zł chyba
    znajdziesz.

    PS. w 1988 roku słów pampers i gerber nie było w języku polskim.
  • gumitex 18.08.04, 11:14
    Nie wiem, czy ktoś o tym pisał, bo nie mam czas czytać wszystkich postów, ale
    jeśli w miarę dobrze zarabiasz, to może trzeba pomyśleć o znalezieniu kogoś do
    sprzątania i prasowania na kilka godzin w tygodniu. To pozwoli Wam częściowo
    zrezygnować z licytacji kto jest bardziej zmęczony i może będziecie mieli
    więcej czasu by porozmawiać.

    Myślę, że gdy żona trochę okrzepnie i przywyknie do roli matki, będzie bardziej
    Cię wspierać. Ja po 6 pierwszych tygodniach bezustannego zajmowania się
    dzieckiem uważałam wycieczkę do supermarketu za super atrakcję (normalnie nie
    cierpię sklepów). Jeśli ktoś (Wasi rodzice, sąsiadka, niania) mogą zostać z
    dzieckiem na chociaż 1 godzinę, Twoja żona będzie mogła chwilę oderwać się i
    zająć czymś innym.
  • balaganiarz1 18.08.04, 11:30
    Wydaje mi się, że głównym problemem mającym wpływ na waszą sytuację ma
    niezgodność charakterów, różnice w Waszej mentalności, które ze zdwojoną siłą
    dały o sobie znać przy pierwszej możliwej okazji, czyli pojawieniu się dziecka.
    Sama mam męża, który doprowadza mnie do łez, gdy przychodzi z pracy i
    zamiast zasiąść przed telewizorem, przytulić mnie, pogadać, zaczyna myć
    naczynia, ostentacyjnie robić wszystko, co jego zdaniem powinnam była zrobić, a
    czego nie zrobiłam, gdy jego nie było, karząc mnie milczeniem. Jest porządny,
    pedantyczny, poukładany i zaplanowany, podczas gdy moja rzeczywistość w postaci
    4 mies. dziecka nagina wszelkie plany, z resztą wolę spędzić czas na zabawie z
    synem, niż na zmywaniu garów, ale robię to i inne prace, bo wiem, że będę
    ukarana milczeniem, jego złym humorem.
    Ty, Wojtku masz taką nad nim przewagę, że chociaż komunikujesz żonie o tym, jak
    niezadowolony jesteś, dając jej tym samym szansę wytłumaczenia się, powiedzenia,
    jak ona to widzi, szansę na zażegnanie konfliktu. U mnie konfliktu nie ma.
    Jakby nie było.
    Ale jest.
    Wisi w powietrzu i zatruwa atmosferę.
    Dogadajcie się. Razem. Oboje.
  • marticca 26.10.04, 14:40
    eeech ... co za świat. Przeczytałam pobieżnie dzis ten wątek. Tato Wojtku ,
    (tez mam męża Wojtka apropos), który sposobem bycia, postępowania jest bardzo
    podobny do Ciebie. Zawsze poukładany, pedantyczny, "odprasowany", wiecznie
    zapracowany w pracy i w domu.Wiecznie w kółko i na okrągło sprząta -
    szczególnie w weekendy - to jest jakaś obsesja z jego strony. Kiedy ja mam
    ochote pojechac gdzieś, np. jakis mały wypad w plener lub odwiedziny u
    znajomych. On na pierwszym planie stawia sprzatanie. Nie narzekam na brak
    pomocy z Jego strony. Ale czasem uważam , że przesadza z ta swoja
    pedantycznościa . Wypomina mi , że on wszystko musi robic za mnie, zmywanie,
    prasowanie, sprzatanie itp. no i dodam do tego ze jeszcze JEGO PRACA - moja
    się nie liczy. Ja skolei jestem troche roztargnioną, nie przywiązujacą wielkiej
    wagi do porządku mamą. Również pracuję zawodowo(od prawie roku). Ale czuje sie
    uwiązana, czuje, że gnuśniejemy obydwoje. Nie mamy dla siebie czasu, bo albo
    praca albo sprzatanie to nr 1 w naszym życiu. Strasznie mi nie odpowiada taki
    model życia. I te Jego wieczne pretensje, ze ja nic nie robie. Dodam ,ze
    dzieckiem w tyg. zajmuje sie teściowa. Wiem,ze mąż został zupełnie inaczej niż
    ja wychowany. Od małego wpajano mu do głowy porządek., porządek i jeszcze raz
    porządek. U was , w waszym zwiazku jest może troche inaczej, dziecko macie
    młodsze, Twoja żona na razie nie pracuje. Ale podejrzewam ,że gdyby zaczęła
    pracę sytuacja mogłaby sie zmienić. Kobieta zamknieta w 4-ch scianach zupełnie
    inaczej odbiera świat. Jest sama z dzieckiem 24 godz na dobe baczy nań,
    oczywiście z jakimiś przerywnikami podczas których dzieckiem zajmujesz sie Ty.
    Nie zawsze jest czas na sprzątanie, jej moze to nie przeszkadzać - mam na myśli
    bałagan, skolei tobie odprasowanemu pod garniturem facetowi, przychodzącemu z
    nie byle jakiej pracy , gdzie wszystko ma poukładane mały nieład w domu moze
    sie wydac conajmniej burdelem. Przepraszam za wyrazenie. Uważam , że duzo
    robisz dla domu, ale czasem wyluzuj sprzatanie nie ucieknie. Ps a moża pomoc
    domowa raz lub dwa e tyg, nie byłaby taka zła. Musze kończyc , troche sie
    rozpisałam. mam zamiar tu jeszcze zajrzeć. Pozdrawiam
  • felietonista 18.08.04, 11:56
    Zbierając wszystko do kupy:

    wojtek.tata napisał:

    np. tatuś urywając się z pracy na wspólną wizytę u pediatry zawsze czekał,
    > zawsze się spóźnialiśmy lub przyjeżdżaliśmy na ostatnią chwilę – fakt, te
    > raz
    > jest już dobrze, ale zostało to okupione straszną wojną;


    Tatuś chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że plany mamusi co do zaplanowanej
    godziny warte są czasem tyle co kot napłakał. Miesięczne dziecko potrafi tak
    zweryfikować takie plany (np. kupa, kolka, ulanie zbuzi - w konsekwencji
    przebieranie dzidzi do golaska itp.), że można rzeczywiście stać się
    niepunktualnym.

    wojtek.tata napisał:

    - to, że nie widać umytych naczyń, przewalających się pieluch i innego bałaganu
    >
    > w domu (jest sprzątane na bieżąco) – zostało też okupione zawsze najpierw
    >
    > bezskutecznymi prośbami, tłumaczeniami, a potem dopiero skutecznymi
    kłótniami,
    > awanturami, wykrzyczeniem wszystkiego, nawet przy użyciu kiepskiego
    słownictwa
    > przez tatusia sad;


    - tatuś widzi, że wszystko można w sumie „załatwić” z mamusią, ale
    > wszystko
    > idzie jak po sznurku: prośba, tłumaczenie, awantura, ciche dni ..., i od nowa
    z
    >
    > nowym tematem ?


    A może tatuś po prostu jest zbyt amblitny i za wszelką cenę pragnie wychować
    sobie żonę ponad jej, nadszarpnięte całkiem niedawno, siły. Niech tatuś jeszcze
    raz to przeczyta i spojrzy na to z boku - czy trzeba się naprawdę awanturować?
    A co się stanie, jeśli szklanki nie będą umyte na bieżąco i jeśli ubrania po
    praniu również nie znikną natychmiast w szafie? Zapewniam tatusia, że nawet na
    drugi dzień jedno i drugie śmierdzieć nie zacznie.

    A może rzeczywiście problem polega na tym, że

    - tatuś jest w dużym stopniu perfekcjonistą i pedantyczny

    Może to jednak przesada w obecnej sytuacji życiowej, może należałoby
    zweryfikować dotychczasowe przyzwyczajenia? W końcu ta sytuacja jest zupełnie
    nowa i zapewniam tatusia, że przejściowa.


    wojtek.tata napisał:

    >>
    > zarwana noc przez tatusia powoduje
    > zawsze spore problemy w pracy.

    ... w której tatuś przesiaduje cały dzień, wraca wieczorem zmęczony i musi
    wypocząć, bo jutro może mieć problemy w pacy. A gdzie tu miejsce na rodzinę i
    czas na to, żeby być takim idealnym - zaczynam mieć coraz większe
    wątpliwości...smile


    W pierwszych tygodniach mamusia nie była jednak
    > całkowicie sama: miała pomoc ze strony rodziny

    ... ale nic o pomocy tatusia nie widzę, a to dla mamusi jest ważniejsze od
    pomocy rodziny

    >
    > Coś za coś, tatuś nie mógł wziąść urlopu,

    ...może gdyby tatuś chciał to by mógł (skoro może się wyrywać w każdej
    potrzebie na zakupy i do lekarza, znaczy, że ma coś do powiedzenia w kwestii
    organizacji swojej pracy)


    >
    > A tak na koniec: najsmutniejsze jest to, że tatuś juz przestaje prosić albo
    się
    >
    > kłócić, krzyczeć, mamusia i tatuś bardzo od siebie się już oddalili,
    rozmawiają
    >
    > i śmieją się tylko przy dzidziusiu, albo w sprawach związanych z dzidziusiem
    i
    > innymi sprawami ogólnorodzinnymi.
    >
    > Tatuś i mamusia stają się "nowoczesnym małżeństwem" ...
    >

    bzdura - to tatuś ma wypaczone pojęcie nowoczesnego małżeństwa i przez swój
    perfekcjonizm i pedantyzm zapomina o zdrowym rozsądku

    wojtek.tata napisał:

    > sprzątając, hałasując w innym pokoju, mamusia ma oczka i uszy
    >
    > wszędzie ?
    > - jeżeli raz uniknie sie niebezpiecznej sytuacji to moim skromnym zdaniem,
    > unika się takich sytuacji w przyszłości, szczególnie mamusia powinna to
    > zrozumieć.
    >

    Czy w tym momencie sobie nie przeczysz? To jak ma być posprzątane, skoro
    sprzątając, hałasując w innym pokoju, mamusia ma oczka i uszy
    >
    > wszędzie ?

    Nie sprząta - źle, posprząta - w nbiewłaściwy sposób.

    Coraz bardziej mi niedobrze. Może właśnie o to chodzi. Ma sprzątać kiedy
    dzidzia śpi? - Będą to najwyżej 2 godziny dziennie (bo jedno spanie zazwyczaj
    spędza się na spacerku). Spróbuj w takim czasie posprzątać, pójść do łazienki i
    pijąc herbatę chwilkę odsapnąć. Sama też musi coś zjeść skoro karmi - musi to
    też, choćby nawet tylko sobie, ale jakoś przygotować.

    > Co do reszty do cały czas staram się iść na kompromis, doceniać ciężką
    harówkę
    > żony-mamusi, ale zazwyczaj skutkuje to na zasadzie:"daj palec, a stracisz
    całą
    > rękę" smile

    Wyluzuj - co jeszcze może być tą ręką? Co by nie było, ma prawo czegoś od
    Ciebie chcieć, bo cały dzień Cię nie widuje i potrzebuje wsparcia. A dla Ciebie
    najważniejsza jest praca i życie na poziomie wyższym od przeciętnego. Sorry -
    ale w ten sposób rodzinka może długo nie przetrwać.
    U mnie w pracy ludzie pracują właśnie tak jak Ty. Jeden z kolegów ma 10
    miesięcznego synka. Nie wyobrażam sobie go jako ojca. Gdy słyszę jak rozmawia z
    żoną, bez przerwy powtarza (coś jakby Ty) "uważaj na siebie Anula". Myślisz, że
    tym nadrabia swoją troskę? Dla mnie to śmieszne - jeśli jesteś jakimś cenionym
    fachowcem to zastanów się, czy Twoja praca nie może wyglądać inaczej - może
    nawet mógłbyś zmienić ją na inną - fachowcy mają zawsze większe szanse.

    Reasumując - tatuś wciąż usrawiedliwia siebie. Może to tylko chęć potwierdzenia
    swoich racji? Jak widać wiele wskazuje o ich braku.
  • pesteczka5 09.09.04, 05:18
    Oooo! Ciekawa dyskusja mnie ominęła!

    Tato Wojtka! A może, skoro krzyki oraz jasno a precyzyjnie wykładane dyrektywy
    nie skutkują, spróbować tak:

    -żono kochana, wspaniale wychowujesz naszego synka. Jest taki uśmiechnięty i
    pogodny, to głównie Twoja zasługa. Spóźniła się? Nie szkodzi. Jest już, pięknie
    wygląda. Można jej szepnąć - wyglądasz jak poranek. Wygląda źle? Pocałować ją w
    te niewyspane oczy i zaproponować, żeby skoczyła gdzieś sama/wyspała
    się/herbaty jej zrobić. Bajzelek w domu? Miałaś ciężki dzień, mały szalał (tu
    uśmiech) otwórzmy sobie wino i obejrzyjmy TVsmile)
    Zamiast ją ustawiać, powiedz jej, kiedy myje juniorowi pupę - tak się za tobą
    stęskniłem, i pocałuj ją za uchem.
    Przytul ją cztery razy dziennie.
    Kiedy wydaje Ci się, że jest taka niezorganizowana, niefrasobliwa,
    nieuśmiechnięta - powiedz jej miękko - Tak cię kocham.
    Powiedz jej - mam nadzieję, że dzidziuś pożyczy mi cię na nocsmile
    Powiedz jej - kocham cię, jak ci łyżka spadnie ( i jak jajko roztłukujesz
    ładnie, jak szeptał jeden Konstanty swojej Natalii)
    Powiedz jej - to, co robisz warte jest premii i daj jej bukiet liści, jeśli
    przechodzisz przez park od parkingu (albo przejdź koło kwiaciarni)

    Pewnie Cię zemdliło, wiem. Wiem, ze ona ma dużo wad, a Ty masz dużo racji. Że
    masz odpowiedzialną pracę, potrzebujesz zainteresowania i odpoczynku, wiem.
    Ale - spróbuj zrealizować dosłownie to, co napisałam, nawet, gdyby z trudem Ci
    przyszło wygłaszać te frazy i choćbyś miał odruch wymiotny pokonując swoją
    niechęć, urazę i żal do niej.

    Ale ręczę za efekt.

    P.S. A wtedy naczynia będą zmywać się samesmile))


  • pesteczka5 09.09.04, 05:26
    I wiesz co, jak cię czytam, to cię widzę takiego spiętego, naszpanowanego,
    sfrustrowanego... poukładanego-i-nie-ruszaj-mi-tu-bo-ja-wszystko-wiem-
    najlepiej!... a jesteś całkiem fajny, odpowiedzialny i męski facet...
    Myślę, że wymagasz takiego... rozmasowania, żeby trochę puściłosmile

    Myślę, że byliby z ciebie ludzie... ale ja cię widzę syntetycznie, z boku, nie
    mam depresji poprodowej (już), męża pedanta i punktów karnych za bałagansmile


  • milarka 09.09.04, 11:06
    ale się rozmarzyłam ...
    chyba wyślę linka mojemu mężowi do Twojej wypowiedzi..

  • milarka 09.09.04, 11:18
    albo jeszcze lepiej:

    pesteczko, zostań moim mężem smile))))))

    A tak w ogóle to co porabiasz o tak wczesnej porze na forum?? Już nie śpisz,
    czy jeszcze nie śpisz?

  • pesteczka5 09.09.04, 19:02
    Też chciałabym takiegosmile))))

    Co robię o tej porze? Ano referat przygotowywamsad(
    A czasem, jak mnie dzieci n-ty raz obudzą, to sobie siadam z herbatką i
    celebruję swój spokój święty... czytam książkę albo forumsmile Popatrzę na
    dzieci, na wschód słońca... męża obudzę do pracy. I jużsmile
  • walker22 10.09.04, 14:54
    hej pesteczko...przy innym poście napisałaś, że to niemożliwe, że mam takiego
    idealnego męża, że trzeba to nagrywać... hmm... mój się tak zachowuje jak
    piszesz tutaj, a ja często nie potrafię tego docenić... tylko pamiętam kiedy
    się tak nie zachował, kiedy czegoś nie zrobił... rozpieszczona? może... a może
    mam już wyższe wymagania w stosunku do niego? może już mi nie starcza to co
    jeszcze niedawno zachwycało? cały czas trzeba się uczyć czegoś nowego,
    poprzeczka się podnosi... ale czy to dobrze? sama nie wiem...
  • milarka 13.09.04, 09:35
    tak to już jest, że szybko przyzwyczajamy się do wygód. Ale chyba to nie jest
    dobrze, więc ja Ci mówię - ceń sobie tego swojego mężulka, bo rzadki z niego
    okaz.
    Uściskaj go mocno i ucałuj od wszystkich zazdroszczących Ci emamuś wink
  • anitatab 01.10.04, 11:58
    wiecie tak czytam juz od godziny te wszystkie posty.....i nie moge tego pojac.
    rozpisywac sie nie bede. powiem wam krotka jak to u nas wyglada.
    mieszkamy baaaardzo daleko od babc, ciotek i innych osob ktore by mogly nam
    bezinteresownie pomoc. nasz maluch ma obecnie 7 miesiecy. wrocilam do pracy jak
    mial nie cale 4.zycie uplywa nam w niesamowitym tempie. ale co najwazniejsze.
    nigdy nie mielismy pratensji do siebie, w domu jest zawsze posprzatane
    (opiekunka tylko i wylacznie zajmuje sie dzieckiem), obiad tez codziennie. na
    wszystko mamy czas. ja chodze 2 razy w tyg na angielski popoludniami a maz raz
    w tygodniu na siatkowke.od poczatku spimy razem z dzieckiem w jednym
    pokoju,wstajemy na zmiane. czujemy sie fantastycznie jako 3-osobowa
    rodzinka.mam po prostu wyjatkowego meza chyba. dodam ze on rowniez ma bardzo
    odpowiedzialna prace i tez dobrze by bylo gdyby byl wyspany......
  • mamadwojga 26.09.04, 09:44
    Ja dopiero teraz przeczytałam ten post i postanowiłam wtrącić swoje trzy grosze.
    Jestem mamą dwójki dzieci, nie pracuję. Siedzę z młodszym w domu, kończę studia
    zaoczne i czekam z utęsknieniem żeby się wyrwać z domu i pójść do pracy.
    Mój synek ma 15 miesięcy i jest baaaardzo absorbującym młodym człowiekiem.
    Wobec tego cały dzień muszę go mieć na oku. To jest naprawdę WYCZERPUJĄCE.
    Często nie mam siły i ochoty żeby posprzątać. Często na obiad są pierogi z
    supermarketu lub sos z torebki, pranie wisi na sznurkach aż w końcu każdy sobie
    weźmie co jego i sznurki się opróżnią, nic nie prasuję (na szczęście mąż nie
    musi pod krawatem do pracy), zmywa zmywarka. W domu zawsze jest lekki nieład.
    Mąż nie pomaga w niczym. Właściwie jedyna "niemęska" rzecz jaką robi to
    samodzielne śniadania i kolacje. Weekendy mąż spedza na spaniu - co drugie
    weekendy bo ja studiuję zaocznie. By zmienił żarówkę muszę mu słać maile i
    smsy. Pracuje ciężko, w dużym stresie psychicznym. Zarabia na tyle dobrze że
    nie muszę podejmować pracy. Remont ubikacji którego się podjął trwa (UWAGA!!!)
    od zeszłego października. Zrobił dużo ale ciągle w domu leżą porozrzucane kafle
    i inne rzeczy.
    ALE
    żyjemy sobie spokojnie bardzo się kochając, NIGDY się nie kłócimy. Ponieważ
    każdy ma swoje sprawki na sumieniu nie wytaczamy pretensji względem partnera.
    Nigdzie się nie spóźniamy. Do lekarza chodzę sama z dziećmi bo mam blisko.
    Nawet do dentysty chodzę z moją dwójką. Córka pilnuje brata a ja siedzę na
    fotelu. Mąż dzieci nie kąpie, nie przewija. Jedyny czas jaki spędza z nimi to
    czas kiedy ja jadę na zajęcia. Dwa dni w tygodniu co dwa tygodnie. Te cztery
    marne dni w miesiącu sam na sam z dwójką dały mężowi przedsmak tego co ja
    przechodzę co dzień. Kiedy on jest z dziećmi to nie potrafi nawet się zebrać
    żeby ziemniaki obrać. Efekt jest taki że w dni studiów chodzimy do baru.
    Moja rada dla wszystkich jest taka : wrzućcie na luz.
    --
    █ █ █ █ █ █ █ █ █ █
    Moje dziatki na fotkach smile czyli
    MAKS i BUTY
  • katse 28.09.04, 10:49

    mamo dwojga

    Twoje postepowanie jest dokladnie takie jak moje.
    uda sie sprzatnac - super, nie uda..trudno
    jest obiad to wcinamy, nie ma jemy kanapki...
    no teraz sie staram bo moje dziecie zaczyna jesc drugie danka.

    wyluzowac

    ale czsem zdarza nam sie...

    ale to raczej dlatego ze ja np. pragne kwiatka, a o kwiatki zawsze musialam
    walczyc awanturasmile))

  • tolka3 29.09.04, 15:57
    mamodwojga, super! bardzo fajna rada, naprawdę!

    P.S. a pierogi ze sklepu mają u mnie stałe miejsce w zamrażalce smile i pyzy też wink

    Pozdrawiam smile
  • wierzba_b 02.10.04, 00:23
    Tato Wojtku.
    Z twoich postów wyłania się taki oto obraz: oboje pod koniec dnia padacie na
    pyski, jesteście rozdrażnieni i zmęczeni. Czujecie się przytłoczeni górą
    obowiązków. Nie macie czasu dla siebie nawzajem, gdzieś zgubiliście relację mąż-
    żona, jesteście wyłącznie mamusią i tatusiem. Każde z was potrzebuje od tego
    drugiego zauważenia, docenienia swoich wysiłków, wsparcia psychicznego. I
    równocześnie żadne z was nie jest w stanie dać tego wsparcia drugiemu - bo samo
    czuje się wyczerpane. Jeśli drugie zażąda/poprosi o wsparcie - nie wprost,
    mówiąc np. "przytul mnie i powiedz, że jestem dzielny/dzielna" (btw dlaczego
    większość ludzi nie umie takich potrzeb wyrażać wprost?) - tylko okrężnie,
    prosząc o pomoc w jakiejś pracy - czujecie się wykorzystywani i urażeni. No bo
    jak to, to ja tu sobie prawie żyły wypruwam, a mam zrobić jeszcze więcej? I tak
    się nakręca spirala wzajemnych pretensji. Każde czuje się pokrzywdzone i
    wykorzystywane.
    Wniosek jest jeden: macie za dużo do zrobienia, a za mało czasu i sił.
    Rozwiązaniem nie jest szukanie optymalnego rozdziału obowiązków, bo jak byście
    nie rozdzielili, i tak będziecie padać na pyski. Trzeba albo zmniejszyć ilość
    obowiązków (czyli niektóre sprawy olać, np. porządek w domu czy codzienne
    prasowanie), albo zwiększyć siły, czyli zatrudnić pomoc domową. Piszesz, że
    sytuację finansową macie niezłą. No to nad czym się zastanawiać? Jeśli nie
    chcecie powierzać dziecka opiekunce, to niech to będzie gosposia, która
    posprząta, upierze, uprasuje etc. Wam obojgu będzie lżej.
    Musicie mieć czas dla siebie. Nie da się funkcjonować, będąc dyspozycyjnym 24 h
    na dobę. I dotyczy to zarówno Ciebie, jak i żony, bo od pół roku oboje tak
    funkcjonujecie. Efekty widać. Przynajmniej raz w tygodniu zorganizujcie kogoś
    do opieki nad dzieckiem, choćby na dwie godziny, i wyjdźcie z domu. Do
    przyjaciół, do kina, muzeum, dokądkolwiek. Zwłaszcza Twojej żonie jest to
    potrzebne, bo ona od pół roku nie rozstaje sie z dzieckiem ani na chwilę i
    bardzo mało wychodzi z domu. Albo przeciwnie: zawieźcie dziecko do babci czy
    opiekunki, a sami w tym czasie odpocznijcie w domu. Uwaga: odpocznijcie, a nie
    odwalajcie roboty domowe! Bądźcie tylko dla siebie.
    I przede wszystkim: mówcie sobie nawzajem, czego potrzebujecie. I pytajcie się
    nawzajem o to. I, oczywiście, starajcie się w miarę możności te potrzeby
    zaspokajać, a zawsze podchodzić do nich z szacunkiem i uwagą. Jakiekolwiek by
    były. Polecam lekturę książki "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak
    słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" Adele Faber i Elaine Mazlish. To praktyczny
    poradnik z konkretymi metodami komunikacji, które nadają się nie tylko dla
    relacji rodzice-dzieci, ale dla dorosłych też.
    Jeszcze jedno mi się nasunęło: z twoich postów widać, że masz silną potrzebę
    kontrolowania rzeczywistości wokół siebie. Że potrzebujesz, aby pewne rzeczy
    nie tylko były zrobione, ale by były zrobione dokładnie tak, jak uważasz za
    słuszne. Musisz czuć, że masz wszystko pod kontrolą. To jest na dłuższą metę
    cholernie męczące, czuć się za wszystko odpowiedzialnym. Wiem, że dobre rady
    typu "wrzuć na luz" niewiele dają, ale spróbuj jednego: jeśli umówiliście się,
    że jakiś obowiązek należy do Twojej żony, to ty się do tego nie dotykaj. Jeśli
    będziesz kontrolował ją i narzucał sposób wykonania danej roboty, to ona nie
    poczuje się za ten kawałek rzeczywistości odpowiedzialna. Będzie się przy Tobie
    czuła jak podwładna. Jeśli zaś autentycznie potrzebujesz, żeby coś było robione
    tak a nie inaczej, to nie nakazuj, nie krzycz, nie przekonuj, że masz rację i
    powinno być właśnie tak. Powiedz po prostu: kochanie, ja wiem, że Ty uważasz
    tak a tak, i szanuję Twoje zdanie (szanuję, tzn. nie próbuję udowodnić, że nie
    masz racji, nie domagam się, żebyś je zmieniła, nie twierdzę, że jest głupie
    lub nieodpowiedzialne), ale gdy tak robisz, to ja czuję się
    zaniepokojony/zlekceważony etc., i w związku z tym proszę - zrób to dla mnie
    tak a tak, ponieważ tego potrzebuję.
    Reasumując, są dwie sprawy do załatwienia: po pierwsze, zrzucić z siebie część
    roboty, żeby mieć czas odetchnąć i zauważyć się nawzajem; po drugie, usprawnić
    komunikację. Ze szczególnym uwzględnieniem wzajemnego wsłuchiwania się w swoje
    potrzeby. A, i jeszcze trzecia: konsultacja z psychologiem, bo u Twojej żony
    może to być depresja poporodowa i wtedy trzeba to zwyczajnie leczyć.
    Pozdrawiam ciepło. Powodzenia!
  • wojtek.tata 23.10.04, 08:23
    Podpisuję się pod Twoim postem, a raczej radami i sugestiami w nim dwoma
    rękoma, ale nie jest to łatwe...

    Jak widzisz (albo zerkniesz na moje posty poniżej), ndal próbujemy - teraz jest
    O.K. - pogodziliśmy się w sposób faktycznie dziwny i tajemny (los ?), a ja
    dostałem nauczkę, lub się przekonałem, że i moje "idealne dmuchanie na zimne"
    może zawieść smile.

    Fakt, czuję się bardzo odpowiedzialny za rodzinę, bliskich. Tak
    zostałem "niestety" wychowany - dam się "pokroić żywcem" za bliskich. Tak też
    jest z moim rodzeństwem - kłócimy się czasami, ale jak ktoś potrzebuje pomocy,
    wtedy ma ją. Tak nam wpajali kiedyś rodzice w młodości - i to zostało.
    Mam jednocześnie swoje takie "stare" zasady, z których żona jest (a może była)
    dumna, czy też zadowolona - teraz jedynie wybiera te, które jej danego dnia
    pasują.

    Problem największy tkwi w tym, że:
    - wszelkie do tej pory udane lub nie próby pogodzenia wychodziły tylko i
    wyłącznie ode mnie, tak samo rozmowy, dyskusje, propozycje;
    - i jeszcze jedno (co pisałem już gdzie indziej) - żona wszelkie kompromisy
    trakuje chyba jako swoją przegraną (wcześniej się zgadzając na kompromis) i po
    pewnym czasie próbuje odzyskać, co "utraciła".

    Wiem, wiem - kobiety są z wenus, a faceci z marsa itd...smile

    pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.