Dodaj do ulubionych

żona dziwnie wychowuje syna

26.10.13, 12:31
Witam i proszę o poradę. Moja żona w dziwny sposób "wychowuje" syna. Piszę "wychowuje" bo mam na myśli to, że spędza z nim o wiele więcej czasu niż ja i ma na niego większy wpływ. Ja pracuję zawodowo , a żona - z wyboru - zajmuje się domem i dziećmi (syn 11 i córa 5 i pół roku). Od razu mówię, że nie mam nic przeciwko jej powrotowi do pracy, syn chodzi do szkoły (5 klasa) a młoda do zerówki. Taki model sprawia, że pracuję sporo, bo mamy tylko 1 pensję, siłą rzeczy w dni tygodnia czas z dziećmi jest ograniczony do godzin późnopopołudniowych. Cyrk zaczyna się w sobotę, kiedy próbuję wyciągnąć je na rower, spacer, do linaparku, gdziekolwiek. Mała - to rozumiem, dziewczynka i jeszcze ona chętniej daje się wyciągać gdziekolwiek, gorzej, że żona w podobny sposób narzuciła swoje "zapatrywania" starszemu synowi. Ona nie lubi sportu, więc dziecko też ma nie lubić (deprecjonuje sportowców jako bezmózgi, górę mięśni, ludzi którzy muszą rekompensować swoje niedostatki umysłowe). Bez mojej wiedzy często zwalnia go z w-fu, na basen też od 5 lat nie jeździ, nawet z klasą (brud, syn nie lubi się przebierać, bo brzydzi się szatni), żadnych kółek sportowych po południu. O wyjściu wspólnym na mecz nie ma mowy (za późno, za głośno, strata czasu....). Samodzielne wychodzenie z domu na osiedlowy placyk lub rower z chłopakami - wykluczone, deska - przerażające, jazda do szkoły 2 przystanki też przerażające - nie może. Filmy, o których rozmawiają chłopaki w ich wieku - zbyt drastyczne (mówię o Iron Manie, Spidermanie, Hobbicie), ideałem są spacery i zbieranie liści albo kasztanowe ludziki (to ok, ale nie WYŁĄCZNIE). Kiedy usiłuję zorganizować jakąś męską wyprawę, nie ma mowy, co gorsza - sam syn nie chce, bo to ... męczące, przerażające, niebezpieczne.... itd. Tydzień temu byliśmy u znajomych na działce - syn uciekł do domku, bo przerażające było rozpalenie ogniska (ogień może spowodować pożar). I tak jest ze wszystkim. Nie wiem, jak mogę włączyć się w wychowanie, skoro wszystkie moje propozycje są z góry "złe i beznadziejne" (wymagają aktywności bynajmniej nie ponad siły). Boję się, że kiedyś w przyszłości może się to zemścić (przecież duża część aktywności dorastających chłopców, to wspólne granie w gałę itp. a młody nie umie dokładnie nic, bo jest notorycznie zwalniany z wfu) Nie wiem, co robić, bo żona jest bardzo oddana dzieciom, poświęca im cały swój czas (mam wrażenie że wręcz za dużo) i nie chcę jej zranić, bo naprawdę wkłada w to serce i wysiłek, który doceniam. Ale... no właśnie .... ale...
Edytor zaawansowany
  • truskawka2013 26.10.13, 16:41
    to jest tak przerażające, że aż trudno to skomentować... Przed czym twoja żona chroni dzieci ? Przed światem ? Tu moim zdaniem potrzebna pomoc psychologa skoro rozmowy nic nie daja. No może, że postawisz sprawę jasno że w sobotę to TY spędzasz czas z dziećmi. Niedziela jest dla rodziny. Sprobuj może iść w dyskusji w tę stronę, że chcesz żonę odciążyć od obowiązków, dać jej czas dla siebie ( niech poczyta książkę w sobotę, pojdzie do kina z kolezankami itd.). Nie stawiaj sprawy tak, że chcesz jakoś naprostować niedoskonałości w wychowaniu dzieci tylko spędzić z nimi czas.
  • kol.3 26.10.13, 19:23
    Wywal żonę do roboty.
  • majuszka77 26.10.13, 21:22
    Twój syn wyrośnie na kompletną pierdołę ,ratuj go proszę daj mu zapałki niech rozpali ognisko ,deskorolkę niech zedrze kolano ,a żona do roboty to będziesz miał więcej czasu żeby z syna wyrósł samiec nie pierdoła



    "dziecko powinno wiedzieć, kiedy mama z aniola przeistacza się w normalną matkę, a z normalnej matki w ziejącą ogniem bestię"....to najpiękniejsze zdanie jakie znalazłam na tym forumsmile)))
  • olewka100procent 27.10.13, 18:52
    oj stary współczuje ci. żona wychowuje syna na życiową ciamajdę , z tego co piszesz, syn nie ma kolegów z którymi może normalnie pobawić się na dworze to jest straszne . Jak patrze na swojego 6 latka, on lgnie do kolegów na podwórko, spacery z mamusią już od dwóch lat nie są dla niego atrakcyjne, on woli z kolegami i ja to rozumiem. Wiesz co, musisz porozmawiać z żoną koniecznie, bo ona pewnie chce dobrze, ale tak naprawdę robi synowi krzywdę
  • fly80 27.10.13, 20:49
    ... pytanie tylko jak teraz zachęcić syna do zmiany poglądów. Dzisiaj zabrałem dzieciaki do kina na "Turbo" a po kinie idąc na parking "zahaczyliśmy" (niby przypadkiem o karting - syn lubi oglądać formułę) - co prawda dzisiaj nie było wolnych miejsc, ale zgodził się na wspólny wypad w któreś popołudnie i spróbowanie .... (to ma być nasza męska tajemnica).
    Dzięki za porady, do tej pory wahałem się, bo zarzucano mi (żona), że wszystko jest ok., że nie szanuję wrażliwości syna i chcę go wychować na swoją modłę, według schematów społecznych, ale coś mi jednak nie grało....
  • freemarcin899 27.10.13, 22:14
    Twój syn wyrośnie na delikatnego, dystyngowanego i dobrego mężczyznę. Bo być facetem to nie znaczy pasjonować się sportem, grać w gałę czy mieć masę kumpli. Naprawdę.
  • zuzi.1 27.10.13, 22:36
    tragiczna ta żona, wyślij ją pilnie do roboty i zmniejsz jej wpływ na dzieci, ta kobieta jest nadopiekuńcza a to powinno się leczyc u psychologa, takim postępowaniem robi dzieciom krzywdę, wyrosną na bojące się wszystkiego i wszystkich pierdoły, działaj chłopie, bo dzieci szkoda crying
  • demonii.larua 28.10.13, 09:00
    > Twój syn wyrośnie na delikatnego, dystyngowanego i dobrego mężczyznę. Bo być fa
    > cetem to nie znaczy pasjonować się sportem, grać w gałę czy mieć masę kumpli. N
    > aprawdę.
    Oraz w wieku lat trzydziestukilku będzie tracił oddech po wejściu na 3 piętro albo co gorsza padnie na zawał big_grin
    Aktywność fizyczna jest bardzo ważna i nie wyklucza bycia wrażliwym facetem tongue_out
    --
    Nie zatrudniaj fachowca - bądź
    bohaterem w swoim domu.
  • olewka100procent 28.10.13, 11:49
    delikatnego wrażliwego ? może i tak ale przy okazji będzie dziwolągiem mającym trudności z kontaktami z innymi. W tym wieku on ma szaleć z kolegami na placu zabaw czy boisku a nie zbierać liście z mamusią w parku
  • kanga_roo 28.10.13, 13:22
    jest jeszcze taka opcja, żebyś swojemu synowi zwyczajnie zaimponował. gadanie, co to on ma robić, bo jest chłopcem, to taka sobie droga do sukcesu, ale jeśli przykładowo tatuś zacznie z kolegami (swoimi) grać w kosza, albo biegać, albo jeździć na rowerze po górkach, albo zapisze się na kurs wspinaczki, czy tam jazdę konną, a syn zobaczy, jaką tata ma z tego frajdę, kondycję, jakie odnosi sukcesy, to może zechce go naśladować. a nie syn, to córka, moja młodsza ma większe zacięcie do sportu, niż jej starszy brat.
    uparłabym się tylko w temacie wf - zwolnienia pisane przez mamusię to raczej obciach - i w temacie basenu - umiejętność pływania jest imo niezbędna każdemu. dotyczy obojga dzieci.
  • fly80 28.10.13, 14:51
    Sęk w tym, że gram w nogę, nurkuję, jeżdżę na rowerze. W wakacje jak jesteśmy gdzieś zagranicą i mam więcej "czasu" antenowego to udaje mi się nawet wyciągnąć młodego na waterpolo, czy pojeździć z dzieciakami po lasach na rowerkach - cóż z tego, skoro przez cały rok młody ma nawijkę pt. "baseny są .... brudne, zagrzybione, clepsilla, niedosuszone włosy, przeziębienie i bóg wie co jeszcze", piłka nożna - syf, strata czasu, "on na pewno nie lubi - prawda, że nie lubisz" to dla dzieci, które nie mają czym zaimponować, to męczące, trenerzy krzyczą za głośno/obrażają dzieci", wspólny wypad (całą rodziną, osoby towarzyszące mogą popływać kajakiem, albo łodzią, ognicho itp.) do bazy nurkowej - zagrzybione domki, ohyda, strata czasu, "dzieci nie będą patrzeć jak tata popełnia samobójstwo", tata bawi się w dwudziestolatka", kleszcze itp. Naprawdę nie teoretyzuję.
    Zadałem to pytanie, chcąc rozeznać się w waszych opiniach - sam nie wiem, może faktycznie za dużą wagę przywiązuję do sprawności fizycznej. Oczywiście, NIGDY nie przyszłoby mi do głowy deprecjonować syna z uwagi na sport - doceniam jego inne talenty (ma zmysł techniczny, uwielbia lego Mindstormsa i potrafi go zaprogramować na przykład). Tylko zastanawiam się, czy to się nie odbije na jego relacjach towarzyskich - teraz czy w gimnazjum.
  • kanga_roo 28.10.13, 15:26
    współczuję, serio. najlepiej byłoby jakoś dotrzeć do Twojej żony, żeby nie przekazywała swoich nerwic i fobii dzieciom. ale nie bardzo mam pomysł, jak, bez stawiania sprawy na ostrzu noża.
    gdybym była Tobą, nalegałabym chociaż na pływalnię - niech żona wybierze najlepszą w mieście, niech nawet poprosi o wyniki badań stanu wody, czy co tam chce, ale dzieci mają pływać.
    może napuścić na nią lekarza pediatrę? pływanie jako zalecenie lekarskie, dla poprawy odporności?
    świat się nie zawali, jeśli dzieciaki nie będą sportu uprawiać, ale aktywność fizyczna to super sprawa przecież, ruch jest bardzo potrzebny
  • katriel 28.10.13, 17:33
    Ciężka sprawa.

    Bo tak: z jednej strony, prawdą jest, że nie każdy musi lubić sport.
    Każdy powinien - dla zdrowia! - trochę się ruszać, ale ilość i forma aktywności fizycznej
    może być bardzo różna u różnych ludzi. Twój syn jest także synem twojej żony; nawet,
    jeśli ty jesteś typem sportowca, on mógł wdać się w nią i faktycznie różnych rzeczy
    nie lubić. Dlatego nie możesz przegiąć, pchać go na siłę w "męski świat". Z drugiej strony,
    całkiem odpuścić też nie powinieneś - jest jakieś minimum aktywności, które syn powinien
    zaliczyć w imię zdrowia, w imię kontaktu z kolegami, w imię wygody (nie każdy musi lubić
    wycieczki rowerowe, ale nastolatek, który w sprawie transportu uzależniony jest od auta
    rodziców albo komunikacji miejskiej, miewa przechlapane), w imię bezpieczeństwa (nie
    każdy musi pływać dla przyjemności, ale każdy powinien umieć utrzymać się na wodzie).

    W idealnym świecie minimum aktywności zapewnia szkolny w-f (włącznie z basenem).
    Jeśli żona syna zwalnia - młody nie ma nawet tego. (Swoją drogą, co to znaczy "zwalnia"?
    Pisze karteczkę, że syn dziś nie może ćwiczyć? Czy wydębia zwolnienie lekarskie? Jeśli to
    pierwsze - czyżby wuefista akceptował takie karteczki bez ograniczeń? Jeśli drugie - jak
    lekarz uzasadnia zwolnienie?)

    Nie żyjemy w idealnym świecie; bywa, że szkolny w-f jest do bani (nauczyciel z przypadku,
    rzuca piłkę i odchodzi, albo dla odmiany uprawia musztrę pod groźbą jedynki). Jeśli w-f ma
    być traumą - czasem lepiej dziecko zwolnić i zapewnić mu niezbędną porcję ruchu inaczej.
    Jak inaczej? To zależy od upodobań i predyspozycji dziecka. Np. moje dziecko ma dopiero
    4 lata, ale już da się zauważyć, że jest mało zwinne, z kiepską koordynacją, ale wytrzymałe:
    nie chce grać w piłkę, ale lubi wędrówki po górach. Znam parę dziewczyn nieznoszących w-f,
    z wiecznymi zwolnieniami, które zaczęły się ruszać, jak odkryły zajęcia przy muzyce. Są ludzie,
    którzy źle znoszą upał: kiedy temperatura przekracza 23-24 stopnie, nie chce im się nawet
    spacerować, ale potrafią zagrać w kosza na śniegu albo w klimatyzowanej sali. I tak dalej.







    --
    Wodospady, fontanny, witraże
  • freemarcin899 28.10.13, 21:41
    A ja zauważyłem jeszcze jedną rzecz.
    WY chyba nie wychowujecie dzieci razem - takie mam wrażenie po tym, co przeczytałem. Żyjecie razem, ale chyba jednak oddzielnie ( to z powodu braku czasu) i w tym tkwi problem. Nie znasz swoich dzieci.
    No i jeszcze jedno. Dlaczego uważacie, że chłopiec w tym wieku powinien szalec na podwórku itp. Ja nie szalałem, gdy miałem 11 lat i nie szaleję dziś. Nigdy nie miałem problem z towarzystwem, ale wybierałem sobie zawsze grupę 2-3 osób, z którymi przebywałem najczęściej. Z pozostałymi nie czułem potrzeby, żeby rozmawiać. Ogólnie wyrosłem na porządnego faceta z pewnymi zasadami, które jednak od czasu do czasu potrafię nagiąć. Mam 3 najlepsze przyjaciółki, 2 zaufanych przyjaciół, żyję też w zgodzie ze znajomymi mojego chłopaka.
    A i jeszcze na koniec - jeśli syn ma dobrą przemianę materii to otyłość mu nie grozi i nie potrzebuje wcale tak dużo aktywności fizycznej.
  • fly80 29.10.13, 08:46
    Może masz trochę racji z tym wychowaniem i nie wiem, czy to tylko kwestia czasu i jego braku crying Nie jestem typem "karierowicza" po trupach - pracuję dużo, by utrzymać rodzinę i odłożyć dzieciom na studia, pokazać im świat, spłaciliśmy dom pod Warszawą (marzenie żony), nie wiem, czy jej pójście do pracy sprawiłoby, że pracowałbym mniej (mam swoją firmę, klientów i raczej nie da się w dzisiejszych czasach "odmawiać" zleceniodawcom, bo jutro może ich nie być....), oczywiście jestem w stanie zorganizować się tak, żeby móc się nimi zająć, czy odebrać lub dowieźć do szkoły... ale żona do tej pory nie wspominała o powrocie i ok. Czasami mam jednak niejasne wrażenie (podkreślam - WRAŻENIE), że żona (co przekazała synowi) ma trochę "lekceważący" stosunek do wszystkiego co robię (moja praca to '"zliczanie słupków" za kasę; rozrywka - prymitywizm, flimy s.f - dziecinne i strzelanka), moi rodzice i siostry - prości (nie w sensie wykształcenia, tylko stylu życia i wartości). Widzę, jak robi wszystko, żeby jak najrzadziej do nich jeździć. Żeby nie było: kocham moją żonę i bardzo doceniam jej wkład w rozwój dzieci (obycie, oczytanie), ale niestety - w przypadku syna martwią mnie jego dysfunkcje "społeczne" (on naprawdę ma mało kolegów bo jeśli już spędza czas, to z rówieśniczkami Zośki, swoją mamą i mamami tychże)... to chyba nie jest target piątoklasisty...
  • kanga_roo 29.10.13, 10:08
    na mnie bardzo źle działa lekceważące odnoszenie się do czyjejś pracy, jaka by nie była. a lekceważące odnoszenie się do pracy, z której się żyje to już jakiś kosmos jest
  • crises 29.10.13, 16:47
    >cryingmoja praca to '"zliczanie słupków" za kasę; rozrywka - prymitywizm, flimy s.f - dziecinne i >strzelanka), moi rodzice i siostry - prości (nie w sensie wykształcenia, tylko stylu życia i
    > wartości).

    Facet, jakim cudem jesteś z kimś, kto Cię aż tak nie szanuje!? Tam był choć cień wspólnoty dusz, czy ożeniłeś się, żeby mieć bzykanko, żarcie pod nos i czyste koszule?
    --
    "Słyszeliście może o kolesiach, którzy wyskakują z krzaków w parku na Jasnej Górze i pokazują pindola? (...) To teraz pomnóżcie to przez tysiąc. Tym właśnie jest blogosfera."
  • alienka20 30.10.13, 01:08
    Mam malutkiego synka, a już zaliczył naukę pływania na basenie, kilka wycieczek do sąsiednich miast, kurs masażu dla niemowląt i co tydzień dwa razy w tygodniu wychodzimy na spotkania z innymi dziećmi w klubach dziecięcych, żeby mały poznawał inne dzieci i nie miał problemów towarzyskich (żyjemy w innym kraju, nie mam zbyt wielu polskich znajomych).
    Postawa Twojej żony jest po prostu nieracjonalna, w tym to utwierdzanie się pytaniem, "prawda, że nie lubisz?". Fobie i uprzedzenia co do brudu i syfu w różnych miejscach pozostawię bez komentarza, bo nie jestem w stanie tego ogarnąć, z całym szacunkiem dla Twojej żony. Wiadomo, nie każdy musi lubić sport, ale w tym przypadku syn został po prostu do niego negatywnie uprzedzony. Można by po prostu porozmawiać z nauczycielem w-fu, żeby nie akceptował zwolnień pisanych na karteczkach przez żonę.
    I wybacz, ale śmiać mi się chce z tego poczucia wyższości u Twojej żony wobec pracy, pasji i rodziny. Jakie ona ma wykształcenie i co poza wychowywaniem Waszych wspólnych dzieci robi, żeby kwestionować pracę, z której utrzymujesz ją i dzieci?

    --
    Piętaszek
    "Wszystko mozna jesc.
    Tzn w Polsce nie mozna, ale jesli wyjedziesz z kraju to moznasmile" by yumemi
  • fly80 30.10.13, 08:00
    Nie chcę oceniać żony, jako osoby (bo ją kocham i nie po to zakładałem ten wątek) tylko popytać Was o pewną grupę jej zachowań, związanych z wychowaniem. Żona jest artystą-plastykiem, skończyła ASP w Polsce i Dreźnie, przed urodzeniem dzieci mieszkała zagranicą i miała kilka dobrych wystaw (oczywiście wiem, że to nie daje legitymacji do hmmm różnych wypowiedzi). Czasem maluje, choć obecnie raczej hobbystycznie.
  • kanga_roo 30.10.13, 08:45
    myślę, że większość osób w tym wątku chciało uniknąć osobistych wycieczek i trzymać się tematu, ale troszkę to trudne, bo dla dzieci pierwszym punktem odniesienia jest rodzic. im starsze dziecko, tym większa szansa na samodzielny osąd, ale gdzieś tam w głowie zostają informacje uzyskane od rodziców i zachowania wyniesione z domu.
    może dobrze, że w Waszym związku równoważy się podejście Twoje i Twojej żony, i dzieci to widzą. ja nie uważam, żeby rodzice musieli być jednomyślni i nie mogli pokazać dzieciom, że mają różne poglądy, trzeba się tylko postarać, żeby nie robić z manifestacji swoich poglądów osobistych wycieczek pod adresem współmałżonka (vide: zachowujesz się jak dwudziestolatek, ojciec chce się zabić itd).
    może dobrą opcją jest kulturalne głoszenie przez Ciebie swoich poglądów nt. szeroko pojętego sportu i wysportowanych osób smile
  • alienka20 30.10.13, 23:19
    OK, nie oceniam jej jako osoby, oceniam jej zachowanie, które mnie po prostu szokuje.
    Nigdy bym nie zwróciła się do dziecka z pytaniem: "prawda, że nie lubisz?". Załamka jak dla mnie. Mam wrażenie, że Twoja żona po prostu boi się zostać sama ze sobą, ze swoimi myślami w domu. Nie ma dzieci, nie ma nic do roboty. Tylko, że to poczucie wyższości "ahtystki" nad zwykłym księgowym (dobrze myślę?) mnie najzwyczajniej śmieszy. Mój narzeczony nie skończył studiów i ani ja mu nie dogaduję, że pracuje fizycznie, ani on nie wyjeżdża z kompleksami, że pani magister prawa a siedzi w domu i tyłek dziecku podciera. Dla mnie nie do pomyślenia są nawet takie wymiany zdań w związku.
    --
    Piętaszek
    "Wszystko mozna jesc.
    Tzn w Polsce nie mozna, ale jesli wyjedziesz z kraju to moznasmile" by yumemi
  • 3-mamuska 23.11.13, 10:39
    Może masz trochę racji z tym wychowaniem i nie wiem, czy to tylko kwestia czasu i jego braku Nie jestem typem "karierowicza" po trupach - pracuję dużo, by utrzymać rodzinę i odłożyć dzieciom na studia, pokazać im świat, spłaciliśmy dom pod Warszawą (marzenie żony), nie wiem, czy jej pójście do pracy sprawiłoby, że pracowałbym mniej (mam swoją firmę, klientów i raczej nie da się w dzisiejszych czasach "odmawiać" zleceniodawcom, bo jutro może ich nie być....), oczywiście jestem w stanie zorganizować się tak, żeby móc się nimi zająć, czy odebrać lub dowieźć do szkoły... ale żona do tej pory nie wspominała o powrocie i ok. Czasami mam jednak niejasne wrażenie (podkreślam - WRAŻENIE), że żona (co przekazała synowi) ma trochę "lekceważący" stosunek do wszystkiego co robię (moja praca to '"zliczanie słupków" za kasę; rozrywka - prymitywizm, flimy s.f - dziecinne i strzelanka), moi rodzice i siostry - prości (nie w sensie wykształcenia, tylko stylu życia i wartości). Widzę, jak robi wszystko, żeby jak najrzadziej do nich jeździć. Żeby nie było: kocham moją żonę i bardzo doceniam jej wkład w rozwój dzieci (obycie, oczytanie), ale niestety - w przypadku syna martwią mnie jego dysfunkcje "społeczne" (on naprawdę ma mało kolegów bo jeśli już spędza czas, to z rówieśniczkami Zośki, swoją mamą i mamami tychże)... to chyba nie jest target piątoklasisty...



    A ja uważam ze żona ma trochę racji...

    Ty widzisz tylko syna o córce zapomniałeś.
    I dlaczego uważasz ze twoje poglądy sa lepsze.
    Ja nienawidze piłki nożnej idiotyzm powinno sie zlikwidować bo tylko kasa na nich idzie a sukcesy żadne.

    Czemu nie zaproponujesz czegoś co syn lubi?
    Ma robić to ci ty chcesz.
    Moj tez nie szaleje z kumplami na desce. Woli oglądać programy ja discovery , składać oregami, co prawda na w-f chodzi i gra w gry zespołowe ale to nie znaczy ze musi to robić po szkole bo to jedyna słuszna droga.

    Nie wszyscy chca nurkować biegać szaleć.
    Chcesz sie zbliżyć do syna zrób cos co on lubi.

    Filmy niektóre to naprawdę idiotyczną strzelanka dla idiotów.


    Nie twierdze ze żona ma 100% racji ale wychodzi z ciebie samiec, ktory chce zeby syn był "mężczyzna" robiąc to co ty, jesli nie, bedzie niedojda ciamajda.
    Tylko ze zapominasz o córce typowe, syn ma byc kopia taty a corka ma siedzieć w garach i robić to co kobieta.
    Czas pogodzić sie z tym ze syn jest inny i szanować go za to.

    A z tym ogniskiem to moj miał w druga strone i rozpalił ognisko w pokoju gdy był duzo młodszy od twojego.

    --
    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • ppo 07.11.13, 09:28
    ...wyrosłeś na geja. Chcesz, żeby ten młody też został gejem, żeby mieć jeszcze jednego młodego geja, którego mógłbyś poderwać? Dlaczego gej wypowiada się na tematy, które go nie dotyczą?

    freemarcin899 napisał:
    "A ja zauważyłem [...] znajomymi mojego chłopaka."
    --
    God = Gold, Oil, Drugs
  • freemarcin899 07.11.13, 18:38
    Tak, jestem gejem, a za to Ty jesteś głupi. Ja urodziłem się gejem, od zawsze wiedziałem, że wolę chłopaków, a w przedszkolu bawiłem się z dziewczynkami w salon fryzjerski. Swój pierwszy homopocałunek zaliczyłem jak miałem 5 lat - ja byłem szczęśliwy, kolega, którego pocałowałem nie za bardzo tongue_out
    Poza tym, gdy syn autora wątku dorośnie, to i tak będzie dla mnie za młody, żebym chciał go poderwać.
  • demonii.larua 08.11.13, 08:01
    Sądzę, że jak najbardziej dotyczą chyba, że Freemarcin jest całkowicie bezpłodny.
    Jeśli nie wiesz, że osoba homoseksualna może mieć dzieci i to heteroseksualne, należy się doedukować.
    p.s.
    Atakując personalnie łamiesz Regulamin forum, przypominam bo chyba się rozpędziłeś.
    --
    Nie zatrudniaj fachowca - bądź
    bohaterem w swoim domu.
  • fly80 09.11.13, 22:05
    Co ma orientacja seksualna do zdrowego rozsądku i życiowej wiedzy? Czy heteroseksualny patologiczny ojciec (obmacujący swoje dzieci) ma prawa do wypowiadania się na temat rodzicielstwa a człowiek o innej orientacji - choćby najbardziej prawy, wrażliwy i mądry - już nie? Nie zgodzę się z tym poglądem. Ludzie o odmiennych orientacjach również żyją w rodzinach, mają wartości, często - o wiele większą wrażliwość. Ja z kolei dziękuję Ci freemarcin za cenne uwagi, i pozdrawiam
  • kindddzia 29.10.13, 11:54
    na TLC leciala kiedys taka seria "najgorsza matka swiata" - kobita psycholog wkraczala do domow, w ktorych najczesciej wlasnie matki byly mega nadopiekuncze i pomagala im zmagac sie ze swoimi lekami. Duzo tam tlumaczy dlaczego nie powinno sie robic czegos takiego dzieciom. Moze sciagnij skads ten "serial" i zapodaj czasem zonie, lub obejrzyjcie wspolnie
  • izazdo 30.10.13, 12:57
    bodaj najlepsza ksiazka o meskosci i wychowywaniu chlopcow, jaka w zyciu czytalam.
  • aron2004 30.10.13, 20:46
    Naucz go grać w golfa - to też sport.
    --
    Umcyk bum, umcyk bam. Jadę busem jestem pan.
    www.pitz.cba.pl
  • azja001 01.11.13, 21:59
    Niestety to kolejny przykład na to jak negatywny wpływ na dorastającego chłopca może mieć to, że za dużo w jego życiu jest kobiecych wzorców a nie tych męskich. Jestem kobietą ale uważam że to kobiety właśnie swoja nadopiekuńczością niszczą w swoich synach pewne cechy które będą ich synom potrzebne aby dać radę w życiu dorosłym. Począwszy od braku umiejętności pływania a kończąc na podstawowej choćby odwadze podejmowania wyzwań i chęci uczenia sie nowych rzeczy.
    A ty, wybacz, ale sam jesteś troche pierdołą. Weż tego syna tam gdzie uważasz za słuszne i przestań bać się reakcji żony, pozwól chłopakowi doświadzyć czegoś nowego bo zbieranie liści w parku dobre jest dla 4 latka.
  • noname2002 03.11.13, 09:09
    Niestety to kolejny przykład na to jak negatywny wpływ na dorastającego chłopca
    > może mieć to, że za dużo w jego życiu jest kobiecych wzorców a nie tych męskic
    > h. Jestem kobietą ale uważam że to kobiety właśnie swoja nadopiekuńczością nisz
    > czą w swoich synach pewne cechy które będą ich synom potrzebne aby dać radę w ż
    > yciu dorosłym.

    Jakich kobiecych wzorcow?! Nie kazda kobieta sie brzydzi sportem i ma milion roznych fobii.
  • azja001 03.11.13, 13:10
    > Jakich kobiecych wzorcow?! Nie kazda kobieta sie brzydzi sportem i ma milion ro
    > znych fobii.

    Miałam na mysli te wszystkie kobiece obawy o to że brudno, trener nakrzyczy, będzie zimno i niewygodnie i byc może chłopczyk kataru dostanie. Jak chodziłam na place zabaw z moim już teraz dużym synem to niestety ale widywałam tylko matki bojące sie o wszystko co może sie za chwilę zdarzyć. Kobiety(wiem że nie wszystkie) mają tendencje do przekazywania dzieciom swoich lęków. Dlatego facet musi po prostu wziąć sprawy w swoje ręce.
  • kannama 03.11.13, 16:13
    widząc tytuł wyobraziłam sobie tate co chcę syna na macho wychowac co to ma ogień własnymi rekami rozpalać i z dzida polowac na bawoły...Ale gdy przeczytałam twój post- uważam, że twoje lęki są zasadne. Pół biedy, gdyby syn był typem wrażliwca (mój 5 latek taki jest i na hasło ognisko marudził, że nie chce...po paru minutach jednak ciekawość wzięła górę i poszedł...), gorzej, że żona mu to wmawia. czyli on nie walczy ze swoimi lękami, tylko lękami/uprzedzeniami matki....
  • mw144 04.11.13, 14:34
    Mojego chrześniaka matka wychowywała identycznie. Efekt: facet ma 26 lat, żadnych znajomych, siedzi w domu, mamusia i tatuś go utrzymują, bo nie pracuje, nic nie umie robić. Z domu wychodzi tylko z rodzicami - pamiętam, jak miał kilkanaście lat, to matka nie pozwalała mu nawet przejść zamemu przez ulicę. Jak ma ochotę na chipsy o 8:00 rano, to czeka aż mama wróci do domu o 16:00 i mu kupi, bo po drodze (200 m do spożywczego) może go porzecież przejechać samochód, mogą go porwać, pies pogryźć, w sklepie jest pełno zarazków).
  • the_dzidka 06.11.13, 13:26
    Nie wiem, czy ktoś już poruszył ten temat, ale: nie zapominaj o córce. Wiadomo,że chłopak pilniej potrzebuje pomocy, bo jest już w takim wieku, że trzeba coś z tym zrobić, ale córkę też trzeba wkręcić w życie - pierdoła płci żeńskiej bojąca się wsiąść na rower czy kuląca się przed lecącą piłką to nic fajnego, będzie miała w szkole przerąbane. A później w życiu...

    --
    Dzidka


    Na szczęście niebieska budka może przylecieć zawsze, w każdym momencie naszego życia - (C) Pigmejka
  • ppo 07.11.13, 09:20
    Uderz w to, zagroź rozwodem i odebraniem dzieci. Swoją drogą, co ty w niej widziałeś? Babka, która nie lubi sportu?! Pewnie jest gruba albo anorektycznie chuda. wink
    A tak serio, może na początek powiedz jej, że straciłeś pracę/drastycznie obniżyli ci pensję i musi iść do roboty. Wtedy nie będzie myśleć o głupotach. Człowiek zamknięty w domu dziczeje i zaczyna się bać otaczającego świata.
    --
    God = Gold, Oil, Drugs
  • fly80 07.11.13, 14:18
    Nie chcę się z nią ani rozwodzić, ani jej szantażować, w wielu innych dziedzinach życia jest niezastąpiona (również odnośnie dzieci - chodzi z nimi do galerii, na sztuki teatralne i musicale, w każdym miejscu wyszukuje coś ciekawego do zwiedzania) - Spytałem po prostu o opinię czy to ja jestem przewrażliwiony i za bardzo naciskam na wychowanie fizyczne (zeby zrównoważyc to intelektualno-artystyczne), czy może coś w tym jest. Dziękuję za każdą radę, wiele było bardzo cennych, wziąłem je pod uwagę i sporo sobie pogadaliśmy przy okazji wyjazdu na Wszystkich Świętych. Nie wiem, czy coś się zmieni ..... sad ale zobaczymy.... deklaratywnie ma się zmienić.
    Wybacz (to do ostatniego komentarza), ale do głowy mi nie przychodzi jakiekolwiek szantażowanie, straszenie, obrażanie, poniżanie czy zabieranie dzieci - toż to nie jest zabawka do przetargu, chłopie....
  • gatka456 07.11.13, 15:57
    jeśli zignorujesz to teraz, myślę żę Twój syn może być bardzo nieszczęśliwy w przyszłości, będzie miał problem z relacjami międzyludzkimi, nie będzie mógł sobie znaleźć dziewczyny, kumpli, a w dżungli gimnazjum możliwe że stanie się pośmiewiskiem kolegów . Nie mam nic przeciwko sztuce i kulturze, ale problem jest tu że przede wszystkim nie znajdzie wspólnego tematu z kolegami. wiem z obserwacji że takie osoby nie akceptowane przez rówieśników, w głębi duszy bardzo to przeżywają. będzie trochę trudno na tym etapie skoro już ma 11 lat i na pewno nic na siłę, żeby Cię nie znienawidził, ale na pewno tego nie lekceważ.
  • 3-mamuska 23.11.13, 10:55
    > jeśli zignorujesz to teraz, myślę żę Twój syn może być bardzo nieszczęśliwy w p
    > rzyszłości, będzie miał problem z relacjami międzyludzkimi, nie będzie mógł sob
    > ie znaleźć dziewczyny, kumpli, a w dżungli gimnazjum możliwe że stanie się pośm
    > iewiskiem kolegów . Nie mam nic przeciwko sztuce i kulturze, ale problem jest t
    > u że przede wszystkim nie znajdzie wspólnego tematu z kolegami. wiem z obserwa
    > cji że takie osoby nie akceptowane przez rówieśników, w głębi duszy bardzo to p
    > rzeżywają. będzie trochę trudno na tym etapie skoro już ma 11 lat i na pewno ni

    Boże masakra, dlaczego ma byc nieszczęśliwy, bo nie biega za piłka i nie drze ryja "podaj"
    Kobieta jest artystka to tłumaczy ze chce pokazać dzieciakom cos wiecej niż oh ah męski świat.
    Ja miałam w klasie ze 3 takich kolegów. I napewno nie sa nieszczęśliwi.
    Mojej siostry syn, uczył sie tańca towarzyskiego, mieszka sam z matka, medytuje, czyta fajne książki , ma grono przyjaciół, wychodzi z nimi wieczorami, na 17 lat i jeszcze nigdy sie nie upił.

    Stereotypy macie wbite w głowy.
    Chłopak moze byc naprawdę fajnym mądrym wrażliwym i wartościowy człowiekiem.
    Tylko jesli nie dasz mu odczuć ze jest gorszy, bo nie robi tego co prawdziwy mężczyzna, przez to jest ciapa, i nie dorasta do twojego wyobrażenia o synu męskim potomku ktory ma robić i lubić to co tatuś, bo jak nie to gorszy gatunek syna.
    Przykre, trochę tak jak ojciec zrywa kontakty z synem gdy ten okazuje sie byc gejem...


    --
    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • fly80 23.11.13, 15:08
    ... że nie kocham lub że odrzucam syna. Ja się pytam Was, bo dla mnie to dziwne. Niestety, w podstawówce nie jest tak perłowo, jak to opisałaś - tam raczej nie zaimponujesz Sartrem pod pachą i Grechutą na mp.4 ... To chłopcy. Twoje argumenty mimo wszystko są nietrafione- bo gdzie jest napisane że syn musi lubić (i nie lubić)oh ah jak to ujęłaś - to (tego) co mama artystka. A ona ewidentnie narzuca mu swoje własne zainteresowania i zdanie. Wczoraj dziecko się darło, że nie chce iść na musical do Romy bo nie cierpi NIE CIERPI musicali - i kiedy zostało ze mną - żona wyszła marocząc pod nosem, o chowaniu tłuków, młotków, którzy dzięki kasie aspirują do inteligencji.
  • zuzi.1 23.11.13, 15:33
    "żona wyszła marocząc pod nosem, o chowaniu tłuków, młotków, którzy dzięki kasie aspirują do inteligencji."

    Przepraszam, ale Twoja żona ma poważne problemy z głową...
  • anorektycznazdzira 10.11.13, 17:20
    Drogi Autorze, nie wydaje Ci się, że żona przesadza. Powiem Ci, jako żona i matka, że czytając opis jej podejścia do dzieci, muszę dojść do wniosku że wychowuję i zawsze wychowywałam na faceta-super-macho moją córkę wink. Tak według Twojej żony kategorii. A o naszym synu, zapisanym przeze mnie w wieku 5 lat na karate i nauczonym przeze mnie w wieku 4 lat nurkowania, tu już w ogóle nie ma co mówić. Piszę to nie po to, żeby się lansować, tylko żeby Ci udostępnić przykład z życia, że można inaczej. Bardzo sobie cenię sporty a uwierz, że mojej edukacji i ambicjom intelektualnym nic nie brakujewink. Nie wyobrażam sobie, żeby któregokolwiek dziecka, syna czy córki, nie rozwijać sportowo, nie uczyć sportowej wytrwałości, odwagi, wytrzymałości i żeby nie zapewnić im podstaw zdrowia na całe życie (!) robiąc z nich wysportowanych ludzi.
    Mam wielki szacunek do tego, w jaki sposób piszesz o żonie, o tym że doceniasz jej starania i wielkie serce. No ale jej lęki i ograniczenia narzucane dzieciom musi żona odpuścić. Uważam, że tak, na pewno brak pracy ma tu znaczenie. Organizuj wg własnego pomysłu, z żoną rozmawiaj, proponuj, nawet się upieraj, nie rezygnuj. Szukaj w zainteresowaniach syna takiego sportu, który lubi (czasem to zaskakujące). Pamiętaj: ii córki też to dotyczy.
  • mamolka.pl 10.11.13, 20:51
    Mam wrażenie, że nie chcący można tu za bardzo uprościć sytuację. I wychodzi na to że żona jest winna wszystkiemu. A ona wcale nie chce źle tylko z jakiś powodów boi się świata i zamyka życie swoje i rodziny do sytuacji w których sama czuje się bezpiecznie, przelewając swoje lęki na syna. Praca pracą, ale gdzie byłeś przez te 11 lat? Warto było reagować gdy syn miał 2-3 lata...w tej chwili nie wszystko pewnie uda się odkręcić.
    Oswajaj ten dziki i niebezpieczny świat razem z synem małymi krokami - wielkie męskie wyprawy mogą być zbyt dużym wyzwaniem, ale jakieś małe doświadczenia z np. rozpalaniem małego ogniska we własnym ogródku, może wspólne spędzenie nocy w namiocie.. może przynieść dobry skutek.
    Równolegle do pracy z synem powinieneś (i to chyba ważniejsze, bo od tego się wszystko zaczyna) - zająć się własną żoną! Ona wyraźnie woła w ten sposób o pomoc. Może warto porozmawiać ale nie na temat tego, że źle wychowuje syna, tylko na temat tego skąd biorą się jej lęki. Być może pomógłby psycholog?

    --
    Mam swoje zdanie na mamolka.pl
  • fly80 10.11.13, 22:03
    Nie pracuję od dzisiaj - tylko od kiedy pamiętam, przez te 11 lat też. Kiedyś, kiedy syn był mały, jakoś mnie to nie niepokoiło, bo był raczej "rzutkim" rozrabiaką na placyku. To stało się widoczne w okolicach szkoły. Żona nie woła o pomoc, uwierz mi - to nie jest bajka o biednej zakompleksionej lasce, z mężem zapewniającym tylko kasę i złotą klatkę, która nie ma czasu ani możliwości rozwijać siebie i swoich pasji. Kiedy syn był mały, żona nie pracowała i zatrudniałem jej na kilka godzin panią, żeby mogła mieć czas dla siebie. Chciała przerobić strych na galerię, no problemo - potrzebowałaby kasy na rozpoczęcie firmy - mamy ją, nie chce pracować, tylko rozwijać dzieci - też pasi - stać nas na to. Chodzimy do kin, teatrów, na wystawy, mamy mnóstwo znajomych .... Ma tonę znajomych psychologów, specjalizujących się w dziwactwach typu rebirthing czy ustawienia hellingerowskie, ma mnie - co jeszcze mogę zrobić? Nie wiem, czego może się bać, skoro zabezpieczyłem ją nawet na wypadek mojego przedwczesnego zejścia???Nawet jeśli w przeszłości była wychowywana przez rodziców nieobecnych w domu (jedno artysta, drugie dyplomata), toż na litość boga, nie zamienię się teraz w czarodzieja i nie zmienię jej dzieciństwa. Lęki, które w sobie nosimy to tylko 50% nasze traumy z tego okresu - potem jest czas na dorosłe rozpoznanie ich i opracowanie strategii na dalsze życie. Na tym polega dorosłość, ale nie o tym mowa.....
    Czasem wydaje mi się, że w jakiś sposób nie spełniła się do końca jako artystka i usilnie pcha w to nasze dzieci. Otacza się wyłącznie gronem podobnych matek, z synami o półdługich włosach "na pazia", grających na klarnetach i pianinach (nawet jak dziecko tego nie lubi), jedzących tylko eko- (co oczywiście jest chwalebne, ale szkoda mi dzieciaka, który ANI RAZU w życiu nie łyknął coli, a jak wracał z urodzin z jakimś kolegą z klasy i zobaczył w samochodzie torebkę po frytkach z McDo, to w domu przeżywał, że kolega zejdzie na wątrobę jeszcze przed szóstą kasą) i nie oglądających nawet 'gwiezdnych wojen" bo są pełne przemocy i brutalności (nawet rysunkowe na CN). Boję się tego, o czym ktoś tu pisał, że syna "zjedzą"w gimnazjum.
  • differentview 11.11.13, 12:13
    > Boję się tego, o czym ktoś tu pisał, że s
    > yna "zjedzą"w gimnazjum.

    etam, nie sadze by zona poslala synka do zwyklego gimnazjum pelnego bezmozgich nastolatkowtongue_out z pewnoscia wybierze mu dobra, prywatna szkole artystyczna gdzie jadanie w macu i kopanie pilki bedzie w zlym tonie a grzywka i fortepian cool and sexi; wiec luz- a jakby co to zawsze przeciez mozna zapisac go na terapie- ustawic hellingerowsko albo odrodzic poprzez oddech- i tez bedzie dobrzewink))
  • mamolka.pl 11.11.13, 20:49
    Mam wrażeniem, że poczułeś się atakowany? Niesłusznie smile W sumie dobrze, że mimo pracy coś zacząłeś dostrzegać, lepiej późno niż wcale.
    Po Twoim ostatnim wpisie mam wrażenie, że chyba nie znajdziesz tu za wiele inspiracji, bo po pierwsze pełny obraz masz tylko Ty, a pod drugie całość masz przemyślaną dość starannie i postronny obserwator niewiele może dodać.
    Myślę, że oboje z żoną na pewno rozumiecie, że dzieci należy wspierać w ich dążeniach i marzeniach, nie zaś ciągnąć za sobą (czy to na męskie wyprawy czy na klarnet). To w sumie tyle, w jednym zdaniu i myślę, że to nie jest dla was (a przynajmniej dla Ciebie) nic odkrywczego... A Twój syn już niebawem będzie w tym wieku, gdzie mama jako autorytet przestanie się aż tak bardzo liczyć.
    Tak z ciekawości: kiedy mówisz żonie, że boisz się o to, jak syn odnajdze się w gimnazjum, to co ona na to odpowiada?
    --
    Bloguję na mamolka.pl
  • madryantoni 11.11.13, 22:03
    Ogólnie piszący coś doradzają na podstawie własnych doświadczeń lub obserwacji, a więc nie każda uwaga akurat może Ciebie dotyczyć. Zauważyłem, że ogólnie orientujesz w sprawach rodziny, aczkolwiek w życiu praktycznie tak bywa, że nawet zawodowo wykształcone osoby w swojej materii mają wielkie problemy z członkami rodziny. Chwali się, że na Forum podjąłeś ten temat, bo ta forma wymiany myśli nie zawsze tutaj dla pytającego jest miła.
    Mam pewne przemyślenia, ale proponuję abyś do mnie osobiście napisał.

  • qqazz 15.11.13, 23:54
    Trochę późno na to włączanie. Tym bardziej ze z twojego postu wynika, że juz od dawna nie masz nic do gadania w związku.


    pozdrawiam
    --
    wiadomosci.wp.pl/gid,9847763,gpage,5,img,9847780,galeria.html
    wiadomosci.wp.pl/gid,15986296,gpage,7,img,15986356,kat,1342,title,Zwiazkowcy-z-calej-Polski-ruszaja-na-stolice,galeria.html
    ----
    "Przemoc nie jest konieczna, by zniszczyć cywilizację. Każda cywilizacja ginie z powodu obojętności wobec unikalnych wartości jakie ją stworzyły."
  • fly80 20.11.13, 19:12
    smile Kwitesencja myśli męskiej:

    <dar0> Wiesz, to przychodzi z czasem jak skill
    <mad> rozumiem
    <dar0> to jak zmiana żony po 20 latach
    <dar0> Na ch** brać nowego wroga, jak tu masz sprawdzonego i wiesz jak przeciwdziałać

    Pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka