Dodaj do ulubionych

Kary cielesne

19.09.14, 20:35
A poruszę ten temat, a co. Stosujecie? Co o nich myślicie?
Edytor zaawansowany
  • nigolla 20.09.14, 14:32
    Patrząc na potworki mojej siostry, które nie zaznały nigdy bicia, a są rozwydrzone jak dziadowskie bicze to uważam, że lekkie karcenie jest słuszne. Nie chodzi mi o tłuczenie pasem, ale klaps nie zaszkodzi.
  • molik28 05.10.16, 14:46
    Mam dzieci, które jak były młodsze były "trudne". Klapsa zastosowaliśmy może ze trzy razy. Do luftu. nie działa oprócz tego że dziecko ryczy, a my czujemy się fatalnie. Podstawa to zdrowe zasady, nieprzesadzone (nie czepiać się byle czego). Zasad ustalonych przestrzegać konsekwentnie, a nie zależnie od naszego humoru lub zmęczenia. Tłumaczyć, rozmawiać i być konsekwentnym, tłumaczyć i pokazywać dobro, chwalić dobre zachowania (o tym często zapominamy bo wydaje nam się że to oczywiste że dziecko powinno być grzeczne). Przytulać i kochać. To działa - sprawdzone.
  • demonii.larua 20.09.14, 16:57
    Nie stosujemy, nie ma takiej potrzeby ponieważ dziecko da się wychować bez kar cielesnych.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • gzesiolek 20.09.14, 23:19
    Brak bicia to nie to samo co brak zasad i zakazow... Granice musza byc jasne i rodzice musza po prostu byc konsekwentni w ich wytyczaniu i pilnowaniu... Klapsy stosuja wg mnie trzy typy rodzicow: 1. sami wychowywaniu pod rygorem tylko takiej kary, 2. nie radzacy sobie z cierpliwoscia i nerwami, 3. zakompleksieni i uciekajacy w budowanie strachu jako jedyny sposob na zbudowanie autorytetu... Choc zgadzam sie, ze symboliczny klaps jest lepszy niz zupelny brak granic i zasad, bo czasem w domu rzadza dzieci, a rodzice to tylko bankomaty...
    U nas bicia nie ma i nie bylo a starsza corcia (5latek) jest jedna z najgrzeczniejszych gdziekolwiek sie znajduje... Zobaczymy jak bedzie w trudniejszym wieku, ale jak na razie wychowawczo jest idealem... co do drugiego dziecka to nie ma jeszcze 0,5roczku wiec ciezko mowic o wychowaniu wink

  • murasz16 22.09.14, 14:01
    mnie ojciec bił a byłem niesfornym nastolatkiem i z perspektywy czasu uwarzam ze nie bylo to zle, bo to jedyny sposob zebym sie czegos bal i przed czyms odczuwal respekt
  • gzesiolek 22.09.14, 20:03
    No widzisz ja w zyciu dostalem dwa razy...
    Raz jako 10latek za to, ze mimo ze mialem sie nie oddalac, poszedlem z kumplami z blokowiska na zalew, gdzie na prowizorycznej tratwie robilismy rejs... nie dosc, ze wpadlem, stracilem zabawke pistolet i caly mokry wrocilem do domu... to jeszcze dostalem lanie...
    Ale i tak bardziej niz lanie bolaly mnie inne konsekwencje...

    Drugi raz juz jako nastolatek wyprowadzilem pyskowaniem moja mame z rownowagi (a to jest niezmiernie trudne...wiec musialem powiedziec cos co naprawde poszlo w piety) i dostalem plaskacza... nigdy wczesniej i nigdy pozniej moja mama mnie nie uderzyla...

    Przenigdy nie balem sie rodzicow, ale balem sie konsekwencji, bo nie bol dziala, ale nieuchronnosc kary i konsekwencja rodzicow...
  • iskram 09.10.14, 22:16
    Dzieci sie nie bije , trzeba z nimi rozmawiać !
  • ewkamadej 12.10.14, 16:35
    Bicie dzieci świadczy o naszej niemocy wychowawczej , ciekawe co myślicie o tym , że dziecko bite w domu - bo samo o tym opowiada , przebywając w przedszkolu mimo ,że też zachowuje się niegrzecznie reaguje na inne kary.
    htttp://ewamadej.pl
  • anna_sla 08.10.14, 09:25
    > U nas bicia nie ma i nie bylo a starsza corcia (5latek) jest jedna z najgrzeczn
    > iejszych gdziekolwiek sie znajduje... Zobaczymy jak bedzie w trudniejszym wieku
    > , ale jak na razie wychowawczo jest idealem...

    hmm, no właśnie, zobaczycie wink.. Swoją drogą córki są pojętniejsze w słowotoku, one rozumieją co i w jakim języku się do nich mówi (na ogół) czego nie można powiedzieć o chłopcach. Dla nich (zwłaszcza dla jednego z moich synów) to jest zawsze ale to zawsze chiński

    > co do drugiego dziecka to nie ma
    > jeszcze 0,5roczku wiec ciezko mowic o wychowaniu wink

    oby to był chłopiec wink
  • heniek.8 23.09.14, 07:04
    no mi się udało nie stosować i uznałbym to za swoją porażkę, że straciłem kontrolę nad sobą i nie jestem już mistrzem Zen smile
    w sumie uważam że siły należy używać tylko wtedy gdybyś użył w stosunku do dorosłego (tj jeżeli cię atakuje - tak, jeżeli nie chce założyć piżamy - nie)
    ale też nie rozdmuchuję afer jak widzę np. że matce dziecko ucieka na jezdnię i złapała go i w nerwach dała mu klapsa to jakby jestem wyrozumiały dla czegoś takiego
  • doelisy 04.10.14, 20:44
    100% poparcia dla grzesiołek. Nigdy nie biłam swojego dziecka i nigdy tego nie zrobię. Dziecko musi wiedzieć, że są zasady i ich łamanie powoduje, następstwa co ważne nieuniknione. Ale zadawanie bólu fizycznego czy psychiczne znęcanie to inna para kaloszy. Jest obecne w internecie i dostępnej literaturze wiele pozycji ciekawie przedstawiających to zagadnienie więc warto poczytać zanim zrobi się sobie i dziecku krzywdę.
  • egon26 23.09.14, 10:16
    O ile się nie mylę nawet klaps w Polsce zakazany jest prawnie, więc jeśli kogoś poniesie w miejscu publicznym może skończyć się to w sądzi.
    My nie mieliśmy założenia że nie będziemy bić, na początku nie było za bardzo w co klepnąć ja mam dużą rękę a dziecko mały tyłek ;D Potem wyszło na to że w sumie da się wychować bez bicia więc po co. I udało się bez. Zresztą zawsze uważałem że bicie mniejszego to nie honor dla mężczyzny, tak że poczekam aż staną się większymi ode mnie wrednymi nastolatkami- ale wtedy to już na pięści;D
  • forumowy_paul 23.09.14, 12:41
    Co sądzimy? Że klaps nie jest przemocą i bardzo liczę, że po odejściu od władzy PO ta ich idiotyczna zmiana w kodeksie rodzinnym zostanie uchylona. Bo jak wielokrotnie słyszeliśmy patologia nic sobie z zakazu nie robi i dalej radośnie swoje dzieci katuje.
    Oczywiście czy karać klapsem czy nie to zależy od osobowości dziecka. Mam wrażenie jednak, że na całkowitym zakazie najbardziej korzystają dzieci skore do prześladowania rówieśników. Bo starsi tracą instrument reakcji.

    --
    Pro publico bono. Rozum wyżej niż popędy.
  • demonii.larua 23.09.14, 13:36
    >Mam wraże
    > nie jednak, że na całkowitym zakazie najbardziej korzystają dzieci skore do prz
    > eśladowania rówieśników.
    A nie koniecznie, takie szkoły na przykład mają bardzo ciekawy "argument" na takich prześladowców - nazywa się to to kurator sądowy i niezmiernie skutecznie pacyfikuje prześladujących nieletnich. Nic tak nie działa na niewydolnego wychowawczo rodzica, by w końcu zajął się potomkiem jak wstyd, czasem wystarcza jedna wizyta i nagle następuje przemiana. Cuda panie co? suspicious
    Oczywiście są wybitni, którym to nie wadzi ale na całkiem sporą grupę dzieciaków z tzw. dobrych domów nie ma lepszego bacika.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • bene_gesserit 09.10.14, 20:38
    forumowy_paul napisał(a):

    > Oczywiście czy karać klapsem czy nie to zależy od osobowości dziecka.

    Oczywiście, czy karać klapsem czy nie to zależy od osobowości rodzica i jego umiejętności - jako człowieka, osoby dojrzałej i wydolnego rodzica. Niezrównoważony, nieświadomy i leniwy rodzic wybierze bicie, wliczając w to klapsy. Osoba świadoma i dojrzała wybierze trudniejszą ścieżkę.

    Mam wraże
    > nie jednak, że na całkowitym zakazie najbardziej korzystają dzieci skore do prz
    > eśladowania rówieśników. Bo starsi tracą instrument reakcji.

    Czyli co, Mariuszek wykręca Adamkowi rączkę, więc w ramach akcji wychowawczej też Mariuszkowi wykręcamy, mówimy 'zobacz jak to boli' i uczymy chłopca w ten sposób empatii?

    Yhyyyy, genialne.
    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • el_elefante 23.09.14, 14:02
    Ile ludzi, tyle opinii. Bo "kary cielesne" to bardzo pojemny worek, do którego wrzucić można i przytrzymanie siłą za rękę i skatowanie do krwi. Ja jestem daleki od ustawiania się w skrajnych pozycjach i unikam mówienia, że nigdy, przenigdy. Ale swojego dziecka nie uderzyłem i nie mam niczego takiego w planach. Ale jeżeli by do tego doszło, to jedno wiem na pewno: bez względu na efekt, nie przejdę nad tym do porządku dziennego,

    --
    Nie o to chodzi, o co idzie, ale o to, żeby dobrze szło.
  • klinkierzg 23.09.14, 20:15
    Nie uznaję żadnych kar, a tym bardziej cielesnych. Żadnej przemocy - klaps też przemoc. Stawiamy na dialog, szacunek, wyrażanie swoich uczuć i potrzeb.
    --
    porozumienie bez przemocy
  • heniek.8 23.09.14, 23:06
    > Nie uznaję żadnych kar

    poczekaj aż będziesz mieć dzieci smile
  • nigolla 24.09.14, 15:27
    Żadnych? A jak karcisz swoje dzieci?
  • feiniel 24.09.14, 09:29
    ciekawe, wszyscy są tacy święci i nigdy lekkiego klapsa nie dali, nie szturchnęli, nie ścisnęli z całej siły za rączkę... nawet jak sie dziecko wyrywa, żeby wybiec na środek jezdni, nawet jak młodszego brata zdzieli łopatka po głowie....
    ale wypowiadają się ci nie mają dzieci albo mają całkiem małe, takie co nie bardzo mają jak narozrabiać, albo maja wyjątkowo grzeczne dzieci - a tak są i takie które po prostu z natury sa grzeczne, spokojne i w miarę słuchają rodziców
    a niech się wypowiedzą ci, którzy byli po kilka razy wzywani do przedszkola czy do szkoły, bo dzieciak narozrabiał
    nie u każdego dziecka największym przewinieniem jest że nie chciał założyć piżamy... jak młody któryś raz z kolei rzuca zabawkami po całym mieszkaniu, pluje na ciocię albo znów ucieka na ulicę to naprawdę wierzycie, że pomoże szlaban na bajki, albo odebranie lizaka?

    --
    'I know I'll be all right, it's just overkill'
  • el_elefante 24.09.14, 09:57
    Nikt nie jest święty.
    Gdybym ścisnął dziecko z całej siły za rączkę, zrobiłbym mu krzywdę.
    Gdybym po raz kolejny szedł do przedszkola z powodu wybryków syna, byłoby to dla mnie powodem do zastanowienia się o co chodzi raczej, niż powodem do wlania mu pasem po powrocie.
    To, że dzieciak nie chce założyć piżamy, to nie jest przewinienie.
    Szlaban na bajki i odebranie lizaka to taka sama kara jak lanie, tyle że mniej dotkliwa (fizycznie). Dalej pozostaje karą. Efekt jest taki, że następnym razem dziecko nie wybiegnie na jezdnię bo się będzie bało lania. Chyba nie w tym rzecz.

    --
    Nie o to chodzi, o co idzie, ale o to, żeby dobrze szło.
  • demonii.larua 24.09.14, 09:59
    Ależ tu nie ma nic z wiary. To zwyczajna praktyka i zdobywane metodą prób i błędów doświadczenie.
    Mam czworo dzieci, a najstarszy kończy za chwilę 18 lat. I on jako jedyny raz w życiu dostał solidnego klapa. Przez następne kilkanaście lat wobec żadnego z dzieci nie musieliśmy stosować klapsowania. Zwyczajnie, wystarczy dziecko wychowywać, być przy nim i pokazywać. Owszem wymaga to czasu i cierpliwości, bo nikt inny za nas tego nie zrobi. Niektórym się wydaje że małe dziecko to taki robocik, co to będzie wykonywał nasze polecenia a na każde "nie wolno" zatrzyma się i posłucha, a jeszcze lepiej że wychowa się samo. Na każde dziecko jest metoda, tylko trzeba się wysilić i ją znaleźć. Lenistwo nie popłaca, zwłaszcza w wychowaniu potomstwa. Wyciągasz to co wkładasz. Tylko tyle i aż tyle.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • bene_gesserit 09.10.14, 20:47
    > ale wypowiadają się ci nie mają dzieci albo mają całkiem małe, takie co nie bar
    > dzo mają jak narozrabiać, albo maja wyjątkowo grzeczne dzieci - a tak są i taki
    > e które po prostu z natury sa grzeczne, spokojne i w miarę słuchają rodziców
    > a niech się wypowiedzą ci,

    Każdy był dzieckiem, mądralo. Większość ludzi powyżej trzydziestki byłą bita, takie byly czasy. Więc większość ma prawo do wypowiedzi, bo poznaliśmy to na własnej skórze.

    Owszem, tzw 'gorąca przemoc', która wiąże się z brakiem panowania nad emocjami jest dla mnie dorosłej zrozumiała, ale niezrozumałe jest, czemu się powtarza, jeśli powtarza. Jeśli uderzę swoje dziecko raz, bo miałam ujowy dzień w pracy, a bachor nie chce się sluchać, to powinnam się zastanowić nad sobą, a nie powtarzać to przy potwórce scenariusza. Jeśli kolejny raz idę na latwiznę i walę dzieciaka, bo wiem, ze ze strachu zacznie słuchać, jestem beznadziejnym człowiekiem i rodzicem do du.py. To jest bardzo proste.

    Tak czy inaczej, tzw 'zima przemoc' - egzekucje wymierzania kary, choćby i symbolicznego klapsa, z ceremoniałem, uroczystym ogłoszeniem kary i za co i bez emocji to coś jeszcze bardziej obrzydliwego.

    > my... jak młody któryś raz z kolei rzuca zabawkami po całym mieszkaniu, pluje n
    > a ciocię albo znów ucieka na ulicę to naprawdę wierzycie, że pomoże szlaban na
    > bajki, albo odebranie lizaka?

    Ależ skąd. Pomoże zastanowienie się nad sobą, i rewizja własnych umiejętności radzenia sobie z emocjami, stresem oraz wsparcie, jeśli chodzi o metody wychowawcze, bo najwraźniej go porzebujesz. Możesz np zapytać się rodziców tzw 'grzecznych dzieci' czemuż są one takie grzeczne.
    --
    cute but psycho. things even out
  • cassandra7 28.09.14, 23:44
    Nie! Zanim uderzysz dziecko - uderz sie sam(a) i zapytaj sie, jak sie po tym czules/czulas. Bicie wzbudza, wywoluje agresje,
  • nigolla 29.09.14, 18:54
    cassandra7 napisała:

    > Nie! Zanim uderzysz dziecko - uderz sie sam(a) i zapytaj sie, jak sie po tym cz
    > ules/czulas. Bicie wzbudza, wywoluje agresje,

    Dobra metoda wink Ciekawa jestem gdzie leży prawda, czy bicie pomaga czy wręcz przeciwnie, jak to rzeczywiście jest.
  • aszuelka 02.10.14, 18:50
    Ojjjj najłatwiej to sie wypowiadać jak sie nie ma dzieci. Ja wychowałam troje i owszem, jedna córa grzeczna jak aniołek nigdy nie dostała żadnego klapsa, syn może ze 2-3 razy w życiu coś tam przeskrobał mocniej i dostał, a najmłodsza córka to był diabeł wcielony, nieposłuszna i krnąbrna, że co raz musiała dostać na uspokojenie! I przeciez nie wychowywałam jej inaczej niz poprzednich dzieci, taki charakter, że nie dało się jej inaczej przywołać do porządku. Wszystkie dzieci wyrosły na porządne osoby, najmłodsza córa obecnie studuiuje i nadal ma wybuchowy charaktrerek, ale nauczyła się go kontrolować. Niektórych dzieci po prostu nie da się wychować bez przylania w dupę, taka prawda!
  • aqua48 05.10.14, 16:39
    aszuelka napisała:

    >Niektórych dzieci po pros
    > tu nie da się wychować bez przylania w dupę, taka prawda!

    Jeśli traktujesz wychowanie jako bezmyślne i natychmiastowe wykonywanie Twoich poleceń oraz łamanie mu charakteru, to być może jest to Twoja prawda.
    Jeśli jako wdrożenie systemu wartości i naukę zasad to dużo lepiej i skuteczniej uczyć dziecko nie bijąc go tylko kierując, wskazując konsekwencje i dając ponosić skutki.
  • szamanta 03.10.14, 13:30
    Nie bije , bo mnie mąż zbije smile
  • nigolla 03.10.14, 15:30
    jak przełoży przez kolanko i zbije po pupie to może to być nawet interesujące wink
  • szamanta 03.10.14, 16:05
    Ale to wtedy jest NAGORODA ,a nie kara tongue_out
  • nigolla 06.10.14, 18:56
    szamanta napisała:

    > Ale to wtedy jest NAGORODA ,a nie kara tongue_out

    no też racja cholera big_grin
  • kanna 07.10.14, 13:13
    Kary cielesne są nielegalne w naszym kraju.

    Niezależnie od uwarunkowań prawnych - zawsze są wyrazem bezsilności rodzica. Ja nie jestem bezsilana jako rodzic :p

    Osobiście nie uznaję kar, uznaje narażanie dziecka na konsekwencje. (nie odrobiłeś - masz 1- tracisz popołudnie odrabiając i ucząc się danego tematu, odpytuje szczegółowiej, bo ocena musi się bilansować z 1. )
    Konsekwencje są trudniejsze do stosowania, bo angażują rodzica.
    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Jaskier, Pół wieku poezji
  • 45rtg 09.12.14, 20:17
    kanna napisała:

    > Kary cielesne są nielegalne w naszym kraju.
    >
    > Niezależnie od uwarunkowań prawnych - zawsze są wyrazem bezsilności rodzica. Ja

    Jakieś uzasadnienie?

    > nie jestem bezsilana jako rodzic :p

    Ach, potrzeba samoafirmacji. No można i tak.

    > Osobiście nie uznaję kar, uznaje narażanie dziecka na konsekwencje. (nie odrobi
    > łeś - masz 1- tracisz popołudnie odrabiając i ucząc się danego tematu, odpytuje
    > szczegółowiej, bo ocena musi się bilansować z 1. )
    > Konsekwencje są trudniejsze do stosowania, bo angażują rodzica.

    Konsekwencja uporczywego wielokrotnego ciągnięcia siostry za włosy?
  • manala 14.12.16, 21:43
    o tak, ja też chętnie taką "konsekwencje" poznam
  • antominka 08.10.14, 17:07
    Nawet nie wiem za co można bić dzieci.
    Serio nie wyobrażam sobie sytuacji, w której musiałabym użyć takich metod.
    Uważam, że siłą perswazji można wiele zdziałać. Ja jestem spokojną, zrównoważoną osobą, więc i moje dzieci takie są, bo czerpią przykład, nie żyją w stresie, tylko spokojnie wzrastają u mego boku, matki omylnej, która popełnia błędy i dzieci prawo do popełniania błędów również mają. Bywam zbyt pobłażliwa, ale nie widzę, żeby miało to jakiś zły wpływ, dzieci w szkole/przedszkolu są chwalone i nie mają żadnych uwag jako jedne z nielicznych.
    Taki przykład. W szkole mojego dziecka jest nauczycielka młodszych klas, która na każdej lekcji drze się jak opętana, jej głos rozchodzi się na całą szkołę. Kiedy wychodzi z sali (ma chyba jakiś problem z pęcherzem), to jej klasa zachowuje się jak dzikusy - drą się, krzyczą, słychać w klasie wielki łomot. Na przerwach również zachowują się bardziej dziko od innych klas, biegają, szaleją w sposób wręcz niekontrolowany.
    Nauczycielka mojego dziecka uwielbia dzieci ze swojej klasy (to widać), traktuje ich z szacunkiem, nie próbuje ich zaszczuć, zastraszyć, choć jasno stawia granice i wiele tłumaczy. Dzieci dobrze czują się w szkole, są niczym aniołki porównując do tamtej klasy.

    Uważam, że bicie negatywnie wpływa na psychikę dziecka, tak jak wrzaski i ogólnie złe traktowanie. Każdy, nie tylko dziecko, chce żyć w spokojnym miejscu, gdzie panuje miła atmosfera.
  • kwiatuszek129 10.10.14, 17:01
    Nie stosuję i nigdy nie będę. Nie rozumiem tej mentalności....system kar i nagród to najbardziej krzywdzący mechanizm, jaki można małemu dziecku sprezentować....w ten sposób odbiera się ludziom człowieczeństwo i zdolność samokontroli. W głowie pozostaje mechanizm lęku, strachu i ciągłego niedowartościowania...
  • heniek.8 10.10.14, 19:58
    hehe uwielbiam te kawałki nawiedzonych smile
    "system kar i nagród to najbardziej krzywdzący mechanizm, jaki można małemu dziecku sprezentować"
    jaki widzisz inny system bez nagród i kar? (pytanie raczej retoryczne)
  • gzesiolek 13.10.14, 10:51
    Nie ma jak popadac ze skrajnosci w skrajnosc...
    No to powiedz mi jak wytyczanie jasnych granic ogranicza zdolnosc samokontroli?

    Bo nie sadzisz, ze nalezy oddzielic system kar i nagrod dotyczacy wszystkiego i wszedzie (bo to ociera sie o dom policyjny), od np. doceniania staran i dobrych uczynkow drobnymi nagrodami (chocby pochwala), czy wprowadzaniem sankcji przy ustawicznym lamaniu ustalonej i zrozumianej granicy, gdzie sankcja nie zastepuje informacji zwrotnej, ale jest ostatecznoscia i ta granica ktorej dziecko testujac swoj obszar decydowania nie moze przekraczac...

  • radar272 11.10.14, 16:22
    kary cielesne to temat rzeka, bo naprawdę najpierw trzeba określic co będziemy uznawac za karę cielesną
    to, że klaps do nich należy to oczywiste, ale czy silniejsze przytrzymanie za rękę jeśli dziecko wyrywa się i nie słucha próśb też będzie karą cielesną?
    ja ogólnie jestem na nie jeśli chodzi o bicie dzieci, nie uderzylem nigdy swoich dzieci i nie zrobię tego, są sposoby wychowania bez tego, dziecko musi mieć wyznaczane granice i je znać, i wiedziec, że ich przekraczanie wiąże sie z konsekwencjami, ale przemoc nie będzie nigdy środkiem wychowawczym.
  • zielona-galazka 13.10.14, 08:55
    bazyli001 napisał:

    > A poruszę ten temat, a co. Stosujecie? Co o nich myślicie?

    I dowod prymitywnej bezradnosci rodzicow.
  • o-oszolom.z.radia.maryja 13.10.14, 15:23
    tak
  • robex888 14.10.14, 09:25
    Nie stosuje i jestem przeciwny temu.
  • stara-a-naiwna 14.10.14, 19:52
    kary cielesne nie są najlepszymi metodami wychowawczymi
    ale kiedy tłumaczenia, proszenia i zasady i omawianie konsekwencji nie pomagają wierze, ze klaps może pomóc (jako ostateczność)

    moje dziecko jest za małe na kary cielesne ale daję sobie pozwolenie, ze jak będzie wyjątkowo bezkarne czy bezczelne, a mi puszczą nerwy dostanie w tyłek.
  • bene_gesserit 14.10.14, 20:42
    Mojego kumpla i jego brata ojciec bijał. Własnie wtedy, kiedy mu puszczały nerwy. Do czasu aż chłopcy sami go któregoś dnia nie sprali. Też im nerwy puściły.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • heniek.8 14.10.14, 22:03
    no i co dalej? Twój post można właściwie wykorzystać na poparcie tezy, że bicie nikomu krzywdy nie czyni smile
    z opisu nie wynika żeby bity ojciec miał jakieś problemy z tego powodu? siniaki się zagoiły i wszystko dobrze się skończyło smile
  • bene_gesserit 14.10.14, 22:48
    Poważnie uważasz, że bicie to odpowiedni sposób na komunikację w rodzinie? Moim zdaniem dość osobliwy pomysł na ojcostwo i relacje wśród najbliższych. Niewydolny, niedojrzały psychicznie ojciec wychowuje emocjonalne kaleki (obaj są już dorośli, obaj piorą swoje dzieciaki, jeden tak, ze zainteresowała sie nim opieka społeczna).


    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • heniek.8 14.10.14, 23:13
    teraz zaczynasz podbijać stawkę w licytacji smile
    zacząłeś od sielankowego opisu jak to dwóch podrostków dało w kość staremu, ale raczej nikomu się nic nie stało, chodzi o Twojego kumpla czyli osobę mniej więcej z tego samego środowiska

    a teraz rzucasz nową kartę na stół - opieka społeczna, kumple to tak naprawdę emocjonalne kaleki lejące dzieci (cóż kiedyś sami dostaną baty i koło się zatoczy).

    (BTW cóż nie znam Was więc nie mogę powiedzieć "sprawdzam" ale może ten senior już teraz szykuje się do beatyfikacji smile

    w każdym razie nie wygrasz rywalizacji z nimi łagodną perswazją ani wpisami na forum - oni są w błędnym kole przemocy a Ty jesteś na dobrej drodze którą przekazujesz z pokolenia na pokolenie. Jedyny sposób w jaki możesz wygrać z nimi to mieć więcej potomstwa i tak dalej w postępie geometrycznym
  • bene_gesserit 14.10.14, 23:30
    'Sielankowego opisu'? Jeśli opis tego rodzaju relacji w rodzinie wydał ci się sielankowy, to mocno ci musieli - i to nie raz - bic w czoło. Nie każdy efektywny sposób na obronę granic przynosi ukojenie i przywraca spokój - przeciwnie. Pokazali samym sobie, ze są tacy sami, jak on - co potem przyniosło określone skutki w postaci przemocy wobec swoich własnych dzieci.

    Emocjonalnym kaleką był ojciec braci. Sęk w tym, ze nieszczęśliwi ludzie nie wychowają szczęśliwych, a wiele ofiar 'wychowywania' biciem przekazuje tę światłą metodę dalej, w kolejne pokolenie, mnożąc sumę cierpienia swoim własnym wysiłkiem i kalecząc psychicznie kompletnie bezbronne i zdane na ich łaskę istoty.

    Historii o moim domniemanym potomstwie, tym samym środowisku, wygrywaniu rywalizacji itp aluzji nie rozumiem. Adieu.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • hellusia 15.10.14, 21:58
    przy trójce małych dzieci nie da się tylko rozmawiać !!!
  • demonii.larua 16.10.14, 07:34
    Przy czwórce się da, więc o czym Ty mówisz.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • hellusia 16.10.14, 13:30
    każde dziecko jest inne, więc to co się dało wypracować z pierwszym synem niekoniecznie się sprawdzi z drugi nie wspominając o trzecim, po za tym wychowywanie 3 synów jest inne niż 3 córek, więc niech każdy wypowiada się za siebie !!! poza tym jest jeszcze praca zawodowa, jak się nie pracuje to się ma dużo więcej czasu dla dziecka i można więcej osiągnąć.

    Z innej beczki przykład koleżanki z pracy: jej córka bardzo grzeczna, w wieku 6 lat zaczęła ni stąd ni zowąd wybiegać na ulicę, koleżanka tłumaczyła że tak nie wolno mnóstwo razy, w końcu się nie dało, dostała klapsa i pomogło. Ileż można tłumaczyć że nie wolno wybiegać na ulicę? 100 razy a jeśli za 99 wpadnie pod samochód i się zabije?
  • bene_gesserit 16.10.14, 20:07
    Jesli nie potrafisz sobie poradzic z własnymi dziećmi, to nie powinnaś planować posiadania trójki. Niby dlaczego dziecko ma cierpieć tylko dlatego, ze postanowiłaś mieć więcej niż jedno dziecko, pracujesz zadowodo i nie masz dla nich czasu? To ma być problem dzieci, który ty 'rozwiązujesz' biciem, bo nie masz czasu, żeby 'więcej osiągnąć'?

    Trochę tak, jakbyś zaprosiła na obiad masę gości, oni by przyszli, a ty z rozbrajajacym uśmiechem wydzieliłabyś im po jednej fasolce, tłumacząć ze nie miałaś pieniędzy, zeby ich lepiej nakarmić.

    Jeśli zapraszasz kogoś - czującą, bezbronną i zdaną kompletnie na ciebie istotę na ten świat, tym bardziej, jeśli zapraszasz trzy, to masz STANĄĆ NA USZACH, żeby były szczęśliwe. A przynajmniej nie sprawiać im cierpienia tylko dlatego, ze przed trzema porodami nie przyszło ci do głowy, ze być może nie będziesz miała czasu dla tylu dzieci.

    Twojej koleżance przekaż łaskawie, ze jeśli dziecko nie słucha poleceń, należy się zastanowić, czemu, a nie prać. Nikt nie robi nic bez przyczyny, dzieci również.


    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • hellusia 16.10.14, 20:41
    nigdzie nie napisałam że biję dzieci, to tak na marginesie dla tych pieniących się
  • bene_gesserit 17.10.14, 17:34
    A poprzednio napisałas:
    > przy trójce małych dzieci nie da się tylko rozmawiać !!!

    To co robisz, kiedy tylko rozmowa nie wystarcza? Tańczysz? Bo zabrzmiało to jednoznacznie.


    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • radar272 17.10.14, 11:30
    bene_gesserit napisała:

    > Jesli nie potrafisz sobie poradzic z własnymi dziećmi, to nie powinnaś planować
    > posiadania trójki
    . Niby dlaczego dziecko ma cierpieć tylko dlatego, ze postano
    > wiłaś mieć więcej niż jedno dziecko, pracujesz zadowodo i nie masz dla nich cza
    > su? To ma być problem dzieci, który ty 'rozwiązujesz' biciem, bo nie masz czasu
    > , żeby 'więcej osiągnąć'?

    no takie to trochę na wyrost stwierdzenie, nie sądzisz?
    przecież można mieć dwójkę i ogarniać normalnie, a potem pojawia się trzecie i już świat staje na głowie bo okazuje się, że najmłodsze jest żywiołowe i rozrabiające ponad norme
    z resztą u mnie wystarczyło, że pojawiło się drugie i juz świat stanął na głowie troche
    a już w ogóle jak jest spotkanie w wiekszym gronie rodzinnym i są inne dzieciaki w podobnym wieku (kolejna dwójka) to bywa nie do ogarnięcia przez jednego rodzica i to nie jest kwestia czasu
  • bene_gesserit 17.10.14, 17:32
    Nie, w żadnym wypadku.
    Powołujesz człwieka do istnienia - masz obowiązek odpowiednio się nim zająć, obojętnie od tego, jakie to ma być obciążenie. A przynajmniej nie przysparzać mu cierpienia tylko dlatego, ze to skuteczne.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • orjen 16.10.14, 20:09
    hellusia napisała:

    > każde dziecko jest inne, więc to co się dało wypracować z pierwszym synem nieko
    > niecznie się sprawdzi z drugi nie wspominając o trzecim, po za tym wychowywanie
    > 3 synów jest inne niż 3 córek, więc niech każdy wypowiada się za siebie !!! po
    > za tym jest jeszcze praca zawodowa, jak się nie pracuje to się ma dużo więcej c
    > zasu dla dziecka i można więcej osiągnąć.
    >
    > Z innej beczki przykład koleżanki z pracy: jej córka bardzo grzeczna, w wieku 6
    > lat zaczęła ni stąd ni zowąd wybiegać na ulicę, koleżanka tłumaczyła że tak ni
    > e wolno mnóstwo razy, w końcu się nie dało, dostała klapsa i pomogło. Ileż możn
    > a tłumaczyć że nie wolno wybiegać na ulicę? 100 razy a jeśli za 99 wpadnie pod
    > samochód i się zabije?

    ten przykład z wybieganiem na ulicę jest chyba najbardziej wyświechtanym przykładem w internecie na usprawiedliwienie przemocy.
  • 45rtg 09.12.14, 20:20
    orjen napisała:

    > hellusia napisała:
    > > lat zaczęła ni stąd ni zowąd wybiegać na ulicę, koleżanka tłumaczyła że
    > tak ni
    > > e wolno mnóstwo razy, w końcu się nie dało, dostała klapsa i pomogło. Ile
    > ż możn
    > > a tłumaczyć że nie wolno wybiegać na ulicę? 100 razy a jeśli za 99 wpadni
    > e pod
    > > samochód i się zabije?
    >
    > ten przykład z wybieganiem na ulicę jest chyba najbardziej wyświechtanym przykł
    > adem w internecie na usprawiedliwienie przemocy.

    Wyświechtanym? Jak tylko doczeka się realistycznej odpowiedzi, przestanie być stosowany. Dawaj, odpowiadaj. Przecież to proste dla dobrego rodzica.
    Tak, znam ten przykład od wielu lat i NIGDY nie widziałem, aby został skontrowany argumentem.

  • bene_gesserit 09.12.14, 20:42
    Proszę bardzo: znam bardzo żywego chłopczyka, który dostał lanie nie raz i nie dwa za wybieganie na ulicę. Nie działa.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 45rtg 09.12.14, 23:23
    bene_gesserit napisała:

    > Proszę bardzo: znam bardzo żywego chłopczyka, który dostał lanie nie raz i nie
    > dwa za wybieganie na ulicę. Nie działa.

    A ta jak zwykle się wykłada jak Wielebna Matka przed Jessiką i Alią. Jak raz na innym forum znalazły się dwie takie, którym atropina nie działa na źrenice. Ergo nie wolno używać atropiny, bo nie działa. Takiej to klasy ten twój "argument".

    Dla inteligentniejszych zaproszenie: nie krępujcie się, napierajcie, czekam na realistyczną alternatywę krótkiego strzału w d*psko hamującego głupawkę prowadzącą dziecko na ulicę. Teraz, natychmiast. Nie metodą szczerej rozmowy podczas układania do snu - bo dziecko może nie dożyć tego wieczora.

  • demonii.larua 10.12.14, 11:09
    > Dla inteligentniejszych zaproszenie: nie krępujcie się, napierajcie, czekam na
    > realistyczną alternatywę krótkiego strzału w d*psko hamującego głupawkę prowadz
    > ącą dziecko na ulicę. Teraz, natychmiast.
    Doprecyzuj jeszcze w jakim wieku to nagle wybiegające na ulice dziecko. Bo nawet średnio wychowane dość wcześnie kuma, że na ulicę się nie wybiega.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • 45rtg 10.12.14, 22:09
    demonii.larua napisała:

    > > Dla inteligentniejszych zaproszenie: nie krępujcie się, napierajcie, czek
    > am na
    > > realistyczną alternatywę krótkiego strzału w d*psko hamującego głupawkę p
    > rowadz
    > > ącą dziecko na ulicę. Teraz, natychmiast.
    > Doprecyzuj jeszcze w jakim wieku to nagle wybiegające na ulice dziecko. Bo nawe
    > t średnio wychowane dość wcześnie kuma, że na ulicę się nie wybiega.

    Kolejny unik udający nie-praw-do-po-dob-nie wręcz istotną prośbę o doprecyzowanie, byle nie udzielić odpowiedzi. A nuż się upierdliwcowi znudzi i będzie można udawać że się go przyłapało na niekonsekwencji i braku argumentów...
  • demonii.larua 10.12.14, 22:27
    O losie... cycki opadają uncertain
    Nie potrafisz odpowiedzieć na proste pytanie?

    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • 45rtg 10.12.14, 22:36
    demonii.larua napisała:

    > O losie... cycki opadają uncertain
    > Nie potrafisz odpowiedzieć na proste pytanie?

    I to TY się o to pytasz? smile
    Jak Ci wiek dziecka robi różnicę, to zaproponuj kilka wersji dla różnych grup wiekowych. Ale nie, Ty się będziesz zasłaniać teraz moim brakiem odpowiedzi na "kluczowe" pytanie, który to brak oczywiście uniemożliwia Ci udzielenia wyjaśnień smile

  • demonii.larua 11.12.14, 08:25
    Robi różnicę, rozbrykanego dwulatka zapinam w szelki albo wsadzam do wózka. Nie ma z takim małym człowiekiem żadnej dyskusji. Nie ma opcji żeby wybiegł nagle na ulicę. Czterolatek na spacerze w pobliżu ulicy idzie z dorosłym za rękę, nie biega gdzie popadnie - ewentualnie idzie obok, jeszcze nie spotkałam 4-latka szybszego niż dorosły (dwulatka zresztą też nie), przy czym w bezpośredniej bliskości jezdni bezwzględnie za rękę, a jeśli młode jest w trakcie focha czy napadu złości to się w ogóle z nim nie przemieszczam, tylko usiłuję uspokoić ewentualnie chwyt pod pachę i do domu czy w miejsce gdzie będę mogła je uspokoić. Pięciolatek jest już na tyle ogarnięty, że doskonale wie wtargnięcie na jezdnie może skutkować śmiercią. Dziecko, które tego nie wie w tym wieku może podziękować rodzicom za to, że mają je w dupie i nie uczą zasad bezpieczeństwa i generalnie olewają wychowanie. To jest naprawdę proste i nie wymaga wielkiego wysiłku. Zawsze mnie rozwala argument nagłego wybiegnięcia na ulicę, małego dziecka w okolicy jezdni się zwyczajnie jeszcze bardziej się pilnuje.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • 45rtg 11.12.14, 22:05
    demonii.larua napisała:

    > Robi różnicę, rozbrykanego dwulatka zapinam w szelki albo wsadzam do wózka. Nie
    > ma z takim małym człowiekiem żadnej dyskusji. Nie ma opcji żeby wybiegł nagle
    > na ulicę. Czterolatek na spacerze w pobliżu ulicy idzie z dorosłym za rękę, nie
    > biega gdzie popadnie - ewentualnie idzie obok, jeszcze nie spotkałam 4-latka s
    > zybszego niż dorosły (dwulatka zresztą też nie), przy czym w bezpośredniej blis
    > kości jezdni bezwzględnie za rękę, a jeśli młode jest w trakcie focha czy napad
    > u złości to się w ogóle z nim nie przemieszczam, tylko usiłuję uspokoić ewentua
    > lnie chwyt pod pachę i do domu czy w miejsce gdzie będę mogła je uspokoić. Pięc
    > iolatek jest już na tyle ogarnięty, że doskonale wie wtargnięcie na jezdnie moż
    > e skutkować śmiercią. Dziecko, które tego nie wie w tym wieku może podziękować
    > rodzicom za to, że mają je w dupie i nie uczą zasad bezpieczeństwa i generalnie
    > olewają wychowanie. To jest naprawdę proste i nie wymaga wielkiego wysiłku. Za
    > wsze mnie rozwala argument nagłego wybiegnięcia na ulicę, małego dziecka w okol
    > icy jezdni się zwyczajnie jeszcze bardziej się pilnuje.

    I znowu - odpowiedzi brak, za to jest pół ekranu dziurawego dowodzenia że to, o co pytam nie może się zdarzyć, a jeżeli się zdarzy to winni są patologiczni rodzice.
  • demonii.larua 11.12.14, 22:27
    Dostałeś odpowiedź. Nie dopuszczasz do tego by dzieciak Ci wybiegł na ulicę. Jak się rozpędza i jednak próbuje to go DOGANIASZ i zatrzymujesz. No chyba, że nie jesteś w stanie fizycznie tego zrobić - wtedy nie idziesz sam z dzieckiem na spacer. A jak przyjdzie Ci do głowy pomysł, żeby wyjść to korzystasz z przedmiotu, który zalinkowałeś poniżej i skutecznie wybijasz sobie ów pomysł ze łba, skoro twierdzisz że działa na dorosłych.
    p.s. strasznie mały masz ten ekran.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • 45rtg 11.12.14, 22:50
    demonii.larua napisała:

    > Dostałeś odpowiedź. Nie dopuszczasz do tego by dzieciak Ci wybiegł na ulicę. Ja

    Zalecenie profilaktyki to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Pytanie jest o sytuację, w której profilaktyka z dowolnej przyczyny zawiodła i dziecko upierdliwie, któryś raz z kolei, wyraźnie nie reagując na szczerą rozmowę z uwzględnieniem jego uczuć, o mało nie wbiega na jezdnię. Słucham, co robić w tej sytuacji? Tylko nie pitol mi tu znowu że do takich sytuacji się nie dopuszcza, bo to odpowiedzią nie jest.
    (Ciekawe czy się teraz standardowo nadmie i oświadczy że "takim językiem nie będziemy rozmawiać, eot")


  • bene_gesserit 11.12.14, 23:04
    Poważnie nie trzymasz małego za rękę, kiedy zblizacie się do ulicy?

    Droga Redakcjo,

    moja mama mnie nie pilnuje. Jestem jeszcze mały, mam pięc lat, i nie do końca się umiem skupić, noi czasem też się trochę rozbrykam - zdarzyło mi się parę razy wylecieć na ulicę. Za każdym razem mama mnie z niej zwlekała i bardzo mocno biła. Strasznie płakałem, bo to było okropne.
    Ale myślę, ze gdyby mama nie była zajęta komórką/fajką/oglądaniem wystaw/skupianiem się na czymkolwiek innym tylko mnie pilnowała i łapała mnie za rękę, kiedy dochodzimy do ulicy, to bym nie wybiegał, bo jak?

    Droga Redakcjo, czy możecie sprać mamę tak zeby bardzo płakała i w końcu się nauczyła, że jak się ma dziecko, to trzeba trochę myśleć?

    Z poważaniem,



    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • 45rtg 11.12.14, 23:18
    bene_gesserit napisała:

    > Poważnie nie trzymasz małego za rękę, kiedy zblizacie się do ulicy?
    >
    > Droga Redakcjo,
    >
    > moja mama mnie nie pilnuje. Jestem jeszcze mały, mam pięc lat, i nie do końca s
    > ię umiem skupić, noi czasem też się trochę rozbrykam - zdarzyło mi się parę raz
    > y wylecieć na ulicę. Za każdym razem mama mnie z niej zwlekała i bardzo mocno b
    > iła. Strasznie płakałem, bo to było okropne.
    > Ale myślę, ze gdyby mama nie była zajęta komórką/fajką/oglądaniem wystaw/skupia
    > niem się na czymkolwiek innym tylko mnie pilnowała i łapała mnie za rękę, kiedy
    > dochodzimy do ulicy, to bym nie wybiegał, bo jak?
    >
    > Droga Redakcjo, czy możecie sprać mamę tak zeby bardzo płakała i w końcu się na
    > uczyła, że jak się ma dziecko, to trzeba trochę myśleć?
    >
    > Z poważaniem,


    Taaa... I znowu odpowiedzi brak, za to próba obrażenia rozmówcy głodnymi kawałkami o fajkach, komórkach i gadaniu z psiapsiółami smile
  • gzesiolek 12.12.14, 12:18
    Strasznie sie rzucasz.
    Masz jednostkowy przyklad gdy spranie dziecka poskutkowalo a zadasz naukowego obalenia tego przypadku...
    Inni maja taki przyklad w druga strone, czyli ze pranie nie poskutkowalo - to sie ciskasz ze to zaden argument...

    Ale wlasnie o to chodzi, ze kazdy ma swoje doswiadczenia. Ja ze swoimi dziecmi nigdy nie mialem problemu wylatywania na ulice... zdarzylo sie kilka razy, ze musialem lapac w ostatniej chwili, ale nigdy z tego powodu dziecka nie uderzylem...

    Wiec skoro mi jak i setkom innym rodzicom udalo sie wychowac dzieci na nie-samobojcow bez bicia to dlaczego zadasz dowodu naukowego na to, ze bicie nie jest skuteczne w takim przypadku... nie wiemy czy jest skuteczne bo u nas zadzialaly zupelnie inne metody.

    Moze w druga strone daj mi argumenty za tym, ze my zle wychowalismy swoje dzieciaki i ze powinnismy zastosowac metode klapsa... No jakies argumenty za tym, ze bez klapsa sie nie da?
    Ale konkretne a nie jednostkowy przyklad zupelnie dla wiekszosci abstrakcyjny...
  • heniek.8 12.12.14, 13:13
    ja Ci odpowiem z przymróżeniem oka: gdybyś w swoim czasie dostał po tyłku to teraz byś nie skupiał się tyle na swojej zajebistości że nie bijesz dzieci smile
    małe wyjaśnienie: ja też ich nie biję, ale też nie biję piany z tego tytułu, po prostu robię to dla siebie.

    to już nawet lwice karcą swoje młode jak któreś zaczyna robić kłopoty, na pewno nie robią tego natomiast np. traszki. nie jestem pewien co to nutrii. czyli w zasadzie wątek ten jest przechwałkami że my ludzie zjechaliśmy do poziomu płazów, no może jak dobrze pójdzie z nutriami to do poziomu gryzoni big_grin
  • gzesiolek 12.12.14, 14:54
    Jesli pijesz do mnie to mam szczerze mowiac gdzies, co kto mysli o moim podejsciu do wychowaniu dziecka.
    Napisalem ten post, tylko i wylacznie, bo wkurza mnie maniera osoby o nicku 45rtg zarzucania innym agresji i braku argumentow, gdy sama ani argumentow, ani kultury wypowiedzi nie przedstawia... Stad ta kontra i odwrocenie sytuacji.

    Nie jestem idealnym rodzicem, nie jestem nawet bardzo dobrym... ale mam przekonanie, ze uzycie sily nie jest konieczne... Czy to prawidlowe, czy idealne? Nie mam pojecia... Jak na razie sie sprawdza... A jak sie myle to chcialbym uslyszec argumenty i dowody na potwierdzenie tego, ze moje przekonanie jest bledne...

    Poza tym, karcenie a bicie to sa dwie rozne rzeczy... Czy ja napisalem, ze nie chce kar, konsekwencji, dyscypliny?
  • heniek.8 13.12.14, 07:44
    > Napisalem ten post, tylko i wylacznie, bo wkurza
    > mnie maniera osoby 45rtg

    a ja napisałem głównie dlatego, że w dzisiejszych czasach, w wątku "bić czy nie bić", nie ma możliwości nie wpadnięcia w banał. dyskusja na 100 postów, można przeczytać 3 z tego i na jedno wyjdzie. więc jeden taki post jak 45rtg stanowi 50% treści tego wątku, a co za tym idzie, wszystkiego co w tym tygodniu napisano na tym forum smile
    nie wnikając czy dobrze wszystko udokumentował czy gdzieś tam zaliczył potknięcie smile
  • 45rtg 12.12.14, 22:49
    gzesiolek napisał:

    > Strasznie sie rzucasz.
    > Masz jednostkowy przyklad gdy spranie dziecka poskutkowalo a zadasz naukowego o
    > balenia tego przypadku...
    > Inni maja taki przyklad w druga strone, czyli ze pranie nie poskutkowalo - to s
    > ie ciskasz ze to zaden argument...

    Człowieku, o czym Ty do mnie rozmawiasz? Opanuj sztukę czytania ze zrozumieniem, przestań dyskutować z własnymi urojeniami na temat tego, co kto powiedział, to pogadamy.
  • gzesiolek 15.12.14, 16:52
    Znasz przykład gdzie strzał w dupsko zahamowało wybieganie na ulice...

    Wszystkie przykłady gdy ten strzał był zbędny lub nieskuteczny zbywasz, że to żaden argument...

    Więc ja mam przykład, gdzie bez strzału w dupsko udało się powstrzymać dzieci przed wybieganiem na ulicę... i Ty się mecz z obalaniem naukowym tego lub udowadnianiem, że strzał w dupsko jest potrzebny...

    Ale nie lepiej rzucić hasło o czytaniu ze zrozumieniem i dalej czerpać radość z trolowania opinii i doświadczeń innych...
  • 45rtg 16.12.14, 21:56
    gzesiolek napisał:

    A jednak słuchaj, co ci miły pan radzi. Ćwicz rozumienie czytanego tekstu. Dopiero potem pisz własne.
  • gzesiolek 16.12.14, 22:46
    O ja biedny... O ja nieszczesny...
    To moze mily Panie wyjasnij mi co takiego ukrytego chciales mi przekazac w swoich postach, czego nie zrozumialem?
    Bo jak na razie to sie tylko madrzysz.
  • 45rtg 16.12.14, 23:30
    gzesiolek napisał:

    > O ja biedny... O ja nieszczesny...
    > To moze mily Panie wyjasnij mi co takiego ukrytego chciales mi przekazac w swoi
    > ch postach, czego nie zrozumialem?

    Zadałem proste pytanie. Tylko tyle. Cała reszta to wypłody twojej wyobraźni. Koniec przekazu, teraz zajmij się myśleniem.
  • gzesiolek 17.12.14, 12:26
    Jak już mamy się czepiać szczegółów, zwłaszcza, że jak widzę poziom dyskusji sprowadzasz do wycieczek osobistych...
    Pytania nie zadałeś... podpiąłeś się pod jeden przypadek wspomniany przez kogoś innego i rzuciłeś "wyzwanie":

    >>Dla inteligentniejszych zaproszenie: nie krępujcie się, napierajcie, czekam na realistyczną alternatywę krótkiego strzału w d*psko hamującego głupawkę prowadzącą dziecko na ulicę. Teraz, natychmiast. Nie metodą szczerej rozmowy podczas układania do snu - bo dziecko może nie dożyć tego wieczora.<<

    Argumenty, że 1. coś jest nie tak z okresem wcześniejszym wychowania, że taki problem występuje, i że 2. należy dziecko po prostu przytrzymać idąc przy ulicy...
    i że 3. strzał w dupsko wcale nie musi pomóc... z góry odrzucasz w swej wszechwiedzy...

    Więc jeśli moje wypowiedzi są dla Ciebie zbyt skomplikowane. Spróbuje prościej:
    Podaj sensowne argumenty za tym, że strzał w dupsko jest lepszy niż wychowanie i tłumaczenie na bieżąco, a jednocześnie pilnowanie swojego dziecka w chwili gdy idzie z nami przy ulicy... nie żadne bo przecież wiadomo, bo tak jest, bo Ty nie znasz takiego przypadku itd. itp. Wykaż się...
    A ja sobie będę pisał posty po zdaniu w stylu:
    "Tak, znam dokładnie taki przykład i nigdy nie widziałem, aby został przez zwolenników klapsów skontrowany argumentem."
    "Kolejny unik, byle nie udzielić odpowiedzi. A nuż się upierdliwcowi znudzi i będzie można udawać że się go przyłapało na niekonsekwencji i braku argumentów..."
    "I znowu - odpowiedzi brak, za to jest kolejny post wychwalający skuteczność klapsa w konkretnym przypadku. I udawanie, że to o co pytam nie może się w normalnym życiu zdarzyć, a jeżeli się zdarza to na pewno Ci nie bijący mają jakieś dziwne dzieci."
    Itd. itp. bo czepiać się słówek i wmawiać innym brak argumentów, czy zrozumienia jest bardzo łatwo... Gorzej zaakceptować fakt, że własny poziom argumentacji jest na takim samym poziomie, jeśli nie niższym...
    Zrozum, mniej mnie razi czyjeś podejście do wychowania, choćby odmienne niż moje, niż zgrywanie wszystkowiedzącego i domaganie się argumentów i naukowych dowodów, gdy samemu się nic więcej nie przedstawiło niż własne zdanie i własne doświadczenie...
    Może miast atakować spróbuj sam przeczytać i zrozumieć co ktoś do Ciebie piszę... bo jak na razie nie wykazałeś nawet odrobiny chęci...
  • 45rtg 17.12.14, 22:23
    gzesiolek napisał:

    > Jak już mamy się czepiać szczegółów, zwłaszcza, że jak widzę poziom dyskusji sp
    > rowadzasz do wycieczek osobistych...
    > Pytania nie zadałeś... podpiąłeś się pod jeden przypadek wspomniany przez kogoś
    > innego i rzuciłeś "wyzwanie":

    Jak zwał tak zwał - odpowiedzi nie było, za to masa wykrętów i jeden upierdliwy przypadek nierozumienia czytanego tekstu.

    > >>Dla inteligentniejszych zaproszenie: nie krępujcie się, napierajcie,
    > czekam na realistyczną alternatywę krótkiego strzału w d*psko hamującego głupaw
    > kę prowadzącą dziecko na ulicę. Teraz, natychmiast. Nie metodą szczerej rozmowy
    > podczas układania do snu - bo dziecko może nie dożyć tego wieczora.<<
    >
    > Argumenty, że 1. coś jest nie tak z okresem wcześniejszym wychowania, że taki p
    > roblem występuje, i że 2. należy dziecko po prostu przytrzymać idąc przy ulicy.
    > ..
    > i że 3. strzał w dupsko wcale nie musi pomóc... z góry odrzucasz w swej wszechw
    > iedzy...

    Jak się ślicznie pompujesz moją nędznością suspicious Żaden z tych, jak je naiwnie nazywasz, argumentów nie jest odpowiedzią na moje pytanie, tylko unikiem.
    Ale żeby ci nie było smutno, proszę bardzo:
    1. Stwierdzenie całkowicie bezsensowne. a) dzieci się zmieniają i wcześniejsze metody mogą niepostrzeżenie przestawać skutkować i b) jest to oczekiwanie wszechwiedzy od rodzica, wszechwiedzy dotyczącej także przyszłości, a więc pozwalającej dobrać idealny sposób wychowywania.
    2. Są setki uzasadnionych powodów dla których dziecko znajduje się przy ulicy nie trzymane za rękę. (rodzic wyciera nos, prowadzi za rękę młodsze dziecko niosąc drugą ręką torbę, poprawia właśnie dziecku sznurówki...)
    3. No nie musi. Ktoś twierdził że musi?

    > Więc jeśli moje wypowiedzi są dla Ciebie zbyt skomplikowane. Spróbuje prościej:
    > Podaj sensowne argumenty za tym, że strzał w dupsko jest lepszy niż wychowanie
    > i tłumaczenie na bieżąco, a jednocześnie pilnowanie swojego dziecka w chwili gd
    > y idzie z nami przy ulicy... nie żadne bo przecież wiadomo, bo tak jest, bo Ty
    > nie znasz takiego przypadku itd. itp. Wykaż się...

    Tak się zastanawiam, czy to jest głupota czy bezczelność... Nie odpowiedzieć na pytanie po czym wyskakiwać z żądaniem udowodnienia z d*py wziętej tezy przypisywanej dyskutantowi, podpierając się jeszcze aroganckim "wykaż się".

    Tak, czy inaczej - nie rokujesz, więc dalszej dyskusji nie będzie. No chyba że zamiast konfabulować odpowiesz na moje proste pytanie.

  • gzesiolek 18.12.14, 01:54
    I znowu masa personalnych prztyczków, troszkę podlanych sosem nieomylności... No i oczywiście coś z czym się nie zgadzasz jest z d...py wzięte... Te wyśmiewane przez Ciebie argumenty innych choć próbują coś tłumaczyć. Ty nawet nie potrafisz tego... Stosujesz tylko taktykę obrzucenia gnojem, a nuż coś się przyklei i będzie można dalej twierdzić, że to z d...py wzięte, przecież czuć...
    Wracając do Twoich słabiutkich i dość słabo przekonujących argumentów:
    1. Co ma zmienność dzieci to prostej zasady chronienia ich życia i co ma do tego strzał w pupsko?
    Kierując się tą logiką: nigdy nie wiesz kiedy dziecko wyskoczy na ulice. Tak? Choćby wcześniej nigdy tego nie robiło... albo nie wiesz czy wyskoczy, mimo, że zawsze przy takim i takim nastroju ma takie tendencje samobójcze...
    Ok w hipotetycznej sytuacji masz kilka wariantów (pewnie i kilkadziesiąt innych, ale przyjmijmy podstawowe):
    a) Jak wyskoczy i coś się stanie (najgorszy i nikomu takiego nie życzę), to strzał w pupsko (chyba się zgodzisz) jest tutaj mocno spóźniony - tym samym w tej sytuacji metoda się nie sprawdza.
    b) Jak wyskoczy i nic się na szczęście nie stanie. To jak sam przyznałeś nie ma pewności czy strzał w pupsko powstrzyma go w przyszłości... zwłaszcza, że dziecko zmienne jest... Poza tym, ile w tym strzale jest celowego działania a ile odreagowania stresującej dla rodzica sytuacji... Zwłaszcza, że jest już po zdarzeniu... czyli w tym wypadku jest czynność jest już spóźniona jako powstrzymywacz, a jednocześnie nie wiesz, czy ten strzał ma w ogóle przynieść (bo niby skąd wiadomo, że dziecko kiedyś znów wyskoczy) i czy przyniesie jakikolwiek skutek wychowawczy... no chyba, że wymagasz do rodziców wszechwiedzy dotyczącej także przyszłości...
    c) Jeśli nie wyskoczy, ale przewidujesz wg własnych obserwacji, że może (ktoś coś wspominał o przewidywaniu przyszłości) - to co lepsze przytrzymanie, czy profilaktyczny strzał w pupsko? i dlaczego wg Ciebie strzał?
    Jeśli jesteś w stanie przewidzieć zagrożenie dla zastosowania klapsa to tym bardziej jesteś w stanie przewidzieć dla trzymania za rękę...
    b) A może strzał w pupsko to profilaktyka i szkolenie, że ulica to ból i każde postawienie stopy na ulicy to strzał w pupsko... to może się udać... pytanie jak taki odruch wpłynie na dziecko w przyszłość... a może jednak wykorzystać zdolność uczenia się i wyjaśniać od małego jak działa świat i co nam grozi na ulicy... i może podaj sensowny argument dlaczego strzał w pupsko, ma być skuteczniejszy...
    Podsumowując, wyjaśnij może działanie tego Twojego niezastąpionego strzału. Bo jako działanie obronne nie wydaje mi się skuteczniejsze od przytrzymania, czy powstrzymania od wejścia na ulice... a jako działanie wychowawcze nie wydaje mi się skuteczniejsze od nauczania od najmniejszego co grozi nam wszystkim w spotkaniu z pojazdem na drodze... Wciąż czekam na jakiś argument w obronie strzału, bo na razie poza wyśmiewaniem postów innych nic takiego nie padło...
    2. Ok, masz 1001 sytuacji, gdy coś się może zdarzyć, a teraz wyjaśnij mi jak strzał w pupsko wszystko zmienia... rodzic smarka/kicha, wiąże sznurówki, czy nawet wykonuje potrójnego tulupa na oblodzonym chodniku, a dziecko w tym momencie z takiego lub innego powodu wpada na jezdnie... jakim magicznym sposobem ten legendarny strzał powstrzyma dziecko? Wyjaśnisz? Jako temu co to nic nie rozumie, a bardzo by chciał...
    3. W tym rzecz, co daje lanie poza wyładowaniem frustracji rodzica skoro nie jest wiadomo, czy przyniesie zamierzony skutek... (przyjmując, że taki zamierzony skutek mi zaraz zdradzisz...)

    Wracając do mojej "z d*py wziętej tezy" tak jak przewidziałem unikasz odpowiedzi. Na ten post też zapewne posypią się gromy dotyczące tego, że ktoś śmiał zadawać Ci pytania...

    Nie uważam słów "wykaż się" za bardziej aroganckie i bezczelne od "nie krępujcie się, napierajcie"... Ale jeśli za takie je odebrałeś to wybacz.

    Jak widzę, zacząłeś się już chyłkiem wycofywać... Zobaczymy, czy poza biciem piany podejmiesz się wymiany argumentów, czy jednak potrafisz tylko negować...

    Aha, żeby nie było, że znów nie padła odpowiedź (mimo, że padłą, ale jako, że nie jest zgodna z oczekiwaniem to nie jest przez Ciebie akceptowana):
    Nie uważam strzału w dupsko za skuteczną metodę na powstrzymywanie dziecka przed wypadaniem na ulice, bo:
    1) wymaga znaczącego przewidywania, a jeśli już przewidzieliśmy sytuacje takiego zdarzenia znacznie lepszą i skuteczniejszą metodą jest przytrzymanie niż lanie...
    2) jest już zbędne po zdarzeniu, jeśli wystarczająco wcześnie nie przewidzimy,
    3) może nie dać skutków wychowawczych, lepszych niż edukacja od najmłodszych lat...
    Jedyne pewne zastosowanie strzału w pupsko to odreagowanie rodziców. Ew. jeśli rodzice nie wypracowali sobie autorytetu u dzieci jak dotychczas może im pomóc w tym strach przed strzałem... ale to już oddzielna dyskusja (i nie moja brocha).

    Zdradź mi proszę wreszcie dlaczego ten "strzał w pupsko" ma być aż taki skuteczny, bo naprawdę próbuję odkryć tą tajemnice i wciąż jest to dla mnie naukowo i pragmatycznie nie do ogarnięcia. Widzę jednak, że zgłębiałeś ten temat i teoretycznie i praktycznie, więc liczę na solidną porcje wiedzy popartą argumentami... Bardzo proszę
  • f.lamer 19.12.14, 09:19
    45rtg napisała:
    > Tak, czy inaczej - nie rokujesz, więc dalszej dyskusji nie będzie. No chyba że
    > zamiast konfabulować odpowiesz na moje proste pytanie.

    powinieneś znaleźć grzesiolka i strzelić go - na chłodno, edukacyjnie - w dupsko. wtedy zapewne by zrozumiał jak należy z tobą dyskutować
  • gzesiolek 19.12.14, 11:17
    A jakbym nie zrozumial to nalezy poprawic, czyz nie?
    wink
  • 45rtg 19.12.14, 22:28
    f.lamer napisał:

    > 45rtg napisała:
    > > Tak, czy inaczej - nie rokujesz, więc dalszej dyskusji nie będzie. No chy
    > ba że
    > > zamiast konfabulować odpowiesz na moje proste pytanie.
    >
    > powinieneś znaleźć grzesiolka i strzelić go - na chłodno, edukacyjnie - w dupsk
    > o. wtedy zapewne by zrozumiał jak należy z tobą dyskutować

    Co skłoniło Cię do wygłoszenia takiego poglądu? Bo na pewno nie moje wypowiedzi, jako że nie ma w nich niczego o "chłodnym, edukacyjnym" strzelaniu w dupsko. Czyżbyś był jednym z tych grzesiolków, które wymyślają sobie co dyskutant powiedział i potem z zaangażowaniem obalają własne fantazje?
  • f.lamer 23.12.14, 13:30
    a i owszem, pisałeś o strzałach w dupsko nie dowierzając innym metodom nauki.
    9 grudnia tak pisałeś. musi zapomniałeś.
    masz problemy z pamięcią... hmm
    za mało otrzymanych strzałów, czy za dużo?

    dobra, a teraz serio:
    potrafisz udowodnić tezę jakoby używanie przemocy miało lepsze skutki wychowacze niż rozmowa z dzieckiem czy karmisz się własnym widzimisię?





  • 45rtg 23.12.14, 20:36
    f.lamer napisał:

    > a i owszem, pisałeś o strzałach w dupsko nie dowierzając innym metodom nauki.
    > 9 grudnia tak pisałeś. musi zapomniałeś.

    Cytat poproszę. Zawsze mnie bawiło jak ludzie potrafią nie zrozumieć czytanego tekstu, to i tym razem się pośmieję.

    > masz problemy z pamięcią... hmm
    > za mało otrzymanych strzałów, czy za dużo?
    >
    > dobra, a teraz serio:
    > potrafisz udowodnić tezę jakoby używanie przemocy miało lepsze skutki wychowacz
    > e niż rozmowa z dzieckiem czy karmisz się własnym widzimisię?

    Własnym widzimisiem to ty się na razie karmisz. Nad udowadnianiem powyższej tezy nawet nie będę się zastanawiać, bo to wyłączny produkt twojego, z braku lepszego słowa, umysłu.

    (A moje pytanie, oczywiście, dalej bez odpowiedzi.)
  • f.lamer 24.12.14, 09:40
    > Cytat poproszę.
    sam sobie znajdź. mi zajęło to ok. 20 sekund

    > Nad udowadnianiem powyższej tezy nawet nie będę się zastanawiać,
    słusznie. lepiej się nie zastanawiać, lepiej za dużo nie myśleć. lepiej przerzucać się oskarżeniami i tkwić w samozadowoleniu, upajając się kolejnymi swoimi postami.

    a prawda jest taka że - jeśli chodzi o wpadnięcie dziecka pod nadjeżdżający samochód - nie ma metod stuprocentowo skutecznych. dziecko które jest wychowywane w zdrowej psychicznie rodzinie jest równie podatne na rozkojarzenia i nieodpowiedzialne zachowania co dziecko wychowywane za pomocą kar cielesnych. bo to tylko dziecko.
    ono nie rodzi się geniuszem. ono nie tylko musi uczyć się świata. ono jeszcze musi się nauczyć jak się uczyć - taki paradoks. jest oczywiste że na swojej drodze popełni masę błędów.
    tyle że dobrze wychowane dziecko postępuje rozsądnie i odpowiedzialnie nie dlatego że się kogoś boi. postępuje tak, bo widzi że jego najbliższe otoczenie tak postępuje i że to przynosi efekt. szanuje rodziców nie dlatego że się się boi ich kar, ale dlatego że czuje w rodzicach wsparcie.
    dzieci rzadko słuchają rozkazów, ale bardzo lubią naśladować otoczenie.
    rządzenie strachem przed karą strategia bardzo krótkoterminowa. dzieci rosną szybko a ich strach przeradza się w nienawiść.
    bardziej czy mniej świadomie przejmują wzorce w których każdy problem można rozwiązać przemocą. uczą się braku zaufania do najbliższych. bo ci najbliżsi, którzy powinni ich chronić i uczyć - karzą ich za każdy błąd fizyczną, upokarzającą przemocą. uczą się że relacja zadający ból - cierpiący jest immanentnie wpisana w instytucję rodziny. taka sytuacja.

    tak, twoje pytanie pozostanie bez odpowiedzi. ale ty tu nie przyszedłeś po odpowiedź. przyszedłeś usprawiedliwiać swoją postawę wymyślonymi sytuacjami w których inne niż twoja strategie zawodzą.
    i aż szkoda że - jak piszesz - nie chcesz się nad tym zastanowić.

    wesołych świąt!
  • 45rtg 24.12.14, 09:54
    f.lamer napisał:

    > > Cytat poproszę.
    > sam sobie znajdź. mi zajęło to ok. 20 sekund

    Rozumiem, czyli po prostu łgałeś. Typowe. W takim razie dziękuję za rozmowę, nie będę jej kontynuować.
  • demonii.larua 12.12.14, 00:00
    Szczere rozmowy to się przeprowadza ze starszymi dziećmi, a nie z dwulatkiem nie potrafiącym zapamiętać pierdylion razy powtórzonych próśb/nakazów/ostrzeżeń i badającym granice.
    Bierzesz pod pachę stawiasz w bezpiecznym miejscu i mówisz "nie wolno", krótko i bez zbędnych monologów. Nie ma potrzeby tłuc w dupsko tylko dlatego, że nie posłuchało.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • 45rtg 12.12.14, 06:59
    demonii.larua napisała:

    > Szczere rozmowy to się przeprowadza ze starszymi dziećmi, a nie z dwulatkiem ni
    > e potrafiącym zapamiętać pierdylion razy powtórzonych próśb/nakazów/ostrzeżeń i
    > badającym granice.
    > Bierzesz pod pachę stawiasz w bezpiecznym miejscu i mówisz "nie wolno", krótko
    > i bez zbędnych monologów. Nie ma potrzeby tłuc w dupsko tylko dlatego, że nie p
    > osłuchało.

    To już było robione fafdziesiąt razy i doskonale o tym wiesz. A on znowu pobiegł.
  • demonii.larua 12.12.14, 07:33
    > To już było robione fafdziesiąt razy i doskonale o tym wiesz. A on znowu pobieg
    > ł.
    No trudno. Taki lajf big_grin
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • heniek.8 12.12.14, 08:10
    za moich czasów można było nawet w szkole dostać od nauczyciela po łapie liniałem. i raczej nie było z tego afery, delikwent nie był również obejmowany opieką psychologa itp.

    w sumie jak teraz na to patrzę to był dość efektywny sposób przywrócenia nastoletnego konia popisującego się przed klasą do porządku smile
    można było oczywiście tłumaczyć łagodnym głosem, tylko po co tracić aż tyle czasu? big_grin

    a co do tego walnięcia w tyłek które tu wałkujecie, to mam wrażenie że żadne dziecko nie ma z tym aż takiego problemu. jeżeli rodzic nie jest sadystą który czerpie przyjemność z tego, nie zdarza się to za wszystko tylko za bardzo wyjątkowe sytuacje, i dziecko ma świadomość że za to i za tamto jest przewidziana taka kara, to się do tego dostosuje i nawet w necie nie napisze o tym bo woli zrobić coś innego.
    to raczej taki współczesny "elitism" żeby pokazać na forum że JA jestem lepszym rodzicem od CIEBIE
    (tak piszę ogólnie, nie w związku z postem na który "odpowiadam")
  • demonii.larua 12.12.14, 08:50
    > za moich czasów można było nawet w szkole dostać od nauczyciela po łapie liniał
    > em. i raczej nie było z tego afery, delikwent nie był również obejmowany opieką
    > psychologa itp.

    A, za moich czasów również i to nie tylko po łapie, zdarzało się że i przez plecy taki delikwent dostał. Kreda latała regularnie i ogólnie było tak, że jak wkurzyłeś co ostrzejszego nauczyciela to musiałeś się liczyć z tym, że poza opierniczem i wizytą u dyrekcji możesz zwyczajnie dostać.
    A uczeń, który odważył się spoliczkować nauczycielkę w trybie natychmiastowym został przeniesiony do placówki szkolno-wychowawczej.
    Dziś nauczyciel ma słabe narzędzia do dyscyplinowania agresywnych dzieciaków, a nawet jeśli ma to i tak ma obawy czy je zastosować, bo zaraz wyląduje w telewizji czy innym internecie.
    W podstawówce nie można nawet takiego karnie wystawić za drzwi. Z jednej strony rodzice domagają się by nauczyciel był chodzącym ideałem, który się nawet nie odważy tknąć dzieciaka, z drugiej nie widzą nic złego w klapsowaniu. Ot znak czasów chyba.

    > to raczej taki współczesny "elitism" żeby pokazać na forum że JA jestem lepszym
    > rodzicem od CIEBIE
    > (tak piszę ogólnie, nie w związku z postem na który "odpowiadam")
    Czy ja wiem, znam całkiem sporą grupę rodziców którzy nie chcą zwyczajnie powielać zachowań swoich własnych rodziców. Sama do nich należę. Dostawałam regularnie manto i to nie były klapsy, często łaziłam z pręgami na tyłku czy plecach, być może dlatego sama nauczyłam się innych rozwiązań w dyscyplinowaniu dzieciaków. Nauczyłam się, bo najstarszy teraz już 18-latek zaliczył solidnego klapa w tyłek, na tyle solidnego że miał odciśniętą dłoń na tyłku. Traumy z tego powodu nie ma faktycznie, nawet nie pamięta. Za to ja wtedy dostałam tak okropnego "flashbacka", że do dziś pamiętam jak beznadziejnie się poczułam. Więc przy pozostałej trójce już nie chciałam fundować sobie takich jazd. Osobiście nie uważam się za ideał, nie uważam się za lepszą dlatego że nie stosuję klapsów. Mąż jest ode mnie bardziej opanowany i to on bywa, że hamuje moje furiackie zapędy, nie należę do osób "niespotykanie spokojnych". Zwyczajnie zbyt dobrze pamiętam swoje patologiczne dzieciństwo i staram się być lepszym rodzicem niż moi osobiści. Efekty są dobre, jak tak patrzę na tą moją bandę, więc póki co twierdzę że się da. I tyle smile


    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • bene_gesserit 12.12.14, 21:55
    To go TRZYMAJ ZA RĘKĘ.



    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 45rtg 13.12.14, 15:46
    bene_gesserit napisała:

    > To go TRZYMAJ ZA RĘKĘ.
    >
    A odpowiedzi dalej brak. Tylko zaklinanie rzeczywistości pod hasłem "dobrym rodzicom to się nie zdarza".
  • demonii.larua 13.12.14, 17:23
    Dostałeś odpowiedź. Jak masz problem z przyswojeniem, to już raczej Twój problem big_grin
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • 45rtg 13.12.14, 19:11
    demonii.larua napisała:

    > Dostałeś odpowiedź. Jak masz problem z przyswojeniem, to już raczej Twój proble
    > m big_grin

    Och, nawet wiele odpowiedzi. Tylko że na inne pytania, niż zadałem.

  • demonii.larua 11.12.14, 09:10
    skąd mogą się brać mali wbiegacze na jezdnię : nie trzeba szukać daleko, żeby odgadnąć skąd się takie dzieci biorą. Radośnie spłodzili dziecko, po czym uznali że przedszkole je wychowa.
    --
    "Zaiste cudowny umysł dziecka jest"
  • bene_gesserit 10.12.14, 20:29
    > Dla inteligentniejszych zaproszenie: nie krępujcie się, napierajcie, czekam na
    > realistyczną alternatywę krótkiego strzału w d*psko hamującego głupawkę prowadz
    > ącą dziecko na ulicę.

    A tak technicznie, to jak to realizujesz? Dochodzicie do ulicy, dziecko bryka, a ty, na pięc metrów przed jezdnią, przytrzymując małego jedną ręką, drugą pierzesz po tyłku, wrzeszcząc, zeby nie próbował wbiegać na jezdnię? Czy już jak wbiegnie, wybiegasz za nim, łapiesz i wymierzasz sprawiedliwość na miejscu, na czerwonym, albo po dowleczeniu go do chodnika?
    Z pewnością jesteście uroczą rodziną. Z pewnością dziecko ma dla ciebie wiele szacunku.

    Oczywiście, szkoda mi twoich dzieci.
    Ale nie mam zamiaru cię przekonywać - po co? I tak będziesz je prała, bo jesteś zwyczajnie rodzicielsko nieudolna i najwyraźniej z tego zadowolona.

    --
    cute but psycho. things even out
  • 45rtg 10.12.14, 22:12
    bene_gesserit napisała:

    > A tak technicznie, to jak to realizujesz? Dochodzicie do ulicy, dziecko bryka,
    > a ty, na pięc metrów przed jezdnią, przytrzymując małego jedną ręką, drugą pier
    > zesz po tyłku, wrzeszcząc, zeby nie próbował wbiegać na jezdnię? Czy już jak wb
    > iegnie, wybiegasz za nim, łapiesz i wymierzasz sprawiedliwość na miejscu, na cz
    > erwonym, albo po dowleczeniu go do chodnika?
    > Z pewnością jesteście uroczą rodziną. Z pewnością dziecko ma dla ciebie wiele s
    > zacunku.
    >
    > Oczywiście, szkoda mi twoich dzieci.
    > Ale nie mam zamiaru cię przekonywać - po co? I tak będziesz je prała, bo jesteś
    > zwyczajnie rodzicielsko nieudolna i najwyraźniej z tego zadowolona.

    Tyle tekstu żeby tylko się nie przyznać że nie potrafisz zaproponować konstruktywnego rozwiązania problemu rozdokazywanego, nieposłusznego dziecka nie reagującego w niebezpiecznej sytuacji na ostrzeżenia, prośby i zakazy rodziców.
  • bene_gesserit 11.12.14, 22:59
    Chociaż nie dostałam opisu twoich metod wychowawczych (naprawdę jesteś ciekawa, czy profilaktycznie urządzasz mu lanie pięc metrów przed zebrą), opiszę ci metodę: jeśli twój maluch jest nadpobudliwy i nadruchliwy, wystarczy go mocno trzymać za rękę.

    No chyba ze nie mówimy o maluchu, ale krzepkim, wyższym o głowę od mamusi 16-latku, ale tu już chyba bicie nie wchodzi w grę. Raczej by ci oddał, co.


    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • 45rtg 12.12.14, 07:03
    bene_gesserit napisała:

    > Chociaż nie dostałam opisu twoich metod wychowawczych (naprawdę jesteś ciekawa,
    > czy profilaktycznie urządzasz mu lanie pięc metrów przed zebrą), opiszę ci met
    > odę: jeśli twój maluch jest nadpobudliwy i nadruchliwy, wystarczy go mocno trzy
    > mać za rękę.
    >
    > No chyba ze nie mówimy o maluchu, ale krzepkim, wyższym o głowę od mamusi 16-la
    > tku, ale tu już chyba bicie nie wchodzi w grę. Raczej by ci oddał, co.

    Ech, jakby cię Gaius Helena Mohiam spotkała to za takie robienie obciachu zakonowi dostałabyś w d*pę gom jabbarem grubym jak rura wydechowa od TIR-a. Znowu nie udzielasz odpowiedzi, tchórzliwie próbujesz dryfu w kierunku "to się nigdy nie zdarzy" i próbujesz mnie obrazić.
  • bene_gesserit 12.12.14, 22:02
    Łał, gdybym miała taką wulgarną, agresywną i zapalczywą matkę, też bym uciekała, kiedy tylko się da, choćby i na jezdnię.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • heniek.8 15.10.14, 22:48
    spoko już tłumaczę - jesteś dobrym człowiekiem i dobrze wychowasz swoje dzieci, a one dobry przykład przeniosą w następne pokolenia.
    teraz, żeby dobro zwyciężyło na świecie, Twoje geny (i wzorce kulturowe) powinny rozmnażać się w tempie szybszym niż złe.
    moim zdaniem, nie naprawisz świata pisząc na forum - tu trzeba wyciągać "szablę" i działać natychmiast!
  • nn33 19.10.14, 20:10
    Bezstresowe wychowywanie? już bokiem wychodzi całemu społeczeństwu a zakaz stosowania kar cielesnych uderz tylko w zwykłych rodziców , którzy przysłowiowego klapsa dadzą , a patologii tym się nie wyleczy do dziś słyszymy co chwilę , że gdzieś dziecko zakatowano tylko to nie ma nic wspólnego z karą cielesną a raczej z atakiem szału albo zwyrodnialstwem. Po za tym dziecko powinno się też w pewnym stopniu obyć ze stresem aby w dorosłym życiu z tym stresem mogło sobie lepiej radzić a bez stresu nie da się przeżyć życia. Mnie ojciec karał pasem i nie mam do niego pretensji , ja mojej córki nie uderzyłem ani razu ale pewnie dla tego , że nie miałem takiej potrzeby jakoś umiałem do niej dotrzeć bez tego ale uwierzcie proszę , że nie do wszystkich się da bez kary cielesnej . A jak ktoś pisze , że pomimo kar cielesnych dziecko się nie słucha to znaczy że pewnie karał w złym momencie . Do każdego dziecka można dotrzeć nie w ten to w inny sposób bo każdy człowiek jest inny proste .
  • dorota-s2 20.10.14, 19:46
    Mam 62 lata,wychowałam dwoje dzieci własnych oraz kilkoro "prawie własnych"
    Nigdy nie uderzyłam żadnego,5 lat wychowywałam wnusia też bez klapsa .Dzieci może by wolały dostać klapa niż zderzyć się z moją konsekwencją .i karą za przewinienia.
    Bicie dziecka upokarza obie strony,odbiera godność bijącemu i bitemu.Kara ma być adekwatna do przewinienia,stosowana konsekwentnie wówczas dziecko szybko się uczy co wolno a czego nie.Dumna jestem z moich dorosłych dzieci,wyrosły na wspaniałych ludzi i też nie wyobrażają sobie że można podnieść rękę na dziecko.Mój wnuk (usłyszałam przypadkiem) pouczał kuzynkę"Weronika ,ty nie zmyślaj, babcia i tak wie a za kłamstwo się wkurzy i naprawdę pożałujesz"Kocham dzieci,kocham patrzeć jak rosną,mądrzeją,odkrywają dla siebie świat i prawdy dawno odkryte.Staram się je rozumieć ,pozwalam na wiele ale tyle mają praw ile obowiązków,podejmują decyzje w sprawach za które są w stanie ponosić odpowiedzialność.Z racji zamieszkania w atrakcyjnym turystycznie terenie mam dom"obłożony dziećmi"przez wakacje letnie i zimowe i nawet dzieciaki uchodzące w swoim środowisku za nieposłuszne,niegrzeczne tutaj są fajne.Nie mam z nimi problemu mimo braku klapa,mimo że nie podnoszę głosu.
  • radar272 25.10.14, 20:33
    dorota-s2 napisała:

    > Mam 62 lata,wychowałam dwoje dzieci własnych oraz kilkoro "prawie własnych"
    > Nigdy nie uderzyłam żadnego,5 lat wychowywałam wnusia też bez klapsa .Dzieci mo
    > że by wolały dostać klapa niż zderzyć się z moją konsekwencją .

    Pozazdrościć, trafiłaś na dobre charaktery. Mnie rodzice też nie bili, ale wierz mi, że mojego brata nie dało się inaczej ogarnąć.
  • dorota-s2 26.10.14, 00:56
    w rodzinie przyjaciół tłukli chłopaka jak w bęben,wyjątkowo trudny dzieciak.
    Nic dobrego z tego nie wynikło,chłopak szybko nauczył się kłamać i oszukiwać aby uniknąć bicia.Dziś jest dorosły,siedzi w więzieniu,jazda autem bez prawa jazdy,czwórka dzieci każde z inną mamą,nie płaci alimentów,pobił przyjaciela jednej z mam swoich dzieci,notorycznie kłamie,ma lepkie ręce.Kiedy miał lat naście zabrakło czasu i cierpliwości rodzicom,zabrakło konsekwencji w postępowaniu z synem.Był u nas miesiąc kiedy rodzice musieli wyjechać,chętny do pomocy,sympatyczny,wdzięczny za zainteresowanie i ciepłe słowa.Przyniósł kiedyś radio,rodzice nie zainteresowali się,mąż zapytał skąd je ma,kupił na bazarze,za co?sprzedał narty,czyje?były na strychu,ukradłeś,nie-wziąłem sobie.Radio wróciło na bazar,sprzedawca postraszony prokuratorem za handel z dzieckiem i za paserstwo,narty wróciły na strych.Zajęło to sporo czasu.,kontakty z handlarzem również nie były przyjemne ale było to jedyne słuszne rozwiązanie.Przez miesiąc Daniel próbował różnych sztuczek,nie miał szans,pilnowaliśmy go wszyscy a można było stłuc dupę i mieć spokój.Nie wiem gdzie tkwi błąd ale bicie z całą pewnością przyniosło wiele szkody
  • bene_gesserit 26.10.14, 14:15
    radar272 napisał:


    > Mnie rodzice też nie bili, ale wier
    > z mi, że mojego brata nie dało się inaczej ogarnąć.

    Tego, niestety, się już nie dowiecie, bo został wychowany przemocą.

    Jest zupełnie naturalne, ze dzieci bronią swoich rodziców - nawet dzieci, które były bite (a nawet te katowane). "Należało mi się", "byłem złym dzieckiem", "przeskrobałem","to z miłości", "inaczej się po prostu nie dało, wierz mi", "mieli rację".... Itd itd

    Dzieci już są tak zrobione, ze kochają rodziców. I trudno im ogarnąć fakt, ze ci rodzice mogą postępować głupio, okrutnie, bezmyślnie czy bezwzględnie - stąd te racjonalizacje. Stąd słynne "mnie też ojciec prał, a wyszedłem na ludzi", które poprzedza zwykle "sprowadzenie gó...arza do pionu", czyli np akcję wychowawczą w postaci dania z liścia ośmiolatkowi przez czterdziestoletniego bysiora. A rodzicami zostają ludzie o różnych kwalifikacjach rodzicielskich, bo nikt jakoś nie wymyślił i nie zrealizował konkursu na rodziców. Są tacy, którzy są przygotowani, są zwyczajnie niedojrzali, są głupi i sfrustrowani, nieodporni na stres i zwyczajnie niewydolni. Oraz tacy, którym brak krytycznego, świadomego podejścia do metod wychowawczych, których użyto na nich samych. Skoro biję swoje dzieci - cztero- sześcio- ośmioletnie maluchy, które kochają mnie jak nikogo innego na świecie i które kocham jak nikogo innego na świecie, to znaczy, ze moi rodzice też mnie kochali, kiedy mnie lali.

    Bite dzieci biją swoje dzieci. "Mnie też ojciec prał"... I tak kolejny siedmiolatek za pyskowanie dostaje w papę. O, to go z pewnością nauczy szacunku dla innych. W końcu to z miłości, conie.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • madziulka987 25.10.14, 18:43
    Mam znajomą, która użyła kiedyś stwierdzenia "tyłek nie szklanka". Jednak moim zdaniem wszelkie kary cielesne wynikają z bezsilności i niewiedzy rodziców, to my kształtujemy tych młodych ludzi, małe dzieci i możemy to zrobić zupełnie inaczej niż poprzez bicie, co wcale nie znaczy że będą niegrzecznie i niezdyscyplinowane smile
    --
    Czasem tu wpadam - zaradnakobieta.pl

    Uśmiechnij się smile
  • dorota-s2 26.10.14, 01:09
    Madziulka,masz rację ale popatrz,żeby sprzedawać w sklepie,żeby być fryzjerką,kucharką uczysz się około 11-tu lat,żeby być rodzicem i wychować człowieka nie wymaga się żadnej wiedzy,żadnego przygotowania,działamy instynktownie.Moim zdaniem wystarczy kochać dziecko,starać się je zrozumieć ,poświęcić mu czas i zainteresowanie ,nie obrażać godności małego ludzika ale wymagać szacunku ,ustalić zasady, przydzielić obowiązki,konsekwentnie wymagać dotrzymania ustaleń,chwalić wszystkie osiągnięcia,docenić starania i bezwzględnie tępić świadome złe zachowania.
  • madziulka987 26.10.14, 20:21
    Zgadzam się. Mój synek miał taki okres że potrafił podejść i uderzyć, pojawiło się to w przedszkolu. Jednak bicie jego nic by nie zmieniło. Łapałam go za rękę, trzymałam i kucałam obok, starałam się mówić spokojnie lub szeptem żeby go uspokoić i wytłumaczyć co jest nie tak. Minęło.
    To oczywiście przykład podobne problemy pojawiają się na zakupach, spacerze czy przy jedzeniu. Od rodziców wymagają konsekwencji i przestrzegania zasad. Nie mogę patrzeć jak dziecko je frytki i czekoladę i słyszę od matki, że woli dać to niż żeby nic nie jadło. wydaje mi się że przekonanie kilkulatka do zdrowego jedzenia zależy od rodziców a nie od jego upodobań bo ich nie ma. I tu wychodzi brak podstawowej wiedzy u rodziców.
    Często pomijamy wiedzę o dietetyce, dyscyplinie, zapominamy o okazywaniu uczuć bo ciągle gdzieś biegniemy, albo nie dajemy dziecku uczyć się na własnych błędach, bo biegniemy gdy tylko piśnie. (koleżanka przychodzi na kawę, nasze dzieci dzieli różnica 10 miesięcy, bawią się w pokoju, mała piśnie koleżanka przerywa rozmowę i do niej biegnie).
    Czasem nie rozumiem dlaczego w tak podstawowych sprawach rodzice krzywdzą swoje dzieci. Nie mówie że ja nie popełniam błędów bo jest ich mnóstwo i pewnie kiedyś o nich usłysze od swoich dzieci.

    --
    Czasem tu wpadam - zaradnakobieta.pl

    Uśmiechnij się smile
  • krysia990 03.11.14, 17:25
    kary w postaci nagrody lub powiedzmy stania chwile w rogu pokoju za zle zachowanie ale nie krzyczenie czy wydzieranie się na dziecko nie wchodzi w grę
  • 45rtg 09.12.14, 20:14
    bazyli001 napisał:

    > A poruszę ten temat, a co. Stosujecie? Co o nich myślicie?

    Kara jak kara. Jak każdą - należy wiedzieć kiedy stosować, i jak każdej - należy nie nadużywać.
    Oczywiście lemingi walą jakieś czerstwe, czarno-białe, ideologiczne wrzuty bez poparcia.
  • bene_gesserit 09.12.14, 20:45
    Uch, a ty za to dołożyłeś tyle argumentów, ze wysiadam.


    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • mk7-6 10.12.14, 09:55
    cześć. jestem 38 latkiem, ojcem dwóch synów lat 7 i 3. jestem przeciwnikiem kar cielesnych co nie znaczy bezstresowego wychowania. za każdym razem gdy zaczyna się dyskusja przy kotlecie o biciu dzieci gdy są nieposłuszne zadaję pytanie dlaczego tylko dzieci można za to bić a już nie dorosłych gdy się nie słuchają. oczywiście przy mojej metodzie wychowawczej trzeba się więcej nagadać ale .... z własnego doświadczenia wiem, że bicie dzieci po przekroczeniu pewnej granicy daje odwrotny efekt a dodatkowo niszczy wieź z rodzicami. na koniec zaznaczam, że nie jestem ekspertem w wychowaniu dzieci i przedstawiłem subiektywny pogląd.
  • 45rtg 10.12.14, 22:14
    mk7-6 napisał(a):

    > się dyskusja przy kotlecie o biciu dzieci gdy są nieposłuszne zadaję pytanie d
    > laczego tylko dzieci można za to bić a już nie dorosłych gdy się nie słuchają.

    Proszę bardzo, za każdym razem gdy ktoś zadaje to pytanie udzielam mu odpowiedzi ujeb.se/hd7l

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka