• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Przymusowe badania psychiatryczne? Dodaj do ulubionych

  • 16.01.05, 14:50
    Nie wiem, czy to problem akurat na to forum, ale dotyczy rodziny, dziecka i
    ojcowsko-mężowskiego punktu widzenia:

    Jesteśmy z żoną 7 lat po ślubie, córka ma 3 lata. Żona od czasu urodzenia
    dziecka zaczęła zdradzać objawy zaburzeń psychicznych. Zaczęło się od awantur
    robionych teściom, potem własnym rodzicom i w domu. Wszędzie widzi wrogów,
    wszyscy przeciwko niej tzn.: teściowa podkrada jej kosmetyki, matka próbowała
    ją otruć (przy moim współudziale), ja również do spółki z teściem ją okradłem;
    zarzuty moich zdrad, o sprowadzanie sobie dziwek, wydawanie kasy na cudze
    dzieci to już standard. Nie pozwala dziadkom widywać się z wnuczką, każde moje
    wybycie z córką do dziadków (raptem do innych dzielnic Warszawy) to powód do
    awantur, do nas w ogóle ich nie wpuszcza (zresztą nikt do nas nie przychodzi,
    bo albo ona nie wpuszcza, albo po prostu nie chce).
    Przez cały urlop wychowawczy utrzymywałem dom z mojej pensji, modląc się,
    żeby mi sie nic nie stało, bo wtedy już klapa, bezrobocie też zaliczyłem. Po
    powrocie żony do pracy przez dwa miesiące było spokojniej, potem założyła
    sobie oddzielne konto bakowe i tam idzie jej wypłata, którą ona bardzo rzadko
    się dzieli czyli dokłada do budżetu rodzinnego. Na samej mojej pensji nie damy
    rady dłużej niż parę miesięcy.
    W szczegóły nie ma się co wdawać. Poszedłem z tym do psychologa (moja wina, że
    tak długo z tym zwlekałem, ale w innej poradni mnie po prostu spławili); po
    wysłuchaniu stwierdził, że to typowe objawy paranoi, czy też zespołu
    urojeniowego i zalecił natychmiastową wizytę u psychiatry, bo to lekarz
    właściwy do tego. Żona na każdą wzmiankę o leczeniu, psychiatrze itp. reaguje
    agresją. W ogóle jest agresywna, ale na razie słownie (pogróżki, obelgi),
    także w obecności dziecka; zapowiedziałem, że jak tylko mnie tknie, to wyjdzie
    w kajdankach albo w kaftanie, może to na razie ją powstrzymuje.

    Pytanie podstawowe: czy jest możliwość przymusowego badania u psychiatry
    (podkreślam - badania a nie leczenia, bo o tym już lekarz zdecyduje)? Jeśli
    tak - jak to załatwić?
    Czy mieliście z w rodzinie podobne kłopoty (lub raczej - na taką skalę, bo
    każda pani po porodzie ma prawo do jakichś trudności typu depresji poporodowej
    itp., ale one przecież mijają)
    Zaawansowany formularz
    • 17.01.05, 10:23
      Nie odpowiem ci na twoje pytanie, bo po prostu nie wiem. Ale mam pewną uwagę:
      mam wrażenie, że piszesz o swojej zonie z dużą dozą niechęci, a wręcz agresji
      (nie chodzi mi o to, że jestes w stosunku do niej agresywny, tylko o sposób
      pisania: że wyjdzie w kajdankach itp.). Nie wiem, czy nie przesadzasz opisując
      jej "chorobę psychiczną". Na pewno ma jakiś problem, ale może to po prostu
      kryzys małżeński, z którym ona sobie nie radzi, i stąd wpada w paranoję. Przy
      twoim podejściu (twierdzenie, że jest chora psychicznie, że powinna się leczyć
      itp.) raczej nie macie szansy na porozumienie. A nawet jeśli jest chora, to
      należy jej się współczucie i zrozumienie, bo cierpi. Może zacznijcie od
      spokojnej rozmowy, a zamiast psychiatry zaproponuj wizytę w poradni małżeńskiej
      - tam też jest psycholog i jeśli uzna, że żona ma jakieś zaburzenia, poleci wam
      psychiatrę. Trzeba to załatwić delikatnie, dyplomatycznie, a nie zmuszać (sorry,
      ja też bym się wściekła gdyby mąż mi powiedział że jestem waiatką i wsadzi mnie
      w kaftan).
      • 17.01.05, 11:12
        Witam
        > Nie odpowiem ci na twoje pytanie, bo po prostu nie wiem.
        Nie zaczynaj w ten sposób posta, bo to zniechęca do czytania go do końca smile

        > Może zacznijcie od
        > spokojnej rozmowy, a zamiast psychiatry zaproponuj wizytę w poradni małżeńskiej
        > - tam też jest psycholog i jeśli uzna, że żona ma jakieś zaburzenia, poleci
        wam psychiatrę.
        Taką wizytę proponowałem już dawniej, na początku, ale bez rezultatu.

        > Trzeba to załatwić delikatnie, dyplomatycznie, a nie zmuszać (sorry
        > , ja też bym się wściekła gdyby mąż mi powiedział że jestem waiatką i wsadzi
        mnie w kaftan).
        Nio... jeśli przez trzy lata będziesz się na niego wydzierać, że Twoja matka w
        porozumieniu z nim chce Cię otruć, a on donosi bandytom gdzie chodzisz na
        spacery z dzieckiem, że na Waszym weselu omawiał z rodzicami i teściami jak i
        kiedy ma się z Tobą rozwieść, że jego matka to k****a i złodziejka, tata to
        k***s, a on sam - złodziej i dziwkarz... i to bardzo głośno i niekiedy przy
        dziecku, które już bardzo dużo rozumie... to może to usłyszysz i zapewne uznasz,
        że się na Ciebie uwziął i się wściekniesz... itd...

        Zrozum, Białe Słoneczko, ja nie pytam na forum o radę, czy z małżonką jest
        wszystko w porządku, bo nie jest. Zadałem _konkretne_pytania_ na końcu mego postu.
        Nie chcę absolutnie doprowadzić żony do kaftana, bo w nie wierzę w terapie w
        zakładzie. Wizyta u psychiatry jest w moim pojęciu pierwszym i koniecznym
        krokiem do dokładnego ustalenia sytuacji i ew. do zapobieżenia jej rozwojowi w
        coraz gorszym kierunku. Bo jeśli ona potraktuje tak jak mnie np. kogoś w pracy,
        to nikt się nie będzie bawił w delikatność i współczucie, tylko wezwą policję
        lub pogotowie i dopiero to bedzie tragedia.
        Tylko do tej wizyty trzeba doprowadzić i dlatego pytam, czy ktos miał takie
        problemy i jak je rozwiązał.
        • 18.01.05, 11:41
          No, to faktycznie masz nielekko sad Przyznaję, że podeszłam nieufnie do twojego
          postu, bo zawsze wychodzę z założenia, że trzeba starać się rozumieć racje obu
          stron... Ale jeśli jest tak, jak piszesz, to mogę tylko życzyć ci powodzenia -
          mam nadzieję że ci się uda doprowadzić do wizyty.
    • 17.01.05, 13:51
      Nie sądzę, żebyś mógł przekonać- zmusić swoją żonę do spotkania z lekarzem ale
      może znajdź takiego lekarza, który będzie chciał przyjść do Was do domu.
      Jeżeli się uda to albo okaże się, że żona rzeczywiście potrzebuje pomocy ( i
      wtedy będziesz miał opinię psychologa opartą na jego naocznym świadectwie a
      więc podstawę do działania) albo po prostu okaże się, że potrzebne jest Tobie i
      jej seria spotkań w poradni i weryfikacja waszego wzajemnego podejścia do
      siebie.

      Na koniec - wybacz, ale co to za psycholog, który wydaje opinię o kimś na
      podstawie Twoich relacji a więc relacji człowieka jak najbardziej w to
      zaangażowanego, który może na opis działań żony przenosić swoje emocje i opinie.

      Życzę powodzenia w walce o żonę!

      • 18.01.05, 13:14
        Witam
        > może znajdź takiego lekarza, który będzie chciał przyjść do Was do domu.
        To jest jakies wyjście, ale on(a) jeszcze musi do tego domu wejść. Wolę sobie
        nie wyobrażać reakcji żony na tekst "Kochanie, przyszedł twój psychiatra".
        Wizytę domową przecież też jej proponowałem, argumentując dyskrecją, wygodą itp.
        Bez pozytywnego rezultatu.

        > co to za psycholog, który wydaje opinię o kimś na
        > podstawie Twoich relacji a więc relacji człowieka jak najbardziej w to
        > zaangażowanego
        Powiedziałem mu to, co opisałem tutaj (może bardziej szczegółowo, bo
        odpowiadając na jego pytania). A przecież ani tam ani tu nie mam żadnego
        interesu w koloryzowaniu czy wyolbrzymianiu kłopotów.
        Pewnie, że chciałbym pójść tam we dwoje, ale o to samo staram się już od dawna,
        bez rezultatu.
        • 18.01.05, 14:03
          Rozumiem, że jesteś tym wszystkim zmęczony ale wydaje mi się, że powinieneś
          spróbowac podejść do proponowanch rozwiązań z odrobiną dobrej woli a nie tylko
          poprzez negację.

          Po pierwsze zakładasz, że powinien się spotkac z Twoją żoną psychiatra.
          Psychiatra, wydaje mi się powinien być ewentualnie II etapem. Najpierw
          psycholog - ale to Ty zakładasz, że powinien to być psychiatra- dlaczego -
          jesteś ekspertem?

          Po drugie dlaczego masz przekazywać żonie negatywną treść i mówić jej "Kochanie
          przyszedł Twój psychiatra" Nie możesz powiedzieć,po prostu, że przyjdzie do Was
          znajomy - lub użyć innych określeń?

          Co do obiektywizmu w przekazywaniu relacji to, każda osoba czy chce czy nie
          chce w jakiś sposób przekazuje swoje emocje i podświadomie może interpretować
          fakty.
          Tak czy inaczej, zdarzają się przecież sytuacje, w których żona/mąż/dzieci chcą
          wykazać otoczeniu, że druga strona, krótko mówiąc jest niepoczytalna po to
          tylko aby odebrać jej prawa do: decydowaniu o wspólnym majątku/opieki nad
          dziećmi/dzieckiem itp-ludzka pomysłowość jest wielka.

          Umysł ludzki jest zawsze bardzo delikatną sprawą i otoczenie może polepszyć
          lub też pogorszyć jego stan.Osobami wrażliwymi o wiele łatwiej manipulować no i
          je zranić. Dlatego też, nie możesz przekazywać/może nie robisz tego wprost,
          swojej żonie treści w stylu "jesteś chora psychicznie więc musisz zgłosić się
          do psychiatry"- jeżeli ja tak odebrałam Twój 1 post to jak Ona mogła to odebrać?

          Na koniec mam pytanie: wspomniałeś, że chodzi do pracy. I co nie ma tam
          problemu? Nikt nie dzwoni z pracy do Was do domu? Dalej pracuje czy pracodawca
          dał jej wypowiedzenie?

          Więcej optymizmu choć w tej sytuacji to trudne.
          • 19.01.05, 12:21
            Witam

            > Po pierwsze zakładasz, że powinien się spotkac z Twoją żoną psychiatra.
            > Psychiatra, wydaje mi się powinien być ewentualnie II etapem. Najpierw
            > psycholog - ale to Ty zakładasz, że powinien to być psychiatra- dlaczego -
            > jesteś ekspertem?
            Przeczytaj dokładnie moje posty, także do innych. Psychiatra, psycholog,
            psychoterapeuta... ile razy mam powtarzać: proszę bardzo, chętnie psycholog
            rodzinny, ale to żona ma z kimś takim rozmawiać a nie ja sam, nie rozumiesz?

            > Tak czy inaczej, zdarzają się przecież sytuacje, w których żona/mąż/dzieci chcą
            > wykazać otoczeniu, że druga strona, krótko mówiąc jest niepoczytalna po to
            > tylko aby odebrać jej prawa do: decydowaniu o wspólnym majątku/opieki nad
            > dziećmi/dzieckiem itp-ludzka pomysłowość jest wielka.
            Taaaaa....

            > Na koniec mam pytanie: wspomniałeś, że chodzi do pracy. I co nie ma tam
            > problemu? Nikt nie dzwoni z pracy do Was do domu? Dalej pracuje czy pracodawca
            > dał jej wypowiedzenie?
            Pracuje. O ile się orientuję, ona nikogo nie lubi i chyba nikt jej nie lubi, ale
            na szczęście do tej pory nie słyszałem o jakichś awanturach czy coś takiego.
            Bardzo chcę, żeby w pracy układało się jej jak najlepiej, bo gdyby jeszcze tego
            zabrakło... brrr....
    • 18.01.05, 09:52

      Witaj!

      Temat jest mi bliski...
      Proponuję okazać dużo ciepła i troski w stosunku do żony. Ona musi czuć, że ma
      w kimś oparcie (i to głównie w Tobie), Tylko spokojna rozmowa o Waszym związku
      i jego przyszłości, o tym że Tobie zależy na niej i że się martwisz, że chcesz
      ratować Wasze małżeństwo spowoduje że zgodzi się na wizytę ale ... chyba nie u
      psychiatry. Zaproponuj wspólną terapię małżeńską u terapeuty. (W Wawie tego
      mnóstwo).
      Ale przede wszystkim żona musi być pewna że jesteś "po jej stronie". Daj Wam
      trochę czasu w spokoju (może jakiś wspólny wyjazd?).
      Na siłę badania psychiatryczne mogą przekreślić Wasz związek a ona może
      potrzebuje psychoterapii? Nie wiem gdybam ale zacznij od łagodniejszej formy
      leczenia (psychiatra pomaga farmakologicznie a psychoterapeuta pomaga uzdrawiać
      duszę...)
      Powodzenia
      • 18.01.05, 13:23
        Witam

        > Zaproponuj wspólną terapię małżeńską u terapeuty. (W Wawie tego
        > mnóstwo).
        Proponowałem x razy, bo na początku też wydawało mi się to najwłaściwsze,
        psychiatra to już "cięższy kaliber". Bez pozytywnego rezultatu.

        > Ale przede wszystkim żona musi być pewna że jesteś "po jej stronie". Daj Wam
        > trochę czasu w spokoju (może jakiś wspólny wyjazd?).
        Widzisz, wg niej NIE jestem po jej stronie, bo jestem jednym z jej wrogów, obok
        rodziców, teściów, współpracowników... Z podobnego powodu odpadają wyjazdy czy
        wyjścia, bo nie ma z kim zostawić dziecka (żona nie zgadza się na powierzenie go
        jednym czy drugim dziadkom)

        > Na siłę badania psychiatryczne mogą przekreślić Wasz związek a ona może
        > potrzebuje psychoterapii? Nie wiem gdybam ale zacznij od łagodniejszej formy
        > leczenia (psychiatra pomaga farmakologicznie a psychoterapeuta pomaga uzdrawiać
        Do psychoteraputy - z dziką radością, gdyby się tylko zgodziła, ale dla nie
        wszystko to to samo - spisek sad
        • 05.06.06, 12:23
          .. bo znam ten problem z autopsji (a raczej własnej rodziny) i obawiam się, że
          będzie Ci bardzo trudno. Bliskość i budowanie poczucia bezpieczeństwa nie
          pomoże, jeżeli chory nie zgodzi się na wizytę u lekarza. Terapeuta rodzinny nic
          tu nie da, to typowa choroba, akurat w tym przypadku psychiczna, więc potrzebny
          jest lekarz (czyli psychiatra, a nie człowiek bez studiów medycznych, czyli
          psycholog czy psychoterapeuta). Niestety, na siłę też nie ma powodów, dopóki
          nie okaże agresji (np. zaatakuje Ciebie lub dziecko). Wtedy wzywasz pogotowie i
          zabierają chorego przymusowo. Czasami po lekach w szpitalu chory zorientuje
          się, że jest chory, i że leiki mu pomagają. Niestety, czasami stwierdzi, że nie
          mu juz po co żyć, jeżeli najbliżsi wysyłają go na siłę do "wariatkowa" i
          wówczas może przyjść apatia, a nawet próby samobójcze. Ciężko wyjść z tego
          kręgu. Ale przy młodych ludziach spróbować leczenia chyba warto, ryzykując
          nawet próby samobójcze. Inaczej czeka cię bardzo ciężkie życie.
          Trzymaj się !
    • 18.01.05, 15:14
      Zgodnie z obowiązującym prawem nie można nikogo zmusić ani do badania, ani do
      leczenia psychiatrycznego, o ile zachowanie tej osoby nie zagraża życiu lub zdrowiu
      tejże osoby bądź osób postronnych. W Twojej sytuacji, choć dramatycznej, czegoś
      takiego nie widać. Zostają Ci więc negocjacje, ewentualnie separacja/rozwód itp.

      --
      Shuriken
      "in vino veritas"
      • 18.01.05, 23:20
        O ile pamiętam ustawa przewiduje dokładnie, że na przymusowe leczenie sąd może
        skierować tylko o ile osoba chora zagraża swojemu życiu, lub też życiu i
        zdrowiu osób trzecich. Czegoś takiego jak przymusowe badania zawieszone w
        powietrzu nie ma. Możesz sam iść do psychiatry i z nim prozmawiać o problemie
        oraz o tym co, kiedy i jak możesz robić.
        • 19.01.05, 12:11
          Shuriken, Omama - dzięki za konkrety , a nie porady typu "Porozmawiaj z nią".
          Gdyby rozmowy mogły pomóc, nie szukałbym tutaj porady. Teraz wiem mniej więcej
          na czym stoję.

          Myślałem po prostu, że odezwie się ktoś, kto ma lub miał podobne problemy.

          Nie bardzo wierzę w leczenie szpitalne, raczej terapię indywidualną czy grupową,
          ale mówię to głosem laika.

          Separacja, rozwód? Shuriken, przypomnij sobie film "Tata"
          • 19.01.05, 15:38
            Tomku, podobne problemy miałam w najbliższej rodzinie. Niestety zanim
            przedsięwzięłam jakieś kroki, było już za późno. Osoba ta została zawieziona do
            szpitala psychiatrycznego przez policję i pogotowie, ponieważ stała się
            poważnym zagrożeniem dla innych. Nie chciałam, żeby do tego doszło, ale
            niestety tak jak piszesz żadne prośby nie pomagały. Zabroniłam jej nawet
            widywania moich dzieci i nawet to nic nie dało. Okazało się, że mamy do
            czynienia z chorobą afektywną dwubiegunową, która spowodowała stan manii i
            paranoi. A więc tak jak piszesz, najpierw doszukiwanie się we wszystkich i
            wszystkim zła, podejrzliwość w stosunku do obcych i najbliższych, aż w końcu
            opowiadanie o zdarzeniach, które nie miały miejsca i agresja(nawet w stosunku
            do obcych osób). Rozumiem Cię co przeżywasz i wierz mi, że nie znajdziesz
            zrozumienia wśród osób, które nie mają pojęcia o chorobach psychicznych i o
            tym, jak bardzo one niszczą nie tylko osoby chore, ale także najbliższych,
            czyli rodzinę. Dla osoby bliskiej pobyt w szpitalu okazał się furtką do
            normalności, chociaż nie wierzyliśmy, że z tego wyjdzie, bo już tak było źle.
            Niestety pomoc psychiatry i farmakotrapia to jedyne wyjście. A wiem z
            doświadczenia jak trudno namówić taką osobę, żeby się zaczęła leczyć, tym
            bardziej, że ona uważa, że wszyscy dookoła są chorzy. Szczerze Ci współczuję i
            trzymam kciuki, żeby wszystko dobrze się u Was potoczyło. Podaję Ci adres
            internetowy strony grupy Synapsis. Znajdziesz tam odpowiedź na pytanie co
            robić, gdy osoba chora nie chce się leczyć i wiele innych cennych informacji.
            Jest też tam poradnia internetowa i wspaniały dr Porczyk(psychiatra) do którego
            możesz napisać o swoim problemie i on poradzi Ci co robić(także od strony
            prawnej). Odpisuje bardzo szybko. Korzystałam z jego pomocy już kilkakrotnie,
            dlatego polecam.
            www.synapsis.pl/dex?id=231
            Myślę, że stan w jakim Twoja żona się obecnie znajduje został zapoczątkowany
            przez depresję poporodową, o czym zresztą sam piszesz. Jeżeli jednak trwa to
            długo i się nasila to oczywiste jest, że Twoja żona potrzebuje pomocy lekarza i
            leków. Może być tylko gorzej i nie licz na to, że samo przejdzie.Jeżeli
            będziesz miał jakieś pytania to pisz na mój adres gazetowy. Służę swoją skromną
            wiedzą i doświadczeniem. Serdecznie pozdrawiam! Trzymaj się!
            --
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18774880&a=18774880
            • 19.01.05, 15:42
              Ja też nie wierzyłam w leczenie szpitalne, a jednak...., było długotrwałe(2
              miesiace), ale bardzo skuteczne. Na tyle skuteczne, że do dziś nie możemy wyjść
              z podziwu. Osoba o której piszę nadal musi brać leki i raz w miesiącu
              odwiedzać psychiatrę(teraz już nie ma z tym problemu, chodzi do lekarza albo ze
              mną albo sama). Leczenie od pobytu w szpitalu trwa juz rok, ale jak mówię
              efekty są niebywałe.
              --
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18774880&a=18774880
              • 19.01.05, 15:49
                I jeszcze jedno, sparacja czy rozwód to nie jest żadne wyjście, a tylko
                ucieczka od problemu. Jeżeli kochasz swoją żonę to rób wszystko, żeby zaczęła
                się leczyć i wierz mi jest szanasa, żeby w Waszym domu było normalnie...czego
                Ci z całego serca życzę.
                Osobie o której piszę wybaczyłam wszystko(a było tego dużo) i kocham ją bardzo.
                Zrozumiałam, że nie zdawała sobie sprawy z tego jaką krzywdę wyrządza swoim
                bliskim. Wierz mi, że i Ty wybaczysz i wiele rzeczy zrozumiesz.
                --
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18774880&a=18774880
              • 30.03.06, 11:00
                madeyowa napisała:

                > Ja też nie wierzyłam w leczenie szpitalne, a jednak...., było długotrwałe(2
                > miesiace), ale bardzo skuteczne. Na tyle skuteczne, że do dziś nie możemy wyjść
                >
                > z podziwu. Osoba o której piszę nadal musi brać leki i raz w miesiącu
                > odwiedzać psychiatrę(teraz już nie ma z tym problemu, chodzi do lekarza albo ze
                >
                > mną albo sama). Leczenie od pobytu w szpitalu trwa juz rok, ale jak mówię
                > efekty są niebywałe.

                Witam

                Czy możesz opisać choć pokrótce reakcje tej osoby na skierowanie do szpitala?
                Poszła tam dobrowolnie czy konieczne było doprowadzenie?
                A co z jej pracą? Czy się dowiedzieli i jak zareagowali?

                Pytam, bo mam zamiar zwrócić się do sądu o przymusowe skierowanie na badanie (a
                czy na lezenie, to już lekarze zadecydują). W domu dzieje się już tak źle, że to
                jedyna droga. Dlatego staram się przewidzieć wszystko, co może wyniknąć z
                ewentualnej decyzji sądu na 'tak'.
            • 20.01.05, 15:25
              Witam
              Link odwiedziłem, bardzo ciekawy. Dziękuję za wsparcie i konkrety.
              Co do rozwodu czy separacji, to nie myślę o tym. Jesteśmy rodziną, nawet jeśli w
              kłopotach, a kogoś bliskiego w kłopotach czy chorobie się nie zostawia.
              Wspomniałem o tym tylko w odpowiedzi na post Shurikena i po smutnej lekturze
              strony www.tata.pl.
              Tomek
              • 21.01.05, 14:53
                Rozumiem, że chcesz ratować rodzinę, ale wbrew filmom może się okazać, że
                rozwód czy separacja będzie mniejszym złem dla dziecka. Oczywiście mam nadzieję,
                że uda wam się rozwiązać problem w sposób możliwie pokojowy.
                --
                Shuriken
                "in vino veritas"
          • 19.01.05, 16:00
            Jeżeli twoja żona ma schizofrenię, psychozę maniakalno-depresyjną albo
            inną "prawdziwą" przypadłość to leczenie musi być farmakologiczne - czy
            szpitalne czy domowe, to już zależy od mądrzejszych ode mnie. Natomiast nie
            lekceważ głosów piszących wcześniej: nikt nie lubi być odsyłanym do czubków.
            Jeżeli żona ma prawo podejrzewać z twojej strony gniew, nienawiść itd., to źle
            robisz. Możesz próbować skłonic ją do kontaktu z fachowcem miłością i
            troską "widzę, że nie jesteś szczęśliwa", "może to depresja pourodzeniowa" "są
            teraz dobre i nieszkodliwe środki" "chcę, żebyś była taka cudowna, jak
            przedtem".
            • 20.01.05, 14:05
              Skłonienie osoby chorej psychicznie miłością i troską do leczenia to
              nieporozumienie. Tego się nie da zrobić. Taka osoba żyje we własnym świecie i
              wszędzie doszukuje się podstępu.Słodkie i ciepłe słowa dają tyle co odbijanie
              grochu o ścianę. Trzeba to przeżyć na własnej skórze, żeby zrozumieć o czym
              piszę.
              --
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18774880&a=18774880
              • 24.01.05, 13:57
                Naiwnością jest sądzić, że chora osoba będzie skłonna do racjonalnej dyskusji.
                Jeśli naprawdę jest chora, to każdy argument bedzie tłumaczyła sobie jako
                niechęć lub wręcz spisek przeciw niej - bo ona nie dostrzega swej choroby.
                Tylko jedno mnie w tym zastanawia. Jak zona odnosi się do dziecka? Czy w
                stosunku do niego zachowuje się "normalnie" (cokolwiek by to znaczyło). Bo
                jeśli nie, to musisz szybko znaleźć jakieś wyjście, czekać nie mozna.
                • 24.01.05, 15:27
                  Witam
                  > Tylko jedno mnie w tym zastanawia. Jak zona odnosi się do dziecka? Czy w
                  > stosunku do niego zachowuje się "normalnie" (cokolwiek by to znaczyło). Bo
                  > jeśli nie, to musisz szybko znaleźć jakieś wyjście, czekać nie mozna.
                  Pod względem opieki i dbania o dziecko jest dobrą mamą. Tylko że jednoczesnie
                  nastawia dziecko przeciw mnie i dziadkom, sa zagrania typu "Zapytaj tatusia
                  dlaczego kupuje innym dzieciom prezenty a tobie nie" albo (gdy dziecko chce żeby
                  dziadkowie przyszli) "Dziadkowie nie przyjdą, bo babcia chce ci zrobić krzywdę i
                  musze cię bronić". Niestety ponieważ żona pracuje krócej ode mnie a czasem idzie
                  później do pracy, siłą rzeczy to ona przebywa więcej z dzieckiem i ja nie mam na
                  to żadnego wpływu. Staram się też unikać awantur przy dziecku, przecież ono nic
                  nie zrozumie a tylko się wystraszy.
                  • 24.01.05, 16:48
                    To, niestety, nie jest dobrą matka, tylko jej urojenia obejmują także dziecko -
                    czuje sie z nim na tyle związana, że podejrzewa Waszą złą wolę także w stosunku
                    do dziecka. Jeśli piszesz całą prawdę, to dziecku dzieje się poważna krzywda,
                    ponieważ matka zaszczepia w nim podejrzliwość i niechęć do wszystkich
                    kochających je osób. Dziecko przecież nie zdaje sobie sprawy, że to urojenia,
                    żyje w świecie, gdzie wszyscy bliscy chcą mu zrobić krzywdę. Może to zaowocować
                    bardzo poważnymi kłopotami psychicznymi. Co będzie, jesli stan zony się
                    pogorszy, a dziecko będzie już wierzyło, ze tylko ona chroni go przed resztą
                    rodziny? Jak będzie się czuło zostając z babcią?
                    I poza tym nigdy nie wiesz, kiedy dziecko przestanie być "częścią" zony i także
                    ono stanie się wrogiem. To moze być dla dziecka szok.
                    Tu nie ma na co czekać. Powinieneś udać się z dzieckiem do psychologa, może on
                    poradzi co robić. Może jestem osobą pesymistycznie nastawioną do
                    rzeczywistości, ale ja na Twoim miejscu zaczęłabym zbierać dowody, że żona jest
                    chora. Bo co będzie, jeśli odizoluje Cię od dziecka? Albo dojdzie do rozwodu i
                    sąd odda jej dziecko?
                    Sytuacja, o ile opisana jest rzetelnie, wydaje mi się dla dziecka niezwykle
                    groźna.
                  • 29.01.05, 16:34
                    obowiazuje ustawa psychiatryczna chroniaca "chorych".bez ich zgody nie mozesz
                    na sile zaciagnac jej na badanie,jedynie przez sad.musisz udowodnic,ze zona
                    jest zagrozeniem dla siebie lub innych i wtedy bez jej zgody zabiora ja na
                    przymusowe badania ale w szpitalu i to trwa 6 tygodni.tak przynajmniej bylo 3
                    lata temu jak jeszcze pracowalam w psychiatryku.
    • 24.01.05, 19:49
      mam nadzieję, że ci pomogę. to nie tak, że przymusowo psychiatrycznie można
      leczyc tylko w syt. zagrożenia życia lub zdrowia.
      art 29 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego z dnia 19.08.1990 roku mowi o
      tym, że można doprowadzić do przymusowego leczenia osoby, jeśli jej nieleczenie
      może spowodować pogorszenie stanu zdrowia. i to nie jest tak, że piszesz
      wniosek do sądu i już. najpierw jest wlasnie badanie psychiatryczne, po ktorym
      lekarz wystawia świadectwo lekarskie będące niezbędnym załącznikiem do wniosku
      sądowego o leczenie psychiatryczne bez zgody.
      ale po kolei.
      najpierw, aby do badania doszło, piszesz prośbę o takie badanie do poradni
      zdrowia psychcznego (tylko publiczne zakłady opieki medycznej) i wydanie
      swiadectwa lekarskiego. w piśmie motywujesz czemu o to się zwracasz (powody).
      powołujesz sie na ten art. który wymieniłam i piszesz, ze swiadectwo to jest
      niezbędnym załącznikiem do wniosku sądowego.
      poradnia, do której się zwracasz wzywa pisemnie żonę na badanie. gdy ona nie
      zareaguje lekarz wystawia ci zlecenie na przywóz jej karetką na badanie
      psychiatryczne(niezleżnie czy ona sie zgadza czy nie). nie jest to dla nikogo
      przyjemne, ale sadzę, ze w syt. ktorą opisałeś to jedyne dobre wyjście. opisane
      objawy sa dośc jednoznaczne. jeśli jakies pytania - napisz. pozdrawiam, życze
      dużo siły, asia.
      • 14.09.05, 10:15
        joa_nnap napisała:

        > i to nie jest tak, że piszesz
        > wniosek do sądu i już.

        Niestety, sprawdziłem i trzeba zacząc właśnie od sądu sad

        > ale po kolei.
        > najpierw, aby do badania doszło, piszesz prośbę o takie badanie do poradni
        > zdrowia psychcznego (tylko publiczne zakłady opieki medycznej) i wydanie
        > swiadectwa lekarskiego. w piśmie motywujesz czemu o to się zwracasz (powody).
        > powołujesz sie na ten art. który wymieniłam i piszesz, ze swiadectwo to jest
        > niezbędnym załącznikiem do wniosku sądowego.
        > poradnia, do której się zwracasz wzywa pisemnie żonę na badanie.

        Lekarz nie może wystawić takiego świadectwa na podstawie mojego wniosku, bez
        badania danej osoby. Dopiero sąd może skierować tę osobę na badanie i leczenie.
        W poradni odesłali mnie do sądu.
    • 07.02.05, 08:38
      Witaj!
      A może jednak zaproś lekarza do domu. Żonie powiedz, że lekarz przyszedł do
      Was, a nie tylko do niej(to ważne).Że zrobiłeś to , bo zależy Ci na niej, że
      chcesz ratować małżeństwo, itd. Podkreślaj, że wspólnie macie problem i razem
      macie się leczyć (chociażbyś musiał udawać- a zawsze to inaczej brzmi). Pozwól
      lekarzowi najpierw sam się "zbadać", żeby żona zrozumiała, że nie robisz z niej
      wariatki, a szukasz sposobu ratowania związku. Może to coś pomoże. Podkreślaj,
      że nie tylko ona musi się leczyć, ale Wy razem musicie ratować małżeństwo - dla
      dziecka. A jak ona reaguje na dziecko? Może podkreśl również dobro dziecka w
      rozmowie - że ono powinno mieć zdrową, pogodną, wypoczętą mamę, aby się dobrze
      rozwijało... Życzę powodzenia Wam obojgu!
      • 07.02.05, 13:01
        natiz napisała:

        > Witaj!
        > A może jednak zaproś... powiedz
        > Podkreślaj, że...
        > Podkreślaj,
        Robię to od ponad trzech lat, bez skutku. Dlatego na tym forum pytałem o
        konkretne przypadki, czy ktos miał taki sam problem i jak go rozwiązał. Porady
        typu "porozmawiaj z nią" darowuję sobie. Nie sądzisz, że rozmowy coś pomogły, to
        problem zniknąłby wczesniej?
    • 12.02.05, 09:38
      Przez 2 lata próbowałam z całą rodziną wyprawić mamę do psychiatry.Reakcje były
      podobne.W końcu tata porozmawiał z jej przyjaciółką,a brat poszedł prywatnie do
      lekarza,by mu wszystko opowiedzieć.Lekarz zgodził się spotkać z mamą i jej
      przyjaciółką w kawiarni.Na pierwszą wizytę do lekarza mama też poszła z tą
      koleżanką. Może to jest jakiś sposób?

      • 15.02.05, 21:31
        Tak sobie czytam Tatę Tomka i rozmyślam nad jego stosunkiem do całej tej sprawy.

        Ktoś tu już zwrócił uwage na stosunek do żony...ja bym go nazwała..irytujący -
        mam wrażenie,że twoja żona co najmniej Cię irytuje.

        Nie opowiem tu o "podobnej sytuacji" - tylko zwracam uwagę na Twój Tato,
        stosunek do cierpienia tej kobiety.

        Może sobie nalezy uzmysłowić -że o ile faktycznie Twoja żona jest chora - to
        potwornie cierpi - tyle tylko,ze nie widać tego gołym,chłodnym,męskim okiem -
        krew nie leje się strumieniami,kości na miejscu..nie ma jatki...

        Nikt ale przede wszystkim - Ty - nie patrzycie na tę kobietę,jako
        nieszczęśliwej,ludzkiej Istoty..

        To potwornie smutne...
        • 22.02.05, 09:42
          Witam sama.mamo

          > Ktoś tu już zwrócił uwage na stosunek do żony...ja bym go nazwała..irytujący -
          > mam wrażenie,że twoja żona co najmniej Cię irytuje.

          To nie żona mnie irytuje, tylko sytuacje stwarzane przez nią. Mam chyba prawo
          "trochę się zirytować", kiedy żona wywala do kosza jedzenie otrzymane od jej
          rodziców twierdząc, że jest przez nich zatrute? Albo gdy dzwoni do _mojej_
          rodziny na drugi koniec Polski i oskarża _moją_ mamę o kradzieże, jakich miała
          ona dokonać w ich domu podczas naszego wspolnego pobytu u tej rodziny na weselu
          x lat temu? Rodzina lepiej zna moja mamę i posłała moją żonę do diabła, tyle, że
          w grzecznych słowach. Lista osób chętnych do odwiedzin u nas uległa kolejnemu
          skróceniu...

          > Może sobie nalezy uzmysłowić -że o ile faktycznie Twoja żona jest chora - to
          > potwornie cierpi - tyle tylko,ze nie widać tego gołym,chłodnym,męskim okiem -
          > krew nie leje się strumieniami,kości na miejscu..nie ma jatki...

          Ręce opadają. Krew? Jatki? O co Ci chodzi?! Nie reaguję awanturami na awantury i
          wymysły żony. Z mojej strony krew i jatki nie grożą.

          > Nikt ale przede wszystkim - Ty - nie patrzycie na tę kobietę,jako
          > nieszczęśliwej,ludzkiej Istoty..

          Patrzę i widzę. To moja żona, matka mojego dziecka i dlatego chcę i powinienem
          jej pomóc.

          Z mojej strony EOT
          • 23.02.05, 08:55
            > > Może sobie nalezy uzmysłowić -że o ile faktycznie Twoja żona jest chora -
            > to
            > > potwornie cierpi - tyle tylko,ze nie widać tego gołym,chłodnym,męskim oki
            > em -
            > > krew nie leje się strumieniami,kości na miejscu..nie ma jatki...
            >
            > Ręce opadają. Krew? Jatki? O co Ci chodzi?! Nie reaguję awanturami na
            awantury
            > i
            > wymysły żony. Z mojej strony krew i jatki nie grożą.



            O co mi chodzi>?


            O to,że jeśli nie widać cierpienia - a więc -jej oczywistych oznak cielesnych -
            krwi,bólu,łez...szczególnie facetom trudno pomyśleć o tym,że ta osoba cierpi.
            jestem o tym całkowicie przekonana i oburzają mnie metody tu proponowane.
            Poprostu nikt nie widzi człowieka w tej kobiecie - i ja nie umiem się z tym
            pogodzić!
            o to mi chodzi,miły Tomku. >>
    • 15.02.05, 23:23
      Taka mnie niewesoła refleksja naszła, że ciężko Ci będzie cokolwiek zdziałać
      przy jej nastawieniu, że prawdopodobnie będzie musiał dojść do tego, czego
      najbardziej się obawiasz - do jakiegoś wybuchu... Jedyne, co mi teraz
      przychodzi do głowy to... żebyś zbierał dowody. Być może brzmi to conajmniej
      zniechęcająco, ale tak sobie myslę, że w przyszłości może na tym ucierpieć
      Wasze dziecko. Na pewno juz bardzo cierpi, a może być gorzej. Nie jestem
      psychiatrą, ale tak to "czuję". Mając dowody, w postaci na przykład nagrań na
      dyktafonie lub na kamerze ławiej Ci będzie udowodnić destrukcyjne zachowania
      Twojej żony, jeśli tylko dojdzie do sytuacji, kiedy trzeba będzie cokolwiek
      udowadniać, ustalać... Mam na myśli na przykład psychiatrów, ale też prawników.
      Dlaczego? Bo nawet jeśli bardzo kochasz swoją żonę, to może przyjść moment, ż
      nie wytrzymasz, będziesz miał dość, będziesz chciał uchronić siebie i dziecko
      przed jej agresją. Albo może w jakimś odpowiednim momencie pokażesz jej to
      nagranie? Jeśli jest na prawdę chora to pewnie niewiele to zmieni, ale może
      jest szansa, że coś "zaskoczy", że da się o tym porozmawiać i nakłonić żonę na
      wizytę u psychiatry, albo chociaż u doradcy małżeńskiego, który pokieruje Was
      dalej...
      Pewnie żona ma jakieś zaburzenia na tle paranoidalnym, czy jak to sie nazywa,
      może jest osobą chorą, i dlatego chcesz jej pomóc. Problem w tym, że na siłę
      się nie da. Jest pewien wyjątek, o którym z resztą piszesz - gdyby swoim
      zachowaniem stwarzała jakieś zagrożenie dla Was, wtedy byłaby to podstawa do
      zatrzymania jej w psychiatryku. Bardzo Ci współczuje, też mam w swojej dalszej
      rodzinie osobę z zaburzeniami psychicznymi (poprzedzonymi wieloletnim
      alkoholizmem), więc mogę sobie wyobrazić, jak niszczące może być jej
      zachowanie. Nie mniej jednak nie da się tak funkconować za wszelką cenę, nie za
      cenę dzieciństwa Twojego synka.
      Wiem, że jest książka "postępowanie z chorym psychicznie", autor to chyba prof.
      Kokoszka. Niestey, nie jestem w stanie stwierdzić, czy jest to skierowane do
      lekarzy, terapeutów, czy do ludzi takich jak Ty - uwikłanych członków rodzin.
      Może zajrzysz do księgarni? Może tam będzie coś na ten temat?
      Aha, co do ostatniego pytania, to zdarzają się poważne zaburzenia psychiczne po
      porodzie. Może to to... Nie czytałam całości wątku, może piszesz, kiedy to sie
      zaczęło i jak długo trwa. Ale jeśli od porodu, to może jest to dobry trop...
      --
      _____________________
      po-daruj mi
      coś cze-go nie
      zdobędę sama...
      • 16.02.05, 00:02
        Pomysł z dyktafonem wydaje mi się rozsądny.Można potem nagranie dać do "oceny"
        psychologowi.
        ...Znam przypadek zapalczywego męża, który nagrywał kłótnie z żoną na dyktafon-
        jak odsłuchał (a kontrolował się w czasie kłótni, bo wiedział, że nagrywa-żona
        nie)schował dyktafon, nie chciał więcej słyszeć i nikomu pokazać.
    • 22.02.05, 16:24
      Jest jeden sposób.
      Nazwany pewnie będę nikczemnikiem i łachudrą ale....
      Po prostu trzeba zagrać nie fair. Wzywając policję do fikcyjnej awantury,
      możesz zażądać wizyty psychologa z Ośrodka kryzysowego. Psycholog przeprowadza
      wywiad pod okiem policjantów. To cholernie niemiła sytuacja gwarantująca podłe
      samopoczucie ale w efekcie daje kontakt z osobą, która może wydać opinię będącą
      podstawą przymusowej obserwacji. To bardzo skrótowy opis, jeśli zdecydujesz się
      na taką grę to daj znać na priv. Podpowiem szczegółowo jak to zagrać żeby
      wygrani byli wszyscy; Twoja Żona, Ty i Wasze Dzieciątko.

      Pozdrawiam
      --
      takie są fakty, takie jest życie...., a to co piszę to tylko moje prywatne
      zdanie.
      • 27.10.05, 13:09
        zaholec napisał:

        > Po prostu trzeba zagrać nie fair. Wzywając policję do fikcyjnej awantury,
        > możesz zażądać wizyty psychologa z Ośrodka kryzysowego.

        Policję wezwałemm, do awantury wcale nie fikcyjnej. Po prostu któregoś dnia
        miałem już dość wysłuchiwania wrzaków, wyzwisk i gróźb w rodzaju "To się skończy
        dla ciebie guzem" i zapowiedziami niszczenia czy chowania niezbędnych mi rzeczy.
        Patrol przyjechał nawet w miare szybko, około pół godziny po wezwaniu, ale
        panowie stwierdzili, ze to zwykłe nieporozumienie małżeńskie a nie awantura
        domowa, bo gdy oni jeżdżą do takich awantur, to są demolki, przemoc itp., i
        żebysmy sobie usiedli przy kawie i normalnie porozmawiali. Miałem ochotę
        roześmiać im się w twarz. Skończyło się na wypełnieniu tzw. niebieskiej karty,
        ale co z tego...
        Oczywiście po tym, jak "ośmieliłem się" wezwać policję, sytuacja domowa
        bynajmniej się nie polepszyła... Zrozumiałem tylko, że jak oberwę od żony po
        gębie przy świadkach, to może coś by się dało zrobić. A tak - nic.
        • 27.10.05, 15:44
          Witam,
          osobiście doświadczyłam czegoś podobnego, jeśli potrzebujesz jeszcze jakichś
          porad napisz na prv chętnie Ci opowiem o moich doświadczeniach.
          --
          pozdrawiam serdecznie
          karola
    • 04.03.05, 12:11
      Osłabiają mnie tu niektóre odpowiedzi osób sugerujących, ze Twoja zona Cie
      irytuje i że w niewłasciwy sposób o niej piszesz!!!!

      Ludzie, gdyby nie kochał własnej żony albo gdyby mu chociaż na niej nie
      zależało, nie pytałby Was o radę. !!!! Ta kobieta jest chora i z pewnością coś
      jej dolego, bo nikt normalny tak się nie zachowuje. I nie trzeba być
      specjalistą, zeby to ocenic. Więc Wy nie oceniajcie w denerwujący sposób
      faceta, który chce jej pomóc!!!
      Żadne porozmawiaj z nia itp. tu nie pomogą, musisz przyprowadzić lekarza do
      domu i sam go wpuścić lub siłą zaprowadzić zonę do lekarza. Nie ma tu miejsca
      na "cackanie się", przykro mi to mówić.
      Pozdrawiam serdecznie i zyczę powodzenia. Jestes kochającym mężem.
      • 05.03.05, 20:04
        jutko droga...

        no to ci powiem tak - nie znasz ani faceta,ani jego żony-trudno oceniać jakość
        mężowskiej roski ta drogą...

        Znam jednak takiego,który wciągnąl pół swojej pracy,forum i cała rodzine w
        opowieść o wariatce-tylko dlatego,że od niego odeszła i nie dała sie lać..

        Ja zwracam uwagę tylko na tą chorą kobietę..
        o której - strach patrzeć -nikt nie myśli,jak o nieszczęsliwym człowieku.
        Ot- cały ten świat i jego postawy moralne-których oceniać nie trzeba.

        A pan autor najnormalniej w świecie nie budzi mojego zaufania-co może się
        oczywiście okazać pomyłką.
    • 08.03.05, 22:21
      zetknelam sie juz (jako prawnik) z podobna sytuacja - nawet choroba ta sama.
      Niestety, poniewaz bezposredniego zagrozenia Twoja zona na razie nie stwarza (w
      ogole cos takiego trudno udowodnic) poza rozstaniem (ale rozumiem ze nie chcesz
      porzucac chorej najblizszej osoby i popieram) pozostaje Ci wystapic do sadu o
      ubezwlasnowolnienie zony z uwagi na chorobe psychiczna i ustanowienie Cie jej
      opiekunem - wowczas to Ty zdecydujesz o jej leczeniu (na poczatek pewnie
      zamknietym). Dluga droga. I trudna. Pozew, potem opinia psychiatry, pewnie
      prawnik z urzedu dla zony, prawie na pewno druga instancja. Ale mysle ze warto.
      Dla pocieszenia - jesli jeszcze psychiatra Cnie powiedzial - paranoje dobrze
      sie leczy farmakologicznie, wiec, jest swiatelko w tunelu.
      Trzymam kciuki, jak masz pytania pisz na priva.
      Magda
      • 17.03.05, 00:24
        może zaproś do domu psychiatrę, ktory będzie udawał Twojego kumpla, to
        najlepsze wyjście na dzień dzisiejszy 9my tak robimy z chor ą babcia) dobry
        psychiatra w mig pojmie i bedzie wiedział co Ci radzić, to chyba jedyne
        wyjście, na siłe nie dasz rady, nie ma mozliwości i w ogóle mało osób zrozumie
        Twój problem, bardzo Ci wspólcvzuję i przesyłam pozytywne fluidy, zebys dał
        radę i miał siłe, to nie jest łatwe, ale próbuj, warto 9musisz kochać zonę)
        pozdrawiam
    • 08.09.05, 12:02
      Od czasu mego ostatniego postu minęło kilka miesięcy.
      Wykorzystując jakieś załamanie nerwowe żony udało mi się cudem namówić ją na
      wizytę u psychiatry (przedstawiłem jej tę wizytę jako konsultację u
      psychoterapeuty). Poszliśmy, pani doktor pogadała najpierw z żoną, potem z nami
      obojgiem. Efekty:
      - lekarz stwierdziła, że żona ma urojenia, które można leczyć farmakologicznie i
      przepisała lekarstwo, w tej chwili nie pamiętam jakie
      - żona stwierdziła, że pani doktor nie jest fachowcem, że to spisek i żadnych
      lekarstw brać nie będzie
      Skutek wizyty u lekarza, po której tyle sobie obiecywałem = żaden sad(
      • 10.09.05, 08:45
        bardzo mi przykro - bo twoja sytuacja jest ciezka.
        sa rozne formy terapii - a myslales chocby o hipnozie, ustawieniach hellingera -
        bo skads jej sie taka psychoza wziela, lub nawet zmianie diety? z tego, co
        wiem, skuteczna w stanach urojeniowych bywaja tez joga, masaze ayurvedyjskie i
        ayurveda jako taka, i inasze - z tzw. medycyny alternatywnej.
        oraz wizyta zaznajomionego psychoterapeuty w domu. na poczatek bez
        farmaceutykow.
        kiedy o tym czytam, mysle, ze moja tesciowa dostala cos takiego... i nie miala
        rownie zaangazowanego i troskliwego meza, jak twoja zona, niestety.
        GDYBYm byla na twoim miejscu, szukalabym pomocy TAKZE w miejscach jak powyzsze
    • 08.09.05, 21:52
      TatoTomku,
      Przeczytałam Twój ostatni post. Ja również miałam ostatnio w rodzinie przypadek
      choroby psychicznej. Nie dziwi mnie, że Twoja żona z własnej chęci nie chce brać
      lekarstw. W tamtym przypadku było podobnie. Może osoba, o której piszę, miała
      więcej szczęścia, bo przyjechał po niego przyjaciel, zaprosił na obiad do domu,
      razem z żoną zawieźli go do szpitala (na Sobieskiego w Warszawie, ale przyznaję
      był wiarygodny pretekst, żeby ten szpital odwiedzić)i lekarze po rozmowie
      stwierdzili, że pacjent nadaje się do zatrzymania. Oczywiście był oburzony i
      trzeba było dużo zręcznej, umiejętnej i łagodnej perswazji, żeby został i brał
      leki (też nie chciał brać). Dopiero jak trochę pomogły to stało się normalniej i
      już sam brał.
      Przykro mi z powodu Twojej żony, ale może mógłbyś jakoś spowodować, żeby
      odwiedziła szpital (zwłaszcza ten na Sobieskiego) i tam została jakiś czas.

      Pozdrawiam,
      Jogo
    • 10.09.05, 12:03
      Tato_Tomku jeżeli żona ma paranoję, nie chce brac leków to chyba czas na
      bardziej radykalne rozwiązania.
      Bo teraz widzi wszędzie spiski a potem może być gorzej
      Niestety sporo było pzrypadków, że chora psychicznie na paranoję albo
      schizofrenię matka zabijała swoje dziecko - ponieważ wszędzie widziała spiski i
      chciała je w ten sposób chronić
      Choroba psychiczna jest cierpieniem dla chorego ale pzrede wszystkim zagrożeniem
      dla jego otoczenia. Paranoiczna matka zaburza rozwój dziecka, wpaja swoje lęki,
      złe widzenie świata
      Twoja żona nie ma poczucia swojej choroby, nie bierze leków, stan może się pogorszyć
      Skończyłam psychologię,mam bliską koleżankę schizofreniczkę. I niestety w jej
      przypadku wiadomo, że przy każdym zasotrzeniu od razu odwiezienie do szpitala.
      To naprawdę pomaga - leczenie zamknięte farmakoterapia. Dzięki temu moja
      koleżanka pozbyła się wielu rzeczy złych, lepiej funkcjonuje, ma świadomość choroby
      CHroń swoje dziecko przede wszystkim i siebie samego
      Blanka
    • 10.09.05, 19:03
      jestem psychologiem i wiem, jak się ludziom kojarzy pójście do szpitala
      psychiatrycznego, bo też ma swoją opinię w społeczeństwie ten, który tam był
      przez jakiś czas przebywałam na praktyce w takim szpitalu i wiem, że niektóre
      osoby nawet same tam się zgłaszają, jeśli czują, że coż z nimi nie tak
      w przypadku Twojej żony jest to raczej niemożliwe, skoro zaprzecza chorobie, bo
      z tego, co opisujesz, to raczej kwalifikuje się do leczenia
      myślę, że dobrym wyjściem jest to proponowane przez osobę wpisaną wyżej i
      udanie się do poradni zdrowia psychicznego, gdzie pracujący tam ludzie pomogą
      Ci coś z tym zrobić
      zrób to jak najszybciej, gdyż zagraża to Tobie i Twojej rodzinie (córka też
      widzi i przeżywa, mimo że taka mała)
      może żona ma jakąś bliską przyjaciółkę, z którą nie jest skłócona? może taka
      osoba byłaby w stanie doprowadzić ją do psychiatry (lub psychologa;
      gdziekolwiek, ale żeby poszła)???
      pozdrawiam i życzę dużo sił i wytrwałości smile
      --
      ***********************
      Azali były osoby mrowie a mrowie? ...
    • 15.11.05, 12:25
      Czyli jakiegoś kompetentnego w sprawach opisanych przeze mnie. W tej chwili
      prawo tak się już rozrosło, że żeden prawnik nie zna się "na wszystkim". Na
      forach warszawskich nie znalazłem pomocy. Możecie kogoś podpowiedzieć?
      • 12.12.05, 17:05
        Ja mialam podobny problem z moja matka. Wszystko trwalo pare lat - z roku na
        rok stan sie pogarszał, a agresja sięgała zenitu. Nie bylo sposobu aby
        zaciagnac ja do lekarza. Kiedys miala problem z sercem i trafila do szpitala.
        Wiec tam poprosilam o wizytę psychiatry. Lekarz stwierdzil chorobe, dał
        skierowanie do przychodni rejonowej i powiedzial ze ma sie tam zglosic jak
        wyjdzie ze szpitala. Osoba musi sama wyrazić chęć leczenia (paranoja!) Wiadomo,
        moja mamusia po wyjsciu ze szpitala podarla skierowanie... Dopiero po paru
        latach jak juz "schiza" byla zaawansowana i moja matka zaczela wybiegac na
        bosaka z domu, biegac i krzyczec to wtedy przyjechala policja i zawiozla ja do
        szpitala, NA SZCZESCIE. Lezala tam jakis miesiac i teraz sie leczy. Jest duzo
        lepiej. Niestety gdyby nie interwencja policji to nie wiem jakby to sie
        skonczylo.

        Dodatkowo gdy mama byla na leczeniu bylam u niej w domu, aby znalezc dokumenty
        do szpitala. Znalazlam kupe dokumentów, ponagleń do płatności w bankach. Co się
        okazalo - moja mamusia pozaciagała mnóstwo kredytów i ich nie spłacała. Więc
        radzę też uważnie śledzić poczynania małżonki.
    • 07.12.05, 14:35
      Niestety o przymusowym badaniu psychiatrycznym decyduje sąd. I tu jest śliska
      sprawa, bo nie za zbytnio możesz sam zasugerować temat, to sąd powinien na
      podstawie przebiegu rozprawy (najlepiej na inny zupełnie temat) dojrzeć do
      takiej decyzji. No chyba, że osoba przy świadkach (nie rodzina) dokona czegoś
      bezpośrednio zagrażającego życiu czy zdrowiu. Czyli mówiąc krótko, dopiero jak
      przyniesiesz własną głowę pod pachą na policję to może coś ktoś Ci pomoże.

      Niestety w naszej rzeczywistości możesz jedynie próbować namówić małżonkę na
      dobrowolną wizytę. Ha ha ha! Nasze realia są porąbane.

      Chyba, że ją oszukasz, że idziecie razem do specjalisty seksuologa (czy inny
      powód), bo Ty sobie z seksem nie radzisz, a ona jest Ci niezbędna do pomocy.
      Oczywiście to Ty jesteś ten chory i potrzebujący (w wersji dla niej). Ale to
      już straszne podchody.

    • 01.04.06, 23:44
      Niewątpliwie w małżeństwie Tomka jest poważny problem.
      Niemniej jednak sposób, w jaki tata_tomek pisze o swojej żonie, jakie
      okoliczności przytacza opisując "chorobę" żony sprawiają, że nie mam zaufania i
      przekonania o jego dobrych intencjach.
      Ja też mam problem z teściami i mąż często mówi, że jestem do nich uprzedzona i
      nie widzi problemu w ewidentnych ich "przewinieniach". Niemniej jednak murem
      stoi za mną. Gdyby było inaczej, pewnie postępowałabym podobnie jak żona
      Tomka...
      Ten opis urlopu wychowawczego (Tomek "biadoli" że utrzymywał dom) i sprawa
      oddzielnych kont bankowych ma się nijak do choroby żony, niemniej jednak Tomek
      wyciąga tą kwestię.
      Nie wierzę mu i tyle!
      • 03.04.06, 08:42
        haganna napisała:

        > Ja też mam problem z teściami i mąż często mówi, że jestem do nich uprzedzona i
        >
        > nie widzi problemu w ewidentnych ich "przewinieniach". Niemniej jednak murem
        > stoi za mną. Gdyby było inaczej, pewnie postępowałabym podobnie jak żona
        > Tomka...

        Jeśli nazwiesz jego matkę k****ą a tatę ku***em, tez będzie 'stał murem'?
        A przy okazji swoich rodziców nawyzywasz od złodziei?
        A gdy wywalasz jedzenie otrzymane od twoich, bo według ciebie jest zatrute?
        A gdy naskakujesz na męża, że wraz ze swoją mamą zorganizował zamach na ciebie,
        który tylko dzięki przypadkowi się nie udał?
        A gdy oskarżasz go o posiadanie kochanek i nieślubnych dzieci, i to w obecności
        waszych dzieci?
        A może już pod nieobecnośc męża przemeblowałaś mieszkanie i wmontowałaś zamki w
        drzwi pokojów w mieszkaniu żeby do części mieszkania nie miał dostępu? jeśli to
        zrobisz, to nie zapomnij oskarżyć go przed interweniującymi u was policjantami o
        przecinanie nitek w twoich ubraniach żeby się szybciej niszczyły.
        Masz jeszcze dużo możliwości...
        Na przykład przenosić dziecko/dzieci z przedszkola do przedszkola bez jego
        wiedzy i zgody...
        I zabronić dziecku jakichkolwiek występów w przedszkolu, bo ktoś mógłby je
        sfotografować...
        No i oczywiście stanowczo zabronić dziecku mówić o tacie 'tata'; dziecko może
        mówić tylko 'on', 'jego' itp.
        Możesz też zabrać z kuchni solniczki i schować je u siebie w szafie, bo 'przed
        ślubem były twoje'

        Umieram z ciekawości, czy w takich przypadkach mąż też 'będzie stać za tobą
        murem', czy jednak będzie próbował zapobiegać rozwojowi sytuacji w najgorszym
        kierunku.
        Z całego serce NIE ŻYCZĘ ci takich przeżyć.

        > Ten opis urlopu wychowawczego (Tomek "biadoli" że utrzymywał dom) i sprawa
        > oddzielnych kont bankowych ma się nijak do choroby żony, niemniej jednak Tomek
        > wyciąga tą kwestię.
        Nie biadolę, że utrzymywałem dom, tylko biadolę, że utrzymywałem dom, a dziecko
        wysłuchuje, że 'on' wydawał pieniądze na kochanki i inne dzieci a własne dziecko
        i żonę chciał głodzić pod pretekstem braku pieniędzy.

        Z mojej strony EOT
        • 03.04.06, 22:27
          Wywalam jedzenie otrzymywane od babci, bo moim zdaniem można się nim zatruć.
          Jeżeli mąż ustala coś z teściami, to na niego naskakuję, bo najpierw powinien
          to ustalić ze mną - nie ma zmiłuj w tej kwestii.
          Jak nazywam moich teściów, to moja sprawa, ale zapewniam Cię, że nie są
          to "pieszczotliwe" określenia. I pomimo tego mąż stoi za mną murem i nie mówi,
          że jestem psychiczna!!!
          Zdarza nam się również powiedzieć coś "kompromitującego" na drugiego rodzica w
          obecności dzieci i nikt nie robi z tego tragedii.
          Większość Twoich opisów da się podciągnąć pod zwykłe sytuacje, w których mąż
          stoi po stronie swoich rodziców a żona "okopuje się" na swojej pozycji walcząc
          z mężem i jego rodziną o dziecko i autonomię.
          Nie podoba mi się również to, że chodzisz do jakiś pseudo-specjalistów, którzy
          stawiają diagnozę nie widząc pacjentki, albo przeprowadzając prowizoryczne
          badania. To nie świadczy o uczciwości Twoich intencji. Po prostu.
          • 12.04.06, 17:38
            jestes slepa, czy naprawde nie widzisz, ze tam nie chodzi o relacje zona-
            tesciowie, tylko o relacje ze wszystkimi, wlaczajac w to jej wlasnych rodzicow?
            Jesli dla ciebie zakaz mowienia do ojca "tato" jest normalna sytuacja, ktora da
            sie podciagnac pod zwykle potyczki slowne, to wspolczuje twojemu mezowi jego
            zony. Podobnie sceny w obecnosci dzieci- moje gratulacje: wyczucia, taktu i
            pedagogiki. Mam wrazenie, ze tez masz cos z glowa, skoro stawrzasz takie
            sytuacje i jeszcze oczekujesz od meza, ze ci przyklasnie (pewnie robi to dla
            swietego spokoju, a ty widzisz w nim poplecznika stojacego za toba murem). Nie
            chelp sie tym, ze niewybrednie nazywasz tesciow, bo nawet jesli sie z nimi nie
            zgadzasz, to obrzucasz wyzwiskami matke i ojca swojego meza, nie sadze, zeby
            byl z tego powodu szczesliwy. Ale dla ciebie, jak piszesz, to zwykle sytuacje.
            O czym swiadczy twoj post??? Po prostu...
            • 14.04.06, 22:29
              Taaak?
              A skąd jesteś tego taki pewien? Znasz relacje tylko jednej strony i wydajesz
              kategoryczne opinie na temat żony autora. Próbuję zrozumieć faceta, ale część
              jego działań nie trzyma się kupy i świadczy na jego niekorzyść. Wiesz, łatwo
              jest zrobić z kogoś wariata - przynajmniej wirtualnie.
              Mojemu mężowi współczuć nie musisz, bo jakoś biedaczek jest szczęśliwy w
              małżeństwie, ale wiesz - właśnie mnie olśniło - powinnam go chyba do psychiatry
              wysłać, bo przecież nie powinien.
              Sceny w obecności dzieci, obrzucanie wyzwiskami? POGIĘŁO CIĘ???
              Zaręczam także, że mój mąż nie z tych, co dla świętego spokoju siedzą cicho wink.
              Jewgrafka - twoje oskarżenia wyssane są z palca. Trafiłeś jak kulą w płot.
              Z moim zdrowiem psychicznym też wszystko w porządku, ale jeśli Ty czujesz
              potrzebę pogadania ze specjalistą, to mogę Ci polecić mojego szwagra - jest
              naprawdę dobry.
              • 05.05.06, 22:51
                ...ale wydaje mi się, że to dobry wątek na tę opowieść (oczywiście nic nie
                sugerując).
                Kilka miesięcy temu załamana koleżanka opowiada mi o nieszczęściu swojego
                brata. Żonaty, dwoje dzieci, dobra praca... i nagle pierwsze objawy choroby
                psychicznej. Paranoje, urojenia. Był przekonany, że wszyscy są przeciwko niemu;
                za lodówką widział kochanków swojej żony, przestał ufać komukolwiek, zaczął
                tracić kontakt z otoczeniem... Jego żona - rzecz jasna - szukała dla niego
                ratunku. Podstępem udało się zaprowadzić go do lekarza...

                No i przełom.

                Tu okazuje się, że to jego ŻONA jest niezrównoważona psychicznie. Potajemnie
                dorzucała mu jakieś środki psychotropowe, które zaczęły wywoływać właśnie
                urojenia.

                Na szczęscie udało siędo nich "dotrzeć". W tej chwili oboje się leczą.

                To tyle..
          • 10.07.06, 14:51
            Zejdzcie juz z taty-tomka, to nie sa przlewki, to nie rozmowy w toku, i
            wszechmoc szczerej rozmowy. Ta kobieta ma regularna psychoze a to trzeba
            leczyc. Zadajc ie sobie troche trudu, przeczytajcie wszystkie posty i dajcie
            juz spokoj z radami: "przyprowadz psychiatre do domu w charakterze listonosza"-
            ludzie do cholery to moze sie skonczyc dla kogos trgaicznie a Wy tu swoje
            harcerskie sposoby proponujecie. a te insynuacje, ze to ma cos wspolnego z kasa-
            bo przeszkadza mu osobne konto. No coz dla mnie nagla sparcja finansowa, tez
            by byla alarmujaca, szczegolnie w wykonaniu osoby zaburzonej- skad on moze
            wiedziec co ona planuje, jakas uczieczke z dzieckiem czy cos takiego....
            --
            UKI-OKI
    • 10.07.06, 19:30
      Wnies pozew rozwodowy i wystąp o opieke nad dzieckiem. Uzasadnij prośbę tym, co
      tutaj napisales i już sąd się ustosunkuje, najpewniej skieruje was wszystkich na
      badania i o to tutaj chodzi.
      Przyznam, że też nie wiem co mam myśleć o tym co tu piszesz, niestey ale
      obiektywnie rzecz biorąc każde z was może byc chore. Twoje wku. na zone to insza
      inszość i do tego wku. masz prawo.

      --
      Miejsce na Twoją reklame.
    • 19.07.06, 09:55
      Jeśli osoba chora, u której podejrzewa się chorobę psychiczną zgłosi się do
      odpowiedniego szpitala psychiatrycznego (w zależności od miejsca zamieszkania)
      najpierw badana jest przez lekarza psychiatrę (badana może źle sformułowane,
      raczej odbywa rozmowę). Później lekarz zazwyczaj prosi o rozmowę z bliską osobą
      (meżem, żoną, dzieckiem pełnoletnim) które opowie o zachowaniu chorego. Lekarz
      może na podstawie wywiadu zadecydować czy dana osoba kwalifikuje się na
      leczenie szpitalne czy nie. I ważna sprawa lekarz w izbie przyjęć każe podpisać
      zgodę na hospitalizację. Jesli chory nie podpisze to:
      a) przyjmuje się go i tak do szpitala, gdyż może zagrażać zyciu swojemu lub
      innych i w takim przypadku daje się ponownie do podpisania zgodę np. za 3 dni.
      b) jeśli osoba ta nie podpisze takie zgody to szpital sam kieruje sprawę do
      sądu w celu przymusowego leczenie szpitalnego.

      Jeśli osoba chora nie chce pojechać do specjalisty to jedyne wyjście to chyba
      czekanie na atak agresji i wywiezienie w kaftanach.
    • 02.08.06, 16:23
      bo:
      - sąd palcem nie kiwnie bez skierowania lekarskiego
      a
      -lekarz palcem nie kiwnie bez wyroku sądu

      Dalsze mielenie tego tematu jest więc bezcelowe.
      Dlatego niniejszym zamykam ten wątek. Wszystkim życzliwym i nieżyczliwym
      dziękuję za wypowiedzi, te podnoszące na duchu i te sceptyczno-podejrzliwe, i
      życzę, żeby nikomu nie przytrafiło się takie życie jak mnie.
      EOT
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.