Dodaj do ulubionych

DO PANÓW pytanie "Z PIEPRZYKIEM"

IP: *.* 05.02.02, 12:12
No to ja konkretnie: chodzi mi o sex.A jeszcze konkretniej, że jakoś tak mi się porobiło, że mogę teraz (po urodzeniu dziecka) w ogóle bez.Duża w tym, myślę, zasługa też męża. Starać się jakoś odechciało, do pomocy w domu też go nie ciągnie. Często więc jestem zmęczona, zniechęcona i nie widzę już w nim tego faceta co kiedyś...Jakby tak choć raz "odstrzelił się" w garnitur tylko dla mnie (wtedy tyłeczek wygląda ponętnie)Jakby tak choć raz rzucił mi pod nogi bukiet kwiatówJakby tak choć raz zaprosił mnie na kolację, jak kiedyś ...Jakby tak przestał kręcić nosem, że mu zupa znowu nie smakuje...A on co? Jak w domu to w dresie, jak w dresie to przed TV, jak już coś powie, to będzie to krytyka, a jak już coś przyniesie to nie kwiaty, a wysoki stołek, żeby mi się w kuchni wygodnie siedziało jak obiad gotuję...A jak przychodzi co do czego, to by chciał, żebym ja jak telewizor, uruchomiony pilotem, w ciągu dwóch sekund rzuciła się na niego, gotowa i szczęśliwa...A ja też nie lepiej - po domu w leginsach upaćkanych BoboVitą, permanentnie na kolanach (albo za dzieckiem albo ze szmatą do podłogi) o dziewiątej padam nieżywa i jak nie daj Boże coś ode mnie chce, to warczę.I jak tu obudzić w sobie namiętność?I jak tu przekonać męża, że warto, by się znowu zaczął starać? Myślicie, że mu nie mówiłam? Owszem. On wie co i jak by zadziałało. Ale jemu jakoś się nie chce.Co tu zrobić, żeby się zachciało?Zacząć od siebie? Tylko jak - z pracą na pełen etat w firmie i w domu? Z małym dzieckiem i mężem-bałaganiarzem?Matylda.
Edytor zaawansowany
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 05.02.02, 13:47
    Matylda, Ty chyba o mnie piszesz!!!Przez okna mi zaglądasz, czy co :what:I jeszcze udajesz, że to o Was ;)
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 05.02.02, 14:18
    Asieniek,Nie powiem, że mi miło, he, he, he ...Ale tak jakoś lżej na duszy, że nie tylko my tak oklapnęliśmy. Ale próbowałaś coś w ogóle zadziałać w tej kwestii?Ja raz czy dwa, dla urozmaicenia życia zrobiłam mały show ... (wiesz - bielizna, pończochy itp.) ale niestety mąż mi się jakoś nie odwzajemnił ze swej strony (miałam nadzieję na jakieś kwiatki na drugi dzień, czy po prostu szarmanckie zachowanie, wszystko jedno co, byle coś, byle inaczej, byle nietypowo, a on puścił standard, czyli "a co dziś na śniadanie". No i wieczorem liczył na powtórkę... ręce mi opadły i stwierdziłam, że nie będę z siebie wyłazić, skoro on taki leniwy typ (praca, dom, dziecko, sprzątnij, podaj, pozamiataj, a wieczorem jeszcze się szarp z pończochami, żeby potem usłyszeć sakramentalne "a co dziś na śniadanie?" Matylda.
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 05.02.02, 14:39
    Miałam taki okres w życiu, że próbowałam (końcówka macierzyńskiego). Dzidzia do babci, kolacyjka w restauracji wspólna kąpiel, fajnie, miło itd. I na tym koniec. Mąż nawet całkiem zadowolony i zaangażowany ... w trakcie. Ale poza łóżkiem - rutyna - żadnych kwiatków i geścików. A mi to jest potrzebne, żeby POŻĄDAĆ. Odpuściłam....Próbuję go usprawiedliwiać, że zmęczony, znerwicowany, pracujący po 18 godzin na dobę 6 dni w tygodniu (chyba zgłoszę wniosek do Marcina o forum dla żon panów pracujących w hiszpańskiej sieci pizzerii...).A miało być do facetów... A na razie się sobie nawzajem żalimy...
  • Gość edziecko: KvM IP: *.* 06.02.02, 08:35
    Hmm... kwiaty zamiast pytania "Co dziś na śniadanie?" A może zamiast rajstop i przebieranek lepiej zorganizować dla męża dwie Panie?
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 06.02.02, 09:12
    Matylda, to jak? Najpierw ja z Tobą do Twojego męża, a potem Ty ze mną do mojego, czy odwrotnie? :hap:
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 06.02.02, 09:21
    Hi, hi, hi.Ale czy ja jestem w Twojego męża typie?No to może najpierw skoczymy do Twojego, bo mój od dwóch dni ma grypę, leży, jęczy i w kółko powtarza, że jest bardzo chory ... więc z tych rzeczy to na razie nici.Pa. Matylda
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 06.02.02, 09:27
    Tak sobie myślę, że jeżeli masz długie blond włosy i wymiary 90-60-90+, to jesteś w typie każdego męża ;):hello:
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 06.02.02, 10:10
    Włosy to kiedyś miałam, ale jako żem karmiąca, trochę mi się przerzedziły, ponadto moje dolne 90 po ciąży uległo pewnemu ...hmm... zachwianiu, za to góra to na pewno 90+, z tym że po lewej stronie trochę mniej materiału (prawa częściej używana).Nogi natomiast mam "półdługie".Więc nie wiem czy co z tego będzie ...Ale może Ty w lepszej kondycji? No to możemy zaczekać aż mój małżonek nabierze sił i ....Matylda
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 06.02.02, 10:27
    Ja co prawda już niekarmiąca, ale również z nadmiarem materiału w prawym górnym 90 :( Włosy długie mam, ale koloru mysiego i z aureolką kilkucentymetrowych odrostów - właśnie mi powracają te, które Tobie wypadły ;) A apropos wymiarów, to wczoraj udało mi się wbić w spodnie 38 :hap: (hmmmm, 2 lata po porodzie), ale jako że niedługo planuję następną progeniturę (bardzo mi się to słówko spodobało), to nie pocieszę się moim 38 zbyt długo.Musimy się pospieszyć z tym grupenseksem :crazy: żeby nie było wątpliwości, kto komu co zrobił (chyba że założymy komunę).PS. Nogi długie, ale w górnych obszarach smukłych kolumn nie przypominają :(
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 06.02.02, 10:29
    A jacyś panowie to na etatę zaglądają? Czy tylko Matylda i ja takie męskie jesteśmy?
  • Gość edziecko: Przemas IP: *.* 06.02.02, 19:46
    Hej, Laski! Spoko! Zaglądają! Tylko jak narazie bardzo dobrze wam idzie snucie tej intrygi. Śledzę i czekam na realizację. Mam nadzieję, że podzielicie się wrażeniami.Pozdrawiam,Przemas
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 07.02.02, 08:39
    No więc tak, Przemas:Wczoraj spotkaliśmy się we trójkę: Asieniek, ja i jej szanowny małżonek. Okazało się, że moja łysina i odbiegające znacznie od wzorca gabaryty (waga lekka, lecz lokalizacyjnie nie proporcjonalna) nie były przeszkodą w utworzeniu zgranego zespołu - prawda Asieniek?Mój mąż został w domu z dzieckiem i z grypą, ale nie miał nic na przeciwko temu eksperymentowi.Tak więc próba przebiegła pomyślnie. Jednakże, jeśli czytałeś post Asieniek - w trosce o jasność sytuacji co do odziedziczenia przez jej potomka właściwego garnituru genetycznego, musimy poprzestać na jednej próbie.Tak więc pytanie moje (z pierwszego postu) pozostaje aktualne. Dajemy teraz Tobie pole do popisu.W oczekiwaniu na rychły odzew Twójz szacuneczkiemMatylda
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 07.02.02, 09:03
    Gwoli wyjaśnienia:Tożsamość mojej przyszłej progenitury (hihihi) wyklucza jedynie moje wizyty u męża Matyldy. Natomiast Matylda zawsze jest mile widziana w naszym domu.Zwłaszcza, że wczoraj było super (och, pamiętasz Matyldziu ten parapet w salonie, mmmmm...., a biurko Andrzeja ...?)Aby mąż Matyldy nie poczuł się pokrzywdzony, użyliśmy oczywiście kamery ...:hello:
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 06.02.02, 09:14
    Że co - sąsiadkę zawołać? Ty wiesz, KVM, Ty to masz łeb.Jak sklep!Przed obcą to by się może powstydził tego swojego dresu i się jakoś postarał, przy okazji i mi by coś skapnęło...he, he, heP.S.Pończochy to takie baaardzo długie skarpetki.Rajstopy to takie skarpetki z majtkami.Pa. Matylda
  • Gość edziecko: Padlinka IP: *.* 09.08.02, 14:19
    Jestescie super! I jedna i druga. Bardzo spodobal mi sie wasz dowcip. Zwlaszcza, ze moje zle-ufarbowane wlosy, ciagle zwiazane w kucyk tez sa malo pociagajace, centymetry zwiekszyly sie i zmalaly nie w tych miejscach co trzeba a powrot mojega meza do domu wyglada tak :- czesc kochanie !- czesc, obiad stoi na kuchence - i przewracam sie na drugi bok (godzina 23). Tak czesto wygladaja nasze kontakty (jak widac malo sexualnesmile Ale jak prosze: ogol sie, albo wykap to mowi: jutro. Taki jest romantyczny! Panowie, moze nam w koncu pomozecie?!
  • Gość edziecko: JacekN IP: *.* 12.02.02, 13:24
    Witam .Z ogromną uwagą przeczytałem Wasze wypowiedzi. Bardzo interesujące. Tak swoją drogą to z Waszych pragnień i fantazji niezły scenariusz mógłby być do filmu erotycznego. Ale nie o tym mowa miała być. Moim zdaniem jedna strona nic nie zdziała,i choćbyście nie wiem jak się starały nikłe mogą byc tego efekty. Ale trzeba walczyc i miec wiarę. Ja na szczęście nie mam takich problemów i sądzę że moja małżonka rownież nie ma powodów do narzekań. Muszę się Wam pochwalić że ostatnio w ciągu ostatniego tygodnia przychodząc z pracy dwa razy kupiłem Jej kwiaty . Była tak zaskoczona że trudno to opisać ale jednocześnie szczęśliwa -jak to czasem niewiele potrzeba. Ktoś może powiedzieć tylko dwa razy ale od czegoś trzeba zacząć. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę ciepła i harmonii. Jacek
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 12.02.02, 14:32
    Jacku, A czy ewentualnie byłbyś skłonny nam powiedzieć jak przebiegał Twój proces myślowy, którego efektem było kupienie żonie kwiatów (i to dwukrotnie).Np. impuls - myśl - decyzjaMoże, z Twoją pomocą udałobyy się podsunąć mężowi/mężom (bo, jak wiesz mamy teraz z Asieniek wspólnych dwóch mężów) jakieś impulsy prowadzące do oczekiwanych przez nas decyzji (=działań).Matylda
  • Gość edziecko: JacekN IP: *.* 13.02.02, 07:57
    Hmm... "Mój proces myslowy"- spodobało mi się to i pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Jezeli chcesz (chcecie wraz z Asienkiem) to podesle Wam na konto pewien @ który to w znacznym stopniu pokierował moje (procesy myslowe) na takie właśnie tory a nie inne. Ale zapewniam że to był tylko impuls do kupna kwiatów natomiast stosunki miedzy nami nie uległy zmianie były i są wyśmienite.Pozdrawiam
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 13.02.02, 08:14
    Yupii! To ja serdecznie proszę! Mój adres jest w profilu.Liczę, że Twój @ uda mi się dyskretnie podsunąć mężowi do praktycznego wykorzystania - wszak mamy Walentynki.P.S. Jeśli się nie uda, to zostaje mi jeszcze moja droga Matylda ...
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 13.02.02, 10:22
    Czesio Jacku,Podeślij mi o czym mowa w Twoim poście.Matylda.P.S. Jak ja bym chciała, żeby mój mąż też kiedyś powiedział, że stosunki między nami są wyśmienite...
  • Gość edziecko: Padlinka IP: *.* 09.08.02, 14:23
    ja poprosze o taki e-mail! moge nawet zaplacicsmile
  • Gość edziecko: isabellla IP: *.* 17.08.02, 18:24
    A można Cię wypożyczyć, może mojemu mężowi zrobiło by się głupio.PozdrawiamIsabellla, narazie mogąca tylko pomarzyć o jako takim mężu.
  • Gość edziecko: Padlinka IP: *.* 09.08.02, 14:22
    Powiedz to mojemu mezowi! Dam Ci do niego telefon! :)Bo jak ja mu mowie to samo, to on sie oczywiscie zgadza, ale na tym koniecsad
  • Gość edziecko: Przemas IP: *.* 13.02.02, 10:12
    Hej!Jeśli mogę się znów włączyć – to chętnie coś dorzucę. Nie żadne rady, ale nasze doświadczenia. Po każdej ciąży zeszło nam trochę zanim znowu nam się „zachciało chcieć”. Początkowo byłem podłamany, a potem (tzn. po ok. 3 miesiącach) przyzwyczaiłem się do „czekania”. Ale w końcu tak na zawsze nie mogło pozostać. I wtedy po prostu trzeba było przedsięwziąć kroki natury technicznej. Kwiaty, drobiazgi, inne duperele niewiele mogły tu zdziałać, bo to chyba ja bardziej musiałem się odzwyczaić od tego przyzwyczajenia. A więc technicznie: trzeba było zorganizować wyjazd (dziecko lub dzieci do babci) na weekend poświęcony prawie wyłącznie ponownemu nawiązaniu „bliskiej intymnej relacji małżeńskiej”. Nadal trwająca laktacja nie była tu żadną przeszkodą. Wtedy jeszcze nie użyliśmy tego, co teraz na pewno zabralibyśmy ze sobą – naszego ulubionego filmu „przyrodniczego”. I to wszystko. Chodziło o to, żeby tak się wzajemnie nakręcić (eliminując wszystkie wymówki), żeby po prostu nie było odwrotu. W tym miejscu przerwę relację, aby poprzestać na poziomie nadającym się do zaakceptowania przez eDziecko. Dodam tylko, że udało się kapitalnie. Potem – mnie przynajmniej – wystarczało wspomnienie pewnych momentów.A swoją drogą zachęcam do znalezienia sobie ulubionego filmu o tej tematyce. Wieczorny widok żony ze znajomą kasetą w ręce jest wystarczającą sugestią (a jednocześnie - jak się jej nie zabierze go odpowiednio wcześniej – to też nie ma odwrotu ;-) ). Dziewczyny, tylko nie mówcie, że filmy dobre są dla facetów! Po prostu spróbujcie. A może już nie trzeba?Pozdrawiam,Przemas
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 13.02.02, 10:44
    Ja naprawdę nic nie mam przeciwko filmom przyrodniczym ;) Ale to załatwia sprawę na poziomie, hm, że tak powiem, technicznym. A to jest tylko jedna strona problemu i nie o to głównie mi chodzi. Nie pisałam nigdzie - powiem wprost - że mój mąż się nie chce ze mną kochać. Pisałam, że brakuje w tym polotu, czułości, romantyzmu i tych cholernych, przysłowiowych kwiatków właśnie. Tzn. w trakcie jest OK, ale potem szaro, buro i niejako. A jak tych kwiatków nie ma, to ja nie czuję się kochana i nie mam wtedy ochoty. I koło się zamyka :crazy:Podobno panowie potrafią dokładnie rozdzielić sex od innych aspektów życia, a dla kobiety jaki dzień, taka noc ...Chyba jestem 100 % kobietą :(
  • Gość edziecko: JacekN IP: *.* 13.02.02, 12:04
    Nie wiem jak Wy ale ja nie oglądam po prostu filmów erotycznych. Nie jest mi to potrzebne. Niektórzy ze tak powiem nie moga bez tego żyć a mnie to nie interesuje tak zwyczajnie. Zdajemy sie na własne doświadczenia i jak widać można bez tego być szczęśliwym, ale jeżeli ktoś widzi w tym sens nie mam nic przeciwko. Każdy z nas jest inny, inny ma charakter i inaczej postrzega i odbiera wszelakiego rodzaju bodzce. Pozdrawiam
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 13.02.02, 15:01
    Jacku,Dlaczego Ty nie jesteś moim mężem?MatyldaP.S.Dzięki za tekścik. Ja już go podsuwałam mężowi jakieś pół roku temu. Ale on stwierdzi, że żadnych głupot ani innych łańcuszków czytać nie będzie i przełączył na EuroSport...
  • Gość edziecko: JacekN IP: *.* 14.02.02, 09:20
    Droga Matyldziu.Nie żałuj żem nie Twój mąż bo nie jestem znów ideałem.Jest takie przysłowie które w oryginale brzmi troszkę inaczej ale pozwoliłem sobie troszke je przeredagować, w/g mojego pomysłu tak oto brzmi:-nie narzekaj na męża swego -bo możesz miec gorszegoProsze to potraktować dosłownie i bez dodatkowych domysłów i podtekstów.Pozdrawiam Jacek
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 14.02.02, 10:52
    Drogi Jacku,Doceniam Twe słowa i ich przesłanie. Przysłowia mądrością narodu! Więcej – miałam świadomość tego już dawno, dlatego też nie jestem, jak sądzę, sekutnicą w traktowaniu małżonka. Ba, cieszę się nawet czasem, że mężem moim nie jest sąsiad K., który nawala swoją małżonkę za każdym razem, gdy przestawi ona jakiś mebel w domu, lub też jak połowica mojej studiującej zaocznie znajomej, która (ta połowica) wszczyna awantury przy okazji każdej niebytności żony w domu, mimo że żona nie szlaja się po mieście, a tylko jeździ na uczelnię raz na dwa tygodnie. (Kiedy odwiedziła mnie w szpitalu, to jak tylko przekroczyła próg sali, zadzwonił jej mąż by sprawdzić, gdzie obecnie jego pani się znajduje. Ona, z błagalnym wzrokiem podała mi słuchawkę, a ja próbowałam przekonać zazdrośnika, że żona jego faktycznie przebywa w szpitalu, gdzie ja się też obecnie znajduję i że nie bierzemy udziału w żadnej orgii, co uniemożliwia akuratnie mój potężny brzuch i spuchnięte nogi).Nie żebym się skarżyła na męża, nie, nie! W ogóle to ja się cieszę, że mam męża, bo mogłabym być np. starą panną, albo i jeszcze co gorszego... (no nie Asieniek?). A wtedy to wstyd w rodzinie i przed sąsiadami. Tak więc generalnie to szczęśliwa jestem, tylko, że się ostatnio Kingi Dunin naczytałam i tak mi się porąbało w głowie....Matylda
  • Gość edziecko: JoannaRM IP: *.* 22.02.02, 23:34
    Witam wszystkich :)Pozwole właczyć sie do tej rozmowy, bo Asieniek napisała moje myśli :)Dla kobiety jaki dzien, taka noc.... Zgadzam sie w 100% i zapewne nie tylko ja. Mimo iz jestesmy żonami, urodziłysmy dzieci, to nie znaczy, że to załatwia sprawe. To nie znaczy, że jak juz mamy obrączki to będziemy zawsze zwarte i gotowe na sex, zawsze, wszedzie i o każdej porze. Bo ja np. nie potrafie cały dzien biegac za swoja niunia, ratowac z naszego dobytku to, czego jeszcze nie zdążyła zniszczyć ( a ma przerózne pomysły), ugotowac obiadek, zrobic pranie , posprzątac, pozmywac i wszystkie te przyziemne sprawy, a wieczorem, gdy zgaśnie światło rzucic sie na męża i kochac się z nim do rana. To nie tak. Nam własnie potrzeba tych przysłowiowych kwiatków, miłego słowa, adoracji, uwodzenia..... (ale sie rozmarzyłam...:) )Ja mówiłam mojemu mężowi, że nie tędy droga. I co? I nic. Powiedziałam mu czego chcę, czego mi brakje z czasów, gdy nie było naszej córeczki. Chciałabym by było jak dawniej ( nie ponoście sie fantazja, że było az tak romantycznie, bo mój mąż jest osoba mało wylewną i w tym względzie brakje mu polotu) Ale chos troche mógłby sie postarac. Próbowałam rozmawiac nie raz, nie dwa. W odpowiedzi usłyszałam : "po co? Ty tylko mnie podpuszczasz". A po pierwszej naszej takiej rozmowie to jedyne co, to wylał na siebie pół butelki pachnideł i czekał na mnie w łózku. I niech tak sobie czeka, nawet do konca świata. Chetnie przeniosłam go do innego pokoju, bo mnie nerwy biora, że gdy siadam obok niego, czy kłade sie wieczorkiem na łóżku by przytulic sie do niego, niemalże błagając o czułość, to on wszystko kojarzy z seksem. A wypadałoby by zacząć od czego innego...Ach, juz sie sama zagubiłam co ja chciałam napisac......:)Narazie chyba udało mi sie wylać ta cała gorycz i rozczarowanie, jakie zafundował mi mąż...I wiecie, mi sie juz nawet z nim nie chce walczyc o to "by tego chcieć".Licze jeszcze na Jacka (chyba, że pomyliłam imie - a tyle juz dzis tu przeczytałam...), który i mi poda ten "wspaniały" srodek, by mąż wpadł na pomysł i choć 1 raz kupił mi kwiaty, zorganizował coś. Przede wszystkim, by mnie zrozumiałPozdrawiam-Joanna
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 13.02.02, 14:56
    Przemas, dzięki za Twój pościk. Może kiedyś wykorzystam Twoje doświadczenia. Tymczasem jednak, problem nie polega na tym, że nam się w ogóle nie chce... Bo mąż jest, że się tak wyrażę, ochoczy o każdej porze dnia i nocy.Natomiast kwestia jest taka: on myśli chyba, że ja, jak telewizor - włączy mi kanał "gotowanie zupy", to ja gotuję zupę, potem przerzuci na "sex", a ja już rzucam się na niego.Trochę nam o co innego chodziło z Asieńkiem (choć dyskusja zboczyła na temat sexu i, być może, przysłonił on główny problem), a mianowicie monotonię życia. Że jemu się nie chce o mnie postarać, że w tym dresie tylko, że nie prawi mi już duserów. Takie tam głupotki. Ale bez tych głupotek, to ja nijak nie mogę zaistnieć jako spełniona w małżeństwie kobieta. Bo jak słusznie Asieniek zauważyła, istnieje "w tych sprawach" pewna prawidłowość (w świecie kobiet): jaki dzień, taka noc.A tak na marginesie - Asieniek, tak mi zaświtało w głowie, że może my powinnyśmy wejść ze sobą w układ żeńsko-żeński (hi, hi, hi), bo widzę, że się świetnie rozumiemy, wiemy o co w tym wszystkim chodzi... i jak się nawzajem rozbudzić, co zresztą zostało udokumentowanie na taśmie VHS, hi, hi, hi...Poza tym, co do Twojej planowanej progenitury, to podobno już lada moment nie będą mężczyźni do tego potrzebni, bo będzie można z koleżanką... Bo i ładniejsza i nie taka bałaganiara, jak mąż (cytuję tu Al - Aluc)Tym optymistycznym akcentem zakańczam na razie.Pa. Matylda
  • Gość edziecko: KvM IP: *.* 13.02.02, 16:05
    Hmmm... a może tą kasetę podesłałybyście na mój adres? Zapowiada się ciekawie ;-)
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 14.02.02, 12:36
    Asieniek,Jaką "tantiemę" ustalamy?Matylda
  • Gość edziecko: Przemas IP: *.* 14.02.02, 16:07
    Ok, zaczynam kumać. Wiem, że kwiaty i "te rzeczy" są dla kobiet cholernie istotne. Dlatego też czasem je kupuję (chociaż pewnie żona wolałaby jeszcze częściej... ;-) ). Ale akurat tutaj niewiele będę miał do powiedzenia, bo "klimat" naszej relacji zawsze był i jest bardzo ciepły. Mam nadzieję, że moja Lubawa to potwierdzi, ale faktycznie - staramy się wieczór zaczynać dużo wcześniej, nawet jeśli większość dnia spędzamy oddzielnie (bo istnieją np. komórki i sms-y) i jeśli wymaga to ode mnie (do czego zdążyłem się już przyzwyczaić) niemal codziennego robienia jej (lub nam) kolacji. Rzeczywiście - ma to swój urok. Nawet dla mnie.Cóż zrobić - na monotonię raczej nie narzekamy...Pozdrawiam,PrzemasP.S. A jak juz coś nakręcicie - dajcie znać... ;-)
  • Gość edziecko: Padlinka IP: *.* 09.08.02, 14:33
    Rany, nie wiedzialam ,ze tacy faceci istnieja...!
  • Gość edziecko: Mela IP: *.* 13.02.02, 22:36
    Hej Matyldo (piekne imie - tak chcialam nazwac moja Zosie :), ale nie pasowalo, niestety.Nie jestem facetem, ale wypowiem sie "zamiast" Odkrylam dosc drastyczny sposob - zastosowalam powiedzenie ze "Gosposie trzeba miec na stałe, a meża na przychodne." Wtedy i kwiaty się zdarzają - piękne oj piękne, i ciepłe plaże z palmami. Tylko że mi jakoś trudno wrzucić program "sex", a za to ciągle sam się włącza "spanie na zawołanie", z racji namiętnie uprawianej laktacji, pracy i dziecka razy dwa.Jak moja "brzydsza polowa" siee pojawi poprosze ja o komentarz. Zgodnie z życzeniem aby wypowiadali sie panowie.PozdrawiamMela
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 14.02.02, 10:58
    MeluMatylda brzmi jeszcze ładniej po francusku - Matilde (z takim dźwięcznym "d" na końcu, "e" nieme, zresztą pewnie to wiesz)Mela napisała/ł:"Gosposie trzeba miec na stałe, a meża na przychodne." Ale o co chodzi? Że ja, jako gosposia ciągle w domu, a mąż tylko w odwiedziny do gosposi z kwiatkami? Czy, że mam sobie zakazać gosposię? U nas na tych 40,5 em kwadrat to by to trochę trudne było.Może dołączysz interpretację, bo nie wiem jak rozumować.Pozdrawiam. Matylda.
  • Gość edziecko: Mela IP: *.* 14.02.02, 12:01
    Mialam na mysli prawdziwą gosposie - taka co i zupę ugotuje, i podłogę zmyje. A kwiatki nie dla niej .... :crazy: A maż - "od czasu do czasu" - wtedy nikt do nikogo o nic nie ma pretensji. Tak mawiała moja babcia, a patrzac z perspektywy czasu miała racje.... Gosposia odwalała czarną robotę gotowania i sprzątania, babcia wypoczeta, a dziedek zadowolony ze ma usmiechnietą żonę, nie ciagany do żadnych babskich zadań, bo "psy i meżczyżni wstępu do kuchni nie maja" jak mawiała.Ech, zachciało sie emancypacji. m.
  • Gość edziecko: Kakarzynka IP: *.* 15.02.02, 00:30
    A mój wredny poczytał, porechotał,poodgrażał się,że zaraz się dopisze...,a teraz właśnie się układa do spania! W Walentynki!!! Dużo mu to czytanie dało do myślenia prawda? Pozdrawiam wszystkie romantycznie nastawione żony zachrapanych japiszonów Kaka
  • Gość edziecko: beton IP: *.* 20.02.02, 13:59
    Opanuj Emocje !!W Walentynki moja żona obejrzała Ally McBeal i poszła spać. A ja się wcześniej mocno postarałem włącznie z bukietem dostarczonym przez kuriera do pracy.Takie zachowania to nie domena mężczyzn i proszę mi tu bez uogólnień.Pozdrawiam wszystkich facetów, których żonom się wydaje, że mogą wszystko bo są kobietami.
  • Gość edziecko: Asieniek IP: *.* 18.02.02, 07:51
    Strasznie przepraszam wszystkich interlokutorów za milczenie w ciągu ostatnich kilku dni. Na moje usprawiedliwienie mogę jedynie wyjaśnić, iż z okazji walentynek wzięłam 2 dni urlopu - czwartek, by przygotować szczególną oprawę temu niezwykłemu wieczorowi, piątek zaś, by odespać ewentualne ekscesy.Urlop nie uległ zmarnowaniu ;)czego i Wam wszystkim życzę.PS. Matyldo, co do tantiem, to proponuję handel wymienny - my kasetkę Wam, a Wy nam. Oczywiście z szanownymi rozmówcami w roli głównej.
  • Gość edziecko: magdatorun IP: *.* 18.02.02, 09:01
    NO to jeszcze ja się dopiszę. Jak to na etacie bywa głos zabrało tylko kilku panów, którzy i tak nie za bardzo potrafili udzielić kobietom sfrustrowanym jakiejkolwiek konstruktywnej rady. No panowie!!!! Jak przekonac faceta że potrzebujemy czasem trochę.... myślenia o nas?CO zrobić z facetem który sylwestra przesypia i nie widzi w tym nic takiego, o urodzinach zapomina,walentynek nie obchodzi, kwiatów nie wręcza w ogóle a prezenty każe sobie kupowac samej ? Ja głupia staram się , organizuję świece, romantyczną kolację przed kominkiem, piekną muzyke do przytulania, wysyłam SMS-y o podniecającej lub tylko miłosnej treści, a tu NIC! Jak zapalę świece to on pyta czy nam prąd odłączyli!!!!! Na SMS-y nie raczy oddzwonić i nawet jak wróci to nie wspomni że w ogóle dostał, kolację zjada i dokraja sobie jeszcze chleba z czymkolwiek bo za mało było, muzykę zmienia na Red Hot Chili Peppers ("no taki fajny kawałek posłuchaj tylko").....Podkreślam że nie mówimy tu o ochocie na seks - tej nie brakuje - o nie! Tylko brakuje tej oprawy, tego nastroju, dreszczyku....Uprzejmie prosze tych co chcą napisac żebym zaakceptowała męża taki jakim jest o NIE PISANIE BO SIĘ WŚCIEKNĘ NIE NA ŻARTY!!! Mam dosc bycia maszyną!! Własnie - MASZYNĄ!!!!No bo kto kiedykolwiek pomyślał : o jak mojej aparaturze byłoby pieknie w takich klipsach! Albo : O! mojej maszynie spodobałby sie taki bukiecik!! No a kto by dzwonił z miłym słowem do sprzętu?I jeszcze zaznaczam , że nie zawsze tak było, tak żeby wyjaśnić ostatnią wątpliwość :) Szczerze mówiąc to domyślny ten mój mąż nigdy nie był ale teraz to już wszelkie granice przechodzi!!!No, czekam na rady.Bezsilna Magda
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 19.02.02, 14:24
    A próbowałaś z nim rozmawiać? Jeśli jednak uznasz (zrobi tak za pewne większość kobiet) że rozmowa Ci uwłacza i że "on powinien o tym wiedzieć sam z siebie", to popełnisz błąd - NA ZAWSZE POGRZEBIESZ SZANSE NA ROMANTYCZNY, PRZYNOSZĄCY SATYSFAKCJĘ SEKS. Jeśli jednak braknie Ci odwagi, to poprostu podsuń mu książkę, która opisuje kobiecy styl myślenia, kobiece oczekiwania, kobiecą wrażliwość- po prostu podsuń mu książkę z której dowie się czego naprawdę potrzebujesz....a najgorsze co możesz zrobić, to poddać się...Pozdrawiam
  • Gość edziecko: Padlinka IP: *.* 09.08.02, 14:41
    Oj oj. Ja mojemu mezowi nie raz mowilam: zapros mnie na pizze czy nawet piwo (!), kup mi kwiaty bez okazji (a nie czasem na przeprosiny), powiedz mi ze ladnie wygladam ( ubiore sie ladnie, paraduje tak przed nim i w koncu pytam: ladnie wygladam?? a on: tak ja: to czemu mi tego sam nie powiesz? on: brak odp)wiec jak widzisz ja z nim rozmawiam (a raczej do niego mowie, bo on nie rozwija tematu) a tu nic.Strzepie sobie jezyk. Kiedys chcialam ,zeby sie domyslal, teraz juz nie musi, bo mu to mowie. Wszystko na nic. I co ty na to???
  • Gość edziecko: JoannaRM IP: *.* 22.02.02, 23:47
    Ty chyba moją sąsiadką jesteś, albo przynajmniej jasnowidzem :)Sk ad ty tak dobrze znasz nasze zycie? :)Pozdrawiami równiez czekam z niecierpliwościa na dobre rady od Panów-Asik
  • Gość edziecko: magdatorun IP: *.* 20.02.02, 08:11
    No pewnie że próbowałam!!!!! Myslisz że szukałabym porady na forum nie rozmawiając przedtem z głównym zainteresowanym?! Wielokrotnie rozmawiałam z mężem o tym czego oczekuję w dziedzinie romantyczności. Nawet płakałam bo to w końcu bardzo przykre zachowania. Tyle tylko że rozmowa jest raczej jednostronna bo on oświadcza zazwyczaj że : "powinnam się cieszyć bo przecież on sie stara - pomaga mi w domu, o! sprzątnął dziś garaż, umył samochód, położył kafelki" * niepotrzebne skreslić :) Poza tym rewelacyjnie udaje że nie wie o co chodzi.Ostatnio posunęłam się do otwartego opowiadania o jego zachowaniach. Nie wywołuję tematu ale kiedy topwarzystwo przechwala się co porabiało na walentynki - opowiadam co ja porabiałam i jak mój kochany mąż mnie zaskoczył :)Jest z tego wyraźnie niezadowolony ale jakoś nic nie robi żeby się zmienić.Tak więc prosze panów z tego forum o wytłumaczenie zachowań mojego meża. Bo patrząc oczami kobiety - on zwyczajnie o mnie nie myśli i nie dba, a patrząc bez emocji - to jest okropnym strasznym leniem w sensie dbałości o uczucia drugiej strony!!!!!!Czy ktos ma jakąś radę? Bo jak nie to zostaje mi tylko jedno-pogodzic się z posiadaniem nieromantycznego, nieczułego męża, co owszem jest możliwe ale pozbawi moje życie czegoś naprawdę wspaniałego. I co zostanie po latach? Dwoje ludzi mówiących tylko o tym co kupić i jaki program w telewizji obejrzeć. Strrrrraszne!Magda
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 20.02.02, 14:19
    Słuchaj,... ponoć cały w tym ambaras, aby dwoje chciało na raz...Czy jego zdaniem wszystko jest w porządku? Czy on naprawdę zrozumiał (czy zdał sobie sprawę) że coś Ci w Waszym życiu nie pasuje? Daj mu znać wyraźnie!... bo jeśli tylko Ty będziesz się starać, a on będzie uważał , że wszystko jest w porządku, to do niczego to nie dobrowadzi.Pozdrawiam serdecznie
  • Gość edziecko: magdatorun IP: *.* 20.02.02, 14:33
    Zrozumiał!!! Tak myślę... Wie że czegos tam oczekuję i że mi zależy. Tyle że on najwyraźniej uważa że to jest absolutnie nieważny drobiazg takie braki romantyczności na tle innych problemów. Ot babskie wymysły.A więc jak mu udowodnić że to NAPRAWDĘ ważne??? Bo ja już pojęcia nie mam.Magda
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 21.02.02, 14:16
    Jesli to dla niego taki "drobiazg", taki malutki nic nie znaczący drobiazg, jeśli to taki maciupki, maluteńki drobiazg, to... NIECH CI GO OFIARUJE, NIECH TO DLA CIEBIE ZROBI!!!! W kochającym małżeństwie ofiarowuje się sobie wielkie rzeczy, a co dopiero drobiazgi...Weź gościa na logikę. Faceci to lubią.Pozdrawiam
  • Gość edziecko: magdatorun IP: *.* 21.02.02, 14:21
    Wzięłam go na tę logikę :) Kiedyś. Lekko zbaraniał. Liczyłam na pewien postęp w sprawie. Myliłam się.Czekam na dlasze pomysły.Pozdrawiam.Magda
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 21.02.02, 14:39
    Czyżbyś czekała, że wszyscy orzekniemy, iż przypadek Twojego męża nie rokuje nadziei, i zaczęli Ci gremialnie współczuć?
  • Gość edziecko: magdatorun IP: *.* 21.02.02, 15:05
    Nie. Oczekiwałam że mężczyźni podpowiedzą mi jakąś metodę dotarcia do mojego męża. Albo chociaz usprawiedliwi go przede mną podając "męskie" argumenty.Natomiast nie oczekiwałam, że któryś z nich po zaproponowaniu pomysłów które nawet wolno myślącej kobiecie nasuwają się od razu posądzi mnie o próbę wyłudzenia współczucia na forum.Zamiast powiedziec po prostu: JA NIE WIEM. Przecież łatwiej posądzic kogoś o przesadę.Rozczarowana Magda
  • Gość edziecko: ruda IP: *.* 21.02.02, 15:25
    Ja mam pytanie, po co wychodziłaś za mąż???Dodam - i pisałam o tym już chyba gdzieś - że miałam takiego, który potrafił zrobić w tył zwrot na ulicy i kupić dwa bukieciki kwiatów (bo byliśmy z kolegą i jego dziewczyną - obecnie żoną), wprawiając kumpla w kompleks gigant...JAk widać koleżanka wyszła za tego, co nie daje kwiatów i ja w sumie też, bo mój obecny - mąż bardzo mnie kocha, ale nie ma odruchów bezwarunkowych an widok kwiaciarni, nie robi romantycznych kolacji, etc, ale na takiego się zdecydowałam świadomie i nie reklamuję oraz nie wspominam z łezką w oku, jak byłam obsypywana kwiatami, pojona różowym szampanem i karmiona drożdżówką z rana...Czyżby Twój mąż przeszedł metaforę po ślubie???To nim potrząśnij i powiedz: jak nie masz ochoty na romatyczny wieczór, to może wyjdę z koleżanką???kasia
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 21.02.02, 15:41
    Kasiu,Nie wiem do kogo kierujesz pytanie - do Magdy, czy do mnie, czyli Matyldy.Odpowiadam za siebie:- Tak, mąż zmienił się po ślubie. Bardzo. To się dość często zdarza, z tego co wiem. - wyjście z koleżanką wieczorem odpada - mam małe dziecko, które i tak zostawiam na cały dzień, bo pracuję, zresztą, mimo wszystko, wolę spędzać czas z mężem niż z koleżanka, jaki by on nie był (no, chyba, że chodzi o Asieniek)Matylda
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 21.02.02, 13:34
    Powiedz mu, że nie jesteś jego mamusiąPowiedz mu, że dziecko nie jest dla niego konkurencjąJeżeli bardzo Ci zależy, to zacznij od siebie, ale to nie znaczy, że tylko Ty masz się starać: na kolana nie padaj.Zapomnij o romantycznym wzorcu dowodzenia miłości; kwiatami obsypuje się bogów, nie ludzi, "boski" etap Waszego związku już za Wami, to nie znaczy, że musisz się obyć bez kwiatów, ale nie wymuszaj, nie oczekuj, raz będzie to, raz tamto Też bym wybrał stołek, następnym razem być może kwiatMiłośc to nie łade gesty i oczekiwane akty, miłość to zgoda na to by jej podmiot był tym kim jest, z tym co w nim piękne i tym co chciałoby się raczej ukryć, zmieniaj się i daj jemu miejsce i czas na zmianę, jak go przyciśniesz do ściany, to będzie myślał tylko o ucieczce, naciskaj ale delikatnie, jak w tańcu.Gdy czasem idę obok kwiaciarek w moim mieście i mam czas na to by się zatrzymać i wypatrzę jakiś ładny bukiet, to uruchamia się we mnie potrzeba podzielenia się tym pięknem z drugim człowiekiem - najczęściej jest nim moja żona, choć zdarzało mi się że dostała go inna kobieta(zwłaszcza wtedy gdy żona była daleko)i tyle, jednorazowy gest bez dalszego ciąguI daj czas czasowiPozdrawiamjędrek
  • Gość edziecko: magdatorun IP: *.* 21.02.02, 13:53
    Hmmm nie chcę być marudna ale temat kwiaciarni jest już przerobiony. Otóż on "nie ma po drodze kwiaciarni" - nieważne w jakim mieście Polski by sie nie znajdował.A widok kwiatów jak juz nawet idziemy razem pod rekę obok straganów z kwiatami niczego w nim nie uruchamia jak widać. Gdyby uruchamiał to bym sie nie żaliła. :)Ehhhhhh.... Magda
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 21.02.02, 14:05
    Jędrek,Dzięki za Twój post, ale my tu trochę o czym innym gadamy.jędrek napisała/ł:> Powiedz mu, że nie jesteś jego mamusiąPowiedziałam już dawno. Jędrek napisał:> Powiedz mu, że dziecko nie jest dla niego konkurencjąNie rozumiem? Co do relacji męża z dzieckiem - jest idealna.Jędrek napisał:> Zapomnij o romantycznym wzorcu dowodzenia miłości; kwiatami obsypuje się bogów, nie ludzi, "boski" etap Waszego związku już za Wami, Jędrek!, ja wcale nie chcę tych kwiatków co tydzień! Przykład kwiatka to taki synonim miłego, uwodzicielskiego zachowania wobec mnie, którego mężowi permamentnie brakuje. Napiszę to bardziej obrazowo: powiedzmy, że on całą niedzielę spędza na kanapie w domowym dresie dłubiąc sobie w zębie. Takiego mam przed oczami. Przychodzi wieczór, on chce sexu. Ale ja nie chcę sexu z facetem w dresie, który cały dzień leżał na kanapie i dłubał w zębie. Bo żeby mi się zachciało sexu, to ja muszę poczuć się chociaż trochę kochana, chociaż trochę zauważona, chociaż trochę dopieszczona. I żeby mi się dobrze żyło, żebym czuła się kobietą, to OD CZASU DO CZASU, chciałabym, żeby on postarał się być dla mnie interesującym mężczyzną - ogarnął się trochę, powiedział miłe słowo, pochwalił, przytulił ... cokolwiek.Jędrek napisał:> Miłośc to nie łade gesty i oczekiwane akty, miłość to zgoda na to by jej podmiot był tym kim jest, z tym co w nim piękne i tym co chciałoby się raczej ukryć.Ok, Ok, Ok. Ja to wszystko wiem. Nie wzbijajmy się w przestworza, dyskutując o istocie prawdziwej miłości. Przecież my tu z Asieńkiem mówimy o czym innym - o wzbogaceniu, pokolorowaniu codzienoości, a to z miłością ("Gdybym mówił językami ludzi i aniołów ...") nie ma bezpośredniego związku. Ja go kocham. A przy tym chcę trochę radości z bycia razem.Jędrek napisał:> Gdy (...) wypatrzę jakiś ładny bukiet, to uruchamia się we mnie potrzeba podzielenia się tym pięknem z drugim człowiekiem - najczęściej jest nim moja żona, choć zdarzało mi się że dostała go inna kobieta (...)A gdzie mieszkasz, Jędrek?Matylda
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 21.02.02, 14:36
    ...sorry, ale co jest złego w seksie z facetem w dresie? Dres to synonim sportowego usposobienia, a sportowiec "może więcej", nie? A jeśli dłubał w zębie, to znaczy, że jedzenie które mu podałaś, było żylaste, lub w najlepszym przypadku - włókniste.... czy powyższy, męskologiczny sposób rozumowania Was przypadkiem nie razi? Moim zdaniem jest prowokujący i zaczepny, ale specjalnie go użyłem, by pokazać, że faceci też mogą pewne rzeczy filozoficznie nadinterpretować, wypaczyć. Owszem, od czasu do czasu mogę swojej żonie przynieść kwiaty, ale sęk w tym byście, Drogie Panie, zrozumiały, iż dla mężczyzn seks jest jak obiad, jak chleb na codzień, jak księżyc na niebie! Owszem, można jeść obiad w restauracji (ale kogo na to stać częściej niż raz na kwartał). Można także patrzeć na księżyc w górach na polanie, ale widać go także przez okno w bloku na przedmieściach (kogo stać na częste wyjazdy w góry...).A może by tak wieczorne, rubaszne zaloty męża w dresie potraktować jako przejaw zainteresowania i miłości? Dla męża, wierzcie mi, też jest różnica, czy kocha się z żoną, która po domu cały dzień latała w papilotach i podomce, czy z żoną ubraną w podwiązki i buty na obcesie. Mam wrażenie, że trochę wybrzydzacie...Pozdrawiam
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 21.02.02, 15:11
    Drogi Heniu,Bardzo jestem Ci wdzięczna za Twoje poradnictwo, którego zastosowanie bez wątpienia wniesie wiele dobrego do naszego związku (to znaczy mojego i męża).Każda obiektywna opinia, jaka pada z klawiatury współczesnego mężczyzny (być może nawet rówieśnika mojego ukochanego małżonka) jest dla mnie nieocenionym darem. Tak naprawdę, to ja się bardzo cieszę, że mam męża. Nawet gdyby chodził po domu w samych gaciach, to też bym się bardzo cieszyła, bo gdybym nie miała męża, to komu bym smażyła steki, które później z takim swojskim wdziękiem wydłubuje się z zębów? Tym bardziej się cieszę, że mąż mnie nie bije, ani nie wyzywa (bo niektórzy robią jedno i drugie!). On tylko sobie na tej kanapie siedzi i nic nie mówi. Gdyby nie Ty, Heniu, to ja bym jak ten ślepiec żyła, nie wiedząc jakie szczęście mnie spotyka. Niestety, małżonek mój żadnego sportu (oprócz EUROSPORTU) nie uprawia. Ale mi to wcale nie przeszkadza! Z każdym miesiącem zaokrągla się jego podbródek, lecz to bynajmniej mi nie wadzi, przeciwnie, cieszę się, że mam męża więcej i więcej. W ogóle, jak się tak głębiej zastanowić, to nic mi w małżonku nie przeszkadza, tylko się trochę Kingi Dunin naczytałam i mi się układany od pokoleń, porządek nieco zmącił. Żeby jednak poukładać wszystko od nowa, usystematyzować znowu naszą hierarchię wartości, a także skorzystać z Twoich nieocenionych wskazówek, przystanę dziś wieczorem na rubaszne zaloty mojego męża, przedtem jednak pamiętając, "że dla mężczyzn seks jest jak obiad, jak chleb na codzień", (a jak bardzo obiad jest ważny, to już wiem), tak więc, zanim dojdzie do naszego dresowego tete a tete, usmażę przedtem wielkiego kotleta, żeby mąż mógł przed grą wstępną podłubać trochę w zębie, co setnie mnie ubawi.A potem legniemy spełnieni na kanapie obok siebie - ja naciągnę zpowrotem legginsy, on dresik, włączymy sobie Panoramę i będziemy sobie żyć długo i szczęśliwie.Jeszcze raz dziękuję. Matylda
  • Gość edziecko: JoannaRM IP: *.* 22.02.02, 23:59
    Jestes wspaniała :)Ja bym lepiej tego nie ujęła :)- Asik
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 23.02.02, 13:55
    To Kinga Dunin jeszcze żyje? Jeeezu, widać że na prasę masz czas tylko w sobotę, no chyba że ta idiotka wysmarowała coś jeszcze głupszego, od grafomańskich niby-felietonów w Wysokich Obcasach. Jakąś niby-książkę na przykład, która rozeszła się w mega nakładzie 35 egzemplaży. Chyba, że dawano ją gratis do Tele Tygodnia.Nie, nie, nie namawiam Cię do czytania felietonów Korwina (AVE KORWIN!!!), bo po ciętym języczku poznaję, iż z apologetyką męskiego super ego zdążyłaś się już zderzyć. Doprawdy, zatem nie wiem czego Wy tu (Ty, Szanowna Koleżanko, Asinek i Magda (torun)) na forum oczekujecie. Zapewne receptury cudownej mikstury, w stylu: sok z żuka, sadło z borsuka, zmieszać, wstrząsnąć, nie gotować etc. Żadne piwo z kotletem nie sprawią, że od spożycia przez miesiąc Wasz ukochany mąż będzie biegał do kwiaciarni, po drodze przebierał się w garnitur (no, chyba że wolisz czipendejlsów), padał u Twych stóp, mówił wierszem, nosił na rękach w imię przyszłej rozkoszy w Twych ramionach... na którą może Ci w międzyczasie i tak przejść ochota.Znam profesora (wielki uczony!!!!), który mówi, że kobiety kochają za jedno słowo: "rozumiem". Powiedzcie więc swoim mężom, by mówili jak najczęściej "rozumiem" (nawet wtedy gdy nie mają zielonego pojęcia co do nich mówicie), a Wasze uniesienie i poczucie oddania (poczucie ... zrozumienia?!.... :)))) będzie rosnąć w tempie geometrycznym. O to chodzi?Pozdrawiam serdecznie
  • Gość edziecko: horac IP: *.* 25.02.02, 13:01
    Drogi Heniu,Z przyjemnością przeczytałam Twoje słowa. Jesteś, jak widzę w dobrej formie pisarskiej...Twa zgrabna fraza i uszczypliwy ton przypominają mi jednakże styl, ni mniej, ni więcej, jak cytowanej przeze mnie, a muśniętej Twym piórem także, a raczej klawiszem, niejakiej Dunin Kingi. Tak więc, zaryzykowałabym stwierdzenie, że mężczyznom raczej zdarza się czerpać z skarbnicy twórczej feminizmu polskiego, bardziej niźli kobietom z "apologetyki męskiego super ego".Proponuję jednak zarzucić tę naszą, jakkolwiek miłą i zabawną, wojaczkę słowno-światopoglądową na rzecz treściwej rozmowy, bo, niestety, jakie przesłanie jest Twojego ostatniego tzw. postu, jak również wypowiedzi Przemasa (któremu chyba Dunin pomyliła się z Buninem, lub, co bardziej prawdopodobne, Kryłowem), niestety nie rozumiem. Nie rozumiem, choć ja także w pewnych płaszczyznach AVE KORWIN.Chlubny wyjątek stanowi natomiast podejście do sprawy reprezentowane przez p. Jędrka, który stara się zrozumieć i pozwala wytłumaczyć sobie, o co nam, a już na pewno mi, chodzi tak naprawdę.Więc, Chłopcy - za pozwoleniem, schowajmy szabelki. Nie rzucajmy się w bezsensowną potyczkę o nieistotne niuanse i nie utożsamiajmy się zbyt silnie z naszym męskim lub kobiecym światem. Warto umieć rzucić okiem na problem z perspektywy - uwaga !- człowieka.Z harcerskim pozdrowieniem. Czuwaj. Matylda.
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 25.02.02, 18:42
    Dziś, na szybko:CHYLĘ CZOŁO!PAXPozdrawiam, mam nadzieję, że niebawem będę miał więcej czasu, to przejdziemy do MERITUM (albo do Nowej Optimy :))
  • Gość edziecko: Przemas IP: *.* 25.02.02, 21:58
    Droga Matyldo!Ok., będzie bez sarkazmu. Urzekł mnie pojednawczy ton Twojego postu, więc jeszcze raz się odezwę. Pozwól, że będę się starał być maksymalnie konkretny. Czy możesz jeszcze raz sprecyzować Twoje oczekiwania wobec bywających na tym forum eOjców? Bo być może owa wojaczka słowno-światopoglądowa jest tutaj tylko świadectwem zwykłej niemożności podzielenia się z Wami czymś konstruktywnym. Bo tak właściwie to cóż ja akurat mogę Ci radzić, skoro moja Lubawa ( jakom Mirmił! ) zapytana o posiadanie problemu podobnego do Waszego, odpowiada negatywnie. I doprawdy nie wiem, na ile wynika to z kupowania jej kwiatów, wysyłania „milutkich” sms-ów, zachwycania się jej wyglądem ( bo naprawdę ostatnio wypiękniała bardzo! ), robienia jej kolacji ( niemal codziennie! ) i t.p., a na ile po prostu z jej nastawienia. Pewnie i z jednego i z drugiego. Myślę jednak, że jest coś, co decyduje w dużej mierze o tym, że jest nam tak dobrze, jak jest. Otóż – mamy swoje role, funkcje , różnimy się pod wieloma względami, ale nie mamy swoich, oddzielnych dwóch światów. Mamy nasz wspólny świat, który staramy się budować bez jakiegoś kunktatorstwa, przepychanek, gdybania i t.p. Nie zakładamy spotkań „w pół drogi”, ale każde z nas jest gotowe przejść całą. I w tym budowaniu nie ma ceny nie do zapłacenia. A wtedy wzajemne poznawanie się , swoich potrzeb i oczekiwań przychodzi jakby samo. Podobnie jak pragnienie odpowiadania na te potrzeby i oczekiwania. W końcu mówimy – jak by nie było –o relacji miłości...No ładnie! Miało być konkretnie, a zrobiło się ckliwie ( mam nadzieje, że nikogo nie zemdliło; Władek pozdrawia Henia! ). Na tym więc skończę.Pozdrawiam jak najserdeczniej,PrzemasP.S. A jeśli Bunin czy Kryłow były równie dobre jak Dunin – to dla mnie wszystko jedno...P.S. 2 A jeśli można dopytać – a w jakich płaszczyznach NIE AVE KORWIN???
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 26.02.02, 15:47
    Słuchaj, chowam szabelkę (choć czasami naprawdę trudno mi ją upchnąć tam, gdzie jej miejsce) i "spoglądam na problem z perspektywy człowieka". Cóż widzę? "Ciemność! Widzę ciemność!!! Nie zostawiaj mnie tak, Maksiu..."Proponuję porozmawiać o aspektach pozaseksualnych, bo w tychże radzić jest łatwo jedynie Lionowi Starowiczowi, albo tej wyśfiechtanej podfruwajce Wisłockiej. Prawda jest tymczasem porażająco goła (dosłownie i w przenośni) - jedynie skandaliczny dyletant psychologiczno-społeczny pozwoli sobie obnażać co intymniejsze sfery ludzkiej osobowości. Zwłaszcza tej emocjonalnej. Zwłaszcza przez internet.Droga Matyldo! Pozostańmy więc przy frywolnych gierkach językowych. Niech wystarczy Ci to, że muskając klawisze (a czasem waląc w nie bez opamiętania i z hałasem!) myślę o Tobie. Co więcej, w emfatycznym uniesieniu empatycznym właśnie od Forum rozpoczynam swój codzienny surf po necie i z ekscytacją wyszukuję wieści właśnie od Ciebie. Niech wystarczy Ci ta świadomość, że ktoś ze swadą przeinaczy Twój rozpaczliwy kszyk (ciszy) i łamiąc sobie język nań niewprost odpowie. By podtrzymać na duchu.Pozdrawiam serdecznie
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 21.02.02, 15:13
    Wybacz, wysłałem swoje trzy grosze po przeczytaniu tylko Twego pierwszego posta w tej sprawie, teraz jestem po całej lekturze i w skrócie mógłbym powiedzieć tak: gdybyś nie kochała to jedyna rada: kopniak w tyłek i niech spada na Marsa, bo mimo tego , że jak mówisz chodzi o te niższe rejestry bycia razem to jego zachowania przeczą zakładanemu przez Ciebie zaangażowaniu w tych górnych.Chociaż nie musi tak być(i pewnie nie jest), ale różnice kulturowe mogą uniemożliwić bycie razem: znam parę pochodzącą z rejonów Polski oddalonych od siebie o cztersta kilometrów, bardzo się kochali i bardzo to było widoczne- pierwsza wielka awantura i próba rozstania zdarzyła im się w czasie pierwszej wspólnie przygotowywanej wigilii; ani jedno z dwunastu zaproponowanych przez oboje dań wigilijnych nie pokrywało się.Kochasz, więc sprawa nie jest prosta; wiem to bo sam taki byłem: jak minął stan romantycznego zakochania to wychodziły jak pająki z gniazda stare domowe nawyki, rodzinne i kulturowe wzorce były silniejsze niż deklarowana miłość. Domyślam się, że jestem najstarszy w tym gronie, ale nie powiem jak bardzo by Cię nie dołować, bo lata trwały zanim zaczęłem się zmieniać, stawało się to w momencie gdy moja żona zamierzała przestać na mnie czekać, dziwię się dotąd, że robiła to tak długo-tylko miłość ją tłumaczy. Te lata zostawiły jednak swój ślad i nic nie jest takie jakie mogło być. Po tym jak przeczytałem wszystkie Twoje posty myślę, że Twoim facetem musisz brutalnie potrząsnąć, bo sama piszesz jak na próżno o niego zabiegałaś patrząc mu wiernie w oczy. Nie wiem co by to mogło być, na początek wydrukuj mu całą tą korenspondencję i niech czyta, a jak nie zechce to krok po kroku odbierz mu komfort bycia razem, bycia obsługiwanym i bezwarunkowo tolerowanym (to należy się tylko Waszemu dziecku). Nie będzie to sprzeczne z zasadą przyjmowania drugiego człowieka z całym dobrodziejstwem inwentarza: co innego rozumieć, a co innego z takim żyć. Miłość nie jest jedynym powodem do bycia razem, pomyśl o swoim dziecku-jakie wzorce wyniesie z takiej relacji jak już zacznie rozumieć co się dzieje, a zacznie zanim się obejżysz. Kocham więc się zmieniam, sprawdź prawdziwość jego uczuć.Tu i teraz myślę o Was z troską, to taki symboliczny kwiatek dla Ciebie.A jak będziesz kiedyś w Lublinie to może tak się zdarzyć, że kwiatek będzie rzeczywisty; często zdarzało mi się, że los był mądrzejszy niż zasady rachunku prawdopodobieństwa.jędrek
  • Gość edziecko: JoannaRM IP: *.* 23.02.02, 00:20
    Dziś zajrzałam tu po raz pierwszy. Nie tylko do eTata, ale pierwszy raz na adres eDziecko.Szkoda, że wczesniej nie znałam tego adresu, bo napewno byłoby mi łatwiej - kiedys. Dziś jednak zaczyna mi byc obojetne coraz wiecej rzeczy. Ale jak tak poczytałam wasze posty, to może jednak na nowo zabiore sie do rzeczy :)Mam te same problemy co Matylda, Asieniek i Madzia. Zapewne jest nas więcej takich mam, które zostały odsuniete na drugi plan. Albo nawet nie mieszczą się juz nawet w "drugim planie" ( i to nie z powodu swoich rozmarów)Zauważyłam, że nie wszyscy panowie zrozumieli sedno sprawy.Naszym problemem nie jest BRAK OCHOTY NA SEX. Tylko brak tej otoczki, tego co poprzedza ten akt.Nie jestesmy telewizorami (jak to słusznie zauważyła któraś z dziewczyn/pań), które mozna przełączyc na kanał SEX i do rana kochac się jak "dzikie noki". Nie chodzi nam o fizyczne spełnienie, ale o emocjonalne.Tylko czy panowie to zrozumieja?Każdy z Was tak pieknie pisze, jaki to wspaniały jest dla swojej żony. Ciekawe czy to tylko wasze wyobrażenie o sobie, czy faktycznie tak jest .....:)\\\\W zasadzie wasze relacje z żonami mnie nie interesują. ( no... może nie dosłownie) Jezeli wszystko jest OK ( jak to mówia amerykanie) to wspaniale. Tylko gratulowac spełnienia waszych związków i obustronnego zadowolenia.Ale sa mężczyxni, którzy tego nie rozumieja, nie rozumieja naszych potrzeb. Może to wynika z t5ego, że gdzies podświadomie wydaje sie naszym mężom, że skoro juz nas "usidlili" ( przepraszam za to słowo) zakładająć nam obrączke, ofiarując potomstwo, to zapadła juz ta przysłowiowa klamka i nie trzeba sie starać.Tak jak dla facetów sex jest wazny jak obiad, tak dla kobiet ważne jest zainteresowanie jej osoba. I kto wie, czy nie ważniejsze niz obiad i kolacja razem wziete :)hm....... (chwila namysłu) Dorzucam jeszcze śniadanie :)My tego potrzebujemy jak tlenu. Pozdrawiam wszystkich-Asik
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 23.02.02, 14:05
    Taaak.Dobre porównanie, Droga Joanno. Najpierw wszystkich podsumowujesz (wybaczam, kobieca przypadłość), a potem nawiązujesz do porównań.Wam, żonom potrzeba emocjonalnego zainteresowania jak tlenu. A czy wiesz, że od nadmiaru tlenu się ziewa?Pozdrawiam
  • Gość edziecko: JoannaRM IP: *.* 23.02.02, 23:25
    od ziewania jeszcze nikt nie umarał,po drugie: przy ziewaniu zawsze mozna się rooooooozkosznie przeciagnąć :)))))))))))
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 25.02.02, 18:45
    Owszem, można się poprzeciągać. Choć niektórzy lekarze mówią, że przeciągi mogą powodować bóle w krzyżu...
  • Gość edziecko: beton IP: *.* 25.02.02, 13:02
    > Tak jak dla facetów sex jest wazny jak obiad, tak dla kobiet ważne jest zainteresowanie jej osoba. I kto wie, czy nie ważniejsze niz obiad i kolacja razem wziete :)> hm....... (chwila namysłu) Dorzucam jeszcze śniadanie :)> My tego potrzebujemy jak tlenu. Po pierwsze primo:Posłużę się anegdotką - kiedyś, z jakiejś tam okazji a będąć w innym mieście wysłałem mojej żonie jakiś drobiazg i kwiaty kurierem (do pracy bo późno z niej wraca). No i oczywiście była zadowolona, ale głównie z tego, że "koleżanki zzieleniały z zazdrości".Po drugie primo:Przy częstym dawkowaniu rzeczy typu: kwiaty, drobne prezenciki, wyjścia na kolację itp. obserwujemy "efekt przeinwestowania". Przestaje to kompletnie robić na kobiecie wrażenie a później ma wręcz efekt odwrotny - "o rany, mąż idzie z kwiatami, pewnie czegoś będzie chciał".I nie są to wyłącznie MOJE przemyślenia - konsultowałem tą koncepcję z reprezentatywną grupą żonatych mężczyzn. :)Po trzecie primo:Współczesne kobiety próbują wytresowć sobie mężczyzn jak Pawłow tresowal psy za pomoca czasowego dostepy do vaginy (określenie pewnej argentyńskiej pisarki - bardzo mi się podoba). "Będziesz grzeczny, pójdziesz do pracy, potem przyniesiesz kwiaty, będziesz mnie wielbił i mówił mi jaka jestem cudowna to może wieczorem zobaczysz kawałek pupy.Polecam lekturę statystyk rosnącej liczby rozwodów i związków konkubenckich, że o zdradach i klienteli agencji towarzyskich nie wspomnę... O kurcze - zapomniałem, że w COSMO o tym nie piszą...A Kingę Dunin i kreatorów kobiecej popkultury na czarny ląd - niech propagują wśród murzyńskich plemion ideę noszenia staników, przynajmniej jakiś pożytek będzie.Pozdrawiam
  • Gość edziecko: Przemas IP: *.* 25.02.02, 11:14
    Nie sądziłem, że jeszcze zabiorę głos w tej dyskusji, gdyż zaczęła się powoli wymykać schematom myślowym od zawsze uważanym przeze mnie za logicznie poprawne. Początkowo, jak mi to zakomunikowano, źle zrozumiałem problem, gdyż skoro napisano w poście rozpoczynającym wątek, że „chodzi o sex...” (cytat), w żadnym razie nie powinienem był sądzić, że chodzi o pożycie intymne (współżycie płciowe) dwóch osób płci przeciwnej pozostających ze sobą w związku małżeńskim. Potem nie rozumiałem już nic, ale wreszcie pojawiło się światełko, które Szanowne Panie (a grono już urosło od czasu mojego pierwszego pojawienia się; pozdrawiam Joannę, Magdę rozczarowaną oraz ich zacnych małżonków) raczyły były zapalić podpuszczone ( ;-) ) przez znajomo mi brzmiący głos obersturmbahnfuhrera Hermanna B. ( którego również pozdrawiam... ). Promyk ów może być pomocny dla samych zainteresowanych, gdyż - niestety nie bezboleśnie – obnaża Wasze, drogie koleżanki, naturalne, acz nie ujarzmione niestety, skłonności do usiłowania przenoszenia w świat rzeczywisty Waszych fantazji, marzeń, wyobrażeń, często nawet nie swoich, a stworzonych przez wybitnych fantastów i bajkopisarzy (np. Kinga Dunin?) oraz – co gorsze – postrzegania rzeczywistości przez pryzmat owych wirtualiów. Prowadzi to do nieuchronnej frustracji, rozczarowania i zgorzknienia, czego piękne studium możemy tutaj podziwiać. Zaszło to niestety już tak daleko, że nawet codzienne wciskanie zgrabnych mężowskich pośladków w gajer, porywanie żony do restauracji i obsypywanie kwiatami wzbudziłoby najprawdopodobniej waszą podejrzliwość oraz zarzuty o marnotrawstwo i zbytnia rozrzutność. Ale w Waszej sytuacji pocieszające jest jedno – jak same piszecie – dobrze wychodzi Wam sam sex. W tym stanie Waszej psyche (zbiorowej... ;-) ) to prawdziwa sztuka. Pozazdrościć mężom...Pozdrawiam,PrzemasP.S. Od początku trwania tej dyskusji kupiłem żonie kwiaty 2 razy. Ucieszyła się...P.S.2 W gruncie rzeczy (tak szczerze) to Was rozumiem...
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 25.02.02, 18:55
    Trzy grosze na temat nieszczęsnych kwiatków: ja też swojej żonie w rzeczonym okresie kupiłem kwiaty. Niestety, po przyniesieniu do domu - zwiędły. Żona mówi, że były pewnie zamarznięte, że w zimie kwiaciarze naciągają naiwnych przechodniów, i żebym raczej (jeśli już) kupował w kwiaciarni. Najlepiej przyszpitalnej - dają gwarancję. No cóż, człowiek uczy się na błędach... Dziś jej kupiłem paczkę krówek (Dyskont Biedronka). Bardzo się ucieszyła.Pozdrawiam
  • Gość edziecko: annliana IP: *.* 26.02.02, 22:45
    Witaj Przemas,Dopiero co udało mi się przeanalizować całą korespondencję dotyczącą problemu "niemania ochoty". Jestem pełna podziwu dla Twojej sztuki retoryki. Duże brawa. Wiem, że lekko jestem opóźniona w stosunku do pozostalej reszty dyskutantów-ale trudno. Witaj Heniu:Brawo za krówki! Masz rację jak się nie da kwiatkiem.... to może krówką..... zawsze jest szansa, że się zaklei. ŻARTOWALAM oczywiście. Każdy znajduje radość w czym innym i cała sztuka w tym, aby to coś "namacać". Ja np. uwielbiam (jako niepoprawna, niereformowalna i tradycyjna romantyczka) butelkę dobrego wina na stole, dwa smukłe kieliszki i dobrą muzykę..... ech.... działa zupełnie jak.... krówki! jak całe kilo krówek!Grunt Panowie (wszyscy), aby Wam i Nam (Kobietom) chciało się chcieć zabiegać o to drugie, o jego względy. Gdzieś słyszałam, że rutyna i nuda zabijają nawet największe uczucie. Sztuka uwodzenia jest do opanowania przez każdego i nie trzeba być wcale kalibru Naomi C., aby robić na mężu wrażenie. Pozdrawiam. ANUK
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 28.02.02, 10:42
    Annlianu!Sorry, ale moja żona JEST KALIBRU NAOMI C.i dlatego właśnie się staram...PozdrawiamP.S.Wybacz, ale zdaje mi się, że na krówkach w ogóle się nie znasz. One nie służą "zaklejaniu", ani "namacywaniu", lecz nadają wlaściwego "poślizgu". Raz jeszcze pozdrawiam
  • Gość edziecko: martusek IP: *.* 26.02.02, 13:43
    Jeżeli już mowa o kwiatach... dzisiaj w końcu będąc na spacerze z dzieckiem sama sobie kupiłam kwiatka (tulipana od przekupki), bo mój luby mąż od soboty mówi: "jutro kupię Ci piękne tulipany". Niestety, potem idzie do pracy,a jak wiemy mężczyźni raczej nie mają podzielnej uwagi, więc żona (a tym bardziej tulipany) przestaje istnieć. :( Zaczyna istnieć dopiero w domu i to tylko na wypadek "za słonej zupy" albo braku obiadu w ogóle. Jeżeli wszystko odpowiada codziennym rytuałom (tzn. obiadek i kawka na stole), to żona niestety nadal nie istnieje. Chyba, że mąż w potrzebie, to pół godziny przed snem pomyśli sobie: "chyba mam żonę?..." i zacznie się przymilać.Przepraszam, że tak psioczę, ale po wczorajszej awanturze o tulipanach i innych podobnych kwestiach (cytat: "nie będziesz już czytała tych bzdur na forum") jestem wściekła i rozgoryczona.Co robić, jeśli aluzje nie przynoszą żadnego efektu, bo w ogóle nie docierają, a rozmowy wprost kończą się awanturą?
  • Gość edziecko: Herman IP: *.* 28.02.02, 10:51
    Widzę, że wszystkie problemy minęły, jak ręką odjął.
  • Gość edziecko: magdatorun IP: *.* 28.02.02, 15:22
    Ależ oczywiście że minęły! Przejrzałam watek jeszcze raz i sprawa sama sie rozwiązała.Otóz prawdopodobnie winna wszystkiemu jestem ja.Nie potrafię obudzić amanta w moim mężu, gdyż próbuję przekazać o co mi chodzi w sposób mało konkretny i pozbawiony logiki. Oczekuje od niego przejawów romantyzmu zbyt często, choc normatywnie wypada około 1 raz na kwartał, czym go frustruję. Frustracja ta wiąże sie z podejrzeniem czy aby latając po domu w pończochach i na wysokich obcasach, serwując jego ulubione kotlety i piwko, nie próbuję go wytresowac jak niejaki Pawłow swoje psy. Pragnąc uwolnic się od niewątpliwie stosowanej przez mnie metody "na vaginę" oraz chcąc oszczędzić mi niepotrzebnego strachu przed tym czy aby on czegoś ode mnie nie chce, mąż wybiera oczywistą postawę dresowo-kanapową.Chroni mnie tym również przed napadami sknerostwa i zgorzknieniem spowodowanym marnotrawieniem naszego majątku na więdnące kwiatki i tuczące czekoladki.Oczywiście muszę przyznać, że mąż ma absolutną racje i postępuje słusznie ,ponieważ nie czytuję felietonów Korwina a ni nie mam formatu Naomi C, więc nie bardzo ma dla kogo się starać. Wiadomą rzeczą jest również to, że jak to baba - wybrzydzam pobudzona lektura romansów, Cosmo i Tele Tygodnia do tego stopnia, że należałoby mnie ubezwłasnowolić , gdyz miesza mi sie świat fantazji z rzeczywistością.Zresztą moje żale sa bezzasadne, gdyz najprawdopodobniej mąż jest romantyczny, tyle że wyczerpuje swój zapał obdarowując bukietami kwiatów inne panie. Oczywiście- bez dalszego ciągu.To tyle.Magda
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 01.03.02, 12:43
    Ta wymiana przypomina mi huśtanie po rozbujanym Atlantyku: raz na fali frywolnego bagatelizowania istotnego problemu, raz w depresji gorzkich żali, także tych ukrytych pod płaszczykiem ironii; nic nie jest wprost i być może dlatego to się tak ciągnie, a przecież pytanie Matyldy było pytaniem (przynajmniej dla mnie) o istotę związku i jego rozumienie przez obie zainteresowane strony; używane w naszej rozmowie argumenty i figury stylistyczne tego nie zmienią.Problem, czy to jest dobre miejsce na załatwianie takich spraw? Mogło się tak wydawać i dlatego pewnie takie pytanie padło.Rozumiem Wasze gorzkie żale szanowne Panie, rozumiem uruchomiony przez męską solidarność system zaprzeczeń: ale ani Kinga Dunin, ani głupawe i ogłupiające kobiece pisma nie mają tu nic do rzeczy. Nasze babcie i prababcie zostawiały swoim dzieciom takie przesłanie: zanim podejmiesz życiową decyzję związania się z drugim człowiekiem to najpierw obejrzyj go w jego rodzinnym gnieździe i zadaj sobie pytanie, czy siła jego miłości spowoduje, iż będzie on, czy ona w stanie przekroczyć ograniczenia z tym związane, spytaj siebie, czy tobie wystarczy miłości by przekraczać swoje: z poziomu mojego doświadczenia wiem, że jest to bardzo trudne a czasem niemożliwe, a z obserwacji , że dużo częściej ten wysiłek podejmują kobiety."Jak się ożeni, to się odmieni" tak też te babcie mawiały; bo z romantycznego, pełnego kwiatków, wieczorów przy świecach okresu narzeczeństwa wchodzimy w papiloty, dresy i rozmemłane przewalanie się z kąta w kąt ,a facet z rozrywkowego młodziana zmienia się w brutala z nieukrywaną już chorobą alkoholową. Dla obcych jesteśmy ekstra: dobrze ubrani, pachnący,szarmanccy i elokwentni, ale w domu? dla domowej kobiety? czy mężczyzny? po co? przecież wystarczy że z nim, nią jestem;a w życiu!tak jak nie pójdę w zaloty do kobiety w papilotach tak rozumiem opór na widok faceta w dresie, z pilotem zamiast colta.Co innego świadomość że mamy prawo się pocić, mieć okres i nieprzyjemny oddech po przebudzeniu i muchy w nosie, a co innego startować w amory nie uwzględniając słusznych potrzeb i zmysłu estetycznego partnera. PozdrawiamJędrek
  • Gość edziecko: JacekN IP: *.* 13.03.02, 12:23
    Witam wszystkich.dawno sie nie odzywalem ,ale powod byl prosty zachorowalem ,bylem pare dni w szpitalu po powrocie jeszcze kilkanascie dni w domu - i wiecie co Wam powiem ? Przeczytalem wszystkie zalegle posty w tej sprawie i mam mieszane uczucia ale to tylko moje zdanie i nie o tym chcialem napisac. Wiec do rzeczy. Pomijajac przyczyny dla ktorych bylem w szpitalu i caly tam pobyt doszedlem do jednego wniosku. Dobrze ,powiem wiecej, nawet bardzo dobrze podzialala na nas taka rozlaka - to bylo 9 dni - tylko i az 9 dni. Wiecie jaki z tego wniosek - kilka dni rozlaki bez drugiej kochanej osoby potrafi zdzialac wiecej niz narecza kwiatow wystawne kolacje itp. itd. Pozdrawiam Jacek
  • Gość edziecko: motylek IP: *.* 01.03.02, 17:03
    Przemku !Nie wiedziałam, że oglądacie filmy "przyrodnicze".Może nam pożyczycie ?:hot: :hot: :hot: :ouch:
  • Gość edziecko: Kotu IP: *.* 21.03.02, 21:34
    raaaaaaaaaany...chlop albo jest partnerem albo nie. Jezeli nie czujesz w nim wsparcia a co wazniejsze..wasze zycie intymne ulega rozkladowi...albo zaniedbaj dom i w ramach tego zadbaj o siebie...dzieciaka podrzuc mamie, albo...zostaw go...bo po co Ci taki chlop...i balaganiarz do tegosmile) Pzdr.
  • Gość edziecko: Siunia IP: *.* 21.03.02, 23:20
    Kotu..... nie wszystko jest BIAŁE lub CZARNE- Siunia
  • Gość edziecko: jlopuszynski IP: *.* 22.03.02, 11:15
    No pewnie, ważne jest by się realizować-do upadłego: my self przede wszystkim. Wprawdzie co do postępowania z męskimi nawykami to oczywiście różne metody skutkują, ale kukułcze podrzucanie dzieci to już przesada.jędrek
  • Gość edziecko: E.T. IP: *.* 10.08.02, 06:53
    Tak sobie przypadkiem tu zajrzalam i prosze jaki temat. Mezczyzni jak to mezczyzni sa bardzo nie domyslni i trzeba im wprost w lepetyne natrzepac o co im chodzi. Jak mam ochote na romantyczny wieczor to mezowi daje o tym znac. Sposobow jest mnostwo. Np. zostawiam mu wiadomosc telef. ze dzisiaj oczekuje kwiatow, wkladam w kieszenie ubran karteczki (z pikantnym tekstem, slowami "Kocham cie", wiadomosc o wiczornej randce, etc.), lub wieczorem zostawiam na siedzeniu samochodu kartke na nastepny dzien z niedwuznaczym tekstem o duzym "O" wieczorem i PS. Nie zapomnij o kwiatach!. Oczywiscie staram sie wygladac w miare pociagajaco i przygotowuje kolacje przy swiecach. Jeszcze nigdy sie nie zawiodlam! Teraz mam inny problem - maz sam przejal inicjatywe i nie mam gdzie tych kwiatow ustawiac ;)EdytaPS. Co za duzo to nie zdrowo i czasem lepiej o kwiatach zapomniec i zrobic mezowi totalna niespodzianke. Uwielbiam "napadac" na meza po przyjsciu z pracy: "o moj Boze, co ty tu robisz? moj maz zaraz wroci wiec musimy sie pospieszyc!" - grunt to pomyslowosc!
  • Gość edziecko: Siunia IP: *.* 10.08.02, 11:08
    Edytko, ale nam chodzi o to, że my już nie chcemy zaskakiwać mężów pomysłami.Chciałybyśmy, żeby to Oni przejęli inicjatywę.- SiuniaPs. chodzi o to, żeby "chciało się chcieć" :)
  • Gość edziecko: E.T. IP: *.* 10.08.02, 15:51
    No i dlatego napisalam, ze moje zabiegi przyniosly efekty i teraz juz sie nie musze upominac o kwiaty (czy inne "dowody pamieci"). A tak poza tym prawdziwe romanse to i tak tylko w powiesciach - zycie to nie ksiazka czy film...
  • Gość edziecko: Yazon IP: *.* 28.09.02, 15:50
    ZAWSZE MNIE UCZONO ŻE JEŚLI COŚ CHCEMY ZMIENIĆ W INNYCH TO NAJPIERW POWINNIŚMY ZACZĄĆ SIĘ ZMIENIAĆ SAMI. MOŻE WIĘC TY SPRÓBUJ COĆ ZMIENIĆ W SOBIE LUB W TYM CO ROBISZ, UBIERZ SIĘ SEXI UMALUJ I ZAPROPONUJ MĘŻOWI ROZBIERANEGO POKERA - MOŻE POMOŻE

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka