Dodaj do ulubionych

Jak uratować namiętność?

13.05.08, 14:25
Jesteśmy 8 lat po ślubie mamy synka (6) i córeczkę (3) kochamy się choć ciężko
oboje znosimy życie rodzinne. Moja żona przeniosła się ze swojego miasta do
mojevgo wiec nie ma tu zajomych tylko jedną koleżankę. Na razie nie pracuje,
bo siedzi z dzieckiem w domu. Dom utrzymuję ja pracując w dwóch szkołach
prywatnych jako nauczyciel - zarabiam ponad 4 tys. Dzieci dają nam się bardzo
we znaki jedna babcia nie żyje a druga mówi, że nie daje rady z tymi małymi
szatanami które ciągle się zeobą tłuką. Nie pomagają prośby i groźby, nawet
7-dniowy zakaz gier na playstation nie załatwia sprawy. Psycholog też rozłożył
ręce mowiąc, że dzieciaki są po prostu żywe, aktywne i wyrosną kiedyś z tego.
Oboje jesteśmy przemęczeni, w związku z czym siadło nam "pożycie intymne".
Kiedyś żona była demonem seksu, mogliśmy kochać się kilka razy na dobę, a
teraz kilka razy w miesiącu najwyżej i nawet wtedy ona rzadko wykazuje
entuzjazm. Dla mnie to już nie jest kochanie się. To jest co najwyżej
stosunek. Rozładowujący ale nie dający większej satysfakcji.
Wiem, że moja żona jest przemęczona ale staram się jej pomagać w domu,
wyciągam czasem do kina, na spacer itp. Staram się z nią rozmawiać o życiu i o
nas, nie chlam ani nie włóczę się z kumplami nie wiadomo gdzie. Staram się być
dobrym męźem, ale coraz częściej czuję, że to nie tylko jej zmęczenie, ale i
znudzenie mną. W łóżku też staram się być czuły, dbać o kobietę, a nie tylko o
siebie.
Chyba przestałem jej się podobać, chyba już jej nie pociągam, mimo że kiedyś
obojgu nam było w łóżku rewelacyjnie i ona sama też inicjowała "akcje". Czuję
się przez to mało atrakcyjny, niekochany, ale ona zapewnia mnie, że kocha i
nikogo nie ma na boku tylko że już jej się nie chce kochać...
Nie wiem, co robić, bo kocham żonę i dzieci, ale z dniaa na dzień duszę się
coraz bardziej. Nie mam na nic ochoty (poza tym, czego mi brakuje).
Da się coś z tym zrobić?
Na te "braki" reaguję agresją, którą staram się tłumić, przez co chodzę
przygnębiony i nie mam ochoty inicjować kontaktów. Gdy się przełamię próbuję
staram się zalecam, a gdy ona powie "nie", znowu staczam się w czarną dziurę...
Edytor zaawansowany
  • babcia47 13.05.08, 17:18
    na poczatek: pogadać z babcią, zatrudnić dodatkowo jakąś opiekunkę,
    by babcia nie była sama z "szatanami" i wyjechać gdzieś we dwoje
    choć na weeckend..od czasu do czasu urzadzac tez sobie małe
    wieczorne wypady gdy dzieci zostaną z opiekunką..dzieciom zapewnic
    mozliwość takiego wyhasania sie, żeby po powrocie marzyły tylko o
    poduszce, może jakieś zajęcia sportowe, turystyka?..wymyśl coś by
    zapełnic im czas, wyciszyć, nauczyć je razem bawić się nie tylko bić
    i nie tylko gry telewizyjne..może wspólne gry, budowanie z klocków,
    puzzle, wiem, ze jesteś zapracowany (mój małż też był nauczycielem
    na 2 etaty), ale możesz znaleźć cos takiego co dla ciebie też bedzie
    zabawa i frajdą(mój budował bazę transportowa z synami)..na pewno
    nie osiagniesz efektu w jeden dzień, ale powoli, żonę też w to
    wciągnąć, może nauczy sie bawić i czerpać przyjemnośc z bycia
    chwilami "dzieckiem"...żona bedzie bardziej wypoczęta, mniej
    zestresowana..to i chęć do igraszek wróci..smile)
    ..a może nawet oddac małą do przedszkola i niech żona wróci do pracy
    choćby na kawałek etatu..nawet jeżeli niewiele zarobi to sama zmiana
    środowiska, kontakt z "ludźmi" da jej "oddech", bo może nie ma
    poczucia satysfakcji z tego co robi (kłopoty z dziećmi) i żadnej
    odskoczni..a stąd juz niedaleko do zwykłej depresji, która intymność
    zabija..nawet gdyby trzeba było wiecej zapłacić za przedszkole i np.
    czasem wziąść "panią do sprzątania" ale chyba gra jest warta
    świeczki??? Może to wiecej warte niż nowe meble czy samochód i bedą
    to lepiej ulokowane pieniądze?
  • 7donpedro7 14.05.08, 17:09
    babcia47 napisała:
    > na poczatek: pogadać z babcią, zatrudnić dodatkowo jakąś opiekunkę,
    > by babcia nie była sama z "szatanami" i wyjechać gdzieś we dwoje
    > choć na weeckend..od czasu do czasu urzadzac tez sobie małe
    > wieczorne wypady gdy dzieci zostaną z opiekunką.
    Z babcią nie ma o czym gadać. Nie chcę tu o tym pisać, ale nie ma szans na
    poprawienie układów z nią.
    Opiekunki nie możemy znaleźć (takie w miarę godnej zaufania) a już opcja
    nocleg... Naprawdę nie mamy z kim ich zostawić na noc, chociaż bardzo by nam to
    odpowiadało.

    > dzieciom zapewnic mozliwość takiego wyhasania sie, żeby po powrocie > marzyły
    tylko o poduszce, może jakieś zajęcia sportowe, turystyka?
    >wymyśl coś by zapełnic im czas, wyciszyć, nauczyć je razem bawić się nie tylko
    bić i nie tylko gry telewizyjne..może wspólne gry, budowanie z klocków, puzzle,
    turystyka jest w weekendy, a dzieciaki i tak większość wolnego czasu spędzają na
    dworze. gry tv itp max godzina dziennie. na więcej nie pozwalamy!

    >wiem, ze jesteś zapracowany (mój małż też był nauczycielem
    > na 2 etaty), ale możesz znaleźć cos takiego co dla ciebie też bedzie
    > zabawa i frajdą(mój budował bazę transportowa z synami)..na pewno
    > nie osiagniesz efektu w jeden dzień, ale powoli, żonę też w to
    > wciągnąć, może nauczy sie bawić i czerpać przyjemnośc z bycia
    > chwilami "dzieckiem"...żona bedzie bardziej wypoczęta, mniej
    > zestresowana..to i chęć do igraszek wróci..smile)
    oby, naprawdę w miarę sił staram się bawić z dzieciakami jak najwięcej.

    > ..a może nawet oddac małą do przedszkola i niech żona wróci do pracy
    > choćby na kawałek etatu..nawet jeżeli niewiele zarobi to sama zmiana
    > środowiska, kontakt z "ludźmi" da jej "oddech", bo może nie ma
    > poczucia satysfakcji z tego co robi (kłopoty z dziećmi) i żadnej
    > odskoczni..a stąd juz niedaleko do zwykłej depresji, która intymność
    > zabija..
    co do depresji, zgadzam się, mamy ją chyba po trochu oboje, ale w małych
    miasteczkach do przedszkola dzieci idą jak skończą 3 lata, nasze jeszcze nie
    skończyło. No, ale jest zapisana do przedszkola od września.

    > nawet gdyby trzeba było wiecej zapłacić za przedszkole i np.
    > czasem wziąść "panią do sprzątania" ale chyba gra jest warta
    > świeczki??? Może to wiecej warte niż nowe meble czy samochód i bedą
    > to lepiej ulokowane pieniądze?
    ja chętnie zapłacę nawet większą stawkę, ale nie ma komu!!!
    z drugiej strony, nie wiem, czy żona znajdzie jakąś przyzwoitą pracę -przecież
    nie najmie się jako opiekunka wink))
  • daaar0 13.05.08, 23:39
    Tkwię aktualnie w czymś podobnym.
    Co mogę powiedzieć...
    Chyba tylko tyle, że nic nie trwa wiecznie.
    Wytrzymaj. Najgorsze za Wami. Dzieci 3 i 6 lat nie są już takie małe.
    Moje mają 1 i 3,5, żona pracuje, niedawno przeprowadziliśmy się i wykańczamy
    nowe lokum, a co do namiętności...
    Seks kilka razy w miesiącu i Ty jeszcze narzekasz ? wink
  • margotka28 14.05.08, 15:52
    co prawda jestem kobietą, może nie powinnam się na tym forum
    wypowiadać. Ale jak przeczytałam tę historię, to zrozumiałam, że ja
    też się zachowuję podobnie jak Twoja żona. Nie oznacza to, że nie
    kocham męża, że o niego nie dbam. Kiedyś sama inicjowałam kontakty,
    a teraz już nie. Mąż też nie często się zabiera do seksu. Niektóre
    kobiety tak mają,że jak już urodzą dziecko, to ochota na seks mija.
    Ja tak mam. Spojrzałam dziś na ten problem oczami mężczyzny i
    postaram się zmienić.
  • 7donpedro7 14.05.08, 16:57
    > co prawda jestem kobietą, może nie powinnam się na tym forum
    > wypowiadać.
    A niby dlaczego kobieta nie miałaby się tu wypowiedzieć? Faceci mogą mnie ze
    zrozumieniem poklepać po plecach, a kobiety mogą rozjaśnić w głowie, bo są w
    stanie wczuć się w sytuację mojej ślubnej.

    > Mąż też nie często się zabiera do seksu.
    Ale ja się zabieram bardzo często wink i staram się zabierać za to subtelnie...

    > Niektóre kobiety tak mają,że jak już urodzą dziecko, to ochota na seks mija.
    Ciekawe, czy to wynika z lęku przed ciążą (mimo antykoncepcji taki lęk
    podświadomie może być), czy z ogólnego zmęczenia dziećmi, obowiązkami itp.

    >Spojrzałam dziś na ten problem oczami mężczyzny i postaram się zmienić.
    No, to Twój mąż ma szczęście. Moja żona tego postu nie przeczyta, bo niby jak.
    Nie oznajmię jej przecież, że nasze sprawy wywlekam na forum... Byłaby chyba na
    mnie zła, że o tym w ogóle piszę.
  • 7donpedro7 14.05.08, 17:02
    daaar0 napisał:
    > Seks kilka razy w miesiącu i Ty jeszcze narzekasz ? wink
    Narzekam, bo dla mnie kilka razy w tygodniu byłoby pójściem na ustępstwo przy
    świadomości, że "nie mogę mieć wszystkiego". No, ale wtedy nie oglądałbym się
    innymi babkami, co teraz robię niemalże bezwiednie!!! Złych zamiarów nie mam,
    ale oczka lecą a ciało i dusza męczą się z tym... Normalnie strach wejść do
    autobusu czy nawet pójść do kościoła, bo "one" chodzą i "wodzą na pokuszenie".
    c'est la vie
  • jodi20l 14.05.08, 21:56
    a w drugą strone... co ma zrobić kobieta gdy jej facet nie chce, ie
    ma ochoty itd? chociaz nie powiem w ciagu 4 dni 2 razy i bylo
    naprawde mhhhhm, ale normalnie to raz, dwa w miesiacu. masakra.
    wiecznie zmeczony, nie ma sily, kladzie sie spac razem z dziecmi. ja
    potrzebuje odsapnac jak dzieci spia. tylko wtedy mam czas dla siebie
    a on spi, albo dzisiaj: ja siedze przed kompem a on oglada puchar
    uefa. kogo obchodzi puchar uefa?? puchar polski rozumiem ale puchar
    uefa? dzieci spia, mecz sie skonczy on usnie..... sad
  • daaar0 14.05.08, 23:23
    Wziąć go siłą?
    Choć bym nie wiem jak był padnięty...zawsze wtedy daję radę smile).
  • 7donpedro7 15.05.08, 11:25
    daaar0 napisał:
    > Wziąć go siłą?
    > Choć bym nie wiem jak był padnięty...zawsze wtedy daję radę smile).
    Człowieku, marzenie!!! Żeby mnie tak moja pani wzięła mnie "siłą" to bym się
    opierał chyba tylko chwilę dla zabawy. Ale tego się chyba nie doczekam. Już
    prędzej nasi piłkarze wygrają z Brazylią albo Włochami ;-(((.
  • 7donpedro7 15.05.08, 11:21
    jodi20l napisała:
    > a w drugą strone... co ma zrobić kobieta gdy jej facet nie chce, ie
    > ma ochoty itd? chociaz nie powiem w ciagu 4 dni 2 razy i bylo
    > naprawde mhhhhm, ale normalnie to raz, dwa w miesiacu. masakra.
    > wiecznie zmeczony, nie ma sily, kladzie sie spac razem z dziecmi. ja
    potrzebuje odsapnac jak dzieci spia. tylko wtedy mam czas dla siebie
    > a on spi, albo dzisiaj: ja siedze przed kompem a on oglada puchar
    > uefa. kogo obchodzi puchar uefa?? puchar polski rozumiem ale puchar
    > uefa? dzieci spia, mecz sie skonczy on usnie..... sad
    cholercia - racja, MP ok, ale od UEFA wolałbym mecz żoną smile
    najgorsze, że ludzie mają tak nierówno. Nie związałbym się z panną, która nie
    lubi tych tematów, ale moja kiedyś b. lubiła, więc teraz siedzę jak śliwka w
    kompocie. No i przy takiej dysproporcji, niezależnie od płci, wygląda to tak, że
    ta strona potrzebująca częstszych kontaktów marzy, by ta druga przejęła rolę i
    zaczęła podrywać, zaczepiać, żeby rozpoczęła jakąś subtelną erotyczną grę. No
    ale na to zwykle nie ma szans, bo człowiek "przegłodzony" zje wszystko i nie
    wybrzydza.
    Nie chcę nic Ci konkretnego radzić, bo to sprawy dość intymne, ale nie działają
    na niego żadne "kuszenia"? Facetowi trudniej kusić. Może powiedzieć jakiś
    komplement czy coś, a kobitka to wystarczy jak ramiączko jej się zsunie, rusza
    się odpowiednio... Może głupi jestem? Pozdrawiam Cię i oby nasi partnerzy się
    przebudzili.
  • jodi20l 15.05.08, 14:53
    musiałabym na głowę upaść żeby próbować kusić w trakcie
    jakiegokolwiek meczu. podejrzewam, że gdybym wyleciała przez okno w
    trakcie meczu (mieszkamy na 11) to w przerwie poszedł by zobaczyć co
    się ze mną stało. A tak na poważnie mąż jest fanatykiem sportu.
    Nożna, siatkowa, ręczna, formuła, boks i wiele innych. podejrzewam,
    żę gdyby miał możliwość to oglądałby mistrzostwa w golfa i szachy.
    masakra.
    nie powiem czasami jest naprawde fajnie
    czasami..........
  • 7donpedro7 15.05.08, 16:58
    jodi20l napisała:
    > musiałabym na głowę upaść żeby próbować kusić w trakcie
    > jakiegokolwiek meczu. podejrzewam, że gdybym wyleciała przez okno w
    > trakcie meczu (mieszkamy na 11) to w przerwie poszedł by zobaczyć co
    > się ze mną stało.
    ??? to straszne!!! nie powiem, lubię obejrzeć mecz, ale w związku z tym, że to
    ja ciepię na niedostatki, zawsze bym się dał skusić... No chyba żeby nasi
    graliby w (pół)finale ME lub MŚ wink))
  • 7donpedro7 15.05.08, 17:05
    jodi20l napisała:
    > A tak na poważnie mąż jest fanatykiem sportu.
    > Nożna, siatkowa, ręczna, formuła, boks i wiele innych. podejrzewam,
    > żę gdyby miał możliwość to oglądałby mistrzostwa w golfa i szachy.
    > masakra.
    Mecz Eintrachtu z Werderem czy Deportivo vs Atletico na pewno bym "poświęcił"
    dla mojej kobiety wink Bez żalu, bo przecież można obejrzeć powtórkę z torrenta.
  • 7donpedro7 15.05.08, 17:09
    jodi20l napisała:
    > podejrzewam, żę gdyby miał możliwość to oglądałby mistrzostwa w golfa i
    szachy. masakra. nie powiem czasami jest naprawde fajnie
    > czasami..........
    Ja oglądam tylko najważniejsze mecze, staram się nie przesadzać, bo przecież mam
    rodzinę. Często jest tak, że wracam do domu, zaczynam się zalecać, ona czuje, że
    będę próbował, więc w międyczasie zagląda do gazety (sama piłki nie ogląda) i
    mówi: "może sobie kochanie obejrzyj mecz? grają co z tamtymi". Bylebym tylko nie
    zawracał jej d... pardon, głowy :c(
  • majka150 15.05.08, 19:41
    Ja sie natomiast zastanawiam jak mam skusić mojego partnera do
    takich igraszek bo choć sama jestem w ciaży to takie myśli mnie nie
    opuszczają.Nie wiem moze mój brzuszek go odstraszasad nie czuję sie
    jakoś szczególnie atrakcyjnie w ciaży ale ochotę na sex mam niemal
    bez przerwy.Cóż to już ostatnia prosta wiec moze przejdzie mi
    wkrótcesad
  • 7donpedro7 16.05.08, 13:52
    majka150 napisała:

    > Ja sie natomiast zastanawiam jak mam skusić mojego partnera do
    > takich igraszek bo choć sama jestem w ciaży to takie myśli mnie
    nie
    > opuszczają.Nie wiem moze mój brzuszek go odstraszasad nie czuję sie
    > jakoś szczególnie atrakcyjnie w ciaży ale ochotę na sex mam niemal
    > bez przerwy.Cóż to już ostatnia prosta wiec moze przejdzie mi
    > wkrótcesad
    Ja akurat dobrze wspominam okres ciąży, bo było "więcej", ale
    podejrzewam, że można trochę tozrozumieć, jak facet w tym czasie
    unika. Jest taki zakorzeniony mit "żeby dziecku nie zrobić krzywdy",
    innym przeszkadza "obecność" dziecka, które "podgląda" ;c). Mam
    nadzieję, że za kilka miesięcy wszystko wróci u Was do normy ;c). Bo
    u mnie to jest równia pochyła ;c(
  • yoma 19.05.08, 17:43
    Kobieto, dwa razy w miesiącu i ty jeszcze narzekasz?

    Wziąć go siłą...tjaaaa....
    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • ta_judyta 01.08.08, 15:55
    Może powinni ludziom robić testy na "potencjał" przed ślubem jeśli by sie dało
    zbadać jeszcze czy im sie zmieni
  • jancio.wodnik 16.05.08, 16:05
    Weź sobie kochankę.
  • jodi20l 16.05.08, 17:28
    czy libido nie może być na równym poziomie u wszystkich???
  • filomena.online 16.05.08, 18:37
    U nas jest o wiele gorzej... Kochaliśmy się raz jakieś dwa tygodnie temu, a
    wcześniej pewnie jakieś 3-4 miesiące temu..... Tylko my znamy przyczynę takiego
    stanu rzeczy. Od 1,5 roku cierpię na depresję, która w połączeniu z lekami
    antydepresyjnymi zrobiła ze mnie królową lodu. Ze łzami w oczach wspominam
    weekendy w trakcie których nie wychodziliśmy z łóżka, okres kiedy nawet na czas
    posiłku nie umieliśmy się uspokoić, co się z reguły kończyło jedzeniem zimnego
    obiadu po "przerwie". Byliśmy idealnie dopasowani pod względem temperamentu i
    potrzeb seksualnych. Teraz ja nie mam żadnych potrzeb, a mój partner ma takie
    jakie miał kiedyś sad(( M. jest wspaniały i nie robi z tego problemu, rozumie
    moją chorobę i stara się nie wywierać na mnie presji, ale ja doskonale wiem, jak
    ważnego czynnika brakuje teraz w naszym życiu i przeraża mnie to, boję się, że
    stracę lojalność mojego ukochanego, bo on po prostu nie wytrzyma... I znajdzie
    seks w innym łóżku....

    Próbuję Ci powiedzieć dwie rzeczy:
    1. Głowa do góry - nie tylko Wy macie taki problem. Właściwie w porównaniu z
    nami to w Waszym życiu jest gorrrrąco!
    2. Może Żona podupada na zdrowiu emocjonalnym, co osłabiło jej libido? Bo z tego
    co piszesz to oboje tkwicie w bardzo stresującej sytuacji od dłuższego czasu.

    --
    "Dla tryumfu zła wystarczy, aby dobrzy ludzie nic nie robili" (Burke)
  • 7donpedro7 17.05.08, 22:41
    filomena.online napisała:
    > 1. Głowa do góry - nie tylko Wy macie taki problem. Właściwie w porównaniu z
    > nami to w Waszym życiu jest gorrrrąco!
    > 2. Może Żona podupada na zdrowiu emocjonalnym, co osłabiło jej libido? Bo z tego
    > co piszesz to oboje tkwicie w bardzo stresującej sytuacji od dłuższego czasu.
    Dziękuję Ci za ten wpis - pomógł mi jak żaden inny. Masz chyba rację, w tym co
    piszesz. Mam nadzieję, że z czasem nam się poprawi.
    Tobie i Twojemu facetowi też tego życzę, byście przypomnieli sobie stare dobre
    czasy wink
  • majka150 19.05.08, 11:50
    Wiem że to inna sytuacja ale przed chwila mój meżczyzna wyjechałsad
    wczoraj otrzymał tel i musiał zostawić nas tuż przed porodemsadGdy
    wróci mały będzie miał już blisko 2 m-ce.Jak widzisz czasem za nas
    decyduja przypadki losowe które też sprawiają ze trzeba sobie
    odmówić pewnych rzeczysad
  • 7donpedro7 19.05.08, 21:35
    > przed chwila mój meżczyzna wyjechałsad
    > wczoraj otrzymał tel i musiał zostawić nas tuż przed porodemsadGdy
    > wróci mały będzie miał już blisko 2 m-ce.
    Oj, różnie bywa, ale na pocieszenie Ci napiszę, że jak wróci, to
    dopiero będzie... Rozłąka jest czasem najlepszym afrodyzjakiem.
    Życzę szczęśliwego rozwiązania wink
  • nupik 04.06.08, 09:35
    ja przepraszam , ale nie poklepię cie po ramieniu.1. seks kilka razy w miesiącu
    w tak młodym wieku to dla was ludzie jest normalne????to ja chyba się urwałam z
    księżyca. niezależnie od zmęczenia i temperamentu to jak można tak życ?2. czy
    nie przysżło ci do głowy , żeby z nia po prsotu porozmawiac? powiedziec jej
    szczerze jak ty na to patrzysz, jak się męczysz, nawet powiedziec o oglądaniu
    się za innymi babkami. niech ona wie do czego może doprowadzic jej stosunek do
    ciebie.niewykluczone ze i ona ma swoje problemy - nie wyobrazam sobie byc od
    tylu lat w domu, w obcym miescie. nawet mi by ochota na seks przeszłasmile u
    kobiety wszytsko ze sobą współgra, uwierz mi.je żeli ona czuje sie wyłącznie
    matką, nie ma dokąd się wystroić, a ty jak przykładny mąż w milczeniu znosisz
    jej fochy, to ona już się do tego przyzwyczaiła.to nie znaczy jednak , ze jej to
    odpowiada. Ludzie, nauczcie się ze soba rozmawiac, szczerze, otwarcie, bez gier,
    chodzenia naokoło siebie. mówcie czego potrzebujecie, to naprawdę nie jest takie
    trudne. wtedy ta druga strona ma poczucie ze się nią interesujesz, nie tylko
    seksualnie. to dla kobiety podstawa wszystkiego. swiadomość, że interesują cie
    jej problemy. gadałeś z nią kiedyś o tym jak ona siebie widzi po tych latach w
    domu? moze nie tak wyobrazala sobie swoje zycie?
  • fajna_babeczka 04.06.08, 21:33
    Nupik ma rację. Rozmawiać, rozmawiać, jak najwięcej rozmawiać - mąż
    z żoną mają rozmawiać!!! O uczuciach, o swoich potrzebach, o
    marzeniach, snach, fantazjach... Bez tego namiętność usycha jak
    niepodlewany kwiat. I kochać się na pewno nie kilka razy na miesiąc
    tylko 5 x na tydzień! Ja sama jestem często przemęczona i nie zawsze
    mam ochotę na figle, ale wiem, że o dobrego faceta trzeba dbać.
    Zaniedbany pójdzie do innej. Nawet najporządniejszy facet prędzej
    czy później zdradzi, jeśli jego kobitka nie potrafi go "ostudzić" ;-
    ). Mnie samej dużą przyjemność sprawia robienie różnych zwariowanych
    rzeczy, jakie on wymyśla na szczęście wszystko w granicach zdrowego
    rozsądku. Kocham mojego miśka i jak sprawiam mu przyjemność, sama
    jestem szczęśliwa. On też mnie kocha i jest z nim dobrze. Ale my
    zawsze rozmawiamy, gdy coś nie gra. Ty Donpedro też tak powinieneś.
    A może za mało dbasz o swoją kobietę w tych sprawach. Hm?
  • ta_judyta 07.06.08, 01:37
    Ja mam za sobą takie małżeństwo. Miałam wspaniałego faceta i
    straciłam go, bo byłam egoistką. On wytrzymał dwa lata mojej
    depresji, z którą nie chciało mi się walczyć. Wspierał mnie, kochał,
    dbał, a ja go zaniedbywałam. Zarzekał się, że nigdy mnie nie
    zdradzi, ale my sypialiśmy ze sobą może 2 razy / mies...
    Aż kiedyś na imprezie firmowej wypił o kilka kieliszków za dużo i
    zaopiekowała się nim "koleżanka", jakaś k***a, która zawiozła go
    taksówką do siebie do domu, zrobiła mu kawkę i nie tylko kawkę.
    Wiadomo, co było dalej ;-( Nawet nie mam do niego pretensji. On
    naprawdę starał się, żebyśmy wyszli z kryzysu, ale ja to
    zaprzepaściłam.
  • mar_bo 10.06.08, 14:09
    Z jednej strony macie racje, żeby szczerze porozmawiać, ale nie znamy Twojej
    żony i nie wiemy jak zareaguje na taką rozmowę. Może wszystko pójdzie dobrze i
    wspólnie wymyślicie jak uzdrowić Wasz związek, z drugiej strony może się zamknąć
    w sobie, albo co gorsza zmuszać się do seksu. Myślę, że taka sytuacja też nie
    będzie prowadziła do polepszenia relacji. Ty znasz swoją ślubną najlepiej i sam
    wiesz jak Ona może zareagować. Wiem, że wcześniej ludzie pisali, żeby nie
    stosować żadnych gierek i walić prosto z mostu, ale pamiętajmy, że każdy jest
    inny i nie możemy odnosić tej sytuacji tylko i wyłącznie do własnych
    doświadczeń. Sam musisz podjąć decyzję jaka forma będzie najlepsza - może jakaś
    romatyczna kolacja i powspominanie jak to było kiedyś, a potem takie pytanie
    mimochodem czemu się to zmieniło.


    Ja jestem w ciąży i niestety lekarz zabronił nam się kochać - bardzo liczę na
    wyrozumiałość mojego partnera. Chociaż kiedy wracał On zmęczony z pracy i nie
    miał na nic siły potrafiłam uraczyć Go niezbyt miłymi uwagami. Sytuacja się
    odwróciła. Mam nadzieje, że wykaże więcej klasy niż ja wcześniej.
  • adrianko30 18.06.08, 23:02
    A ja ma odwrotny problem, moj maz nie chce kochac sie ze
    mna......Juz o tym pisalam na "zyciu rodzinnym"....... jestem
    zadbana kobieta, mam dopiero 30 lat a uprawiam sex dwa, trzy razy w
    miesiacu, owszem czasem brakuje czasu bo mamy 7 miesiecznego synka i
    maz jest calkowicie pochloniety nim i praca.......nawet jesli juz
    dojdzie do zblizenia (zazwyczaj po dlugiej rozmowie, gdzie czuje sie
    jakby robil to z laski) to jet ono pozbawione tytulowej namietnosci,
    maz tez twierdzi ze mnie kocha, wiec dlaczego tak sie zachowuje, nie
    wiem, znioslabym to jesli bym go rozumiala, ale nie
    rozumiem......zdrady tez nie podejrzewam, bo maz nie chodzi nigdzie
    wieczorami, kazda wolna chwilke spedza z nami......
  • ta_judyta 01.08.08, 15:54
    Filomena uważaj bo możesz mieć tak jak ja. Przeczytaj, co napisałam wyżej...
    Życzę powodzenia
  • jopowa 21.06.08, 14:47
    tego sie nie da uroatowac,tzreba ciagle dbac i starac sie,a nie
    zaniedbywac zone.Zona zaniedbywana przez meza zacznie szukac kolegi
    poza malzenstwem
    --
    wesolych swiat!
  • agatar-m 26.06.08, 09:08
    to ja się dołączę..u nas namietność jest, ale mamy mały problem
    natury technicznej...ja rano mogłabym to robić jak króliczek,
    wszystko mi się kojarzy z seksem...normalnie jak bym mogła to non
    stop z mężusiem. mały małe dzieci ..i tu jest pies pogrzebany.
    kiedyś kochaliśmy sie kilka razy dziennie, teraz co 2-3 dni...no
    czasem codziennie..tylko,ze rano mężuś spi ,a dzieci
    szaleja...czasami wyciągnę go do łazienki,...ale co to za sex, za to
    wieczorem jestem zmęczona jak cholercie...padam ....mężuś fakt
    rozgżewa mnie i jest potem superaśno, ale nie ma tak jak
    kiedyś...nie zaczepiam go, nie rzucam sie na niego....nie jestem tak
    aktywna...martwię się,zeby coę sie nie popsuło, nie odmawiam
    mężusiowi,moze raz najakis czas...za to rano mnie nosi, no bo w
    miare wyspana jestem...kurcze, mam nadzieje,że jak maluchy podrosną
    to bedzie lepiej
  • rossa79 27.06.08, 13:39
    Swego czasu z nami tęż tak było. Ale właśnie z przemęczenia, mało
    się widywaliśmy w ciągu dnia, a wieczorem po pracy, dziecko,
    kąpanie... druga praca. Wieczorami padałam i marzyłam żeby iść spać.
    No ale teraz jest znaczna poprawa. Ach i dużo robi siedzenie w domu.
    Odżyłam jak poszłam do pracy, a tak to byłam wiecznie przygnębiona i
    niezadowolona.
  • mantra_80 28.06.08, 01:11
    nie wydaje mi się, żeby problem leżał w tym, że nie jestes juz dla żony
    atrakcyjny, myślę, że ona może czuc się troche jak ty, czyli dusi sie w tej
    sytuacji i jakieś jej potrzeby nie zostały zaspokojone- podobnie jak twoje (tyle
    że nie musza dotyczyc seksu).









  • fajna_babeczka 02.07.08, 00:23
    Mądrze to ujełaś Mantra. To bardzo ważne żeby nawzajem widzieć swoje
    potrzeby i pragnienia i starać się coś z tym zrobić wink. No a w
    temacie seksu, to lepiej nie zostawiać męża czy żony na głodzie, bo
    to po prostu może się źle skończyć, romansem na boku albo szukaniem
    przygód.
  • wzarysie 02.07.08, 09:41
    Jeszcze nikt nie uratował namiętności spędzając więcej czasu w domu, starając
    się jeszcze bardziej itp. Tak można owszem stać sie lepszym tatą dla dzieci i
    przyjaciółką żony ale na pożądanie u żony ma to wpływ nieodmiennie
    katastrofalny. Bliskość to bezpieczeństwo, ale seks, namiętność i pożądanie to
    tajemnica i niepewność. Nie można mieć dwu w jednym.
    Namiętność można ratować będąc bardziej męski, nieuchwytny, niepodporządkowany,
    odrębny, pokazać że się podobasz się innym kobietom i wzbudzając zazdrość.
  • fajna_babeczka 28.07.08, 11:25
    wzarysie napisał:
    > Tak można owszem stać sie lepszym tatą dla dzieci i przyjaciółką > żony ale na
    pożądanie u żony ma to wpływ nieodmiennie
    > katastrofalny.
    Nie zgadzam się z tym. Na mnie zawsze bardziej działał czuły i troskliwy partner
    niż jakiś macho. Wiem jednak, że wiele kobitek lubi takich czarujących
    "sku***eli" wink
    A wzbudzanie zazdrości? To dość dziecinne jest. Jak ta zazdrość pojawia się w
    małej dawce sama to wtedy frzeczywiście może podkręcać w dobrą stronę.
    Brak namiętności u kobiet może wynikać ze zmęczenia, stresu choć czasem też z
    tego, że związała się z facetem ze względu na to, że był "dobrym materiałem",
    choć fizycznie był dla niej umiarkowanie atrakcyjny.
  • 7donpedro7 28.07.08, 12:38
    Mojej historii ciąg dalszy. Wróciliśmy wczoraj z Pojezierza Pomorskiego.
    Siedzieliśmy tam przez 3 tygodnie w wynajętym domku. Na miejscu zaprzyjaźniliśmy
    się z sąsiadami (miejscowymi). Bardzo serdeczni ludzie. Dość biedni, ale bogaci
    duchem... Mieli czwórkę swoich dzieci, z którymi nasze chętnie się bawiły. Po
    paru dniach gospodyni zaproponowała, że możemy podrzucać im nasze dzieciaki, jak
    będziemy chcieli pobyć sami, bo zgadaliśmy się, że nie mamy nigdy dla siebie
    czasu i zero pomocy w rodzinie. My uparliśmy się, że będziemy je podrzucać ale
    tylko za opłatą. Im było głupio ale w koncu się zgodzili i tak nasze pociechy co
    drugi dzień były z nami, a co drugi z gromadką sąsiadów.
    Byłem szczęśliwy i miałem nadzieję, że po kilku dniach moja żona wyluzuje się i
    zbliżymy się do siebie ponownie. Że będzie tak, jak kiedyś. Przez pierwszy
    tydzień próbowałem codziennie coś inicjować, ale bez skutku. Potem uniosłem się
    honorem i już jej nie zaczepiałem. W połowie drugiego tygodnia zdarzył się cud.
    To ona przyszła do mnie. Było... bardzo dobrze, bo po takim poście... Ale rano
    wyszło, że było jej głupio, że nic między nami nie ma, więc postanowiła coś z
    tym zrobić. Czyli z łaski, może z litości albo poczucia przyzwoitości.
    Powiedziała mi, że mnie kocha i jestem wspaniały, ale do konca wczasów
    kochaliśmy się jeszcze tylko drugi raz. Trzy tygodnie nad jeziorem i dwa
    numerki. Jeden w miarę a drugi lepiej nie mowić ;-(.
    Zwątpiłem. Ona wszelkie rozmowy ucina tekstem, że sobie coś wymyślam i oczekuję
    zbyt wiele od życia. Nie będę się już więcej starał, a jak coś się między nami
    zdarzy, to będę od teraz myślał tylko o sobie. Bo ile można się starać? Ile???
    Ja mam już dość. Nie wiem tylko, czy czekać kilkanaście lat, aż dzieci dorosną,
    czy odejść już teraz. Kocham ich mocno, ale męczę się tak, że już nie daje rady.
    Nie wiem, czy lepiej dla mnie i dla nich żeby to ciągnąć, czy powinienem to
    uciąć i być dobrym ojcem, który mieszka niedaleko i często bierze dzieci do
    siebie. Ale to mi nie pasuje. Nie wyobrażam sobie, żebym miał mieszkać w innym
    domu niż moje dzieci ;-(. Kto będzie mi się wdrapywał na kolana, gdy wrócę z
    pracy? Nie wiem, co robić ;-(. Mam szukać kochanki i wieść podwójne życie? To
    byłoby nie fair...
  • wysoki.brunet 28.07.08, 19:48
    > domu niż moje dzieci ;-(. Kto będzie mi się wdrapywał na kolana, gdy wrócę z
    > pracy? Nie wiem, co robić ;-(. Mam szukać kochanki i wieść podwójne życie?

    Nie będziesz się różnił od większości facetów których żony po urodzeniu dziecka nie mają żadnej ochoty na seks i którzy odkrywają że bezdzietne koleżanki mają za to chcicę jak cholera, o ile facet nie jest tylko pierdołą. Pierdoły łażą w tym czasie bezseksia do agentury.
    Za to najgorzej jęczeć żonie że za mało seksu w kółko, za to może ona cię tylko znienawidzić i seksu więcej od tego nigdy nie będzie.
  • ve1ociraptor 29.07.08, 09:43
    wysoki.brunet napisał:

    > > domu niż moje dzieci ;-(. Kto będzie mi się wdrapywał na kolana, gdy wróc
    > ę z
    > > pracy? Nie wiem, co robić ;-(. Mam szukać kochanki i wieść podwójne życie
    > ?
    >
    > Nie będziesz się różnił od większości facetów których żony po urodzeniu dziecka
    > nie mają żadnej ochoty na seks i którzy odkrywają że bezdzietne koleżanki mają
    > za to chcicę jak cholera, o ile facet nie jest tylko pierdołą.

    Największa pierdołą jaką sobie wyobrażam jest facet, który decydując się na
    bycie z partnerką (żona czy konkubina - nie ważne) i który idzie z nią do łóżka
    nie umie przewidzieć tego, co będzie jak urodzi dziecko. Pierdołowatością do
    kwadratu określiłbym to, że ktoś odkrywa te bezdzietne z "chcicą". Po co w
    ogóle się wiązać? Lepiej od razu dać czytelny sygnał - "jestem facetem, który w
    sytuacji gdy ty urodzisz moje dziecko i biologia nie da tobie popędu będzie
    szukał młodszej i chętnej"

    pozdrawiam


  • wysoki.brunet 30.07.08, 18:20
    ve1ociraptor napisał:
    > Największa pierdołą jaką sobie wyobrażam jest facet, który decydując się na
    > bycie z partnerką (żona czy konkubina - nie ważne) i który idzie z nią do łóżka
    > nie umie przewidzieć tego, co będzie jak urodzi dziecko. Pierdołowatością do
    > kwadratu określiłbym to, że ktoś odkrywa te bezdzietne z "chcicą"

    Problemem nie jest nieumiejętność przewidzenia z seksu może być dziecko tylko
    jak zachowa się kobieta potem i jakie zachowanie jej partner przełknie.
    Mam przyjaciela który stał się pracoholikiem, 2 związki mu się rozpadły, fajne
    babki odeszły bo po krótkiej chwili zakochania nie miał dla nich wcale czasu.
    Czy problemem była jego praca? Nie. Podobnie czy problemem jest dziecko?
    Jakkolwiek dziecko przesłania kobiecie wszystko inne znacznie częściej niż
    facetom praca.
    Jak kobieta mówi: nie chce seksu, nie interesuje mnie namiętność bo MNIE jego
    brak nie przeszkadza to oznacza że nie angażuje się w związek i nie jest on dla
    mnie ważny, ani jego przyszłość.

    Pierdoła to ten którego coś uwiera ale poza jęczeniem żonie że uwiera nie
    podejmuje konkretnych działań żeby zmienić swoje życie, albo robi to głupio.
    Powiem więcej: sam byłem nadskakującym babie naiwnym wiernym pierdołą w
    pierwszym związku klasycznie olanym po urodzeniu dziecka. Ale w międzyczasie
    dużo się nauczyłem i w drugim nie popełniam tego błędu będąc już po raz drugim
    tatą i już tym razem na braki w aktualnym związku już nie narzekam. Wiem ile
    zaangażowania daję i ile oczekuję w zamian.
  • ve1ociraptor 31.07.08, 09:59
    wysoki.brunet napisał:

    > Jakkolwiek dziecko przesłania kobiecie wszystko inne znacznie częściej niż
    > facetom praca.

    Tak - ale nie jest to oblig. Partnerzy wpływają na swoje życie i wzajemnie
    kształtują swoje postawy. Możliwe jest takie ukształtowanie postawy partnera by
    zmienić trend o którym piszesz.

    > Jak kobieta mówi: nie chce seksu, nie interesuje mnie namiętność bo MNIE jego
    > brak nie przeszkadza to oznacza że nie angażuje się w związek i nie jest on dla
    > mnie ważny, ani jego przyszłość.

    Jeżeli postawa mężczyzny jest taka: daj mi seks i namiętność to nie dziwię się,
    że gdy pojawia się możliwość skorzystania z pretekstu jakim jest dziecko to ona
    to wykorzystuje. Pytanie czy w przy postawie - rozumiem cię i jestem otwarty na
    twoje potrzeby i ty rozum mnie oraz bądź otwarta na moje potrzeby - nie byłoby
    inaczej.

    > Pierdoła to ten którego coś uwiera ale poza jęczeniem żonie że uwiera nie
    > podejmuje konkretnych działań żeby zmienić swoje życie, albo robi to głupio.

    No jeżeli poza jęczeniem nie robi nic to faktycznie pierdoła.

    > Powiem więcej: sam byłem nadskakującym babie naiwnym wiernym pierdołą w
    > pierwszym związku klasycznie olanym po urodzeniu dziecka.

    Już w tym wątku pisałem o tym, że nadskakiwanie i rozpieszczanie tak naprawdę
    jest szkodzeniem samemu sobie. Zaangażowanie musi być na zbliżonym poziomie
    przez obie strony. Jednak sprawa musi być postawiona klarownie - tj ustalone są
    reguły i obie strony je akceptują. Jeżeli jeden z partnerów wyraźnie nie
    odpowiada swoim zaangażowaniem to bierze tez na siebie winę za kłopoty związku a
    nawet jego rozpad. (oczywiście to są rozważania czysto teoretyczne nie
    uwzględniające całej złożoności relacji partnerów).

    >Ale w międzyczasie
    > dużo się nauczyłem i w drugim nie popełniam tego błędu będąc już po raz drugim
    > tatą i już tym razem na braki w aktualnym związku już nie narzekam. Wiem ile
    > zaangażowania daję i ile oczekuję w zamian.

    Sek w tym, że dla wielu za pierwszym razem musi się udać. Ale ciesze się, że
    tobie sie udało.
    pozdrawiam
  • ve1ociraptor 29.07.08, 09:35
    Z Twoje wypowiedzi można wywieść, że to trochę jest tak, że Ty to postrzegasz
    jako problem a Twoja żona niekoniecznie. W mojej ocenie wszystkie działania
    powinny zmierzać ku temu by ona sobie uświadomiła, jak istotna jest to sprawa.
    Ja sam tez kilka lat pracowałem na to by moją ukochaną żonę nauczyć jak
    skonstruowany jest mężczyzna. Tu przecież nie chodzi o to, że się nie kochacie.
    Obydwoje przecież chcecie jak najlepiej jedno dla drugiego i potrzeba jest
    dokładna instrukcja obsługi jak tego dokonać. Czasami wydaje się też, że długi
    staż małżeński przeszkadza w poznaniu tej instrukcji. Wydaje się, że znacie sie
    jak stare konie - a to nie tak - inna jest instrukcja do męża po ślubie, inna
    dla męża świeżo upieczonego taty a inna dla męża 35-40 latka. I tą instrukcję
    należy aktualizować na bieżąco. Dla mnie wielkim novum (zasugerowanym przez
    żonę) było to, że raz na jakiś czas muszę zachować się jak niekrzesany typ i
    zdobyć żonę w jakimś nietypowym miejscu (na przykład w wiatrołapie gdzie po
    chwili wszystkie kurtki i płaszcze lądują na podłodze) ignorując jej początkowy
    opór. I wtedy jest świetnie. Kiedyś ktoś powiedział, że 90 procent udane związku
    to te sprawy. Nie wiem czy to aż takie ma istotne znaczenie, ale wiem i wie to
    moja zona, że nasz seks jest to pryzmat, przez który patrzymy na nasz związek i
    życie.
    Czasami spotykam jakąś parę mająca już niemały staż i rzuca się coś od razu w
    oczy - po nich po prostu widać, że jest im dobrze w łóżku. I myślę, że warto
    zainwestować w serię długich, niewygodnych rozmów i pokazać jaka jest
    ostatnio instrukcja obsługi do samego siebie. Pozdrawiam
  • 7donpedro7 30.07.08, 01:23
    ve1ociraptor napisał:
    > Z Twoje wypowiedzi można wywieść, że to trochę jest tak, że Ty to
    postrzegasz
    > jako problem a Twoja żona niekoniecznie.
    -------
    Ona uważa, żę to bardziej mój problem, bo mam za duże potrzeby "a
    przecież nie mamy już po 20 lat". OK. 40 też jeszcze nie mamy!
    Czasem uważa, że może rzeczywiście mi czegoś brakować i wówczas
    dostaję coś z łaski. Smakuje to wówczas jak danie z mikrofalówki.


    W> mojej ocenie wszystkie działania
    > powinny zmierzać ku temu by ona sobie uświadomiła, jak istotna
    jest to sprawa.
    -------
    Cały czas próbuję jej to uświadomić. Tłumaczę jej, że dla mnie
    związek bez bliskości fizycznej rozłazi się, ludzie się oddalają od
    siebie. Czsami czuję, że stajemy się sobie obcy ;-(.


    > Wydaje się, że znacie sie
    > jak stare konie - a to nie tak - inna jest instrukcja do męża po
    ślubie, inna
    > dla męża świeżo upieczonego taty a inna dla męża 35-40 latka. I tą
    instrukcję
    > należy aktualizować na bieżąco. Dla mnie wielkim novum
    (zasugerowanym przez
    > żonę) było to, że raz na jakiś czas muszę zachować się jak
    niekrzesany typ i
    > zdobyć żonę w jakimś nietypowym miejscu...
    -------
    Sam nawet na to wpadłem, próbowałem kilka razy, ale wkurzała się, a
    to że ktoś może wejść do domu (w dzień), a to, że niewygodnie, a to
    że musi się najpierw umyć (a myje się dwa razy dziennie, więc brudna
    nie jest). Po kąpieli jakieś ważne sprawy, żeby nie zapomnieć, a
    później śpiąca...
    Żebym ja jeszcze myślał tylko o sobie?! Tymczasem zawsze poświęcałem
    jej duzo uwagi, robiłem to wszystko z prawdziwą pasją. Ona jednak
    jest bierna, gra wstępna polega na tym, żeby ją rozbudzić. Co się
    czasem nawet skutecznie udaje i wtedy jest naprawdę gorąco. Ale
    wzajemności w pieszczotach nie ma. Musi wystarczyć mi kopulacja.


    > Kiedyś ktoś powiedział, że 90 procent udane związku
    > to te sprawy.
    -------
    Może nie 90, ale 50 na pewno. Każdy wie, że jak coś jest tylko w
    połowie dobre, to tak naprawdę jest kiepskie. Zupełnie jak rower z
    urwanym kołem.


    > myślę, że warto
    > zainwestować w serię długich, niewygodnych rozmów i pokazać jaka
    > jest ostatnio instrukcja obsługi do samego siebie. Pozdrawiam
    -------
    Masz rację. Nie wiem, czy śledziłeś ten wątek od pierwszego wpisu,
    ale ja przegadałem z żonką wiele godzin na ten temat. Rozbijam się o
    ścianę, bo ona w rozmowach też jest bierna. Muszę trzy razy
    powtórzyć pytanie, by uzyskać skąpą odpowiedź. Mówiłem jej nie raz,
    jak ważna jest dla mnie ta sfera życia. Lata miną a ja będę
    starzejącym się oblesiem z wiecznym niedosytem ;-(...
    Staram się ją na nowo zdobywać każdego dnia, zaskoczyć czymś miłym,
    ale skutków brak. Ile można walczyć?
    Natomiast co do opinii, że matki zawsze są mniej chętne... Cóż,
    podobno najgorętsze są kobiety po 30, a te które rodziły mają
    najsilniejsze orgazmy. Tak piszą fachowcy. A że są bardziej
    zmęczone, wiadomo. Tylko jak bardzo może spaść libido. Z 2 numerków
    dziennie do 2 w tygodniu? Pewnie to mozliwe. Ale nie z 2 dziennie do
    2 w miesiącu! Taką zmianę trudno zaakceptować.
    Skoro kiedyś mogła ze mną tak często i tak namiętnie, to chyba nie
    jestem ostatnim zerem? Chyba chodzi o coś innego. Może coś jej się
    porąbało z hormonami?
    Dziękuję za Twoją wypowiedź, "ve1ociraptor" i pozdrawiam.
  • wysoki.brunet 30.07.08, 09:14
    7donpedro7 napisał:
    > > żonę) było to, że raz na jakiś czas muszę zachować się jak
    > niekrzesany typ i
    > > zdobyć żonę w jakimś nietypowym miejscu...

    Tu punkt za uważność. Tłumacząc jak jesteś zdesperowany, prosząc tylko zmniejszasz swoje szanse robiąc z siebie nieudacznika w jej oczach.

    > Żebym ja jeszcze myślał tylko o sobie?! Tymczasem zawsze poświęcałem
    > jej duzo uwagi, robiłem to wszystko z prawdziwą pasją. Ona jednak
    > jest bierna, gra wstępna polega na tym, żeby ją rozbudzić.

    Po prostu mało męski jesteś. Tu patrz co sam napisałeś punkt wyżej. Mężczyna musi zdobywać i być ostry i zdecydowany. Jak nie chce ta, musisz brać się za inną. Jak jesteś cos wart zawalczy żeby cie odzyskać. Jak nic w jej oczach nie jesteś wart, to też wygrywasz, bo co to za zycie z nią. Nie wiesz że kobiety sa zazdrosne jak cholera?

    > Natomiast co do opinii, że matki zawsze są mniej chętne... Cóż,
    > podobno najgorętsze są kobiety po 30, a te które rodziły mają
    > najsilniejsze orgazmy. Tak piszą fachowcy

    Tak wszystko sie zgadza tylko pożądanie kobiet jest tak skonstruowane że te orgazmy i gorąco to nie z ojcami ich dzieci i mdłymi misiami w domu co sie "starają" tylko z facetami którzy ich kręcą bo są męscy i zdobywcami jak sam ująłeś "nieokrzesany typ", a nie misio pysio.
    Zresztą by o tym arykuł niedawno na na tym portalu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=81390848&a=81783854
  • ve1ociraptor 30.07.08, 13:22
    wysoki.brunet napisał:
    >
    > Tu punkt za uważność. Tłumacząc jak jesteś zdesperowany, prosząc tylko zmniejsz
    > asz swoje szanse robiąc z siebie nieudacznika w jej oczach.

    Pozwolę sobie nie zgodzić się. Żona nie jest kolegą z pracy, z którym
    rywalizujemy o awans a jest (powinna być) najbliższą nam osobą i powinniśmy się
    doskonale znać tj. wiedzieć o swoich frustracjach, potrzebach, kompleksach,
    sukcesach etc. Myślę, że metoda na gierki psychologiczne to nie jest to.
    Mówienie o tym przez mężczyzn nie stawia ich z automatu w świetle
    nieudacznictwa. Sprytny facet zrobi z tego swój atut. Ważne jest to też jak się
    to mówi.

    > > Żebym ja jeszcze myślał tylko o sobie?! Tymczasem zawsze poświęcałem
    > > jej duzo uwagi, robiłem to wszystko z prawdziwą pasją. Ona jednak
    > > jest bierna, gra wstępna polega na tym, żeby ją rozbudzić.
    >
    > Po prostu mało męski jesteś. Tu patrz co sam napisałeś punkt wyżej. Mężczyna mu
    > si zdobywać i być ostry i zdecydowany.

    Myślę, że musi być czasami taki, a czasami inny - z pewnością spontaniczny. U
    kobiety w seksie najważniejsze rozgrywa się w głowie. Odrobiny zaskoczenia,
    tajemnicy - powinno pomóc.

    >Jak nie chce ta, musisz brać się za inną
    > . Jak jesteś cos wart zawalczy żeby cie odzyskać. Jak nic w jej oczach nie jest
    > eś wart, to też wygrywasz, bo co to za zycie z nią. Nie wiesz że kobiety sa zaz
    > drosne jak cholera?

    Małe poczucie zagrożenia byciem zdradzoną z pewnością nie zaszkodzi. Oczywiście
    ze zbudowanym ku temu klimatem i by przypadkiem nie dać znać, że mamy otwarty
    związek.
    Sam jestem daleki od tego rodzaju zachowań aczkolwiek moja żona i tak co jakiś
    czas porusza ten temat. I jakoś nie mam ogromnej werwy w wyjaśnianiu, że ja
    nigdy przenigdy bym tego nie zrobił, że ja wierny jak kundel.

    > > Natomiast co do opinii, że matki zawsze są mniej chętne... Cóż,
    > > podobno najgorętsze są kobiety po 30, a te które rodziły mają
    > > najsilniejsze orgazmy. Tak piszą fachowcy

    Jeśli badamy fizjologię to pewnie tak. Jednakże nikt nie bada tego jak to jest z
    psychiką, ze zmęczeniem związanym z dzieckiem, stresem, świadomością, że nie
    jest już 21-latką z jędrną pupą a na twarzy kolejna zmarszczka i takie tam.

    > Tak wszystko sie zgadza tylko pożądanie kobiet jest tak skonstruowane że te org
    > azmy i gorąco to nie z ojcami ich dzieci i mdłymi misiami w domu co sie "staraj
    > ą" tylko z facetami którzy ich kręcą bo są męscy i zdobywcami jak sam ująłeś "n
    > ieokrzesany typ", a nie misio pysio.

    Każda kobieta jest inna. Przykładanie jednej miarki to według mnie duże
    nadużycie. Nie ma zasady. Poza tym o ile pamiętam to artykuł nie uwzględniał
    czasu - jak długo taka kobieta miałaby przeżywać te orgazmy z tym macho?
    Parotygodniowy romans i koniec. To tak jak nam facetom w związku z ciągle
    atrakcyjnymi żonami pewnie właśnie przytaczana wyżej 21-latka z jędrną pupą na
    krótki czas wydawała by się remedium a pewnie po kilku tygodniach niczym by już
    nie zachwycała.

  • wysoki.brunet 30.07.08, 18:37
    ve1ociraptor napisał:

    > Mówienie o tym przez mężczyzn nie stawia ich z automatu w świetle
    > nieudacznictwa. Sprytny facet zrobi z tego swój atut. Ważne jest to też jak się
    > to mówi.

    Taaaaa. Poza na misia wrażliwca. Sprawdza się doskonale przy wyrywaniu szczególnie samotnych kobiet. Ale nigdy przy podtrzymywaniu namiętności w związku szczególnie gdzie jest już dziecko które zapełnia tą kobiecą potrzebę opiekuńczości. Kobieta oczekuje wtedy od partnera zdecydowania i oparcia, znacznie bardziej małego bezbronnego misa już ma i tą konkurencję duży misio musi przegrać.

    > Pozwolę sobie nie zgodzić się. Żona nie jest kolegą z pracy, z którym
    > rywalizujemy o awans a jest (powinna być) najbliższą nam osobą i powinniśmy się
    > doskonale znać tj. wiedzieć o swoich frustracjach, potrzebach, kompleksach,
    > sukcesach etc.

    Mąż przyjaciółka której się można zwierzać z frustracji, potrzeb i kompleksów to marzenie każdej kobiety. Tylko że to przekreśla automatycznie seks i namiętność o której tu mówimy.
  • ve1ociraptor 31.07.08, 07:43
    wysoki.brunet napisał:

    > Taaaaa. Poza na misia wrażliwca. Sprawdza się doskonale przy wyrywaniu szczegól
    > nie samotnych kobiet.

    Myślisz schematami. A gdzie ja napisałem coś o misiu? Twierdzę, że o problemach
    można rozmawiać z podniesioną głową i jest to o wiele lepsze niż kiszenie się z
    własnymi problemami udając macho.
    Przykład - nasz synek miał operację w 4 tygodniu życia - w czasie naszego pobytu
    w szpitalu i bezpośrednio po tym cały czas ją uspakajałem a dopiero po tym jak
    już wszystko było dobrze powiedziałem jej, że się bardzo bałem o synka, że
    chciałem dosłownie wedrzeć się na blok operacyjny by wiedzieć czy wszystko dobrze.
    Może postawa na twardziela byłaby lepsza - nie wiem, choć wątpię w to.

    >Ale nigdy przy podtrzymywaniu namiętności w związku szcze
    > gólnie gdzie jest już dziecko które zapełnia tą kobiecą potrzebę >opiekuńczości.

    I dlatego napisałem, że sprytny facet będzie umiał to wykorzystać. Wywodzenie z
    mojej wypowiedzi, że stawiam znak równości pomiędzy mówieniem o kłopotach i
    frustracjach a prośba o opiekę ze strony małżonki, jest zdecydowanie niewłaściwe.

    > Kobieta oczekuje wtedy od partnera zdecydowania i oparcia, znacznie bardziej m
    > ałego bezbronnego misa już ma i tą konkurencję duży misio musi przegrać.

    Biorąc pod uwagę to, że kobieta też ma swoje kłopoty i frustracje poprzez
    rozmowę z nią o tym mężczyzna staje się dla niej bliższym partnerem niż jakiś
    niewzruszony mucho, którego sposób myślenia jest dla niej raczej abstrakcyjny
    (marsjanin).

    > > Pozwolę sobie nie zgodzić się. Żona nie jest kolegą z pracy, z którym
    > > rywalizujemy o awans a jest (powinna być) najbliższą nam osobą i powinniś
    > my się
    > > doskonale znać tj. wiedzieć o swoich frustracjach, potrzebach, kompleksac
    > h,
    > > sukcesach etc.
    >
    > Mąż przyjaciółka której się można zwierzać z frustracji, potrzeb i kompleksów t
    > o marzenie każdej kobiety. Tylko że to przekreśla automatycznie seks i namiętno
    > ść o której tu mówimy.

    A gdzież tam. Gra wstępna tak naprawdę zaczyna się z samego rana - ważne jest to
    o czym małżonkowie rozmawiają przy śniadaniu, obiedzie po pracy - ważna jest
    atmosfera w jakiej żyją. Myślę, że w małżeństwie akurat łatwiej o namiętność w
    sytuacji gdy kobieta ma poczucie dobrego rozumienia sie z partnerem a nie
    obcowania z górą mięsa schowaną za pancerzem - maską twardziela.
  • wysoki.brunet 31.07.08, 08:15
    ve1ociraptor napisał:
    > A gdzież tam. Gra wstępna tak naprawdę zaczyna się z samego rana - ważne jest t
    > o
    > o czym małżonkowie rozmawiają przy śniadaniu, obiedzie po pracy - ważna jest
    > atmosfera w jakiej żyją. Myślę, że w małżeństwie akurat łatwiej o namiętność w
    > sytuacji gdy kobieta ma poczucie dobrego rozumienia sie z partnerem a nie
    > obcowania z górą mięsa schowaną za pancerzem - maską twardziela.

    Ty piszesz o idealnym wzorze związku gdzie obie strony są zaangażowane, ja o konkretnej sytuacji w której kobieta wycofuje swoje zaangażowanie, bo ma inną ciekawszą i bardziej emocjonująca grę: macierzyństwo a wspomniany seks namiętność niezbędna do potrzymania związku ją nie interesuje, bo "nie ma takiej potrzeby"

    Jak gra tylko jedna osoba a druga jest zajęta czym innym to żadna gra.
  • ve1ociraptor 31.07.08, 09:24
    wysoki.brunet napisał:

    > Ty piszesz o idealnym wzorze związku gdzie obie strony są zaangażowane, ja o ko
    > nkretnej sytuacji w której kobieta wycofuje swoje zaangażowanie, bo ma inną cie
    > kawszą i bardziej emocjonująca grę: macierzyństwo

    No nie jest to jakiś wzorzec a sytuacja, którą faktycznie udało mi się
    wypracować. Generalnie spodziewając się takiej możliwości, że dziecko może być
    powodem wycofania się żony starałem się i nadal sie staram by być tym
    najważniejszym. Dziecko kiedyś odejdzie - pójdzie sobie w świat a to ja i moja
    żona będziemy ze sobą przez kolejne kilkadziesiąt lat. Wydawałoby się, że
    bezpośrednio po urodzeniu dziecka będzie najgorzej - bo dzidzia mała i fajna a
    tymczasem to właśnie poprzez rozmowy i dzielenie się wszystkim buduję swoją nad
    nim przewagę - ze mną można pogadać i ja ją rozumiem. Niemowlę jest wymagające,
    egoistyczne i nie rozumie, że masz zły dzień. Tak więc moja teza jest taka - mąż
    może być dużo fajniejszy niż dziecko - a wtedy o namiętność dużo łatwiej.

    > a wspomniany seks namiętność
    > niezbędna do potrzymania związku ją nie interesuje, bo "nie ma >takiej potrzeby"

    No w powyżej opisanej sytuacji jest taka potrzeba.

    > Jak gra tylko jedna osoba a druga jest zajęta czym innym to żadna
    > gra.

    No to chyba najłatwiej zajmować się tym samym co żona - dzieckiem - wtedy gracie
    w jedną grę.
    pozdrawiam
  • ve1ociraptor 30.07.08, 13:59
    7donpedro7 napisał:

    > Ona uważa, żę to bardziej mój problem, bo mam za duże potrzeby "a
    > przecież nie mamy już po 20 lat". OK. 40 też jeszcze nie mamy!
    > Czasem uważa, że może rzeczywiście mi czegoś brakować i wówczas
    > dostaję coś z łaski. Smakuje to wówczas jak danie z mikrofalówki.

    Znam ten smak i to z tego samego powodu - ogromna różnica potencjałów. Ale tez
    nie oczekuję tego za każdym razem. Jednakże ważne są te momenty, gdy jest
    inaczej właśnie - jest iskra. Faktycznie nie jest to tak często jak lata temu za
    czasów poślubnych i bezdzietnych, ale na tyle często, że nie mogę mieć zarzutów.

    > Cały czas próbuję jej to uświadomić. Tłumaczę jej, że dla mnie
    > związek bez bliskości fizycznej rozłazi się, ludzie się oddalają od
    > siebie. Czsami czuję, że stajemy się sobie obcy ;-(.

    I co ona na to?

    > Sam nawet na to wpadłem, próbowałem kilka razy, ale wkurzała się, a
    > to że ktoś może wejść do domu (w dzień), a to, że niewygodnie, a to
    > że musi się najpierw umyć (a myje się dwa razy dziennie, więc brudna
    > nie jest). Po kąpieli jakieś ważne sprawy, żeby nie zapomnieć, a
    > później śpiąca...

    Wypożycz film "american beauty" - może jak zobaczy jak idiotycznie wygląda to z
    boku to załapie. Generalnie gaszenie w jakikolwiek sposób takiego uniesienia
    uznaję za niedopuszczalne. Myślę, że po pierwszym razie raz bym tylko
    oświadczył, że tym razem ok - ale następnym razem ( a kiedyś taki będzie na
    pewno) nawet niech nie próbuje przerywać i wymyślać.

    > Żebym ja jeszcze myślał tylko o sobie?! Tymczasem zawsze poświęcałem
    > jej duzo uwagi, robiłem to wszystko z prawdziwą pasją. Ona jednak
    > jest bierna, gra wstępna polega na tym, żeby ją rozbudzić. Co się
    > czasem nawet skutecznie udaje i wtedy jest naprawdę gorąco. Ale
    > wzajemności w pieszczotach nie ma. Musi wystarczyć mi kopulacja.

    A w innych sprawach to jak to wygląda - no w kwestii wychowania dzieci - co
    robisz, by postawić na swoim?

    > Masz rację. Nie wiem, czy śledziłeś ten wątek od pierwszego wpisu,
    > ale ja przegadałem z żonką wiele godzin na ten temat. Rozbijam się o
    > ścianę, bo ona w rozmowach też jest bierna.

    Jak wyżej - czy ona tylko ten temat tak traktuje, czy w ogóle słabo jest z
    rozmowami na inne tematy?

    >Muszę trzy razy
    > powtórzyć pytanie, by uzyskać skąpą odpowiedź. Mówiłem jej nie raz,
    > jak ważna jest dla mnie ta sfera życia. Lata miną a ja będę
    > starzejącym się oblesiem z wiecznym niedosytem ;-(...

    Wszyscy faceci chyba tak kończą smile Ja czuję się "nasycony" co najwyżej przez 5
    minut. smile

    > Staram się ją na nowo zdobywać każdego dnia, zaskoczyć czymś miłym,
    > ale skutków brak.

    A to może właśnie niekoniecznie najlepsze rozwiązanie. Do dobrego łatwo się
    przyzwyczaić. Moja mama tak rozpieściła ojca i teraz na stare lata on sie
    wkurza, że herbata nie posłodzona.Ważne jest by utrzymywać równowagę w
    rozpieszczaniu się wzajemnie.

    >Ile można walczyć?

    A walczyć trzeba cały czas - poddanie się to żadne rozwiązanie.

    > zmęczone, wiadomo. Tylko jak bardzo może spaść libido. Z 2 numerków
    > dziennie do 2 w tygodniu? Pewnie to mozliwe. Ale nie z 2 dziennie do
    > 2 w miesiącu!

    Oj - może bardzo spaść. Czasami kończy się to wizytą u seksuologa albo
    psychiatry. To jak z impotencją u panów. Nie wiedzieć czemu sprzęt odmawia
    posłuszeństwa - a jak pogrzebać w główce (wykluczając przyczyny fizyczne) to sie
    okazuje, że jakiś powód jest.

    >Taką zmianę trudno zaakceptować.
    > Skoro kiedyś mogła ze mną tak często i tak namiętnie, to chyba nie
    > jestem ostatnim zerem? Chyba chodzi o coś innego. Może coś jej się
    > porąbało z hormonami?

    Ja patrzę na to tak, że natura jakoś ma to poukładane. Generalnie libido kobiety
    rośnie proporcjonalnie do możliwości poczęcia potomstwa. Więc okresy niepłodne
    raczej jest niższe i np w czasie gdy z pewnością nie chce dziecka (np karmi
    jeszcze poprzednie). Strach przed kolejną ciążą może być skutecznym
    zniechęcaczem do seksu.

    > Dziękuję za Twoją wypowiedź, "ve1ociraptor" i pozdrawiam.

    Pozdrawiam
  • zales239 31.07.08, 09:58
    Chciałam wtrącić parę słów na temat namiętności w związku,parę słów
    od kobiety.
    To prawda,że u kobiety cały seks rozpoczyna sie w głowie.
    I bardzo zależy to od tego jak wygląda dzień i jak zachowuje się
    partner.
    My jesteśmy 20 lat po ślubie ,mamy 41 i 43 lata.
    Namiętność szlag trafił,już dawno temu.Co to spowodowało???
    Brak porozumienia,brak rozmów na tematy inne niż dzieci i firma.
    Brak dotyku nie związanego od razu z seksem,brak czułości,brak pytań
    jak minął dzieńjak się czuję itd.
    Żyjemy razem pod jednym adresem ,ale obok siebie.
    Seks był moze jakieś 3 miesiące temu i to szybki bez zbędnych
    czułości.
    Żyjemy bardziej jak koleżeństwo niż małżeństwo.
    Wiem,że mąż ma bardzo stresującą pracę,musiał się wspomagać
    tabletkami na potencję-sama kupowałam.
    Ja mogłabym sie otworzyć,gdyby tylko był cień zainteresowania moją
    osobą-KOBIETĄ z jego strony a tu zima.

    Nie umiemy tego przełamać ta zła passa trwa .Lepiej mi w domu jak
    męża nie ma.
    Nie rozumiem Twojej żony przecież nosisz ją prawie na rękach,mi by
    wystarczył cień zainteresowania.
    Może to rzeczywiście hormony.Pozdrawiam
  • jodi20l 31.07.08, 17:42
    Mam 23 lata, w zasadzie to jeszcze 22, dwie wspaniałe córeczki, pracę, męża.
    Moja rola jako KOBIETA dobiegła końca. Jestem matką, służącą w domu, murzynem w
    pracy. Normalnie niczym cyborg we wszystkim.
    Im więcej rozmawiam z moim mężem o moich potrzebach tym mniej mnie słucha.
    Przecież nie będę brać go siłą.
    Tłumaczy to tym, że ma kryzys. Po kilka razy w roku?? Jakoś mnie nie zadowala
    seks raz na miesiąc/dwa z uwzględnieniem tylko jego potrzeb. Mnie uwzględnia ok
    5 razy do roku.
    Naprawdę się męczę.
    Nie pamiętam już jak to jest być kobietą
  • agatar-m 01.08.08, 09:26
    o matko, wspołczuje...to moze egoistycznie zabrzmi, ale jednak
    uważam ,ze nie mam na co narzekac...też mam dwójke maluchów (
    pisałam wyzej)...i kurka kochamy sie albo codziennie, max 3 dni
    przerwy....fakt koleżanka wyzej ma jak najbardziej
    racje...zainteresowanie partnera tu góruje, jak mi mój M kwiatka
    przyniesie, podejdzie w kuchni jak zmywam, przytuli, pocałuje, jak
    dzwoni z pracy pyta sie co robie , gdzie jestem..to aż sie chce
    czekać na ten wieczór i numerek....
    mam nadzieje,ze to nie minie...
    to jedank nie tylko tak,ze on sie stara a ja mu nagrode daje, to by
    było bez sensu..
    dbam o siebie, ćwicze aerobik, by zrzucić zbedne kilo sprzed ciązy,
    chodze do fryzjera, maluje sie jak trzeba, inicjuje sex, raz jestem
    drapieżna, raz uległa..obie strony musza sie starać, stare ale
    prawdziwe...
    i popieram kolege z góry, twoja zona chyba faktycznie nie zdaje
    sobie sprawy z powagi sytuacji..proszę cię! jakby ktoś zajął sie
    naszymi dziećmi to bym cały dzień w łózku przeleżała...hihi
  • sfajczala 22.08.08, 10:15
    don pedro...widzisz, tak sie sklada, ze jestem kobieta z tej drugiej
    strony. To znaczy z podobnej jak Twoja, ale kobiecejsmile
    Moj maz jest cudownym facetem, kochanym i wspanialym ojcem. Ale
    niestety, wlasnie ja pod 30 zaczelam szalec seksualnie i w ogole
    widziec, ze od jakiegos czasu (mowie o miesiacach juz) z jednego
    albo drugiego powodu maz nie napiera tak na seks.
    Nie zamienilam sie w gruba, oblesna babe, nie.Wciaz jestem
    atrakcyjna, rozkochuje facetow (slowo, wiem brzmi nieskromnie, ale
    tak jest), jednak na niego jakby ... nie dzialalo. Jakby cala milosc
    przelewal na coreczke.
    Wiem, ze na poczatku wynikalo to z przemeczenia, duzo pracowal,
    prawie nie spal.Jednak teraz to niemozliwe, a jemu jakby juz tak
    zostalo.Mamy malo seksu, ale mniej jeszcze namietnosci. Mam juz
    dosc, poznalam do tego innego faceta i sama nie wiem jak to robie,
    ze wciaz jeszcze jestem lojalna.
    Potrzebowalibysmy rozstania i przemyslen, ale jestesmy z dzieckiem.
    Nie jestem zwierzeciem seksualnym, nie musze wcale tego robic
    codziennie pare razy, ale no kurde chociaz dwa razy w tygodniu by
    sie przydalo. I widze jak ten nasz, niegdys piekny i szlaony
    zwiazek, upada.
    Obecnie jestemy na etapie rozwazania co bedzie.,
    Po prostu najbardziej boli mnie, ze on nie rozmawia.Musze wszystko
    wyciagac. Nie ma kochanki, nie klamie, ale nie mowi.
    W koncu go zmusilam i juz. Powiedzialam, ze albo w te albo we wte.
    Jedno mam jasne: to moje zycie, musze sie starac, aby przy smierci
    nie zalowac.
    Jest ciezko, wciaz go kocham, ale juz nie mam sil patrzec jak
    pozwala mi sie oddalac.
    Twoja zona moze byc przemeczona i sfrustrowana sytuacja siedzenia w
    domu.Jednak nie ma prawa milczec i odwracac uwagi.
    Dlaczego nie dasz ultimatum? Dlaczego nie naprzesz cala sila jaka
    masz w tym bolu, aby powiedziala i sie zdecydowala?
    mA PRAWO PRZESTAC CIE KOCHAC, POZADAC, ALE NIE MA PRAWA RANIC CIE I
    OSZUKIWAC.
    Mam nadzieje, ze wam sie uda.
    I nam.
  • 2122joan 05.09.08, 21:39
    No czesc mam teraz podobnie jak twoja zona wogole niechce mi sie
    kochac.Nie dawno urodzilam synka nr.3!!!Przez cala ciaze tez mi sie
    niechcialo ,ale kochalam sie z mezem raz na tydzien,bo mi go bylo
    szkoda.Ale rok wczesniej i 5 lat do tylu moglam sie kochac bez
    przerwy,bylam szczupla(z malymi przerwami 3 dzieci).Zawsze uprwialam
    sport,bieganie plywanie,no czolam sie super.A teraz poprostu mi sie
    nie chce ,wieczorem jest to ostatnia rzecz o jakiej mysle.Moja
    kondycja ogolna fizyczna jest do niczego,mam na plusie 15 kilo tylek
    wydaje mi sie ze wazy tone...Juz sie doczekac nie moge biegania.A
    musze czekac bo mialam cc.Moze twojej lubej by sie przydal jakis
    Aerobik,Joga no cokolwiek zeby sie ruszyc.W czasie uprawiania
    sportu .wytwarzaja sie w nas Endorfiny co =lepszy chumor,a co=ochota
    na seks.Dodam jak moj misiek schudl tez sie Pukac chcial jak krolik.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.