Dodaj do ulubionych

wasza opinia dotycząca ilości dzieci

21.07.09, 10:33
Witam
Jaka jest według Was najlepsza ilość dzieci? Wiadomo, że istotnymi elementami
są pieniądze, wiek, ewentualna pomoc dziadków. Mam na myśli sytuację daleką od
skrajności tj. pieniądze przyzwoite, pierwsze dziecko urodzone przez matkę w
wieku ok. 28 lat, mąż podobny wiekiem, oboje rodziców pracuje.
Pytam raczej o Waszą ocenę tego jaki wpływ rodzeństwo ma na siebie lub jaki
wpływ ma brak ewentualnego rodzeństwa dla pierwszego dziecka.
Sam jestem piątym dzieckiem moich rodziców i muszę przyznać, że zloty
rodzinne, pełna chata etc. to coś pięknego, z drugiej strony znam wielu
fantastycznych jedynaków, wielokrotnie spotykałem się z publikacjami
dotyczącymi tego, że bycie jedynakiem to "statystycznie" lepiej, bo rodzice
przykładają większą uwagę, bardziej się troszczą itd.
Mój synek zaraz skończy 2 lata. Czas od jego urodzenia to niestety był okres
totalnego poświęcenia dla niego, gdyż jest to dziecko wymagające 100 % uwagi.
Czas jednak jest taki, że siłą rzeczy rozmyślamy z żonką nad ewentualnym
rodzeństwem.
Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • daaar0 22.07.09, 11:18
    Tyle ile masz siłę, warunki i chęci dobrze wychować.
  • kiniak22 22.07.09, 20:28
    dla mnie 2 to ideal smile mam dwie rece po jednej dla kazdego dziecka tongue_out ale to
    tak z mala roznica jest przydatne, ja sobie nie wyobrazam nie miec rodzenstwa,
    zamierzeniem bylo miec minimum dwojke i tak mam smile a pewnie jakby warunki
    pozwolily i checi byly to moze i byloby jeszcze jedno? smile ja ogolnie mam mala
    rodzine, za to ze strony meza rodzina jest ogromna, takie zloty rodzinne np w
    swieta to cos cudnego smile oczywiscie o ile rodzina sie lubi i szanuje tongue_out

    --
    ... forum dla mam z mielca i okolic ...
  • egon26 23.07.09, 11:10
    kiniak22 napisała:
    > dla mnie 2 to ideal smile mam dwie rece po jednej dla kazdego dziecka tongue_out

    Tak dwójka to ideał, idąc za tą myślą można by powiedzieć, mam dwoje oczu do
    patrzenia za każdym, dwoje uszu do słuchania obu naraz itd. W praktyce jednak
    nie wychodzi to tak łatwowink
  • wysoki.brunet 23.07.09, 16:51
    Przynajmniej od czwórki nie ma znaczenia ile, bo rodzice zajmują się głownie
    najmłodszym, a najstarsze musi zajmować się resztą.
  • demonii.larua 23.07.09, 17:00
    A skąd taki wniosek?
    --
    Kapusta na krótko
  • anulla_la 05.08.09, 10:23
    Nie ma takiej reguły. Bywa i tak, że właśnie to najmłodsze cierpi na brak uwagi.
  • poplar31 04.08.09, 21:02
    Racja! Idealnie to ująłeś...
  • miacasa 23.07.09, 17:04
    W praktyce jednak
    > nie wychodzi to tak łatwowink

    bo chłopcy jeszcze mali i to naturalne, nasze córki coraz bardziej samodzielne i
    niezależne, powoli robi się wśród nas miejsce na na jeszcze jedno (?)
  • babcia47 23.07.09, 19:00
    byłam jedynaczką i stwierdziłam, że swoim dzieciom tego nie zrobię,
    bo dzieci dostają zarówno w nadmiarze to dobre (mozna zagłaskac na
    śmierć lub "przedobrzyć" wbrew woli dziecka) jak i to złe, nigdy nie
    da się wyeliminować wpływu jakis kłopotów rodzinnych, małżeńskich na
    dzieci..gdy jest ich więcej rozkłada się na wiekszą ilość
    osób..chcieliśmy mieć więcej dzieci, ale wzgledy medyczne a potem,
    chwilowo i finanse sprawiły, ze poprzestalismy na dwójce..jednak to
    raczej mało..w stosunkowo młodym wieku zostalismy sami bo potomstwo
    rozeszło nam się po świecie..jakoś tak pusto, dobrze, ze chociaż
    jest net i telefony. Jako jedynaczce brakuje mi tez wsparcia
    rodzeństwa..niby mam sporo kuzynów ale dla nich jestem dalszą
    rodziną, mniej wazna niz brat czy siostra, problemy ze starymi
    rodzicami lub obowiązki wobec nich, też spadają tylko na mnie..a tu
    juz i ja nie taka "młódka", nie jestem w stanie wszystkiemu podołać,
    w co trudno uwierzyć rodzicom, że moge być mniej sprawna nawet od
    nich po przebytym wypadku..
    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii (by kawka74)
  • ve1ociraptor 24.07.09, 08:06
    Na dzisiaj dla mnie najistotniejszym argumentem jest to co się dzieje z
    rodzicami, gdy jedyne dziecko jedzie na jakaś kolonię, pierwsze wyjście na
    dyskotekę, albo jak zdarza się jakiś wypadek. Myślę, że poziom stresu z tym
    związany musi być ogromny. W tym kontekście wynalazek taki jak telefony
    komórkowe to koszmar, bo nie jeden raz widziałem jak rodzic wydzwania co
    kwadrans do dziecka sprawdzając czy wszystko jest ok, a dziecko oczywiście
    stosownie do okoliczności reaguje znudzeniem, kłamstwem, oburzeniem,
    nieuprzejmością (i wymieniać można dalej). Wydaje mi się, że kolejne nasze
    dzieci pozwalają zachować więcej rozsądku.
    Pozdrawiam
  • echtom 05.08.09, 10:38
    > Wydaje mi się, że kolejne nasze dzieci pozwalają zachować więcej
    rozsądku.

    Zgadzam się w 100 %. Już drugie dziecko przywraca równowagę i zdrowy
    rozsądek. Jako jedynaczka doświadczyłam nieznośnej koncentracji
    rodziców na mojej osobie, jako matka jedynaczki przez 1,5 roku też
    przejawiałam takie tendencje smile


    --
    "Naprawdę wielkie, wartościowe rzeczy, mają szansę się urodzić i być
    realizowane tylko wtedy, gdy zaufamy. A w życiu nie warto rezygnować
    z wielkich rzeczy."
  • tomek.sawyer 25.07.09, 00:00
    wg mojej opinii powinieneś mieć piątkę dzieci, bo masz za dużo czasu na rozmyślania.
    Sorry, stary, ale to jest raczej temat do rozmowy w małżeństwie, a nie a forum.
    A przynajmniej w MOJEJ OPINII.

    ;o)

    --
    Krasnal-ów dwóch
  • ve1ociraptor 27.07.09, 07:44
    A ja się zastanawiam skąd tak myślący człowiek jak ty wytrzasnął tą chwilę czasu
    by pisać na forum. BO zgodnie z tym co piszesz nie powinieneś mieć prawa do tej
    chwili bo właśnie powinieneś się zajmować swoim 5 tym dzieckiem a jeśli i tak
    byś znalazł czas to właśnie powinieneś kręcić kolejne.
    Oczywiście jest to temat do rozmowy w małżeństwie i o tym, że tak jest pisałem
    już na początku.
    Jeżeli kwestionujesz to, że zadaję pytanie, bo chcę poznać możliwie najwięcej
    poglądów innych na dany temat, kwestionujesz w ogóle sens istnienia tego forum.
    pozdrawiam
  • tomek.sawyer 03.08.09, 21:48
    Może moja odpowiedź zabrzmiała zbyt zaczepnie. Ale generalnie jestem zdania, że
    pewne sprawy są do obgadywania między żoną i mężem, inne przy browarku z kolegą,
    a jeszcze inne na forum. I moim zdaniem pytanie się o ilość dzieci na forum
    należy, moim zdaniem, do kategorii "forumowonieomawialnej".
    Jeżeli uraziłem - SORRY!

    BTW na pewno nie kwestionuję sensu istnienia tego forum - mój syn się prawie na
    nim urodził ;o)
    Uważam tylko (odnośnie forum - skoro zaczęty został ten temat), że
    niepotrzebnie, a ostatnio aż za często, tutejsze wątki trafiają na "główną".

    --
    Krasnal-ów dwóch
  • ve1ociraptor 05.08.09, 12:55
    Nie wiem czy to wynika wprost z tego co na początku napisałem, ale ja nie
    pytałem ludzi z forum ile oni uważają, że "ja z żoną powinniśmy mieć dzieci" bo
    to jest faktycznie nasza sprawa. Pytanie o opinię w tym przedmiocie oraz, jak
    się wiele osób domyśliło o argumenty z życia wzięte, to zupełnie inna sprawa.
    Kolejne udzielone odpowiedzi to dowód na to właśnie, że zadane pytanie nie jest
    pozbawione sensu. Uważam, iż wiele opinii jest naprawdę cennych i na to właśnie
    liczyłem, dziękując jednocześnie za ich napisanie autorom.
    Pozdrawiam
  • robzrad 27.07.09, 12:15
    Dla mnie ideałem jest czwórka, minimum to trójka. Zawsze zazdrościłem kuzynom
    których było dużo. Wg mnie dzieci które mają kilkoro rodzeństwa (czyli
    przynajmniej dwójkę) lepiej się wychowują. Uczą się współpracy w grupie,
    zdobywania sobie pozycji, bronienia jej, szanowania pozycji innych.
    Druga rzecz - gdy będę stary, być może będę potrzebował pomocy dzieci. Ciężar
    rozłożony na więcej rodzeństwa jest dla każdego lżejszy.
    Wreszcie trzecia najważniejsza: uwielbiam moje córki, i ciągle mi ich mało smile

    W tej chwili mam dwójkę dzieci, jedno ma 2 lata, drugie 2 miesiące.
  • super-mikunia 28.07.09, 19:40
    tyaa znam 4 rodzeństwa (z tego samego małżeństwa), które nie pała
    ochotą do opieki nad rodzicem...a jest ich 4 i żaden się nie
    garnie...inna sprawa, że rodzic też nigdy nie był słodki w relacjach
    i do tej pory potrafi utrudnić życie swoim dzieciom (mimo, że
    potrzebuje od nich pomocy) jak tylko to możlliwe...

    dziecko jest tylko gościem w domu, małżeństwie...czy to
    1,2,3,4...zawsze odchodzą i dobrze, przecież to dopiero by było
    smutne dla rodzica gdyby jego dziecko odniosło porażkę w życiu
    zawodwym i prywatnym i było skazane na mieszkanie z nim...

    --
    www.youtube.com/watch?v=uEpitojUCH0
  • robzrad 30.07.09, 11:56
    super-mikunia napisała:

    > dziecko jest tylko gościem w domu, małżeństwie...czy to
    > 1,2,3,4...zawsze odchodzą i dobrze, przecież to dopiero by było
    > smutne dla rodzica gdyby jego dziecko odniosło porażkę w życiu
    > zawodwym i prywatnym i było skazane na mieszkanie z nim...

    Pozwolę sobie nie zgodzić się. Rodzina jest od tego żeby trzymać się razem i
    sobie pomagać. Nie mówię o mieszkaniu w jednym domu, bo pomagać można sobie
    również z drugiego końca świata. Nie chodzi tylko o pomaganie rodzicom przez
    dzieci, ale również odwrotnie, albo rodzeństwo między sobą. Jeśli rodzina się
    między sobą żre, no to cóż, pech, ale jak ktoś z góry zakłada że tak będzie to
    może rzeczywiście lepiej żeby w ogóle dał sobie spokój z dziećmi, poprawi w ten
    sposób jakość populacji.
  • super-mikunia 30.07.09, 16:03
    Nie rozumiem tylko czemu się nie zgadzasz ze mną. To co napisałeś w
    żaden sposób, nie neguje teco co ja napisałam. To, że "dziecko jest
    gościem w domu" nie napisałm w sensie, ...a później dorośnie i
    pokłoci się z rodzicam wink

    --
    www.youtube.com/watch?v=uEpitojUCH0
  • babcia47 30.07.09, 21:07
    oboje piszecie w zasadzie to samo..dziecko jest jak walizka: co do
    niej włożysz, to z niej wyjmiesz..podobnie jak w relacjach z innymi
    osobami obowiązuje wzajemność..jeżeli rodzic nie dorósł do swojej
    roli trudno oczekiwać poczucia związku uczuciowego do niego ze
    strony dziecka..jeżeli był ważną częścią jego życia, przyjacielem,
    towarzyszem..to dziecko nie zostawi rodzica bez pomocy w trudnych
    chwilach z włąsnej woli
    --
    Lady Sybil chrapała cicho. Małżeństwo zawsze jest związkiem dwojga
    ludzi gotowych przysiąc, że tylko to drugie chrapie...
  • frizzabella 04.08.09, 14:11
    Jak najbardziej się zgadzam. Ktoś mądry kiedyś mi powiedział wink że nawet w
    licznej rodzinie trzeba bardzo mocno pielęgnować więzi z partnerem, bo dzieci w
    końcu odejdą i nagle - przy całej energii wkładanej w budowanie więzi z dziećmi
    - zostaje się w jednym domu z osobą prawie już zupełnie obcą. Nie liczy się
    ilość dzieci, liczą się relacje, które się buduje. Nie rozumiem w jaki sposób
    model rodziny 2+1 jest gorszy czy też uboższy niż model 2+2,+3,+4 itd...
  • axio-mat 05.08.09, 11:30
    guzik prawda. moja zona ma 3 rodzenstwa. ojciec nie zyje. matka, ani rodzenstwo w ogole nie interesuja sie moja zona, nikt nigdy z jej rodziny u nas nie byl, poniewaz do nas jest drogo i daleko, natomiast rodzinka oczekuje, ze zawsze stawimy sie na swieta i inne imprezy. nikt do nas nie dzwoni, nikt nie pyta czy u nas dobrze. natomiast ja jestem jedynakiem. moja matka przyjezdza do nas 2 razy w roku, rozmawiam z nia kilka razy w miesiacu. rodziny zony nie widzialem od 2 lat, natomiast moja matke miesiac temu.
    reguly nie ma.
  • jaad33 30.07.09, 12:08
    Odpowiedź na to pytanie nie istnieje, podobnie jak nie istnieje odpowiedź na pytania typu "jaki jest najlepszy aparat fotograficzny". Wszystko zależy komu, gdzie, do czego, kiedy, za ile, jak długo, ect. , niepotrzebne skreślić w zależności od obiektu, o który pytamy smile
    --
    "Ciekawe że ślimaki chodzą tak wolno a zdążają."
  • adamp-1 30.07.09, 12:14
    Odpowiedz Ci z perspektywy kogos kto ma brata. Nie wyobrazam sobie
    bycia jedynakiem. Mysle, ze warto miec kogos oprocz rodzicow do kogo
    mozna sie zwrocic o porade i pomoc.
  • fo.xy 04.08.09, 11:31
    mysle, ze nie ma jednej dobrej odpowiedzi na Twoje pytanie. Jest
    zbyt wiele roznych czynnikow, ktore na to wplywaja - dojarzalosc
    rodzicow, ich charaktery, sposob wychowania, ich relacje z wlasnym
    rodzenstwem, rodzicami, jak rowniez to, jakie jest to pierwsze
    dziecko, jaka bylaby roznica wieku, itd., itp.

    Wszystko ma jakis wplyw na ostateczne uksztaltowanie dziecka i czy
    lepiej bedzie, gdy sie wychowa z rodzenstwem, czy jako jedynak.
    Trudno przewidziec, bo nie znamy wszystkich mozliwych skutkow
    naszych poczynan.

    Tak wiec jeden powie, ze idealnym rozwiazaniem bedzie dwoje, dla
    innego troje, inny powie, ze rodzina powinna byc jak najwieksza i
    piatka dzieci to jedyne, co moze sobie wyobrazic wink Tyle, ile
    wypowiedzi tutaj, tyle propozycji.
  • mrsnice 04.08.09, 13:04
    Jestem jedynaczką i nigdy nie chciałabym mieć żadnego rodzeństwa.
    Dlatego moje dziecko też jest jedno. Nie wyobrażam sobie zrobić
    swojemu dziecku krzywdy w postaci jakiś kolejnych dzieci.
  • alienka20 04.08.09, 13:41
    Nie lubię być niemiła, ale przegięłaś. Twoi rodzice zrobili niezłą krzywdę
    światu, że Cię urodzili tongue_out. Wytłumacz mi, jaką krzywdą dla dziecka jest młodszy
    brat, młodsza siostra? Jak umiejętnie je wychowasz, to nie dość, że oni będą się
    wspierać nawzajem, to jeszcze, będą wspierać fajną mamę we dwie w razie
    problemów. Ja mam z młodszą siostrą silną więź, bo zawsze się z nią bawiłam i
    zawsze unikałam egoistycznych koleżanek, które nie chciały bawić się z nami
    razem. Jeśli mądrze wychowujesz, nie róznicujesz dzieci bez sensu (chłopakowi
    wolno wszystko, dziewczyna ma tylko obowiązki), to posiadanie rodzeństwa wcale
    nie jest żadną krzywdą. Z tym podejściem pokazujesz, że jesteś skrajną egoistką
    i na takiego samego ancymonka chcesz wychować swoje tongue_out.
  • axio-mat 05.08.09, 11:34
    Taaak, bylem ciekawy kiedy pojawia sie tego typu komentarze... Zenujace.
  • rx55 04.08.09, 13:46
  • frizzabella 04.08.09, 14:05
    Ja jestem jedynaczką, mój Mąż ma rodzeństwo. Od początku naszych rozmów o
    dzieciach byliśmy zgodni, że chcemy mieć tylko jedno dziecko. W tej chwili
    jestem w ciąży i póki co plany nam się nie zmieniają. Powody..no cóż.. są i te
    racjonalne (np. finansowe) i te "inne" jak chociażby wygoda, jak to określiła
    moja Mama. Nie mamy wypracowanej ideologii "dlaczego". Po prostu.. Nie
    wykluczamy, że jeszcze nam się zmieni, ale szczerze w to wątpię. Myślę, że
    najważniejsze, że zgadzamy się w tej kwestii. Wkurza mnie natomiast "nagonka"
    (to duże słowo oczywiście) na pary które chcę mieć jedynaka. Z każdej strony
    słyszę, że to krzywda dla dziecka i że na pewno nam się odmieni (w domyśle, bo
    jak nam się nie odmieni, to jesteśmy dziwni smile). Jestem jedynaczką i nigdy nie
    czułam się skrzywdzona, mniej uspołeczniona lub w jakikolwiek sposób upośledzona
    smile Myślę, że idealna ilość dzieci to taka, która odpowiada rodzicom. Rozumiem
    rozpacz, gdy para nie może mieć kolejnych dzieci, nawet gdy ma się np. trójkę i
    jestem w stanie zrozumieć to, że są pary, które w ogóle nie chcą mieć dzieci.
  • jazzkam 04.08.09, 14:10
    mi się wydaje, z doświadczeń z większością jedynaków, że raczej jest to
    szkodliwe. tzn. dla nich wewnętrznie może jest ok, moi znajomi jedynacy czują
    się bardzo dobrze ze sobą etc. ale ja osobiście większości z nich nie jestem w
    stanie zaakceptować bez żadnego "ale". chodzi głównie (to nie reguła i proszę
    nie zbijać mojego argumentu czymś w stylu "znam dużo jedynaków, co tak nie
    robią", bo też znam dużo, ale mniejszość) o takie wyczuwalne dopiero przy
    bliższym kontakcie sytuacje mikrospołeczne: jak współpracują w grupie, jak
    bardzo nastawieni są na siebie, jak bardzo pomocni dla innych, bezinteresowni.
    przykładowo na wyjazdach w mniejszych grupach zauważyłem, że jeśli jest coś
    wolontaryjnego typu pójście do sklepu, umycie naczyń, pomoc w czymś, pożyczenie
    pieniędzy to wprawdzie większość tych moich jedynaków się tego podejmie zapytane
    (w końcu kulturalni etc.), ale nie garnie się do tego pierwsza, tylko czeka, bo
    a nuż ktoś inny się zgłosi. są też tacy jacyś pamiętliwi (ja coś zrobiłem
    ostatnio, więc teraz twoja kolej, bezwzględnie). sam byłem dosyć rozpieszczonym
    dzieckiem i sądzę, że jakbym nie miał siostry, to by się to skończyło katastrofą.

    a fajnie chyba mieć 3-4 dzieci, duże rodzeństwo to miniwspólnota. większość
    nieszczęśliwych ludzi dorosłych jakich znam (nieradzących sobie w relacjach czy
    coś w tym stylu) to właśnie jedynacy, albo ludzie z rodzeństwem w którym w jakiś
    sposób następowało faworyzowanie jednego. innym wypadkiem podobnym są rodzeństwa
    z różnicą powyżej 15 lat, wtedy to jest jakby jedynactwo w wielu wypadkach.

    taka moja opinia
  • frizzabella 04.08.09, 14:21
    Mnie się wydaje, że to jest kwestia wychowania a nie tego ile się ma rodzeństwa.
    Rodzic jedynaka musi liczyć się z tym, że czeka go walka o to, żeby dziecko nie
    wyrosło na egoistę przeświadczonego o tym, że świat kręci się wokół niego. W
    każdym razie powinien.. Czym innym jest jedynak a czym innym jest tzw
    "rozpieszczony jedynak", którego moim zdaniem można znaleźć nawet w największej
    rodzinie. Z drugiej strony w domu jedynaka (przynajmniej z mojego doświadczenia)
    większość obowiązków "dziecięcych" spada na głowę tylko jednej osoby. Dlatego
    nie rozumiem tych jedynaków, którzy, jak piszesz, nie garną się pierwsi do pracy
    czy pomocy. Jak ja sobie sama w domu nie posprzątałam/ugotowałam itd. to nikt
    tego za mnie nie zrobił. Chociaż faktycznie pieniądze pożyczam niechętnie..ale
    możesz mi uwierzyć, że nie wynika to z tego, że nie mam rodzeństwa smile
  • something_somewhere 04.08.09, 18:19
    Właśnie... ja też jestem jedynaczką, rodzice dali mi obowiazki jak każdym swoim
    dzieciom, żebym myła naczynia, sprzatała mieszkanie, wynosiła śmieci,
    gotowała... im starsza tym wiecej obowiazków - wiadomo. Tyle że w rodzinach
    gdzie jest wiecej dzieci one sie dzielą, ktos tam wyniesie śmieci, gdy tymczasem
    ktos pozmywa naczynia. Albo jednego dnia naczynia myje dziecko A , a drugiego
    dnia dziecko B. I tak na zmianę. Ja musiałam robić wszystko sama. I nie ma
    zmiłuj. To chyba też podejście rodziców. Mi nawet rodzeństwa brakowało przez
    cały czas i nadal żałuje że nie doczekałam się siostrzyczki czy braciszka.
    Czasami w domu jest po prostu pusto. Ale nie żebym jakoś narzekała, że jestem
    jedynaczką, ma to swoje plusy i minusy - wiadomo. Plusami jest to, że rodziców
    było stać na to żebym zwiedziła w każde wakacje jakiś kawałek świata, a gdyby
    mieli wiecej dzieci, na taki wydatek już by ich nie było stać. Ale na te wyjazdy
    musiałam zapracować, nie było tak, że ot proszę dziecko - jedź... wink
    A co do ogólnych przemyśleń, to chyba wolałabym mieć jakieś rodzeństwo. Pomimo
    tego że mam już 20 lat, rodzice dalej traktują mnie jak małe dziecko gdy tylko
    musze dalej wyjechać, albo podjąć poważne kroki, nie potrafią zrozumieć, że ja
    nie potrzebuje już pomocy, po prostu mają jeszcze dużo miłości rodzicielskiej i
    nie mają co z nią zrobić. A poza tym... rodzeństwo to jednak ktoś z kim można
    superowo spedzać czas i ktos na kogo można zawsze liczyć.
  • axio-mat 05.08.09, 11:39
    bzdura. wszystko jest kwestia wychowania. jedynak czesto ma wiecej obowiazkow w
    domu, nie ma podzialu, ze jedno dziecko robi cos tam, inne cos innego. dzieki
    temu jedynacy sa czesto bardziej zaradni i samodzielni.
  • amocyklina 04.08.09, 15:24
    Wydaje mi sie, że ilość dzieci bardzo zależy od posiadanych środków finansowych,
    nie ma sie co oszukiwać, że lepiej mieć dwójkę dzieci i zapewnić im podstawowe
    potrzeby, edukacje... niż mieć czwórkę i bać się, że pieniędzy nie wystarczy na
    podstawowe przyjemności, a wtedy takie dzieciaki patrzą z zazdrością na
    zamożniejsze..

    Bardzo ważną kwestią jest odległość czasowa między pierwszym dzieckiem, a
    kolejnym. Niestety u mnie zdarzyło się tak, że odległość między mną, a moja
    siostrą wynosi 12 lat. Nie ma między nami żadnego brata czy siostry, który by
    wypełniał tą lukę. Jak mozna przewidziec, ja zawsze byłam ta młodsza, ta mniej
    wiedzaca, ta przed ktora robi sie tajemnice. Tak zostało do dzis. Moja siostra
    juz ma w miare duze dzieci, a ja jeszcze meza nie posiadam. I co z tego, ze to
    moja siostra, jak kazda z nas jest i zawsze była na roznym etapie zycia i
    porozumienie znikome... Ja nie zrobie tego swoim dzieciom.
  • zonapietraszko 04.08.09, 15:50
    tak się akurat składa, że i ja i mój mąż jesteśmy jedynakami, więc moge powiedzieć, że znam się na temaciesmileMyślę, że nie można jednoznacznie ocenić, czy lepiej jest mieć jedno lub dla odmiany kilkoro dzieci. Bardzow iele zależy przede wszystkim od rodziców. Ja bardzo żałuję, że nie mam rodzeństwa. Ale myślę, że tak naprawdę ze względu na zachowania moich rodziców, nie miałabym za dobre kontaktu z braćmi, czy siostrami. Moi rodzice wychowywali mnie bardzo surowo. Ponieważ byłam jedynym dzieckiem (zawsze powtarzali, że nie chcieli mieć więcej potomstwa)miałam znacznie więcej możliwości, zwłaszcza w sensie materialnym niz dzieci z wielodzietnych rodzin. Przy okazji jednak stawiano mi bardzo wysokie wymagania. Zawsze musiałam mieć świetne oceny, byc grzeczna, dobrze ułożona, kulturalna. Nie było mowy o ganianiu z dzieciakami po osiedlu. Rodzice nie pozwalali mi także na zbyt czeste kontakty, jak to mówili sami "z byle kim". W konsekswencji praktycznie nie miałam kolegów i koleżanek. Raczej takie wymuszone kontakty z dziećmi ludzi z ich środowiska (rodzice to prawnicy), też często jedynakami. Chodziłam na bardzow wiele dodatkowych zajęć- angielski, niemiecki, basen. Musiałam miec same 5 więc chodziałm tez na korepetycje z przedmiotów, które sprawiały mi trudność (polki, historia). Oczywiście skończyłam dobre liceum, zdałam świetnie maturę, no i dostałam się na prawo. Jednak nie były to studia dla mnie i po roku, nic nie mówiąc o tym rodzicom zdałam na informatykę. Do tej pory rodzice ciągle mi to wypominają. Mówią, że poświęcili tyle dla mnie, a ja ich tak bardzo zawiodłam. Pomimo tego, że w tej chwili mam świetną pracę na wyzszym stanowisku. Rodzice ingerowali tez w moje związki. Moje uczuciowe wybory bardzo często krytykowali, zresztą jak popatrze wstecz to moge powiedzieć, że miało to wpływ na rozpad moich dwóch poważnych związków. Na szczęście mój mąż przypadł im od początku do gustu (stomatolog, jedynak, teściowa też jest stomatologiem, ojciec farmaceutą). Niestety, ze względu na w gruncie rzeczy snobizm, moi rodzice nie mają dobrych kontaktów z własną rodziną. I tata i mama mają rodzeństwo. Brat ojca skończył historię i pracuje w szkole. Jedna z sióstr mamy jest pielegniarką, a brat także prawnik ma problemy z alkoholem. Oni i ich dziecki nigdy nie byli więc odpowiednim dla mnie towarzystwem. Zupełnie inaczej wychowywany był mój mąż. Ma z rodzicami świetny kontakt. Także jest planowanym jedynakiem, ale teściowa mówi, że żałuje swojej decyzji. Bała się, że ze względu na pracę nie starczy jej czasu na więcej dzieci. Zresztą mój mąż powtarza, że nigdy mu nie brakowało rodzeństwa. Miał wiele kolegów i koleżanek, mógł ich zapraszać do domu. Rodzice też nie zmuszali go do studiów medycznych i ciągłej realizacji własnych oczekiwań. Muszę przyznac się, że zazdroszczę mężowi dobrego kontaktu z kuzynostwem i resztą rodziny. W ogóle mąż ma takich przyjaciół i krewnych, na których może zawsze liczyć. Jestem przekonana, że zawdziecza to postawie swoich rodziców. którzy zawsze nakłaniali go do poznawania nowych ludzi i bardzo serdecznie odnosili się do takich znajomości. Teściowie są tez bardzo blisko ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Jak więc widzicie nie tak łatwo ocenić, czy lepiej mieć jedno dziecko, czy tez kilkoo. My mamy dwoje. Więcej nie chcemy mieć, chociaz nas na to stać. Bałabym się jednak mieć tylko jedno dziecko. Obawiam się, że postępowałabym wobec niego tak samo, jak moi rodzice wobec mnie. A tak- z dwojgiem dzieci jest inaczej. Wobec jednego dziecka ma się często zbyt duże wymagania i większą potrzebe chronienia go. No bo jest tylko jedno. Ja doradzałabym rodzicom jedynaków, żeby nie przesadzali i nie pokładali wszystkich swoich nadziei w dziecku, bo mogą je tylko skrzywdzić.
  • ak-77 07.08.09, 15:04
    Niesamowita historia! Wmurowało mnie w ziemię jedno zdanie: ,,Bałabym się mieć
    jedno dziecko itd..." U mnie wręcz przeciwnie - mam siostrę z którą mam nie
    najlepsze relacje przez błędy wychowawcze moich rodziców. I bałabym się mieć
    więcej niż jedno dziecko właśnie dlatego, żeby błędów moich rodziców na swoich
    dzieciach nie powielać...
  • danziger73 04.08.09, 16:16
    Jakakolwiek ilosc o ile jest wieksza od 1. Nie rob mu tego...
    Sam jestesm jedynakiem i paru znam, mem tez kuzynke, ktora wychowywala sie jako
    jedynaczka. Z moich obserwacji wynika, ze z punktu widzenia przystosowania do
    zycia w spoleczenstwie, jedynaki maja znacznie trudniej. Znacznie czesciej sa
    tez spolecznie zaburzone.
    Zycze powodzenia i pozdrawiam.

    --
    Never trust a computer bigger than you can lift.
  • something_somewhere 04.08.09, 18:21
    O tak... Jedynakom ciężko nawiązywać kontakty i nauczyć się żyć w społeczności.
    Jest to bardzo trudne. Znam to z autopsji...
  • axio-mat 05.08.09, 11:46
    Tak, ale za to dzieci, majace gromadke rodzenstwa, kiszace sie w malym
    mieszkanku, noszace ubrania po rodzenstwie, nie majace mozliwosci rozwijania sie
    po szkole, poniewaz nie ma na to pieniedzy, na pewno sa lepiej przystosowane
    spoleczniewink
  • odrobina_luksusu 04.08.09, 17:29
    Mam na myśli sytuację daleką od
    > skrajności tj. pieniądze przyzwoite, pierwsze dziecko urodzone przez matkę w
    > wieku ok. 28 lat, mąż podobny wiekiem, oboje rodziców pracuje.

    Pasuje do twojego opisu, tylko dodaje jeszcze brak dziadkow (odleglosc). W naszym przypadku postawimy na rodzenstwo,o ile pozwola na to inne czynniki (zdrowie). Dalismy rade z jednym lobuziakiem, to i z 2/3 damy wink
  • frisky2 04.08.09, 18:20
    Moja opinia dot. ilości dzieci: im więcej tym lepiej. Jesli ktoś ma możliwość
    mieć pięcioro, to niech ma. Na pewno te dzieciaki nie będą żałować.
    --
    frisky2
  • taja11 04.08.09, 19:06
    Co człowiek to inna historia...
    Jestem z rodziny wielodzietnej,wszystko było super do momentu nagłej śmierci
    mojego Taty-ja miałam 6,bracia 7,9 i 13lat.No więc wiadomo- coraz bardziej
    pogłębiająca się bieda(kto ma synów ten wie o czym mówie).Mama jakoś sobie
    poradziła,dorośliśmy.No a po latach-powtórka z rozrywki-nagle umiera mój brat
    osieracając dwoje małych dzieci.No i bratowa tak jak moja Mama-sama z niewielką
    rentą na dzieci.Dlatego ja mam tylko jedynaka i nikt nie wmówi mi że
    skrzywdziłam moje dziecko.
  • poplar31 04.08.09, 21:00
    Najlepiej mieć jedno dziecko i poświęcić mu 100% uwagi. Wychować na
    porządnego człowieka, zadbać o bezpieczeństwo, zapewnić przyszłość.
    Tylko wszystko rozsądnie, żadnego rozpieszczania, wywyższania,
    mądre, zdrowe zasady i konsekwencja. Niewielu to niestety potrafi...
    Moim zdaniem duża liczba dzieci to błąd, zwykle nic dobrego z tego
    nie wynika. Dzieci są niedopilnowane, bo to po prostu nie jest
    możliwe żeby je dopilnować. Stawiać na jakość, nie na ilość - to
    najważniejsze wink
  • ewusia13 04.08.09, 21:35
    ostatnio na urodzinach mojego teścia jego koleżanka powiedziała "jak ja wam
    zazdroszczę, że macie z kim powspominać" chodziło jej o to, że na imprezce teść
    ze swoimi braćmi wspominał dzieciństwo, przeprowadzki itp. a znajoma jest
    jedynaczką i widać było po niej że naprawdę jej brakuje takich spotkań.

    ja mam z dwóch starszych braci i nie wyobrażam sobie, żeby ich nie było. Mój mąż
    z kolei jest jedynakiem i od samego początku mówiliśmy, że nie chcemy tylko
    jednego dziecka.
    Nasza córa ma pięć lat a drugie maleństwo będziemy mieli jeszcze w tym roku. Mąż
    chce na tym poprzestać ale ja się nie zarzekam, że na tym będzie koniec smile
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/731bd10906.png
  • katarina21 04.08.09, 23:23
    tak czytam i tak myślę o sobie...nie mam rodzeństwa i szczerze tego
    żałuję,zawsze marzyłam o rodzeństwie starszym , młodszym ?
    zazdroszczę znajomym kiedy opowiadają o rodzeństwie, o odwiedzinach.
    Myślę ,że jestem trochę skrzywiona w relacjach międzyludzkich, trudno
    mi się dzielić , czasem zupełnie nieświadomie wychodzą ze mnie takie
    egoistyczne akcje a potem mi głupio. Dla rodziców jestem oczkiem w
    głowie co też bywa męczące, boję się że ich zawiodę, czuję presję, że
    muszę być zawsze ich dumą co się często ma nijak do rzeczywistości.
    Niestety nawet najwspanialsi rodzice siłą rzeczy majć jedno dziecko
    skupią całą energię uwagę tylko na nim a to bywa czasem krzywdzące.
    Jeśli czujesz się na siłach ( psychicznie , finansowo, fizycznie) do
    myślę, że warto pomyslec realnie przynajmniej o 2 dzieci. Ja
    osobiście zrobię wszystko, żeby moje dziecko nie było jedynakiem.
  • sonic84 05.08.09, 14:22
    Nie mam rodzeństwa i bardzo sobie to chwalę.Bycie jedynakiem,o ile rodzice nie
    są milionerami,ma bardzo dużo plusów.Przede wszystkim można zadbać o porządne
    wykształcenie dziecka (wszelkie kursy w tym językowe-kosztują podobnie jak i
    podróże).Rodziców/rodzica ma się tylko dla siebie podobnie jak i pokój (wielu
    moich znajomych ma kompleks braku własnego kąta,który wiecznie musieli dzielić z
    rodzeństwem tudzież braku rodzicielskiego ciepła,bo brat czy siostra jako
    pupilki "zagarnęli" je tylko dla siebie).Co do wsparcia rodzinnego..niestety
    często bywa tak,że największych wrogów ma się we własnej rodzinie...
  • bazylea1 05.08.09, 10:18
    dla mnie minimum dla "normalnego" człowieka to dwoje. trzeba być
    bardzo mądrymi i zrównoważonymi emocjonalnie rodzicami żeby dobrze
    wychować jedynaka. w większości przypadków rodzice poświęcają
    jedynakom zbyt dużo uwagi i myśli, sprawują nadmiar kontroli itp co
    wychodzi dzieciom zdecydowanie na złe.

    jeśli chodzi o maksimum to co kto lubi, jeśli tylko ma możliwości
    organizacyjne i finansowe. dla mnie jako przeciętnego człowieka
    maksimum to też dwoje, więcej to dla osób które znajdują wyjątkowe
    spełnienie w rodzicielstwie. choć z pewnością na starość musi być
    cudownie mieć taką gromadę odchowanych dzieci z wnukami itp. ale że
    chcę oprócz wychowania dzieci coś w życiu osiągnąć zawodowo, pożyc
    również dla siebie, to dalsze dzieci nie wchodzą w grę.
    --
    totalny brak pomysłu na sygnaturkę
  • malinaa79 05.08.09, 12:56
    Mimo, ze mam brata to w zasadzie go tylko mam. Niemal zero kontaktu ze sobą, ciągle pretensje, ze niby jestem tym "lepszym" dzieckiem. Róznica wielku robi swoje - jestem 10 lat młodsza. Czasem zastanawiam sie czy mojemu dziecku potrzebne jest rodzeństwo czy to nie bardziej nasza ochota na posiadanie 2 dziecka. Syn będzie miał rodzeństwo w przyszłości - to pewne i postaram się,z eby jego relacje z bratem/siostra były skrajnie inne niż moje. Mój brat to dziwoląg jakich mało i moze startować w konkursie na najgorszego brata roku. Jakbym umarła to chyba miał by to w dupie. najgorsze jest to, ze mi zalezy na relacjach, ale każda kolejna próba zblizenia się kończy się fatalnie. Szczerze - tylko z jego winy. ale to taki typ człowieka - on ma wszystkich "gzdzieś". Strasznie to przykre. Mam nadzieję, ze nie zrobię mojemu dziecku krzywdy fundując rodzeństwo, ale wiem ze to wszytsko jest w moich rękach.
  • meres8 05.08.09, 14:02
    Jestem jedynaczką, im jestem starsza tym coraz bardziej mi to dokucza i mam o to
    żal do rodziców. Mam dwójkę dzieci i cieszę się że nie będą same tak jak ja,
    poza tym jak ktoś wcześniej pisał duża różnica wieku między dziećmi nie zawsze
    jest dobra, mój mąż tak ma, jest starszy od siostry o 13 lat i mają bardzo słaby
    kontakt,on z kolei wolałby pozostać jedynakiem, ja nawet z takiego układu
    byłabym zadowolona, relacje mogą się zawsze zmienić a z rodzeństwem łatwiej
    dzielić obowiązki np.kiedy rodzice się starzeją i wymagają opieki.
  • martina.15 05.08.09, 14:56
    jedynacy tez moga byc fajnymi ludzmi ale mysle ze wiekszy wysilek w to robienie
    z niego fajnego trzeba-jako rodzic- wlozyc.

    dla mnie trojka-czworka to marzenie- ja sama z trojki, nascie lat mlodsza od
    rodzenstwa i... bylo mi malo. doceniam strasznie ta pelna chate na swieta
    (babcia miala troje, z czego moja mama troje wnukow, ciotka- podobnie, wujek sie
    nie postaral wiec suma sumarum jest nas 7 kuzynostwa), we wypady pod namiot ze
    starsza siostra i dysputy z bratem.

    urodzilam corke jako samotna mama i mimo ze na razie "nie mam jak" kombinowac
    dla niej rodzenstwa mam nadzieje ze za kilka lat ona bedzie miala rodzenstwo. z
    dwojke przynajmniej, tak mniej wiecej w trzyletnim odstepie, o ile wszystko
    dobrze pojdzie.
    --
    Hanusia tu...
    J&P
    Hanusia ma...
  • rachela25 05.08.09, 22:39
    ja tam wolałabym być jedynaczką. Mam trójke rodzeństwa , między mną
    a najstarszym bratem jest 19 lat różnicy.Kiedy ja miałam 2 lata,on
    założył już własną rodzine i wyprowadził sie z domu.Więzi między nie
    ma żadnej. Siostra jest starsza 16 lat odemnie,kiedy ja się
    urodziłam ona musiała się mną opiekować,rodzice pracowali a ona
    będąc nastolatką miała już obowiązki ,,przezemnie,,zawsze miałam
    wrażenie że ona mnie nie lubi. Teraz właściwie nie rozmawiamy ze
    sobą. Nic do siebie nie mamy , ale zero dialogu . Z koleji kolejny
    brat to mój wróg nr 1 , szczerze go nienawidze.Tak samo jak i on
    mnie. Zatruwa mi życie od najmłodszych lat. Gdyby on sie nie urodził
    moje życie było by piękniejsze ..
  • lena_madzia 05.08.09, 23:23
    a co powiecie na to- jestem z bliżniaków, mam młodszego o 9 lat
    brata i jestem okropna egoistka.

    no kto postawi diagnozę???

    szczerze powiedziawszy-nie wspominam swojego dzieciństwa dobrze.
    Rodzice ledwo byli w stanie nas utrzymać, nie mieli dla nas czasu....
    Z bliżniakiem strasznie rywalizowaliśmy...
    Gdy byliśmy nastolatkami, mogliśmy tylko pomarzyć o tym co mieli
    rówieśnicy- rowerze, ciuchach, wycieczkach. Ja sie czułam gorsza od
    kolezanek chodząc w ciuchach ze szmateksu...Natomiast kiedy wreszcie
    mi raz na sto lat coś kupili, miałam wyrzuty sumienia, ze przeze
    mnie nie starczy do 1

    Jak kogoś stać to niech ma i 5-cioro ale niech pomysli czy będzie w
    stanie zapewnić im godny byt.
  • eulalia11 06.08.09, 08:30
    Mam dwóch synów, ale to za mało, niestety za późno o tym pomyślałamsad((
    --
    Leksykon diet
  • szarrak 06.08.09, 10:33
    dla mnie - dwójka co najmniej, trójka co najwyżej. ja jestem z 2+2 (mam jeszcze
    przyrodniego brata, ale praktycznie rzecz biorąc, taka to moja rodzina jak
    dziecko sąsiada), mój facet też z 2+2 i dla mnie jest to układ optymalny. co
    więcej, idealna różnica między dziećmi to rok, maksymalnie dwa lata - mam
    znajome siostry, między którymi różnica wieku wynosi rok (rocznikowo, w praktyce
    jakieś 1,5) - odkąd pamiętam są dla siebie świetnymi przyjaciółkami i nigdy nie
    było między nimi przepaści, jak np. między moją siostrą a mną (3 lata różnicy).
    podobnie jak u mojego chłopaka i jego brata - 2 lata różnicy, wspólni znajomi,
    wspólne wyjazdy itd. dlatego sądzę, że lepiej się "przemęczyć" z dwójką małych
    dzieci na początku i zapewnić im fajne życie w przyszłości, niż robić sobie
    odpoczynek od pieluch na parę lat i skrzywdzić oboje. dlatego zacznę sobie robić
    dziecko, jak mnie już będzie stać na dwójkę.
  • tymon99 06.08.09, 11:58
    ve1ociraptor napisał:

    > Jaka jest według Was najlepsza ilość dzieci?

    88 kg

    --
    she's nobody's child,
    the law can't touch her at all
    na sam dół
  • mhr-cs 06.08.09, 13:18
    ve1ociraptor napisał:

    > Witam
    > Jaka jest według Was najlepsza ilość dzieci?

    nie wiedzialam ze rodzina to fabryka,
  • terlecky 06.08.09, 15:59
    Lecac w ubieglym tygodniu z Warszawy do Nowego Jorku
    wzialem do reki Gazete Wyborcza, gdzie natknalem sie na artykul
    pt 'Kryzys a chromosomy', wieszczacy koniec ery mezczyzny tzw.
    macho, ktorego najostrzej dotknal obecny kryzys gospodarczy
    wyborcza.pl/1,76498,6881869,Kryzys_a_chromosomy.html
    Mezczyzna-macho, pozbawiony swojego miejsca pracy oraz pozycji w
    rodzinie i w spoleczenstwie, stacza sie w nicosc.
    Przeciwko niemu stworzono juz wyrafinowana ideologie.
    To nie sa bajki. Nastepcy zydowskich teoretykow, ktorzy w XIX
    stuleciu stworzyli podstawy idei walki klas,
    obecnie pracuja nad rewolucja plci. Ataki na rzekomy meski
    szowinizm, promowanie kobiet i rozmaitych mniejszosci seksualnych
    idzie w parze z chyba najpotezniejsza bronia, jaka jest przekonanie
    kobiet do zabijania nienarodzonych dzieci na masowa skale (wg
    niektorych danych, dotychczas zabito juz 1,5 mld nienarodzonych
    dzieci), dzieci splodzonych przez tych znienawidzonych mezczyzn,
    potencjalnych ojcow.
    Autor/ka i chcialby i troche sie boi, bo nie wie do konca jak
    zareaguje pozbawiony wszystkiego, sfrustrowany mezczyzna macho.
    Czy uda sie zdusic w zarodku jego bunt, czy wykreci jakis numer, jak
    w XX wieku.
    Wszystko to swietnie przeanalizowal w swoich artykulach Henry
    Makow. Nieprzypadkowo swoja strone nazwal www.savethemales.ca Jego
    haslem jest 'Ratujcie mezczyzn.'
    (Tlumaczenia kilku artykulow Makowa na polski mozna znalezc na
    stronie
    www.polpatriot.com/html/wojna_k.html )
    Autor wina za ten stan rzeczy obarcza spisek zydowskich bankierow.
    Pytanie tylko czy ci bankierzy osiagneliby takie wplywy bez zaplecza
    w zydowskich masach, mediach, lobby oraz w zydowskiej kulturze i
    tradycji?
  • camel_3d 07.08.09, 11:47
    ja bym chcial mie 3.
    wiecej to juz przesadasmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka