• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Studenci o sobie i wykładowcach: Jesteśmy lenia... Dodaj do ulubionych

  • IP: *.olsztyn.vectranet.pl 08.12.12, 14:31
    Cóż, może to jest tak, że odsetek złych studentów jest bliski odsetkowi złych profesorów? Ciężko się z tym nie zgodzić - uczelnie w takim samy stopniu promują lenistwo wśród wykładowców! Niektórzy z nich odpowiadają może za dwa przedmioty, nie publikują, nie biorą udziału w konferencjach natomiast siedzą w swoich gabinetach od 7.30 do 15.30 czym prędzej wychodząc do domu. Bardziej sprawiają wrażenie urzędników. A gdzie pasja, chęć zdobywania wiedzy? Czy można mieć za złe studentom, że jej nie mają, skoro wykładowcy nie są lepsi?
    Zaawansowany formularz
    • Gość: Tomasz IP: *.range109-152.btcentralplus.com 08.12.12, 14:43
      Kolejna odsłona popularnej ostatnio gry w obwinianie. Studenci obwiniają prowadzących , prowadzący obwiniają studentów. Ze ci są tacy a tacy, że inni są tacy, a kiedyś to było tak...
      W nowoczesnej dydaktyce (np. Biggs, 1996) nauczycieli akademickich można zaklasyfikować do trzech kategorii.
      Kategoria 1 - oceniających JACY SĄ jego studenci. Ci porównują studentów w grupi, grupy między sobą oraz odnoszą do poprzednich roczników.
      Kategoria 2 - oceniających JAKIM JEST ON SAM. W tej kategorii mieszczą się wszystkie "gwiazdy nauczycielstwa" przekupiające studentów czekolatkami i podlizujące się łatwym zaliczeniem.
      Kategoria 3 - oceniających CZEGO NAUCZYLI SIĘ jego studenci.

      Do jakiej kategorii należą nasi nauczyciele akademiccy? Do jakiej kategorii powinna należeć większość naszych nauczycieli?
      • Gość: zxc IP: *.host.witnet.pl 08.12.12, 14:48
        No mądrze piszesz, ale poproś o słownik pod choinkę.
        • Gość: Tomasz IP: *.range109-152.btcentralplus.com 08.12.12, 18:11
          Poczułem się jak przedszkolaczek upomniany przez Panią...

          Czy taki był cel Twojego komentarza? Poniżenie mnie?
          • Gość: rabarbarus IP: *.devs.futuro.pl 09.12.12, 14:48
            Cóż. Skoro przemawiasz z pozycji autorytetu, o warto by jednak zwrócić nieco uwagi na ortografię.
            Nie trzeba się od razu obrażać.
            • Gość: Luke IP: *.hsi5.kabel-badenwuerttemberg.de 09.12.12, 14:53
              Akurat plagą polskiego internetu są goście nieustannie zaśmiecający wątki uwagami o ortografii. Uwierz mnie, że nie ma nic bardziej irytującego, niż rozwinięcie wątku, w celu przeczytania sobie X wypowiedzi, a tam połowa to jakieś bzdury o ortografii, które nic nie wnoszą.
              • Gość: rabarbarus IP: *.devs.futuro.pl 09.12.12, 14:55
                Cóż, ja też robię od czasu do czasu byki, ale przyznam, że mało co mnie razi tak bardzo jak niedbałość w tej materii.
                • 09.12.12, 16:06
                  Jak przychodzą te dzieciaki, co nic nie umieją i pitolą jak zabłąkane owieczki.... to są bez szans, choć papier niby mają...

                  Teraz się po prostu szuka, kogoś z poręczenia od wykładowcy, kogoś co potrafi coś sklecić z sensem.... a taki co jest niesamodzielny i bez charakteru - odpada w przedbiegach.....
                  • Gość: głupi_pracodawca IP: 159.253.7.* 09.12.12, 16:14
                    A jak się to poznaje?
                    Przecież rolą szkoły powinien być właściwy odsiew i selekcja.

                    Skoro uczyć i selekcjonować ma pracodawca to po co szkoła?
                    Do roboty i już. Kto się nauczy to w robocie zostanie, a kto nie to nie.
                    Przecież oni tam w robocie wszystko wiedzą i znają najnowsze technologie,
                    to na pewno zdolnych ludzi czegoś potrafią nauczyć.

                    Albo niech otworzą swoje szkółki przyzakładowe, zamiast kwękać
                    i liczyć na to, że budżet im takie szkółki zafunduje.
                    • Gość: eee.e.e..e.e IP: 5.226.81.* 10.12.12, 09:38
                      Poznaje się po delikwenta osiągnięciach nadobowiązkowych np. po działalności w samorządzie studenckim
              • Gość: gacie w kwiatki IP: *.46-151.net24.it 09.12.12, 14:56
                To nie lepiej pisac od razu bez bledow? Zwlaszcza jak sie chce pouczac innych?
              • 09.12.12, 15:02
                Nie ma nic bardziej irytującego, niż gość po wyższych studiach piszący "uwierz mnie"...
                • Gość: głupi_pracodawca IP: 159.253.7.* 09.12.12, 16:21
                  Albo ".... wykładowca larze studentą i studentką".
                  Nie ma jednak co rozpatrzać - ortografia śermienrzna ale myśli gienialne.
                  Tyś. takich mysili.
              • Gość: głupi_pracodawca IP: 159.253.7.* 09.12.12, 16:10
                > Akurat plagą polskiego internetu są goście nieustannie zaśmiecający wątki uwaga
                > mi o ortografii.

                Nieprawda. Plaga polskiego internetu są wtórni analfabeci, nie umiejący pisać,
                ale posiadający pęd do pisania odwrotny do umiejętności tegoż.

                Jest jeden język polski a nie 140 różnych języków, wymyślanych przez
                różnych leni, dyslektyków, dysortografów, dyssapientów, dyslogów etc..

                Czy w Polsce można już kupić dyplom magistra dysortografii?
                • 09.12.12, 16:31
                  głupi_pracodawca:
                  > Jest jeden język polski a nie 140 różnych języków

                  Język polski jest duży i bogaty, Składa się na niego wiele etnolektów, idiolektów i tp. Nie wiem, czy 140; sądzę, że raczej tysiące. Wersja nauczana w szkole to tylko malutki skraweczek języka polskiego. Tak malutki, że aż zaniedbywalny.

                  - Stefan
                  Zwalczaj biurokrację!
                  • Gość: mkrs IP: *.adsl.inetia.pl 09.12.12, 18:49
                    Niech zgadnę: sugerujesz w ten sposób, że forma "czekolatka" jest poprawna i jest elementem jednego z idiolektów, a autor tego potworka miał pełne prawo go użyć?
                    • 09.12.12, 19:54
                      mkrs:
                      > Niech zgadnę: sugerujesz w ten sposób, że forma "czekolatka" jest poprawna

                      Źle zgadujesz. Niczego nie mówiłem o ,,poprawności'', bo ten kwalifikator nie stosuje się do żywych organizmów, takich jak język naturalny. To tak, jakbyś się zastanawiał, czy, powiedzmy, dziobak jest ,,poprawny''. Jest, jaki jest, duży albo mały, ładny albo brzydki, ale pojęcia poprawności lub niepoprawności nie stosują się do niego. Wbrew temu, co wpaja szkoła w tej swojej uproszczonej tresurce.

                      mkrs:
                      > i jest elementem jednego z idiolektów

                      Następne złe zgadnięcie: nie uważam, żeby forma ,,czekolatka'' należała do idiolektu żadnego Polaka. Nie należy również do idiolektu autora tego wpisu. On nie dał wyrazu swojemu idiolektowi, tylko zwyczajnie popełnił literówkę. Kulturalni ludzie takiego czegoś nie zauważają. To tak, jakby potknął się na nierównym kaflu -- ja nie zauważę, a Ty będziesz za nim biegł i darł się ,,-- Oferma! Niezdara!''. Czy myślisz, że od tego świat będzie lepszy?

                      mkrs:
                      > a autor tego potworka miał pełne prawo go użyć?

                      Tu nareszcie zgadłeś: tak, miał prawo użyć potworka, bo nie ma żadnego przepisu, który zabraniałby używania potworków, a co nie jest zabronione, do tego mamy prawo. Również do pisania nieortograficznego i mówienia niegramatycznego. Jeśli uważasz inaczej, to wskaż paragraf z kodeksu karnego, z którego można by oskarżyc kogoś za popełnienie literówki.

                      - Stefan
                      Zwalczaj biurokrację!
              • 09.12.12, 18:18
                Gość portalu: Luke napisał(a):

                > Akurat plagą polskiego internetu są goście nieustannie zaśmiecający wątki uwaga
                > mi o ortografii. Uwierz mnie, że nie ma nic bardziej irytującego, niż rozwinięc
                > ie wątku, w celu przeczytania sobie X wypowiedzi, a tam połowa to jakieś bzdury
                > o ortografii, które nic nie wnoszą.

                "Uwierz mi", jeśli już.
                "Mnie" jeśli jest to pierwsze słowo w zdaniu.
                "Mnie się to podoba/nie podoba".
                "Mi" jeśli jest to słowo występujące w dalszej części zdania.
                "(Nie) podoba mi się to"

                "Mnie wszyscy wierzą".
                "Mnie nikt nie wierzy".
                "Wszyscy mi wierzą".
                "Nikt mi nie wierzy".

                Materiał jeszcze ze szkoły podstawowej.

                Oprócz "czekolatki".
          • Gość: głupi_pracodawca IP: 159.253.7.* 09.12.12, 16:05
            Poskarż się do Komisji Praw Człowieka ONZ i Trybunału w Strassbourgu.
            Tak jaskrawy akt dyskryminacji i obrażnia uczuć wtórnych analfabetów nie powinien ujść bezkarnie.
            • Gość: Tomasz IP: *.range109-152.btcentralplus.com 09.12.12, 17:19
              Popełniłem błąd. Nie jeden, nie dwa. I... będe je popełniał. Bo jestem człowiekiem.
              Każdy z nas popełnia błedy.

              Nie poczułem się urażony wytknięciem błedu, tylko sposobem w jaki to zostało zrobione.
              ***
              Kolejna przyczyna stanu edukacji wyższej to brak szacunku do człowieka. Bo przecież nie studiują ludzie, tylko studenci...
              • Gość: chyzy ruj IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 09.12.12, 21:59
                "No mądrze piszesz, ale poproś o słownik pod choinkę. "

                Jesteś przewrażliwiony na swoim punkcie. Co niby jest złego w tym wpisie? W jaki sposób cię poniża? Sam się poniżasz niechlujną ortografią we wpisie pod artykułem, nomen omen, o nauce.
                I zamiast zapewniać o tym, że nadal będziesz popełniał grzechy ortograficzne, obiecaj poprawę!
        • Gość: Analfabeta wtórny IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.12, 15:41
          Kto to widział aby rozpoczynać zdanie od "No"?
          • 09.12.12, 16:52
            No a co w tym zlego?
            • Gość: Analfabeta wtórny IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.12, 18:45
              Aha.
    • Gość: Tomasz IP: *.chelmnet.pl 08.12.12, 16:02
      Mniej więcej 1/4 moich studentów (uczelnia państwowa) ma problemy z rozumieniem treści poleceń, które czytają. Wynika to po części z niechęci do zrozumienia (bo to wysiłek umysłowy, który trzeba podjąć), a po części z niewiedzy. Jeżeli studentka zadaje mi poważne (nie żartem rzucone!) pytanie "gdzie mam umieścić tę bibliografię, od razu po stronie tytułowej??" to znaczy, że nigdy nie wzięła do ręki żadnej wartościowej książki, nie zwróciła uwagi na cytowane pozycje lub nie dotarła do jej końca. I pytania tego rodzaju nie są odosobnione! Najlepiej rozumiane są polecenia typu: Napisz "A" w wyniku czego student pisze "A". Ale gdy proszę o zrobienie "czegoś" co da w wyniku "A" (ale nie piszę tego wprost, licząc na inwencję studentów) - w oczach wspomnianej 1/4-tej widzę duży znak "?" . Rozumiem, że to moja wina i najlepiej abym podniósł poziom? Do jakiego? Takiego, że z 25% nie rozumiejących zrobi się 75% ?
      • Gość: plecak IP: *.dynamic.chello.pl 08.12.12, 16:29
        Mam pytanie, dlaczego w tych narzekaniach na studentów, na profesorów, nigdy nie ma wypowiedzi studentów takich kierunków jak: informatyka, medycyna, stomatologia, budownictwo, elektronika?? Hmm może dlatego że są to REALNE studia dające pracę a nie zabawa 5 letnia zakończona frustracją i wzajemnym obwinianiem?
        Ku refleksji.
        • Gość: baza IP: *.warszawa.vectranet.pl 09.12.12, 14:56
          akurat medycyna i stomatologia to tępe kucie, gdzie a to a a b to b, inna sprawa że obłożone licencjami więc i robota jest jak w każdej korporacji zawodowej
          • Gość: plecak IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.12, 15:33
            akurat tutaj się mylisz, bo studenci medycyny czy stoimatologii od 3 do 6 roku czyli jakby nie patrzec maja zajecia w szpitalach - praktyczne. i zdobywaja te mityczne już umiejetnosci praktyczne. a ze potem i tak sie ucza idac do rpacy to normalne, ale na pewnoe nie wchodza do roboty w szpitalu tak samo zieloni jak przewazajaca masa studentow kierunkow bezprzyszlosciowych którzy faktycznie nie umieją nic, i pokazać a to a a b to b to i tak zbyt wiele.
          • Gość: den_ty_st_a IP: *.range86-186.btcentralplus.com 09.12.12, 23:11
            Nie oszukuj się, że studenci medycyny i stomatologii pracują ciężko, a cała reszta kombinuje. Sama to studiuję i pełno jest cwaniaków, którzy nawet egzaminy z anatomii pozdawali na ściąganiu. Praktyki wielu ludzi też łatwi sobie po znajomości i w rzeczywistości na nie chodzi. I też się tych ludzi przepycha czasami, choć nie w takim stopniu jak na innych kierunkach. Ale są to kierunki obłożone licencjami i dlatego tu system działa inaczej.
      • Gość: Tomasz IP: *.range109-152.btcentralplus.com 08.12.12, 17:59
        1. Czy te 25% osób, które nie potrafią zrozumieć polecenia zadania otrzymało zaliczenie z Twojego przedmiotu?
        2. Czy studentka, której przykład przytoczyłeś, ostatecznie napisała pracę? Jak została oceniona?
        • Gość: Tomasz IP: *.chelmnet.pl 08.12.12, 20:01
          Ad. 1. Brak zrozumienia polecenia = niewłaściwe/niepełne wykonanie. Nie wyklucza to zaliczenia zadania, ale wyklucza uzyskanie maksymalnej oceny.
          Ad. 2. Tak, zaliczyła to zadanie. Nie uczę ich, jak pisać prace, więc trudno, abym się tego bardzo czepiał. Dziwi mnie jednak, że 1 roku II stopnia studiów można zadawać takie podstawowe pytanie.
          • Gość: Tomasz IP: *.range109-152.btcentralplus.com 09.12.12, 07:29
            Studia powinny przygotowywać profesjonalistów. Nie ekspretów, ale właśnie profesjonalistów - ludzi o określonym zasobie wiedzy, specyficznych umiejętnościach oraz określonych postawach. Profesjonalistów, o których będziemy mogli powiedzieć, że dobrze wykonują swoją pracę.

            Na studiach studenci powinny być nauczani profesjonalizmu. Nawet jeżeli się się mylą (bo się uczą!) to w efekcie powinni wyciągać wnioski ze swoich pomyłek lub brakach w wiedzy. Jeżeli studentka, którą opisałeś w swoim pierwszym przykładzie NAUCZYŁA SIĘ dzięki Tobie, gdzie powinna znajdować się bibliografia - gratulacja dla Was obojga. Szkoda, że tak późno, ale dobrze, że przed skończeniem studiów.

            Jeżeli 1/4 roku po rozwiązaniu określonych zadań bez zrozumienia nie nabyła umiejętności interpretowania pytań i udzielania syntetycznej odpowiedzi, ale z poczuciem niesmaku została przepchnięta dalej (pozytywne wzmocnienie) to byłaby to porażka dydaktyczna. W efekcie bowiem NIE NAUCZYLI się niczego więcej oprócz przyswojenia informacji.
            ******
            Nie wiem jaki był los Twoich studentów - to jedynie gdybanie. Tym niemniej studia są czasem UCZENIA SIĘ, które nie polega wyłącznie na przyswajaniu informacji.
      • Gość: Leppiej IP: 139.20.209.* 09.12.12, 15:46
        > Rozumiem, że to moja wina i najlepiej abym podniósł poziom? Do jakiego? Ta
        > kiego, że z 25% nie rozumiejących zrobi się 75% ?

        Sprobuj. Kiedys sie przejmowalem, ze jezeli studenci czegos nie lapia, to na pewno dlatego, ze ja to zle podaje. Skutkiem tego musialem cwiczenia prowadzic z poziomu podlogi aby zobaczyc w ich oczach iskierke zrozumienia. W ktoryms momencie dalem sobie spokoj z pozytywistycznym podejsciem do dydaktyki i zaczalem prowadzic cwiczenia dla 3-5 osob na roku, ktore cos kumaly. Reszta albo miala nadazyc albo zmienic studia. Uwierz lub nie: nie zauwazylem zmiany przecietnych wynikow. Nawet dresiarze potrafili sie spiac i na koniec semestru pokazac, ze czegos jednak sie nauczyli. Student bedzie sie zawsze uczyl na 30% tego, co wymaga prowadzacy. Jak nie wymaga nic, to 30% z niczego daje rowniez "nic". Jak wymaga duzo, to owo 30% juz cos znaczy.
        • Gość: Tomasz IP: *.chelmnet.pl 09.12.12, 16:42
          Dobra uwaga. Może dotychczas miałem za mało odwagi, aby spróbować tego podejścia. Dzięki za sugestię.
    • 08.12.12, 17:48
      Studencie PG, dlaczego dla oddania żałosnego poziomu konwersujących pań użyłeś metafory z udziałem "gimnazjum sportowego"? Akurat gimnazja sportowe prezentują wyższy poziom niż zwykłe - do gimnazjum rejonowego idziesz z urzędu, do sportowego musisz się dostać, nie tylko na podstawie wyników sportowych, ale też ocen ze wszystkich przedmiotów.
      Można by się pokusić o stwierdzenie, że Twoja metafora świetnie oddaje pojęcie dzisiejszych studentów o prawdziwym życiu.
      • Gość: Nieprawda IP: *.ghnet.pl 09.12.12, 14:49
        Do gimnazjum sportowego mozna iść z bardzo kiepskimi ocenami jesli klub da glejt.
        • Gość: elenita IP: *.dynamic.chello.pl 10.12.12, 01:31
          Co ma klub i glejt do rzeczy? Musi Cię przyjąć gimnazjum rejonowe. Sportowe, jako nierejonowe, nic nie musi.
      • Gość: kotton IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.12, 15:03
        Pewnie to zakompleksiony grubasek, którego skrzywdzili rodzice i kazali uczyc się pilnie zeby zdobył wymarzony przez nich zawód.
    • Gość: mmm2 IP: *.ok.ok.cox.net 09.12.12, 06:57
      chlop panszczyzniany czyli po prostu Polski niewolnik- jezeli szanowny profesor wykladowca uzywa takiego sformulowania uwazajac siebie za szlache machajaca szabelka do dzis to w duchu popiera posiadanie niewolnikow -
      w usa i krajach zachodnich studia sa bardzo drogie i nikomu nie przyjdzie do glowy to aby brac drugie studia i innych zmuszac do odwalania za nich roboty- nie znajdzie sie takich jeleni i takich absurdow
      po drugie tutaj jest duzo dzieci farmerow hodujacych bydlo czy trzode ktorzy maja akurat pieniadze aby studiowac i nikt im niczego ( pochodzenie robotniczego) nie wytyka ,
    • Gość: iro IP: *.nat.rev.ndi.net.pl 09.12.12, 14:43
      Na studiach się studiuje a nie uczy, wystarczy tylko papierek nic więcej
      ____________________
      www.zmarsa.pl
      • Gość: głupi_pracodawca IP: 159.253.7.* 09.12.12, 16:00
        > Na studiach się studiuje a nie uczy,

        To znaczy? Objaśnij to szczegółowo.

        >wystarczy tylko papierek nic więcej

        No to dać od razu każdemu papierek pod tytułem "magister student wiedzy wszelakiej", zanim zacznie "studiować" i do roboty. Niech studiuje robotę. To najlepsza droga do praktycznej wiedzy.

        Wielu będzie wniebowziętych za samo nazwanie ich magistrami - obojętne jakimi.
        Szkoda marnować czas na "ostudiowanie" głąbów i oszustów za ciężkie pieniądze z budżetu.

        Pozostałym, którzy chcą się uczyć, umożliwić to i dać im tytuły zwykłych, prostych, magistrów
        n.p. polonistyki, matematyki, nauk fizycznych, etc.


        "Bo pracodawcy nie będzie obchodziło, czy miałam same piątki na egzaminach, a ktoś same poprawki, dyplom mamy ten sam"

        Dureń pracodawca - a potem wypłakuje się w Wyborczej, że "absolwenci nic nie umiom
        bo na studiach nie uczom ich 'praktyki'".

        Przecież nikt mu nie każe przyjmować do pracy czyjegoś dyplomu.
        Nieczego ich nie uczą. A on, gdyby był mądrzejszy, to powinien wiedzieć, jak sprawdzić,
        kto się na studiach czegoś jednak nauczył.
    • Gość: rabarbarus IP: *.devs.futuro.pl 09.12.12, 14:43
      Jestem wykładowcą i zdradzę wam dlaczego "przepuszczają":
      ano dla tego, że system finansowania uczelni jest tak skonstruowany, że pieniądz idzie za studentem. Nie ma studenta, nie ma pieniądza. Dlatego wszystkim zależy, żeby studentów przepuszczać. Oczywiście są pewne granice, ale generalnie taka jest tendencja. Są jednostki (instytuty, wydziały) w których za oblanie studenta wykładowca może dostać opieprz od dyrektora lub dziekana: "chce pan mieć pracę? to niech pan trzyma studentów za wszelką cenę".

      To prawda, że osoby studiujące dwa kierunki najczęściej są znacznie słabszymi studentami. Żeby robić te dwa kierunki po prostu olewają obowiązki. Są wyjątki, ale taka jest norma. Dlatego pomysł, by drugi kierunek był pełnopłatny był genialny. Niestety - podniósł się krzyk i płacz, że państwo ma zapewnić edukację.
      • 09.12.12, 18:36
        Rewelacja za moich czasów absolwent podstawówki wiedział, że dlatego pisze się łącznie, z takim bykiem nie dostałby matury... a tu proszę - wykładowca!!!! Ciekawe, czego też może uczyć??????

        Gość portalu: rabarbarus napisał(a):

        > Jestem wykładowcą i zdradzę wam dlaczego "przepuszczają":
        > ano dla tego, że system finansowania uczelni jest tak skonstruowany, że pieniąd
        > z idzie za studentem. Nie ma studenta, nie ma pieniądza. Dlatego wszystkim zale
        > ży, żeby studentów przepuszczać. Oczywiście są pewne granice, ale generalnie ta
        > ka jest tendencja. Są jednostki (instytuty, wydziały) w których za oblanie stud
        > enta wykładowca może dostać opieprz od dyrektora lub dziekana: "chce pan mieć p
        > racę? to niech pan trzyma studentów za wszelką cenę".
        >
        > To prawda, że osoby studiujące dwa kierunki najczęściej są znacznie słabszymi s
        > tudentami. Żeby robić te dwa kierunki po prostu olewają obowiązki. Są wyjątki,
        > ale taka jest norma. Dlatego pomysł, by drugi kierunek był pełnopłatny był geni
        > alny. Niestety - podniósł się krzyk i płacz, że państwo ma zapewnić edukację.
        • Gość: pff IP: *.metrolink.pl 10.12.12, 13:53
          idiotko, matury się "nie dostaje" - egzamin dojrzałości można co najwyższej zdać...

          poza tym, oczywiście kłamiesz - jeden błąd ort nie powodował "nie dostania" matury.

          kretyński post , to zwykła literówka, poczułaś się lepiej droga małgorzato??

          Ps. a nie było więcej znaków zapytania?????
    • Gość: nemoein IP: *.prz.edu.pl 09.12.12, 14:45
      Chodził bym na wykłady gdyby wykładowcy umieli przekazać wiedzę, a jak jest dzisiaj? Wykładowca wchodzi - mówi bez przerwy jednym tonem półtorej godziny, gdzie ja już po 30 minutach nie mogę się skupić i muszę odpocząć bo w takim tempie, bez przerw i beznadziejnym przepisywaniu książki za wiele się nie nauczę... To samo się tyczy sladjów dzięki czemu można upchać 3 wykłady w jednym - i weź to się teraz naucz - on odbębni robotę za 3 tygodnie w 2 godziny i zadowolony... Moim zdaniem wykładowcy powinni być odpowiednio nagradzani za dobre wyniki w nauce jego studentów, a nie jak jest teraz wyłącznie za przedstawienie materiału co prowadzi do nadużyć i ograniczania czasu zajęć... Już nie mówiąc o tym ilu z nich zostało na uczelni bo nikt nie chciał ich przyjąć do lepszej pracy... to jakieś 80% moich wykładowców pasuje bardziej lub mniej do tego typu, natomiast 20% to pasjonaci którzy kochają to co robią i nie oszczędzają, czasem nawet na niekorzyść dla czasu studenta i często wywyższanie przedmiotu z 2-ma Pkt. ECTS ponad te z 6-cioma, potrafią przekazać wiedzę, oni tłumaczą i uczą, a nie przedstawiają, rysują na tablicy, a nie pokazują slajdy.
      • Gość: rabarbarus IP: *.devs.futuro.pl 09.12.12, 14:53
        Slajdy są potrzebne, bo na studenta trzeba oddziaływać multisensorycznie. Coś dla ucha, coś dla oka. Wtedy więcej się przyswaja.
        Na tablicy nie wszystko da się narysować. Trudno, żeby historyk sztuki lub architektury, archeolog, anatom etc rysowali na tablicy zabytki, dzieła sztuki lub trzewia wieloryba.
        Inna rzecz, że wielu wykładowców po etapie fascynacji i idealizmu popada w rutynę. Pomaga w tym jakieś 80% studentów, którzy nigdy nie mają żadnych pytań, nigdy nie potrafią krytycznie podejść do problemu, w czasie zajęć buszują na laptopie po internecie...
        • Gość: nemoiein IP: *.prz.edu.pl 09.12.12, 14:58
          ciężko mi się nie zgodzić, natomiast co do studiów technicznych na jakich jestem, to slajdy przedstawiają głównie wykresy, wzory i część "do przepisania" niemniej jednak 90% z tego lepiej byłaby zrozumiana gdyby to stopniowo przekazywali, rysowali...
      • Gość: ja IP: *.212-103-94.adsl.internet.lu 09.12.12, 18:58
        " gdzie ja już po 30 minutach nie mogę się skupić" - umiejętność utrzymania uwagi przez długi czas jest niezbędna w poważnych zawodach i na poważnych stanowiskach.
    • Gość: Medyk IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 09.12.12, 14:51
      Jestem studentem i nie odnoszę wrażenia żeby studenci na mojej uczelni byli leniami. Ale może taka jest specyfika studiów medycznych, że ludzie wiedzą że muszą się na nich uczyć. Ludzie którzy prowadzą nasze zajęcia to lekarze i oni też w większość bardzo poważnie podchodzą do swojej pracy. A co do nauki? Bywa i 8 godzin w ciągu dnia i nikogo to nie szokuje. W Polsce wciąż są studenci mający ambicję i wykładowcy którzy przykładają się do tego co robią. Wystarczy trochę poszukać.
      • 09.12.12, 15:05
        Ha ha ha! Uwierzyć w to jest w stanie tylko ktoś, kto z uczelnią medyczną nie miał styczności ;)
    • Gość: dr IP: *.warszawa.vectranet.pl 09.12.12, 14:53
      więc można się uczyć i uczyć a i tak być bez pracy albo na głodowych stawkach !
    • Gość: cern IP: *.warszawa.vectranet.pl 09.12.12, 14:58
      kiedy studiuje każdy to nie ma o czym mówić
    • Gość: lukaszsz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.12, 15:04
      są ludzie, którzy wiedzą 1/4 tego co ja, a dostajemy ten sam papier. Bo pracodawcy nie będzie obchodziło, czy miałam same piątki na egzaminach, a ktoś same poprawki, dyplom mamy ten sam.
      Dopóki wiedza zdobyta na studiach nie będzie miała bezpośredniego przełożenia na generowany przez pracownika zysk dopóty doświadczenie zawodowe będzie decydujące przy wyborze kandydata. Drogi są trzy: pracujesz i się uczysz, wybierasz studia, na których przekazywana wiedza ma bezpośrednie przełożenie na pracę, lub trzy: w wolnym czasie poszerzasz swoją wiedzę w sposób na tyle zauważalny, byś mogła wpisać to w swoje CV i tym samym zwiększyć swoje szanse w zdobyciu wymarzonej pracy.

    • Gość: ymiat IP: 79.162.253.* 09.12.12, 15:05
      Ja ze swojego studiowania to mogę powiedzieć, że powoli wszystko się zmienia na lepsze. Przychodzą nowi młodsi wykładwocy którzy mają bardziej kreatywne podejście do ćwiczeń i wykładów. Niestety zauważyłem też pewien trend, problem który polega na tym, że młodzi wykładowcy w wieku 25-30 wchodzących dopiero do pracy jest kompletnie nie rozwiniętych psychicznie. Na przykład tolerują i rozwijają takie cechy jak niesprawiedliwość czy egoizm. Tłumaczą przy tym, oczywiście nie publicznie, że takie jest życie i społeczeństwo. Ale ja się pytam po co są studia czy są one po to aby rozwijać najważniejsze wartości i zmieniać świat na lepsze czy po to aby aby powielać zło w społeczeństwie i brnąć w tym syfie dalej?. I tego się boję najbardziej głupich wykładowców ukierunkowanych przez kapitalizm którzy myślą, że wiedzą jak żyć i zamiast nas uczyć to próbują nas uczyć życia.
    • 09.12.12, 15:08
      Ja myślałem że na studia idą te osoby które mają jakąś wiedzę . Szkoda że niektórzy myślą że myślą.
    • Gość: nikt IP: *.play-internet.pl 09.12.12, 15:09
      Naprawdę nie macie co robić, tylko zajmować się takimi głupotami?

      Do nauki! I studenci i wykładowcy!
    • Gość: Tirinti IP: 31.178.63.* 09.12.12, 15:17
      Obecnie uczelnie to biznes i działają na zasadzie nasz klient nasz pan. Większość klientów chce przez kilka lat imprezować i na koniec dostać papier i do tergo uczelnie się dostosowały.
      Szczerze mówiąc to czas spędzony na uczelni uważam za zmarnowany i sam bym się nauczył tyle samo potrzebnych rzeczy a nie uczył większości programu, która w pracy jest zbędna.
    • Gość: hrabinia z NH IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.12, 15:18
      Na studiach lat temu 30 mialam zajecia z pania psycholog- wtedy byla beznadziejna. Po tylu latach trafila na nia moja corka na studiach platnych- jeszcze wieksze dno. Natknela sie na nia rowniez kolezanka na studiach podyplomowych- rowniez ocenia, ze dno. Psychologia idzie do przodu jak burza, ta pani sie cofnela. Czemu jest zatrudniana ??? Az tak bardzo brakuje utytulowanych pracownikow? A swoja droga jak ona zdobyla te tytuly?
    • Gość: Deny IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.12, 15:20
      Będąc szczerym.... mało kto dba o poziom studiów. Powyższe podziały na "lepszych" tudzież " gorszych" , są trafne, ale nie oddają sedna sprawy. Moim zdaniem winny jest tu program edukacji począwszy od podstawówki aż po uczelnie wyższe. Najprościej mówiąc, na studia udają się ludzie którzy "przedłużają sobie młodość" za państwowe pieniądze. To osoby które mają na względzie posiadanie wyższego wykształcenia a nie wiedzy która winna iść z nim w parze. Skąd taka sytuacja? To proste. System edukacyjny nie uwzględnia rozwoju zainteresowań, prócz tych sportowych rzecz jasna. Wszystko co wykładane jest w szkole to czysta teoria, którą ciężko zainteresować młodych gniewnych. Moim zdaniem szkoła powinna znaleźć sposób na indywidualne podejście do zainteresowań ucznia już na poziomie lat 12-15. Tak się dzieje np. ze szkołami muzycznymi. Posyłani są tam uczniowie w wieku 7 lat. Wówczas bardzo prosto sprawdzić czy ktoś jest zainteresowany tematem czy też nie. Osoba zainteresowana nie będzie się nudziła na studiach, lecz zacznie pogłębiać swoją wiedzę czyli " studiować". Tak samo powinno być ze studiami technicznymi czy humanistycznymi. Kładźmy nacisk na praktykę a nie teorię. Jestem filmowcem i ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że teoria staję się naszym przyjacielem w momencie kiedy opanujemy dane narzędzie. Samą teorią nie nakręcimy filmu ani nie zagramy na pianinie. Potrzebny jest nauczyciel który udzieli nam cennych wskazówek, a nie wskaże jedynie stronę w podręczniku.
    • Gość: JamalMalik IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.12, 15:21
      Kto temu studentowi pozwala na robienie 3 fakultetu. Do roboty a nie na garnku państwa!
    • Gość: Pan inżynier IT IP: *.adsl.inetia.pl 09.12.12, 15:24
      Bo pracodawcy nie będzie obchodziło, czy miałam same piątki na egzaminach, a ktoś same poprawki, dyplom mamy ten sam.

      Dyplom humanistki na 5 i 3 ma taką samą wartość na zmywaku
    • 09.12.12, 15:35
      no to mamy kłopot. "Panie Profesorze", "Szanowny Panie" nie przechodzi studentom przez "klawiaturę", bo wydaje im się sztuczne i patetyczne. Dużo starszym nauczycielom akademickim, sformułowania, takie jak witam, czy Panie Tomku wydają się obraźliwe, niegrzeczne, są odbierane jako przejaw skracania dystansu, na który oni nie wyrazili zgody (w naszej kulturze jest przyjęte, że pierwszą osobą proponującą zmianę relacji na bardziej swobodną są ludzie starsi). Zgodnie z obowiązującą zasadą, że młodzieży wszystko się należy, pozostaje Państwu, drodzy nauczyciele akademiccy, przystosować się, przełknąć i okazać zadowolenie. Wstydem jest domagać się, żeby młodsi stosowali się do wymagań starszych. skoro na tak zwanym "zachodzie" mówi się "you" (co, jak każdy wie oznacza "ty"), to dlaczego u nas ma być inaczej? Studentom zaś życzę sukcesów w przyszłej pracy, szczególnie z uczniami z gimnazjum, którzy idąc z duchem czasu będą do was mówić: Tomek, powtórz, bo się zamyśliłem.
      • 09.12.12, 15:49
        Między "Witam", a Panie Tomku jest przepaść. Nie rozumiem, dlaczego nieszczęsny student, który pisze do mnie co trzeci dzień, bo kończy pracę, musi za każdym razem uniżenie zaczynać od "Szanowna Pani Profesor". Sama wiem, z jestem szanowna i profesor, nie musi mi tego powtarzać:) Tak, nauczyciele akademiccy powinni się przystosować. Dlaczego nie? Bo za starzy? Bo jak nie bedzie sztywno, to w ogóle straca szacunek? Bo są tylko tytułem, a nie tym, co reprezentują i bez tytułu czują się jak bez spodni?
        Studenci mają sporo racji - problem wynika m.in. z tego, zę coraz więcej przedmiotów jest obowiązkowych, w ministerialnym minimum, a coraz mniej wykładów monograficznych, gdzie wykładowcy mogliby przedstawić to, czym sie zajmują, a nie "przerabiać" narzucony odgórnie program, od którego nie wolno odejść nawet na milimetr.

        --
        zpopk.blox.pl
      • Gość: Leppiej IP: 139.20.209.* 09.12.12, 15:58
        > skoro na tak zwanym "zachodzie" mówi się "you" (co, jak każdy wie oznacza "ty")

        Hehe, no wlasnie nie do konca. "You" to odpowiednik niemieckiego "Sie". Anglicy maja tak dluga tradycje zwracania sie do siebie per "ę, ą", ze odpowiednik zaimka "ty" czyli "thou" zniknal ze slownika jako zbyt bezposredni, a zostala forma grzecznosciowa "you".
      • Gość: aga IP: *.br.br.cox.net 09.12.12, 16:16
        Porponuje, zworocic uwage, ktore panstwo ma najelpsze wyniki jezeli chodzi o szkolnictwo. W Finlandii, 'Panie Tomku' jest na porzadku dziennym i nie przeszkadza to w osiaganiu dobrych wynikow wraz z zachowaniem szacunku dla nauczycieli. Czasami trzeba zdejsc z tego akademickiego piedestalu, byc ludzkim, bez zadufania i przekonania o swojej wyzszosci, a dobre wyniki i szacunek studentow bedzie naturalna nagroda.
        pozrawiam
    • Gość: Amy IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.12, 15:37
      Przykład z mojego lektoratu :

      - Ocen (od 4 w górę) przepisać nie można bo "wy mieliście lektorat a my w zasadzie będziemy mieć konwersatoria, wiecie, to zupełnie inna forma zajęć"
      - Wykładowca bez najmniejszego wstydu przyznał się że jego notatki które nam dyktuje są ściągnięte z Wikipedii, i jego zdaniem jest to wystarczające źródło wiedzy na jego zajęcia (podczas gdy przez ostatnie 3 lata inni wykładowcy nam tłukli do głów że mamy absolutny zakaz korzystania z Wikipedii, a już absolutnie niedopuszczalne jest pisanie prac w oparciu o Wikipedię jak i innych "bryków").
      - Dyktuje nam pół miliona rzeczy których przydatność można zakwestionować ale jeśli pojawi się JAKIEKOLWIEK pytanie którego wykładowca nie przewidział (czyli praktycznie rzecz biorąc wszystkie na których odpowiedzi nie ma w notatkach) wtedy stwierdza że nie ma pojęcia i mamy poszukać w Wikipedii. Albo że nie pamięta.
      - Teoria tak, przykłady - nie ma mowy. Ostatnio próbowaliśmy go poprosić o przykłady wyliczania różnicy w dacie pomiędzy kalendarzem łacińskim a współczesnym (pytanie, po co to nam?), pogubił się w połowie wyliczeń, stwierdził że tej akurat części zajęć to on nie lubi, i zadał nam przykłady...jako pracę domową.
      - Aha, i uczyliśmy się prawidłowo czytać Horacego w oryginale, pomijając taki drobiazg jak "Nie mamy pojęcia co te słowa znaczą ani jak je czytać".

      I jeszcze jeden drobiazg, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć : uczy nas jeden wykładowca ale oceny wystawi nam ktoś inny, bo ten co nas uczy "nie ma formalnej możliwości wystawienia nam ocen i wpisania ich do indeksu".

      Poza tym mam wykładowcę bardzo mocno oderwanego od rzeczywistości (uczy nas korekty tekstu...napisanego na maszynie do pisania. Jakoś nie przyjmuje do wiadomości istnienia komputerowych edytorów tekstu), wykładowcę w wieku emerytalnym który mówi wszystko tylko nie do końca to co trzeba i wykładowcę który sprawia wrażenie że sam gubi się podczas wykładania swojego przedmiotu.

      • Gość: JolaS IP: *.play-internet.pl 09.12.12, 16:58
        Gość portalu: Amy napisał(a):

        > Poza tym mam wykładowcę bardzo mocno oderwanego od rzeczywistości (uczy nas kor
        > ekty tekstu...napisanego na maszynie do pisania. Jakoś nie przyjmuje do wiadomo
        > ści istnienia komputerowych edytorów tekstu), wykładowcę w wieku emerytalnym kt
        > óry mówi wszystko tylko nie do końca to co trzeba i wykładowcę który sprawia wr
        > ażenie że sam gubi się podczas wykładania swojego przedmiotu.

        Och, Amy, doprawdy trudno mi uwierzyć, że są takie edytory tekstu, które mogą wyeliminować błędy. Przeczytaj, co napisałaś, zastanów się, sięgnij po podręcznik gramatyki, jakiś słownik ortograficzny, spróbuj przyswoić sobie podstawy budowy zdania, zasady interpunkcji i kilka innych drobiazgów, a dopiero później krytykuj swoich wykładowców. Nieukowi nie pomoże żaden komputer, choćby najbardziej nowoczesny.
      • 09.12.12, 18:42
        Gość portalu: Amy napisał(a):

        > Przykład z mojego lektoratu :
        >
        > - Ocen (od 4 w górę) przepisać nie można bo "wy mieliście lektorat a my w zasad
        > zie będziemy mieć konwersatoria, wiecie, to zupełnie inna forma zajęć"
        > - Wykładowca bez najmniejszego wstydu przyznał się że jego notatki które nam dy
        > ktuje są
        ściągnięte z Wikipedii, i jego zdaniem jest to wystarczające źródło wi
        > edzy na jego zajęcia (podczas gdy przez ostatnie 3 lata inni wykładowcy nam tłu
        > kli do głów że mamy absolutny zakaz korzystania z Wikipedii


        Przecinki, droga panienko. Przecinki.
        Reszty tekstu nie poprawiam, ale tam jest dokładnie ten sam problem.
        Nikt Szanownej Panny Studentki nie zdążył do tej pory nauczyć zasad polskiej interpunkcji?
        Nie wiem, czy na Wikipedii jest jakiś artykuł na ten temat.
    • 09.12.12, 16:03
      zauważyłem pewną ciekawą prawidłowość - od wielu już lat WSZYSCY studenci pytani przez środki masowego rażenia ZAWSZE udzielają tej samej odpowiedzi:

      "Ja to się uczę. Ale inni ...."
      --
      władzy raz zdobytej nie odda żadna ze stron Okrągłego Stołu
    • 09.12.12, 16:07
      Tekst odwzorowuje rzeczywistość akademicka tylko do pewnego stopnia. Nie dotyka jednak sprawy fundamentalnej. Jest źle, bo źli są pracownicy naukowi. Nie rozwijają się, nie konkurują, nie poddają się zewnętrzenej weryfikacji, nie próbują publikować na Zachodzie; nie czytają koleżanek i koegów po fachu. Ich jedynym sukcesem są setki publikacji w materiałach pokonferencyjnych. Niektórzy pseudo-naukowcy potrafią wyciagnąć średnio na miesiać 10 tys. złotych, ci z powołania 5 tys. (ale i tak to jest gigantyczny sukces finansowy). Najpierw należy tych pseuo-uczonych wyrzucic ze środowiska, a potem dopiero zabrać się za naprawianie poziomu. Młodzi udzie dziedziczą wzorce studiowania od dawnych "komitetowych" (z PZPR) "uczonych", którzy dawniej ściemniali o wyższośći PRL-u nad USA, a dzisiaj mając tytuł prof. belwederskiego nadal ściemniaja i reprodukują kadry ściemniaczy. To jest rzeczywistość polskiej nauki - 50% tzw. naukowców nie powinna w ogóle zajmować się nauczaniem; bo nie wiedzą jak to robić (nie mają standardów pracy akademickiej; nie byli na stypendiach zagranicznych - chyba,że w Moskwie). Nie mają pojęcia czym jest np. recenzja tekstu naukowego - bo nigdy nie słali swoich tekstów na Zachód. Zapraszam do lektury moich felietonów na temat kondycji nauki polskiej:

      blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/646137,rzadowy-program-nacjonalizmu-polskiej-humanistyki.html
      System punktowy ministerialnego rankingu czasopism nie będzie motywował polskich humanistów do pokazywania światu swoich rezultatów pracy badawczej. Premiuje on bowiem narodowe uprawianie humanistyki. Co więcej, demoralizuje uczonych, gdyż prześmiewa się z tych, którzy publikują w najbardziej prestiżowych czasopismach humanistycznych na świecie i bezczelnie zrównuje z nimi uczonych publikujących w czasopismach wydawanych w Radzyminie, Grudziądzu czy Słupsku.

      blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/646468,nacjonalistyczne-skale-pomiarowe-na-marginesie-polityki-naukowej-rzadu.html
      „Cztery i trochę” polskich doktorów z Grudziądza, publikujących w Roczniku Grudziądzkim (3 punkty) równoważy, według ministerialnego rankingu oceny naukowców, profesora z Harvardu lub Oxfordu publikującego w Mind lub Oxford Literary Review. Według rankingu, sesja pięciu doktorów z Grudziądza jest bardziej wydajna naukowo od wystąpienia wybitnego profesora z Princeton. Utrzymanie ministerialnego systemu oceny wywoła w Polsce w najbliższych latach lawinowy proces produkowania „makulatury naukowej” i wstrzyma rodzącą się aktywność polskich humanistów w prezentowaniu swoich rezultatów badawczych na rynkach międzynarodowych.

      blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/648483,wieszanie-psow-na-studentach.html
      Wraz z rozpoczęciem roku akademickiego, debata nad kondycją szkolnictwa wyższego ponownie wybuchła. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że w tej dyskusji nie przypisuje się winy wykładowcom akademickim. Mało kto z szacownego grona ekspertów zauważa to, że za bryndzę edukacyjną w naszym kraju odpowiada beznadziejna kondycja polskiej nauki. Najłatwiej jest „wieszać psy” na młodych ludziach, zapominając o swoim grzechu głównym.

      blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/639811,uniwersytety-polskie-naga-smutna-prawda.html
      Najbardziej bulwersującym i najbardziej smutnym faktem jest to, że wśród 25% najgorszych szkół wyższych świata Polska należy do grona przodowników. 13% naszych szkół można umieścić na tej „czarnej liście”. Są to szkoły, w których student nie osiąga kompetencji konstytutywnych dla wyższego wykształcenia. Szkoły takie powinny zniknąć z naszego, rodzimego, akademickiego krajobrazu.

      blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/644020,katastrofalna-kondycja-polskiej-pedagogiki.html
      Polska, typowa szkoła wyższa jest lepsza w dziedzinie naukowego uprawiania pedagogiki jedynie od typowej szkoły wyższej w Gruzji, Rosji, Czarnogórze, na Białorusi, w Azerbejdżanie, Albanii, Mołdawii i na Ukrainie. W Izraelu na publikację tekstu pedagogicznego, który spełnia międzynarodowe standardy naukowości, trzeba przeciętnie czekać w losowo wybranej szkole jedynie 116 dni, podczas gdy w Polsce ponad 45 lat. Jeden polski „pedagog-naukowiec” pisze pracę spełniającą międzynarodowe standardy akademickie w ciągu prawie 395 lat.

      blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/644373,pedagogika-polska-na-tle-afryki.html
      31-sze miejsce zajmowane przez Polskę w afrykańskim rankingu osiągnięć naukowych szkół wyższych w dyscyplinach pedagogicznych jest ze względów oczywistych skandalem. Wynik ten zawdzięczamy rozdrobnieniu ilościowemu szkół wyższych w Polsce. Ale nawet redukcja połowy z tych szkół poprawiłaby naszą pozycję jedynie do 25-go miejsca w Afryce. Nadal bylibyśmy gorsi od Etiopii (kraju targanego suszami i głodem), Sierra Leone (jeden z najbiedniejszych krajów świata), Rwandy (potarganej nie tak dawno krwawą rzezią domową) czy pustynnej Namibii.

      blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/643887,beznadzieja-szkol-skutkiem-ideologicznosci-polskiej-pedagogiki.html
      Okazuje się, że polski profesor lub doktor pedagogiki jest w stanie napisać rocznie niespełna 70 słów tekstu naukowego w języku angielskim, który mógłby być przedmiotem oceny przez badaczy z innych krajów. 70 słów rocznie oznacza, że rodzimy „specjalista-naukowiec-pedagog” pisze tygodniowo około dwóch słów mających jakąś wartość naukową i pobiera średnią, miesięczną pensję w wysokości 3500 złotych z jednej tylko szkoły.

      • Gość: ker IP: *.toya.net.pl 09.12.12, 16:22
        ten artykuł w wyborczej - ostatni akapit - to jest sklejka Pana nagłówków tekstów z blogu na Newsweeku?

        tjaaaa, i jeszcze ten tekst: co sądzicie o opiniach studentów? jedna pani redaktor robi za czterech studentów przedstawiając rożne tezy nt. kondycji polskiego szkolnictwa wyższego. opinie często słuszne, ale po co ten cyrk, że tożto sami studenci się wypowiadają...
      • Gość: */#%& IP: *.play-internet.pl 09.12.12, 18:53
        zaraz... to w końcu kto jest autorem tych wypowiedzi? Pani Jowita Kiwnik, Pan Wojciech Krysztofiak czy jakiś student z Gdańska?????
        Co znowu za łgarstwa do jasnej.. ***
        • Gość: ker IP: *.toya.net.pl 09.12.12, 19:43
          no wlasnie, zapewne nie są to studenci. to zwykła dziennikarska manipulacja. tekst stworzony na podstawie artykułów z bloga na newsweeku podany jao rzekome wypowiedzi studentów...
          chyba podali tak temat, żeby było ciekawiej, ze niby to wypowiedzi samych zainteresowanych, czyli studentów...
          a o tym kto jest ostatecznie autorem tekstu, niech się ten który pisał artykuł wypowie
    • 09.12.12, 16:31
      Nie żebym była fanką polskiego modelu edukacji - ani wyższej, ani tym bardziej tej dotyczącej liceów i gimnazjów. Niemniej jednak...

      Odkąd weszła reforma i powstały gimnazja, poziom wiedzy został totalnie zaniżony.
      - bardzo ogólnikowe stwierdzenie, na dodatek niepoparte żadnym merytorycznym argumentem ani faktem. To tylko opinia autorki - dwudziestokilkuletniej studenciary, która jakoś niespecjalnie mnie przekonuje. Nie idealizowałabym starego systemu, też był pełen dziur jak ser szwajcarski. Wystarczy zapytać kogoś starszego.

      To, że nie ma egzaminów wstępnych na studia, to też masakra. Praktycznie każdy może się dostać.
      - a to od kiedy coś złego?? Tak, 10 lat temu na dobre studia dzienne dostawały się za to dzieciaki wykładowców i ci którzy dali w łapę - tajemnica poliszynela. Jak wyżej, radzę zapytać kogoś kto zdawał na studia w latach 90... Nie jestem zwolenniczką 'masówki' na studiach. Ale prawda jest taka, że nowa matura sprawiła po pierwsze, że system dostawania się na studia jest bardziej sprawiedliwy i transparentny. Uważam natomiast, że jedną sprawą powinno być samo dostanie się na studia, a zupełnie osobną - utrzymanie się na nich....

      Niski poziom, przykład: robienie notatek. Jesteśmy przyzwyczajani do tego, że nam się dyktuje. Jak wykładowca nie powie, żeby zapisać, to nikt nie pisze...
      - No gdyby pani doktor na zajęciach powiedziała nam 'wyjmujemy zeszyciki, zapisujemy temat', to chyba umarłabym ze śmiechu. Co do przyzwyczajenia - u mnie już w liceum nikt notatek nie dyktował i nie sprawdzał zeszytów, ale może po prostu miałam szczęście do dobrych nauczycieli, którzy traktowali nas jak dorosłych ludzi. Na studiach nie prowadzi się "zeszytów", nie powinno sprawdzać obecności itd. - to są STUDIA, nie szkoła!


      Studiuję język obcy, poza uczelnią uczę. Widzę moich uczniów, poziom ich wiedzy i zastanawiam się, kto ich nauczycieli w ogóle wypuścił z uczelni wyższej? Po samym licencjacie można już uczyć w podstawówce i gimnazjum. Ktoś po trzech latach nauki może uczyć innych! Efekty jakie są, widać: trafiła do mnie dziewczynka, która uczy się języka od ponad 5 lat, czyli od 7. roku życia i nie potrafi sklecić zdania, praktycznie mogłaby zacząć naukę od nowa.
      Kiedy pracowałam w szkole jako nauczyciel, co drugi dzień zastanawiałam się, po co mi do tego tytuł magistra, skoro wiedzę na poziomie moich uczniów mogłabym przekazywać im zupełnie spokojnie od razu po liceum, a już sam licencjat z filologii byłby zupełnie wystarczający. Uczniowie nic umieją głównie dlatego, że w ogóle się nie uczą. Nauczyciel przychodzi do pracy i ma do zrealizowania program - tyle. To, że program nie jest dostosowany do poziomu uczniów, a uczniowie są przygotowani nauki jak są, to już nie jego wina - a już z całą pewnością nie ma to nic wspólnego z brakami w jego wykształceniu. System działa źle - ale na Boga na pewno nie dlatego że nauczyciele są "guuupi"....

      Teraz studia z języka obcego można rozpocząć bez jakiejkolwiek znajomości tego języka, czyli ucząc się od zera.
      - Again, i co w tym złego? Poza tym nie dotyczy to wszystkich filologii. Np. filologii angielskiej OD PODSTAW nie znajdziesz nigdzie. I raczej nie dostaniesz się na żaden dobry uniwerek bez porządnego wyniku z matury rozszerzonej z angielskiego, jakiego języka nie chciałabyś studiować...

      Śmieszy mnie to, że w sali na 25 osób możesz ściągać. Jeszcze w liceum to jakoś uchodziło, ale na studiach to jest przecież śmieszne. Nie wiem, czy wykładowcy przymykają na to oko?
      - ściąganie na studiach to akurat tradycja wielowiekowa... Czasami porcje materiału są tak szerokie - i niestety - bzdurne, że Bogu dzięki za nią...
      • 09.12.12, 17:00
        O ile osobiście nie wyobrażam sobie świata bez ściągania, to poza naszym ukochanym krajem kombinatorów jest inaczej. Odrobinę większa ilość współzawodnictwa ułatwia zauważenie, że pozwalając komuś na ściąganie, przepychamy dalej kogoś kto w przyszłości będzie z nami konkurował ...
      • Gość: Tomasz IP: *.chelmnet.pl 09.12.12, 17:07
        Niestety Twoja wypowiedź potwierdza model, który wyśmiewasz. Dlaczego tak twierdzę?

        Szczególnie mnie uderzyło to: "Kiedy pracowałam w szkole jako nauczyciel, co drugi dzień zastanawiałam się, po co mi do tego tytuł magistra, skoro wiedzę na poziomie moich uczniów mogłabym przekazywać im zupełnie spokojnie od razu po liceum". Jeżeli tak piszesz, to znaczy, że NIC A NIC NIE WYNIOSŁAŚ z zajęć, które miałaś na studiach, a odnosiły się do takiej nauki jak PEDAGOGIKA. Może i dobrze, że tam już nie pracujesz.
        • 10.12.12, 10:53
          Nie znam nikogo w historii świata, kto wyniósłby z pedagogiki cokolwiek innego poza bólem głowy od kucia definicji "nauki" wg. Karpia, Okonia i Łososia. Zresztą - niektórych rzeczy można nauczyć się jedynie przez praktykę. Uważam, że ktoś kto skończył mniej prestiżowe trzyletnie kolegium językowe ma o niebo lepsze przygotowanie do pracy nauczyciela niż ktoś, kto przez pięć lat na uniwerku dyskutował o Lacanie, Freudzie i napisał wydumaną pracę magisterską o obrazie społeczeństwa angielskiego w malarstwie XVIII wiecznym:/ Autorka oburza się, że nauczyciele w szkołach czasami mają mają "tylko" licencjat - tymczasem trzy lata to zupełnie dość, żeby spokojnie dać komuś solidną podstawę do uczenia i to nie tu tkwi problem. Dłuższe studia wcale nie znaczą lepsze - w Polsce najczęściej są tylko coraz bardziej "odrealnione". Jednym słowem - jak zawsze, studia i uczelnia sobie, a życie sobie...
          Nigdzie nie napisałam, że system jest dobry - wręcz przeciwnie. I FYI, byłam dobrym nauczycielem.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.