Dodaj do ulubionych

Kaczocenzura działa - jak za PRLu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.06, 11:30
Pewnie mnie wsadza do pierdla za ten post, co ?

Gretkowska "wycięta" za kpiny z Kaczyńskich

Z nowego numeru miesięcznika "Sukces" usunięto już po wydrukowaniu felieton
Manueli Gretkowskiej - informuje dzisiejsza prasa.
Jak podaje "Rzeczpospolita", w zeszłym tygodniu w magazynie firmy
kolportującej miesięcznik dziennikarze i inni pracownicy pisma wycinali
nożyczkami z 90 tys. wydrukowanych egzemplarzy stronę z felietonem.

Decyzję, bez poinformowania autorki, podjął właściciel wydawnictwa Multico-
Press Zbigniew Jakubas. Zdaniem samej Gretkowskiej powodem była interwencja
Kancelarii Prezydenta RP w związku z jej wcześniejszym tekstem o braciach
Kaczyńskich.REKLAMA Czytaj dalej


W lutowym numerze "Sukcesu" Gretkowska stwierdziła m.in., że politykami
powinni zajmować się psychoanalitycy. W związku z ówczesną zmianą na
stanowisku ministerstwa finansów pisała m.in. "Kaczyńscy są przyzwyczajeni do
kobiet finansistek, bo finansami w ich domu zarządzała owdowiała matka".

Anna Kamińska, szefowa biura prasowego prezydenta Lecha Kaczyńskiego oprócz
sprostowania mylnie podanego nazwiska minister finansów oraz faktu, że ojciec
braci Kaczyńskich zmarł dopiero w zeszłym roku, nazwała
felieton "pseudointelektualnym bełkotem". Swój list zakończyła
stwierdzeniem: "Zapisana w konstytucji wolność słowa gwarantuje, że swoje
wynurzenia mogą publikować twórcy tej miary co Manuela Gretkowska. Dziwi
jednak fakt, że »Sukces«, pismo, które stara się zachować wysoki poziom,
otwiera swoje łamy na tego rodzaju publicystykę".

W bieżącym numerze pisma Gretkowska zamierzała odpowiedzieć na list
prezydenckiej urzędniczki. W usuniętym felietonie padło m.in. zdanie: "Jeśli
pisarz brzydko kłamie, rozczarowani czytelnicy mogą go ukarać, nie czytając i
nie kupując jego książek. Polityk ciskający wyborcze iluzje, łgający podczas
kadencji jest oszustem. Czy równie bezkarnym co artysta?". Gretkowska
napisała też, że ostatni przypadek publicznego łajania pisarzy przez polityka
miał miejsce za czasów Gomułki.

Zdaniem wydawnictwa decyzja nie ma związku z treścią tekstu, a wynika z
powodów formalnoprawnych. Jak powiedziała "Gazecie Wyborczej" dyrektor
wydawnictwa Mariola Wiercińska, zdaniem jej prawników najpierw "Sukces"
winien opublikować list Kamińskiej, a dopiero potem polemiczny felieton
Gretkowskiej.

Tymczasem, jak podaje Presserwis, Gretkowska nie zamierza już więcej
współpracować z "Sukcesem". "Gazecie Wyborczej" pisarka powiedziała,
że "poprosi Jarosława Kaczyńskiego o pomoc, bo mówił, że będzie bronił
dziennikarzy przed wydawcą, który ogranicza wolność słowa dziennikarzy".

Obserwuj wątek
    • kobieta_na_pasach Re: Kaczocenzura działa - jak za PRLu 28.03.06, 12:01
      Gość portalu: szczupak napisał(a):

      >>
      > W lutowym numerze "Sukcesu" Gretkowska stwierdziła m.in., że politykami
      > powinni zajmować się psychoanalitycy. >

      jak ktos mi mowi,ze powinnam pojsc do psychoanalityk to tez sie wk...wiam.
      za to Gretkowskiej przydalby sie seksuolog.
      --
      "Co ja robię tu, co ja tutaj robię".
    • Gość: szczupak Re: Ocenzurowany artykuł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.06, 19:16
      Dyskretny gust Kancelarii Prezydenta

      Nie jestem Orianą Fallaci, ani profesor Staniszkis. Moje felietony są mniej
      zaangażowane czy naukowe. Chociaż nawet dziennikarze i naukowcy są już na tyle
      świadomi, że nie mają pretensji do jedynie słusznego oglądu rzeczywistości.
      Jestem pisarką i publikuję w gazetach felietony, korzystając ze szczególnego
      przywileju publicznego wyrażania subiektywnych opinii. Jeszcze bardziej
      subiektywna jest literatura tworzona wyobraźnią. Gdy moja książka znajdzie się
      na liście bestsellerów nie mam ciągot by przekładać to na rankingi popularności
      politycznej i startować w wyborach. Artysta jest osobą nieodpowiedzialną,
      zwłaszcza za ten świat bo go nie tworzy, on go sobie wyobraża. To politycy są
      inżynierami rzeczywistości, a dziennikarze mają za zadanie w miarę obiektywnie
      ją komentować (w zależności od opcji gazety). Myślałam, że taki podział ról,
      trójpolówka zadań i kompetencji między politykami, dziennikarzami i artystami
      jest w demokracji oczywisty. Ale redakcja Sukcesu dostała niedawno list od
      dyrektor Anny Kamińskiej z Kancelarii Prezydenta RP Biura Informacji i
      Komunikacji Społecznej, cytuję fragmenty: „Szanowna Pani Redaktor. W numerze
      Sukcesu z lutego br. ukazał się felieton Manueli Gretkowskiej, określanej –
      nieco na wyrost biorąc pod uwagę poziom jej „publicystyki” - jako dziennikarka
      i pisarka. Trudno określić jej felieton pt. „Kły kłamią” inaczej niż jako
      pseudointelektualny bełkot naszpikowany kłamstwami”. Na czym polegały te
      straszne kłamstwa? Na błędach w pisowni nazwisk i przekręcaniu nazw urzędów
      państwowych. Cóż, czasem korekta urzeczona pięknem tekstu przepuszcza ewidentne
      błędy. Przyznaję, ortografia i hierarchia od najmłodszych lat sprawiały mi
      kłopot. Najpoważniejszą pomyłką w moim felietonie było twierdzenie, że bracia
      Kaczyńscy stracili w dzieciństwie ojca. Ale jeszcze nie musimy znać na pamięć
      życiorysu Wielkich Przywódców – jedynie to mam na swoje usprawiedliwienie. A
      Kancelaria Prezydencka ma prawo korygować błędy rzeczowe. Jednak dodawanie
      epitetów nie licuje z powagą urzędu. Nie za bardzo zresztą rozumiem kto tak
      naprawdę i po co odróżnia normalnego pisarza od pisarza „na wyrost”? Czy to
      ocena nadgorliwej urzędniczki o niewyżytych ambicjach krytyczno-literackich czy
      prezydenta, którego reprezentuje? Ostatni przypadek publicznego łajania pisarzy
      przez polityka pamiętam z wystąpień towarzysza Władysława. Gomułka potępianych
      literatów sumiennie czytał i dziobał palcem w co ciekawsze cytaty z ich
      molestowanych na trybunie dzieł. Josif Brodecki za nieumiejętność udowodnienia
      tępym, sowieckim sędziom, że jest poetą dostał kilkuletni wyrok. Urzędnicy i
      artyści mają najwidoczniej problemy ze wspólnym postrzeganiem rzeczywistości.
      Kiedyś było to dla twórców groźne, dzisiaj jest raczej śmieszne.

      Traktuję więc ten list jako prywatny odruch pani Kamińskiej. Przy okazji
      sprostowania poniosło ją i postanowiła się podzielić swoimi gustami z Sukcesem.
      Redakcje są pełne komentarzy od czytelników wyrażających zachwyt albo
      ubolewanie. Ale dlaczego w takim razie pani Anna pisała na papierze urzędowym,
      z orłem. Może to szczególny syndrom „oddanej Anny” - mam świeżo w pamięci
      machinacje Anny Jaruckiej oskarżanej o wykradanie pieczątek.

      Nie poniżałam w swoim felietonie prezydenta, nie szydziłam z jego rodziny.
      Zabawiłam się w psychoanalityka sugerując, że decyzje o przekazaniu finansów
      państwa w ręce kobiet ma swoje źródło w dzieciństwie Kaczyńskich – gdy kasą
      zajmowała się w ich domu matka. Ta psychoanalityczna wpadka (fachowcom
      przytrafiają się większe i groźniejsze w konsekwencjach) oraz kilka błędów
      korektorskich wystarczyło by wywołać epistolarną furię? Oczywiście można się
      wzajemnie obrzucać wyzwiskami: oni mi wytkną jeszcze raz „pseudointelektualny
      bełkot”, ja machnę „Szczytujące Niziołki”. Zamiast po gębie damy sobie po
      obeldze. I co z tego? Już i tak jest groteskowo.

      Jeśli pisarz brzydko kłamie rozczarowani czytelnicy mogą go ukarać nie czytając
      i nie kupując jego książek. Polityk wciskający wyborcze iluzje, łgający podczas
      kadencji jest oszustem. Czy równie bezkarnym co artysta? Tu nie chodzi o rymy i
      metafory, ale o decyzje, którym będziemy się musieli podporządkować. Po
      wyborach nie mamy już żadnego wyboru. Ani żadnej kary.

      Państwa, w których polityka wtrąca się do sztuki, zwłaszcza literatury, to
      kraje islamskie. Tam głos pisarza wydaje się ważny do tego stopnia, że
      niepoprawnych usuwa się spośród żywych. W naszej grotesce, na razie bezsilni
      urzędnicy prezydenta, sugerują, by usunąć felietonistę. Dyrektor Anna Kamińska
      kończy swój list z Kancelarii Prezydenta tymi słowami: „Zapisana w Konstytucji
      wolność słowa gwarantuje, że swoje wynurzenia mogą publikować „twórcy” tej
      miary co Manuela Gretkowska. Dziwi jednak fakt, że Sukces – pismo, które stara
      się zachować wysoki poziom otwiera swoje łamy na tego rodzaju publicystykę”.

      Skoro ludzie prezydenta piszą o mnie jak o pisarzu w cudzysłowiu to może
      powinnam zacząć się podpisywać jako „Gretkowska”. Dla bezpieczeństwa państwa?
      Manuela Gretkowska.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka