Cześć,
kilka miesięcy temu pisałam na tym forum, że moja córcia nie chce jeść z piersi i chyba ją odstawię. Mała płakała na widok piersi i jadła tylko z butelki, z piersi jadła tylko na śpiąco, więc w nocy ją karmiłam. Miała chyba wtedy 7 miesięcy. Kilka dni po tym jak przestałam ją karmić w dzień nagle wszystko się odwróciło, zaczęła jeść głównie z piersi, a butelkę wypluwała.
Trwa to do tej pory, a Martynka zaraz kończy roczek. Właściwie w dzień nie upomina się o pierś nigdy, ja sama ją karmię 2 razy (przed drzemkami) bo nie umiem jej położyć inaczej jak przy piersi. Wieczorem po kąpieli też zasypia przy piersi, w 2-3 minuty. W nocy budzi się od 5 do ponad 10 razy z głośnym płaczem, a jak się rozbudzi i czasem szuka piersi, to ją przystawiam i też się w kilka sekund uspokaja.
Myślę, że gdyby nie to, że sama ją przystawiam, to sama upominałaby się tylko o to karmienie po kąpieli.
Mój problem polega na tym, że jestem już wykończona:( Żałuję, że nie odstawiłam jej od piersi wtedy, kiedy byłoby to dla niej bezbolesne, bo sama wolała butelkę. Tylko miałam wtedy poczucie, że jest za wcześnie, było mi szkoda. Teraz w czasie nocnych pobudek marzę, żeby Mała przesypiała noc. Niestety śpi tylko ze mną od jakiegoś czasu. Problem z odstawieniem jest chyba większy dla mnie niż dla niej. Poza tym przeprowadziliśmy się do innego miasta 2 tygodnie temu a za jakieś kolejne 2-4 tygodnie czeka nas kolejna przeprowadzka. Wiem że to stres dla dziecka i nie najlepszy moment na odstawianie.
Tak się chyba tylko chciałam wyżalić, jakoś to wytrzymywałam do tej pory, chciałam karmić córcię jeszcze troszkę, bo ma wadę serca i niedługo czeka ją zabieg, chciałam żeby była jeszcze wtedy na piersi. Boję się, że jak jej teraz nie odstawię, to będzie coraz gorzej. Dołuje mnie to wszystko strasznie.
--