Dodaj do ulubionych

czy karmicie w miejscach publicznych

18.04.05, 16:33
Ma pytanie do mamus, czy karmicie piersia w miejscach publiucznych (parkach,
samolotach, pociagach itd)? czy nie mpialyscie przd tym oporow? Jestem
ciekawa bo ja sobie tego w ogole nie wyobrazam a nie che sie zamknac w domu
na pol roku.
czekam na wypowiedzi, dzieki z gory, pozdrawiam
aga mama wiktora
Obserwuj wątek
    • nataliamackowiak Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 17:25
      Ja karmię Oliwkę tylko piersią już pół roczku, ale nigdy w miejscach
      publicznych. Jest tyle możliwości, chociaż wejść do swojego auta i tam
      nakarmić, itp-nie podoba mi sie takie coś...
      Kiedyś-parę lat temu-szłam z mężem po markecie w Poznaniu, oglądaliśmy krzesła
      ogrodowe, a tam na jednym z tych krzeseł siedziała Pani i karmiła dziecko
      piersią. Mi się to nie podobało.
      Pozdrawiam.
      Wybór należy do każdej mamy z osobna:-)
      Natalia
      --
      A oto nasza Oliwka:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19490611&wv.x=2&v=2&s=0
          • nupik Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 17:51
            widze ze nie jestem odosobniona w takim razie, bo ja sobie tego po prostu nie
            wyobrazam. jednoczesnie nie jestesmy w stanie wszytsiego przewidziec (jak
            pisala mama ktora na szczepienie czekala) i wtedy trzeba sie ratowac, albo
            sciagac i nosic w butli chyba,. Idzie lato i jakos nie usmiecha mi sie latanie
            z malym do samochodu z parku i karmienie go w goracym aucie , bleeee. No coz,
            chyba trzeba sobie planowac tak, zeby karmienie nie wypadlo w czasie wyjscia,
            dziekuje wam za wypowiedzi i pozdrawiam
            aga mama wiktora
    • zzz12 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 20:11
      Zdarza mi sie - i zdarzalo- karmic w miejscach publicznych ( w samolocie, w
      parku). Oczywiscie zawsze staram sie wpierw znalezc ustronne miejsce, bo nie
      nawyklam do publicznego okazywania mojego nagiego biustu. Za "publiczne"
      karmienie uznaje tez karmienie w domu podczas odwiedzin gosci, bo nie mam
      zamiaru pedzic zywota pustelnika :-( Na szczescie opanowalam sztuke dyskretnego
      karmienia, ze nic tak naprawde nie widac (w ogole nie widac nawet fragmentu
      mojej piersi :-) , wiec jedno z drugim (karmienie w miejscu publicznym i
      poszanowanie wlasnej intymnosci) naprawde da sie pogodzic.
      • nesla Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 20:26
        Ostatnio w tv uslyszalam na ten temat opinie specjalisty od savoir vivre i
        zaskoczylo mnie, ze karmienie publiczne nie jest taktowne.. myslalam bowiem ze
        to naturalna rzecz, ale sie okazuje ze jednak nie. W prawdzie nie karmie
        publicznie i nie mam takiego zamiaru, ale to raczej z powodow moich wlasnych
        zahamowan a nie dlatego ze to uwazam za nietaktowne. Dyskusja w tv spowodowana
        byla wlasnie skarga kobiety ktora zostala wyproszona z restauracji, w ktorej
        zaczela karmic piersia.
        W krajach skandynawskich karmi sie wszedzie, bez obciachu, kiedys w Polsce tez
        jezdzily pociagi ze specjalnymi wagonami dla matek karmiacych piersia.
        • mamakasienki1 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 21:25
          Moje maleństwo ma dopiero 3 miesiące ale raz zdarzyło mi się karmić w parku
          oczywiście w ustronnym miejscu ale nie miałam wyjścia do domu daleko do auta
          też nie najbliżej wybrałam ławkę bo niby dlaczego dziecko miało cierpieć.
          Staram się nie zabierać małej daleko od domu żebym zawsze mogła wrócić na
          karmienie. Ale moim zdaniem karmienie w miejscu publicznym nie jest niczym
          niestosownym. Ja przynajmniej byłam dumna, że mogę nakarmić swoje dziecko gdy
          tego potrzebowało i nie bardzo obchodziło mnie co sobie myślą inni. Ale w
          hipermarkecie bym nie karmiła - nie wyobrażam sobie tego.
          Pozdrawiam
          • mama_debiutantka Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 21:29
            > Ale moim zdaniem karmienie w miejscu publicznym nie jest niczym
            > niestosownym. Ja przynajmniej byłam dumna, że mogę nakarmić swoje dziecko gdy
            > tego potrzebowało i nie bardzo obchodziło mnie co sobie myślą inni.

            daj spokój. "dumna, że mogłam nakarmić dziecko"? są laktatory, butelki, ew.
            mieszanki. co ma duma do publicznego rozbierania się?

            --
            pozdrawiam :)
            forum o japonii
            wortal :: nipponicum ::
            grudziądz - miasto magiczne
            • jakw Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 21:41
              > są laktatory, butelki, ew.
              > mieszanki. co ma duma do publicznego rozbierania się?
              >
              Zaraz kupować laktator i babrać się z butelkami i mieszankami tylko po to, żeby
              wyjść na dłuższy spacer...Karmiłam wiele razy na ławeczce w parku i jakoś nie
              robiłam przy tym striptizu.
                • jakw Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 21:38
                  Nie sądzę, żeby mi się wydawało...(w każdym razie było to dla mnie jak
                  najbardziej akceptowalne). A poza tym nie pisałam, że karmiłam na
                  ulicy...Karmiłam na ławeczce w parku, bynajmniej nie przy głównej alejce. I weź
                  pod uwagę, że w pewnych godzinach w parku przebywają głównie mamy/babcie z
                  dziećmi. I striptizu naprawdę nie trzeba przy tym robić, pod warunkiem, że ma
                  się odpowiednie ubranie. Rozpinasz ubranie, osłaniasz się np. pieluszką i
                  dzieckiem itd. Jeśli dla Ciebie dyskrecja jest jednoznaczna z tym, że nie widać,
                  że akurat karmisz dziecko, to się pewnie nie da. Oczywiście, jak ktoś usiłuje
                  równocześnie karmić i robić zakupy, to rzeczywiście może wyjść sytuacja typu, że
                  po sklepie lata obnażona kobieta z dzieckiem przy piersi i wcale nie jest to
                  dyskretne...
            • mamakasienki1 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 09:57
              Oczywiście, że byłam dumna. Laktatory, butelki, mieszanki? A od czego są w
              końcu piersi? Natura po to dała kobietom piersi żeby karmiły dzieci. I nie myśl
              sobie że jestem jakąś staroświecką babą, ja również niedawno urodziłam swoje
              pierwsze dziecko.
              Pozdrawiam
              • mama_debiutantka Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 13:39
                piersi są od produkowania pokarmu i od karmienia w domu. to czynność intymna,
                wymagająca czasu i spokoju. chyba, że ktoś za wszelką cenę, nawet dobrego
                samopoczucia dziecka, musi pokazać światu, że jest matką karmiącą i żadnego
                miejsca się nie boi. a może to lenistwo jest, bo ściągnięcie porcji mleka to
                "aż" 10 minut...
                --
                pozdrawiam :)
                forum o japonii
                wortal :: nipponicum ::
                grudziądz - miasto magiczne
                  • mama_debiutantka Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 15:17
                    > Dziwne,o co chodzi z tym samopoczuciem dziecka?

                    o to, że dziecko w restauracji lub centrum handlowym czuje się chyba dużo
                    gorzej, niż w domu
                    a może ja się nie znam?

                    > A co zrobić,gdy dziecko mimo wielkokrotnych prób nie akceptuje butelki,tylko
                    > pierś.

                    a co zrobisz ze swoim nie akceptującym butelki dzieckiem, jeśli będziesz musiała
                    pójść np. na 2 tygodnie do szpitala (czego Ci oczywiście nie życzę)? choćby z
                    takiego powodu dziecko należy nauczyć pić z butelki

                    --
                    pozdrawiam :)
                    forum o japonii
                    wortal :: nipponicum ::
                    grudziądz - miasto magiczne
                    • jakw Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 21:47

                      > a co zrobisz ze swoim nie akceptującym butelki dzieckiem, jeśli będziesz musiał
                      > a
                      > pójść np. na 2 tygodnie do szpitala (czego Ci oczywiście nie życzę)? choćby z
                      > takiego powodu dziecko należy nauczyć pić z butelki
                      >
                      Tak, tak... Zostało stwierdzone ponad wszelką wątpliwość, że 100% mam udaje się
                      w ciągu kilku pierszych m-cy życia dziecka do szpitala na 2 tygodnie.
                      Albo histeria, albo brak argumentów.
                      • happy.mama.kasi Re A ja mysle... 25.04.05, 14:52
                        ... a ja mysle, ze kazdy powinien postepowac tak, jak mu sie podoba. Swoja
                        droga, ciekawe, ze akceptujemy panow sikajacych pod drzewkami, albo murkami(i
                        tu dopiero widac kawalek ciala!!!), ludzi kazdego wieku palacych papierosy i
                        pijacych alkohol w miejscach publicznych (mimo obowiazujacego zakazu), matki,
                        ktore karca swoje dzieci (zarowno fizycznie jak i psychicznie) na ulicach i w
                        parkach i wielu innych miejscach...akceptujemy te teoretycznie nieakceptowalne
                        zachowania (bo akceptujemy, skoro sa to zjawiska powszechnie wystepujace), a
                        nie mozemy zaakceptowac, ze mama w przypadku naglej awarii nakarmi swoje
                        malenstwo w ustronnym miejscu w parku?! Ciekawy socjologicznie przypadek
                        dyskryminacji i to ze strony mam. Ja osobiscie nie nakarmilam nigdy mojej
                        coreczki w miejscu publicznym (ale jeszcze moze mi sie to przydazyc, bo ma
                        dopiero 5 tyg.) i nie zamierzam, poza wlasnym samochodem, ale nie widze powodu,
                        by inne mamy, moze bardziej wyluzowane, to robily. Sa na prawde gorsze
                        przestepstwa na tym dziwnym Swiecie niz karmienie dziecka w miejscu publicznym.
                        Cos Ty taka zawzieta, mamo debiutantko, wiecej luzu! Ziejesz jadem, az sie boje
                        co jeszcze wymyslisz pod adresem matek, ktore maja inne zdanie. Nie uwazasz, ze
                        takie przekonywanie innych o swojej racji jest zbedne? Tracisz energie, a i
                        tak, te ktore chca karmic publicznie, beda to robic, czy sie Tobie to podoba
                        czy nie.
                        Pozdrawiam i zycze milego dnia, a niektorym dystansu, wiecej tolerancji i mniej
                        konserwatywnego podejscia do zycia- Asia
                        • happy.mama.kasi Re: Re A ja mysle... 25.04.05, 15:03
                          Debiutantko, niech juz Ci sie przestanie wydawac, ze jestes najmadrzejsza,
                          prosze, bo zaczynasz byc troche smieszna (a ja jestem mila altruistka i zrobie
                          to dla Ciebie i Cie o tym poinformuje) Twoja walka o utrzymanie zasad pruderii
                          jest jak walka z wiatrakami, zaczynasz zachowywac sie jak czlowiek w manii (to
                          II forma choroby afektywnej 2- bigunowej), troche sie znam na chorobach
                          psychiatrycznych.
                          A propos czasu sciagania pokarmu- czy Ty jestes doradca laktacyjnym, w dodatku
                          calkowicie nieomylnym? Jednym trening podobno pomaga, innym nie, to kwestia
                          wydolnosci zrazikow mlekowych, ktore produkuja mleko, a nastepnie przewodow i
                          kanalikow, ktore transportuja. Produkcja pokarmu tak na prawde zaczyna sie w
                          głowie- poczytaj sobie i sklada sie na nia wiele czynnikow.
                          Pozdrawiam- Asia
                • zzz12 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 14:37
                  Dla Ciebie sciagniecie porcji pokarmu to az 10 minut, dla innych pan
                  sciagniecie 30ml pokarmu moze zajac 50 minut lub wiecej. Poza tym nie wszystkie
                  niemowleta potrafia pic z butelki. A po trzecie w butelce pokarm jest narazony
                  na zepsucie sie, w przeciwienstwie do pokarmu bezposrednio podanego z piersi.
                  Nie widze powodu, zeby komplikowac sobie zycie i babrac sie z jakimis butelkami
                  z powodu czyjejs pruderii. Moze dla Ciebie jedzenie-karmienie jest czynnoscia
                  intymna, dla mnie - ??? - nie zamykam sie ani ja, ani nikt z domownikow w
                  ubikacji podczas posilkow. Dlaczego ma to robic moje najmlodsze dziecko? I
                  dalej sie upieram, ze mozna karmic publicznie bez okazywania nagosci i
                  epatowania golym biustem. Naprawde mozna karmic dyskretnie, ale jesli niektorym
                  mamom nie przeszkadza publiczne demonstrowanie swojego nagiego biustu- ich
                  sprawa.
                  • mama_debiutantka Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 15:27
                    > Dla Ciebie sciagniecie porcji pokarmu to az 10 minut, dla innych pan
                    > sciagniecie 30ml pokarmu moze zajac 50 minut lub wiecej.

                    kwestia treningu. ale łatwiej powiedzieć "nie umiem". ja musiałam się nauczyć,
                    bo raz w miesiącu mam szkołę przez trzy dni i wtedy nie mam mnie w domu niemal
                    od świtu do zmroku. da się zrobić.

                    > Poza tym nie wszystkie niemowleta potrafia pic z butelki.

                    a powinny - patrz wyżej + powtórzę się: a co zrobisz z dzieckiem, jeśli będziesz
                    musiała pójść np. na 2 tygodnie do szpitala (czego Ci oczywiście nie życzę)?
                    choćby z takiego powodu dziecko należy nauczyć pić z butelki

                    > A po trzecie w butelce pokarm jest narazony
                    > na zepsucie sie, w przeciwienstwie do pokarmu bezposrednio podanego z piersi.

                    w temperaturze pokojowej może stać do 12 godzin. opakowanie termiczne izoluje
                    nie tylko od wychłodzenia, ale i od przegrzania.

                    generalnie: szukasz dziury w całym

                    jedzenie nie jest czynnością intymną. karmienie piersią - tak. a odwoływanie się
                    do pruderii jest, wybacz, śmieszne. taki argument może przywołać każdy sikający
                    w bramie. no i on przecież też robi to dyskretnie, bo odwraca się do
                    publiczności tyłem. powiesz "to nie to samo". niby nie, a jednak wiąże się z
                    obanżaniem w miejscu publicznym. i w obu sytuacjach można tego uniknąć.

                    ciekawe, jak łatwo podciągnąć pewne, wygodne dla jakiejś grupy, choć nie
                    akceptowane powszechnie, zachowania pod hasło "jeśli im to nie przeszkadza to
                    ich sprawa". tak się składa, że nie żyjemy na bezludnych wyspach tylko w
                    społeczeństwie

                    --
                    pozdrawiam :)
                    forum o japonii
                    wortal :: nipponicum ::
                    grudziądz - miasto magiczne
                    • wana Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 15:48
                      Naprawdę sądzisz, że butelka dziecku nie szkodzi?! Że trzeba przyzwyczaić
                      dziecko do butli?! A dlaczego? Pomijając sytuacje awaryjne, to po 6 miesiącach
                      spokojnie dziecko może przeżucić się na niekapek ;-) A pierś i tak jest
                      niezastąpiona. Przychylam się do przedmówczyń, że babranie się z laktatorami
                      jest niepotrzebne, zwłąszcza, że nie ma na celu donbra dziecka, tylko ego
                      mamusi.
                      Pozdrawiam
                      wana
                      --
                      Popatrzcie na Julenia ;-)))
                      • misiabella Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 17:03
                        Nadal nie rozumiem po co to bicie piany.Żadna z dyskutujących tu osób nie
                        wywala cycków ludziom przed oczy.Więc nie ma się chyba czym ekscytować.Jak już
                        pisałam,czasem karmię na spacerze w parku szukając najbardziej ustronnego
                        miejsca i zasłaniając się kocykiem czy pieluszką.W dodatku noszę zawsze coś na
                        zamek z przodu i specjalny stanik.To,że ktoś domyśli się co ja też takiego
                        robię?O Boże,może mam się pociąć?
                        Jestem osobą praktyczną i wygodną.Mimo,ze mam laktator i butelki,korzystam z
                        nich w wyjątkowych sytuacjach.Nie widzę sensu w zmuszaniu niemowlęcia do picia
                        z butelki,gdy widzę wyraźnie,że protestuje(choć kiedyś pił),a nie jest to
                        konieczne.To zwykły brak szacunku dla małego człowieka.
                        Nie widzę związku między publicznym odbywaniem stosunków lub sikaniem,jak tutaj
                        niektóre kobiety piszą.


                        --
                        Motocykl i dziewczyna
                        Zapraszam na blog Borysa
                    • jakw Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 21:59
                      > ja musiałam się nauczyć,
                      No właśnie. Ty musiałaś, ja nie widziałam takiej potrzeby.

                      > bo raz w miesiącu mam szkołę przez trzy dni i wtedy nie mam mnie w domu niemal
                      > od świtu do zmroku. da się zrobić.
                      >

                      > a powinny - patrz wyżej + powtórzę się: a co zrobisz z dzieckiem, jeśli będzies
                      > z
                      > musiała pójść np. na 2 tygodnie do szpitala (czego Ci oczywiście nie życzę)?
                      > choćby z takiego powodu dziecko należy nauczyć pić z butelki
                      >
                      A wcale nie muszą - patrz wyżej


                      > generalnie: szukasz dziury w całym
                      >
                      No właśnie. Co ci przeszkadza, że ktoś inny się nie krępuje...

                      > taki argument może przywołać każdy sikający
                      > w bramie. no i on przecież też robi to dyskretnie, bo odwraca się do
                      > publiczności tyłem. powiesz "to nie to samo". niby nie, a jednak wiąże się z
                      > obanżaniem w miejscu publicznym. i w obu sytuacjach można tego uniknąć.
                      >
                      No pewnie, powinny być toi-toje dla mam karmiących piersią...
                      Jak ktoś sika w bramie, to potem śmierdzi. A mama wstanie sobie z ławeczki i
                      pójdzie dalej. Nadal nie widzisz różnicy?

                      > ciekawe, jak łatwo podciągnąć pewne, wygodne dla jakiejś grupy, choć nie
                      > akceptowane powszechnie, zachowania pod hasło "jeśli im to nie przeszkadza to
                      > ich sprawa". tak się składa, że nie żyjemy na bezludnych wyspach tylko w
                      > społeczeństwie
                      >
                      Jakoś nie zauważyłam, żeby straż miejska/policja wlepiała mandaty za karmienie
                      piersią w miejscu publicznym.
                      Zgodnie z Twoimi poglądami, to nawet we własnym samochodzie na parkingu nie
                      można karmić piersią, bo ktoś się zgorszy...
                • jakw Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 21:43
                  Tylko jeszcze trzeba mieć butelkę, i jeszcze trzeba nauczyć dziecko pić z tej
                  butelki...I jescze pewnie trzeba tę butelkę wyparzyć. I smoczek też... No
                  pewnie, że jest to lenistwo.
                  MAMY KARMIĄCE PIERSIĄ <=> MAMY LENIWE
                  I gdzie jest napisane, że piersi produkują mleko tylko w domu? A w centrach
                  handlowych bardzo często są pokoje, gdzie można dziecko w spokoju nakarmić.
                  A dziecku to chyba wszystko jedno, gdzie je, więc akurat ono samopoczucie ma dore.
                • kosciotrupek Re: czy karmicie w miejscach publicznych 26.06.05, 03:09
                  Szanowna mamo_debiutantko! Łatwo mówić, kiedy się ma dziecko, które je jak w
                  zegarku: co 3-4 godziny, a w przerwach raczy się smoczkiem. Mój synek lubi
                  posysać mamę nawet co godzinę, a zdarza się, że i częściej (na przykład teraz,
                  kiedy jest tak ciepło). Jak sobie wyobrażasz spacery w tej sytuacji? Albo
                  odciąganie pokarmu w przerwach karmienia, żeby starczyło na spacer (jedzenie
                  niechby nawet tylko co godzinę, ze dwa ściągania - na dwa karmienia na spacerze,
                  czyli 20 minut, a do tego obskoczyć wszystko to, co normalnie powinno się zrobić
                  w domu)? Poza tym właśnie kwestia upału - dziecka nie dopajam, czyli na spacerze
                  też powinien dostawać pić często. Masz na to jakiś pomysł? I kolejna kwestia -
                  czym go karmić na spacerze (tym odciągniętym mlekiem), skoro nie zamierza się
                  podawać butelki? Jak widzisz, nie sprowadza się to wszystko jedynie do czasu
                  spędzonego na odciąganiu.
                  Bardzo często karmię w miejscach publicznych, bez striptizu (mam chustę do
                  noszenia niemowląt, w której łatwo jest się ukryć) i nie robię z tego rabanu. A
                  na dodatek nigdy nie spotkałam się z jakimiś negatywnymi reakcjami.
        • mama_debiutantka Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 21:32
          bo karmienie w restauracji jest nie tylko nietaktowne ale wręcz niekulturalne.
          tak samo zresztą, jak ciągnięcie tam ze sobą niemowlęcia.
          po pierwsze ludzie nie przychodzą tam po to, żeby słuchać wrzasków bobasa,
          oglądać karmienie piersią, zachwycać się kupą i bekaniem. po drugie nie jest to
          miejsce odpowiednie dla małego dziecka - dym, hałas, zaduch, potencjalnie więcej
          niż przeciętnie ludzi chorych
          --
          pozdrawiam :)
          forum o japonii
          wortal :: nipponicum ::
          grudziądz - miasto magiczne
          • nesla Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 22:11
            Moze masz racje, ale ja tak nie uwazam, zaspokojenie glodu wlasnego dziecka w
            sposob jak najbardziej naturalny nie wydaje mi sie niekulturalne, a zamykanie
            mlodych matek z dziecmi w czterach scianach uwazam za niedzisiejsze. Oczywiscie
            sa granice, ale sami je okreslamy, dla mnie obiad w restauracji z niemowlakiem
            bylby przekroczeniem takiej granicy, ale dla innych matek widocznie nie i jesli
            maja taka potrzebe (lub koniecznosc) to jej wola.
            Przypomnialo mi sie ze kiedys podczas lanczu w pracy odwiedzil nas kolega z
            zona i dzieckiem, w pewnym momencie kobieta rozpiela bluzke i zaczela karmic,
            wszystkim sie zrobilo glupio i odeszli od stolu, sama tez nie wiedzialam jak
            sie zachowac ale i tak przerwa sie skonczyla i trzeba bylo wracac do
            obowiazkow.
            • beatam Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 22:32
              Mój maluch ma dopiero miesiąc, ale juz zdażyło mi się karmienie w parku. Mamy
              ze sobą zawsze kocyk, mozna siebie i malucha nim tak zasłonić, że nic nie
              widać. Na laweczce obok siedziała dziewczyna, która tez maluszka albo karmiła
              albo przytulała. Nie przyglądałam sie nachalnie, ale to wyglądało naturalnie.
              Mój Michałek nie przesypa w ciągu dnia więcej niż 1,5-2 godz. w kawałku, więc
              karmiliśmy sie pewnie nie ostatni raz na spacerze. Szczególnie, że spacery mamy
              coraz dłuższe i czasami siadam sobie na ławeczce = przestaje bujać = budzimy
              się.
            • mama_debiutantka Re: czy karmicie w miejscach publicznych 18.04.05, 23:50
              > a zamykanie mlodych matek z dziecmi w czterach scianach uwazam za
              > niedzisiejsze. Oczywiscie sa granice, ale sami je okreslamy, dla mnie obiad w
              > restauracji z niemowlakiem bylby przekroczeniem takiej granicy, ale dla innych
              > matek widocznie nie i jesli maja taka potrzebe (lub koniecznosc) to jej wola.

              nie zgodzę się z Tobą. to nie tylko ich wola. sama mam dziecko
              dziewięciomiesięczne i do restauracji chodzę bez małej. i jeśli już tam idę, to
              nie po to, żeby słuchać płaczu cudzych maluchów i oglądać ekwilibrystyki matek,
              które starają się (albo i nie) nakarmić bobasa dyskretnie. a już szczytem są
              opowieści o mamach zmieniających dziecku przy stole pieluchę. sama na szczęście
              tego nie doświadczyłam, ale brzmi "smakowicie", prawda? a też sama natura.

              nie chcę zamykać matek w czterech ścianach, ale na własnym przykładzie
              udowodniłam, że można żyć normalnie i nie wygłupiać się. a jeśli nie chcą
              zostawiać dziecka? to może niech nie chodzą do restauracji, bo to nie miejsce
              dla bobasa. a jeśli nie mają z kim? trzeba się było zastanowić przed poczęciem i
              ustalić priorytety, znów zwłaszcza ze względu na dziecko. restauracja nie jest
              jedynym i najbardziej atrakcyjnym sposobem spędzania wolnego czasu. bez
              przesady. a dziecko nosi pieluchę i pojada pierś góra trzy lata (choć dla mnie
              to nie jest normalne), więc chyba można się "poświęcić".

              --
              pozdrawiam :)
              forum o japonii
              wortal :: nipponicum ::
              grudziądz - miasto magiczne
              • nesla Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 20:16
                mamo_debiutantko, mozesz sie ze mna nie zgadzac, ale ja uwazam ze trzeba miec
                mala wyobraznie aby nie moc sobie wyobrazic ze inne mamy maja inne podejscie do
                macierzynstwa, a ich dzieci inne potrzeby zywieniowe. Jedne dzieci jedza co
                godzina a inne co 4 godziny, zdarza sie ze TRZEBA wejsc do jakiejs
                restauracyjki czy kawiarni aby dziecko nakarmic. Nie zawsze da sie tak
                zaplanowac dzien (szczegolnie gdy np mieszka sie z dala od rodziny i przyjaciol
                ktorzy by pomagali w opiece nad dzieckiem) aby na wszystko znalezc czas.
                Jest mnostwo okolicznosci i sytuacji w ktorych trzeba troche wyrozumialosci dla
                matki z dzieckiem. Jestes zbyt zasadnicza w swojej opinii i niepotrzebnie
                wmieszasz do tematu kupki, nie mowiac o zastanawianiu sie PRZED POCZECIEM nad
                sprawami karmienia... czy ty potrafilas przewidziec jak czesto bedzie chcialo
                jest twoje dziecko ZANIM zaszlas w ciaze??? Ja przyznam sie ze mialam bardzo
                blade pojecie nt niemowlat..
                Zgodze sie z toba, ze zaciaganie bobasa do restauracji to niezbyt dobry pomysl,
                ale potrafie sobie wyobrazic taka koniecznosc.. np w restauracji w Ikei, zakupy
                robic trzeba, czesto tatus prowadzi samochod, a mamusia dokonuje decyzji
                zakupowych, a nie ma z kim dziecka zostawic wiec zabiera sie ze soba, jak takie
                baby je co 2-3 godziny to nie ma bola, nie zdazy sie obrocic tam i z powrotem i
                zrobic zakupy.. trzeba malca nakarmic. Nie kazde dziecko przyjmuje butelke,
                moja corka np od 3 go miesiaca kateogorycznie butelki odmawia i drze sie w
                nieboglosy kiedy jej podaje butelke.
                Dziwi mnie ta twoja agresja i pruderia, jakby kawalek kobiecej piersi gorszyl..
                a gole pupy na wystawach w kioskach Ruchu to normalka..
          • kosciotrupek Re: czy karmicie w miejscach publicznych 26.06.05, 03:20
            Słowo daję, współczuję Ci, mamo_debiutantko. Ty chyba niewiele masz radości z
            bycia tą mamą, jeżeli bobas kojarzy Ci się tylko z kupami, bekaniem i wrzaskami,
            a karmienie jest niekulturalne.Nigdy nie myślałam o tym tak zawzięcie karmiąc
            synka w miejscahc publicznych, po prostu robiłam to bez większych emocji, ale po
            przeczytaniu Twoich postów zaczynam odczuwać dziką satysfakcję z kłucia w oczy
            takich mądrali jak Ty.
          • misiabella Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 12:43
            Masz rację,Agulina-chodniki i trawniki obsrane przez psy,albo obrzygane przez
            pijaków,którzy też sikają gdzie popadnie,ale największe emocje budzi karmiąca
            matka.Jestesmy nielicznym krajem w Europie,gdzie w prawie żadnym większym
            sklepie,czy markecie nie ma wydzielonego miejsca do przewijania i karmienia
            dzieciaków.Zaraz odezwą się głosy,że do sklepów się nie chodzi z
            dziećmi.Jasne,ale zdarzają się sytuacje losowe,kiedy po prostu trzeba i już.Tak
            samo restauracja-niedawno musieliśmy pojechać z dwumiesięczniakiem do innego
            miasta i wpadliśmy coś szybko zjeść do małej restauracyjki.Ja też nie wyobrażam
            sobie karmienia przy stoliku w restauracji,czy na srodku sklepu.Po prostu
            wstydziłabym się.
            Ale mój chłopak na dłuższych spacerach robi się czasem głodny.Próbowałam już
            zabierania butelek z mlekiem,herbatką.Niestety,nie znosi tego (podobnie jak
            smoczka),a ponieważ zanosił się z płaczu byłam parę razy zmuszona do tego,by
            znaleźć ławkę,usiąść tyłem,zasłonić się i nakarmić malucha.I naprawdę nie
            rozumiem tego całego zamieszania.
            Kraje dużo bardziej cywilizowane od nas mają do tego normalny stosunek.Tylko u
            nas szukamy niezdrowej sensacji.Lubimy pouczać innych,krytykować,bo przecież na
            ich tle jestesmy lepsi.

            --
            Mój szkrab
            Zapraszam na blog
      • denay Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 00:05
        mamo_debiutantko popieram w 150%.
        I powiem Wam cos dziewczyny... W ciagu ostatnich 2lat mialam niezliczone okazje
        do obserwowania rodzicow z malutkimi dziecmi w restauracjach. Co wiecej
        rodzicow dwoch nacji: Niemcow i Amerykanow. W niemieckich restauracjach bywam
        jako gosc, w amerykanskich pracowalam. I co?? W niem. nie zobaczysz pary z
        noworodkiem. w niedzielne popoludnie w lodziarni - i owszem, ale w "regularnej"
        restauracji - NIGDY!! Za to Amerykanie zabieraja malenkie dzieciaczki do
        miejsc, gdzie glosno i nierzadko brudno. Widzialam matki karmiace przy
        zastawionym stole, widzialam te, ktore korzystaly z wydzielonego pomieszczenia
        w lazience.
        Sama bede matka, ale, qrde, bez przegniania z tym karmieniem
        • mamakasienki1 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 10:09
          NO co wy dziewczyny wstydzicie się własnych piersi i dzieci? Ja jestem taka
          szczęśliwa, że mam swoje maleństwo i od tego w końcu jestem żeby przy nim być,
          a nie zostawiać z kimś w domu i biegać po restauracjach. Do restauracji nie
          chodzę bo na to przyjdzie jeszcze pora, a dziecko zostawiam w domu co najwyżej
          z mężem jak muszę coś załatwić. Raz zdarzyło mi się karmienie w parku zrobiłam
          to w ustronnym miejscu oczywiście dyskretnie.
          Z pewnością nie zabrałabym swojego maleństwa do restauracji gdzie jest głośno i
          duszno, czy do hipermarketu, gdzie są tłumy ludzi (nie zawsze zdrowych), ale
          park to co innego. I nie zamierzam siedzieć w domu z dzieckiem tylko dlatego,
          że karmienine piersią wydaje się komuś nieeleganckie czy niestosowne.
          Pozdrawiam
          • mama_debiutantka Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 11:24
            > NO co wy dziewczyny wstydzicie się własnych piersi i dzieci? Ja jestem taka
            > szczęśliwa, że mam swoje maleństwo i od tego w końcu jestem żeby przy nim być,
            > a nie zostawiać z kimś w domu i biegać po restauracjach.

            nie wstydzę się ani jednego, ani drugiego. nie wstydzę się również swojego
            tyłka, ale siusiam wyłącznie w toalecie.
            i nie startuję w konkursie na matkę-polkę roku, więc ani nie rezygnuję z
            rozrywek/odpoczynku od dziecka (w granicach rozsądku, naturalnie), anie nie
            ciągam małej wszędzie ze sobą. ponieważ wychodzę z mężem, to dziecko zostaje z
            babcią. i żyje, wyobraź sobie.
            a szczęście z macierzyństwa można okazywać nie tylko obnażaniem dekoltu... za to
            "karmienie dyskretne" to mit powtarzany przez zwolenniczki natury. coś takiego
            nie istnieje. i nie karmienie na ulicy nie oznacza siedzenia kołkiem w domu.
            sprawdziłam na własnym przykładzie. wymaga tylko trochę ruszenia głową.

            --
            pozdrawiam :)
            forum o japonii
            wortal :: nipponicum ::
            grudziądz - miasto magiczne
            • agulina.g Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 13:14
              Ty chyba mamo debiutantko strasznie brzydka musisz byc skoro nawet wstydzisz
              się pokazać dekolt. A moze by tak jak Michael Jackson w maseczce zacząć
              chodzić ? Jeżeli sklep to nie miejsce dla matek z dziecmi, restauracja tez, to
              moze zamknac baby w domu i niech tylko przy garach stoja ! A nie pomyslalas, ze
              ktos moze nie miec mamy (babci) i nie ma z kim zostawic maluszka kiedy mąż w
              pracy ??
            • wana Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 15:36
              Nie przesadzaj, nie przesadzaj.... Całą zabawa z laktatorami i butelkami jest
              niepotrzebna, nienaturalna i nie wpływa dobrze na dziecko - jeśli nie masz
              takiej potrzeby, to po co przyzwyczajasz dziecko do butli i smoczka?!
              Porównanie tyłka do piersi karmiącej nie jest na miejscu. A karmienie dyskretne
              nie jest mitem, tylko faktem, co ja, jako podwójna matka udowodniłam. Karmiłam
              1,5 roku córkę, karmię 15-ty miesiąc syna i nie widzę w tym niczego
              niestosownego. Co masz przeciwko zwolenniczkom natury? Jak już napisałam - jak
              ktoś nie chce patrzeć, niech nie patrzy i już. Mnie obrzydzają wystające spod
              spodni stringi czy włosy łonowe, wystające z przodu, ale nie chcę patrzeć, to
              nie patrzę. I koniec.
              Pozdrawiam
              wana
              --
              Popatrzcie na Julenia ;-)))
            • mamakasienki1 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 22:04
              Po pierwsze nie startuję w konkursie na matkę polkę, a po drugie nie mam z kim
              zostawić dziecka w domu moja mama mieszka 400 km od nas a mama męża 100 km
              dalej, więc nie będą przyjeżdżały żebym poszła na zakupy albo do restauracji bo
              mam taki kaprys. Mąż pracuje więc też nie ma czasu siedzieć z małą. Mamy
              wspólne weekendy których wolimy nie spędzać w hipermarketach tylko na spacerach
              w parku z maleństwem i to, że czasem nakarmię małą na ławce w parku zasłaniając
              się przy tym nie uważam za coś zdrożnego. Poza tym nie zamierzam siedzieć
              kołkiem w domu bo mam dziecko.
              Próbowałam ściągać mleko i nie zajmuje mi to z pewnością 10 minut tylko
              znacznie więcej, a piersi są od tego aby je wykorzystywać dla potrzeb dziecka
              (po to zostały stworzone).
              Pozdrawiam
            • jakw Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 22:15
              Problem chyba w tym, że karmienie piersią kojarzy Ci się wyłącznie z gołymi
              cycami. I chyba specjalnie oglądasz każdą karmiącą mamę, żeby się utwierdzić w
              przekonaniu, że widzisz 1cm2 jej piersi. Obsesja jakaś czy co?
              Może należy też zakazać wychodzenia z domu wszystkim kulawym, brzydkim i starym
              , bo to może godzić w czyjeś zmysły dobrego smaku?
    • agulina.g Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 11:31
      Jestem zdruzgotana. widze, ze wiekszosc z was wstydzi sie naturalnego
      karmienia.. butelki, laktatory i nie wiadomo co jeszcze byle nie pokazac
      kawalka piersi. Ja karmie w miejscach publicznych bo nie bede uciekala za
      kazdym razem jak malej zechce sie jesc. dziecku nie wytlumaczysz, ze ma
      poczekac na powrot do domu albo samochodu.
      A nie wstydzicie sie jak wasze psy sraja pod blokami i jak zostawiacie ich kupy
      na chodnikach ? Ja akurat TEGO nie mam ochoty ogladac a matka karmiaca mi nie
      przeszkadza.
    • tijgertje Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 13:12
      Znowu to samo, jak na kazdy drazliwy temat zreszta: ile ludzi, tyle opinii. Karmie swojego syna juz ponad 14 miesiecy. Zdarzalo mi sie dosc regularnie karmic w "miejscach publicznych". Zanim urodzilam, wydawalo mi sie to nie do pomyslenia, rozbierac sie przy ludziach? Potem jednak okazalo sie, ze wcale sie rozbierac nie musze. Dzieci chcialam miec od zawsze i jestem bardzo szczesliwa mama. A ze mieszkam w Holandii, zarowno moja, jak i meza rodzina mieszka bardzo daleko, wiec nie bardzo mam z kim dziecko zostawic. Tatus pracuje calymi dniami, wiec zakupy, garnitury do pralni i mnostwo innych spraw spada na moja glowe. Zawsze staralam sie czas tak zaplanowac, aby wyskoczyc z domu pomiedzy karmieniami, ale nie zawsze jest to mozliwe. Podobnie, jak nie zawsze jest gdzie podgrzac butle, czy przewinac dziecko. Nigdy bym dzieciaka nie przewijala na widoku w restauracji, ale nie raz zdazalo mi sie tak karmic. Do zadymionych knajp sama nie wchodze, ale jest calkiem sporo restauracji, gdzie przychodza cale rodziny. Jadac do miasta, wiem dokladnie, gdzie moge dziecko przewinac, gdzie o jakiej porze moge wskoczyc na kawe i przy okazji nakarmic kurczatko. Moim ulubionym miejscem jest duzy dom handlowy z samoobslugowa restauracja, gdzie sa stoliki nieco na uboczu, wiec nikogo nie drazni moj widok. Nauczylam sie, jak sie ubierac i jak siadac z dzieckiem, aby nikt sie nie zorientowal, co robie. Wierzcie, jest to mozliwe! Oczywiscie, jesli ktos jest przeczulony na tym punkcie, domysli sie, co robie, ale nic nie zobaczy. Mialam kiedys taka sytuacje, ze siedzialam karmiac w kaciku przy kawie z ciastkiem, a ze bylo dosc ciasno, przysiadla sie do mnie para starszych ludzi. Po jakis 10 minutach rozmowy kurczatko dalo do zrozumienia, ze brzusio pelne, podnioslam go do odbicia i wtedy uslyszalam: TO PANI GO KARMILA??? Zwlaszcza male dziecko bardzo latwo jest nakarmic w taki sposob, ze otoczenie nie jest w stanie powiedziec na 100%, czy matka dziecko karmi, czy tylko przytula. Na lotnisku w Warszawie weszlam kiedys do pokoju matki i dziecka z zamiarem nakarmienia kurczatka, ale szybciutko sie zmylam. Siedziala tam jedna pani z niemowleciem, oba cyce wywalone, jak Pan Bog stworzyl, a ze ich rozmiar do najmniejszych nie nalezal, widok byl porazajacy. Nawet mnie zniesmaczylo...
      Tak wogole, to zastanawiam sie, co jest takiego dziwnego w tym, ze niemowlak je? Jak 2-latek rozmazuje obiad po stole, nikogo to nie dziwi. A my ze jemy w miejscach publicznych? Co w tym gorszacego? Argumenty, ze wiedzialam przed ciaza na co sie decyduje, jakos do mnie nie przemawiaja. Jest to czysta dyskryminacja. Macierzynstwo i opieka nad malym dzieckiem wymaga od matki i tak sporo wyrzeczen, zamykanie jej w domu na czas karmienia piersia jest po prostu bezlitosne. Znam matki, ktore mimo, ze maja niemowle, zyja tak samo jak przed ciaza, a dziecie jest albo ciagniete z mama, albo zostaje w zlobku czy z niania. Przezywaja, owszem, ale placa za to wysoka cene, brak poczucia bezpieczenstwa i zaklocony rozwoj emocjonalny. Dziecko potrzebuje spokoju, wiec najlepsze byloby, gdyby matka zostala z nim w domu, ale matka czasem tez potrzebuje swiezego powietrza, nowego ciucha czy spotkania z przyjaciolka i nie mam na mysli imprez 3 razy w tygodniu. Laktatory, flachy i mieszanki nie sa rozwiazaniem. Ciekawe, dlaczego nikogo nie gorszy dziecko pijace z butelki.
      Znowu sie rozpisalam... I tak niektorych nie przekonam, ale to, co i jak je moje dziecko, to w sumie tylko moja sprawa. Nie usiluje z tego robic widowiska, ale tez nie mam zamiaru glodzic dziecka.
    • oxygen100 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 14:43
      Kiedys damy wycofywaly sie z zycia publicznego jak juz ciaza byla widoczna.
      Wracaly gdy niemowle podroslo. Moze jednak stara dobra tradycja nie byla taka
      zla?? Uwierzcie ze to tylko Wam sie wydaje ze otoczenie nie widzi ze karmicie
      dziecko:))) Czy raczej sa to Wasze obozne zyczenia aby tak wlasnie bylo.
      Karmienie dziecka to czynnosc intymna podobnie jak bzykanie:))Na kopulujace w
      parku pary na pewno spokojnie nikt by nie patrzyl. Mimo ze pozornie wydawac by
      sie moglo ze to urocze patrzec jak ze milosc miedzy mlodymi ludzmi rozkwita:)))
      Naprawde tego nie dostrzegacie??
      --
      Wredne plany nie uknuja sie same!!!

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24676
    • wana Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 15:21
      Oczywiście, że tak. Nie nachalnie, nie ostentacyjnie, ale naturalnie. Co w tym
      niestosownego?! Normalna, fizjologiczna czynność, a piersi właśnie po to są.
      Ich walory estetyczne mają włąśnie doprowadzić do prokreacji. Zresztą
      przystawianie dziecka do piersi jest tak charakterystyczne, że jeśli ktoś nie
      chce patrzeć, może w porę się odwrócić. Po przystawieniu widać jedynie główkę
      dziecka, resztę zasłania bluzka.
      Bez przesady, nie można zamknąć się na kilka miesięcy w domu, a przyuczać do
      butli po to, aby zaraz potem oduczać - to bez sensu i8 ze szkodą dla dziecka.
      Pozdrawiam
      wana
      --
      Popatrzcie na Julenia ;-)))
    • femalespirit Re: czy karmicie w miejscach publicznych 19.04.05, 19:30
      Nie i nie bede. Uwazam, ze to brak kultury i szacunku dla ludzi, ktorzy chcac
      nie chcac musza moje intymne chwile ogladac. Zawsze tak myslalam i po urodzeniu
      dziecka sie to nie zmienilo. Nie wyobrazam tez sobie wystawiania sie na widok
      publiczny w chwili karmienia. Staram sie zdazyc miedzy karmieniami, sa tez
      butelki. Ograniczenia sa, no i trudno.

      --
      Szymonek
      • wana Re: czy karmicie w miejscach publicznych 20.04.05, 08:42
        Dla mnie brakiem szacunku jest np. palenie w miejscach publicznych, bo
        NIENAWIDZĘ papierosów. Karmienie to rzecz naturalna i tak charakterystyczna, że
        jeśli ktoś nie chce patrzeć, może odwrócić wzrok, czego nie da się zrobić
        skutecznie przy palaczu. A butelki - jeśli nie są koniecznośią - szkodzą
        dziecku. Ciekawi mnie, jak daleko chodziłaś na spacery od domu, że z maluchem
        mogłaś na czas wrócić. Chyba, że ze względu na szacunek okazywany innym szłaś
        ze spazmującym dzieckiem, które nie mogło zrozumieć, czemu mama jest taka
        okrutna.
        Pozdrawiam
        wana
        --
        Popatrzcie na Julenia ;-)))
      • mamakasienki1 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 20.04.05, 09:12
        Cześć
        A ja myślę, że niektóre mamy albo zapomniały jak to jest mieć kilkumiesięcznego
        malucha, albo zazdroszczą tym, które nie wstydzą się zupełnie naturalnej
        czynności jaką jest karmienie. BO nie rozumiem o co ta cała awantura - każdy ma
        prawo do włąsnego wyboru i nie powinien być narażony na uwagi, że karmienie w
        miejscu publicznym jest niestosowne czy niekulturalne.

        Pozdrawiam
    • mama_debiutantka odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 20.04.05, 10:08
      jeśli niechęć do publicznego rozbierania się i oglądania rozbierania się jest
      pruderią, to tak, jestem pruderyjna

      nie ma czegoś takiego, jak _dyskretne_ karmienie. i doprawdy nie trzeba, jak to
      niektóre z Was sugerowały, usilnie wypatrywać "ofiar" i nachalnie się w nie
      wpatrywać

      karmienie w restauracji to zwykłe chamstwo. poza tym nie ma powodu ciągać tam
      dzieciaka również dlatego, że inni _naprawdę_ nie chcą słuchać jego
      wrzasków/śmiechu/gaworzenia/bekania - niepotrzebne skreślić. wybroźcie sobie, że
      większość ludzi ma nasze dzieci co najmniej w nosie i najnormalniej w świecie
      nie życzą sobie ich obecności w miejscu, do ktorego przyszli odprężyć się po
      ciężkim dniu. i wcale nie uważają ich za ósme cudy świata. od tego to dzieci
      mają matki, nie obcych.

      widzę, że niektóre z Was również kompletnie nie rozumieją, że to nie miejsce dla
      dziecka ze względu na hałas, dym, zaduch i skupisko zarazków potencjalnie
      większe niż gdzie indziej. no chyba, że to się nazywa "niechowanie pod kloszem"

      karmienie jest czynnością fizjologiczną i żadna ideologia tego nie zmieni.
      dlaczego zatem nie rodzić publicznie? ostatecznie akt narodzin jest taki piękny
      i wzniosły

      opowieści, że butelka i laktator to babranie, albo "ja nie umiem" to
      usprawiedliwianie własnego lenistwa

      w jaki, przepraszam, sposób butelka miałaby dziecku zaszkodzić?

      tak, upieram się, że dziecko powinno umieć pić z butelki, choćby "na wszelki
      wypadek"

      niekarmienie w miejscu publicznym nie oznacza zamknięcia się w domu. można
      również zorganizować sobie wyjścia bez dziecka. chcieć to móc. ale, no właśnie,
      trzeba chcieć. i może jeszcze trochę ruszyć głową. albo chodzić tylko w miejsca,
      w których będzie można dziecko spokojnie przewinąć. większość z Was chciałaby
      jednak i mieć ciastko i je zjeść. życie to wybory i trzeba sobie ustalić priorytety

      owszem, piersi po wyjściu z domu "zmieniają" swoją funkcję. takie zjawisko
      antropologiczne. właściwie każda część ciała ma różne funkcje w różnych
      miejscach i do tego dostosowuje się strój i zachowanie. i dlatego na imieniny u
      cioci ubieramy się trochę inaczej niż na plażę. a może to tylko pruderia?

      generalnie: żądacie dla siebie i swoich pomysłów tolerancji. odmawiacie swojej
      tolerancji innym. wystarczy chwilę się zastanowić i trochę pokombinować a nie
      domagać się, żeby to raczej cały świat dostosował się do Was. ja staram się nie
      zapominać, że moje cudo może innych denerwować. nie, nie będę ich na siłę do
      młodej przekonywać. ich strata...

      chyba tyle. więcej zarzutów nie pamiętam. poza tym dyskusja schodzi na bicie piany

      --
      pozdrawiam :)
      forum o japonii
      wortal :: nipponicum ::
      grudziądz - miasto magiczne
      • zzz12 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 20.04.05, 11:02
        nie ma czegoś takiego, jak _dyskretne_ karmienie. i doprawdy nie trzeba, jak to
        > niektóre z Was sugerowały, usilnie wypatrywać "ofiar" i nachalnie się w nie
        > wpatrywać

        Jesli nie wierzysz w dyskretne karmienie, to gratuluje braku wyobrazni...bo
        zapewniam, ze jest. Niedawno- w "muzeum" bajek dla dzieci widzialam kilka
        kobiet karmiacych piersia. I ani jednego cm2 nagiej piersi czy w ogole ciala
        mamy. Istnieja ubrania dla kobiet karmiacych, istnieja kocyki, a wycwiczenie
        dyskretnego karmienia jest latwiejsze niz walka z laktatorami.

        > karmienie jest czynnością fizjologiczną i

        Karmienie- i jedzenie- jest czynnoscia neutralna,nie intymna. I nie wstydliwa (
        inaczej po co istnialyby restauracje?).

        > w jaki, przepraszam, sposób butelka miałaby dziecku zaszkodzić?

        Po pierwsze, zaburzajac odruch ssania u malych niemowlat, co moze prowadzic do
        problemow z karmieniem. Po drugie- dzieci karmione butelka maja ieksze szanse
        na wady zgryzu,niz niemowleta karmione piersia.

        niekarmienie w miejscu publicznym nie oznacza zamknięcia się w domu. można
        > również zorganizować sobie wyjścia bez dziecka. chcieć to móc. ale, no
        właśnie,
        > trzeba chcieć.

        Bardzo fajna koncepcja- chodzic na spacery z dzieckiem ale bez dziecka...
        Nie kazdy ma nianie i babcie na miejscu i nie zawsze jest to do
        zorganizowania. "Moje" babcie mieszkaja prawie 2000km od nas, a instytucja
        niani tu po prostu nie istnieje. Jesli tego nie rozumiesz, to kolejny dowod na
        Twoj brak wyobrazni.

        generalnie: żądacie dla siebie i swoich pomysłów tolerancji. odmawiacie swojej
        > tolerancji innym.

        Nie, to Ty odmawiasz swojej tolerancji matkom karmiacym. Nikt nie kaze Ci
        ogladac cudzej nagosci, bo karmienie nie musi byc z tym tozsame.

        Mnie nie gorszy widok karmiacej mamy, zwlaszcza, ze najczesciej odbywa sie to w
        sposob dyskretny. Jesli natomiast wiaze sie to z pokazywaniem golego biustu to
        bardziej zdumiewa mnie niz gorszy brak skrepowania kobiety.
        • maja45 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 20.04.05, 11:16
          Brawo ZZZ12!
          Świetnie ujęłaś to,co sama chciałam napisac.
          A jeśli Mamadebiutantka ma tyle wolnego czasu, by siedzieć i "kombinować" , to
          jej wolny wybór.Ale dlaczego,mimo wielkich hasel o tolerancji, odmawia innym
          prawa do wyboru swej własnej opcji macierzyństwa?Dziwna ta tolerancja jakaś...
          M.
        • oxygen100 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 20.04.05, 11:24
          Przepraszam ze sie wypowiem, choc jako istota zgola zakwalifikowana jako
          zalosna (bo bezdzietna i nie upatrujaca w publicznym karmieniu piekna tegoz
          aktu )nie powinnam zadniem co niektorych zabierac glosu.
          Nigdy ale to nigdy nie widzialam aby ktorakolwiek kobieta karmiac stosowala
          oslony w postaci kocow czy pieluch. Jakos tak statystycznie rzecz bioroac
          powinnam kiedys takie zjawisko zobaczyc. Ale nei widzialam.

          Druga sprawa to szkodliwosc butelki. Odruch ssania wbrew temu co sie Wam wmawia
          (ze dziecko moze nie potrafic ssac i trzeba je nauczyc) i tak i tak zanika.
          Wiec o co tak naprawde kruszyc kopie?? Przeciez podanie butelki nie oznacza
          podania narkotykow:)) a moze dla Was to rownoznaczne co??:))
          A co do zgryzu akurat mam siostre dentystke, ktora uwaza ze wiecej szkody
          wyrzadza sie dziecku nie dbajac juz od URODZENIA o higiene jamy ustnej niz
          stosujac butelke. Tak tak po kazdym posilku powinno sie kawlkiem wilgotnej gazy
          wyczyscic jame ustna ddziecka. Wtedy szanse na rozwoj prochnicy beda znacznie
          mniejsze. No i w koncu sa na swiecie ORTODONCI ktorzy ewentualne wady
          koryguja:))
          Acha i skoro juz sie dorwalam do glosu to chcialam tylko powiedziec (jako
          czlowiek nauki:))ze noworodek tuz po porodzie energie czerpie z trawienia
          wlasnych komorek ktore gina na drodze apoptozy co jest procesem niezbednym w
          prawidlowym rozwoju (transgeniczne myszy pozbawione tej mozliwosci ginely kilka
          dni po urodzeniu) i zmuszanie noworodka aby ssal niemal natychmiast po
          urodzeniu jest zwyklym nieporozumieniem. Chyba ze ma to spowodowac ze w Waszych
          oczach personel bedzie uchodzil za bardziej pomocny i bardziej kompetentny. To
          tak dla Waszej informacji moze na zas:)) pozdrawiam

          --
          Wredne plany nie uknuja sie same!!!

          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24676
          • wana Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 20.04.05, 11:56
            Słusznie, że przepraszasz, bo - mimo powszechjnej swobody wypowiedzi - nie
            powinno się zabierać głosu w temacie, w którym nie ma się nic do powiedzenia.
            Odruch ssania i tak zanika, to prawda, ale czy to znaczy, że od razu lepiej
            dziecko uczyć jeść łyżeczką, bo i tak się przyda? Nie wzięłaś pod uwagę potrzeb
            emocjonalnych dziecka, bo i po co, prawda? Nie masz własnego, więc nie masaz
            doświadczenia w tej kwestii. Poczekaj, aż je nabierzesz. Poza tym nikt nie
            przystawia dziecka OD RAZU po urodzeniu by się najadło - poprostu dziecko
            biorąc do buzi sutek buduje w sobie poczucie bezpieczeństwa, ale przecież to
            niepotrzebne, prawda? Jest taka książka "Twoje wspaniałe maleństwo" czy coś
            takiego - fotoreportaż z pierwszych minut życia dzieci. Poczytaj, a potem
            wypowiadaj się o potrzebie ssania.
            A na karmiące nie patrz, masz wokoło wystarczająco dużo wylewających się,
            grubych damskich brzuchów, stringów znad spodni czy "niekarmiących" biustów
            wystających spod bluzek. Do wyboru, do koloru.
            A wyższość piersi nad butelką została niejednokrotnie udowodniona, nie chce mi
            się po raz 1000-czny o tym pisać.
            Pozdrawiam
            wana
            P.S.
            podkreślam, że w żadnym razie nie mam za złe tym dziewczynom, które NIE MOGĄ
            karmić naturalnie, to jest inna bajka.
            Pozdrawiam
            wana
            --
            Popatrzcie na Julenia ;-)))
            • oxygen100 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 10:20
              uklad nerwowy noworodka jest baaaaaaardzo niedojrzaly. Takie dziecko nawet nie
              odczuwa do konca bolu bo ma niezmielinizowane zakonczenia nerwowe. Naprawde
              wierzycie w to ze poza parciem na stolec i glodem odczuwa potrzeby
              emocjonalne?? Mowie o okresie okoloporodowym :))
              --
              Wredne plany nie uknuja sie same!!!
              • wana Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 10:31
                Dziewczyno, jakim Ty jesteś naukowcem ?! Takie bzdury zostały obalone już dawno
                temu - może naczytałaś się publikacji, wg których noworodkom można robić
                operacje kardiologiczne bez narkozy, bo nic nie czują ?!
                Nie wiesz, co mówisz. Potrzeby emocjonalne rodzą się wraz z dzieckiem -
                udowodniono, że w czasie życia płodowego dziecko je posiada. A skoro posiada je
                plod, dlaczego ma nieposiadać ich noworodek?
                Aż mi się woierzyć nie chce, że może takie rzeczy pisać osoba dorosła.
                Pozdrawiam
                wana
                --
                Popatrzcie na Julenia ;-)))
                • oxygen100 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 12:00
                  uwierz ze jestem dobrym naukowcem :)) Troche jednak wiem co mowie. Co uwazasz
                  za bzdure?? To ze uklad nerwowy dziecka nie jest zmielinizowany?? :))) Sama
                  przeprowadzam operacje mikrochirurgiczne na noworodkach i doroslych ssakach i
                  widze jak reaguja na bol. Znaczy noworodki reaguja zdecydowanie slabiej.
                  Zapewne niebawem psychologowie oglosza rowniez ze plody posiadaja przejsciowa
                  zdolnosc przeprowadzania dzialan na macierzach czy rozumieja fizyke kwantowa:))
                  To ze mozg noworodka odbiera bodzce nerwowe nie znaczy ze przetwarza je tak jak
                  mozg doroslego czlowieka:)))Naprawde na tym akurat troche sie znam. pozdrawiam
                  --
                  Wredne plany nie uknuja sie same!!!
                  • wana Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 12:21
                    Kobieto, nadal twierdzę, że nie wiesz, co mówisz? Przeprowadzałaś operacje
                    mikrochirurgiczne? I powtarzasz takie rzeczy? Owszem, system nerwowy noworodka
                    nie jest w pełni rozwinięty, ale to nie oznacza, że jest mniej wrażliwy na
                    ból!!! Właśnie to niedawno (w latach 80-tych) naukowcy udowodnili - jeśli
                    jesteś tym, za kogo się podajesz, musiałaś o tym czytać. Jeśli nie, to jesteś
                    naukowcem poważnie niedouczonym. A jeśli masz I lub II specjalizację - to tym
                    bardziej.
                    Na noworodkach i dorosłych ssakach - to znaczy, że na ludziach i zwierzętach?
                    Bez różnicy?
                    Ciekawe....
                    Wiesz co, dla dobra ludzkości - przekwalifikuj się, np. na węglarza - mniej
                    szkody zrobisz.
                    Pozdrawiam
                    wana
                    --
                    Popatrzcie na Julenia ;-)))
                    • oxygen100 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 15:19
                      Kobieto, nadal twierdzę, że nie wiesz, co mówisz? Przeprowadzałaś operacje
                      > mikrochirurgiczne? I powtarzasz takie rzeczy? Owszem, system nerwowy
                      noworodka
                      > nie jest w pełni rozwinięty, ale to nie oznacza, że jest mniej wrażliwy na
                      > ból!!! Właśnie to niedawno (w latach 80-tych) naukowcy udowodnili - jeśli
                      > jesteś tym, za kogo się podajesz, musiałaś o tym czytać. Jeśli nie, to jesteś
                      > naukowcem poważnie niedouczonym. A jeśli masz I lub II specjalizację - to tym
                      > bardziej.
                      > Na noworodkach i dorosłych ssakach - to znaczy, że na ludziach i zwierzętach?
                      > Bez różnicy?
                      > Ciekawe....
                      > Wiesz co, dla dobra ludzkości - przekwalifikuj się, np. na węglarza - mniej
                      > szkody zrobisz.

                      Nie tylko przeprowadzalam. Wielokrotnie dyskutowalam na takie tematy z
                      cenionymi neurologami m.inn. prof Dambska, ktore jest wybitnym specjalista w
                      dziedzinie rozwoju OUN a takze prof. Rafalowska, prof. Hausmanowa-Petrusewicz.
                      Niestety chyba jednak OUN jest troche mniej wrazliwy co wynika chociazby z
                      niewyksztalcenia wielu polaczen nerwowych. Nie wiem skad czerpiesz swoje
                      informacje ale zakladam ze raczej nie z fachowych opracowan ktore tez nalezy
                      traktowac nie jak wyrocznie tylko z pewnym dystansem. Jak np. wyjasnisz fakt ze
                      podczas przechodzenia noworodka przez kanal rodny kobieta czesto mdleje z bolu
                      i laduje sobie zzo a co na to noworodek?? tez odczuwa bol w podobnym stopniu
                      czy moze nie??
                      Rozczaruje Cie kolejny raz ale niestety wiele badan nad roznymi procesami u
                      zwierzat przeklada sie na ludzi. Nie wszytskie ale wiekszosc. Niestety mlody
                      organizm reaguje w tak rozny sposob niz dorosly a takze jest nieco inaczej
                      zbudowany (kardilogia czy neurochirurgia dziecieca to odzielne specjalizacje)
                      gdyby bylo inaczej nie byloby to potzrebne czyz nie? Podobnie jak badania in
                      vitro maja sie czesto nijak do in vitro. To zupelnie inna bajka. Podobnie jak
                      mlody organizm i dorosly organizm. Jednak szczur a czlowiek czesto sa bardzo
                      blisko:))Na modelach zwierzecych opisuje sie rozne procesy przekladajace sie
                      pozniej na ludzi. Dlatego na takich zwierzetach bada sie leki a dopiero pozniej
                      prowadzi proby kliniczne. Bo jest w tym wspolny mianownik.

                      Niestetey za pozno na przekwalifikowanie sie bo znam mniej wiecej zakres mojej
                      habilitacji:))) I robie to wlasnie dla dobra ludzkosci. Dla dobra mlodych matek
                      ktore np. urodzily dzieci w zamartwicy.


                      Wiele teorii obowiazujacych w latach 80-tych zostalo przez te 20 lat
                      zapomnianych, wypartych lub powaznie zmodyfikowanych a w nauce niedawno to
                      okres sprzed 2-3 lat.

                      --
                      Wredne plany nie uknuja sie same!!!
                      • wana Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 15:34
                        Moją wiedzę czerpię m.in. od męża - neurologa, który jest jednym z najlepszych
                        specjalistów w Warszawie, a może i nie tylko. (M.in, więc to oznacza, że nie
                        tylkko od niego). Poza tym mam dwoje dzieci i poczyniłam pewne obserwacje,
                        również w ich wieku noworodkowym.
                        To, co napisałaś bynajmniej mnie nie przekonuje. Zostań przy zwierzętach,
                        lepiej będzie dla ludzi. To, że noworodki nie mają możliwości pokazania skali
                        odczuwanego bólu, nie znaczy, że go nie czują.
                        Co do zzo, często on ma podłoże psychiczne, nie somatyczne, ale Ty pewnie o tym
                        wiesz, prawda?
                        --
                        Popatrzcie na Julenia ;-)))
                        • oxygen100 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 16:30
                          Doskonale!! W takim razie zacytowane w poprzednim poscie nazwiska innych
                          neurologow na pewno beda Twojemu Mezowi znane:))
                          No znowu musze Cie rozczarowac. Moje badania mimo ze sa podstawowe tzn
                          dotyczace mechanizmow uczestniczacych w patologiach ischemicznych niestety w
                          duzym stopniu dotycza takze ludzi. Co wiecej jest pomysl aby pewnien lek ktory
                          badalam wdrozyc w klinice na Karowej. No jak mi przykro!!
                          Wydaje mi sie tez ze za bardzo zacietrzewilas sie w swoich racjach i nie
                          doczytalas dokladnie ale nie przypominam sobie abym stwierdzila ze noworodek
                          NIE CZUJE BOLU. Czuje go nieco slabiej. Bol moze miec podloze psychiczne
                          niemniej w trakcie porodu nie zawsze tak jest. W przeciwnym razie po dokonaniu
                          takiego odkrycia Komisje Etyczne nakazalyby rozwiazywanie kazdej ciazy przec cc
                          gdyz zapewne uznanoby ze porod naturalny to maltretowanie dziecka:))

                          Nie przypominam sobie takze zebym stwierdzila ze kobieta w ciazy jest zalosna.
                          Chyba masz nieznosna tendencje do nadinterpretowania slowa pisanego co tu jest
                          zjawiskiem stosunkowo powszechnym.

                          Poza tym mam dwoje dzieci i poczyniłam pewne obserwacje, również w ich wieku
                          noworodkowym
                          No w takim razie chyle czola w imieniu calej neurobiologii:))) Moze
                          opublikowalas je gdzies?? chetnie zapoznam sie z twoimi spostrzezeniami
                          pozdrawiam i zycze wielu spektakularnych sukcesow na tym malo jeszcze odkrytym
                          polu jakim jest szeroko pojeta neurobiologia :))

                          --
                          Wredne plany nie uknuja sie same!!!
                          • wana Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 22.04.05, 09:30
                            Ech, dziewczyno, wyluzuj!!! Ja poprostu niezgadzam się z Twoimi poglądami,
                            które opierasz na - nie wiem czym. Twój rzekomy dorobek naukowy mnie nie
                            przekonuje. A co do bólu - czy jest granica wyraźna pomiędzy odczuwaniem
                            słabszym, silniejszym czy jeszcze silniejszym? I czy wiesz, jak ona przebiega?
                            Czy możesz wykazać, który z tych bólów odczuwają noworodki? Nie.
                            Nie jestem lekarzem, ale nie muszę nim być, by orientować się w temacie. Mo.że
                            nie stwierdziułaś, że kobieta w ciąży jest żałosna, to prawda - mea culpa,
                            pospieszyłam się. Ale z Twoich wypowiedzi, bardzo wg. mnie infantylnych
                            miejscami wynika, że nie jesteś przychylnie nastawiona do kobiet karmionych
                            piersią. A Twoje twierdzenia o niepotrzebnym rozwijaniu i podtrzymywaniu
                            odruchu ssania nie sugerują, że ma się doczynienia z osobą o chociażby
                            podstawowej wiedzy neonatologicznej. Samo posługiwanie się mądrymi słowami z
                            nikogo nie czyni naukowca. Poród i karmienie są czynnościami naturalnymi, ból i
                            niedogodność odczuwana podczas ma swoje uzasadnienie, prawda? A przepychanie
                            się przez kanał rodny nieco się różni od rozcinania ciała na żywca,
                            lub "rozrywania" ciała kobiety podczas porodu, może się mylę? Przystawienie
                            dziecka do piersi zaraz po urodzeniu ma swoje głębokie uzasadnienie, m.in.
                            włąśnie po to, aby złagodzić wspomnienia porodu i zaspokoić potrzeby
                            emocjonalne dziecka, których ono wg. Ciebie nie posiada.
                            Ale o tym wszystkim wiesz, prawda?
                            Pozdrawiam
                            wana
                            --
                            Popatrzcie na Julenia ;-)))
                  • kosciotrupek Odczuwanie bólu przez noworodki 26.06.05, 03:39
                    Co do odczuwania bólu przez noworodki odsyłam do "Pediatrii jakiejśtam" nie
                    pamiętam dokładnego tytułu, bo dawno czytałam, prof. Anieli Korzon. Twoje
                    stanowisko na ten temat (odczuwania bólu, nie mielinizacji włókien nerwowych)
                    już od dawna jest historią. Na marginesie - jestem psychologiem klinicznym i też
                    się trochę na tych sprawach znam. Pozdrawiam.
              • tijgertje Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 10:41
                Zawsze uwazalam, ze kazdy ma przawo do swojego zdania i moze je glosno wyrazac, ale nie popieram rozpowszechniania takich idiotyzmow. Teraz naprawde przesadzilas. Jeszcze by ktos w to mogl uwierzyc. Naprawde, mysle ze dyskusje z toba na temat dzieci i maciezynstwa mozna podjac, gdy sama zostaniesz matka. szkoda, musze poczekac...
          • dentystka2 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 20.04.05, 13:07
            Oczywiscie, ze odruch ssania zanika, ale powinien po ukonczeniu 1 roku zycia. W
            1. roku zycia jest fizjologia. Noworodek rodzi sie z tak zwanym tylozuchwiem
            fizjologicznym (brodka cofnieta do tylu w stosunku do szczeki), ktore wyrownuje
            sie i zanika w 1.roku zycia dzieki ssaniu piersi, ktorego mechanizm rozni sie
            istotnie od ssania smoczka butelki (podczas ssania piersi dziecko wysuwa
            zuchwe do przodu, podczas ssania butelki tego ruchu nie ma, tylko wytwarzanie
            podcisnienia przez dno jamy ustnej, jak podczas ssania przez slomke). Poniewaz
            ssanie piersi wiaze sie z wysilkiem niemowleta, ktore "zakosztowaly" butelki
            szybko rezygnuja z piersi, bo przez smoczek pije sie szybciej i latwiej. To
            forum jest pelne postow na ten temat. Niemowleta karmione piersia pokarmy
            bezmleczne otrzymuja lyzeczka lub picie z kubka, uczac sie z kolei "doroslego"
            sposobu polykania i stopniowo rezygnujac z karmienia piersia, a wiec
            rzeczywiscie odruch ssania zanika- ale nie w pierwszych miesiacach, tylko po
            ukonczeniu 1. roku zycia! Taki sposob karmienia umozliwia harmonijny i
            prawidlowy rozwoj narzadu zucia ( zgryzu!), bez koniecznosci ingerencji
            ortodontycznej. Gdy czytam,ze niewazne, co sie narozrabia w dziecinstwie, bo
            potem dentysta, ortodonta naprawi, to mnie trzepie.Oczywiscie z wada zgryzu
            mozna zyc, od tego sie nie umiera, a ortodonci tez chca zarobic.. Przy okazji-
            pokaz mi dziecko karmione butelka, ktore sie z nia pozegna do 18 miesiaca
            zycia. Pewnie takie dzieci sie znajda, ale wiekszosc znanych mi
            dzieci "butelkowych" pije z niej rowniez w 3 i 4 roku zycia. Czasem dluzej. Ze
            wszelkimi konsekwencjami stomatologicznymi.
            • oxygen100 do dentystki 21.04.05, 10:17
              owszem, ale aby zgryz mogl sie prawidlowo rozwijac nalezy takze dbac o pozycje
              w czasie karmienia (przegladalam wczoraj skrypt z ortodoncji)i wyraznie bylo
              tam napisane ze nalezy dziecko trzymac ukosnie w czasie karmienia. Nie
              wystarczy tylko karmic piersia?? Podobnie z karmieniem butelka. Takze wazna
              jest technika (nie obciazajaca zuchwy)czyz nie??
              --
              Wredne plany nie uknuja sie same!!!
              • dentystka2 Re: do dentystki 21.04.05, 11:18
                studiujesz stomatologie? To przerzuc kilka kartek w skrypcie i poszukaj
                informacji, jak wyglada mechanizm ssania piersi i mechanizm ssania smoczka.
                Oczywiscie, ze w tym drugim przypadku warto dbac o pozycje dziecka podczas
                karmienia, zeby dodatkowo nie wywierac ucisku na zuchwe i nie poglebiac
                tylozuchwia, ale zadna butelka nie umozliwia wysuwania zuchwy do przodu.
                Poczytaj o profilaktyce ortodontycznej- co jest piekne w karmieniu naturalnym?
                1.Karmienie piersia - w pierwszym polroczu zycia. Nie obchodzi mnie, ile
                dziecko wypija, jaki kolor ma mleko, itd. Dziecko glodne- dostaje piers.
                2.W drugim polroczu- wprowadzamy pokarmy- papki podawane lyzeczka. W miare
                pojawiania sie kolejnych zebow pokarmy zmieniaja konsystencje na coraz
                twardsza, wymagajaca gryzienia i zucia, zmniejsza sie ilosc karmien piersia na
                rzecz posilkow bezmlecznych. Dziecko uczy sie doroslego typu polykania.
                3.W drugim roku zycia definitywne pozegnanie z piersia, do tego czasu dziecko
                je lyzeczka i pije z kubka. Wychowane bez smoczka, mieszanki i butelki.
                Tylozuchwie fizjologiczne wyrownane.

                To nie teoria. Tak sie da, praktykuje w ten sposob 3. raz jako matka.
                Taka dygresja od glownego tematu watku.
      • wana Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 20.04.05, 11:23
        Kochana, sama bijesz pianę. Po pierwsze: ile dzieci widujesz w "poważnych"
        restauracjach, typu Belwedere, Ambasador czy Ejlat? Bo chyba nie masz za złe
        matce, że pójdzie z dzieckiem do Pizza Hut?
        Po drugie - karmienia naprawdę nie widać. Musisz mieć albo bardzo duży uraz,
        albo obsesję, że to dostrzegasz - ja staram się usilnie od paru dni znaleźć
        matki karmiące w miejscach publicznych i z trudem mi się to udaje, nie dlatego,
        że ich nie ma, poprostu dlatego, że są dyskretne. Jakoś nie spotkałąm matki
        krzyczącej "patrzcie na mnie, ja karmię!!!". Dodam, zę mieszkam i pracuję w
        Śródmieściu Warszawy, cho0dzę i ulicami i parkami, w restauracjach również
        bywam.
        Po trzecie: butelka szkodzi m. in. na zęby. Pozwolę sobie przytoczyć fragment
        postu pewnej mamy z innej dyskusji (z góry ją za to przepraszam, ale uważam, że
        ma rację) "Tak się składa, że próchnica butelkowa nie dotyczy dzieci karmionych
        piersią z kilku względów:
        * brodawka jest wciągnięta przez dziecko ssące pierś głęboko aż do granicy
        podniebienia twardego i miękkiego (smoczek z butelki jest płytko w buzi), a
        więc mleko matki nie styka się z zębami;"
        To jeden z argumentów za niewprowadzaniem butli. Oczywiście są matki, które z
        różnych powodów muszą karmić butlą, ale nie jest usprawiedliwieniem własna
        wygoda.
        Owszem, większość ludzi ma nasze dzieci w nosie, i ja nie zmuszam nikogo, by
        zachwycał się moim dzieckiem. Ale również nie zgodzę się na ostracyzm i nie
        usunę dziecka z pola widzenia kogoś, kto ma do nich awersję. Dziecko też
        człowiek.
        Nie przesadza, przykłądasz taką samą miarę do różnych rzeczy. Poród, karmienie,
        sikanie, kupki... to chyba widać gołym okiem, że nie można tych czynności
        porównać, prawda?
        Tolerancja - piękne słowo. Ale tak samo tolerancji chce palacz, który trzy
        metry ode mnie kopci jak komin fabryczny, a wiatr na mnie dym niesie, czy
        obszczymurek - czy można to porównywać z karmieniem?
        Masz dziecko, więc sorry Winetou, dziecka potrzeby przez jakiś czas są na
        pierwszym miejscu - chce Twojej piersi, powinno ją dostać i basta. Jeśli tego
        nie rozumiesz, czemu zostałaś matką?
        I nikt nie namawia do "świecenia" gołym biustem (a tak na marginesie, czemu nie
        irytują Cię prawie gołe biusty roznegliżowanych w lecie panienek? - czy to
        czynność karmienia Cię odrzuca?). Ot, siedzi dziewczyna i karmi. Nie chcesz
        patrzeć, nie patrz. Nie musisz.
        I nie bij piany, tylko patrz w inną stronę.
        Pozdrawiam
        wana
        --
        Popatrzcie na Julenia ;-)))
      • jakw Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 20.04.05, 13:44
        mama_debiutantka napisała:

        > jeśli niechęć do publicznego rozbierania się i oglądania rozbierania się jest
        > pruderią, to tak, jestem pruderyjna

        No dobra, jesteś, twoja sprawa. Więc odczep się od innych.

        > karmienie w restauracji to zwykłe chamstwo
        Twoim zdaniem w parku i innych miejscach też.

        > poza tym nie ma powodu ciągać tam
        > dzieciaka również dlatego, że inni _naprawdę_ nie chcą słuchać jego
        > wrzasków/śmiechu/gaworzenia/bekania - niepotrzebne skreślić. wybroźcie sobie, że
        >
        > większość ludzi ma nasze dzieci co najmniej w nosie i najnormalniej w świecie
        > nie życzą sobie ich obecności w miejscu, do ktorego przyszli odprężyć się po
        > ciężkim dniu. i wcale nie uważają ich za ósme cudy świata. od tego to dzieci
        > mają matki, nie obcych.
        Zgodnie z tą definicją do restauracji nie mają wstępu dzieci co najmniej do 7-go
        roku życia. Nastolatki także należałoby wyrzucić na zbity pysk. Oraz wszystkich,
        którzy nie pasują ci wyglądem czy zachowaniem. Może załóż sobie własną knajpę, w
        której na drzwiach będzie: "Wpuszczamy tylko za zgodą właścicielki"


        > widzę, że niektóre z Was również kompletnie nie rozumieją, że to nie miejsce
        > dla
        > dziecka ze względu na hałas, dym, zaduch i skupisko zarazków potencjalnie
        > większe niż gdzie indziej.
        Rozumiem, że uwielbiasz zadymione itp. knajpy. Jesteś pewna, że to miejsce dla
        mamy karmiącej piersią wogóle?
        Dla mnie chamscy są palacze.

        >
        > opowieści, że butelka i laktator to babranie, albo "ja nie umiem" to
        > usprawiedliwianie własnego lenistwa
        > w jaki, przepraszam, sposób butelka miałaby dziecku zaszkodzić?
        >
        > tak, upieram się, że dziecko powinno umieć pić z butelki, choćby "na wszelki
        > wypadek"
        >
        Ze stron Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią:

        (UWAGA: ROZEBRANE BIUSTY !!!!!!!!!!!!!)
        www.laktacja.pl/karmienie/tajeminica.htm
        "Należy kontynuować karmienie mimo choroby matki lub choroby dziecka"

        www.laktacja.pl/problemy/pr1.htm
        "Karmienie butelką, niezależnie od rodzaju użytego smoczka, zaburza prawidłowy
        mechanizm ssania piersi, zwłaszcza gdy jest prowadzone w pierwszych tygodniach
        życia."


        I rozumiem, że jak dziecko ci podrośnie, będziesz chodziła na spacery z
        przenośną toaletą dla niego. No, chyba, że są pampersy dla 5-latków...Inna
        opcja: nie wychodzić z dzieckiem z domu wogóle.

        Swoja drogą dyskusja rzeczywiście schodzi na bicie piany.
        • nupik Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 16:27
          o rany, burze wywolalam
          pytalam o to bo po prostu mam opory i tyle, dziewczyny karmiace w miejscahc
          publicznych:nie oceniajcie matek bitelkowych bo jesli nie lmacie zahamowan to
          ok, ale wiedzcie ze nizktore z nas maja i to uszanujcie, tak jak ja szanuje te
          ktore karmia w parku (restauracja to jednak przegiecie paly) i sie na nie nie
          gapie.
          dorzuce tylko jeszcze w sprawie butelki:
          rozumiem ze przeciwniczki butelek i te z was ktore mowia ze nie trzeba dzicka
          przyzwyczajac do butelki nie pracuja i nigdy nie wychodza z domu na dluzej niz
          3 godziny. jesli jednak ma sie inny rytm zycia (czasem chciany czasem narzucony
          przez prace) to niesttey trzeba tej butli nauczyc, nie ma sie wyjscia, a im
          pozniej dacie butle tym gorzej bedzie, taka prawda. mam sporo kolezanek ktore
          byly militantkami kamrienia piersia ale niestety po 4 czy 5 miesiaicah sytuacja
          sie zmienila i musialy wrocic do parcy czy szkoly czy po prostu chcialy
          odetchnac (czasem mam arwazenie ze dla was dzeicko to wszystko, caly swiat, ze
          przestalyscie byc normalnymi ludzmi, chodzacymi do kina , na wystawy i
          uniwersytety) i niestety klops, dziecko nie zje inaczej niz z piersi. Dramaty,
          placze, zniecierpliwienie, nie wyobrazam sobie tego.
          podsumowujac: niech kazdy robi jak chce ale szanujmy sie nawzajem. Mi blizej do
          opinii lmamy debiutantki (jestem mama pol piersiowa pol butlekowa z roznych
          powodow), ale dziekuje za wypowiedzi wszytskim. Ciesze sie ze sa wsrod nas
          dziwczyny ktorym kjarmienie piersia nie uniemozliwia normalnego zycia, ale nie
          u kadej jest to mozliwe
          pozdrawiam
          aga mama wiktora
          • dagab3 Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 21.04.05, 16:42
            Mam 10-miesięcznego synka, cały czas karmię piersią. Początkowo, a więc latem,
            karmiłam go na spacerach i nie miałam oporów. Wiadomo, nie siadałm na środku
            ulicy, a szukałam zacienionego miejsca w parku. w sklepach nie karmiłam, bo
            miałam zasadę, ze nie zabieram dziecka do zadnego sklepu.
            Co do przyzwyczajania do butelki, to Jaś nie wie co to butla, a ja żałuję, ze
            go nie nauczyłam z niej pić. teraz juz cycuś nie jest mu aż tak potrzebny, bo
            wiadomo dietę ma urozmaiconą, więc moje wyjscie w ciągu dnia na kilka godzin
            nie stanowi problemu. Gorzej z nockami. Pobudki są co godzinę i cycuś konieczny.
            chciałabym jasia od piersi odtsawić, ale tu własnie przydałaby sie umiejętność
            picia z butli, bo jak mam mu podac mleczko? Z kubka na pewno mi nie wypije, juz
            próbowałam.
            tak więc mimo karmienia piersią zachęcam, aby przyzwyczajać do butelki, tylko
            na tyle, zeby dziecko nauczyło się z niej pic. tak na wszelki wypadek.
            --
            ********
            Dagna i Jaś (12.06.2004)
            GG 2607938
            A oto Jasieńko
          • wana Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 22.04.05, 09:20
            Ależ nikt nie ocenia źle dziewczyn butelkowych, poprostu bronimy się przed
            posądzeniem m.in. o brak szacunku dla innych, godności, ekshibicjonizm, itp. A
            co do butelki, no cóż, ja wróciłam do pracy po paru miesiącach bycia z
            dzieckiem, a karmię już 15-ty miesiąc. Julek (ani Ula) nie znał butli, nie wie,
            co to smoczek. W okresie przejściowym uczyłam go jedzenia łyżeczką i picia z
            niekapka - zajęło ni to 2 tygodnie. Jak się chce, to można, prawda? Wcześniej
            też nie byłam uwiązana dzieckiem - no niestety, te pierwsze miesiące TRZEBA
            dziecku podporządkować, nie ma przeproś. Nie rozumiem jednak, jak można
            przyzwyczajać dziecko do butli, jeśli są imme sposoby i nie ma bezwzględnej
            konieczności i już.
            Ale masz rację - każdy wybiera opcję dla siebie.
            Nie chcę być traktowana jako pozbawiona godności własnej ekshibicjiniestka,
            jeśli któraś z Was, mających opory, przypadkowo domyśli się, że siedząc na
            ławce karmię swoje dziecko. Domyśli, bo na pewno nie zobaczy, no, chyba, że
            będzie się nachalnie wpatrywać.
            Pozdrawiam
            wana
            --
            Popatrzcie na Julenia ;-)))
          • jakw Re: odpowiedź hurtowa - bo nie mam już zdrowia 24.04.05, 13:45
            Faktem jest, że miałam dosyć bezproblemowego niemowlaka. Jak miała 2 m-ce -
            przesypiała spokojnie noce i pamiętam, że byliśmy w tym czasie w kinie - mała
            została z babcią i nawet nie wiedziała, że mama sobie poszła. A film to był
            bodaj jakiś "Titanic", więc dość długi. Spokojnie mogłam też wyjść 2x w tygodniu
            na aerobik i też się nic nie działo - po powrocie zastawałam zadowolonego
            tatusia i zadowoloną córeczkę. Na wypadach w restauracjach też parę razy byliśmy
            (bez dziecka). Parę razy byliśmy też na wystawach czy w sklepie - z dzieckiem.
            Jakoś nie przypominam sobie, żebym karmiła na jakiejś wystawie czy w sklepie - w
            końcu wystawy nie ogląda się zwykle przez długie godziny. Zakupów też się tak
            strasznie długo nie robi. Pojechaliśmy też na w miarę normalne wakacje z
            4-miesięcznym dzieckiem. Chyba były wygodniejsze z dzieckiem przy piersi, niż
            byłyby z dzieckiem butelkowym. Spokojnie łaziliśmy po górach nie stresując się,
            że zaraz trzeba będzie robić mleko czy coś podgrzewać itp.
            Jak córa miała 7 m-cy nauczyła się pić z kubeczka, jadała już też wtedy i inne
            rzeczy. Do pracy wróciłam, jak miała 9.5 m-ca. Jakoś nie wspominam tego okresu
            jako totalnego uwiązania i nienormalnego życia.
            Ale oczywiście jest to kwestia mamy, dziecka i tego, co im pasuje. Oczywiście,
            gdybym musiała np z powodu np. szkoły wychodzić na cały dzień z domu przy
            dziecku kilkutygodniowym - pewnie byłby to problem i pewnie sama bym
            przyzwyczajała do butelki, więc nie krytykuję tych mam, które z jakichś powodów
            przyzwyczajają do butelki. Ja w każdym razie nie widziałam takiej potrzeby.
            Pozdrowienia dla mam wszelakich: piersiowych, butelkowych i mieszanych.
    • mamuska_be Re: czy karmicie w miejscach publicznych 22.04.05, 13:23
      Karmię w miejscach publicznych. Nie paraduję w nagim biustem, ale karmię.
      Jeżeli jest taka potrzeba. Nie wiem, co w karmieniu piersią może być
      niestosownego? Staram się to robić w miare dyskretnie, ale doprawdy, co jest w
      tym niestosownego? Gdybym wyjęła butelkę i zaczęła karmić dziecko, to byłoby to
      wtedy stosowniejsze?
      • aga863 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 24.04.05, 12:37
        wiecie co, 10 lat temu kiedy bylam jeszce niedoswiadczona mama
        niemowlaka ,siedzialysmy z kolezanka w parku i karmilysmy swoje dzieci
        oczywiscie dyskretnie przykryte pieluszkami .To byla niedziela przed polodnieem
        kolo nas przechodzily dwie syarsze panie ijedna do drogiej zoburzeniem
        powiedziala tuz przy nas NO WIECIE CO TE MATKI TO JUZ WSTYDU NIEMAJA, W PARKU
        KARMIC!Ja zrobilam sie cala czerwona a moja kolezanka zareagowala bardzo szybko
        WRACAJA PANIE Z KOSCIOLA ,BO TAM PRZY OLTARZU WISI MATKA BOSKA KARMIACA I NIKT
        NIE MOWI ZE TO WSTYD.Panie juz sie nie odezwaly.Na szczescie nie wszyscy maja
        takie poglady ,ja uwazam ze dziecko przy piersi to piekny widok zreszta bardzo
        popularny w malarstwie.Jezeli komus to przeszkadza to niech nie patrzy .
        AGA
        --
        Nasza Victoria
        Vicki skonczyla miesiac
    • agalubian Re: czy karmicie w miejscach publicznych 28.04.05, 10:17
      No jasne że tak. Wczoraj malutka rozwrzeszczała mi się w budce z chlebem na
      targu, na co sprzedawczyni dała mi krzesło, żebym nakarmiła szkraba, bo ona
      sama też karmiła i wie co to za problem. Potem był wrzask w autobusie, i też
      przystawiłam małą do piersi, co bardzo jej pomogło :) Asia to moje drugie
      dziecko; starszego synka też karmiłam w różnych miejscach, chociaż zawsze przy
      tych okazjach staram się osłonić nieco pierś przed wzrokiem postronnych.
      • yamadam2 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 01.05.05, 00:24
        Jesteśmy w dziale "Karmienie piersią" to dla mam, które o tym zapomniały.Ja też
        karmię dzieciątko piersią w miejscach publicznych, oczywiście dyskretnie. Przy
        moim żarłoczku musiałabym z domu nie wychodzić, albo przeżucić się na
        butelkę.Nie rozumię tylko po co? Moje mleko jest zdrowe, w odpowiedniej temp.,
        zawsze sterylne no i nie oszukujmy się bezpłatne.Pierwsze dziecko musiałam
        wcześnie dokarmiać i zaczoł się mój koszmar - moja mała każdą zmiane wody
        zawsze odchorowała, zawsze bóle brzuszka, wymioty etc. letniego mleka nie
        chciała pić, więc nosiłam termos, czułam się jak dromader, bez względu czy
        pojechaliśmy w góry na parę dni ,czy na wakacje nad morze zawsze był
        kłopot.Teraz przy małym nie mam takich problemów -nie muszę się martwić,że za
        zimne, za gorące, że braknie ...NIE MUSZĘ kombinować!!! Poprostu przytulam
        dzieciątko mocno do siebie podnoszę DYSKRETNIE luźny sweterek i
        karmię.Doświadczyłam jednego i drugiego - KARMIĄC PIERSIĄ CZUJĘ SIĘ WOLNA I
        SZCZĘŚLIWA.Pozdrawiam wszystkie mamy.
    • mamma3 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 05.05.05, 07:24
      Ja karmię mego pulpeta w parkach, przychodniach ( zwłaszcza u lekarza a
      jeździmy sporo ). Ważniejsze jest dla mnie to by dostał świeże mleczko a nie
      mieszankę niż to co powiedzą ludzie. Poza tym ja mam wrażenie że ludzie a
      zwłaszcza kobiety po 40 - tkę trochę mi ( nam ) zazdroszczą. Wiadomo, że tamto
      pokolenie karmiło tylko butelkę i nie wie jak to fajnie karmić cycem, a
      zwłaszcza gdy się można tym pochwalić. Karmienie piersią jest zresztą dużo
      wygodniejsze, nie musisz się martwić, że wzięłaś za mało mleka, czy że nie
      dopił go do końca.
      P.s. Odpowiedni sweterek i ludzie nawet nie wiedzą co tam robicie. Ja kupiłam
      sobie z okazji karmienia piersią sweter na suwak odpinany od dołu i od góry.
    • abbra Re: czy karmicie w miejscach publicznych 09.05.05, 12:45
      Karmiłam małą w parku ,na plaży i w kawiarni - nie było z tym żadnego
      problemu , przeważnie starałam się zakładać rozpinane bluzki , żeby było
      wygodniej. Tylko na pierwszy spacerek wystroiłam się w sukienkę - i w te pędy
      gnałam z płaczącą niunią do domu , żeby ją nakarmić ( dobrze , że z parku do
      domu miałam dość blisko :-) .
      Moja kuzynka karmiła malucha nawet na mszy w kościele i nikt się tym nie
      zgorszył .
      Pozdrawiam .
    • justyna_28 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 09.06.05, 12:58
      Ja tez karmię na spacerze lub w przychodni. Po prostu mała budzi sie co chwila
      i inaczej nie da się uspokoić. Ma dopiero 4 tygodnie. W inne miejsca na razie
      nie chodzimy. Nie wiem czy mi sie to podoba, ale jak mała sie rozedrze to nie
      mam żadnych oporów. Nawet pielęgniarki na Kasprzaka w szpitalu ostatnio
      zwróciły mi uwagę, żeby z piersiami gołymi po korytarzu nie chodzić, a ja
      wstałam, żeby wejść z małą na pobranie krwi. Inaczej wyje okropnie. takie
      zycie...
      • strzala04 Re: czy karmicie w miejscach publicznych 27.06.05, 17:20
        Ale dyskusja:!) Jedno mnie dziwi, że kobieta kobiecie zgotowała ten los. Kobiety
        jak można tak się nawzajem piętnować. Stawiać matki karmiące na równi z
        sikającymi menelami, palaczami itp. Trochę wyboraźni i tolerancji.
        Ja nie mam zamiaru się stresować. DZiecko chce jeść, dziecko dostanie pierś. I
        ono będzie szczęśliwe i ja niezestresowana. Zrobię to dyskretnie, szybko i
        sprawnie! A jak ktoś dostrzeże kawałeczek piersi i go to zbulewrsuje to niech
        się pójdzie wyspowiada, może mu ulży. Albo niech założy bloga i tam się wyżali;))

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka