Dodaj do ulubionych

zupki ze słoiczków czy robić samemu???

04.12.07, 23:18
mój synek niedługo kończy pięc miesięcy; karmię go tylko piersią,
ale nieuchronnie zbliza się pora wprowadzenia nowości. I mam problem
czy podawać zupki ze słoiczków czy gotować. niestety nie mam
mozliwości kupowania warzyw i owoców z ekologicznych upraw. te z
warzywniaka to pewnie rosną gdzieś przy drogach i na pewno nie są
ekologiczne... pytam o te słoiki, bo np. moja mama jest ich wielką
przeciwniczką i wmawia mi, ze sa w tych zupach konserwanty i inne
polepszacze samku. Wierzyć mi sie za bardzo w to nie chce, ale
opinie generalnie są rózne. a jakie jest Wasze zdanie?
Edytor zaawansowany
  • 04.12.07, 23:37
    Wiesz co, ja miałam podobny problem. Tez się zastanawiałam, ale jak
    sobie pomyślałam o marchwi nafaszerowanej ołowiem i rosnącej przy
    drodze szybkiego ruchu i mięsie niewiadomego pochodzenia, to
    zdecydowałam się na Gerbery. Przynajmniej wiem, że produkt jest
    sprawdzony i pochodzi z pewnego źródła. A Małe je ze smakiem i
    cudnie rośnie, a to najwazniejsze.
  • 05.12.07, 00:13
    justynaaadamczyk napisała:
    > pytam o te słoiki, bo np. moja mama jest ich wielką
    > przeciwniczką i wmawia mi, ze sa w tych zupach konserwanty i inne
    > polepszacze samku.

    Polepszacze smaku;-)
    Proponuję dać mamie słoiczek do degustacji:-)

    Ja juz ten etap na szczęscie mam za sobą:-)I jestem zwolenniczką
    domowego gotowania ALE ze sprawdzonych źródeł. Słoiczki też
    podawałam. Bo to super wygodne rozwiązanie. Jednak najlepsze są
    domowe zupki.
    Poszukaj może jakiegoś ekologicznego źródła. Popytaj w okolicy.
    Czasem rzadko, bo rzadko ale ktoś przywozi eko-warzywa. Te ze
    starganów trochę mnie zniechęcają "pakietem dodatkowym". Zwłaszcza
    jak po ugryzieniu surowej marchewki szczypie język. Niestety:(

    Pozdrawiam!
  • 05.12.07, 07:57
    słoiczkowe jedzenie przechodzi wiele testów począwszy od gleby, na
    której mają być uprawiane warzywa i ferm czy królikarni, z których
    pochodzi mięso. Również nasiona są specjalnie przygotowywane,
    rośliny rosną w ścisle okreslonych warunkach, kontrolowanych przez
    urzędników, cena i ilość jaką ma wyprodukować rolnik jest w zasadzie
    z góry okreslona ,więc nie ma sensu dla niego aby wyprodukować
    więcej i taniej stosując np nawozy lub środki ochrony roslin.
    Następnie warzywa (owoce) są sortowane i przechowywane (w ściśle
    określonych warunkach) oraz przetwarzane. Konserwacja nie polega na
    dodaniu środków chemicznych ale na pasteryzacji (sposób babciowy,
    ale ulepszony tak że nie są niszczone cenne substancje odżywcze)
    oraz zastosowane jest światło UV, niszczące bakterie, całkowicie dla
    człowieka nieszkodliwe. Jedzenie w słoikach jest opracowywane przez
    żywieniowców, testowane ile czego jest, oraz na zawartość związków
    szkodliwych np na azotany- najbardziej szkodliwe dla dziecka. często
    nie ma dodatków typu cukier lub sól, które są naturalnymi
    konserwantami.

    A teraz odpowiem na pytanie :)
    dla mnie słoiczki na początku były bardzo wygodne, nie musiałam
    ścierać pół jabłka, czy gotować pół marchewki, otwierałam słoiczek i
    dawałam 1-2 łyżeczki, bo tyle na początku wprowadza się dziecku,
    kiedy przetestowałam wszystkie warzywa, owoce i mięsko opdpowiednie
    dla wieku mojego dziecka i zaczał jeść więcej zaczęłam gotować z
    warzyw "niewiadomego" pochodzenia (tzn. akurat wiem z jakiego
    źródła). Pani zapewnia mnie, że nie było nic stosowane ale ja swoim
    okiem fachowym widzę, że zbyt piękne są te warzywa. Jeśli nie było
    nic stosowane to ma prawo zdarzyć się w 1 na 10 marchewek jedna
    robaczywa, nadgryziona przez jakiegoś szkodnika itp. oczywiście
    jakieś splesniałe, z grzybem , miękkie odrzucamy, bo były źle
    przechowywane i mogą zawierać szkodliwe toksyny.

    Do tej pory od czasu do czasu podaję słoiczki.
    --
    ..:*Fergie1975*:..
    Wiktor
  • 05.12.07, 10:31
    Bede glosem za gotowaniem samodzielnym :) moze dlatego ze moja nie chciala jesc
    sloiczkowych - takie dzieci sie tez zdarzaja. Pozytywne jest to - w gotowaniu -
    ze nie ma problemu z przejsciemna normlane jedzienie:) - kiedys trzeba skonczyc
    sloiczkowe. Ale jedno jest wazne - jakie wybor jedzenia to wybor matki:) Wiec
    wybierz to co uwazasz za sluszne - tym bardziej ze sama masz dobra argumentacje
    za sloiczkowym jedzeniem a Twoja mama pewnie bedzie musiala zaakceptowac ten
    wybor:) Pozdrawiam.
    Dodtakowa rzecz na plus sloiczkowych to ze nie wymaga to nakladu czasu choc przy
    dobrej organizajci gotoawnie zupek dla malucha tez nie jest koszmarem :)))
    --
    b1.lilypie.com/5oqVp2.png
  • 05.12.07, 10:40
    Proponuje prownac smak marchewki ze sloiczka, z ta ugotowana na parze w domu.
    Roznica ogromna. Sloiczkowe jedzenie smakuje tak samo czyli nijak.
    Kiedy dawalam jedzonka synkowi, byla to mieszanka warzyw i mies ekologicznych i
    zwyklych, zalezy co bylo (ekologiczne warzywa maja to do siebie ze sa sezonowe
    wiec sila rzeczy trzeba sie wspierac zwyklymi).
    Przy coreczce zrobie tak samo, nie mam problemu z kupieniem zwyklej sklepowej
    marchewki.
    Sloiczki dawalam tylko jesli musialam, np w podrozy. Jakos nie przemawia do mnie
    'swiezosc' czegos co ma tak dluga waznosc. Poza tym wiadomo ze w procesie
    produkcyjnym niszczy sie sporo skladnikow odzywczych i wiadomo ze jedzenie
    sloiczkowe ma mniej witamin. No i wystarczylo mi pare afer gdzie rodzice
    znalezli szklo w sloikach.

    Nie przepadam za gotowym jedzeniem, wole swieze:)
  • 06.12.07, 16:44
    Akurat sam smak nie ma chyba nic do rzeczy jeśli chodzi o "ekologicznośc"- jak gotuję marchewki z ogródka od rodziców to są one gorsze w smaku od "sklepowych". Nie wiem czemu. Ale w sumie nie mam zdania co lepsze - słoiki czy domowe zupki. Bałabym się tylko mięsa ze sklepu.
  • 05.12.07, 10:41
    Mi od słoiczkowej marchewki "bez barwników zgodnie z przepisami prawa" zabarwiała się łyżeczka, a jak gotują sama, to nic takiego się nie dzieje. Zresztą warzywa w fabryce są tak przetworzone, że mało już w nich witamin.
    --
    Alex ma już...
    a wygląda tak...
  • 05.12.07, 11:02
    Moze poszukaj sklepu z zywnoscia ekologiczna. Wiadomo, tez nas tam
    moga robic w bambuko:) ale szansa mniejsza. W kazdym duzym miescie
    takich sklepow jest mnostwo. Ja kupowalam w takim sklepie marchewke
    i byla duzo brzydsza:))) niz ta ze straganu. A poza tym sloiczki tez
    daje i dawalam - mysle ze tak pol na pol. Jak mi sie chcialo to
    gotowalam a jak nie to nie. Polecam serie Naturalnie Proste gerbera.
    Sa to sloiczki jednoskladnikowe. Ja np.dlugo do swoich zupek (latem -
    kiedy mialam dostep do "swoich: warzyw, dodawalam wlasnie miesko z
    tych sloiczkow. Doszlam do wniosku ze skoro moja alergiczn corka
    toleruje tylko indyka to lepszy taki niz nafaszerowany hormonami z
    osiedlowego miesnego.
    --
    Zosia

    Muleń
  • 05.12.07, 11:30
    To ja też dorzucę swoje trzy grosze: Zuzia zaczęła od słoiczków. I wcinała je aż
    nie miała 13 miesięcy! A na dodatek zbiegło się to z tym, że miała coraz więcej
    zębów i papki już jej nie satysfakcjonowały a słoiczki z grudkami były bardziej
    wieloskładnikowe! Siłą rzeczy chciała jeść nasze jedzenie a jak tu nie dasz jak
    takie wielkie sarnie oczy patrzą na ciebie! Wszystko było dobrze do czasu aż nie
    przegięliśmy z nowościami (i jedzeniem dla dorosłych)! Brak przyboru wagi, zbyt
    częste - to tak w skrócie. Wtedy musiałam zacząć znów pojedynczo wszystko
    dawać: pierwszy tydzień marchewka, drugi tydzień marchewka z ryżem, trzeci
    tydzień marchewka z ryżem i z brokułem, itd ... Zuzię bardzo cieszyło gryzienie
    jedzenia ... No i zaczęłam sama gotować (zwykle wieczorem na następny dzień).
    Myślę, że słoiczki są dobre na początek zwłaszcza, że nie spędzasz czasu na
    gotowaniu i nie trafia cię potem jasna anielka jak toto małe pluje i wybrzydza i
    buzie zaciska - ze słoiczka mówisz sobie nie chce to nie! A jakbyś ugotowała to
    byś miała wrażenie, że toto małe twoim "sercem" pluje bo tyle go włożyłaś w ten
    garnczek (to metafora - jakby co!). A dyskusji nt czy zdrowsze takie czy takie
    nie podejmuję bo twierdzę, że to przesada.
    --
    ♥ moja mała Zuzia (ur. 14.08.2006) ♥
  • 05.12.07, 11:50
    Mloda ze sloiczkow tolerowala tylko owoce, tymi "wytrawnymi" plula dalej niz
    widziala. No i sila rzeczy jakis taki tylko napoczety miesno-warzywny zapodzial
    mi sie w torbie, polazil ze mna ponad tydzien na uczelnie, dzielnie znosil
    temperature pokojowa... i co? No problem w tym, ze nic. Ani mu siie konsystencja
    nie zmienila, ani nie splesnial, nie skwasil sie, nic... Jak nowka sztuka. Od
    tej pory twierdzacym, ze sloiczki to sama natura proponuje przeprowadzenie
    podobnego eksperymentu, jako druga probka normalne swieze jedzenie.
    Bo sloiczek oczywiscie ekologiczny i bez konserwantow, tylko ze wedle ustawy
    dowalenia konskiej dawki konserwujacego kwasu askorbinowego jako konserwantu
    zglaszac nie trzeba :(. A czy dla malego zoladka to takie zdrowe?
    W kazdym razie od tamtej pory wylacznie gotowalam. Sprawdzalo sie gotowanie
    wiekszych porcji i mrozenie ich. To naprawde bylo szybkie rozwiazanie. Warzywa i
    mieso - roznie, staram sie ogolnie kupowac porzadne, co nie znaczy, ze zawsze
    bio. Dziecie zas poznawalo rozne smaki "pozasloiczkowe" i do dzisiaj nie mam
    problemu z podaniem jej czegos nowego. A przynajmniej wiedzialam, ze nie
    dosladzam, nie dosalam i nie dodaje wypelniaczy (polecam lekture skladu
    niektorych dan, Bobovita tu dostarcza ciekawej lektury, ale i Hipp czasami tez).
    --
    letnia
    zimowy
  • 05.12.07, 12:43
    Moja dostawała słoiczki i jakoś żyje :-) Zajadała aż się jej uszy
    trzęsły. Pracująca karmiąca mama nie ma tyle czasu by latać po
    mieście i szukać sklepu z ekologiczną żywnością (ze straganiu bym
    się nie odważyła dawać niemowlakowi) a następnie gotować zupkę czy
    przecierać owoce. Do teraz nieraz ratujemy się słoiczkami (gdy obiad
    niezbyt odpowiedni dla małego dziecka albo jak nie ma nic
    przygotowanego).
    Smakowałam te obiadki i są całkiem dobre :-) Może mam spaczony gust,
    ale my używamy generalnie mało soli lub wcale (do warzyw - gotowane
    w zepterze), cukier też ograniczamy :-) i dlatego nie mogłam
    obiadków nazywać mdłymi :-)
    Wybierz to, co dla Ciebie najwygodniejsze i tyle.
    --
    Dwie obrączki i Nasz chodziaczek
    *** Kochaj, żeby żyć i żyj, żeby kochać. /Dionisios Solomas/
  • 05.12.07, 14:04
    dziekuje za wszystkie odpowiedzi. troche mi ulżyło, że może wyrodną
    matką będę, gdy pojawią sie słoiki z gotowym jedzeniem w domu ;-)
    sadze, ze na początku spróbuję ze słoiczkami jedno, dwuskładnikowymi
    a potem troche sama poeksperymentuje z jedzeniem dla małego (w końcu
    są mrożone polskie warzywa i owoce). Byłam ostatnio w sklepie i
    poczytałam etykietki na słoikach. w jabłku (gdzie powinno być tylko
    jabłko) jest jakiś zagęszczacz z ryżu czy czegoś tam podobnego. no
    nie było to na pewno sto procent jabłka w jabłku. dam znac jak mały
    znosi wprowadzanie nowego jedzenia :-)
  • 05.12.07, 14:51
    justynaaadamczyk napisała:

    > Byłam ostatnio w sklepie i
    > poczytałam etykietki na słoikach. w jabłku (gdzie powinno być
    tylko
    > jabłko) jest jakiś zagęszczacz z ryżu czy czegoś tam podobnego. no
    > nie było to na pewno sto procent jabłka w jabłku

    Tak robi Hipp. W gerberze nie ma ryżu.
    A co do mrożonek. Nie jestem do nich przekonana. Nie wiem jak to się
    dzieje, ze tak szybko się gotują. Jak ja zamroże warzywa, to i tak
    długo się gotują, a te kupne moment i miękkie.
    A warzywa ekologiczne kupuje cały rok. A jak kiedyś przechowywano
    warzywa? Są przecież jakieś ziemianki itd. Oczywiście ceny zimą
    szaleją. Niestety.
    Pozdrawiam.
  • 06.12.07, 00:49
    > A co do mrożonek. Nie jestem do nich przekonana. Nie wiem jak to się dzieje,
    ze tak szybko się gotują.

    hehe pewnie je kosmici ... a tak na poważnie warzywa przed zamrożeniem sa
    wstępnie blanszowane, specjalnie po to żeby mozna było je szybciej przygotować,
    wszak mrożonki sa dedykowane tym Paniom Domu, które na pichcenie nie mogą
    posiwęcic dużo czasu.
    Dodam tylko, ze te warzywa mrozone przeznaczone do smazenia sa inaczej
    przygotowywane niż mrozonki do gotowania na zupę. dlatego te na gotowanie
    usmazone będą beznadziejne.

    > A warzywa ekologiczne kupuje cały rok. A jak kiedyś przechowywano
    > warzywa? Są przecież jakieś ziemianki itd. Oczywiście ceny zimą
    > szaleją. Niestety.

    Warzywa ekologiczne które kupujemy zimą nie są najczęsciej z Polski tylko z
    poludnia Europy gdzie mozna uprawiac do poznej jesieni, więc sa przechowywane
    krócej.
    Te przechowywane przez zimę w Polsce są przechowywane w chłodniach o
    odpowiedniej temperaturze i wilgotności, czasami wpuszcza się odpowiednie
    substancje gazowe do pomieszczenia żeby przedłużyć żywotność, ale to zalezy od
    stopnia "ekologiczności"...

    Kiedys warzywa przechowywano w ziemiankach (czyli niska temperatura) najczęściej
    w piasku, żeby utrzymać wilgotność, najczęsciej na tzw. przedwiosniu miały się
    one raczej marnie...



    --
    ..:*Fergie1975*:..
    Wiktor
  • 06.12.07, 11:38
    fergie1975 napisała:

    > hehe pewnie je kosmici ...
    To by było nawet Ciekawe:)
    A tak poważnie, to nie wiemy jaka jest wartość takich warzyw. Nie
    robiłabym z tego zupek dziecku. Oczywiście raz nie zaszkodzi, ale
    czy na dłuższą metę jest to dobre rozwiązanie?
    Myślę, że i zimą można sobie jakoś poradzić. Można samodzielnie
    mrozić warzywa, robić weki -przeciery pomidorowe i tarte buraki na
    zupki. Ja obiecałam sobie, ze tak zrobię, niestety życie
    zweryfikowało moje plany:-) Jednak znam mamy, które tak robią. Więc
    można.
    A co do eko-warzyw zimową porą. Oczywiście nie są takiej jakości jak
    jesienią, jednak ja byłam z nich zadowolona. Wolałam takie niż ze
    straganu.
    Zresztą ja nie demonizuję słoiczkowego jedzenia. Jak juz pisałam to
    wygodne rozwiązanie i większość mam z nich korzysta. I póki co nie
    słychać o jakichkolwiek skutkach ubocznych.
    Pozdrawiam!
  • 05.12.07, 15:12
    Deserki daję ze słoiczków. Bo gdzie ja teraz morelkę albo gruszkę
    znajdę? Po kupowanym surowym jabłku mała miała wysypkę na buźce więc
    też daję kupowane albo piekę w piekarniku.

    Zupki gotuję sama. Królika i kurę mam wsiowe od babci. Jarzyny
    kupuję normalnie. Jak się uda to w ekologicznym, ale bez przesady.
    Co do wygody to gotuję zupkę w dużej ilości, wkładam do słoiczków i
    zamrażam. Mam obiad na kilka dni. Robię to ze względu na koszty
    głównie, ale też wolę wiedzieć co daję młodej. Zresztą słoiczkami
    pluje (większością) a moje zupki zajada ;)

  • 06.12.07, 00:42

    Kto powiedział, że w słoiczkach jest świeże jedzenie? kto wkłada świeże jedzenie
    do słoika? Przecież na logikę ono musi być utrwalone.
    i po co robić taka nagonkę?

    --
    ..:*Fergie1975*:..
    Wiktor
  • 06.12.07, 17:08
    ja jednak wybrałabym na Twoim miejscu słoiczki - warzywa z warzywniaka to nie
    najlepszy pomysł dla takiego malucha. Ja miałam podobny problem przy moim
    pierwszym synku, chociaż miałam ekologiczne warzywka, moje maleństwo pluło moimi
    zupkami dalej niż widziało... a poza tym te w słoiczka są tak róznorodne... a ja
    jestem niestety bardzo zapracowaną mamą i jak mój drugi synek dorośnie do zupek
    to dostanie te ze słoiczka - jedyne co mnie przeraża to, to że już kilkakrotnie
    w słoiczkach firmy gerber znaleziono szkła, więc tą firmę chyba sobie daruję,
    chociaż dla mnie byłoby to najtaniej, bo w Rzeszowie można kupić ich produkty w
    sklepie firmowym... Pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.