• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Witajcie. Jestem tu nowa......

  • 16.03.04, 19:34
    ..... i chcę się przedstawić. Mam na imię Joanna i jestem samotną mamą z tzw.
    wlasnego wyboru. Ponieważ ojciec mojego synka jest czlowiekiem bez ambicji,
    niedojrzalym i nieobliczalnym, podjęlam decyzję o samotnym wychowywaniu
    dziecka. Nie dalam "tatusiowi" żadnych praw do Maluszka, dziecko nie nosi
    jego nazwiska i teraz, gdy Mateuszek skończyl osiem miesięcy, okazuje się, że
    byla to naprawdę trafna decyzja. "Tatuś" pojawil się dwa razy, w tym raz cale
    piętnaście minut i na tym zakończyo się jego zainteresowanie.
    Razem z Mateuszkiem mieszkam u moich rodziców i to oni mi pomagają. Ciągle
    spotykam się z trudnościami, a największą z nich jest problem ze znalezieniem
    pracy, mimo iż mam wiedzę i doświadczenie. Ciężko mi ze świadomością, że
    Matti waściwie nie ma taty i czasami kusi mnie aby nie mówić mu w przyszości
    prawdy, sklamać, że tata nie żyje albo cokolwiek innego. Wiem jednak, że to
    nie ma sensu, a raczej mogloby się to obrócić przeciwko mnie. Za to mam
    milość mojego synka i duże wsparcie rodziny i przyjaciól. Oczywiście brakuje
    mi kogoś, kto dzielilby ze mną odpowiedzialność, obowiązki i przyjemności
    wynikające z posiadania dziecka, jednak nigdy nie zniżylabym się
    do "polowania na tatusia", bo balabym się, że traafię na kogoś, kto nie
    będzie potrafil pokochać mojego Sloneczka. Może w przyszlości spotkam kogoś,
    kto będzie kochal nas oboje... Pozdrawiamy wszystkie dwuosobowe rodzinki,
    Asia i Mateusz.
    Edytor zaawansowany
    • 17.03.04, 00:45
      Cześć Joasiu !
      Serdecznie Cię witam smile Nie jestem tu stałym gościem, czasem wpadam jak na
      dobrą kawe, którą zresztą uwielbiam. Jestem mamą 2 letniej Gaji. Tak jak Ty
      mieszkam z rodzicami i tak jak Ty ciągle wierzę w to, że może kiedyś ktoś
      będzie chciał dzielić miłość do "młodej" ze mną. Muszę przyznać, że jesteś
      szczęściarą, biologiczny ojciec Gaji widział ją tylko raz. Ale teraz nie ma to
      już znaczenia. Ja też nie żałuję tamtej decyzji. Jeśli masz ochote mozesz pisać
      na priva. Pozdrawiam Cię i Twojego syna smile
      Magda
      • 17.03.04, 12:19
        hej, ja jestem samotna z porzucenia, mam 1,5 roczną Igę
        cieszę sie, ze jest ktoś kto może Ci pomóc, że nie jesteś sama, szkoda, ze
        jednak tatuś alimentów nie płaci byloby Ci lżej
        a to, ze widział ją dwa razy...trudno, po co taki ojciec, ale nie kłam dziecku
        w przyszlości, powiedz, ze uważałaś, ze on jest nieodpowiedzialny co zresztą
        udowania widząc dziecko 2 razy tylko
        nie kłam, bo potem obróci to sie przeciw Tobie
        teraz życze powodzenia i cierpliwości a za kilka mies...Boże, wytrwałości, jak
        zacznie chodzićsmile)
        pozdrawiam
    • 18.03.04, 09:35
      Joanna - witaj na forum!
      Dzięki za optymizm bijący z Twojego postu. Ja na razie jestem samotną porzuconą
      ciężarówką w 5 miesiącu i troszkę się boję, czy aby sobie poradzę.To forum to
      świetny pomysł; miło, że do nas dołączyłaś.pozdrawiam
      Mirelka
      • 18.03.04, 19:21
        Hejka. Ja też mialam stracha i dużo wątpliwości. Nadal się wielu rzeczy boję, a
        czasami jestem przerażona, ale warto bylo urodzić Mateuszka i cieszę się z
        decyzji o samodzielnym macierzyństwie, bo perspektywa związku z ojcem Mateusza
        to jak planowanie końca świata. Gdy dowiedzialam się, że jestem w ciąży,
        wydawalo mi się, że mam przed sobą tylko dwa rozwiązania: ślub albo aborcję.
        Jednak rozmowa z pewną ginekolog, która poświęcila mi dwie godziny nie zważając
        na innych pacjentów, "naprowadzila mnie na wlaściwe tory" i przekonala, że
        jestem na tyle silna by podolać macierzyństwu, a na pewno nigdy nie
        potrafilabym wybaczyć sobie zabiegu. Po rozmowie kazala mi się zastanowić i w
        razie czego przyjść za kilka dni. Nigdy więcej się u niej nie pojawilam i
        jestem szczęśliwą mamą ośmiomiesięcznego Skarba smile Pozdrawiam smile
        • 28.03.04, 10:58
          Cześć Joasiu,
          Cieszę się, że poradziłaś sobie i miałaś na tyle silną wolę, by cieszyć się
          teraz maleństwem. Dodajesz mi otuchy. Ja także wychowuje teraz już 9 tyg Flusie
          sama i także z wyboru. Tatuś jakoś nie kwapił się do tego by być z nami, małej
          nawet nie wiedział, choć wcale bym mu tego nie zabroniła. Byłyśmy same od 2
          miesiąca ciąży. Majka także nosi moje nazwisko i wcale nie żaluje swojego
          wyboru. Cieszę się, że jesteś, bo trudno mi znaleźć kogoś do rozmowy, kto tak
          samo postąpił, jak Ty czy ja. Także mam wciąż obawy co powiem Flusi na temat
          tatusia a ostatnio nawet się załamałam i popłakałam jak zabralam się do
          wypełniania drzewa genealogicznego w "Wielkiej Księdze Maleństwa" takim albumie
          rodzinnym. Kompletnie nie wiem co tam wpisaćpo stronie ojca. Na razie miejsce
          jest puste. Może Ty już wiesz jak rozwiązać ten problem?
    • 29.03.04, 20:25
      Przykre.

      Pamiętaj jednak o jednym.
      Dziecko nie jest Twoją własnością.

      Mimo, że ojciec dziecka może być skończonym osłem, mimo że teraz (a wnioskuję
      ze stylu wypowiedzi, że jesteście jeszcze bardzo młodzi) nie dojrzał do
      rodzicielstwa to pozbawianie dziecka ojca nie jest Twoim prawem.

      Dziecko potrzebuje obojga rodziców. I PRAWEM dziecka jest ich mieć oboje.

      Mimo to życzę powodzenia.


      • 29.03.04, 21:33
        Hejka i dzięki za szczerość. Ja mam 25 lat, ojciec Mateusza 23. nie wiem, czy
        to oznacza "bardzo młody" czy nie. Wiem tylko, że On jest kompletnie
        niedojrzały i nie dorósł do roli ojca. Nasz związek trwał bardzo krótko, ale za
        to znałam go dużo wcześniej i teraz nawet nie mogę sobie wypbrazić jak bardzo
        można być załamanym i potrzebować drugiego człowieka, żeby związać się z kimś
        takim. Zdaję sobie sprawę, że w naszym związku to ja zawiniłam, bo popełniłam
        błąd obiecując więcej niż mogłam dać, ale potem on pokazał kim jest naprawdę.
        Nie miałbym mu za złe niczego gdyby chodziło tylko o mnie, ale on bardzo wiele
        mi obiecywał - a raczej dziecku, groził, że je zabierze, że popełni
        samobójstwo, a nawet nie dowiedział się czy postanowiłam donosić ciążę (miałam
        podjąć decyzję w ciągu kilku dni i on o tym wiedział). Sama dałam mu znać gdy
        Matti się urodził i zaprosiłam, żeby poznał swoje dziecko. Wytłumaczyłam mu
        dlaczego nie daję mu praw ojca i powiedziałam, że to można zmienić, wystarczy
        że udowodni Mateuszowi, że na to zasługuje. I wcale nie chodziło mi o
        pieniądze, tylko o bycie Ojcem. Mateusz za kilka dni skończy dziewięć miesięcy
        i "tatusia" widział dwa razy, z czego drugi raz 15! minut, i to dwa miesiące po
        urodzeniu. Od tamtej pory nic. Zdaję sobie zprawę, że nie mogę zabrać dziecku
        ojca. Odebrałam go formalnie, i ja za to odpowiem, ale nie odebrałam ojcu prawa
        do wywiązywania się ze swojej roli. On sam zdecydował. Nie mam zamiaru ukrywać
        przed moim dzieckiem prawdy, choć bardzo mam czasami na to ochotę. Kiedyś sam
        będzie musiał zdecydować czy chce go poznać i czy chce takiego właśnie ojca i
        ja nie będę miała na to wpływu. Nawet tego nie chcę, bo zdaję sobie sprawę, że
        ten mały szkrab jest człowiekiem i ma prawo do decydowania o takich sprawach.
        Mogę mu zabronić alkoholu czy narkotyków, ale nie mogę mu zabronić czuć ani
        nakazać co czuć. Wychowywanie dziecka samodzielnie jest bardzo trudne, bo
        trzeba samemu ponosić całą odpowiedzialność i na pewno nie o tym marzyłam, gdy
        w dzieciństwie wyobrażałam sobie swoją rodzinę. Są jednak sytuacje gdy trzeba
        podjąć taką a nie inną decyzję i jestem przekonana, że postąpiłam słusznie. Być
        może Tomek kiedyś się zmieni i nie będę obawiać się tego, co mógłby zrobić
        gdyby miał prawo do Mateusza, a Mateusz pokocha swojego tatę. Byłabym naprawdę
        szczęśliwa gdyby tak się stało, a Matti miałby oboje rodziców.
        • 29.03.04, 22:45
          "...może Tomek kiedyś się zmieni i nie będę obawiać się tego, co mógłby zrobić
          gdyby miał prawo do Mateusza, a Mateusz pokocha swojego tatę. Byłabym naprawdę
          szczęśliwa gdyby tak się stało, a Matti miałby oboje rodziców."
          --------------------

          Za to ostatnie zdanie - odszczekuję wszystkie złe słowa i myśli, którymi Cię
          obdarzyłem.

          Ale by tak było, by dziecko nie stało sie "społeczną sierotą" trzeba i Twoich
          starań.

          Pozdrowienia


          P.S. Przy okazji. 23 lata u chłopaka to wiek największej beztroski. Wiem bo
          pamietam.



          • 30.03.04, 10:15
            Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym nie dopuścić do sieroctwa Mateusza.
            Chciałabym, żeby miał prawdziwego ojca i próbuję wierzyć, że u jego taty kiedyś
            minie ten okres beztroski. smile
            • 01.04.04, 13:39
              jeszcze nie jestem w stanie opisac mojej sytuacji ,bo to bardzo swierza
              rana,ale prosze wszystkich o opinie w spr. marihuany;moze macie jakas
              wiedze ,lub doswiadczenia?
              pozdrawiam bea
              • 01.04.04, 15:44
                Tiaa, mam doświadczenia. Parę razy w zyciu zaciągnęłam. Hi, Hi.

                Pozdrawiam,
                Chalsia

                PS. a o co Ci tak właściwie chodzi???
      • 15.05.13, 11:23
        Mimo, że ojciec dziecka może być skończonym osłem, mimo że teraz (a wnioskuję
        > ze stylu wypowiedzi, że jesteście jeszcze bardzo młodzi) nie dojrzał do
        > rodzicielstwa to pozbawianie dziecka ojca nie jest Twoim prawem.
        łoż jakie to mundre to co napisałaś
        autorka wykazała sie duża odwaga i rozsądkiem w zyciu a ty jej tu wkrecasz
        po co jej tatus skoro nie czuje sie nim, moze ma prawo ale ich nie chce miec wiec nie ch spływa,
        --
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/ludek-pa-pa.gif Zajrzyj do nas
    • 01.04.04, 18:16
      "wystarczy
      że udowodni Mateuszowi, że na to zasługuje"

      Joanno myślisz że to Ty mozesz o ojcostwie decydować?

      Jeżeli tak to co wpływa na tą decyzję?

      Pozdrawiam ciepło
      M
      • 04.04.04, 11:47
        Kiedy odchodziłam od Tomka, nie było mowy o takim potoczeniu się spraw. Jednak
        nie tylko nie interesował się dzieckiem, tym czy w ogóle się urodziło, a po
        urodzeniu widział je dwa razy (w tym raz piętnaście! minut), ale jeszcze jest
        niedojrzały emocjonalnie. Gdy poskładałam sobie wszystko do kupy zaczęłam
        obawiać się tego, co może zrobić w swojej prostocie. Groził mi już samobójstwem
        i kazał żebym pożegnała od niego jego rodziców, był zafascynowany bronią (a
        pracuje z bronią palną) i zafascynowany możliwością zabicia człowieka. Wolę nie
        ryzykować. Poza tym jest świadom przyczyn mojej decyzji i wcale nie próbował
        mnie od niej odwieść ani niczego zmienić. Bycie ojcem to nie dawanie pieniędzy
        (których i tak nie daje), ale Bycie z dzieckiem, robienie wszystkiego, by
        okazać swoją miłość. Czy brak zainteresowania i powrót do swoich rozrywek to
        ojcostwo? Jak powiedziałam już przy okazji odpowiedzi innej osobie, ja zabrałam
        tylko formalne prawo, nie zabrałam mu świadomości "posiadania" dziecka i
        odpowiedzialności za nie. Może kiedyś on się zmieni i ja zmienię swoją decyzję.
        Na razie uważam ją za słuszną. A może Mateusz uzna, że chce nazwisko taty ....
        nie wiem, co będzie. Podjęłam taką właśnie decyzję i jeśli jest zła, to ja
        poniosę konsekwencje; moje dziecko będzie znało prawdę i kiedyś samo dokona
        wyboru; nie będzie potrzebowało mojej zgody czy nie-zgody. Nie chcę, żeby Tomek
        udowadniał swoje ojcostwo, bo jest oczywiste czyim dzieckiem jest Mateusz, ale
        żeby pokazał dzieku, że je kocha i że mu zależy, czyli że jest Ojcem. Nie
        wystarczy tylko dać nasienie i osiąść na laurach.
        Poza tym coraz częściej mam wrażenie, że wizyty Tomka nie wynikały z
        zainteresowania dzieckiem, tylko miały na celu stworzenie ponownego związku, a
        już dawno powiedziałam mu, że to niemożliwe, nawet gdy stwierdził, że rozstanie
        to moja ciążowa fanaberia. Gdy uświadomił sobie, przy ostatniej krótkiej
        wizycie, że jednak mnie stracił, zniknął. Może to tylko wrażenie, ale wiele
        przemawia za tym wyjaśnieniem.
        • 04.04.04, 11:49
          ..... i jeszcze jedno. Najbardziej na świecie chciałabym, żeby mój synek był
          szczęśliwy. Nie mogę byż z jego ojcem, ale chciałabym, żeby tego ojca jednak
          miał. Staram się wierzyć, że kiedyś to się zmieni i Tomek dojrzeje do tego by
          Ojcem zostać. Pozdrawiam, J.
          • 04.04.04, 14:52
            Joasiu, popieram Cię w 100%.
            A prawdziwy ojciec niekoniecznie musi byc ojcem biologicznym.

            pozdrawiam cieplutko
            • 04.04.04, 21:25
              Już niedługo bedzie wprowadzone do KRiO
              I co będzie wtedy gdy ojciec złoży taki pozew o ustalenie ojcostwa?
              Pozdrawiam ciepło
              M
              • 04.04.04, 22:41
                Nie wiem co będzie chciał tym uzyskać naprawdę. Jeśli rzeczywiście będzie
                chciał udowodnić, że zależy mu na Mattim, nie będzie potrzebował żadnego pozwu.
                Jeśli okaże się, że to czysta złośliwość z niewiadomych powodów, to mam prawo
                powiedzieć, że wówczas utrzymywałam kontakty seksualne z innymi mężczyznami i
                nie zgodzić się na badanie. Tak naprawdę to nie chcę tego ostatniego, ale
                wszystko zależy od Tomka. Ja nie odebrałam mu praw bez powodu i nie chciałam,
                żeby Mateusz nie miał (prawnie) ojca. Nie chcę walczyć dla
                czystej "przyjemności" walki - walczyc będę tylko, jeśli to będzie konieczne. A
                na razie i tak się na to nie zapowiada, bo "tatuś" zniknął i się nie odzywa ...
                chyba że planuje spisek i chce mnie zaskoczyć...
                Pozdrówka smile
    • 06.04.04, 08:48
      Mateuszek ma 8 miesięcy i jeszcze leży w łóżeczku. Nawet nie mówi.
      Jak jego ojciec ma udowodnić że będzie dobrym ojcem jemu właśnie?
      Czy nie zaczęłaś tego konfliktu od swoistego szantażu?
      Pozdrawiam ciepło
      M
      • 06.04.04, 10:30
        Nowelizacji art.84 krio, o którym mówisz nie ma i jeszcze długo, długo nie
        będzie.Sądowe ustalenie ojcostwa przez domniemanego ojca biologicznego nie
        równa się z nadaniem ojcu władzy rodziecielskiej,(ustala sie jedynie
        pochodzenie dziecka, ze pochodzi od tego i tego meżczyzny) Sąd rozpatruje
        morale ojca i stosunek także do matki dziecka. Nie do końca wiadomo jak bedzie
        wyglądała nowelizacja tegoż art. ale planowane sa wprowadzenia zabezpieczeń np.
        czasowych.Słuchaj, zresztą faceci zawsze mieli mozliwosc dochodzenia swego
        ojcostwa, wystarczyło wybrac sie prokuratury, do dzis to jedyny sposob i
        narazie tak pozostanie...jednak mezczyzni sie nie kwapia. Poza tym, coś musi
        być w tym,że matka nie godzi sie, czy tez sadownie nie ubiega sie o uznanie i
        roszczenia z tym zwiazane... a poza tym, komu ma udowodnic ze bedzie dobrym
        ojcem - matce!
        pozdrawiam z sympatiasmile


        p.s. Joasiu, co z tym gg??smile
        • 09.04.04, 19:37
          No, miałam problemy techniczne, głównie z komputerem i muszę od nowa
          instalować, a ostatnio coś mi czasu brakuje smile Przepraszam.
        • 14.05.13, 13:19
          rozmowywtoku.tvn.pl/wideo,1027,v/badania-dna-nie-klamia-czyje-to-dziecko,749138.html
      • 06.04.04, 10:44
        A jak sie takiemu malemu dziecku okazuje uczucia?Okazuje sie je Czy nie? Jak
        okazuje sie takiemu male,u dziecku ze Ci na nim zalezy , ze troszczysz si o
        niego, ze jest dal Ciebie NAJWZNIEJSZE. Nie tek pokazac nie mozesz , bo dla
        Ciebie niejest Najwazniejsze, To moze jak pokazac , ze jest choc dla Ciebie
        Wazne..
        Jesli bedziesz wiedzial jak to sie robi uzyskasz odpowiedz na Twoje pytanie...

        Mag
        • 06.04.04, 11:12
          Zgadzam sie z Mag, skupiłam sie tylko na kwestiach prawnych. Na wyrazeniu zgody
          na uznanie, idt...ten temat byl już tyle razy dyskutowany.
          Poza tym;
          Ojcem nie zostaje się z powodu papierka (metryki urodzenia czy wyroku sądu)
          Ojcem nie zostaje się z powodu płacenia alimentów.
          Ojciec, to mężczyzna, który nawet jeśli odbywał stosunki seksualne
          niekoniecznie w celu prokreacji, czuje się w obowiazku zaopiekować dzieckiem,
          które sie narodziło.
          Ojciec, to mężczyzna, który od urodzenia dba o swoje dziecko najlepiej jak
          umie. Tu tego nie ma...niestety, dlatego moze czas bedzie sprawiedliwym sędziom
          w tej sprawie i po prostu pokaże. Pozdrawiamsmile

          • 06.04.04, 15:16
            Moja droga jestem pewien że widzisz róznicę pomiędzy tymi działaniami.
            Matka dziecka domaga się aby udowodnić dziecku czyli Mateuszkowi że ojciec
            będzie mógł być dla niego ojcem.
            I również jestem pewien że zdajesz sobie sprawę że taki dowód nie jest możliwy.
            Rozumiem obawy matki ale wydaje mi się że zaczęła źle.
            Mianowicie ja takie postawione żądanie odebrałbym jako szantaż.
            A wiem dobrze jak się okazuje uczucia dzieciom z racji wychowywania dwojga.
            Natomiast:

            "wystarczy że udowodni Mateuszowi, że na to zasługuje"

            Jest żądaniem niemożliwym do spełnienia.
            Dlaczego więc zostało postawione?

            Pozdrawiam ciepło
            M
            • 06.04.04, 15:33
              Moj drogi, sadze ze i Ty zgodzisz sie ze mna , ze nieodpowiedzialne zachhowanie
              do tej pory nie daje podstaw do niefrasobliwej radosci i ekstytacji , ze moze
              tatus bedzie chicla i okarze sie tausiem - w pelnym tego slowa znaczeni ..
              Chroniac dziecko przed nieodpowiedzialnosci takiego czlowiek , czym wykazal sie
              dotychczas zostal postawiony taki warunek. Teraz wystarczy przez pewnien czas
              pokazac , ze jesli chodzi o dziecko ktos bedxie sie zachowywal odpowiedzialnie
              i zgodnie z deklarowanymi uczuciami a matak dziecka na pewno po jakims czasie
              mu zaufa...
              Trudno i tu chybazgodzisz sie ze mna, fundowwac dzieku od najmlodszych lat
              hustawke emocjonala, zwiazna ze stalosci uczuc , stabilnosci itd..

              Mag
              PS. Czy wychowujesz dwujke - to roznie mozna interpretwac ...
              • 06.04.04, 15:37
                Mag
      • 09.04.04, 19:35
        Przyjeżdżanie do dziecka, zainteresowanie ... to chyba nie tak dużo? A na razie
        jest kompletny brak zainteresowania. Nawet przez wspólnych znajomych nie
        próbuje się dowiedzieć co z jego dzieckiem. Mówisz o szantażu. Ja tylko nie
        dałam mu formalnych praw, a do bycia Ojcem zachęcałam. To on mnie szantażował
        emocjonalnie, tylko powiedziałam mu, że to na mnie nie działa. Nie mam zamiaru
        go szantażować; mogłabym to robić gdybym chciała pieniędzy, a tak tylko moje
        dziecko by na tym straciło. Ja naprawdę chciałabym, żeby Matti miał ojca, a
        ojcu to po prostu "wisi".
        Pozdrawiam.
    • 06.04.04, 17:10
      Hm
      Mam wrażenie że się boisz kontaktów z ojcem dziecka, ale pomyśl czy masz prawo
      pozbawiać Mateuszka jego praw które być może będą cenne dla niego w przyszłości.
      Jak już wspomniano czym innym jest ustalenie ojcostwa a czym innym władza
      rodzicielska.
      Tym niemniej ustalenie ojcostwa pociąga za sobą prawa i obowiązki dla ojca. Co
      do obowiązków to najbardziej znany jest alimentacyjny,a praw prawo do
      dziedziczenia dla dziecka i inne dla ojca zależnie od decyzji sądu.
      Ojciec dzisiaj może być niedojrzały ale to może się zmienić w przyszłości.
      Kontakt dziecka z ojcem w każdym znaczeniu tego słowa jest niezbędny dla jego
      prawidłowego rozwoju.
      Zaś Ty jesteś obecnie niesamodzielna i korzystasz z pomocy rodziców.
      Uważasz że tak być powinno?
      Pozdrawiam ciepło
      M

      • 08.04.04, 13:17
        Szanowny Panie Marco2002, czy Ty czytać nie umiesz? Kto się boi kontaktów z
        ojcem Matuesza? Pięć razy zostało napisane, że człowiek się dzieckiem nie NIE
        INTERESUJE. Nikt nie zabrania mu kontaktów, to on sam zrezygnował. Z całą
        pewnością ojciec jest dziecku potrzebny do prawidłowego rozwoju, dlatego
        szkoda, że uciekł.
        Również z całą pewnością nie jest rzeczą wskazaną (jednak w tej sytuacji
        oczywistą), aby matka była na garnuszku rodziców. Jest rzeczą wskazaną i
        normalną utrzymywanie rodziny przez OJCA, a ten, jak wiadomo, nie płaci
        chociażby szczątkowych alimentów na dziecko, o reszcie nie mówiąc.
        pzdr
        • 08.04.04, 13:38
          iwona3 napisała:

          > Szanowny Panie Marco2002, czy Ty czytać nie umiesz? Kto się boi kontaktów z
          > ojcem Matuesza? Pięć razy zostało napisane, że człowiek się dzieckiem nie NIE
          > INTERESUJE. Nikt nie zabrania mu kontaktów, to on sam zrezygnował. Z całą
          > pewnością ojciec jest dziecku potrzebny do prawidłowego rozwoju, dlatego
          > szkoda, że uciekł.
          > Również z całą pewnością nie jest rzeczą wskazaną (jednak w tej sytuacji
          > oczywistą), aby matka była na garnuszku rodziców. Jest rzeczą wskazaną i
          > normalną utrzymywanie rodziny przez OJCA, a ten, jak wiadomo, nie płaci
          > chociażby szczątkowych alimentów na dziecko, o reszcie nie mówiąc.
          > pzdr
          ***********
          całkowicie się z Tobą zgadzam iwona
    • 07.04.04, 08:28
      Marco - a Ty przpadkiem nie korzystasz troche z pomocy mamusi?
      Wiesz moze w innej formie, ale troche...
      Rodzina jest po to by sobie pomagac ! Byc razm i w radosci i w nieszczesciu ...
      I to ze rodzina pomaga nie ejest zle. Mysle ze kazdy dorosly czlowiek dazy do
      bycia samodzielnuym i samodzielnie dawac sobie rade. Ale znam tysiace rodzin -z
      ojcami ,ktore korzystaja z pomoc np. babci przy opiece nad dzieckiem , czy
      pomocy finasowej... itd.. To zle?

      Mag
      • 07.04.04, 13:56
        Hm.
        Może podsumujemy to co wiemy o Joasi i to będzie jakaś pomoć.
        Ma 25 lat ośmiomiesięczne dziecko i mieszka z rodzicami.
        Nie pracuje co znaczy że jest z dzieckiem na utrzymaniu rodziców.
        Jak sama powiedziała ojcu Mateusza nie dała żadnych praw czy to rodzicielskich
        czy prawa do uznania dziecka i postawiła warunek aby udowodnić dziecku właśnie
        że ojciec zasługuje na to aby mieć jakiekolwiek prawa.
        Czy w tej sytuacji trudnej dla wszystkich postawa ta nie jest egoistyczna?
        Czy Joasia ma prawo decydować za swoje dziecko co do pozbawienia go jego
        osobistych praw?
        Pozdrawiam ciepło
        M
        • 07.04.04, 16:10
          Egoizmem byłoby wystąpienie z pozwem o ustalenie ojcostwa, pozbawienie ojca
          władzy rodziecielskiej i zażądzanie alimentów, utrudnianie kontaktów....hmm, a
          co wiemy o Kims , kto tak ładnie podsomowuje innych...?
          Kasia
        • 07.04.04, 16:20
          Co do tego ma pomoc?
          Czy to ze w danym okresie nie moze znalesc pracy i w utrzymaniu dziecka
          pomagaja jej rodzice swiadczy o tym , ze nie moze poedjmowac decyzji?
          Co z ochrona przed nieodpowiedzialnymi postepowaniem i zachowaniem dziecka...
          Ja nie jestem zwolenniczka ochrony dziecka, bardziej na zasadzie pomocy w
          radzeniu sobie z tym co nieodpowiedzialny tataus zrobi , ale .. kazdy ma prawo
          do swoich przekona.

          I pomoc rodziny dziewczyny nie ma tu znaczenia. Pytanie czemu zatytulowales
          watek pomoc i nic i jak sie ma pomoc do decyzji matki dziecka ?

          Pozdrawiam
          Mag
          OS. Czemu ojciec nie jest ojcem z jej goda czy bez, Czemu nie przychodzi i nie
          zajmuje sie dzieciek , czemu nie postara sie troche dla dziecka.Czemu toczysz
          tu dysputy o tym co wolno a co nie wolno mamaie dziecka i co powinna badzniea
          nie zwracasz uwagi na fakt , ze wystarczy chciec?
          Postarac sie. Czy zyczenia matki sa tak absurdalna:
          1. Zainteresowanie - stale , nie od czasu do czasu..
          2. Ustallenie kontaktow =- stalych , nie zmiennych w zaleznosci od widzimisie.
          3. Troska w zyciu codziennym. ..

          Moze zastanow sie co wiemy o Panu?
          Mowisz odpowiedzialny czy nie powinien miec prawo .. Tu mozna dyskutowac . Male
          dziecko potrzebuje poczucia bezpieczenstwa i zznajmosci relacji. Im prostsze ,
          tym latwiej. Nie moze byc rozchwiana emocjonalnie - bo tataus nie dorusl. Czas
          najwyzszy dorosnac.


          Mag
          • 07.04.04, 17:45
            Hm
            Podsumowanie dyskusji jest pomocne w celu znalezienia odpowiedzi na pytania.
            Gdyby Joasia nie miała żadnych pytań to nie pisała by tu.
            Zaś co do odpowiedzialności to dlaczego mają brać ją na siebie rodzice/rodzina
            Joasi bo wszystko na to wskazuje?
            Bezpośrednio odpowiedzialni są Joasia i jej facet.
            Pozdrawiam ciepło
            M
            • 08.04.04, 07:57
              WJoasia wizela odpowiedzialnosc. Chwilowo nie ma pracy - nie jest to stan staly
              i stan ktory na pewno jej nie cieszy , ale stan ktory spotyka tysiace ludzi w
              Polsce i jezeli okazuje sie , ze musza Ci ludzi korzystac z pomocy rodziny by
              utrzymac w tym czasei swoje dzeckio - to nie swiadczy o ich
              nieodpowiedzialnosci , prawda?
              Joasia na pewno zandziei zaa jakis czas prace i bedzie sama dbac o strone
              finasowa. a odpowiedzialnosc to nie tylko finase...
              Wiesz ludzie ktorzy pytaja , owszem szukaja odpowiedzi , ale ludzi e( tak jak
              partner jjoasi) , ktorzy nie pysaja , nie znaczy , ze znaja prawidlowa. Zanczy
              tylko tyle , ze ze nawet nie biora pod uwage iz moga sie mylic..i ze ich zdanie
              nie jest zdaniem na pewno dobrym...Ludzie ktorzy nie pytaja maja czasem
              znacznie wiekszy problem.....

              Mag
              • 10.04.04, 23:33
                Ostatnio nie mogłam wziąć udziału w dyskusji z braku sprawnego komputera.
                Podsumowanie marco2002 nie jest pełne, ale to dlatego, że nie podałam
                wszystkich danych. Rzeczywiście mam 25 lat i już 9-miesięczne dziecko. Mam
                trudności w znalezieniu pracy, więc pomagają mi rodzice, ale staram się na
                wszelkie sposoby ich odciążać i podejmuję się każdej pracy zleconej i
                tymczasowej, bo o taką znacznie łatwiej. Ponadto, mimo iż za marne pieniądze,
                pomagam dwóm dziewczynkom w nauce angielskiego. W ten sposób sama płacę za
                jedzenie, pieluszki itp. Dzięki rodzicom nie ponoszę takich kosztów jak czynsz,
                ogrzewanie i.in., chociaż bywają sytuacje, gdy nie mogę za coś zapłacić sama.
                Na sobie za to oszczędzam jak tylko mogę. Szukam pracy i chyba mam pecha;
                ostatnio już miałam podpisać umowę, gdy władze w Niemczech zanegowały decyzję
                polskiego dyrektora i postanowiły przyjąć kogoś z niemieckim, chociaż angielski
                na tym stanowisku w zupełności by wystarczył; i tak często bywa z ofertami,
                które chcę przyjąć.... Nawet schowałam swoją dumę do kieszeni i czerwona ze
                wstydu skorzystałam z pomocy Opieki Społecznej.
                A teraz pozostałe. Mimo, iż bardzo wiele mnie to kosztuje, staram się oddzielać
                kwestie "Ja-Tomek" i "Tomek-dziecko".Pomocne były spotkania z psychologiem, gdy
                wpadłam w depresję i udaje mi się. Rozstałam się z Tomkiem, gdyż dotarło do
                mnie, że to pomyłka i razem nie będziemy szczęśliwi. Rozmawiałam z nim o tym i
                miałam nadzieję, że do niego dotarło, ale wtedy zaczęło się szlochanie,
                błaganie, szantażowanie itp. Częściowo rozumiałam to, bo rozstania zawsze bolą
                (nie liczę tu szantażu!). Powiedziałam, że musimy zachowywać się poważnie, bo
                nie może na tym ucierpieć dziecko. Nie miałam zamiaru "zabierać" Tomkowi syna,
                tylko nie mogłam z nim być. To się chyba zdarza i da się ustalić takie relacje,
                dzięki którym dziecko będzie miało oboje rodziców mimo wszystko. I na tym się
                skończyło. Po usłyszeniu, że to ciążowa fanaberia kontakt się urwał. Po
                miesiącu czekania poprosiłam o spotkanie. "Wygospodarował" dla mnie 10 min., w
                czasie których powiedziałam mu o swoich wątpliwościach (w jakimś momencie byłam
                przerażona perspektywą macierzyństwa w mojej sytuacji finansowej i
                emocjonalnej) i powiedziałam, że mam trzy (nie pamiętam dokładnie) dni na
                podjęcie decyzji o aborcji, bo tyle będzie czekał znajomy lekarz. Dowiedziałam
                się, że: mam mu oddać dzieciaka; mam go wychowywać a on wszystko mi zapewni; on
                nie pozwoli, żeby dzieciaka dotykał obcy facet (gdybym się z kimś związała). To
                wszystko w ciągu 10min.! Po tym spotkaniu nawet nie zapytał o moją decyzję i
                dopiero po kilku miesiącach "odezwał się", tzn. przysłał mi życzenia
                wielkanocne w formie "zabawnego" wierszyka i kilka razy w środku nocy sms'a, że
                żyć beze mnie nie może, czy coś takiego. Ani razu nie zapytał o ciążę, o
                dziecko! Gdy Mateusz się urodził, powiadomiłam Tomka i zaprosiłam do domu, gdy
                wrócę ze szpitala. Miałam ciężki poród i nie miałam siły przyjmować go w
                szpitalu. Oczywiście pojawił się i wszystko wyglądało dobrze. Przywiózł dla
                Małego zabawkę i 600zł; został kilka godzin, w ciągu których byłam naprawdę
                miła, była kawa, ciasto itd. Porozmawialiśmy. Wyjaśniłam mu jaką decyzję
                podjęłam w sprawie praw do Mattiego i dlaczego. Nie oponował, twierdził, że
                rozumie, że zrobi wszystko, żeby dziecku było dobrze, że mimo wszystko będzie
                przysyłał pieniądze, że założy Małemu książeczkę, że będzie przyjeżdżał, że
                chce mieć z nim kontakt. Potem znowu przestał się odzywać, a gdy wreszcie
                doczekałam się wizyty, gdy Matti miał jakieś dwa miesiące, nie chciał zostać
                sam na sam z dzieckiem, nie chciał w ogóle zostać i po dziesięciu min. prawie
                wybiegł z mojego domu, tak mu się spieszyło. Od tamtej pory nawet sms'a nie
                przysłał, mimo iż mieszka całkiem blisko i raz widziałam go na ulicy gdy
                jechałam autobusem.
                Ja rozumiem, że 23 lata to nie jest najlepszy wiek dla mężczyzny. Ale dziecko
                nie patrzy na wiek, ono potrzebuje miłości, zainteresowania, opieki. Od strony
                ojca tego nie ma. To ja ponoszę wszystkie koszty - emocjonalne, finansowe. To
                ja podejmuję decyzje i ponoszę ich konsekwencje. Mimo to, nie mam zamiaru
                ukrywać prawdy przed Mateuszem. Kiedyś sam zadecyduje. A na razie, mimo iż
                Matti jeszcze nie rozumie, nawet nie pozwalam przy nim mówić źle o jego ojcu.
                Nie chcę wyrabiać w nim niechęci, bo kiedyś sam będzie miał okazję poznać ojca.
                A swojej decyzji nie podjęłam pochopnie i nie było mi łatwo. Było wiele
                pozornie nieważnych sytuacji przed rozstaniem, które są przyczyną mojej obawy
                przed zachowaniem Tomka. Nie boję się, że będzie nas chciał skrzywdzić
                fizycznie, ale boję się, że jest na tyle "prosty", że będzie chciał możliwie
                jak najbardziej utrudnić nam życie. Mam powody by tak myśleć. Dopóki nie ma
                praw rodzicielskich nie zrobi nieczego w tym kierunku. A do tego by okazywać
                dziecku miłość i zainteresowanie, nie trzeba papierków. Poza tym głównym
                powodem było jego całkowite odcięcie się od spraw dziecka przed i po urodzeniu.
                Właściwie to śmiało mogę powiedzieć, że to on sobie odebrał prawa, a raczej z
                nich zrezygnował. Ani razu nie poprosił mnie o zmianę decyzji, nie mówiąc o
                tym, że nie dzwoni, nie interesuje się, ... a i tych obiecanych pieniędzy nie
                wdzę wink. Ja czekam cały czas na jakiś znak i nic. Czy to ja jestem egoistką?
                Może tak, bo nie chcę, żeby ktokolwiek krzywdził Mateusza dla "idei walki", a
                tym bardziej jego własny ojciec, i zrobię wszystko by uchronić Maluszka, o ile
                jest to możliwe. Może użyłam złego słowa mówiąc o "udowadnianiu". Ja chcę tylko
                żeby Tomek zainteresował się dzieckiem i w ten sposób, zamiast słowami wyraził
                chęć bycia ojcem. W końcu zawsze było wiadomo, że nie liczą się słowa tylko
                czyny. A ja chcę właśnie tych czynów. Nie prosiłam o pieniądze, bo wiem, że
                wiele bym ich nie dostała, tylko o bycie prawdziwym Ojcem
                Czy moje wyjaśnienie / "podsumowanie" jest wystarczające? Chciałabym, żeby
                moi "przeciwnicy" zrozumieli moją decyzję. Napisałam na forum, bo ani moi
                rodzice ani przyjaciele nie są w stanie wczuć się w moją sytuację i zrozumieć
                mnie, pomóc gdy sobie nie radzę. Miałam nadzieję znaleźć tu osoby, które są w
                podobnej sytuacji, które miewają chwile słabości i z którymi można porozmawiać
                ot tak.
                Pozdrawiam, Asia
    • 15.05.13, 11:21
      Może w przyszlości spotkam kogoś,
      > kto będzie kochal nas oboje...

      i tego ci zycze z całego serca
      --
      http://emotikona.pl/emotikony/pic/ludek-pa-pa.gif Zajrzyj do nas
      • 18.05.13, 23:49
        Po 9 latach są jakieś szanse...

        --
        W Ameryce każdy może być prezydentem. To już takie ryzyko bycia Amerykaninem. Adlai Stevenson
    • 02.06.13, 23:42
      Witaj Joasiu,
      gratuluję decyzji. Czas pokaże czy była słuszna czy nie- nie mogą tego oceniać inni.
      Ja powiem Ci tylko że zrobiłam prawie tak samo, gdyż dałam się przekonać żeby "dawca" uznał dziecko. Deklarował, że będzie odwiedział dziecko, będzie płacił i w ogóle że będzie super- tatą. Na drugiej wizycie się skończyło. Potem pół roku przerwy- zero jakiegokolwiek kontaktu, choć pieniążki przesyłał (po 50 zł miesięcznie. Nagle pojawił się, zażądał wizyty, ja powiedziałam że dziś nie, żeby przyszedł w innym terminie i dał znać przynajmniej dzień wcześniej że będzie.
      Poszedł na policję, poskarżył, że mu utrudniam kontakty- podpowiedzieli mu że musi iść do sądu. Zapowiedział, że pójdzie następnego dnia.
      Od tej pory minęły 3 lata.
      Ja wystąpiłam o alimenty, on płaci. I na tym się kończy jego ojcostwo. Nie zdążył jeszcze wystąpić o te widzenia, nie ma żadnego kontaktu z dzieckiem. Znajomym opowiada, że nie widuje dziecka bo mu utrudniam ale ja już przestałam się tym przejmować. Czy decyzja była słuszna- dalej tego nie wiem. Gdybym kiedyś postąpiła inaczej i nie pozwoliłabym żeby uznał Małą- nie byłoby alimentów ale z drugiej strony nie byłoby problemów z załatwieniem paszportu, czy z uzyskaniem zgody na leczenie. Sądownie to załatwiać też nie jest miło- to jest wielki stres. Pozdrawiam Cię i życzę dużo cierpliwości i wytrwałości.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.