Dodaj do ulubionych

Mała ankietka

29.03.04, 14:15
Jako ten z "drugiej strony barykady" smile chciałbym prosić Was szanowne Panie o
odpowiedź na nurtujace mnie pytanie:

Na ile szacujecie miesięczny KOSZT UTRZYMANIA DZIECKA?

Oczywiście pojawią się zastrzeżenia: a w jakim wieku, a na wsi czy w mieście
itp. Aby ułatwić proponuję następującą formę, odpowiedzcie w "cyfrach"
(będzie czytelniej) a ewentualne komentarze załączcie poniżej:

1) wiek dziecka:........
2) miejsce zamieszkania:.........
3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
lokatorów): ...............
4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
z "wrzucania tu rachunków za telefon):...............
5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
szkolnych itp.):............
6) jedzenie: .............
7) "pampersy": ...........
8) ubrania: .........
9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku):............
10) książki, zabawki : ........
11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): ............
12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
ostatniego roku):............
13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
np. z ostatniego roku):...........
14) dodatkowy komentarz: ............


P.S.
Napisałem "nurtujące mnie" bo przekazuję pewną sumę pieniędzy co miesiąc
mojej żonie (napiszę Wam później ile i jak to sobie wyliczyłem, aby nie
sugerować odpowiedzi) i słyszę, że to "nędzne ochłapy"...
Edytor zaawansowany
  • eaw 29.03.04, 14:32
    1) wiek dziecka: 2,5........
    > 2) miejsce zamieszkania: Warszawa.........
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): wynajęte mieszkanie 1000 zł 2 osoby czyli na dziecko 500
    zł...............
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon): 50 zł na m-c...............
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.): żłobek 200 + opiekunka ok 400-500 zł m-c (długo pracuję i w
    czasie choroby)............
    > 6) jedzenie: 250 zł.............
    > 7) "pampersy": 0 zł za to inne "kosmetyki" ok. 50 zł m-c...........
    > 8) ubrania: 150 zł.........
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku): 100 zł (przynajmniej raz
    na m-c "z powodu" żłobka jest chora)
    > 10) książki, zabawki : 80 zł........
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): 100 zł
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku): 50 zł (rower, fotelik samochodowy, sanki)
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku): 0Zł
    > 14) dodatkowy komentarz: nie oszczędzam na dziecku.
  • burza4 29.03.04, 15:04
    tata_malolata napisał:

    > Na ile szacujecie miesięczny KOSZT UTRZYMANIA DZIECKA? Proszę bardzo

    > 1) wiek dziecka:.13
    > 2) miejsce zamieszkania: Warszawa

    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): tu mam problem, mieszkamy aktualnie w domu mojego obecnego męża i
    koszty są znacznie wyższe, przedtem było to ok. 450 zł miesięcznie, na nas dwie

    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon): woda, gaz wliczone w czynsz (dopłata
    roczna rzędu 150 zł); elektryczność - ok. 100 zł za dwa miesiące, nie zgadzam
    się z wyrzuceniem rachunku za telefon, bo u nas 70% połączeń wykonuje moja
    córka osobiście, w tym 30% do taty! rachunki na szczęście relatywnie
    niewielkie - na nią przypada jakieś 60 zł (w tym jej komórka)

    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.): obiady w szkole 100 zł, komitet 20, bilet 90 zł kwartalnie
    (o ile pamiętam), jakieś ubezpieczenia nie pamiętam ile ze 35 zł rocznie

    > 6) jedzenie: ???? za Boga nie wiem, będzie ze 300 zł pewnie, ale równie
    dobrze mogłoby być i 700, bladego pojęcia nie mam

    > 7) "pampersy": brak

    > 8) ubrania: hmmm - w rozłożeniu na miesiąc minimum 200 zł (cóż - rośnie!)

    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku): szczęsliwie mam
    abonament w medicoverze - na nią przypada 25 zł miesięcznie, leki - różnie -
    raz jest to 200 zł w miesiącu, po czym przsez 3 miesiące nic. Należałoby tu
    wspomnieć o ortodoncie - koszt leczenia wyniósł ponad 3 tys. zł (rozłożone w
    czasie rzecz jasna), teraz tylko kontrole co 1,5 miesiąca 30 zł. załóżmy że
    jest to min. 300 zł na kwartał.

    > 10) książki, zabawki : niewiele (?), duża już jest, w ramach książek mogłabym
    wliczyć wyprawkę do szkoły - 500 zł, + powiedzmy jakieś 300 na inne rozrywki
    (książki, kino), co daje ok. 800 zł rocznie

    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): koszt zielonej
    szkoły - 420 zł, wycieczki klasowe - ok. 20 zł miesięcznie, wakacje: kolonie
    1200 zł, zimowisko 760 (+ 300 zł na ekstrasy), opłacenie jej pobytu z babcią
    nad morzem - 800 zł, naszych "rodzinnych" wakacji nie liczę, bo wyszłaby
    astronomiczna suma, jeździmy za granicę średnio 5 razy do roku + w sezonie
    cieplejszym prawie co drugi weekend robimy wypady gdzieś w Polskę

    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku): buty narciarskie + ubranie 1000 zł, meble - 1200,

    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku): kółko plastyczne 80 zł, joga 150 zł, angielski zna
    mamusia i pomaga, korepetycji nie potrzebuje, fryzjer raz na kwartał - 60 zł,
    kieszonkowe - 20 zł miesięcznie, prezent dla koleżanki na urodziny itp. - 30-40
    zł przynajmniej co drugi miesiąc (towarzyska istota)...

    > 14) dodatkowy komentarz: zdrowa nastolatka, zadbana, ale niekoniecznie
    spowita w złotogłów, ciuchy ze średniej półki, bez wymysłów typu prywatna
    szkoła, książki wypożycza z biblioteki, albo wymieniają się z koleżankami...

    Wychodzi mi coś średnio 1600 zł miesięcznie, nie chce mi się liczyć dokładnie,
    no i nie wliczam wszystkich wydatków.
  • mag_p 29.03.04, 15:18
    Burza zapytam odnosnie prywatnych szkol.
    Kto prowadzil mala do szkoly jak miala dajmy nato 7 -8 lat?
    Czy nie balas sie gdy wracala sama ze szkly w tym wieku z kluczem na szyji?
    Kto odrabial (pomagal) jej w lekcjach ?
    Kto zawozil ja na zajecia dodatkowe, czy basen itd..? Czy nie bals sie jak w
    tym wieku sama jezdzila tramwajami czy autobusami?
    Pozdrawiam
    mag
  • burza4 29.03.04, 16:37
    Mag - szczęśliwie szkoła mojej córki była 50 metrów od naszego mieszkania,
    planowo kupionego koło babci... moja mama była już wtedy na wcześniejszej
    emeryturze i zabierała dziecko do siebie, a ja wstępowałam po nią po drodze z
    pracy. Gdyby nie babcia, pewnie musiałabym kogoś wynająć... Ponieważ szkoła
    była tak blisko a moje dziecko od wczesnej młodości jest szalenie niezależne z
    natury, po pierwszym tygodniu oznajmiła, że jest już DUŻA, i nie życzy sobie
    odprowadzania, jak jakiś przedszkolak smile - i szła sama, mama za nią samochodem
    na jedynce... nie pamiętam, kiedy dostała klucze i wracała sama do domu, i tak
    napierw szła do babci na obiad, potem ewentualnie babcia ją przyprowadzała i
    zostawiała samą w domu. W piątej klasie zmianiłam mieszkanie, w tym samym
    rejonie i musiała już przechodzić przez ulicę do szkoły (ale na światłach),
    nadal było to bliziutko. Wtedy już na pewno wracała sama.

    W lekcjach nikt jej nie pomagał, zasadniczo zdolne mam dziecko i nie wymaga
    pomocy, czasem drobnej podpowiedzi. Zajęcia dodatkowe były w szkole (obok
    działał dom kultury), na basen też chodzili całą klasą w ramach w-f (przystanek
    dalej). Chwała Bogu, bo inaczej by pewnie nie chodziła w ogóle, nie miałam
    sumienia babci ganiać, a sama nie miałam czasu, tym bardziej, że do pracy
    miałam 26 km, a w weekendy studia zaoczne.

    Autobusem pierwszy raz pojechała sama w zeszłe wakacje (miała 12 lat) i mamunia
    robiła w gacie i dzwoniła co 10 minut na komórkę, aż młoda dojechała do taty.
    Teraz dojeżdża do szkoły sama, ale to kawał baby jest (wyższa ode mnie) i
    rozsądna (w miarę), na zajęcia dodatkowe również.

    Zasadniczo w moim przypadku szkoła prywatna byłaby większym problemem, bo
    musiałabym ją do takowej dowieźć, po odbiór dziecka wysłać babcię autobusem
    itd. Samochód kupiłam, jak mała była chyba w 2 klasie. No i koszty. Te
    pieniędze, które poszłyby na czesne odłożyłam na większe mieszkanie, bo według
    mnie było to wazniejsze. No i ideologicznie nie bardzo jestem zachwycona
    system prywatnego szkolnictwa...
  • mag_p 30.03.04, 09:22
    Widzisz Burza po to te pytanie, bo nie kazdy ma babcie obok i szkolo zaraz
    kolo bloku .
    I staje przed wyborem opiekunka lub szkola prywatna....
    Bo niestey nie urwe sie z pracy. I teraz po przeliczeniu kosztow , bardzo
    czetso wychodzi ze jednak bedzie sie oplacal dobra szkola prywatna. WBo ze
    szkolami prywtanymi , tak jak z przedszkolami . Trzeba sie dobrze rozejrzec i
    wybrac. Czasem zycie stawia taka konieczneosc i nie jest to karpys czy
    ekstrawagancja.

    Pozdrawiam
    mag
  • burza4 30.03.04, 10:08
    Mag - ja sobie świetnie zdaję z tego sprawę, nie neguję broń Boże, że dla
    niektórych szkoła prywatna jest lepszym i wygodniejszym rozwiązaniem. Ale dla
    mnie nie była - przeciwnie - generowałaby kolejny problem logistyczny. No i
    uważam, że mimo wszystko koszty są niewspółmierne do jakości produktu.
  • mag_p 30.03.04, 11:46
    Burza - to zalezy jak sie patrzy. Ja patrze pod katem dobrej opieki i z moge
    wymagac i klatwiej skontrolowac ( jesli chodzi o zajecie sie dzieckiem po
    lekacjach i dowiezienie mu , zorganizowanie)
    Boi jak ja bym miala babacie , to wogole bym sie nie zastanwaialan. Po prostu
    miala zle doswiadczenia z opiekunkami , choc bieor to pod uwage - ale kosztyy w
    sumien ie bede mniejsze...

    Mag
  • darcia73 29.03.04, 15:46
    1) wiek dziecka:. 2 lata
    2) miejsce zamieszkania: miasto (300 tys.mieszkanców)
    3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    lokatorów): 150 zł
    4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    z "wrzucania tu rachunków za telefon):100
    5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    szkolnych itp.): 250
    6) jedzenie: 300 (ok. 10 zł dziennie)
    7) "pampersy": 100 zł
    8) ubrania: róznie, w zaleznosci od m-ca ok. 70 zł m-cznie, buty sa strasznie
    drogie, bielizna tez
    9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku):.rocznie ok. 800 zł
    10) książki, zabawki : 50 zł (nie stac mnie na wiecej)
    11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): na razie 0,00,
    nie stac mnie
    12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    ostatniego roku): 50 zł (tez mnie nie stac)
    13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    np. z ostatniego roku):0,00
    14) dodatkowy komentarz: nie dostaje alimentów, wiec obowiazek utrzymania
    dziecka spoczywa tylko na mnie; gdyby nie pomoc mojego faceta i rodziców byłoby
    krucho.



    --
    moj adres: daruncia@wp.pl / na "gazetowy" nic nie dochodzi sad
  • ewik35 29.03.04, 16:09
    Wyliczam dla rocznego dziecka, Warszawa, za miesiac

    pampersy + inne kosmetyki, chusteczki, waciki etc - 300, jedzenie (sloiczki,
    soczki, owoce) 400, lekarstwa&lekarze 100, ubranka 50, opiekunka 1000, razem to
    1850 zl. Nie licze czynszu etc bo sama bez dziecka musialabym placic podobnie,
    tez czesto piore etc.
  • kruszynka301 29.03.04, 16:18
    tata_malolata napisał:

    >
    >
    > 1) wiek dziecka:........3,5 latka
    > 2) miejsce zamieszkania:.........małe miasto pok Krakowem (50 tys.)
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): ..... mieszkamy z rodzicami, nic nie płacimy
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon):...........jw, telefony służbowe
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.):..........przedszkole 200 zł
    > 6) jedzenie: .............300 zł
    > 7) "pampersy": ...........60 zł
    > 8) ubrania: .........150 zł,
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku):............nie choruje, okaz zdrowia, nie widziała lekarza 2 lata
    > 10) książki, zabawki : ........100 zł
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): ............500 zł/m-c - raz w roku wyjazd egzotyczny, tydzień w kraju + wypady weekendowe na Słowację i w góry, prawie co tydzień kawiarnie krakowskie
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku):............brak, rowerek wliczony w zabawkach
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku):...........brak
    > 14) dodatkowy komentarz: ............pierwszy raz liczyłam wydatki, uwielbiamy z mężem podróże, a malec już jest zakochany w rafach koralowych, nie kupujemy firmowych ubrań, właściwie wszystkie pieniądze przeznaczamy w wyjazdy bliskie i dalekie.

    >
    >
    > P.S.
    > Napisałem "nurtujące mnie" bo przekazuję pewną sumę pieniędzy co miesiąc
    > mojej żonie (napiszę Wam później ile i jak to sobie wyliczyłem, aby nie
    > sugerować odpowiedzi) i słyszę, że to "nędzne ochłapy"...

    Mój bliski kolega przekazuje ex koło 2 tysięcy + robi zakupy, jego ex również uważa, że za to nie można żyć, ale jest to osoba, która kiedy dostawała wypłatę (około 3,5 tys), w 2 dni wydawała wszystko na ubrania i buty. Więc teraz 2 tysiące na nią i na bliżniaczki ...... faktycznie "nędzne ochłapy".

    Każdy ma inny standard życia, i inne potrzeby.

    pozdrawiam
    Gosia
  • pabloha 29.03.04, 21:59
    miesięczny KOSZT UTRZYMANIA DZIECKA?

    Witaj, może tak na początek małe pytanie, uwaga, weźmy pod uwagę stopień
    zainteresowania swoim dzieckiem? Nie mówie już o przeliczaniu czasu
    poświęconemu dziecku, bo tego nie da przeliczyć sie, chociaż ...
    W prima aprilis mam DRUGĄ ROZPRAWĘ ( a pozwanym jest pzeciez mój 2,5 letni syn)
    O ZMNIEJSZENIE ALIMENÓW Z 300 NA 100 POLSKICH ZŁOTYCH. Fakt, że płaciłam kilka
    miesięcy po 500 zł na dzieci z poprzedniego małzeństwa ojca mojeo syna,
    pozyczyłam pieniądze jego matce (oczywiscie nie zobaczyłam ich z powrotem), itd
    itp, to teraz jeszcze przed sądem musze mówic o swoim majątku: mieszkanie -
    jakie duze, samochód - jaki rocznik, marka. Studia - ile płacę!!! Właściwie
    muszę zeznawac, ze gdyby nie rodzice, to do niczego nie doszłabym i udowadniam,
    ze jestem życiowa niedojdą!!! Ojciec dziecka oczywiscie zeznaje, ze nic nie ma,
    utrzynuje go matka, gotuje mu obiady, nie ma żadnego majatku. Facet ma też
    prawo zadawac mi pytania i poirytowany mówi, MATKA NIE WIE, ILE KOSZTUJE
    UTRZYMANIE DZIECKA?!!!
    Podchodziłabym do wszystkiego inaczej, gdyby przejawiał zainteresowanie synem.
    Jeśli ktoś przed sądem twierdzi, że nie ma pieniedzy na to ,by odwiedzać syna,
    a nie wykorzystuje szansy, gdy przyjeżdża na rozprawy ... Nie dzwoni, ma
    gdzieś. Myślę, że gdy ktos nie ma serca dla swojego dziecka, to powinien płacic
    te śmieszne pieniadze, nie utrudniać mi, nie łgać przed sadem. Boję się, że tak
    szybko,jak to będzie mozliwe, zażąda alimentów od mojego, phi, naszego przecież
    syna.
    Co do Twojej ankiety. Adwokat kazał zrobić mi zestawienie bez opłat za
    mieszkanie, gazu, prądu.
    Jeszcze coś. Oczywiscie, wydatki będą różne takze w zależności od miejsca
    zamieszkania. Fakt, muszę mieszkać narazie tu, gdzie mieszkam, bo nie utrzymam
    się, gdybym chciała przeprowadzić się do dużego miasta. Staram sie nie
    doprowadzac do obłedu, bo narazie nie ma powodu: synek jest zdrowuy, dobrze sie
    rozwija, tez nie mam co narzekać ( w końcu samochodu mi nie ukradli, tylko
    rozwalili stacyjkę i zamek), a kilka dni po tym ktos 'zyczliwy' anonimowo
    puknął w drzwi. Cóż, w sądzie liczyła sie tylko marka i rocznik, a nie to, że
    najwyższy czas na AC.
    > Oczywiście pojawią się zastrzeżenia: a w jakim wieku, a na wsi czy w mieście
    > itp. Aby ułatwić proponuję następującą formę, odpowiedzcie w "cyfrach"
    > (będzie czytelniej) a ewentualne komentarze załączcie poniżej:
    >
    > 1) wiek dziecka:..2,5
    > 2) miejsce zamieszkania:60 tys.
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): 100 - jeśli juz mam podać
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon):50
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.):250
    > 6) jedzenie: 450 - radocha wyliczyć ile bułek, soków, pasztetu sad
    > 7) "pampersy": 65
    > 8) ubrania: 200 - same buty 100!!!
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku):środki czystości, lekarz,
    lekarstwa 170
    > 10) książki, zabawki : 90
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): 50
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku):120 - rower
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku):45 - basen
    > 14) dodatkowy komentarz: suma:1400 zł

    Zarabiam tyle, ile zarabiam (szkoła), mając ciagle poczucie niskiej wartości. A
    przeciez utrzymuję siebie, dziecko, słono płacę za zaoczne studia. Radzę sobię.
    No, i ....spłacam jeszcze pozyczkę niedoszłej teściowej.
    W czwartek pewnie podniesie mi sie cisnienie krwi, a mam niskie, hihihi
    Pozdrawiam

    --
    'Nie widzieć że pokój jest biały
    aż pomoże czerwone jabłko'
  • novikaa 29.03.04, 22:33
    Witam!
    Może poznamy te, mniemam bajońskie sumy, które są "ochłapamy" zdaniem ex, dla
    dziecka , absolutnie nie ex żony ( częste pojmowanie alimentów jako utrzymanie
    ex)... Oczywiście, tylko teoretycznie, pzdr Cie Ojcze.Kasia
  • joanna.luczynska 29.03.04, 22:26
    1) wiek dziecka:9msc
    > 2) miejsce zamieszkania: Piaseczno
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): ok 100 PLN
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon):ok 300PLN/miesiąc (zimą)
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.): 9PLN/dzień (korzystam gdy muszę iść na rozmowę w sprawie
    pracy i nie mam z kim zostawić dziecka, do tego dolicz przejazd 10PLN za bilet
    dobowy)
    > 6) jedzenie: ok 160PLN/msc (przygotowuję zazwyczaj sama, warzywa i mięso
    kupuję u znajomych na wsi, czasami korzystam z "gotowców")
    > 7) "pampersy": 40PLN/msc
    > 8) ubrania: ok 50PLN/msc (to tak średnio i nie zawsze, bo większość ubranek
    dostaję od znajomych)
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku): 860 PLN (do tej pory,
    nie licząc "drobiazgów, jak żel na ząbki itp.) Wychodzi prawie 100 PLN/msc
    > 10) książki, zabawki : ok 30 - 50 PLN/msc (trudno policzyć)
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): na razie brak
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku):2025 PLN ( od urodzenia do teraz, wliczjąc akcesoria,
    mebelki, wózek, fotelik itp.)
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku):na razie brak
    > 14) dodatkowy komentarz: Od tego wszystkiego można odjąć jednorazowe 800 PLN
    od tatusia. Staram się zawsze wybierać najtańsze opcje, np. wózek czy mebelki,
    ale niestety za leczenie musiałam często płacić, szczególnie gdy jakieś badanie
    trzeba było zrobić JUŻ, a nie było miejsc w przychodniach i trzeba by było
    czekać aż trzy miesiące.
  • chalsia 30.03.04, 00:35
    Moja adwokat kazała podliczyć koszty związane z gazem, elektrycznością, wodą,
    prądem, etc.

    Poniższe wyliczenie pochodzi z momentu gdy dziecko miało 10-12 miesięcy (jest
    to wklejka z innego wątku nt. alimentów). Był i jest nadal uczulony na wiele
    różnych rzeczy, je więc w 80% słoiczkowe jedzenie. UŚREDNIONE (z kilku
    miesięcy) koszty miesięczne (w złotych polskich) utrzmania MOJEGO dziecka były
    następujące:
    jedzenie - 450
    pieluchy jednorazowe - 150
    kosmetyki dla dziecka, proszek do prania - 50
    ubranka - 150
    zabawki - 60
    lekarze,rehabilitacja, leki - 180
    bank krwi pępowinowej - 250
    wypożyczona ściągaczka do mleka - 120
    wypożyczona waga dla niemowląt - 120
    opiekunka - 1600
    50% kosztów "domowych" (wywóz śmieci, woda, ścieki, gaz, prąd i sprzątanie
    domu) przypadajacych na dziecko - 600
    RAZEM - 3730

    W czasie ustalania alimentów (dobrowolnego) eks nie zgodził się na pokrywanie
    60% (czyli 2200zł) kosztów utrzymania dziecka. Nie zgodził się nawet na 50%/50%
    (czyli 1850 zł). Zaproponował 1500 zł, a ja wynegocjowałam do 1600 zł, które
    eks płaci od momentu gdy mały skończył 10 miesięcy, wcześniej płacił 700 bo ja
    nie miałam pojęcia ile to tak w rzeczywistości wszystko kosztuje (odszedł jak
    mały miał 5 miesięcy). Gdy poprosiłam go o wyrównianie alimentów do kwoty 1600
    za te kilka miesięcy, gdy płacił 700 to powiedział, że nie będzie płacił wstecz.

    Obecnie mały ma 2,5 roku i te 1600 zł rzeczywiście stanowi 50% kosztów
    (obydwoje dobrze zarabiamy).

    Ponad to były tzw. ekstrasy, czyli wydatki jednorazowe. Z eksem zrobiliśmy tak,
    że:
    - barierki na schody pokryliśmy po połowie,
    - ja kupiłam dobry (i drogi) fotelik do karmienia dziecka, spacerówkę, stolik i
    krzesełko a on łóżeczko turystyczne, zjeżdżalnię i piaskownicę - zakupy obu
    stron mniej więcej się zrównoważyły.

    Wydatków na wakacje nie wliczałam.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • justinka_s 30.03.04, 09:59

    >
    > 1) wiek dziecka: 1,5 roku
    > 2) miejsce zamieszkania Biała Podlaska
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): . 250
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon):50
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.):190 zł żłobek plus do tego ok 100 zl za paliwo gdy dowoże ją
    do złobka lub rodziny, zeby pilnowali w wolne soboty
    > 6) jedzenie: .myslę, ze ok 150 zł kupowane rzeczy, warzywa i mięso mam od
    rodziców
    > 7) "pampersy": 70
    > 8) ubrania: 70
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku):20
    > 10) książki, zabawki : 50
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): na razie mało
    więc ok 20 zł
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku):brak
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku):brak
    14) dodatkowy komentarz: suma 970 zł>
    >
    >ja dostaję 400 zl alimentów na dziecko, myslę, zet o i nie dużo i nie malo,
    średnio
    chociaz jakby policzyć czas , w którym ja zajmuję sie dzieckiem, albo
    przeznaczyć ten mój czas na zarabianie pieniędzy musialaby to być dużo wyższa
    kwota
    mój eks chcial płacić 100 zl na poczatku, potem jego podyżki było
    150,200,270,350 ale sąd i tak ustalil 400
    chociaż możliwości zarobkowe to on ma wielkie
    w sumie też powinnam doliczać np. koszty remontu samochodu, bo mam go wylacznie
    dla dziecka ( do pracy mam 10 min pieszo), malowanie mieszkania ( pomazane
    ściany czekoladąsmile)) itp
  • serengetti 30.03.04, 10:48
    1) wiek dziecka: 12 lat
    2) miejsce zamieszkania: Warszawa
    3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokość czynszu przez liczbę
    lokatorów): 270 zł
    4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    z "wrzucania tu rachunków za telefon): 30 + 40 telefon stacjonarny + 30 komórka
    (za m-c) – tu zgadzam się z Burzą, że nastolatki dużo rozmawiają i rachunek za
    telefon jest ważną pozycją
    5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    szkolnych itp.): szkoła – komitet rodzicielski 10 zł za m-c + ubezpieczenie 35
    za rok
    6) jedzenie: ok. 350-400 zł – córka rośnie jak na drożdżach i je dużo więcej,
    niż ja.
    7) "pampersy": to nas już nie dotyczy
    8) ubrania: przeciętnie 150-180
    9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku): jakieś 30 zł
    10) książki, zabawki : och, te gry komputerowe... I pisemka dla dorastających
    panienek... Nie mówiąc o szale na film na kasecie lub książkę (vide Harry
    Potter). Jakieś 100-150 zł. O wyprawce do szkoły nie wspominając – szczególnie
    że nauczyciele kilka razy do roku zmieniają zapatrywania i życzą sobie innych
    podręczników - to daje jakieś 400-500 zł.
    11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): wyjazd z babcią –
    800, obóz – 1200, wyjazd ze mną – 950, drugi wyjazd z babcią (bo tata palcem
    nie kiwnie, żeby dziecko gdzieś zabrać) – 850. Czyli średnia miesięczna
    wychodzi ok. 310-320 złotych
    12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    ostatniego roku): okulary – 235, remont generalny pokoju – 3500
    13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    np. z ostatniego roku): korepetycje z matematyki ok. 100-125 zł (jedna lekcja
    25 zł), angielski - 200 zł
    14) dodatkowy komentarz: Tatuś płaci 400 złotych miesięcznie i uważa, że to
    dużo. A z podliczenia wychodzi mi jakieś 2000 zł miesięcznie...
  • babe007 30.03.04, 12:25
    Ja dzieci mam dwoje, podam więc łączne wydatki na dwójkę

    > 1) wiek dziecka:5,5 i 9
    > 2) miejsce zamieszkania:Warszawa
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): 730 (wynajmujemy mieszkanie 2 pokoje)
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon):130 (z TV kablową, ale bez telefonów)
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.):przedszkole 450, szkoła 450 (prywatne ze względu na problemy
    synka - i z aprobatą tatusia), opiekunka 250 = 1150
    > 6) jedzenie: 500
    > 7) "pampersy": nie dotyczy
    > 8) ubrania: Niewiele, bo dostajemy powiedzmy, że 40
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku):na szczęście są w miarę
    zdrowe, a i firma zapewnia mi bezpłatną, prywatna opieke medyczną. Lekarstwa
    powiedzmy średnio w ciagu roku 30PLN miesięcznie
    > 10) książki, zabawki : 100-150 (na samego Kaczora Donalda 50 miesięcznie - bo
    każde musi mieć swój prywatny egzemplarz smile )
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): Byliśmy nad
    morzem w zeszłym roku. Powiedzmy, że średniomiesięcznie 90 PLN
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku): nie było sad
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku)big_grinodatkowo płatna świetlica 1400 rocznie (czyli ca 120
    miesięcznie)
    > 14) dodatkowy komentarz: Wyszło ca 2900 na dwójkę. Tata odstawił znakomite
    przdstawienie przed sądem i płaci 500 (na obydwoje, czyli po 250 - żeby nie
    było watpliwości) Dołozył się do świetlicy (płatnej semestralnie). Raz 200 raz
    350 PLN.
    >

    Pozdrawiam

    B.
    >
  • ann_mart 30.03.04, 12:39
    To i ja się dopiszę, jako nie samodzielna, z wydatkami, które nie są małe
    głównie za sprawą mojego męża, który uważa, że dla dziecka wszystko co
    najlepsze...
    Wszyskie kwoty podaję średniorocznie

    > 1) wiek dziecka:2 lata
    2) miejsce zamieszkania:Warszawa
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): 200 zł
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon):120
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.): opiekunka - 700 (gdyby nie moja mama byłoby 1400)
    > 6) jedzenie: 350
    > 7) "pampersy": 100 + 30 kosmetyki
    > 8) ubrania: 200
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku): 30
    > 10) książki, zabawki : 100
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): 100
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku): 500 (łóżko)
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku): 0
    > 14) dodatkowy komentarz: Obłedne są ceny butów dla dzieci (to bardzo podnosi
    wydatki, a kupić trzeba MINIMUM 5 par rocznie - zimowe, sandały, kalosze, na
    okres przejściowy + kapcie), wszystkie ubrania kupuję sama gdyż w naszych
    rodzinach wszystkie maluch są młodsze od mojego, a koleżanki nie mają dzieci i
    nic nie dostaję.

    Razem 1930 (lub byłoby 2630, gdyby nie niższy, dzięki mamie, koszt opiekunki) +
    łóżko 500 + wydatki, których się nie liczy na codzień.


    Aha, jak był mniejszy to wychodziło drożej bo - krzesełnko do karmienia
    (jednorazowo 500), meble (jednorazowo 500), słoiczki, więcej pampersów,
    wszelkie utensylia (więcej kosmetyków, zabawek itp), szczepienia płatne (w
    sumie ponad 200 zł), pobyt w szpitalu (płatna sala 35 zł za dobę).
    I tak mi wychodzi, że sama nie dałabym rady utrzymać go na tym poziomie, choć
    zarabiam nieżle. No a gdzie szkoła, zajęcia dodatkowe, rozwój jego
    zainteresowań? Niedługo odpadną pampersy, ale to tylko 100 zł. Pójdzie do
    przedszkola zaoszczędzimy 100 zł na opiekunce (lub później ok. 200, jak pójdzie
    do państwowego). W przedszkolu zaczną się choroby = większe wydatki na lekarza
    + albo mniejszy dochód (zwolnienia), albo opiekunka (i oszczedności na niej nie
    będzie).

    Pozdrawiam
    Anka
  • maminekb 18.04.04, 23:12
    Uff to nie ja tylko tyle wydaje. Do tego mam opiekunkę sad , basen (270 zł
    kwartalnie), polisę edukacujną - 350 kwartalnie. Generalnie wychodzi mi ok.
    2800 miesięcznie. Koszty te są tak wysokie również ze wzgledu na ciągłe
    bieganie po lekarzach....
    Mogę jeszcze dodać tak jak jedna z Was powyżej, iż na dziecko nie złauję, wolnę
    mniej mieć dla siebie ale jej zapenić wszystko co najlepsze ...
  • carlafehr 30.03.04, 13:01
    miesięczny KOSZT UTRZYMANIA DZIECKA
    >
    >
    > 1) wiek dziecka: 4,5 roku
    2) miejsce zamieszkania: miasto do 50 000 mieszkańców
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): 10 zł (mieszkamy w domu jednorodzinnym, musimy zaołacić jedynie
    raz w roku podatek)
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon):350 zł średnio miesięcznie, nie
    wliczając telefonu, zato wliczając ogrzewanie gazowe. Staramy się oszczędząć na
    tym ogrzewaniu, więc głównie marzniemy
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.):200 zł przedszole plus darmowa babcie w razie choroby lub
    wyjazdów służbowych.
    > 6) jedzenie: ok. 400 zł miesięcznie
    > 7) "pampersy": 0 zł
    > 8) ubrania: ok. 200zł (większa część na buty: drogie jest obuwie zdrowotne -
    papcie mojego syna kosztują 115 zł, a potrzebuję ich 3 pary w roku razy dwa (do
    przedszkola i do domu plus różne inne obuwie, co sezon nowe)
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku):120 zł, dziecko średnio
    chorowite
    > 10) książki, zabawki : 80 zł
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): 300 zł (150
    miesięcznie na rozrywki typu kino, sala zabaw, zoo, basen itp, pozostałe 150 na
    wyjazd wakacyjny - 2 tyg. nad Bałtykiem)
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku):80 zł (fotelik samochodowy, rower, kołdra puchowa. w tym
    roku muszę kupic jeszcze łóżko z materacem, za półtora roku biurko i szafki na
    książki itp, itd)
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku):jak dotąd 0 zł, ale od wrzesnia syn chce chodzić na
    tenis: koszt orientacyjny 50 zł miesięcznie
    > 14) dodatkowy komentarz: wychodzi razem 1740. Nie ma tutaj wszystkich
    wydatków, bo gdy mogę, kupuję też coś "ponad stan", czyli np drugą parę
    sandałków, albo kolejną zabawkę, albo droższy ale za to ładniejszy ciuch dla
    dziecka. Ojciec zarabia dwa razy tyle co ja, płaci 600 zł i nic poza to. Resztę
    ja. Oczywiście mozna też przeżyć za 600 zł a można też wydać na dziecko
    znacznie więcej niż to, co ja wydaję, zależy to od sytuacji finansowej, potrzeb
    dziecka i standardu życia całej rodzinki.
    No teraz jestem ciekawa, ile Ty dajesz na dziecko.
    Pozdrawiam
    Monika
    >
    >
    > P.S.
    > Napisałem "nurtujące mnie" bo przekazuję pewną sumę pieniędzy co miesiąc
    > mojej żonie (napiszę Wam później ile i jak to sobie wyliczyłem, aby nie
    > sugerować odpowiedzi) i słyszę, że to "nędzne ochłapy"...
  • kkokos 30.03.04, 13:41
    nie mam czasu teraz podliczać, ale zauważyłam, że żadna z mam nie wrzuciła do
    kosztów szkoły podręczników. Dla drugiej klasy podstawówki (szkoła rejonowa,
    żadne superwymagania) zapłaciłam jesienią 120 zł... A co będzie np. w klasie
    piątej (plus 60-kartkowe zeszyty itd...)?
  • mumin_ek 30.03.04, 14:34
    witam,

    1) - 18 m-cy
    2) pod Wwa (Piastow)
    3) 150pln
    4) 60pln + 50 komorka dla niani (dziecko z telefonu korzysta mimo wieku)
    5) 1500pln (nie zartuje - stawki mamy warszawskie)
    6) 500pln na miesiac (sloiczki + mleko modyfikowane + odpowiednia dieta bo
    alergik)
    7) 200pln + 30pln na chustki do pupy
    8) 200pln (szybko rosnie zawsze trzeba cos dokupic)
    9) 2000 pln na rok, ale to chyba nie wszystkie wizyty i leki (miesiecznie na
    leki idzie ok 100pln, a na lekarza dwa razy tyle)
    10) 50pln
    11) 600 pln (nie jezdzimy czesto i daleko)
    12) 3000pln
    13) brak
    14) dziecko male, ale naprawde kosztuje, pewnie z uwagi na alergie. Dopiero
    zapisujac te dane tutaj uswiadomilam sobie, ile kasy kosztuje utrzymanie
    dziecka. I nie zaluje ani grosza, zeby nie bylo...

    Kasia
  • archiwald4 31.03.04, 13:23
    Jezu!
    Jak przeczytałam, co tu piszecie to osłupiałam: Ja wiem, że jak sie podaje
    koszty w sprawie o alimenty to się wszystko zawyża, żeby było z czego opuścić
    ale utrzymanie 1 małego dziecka szacować na poziom między dwa a trzy tysiące to
    chyba przesada. Przecież w Polsce wiele RODZIN KILKUOSOBOWYCH ma dochody tego
    rzędu, a bywają i mniejsze. Sama mam dwoje dzieci (1 rok i 10lat), oboje z
    mężem pracujemy w oświacie, mąż trochę dorabia latem, mieszkamy w bloku w
    trzech pokojach w 250 tysięcznym mieście. Nasze średnie miesieczne dochody to
    między 3 a 4 tysiące, z tego żyjemy całą rodziną. Nikt nie chodzi
    głodny,obdarty ani brudny, starsza córka była na zimowisku,zimą jeżdzi na
    nartach, co tez kosztuje, latem pojedzie na kolonie, mamy samochód, wszystko na
    bieżąco popłacone, do dentysty chodzimy prywatnie , jak jest potrzeba to do
    innego lekarza też, płacimy sobie ubezpieczenia na życie, mamy trochę
    oszczędności. Nie szalejemy, ale nie myślę o wydawaniu każdej złotówki.
  • burza4 31.03.04, 14:01
    Może niepotrzebnie wzięłam to do siebie, ale spieszę wyjaśnić, że nie jest to
    wyliczenie do sądu, bo dziecko utrzymuję sama w znacznej mierze, teraz z pomocą
    aktualnego męża. Mój eks (za moją zgodą) alimenty zawiesił ponad 2 lata temu (w
    zasadzie to już 3 będzie niedługo), bo stracił pracę i do tej pory nie wyszedł
    z długów. Poprzednio płacił od 100 do 250 zł, więc nie były to znaczące kwoty,
    zważywszy że niewiele mniej wydawał na papierosy. Ponadto jak gdzieś już
    wspomniałam, uważam za naturalne, że jeśli ja wolę jechać na Majorkę a nie na
    Mazury, to muszę zarobić na to sama. Od dawna nie oczekuję, że eks będzie
    solidarnie partycypował w tych kosztach.

    I zupełnie oczywiste jest, że gdybym zarabiała mniej, to wydawałabym też mniej
    na córkę. Wydawałam zresztą znacznie mniejsze kwoty, kiedy odkładałam na
    większe mieszkanie, a zarabiałam wtedy więcej niż teraz. Bo były wazniejsze
    rzeczy niz nowe ciuchy, poza tym jeszcze gwałtownie rosła. Gdybyśmy zarabiali
    inaczej, pewnie młoda pojechałaby na 2 tygodnie wakacji, zamiast na 2 miesiące.
    Zamiast do Austrii jeździlibyśmy na narty do Białki Tatrzańskiej (dla mnie
    byłoby to o niebo lepiej). Nie kupowałabym też truskawek w zimie, ani
    francuskiego serka pleśniowego, ani innych rzeczy z gatunku rarytasków. Ja przy
    naszym poziomie zarobków wbrew pozorom tez nie szaleję, praktycznie co miesiąc
    zostaje mi dość sporo pieniędzy, po prostu tak się szczęśliwie zdarzyło, że mam
    więcej na starcie.

    Wiem, że wiele rodzin (moja własna siostra, rodzice itd) musi się utrzymać za
    mniejszą kwotę, niż ja przeznaczam na dziecko, ale to nie moja wina! Mam
    przepraszać za to, że oboje z mężem jesteśmy w 3 grupie podatkowej? Sobie
    kupuję drogie buty, dziecku mam odmawiać? w imię czego? solidaryzmu społecznego?
  • carlafehr 31.03.04, 20:54
    archiwald4 napisała:

    > Jezu!
    > Jak przeczytałam, co tu piszecie to osłupiałam: Ja wiem, że jak sie podaje
    > koszty w sprawie o alimenty to się wszystko zawyża, żeby było z czego opuścić

    Tak się składa, że akurat do sądu to ja podałam niższe wydatki od
    rzeczywistych, po to żeby uniknąć takiej reakcji sądu jak Twoja. To że są
    rodziny, które za mniej muszą utrzymać więcej osób nie ma nic do rzeczy, są
    przecież rodziny, które mają o wiele więcej, ale to przecież żaden argument w
    sądzie, czy gdziekolwiek. W sądzie to ja podałam to, co MUSZĘ wydać akurat na
    moje dziecko czyli ok. 1100-1200 zł miesięcznie. Faktycznie wydaję ok 1800 zł.
    Te 700 zł to "luksusy", na które w tej chwili mogę sobie pozwolić, typu np.
    bobofruty zamiast kubusiów lub herbaty, bezpieczniejszy (czyli droższy) fotelik
    samochodowy zamiast najtańszego, prywatny dentysta, wyjazd nad morze w lecie,
    zabawki, buty na zmianę zamiast tylko jednej pary w sezonie, prywatny dentysta
    i ortopeda i czasami prywatnie pediatra itp, itd. Gdybym jednak nie miała babci
    zajmującej się synkiem w czasie choroby, czy wtedy, gdy muszę zostać dłużej w
    pracy, to i te 700 zł MUSIAŁABYM wydać a nie tylko mogła.

  • mikawi 31.03.04, 14:25
    no jasne burzo, masz dużo to wydajesz dużo i jest to naturalne, widocznie inne
    dziewczyny które się wypowiedziały tutaj tez mają dużo więc i na dziecko wydają
    dużo; może dopiszą się jeszcze inne mamy, które mają przecietnie czy mniej niż
    przecietnie i wydają przeciętnie na dziecko, tak jak większość Polaków a nie
    niewielka część? bo wydaje mi się że jak na ankietę to próba okazała się
    niezbyt reprezentacyjna
  • serengetti 31.03.04, 14:38
    Weźcie jeszcze pod uwagę, że obie z Burzą mieszkamy w Warszawie, a to
    niewątpliwie najdroższe miejsce w Polsce. Ja w dodatku bardzo dużo wydaję na
    wakacje dla córki (co zostało wyliczone)- i wcale nie na Majorce. Bardzo dbam o
    to, żeby co roku miała minimum 6 tygodni z dala od miasta - często muszę się na
    to zapożyczyć po uszy, bo mój ex palcem nie kiwnie, by pomóc - ale wiem, że to
    bardzo ważne, bo tylko z dala od miasta moje dziecko nabierze sił na cały rok
    nauki.
  • mikawi 31.03.04, 14:50
    serengetti, ja też mieszkam w Warszawie, też muszę żyć za te ceny, ale nasz
    dochód z M. jest często niższy (jak i wielu ludzi mieszkających w Warszawie)
    niż kwoty które tu padły "tylko na dziecko". Oczywiście nie mam o to do nikogo -
    a tym bardziej do Was - pretensji, po prostu chciałabym poznać wydatki na
    dziecko dziewczyn z mojej "półki" dochodów, czyli bardzo przecietnych, za które
    i w Warszawie przecież ludzie żyją i wychowują dzieci i nie jest tak że co
    druga osoba zarabia np. 6000 bo i wydaje więcej w porównaniu z innymi miastami,
    może z pracą w wawie jest łatwiej niż na lubelszcyźnie czy podlasiu, ale też
    mitem jest że ludzie w wawie zarabiają bóg wie ile, faktycznie jest tak że i w
    wawie oferują pracę za 700-1000 zł (w ostatniej poniedzialkowej wyborczej
    znalazlam ogłoszenie: "poszukiwana asystentka prezesa, minimum średnie
    wykształcenie, angielski, prawo jazdy, wynagrodzenie: 850 zł"; pewnie są
    asystentki zarabiające 4000 ale i są zarabiające własnie 850)
    ale tak jak napisałam - każdy żyje za tyle ile ma, kto ma więcej może więcej i
    to jest jasne
  • serengetti 31.03.04, 15:39
    Masz rację - każdy daje dziecku tyle, ile ma i może. Ja - jak widać - daję
    sporo, ale nieźle też zarabiam, chociaż nie tak, żebyśmy np. mogły pozwolić
    sobie jednocześnie na duże zakupy dla niej i dla mnie. Z reguły kupuję dla
    niej, o sobie zapominając. I wiesz, co mnie wkurza najbardziej? To, że mój eks
    zarabia ok. 6 razy tyle, co ja, a płaci ochłapy. Kupił sobie ostatnio dom za
    300 tysięcy w ekskluzywnej części Zalesia. A jednocześnie - jako rzemieślnik -
    oficjalnie zarabia poniżej średniej krajowej. I ja mogę guzik mu zrobić. Żeby
    chociaż na wakacje się dokładał - nic z tego. Jak kiedyś prosiłam go, żeby
    zawiózł dziecko samochodem na wakacje do Wilgi - stosunkowo niedaleko od
    Warszawy - to zażądał zwrotu za benzynę. Nóż się w kieszeni otwiera... Ech,
    nieraz planowałam morderstwo, ale stwierdziłam, że zgniotę pluskwę, a za
    człowieka pójdę siedzieć...
  • burza4 31.03.04, 14:58
    Dla porównania - moja siostra zarabia 1200 zł, dziecko 5 lat, przedszkole
    państwowe kosztuje "jedynie" 350 zł, zabawki kupuje okazjonalnie, większość
    dostaje, ciuchy - w sumie może z 400 zł rocznie, ale to też daje jakieś 30 zł
    miesięcznie. Ale trzeba zaznaczyć, że sporo rzeczy dostaje (mam słabość do
    ubierania dzieciaka, siostrze tez chciałabym pomóc i kupuję droższe rzeczy typu
    kombinezon na zimę), jedzenie to samo - może ze 100 zł, ale nasza mama daje
    obiady na wynos, lekarstwa - raz na kwartał z 50 zł, lekarz państwowo. Nie
    wiem, jak policzyć udział w czynszu, prądzie i ogólnorodzinnych wydatkach typu
    środki czystości. Podejrzewam, że ogółem miesięcznie wychodzi średnio z 500 zł.
    Alimenty dostała "dobrowolne" 400 zł, ale należy pamiętać, że z tego ma mieć
    zapas na ekstrasy - wyjazd wakacyjny, kino, dentystę i inne większe wydatki.
  • edzieckokarenina 31.03.04, 17:19
    nie lubię ankiet wink
    ale takie moje obliczenia odnośnie samego jedzonka i pampersów.
    z ciekawości trzy miesiące temu spisywałam z ołówkiem w ręku ile wydaję na samo
    dziecko-na jedzenie i pampersy.Zapisywałam dosłownie wszystko-nawet jak
    kupowałam marchewki na zupę.Robota mozolna-ale przynajmniej oświeciło mnie.
    Dziewczyny-ja nie wiem skąd takie kwoty?? na jedzenie 450 zł albo 500?? to co
    te dzieci jedzą? kawior? wink
    Moje dziecko ma teraz roczek-jest alergikiem.Kupuję mu więc nadal mleko
    modyfikowane(na receptę-więc kwota o połowę mniejsza).Herbatki pije tylko z
    dzikiej róży i tylko na wodzie mineralnej niegazowanej(zupki też).
    Codziennie pije jeden albo dwa soczki -małe buteleczki(koszt ok.2 zł jednego-w
    zależności czy kupię w markecie,czy w zwykłym sklepiku).
    Codziennie, albo co dwa dni daję mu przecierki owocowe ze słoiczka.
    Daję mu też oprócz samodzielnie gotowanej zupki(osobno dla niego gotuję) gotowe
    dania ze słoiczka-dla alergików.
    I wiecie co?-koszty -razem z pampersami to 300zł!
    Zdrowo przesadziłyście w kwestii kosztów wyzywienia dziecka.
    Ale takie same rzeczy wypisywałam właśnie jak składałam pozew o alimenty-
    "wyliczyłam" sobie kwoty z kosmosu.
    Pozdrawiam
  • konkubinka 31.03.04, 19:46
    sluchaj Kareninko.Logiczne ze pewne wybiegi sie stouje- facet nie chcc duzo
    placic tez stoduje rozne chwyty .Ale...Mysle , ze masz na tyle przyzwoitosci ,
    ze gdybys wiedziala ze facet poprostu nie ma nie chcialabys rujnowac go do
    cna.No i chyba nie nazywasz tego co ciezko zarobi NEDZNYMI OCHLAPAMI.
    --
    mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
  • edzieckokarenina 31.03.04, 20:06
    konkubinka napisała:

    > sluchaj Kareninko.Logiczne ze pewne wybiegi sie stouje- facet nie chcc duzo
    > placic tez stoduje rozne chwyty .Ale...Mysle , ze masz na tyle
    przyzwoitosci ,
    > ze gdybys wiedziala ze facet poprostu nie ma nie chcialabys rujnowac go do
    > cna.No i chyba nie nazywasz tego co ciezko zarobi NEDZNYMI OCHLAPAMI.
    ********
    chyba źle mnie zrozumiałaś...
    bo-ta ankieta jest dobrowolna,tutaj mamy napisać ile wydajemy na dziecko
    miesięcznie.Mnie zadziwiły kwoty na wyzywienie-450 zł-500zł...które podają
    niektóre dziewczyny.
    Nie ma takich kosztów-bo sama wiem ile się wydaje,zwłaszcza na małe dziecko
    które jest alergikiem i wymaga odrębnego niż reszta rodziny pożywienia.
    A napisałam,ze podobne (zawyzone kwoty) podałam w pozwie o alimenty-bo
    kierowała mną czysta złość na ex.Ale w trakcie sprawy doszliśmy do porozumienia
    z ex.Oboje dobrowolnie zgodziliśmy sie na kwotę 300zł alimentów.
    Obecnie mój ex jest bez pracy i nie wymagam od niego żeby dawał mi gotówkę do
    ręki.Dogadaliśmy sie że w ramach swoich możliwości będzie kupował dla dziecka
    pampersy, soczki itp.
    Wszystko jest do uzgodnienia i zawsze należy zachować rozsądek.
  • konkubinka 31.03.04, 20:47
    dobrze Cie zrozumialam.Wlasnie ja jestem taka jak Ty.Gdy ex byl bez pracy nie
    placil lub placil mniej.Teraz ma okres probny , tez placi mniej.Ale zauwaz ze
    tylko Ty sie pryznalas jak naprawde jest.Zupy robione sa tansze.Ale nie w tym
    rzecz...Chodzi o to ze jestesmy ludzmi MY i Exowie.I traktujmy sie jak ludzie
    do jasnej ciasnej.Nigdy nie powiem exowi ze to co daje to nedzne ochlapy , bo
    to pieniadze , zarobione , czasem ciezko.Pozdrawiam i zycze facetom wiecej
    takich EX jak MY
    --
    mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
  • burza4 31.03.04, 21:11
    Z ciekawości - 300 zł na jedzenie i pampersy. A gdzie reszta, ta według mnie
    droższa? piszesz, że w pozwie podałaś kwoty zawyżone, ale skoro dogadaliście
    się na taką kwotę, to chyba nie jest to fifty-fifty? chyba że nie musisz
    pracować, albo masz babcię do dyspozycji, bo inna forma opieki pokrywałaby
    twoją połowę z górką, a gdzie reszta? ubrania, leczenie? wakacje powiedzmy?

    Twoje dziecko jest malutkie, ale jakoś to trzeba zorganizować i koszty rosną z
    roku na rok. Nie te jedzeniowe, ale pozostałe właśnie.
  • carlafehr 31.03.04, 21:08
    edzieckokarenina napisała:

    > nie lubię ankiet wink
    > ale takie moje obliczenia odnośnie samego jedzonka i pampersów.
    > z ciekawości trzy miesiące temu spisywałam z ołówkiem w ręku ile wydaję na
    samo
    >
    > dziecko-na jedzenie i pampersy.Zapisywałam dosłownie wszystko-nawet jak
    > kupowałam marchewki na zupę.Robota mozolna-ale przynajmniej oświeciło mnie.
    > Dziewczyny-ja nie wiem skąd takie kwoty?? na jedzenie 450 zł albo 500?? to co
    > te dzieci jedzą? kawior? wink
    > Moje dziecko ma teraz roczek-jest alergikiem.Kupuję mu więc nadal mleko
    > modyfikowane(na receptę-więc kwota o połowę mniejsza).Herbatki pije tylko z
    > dzikiej róży i tylko na wodzie mineralnej niegazowanej(zupki też).
    > Codziennie pije jeden albo dwa soczki -małe buteleczki(koszt ok.2 zł jednego-
    w
    > zależności czy kupię w markecie,czy w zwykłym sklepiku).

    Cześć
    moje dziecko ma 4,5 roku. Codziennie wypija 2 bobofruty i zjada jeden jogurt i
    jeden jakiś inny deser mleczny typu danonek. To już wychodzi około 5-6 zł
    dziennie. Wydaję miesięcznie na jego jedzenie ok. 400 zł - dziennie to wychodzi
    ok. 13 zł. Po odjęciu przekąsek typu jogurt i soczki zostaje mi ok. 7 zł
    dziennie na śniadanie, obiad, kolację i owoce, a na 4,5 latka to wcale nie jest
    dużo.
  • iwona3 01.04.04, 10:20
    Ale się uśmiałam! Wiesz co, Karenina? Ty byś się świetnie dogadała z panią
    sędziną, która przewodniczyła mojej sprawie o alimenty. Ona mnie zapytała:
    - Karmi pani piersią?
    - Tak.
    - No to jedzenie dla dziecka nic pani nie kosztuje!

    Bez komentarza.
  • chalsia 01.04.04, 13:24
    No to spieszę Ci donieść, że koszty 450 zł na wyżywienie nie są zawyżone -
    dziecko zjada dziennie ok. 3 słoiczki przecierów owocowych (albo 2 plus banan),
    oraz min, 4 słoiczki (te mniejsze) zup czy drugich dań oraz przynajmniej 1
    buteleczkę soczku. Jeśli uśrednić koszt gotowego jedzenia do 2 zł za opakowanie
    to wychodzi 7 x 2 = 14 zł razy 30 dni to jest 420 zł. Zup mu nie gotuję bo nie
    mam dostępu do ekologicznych warzyw (a na kupowane bazarowo często reaguje
    wysypką). Jeśli jada gotowany posiłek, typu mięso, ziemniak, warzywo to i tak
    muszę mu dać coś ze słoika, bo on nie bardzo radzi sobie z mięsem i musze mu po
    prostu "dołożyć mięsa". No i jeszcze koszty mleka dla alergików oraz kaszek.
    Tak więc kwota 450 zł jest rzeczywista a nie zawyżona.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • edzieckokarenina 01.04.04, 13:46
    chalsia napisała:

    > No to spieszę Ci donieść, że koszty 450 zł na wyżywienie nie są zawyżone -
    > dziecko zjada dziennie ok. 3 słoiczki przecierów owocowych (albo 2 plus
    banan),
    >
    > oraz min, 4 słoiczki (te mniejsze) zup czy drugich dań oraz przynajmniej 1
    > buteleczkę soczku. Jeśli uśrednić koszt gotowego jedzenia do 2 zł za
    opakowanie
    >
    > to wychodzi 7 x 2 = 14 zł razy 30 dni to jest 420 zł. Zup mu nie gotuję bo
    nie
    > mam dostępu do ekologicznych warzyw (a na kupowane bazarowo często reaguje
    > wysypką). Jeśli jada gotowany posiłek, typu mięso, ziemniak, warzywo to i tak
    > muszę mu dać coś ze słoika, bo on nie bardzo radzi sobie z mięsem i musze mu
    po
    >
    > prostu "dołożyć mięsa". No i jeszcze koszty mleka dla alergików oraz kaszek.
    > Tak więc kwota 450 zł jest rzeczywista a nie zawyżona.
    >
    > Pozdrawiam,
    > Chalsia
    ******
    ja przez cały miesiąc spisywałm dokładnie ile wydaję na jedzonko dla
    dziecka.Jak robiłam duże zakupy(dla wszystkich) to z paragonu wypisywałam ile
    poszło na dziecko itp, itd.
    Szczerze podziwiam możliwości Twojego dziecka- odnośnie spożycia wink
    Mój dziennie zjada trzy posiłki z mleka modyfikowanego(albo samo mleko do
    picia, albo kaszki na jego bazie, albo kleiki), oprócz tego:-jeden deserek
    owocowy, drugie danie w postaci-albo gotowej potrawy ze słoiczka(teraz coraz
    rzadziej bo przestają mu smakować) albo ziemniaki + mięsko z indyka i papka z
    marchewki. Potem zjada jedną potrawę dla alergików ze słoiczka.W "międzyczasie"
    pogryza sobie ciastka,paluszki,obrane jabłko-na co ma smaka. Pija też oprócz
    herbatek soczki owocowe-jeden albo dwa.
  • mag_p 01.04.04, 13:57
    Widzisz karenina - jeden je wiecje jeden mnie. Jeden je przekaski - drugi
    zupe.. I co?
    To znaczy ze Chalis dziecko je za duzo i Ona powinna mu to ograniczyc , czy
    Twoje za malo.
    Wiesz wydtkow na jedzenie nie mozna porownac. Matak ddziwczynki i matak chlopca
    bedzie wydawla rozne sum.
    Ja mam znajomego co jje 2 , 3 obiady dobre sianidani itd.. i nie jest gruby...
    I co ? Ja wydaje na jedzenie swoje polowe tego co on. Al eco to znaczy?Mamy
    usreenic i ja mam chodzic objedzona ponad miare - a on glodny?

    Pozdrawiam
    Mag
  • edzieckokarenina 01.04.04, 14:46
    mag_p napisała:

    > Widzisz karenina - jeden je wiecje jeden mnie. Jeden je przekaski - drugi
    > zupe.. I co?
    > To znaczy ze Chalis dziecko je za duzo i Ona powinna mu to ograniczyc , czy
    > Twoje za malo.
    > Wiesz wydtkow na jedzenie nie mozna porownac. Matak ddziwczynki i matak
    chlopca
    >
    > bedzie wydawla rozne sum.
    > Ja mam znajomego co jje 2 , 3 obiady dobre sianidani itd.. i nie jest
    gruby...
    > I co ? Ja wydaje na jedzenie swoje polowe tego co on. Al eco to znaczy?Mamy
    > usreenic i ja mam chodzic objedzona ponad miare - a on glodny?
    >
    > Pozdrawiam
    > Mag
    ******
    nie jestem za żadnym uśrednianiem, tylko za relnym spojrzeniem na "sprawę".
    Myslę,że w "wyliczeniach" niektórych dziewczyn jest sporo przesady i..emocji.
    Też rzucałam takie kwoty-że dzienie to pewnie jest tyle i tyle-pewnie ok.15-20
    zł dziennie itp.Wydawało mi się, ze tyle wydaję dopóki się nie podliczyłam.
    To tyle na temat "uśredniania".
    A tak na zdrowy rozum- jeden taki słoiczek,jedna porcja z mleka(240ml)-to jest
    jak suty obiad dla dorosłego.Chalsia pisze,ze jej dziecko zjada 4 takie
    słoiczki,trzy słoiczki deserka i jeszcze do tego potrawy z mleka?
    nie chce mi sie w to po prostu wierzyć-możliwości żołądka są przecież
    ograniczone.
    Tylko nie wmawiaj mi teraz,że żałuję temu dziecku jedzenia wink) po prostu nie
    wierzę.
    Pozdrawiam
  • mag_p 01.04.04, 14:53
    Karenina- Chwala Bogu - mozesz sobie nie wierzyc!
    Nie ja liczylam i tak wychodzi. Popatrze realnie po doroslym siwecie .
    Ile jest roznuic w tym ile butow zdzieramy, ile rzeczy potrzebujemy itd..
    A co dopiero do jedzenia itd.. Kazdy ma inne potrzeby . Jeden tego potrzebuje
    wiecje , a drugi mnie itd..
    Czy nie widzisz rozbieznosci w swiecie doroslych?A codopiero dzieci - ktore
    przechodza rozne etapy.
    Dla mnie jest jasne , ze jednemu starcza jedna kromka na sniadanie , a drugiem
    trzeba 3 i inaczej je chlopak w okresie dojrzewania , rozwoju i naczej kobieta
    kolo 30..
    Zastanow sie. I tylko daltego ze Twoje dzieckoje tyle, nie twierdz , ze jest to
    norma.

    Pozdrawiam
    Mag
  • edzieckokarenina 01.04.04, 15:04
    mag_p napisała:

    > Karenina- Chwala Bogu - mozesz sobie nie wierzyc!
    > Nie ja liczylam i tak wychodzi. Popatrze realnie po doroslym siwecie .
    > Ile jest roznuic w tym ile butow zdzieramy, ile rzeczy potrzebujemy itd..
    > A co dopiero do jedzenia itd.. Kazdy ma inne potrzeby . Jeden tego potrzebuje
    > wiecje , a drugi mnie itd..
    > Czy nie widzisz rozbieznosci w swiecie doroslych?A codopiero dzieci - ktore
    > przechodza rozne etapy.
    > Dla mnie jest jasne , ze jednemu starcza jedna kromka na sniadanie , a
    drugiem
    > trzeba 3 i inaczej je chlopak w okresie dojrzewania , rozwoju i naczej
    kobieta
    > kolo 30..
    > Zastanow sie. I tylko daltego ze Twoje dzieckoje tyle, nie twierdz , ze jest
    to
    >
    > norma.
    >
    > Pozdrawiam
    > Mag
    ****
    spoko wink już nie mam nic do dodania na ten temat
  • chalsia 01.04.04, 16:09
    Jak ten niewierny Tomasz jesteś.
    Jakie masz kobieto podstawy by kwestionować to, co ktoś inny Ci w dobrej wierze
    pisze. Przykro mi to napisać, ale w tej kwestii nie pozostaje mi uznać nic
    innego niż to, że patrzysz na świat w sposób bardzo ograniczony i nie
    dopuszczasz możliwości istnienia czegoś ponad to, co sama widziałaś.
    Rzeczywistość jest wielowymiarowa - Twoja "prawda"/obserwacja to nie jest
    jedyna możliwość.

    Może poniższe da Ci do myślenia, że może być inaczej.
    Moje dziecko nie jest żarłokiem. I ma normalnej wielkości żołądek.
    Dwa razy dziennie je posiłki mleczne. Skonstruowane tak (bo inaczej by tego nie
    przełknał) - 120 ml wody, 7 miarek Bebilonu Pepti, 7 łyżeczek kaszki lub kleiku
    PLUS słoiczek przecieru owocowego - wszystko razem daje ok. 240 ml posiłek
    mleczny. Czyli tu już masz 2 słoiczki (ew. jeden, bo do drugiego posiłku idzie
    papka z banana).
    Następny słoiczek to drugie śniadanko - owoc.
    Je dwa obiady - jeden troche po południu - 2 słoiczki (po 130 g) zupki (nie
    znaczy to, że zje wszystko, ale do miseczki idą 2 słoiczki). Koło 17 je drugi
    obiad - 2 słoiczki (po 130g) drugich dań (albo jeden 190 - 220 g - ale ten jak
    wiesz nie kosztuje 2 zł ale prawie 4 zł).
    W związku z powyzszym moje dziecko raczej nie pojada między posiłkami, bo nie
    ma potrzeby. Czasami zje 3 cząstki jabłka albo 6 chrupków. Po prostu nie musi,
    bo nie jest głodny. No i jeden soczek dziennie.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • edzieckokarenina 01.04.04, 16:45
    chalsia napisała:

    > Jak ten niewierny Tomasz jesteś.
    > Jakie masz kobieto podstawy by kwestionować to, co ktoś inny Ci w dobrej
    wierze
    >
    > pisze. Przykro mi to napisać, ale w tej kwestii nie pozostaje mi uznać nic
    > innego niż to, że patrzysz na świat w sposób bardzo ograniczony i nie
    > dopuszczasz możliwości istnienia czegoś ponad to, co sama widziałaś.
    > Rzeczywistość jest wielowymiarowa - Twoja "prawda"/obserwacja to nie jest
    > jedyna możliwość.
    >
    ***
    nie jestem człowiekiem który bezkrytycznie przyjmuje to,co ktoś powie w dobrej
    wierze(...)
    wyraziłam swój pogląd w tej sprawie-wydatków na jedzenie dla małego dziecka-
    rzeczywiście na podstawie tego,co sama niejako "widziałam", ale też moich
    znajomych i rodziny-którzy mają dzieci w podobnym wieku.
    Na tych to podstwach zdziwiły mnie kwoty tutaj wymienione;myślę ze są przesadne-
    Ty myślisz inaczej, i wszystko jest ok-nie musimy sie przecież zgadzać.
    Pozdrawiam
  • carlafehr 01.04.04, 21:05
    Kareninko, z czystej ciekawości podliczyłam Twoje wydatki wg cen które sama
    podałaś:


    > > Mój dziennie zjada trzy posiłki z mleka modyfikowanego(albo samo mleko do
    > picia, albo kaszki na jego bazie, albo kleiki)

    na mleko wychodzi 60 zł miesięcznie jak sama pisałaś poniżej
    ,
    oprócz tego:-jeden deserek
    > owocowy,

    około 2-3 zł czyli 75 zł miesięcznie

    drugie danie w postaci-albo gotowej potrawy ze słoiczka(teraz coraz
    > rzadziej bo przestają mu smakować) albo ziemniaki + mięsko z indyka i papka z
    > marchewki.

    2 zł dziennie czyli 60 zł miesięcznie

    Potem zjada jedną potrawę dla alergików ze słoiczka.

    2-3 zł dziennie, czyli 75 miesięcznie

    W "międzyczasie"
    >
    > pogryza sobie ciastka,paluszki,obrane jabłko-na co ma smaka.

    Pija też oprócz
    > herbatek soczki owocowe-jeden albo dwa.

    średnio 3 zł dziennie czyli 90 zł miesięcznie

    Wyszło 360 zł miesięcznie, bez kaszek, kleików, wody mineralnej, ciasteczek,
    jabłuszka i herbatek nie mówiąc już o Pampersach.
    A Twoje dziecko ma dopiero rok i Ty jesteś oszczędna.
    Sorry za to trochę złośliwe wyliczenie, ale odpowiadając na post napisałyśmy
    ile faktycznie wydajemy na nasze dzieci, tymczasem Ty nam zarzuciłaś mówienie
    nieprawdy, gdy sama masz problem z wyliczeniem swoich wydatków.

  • edzieckokarenina 01.04.04, 22:43
    tworzycie mity dziewczyny
    policz sobie dokładnie, a nie średnio...
    ******
    pisałam,że pije jeden soczek,albo dwa dziennie...
    że deserek owocowy je albo codziennie,albo co drugi dzień...(jak policzyłaś
    więc tutaj średnią?-skąd wiesz ile razy było "co drugi dzień"- haha)
    czytaj uważnie zanim zaczniesz "uśredniać" i posądać mnie o mijanie sie z
    prawdą.
    Chalsia podała takie liczby słoiczków dziennie żeby wyszło jej te 450 zł,które
    podała wcześniej-
    ale przecież dziecko raz chce to-raz tamto, żołądek alergika jest wyjątkowo
    wrażliwy a tu zjada dwa-trzy słoiczki przecierów owocowych dziennie smile)
    do tego dwa soczki codziennie(pomijam tu już cztery słoiczki zupek)-po takim
    wypasie owocowym zdrowy moze sie nabawić conajmniej biegunki wink
    Pozdro
  • chalsia 01.04.04, 23:30
    >Chalsia podała takie liczby słoiczków dziennie żeby wyszło jej te 450 zł,które
    > podała wcześniej.

    Buahahaha.
    Wiesz co, to ja Ci równie dobrze mogę zarzucic, że spisywanie wydatków na
    dziecko w ciągu jednego miesiąca jest niemiarodajne, bo to za krótko. I nie
    dodałaś tych ciasteczek, paluszków i owoców, bo to są rzeczy, które
    kupujesz "dla domu" i nie wyliczasz ile z tego zje dziecko.
    Ale nie zarzucam Ci tego, ponieważ uznaję, że WIESZ co piszesz i że piszesz jak
    jest w rzeczywistości.

    > ale przecież dziecko raz chce to-raz tamto, żołądek alergika jest wyjątkowo
    > wrażliwy a tu zjada dwa-trzy słoiczki przecierów owocowych dziennie smile)
    > do tego dwa soczki codziennie(pomijam tu już cztery słoiczki zupek)-po takim
    > wypasie owocowym zdrowy moze sie nabawić conajmniej biegunki wink

    Nie pisałam, ze pije dwa soczki, tylko, że co najmniej jeden, w związku z
    tym "policzyłam" dziennie jeden.
    A co do wpływu takiej ilości owoców na ukł. pokarmowy - nie ma problemu, jeśli
    dostarczy się odpowiednią ilość tłuszczu w diecie (i dlatego do mlecznych
    posiłków dodaję po dużej łyżeczce margaryny oraz oliwę do zupek - nota bene
    kosztów tych produktów NIE dodałam do kosztów wyżywienia małego, bo sama z nich
    też korzystam). I akurat fakt, że czasami dziecko chce zjeśc coś innego, niz mu
    się zapodaje, to jest akurat argument na to, że koszty zywienia są FAKTYCZNIE
    wyższe - bo jeśli zje kilka łyżeczek zupki ze słoiczka i będzie chciał co
    innego, to muszę otworzyć nowy, a tę napoczętą zupkę - wywalić. Ale tego
    również nie "policzyłam".

    Jakim prawem uznajesz się za alfę i omegę w sprawie żywienia MOJEGO dziecka?
    Nawet go na oczy nie widziałaś. Smieszna jesteś i tyle.

    Kobieto, idź do specjalisty bo z Twoją duszą się źle dzieje, skoro w tym co się
    pisze wietrzysz "podstęp" i naciaganie na każdym kroku.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • burza4 02.04.04, 10:46
    ... ale jakoś w tej pasjonującej dyskusji na temat porcji, kalorii,
    węglowodanów itd, jakoś umknął jeden podstawowy fakt, mianowicie, że małe
    Chalsiątko ma 2,5 roku, a dziecko Kareniny rok...

    To chyba nie jest bez znaczenia w kontekście tego, ile zjada???

    Nawiasem mówiąc, ciekawam ile by wyszło, jakbym tak policzyła, ile żre moje 13-
    letnie...
  • edzieckokarenina 02.04.04, 10:53
    burza4 napisała:

    > ... ale jakoś w tej pasjonującej dyskusji na temat porcji, kalorii,
    > węglowodanów itd, jakoś umknął jeden podstawowy fakt, mianowicie, że małe
    > Chalsiątko ma 2,5 roku, a dziecko Kareniny rok...
    >
    > To chyba nie jest bez znaczenia w kontekście tego, ile zjada???
    >
    > Nawiasem mówiąc, ciekawam ile by wyszło, jakbym tak policzyła, ile żre moje
    13-
    > letnie...
    ********
    taaaaa, rzeczywiscie dyskusja stała się nader "pasjonująca" smile
    ja chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt,że nader często usredniamy coś i
    jesteśmy przekonani,ze wynik obowiązuje -powiedzmy tak jak tutaj- codziennie.
  • chalsia 02.04.04, 11:04
    > ja chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt,że nader często usredniamy coś i
    > jesteśmy przekonani,ze wynik obowiązuje -powiedzmy tak jak tutaj- codziennie.

    Sądzę, że nie ma za dużo ludzi, którzy podobne kalkulacje robią co miesiąć by
    być na bieżąco (po to by nie uśredniać). Ja do nich nie należę i Ty również
    nie. Zrobiłaś to raz i na jakiś czas Twoja "średnia wyliczona z jednego
    miesiąca" jest ważna. Ja takie kalkulacje robię circa raz do roku (ale nie z
    miesiąca ale co najmniej z rachunków na pół roku).

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • carlafehr 02.04.04, 11:06
    edzieckokarenina napisała:


    > ********
    > taaaaa, rzeczywiscie dyskusja stała się nader "pasjonująca" smile
    > ja chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt,że nader często usredniamy coś

    Mów za siebie

    i
    > jesteśmy przekonani,ze wynik obowiązuje -powiedzmy tak jak tutaj- codziennie.

    Najwyraźniej nie zrozumiałaś, o co chodzi.


  • chalsia 02.04.04, 11:12
    A wiesz Burzo, akurat tutaj podam ciekawostkę popierającą ogólnie znaną prawdę,
    że każde dziecko jest inne.....
    Mianowicie moje dziecko mając teraz 2lata i 3 mce je TYLE samo co gdy miało rok
    (co do zużycia słoiczków, bo wiadomo, że jak był młodszy to zjadał np, 1,5
    słoiczka a teraz 2). Główna różnica jest w ilości kup - jak miał rok kupał
    więcej niż raz dziennie, potem - raz dziennie, a od dłuższego już czasu - raz
    na 2-3 dni.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • carlafehr 02.04.04, 11:02
    edzieckokarenina napisała:

    > tworzycie mity dziewczyny
    > policz sobie dokładnie, a nie średnio...

    jesli policzę dokładnie może wyjść jeszcze więcej..

    > ******
    > pisałam,że pije jeden soczek,albo dwa dziennie...

    więc policzyłam półtora

    > że deserek owocowy je albo codziennie,albo co drugi dzień ...

    napisałaś, że je codziennie. A średnią policzyłam z ceny słoiczka, które są
    bardzo różne - nie wzięłam ani najtańszego ani najdroższego słoiczka pod uwagę


    (jak policzyłaś
    > więc tutaj średnią?-skąd wiesz ile razy było "co drugi dzień"- haha)

    Bardzo prosto, "co drugi dzień" oznacza, że w przeciągu 30 dni było takich 15
    dni.


    > czytaj uważnie zanim zaczniesz "uśredniać" i posądać mnie o mijanie sie z
    > prawdą.
    > Chalsia podała takie liczby słoiczków dziennie żeby wyszło jej te 450
    zł,które
    > podała wcześniej-

    W przeciwieństwie do Ciebie, nie zawyżałam przed sądem wydatków na dziecko,
    wręcz przeciwnie, wyliczałam tam tylko to, co muszę wydać na dziecko, wychodząc
    z założenia, że ekstrasy nie muszą być finansowane przez ojca.
    Natomiast tu ojciec dziecka chce wiedzieć, ile wydajemy faktycznie na dziecko,
    Więc podajemy faktyczne wydatki.
    Nie wiem, czemu masz problem z tym, ile wydajemy na nasze dzieci, ale osadzanie
    nas i zarzucanie nam nieprawdy jest co najmniej niegrzeczne i nie na miejscu.
    Być może Ty naciągasz prawdę za każdym razie tak, jak Ci wygodnie, ale to nie
    znaczy, że każdy tak robi. Więc please nie przykładaj swojej miary do
    wszystkich.

    Pzdr.
    Monika

    >
  • edzieckokarenina 02.04.04, 11:19
    W przeciwieństwie do Ciebie, nie zawyżałam przed sądem wydatków na dziecko,
    wręcz przeciwnie, wyliczałam tam tylko to, co muszę wydać na dziecko, wychodząc
    z założenia, że ekstrasy nie muszą być finansowane przez ojca.
    Natomiast tu ojciec dziecka chce wiedzieć, ile wydajemy faktycznie na dziecko,
    Więc podajemy faktyczne wydatki.
    Nie wiem, czemu masz problem z tym, ile wydajemy na nasze dzieci, ale osadzanie
    nas i zarzucanie nam nieprawdy jest co najmniej niegrzeczne i nie na miejscu.
    Być może Ty naciągasz prawdę za każdym razie tak, jak Ci wygodnie, ale to nie
    znaczy, że każdy tak robi. Więc please nie przykładaj swojej miary do
    wszystkich.

    Pzdr.
    Monika
    ********
    to,że mam inne zdanie w jakiejś kwestii nie znaczy,że jestem tu od osądzania
    (skąd Ci to przyszło do głowy?) ani,że powinnam się leczyć-jak sugeruje mi
    Chalsia wink-tzn.że jakbym się z Wami zgadzała to byłabym ok.-dzięki bardzo.
    Mój głos w tym wątku jest jak najbardziej na miejscu-bo podałam ile FAKTYCZNIE
    wydaję na dziecko-tzn.na jego jedzenie.Wątpię,czy Ty robiłaś podobne
    wyliczenia, ale wierzę,ze jestes przekonana o swojej racji bez jakichkolwiek
    podliczeń.
  • chalsia 02.04.04, 11:37
    > Mój głos w tym wątku jest jak najbardziej na miejscu-bo podałam ile
    FAKTYCZNIE
    > wydaję na dziecko-tzn.na jego jedzenie

    Tak, jak najbardziej się z tym zgadzam.

    Natomiast nie na miejscu jest kwestionowanie z uporem maniaka (np. pisząc
    >Wątpię,czy Ty robiłaś podobne wyliczenia, ale wierzę,ze jestes przekonana o
    swojej racji bez jakichkolwiek podliczeń.<) tego co piszą inne mamy.
    Zadać pytanie z niedowierzania można, ale po uzyskaniu dokładnych wyjaśnień
    dalsze podważanie jest właśnie NIE NA MIEJSCU. Tym bardziej, że to co robisz
    jest właśnie OSĄDZANIEM, bo piszesz po prostu, że kłamiemy (bo jak by nie było
    naciąganie to kłamstwo).

    I jeszcze dla wyjasnienia - ja nie miałam w sadzie sprawy o alimenty więc nie
    musiałam nic naciagać dla sądu. A eks swoje uwagi i pytania co do wysokości
    kosztów utrzymania dziecka zadał, otrzymał odpowiedzi (oraz wyliczenia dokładne
    na piśmie). Do kwoty kosztów żywienia pytań nie miał w ogóle bo jak i ile
    dziecko je - sam wie, bo je karmi jak przyjeżdża z wizytą albo jak mały jest u
    niego.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • mag_p 02.04.04, 11:39
    Edzieckokarenina - nie Twoje wynurzenia nie sa na miejscu.
    Bo wychodzisz z zalozenia , ze Ty jedna robisz wyliczenia i Ttylko Twoje
    wyliczenia sa prawdziwe i prawda jest tylko to co Ty wiesz , ze moze zjesc badz
    nie dziecko.Ty nie rozmawiwasz , nie prubujesz sie zastanoiwc , przemyslec - Ty
    obrazasz innych insynuujac - ze klamia, naciagaja i Bog wie co jeszcze.
    Odpowiedz mi na jedno proste pytanie- prownaj sobie ile je dorosly facet i
    dorosla kobieta, dwie rozne dorosle kobiety. Uwazasz ze wszyscy jedza tyle
    samo ? Nie mozesz zrozumiec ze inna diete bedzie mial cukrzyk, inaczej bedzie
    jadla konbieta uprawiajaca sport, a inaczej ta przy biorku. inne potrzeby ma
    dziecko w wieku roku.a inne w wieku 2,5.Ze nawet w tym samym przediale wiekowym
    istnieja rozbierznosci?
    Czy to jest ponad Ciebie?
    Sa ludzie którzy musza do kazdego posilku zjesc mieso a sa tacy co obchodza sie
    bez miesa. I co.. Bedziesz podwarzac tym pierwszysm, ze niemozliwe zeby tyle
    miesa jedli...
    Zasatnow sie , pomysl..., rozgladnij sie, przygladnij sie otaczajacym Cie
    ludziom.. Jak roznie jedza w pracy , jak roznie jedza w domach. Jak rozne jest
    ich zapotrzebowanie na rozne produkty... a potem pisz.

    Mag
  • edzieckokarenina 02.04.04, 13:36
    mag_p napisała:

    > Edzieckokarenina - nie Twoje wynurzenia nie sa na miejscu.
    > Bo wychodzisz z zalozenia , ze Ty jedna robisz wyliczenia i Ttylko Twoje
    > wyliczenia sa prawdziwe i prawda jest tylko to co Ty wiesz , ze moze zjesc
    badz
    >
    > nie dziecko.Ty nie rozmawiwasz , nie prubujesz sie zastanoiwc , przemyslec -
    Ty
    >
    > obrazasz innych insynuujac - ze klamia, naciagaja i Bog wie co jeszcze.
    > Odpowiedz mi na jedno proste pytanie- prownaj sobie ile je dorosly facet i
    > dorosla kobieta, dwie rozne dorosle kobiety. Uwazasz ze wszyscy jedza tyle
    > samo ? Nie mozesz zrozumiec ze inna diete bedzie mial cukrzyk, inaczej bedzie
    > jadla konbieta uprawiajaca sport, a inaczej ta przy biorku. inne potrzeby ma
    > dziecko w wieku roku.a inne w wieku 2,5.Ze nawet w tym samym przediale
    wiekowym
    >
    > istnieja rozbierznosci?
    > Czy to jest ponad Ciebie?
    > Sa ludzie którzy musza do kazdego posilku zjesc mieso a sa tacy co obchodza
    sie
    >
    > bez miesa. I co.. Bedziesz podwarzac tym pierwszysm, ze niemozliwe zeby tyle
    > miesa jedli...
    > Zasatnow sie , pomysl..., rozgladnij sie, przygladnij sie otaczajacym Cie
    > ludziom.. Jak roznie jedza w pracy , jak roznie jedza w domach. Jak rozne
    jest
    > ich zapotrzebowanie na rozne produkty... a potem pisz.
    >
    > Mag
    *******
    faktycznie,może niektóre z Was odebrały moje stanowisko w tej dyskusji jako
    despotyczne
    ale to wynika z tego że widzę nie tylko ile ja wydaję,ale moi znajomi i rodzina
    (siostra ma 5-cio letniego syna).Wiadomo,ze każdy ma inne potrzeby zywieniowe,
    ale należy pamiętać-żeby posiłki były odpowiednie dla wieku dziecka.
    Te wszystkie słoiczkowe dania są przeznaczone dla niemowląt-do pierwszego roku
    życia.Są jeszcze dania słoiczkowe dla rocznych dzieci.
    Muszę wiec przeprosić Chalsię,za to że powatpiewałam w ilość "zużywanych" zupek
    dziennie.Nie wzięłąm pod uwagę,że Twój syn ma juz 2,5 lat;nie dziwię się więc
    że zjada "takie ilości"-bo są to dania przeznaczone dla niemowląt.
    Ja swojemu dziecku nie podaję dań przeznaczonych dla półrocznych niemowląt;
    pdiatra,która od poczatku prowadzi mojego syna stwierdziła,że dania ze
    słoiczków można podawać szczególnie wtedy,gdy nie ma się czasu na gotowanie
    (czyli np.w podróży)-jako tzw. dopychacz.Takie zupki,czy przecierki mimo
    atestów nie powinny stanowić podstawoy diety malucha,bo nie mją już takich
    wartości odżywczych.
  • mag_p 02.04.04, 13:49
    Znowu przesadzasz. Nie odbralysmy tylko w kotrejsc z koleji wypowiedzi wprost
    tak napislas. Toj pediatra task powiedzial i fajnie.
    A chclais ma swoich i swoja wiedz i jak kazda z nas robi co jest najlepsze dla
    jej dziecka i nie podwarzaj tego. Tak jak Ona nie podwarza Tego co Ty piszesz.
    ja moge napisac - przekaski typu paluszki , ciatseszka - Nie jest wg.mnie
    najlepsza dieta dla dziecka.
    Ale to jest wg. Mnie, mojego lekarza.. A nie Ciebie.
    Niktorzy wwwieku 30 lat maja diete zalecona przez lekarza zlozana glowien z
    roznego rodZaju papek i kaszek ..
    Wyluzuj.
    SWiesz ja tez pratrze na rdozine i moj kuzynw moim wieku jak bylismy dziecim
    jald sniadanie( 1/2 bohchenka chcleba ze smietana- bo tak lubial), Obiad
    zazwyczaj 2X i do tego SUTĄŁ kolacje. A ja w tym wieku w sumie zjafdalam przez
    caly dzien to co on na jeden posilek i do tego owoce.. I Co ?
    Niemozliwe , mozliwe.. A zeby bylo zabawniej zawsze byl chudszy ode mniesmile))
    Przestan oceniac.

    Pozdrawiam
    Mag
  • chalsia 05.04.04, 22:37
    > pdiatra,która od poczatku prowadzi mojego syna stwierdziła,że dania ze
    > słoiczków można podawać szczególnie wtedy,gdy nie ma się czasu na gotowanie
    > (czyli np.w podróży)-jako tzw. dopychacz.Takie zupki,czy przecierki mimo
    > atestów nie powinny stanowić podstawoy diety malucha,bo nie mją już takich
    > wartości odżywczych

    Masz widać pediatrę, która widać mało się orientuje w dietetyce. Bo cóż to
    znaczy "nie mają takich wartości odżywczych" ?? To znaczy czego im brakuje?
    Ja się akurat na dietetyce trochę wyznaję (i nie hobbystycznie). Po za tym
    jedzenie głównie "słoikowe" zostało wprowadzone (i jest kontynuowane) na
    zalecenie alergologa prowadzącego mojego synka, jako jedyne możliwe wyjście. I
    ta alergolog jest całkiem niezła (mogę Ci polecić).

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • coppola1 31.03.04, 21:05
    2letnie dziecko w Krakowie.
    Mieszkanie (czynsz) 1200 zł więc 600 na dziecko
    media (bez telefonów) 120 zł
    Opiekunka 950 zł miesięcznie
    jedzenie ok. 200 zł
    pampersy 150 zł
    ubrania: 100-200 zł
    lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku)50 zł
    książki, zabawki 50 zł
    wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku) 40-50 zł
    wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    ostatniego roku): meblowanie pokoju 5 tyś zł (jednorazowo)
    dodatkowy komentarz: ciekawe ile ty płacisz

  • konkubinka 31.03.04, 21:59
    nadal nie rozumiem, 1200 na pol?
    no i jeszcze media?a co to znaczy?opiekunka?a dlaczego opiekunka?srednia na
    lekarstwa wyjatkowo niska .Ubrania 100-200, a jakie?czemu az tyle?I czemu wciaz
    cikawe ile on placi skoro nie znacie jego zony , dziecka?Jaki jest sens
    podobnych ankiet?????
    Ja gdybym mogla zabieralabym dzieci na weekendy do Disneylandu.......
    --

    mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
  • coppola1 01.04.04, 15:46
    a co Cię obchodzi ile wydaję na ciuchy dla mojego dziecka??????? Ojciec mojej
    córeczki nie płaci nic na jej utrzymanie, bo niewiele zarabia.
    P.S. Nie ja byłam pomysłodawczynią ankiety więc zejdź ze mnie!
  • konkubinka 01.04.04, 22:08
    ja nie weszlam NA CIEBIE.Ja poprostu pytam.Skoro piszesz na forum to czemu
    piszesz co mnie obchodzi?
    Skoro ojciec Twojego dziecka malo sie doklada to o.k.Tak jak mowie nie pije do
    Ciebie i nikogo konkretnego.Sama dlugo bylam z małym w wynajętym mieszkaniu.
    Nie rozumiem poprostu dlaczego obciaza sie w tej ankiecie dziecko połową
    czynszu albo połową jedzenia.
    Za chwile przeczytam gdzies , że z wiekiem wzrastaja potrzeby dziecka , bo tak
    będzie wygodnie.To jak od razu po połowie z matka sie przejada a za chwile to
    wzrasta to jakis brak logiki.Moje dziecko np je co innego niz ja a nie scisle
    to samo.
    Poza tym uważam , że w znacznej mierze zaniża się tu koszty lekarstw.Przeciez
    byle choroba to 100 zł zostawione w aptece a do tego witaminy na codzień itp.Ja
    Justinko nie czepiam sie o to , że za wile się wymaga ale o te kwoty
    konkretnie.Nie obchodzi mnie za ile Coppola ubiera dziecko.Wręcz przeciwnie -
    jeśli ja napisze , że kupuje rzeczy w szmateksie za grosze TataMałolata gotow
    pomyslec ze i jego zona powinna tak robic.A z drugiej strony moj eks np woli
    dawac tyle ile daje i robi mi przytyki ze ubieram dzicko w szmateksach.Bo on
    zawsze ubiera sie w firmowych sklepach.A ja gdybym tam ubierala syna nie
    mialabym ani na zabawki ani na obiady dla niego.Dlatego nie widze sensu tych
    ankiet.Kazdy ma inna sytuacje i naprawde NIE DA sie ich porownac.Stad dziwi
    mnie jego pytanie o te koszty , po co mu to?Co chce przez to osiągnąc?
    Ja uważam , że nalezy szanowac cudza pracę i jeśli Tata Malolata daje pieniadze
    to nie powinno nazywac sie ich ochlapami.A co ma do tego porownanie z innymi
    dziecmi?
    Nie znamy ani Jego sytuacji ani jego dzieci czy zony.No i wciaz nie wiemy ile
    on placi.
    No i wracajac do czynszu.Mnie nie podoba ie rozliczanie dzieci z czynszu ,
    zwlaszcza na pol.Poprostu nie umialabym tak, ale skoro niektóre z Was maja inne
    zdanie o.k.Tylko prosze wyjaśnijcie mi dlaczego tak uważacie.Właśnie na sprawie
    o alimenty sedzina wrecz wysmiala mnie za to ze powoluje sie na wynajem
    mieszkania.Nie dosc ze nie moglam wliczyc tego w koszty to zabronila mi w ogole
    o tym mowic.Dlatego pytam...
    Co do opiekunki , chce tylko wiedziec ile z Was bralo , oczywiscie , te ktore
    maja mozliwosc, pod uwage zeby zamiast opiekunki dzieckiem zajal sie np .
    bezrobotny tata.I ktora z Was konsultuje sprawe zajec , wyboru szkoly ,
    przychodni , opiekunki itp z ojcem dziecka.I tylko pytam , do nikogo nie
    pije.Ja poprostu uwazam , ze zanim podejme decyzje mam obowiazek poinformowac i
    przedyskutowac to z ojcem dziecka.Czy jestem glupia?Chyba nie , mam naprawde o
    wiele mniej konfliktow z bylym mezem.

    --
    mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
  • coppola1 02.04.04, 08:16
    przepraszam smile myślałam, że to atak w moją stronę. Źle Cię zrozumiałam.
    Opiekunka to nasz wspólny wybór- taty mojej córeczki i mój. On mieszka w innym
    mieście i pracuje. A ciuszki dla niej to moja słabość smile wolę sobie odmówić a
    kupić jej coś ładnego smile Lekarstwa - tak akurat wyszło. Odpukać w niemalowane,
    moja córeczka praktycznie nie choruje (puk puk puk!!!)
    Buziaki!
  • babe007 02.04.04, 11:10
    No cóż, sędziny też ludzie i Tobie trafiła sie akurat larwa.

    A ja sie będę upierac przy swoim i powtórzę to samo co napisałam na macochach.
    Mogę się zgodzić, że w przypadku mieszkania, w którym i tak mieszkasz i płacisz
    tylko ten prawdziwy czynsz rozliczanie go na połowę jest dyskusyjne. Ale w
    przypadku wynajmowania, kiedy standard, wielkość i położenie mieszkania są
    uzależnione w 99% od potrzeb dziecka - takie postępowanie jest uzasadnione.
    Gdyby nie potrzeby moich dzieci nie wynajmowałabym 2 pokojowego mieszkania w
    centrum (bo blisko szkoły i pracy a ja nie mam samochodu i w innym przypadku
    widywałabym dzieci tylko w łóżkach i w weekendy), tylko pokój np. na dalekiej
    Pradze za 1/3 kwoty, którą wydaję teraz. Jeżeli masz jakiś argument przeciwko
    takiemu rozumowaniu - przedstaw go proszę. Może mnie przekonasz...?
  • burza4 02.04.04, 11:11
    konkubinka napisała:

    I ktora z Was konsultuje sprawe zajec , wyboru szkoly ,
    przychodni , opiekunki itp z ojcem dziecka. I tylko pytam , do nikogo nie
    pije.Ja poprostu uwazam , ze zanim podejme decyzje mam obowiazek poinformowac i
    przedyskutowac to z ojcem dziecka. Czy jestem glupia?Chyba nie , mam naprawde o
    wiele mniej konfliktow z bylym mezem.

    Nie, nie konsultuję, bo płacę sama. I nie pytam o zdanie, bo wiem co usłyszę.
    Co mam z nim konsultować, przepraszam? to, że dziecko musi iść do dentysty i to
    kosztuje? kiedyś tak zrobiłam - usłyszałam, że to mój problem. Tata jest
    kochający, nie mówię tego z przekąsem, on naprawdę ją kocha, ale uważał zawsze,
    że alimenty służą podniesieniu mojej stopy życiowej. Poniekąd tak - bo on MÓGŁ
    pomóc, ja chcąc nie chcąc MUSIAŁAM wyłożyć kasę, bo inaczej byłabym zła
    matką... Kosztem innych wydatków. Oczywiście za dentystę zapłaciłam, nie
    zapłaciłam raty pożyczki, więc na upartego można powiedzieć, że miał rację.
    Gdyby mi dał kasę, to by pośrednio MNIE wspomógł. Zaznaczam, że chodzi o kwoty
    od 100 zł w '96 roku do 250 zł w '00... Więc co mam konsultować?

    Nie znając okoliczności, w których padło to nieszczęsne sformułowanie
    o "ochłapach" nie potępniam w czambuł, tym bardziej, że nie wiem ile on daje i
    ile zarabia i ile oczekuje eks... Czasem ponoszą emocje, szczególnie jakbyś
    została postawiona w sytuacji, kiedy musisz się płaszczyć i żebrać o każdy
    grosz, bo jest to dla wielu upokarzająca sytuacja.
    Ja też w złości powiedziałam eksowi co nieco, kiedy to musiałam się procesować
    o 50 zł podwyżki w alimentach, a on po dziecko przyjeżdżał taksówką i śmiał mi
    się w nos...
  • iwona3 02.04.04, 12:30
    Twoja sędzina Cię wyśmiała, dobra, to jeszcze nie znaczy, że miała rację. Sądy
    są niezawisłe, więc oceniają, jak chcą, ale sędziowie nie muszą być przy tym
    logiczni. Moja sędzina zapytała mnie, dlaczego chcę zmarnować życie takiemu
    przystojnemu, młodemu człowiekowi (dosłownie). I co, powinnam utopić dziecko, a
    potem się powiesić, żeby mu nie marnować życia? Nauczmy się odróżniać logikę od
    absurdu.
    Czynsz dzieli się na pół, bo dziecko jest zameldowane i „konsumuje” windę,
    wywóz śmieci, dozorcę, wodę, prąd jak dorosły. Gdybym nie miała dziecka,
    wynajęłabym pokój za 500 zł (albo mieszkałabym z jakimś przystojnym mężczyzną
    dzieląc koszty na pół), co daje miesięcznie drugie tyle oszczędności. Po trzech
    latach na koncie zostałoby 18.000 zł. Teraz biorę kredyt na mieszkanie, który
    będę spłacać przez 20-30 lat. Mogłabym więc wziąć o te 18.000 mniejszy.
    pzdr
  • ragusa 31.03.04, 23:20

    > 1) wiek dziecka:5,5
    > 2) miejsce zamieszkania:Warszawa
    > 3) koszt czynszu przypadający na dziecko (np. wysokośc czynszu przez liczbę
    > lokatorów): 150
    > 4) szacunkowe koszty wody, elektryczności, gazu itp (proponuję zrezygnowanie
    > z "wrzucania tu rachunków za telefon):50
    > 5) przedszkole lub opiekunka, szkoła (bez kosztów korepetycji, kursów poza
    > szkolnych itp.): 500 (przedszkole plus opiekunka)
    > 6) jedzenie: apetyt to on ma. nie liczylam dokladnie ale minimum 350
    > 7) "pampersy": nie dotyczy
    > 8) ubrania: 50
    > 9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku):20
    > 10) książki, zabawki : 50
    > 11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): 50
    > 12) inne jednorazowe wydatki (np. okulary, meble, narty, rower, średnia z np.
    > ostatniego roku): rower w zeszlym roku - 200, w tym roku chyba bede musiala
    kupic rolki - ok 100
    > 13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp. średnia
    > np. z ostatniego roku):
    > 14) dodatkowy komentarz: nie dostaje zadnych elementow a nie zarabiam
    rewelacyjnie wiec kupuje tylko najpotrzebniejsze rzeczy
    >
    >
    >
  • edzieckokarenina 01.04.04, 11:09
    zanim nie liczyłam dokładnie wydatków to też byłam "swiecie" przekonana,ze na
    samo mleko modyfikowane muszę wydawać chyba z 200zł, nie mówiąc już o
    słoiczkach i soczkach, które pewnie kosztują mnie fortunę...Tymczsem mleko
    modyfiowane kosztuje mnie niecałe 60zł na miesiąc. Wychodzi 6 puszek ProSobee
    na miesiąc(dwie puszki na receptę-niecałe 20zł).
    Soczki -tylko bobofruty, jeden kosztuje +,-2zł,tak samo deserki owocowe. Dania
    ze słoiczka dla alergików 2-3zł.
    Ja napisałam o realnych wydatkach na małe dziecko(alergika) na jego jedzenie i
    pampersy.
    Ile taki maluch musiałby zjadać dziennie słoiczków z przetworami zeby wyszło
    400-500zł na samo jedzenie? musiałby mieć żołądek amerykańskich gęsi i cały
    dzień spędzać na jedzeniu.
    ********
    o innych kosztach nie pisałam-bo one zależą tylko i wyłącznie od zarobków
    rodziców(rodzica).Im więcej masz pieniędzy tym wiecej wydajesz na dziecko-
    droższe ubrania, kursy językowe, prywatna szkoła itp.To normalne i tego nie mam
    zamiaru kwestionować.


  • justinka_s 01.04.04, 13:10
    konkubinka pisała o odpowiedzi cappoli,
    cznsz czemu na pół>? bo widocznie mieszka samam z dzieckiem
    opiekunka? a dlaczego nie? przecież to normalka
    mało na leki? to już nie czaję, raz jest źle jak sie pisze dużo raz jak mało
    media to gaz prąd, woda

    mikawi pisałaś o tych paniach z nizszej półki, chyba mojej odpowiedzi nie
    widzialaś,

    a sens takich ankiet widocznie jakiś jest, skoro ktoś o tym napisał, mi sie
    pomysł podobał, widzę porównawczo ile się wydaje na dzieci, ile kosztuje to w
    innych miastach niż moje, mam skalę porównawczą przynajmniej
    a jak komuś to przeszkadza niech nie pisze
  • mikawi 01.04.04, 13:20
    a czemu czynsz na pół? ile by płaciła gdyby mieszkała sama? połowę? juz pisałam
    o tym na macochach, że czynsz nie rośnie w linii prostej, niektore elementy
    czynszu (np. c.o., koszty zarządu) płaci się od ilości metrów kwadratowych, a
    inne od liczby osób (windę, ścieki, śmieci) przykład: za jedną osobę czynsz w
    moim bloku wynosi 300 zł, gdy mieszkają dwie - 360, czyli koszt tej drugiej
    osoby to dodatkowo 60 zł a nie 150 jakby wynikało z podziału 300 na pół. Gdy
    będzie nas mieszkało teoje nie zapłace 900 tylko 420
  • darcia73 01.04.04, 13:35
    mikawi, ja zyję b. skromnie, praktycznie wiekszosc moich wydatków idzie na
    dziecko, sobie prawie nic nie kupuje, na ubrania dziecięce mogłabym wydawac
    wiecej, bo nie mam w rodzinie ani wsród znajonym nikogo, kto oddaałby mi
    uzywane ubranka, ale kupuję w tzw "szmateksach". Ale buty i bieliznę musze
    kupic nowe, a kosztuja majatek... takze moje wyliczenia sa dosyc
    reprezentatywne dla osób zyjacych na tym nizszym poziomie, pozdrawiam smile

    --
    moj adres: daruncia@wp.pl / na "gazetowy" nic nie dochodzi sad
  • mag_p 01.04.04, 13:40
    Miakwai - mieszkanie polowe. Bo wiele kobiet by wynajelo jeden pokoj, lub tak
    jak ja , by wyprowadzialo sie na drugi koniec pPolski - bo tam ma rodzine i tam
    mieszkanie maial by taniej , a ip raca byu sie znalzla. Datego, ze wyjalebo by
    dla siebie jedn pokuj, gdziec dalej od centrum, z duzo tanszy- dlatego polowe.
    Pozdrawiam
    Mag
  • mikawi 01.04.04, 13:48
    mag, a czemu nie możesz się przenieść na drugi koniec Polski teraz? i ja
    pisałam o sytuacji płacenia za czynsz a nie za wynajem
  • mag_p 01.04.04, 13:53
    Mikawi - wyjechac moge. Ale.. co z kontaktem zojca z dzieckiem... Chyba nie
    bedzie wtedy juz tak prostso i latwo jak wyjade 500 km ?

    A co czynszu - dlatego, ze jakby matak byla sama- to moze sprzeda i wynajac
    pokuj, moze itd..A jak jest z dzieckiem , to trzeba dziecku zapewnic staly
    miejsce pobytu...Pewny dom.
    Dlatego.

    Pozdrawiam
    mag
  • iwona3 01.04.04, 13:57
    Mikawi, a wynajem to nie czynsz? Dlaczego nie mogę podzielić go na pół i tą
    jedną połowę przypisać dziecku? Wynajmuję kawalerkę, która kosztuje mnie 900
    pln/miesiąc + media. Gdyby nie dziecko, mogłabym wynająć pokój u staruszki za
    połowę tej sumy.
    pzdr
  • mikawi 01.04.04, 14:05
    widocznie inaczej rozumiemy te terminy: dla mnie opłata za wynajem to np. 1000
    zł które płacę właścicielowi kawalerki która wynajmuję a która nie jest MOIM
    mieszkaniem. I tu się zgadzam że matka może uznać że 500 przypada na dziecko,
    bo gdyby go nie było wynajęłaby pokój w mieszkaniu np trzyosobowym u jakiejś
    rodziny za 500zł.
    Czynsz - to opłata za mieszkanie jaką ponosi właściciel mieszkania. Jeśli mam
    swoje mieszkanie nie płace 1000 za wynajem tylko np. 300 zł czynszu dla
    spółdzielni, administracji itp. W czynsz wchodzą różnie elementy, część z nich
    liczona jest od wielkości mieszkania czyli mnożona przez liczbę metrów kw.,
    część liczona jest od liczby osób zameldowanych. I stąd czynsz gdy mieszka 1
    osoba wynosi 300 zł, gdy mieszka 2 osoby wynosi np. 360 ale nie 600. I proszę
    nie piszcie że matka mogłaby sprzedać jakby była sama bez dziecka, itp, bo to
    absurd. Ludzie bez względu na to czy mają dzieci czy nie dążą raczej do tego
    żeby mieć własne mieszkanie niż wiecznie wynajmować
  • mag_p 01.04.04, 14:13
    Miakwi - a co za roznica - jesli Matak dziecka , aby zabespieczyc mu staly
    miejsce kupuje male mieszkanie. Placi czynsz i tak dlalej i nie zrobila by teg
    gdyby nie dziecko i tpo ze placi to do administracji a nie do rak obcej ososby
    to dla ciebie taka roznica.
    Bo widzisz to jeje wlasnosc., ale i w pewnym sensie tego dziecka. Bo Ona jesli
    biega po prawnikachto po to by zapewnic na 100% ze kiedys to czego ona sie
    dorbi blyo jej dziecka , a nie po to by zabezpieczyc , by dziecko niz z tego
    nie dostalo - jak niektorzy.....

    Mag
  • mikawi 01.04.04, 14:33
    przepraszam autora za odbieganie od głównego wątku ale pozwolę sobie
    odpowiedzieć Tobie mag na tę aluzję:
    była żona mojego M. ma swój dom z ogrodem, M. odchodząc wziął plecak. My aby
    mieć swój kąt (choćby małe mieszkanie) musieliśmy wziąć kredyt na 30 lat i
    będziemy go spłacać przez pół życia. W tym czasie dzieci M. dostawać będą
    alimenty i fakt, że my mamy kredyt żeby mieć gdzie mieszkać (i żeby nasze
    dzieci miały stabilny dom jak to napisałaś) nie obchodzi ani eksi, ani sądu. I
    o.k. Alimenty i kredyt będą płacone więc kosztem naszego życia, naszych dzieci
    itp - dzięki wyrzeczeniom naszej rodziny. I wyobraź sobie sytuację że po 30
    latach, mając 60 lat na karku, M. umiera a ja muszę brać kolejny niemały kredyt
    żeby dzieci M. łaskawie nie wywaliły mnie z mieszkania na które całe życie
    ciężko pracowałam. Bo im się należy działka i koniec. I w nosie mogą mieć że to
    dorobek całego życia naszej rodziny okupiony ogromnym wysiłkiem i masą
    wyrzeczeń NASZEJ rodziny, bo one zawsze alimenty dostawać musiały i nie było
    mowy że teraz jest gorszy miesiąc bo rata kredytu wzrosła. Zgadzam się że jeśli
    ludzie mają ogromny majątek z którego jest co dzielić - o.k. Ale nie jeśli
    chodzi o podstawę egzystencji człowieka i rodziny jaką jest dom, mieszkanie -
    jedyne co się ma.
    A co do własności - uważasz że matka nie płaciłaby czynszu gdyby nie dziecko?
    że gdyby nie dziecko nie kupiłaby mieszkania? to twój pogląd, widzisz - mam
    masę znajomych - singli którzy mimo braku dzieci kupują mieszkania, też na
    kredyt. I nie dlatego że planują dzieci, kupują mieszkanie dla siebie. I każdy
    normalny człowiek kiedys taki zakup planuje, niekoniecznie tylko ze względu na
    dziecko.
  • mag_p 01.04.04, 14:59
    Sadze , ze matak kupowalaa by mnieszkanie badz nie.. Ja bedac sama kupilabym
    duzo mniejsze , alebo mieszkala na wynajetym - bo nie mam potrzeby - bedac
    zupenie sama przywiazywac sie do miejsc.
    Wiesz jak jestes sams patrzysz mnieprzyszlosciow- nie patrzysz , ze
    jakdororsnie to w pokoju 10 m - nie da sie razem mieszkac, ze szkoda wydawac
    raz pieniadze, potem drugi..
    A co do majatku-Mikawi - ja tez place na dziecko ( mozan powiedziec alimety) ,
    ale to couda mi sie uzyskaz w zyciu zostawie jemu - a od ojca dostanie ---
    tylko co co prawnie musi miec zgwarantowane - wiec nie obraz sie "nedzen
    ochlapy".
    Ja rozumiem Ciebie chhroniszswoje mienie, ale ojciec dziecka nie dokladal sie
    do "Twego miena"...? To cos na co on tez pracowal I jeszcze raz powtarazam ,
    wiekszosc z matake wydaje na dziecko drugie tyle lube wiecej niz dostaj a, a i
    tak zosytawia mu swoj dorobek - mimi iz jak naispalas tez"placa alinety"
    Pozdrawiam
    Mag
    PS.Twoi rodzice Ci utrzymywali jak bylas mala i tez Ci cos zostawia.Wiec
    placenie aliemtow ( utrzymywanie dzieck - to nie jest wszystko.
  • mikawi 01.04.04, 15:05
    tak mag, zostawią - jak umrą. Ale jak umrze mój ojciec nie będę kazała mojej
    matce spłacić mi należnej mi części po ojcu, nie wyrzucę jej z domu. A dzieci
    mojego M. bedą mogły to zrobić, bo w końcu nie jestem ich matką i g... ich może
    obchodzić co się ze mną stanie.

    jak oboje z M. umrzemy - wtedy nasze mieszkanie zostanie dzieciom - i niech się
    sobie dzielą, ale jak umrzemy oboje a nie jedno z nas, czy drugie ma iść pod
    most bo nie będzie miało jak spłacić Szanownych Dzieci?
  • mag_p 01.04.04, 15:42
    Miakwi - badzmi realistami - po ojcu dzieci nic nie dostana.
    Bo dzieki zabezpieczeniom u prawnikow nic nie dostana po smierci ojca - bo
    Wszystko przechodzi na partnerka ojca. A Po partnerece ojca nie maja prawa
    dzieciczyc..
    I co tu gadac....
    Pozdrawiam
    Mag
  • babe007 01.04.04, 15:44
    A jak to jest mikawi?

    Każdy ojciec, który kocha swoje dzieci chce im coś po swoim najdłuższym życiu
    zostawić. Czy można więc wyciągnąć wniosek, że ojciec rozwodząc się z matką,
    pzestaje kochać dzieci? No chyba tak, skoro stara się zrobić wszystko, żeby po
    jego smierci nie dostały nic.

    Wiem, że trochę prowokuję, ale ...?
  • mikawi 01.04.04, 16:01
    babe, mag - moge napisac jak u nas to może wyglądać - będę chciała zabezpieczyć
    SWÓJ byt i byt naszych dzieci jeśli będą niepełnoletnie na wypadek śmierci ich
    ojca, tak aby dzieci mojego M. nie mogły MNIE wyrzucić z mieszkania na które
    zasuwałam również ja (a tak nota bene teraz tylko ja, bo M. zarabia tylko na
    swoje dzieci). Ale dajmy na to za 30 lat, nasze dzieci będą również samodzielne
    i wtedy niech same myślą o swoim lokum (jeśli nas nie będzie stać żeby im
    kupić, a jeśli będzie stać - z pewnością nie pominiemy dzieci M.)
    W razie mojej śmierci nie widzę przeszkód aby testament rozporządzał tym
    mieszkaniem w taki sposób, żeby nakazać jego sprzedaż i równy podział dochodu
    między wszystkie dzieci. I niech sobie tą kasą rozporządzają, np. nadpłacą
    swoje kredyty hipoteczne, kupią samochód albo przehulają za zdrowie starych.
  • mag_p 01.04.04, 16:14
    Mikawi- Pięknie.
    Ja rozumiem , ze chcesz zabespieczyc dzieci swoje i sibie.
    Oczywiscie jesli odbedzie sie to tak jak opisalas - to wspaniale..
    Ale wiesz obstawiam, ze wiekszosc macoch nie zamierza zaznaczac w testamencie ,
    ze dzieci ich partnea maja w tym majatku uczesteniczywc w rownej czesci , bo i
    to jest tez w jakies czesci ich odrebny majtek - a dziecko nie jest z nimi
    spokrewnieone..
    No wiec tez nie ma sanu by dziedziczlo cos tylko ich..

    Ale to co napisalas , jest Pieknie.Moze nie po rowno- ale czesc ojca...

    Pozdrawiam
    mag
  • mikawi 01.04.04, 16:18
    o.k. - jeszcze sprawiedliwiej (choć na niekorzyść dzieci M.) - moja połowa po
    równo między nasze dzieci, jego połowa po równo między jego wszystkie dzieci. Z
    mojej strony nie widze przeszkód - ale dopiero po naszej śmierci - obojga a nie
    jednego, żeby drugie się nie tułało bo dzieciom się zachce łatwej kaski.
  • mag_p 02.04.04, 08:08
    Ze szkoda- Chyba nie. To by BylioSPRASWIEDLIWIE> ! Ale wierzysz , ze wiekszosc
    Macoch tak sprawieliwie postapi?
    Ja nie!

    Pozdrawiam
    Mag
  • babe007 01.04.04, 16:21
    W takim razie, może dobrym rozwiązaniem mógłby być zapis w testamencie o
    dożywotnim użytkowaniu mieszkania przez drugiego współmałżonka? No wiesz
    sytuacje rodzinne mogą być różne. Np oboje moga mieć dzieci z poprzednich
    związków. Ja tylko uważam, że pozbawianie dzieci schedy po rodzicach tylko
    dlatego, że któreś z nich ma nową rodzinę jest (oczywiście wg mnie) nieetyczne.
    Dlatego jak czytałam na macochach rady jak wszystko zapisać, przepisać i
    zabezpieczyć, żeby tylko przypadkiem "tamte" nic, w razie czego, nie dostały
    miałam gęsią skórę.

    Tak gwoli przypomnienia. To czego podczas trwania małżeństwa dorabiacie sie
    wspólnie, jest w połowie własnością jednego i w drugiej, drugiego
    współmałżonka. W przypadku śmierci połowa tego co było własnością męża (chyba
    połowa, ale to można sprawdzić)przypada żonie. 1/4 idzie do podziału między
    dzieci. Także obawy, że "tamte" dzieci miałyby pozbawić macochę wszystkiego, są
    nieco przesadzone.

    Pozdrawiam

    B.
  • mikawi 01.04.04, 16:47
    babe - nie wszystkiego, ale w przypadku mieszkania spłata należnej po ojcu
    części to nie jest 100 zł tylko kwota wymagająca (jak dla mnie) wzięcia
    kredytu, którego nikt nie da staruszce jaką wtedy będę i którego z emerytury
    nie będę nawet w stanie spłacać
    ja nie zamierzam pozbawiać dzieci M. tego co im się należy ale nie zamierzam na
    starość zastanawiać się skąd wezmę pieniądze na spłate ich części żeby móc
    mieszkać tu na co całe życie pracowałam, a po mojej śmierci - proszę bardzo
    niech dostają co im należne, nasze dzieci tak samo. Ale o ile wiem że moje
    dzieci mnie nie wywalą z mieszkania i nie będą domagac się spłaty, tak w
    kwestii dzieci M. tej pewności mieć nie mogę, zgadzasz się chyba ze mną? Stąd
    moja propozycja rozwiązania tej kwestii powyżej.
  • babe007 01.04.04, 16:59
    Tak naprawdę mikawi, to ty nie należysz do tej grupy, która wywołuje u mnie
    gęsia skórę. I wydaje mi się, że sprawa dożywotniego użytkowania mieszkania
    jest jak najbardziej do załatwienia. Ale tak przez ciekawość, co Ty czujesz
    czytajac o parach, które cały majątek przepisują na kobietę (poza wszystkim
    gratuluje odwagi - sama się na czym podobnym bardzo przejechałam), spisują
    jakieś fikcyjne umowy, byleby tylko dziecko z poprzedniego związku w razie ich
    śmierci nie dostało ani złotówki.

    Dla mnie to chore.
  • mikawi 02.04.04, 10:31
    nie pochwalam ale i nie potępiam, bo nie znam relacji, nie znam eksi charakteru
    i relacji rodzinnych, które jak wiadomo mają ogromne znaczenie również w
    postępowaniu macoch
    babe - tak jak rozumiem fakt, że eks żona chce wyrwać jak największe alimenty i
    zachować jak najwięcej ze wspólnego majątku (w końcu najczęściej jest tak że
    facet zostawia jej mieszkanie) tak rozumiem, że druga żóna chce zabezpieczyć
    swój byt i swojej rodziny, wystarczy że musi się tłumaczyć przed eksią i sądem
    ile zarabia
  • babe007 02.04.04, 10:50
    Może jestem idealistką, bo co prawda jestem ex, ale nie ma żadnej macochy na
    horyzoncie (na razie przynajmniej)i wszystkie wasze problemy oglądam raczej z
    pozycji mniej zaangażowanego obserwatora niż walczącego przeciwnika z drugiej
    strony barykady. Jest więc jedna rzecz, która dla mnie jest niezrozumiała. Jak
    charakter ex ma wpływać na miłość ojca do dzieci? Czy to znaczy, że jak w
    przyszłości będę niemiła dla mojej następczyni to mój ex mąż zmieni stosunek do
    swoich dzieci i zacznie kombinować tak, zeby w przypadku jego śmierci im nie
    przypadlo nic w udziale? Bardzo żle świadczyłoby to o mężczyznach jako
    gatunku...
  • mikawi 02.04.04, 11:00
    nie nie, nie o to mi chodziło - miałam na myśli, że jeśli ex od poczatku daje
    się we znaki jako istota wyjatkowo pazerna, to normalne jest że next od
    początku kombinuje jak ochronić jak najwięcej z tego co mają a facet
    uczestniczy w tym tak czy siak i pewnie trafiają do niego argumenty żony (które
    nie są znowu takie bezzasadne, jeśli mówimy o takim charakterze ex). Widzisz -
    ja też chcę ochronić swój/nasz majątek (narazie go nie ma ale podaję przykład :-
    ) właśnie przed pazernościa ex, bo wiem (WIEM) że gdyby mogła zrobiłaby wiele
    by wyrwac z niego ile się da i jeśli w przyszłości będzie taka sytuacja że M.
    odejdzie wcześniej jestem pewna że podburzy dzieci żeby wzięły to co ich.
    Dlatego będę myślała o zabezpieczeniu swojego bytu, tak jak to napisałam. Ale
    już po mojej śmierci nie widzę powodu, żeby dzieci M. nie dostały nic. I myślę
    że wiele macoch (pewnie że nie wszystkie) myśli podobnie, zwróc uwagę że wiele
    z ojców tych dzieci zabezpiecza ich byt już teraz, kupuje mieszkania tym
    dzieciom, samochody - to też zgodnie z prawem zalicza się do na poczet
    ewentualnego zachowku czy spadku. Jeśli teraz kupują mieszkanie swojemu dziecku
    z I małżeństwa, nie ma powodu aby to w ktorym teraz mieszkają z II żoną i
    wspólnym z nią dzieckiem - nie przypadło w udziale tylko temu dziecku, prawda?
    No i tutaj trudno mówić że dziecko z I małżeństwa nie dostało nic po ojcu.
  • babe007 02.04.04, 11:21
    Zgadzam się. I takie postepowanie jest wg mnie jek najbardziej OK. I wydaje mi
    się (a może wyciągam zbyt daleko idace wnioski wink ), że i Ty nie pochwalasz
    takich sytacji, gdzie ojciec (zazwyczaj za namową kolejnej partnerki) robi
    wszystko, żeby pozbawić swoje dzieci z wcześniejszego związku spadku po sobie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i wierzę, że TOBIE uda się załatwić te sprawę zgodnie
    z planem.
  • mikawi 02.04.04, 11:31
    mój plan jest idealnie genialny: kupic mieszkanie nam, jak dzieci M. dorosną
    kupic mieszkanie im, jak nasze dzieci (się urodzą) i dorosną - kupic mieszkanie
    i im, a na starość sprzedać to nasze i się wynieść w jakąś głuszę do
    drewnianego domu i żyć sobie spokojnie smile
    no, tylko z wykonaniem może być problem smile
    również pozdrawiam
  • konkubinka 02.04.04, 11:37
    Sprobuje Ci powiedziec cos na ten temat.Masz racje ze swiadczyloby to zle o
    mezczyznach ale obserwuje to na codzien i chyba cos w tym jest.Nie zebym
    uwazala kobiety za lepszy gatunek.Mezczyzna np jest bardziej wytrzymaly
    fizycznie - moze wiecej pracowac , w gorszych warunkach (no , nie kazdy , moj
    eks nie) ale..jak patrze na obecnego partnera to widze ze darzy corke ogromnym
    uczuciem ale pewne rzeczy sa od niego silniejsze.Kazda rozmowa z ex to dla
    niego przejscie przez meke zwlaszcza , ze z ta kobieta nie da sie rozmawiac
    normalnie.Widze czasem ze on woli uciekac od problemow niz stawiac im czola bo
    boi sie jak zareaguje podczas kolejnej rozmowy.Czasem mysle ze chcialabym byc w
    jego skorze , przemowic jego glosem przez telefon i zalatwic raz na zawsze
    pewne sprawy.Kobieta , ktora jawnie zaniedbuje dzieciaka powinna to
    uslyszec.Ale on gdy ja slyszy zatyka sie, nie dziwne.Musi jednoczesnie dbac aby
    nie rzucila sluchawka , aby przy dziecku nie nabluzgala mu w twarz.Jednoczesnie
    chce dowiedziec sie cos konkretnego i wiecznie zlyszy ze do niczego nie ma
    prawa.Mysle , ze jesli chodzi o te sfere faceci sa slabi.
    Nie ma Babe nic na przeciw temu ze rozliczasz wynajem po polowie.U mnie bylo
    tak ze w rezulatacie musialam na lewo odnajac drugi pokoj bo nie dalam rady.W
    sumiejak teraz pomysle to Twoje dziecko juz ma lepiej niz moje.Bo kiedy
    sprowdzilam sie z nim do obecnego partnera musialampol roku walczyc aby syn
    odnalazl sie w nowej sytuacji - w osobnym pokoju.Niektorym wydaje sie ze to dar
    jesli syn ma swoj pokoj.Dla mojego dziecka to byl szok ,tragedia.Nie umial sam
    zasnac , nie umial byc sam.Do dzis nie ma drzwi.Ale chyba i tak nie po polowie
    bym to rozliczyla , takie mam podejscie.Mimo to nie potepiam Twojego toku
    rozumowania.
    A co do Coppoli to rozumiem sama mam swira na punkcie moich dzieci , a
    zwlaszcza ciuszkow.
    Ja moze za malo dbam o dzieci w kwestii wlasnie przyszlosci.Sama nic nie mam i
    nie maja co po mnie odziedziczyc.To strasznie przykre.Narazie tak jest bo
    oczywiscie maja tez dziadkow i pradziadkow jeszcze.Tatus chyba w ciagu
    ostatniego roku zmienil zdanie na ten temat.Najpierw zarzekal sie ze nie chce
    juz dzieci a mieszkanie kupil po to zeby Bartek cos mial po nim , bo on i tak
    bedzie mial po rodzicach.Teraz sie zeni , planuje dzieci i zamiane mieszkania
    na wieksze.
    Jesli chodzi o M , z ktorym jestem w nieformalnym zwiazku , mieszkam w JEGO
    mieszkaniu - nie mamy meldunku NIKT ani ja ani dzieci ani On nawet sam.
    Zaczelam po urodzeniu malej gdrac na ten temat no , bo wlasciwie gdyby cos mu
    sie stalo to nie wiem czy moglabym z dziecmi zostac w mieszkaniu , zwlaszcza ze
    eks nie ma mieszkania .Gdyby cos mu sie stalo to co z nami?Jakie prawa ma eks
    zona?A ja i moj BĘKART - bo tak mowi o małej ex?
    Wybraliśmy narazie inna opcje.W trzecim filarze jako spadkobiercow umiescil
    nasza corke , mnie i jego druga corke po polowie.Tak postanowil sam , ja nie
    prosilam o umieszczanie mnie w polisie.
    --
    mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
  • justinka_s 02.04.04, 14:02
    już tłumacze dlaczego licze mieszkanie na pół, fakt robię błąd bo powinnam
    dziecka częśc policzyć 75%
    dlaczego? płace za mieszkanie 500 zł ( w tym czynsz do spóldzielni) nie mówcie
    mi tu o opłatach za osobę, bo to jest za metraż, a nie osoby mieszkające lub za
    żużycie faktyczne wody
    gdybym nie miała córki, mieszkałabym ze swoją przyjaciólką , która wynajmuje
    mieszkanie 2 pokojowe i szukała lokatorki ( bez dziecka bo spokojniej dla
    informacji) i płaciłabym 130 zł plus woda i inne media
    jest różnica??? czy ktoś zauważy że bez dziecka własnie wynajęłoby się pokój? a
    z dzieckiem już nikt nie chce bo jest płacz itp?
    a co z samochodem, który opłacam i utrzymuję tylko dlatego, ze dziecko wożę do
    żłobka, bo prace mam pod nosem?

    ktoś jeszcze pytał o leki, ze mało wydaję, nieprawda, ze każda choroba to już
    100 zł w aptece, moja córka sporo chorowala i max, wydałam w aptece 60 zł
    (zbieram paragony więc wiem)
    lecze małą w prywatnej przychodni, która ma umowę z funduszem, więc za wizyty
    nia płacę
    dziecko teraz choruje ok raz na 3 mies, miesięcznie na witaminy wydaję ok 10 zł

    chyba już wszystko jasne, że każdy ma inne wydatki?
  • mikawi 02.04.04, 14:23
    w ogóle, gdyby nie dziecko można sprzedac mieszkanie i iść do domu dla
    bezdomnych, jeszcze mniejsze koszty - nie popadajmy w paranoję!
    a w kwestii samochodu - ja też chodziłam do żlobka, moja siostra też, ale moi
    rodzice nie mieli samochodu, czyli da się; ale chyba nie o to chodzi w tych
    wyliczeniach, prawda? masz samochód? super, ale nie pisz że to tylko dla
    dziecka, bo gdyby nie było cię na niego stać i brakowałoby ci pieniedzy -
    sprzedałabyś go, niezależnie czy z dzieckiem czy bez
  • mag_p 02.04.04, 14:35
    Mikawi - ale co Ty gadasz.Clay samochod nie. ale duza czesc tak.
    Bo jesli dziecko jezdzi samochodem - to mniej choruje.. Tak , tak.. Bo nwidze
    po dziecich aprzedszkolu. Jeslijest zawieziene i przuwiezione - to te dzieci
    maja duzo mniej nieobecnosci. Taka osoba nie palci za taksowek jak musi zawiesc
    dziecko do lekarza - a za oknem gradobicie, albo lekarz na drugim koncu miasta..
    Taka ososba nie placi kiedys w przyszlosci biletu mieisecznego .. Tak jak w
    moim wypadku - nie mam samochodu i zeby odbrac dzieckz przedszkola bede musials
    albo - zapisac do takiego przedszkola - ze zdaze komunikacja miejska ( a nie
    jestto proste) albo .. i tu bprzydal by sie samochod - bo jakbym go miala
    dziecko moglabym zapisac kolo siebie , kolo sowje pracy , ale tak nie moge - bo
    musze mu wtedy zafundowac dalejka droge z przesiadka itd.. co nie sluzy
    zdrowuiu dziecka. I Wakacje dorzsze- dojadz posiegem czy autobusem w rozne
    miejsca i dorzszy i trudniejszy...
    I mikawi - to nie jest ankieta - "Bez czego moga sie obyc dzieci z rozbutych
    rodzin" .
    Wiesz wypowiedzi "bo ja w dziecinstwie .,", czy Bo ja to chodzilam .. Wiesz
    Twoj moj dziadek moglby powiedziec , a ja nie mialaem , telefonu , koputerea,
    komotki, samochodu itd.. Da sie bez tego zyc.Jak to moj eks mawia "On mial
    jedna ksiazke- wiec po co malemu tyle kupuje?"
    A idac dalej:
    Czlowiek pierowtny - obchodzil sie bez domu , toalety i itd....

    Pozdrawiam
    mag
  • mikawi 02.04.04, 14:39
    mag, ale ja to WYRAŹNIE napisałam - że to nie o to chodzi, czytaj dokładniej i
    nie wkładaj w moje usta czegoś czego nie napisałam
  • justinka_s 02.04.04, 16:08
    Mikawi, jak napisze, że płace więcej bo dziecko zaraz napiszęsz mi, ze inaczej
    jak napisze, ze samochód bo dziecko, znowu problem
    jak napiszę, że wody więcej zużywam bo dziecko, znowu coś wymyślisz
    i na koniec będzie komentarz do mnie, że nie trzeba było sie decydować na
    dziecko
    chciałaś wyjaśnienia odnośnie opłat za mieszkanie to masz, więcej juz nie
    komentuj moich wydatków, ani czyichś innych, lepiej zajmij sie swoimi, niż
    wyrzucać komuś, ze źle gospodaruje kasą lub źle wylicza wydatki na dziecko,
    każdy ma swój sposób i przyjmij do wiadomości, ze może być inny niż twó
    bez kometarza reszta
  • mikawi 02.04.04, 14:37
    i jeszcze p.s. do justinki - płacisz za mieszkanie 500 zł (w tym czynsz do
    spółdzielni) i WSZYTSKO jest liczone tylko od metrażu? szczerze mówiąc
    mieszkała w kilku mieszkaniach i w żadnym czynsz nie był płacony w całości
    tylko od metrażu. Winda, wywóz śmieci i nieczystości też? odprowadzenie ścieków
    też? zaliczka na wodę - jeśli nie ma liczników też jest zryczałtowana od liczby
    osób, a jak są liczniki - dostajesz zwrot nadpłaty lub musisz dopłacić
  • mag_p 02.04.04, 14:48
    Mikawi - mieszkam w mieszakniu w ktorym wszsytko liczone jest od metrazu -
    nawet za ochrone tak placimy, wowoz smieci ityd..
    Na wode , prad itd.. mam liczniki - a owszem .
    Woda i cieplo rozliczane jest raz do roku - i tu jakwidzsz - bedac z dzieckiem
    place wiecej i to duzo...
    Wiecej prania, mycia, kapieli, itd....
    Wiecej gotoawnia (dla siebie prawie wogoel tylko weekedndy - dla malego
    codziennie....)
    Ogolenio sa takie mieszkania.
    Pozdrawiam
    Mag

  • mikawi 02.04.04, 15:21
    o.k skoro są to są, nie wiedziałam o tym i po raz pierwszy usłyszałam
    (przeczytałam smile o tym tutaj
  • mikawi 02.04.04, 15:46
    a tak jeszcze idąc tym tokiem - w końcu jak się płaci ogromny czynsz dlatego że
    wszystko liczone jest od metra, to tych metrów może być dużo, a przeciez nawet
    z dzieckiem niekoniecznie trzeba mieszkać na 70 m, można zamienić na 40 m
    dwupokojowe. I czynsz zmaleje.
  • mag_p 02.04.04, 16:04
    Mikawi
    1. Ktopowiedzial 70 metrow?
    2.Pamietaj ze sa sprawy ktore powoduja ze takie ruchy nie sa proste i wymagaja
    sporych nakaldow finasowych.....

    Duzo bym dala , zeby to bylo takie proste

    Pozdrawiam
    mag
  • mikawi 02.04.04, 16:10
    nikt nie powiedzial, podałam przykład - eksia jednej z macoch narzeka że musi
    płacić za 80 m2, ale sprzedac i kupić mniejszego nie ma zamiaru a 4 pokoje dla
    dwoch osób nie są chyba takie niezbędne?
  • mag_p 02.04.04, 16:32
    Not ot ona moze tak i robi.
    A dowiedzials sie czemu nie ma zamiraru sprzedac? Bardzo ronzie bywa i roznie
    to czasem wygdlad , sa czesm zaszlosci takie poszostawione przez odchodzaceg
    faceta, ze ta sprzedaz i zamiana nie jest latwa.
    Wiesz Facet nie zostawia mieszkania kobiecie- albo bardzo zadko. Bo to
    mieszkanie w polowie jest tej kobiet , a .. w moim przypadku to zostail
    OLBRZYMI dlug...


    Ja mam dwa pokoje.
    Pozdrawiam
    Mag
  • burza4 02.04.04, 11:31
    Jak charakter eks może wpłynąć? Może. proszę bardzo - służę przykładem. Moja
    ciotka jest z facetem od kilku lat. Oboje w wieku emerytalnym, facet rozstała
    się z żoną z 15 lat temu, choć formalnego rozwodu nie mają. Zostawił żonie dom,
    dzieci już wyposażył na życie mieszkaniowo itd, córka ma około 40-tki. I
    generalnie nie dziwiła się ojcu,wręcz cieszyła się, że na stare lata kogoś
    sobie znalazł; sama z matka miała średni kontakt, bo to ponoć upiorna baba,w
    domu było piekiełko. Relacje między ciotką a córką tego faceta były bardzo
    serdeczne, święta, wyjady na działkę itd. Aż tu kiedyś...

    Facet choruje na serce, trafił dość nagle do szpitala, szybka decyzja o
    operacji. I ta córka nagle wyskoczyła do ciotki z tekstem, że ona "na wszelki
    wypadek" zabierze samochód do siebie... pomijam już fakt, że samochód kupiła
    ciotka, a on po prostu go prowadzi, ale co to za podejście? że trzeba się
    zatroszczyć o swoje na wypadek, gdyby ojciec z tego nie wyszedł? Przecież
    ojciec już o nią zadbał, wybudował jej dom, urządził? Jestem więcej niż pewna,
    że gdyby ciotka mieszkała z nim we wspólnym mieszkaniu, to gdyby coś się stało,
    zostałaby na bruku. Na szczęście ma swoje i to on się wprowadził do niej.
    A cała sprawa wzięła się m.in. stąd że ta niedoszła "eksia" na wieść o chorobie
    mocno się zaktywowała i zaczęła córkę ustawiać...
  • mikawi 02.04.04, 14:06
    no właśnie, o to mi mniej więcej chodziło z tym wpływem eks, samo życie...
    zresztą o czym mowa, nie trzeba tykać eks żony, żeby się przekonac jak RODZINY
    reagują gdy jest scheda do podziału, najlepsi ludzie potrafią sie zmienić w
    hieny, walczące o swój kawałek, a co dopiero, gdy chodzi o drugą żonę ojca,
    która w zasadzie rodziną nie jest, więc tym bardziej zero skrupułów
  • limon_ka 02.04.04, 12:53
    Ale zboczył ten wątek od głównego pytania smile
    Jeśli była rodzina np 2+2, rodzice pracowali i wydawali na wspólne życie, to o
    ile zmiejszą się koszty utrzymania po wyprowadzce ojca? Odpada trochę jedzenia,
    własne wydatki, np. polisa osobista, trochę prądu i co jeszcze? Przecież nigdy
    alimenty nie zastąpią wyższej (tak jest w większości wypadków) pensji ojca.
    I dlatego najlepiej jeśli wszyscy zarabialiby dużo, wtedy stać byłoby
    wszystkich na odpowiednie życie - czygo sobie i wam życzę
  • mag_p 02.04.04, 16:07
    A na czynszu mozna zaoszczedzis wtedy 100 zl.....

    mag
  • konkubinka 02.04.04, 18:57
    Justinko nie rozumiem czemu w kazdym Twoim poscie chcesz odpierac moje ataki -
    nawet gdy ich zwyczajnie nie ma.Napisalam ze nie widze sensu ankiet - Ty w
    sumie tez tak to skwitowalas :kazdy ma inna sytuacje.
    Wytlumaczylas czemu czynsz na pol - powiedzmy , ze rozumiem.Przypomnialo mi sie
    takze , ze istnieja tbs-y , w ktorych oplaty i czynsz warunkowane sa od metrazu
    a metraz iloscia osob w rodzinie.Przypomnialo mi sie , ze sa takie
    mieszkania.Skoro musisz dowozic dziecko do szkoly - o.k.Nie zauwazylam tej
    zaleznosci co pisze Mag ze dzieci jezdzace komunikacja miejska wiecej choruja
    no ale coz...moze w srodowisku Mag tak wlasnie jest.Ja komunikacja miejska
    dowoze dziecko do innej dzielnicy od kilku lat , majac drugie male teraz ,
    dowoze na zajecia pozalekcyjne , do lekarza bo lepsi sa poza rejonem.Rowniez
    gdy pracowalam jezdzilam bardzo daleko , na drugi koniec miasta , a dziecko
    posylalam najpierw do zlobka, potem do przedszkola.I tak to wyglada u mnie -
    poprostu nie stac mnie na inne rozwiazania.Na samochod.Poza tym niestety jest
    cala masa takich kobiet , ktore nie moga tak jak Wy uzasadnic tych
    wydatkow.Nasza ex zazadala aby M dolozyl 3 tys do samochodu , ktorym wozic ma
    corke do szkoly.W tym samym czasie zapisala corke do szkoly pod domem i jak
    dotad moze pare razy sama ja odprowadzila.Przepisala ja do tej szkoly aby miec
    z glowy zaprowadzanie i odbieranie z niej dziecka.Kiedy wyszlo to na jaw , w
    pozwie o podwyzszenie alimentow napisala juz ze chce aby to ojciec pokrywal jej
    wydatki na benzyne poniewaz jezdzi samochodem z corka "na dzialke do
    przyjaciol".Mieszka w 46 metrowym mieszkaniu ze swoja matka - czynsz calkowity
    podzielila na pol z dzieckiem - nie wliczajac babci , a do tego dodala
    wyzywienie rowniez na pol z dzieckiem.Dokladnie te sama kwote.Przy czym dziecko
    jest u nas 1/4 miesiaca.Nie mowie juz o fakcie ze w wakacje otrzymuje cale
    alimenty w miesiacu gdy dziecko jest z nami.No i oczywiscie potrzeby tego
    dziecka wciaz wzrastaja wiec mozemy spodziewac sie ze za rok bedzie zjadalo dwa
    razy tyle co ona.
    No i jeszcze encyklopedia.....Bardzo duzo wydaje na jakas encyklopedie dla
    corki, ale corka nie ma pojecia o co chodzi...Ale to juz moja dygresja.
    W czasie gdy zasadzano mi alimenty mialam kompletnie inne wydatki.Moje dziecko
    ma teraz szesc lat.Nie uzywa pieluch , troche wiecej je , nie place za
    przedszkole , nie wynajmuje mieszkania.Tylko czekac jak tatus o obnizke wystapi.
    co do lekow jednak pisalabym wieksze kwoty.Powiem Ci Justinko tak przy okazji
    ze zainteresowalo mnie na jakich zasadach leczysz corke.Ja tez chodze do
    przychodni rejonowej ale kazdorazowa choroba syna to 60-100 zl a jest chory no
    srednio 4 razy w roku.Witaminy kosztuja wiecej - kupuje te musujace.Jakis
    syrop , wapno to nie tylko gdy choruje i lekarz przepisze leki.A zreszta....No
    i wcale nie wiem co robilabym gdyby nie bylo dzieci.Nie umiem sobie tego
    wyobrazic i pewnie dlatego wlasnie nie potrafie zrozumiec liczenia czynszu na
    pol .

    --
    mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
  • tata_malolata 02.04.04, 22:09
    Na początek - winien Wam jestem przedstawić swoje oszacowanie kosztów.

    1) wiek dziecka: 3,5
    2) miejsce zamieszkania: duże miasto wojewódzkie (ale nie Wa-wa)
    3) koszt czynszu przypadający na dziecko: 60
    4) media: 110
    5) przedszkole: ok. 200
    6) jedzenie: 300
    7) "pampersy": już nie dotyczy
    8) ubrania: 60
    9) lekarstwa, wizyty lekarskie (średnia np. z roku): 30
    10) książki, zabawki : 40
    11) wakacje, wyjazdy i inne sezonowe wydatki (średnia z roku): 80
    12) inne jednorazowe wydatki: 30
    13) inne (niż w p.5 wydatki edukacyjne: korepetycje, jezyki obce itp)): na
    razie brak
    14) dodatkowy komentarz: poniżej

    SUMA ok. 910 PLN

    Komentarz: oczywiście wydatki wahają się (np choroby/lekarstwa). Wszystkie
    podane tu liczby są oszacowane z pewnym "marginesem błędu" in plus. Np.
    jedzenie w przedszkolu zmniejsza obecnie koszty wyżywienia w domu. Uważam, że
    kwota podana tu jest REALNA.

    TERAZ WYJAŚNIENIE CZYM SĄ "MARNE OCHŁAPY".
    Przekazuję żonie do dyspozycji 450 PLN.
    Dlaczego tyle a nie inną kwotę?

    Przyjmując, że obecnie mieszka u rodziców pomijam część kosztów mieszkania i
    część opłaty za media (pozostawiam w kalkulacji część opłat za mieszkanie ale
    tak wogóle uważam, że koszty czynszu i mediów trudno wliczać w koszt utrzymania
    dziecka w sposób "proporcjonalny" bo primo: dziecko mieszka niejako "przy"
    rodzicach, secundo: czy nie grzałybym w domu w zimie gdybym mieszkał sam?)-
    szacuję z zapasem koszty utrzymania na ok. 800 PLN na miesiąc.

    Dlatego właśnie uznałem, że 450 PLN to pokrycie ok. 50% kosztów.
    Poza tym średnio wydałem jakieś 150 PLN miesięcznie w ostatnim półroczu kupując
    ubrania/buty zimowe, płacąc za recepty - co "uwolniło" mamę od tych wydatków.


    P.S.
    Jutro jak znajdę chwilkę napiszę tu podsumowanie/komentarz do Waszych
    odpowiedzi. Wątek się rozrósł i ciężko sie przekopać przez wszystkie wpisy.




















  • konkubinka 03.04.04, 12:25
    no to zebys mial wglad w calosc wypowiedzi zerknij takze na forum "macochy", bo
    i tam watek sie rozrosl, pozdrawiam i podaje link do dyskusji
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=11683024&v=2&s=0
    --
    mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
  • tata_malolata 04.04.04, 18:26
    Dziękuję wszystkim Paniom za odzew i wypełnienie "ankiety".

    Przegrzebałem się przez wszystkie posty i znalazłem w sumie 15 odpowiedzi.
    Zsumowałem tam gdzie było nie zsumowane, podzieliłem przez 12 tam gdzie były
    podane wydatki jednorazowe, uśredniłem do 250 zł gdy ktoś pisał np. między 200-
    300 zł.

    Teraz trochę statystyki:

    - najniższe oszacowanie: ok. 920 zł
    - najwyższe: 3730 zł
    - średnia: 1865 zł


    Komentarze i uwagi:

    1) LOKALIZACJA
    - aż 7 na 15 Pań odpowiadających było z Warszawy
    - średnia "warszawska" - 2066 zł
    - srednia "pozawarszawska" - 1398 zł

    (jedna osoba nie podała lokalizacji (chalsia) a zarazem podała kwotę najwyższą
    bo ok. 3730 zł więc ta statystyka jest trochę "kulawa")


    2) CZYNSZ i MEDIA
    Specjalnie wpisałem rubrykę na czynsz i media, sugerując wyliczenie średniej.
    Byłem ciekaw czy potraktujecie to w ten sposób. Tak się stało - tylko jedna z
    uczestniczek wyłączyła koszty czynszu pisząc, że gdyby była bez dziecka też
    musiałaby gdzieś mieszkać. Ja traktuję to podobnie - uważam, że czynsz nie
    powinien byc liczony. Media - niektóre tak (np. większe zużycie ciepłej wody,
    częstsze pranie, prasowanie) a niektóre nie (ogrzewanie "idzie" w zimie
    niezależnie od tego czy mieszkam sam czy z dzieckiem).

    Tak więc biorąc przybliżoną średnią z Waszych wpisów - ok. 350 zł za czynsz
    i "potrąceniu" jej zbliżamy się do kwot rzędu:

    - Warszawa: ok.1700 zł
    - kraj: ok. 1050 zł

    Te kwoty uważam za w miarę realne ale i tak "podbite" przez np. kwotę wpisaną
    przez jedną z uczestniczek: średnią miesięczną na dziecko w wysokości 500 zł na
    egzotyczne podróże. Bardzo to zacne, że dziecko ma zapewnione takie wakacje ale
    jest to potrzeba tzw. wyższego rzędu (patrz hierarhia potrzeb wg. Maslowa) więc
    właściwie nie powinna byc ujmowana w wyliczeniu rzeczywistych kosztw utrzymania
    dziecka.




    3) STOPA ŻYCIOWA A RZECZYWISTE POTRZEBY
    Jak już napisałem powyżej to dwie różne sprawy. To wspaniale, że komuś się
    dobrze wiedzie. Czy jednak dziecko jest w stanie "przejeść" 3730 zł lub w innym
    przypadku 3090 zł miesięcznie ? Nie wiem. Być może.

    Nasz miesięczny budżet domowy (dom: żona, dziecko i ja)wynosił ok. 3500 zł. Za
    te pieniądze mieszkaliśmy, jedliśmy, jeździliśmy na wakacje, kupowaliśmy meble,
    remontowaliśmy mieszkanie, kupowaliśmy ubrania itp. itd. Problemem może był
    brak możliwości odkładania oszczędności (nie bardzo udawało się odłożyć np. na
    większe mieszkanie) ale na codzień było "spokojnie". Naprawdę dało się żyć.
    Daje się żyć za znacznie mniejsze dochody - małżeństwa np. nauczycielskie (a
    znam takie) mają budżet rzędu 2500 zł. A czasem i więcej dzieci. Czasem jedno z
    małżonków nie pracuje, są wreszcie rzesze ludzi zarabiających po 800 zł. Tu na
    tym FORUM istnieje raczej niezbyt reprezentatywna grupa - po pierwsze sam
    dostęp do internetu oznacza że mamy raczej do czynienia z osobami z co
    najmniej "średniej półki", po drugie jak zauważyłem wcześniej dużo tu osób z
    Warszawy gdzie koszty utrzymania są wyższe ale i zarobki znacznie wyższe niż
    choćby w Radomiu, Zielonej Górze czy Suwałkach.


    Z pozdrowieniami
    Tata









  • chalsia 04.04.04, 22:39
    > powinien byc liczony. Media - niektóre tak (np. większe zużycie ciepłej wody,
    > częstsze pranie, prasowanie) a niektóre nie (ogrzewanie "idzie" w zimie
    > niezależnie od tego czy mieszkam sam czy z dzieckiem).

    Co do ogrzewania to zależy. Jak jest małe dziecko, to raczej grzeje się mocniej
    niż przy osobach dorosłych (oczywiscie jeśli jest taka możliwość technicznie).
    I piszę to z własnego doświadczenia (oraz na podstawie rachunków za gaz jakie
    płaciłam przed dzieckiem i z dzieckiem, tym bardziej, że ciepłą wodę i
    ogrzewanie mam na gaz).
    Czynszu w ogóle nie płacę. Ale nie zgadzam się, że z założenia czynsz nie
    powinien być liczony - vide dyskusja w wątku. Kwestia jest tylko kwoty - w
    pewnych sytuacjach jest tak, jak pisała Mikawi (czyli np. +60 zł za następną
    osobę w mieszkaniu) a w pewnych tak, jak pisała Mag - czyli od metrażu (czyli
    kobieta mieszka w większym mieszkaniu ze wzgledu na to, ze ma dziecko, bo sama
    zdecydowała by się na mniejsze).
    Jest jeszcze jedna kwestia związana z miejscem mieszkania (i wynikowo - z
    czynszem) - wiele kobiet "zostaje" w mieszkaniach, które przedtem razem z
    partnerem/mężem kupowali jako docelowe mieszkanie rodzinne. I po wyprowadzce
    faceta zostają z kosztami wyższymi (jeśli wszystko liczone od metrażu). A mając
    dziecko, zwłaszcza małe, zamiana (czytaj sprzedaż i kupno nowego) mieszkania to
    chyba najbardziej porąbany pomysł jaki można mieć (dodatkowo jesli ciągle wisi
    na nim kredyt). Oczywiście jest to do zrobienia, ale nie szybko.

    Pozdrawiam,
    Chalsia

    W ramach wyjasnienia - podpadam pod Warszawę.
  • justinka_s 05.04.04, 08:31
    ja ani Twoich ani nikogo innego odpowiedzi nie traktuję jako atak, tylko
    DYSKUSJĘ

    leki: moja córka przez rok jak mieszkam tylko z nią zachorowała jak pamiętam 3
    razy, wydałam raz na prywatnego lekarza 50 zł i te 3 razy na leki i niegdy te
    leki nie przekrczyły 50 zł ( moze moja lekarka się nie zna bo mieszka na wsi i
    przepisuje tanie lekitongue_out), witaminy kupuję w syropie, butelka za 9 zł wystarcza
    na ok. 1,5 mies.
    pozatym wizyty u lekarza nawet kontrolne za darmo

    mieszkanie: czynsz do spółdzielni liczony za metr ( mieszkam w 32 m2) , wywóz
    nieczystości śmieci, oświetlenien klatek, fundusz remontowy od metra 2, czynsz
    dla właścicielki liczony odpowiedni do metraży i stanu mieszkania ( stała
    kwota) , woda licozna za żużycie, nie wliczona do czynszu

    dlaczego liczyłam na pół? źle liczylam, powinnam jak napisałam potem liczyć 75%
    nie ma u mnie w mieście tbs- ów, nie am pomocy dla takiej samotnej matki jak ja
    ja wyprowadzilam się z niemojego domu po odejściu męża, ze byłam z dzieckiem
    nikt pokoju nie chciał wynając, zmuszona byłam wynając mieszkanie, TYLKO i
    WYŁĄCZNIE ze względu na dziecko

    często poruszano tu temat alimentów, moje zdanie, alimenty np. od ojca to min
    50% różnicy pomiędzy kwotą wydawaną obecnie przez matkę na podstawowe potrzeby
    minus to co wydałaby, gbyby nie miałą dziecka
    dlaczego minimum? bo zajmuję się dzieckiem gdy wracam z pracy, bo rezygnuję ze
    wszystkiego na jej rzecz
  • burza4 05.04.04, 10:22
    Drogi tato, zadałeś konkretne pytania, ja i inne dziewczyny odpowiedziałyśmy
    konkretnie wg twojego klucza. Ja nie wnikałam w sens takiech a nie innych
    pytań. Nie pytałeś o to, jakie kwoty są niezbędne do utrzymania dziecka,
    pytałeś konkretnie ile wydajemy na dzieci. Więc nie bardzo rozumiem twoje
    komentarze odnośnie np. wydatków na wakacje, tym bardziej, że zaznaczyłam, że i
    tak za wszystko płacę sama? Wiem, że nie jest to niezbędna potrzeba, ale tez
    nigdy nie liczyłam w tym zakresie na pomoc ojca. Więc po co zadajesz takie
    pytania, skoro w zasadzie nie uznajesz tego kosztu za zasadny?

    A wydaję tyle ile wydaję - z własnych, nie ukradzionych nikomu pieniędzy, bez
    alimentów od ojca i trochę mnie wkurza podejście typu "inni musza utrzymać
    rodzinę za 2500 zł". Wiem, że niektórzy muszą. I wiem, że da się przeżyć za
    kwotę o wiele mniejszą, bo tak tez zyłam - po prostu kiedyś połowę pensji
    odkładałam na większe mieszkanie, za resztę żyłyśmy tez zupełnie spokojnie.
    Zamiast zagranicą dziecko spędzało wakacje u babci na wsi i tez się dało,
    kupowałam wtedy rzeczy z innej, niższej półki.

    Ale przecież gdyby ci ludzie, którzy teraz mają 2500 zł na całą rodzinę,
    dysponowali kwotą dziesięciokrotnie wyższą, to nie wierzę, żeby nie wydawaliby
    na dzieci więcej, nie jedli lepiej, nie jeździli na bardziej egzotyczne wakacje
    i lepszym samochodem, czy choćby nie kupowali droższych ubrań?

    ja istotnie nie jestem reprezentatywnym przypadkiem, np. większość naszych
    znajomych posyła dzieci do prywatnych szkół, a to dodatkowo 1000 zł miesięcznie
    więcej...
  • chalsia 05.04.04, 11:36
    Tak jak Burza, nie jestem reprezentatywna. I mnie też wkurza takie podejście.
    Zyczyłabym wszystkim by się im lepiej działo. Ale w końcu co mnie to obchodzi,
    ze ktoś zarabia mniej, w kontekście tego ila JA wydaję. Mam wydawać mniej, bo
    Iksińskiego to drażni, bo go nie stać ?????? Litości.

    Ciekawa jestem kiedy w Polsce ludzie przestaną myśleć w TAKI sposób, który Tato
    tu zaprezentowałeś.

    Pozdrawiam,
    Chalsia

  • konkubinka 05.04.04, 14:47
    ja tez nie rozumiem.O to mi chodzilo jak pisalam , ze te ankiety nie maja
    sensu.TATA MALOLATA zadal pytanie ile kosztuje utrzymanie naszych dzieci.Nie
    dotyczylo ani jego sytuacji ani tego ile dostaja dzieci alimentow.Tak jak
    gdzies napisalam jakbym miala kase to co weekend jezdzilabym do disneylandu ,
    bo staram sie aby dzieci mialy wszystko czego pragna.To , ze nie chodze z małym
    co tydzień do kina , KOLORADO itp nie znaczy , ze oszczedzam .Oznacza to , ze
    nie mam , bo gdybym miala to bym wydawala.Dlatego wakacje w egzotycznych krajah
    sa wedlug mnie do pozazdroszczenia - ja ni emoge zapewnic narazie tego mojemu
    dziecku.Ale moi rodzice sa w stanie i co roku moj syn jest w innym kraju na
    wakacjach.W zeszlym roku byl we Wloszech i Hiszpanii, dwa lata temu w Belgii i
    Chorwacji.Chyba ze mam doliczyc jeszcze to co inwestuja dziadkowie?To co
    inwestuje ojciec w weekend , no bo jesli ma ochote to zabira go do pizzeriii ,
    na basen w Aquaparku.Moglabym tak jak napisalam opluc nakrzyczec na niego ze
    nie dal mi kasy do reki.Dalej nie rozumiem sensu ankiet tego typu i nie wiem o
    co TACIE MALOLATA chodzilo.No i jeszcze jedna rzecz, chyba nie w tym rzecz ile
    kosztuje dziecko tylko czy macie z byla zona ten sam poglad na wychowywanie
    dzieci .Mysle ze to TATE gryzie.
    --
    mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
  • kruszynka301 05.04.04, 16:34
    Hihi, tato_małolata, niestety, przypominasz mi mojego eks - ukończył AE w pierwszej 10-tce, uwielbia właśnie takie podsumowaniawink))))) Kiedy liczył codzienne wydatki co do 1zł....., ech, było minęło......

    Co do egzotycznych podróży (to pasja moja i mojego męża) eks ma zdanie, że jest to baaardzo niebezpieczne. Skończyło się w sądzie, gdzie został wyśmiany przez sędzinę i wręcz zapytany o posiadane wykształcenie.....
    Po powrocie z Egiptu zaczął przepytywać córę (2,5), nad jakimi morzami leciała (zdziwił się, że nie wiedziała, że nad Śródziemnym i Czerwonym).

    P.S.Córa zapytana, gdzie chce spędzić wakacje: w Chorwacji czy w Egipcie, powiedziała, że w Egipcie, bo krócej się jedzie. Zresztą - teraz ogląda jednocześnie Nemo i album z rafami koralowymi, więc czeka mnie nauka snurkowania z córą.

    A teoria Masłowa? No cóż, wszystko jest względne. Potrzeby wyższego i niższego rzędu są różne dla różnych ludzi.
    Jeżeli coś pamiętam z wykładów z socjologii, to chyba teoria Masłowa trochę już trąci myszką.....
  • tata_malolata 05.04.04, 20:54
    Hi hi zaczęło się jeżdżenie jak na łysej kobyle smile
    Ależ wyżyjcie się. Może Wam to coś pomoże ?
    Coś mi to poza tym przypomina. Bardzo TYPOWE.

    Po tej małej dawce "babskich złośliwości" trochę wyjaśnień serio:

    Primo: mój sondaż miał na celu zorientowanie się w rzeczywistych kosztach
    utrzymania małolata. Niestety próbka okazała się niezbyt reprezentatywna co
    wydaje mi się wyjaśniłem już dosć dokładnie. Czy miał sens ? Mimo wszystko miał
    skoro ktoś - a było to 15 osób - był tak miły i zgodził się na dyskusję. W
    końcu nie takie dyrdymały tu na tym Forum się pojawiają. Dzięki temu widać
    róznorodność poglądów, wymagań i oczekiwań od życia itp.

    Secundo: nie zazdroszczę nikomu ani nie potępiam za życie na wysokiej stopie.
    NAPRAWDĘ doceniam każdego kto potrafi pracą, przedsiębiorczością, mądrością i
    zdolnościami osiągnąć coś w życiu. I uważam, że ma prawo do korzystania z
    owoców swej pracy. Jako dziecko średnio zamożnego domu, zawsze jednak byłem
    uczony skromności i rozsądku w gospodarowaniu dobrami. To co wyniosłem z domu w
    połączeniu z doświadczeniami z mojego własnego żywota sprawia, że najbardziej
    jednak cenię tych ludzi, którzy potrafią mądrze odnosić się do więkzego czy
    mniejszego dorobku materialnego i potrafią to przekazać dzieciom. Znam niestety
    dwa przypadki dzieci (moich kolegów z domów o trochę wyzszym statusie
    materialnym), którzy trochę mają dziś zwichnięte życie. Dla kontrastu - ciekawe
    doświadczenie przeżyłem w życiu zawodowym - właściciel firmy w której
    pracowałem, człowiek mocno zamożny wychowywał swe dzieci tak by niczego nie
    brakowało ale zarazem skromnie - kieszonkowe było ale nie przesadne, dodatkowe
    fundusze dzieciaki dostawały za wykonanie pewnych prac, wakacje owszem - wyjazd
    zagraniczny ale na obóz harcerski lub kurs językowy, najstarszy syn samochód
    (używane twingo) kupił gdy miał 21 lat za zarobione przez siebie pierwsze
    pieniądze (a rodzice tylko dołożyli). Znam te dzieci i naprawdę nie maja
    przewrócone w głowach. Dziś już studiują - z sukcesami. Myślę że mają dobrą
    przyszłość przed sobą.

    Tertio: z Maslowa się bym nie śmiał, a jak masz coś lepszego chętnie poczytam.


    Aby zakończyć tak jak zacząłem - mała złośliwość na koniec: Cieszę się gdy
    czytam niektóre posty - wynika mi z nich, że moja ukochana była naprawdę
    skromną i mało wymagającą osobą !

  • chalsia 05.04.04, 22:57
    Jestem dziś w zaczepnym nastroju, więc sobie NIE odpuszczę skomentowania
    ponizszego. Czyżbys sugerował, że nie jestem skromna, gospodarna?? wink

    >Jako dziecko średnio zamożnego domu, zawsze jednak byłem
    > uczony skromności i rozsądku w gospodarowaniu dobrami. To co wyniosłem z domu
    > w połączeniu z doświadczeniami z mojego własnego żywota sprawia, że
    najbardziej
    > jednak cenię tych ludzi, którzy potrafią mądrze odnosić się do więkzego czy
    > mniejszego dorobku materialnego i potrafią to przekazać dzieciom.

    Ja dokładnie TAK SAMO. W związku z tym stać mnie na wiele bo potrafię
    oszczędzać (ale to też jest kwestia tego ile się zarabia) i przede wszystkim -
    nie jestem rozrzutna. I chcę w podobny, jak mnie (czy Ciebie), sposób wychowac
    swojego synka (w tym aspekcie). I będzie to dwa razy trudniejsze bo:
    - trudniej jest dziecku wytłumaczyć "dlaczego nie", skoro rzeczywistej
    przeszkody finansowej nie ma (ale jak widać po przykładzie Twojego byłego
    szefa - da się),
    - ojciec dziecka ma i będzie miał z synkiem regularny kontakt, a ma
    zdecydowanie bardziej "beztroskie" podejście do kasy a po za tym - co wynika z
    lektury wielu wątków - wychodzi na to, że dzieci "dochodzących" ojców czesto są
    przez ojców po prostu rozpuszczane "finansowo/podarkowo".

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • iberka 05.04.04, 21:15
    akiety nie wypelnie dokladnie ale robilam wyliczenie do sadu na
    rozprawe,wyliczenie zrobione z olowkiem i kartka i wyszlo mi wtedy 1230 zl z
    tym,ze obliczenie bylo w zimie kiedy zuzywa sie wiecej gazu <rachunek okolo 500-
    600 zl za 2 mce> w lecie jest to okolo 1100 zl.Alimenty przyznane to 350 i
    uslyszalam,ze 1000 zl to zaden sad mi nie przyzna nigdzie w kraju.do tej pory
    nawet 1 zl z tego nie zobaczylam a poki co mam na siebie i synka kwote 450 zl i
    za to musze nas wyzywic i ubrac.dokladam sie tez do oplaty raz za gaz,raz za
    prad ,bo korzystam.I jak patrze na te wydatki rzedu 2000 zl to plakac mi sie
    chcesad
    iza
  • edzieckokarenina 05.04.04, 22:01
    iberka napisała:

    > akiety nie wypelnie dokladnie ale robilam wyliczenie do sadu na
    > rozprawe,wyliczenie zrobione z olowkiem i kartka i wyszlo mi wtedy 1230 zl z
    > tym,ze obliczenie bylo w zimie kiedy zuzywa sie wiecej gazu <rachunek okolo
    > 500-
    > 600 zl za 2 mce> w lecie jest to okolo 1100 zl.Alimenty przyznane to 350 i
    > uslyszalam,ze 1000 zl to zaden sad mi nie przyzna nigdzie w kraju.do tej pory
    > nawet 1 zl z tego nie zobaczylam a poki co mam na siebie i synka kwote 450 zl
    i
    >
    > za to musze nas wyzywic i ubrac.dokladam sie tez do oplaty raz za gaz,raz za
    > prad ,bo korzystam.I jak patrze na te wydatki rzedu 2000 zl to plakac mi sie
    > chcesad
    > iza
    ***
    hej Iza,
    piszesz, że masz na siebie i dziecko 450 zł (przyznane-choć tak naprawdę
    niestety ich nie dostajesz). To rzeczywiście jest mało.
    Tylko, ze alimenty sąd przyznaje na dziecko (no chyba,że sie było mężatką, to
    sąd wtedy może też przyznać alimenty na ex-żonę).
    Ciepło pozdrawiam
  • edzieckokarenina 05.04.04, 22:13
    przepraszam za pomyłkę...
    masz przyznane 350 zł alimentów, a ja zrozumiałam na początku,że 450
  • iberka 06.04.04, 22:04
    a wiesz moze jak dlugo odzyskuje sie zalegle alimenty?pan X ma zaleglosc w
    kwoecie prawie 9 tys zlotych i jestem ciekawa jak dlugo bede wyszarpywac je z
    komornikiem <w tej chwli juz chyba nawet od funduszu>
    iza
  • edzieckokarenina 15.04.04, 09:28
    iberka napisała:

    > a wiesz moze jak dlugo odzyskuje sie zalegle alimenty?pan X ma zaleglosc w
    > kwoecie prawie 9 tys zlotych i jestem ciekawa jak dlugo bede wyszarpywac je z
    > komornikiem <w tej chwli juz chyba nawet od funduszu>
    > iza
    ***
    sorki-że z takim opóźnieniem odpowiadam,ale dopiero dziś przeczytałam...
    jak długo?-to zależy jak szybko komornik namierzy dochody Twojego ex(pensja,
    kasa na koncie bankowym, itp.).Jak "go namierzy" to już po miesiącu dostaniesz
    kasę.Najpierw dostaniesz listowne powiadomienie od komornika, gdzie namierzył
    ex i skąd będą ściągane pieniądze dla Ciebie.
    Iberka-czy Ty juz zgłosiłaś swoją sprawę do komornika?
    pozdrawiam
  • carlafehr 06.04.04, 08:05
    >
    > 2) CZYNSZ i MEDIA
    > Specjalnie wpisałem rubrykę na czynsz i media, sugerując wyliczenie średniej.
    > Byłem ciekaw czy potraktujecie to w ten sposób. Tak się stało - tylko jedna z
    > uczestniczek wyłączyła koszty czynszu pisząc, że gdyby była bez dziecka też
    > musiałaby gdzieś mieszkać. Ja traktuję to podobnie - uważam, że czynsz nie
    > powinien byc liczony. Media - niektóre tak (np. większe zużycie ciepłej wody,
    > częstsze pranie, prasowanie) a niektóre nie (ogrzewanie "idzie" w zimie
    > niezależnie od tego czy mieszkam sam czy z dzieckiem).
    >

    Z ogrzewaniem jest tak, że w zasadzie mając małe dziecko wydaje się na
    ogrzewanie więcej z tego względu, że chcemy, żeby dziecku było cieplej.
    Co do czynszu: sama nie płacę, ale mieszkam z mamą w jej domu i płacimy np raz
    w roku podatek od nieruchomości. Nie płaci go tylko moja mama ale również ja i
    mój syn. Gdybym mieszkała bez dziecka, płaciłabym połowę tego podatku, z
    dzieckiem płacę dwie trzecie. Myślę, że to samo może sie odnosić do tych mam,
    które mieszkają z rodzicami w mieszkaniu czynszowym. Często czynsz jest
    dzielony już w rodzinie na ilość osób, i skoro mama mieszka z dzieckiem, to
    musi się dołożyć do czynszu za dwie osoby. Wydaje mi się to całkiem sensowne,
    bo skoro korzystamy nieodpłatnie z czyjegoś mieszkania, to przynajmniej
    powinnismy dołożyć się do czynszu i opłat. Nie wiem też czemu niektórzy ojcowie
    oczekują, że to dziadkowie powinni pomagać wnukom a nie rodzice, a więc że np.
    koszty czynszu są mniejsze, bo się mieszka u rodziców, którzy "powinni"
    zapłacić najlepiej cały czynsz, albo podzielić się swoim obiadem.


    >
    > Te kwoty uważam za w miarę realne ale i tak "podbite" przez np. kwotę wpisaną
    > przez jedną z uczestniczek: średnią miesięczną na dziecko w wysokości 500 zł
    > egzotyczne podróże. Bardzo to zacne, że dziecko ma zapewnione takie wakacje
    ale
    >
    > jest to potrzeba tzw. wyższego rzędu (patrz hierarhia potrzeb wg. Maslowa)
    więc
    >

    tu się akurat z Toba zgadzam

    > właściwie nie powinna byc ujmowana w wyliczeniu rzeczywistych kosztw
    utrzymania
    >
    > dziecka.
    >

    Nie powinna być ujmowana w wyliczeniach dla sądu (chyba że obojga rodziców na
    to stać) ale dla Twojej informacji, czy dla kogokolwiek innego są to
    rzeczywiste koszty.

    Pzdr.
    Monika
  • kruszynka301 06.04.04, 22:42

    > > Te kwoty uważam za w miarę realne ale i tak "podbite" przez np. kwotę wpis
    > aną
    > > przez jedną z uczestniczek: średnią miesięczną na dziecko w wysokości 500
    > zł
    > > egzotyczne podróże. Bardzo to zacne, że dziecko ma zapewnione takie wakacj
    > e
    > ale
    > >
    > > jest to potrzeba tzw. wyższego rzędu (patrz hierarhia potrzeb wg. Maslowa)
    >
    > więc
    > >
    >
    > tu się akurat z Toba zgadzam
    >
    > > właściwie nie powinna byc ujmowana w wyliczeniu rzeczywistych kosztw
    > utrzymania
    > >
    > > dziecka.
    > >
    >
    > Nie powinna być ujmowana w wyliczeniach dla sądu (chyba że obojga rodziców na
    > to stać) ale dla Twojej informacji, czy dla kogokolwiek innego są to
    > rzeczywiste koszty.
    >
    > Pzdr.
    > Monika

    Powyższa kwota 500 zł na podróże to kwota, którą przy planowaniu wyjazdu bierzemy z mężem pod uwagę. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby nie brać dziecka ze sobą, kiedy wyjeżdżamy - a naprawdę luybimy zwiedzać. Co 2 tydzień wyjazd na Słowację, Czechy, lub w góry, bilety wstępu, restauracja, dodatkowo wyjazd na wakacje - wychodzi 500 zł-m-c. Koszty wycieczek malucha bierzemy pod uwagę, niezaleznie od tego, ile dostaję alimentów - a dostaję 300 zł, i nie zamierzam tej kwoty podnosić.
    Absolutnie nie jest to kwota dla sądu, ale jeśli było o koszty utrzymania, no to ją podałam.
    Zresztą - wyliczenie alimentów zrobiliśmy w sposób następujący: poszłam do sądu, spytałam się, ile sąd przyznaje na niemowlaczki (200-400), powiedziałam o tym eks i ustaliliśmy wspólnie 300 zł. Bez rozprawy, bez komentarzy typu dużo-mało, czy wręcz "nędzne ochłapy". Nigdy - aż do tej pory - nie liczyłam kosztów utrzymania dziecka.
    pozdrawiam
  • carlafehr 08.04.04, 20:22
    kruszynka301 napisała:

    >
    > Powyższa kwota 500 zł na podróże to kwota, którą przy planowaniu wyjazdu
    bierze
    > my z mężem pod uwagę. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby nie brać dziecka ze
    sob
    > ą, kiedy wyjeżdżamy - a naprawdę luybimy zwiedzać. Co 2 tydzień wyjazd na
    Słowa
    > cję, Czechy, lub w góry, bilety wstępu, restauracja, dodatkowo wyjazd na
    wakacj
    > e - wychodzi 500 zł-m-c. Koszty wycieczek malucha bierzemy pod uwagę,
    niezalezn
    > ie od tego, ile dostaję alimentów - a dostaję 300 zł, i nie zamierzam tej
    kwoty
    > podnosić.
    > Absolutnie nie jest to kwota dla sądu, ale jeśli było o koszty utrzymania, no
    t
    > o ją podałam.
    > Zresztą - wyliczenie alimentów zrobiliśmy w sposób następujący: poszłam do
    sądu
    > , spytałam się, ile sąd przyznaje na niemowlaczki (200-400), powiedziałam o
    tym
    > eks i ustaliliśmy wspólnie 300 zł. Bez rozprawy, bez komentarzy typu dużo-
    mało
    > , czy wręcz "nędzne ochłapy". Nigdy - aż do tej pory - nie liczyłam kosztów
    utr
    > zymania dziecka.
    > pozdrawiam

    Kruszynko, ja absolutnie nie kwestionowałam zasadności Twoich wydatków na
    dziecko. Sama gdybym mogła, wydawałabym więcej niż wydaję a wydaję i tak raczej
    niemało. Chodziło mi o to, że takie podróże (i takie sumy w związku z tym) nie
    są potrzeba podstawowa i o ile tatuś sam nie jeźdxi na Kanary na urlop to po
    pierwsze nie do przeforsowania w sądzie a po drugie trochę nie fair wobec eks,
    o ile wiąże się to z roszczeniami wobec niego, a jego nie bardzo stać.
    Zaznaczyłam jednak, że te wszystkie wyliczenia to nasze rzeczywiste wydatki na
    dziecko.
  • ann_mart 08.04.04, 13:42
    No dopiero teraz tu dotarłam po chorobie, więc teraz piszę:

    Tak jak już tu zauważono - nie pytałeś nas za jaką sumę można dziecko utrzymać,
    tylko ile wydajemy na dziecko. A wydać można mniej, jak się nie ma lub nie chce
    lub więcej jak się ma i chce.
    >
    > Komentarze i uwagi:>
    > 1) LOKALIZACJA
    > - średnia "warszawska" - 2066 zł
    No cóż, to nasza sredni wypada poniżej, prawdę mówiąc myślałam, że będzie
    inaczej.
    > 2) CZYNSZ i MEDIA
    > Zastanawiałam się czy można dzielić. I w sumie stwierdziłam, że jednak tak,
    bo:
    bez dziecka moglibyśmy mieć znacznie mniejsze mieszkanie (szczególnie jakbym
    była sama, wystarczyłaby mi kawalerka), decyzję o zakupie tak dużego mieszkania
    podjął w zasadzie mój mąż (a po ewent. rozstaniu ja bym musiała za nie płacić w
    całości, mąż nie zgodziłby sięna zamianę na mniejsze, bo "dobro dziecka", a
    mieszkanie jest wspólne, więc sama bym go nie sprzedała. Zatem bez dziecka
    kosszty utrzymania mieszkania byłyby właśnie o 1/3 niższe.

    > 3) STOPA ŻYCIOWA A RZECZYWISTE POTRZEBY
    Nasz miesięczny budżet domowy (ja, mąż i syn) wynosi X x 3500 zł. Za
    > te pieniądze mieszkamy, jemy, jeździmy na wakacje (gdybym uwzględniła syna w
    naszych podróżach, średnia miesięczna wyszłaby znacznie wyższa, przypuszczam,
    że o ok. 1000 zł, ale na razie z nami nie jeżdzi bo za mały na miejsca, w które
    jeżdzimy.

    > Daje się żyć za znacznie mniejsze dochody
    Daje się - akurat nasz standard jest wyznaczony dochodami głównie mojego męża,
    więc jest niewątpliwie wyższy. Ale, właśnie też poglądy mojego męża w duzym
    stopniu wyznaczają poziom wydatków na dziecko ("nie będę na nim oszczędzał") I
    w sytuacji ewentualnego rozstania, ja nie byłabym w stanie sama takiego
    standardu zapewnić. A czy on byłby skłonny to zrobić? Musiałby pokrywać ponad
    50% kosztów, czyli jakieś 1000 zł. Przy jego dochodach to niedużo. Ale może
    chciałby standard obnizyć i płacić np. 500 zł. To rzeczywiście w jego przypadku
    byłyby "marne grosze", (podkreślam - w jego przypadku), nawet nie 10% dochodu.
    I uważałabym takie obniżenie za nie w porzadku, własnie ze względu na to, że
    poziom życia dziecka on głównie wyznacza oraz ze względu na poziom jego
    dochodu. A zapewniam Cię, że tych pieniędzy, nawet jeżeli nie wyadałbym na
    bieżąco, nie wydałabym na siebie - załozyłabym konto dziecku, choćby na
    edukację.
    Nie bardzo rozumiem co starałeś się udowodnić - czy wiedzieć - ile my wydajemy
    czy jakie są minimalne (a może średnie) koszty utrzymania?

    P{ozdrawiam
    Anka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.