Dodaj do ulubionych

Rozwod?Prosze poradzice!

04.12.12, 04:43
Jestem z moim mezem od prawie 10 lat. Mamy 6 letniego syna, ktorego kocham ponad wszystko. Z mezem bylo tak sobie od samego poczatku. Chyba zawsze wiedzialam, ze bedzie ciezko, ale jakos myslalam, ze damy (lub dam) rade, a ponadto nigdy nie sadzilam, ze stac mnie na cos wiecej. Mam bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci. Wydawalo mi sie zawsze, ze bede szczesliwa, jezeli ktokolwiek sie mna zainteresuje. Jak to czytam, to wstyd mi bardzo, ale tak jest i tak bylo. PO prostu gdzies juz taka jestem niepewna siebie i zakompleksiona i mysle, ze jestem nic nie warta. Wiec kiedys spotkalam mojego meza myslalam, ze choc moze bedzie ciezko, ale razem damy rade i stworzymy fajny zwiazek, ze bedziemy sie wspierac, ze nawzajem bedziemy dla siebie podpora. Z roku na rok jest coraz gorzej. Nie sypiamy ze soba juz od prawie 1.5 roku. Ja jestem zalamana, marzylam o drugim dziecku, ale to juz sie raczej nie wydarzy. Placze jak to pisze.
A co sie konkretnie wydarzylo? Trudno mi powiedziec. Najkrocej mowiac nasze malzenstwo po prostu umarlo. Moj maz nigdy nie lubil duzo mowic, a ja chyba potrzebowalam kogos kto by mnie wykochal za wszystkie czasy i jakos dowartosciowal. Wydaje mi sie, ze na pewno bylam zbyt wymagajaca, za duzo od niego chcialam moze, chcialam uwagi, chcialam po prostu milosci. Sama nie wiem. Jestem juz tak zakrecona. W kazdym razie nie rozmawiamy juz ze soba w ogole, oprocz spraw domowych, a i to w najwiekszych skrotach. Nasze rozmowy dzienne ograniczaja sie moze do paru zdan i to zawsze w warczacym tonie. Jest miedzy nami tyle napiecia i wrogosci. Nie wiem czyja to wina. Na pewno nas obojga i oboje nie umiemy znalezc na to rady.

Odeszlabym od niego zaraz, gdyby nie dziecko i nie wspolny dom. On nawet jesli wie, ze siedze obok i placze, to nie podejdzie, nie zagada, nie reaguje wcale. Wiem, ze mam trudny charakter, ale co mam zrobic? Mam isc sie utopic? Nawet bym moze i poszla sie utopic, ale jest dziecko.

Pisze po to, zeby zapytac Was o rade, co mam zrobic? Rozmowa z nim nie ma najmniejszego sensu, poniewaz on nie chce rozmawiac, albo co najwyzej powie, ze jesli jest mi zle, to powinnam sie w takim razie tak zachowywac, zeby bylo dobrze. Mam ochote wtedy skoczyc z mostu. On jest taki zimny dla mnie. Czuje sie tak jakbym byla w szachu macie. Jesli zostane w tym malzenstwie dluzej to cokolwiek jeszcze zyje we mnie umrze. Jesli zdecyduje sie na rozwod, to zostane sama, bez domu, bez pieniedzy. Boje sie, ze nie dam sobie rady, ze bede zalowac swojej decyzji, wiem, ze to glupio zabrzmi, ale boje se, ze on sobie zanjdzie kogos i bedzie szczesliwy, ze okaze sie, ze moze mialam skarb i stracilam go. Ze bede sama i samotna. Wyobrazam sobie, ze bede tak jak ta laska z Placu Zbawiciela - zalosnie samotna i bezradna. Ale znow z drugiej strony wiem prawie na 100 procent, ze jedyne co mnie moze czekac w tym malzenstwie to po prostu trwanie w tym beznadziejnym ukladzie. Nie widze wyjscia, nie widze swiatla w tunelu. Mialam tyle marzen o malzenstwie.

Gdzies tam w glowie wyobrazam sobie, ze rozmawiamy ze soba, ze przeciez musi cos byc miedzy nami, ale kiedy tylko on wchodzi do domu jest stres, spiecie, napiecie, jak wychodzi to czuje ulge i wtedy jest ok.

Dziewczyny, poradzice mi, co jest straszniejsze: tkwienie w takim zwiazku, czy samotne zycie z dzieckiem? Tak bardzo nie chcialabym skrzywdzic mojego dziecka.
Edytor zaawansowany
  • oliwija 04.12.12, 07:40
    miałam podobnie.... tez chcialam zeby mnie ktos pokochał .... tak sie stalo , pojawilo sie dziecko... zaczeło byc zle bardzo żle, wybaczylam zdrade- wydawało mi sie ze to moja wina, bo bardziej kochaąłm i kocham córke. Kiedys poznałam dziewczyne, która mi powiedizala coś bardzo madrego- jesli nie kochasz faceta lub nie widzisz ze jest szansa na to aby było fajnie lepiej to zostawic to w diabły, dziecko bedzie szcześliwsze jak bedzie widzialo ze rodzice sa , kochaja je . nie musza byc razem na siłe bo sie pozabijaja. Wzrastanie w takim domu to koszmar.... ja tak miałam, sta moje wszytskie problemy. Nawet teraz kiedy moi rodzice sa 40 lat po slubie mama powaznie chora ojciec jest zlośliwy wredny itd.... na szcześie nie mieszkam z nimi. czasami jak tam chodze to wspolczuje za kazdym razem mamie ze musi sie z nim uzerać.

    Nie powiem ci co masz zrobic... ja bym odeszła, wystapila o roazwod bez orzekania o winie.
    --
    :_
  • zuzanna322 04.12.12, 13:21
    Dziekuje Ci bardzo. Ja przespalam sie z ta mysla po raz kolejny. I dzis rano wydaje mi sie, ze zrobie tak: poniewaz najbardziej boje sie tego, co bedzie, czy nie bedzie gorzej, itp., pojde do kogos (do adwokata np.) zeby realnie ocenic, co moze mnie spotkac, z czym mam sie liczyc, na co sie przygotowac. Moze im wiecej sie dowiem o tym, co naprawde moze byc po drugiej stronie, tym mniej bede sie bac decyzji o rozstaniu. Bo to, ze ten zwiazek nie ma juz przyszlosci, jest dla mnie prawie pewne. Najlepszym dla mnie znakiem, ze czas sie rozejsc jest wlasnie to, ze jak go nie ma w poblizu, to mam dobry humor i jakos wiecej energii, a jak on pojawia sie, to wszystkie dobre emocje znikaja. U mnie w domu niestety tez nie bylo dobrze, ale moja mama nigdy nie zdecydowala sie na rozwod. Dzis zyja razem, ale osobno, jak dwoje obcych, kazde w swoim pokoju, kazde w swoim swiecie, dzien dobry, dowidzenia, dziekuje, ale w powietrzu chlod.

    Licze sie z tym, ze to efekty dorastania w takim domu daja o sobie znac, ze to cala gama roznych gierek, mechanizmow obronnych itd. Licze sie z tym, ze byc moze duzo jest moja wina, bo w zwiazek wnioslam jakis niedobry obraz tego, jak ma byc w domu. Ale tego wlasnie chce zaoszczedzic dziecku. Nie chce, zeby moj syn kiedys myslal, ze tak ma wygladac malzenstwo.

    Dziekuje serdecznie za odpowiedz.
  • oliwija 04.12.12, 14:01
    co cie spotka z drugiej strony przekonasz sie w trakcie sprawy rozwodowej na sali sadowej itd.....

    mozesz faktuycznie sie tylko przygotowac na to co moze cie spotkac.

    zyczę ci duzo wytrwałości. Jam masz ochote napisz do mnie na priwa coś ci poradze.... nie o wszytskim moge tu pisac- licho nie spi,
    --
    gdyby nie kobiety, koniec świata dawno byłby już za nami
  • danaide 04.12.12, 14:33
    No zupełnie chyba nie to forum, ale miło że wpadłaś i nam zaufałaś. Może zrobisz "wytnij wklej" i wrzucisz to jeszcze na eksperckie "forum rodzinne"?

    Ja mam trochę inaczej z poczuciem wartości. Wiedziałam jedno, mówiono mi drugie, przy czym zależy co kto mówił, wydarzało się trzecie. Ale w takiej sytuacji jak Ty nie byłam i nie zazdroszczę. Sama jestem osobą, która zdecydowanie woli być sama niż w złym towarzystwie, ale do tego trzeba pozytywnego doświadczenia samotności (jako coś budującego a nie rujnującego), względnej małej stabilizacji, silnego charakteru i jeszcze paru innych rzeczy.

    Natomiast długo siedziałam w matni i wychodziłam nawet na oczach dziewczyn z tego forum. Wg mnie taka osoba jak Ty musi po prostu wykonać kolosalną robotę nad sobą. Tobie jest potrzebny psycholog, terapia, praca nad poczuciem własnej wartości, asertywnością, wykorzenieniem złych nawyków z domu rodzinnego, sama zobaczysz co jeszcze wyjdzie w praniu.

    No, żyjecie jak żyjecie. Jeśli facet Cię nie wykopał z domu, to jest nadzieja. Jeśli nie na szczęśliwe małżeństwo to może na zgodną kohabitację. Ja nie wiem czy to możliwe, ja tak sobie gdybam, bo nie byłam w sytuacji, że jak nie dom to pod most. Nie wiem co potrafisz, co robiłaś w życiu - mówię o Twojej niezależności ekonomicznej. Na te pytania sama musisz sobie odpowiedzieć. Nie wiem jakie mechanizmy uruchomiłyby się w Tobie gdybyś odeszła, czy byś utonęła czy wypłynęła.

    Faceci nie zawsze lubią/chcą rozmawiać. Przy czym ten sam facet może chcieć rozmawiać z kimś innym o tym, choć nie z Tobą. Zaproponuj terapię. Żebyście wiedzieli czy macie co ratować, a jak nie to jak to poukładać.

    I szukaj odpowiedzi na pytania: kim jestem i czego chcę. Potem to tylko kwestia jak to osiągnąć. Są psychologowie, książki, fora. Szukaj szukaj ąż znajdziesz.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • danaide 04.12.12, 14:37
    Jeszcze raz przeczytałam. Z kruka orzeł nie wyrośnie, nie wiem co nim kieruje, że siedzi z Tobą w takim związku, ale wiele ludzi (chyba) tak ma. Żal. Więc nie płacz, że boisz się, że będziesz jak dziewczyna z filmu, bo w pewnym sensie już taka jesteś, z nim czy bez niego. Jeśli zaczniesz pracować nad sobą, to przestaniesz taka być, z nim czy bez niego.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • nieistotne74 05.12.12, 06:30
    przeczytałam z uwagą Twój post i mam odmienne zdanie od Pań, które namawiają Cię na rozstanie... chciałabym żebyś poznała i moje zdanie... jeśli jesteś nim zainteresowana daj namiar na priv a napiszę do Ciebie wieczorem.... serdecznie pozdrawiam Joanna

  • zuzanna322 05.12.12, 18:39
    Jestem Ciekawa Twojego zdania, ale nie mam priva. Dawno nie bylam na tej stronie. Jak sie zaklada swoj priv? Nie mozesz mi napisac tutaj?

    A innym dziewczynom bardzo dziekuje. Wiem, mysle, ze przydalaby mi sie jakas terapia, jakas rozmowa, wiem, ze to od siebie powinnam zaczac, ale tu sie wlasnie wszystko zasadza, ze nie wiem juz, co jest ze mna nie tak, a co jest z ta sytuacja nie tak, nie umiem rozgraniczyc, co jest moja wina, a co jest poprostu jakas wina jego, czy ogolnie moze taka sytuacja, z ktora nie moge sie pogodzic.
  • oliwija 05.12.12, 18:55
    Zuza... nie obwiniaj sie o wszystko.... zawsze wina lezy po obu stronach. Nie ma tak ze tylko i wyłacznie jedna strona jest winna, no czasai tak faktycznie ejst ale ja sądze ze TY ze Wy nie jesteście tym przypadkiem.
    Idz do psychologa, powiedz o co chodzi-powinien pomoc.
    Zacznij mysleć egoistycznie o sobie, o tym ze teraz tobie ma byc dobrze. wogole od poczatku powinno sie tak myślec. Nie powinno sie dawac soba manipulowac, dac zastraszac itd...

    to wszystko jest trudne nawet bardzo. Jesli Ty nie widzisz przyszłości, ze uda sie ci przekonać meza do zmiany zachowani postepowania, jesli Ty nie widzisz siebie w tym zwiazku to wfg . mnie nie ma sensu dłuzej tyego ciagnac. Nawet dla tzw. dobra dziecka

    Uwierz mi dziecko skorzysta jeśli sie rozstaniecie na poziomie i nie bedziecie walczyć dzieckiem. to takze nie jest łatwe, ale do zrobienia.

    mozesz posłuchać osob , które mówia ci ze robisz krzywdę dziecku rozstając sie z jego ojcem,ze to nie wypada itd....

    Musisz posłuchac swojego rozumu i serca.

    Powiem tak ja rozstajac sie z ojcem mojaj córki nie miałam pracy, żadnych oszczedności. mialam tylko mieszkanie - swoje. Postanowiłam,ze nie dam dalej sobą i dzieckiem maniuplowac, rozstalm sie i to byla najlepsza decyzja w moim zyciu.



    a priw? to skrzynka pocztowa... mozesz mieć konto pocztyowe - email tu na gazecie lub gdzie indziej



    moj priw to oliwija@gazeta.pl


    ogolnie to jest nick@gazeta.pl


    ale mozesz napisac z innego konta. pozdrawiam
    --
    www.cats.alpha.pl/catdesigns/animations/anim33.gif
  • zuzanna322 05.12.12, 19:14
    Juz rozoumiem! Dzieki. Zaraz podam moja skrzynke, tylko sobie zaloze. smile Dzieki!
  • danaide 05.12.12, 23:17
    U mnie też wina była wyłącznie po mojej stronie, coś nie tak było wyłącznie ze mną.
    Nikogo nie namawiam na rozstanie. Namawiam natomiast na pracę nad sobą, szukanie siebie, patrzenie na siebie i swoje potrzeby, otwieranie oczu.
    Sama prosiłam eksa o pójście na wspólną terapię - nie chciał o tym słyszeć, bo przecież problem jest we mnie!

    Podobnie jak oliwija - w tym przypadku, z tym egzemplarzem, układ był dalej nie do zaakceptowania.

    A decyzja była jego! W zmianie jego stanowiska na pewno pomogła zmiana nastawienia jego mamusi. Tym lepiej dla mnie, mam czyste sumienie - przecież PRÓBOWAŁAM WSZYSTKIEGO =) - i nie tkwię w czymś bezsensownym.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • zuzanna322 05.12.12, 19:21
    OK, moj priv to zuz322@gazeta.pl
  • lena1182 26.12.12, 18:52
    jestem po rozwodzie , bylam z mezem 2 lata w separacji , pozniej rozprawa ...bylo ciezko , pelno watpliwosci , czy dam rade , czy dobrze robie , 2dzieci ,bez mieszkania ,ale zaryzykowalam ,nie bylo latwo ,ale wiesz co,kobiety maja tyle sily w sobie jak nikt inny .Jesli masz trwac w czym co dawno sie juz wypalilo to tylko strata czasu .Z tego co pisalas to twoj maz faktycznie malo interesuje sie twoja osoba . Obecnie jestem zareczona z cudownym facetem , ktory pokochal moje dzieci jak swoje , udalo mi sie wyremontowac mieszkanie , nie zaluje tego , teraz jest cudownie .Trzymam kciuki smile)) dasz rade zobaczysz smile
  • todilla 01.01.13, 17:57
    Kochana, dobrze Ci tu radzą - psychoterapia. Z takim nastawieniem do świata i do ludzi, nawet mając księcia z bajki za męża nie będziesz szczęśliwa. Nie narzucam Ci mojego rozwiązania, ale ja bym zrobiła tak. Powiedziałabym mężowi, że czuję się bardzo nieszczęśliwa i podejrzewam, że jemu też nie jest dobrze w naszym związku. Nie obwiniam o to jego, ani siebie, ale zamierzam podjąć terapię, żeby się zorientować co jest nie tak, co można naprawić. Zaproponowałabym wspólną terapię, ale jeśli nie, to samodzielnie. Uprzedziłabym, że terapia prowadzi do przemian i jeśli on chce, by ten związek nadal istniał, to będzie musiał te zmiany przyjąć, a nawet wspierać i akceptować. Jeśli trudno Ci to powiedzieć mu w twarz, to napisz list. Nie kajaj się, nie proś o łaskę. Masz prawo być szczęśliwa i walczyć o siebie. Pozostaw mu pole do swobodnej reakcji. Określając się, on też siłą rzeczy będzie musiał mieć jakąś refleksję nad swoim i Waszym życiem. Nie rozpoczynaj rozwodu będąc w takim dołku. Najpierw zadbaj o swoje wnętrze, podbuduj się i zobacz, co dalej się wydarzy. Daj sobie te 10 miesięcy czy rok. Rozwieść zawsze się zdąży, a może nie będzie takiej konieczności, czego Ci życzę. Pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.