Dodaj do ulubionych

I nie wiem, co dalej :(((

01.10.04, 22:51
Wydawało mi się, że będzie to miłość na całe życie. Wydawało mi się,
że dokonałam dobrego, mądrego wyboru. To dla niego rzuciłam całe swoje
dotychczasowe i uporządkowane życie. Temu jednemu, jedynemu mężczyźnie
chciałam dać tak zwyczajnie, najzwyczajniej w świecie całe moje życie.
Dziś, patrząc z perspektywy tych zaledwie trzech lat nie mam już tej
pewności. To miała być miłość na całe życie, miłość która miała wszystko
przezwyciężyć. Zapłaciłam za naiwność miesiącami życia w związku pozbawionym
miłości, ciepła, zaufania. Trochę bałam się tej miłości. Ja: humanistka,
zakochana w poezji, domatorka z ograniczoną liczbą choćby znajomych. I on:
zadeklarowany informatyk, dusza towarzystwa, traktujący obowiązki domowe jako
zło konieczne i uciekający przed świętami. A jednak. Rozwiewał wszystkie moje
obawy i pobraliśmy się. Pół roku po ślubie zaszłam w ciążę. Przechodziłam ją
źle. Oddalaliśmy się od siebie. Pojawiły się problemy finansowe, problemy w
pracy. Nawet nie kłóciliśmy się. On przychodził zmęczony późno z pracy i
zapadał w sen. Początkowo próbowałam coś zrobić, doprowadzona do
ostateczności krzyczałam. Nic to nie dało. Urodziłam synka. Na trzy miesiące
pojechałam do innego miasta, do mamy. Przyjeżdżał rzadko, ja byłam ciągle
zmęczona. Kuba wiecznie wisiał przy piersi, na brzuchu wisiała skóra po
ciąży, nie od razu zrzuciłam te 15 kg.
Wróciłam do niego, do wynajętego mieszkania. Nadal w zasadzie nie
rozmawialiśmy. Nie chodziliśmy do łóżka. Nie mogłam, ból był zbyt duży. A on
nie nalegał. Przeniósł się do innego pokoju podczas gdy ja spałam w jednym
łóżku z synkiem. Nie zajmował się dzieckiem. Było „nieinteraktywne”, nie
można było się nim pochwalić przed kolegami. „Z czego się cieszysz?” – pytał.
Lekarze podejrzewali u Kuby chorobę. Jeździłam z nim na konsultacje,
nocowałam wtedy u mamy i z reguły zostawałam na kilka, kilkanaście dni. A on
wpadał na weekendy.
Przyszły wakacje tego roku. Pojechałam z Kubą na wieś. I tam się
dowiedziałam. Przypadkiem i w zasadzie bez powodu. On miał kochankę. Od wielu
już miesięcy. Starszą ode mnie 10 lat. Doświadczoną, chętną, bez zahamowań.
Czułam się przybita, jak zawsze wtedy, gdy wpadniemy na trop zdrady ukochanej
osoby. To jedna z tych klęsk serca, które zawsze doprowadzają do rozpaczy.
czy chciałam ratować to małżeństwo? Bardzo. Ostatecznie to temu mężczyźnie
przyrzekałam i w zasadzie to wydawało mi się, że jak Kuba podrośnie, jak
zmieni pracę, jak ja wrócę do pracy.... Poza tym bałam się zmian, nie
chciałam wracać do dawnego życia. I tu kolejna niespodzianka: „Ja się bardzo
przy niej rozwinąłem seksualnie” Dobry Boże. Ja wiem, że różnie można bawić
się w łóżku. Akurat tam nie lubię monotonii. Ale bicie kablem aż do krwi?
Wkładanie kawałka imbiru w odbyt, przekłuwanie igłami piersi, wbijanie 60
igieł w pośladki? Podpinanie do prądu? Dwie kobiety aktywne względem siebie
i mój mąż? Nie umiem, nie mogę, nie chcę. Mój mąż nie potrzebował
zrozumienia. Nie spotykał się po to, żeby rozmawiać. Spotykali się po to,
żeby tak się bawić, Choć nie wiem, czy istnieje odpowiednie słowo mogące
oddać to, co razem robili.
Mimo to... postanowiłam wrócić. Myślę, że nie potrafię być sama. By
istnieć naprawdę potrzebuję bliskości drugiego człowieka. Ileż łatwiej byłoby
nie kochać i ze spokojem oczekiwać nadchodzącej nocy. Ale koszmar dopiero
miał się zacząć. Postanowiłam pójść z nim do łóżka. Skoro tego mu tylko
brakowało.... Ale okazało się, że nie dla niego normalny seks, że to nudne. I
pozwoliłam mu na ten kabel. jeden jedyny raz. Jednak nie umiem i to nie ma
nic wspólnego z psychika, bo jeśli o to chodzi może byłabym zdolna do takiego
poświęcenia. Ale ten ból... Dobry Boże, nie byłam w stanie tego znieść.
Zresztą, nie chodziło tylko o to. Baba nie dała za wygraną. Przychodziły do
niego setki smsów. Dzwonił do niej, gdy tylko wyszedł z domu do pracy, tuż
przed powrotem, jak tylko miał chwilę. Nawet nie pisała o miłości. Tylko o
tym, co będą robić w łóżku jak się znowu spotkają! Nic dla niej nie zmienił
fakt, że wiedziałam. Posunęłam się w swojej głupocie do tego, że do niej
zadzwoniłam. Zapytałam czy wie, że nie tylko zabiera mi męża ale i Kubie
ojca. Wyśmiała mnie, moje „filozoficzne rozważania” i odłożyła słuchawkę.
Spakowałam się. Była już noc, ale chciałam tylko wziąć Kubę i wrócić do domu,
do mamy. Nie pojechałam. Bo wyciągnął do mnie rękę, bo w tym jednym momencie,
gdy zebrałam wszystkie siły, powiedział żebym została. Że mnie jeszcze trochę
kocha, że będziemy próbować, że żyć bez Kuby nie może. I ja jak idiotka
uwierzyłam. Uwierzyłam, że w zasadzie to moja wina, że ponoszę
odpowiedzialność za rozpad tego związku i że to ja powinnam go ratować.
Starała się, naprawdę się starałam. Odświeżyłam krótkie sukienki,
zaczęłam się malować, schudłam. Za wszelką cenę starałam się nie myśleć nad
tym, co się stało. Chodziliśmy z Kubą na długie spacery, chodziliśmy do
łóżka. I tylko gdy brałam jego komórkę do ręki widziałam, że to się jeszcze
nie skończyło. Choć fakt, od tego momentu, kiedy się dowiedziałam, już się
nie spotkali. W końcu nie wytrzymałam. Zmusiłam go, żeby do niej zadzwonił i
przy mnie potwierdził swoje szumne deklaracje. I zadzwonił. Powiedział, że to
koniec, że nie będą się spotykać. Baba się popłakała, powiedziała mu, że
przecież się zaangażowała. Czy byłam usatysfakcjonowana? A z czego, czy to
było zwycięstwo? On jednak tak uważał. Bo on nic nie zrozumiał. Zresztą, baba
nie dała za wygraną. Wysłała mu kolejnego smsa: Usatysfakcjonowałeś tę wredną
babę kosztem mojej wrażliwości. A my znowu się pokłóciliśmy, wykrzyczał mi,
że nie jestem w stanie nawet w połowie dać mu tego, co ona mu dawała. I znów
się spakowałam, zadzwoniłam do mamy, że już na pewno wracam, ze biorę rozwód.
I nie wyjechałam! Bo on znowu wyciągnął rękę!
Przestała do niego pisać. Przez tydzień był spokój. Za to zaczęła
pisać do mnie! Dziesiątki smsów pełne obelg. Głuche telefony. telefony w
środku nocy: Witaj głupia kurewko. Odsyłałam te smsy jemu. zresztą, sama jej
odpisywałam. Uwierzcie, na początku nie napisałam jej złego słowa. Nawet było
mi jej żal, bo podobno się zakochała. Zresztą, na początku nie miałam do niej
ani żalu ani pretensji. Czyż na jej miejscu nie zachowywałabym się podobnie?
Czyż nie zaczęłabym spotykać się z facetem, który twierdziłbym, że nie układa
mu się z żoną? A wiecie, na jaki genialny pomysł wpadł wtedy mój mąż? Skoro
go tak kocham to powinnam pójść do łóżka z nim i z jego kochanką! Ten pomysł
co prawda szybko wywietrzał mu z głowy, ale jest nadal w moim sercu.
Apogeum smsów i telefonów było kilka dni temu. „Musiałaś ją
sprowokować, ona nigdy do mnie nie klęła” „Po co do niej dzwoniłaś, tak by
nie miała twojego numeru.” „no, kurwą nie jesteś, ale puszczalska...” „Ale ty
masz tłustą dupę!” Trzasnęłam go w twarz. Oddał mi. Wyrzuciłam go z domu,
posze4dłó spać do samochodu. Potem przeprosił, ale... Już miałam przytulić
się do niego, gdy pomyślałam, że tak będzie za każdym razem. Że już kilka
razy zakpił ze mnie, nabrał. Teraz znowu baba się nie odzywa, ale....
Czy zawsze wszystko można przebaczyć? Gdzie przebiega granica, za
którą przebaczenie traci swój sens ponieważ staje się równoznaczne z
przyzwoleniem na dziejące się zło? Zresztą, czas niczego nie leczy, wcale się
nie zapomina. Ale i nie to jest najważniejsze. On niczego nie zrozumiał, nic
z tego nie wyniósł. Tyle tylko, że ja się dowiedziałam i spieprzyłam mu
świetny układ. No , skoro mi to tak przeszkadza, to on nie będzie się
spotykał. Choć gdyby sytuacja była odwrotna, to on by się nie gniewał i nie
robił przeszkód. A że zrobił mi krzywdę? E, krzywda, bo się dowiedziałam. Jak
nie wiedziałam , to było OK.
Co ja zrozumiałam? Że skoncentrowałam się na s
Edytor zaawansowany
  • maminekb 01.10.04, 23:18
    Jezu, a myślałam że już nikt ani nic mnie nie zaskoczy. Sądziłam że moja
    historia jest nieprawdopodobna ale czytając Twój post przeżyłam kolejny szok. I
    po raz kolejny wiem jedno - nigdy więcej miłości ani związków. Nigdy za żadne
    skarby. Chcę być sama i mieć święty spokój. Droga Magdo wyprowadź się od tego
    pajaca, natychmiast !!!!!
    Nie potrafię napisać Ci nic mądrego, odejdź to nie ma szans - to jedyne co mi
    przychodzi do głowy. I trzymam za Ciebie4 kciuki i za nas wszystkie które
    kochały kiedyś za mocno niewłaściwych mężczyzn...
  • magdalenkaaa78 02.10.04, 16:49
    W zasadzie nie powinnam się zniżac do poziomu niektórych piszących tu pań i nie
    powinnam odpierać głupich zarzutów. "Pani polonistka" skończyła ma
    specjalizajcę nauczycielską a nie "zawodowy kłamca bez powodu". Jeśli do was
    piszę, to oczekuję, jesli nie paru słów wsparcia, to przynajmniej szacunku dla
    mojego życia i moich odczuć. Najwyraźniej mało jeszcze przeżyłyście albo
    jesteście takie podłe skoro potraficie tylko oczerniać i nie wierzyć. Ale
    podobno każde złe słowo wraca do wypowiadającego.
  • maminekb 03.10.04, 00:04
    I z mojego postu podłość przemawia ????
    Naprawdę jestem zdezorientowana
  • natasza39 03.10.04, 09:17
    A kto Tu dla Ciebie na tym forum byl "podły"?
    Czego oczekiwałaś, że ktoś Ci da radę jak naprawic Twoje, pożal się boże,
    małżeństwo?
    Naprawić to można coś co się zepsuje w części, w jakiejs małej, ale jak się cos
    spieprzy całkowicie, zgnije, to się po prostu to złomuje albo wymienia na nowe.
    Chyba że w Tobie też tkwia jakies pokłady masochizmu i lubisz być odzierana z
    godności i katowana psychicznie o zboczeniach seksualnych nie wspominajac.
    Ja osobiscie nie znam nikogo, kto godziłby sie na takie zachowanie męza czy
    zony i zastanawial sie co tu można "naprawic".
    Bierz dziecko pod pachę, spieprzaj do matki (na szczescie masz gdzie w
    przeciwienstwie do wielu dziewczyn), wnies o rozwód i alimenty, idź do pracy,
    zmień srodowisko i zapomnij o gnojku.
    A on sie na żyrandolu ze zboczona kochanka wiesza i niech go nawet 20 dziwek po
    dupie z zasadzona w niej palmą, pejczami wali.
    Dostałaś od zycia męża który można porównać do starego zdezelowanego "malucha".
    Zezłomuj go zatem i przestań sie interesować co z nim dalej.
    Chciałas szczegółowej bardziej rady od tej która dałam na poczatku to prosze
    bardzo....
  • maja312 03.10.04, 15:21
    Ja też uważam , że Twoja historia jest zupełnie nieprawdopodobna. W życiu jest
    wiele , zła i podłosci , ale żeby aż tyle? Moja rada to zostawićtego zboka i
    uciekać, gdzi pieprz rosnie . Najwyrażniej Twojego meża w życiu kreci Tylko
    wynaturzony seks, a nie rodzina , ciepło, zaufanie , normalnosć . Ja naTwoim
    miejscu bałabym się, że zacznie sie dobierać do dziecka, bo niedlugo tylko
    takie ekstrenmalne podniety ( dzieci, zwierzęta, martwi ludzie)będąw stanie
    zapewnicmu upragnioną rozkosz. FRatuj sie dziewczyno, bo Twojego małżenstwa juz
    nie ma .
  • omama 01.10.04, 23:22
    No w mordę żeż. Horror kompletny.
    Moim zdaniem daruj sobie faceta.
    1.Kochanka rzecz wstrętna. Może ją opuści na wiek wieków. Może nie. Ale jeżeli
    nawet tę damę zostawi, to:
    2.Czy człowiekowi, który tak się wobec ciebie zachowywał, można jeszcze zaufać?
    moim zdaniem tym bardziej nie, ze
    3. Skoro popadł w takie zachowania seksualne - znaczy lubi. Lubić nie
    przestanie. Chcesz, żeby tak lubił... koło ciebie?
    Nie napiszę ci: odejdź. Choć uważam, że odejść powinnaś - tzn. ja na twoim
    miejscu wiałabym szybciutko. Odejdziesz, kiedy znajdziesz w sobie dość siły na
    ten krok. Kiedy - krótko mówiąc - strzelisz wreszcie tyłkiem (emocjonalnym) o
    beton.
    Na razie szykuj się cichcem do rozwodu. Zbieraj dowody winy - sms-y od damy
    etc. Pewnie ci się przydadzą. Nie rozważaj filozoficznie "ach, jakże ja będę
    żyć sama". Rozważaj praktyczne kroki: gdzie zamieszkam? z czego będę żyła? jak
    znajdę pracę? co mogę zrobić teraz, żeby - jeżeli do tego dojdzie - sobie
    poradzić?
    Jeżeli chcesz dawać jeszcze szanse - dawaj. Ale z dowodami i planem działania w
    kieszeni. One też dadzą ci siłę.
    Trzymaj się dziewczyno.
  • iizaa 01.10.04, 23:51
    ... brak mi słow
    --
    Co nas nie zabije, to nas wzmocni.
  • marcepanna 02.10.04, 08:35
    pani polonistka wdraza sie
    dostala fuche w jakims pismie kobiecym i redakcja testuje na was jak sie
    podobac beda jej opowiastki
    dajcie spokoj kobiety !
    imbir w odbycie!!!!!!!!!!!!!!!
    widac autorka sobie go tam wklada zeby wymyslac takie glopoty
  • natasza39 02.10.04, 09:32
    "bicie kablem aż do krwi?
    Wkładanie kawałka imbiru w odbyt, przekłuwanie igłami piersi, wbijanie 60
    igieł w pośladki? Podpinanie do prądu? Dwie kobiety aktywne względem siebie
    i mój mąż?"

    Pomijajac reszte posta, to ja bym sie go najnormalniej w swiecie brzydziła..
    Ten akapit jest tak wymiotny, przynajmniej jak dla mnie, że facet poza tym
    jednym mógłby byc aniolem, a ja i tak bym go w dupe kopnela!
  • marcepanna 02.10.04, 11:18
    moja propozycja jest nastepujaca, zebys mogla olsnic swego ukochanego
    zaproponuj mu taka zabawe:

    1.nadziewanie czosnkiem nozdrzy i obcinanie uszu (ty robisz to jego kochance-
    jak na moj gust obydwoje powinni kwiczec z rozkoszy)+ wszyscy macie wibratory w
    tylkach bo rece zajete jak widac powyzej

    2. duszenie ponczochami samonosnymi + wykalanie oka kochance obcasem od swojego
    buta i ogolne walenie malzonka tym butem po glowie i calym ciele co mozesz
    nazwac masaz wloski
    na koniec powinnac im kazac zjesc zywcem tego buta grozac palnikiem
    (po tym maz powinien oszalec na twym punkcie)

    3. opalanie kochanki palnikiem i meza ewentualnie tez co mozesz nazwac slodki
    rozen (tu trezba uwazac bo jak rozanielony slubny chwyci za prawdziwy ruszt od
    grilla to moze byc krwawo, lepiej zmien nazwe tej zabawy tak mysle na np.
    rozkoszny tropik albo piekielko )

    + oczywiscie w kazdej wersji macie wibratory w tylkach bo rece zajete

    powodzenia magdalenko
    jak mnie cos jeszcze wpadnie do glowy to zapodam

    ps.
    magdalenko czy to tez twoje opowiadanie (tamto okropnie nudne) o tych
    biznesmenach kochankach ???
  • magdalenkaaa78 03.10.04, 14:31
    Czepiałam się pani, która stwierdziła, że na pewno to sobie wymysliłam. Tylko
    tyle.
  • natasza39 03.10.04, 21:18
    >Czepiałam się pani, która stwierdziła, że na pewno to sobie wymysliłam. Tylko
    > tyle.

    No nie wiem, czy tylko tej pani, bo jako "polonistka" powinnas wiedzieć, że
    wtedy pisze sie w liczbie pojedynczej, a w pierwszym mailu piszesz w liczbie
    mnogiej!
  • strawberry 03.10.04, 23:44
    Rany! Dziewczyna przeżywa dramat, a ktoś zastanawia sie nad liczbą
    pojedyńczą... mnogą...
    Niektóre osoby nie potrafią nawet się zmierzyć z ogromem bólu, więc lepiej
    zaprzeczyć, wyprzeć, nie uwierzyć. A ja wierzę w tą opowieść. U mnie może nie
    było wkłuwania igieł, imbiru, czy innych tego typu sadystycznych praktyk, ale
    spotkałam się z propozycją trójkątów seksualnych i innych grupowych spotkań.
    Czasem czułam się potwornie "skalana" jego propozycjami. Nie mogłam uwierzyć,
    że można takie pomysły kierować do kobiety, która jeszcze bardzo kocha i czuje
    się zraniona wielokrotnymi zdradami. A najgorsze było umniejszanie swojej winy,
    wręcz odrzucanie jej. Do dziś (a minęło już 1,5 roku) robi mi się niedobrze,
    jak przypomnę sobie jego słowa...
    A do autorki wątku: Nie powiem Ci co masz robić, choć wszystkie przesłanki
    wskazują na to, że "ten typ tak ma" i niestety nie da sie zmienić seksualnych
    upodobań... Optymistycznie to nie brzmi, ale pamiętaj, dbaj o siebie i dziecko,
    a kiedyś na pewno będzie lepiej... juz przecież gorzej być nie może.
    Trzymaj się ciepło, Truskawka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.