Dodaj do ulubionych

Ciekawostka

14.02.05, 23:30
Eks już dwa razy na wizytę u naszego dziecka u mnie w domu przywiózł swoje
dziecko z nowego zwiazku.
Dodam, że:
1. stawiał mnie przed faktem dokonanym po prostu przyjeżdżając z dzieckiem
pod moją nieobecność
2. moje dziecko spędza z ojcem, next i ich dzieckiem dwia soboty w miesiącu -
zna więc swoje przyrodnią siostrę od jej urodzenia.

Chalsia
--
Jednak niektórzy ludzie to gady.
Edytor zaawansowany
  • kubowa 15.02.05, 10:12
    moze chce sie wprowadzic i pokazuje tamtemu dziecku nowe katy??? tfu tfu!!smile
    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • kicia031 15.02.05, 10:19
    Siostra przyrodnia mjego Babelka ma juz ponad miesiac, a Babelek nie tylko
    jeszcze jej nie widzial, ale nie dostal nawet mailem jej zdjecia... Szkoda, bo
    ja uwazam, ze to bardzo wazne, by mial kontakt z rodzenstwem, ale coz moge na
    to poradzic? Za to kiedy w maju urodzi sie Groszek, Babelek bedzie mial w
    nadmiarze kontaktow z niemowletami - chyba jest tym nieco przerazony wink)
  • aglesnik 15.02.05, 12:44
    hej!! chyba bym się nie zgodziła i zrobiła awanturę. mój ostatnio bez mojej
    wiedzy próbował "upchnąć" nasze pociechy u moich rodziców dzien wcześniej niż
    ustaliliśmy, bo był strasznie zapracowany,nie byłam zadowolona.
    musisz sama dać sygnał czy ci to odpowiada, ja myślę, ze wszystko można
    obgadać, ale nie na siłę i pokryjomu..
    ale cóż... to my musimy być odpowiedzialne, choć czasem to by się
    zaszalało......ag.
  • grazia31 15.02.05, 12:53
    a ja uwazam ze to dobrze, ze przywiózł to dziecko. w końcu twoje dziecko ma
    kontakt z innym dzieckiem i może nawet lubią sie bawić. wasze problemy sa
    waszymi problemami i po co wrabiać jeszcze w to wasze dzieci. chyba lepiej dla
    nich by było gdyby lubiły sie bo i tak beda skazane na spotykanie sie w ciągu
    swojego zycia. nie sądzisz? to ze nie znosisz exa i neksi to nie znaczy że
    musisz skreślić również ich dziecko. w końcu co one jest winne. tobie też
    byłoby smutno gdyby ktoś inny traktował gorzej twojego malucha. pamietaj jak ty
    będziesz podchodziła do dziecka twojego męża , tak neksia moze traktowac twoje
    dziecko gdy u nich jest
  • nilka13 15.02.05, 13:55
    nie sądzę, zeby syn Chalsi mógł bawić się z niemowlakiem, na zabawy muszą
    poczekac kilka lat. Niemowlę wymaga ciągłej uwagi i opieki, tak więc podczas
    krótkiej wizyty mały chalsi nie ma duzych szans na porządny kontakt z ojcem.
    Nie ma co dopisywać do sytuacji teorii o kontaktach z rodzeństwem- jeśli ojciec
    z rzadka bywa u syna, niech bywa chociaż tresciwie. Kontakty pomiędzy
    rodzeństwem przyrodnim to inna broszka, należy znaleźć dla nich czas osobno.
    Poza tym ja niespecjalnie pozytywnie oceniam konieczność uwzgledniania w swoim
    zyciu nowego przychówku exa. Jego dziecko- jego problem. Nastepnym etapem może
    będzie goszczenie nexessy, "bo to właściwie rodzina...".
    Bez przesady z tym altruizmem.
    Nilka
    PS>. Ale nie czepiałąbym się , Chalsiu, bo pewnie wyjdzie z tego wojna. Facet
    wyraź nie chce dowieść, "kto tu rządzi"wink
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • grazia31 15.02.05, 14:19
    a gdzie tu pisze że dziecko ex chalsi jest niemowlakiem? a nie martwi cię to że
    neksia też może "niespecjalnie pozytywnie oceniać konieczność uwzgledniania w
    swoim zyciu przychówku exa" czyli twojego dziecka? takie jesteśmy kochane
    samodzielne mamusie a tyle w nas mściwości i zawziętości. przecież nie mówie,
    że masz z nia kawe pić, ale lepiej chyba zaakceptować sytuację taką jak jest i
    nie komplikować dalej sobie życia i dzieciom.
  • nilka13 15.02.05, 14:36
    obawiam się, że podobny relatywizm nie ma sensu- "jesli ja będę dobra dla jej
    dziecka, ona będzie dobra dla mojego". A jesli nexi krzywo farba się na włosach
    położy i koniec z dobrocią dla pasierbów?
    Jest tu jeszcze jedna zasadnicza sprawa: to nie Chalsia, ale next zadała się z
    żonatym i dzieciatym facetem, więc niech ponosi skutki swojej decyzji;
    natomiast dlaczego Chalsia ma wykazywać cholerną pokorę wobec zaistniałej
    sytuacji i produktów prokreacji owej pary?

    "takie jesteśmy kochane
    > samodzielne mamusie a tyle w nas mściwości i zawziętości"
    od asertywności i wolności w decydowaniu własnym życiem do zawziętości i
    msciwości droga daleka. Kto jak kto, ale Chalsia i tak wykazuje zadziwiajacą
    dozę cierpliwośći i rozsądku, czego nie mozna powiedzieć o exie.
    Nilka

    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • grazia31 15.02.05, 14:48
    > obawiam się, że podobny relatywizm nie ma sensu- "jesli ja będę dobra dla jej
    > dziecka, ona będzie dobra dla mojego".

    nie chodzi mi o "coś za coś" tylko chcę zebyś zastanowiła sie jak byś sie czyła
    gdyby ktos dyskryminował twoje dziecko i jak wtedy czuje sie to dziecko.

    > Jest tu jeszcze jedna zasadnicza sprawa: to nie Chalsia, ale next zadała się
    z
    > żonatym i dzieciatym facetem, więc niech ponosi skutki swojej decyzji;

    - wg ciebie to nie swiadczy o mściwości i zawziętości?

    produktów prokreacji - KOBIETO!! mówisz o dzieciach!

    > od asertywności i wolności w decydowaniu własnym życiem do zawziętości i
    > msciwości droga daleka

    tak, masz rację. tylko należy jeszcze rozróżniac te pojęcia.z tego co widzę
    tyle tu asertywnosci i wolności co kot napłakał. wolność wg mnie polega na
    umiejętności zaakceptowania danej sytuacji. był rozwód, drogi się rozeszły,
    trudno. nie mówię o pokorze względem eksiów, neksiów i innych naszych tworów,
    ale raczej o przejściu do narmalności. a przede wszystkim myślmy o dzieciach.
  • m-m-m 15.02.05, 15:12
    Jest tu jeszcze jedna zasadnicza sprawa: to nie Chalsia, ale next zadała się z
    żonatym i dzieciatym facetem, więc niech ponosi skutki swojej decyzji;
    natomiast dlaczego Chalsia ma wykazywać cholerną pokorę wobec zaistniałej
    sytuacji i produktów prokreacji owej pary?


    Równie dobrze można powiedzieć, że to pierwsze dziecko jest "produktem
    prokreacji" i to ex powinna wykazać się ową pokorą wobec "drugiego prduktu
    prokreacji", bo niby dlaczego nie?
    A skutki decyzji next poniesie na pewno, choćby tak, że bedzie musiała
    uwzględniać w domowym budżecie określoną sumę na alimenty dla "pierwszego
    produktu prokreacji", a przez to brać pod uwagę obniżenie standardu
    dla "drugiego produktu prokreacji".
  • omama 15.02.05, 15:48
    >
    > Równie dobrze można powiedzieć, że to pierwsze dziecko jest "produktem
    > prokreacji" i to ex powinna wykazać się ową pokorą wobec "drugiego prduktu
    > prokreacji", bo niby dlaczego nie?

    No, jednak nie. Zauważ, że ex nikt nie pyta o zgodę na pojawienie sie jakiejś
    next. Nie ma też wyboru - ta next (blondynka, trzy klasy liceum, rodzice
    renciści, niepracująca, hobby - zakupy) czy tamta (stomatolog, udziały w
    klinice, własny gabinet, duże poczucie humoru). Nie ma też żadnego wpływu na
    to, czy, kiedy i iluikrotnie next zdecyduje się na prokreację. Za to next ma
    wybór - bierze faceta z konkretną eks, okresloną liczbą ich wspólnego potomstwa
    i stosunkami - albo spuszcza faceta po rynnie.
    Ponieważ nikt nie pyta eks o zgodę na nową rodzinę faceta, eks nie musi - poza
    granicami, do których zobowiązuje ją prawo - tego faktu akceptować.
  • m-m-m 15.02.05, 16:13
    Ponieważ nikt nie pyta eks o zgodę na nową rodzinę faceta, eks nie musi - poza
    granicami, do których zobowiązuje ją prawo

    Tak samo next nie musi poza granicami do których zobowiazuje ją prawo brać pod
    uwagę istnienie dziecka z pierwszego związku.

    A "produkt prokreacji" mnie poraził. Czyli dziecko z pierwszego związku to
    jest "dziecko", a z drugiego to odczłowieczony "produkt prokreacji"
  • omama 15.02.05, 16:26
    Mnie okreslenie nie uraziło (dla pełnej jasności - w odniesieniu do drugiej
    strony tez mnie nie razi), ale to jest rzecz upodobań stylistycznych.
    Next oczywiście nie musi - ale jej sytuacja jest inna i do czego innego jest
    obligowana przez prawo (wizyty, alementy, etc), zdrowy rozsądek(veto wobec
    dziecka eks a jej relacja z jego ojcem) oraz opinię publiczną (stereotyp
    macochy). I tak np. musi "znosić" wizyty dziecka z pierwszego związku w swoim
    domu, czego eks nie musi. Musi też pogodzić się z faktem, że ojciec pewien czas
    poświęca dziecku eks. Eks zaś ma prawo oczekiwać, że jej dziecko będzie miało
    przez ten sądowo ustalony czas, o który ach, jakże wiele bojów się toczy, ojca
    na wyłączność lub przynajmniej częściową wyłączność. Jeżeli to założenie
    nagminnie nie jest realizowane, eks ma prawo mieć pretensje.
  • nilka13 15.02.05, 16:51
    m-m-m napisała:


    >
    > A "produkt prokreacji" mnie poraził. Czyli dziecko z pierwszego związku to
    > jest "dziecko", a z drugiego to odczłowieczony "produkt prokreacji"



    Popełniłaś (nie pierwszą dziś) nadinterpretację. Moje smarkatki są produktami
    prokreacji- prokreacji radosnej, satysfakcjonującej, celowej (no, może w 50%
    wink) i w pełni świadomej przyszłej odpowiedzialności za nie. Jak natomiast to
    wygląda ze strony ich tatki- nie wiem.
    Jak natomiast tatko zainwestuje pozostałe zasoby nasienia, mało mnie obchodzi i
    nie muszę się tym martwić.
    Nilka
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • m-m-m 15.02.05, 16:57
    A swoją drogą ciekawe, czy gdyby o pasierbie macocha powiedziała , że
    to "produkt prokreacji" exowej i M., to czy nikt nie zlinczowałby macochy?
    Czy czasem nie ma tu podwójnej moralności, że jak matka nazywa swoje
    dzieci "produktami prokreacji" i to jest ok., a np. macocha nazywa pasierba w
    taki sposób to jest "be" ?
  • omama 15.02.05, 17:07
    A, nie masz racji,a raczej źle określasz dylemat. Kiedy ktoś mówiąc o sobie czy
    swoim dziecku użyje określenia zgrubiałego, ma do tego pełne prawo. Jeżeli zaś
    to samo określenie będzie użyte wobec kogoś innego, to może taką osobę urazić.
    Jeżeli zaś dana osoba używa inkryminownego sformuowania zarówno wobec siebie
    jak i osób trzecich, to ja osobiście bym się nie czepiała. Ale rzecz upodobań
    stylistycznych.
  • m-m-m 15.02.05, 17:23
    dlaczego Chalsia ma wykazywać cholerną pokorę wobec zaistniałej
    sytuacji i produktów prokreacji owej pary?

    Tak było napisane w poście nilki13 i do tego się odniosłam. Dzieci exa i next
    zostały nazwane "produktami prokreacji", a więc to określenie dotyczy dzieci z
    drugiego związku.
  • pelaga 15.02.05, 19:02
    > Tak samo next nie musi poza granicami do których zobowiazuje ją prawo brać
    > pod uwagę istnienie dziecka z pierwszego związku.

    Dokladnie tak!!! A te granice sa JASNO wyznaczone. Obowiazek ojca do utrzymania
    i wychowanie dziecka. Drugi zazwyczaj zaniedbywany. Ja osobisci NIC wiecej nie
    wymagam, nawet tyle nie spelnia.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • lideczka_27 16.02.05, 13:45
    nilka13 napisała:

    > natomiast dlaczego Chalsia ma wykazywać cholerną pokorę wobec zaistniałej
    > sytuacji i produktów prokreacji owej pary?



    Chryste Panie, szczękę muszę z podłogi pozbierać...



    a u nas się dziewczyny oburzały za "pasierba"...


    są jakieś granice jednak... człowieczeństwa


    --
    Odtąd całe nasze życie w mego brzucha depozycie śpi...
  • m-m-m 16.02.05, 14:02
    Oj, tak...tu nawet niektóre panie wyraziły, że to dobre określenie - "produkt
    prokreacji"...
  • mikawi 16.02.05, 14:25
    "produkt prokreacji" to i tak nic w porównaniu do "owocu dupczenia"
  • nilka13 16.02.05, 20:10
    lideczko, Aniele... co ty wiesz o człowieczeństwie? Wróć lepiej do polerowania
    aureoli na "macochach"
    Nilka
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • lideczka_27 16.02.05, 23:24
    nilka13 napisała:

    > lideczko, Aniele... co ty wiesz o człowieczeństwie? Wróć lepiej do
    polerowania
    > aureoli na "macochach"
    > Nilka


    Wiem, że wychodzenie poza pewne stereotypy boli, ale nie wiedziałam, że tak
    bardzo...


    I jak mi Bóg miły - nigdy nie chciałabym się dowiedzieć czym jest
    człowieczeństwo wg ciebie...

    bez poważania i odbioru
    święta lidka


    --
    Odtąd całe nasze życie w mego brzucha depozycie śpi...
  • lilith76 17.02.05, 11:04
    nilka, ty w tym poście człowieczenstwem też się nie popisałaś...

    --
    Tyle masz z życia, ile sobie odpuścisz smile
  • kubowa 15.02.05, 15:15
    przede wszystkim: nasze next wiedza, co na siebie biora. wiedza, ze ich m ma
    dzieci i godza sie na nie. nas nie musi w zaden sposob obchodzic przychowek
    next. ja sobie jej rodziny nie wybieralam na towarzysza zycia.
    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 15:21
    nas nie musi w zaden sposob obchodzic przychowek
    next.

    Musi, bo wtedy sądbierze pod uwagę iż jest drugie dziecko i finanse ojca muszą
    strczyć na dwoje.Oczywiście ex chciałyby by ich dzieci były jedynakami
    (wysterylizować M., albo trzymać go na bezludnej wyspie) i miały z tego tytułu
    profity w postaci wiekszych alimentów, ale sądna szczęście uwzględnia istnienie
    drugiego dziecka bez moralizowania, a już na pewno nie zabrania posiadania
    kolejnych dzieci exowi i jego next. Tak samo exowa może mieć kolejne dzieci w
    nowym związku i to co sama zarabia musi starczyć na wszystkie jej dzieci, a nie
    tylko na dziecko z pierwszego związku.
  • ashan 15.02.05, 15:26
    a może odnieś się do meritum, czyli do wątku podstawowego.

    Czy prostactwo w wykonaniu eksa przestaje być prostactwem?
    Czy fakt założenia nowej rodziny "zdejmuje" z człowieka ogładę i kulturę
    osobistą w stosunku do byłego małżonka?

    pozdrawiam
    a.
    --
    W mojej nowej sukni
    Dziś rano -
    Ktoś inny.
  • m-m-m 15.02.05, 15:35
    Dane w wątku podstwowym są niepełne. O prostactwie nic tam nie ma. Nie wiem
    jaki jest ex Chalsi, ale sam fakt, że do dziecka przyjeżdża z dzieckiem z
    drugiego związku nie świadczy o nim źle. Te dzieci są spokrewnione i będą do
    końca życia. Uważam, że izolacja dzieci z różnych związków nie jest pozytywna i
    kiedyś i tak dzieci te się spotkają.
    A Chalsia to nieliczna rosądna ex, tylko jakoś niejasno napisała, co jej tak
    naprawdę przeszkadza (albo ja czytać nie umiem).
  • ashan 15.02.05, 15:48
    m-m-m napisała:

    > Dane w wątku podstwowym są niepełne. O prostactwie nic tam nie ma.

    przeczytaj punkt pierwszy: przyjeżdża do niej do domu, pod jej nieobecność z
    dzieckiem z drugiego małżeństwa NIEUPRZEDZAJĄC jej o tym. Czy to według Ciebie
    normalne zachowanie? Dla mnie to przejaw braku kultury i taktu.

    Nie wiem
    > jaki jest ex Chalsi, ale sam fakt, że do dziecka przyjeżdża z dzieckiem z
    > drugiego związku nie świadczy o nim źle. Te dzieci są spokrewnione i będą do
    > końca życia. Uważam, że izolacja dzieci z różnych związków nie jest pozytywna
    i
    >
    > kiedyś i tak dzieci te się spotkają.

    patrz punkt drugi: dzieci się ZNAJĄ i spotykają REGULARNIE. Nie ma mowy o
    izolowaniu.

    > A Chalsia to nieliczna rosądna ex, tylko jakoś niejasno napisała, co jej tak
    > naprawdę przeszkadza

    może...


    (albo ja czytać nie umiem).

    albo czytasz z określonym nastawieniem.

    pozdrawiam
    a.

    --
    W mojej nowej sukni
    Dziś rano -
    Ktoś inny.
  • m-m-m 15.02.05, 16:02
    patrz punkt drugi: dzieci się ZNAJĄ i spotykają REGULARNIE. Nie ma mowy o
    izolowaniu.


    I dlatego nie widzę nic złego w tym, że przyjechał z dzieckiem z drugiego
    małżeństwa.

    A nastwienia nie mam, tylko staram się widzieć sprawy obiektywnie.



    NIEUPRZEDZAJĄC jej o tym

    A gdyby był sam to mógłby nieuprzedzając zobaczyć swoje dziecko? Czy tu jest
    problem, że był z drugim dzieckiem, czy że przyszedł nie uprzedzając?
  • ashan 15.02.05, 16:19
    przepraszam m-m-m, ale mi ręce opadły. Przeczytaj sobie jeszcze raz cały post
    Chalsi, spójrz na to obiektywnie i całościowo. Jeżeli nie widzisz niczego
    niewłaściwego w tym, że ktoś przychodzi z kimś do czyjegoś domu pod nieobecność
    gospodarza i nawet go o tym nie uprzedza to bez sensu jest rozpisywanie się
    tutaj. Pewnych rzeczy po prostu się nie robi, ale widocznie
    jestem "przedwojenna" - inne pokolenie, inne wychowanie.
    pozdrawiam
    a.

    --
    Zimowa przerwa -
    Żadnych talentów
    Więc żadnych grzechów.
  • m-m-m 15.02.05, 16:23
    ktoś przychodzi z kimś

    Ale to nie są dla dziecko Chalsi obcy ludzie, to osoby z nim spokrewnione, to
    jego bliska rodzina (ojciec i siostra).
    Oczywiście miłoby, gdyby się zapowiedzieli, ale nie robiłabym tragedii, bo to
    bliscy jej dziecka.
    Gdyby to byli obcy ludzie to i owszem - jest to nie na miejscu, ale ojciec z
    siostrą?
  • omama 15.02.05, 16:33
    Czas spędzany w domu Chalsi jej eks ma poświęcać dziecku Chalsi, a nie swoim
    pozostałym zstępnym.
    AKurat o tym Chalsia nie wspomina, ale dodam też, że nie będac uprzedzoną o
    wizycie dzicka w wieku raczkująco-ściągającym nie mogę np. ochronić pokoju
    przed ew. kataklizmem.
    I wreszcie jest jakaś kindersztuba, do czorta: jeżeli przychodzę z wizytą do
    twojego, mm, domu, dajmy na to, do twojego dziecka, to pojawienie się bez
    uzgodnienia w towarzystwie np. mojego dziecka jest przynajmniej grubym
    nietaktem.
    Z tego co wiem, Chalsia nie ma żadnego problemu z tym, by jej dziecko
    kontaktowało sie z dzieckiem next (i robi to przy okazji każdej wizyty w domu
    eksa), natomiast ma problem z tym, że jej eks na różne sposoby (ten jest akurat
    niemowlęcy) usiłuje obsikiwać (zaznaczać jako swoje terytorium) jej dom.
  • kubowa 15.02.05, 16:28
    m-m-m napisała:

    > A gdyby był sam to mógłby nieuprzedzając zobaczyć swoje dziecko? Czy tu jest
    > problem, że był z drugim dzieckiem, czy że przyszedł nie uprzedzając?

    on to co innego. ale to dziecko? ty lubisz jak ci obcy po domu laza? bez
    zaproszenia? bez wzgledu na to ile maja lat...


    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 16:33
    Ale to obcy dla Chalsi, a nie dla jej dziecka. To ojciec i siostra jej dziecka,
    to bliska rodzina.
    Jeśli dziecko z drugiego związku zachowuje sie poprawnie, a ojcic panuje
    wychowawczo nad obojgiem to czemu mają nie bywać?
  • derena33 15.02.05, 16:37
    a czy podobaloby ci sie to jakby matka twojego pasierba ( w koncu jego rodzina)
    zechciala odwiedzic go w twoim domu?
  • m-m-m 15.02.05, 16:51
    Jeśli pasierb wyraziłby taką chęć to jego wola.
  • omama 15.02.05, 17:09
    Bo nie życzy sobie tego gospodyni domu, koniec, kropka. Naprawdę dalsze
    tłumaczenia wydają mi się całkowicie zbędne. Jeżeli do tej pory nie potrafiłam
    jasno przedstawić, dlaczego to gospodarze domu (w tym wypadku - gospodyni)
    powinna być pytana o pozwolenie na wizytę w swoim domu i ma też prawo postawić
    veto, to już się poddaję, bo jaśniej zwyczajnie nie umiem.
  • m-m-m 15.02.05, 17:27
    Bo nie życzy sobie tego gospodyni domu, koniec, kropka



    Ja też mogłabym tak powiedzieć pasierbowi, że nie życzę sobie jego matki w moim
    domu. Nie zrobiłabym tego jednak, bo uważam, że on ma prawo do kontaktów z
    matką na gruncie, który mu odpowiada.
  • omama 15.02.05, 17:32
    Ostatni raz, bo już mi się mózg od czegoś lasuje.
    Zapraszającym NIE jest dziecko Chalsi (poniżej 3 lat?). Osobą, która bez zgody
    gospodyni domu zaprasza (a raczej przywozi pod pachą) niemowlę, jest ojciec
    dziecka Chalsi, który z Chalsią jest rozwiedziony i z nią nie mieszka.
    Bardzo ładnie, że pozwoliłabyś na wizyty matki u pasierba, gdyby tylko taką
    chęć wyraził.
    Być może Chalsia również nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby taką chęć
    wyraziło jej dziecko.
    Ale wizyty nie są efektem chęci dziecka Chalsi, tylko jednostronnej decyzji jej
    eksa. Decyzji, nie inicjatywy - bo jak osoba pozbawiona jakichkolwiek manier
    nie proponuje, nie pyta, tylko pojawia się pod nieobecność gospodyni z
    dodatkowym gościem.
    Oznacza to, że eks Chalsi usiłuje traktować jej dom jako swój - do czego nie ma
    prawa.
  • m-m-m 15.02.05, 17:35
    Decyzji, nie inicjatywy - bo jak osoba pozbawiona jakichkolwiek manier
    > nie proponuje, nie pyta, tylko pojawia się pod nieobecność gospodyni z
    > dodatkowym gościem.
    > Oznacza to, że eks Chalsi usiłuje traktować jej dom jako swój - do czego nie
    ma
    >
    > prawa.



    Ja tego tak nie odebrałam. Dla mnie to nie wynika z postu Chalsi.
  • kubowa 15.02.05, 17:37
    m-m-m napisała:


    > Ja też mogłabym tak powiedzieć pasierbowi, że nie życzę sobie jego matki w
    moim
    >
    > domu.

    jak najbardziej, masz do tego pelne prawo, w koncu to twoj dom i mozesz
    zapraszac, kogo CHCESZ.

    >Nie zrobiłabym tego jednak, bo uważam, że on ma prawo do kontaktów z
    > matką na gruncie, który mu odpowiada.

    i on ma ten grunt u matki w domu. spokojnie, nie musi sie widywac z mama zawsze
    i wszedzie.

    ja dla odworcenia sytuacji powiem tak: mam mala coreczke z drugiego malzenstwa
    i nie zycze sobie, zeby ex sie do niej chocby zblizyl! a niby jest ojcem jej
    brata, tez rodzina, nie?
    malo tego: ja nie zycze sobie nawet, aby ex byl gosciem w moim domu. dziecko ma
    z nim nieograniczony kontakt u tatusia, nie musi sie dodatkowo spotykac z nim u
    mnie. moze do tatusia zadzwonic kiedy chce, pojsc, jak tatus tego chce itp. a
    ex na swoja reke powinien tworzyc swoja rodzine i w niej miejsce dla naszego
    syna. a nie wykorzystywac to, co ja przez ostatnie lata budowalam, zeby
    pokazywac swoim nowym dzieciom, jak to on zapewnil synowi byt. bo nic mu nie
    zapewnil. zostawil nas bez dachu nad glowa, a teraz pod nowy dach ma wchodzic
    ze swoja nowa rodzina?? no sorry...


    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 17:46
    Ale wi on ma ten grunt u matki w domu. spokojnie, nie musi sie widywac z mama
    zawsze
    >
    > i wszedzie.


    W domu u nas też ma grunt. To też jego dom, a nie tylko mój i M.



    ja nie zycze sobie nawet, aby ex byl gosciem w moim domu. dziecko ma
    >
    > z nim nieograniczony kontakt u tatusia, nie musi sie dodatkowo spotykac z nim
    u
    >
    > mnie. moze do tatusia zadzwonic kiedy chce, pojsc, jak tatus tego chce itp. a
    > ex na swoja reke powinien tworzyc swoja rodzine i w niej miejsce dla naszego
    > syna.


    Analaogicznie i Ty powinnaś robić miejsce dla przyrodniego rodzeństwa syna u
    siebie w domu.



    teraz pod nowy dach ma wchodzic
    > ze swoja nowa rodzina?? no sorry...


    To też rodzina i to bliska dla Twojego syna.


  • kubowa 15.02.05, 17:53
    m-m-m napisała:

    > W domu u nas też ma grunt. To też jego dom, a nie tylko mój i M.

    swietnie, super, ze wyrazilas na to zgode.

    > Analaogicznie i Ty powinnaś robić miejsce dla przyrodniego rodzeństwa syna u
    > siebie w domu.


    jesli chodzi o rodzenstwo z mojego drugiego malzenstwa to dosc aksjomatyczne. a
    jego rodzenstwo z taty malzenstwa mnie nie obchodzi. i nie widze tu zadnej
    analogii, a moze ja nie wiem, co to analogia...smile

    >
    > To też rodzina i to bliska dla Twojego syna.

    i w zadnym razie nie zabraniam mu sie z nia kontaktowac u nich. kiedy tylko
    bedzie chcial.


    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 18:00
    i w zadnym razie nie zabraniam mu sie z nia kontaktowac u nich. kiedy tylko
    bedzie chcial.


    Przy takim postawieniu sprawy, gdyby macocha też tak powiedziała, że nie życzy
    sobie wizyt pasierba w swoim domu to oni obaj mieliby kontakt pod chmurką, bo
    ani matka nie chce widzieć znienawidzonego exa (i przyrodniego rodzeństwa jej
    syna) u siebie w domu i macocha też nie musi chcieć widzieć pasierba w swoim
    domu.
    To bije w samo dziecko, które ma rozwiedzionych rodziców i owe dwa domy.
  • kubowa 15.02.05, 18:04
    m-m-m napisała:
    > To bije w samo dziecko, które ma rozwiedzionych rodziców i owe dwa domy.


    a to juz inicjatywa exa, co z dziecmi bedzie robil. jest sto tysiecy miejsc, do
    ktorych mozna pojsc i nie siedziec pod chmurka.
    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 18:08
    Nie. Ja nie miałabym sumienia, ale może dlatego, że moaj mamnigdy nie
    ograniczała mi kontaktów z tatą, przychodził spontanicznie i nie istotne było
    to, że już w domu był ojczym.
    Byłoby mi cholernie przykro, gdyby mama powiedziała mi kiedyś, że nie wolno
    tacie przyjść do JEJ domu, do JEJ domu, w którym jest jej drugi mąż.
  • kubowa 15.02.05, 18:15
    to twoje sumienie i postepujesz wedlug niego. kazdy ma swoje. moj syn nigdy nie
    domagal sie wizyty ojca w moim domu. moze po prostu rozumie, dlaczego nie mam
    ochoty jego ojca widziec na oczysmile pozdrawiam!
    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 16.02.05, 10:35
    moj syn nigdy nie
    >
    > domagal sie wizyty ojca w moim domu. moze po prostu rozumie, dlaczego nie mam
    > ochoty jego ojca widziec na oczy


    Ja też nigdy nie domagałam się od mamy mojej by koniecznie wpuszczała mojego
    ojca do JEJ mieszkania. Co nie oznacza, że nie byloby mi przykro, gdyby było
    inaczej. Mama umiała schować osobiste urazy do ojca na czas jego wizyt u mnie
    (i wtedy gdy ojczym był w pokoju obok także) i za to ją dziś podziwiam, bo też
    miała swoje powody do tego by nie mieć ochoty widzieć mojego ojca na oczy.
    Nie otzrzymywałam jednak od niej "kary" (bo tak spotkania z ojcem bym odebrała,
    gdyby kazała mi się wynosić do niego na ulicę , do kawiarni, czy jego nowego
    miejsca zamieszkania) za ich nieudane małżeństwo. Nie wiem, czy mnie rozumiesz.
    Staram Ci się pokazać, że punk widzenia dziecka jest inny niż Twój (co nie
    oznacza, że akurat Twój syn ma takie odczucia jak ja miałam kiedyś).
  • ashan 15.02.05, 17:38
    ostatni raz w tym wątku:
    JA z kolei oczekuję, że mój syn USTALI ze mną ewentualną wizytę swojego ojca (a
    mojego eksa) w naszym domu. Tak samo w drugą stronę: uważam, że OBOWIĄZKIEM
    mojego męża jest ustalić ze swoją eksią, czy może DO NIEJ do domu przyprowadzić
    naszego syna. Bo jeżeli dziecko ma lat naście - ustala to z rodzicem/opiekunem,
    jeśli jest kajtkiem-przedszkolakiem robi to rodzic, który takich odwiedzin chce.
    pozdrawiam
    a.
    --
    W mojej nowej sukni
    Dziś rano -
    Ktoś inny.
  • m-m-m 15.02.05, 17:47
    I z tym się zgadzam.
  • chalsia 16.02.05, 22:06
    > A gdyby był sam to mógłby nieuprzedzając zobaczyć swoje dziecko? Czy tu jest
    > problem, że był z drugim dzieckiem, czy że przyszedł nie uprzedzając?

    W obydwu przypadkach termin wizyty ojca był mi znany, więc nie było tu kwestii
    nie uprzedzenia.
    A wracając do postawionego wyżej pytania - nie, nie mógłby bez uprzedzenia
    zobaczyć synka.
    Chalsia
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • m-m-m 17.02.05, 09:12
    Chalsiu, dziecko Twoje jest małe i rozumiem, że chciałabyś być obecna. Poniekąd
    to rozumiem.
    Jednakowoż kiedyś dziecko Twoje będzie miało lat 13-17 i być może zmienisz
    optykę widzenia.
    Chalsiu, napisałam w którymś poście, że miałam rodziców rozwiedzionych (może
    dlatego rozumiem pasierba) i dla mnie niezwykle ważne było to, że moja mama
    zgadzała się na wizyty taty spontanicznie, choć miała swoje powody by nie
    chcieć mojego ojca widzieć i choć obok w pokoju był ojczym. Miałam wtedy lat 8-
    14. Widzisz...tato zmarł nagle gdy skończyłam lat 14. Naprwdę wielką stratą dla
    mnie by było gdyby mi regulowała jego wizyty, bo miałabym jego deficyt na
    później, odebrałabym to też jako swoistą karę za to, że oni mieli małżeństwo
    nieudane. Mama wykazała się klasą: pozwalała na jego spontaniczne wizyty i
    potem zawiozła mnie na jego pogrzeb. Za to ją podziwiam i naprawdę szanuję.
    To taki przykład z życia i o ile dziecko Twe jest małe, to kiedyś będzie coraz
    starsze.
  • derena33 17.02.05, 09:41
    Ja mojemu synowi powiedzialam, ze nie zycze sobie by jego ojciec odwiedzal go w
    naszym domu w czasie mojej nieobecnosci, bo wiazalo sie to zawsze z
    wyniesieniem jakichs drobiazgow. Zreszto zakomunikowalam to tez bezposrednio
    bylemu. Mlody to swietnie zrozumial, sam czul sie glupio, by ojcu cos
    powiedziec.
    Uwazam ze nalezy postawic granice, skoro partner opuscil nasz dom, to nie po to
    by sie do niego spowrotem wprowadzac bez zaproszenia.
    A zachowania niektorych mezczyzn tez mi sie kojarza z posiadaniem haremu.

    Moj ex np. wchodzac do mojego domu po remoncie, potrafil cos tam skomentowac,
    nie podobaly mu sie moje porzadki, az w koncu jego wlasny syn zapytal go " co
    tato przyszedles tu na inspekcje?"
  • kubowa 15.02.05, 16:24
    m-m-m napisała:

    > Musi, bo wtedy sądbierze pod uwagę iż jest drugie dziecko i finanse ojca
    muszą strczyć na dwoje.

    bardzo slusznie. finanse musza starczyc na kazde dziecko!

    Oczywiście ex chciałyby by ich dzieci były jedynakami

    ja na przyklad juz sie sama postaralam, zeby moje i exa dziecko nie bylo
    jedynakiem.

    > (wysterylizować M.

    mojego wysterylizowac, zeby inna nie musiala sie pozniej meczyc, tak jak ja sie
    meczylam..


    > a już na pewno nie zabrania posiadania
    > kolejnych dzieci exowi i jego next.

    a niech sie rozmnazaja do woli!!! tylko co MNIE ma to obchodzic???


    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 16:30
    To Cię obchodzi o tyle i wtedy gdybyś chciała np. większych alimentów na
    dziecko z pierwszego związku. Przed sądem reprezentujesz swoje dziecko (nie
    siebie) i to sąd bierze pod uwagę, że jest więcej dzieci tego pana (a dochód
    ojca tych dzieci należy się im równolegle). I tyle. Ciebie personalnie nic nie
    obchodzi, obchodzi zaś Twoje dziecko, które reprezentujesz i tyle. Nic wiecej.
  • kubowa 15.02.05, 16:35
    m-m-m napisała:

    > Ciebie personalnie nic nie
    > obchodzi, obchodzi zaś Twoje dziecko, które reprezentujesz i tyle. Nic wiecej.

    i to ma byc powod dla ktorego moje dziecko ma pragnac wizyt swojego
    przyrodniego rodzenstwa? bo mu zabiora ojca pieniadze? albo to co piszesz sie
    kupy nie trzyma, albo ja za duzo czasu spedzilam dzisiaj z dzieckiem na rekusad


    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 16:45
    Oczywiście pragnąć wizyt swego przyrodniego rodzenstwa nie musi, napisałm już w
    którymś poście, że dzieci powinny mieć ze sobą kontakti by same wybrały czy
    czują się w swoim towarzystwie dobrze, czy nie.

    Odzielmy kontakty: ex, a dziecko z drugiego związku; dziecko z pierwszego
    związku, a dziecko z drugiego związku.
    W pierwszym przypadku chodzi o to, że ex nie musi interesować się nowym
    dzieckiem swego byłego i tylko występując w sądzie np. o podwyżkę alimentów
    otrzyma informację, że to drugie dziecko jest brane pod uwagę jako równolegle
    uprawnione do kasy ojca (czyli sąd weźmie pod uwagę potrzeby dziecka z
    pierwszego związku równocześnie bacząc by pieniędzy zostało i dla drugiego
    dziecka).
    W drugim pzrypadku: dzieci powinny mieć kontakt ze sobą i same dokonać wyboru
    czy chcą być w swoim towarzystwie, czy nie.
  • kubowa 15.02.05, 17:07
    m-m-m napisała:

    > Oczywiście pragnąć wizyt swego przyrodniego rodzenstwa nie musi, napisałm już
    w
    >
    > którymś poście, że dzieci powinny mieć ze sobą kontakti by same wybrały czy
    > czują się w swoim towarzystwie dobrze, czy nie.

    prosze bardzo, w domu exa jak najbardziej!

    > W drugim pzrypadku: dzieci powinny mieć kontakt ze sobą i same dokonać wyboru
    > czy chcą być w swoim towarzystwie, czy nie.

    tak tak, moga sie przyjaznic, prosze bardzo. jest tyyyle miejsc w ktorych moga
    sie spotykac. takze w domu ex po wyrazeniu przez nia zgody.
    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 17:33
    prosze bardzo, w domu exa jak najbardziej!

    Czyli dziecko ex ma prawo bez ograniczeń bywać u siostry i ojca, zaś siostra i
    ojciec nie maja tego prawa u dziecka ex? Czyli macocha MUSI się zgadzać na
    wizyty dziecka z pierwszego związku w jej domu, a matka tego dziecka MOŻE
    łaskawie pozwolić by to drugie dziecko bywało u pierwszego??
  • kubowa 15.02.05, 17:41
    m-m-m napisała:

    > prosze bardzo, w domu exa jak najbardziej!
    >
    > Czyli dziecko ex ma prawo bez ograniczeń bywać u siostry i ojca, zaś siostra
    i
    > ojciec nie maja tego prawa u dziecka ex?

    dokladnie. to nie jest zycie w komunie. tu kazdy ma swoj dom i niech kazdy
    grzebie na swoim podworku. a, ze moje dziecko ma dwa domy, to mozna nawet
    powiedziec, ze jest o jeden dom bogatszesmile nie rozumiem, dlaczego moja rodzina
    i nowa rodzina exa mialby sie w jakikolwiek sposob mieszac???? brrrrrrr

    Czyli macocha MUSI się zgadzać na
    > wizyty dziecka z pierwszego związku w jej domu,

    nic nie musi, moze powiedziec swojemu m: nie zgadzam sie, zeby ten bachor sie
    tu krecil. ma do tego pelne prawo.

    a matka tego dziecka MOŻE
    > łaskawie pozwolić by to drugie dziecko bywało u pierwszego??

    moze, jesli widzi w tym sens.


    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 17:54
    ze moje dziecko ma dwa domy, to mozna nawet
    > powiedziec, ze jest o jeden dom bogatszesmile nie rozumiem, dlaczego moja
    rodzina
    > i nowa rodzina exa mialby sie w jakikolwiek sposob mieszac?


    Bo tak wyszło, że dzieci z tych dwóch rodzin i ich ojciec są blisko
    spokrewnieni.
  • kubowa 15.02.05, 18:00
    m-m-m napisała:


    > Bo tak wyszło, że dzieci z tych dwóch rodzin i ich ojciec są blisko
    > spokrewnieni.

    iiii???? to niech je razem zabiera gdzie chce! ale nie do mojego domu!


    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 15.02.05, 18:01
    to niech je razem zabiera gdzie chce! ale nie do mojego domu!



    Tak samo może powiedzieć macocha o pasierbie.
  • kubowa 15.02.05, 18:04
    m-m-m napisała:

    > Tak samo może powiedzieć macocha o pasierbie.

    dokladnie!


    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • pelaga 15.02.05, 20:02
    M-m-m macocha MUSI sie zgadzac ze wzgledu na swojego meza (o ktorego rodzinie
    wiedziala i w ktorego rodzine sie dobrowolnie wpisala), bo to jego dziecko, a
    nie ze wzgledu na to dziecko. To jest dom tego ojca i to dziecko do niego ma
    PRAWO przyjezdzac. Jest jednak wiele macoch, ktore sie nie zgadzaja, a ich
    mezowie toleruja to i zrywaja kontakty z wlasnymi dziecmi.
    Ja nie mam zadnego obowiazku goscic obcej MI osoby w moim domu, chyba, ze
    zrobie to dla MOJEGO dziecka. Ale nie dla czyjegos kaprysu, czy czyjejs wygody.
    Jako ex zupelnie nie interesuje mnie fakt posiadania rodziny przez mojego exa.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • kubowa 15.02.05, 20:08
    pelaga napisała:

    > M-m-m macocha MUSI sie zgadzac ze wzgledu na swojego meza (o ktorego rodzinie
    > wiedziala i w ktorego rodzine sie dobrowolnie wpisala), bo to jego dziecko,
    a
    > nie ze wzgledu na to dziecko. To jest dom tego ojca i to dziecko do niego ma
    > PRAWO przyjezdzac. Jest jednak wiele macoch, ktore sie nie zgadzaja, a ich
    > mezowie toleruja to i zrywaja kontakty z wlasnymi dziecmi.


    bo niektorzy ex sa tak niezaradni, ze nie mieszkaja w SWOIM domu, tylko w domu
    nextsmile i wtedy ona moze powiedziec: won, do dziecka exa. ma do tego prawo. a
    jesli jakis ex sie na to godzi, to juz tymbardziej nie ma o czym mowicsmile
    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • pelaga 16.02.05, 09:05
    > bo niektorzy ex sa tak niezaradni, ze nie mieszkaja w SWOIM domu, tylko w
    > domu nextsmile

    Alez Kubowa wink)) Toz to wlasnie ich sposob na zaradnosc wink))

    > i wtedy ona moze powiedziec: won, do dziecka exa. ma do tego prawo. a

    Znam co najmniej jedna taka next, ktora sobie nie zyczy dziecka w domu, choc to
    dom ojca tego dziecka, a ona ani na niego nie zarobila, ani go nie utrzymuje.

    > jesli jakis ex sie na to godzi, to juz tymbardziej nie ma o czym mowicsmile

    Dokladnie, jak zwykle wracamy do punktu wyjscia, wszystko zalezy od stosunku
    tatuska do dziecka.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • lubstej 16.02.05, 09:13
    > > bo niektorzy ex sa tak niezaradni, ze nie mieszkaja w SWOIM domu, tylko w
    >
    > > domu nextsmile
    >
    > Alez Kubowa wink)) Toz to wlasnie ich sposob na zaradnosc wink))
    >

    ta "niezaradnosc" do tej pory exessy (rzeczywiscie fajne slowo) nazywaly
    honorem (tzn pozostawil dom/mieszkanie "dzieciom" postapil honorowo - zazadal
    podzialu - cham i prostacz)
    trudno zaczynajac od zera albo od glebokich minusow od razu byc na SWOIM


    --
    wszystko co pisze, jest moja subiektywna opinia i ocena tongue_out
  • kubowa 16.02.05, 09:56
    lubstej napisała:

    > ta "niezaradnosc" do tej pory exessy (rzeczywiscie fajne slowo) nazywaly
    > honorem (tzn pozostawil dom/mieszkanie "dzieciom" postapil honorowo - zazadal
    > podzialu - cham i prostacz)


    jasne. tylko nie uogolniaj prosze. napisalam co napisalam, bo moj ex zabral nam
    wszystko! zostawil rzeczy dziecka i moje osobiste. caly dobytek sprzedal i
    nawet nie pomogl mi w przeprowadzce z dzieckiem. potem caly dobytek albo
    przehulal albo wlozyl do skarpety i mu sie zapodziala, bo teraz zabiera dziecko
    do next, bo jak twierdzi: u siebie nie ma warunkow. wiec nie mydlij mi tu
    jakims podzialem!

    > trudno zaczynajac od zera albo od glebokich minusow od razu byc na SWOIM

    nooo, ja mialam trzy walizki rzeczy i wynajete mieszkanie. to juz cos, prawda?



    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • lubstej 16.02.05, 10:17

    przepraszam, poprawiam sie:

    ta "niezaradnosc" do tej pory NIEKTORE exessy (rzeczywiscie fajne slowo)
    nazywaly honorem (tzn pozostawil dom/mieszkanie "dzieciom" postapil honorowo -
    zazadal podzialu - cham i prostacz)


    "bo moj ex zabral nam
    >
    > wszystko! zostawil rzeczy dziecka i moje osobiste. caly dobytek sprzedal i
    > nawet nie pomogl mi w przeprowadzce z dzieckiem. potem caly dobytek albo
    > przehulal albo wlozyl do skarpety i mu sie zapodziala, bo teraz zabiera
    dziecko
    >
    > do next, bo jak twierdzi: u siebie nie ma warunkow. wiec nie mydlij mi tu
    > jakims podzialem!"

    nie pisalam o twoim przypadku wiec po co te nerwy

    ja mam dokladnie odwrotne doswiadczenia
    moj maz wyprowadzil sie z domu z dwoma walizkami rzeczy osobistych, placil
    bardzo wysokie alimenty i splacal kredyty "malzenskie"

    czy przez pryzmat moich doswiadczen tez mam prawo ci nawrzucac ?
    nie sadze
    za brak slowka NIEKTORE juz przeprosilam

    kubowa, wiem o co ci chodzi, bo najbardziej boli brak tzw sprawiedliwosci,
    poczucie krzywdy, ale to mija
    pozdrawiam smile


    --
    wszystko co pisze, jest moja subiektywna opinia i ocena tongue_out
  • kubowa 16.02.05, 10:24
    lubstej napisała:

    >
    > przepraszam, poprawiam sie:
    >
    > ta "niezaradnosc" do tej pory NIEKTORE exessy (rzeczywiscie fajne slowo)
    > nazywaly honorem (tzn pozostawil dom/mieszkanie "dzieciom" postapil
    honorowo -
    > zazadal podzialu - cham i prostacz)

    no, tak lepiejsmile


    > ja mam dokladnie odwrotne doswiadczenia
    > moj maz wyprowadzil sie z domu z dwoma walizkami rzeczy osobistych, placil
    > bardzo wysokie alimenty i splacal kredyty "malzenskie"

    no, to ci sie czlowiek trafil. lucky you!

    > za brak slowka NIEKTORE juz przeprosilam

    ja sie wcale nie gniewam.

    >
    > kubowa, wiem o co ci chodzi, bo najbardziej boli brak tzw sprawiedliwosci,
    > poczucie krzywdy, ale to mija
    > pozdrawiam smile


    w tym watku chodzi mi o cos zupelnie innego. rowniez pozdrawiamsmile
    --
    kubowa gg:493103
    nasza stronka
    to niemozliwe
  • m-m-m 16.02.05, 10:44
    Znam co najmniej jedna taka next, ktora sobie nie zyczy dziecka w domu, choc to
    dom ojca tego dziecka, a ona ani na niego nie zarobila, ani go nie utrzymuje.



    Tak się składa, że każde z nas wniosło do małżeństwa swoje mieszkanie i łaski
    od M. nie potzrebuję
  • pelaga 16.02.05, 11:12
    > Tak się składa, że każde z nas wniosło do małżeństwa swoje mieszkanie i łaski
    > od M. nie potzrebuję

    Ale ja nie pisalam o Tobie. Mialam na mysli "znam w realu", przepraszam za brak
    precyzji smile
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • m-m-m 16.02.05, 10:40
    jest dom tego ojca

    Jesteś w błędzie. TO MÓJ DOM.
  • pelaga 16.02.05, 11:15
    > Jesteś w błędzie. TO MÓJ DOM.

    Ciekawe, czy Twoj maz nie uwaza go za swoj dom. Dla mnie DOM to nie tylko
    budynek, to moje miejsce na ziemi.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • m-m-m 16.02.05, 10:59
    M-m-m macocha MUSI sie zgadzac ze wzgledu na swojego meza (o ktorego rodzinie
    wiedziala i w ktorego rodzine sie dobrowolnie wpisala), bo to jego dziecko, a
    nie ze wzgledu na to dziecko. To jest dom tego ojca i to dziecko do niego ma
    PRAWO przyjezdzac.

    Po pierwsze: jest to mój dom;
    Po drugie: pasierb przyjeżdżać nie musi, bo tu faktycznie jest.
  • omama 15.02.05, 16:36
    Z mojego pkt widzenia wychodzi tu akruat absolutnie na jedno. Tak czy inaczej
    można sytuację ściągnąć do znienawidzonego przez macochy przysowia, o gałach,
    co to wiedziały, które - jeżeli sobie życzysz - mogę zastąpić mniej drażliwym
    anglojęzycznym "it comes with the package".
  • m-m-m 15.02.05, 14:40
    Poza tym ja niespecjalnie pozytywnie oceniam konieczność uwzgledniania w swoim
    zyciu nowego przychówku exa. Jego dziecko- jego problem. Nastepnym etapem może
    będzie goszczenie nexessy, "bo to właściwie rodzina...".


    W swoim życiu możesz nie uwzględniać, ale w życiu swego dziecka - owszem. Te
    dzieci są rodzeństwem i kiedyś prędzej czy później spotkają się choćby...na
    pogrzebie ojca i będą dzieliły się po nim spadkiem.
    Znam przypadek, gdy rodzeństwo przyrodnie nie miało kontaktu. Potem jedno z
    nich miało pretensje do rodziców, że nie umożliwili im tych kontaktów.
    Najlepiej jak dzieci same wybiorą czy chcą bywać ze sobą, czy nie (a sądzę, że
    czasem takie sytuacje będą wręcz nieuniknione, jak np. wakacje z ojcem i jego
    drugą rodziną, czy obecność w domu ojca i jego drugiej rodziny). I to nie jest
    teoria. To praktyka życiowa. Jeśli dzieci te miałyby wspólnych rodziców to rteż
    ojca miały by ww jednym czasie jednocześnie, a nie osobno.
    Poza tym wątpię, by next chciałaby bywać u Ciebie i Z Tobą utrzymywać kontakty.
    Są takie przypadki, ale najczęściej obie strony chcą się widywać, a nie tylko
    jedna ze stron.
  • kammik 16.02.05, 09:01
    M-M-M, piszesz o alimentach, spadkach, a nie o meritum sprawy. Dziecko eksa i
    Nexessy (nilko, uklon za piekne slowo) ma ojca tylko i wylacznie dla siebie
    przez 6 dni w tygodniu. Chalsiowy synek - raz w tygodniu przez bodajze trzy
    godziny, a i to nie zawsze. Naprawde uwazasz za sluszne, zeby i ten czas zostal
    mu odebrany? BTW, chalsiu, moglabys jeszcze wspomniec, kto sie zajmowal eksowym
    niemowlakiem podczas ich wizyty u twoim domu.
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • m-m-m 16.02.05, 10:52
    Sprawy spadków i alimentów wynikly z rozwinięcia watków pobocznych, ale
    powtórzę:
    1. nie uważam, by złym było to, że do brata przyjeżdża ojciec z jego siostrą;
    2. teoretycznie dziecko drugie ma ojca 6 dni w tygodniu (bo mieszka z nim), co
    nie oznacza, że faktycznie tak jest, to z postu nie wynika i tyle.
  • chalsia 16.02.05, 11:05
    > 2. teoretycznie dziecko drugie ma ojca 6 dni w tygodniu (bo mieszka z nim),
    co
    > nie oznacza, że faktycznie tak jest, to z postu nie wynika i tyle.

    Ale tak jest.

    Nie mam czasu teraz pisać. W skrócie - Ashan i Omama absolutnie świetnie
    wszystko wyjasniły - dokładnie z postu wyczytały o co chodzi i dlaczego nie
    odpowiada mi takie postępowanie eksa.
    I przyjazdy ojca z siostrą mojego synka BYŁY BY OK, ale tylko wtedy gdyby
    odbywały się z mojej inicjatywy i za moją zgodą (ewentualnie na prośbę mojego
    syna, na którą mogłabym wyrazić zgodę). Tylko i wyłącznie wtedy.

    Może dotrze do Ciebie lepiej kwestia prawna, skoro zwykła "emocjonalno-
    dobrowychowaniowa" nie za bardzo. Wtedy gdy dziecko jest z ojcem po za moim
    domem (czyli 2 soboty w miesiącu) ojciec ma prawo decydowac z kim i jak spędza
    czas z naszym dzieckiem (= czyli między innymi i z przyrodnią siostrą).
    Natomiast gdy przyjeżdża z wizytą do mojego domu, gdzie ja sprawuję opiekę nad
    dzieckiem i jest to MÓJ dom - ja decyduję z kim dziecko spędza czas.

    Oprócz tego, że wizyty ojca w moim domu są JEDYNYM czasem, kiedy mój syn ma
    ojca na wyłączność (a mądre ksiązki podają, że równiez w pełnych rodzinach
    bardzow ważne jest by zwłaszcza syn miał możliowośc budowania relacji z ojcem w
    układzie jeden na jeden) jest jeszcze kwestia mojej osoby - nie pasuje mi (bo
    to nie jest miłe) by drugie dziecko eksa u mnie bywało (TYM BARDZIEJ ŻE BEZ
    MOJEJ ZGODY). Jak już któraś z Przedpiszczyń napisała - akceptuję fakt, że eks
    ma drugą rodzinę, ale konsekwencji EMOCJONALNYCH (ani innych - ale pliiis nie
    wracajmy do kwestii alimentów, bo one nie stanowią tu problemu) z tego powodu
    ponosić NIE MUSZĘ i nie chcę.

    Chalsia
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • m-m-m 16.02.05, 11:08
    Ok. Chalsia, przepraszam, że zaśmieciłam Ci wątek i poszerzyłam jego znaczenie.
  • lubstej 16.02.05, 11:37
    potrafie zrozumiec, ze dla ciebie wizyta dziecka exa to problem emocjonalny
    to troche podobna sytuacja do akceptacji wizyt "pasierbow" przez "macochy"
    (trudniej przychodzi mi zrozumiec twoja zgode na wizyty u dziecka w twoim domu
    pod twoja nieobecnoscwink

    ale z drugiej strony to tylko kilku lub kilkunastomiesieczne dziecko - to nie
    jest twoj przeciwnik...

    chyba trzeba znowu sprobowac porozmawiac, bo jesli chodzi tez o czas poswiecany
    waszemu synowi to moze uzgodnijcie jeszcze jakis termin wizyty w ktorym ex
    bedzie mogl pobyc z obojgiem dzieci, a ten dotychczasowy niech przenacza tylko
    dla mlodego

    a poza tym juz niedlugo bedzie cieplo i beda mogli wszyscy wychodzic na spacery
    wiec wizyty w domu odpadna smile



    --
    wszystko co pisze, jest moja subiektywna opinia i ocena tongue_out
  • ashan 15.02.05, 15:06
    Po pierwsze:
    brakiem elementranej kultury jest zapraszanie do czyjegoś domu/przyjmowanie w
    cudzym domu osób trzecich pod nieobecność gospodarza nawet go o tym nie
    uprzedzając

    po drugie:
    dzieci się znają - przebywają ze sobą, gdy tata zabiera syna do siebie do domu
    i mają szanse na nawiązanie relacji

    po trzecie:
    czas w tygodniu, który ojciec ma spędzać ze swoim synem z pierwszego małżeństwa
    (w domu matki) jest czasem dla tego syna, a nie na umacnianie więzi pomiędzy
    przyrodnim rodzeństwem (patrz punkt wyżej)

    po czwarte:
    każda mama wie doskonale, że jednak więcej uwagi poświęca się dziecku
    młodszemu, co kłóci się z celowością spotkań ze starszym synem

    współczuję Chalsiu
    pozdrawiam
    a.

    --
    Umiesz liczyć - licz na siebie
  • czekolada72 16.02.05, 11:43
    Pozwolicie, ze wtrace swoje trzy grosze. Moja sytuacja nieco inna. Jestem
    nieoficjalna ex , zas ciagle jeszcze nieoficjalny ex zamieszkuje oficjalnie z
    nieoficjalna nexia i ich wspolnym dzieckiem. Roznica miedzy naszymi dziecmi -
    przeszlo 10 lat. Tatus ma poki co ieograniczony kontakt z naszym dzieckiem, ale
    majac swiadomosc ze mnie osobiscie dokopuje - zabiera nasze dziecko do swego
    nowego mieszkania, gdzie multum czasu nasze dziecko spedza w towarzystwie nexi
    (ok, zagryzam zabki, ale niby czemu ma mi sie podobac . ze moje dziecko spedza
    czas w towarzystwie baby, ktora rozbila rodzine?) ewentualnie tatus zabiera
    swoje dzieci na spacery gdzie starsze zajmuje sie duzo mlodszym.

    Reszta wlasciwie zawiera sie w opinii Ashan:
    po trzecie:
    czas w tygodniu, który ojciec ma spędzać ze swoim synem z pierwszego małżeństwa
    (w domu matki) jest czasem dla tego syna, a nie na umacnianie więzi pomiędzy
    przyrodnim rodzeństwem (patrz punkt wyżej)

    po czwarte:
    każda mama wie doskonale, że jednak więcej uwagi poświęca się dziecku
    młodszemu, co kłóci się z celowością spotkań ze starszym synem


    Pozdrawiam i mam nadzieje, ze nie zostane zjedzona smile
  • nilka13 15.02.05, 15:07
    Chalsia ma prawo powiedzieć "nie" wizytom tamtego dziecka w swoim domu. Idę
    jednak o zakład, że jesli tak zrobi, czeka ja obelżywa reakcja byłego męża.
    Dzieci mogłyby się spotykać u exa- ale tu chodzi o manifestację i złamanie
    czyjejś wolnej woli.
    Zauważyłyscie, jak rzadko nam, kobietom, wolno mówić "nie"?
    Nilka


    Jesli przystosowanie się, to wolność- to ja jestem wolna jak ptak...
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • lilith76 15.02.05, 15:08
    spytaj się go - czy to żartem, czy na poważnie - dlaczego przywozi dziecko ze
    sobą. nie pamiętaj jak duże jest twoje dziecko, może wizyta przyrodniej siostry
    jest mu jeszcze obojętna? może były uważa, że to takie wzruszące, że jego
    dzieci bawią się razem, może nie ma z kim dzieciaka zostawić?
    jeśli da się z nim normalnie porozmawiać, to warto spróbować. gorzej jeśli
    każde twoje zdanie traktuje jak atak.

    --
    Tyle masz z życia, ile sobie odpuścisz smile
  • lilith76 15.02.05, 15:36
    > nie pamiętaj jak duże jest twoje dziecko

    miało być: nie pamiętam jak duże jest twoje dziecko!

    ja też sądzę - orientując się pobieżnie w historii chalsi - że jej były wykazał
    się totalnym brakiem taktu.

    --
    Tyle masz z życia, ile sobie odpuścisz smile
  • bojana 16.02.05, 12:25
    Dla mnie główny problem (gdybym była w Twojej sytuacji) polegałby na tym, że
    eks, zamiast budować relacje z Waszym synem, buduje relację on-dziecko1-
    dziecko2 (sorki za techniczny charakter). Jak to sama zresztą napisałaś, aby
    budować relację ojca z synem, potrzebny jest kontakt 1 do 1. Nie wspomnę już o
    tym, że niemowlak wymaga praktycznie 100% uwagi, szczególnie jeżeli jest poza
    miejscem zamieszkania, w którym, w odróżnieniu do Twojego mieszkania, są
    możliwości, aby takie dziecię pozostawić bezpiecznie samemu sobie na krótki czas
    Mi też sie to nie podoba. Nie świadczy to dobrze o jego świadomości rodzica.
    Wytłumaczenia takiej sytuacji są różne:
    - sytuacja losowa - nie maiał z kim zostawić dziecka,
    - taką ma wizję kontaktów z synem,
    - next tak to wszystko aranżuje
    i wiele innych.
    Chyba nie da się uniknąć rozmowy, wytłumaczenia swoich racji i oczekiwań.
    Stosownie do zeznań podejmij odpowiednie kroki. Mam tylko nadzieję, że sytacja
    nie dryfuje w stronę przyszłości, w której eks na spotkania z synem, oprócz
    dziecka z drugiego związku, zacznie przyprowadzać swojego psychoanalitykawink
    Pozdrawiam

    ....................................
    I co na to NATO?
    NATO na to nic
  • sama.mama 17.02.05, 00:01
    Chalsię rozumiem w pełniwink
    Mam ten sam problem - tylko odwrotny.

    Do mojej córki przyjeżdża ojciec ze swoim starszym dzieckiem - w efekcie - po
    15 minutach wizyty,tatuś czyta gazetę(ogląda tv,dłubie w nosie itd) a jego
    Starsze zabawia moją córeczkę(8 miesięcy).

    Nigdy nie zapytał mnie o przyzwolenie(a tu celowo nie używam słowa -
    pozwolenie) - bo z pewnościa powiedziałbym,co sądze o jakości takich spotkań.
    Nie mam nic przeciwko kontaktom Starszej z moją córką -ale - nie na zasadach
    przyjętych według widzi mi się tatusia!

    Do tego - zwozi Starszą zakatarzoną,zakaszlaną,a kiedy tylko wyjdę z pokoju -
    przełącza jej TV na Cartoony czy Foxy...no ręce opadają.

    U mnie absolutnie nie da się ROZMAWIAC -wrecz przeciwnie-kiedy dowiedział
    się,że to budzi moje zastrzeżenia...robi to celowo i nie zamierza zaprzestać..
  • chalsia 17.02.05, 00:57
    > U mnie absolutnie nie da się ROZMAWIAC -wrecz przeciwnie-kiedy dowiedział
    > się,że to budzi moje zastrzeżenia...robi to celowo i nie zamierza zaprzestać..

    U mnie jest podobnie (co do rozmów). I również obawiam się, że może być
    podobnie jak u Ciebie.
    Zamierzam na spokojnie go poprosić by pewnych rzeczy nie robił (między innymi
    przyjeżdżał z córką na wizyty do mojego dziecka w dni powszednie). Jesli prośba
    nie poskutkuje - przejdę do czynów, a mianowicie zamknę drzwi.
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • ania_rosa 17.02.05, 01:08
    A widzicie! Angole od zawsze mawiają "my home is my castle" i warto brać z nich
    przykład oraz stawiać jasne granice. Znam pewną panią, która była bardzo
    milutką i korną owieczką, aż pewnego dnia usłyszała od Pana Męża "ta pani
    mieszka od dziś z nami". I pani zamieszkała z nimi, co trwało dwa lata.
    Taa, nigdy nie wiadomo, do czego doprowadzi rozszerzanie granic semantycznych
    pojęcia "mój dom"wink)))
    Trzym się Chalsia.
    Rosa
    --
    testuję sygnaturkę
  • nilka13 17.02.05, 09:03
    Zaryzykuję tezę, że samcy typu mąż Chalsi, tego typu działaniami dążą w sposób
    niewyrafinowany do stworzenia układu "mały harem": tu dom- tam dom, tu kobieta-
    tam kobieta. Obie bez prawa wyrażenia zdania. System sprawdził się juz w
    przeszłości (no, może bez wiedzy wszystkich poinformowanychwink), okazał się
    całkiem korzystny i hm... produktywny- więc dlaczego nie spróbować ponownie?
    Nilka


    Osoby, które mają trudności z akceptacją moich sformułowań, proszę o kontakt na
    pocztę. Osoby, które maja misję przekonać mnie do pogodzenia się ze zdradą,
    kłamstwem, manipulacja i ich Skutkami, niech zmienią powołanie. Po co zmieniać
    wątek Chalsi w tasiemca.
  • bojana 17.02.05, 09:17
    Wiesz, że po przeczytaniu postu chalsi to samo prezyszło mi do głowy? He, hesmile
    Chciałam jej napisać coś w stylu: przestań w końcu być zawistną i małostkową
    eks, zaproś go z dzieckiem i neksią, przygotuj jakiś obiadek, obejrzyjcie razem
    jakiś filmik - tak, żeby samiec miał swoje stadko pod rękąwink Jak chcieliby
    gdzieś skoczyć to chalsia mogłaby zająć się dzieckiem... Ale nie napisałamwink
    Coś na rzeczy być musi. Pozdrawiam
    ....................................
    I co na to NATO?
    NATO na to nic
  • m-m-m 17.02.05, 09:26
    Osoby, które mają trudności z akceptacją moich sformułowań, proszę o kontakt na
    pocztę. Osoby, które maja misję przekonać mnie do pogodzenia się ze zdradą,
    kłamstwem, manipulacja i ich Skutkami, niech zmienią powołanie. Po co zmieniać
    wątek Chalsi w tasiemca.


    Nie, ja nie mam trudności w akceptacji twoich sformułowań, jeśli dotyczą one
    Twoich własnych dzieci. Skoro swoje dzieci nazywasz "produktami prokreacji" to
    Twoja sprawa. Nie nazywaj jednak tak cudzych dzieci, bo to obraźliwe.
    Nigdy w życiu nie powiedziałabym o moim pasierbie, że jest "produktem
    prokreacji" M. i jego nieudanej byłej kobiety, bo dziś dobro tego "produktu"
    jak najbardziej mnie interesuje.
    Na pocztę pisała nie będę, bo trudno nie zareagować publicznie na pubiczną
    wypowiedź.
  • kammik 17.02.05, 09:45
    Ale przeciez kazde dziecko, kazdy czlowiek jest efektem prokreacji, co w tym
    obrazliwego? Owocem dupczenia to nie - anal ciążą nie grozi.
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • lilith76 17.02.05, 11:11
    kammik, ale gdyby kolejna kobieta twojego byłego (jeśli jesteś eks) nazwałaby
    twoje dziecko "produktem prokreacji" krew by cię zalała.
    kobiecie wolno tak nazwać dziecko byłego męża z jego kolejnego związku, ale ma
    zabronione określanie tak dziecka swojego męża z poprzedniego związku. w każdym
    przypadku warto patrzeć na kontekst, a w tym wątku było to lekko lekceważące.

    --
    Tyle masz z życia, ile sobie odpuścisz smile
  • kammik 17.02.05, 11:16
    Moje dziecko bylo nazywane efektem wpadki, niezaangazowania uczuciowego oraz
    niedostostosowanym spolecznie odludkiem. Aha, jeszcze "mieszancem". A co mnie
    to obchodzi? Guzik z petelka.
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • m-m-m 17.02.05, 11:31
    cytat z postu nikli13, co do którego jest obecny spór:

    dlaczego Chalsia ma wykazywać cholerną pokorę wobec zaistniałej
    sytuacji i produktów prokreacji owej pary?


    Moje dziecko bylo nazywane efektem wpadki, niezaangazowania uczuciowego oraz
    > niedostostosowanym spolecznie odludkiem. Aha, jeszcze "mieszancem". A co mnie
    > to obchodzi? Guzik z petelka.

    Ok. Twoje dziecko, jesli takie określenia Twojego dziecka Cię nie rażą to Twoja
    sprawa.
    Choć pasierb nie jest moim dzieckiem to jednak takie określenia mnie by raziły.
    Nie każdy może obojętnie przejść wobec takiego sformułowania i ma do tego
    prawo, by nie obrażano jego dziecka lub nie jego własnego dziecka, a pasierba.

  • kammik 17.02.05, 11:41
    Kwestia nie tego, czy mnie rażą, czy nie, tylko w jaki sposob sie na to
    reaguje. Tyle sie ma z zycia, ile sie odpusci, ze zacytuje sygnaturke lilith. I
    powtorze, w okresleniu "produkt prokreacji" nie widze nic niestosownego,
    niezaleznie od tego, czy nazywane jest tak wyczekiwane dziecko malzenskie, czy
    tez efekt niekontrolowanego rozsiewania plemnikow.
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • m-m-m 17.02.05, 12:20
    powtorze, w okresleniu "produkt prokreacji" nie widze nic niestosownego

    Ok. pozdrawiam Twój "produkt prokrecji" (czyt. Twoje dziecko), bo jednak mój
    pasierb to człowiek, a nie "produkt", czy inna rzecz.
    Ja odpuszczam rzeczy błache, ale obrażanie cudzego dziecka to nie jest dla mnie
    rzecz błacha.
  • chalsia 17.02.05, 12:13
    Piszę na końcu watku z cytatem, bo całość się tak rozrosła i rozczłonkowała, że
    trudno odnaleźć nowe wpisy.

    MMM napisała:
    "Chalsiu, dziecko Twoje jest małe i rozumiem, że chciałabyś być obecna.
    Poniekąd
    to rozumiem.
    Jednakowoż kiedyś dziecko Twoje będzie miało lat 13-17 i być może zmienisz
    optykę widzenia.
    Chalsiu, napisałam w którymś poście, że miałam rodziców rozwiedzionych (może
    dlatego rozumiem pasierba) i dla mnie niezwykle ważne było to, że moja mama
    zgadzała się na wizyty taty spontanicznie, choć miała swoje powody by nie
    chcieć mojego ojca widzieć i choć obok w pokoju był ojczym. Miałam wtedy lat 8-
    14. Widzisz...tato zmarł nagle gdy skończyłam lat 14. Naprwdę wielką stratą dla
    mnie by było gdyby mi regulowała jego wizyty, bo miałabym jego deficyt na
    później, odebrałabym to też jako swoistą karę za to, że oni mieli małżeństwo
    nieudane. Mama wykazała się klasą: pozwalała na jego spontaniczne wizyty i
    potem zawiozła mnie na jego pogrzeb. Za to ją podziwiam i naprawdę szanuję.
    To taki przykład z życia i o ile dziecko Twe jest małe, to kiedyś będzie coraz
    starsze. "

    Oczywiście, ze moje podejście będzie się zmieniać wraz z rozwojem i wiekiem
    dziecka. Taka jest rola rodzica - podążać za dzieckiem.
    ALE
    Co to znaczy spontaniczność? Czy masz na myśli sytuacje, gdy ojciec z nagła
    pojawia się pod drzwiami mówiąc "wpadłem"? No to ja takiej spontaniczności nie
    przyklasnę.
    Natomiast spontaniczność w postaci telefon przynajmniej dzień wczesniej z
    zapytaniem "czy mogę jutro przyjechać" - owszem OK.
    Z tym, że mój eks tak się nie zachowuje. Często mam sytuacje takie, że na
    ustalony (nota bene sądownie) termin wizyty nie stawia się i nie powiadamia o
    tym, ze go nie będzie. Albo na kilka godzin przed wizytą dostaję sms z
    informacją, że go nie będzie oraz ŻE BEDZIE NASTĘPNEGO DNIA. To jest
    oświadczenie, a nie szukanie porozumienia.

    Chalsia

    PS. w sytuacjach przestawiania przez eksa wizyty z dnia na dzień JA tracę czas,
    który mogłabym spędzić z synem.

    _______________
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • m-m-m 17.02.05, 12:36
    No tak, Twój pan jest niefrasobliwy i nie liczy sie z Twoim czasem. Mówiąc o
    spontanicznych wizytach ojaca w domu mam jednak na mysli dziecko strsze, kiedy
    to możesz zostawić je samo w domu.
    Jeśli rozmowy nic nie dają to faktycznie niech nie przychodzi w taki sposób.
    Jesli nie bedzie słowny wobec syna , to ten syn kiedyś to zauważy. Będzie na
    niego czekał i potem nagle ojciec go zawiadomi, że nie może być. kilka razy
    powtórzy sie taki numer i syn sam będzie widział, że ojciec jest nie w porządku.
    Chalsia,wiem, że jest to trudne, ale niesłowność to nie tylko postępowanie
    wobec Twego syna. Jestem przekonana, że dotyczy to każdego z kim ma ten pan
    doczynienia. Jego dziecka drugiego też to będzie dotyczyło. Taka niesłownośc,
    niepunktualność to cecha szersza, nie tylko wpływająca na jedną osobę. To
    postepowanie wobec wszystkich w otoczeniu.
    Nie wychowasz tego pana, natomiast istotnie szkoda Twojego dziecka.
    Niestety widzę to czarno i jedyna nadzieja, że może kiedyś ułożysz sobie życie
    z innym mężczyzną, który zrównoważy negatywny wzorzec postępowania ojca u Twego
    syna.
  • chalsia 17.02.05, 14:37
    Lubstej napisała:

    "potrafie zrozumiec, ze dla ciebie wizyta dziecka exa to problem emocjonalny
    to troche podobna sytuacja do akceptacji wizyt "pasierbow" przez "macochy"
    (trudniej przychodzi mi zrozumiec twoja zgode na wizyty u dziecka w twoim domu
    pod twoja nieobecnoscwink"

    OD CHALSI
    EKs przychodzi do mnie do domu na USTALONE wizyty - jest wtedy niania, ja
    staram się raczej nie być, bo atmosfera jest napięta, ponieważ ojciec "ma za
    złe",że w mojej obecności on nie ma 100% "uwagi" ze strony dziecka. A po za
    tym, jak napisałam, ojciec z synem powinni mieć możliwość budowania relacji
    jeden na jeden.

    LUBSTEJ
    "ale z drugiej strony to tylko kilku lub kilkunastomiesieczne dziecko - to nie
    jest twoj przeciwnik..."

    OD CHALSI
    nie chodzi o tą mąłą (ma ok. 15 miesięcy) per se, ale o fakt, że gdy ona jest
    mój syn ek nie ma "wyłączności" na ojca, a jest to jedyny czas, kiedy może mieć
    ojca tylko dla siebie (mówimy o wizytach w moim domu)

    LUBSTEJ
    "chyba trzeba znowu sprobowac porozmawiac, bo jesli chodzi tez o czas
    poswiecany waszemu synowi to moze uzgodnijcie jeszcze jakis termin wizyty w
    ktorym ex bedzie mogl pobyc z obojgiem dzieci, a ten dotychczasowy niech
    przenacza tylko dla mlodego"

    OD CHALSI
    Chyba nie doczytałaś. Nie ma potrzeby dodatkowej wizyty w celu budowania więzi
    między rodzeństwem, bo mały jest z ojcem i jego rodziną (= next i ich córka) 2
    soboty w miesiącu

    LUBSTEJ
    "a poza tym juz niedlugo bedzie cieplo i beda mogli wszyscy wychodzic na
    spacery wiec wizyty w domu odpadna smile"

    OD CHALSI
    to owszem załatwia sprawę bycia w moim domu, ale nie załatwia sprawy kontaktu
    ojciec-syn jeden na jeden (patrz wszystkie punkty powyżej).

    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • chalsia 21.02.05, 12:52
    co następuje, po opowiedzeniu jej o wizytach eksa z córką u mnie w domu.
    I muszę powiedzieć, że coś w tym może być.
    Chalsia

    "Wiesz Chalsia mi pozostaje podziwac tylko Twoja next. Bo to wielka umiejetnosc
    tak sterowac facetem, zeby zrobic wszystko, aby uniemozliwic mu wizyty u
    pierwszego dziecka. Pisalas, ze masz dobre odczucia w stosunku do niej itd. Ale
    ja uwazam, ze ona celowo stawia Twojego exa w takiej sytuacji, zeby go obarczyc
    opieka nad dzieckiem dokladnie wtedy, kiedy czas powienien poswiecic Robertowi,
    zebys tego zakazala, zeby od Ciebie wyszlo ograniczenie wizyt, zeby zmyc z
    siebie wine. Tylko co Ciebie obchodzi, ze on nie ma co zrobic z dzieckiem??? No
    co??? Drugie dziecko ma czas karmic ??? (CHALSIOWY DOPISEK - W CZASIE OSTATNIEJ
    WIZYTY EKSA U MNIE W DOMU Z CÓRKĄ PRZYSZŁA PORA OBIADU - PRZY STOLE NIANIA
    KARMIŁA MOJEGO SYNA, A EKS KARMIŁ SWOJĄ CÓRKE) A dla pierwszego zostaja ochlapy
    ojca uganiajacego sie za mlodsza siostrzyczka i niania w odwodzie??? Wspolczuje
    Ci sytuacji, ale chyba nie wpuszczalabym go wiecej do domu z corka.
    A pomijajac to, ze moim zdaniem ona to robi na zlosc Tobie i w celu
    odseparowania Roberta od ojca, to tez jest sztuka Pana Wspanialego Managera
    wrobienie w opieke nad dzieckiem w natloku obowiazkow zawodowych, nie sadzisz??
    A moze to jego jedyny czas spedzany z dziecmi??? Moze ona wychodzi z zalozenia,
    ze oczywiscie jesli jezdzi na wizyty do Roberta, a corka sie nie zajmuje to
    MUSI w tym czasie zajmowac sie obojegiem dzieci, zeby jej biedactwo nie bylo
    pokrzywdzone??? Czytajac macochy dochodze do wniosku, ze cos takiego tez jest
    mozliwe. Tylko to nie zmienia faktu, ze Ciebie to nie musi obchodzic.
    On chcial rodzinki, no to niech sie teraz z baba meczy wink))"

    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • darcia73 21.02.05, 13:17
    Chalsiu, niestety zgadzam się z Twoja znajomą. Sprytna babka z tej twojej nekst.
    --
    moj adres: daruncia@wp.pl / na "gazetowy" nic nie dochodzi sad
  • ann_mart 22.02.05, 08:20
    Ja też, niestety myslę, że coś w tym jest. Zawsze twierdziłam, że np. moim
    mężem łatwo byłoby manipulować. Tyle, że chyba w obie strony by to działało.
    Myślę, że ewent. next mogłaby łatwo odsunąć go od syna, wystarczyłoby, żeby nie
    robiła tego jawnie. Tzn. np. w godzinach odwiedzin "musiałaby" zostać
    zawieziona do lekarza, koniecznie iśc do kina na film na który czekała od roku,
    odwiedzić ciocię w szpitalu itp.
    Z drugiej strony ja chyba też mogłabym mu skomplikować związek gdybym dała mu
    to, na czym by mu zależałao - codzienne wizyty u dziecka, i domagała się, żeby
    naprawdę były codzienne.
    To jest tylko kwestia podatności na manipulację i co więcej, u strony
    manipulującej nie musi być uświadomione.

    A teraz co do wizyt z dzieckiem - myślę niestety, że w sytuacji Chalsi
    faktycznie takie wizyty upośledzają kontakty syn - ojciec. Pomijam już kwestię,
    że sprowadzenie bez zgody gospodarza kogokolwiek jest niezbyt grzeczne, że tak
    to okreslę.
    Po pierwsze opieka nad półtoraroczniakiem jest absorbująca, trzeba przewinąć
    utulić zabawić. Wizyta trwa ze 2 - 3 godziny. Ile czasu z tego pozostaje dla
    syna?
    Po drugie: strasze dzieci zawsze odczuwają zazdrość o młodsze, z różnym
    nasileniem ale zawsze. Tu do tych naturalnych uczuć dochodzi jeszcze fakt, że
    siostra ma ojca na co dzień a syn tylko raz w tygodniu (albo dwa). Konieczne
    jest też trochę czasu sam na sam z każdym rodzicem i tak jest nawet w pełnych
    rodzinach.
    Dlatego nie podzielam zdania tych, które mówią siedzieć cicho bo to dla dobra
    dziecka. Moim zdaniem siedzenie cicho nie jest dla dobra dziecka (bo kontakt
    między rodzeństwem i tak jest w weekendy) , takie siedzenie cicho jest dla
    dobra eksa. Ma święty spokój i pokazuje kto tu rządzi.
    Pozdrawiam
    Anka
    --
    -------
    Nie trać czasu z kimś, kto nie ma go by go spędzać z Tobą
  • konkubinka 24.02.05, 11:42
    Chalsiu
    Ja tez zawsze powtarzalam ze wedlug mnie Twoj eks ma powazny problem w domu
    gdyz z pewnoscia jego kobieta nie radzi sobie z wyrzutami sumienia a co za tym
    idzie kazde spotkanie eksa z dzieckiem w Twoim domu to dla niej meczarnia i
    wyobraznia pracuje jej zanadto.

    Gdybym posłała moja mała do domu corki M - czyli domu jego eksi zapewne
    musialabym corke odwiedzac na OIOMIE.I chocby nawet Gosia tego chciala nie
    pozwolilabym na taka wizyte bo uwazam ze eks , pomimo tego jaka jest kobieta,
    ma prawo do spokoju we wlasnym domu.
    Ja tak uwazam i Twoj eks o tym wie a to co robi to wykorzystywnie Twoich
    pozytywnych cech- poprostu wie , ze Ciebie nie stac na to na co stac z
    pewnoscia nasza eks.I wykorzystuje to bardzo brzydko.W ogole jest egoista i
    mysli ze swiat kreci sie wokol jego tyłka , bardzo podobnie jak moj eks mysli ,
    ze tylko on w stolicy pracuje- jest najbardziej zajetym ojcem ze wszystkich
    ojcow na polskiej ziemi.
    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • kkokos 24.02.05, 15:06
    a ja myślę sobie, że jedną z pieczeni, jaką ta neksia piecze przy tej okazji,
    jest "jej czas dla siebie". swego czasu na macochach przewijał się temat
    pretensji (do eksi? do faceta? do okoliczności? do życia?), że "ona, eksia,
    wrzuca nam dziecko na weekend i sama odpoczywa lub się bawi ze znajomymi, a ja
    się muszę z cudzym bachorem użerać i nie mam szans wypocząć i czuję się
    niewolnikiem we własnym domu" (oczywiście, przesadzam, wiele eksi pisało to w
    znacznie bardziej delikatny sposób!!!!). neksia chalsi cudownie odwraca
    sytuację - skoro ojciec i tak siedzi w dziecinnym pokoju, to może zająć się
    dwójką, a ona wreszcie odpocznie...
    skądinąd z czasów mojego macochowania pamiętam, że uczucie złości z wyrwanego z
    życiorysu weekendu wcale nie było mi obce smile)) co oczywiście nie znaczy, że
    popieram neksię chalsi smile
  • virtual_moth 24.02.05, 15:31
    Ja uważam, że next Chalsi, jeśli nawet "podrzuca" małą na spotkania ojca z
    synem, to nie robi tego w złej wierze, a na pewno nie po to, aby w konsekwencji
    oddalić ojca od syna. Pewnie nawet do głowy jej nie przyjdzie, że to co robi
    ojciec Roberta Chalsia odbiera jako oddalanie ojca od syna oraz niekatk. Pewnie
    ma w głwie model amerykańskiej rodziny, która prowadzi ze sobą interesy,
    wyjeżdża razem na weekendy i dzieli się świnią (sorry, capa_negra, owo zwierze
    bardzo zapadło mi w pamięćwink.

    No, mogę się mylić. Jeśli jednak Chalsia powie exowi, aby więcej tego nie robił
    i jeśli ex jej mimo to nie posłucha, to wtedy będzie można już powiedzieć, że
    next ma w tym swój niebagatelny i świadomy udział.

    Pozdrawiam
  • lilith76 24.02.05, 16:38
    > i jeśli ex jej mimo to nie posłucha, to wtedy będzie można już powiedzieć, że
    > next ma w tym swój niebagatelny i świadomy udział.
    >

    albo raczej, ex nawet nie mówi o uwagach chalsi swojej aktualnej i dalej
    taszczy młodsze dziecko lub przedstawia je w takiej formie, że next ma wrażenie
    iż drugie dziecko jest nic nie znaczącym, zbędnym tobołkiem. wszystko zależy od
    poziomu kultury tego faceta. next może nawet nie wiedzieć, że facet przedstawia
    jej swoją wizję świata, a nie obiektywny obraz sytuacji.

    --
    W średniowieczu mąż miał prawo karcenia żony. W XIV wieku zostało ono
    ograniczone. Nie mógł jej karcić nożem ani łańcuchem...
  • chalsia 24.02.05, 17:15
    Ale ja jednak mam przeciwko (wcześniej w watku pisałam dlaczego).
    Chalsia
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • balladynka 24.02.05, 18:10
    A ja uważam że zarówno ex jak i next wykazują zupełny brak taktu stawiając
    Chalsię w takiej sytuacji. Pomijam już fakt, że nie powinien tego robić pod
    nieobecność gospodyni. Ale tak czy inaczej uważam, że nie powinien im nawet
    taki pomysł przyjść do głowy. Jest to sytuacja na tyle towarzysko
    pokomplikowana, że należałoby uszanować wzajemne tereny prywatne bez stawiania
    drugiej strony w sytuacji kiedy musi wybierać między przyzwoleniem z kwaśną
    miną albo odmową (też niedobrze). Rodzeństwo będzie się widywać przy innych
    okazjach, których Chalsia nie odmawia jak rozumiem.
    Jako next może mnie irytować fakt, że M. się zajmuje dzieckiem swoim i eksi a
    nie naszym wiec ja nie mogę sobie odzipnąć w weekend ale co innego poprosić go
    o zabranie obojga dzieci na spacer albo zajęcie się nimi w domu i wyjście do
    fryzjera a co innego sytuacja taka jak u Chalsi.
  • pelaga 24.02.05, 18:59
    Zgadzam sie z Balladynka smile I jestem pod wrazeniem tez odpowiedzi z drugiej
    strony barykady smile
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • konkubinka 25.02.05, 09:10
    przyznaje ze caly watek jest dlugi i nie mialam czasu dokladnie sie wczytac
    jednak mysle , ze to bez znaczenia.
    Facet jest bezczelny i ma lekcewazacy do CHalsi stosunek.
    Osobiscie uwazam , ze po tym w jaki sposob i w jakiej sytuacji doszlo do
    rozpadu rodziny powinien kajac sie do konca zycia przed Nia i Dzieckiem .
    Byc moze nowa Pani suszy mu glowe z zazdrosci czy innych podobnych uczuc ale
    coz to ma za znaczenie.Powinna Bogu dziekowac , ze trafila akurat na Chalsie.I
    powinna skrecac sie z wyrzutow sumienia do konca.
    Nie mam litosci dla takich osobnikow, jestem nastawiona subiektywnie , dla mnie
    to jak postapil z dzieckiem i zona jest niewybaczalne i koniec kropka.

    Posunał sie stanowczo za daleko.

    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • omama 25.02.05, 09:28
    TAk się, Chalsiu zastanawiam... a może byś się tak odezwała do next? Że jesteś
    pewna, że ona zrozumie dlaczego zalezy ci na samotnych odwiedzinach ojca i żeby
    cię wspomogła? Bo twój dupek nawet jeżeli są obiektywne przyczyny (kursy
    wieczorowe next, np.) nie powie ci o tym, tylko będzie jechał po linii "nie
    będzie mi tu baba mówiła co mogę, a czego nie mogę". A next może mieć mniej
    emocjonalne podejście?
    Tylko taka myśl luźna, nie narzucam....
  • pelaga 26.02.05, 12:55
    > że next ma wrażenie
    > iż drugie dziecko jest nic nie znaczącym, zbędnym tobołkiem.

    Przepraszam Lilith, nie mam zamiaru czepiac sie Ciebie osobiscie, ale...
    zadziwia mnie fakt, ze ZADNA z macoch na to nie zareagowala. Gdyby taki tekst
    padl z kalawiatury samodzielnej nie unieknelaby linczu.
    A pomijajac poprawnosc forumowa KAZDA matka powinna wiedziec ile zaangazowania
    wymaga opieka na dzieckiem i ze dziecko niegdy nie jest nic nie znaczacym
    tobolkiem. A gdyby bylo zbednym tobolkiem nie trzeba byloby go zabierac ze soba.
    Prosty przyklad wizyty u znajomych z dzieckiem i bez dziecka, czyz nie
    wygladaja zupelnie inaczej??? Mam oczywiscie na mysli dzieci w wieku pampersowo-
    wszedobylskim.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • lilith76 28.02.05, 13:49
    pelaga, to wyrażenie zostało użyte z premedytacją jako pewien konstrukt myślowy
    i przykład określenia, które może zrodzić się w głowie next: "eks nie życzy
    sobie odwiedzin mojego dziecka, czyli to dziecko jest dla niej tylko zbędnym
    tobołkiem, który były ze sobą taszczy". nie mam pojęcia jakie jest
    prawdpodobieństwo, że ona tak kiedykolwik pomyśli, a już nie mam zamiaru
    popularyzować takiego terminu.

    nie ma do ciebie żalu, ale mam wrażenie, że kompletnie nie zrozumiałaś o co mi
    chodziło w tamtym poście sad

    --
    W średniowieczu mąż miał prawo karcenia żony. W XIV wieku zostało ono
    ograniczone. Nie mógł jej karcić nożem ani łańcuchem...
  • chalsia 28.02.05, 14:40
    > i przykład określenia, które może zrodzić się w głowie next: "eks nie życzy
    > sobie odwiedzin mojego dziecka, czyli to dziecko jest dla niej tylko zbędnym
    > tobołkiem, który były ze sobą taszczy".

    Bo tak właściwie jest z mojego punktu widzenia - jest to osoba zbędna w trakcie
    kontaktów ojciec-dziecko w moim domu.
    Czy next sobie tak pomyśli? Nie mam pojęcia, bo to zalezy od tego CZY w ogóle i
    jak przekazałby to eks.
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • lilith76 28.02.05, 15:37
    od tego w jaki sposób przedstawi to eks zależy czy next uzna, że młodsze
    dziecko jest "zbędne", bo warto aby ojciec pobył ze starszym dzieckiem sam na
    sam, czy dlatego, że to ICH dziecko i ty go nie lubisz.

    --
    W średniowieczu mąż miał prawo karcenia żony. W XIV wieku zostało ono
    ograniczone. Nie mógł jej karcić nożem ani łańcuchem...
  • capa_negra 25.02.05, 21:26
    Kochana - świnia zjedzona ( no może ze 2 porcje żeberek zostały) wiec sie nie
    obrazi smilea ja tym bardziej smile
    A jeśli chodzi o problem chalsi - moze byc tak, że to nie jest zła wola neks ,
    ani eksa tylko poprostu zwykłe bezmózgowie - po stronie eksa oczywiście.
    Może byc tak , ze jemu zupełnie przez głowe nie przechodzi ze targając córke do
    byłej zony i syna popełnia conajmniej gafę.
    Może wychodzic z założeniam, że jest super bo dzieci świetnie się bawia.
    Z bólem serca stwierdzam, że to jednak fakt iz faceci w niektórych sprawach
    maja 1,5 komórki mózgowej i to niekoniecznie.
    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • virtual_moth 25.02.05, 21:33
    capa_negra napisała:

    > Kochana - świnia zjedzona ( no może ze 2 porcje żeberek zostały) wiec sie nie
    > obrazi smilea ja tym bardziej smile

    Najlepsze zostawiliście na koniec?wink)) Ja pasjami uwielbiam żeberkabig_grin

    > A jeśli chodzi o problem chalsi - moze byc tak, że to nie jest zła wola
    neks ,
    > ani eksa tylko poprostu zwykłe bezmózgowie - po stronie eksa oczywiście.
    > Może byc tak , ze jemu zupełnie przez głowe nie przechodzi ze targając córke
    do
    >
    > byłej zony i syna popełnia conajmniej gafę.

    Ja jestem niemal pewna, że tak jest. Tak samo jestem pewna, że Chalsia przy
    najbliższej okazji mu powie w czym rzecz, co on potaraktuje jako obrazę
    majestatu. Miejmy nadzieję, że obraz Chalsi w oczach exa jest na tyle
    jędzowaty, że nie będzie brykałwink

    Pzdr
    > Może wychodzic z założeniam, że jest super bo dzieci świetnie się bawia.
    > Z bólem serca stwierdzam, że to jednak fakt iz faceci w niektórych sprawach
    > maja 1,5 komórki mózgowej i to niekoniecznie.
  • podenka 25.02.05, 22:21
    Myślę Chalsiu, że ostatnia wypowiedź Omamy, w powodzi rad, może podsuwać pomysł
    na załatwienie sprawy. Z zatroskaniem porozmawiaj z Next o WSPÓLNYM problemie,
    bo przecież Twój Ex nie poświęca tego czasu ŻADNEMU z dzieci. Małą nie zajmie
    się dobrze bo Robert mu nie pozwoli, z Robertem nie spędzi czasu, ponieważ musi
    nakarmić małą. W efekcie Wy OBIE, zatroskane dobrem każda swojego dziecka
    ustalcie, że Ex nie będzie brał do Roberta małej. Bo to przecież głównie ona
    (mała) na tym traci, tata może przecież jej nie dopilnować zajmując się synem.
  • chalsia 25.02.05, 22:37
    Jakoś w tej kwestii intuicja mi mówi, ze nie spotkałabym się ze zrozumieniem.
    Natomiast być może next mogłaby być w jakis sposób pomocna w kwestiach
    związanych z pobytem małego u ojca (np. myślałam o smsiku z info,że prosiłam
    eksa by nie szedł z dzieckiem na basen bo ma katar). Ale jeszcze do tego nie
    dojrzałam. Pewnie zwrócę się bezpośrednio do next jak przyjdzie czas weekendów
    u ojca albo wyjazdów - bo moje dziecko ma baaaardzo specyficzną dietę.
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • capa_negra 26.02.05, 11:40
    > Najlepsze zostawiliście na koniec?wink)) Ja pasjami uwielbiam żeberkabig_grin

    Ja też smile
    Jutro definitywnie skończy sie kariera świni w zamrazarce i ostatnie żeberka
    wyląduja w garze smile
    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • podenka 05.03.05, 00:46
    Chalsiu,
    czy zdziałałaś coś w kwestii odwiedzin taty z siostrą?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.