Dodaj do ulubionych

Portret rodzinny

02.07.05, 14:40
Pink "Family portrait"

Momma please stop cryin, I can't stand the sound
Your pain is painful and its tearin' me down
I hear glasses breakin as I sit up in my bed
I told dad you didn't mean those nasty things you
said

You fight about money, bout me and my brother
And this I come home to, this is my shelter
It ain't easy growin up in World War III
Never knowin what love could be, you'll see
I don't want love to destroy me like it has done
my family

Can we work it out? Can we be a family?
I promise I'll be better, Mommy I'll do anything
Can we work it out? Can we be a family?
I promise I'll be better, Daddy please don't
leave

Daddy please stop yellin, I can't stand the sound

Make mama stop cryin, cuz I need you around
My mama she loves you, no matter what she says
its true
I know that she hurts you, but remember I love
you, too

I ran away today, ran from the noise, ran away
Don't wanna go back to that place, but don't have
no choice, no way
It ain't easy growin up in World War III
Never knowin what love could be, well I've seen
I don't want love to destroy me like it did my
family

Can we work it out? Can we be a family?
I promise I'll be better, Mommy I'll do anything
Can we work it out? Can we be a family?
I promise I'll be better, Daddy please don't
leave

In our family portrait, we look pretty happy
Let's play pretend, let's act like it comes
naturally
I don't wanna have to split the holidays
I don't want two addresses
I don't want a step-brother anyways
And I don't want my mom to have to change her
last name

In our family portrait we look pretty happy
We look pretty normal, let's go back to that
In our family portrait we look pretty happy
Let's play pretend, act like it goes naturally

In our family portrait we look pretty happy
(Can we work it out? Can we be a family?)
We look pretty normal, let's go back to that
(I promise I'll be better, Mommy I'll do
anything)
In our family portrait we look pretty happy
(Can we work it out? Can we be a family?)
Let's play pretend act and like it comes so
naturally
(I promise I'll be better, Daddy please don't
leave)
In our family portrait we look pretty happy
(Can we work it out? Can we be a family?)
We look pretty normal, let's go back to that
(I promise I'll be better, Daddy please don't
leave)

Daddy don't leave
Daddy don't leave
Daddy don't leave
Turn around please
Remember that the night you left you took my
shining star?
Daddy don't leave
Daddy don't leave
Daddy don't leave
Don't leave us here alone

Mom will be nicer
I'll be so much better, I'll tell my brother
Oh, I won't spill the milk at dinner
I'll be so much better, I'll do everything right
I'll be your little girl forever
I'll go to sleep at night
Edytor zaawansowany
  • 02.07.05, 21:46
    Jak własny Ojciec zapomniał o córce i nie zabiera Małą, nie odwiedza jej to
    jest dla mnie WIELKIE sku......, i tak samo myslę o Matce, która na złość
    Ojcu, aby mu "dowalić" zabrania kontaktów z WŁASNTM dzieckiem...

    --
    Nie wiem co napisać, później cos wymyslęsmile
  • 02.07.05, 21:50
    ajmj napisała:

    > Jak własny Ojciec zapomniał o córce i nie zabiera Małą, nie odwiedza jej to
    > jest dla mnie WIELKIE sku......, i tak samo myslę o Matce, która na złość
    > Ojcu, aby mu "dowalić" zabrania kontaktów z WŁASNTM dzieckiem...

    Nie o tym jest ta piosenka, ajmj.
  • 02.07.05, 22:30
    Virtual - tak z ciekawości - dlaczego ta piosenka???
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • 02.07.05, 22:40
    nimi napisała:

    > Virtual - tak z ciekawości - dlaczego ta piosenka???

    Myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie wzruszyć.
    Poza tym - czasami gadki w stylu "odejdź od niego, matka szczęśliwa to dziecko
    szczęśliwe" wywołują u mnie mdłości. Po usłyszeniu piosenki, już wiem dlaczego;-
    )
  • 02.07.05, 22:56
    tzn. dlaczego??

    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • 02.07.05, 23:00
    domyslam się...
    Ale ...
    ech... sad


    --
    Nie wiem co napisać, później cos wymyslęsmile
  • 02.07.05, 23:06
    To prawda, że dorośli robią dzieciom piekło.
    Ale prawda też jest taka że jek już dojdzie do takiej sytuacji w domu, to jakoś
    ją trzeba rozwiązać. A to zawsze boli.

    I odejść trudno, i zostać...

    Na pewno dzieci marzą o szczęśliwej rodzinie ze zdjęcia w albumie. Nie tylko
    dzieci. Ja do dziś nie bardzo potrafię sie otrząsnąć z tego, jak moje marzenie
    i wyobrażenie o szczęśliwym związku i rodzicielstwie w konfrontacji z
    rzeczywistością zamieniło się w mały życiowy koszmar.

    Ludzie popełniają błędy, błądzą, trzeba szukać rozwiązań, czasem bolesnych...
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • 03.07.05, 02:44
    a popolemizuję z tym co napisałaś, bo przeciez wiem jak było:
    > To prawda, że dorośli robią dzieciom piekło.
    > Ale prawda też jest taka że jek już dojdzie do takiej sytuacji w domu, to
    > jakoś ją trzeba rozwiązać.
    Uciekałaś od wielu rozmów, albo po prostu je ucinałaś swoja niecierpliwością,
    albo trudno było z ciebie wydostac jakiekolwiek wyraźne stanowisko.
    Po czym twierdziłaś że ja nic nie rozumiem i jestem głuchy.
    Więc poza rozwiązaniami destrukcyjnymi (rozpad rodziny) gdzie są te rozwiazania
    twórcze. (Proszę o niespychologię w rodzaju: stosowałeś przemoc lub uciekałeś
    od terapi - bo to Twoja domena.)
    > Ja do dziś nie bardzo potrafię sie otrząsnąć z tego, jak moje marzenie
    > i wyobrażenie o szczęśliwym związku i rodzicielstwie w konfrontacji z
    > rzeczywistością zamieniło się w mały życiowy koszmar.
    No tak. Tylko że niektórzy otrzymuja w spadku bardzo wypaczone wyobrażenie
    szczęsliwego związku i rodzicielstwa, i to u Ciebie podejrzewam (sama wiesz jak
    u Ciebie było). Zresztą w wielu rodzinach dziedziczy sie wypaczony obraz, potem
    trezba go prostować. Ja miałem gdzie robić w praktyce korekty tego obrazu. A
    Ty? Przeciez do dziś nie wychodzisz poza wąski krąg przyjaciół którzy tez mają
    patologiczne rodziny (rozbite stale lub czasowo).
    > Ludzie popełniają błędy, błądzą, trzeba szukać rozwiązań, czasem bolesnych...
    Niestetey dziwie sie z jaką łatwością u niektórych ludzi przeważa budowanie
    przez destrukcję a w mniejszości przez naprawę (wspólne i wyraźnie
    wyartykułowane naprawianie, a nie tylko oczekiwanie że ta druga strona powinna
    cos zrozumieć). Uważam że to właśnie Twoja specyfika.
  • 03.07.05, 19:09
    Ale jesli w takim związku dwoje ludzi sie nienawidzi i OBOJE są nieszczęśliwi i
    w swojej nienawiści są już coraz mniej ludzcy - to, co zrobić? Rodzice
    nieszcęsliwi to chyba najgorsze co się dziecku może nadarzyć, bo taki rodzic
    chyba słabo się koncentruje na rodzicielstwie - sama widziałam jak rok temu
    funkcjonowałam jako matka i jak dziś. Nie muszę się koncentrować na kłótniach,
    wyjaśnianiui, ciągłym strachu, co nowego nie będzie odpowiadało szanownemu
    niemężowi, za co mnie ukarze...

    Mi też wiele osób mówiło, że po odejściu od exa wyładniałam, poweselałam - i
    faktycznie jestem szczęśliwsza o tyle, że mam na codzień spokój, nie ma
    wyniszczających kłótni. Córka rośnie w końcu jak inne dzieci- wzrostem i waga
    dogoniła rówieśników.
    Nie mogę powiedzieć że szaleję ze szczęścia, bo na codzień cieniem kładzie mi
    się to, że córka ma niepełną rodzinę, że nie widuje się z tatą. Bardzo mnie to
    boli ale uważam moją decyzję za słuszny wybór, taki w stronę życia, miłości.


    Dziecko jest dzieckiem ale w końcu dorasta i zaczyna rozumieć świat takim,
    jakim jest.

    Znam wiele osób, których rodzice rozstali się bądź odwrotnie - trwali w bardzo
    wyniszczających związkach. Ci wychowywwani przez jednego rodzica mieli często
    żal do decyzji matki, ale kiedy przekroczyli granicę dwudziestuparu lat mówili
    jednak: "dziś już rozumiem jej wybór".
    I wielu znam takich, którzy nie moga przeboleć, że ich rodzice sami nie
    rozeszli sie, kiedy koło nienawiści zbyt sie nakręciło.
    Ot, życie...

    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • 04.07.05, 01:30
    > Ale jesli w takim związku dwoje ludzi sie nienawidzi i OBOJE są nieszczęśliwi
    > i w swojej nienawiści są już coraz mniej ludzcy - to, co zrobić?
    Niestety Nimi, ale zaszczyt bycia z Tobą był dla mnie większym szczęściem
    niż wspólne nieszczęścia w trudnościach. Ten bilans zawsze wychodzi na plus -
    z jednej prostej zasady: "Wspólnie na dobre i na złe." Więc jesli kogoś
    wybieram
    na partnera to będę długo walczył o związek. Tak długo aż druga strona nie
    podda
    starań o to aby być razem. Ja inicjowałem niejedno wspólnie dyskutowane z
    Tobą działanie dla ratowania związku (nie wiem czy to miejsce na wyliczankę).
    > Rodzice nieszcęsliwi to chyba najgorsze co się dziecku może nadarzyć
    Niestety jesteśmy na ziemi. Jesli ktoś tego nie zrozumie, że nie da sie z ziemi
    zrobić nieba to będzie miał powazny problem. A w praktyce zawsze będzie
    uciekał od rozwiązywania problemów. Nie dostrzegając że tym właśnie utrwala
    to co najgorsze i poprzez bierność pozwoli się rozwijać się problemom. Nie
    uchronisz
    dziecka przed nieszczęściami. Dopóki tego nie zrozumiesz - to postawa oparta na
    tym
    braku o wiele bardziej dotknie boleśnie dziecko.
    > bo taki rodzic chyba słabo się koncentruje na rodzicielstwie - sama widziałam
    > jak rok temu funkcjonowałam jako matka i jak dziś. Nie muszę się koncentrować
    > na kłótniach, wyjaśnianiui, ciągłym strachu, co nowego nie będzie odpowiadało
    > szanownemu niemężowi, za co mnie ukarze...
    Oczywiście. Jeśli ktoś nie pracuje nad związkiem to oczywiście może więcej uwagi
    skupić na inne rzeczy i lżej wtedy przychodzi być rodzicem. Tylko że lżej jest
    Tobie.
    Ale jak niezmiernie wzrósł BÓL WŁASNEJ CÓRKI TEGO NIE DOSTRZEGASZ, bo
    nie dostrzegałaś też gdy 2-letnia córka wołała: "Mamo, nie kłóć się!"
    Ten tekst "za co mnie ukarze" - no fajna jest tu Twoja fantazja, ale potraktuję
    że
    taki obraz utkwił ci z własnego domu i chcesz go z uporem maniaka wcisnąć na
    exa.
    > Mi też wiele osób mówiło, że po odejściu od exa wyładniałam, poweselałam
    Oczywiście. Choć jak dla mnie w tym momencie "płytką" się zrobiłaś osobą.
    > - i faktycznie jestem szczęśliwsza o tyle, że mam na codzień spokój, nie ma
    > wyniszczających kłótni.
    j.w: Ty jesteś szczęśliwa, ale nie córka. I na to jesteś ślepa.
    > Córka rośnie w końcu jak inne dzieci- wzrostem i waga
    > dogoniła rówieśników.
    To też lubisz w nieuzasadninoy sposób łączyć z trudnościami w związku.
    Zapominasz
    że córka od urodzenia była drobna, mało przyrastała na wadze. Była w 90
    centylu.
    Natomiast dziś pod wpływem poglądów Twojej matki (exteściowa, która też jest
    głucha na wiele faktów) traktujecie ją jak futrowaną gęś i na siłę karmicie.
    Bo Ty nigdy nie miałaś odwagi sprzeciwic się matce.
    > Nie mogę powiedzieć że szaleję ze szczęścia, bo na codzień cieniem kładzie mi
    > się to, że córka ma niepełną rodzinę, że nie widuje się z tatą. Bardzo mnie
    to
    > boli
    Przepraszam za wyrażenie - ale powiem dosadnie: "Gó.. prawda",
    wcale Cię to nie boli. Używasz słów na pokaz, wcale nie zwracasz uwagi
    na potrzeby emocjonalne naszej córki. Odcinasz ja od ojca zrzucając na nią
    konsekwencje własnych problemów emocjonalnych i stosunków z własnej rodziny
    (którzy "subtelnie" dyktują warunki Tobie, a Ty nie umiesz się temu
    przeciwstawić).
    > ale uważam moją decyzję za słuszny wybór, taki w stronę życia, miłości.
    Na partnerskie stosunki, na wspólne podejmowanie problemów, na rzeczową
    rozmowę, na wytrwałość w budowaniu i wspólnej pracy nie było Cię stać.
    A bez tego nie ma mowy o miłości. Masz tylko egoistyczną wizję miłości.
    > Dziecko jest dzieckiem ale w końcu dorasta i zaczyna rozumieć świat takim,
    > jakim jest.
    Niestety NIE. Dziecko zaczyna widzieć świat tak jak mu go ukarzesz. Nie sugeruj
    tu
    że sposób patrzenia jaki przekażesz dziecku jest napewno poprawny. Zapominasz
    że
    bez wiekszego problemu można wychować małego komunistę i nazistę. To nie
    znaczy że spojrzenie takiego dziecka jest słuszne.
    Niestety to co przekarzesz naszemu dziecku napawa wszelką obawą o jej
    przyszłość.
    > Znam wiele osób, których rodzice rozstali się bądź odwrotnie - trwali w
    bardzo
    > wyniszczających związkach. Ci wychowywwani przez jednego rodzica mieli
    > często żal do decyzji matki, ale kiedy przekroczyli granicę dwudziestuparu
    lat
    > mówili jednak: "dziś już rozumiem jej wybór".
    Nie znasz ich tak wielu, bo nawet w opini RODK przyznałaś że masz tylko dwie
    przyjaciółki, więc nie dorabiaj sobie szerokiego obycia.
    Niestety przyjaciółka na której życie się powołujesz sami mi zdradziła, że
    matka
    odebrała ją ojcu bo była zadrosna o dziecko. Ta przyjaciółka równie jak i Ty
    nie
    rozumie bólu naszego dziecka. Dzisiaj przyjęłą wskazywaną przez Ciebie postawę
    dlatego że jesteście silnie emocjonalnie związane - granica wieku nie ma tu nic
    do rzeczy.
    > I wielu znam takich, którzy nie moga przeboleć, że ich rodzice sami nie
    > rozeszli sie, kiedy koło nienawiści zbyt sie nakręciło.
    > Ot, życie...
    No z tym ostatnim się zgodzę. Bo druga z Twoich przyjaciółek ma tak okropną
    matkę,
    że wolałaby nadal (jak poprzednio) mieszkać wyłącznie z ojcem.
    Nimi, jesteś kłębkiem nerwów, i borykając się z poważnym problemem emocjonalnym
    wprowadzasz w błąd ludzi, naprawdę ich oszukując.
    Martwi mnie też myśl - że znając przeinaczenia Nimi, takich postaw oderwanych
    od
    rzeczywistości jest zapewne więcej.
    Niestety Aggtt - nie wszystko co pisze Nimi jest prawdą co do rzetelnej oceny
    sytuacji,
    natomiast jest prawdą co do emocji. Odruchowo w myślach porównuję Wasze
    sytuacje
    i widzę że Nimi naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego jak wiele odrzuca w
    życiu
    na tle Twojej, Aggtt sytuacji.
    Jak bardzo na własne życzenie zniszczyła życie naszej córce. Ponosi za to
    odpowiedzialność, lecz nie obwiniam o to Nimi. Bo akurat dla mnie bardzo
    wyraźne jest że najsilniejsza przyczyna naszego rozpadu leży poza naszym
    związkiem i nadal silnie oddziaływuje. Niestety w nasz portret rodzinny
    wcisnęły się inne osoby i ramki tego nie wytrzymały. Tak się zdarza.
  • 03.07.05, 00:29
    kiedyś się popłakałam słuchając tej piosenki, bo tak wyglądało moje dzieciństwo. "na szczęście" moi rodzice po 25 latach jatki stworzyli udany związek.

    o ile się orientuję, rodzice Pink się rozwiedli. to chyba nie status rodziny determinuje stan psychiczny dziecka, ale kultura rozstania.

    --
    Któż jednak wie, czego mężczyźni szukają naprawdę? Może właśnie tego co znajdują. Może sami nie wiedzą, czego pragną póki nie mają tego przed oczyma. Henry James "Portret damy"
  • 03.07.05, 10:26
    "to chyba nie status rodziny de
    > terminuje stan psychiczny dziecka, ale kultura rozstania".

    Nie sposób z tym się nie zgodzic...

    --
    Nie wiem co napisać, później cos wymyslęsmile
  • 03.07.05, 15:58
    Magda, masz racje...
    ja tez nie mooowie źle o nim,
    napisalam juz tutaj jak jej wytlumaczylam jego sk*#%*stwo - on ma odłamek
    lustra królowej śniegu w oku i chwilowo jego serduszko jest z lodu...
    ale jeśli będziemy o nim pamietać, myśleć dobrze, to może się wyleczy...
    może to i głuie, ale sama czasem w to wierzę...
    dobrze, że teraz już nie jesteśmy tak do końca same smile
    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=23451855
    lilypie.com/baby4/010911/3/4/2/+10/.png
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=21817899
  • 03.07.05, 12:45
    Wiecie, kochane Samodzielne?
    Jak już się powzruszałam, poużalałam nad sobą i pogadałam uczciwie z własnym
    sumieniem, to może pora przestać się babrać w psychice i zrobić coś
    konstruktywnego?
    Ja na przykład postanawiam nigdy, przenigdy nie jęknąć nawet na tatusia w
    obecności dzieci (no bo czasem jednak coś się wyrwie), ponieważ akurat on je
    kocha, to kłamać nie muszę, a jak nie przyjedzie, to tłumaczyć cierpliwie, że
    to ta praca... A co mu potem za plecami nawciskam, to inna historia.
    Użalanie się nad losem moich dzieci nic mi nie da. Ja muszę im udowodnić, że my
    oboje je kochamy (akurat tak jest) i stworzyć warunki do nieskrępowanego, jak
    najczęstszego kontaktu z każdą ze stron. A że to będzie albo mama, albo tata -
    nigdy razem - tym zadręczać się nie będę, bo w życiu rzadko są sytuacje
    idealne. Za to są ładne bajki w książkach dla dzieci.
    Dziewczyny, nie rozpaczać! Myśleć!
    Magda
  • 15.07.05, 03:21
    nic dodac nic ująć
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.