14.07.05, 00:29
Nie znałam mojego ojca przez 16 lat- widziałam go raptem parę razy, ale gdy
zmarła moja mama pozostał mi tylko on. Nie jest ideałaem, ale odkryłam, ze
moja mama mocno przesadziła z jego wadami.
Mój mąz jest cudownym ojcem i nie wiem jak swiadomie możecie pozbawiać swoje
dzieci najważniejszej osoby w ich życiu...
--
zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
uzyskasz pomoc i zrozumienie
Edytor zaawansowany
  • madziaa26 14.07.05, 07:54
    Wlasnie,Twoj maz.To ze Ty dobrze trafilas nie znaczy ze kazda z nas miala to
    szczescie.Ja np mam Tatusia najcudowniejszego na swiecie,ale ojciec mego
    dziecka...brak slow.Nie bede "wpychac"na sile dziecka w jego ramiona,bo on
    poprostu tego nie chce,rozmawialam z nim,tlumaczylam jak malemu dziecku,ale on
    i tak tego nie rozumie.Jego gadki typu"ja go nie chcialem,kazesz mi placic za
    swoje decyzje,nie rusza mnie nic co pochodzi od ciebie" mowia same za
    siebie.Moj syn z moich ust zlego slowa o ojcu nie uslyszy,pomimo tego ze dla
    mnie ten pan zmarnowal kawal zycia,sam sobie kiedys wyrobi o nim zdanie.I nie
    zgodze sie zeby on mial wladze rodzicielska,bo absolutnie nie chodzi mu o dobro
    dziecka,synem chce walczyc ze mna,co wyraznie dal mi do zrozumienia.
  • kotka.na.dachu 14.07.05, 08:14
    Jest wielu tatusiów. Jeden kocha dziecko od chwili jego poczęcia. Drugi
    pokochuje dziecko, jak tylko zobaczy. Inny zaczyna kochać dziecko, gdy jest już
    dorosłe. Są też tacy, którzy chcą, aby matka wychowała dziecko, a on na starość
    będzie dla niego dobrym, żeby mi dziecko nad grobem pomogło...
    Jednakże znam wielu ojców, którzy po prostu nie chcą dzieci. Ich ojcostwo
    kończy się w momencie prokreacji.

    Charakter człowieka zmienia się ponoć co 7 lat... Może więc niektóre z nas
    powinny poczekać dłużej, aby coś grzmotnęło ojca w głowę i żeby zrozumiał, co
    stracił i zaczął rehabilitację stosunków? Przykładów jest wiele wink
    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • pelaga 14.07.05, 08:33
    > nie wiem jak swiadomie możecie pozbawiać swoje
    > dzieci najważniejszej osoby w ich życiu...

    A ktora z nas swiadomie pozbawia? Bo ja jakos sie nie poczuwam do swiadomego
    pozbawiania dziecka najwazniejszej osoby w jego zyciu (wedlug Ciebie - ojca).
    Pomijam juz, ze najwazniejsza osoba w zyciu mojego dziecka jestem JA, bo to ja
    go wychowuje i jestem z nim na codzien, ja zmagam sie z jego klopotami i cisze
    z sukcesow. Ojciec wylogowal sie z ukladu ze swojej woli i na wlasne zyczenie.
    No i faktycznie Twoja matka NA APEWNO przesadzila z wadami Twojego ojca. To
    musi byc wspanialy czlowiek, skoro przez 16 lat mial Cie w ... nosie. Na pewno
    nalezy mu sie medal za to, ze w sytuacji, kiedy zostalas zupelnie sama na
    swiecie nie kopnal Cie tylek.
    Nigdy nie przestanie mnie zadziwiac zdolnosc wybaczania dzieci z rozbitych
    rodzin/domow dziecka swoim marnotrawnym rodzicom (ojcom/matkom), ktorych
    jedynaa zasluga bylo doprowadzenie do zaplodnienia/narodzenia sie dziecka.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 14.07.05, 09:44
    Oczywiście wszystkie mamy nieświadomie pozbawiają dziecko kontaktu z drugim
    rodzicem. śmiem twierdzić że tylko Ty robisz to świadomie. twoja "JA" będące
    najważniejszą osobą dla dziecka nie mogłoby znieść, że jest jeszcze ktoś, kogo
    Twoje dziecko może uważać za rodzica. wspaniałe to i oczywiście uzasadnione. w
    sumie nie dziwie się , że samotnie wychowujesz dziecko. z tak potężnym "JA"
    nawet mojej skromnej osobie jest trudno wytłumaczyć najprostsze sprawy.
    zapewne jesteś też WSPANIAŁĄ matką smile boki można ze śmiechu zrywać. i ubolewać
    nad NAPEWNO wspaniałymi cechami jakie przejawiasz jako matka. ze swoim
    najważniejszym "JA". lub "EGO". smile
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • kotka.na.dachu 14.07.05, 10:18
    tataadriana napisał:

    > Oczywiście wszystkie mamy nieświadomie pozbawiają dziecko kontaktu z drugim
    > rodzicem. śmiem twierdzić że tylko Ty robisz to świadomie. twoja "JA" będące
    > najważniejszą osobą dla dziecka nie mogłoby znieść, że jest jeszcze ktoś,
    kogo
    > Twoje dziecko może uważać za rodzica. wspaniałe to i oczywiście uzasadnione.
    w
    > sumie nie dziwie się , że samotnie wychowujesz dziecko. z tak potężnym "JA"
    > nawet mojej skromnej osobie jest trudno wytłumaczyć najprostsze sprawy.
    > zapewne jesteś też WSPANIAŁĄ matką smile boki można ze śmiechu zrywać. i
    ubolewać
    > nad NAPEWNO wspaniałymi cechami jakie przejawiasz jako matka. ze swoim
    > najważniejszym "JA". lub "EGO". smile

    Upewnij się zanim o kimś wydasz taki osąd. W tym przypadku trafiłeś
    koszmarnie... daleko poza tarczę.

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • tataadriana 14.07.05, 10:40
    kotka.... nie sądzę. czytając nie tylko ten post WSPANIAŁEJ mamy myślę , że się
    nie mylę. tym razem. i to delikatnie smile szkoda, taka super MAMA, a tak
    nieładnie o ojcach potrafi napisać. zresztą nie chce mi się dyskutować na temat
    pelagi. zdanie mam wyrobione, przekonanych inaczej nie przekonam. to tyle. :}
    a czy jej dziecko kiedyś nie powie, że przesadziła z negatywnym określaniem
    ojca? być może nie. zależy jak będzie je wychowywać.
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • pelaga 14.07.05, 10:48
    > a czy jej dziecko kiedyś nie powie, że przesadziła z negatywnym określaniem
    > ojca?

    Nie sadze. Bo ja staram sie dziecku nie opowiadac jakim palantem jest jego
    ojciec. Wystarczy, ze sobie poulewam jadu na walczacych o prawa, zapominajacych
    o obowiazkach ojcach wink

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 14.07.05, 11:42
    > Nie sadze. Bo ja staram sie dziecku nie opowiadac jakim palantem jest jego
    > ojciec. Wystarczy, ze sobie poulewam jadu na walczacych o prawa,
    zapominajacych
    >
    > o obowiazkach ojcach wink

    sama sobie zaprzeczasz. własnie opowiadasz o swoim eks. myslisz , że na
    przykład dziecko twoje tego kiedyśnie przeczyta? albo że ktoś uwierzy że
    inaczej piszesz o swoim eks tutaj lub gdziekolwiek indziej a inaczej opowiadasz
    dziecku? hahaha
    na marginesie jeśli pijesz do mnie tekst: nie muszę walczyć o swoje prawa czy
    prawa dziecka do kontaktów. posiadam je w pełni smile i moje dziecko też. nawet
    nie zapominam o swoich obowiązkach, czym muszę ciebie zmartwić smile
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • virtual_moth 14.07.05, 11:49
    tataadriana napisał:

    > nie muszę walczyć o swoje prawa czy
    > prawa dziecka do kontaktów. posiadam je w pełni smile i moje dziecko też. nawet
    > nie zapominam o swoich obowiązkach, czym muszę ciebie zmartwić smile

    Tatoadriana. Podajesz link do swojej strony, której jednym z działów jest
    strona o Twoim dziecku. Jak dotąd NADAL pusta i "w przygotowaniu". Mam
    propozycję: albo nie podawaj tego linka pod postami mówiącymi o Twoim
    zaangażowaniu w ojcostwo, albo w końcu uzupełnij stronę, bo nie świadczy ona o
    Tobie najlepiej.
  • tataadriana 14.07.05, 16:22
    przykro mi nadal że jest pusta. ale musi być wyjątkowa, dlatego czekam na
    natchnienie smile poza tym instnieją względy natury formalnej, o których zapewne
    nie masz pojęcia i które trzeba uwzględnić, żeby nikt później się nie czepiał smile
    proponuję cierpliwie zaglądać i czekać. wszystko zresztą jest w przebudowie,
    ale zapraszam smilesmile
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • burza4 14.07.05, 11:56
    mam nadzieję, że Pelaga mi wybaczy komentarz w jej sprawiesmile

    myślę, że dziecko Pelagi kiedyś dojrzeje do podobnych wniosków. Na razie to
    Peladze skóra cierpnie, kiedy dziecko stara się nawiązać kontakt z tatusiem, bo
    za każdym razem widzi to samo - buzię dziecka, które tatuś spuścił na drzewo
    ODMAWIAJĄC kontaktu, bo nie ma czasu. Dziecko już teraz widzi, że tłumaczenia
    ojca nie trzymają się kupy, jednak nadal próbuje, wciąż ma nadzieję że coś dla
    ojca znaczy, szkoda tylko że się za każdym razem rozczarowuje.

    I myślę, że określenie "palant" jest eufemizmem w tym przypadku - i bynajmniej
    nie o wysokość alimentów tu chodzi.
  • pelaga 14.07.05, 12:41

    > sama sobie zaprzeczasz. własnie opowiadasz o swoim eks

    Przeczytaj moze jeszcze raz moj post, a dojrzysz tam wyraz, bardzo wazny, ktory
    ominales.
    A dziecku o exie WCALE nie opowiadam, nie widze takiej potrzeby. Czasami musze
    odpowiedziec na jakies pytanie.

    > nawet
    > nie zapominam o swoich obowiązkach, czym muszę ciebie zmartwić smile

    A niby co ma mnie martwic? Ze masz obowiazki i wydaje ci sie, ze je spelniasz?
    A spelniaj jak najlepiej. Im wiecej szczesliwych dzieci tym lepiej. Mnie takie
    cos nie zmartwi raczej.
    A ze z twoja nienawiscia do ex jakos nie wierze w jakakolwiek twoja pomoc twoja
    jej, no nie wierze i nie uwierze.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 14.07.05, 16:26
    "Bo ja staram sie dziecku nie opowiadac jakim palantem jest jego
    ojciec."
    przeczytaj uważnie to zdanie. samo o tym świadczy że jednak opowiadasz.
    chyba że nie myślisz jak piszesz smile co może świadczyć że nie tylko blondynki
    mają niewielki rozum smile:smile)
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • pelaga 15.07.05, 07:12
    > przeczytaj uważnie to zdanie. samo o tym świadczy że jednak opowiadasz.

    Twoja "logika" mnie oslabia. Powinienes zmienic psychoanalityka, o ten cie
    oklamuje.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 15.07.05, 13:40
    nic nie poradzę na to, że nie rozumiesz tego co piszesz sad
    i proszę cię abyś swoje niskie inwektywy kierowała gdzie indziej i do kogo
    innego, bo mnie to nie śmieszy, być może kogoś czytającego twoje posty to bawi,
    ale uważam że świadczy o twoim przyziemnym poziomie intelektualnym.
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • pelaga 15.07.05, 14:17
    Przeczytaj swoj post i wiele innych pelnych inwektyw, skierowanych do mnie.
    Nie chcesz byc tak traktowany? Nie traktuj tak innych. PROSTE!
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • anetina 15.07.05, 08:59
    ja chyba cię facet nie rozumiem


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • e_r_i_n 15.07.05, 09:16
    pelaga napisała:

    > A dziecku o exie WCALE nie opowiadam, nie widze takiej potrzeby. Czasami
    > musze odpowiedziec na jakies pytanie.

    "Tylko mały procent naszych emocji i komunkoatow przyjomowany jest przez
    słowa.. Reszta to mimka , głos , i ...wyczucie . Uweirze jesli sei kogos
    nienawidzi nie mozna tego ukryc- nawety jesli sie o nim nie mowi... "

    Autor: megan58, źródło: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
    f=14479&w=26206692&a=26333557

  • kotka.na.dachu 15.07.05, 09:21
    e_r_i_n napisała:

    > "Tylko mały procent naszych emocji i komunkoatow przyjomowany jest przez
    > słowa.. Reszta to mimka , głos , i ...wyczucie . Uweirze jesli sei kogos
    > nienawidzi nie mozna tego ukryc- nawety jesli sie o nim nie mowi... "
    >
    Można to ominąć. Ja po prostu nie mówię o byłym. Nic. Dzieci nie pytają, ja
    nie mówię. Przychodzi dzień wizyty - daję mu dzieci na kilka godzin, później
    odbieram. Uzgodniliśmy, że dla dobra dzieci nie będziemy ze sobą rozmawiać i
    tyle. wink))


    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • e_r_i_n 15.07.05, 09:24
    Z zacytowanego postu Megan wynika, ze nawet jesli sie nie mowi o kims,
    to nienawisci do tej osoby nie da sie ukryc.
    Ja uwazam tak jak Ty - ale chcialam pokazac Peladze, ze nawet osoby 'z tej
    samej strony barykady' twierdza, ze nie da sie nie przekazac swoich negatywnych
    emocji dziecku.
  • pelaga 15.07.05, 09:30
    Chcialas sie przyczepic Droga Domali. Ja nie ze wszystkim pogladami osob z tej
    samej strony barykady musze sie zgadzac i czesto sie nie zgadzam.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • e_r_i_n 15.07.05, 09:37
    Droga Pelago, nie chcialam sie przyczepic.
    Po prostu zauwazylam analogie, stad ten wklejony post smile
  • pelaga 15.07.05, 09:28
    MOJA nienawisc do exa nie musi byc jednoznaczna i w moim przypadku nie jest z
    nienawiscia DZIECKA do ojca. Ja OTWARCIE mowie mojemu dziecku, ze nie umiem sie
    dogadac z jego ojcem, ze sie nie lubimy (jesli pyta oczywiscie, nie powtarzam
    mu tego codziennie), co nie znaczy, ze Mlody musi podzialac moje uczucia. Nie
    podziala ich, zebrze o kontakty (ostatnio telefonicznie o wakacje, ale tatus
    pracuje i dzieckiem nowym sie zajmuje wiec odmowil), a to podwaza teorie, ze
    moje nastawienie przekazuje dziecku.
    Sceptycznie podchodze do niektorych psychologicznych wywodow. Szczegolnie, ze
    nawet nastawiane przeciwko ktoremus rodzicowi dzieci potrafia myslec i odczuwac
    SAMODZIELNIE. Poza tym dzieci cechuja sie niesamowita umiejetnoscia wybaczania
    sq...stwa rodzicow, co dokladnie obeserwuje we wlasnym domu.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • anetina 15.07.05, 09:31
    pelaga napisała:

    > Sceptycznie podchodze do niektorych psychologicznych wywodow. Szczegolnie, ze
    > nawet nastawiane przeciwko ktoremus rodzicowi dzieci potrafia myslec i
    odczuwac
    >
    > SAMODZIELNIE. Poza tym dzieci cechuja sie niesamowita umiejetnoscia
    wybaczania
    > sq...stwa rodzicow, co dokladnie obeserwuje we wlasnym domu.


    Pelaga, tego się właśnie najbardziej boję, że dziecko wybaczy nawet największe
    błędy
    mam na to przykłądy w dalszej rodzinie
    to jest tylko życie



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • e_r_i_n 15.07.05, 09:42
    anetina napisała:

    > Pelaga, tego się właśnie najbardziej boję, że dziecko wybaczy nawet
    > największe błędy

    A dlaczego Anetino sie tego boisz? Jesli wybaczy i bedzie lepiej, to chyba
    tylko dobrze dla dziecka, a wiec i dla Ciebie.
  • pelaga 15.07.05, 09:45
    Pewnie Anetina, podobnie jak ja nie wierzy w cudowne nawrocenia marnotrawnych
    ojcow sad
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • anetina 15.07.05, 09:48
    Pelaga, z jednej strony chciałabym mimo wszystko, żeby Mały miał jakiś porządny
    kontakt z ojcem
    ale czasami jak słucham Was, to cieszę się, że mam zdrowy układ w domu


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • anetina 15.07.05, 09:46
    właściwie źle to napisałam
    chodzi mi o to, że matka wychowuje dziecko całe życie
    a tu raptem przychodzi ojciec i w oczach dziecka jest naj


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • kotka.na.dachu 15.07.05, 10:02
    anetina napisała:

    > właściwie źle to napisałam
    > chodzi mi o to, że matka wychowuje dziecko całe życie
    > a tu raptem przychodzi ojciec i w oczach dziecka jest naj
    >
    Może tak być.
    Moje dzieci mają w miarę poprawne kontakty z ojcem. Niestety, ale ten już 2-
    latkowi prał mózg, że on jest dobry i pozwala dziecku na wszystko, a matka jest
    tą niedobrą - surową. Fakt, że jestem czasem surową jest chyba uzasadniony? W
    końcu muszę być dla 2 dzieci matką i ojcem.

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • anetina 15.07.05, 10:05
    dlatego właśnie boję się tego w przypadku kontaktów z eksem, że ojciec pozwala
    na wszystko, więc tata jest super, dziecko chce z nim mieszkać
    matka gania do sprzątania, marudzi, wychowuje - więc jest niedobra


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • anetina 15.07.05, 10:05
    tata kupi wszystko na spacerze - jest ok
    a mamę czasami nie stać - więc też jest niedobra

    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • kotka.na.dachu 15.07.05, 10:19
    anetina napisała:

    > tata kupi wszystko na spacerze - jest ok
    > a mamę czasami nie stać - więc też jest niedobra
    >
    Mój akurat już nie kupuje.

    Poza tym kwestia kupowania sprowadziłaby się do szablonu: tata kupi, a mama się
    zaopiekuje. Później dusiłyby go dzieci o kasę.
    Mój za dużo książek o manipulowaniu przeczytał, żeby dać się tak wrobić. Nie
    lubi rozdawać pieniędzy. Woli wydać je właściwie - na własne przyjemności. wink)

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • e_r_i_n 15.07.05, 09:32
    Pelago, ale to nie z moim pogladem tutaj dyskutujesz smile

    Ja tez uwazam, ze stosunki doroslych to jedno, uklady dorosly - dziecko
    to drugie. Ciekawa tylko jestem, czy Megan swoje zacytowane zdanie stosuje
    do wszystkich (a wiec i teoretycznie do Ciebie).
  • megan58 18.07.05, 08:47
    ERIN - Ja i Pelaga to nie jedna ososba. Nawet Fak ze obie same wychowujemy
    dziecko nis esprawai ze MUSIMY miec jednakowe poglady na wiele kwesti .
    Nie bedziemy zawsze jednako wszystkiego oceniac.. Widzisz to nas rozni od np
    Cibie i MIkawi - potrafimy myslec samodzielnie.
  • e_r_i_n 18.07.05, 08:58
    megan58 napisała:

    > Widzisz to nas rozni od np Cibie i MIkawi - potrafimy myslec samodzielnie.


    Bo Wy jestescie samodzielne mamy, my tylko macochy smile
  • megan58 18.07.05, 09:01
    Czyjego przemyslenia???
    Przeciez Pelaga wyraznie napisała ze nie ukrywa relacji i własnych pogladow. I
    tak ciezko zrozumiec zemozemy miec rozne???

    I jeszcze jesli bede chciała gdzies napisac swoj poglad na pewno to zrobie. Nie
    potrzebuje Twojw - wyrywkowej... pomocy.

    Dlatego mysle , ze pwonnas głosic własne poglady ... jesli potrafidsz i masz
    odwage.
  • e_r_i_n 18.07.05, 09:06
    Ta jest, psze pani!
  • megan58 18.07.05, 08:52
    A i jeszcze jak zwykle nie zrozumiąłąs całosci pogladow przez mnie
    reprezentowanych tylko jak zwykle wysiełac cześc i manipulujesz nimi.

    Ja tez uwazam ze stosunki dorosłych to jedno a stosunki do dzici to drugi
    jednakrze uwazam ze nie da sie ukryc jedengo przed drugim .. .
    To jest moj poglad.
  • e_r_i_n 18.07.05, 08:57
    megan58 napisała:

    > Ja tez uwazam ze stosunki dorosłych to jedno a stosunki do dzici to drugi
    > jednakrze uwazam ze nie da sie ukryc jedengo przed drugim .. .
    > To jest moj poglad.

    Skoro tak, to zdecydowanie dobrze, ze wkleiłam ten post - dla przemyslenia.
  • kotka.na.dachu 14.07.05, 11:26
    Musisz mieć w sobie dużo nienawici do kobiet. Żal mi takich ludzi.
    Inaczej byś mówił, gdybyś choć raz postawił się w sytuacji jednej z nas.

    Chciałabym, aby ojcowie wywiązywali się z obowiązków rodzicielskich nie tylko
    na pokaz.
    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • tataadriana 14.07.05, 11:45
    kotka smile do kobiet nie czuje nienawiści. nawet je lubię. niektóre bardziej,
    inne tylko mniej. w zależności głównie od urody smilesmile
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • kotka.na.dachu 14.07.05, 12:34
    tataadriana napisał:

    > kotka smile do kobiet nie czuje nienawiści. nawet je lubię. niektóre bardziej,
    > inne tylko mniej. w zależności głównie od urody smilesmile

    Patrząc na piękne ciało kobiety mało który czuje do niej odrazę (poza
    kochającymi inaczej).
    Czyżbyś teraz nie brał pod uwagę intelektu kobiet? Czy lepiej być z piękną
    kobietą, która nie wszystko do końca pojmuje? Szkoda gadać.

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • pelaga 14.07.05, 12:44
    Kotka smile)) To Ty nie wiedzialas, ze mezczyzni wola glupie kobiety zeby czuc sie
    przy nich dobrze??? wink))
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • kotka.na.dachu 14.07.05, 13:56
    pelaga napisała:

    > Kotka smile)) To Ty nie wiedzialas, ze mezczyzni wola glupie kobiety zeby czuc
    sie
    >
    > przy nich dobrze??? wink))


    Chyba żeby się dowartościować, że są tacy mądrzy! smile)
    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • tataadriana 14.07.05, 16:29
    ciekawe co jest miarą głupoty u kobiet wg ciebie? to że nie potrafi
    samodzielnie wychowywać dziecka i potrzebuje do tego jego ojca? smile
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • anetina 15.07.05, 09:01
    tataadriana napisał:

    > ciekawe co jest miarą głupoty u kobiet wg ciebie? to że nie potrafi
    > samodzielnie wychowywać dziecka i potrzebuje do tego jego ojca? smile


    mnie się jakoś wydaje, że dziecko robi się we dwójkę
    w związku z tym wychowuje się wspólnie, tak samo jak i finanse dzieli się na pół

    czy ja źle myślę ???????


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • kotka.na.dachu 15.07.05, 09:05
    tataadriana napisał:

    > ciekawe co jest miarą głupoty u kobiet wg ciebie? to że nie potrafi
    > samodzielnie wychowywać dziecka i potrzebuje do tego jego ojca? smile

    Pozwolę sobie na to odpowiedzieć. smile

    Są kobiety żyjące we własnym świecie, z którego wyciąga na chwilę słowo "jak ty
    ślicznie dziś wyglądasz"... i dają się później omotać jakiemuś cwaniaczkowi,
    który zabawi się nią a później ją pozostawi "bo o czym z nią rozmawiać"...

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • pelaga 14.07.05, 10:44
    > Oczywiście wszystkie mamy nieświadomie pozbawiają dziecko kontaktu z drugim
    > rodzicem.

    Bzdura!

    > śmiem twierdzić że tylko Ty robisz to świadomie.

    Ciekawe na podstawie czego. Moze nie smiej wiec mnie oskarzac, skoro nawet nie
    masz ochoty zaponac sie z moja historia.

    > boki można ze śmiechu zrywać

    To zrywaj, nie zaluj sobie.

    > w
    > sumie nie dziwie się , że samotnie wychowujesz dziecko. z tak potężnym "JA"

    Ja je wychowuje SAMODZIELNIE, samotna nie bywam. NIGDZIE nie napisalam, ze
    jestem samotna. Samodzielna matka zostaje sie juz na cale zycie, nawet jesli
    stworzy sie rodzine "mieszana" to dziecko pozostanie juz tylko moje.

    Ale nie dziwie sie, ze twoja ex moze nie miec ochoty cie ogladac, z takim twoim
    podejsciem i wybujalym pojeciem o prawach ojca, nie ma sie jej co dziwic.
    Nie sadze, zeby wiele exi robilo problemy ojcom, ktorzy CHCA spelniac OBOWIAZKI
    ojca, a nie jedynie walcza o SWOJE prawa, majac gebe pelna frazesow na temat
    dobra dziecka.
    I widze, ze jednak tatuskow bardziej od pokrzywdzonych, nieporadnych,
    samodzielnych mam denerwuja te dobrze sobie radzace bez exow, twardo stapajace
    po ziemi, potafiace zapewnic swoim dzieciom dobre zycie.

    I rada dla samodzielnych mam, ktore nie chca miec walczacego o prawa exa!!!!!!!!
    Nie zabraniajacie konatktow, to dziala najlepiej na panow, sami z nich
    rezygnuja wtedy. Zabranianie kontaktow rodzi kolejnego walczacego tatuska,
    ktory dobro dziecka ma gleboko w powazaniu a chodzi mu jedynie o zatrucie zycia
    swojej ex.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • virtual_moth 14.07.05, 10:56
    pelaga napisała:

    > Nie zabraniajacie konatktow, to dziala najlepiej na panow, sami z nich
    > rezygnuja wtedy.

    FAKT niezaprzeczalny. Efektem ubocznym takiego działania jest jednak często
    wysuwanie przez tatusiów zarzutów, że utrudniamy im kontakty. Paradoks? Nie -
    po prostu jakoś muszą usprawiedliwić przed sobą i innymi że mają w d... swoje
    dziecko.
  • megan58 14.07.05, 11:05
    Potwierdzam !
  • tataadriana 14.07.05, 11:49
    virtual_moth napisała:

    > pelaga napisała:
    >
    > > Nie zabraniajacie konatktow, to dziala najlepiej na panow, sami z nich
    > > rezygnuja wtedy.
    >
    > FAKT niezaprzeczalny. Efektem ubocznym takiego działania jest jednak często
    > wysuwanie przez tatusiów zarzutów, że utrudniamy im kontakty. Paradoks? Nie -
    > po prostu jakoś muszą usprawiedliwić przed sobą i innymi że mają w d... swoje
    > dziecko.

    NIEPRAWDA. TO CHYBA TYLKO SPOKTAŁO WAS I WYSZŁO W WASZYM PRZYPADKU. I NAPEWNO
    SPOTYKANE JEST O WIELE RZADZIEJ NIŻ SYTUACJE, GDY MATKA ZABRANIA KONTAKTÓW
    DZIECKA Z DRUGIM RODZICEM. I JESZCZE MA PÓŹNIEJ PRETENSJE DO CAŁEGO ŚWIATA.
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • virtual_moth 14.07.05, 11:56
    tataadriana napisał:

    > NIEPRAWDA. TO CHYBA TYLKO SPOKTAŁO WAS I WYSZŁO W WASZYM PRZYPADKU. I NAPEWNO
    > SPOTYKANE JEST O WIELE RZADZIEJ NIŻ SYTUACJE, GDY MATKA ZABRANIA KONTAKTÓW
    > DZIECKA Z DRUGIM RODZICEM. I JESZCZE MA PÓŹNIEJ PRETENSJE DO CAŁEGO ŚWIATA.
    > pzdr

    Ja nie wiem które sytuacje zdarzają się rzadzej, a które częsciej. Denerwują
    mnie zarówno przypadki "mamuś właścicielek" takich jak np. niejaka tsunami5,
    jak też przypadki tatusiów "walczących o prawa". Na podstawie własnych
    obserwacji wnioskuję tylko, że czasami zdarza się (nie wiem czy rzadko, czy
    często), że tatusiowie swoje marne ojcostwo próbują usprawiedliwić
    tzw. "utrudnianiem kontaktów". Skoro to nie dotyczy ani ciebie, ani twoich
    znajomych, to o co ci chodzi? Chyba że uderzyłam w stół...
  • tataadriana 14.07.05, 12:05
    sytuacje mogą się zdarzać różne. i każdy może się spotykać raz z takimi raz z
    innymi. ja natomiast próbuję korygować moim i zdaniem oszołomskie opinie osób
    mających według swojego własnego JA absolutnie zdecydowaną rację. zwłaszcza w
    kwestii "instruowania" dziecka, jaki jest "to" jego własny ojciec. z czym
    walczę jeszcze we własnym przypadku, kiedy to adrian mi mówi wprost że mama mu
    zabrania mówić mu do mnie "tata". mimo że nie mam już problemów z kontaktami.
    ale dziecko ponoć ma dostawać lanie jak tak powie w obecności matki. i to jest
    właśnie przykład "EGO" matki. przykładów mógłbym mnożyć. ale po co? każdy widzi
    swoją własną rację.
    pzdr

    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • virtual_moth 14.07.05, 12:17
    tataadriana napisał:

    że mama mu
    > zabrania mówić mu do mnie "tata". mimo że nie mam już problemów z kontaktami.
    > ale dziecko ponoć ma dostawać lanie jak tak powie w obecności matki. i to
    jest
    > właśnie przykład "EGO" matki. przykładów mógłbym mnożyć. ale po co? każdy
    widzi
    >
    > swoją własną rację.

    Wiesz, ja swoją własną rację mam tylko odnośnie MOJEJ sytuacji. Jeśli chodzi o
    twoją, to nie mówi ona o niczym innym jak o tym, że istnieją ludzie i parapety,
    a nie o tym, że skoro TY masz taką ex, to pewnie większość jest taka.

    >
  • tataadriana 14.07.05, 12:10
    moim zdaniem twój eks sam od ciebie uciekł smile obojętnie jak było, ja bym tak
    postąpił. z całym szacunkiem jeśli dostajesz jakiekolwiek środki na wychowanie
    dziecka, czy to jako alimenty, czy inną pomoc publiczną, samodzielnie nie
    wychowujesz dziecka.
    osoby które znam i chcę znać nie walczą o swoje prawa by się nimi wycierać w
    dobro dziecko, ale o prawo do wychowania i kontaktów z dzieckiem.
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • megan58 14.07.05, 12:15
    Zawsze zastanawiał mnie jeden fakt. Facet ucieka - bo kobieta zła i nidobra
    jest. Ale z całym spokojem nie zabiera ze soba dziecka, ktore tak "kocha" i
    zostawia to dziecko z ta zła kobieta..

    Ja nie odeszłabym zostawiajc dziecko z człowiekiem ktorego uwazam za złego i
    tylko nie pisz mi banalukow , ze dziecka zabrac nie mogł.. mOGŁ TAK SAM JAK
    ZOSTAWIC .
    I skoro kobieta moze zabrac dziecko to i facte.. Ale oni jak odchodza to jakos
    dziwnie sa skupieni na sobie...
  • virtual_moth 14.07.05, 12:20
    megan58 napisała:

    > Zawsze zastanawiał mnie jeden fakt. Facet ucieka - bo kobieta zła i nidobra
    > jest. Ale z całym spokojem nie zabiera ze soba dziecka, ktore tak "kocha" i
    > zostawia to dziecko z ta zła kobieta..

    Właśnie. Jak Tataadriana mógł pozwolić babie, która A) rozwaliła rodzinę (sama
    odeszła), B) jest niezrównoważona emocjonalnie (nie pozwala do ojca mówić
    tato), a więc jak on mógł pozwoilć JEJ zabrać dziecko?
    Pewnie w pracy byłwink
  • tataadriana 14.07.05, 12:24
    > Właśnie. Jak Tataadriana mógł pozwolić babie, która A) rozwaliła rodzinę
    (sama
    > odeszła), B) jest niezrównoważona emocjonalnie (nie pozwala do ojca mówić
    > tato), a więc jak on mógł pozwoilć JEJ zabrać dziecko?
    > Pewnie w pracy byłwink

    niestety nie. najbardziej oddana matkom instytucja tak zdecydowała smile nazywana
    czasami Sądem Rodzinnym smile chyba z przekory smilesmile
    pzdr

    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • megan58 14.07.05, 12:28
    To rozumie - do wyroku sadu dziecko mieszkało z Toba????
    Ja do sprawy bym nie zostawiła dziecka - ani przez jeden dzien - zebym miała za
    to do ciupy trafic. Jesli ktos zły i moze krzywdzic to spac spojonie bym nie
    mogła
    Zreszzta jak wyrok niedobry to nie znaczy koniec...
  • tataadriana 14.07.05, 12:27
    ale po cichu liczę , że dziecko samo zdecyduje z kim chce być, co już po mału
    się przewraca smile oczywiście w moją stronę. co prawda długotrwałe może to być,
    ale się chyba opłaci smilesmile
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • megan58 14.07.05, 12:30
    Ja dalej nie rozumim - to jest z kobietaktora je krzywdzi bo zła i ty
    zamierzasz czeka za dziecko podrsnie i samo sie z tym upora???
    Mozesz zansac - myslac ze to dziecko jest tak krzywdzone - w koncu to taka ZŁA
    kobieta...
    Skoro ty nie mogłes z nia wytrztamc to co musi przechodzic to dziecko i ty tak
    spokjnie czekasz???
  • tataadriana 14.07.05, 16:32
    nigdzie nie stwierdziłem że ona jest złą kobietą czy matką. to twój własny
    wniosek z którym się nie zgadzam. natomiast to że niewłaściwie postępuje - to
    już może być móje zdanie. i tyle . smile
    a czy mogę z tym zasnąć- nie musisz się o to chyba martwić.
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • pelaga 15.07.05, 09:19
    Czyli jest swietna matka, tylko zle postepuje??????????
    Bo jak jest swietna matka, to dziala dla dobra dziecka. Wiec jest nia? Czy nie?
    Gdzies chyba czytalam, jak pisales, ze krzywdzi dziecko, bo nie idzie ci we
    wszystkim na reke.
    A moze tylko trzeba sie teraz wycofac z oskazania, zeby nie wyszlo, ze wlasne
    dziecko w zlych rekach sie pozostawilo, aby na plaze spokojnie "w luksusie
    wolnosci" chadzac?
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • kotka.na.dachu 15.07.05, 10:50
    tataadriana napisał:

    > ale po cichu liczę , że dziecko samo zdecyduje z kim chce być, co już po mału
    > się przewraca smile oczywiście w moją stronę. co prawda długotrwałe może to być,
    > ale się chyba opłaci smilesmile

    No to widzę jaki tata jesteś - niech matka chowa, a ja po cichu będę buntował.
    Żygać się chce. Zastanów się nad swoją moralnością (jeśli taką masz). Kurczę,
    kobieta żyły sobie wypruwa żeby dziecko było zdrowe, najedzone, czyste,
    zadbane, później - żeby się dobrze uczyło itp.
    Później wkracza tatulek - na gotowe. Mąci w głowie dziecku i jest najlepszy! A
    gdzie teraz jest ojciec? Poza paroma godzinami w tygodniu - na baseniku, w
    knajpie z kolegami i gdzie tylko zechce.
    Równaj tu samodzielne wychowywanie dziecka z kawalerskim stylem życia ojca.

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • anetina 15.07.05, 11:42
    dąłączam się do Ciebie


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • pelaga 14.07.05, 12:31
    > moim zdaniem twój eks sam od ciebie uciekł smile

    To chyba do mnie wink Naswietle ci wiec, ze od exa to ja odeszlam, bardzo dawno
    temu, bo sie nie nadawal na ojca mojego dziecka. Widywal sie czasami z
    dzieckiem, jak sobie przypomnial, ze je posiada. Kiedy chcial i jak chcial,
    nawet kilka razy zabral dziecko do siebie. Kontatkty zerwal, jak zalozyl druga
    rodzine. Potrafil ostatnio powiedziec mojemu dziecku, ze nie widuje sie z nim,
    bo musi sie opiekowac swoja corka.

    > z całym szacunkiem jeśli dostajesz jakiekolwiek środki na wychowanie
    > dziecka, czy to jako alimenty, czy inną pomoc publiczną, samodzielnie nie
    > wychowujesz dziecka.

    Nie dostaje ZADNEJ pomocy publicznej. Alimenty sa placone na dziecko,
    zaspokajajac CZESC kosztow utrzymania dziecka, WYCHOWUJE je ZUPELNIE
    samodzielnie. Tylko walczacym ojcom wydaje sie, ze skoro zaplacili, jak ktos tu
    nazwal kiedys "horrendalne" alimenty, sa juz zwolnieni z obowiazku wychowywania
    dziecka.
    Wedlug prawa obowiazek alimentacyjny to obowiazek utrzymania i wychowania
    dziecka. Moj ex wspolutrzymuje dziecko, z przymusu sadowego, ale go nie
    wychowuje, bo nie ma w Polsce prawa zmuszajacego do spelniania takiego
    obowiazku.


    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 14.07.05, 12:51
    chyba nie rozumiesz tego co piszesz, albo tego co czytasz. lub obydwu. nie
    wychowujesz dziecka zupełnie samodzielnie, bo dostajesz jakieś środki pienięzne
    na to. i to zupełnie nie ma do rzeczy czy jest to przymus sądowy (bez niego nie
    byłabyś w stanie prawdopodobnie wyegzekwować tego obowiązku) czy jest to
    dobrowolne świadczenie. i tyle. na na razie. idę na plażę smilesmile
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • virtual_moth 14.07.05, 12:56
    tataadriana napisał:

    > na na razie. idę na plażę smilesmile

    Oczywiście bierzesz synka?
  • edzieckokarenina 14.07.05, 13:29
    tataadriana napisał:

    > na na razie. idę na plażę smilesmile

    Oczywiście bierzesz synka?
    ***
    pewnie takwink
    jeśli miło spędzać czas to tylko z synkiemsmile)))
    --
    "W życiu i restauracji protestuj- kiedy kota podadzą ci jako zająca"
  • edzieckokarenina 14.07.05, 20:40
    tataadriana napisał:

    > hi, a chcesz sprawdzić? smile
    > pzdr
    ***
    to do mnie?
    co niby mam sprawdzić?
    ja z góry zakładam że byłeś na plaży z synkiemsmile)))

    --
    "W życiu i restauracji protestuj- kiedy kota podadzą ci jako zająca"
  • ann_mart 14.07.05, 13:15
    tataadriana napisał:

    > nie wychowujesz dziecka zupełnie samodzielnie, bo dostajesz jakieś środki
    pienięzne na to.

    No to, dziewczyny i chłopaki mamy nowa definicję wychowania - jest to
    mianowicie łożenie na dziecko.
    Zatem chwała tym co nie są w stanie wydrzeć należnych dzieciom alimentów - te
    to dopiero są samodzielne! To, np. o Tobie Virtual. O cholerka - mama Ci
    pomaga... To jednak nie jesteś...
    Zaś szaraczki, jak Pelaga, mają ojców współwychowujących - bo, co prawda nie
    spotykają się z dziećmi w ogóle, ale za to kasę płacą.
    To o co się bić w takim razie, walczący panowie? O co? Przecież jak płacicie
    kasę to wychowujecie, kontakty wam niepotrzebne crying

    Tatoadriana - kilka razy przeczytałam ten Twój tekst, bo oczom własnym nie
    wierzyłam. Jak dla mnie to co napisałeś to szczyt głupoty. Mam nadzieję, że tak
    wyszło przypadkiem...

    I wysoce niesmaczne jest dla mnie to, jak się cieszysz, że dziecko wybierze
    Ciebie. Ty, taki dobry ojciec, nie rozumiesz, że chodzi o to by dziecko nie
    musiało wybierać?! Czy aby nie walczysz o to by Twoje było na wierzchu? By
    pognębić ex, powiedzieć - "i tak mnie woli"

    Bo dla mnie to niestety tak wygląda.
    --
    -------
    Kobiety nie robią z mężczyzn głupców - pewien odsetek należy do kategorii "zrób-
    to-sam"
  • megan58 14.07.05, 13:18
    Ha ha Ha.. Ann_amrt smile)))

  • ann_mart 14.07.05, 13:20
    ann_mart napisała:
    Zaś szaraczki, jak Pelaga, mają ojców współwychowujących

    Pelaga, przepraszam idiotycznie wyszło - rzecz jasna chodziło o ojca Twojego
    syna a nie o Twojego ojca smile)
    --
    -------
    Kobiety nie robią z mężczyzn głupców - pewien odsetek należy do kategorii "zrób-
    to-sam"
  • pelaga 14.07.05, 14:42

    > Pelaga, przepraszam idiotycznie wyszło - rzecz jasna chodziło o ojca Twojego
    > syna a nie o Twojego ojca smile)

    Ja zalapalam, ale dla tatyadriana faktycznie lepiej lopatologicznie wink))

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 14.07.05, 16:54
    żeby wychowaywać nawet samodzielnie potrzebujecie na to środków pieniężnych
    czyli tzw. pieniędzy co się jedno z drugim wiąże.
    poza tym ta dyskusja jest już chora oraz nienormalna smile wyłączam się i dalej
    może do końca dnia trochę zajmę się czymś innym, czego pozostałym również życzę.
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • anetina 15.07.05, 09:05
    tataadriana napisał:

    > żeby wychowaywać nawet samodzielnie potrzebujecie na to środków pieniężnych
    > czyli tzw. pieniędzy co się jedno z drugim wiąże.


    co za jedno z drugim ???
    bo w tym "bałaganie" chyba już nie mogę do tego wszystkiego dojść


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • pelaga 14.07.05, 13:19
    > chyba nie rozumiesz tego co piszesz, albo tego co czytasz. lub obydwu. nie
    > wychowujesz dziecka zupełnie samodzielnie, bo dostajesz jakieś środki
    > pienięzne

    Chyba ty nie rozumiesz co piszesz, albo co czytasz. Mylisz wychowanie z
    utrzymaniem dziecka.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 18.07.05, 22:58
    droga pelago zastanów się przez chwilę (smile) byłabyś w stanie wychowywać dziecko
    nie mając pieniążków? bo mi się bardzo wydaje że nie. i nie uważam że coś mylę -
    jedno z drugim jest ściśle powiązane. smile
    miłego myslenia smile
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • pelaga 19.07.05, 07:40
    Bez pieniazkow nie da sie UTRZYMAC dziecka. Wielu ojcow tego zaiste nie
    pojmuje, migajac sie od alimentow.
    Drogi tatoadriana ja MAM pieniazki bo pracuje i zarabiam, co nie znaczy, ze z
    tego powodu mam rezygnowac z alimentow. Teoretycznie Polskie prawo nie zezwala
    matce na rezygnacje z alimentow, bo to nie kaska na jej kosmetyczke, tylko na
    potrzeby dziecka, ktore to potrzeby oboje rodzice (choc niekoniecznie w rownych
    proporcjach) powinni zaspokajac do osiagniecia przez nie smodzielnosci.
    Sprobuje lopatlogicznie, bo widac inaczej sie nie da:
    WYCHOWYWAC to zapewnic osobie niedojrzalej osiagniecie rozwoju fizycznego,
    psychicznego, duchowego, wychowywac to zapewnic opieke osobie niedojrzalej i
    doprowadzic ja do samodzielnosci.
    UTRZYMYWAC to zapewnic lokal mieszkalny, jedzenie, ubranie, podreczniki,
    oplacic oboz latem, zabezpieczyc potrzeby bytowe.

    OBOWIAZEK ALIMANTACYJNY to obowiazek WYCHOWANIA i UTRZYMANIA dziecka. Tak mowia
    przepisy prawa.

    Prosciej nie potrafie. Jesli nadal nie rozumiesz, to juz nie zrozumiesz raczej.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 19.07.05, 21:43
    nio skorzystam z twojej rady smile jak któraś będzie mamuśka będzie w sądzie
    molestować o pieniądze na wychowanie dziecka to jej przytoczę twój tok
    rozumowania. myślę że sędzia nie będzie długo rozbawiona smile a zawsze jakoś
    można spróbować obciąć rozdmuchane żądania niektórych rodziców crying
    na marginesie to ja wcale broń się nie namawiam cię do rezygnacji z alimentów.
    toż to by było ze szkodą dla dziecka.
    a co do przepisów prawa smile to są one naprawdę śmieszne jak na ten rok i
    wymagają napewno pilnego uzupełnienia, jak nie gruntownej zmiany. niestety.

    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • kotka.na.dachu 21.07.05, 08:07
    Podziwiam lotny umysł. Skoro takiego łopatologicznego wyjaśneinia różnic
    pomiędzy wychowaniem a utrzymaniem nie rozumiesz, to proszę: więcej tu nie
    pisz, bo nic mądrego nie spłodzisz. Lubisz mieszać - nie ma co. Z niektórymi
    mógłbyś sobie łapkę podać.
    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • pelaga 26.07.05, 11:02
    > nio skorzystam z twojej rady smile

    A prosze bardzo, bo to nie ZADNA rada, tylko polskie prawo, oraz odrobina
    logiki.

    > jak któraś będzie mamuśka będzie w sądzie
    > molestować o pieniądze na wychowanie dziecka

    Ciekawe ile tych mamusiek cie molestuje... ile tych biednych dzieci po swiecie
    rozsiales nieodpowiedzialnie.
    A swoja droga w sadzie matka moze walczyc o pieniadze na UTRZYMANIE dziecka i
    tego warto sie trzymac.

    > a co do przepisów prawa smile to są one naprawdę śmieszne

    Sa na pewno niedoskonale w wielu kwestiach, ale do smiesznosci im daleko.


    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 01.08.05, 05:36
    > Ciekawe ile tych mamusiek cie molestuje... ile tych biednych dzieci po
    swiecie
    > rozsiales nieodpowiedzialnie.
    nie martw się tym. żadna nie musi tego robić. i nie rozsiewam dzieci
    nieodpowiedzialnie. mam jedno smile


    > A swoja droga w sadzie matka moze walczyc o pieniadze na UTRZYMANIE dziecka i
    > tego warto sie trzymac.
    a słyszałaś że najgłośniej o pieniądze krzyczą te matki, które i dla
    siebie "powalczyć" chcą o jakieś złotówki? tworząc jakieś karkołomne tabelki? smile
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • pelaga 01.08.05, 08:15
    > a słyszałaś że najgłośniej o pieniądze krzyczą te matki, które i dla
    > siebie "powalczyć" chcą o jakieś złotówki? tworząc jakieś karkołomne
    > tabelki? :

    Jesli masz na mysli mnie, to strzal jest chybiony o cale lata swietlne. Ja na
    swoje utrzymanie pracuje, wiec tabelke, ktora jest na twoj mozdzek "za
    karkolomna" stworzylam dla potrzeb sprawy o OBNIZENIE alimentow, ktora sila
    rzeczy nie ja zakladalam. Ja o alimenty walczyc mocno nie musialam, zasadzono
    je na rozwodzie i w tej formie sa do dzis, BEZ zadnych zmian, mimo checi ojca i
    jego nowej zonki.
    Milego dnia zycze.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • kotka.na.dachu 01.08.05, 08:27
    tataadriana napisał:

    > a słyszałaś że najgłośniej o pieniądze krzyczą te matki, które i dla
    > siebie "powalczyć" chcą o jakieś złotówki? tworząc jakieś karkołomne
    tabelki? smile

    Czy dla ciebie tylko pieniądze się liczą? Wszelkimi sposobami unikać płacenia
    na swoje dziecko... szkoda gadać.

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • anetina 19.07.05, 08:10
    tylko jak zmusić ojca do płacenia ???
    dobrowolnego płacenia ???
    żeby komornik w razie czego czego też mógł od niego ściągnąć ???

    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje kochane SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
  • dianitra 19.07.05, 10:00
    Nigdy nie zgadzaj się na dobrowolne płacenie. Moim zxdaniem alimenty powinny
    być zasądzone przez sąd - tylko to daje ci gwarancję.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • tataadriana 19.07.05, 21:37
    zawsze uważałem i uważam że z pomocy sądu korzysta się w dwóch przypadkach:
    albo gdy nie ma innej możliwości osiągnięcia kompromisu, co jest dla mnie
    zrozumiałe w przypadku zadania się z podgatunkiem "człowieka", albo gdy jedna
    osoba po prostu robi to z czystej złośliwości (vide dianitra), na co już nie
    poświęce żadnego dalszego komentarza.
    można się dogadać we wszystkim, chyba że zakłada się złożenie wizyty
    komornikowi od razu po wizycie w sądzie. ale na to już brak słów smile
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • nikita181 19.07.05, 21:53
    czemu tak nam zależy na tych ojcach? Przeciez to tylko dawcy czy "autorzy" .
    Dlaczego biologiczne ojcostwo jest takie ważne? ja uważam, że zrobić dziecko
    potrafi kazdy ciul. Dlatego tak wiele z nas zostaje same z dziećmi. Podziwiam
    ojców z wyboru- takich, którzy potrafią pokochac kobiete i jej dziecko, być dla
    tego dziecka ojcem, prawdziwym, dbającym, kochajacym, kłócącym sie, pokazujacym
    świat. Takich mężczyzn trzeba podziwiać i takich szukać. nie ważne , kto
    zrobił, ważne kto KOCHA i WYCHOWUJE. Nie widzę powodu, żeby latać za ciulem i
    przypominac mu , żeby zobaczyl sie z dzieckiem. Mój były zobaczyl syna po 10
    latach pierwszy raz - i nic. Bo ma prawdziwego ojca, ktory go kocha i jest z
    nim na co dzień. są też tacy wspaniali mężczyźni- choć nie zawsze pojawiaja sie
    na naszej drodze.
  • dianitra 20.07.05, 00:16

    wiesz ja uwazam ze z moim meżem nie miałabym problemu sie dogadać w żadnej
    kwestii, gdybyśmy się rozstali, ale mimo wszystko nalegałabym na sądowne
    ustalenie alimentów(nawet gdybym miała ja je placić) W zyciu zdaza się róznie.
    Mój tata np miał do 1996 roku alimenty zasadzone w wysokości 5000zł(stare0
    czyli mogłam sobie kupić za to może chrupki. Tata dogadał sie ze bedzie płacił
    50 zł z mamie. Ale znów przestał po jakimś czasie na co komornik powiedział, ze
    może ściągac tylko 50 gr. Jezeli tata jest ok to co mu szkodzi że sąd formalnie
    potwierdzi to jak dogadali się rodzice. A jak mama bedzie musiała przedstawic
    gdzieś dochody? I jeszcze jedno piszemy tutaj o tacie bo dominują tu matki,.
    ale równie dobrze moze być odwrotnie.
  • magdalens 20.07.05, 15:32

    a kto zapłaci koszt rozprawy?
    też ugodowy tatuś??
  • dianitra 20.07.05, 16:00
    to już zależy od ludzi. Mogą zapłacić po połowie. wiem jedno jeżeli alimenty są
    dobrowolne i jednemu z rodziców się nagle znudzi płacenie to druga strona nie
    ma żadnych argumentów i wkońcu musi iść do sądu. Dla mnie to jest czysta
    sytuacja - uzgadniamy cos wspólnie i potwierdzamy to prawnie przed sądem? Czemu
    rodzic, który zobowiązał się płacić miałby sie sprzeciwiać? tylko z powodu
    kosztów sądowych? gdzie wystarczy jedna rozprawa...
  • kotka.na.dachu 21.07.05, 08:13
    W sądzie rodzinnym nie ma obowiązku płacić za rozprawy typu: "uregulowanie
    kontaktów" czy też "wysokość alimentów". Trzeba jedynie we wniosku napisać:
    proszęo zwolnienie z kosztów postępowania sądowego. Druga strona również może
    to napisać i będzie "0" kosztów.
    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • dianitra 21.07.05, 13:45
    Właśnie i w takim razie uważam że w każdej sytuacji alimenty powinny być
    zasądzone sądownie. Przecież nawet jak rodzice rozstają się w zgodzie to trzeba
    płacić na dziecko. WIele rodziców nie biegnie do komornika gdy np drugi rodzic
    zachoruje i nie może płacić przez miesiąc czy dwa. to jest narzędzie gdy
    uporczywie uchyla sie do tego obowiązku więc rodzic ktory jest ok nie ma czemu
    się nie zgodzić na sąd.


    Sądowne orzeczenie jest zabezpieczeniem dziecka anie mamausi czy tatusia.
  • tataadriana 25.07.05, 01:10
    kotka.na.dachu napisała:

    > W sądzie rodzinnym nie ma obowiązku płacić za rozprawy typu: "uregulowanie
    > kontaktów" czy też "wysokość alimentów". Trzeba jedynie we wniosku napisać:
    > proszęo zwolnienie z kosztów postępowania sądowego. Druga strona również może
    > to napisać i będzie "0" kosztów.


    oczywiście. koszty będzie ponosić społeczeństwo, czyli też ja ze swoich
    podatków. ale według stron piszących i chodzących niepotrzebnie po sądach to
    nikt, bo społeczeństwo i sądy to oczywiście nie mają na co wydawać pieniędzy
    jak się takim "mądrym" rodzicom wydaje.
    poza tym zwolnienie z kosztów następuje w dobrze uzasadnionych przypadkach i w
    zależności od humoru sędziego. ostatnio jednak sądy nie mają za dużo pieniędzy
    i niechętnie już zwalniają z kosztów postępowania. zresztą wg mnie nie powinni
    też być zwalniani rodzice, którzy osiągnęli bezpośrednią ugodę - znaczy że nie
    było potrzeby zwracania się o arbitraż do sądu!!!
    pzdr
    --
    www.tataadriana.republika.pl
  • kotka.na.dachu 25.07.05, 08:05
    tataadriana napisał:

    > oczywiście. koszty będzie ponosić społeczeństwo, czyli też ja ze swoich
    > podatków. ale według stron piszących i chodzących niepotrzebnie po sądach to
    > nikt, bo społeczeństwo i sądy to oczywiście nie mają na co wydawać pieniędzy
    > jak się takim "mądrym" rodzicom wydaje.
    > poza tym zwolnienie z kosztów następuje w dobrze uzasadnionych przypadkach i
    w zależności od humoru sędziego. ostatnio jednak sądy nie mają za dużo
    pieniędzy i niechętnie już zwalniają z kosztów postępowania. zresztą wg mnie
    nie powinni też być zwalniani rodzice, którzy osiągnęli bezpośrednią ugodę -
    znaczy że nie było potrzeby zwracania się o arbitraż do sądu!!!

    Nie każdy potrafi ze sobą rozmawiać. Gdyby tak było, to na pewno nie byłby
    konieczny rozwód bądź separacja.
    Nie każdego stać na zapłacenie za przewód sądowy.
    Skoro polskie prawo jest przychylne dla negocjacji rodziców, to dla twojego
    lepszego samopoczucia - wyobraź sobie, że są w poradni rodzinnej (też pokrywa
    społeczeństwo ze swoich składek).
    Skoro jesteś taki przeciwny bezpłatnemu sądownictwu, to pewnie również masz coś
    przeciw hipochondrykom lub staruszkom przesiadującym co drugi dzień na kontroli
    serca?
    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • dianitra 25.07.05, 16:28
    kasa i kasa a przecież chodzi o dobro dziecka. Trzeba brac wszystko pod uwagę.
    Dzieci rosną i mają swoje potrzeby. Żeby kupić dziecku nowe łóżko czasami
    trzeba wziąść kredyt i większość banków wymaga wyroku sądoewego. W przypadku
    rodzica, który płaci alimenty - jeśli - chodzi o kredyt - też jest bardziej
    konfortowo mmieć ustaloną wysokość przez sąd.
    Podałam taki prozaiczny przykład, ale czesty. A ty mówisz o społeczeństwie
    podatkach itp a zapominasz dodać co jest lepsze dla twojego dziecka drogi
    tatoadriana
    --
    życie to chwila - mrugnięcie rzęs nad ktorym nie można zapanować....
  • anetina 14.07.05, 14:59
    tataadriana napisał:

    > chyba nie rozumiesz tego co piszesz, albo tego co czytasz. lub obydwu. nie
    > wychowujesz dziecka zupełnie samodzielnie, bo dostajesz jakieś środki
    pienięzne
    >
    > na to. i to zupełnie nie ma do rzeczy czy jest to przymus sądowy (bez niego
    nie
    >
    > byłabyś w stanie prawdopodobnie wyegzekwować tego obowiązku) czy jest to
    > dobrowolne świadczenie. i tyle. na na razie. idę na plażę smilesmile
    > pzdr




    czyli tak:
    nie dostaję alimentów, nie dostaję pomocy od państwa, rodziny
    czyli mogę się nazywać samodzielną i samotną ?????????
    to ma być plus

    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • burza4 14.07.05, 12:36
    tataadriana napisał:

    z całym szacunkiem jeśli dostajesz jakiekolwiek środki na wychowanie
    > dziecka, czy to jako alimenty, czy inną pomoc publiczną, samodzielnie nie
    > wychowujesz dziecka.

    A co mają wspólnego alimenty z WYCHOWANIEM? bo wychowanie to zdaje się osobista
    troska okazywana na co dzień, uczenie dziecka co jest dobre, co złe,
    przygotowywanie do do dorosłego zycia itd.? czyżby wydarte z gardła alimenty
    miały zrekompensować dziecku całkowity brak zainteresowania ze strony ojca?

    > osoby które znam i chcę znać nie walczą o swoje prawa by się nimi wycierać w
    > dobro dziecko, ale o prawo do wychowania i kontaktów z dzieckiem.

    szkoda, że te same osoby często walczą o to, żeby broń Boże nie uczestniczyć
    zbytnio w utrzymaniu dziecka. Nie bierz tego do siebiesmile
  • brzdac_22 15.07.05, 00:30
    Ona napisała: SAMODZIELNIE WYCHOWUJĘ DZIECKO a nie SAMODZIELNIE UTRZYMUJĘ
    DZIECKO! Wiem że mężczyźni nie dostrzegają często różnicy, ale uwierz mi - ona
    istnieje... i jeżeli nie wpływasz swoim jestestwem na rozwój psychofizyczny i
    emocjonalny dziecka to nie bierzesz udziału w jego wychowaniu... ograniczasz
    się do częściowego utrzymywania płacąc regularnie alimenty!
    --
    Fasolka...
  • dianitra 14.07.05, 14:29
    Wyjąłeś mi to z ust
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • anetina 14.07.05, 14:47
    tataadriana napisał:

    > Oczywiście wszystkie mamy nieświadomie pozbawiają dziecko kontaktu z drugim
    > rodzicem. śmiem twierdzić że tylko Ty robisz to świadomie. twoja "JA" będące
    > najważniejszą osobą dla dziecka nie mogłoby znieść, że jest jeszcze ktoś,
    kogo
    > Twoje dziecko może uważać za rodzica. wspaniałe to i oczywiście uzasadnione.
    w
    > sumie nie dziwie się , że samotnie wychowujesz dziecko. z tak potężnym "JA"
    > nawet mojej skromnej osobie jest trudno wytłumaczyć najprostsze sprawy.
    > zapewne jesteś też WSPANIAŁĄ matką smile boki można ze śmiechu zrywać. i
    ubolewać
    > nad NAPEWNO wspaniałymi cechami jakie przejawiasz jako matka. ze swoim
    > najważniejszym "JA". lub "EGO". smile
    > pzdr

    może jestem głupia, ale ja chyba czegopś tu nie rozumiem
    mam rozumieć, że to ja nieświadomie zabrałam dziecku
    ojca ??????????????????????????????
    chyba sobie żartujesz !!!!!!!!!!!!!
    nawet słowa eksowi nie powiedziałam, że ma się odwrócić tyłem do dziecka
    to on nie dbał o mnie w ciąży
    to on nawet nie zadzwoni do dziecka, nie wspominając, że dziecka nawet nie
    widział !!!!!!!

    szkoda dla ciebie słów










    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • pawel-szadko 15.07.05, 10:17
    i takiej "kochanej mamusi' z urzędu dziecko powinno byc odebrane, bo jest chora
    na miłośc do tego dziecka
  • anetina 15.07.05, 10:24
    pawel-szadko napisał:

    > i takiej "kochanej mamusi' z urzędu dziecko powinno byc odebrane, bo jest
    chora
    >
    > na miłośc do tego dziecka


    chyba sobie żartujesz !!!

    to co ja mam zrobić ???
    w czasie ciąży miałam faceta trzymać na smyczy, żeby mieszkał ze mną i
    finansowo się dzielił ?
    po urodzeniu dziecka miałam jechać po niego chyba z policją, żeby na siłę
    zobaczył dziecko ?
    mam zamknąć go w mieszkaniu, żeby żył z nami i wychowywał swoje dziecko ?

    i to ma być moja wina, że ja tak nie zrobiłam ???
    że pozwoliłam na to, że eks nie chce zobaczyć dziecka ?
    mam go na siłę zmusić, żeby chociaż zobaczył dziecko, nie mówiąc już, żeby
    kochał tego Malucha ?

    jak mam to zrobić ????????



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • pawel-szadko 15.07.05, 11:17
    mi chodziło o to ja jestem najważniejsza a w domyśle cały świat chce mi tylko
    zrobić krzwdę mnie i mojemu dziecku
  • anetina 15.07.05, 11:47
    pawel-szadko napisał:

    > mi chodziło o to ja jestem najważniejsza a w domyśle cały świat chce mi tylko
    > zrobić krzwdę mnie i mojemu dziecku


    ja właśnie w ten sposób NIE MYŚLĘ
    nikt nie chce mi krzywdę zrobić
    ale jakby tak było, nie ręczę za siebie


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • pawel-szadko 15.07.05, 13:13
    właśnie. a Pelaga tak uważa i to jest chore. Dziecko ma własne życie i to nie
    jest jej życie i to JA jest nie na miejscu i robi dziecku wielką krzywdę.
  • anetina 15.07.05, 13:22
    pawel-szadko napisał:

    > właśnie. a Pelaga tak uważa i to jest chore. Dziecko ma własne życie i to nie
    > jest jej życie i to JA jest nie na miejscu i robi dziecku wielką krzywdę.

    Z tego co znam Pelagę, nie możesz tak o Niej powiedzieć. Ona nie traktuje
    dziecka jako kartę przetargową, czy jak to tam. Widzę, jak się męczy, jak eks
    wypina się na dziecko. I co ona ma wtedy zrobić. Nie zmusi faceta siłą ani
    niczym innym, aby chciał dziecko kochać.
    Syn Jej ma własne życie, zgadzam się. Tylko co ma matka zrobić, jak ojciec
    dziecku mówi, że nie mogą się spotkać, bo ... Powody są wymyślane co 5 minut i
    w dodatku głupie.

    I nadal stwierdzisz, że to wszystko jest naszą winą, nas matek, które chciałyby
    dla dzieci wszystko, co najlepsze, a ojcowie wypinają na nie swoje
    tyłki ???!!!


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • pawel-szadko 15.07.05, 13:58
    czasem na pradę nie moga a ten dzień będzie wypominany przez najbliższe dobre
    kilka lat "ja chciałam wtedy, ale Ty przecież nie mogłeś.

    Kiedys długi czas nie widziałem się z dzieckiem ponieważ nie byłem wpuszczany.
    Moja eks w sprytny sposób patrząc kiedy jest mecz przyjechała z dzieckiem
    uprzedzając mnie na pól godziny przed przyjazdem kiedy siedziałem na stadionie.
    Przyjechała- zobaczyli go po długiej nieobecności moi rodzice. To był jedyny
    plus, ale teraz słyszę za każdym razem w poważnej rozmowie "ja jak ja była u
    Ciebie z dzieckiem to Ty musiałeś akurat byc w tym momencie na meczu to poc mam
    przyjeżdzać". To pojawia się kiedy próbuje poważnej dyskusji na temat i dziecka
    i powiedz mi czy nie jest to żałosne?
  • pelaga 26.07.05, 11:17
    > czasem na pradę nie moga

    Pewnie, bo mecz, bo wyjscie z kolegami, bo wakacje, bo nowa rodzina wink)))
    Trzeba ich zrozumiec smile Moj ex juz dwa lata naprawde nie moze, biedaczysko.
    Rozumiem go nowa rodzina, nowe obowiazki. Trzeba facetowi dac czas, moze kiedys
    jeszcze zdacyduje sie widziec dziecko. Ciekawe tylko, czy dziecko jeszcze wtedy
    bedzie chcialo. Zobaczymy.

    > Kiedys długi czas nie widziałem się z dzieckiem ponieważ nie byłem
    > wpuszczany.
    > Moja eks w sprytny sposób patrząc kiedy jest mecz przyjechała z dzieckiem
    > uprzedzając mnie na pól godziny przed przyjazdem kiedy siedziałem na
    > stadionie.

    Dla mnie EWIDENTNIE pokazales co jest dla ciebie wazniejsze. KOCHAJACY ojciec,
    nie widzacy dlugo dziecka rzucilby wszystko i poszedl spotkac sie z dzieckiem,
    ale ty mimo, ze cie UPRZEDZILA nie poszedles spotkac sie z dzieckiem, bo zgraja
    facecikow w krotkich majtkach biegala za jedna pilka po duzym trawniku.
    Pozalowania warte! ZAL DZIECKA! Ale ty na pewno zostales na stadionie dla dobra
    dziecka! NA tym polega twoja walka o dobro dziecka. Jak zaczniesz na pierwszym
    miejscu stawiac JEGO potrzeby a potem swoje, moze zrozumiesz roznice miedzy
    swoim dobrem a dobrem dziecka, ktorym z taka luboscia ojcowie szastaja na prawo
    i na lewo, podobnie, jak swoimi PRAWAMI.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • mikawi 26.07.05, 11:45
    a gdzie ta kochająca ponoć matka widzi dobro dziecka? pani właścicielka bawi
    się uczuciami dziecka i ojca, nie zezwala na spotkania a potem pojawia się
    wtedy gdy wie, że ojca nie będzie w domu. Naprawdę nie widzisz gierki? Daję
    głowę, że gdyby ojciec w chwili tego telefonu, olał swoje plany i przyjechał,
    jej i dziecka już by nie było "bo czas minął". Bo matka która chce, żeby
    dziecko spotkało się z ojcem nie uprzedza o przyjeździe na chwilę przed nim.
  • pelaga 26.07.05, 12:04
    Widzisz mikawi ja nie do konca jakos wierze w wersje przedstawiona i tyle.
    Zdaje sie, ze mam prawo do wlasnego zdania. Obserwujac forum i rzeczywistosc
    niewirtualna spotkalam sie wielokrotnie, ze najglosniej krzycza ojcowie
    walczacy o PRAWA OJCA, a nie postepujacy w sposob dobry dla dziecka.

    > Daję
    > głowę, że gdyby ojciec w chwili tego telefonu, olał swoje plany i przyjechał,
    > jej i dziecka już by nie było "bo czas minął".

    A mi mojej glowy byloby szkoda. Ciekawe skad w tobie takie przekonanie. Ja
    takiego nie mam.

    > Bo matka która chce, żeby
    > dziecko spotkało się z ojcem nie uprzedza o przyjeździe na chwilę przed nim.

    Nie nalezy do obowiazkow matki wozenie dziecka na spotkania z ojcem. Kochajaca
    matka NIE UTRUDNIA kontaktow dziecka z ojcem, jesli kontakty takie to
    okrzyczane tutaj dobro dziecka (czyli wylaczajac patologie typu: nalogi,
    agresja, nieopowiedzialnosc rodzica, olewanie dziecka przed glugie lata i
    pojawianie sie na chwilke w jego zyciu ponownie, zeby namieszac).
    Ale znam matki, ktore kontaktow nie utrudniaja, a sa o to oskarzane, bo to
    swietnie sie sprzadaje znajomym i swietnie tlumaczy dlaczego tatus niebieskim
    ptakiem sie stal po rozwodzie.
    A odnosnie awizowania przyjazow to zapytaj o zwyczaje znanych ci ojcow, np.
    jednego tutaj czasami przewijajacego sie, jak dlugo przed wizyta sie zapowiada
    na nia smile))

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • pelaga 26.07.05, 12:10
    > a gdzie ta kochająca ponoć matka widzi dobro dziecka?

    I jeszcze jedno mi sie nasunelo. Czy sqr...stwo jednego rodzca tlumaczy
    bandyckie zachowania drugiego????????????? Czy jesli matka ma dobro dziecka
    dupie ojciec jest usprawiedliwony postepujac tak samo???

    Dla mnie kochajacy rodzic to taki, ktory potrafi sobie odmowic swojej
    przyjemnosci dla dobra dziecka, oczywiscie w granicach zdrowego rozsadku (np.
    rezygnuje z kosmetyczki, zeby pojechac z dzieckiem do zoo, czy rezygnuje z
    meczu aby pobawic sie z dzieckiem w piaskownicy, nie jade na wakacje, jesli nie
    moge wyslac na nie dziecka, nie kupuje sobie piatej pary butow, jesli dziecko
    chodzi w podartych, a przykladow mozna mnozyc tysiace, bo nie wszyscy rodzice
    mysla tymi kategoriami, zarowno ojcowie, jak i matki)

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • mikawi 26.07.05, 12:31
    Zauważ, że paweł pisze wyraźnie że nie mógł widywać się z dzieckiem długi czas,
    bo eks się na to nie zgadzała. Nagła wizyta z informacją że TERAZ jestem pod
    twoim domem jest zwykłym pogrywaniem a nie chęcią spotkania dziecka z ojcem.
    Zgadzam się że to sqr...stwo matki, ale nie widzę bandytyzmu ojca w tej
    sytuacji. Co innego rezygnacja ze swoich planów gdy jest to dzień spotkania z
    dzieckiem, co innego niespodziewany przypływ łaski pani właścicielki i
    żądanie "rzucaj wszystko bo dziś mam dobry humor i pozwolę ci zobaczyć twoje
    dziecko". Może ojciec nie powinien planować jakichkolwiek wyjazdów z miasta,
    wyjść ze znajomymi bo jeszcze eksi się odwidzi i pozwoli mu akurat wtedy
    zobaczyć dziecko? Taka ruletka.
  • pelaga 26.07.05, 13:17
    Gdybym ja z jakiegokolwiek powodu nie mogla widywac mojego dziecka przez jakis
    czas, a potem nadarzylaby sie mozliwosc zobaczenia go, to rzucialabym WSZYSTKO,
    absolutnie wszystkie plany poszlyby w niepamiec, aby tylko moc zobaczyc
    dziecko. I nie dbalabym o to, czy jest to jakas czyjas zagrywka, nie
    zastanawialabym sie, czy motywem postepowania drugiego rodzica byly gierki, czy
    chec postawienia na swoim. Zobaczenie dziecka byloby dla mnie priorytetem.
    I o tym pisalam.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • pelaga 26.07.05, 13:22
    > Zauważ, że paweł pisze wyraźnie że nie mógł widywać się z dzieckiem długi
    > czas, bo eks się na to nie zgadzała

    Zakladajac nawet, ze jest to prawda, choc ja nie do konca w nia wierze, w moich
    oczach nie usprawiedliwia to faktu, ze wybral mecz, choc mial pol godziny na
    dotarcie do domu i dla mnie jest to ten bandytyzm, ktorego nie dostrzegasz.
    Ojciec chcacy zobaczyc dziecko, teskniacy za nim nie wysiedzialby na tym meczu,
    wiedzac, ze dziecko przebywa w tym czasie w JEGO domu.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • becia45 26.07.05, 14:03

    Ty Pelago uważasz, że chyba wszyscy mężczyżni są po jednych pieniądzach. Można
    robić z mężczyzną to co się kobiecie podoba bo to "dla dobra dziecka"
  • pelaga 26.07.05, 14:30
    Odloz rozgrywki miedzy doroslymi a wczytaj sie w moj post pod katem uczuc
    rodzic-dziecko moze wtedy zrozumiesz przeslanie.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • pelaga 15.07.05, 13:58
    > właśnie. a Pelaga tak uważa i to jest chore. Dziecko ma własne życie i to nie
    > jest jej życie i to JA jest nie na miejscu i robi dziecku wielką krzywdę.

    Drogi Pawle, gdyby mnie nie bylo na tym swiecie, nie byloby tego mojego JA,
    wedlug ciebie nie na mniejcu, moje dziecko wyladowaloby w domu dziecka, albo u
    moich rodzicow, bo jego ojciec od wielu lat ma je w dupie, na wlasne zyczenie,
    z wlasnego wyboru.
    Jesli od wielu lat jestem jedynym "niepapierowym" rodzicem to coz dziwnego w
    tym, ze to JA jestem najwazniejsza osoba w zyciu dziecka??? Nie ja to dziecku
    narzucilam, nie kaze mu mnie kochac, ani uwazac za jedynego rodzica. Moje
    dziecko kocha swojego ojca i zabiega o jego uwage jak moze, ale to jest
    zupelnie inna milosc, wynikajaca z braku ojca, odrzucenia przez niego, a nie z
    wiezi emocjonalnych i bliskosci.
    Jesli nie widzisz roznicy to bardzo ci wsplczuje.

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • pelaga 15.07.05, 13:59
    Acha i nie mam mani przesladowczej, ze caly swiat chce mi zrobic krzywde, nie
    wiem z czego to wywnioskowales.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • dianitra 14.07.05, 14:25
    Mój ojciec próbował nawiązac kontakt ze mną, ale moja mama uważała że to cham i
    bydlak i robiła mu awantury za każdym razem jak przychodził. Pamiętam to
    dokładnie jak czekała na jego wizytę nabuzowana. Mój mąż miał 16 lat kiedy
    został tatą - od razu pokochał córę. Ja msiałam się nauczyć kochać mojego tatę,
    ale ni żałuję, bo bardzo mi brakowało ojca przez całe życie. Jesteś
    najważniejsza osobą w życu swojego dziecka, ale ono ma również ojca I NIC TEGO
    NIE ZMIENI. Może byc byle jaki, ale to ojciec - mozna go pozbawić praw
    rodzicielskich, ale i tak nic to nie zmieni...
  • celia.roza5 16.08.05, 10:39
    Wszystko prawda, tylko piszesz za ostro. Pamietaj ze dotykasz spraw bardzo
    poruszajacych i nawet jesli autorka watku nie dostrzega pewnych szczegolow, to
    emocjonalne dokopywanie jest nie hallo. Wiecej opamnowania.
  • joannaxxx 14.07.05, 08:59
    Bardzo egoistycznie oceniasz dziewczęta tutaj piszące.
    To forum nie dla Ciebie, poprostu nie rozumiesz tego co tu się dzieje.
    Gratuluję szczęścia.
  • nimi 14.07.05, 09:39
    Nie wiem, co dla Ciebie oznacza śiadomie.

    Ale możesz się cieszyc, że życie nie postawiło Ciebie przed trudnym wyborem -
    co jest dla dziecka lepsze albo przed faktem, że twój mąż nagle znalazłby sobie
    w życiu ciekawsze zajęcia niż współtworzenie rodziny z Tobą. Jeżeli masz
    odpowiedzialnego i kochającego Ciebie i dzieci męża, to można Ci tylko
    pozazdrościć.

    Ale czemu zaglądasz na to forum???
    Ja nie udzielam się na forach, które nie wiążą się z moim życiem, a jeśli tak
    to raczej staram się rozumieć ludzi myślących inaczej, w innej sytuacji
    życiowej niż ja, a nie ich krytykować...

    Każda z nas ma swoją historię, chyba nie poznałaś żadnej z nich, skoro tak
    piszesz...
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • nimi 14.07.05, 09:42
    Ciekawe, jak poczułabyś się, gdyby ktoś na Twoim forum o nieplanowanych ciążach
    zaczął Ci albo dziewczynom tam piszącym zaczął pisać o nieodpowiedzialności w
    planowaniu rodziny, o tym, że dzici trzeba robić świadomie itp.??
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • derena33 14.07.05, 10:04
    Czasem zdarza sie tak, ze prawda o ojcu, jest prawda subiektywna w ktora
    wierzy matka dziecka, nie majaca nic wspolnego ze stanem faktycznym.
    Zdarza sie tez tak ( sa to fakty z zycia wziete) ze matka broni kontaktow z
    ojcem, sama mialam kuzynke, ktorej ojciec mogl tylko dziecko zobaczyc jak
    przyszedl do domu matki tego dziecka z policja. W koncu zrezygnowal, nie chcial
    dziecku robic krzywdy ( tak jak w tej przypowiesci o salomonowym wyroku)
    Potem jej matka zmarla i moja kuzynka majac 18 lat zostala sama, bo co z tego
    ze ojciec byl i ja kochal (chociaz z daleka) ale kompletnie sie nie znali.
    Znam wiecej takich historii i chociaz chcialabym wierzyc, ze tu piszacych to
    nie dotyczy, ale....
  • nimi 14.07.05, 10:26
    Wiesz, ja sądzę, że kiedy mój eks opowiada znajomym o swoich trudnościach jakie
    mu stwarzam niepozwalając widywać córki, to na pewno w ich oczach też jestem
    postrzegana jako ta zła.
    Bo ex nie opowie o tym, jak się zachowuje podczas tych wizyt, nie przyzna, że
    znęcał się nade mną, kiedy byliśmy razem. Chodzi i gra tego pokrzywdzonego. Roi
    sobie różne rzceczy na mój temat i opowiada je ludziom.

    Przy córce jest agresywny w stosunku do mnie, uwielbia pogrywać sobie
    dzieckiem, robić mu wodę z mózgu. Dlatego ja z kolei podchodzę sceptycznie do
    osób, które opowiadają, że "mama nie pozwala tacie widywać się z dzieckiem" -
    wierzę, że musi być jednak jakiś powód tego, że ten tata jest odsuwany,.

    Ja jestem w innej sytuacji niż Ty - ja z kolei jeszcze nie spotkałam ani razu
    mamy, która bez faktycznego powodu ograniczałaby kontakty.

    ---
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • dianitra 14.07.05, 14:33
    Uważam, ze masz rację - można ojca odsunąc od dziecka jeżeli zagfraża jego b
    ezpieczeństwu(sąd o tym decyduje nie matka)Ale niektóre kobiety robią to
    wyłacznie dlatego żeby ukarać ojca dziecka.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • dianitra 14.07.05, 14:28
    Zdaża sie3 i tak, że na moim forum są przepychanki.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • zrudnicka 14.07.05, 10:35
    No własnie, to co ty robisz na tym forum????
    Bo z tego co piszesz i tu i na swoim forum to masz fantastycznego męża i udane
    zycie rodzinne.. Cóż, stare przysłowie mowi, ze syty głodnego nie zrozumie.
    Jestetm ciekawa, czy myslalabys w taki sam sposób ,gdyby twoj mąż zostawił Cie
    samą z kilkutygodniowym dzieckiem, bez srodkó do życia bo własnie poznał miłosc
    swojego życia iprzprowadził sie pewnej pani, która "nie po to koczyła studia aby
    bawic sie w kure domowa i siedziec w domu z bachorem" oraz" bo ona ma czas o
    siebie zadbac i wyglądac ja człoiek" (podczas gdy Ty masz na głowie cały dom
    wraz z maluchem cierpiacym na nieustanne kolki) a do tego na twoje telefony albo
    by nie odpowiadał albo na dzien dobry mówił "czego?" (adresu tez nie chcial
    podac "bo przeciez zostawił nr komorki a jego prywatne zycie to jego sprawa").
    No i alimenty-50 zł na mies ("i tak masz szczescie, ze płace i nie musisz mnie
    ganiac po sądach" - facet zarabiał -niestety na czarno - ok 3000mies). Dziecko
    widuje po ok 2 min, przy okazji przyniesienia alimentów a całe zainteresowanie
    sprowadza sie do pytania "czy wszystko ok". Do tej pory sam z siebie zadzwonił 2
    razy...
    "no bo co on mial by własciwie robic z niemowleciem? jakby mial 15 lat to moze
    by z nim pogadał ale tak?"
    No ale niech bedzie ze to ja SWIADOMIE pozbawiam moje dziecko ojca.

    Mysle Dianitro, ze czasami zanim cos napiszesz powinnas sie porządnie zastanowic.


    --
    Kłamstwo nie różni się niczym od prawdy, prócz tego, że nią nie jest
  • dianitra 14.07.05, 14:45
    Wiesz - jestes w błedzie. Póżno wzieliśmy ślub- 5 lat po urodzeniu się córki- i
    gdzieś po drodze mieliśmy pare kryzysów. Wiem jedno gdyby mój mąż odszedł to
    odszedłby ode mnie a nie od dziecka. I napewno nie bronilabym mu wziąść dziecko
    na weekend. Jestem kłótliwa babą, ale dwa lata po urodzeniu córki strasznie się
    ścieraliśmy, że tylko ja podejmuje decyzje ze cała odpowiedziałność spoczywa na
    mnie i w któryms momencie stwierdziliśmy że się rozstajemy. Uzgodnililiśmy
    wszystko łącznie z tym co kto bierze. Obydwoje stwierdziliśmy że córką
    opiekujemy się wspólnie i gdy tak układaliśmy sobie życie po rozstaniu bez
    kłótni stwierdziliśmy, że chyba nas pogieło. Nigdy się nie rozstaliśmy...
    Dlatego wiem co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. Dziecko to nie moja własność
    ani mojego męża - to człowiek ktory musi mieć bezpieczeństwo zwłaszcza gdy
    rodzice nie są razem. Ja wychowywałam się bez ojcas i wiem oczym mówię
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • nimi 14.07.05, 16:56
    Więc i tak masz szczęście.
    Ja rozstałam sie z exem, bo nie byłam w stanie znieść tego, czego świadkiem
    była nasza córka - wyzywania mnie, szarpania, zamykania w pokoju, wmawiania mi
    że jestem beznadziejna matką bo pozwalam dziecku nosić w lutym rękawiczki (wg
    taty dziecka bez rękawiczek i w cienkim polarze podczas mrozu dziecko lepiej
    się hartuje, nic to że płacze).
    Musiałam uciec do rodziców, bo o polubownym rozstaniu nie było mowy. 2 dni po
    dniu w którym się dowiedział że odeszłąm rozbił namiot pod domem moich
    rodziców.
    Każde najdrobniejsze zwrócenie uwagi podczas jego wizyt u córki (a początkowo
    miał niemal nieograniczony dostęp - oprócz nocowania u mnie, a i na to on
    bardzo mocno nalegał) kończyło się agresją - kiedy np. mówiłam że jutro ma
    przyjść później. Jak ja gdzieś wyjeżdżałam z córką (np. nad morze z rodzicami) -
    on od razu stwierdzał, że porywam dziecko, że je odcinam od ojca i że muszę mu
    to zrekompensować.
    I chciał i chce nadal dziecko podzielić dokładnie na pół.Nawet nie - dziś on
    chce więcej niz połowę, bo ja jestem be!

    Twój mąż widocznie jest rozsądnym człowiekiem. Myślę, że kiedy się rozstaliście
    nie nalegał na podział czasu przy dziecku idealnie pół na pół? Nie żądał
    podzielenia rzeczy dziecka, np. na jego oczech nie pakował ulubionej zabawki z
    zamiarem wyniesienia jej do siebie (ciekawe kto tu się na kim za co mścił)?

    Piszesz że wiesz co byś zrobiła - na pewno, bo z tego co piszesz masz
    normalnego męża, więc i ewentualne rozstanie przebiegłoby spokojnie. Masz po
    prostu duzo szczęścia, że tak trafiłaśsmile)
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • burza4 14.07.05, 11:14
    > Nie znałam mojego ojca przez 16 lat- widziałam go raptem parę razy, ale gdy
    > zmarła moja mama pozostał mi tylko on. Nie jest ideałaem, ale odkryłam, ze
    > moja mama mocno przesadziła z jego wadami.

    Nie wiem, o jakich wadach mówiła twoja matka, ale pamiętaj, że jego wady mialy
    dla niej trochę inny wymiar niż dla ciebie. Ona patrzyla na niego z punktu
    widzenia partnerki a nie dziecka. Ty zupelnie inaczej niż matka odczuwałbyś
    kwestię tego, że np. ojciec niechętnie płaci alimenty. Dzieci nie odczuwają
    tego tak, jak dorośli - one są poza tymi ustaleniami, zazwyczaj nawet nie
    wiedzą. To nie dzieci przechodzą przez upokarzającą konieczność udowadniania,
    że alimenty są przeznaczane na dziecko, a nie na luksusowe życie matki. Jeśli
    potrzeba - matka MUSI wytrzasnąć pieniądze choćby spod ziemi, więc dziecko nie
    odczuwa żalu, że czegoś nie ma.

    Moje dziecko ma świetny kontakt z ojcem. Widzi jego niektóre wady - ja widzę te
    i inne, znacznie poważniejszego kalibru - ale to ja swoim nakładem czasu i
    pracy niejako umożliwiłam to, żeby te wady jej nie dotykały. Ona nie wie, że
    ojciec, z całą swoją miłością, w sądzie zachowywał się jak gnida. Że dla mnie
    konieczność żebrania o grosze na jej utrzymanie była poniżająca. Nie wiesz, czy
    matka przesadziła z jego wadami - z jej punktu widzenia mogły one miec zupełnie
    inny wymiar.
  • fuerteventura 14.07.05, 13:04
    Ja mojemu dziecko nie powiem złego słowa o jego ojcu, a przynajmniej będę się
    starać nie powiedzieć. Nie chcę dziecka obciążąć balastem niechęci czy nawet
    nienawiści. Tylko ja i kilka bliskich mi osób będziemy wiedzieć ile upokorzeń,
    bólu i zawiedzionych nadziei było moim udziałem w ciąży. Ile razy zacisnęłam
    usta, bo ten sk... to ojciec mojego dziecka. Jednak zaczynam opadać z sił, chcę
    w minimalnym stopniu mieć z nim kontakt, bo myslę, że tak będzie najlepiej dla
    dziecka i dla mnie, bo to my dwoje będziemy razem, a on zawsze od święta. I
    jesli ma rozbudzić a potem zawieśc nadzieje równiez dziecka, to lepiej żeby ono
    go nigdy nie poznało.
  • ann_mart 14.07.05, 13:19
    Fuerventura, daj spokój. Tataadriana Ci nie uwierzy, bo źle piszesz o ex. A
    skoro źle piszesz tu, to i dziecku nadajesz proste, nie? A przecież Twoje
    dziecko to kiedyś przeczyta... Za to syn Tatyadriana to same peany o mamusi tu
    poczyta. Pomyślcie jak źle musi on mówić synowi o matce, skoro tu tak pisze.
    Załamka, mili moi, załamka.
    --
    -------
    Kobiety nie robią z mężczyzn głupców - pewien odsetek należy do kategorii "zrób-
    to-sam"
  • pelaga 14.07.05, 14:46
    Hehe wink Dobre smile)))
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • tataadriana 14.07.05, 22:48
    > dziecko to kiedyś przeczyta... Za to syn Tatyadriana to same peany o mamusi
    tu
    > poczyta. Pomyślcie jak źle musi on mówić synowi o matce, skoro tu tak pisze.

    nio, chciałabyś kiedyś usłyszeć co mówię adrianowi o jego mamie. oj,
    chciałabyś smile
    --
    "uparty nie przejdzie po pasach. zawsze znajdzie krótszą drogę"
    www.tataadriana.republika.pl
  • virtual_moth 14.07.05, 23:10
    tataadriana napisał:

    > nio, chciałabyś kiedyś usłyszeć co mówię adrianowi o jego mamie. oj,
    > chciałabyś smile

    Hm, widzę, że gdy rozum nie nadąża, tam włącza sie kokieteriawink
  • dianitra 14.07.05, 23:49
    Życzę szczęścia.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • ann_mart 15.07.05, 08:11
    tataadriana napisał:

    > > dziecko to kiedyś przeczyta... Za to syn Tatyadriana to same peany o mamu
    > si
    > tu
    > > poczyta. Pomyślcie jak źle musi on mówić synowi o matce, skoro tu tak pis
    > ze.
    >
    > nio, chciałabyś kiedyś usłyszeć co mówię adrianowi o jego mamie. oj,
    > chciałabyś smile


    Nie chciałabym, nie interesuje mnie to.
    --
    -------
    Kobiety nie robią z mężczyzn głupców - pewien odsetek należy do kategorii "zrób-
    to-sam"
  • edzieckokarenina 14.07.05, 13:40
    Nie znałam mojego ojca przez 16 lat- widziałam go raptem parę razy, ale gdy
    zmarła moja mama pozostał mi tylko on. Nie jest ideałaem, ale odkryłam, ze
    moja mama mocno przesadziła z jego wadami.
    Mój mąz jest cudownym ojcem i nie wiem jak swiadomie możecie pozbawiać swoje
    dzieci najważniejszej osoby w ich życiu...
    ******
    mój ex nie jest najważniejszą osobą w życiu dziecka-jest osobą NIEZNANĄ dziecku.
    Z własnego wyboru.Więc toszkę pomyśl zanim coś napiszesz do "ogółu" bo tutaj
    jest więcej matek, które nikogo niczego nie pozbawiływink
    buźka
    --
    "W życiu i restauracji protestuj- kiedy kota podadzą ci jako zająca"
  • dianitra 14.07.05, 15:06
    ja nie pisze o wsszystkich matkach z tego forum, ale o niektórych i nie po to
    by kogoś oceniać, ale by powiedzieć tym niektórym, że ojciec nawet okropny w
    którymś momencie może okazać się jedyną osoba w życiu dziecka, ale żadna z was
    nie doczytała się tej aluzji. Powiecie zajmie się moim dzieckiem siostra, mama
    itp. Ja powiem nie daj boże. Mną zajmowazły się ciotki - nigdy nie byłam u
    siebie i wciąz byłam balastem.Dopiero przy ojcu poczułam, ze jest ktoś na tym
    śiwecie dla kogo jestem ważna. W życiu zdaza się różnie - czy zastanawiałyscie
    się nad tym co będzie jeżeli którejś z was zdarzy sie coś złego i sąd odda
    wasze dziecko pod opiekę ojcu? Jak dziecko przeżyje piersze dni z obcym
    mężczyznom, albo diabłem wcielonym jak przedstawiła go mama.

    INNYM PRZYPADKIEM JEST DLA MNIE ZNĘCANIE SIE NAD DZIECKIEM więc prosze mamy
    które ograniczyły kontakty ze wzgledu na bezpieczeństwo dziecka(tata znęcał się
    nad matka lub dzieckiem) o nie odpowiadanie.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • anetina 14.07.05, 15:11
    dianitra napisała:

    > ja nie pisze o wsszystkich matkach z tego forum, ale o niektórych i nie po to
    > by kogoś oceniać, ale by powiedzieć tym niektórym, że ojciec nawet okropny w
    > którymś momencie może okazać się jedyną osoba w życiu dziecka, ale żadna z
    was
    > nie doczytała się tej aluzji. Powiecie zajmie się moim dzieckiem siostra,
    mama
    > itp. Ja powiem nie daj boże. Mną zajmowazły się ciotki - nigdy nie byłam u
    > siebie i wciąz byłam balastem.Dopiero przy ojcu poczułam, ze jest ktoś na tym
    > śiwecie dla kogo jestem ważna. W życiu zdaza się różnie - czy
    zastanawiałyscie
    > się nad tym co będzie jeżeli którejś z was zdarzy sie coś złego i sąd odda
    > wasze dziecko pod opiekę ojcu? Jak dziecko przeżyje piersze dni z obcym
    > mężczyznom, albo diabłem wcielonym jak przedstawiła go mama.
    >
    > INNYM PRZYPADKIEM JEST DLA MNIE ZNĘCANIE SIE NAD DZIECKIEM więc prosze mamy
    > które ograniczyły kontakty ze wzgledu na bezpieczeństwo dziecka(tata znęcał
    się
    >
    > nad matka lub dzieckiem) o nie odpowiadanie.



    zanim dasz jakiekolwiek osądy
    pamiętaj, że większość naszych dzieci z tego forum zostały ODRZUCONE
    i to one same w przyszłości może poproszą ojców o kontakt
    to jest już dzieci sprawa, wiem, że my jako mamy zrobimy wszystko, aby dzieciom
    pomóc



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • dianitra 14.07.05, 15:14
    anetina napisała:

    > dianitra napisała:
    >
    > > ja nie pisze o wsszystkich matkach z tego forum, ale o niektórych i nie p
    > o to
    > > by kogoś oceniać, ale by powiedzieć tym niektórym, że ojciec nawet okropn
    > y w
    > > którymś momencie może okazać się jedyną osoba w życiu dziecka, ale żadna
    > z
    > was
    > > nie doczytała się tej aluzji. Powiecie zajmie się moim dzieckiem siostra,
    >
    > mama
    > > itp. Ja powiem nie daj boże. Mną zajmowazły się ciotki - nigdy nie byłam
    > u
    > > siebie i wciąz byłam balastem.Dopiero przy ojcu poczułam, ze jest ktoś na
    > tym
    > > śiwecie dla kogo jestem ważna. W życiu zdaza się różnie - czy
    > zastanawiałyscie
    > > się nad tym co będzie jeżeli którejś z was zdarzy sie coś złego i sąd odd
    > a
    > > wasze dziecko pod opiekę ojcu? Jak dziecko przeżyje piersze dni z obcym
    > > mężczyznom, albo diabłem wcielonym jak przedstawiła go mama.
    > >
    > > INNYM PRZYPADKIEM JEST DLA MNIE ZNĘCANIE SIE NAD DZIECKIEM więc prosze ma
    > my
    > > które ograniczyły kontakty ze wzgledu na bezpieczeństwo dziecka(tata znęc
    > ał
    > się
    > >
    > > nad matka lub dzieckiem) o nie odpowiadanie.
    >
    >
    >
    > zanim dasz jakiekolwiek osądy
    > pamiętaj, że większość naszych dzieci z tego forum zostały ODRZUCONE
    > i to one same w przyszłości może poproszą ojców o kontakt
    > to jest już dzieci sprawa, wiem, że my jako mamy zrobimy wszystko, aby
    dzieciom
    >
    > pomóc
    >
    >
    >
    Czy ja mówię niewyraznie? Post jest skierowany do niektórych mam. Mówisz, że
    większość dzieci nie zostało odrzuconych a na mój pierwszy post dostałam same
    odpowiedzi o ojcach kt.órzy nie chcą wiedzieć ze mają dziecko

    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • anetina 14.07.05, 15:20
    > Czy ja mówię niewyraznie? Post jest skierowany do niektórych mam. Mówisz, że
    > większość dzieci nie zostało odrzuconych a na mój pierwszy post dostałam same
    > odpowiedzi o ojcach kt.órzy nie chcą wiedzieć ze mają dziecko
    >


    czytaj trochę bardziej dokładnie

    napisałam, że większość naszych dzieci została ODRZUCONA przez własnych "ojców"



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • magdmaz 14.07.05, 15:51
    A ja uważam, że Twój głos jest tu ważny. Bo ja cały czas myśle o tym, jak
    dzieciom zminimalizować skutki rozwodu i MOJEGO odejścia od ich ojca. Prawda
    jest taka, że ja nie jestem w stanie z nim wytrzymać - mieszkać pod jednym
    dachem, mieć z nim cokolwiek wspólnego. Na razie i przebaczyć mu nie umiem - a
    może i sobie, bo po raz pierwszy uderzył mnie grubo przed ślubem, więc DLACZEGO
    ZA NIEGO WYSZŁAM??? Dlaczego urodziłam JEGO dzieci??? Chyba kochałam go do
    szaleństwa, ale głupio. I już on się postarał, żeby mi przeszło.
    Dlatego rozumiem, że pewne cechy Twojego Ojca mogły byc dla Matki niewybaczalne
    i nie do zaakceptowania.
    Ale...
    Po moim odejściu, kiedy do mojego byłego męża dotarło, że został SAM, nagle
    zauważył, że ma dzieci! Wcześniej, jak przyjeżdżał do domu na tydzień -
    pracował w innym mieście i kategorycznie odmówił, żebyśmy tam wszyscy
    mieszkali - przeszkadzaliśmy mu w karierze - to brał wędkę i szedł na ryby albo
    odsyłał dzieci do mamy, ewentualnie wysyłał mnie z nimi na wakacje (nudził się
    z nami). Teraz jest inaczej:
    Mieszka 320 km od dzieci. Może przyjechać kiedy chce, może zabrać dzieci - no,
    ale nie ma za co, no i praca. Ja nie powiem - przyjeżdża, zabiera. Ale to, że
    nie jest łatwo, że wszystko nie jest podstawione pod nos motywuje do większego
    wysiłku. Już nie mówi, ze dzieci są źle wychowane, tylko ROZMAWIA z nimi.
    Właśnie spędzają z nim 3/4 wakacji i myślę, ze ich więzi będą z roku na rok
    mocniejsze i dojrzalsze.
    A jak będą chciały z nim zamieszkać? Ja wyniosłam się do pracy na odludzie, być
    może przeprowadzę się do jeszcze większej głuszy, u niego będa miały lepsze
    warunki edukacyjne. Nie sądzę, żeby tego chciały - są od urodzenia bardzo ze
    mną związane, choć jestem matką coraz bardziej wymagającą i "dyscyplinującą"
    (role się odmieniły!!!). Ale kiedyś - średnia szkoła, studia. Ja tam o swój
    kontakt z nimi będę umiała zadbać.
    Natomiast wiem, że matce może być trudno ZAUFAĆ ojcu dziecka, jeśli ją
    skrzywdził, i jeśli on nawet nie próbuje upewnić jej, że jest odpowiedzialny i
    naprawdę potrafi dzieckiem się zaopiekować (mój to robi na spółkę z rodzicami,
    więc jestem spokojniejsza!). Ono - dziecko - nie jest jej własnością, ale ona
    czuje się za nie całkowicie i samodzielnie odpowiedzialna - i stąd boi się
    popełnić głupoty i narazić je na skrzywdzenie bądź zaniedbanie. Dziecko, to nie
    zabawka służąca do rozgrywek między nami, dorosłymi.
    Podsumowując - Twój głos jest ważny. Oczywiście, większość matek tutaj ma inne
    problemy - rodziciele ich dzieci nie chcą ani opieki, ani współwychowania, ani
    nawet współłożenia na własne dziecko. Ale jest procent matek targanych
    wątpliwościami, są i takie, które nie bardzo chcą i potrafią zaufać, bo się
    sparzyły.
    Mój ex nie bardzo chce współutrzymywać ( do 150 zł na dziecko się zgodził). Ale
    chce w ich życiu być i wychowywać. I JA TO WYKORZYSTAM DLA DZIECI I DLA SIEBIE!
    No bo w końcu muszę mieć czas, zeby na nie zarobić, no nie? smile

    Moje Robaki:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=26013313
  • anetina 14.07.05, 15:54
    to powinnaś się cieszyć
    większość z nas ma eksów, z którymi nie możemy się dogadać
    tym bardziej nie z naszej winy



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • magdmaz 14.07.05, 15:59
    Kochana! Żebyś ty wiedziała, jak ja się z nim nie mogę dogadać!!! Ale jak
    stworzę szansę dzieciom, to może one będą mogły? Moja matka też często marudzi
    na tatę - no, oni są inni, trochę do siebie nie pasują - ale ja kocham każde z
    nich - a najlepiej osobno...
    --
    Moje Robaki:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=26013313
  • dianitra 14.07.05, 16:08
    O tym mówię nawet dupek moze się zmienić i nie ważne z jakich pobudek jeżeli
    dzieci na tym zyskują a nie tracą. Pozdrawiam cie serdecznie i gratuluję
    dojrzałości.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • magdmaz 14.07.05, 16:10
    Miło, ale nie musisz mnie łechtaćsmile Wiem, ile w życiu spieprzyłam i za co
    jestem odpowiedzielna- choćby za idiotyczny wybór te kilkanaście lat temu. Ale
    niech dzieci za to nie płacą, albo płacą jak njmnniej!
    --
    Moje Robaki:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=26013313
  • nimi 14.07.05, 17:14
    Dianitro, Twojej mamy już nie ma, a ludzie się zmieniają z czasem. Twój tata na
    starość mógł spokornieć. Ale tak naprawdę nie wiesz, jak wyglądałyby Twoje
    układy z tatą dziś, gdyby mama pozwalała na jego częste kontakty z Tobą.
    Skąd wiesz, że Twój ojciec nie grałby Tobą? Jeżeli dwoje ludzi się rozstaje i
    tak jak Twoi rodzice nie pała do siebie zbytnią sympatią pisząc delikatnie - to
    myślę, że jako dziecko mogłabyś być wykorzystywana w tych rozgrywkach - zarówno
    przez jedno, jak i drugie z rodziców.

    Możesz mieć żal do mamy, ale nie wiesz, czy nie podjęła najsłuszniejszej
    decyzji...

    Wg mnie myślenie na takiej zasadzie: "Pozwolę mu się częściej spotykać z
    dzieckiem, bo jak umrę to kto się nim zaopiekuje??" jest tak samo mało sensowne
    jak myślenie: "A jednak z nim zostanę dla swiętego spokoju i dla dziecka i może
    go rychło diabli wezmą."

    Śmierci nie można w takim przypadku brac pod wzgląd...
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • dianitra 14.07.05, 17:20
    Nie o to mi chodziło. Raczej o myślenie perspektywiczne. Czy mój eks
    rzeczywiście robi krzywdę dziecku?Czy nie bierze się to z moich uprzedzeń do
    niego. Czy gdyby odfłożyła złośc na bok to czy moje dziecko również byłoby do
    niego uprzedzone?
    Po za tym napewno mój ojciec zmienił się z czasem, ale dziecko potrzebuje ojca
    w każdym wieku - nawet jak ma 30 , 20 40 lat.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • nimi 14.07.05, 20:04
    Wiesz, ja nie byłam na niego zła. Dopiero teraz jestem.
    Miałam jednak nadzieję, że okaże się przynajmniej na tyle odpowiedzialny i
    rozsądny, żeby układać się co do opieki nad córką.
    Odłożyłam swoją złość, ale nie swoje wymagania i godność.

    Córka nie jest uprzedzona do niego, mówię jej że on ją kocha, opowiadam kiedy
    się pyta. Tylko że on nie potrafił docenić niczego.

    Jak często Twój mąż odwiedzał córkę, kiedy sie rozstaliście?? Mój ex od
    września walczy o opiekę naprzemienną - mimo że nie potrafił nigdy odpowiednio
    zająć się córką. To zainteresowanie wzrosło o 500% w momencie rozstania. Chce
    żeby córka miała dwa domy - czy zgodziłabyś się na to??

    Pisałaś gdzieś, że keidy nie możecie sie z mężem porozumieć jak wychowywać
    dziecko, zostawiacie rozmowę na później. Nawet doradzasz mi takie rozmowy w
    moim wątku. Ex nie lubi rozwiązywać później, on "chce pokazać córce całą prawdę
    o matce" i przy córce krytykuje mnie "To nie jest matka, to gad" "Masz
    nierozwiązane problemy z dzieciństwa" "Niech ona zamknie ryja" (to o mnie do
    jego rodziców) "Jak masz okres to się nie odzywaj".
    Takie słowa są czasem gorsze niż fizyczna krzywda. A ex wykorzystywał każdą
    okazję przy córce , żeby ona była tego świadkiem. A kiedy ja osobiście
    ograniczyłam moje z nim kontakty do przekazywania córki i odbierania jej w
    drzwiach, zrobił z tego tragedię i np. kazał mi odbierać zawsze córkę od niego
    i musiałam tam zostać minimum pół godziny. Jeśli chciałam wyjść wcześniej robił
    przy córce awanturę, wyzywał mnie.

    Mój ex nie jest agresywny w stosunku do córki, tym jej krzywdy nie robi. Ale
    robi z niej kartę przetargową, robi jej wodę z mózgu.
    Każd erozwiązanie, umowę podważa nie jest w stanie dotrzymać ŻADNYCH ustaleń.
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • anetina 15.07.05, 09:17
    dianitra napisała:

    > Nie o to mi chodziło. Raczej o myślenie perspektywiczne. Czy mój eks
    > rzeczywiście robi krzywdę dziecku?Czy nie bierze się to z moich uprzedzeń do
    > niego. Czy gdyby odfłożyła złośc na bok to czy moje dziecko również byłoby do
    > niego uprzedzone?
    > Po za tym napewno mój ojciec zmienił się z czasem, ale dziecko potrzebuje
    ojca
    > w każdym wieku - nawet jak ma 30 , 20 40 lat.



    jak ja mogę uprzedzić dziecko do ojca, jeśli dziecko go nawet nie zna ???
    dzisiaj nawet nie rozmawiamy na ten temat w domu, ale widzę, że jeszcze trochę
    Mały się pyta o ojca
    powiem prawdę



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • anetina 14.07.05, 15:08
    dołączam się do edzieckokareniny
    eks jest dla dziecka osobą nieznaną
    i to na pewno ja mu tego nie kazałam




    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • kini_m 15.07.05, 02:13
    nimi 14.07.2005 10:26
    >Ja jestem w innej sytuacji niż Ty - ja z kolei jeszcze nie spotkałam ani
    >razu mamy, która bez faktycznego powodu ograniczałaby kontakty.
    dianitra 14.07.2005 14:33
    >Uważam, ze masz rację - można ojca odsunąc od dziecka jeżeli zagfraża jego
    >bezpieczeństwu(sąd o tym decyduje nie matka)Ale niektóre kobiety robią to
    >wyłacznie dlatego żeby ukarać ojca dziecka."
    --Otóż właśnie Nimi jest taką matką, która kara mnie (i w konsekwencji naszą
    córkę!!!) za problemy które wynikły na podłożu problemów emocjonalnych
    wyniesionych przez Nimi z jej domu.
    Genezy spirali złych rzeczy nakręcanych przez Nimi należy doszukiwać się przed
    okresem naszego związku, po prostu Nimi nie radziła sobie w życiu z żadną
    różnicą zdań, żadną rozmową wymagającą rozważeń lub cierpliwości. Tak bardzo
    jej brakowało tych podstwowych umiejetności, że w końcu nie radząc sobie z tym
    podstwowym warunkiem dobrego partnerstwa uciekła ze związku.
    Dziś usiłując uwiarygodnić swą decyzję (i postawę w odgradzaniu córki i mnie)
    usiłuje ze mnie zrobić potwora, robiąc efekt "lustrzanego odbicia" (własne
    niegodziwości, a nawet niegodziwości własnej rodziny) próbuje zrzucić na drugą
    stronę konfliktu.

    Co do wypowiedzi Nimi na tym watku:
    >Ale czemu zaglądasz na to forum???
    >Ja nie udzielam się na forach, które nie wiążą się z moim życiem, a jeśli
    >tak to raczej staram się rozumieć ludzi myślących inaczej, w innej sytuacji
    >życiowej niż ja, a nie ich krytykować...""
    --Nimi nie pierwszy raz przejawia tendencje do zniechęcenia do pisania tu osób
    które maja tu inne niz ona zdanie.
    --Nimi nie jest zdolna rozumieć ludzi inaczej myslących, bo nawet naszej córki
    nie rozumie. Im bardziej nasza córka bolesnie przezywała rozstania ze mną, tym
    bardziej Nimi ją ode mnie odgradzała, aż całkowicie zakazała 6 miecięcy temu.

    >Bo ex nie opowie o tym, jak się zachowuje podczas tych wizyt, nie przyzna,
    >że znęcał się nade mną, kiedy byliśmy razem.
    --Swoje nienajlepsze zachowania, już wyliczałem na forum (niemal spowiedź
    robiłem i moge powtórzyć). Więc nie prawda że sie nie umiem przyznać.
    Jednak Nimi, nie jesteś gotowa do pełnej dyskusji na ten temat, bo w omówieniu
    tych sytuacji musiałoby tu wyjść, iż Twoje zachownia były wielokrotnie
    częstszym okazywaniem agresji niż moje, oraz po Twojej stronie lezała inicjacja
    przemocy.

    >Musiałam uciec do rodziców, bo o polubownym rozstaniu nie było mowy. 2 dni po
    >dniu w którym się dowiedział że odeszłąm rozbił namiot pod domem moich
    >rodziców.
    --Tak jak od wielu rozmów, tak i polubownej próby NA STARCIE ODMÓWIŁAŚ. Od razu
    w momencie rozsatania złożyłąś pozew w sądzie - odmawiałaś wszelkiej dyskusji,
    gdyż masz psychikę zbudowaną na lękach - a to zawsze jest udziałem warunków
    wychowawczych w domu, a nie konfliktów w związku partnerskim. W sądzie
    odmówiłaś sedziemu na jego propozycję mediacji.
    --Nie tylko namiot rozbiję, ale tez skorzystam z rad innych forumowiczek które
    radziły mi tu jak dążyć do kontaktów z własnym dzieckiem gdy matka je odgradza,
    i nie chce rozmawiać. Wybór drogi pozostaje w Twoich rękach - czy wspólne
    uzgodnienia, czy pozostanę zdany na własne (a Tobie mniej miłe) działania.

    >Jak ja gdzieś wyjeżdżałam z córką (np. nad morze z rodzicami) -
    >on od razu stwierdzał, że porywam dziecko, że je odcinam od ojca
    >i że muszę mu to zrekompensować.
    --Żonglowałaś swoimi zgodami jak piłeczkami. Raz się zgadzałaś na wspólne
    grzybobranie lub spacer. Po czym odmawiałaś (pod wpływem Twojej matki lub w
    odwecie za moje odmienne zdanie w całkiem niezwiązanych kwestiach).
    --Zrekompensować nie mi, ALE NASZEJ CÓRCE.
    Nadal dajesz dowód że ni widzisz potrzeb dziecka co do REALNEGO posiadania
    obojga rodziców, a jedynie kontakty z dzieckiem traktujesz jako moje widzimisię.

    >Wiesz, ja sądzę, że kiedy mój eks opowiada znajomym o swoich trudnościach
    >jakie mu stwarzam niepozwalając widywać córki, to na pewno w ich oczach
    > też jestem postrzegana jako ta zła.
    --95% moich rozmów nt temat prowadzę anonimowo (tutaj) a nie wśród przyjaciół
    właśnie po to aby ich do Ciebie nie znichęcać. I właśnie w ten sposób każdy z
    moich przyjaciół/ek nie odmówi Ci rozmowy. A to właśnie Twoje przyjaciółki
    (wszystkie dwie) odmówiły mi rozmów bo mnie pooczrniałaś. Taka jest prawda. To
    jest zachowanie "odbicie lustrzane" - Twoje niegodziwości starasz mi przypisać.

    >Ja rozstałam sie z exem, bo nie byłam w stanie znieść tego, czego świadkiem
    >była nasza córka - wyzywania mnie, szarpania, zamykania w pokoju, wmawiania
    >mi że jestem beznadziejna matką
    --Kolejne odbicie lustrzane - mówisz o Twojej domenie w zachowaniach starając
    mi je przypisać.
    --Przecież to Ty wszystkim próbujesz wmawiać że jestem beznadziejnym ojcem,
    cytat z tego wątku: "nie potrafił nigdy odpowiednio zająć się córką. To
    zainteresowanie wzrosło o 500% w momencie rozstania"

    >Każde najdrobniejsze zwrócenie uwagi podczas jego wizyt u córki (a początkowo
    >miał niemal nieograniczony dostęp - oprócz nocowania u mnie, a i na to on
    >bardzo mocno nalegał) kończyło się agresją - kiedy np. mówiłam że jutro ma
    >przyjść później.
    --No, to tak ładnie w piórka ubierasz ograniczanie kontaktów córki i
    ojca: "mówiłam że jutro ma przyjść później" - napradwę to znaczyło: "Przyjść na
    na o wiele krótszy czas niż poprzednio" (i tak coraz bardziej, i bardziej).
    --Nigdy nie nalegałem na nocowanie u Ciebie po rozstaniu. A jedynie dopominałem
    się aby zostac położyć nasza córke spać - bo lubiła przy mnie zasypiać. (Nie
    dość że kłamstwo - to jeszcze nieczuła matka.)
    --Nie miałem mozliwości wykazać się agresją przy okazji wyznaczania mi wizyt u
    córki, bo po prostu informowałaś mnie o tym SMS-ami które odbierałem w pracy
    odległej o 80km od Was (w Gdyni).

    >Miałam jednak nadzieję, że okaże się przynajmniej na tyle odpowiedzialny i
    >rozsądny, żeby układać się co do opieki nad córką.
    >Odłożyłam swoją złość, ale nie swoje wymagania i godność.
    --No, cały czas czekam na podjęcie rozmów, a cały czas czytam jedynie
    deklaracje bez ich realizacji.
    Przyjmę każda formę, tu na forum lub poza nim, dla naszej córki wybór formy ma
    drugorzędne znaczenie - byle była konsekwentna i dawała równe prawa obojgu
    rodzicom. Na pewno nie licz na honorowanie stereotypu "przypisania dziecka do
    matki" - bo KAŻDY stereotyp w życiu jest szkodliwy, a nawet duża ilość matek
    która by tu to poparła nie znzczy że jest to pewnik.
    Pozostał Ci niecały tydzień do (prawdopodobnie) ostatniego posiedzenia sądu.
    Czeakam nadal na podjęcie rozmów.
    --Liste złamań podstawowych wymagań i poniżań przez Ciebei godności córki i
    mojej byłaby ciężka.

    >A kiedy ja osobiście ograniczyłam moje z nim kontakty do przekazywania
    >córki i odbierania jej w drzwiach, zrobił z tego tragedię i np. kazał mi
    >odbierać zawsze córkę od niego i musiałam tam zostać minimum pół godziny.
    --No właśnie, traktujesz naszą córke jak taboret który przekazuję się w
    drzwiach. No bo niby skąd to wynika, jesli twierdzisz: "Odłożyłam swoją złość".
    Bo jeśli, rzekomo, nie zwracałaś uwagi na swoją złość, to nic Ci nie winno
    emocjonalnie ograniczac aby bardziej "płynnie" przekazywac naszą córkę, aby
    pobyć jakis moment wspólnie dla niej.
    --Córki nie umiałem odwozić, bo to było zbyt bolesne gdy nie chciała do Ciebie
    wracać i chciała na siłe u mnie zostawać. Ta sytuacja wyglądała tak, że
    wydawałem ją osobie której ona nie lubi (własna matka-sic!), mimo że ona na
    siłe chce u mnie zostać. W tej sytuacji logicznym jest że sama winnaś po nią
    przyjechać.

    Dianitro, ilość matek które w odwecie, z premedytacją (lub inne "nadymane"
    powody) odbierają własnemu dziecku ojca jest tu trudna do oszacowania. Ale
    napewno jest to ilość istotna. Najbardziej prawdopodobnym rozpoznaniem tych
    osób jest oderwanie oceny tak
  • dianitra 15.07.05, 02:48
    Nie jestem psychologiem i mam sporo błędów na sumieniu.
    Ale skoro już personalnie zwróciłeś sie do mnie to mam dla ciebie jedna uwage
    NIGDY NIE MÓW ŻE MATKA TWOJEGO DZIECKA JEST ZŁA. NIGDY NIE MÓW ŻE CÓRKA NIE
    CHCE DO NIEJ WRACAĆ. -to najgorsze co matka czy ojciec może usłyszeć. Nie
    wolno ci robić tego nawet w myślach. bo nawet myśli docieraja do dzieci.
    Przepraszam, ąe zaczełam od wad twojej wypowiedzi, ale wydaje mi sie istotne.
    Ale wazniejsze dla mnie jest to że bardziej wiarygodna wydała mi się twoja
    historiia niz twojej eks, ale nie mnie to oceniać. Radzę ci jednak
    WALCZ - ZE WSZYSTKICH SIŁ- ale nie po trupach.
    Podoba mi się twoje podejście w przekazywaniu dziecka mamie - nie mozna tego
    robic w drzwiach. Jezeli w takich sytuacjach mama twojej córki nie zamienia z
    tobom ani jednego słowa to wasze dziecko przesiąknie ta wrogościom. Nigdy nie
    ponnoś głosu przy córce i nie rozmawiajcie o waszych wzajemnych błedach
    wychowawczych w jej obecności. Jeżeli żona nie chce cie wysłuchać, albo ustalić
    z tobą wspólnej polityki wychowawczej. Pisz do niej maile - moze tak łatwiej
    bedzie się wam dogadać. Masz takie same prawa jak matka, decydujesz o swojej
    córce w tym samym stopniu(chyba że ograniczyła ci prawa)Nie spotykaj sie z
    córka u niej w domu, bo ona czuje się wowczas silniejsza i ona ma wszystkie
    argumenty w ręku. Powołaj na świadków waszych znajomych, żeby w sądzie
    potwierdzili, że nie mówisz o niej żle.


    Pewnie już o tym wiesz, ale w zwiazku z tym że jesteś ojcem a nie matką to
    musisz byc nieskazitelny.
    Jeżeli ograniczyła ci prawa to bezwłocznie zwróć siedo sądu o przywrócenie ich.
    Uważam, że ojciec jest równie ważny w zyciu dziecka co matka. Nie poddawaj się
    ale nie daj się sprowokować.

    Życze twojej córce, żeby sąd orzekł prawach do opieki w równej części i trochę
    więcej dojrzałości twojej eks. A tobie, żebyś nie zawiódł swojego dziecka i
    nigdy nie okazał sie takim jakim przedstawia cię jego matka.


    Uważam, że winna zawsze leży po środku, ale twoja żona napisała, że sama
    ogranoczyła ci kontakty i to ostatecznie mnie przekonało. Nie jej o tym
    decydowac od tego jest sąd.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • ann_mart 15.07.05, 08:18
    Dianitro litości... Piszesz do faceta, który włamywał się na konto pocztowe ex.
    Który pod jej nickiem włamał się na ukryte forum. Który do krwawiącej kobiety w
    ciąży nie pojechał bo - "nie będzie jechał 150 km komunikacja publiczną" - jego
    słowa mające zobrazować jak bardzo była wredna, ze chciała by przyjechał.
    Który na forum o przemocy w rodzinie bitym i poniżanym dziewczynom radzi by
    poszukały winy w sobie.

    Przeciaż po tym co pisze, jak pisze widać, że to psychol.

    A tak na mrginesie Twój pierwszy post zwrócony buył do wszystkich dziewczyn na
    forum. Napisałaś "Dlczego zabraniacie" a nie "dlaczego niektóre zabraniają".
    --
    -------
    Kobiety nie robią z mężczyzn głupców - pewien odsetek należy do kategorii "zrób-
    to-sam"
  • dianitra 15.07.05, 10:46
    A skąd ty to wiesz od jego żony? Ja nie reaguje na jego teksty o tym skąd jest
    jego żona, bonie wiem jak jest naprawdę. Obydwoje wyolbrzymiaja swoje wady
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • ann_mart 15.07.05, 11:14
    NIE od zony. Od NIEGO
    --
    -------
    Kobiety nie robią z mężczyzn głupców - pewien odsetek należy do kategorii "zrób-
    to-sam"
  • nimi 15.07.05, 09:38
    Widzę, że wdałaś sie w dyskusję z moim ex. Ja jego postów nawet nie widzę
    (wygasiłam sobie dla dobra psychicznego), ale napiszę Ci tylko, że bardzo mi
    przykro, że "podjudzasz" do walki takiego typu człowieka.

    Nigdy nie uniemożliwiłam mu zupełnie kontaktu z córką - za radą policji
    powiedziałam mu, że kontakty mają być przy świadkach i w domu rodziców lub
    babci.
    Nie wiesz, co kini naprawdę robił, jak działął. Nie rozumiem też dlaczego
    bardziej wierzysz jego wersji. Z Twoich słów przebija ogromny żal do Twojej
    matki - może dlatego mnie tez automatycznie stawiasz po stronie be!

    Jeżeli jesteś tak doświadczona i mądra - napisz proszę: Co robiłabyś w
    sytuacji, kiedy ojciec Twojego dziecka po rozstaniu - przy okazji spotkań z
    dzieckiem szrpał Cię, ubliżał Ci. Pochwalasz to, że on nie chce widywać się
    tylk w rrzwiach przy brzydko piszac "wymianie" - ale on każdą najkrótszą
    sytuację wykorzystywał do tego, żeby przy córce trochę mi dopiec. Czy jako
    dziecko chciałabyś być świadkiem takich rzeczy?!

    Masz duże szczęście - piszę to po raz kolejny - że nie zetknęłaś się w życiu z
    przemocą i nie widzisz mechanizmów działania takich ludzi. Posuną się do wielu
    rezeczy - kłamstwa, włamania na konto, "zagubienia" paszportów, oczerniania.
    Przez wszystko to przetrwałamsmile Z ojcem dziecka próbowałam układać się od lipca
    do stycznia - niestety nie wykorzystał tej szansy.

    A największym plusem rozstania jest właśnie córka - to że w końcu rozwija się
    na równi z rówiesnikami. MAsz też szczęście, że nie widziałaś, jak cierpi
    dziecko pomiędzy dwojgiem skłóconych rodziców, gdy jedno z nich wykorzystuje
    jhe do gierek między dorosłymi.
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • dianitra 15.07.05, 10:40
    Nimi napisałam, ze wina zawsze leży po środku. Dla ciebie to podiudzanie, ale
    ojciec ma prawo do kontaktów z dzieckiem - nie tobie o tym decydować. Od tego
    jest sąd. A jeżeli uważasz, że rada żeby ojciec sadownie walczył o dziecko jest
    podiudzaniem to sie zastanów...
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • nimi 15.07.05, 12:30
    Nie chodzi mi o sądowne - myślałam że podjudzasz go do walki ze mną.

    Myślę, że patrzysz na sprawę zbyt ją upraszczając. Rozstaliśmy się w lipcu
    zeszłego roku.
    To JA złożyłam wnioski o uregulowanie widzeń. To JA wnioskowałam o badania w
    RODK.

    A tata dziecka - nie stawił się raz na rozprawie - fakt, wylądował w szpitalu,
    rozumiem.

    Ale nie stawił się na pierwszy termin w RODKU - bo mu nie odpowiadały Chojnice,
    chciał w Sopocie - sprawa miała poślizg o miesiąc.
    To JA chodzę na terapię, żeby dowiadywać sie jak sobie radzić z agresywnym
    tatusiem dziecka...


    Wiesz, wytrzymałam z tym człowiekiem wiele - to, że nie zarabiał na mnie ani
    dziecko, że wyjeżdżał, kiedy tylko chciał, że nie mieszkał z nami kiedy mu się
    odwidziało, że do 8mego miesiąca życia córki niewiele się nią interesował
    (wybuchnęła kiedyś płaczem na jego widok bo pojawiał się i znikał), wytzrymałam
    5 lat z facetem, dla którego było zawsze ważne wszystko dookoła oprócz mnie i
    dziecka.
    Wytrzymałam jego pseudointelektualizmy tworzenie teorii co do wychowywania
    dziecka, które JA musiałam realizować, bo on się z fotela nie ruszył.
    Wyytrzymałam w końcu zamykanie w pokoju, hartowanie dziecka poprzez stawianie 8-
    miesięcznego dziecka na parapecie (Oj, już spadła dwa razy i nic jej nie było),
    szantażowanie mnie, że zabierze małą do dziadków, jego urojenia i zmianę
    decyzji co chwila.

    Fakt, moja wina w tym taka że tyle dałam sobie i dziecku zrobić - to moja
    połowa. Że tak długo nie mówiłam nikomu, że wręcz broniłam exa.

    W imię źle pojętej miłości - fakt, ex sie tak nie wysilał: Dla niego było jasne
    ze z czymś takim jak ja nie warto brać ślubu kościelnego, że nie warto sie
    wysilać.

    Pewnie napiszesz że to, co pisę tyczyło się MNIE, a nie DZIECKA. Tylko że córka
    obrywała że tak powiem rykoszetem - np. w głowę garnkiem, który spadł z szafy,
    kiedy tata pchnął mamę.

    I nie uważam że rozwojowe to i dobry przykład dla dziecka, kiedy ojciec tak
    traktuje drugą osobę i kiedy wciągane jest w gierki.

    Moja ciąża tez nie była planowana - jak na Twoim forum. Nigdy nie żałowałam że
    urodziłam córkę, jej tatuś niezbyt radosnie podszedł do tego, snuł plany, że
    nie będziemy mieszkać razem.

    Pewnie dziewczynom na swoim forum radziłabyś w takiej sytuacji, żebypowalczyły
    o tatę dla dziecka. Ja walczyłam przez 3 lata.

    I po prostu dalej nie mam siły.

    Dlatego JA szukam pomocy i podpory w sądzie i policji, jemu tak naprawde zależy
    na uregulowaniu kontaktów tak samo, jak mi na powrocie do niego... Czyli nic.
    Nie w tym leży sęk w tej sprawie.

    Ale jak podejrzewam nie jesteś w stanie tego pojąć...
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • nimi 15.07.05, 12:50
    I tak do końca nie rozumiem, po co wchodziłaś na to forum????

    Jeteś w szczęśliwym związku, po co starasz sie oceniać sytuacje kobiet, których
    nie jesteś w stanie zrozumieć??

    Czy ja wchodzę na Twoje forum i wypisuję Ci, że nie rozumiem kobiet, które
    decydują się na adopcje dziecka. Też bym mogła napisac ostro, co ja sądzę na
    ten temat.

    Nie rozumiem - tam wykazujesz się taką tolerancją dla problemów życiowych, a tu
    mamy samodzielne są be! bo starają się zapewniać dziecku to, co uważają za
    najlepsze!
    W życiu nie ma tylko dobrych rozwiązań, które usatysfakcjonują wszyswtkich -
    powinnaś to wiedzieć...

    Masz chyba naprawde wielki żal do swojej matki. Może czas sie pogodzić z
    niektórymi rzeczami??

    Czego Ci szczerze życzę, jak i jednak większej tolerancji dla ludzi...
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • nimi 15.07.05, 12:51
    powyżej miało być : mamy, które decydują się na oddanie dziecka
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • dianitra 15.07.05, 20:51
    Robimy paczki dla potrzebvujących mam - część z nich jest samodzielna(nie
    samotna). Nie mam żalu do matki - mam żal że nie miałam ojca- a to wina
    obydwojga
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • dianitra 15.07.05, 20:48
    Mam kolezanke która urodziła dziecko a ojciec zniknął gdzies napoczątku ciązy.
    Radziłam jej żeby mu dała szanse - zadzwoniła i powiedziała o tym ze urodziła.
    Jezeli z niej nie skorzysta - trudno, ale ona rozumie ze nie robi tego dla
    siebie tylko dla dziecka.Rozumiem ją doskonale ma prawo byc wściekła bo to
    palant, ale musi odłozyc złość na bok. to on powinien się odezwac - takie jest
    moje zdanie, ale on tego nie zrobi i co? Unieść sie dumą? Poradziłam jej zeby
    mu dała szanse poznac córke, ale nie błagać - niech go poprostu poinformuje a
    może zechce ją zobaczyc? Moze zamiast walki w sadzie on dobrowolnie uzna
    dziecko?

    Nimi co do twojej sytuacji - to powiem ci tak. Zrobiliście krok w dobra stronę -
    rozstaliście się, bo dziło się żle. Nie dojde do tego kto z was ma rację, kto
    mówi prawde albo w jakiej części naciągacie fakty. Ale Moze już czas zamknąć
    ten rozdział. Nie musicie sie lubić, ale nie wierzę że skoro obydwoje kochacie
    swoje dziecko to nie mozecie usiąść i spokojnie porozmawiać. Przeczytaj uważnie
    post do twojego męża. napisałam mu że nie wolno mu nawet mysleć o tobie w ten
    sposób i nie wierze że jestes złą matką. Radziłam mu żeby walczył alew nie po
    trupach - czyli nie moze toba szargać żeby przechylić szale . I napisałam
    jescze jedno zdanie, że musi byc niskazitelny co rozumiem że musi być takim
    ojcem żeby nikt nie mógł mu nic zarzucić.

    W osttatnich słowach napisałam , zeebyh nigdy nie okazał się taki jakim ty go
    widzisz. (i mam nadzieje ze taki nie jest) Mam również nadzieję, że to co on
    mówi o tobie nie jest prawda.

    Uwazam ze jeszcze przemawia przez ciebie złośĆZUPEŁNIE ZROZUMIAŁA)za to ze wam
    się nie udało. nie mówię ze mam rację, ale czas zeby emocje opadły.

    Pozdrawiam
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • nimi 15.07.05, 22:05
    Były spokojne rozmowy - spotkania bez córki, dyskusje. Była mediacja przy dwóch
    terapeutach - nieudana.

    Bo ex nie jest w stanie dotrzymać umów. Jego podstawowy warunek to ten że córka
    ma mieszkać pół tygodnia u niego. Zgodziłabyś się na taki układ?? Każde inne
    rozwiązanie jest traktowane i nazywane przez niego despotyzmem.
    Ja uważam, że trzyipółletnie dziecko powinno mieć jeden dom. I tak było na
    początku - córka mieszkała ze mną, a on dochodził niemal codziennie. POtem
    wyjeżdzał do pracy w tygodniu i widywał się z córką 8-9 godzin dziennie w
    weekendy. Ale podczas wizyt zaczął być agresywny - postanowił odegrać się na
    mnie i moich rodzicah za to, że odważyłam się odejść. Wyglądało to tak, że z
    córką trochę się pobawił, trochę czytał gazetę, trochę mnie pognębił. Wciąż
    miał pretensje, że nie może zostawać na noc i spać z córką.
    I co miałam go po prostu przyjąć wg Ciebie z powrotem do łóżka?? Nie dla mnie
    taki układ.


    Rozumiem, że wg Ciebie córka powinna mieć tatę jak najczęściej żeby popatrzyła
    sobie, jak ją wyzywa, szarpie?? Powiedz mi co takiego rozwojowego zapewnia taki
    ojciec jak on???

    On nigdy w trakcie związku nie spędzał z nią nawet 1/100 tego czasu który
    chciałby spędzać teraz.

    Wykłócał się o każde 15 minut przy córce, a potem jak się dowiadywał że idę do
    kina w czasie kiedy córka jest u niego, to za mną przylazł do kina. Albo
    zaproponował: Nie przyjdę do małej jeśli Ty pójdziesz ze mną na kawę.

    Niestety nie każdy tata ma czyste intencje w "walce" o swoje prawa ojca.

    Ciesz się, że nie musisz tego rozumieć
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • dianitra 15.07.05, 22:34
    Jeżeli jest tak jak mówisz, ze eks ją szarpie i wyzywa to sąd poprze cię. Mój
    mąż tez spędza z corka dużo mniej czasu niż ja - bo pracuje ciężej i dłużej.
    Ale jestem pewna że gdyby nie mógł z nami mieszkać to kazda wolna chwilę
    chciałby jej poświęcać i tutaj go rozumiem Z drugiej strony nimi gdyby on
    spotykał sie z córką we własnym domu to nie byłoby takich rozgrywek o jakich
    mówisz. jeżeli uważasz, ze córka nie jest bezpieczna w jego towarzystwie to sad
    napewno ograniczy jego kontakty - dopóki jednak to nie nastąpi to utrudnianie
    kontaktów jest łamaniem prawa. Rzeczywiscie 3 letnie dziecko powinno mieć jeden
    dom, ale córka ma dwoje rodziców i musicie sie jakos dogadać.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • nimi 15.07.05, 23:58
    Nie ją szarpie, ale mnie przy niej.
    Dianitro, czy gdyby Twój mąż za JEDYNE wyjście w momencie rozstania uznał
    opiekę naprzemienną - to czy zgodziłabyś się???
    Ja się na to nie zgodziłam i stąd wynikają różne nieprzyjemności ze strony exa
    po rozstaniu, on bardzo dużo sobie wymyśla, zaprzecza faktom.

    Przemyślałam też sobie to, dlaczego weszłam z Tobą w tak długą polemikę...
    Przepraszam, jeśi Cię czymś uraziłam, nie to było moją intencją, a faktycznie
    jeden z wpisów był z mojej strony złośliwy, przepraszam.

    Sprawy związane z exem bardzo mnie poruszają, szczególnie, kiedy ktoś wierzy w
    jego wersję - to bardzo mnie boli. Ale z drugiej strony wiem już, że nonsensem
    jest udowadnianie komuś w necie swoich racji - już raz to przerabiałam na tym
    forum i niepotrzebnie się rozpisywałam, bo dziewczyny tu same przekonały się,
    jaki z exa typsmile

    Faktycznie jestem na exa jeszcze chwilami zła - przez jego wymysły miałam kilka
    nieprzyjemności, musze tracić czas na prawników, policję itp. To naprawdę nie
    nalezy do miłych rzeczy.

    Z tym łamaniem prawa to nie do końca takie proste, rozwiązanie, które realizuję
    jest mi podpowiedziane właśnie przez policjantów. Dużo jest takich sytuacji,
    gdzie nie od razu można udowodnić winę agresywnemu tatusiowi i wtedy trzeba się
    ratować jak się da.

    On spotykał się z córką we własnym domu - to było kolejne rozwiązanie w ciągu
    tego czasu, w którym się z nim układałam. Ale nie odwoził córki o czasie, a
    kiedy w grudniu zgodziłam się żeby mała została u niego 10 razy na noc, to
    efekt tego był taki, że schudła a i tak miała chroniczną niedowagę. Ale to nie
    było dla niego argumentem na unormowanie córce trybu życia. On nigdy nie
    potrafił zająć się odpowiednio córką, ale nie chcę kolejny raz podawać
    przykładów.

    Zagalopowałam się z tym pisaniem, dyskutowaniem z Tobą - w realu nie mam
    przeciwników tego co robię, oprócz jego rodziców i siostry większość znajomych
    popiera moje postępowanie. Wręcz na wieść o naszym rozstaniu jego znajome
    mówiły mi: i tak dziwię Ci się że do dziś z nim wytrzymałaśsmile)

    Może właśnie dlatego - że nie mam tu nikogo kto patrzyłby na to krytycznie,
    zaczęłam tak zażarcie Ci udowadniać, że mam rację. Niepotrzebne to jednak, bo
    jak nawet sama pisałaś, trudno oceniać po takich wypowiedziach.

    Pozdrawiam serdecznie
    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • dianitra 16.07.05, 00:52
    w pierszym poście spytałam ogólnie, twojemu mężowi odpowiedziałam bo zwrócił
    sie do mnie personalnie. Starałam sie mówic tylko o tym co obydwoje
    potwierdziliście np o odbiorze w drzwiach. Nie mam zamiaru roztrzygac waszych
    sporów, bo moze jest jeszcze za wczesnie zebyście doszli do porozumienia i
    zamiast wzajemnych żali zaczeli dyskutowąc o dziecku. Nimi wiesz mi ja to
    rozumiem. Ja osobiście zgodzilabym się na opieke naprzemienną, ale moja córka
    ma 6 lat a ja ufam mojemu meżowi i wiem ze umie sie nią zaopiekować, dlatego
    rozumiem ze ty mozesz miec opory. Trzylatka to dziecko ktore potrzebuje
    stabilizacji. Gdybyśmy teraz rozstali się z mężem to zrobiłabym mojemu dziecku
    krzywde ograniczając jej kontakty z tatą do odwiedzin. Oni są szalenie z życi i
    uważam, że zajmujemy w jej życiu równolegle miejsce.

    nimi - napewno w przynajmniej jednym miejscu masz rację - moja sytuacja jest
    inna - mam dużo szczęścia. Nie było moja intencją zaczepianie cie - starałam
    sie w wypowiedzi do twojego eks być bez stronna. A przychelenie się do jego
    wersji dotyczyło tylko i wyłącznie odprowadzania dziecka.
    Wierz mi że nie było moją intencja podburzanie gto przeciw tobie a jedynie
    zachęcenie do walki o prawo do widzeń z córka(zaznaczyłam jednak ze musi byc
    nieskazitelny)chodziło mi o to żeby zaczał jego zachowanie nie pozostawiało
    watpliwości ze dziecko na spacerze z nim będzie bezpieczne, żeby on zmienł
    nastawienie do calej sprawy.

    a ODSUWAJĄC się od waszej sytuacji.Rozpoczelam ten wątek bo po przeczytaniu
    wielu wypowiedzi na tym forum ze zgrozą odkryłam jak mało jest takich ktore
    mówią o kopromisach między rodzicami, o wspólnej opiece np po rozwodzie.
    Zapomnij na chwilkę o tym jaką masz sytuację i przeczytaj watki mozesz
    zrozumiesz dlaczego rozpoczełam ten wątek.

    Moze to niedopatrzenie, ale trudno mi bylo znaleść ojca który nie mieszka ze
    swoim dzieckiem, który byłby akceptowany przez większą częś uczestniczek tego
    forum.

    Pozdrawiam i przepraszam jeśli czymś cie uraziłam. w jednym poście tez poniosły
    mnie nerwy
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • virtual_moth 14.07.05, 20:51
    dianitra napisała:

    > Nie znałam mojego ojca przez 16 lat- widziałam go raptem parę razy, ale gdy
    > zmarła moja mama pozostał mi tylko on. Nie jest ideałaem, ale odkryłam, ze
    > moja mama mocno przesadziła z jego wadami.
    > Mój mąz jest cudownym ojcem i nie wiem jak swiadomie możecie pozbawiać swoje
    > dzieci najważniejszej osoby w ich życiu...

    Wiesz, wbrew temu co sądzą obecne tu wredne i mniej wredne eksiary, ja jestem
    PEWNA, że są tu i czytają nas te, które ŚWIADOMIE pozbawiają ojca swojego
    dziecka. Im jednak NIKT do rozumu nie przemówi, skoro nawet czytając to forum
    robią nadal to co robią (lub zamierzają). Tutaj zdecydowana większość ma
    problem raczej jak nakłonić ojca do kontaktu z dzieckiem.
    Daj sobie więc siana, bo tylko nas wnerwiasz.
  • kini_m 15.07.05, 02:45
    > Tutaj zdecydowana większość ma
    > problem raczej jak nakłonić ojca do kontaktu z dzieckiem.

    V_M, czy aby?
    Nie widziałem aby np Screen była gotowa przyjąć inny (zbliżający) sposób
    spojrzenia, gdy wyszłem z ujęciem naprzeciw jej problemom z Exem.
    Myslę że to forum poszukuje głównie zaspokojenia własnych emocji.
    Bo czy choćby Ty sama V_M sie czegoś tu nauczyłaś, czegoś Tobie dotychczas
    obcego?
    Bo powiem, że ja tak!!

    Oczywiście że Dianitra powinna tu pisać - potrzebne jest każde spojrzenie.
    A to idące w poprzek włąsnego środowiska jest najbardziej kreujące.
    Zreszta mnogość odpisów (nawet niepochlebnych) świadczy o popycie na ten temat.
  • virtual_moth 15.07.05, 13:01
    kini_m napisał:

    > wyszłem z ujęciem naprzeciw

    Kini, mógłbyś dokładnie sprecyzować dokąd wyszłeś?
  • kapyl 15.07.05, 08:08
    nawet jezeli piszesz do niektorych mam - wkurzasz wszystkie dianitro.

    niestety - kiedy zabiera sie glos na forum nalezy zrobic maly rekonesans i
    pisac do tych mam( bo jak mowisz problem dotyczy niektorych) ktorych sprawa
    dotyczy. A nie do ogolu.

    to tyle.
    --
    Martusia

    Martusia ma już...
  • anetina 15.07.05, 13:08
    pytania, do których proszę cię o odpowiedź (o ile oczywiście możesz)

    1. wiem, że wiek do końca nie ma tu znaczenia, ale ile masz lat
    2. dlaczego jesteś na TYM forum
    3. jak widziałaś się z ojcem kilka razy w ciągu tych 16 lat, to co robiliście
    razem

    mam jeszcze inne pytanie, ale proszę cię na razie tylko o odpowiedź na te


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • anetina 15.07.05, 15:29

    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    ... szybko rośnie ...
    buuuuuuuuuu .............
  • nimi 15.07.05, 15:40
    A może jest na forum filatelistów, gdzie pisze im: "Nie wiem , jak można
    świadomie poświęcać tyle czasu znaczkom..." hihihi


    --
    Trzeba mieć do czego wracać,
    Czego trzymać się by sprostać.
    Trzeba jeszcze mieć w co wierzyć
    By się z własną pieśnią zmierzyć.
  • dianitra 15.07.05, 21:16
    wiesz nimi - pozostawię to bez komentarza -albo nie skomentuję. W twoim
    przypadku jest tak ze masz pełna świadomość tego co robisz i to jest przykre.
    Nie musisz mi tego potwierdzać, ale samej sobie nie zaprzeczysz.
  • kini_m 18.07.05, 01:25
    No dobra Nimi, znowu czas zacząć prostować rzeczywistość:
    >Nigdy nie uniemożliwiłam mu zupełnie kontaktu z córką.
    Oczywiście że tak. Nie mogliśmy z córka zobaczyć się od końca stycznia do
    początka lipca. Dopiero reakcja sądu zaczęła przywracać naszej córce jej ojca
    (pierwszy odwiedziny 2 lipca). Tak więc na ponad 5 miesięcy UNIEMOŻLIWIŁAŚ
    CAŁKOWICIE i nadal zakazujesz - bo nie zgadzasz się na więcej niż przywrócił
    sąd, więc Ty NADAL UNIEMOŻLIWIASZ. Umożliwia sąd.

    >za radą policji powiedziałam mu, że kontakty mają być przy >świadkach i w domu
    rodziców lub babci.
    >Z tym łamaniem prawa to nie do końca takie proste, rozwiązanie, >które
    realizuję jest mi podpowiedziane właśnie przez >policjantów.
    Nieprawda. Kilka razy przeganiałaś mnie policją od córki. Były to wizyty na
    które zezwalałaś w bardzo ograniczonym zakresie (np. 4 godz w sob, niedz) a gdy
    prosiłem o więcej to nasyłałaś na mnie policję. A gdy byłem na umówione
    spotkanie a Ty sie rozmyśliłaś i wezwałaś policję to funkcjonariusze napominali
    Cię że winnaś umożliwiać (a nie restrykcjonować) spotkania córki i ojca.
    W żadnym momencie nie byłem agresywny, ale byłem przygotowany na ten zarzut i
    mam nagrany przebieg udziału policji. Jedyną podstawą na którą byli zobligowani
    przyjąć wezwanie był 193KK (czyli tylko to - że sobie mnie nie życzysz, Twoje
    widzimisię). Nic więcej - żadnej agresji. Agresywna była Twoja matka, i tego
    nie umiałaś powstrzymać. Więc policjanci mieli osobiście przeciwne zdanie niż
    podajesz, i to wyrażali.

    >Co robiłabyś w sytuacji, kiedy ojciec Twojego dziecka po
    >rozstaniu - przy okazji spotkań z dzieckiem szrpał Cię, ubliżał
    >Ci.
    Takie sytuacje nie zachodziły po rozstaniu.
    Takie sytuacje przed rozstaniem były Twoją domeną.
    Prezentujesz tu "lustrzane odbicie." Twoje niegodziwości na siłę próbujesz
    wcisnąć na moja osobę.

    >Z ojcem dziecka próbowałam układać się od lipca
    >do stycznia - niestety nie wykorzystał tej szansy.
    Ooooo NIE. Od lipca do połowy października systematycznie wycinałaś mnie z
    życia naszej córki. Jako że pracowałem 80km od Was, to gdy przyjeżdżałem na
    weekend - wtedy się dowiadywałem że co tydzień mogę się już coraz mniej widzieć
    z naszą córką.
    W połówie października wylądowałem w szpitalu, bo ze stresu który czyniłaś
    naszej rodzinie nie wytrzymał mi organizm.
    Trochę Cię wtedy "tknęło" sumienie i zaczęłaś nieco z powrotem zezwalać. Ty nie
    dajesz szansy - tą szansę dla naszej córki musiałem u Ciebie żebrać. Niestety
    nie na długo wystarczyło tego Twego sumienia.

    >wyjeżdżał, kiedy tylko chciał, że nie mieszkał z nami kiedy mu
    >się odwidziało, że do 8mego miesiąca życia córki niewiele się
    >nią interesował (wybuchnęła kiedyś płaczem na jego widok bo
    >pojawiał się i znikał)
    Wyjazdy wiązały się z moją pracą społeczną dla młodzieży, której nie mogłaś
    ścierpieć. Mimo iż w dni powszednie non stop opiekowałem się córką, bo Ty byłaś
    w szkole i się dużo uczyłaś, choćby często siedząc po bibliotekach.
    Czyżby nie pamiętasz kto się opiekował naszą córką? Przecież nie miała
    opiekunki, ani żadnej z Twoich też uczących się koleżanek, a Ty chodziłaś do
    szkoły. Więc kto??? Duch święty??? Czy może dziadkowie odlegli o 150km???

    >Wyytrzymałam w końcu zamykanie w pokoju, hartowanie dziecka
    >poprzez stawianie 8-miesięcznego dziecka na parapecie (Oj,
    >już spadła dwa razy i nic jej nie było), szantażowanie mnie, że
    >zabierze małą do dziadków, jego urojenia i zmianę decyzji co
    >chwila.
    Parapetowanie dziecka to Ty (a nie ja) wniosłaś i realizowałaś (ja tylko
    zaaprobowałem.) Szantaż jest zbieżny z postawą osoby odgradzającej dziecko, to
    Twoja metoda. Nadal mam w telefonie SMSy z twoimi groźbami.
    Przykład SMS: "Do czasu rozprawy możesz odwiedzać Nadie wyłącznie na
    ul.Borówkowej [dom matki] w soboty od 15 do 19.30 oraz niedziele od 10 do 14.
    Jeżeli będziesz nas nachodził o innych porach wezwę policję. Data 02.09.2005"
    [Faktycznie było to kolejne wprowadzone ograniczanie w stosunku do poprzedniego
    weekendu.]
    Więc nie nachodziłem o innych porach. Policję na mnie nasłałaś nawet gdy miałem
    uzgodnione wizyty ale Ty sie rozmyśliłaś.
    Tak naprawdę wygląda szantażowanie - czyli Twoje szantażowanie.
    Tak naprawdę wyglądają Twoje "próby układania się" od lipca do stycznia - czyli
    postępujące ograniczanie.
    Kolejny raz prezentujesz "lustrzane odbicie."

    >Dla niego było jasne ze z czymś takim jak ja nie warto brać
    >ślubu kościelnego, że nie warto sie wysilać.
    No, ciekawe to. Nimi przecież Ty jesteś ateistką (w liceum jako jedna z dwojga
    w klasie odmówiłaś religi) - więc czemu zahaczasz o ślub kościelny???
    Ale za siebie powiem - już po 1,5 roku bycia razem widziałem tyle
    niebezpiecznych tendencji że było wyraźne iż to wymaga cierpliwej pracy obojga
    nas. A utrwalenie czegoś tak niestabilnego emocjonalnie byłoby przedwczesne
    (może nawet nieodpowiedzialne). Ty zrejterowałaś w obliczu problemów
    wynikających ze związku. Swoim rozbiciem rodziny uwiarygodniłaś moją opinię o
    możliwości ślubu - jeden ból mniej do przejścia.

    >Widzę, że wdałaś sie w dyskusję z moim ex. Ja jego postów
    >nawet nie widzę (wygasiłam sobie dla dobra psychicznego),
    Klasyczny przykład: będę głośna, a sama odmówię dyskusji z bezpośrednio
    zainteresowanym (zachowanie przemocowe).

    >Tylko że córka obrywała że tak powiem rykoszetem - np. w
    >głowę garnkiem, który spadł z szafy, kiedy tata pchnął mamę.
    Eh, Nimi .... znowu nie pamiętsz wszczęcia przez Ciebie agresji.
    Odepchnąłem Cię w momencie gdy zaczęłaś mnie kopać. Nie wiadomo czemu jakieś 10
    minut po zakończonej konfliktowej dyskusji podeszłaś do mnie i zaczęłaś kopać.
    Wtedy w obronie własnej odepchnąłem.
    Pytanie: czemu niektórzy wobec których zastosowano obronę własną nie pamiętają
    że kogoś bezpośrednio przedtem skopali lub przywalili?

    >Nigdy nie żałowałam że urodziłam córkę, jej tatuś niezbyt
    >radosnie podszedł do tego,
    O, Nie. Było tak: gdy razem zobaczyliśmy wynik testu ciążowego przeraziłaś się
    (zapewne nie byłaś psychicznie przygotowana, jak i dziś na wiele rzeczy). Ja
    się cieszyłem od samego początku. Musiałem Cię na początku wspierać w obliczu
    Twojego przerażenia.

    >snuł plany, że nie będziemy mieszkać razem.
    Nieprawda. Żeby za Toba pojechać zrezygnowałem z pracy którą miałem zaraz po
    studiach w zasięgu ręki, z pracy w moim wymarzonym zawodzie, której wątpie czy
    jeszcze kiedykolwiek dostanę, bo to wąska specjalizacja. Właśnie aby BYĆ Z
    TOBĄ.
    Na Twoje sugestie rezygnowałem też później z innych rzeczy (np działalność
    społeczna której nie cierpiałaś). Oddałem Tobie to co miałem - właśnie aby z
    Tobą być (i mieszkać).

    >a tu mamy samodzielne są be! bo starają się zapewniać dziecku
    >to, co uważają za najlepsze!
    Be - bo odgradzają, i to uważają za najlepsze rozwiązanie. Jaka ich jest ilość
    tutaj - trudno oszacować. Ale wnosząc po zbieżnym stylu pisania podobnym jak
    Twój Nimi - to wnioskować można że niemało.

    >Była mediacja przy terapeutach - nieudana, bo ex nie jest w
    >stanie dotrzymać umów.
    Nieudana bo:
    - na tej próbie mediacji zamiast mediować zaczęłaś rzucać kłamliwe pomówienia
    (że głodzę dziecko, że je zaziebiam, itp.)
    - do mediacji potrzebni sa mediatorzy a nie terapeuci, tu też jak u lekarzy
    trzeba właściwiego spacjalisty. Lekarz rodzinny nie leczy nowotworów. Terapeuci
    nie umieli zahamować zarzutów które czyniłaś, a nie to było tematem mediacji.

    >Ale podczas wizyt zaczął być agresywny - postanowił odegrać
    >się na mnie i moich rodzicah za to, że odważyłam się odejść.
    Nieprawda. To ja usłyszałem pod moim adresem słowa które mi nigdy nie przeszły
    przed usta, cytuję Twoja matkę: "Ja Cie tak urządzę że juz nigdy tu nie
    będziesz mógł wejść". Twojego ojca: "Ty jestes chory, ty idź sie leczyć".
    Podaruję sobie kolejne (także Twoja babc
  • kini_m 18.07.05, 01:33
    >Wciąż miał pretensje, że nie może zostawać na noc i spać z
    >córką.
    Nieprawda że ja. Najbardziej córka miała o to pretensje nawet wczoraj podczas
    wizyty, bo ona lubi być kładziona przez mnie do spania, i bardzo jej tego
    brakuje, lubi mój głos do snu.

    >On nigdy w trakcie związku nie spędzał z nią nawet 1/100 tego
    >czasu który chciałby spędzać teraz.
    Nieprawda. Opiekowałem się nią od urodzenia cały czas. Zrobiliśmy z córka razem
    bardzo wiele rzeczy (nie tylko codzienne zycie: imprezy, rajdy, odwiedziny u
    rówieśników), także po to abyś korzystała z czasu na Twoją własną naukę.
    I nawet ślady tego pozostały na forum, np: "jutro mam egzamin, a mała na
    wycieczce z tatą, ale jak widzę zabiorę się za powtórkę koło północy, ech".
    Każdy może zobaczyć wątek: "MAMY STUDENTKI! Jak sobie radzicie??" na forum
    EMAMA styczeń/luty 2004. Pisłaś wtedy pod nickiem too-tiki, co sama
    zidentyfikowałaś na wątku: "Eksia, Ex, Next i dzieci..." na Samomamie
    marzec/kwiecień2005. Jest do sprawdzenia jak wtedy było naprawdę - ślady
    pozostały

    >On spotykał się z córką we własnym domu - to było kolejne
    >rozwiązanie w ciągu tego czasu, w którym się z nim układałam.
    >Ale nie odwoził córki o czasie
    O tym jak się niegodziwie układałaś już było wyżej.
    A spóźnienia wynikały z tego że nasza córka protestowała aby do Ciebie wracać,
    i stąd wynikały niewielkie spóźnienia. Bo ja nie traktuję bezdusznie dziecka,
    biorąc je za habety gdy do czegoś stawia opór, ale staram cierpliwie rozegrać w
    czasie - nawet jesli Ty to później uznajesz za umyślne opóźnienia. (Kolejny
    Twój dowód nieczułości.)

    >Wręcz na wieść o naszym rozstaniu jego znajome
    >mówiły mi: i tak dziwię Ci się że do dziś z nim wytrzymałaśsmile)
    Cały czas czekam na odpowiedź o których znajomych mówisz. Czy chodzi tylko
    jednak o Twoje przyjaciółki, które od momentu naszego związku wyrażały zadrość
    o Twoja osobę, że nie są już dla ciebie najwazniejsze?

    Co do wypowiedzi ann_mart:
    >Który do krwawiącej kobiety w ciąży nie pojechał bo - "nie
    >będzie jechał 150 km komunikacja publiczną" - jego słowa
    >mające zobrazować jak bardzo była wredna, ze chciała by
    >przyjechał.
    Nie było takiej sytuacji w ciąży Nimi. Proszę o lepsze ścisłe przytaczanie
    faktów. W nieco podobnej sytuacji, którą tu przeinaczono polegała na tym że
    Nimi odmówiła zasiegnięcia porady lekarskiej.

    >Który na forum o przemocy w rodzinie bitym i poniżanym
    >dziewczynom radzi by poszukały winy w sobie.
    Ann_mart - podaj takową moją wypowiedź, bo pamięć mam dobrą, i chyba
    przekłamujesz tutaj rzeczywistość. Więc czekam na konkretne wskazanie rzekomego
    mojego wpisu.
  • kini_m 18.07.05, 01:44
    Dianitro:
    >Ale skoro już personalnie zwróciłeś sie do mnie to mam dla ciebie jedna uwage
    >NIGDY NIE MÓW ŻE MATKA TWOJEGO DZIECKA JEST ZŁA. NIGDY NIE MÓW ŻE CÓRKA NIE
    >CHCE DO NIEJ WRACAĆ. -to najgorsze co matka czy ojciec może usłyszeć. Nie
    >wolno ci robić tego nawet w myślach. bo nawet myśli docieraja do dzieci.
    Nie mówię że jest zła i nigdy tak nie powiem. Bo uciekam od generalzujacych
    stwierdzeń.
    Ale powiedziałem że jest nieczuła - i dwa przykłady na to:
    a) Musiałem wyjść w połowie obiadu córki, gdy pomagałem jej jeść, bo właśnie
    wybiła godz.14 i Nimi oznajmiła że czas zezwolonej wizyty minął. Gdy chciałem
    zostać chwilę dłużej, aż córka skończy obiad, to Nimi wzięłą telefon i
    oznajmiła że jeśli w ciągu minuty nie wyjdę to dzwoni po policję. Córka musiała
    przerwac obiad aby mnie pożegnać.
    b) Raz na kwadrans przed odwiezieniem córki Nimi zadzwoniła: "są u mnie goście,
    nie chcę żebyś wchodził, pożegnaj sie z córką przed domem [Nimi]". (Uprzednio
    postulowałem o "płynne" przekazywanie córki, z chwilowym pozostaniem.) Gdy
    zbliżaliśmy sie do domu Nimi córka juz zaczęłą się niepokoić: czy z nią zostanę?
    Gdy podjechaliśmy pod dom Nimi i gdy rozpiąłem z pasów, to córka uciekła mi na
    ręce i wcisnęła się za kierownicę. Gdy w drzwiach samochodu stanęła Nimi córka
    nie chciała do niej wyjść. Nimi bezdusznie tylko powtarzała: "Chodź do mamusi."
    A córka ciagle wołała: "Ja nie chcę bez tatusiaaaa! Ja nie chcę bez
    tatusiaaaa!" Próbowałem ugłaskać córkę, pytałem czy może chociaż na ganek ją
    odprowadzić. Córka cały czas nie chciała mnie puścić, była już cała
    zapowietrzona i ledwo dała radę odpowiedzieć "Nie, na ganek nie!" Nimi nadal
    bezdusznie powtarzała jedno zdanie, nie zwracając uwagi na stres rozstania u
    córki. W końcu córka ze stresu zsiusiała się i zwymiotowała nie chcąc mnie
    puścić. Nimi zabrała ja siłą.

    Czy to jest miłość do dziecka?
    Dianitro, kiedyś to nazwałem zezwierzęceniem matki.
    Nie łudźmy się, takich matek jest tu więcej.
    To poznać po utożsamianiu się innych uczestniczek z Nimi, po tym samym stylu
    wypowiedzi, po przedkładaniu tematu exa ponad temat dziecka.
    Bo prawda o odpowiedzialności za rozpad rodziny boli, i próbuje się ją
    zagłuszyć poprzez agresywne komentarze o ojcach ich dzieci.

    > NIGDY NIE MÓW ŻE CÓRKA NIE
    >CHCE DO NIEJ WRACAĆ. -to najgorsze co matka czy ojciec może usłyszeć.
    To nie ja mówię.
    Ja tylko przedkładam słowa naszej córki.
    Nasza córka mówi te słowa, bo trudno nie widzieć kto zmusza ja do bólu tesknoty.
    Te słowa, całe wypowiedzi, nagrałem i złożyłem w sądzie.
    Rodzic pod adresem którego są skierowane od dziecka te słowa zapewne już nie
    zrozumie swoich błędów, inaczej zawczasu nie dopuściłby do okoliczności które
    to powodują.
    I z tego względu mimo podtrzymywania gotowości do ugody, mediacji - w
    skuteczność odzewu wątpię.
    Nimi nadal nie wycofała sie z postawy: tylko tyle będziesz mógł ile sobie w
    sądzie wywalczysz.

    > Nie wolno ci robić tego nawet w myślach,
    > bo nawet myśli docieraja do dzieci.
    Wiem, zdaję sobie z tego sprawę.
    Ale primo - np obraz wizyty z dzieckiem:
    --Ja z córką się bawimy, mama siedzi obok naburmuszona. Córka próbuje wciagać
    mamę do zabawy abyśmy choć przez chwilę byli wszyscy razem - mama albo nie
    reaguje, albo negatywnie odpowiada, albo przychodzi na 5 sekund i za chwilę
    ucieka. Więc jak to dziecko ma mieć porównywalny stosunek do obojga rodziców?
    Ono obecnie jest na matkę skazane, wskutek manipulacji i odgradzania. Właściwie
    matka sama siebie skazuje na nielubienie u dziecka taką postawą.
    --Na wczoraj sąd zarządził wizytę z kuratorem, aby mieć opis stosunków (sąd nie
    przychylił się do Nimi aby kurator był na kolejnych wizytach).
    Wizyta zaczyna się w domu. W pewnym momencie córka przy kuratorze: "Tata
    chodźmy do parku, ale bez mamy, bo mama nie pozwala do fontanny." (cytat
    dosłowny)
    Naszą córką na szczęście nie da się manipulować, można jej przekazac jakies
    patologiczne wzorce, złe zachowania, ale przedkłada moją osobę w sposób
    naturalny bo nie wymyślam jej zakazów gdzie nie trzeba tego czynić i mam z nią
    kontakt bezpośredni bez pryzmatu oczekiwań wychowawczych.
    --Jestem daleki od manipulacji dzieckiem, np. przekupywania prezentami. Na
    wizyty chodzę bez żadnych prezentów bo nasze stosunki z córka są takie że
    wystarczamy sami sobie do dobrej zabawy. (Konieczność pojawiania z prezentami
    to metoda w rodzinie u Nimi. Kiedyś myślałem że z nóg zlecę, jak mi córka w
    drzwiach wypaliła: "A gdzie masz dla mnie prezent?" Na szczęście więcej się nie
    powtórzyło.)
    Dobrze się bawimy bez całej oprawy. Place zabaw, fontanna, park - wszystko jest
    nasze.
    Takich trzech jak nas dwoje nie ma ani jednego.
    --Secundo: jesteśmy dorośli i możemy już podejść do pewnych rzeczy bez ogródek,
    a nie wiecznie udawać dzieci które czegoś nie dostrzegają i chcą być tylko
    głaskane po główkach.
  • anetina 18.07.05, 09:21
    # Ja osobiście zgodzilabym się na opieke naprzemienną, ale moja córka
    ma 6 lat a ja ufam mojemu meżowi i wiem ze umie sie nią zaopiekować, dlatego
    rozumiem ze ty mozesz miec opory. Trzylatka to dziecko ktore potrzebuje
    stabilizacji. Gdybyśmy teraz rozstali się z mężem to zrobiłabym mojemu dziecku
    krzywde ograniczając jej kontakty z tatą do odwiedzin. Oni są szalenie z życi i
    uważam, że zajmujemy w jej życiu równolegle miejsce. #

    a jak większość z samodzielnych ma dać dziecko ojcu, jeśli nawet facet nie zna
    dziecka ????

    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje kochane SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
    HTTP://lilypie.com/second_birthday.php
  • dianitra 18.07.05, 10:32
    To zależy od tego dlaczego dziecko nie zna ojca.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • kotka.na.dachu 18.07.05, 10:49
    dianitra napisała:

    > To zależy od tego dlaczego dziecko nie zna ojca.

    Przeważnie dlatego, że woli żyć jak kawaler, bez zobowiązań i kontaktów
    ze "złem koniecznym".

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • dianitra 18.07.05, 20:39
    oczywiście. Facet nie chce dziecka a kobieta jednak postanowia urodzić. Dziecko
    przychodzi na świat - ojciec się nie odzywa. Czy poinformowałaś go o urodzeniu
    czy odrazu poszłaś do sądu?
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • kotka.na.dachu 19.07.05, 07:59
    dianitra napisała:

    > oczywiście. Facet nie chce dziecka a kobieta jednak postanowia urodzić.

    Czy widzisz coś w tym złego?

    > Dziecko przychodzi na świat - ojciec się nie odzywa. Czy poinformowałaś go o
    urodzeniu ?

    Osobiście tego nie robiłam, ale poprosiłam, aby to zrobili moi bliscy.
    Wystarczająco dużo krwi mi posuł, abym miała z nim wówczas rozmawiać. Za bardzo
    bolało... sad

    > czy odrazu poszłaś do sądu

    Tak... poleciałam z nieodciętą pępowiną hehehehe... Zastanów się co piszesz!

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • anetina 18.07.05, 10:59
    jakbyś czytała moje wątki, to byś wiedziała

    to napisz mi, co byś zrobiła na moim miejscu
    dziecko ma 2 lata, ojciec nie widział Go ani razu
    teraz chce mieć możliwość spotkania z Małym
    i co mam zrobić?
    tak spokojnie dać mu dziecko, bo jest jego?



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje kochane SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
  • dianitra 18.07.05, 20:36
    Twoje dziecko ma dwa lata i kilkadziesiąt przed nimi. Czy chcesz żeby spedziło
    je w przeświadczeniu że ojciec je porzucił?
    Oczywiście że nie dawaj mu dziecka -jakie on ma doświadczenie, ale może warto
    dać mu szanse na nawiązanie kontaktu. Powiedz słychaj mozesz go odwiedzać, ale
    narazie pod moim okiem. Chće sie upewnić że umiesz się nim zająć. Dziecko musi
    cie poznać bo jesteś mu obcy,

    Jednak najpierw spytaj kiedy ma zamiar znów zniknąć?Zbulwersuje się ale musisz
    mu uświadomić że ojcem nie jest się wtedy kiedy się chce.

    Spokojną rzeczowa rozmową można zdzialac cuda.

    Nie znam twojej sytuacji (przepraszam, ale nie przeczytałam wszystkich postów)i
    odp Ci zakładając że ten facet przestraszył się w czasie ciązy. Dwa lata to
    jednak dużo żeby dojśc do siebie i nie spieszył się. Moge mu posłać w twoim
    imieniu...

    Wiesz wiem jednak że i kobiety potrafia nie akceptować ciązy dopóki na świecie
    nie pojawi się dzziecko z facetami jest tak samo tylko znaczniej częściej.
    Dlatego zachęcam mamy do poinformowania tatusia o urodzeniu dziecka. Facet
    nawiązuję więż poprzez kontakt. jednak niektóre moje koleżanki nie zamierzaja
    tego robic a potem mówią że tata sobie przypomnial po 3 miesiącach...Nie wiem
    jak było w twoim przypadku i mam nadzieję że nie odbierzesz mojej rady jakoś
    coś złego.

    Pozdrawiam

    Aga
  • virtual_moth 18.07.05, 20:46
    dianitra napisała:

    > Spokojną rzeczowa rozmową można zdzialac cuda.

    Problem w tym, że te wszystkie nasze konfikty biorą się z tego, że MIMO
    spokojnej rozmowy nie dzieją się cuda. Uważasz, że mało która z nas nie
    próbowała rzeczowo i spokojnie porozmawiać z ojcem dziecka? Jeśli tak, to
    jestem pewna, że się mylisz. Bo właśnie clou konfliktu polega na tym, że
    spokojna rozmowa nie pomaga.
  • kini_m 18.07.05, 22:18
    > Problem w tym, że te wszystkie nasze konfikty biorą się z tego, że MIMO
    > spokojnej rozmowy nie dzieją się cuda. Uważasz, że mało która z nas nie
    > próbowała rzeczowo i spokojnie porozmawiać z ojcem dziecka? Jeśli tak, to
    > jestem pewna, że się mylisz. Bo właśnie clou konfliktu polega na tym, że
    > spokojna rozmowa nie pomaga.
    Clou konfliktu polega na tym, że matka rzekomo twierdzi iz próbowała się
    dogadać podczas gdy naprawdę robiła "pod górkę" jak tylko mogła.
    V_M - trudno oszacować jakiej częśći matek to dotyczy. Ale tak jak Nimi - jedno
    deklaruje i oznajmia (że chce, że próbowała) a tymczasem jest całkiem na
    odwrót. Ile jest naprawdę takich sytuacji???????????

    Ale łatwo to można domyslać się po opisach sytuacji, która matka w gruncie
    rzeczy ma większe problemy ze sobą niż z exem:
    - jeśli w opisie sytuacji większą część poświęca exowi niż dziecku
    - jeśli opisy są nie całkiem realistyczne
    - jesli nie widzi co sama popsuła (lub jedyną winę widzi w tym że za długo była
    z takim exem)
    - jeśli nie oddziela emocji (nie znaczy że ukrywa) od faktów
    Nie wiem czy w smak Ci komplement ode mnie - ale Ty, V_M akurat pisząc
    emocjonalnie zazwyczaj umiesz rozdzielać emocje od meritum spraw (np umiesz mi
    przygadać ale jednocześnie wskazując niesarkastyczne sugestie).

    # Ja osobiście zgodzilabym się na opieke naprzemienną,
    >a jak większość z samodzielnych ma dać dziecko ojcu,
    >jeśli nawet facet nie zna dziecka ????
    Opieka naprzemienna nie ma mowy że będzie dotyczyć sprawy z ojcem który się
    uchyla od obowiązków wobec dziecka.
    Proszę nie mieszać tematu naprzemiennej z ojcami którzy omijają dziecko. To
    wypaczenie dyskusji.
    Niestety część matek (np Nimi) twierdzi że ojciec uchyla się od dziecka -
    podczas gdy to jest ewidentna nieprawda.
  • virtual_moth 18.07.05, 22:29
    Kini, zauważyłam, że masz nasilenie objawów choroby objawiającej się min.
    płodzeniem tasiemców, których i tak nikt nie czyta. Zauważyłam też, że ostatnio
    (jakieś 10 postów wcześniej) byłeś bardziej rzeczowy, a tu nagle taki zonkuncertain

    Rozczarowywujesz mnie, naprawdę. Weź się w garść chłopie i idź na siłownię albo
    dziwki. No, do roboty!
  • virtual_moth 18.07.05, 22:31
    virtual_moth napisała:

    > Rozczarowywujesz mnie

    OK, ale jeden błąd ortograficzny w pracy jest dopuszczalnywink
  • nikita181 18.07.05, 22:53
    To straszne, co tu się wypisuje na tym wątku. Nie macie co robić, tylko się
    błotem obrzucać? Forum jest chyba po to, żeby nawzajem się wspierać. Tak
    przynajmniej myslałam.Każda historia jest inna . Ja gardzę swoim exem- ale
    dlatego, że porzucil swoje dzieci i nie obchodzil go ich los. I wiem, jak
    ciężko byc samotnym rodzicem-szczególnie w dzisiejszych czasach. Dziwię się, że
    samotni wrzucają samotnym-przecież gramy po tej samej stronie !a świadome
    pozbawianie ojca ? Co za bzdury ! Kobiety i tak zbyt wiele znoszą w imię
    zachowania rodziny i "ojca dla dzieci". Rany ! naprawdę chyba nie macie co
    robić.Pelaga, jestem z tobą. nie znoszę, jak ktoś sie Ciebie czepia.
  • dianitra 19.07.05, 00:14
    Przeczytałam posty na linkach i powiem tyle. Dziewczyna nie chce być z facetem.
    ok, ale odbierać prawa rodzicielskie. Szok. O takie kobiety mi właśnie
    chodziło. Ona ma 30 lat? Nie wierzę ze podieła jakąkolwiek dyskusje bo z jej
    wypowiedzi wynika że liczy się tylko ona ani on ani tybardziej dziecko.
    Pozbawmy ojca praw rodzicielskich znaczy pozbawmy dziecko ojca bo mamusia była
    w toksycznym związku . ..


    Przepraszam wiem ze poszłam po bandzie, ale tsunami brak mi słów. Gdyby na
    rozprawie o ograniczenie praw3 rodzicielskich ojciec twojego dziecka
    przedstawił te dwa wątki napewno byś nie wygrała i nie wiem komu ograniczyli by
    prawa...
  • anetina 19.07.05, 08:31
    dianitra napisała:

    > Przeczytałam posty na linkach i powiem tyle. Dziewczyna nie chce być z
    facetem.
    >
    > ok, ale odbierać prawa rodzicielskie. Szok. O takie kobiety mi właśnie
    > chodziło. Ona ma 30 lat? Nie wierzę ze podieła jakąkolwiek dyskusje bo z jej
    > wypowiedzi wynika że liczy się tylko ona ani on ani tybardziej dziecko.
    > Pozbawmy ojca praw rodzicielskich znaczy pozbawmy dziecko ojca bo mamusia
    była
    > w toksycznym związku . ..
    >
    >
    > Przepraszam wiem ze poszłam po bandzie, ale tsunami brak mi słów. Gdyby na
    > rozprawie o ograniczenie praw3 rodzicielskich ojciec twojego dziecka
    > przedstawił te dwa wątki napewno byś nie wygrała i nie wiem komu ograniczyli
    by
    >
    > prawa...


    z jednej strony rozumiem tsunami05
    nie możesz oceniać jej z jednej wypowiedzi
    przedstawiła również inne wypowiedzi, które skłaniają ją w tą stronę, co idzie
    myślisz, że w ty w wieku 19 czy wcześniej, podjęłaś lepsze decyzje

    ja teraz mając 27 lat zrobiłabym to samo
    eks nie uznał dziecka, nie ma praw rodzicielskich, nie jest w stanie płacić
    alimentów
    i co ja mam go prosić, żeby łaskawie chciał zobaczyć dziecko ?
    teraz jak jest odchowane ?
    kiedy ja męczyłam się, bo nie miałam nawet grosza przy duszy ?
    chyba sobie żartujesz, że go będę prosić o jakikolwiek kontakt
    teraz to nawet nie ma mowy
    dziecko dorośnie, samo zdecyduje, ja się już nie będę wtrącać



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje kochane SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
  • pelaga 19.07.05, 07:27
    > Pelaga, jestem z tobą. nie znoszę, jak ktoś sie Ciebie czepia.

    Dzieki smile Ostatnio tataadriana ma faze wink W ogole pojawilo sie ostatnio
    wielu "nawracaczy zbladzonych owieczek" wink)))
    Minie i to wink

    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezienie wlasnego miejsca w zyciu.
  • kini_m 19.07.05, 08:41
    > To straszne, co tu się wypisuje na tym wątku. Nie macie co robić, tylko się
    > błotem obrzucać? Forum jest chyba po to, żeby nawzajem się wspierać. Tak
    > przynajmniej myslałam.
    Tak, niestety tylko że wspieranie tutaj zbyt często polega na głaskaniu po
    główkach w biadoleniu jaki to ex okropny (niby też do dziecka). A jaka część z
    tych sytuacji jest taka jak moja - że wygląda całkiem na odwrót?
    Jak się wspierać, zanim nie ustali się prawdziwych faktów?
    Jak dla mnie to wspieranie w fałszu.
    Dopóki moja b.Pani nie powiązałą naszych nicków - moje wpisy nie były
    traktowane jako obrzucanie błotem. Teraz już tylko wyprostowuję jej wersję, lub
    tłumaczę przez innych sygnalizowane kwestie (np. czemu uważam że jest nieczułą
    osobę).
    Wiem że to jest błoto, więc niech moja b.Pani nie piszę dalej rzeczy które
    skłaniałyby do takiej falsyfikacji.

    > Każda historia jest inna . Ja gardzę swoim exem- ale
    > dlatego, że porzucil swoje dzieci i nie obchodzil go ich los. I wiem, jak
    > ciężko byc samotnym rodzicem-szczególnie w dzisiejszych czasach.
    Nie. Niektórzy jak moja b.Pani na siłę chcą być samotnym rodzicem i się z tym
    obnosić. Jednocześnie odrzucając wszelką propozycję (i PROŚBĘ) o pomoc przy
    dziecku!!!

    > a świadome
    > pozbawianie ojca ? Co za bzdury !
    Oczywiście że to PRAWDA. Najlepszy przykład mój. Pozbawiła dziecko ojca na
    miesiące. W praktyce, nie trzeba tego robić na papierze. Dopiero sąd to musiał
    zacząć przywracać. Ona tu jest. A ile jeszcze jej podobnych?

    > Kobiety i tak zbyt wiele znoszą w imię
    > zachowania rodziny i "ojca dla dzieci".
    Ojcowie również. Nienormalności psychiczne są także po stronie matek. Ale aby
    to uzasadnić musiałbym wyrzucić tu wiele "błota" na moją b. Panią.
    Więc albo uwierzysz na słowo, albo wymaga to rzucania w siebie "błotem" abyś
    zrozumiała.

    Nikito, Twoje odczucie jest słuszne. Ale skupia się na budowaniu emocjami,
    pomijając fakty.
    Ale trzeba pamiętać o faktach i je rozważać.
    Każdy chce dobrze: i Tusk, i Lepper.
    Na swiecie potrzebne jest zarówno sprawiedliwość (fakty) i miłosierdzie
    (uczucia). Jesli pozostawisz tylko to pierwsze to będzie system totalitarny,
    jeśli tylko to drugie - anarchia.
    Musza być oba, z tym że pierwsza sprawiedliwość a zaraz za nią miłosierdzie.
  • anetina 19.07.05, 08:22
    > Nie znam twojej sytuacji (przepraszam, ale nie przeczytałam wszystkich postów)
    i
    >
    > odp Ci zakładając że ten facet przestraszył się w czasie ciązy. Dwa lata to
    > jednak dużo żeby dojśc do siebie i nie spieszył się. Moge mu posłać w twoim
    > imieniu...
    >
    > Wiesz wiem jednak że i kobiety potrafia nie akceptować ciązy dopóki na
    świecie
    > nie pojawi się dzziecko z facetami jest tak samo tylko znaczniej częściej.
    > Dlatego zachęcam mamy do poinformowania tatusia o urodzeniu dziecka. Facet
    > nawiązuję więż poprzez kontakt. jednak niektóre moje koleżanki nie zamierzaja
    > tego robic a potem mówią że tata sobie przypomnial po 3 miesiącach...Nie wiem
    > jak było w twoim przypadku i mam nadzieję że nie odbierzesz mojej rady jakoś
    > coś złego.

    no to cię uświadomię
    eks nie wystraszył się ciąży
    dziecko u nas było poczętę świadomie, świadomie chcieliśmy już dziecko
    była ustalona data ślubu, sala

    i los pokazał, że nie mozna mieć planów
    eks odszedł, a raczej ja powiedziałam, że nie chcę mieć z nim kontaktu
    wiedział, że dziecko się urodziło, napisałam mu o tym, on dzwonił

    i co?
    w sądzie powiedział, że nie chce mi utrudniać życia, że dobrowolnie się odsuwa
    i co ty na to?
    mam teraz nadal zadzwonić i powiedzieć, żeby przyszedł do dziecka?
    jakby chciał, znalazłby sposób, żeby dojść do mnie
    w sądzie, jak Mały miał rok, tłumaczył się, że nie wie, gdzie mieszkam i jaki
    mam numer telefonu
    jakbym rzeczywiście zmieniła adres i telefon - specjalnie tego nie zrobiła,
    żeby miał możliwość z nami się skontaktować

    i co ty na to?



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje kochane SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
  • dianitra 19.07.05, 10:03
    Ja nie mówię o proszeniu zwłaszcza. Tylko o poinformowaniu tuz po porodzie -
    nic po za tym. Ateino musiało ci być ciężko i trzymam kciuiki za ciebie.
    Zrobisz jak uważasz, ale widzę ze nie zamknełaś mu furtki do dziecka.A to czy
    to wykorzysta to już zależy od niego.
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • anetina 19.07.05, 10:58
    dianitra napisała:

    > Ja nie mówię o proszeniu zwłaszcza. Tylko o poinformowaniu tuz po porodzie -
    > nic po za tym. Ateino musiało ci być ciężko i trzymam kciuiki za ciebie.
    > Zrobisz jak uważasz, ale widzę ze nie zamknełaś mu furtki do dziecka.A to czy
    > to wykorzysta to już zależy od niego.

    czyli zrobiłam już to, co według ciebie jest najlepsze !?
    eks nie wykorzystał i co dalej ?
    czekam na decyzje dziecka
    ja eksowi furtki nie zamknęłam, nie mogę, przecież mimo wszystko to jest ojciec
    dziecka
    ale głos tu najważniejszy będzie miał oczywiście syn



    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje kochane SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
  • dianitra 19.07.05, 16:25
    tutaj zgadzam się z toba całkowicie. Uważam ze człowiekowi trzeba dac szanś
    edla dobra dziecka - zrobiłas to. I masz racje dziecko ma tu coś do
    powiedzenia. Pozdrawiam cię serdecznie i życzę siły. Mądra z ciebie kobieta
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • maminekb 19.07.05, 15:24
    Jednak najpierw spytaj kiedy ma zamiar znów zniknąć?Zbulwersuje się ale musisz
    > mu uświadomić że ojcem nie jest się wtedy kiedy się chce.
    >
    > Spokojną rzeczowa rozmową można zdzialac cuda.
    >
    > Nie znam twojej sytuacji (przepraszam, ale nie przeczytałam wszystkich postów)
    i
    >
    > odp Ci zakładając że ten facet przestraszył się w czasie ciązy. Dwa lata to
    > jednak dużo żeby dojśc do siebie i nie spieszył się. Moge mu posłać w twoim
    > imieniu...
    Bardzo mądra odpowiedź. Ja pozwoliłam na taki kontakt bo uważam, że dla Dziecka
    znajomość jest czymś bardzo ważnym. Znikł ...
    Nie powiem mojej córce że jej ojciec to bezwartościowy palant ale zachowałam
    nasze smsy. Moje pytania - przyjedziesz do Córki? Jego żałosne odpowiedzi.
    Nie chcę aby kiedys mój były wylądował na dnie i przypomni sobie o zapomnianym
    dziecku i żeby moje dziecko powiedziało : mamo odebrałaś mi tatę. Nic z tych
    rzeczy. Od 3 lat wstaję świtem, karmię, bawię, przewijałam, obdarzam ogromem
    uczucia, pełną opieką, czytam bajki, rysujemy, lepimy ciastolinę, chodzimy na
    basen, spacery, nauczyłam ją pływać jeżdzić na rowerze, powoli narty, pokazuję
    Jej świat, zaszczepiam wartości i uczę wszystkiego. Bez pomocy. Pracuję w
    stresie. Dbam i kocham. Bo to moje Dziecko. Dla niej zniosłabym nawet kontakt -
    tak trudny dla skrzywdzonej osoby - z jej ojcem. Gdyby On tylko zechciał Ją
    regularnie widywać.
    Mnie jako matkę boli każdy fragment duszy. Jak można nie pokochać własnego
    dziecka aniołka takiego? Jak można nie dać nic z siebie? Koszmar. A słowa mamo
    to twoja wina zabolałyby koszmarnie.Jak policzek.
    Mam ostatnio doła wielkiego. Jestem zmęczona.
  • anetina 19.07.05, 15:29

    > Nie powiem mojej córce że jej ojciec to bezwartościowy palant ale zachowałam
    > nasze smsy. Moje pytania - przyjedziesz do Córki? Jego żałosne odpowiedzi.
    > Nie chcę aby kiedys mój były wylądował na dnie i przypomni sobie o
    zapomnianym
    > dziecku i żeby moje dziecko powiedziało : mamo odebrałaś mi tatę. Nic z tych
    > rzeczy. Od 3 lat wstaję świtem, karmię, bawię, przewijałam, obdarzam ogromem
    > uczucia, pełną opieką, czytam bajki, rysujemy, lepimy ciastolinę, chodzimy na
    > basen, spacery, nauczyłam ją pływać jeżdzić na rowerze, powoli narty,
    pokazuję
    > Jej świat, zaszczepiam wartości i uczę wszystkiego. Bez pomocy. Pracuję w
    > stresie. Dbam i kocham. Bo to moje Dziecko. Dla niej zniosłabym nawet
    kontakt -
    >
    > tak trudny dla skrzywdzonej osoby - z jej ojcem. Gdyby On tylko zechciał Ją
    > regularnie widywać.
    > Mnie jako matkę boli każdy fragment duszy. Jak można nie pokochać własnego
    > dziecka aniołka takiego? Jak można nie dać nic z siebie? Koszmar. A słowa
    mamo
    > to twoja wina zabolałyby koszmarnie.Jak policzek.
    > Mam ostatnio doła wielkiego. Jestem zmęczona.



    podobnie myślę
    ja ostatnio też mam takiego doła

    trzymaj się
    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje kochane SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
  • dianitra 19.07.05, 16:32
    Będzie ok. Nie martw się. Ja też mam doła ostatnio, ale wiem że będzie lepiej.
    Dziś uczyłam moją corkę pływac i przez te 2 godziny zapomniałam, że swiat i
    ludzie czasami jest okrutny
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • dianitra 19.07.05, 16:30
    Zrobiłaś co w twojej mocy - starałaś się, ale ze skały nie da się zrobić ojca.
    Możesz spokojnie powiedzieć swojemu dziecku że próbowałaś. Myslę że nigdy nie
    będzie miało do ciebie żalu... Ja do mamy nie mam żalu, ale gdyby żyła
    powiedziałabym jej że się myliła. Uprzedziła mnie do taty i zabrała coś
    pięknego ale dala mi dużo milości i nie moge jej winić
    --
    zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805

    jeżeli ciąża jest dla ciebie zaskoczeniem i nie wiesz co robić dalej - tutaj
    uzyskasz pomoc i zrozumienie
  • anetina 20.07.05, 09:01
    obiecałam sobie, że ja dziecko nie uprzedzę do ojca
    a los pokaże, jak będzie naprawdę


    --
    *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
    moje kochane SŁONECZKO skończyło już 21 miesięcy
  • dianitra 20.07.05, 14:53
    Wiesz ja myśle że dziecko wie wszystko. Samo wyrobi sobie zdanie a dzięki temu
    że trzymasz się zasady że nie uprzedzisz dziecka - to twoje dziecko nie bedzie
    miało do ciebie pretensji
  • kini_m 31.07.05, 18:52
    Re: do kini_m
    dianitra 15.07.2005 02:48
    >Życze twojej córce, żeby sąd orzekł prawach do opieki w równej części i trochę
    >więcej dojrzałości twojej eks. A tobie, żebyś nie zawiódł swojego dziecka i
    >nigdy nie okazał sie takim jakim przedstawia cię jego matka.
    --Mojej córki nigdy nie zawiodę. W tworzeniu naszych relacji moim priorytetem
    jest: być dla niej przyjacielem. To się nie podoba mojej b.Pani, gdyż w opini
    RODK jest jej stanowisko: "Jej zdaniem, ojciec dziecka traktuje je jako
    rówieśniczkę, a nie córkę." No i ona sama podchodzi arbitralnie do dziecka.
    Ale uważam że przyjacielskość to jedyna droga na dobre wychowanie dziecka,
    tylko wtedy i w takich warunkach jest szansa że przyjmie jako swoje najlepsze
    przekazywane mu wartości.
    --Dojrzałość mojej b.Pani?? Właśnie dowiedziałem się od własnych rodziców
    którzy odwiedzili córkę, że córka ma już wyrabiane przez matkę stanowisko: "Ja
    nie będę do Was [dziadków] przyjeżdżała zanim tata nie zrozumie jak poprawić
    zachowanie." (Oczywiście nie mam żadnej możliwości obrony świadomości córki.)
    Czy to normalne tłumaczenie dla dziecka? Czyż to nie wciąganie dziecka w walkę?
    --Sąd potraktował nasze dziecko jak z szablonu: "Dziecko nie może mieć dwóch
    łóżeczek" - dosłowne słowa sądu przy tłumaczeniu wyroku.
    Jakoś matce uprzednio nie przeszkadzało że w tygodniu dziecko spało nawet w
    trzech łóżeczkach (u nas na wynajmowanej stancji gdzie studiowała, w weekend u
    jednych dziadków i drugich dziadków) - i córka też bynajmniej miała dotychczas
    miała dość stabilnie zbudowaną psychikę.
    Gdzie tu dla sądu liczył się aktualny ból dziecka? Dziecka któremu nie
    wystarcza te kilka godzinek tygodniowo które sąd przyznał (2x5godz + co drugi
    weekend od soboty rana do niedzieli wieczór). Sąd w postanowieniu zawyrokował
    że dziecko nie winno spędzać ze mną więcej niż 1 nocleg na dwa tygodnie.
    Zgodzić się z tym? Czy apelować?
  • dianitra 02.08.05, 12:28
    Iśc do psychologa dzieciecego i spytać jaki wpływ na dziecko bedzie miało to ze
    bedzie mialo dwa domy- że np 2 noce i dwa dni tyg bedzie spedzać u ciebie? i na
    tej podstawie podiąć decyzje
    --
    życie to chwila - mrugnięcie rzęs nad ktorym nie można zapanować....
  • kini_m 02.08.05, 20:25
    > Iśc do psychologa dzieciecego i spytać jaki wpływ na dziecko
    > bedzie miało to ze bedzie mialo dwa domy- że np 2 noce i dwa
    > dni tyg bedzie spedzać u ciebie? i na tej podstawie podiąć decyzje
    Ale to dziekco już miało dwa domy po rozstaniu - póki b.Pani była jeszcze
    komunikatywna (w listopadzie, grudniu) i córka u mnie mogła nocować skutek
    pozytywny był dość oczywisty: w końcu mniej bolały ją rozłąki ze mną. Skutków
    negatywnych żadnych nie było (bo i dotychczas mieliśmy dość wędrowny tryb życia
    a córa to "równy gość").
    Można brać pod wzgląd inne hipotetyczne niepozytywne skutki.
    Tylko ja pytam: czemu ewentualne hipotetyczne (czyli nie wiadomo czy zajdą)
    skutki miałyby mieć większą wartość niż te namacalne pozytywne?
    Czemu arbitralna ocena kogoś, kto nie zna indywidualnej psychiki mojego dziecka
    ma (w tym kraju) większe znaczenie niż indywidualnie namacalne pozytywy?
    Dla mnie to nieco durne: patrzeć na przyszłe hipotetycznie negatywne skutki z
    pominięciem aktualnego niezaspokojenia psychicznego dziecka. Tak jakby na
    rozwój dziecka nie składały się dni dzisiejsze.
  • dianitra 02.08.05, 22:04
    Więc posłuchaj tego co ja ci mówię - twoje zdanie w sądzie to zdanie równe
    zdaniu twojej żony - psycholog jest specjalistą i jest bezstronny.
    --
    życie to chwila - mrugnięcie rzęs nad ktorym nie można zapanować....
  • kini_m 14.08.05, 18:40
    > twoje zdanie w sądzie to zdanie równe zdaniu twojej żony
    To się okazało racją, a powiem więcej - sedzia jakby w ogóle nie wziął na
    rozprawie argumentów ani moich, ani mojej b. pani.
    > psycholog jest specjalistą i jest bezstronny.
    Powinien. Niestety RODK w którym byliśmy WCALE nie przebadał dziecka. Córka tam
    przesiedziała kilka godzin na korytarzu z dziadkiem. Ja w trakcie wywiadu byłem
    pytany o historię naszego związku, NIC o dziecko. (O co moja b. pani - nie
    wiem, ale pomówień w jej części spisanego wywiadu to już poniżej poziomu.)
    Więc co oni właściwie zbadali???? Na pewno nie dziecko i jego więzi z każdym z
    rodziców. (Nawet sędzia na posiedzeniu patrząc w opinię z RODK zapytał: A gdzie
    tu jest coś o waszej córce.)
    No ale pieczątkę przybili ("psycholog" i "pedagog dziecięcy") i kasę zarobili.
    Sąd nie przyjął ich wskazań w częstotliwości kontaktów (rozszerzył).
  • dianitra 14.08.05, 22:52
    Znajdż specjalistę od psychologii dziecięcej, który jest równiez biegłym - jest
    taki jeden ktorego mam na myśli, ale nie pamiętam nazwiska. Czesto wystepuje w
    tvn i zgłos sie do niego po poradę. Jego opinia bedzie dla sądu wiarygodna, bo
    on ma dużą renomę w tym srodowisku. Musisz jednak brać pod uwagę, że poniesione
    koszty bedą duze(dla ojca nie powinny sie liczyc wogóle) a cała prawda o
    waszych relacjach z dzieckiem ujrzy swiatło dzienne i tutaj już nikt nie będzie
    górą. On naprawde podobno wydaje opinie tylko taką która jest zgodna z dobrem
    dziecka
    --
    życie to chwila - mrugnięcie rzęs nad ktorym nie można zapanować....
  • dondon 14.08.05, 23:23
    Andrzej S tez byl wiarygodnysmile
    Jesli chodzi o moje zdanie-gdybym zmarla a wyobrazam sobie czasem ten fakt,
    wieksze znaczenie ma dla mnie fakt, ze nie mam pewnosci ze moje dzieci, jako
    przyrodnie rodzenstwo chowajace ie razem, beda mialy z soba kontakt taki jak
    teraz niz to czy wady ktore uznawalam za wady ojca wyjda na jaw.Zreszta ja duzo
    na temat wad z dzieckiem nie rozmawiam (wad ojca gdyz sama je posiadam rowniez).
    Druga rzecz to taka , ze nie kazdy to samo uznaje za wady.
    Poz tym z tego co wiem eks Pelagi na wlasne zyczenie olał dziecko a skoro
    Pelaga zieje jadem tzn , ze chciała zwykłych , normalnych kontaktów.Nie widze
    tu utrudniania.Owszem Pelaga przegina niejednokrotnie w wyrazaniu niekoniecznie
    sadze pogadow a poprostu chcac dokopac-zreszta robi to tutaj-ma prawo czyz nie?
    ale nie dziwie sie jej wcale tak jak niektore na tym forum podziwiam za to , ze
    takim samym jadem nie zieja tylko są stoicko spokojne.
    A dziecko?Jesli bedzie miało sile zawsze odnajdzie prawde czy to dotyczy matki
    czy babci czy ojca czy calej reszty.
    --
    Ania
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)
    Moj email: golisek@epf.pl (gazetowych nie odbieram!)
    PATRYCZEK

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka