Dodaj do ulubionych

Alimenty na żonę ? Jak napisac pozew, małżeństwo ?

10.01.06, 10:07
Witam

Pisałam wcześniejale nie odpowiedział nikt wpodobnej sytuacji. Wnosze o
alimenty na córke, ale ja jestem na wychowawczym i wiem że mam prawo domagać
się również alimentów na siebie. jesteśmy cały czas małżeństwem, on
wyprowadził się z domu ponad 6 mies. temu i wypowiedział najmowane
mieszkanie. nie uczestniczy ani w utrzymaniu dziecka ani w wychowaniu.
Jesteśmy teraz na 5 m pokoiku u moich dzidków,sytuacja jest beznadziejna. Jak
napisać pozew o alimenty nażone i dziecko, czy to się robi razem czy
osobno ????
Prosze pomóżcie!!!

Pozdrawiam Ania i Nikola
Edytor zaawansowany
  • 10.01.06, 13:50
    Wydaje mi sie że alimenty na żone przysługuja wtedy, gdy jest rozwód z
    orzeczeniem winy po stronie męża.
    Co do alimentów na dziecko przysługuja bez rozwodu czy separacji.
    Podrzucam link z wzorem pism procesowych

    www.jmc.icpnet.pl/tato/wzory.htm
    I tu też zajrzyj:
    www.cpk.home.pl/articles.php?id=2
    www.poradaprawna.pl/index_linki.php?co=lista&id=24&Session=d366551951e45cfb7fede194cb5a8b66

    prawo.hoga.pl/pisma_procesowe/start.asp
    --
    src="<a
    href="bd.lilypie.com/SHiKp1.png""
    target="_blank">bd.lilypie.com/SHiKp1.png"</a> alt="Lilypie Baby Ticker"
    border="0" /></a>
  • 10.01.06, 14:25
    A na jakiej podstawie na siebie ? Na dziecko sprawa oczywista i powinnaś
    domagać się alimentów bezwzględnie. Natomiast skoro jesteś na wychowawczym to
    pracowałaś, nie jesteś chora więc pracować możesz. Nie rozumiem czemu jeszcze
    nie ex ma utrzymywac Ciebie .Wnosze z Twojego postu,ze podstaw prawnych brak,
    ale też i informacji niewiele. Pozew o alimenty składasz i na dziecko i na
    siebie łącznie - to dla informacji, bo jak wyżej podstaw do żądania świadczenia
    alimentacyjnego na Ciebie nie widzę.
  • 10.01.06, 15:08
    Witaj,
    ja jestem świeżo po rozmowie z adwokatem na ten temat, tylko odwrotnie chcę się
    zabezpieczyc przed żąaniem alimentów ze strony mojego męża. Pani adwokat mi
    powiedziała, że przysługują w przypadku znacznego pogorszenia się zdrowia lub
    fatalnej sytuacji finansowej. Sąd wówczas bada czy osoba może iśc do pracy czy
    nie i tylko w wypadku stwioerdzenia niemożliwości pracowania dostanie sie
    alimenty. Skoro jesteś na wychowawczym to możesz wrócić do pracy a dziecko
    wysłać do żłobka/przedszkola. Tez uważam, że dorośli ludzie powinni sami się
    utrzymywać a nie żerować na innych.
    --
    Roma mama Kacpra 13.07.2003r.
  • 10.01.06, 18:12
    Masz prawo wystąpić z pozwem o przyczynianie się do zaspokajania potrzeb
    rodziny. Słada się do Sądu Rodzinnego właściwego dla miejsca zamieszkiwania
    jednej ze stron. Obejmuje to koszty utrzymania Ciebie i dziecka. Niestety w
    chwili obecnej świadczenie to podlega opodatkowaniu. Na dziecko możesz żądać
    osobnej kwoty, wtedy podatek płacisz tylko od pozostałej części, ale musi to być
    wyraźnie w wyroku zapisane - co na Ciebie, co na dziecko. Nie zadbałam o to - po
    prostu nie wiedziałam - i teraz muszę w PIT-ie uwzględnić całą sumę i od niej
    zapłacić 19% podatku...
  • 10.01.06, 19:20
    Witam

    beata i iziula dziękuje. A dla reszty małe sprostowanie.
    Kiedy nie ma sie gdzie mieszkać, nie ma możliwości powrotu do pracy (byłam
    zatrudniona tylko dlatego przez znajomych żeby mieć maciezyński i wychowawczy,
    a po tem zwolnienie), i zadnych perspektyw... towybaczcie moi mili Panowie.
    kiedy męzulek po prostu wychodzi z domu i nie wraca, wypowiada później
    mieszkanie i praz ponad 6 mies nie daje złotówki na dziecko, kiedy go nie
    interesuje, kiedy on zyjke jak Pan, ma własną firme, dwa samochody, motocykl, i
    nawet dom rodziców w tej chwili... i wy macie prawo mówić ze moje potrzeby są
    nieuzasadnione, że potrzeby dziecka i jego byt to co, niby laleczka. Czsem brak
    mi słów jak Was czytam.

    reszcie jeszcze raz serdecznie dziekuje i pozdrawiam

    Ania
  • 10.01.06, 20:02
    Aniu, jesteś już duzą dziewczynką i czas na siebie zarobić.
    Niestety, wiem że to cięzkie, trudne i niewykonalne ale TRZEBA.
    Nie mozna zerowac na męzu, trzeba zarobic na swoje zachcianki.
  • 10.01.06, 20:51
    Jesli jestescie NADAL malzenstwem, a maz nie partycypuje w kosztach utrzyamnia
    rodziny to JAK NAJBARDZIEJ SA PODSTAWY do wniesienia o alimenty na siebie i na
    dziecko.
    Zlosliwymi komentarzami sie nie przejmuj, pisza je zazwyczaj osoby, z budzetow
    ktorych owa kwota jest "wyrywana", tzw. katalizatorki rozpadu malzenstw, albo
    alimentujacy faceci.
    Kazdy powienien poniesc konsekwencje wlasnych zyciowych wyboror, rowniez Twoj
    maz.
    Namawiam Cie jednoczesnie do poszukiwania pracy, bo nie ma to jak samodzielnosc
    finansowa. Warto ja osiagnac, dla siebie, aby miec pewnosc jutra smile
    --
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezenie wlasnego miejsca w zyciu...
  • 10.01.06, 21:48

    > Zlosliwymi komentarzami sie nie przejmuj, pisza je zazwyczaj osoby, z
    budzetow
    > ktorych owa kwota jest "wyrywana", tzw. katalizatorki rozpadu malzenstw, albo
    > alimentujacy faceci.

    O wypraszam sobie, ani ja facet ani katalizator.
    Po prostu uważam że jak sie żonie pracować nie chce albo nie moze znależć pracy
    bo głupia/leniwa/niewykształcona/wybredna to mąz płacic nie powinien



    > Namawiam Cie jednoczesnie do poszukiwania pracy, bo nie ma to jak
    samodzielnosc
    >
    > finansowa. Warto ja osiagnac, dla siebie, aby miec pewnosc jutra smile


    I tu sie zgadzam.
  • 10.01.06, 21:55
    Twoje UWAZANIE to jedno, a obowiazujace w tym kraju PRAWO to drugie. A prawo
    jasno mowi, ze jak sie rodzine zaklada, to ja utrzymywac trzeba, jesli druga
    osoba nie pracuje. Zanim wiec zaczniesz wyzlosliwiac sie nad dziewczyna doszkol
    sie, bo prawo a twoje zlosliwe zdanie to dwie rozne sprawy.
    --
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezenie wlasnego miejsca w zyciu...
  • 11.01.06, 09:20
    > A prawo
    > jasno mowi, ze jak sie rodzine zaklada, to ja utrzymywac trzeba, jesli druga
    > osoba nie pracuje.

    to zabawne, że lidce73 piszesz że co innego smile)))
  • 11.01.06, 12:02
    Ocho mamy nalot macoch, za dlugo bylo spokojnie.
    A juz mialam nadzieje, no ale coz, trudno.
    Milego czepiania sie.
    --
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezenie wlasnego miejsca w zyciu...
  • 11.01.06, 12:06
    tylko tyle? no to faktycznie konsekwencja twoich poglądów jest rozbrajająca. Z
    Kalim może spółkę załóż? MOże uściśle w takim razie Twoją odpowiedź: "A prawo
    jasno mowi, ze jak sie rodzine zaklada, to ja utrzymywac trzeba, jesli druga
    osoba nie pracuje. I pod warunkiem że osobą niepracującą jest kobieta smile)"

    p.s polecam coś na przewrażliwienie na temat własnej osoby smile
  • 11.01.06, 12:08
    A ja polecam cos na przewrazliwienie twoje na temat mojej osoby.
    --
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezenie wlasnego miejsca w zyciu...
  • 11.01.06, 12:07
    Nie widze mikawko nic WSPOLNEGO miedzy matka niepracujaca wychowujaca dziecko,
    bez pomocy ojca, rowniez finansowej, z tego watku, a facetem, ktory NIC nie
    robi, dziecka nie wychowuje i nie pracuje z watku lidki73. Bo ty chyba tam
    wlasnie dostrzeglas w swojej pokreconej logice, ze niby cyt.:

    >że lidce73 piszesz że co innego smile)))

    Nie widze nic zabawnego w tym, ze nie widzisz roznicy, to jest raczej zalosne i
    tlumaczy to mozna chyba tylko tym, ze nie jestes matka, a jestes macocha
    braniaca biednych zuczkow.

    --
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezenie wlasnego miejsca w zyciu...
  • 11.01.06, 12:42
    buahahahaha, może zrób psychologię podyplomowo? smile))))
  • 11.01.06, 19:16
    jestes zalosna w tej swojej zajadlosci
    --
    PelAga
    *
    Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezenie wlasnego miejsca w zyciu...
  • 11.01.06, 11:43
    gringo500 napisała:

    >
    > O wypraszam sobie, ani ja facet ani katalizator.
    > Po prostu uważam że jak sie żonie pracować nie chce albo nie moze znależć
    pracy bo głupia/leniwa/niewykształcona/wybredna to mąz płacic nie powinien

    Nie jesteś facetem? No to jakiś pierwiastek męski w tobie siedzi wink

    Ciekawa jestem jakie jest twoje zdanie na temat wychowywania dziecka.
    Wykorzystać innych (babcię, ciocię, ...) do opieki nad twoim dzieckiem? Nie
    każde dziecko nadaje się do żłobka. Nie w każdym mieście jest żłobek...

    Druga sprawa: czy niewykształcona kobieta nie może korzystać z przysługujących
    jej praw do alimentów?
    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • 10.01.06, 20:42
    Cześć Nikolusia,
    Sprawa alimentów na żone nie jest tak prosta,jak sprawa alimentów na dziecko.
    Tak w dużym skrócie, w Polsce obowiązek alimentacyjny wynika przede wszystkim z
    różnych powiązań rodzinnych i jest uzależniony od bliskości pokrewieństwa lub
    powinowactwa oraz od tego, czy osoby uprawnione mogą utrzymać się własnymi
    siłami. Zasadą jest również obowiazek rodziny do wzajemnego wspierania się
    (chodzi o art. 23-30 Kro i art. 60-61 Kro). I na tej bazie mozesz oprzeć swój
    wniosek o alimenty. Ale, również pamiętaj, że sądy stoją na stanowisku, że
    zaspokojenie potrzeb każdego człowieka powinno nastąpić przede wszystkim z jego
    własnych środków czyli praca, renta, majątek itd... Sądy uznają za osoby
    zajdujące się w niedostatku tylko osoby, które nie mogą własnymi siłami
    zaspokoić usprawiedliwionych potrzeb, nie posiadają własnych środków w postaci
    wynagrodzenia za pracę, (...), renty, ani też dochodów z własnego majątku.”
    (uchwała pełnego składu Izby Cywilnej i Administracyjnej Sądu Najwyższego z
    dnia 16 grudnia 1987 r., sygn. akt III CZP 91/86, OSNCP 1988/4/42).
    Więc możesz próbować,ale wydaje mi się że sąd może odrzucić Twój wniosek.
    Pozdrawiam
    Aga Magda
  • 10.01.06, 22:06
    Słuchajcie a pozew o zaspokojenie potrzeb rodziny, przecież taki właśnie pozew
    tyczy sie mojej sytuacji. ja nie chce od niego bajońskiej sumy.

    Pozdrawiam Ania
  • 11.01.06, 11:12
    To raczej wystąpić z wnioskiem o nakazanie wypłacenia mu wynagrodzenia za pracę
    drugiemu małżonkowi do Sądu rejonowego. W uzasadnieniu napisz coś takiego
    Małżeństwo zawarte w dn. [dołącz odpis] z którego urodziło się dziecko [akt
    urodzenia].
    Od pewnego czasu mąż mój nie przynosi zarobionych pieniędzy, a do domu często
    przychodzi nie daje mi pieniędzy na utrzymanie domu i dziecka.
    Dowód: oświadczenie pisemne świadków z dnia [ ]
    Mąż mój jest zatrudniony w [ ] na stanowisku [ ] i jego zarobki wynoszą
    [ ]zł miesięcznie.
    Jest zatem niezbędne, by zarobki mojego męża były wypłacane do moich rąk.

    To jest na bazie art 28 KRO i chyba szybciej przejdzie niż wniosek o alimenty
    na Ciebie.
    Pzd
  • 11.01.06, 15:36
    Agamagda szczerze mówiąc to bardzo głupia rada, bez obrazy mam doświadczenie
    sądowe smile. Nie mieszkają razem, wnioskuję,że zameldowani każde gdzie indziej -
    małżeństwo jest wspólnego gospodarstwa nie. Druga sprawa autorka postu była
    zatrudniona, pobiera zasiłek wychowawczy wynikający właśnie ze stosunku pracy.
    O alimenty na dziecko powinna wystąpić, na siebie nie ma według mojej oceny
    najmniejszych szans.Art 28 KRO wyrażnie mówi o małżonkach pozostających we
    wspólnym pożyciu. Przepisy prawa należy czytać z należytą starannością.
    Małzonek autorki wyprowadził sie pół roku temu.
  • 11.01.06, 16:10
    Zgadzam sie z Tobą, że Nuke ma małe szanse na otrzymanie "alimentów", jako
    takich na siebie. I właśnie dlatego proponuję jej niejako obejść, tak aby
    otrzymywała, jednak jakieś pieniądze.
    Co do wspólnego gospodarstwa...mylisz się, w prawie polskim nie ma obowiązku
    wspólnego zamieszkiwania małżonków (obowiązek taki istnieje w prawodawstwie
    innych państw). Zameldowanie co za tym idzie może być różne, nie ma to wpływu
    na istnienie małżeństwa czy wspólnego gospodarstwa. Ustanie wspólnego pożycia
    następuje ze strony formalenej jedynie poprzez śmierć, separację lub rozwód, no
    i unieważnienie żenyś mi nie zarzucił ze czegoś nie wiemsmile.
    W zwiazku z powyższym Nuke byłaby uprawniona do wystąpienia z wnioskiem o
    wypłatę pensji męza.
    tak a propos,
    Art 28 KRO wyrażnie mówi o małżonkach pozostających we
    > wspólnym pożyciu. Przepisy prawa należy czytać z należytą starannością.


    Piotrze art 28 KRO cytuję .
    Art. 28. § 1. Jeżeli jeden z małżonków pozostających we wspólnym pożyciu nie
    spełnia ciążącego na nim obowiązku przyczyniania się do zaspokajania potrzeb
    rodziny, sąd może nakazać, ażeby wynagrodzenie za pracę albo inne należności
    przypadające temu małżonkowi były w całości lub w części wypłacane do rąk
    drugiego małżonka.
    § 2. Nakaz, o którym mowa w paragrafie poprzedzającym, zachowuje moc mimo
    ustania po jego wydaniu wspólnego pożycia małżonków. Sąd może jednak na wniosek
    każdego z małżonków nakaz ten zmienić albo uchylić.

    Sam widzisz, ze nakaz pozostaje w mocy NAWET po ustaniu wspólnego pożycia
    małżonków.
  • 11.01.06, 18:45
    Powtarzam piszesz nie mając pojęcia o czym piszesz.
    >Ustanie wspólnego pożycia
    > następuje ze strony formalenej jedynie poprzez śmierć, separację lub rozwód,
    > i unieważnienie żenyś mi nie zarzucił ze czegoś nie wiemsmile.
    Owszem zarzucam,że nie wiesz bardzo dużo.

  • 12.01.06, 09:51
    Zarzucać to sobie możesz, przedstaw argumenty to pogadamy...
    Inwektywy to nie argumenty.
  • 12.01.06, 12:13
    > Co do wspólnego gospodarstwa...mylisz się, w prawie polskim nie ma obowiązku
    > wspólnego zamieszkiwania małżonków (obowiązek taki istnieje w prawodawstwie
    > innych państw). Zameldowanie co za tym idzie może być różne, nie ma to wpływu
    > na istnienie małżeństwa czy wspólnego gospodarstwa. Ustanie wspólnego pożycia
    > następuje ze strony formalenej jedynie poprzez śmierć, separację lub rozwód,
    no
    >
    > i unieważnienie żenyś mi nie zarzucił ze czegoś nie wiemsmile.

    Prowadzenie wspólnego gospodarstwa, zameldowanie a istnienie wspólnego pożycia
    to nie to samo i tu masz rację. Natomiast wspólne pożycie (niezależnie od
    miejsca zamieszkania czy zameldowania) a małżeństwo to również nie to samo. I
    choć małżeństwo istnieje to wspólne pożycie może już nie istnieć. Pewnie może
    być i odwrotnie, jak nadal miętę do siebie czująsmile Ciężko pewnie byłoby znaleźć
    parę, która pozostaje we wspólnym pożyciu a postanawia się rozwieść, choć w
    naszym chorym kraju i to się zdarza np. ze względów ekonomicznych i
    zasiłkopodobnych na przykład i stąd czasami lawiny fikcyjnych rozwodów. Rozwód
    zazwyczaj jednak jest konsekwencją ustania wspólnego pożycia i na tej podstawie
    jest orzekany a nie, jak piszesz, odwrotnie: „ustanie wspólnego pożycia
    następuje … poprzez (m.in.) rozwód”. Pisząc o ustaniu od strony formalnej
    miałaś pewnie na myśli ustanie małżeństwa a nie ustanie wspólnego pożycia a to
    jak na prawnika jest nienależyta staranność.

    Piotr pisze również, że art. 28 KR mówi o małżonkach pozostających we wspólnym
    pożyciu. Kwestia tego czy pozostają czy nie, rozumiem, że według Ciebie nuke z
    mężem pozostają, ale mi się wydaje według przytoczonych przez nuke danych, że
    jej wspólne pożycie z mężem jest już tylko tworem czyjejś wyobraźni na potrzeby
    podciągnięcia tego pod. art. 28 KRO i uzyskania korzyści finansowych.

    A'propos czytania przepisów z należytą starannością to nakaz, jeśli wydany
    pozostaje w mocy nawet po ustaniu wspólnego pożycia małżonków i tu masz rację.
    Jednakże kolejność powinna być taka: wspólne pożycie, wydanie nakazu wypłaty
    wynagrodzenia jednego małżonka drugiemu POZOSTAJĄCEMU w danym momencie we
    wspólnym pożyciu z tym pierwszym, ustanie pożycia lecz nadal obowiązujący
    nakaz, ewentualna jego zmiana lub uchylenie? Napisane jest wyraźnie: „mimo
    ustania po jego wydaniu wspólnego pożycia małżonków”.
  • 12.01.06, 12:19
    Nie nuke tylko nikolusia. Przepraszam.
  • 12.01.06, 13:25
    Wydaje mi się ze powinniśmy wyjść od początku i pytania autorki, co zrobić w
    sytuacji, gdy mężatka mająca malutkie dziecko, pozostająca na wychowawczym nie
    ma środków do życia, bo gość się wziął i poszedł.
    Oczywiście, najprostszą odpowiedzią i w sumie, najbardziej słuszną radą
    jest "IŚĆ DO PRACY". Ale czy w danym momencie, naprawdę do zrealizowania? Nawet
    za opiekunkę trzeba zapłacić, nie mówiąc już o potrzebie pewnego czasu na
    znalezienie tejże pracy. Więc nie jest to zbyt efektywna pomoc.
    Wystąpić o alimenty, owszem może spełnia przesłanki... do wniesienia wniosku.
    Jednak biorąc pod uwagę orzecznictwo, stan faktyczny no i praktykę sądową, ona
    ma malutką szansę, żeby otrzymać alimenty na siebie. Więc nie tędy również
    droga.
    Dalej, największą szansę, wręcz powiedziałabym realną, jest wystąpienie z
    wnioskiem o nakazanie wypłacenia mu wynagrodzenia za pracę drugiemu małżonkowi
    (a przynajmniej jakiejś części tego wynagrodzenia) Plusy to to że sąd wydaje
    nakaz w trybie nieprocesowym, czyli taniej i szybciej. Są i minusy np. To że
    nie mozna nakazowi nadać klauzuli wykonalności. - i to jest wyjście z sytuacji
    które może dać reany efekt.
    A teraz co do wspólnego pożycia.
    Cóż, z dowodami w sądzie jak ze statystyką, dużo można udowodnić. Brak
    wspólnego mieszkania, od 6 miesięcy nie jest dowodem na ustanie pożycia, a na
    kryzys. Biorą pod uwagę, że formalnie małżeństwo trwa, i stosunkowo krótki
    okres od kiedy nie mieszkają wspólnie, przy odrobinie dobrej woli, to ma szansę
    przejść. Oczywiscie wszystko zależy od dostarczonych dowodów i pozostaje do
    uznania sądu.
    Znam przykłady, gdzie tego typu wnioski przeszły, znam też orzeczenia, gdzie
    mimo bardzo dobrych przesłanek, wniosek nie przechodził.
    Wiem, że zaraz mi zarzucisz, że truję, ale jednak Mąż ma obowiązek, nie tylko
    prawny, ale i moralny, utrzymywać rodzinę. Podjęli wspólne decyzję o dziecku,
    wiadomo jest, że wiążą się z tym również konsekwencje finansowe, choćby takie,
    że kobieta jakiś czas nie będzie pracować. Dla mnie ostatnim draństwem jest
    zostawić ją w takiej sytuacji, bo się zmieniło zdanie. Ok. ma prawo do rozwodu,
    ale niech załatwi sprawy z klasą. Daje na utrzymanie dziecka i żony uzgadniając
    czas, w jakim będzie to robił. I nie byłoby sprawy.


  • 12.01.06, 13:46
    agamagda
    >Wiem, że zaraz mi zarzucisz, że truję, ale jednak Mąż ma obowiązek, nie tylko
    prawny, ale i moralny, utrzymywać rodzinę. Podjęli wspólne decyzję o dziecku,
    wiadomo jest, że wiążą się z tym również konsekwencje finansowe, choćby takie,
    że kobieta jakiś czas nie będzie pracować. Dla mnie ostatnim draństwem jest
    zostawić ją w takiej sytuacji, bo się zmieniło zdanie. Ok. ma prawo do rozwodu,
    ale niech załatwi sprawy z klasą. Daje na utrzymanie dziecka i żony uzgadniając
    czas, w jakim będzie to robił. I nie byłoby sprawy.>


    Wydaje mi się że wiele osób własnie z tego nie zdaje sobie sprawy. Podejmując
    decyzje o małżeństwie bierze się odpowiedzialność za rodzine. Nie na miesiąc,
    nie aż mi się znudzi.
    To samo,gdy pojawia się dziecko które jest zalezne od obojga wydawałoby się
    dorosłych ludzi.
    Mówiąc słowa "weż się do pracy" powielamy kolejny stereotyp typu:że to na
    kobiecie ciązy cała odpowiedzialnośc za dziecko. Przepraszam a gdzie jest
    ojciec?
    Martwi mnie nie tylko tego typu świadomośc panująca w społeczeństwie ale i
    to,że my kobiety same sie z tym zgadzamy. A co gorsze politycy, których
    wybieramy powielaja kolejne błedy w zabezpieczaniu finansowym kobiet ,których
    partnerowie okazali się niedojrzali. Bo zamiast dobrać się do tyłka winnego
    alimenciarza rzucaja matkom ochłapy w postaci zasiłków.
    I co najbardziej mnie dziwi. Mamy w Polsce tak stworzony system prawny aby
    matka która została pozostawiona sama sobie zmaleńkim dzieckiem (to natura tak
    nas stworzyła,że to my kobiety rodzimy dzieci) bez pomocy ojca tegoż dziecka
    miała środki prawne do wyegzekwowania tego co jej sie nalezy raptem wszyscy
    podnoszą krzyk"WEŻ SIE DO PRACY".
    Może lepszy jest obraz matki polki- zarobionej,biednej bo z jednej wypłaty musi
    utrzymac dom ale jakże dumnej! Bo od ojca jej dzieci grosza nie wezmie!

    Iza

    --
    src="<a
    href="bd.lilypie.com/SHiKp1.png""
    target="_blank">bd.lilypie.com/SHiKp1.png"</a> alt="Lilypie Baby Ticker"
    border="0" /></a>
  • 12.01.06, 14:48
    Mnie również żal nikolusi i w ogóle kobiet w tej sytuacji bo facet okazał się
    palantem, to fakt. Nie wiem jednak czy pójście drogą, którą poradziłaś to nie
    marnowanie czasu i ślepy zaułek ale jak piszesz wszystko można próbować
    argumentować więc a nuż się uda, niemniej jednak aby skorzystać z przepisu art.
    28 kro nikolusia będzie musiała wykazać nadal istniejące wspólne pożycie co w
    jej przypadku może być trudne. Masz pewnie większe doświadczenie w tej kwestii
    i wiesz co może przejść a co nie ale jak sama przyznajesz stuprocentowej
    pewności nie ma. Rozumiem, że miałaś na uwadze ciężką sytuację nikolusi
    natomiast ja w poprzednim poście odniosłam się nie do oceny moralnej sytuacji
    czy realności realizacji Twojej rady tylko do pewnych stwierdzeń i
    interpretacji prawnych, którymi się posłużyłaś w jej udzieleniu, a które
    uważałam za błędne i wymagające sprostowania.

    Co do oceny pana męża to się z Tobą zgadzam. Taką jestem hybrydą macoszą że
    uważam że eks z eksią są ze sobą nierozerwalnie związani istnieniem dziecka i
    jako tacy powinni się wzajemnie poczuwać do odpowiedzialności również za siebie
    tzn. ojcu i matce powinno w jakiś tam sposób zależeć na tym, aby to drugie
    miało się w miarę dobrze. Powinno się to przejawiać różnie w miarę rozwoju
    takiego „związku pozwiązkowego” a zaczynając tę drogę od maleńkiego dziecka
    pierwszym krokiem ojca powinno być to, że powinien się przez jakiś czas
    opiekować i łożyć na matkę, która nie może pracować. Miło by jednak było, gdyby
    po ustaniu tego okresu matka z kolei poczuła się do wspólnej odpowiedzialności
    za dziecko a przede wszystkim za własne utrzymanie i gdyby w równym stopniu
    przejmowała się potem w miarę swoich możliwości eksem i jego ewentualnymi
    problemami w przyszłości. Ale jak bywa w rzeczywistości wszyscy wiemy, więc
    nikolusia dysponuje niestety dość ograniczonymi narzędziami w tym zakresie.
  • 12.01.06, 15:03
    balladynka
    > Miło by jednak było, gdyby
    po ustaniu tego okresu matka z kolei poczuła się do wspólnej odpowiedzialności
    za dziecko a przede wszystkim za własne utrzymanie i gdyby w równym stopniu
    przejmowała się potem w miarę swoich możliwości eksem i jego ewentualnymi
    problemami w przyszłości.>

    A teraz matka się nie poczuwa twoim zdaniem do odpowiedzialnosci za dziecko?

    Owszem mozna przerwać wychowawczy, mozna po macieżyńskim oddac dziecko do
    żlobka i iśc do pracy.
    Tylko dlaczego dziecko ma ponosic odpowiedzialność za wybryki
    nieodpowiedzialnego rodzica?
    Nie ma ojca, ma gorszy byt materialny już na wstepie swego zycia to jeszcze
    traci kontakt z matka na conajmniej 9 godzin.
    Jestem zwolenniczką niezalezności finansowei i zaradności. Ale kiedy jest
    dziecko uważam,że ma prawo do przebywania z matka.
    A nie narażac je na tułaczke od żlobka do nianki w wieku kilku miesiecy.
    Ja sama korzystałam z urlopu wychowawczego i nigdy nie pomyślałam o sobie,że
    jestem naciągaczka lub conajmniej niezaradnym życiowo leniem. I nie żałuje
    zadnego dnia spędzonego z moim dzieckiem.Bo zainwestowałam ten czas w jego
    rozwój. Było cięzko, odmawiałam sobie wielu rzeczy ale nadrobiłam to po
    powrocie do pracy.
    I powiem,że nie żałuje.
    Obecnie z moim mezem przed podjeciem decyzji o kolejnym dziecku w naszej
    rodzinie ustalilismy że korzystam z tych świadczen które mi sie należa i pomoga
    w jak najdłuższym spedzeniu czasu z dzieckiem.
    I powiem Wam,że gdyby móoj mąz "wycofał" się z ustalen jak mąż Nikolusi nie
    wahałabym sie egzekwowac do Niego to do czego się zobowiązał zakładając rodzine.
    A uważam,że Nikolusia ma spore szanse na wyegzekwowanie tego o czym pisała
    Agamagda. W sadzie liczął się fakty. A faktem jest że małżeństwo istnieje,
    okres 6 miesięcy jest zbyt krótki by mówic o zaniku więzi małżenskiej lub braku
    pozycia małżeńskiego.
    Pozdrawiam.
    Iza

    --
    src="<a
    href="bd.lilypie.com/SHiKp1.png""
    target="_blank">bd.lilypie.com/SHiKp1.png"</a> alt="Lilypie Baby Ticker"
  • 12.01.06, 15:22
    iziula1 napisała:
    > A nie narażac je na tułaczke od żlobka do nianki w wieku kilku miesiecy.

    prosta rada: pozamykać żłobki, nie będzie argumentu, że matka jednak może iść
    do pracy. w dalszej perspektywie można zamykać przedszkola, jeśli wydłużanie
    okresów urlopu macierzyńskiego będzie postępować w tym tempie, które proponują
    obecnie rządzący. w perspektywie lat można pomyśleć o zamknięciu szkół i zdanie
    się na opiekę matki od urodzenia do osiągnięcia pełnoletności.
    wszak nie może dziecko ponosić nigdy odpowiedzialności za jedynie
    odpowiedzialnego , jakom jest "uciekający" ojciec smile))))))))))

    --
    www.tataadriana.republika.pl

    Wielkanocny króliczek. Mleczakowa wróżka. Tata. W końcu dzieci przestają
    wierzyć w rzeczy których nie widzą.
  • 12.01.06, 15:49
    tataadriana napisał:

    > prosta rada: pozamykać żłobki, nie będzie argumentu, że matka jednak może iść
    > do pracy. w dalszej perspektywie można zamykać przedszkola, jeśli wydłużanie
    > okresów urlopu macierzyńskiego będzie postępować w tym tempie, które
    proponują
    > obecnie rządzący. w perspektywie lat można pomyśleć o zamknięciu szkół i
    zdanie
    >
    > się na opiekę matki od urodzenia do osiągnięcia pełnoletności.
    > wszak nie może dziecko ponosić nigdy odpowiedzialności za jedynie
    > odpowiedzialnego , jakom jest "uciekający" ojciec smile))))))))))
    >

    Nie wiem czy gdybys miał do wyboru oddac Adriana w wieku 4-5 misięcy do żłobka
    a zostac z Nim i wykorzystac częśc urlopu wychowawczego co bys wybrał?
    I uważam,że dziecko nie jest po to aby ponosic odpowiedzialnośc za rodziców.
    I z ta cześcia twej wypowiedzi się zgadzam, choc zdaje sobie sprawe że to była
    tylko ironia z Twojej strony.
    Pozdrawiam.
    Iza
    --
    "Prawdziwa,porządna ofiara losu w ogóle nie musi się starać.Wszystko przychodzi
    jej samo."
  • 12.01.06, 16:33
    Głupoty nic nie wnoszące do tematu, czyli jak zwykle....
  • 12.01.06, 16:34
  • 12.01.06, 15:38
    Ale o co ci chodzi bo nie rozumiem? Przecież Ty się ze mną zgadzasz, nie
    zauważyłaś? Wycięłaś zupełnie tę część mojej wypowiedzi, która odnosiła się do
    tego co TERAZ, gdzie się ze sobą zgadzamysmile) i OBIE uważamy że matce ciężko
    jest pracować ze względu na małoletnie dziecko i fajnie by było żeby ojciec
    poczuwał się do jej utrzymania a w zamian cytujesz fragment co mi się wydaje
    powinno nastąpić "PO USTANIU tego okresu". Ja piszę "POTEM", "PO USTANIU", a Ty
    się pytasz czy według mnie matka się TERAZ nie poczuwa do odpowiedzialności za
    dziecko. Ale o cssso chodzi? Czytaj ze zrozumieniem.
  • 12.01.06, 15:45
    Balladynko, nigdzie nie napisałam że się z Toba nie zgadzam. Odniosłam się
    jedynie to 1 zdania i dlatego zacytowałam częśc Twej wypowiedzi.

    A ze zrozumieniam czytam smile
    Równiez pozdrawiam.
    Iza
    --
    src="<a
    href="bd.lilypie.com/SHiKp1.png""
    target="_blank">bd.lilypie.com/SHiKp1.png"</a> alt="Lilypie Baby Ticker"
    border="0" /></a>
  • 12.01.06, 15:59
    Okej, poprawiam: "do wspólnej FINANSOWEJ odpowiedzialności za dziecko..."smile
  • 12.01.06, 16:32
    Zgadzam się w 100% z tym co piszesz.
  • 12.01.06, 16:30
    ja w poprzednim poście odniosłam się nie do oceny moralnej sytuacji
    > czy realności realizacji Twojej rady tylko do pewnych stwierdzeń i
    > interpretacji prawnych, którymi się posłużyłaś w jej udzieleniu, a które
    > uważałam za błędne i wymagające sprostowania

    Dlatego obiecywałam sobie, że nie będę udzielać porad na forach, bo prawo nie
    lubi skrótów i szybkiego pisania. Zresztą zauważyłam, że pomyliłam też nick
    nikolusi, za co ją przepraszam.

    Miło by jednak było, gdyby>
    > po ustaniu tego okresu matka z kolei poczuła się do wspólnej
    odpowiedzialności
    > za dziecko a przede wszystkim za własne utrzymanie i gdyby w równym stopniu
    > przejmowała się potem w miarę swoich możliwości eksem i jego ewentualnymi
    > problemami w przyszłości.

    Chyba piszesz tu o finansowej odpowiedzialności i o tym, żeby poszła do pracy
    jak się dziecko odchowa? Wbrew pozorom, większość KOBIET tak robi. Może po
    prostu znasz na jakąś nietypową kobietę smile)
    Nawet w pełnych rodzinach dobrze jest gdy kobieta jest niezależna finansowo i
    nie musi się prosić o każde 100 zł na kosmetyczkę mężąsmile)

    nikolusia dysponuje niestety dość ograniczonymi narzędziami w tym zakresie.

    Wiesz, nie sądzęsmile) Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji, ale zaryzykowałabym
    bo kto nie próbuje to nic nie ma.
  • 12.01.06, 17:12

    > Nawet w pełnych rodzinach dobrze jest gdy kobieta jest niezależna finansowo i
    > nie musi się prosić o każde 100 zł na kosmetyczkę mężąsmile)

    No cos Ty? Kosmetyczka to narzedzie szatana i osoby, ktore jej sobie nie
    odmawiaja nie powinny miec dzieci, wedlug wiadomo kogo tongue_out tongue_out tongue_out tongue_out tongue_out

    --
    PelAga
    *
    Na SM czarownice lataja parami tongue_out
  • 12.01.06, 17:31
    No i widzisz, mam dylemat... dziecko czy kosmetyczka,
    No... dosłownie to be or not to be...
  • 12.01.06, 17:16
    Co do dyskusji topewnie, że fajnei by było, gdyby matka nie musiała iść do
    pracy , zostać z dzieckiem tak długo jak ma ochotę. Ale żyjemy w realnym
    świecie, nawet bardzo udane małżeństwa są skazane na pracę i posłanie dziecka
    do żłobka/przedszkola. Wydaje mi się nie fair stanowisko, skoro zapłodnił niech
    i mnie utrzymuje, bo chcę siedzieć w domu. Ja też jestem w tej chwili na
    wychowawczym, odłożyłam sobie na niego pieniądze i po prostu mnie na to stać.
    Naprawdę nie sądzę, że autorce pytania uda się przekonać sąd do alimentów na
    siebie, bo nie chce pracować. Gdyby w takich sytuacjach sąd ochoczo je
    przyznawał sądy zalałaby lawina podań zapewne. Wydaje mi się sensowne
    postępowanie sądów w tej kwestii, tzn. przyznawanie alimetów jedynie w
    sytuacjach naprawdę kryzysowych i skrajnych. Mysle też, że autorka tego pytania
    sama by się lepiej poczuła gdyby nie musiała liczyć na łaskę mm ale wzięła
    zycie w soje ręce, zaczęła na siebie zarabiać.
    --
    Roma mama Kacpra 13.07.2003r.
  • 12.01.06, 20:41
    Ayalet, dyskusja nasza zeszła juz z alimentów na zone. W tej chwili rozpatrujemy
    pozew o zaspokajanie potrzeb rodziny.
    I to co mi sie w niej podoba to rzeczowa wymiana argumentów.
    Pozdrawaim.
    Iza
    ps.aż przyjemnie sie czyta smile
    --
    "Prawdziwa,porządna ofiara losu w ogóle nie musi się starać.Wszystko przychodzi
    jej samo."
  • 16.01.06, 12:58
    Witam ponownie

    Czytałam posty i aż mi niesmacznie, że tak łatwo przychodzi Wam ocena innych.
    Dziekuje tym którzy rozumieja sytuacje. Ale powiem krótko, nie po waszych
    postach ale ze wzgl. na samą siebie nie będe prosić o jałmuzne kogoś kto jest
    zwykłym zerem. Wniosłam pozew tylko o alimenty na dziecko, bo to jego zasrany
    obowiązek !!! A ja nie potrzebuje od ostatniego drania i despoty jałmuzny w
    poastaci 200 zł miesięcznie. I nie chce już go widzieć na oczy, ZACZYNAM
    samodzielne, NOWE życie bez kuli u nogi w postaci JEGO samego. Robie to dla
    siebie i dla małej która jest warta wszystkiego !!!

    Piozdrawiam Ania
  • 16.01.06, 14:58
    Nikolusiu, to twoje zycie i twoje decyzje. A to co myślą inni nie powinno miec
    dla Ciebie zadnego znaczenia.
    Bo niby dlaczego? Czy ktoś z tu piszących poda ci ręke na ulicy gdy upadniesz?
    Pożyczy Ci na mleko dla dziecka?
    Nie sądze.
    Rób swoje i nie ogladaj się na to co ktoś sobie pomyśli.
    Pozdrawiam i zycze Ci wszystkiego dobrego.
    Iza
    --
    "Prawdziwa,porządna ofiara losu w ogóle nie musi się starać.Wszystko przychodzi
    jej samo."
  • 16.01.06, 22:37
    co za heroizm wart medalu.
    niektóre osoby to po trupach przejdą do eksa, aby na kosmetyczkę wydać częściej
    niż raz w miesiącu smile)
    życzę powodzenia.
    przyda się
    --
    www.tataadriana.republika.pl

    Wielkanocny króliczek. Mleczakowa wróżka. Tata. W końcu dzieci przestają
    wierzyć w rzeczy których nie widzą.
  • Gość: aneta IP: *.core.ynet.pl 12.05.14, 23:56
    witam wszystkich,a ja mam takie pytanie,od dluzszego czasu myslalam o rozwodzie ale jak to my kobiety liczylam na cud poprawy i czakalam,w tym momencie zaszlam w ciaze i tez mialam nadzieje ze troszke sie sytuacja poprawi bo zjawi sie dzidzia,ale niestety okazalo sie ze jest jeszcze gorzej.Ciaza jest zagrozona i jak wiadomo nie mozna mi isc do pracy czy w takim ukladzie moge zlozyc pozew rozwodowy wraz z alimentami na siebie?Gdzie czytalam ze mam takie prawo ale chcialabym sie lepiej dowiedziec.dziekuje slicznie za odpowiedz

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.