Re: Alimenty na żonę ? Jak napi...

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam

    Pisałam wcześniejale nie odpowiedział nikt wpodobnej sytuacji. Wnosze o
    alimenty na córke, ale ja jestem na wychowawczym i wiem że mam prawo domagać
    się również alimentów na siebie. jesteśmy cały czas małżeństwem, on
    wyprowadził się z domu ponad 6 mies. temu i wypowiedział najmowane
    mieszkanie. nie uczestniczy ani w utrzymaniu dziecka ani w wychowaniu.
    Jesteśmy teraz na 5 m pokoiku u moich dzidków,sytuacja jest beznadziejna. Jak
    napisać pozew o alimenty nażone i dziecko, czy to się robi razem czy
    osobno ????
    Prosze pomóżcie!!!

    Pozdrawiam Ania i Nikola
    • 10.01.06, 13:50 Odpowiedz
      Wydaje mi sie że alimenty na żone przysługuja wtedy, gdy jest rozwód z
      orzeczeniem winy po stronie męża.
      Co do alimentów na dziecko przysługuja bez rozwodu czy separacji.
      Podrzucam link z wzorem pism procesowych

      www.jmc.icpnet.pl/tato/wzory.htm
      I tu też zajrzyj:
      www.cpk.home.pl/articles.php?id=2
      www.poradaprawna.pl/index_linki.php?co=lista&id=24&Session=d366551951e45cfb7fede194cb5a8b66

      prawo.hoga.pl/pisma_procesowe/start.asp
      --
      src="<a
      href="bd.lilypie.com/SHiKp1.png""
      target="_blank">bd.lilypie.com/SHiKp1.png"</a> alt="Lilypie Baby Ticker"
      border="0" /></a>
    • 10.01.06, 14:25 Odpowiedz
      A na jakiej podstawie na siebie ? Na dziecko sprawa oczywista i powinnaś
      domagać się alimentów bezwzględnie. Natomiast skoro jesteś na wychowawczym to
      pracowałaś, nie jesteś chora więc pracować możesz. Nie rozumiem czemu jeszcze
      nie ex ma utrzymywac Ciebie .Wnosze z Twojego postu,ze podstaw prawnych brak,
      ale też i informacji niewiele. Pozew o alimenty składasz i na dziecko i na
      siebie łącznie - to dla informacji, bo jak wyżej podstaw do żądania świadczenia
      alimentacyjnego na Ciebie nie widzę.
      • 10.01.06, 15:08 Odpowiedz
        Witaj,
        ja jestem świeżo po rozmowie z adwokatem na ten temat, tylko odwrotnie chcę się
        zabezpieczyc przed żąaniem alimentów ze strony mojego męża. Pani adwokat mi
        powiedziała, że przysługują w przypadku znacznego pogorszenia się zdrowia lub
        fatalnej sytuacji finansowej. Sąd wówczas bada czy osoba może iśc do pracy czy
        nie i tylko w wypadku stwioerdzenia niemożliwości pracowania dostanie sie
        alimenty. Skoro jesteś na wychowawczym to możesz wrócić do pracy a dziecko
        wysłać do żłobka/przedszkola. Tez uważam, że dorośli ludzie powinni sami się
        utrzymywać a nie żerować na innych.
        --
        Roma mama Kacpra 13.07.2003r.
        • 10.01.06, 18:12 Odpowiedz
          Masz prawo wystąpić z pozwem o przyczynianie się do zaspokajania potrzeb
          rodziny. Słada się do Sądu Rodzinnego właściwego dla miejsca zamieszkiwania
          jednej ze stron. Obejmuje to koszty utrzymania Ciebie i dziecka. Niestety w
          chwili obecnej świadczenie to podlega opodatkowaniu. Na dziecko możesz żądać
          osobnej kwoty, wtedy podatek płacisz tylko od pozostałej części, ale musi to być
          wyraźnie w wyroku zapisane - co na Ciebie, co na dziecko. Nie zadbałam o to - po
          prostu nie wiedziałam - i teraz muszę w PIT-ie uwzględnić całą sumę i od niej
          zapłacić 19% podatku...
    • 10.01.06, 19:20 Odpowiedz
      Witam

      beata i iziula dziękuje. A dla reszty małe sprostowanie.
      Kiedy nie ma sie gdzie mieszkać, nie ma możliwości powrotu do pracy (byłam
      zatrudniona tylko dlatego przez znajomych żeby mieć maciezyński i wychowawczy,
      a po tem zwolnienie), i zadnych perspektyw... towybaczcie moi mili Panowie.
      kiedy męzulek po prostu wychodzi z domu i nie wraca, wypowiada później
      mieszkanie i praz ponad 6 mies nie daje złotówki na dziecko, kiedy go nie
      interesuje, kiedy on zyjke jak Pan, ma własną firme, dwa samochody, motocykl, i
      nawet dom rodziców w tej chwili... i wy macie prawo mówić ze moje potrzeby są
      nieuzasadnione, że potrzeby dziecka i jego byt to co, niby laleczka. Czsem brak
      mi słów jak Was czytam.

      reszcie jeszcze raz serdecznie dziekuje i pozdrawiam

      Ania
      • 10.01.06, 20:02 Odpowiedz
        Aniu, jesteś już duzą dziewczynką i czas na siebie zarobić.
        Niestety, wiem że to cięzkie, trudne i niewykonalne ale TRZEBA.
        Nie mozna zerowac na męzu, trzeba zarobic na swoje zachcianki.
      • 10.01.06, 20:51 Odpowiedz
        Jesli jestescie NADAL malzenstwem, a maz nie partycypuje w kosztach utrzyamnia
        rodziny to JAK NAJBARDZIEJ SA PODSTAWY do wniesienia o alimenty na siebie i na
        dziecko.
        Zlosliwymi komentarzami sie nie przejmuj, pisza je zazwyczaj osoby, z budzetow
        ktorych owa kwota jest "wyrywana", tzw. katalizatorki rozpadu malzenstw, albo
        alimentujacy faceci.
        Kazdy powienien poniesc konsekwencje wlasnych zyciowych wyboror, rowniez Twoj
        maz.
        Namawiam Cie jednoczesnie do poszukiwania pracy, bo nie ma to jak samodzielnosc
        finansowa. Warto ja osiagnac, dla siebie, aby miec pewnosc jutra smile
        --
        PelAga
        *
        Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezenie wlasnego miejsca w zyciu...
        • 10.01.06, 21:48 Odpowiedz

          > Zlosliwymi komentarzami sie nie przejmuj, pisza je zazwyczaj osoby, z
          budzetow
          > ktorych owa kwota jest "wyrywana", tzw. katalizatorki rozpadu malzenstw, albo
          > alimentujacy faceci.

          O wypraszam sobie, ani ja facet ani katalizator.
          Po prostu uważam że jak sie żonie pracować nie chce albo nie moze znależć pracy
          bo głupia/leniwa/niewykształcona/wybredna to mąz płacic nie powinien



          > Namawiam Cie jednoczesnie do poszukiwania pracy, bo nie ma to jak
          samodzielnosc
          >
          > finansowa. Warto ja osiagnac, dla siebie, aby miec pewnosc jutra smile


          I tu sie zgadzam.
          • 10.01.06, 21:55 Odpowiedz
            Twoje UWAZANIE to jedno, a obowiazujace w tym kraju PRAWO to drugie. A prawo
            jasno mowi, ze jak sie rodzine zaklada, to ja utrzymywac trzeba, jesli druga
            osoba nie pracuje. Zanim wiec zaczniesz wyzlosliwiac sie nad dziewczyna doszkol
            sie, bo prawo a twoje zlosliwe zdanie to dwie rozne sprawy.
            --
            PelAga
            *
            Najwieksza ze wszystkich przygod jest odnalezenie wlasnego miejsca w zyciu...
          • 11.01.06, 11:43 Odpowiedz
            gringo500 napisała:

            >
            > O wypraszam sobie, ani ja facet ani katalizator.
            > Po prostu uważam że jak sie żonie pracować nie chce albo nie moze znależć
            pracy bo głupia/leniwa/niewykształcona/wybredna to mąz płacic nie powinien

            Nie jesteś facetem? No to jakiś pierwiastek męski w tobie siedzi wink

            Ciekawa jestem jakie jest twoje zdanie na temat wychowywania dziecka.
            Wykorzystać innych (babcię, ciocię, ...) do opieki nad twoim dzieckiem? Nie
            każde dziecko nadaje się do żłobka. Nie w każdym mieście jest żłobek...

            Druga sprawa: czy niewykształcona kobieta nie może korzystać z przysługujących
            jej praw do alimentów?
            --
            Znów przyjdzie maj... smile
    • 10.01.06, 20:42 Odpowiedz
      Cześć Nikolusia,
      Sprawa alimentów na żone nie jest tak prosta,jak sprawa alimentów na dziecko.
      Tak w dużym skrócie, w Polsce obowiązek alimentacyjny wynika przede wszystkim z
      różnych powiązań rodzinnych i jest uzależniony od bliskości pokrewieństwa lub
      powinowactwa oraz od tego, czy osoby uprawnione mogą utrzymać się własnymi
      siłami. Zasadą jest również obowiazek rodziny do wzajemnego wspierania się
      (chodzi o art. 23-30 Kro i art. 60-61 Kro). I na tej bazie mozesz oprzeć swój
      wniosek o alimenty. Ale, również pamiętaj, że sądy stoją na stanowisku, że
      zaspokojenie potrzeb każdego człowieka powinno nastąpić przede wszystkim z jego
      własnych środków czyli praca, renta, majątek itd... Sądy uznają za osoby
      zajdujące się w niedostatku tylko osoby, które nie mogą własnymi siłami
      zaspokoić usprawiedliwionych potrzeb, nie posiadają własnych środków w postaci
      wynagrodzenia za pracę, (...), renty, ani też dochodów z własnego majątku.”
      (uchwała pełnego składu Izby Cywilnej i Administracyjnej Sądu Najwyższego z
      dnia 16 grudnia 1987 r., sygn. akt III CZP 91/86, OSNCP 1988/4/42).
      Więc możesz próbować,ale wydaje mi się że sąd może odrzucić Twój wniosek.
      Pozdrawiam
      Aga Magda
      • 10.01.06, 22:06 Odpowiedz
        Słuchajcie a pozew o zaspokojenie potrzeb rodziny, przecież taki właśnie pozew
        tyczy sie mojej sytuacji. ja nie chce od niego bajońskiej sumy.

        Pozdrawiam Ania
        • 11.01.06, 11:12 Odpowiedz
          To raczej wystąpić z wnioskiem o nakazanie wypłacenia mu wynagrodzenia za pracę
          drugiemu małżonkowi do Sądu rejonowego. W uzasadnieniu napisz coś takiego
          Małżeństwo zawarte w dn. [dołącz odpis] z którego urodziło się dziecko [akt
          urodzenia].
          Od pewnego czasu mąż mój nie przynosi zarobionych pieniędzy, a do domu często
          przychodzi nie daje mi pieniędzy na utrzymanie domu i dziecka.
          Dowód: oświadczenie pisemne świadków z dnia [ ]
          Mąż mój jest zatrudniony w [ ] na stanowisku [ ] i jego zarobki wynoszą
          [ ]zł miesięcznie.
          Jest zatem niezbędne, by zarobki mojego męża były wypłacane do moich rąk.

          To jest na bazie art 28 KRO i chyba szybciej przejdzie niż wniosek o alimenty
          na Ciebie.
          Pzd
          • 11.01.06, 15:36 Odpowiedz
            Agamagda szczerze mówiąc to bardzo głupia rada, bez obrazy mam doświadczenie
            sądowe smile. Nie mieszkają razem, wnioskuję,że zameldowani każde gdzie indziej -
            małżeństwo jest wspólnego gospodarstwa nie. Druga sprawa autorka postu była
            zatrudniona, pobiera zasiłek wychowawczy wynikający właśnie ze stosunku pracy.
            O alimenty na dziecko powinna wystąpić, na siebie nie ma według mojej oceny
            najmniejszych szans.Art 28 KRO wyrażnie mówi o małżonkach pozostających we
            wspólnym pożyciu. Przepisy prawa należy czytać z należytą starannością.
            Małzonek autorki wyprowadził sie pół roku temu.
            • 11.01.06, 16:10 Odpowiedz
              Zgadzam sie z Tobą, że Nuke ma małe szanse na otrzymanie "alimentów", jako
              takich na siebie. I właśnie dlatego proponuję jej niejako obejść, tak aby
              otrzymywała, jednak jakieś pieniądze.
              Co do wspólnego gospodarstwa...mylisz się, w prawie polskim nie ma obowiązku
              wspólnego zamieszkiwania małżonków (obowiązek taki istnieje w prawodawstwie
              innych państw). Zameldowanie co za tym idzie może być różne, nie ma to wpływu
              na istnienie małżeństwa czy wspólnego gospodarstwa. Ustanie wspólnego pożycia
              następuje ze strony formalenej jedynie poprzez śmierć, separację lub rozwód, no
              i unieważnienie żenyś mi nie zarzucił ze czegoś nie wiemsmile.
              W zwiazku z powyższym Nuke byłaby uprawniona do wystąpienia z wnioskiem o
              wypłatę pensji męza.
              tak a propos,
              Art 28 KRO wyrażnie mówi o małżonkach pozostających we
              > wspólnym pożyciu. Przepisy prawa należy czytać z należytą starannością.


              Piotrze art 28 KRO cytuję .
              Art. 28. § 1. Jeżeli jeden z małżonków pozostających we wspólnym pożyciu nie
              spełnia ciążącego na nim obowiązku przyczyniania się do zaspokajania potrzeb
              rodziny, sąd może nakazać, ażeby wynagrodzenie za pracę albo inne należności
              przypadające temu małżonkowi były w całości lub w części wypłacane do rąk
              drugiego małżonka.
              § 2. Nakaz, o którym mowa w paragrafie poprzedzającym, zachowuje moc mimo
              ustania po jego wydaniu wspólnego pożycia małżonków. Sąd może jednak na wniosek
              każdego z małżonków nakaz ten zmienić albo uchylić.

              Sam widzisz, ze nakaz pozostaje w mocy NAWET po ustaniu wspólnego pożycia
              małżonków.
              • 11.01.06, 18:45 Odpowiedz
                Powtarzam piszesz nie mając pojęcia o czym piszesz.
                >Ustanie wspólnego pożycia
                > następuje ze strony formalenej jedynie poprzez śmierć, separację lub rozwód,
                > i unieważnienie żenyś mi nie zarzucił ze czegoś nie wiemsmile.
                Owszem zarzucam,że nie wiesz bardzo dużo.

                • 12.01.06, 09:51 Odpowiedz
                  Zarzucać to sobie możesz, przedstaw argumenty to pogadamy...
                  Inwektywy to nie argumenty.
                  • 12.01.06, 12:13 Odpowiedz
                    > Co do wspólnego gospodarstwa...mylisz się, w prawie polskim nie ma obowiązku
                    > wspólnego zamieszkiwania małżonków (obowiązek taki istnieje w prawodawstwie
                    > innych państw). Zameldowanie co za tym idzie może być różne, nie ma to wpływu
                    > na istnienie małżeństwa czy wspólnego gospodarstwa. Ustanie wspólnego pożycia
                    > następuje ze strony formalenej jedynie poprzez śmierć, separację lub rozwód,
                    no
                    >
                    > i unieważnienie żenyś mi nie zarzucił ze czegoś nie wiemsmile.

                    Prowadzenie wspólnego gospodarstwa, zameldowanie a istnienie wspólnego pożycia
                    to nie to samo i tu masz rację. Natomiast wspólne pożycie (niezależnie od
                    miejsca zamieszkania czy zameldowania) a małżeństwo to również nie to samo. I
                    choć małżeństwo istnieje to wspólne pożycie może już nie istnieć. Pewnie może
                    być i odwrotnie, jak nadal miętę do siebie czująsmile Ciężko pewnie byłoby znaleźć
                    parę, która pozostaje we wspólnym pożyciu a postanawia się rozwieść, choć w
                    naszym chorym kraju i to się zdarza np. ze względów ekonomicznych i
                    zasiłkopodobnych na przykład i stąd czasami lawiny fikcyjnych rozwodów. Rozwód
                    zazwyczaj jednak jest konsekwencją ustania wspólnego pożycia i na tej podstawie
                    jest orzekany a nie, jak piszesz, odwrotnie: „ustanie wspólnego pożycia
                    następuje … poprzez (m.in.) rozwód”. Pisząc o ustaniu od strony formalnej
                    miałaś pewnie na myśli ustanie małżeństwa a nie ustanie wspólnego pożycia a to
                    jak na prawnika jest nienależyta staranność.

                    Piotr pisze również, że art. 28 KR mówi o małżonkach pozostających we wspólnym
                    pożyciu. Kwestia tego czy pozostają czy nie, rozumiem, że według Ciebie nuke z
                    mężem pozostają, ale mi się wydaje według przytoczonych przez nuke danych, że
                    jej wspólne pożycie z mężem jest już tylko tworem czyjejś wyobraźni na potrzeby
                    podciągnięcia tego pod. art. 28 KRO i uzyskania korzyści finansowych.

                    A'propos czytania przepisów z należytą starannością to nakaz, jeśli wydany
                    pozostaje w mocy nawet po ustaniu wspólnego pożycia małżonków i tu masz rację.
                    Jednakże kolejność powinna być taka: wspólne pożycie, wydanie nakazu wypłaty
                    wynagrodzenia jednego małżonka drugiemu POZOSTAJĄCEMU w danym momencie we
                    wspólnym pożyciu z tym pierwszym, ustanie pożycia lecz nadal obowiązujący
                    nakaz, ewentualna jego zmiana lub uchylenie? Napisane jest wyraźnie: „mimo
                    ustania po jego wydaniu wspólnego pożycia małżonków”.
                    • 12.01.06, 12:19 Odpowiedz
                      Nie nuke tylko nikolusia. Przepraszam.
                    • 12.01.06, 13:25 Odpowiedz
                      Wydaje mi się ze powinniśmy wyjść od początku i pytania autorki, co zrobić w
                      sytuacji, gdy mężatka mająca malutkie dziecko, pozostająca na wychowawczym nie
                      ma środków do życia, bo gość się wziął i poszedł.
                      Oczywiście, najprostszą odpowiedzią i w sumie, najbardziej słuszną radą
                      jest "IŚĆ DO PRACY". Ale czy w danym momencie, naprawdę do zrealizowania? Nawet
                      za opiekunkę trzeba zapłacić, nie mówiąc już o potrzebie pewnego czasu na
                      znalezienie tejże pracy. Więc nie jest to zbyt efektywna pomoc.
                      Wystąpić o alimenty, owszem może spełnia przesłanki... do wniesienia wniosku.
                      Jednak biorąc pod uwagę orzecznictwo, stan faktyczny no i praktykę sądową, ona
                      ma malutką szansę, żeby otrzymać alimenty na siebie. Więc nie tędy również
                      droga.
                      Dalej, największą szansę, wręcz powiedziałabym realną, jest wystąpienie z
                      wnioskiem o nakazanie wypłacenia mu wynagrodzenia za pracę drugiemu małżonkowi
                      (a przynajmniej jakiejś części tego wynagrodzenia) Plusy to to że sąd wydaje
                      nakaz w trybie nieprocesowym, czyli taniej i szybciej. Są i minusy np. To że
                      nie mozna nakazowi nadać klauzuli wykonalności. - i to jest wyjście z sytuacji
                      które może dać reany efekt.
                      A teraz co do wspólnego pożycia.
                      Cóż, z dowodami w sądzie jak ze statystyką, dużo można udowodnić. Brak
                      wspólnego mieszkania, od 6 miesięcy nie jest dowodem na ustanie pożycia, a na
                      kryzys. Biorą pod uwagę, że formalnie małżeństwo trwa, i stosunkowo krótki
                      okres od kiedy nie mieszkają wspólnie, przy odrobinie dobrej woli, to ma szansę
                      przejść. Oczywiscie wszystko zależy od dostarczonych dowodów i pozostaje do
                      uznania sądu.
                      Znam przykłady, gdzie tego typu wnioski przeszły, znam też orzeczenia, gdzie
                      mimo bardzo dobrych przesłanek, wniosek nie przechodził.
                      Wiem, że zaraz mi zarzucisz, że truję, ale jednak Mąż ma obowiązek, nie tylko
                      prawny, ale i moralny, utrzymywać rodzinę. Podjęli wspólne decyzję o dziecku,
                      wiadomo jest, że wiążą się z tym również konsekwencje finansowe, choćby takie,
                      że kobieta jakiś czas nie będzie pracować. Dla mnie ostatnim draństwem jest
                      zostawić ją w takiej sytuacji, bo się zmieniło zdanie. Ok. ma prawo do rozwodu,
                      ale niech załatwi sprawy z klasą. Daje na utrzymanie dziecka i żony uzgadniając
                      czas, w jakim będzie to robił. I nie byłoby sprawy.


                      • 12.01.06, 13:46 Odpowiedz
                        agamagda
                        >Wiem, że zaraz mi zarzucisz, że truję, ale jednak Mąż ma obowiązek, nie tylko
                        prawny, ale i moralny, utrzymywać rodzinę. Podjęli wspólne decyzję o dziecku,
                        wiadomo jest, że wiążą się z tym również konsekwencje finansowe, choćby takie,
                        że kobieta jakiś czas nie będzie pracować. Dla mnie ostatnim draństwem jest
                        zostawić ją w takiej sytuacji, bo się zmieniło zdanie. Ok. ma prawo do rozwodu,
                        ale niech załatwi sprawy z klasą. Daje na utrzymanie dziecka i żony uzgadniając
                        czas, w jakim będzie to robił. I nie byłoby sprawy.>


                        Wydaje mi się że wiele osób własnie z tego nie zdaje sobie sprawy. Podejmując
                        decyzje o małżeństwie bierze się odpowiedzialność za rodzine. Nie na miesiąc,
                        nie aż mi się znudzi.
                        To samo,gdy pojawia się dziecko które jest zalezne od obojga wydawałoby się
                        dorosłych ludzi.
                        Mówiąc słowa "weż się do pracy" powielamy kolejny stereotyp typu:że to na
                        kobiecie ciązy cała odpowiedzialnośc za dziecko. Przepraszam a gdzie jest
                        ojciec?
                        Martwi mnie nie tylko tego typu świadomośc panująca w społeczeństwie ale i
                        to,że my kobiety same sie z tym zgadzamy. A co gorsze politycy, których
                        wybieramy powielaja kolejne błedy w zabezpieczaniu finansowym kobiet ,których
                        partnerowie okazali się niedojrzali. Bo zamiast dobrać się do tyłka winnego
                        alimenciarza rzucaja matkom ochłapy w postaci zasiłków.
                        I co najbardziej mnie dziwi. Mamy w Polsce tak stworzony system prawny aby
                        matka która została pozostawiona sama sobie zmaleńkim dzieckiem (to natura tak
                        nas stworzyła,że to my kobiety rodzimy dzieci) bez pomocy ojca tegoż dziecka
                        miała środki prawne do wyegzekwowania tego co jej sie nalezy raptem wszyscy
                        podnoszą krzyk"WEŻ SIE DO PRACY".
                        Może lepszy jest obraz matki polki- zarobionej,biednej bo z jednej wypłaty musi
                        utrzymac dom ale jakże dumnej! Bo od ojca jej dzieci grosza nie wezmie!

                        Iza

                        --
                        src="<a
                        href="bd.lilypie.com/SHiKp1.png""
                        target="_blank">bd.lilypie.com/SHiKp1.png"</a> alt="Lilypie Baby Ticker"
                        border="0" /></a>
                      • 12.01.06, 14:48 Odpowiedz
                        Mnie również żal nikolusi i w ogóle kobiet w tej sytuacji bo facet okazał się
                        palantem, to fakt. Nie wiem jednak czy pójście drogą, którą poradziłaś to nie
                        marnowanie czasu i ślepy zaułek ale jak piszesz wszystko można próbować
                        argumentować więc a nuż się uda, niemniej jednak aby skorzystać z przepisu art.
                        28 kro nikolusia będzie musiała wykazać nadal istniejące wspólne pożycie co w
                        jej przypadku może być trudne. Masz pewnie większe doświadczenie w tej kwestii
                        i wiesz co może przejść a co nie ale jak sama przyznajesz stuprocentowej
                        pewności nie ma. Rozumiem, że miałaś na uwadze ciężką sytuację nikolusi
                        natomiast ja w poprzednim poście odniosłam się nie do oceny moralnej sytuacji
                        czy realności realizacji Twojej rady tylko do pewnych stwierdzeń i
                        interpretacji prawnych, którymi się posłużyłaś w jej udzieleniu, a które
                        uważałam za błędne i wymagające sprostowania.

                        Co do oceny pana męża to się z Tobą zgadzam. Taką jestem hybrydą macoszą że
                        uważam że eks z eksią są ze sobą nierozerwalnie związani istnieniem dziecka i
                        jako tacy powinni się wzajemnie poczuwać do odpowiedzialności również za siebie
                        tzn. ojcu i matce powinno w jakiś tam sposób zależeć na tym, aby to drugie
                        miało się w miarę dobrze. Powinno się to przejawiać różnie w miarę rozwoju
                        takiego „związku pozwiązkowego” a zaczynając tę drogę od maleńkiego dziecka
                        pierwszym krokiem ojca powinno być to, że powinien się przez jakiś czas
                        opiekować i łożyć na matkę, która nie może pracować. Miło by jednak było, gdyby
                        po ustaniu tego okresu matka z kolei poczuła się do wspólnej odpowiedzialności
                        za dziecko a przede wszystkim za własne utrzymanie i gdyby w równym stopniu
                        przejmowała się potem w miarę swoich możliwości eksem i jego ewentualnymi
                        problemami w przyszłości. Ale jak bywa w rzeczywistości wszyscy wiemy, więc
                        nikolusia dysponuje niestety dość ograniczonymi narzędziami w tym zakresie.
                        • 12.01.06, 15:03 Odpowiedz
                          balladynka
                          > Miło by jednak było, gdyby
                          po ustaniu tego okresu matka z kolei poczuła się do wspólnej odpowiedzialności
                          za dziecko a przede wszystkim za własne utrzymanie i gdyby w równym stopniu
                          przejmowała się potem w miarę swoich możliwości eksem i jego ewentualnymi
                          problemami w przyszłości.>

                          A teraz matka się nie poczuwa twoim zdaniem do odpowiedzialnosci za dziecko?

                          Owszem mozna przerwać wychowawczy, mozna po macieżyńskim oddac dziecko do
                          żlobka i iśc do pracy.
                          Tylko dlaczego dziecko ma ponosic odpowiedzialność za wybryki
                          nieodpowiedzialnego rodzica?
                          Nie ma ojca, ma gorszy byt materialny już na wstepie swego zycia to jeszcze
                          traci kontakt z matka na conajmniej 9 godzin.
                          Jestem zwolenniczką niezalezności finansowei i zaradności. Ale kiedy jest
                          dziecko uważam,że ma prawo do przebywania z matka.
                          A nie narażac je na tułaczke od żlobka do nianki w wieku kilku miesiecy.
                          Ja sama korzystałam z urlopu wychowawczego i nigdy nie pomyślałam o sobie,że
                          jestem naciągaczka lub conajmniej niezaradnym życiowo leniem. I nie żałuje
                          zadnego dnia spędzonego z moim dzieckiem.Bo zainwestowałam ten czas w jego
                          rozwój. Było cięzko, odmawiałam sobie wielu rzeczy ale nadrobiłam to po
                          powrocie do pracy.
                          I powiem,że nie żałuje.
                          Obecnie z moim mezem przed podjeciem decyzji o kolejnym dziecku w naszej
                          rodzinie ustalilismy że korzystam z tych świadczen które mi sie należa i pomoga
                          w jak najdłuższym spedzeniu czasu z dzieckiem.
                          I powiem Wam,że gdyby móoj mąz "wycofał" się z ustalen jak mąż Nikolusi nie
                          wahałabym sie egzekwowac do Niego to do czego się zobowiązał zakładając rodzine.
                          A uważam,że Nikolusia ma spore szanse na wyegzekwowanie tego o czym pisała
                          Agamagda. W sadzie liczął się fakty. A faktem jest że małżeństwo istnieje,
                          okres 6 miesięcy jest zbyt krótki by mówic o zaniku więzi małżenskiej lub braku
                          pozycia małżeńskiego.
                          Pozdrawiam.
                          Iza

                          --
                          src="<a
                          href="bd.lilypie.com/SHiKp1.png""
                          target="_blank">bd.lilypie.com/SHiKp1.png"</a> alt="Lilypie Baby Ticker"
                          • 12.01.06, 15:22 Odpowiedz
                            iziula1 napisała:
                            > A nie narażac je na tułaczke od żlobka do nianki w wieku kilku miesiecy.

                            prosta rada: pozamykać żłobki, nie będzie argumentu, że matka jednak może iść
                            do pracy. w dalszej perspektywie można zamykać przedszkola, jeśli wydłużanie
                            okresów urlopu macierzyńskiego będzie postępować w tym tempie, które proponują
                            obecnie rządzący. w perspektywie lat można pomyśleć o zamknięciu szkół i zdanie
                            się na opiekę matki od urodzenia do osiągnięcia pełnoletności.
                            wszak nie może dziecko ponosić nigdy odpowiedzialności za jedynie
                            odpowiedzialnego , jakom jest "uciekający" ojciec smile))))))))))

                            --
                            www.tataadriana.republika.pl

                            Wielkanocny króliczek. Mleczakowa wróżka. Tata. W końcu dzieci przestają
                            wierzyć w rzeczy których nie widzą.
                            • 12.01.06, 15:49 Odpowiedz
                              tataadriana napisał:

                              > prosta rada: pozamykać żłobki, nie będzie argumentu, że matka jednak może iść
                              > do pracy. w dalszej perspektywie można zamykać przedszkola, jeśli wydłużanie
                              > okresów urlopu macierzyńskiego będzie postępować w tym tempie, które
                              proponują
                              > obecnie rządzący. w perspektywie lat można pomyśleć o zamknięciu szkół i
                              zdanie
                              >
                              > się na opiekę matki od urodzenia do osiągnięcia pełnoletności.
                              > wszak nie może dziecko ponosić nigdy odpowiedzialności za jedynie
                              > odpowiedzialnego , jakom jest "uciekający" ojciec smile))))))))))
                              >

                              Nie wiem czy gdybys miał do wyboru oddac Adriana w wieku 4-5 misięcy do żłobka
                              a zostac z Nim i wykorzystac częśc urlopu wychowawczego co bys wybrał?
                              I uważam,że dziecko nie jest po to aby ponosic odpowiedzialnośc za rodziców.
                              I z ta cześcia twej wypowiedzi się zgadzam, choc zdaje sobie sprawe że to była
                              tylko ironia z Twojej strony.
                              Pozdrawiam.
                              Iza
                              --
                              "Prawdziwa,porządna ofiara losu w ogóle nie musi się starać.Wszystko przychodzi
                              jej samo."
                            • 12.01.06, 16:33 Odpowiedz
                              Głupoty nic nie wnoszące do tematu, czyli jak zwykle....
                          • 12.01.06, 15:38 Odpowiedz
                            Ale o co ci chodzi bo nie rozumiem? Przecież Ty się ze mną zgadzasz, nie
                            zauważyłaś? Wycięłaś zupełnie tę część mojej wypowiedzi, która odnosiła się do
                            tego co TERAZ, gdzie się ze sobą zgadzamysmile) i OBIE uważamy że matce ciężko
                            jest pracować ze względu na małoletnie dziecko i fajnie by było żeby ojciec
                            poczuwał się do jej utrzymania a w zamian cytujesz fragment co mi się wydaje
                            powinno nastąpić "PO USTANIU tego okresu". Ja piszę "POTEM", "PO USTANIU", a Ty
                            się pytasz czy według mnie matka się TERAZ nie poczuwa do odpowiedzialności za
                            dziecko. Ale o cssso chodzi? Czytaj ze zrozumieniem.
                          • 12.01.06, 16:32 Odpowiedz
                            Zgadzam się w 100% z tym co piszesz.
                        • 12.01.06, 16:30 Odpowiedz
                          ja w poprzednim poście odniosłam się nie do oceny moralnej sytuacji
                          > czy realności realizacji Twojej rady tylko do pewnych stwierdzeń i
                          > interpretacji prawnych, którymi się posłużyłaś w jej udzieleniu, a które
                          > uważałam za błędne i wymagające sprostowania

                          Dlatego obiecywałam sobie, że nie będę udzielać porad na forach, bo prawo nie
                          lubi skrótów i szybkiego pisania. Zresztą zauważyłam, że pomyliłam też nick
                          nikolusi, za co ją przepraszam.

                          Miło by jednak było, gdyby>
                          > po ustaniu tego okresu matka z kolei poczuła się do wspólnej
                          odpowiedzialności
                          > za dziecko a przede wszystkim za własne utrzymanie i gdyby w równym stopniu
                          > przejmowała się potem w miarę swoich możliwości eksem i jego ewentualnymi
                          > problemami w przyszłości.

                          Chyba piszesz tu o finansowej odpowiedzialności i o tym, żeby poszła do pracy
                          jak się dziecko odchowa? Wbrew pozorom, większość KOBIET tak robi. Może po
                          prostu znasz na jakąś nietypową kobietę smile)
                          Nawet w pełnych rodzinach dobrze jest gdy kobieta jest niezależna finansowo i
                          nie musi się prosić o każde 100 zł na kosmetyczkę mężąsmile)

                          nikolusia dysponuje niestety dość ograniczonymi narzędziami w tym zakresie.

                          Wiesz, nie sądzęsmile) Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji, ale zaryzykowałabym
                          bo kto nie próbuje to nic nie ma.
                          • 12.01.06, 17:12 Odpowiedz

                            > Nawet w pełnych rodzinach dobrze jest gdy kobieta jest niezależna finansowo i
                            > nie musi się prosić o każde 100 zł na kosmetyczkę mężąsmile)

                            No cos Ty? Kosmetyczka to narzedzie szatana i osoby, ktore jej sobie nie
                            odmawiaja nie powinny miec dzieci, wedlug wiadomo kogo tongue_out tongue_out tongue_out tongue_out tongue_out

                            --
                            PelAga
                            *
                            Na SM czarownice lataja parami tongue_out
                          • 12.01.06, 17:16 Odpowiedz
                            Co do dyskusji topewnie, że fajnei by było, gdyby matka nie musiała iść do
                            pracy , zostać z dzieckiem tak długo jak ma ochotę. Ale żyjemy w realnym
                            świecie, nawet bardzo udane małżeństwa są skazane na pracę i posłanie dziecka
                            do żłobka/przedszkola. Wydaje mi się nie fair stanowisko, skoro zapłodnił niech
                            i mnie utrzymuje, bo chcę siedzieć w domu. Ja też jestem w tej chwili na
                            wychowawczym, odłożyłam sobie na niego pieniądze i po prostu mnie na to stać.
                            Naprawdę nie sądzę, że autorce pytania uda się przekonać sąd do alimentów na
                            siebie, bo nie chce pracować. Gdyby w takich sytuacjach sąd ochoczo je
                            przyznawał sądy zalałaby lawina podań zapewne. Wydaje mi się sensowne
                            postępowanie sądów w tej kwestii, tzn. przyznawanie alimetów jedynie w
                            sytuacjach naprawdę kryzysowych i skrajnych. Mysle też, że autorka tego pytania
                            sama by się lepiej poczuła gdyby nie musiała liczyć na łaskę mm ale wzięła
                            zycie w soje ręce, zaczęła na siebie zarabiać.
                            --
                            Roma mama Kacpra 13.07.2003r.
                            • 12.01.06, 20:41 Odpowiedz
                              Ayalet, dyskusja nasza zeszła juz z alimentów na zone. W tej chwili rozpatrujemy
                              pozew o zaspokajanie potrzeb rodziny.
                              I to co mi sie w niej podoba to rzeczowa wymiana argumentów.
                              Pozdrawaim.
                              Iza
                              ps.aż przyjemnie sie czyta smile
                              --
                              "Prawdziwa,porządna ofiara losu w ogóle nie musi się starać.Wszystko przychodzi
                              jej samo."
    • 16.01.06, 12:58 Odpowiedz
      Witam ponownie

      Czytałam posty i aż mi niesmacznie, że tak łatwo przychodzi Wam ocena innych.
      Dziekuje tym którzy rozumieja sytuacje. Ale powiem krótko, nie po waszych
      postach ale ze wzgl. na samą siebie nie będe prosić o jałmuzne kogoś kto jest
      zwykłym zerem. Wniosłam pozew tylko o alimenty na dziecko, bo to jego zasrany
      obowiązek !!! A ja nie potrzebuje od ostatniego drania i despoty jałmuzny w
      poastaci 200 zł miesięcznie. I nie chce już go widzieć na oczy, ZACZYNAM
      samodzielne, NOWE życie bez kuli u nogi w postaci JEGO samego. Robie to dla
      siebie i dla małej która jest warta wszystkiego !!!

      Piozdrawiam Ania
      • 16.01.06, 14:58 Odpowiedz
        Nikolusiu, to twoje zycie i twoje decyzje. A to co myślą inni nie powinno miec
        dla Ciebie zadnego znaczenia.
        Bo niby dlaczego? Czy ktoś z tu piszących poda ci ręke na ulicy gdy upadniesz?
        Pożyczy Ci na mleko dla dziecka?
        Nie sądze.
        Rób swoje i nie ogladaj się na to co ktoś sobie pomyśli.
        Pozdrawiam i zycze Ci wszystkiego dobrego.
        Iza
        --
        "Prawdziwa,porządna ofiara losu w ogóle nie musi się starać.Wszystko przychodzi
        jej samo."
      • 16.01.06, 22:37 Odpowiedz
        co za heroizm wart medalu.
        niektóre osoby to po trupach przejdą do eksa, aby na kosmetyczkę wydać częściej
        niż raz w miesiącu smile)
        życzę powodzenia.
        przyda się
        --
        www.tataadriana.republika.pl

        Wielkanocny króliczek. Mleczakowa wróżka. Tata. W końcu dzieci przestają
        wierzyć w rzeczy których nie widzą.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.