Dodaj do ulubionych

Pomóżcie temu "złemu" facetowi...

28.08.06, 09:46
Zanim zaczniecie mnie linczować przeczytajcie w czym problem.
Przedstawię może obecna sytuację. Jestem żonaty od 7lat. Znamy się z żoną od
15lat. Po kilku latach starań udało nam się i mamy synka 2,8lat. Wszystko jak
w bajce. Własne mieszkanie, samochód, dobra praca... Żyć nie umierać. I chyba
to było powodem tego, że coś sie ze mną stało. Uważam, że to źle ale...
zakochałem się w innej kobiecie. Bałem się tego uczucia. Bałem się nawet
myśleć o tym, że ja wzór dla całej rodziny, stateczny, dobrze ułożony, mogę
tak odbiec od “ideału” w jaki mnie ubrano. Ale stało się. Po kilku miesiącach
walki z samym sobą przyznałem się, że kocham tą druga kobietę. Przyznałem się
przed sobą i dalej walczyłem by nie zrobić nic głupiego. Ale po kolejnych paru
miesiącach nie wytrzymałem. Napisałem do niej. Okazało się, że ona też nie
jest obojętna i zaczęło się. Związek zaczął się rozwijać tak szybko, że oboje
byliśmy zaskoczeni, że można tak kochać druga osobę, że można znaleźć kogoś
kto jest idealny dla Ciebie. Po 6 miesiącach wynajęliśmy mieszkanie i
wyprowadziłem się. Synek miał wtedy 6mc. To był BŁĄD. Przyznaje. Powiedziałem
to żonie i przeprosiłem ją. Ale zanim to się stało to nie pomieszkałem z moją
nowa partnerką nawet 1 dzień. Wróciłem do domu w ten sam dzień wieczorem. Moja
żona zagroziła, że zrobi sobie coś, była z nią moja mama i działy się
dantejskie sceny... Pod wpływem emocji,strachu i obaw o dziecko wróciłem. Moja
partnerka była załamana. Ja też. Ale to Nas zmieniło. Na drugi dzień poszedłem
do jej rodziców i przeprosiłem ich, że tak wyszło. Mam odwagę cywilną, bo
zrobię dla niej wszystko!!! Byli w takim szoku jak im powiedziałem, że kocham
ich córkę, ale musze na razie wrócić do domu, bo moja żona groziła targnięciem
się na własne życie. Po tym wszystko się zmieniło. Nasz związek kwitł dalej.
Mieszkałem z żoną i pomagałem jej przy dziecku. W końcu spróbowałem raz
jeszcze i znów to samo. Szantaż o siebie i o dziecko. Powiedziałem partnerce,
że musimy się rozstać. Oboje przeżyliśmy to bardzo. Nie trwało to jednak
długo. NIE POTRAFIMY bez siebie żyć i po kilku dniach znów byliśmy radem. Znów
ja wracałem do domu, ona do rodziców. Odkąd się znamy nie kocham się z żoną (z
partnerką TEŻ NIE). Żona twierdzi, że nie chce pomocy domowej tylko męża, ale
ja myślę tylko o tej drugiej kobiecie. Przez 2 lata kilka razy pozbawiony
nadziei rozstawałem się z tą dziewczyną i zawsze wracaliśmy do siebie jak
bumerangi. Nie były to dni, ale nawet tygodnie, po których jak tylko się na
siebie natkneliśmy to nie było już szans nas rozdzielić. Moja rodzina
zaakceptowała to, że to nie zauroczenie tylko uczucie, które trwa z taką samą
mocą od ponad 2 lat. Cały czas rozkwita. Jesteśmy ze sobą jak nastolatki
(wiem, że to głupie, ale to najlepsze porównanie). Nawet z własną żoną nie
byłem tak szczęśliwy jak z ta kobietą. Jest ideałem, który chciałbym pojąć za
żonę. Jesteśmy ze sobą 12h/dobę. Przyjmując, że 4h spędzam w domu z dzieckiem
i żoną, bo resztę się przesypia, to ona jest moja prawdziwą partnerką. Moja
żona przez to wszystko co się działo: kilka prób wyprowadzek i powrotów,
dorobiła sie choroby psychicznej: depresji lękowej. Ale nawet psycholog mówi
jej, że powinna mnie “puścić”. Ona jest typem kobiety, który zrobi wszystko by
mnie zatrzymać. Mówię jej, że kocham inną, a ona nie – zostań. Ja juz dłużej
nie mogę. Nie chce już czekać. Chce odejść (i za to pewnie mnie zlinczujecie),
ale nie dam rady mieszkać z kobieta której nie kocham... Wyprowadziłem się do
mamy, ale żona zamiast wziąć się w garść, bo wszyscy chcą jej pomóc to tylko
płacze i zaniedbuje dziecko. Michaś siedzi u niej na rękach i płacze razem z
nią. Ja wiem, że to niełatwe. Mnie też ciężko ich zostawiać. Chcę im pomagać i
to nie tylko pieniądze. Chcę opiekować się synem, oczywiście nie będzie już to
to samo, ale zanim podjąłem ta próbę rozmawiałem ze swoją partnerka i oboje
wiemy, że skoro mam dziecko to nie mogę go zaniedbywać. Wystarczy poczytać
“macochy” by wiedzieć, że lepszy taki facet co się martwi o swoje dzieci, niż
taki co jedną kobieta zostawił z dzieckiem na pastwę losu, bo może to zrobić z
koleją i kolejną... Niestety moja żona NIE MOŻE liczyć na własnych rodziców.
To jest niewyobrażalne, ale tak jest!!! Mógłbym tak jeszcze pisać i pisać.
Powiedzcie, czy taki związek ma sens? Ja chcę być jak najbardziej w porządku
(o ile to jesteście w stanie zrozumieć). Nie chcę tracić kontaktu z dzieckiem,
chce pomagać byłej żonie (mimo, że jej nie kocham i jestem u mamy to
wyremontowaliśmy razem pokój dla Michałka). Żona myśli, że ja wrócę, że
zapomnę, ale ja NIE POTRAFIĘ. Powiedzcie jak wybrnąć z tego zamkniętego kręgu.
Mam nadziję, że jako te skrzywdzone nie napiszecie tylko samych wulgaryzmów
pod moim adresem, ale że powiecie jak pomóc żonie by mogła się podnieść. By
dziecko nie czuło się odrzucone. Rozpad małżeństwa nie jest rozpadem
rodziny!!! Ja chce odejść, ale chce tez by cierpienie zadane w ten sposób było
jak najmniejsze. Zawsze myślałem, że żona jak się dowie to wywali mnie z
rzeczami za drzwi, a jest inaczej. Nie potrafimy tak żyć oboje bo non stop się
kłucimy. Wolę odejść niż narażać małego na takie stresy. Żona chce bym z nią
mieszkał, ale ma opsesję na punkcie tej drugiej kobiety. Sprawdza mi komórkę,
gg z kim i gdzie jestem. To nie jest “normalne” życie. Trzeba to przerwać.
Dziecko tylko cierpi. Jak to zrobić?
Dziękuję.
Edytor zaawansowany
  • tux_rh 28.08.06, 09:49
    Zapomniałem dodać, że Żonie i dziecku zostawiam wszystko. Cały dorobek tych 7
    lat. Ja chce odejść i zaczać wszystko od nowa. Myślę, że to uczciwe. Oni będą
    tego bardziej potrzebować niż ja. Zostają sami a ja mam wsparcie mojej partnerki.
  • mamatoomaszka 28.08.06, 10:17
    Od dawna wiadomo, ze samiec jest osobnikiem w wiekszosci wypadkow
    poligamicznym, dotyczy to rowniez mezczyzn, dlatego opisana wyzej sytuacja,
    jest tak dla facetow typowa. Nasz kultura uksztaltowala system monogamiczny,
    ale tylko czesc mezczyzn sie w niej odnajduje, pozostala czesc nie. Dlatego sa
    np. burdele dla mezczyzn, sporadycznie dla kobiet. W kulturach innych
    kontynentow dowodem na poligamicznosc mezczyzn jest wielozenstwo, haremy itd. U
    nas taka postawa nie jest powszechnie akceptowana, zyje to sobie w drugim
    obiegu, podziemnym nurtem. Jesli juz wyplynie, z reguly sa dantejskie sceny,
    jak wyzej opisane. No coz, stalo sie i w Twoim przypadku, musisz to rozwiazac
    najmniej bolesnie, jak to mozliwe, czoc zapewne Twoja zona nigdy tego nie
    zrozumie i nie zaakceptuje, jak zreszta ja kiedyn, nie daruje Ci tego , ze
    znalazles inna, ze ich oszukales itd, rozwiaz sprawe tak, zeby bylo jak
    najmniej bolu i lez, choc to prawie niemozliwe. Gdybys byl w innej kulturze
    sprowadzilbys druga kobiete do domu, one by sobie pomagaly, wspieraly siebie i
    Ciebie, ale coz, jestesmy tu i teraz................wiec przyjdzie Ci wybrac
    pomiedzy zona z dzieckiem i kochanka, ktora tez kiedys, jak piszesz stanie sie
    zona, potem pewnie zona z dzieckiem, moze trafisz nastepna i nastepna milosc
    swojego zycia, coz jestes facetem, nic sie nie da zrobic i zyc z tym tez
    nie.............pozdrawiam.
  • imagine73 28.08.06, 10:33
    Zgadzam sie z moja przedmowczynia w stu procentach.

    A tak od siebie moge Ci powiedziec jedno : Jesli tylko jestes w stanie,
    jesli tylko potrafisz zbudowac swoj nowy zwiazek na nieszczesciu swojej
    zony i dziecka, to smialo ! Zrob to ! I nie zawracaj innym glowy swoimi
    rozterkami.Czego chcesz ? Czego szukasz ? Chcesz abysmy poglaskaly Cie
    po glowie i powiedzialy chorem "idz za glosem serca" ? Absurd!
    Zachowujesz sie jak typowy samiec,wiec zle rokuje Twojemu nowemu zwiazkowi.
    Nie bedziesz wiecznie kochal swojej nowej kobiety,bo zawsze znajdzie sie
    taka ,dla ktorej oszalejesz z milosci .Wydaje mi sie , ze nie masz pojecia
    co to takiego ta "milosc"....

    pozdrawiam.
    --
    smile))
  • tux_rh 28.08.06, 10:44
    Dla tego zwróciłem się do Was. Wiem, że to złe, ale staram się tak postapić, by
    krzywdy wyządzć jak najmniej. Wyciagnałem ręke do żony i powiedziałemm
    ZOSTAJĘ,ale bedę miał chwile zwątpienia i musisz to uszanowac. Powiedziała OK,
    a jak tylko byłem smutny, nawet nie mówiłem czemu, to zaczęła wypytywać, drążyć
    i znów wybuchła kłutnia, że myśle o innej a nie o niej. Przeciez samo po 3
    dniach nie przejdzie... Rozumiem Wasze rozgoryczenie i to jak mnie traktujecie,
    ale zamiast wieszać psy poradzcie jak pomóc, jak wg Was powonno to wygladać.
    Wiem czytając forum, że faceci to ... ale ja przynajmniej się staram (mam
    nadzieję). Nie jestem samcem, który leci na młodszą, ładniejsza itp... Ja nawet
    przez 2 lata nie dotkąłem tek kobiety!!! O ile ma to jakies nazczenie.
  • floric 30.08.06, 13:18
    Nie jestem samcem, który leci na młodszą, ładniejsza itp... Ja nawet
    > przez 2 lata nie dotkąłem tek kobiety!!! O ile ma to jakies nazczenie.

    jak nie sypisza z ta nowa to skąd wiesz, czy ona ci odpowiada.

    nie nie jesteś *samcem*, który.... jesteś *gó..arzem* który. na mój gust to ty
    potrzebujesz psychologa, a nie nowej dupy.
    --
    Miejsce na Twoją reklame.
  • ma_dre 31.08.06, 09:11
    floric, coz za wysoki poziom wypowiedzi !
    "jak nie sypisza z ta nowa to skąd wiesz, czy ona ci odpowiada" gdyby
    zalozyciel tego watku byl na twoim poziomie, to nie mialby najmniejszego
    problemu. Pewnie ty nawet ni slyszales o takich rzeczach jak "bradnia dusza"...
    dusza, nie dupa! Czytaj dokladnie to co napisane.

    A ty tux_rh, no coz, niestety jestes facetem z zasadami i musisz wg nich zyc.
    Nie ma idealnego wyjscia z twojej sytuacji. Albo bedziesz cierpiec ty, albo
    twoja zona. Dziecko niestety cierpi w obu przypadkach. To jest twoje zycie, czy
    jestes w stanie poswiecac sie do jego konca? Mezczyzni nie maja meczenniczej
    natury, zreszta juz sam odpowiedziales ze nie jestes w stanie tak zyc i ja cie
    rozumiem.
    Twoja zona... no coz, nic nie jest w stanie jej wynagrodzic tego co ja
    spotkalo, ona nie chce pieniedzy, chce ciebie! Postepuj tak, aby wiedziala,
    jesli i ty jestes tego pewien, ze nie ma nadziei na to aby bylo jak dawniej. Im
    szybciej to zrozumie tym szybciej bedzie w stanie stawic temu czola. Ona cie
    kocha, uwazam ze aby zrozumiala ze to koniec, musisz ograniczyc kontakty z nia.

    Niestety sa uczucia silniejsze niz cielesne zauroczenie, tego chyba wiekszosc
    osob wypowiadajacych sie w tym watku nie jest w stanie zrozumiec, nie
    przezywszy tego.

    tux_rh, powodzenia

    ps : modle sie aby mnie nic takiego nie spotkalo... dla jasnosci : zebym nigdy
    nie spotkala nikogo z kim byloby mi lepiej niz z mezem.
  • marner4 14.10.06, 16:11
    żałosne kiedy Wy panowie dorastacie? jak można odejść od żony i dziecka ?
    Gratulacje tylko pamiętaj,że szczęścia nie buduje się na czyimś nieszczęściu!
    --
    www.forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=621
  • marner4 14.10.06, 16:11
    żałosne kiedy Wy panowie dorastacie? jak można odejść od żony i dziecka ?
    Gratulacje tylko pamiętaj,że szczęścia nie buduje się na czyimś nieszczęściu!
    --
    www.forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=621
  • pelagaa 28.08.06, 10:40
    Moim zdaniem uczciwe jest to, ze chcesz zostawic zonie wspolny dorobek,
    zabezpieczyc ja, choc w ten sposob. Nie da sie tzw. strat moralnych przeliczyc
    na zlotowki, ale dobrze, ze choc o kase nie bedzie musiala sie martwic
    przechodzac przez te ciezkie chwile, ktore jej fundujesz.
    Jesli chcesz zaczac nowe zycie uwazam, ze krotkie, szybkie ciecia sa najlepsze.
    Agonie wyniszczaja jeszcze bardziej zone, choc moze jej sie wydaje, ze tak nie
    jest. Jej bolu nie da sie raczej zminimalizowac, musi po prostu uplynac troche
    czasu, aby doszla do siebie.
    Zycze Ci, aby nowa partnerka okazala sie tym idealem, jak piszesz, choc
    niestety ja uwazam, ze idealow nie ma. Proponuje tez uwaznie poczytac forum
    macochy, tam kobiety opisuja wiele swoich problemow, ktore moga stac sie Waszym
    udzialem, bo nie sadze, aby kiedys Wasze zycie bylo spokojne przy exi, ktora
    grozi targnieciem sie na wlasne zycie.
    No i oby slowa o opiece nad dzieckiem i uczestnictwie Twoim w jego wychowaniu
    nie okazaly sie za jakis czas, kiedy juz przygasna wyrzutry sumienia, puste.
    Coz... masz tendencje do komplikowania sobie zycia...
    No ale nie Ty jeden wink
    --
    Mezczyzna jest jak wisienka na torcie. Ale tort to ja i jestem dobra sama w
    sobie. Nawet bez wisienki wink
  • tux_rh 28.08.06, 10:50
    Dziekuję za opinię. nie zrównałaś mnie z ziemią od razu. wiem,że ideałów nie ma,
    ale starałem się w ten sposób oddać to co czuję, a nie pisząc: kocham ją, miłość
    itp. Jestem bardzo uczuciowym (miekkim facetem) nie należę do typu mucho. Jest
    mi przykro, że tak się stało. Walcyłem z tym prawie ROK sam. Przerosło mnie.
    Powiecie gó..az - OK. Ale skoro się stało to chcę pomóc żonie i synkowi jak
    tylko najlepiej się da. Dziecko nie chce być bezemnie, bo jestem "dobrym tata"
    mam znim rewelacyjny kontakt. Ja go uczę, czytam z nim rysuję. Jak mnie nie ma
    to pyta gdzie tata. Ja z tego nie zrezygnuję. Nawet po latach. Boje się czegos
    innego. Jeśli zostane w domu, kiedyś kłutnie (może ustaną), dziecko podrośnie i
    nie będzie spędzał w domu tyle czasu co teraz. Będzie miał kolegów, koleżanki, a
    ja zostane w domu z osoba której nie kocham. W tedy trochę za późno na nowe
    życie.A tak oboje mamy jeszcze szanse...
  • wenusjanka80 19.09.06, 10:53
    Sytuacja jest bardzo przykra i nie ma z niej dobrego wyjścia. Myślę, że bardzo
    ważna jest tu konsekwencja i ustalenie zasad. Osoby rozchwiane psychicznie i z
    depresją są jak małe dzieci. Potrzebują jasnych, przejrzystych zasad i
    konsekwencji, tego by nie dać się sterroryzować. Sądzę, że powinieneś układać
    sobie życie z nową partnerką, ale nie zaniedbywać dziecka, a żonie służyć
    wsparciem, ale nie opieką (bo nigdy nie zrozumie, że musi znaleźć siłę w
    sobie). Twoje ustępowanie tylko dodatkowo wprowadza huśtawkę uczuciową i
    emocjonalną zarówno u Twojej żony i synka jak i u nowej partnerki i jej
    rodziny. Nie można uszczęśliwić wszystkich, ale nie ma sensu z tego powodu
    unieszczęśliwiać wszystkich. Życzę powodzenia!
  • paulinaml1 28.08.06, 10:47
    kocha sie na dobre i na zle, w chorobie i szczesciu, nie tylko jak partner jest
    przystojny,mily ,madry,fajny. jak sie starzeje,brzydnie itd prawdziwa milosc
    trwa dalej.

    milosc jest bezwarunkowa

    kocha sie wady i zalety nie tylko same zalety

    jak zaczniesz byc z ta kobieta na codzien to ona tez stanie sie po prostu zona,
    bezdzie taka zwyczajna, ale prawdziwa milosc szuka szczescia partnera, szuka
    szczescia zony i dzieci. raniac rodzine nie bedziesz szczesliwy z kims innym.

    rozpad malzenstwa= rozpad rodziny. dziecko najlepiej rozwija sie wychowujac sie
    na codzien z obojgim rodzicow.


    Miłość cierpliwa jest,
    łaskawa jest.
    Miłość nie zazdrości,
    nie szuka poklasku,
    nie unosi się pychą;
    nie dopuszcza się bezwstydu,
    NIE SZUKA SWEGO,
    nie unosi się gniewem,
    nie pamięta złego;
    nie cieszy się z niesprawiedliwości,
    lecz współweseli się z prawdą.
    WSZYSTKO ZNOSI,
    wszystkiemu wierzy,
    we wszystkim pokłada nadzieję,
    wszystko przetrzyma.
    MILOSC NIGDY NIE USTAJE,
  • tux_rh 28.08.06, 10:56
    paulinaml1 napisała:

    > kocha sie na dobre i na zle, w chorobie i szczesciu, nie tylko jak partner jest
    >
    > przystojny,mily ,madry,fajny. jak sie starzeje,brzydnie itd prawdziwa milosc
    > trwa dalej.
    >
    > milosc jest bezwarunkowa
    >
    > kocha sie wady i zalety nie tylko same zalety

    Wiem. Nie powinieniem tego pisać, ale już tyle słów padło. Nie jestem eXtra
    przystojniakiem, baem się,że kiedyś zostane sam i los zetknął nas z moja żoną.
    Pokochałem ją, bo inaczej z kąd dziecko, ale to nie to samo uczucie. Tamto
    wynikało z czegoś innego, z czegos (niestety) chorego. Oczywiście gdybym nie
    poznał (przypadkiem) mojej obecnej partnerki to nic by się nie stało i dalej
    bylibyśmy szczęśliwą rodziną, ale stało się inaczej. Rok walczyłem by wybić
    sobie to z głowy, ale nie udało sie. Nie mówiłem żonie ani tej dziewczynie co
    czuję. zamęczałem się. Teraz wolę odejść, bo przez kłutnie cierpi dziecko...
  • paulinaml1 28.08.06, 11:06
    ale milosc to nie jakies tam czucie czegos, raz czlowiek czuje sie radosny a
    raz smutny.
    milosc to trwalosc, trwale stale starania o uszczesliwianie zony/meza
    jej przyrzekales milosc po grobowe deski, dales slowo

    a dziecko nie bedzie szczesliwsze jak odejdziesz bo problemy beda nadal,nawet
    wieksze, a dodatkowo dziecko bedzie czulo sie po prostu porzucone

    lepiej przeczekac, nauczyc sie na nowo kochac
    tamta wydaje Ci sie atrakcyjniejsza bo nie masz jej na codzien, jak ja bedzies
    zmial na codzien to tez zaczniesz dostrzegac same wady i nie bedzie tak rozowo.
  • natasza39 28.08.06, 12:37
    paulinaml1 napisała:
    > lepiej przeczekac, nauczyc sie na nowo kochac
    > tamta wydaje Ci sie atrakcyjniejsza bo nie masz jej na codzien, jak ja
    bedzies
    > zmial na codzien to tez zaczniesz dostrzegac same wady i nie bedzie tak
    rozowo.

    E tam ja jestem razem ze swoim chłopem ponad 3 lata i owszem zdaję sobie sprawę
    jakie ma wady, ale z każdym dniem mam okazję równiez odkrywac jego zalety i
    przekonywac się codziennie, jak reaguje na różne codzienne sprawy.
    Po 3-ch latach z mężem tez nie widziałam tylko samych wad.
    To jest uproszczenie i generalizowanie tego, że to co nieznane wydaje nam się
    atrakcyjniejsze.
    Owszem nie wiemy jaki ten człowiek jest/bedzie w codziennym zyciu, ale to wcale
    nie oznacza, że należy tkwić w tym co złe, tylko dlatego, że to znamy.
    Taka jest natura człowiecza, że czasem zamieniamy "siekierkę na kijek", ale
    czasem wybór nowego nas rozwija.
    Inaczej z jaskiń byśmy nie wyszli. Przecież tam też było ciepło i bezpiecznie,
    to po co?
  • tux_rh 28.08.06, 12:44
    Dziękuję, że zabierasz głos w dyskusji, bo Twoje słowa są najbliższe prawdy i
    tego co czuję. Ja nie boję sie, że ta druga osoba mnie zawiedzie. Przecież nie
    można całe życie trzymac się za rączkę i mówic jak jest códownie. To bzdura.
    Jeśli ktoś ma/miał rodzinę to wie, że sa ciężkie i dobre chwile. Z tą druga
    osoba będzie identycznie, ale ta druga codzienność pociąga mnie bardziej. Myślę,
    że nie zamienię siekierki na kijek, ale też nie mówie, że będzie to filmowa
    miłość. Ja nie jestem szejkiem i nie mam 10 merców. Jestem facetem, który
    próbuje w najuczciwszy znany sobie sposób rozwiazać problem.
    Dzięki za zrozumienie natasza.
  • szymon00 28.08.06, 11:17
    weź mi wytłumacz chłopie jedno, jak bedąc żonaty chciało Ci się szukać innej
    albo głowę sobie inną zawracać. dlaczego pytam, z własnego doświadczenia wiem,
    że ja bedąc w związku nie szukam gdzie indziej rozrywek, po drugie też się
    poznaje różne osoby w tym i kobiety ale jakoś nie przychodzi mi to do głowy aby
    zdradzić a co mowa zakochać się i nie wiem jak moja parnterka byłaby brzydka i
    wstrętna; a ta druga piękna i atrakcyjna, naprawdę wierz mi przez myśl by mi
    nie przebrnęło takie coś ... choćby z prostego lenistwa

    a rada do Twej sytuacji: nie szukaj usprawiedliwienia wśród społeczeństa tylko
    idź tam gdzie będziesz szczęśliwy, żyjesz tylko raz i nie warto go marnować;
    choć na miejscu tej nowej Pani bardzo bym się zastanowił czy Cię przyjmować bo
    dla nowej dupy jesteś w stanie rozwalić rodzinę i może się tak stać, że
    sytuacja się powtórzy ... ale cóż kobiety potrafią bezmyślnie się zachowywać i
    być głupio upartymi
  • tux_rh 28.08.06, 11:30
    szymon00 napisał(a):

    > weź mi wytłumacz chłopie jedno, jak bedąc żonaty chciało Ci się szukać innej
    > albo głowę sobie inną zawracać. dlaczego pytam, z własnego doświadczenia wiem,
    > że ja bedąc w związku nie szukam gdzie indziej rozrywek, po drugie też się
    > poznaje różne osoby w tym i kobiety ale jakoś nie przychodzi mi to do głowy aby
    >
    > zdradzić a co mowa zakochać się i nie wiem jak moja parnterka byłaby brzydka i
    > wstrętna; a ta druga piękna i atrakcyjna, naprawdę wierz mi przez myśl by mi
    > nie przebrnęło takie coś ... choćby z prostego lenistwa

    Nie wiem czy dokladnie czytałeś co pisałem, ale to nie spadło na mnie nagle.
    Rozmawiałem z tą kobietą, przyjaźnikiśmy sie i zaczęło do mnie docierać, że
    dzieje się coś o czym nawet nie myślałem. To nie tak, że o jaka fajna extra
    laska i zakochałem się lecąc do niej gubiac gacie po drodze. Chłopie. Jeśli by
    ci się to przydazyło to wiele byś zrozumiał. Wiem jedno przyjeźń faceta z
    kobieta bardzo często przeradza się w takie właśnie silne uczucie. Walczyłem sam
    rok jak już pisałem, ale od momentu jak to sobie uświadomisz, że wolisz z kimś
    pogadać o codzienności, a nie z żoną to chyba cos tu nie gra.
  • lakie 30.08.06, 21:09
    no to nie trzeba byo się przyjaźnić. Znajoma ok, ale ja na przykład w sytuacji kiedy ma się żonę/męża raczej stroniłabym od bliższej przyjaźni bo to zawsze niesie pewne ryzyko. Pomijam fakt że żeby się zakochać w kimś trzeba go poznawać, rozmawiać, przebywać, jeśli mówisz że nie spadło to na Ciebie jak grom z jasnego nieba to widocznie musiało trochę trwać to poznawanie i rozmowy, a to juz wg mnie troche nie w porządku w stosunku do żony.

    Kasia

    --
    Źli ludzie to ci,którzy myślą,że świat jest zły i źli są wszyscy wokół."
    Masz w domu małe Tornado?? Zajrzyj do nas smile
    GG 1930647 << ☺ >> MAIL lakie@onet.eu
  • mamatoomaszka 28.08.06, 11:05
    Ale tu nie chodzi o milosc , tylko o plemniki, samiec potrzebuje rozdac ich
    samicom jak najwiecej, zeby zapewnic swoim genom przetrwanie i TYM sie kieruje,
    a nie uczuciami czy mysleniem. Fakt, ze nasz tutejszy bohater nie dotknal przez
    2 lata nowej partnerki tylko jeszcze nasililo jego chuc, bo okres
    przygotowawczy do godow trwl dlugo, a plemniki sie gromadzily.

    Myslenie i milosc pozostaja w tyle za NATURA.

    Teraz trzeba wlaczyc myslenie i uczucia wyzsze , zeby to po ludzku zalatwic.
    Podstawa jest oczywiscie materialne zabezpieczenie dziecka i jego matki, bo
    bolu, szczegolnie dziecka, nic nie zmniejszy:" tato juz nigdy nie bedzie ze mna
    mieszkal, bo....". Moj ojciec byl w porzadku, zostawil nam wszystko, placil,
    byl w waznych dla mnie chwilach, juz nie zyje, a ja nie moge odzalowac, ze ze
    mna nie mieszkal i nic tego juz nie uspokoi. Wszystkie moje kolezanki z
    rozbitych domow tak maja i wszystkie dzieci z rozbitych malzenstw, rowiesnicy
    mojego dziecka. Dla dziecka gniazdo sie rozpadlo, ale mozna rozweselic i
    uspokoic cierpiacych z powodu tego rozpadu, zqpewniajac godziwa egzystencje.
    Zaproponuj zonie dobrowolne alimenty w przyzwoitej wysokosci, dbalosc i
    ksztalcenie dziecka/znalezienie odpowiedniej placowki i finansowanie do konca
    edukacji/, 1 miesiac atrakcyjnych wakacji w roku, 1-2 tyg. zima tylko z Toba,
    bez osob towarzyszacy, a zobaczysz, ze zona bedzie spokojniejszi jakos , choc z
    trudem to przezyje. Ja bym na Twoim miejscu sporzadzila pismo z wyliczeniem
    form udzialu w wychowaniu dziecka i pomocy zonie i dala jej to do
    przeanalizowania. Musisz zaczac rozwiazywac konkretne sprawy, bo tak , jak
    teraz dlugo nie pociagniecie, a przede wszystkim dziecko musi miec spokoj,
    stabilizacje i jasna sytuacje.
  • tux_rh 28.08.06, 11:24
    mamatoomaszka napisała:

    > Ale tu nie chodzi o milosc , tylko o plemniki, samiec potrzebuje rozdac ich
    > samicom jak najwiecej, zeby zapewnic swoim genom przetrwanie i TYM sie kieruje,
    >
    > a nie uczuciami czy mysleniem. Fakt, ze nasz tutejszy bohater nie dotknal przez
    >
    > 2 lata nowej partnerki tylko jeszcze nasililo jego chuc, bo okres
    > przygotowawczy do godow trwl dlugo, a plemniki sie gromadzily.
    >
    > Myslenie i milosc pozostaja w tyle za NATURA.

    Co do tego to mylisz sie i to bardzo, ale trudno nie to jest sednem
    problemu.Znam małżeństwa, które właśnie w 2 związku sa szczęśliwe. Okazało sie,
    że to pierwsze to jednak nie było to. Na pewno znacie takie pary. Ja znam
    osobiście 3 to sporo jak mniemam. Dwie tworzą super rodziny i mają doskonały
    kontakt z byłym partnerem/partnerką a tylko jedna para nie może się dogadać z
    ex. Czyli się da.


    >Ja bym na Twoim miejscu sporzadzila pismo z wyliczeniem
    > form udzialu w wychowaniu dziecka i pomocy zonie i dala jej to do
    > przeanalizowania. Musisz zaczac rozwiazywac konkretne sprawy, bo tak , jak
    > teraz dlugo nie pociagniecie, a przede wszystkim dziecko musi miec spokoj,
    > stabilizacje i jasna sytuacje.
    To bardzo mądre co napisałaś. Dokładnie tak postpiłem. Zostawiam żonie i dziecku
    wszystko. Zapewnię im z własnej woli alimenty i pomoc w czym zechce. Oczywiście
    jak pojawi sie drugie dziecko to na pewno perwsze będzie już na tyle duże, że
    zrozumie, że tata nie przyjedzie co 2 dzień tylko np 2 razy w tygodniu. Ale on
    do mnie może zawsze. Problem w tym, że żona nie akceptuje takiego rozwiązania.
    Pówi wynoś się nie chce nic od ciebie. A przecież doskonale wiecie, że nie da
    się dziś wyżyć bez tych pie..nych pieniędzy i pomocy. Ja to wiem. Powiem
    jeszcze coś o czym nie napisałem. Od 3 tygodni żona mnie wyganiała. Odejdz,
    zostaw nas. Ja wracałem i mówiłem: Zostanę z Wami, ale musisz tez zacisnąć zeby
    i przetrzyamć ten ból ze mną. Ja bede miał ciężkie dni i zdazy mi się o niej
    pomyśleć, ale jeśli mam zostać to trzeba to przeżyć RAZEM. Słyszałem tylko NIE.
    No to odszedłem. Teraz jest jazda, że odszedlem, a ona niby rękę do mnie
    wyciagała...Na szczęście moja mama i część rodziny wie jak jest.
  • imagine73 28.08.06, 11:56
    Cokolwiek nie zrobisz ,bedzie zle! Wspolczuje Ci sytuacji ,w jakiej
    sie na wlasne zyczenie znalazles.
    Piszesz o sobie, ze jestes uczuciowym facetem.Mysle , ze jesli to prawda,
    nie bedziesz potrafil byc szczesliwy z ta nowa kobieta.Wyrzuty sumienia
    predzej , czy pozniej wykoncza Cie. Bedziesz z ta , a myslami bedziesz
    przy dziecku,ktore z pewnoscia bedzie bardzo tesknilo za tata.
    W koncu przestaniesz tak bardzo kochac swa nowa wybranke.Mysle , ze
    wszystko przez co teraz przechodzisz to tylko iluzja , jakas pieprzona magia.
    Czy to milosc , ta prawdziwa,jedyna? Czy to w ogole istnieje? Moze i tak. Ale
    zareczam Ci ,ze taki zwiazek ,zbudowany na lzach zony i cierpieniu Twojego
    dziecka dlugo nie pociagnie.W koncu zaczniesz obwiniac te swoja wielka milosc
    jako sprawczynie niegodziwosci , jakiej sie dopusciles. Bo to chyba tak sie
    nazywa...
    Zal mi Twojej zony. Niezly los jej zgotowales. A ta druga ? Czy jestes
    pewien,ze zawsze bedzie taka wspanialomyslna? Pozwoli Ci na nieograniczony
    kontakt z Twoim dzieckiem? Czy zawsze bedzie taka wyrozumiala jesli bedziesz
    musial pomoc swojej "starej rodzinie" ? Czy w koncu nie walnie piescia w stol
    krzyczac , DOSC!!! Jak sadzisz ? Czy ona jest jakims nadczlowiekiem? Czy jest
    wolna od zazdrosci i innych przyziemnych uczuc ? Zbytnio ja teraz
    idealizujesz,a fakt , ze tak trudno Wam byc razem poteguje Twoje uczucie do
    niej.

    Nie wiem jak postapisz,ale szczerze Ci wspolczuje...


    --
    smile))
  • tux_rh 28.08.06, 12:19
    imagine73 napisała:

    > Cokolwiek nie zrobisz ,bedzie zle! Wspolczuje Ci sytuacji ,w jakiej
    > sie na wlasne zyczenie znalazles.
    To fakt. Ale nim się otrząsnąłem było z późno. Jak napisała natasza39 opusciłem
    żonę psychicznie. Nie mamy już ze soba kontaktu i nie rozumiemy sie tak jak
    kilka lat temu. A ten czas płynie i oddalamy sie cały czas...

    > Czy to milosc , ta prawdziwa,jedyna? Czy to w ogole istnieje? Moze i tak. Ale
    > zareczam Ci ,ze taki zwiazek ,zbudowany na lzach zony i cierpieniu Twojego
    > dziecka dlugo nie pociagnie.W koncu zaczniesz obwiniac te swoja wielka milosc
    > jako sprawczynie niegodziwosci , jakiej sie dopusciles. Bo to chyba tak sie
    > nazywa...

    Myślę, że nie. Nie wiem jak to wytłumaczyć. wiem, że tydzień czy 2 bez dziecka
    moge przeżyc, ale pozostawić go na zawsze NIE. Ja bym chciał by zona zrozumiała
    sytuacje i pozwoliła mi odejść. A z drugiej strony bym mógł widywać syna. To dla
    niego i dla mnie ważne. onamówi, że jak odejdę to wara od nich. Wiem, że jest
    rozgoryczona i zła, ale jest tez uparta i nawet krzywdząc dziecko będzie mi
    udowadniać, że nie zobacze synka. To jest tragedia tej sytiacji. I miesiace
    rozmów tu nie pomagają.

    > Zal mi Twojej zony. Niezly los jej zgotowales. A ta druga ? Czy jestes
    > pewien,ze zawsze bedzie taka wspanialomyslna? Pozwoli Ci na nieograniczony
    > kontakt z Twoim dzieckiem? Czy zawsze bedzie taka wyrozumiala jesli bedziesz
    > musial pomoc swojej "starej rodzinie" ? Czy w koncu nie walnie piescia w stol
    > krzyczac , DOSC!!! Jak sadzisz ? Czy ona jest jakims nadczlowiekiem? Czy jest
    > wolna od zazdrosci i innych przyziemnych uczuc ? Zbytnio ja teraz
    > idealizujesz,a fakt , ze tak trudno Wam byc razem poteguje Twoje uczucie do
    > niej.
    To bardzo dobre pytanie. Moja partnerka tez obawia się o to, że ja idealizuję.
    Nie jestem jednak idiotą (przynajmniej ja tak myślę). Wiem co na czeka.
    Rozmawialiśmy o tym już nieraz. Ona czyta forum macochy i tez wie, że nie
    powinna mi zabraniać widzeń z synem. Jasne, że nie będę u syna dzień w dzień bo
    co by był to za związek z tą nową partnerką, ale myślę, że przez te 2 lata
    przeszliśmy już tak wiele, że moge jej zaufać. Wiem, że zrobi wszystko by Nam
    się ułożyło i by nie przeszkadzać mi w kontakatach z ex i małym. Przeciż dopuki
    będziemy na "dorobku" bo wszystko zaczynam od nowa to jak ja pojade do byłej
    rodziny ona może zrobić cos co lubi robic sama. Spotkać się z kolezankami,
    poczytac, cokolwiek. Nie sądzę byśmy oboje przeginali i jeśli tego będziemy się
    trzymac to ten związek ma większe szanse niż pierwszy, gdzie w pewnym momencie
    brakło porozumienia i koniec. Myślę, że ROZMOWA to najważniejsza rzecz w
    związku. A małżeństwo to sztuka kompromisu. Ja bym chciał osiągać ten kompromis
    kazdego dnia.
    > Nie wiem jak postapisz,ale szczerze Ci wspolczuje...
    >
    >
  • mauretta 28.08.06, 21:19
    imagine73 napisała:

    > Cokolwiek nie zrobisz ,bedzie zle! Wspolczuje Ci sytuacji ,w jakiej
    > sie na wlasne zyczenie znalazles.
    > Piszesz o sobie, ze jestes uczuciowym facetem.Mysle , ze jesli to prawda,
    > nie bedziesz potrafil byc szczesliwy z ta nowa kobieta.Wyrzuty sumienia
    > predzej , czy pozniej wykoncza Cie. Bedziesz z ta , a myslami bedziesz
    > przy dziecku,ktore z pewnoscia bedzie bardzo tesknilo za tata.
    > W koncu przestaniesz tak bardzo kochac swa nowa wybranke.Mysle , ze
    > wszystko przez co teraz przechodzisz to tylko iluzja , jakas pieprzona magia.
    > Czy to milosc , ta prawdziwa,jedyna? Czy to w ogole istnieje? Moze i tak. Ale
    > zareczam Ci ,ze taki zwiazek ,zbudowany na lzach zony i cierpieniu Twojego
    > dziecka dlugo nie pociagnie.W koncu zaczniesz obwiniac te swoja wielka milosc
    > jako sprawczynie niegodziwosci , jakiej sie dopusciles. Bo to chyba tak sie
    > nazywa...
    > Zal mi Twojej zony. Niezly los jej zgotowales. A ta druga ? Czy jestes
    > pewien,ze zawsze bedzie taka wspanialomyslna? Pozwoli Ci na nieograniczony
    > kontakt z Twoim dzieckiem? Czy zawsze bedzie taka wyrozumiala jesli bedziesz
    > musial pomoc swojej "starej rodzinie" ? Czy w koncu nie walnie piescia w stol
    > krzyczac , DOSC!!! Jak sadzisz ? Czy ona jest jakims nadczlowiekiem? Czy jest
    > wolna od zazdrosci i innych przyziemnych uczuc ? Zbytnio ja teraz
    > idealizujesz,a fakt , ze tak trudno Wam byc razem poteguje Twoje uczucie do
    > niej.
    >
    > Nie wiem jak postapisz,ale szczerze Ci wspolczuje...


    Nic dodać nic ująć.
    >


    --
    SmutnoCi ?Eeeesmile
  • natasza39 28.08.06, 11:50
    mamatoomaszka napisała:

    > Ale tu nie chodzi o milosc , tylko o plemniki, samiec potrzebuje rozdac ich
    > samicom jak najwiecej, zeby zapewnic swoim genom przetrwanie i TYM sie
    kieruje,
    >
    > a nie uczuciami czy mysleniem. Fakt, ze nasz tutejszy bohater nie dotknal
    przez
    >
    > 2 lata nowej partnerki tylko jeszcze nasililo jego chuc, bo okres
    > przygotowawczy do godow trwl dlugo, a plemniki sie gromadzily.


    Głupie wytłumaczenie problemu. Myślę, że chuciami kieruje się facet chodzący po
    burdelach, albo zaliczający partnerki na dyskotekach.
    Tutaj facet przyznaje, że nie chodzi mu o seks, ale o to, że juz tamtej nie
    kocha. Kocha inną. On żony nie zdradził fizycznie, on ja opuścił psychicznie.
    Juz jej nie kocha, nie umie z nią żyć.
    Generalnie po zdradzie fizycznej, kiedy facet "puści się" dla przyjemności
    seksualnej można jeszcze odbudować związek, trudno, bo trudno, ale można.
    Po zdradzie psychicznej, kiedy facet wyraźnie mówi, "nie kocham Cię i chce
    odejść" nie da się nic odbudowac.
    Zatrzymywanie go histeriami i grożeniem "samobójstwem" nic w tym układzie nie
    zmienia.
    Dziwię się i tej zonie, która się poniża i nowej partnerce, która zgadza się na
    takie huśtawki.
    Gdyby facet kierował się tylko "huciami" jak to sugerujesz, to ani nie pisałby
    tutaj, ani nie zastanawiał się nad uczucioami zony.
    Zrobił głupoty, to fakt, ale nie oznacza, że ma tkwić w tym chorym układzie do
    końca zycia, bo to jest bez sensu i tak szcześcia nikomu nie przyniesie. Wbrew
    pozorom nawet temu dziecku, które za kilka lat zacznie kumać, że w jego domu
    tatuś z mamusia się wcale nie kochają i bez przerwy się kłócą.

    Jak to rozwiazać. Raz a dobrze!
    Nie da się bezboleśnie. Albo będzie cierpieć żona, albo on i nowa partnerka.
    Ludzie się rozstają. Nie on pierwszy, nie ostatni. I po rozstaniu są często
    szczęśliwi.
    Ludzie też zostają dl atzw. "dobra dzieci", ale są potem nieszczęśliwi.
    A jeśli kobieta ma świadomośc, ze facet jest z nią tylko dlatego że ma z nią
    dziecko, to ja sobie osobiście nie wyobrażam tak zyć!
  • tux_rh 28.08.06, 12:04
    natasza39 napisała:

    > Jak to rozwiazać. Raz a dobrze!
    > Nie da się bezboleśnie. Albo będzie cierpieć żona, albo on i nowa partnerka.
    > Ludzie się rozstają. Nie on pierwszy, nie ostatni. I po rozstaniu są często
    > szczęśliwi.
    Dziękuję za zrozumienie. Boję się tylko o reakcje żony i o to, że jak ona siedzi
    w kontku i płacze to synek też cierpi. Ona nie potrafi przeżyć dnia tak by
    dziecko tego nie widziało. Ja wiem, że niezawsze się da, ale chyba codzienni też
    nie można dziecku pokazywać, że jest tak źle bo ono sobie zacznie wyobrażać, że
    to jego wina.

    > Ludzie też zostają dl atzw. "dobra dzieci", ale są potem nieszczęśliwi.
    > A jeśli kobieta ma świadomośc, ze facet jest z nią tylko dlatego że ma z nią
    > dziecko, to ja sobie osobiście nie wyobrażam tak zyć!
    Ja też sobie tego nie wyobrażam. Boję się też, że żona wmawia dziecku, że tatus
    go nie kocha. TO BZDURA!!! Boję się zostać "dla dziecka" bo to może być jeszcze
    gorsze. Jak żyć jesli dziecko osiągnie już powiedzmy 15lat? To rodzice fajnie,
    że są, ale nie są już "niezbedzni" do zycia dla nastolatka. Wiecie o czym mówię.
    Ja w tedy moge tylko pracować, pracować i pracować by nie być w domu i nie
    kłucić sie.
    Dziekuję Ci za ta opinię. Nie mniej dalej nie wiem jak pomóc żonie by nie
    zrobiła głupstwa (np: za duzo pigułek uspakajajacych itp...) Szantażem przeciez
    nie da się zbudowac zwiazku.
  • natasza39 28.08.06, 12:16
    tux_rh napisał:
    Nie mniej dalej nie wiem jak pomóc żonie by nie
    > zrobiła głupstwa (np: za duzo pigułek uspakajajacych itp...)

    Przed tym napewno jej nie uchronisz, bo musiałbyś ją 24/h pilnować.
    Z praktyki i zycia powiem Ci, że jak ktoś mówi, że się zabije, to przewaznie
    tego nie robi. Jak ktoś się ma zabić to to po prostu robi i finał!

    A jak Twoja żona leczy się psychiatrycznie (coś tam pisałeś), to pogadaj z jej
    psychiatra.
    Osobiście znam jednego faceta, który zyje ze schizofreniczką, w ciągłym
    strachu, że ona sobie "coś zrobi". Facet jest wrakiem.

    Acha i jeszcze jedno! Nie wariuje się ot tak. Nie dlatego, że facet mnie już
    nie kocha, albo z pracy mnie wywalili, albo coś mi w życiu nie wyszło.
    Chorym jest się juz wcześniej. Takie wydarzenia moga rozwój choroby tylko
    przyspieszyc. Zapytaj psychiatrę byle jakiego to Ci to powie.

    Nie da się tego piwa coś nawarzył wypić tak aby została pełna szklanka.
    Albo wypij jednym haustem, albo zostaw tak jak jest. Inaczej się po prostu nie
    da.
  • tux_rh 28.08.06, 12:32
    natasza39 napisała:

    > tux_rh napisał:

    > A jak Twoja żona leczy się psychiatrycznie (coś tam pisałeś), to pogadaj z jej
    > psychiatra.
    > Osobiście znam jednego faceta, który zyje ze schizofreniczką, w ciągłym
    > strachu, że ona sobie "coś zrobi". Facet jest wrakiem.
    Ja właśnie jestem wrakiem. Nie mam znikąd pomocy i zdecydowałem się napisać na
    to forum, bo tu kobiety w podobnej sytuacji może powiedziały by co zrobić, by
    "tak nie bolało". Bo dla mnie to tez nie jest frajda, że życie mi sie rozpadło.
    Na razie tylko czytałem o samczych instynktach, a nie o tym jak pomóc. Ty i
    imagine73 staracie się zrozumieć powage sytuacji i to, że staram się podejśc do
    sprawy jak najbardziej opanowanie. Skoro żona jest chora to ja musz estarać się
    wszystko załatwić. I staram sie. Ale ona nie chce mnie puścić... To kwadratura koła.

    > Nie da się tego piwa coś nawarzył wypić tak aby została pełna szklanka.
    > Albo wypij jednym haustem, albo zostaw tak jak jest. Inaczej się po prostu nie
    > da.

    Probowalem jednym haustem, ale okazało sie, że 2 dni przesiedziała w koncie
    płacząc. Dziecko dostało jeść i było umyte itd, ale nie było na spacerze, nie
    miał się z nim kto pobawić. Mnie też się serce kraje i najchętniej pomógł bym
    mu, ale jak? W tym czasie żona zasypywała mnie SMSami telefonami, że mnie
    przeprasza, że mnie wywalała z domu itp. A jak mnie widzi to wszystko
    wraca...Dla tego nie wiem jak to uciąć szybko. A to co utrudnia to to, że jej
    rodzice są tez "inni" bo zamiast córce pomóc to ją jeszcze dobijają. Która matka
    powie córce: to Twóje dziecko i twój problem. To od Ciebie odszedł mąż... No
    powiwedzcie która matka tak powie. Moja mam a tez nie jest szczęśliwa, ale
    przyjeła mnie do domu. To sa prawdziwe problemy podczas rozstania. Ja już nie
    mam pomysłu. A psycholog już mówił żone, że powinna mnie dawno zostawić.
  • natasza39 28.08.06, 12:47
    No i co Ci mogę powiedzieć?

    Masz rozchwiana emocjonalnie żonę, a na dodatek winisz wyłącznie siebie, za jej
    stan.
    Kochasz dziecko i boisz się zostawić je z nią.

    z drugiej strony chcesz, jak każdy zyć normalnie kochać i być kochanym.
    Dziecka nie zatrzymasz, bo w tym kraju ojcom się dzieci nie przyznaje, zresztą
    sam przed soba pewnie uważałbyś się za ostatnią świnię, gdybyś jej jeszcze
    dziecko chciał odebrać.

    Nie wiem co Ci poradzić.
    Nie ma nic gorszego, jak zakochany w innej facet ze skrupułami wobec pierwszej
    partnerki.
    Faceci dranie nie maja takich dylematów. Dlatego żal mi Ciebie, boś facet
    człowieczy i wbrew temu co dziewczyny piszą, wcale fiutem nie myślisz.

    Sa dwa sposoby pozbywania się czyraka.
    Pierwszy-to przeciac. Boli jak cholera, ale potem rana goi się i wszystko wraca
    do normy.
    Drugi polega na okładaniu maścią ichtiolową. Jadzi się toto, ropieje i obiera
    czasem całymi tygodniami. Lubi się potem zresztą odnawiać.

    Ty masz takiego własnie czyraka. A na dodatek chyba próbowałeś już tej maści i
    nie za wiele ona pomogła....

    Ja jak mam czyraka pedzę do hirurga i przecinam i współczuję wszystkim ludziom
    co okładają maścią.
    Ja tez tak kiedyś robiłam.
  • tux_rh 28.08.06, 13:22
    natasza39 napisała:

    > No i co Ci mogę powiedzieć?
    >
    > Masz rozchwiana emocjonalnie żonę, a na dodatek winisz wyłącznie siebie, za jej
    >
    > stan.
    > Kochasz dziecko i boisz się zostawić je z nią.
    >
    > z drugiej strony chcesz, jak każdy zyć normalnie kochać i być kochanym.
    > Dziecka nie zatrzymasz, bo w tym kraju ojcom się dzieci nie przyznaje, zresztą
    > sam przed soba pewnie uważałbyś się za ostatnią świnię, gdybyś jej jeszcze
    > dziecko chciał odebrać.

    Opisałaś w 100% co czuje. Nie jest łatwo, to fakt, ale to nie może trwać
    wiecznie, bo jak piszą inne dziewczyny, to sprawia ból i mnie i żonie i dziecku.
    Tyle, że krótkie cięcie może być złe. Bo czyrak jak to pięknie nazwałaś ma się
    dobrze. Problem obok tego emocjonalnego jest prozaiczny. Np kto sie zaopiekuje
    dzieckiem kiedy mnie nie będzie, a żony mama odmówiła pomocy. Żona musi iśc do
    pracy i z kim zostawić malucha. Do przedszkola za mały (dopiero na wisnę) a
    babcia ma go głeboko. Moja mama chetnie by pomogła, ale mój brat ma dziewczynke
    w tymsamym wieku i babcie się podzieliły. Moja mama pomaga bratu a żony mama do
    tej pory nam. Co dalej. Maluch z opiekunka (na razie) nie zostanie. On nawet
    teraz nie chce zostać z babcią. A pracować trzeba, bo kompuna się skończyła. I
    teraz u prywaciarza trzeba od rana do nocy za 1000 zasówac. Jak jej pomóc z
    opieką na dzieckiem?

  • tux_rh 28.08.06, 13:23
    natasza39 napisała:

    > No i co Ci mogę powiedzieć?
    >
    > Masz rozchwiana emocjonalnie żonę, a na dodatek winisz wyłącznie siebie, za jej
    >
    > stan.
    > Kochasz dziecko i boisz się zostawić je z nią.
    >
    > z drugiej strony chcesz, jak każdy zyć normalnie kochać i być kochanym.
    > Dziecka nie zatrzymasz, bo w tym kraju ojcom się dzieci nie przyznaje, zresztą
    > sam przed soba pewnie uważałbyś się za ostatnią świnię, gdybyś jej jeszcze
    > dziecko chciał odebrać.

    Opisałaś w 100% co czuje. Nie jest łatwo, to fakt, ale to nie może trwać
    wiecznie, bo jak piszą inne dziewczyny, to sprawia ból i mnie i żonie i dziecku.
    Tyle, że krótkie cięcie może być złe. Bo czyrak jak to pięknie nazwałaś ma się
    dobrze. Problem obok tego emocjonalnego jest prozaiczny. Np kto sie zaopiekuje
    dzieckiem kiedy mnie nie będzie, a żony mama odmówiła pomocy. Żona musi iśc do
    pracy i z kim zostawić malucha. Do przedszkola za mały (dopiero na wisnę) a
    babcia ma go głeboko. Moja mama chetnie by pomogła, ale mój brat ma dziewczynke
    w tymsamym wieku i babcie się podzieliły. Moja mama pomaga bratu a żony mama do
    tej pory nam. Co dalej. Maluch z opiekunka (na razie) nie zostanie. On nawet
    teraz nie chce zostać z babcią. A pracować trzeba, bo kompuna się skończyła. I
    teraz u prywaciarza trzeba od rana do nocy za 1000 zasówac. Jak jej pomóc z
    opieką na dzieckiem?
  • imagine73 28.08.06, 13:02
    Prawda jest taka , ze nie ma na swiecie sposobu , aby mniej bolalo.
    Takie sprawy cholernie bola.A gdy jest jeszcze ten "maly czlowieczek"
    wsrod tego rodzinnego zametu ,jest jeszcze gorzej.
    Byc moze zdarzy sie tak , ze Twoja zona wreszcie pogodzi sie z faktami,
    i tego Ci zycze.Ale moze sie rownie dobrze zdarzyc cos zlego...Piszesz,
    ze jest w depresji.Tacy ludzie gorzej znosza "bol".Mam nadzieje , ze pod
    wplywem zlych emocji nie zrobi krzywdy , ani sobie , ani malemu.
    Nie wiem sama , tak trudno mi radzic. Tez przeszlam wiele przez faceta.Na
    poczatku ,kiedy zostalam na "zgliszczach" swego dawnego zycia , myslalm,ze umre
    z rozpaczy.Ale jak widzisz,zyje.Mam sie dobrze , i jedyna rzecza jaka chce to
    byc najlepsza matka dla mojego dziecka.Nigdy sie nie poddawac,choc zycie nie
    bedzie dla nas takie rozowe. Oj nie !
    Sprobuj jeszcze raz z nia pogadac.Zostaw ja i nie drecz , bo to nie ma sensu ,
    jesli juz podjales "decyzje swego zycia",po prostu odejdz ! Bol kiedys
    minie.Byc moze uda Ci sie jeszcze zdazyc uczestniczyc w "dziecinstwie" Twej
    pociechy.Nikt CI tu niczego nie zagwarantuje.Ludzie sa tak rozni od siebie i
    nie jestes w stanie przewidziec co zrobi Twoja zona.Moze zabroni Ci spotkan z
    malym,moze bedzie Cie szkalowac w jego oczach.Jest tez mozliwosc , ze nigdy sie
    z tym nie pogodzi i ten PAT nigdy sie nie skonczy. Ale rozwazajac te wszystkie
    mozliwosci,musisz byc gotowy na wszystko , co moze sie wydarzyc...Dobrze by
    bylo,aby milosc odchodzila rownoczesnie u obojga partnerow.No , ale tak nie
    jest i zawsze to jedno jest skazane na bol. Takie zycie....

    pozdrawiam

    --
    smile))
  • teligo 11.10.06, 22:42
    "Probowalem jednym haustem, ale okazało sie, że 2 dni przesiedziała w koncie
    płacząc. Dziecko dostało jeść i było umyte itd, ale nie było na spacerze, nie
    miał się z nim kto pobawić."

    No boszeeeeeee! Jakżesz śmiała! Z dzieckiem się nie miał kto pobawić! Ktoś tu
    mówi o pomocy żonie w przejściu rozstania, a czepia się, że płakała, a nie
    bawiła się z dzieckiem. Jak mały dostał jeść i był umyty, to naprawdę nic by mu
    się nie stało, gdyby się mama 2 dni (DWA DNI!!! a nie dwa miesiące czy lata!!!)
    z nim nie bawiła i na spacer nie wyszła!!! Pozwól żonie wypłakać żal po stracie
    dotychczasowego życia, nawet kosztem zabawy czy spacerów dziecka. No kurde no!
  • nzuri 28.08.06, 12:20
    Masz dwa wyjścia: odejść lub zostać (odkryłam Amerykę). Ale, jeżeli zostaniesz
    musisz zerwać tamtą znajomość. Nie możesz jej widywać, rozmawiać z nią itp.
    tylko wtedy masz szansę wytrwać i nie fundować żonie dodatkowej huśtawki
    emocjonalnej. A jeżeli odejdziesz to też bezpowrotnie, żeby nie fundować żonie
    huśtawki emocjonalnej. Decyzję musisz podjąć Ty, i sądzę, że tak naprawdę już
    zdecydowałeś jaka ona będzie.

    co do nie pokazywanie dziecku - napisałeś, ze żona ma depresję lękową, z tego
    co piszesz z pewnośćią walnie przyczyniłeś się do jej powstania. Jest chora a
    chory człowiek nie wybiera kiedy go boli, w depresji tak włąśnie jest, ze
    człowiek nie panuje i żadne racjonalne argumenty nie pomogą. pomoże jedynie
    ktoś, kto w danej chwili zajmie się dzieckiem. Z własnych doświadczeń mogę
    powiedzieć,że po jakimś czasie człowiek trochę nad tym jest w stanie zapanować.
  • g0sik 28.08.06, 11:05
    >rozpad malzenstwa= rozpad rodziny. dziecko najlepiej rozwija sie wychowujac
    >sie na codzien z obojgim rodzicow.

    Pod warunkiem, że rodzice kochają się i szanują. Nie warto być razem tylko dla
    dzieci, one szybko wyczuwają jak jest między rodzicami. Wątpię, aby po latach
    takiego związku szanowały matkę histeryczkę i szantażystkę i ojca zdradzającego
    ją na prawo i lewo. Zresztą wcześniej czy później autor wątku uodporni się na
    próby szantażu. Zamiast zostawać z żoną dla dziecka, uczciwiej byłoby gdyby
    wyprowadził się do tej, o której ciągle myśli i z którą sypia...
  • tux_rh 28.08.06, 11:16
    g0sik napisała:

    >Zamiast zostawać z żoną dla dziecka, uczciwiej byłoby gdyby
    > wyprowadził się do tej, o której ciągle myśli i z którą sypia...
    W większości piszecie o samczych zapedach, chuci itp. Myślę, że nie jestem
    stereotype faceta. Skoro nie "ulżyłem" sobie z żona i nie SYPIAM z obecną bliska
    mi osoba to chyba troche się mylicie - prawda? Nie zdradzam żony na lewo i prawo.
  • la.loba 28.08.06, 12:06
    tux_rh- zostanę pewnikiem zlinczowana przez inne samotne mamy za moja postawę
    ale i tak ci napisze co myslę. Nie bedę Cię oceniać, bo nie jestem bogiem - to
    twoje życie, twoje problemy,ale pytaleś sie o rade. Jak jestes zakochany i nie
    wyobrażasz sobie dalszego życia z żoną to od niej odejdź, z szacunku do siebie i
    do niej. Bez powrotów, bez rozmów, bo w ten sposób dajesz jej nadzieję, że
    jeszcze coś do niej czujesz. NIE możesz jej pomóc- nie Ty. Pogódź się z tym , że
    ją zraniłeś, że przez Ciebie jest nieszczęśliwa i pozwól jej samej sie z tego
    podnieść. Ty poprostu odejdź nie zważając na jej zaplakana twarz, szantaż, na
    dziecko- niestety ale musisz być zimny jak ryba, żeby twoja żona nie miala
    nadziei, skoro jak sam piszesz nie potrafisz z nią żyć.
  • tux_rh 28.08.06, 12:38
    la.loba napisała:

    >Pogódź się z tym , że
    > ją zraniłeś, że przez Ciebie jest nieszczęśliwa i pozwól jej samej sie z tego
    > podnieść. Ty poprostu odejdź nie zważając na jej zaplakana twarz, szantaż, na
    > dziecko- niestety ale musisz być zimny jak ryba, żeby twoja żona nie miala
    > nadziei, skoro jak sam piszesz nie potrafisz z nią żyć.

    Zobacz co odpisałem nataszy
    (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=47595068&a=47604829) Już
    próbowałem być zimny i nieugięty. Ale to nic nie daje a serce mi sie kraje jak
    widze moja mame, która tam jedzie zobaczyć czy wszystko OK i wraca z płaczem, że
    dziecko tylko czeka na mnie i płacze razem z nią. Jak babcia go zajmie to
    zapomina, ale jak mama na okragło płacze i mówi, że tatuś ich zostawił, bo ich
    nie kocha to dziecko też wpadniew depresję. Wg mnie po tym wszystkim to każda z
    Was wywaliła by mnie już dawno i podniosła się z tego. Nie wiem czy chiałybyscie
    mnie widzieć czy nie, ale myślę, że wiecie, że kontakt dziecka z objgiem
    rodziców jest ważny. Poza tym znam kolege który pracuje w innym miescie i widzi
    się z rodzina na świeta i w weekendy. I tez jakoś żyją i sa rodziną.
  • la.loba 28.08.06, 12:44
    nie masz "próbować" być zimny i nieugiety ty masz taki być, bo co z tego ,że
    mówisz że nie kochasz skoro wracasz jak bumerang- dajesz żonie tym samym nadzieje
  • tux_rh 28.08.06, 12:50
    la.loba napisała:

    > nie masz "próbować" być zimny i nieugiety ty masz taki być, bo co z tego ,że
    > mówisz że nie kochasz skoro wracasz jak bumerang- dajesz żonie tym samym nadzi
    > eje
    Ale jak to zrobić? Tak wiem to mój problem, ale nie jestem skurw@%@ który
    odchodzi. Zależy mi na tym by było to załatwione jak na 21 wiek przypada. Nie
    idę do lasu i jak widze ładną samicę to w łeb i do jaskinii. No sory, ale te
    czasy mineły. Poza tym europa nie uznaje tez wielożeństwa (ja też), ale to nie
    znaczy, że ludzie nie mogą się rozejść. Nie jestem pijakiem, nie bije żony. Ja
    jej już nie kocham to wszystko. To czy niemożna tego rozwiązać w sposób, który
    uważam, za rozsadny. Dogadac sie kto ma jakie obowiązki, kiedy wakacje co ze
    szkołą i płaceniem na dziecko i zakończyć to. Ja tak chce, ale nie potrafię byc
    jak ta pieprzona ryba czy góra lodowa, bo mnie po tych 2 dniach bycia takim też
    serce pęka. Nie mnie to mój problem i chyba będę musiał tak postapić. Nie wiem
    tylko jak to wpłynie na psychikę dziecka.
  • natasza39 28.08.06, 12:54
    tux_rh napisał:
    Nie jestem pijakiem, nie bije żony. Ja
    > jej już nie kocham to wszystko. To czy niemożna tego rozwiązać w sposób, który
    > uważam, za rozsadny.

    Jak byłbyś pijakiem i codziennie klepałbyś ją po buzi, to zareczam Ci, że
    pozwoliłaby Ci odejśc.
    A i jeszcze jedno....
    Musze Cię zmartwić, ale jak zona powie w sądzie, że Cię kocha i na rozwó się
    nie zgdza, to ty go raczej nie dostaniesz...
  • tux_rh 28.08.06, 13:01
    natasza39 napisała:

    > A i jeszcze jedno....
    > Musze Cię zmartwić, ale jak zona powie w sądzie, że Cię kocha i na rozwó się
    > nie zgdza, to ty go raczej nie dostaniesz...

    Są na to 2 sposoby. Myśląc 2 lata nad tym jak odejść człowiek zastanawia się na
    dwiloma rzeczami. Jeden sposób to oczywiście wyprowadzć się i udowodnić, że
    nastapiło trwałe i ...ble, ble, ble rozpad związku. A drugi to dziecko na kartę
    rowerową jeśli pierwszy sposób zawiedzie. To drugie to idiotyczne, ale
    zaproponowane jako OSTATECZNOŚĆ przez moja partnerkę.Ja nawet o tym nie pomyślałem.
  • mauretta 28.08.06, 23:28
    Jak byłbyś pijakiem i codziennie klepałbyś ją po buzi, to zareczam Ci, że
    pozwoliłaby Ci odejśc.
    A i jeszcze jedno....
    Musze Cię zmartwić, ale jak zona powie w sądzie, że Cię kocha i na rozwó się
    nie zgdza, to ty go raczej nie dostaniesz... -

    Natasza ,to stare dzieje. Teraz rozwod mozna dostac na pstrykniecie palcem.
    Jesli udowodni ,ze nastapil zupelny i trwaly rozpad malzenstwa to rozwod
    dostanie i wielka milosc zony nie pomoze ani to,ze sa dzieci.
    --
    SmutnoCi ?Eeeesmile
  • pesher 28.08.06, 13:06
    Jak ja sie ciesze, ze w moim malzenstwie to ja okazalam sie "facetem z jajami".
    Moj ex tez jest "uczuciowym mezczyzna" i wlasnie czytajac Twoje opowiesci z
    calego watku wiem, czego uniknelam. Pastwienia sie psychicznego trwajacego 2
    lata (sic!). Koszmar.. Co Ty fundujesz swojemu dziecku? Przeciez zdecydowales
    sie byc z Twoja partnerka. Wiec szybkie ciecie, bolu zonie nie oszczedzisz
    bawiac sie w odchodzenia i powroty, wrecz przeciwnie, zwiekszasz ten bol.
    Efekty juz sa: depresja Twojej zony. Wiec na co jeszcze czekasz? Az
    rzeczywiscie bedzie w takim stanie psychicznym, ze zamiast mowic o samobojstwie
    po prostu to zrobi?

    Wybacz, ale nie potrafie zdobyc sie na zrozumienie Ciebie. Nie mowiac o
    szacunku. I nie dlatego, ze podjales taka a nie inna decyzje, bo zycie ludzkie
    sie roznie uklada i rzeczywiscie czasem swoja druga polowke spotykamy pozniej,
    kiedy juz mamy zobowiazania, ale dlatego, ze przez Twoje dobre checi zgotowales
    pieklo dwom kobietom i dziecku.

    --
    Jestem Kobieta Zwyczajna
  • judytak 28.08.06, 13:39
    dla mnie nie do wyobrażenia jest ciąganie takiej sytuacji przez trzy lata
    w moich oczach jest to znacznie większe świństwo, niż powiedzenie raz a
    zdecydowanie "przepraszam, do widzenia"
    można po rozstaniu z żoną tak układać stosunków, żeby były w miarę normalne
    jeśli wiesz, jak możesz i jak chcesz jej i dziecku ułatwić sytuację po twoim
    odejściu (np. zostawisz mieszkanie, płacisz alimenty, często i w uzgodnionym
    terminie spędzasz czas z dzieckiem, itp. itd.), to ta zostawiona żona, chociaz
    przeżywa szok, to jednak wie, na czym stoi, wie, z czym ma liczyć, przeżywa
    żałobę po związku, i się nauczy z tym żyć
    a tak, to łudzi się, i łudzi się, aż całkiem straci zdrowie (psychiczne,
    fizyczne)
    (partnerka też zresztą łudzi się, i łudzi się, a w razie czego obudzi się z
    ręką w nocniku...)

    to tak z jednej strony

    z drugiej: wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że z twojego opisu wynika, że
    zakochałeś się, jak żona była w połowie ciąży
    związek z partnerką zaczął się gwałtownie rozwijać w tym czasie, kiedy się
    rodziło wasze dziecko
    postanowiłeś się wyprowadzić, kiedy syn miał 6 miesięcy

    i jeszcze ty chcesz mi opowiadać, że... no, cokolwiek...
    hcesz mnie traktować takimi opowieściami, jakie kupuje twoja partnerka...
    biedna...

    Judyta

  • lilith76 28.08.06, 13:45
    Piszesz, że żona jest depresji i korzysta z pomocy psychologa. W takim stanie ona nie podejmie żadnej racjonalnej decyzji, bo ma w głowie szkło zniekształcające rzeczywistość i poczucie, że wszystko idzie źle, nie ma nadziei, nie ma wyjść z sytuacji. Z czasem ona tę depresję potraktuje jak smycz na utrzymanie ciebie przy sobie.

    Wiem, że to mało popularne może, ale farmakologia działa cuda. Nie wiem jakie ma do tego podejście jej psycholog.

    Co do opieki nad dzieckiem po twoim ewentualnym odejściu zastanów się nad opiekunką do dziecka (wysoki koszt), czy samodzielnym odbieraniu dziecka z przedszkola i opiece zanim matka nie wróci z pracy (męczące, ale mój facet tak właśnie robi - udało mu się zmienić godziny pracy).

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • tux_rh 28.08.06, 14:05
    lilith76 napisała:

    > Co do opieki nad dzieckiem po twoim ewentualnym odejściu zastanów się nad opiek
    > unką do dziecka (wysoki koszt), czy samodzielnym odbieraniu dziecka z przedszko
    > la i opiece zanim matka nie wróci z pracy (męczące, ale mój facet tak właśnie r
    > obi - udało mu się zmienić godziny pracy).

    Opiekunka to ciężka sprawa. Po pierwsze o jakąkolwiek ciężko, a poza tym dziecko
    tez musi ją polubić. Najlepiej było by gdyby babcia raczyła pomóc własnej córce,
    a nie tylko ją dobijać. Ja chętnie bym pomógł, ale jeśli odejdę to do innego
    miasta. Więc odbieranie malucha z przedszkola raczej odpada...
  • lilith76 28.08.06, 14:12
    O nie, kochany,
    To ty rozprułeś rodzinną makatkę, więc nie zwalaj skutków na teściową. Matka twojej żony może, ale nie musi jej pomagać, to jej dobra wola.
    Zamiast wyszukiwać minusów jakiegoś rozwiązania, poszukaj plusów (opiekunka/przedszkole).
    Jak tak będziesz hamletyzować, to zacznę podejrzewać, że obecna sytuacja sprawia ci jednak jakąś frajdę.

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • imagine73 28.08.06, 14:32
    I jeszcze jedno malutkie pytanko wink
    Jestes pewien , ze gdy Twoja nowa kobieta zajdzie w ciaze , to Ty nie
    zaczniesz "rozmow" z jakas nowsza pania ? Cosik mi sie wydaje,ze mimo
    wszystko,co nam tu opowiadasz jestes bardzo nieodpowiedzialnym czlowiekiem wink

    Bo tak obiektywnie patrzac, to wyglada tak: poznajesz kobiete,slubujesz jej
    milosc na dobre i na zle,do konca swiata... Plodzisz dziecko i przeskakujesz na
    inny kwiatek,ktory nie musi byc wcale tym ostatnim kwiatkiem.
    Nie gniewaj sie , ale to tak wyglada. Zastanow sie dobrze ,czy oby tak
    rzeczywiscie nie jest?

    smile))
    --
    smile))
  • tux_rh 28.08.06, 14:41
    imagine73 napisała:

    > I jeszcze jedno malutkie pytanko wink
    > Jestes pewien , ze gdy Twoja nowa kobieta zajdzie w ciaze , to Ty nie
    > zaczniesz "rozmow" z jakas nowsza pania ? Cosik mi sie wydaje,ze mimo
    > wszystko,co nam tu opowiadasz jestes bardzo nieodpowiedzialnym czlowiekiem wink

    Wielkie dzięki. To, że szukam pomocy na tym forum chyba dość dobrze oddaje stan
    mojego ducha i myślałem, że jestes jedną z tych kobiet, które mimo wszystko
    próbują spojrzeć na mój problem inaczej. A Ty teraz podobnie jak przedmówczynie
    owijasz w papierek chuć, plemniki i co one tam jeszcze wymyśliły. No sorki, ale
    po Twoich wcześniejszych wypowiedziach nie sądziłem, że napiszesz coś takiego.
    Nie płodze dziecie na lewo i prawo bo już tego jednego robaczka mi żal a co
    dopiero jak bym narobił cała gromadę. Prosze Cię trochę więcej dystansu i
    poczytaj co pisze natasza. Ona rozumie problem i nie oskarza mnie o myslenie
    innym organem niz mózg...

    > Bo tak obiektywnie patrzac, to wyglada tak: poznajesz kobiete,slubujesz jej
    > milosc na dobre i na zle,do konca swiata... Plodzisz dziecko i przeskakujesz
    na inny kwiatek,ktory nie musi byc wcale tym ostatnim kwiatkiem.
    > Nie gniewaj sie , ale to tak wyglada. Zastanow sie dobrze ,czy oby tak
    > rzeczywiscie nie jest?

    Wiem, że tak to wygląda, ale wierzcie lub nie chciałem tego dziecka, powiem
    więcej LECZYŁEM się tak, leczyłem się by je mieć. Zadowolone? Więc to nie moje
    ego i nie wiem co jeszcze mówi mi zmień kobietę bo ta już zapłodniona. Prosze,
    jesli tak maci episać to sobie darojcie. Nie znudziło mi się bycie tata tylko
    nie kocham żony. Na tym tle sa kłutnie i to jest problemem tego wszystkiego co
    napisałem.
  • tux_rh 28.08.06, 14:33
    lilith76 napisała:

    > O nie, kochany,
    > To ty rozprułeś rodzinną makatkę, więc nie zwalaj skutków na teściową. Matka tw
    > ojej żony może, ale nie musi jej pomagać, to jej dobra wola.

    Pisałem o tym wcześniej, że nawet nie chodzi o to by opiekowała się małym, ale
    by pomogła przynajmniej na początku kiedy jest najtrudniej... Nie będe sie
    powtarzał.

    > Zamiast wyszukiwać minusów jakiegoś rozwiązania, poszukaj plusów (opiekunka/prz
    > edszkole).
    > Jak tak będziesz hamletyzować, to zacznę podejrzewać, że obecna sytuacja
    sprawi a ci jednak jakąś frajdę.

    Oj chyba nie czytałaś wszystkiego... Nieważne. Powtórzę, że malec może iśc do
    przedszkola najwczesniej na wiosnę, a teraz jest w takim szoku, że nie zostanie
    z nikim kogo nie zna. Więc dla tego pomoc teściowej była by wielką pomoca, a tak
    trochę cieżko zostawić wszystko i uciec jak szczur z tonącego okrętu. Dla tego
    to trwa.
  • lilith76 28.08.06, 14:41
    Ale nie możesz wymagać od teściowej aby załatwiała za ciebie "czarną robotę". Teściowe bywają różne - jedne opiekują się wnuczętami, są podporą dla córek, inne mają swoje życie i chcą się zająć sobą.
    A co z twoją mamą? Dlaczego ma nie wziąć na barki jeszcze jednego wnuczka? Niech będzie ci podporą w ciężkich chwilach.

    Jest jeszcze opcja luskusowa, że dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola, nie podrośnie ty bierzesz na siebie utrzymanie syna i niepracującej żony.
    Pamiętaj też, że jeśli twoja żona uzyska rozwód z twojej winy, to nawet nie musi się śpieszyć do pracy, bo będzie mieć alimenty i na dziecko, i na siebie.

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • tux_rh 28.08.06, 14:48
    lilith76 napisała:

    > Ale nie możesz wymagać od teściowej aby załatwiała za ciebie "czarną robotę". T
    > eściowe bywają różne - jedne opiekują się wnuczętami, są podporą dla córek, inn
    > e mają swoje życie i chcą się zająć sobą.
    > A co z twoją mamą? Dlaczego ma nie wziąć na barki jeszcze jednego wnuczka? Niec
    > h będzie ci podporą w ciężkich chwilach.

    Bardzo chętnie by się podjęła, ale to awykonalne więc nie będe tego dalej
    rozwijał. Może uda się tak, że przez miesiąc moja mama będzie się non stop
    opiekowała wnukiem, ale później trzeba "normalności" by mały mógł zostać z
    opiekunką.

    > Jest jeszcze opcja luskusowa, że dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola, nie
    > podrośnie ty bierzesz na siebie utrzymanie syna i niepracującej żony.
    > Pamiętaj też, że jeśli twoja żona uzyska rozwód z twojej winy, to nawet nie mus
    > i się śpieszyć do pracy, bo będzie mieć alimenty i na dziecko, i na siebie.

    Żona pracuje i sądzę by dostała alimenty na siebie. Ja jestem chętny płacić na
    dziecko, pomagac im (przeczytaj od początku) tylko żona nie chce nic. Woli by
    było jak jest, a to wyniszcza ją i mnie o dziecku nawet nie wspomnę... Nie znam
    się na alimentach, ale idiotyczne wydawało by mi się gdyby sąd zasądził
    alimenty, których nie moge zapłacić mając do utrzymania druga rodzinę. Przeciez
    w ten sposób karał by ta druga rodzinę. To idiotyczne. A ja płacił bedę i
    opiekował się też. Więc to NIE KWESTIA pipeniędzy.
  • lilith76 28.08.06, 14:54
    > Żona pracuje i sądzę by dostała alimenty na siebie. Ja jestem chętny płacić na
    > dziecko, pomagac im (przeczytaj od początku) tylko żona nie chce nic. Woli by
    > było jak jest, a to wyniszcza ją

    Tak niestety bywa w depresji sad
    Od tego trzeba zacząć.

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • imagine73 28.08.06, 15:10
    Wiem ze masz problem. Nie bylo moim zamiarem Cie osadzac i prawic moralow.
    Zadaje pytania,pisze jak mozna te Twoja sytuacje odbierac stojac obok.

    Niepotrzebnie sie na mnie unosisz.Nie mam zamiaru Ci w jakikolwiek sposob
    dopiekac.Szukasz odpowiedzi ? Musisz poznac zdanie innych,Twojej zony rowniez!
    A tak to wychodzisz na mieczaka,ktory sie nieszczesliwie zakochal i gotow jest
    poswiecic rodzine dla tego uczucia.
    Nie Ty pierwszy i nie ostatni,wiec chyba nie masz sie co tak przejmowac.
    Chcesz abysmy psioczyly na tesciowa , ze nie chce Ci pomoc w opuszczeniu swojej
    corki? Kurcze, poczytaj sam siebie ,co ty wypisujesz?

    Sorry, nie chcialam byc wredna wink

    --
    smile))
  • tux_rh 28.08.06, 15:19
    imagine73 napisała:

    > Wiem ze masz problem. Nie bylo moim zamiarem Cie osadzac i prawic moralow.
    > Zadaje pytania,pisze jak mozna te Twoja sytuacje odbierac stojac obok.
    OK. Zrozumiałem. Ale wydawało mi się, że czytasz od początku i wiesz w czym
    problem. Że to nie sex a psychika grają rolę. Nieważne...
    >
    > Niepotrzebnie sie na mnie unosisz.Nie mam zamiaru Ci w jakikolwiek sposob
    > dopiekac.Szukasz odpowiedzi ? Musisz poznac zdanie innych,Twojej zony rowniez!
    > A tak to wychodzisz na mieczaka,ktory sie nieszczesliwie zakochal i gotow jest
    > poswiecic rodzine dla tego uczucia.
    > Nie Ty pierwszy i nie ostatni,wiec chyba nie masz sie co tak przejmowac.

    Sorki jeśłi to źle odebrałaś, ale myślałem że mnie ostarżasz o te idiotyzmy,a
    nie widzisz prawdziwego problemu jakim jest dziecko, brak opieki i choroba żony.

    > Chcesz abysmy psioczyly na tesciowa , ze nie chce Ci pomoc w opuszczeniu
    swojej
    >
    > corki? Kurcze, poczytaj sam siebie ,co ty wypisujesz?
    Pożaliłem sie na teściową, bo nie znam takiej mamy, która wśród znajomych w
    podobnych sytuacvjach nie oferowała by pomocy. Tyle tylko mam do powiedzenie o
    teściowej. Poza tym jestem jej wdzięczny, za te 3 latka wychowywania małego. To
    chyba jest złe, że nie pomaga córce. Nie mam o nic innego pretensji wiec temat
    teściowej zamykamy OK. Nie ona jest klu programu. A Ty jakoś tak na mnie z tego
    powodu naskoczyłaś.

    > Sorry, nie chcialam byc wredna wink
    OK. Lecę do domu... Do mamy. Zobaczymy co dzisiejszy dzień jeszcze przyniesie.
    Dziekuję.
  • berkot 28.08.06, 15:34
    tux_rh napisał:
    "... Nie znam się na alimentach, ale idiotyczne wydawało by mi się gdyby sąd zasądził alimenty, których nie moge zapłacić mając do utrzymania druga rodzinę. Przeciez w ten sposób karał by ta druga rodzinę. To idiotyczne. A ja płacił bedę i opiekował się też. Więc to NIE KWESTIA pipeniędzy."

    To jednak jest kwestia pieniedzy, a na pewno bedzie , gdy zamieszkasz z nowa kobieta. Zycze Ci dotrzymania obietnicy odnosnie alimentów, spotkań, ale zycie z reguly pokazuje, ze jak jest nowa partnerka to i ewentualne nowe potomstwo - finansowo, czasowo, i uczuciowo bardziej korzysta niz "stare dzieci". Przerabiam to na co dzień, wiec wiem co mowie.
    Mam nadzieje, że Twoja nowa partnerka nie zawiedzie oczekiwan we wszystkich aspektach zwiazanych z Twoim dzieckiem, lub tez Twoja zona nie zrobi z dziecka karty przetargowej.
    Poza tym co to za gadanie o karze dla drugiej rodziny, tak rozpatrując obecna jeszcze zona ma to w nagrode?



  • mauretta 29.08.06, 00:20
    berkot napisała:

    > tux_rh napisał:
    > "... Nie znam się na alimentach, ale idiotyczne wydawało by mi się gdyby sąd za
    > sądził alimenty, których nie moge zapłacić mając do utrzymania druga rodzinę. P
    > rzeciez w ten sposób karał by ta druga rodzinę. To idiotyczne. A ja płacił bedę
    > i opiekował się też. Więc to NIE KWESTIA pipeniędzy."
    >
    > To jednak jest kwestia pieniedzy, a na pewno bedzie , gdy zamieszkasz z nowa ko
    > bieta. Zycze Ci dotrzymania obietnicy odnosnie alimentów, spotkań, ale zycie z
    > reguly pokazuje, ze jak jest nowa partnerka to i ewentualne nowe potomstwo - fi
    > nansowo, czasowo, i uczuciowo bardziej korzysta niz "stare dzieci". Przerabiam
    > to na co dzień, wiec wiem co mowie.
    > Mam nadzieje, że Twoja nowa partnerka nie zawiedzie oczekiwan we wszystkich as
    > pektach zwiazanych z Twoim dzieckiem, lub tez Twoja zona nie zrobi z dziecka ka
    > rty przetargowej.
    > Poza tym co to za gadanie o karze dla drugiej rodziny, tak rozpatrując obecna j
    > eszcze zona ma to w nagrode?

    Ja jeszcze mam tylko nadzieje,ze nowa partnerka wie co ja czeka i z pelna
    swiadomoscia decyduje sie na zycie z mezczyzna po przejsciach.Tylko tak jak
    berkot napisal ,ze zycie z reguly pokazuje, ze jak jest nowa partnerka to i
    ewentualne nowe potomstwo - finansowo, czasowo, i uczuciowo bardziej korzysta
    niz "stare dzieci".
    Jak narazie szukasz tutaj pomocy i pytasz o rade jak bezbolesnie wyrwac sie od
    zony i to jest obecnie Twoj najwiekszy problem a ja ci powiem,ze problemy to sie
    dopiero zaczna.Bezbolesnie sie nie da tak jak tu wiekszosc pisze.Wiem,ze masz
    swoja wizje tego jak to powinno wygladac ,ale zycie lubi platac figle i wywracac
    sie do gory nogami ,tak jak ty miedzy innymi wywrociles je zonie i sobie.Nie
    zdziw sie,jak Twoja nowa partnerka powie Ci odchodze ,nie potrafie tak zyc,albo
    ja albo byla zona bo tak tez moze byc.
    >
    >
    >


    --
    SmutnoCi ?Eeeesmile
  • tux_rh 29.08.06, 08:07
    mauretta napisała:


    > Jak narazie szukasz tutaj pomocy i pytasz o rade jak bezbolesnie wyrwac sie od
    > zony i to jest obecnie Twoj najwiekszy problem a ja ci powiem,ze problemy to sie
    > dopiero zaczna.Bezbolesnie sie nie da tak jak tu wiekszosc pisze.Wiem,ze masz
    > swoja wizje tego jak to powinno wygladac ,ale zycie lubi platac figle i wywraca
    > c
    > sie do gory nogami ,tak jak ty miedzy innymi wywrociles je zonie i sobie.Nie
    > zdziw sie,jak Twoja nowa partnerka powie Ci odchodze ,nie potrafie tak zyc,albo
    > ja albo byla zona bo tak tez moze byc.

    Oczywiście, że tak może być. Wiem, że życie zweryfikuje wiele z tego co ja sobie
    wymarzyłem z tym co naprawdę da sie zrobić. Ale rozmawiamy o tym z moją mam
    nadziję przyszłą żoną i ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ja
    mam/miałem rodzine i na pewno dopóki nie zacznę zaniedbywać jej i może naszego
    dziecka to nie powie mi odchodze...A ja nie chce wejść 2 razy do tej zsamej
    wody, bo musiał bym nabrpełnić duuuzy basen by to zrobić. Życie płynie, a ja nie
    potrafię przytulić się do żony. Czuję się źle, że puszę to robic na przymus więc
    żyjemy "obok" dla dziecka. Oboje czasami o to wybuchamy. Dla tego proszę o
    poradę jak żonie wyjaśnić, że to nie ma sensu i że lepiej będzie jak się
    rozstaniemy. To było celem tego watku. Nie moja sytuacja. Bo to mój problem. Ja
    pytam kobiety, które moją podobne przejścia za sobą o to jak to zrobić, by
    podczas "normalnej" rozmowy nie krzyków i kłutni wyjaśnić sobie kto jakie ma
    obowiązki wobec dziecka i odejść.
  • imagine73 28.08.06, 14:52
    <<Oj chyba nie czytałaś wszystkiego... Nieważne. Powtórzę, że malec może iśc do
    przedszkola najwczesniej na wiosnę, a teraz jest w takim szoku, że nie zostanie
    z nikim kogo nie zna. Więc dla tego pomoc teściowej była by wielką pomoca, a tak
    trochę cieżko zostawić wszystko i uciec jak szczur z tonącego okrętu. Dla tego
    to trwa.**



    Moze jednak zadaj sobie pytanie sam. Na kim bardziej Ci zalezy ? Na dziecku czy
    na nowej przyszlej kochance/zonie ? Czyje zycie i szczescie jest tu
    wazniejsze ? Twoje/dziecka ?
    Masz obowiazki wzgledem tej rodziny i jestes za nich odpowiedzialny ,czy tego
    chcesz ,czy tez nie.... Mysle , ze o tym doskonale wiesz i to nie daje Ci
    odejsc. Jako kobieta doskonale rozumie co czuje teraz Twoja zona i uwierz mi
    zadna milosc swiata nie rozgrzeszy Cie z tego co jej teraz robisz...


    Wybacz , ale dla mnie to jest chore.Zostawic syna dla jakiejs laski. No
    coz.Widocznie Twoja milosc do niego jest malutka jak orzeszek sad Tym bardziej
    jest z Toba zle jesli potrafisz byc szczesliwy kosztem wlasnego dziecka....

    To byl moj kubel zimnej wody dla Ciebie ...Moze przesadzilam w tej
    wypowiedzi,sorry, ale Twoje argumenty coraz mniej mnie przekonuja.Piszesz o
    dziecku tak jakby bylo jakims pluszowym miskiem,zabawka, ktora mozna podrzucic
    na przechowanie babci , lub calkiem zamknac na strychu. Abys tylko Ty mogl byc
    szczesliwy... Smutne....
    --
    smile))
  • lilith76 28.08.06, 15:01
    Bez przesady.
    On nie zostawia syna.
    I nie byłoby tego wątku gdyby nie martwił się o jego.
    Gdyby syn był dla niego pluszowym misiem facet dawno zwinąłby się z walizkami rzucając w drzwiach "weź opiekunkę" albo "niech się teraz teściowa pomartwi".

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • tux_rh 28.08.06, 15:09
    imagine73 napisała:

    > Moze jednak zadaj sobie pytanie sam. Na kim bardziej Ci zalezy ? Na dziecku czy
    >
    > na nowej przyszlej kochance/zonie ? Czyje zycie i szczescie jest tu
    > wazniejsze ? Twoje/dziecka ?

    Nie można tego porównywać. Teraz mówisz jak moja żona. Jak mam porównać miłośc
    do kobiety z miłościa do dziecka. Prosze Cię nie mów nawet takich rzeczy bo
    zacznę w Ciebie wątpić... Czytałas od początku? Mam nadzieję. To wiesz jaka jest
    sytuacja i, że chore jest bycie razem "dla dobra dziecka". Dla tego podjąłem
    decyzje. Chce tylko by żona to zrozumiała i pozwoliła sobie pomóc.
    > Masz obowiazki wzgledem tej rodziny i jestes za nich odpowiedzialny ,czy tego
    > chcesz ,czy tez nie.... Mysle , ze o tym doskonale wiesz i to nie daje Ci
    > odejsc. Jako kobieta doskonale rozumie co czuje teraz Twoja zona i uwierz mi
    > zadna milosc swiata nie rozgrzeszy Cie z tego co jej teraz robisz...
    >
    >
    > Wybacz , ale dla mnie to jest chore.Zostawic syna dla jakiejs laski. No
    > coz.Widocznie Twoja milosc do niego jest malutka jak orzeszek sad Tym bardziej
    > jest z Toba zle jesli potrafisz byc szczesliwy kosztem wlasnego dziecka....
    >
    > To byl moj kubel zimnej wody dla Ciebie ...Moze przesadzilam w tej
    > wypowiedzi,sorry, ale Twoje argumenty coraz mniej mnie przekonuja.Piszesz o
    > dziecku tak jakby bylo jakims pluszowym miskiem,zabawka, ktora mozna podrzucic
    > na przechowanie babci , lub calkiem zamknac na strychu. Abys tylko Ty mogl byc
    > szczesliwy... Smutne....
    Nie wiem czemu wyciagasz takie błedne wnioski, ale dziecko to nie zabawka.A
    pisze o babci czy opiekunce bo to jest jeden z tych przyziemnych problemów,
    które nalezy rozwiazać, by żona mogła dalej jakoś funkcjonować. Nie wiem czy to
    do Ciebie nie trafiło, ale tak własnie jest. A nie buduję szcześcia swojego na
    trupach i cierpieniu innych, bo to dla mnie też przykre. Ale wolę to bo jak
    czytałas to lepsze niż życie w związku bez miłości. Zgadzam się z ta opinią i
    dla tego wole odejść. A pytam tylko jak to zrobić, by nie bolało. Niestety nie
    da się tak, ale zerwać od¶eki próbowałem i też źle. Szukam złotego środka, ale
    widzę, że go nie ma. Dzięki za wszystkie wypowiedzi. Wolę odejśc, bo jak mały
    podrośnie to nie będzie czuł w domu miłości tylko "bycie razem" dla niego. A to
    jest chore. I na szczęście są tu kobiety, które się ze mną zgadzają.
  • floric 30.08.06, 13:35
    >Najlepiej było by gdyby babcia raczyła pomóc własnej córce

    od cudzych matek to ty sie k*rwa odstosunkuj


    --
    Miejsce na Twoją reklame.
  • mycha555 28.08.06, 15:36
    Jestem kobietą. Zgadzam się z Tobą. Życie w związku bez miłości tylko dla dobra
    dziecka jest bez sensu i nie przyniesie nic dobrego nikomu. Szczególnie
    dziecku. I ja na Twoim miejscu też bym odeszła... Masz jedno życie i masz prawo
    być szczęśliwy. Skoro Twoja partnerka tak długo czeka na Ciebie to widać
    również Cię kocha. Nie skrzywdź tylko synka. Musi czuć, że tata kocha go
    bezgranicznie najbardziej na świecie.
    Rozumiem Cię... Wiem również, że przed miłością nie można uciec... Nawet gdy
    jest zakazana.
    I jeszcze jedno. Nie jesteś złym facetem i palantem myślącym tylko swoją jedną
    częścią ciała. Czytam tą dyskusję od rana i dopiero teraz postanowiłam się
    odezwać. To bardzo ważne, że martwisz się o żonę. Tylko nie pozwól się jej
    szantażować.
    Z całego serca życzę Ci powodzenia.
  • imagine73 28.08.06, 16:08
    mycha555 napisała:

    > Jestem kobietą. Zgadzam się z Tobą. Życie w związku bez miłości tylko dla
    dobra
    >
    > dziecka jest bez sensu i nie przyniesie nic dobrego nikomu. Szczególnie
    > dziecku. I ja na Twoim miejscu też bym odeszła... Masz jedno życie i masz
    prawo
    >
    > być szczęśliwy. Skoro Twoja partnerka tak długo czeka na Ciebie to widać
    > również Cię kocha. Nie skrzywdź tylko synka. Musi czuć, że tata kocha go
    > bezgranicznie najbardziej na świecie.
    > Rozumiem Cię... Wiem również, że przed miłością nie można uciec... Nawet gdy
    > jest zakazana.
    > I jeszcze jedno. Nie jesteś złym facetem i palantem myślącym tylko swoją
    jedną
    > częścią ciała. Czytam tą dyskusję od rana i dopiero teraz postanowiłam się
    > odezwać. To bardzo ważne, że martwisz się o żonę. Tylko nie pozwól się jej
    > szantażować.
    > Z całego serca życzę Ci powodzenia.

    Hej Myszko smile

    Nie zgadzam sie z Toba tak calkiem do konca. Bylam w podobnej sytuacji jak
    autor tego watku i wiem , ze wszystko sie da,jesli tylko postawisz na dobro
    dziecka.
    Moj maz zdradzil mnie kiedy bylam w ciazy.Nie bylo to z jakiejs tam wielkiej
    milosci,ot taki skok w bok, ktory zawazyl na calym naszym zyciu.Pewnie,ze w
    pierwszej chwili powiedzialam PRECZ! Ale po jakims czasie usiedlismy naprzeciw
    siebie i wyjasnilismy sobie wiele spraw.Kazde z nas chcialo brac czynny udzial
    w wychowaniu malucha,wiec wyjscie bylo tylko jedno.Byc ze soba ...i przynajmiej
    sie szanowac.Nie bylo latwo,ale przyzwyczailam sie do sytuacji.Nie bylo mi
    nawet w glowie poszukiwanie jakis milosnych wrazen.Przestalam chyba wierzyc ,ze
    to uczucie jest mi pisane.
    Nie powiem , abym ten czas stracila.Moze ominelo mnie w zyciu bardzo
    wiele.Milosc ,mezczyzna u mego boku,za ktorym bym poszla w ogien.Zylismy w
    jednym domu,ale nie ze soba tylko "obok". Nie klocilismy sie juz nigdy wiecej o
    przeszlosc.Nigdy nie wracalam do tematu...Tak przeminelo wiele lat,i nie
    zaluje,bo moje dziecko mialo oboje rodzicow przy sobie.Ja i moj maz
    potrafilismy dojsc do porozumienia co do naszego wspolnego dziecka.Ona jest i
    bedzie najwazniejsza w naszym zyciu.I co z tego,ze nie palalismy do siebie juz
    ta sama plomienna miloscia? Ona jest i odchodzi...A milosc do dziecka ,tak
    mysle ,jest wieczna......

    Dalsza moja historie napewno znasz i jak sama widzisz,nie wyszlo mi to na dobre.

    pozdrawiamsmile
    --
    smile))
  • mycha555 28.08.06, 16:32
    Imagine tylko widzisz Twój mąż się nie zakochał... Dla niego to był przygodny
    sex. Tamta dziewczyna nic dla niego nie znaczyła. Wybrał Ciebie i dziecko. Ty
    wybaczyłaś. Tutaj jest inaczej.
    Poza tym nie masz wrażenia, że ominęło Cię coś pięknego..? Życie u boku faceta
    którego kochasz, dla którego żyjesz? Facet który robi wszystko abyś była
    szczęśliwa. Jeśli rodzice są szczęśliwi to i dziecko jest szczęśliwe. Tak
    uważam. Być może poznałabyś cudownego człowieka i bylibyście razem we trójkę?
    Nie wiesz co przyniosłoby Ci życie. Nie wiesz co przyniesie. Nie wiesz tego czy
    nie zakochasz się jeszcze. Tak zupełnie niespodziewanie i szaleńczo.
  • imagine73 28.08.06, 17:02
    mycha555 napisała:

    > Imagine tylko widzisz Twój mąż się nie zakochał... Dla niego to był przygodny
    > sex. Tamta dziewczyna nic dla niego nie znaczyła. Wybrał Ciebie i dziecko. Ty
    > wybaczyłaś. Tutaj jest inaczej.
    > Poza tym nie masz wrażenia, że ominęło Cię coś pięknego..? Życie u boku
    faceta
    > którego kochasz, dla którego żyjesz? Facet który robi wszystko abyś była
    > szczęśliwa. Jeśli rodzice są szczęśliwi to i dziecko jest szczęśliwe. Tak
    > uważam. Być może poznałabyś cudownego człowieka i bylibyście razem we trójkę?
    > Nie wiesz co przyniosłoby Ci życie. Nie wiesz co przyniesie. Nie wiesz tego
    czy
    >
    > nie zakochasz się jeszcze. Tak zupełnie niespodziewanie i szaleńczo.


    Wiesz Myszko ? Wlasnie przed jakimis dwoma laty zakochalam
    sie ,tak "niespodziewanie","szalenczo",na zaboj wink I raczej wyszlo mi to
    uczucie bokiem.Moj "ukochany" zabawil sie moim zyciem jak klockami lego.
    Nie wiem,byc moze mam takiego zyciowego pecha? Nie dane mi jest byc szczesliwa
    w milosci..... Nie dbam juz o to.W zyciu nikomu nie zaufam,bo po prostu nie
    umie. Jak odchodzila ta moja "wielka milosc" ,zostawiajac mnie sama w
    ciazy,jedyne co potrafil powiedziec ,to to, ze nie potrafi wytlumaczyc dlaczego
    tak postepuje...A ja tym bardziej nie potrafie zrozumiec.
    Nie bez powodu zabralam glos w tej dyskusji. W swoim zyciu mialam dwoch
    mezczyzn,i kazdy z nich inaczej podszedl do sprawy DZIECKO. Mam dwie corki.Jedna
    (lat14) wychowywala sie z kochajacym ojcem,a ta druga nawet go nie bedzie
    znala....Czasem jest mi jej tak bardzo zal,bo wiem,ze nie zastapie jej "jego".I
    ja nawet nie wiem co mam o nim jej powiedziec....Jak dobrac slowa,aby jej nie
    zranic.Jest bardzo podobna do ojca....a ja tak patrze w te jej czarne wesole
    oczka i czuje sie bezradna...
    Ale coz ! Przeciez sobie poradzimy wink

    Pozdrawiamsmile
    --
    smile))
  • tux_rh 29.08.06, 08:15
    mycha555 napisała:

    > Z całego serca życzę Ci powodzenia.
    Wyciąłem dużo, ale dziękuję za ta wypowiedz. Większość kobiet atakuje i to jest
    zrozumiałe, bo ja chce zrobić żonie to co one już przecierpiały. Ja staram się
    po pierwsze wykożystać wszystkie dostępne srodki by pomóc żonie w tej sytuacji,
    ale przeciez ja jej nie mogę przytulić i powiedzieć:kochanie nie płacz, kocham
    Cię. Przeciez to chore. Nie mniej żona robi wszystko by mnie zatrzymać mimo, że
    ma opsesję na punkcie mojej partnerki. Nawet jak się z nią rozstałem to i tak
    przez 3 tygodnie non stop mnie kontrolowała. Najgożej jest jak nie ma dostępu do
    mojej poczty i gg. Dostaje obłędu i nakręca się. To jest tragedia tej sytuacji.
    Ja chciałem zostać i poświęcić się dla dziecka, ale ona nie chce. No to do
    jasnej anielki po co to ciągnąć??? Dzieki za to, że wróciłaś do tematu, bo
    troche sie to rozmyło.
  • zwyklyfacet2 28.08.06, 16:26
    Przeczytałem Twojego posta i chwilami miałem wrażenie, że to ja go napisałem.
    Jestem żonatym facetem i mam 6letnie dziecko. Z żoną nie układa się nam
    najlepiej a po tych kilku latach małżeństwa stwierdzam że nie pasujemy do
    siebie. 2 lata temu poznałem inną Kobietę, zakochałem się w niej do szaleństwa
    a ona odwzajemnia mi moją miłość. Doskonale rozumiem wszystko o czym napisałeś
    w swoim liście, rozumiem każde zdanie.
    Ludzie chodzą po świecie i szukają swojej drugiej Połówki, jednym uda się ją
    odnaleźć a innym „wydaje” się że ją odnaleźli. Ci drudzy żyją w nieświadomości
    że ich prawdziwa Połóweczka jest gdzieś tam i może czeka aż ją odnajdą. Tak też
    było ze mną –„wydawało” mi się do momentu aż nie poznałem tej Kobiety która
    teraz tak bardzo kocham. Po tych 2 latach spędzonych z Nią zrozumiałem
    prawdziwe pojęcie słowa „KOCHAM”, bo to Ona nauczyła mnie kochać. Stała się dla
    mnie WSZYSTKIM, jest moim najlepszym przyjacielem, moim najlepszym kolegą, moim
    największym Szczęściem.
    Jest przepiękną Kobietą z którą nie sposób się nie obejrzeć, jak ją poznałem,
    to wręcz się jej trochę bałem, bo jak to, ja przeciętny facet zaczyna rozmawiać
    z „taką” dziewczyną. Jest najbardziej kobieca ze wszystkich kobiet jakie znam.
    Jej sposób poruszania się, jej gesty, uśmiech, wszystko jest perfekcyjne, takie
    jak wymarzone w moim młodzieńczym ideale kobiety. Do tego jest bardzo
    inteligentna, ma wyjątkowe poczucie humoru i tak wrażliwa że w tym małym
    serduszku mieści się tyle dobroci że dałoby się nią obdzielić całe miasto
    ludzi.
    W pierwszym momencie nikt nie jest w stanie powiedzieć czy to zauroczenie czy
    to DOJRZAŁA miłość, nikt nie wstaje rano i nie planuje „a może dzisiaj się
    zakocham”, to przychodzi samo i tak nieoczekiwanie że ani nie wiesz kiedy to
    się stało. Z każdym dniem czułem jak kocham ją bardziej aż pewnego razu, w
    bardzo nieoczekiwany sposób powiedziałem jej to, była chyba bardzo zaskoczona,
    bardzo bałem się czy to nie będzie koniec. A to był początek, początek wielkiej
    miłości.
    Chciałbym Ci napisać o wszystkim co nas łączy i kim dla mnie jest, chciałbym Ci
    o niej opowiedzieć, chciałbym Ci się nią „pochwalić”, ale brakłoby miejsca na
    dysku żeby wszystko spisać.
    Żyliśmy i do dnia dzisiejszego żyjemy w wielkiej konspiracji, nikt poza jedną
    jej przyjaciółką nie wie kim dla siebie jesteśmy. Kradniemy każdą chwilę żeby
    być ze sobą w naszym „drugim życiu”. Śmiejemy się razem, ale i płaczemy razem,
    ja znam całą jej rodzinę mimo że oni mnie nie znają, ona zna moją choć o jej
    istnieniu nikt nie wie. Wstajemy rano razem pisząc sobie „dzień dobry Kochanie”
    a wieczorem kładziemy się spać pisząc „dobranoc”. Są dni że nie widzimy się
    nawet 1 minuty a i tak spędzamy je razem. Rozumiesz o czym mówię prawda ? Ona
    mi pisze że właśnie maluje paznokcie a ja jej że idę zrobić sobie kromkę
    chleba. Takie banalne rzeczy z których składa się całe życie, taka zwykła
    codzienność a z nią tak wyjątkowa. Anita Lipnicka śpiewa „Święta świętość dnia
    bo znalazłam Cię…” Z nią nie ma rzeczy zwykłych. Napisałeś „Jesteśmy ze sobą
    jak nastolatki (wiem, że to głupie, ale to najlepsze porównanie)” Ja doskonale
    wiem o czym mówisz, mam już ponad 30lat w czuję się przy niej jak nastolatek.
    Jak tylko się z nią spotykam to w głowie mi się kręci, mam aż motylki z
    miłości. Odkąd ja poznałem poczułem jakbym zaczął życie od nowa. Zrobiłbym dla
    niej WSZYSTKO, tak jak Ty dla swojej kobiety. Nie potrafię bez niej żyć, nie
    wyobrażam sobie dnia bez niej.
    Jakiś rok temu moja żona znalazła smsy w telefonie. Nie było awantury, wszystko
    przebiegło z jakimś dziwnym spokojem. Żona płakał, chciała odejść i wiesz co,
    nie zatrzymywałem jej, nie powiedziałem słowa przepraszam, nie prosiłem o
    wybaczenie, myślałem tylko o mojej Ukochanej i gdzieś głęboko w sercu miałem
    nadzieje że może właśnie „samo się rozwiązało” to co chcieliśmy zrobić, być ze
    sobą RAZEM. Jak żona wyszła z domu, zaraz napisałem do mojej Kobietki co się
    stało a ona pod "głupim" pretekstem tego że chce jej się chce pić Coca-coli o
    g. 22.00 w nocy wyszła z domu i rozmawialiśmy...
    Po tym zdarzeniu pokochałem ją jeszcze bardziej i jeszcze mocniej uświadomiłem
    sobie że jest dla mnie całym moim Życiem.
    Minął kolejny rok i niestety jestem dalej z moja żoną, ale z żoną
    tylko „JESTEM” bo mieszkamy w jednym domu a z moją Kobietką ŻYJĘ, mimo że
    chodzimy spać osobno… sad((( Wciąż prowadzę podwójne życie, żona nie wie że w
    moim życiu jest inna Kobieta, ta prawdziwa, ta jedyna, ta ukochana i jakbym się
    kiedyś obudził a jej miałoby nie być, to wolę się nie obudzić. W sobotę w nocy
    napisałem mojemu Skarbkowi smsa „będę z Tobą zawsze…” odpisała „Mhm… zawsze”.
    Popłakałem się.
    Bardzo kocham moja córkę, chce dla niej jak najlepiej, ale wiesz… zostawiłbym
    ją gdybym tylko mógł odejść do mojej Kobietki…. No teraz jest nas dwóch „złych”
    facetów… a tak naprawdę to myślę że jest nas o wiele więcej.
    Napisałem ten list po to żebyś wiedział że nie jesteś sam, uważam że jeśli masz
    na tyle sił żeby odejść od żony do swojej ukochanej to powinieneś to zrobić,
    jeśli oczywiście jesteś pewien że to ta prawdziwa Połóweczka której szukałeś.
    Syna dalej będziesz kochał, on tez będzie kochał Cibie, a jestem pewien że jak
    on kiedyś znajdzie swoją Połóweczkę, to tym bardziej zrozumie Twoją decyzję.

    Powodzenia,
    pozdrawiam
  • nenia1 28.08.06, 16:44
    zwyklyfacet2 napisał:

    > Napisałem ten list po to żebyś wiedział że nie jesteś sam, uważam że jeśli
    > masz na tyle sił żeby odejść od żony do swojej ukochanej to powinieneś to
    > zrobić, jeśli oczywiście jesteś pewien że to ta prawdziwa Połóweczka której
    > szukałeś.


    Takie dwa pytanka :
    1- dlaczego to, jak radzisz koledze, żeby odszedł
    od żony, sam od niej nie odchodzisz - tylko świadomie oszukujesz
    nadal, czy jest to twoja decyzja, czy też może wrażliwej, przepełnionej dobrocią twojej Połóweczki?
    2- jak rozumieć zdanie - odejdź, oczywiście dopiero jak jesteś pewien, że
    "połóweczka" to ta prawdziwa "połóweczka".
    Czyli co, mogą być "fałszywe" połóweczki, czy też lepiej żyć z kimś,
    aby tylko nie być samemu, (taka mała asekuracja) a jak się spotka
    "prawdziwą" i dodajmy "chętną" połóweczkę to arrivederci, ciao niekochana prawdziwą i wielką miłością żono?

  • imagine73 28.08.06, 17:15
    Az mnie zemdlilo od tych Twoich poloweczek big_grin
    A ja ci zycze, aby ta twoja wymarzona,jedyna poloweczka znalazla sobie swoja
    jedyna wymarzona poloweczke i ciebie,czyli nie jej jedyna i wymarzona
    poloweczke po prostu olala wink Poloweczko ty slodkatongue_out


    hehe
    --
    smile))
  • berkot 28.08.06, 17:36
    zwyklyfacet2 napisał:

    >" Przeczytałem Twojego posta i chwilami miałem wrażenie, że to ja go napisałem. Jestem żonatym facetem i mam 6letnie dziecko. Z żoną nie układa się nam..."itd.

    Jesuuuuuu, Ty chłopie powinines harlequiny pisac, Mniszkówna przy Tobie wymieka.
    A tak w ogóle, to rzygac mi sie chce na takie pierdoły.
    Znam faceta, który powiedział aktualnej partnerce o jej nastepczyni cyt: "dopiero teraz wiem co znaczy kochac", aktualnie ma 4 kobiete swojego zycia, i dalej kreci na boku.
    Skąd sie takie eskponaty biora???
    Najgorsze chyba co sie kobiecie moze trafic, to kłamczuch i kretacz.

    No i oczywiście "podziwiam" po prostu takich zwykłychfacetów ponumerowanych czy nie........
  • virtual_moth 28.08.06, 18:30
    berkot napisała:

    > A tak w ogóle, to rzygac mi sie chce na takie pierdoły.

    Dobre podsumowanie. Zarówno "zły" jak i "zwykły" (choć tego ostatniego
    doczytałam tylko do "połóweczek") powinni wziąć porządny rozpęd i walnąć
    baranka o ścianę. Nie wiem jakim trzeba być mętem aby rozglądać się za dupami
    gdy żona w ciąży. Nie wiem jakim trzeba być dnem aby dla jakiegoś "zakochania"
    opuszczać żonę i dziecko czy myśleć o tym i z powodu, qrfqa, rozterek rodem z
    Petrarki gotować najbliższym osobom piekło na ziemi.
    Ojciec mojej córki też takie "zakochanie" przeżywał, dzisiaj pewnie już któryś
    raz z kolei. Widać jest jakąś wybrakowaną "połóweczką".
  • berkot 28.08.06, 19:17
    virtual_moth napisała:

    > berkot napisała:
    >
    > > A tak w ogóle, to rzygac mi sie chce na takie pierdoły.
    >
    > Dobre podsumowanie. Zarówno "zły" jak i "zwykły" (choć tego ostatniego
    > doczytałam tylko do "połóweczek") powinni wziąć porządny rozpęd i walnąć
    > baranka o ścianę. "

    Pierdoły nie ze względu na dylematy towarzyszace złemu, bo przynajmniej o nich pisze - choc nie wiem po co na forum.
    Pierdoły ze wzgledu na zwykłego- takiego infantylizmu nie pamietam chyba, ze przypomne sobie tzw zeszyty pt "złote mysli" ale to było za moich bardzo nastoletnich czasów tak mniej wiecej do 14 roku zycia.
    I to zdrabanianie, ciekawe czy to zostaje?
    Taki smakowity połoweczek -piećdziesieciolatek z połoweczka - xxlatka. Pycha....
  • floric 30.08.06, 13:53
    > > A tak w ogóle, to rzygac mi sie chce na takie pierdoły.


    mimo że jestem alimenciarzem, musze powiedzieć jedno: macie k&rwa racje.

    rzygać sie chce jak sie to czyta

    --
    Miejsce na Twoją reklame.
  • nzuri 28.08.06, 19:41
    Jesooo, co za bzdety. Jak juz kochasz tą "połóweczkę" to czemu, na litość
    boską, nie odejdziesz od żony i nie zamieszkasz z tą wymarzoną, połoweczką, :"z
    małym serduszkiem". Zrobiłbyś dla niej WSZYSTKO???? Najwyrażniej nie wszystko
    skoro nadal kładziesz się spać przy żonie.

    Jakby mój mąż pisał o mnie jak o swojej "połoweczce" to by dostał ode mnie po
    głoweczce. Telenowela normalnie, a człowiek raczej takich głupot po
    piętnastoletniej panience się spodziewa niż po facecie po trzydziestce.
  • natasza39 28.08.06, 20:07
    Po ilu ty byłes "połóweczkach" jak to pisałeś?

    "Zły" ma przynajmniej chęc rozwiązania tego co sie stało, tobie natomiast jest
    wygodnie na "dwa fronty"
    Zadnej, jak dla mnie, nie ma tu korelacji.
    Ty jestes facet co ma kochankę i okłamuje zonę.
    "Zły" własnie nie chce zyc na "dwa fronty".

    A tak wogóle to ta twoja "połóweczka" to wierzy w te bajki o wielkiej miłości,
    czy tez jest jej dobrze, ze masz prane i gotowane gdzie indziej, a z nia to
    tylko seksik, rozmowy, śmichy i chichy?
    Jak "zły" zgodziłby sie, ze wasze losy sa podobne, to uwazałabym go za palanta!
  • sar36 28.08.06, 22:33

    Ech... zapewne "połóweczka" ma męża, z którym mieszka (a pewnie i dziecko),
    więc z tym odejściem "zwykłego" od żony i zamieszkaniem z "połóweczką" to nie
    tak hop, siup wink

    --
    Ludzie pierwotni żywili się łonem natury.
  • natasza39 28.08.06, 22:38
    sar36 napisał:

    >
    > Ech... zapewne "połóweczka" ma męża, z którym mieszka (a pewnie i dziecko),
    > więc z tym odejściem "zwykłego" od żony i zamieszkaniem z "połóweczką" to nie
    > tak hop, siup wink

    Nic nie pisał o mezu i dzieciach.
    Dla mnie jednak to proste. Jak się tak połóweczki kochaja i zyć bez siebie nie
    moga, to kończa stare i zaczynaja nowe.
    I dwa lata to nie takie hop-siup.
    Bynajmniej nie czułabym czegos dziwnego jakby było to dwa miechy!


    a moze Ty sar cos "złemu" poradzisz?
    W końcu facet z doswiadczeniem w tych klimatach.
    Udało ci się podobna sytuacje z sensem rozwiazac.
    No to co pomozesz, chłopu?
  • sar36 28.08.06, 22:41
    natasza39 napisała:

    > I dwa lata to nie takie hop-siup.
    > Bynajmniej nie czułabym czegos dziwnego jakby było to dwa miechy!

    Zapewniam Cię, że dwa lata to jeszcze nie tak długo. Chociaż przy TAKIEJ
    miłości...

    > a moze Ty sar cos "złemu" poradzisz?

    Poradziłem smile

    > Udało ci się podobna sytuacje z sensem rozwiazac.

    Nooooo... tylko trochę podobną - ja bynajmniej nie składałem ślubów
    czystości smile))


    --
    Ludzie pierwotni żywili się łonem natury.
  • tux_rh 29.08.06, 08:37
    sar36 napisał:

    > natasza39 napisała:
    >
    > > I dwa lata to nie takie hop-siup.
    > > Bynajmniej nie czułabym czegos dziwnego jakby było to dwa miechy!
    >
    > Zapewniam Cię, że dwa lata to jeszcze nie tak długo. Chociaż przy TAKIEJ
    > miłości...
    >
    > > a moze Ty sar cos "złemu" poradzisz?
    >
    > Poradziłem smile

    A gdzie ta porada bo jakis czytam wszystko DOKŁADNIE i nie doczytałem. Powiedz
    jak Ty to rozwiązałeś. Moja żona za wszelką cene mnie chce zatrzymać a jak sie
    poddaję szantazowi to znów wracają kłutnie. I tak na okradło. Więc chce to przerwać.

    > > Udało ci się podobna sytuacje z sensem rozwiazac.
    >
    > Nooooo... tylko trochę podobną - ja bynajmniej nie składałem ślubów
    > czystości smile))
    Ja tez nie składalem ślubów czystości, ale wolę tak niż kochać się z żoną i
    myśleć o innej to dopiero ŚWIŃSTWO. Ja tak nie potrafię. Ale jak napisała
    natasza: jestem czlowieczym facetem. Dzięki wink Ale tak czuję i tak robię. To
    NIEUCZCIWE ani wobec jednej ani wobec drugiej!!!
  • tux_rh 29.08.06, 08:32
    natasza39 napisała:

    > Po ilu ty byłes "połóweczkach" jak to pisałeś?

    To fakt. Musiał kika przejść nim doszedł do tego miejsca gdzie go natchnęło big_grin

    > A tak wogóle to ta twoja "połóweczka" to wierzy w te bajki o wielkiej miłości,
    > czy tez jest jej dobrze, ze masz prane i gotowane gdzie indziej, a z nia to
    > tylko seksik, rozmowy, śmichy i chichy?

    O i tu poruszyłas dobry temat. Moja mama mów, że jak skończy sie "mołość" i
    trzymanie za rączkę a zacznie się pranie, prasowanie, gotowanie to nowa
    partnerka mnie zostawi. No przepraszam, ale każda (chyba) kobieta decydując sie
    na małżeństwo wie, że będzie prowadziła dom. Ja nie jestem typem siedzącego na
    fotelu króla oglądajacego TV. Ja myje podłogi, gary, piorę, opiekuję się
    dzieckiem. Robię co trzeba, bo małeństwo to nie KIERAT dla jednej strony, to
    PARTNERSTWO!!! Nie potrafię gotować to fak, ale tyle to chyba moja partnerka
    potrafi big_grin

    > Jak "zły" zgodziłby sie, ze wasze losy sa podobne, to uwazałabym go za palanta!
    Dzieki, ale już odpisałem temu "Panu":
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=47595068&a=47648222
    Myślę, że moje wypowiedzi sa w ZUPEŁNIE innym tonie. Nie mniej własnie
    rozmawiałem z żoną przez telefon. Nasz maluch idzie pierwszy raz do dentysty i
    znów stal sie KARTĄ PRZETARGOWĄ. Nie pozwoli mi z nimi iść jesli nie wrócę do
    domu. No jasny szlak. Ileż można? Pomóżnie w tej kwestji bo o to prosze. Jakich
    argumentów użyć by jej uświadomić tego PATA w jakim Nas stawia.
  • tux_rh 29.08.06, 08:20
    Nie no PRZEGIĄŁEŚ. Nawet tego nie skomentuję. Widzę, że Panie zrobiły to za
    mnie. JA drogi Panie wprzeciwieństwie do Ciebie otwarcie powiedziałem żonie jak
    jest.Był moment że oboje walczyliśmy o utrzymanie związku, ale wg mnie juz się
    nie da. Dla tego ja nie mieszam w głowie "połóweczce" tylko chcę odejśc dla
    dobra dziecka i żony by ich już dłużej nie gnabić. Nie, przegięcie na całej linii...
  • iwoonach2 03.09.06, 19:37
    czyzby rzeczywiscie twoja kochanka miala takie dobre serduszko?? gdyby tak
    bylo, nie zadawalaby sie z zonatym facetem. zwykla suczka. oby cie oskubala z
    pieniedzy i honoru i rzucila jak starego łacha. tego ci zycze
  • kubinka 04.09.06, 00:51
    piszesz,ze zrobiłbys dla niej wszystko....a nie potrafisz dla niej odejśc od
    żony-smiechu warte to "wszystko"

  • nenia1 28.08.06, 17:24
    A weź ty człowieku zostaw tą swoją biedną żonę, bo jej życie do reszty zamrnujesz.

    Ty nie jesteś żadnym "złym"facetem, nie pochlebiaj sobie, ty jesteś zwykłym słabym egoistą umiejętnie manipulującym otoczeniem.
    Przez 15 lat wykorzystywałeś swoją obecną żonę, bo zwyczajnie nie potrafiłeś być sam.
    Pewnie miała odpowiednie cechy charakteru - nie wiem, niech zgadnę - była opiekuńcza, spokojna, nieśmiała, troskliwa, a może właśnie odważna,
    pozwalałeś jej się pokochać, imponowało ci to?

    A może byłą w tym okresie jedyną, któa zwróciła na ciebie uwagę?

    Na pewno zapełniała pustkę, której nie potrafiłeś sam zapełnić, zmniejszała
    twoje kompleksy, lęk że nie spotkasz nikogo innego, i to wystarczyło żeby
    jej spieprzyć życie.

    Dziwisz się, że nie chce teraz twojej pomocy?
    Zafudowałeś jej piekło, pozbawiłeś godności, zabrałeś 15 lat życia,
    po kilku latach starania, gdy ta kobieta zaszła z tobą w ciąże,
    i zaczęła być zależna od ciebie, ty zacząłeś pisać listy do "prawdziwej miłości".
    Jestem pewna, ze gdyby ta "prawdziwa miłość" nie odpowiedziała na smalenie cholewek, dalej byś siedział z żoną w domu, grają rolę "ideału".
    Za dużo miałbyś do stracenia.

    Przez te ostatnie trzy lata, to jakbyś codziennie na żonę pluł,
    a na drugi dzień przynosił kwiaty i dziwił się, że się nimi nie zachwyca.

    Bądź przynajmniej z sobą szczery i nie graj roli "dobrego" do końca, stań przed lustrem i spójrz sobie w twarz.
    Czy siebie też okłamujesz jak przez lata żonę i nie będziesz potrafił dostrzec
    tego o czym piszę?
    Możliwe - ludzie słabi często tak mają, okłamują nawet siebie, żeby jakoś żyć,
    myślę jednak że podskórnie zawsze czułeś że coś jest nie tak.

    Ty nie czynisz dobra, ciagnąc tą sytuację, ty robisz wszystko jedynie po to by samemu czuć się dobrze.
  • tux_rh 29.08.06, 08:43
    nenia1 napisała:


    > Bądź przynajmniej z sobą szczery i nie graj roli "dobrego" do końca, stań przed
    > lustrem i spójrz sobie w twarz.
    > Czy siebie też okłamujesz jak przez lata żonę i nie będziesz potrafił dostrzec
    > tego o czym piszę?
    > Możliwe - ludzie słabi często tak mają, okłamują nawet siebie, żeby jakoś żyć,
    > myślę jednak że podskórnie zawsze czułeś że coś jest nie tak.
    >
    > Ty nie czynisz dobra, ciagnąc tą sytuację, ty robisz wszystko jedynie po to by
    > samemu czuć się dobrze.

    Widzę, że jestes strasznie rozgoryczona - OK. Ale nie wieszaj psów na każdym
    facecie, który popełnia błąd. Ja zdaję sobie z tego błędu sprawę i staram się
    jak mogę by nie brnąć w to dalej. To wszystko. Ja też czuję się źle z tym, że 15
    lat mojego/naszego życia idzie w niepamięć. Myślisz, że jak facwet to tokuż nie
    boli. BOLI i to bardzo. Kobieto ja mam "wszystko". Bo mam stałą prace i własne
    mieszkanie. Mam kochająca mnie rodzinę. Reszta to NIC. I Ty myślisz, że można
    tym tak PIERD#$%@#$ i zostawić. No to sorki, ale nie mamy o czym rozmawiać.
  • chris_warsaw 28.08.06, 20:03
    Facet Ty nie masz problemu - ja to mialem (mam?). Zdradzalem, mialem rozne na
    boku - ze 40 chyba. Raczej bez zakochania, no czasem troche uczucia, sympatii
    tylko bylo.
    Kochasz inna to idz z nia ale o dzieciach zawsze pamietaj i dbaj o nie ..... bo
    zycie Ci odda za ich krzywde
    Jesli nie kochasz tej drugiej (albo ona Ciebie) to wracaj do zony - proste i
    jasne. Kurde chcialbym miec takie dylematy ....
  • natasza39 28.08.06, 20:13
    Wy powoli robicie tu forum humorrum!
    Posłuchaj chrisa, zwyczajny!

    Zaliczysz jeszcze 39 panienek i tak ok. 40-stki kapniesz się, że zonę jednak
    kochasz. I po dylemmaciesmile
  • nangaparbat3 28.08.06, 20:58
    a ja pare słów o mamusi.
    Bo mąż to mąż - moze sie zakochać, a potem pokochać inną, nie tylko samce tak
    czynią, znam parę samic, a jakże.
    Ale matka, ktora nie chce pomoc, nie probuje - tego pojać nie mogę. W
    przeciwieństwie do tego, co pisze Lilith, nie mam watpliwości, ze z matka cos
    jest nie tak. Jej dziecko ginie. Jej corka oberwała od zycia okropnie, nie
    radzi sobie z tym zupelnie. Corke trzeba ratować. Tu nie chodzi o zwykla pomoc
    w opieke nad wnukiem - tu chodzi o ratowanie własnej corki. i nie sadzę, że
    odmowa zajęcia się wnukiem jest najwiekszym problemem. Nie wiem, nie bylam w
    stanie tak długiego watku przeczytać dokładnie, i nic takiego w nim nie
    znalazłam, ale intuicja mi mówi, ze ta kobieta po prostu swoja corke odrzuca,
    czy odrzucila kiedys, raz a dobrze. Że to, jak bardzo ona nie potrafi uporac
    się z odejsciem męża ma swoje źrodło własnie w odrzuceniu przez matkę -
    powtarza się coś, co juz kiedyś przezyła. Ją po pierwsze zdradziła jej własna
    matka - gdyby tak nie było, przypuszczalnie znalazłaby w sobie siły, by ratować
    dziecko, więc i siebie samą.
    Ta historia jest na miarę antycznych tragedii, ja wierzę w takie zakochanie, o
    jakim tu mowa, nie odsądzałabym meża od czci i wiary, w końcu mogłby spakować
    manatki i powiedzieć, jak maż mojej przyjaciołki po 20 latach (3 dzieci) "Jade
    dokad jadę, wrocę kiedy wrocę".

    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • natasza39 28.08.06, 21:20
    nangaparbat3 napisała:
    intuicja mi mówi, ze ta kobieta po prostu swoja corke odrzuca,
    > czy odrzucila kiedys, raz a dobrze. Że to, jak bardzo ona nie potrafi uporac
    > się z odejsciem męża ma swoje źrodło własnie w odrzuceniu przez matkę -
    > powtarza się coś, co juz kiedyś przezyła. Ją po pierwsze zdradziła jej własna
    > matka - gdyby tak nie było, przypuszczalnie znalazłaby w sobie siły, by
    ratować
    >
    > dziecko, więc i siebie samą.

    Jakoś nie skupiłam się na tym fragmencie dyskusji wcześniej, ale ja sobie tez
    nie wyobrażam pozostawienie własnego dziecka w tak cięzkiej zyciowej sytuacji
    samego.
    I masz racje, że to nie jest zapewne pierwszy raz.
    Każda kobieta cierpi po tym jak maz odchodzi, ale większośc jednak tak nie
    raguje jak zona naszego "złego"
  • berkot 28.08.06, 22:15
    natasza39 napisała:
    > Jakoś nie skupiłam się na tym fragmencie dyskusji wcześniej, ale ja sobie tez
    > nie wyobrażam pozostawienie własnego dziecka w tak cięzkiej zyciowej sytuacji
    > samego.
    > I masz racje, że to nie jest zapewne pierwszy raz.
    > Każda kobieta cierpi po tym jak maz odchodzi, ale większośc jednak tak nie
    > raguje jak zona naszego "złego"

    Ale cos mnie zastanawia, znaja sie jak sam napisał 15 lat, wiec chyba mocno siedza w swoich rodzinach,
    Jezeli mogło byc -jak dywagujemy sobie luźno- cos nie tak z zwiazku matka córka to jakos na "nie" odbierałabym cała sytuacje mimo starań o dziecko itd.
    Ale to oczywiście czysta teoria i moze byc wielka pomyłką.
    Prawde i tak kazdy ma swoja....

  • tux_rh 29.08.06, 08:52
    nangaparbat3 napisała:

    > a ja pare słów o mamusi.
    Nie chciałem do tego wracać, ale jesteś jedyna która rozumie powagę sytuacji od
    strony rodziców. Przecież moja żona dostaje w tym moemncie więcej pomocy od
    mojej mamy niż od własnej. To jest nienormalne i nie powiecie, że nie. I to co
    piszesz dalej, to ma sens. Nie myślałem tak o tym nigdy. Może zeczywiście żona
    czuła się odrzucona przez rodziców. Pomagają, ale więcej biorą niż dają. Może
    dla tego tak bardzo chce bym został za wszelką cenę? Mimo, że wszystko się wali
    ona nie chce być znów ODTRĄCONA. Bardzo Ci dziękuję. To dało mi do myślenia. Ja
    mam to na codzień więc nie zastanawiam się jaka jest teściowa. Zaakceptowałem ją
    jaka jest bo w końcu nie z nia się żeniłem.
    > Bo mąż to mąż - moze sie zakochać, a potem pokochać inną, nie tylko samce tak
    > czynią, znam parę samic, a jakże.
    > Ale matka, ktora nie chce pomoc, nie probuje - tego pojać nie mogę. W
    > przeciwieństwie do tego, co pisze Lilith, nie mam watpliwości, ze z matka cos
    > jest nie tak. Jej dziecko ginie. Jej corka oberwała od zycia okropnie, nie
    > radzi sobie z tym zupelnie. Corke trzeba ratować. Tu nie chodzi o zwykla pomoc
    > w opieke nad wnukiem - tu chodzi o ratowanie własnej corki. i nie sadzę, że
    > odmowa zajęcia się wnukiem jest najwiekszym problemem. Nie wiem, nie bylam w
    > stanie tak długiego watku przeczytać dokładnie, i nic takiego w nim nie
    > znalazłam, ale intuicja mi mówi, ze ta kobieta po prostu swoja corke odrzuca,
    > czy odrzucila kiedys, raz a dobrze. Że to, jak bardzo ona nie potrafi uporac
    > się z odejsciem męża ma swoje źrodło własnie w odrzuceniu przez matkę -
    > powtarza się coś, co juz kiedyś przezyła. Ją po pierwsze zdradziła jej własna
    > matka - gdyby tak nie było, przypuszczalnie znalazłaby w sobie siły, by ratować
    >
    > dziecko, więc i siebie samą.
    > Ta historia jest na miarę antycznych tragedii, ja wierzę w takie zakochanie, o
    > jakim tu mowa, nie odsądzałabym meża od czci i wiary, w końcu mogłby spakować
    > manatki i powiedzieć, jak maż mojej przyjaciołki po 20 latach (3 dzieci) "Jade
    >
    > dokad jadę, wrocę kiedy wrocę".
    >
  • lilith76 29.08.06, 09:56
    > a ja pare słów o mamusi.
    > Bo mąż to mąż - moze sie zakochać, a potem pokochać inną, nie tylko samce tak
    > czynią, znam parę samic, a jakże.
    > Ale matka, ktora nie chce pomoc, nie probuje - tego pojać nie mogę. W
    > przeciwieństwie do tego, co pisze Lilith, nie mam watpliwości, ze z matka cos
    > jest nie tak. Jej dziecko ginie.

    Tu nie chodzi o to, że popieram matkę tej kobiety. Sama na własne oczy widziałam jak toksyczna matka może zwichrować życie córce, matka, która była tak samo traktowana przez własną matkę.

    Moim głosem było tylko to żeby autor wątku nie skupiał się tak na tej pomocy od teściowej jako cudowne remedium na wszystkie małżeńskie problemy, bo być może wcale sytuacja pięknie się nie odmieni.

    Z tego co napisano niżej ta kobieta jest w na prawdę ciężkiej depresji i być może korzenie tkwią gdzieś w dzieciństwie. A jak człowiekowi wali się świat, to często ma ochotę wrócić do czasów dzieciństwa.

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • nangaparbat3 29.08.06, 16:32
    lilith napisała:

    Z tego co napisano niżej ta kobieta jest w na prawdę ciężkiej depresji i być
    może korzenie tkwią gdzieś w dzieciństwie. A jak
    człowiekowi wali się świat, to często ma ochotę wrócić do czasów dzieciństwa.



    Własnie. mysląc o tej historii przypomniała mi sie pewna pani, ktorej corka
    jakiś czas temu stracila dziecko, to był chyba 3 czy 4 miesiac ciąży. Ta pani
    rzuciła wszystko (jest bardzo aktywna zawodowo), pojechała do corki (inne
    miasto) i tam pielegnowała ją jak maleńkie dziecko. Powiedziała: kiedy
    przyjechalam, ona siedziala na tapczanie skulona jak przerażone zwierzątko,
    zaczęlam od masowania jej stop. Musiałam ja przebrać, zrobić kapiel, ułozyć,
    utulić.
    Dokladnie jak piszesz, Lilith, w takich chwilach cofamy się w dzieciństwo.
    Wydaje mi się, ze zwykla matka cofa się wtedy wraz ze swym dzieckiem,
    adekwatnie.
    Ale ja bym nie chciala szukać winnego. Wczoraj byłam na te matke zwyczajnie
    wściekła, to była pierwsza emocjonalna reakcja. Ale przecież nie jest jej winą,
    że nie rzuca wszystkiego i nie biegnie corce na pomoc - to nie jest sprawa
    obowiazku, etyki, rozumu, tu idzie wyłacznie o emocje. Ona sama musiała tez
    kiedys zostać podobnie potraktowana. Czasem się przypomina biblijne "do
    siodmego pokolenia bedziecie przeklęci", albo małpki z doswiadczenia Harrodsów,
    wychowywane bez matczynej opieki.
    Mam nadzieję, ze Autor wątku jest dość przytomny (wiele na to wskazuje), żeby
    nie winić teściowej - z pewnością dala swej corce wszystko, co była w stanie.
    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • virtual_moth 28.08.06, 22:15
    natasza39 napisała:

    > Zaliczysz jeszcze 39 panienek i tak ok. 40-stki kapniesz się, że zonę jednak
    > kochasz. I po dylemmaciesmile

    Może nie 39, ale z takim podejściem do życia chłop ewidentnie zmierza w tym
    kierunkuwink Tyle pięknych i wspaniałych kobiet na świecie, jak tu się nie
    zakochiwac? No jak?
  • tux_rh 29.08.06, 08:45
    Kochany poczytaj w czym problem. Ja juz podjąlem decyzję, że chce odejść.
    Problem leży jak uświadomić to żonie, że to najlepsze wyjście i jak nam razem
    pomóc by nasze dziecko nie ucierpiało na tym najwięcej.
  • ta.druga 28.08.06, 22:04
    Czytajac Twoje słowa, stają mi przed oczami wydarzenia sprzed ponad 10 lat,
    kiedy to mój mąż zdecydował, że zostawia swoją pierwszą żonę i zaczyna związek
    ze mną. Zapewne zostanę zaraz zlinczowana, ale ja właśnie jestem tą drugą
    połówką jabłka, którą mój mąż spotkał na swojej drodze po kilku latach raczej
    nieudanego małżeństwa.
    Różnica jest jednak taka, że on powiadomił swoja zonę o moim istnieniu
    dosłownie kilka dni po naszym pierwszym spotkaniu. Jej pierwsza reakcja była
    normalna - tzn. spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się do mamy. Jednak na
    drugi dzień pojawiła się spowrotem z zapowiedzią, że ona go kocha i będzie
    walczyć. W zasadzie jej się nie dziwie - spokojnie mogła uznać, że ta wielka
    miłość jej męża to tylko chwilowe zauroczenie znudzonego małżonka. Jednak tak
    nie było i im bardziej on ją o tym chciał przekonać, tym ona bardziej szalała:
    na początku także były ostrzeżenia, że ona sobie coś zrobi, potem rzeczywiste
    próby (on wraca z pracy a ona siedzi w wannie pełnej krwi), także siedzenie w
    kącie z pozornym brakiem kontaktu z rzeczywistością, cięcie ubrań na kawałki,
    wyjścia w środku nocy i zniknięcie na np 2 dni, a na koniec pobyt w szpitalu
    psychiatrycznym na własne życzenie. W międzyczasie jakieś diagnozy strasznych
    chorób psychicznych i fizycznych. Jednak cała sprawa się wydała, gdy w tym
    szpitalu faktyczna diagnoza nie bardzo zgadzała się z jej wizją. Okazało się,
    ze jest zwykłą, niedorosłą emocjonalnie histeryczką, a jej nerwice, depresje,
    stany lękowe są tylko wytworem jej fantazji, stworzone tylko w jednym celu - by
    wywołać w mężu jak największe wyrzuty sumienia i sprawić, by nie odszedł. Jej
    strategia doskonale działała tylko do momentu jego rozmowy z lekarzem
    prowadzacym. M faktycznie martwił się o nią, rozważał zakończenie naszego
    związku, bo "przecież to on ją doprowadził do takiego stanu, a przecież
    przysięgał że na dobre i na złe..". W momencie gdy przejrzał na oczy,
    wyprowadził się z domu i złożył pozew o rozwód, nagle wszystkie choroby
    cudownie minęły. Ta biedna porzucona żona zamieniła się w wyrachowaną harpię,
    która dokładnie wyliczyła, co jej się należy i co chce. Jej plan z resztą
    spalił na panewce, bo M oddał jej wszystko - do mnie przyszedł w przysłowiowych
    jednych portkach.
    Każda historia jest inna, ale po moich własnych doswiadczeniach zalecałabym
    daleko idącą ostrożność co do stanu psychicznego Twojej żony. Czy kiedykolwiek
    widziałeś jakiś dowód na piśmie, że żona jest faktycznie chora? Czy rozmawiałeś
    z jej lekarzem? Z taką chorobą, o której piszesz, chodzi się do PSYCHIATRY a
    nie do psychologa. Terapia psychologiczna ma tylko znaczenie pomocnicze - leczy
    tylko psychiatra.
    Pozdrawiam,
  • mauretta 28.08.06, 22:43
    Ja też coś dodam od siebie.

    Od słodkości aż mnie zemdliło....
    Śmiem przypuszczać,że wasze żony również były kiedyś tymi wymarzonymi
    połóweczkami, bez których nie mogliście życ ,które kochaliście ponad życie itd.
    itd i nagle pojawiła się ta właściwa ... po której również może pojawić się ta
    właściwa aż do skutku.Uwazam,ze skakac "z kwiatka na kwiatek" to sobie mozna
    jeszcze przed slubem a rodzina, dzieci to juz podwojna odpowiedzialnosc do
    ktorej wielu mezczyzn nie doroslo.
    Zakladacie rodzine,splodzicie dzieci a pozniej myslicie,ze wystarczy dziecko
    widywac co dwa tyg. by bylo szczesliwe...brak mi slow!

    Teraz tak sie zastanawiam jak mozna w ogole zaufac mezczyznie skoro kazda
    kolejna jest wasza wymarzona poloweczka,ktorej szukaliscie cale zycie?

    Co do tux_rh odejdz od zony i daj jej czas by nauczyla sie zyc z tym,ze jej nie
    kochasz.Bedac z nia ranisz i krzywdzisz ja jeszcze bardziej.

    Do zwyklegofaceta: to co robisz jest tak obrzydliwe ,ze az brak slow!

    A moje motto brzmi:"Pamietaj nie zbudujesz szczescia na cudzym nieszczesciu"
    Nie mam wspolczucia dla takich facetow a zauroczenie podobno trwa do 3 lat.


    --
    SmutnoCi ?Eeeesmile
  • nangaparbat3 29.08.06, 16:37
    Głupoty piszesz.
    To, co zdarzyło sie Autorowi watku, zdarza się tez wielu kobietom. Z marszu
    mogę wymienic 5 kobiet, ktore zostawiły meżów dla innego mężczyzny.
    To sie po prostu zdarza LUDZIOM. Taki gatunek, i tyle.
    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • pati_76 31.10.06, 14:45
    do autora
    nie popieram twojego postepowania, wręcz gardzę takim podejściem do sprawy
    jesteś niezbyt dojrzały
    naprawde współczuję żonie i kochance
    a najbardziej szkoda dziecka - zafundowałeś mu piekło i ZDAJ SOBIE SPRAWĘ Z
    TEGO!!!
    kiedys on zrobi prawdopodobnie tak jak ty swojej rodzinie
    prawdziwe życie polega na tym żeby przestać być EGOISTĄ
    zakładając rodzinę człowiek musi byc dojrzały i zdawać sobie sprawe z pewnych
    rzeczy
    I NIE ZBUDUJESZ SZCZĘŚCIA NA CZYIMŚ NIESZCZĘŚCIU - zapamietaj to sobie ,to jest
    jak klątwa
    aha jeszcze jedno każdy tak to tłumaczy ,że się zakochał i spotkał swoja
    połówkę i takie tam ble, ble
    nie zdajesz sobie sprawy ile bólu zadałeś osobom które najbardziej na Ciebie
    liczyły (żona, syn)
  • tux_rh 29.08.06, 09:08
    Myślę, że Twoja historia nie odbiega wiele od mojej. Z jednym wyjątkiem. Ja
    byłem u lekarza żony. Ona naprawde leczy się psychiatrycznie. Ostatnio wziała
    nawet 2 zastrzyki uspakajajace bo piguły nie działały. To mnie PRZERAŻA i trzyma
    w domu. Dokładnie jak Twojego męża. Mamy dziecko i to jest jeszcze gorsze, bo
    boje sie zostawić z nią dzecko mimo, że mówi, że nigdy mu nic nie zrobi. Ale jak
    ma atak to nie wiem co zrobi... Chcę odejść i iśc do moje partnerki w "gaciach"
    ale tak postanowilismy OBOJE. Ona nie chce MOICH rzeczy, a ja nie chce NIC
    zabierać. Chcemy mieć NOWE życie i NASZE nowe WSPÓLNE rzeczy, których się
    będziemy dorabiać. Tyle, że ona dokładnie jak żona Twojego męża nie chce mnie
    puścić.
  • ta.druga 29.08.06, 09:54
    Nawet jeśli Twoja żona faktycznie jest chora (w co niebardzo wierzę - czy miała
    jakieś objawy choroby psychicznej wcześniej?), to Twoja obecność w domu jej
    napewno nie pomoze. Ona jeszcze o tym nie wie, ale tak własnie jest. Musisz się
    zdobyć na ten decydujący krok, bo inaczej wpędzisz ją w jeszcze gorszą chorobę,
    a siebie doprowadzisz do ruiny. Wyrzuty sumienia będziesz miał zapewne do końca
    życia, ale przecież nie mogą one być jedynym napędem do trwania w tym chorym
    związku..
    W naszym przypadku było tak, ze im bardziej jego żona szalała, tym bardziej nas
    to do siebie zbliżało. Tak jak początkowo próbował rozstać się z nią pokojowo,
    bez złości, tak teraz jej szczerze nienawidzi - nie widział jej od ostatniej
    sprawy rozwodowej. Jednak on mógł sobie na to pozwolić, bo z tego małżeństwa
    nie było dzieci..
    Pozdrawiam,
  • tux_rh 29.08.06, 10:04
    Bez dzieci jest łatwiej... To fakt. Nie ma zobowiązań. A ja nie chce zostawić
    synka tylko z mamą. Jesli dalej będzie nim grała to wygra. Bo ja poświęcę Nasz
    związek (z tą drugą) i zostanę w domu, ale co to będzie za dom???
  • natasza39 29.08.06, 10:16
    tux_rh napisał:

    > A ja nie chce zostawić
    > synka tylko z mamą. Jesli dalej będzie nim grała to wygra. Bo ja poświęcę Nasz
    > związek (z tą drugą) i zostanę w domu,

    Widać kobita Cię doskonale zna i o tym wie, że jednak zostaniesz jak Cię
    przyprze do muru.


    >ale co to będzie za dom???

    I tu już tylko Ty musisz raz a dobrze zdecydować, czy wybrać "dom" czy stworzyć
    dom.
    Widać Twojej żonie nie zależy na jakości, a na tym żebyś tylko był, chocby na
    papierze.
    Ja kobiety nie zrozumię, dla mnie to bez sensu narzucać się chłopu który mnie
    nie chce, choćby nie wiem ile dzieci wisiało na mnie, ale jest taki rodzaj
    kobiet, co wola być nieszczęsliwymi nawet małzonkami, byle małżonkami.
  • tux_rh 29.08.06, 10:42
    natasza39 napisała:

    > tux_rh napisał:
    >
    > > A ja nie chce zostawić
    > > synka tylko z mamą. Jesli dalej będzie nim grała to wygra. Bo ja poświęcę
    > Nasz
    > > związek (z tą drugą) i zostanę w domu,
    >
    > Widać kobita Cię doskonale zna i o tym wie, że jednak zostaniesz jak Cię
    > przyprze do muru.

    W końcu zna mnie 15 lat... Wie, że dla dziecka zrobię prawie wszystko. Ale wg
    mnie lepiej odejśc i tego się trzymam. Na razie dostałem SMSa,że jeśłi nie chcę
    wrócić to ona sama pójdzie z synkiem do dentysty. To jego pierwsza wizyta i chcę
    być z nim. Ale nie moge się uginac pod szantarzem. Bo to potrwa w nieskończonośc
    z krzywda dla dziecka.

    > Widać Twojej żonie nie zależy na jakości, a na tym żebyś tylko był, chocby na
    > papierze.
    > Ja kobiety nie zrozumię, dla mnie to bez sensu narzucać się chłopu który mnie
    > nie chce, choćby nie wiem ile dzieci wisiało na mnie, ale jest taki rodzaj
    > kobiet, co wola być nieszczęsliwymi nawet małzonkami, byle małżonkami.

    No i to jest klops, o którym jest ta dyskusja.
  • lazycalm1 31.08.06, 15:18
    wiesz, tak sobie czytam i mysle,że powinniście iść do jakieś poradni.Może
    specjalista wam pomoże, a przynajmniej wydaje mi się ,że żona powinna iść,bo
    jest jej cieżko i ktoś musi ją wyciągnąć z tego i na pewno nie możesz to być
    ty.to
    Z drugiej strony myśle, że jak ktoś bierze ślub to przysięga sobie być na dobre
    i na zle , a czlowiek przez cale zycie ma watpliwości,ale ma tez wolna wole i
    jak wybraleś jedną to się trzymaj tej jednej, choć teraz jest już chyba za
    pozno na powrót.Szkoda tylko maluszka,bo on najbardziej cierpi przez to ,że nie
    możecie się dogadać.Wasze dziecko to jest karta przetargowa.pozdrawiam
  • sar36 28.08.06, 22:39
    Drogi Kolego,

    Weź Ty się w garść, zastanów się czego naprawdę chcesz i zacznij to realizować,
    zamiast napawać się swoim świętofranciszkowym (to ze względu na te "śluby
    czystości") męczeństwem. I nie myśl, że nie będzie bolało - także Ciebie.
    Będzie i to jak cholera - w takich sytuacjach nie może być inaczej. Ale lepiej
    ranę wypalić, niż posypywać ciągle solą - szybciej się zagoi. Na razie we
    czwórkę (licze dziecko) macie kompletnie rozpier... życie. Poukładaj to.
    Decyduj. Działaj. Bierz odpowiedzialność. Nikt tego za Ciebie nie zrobi.

    Pozdrowienia

    SAR36

    --
    Ludzie pierwotni żywili się łonem natury.
  • natasza39 28.08.06, 22:44
    Krótko i po żołniersku!
    I tak własnie zrób!
    Powodzenia!
  • virtual_moth 28.08.06, 22:50
    Już to widzę... Predzej chłoptaś sie rozpłacze niż cokolwiek zrobi. Od dwóch
    lat nie potrafi żonie powiedzieć "do widzenia", bo boi się
    konsekwencji. "Zakochując sie" oczywiście tych konsekwencji przewidzieć nie
    umiał.
    Ja pierdykam, gdzie Ci męzczyźni?
  • natasza39 28.08.06, 22:55
    virtual_moth napisała:

    > Już to widzę... Predzej chłoptaś sie rozpłacze niż cokolwiek zrobi. Od dwóch
    > lat nie potrafi żonie powiedzieć "do widzenia", bo boi się
    > konsekwencji. "Zakochując sie" oczywiście tych konsekwencji przewidzieć nie
    > umiał.
    > Ja pierdykam, gdzie Ci męzczyźni?

    No nie mów virtual, ze wolisz typ macho- np. chris z warszawy.
    Może lepiej dla zony jak byłby bucem bez skrupułów, bo szybciej by jej przeszło.
    Ja jednak pragnę wierzyć, że jest to facet wrazliwy i stąd to jego
    niezdecydowanie i takie troche babskie: "chciałabym ale się boje"
  • mrs_ka 28.08.06, 23:21
    Boże, Zwyczajny, skąd Ty się urwałeś?
    Skarbeczkowi nie przeszkadza, że od dwóch lat jest Twoją regularną kochanką?
    Padnij do nóg tej kobiecie, bo naprawdę jest niezwykła: wystarcza jej czas
    kradziony żonie i córce oraz status nielegalnego materaca. Obawiam się, że ze
    świecą szukać kobiet, które dobrowolnie dałyby się upokarzać, wpędzać w lata i
    jeszcze z tego faktu cieszyć.
    Na koniec dam Ci błyskotliwą radę: jest coś takiego jak rozwód. No ale do tego
    trzeba mieć jednak jaja i choć odrobinę odwagi cywilnej.
    Zresztą po co, skoro Skarbeczkowi to wszystko nie przeszkadza? Cóż, bez
    wątpienia jesteście dwiema "połóweczkami".


    I w kwestii formalnej: widzę jednak przepaść między sytuacją Zwyczajnego, a
    sytuacją opisaną przez autora wątku. W tej drugiej kwestii podpiszę się pod
    Sarem i pod Lilith. Z Nataszą też się zgadzam. Miałam w planie odpisać autorowi
    wątku szerzej, ale padam na twarz i jedynie powalająca bezmyślność Zwyczajnego,
    która zajaśniała mi na monitorze niczym ta gwiazda poranna, wykrzesała ze mnie
    resztki energii. Naprawdę, taki okaz spotyka się na tyle rzadko, że zmęczenie
    nie może być żadnym usprawiedliwieniem braku reakcji.

    a.
    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • tux_rh 29.08.06, 09:16
    natasza39 napisała:

    > Krótko i po żołniersku!
    > I tak własnie zrób!
    > Powodzenia!

    Zrozumiałem, ale czy Wy w międzyczasie nie starciliście z oczu tego po jaką
    cholerę napisałem PIERWSZY POST? Wiem, że ten geniusz od połóweczek zamieszał i
    teraz co chwila zamiast o problemie czytam o palantach od połóweczek, ale
    problem tkwi w tym, że moja żona jest chora i za wszelką cenę chce mnie
    zatrzymać. Jesli NIE to szantazuje mnie dzieckiem. A jak wracam to wytrzymuje
    kilka chwil i wybucha, że jak o niej myślę to mam odejść. No ludzie tak nie
    można żyć - prawda? Dla tego odszedłem. Ona się teraz zarzeka, że już nie będzie
    mnie wyganiać, że zaczniemy od nowa. Ale ja też nie jestem ze skały. Mam dość.
    Ile razy można wracać i słyszeć po chwili lub na drugi dzień, że jak o niej
    myśłisz to wypad. No sory. Wiem, że 99% jej reakcji to choroba, ale dla tego
    wracam do domu i staram się CO DZIEŃ rozmawiać, by trafic na ten moment, że
    będezie "świadoma" tego co mówi i co ja do niej mówię!!! Rozumiecie. Tu jest
    pies pogrzebany. O reszcie możecie przeczytać wyżej.
  • trzydziestoletnia 31.08.06, 17:48
    tux_rh napisał:

    > problem tkwi w tym, że moja żona jest chora

    Jestes juz niezle zmanipulowany przez zone. Ona NIE JEST CHORA, ona co najwyzej ma zaburzenia emocjonalne - to duza roznica. I choc zaburzenia te znieksztalcaja obraz swiata - tak samo jak znieksztalca go np. kazdy dolek psychiczny jakich wiele przezywamy (zawsze wtedy zycie wydaje sie ciezsze, czarniejsze itd), ale z cala pewnoscia Ci powiem, ze NIE ZABURZAJA SWIADOMOSCI, wiec nie masz co czekac, az trafisz na moment az bedzie "swiadoma tego co mowi". Ona jest swiadoma kolego, tylko Ty nie jestes swiadomy jak manipuluje swoją "chorobą" - informowaniem o braniu zastrzykow na uspokojenie (tak jakby o jej chorobie swiadczylo to ze.. wziela leki), teatralnym siedzeniem ze wzrokiem utkwionym w dal, 2dniowym plakaniem itd. Swoja drogą, czy ona bierze leki antydepresyjne?

    Nie pisz wiecej, ze zona jest chora, bo nie jest. I nie patrrz na nia jak na kogos, kto ma zaburzenia swiadomosci czy jakies "ataki", bo takie cos przy depresji (no, moze poza tej wymagajacej hospitalizacji) nie wystepuje. Traktuj zone jak osobę doroslą. I badz twardy.

    --
    Trzydziestoletnia - Joanna
  • ewa014 29.08.06, 10:27
    Szkoda,że nad tym wszystkim nie zastanowiłeś się wcześniej.Myslałes,że tak
    fajnie jest sobie żyć przez tyle lat do tego dziecko,a pozniej koniec dziekuje
    znudziło mi się .Teraz błagasz o rade co robić? Co się dzieje z tym facetami?
    Przecież to są niedojrzałe dzieci.
    Ja też byłam z takim facetem z wyrzutami,a tak naprawde to zwykły egoista taki
    sam jak ty.
    Cudem pozbierałam się po tym wszystkim i szczerze współczuje twojej żonie.
    A te wszystkie "drugie" które pojawiaja się i rozwalaja życie innym nie myśląc
    o tych niewinnych malenstwach wierze,że w przyszłosci spotka je to samo.
    Jak ktoś już wspomniał na cudzym nieszczęsciu szczęscia się nie buduje.
  • atilka 29.08.06, 11:22
    Kurcze strasznie zal mi was wszystkich, chociaż najbardziej dziecka. Myślę, ze
    w tej chwili twoja żona nie moze byc dobra matką, bo cała jej uwaga i emocje
    skupiaja sie na tobie i waszym związku. Strasznie mi jej żal, ale tak sie w
    zyciu zdarza, że ludzie sie rozchodzą i trzeba znależć w sobie siłe na
    rozpoczecie nowego życia. Nie wiem w jaki sposób mógłbys jej pomoc, napewno
    ważne są wizyty u psychologa, myslę, że powrót do niej nie jest najlepszym
    rozwiązaniem. Dobrze, że zamieszkałeś z matką a nie z nową paretnerką, bo
    mogłoby ja to posunąc do jeszcze bardziej nieodpowiedzialnych kroków. Tak
    strasznie żal mi twojego synka, powinieneś jemu pomóc przede wszystkim, może
    wyjedż (sam)z dzieckiem na pare dni. Wszyscy odetchniecie od tej sytuacji, skup
    sie na nim, poswięc mu troche czasu, może wtedy umysł troche ci się rozjaśni i
    bedziesz wiedział jak pomóc żonie pogodzic sie z ta sytuacją. Nie wiem, to taka
    trudna sytuacja...
  • tux_rh 29.08.06, 11:40
    atilka napisała:

    > Dobrze, że zamieszkałeś z matką a nie z nową paretnerką, bo
    > mogłoby ja to posunąc do jeszcze bardziej nieodpowiedzialnych kroków.

    Dla tego właśnie na razie mieszkam u rodziców i szafę mam w torbie podróżnej.
    Dziś żona jest już spokojna bo widzi, że krzykiem już mnie nie zmusi do powrotu.
    Ale za to GRA dzieckiem. Już mi nie pozwala z nimi jechac do dentysty, gdzie to
    ja najbardziej mu pomagam, bo ze mna brał wszystkie szczepionki.

    >Tak
    > strasznie żal mi twojego synka, powinieneś jemu pomóc przede wszystkim, może
    > wyjedż (sam)z dzieckiem na pare dni. Wszyscy odetchniecie od tej sytuacji, skup
    >
    > sie na nim, poswięc mu troche czasu, może wtedy umysł troche ci się rozjaśni i
    > bedziesz wiedział jak pomóc żonie pogodzic sie z ta sytuacją. Nie wiem, to taka
    >
    > trudna sytuacja...

    Ja wiem co chcę zrobić, ale szantaz o dziecko mnie wykańcza. Bardzo go kocham.
    Nie mogę sobie wyobrazić, że nie będzie go w moim życiu. On tez tęskni, a żona
    uparcie jeśli chcesz dziecko to wróć. Wrócę i co? W koło macieju, to samo...
  • berek_76 29.08.06, 12:01
    Tux, na temat Twoich dylematów się nie wypowiem, bo mi się słowa cisną takie do
    wykasowania, albo do bana nawet.

    Ale co do dziecka:
    To jest twoje dziecko. Jeśli interesuje Cię jego dobro, nie możesz poddawać się
    szantażom żony. Masz prawo żądać obecności przy zabiegach dla dziecka istotnych,
    zwłaszcza że nie jesteście po rozwodzie i nie ma ustaleń w kwestiach dotyczących
    opieki nad dzieckiem. Masz prawo domagać się unormowania sytuacji w taki sposób,
    aby była dla dziecka jak najmniej krzywdząca.

    Jeśli, jak twierdzisz, również w opinii lekarza żony Wasz związek nie ma
    większego sensu, może właśnie z tym lekarzem powinieneś porozmawiać, w jaki
    sposób najlepiej rozegrać z żoną pewne sprawy. Ponieważ problem dotyczy również
    dziecka i jego sytuacji - co więcej, powiedziałabym, że przede wszystkim
    dziecka, bo to ono jest tu cąłkowicie niewinną stroną - warto poszukać
    psychologa dziecięcego i poradzić się. Jeśli żona zachowuje się w sposób, który
    ewidentnie szkodzi dziecku, postaraj się o dowody tego i jeśli normalne sposoby
    nie pomogą, postaraj się o przyznanie opieki nad dzieckiem Tobie. jesli będą
    rzeczywiste podstawy, to masz szanse.

    Nie wiem, jak to wygląda naprawde, bo zakładam, że Twoje sprawozdanie jest
    cięzko stronnicze, ale potrafię sobie wyobrazić, że nawet zdrowa psychicznie
    osoba może wykorzystać dziecko do manipulowania rodzicem. Chora psychicznie tym
    bardziej. W tym wypadku IMHO nie ma znaczenia, czy to jej "wina" czy nie, bo
    jest chora - najwazniejsze jest dobro dziecka.

    Może jeśli o tym nie zapomnisz, uda Ci się wyjść z całej tej brei z jakąś
    resztką twarzy.
    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
  • mrs_ka 29.08.06, 12:29
    Tym razem mam niecałe piętnaście minut na odpowiedź, a od wczoraj obiecuję sobie
    wypowiedzieć się w meritum.
    Może zdążę.
    Pierwsza część teoretyczna, druga praktycznawink
    Ja- w odróżnieniu od większości z Was- jestem pełna podziwu dla postawy Tuxa.
    Ogólnie najlepiej jest być pięknym, młodym, bogatym, zdrowym i niegłupim, w
    jednym szczęśliwym związku i wiernym jednemu kościołowi. Jednak samo to, że
    piszemy na forum Samodzielna Matka oznacza już, że przynajmniej na jednym z tych
    przymiotników zdązyłyśmy/zdążyliśmy się przejechać.
    Idealizm jako taki popieram. Uważam, że zawsze należy dążyć ku stanowi lepszemu
    niż jest i ku wyższej poprzeczce, niż aktualna. Uważam jednak również, że
    powinniśmy myśleć realnie. Szczególnie, jeśli idzie o cudze sprawy i
    szczególnie, jeśli idzie o projekcję naszych własnych doświadczeń.

    Jakie tak naprawdę wyjścia miał Tux? Po pierwsze: w ogóle się nie zakochać.
    Ogólnie uważam, że miłość jest decyzją. Ogólnie. To nie oznacza jednak, że w
    każdym przypadku będzie decyzją i że bycie zaskoczonym przez miłość nie może się
    zdarzyć. Jednak taka sytuacja (zaskoczenia) nie wyklucza wcale zachowania się
    godnie, co- w moim odczuciu- Tux zrobił.
    Po drugie mógł żonę zdradzać na boku, co- patrząc chociażby statystycznie- jest
    zdecydowanie najpopularniejszym wyjściem wśród małżeństw. Teraz przydałoby się
    nieco uczciwości: czy doprawdy tego rodzaju małżeństwo stanowi jakąkolwiek
    wartość, która uświęciłaby hipokryzję?
    Jestem absolutną przeciwniczką podwójnego życia. Jesli już się
    zakochałaś/zakochałeś połóż karty na stół i zakończ dotychczasowy związek.
    Uważam, że nawet najboleśniejsza uczciwość w sprawach małżeńskich jest
    wartościowsza od szlachetnego klamstwa. Zresztą między Bogiem a prawdą
    przymiotnik "szlachetny" najczęściej jest używany przez stronę kłamiącą tylko w
    tym celu, aby zamaskować fakt, że trzęsie tyłkiem przed powiedzeniem prawdy i
    siebie samego chce chronić.
    No i wyjście trzecie: odejście.

    Niewiarygodny jest dla mnie celibat Tuxa. NIewiarygodny w sensie: sama sobie
    tego wyobrazić nie umiem i ze swoim męzem rozstałam się jednak w innym stylu.
    Jednak podziwiam Tuxa w tym aspekcie.
    Podziwiam go też za udowodnienie, że zachował się jak człowiek i zachował swoje
    człowieczeństwo: mimo wszystko STARAŁ się pozostać z żoną.
    Dla ludzi, którzy kiedykolwiek znaleźli się w sytuacji podobnej do Tuxa, jest
    oczywistym, jak trudne są to dylematy.

    Zauważcie, że znakomita większość do dylematów w ogole nie dociera, bo
    zatrzymuje się na etapie egoizmu "ja, tu i teraz oraz moje szczęście". Polecam
    wypowiedź Zwyczajnego, który wprost napisał, że jego miłość jest tak wielka i
    wyjątkowa, że poświęciłby dla niej dziecko.
    Mam poczucie, że Zwyczajny jest bardziej niestety reprezentatywny niż Tux.

    Uważam zatem, że Tux wystarczająco wiele z siebie dał, aby uznać, że jednak ten
    wóz zwany jego małżeństwem dalej nie pojedzie. Próbował- jest nieszczęsliwy,
    zona jest nieszczęśliwa, nowa kobieta też jest nieszcżęsliwa. Domniemuję, że
    dziecko również szczęśliwe nie jest. Widać wyraźnie, że w praktyce te chęci nie
    wypaliły, bo zabrakło fundamentu w postaci uczucia. To jest po prostu koniec.

    Nie ma sensu dawać mu recept na leki przedłużające agonię. Ten pacjent nigdy do
    zdrowia nie wróci i bardzo źle się stało, że pozwolono mu na tak długą
    męczarnię. Mam tu również na myśli fakt powolnego "odchodzenia" od żony w
    miejsce krótkiego, radykalnego cięcia.

    Osobiście polecałabym mediację i jeszcze jedno wyjście, o którym nie napiszę
    teraz, bo muszę natychmiast wyjść z domu. Jednak 15 minut nie starczyłowink

    a.




    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • lilith76 29.08.06, 12:45
    > Osobiście polecałabym mediację i jeszcze jedno wyjście, o którym nie napiszę
    > teraz, bo muszę natychmiast wyjść z domu. Jednak 15 minut nie starczyłowink
    >
    >

    mrs_ka, to się nazywa suspens smile

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • tux_rh 29.08.06, 13:09
    mrs_ka napisała:

    > Niewiarygodny jest dla mnie celibat Tuxa. NIewiarygodny w sensie: sama sobie
    > tego wyobrazić nie umiem i ze swoim męzem rozstałam się jednak w innym stylu.
    Powiem tak. Przez ostatni okres 2 lat nie wiem czy kochałem się z żoną 3 razy.
    To było straszne ... przeżycie "duchowe". Dla tego powiedziałem, że NIE. Nie
    potrafię sie kochac z kobietą nie kochając jej. Pewnie dla tego nigdy nie zrobił
    bym skoku w bok wink ale tak już mam. Może nie mam wszyskich zwojów w mózgu,
    które powinien mieć facet i powinieniem latać za laskami na okragło, ale nie
    jestem taki. I albo to zaakceptujecie albo nie. Koniec TEGO tematu - OK.

    > Jednak podziwiam Tuxa w tym aspekcie.
    > Podziwiam go też za udowodnienie, że zachował się jak człowiek i zachował swoje
    > człowieczeństwo: mimo wszystko STARAŁ się pozostać z żoną.
    > Dla ludzi, którzy kiedykolwiek znaleźli się w sytuacji podobnej do Tuxa, jest
    > oczywistym, jak trudne są to dylematy.
    Dziekuję za ten akapit. To ważne. Ja naprawdę chciałem się poświęcić. Nawet
    teraz rozmawiałem z moja nową partnerką o tym, że jeśli dalej tak będzie to z
    nami koniec, bo dziecko samo się na świat nie pchało i musze o niego dbać. Cóż z
    tego, że tylko do 18tki,a później musze żyć dalej... Jakoś może przeżyję. Ale
    nie wyobrażam sobie, że moge zostac w domu i wysłuchiwać awantur o nową
    partnerkę skoro urwiemy kontakt. To irracjonalne. Wole odejść. Miłośc nie minie
    mi od tak. To potrwa. Ja też jestem człowiekiem i będę cierpiał jeśli zostane
    SAM. Bez kochanej osoby. Jestem zazdrosny o nią, o to, że może iść za pół roku z
    innym chłopakiem za rękę. O to, że to mogłem być ja... To jest może egoistyczne
    i męskie, ale do cholery facetem też jestem! Boje się zostawic żone samą, dla
    tego chcę jej pomagać jak tylko się da po rozwodzie i teraz. Ona jest
    rozgoryczona, zła. Wiem to. To normalne, ale powinna też na chłodno przyjąć
    argumenty i "cieszyć" się (mam nadzieję że rozumiecie sens nie wiem czy słowo
    właściwe), że ma/miała dobrego męża, który mimo wszystko martwi się i chce
    pomagać w tym co narobił...

    > Uważam zatem, że Tux wystarczająco wiele z siebie dał, aby uznać, że jednak ten
    > wóz zwany jego małżeństwem dalej nie pojedzie. Próbował- jest nieszczęsliwy,
    > zona jest nieszczęśliwa, nowa kobieta też jest nieszcżęsliwa. Domniemuję, że
    > dziecko również szczęśliwe nie jest. Widać wyraźnie, że w praktyce te chęci nie
    > wypaliły, bo zabrakło fundamentu w postaci uczucia. To jest po prostu koniec.

    Niestety trwało to dłuuugo, za długo, ale staralem się by mały podrósł, by żona
    przemyślała kilka spraw, by do niej dotarło, że jeśli się wyprowadziłem co
    prawda na pół dnia, ale odszedłem ze wszyskimi betami, to chyba coś to znaczy.
    Ale to teraz nieważne. Zrobię dla dziecka wszystko i ona o tym wie. Wie, że tak
    mnie szantazując może spowodować, że zostane z nimi, ale to już nie będzie dom.
    A na koniec może sie okazać, że zamiast rozmowy to ja poprostu któregoś pięknego
    dnia nie pójdę do pracy tylko zwinę bety bez pytania i odejdę nie dając znaku
    życia... A TEGO NIE CHCĘ.
  • imagine73 29.08.06, 13:47
    Sorry , ze to napisze , ale uwazam,ze Tux nie ma minimalnej szansy,by byc
    szczesliwym. Co z tego,ze sie zakochal w innej kobiecie i ma nadzieje,ze przy
    niej wreszcie bedzie ok. Nigdy nie bedzie. Jest zbyt
    wrazliwy,uczuciowy...Mysle,ze nie da sobie rady z poczuciem winy i z ciaglym
    strachem o byla zone i dziecko.Przeciez tak szybko nie uda mu sie wyrzucic z
    serca tych dwoje,ktorych w jakis tam sposob kochal,opiekowal sie nimi i byl za
    nich odpowiedzialny...
    Twoja zona moze sie tak zachowywac bez konca,a Ty bedziesz drzal na sama
    mysl,co moze sie stac dzis,jutro,za tydzien,miesiac...Sam staniesz sie klebkiem
    nerwow. Wiem , ze wiesz o czym mowie...
    Przepraszam za te moje czarne proroctwa,ale po przeczytaniu Twoich opowiesci
    takie wnioski same sie nasuwaja.

    Oczywiscie mozesz odejsc juz dzis i nie zblizac sie do swojej rodziny.Zamknac
    drzwi ,wyjechac gdzies ze swoja nowa miloscia i nie myslec o nich... Ale Ty
    tego nie potrafisz... Moze gdyby nie bylo malca,postapilbys tak , ale w tej
    sytuacji nie zrobisz nic...
    Nie wiem , byc moze powinienes zerwac z ta kobieta na dobre.Zostac przy
    rodzinie? Dlaczego jestescie nieszczesliwi ? Kto "nawalil" ? Kto znalazl sobie
    innego partnera ? Kto komu robi krzywde i dlaczego? Odpowiedz sobie sam na te
    pytania.... I dlaczego to wlasnie Ty masz prawo byc szczesliwy , a nie ona?
    Mowisz " nie kocham Cie juz" , i myslisz , ze to Ci daje prawo do szczescia? A
    co z nimi ? Dlaczego to wlasnie oni maja sprawic ( nie stawac ci na
    drodze),abys moglbyc happy ?

    Zadalam CI te pytania , bo nie wiem czy kiedykolwiek podchodziles do tej
    sytuacji od tej strony. Probuje zrozumiec Twoja zone,postawic sie na jej
    miejscu.Byc moze ona przesadza....Dlaczego tak sie dzieje ? Bo jest zlosliwa?
    Odpisz w wolnej chwilce , i pozdro. smile
    --
    smile))
  • tux_rh 29.08.06, 14:13
    Teraz musze już lecieć, ale odezwę się. Napewno odpowiem Ci na te pytania.
  • mauretta 29.08.06, 14:46
    berek napisal:"Nie wiem, jak to wygląda naprawde, bo zakładam, że Twoje
    sprawozdanie jest
    cięzko stronnicze, ale potrafię sobie wyobrazić, że nawet zdrowa psychicznie
    osoba może wykorzystać dziecko do manipulowania rodzicem. Chora psychicznie tym
    bardziej. W tym wypadku IMHO nie ma znaczenia, czy to jej "wina" czy nie, bo
    jest chora - najwazniejsze jest dobro dziecka."

    berek ,depresja nie jest chorobą psychiczną
    --
    SmutnoCi ?Eeeesmile
  • lilith76 29.08.06, 15:27
    > berek ,depresja nie jest chorobą psychiczną

    Też chciałam zwrócić na to uwagę smile

    Ale zaburza postrzeganie sytuacji i pozbawia dostępu do racjonalnych wyjść. Gorzej, człowiek wtedy jest święcie przekonany, że nie ma żadnego wyjścia, na co się nie zdecyduje roztrzska się o ścianę.

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • mauretta 29.08.06, 15:43
    Tak lilith masz racje i dlatego trzeba ja leczyc.
    --
    SmutnoCi ?Eeeesmile
  • berek_76 29.08.06, 22:59
    > > berek ,depresja nie jest chorobą psychiczną
    >
    > Też chciałam zwrócić na to uwagę smile

    Tux napisał, ze jego żona cierpi na chorobe dwubiegunową, a nie na depresję.

    A poza tym - pytam, bo nie wiem - jaką chorobą jest depresja, jeśli nie
    psychiczną, na Boga?

    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
  • berek_76 29.08.06, 23:02
    > Tux napisał, ze jego żona cierpi na chorobe dwubiegunową, a nie na depresję.
    >
    Nie napisał. Zwidy mam uncertain uncertain uncertain

    Co nie zmienia faktu, że osoba z depresją ma zaburzone postrzeganie
    rzeczywistości i tak dalej bla bla bla o czym już pisano smile

    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
  • nangaparbat3 29.08.06, 23:22
    Depresja nie jest psychozą (chociaż może psychozom towarzyszyć i czasem trudno
    z początku się rozeznać). Ale w sensie potocznym przynajmniej jak najbardziej
    jest chorobą psychiczną. Zresztą to okreslenie ("choroba psychiczna") już chyba
    tez tylko jako potoczne funkcjonuje.
    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • mama322 29.08.06, 14:31
    Przeczytałam co napisałeś, ale nie czytałam wszystkich odpowiedzi (brak czasu)
    więc jeśli powtórzę co już ktoś napisal to sorki.
    Ja nie rozumiem postawy Twojej żony. Fakt, źle, że poznaleś i pokochałeś inną
    kobietę, ale ja nigdy nie trzymałabym nikogo na siłę. To bez sensu. Jesteś w
    domu z żoną i dzieckiem fizycznie ale myślami i tak jesteś przy tamtej. Żona to
    widzi, dziecko czuje ( a im będzie starsze to tym bardziej) - straszna głupota.
    To że żona straszy samobójstwem - eeee tam. Nie wierzę. Głupie gadanie. Ma
    dziecko i nie zostawiłaby go samego na tym świecie.
    Gdybym była na Twoim miejscu odeszłabym aby żyć w prawdzie a nie tworzyć fikcję
    tylko ze względu na szantaż emocjonalny. Jesli będziecie tkwić w takim związku
    kolejnych 10 lat dorobicie się w najlepszym wypadku frustracji i poczucia, że
    przegraliście życie. Wszyscy troje. Ty, żona i przyjaciółka.


  • mauretta 29.08.06, 15:28
    Tux czy Twoja żona leczy sie z depresji?Bierze jakieś leki? Chodzi na terapię?
    Byłeś z nią chociaż raz u psychologa? Jeśli nie zrób to.Pomyśl również o
    indywidualnej wizycie.Nie licz na to,że na zimno to przyjmie i w pewnym momencie
    powie ok zrozumialam,że to koniec wyprowadz się a obowiązkami się podzielimy.Nie
    wiadomo czy kiedy kolwiek zrozumie, zapomnieć nie zapomni,zanim się podniesie
    minie naprawde duzo czasu i patrzac na to jak sytuacja wyglada obecnie nie
    jestescie nawet w polowie drogi a na jej poczatku.Zona chce bys wrocil,kochal ja
    tak jak na poczatku i zapomnial o tamtej co jest niemozliwe i na pewno tego nie
    zrozumie. Przygotuj sie na walke o dziecko bo jest ono na razie jedynym
    narzedziem dla niej,jakim moze sie poslugiwac.To jest zle ,ale wiele kobiet
    wykorzystuje dziecko do takich rozgrywek miedzy rodzicami.
    Sporo juz rad Ci tutaj udzielono ,czy z nich skorzystasz to zalezy od
    Ciebie.Moja rada jest skorzystanie z poradni psychologicznej razem z
    zona.Powodzenia.
    --
    SmutnoCi ?Eeeesmile
  • lilith76 29.08.06, 16:31
    Tux pisał wyżej, że żona chodzi do psychologa, bierze leki i chyba na razie nie daje to efektu. To jest najsmutniejsze. Chyba, że ona tak na prawdę nie chce wyzdrowieć.

    --
    Pilnuj sensu, a słowa same się upilnują.
    "Alicja w Krainie Czarów"
  • imagine73 29.08.06, 21:38
    Obawiam sie ,ze nie jestesmy w stanie wymyslec nic ponad to,o czym sam juz
    wiesz.
    Sledze ten watek,w wolnej chwilce cos napisze...Mam mieszane uczucia czytajac
    te nasze wypowiedzi. "Wlasciwa droga" ,przekazywana z roznych punktow widzenia.
    Tak sie nie da...Mysle , ze sam musisz sobie poradzic.Nie zagluszymy Twoich
    wyrzutow sumienia, nie utwierdzimy w przekonaniu,ze robisz dobrze pod
    haslem : "kazdy czlowiek ma prawo do szczescia"...Ludzie roznie postepuja ,
    kazdy ma jakas "granice", ktorej nigdy nie jest w stanie przekroczyc...Musisz
    ja sobie sam wyznaczyc,bo tylko Ty wiesz,gdzie jest to "miejsce".

    Przyznam sie , ze podeszlam do tematu zbyt emocjonalnie,napewno pod wplywem
    wlasnych przezyc...Doszlam do siebie,ale jak slysze takie historie , to mimo
    wolnie zawsze stane po stronie tego "porzucanego" , bez wzgledu na to czy to
    bedzie kobieta czy facet...

    Pozdrawiam.
    --
    smile))
  • tux_rh 30.08.06, 08:43
    imagine73 napisała:

    > Przyznam sie , ze podeszlam do tematu zbyt emocjonalnie,napewno pod wplywem
    > wlasnych przezyc...Doszlam do siebie,ale jak slysze takie historie , to mimo
    > wolnie zawsze stane po stronie tego "porzucanego" , bez wzgledu na to czy to
    > bedzie kobieta czy facet...

    I dzieki Ci za to. łaśnie o to chodziło. Po cholerę pisał bym na TO forum jeśli
    nie liczył bym na wypowiedzi kobiet, które są w takiej sytuacji. Na początku
    większość pisała idiotyzmy o plemnikach i samcach, ale Ty i kilka innych kobiet
    piszecie mimo, że emocjonalnie to jednak z SENSEM i to jest dla mnie ważne.
    Dzięki temu wiem (raczej mniej niż więcej) jak mam dalej postępować. Dziękuję
    Wam za te wypowiedzi, które coś wniosły do rozwiązania problemu. Czyli te, które
    traktują o tym jak pomóc zonie i dziecku by ból był jak najmniejszy.
  • nangaparbat3 29.08.06, 23:29
    mam teraz w dalszej rodzinie osobę, ktora też się leczy na depresję, i tez leki
    nie pomagają. trwa to juz z rok, zmieniano leki, zmieniano lekarza. Byc może
    nie chce wyzdrowieć. Ale czy nie jest objawem depresji, że pacjent nie chce
    wyzdrowieć - czy raczej nie wierzy w to, nie ma w sobie siły, by zdrowieć?
    Zdrowie nie jest dla niego na tyle atrakcyjne, by zdobyc się na wysilek
    zdrowienia? Jakos tak sobie tę chorobe wyobrażam.
    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • tux_rh 30.08.06, 08:36
    mauretta napisała:

    > Tux czy Twoja żona leczy sie z depresji?Bierze jakieś leki? Chodzi na terapię?
    > Byłeś z nią chociaż raz u psychologa? Jeśli nie zrób to.

    Tak leczy sie od 2 lat. Po tym jak pierwszy raz odszedłem żona wpadła w
    depresję. Od tamtej chwili sie leczy. Byłem u jej lekarza i pani powiedziała, że
    najlepiej zrobię jak odejdę... Ale żona była w stanie, w którym nie było o tym
    mowy. Do niej nie trafiały ZADNE argumenty. Więc zostałem. Trochę się uspokoiło,
    ale sama zaczęła się wpędzać w głębsza chorobę. Wiedząc, że kocham inną zaczeła
    mnie szpiegować, czytać smsy, sprawdzac gdzie jestem i z kim. Jak jechałem na
    delegacje to wychodziła z siebie. Na szczęście starałem sie by jakoś ZAWSZE być
    z kimś kogo zna by ta osoba poświadczyła jej, że jestem SAM, nie z nową
    partnerką. Ale to ie pomagało... Więc teraz znów zdecydowałem się odejść, bo to
    już nie ma sensu. Powiem Wam jeszcze coś. Ja też byłem u psychatry. Powiedziałem
    panu w czym rzecz i reakcja gościa była taka jak myślałem. Powiedział, że z tego
    to sie nie da wyleczyć smile (tyle to wiem, że na miłość nie ma lekarstwa) i
    chciał mi przepisać jakieś leki (ogłupiające) bym mugł zapomnieć i skupić się na
    pracy. Podzienkowałem...

    > Zona chce bys wrocil,kochal ja
    > tak jak na poczatku i zapomnial o tamtej co jest niemozliwe i na pewno tego
    nie zrozumie.
    Teraz powiedziałaś dokładnie to co słyszę codziennie od żony. A ostatnio nawet
    jest ZAPOMNIJMY i zacznijmy nowe życie. No to jakaś zmiana fronu, ale chyba
    trochę za późno i ja już nie wierzę, że będzie inaczej. Bo jak ja kilka tygodni
    temu mówiłem, że rozstanę sie moją partnerką, że zaczniemy to "nowe" życie to
    nie chciała słyszeć. A nagle wszystko przemyślała - tak? Nie wierzę. Znów gra na
    czas. Jeśli zostanę w domu to tez będę cierpiał. Jeśli do tej pory nie
    zrozumiała to chyba i tak nie zrozumie.

    > Przygotuj sie na walke o dziecko bo jest ono na razie jedynym
    > narzedziem dla niej,jakim moze sie poslugiwac.To jest zle ,ale wiele kobiet
    > wykorzystuje dziecko do takich rozgrywek miedzy rodzicami.

    Od wczoraj zaczęła się walka na nowo. Byliśmy z małym u dentysty i po tym kazała
    mi wysiadać z samochodu. Dziecko sie rozplakało i powiedziało: mama nie mów tak
    do taty. No to sory, ale serce mi pękło. Płakał tak rzewnie, że mało tam nie
    padłem. wziąłem go na ręce a on już mnie nie puścił. Było na mnie, że gram na
    uczuciach dziecka... A tystarczyło powiedzieć, że tata idzie do babci i
    przyjedzie później, cokolwiek - DELIKATNIE. A nie wynoś się. Dziecko to słyszy i
    powtarza. Wczoraj usłysząłem od syna jak powtarza: wynoś sie do matki lub
    wypie..j. Maluch 2,8 lat. No to powiedziałem, że jak tak dalej będzie to bede
    ją nękał swoją osobą i ZOSTANĘ wo domu i będzi epiekło, ale nie pozwolę zrobic z
    dziecka kretyna.

    > Sporo juz rad Ci tutaj udzielono ,czy z nich skorzystasz to zalezy od
    > Ciebie.Moja rada jest skorzystanie z poradni psychologicznej razem z
    > zona.Powodzenia.

    Zastanawiam się nad tym. Dzięki.
  • trzydziestoletnia 31.08.06, 18:02
    tux_rh napisał:

    > Tak leczy sie od 2 lat.

    Tzn jak sie leczy, chodzi do psychologa czy psychiatry, czy tez psychoterapeuty? Bierze leki?

    >Po tym jak pierwszy raz odszedłem żona wpadła w depresję.

    A wczesniej wszystko bylo ok? Cos mi tu nie pasuje..
    Piszesz dalej jak chciales sie rozstac z kochana kobieta, jak starales sie udowadniac zonie ze nie przebywasz z ta druga etc - jakis dziwny rodzaj gry ze sobą prowadzicie..
    Jedno niby chore, a drugie niby sie wyprowadza.. na pol dnia. Heh...

    --
    Trzydziestoletnia - Joanna
  • tux_rh 30.08.06, 08:23
    mama322 napisała:

    > Przeczytałam co napisałeś, ale nie czytałam wszystkich odpowiedzi (brak czasu)
    > więc jeśli powtórzę co już ktoś napisal to sorki.
    > Ja nie rozumiem postawy Twojej żony. Fakt, źle, że poznaleś i pokochałeś inną
    > kobietę, ale ja nigdy nie trzymałabym nikogo na siłę. To bez sensu. Jesteś w
    > domu z żoną i dzieckiem fizycznie ale myślami i tak jesteś przy tamtej. Żona to
    >
    > widzi, dziecko czuje ( a im będzie starsze to tym bardziej) - straszna głupota.

    Oj zgadzam się w całej rozciągłości, ale co z tego. Wczoraj znów było granie
    dzieckiem i tak jest co dzień...

    > To że żona straszy samobójstwem - eeee tam. Nie wierzę. Głupie gadanie. Ma
    > dziecko i nie zostawiłaby go samego na tym świecie.
    > Gdybym była na Twoim miejscu odeszłabym aby żyć w prawdzie a nie tworzyć fikcję
    >
    > tylko ze względu na szantaż emocjonalny. Jesli będziecie tkwić w takim związku
    > kolejnych 10 lat dorobicie się w najlepszym wypadku frustracji i poczucia, że
    > przegraliście życie. Wszyscy troje. Ty, żona i przyjaciółka.

    Tego się obawiam. Jeśli tego nie zrobie, to po paru latach nie będę umial
    spojrzeć sobie w twaz. Bo co to za dom, rodzina bez miłości. Pewnie dało by się
    tak żyć, ale czy warto? Życie ma się tylko jedno i trzeba je jakoś godnie
    przeżyć. Może najbardziej "godny" to ja nie jestem, ale wiecie dobrze o co mi
    chodzi.
  • nenia1 29.08.06, 15:46
    A ja z moimi przedmówczyniami zupełnie się nie zgadzam, nie widzę w tux_rh
    nic, za co można by go podziwiać.
    To cierpiętnik, którego świat zacieśnia się wyłącznie do własnej osoby.
    To tego niebezpieczny, bo dobiegający od męskiego stereotypu „mężczyzna myśli tylko
    o jednym”, przedstawiający się i faktycznie tak o sobie myślący, jako mężczyzna uczuciowy i miękki, co automatycznie u dużej grupy kobiet wzbudza istytynkty opiekuńcze i przeświadczenie, „że taki nie skrzywdzi”.
    Jak sam pisze :

    >Nie jestem extra przystojniakiem, bałem się,że kiedyś zostane sam i los >zetknął nas z moja żoną. Pokochałem ją, bo inaczej z kąd dziecko, ale to nie >to samo uczucie. Tamto wynikało z czegoś innego, z czegos (niestety) chorego.

    Tux_rh motorem zawarcia związku z żoną był lęk przed samotnością, skądinąd naturalny, który jednak nie powinien być powodem do zawierania małżeństwa, gdyż potem dochodzi do takich sytuacji o jakiej tux_rh pisze.
    Jestem pewna, że uczuciowy tux, nie wspomniał swojej żonie o tym fakcie, tylko utrzymywał ją przez lata w kłamstwie.
    Sam siebie tux przekonuje, ze żonę pokochał, bo skąd dziecko, wiadomo, że uczuciowy tux nie sypia z kobietą, której nie kocha. Trochę skomplikowany system przekonywania samego siebie o miłości do zony, do tej pory sądziłam, ze jak się kogoś kocha, to się po prostu o tym wiem, a nie dochodzi drogą dedukcji w myśl „sypiam tylko z ta, którą kocham, co
    implikuje, skoro mam dziecko z żoną, to znaczy, że z nią sypiałem, co oznacza, że ją kochałem”.
    Co do niewyobrażalnego celibatu, dla tux-rh seks prawdopodobnie nie jest tak ważny, stąd łatwość dwuletniego celibatu. Prawdziwe orgazmy tux osiąga tarzając się w melodramacie, gdzie gra główną rolę.
    Na aktorki wybrał nieprzypadkowe osoby – zona, ze skłonnościami do depresji, najprawdopodobniej, jak ktoś wcześniej zauważył „odrzucona” już wcześniej przez rodziców, w związku, z czym boleśniej przeżywającą kolejne odrzucenie, oraz „ta druga” również nie końca poukładaną, skoro od trzech lat toleruje faceta, który sam nie wiem, co robić.
    Pewnie epatuje je obie swoją niesamowitą uczuciowością i dobrocią, hamletowskim rozdarciem między prawdziwą miłością a odpowiedzialnością za rodzinę.
    Tyle, że tej odpowiedzialności zabrakło, gdy prosił zonę o rękę, mało tego przez kilka lat starał się o dziecko, w końcu, gdy żona była w ciąży, klamka zapadła, uczuciowy tux poznaje chętną (profilaktycznie najpierw tux sprawdza to listownie) panią, która pozwoli bezpiecznie wylądować w krainie „prawdziwek miłości”, bez obawy, że tux pozostanie sam.

    Widać wyraźnie, ze uwielbia być rozdarty, rzutując to rozdarcie na żonę i tą drugą panią, jednej i drugiej powtarza, jak nam tutaj, że nie wiem, co robi, że się poświęci, albo, że jednak nie, jednak wybierze miłość, albo nie może jednak dziecko, nie dziecko też nie, bo kiedyś odejdzie i tux zostanie sam, a widamo, że tux tego nie lubi.

    I tak żyją sobie obie kobiety, poddawane nieustannym zmianom, przyciąganie i za chwile odpychane, będę z tobą, nie jednak odejdę itp., itp.
    Mnoży i piętrzy trudności, na wszelkie rady jakie dostaje tutaj, odpowiada niezmiennie, że to niewykonalne, że on tak niepotrafi, że tak się nie da, że on taki uczuciowy niepotrafi, że żona nie rozumie, że już próbował, ale nie wyszło.

    Najważniejszy dla niego jest fasadowy obraz, „wyidealizowany pan tux”, który nie potrafi nikogo skrzywdzić, który zawsze chciał dobrze. Zrobi wszystko, ze ten obraz utrzymać, to nic, że żona ma już mocno zaawansowaną depresję, ze syn płacze, że „ta druga” też pewnie cierpi poddawana emocjonalnej huśtawce, ważne, że tux wierzy, ze jest jak bardzo często podkreśla, zbyt często by to nie miało znaczenia, uczuciowy, potrafi nikogo skrzywdzić.
    Nie zauważa, że utrzymując taką sytuację krzywdzi jeszcze bardziej, przerzucają odpowiedzialność na żonę, jej chorobę, małe dziecko.
    I tak się miota i miotać się będzie, krzywdząc wszystkich dookoła.

    Najważniejsze, że w swoim mniemaniu jest czysty, tak zrobił błąd, zakochał się, ale przecież to prawdziwa miłość, a czy człowiek, zwłaszcza uczuciowy i dobry może jej się oprzeć? Wszak miłość wszystko wybaczy.

  • viriana 29.08.06, 16:08
    Nenia, fantastycznie to ujęłaś! Nic dodać, nic ująć. Chylę czoła.
  • imagine73 29.08.06, 16:40
    Strzal w dyche , Nenia wink

    Nie bylam rownie stanowcza w swoim osadzie jak Ty dla "naszego przyjaciela"
    tux'a , ale wlasnie tak to wszystko odbieram !
    Dlatego zadalam mu kilka "pomocniczych" pytan nie bez powodu. On zdaje sie
    nie bardzo rozumie co tak naprawde sie wokol niego dzieje...Jest zle ? Ale
    dlaczego ? Mysle , ze zadna milosc swiata nie jest warta losu , ktory zgotowal
    swojej rodzinie ... Prawda ,tak sie czesto dzieje.Postepuja tak i kobiety i
    faceci,ale to nie jest zadne wytlumaczenie. Inni tak robia,wiec ja tez!
    Tux jest przekonany,ze ma prawo do szczescia,bo sie zakochal nad zycie. A co z
    jego dawna miloscia ,zona ? Z tego wynika , ze ,aby on moglbyc szczesliwy,ja
    musi doprowadzic do szalenstwa...To jest bardzo niesprawiedliwe ! Obwinia ja,ze
    tak sie zachowuje(a moze po prostu inaczej nie jest w stanie) ,tesciowa i Bog
    wie kogo.Nie obwinia siebie,bo jego goraca milosc usprawiedliwia wszystko.
    To prawda ,ze jego zwiazek jest toksyczny i wykancza ich wszystkich.Czyja to
    jest wina ? zony? Syna ?
    Moze to wlasnie On w tej chwili powinien zacisnac zeby,dac sobie spokoj z ta
    swoja namietna miloscia i zajac sie jak prawdziwy facet swoimi najblizszymi.
    Bedzie cierpial z tego powodu ? A dlaczego nie ? Czy to bedzie wieksze
    cierpienie od tego,ktore funduje zonie i dziecku ?
    W jego mniemaniu to caly czas wyglada tak , ze zona ma "stulic pysk",dac mu
    blogoslawienstwo na droge , maluch zrobi mu na pozegnanie papa,a nasz "dzielny"
    rycerz tux bedzie zyl dlugo i szczesliwie z wybranka swego serca....

    Dla mnie to wstretne....Kurcze ! Jak tu nie byc feministka ? big_grin


    --
    smile))
  • nangaparbat3 29.08.06, 16:53
    jakbym czytala Milską-Wrzosińską.
    Tylko ja juz jestem 40+, wiele przeżyłam, wiele widzialam i wiem, że lkażdego -
    literalnie kazdego - mozna w ten sposob podsumować.
    Wyzyłaś się? Jak nie, to w internecie rzeczywiscie masz duze pole do pipisu.
    Wal dalej.
    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • mrs_ka 29.08.06, 17:10
    Wiesz, Nanga? Miałam identyczne wrażenie, tj, dotyczące Milskiejwink
    Dla mnie punkt widzenia Nenii jest interesujący i na pewno poszerza główny nurt
    dyskusji. Uważam jednak, że zbyt blisko mu było do ferowania wyroków i
    formułowania diagnoz, a do tego nie mamy ani podstaw, ani danych, ani w końcu
    prawa. Prawdą jest też, że ta diagnoza jest naprawdę uniwersalna i pasuje w
    zasadzie do każdego, czy też każdemu dałoby się wmówić podobne wątpliwości. W
    końcu osobowość naszych czasów to osobowość wątpiąca i pragnąca szczęścia.

    a.
    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • nangaparbat3 29.08.06, 23:09
    Mrska,
    dzięki, bardzo elegancko to ujęłaś.
    Ja mam mniej zimnej krwi i przy tak oceniajacym - czy raczej potepiającym -
    podejsciu trudno mi docenić walory (postu).
    W ogole mam dziś zły dzień, co russz natykam się na coś (kogoś) co (kto) mnie
    doprowadza do szewskiej pasji. Chyba jednak te plamy na slońcu, czy co -
    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • natasza39 29.08.06, 17:55
    to akurat wiecej kobiet chajta się tylko dlatego, ze nie chce zostać stara
    panna, albo strasznie chce mieć "dzidzię" (dla mnie najgorszy typ), albo
    dlatego, ze facet jest bogaty więc ona nie będzie musiała pracować. Juz nie
    wspomnę o typach które sa w ciazy z jednym dawca plemników, a wychodzą za maż
    za innego-dawcę pieniędzy.
    Jakos nikt ich nie potępia.
    Zenienie się, czy wychodzenie za mąż ze strachu przed samotnościa, jest chyba
    powszechniejsze niz małżeństwo zawarte z szaleńczej miłości, więc co w tym
    złego?
    Ja akurat za to bym w niego "kamieniem nie rzuciła"
  • nangaparbat3 29.08.06, 23:14
    Och, Natasza, przecież kazdy powod dobry, by kamieniem rzucić. A potem spytać:
    Alez czemu tyle nerwów?
    Sorki, to już nie na temat, obejrzałam rozmowę Dudka z Lityńskim.
    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • so7b 30.08.06, 08:32
    Ja również podpisuję się pod tym podsumowaniem - a jestem tym bardziej
    uprawniona że tux mógłby być moim mężem big_grin Hehe, nawet te same sforułowania
    mają obydwaj. "Miękki biedny facet rzucany przez wichry miłości"... żałosne.

    Człowiek dorosły ma wolną wolę i podejmuje decyzje, ważąc ich konsekwencje.
    Nawet jeżeli zdarzyło się coś, co nie miało prawa się zdarzyć - bo ja również
    uważam że miłość jest aktem woli (nie mówię o zakochaniu, które przemija) -
    to "psim" obowiązkiem uczuciowego (hehe tylko względem siebie) tuxa jest
    przejąć odpowiedzialność za miłość już teraz dwóch kobiet.

    Biedaczek pyta się co zrobić? Otóż ja ci odpowiem - zacząć żyć na własny
    rachunek, bez żony (bo z nią już nie potrafisz) i bez kochanki. SAMOTNIE.
    Właśnie tak jak się tego boisz. Wtedy najmniej skrzywdzisz dziecko, jeżeli tak
    bardzo ci na nim zależy jak mówisz bo będziesz miał czas by być "na każde jego
    zawołanie". Przy okazji pochodzisz może na terapię do psychologa żeby zdobyć
    wiedzę kim Ty tak naprawdę jesteś i dlaczego aż tak bałeś się być sam, że tyle
    lat okłamywałeś żonę, że nie potrafiłeś się z nią naprawdę komunikować. I
    dopiero potem, kiedy staniesz się już autonomicznym, pewnym siebie i swoich
    emocji człowiekiem, powinieneś zacząć myśleć o jakimkolwiek związku.

    Ale oczywiście odpiszesz "że tak się nie da zrobić, nie jesteś w stanie". I to
    jest Twój prawdziwy problem...zrób coś z tym bo dla dziecka to tragedia mieć
    emocjonalnie rozchwianego tatusia.

    IMHO jeżeli chcesz naprawdę pomóc żonie to zacznij razem z nią chodzić na
    terapię. Zacznij z nią wreszcie rozmawiać. Jak człowiek a nie jak zbity pies
    zmykający do głaszczącej go ręki. Kochankę odstaw ale tak na 100% a nie tylko
    fizycznie. Jak kocha to poczeka tongue_out

  • jowita771 14.09.06, 15:54
    zgadzam się, nenia.
    taki rycerz. i mam wrazenie, ze się południowoamerykańskich telenowel
    naoglądał, te opisy wielkiej miłości. za osiemnaście lat syn odejdzie, a on
    zostanie sam i będzie żył wspomnieniem miłości swego życia.
    litości, chłopie!!
  • jane795 29.08.06, 16:12
    Witam!
    Czytam Was często ale piszę bardzo rzadko...Dziś postanowiłam, bo przedstawiona
    sytuacja troszkę przypomniała mi moje przejscia z eksem sprzed lat.Nie chcę
    komentowac Twojej postawy bo nic mnie do tego nie uprawnia.
    Jak mnie eks zostawił-też dla ukochanej połóweczki- był to dla mnie szok i
    potworna rozpacz.Ale teraz mówię z perspektywy lat tylko radykalne i szybkie
    zerwanie,bez zostawiania jakiejkolwiek nadziei jest najlepsze.Ja od razu
    wiedziałam,ze eks nie wróci,ze od tej chwili musze polegac tylko na sobie i
    rownoczesnie muszę jak najlepiej ułozyc stosunki eksa z dzieckiem.Myslę,ze
    dziecko tez lepiej przyjmie jasną sytuację niz ciągłą szarpaninę i raz tata
    mieszka z nami a raz nie.Ważniejsze,zeby wiedziało,ze wprawdzie tata z nami nie
    mieszka ale mnie kocha i zawsze moge na niego liczyc.O dziwo w tej chwili moja
    córka jakby sie z tym pogodziła choc skutki nieobecności ojca widac.Mamy dobre
    układy z neksią a córka swojego przybranego brata uwielbia.
    Tak więc pokaż,że jestes facet i rozwiąż tę sytuację..acha obecna neksia nie
    jest tamtą ukochaną połoweczką....
    Pozdrawiam wszystkie mamusie
  • nangaparbat3 29.08.06, 17:03
    Strasznie duzo do czytania w tym watku.
    Tux, nie słuchaj "tej.drugiej". Histeryk tez cierpi. Jak kazdy nerwicowiec. No
    i nie mozna tej sytuacji przenosic na Twoją - depresja to bardzo poważny
    problem, często konczący się smiercią.
    Ja bym jeszcze raz poszla do tego psychiatry, pogadała o terapii. Może warto
    zmienić lekarza? Na ile to wszystko jest chorobą, na ile proba manipulacji? Nie
    wiem, ja w tym widze rozpacz, brak nadziei, brak wiary, że moze być szczęśliwa,
    ze sama sobie poradzi. Czy bierze leki, czy ma tez psychoterapię? Co ten lekarz
    mysli o jej wpływie na dziecko? Z tego co wiem, osoba z cięzką depresją po
    prostu nie powinna opiekować się dzieckiem. Czy zona nie powinna pójść na jakis
    czas do szpitala? ale na te pytania jesli w ogole ktos moze odpowiedzieć, to
    tylko naprawdę mądry lekarz z duzym doświadczeniem i dobrze znajacy przypadek
    Twojej zony.
    Żadne Twoje rozmowy z nia nic teraz nie zdziałają.
    --
    "...jeżeli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają
    go, (...) gotują mięso i obficie się nim raczą. Kto natomiast umrze wskutek
    choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają, ze nie udalo mu
    się być zarżniętym."
  • sar36 29.08.06, 18:28
    ... i ostatnia (jak sądzę) w tym wątku.

    Na wstępie:
    1. Nie wnikając w przyczyny takiego, a nie innego stanu rzeczy osobiście
    uważam, że osiągnięcie stabilizacji, spokoju (nie mówiąc już o szczęściu i
    miłości) w takim układzie, jakim stało się Twoje małżeństwo jest już
    niemożliwe. Opieram się oczywiście (co dotyczy w ogóle wszystkich moich
    wypowiedzi w necie) na swoim osądzie tego, co napisałeś, bo innych przesłanek
    nie mam.
    2. W oparciu o (dość pobieżną – bo w pracy nie mam czasu na dogłębną)
    analizę Twoich kolejnych wypowiedzi i odpowiedzi dochodzę do przekonania, że Ty
    nadal nie wiesz, czego tak naprawdę chcesz. Popadasz ze skrajności w skrajność
    i przechodzisz od ogółu "wielka miłość" do szczegółu "SMS w sprawie dentysty".
    Być może chciałbyś, aby „wszyscy byli szczęśliwi” i Cię „lubili”. Zapewniam
    Cię, że o ile osiągnięcie tego w zaistniałej sytuacji jest raczej trudne, to
    dalsze tkwienie w takim zawieszeniu czyni to absolutnie niemożliwym i prowadzić
    będzie wyłącznie do eskalacji problemu i destrukcji osobowości Was wszystkich.

    W związku z powyższym uważam, że powinieneś zrobić następujące rzeczy:
    a) przedstawić żonie sytuację, powiedzieć (jak rozumiem po raz kolejny),
    że jej nie kochasz, kochasz inną i chcesz z nią być, zamierzasz złożyć pozew o
    rozwód i zaproponować żonie warunki tego rozwodu (tj. opieka nad dzieckiem,
    alimenty, podział majątku),
    b) dać żonie czas na przemyślenie propozycji, wyprowadzić się z domu i
    zamieszkać z nową partnerką,
    c) niezależnie od tego czy dogadasz się z żoną w kwestii warunków
    rozwodu (co na tym etapie może być trudne) i czy ona w ogóle w jakikolwiek
    sposób odpowie na Twoją propozycję, robić dalej „swoje”, tj. złożyć pozew i
    przeprowadzić rozwód,
    d) cały czas konsekwentnie okazywać zainteresowanie dzieckiem – nikt Cię
    w końcu praw rodzicielskich nie pozbawił i nie zakazał styczności z nim, mówić
    i udowadniać, że dziecko kochasz, a rozwód z jego matką nie oznacza, że nie
    będziesz dalej ojcem,
    e) pomagać – jeśli to potrzebne (a chyba tak) – żonie, ale bez przesady,
    nie dać się zwariować, zastraszyć ani zaszantażować, cały czas konsekwentnie
    tłumaczyć „nie kocham Cię, kocham inną, ale czuję się winny, odpowiedzialny,
    obchodzi mnie Twój los i – oczywiście – dziecko”.

    Nie podejmuję się diagnozować ew. dolegliwości psychicznych Twojej żony – nie
    jestem w tym zakresie specjalistą, a poza tym zdalnie, na podstawie opisów
    jednej strony to dosyć karkołomne zadanie. Z własnego doświadczenia wiem
    jednak, że histeryczne zachowania nie są niczym niezwykłym w sytuacji
    przeżywania takiego dramatu uczuciowego, jakim jest porzucenie i rozpad rodziny
    i wcale nie muszą oznaczać choroby psychicznej. Uważam jednak, że długotrwałe
    utrzymywanie takiego stanu napięcia i niepewności na pewno nie pomaga w dojściu
    do równowagi psychicznej.

    To tyle. Zrobisz, co uznasz za stosowne. I nie oczekuj, że coś się "samo"
    zrobi. Ja osobiście mogę Ci powiedzieć, że moje relacje z byłą już żoną (i
    matką mojej starszej córki) są po rozwodzie (przynajmniej na razie) dużo lepsze
    i spokojniejsze niż w trakcie obfitującego w dramatyczne sceny i wydarzenia
    rozpadu mojego małżeństwa i samego rozwodu (ale nawet podczas rozwodu było
    lepiej niż przed nim).

    Pozdrowienia i powodzenia

    SAR36

    --
    Ludzie pierwotni żywili się łonem natury.
  • szarak1 29.08.06, 20:37
    Twój wątek powinno przeczytać jak najwięcej kobiet planujących małżeństwo . Piękny tekst do przemyśleń przedmałżeńskich . Wniosek : nie planujcie życia z pełnoletnimi dziećmi .
    Nenia , chylę czoła do samej ziemi . Piękna analiza psychologiczna .Nic dodać , nic ująć .
  • teklat 29.08.06, 21:16
    Nenia! Gratuluję. Myśle tak samo - zgadzam się z każdym napisanym zdaniem. I
    rzygać mi się chce jak widzę takich "wrażliwych", co zakochują się w innej
    kobiecie mając żonę w ciąży.
    To jest sq... stwo a nie wrażliwość.
    Wrażliwość autora watku odnosi się do niego samego. Do jego boleści "dusznych" -
    li i jedynie.
    Mam nadzieję, że Twoja żona wygrzebie się ze związku z takim marnym i słabym
    facetem, i - kiedy zapragniesz wrócić - wiem, dobrze wiem, że to zdarzyć się
    może, dostaniesz solidnego kopniaka w zadek.
    Co Ci się solennie należy, pseudowrażliwy miękki misiu.
    --
    Trudno chodzić z podniesionym czołem i nie zadzierać nosa.
    S. J. Lec
  • tux_rh 30.08.06, 09:16
    Dzięki SAR.
    Myślę, że czas zakończyc ten wątek. Twój post to podsumowanie wszystkiego. Jedna
    uwaga. Nie popadam ze skrajości w skrajnośc, może to tak wyglada, ale chodziło
    mi o to, by pokazać jak bardzo kocham tą druga osobę i jak żona manipuluje
    dzieckiem (bo wie, że tym jest w stanie mnie zatrzymać) bym jak najdłużej był z
    nimi w tym toksycznym związku. Co do reszty się zgadzam i dziękuję Ci za
    wypowiedz. Od neni dostałem niezłe podsumowanie, ale biedna nie rozumie, że
    kocham malca a manipulacje żony trzymają mnie na miejscu. Żonie kiedyś podczas
    jakiejś rozmowy powiedziałem wyraźnie. Jeślinie było by dziecka to już dawno
    mnie też by tu nie było. Więc wie, że to jej jedyna deska rarunku i żalmi tylko
    tego małego człowieka (bo czuję się za niego odpowiedzialny), że musi tak
    cierpieć, bo mama ma problemy psychiczne. Nie mniej uważam Twoja wypowiedz za
    koniec TEMATU i dziękuję wszystkim, którzy starali się zrozumieć sytuacje i
    pomóc w jej rozwiązaniu. Mam nadzieję, że będzie jak mówisz, że żona postawiona
    przed faktem dokonanym podniesie się i przestanie walczyć jedyna dostępna bronią
    jak robi to teraz (dzieckiem) i zacznie rozmawiać.
    Dziekuje i pozdrawiam TUX.
  • luna67 29.08.06, 21:51
    Tux jestem zbulwersowana twoja i twojej kochanki postawa wobec zony (no kochance
    sie nie dziwie, one wszystkie tak majasmile)

    Mysle ,ze to co napisales sa wypocinami niedoszlego rezysera probujacego napisac
    telenowele w dramaturgicznym wydaniu, a nie wziete z zyciasmile

    Z twoich wypowiedzi wynika, ze zawarles zwiazek malzenski bojac sie samotnosci,
    kto tobie zagwarantuje, ze twoja kochanka bedzie ciebie kochac do konca zycia,
    moze to twoja zona jest ta jedyna osoba ktora pomimo nieodwzajemnionej milosci
    moze trwac z toba? Powiem tobie jedno, byc kochanka jest pieknie i praktycznie,
    nie ma sie na barkach tej odpowiedzialnosci, codziennosci, monotonnosci,
    borykania sie z dniem codziennym, a co bedzie jak twoja kochanka nie udziwignie
    ciezaru wynikajacego z posiadania "uzywanego mezczyzny"? Pamietaj, ze cos innego
    jest sobie cos wyobrazac a cos innego jest to przezyc (mam na mysli konsekwencje
    posiadania "drugiej rodziny"). Jestem Exia i Nexia, a wiec wiem o czym mowie,
    nie kazdy "material" sie na to nadaje. No ale znajomosci (kochanka) zawarte w
    pracy sa podobno trwalsze, oby tak bylo.

    Nie sadze, zeby twoja zona zgadzala sie na trojkat malzenski, chce ratowac
    rodzine napewno pod warunkiem zakonczenia kontaktow z kochanka, daje tobie
    szanse powrotu, ty wracasz do niej oszukujac ja krecac dalej z kochanka, dziwiac
    sie, ze robi tobie awanture "o nic" (napewno SMS od kochanki albo zchadzka ktora
    wyszla na jaw). Jezeli juz decydujesz sie wrocic do zony to zakoncz z kochanka
    ale w ten sposob by twoja zona uwierzyla (rozmowa we 3-jke, ty, zona i
    kochanka), jezeli nie to zostaw ja w spokoju.

    Jezeli chcesz odejsc od zony to dlaczego nie mieszkasz z kochanka? robisz tym
    przeciez jej nadzieje, dlaczego ja tak gnebisz? robi to tobie taka radoche? ona
    przeciez tobie nic zlego nie robi ona walczy i ciebie TYLKO kocha, przeciez to
    ty ja doprowadziles do takiego stanu, dawales jej zawsze nadzieje ktora
    odbierales jak rozkapryszone dziecko podarowana wczesniej komus zabawke. Nie
    zakrywaj sie straszeniem twojej zony, na to nie ma wytlumaczenia.

    Przyzwyczailes sie do takiej sytuacji i nie chcesz z tego zrezygnowac (o zgrozo
    ok. 2 lat) boisz sie, ze jak ktorys zwiazek zakonczysz (obojetnie ktory), to
    bedzie tobie cos brakowalo z tad twoje niezdecydowanie.

    Najpierw nie miales nikogo, bales sie samotnosci (dlatego slub),a teraz rosniesz
    z rozrywajaca swiadomoscia "posiadania" naraz dwoch kobiet, ktore o ciebie walcza.

    Jestes nieodpowiedzialnym mezczyzna, najpierw "walczysz" o posiadanie potomka, a
    pozniej jak juz jest na przywitanie (narodziny) zafundowales mu "przyszla
    macoche", czyli twoj romans trwal juz jak twoja zona byla w ciazy, jest to
    najochydniejcze na swiecie co zrobiles.

    Nalezysz do ludzi ktorzy chca rozbic jajko ale chca zeby skorubka byla cala,
    ale niestety tak sie nie da. Chcesz od zony odejsc ale nie chcesz zeby
    cierpiala, bedzie, chcesz sie opiekowac dzieckiem, ok., ale ta opieka bedzie
    ograniczona, jak chcesz sie nim opiekowac gdy sad przyzna tobie odwiedziny 1x na
    dwa tygodnie? Utulisz je do snu kazdego dnia z buziaczkiem na dobranoc?
    nie...,itd. itp....Rozwiazanie: "druga rodzina"sad, ale twoje wyzuty sumienia
    nie pozwola na normalne funkcjonowanie tej drugiej, gdyz jestes za miekki.

    Za daleko zabrnoles, sa to rany ktore nigdy sie nie zagoja. Najlepiej dla twojej
    zony bylo by gdybys od niej odszedl zamieszkujac razem z kochanka, pokaz jej ze
    twoja decyzja juz zapadla.

    Jak z nia zostaniesz nie udziwignie ciezaru twojej zdrady, beda powroty do
    przeszlosci, wypominanie, klutnie, a to niedobrze dla dziecka.
    Prawde mowiac bojetnie co bys nie zrobil bedzie twoja zona cierpiec (ty tez),
    jak od niej odejdziesz, bol bedzie wiekszy ale nie bedzie dlugo trwal. Po jakims
    czasie , gdy zaloba po tobie zblednie, znajdzie kogos z ktorym bedzie tez tak
    jak i ty szczesliwa, daj jej tez szanse (mam takie znajome, ktore sie teraz
    smieja a zarazem wstydza, ze prosily i blagaly o milosc, bedac teraz
    szczesliwsze w nowym zwiazku).

    A co do twojej kochanki to nie sadze zeby byla chodzacym idealem po tym co
    zrobila i dalej robi. Ja osobiscie nigdy przenigdy nie budowalabym mojego
    szczescia na czyims nieszczesciu, wiem, ze sie powtarzam ale cos w tym jest (za
    czesto padlo to zdanie).

    Nie osadzajcie moich "wypocin", jestem po 12 godzinach pracy i padnieta, ale
    mnie zaswedzialo zeby cos napisacsmile


  • tux_rh 30.08.06, 09:51
    luna67 napisała:

    > Z twoich wypowiedzi wynika, ze zawarles zwiazek malzenski bojac sie samotnosci,

    Pojechałem zbyt duzym skrutem myślowym, ale uznajmy, że podłoże (jak chyba u
    każdego człowieka) jest właśnie takie - samotność. Musiał bym chyba ksiażke
    napisać, by opowiedzieć Wam jak wygląda/wyglądało moje życie. W tym Wątku
    chodziło mi o to by dowiedziweć się jak odejść od żony, jak jej wytłumaczyć, że
    życie "na przymus" nie ma szans. To jest klu tego wątku. A niektórzy
    przeprowadzaja mi tu psychoanalize nic o mnie nie wiedząc smile śmiesznie się to
    czyta, ale nie opisywałem siebie tylko problem ze związkiem, który "już nie
    istnieje"a żona walczy by istniał.

    > kto tobie zagwarantuje, ze twoja kochanka bedzie ciebie kochac do konca zycia,
    > moze to twoja zona jest ta jedyna osoba ktora pomimo nieodwzajemnionej milosci
    > moze trwac z toba?
    Oczywiście, że zdaję sobie z tego sprawę. Ale mimo to wyprowadziłem sie z domu.
    Szukam mieszkania, ale wolę na razie nie mieszkać z partnerką, bo jak napisała
    jedna z pań depresja moze prowadzić do smierci a to znaczy, że z moją żoną
    naprawde jest tak źle (czego nie moge wam słowami opisać), że wolę być blisko
    jeśli coś będzie się działo. Przynajmniej przez jakiś czas. Bo ja wyprowadze się
    do innego miasta to nie będę miał szans dotrzeć na czas kiedy będzie się "coś"
    działo. parę minut, a parę godzin robi różnicę.

    > Nie sadze, zeby twoja zona zgadzala sie na trojkat malzenski, chce ratowac
    > rodzine napewno pod warunkiem zakonczenia kontaktow z kochanka, daje tobie
    > szanse powrotu, ty wracasz do niej oszukujac ja krecac dalej z kochanka, dziwia
    > c
    > sie, ze robi tobie awanture "o nic" (napewno SMS od kochanki albo zchadzka ktor
    > a
    > wyszla na jaw). Jezeli juz decydujesz sie wrocic do zony to zakoncz z kochanka
    > ale w ten sposob by twoja zona uwierzyla (rozmowa we 3-jke, ty, zona i
    > kochanka), jezeli nie to zostaw ja w spokoju.

    Moja żona nigdy nie znalazła nic co by mogło wskazywac na to, że w JAKI kolwiek
    sposób kontaktuję się z partnerką. Ona sama nakręca atmosferę strachu i nie jest
    w stanie uwierzyć w to , że moge zostać tylko z nią. Tu jest problem.
    Rozmawiałem już z moją partnerka i ustalilismy, że jeśli sytuacja będzie
    "beznadziejna" to ja zostaje w domu i ZRYWAMY WSZELKI kontakt. Ale co to da
    skoro żona sama się nakręca i nie jest w stanie uwierzyć. Jak już pisałem
    mieliśmy nawet kilkunasto tygodniowe przerwy w widywaniu sie. Chcieliśmy się
    rozstać.

    > Jestes nieodpowiedzialnym mezczyzna, najpierw "walczysz" o posiadanie potomka,
    > a
    > pozniej jak juz jest na przywitanie (narodziny) zafundowales mu "przyszla
    > macoche", czyli twoj romans trwal juz jak twoja zona byla w ciazy, jest to
    > najochydniejcze na swiecie co zrobiles.

    Nie doczytałaś i osądzasz... Napiszę raz jeszcze. Żona była w ciaży a mnie
    zaczęlo świtać, że coś za bardzo lubię toważystwo jednej znajomej. Jak urodziło
    się dziecko myślałem, że to minie, że zajmę się małym, żoną i trud pracy i
    opieki nad nimi pozwoli zapomnieć. Byłem szczęśliwy chwaliłem się zdrowym
    synkiem. Nawet przed tą znajomą. Na 6mc wszystko się uspokoiło. Zająłem sie
    domem i nie myślałem co mi w głowie siedzi. ZAGŁUSZYŁEM TO. Ale poźniej zaczęło
    mnie to już tak dręczyć, że nie wytrzymałem. Przyznałem się najpierw przed sobą,
    a później przed ta druga kobieta, e ją kocham. Myślałem, że mnie wyśmieje, że
    powie oszalałeś masz rodzinę, ale nie. Powiedziała co prawda raruj małżeństwo,
    ale potoczyło się inaczej. Nie będe tego rozwijał, więc nie osadzajcie znów po
    tym fragmencie!!! Po następnych kilku miesiącach postanowiłem sie wyprowadzić.
    Więc nie przed ciążą czy w czasie ale po. Jasne, że w głowie cos mi się roiło
    wcześniej, ale udało mi się to zdłuszyć. Byłem i jestem dobrym tata. To ja
    wstawałem do małego jak żona nie mogła karmić, ja miałem oczy na zapałkach i NIE
    ZAŁUJĘ ani chwili. Nie mnie kocham kogoś innego i nie potrafię już niczym tego
    zagłuszyć. Myslę, że krótkie ale sensownie wyjaśniłem wam ten fragment życia o
    który macie do mnie pretensje a to nieprawda.

    > A co do twojej kochanki to nie sadze zeby byla chodzacym idealem po tym co
    > zrobila i dalej robi. Ja osobiscie nigdy przenigdy nie budowalabym mojego
    > szczescia na czyims nieszczesciu, wiem, ze sie powtarzam ale cos w tym jest
    (za czesto padlo to zdanie).

    To w jaki sposób jestes ex i next? Rozumiem, że ciebie zostawił mąż a jego żona?
    Ale to też budowanie szczęścia na cudzym nieszczęsciu. Wiem, że go nie odbiłaś,
    ale jego małżeństwo też się rozpadło i dzięki temu teraz możecie być szczęśliwi.
    I tego Wam życzę.

    > Nie osadzajcie moich "wypocin", jestem po 12 godzinach pracy i padnieta, ale
    > mnie zaswedzialo zeby cos napisacsmile

    Nie osądzam. Myslę, że to moja ostatnia wypowiedz prostująca coś na tym forum.
    Wy też mnie osądzacie nie znając szczegółów mojego zycia. Macie urywki
    informacji bo nie to było celem, by opowiedzieć historię życia tylko, by pomóc
    żonie i odejść jak najbardziej zabezpieczając im przyszłość.
    Jeszcze raz dziękuję wszystkim którzy mnie nie potępiali tylko dla tego, że
    jestem "samcem". Życzę Wam (i sobie) powodzenia.
    TUX
  • wojtekp67 30.08.06, 10:25
    Kolego Tuxie, choic pewnie raczej fuxie, a to dlatego, ze jeszce nikt Ci geby
    nie obił.
    Te Twoje ckliwe rozważania są naprawde załosne, a juz Twoje opowieści jak
    kochasz swoje dziecko i dla niego zrobisz wszystko - to juz nie jest załosne ,
    jest po prostu smieszne. sam napisałeś , ze wynajeliscie z kochanką, pindą czy
    jak ją zwać, mieskzanie jak dziecko miało 6 miesiecy, a wasza znajomosc
    rozwijała sie wczesniej. Facet- ty jedsteś niedojrzałym emocjonalnie dupkiem.
    Romansowałeś sobie jak twoja zona była w ciaży!!! nie przerwałeś po urodzeniu
    sie dziecka i Ty śmiesz mówic, ze kochasz dziecko? Zastanów się !! Ty nawet nie
    wiesz co to ojcostwo bo normalnie przeszedłeś obok tego bokiem! Wiesz jaka
    kobieta w ciazy jest piekna?, wiez jakie ma piękne piersi? wiesz jak całuje sie
    taki brzuszek? wiesz jak mówi sie do dziecka , które jest w brzuchu? wiesz jak
    rodzi sie dziecko? wiesz jak sie facet cieszy jak urodzi mu sie dziecko i jak
    jest za to wdzieczny żonie? wiesz co to znaczy kochać? wiesz co to jest
    odpowiedzialnosc?
    Jak się zakochaleś sie, masz w dupie żone i dziecko to idz w diabły ale nie rób
    z siebie uczciwego faceta i troskliwego tatusia. Bo nim nie byłeś nigdy i nie
    jestes. Spójrz w lusto i zobacz co widzisz.
    Bleeeee......
  • wojtekp67 30.08.06, 10:32
    A... moze ty masz problem z myśleniem, bo tyle czasu biedaczysko seksu nie
    uprawiałeś że moze sperma Ci mózg zalała. smile
  • berkot 30.08.06, 10:50
    wojtekp67 napisał:
    (........)

    Pieknie napisałes o kobiecie, mam nadzieje, że jestes sczczęsliwy mając u boku równie szczesliwą rodzine.
    Co do autora watku, no to właściwie nie chce mi sie pisac. Ma to co wypracował.
    Biednych misiow nie bede zalowac.
  • pesher 30.08.06, 10:52
    Wiesz co Tux, idz i zrob co masz zrobic. Im dluzej sie tlumaczsz i wyjasniasz
    tym bardziej smiesznym czlowieczkiem mi sie wydajesz. Jeszcze kilka postow i
    stwierdze, ze delektujesz sie sytuacja w ktora wplatales dwie kobiety i
    dziecko. Czasem trzeba miec "jaja" i odwage, a nie tylko dobre checi. Co
    wybrukowano dobrymi checiami? No wlasnie!

    --
    Jestem Kobieta Zwyczajna
  • luna67 30.08.06, 14:52
    Czlowieku Tux watpie w twoja inteligencje po przeczytaniu tego zdania:
    "Bo ja wyprowadze się
    > do innego miasta to nie będę miał szans dotrzeć na czas kiedy będzie się "coś"
    > działo. parę minut, a parę godzin robi różnicę."

    Pomysl troche..., nawet jakbys mieszkal 5 min. od "jeszcze zony", to i tak jej
    nie upilnujesz, masz zamiar w nocy ja napadac z pytaniem czy nie odebrala sobie
    czasami zycia? nie upilnujesz, moja "znajoma" odebrala sobie zycie jak facet
    wziol wolne (urlop) zeby sie nia "opiekowac" (poszedl wziazc prysznic).

    "Żona była w ciaży a mnie
    > zaczęlo świtać, że coś za bardzo lubię toważystwo jednej znajomej", jak mogles
    dopuscic do tego stanu? zaczela sie tobie nie podobac bo "gruba"? nie mam slow,
    zamiast koncentrowac sie na zonie ktora potrzebowala twojej pomocy, zaczelo
    tobie cos switac. Nie jestem brzydka kobieta, mialam tysiace okazji w
    przeciwiestwie do ciebie, ale nigdy przenigdy do tego stanu bym nie dopuscila,
    dla mnie rodzina jest swietoscia.

    > Rozmawiałem już z moją partnerka i ustalilismy, że jeśli sytuacja będzie
    > "beznadziejna" to ja zostaje w domu i ZRYWAMY WSZELKI kontakt. Ale co to da
    > skoro żona sama się nakręca i nie jest w stanie uwierzyć. Jak już pisałem
    > mieliśmy nawet kilkunasto tygodniowe przerwy w widywaniu sie. Chcieliśmy się
    > rozstać
    Oj tux ty nie rozumiesz kobiet i nigdy nie bedziesz, zeby zona sie nie
    nakrecala, to musi tobie uwierzyc, ty nic w tym kierunku nie zrobiles, same
    slowa nic nie znacza licza sie czyny, problem w nakrecaniu twojej zony lezy w
    zaufaniu tobie, a nie powiedzenie kochance bedziemy ze soba jak zona nie bedzie
    wariowac. Z twojego postu wynika, ze jednak nie skonczyles na zawsze z
    kochanka/znajomawink, bo zawsze wracaliscie do siebie, no pewnie dla ciebie tak
    wygodnie zostawic otwarta furtke wrazie czego, ale pamietaj na przyszlosc, ze
    kobiety nie sa glupie maja jakas tam intuicje i czuja to.

    > To w jaki sposób jestes ex i next? Rozumiem, że ciebie zostawił mąż a jego żona
    > ?

    Mylisz sie, jestem EX, gdyz ja odeszlam po 17 latach malzenstwa (a moglam trwac
    w tym zwiazku, z trojka dzieci z takim lachudra jak ty, kochalam i cierpialam
    ale nie robilam scen, wiedzialam, ze nie ma sensu gdyz mu nigdy tego niemoglabym
    przebaczyc (byl to u niego kolejny skok w bok) on myslal tak jak i ty, ze tym
    razem pana Boga za nogi zlapal. Ona tez tak jak twoja czekala, tez wziol sobie
    sam mieszkanie niby bojac sie, ze moglabym cos sobie zrobic (co bylo nieprawda,
    on tak kochance mowil) he, he, durna naiwna jak twoja kochanica, a ja zaczelam
    dopiero zyc, tak zyc pelna para, nie chodzi mi tu o mezczyzn, ubylo mi
    obowiazkow, czwarte dziecko bardzo wymagajace poszlo w swiatwink znalazlam czas
    na moje hobby (malarstwo, gitara, podroze, poszezanie moich horyzontow
    zawodowych). W bardzo duzym koncernie znalazlam wspaniala prace, zaczelam byc
    doceniana nie tylko jako pracownik ale jako czkowiek.

    Nie chce sie tu chwalic, ale jestem wedlug innych podobno bardzo piekna kobieta,
    z nowymi znajomosciami nie mialabym problemow, ale nie chcialam, najpierw
    musialam wyleczyc swoje rany, zajac sie soba i dziecmi (okres dojzewania). A ty
    wrociles do zony nie "wyleczony" z kochanicy, wiec nie mialo prawa wam sie na
    nowo ulozyc z zona.
    Dodam, ze mam wspaniala tesciowa z ktora do tej pory utrzymuje nienaganne
    kontakty. Moj EX nie mogl tego przebolec, ze ten "kopciuszek" jednak daje sobie
    sam znakomicie rade (po "zalobie"), ba zaczol sie rozwijac, jego zazdrosc
    niszczyla jego zwiazek ktory sie rozpadl po roku porownywania jej ze mna,
    okazalo sie, ze nie umiala udzwignac ciezaru bycia w cieniu tej pierwszej,
    pomimo odciazenia z finansowego z mojej strony, nagle wedlug mojego EX jej nos
    sie wydluzylsmile, jedzenie nie smakowalo, zgrubla, zaczela byc chytra, nie umiala
    pokochac jego dzieci (z tego najbardziej chce mi sie smiac).

    Rezygnujac z alimentow dalam sobie jeszcze wiekszy naped osiagniecia czegos w
    zyciu, moze to dla niektorych smieszne, ale to byla najmadzejsza decyzja w moim
    zyciu, gdyz nie osiagnelabym tego w tak krotkim czasie co mam.

    Jak widzisz nie "zbudowalam szczęścia na cudzym nieszczęsciu", oni chcieli ale
    sie im jakos nie udalo. Moim powodem nie byl inny mezczyzna (jak u ciebie inna
    kobieta) tylko kochanka EX z ktora juz dawno nie jest, slyszalam o niej to samo
    co ty tu wypisujesz, tak samo sie zachowywala i czekala na niego.

    "Wiem, że go nie odbiłaś,
    > ale jego małżeństwo też się rozpadło i dzięki temu teraz możecie być szczęśliwi",
    tak jego zona odeszla do innego mezczyzny od mojego NM czego bardzo zalowala jak
    ja kochanek zostawil w ciazy, wrocil do niej jak zaczela grozic samobojstwemwink,
    mojego M dziecko tez jak twoje mialo 6 miesiecy jak sie rozstali (co za
    przypadek)wink, a starsze mialo 6 lat, ale niestety jakos sie Exi nie za bardzo
    "klei" w zyciu, ona tez jak moj zyje wspomnieniami z moim M, ona tez myslala, ze
    pana Boga za nogi zlapala. Nie widzisz tu tej roznicy miedzy nami? to ktos inny
    chcial na naszym nieszczesciu budowac szczescie, i kto tu wygral? przeanalizuj to.

    Jestesmy juz ok. 4 lat razem, dwie strony chcialy nasza milosc zbuzyc (Exia i Ex
    chcieli nas "zpowrotem"), ale nas to jeszcze bardziej zespolilo, co nie kazdemu
    jest to dane. Moj Ex po pieciu latach zmienil taktyke (zmadzal?), mamy bardzo
    nienaganny kontakt ze wzgledu na wspolne dzieci, rozumiemy sie jak nigdy dotad,
    uroczystosci rodzinne spedzamy razem (tzn. ja z moim M, dzieci moje i mojego M,
    EX, ex tesciowa, brat mojego Ex z zona, rodzice mojego M tid). Wiem, dla
    niektorych jest to niemozliwoscia, ale jak sie chce, jest wszystko mozliwe.
    Mojego najstarszego juz ustawilismy (ja i moj EX) ma swoje mieszkanie z
    nazeczona, samochod, studiuje, zabieramy sie teraz za moja core, robi
    prawojazdy, zaczela studiowac, chce dalej u mnie mieszkac wiec dostanie lepszy
    samochod zamiast mieszkania, najmlodszy na razie "nic" nie potrzebuje,
    oszczedzamy dla niegowink
    Jestm najszczesliwsza kobieta pod sloncem, i nie mysl ze jestem staruszka po tym
    co napisalam, mam "dopiero" 38 lat i dalsze plany na zycie (m.in.moze dzidzie z
    moim M?smile, poszezenie mojej firmy, itd.). Zabrzmi to smiesznie, ale dziekuje
    bylej kochance, jakby nie ona to bym do tego nie doszla co osiagnelam, bylabym
    szczepkiem nerwow, zaoszczedz to zonie i odejdz od niej, daj jej szanse.

    Ach i jeszcze jedno, nie umiesz sobie wyobraic, jakie klody moze pod nogi rzucac
    shisteryzowana EX jezeli nie uklada sie po jej mysli (uzbroj sie w gruba skore),
    przezylam z moim NM pieklo, i wiem, ze jak moj najukochanszy mezczyzna bylby
    umierajacy, to poszlabym do Boga przez to pieklo jeszcze raz, tak bardzo go kocham.

    Nie chce zebys odpisywal, wystarczy mi, ze to przeczytaszwink
    I zycze tobie, zebys nigdy nie zalowal twojej decyzji, bo zal jest jak robak,
    drazy przez cale zycie, az zgnije owoc (zycie)smile


  • floric 30.08.06, 13:12
    Nie jestem samodzielna mama, ale zadam ci jedno pytanie: ile ty masz latek
    chlopczyku? Pytam sie bo zadziwila mnie w twoich wypocinach pewna sprawa:
    oczekiwania wobec rodziców.
    Piszesz, ze niewyobrazalne jest dla ciebie, ze twoja jeszczeżona nie moze liczyć
    na mamusie i tatusia, dla mnie niewyobrażalne jest ze dorośli ludzie, którzy w
    dodatku sami są rodzicami (!!!!) ale jesli masz 16 lat jestem w stanie to
    zrozumiec. Jeszcze bardziej zdumiewająca jest postwa twoich starych, którzy cie
    przygarneli bo przygruchales sobie jakaś dziwke. Normalnie kosmos (!!!) W takiej
    stuacji ojciec powinien pogonić cie w pizdu po groźba wydziedziczenia jeśli tej
    lali nie wybijesz sobie ze lba.
    --
    Miejsce na Twoją reklame.
  • g0sik 30.08.06, 14:23
    Wniosek jest jeden: idealna żona to taka, która na wieść o zakochaniu męża
    wypieprzy go z domu i jeszcze będzie się cieszyła, że chce być ojcem dwie
    godziny w tygodniu....

    A obserwując rzeczywistość: kochający tatuś szybko zapomina o dziecku i jego
    potrzebach gdy spłodzi potomstwo ze swoją ukochaną połóweczką...
  • megan26 30.08.06, 21:23
    no właśnie cierpi dziecko nie napisze ci nic złego chociaż uważam że takich jak
    ty i ta kobieta powinni zlinczowac ale jesteś szczery i wiesz co ci powiem ból
    nie tylko ty cierpisz twoja żona cierpi podwójnie wiem coś o tym ja do tej pory
    nie moge się pozbierać nie wyobrażasz sobie co to znaczy zostać samej z
    dzieckiem koszmar aż czasami się życ odechciewa ale wiesz co ja za swoje
    dziecko życie bym oddała a ciebie nie stać chyba na to bo skoro nie potrafisz
    jej zostawic by dziecko miało normalną rodzinę to... ja mimo wszystko mam
    nadzieję że zmądrzejesz i zrozumiesz że dziecko jest najważniejsze i pamiętaj
    kochajmy ludzi tak szybko odchodzą możesz kiedyś żałować tego pozdrawiam
  • fatalna.baba 31.08.06, 19:12
    Odejdź! Jak najszybciej. Dla dobra swojego dziecka. Biedny dzieciak, ze musi
    znosić tą histeryczkę, egoistkę i idiotkę. Trwając w tej paranoi rujnujesz
    zycie sobie, swojej partnerce, własnemu dziecku. Nie bierz na siebie
    odpowiedzialności za to, co ona zrobi potem. Ona uwaza Ciebie za swoją wasność,
    jak mebel, pilnik do paznokci i majtki. Nie powinna zajmowac się dzieckiem, bo
    jest nieodpowiedzialna.
    --
    Jeśli dzień dzisiejszy jest pierwszym dniem reszty Twojego życia to czym był
    dzień wczorajszy?
  • mama_anuszy 31.08.06, 20:32
    fatalna.baba napisała:

    > Odejdź! Jak najszybciej. Dla dobra swojego dziecka. Biedny dzieciak, ze musi
    > znosić tą histeryczkę, egoistkę i idiotkę. Trwając w tej paranoi rujnujesz
    > zycie sobie, swojej partnerce, własnemu dziecku. Nie bierz na siebie
    > odpowiedzialności za to, co ona zrobi potem. Ona uwaza Ciebie za swoją
    wasność,
    >
    > jak mebel, pilnik do paznokci i majtki. Nie powinna zajmowac się dzieckiem,
    bo
    > jest nieodpowiedzialna.

    Aleś chlapnęła!
  • mio-min-mio 31.08.06, 20:58
    No właśnie; nie femme fatale, tylko fatalna baba. :]
    padaka
    ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
    gg 5935619
    Jesteśmy też tu: www.mamo-tato.pl/phpbb2/index.php

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka