Dodaj do ulubionych

ogromny dylemat! poradzcie...!!!

18.12.06, 08:14
witam! mam ogromny dylemat! chodzi oczywiscie o dobro mojego dziecka...
tylko najpierw musze troszkę wyjasnic sytuację...
tata mojego syna zostawil mnie jeszcze jak bylam w ciazy...nie mamy ze soba
dobrych relacji! gdy syn mial rok zalozyl sprawe o widzenia (tuz po tym jak
ja zalozylam sprawe o alimenty!!!) zostaly mu zasadzone 2 widzenia w miesiacu
po 2 godziny! Gdy syn jest chory, albo on nie moze zamienic sie w pracy
widzen nie ma...czyli moj syn widzi go kilkanascie razy w roku! Jest to dla
niego zupelnie obca osoba (tak mysle!) bo moj syn do roku wogole z nim nie
przebywal, nie zna zupelnie jego rodzicow czyli swoich dziadkow! Wlasciwie to
czesciej widuje naszych sasiadow niz ojca! ale jemu najwyrazniej to
odpowiada...bo nic nie robi, zeby to zmienic...nie wykazuje zadnego
zainteresowania synem...nic mu nigdy nie przynosi, tak jak wspomnialam te
widzenia to jedyny kontakt...tzn. nie dzwoni nie pyta o nic, gdy dziecko jest
chore zupelnie niczym sie nie interesuje...!
Niedlugo po tym ustaleniu widzen wpadl z panienka ktora znal miesiac i sie
ozenil...ma teraz drugie dziecko i zone...ja rowniez chcialabym zalozyc
rodzine...jestem zareczona! moj syn ma rewelacyjny kontakt z moim partnerem!
Mowi do niego tata! klei sie do niego, sam mu wchodzi na kolana i sie
przytula...widac ze mu brakuje ojca!
Z jednej strony chce zeby moj syn (obecnie 3 lata) mial kontakt z
biologicznym ojcem! ale skoro jemu najwyrazniej az tak nie zalezy....skoro
on moze miec rodzinę, dlaczego moj syn nie moglby wychowywac się w normalnym
domu, z mama, tata...po co w takim razie te widzenia???????
Czy to troche nie jest tak, że bedzie ta sytuacja mieszac dziecku w glowie!
Jest maly i nie jest w stanie zrozumiec calej tej sytuacji... z moim
narzeczonym maja kontakt wlasciwe od 10 miesiaca zycia mojego syna! Moj syn
traktuje go naprawde jak swojego tate! zawsze gdy jest mowa o tacie on niegdy
nie mysli o tym biologicznym tylko o moim narzeczonym! O biologicznym nigdy
nic nie mowi, o nic nie pyta, nie rozmawiam z nim o tym...bo skoro nie
pyta...sama wlasciwie nie wiem co mu mowic...ojciec biologiczny tez nie
rozmawia z nim na ten temat...nic mu nie mowi, nie tlumaczy...tylko ukladaja
klocki przez 2 godziny albo jezdza samochodami...i tyle a potem wychodzi...i
tak co dwa tygodnie. Moje dziecko nawet nie wie jak ma na imie ten jego
biologiczny ojciec, bo skoro on mu nic nie mowi to ja tez nie bede...!
Czy w tej sytuacji nie byloby lepiej dla mojego dziecka, aby nie mial z nim
kontaktow! aby pozwolic mu zyc w normalnej rodzinie, a gdy dorosnie zeby sam
wybral czy chce miec kontakt z biologicznym...?!?!

Prosze napiszcie cokolwiek! Jak uwazacie?
Jesli chcecie cos wiedziec pytajcie...!!!
czekam na odpowiedzi!
Edytor zaawansowany
  • anetina 18.12.06, 08:24
    rozumiem, że ojciec bilogiczny ma prawa do dziecka
    dziecko nazwisko ojca tez ma ?

    w przypadku twojego ślubu, twój partner może przysposobić syna
    pod warunkiem, że eks nie ma praw albo się ich zrzeknie

    od ciebie zależy, co zrobicie
    ale wygląda na to, ze po stwierdzeniu, ze eks nie musiałby płacić alimentów,
    zrzeknie się praw
    i twój partner mógłby zostać tata i w dokumentach

    ale ogólnie stwierdzę jedno, że jesli tata bio0logiczny jest kontaktowny, nie
    robi problemów, pomaga w wychowaniu dziecka, to nic nie stoi na przeszkodzie,
    aby dziecko miało dwie osoby, do których mówi tata





    u mnie jest sprawa na tyle prosta, ze eks się z nami nie kontaktuje
    nie ma praw
    dziecko ma moje nazwisko

    po slubie M. chce w pełni przysposic Małego
    Mały będzie wtedy w dokumentach synem M.

    Mały wie, ze gdzieś tam ma tatę
    ale na pytanie, jakl tata ma naimię, odpowiada zawsze M.

    do M. zwraca sie po imieniu
    ale jak ktos mu każe iśc do taty, idzie prosto do M.\




    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 18.12.06, 08:34
    tata biologiczny nie jest kontaktowy...od kiedy mnie zostawil nigdy nie
    rozmawialismy (jedynie klocilismy!!!) syn ma jego nazwisko! wydaje mi sie ze
    raczej nie zrzeknie sie widzen i praw! chyba, ze ja zrzeklabym sie alimentow!
    Mysle, za pod tym warunkiem moze by sie zgodzil...tylko, ze nie rozmawialam z
    nim o tym! nie wiem jak...i nie chce mi sie, bo pewnie znow zakonczy sie
    klotnia...i wyzywaniem mnie !!! a naprawde mam juz tego dosc!!!

    zgadzam sie , moglby miec 2 ojców...ale gdybym naprawde widziala ze jemu
    zalezy, a nie ze jezdzi na te widzenia....nie wiem, chyba teraz to dlatego, że
    musi! zeby uspokoic sumienie! zeby w oczach sasiadow dobrze wygladac! (jestesmy
    z tej samej miejscowosci!!! wiec sasiedzi wszystko wiedza!!!)...nie wiem czy to
    ma jakis sens...dziecko przeciez predzej czy pozniej bedzie czulo jak jest...i
    co mu wtedy powiem, ze tata w domu poswieca Ci duzo uwagi, bawi sie z Toba
    itp.itd. a ten drugi niby tez tata to tylko tak troche ....?!?!
  • anetina 18.12.06, 08:43
    więc póki co nie myśl o tym

    dziecko ma w tym momencie dwóch ojców

    tylko ja też jestem zdania, że dziecko póki związek nie jest zalegalizowany
    (mimo że to równiez nie jest gwarancją) nie powinno zweracac się do towjego
    partnera tata

    ja nie pozwalam
    co prawda wychodząc nikomu nie tłumaczę, ze to nie jest tata
    na angielskim wiedza, ze Mały przychodzi z tatą
    w przedszkolu, że to mój partner
    chociaz wyrywa się im słowo tata


    Mały nie mówi na codzień tata
    on tylko na stwierdzenie, jak tata ma imię, odpowiada M.



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • pelagaa 18.12.06, 08:31
    A jesli rozstaniesz sie z nowym partnerem to co? Poszukasz nowego tatusia dla
    dziecka? I tak w nieskonczonosc? Juz kazda z nas przekonala sie, ze zwiazki nie
    sa trwale i nic nie zapewnia 100% trwalosci, a slub najmniej.
    Czy jestes pewna, ze jesli Tobie sie cos stanie Twoj nowy partner, zamiast
    ukladac sobie nowe zycie z nowa kobieta bedzie wychowywal Twoje dziecko?
    No nie wiem. Ja mam stosunek sceptyczny. Przeszlosci nie da sie wymazac gumka
    myszka, ona istnieje, bez wzgledu na ilosc popelnionych bledow.
    Jesli ojciec chce sie widywac z dzieckiem i widuje sie REGULARNIE, to ja nie
    widze powodu, aby mu tego zabraniac i nie dostrzegam tu walki o dobro dziecka.
    --
    Mezczyzna jest jak wisienka na torcie. Ale tort to ja i jestem dobra sama w
    sobie. Nawet bez wisienki wink
  • anetina 18.12.06, 08:39
    masz rację Pelaga

    w swoim przypadku rozmawiałam dużo na temat tej adopcji
    to M. wyszedł z załozenia, że chciałby być tatą i w dokumenatch

    rozmawialiśmy tez na temat ewentualnego rozstania itp.
    i ... po prostu każde z nas ma taki charakter, że wiemy, ze razem będziemy
    obojetnie co by się działo

    a eks ... nie istnieje dla dziecka
    i szczerze to mam nadzieje, ze nie pojawi się w naszym życiu

    to byłą moja wielka pomyłka zyciowa, zadawać się z tym chłopakiem
    ale jak on stwierdził, dostałam to, co chciałam (synka) i jak chcę, on znika z
    życia
    w przypadku M., wiem, że tu nie ma mowy o pomyłce
    to jest to

    a poza tym Mały jest jeszcze mały
    co innego, jakby juz był starszy
    sam byłby w stanie świadomie nam stwierdzić, co by chciał




    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 18.12.06, 08:43
    wiem o tym, tez o tym myslalam, juz raz przekonalam się, ze nigdy nie mozna byc
    pewnym na 100 procent niczego! dlatego nie chce zabierac ojcu biologicznemu
    praw a mojemu partnerowi je dawac! Bo moj syn ma ojca...jaki by nie byl to
    ojciec! Tylko chodzi mi o to czy w sytuacji kiedy moje dziecko moze miec
    normalny dom, normalna rodzine...po co mu jeszcze takie mieszanie ze chodzi z
    drugim sie pobawic!!!

    Czy wedlug Was gdyby ten biologiczny mial odrobinę honoru, pozwolilby mojemu
    dziecku normalnie zyc i funkcjonowac w spoleczenstwie tzn. miec swoja rodzine (
    tak jak i on mogl zalozyc!)
    Nie chce go pozbawiac praw! Tylko uwazam ze teraz te widzenia mieszaja w glowie
    mojemu dziecku! chce tylko, zeby mial normalna rodzine i normalny
    dom...niedlugo idzie do przedszkola....
    i jak pani kaze im namalowac mame i tate...to co ...on ma malowac dwóch?

    rozumiem, gdyby moj eks byl z nami przynajmniej przez jakis czas i rozstalismy
    sie jak juz maly byl...to troszke inna sytuacja, bo wtedy dziecko ma kontakt z
    ojcem biologicznym...nawet jesli przez krotki tylko okres, ale jest przy nim na
    co dzien... a moj syn nigdy tego nie mial!
    To zupelnie obca osoba dla mojego syna! moje dziecko nie slyszalo jego glosu
    gdy bylo w moim brzuchu..ten czlowiek nigdy w zyciu go nie przewijal, nie
    karmil...nigdy nie budzil sie przy nim i nie zasypial z nim...pojawil sie nagle
    po 1 urodzinach...uklada klocki przez dwie godziny a potem wychodzi...i maly o
    nic nie pyta, jak idziemy na widzenie to maly nie leci do niego tylko do
    zabawek!!! wiec po co to wszystko??????
  • anetina 18.12.06, 08:47
    a wyobraź sobie sytuację z drugiej strony

    po iluś tam latach robisz spotkanie
    i co?
    mówisz dziecku, ze do tego pana ma mówić tata?

    nie
    póki się spotykają, niech się spotykaja
    nawet takie spotkania sa dla dziecka
    nie sa złe
    nie mieszają dziecku

    dziecko po pewnym czasie samo poukłąda wszystko w swojej główce


    teraz nie ma praktycznie żadnych
    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • pelagaa 18.12.06, 09:03
    > dlatego nie chce zabierac ojcu biologicznemu
    > praw a mojemu partnerowi je dawac! Bo moj syn ma ojca...jaki by nie byl to
    > ojciec! Tylko chodzi mi o to czy w sytuacji kiedy moje dziecko moze miec
    > normalny dom, normalna rodzine...po co mu jeszcze takie mieszanie ze chodzi z
    > drugim sie pobawic!!!

    Czyli niech ojciec teraz zniknie, ale jakbys tak przypadkiem kopnela w
    kalendarz to na wszelki wypadek niech bedzie, ze jest ojcem, bo KTOS musi zajac
    sie dzieckiem i na pewno nie bedzie to obcy czlowiek, do ktorego mowi "tato"?
    Dla mnie totalny brak konsekwencji.

    Ja nie uznaje rozwiazan polowicznych. Albo jest ojcem i sie widuje, albo ojcem
    jest Twoj partner, przysposabia dziecko i dziecko ma opiekuna na CALE zycie, a
    nie chwilowo, bo teraz jest dobrze, ale nie wiadomo co bedzie kiedys.

    > Czy wedlug Was gdyby ten biologiczny mial odrobinę honoru, pozwolilby mojemu
    > dziecku normalnie zyc i funkcjonowac w spoleczenstwie tzn. miec swoja
    > rodzine

    Chyba myslisz pojecie honoru. Gdyby mial honor, to nie pozwolilby na
    zastepowanie siebie obcym facetem.

    > Tylko uwazam ze teraz te widzenia mieszaja w glowie
    > mojemu dziecku!

    Nie sadze, ale przeciez Ty juz podjelas decyzje. Czego tu szukasz poparcia, ze
    dobrze postepujesz? Ode mnie go nie dostaniesz.


    > chce tylko, zeby mial normalna rodzine i normalny
    > dom...niedlugo idzie do przedszkola....

    Rodzina rekonstruowana nie jest "normalna", jak juz pisalam za bledy trzeba
    poniesc kare, nie da sie przszlosci wymazac gumka myszka. Kogo Ty chcesz
    oszukac? Wlasne dziecko stwarzajac mu pseudo_normalnosci? Siebie?
    Przedszkolanki? Zastanow sie nad soba.

    > i jak pani kaze im namalowac mame i tate...to co ...on ma malowac dwóch?

    A przez kogo dziecko ma taka sieczke w glowie? Przez ojca? Nie sadze, raczej to
    Ty dopuscilas do posiadania dwoj tatusiow i namieszalas dziecku w glowie. Ja
    nie twierdze, ze ojciec Twojego dziecka jest wzorem ojca, ale nie popieram
    takich dzialan, jakie prezentujesz. Bedziesz zadowolona, jesli Twoje dziecko
    rysujac rodzine pominelo ojca?????

    > moje dziecko nie slyszalo jego glosu
    > gdy bylo w moim brzuchu..ten czlowiek nigdy w zyciu go nie przewijal, nie
    > karmil...nigdy nie budzil sie przy nim i nie zasypial z nim...pojawil sie
    > nagle

    To zupelnie tak samo jak Twoj partner, pojawil sie nagle, kiedy dziecko bylo
    juz na swiecie.

    > wiec po co to wszystko??????

    Bo taka jest PRAWDA i RZECZYWISTOSC.

    Ja uwazam, ze albo przysposobienie przez nowego partnera i jasnosc w temacie,
    kto jest ojcem, albo pelnia praw dla ojca, alimenty i mozliwosc spotkan z synem.

    --
    Mezczyzna jest jak wisienka na torcie. Ale tort to ja i jestem dobra sama w
    sobie. Nawet bez wisienki wink
  • samamama8 18.12.06, 09:26
    wlasnie po to napisalam bo nie wiem co byloby najlepsze w tej sytuacji...gdybym
    wiedziala na 100 % co byloby dobre dla mojego dziecka nie pisalam bym tutaj!
    myslalam o wielu rozwiazaniach i zadne nie jest w 100 % dobre! dlatego chcialam
    abyscie wypowidzieli sie na ten temat! ja pewnie nie potrafie obiektywnie
    ocenic sytuacji!!!
    Tylko tak cholernie wsciekla jestem po kolejnym widzeniu kiedy on zupelnie w
    zaden sposob nie wykazuje zainteresowania mojemu dziecku...kiedy w zaden sposob
    nie probuje wyjasnic tej sytuacji, porozmawiac, kiedy widze, ze jego to
    wszystko wali...i kiedy widze, jak kocha go zupelnie obca osoba??!?! ile
    milosci mu daje...a tu ....!!!! szlag mnie trafia na mysl, ze obca osoba
    bardziej kocha moje dziecko niz jego biologiczny ojciec! a jeszcze wiekszy
    szlag mnie trafia gdy pomysle, ze kiedys moje dziecko zrozumie...zobaczy,
    przekona się, ze jego prawdziwy ojciec sie nim nie interesuje...i wiem, ze
    bedzie bolało...!!! szlag mnie trafia, ze nic nie moge zrobic ...

    a co do tej mojej winy, mam cale zycie byc sama...?!?!czy to byloby lepsze dla
    mojego dziecka? stara zgryzliwa panna, nadopiekuncza matka, ktora nikogo nie ma
    poza synem???
  • pelagaa 18.12.06, 09:50
    > a co do tej mojej winy, mam cale zycie byc sama...?!?!

    Dziewczyno, mylisz pojecia. Nowy partner nie oznacza automatycznie zastepstwa
    ojca, szczegolnie jesli ojciec sie z dzieckiem kontaktuje.
    Najpierw naucz sie oddzielac swoj interes, od dobra dziecka.
    --
    Mezczyzna jest jak wisienka na torcie. Ale tort to ja i jestem dobra sama w
    sobie. Nawet bez wisienki wink
  • anetina 18.12.06, 09:55
    z drugiej strony - nie możesz mówić, ze ojciec nie interesuje
    jaki by nie był i jaki by powód nie był, przychodzi do dziecka



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 18.12.06, 09:57
    czyli wedlug Was lepiej ze przychodzi odbębnic dwie godziny i znika...niz gdyby
    mial wcale nie przychodzic? ja wlasnie tego nie jestem pewna!!!
  • anetina 18.12.06, 10:04
    jeśli ojciec jest w porządku i chce widywać dziecko, nie możesz mu zakazać
    dziecko zrozumie, ze ma ojca i ojczyma, nawet jak będzie mówiło do nich dwóch
    tato

    nam chodzi o to, ze jeśli jest kontakt, nie trać go
    dziecko będzie ci wdzieczne za to, ze samo mogło póxniej podjąć decyzję

    u mnie jest trochę inaczej
    eks nie zna dziecka
    dziecko nie zna "ojca"
    ja nie pzowolę więc, aby po prawie 4 latach nie widzenia go, odezwał sie

    ale jeśli chodzi o ciebie, mimo wszystko bym próbowała utrzymac kontakty ojca z
    synem



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 18.12.06, 10:12
    dobrze, skoro tak bedzie lepiej...to oczywiscie tak bedzie...tylko ja juz
    czasem nie mam sił do tego czlowieka...i jak dlugo tak jeszcze bedzie trwala
    taka atmosfera...moje dziecko powoli zaczyna rozumiec cos nie cos...
    ostatnio jak ojciec wyszedl na chwilke...z pokoju moje dziecko zapytalo mnie
    czy ja jestem na niego obrazona!!! dlaczego? bo widzenie polega na tym ze my
    przychodzimy, on przyjezdza do RODOKU rozbieram dziecko z kurtki i oni sie
    bawia na podlodze, a ja siedze jak idiotka i nic sie nie odzywam (no chyba ze
    mnie dziecko o cos zapyta) ! ten idiota udaje ze mnie nie ma...nie mowimy sobie
    ani czesc ani dzien dobry ...nic ...jakbysmy sie nie widzieli....
    Jak na ktoryms widzeniu syn podszedl i wzielam go na kolana...on do mnie
    wyskoczyl z pyskiem zebym go zostawila, ze teraz sa jego 2 godziny i ze on moze
    robic z moim synem co sie mu podoba a ja nie mam prawa sie nim zajmowac i mu
    utrudniac kontakt w ten sposob, i ze ma adwokatow...itp.
    wiec sie nie odzywam wogole...staram sie byc jak najbradziej z boku....i syn
    chyba to zaczyna zauwazac !!!
    a jak sie kiedys poklocilismy w rodoku przyszla ta babka i powiedziala, ze jak
    chcemy rozmawiac to nie przy dziecku i zebysmy wyszli...to on powiedzial, ze
    nie ma mi nic do powiedzenia....
    WIĘC O CZYM JA MAM Z NIM ROZMAWIAC!!!
  • anetina 18.12.06, 10:29
    gdzie wy się z tym dzieckiem widujecie ?

    taka atmosfera na pewno nie sprzyja dziecku
    albo zmieńcią miejsce
    a na pewno zmieńcie swój stosunek do siebie przy dziecku


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • anetina 18.12.06, 10:31
    to jest rozumiem, ze 3 latek
    więc jeśli widują się u ciebie w domu, zostaw ich na godzinę
    możesz zagladac, co robią, ale nie siedź z nimi
    tak zeby cię nie widzieli

    jak masz większe zaufanie, to może eks weźmie dziecko na spacer
    do jakiegoś miejsce, gdzie moze się z nim pobawić typu figloraj albo kino dla
    dziecka


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 18.12.06, 10:38
    no wlasnie nie mam zaufania zadnego!!! jak synek mial rok to on powiedzial
    kiedys cos takiego przy mnie " wspolczuje Ci ze masz taka glupia mame!" " oj,
    biedna dziecino jestes...itp.itd"...to nawet nie kwestia zaufania...tylko ten
    czlowiek nie umialby sie nim zajac...nawet jak sie mu chce siku to on go nie
    umie wysadzic! nigdy tego nie robil!
  • samamama8 18.12.06, 10:35
    widujemy sie w RODOKu to taki pokoj w sadzie z zabawkami...specjalnie na takie
    widzenia przygotowany!!!wiem, ze to dziwnie ale co mialam zrobic dac obcemu
    facetowi dziecko 10 miesieczne do domu!!!!!!!! sad tak zadecydowal bo moj syn
    byl za maly zeby go dawac mu do domu!!!i do tej pory nic sie nie zmienilo....
  • anetina 18.12.06, 10:46
    nie wiem, czemu sobie skojarzyłam, że masz starsze dziecko

    czyli ciągle dziecko się widuje z ojcem w RODK
    w tym przypadku może rzeczywiście nie warto ciągnąć tego dalej

    sorry za określenie, ale to jest jakaś chora sytuacja
    dziecku ojciec się kojarzy z sądem, ze słowem RODK


    długo tak ma być według sądu ?



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 07:47
    dziecko ma w tej chwili 3 lata, a sytuacja zaczela sie gdy mialo 10
    miesiecy...jak dlugo to ma trwac? sad ustalil to tymczasowo, ale jesli nikt nie
    bedzie chcial tego zmieniac...to nie wiem wlasnie...zawsze tak bedzie???

    ta chora sytuacja tez mnie zastanawia, przerazilam sie kiedys gdy przechodzac
    niedawno z synem obok sadu...on powiedzial, ze tam mieszka jego tata! Mowila
    mu, ze on mieszka gdzie indziej a tam tylko przyjezdza, zeby sie z nim
    pobawic...ale on i tak swoje (trwalo to chyba ze dwa tygodnie, zanim dal sie
    przekonac, ze tam nie mieszka!!!)

    Nie chce zeby tak bylo!
    Ale jak mam rozmawiac i tlumaczyc 3-letniemu dziecku!
    ok, z ojcem moze porozmawiam...musze to sobie wszystko poukladac jeszcze...ale
    pogadam
    a co z synem? lepiej nic nie mowic na razie dopoki nie zacznie sam pytac???
  • anetina 19.12.06, 08:47
    dlatego własnie napisałam, że dla mnie taka sytuacja jest chora

    chociaż rozumiem, że nie ma wyjścia
    ja bym tez nie chciała, aby dziecko widywało się u nas w domu z "ojcem"
    ani tym bardziej z nim wychodziło

    nie wiem, co ci poradzic


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • kai_30 18.12.06, 16:35
    Chcesz powiedzieć, że od dwóch lat ciągasz dziecko do RODKu??

    Przepraszam, jeśli to zabrzmi brutalnie, ale dla mnie to chore. Rozumiem jakiś
    okres takich "widzeń" na początku, ale na stałe? Rzeczywiście, nie ma co marzyć
    o tym, że dziecko sobie to wszystko poukłada jakoś.

    A "poukładanie" jest możliwe. Tak się boisz, jak dziecko sobie poradzi przy np
    rysowaniu rodziny w przedszkolu? Mogę Ci powiedzieć, jak sobie poradził mój syn,
    wtedy pięcioletni. Pani psycholog poprosiła go o to, żeby narysował swoją
    rodzinę pod postacią zwierząt. Narysował na środku kartki mnie, siebie i swojego
    młodszego brata, obok dorysował naszego kota, a swojego tatę narysował jako rybę
    - w górnym rogu kartki, wyraźnie mniejszego od innych "zwierząt". Poproszony o
    uzasadnienie, wyjaśnił, że tata jest daleko, i rzadko go widzi, żyje w trochę
    innym świecie - jak ryba w oceanie. (Mój eks kontaktuje się z dziećmi średnio
    raz do roku.)

    Mojego partnera nie narysował wcale, mimo że z nami mieszka - i słusznie! On nie
    jest naszą rodziną! Nie jest ich tatą! Moje dzieci mają ojca, choć widzą go tak
    samo często jak ryby pod powierzchnią wody wink

    Ogólny wniosek pani psycholog był taki, że dziecko bardzo ładnie poukładało
    sobie w głowie cały ten "tatusiowy" galimatias. U Ciebie gorzej - Ty nawet nie
    usiłujesz z małym o to rozmawiać. Złość na eksa przysłania Ci dobro dziecka.

    --
    Sygnaturka nieczynna do odwołania...
  • anetina 19.12.06, 08:52
    Kai ma rację

    ja mam w domu 3 latka
    rozmawiamy czesto o tacie

    w wieku 1,5 roku pierwszy raz zdziwiło go słowo tata dziecka w piaskownicy
    zaczął się pytac
    powiedziałam, że jest daleko, ze z nami nie mieszka

    później zaczął tak mówić do dziadka
    więc ja w obecności Małego mówiłam dziadek do swego taty

    w wieku 2 lat mówił, że ma tatę daleko i tyle
    mając 2,5 roku zaczął się pytać, czy M. może byc jego tatą
    rozmawialiśmy w trójkę
    Mały stwierdził, ze chce, żeby M. był tatą
    ale ja go ciągle poprawiałam, że ma mówić po imieniu do M.

    i tak zostało
    Mały ma swój poukładany świat
    ma mamę i jej rodzinę
    ma M. i jego rodzinę
    tata M. poprosił, aby Mały mówił na niego dziadek
    więc czasami Mały mówi dziadek, a czasami tata M.


    u ciebie tego nie ma
    jest tata w domu
    i jakiś tata w sądzie

    3 latek dużo rozumie
    usiądź z nim i porozmawiajcie spokojnie
    a najlepiej porozmawiaj z eksem



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 08:59
    dobrze, ale skoro mój trzylatek nie pyta...!!!może lepiej poczekac, aż sam do
    wszystkiego dojdzie...aż zacznie go to zastanawiac i wtedy o cos zapyta...i
    wtedy powiedziec, ...tylko co...?!?!

    do tej pory wszyscy mówili, zeby nic nie mówic bo za mały, zeby poczekac, aż
    zacznie pytac...ale on nic nie mówi...

    o babci, dziadku, cioci, wujku mówi bez przerwy...pyta kiedy pojedziemy do nich
    itd. a co do ojca...nigdy w życiu nie powiedział cos w stylu...kiedy pojdziemy
    do taty! idziemy...on wie gdzie, wychodzimy...i nic !!! on nic nie mowi juz
    pozniej o tych widzenia, nic nie opowiada w domu...o nic nie pyta, nie wspomina
    nigdy nic....!
    Więc co mam mówic.... moze jest jeszcze za mały?
  • anetina 19.12.06, 09:10
    są książeczki o rozwodach dla dzieci
    poszukaj
    albo wymysl mu sama takie opowiadanie

    albo pobawcie się misiami

    ja długo unkałam książek o pełnych rodzinach
    sytuacji takich

    az Mały sam zaczął się pytac
    rozmawiać
    mówić o tacie





    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 09:22
    rozwodach? kiedy ja nie jestem po rozwodzie...jego tatus zostawil mnie jak sie
    dowiedzial, ze jestem w ciazy, bo jak mowil nie chcial jeszcze dziecka!!!
    Mam powiedziec malemu, ze tata go nie chcial, ze nie byl gotowy i ze mnie
    zostawil jak jeszcze byl w brzuchu...bezsensu!!!!

    nie jestem w stanie powiedziec dziecku nic dobrego o ojcu!!! zlego tez nie bede
    mowic!!!
    wiec mam sobie zmyslac?!?! klamac?!?!
  • anetina 19.12.06, 09:40
    powiedz, ze ojciec miał inne plany w zyciu
    że sad zdecydował, ze z ojcem dziecko bedzie się widywało w sądzie
    że ojciec jest dużym dzieckiem, dlatego bawią się ciagle w tym samym pokoju dwa
    razy w tygodniu od dwóch lat



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 09:44
    taaak dobre powiem mu ze ojciec jest duzym dzieckiem....!?
    a malemu sie kiedys przypomni, powtorzy ojcu, ze jest duzym dzieckiem i bedzie,
    ze buntuje malego przeciwko ojcu!!!!
    super!!!!!!!
  • anetina 19.12.06, 09:47
    to wymyśl sama, co możesz dziecku powiedziec o ojcu
    to jest twoje dziecko
    ty jesteś mamą
    ty znasz swojego syna i wiesz, co on zrozumie


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • oskar131 20.12.06, 10:41
    Przez ponad cztery lata moja ex kazała dziecku na swojego fagasa/kolejnego/
    mówić "tatuś" równocześnie izolując dziecko ode mnie.
    Później,jak w końcu udało mi się sprawić aby w końcu dziecko wiedziało kto jest
    jego prawdziwym ojcem,mówiła dziecku,że ma dwóch tatusiów.
    Teraz fagas/"tatuś"/uciekł od niej,ja mam dzieci przy sobie,a dziecko ma
    pretensje do matki,że usiłowała mu odebrać ojca i okłamywała je.
    A odnośnie tego,co piszesz o swoim mężu,to ja tam wolał bym posłuchać też i jego
    wersji bo to co piszesz o nim jest tak pełne negatywów/samych/że wydaje się
    conajmniej wyolbrzymione.
  • mrs_ka 18.12.06, 09:22
    Myślę, że to nie jest sprawa honoru Twojego eksa, ale jakiegoś pomieszania
    pojęć, nazw i porządków. Wychodzi na to, że nie chcesz -jak to ujęłaś- "widzeń",
    bo zaburzają rytm zycia Twojej rodziny i mieszają dziecku w głowie (ale z
    drugiej strony nie porozmawiasz o tym z dzieckiem "bo nie!").

    Uważam, że powinnaś pomyśleć. Dokładnie tak.
    Przenalizować sytuację od różnych stron i od jej początku. Jak na razie to widzę
    w tym wszystkim myślowy chaos i stawianie na równi kwestii, które mają zupełnie
    inny ciężar gatunkowy: z jednej strony pomysł na ucięcie kontaktów z ojcem, z
    drugiej pomysł na tworzenie "normalnej" rodziny, której normalność w takim razie
    przejawia się chyba głównie w zewnętrzu, bo jedyny jej aspekt, jaki dostrzegasz,
    to problem z posiadaniem "dwóch tatusiów".

    Pierwsze primo: przestań o tym myśleć w kategoriach widzeń
    drugie primo: w tej grze stawką jest Twoje dziecko, a nie Wasze (dorosłych)
    honory, humory i upory. Dlatego skoro ojciec nie rozmawia z dzieckiem-
    porozmawiaj Ty. To żaden dyshonor. Dziecko ma prawo wiedzieć, co jest grane, a
    nie bezmyslnie uczestniczyć w jakiejś kołomyi, którą stworzył mu tatuś i mamusia.
    Trzecie primo: pogadaj z Eksem o backgroundzie: jak on widzi to wszystko? Jak
    widzi kontakty między przyrodnim rodzeństwem? Co z dziadkami? Jak widzi swoje
    kontakty z dzieckiem: może już najwyższy czas na wizyty w domu taty, wyjazdy do
    "drugich" dziadków, wspólne wyprawy gdzieś tam?

    Zauwaz, że w pełnych rodzinach na ogół matki pracują nad kontaktem ojciec-
    dziecko, bo męzczyźni nie odczuwają szczególnej więzi z noworodkiem. W rodzinach
    rozbitych czujemy sie automatycznie zwolnione z tego obowiązku- czy słusznie? W
    końcu to nie o nasze dobro chodzi, ale o dobro dziecka. POdchodząc do sprawy
    wyłącznie ambicjonalnie ("jak nie to nie") nie tyle karzemy eksa, co krzywdzimy
    własne dziecko. Dziecku potrzebna jest więź z drugim rodzicem i uwazam, że warto
    pomóc tej więzi się wytworzyć. Jasne, że są mężczyźni, którzy tego nie docenią i
    nie mają ochoty na kontakt- ale szansę należy dać IMHO każdemu, bo jest to nasz
    obowiązek wobec własnego dziecka.
    Dziewczyno, Bozia nam po to dała język, abyśmy z niego korzystali, a nie
    zacinali się w zawziętości. Skoro eks jest durniem- Ty bądź mądra i przynajmniej
    spróbuj komunikacji. W razie czego będziesz mieć spokojne sumienie, bo dalaś mu
    szansę.
    To, że Twojego eksa nie było przy Tobie w ciągu ciąży ma może znaczenie dla
    Ciebie, ale nie dla tej sytuacji. Naucz się odróżniać własne problemy, żale i
    zaszłości od aktualnego interesu Twojego dziecka. Jest wielu mężczyzn
    sukinsynów, którzy ojcami są wspaniałymi. I wielu świetnych męzów, którzy dzieci
    nie chcą, nie potrzebują i nie lubią.
    Żony marynarzy tez spędzają okresy ciązy samotnie i nie ma to potem znaczenia
    dla więzi w ich rodzinach, więc przestań myśleć kliszą "skoro mnie zostawiłeś w
    ciązy to kij ci w oko, nie zasłużyłeś na dziecko".
    Przemyśl to wszystko porządnie.
    Jestem za naprawą i uzdrowieniem tej sytuacji, a nie na chaotycznych ruchach
    oczyszczania przestrzeni dla "nowego tatusia".
    Dodam na koniec, że dla dziecka najmniejszym problemem jest istnienie dwóch
    mężczyzn, którzy je kochają (ojca i ojczyma). Nie jest to również problem ani
    interes przedszkolanek.
    Wszystko nalezy umieć zobaczyć we właściwych proporcjach, czego Ci życzę


    a.

    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • samamama8 18.12.06, 09:35
    ok ok ok!!!
    naprawde chodzi mi o dobro mojego dziecka...nie chce sie mscic czy utrudniac
    cos specjalnie mojemu bylemu kosztem dziecka...bo niby po co? jestem
    szczesliwa! a przede wszystkim bardziej kocham swoje dziecko niz jego
    nielubie...!!!
    Nie chce zeby maly kiedys mi cos wypomnial ze przeze mnie stracil kontakt z
    ojcem...chce zeby moje dziecko bylo szczesliwe!
    a co do tej rozmowy z bylym...skoro on nie wykazuje zadnej checi jakiejkolwiek
    rozmowy ze mna...to sorry ja pierwsza nie pojde i nie zapytam : "moze chcialbys
    go wziac do siebie do domu?" sorry ale nie bede zebrac, prosic czy pytac o
    zainteresowanie sie moim dzieckiem...skoro on nie wykazuje takiej checi!!!!
  • mrs_ka 18.12.06, 09:43
    "a co do tej rozmowy z bylym...skoro on nie wykazuje zadnej checi jakiejkolwiek
    rozmowy ze mna...to sorry ja pierwsza nie pojde i nie zapytam : "moze chcialbys
    go wziac do siebie do domu?"

    dlaczego nie? W końcu bardziej kochasz swoje dziecko niż jego nie lubisz, prawda?
    A tutaj nie walczysz o swoją godność i honor, ale konkretne korzyści dla swojego
    dziecka: kontakt z dziadkami jest taką korzyścią, kontakt z rodzeństwem jest
    taką korzyścią, ukorzenienie dziecka jest taką korzyścią.
    Jasne, milczcie tak dalej i zmieniajcie kontakty ojca z dzieckiem w "widzenia".
    Bo to faktycznie są "widzenia"- dwie godziny, ktore należy odbębnić i już możesz
    się czuć dobrą matką, a on obowiązkowym ojcem. To, że dziecko nic z tego nie
    rozumie i traci coś waznego umyka w obliczu tak waznych spraw, jak źle rozumiany
    własny honor.
    Idą święta- masz okazję nawiązać kontakt z dziadkami. Twoje dziecko nie jest
    samotna wyspą, a jest zbyt małe, aby samo mogło sobie wywalczyć pewne kontakty.
    Jesteś jego rzeczniczką, pamiętaj.
    Niektórym ludziom trzeba pomóc w dorośnięciu do miłości, dziadkom równiez.

    a.
    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • martina.15 18.12.06, 08:38
    nie mamy mozliwosci utrudniac kontaktu ojca biologicznego... jestem samotna od 4
    mc, teraz cora ma 10, 5 miesiaca a ja od 2 jestem ze wspanialym czlowiekiem i
    chocby nie wiem jak on chcial byc jej tata calkowicie no ojciec biologiczny moze
    sie z mala spotykac (no bo przeciez chce prawda? sam przyjezdza no nie?).

    ja mysle ze cala sytuacja toczy sie sama a ja skorzystam z rad psychologa jak
    corce wytlumaczyc to wszystko...
    --
    Hanusia tu...
    i tu też smile
    Hania ma...
  • tatagdansk 19.12.06, 00:16

    Obecnie ojcowie aktywniej niż kiedyś uczestniczą w życiu dzieci i coraz więcej
    mężczyzn ma motywację do bliższego kontaktu ze swoim potomstwem.
    Para matka - dziecko przestaje być autonomiczną enklawą, której nikt, nawet
    ojciec, nie powinien zakłócać .
    Wszystko co piszesz ,ja to odbieram bardzo osobiście .
    Na codzień jesteśmy właśnie postrzegani tak jak to opisujesz ,jako oszolomy
    chcący krzywdzić własne dziecko a tylko matka ma prawo decydować co jest dla
    dobra dziecka słuszne. A co większym jest niezrównoważniem czy ojciec walczacy
    o kontakt z dzieckiem czy matka utrudniajaca ten kontakt ?
    Wychowanie i opieka nad dzieckiem nie jest wyłącznie domeną samotnych i
    samolubnych kobiet .
    Więzy krwi decydują o pokrewieństwie, a nie miejsce zamieszkania.
    Więzi rodzinne ,wiezi krwi sa święte i kazde dziecko musi mieć prawo do
    kontaktu z rodzicami .
    A jeżeli toksyczna matka pod pozorem bezstronności i obiektywizmu mu tego
    zabrania dokonuje przestępstwa najbardziej ochydnego pod słońcem. Dziecko ma
    tylko jednego ojca ,a nigdy nim nie będzie kochanek ,dziadek czy wójek, bez
    wzgledu na trwajacą rozłąkę .
    Obecność biologicznego ojca w życiu dziecka w konstruktywny sposób rozbija
    symbiotyczną całość matka - dziecko i sprzyja rodzeniu się autonomii i
    procesowi indywidualizacji .
    Jakim prawem szastasz uczuciami własnego syna?
    Pewno , że kazde dziecko jest inne ale wszystkie wyrodne matki izolujące
    dziecko od ojca używają tych samych argumentów .
    Jak ojciec olewa dziecko to wszyscy wrzeszczą jaki to z niego drań a jak chce
    mieć kontakt z dzieckiem to też mu sie przypisuje Bóg wie jakie opinie.
    Ciągle mówisz o żalach , pretensjach i nieufności ,żeby dziecko się nie
    dowiedziało całej prawdy .Prawdy o mamuśce.!! Tego najbardziej się boisz .Zeby
    ngdy ojciec złego słowa nie powiedział na Ciebie ,żeby dziecko nie dowiedziało
    się . Bo sama wiesz ile jesteś warta .
    Dlaczego , jakim prawem wykluczasz istnienie prawdziwej miłości do dziecka u
    jego ojca, a przypisujesz tylko sobie usiłującej realizować "swoje" szczęście,
    układać "sobie" życie na nowo ,,,chcącej tylko mieć święty spokój " , kosztem
    dobra dziecka ,kosztem prawa syna do posiadania ojca .
    To leży w interesie dziecka by ojciec miał prawo spotkać się ze swoim własnym
    dzieckiem w miarę swoich możliwości, miłości i potrzeb samego Dziecka w każdym
    dowolnym terminie.
    Ingerencja sądu w sferę osobistej styczności rodziców z dzieckiem jest
    niemożliwa zarówno przy zawieszeniu władzy rodzicielskiej, jak i przy
    ograniczeniu władzy rodzicielskiej dokonanym z przesłanek wskazanych w art. 109
    KRO, innych niż te, o których mowa w art. 113 § 2 KRO. W sytuacji, gdy sąd
    ograniczy władzę rodzicielską jednego z rodziców na podstawie art. 58 § 1 lub
    art. 107 KRO do określonych obowiązków i uprawnień w stosunku do dziecka, nie
    jest dopuszczalne zakazanie lub ograniczenie osobistej styczności z dzieckiem
    takiego rodzica (Glosa do postanowienia SN z 7.11.2000 r., I CKN 1115/00, OSP
    Nr 7–8/2001, poz. 114).
    Zakazanie rodzicom osobistej styczności z dzieckiem może być bowiem orzeczone
    wyjątkowo, np. gdy utrzymywanie osobistych kontaktów rodziców z dzieckiem
    zagraża jego życiu, zdrowiu, bezpieczeństwu bądź wpływa demoralizująco na
    dziecko tak stwierdził Sąd Najwyższy w postanowieniu z 7.11.2000 r., I CKN
    1115/00, OSNC Nr 3/2001, poz. 50.
    Czyli może to nastąpić tylko i wyłącznie, gdy ojciec stanowi zagrożenie dla
    dziecka


    tatagdańsk
  • mrs_ka 19.12.06, 00:56
    Istotnie, musisz to odbierać bardzo osobiście, skoro poetyka "konstruktywnego
    sposobu na rozbicie autonomii" (nawiasem mówiąc jest to błąd logiczny, bo jeśli
    coś jest konstruktywne to nie może być destrukcyjne, ale mniejsza z tym) nie
    kłoci Ci się z poetyką "prawdy o mamuśce, która sama wie, ile jest warta".

    Cóż, Ty tego też nie wiesz, więc wstrzymaj się może z ferowaniem tego rodzaju
    wyroków i w ogóle napij się melisy celem uspokojenia i oczyszczenia umysłu.
    Nikt tutaj nie prawi autorce, że slusznie czyni. Wręcz przeciwnie: informacja o
    tym, że dziecko spotyka się z ojcem w RODeKU (!!!) została przyjęta ze
    zdumieniem. Jesli zadałbyś sobie trud PRZECZYTANIA tego wątku, to dowiedzialbyś
    się również, ze występują tutaj różne opinie (w tym moja).

    Tak więc zanim pojedziesz między pogany mieczem i ogniem nawracać na wiarę Pana.
    zbierz podstawowe dane o miejscu swej misji, bo dzikie ostępy dawno
    zelektryfikowano.

    Dla mnie sama idea spotkań w RODeKu jest tak...tak kuriozalna, że zamilkłam w
    tym wątku nie mogąc pozbierac myśli. Faktycznie jest prawdą, że normalne
    dzieciństwo nie tyle zalezy od tego, czy tatuś i mamusia się rozwiedli, ile od
    tego, czy są ludźmi dojrzałymi i cechującymi się pewną kulturą osobistą.

    Mam wrażenie (to bardzo, bardzo robocza hipoteza), że istnieje jakaś korelacja
    między niskim wykształceniem i mieszkaniem w mniejszych miejscowościach, a
    tendencją do traktowania rozwodu w kategoriach "co było a nie jest nie pisze się
    w rejestr". Mam tu na myśli taką bardzo zdecydowaną i kategoryczną "grubą
    krechę". Idzie z tym w parze skłonność do "drugich tatusiów" (nowy partner matki
    nazywany jest tatusiem) oraz do pragnienia stworzenia sobie "nowego wspaniałego
    świata", gdzie stare musi zostać eksterminowane i całkowicie zdewaluowane.

    Przyznam się, że mam spore problemy ze zrozumieniem takiej postawy, bo moja jest
    zupełnie inna. Poniekąd wynika to- tak sądzę- z potrzeby udowodnienia otoczeniu,
    że pierwszy związek był całkowitym błędem; to coś w rodzaju ponownego wkupnego w
    łaski opinii publicznej, której względy utraciło się wraz z rozpadem pierwszego
    zwiazku (zamężne koleżanki, ciotki, szkola, parafia, whatever).

    W gruncie rzeczy ponowne ułożenie sobie zycia nie jest problemem dla nikogo. I
    być nie musi. Nie trzeba znikać tatusia, aby wyjść po raz drugi za mąż- setki
    tysięcy przykładów to potwierdzają z moim włącznie. Tak samo nie ma problemu z
    zaproponowaniem eks męzowi herbaty, zatelefonowaniem, odezwaniem się jak
    człowiek, wyciągnieciem ręki itd. To jest taki sam człowiek jak każdy inny- nie
    ma czułek ani ogona. Jak w ogóle można godzić się na tak maksymalnie
    nienaturalną sytuację (kontakty w RODeK)?! Nie rozumiem też przedziwnej
    nomenklatury pod tytułem "widzenia"- widzenia to są w zakładzie karnym.

    Argumentacja "bo z nim nie da się gadać" i "dałabym mu szansę, gdyby o nią
    poprosił" wyklucza się w swoich zakresach.
    Facet jest sukinsynem, bo jego kontakt z dzieckiem jest praktycznie żaden- nie
    rozszerzę im kontaktów, bo facet nie umie się tym dzieckiem zająć- nie umie się
    zając, bo nigdy wczesniej nie dałam mu szansy ani okazji- a więc facet jest
    sukinsynem, bo jego kontakt z dzieckiem jest praktycznie żaden.
    Autorka z dziecięcą wręcz ufnością opisuje nam ten schemat i dziwi się, czemu
    jednak namawiamy Ją do zmiany podejścia.
    Dziewczyno: sama blokujesz wszystkie wyjścia i nic dziwnego, że ta maszyna nie
    działa.
    Traktujesz eksa jak petenta, który dwa razy w tygodniu zgłasza się po towar
    (dziecko). Towar jest reglamentowany, wydawany w ścisłych przedziałach
    czasowych, w anonimowej instytucji. Wymarzone wręcz warunki, aby tworzyć
    płaszczyznę normalnych stosunków z Eksem i pokazać dziecku, że jego sytuacja-
    choć odmienna- jest całkowicie normalna. Matko jedyna- to dziecko nawet nei zna
    swojego przyrodniego rodzeństwa! Gdzie Ty tutaj widzisz normalność? O jaką
    normalnośc chcesz walczyć w swojej nowej rodzinie, skoro trampoliną dla niej ma
    być to, co opisujesz?
    Przemyśl to.

    a.



    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • samamama8 19.12.06, 06:42
    najłatwiej jest krytykowac, wiem...i oceniac...tez wiem!
    Przykro mi, iż uwazacie mnie za wyrodna matke! wiem, ze zawsze wina lezy po obu
    stronach...ale niestety nie znacie calej prawdy!!! nie chce sie
    usprawiedliwiac...bo po co...i tak macie juz swoje zdanie na ten temat!!!

    Co do Rodoku!!!! powiedzcie proszę...jak byscie rozwiązali sytuację, gdzie niby
    mialby sie widziec ojciec z 11-miesięcznym niemowlakiem: wariant 1 u mnie w
    domu!!! odpada po roznych indycentach, na zyczenie ojca dziecka...dluga
    historia i nie chce sie rozpisywac....bo zajeloby mi to conajmniej godzine! W
    kazdym badz razie ojciec byl kilka razy po porodzie u mnie w domu, zakonczylo
    sie to tym, ze prawie pobil moja mame...dlatego, ze weszla do pokoju i chciala
    zobaczyc malego...a przeciez w tym czasie on byl u malego i nie zyczyl sobie
    aby babcia mu przeszkadzala!!! wiele, wiele jeszcze spowodowalo, ze rodzice
    powiedzieli, ze sobie go nie zycza w domu!!!
    (zaraz bedziecie mowic ze dla dobra malego powinnam mu mimo wszystko
    pozwolic!!!) powiedzcie jak mialam mu pozwolic przychodzic jak on przychodzil i
    mowil malemu ze wspolczuje Ci ze masz glupia matke, nie chce pisac szczegolow,
    ale wyrzywal sie na mnie, ze mu zrujnowalam zycie...(ze on sie chcial dorabiac,
    skonczyc szkole a ja zaszlam w ciaze!!!)
    i tego sobie nie zmyslilam po to by mu cos utrudniac, mam smsy, w ktorych
    pisze, ze jeszcze mnie zalatwi, ze jeszcze pozaluje!!!
    Jak wytlumaczycie w takim razie "dobrego tatusia" ktory daje swojemu dziecku
    dobrowolnie nazwisko a gdy po pol roku zalozylam sprawe o alimenty, bo on do
    tej pory nic nie wspominal o jakimkolwiek lozeniu na dziecko (mowil, ze taki
    maly to niczego nie potrzebuje na razie, bo przeciez go karmie piersia! a
    wyprawke tez mu zreszta kupilam wczesniej sama, wiec wszystko ma...mowil tylko
    czasem ze jak dorosnie to mu kupi wranglery!!!!!)...gdy zalozylam sprawe o
    alimenty...to dostalam kilka smsow w ktorych pisal cos mniej wiecej w tym
    stylu : dziadu idz sobie zarob a nie na mnie wolasz! jak smiesz wolac???

    faktycznie! jak smialam wolac!!!???!!!
    zaraz powiecie, ze sie mszcze teraz na nim!!!!

    mam juz tego dosyc!!! ciaglego tlumaczenia się! sorry to on mnie zostawil, to
    on nie chcial dziecka, to on urwal kontakt, nigdy nie podjal jakijkolwiek proby
    rozmowy, bo on uwaza ze sie mu wszystko nalezy, ze nie ma o czym rozmawiac, bo
    on ma do wszystkiego prawo!!! ( to jego slowa!!!)...
    dlaczego teraz to ja mam sie calemu swiatu tlumaczyc na kazdym kroku ze sie nie
    mszcze! Moze i bylam wsciekla, zrozpaczona...ale jak bylam w ciazy! po
    urodzeniu malego wszystko sie zmienilo!!! i potym jak ten czlowiek zaczal mnie
    traktowac! naprawde dotarlo do mnie, ze tak jest lepiej, ciesze sie ze mnie
    zostawil!!! i nie chce sie mscic!!!...chce tylko byc szczesliwa...i chce zeby
    moje dziecko bylo szczesliwe...!!! bo jest dla mnie najwazniejsze!!!
    i skoro sad zadecydowal, ze te widzenia to dobre dla mojego dziecka, wiec
    chodze tam...mimo iz nie chce patrzec nawet na tego...!!!

    sad zadecydowal, ze widzenia beda w rodoku (bo jak mozna z 10 miesiecznym
    dzieckiem spacerowac dwie godziny na mrozie czy deszczu), uwazam, ze tam
    przynajmniej jest cieplo i deszcz nam na glowe nie kapie, jest mnostwo zabawek
    i pokoj naprawde jest przytulny!!!
    Od tamtej pory nic sie nie zmienilo! bo przeciez sad sam z siebie nie moze nic
    zmienic! skoro tata nie chce niczego zmieniac!!! to chyba on powinien cokolwiek
    powiedziec czy zlozyc jakis wniosek do sadu!!!
    ...wiec co ja moge w takiej sytuacji robic!!!
    jesli wciaz uwazacie, ze robie wszystko, zeby mu utrudniac...to ciekawe po co
    tu pisze...?! chyba po to byscie mi podpowiedzieli jak jeszce mu zatruc
    zycie?!?!?!

    chce zeby cala ta sytuacja jakos sie rozwinęla ...tylko nie wiem jak!!! dlatego
    pytam Jak dlugo tak jeszcze bedzie...i co mam zrobic? tak zeby dla mojego
    dziecka bylo jak najlepiej...nie dla mnie, nie dla jego ojca, tylko dla mojego
    dziecka...!!!
  • virtual_moth 19.12.06, 08:31
    Krótka piłka - zaproponuj ojcu dziecka "wizyty" u siebie w domu. Zapytaj jak
    chciałby, aby wyglądały, powiedz że te wizyty w rodku nie są dobre dla dziecka.
    Dodaj, że chciałabyś, aby wkrótce zabierał dziecko do siebie, może nawet już
    jest na to czas.

    --
    Mężczyzna i Feng Shui
  • samamama8 19.12.06, 08:39
    tylko, ze ja nie chce aby on przychodzil do mojego domu! (nie ma takiej mowy!!!
    mam swoje powody!!!)
    moze spacery na wiosnę!!! zobaczymy!! a jesli on nic nie mowi, ze chce go brac
    do siebie...Moze nie chce, bo ma zone, drugie 1,5 roczne dziecko...i moze nie
    chce...nie wiem!!!moze mu tak wygodnie, ze przyjezdza do Rodoku gdzie go nikt
    nie zna...a potem wraca do domu i udaje, jakby nigdy nic...jakby "problemu"
    tzn. mojego syna nie bylo????
    ja bynajmniej tak to odbieram!!!
    W kazdym badz razie uwazam, iz nie powinnam pierwsza proponowac zmiany
    jakiejkolwiek, jesli on nie wykazuje checi...to bylo by jakbym żebrała o
    akceptacje dla mojego syna...czyz nie tak?
  • virtual_moth 19.12.06, 09:34
    Wizyty u Ciebie w domu nie, spacery nie, wizyty w domu ojca nie, bo MOŻE nie
    chce a sama nie zapytasz.

    Naprawdę czas na rozmowę z ojcem dziecka. Bądź mądrzejsza i zacznij działać
    pierwsza.

    --
    Mężczyzna i Feng Shui
  • mrs_ka 19.12.06, 08:42
    krótko i na temat. Podpisuję sie pod Virtual.


    a.
    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • anetina 19.12.06, 09:06
    to jest twoja sprawa, dlaczego w domu wizyt nie było

    ale szczerze, ja bym się tez nie zgodziła w domu
    tym bardziej, ze jest to dom moich rodziców



    dlatego jestem tylko za rozmową z dzieckiem
    jak już rzeczywiście rozmowa z eksem nic nie daje
    wyjaśnij dziecku cała sprawę, dlaczego z jednym tatą widuje się w sądzie

    i masz racje, ojciec coś powinien wnieść


    pytanie, czy pozwoliłabyś, aby dziecko poszło samo z ojcem ???




    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 09:12
    tak, rozmowa z dzieckiem...tylko co mozna powiedziec 3 latkowi?????????????????

    czy pozwolilabym im samym pojsc na spacer??? tego tez się boję!!! raczej bym
    nie pozwoliła...ale skoro to miałoby byc lepsze niz ten RODOK to może...ale
    chlernie bym się bała...i nie mam zupełnie zaufania do ojca, co do jego
    zamiarów...czy jest szczery...itp.itd czy by się potrafił nim zając, a jakby mu
    się cos stało...przewróciłby się, czy by go nie dopilnował...mój mały biega bez
    przerwy...a ojciec nigdy nie był z nim sam na spacerze tym bardziej!!! Nie wiem
    jakbym to zniosła....

    wiec co mi pozostaje????????????????????????????????????????????
  • anetina 19.12.06, 09:15
    nie wiem, co ci zostaje

    eks widuje dziecko od ponad 2 lat w jednym pokoiku
    nie zna dziecka innego niż malującego, bawiącego się itp.

    nigdy praktycznie nie był z dzieckiem sam na sam

    nie dałabym dziecka
    nie miałabym zaufania



    nie wiem, co ci dokładnie napisac, abyś powiedziała dziecku
    najlepiej, jakby on się zaczął pytać

    czy twój partner przebywa z dzieckiem sam na sam?
    robią coś tylko we dwóch?




    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 09:30
    tak, mieszkamy juz razem! moj partner bardzo mi pomaga we wszystkim! jest
    kochany i cudowny nie tylko dla mnie ale i dla mojego dziecka...tak samo i jego
    rodzina!!!
    czesto jezdzimy do przybranych dziadkow do ktorych mowi babcia, dziadek!
    a moj partner zajmuje sie moim synkiem...czasem jak mi wypadnie zmiana
    popoludniowa...odbiera mojego synka z przedszkola, chodza na spacery, bawia sie
    razem w domu...moj syn za nim szaleje! ciagle pyta kiedy przyjedzie z
    pracy...jak ide po niego do przedszkola to nie moze sie doczekac kiedy
    przyjedzie moj narzeczony z pracy! wyglupiaja sie razem, smieja! jak mam
    zajecia na studiach...tez sa sami w domu...i czekaja na mnie!!!
    widze jak moj syn jest dumny jak idziemy gdzies razem w trojke i jak bawi sie z
    innymi dziecmi...to z taka duma moj...a ja..cos tam z moim tata!!!
  • anetina 19.12.06, 09:44
    też się cieszę, jak mój Mały ma swój świat z M.
    mają swoje męskie tajemnice przed mamą

    tylko M. potrafi nad nim zapanować
    ma tyle cierpliwości

    ciesze się, że mimo swoich przeżyć masz kogoś, komu możecie zaufac


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • anetina 19.12.06, 09:00
    Mrs_ka

    coś jest w twojej wypowiedzi

    jestem po studiach
    mieszkam w mieście - dawniej w wojewódzkim
    i ... zakazuję, aby Mały mówił do M. tata

    to nie jest jego tata
    mimo że kocha go jak syna i pomaga mi w jego wychowaniu

    ale z drugiej zas strony
    chcemy, aby dziecko samo zaczęło świadomie mówić tata
    M. chce adoptować Małego

    eks nie uczestniczy w życiu dziecka
    i szczerze, watpie, aby się pojawił

    i ... tak do końca nie wiem, co zrobić z nazwiskiem dziecka, ojcem w jego
    metryce po moim ślubie
    nie wiem
    cieszę się, że mam jeszcze czas na decyzję, ale to jest tak trudna decyzja

    dziwię się, że Samamama podjęła tak szybko tego typu decyzje





    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 09:19
    o czym tak szybko decyzję... podjęlam?
    ze moj syn mowi do mojego partnera "tata"!!!
    Ja mu nie kazałam, ja sie tak do niego nie zwracam..." typu idz do taty"
    zawsze mowil mu po imieniu ...jak ja!
    Ale zawsze gdy byla mowa o tacie..to on wskazywal wlasnie na mojego obecnego!
    pare razy jak ktos na ulicy np. zapytal skad masz taki ladny samochod...to on
    zawsze odpowiadal, ze tata mu kupil (chodzilo o mojego partnera!)
    i sam tak zaczal mówic...ale nie zawsze, zalezy jak sie mu przypomni!!!
    I ja mu tego nie zabraniam!!!
    Bo uwazam ze gdyby moj syn mial z 10 lat i wtedy poznalabym partnera to nie
    mowilby do niego tata...ale skoro mial, rok jak go poznal i sam wykazuje taka
    chec...to nie widze problemu!
    a jak mialby mowic inaczej na niego? wujku!!!!( to byloby moim zdaniem chore,
    ze maly mieszka z mama i wujkiem!!!!!!!!)
    po imieniu? tez bezsensu moim zdaniem...do mnie przeciez nie mowi po imieniu!
    do babci, dziadka i pani na ulicy tez nie mowi po imieniu! Mysle ze to troche
    kwestia szacunku, ze dziecko nie powinno mowic do starszych po imieniu!!!

    wiec niech mowi jak chce!!!
    jak czuje!!!
    co w tym zlego?
  • anetina 19.12.06, 09:39
    samamama8 napisała:

    > o czym tak szybko decyzję... podjęlam?
    > ze moj syn mowi do mojego partnera "tata"!!!


    poniekąd jest to i twoja decyzja

    > Ja mu nie kazałam, ja sie tak do niego nie zwracam..." typu idz do taty"
    > zawsze mowil mu po imieniu ...jak ja!

    ale i nie zabraniałaś



    > Ale zawsze gdy byla mowa o tacie..to on wskazywal wlasnie na mojego obecnego!
    > pare razy jak ktos na ulicy np. zapytal skad masz taki ladny samochod...to on
    > zawsze odpowiadal, ze tata mu kupil (chodzilo o mojego partnera!)
    > i sam tak zaczal mówic...ale nie zawsze, zalezy jak sie mu przypomni!!!
    > I ja mu tego nie zabraniam!!!


    właśnie o to chodzi, że to nie jest jego tata
    oczywiście nie tłumacz wszytskim na około, że to nie od taty dostał itp.

    chodzi mi o to, że twój syn nie ma prawdziwego pojecia taty
    ma dwóch ojców
    a tak nie mozna
    zawsze jest jeden tata


    podobnie u mnie
    jakby nie było Mały ma ojca
    nie wazne, ze się nie znaja

    ale nie pozwalam Małemu mówić tata do M.
    bo to nie jest jego tata
    tatą M. chce zostac
    a to jest różnica


    > Bo uwazam ze gdyby moj syn mial z 10 lat i wtedy poznalabym partnera to nie
    > mowilby do niego tata...ale skoro mial, rok jak go poznal i sam wykazuje taka
    > chec...to nie widze problemu!


    ale jest problem
    dziecko nie może uporządkowac sobie swojego świata


    > a jak mialby mowic inaczej na niego? wujku!!!!( to byloby moim zdaniem chore,
    > ze maly mieszka z mama i wujkiem!!!!!!!!)

    wujek odpada


    > po imieniu? tez bezsensu moim zdaniem...do mnie przeciez nie mowi po imieniu!


    do ciebie nie mówi, bo jesteś jego mamą
    a twój partner jest twoim partnerem
    a nie jego ojcem

    to jest różnica
    nie potrafisz tego rozdzielić


    > do babci, dziadka i pani na ulicy tez nie mowi po imieniu!


    bo to jest babcia, dziadek
    bo to jest pani



    Mysle ze to troche
    > kwestia szacunku, ze dziecko nie powinno mowic do starszych po imieniu!!!



    zgadza się
    ale tu jest jeszcze coś innego - twój partner jest domownikiem
    jest (w kazdym razie powinien) przyjacielem twojego dziecka
    partnerem do zabaw
    i dlatego dziecko ma prawo do niego mówić po imieniu




    >
    > wiec niech mowi jak chce!!!
    > jak czuje!!!
    > co w tym zlego?



    nic złego
    a co bedzie odpukać, gdy się rozstaniecie?

    jednego ojca dziecko odwiedza w sadzie
    a drugie ojca gdzie będzie odwiedzał?



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • virtual_moth 19.12.06, 09:39
    samamama8 napisała:

    > wiec niech mowi jak chce!!!
    > jak czuje!!!
    > co w tym zlego?

    OK, niech mówi, ale to ma być też TWOJA decyzja. Rodzic jest od tego, aby
    sterować dzieckiem, wskazywać mu drogę, a nie przyglądać się co dziecko
    wymyśli. Nie rozbisz nic i liczysz na to, że dziecko SAMO sobie poukłada w
    glowie sprawę z widzeniami 1 tatusi aw RODKu i 2 tatusia na co dzień.
    Powtarzam - najpierw wyprostowanie widzeń z ojcem dziecka, inaczej nie ma co
    gadać o normalności. Kwestia nazewnictwa w świetle sprawy z RODKiem to naprawdę
    pikuś.


    --
    Mężczyzna i Feng Shui
  • samamama8 19.12.06, 09:08
    a dlatego, ja się zastanawiam...czy nie byłoby lepiej, gdyby nie kontaktowal
    sie z moim synem i pozwolim mu samemu zdecydowac jak podrosnie...
  • mrs_ka 19.12.06, 09:28
    coraz mniej rozumiem: kobieto, o co Ci chodzi? Oczekujesz, że "klepniemy" Ci
    tutaj pomysł odcięcia dziecka od ojca? Naprawdę, Twój eks nie jest pierwszym
    sukinsynem opisywanym na tym forum. To, że nie skupiam się na Twojej krzywdzie w
    tej sytuacji nie oznacza, że mam tę krzywdę gdzieś- przychodzisz tu pisząc
    wyraźnie, że zależy Ci na dobru dziecka, więc koncentrujemy się na dobru
    dziecka, a nie na tym, czy był partnerem do dupy czy nie był. Wierzę, że był do
    dupy i nadal zresztą jest do dupy, ale to nie ma nic do rzeczy w tym watku.

    Mój syn też nic nie mówił na temat rozstania rodziców. Dziwi mnie Twoja
    interpretacja, że skoro dziecko nie daje Ci informacji zwrotnych to znaczy, że
    nie jest zainteresowane tematem. Radzę poczytać trochę książek z zakresu
    psychologii dzieci i młodzieży. Mój syn był tak dalece zablokowany tematem i
    sytuacją, że wyczuwał, iż jest to temat tabu, temat budzący emocje. Odblokowałam
    go dopiero po sugestii psychologa, aby dać ujście jego emocjom poprzez szereg
    terapeutycznych zabaw.
    Idę o zakład, że Twój syn doskonale wyczuwa, jak bardzo nieprzepracowany u
    Ciebie jest temat ojca (nawiasem mówiąc ten temat nawet nie tyle nie jest
    nieprzepracowany, co jest UGOREM) i po prostu go nie porusza dusząc wszystko w
    sobie. Pracowałaś z nim jakoś? Byłaś u psychologa?
    Największe krzywdy i traumy przeżywa się w milczeniu i wycofaniu. Na ogół to o
    rzeczach błahych i nie budzących emocji krzyczy się głośno. Natomiast o tym, co
    najwazniejsze, szepcze się lub wcale nei mówi.
    Mam coraz silniejsze przekonanie, że pomogłaby Ci rozmowa z psychologiem na
    temat tego, jak teraz poukładać tę sytuację. Twoje pomysły sprowadzają sie
    jedynie do zniknięcia problemu, co widać wyraźnie w tym wątku.
    Ja rozumiem, że nie znosisz Eksa i masz ku temu powody, ale stawiając sprawę
    następująco: "RODeK jest stresogenny, a do domu eksa nie wpuszczę" jednocześnie
    ucinasz jakiekolwiek możliwości. To tak, jakbyś chorując na nowotwór oznajmiła,
    że nie interesuje Cię żadna forma medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej,
    ale całym sercem pragniesz leczenia.

    Zdecyduj się, czego TY chcesz, bo to co piszesz to jeden wielki chaos.
    Rozmawiać z eksem nie chcesz, wpuścić do domu nie chcesz, z dziadkami dziecka
    skontaktować się nie chcesz, na herbatę umówić nie chcesz, a jednocześnie
    powtarzasz nam tu uparcie, że wykorzystałaś wszelkie szanse i że nie widzisz
    wyjścia. No więc ja też nie widzę wyjścia, jeśli tak stawiasz sprawę.
    Miej jednak świadomośc, że kontakt Twojego dziecka z ojcem nie umiera śmiercią
    naturalną, a schodzi z tego świata za sprawą zastrzyku eutanazyjnego, który Ty
    sama chcesz wykonać.
    Co wiecej: ten pacjent rokuje i nie ma powodu, aby go uśmiercać. Tyle, że Ty nie
    chcesz o niego powalczyć i iść do lekarza. Wolisz usłyszeć, że i tak kopnie w
    kalendarz, więc humanitarnie będzie ten proces przyspieszyć.

    I jeszcze raz powtórzę: ja jako osoba prywatna całym sercem z Tobą empatyzuję i
    jest mi szczerze przykro, że spotkało Cię tyle krzywd od takiego dupka. Tutaj
    jednak skupiam się wyłącznie na dziecku, bo to o jego interes należy powalczyć.
    Pamiętaj, że ojciec, któremu nie dało się szansy na bycie ojcem, rzadko kiedy
    OJKCEM się stanie. Najpierw daj rzeczywistą szansę, a potem oceniaj, czy umiał
    ją wykorzystać czy nie.

    a.



    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • samamama8 19.12.06, 09:42
    ok, to co mam zrobic!
    isc do niego i powiedziec, zeby zaczal sie bardziej przykladac do roli ojca!!!
    moze i masz racje to nie dotyczy dziecka co bylo miedzy nami!
    ale mysle iz wyjasnia choc troche dlaczego miedzy nami jest jak jest...
    wiesz nie problem sie dogadac, jak ktos przychodzi i mowi, sluchaj moze bysmy
    zrobili tak i tak co ty na to...
    tylko jak sie dogadac z kims kto nie dosc ze nie wykazuje zadnej checi rozmowy
    jakiejkolwiek bo uwaza ze nie musi ze mna o niczym rozmawiac bo i tak sie mu
    wszystko nalezy....to w dodatku kazdy krok, gest czy slowo wysmiewa...i daje do
    zrozumienia, ze jestem dla niego nikim i smieciem!!!
    tak sie czuje niestety patrzac na te jego szydercze usmiechy i glupie aluzje!!!

    jak z takim czlowiekiem rozmawiac?????????????
    po? i o czym?
  • anetina 19.12.06, 09:46
    o czym??????????

    o dziecku

    zacznij ty rozmowe
    jak nie bedzie gadać, to chociaz bedziesz miała czyste sumienie, że próbowałaś


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • virtual_moth 19.12.06, 09:49
    samamama8 napisała:

    > isc do niego i powiedziec, zeby zaczal sie bardziej przykladac do roli ojca!!!


    No jeśli TAK chcesz do niego uderzać, to ja się nie zdziwię, że nie będzie
    chciał z Tobą gadać.

    Zwykła kwestia formy powinna załatwić sprawę. Idziesz i zagadujesz spokojnym
    głosem, że chcesz porozmawiać. Pomijasz milczeniem agresję z jego strony i jak
    krowie na rowie tłumaczysz, że wizyty RODK to niezbyt fajna sprawa. Zapytaj czy
    chciałby coś zmienić, jeśli nie, spróbuj go namówić. Nie wierzę, aby facet,
    który wnioskował o wizyty nie widzial, że kontakt ojca z synem w RODKu to jakaś
    paranoja.
    Jesli Ci zależy, to nawet kawkę mu w domu podasz i powiesz ojczymowi, aby
    wyszedł do kina podczas wizyty.

    --
    Mężczyzna i Feng Shui
  • samamama8 19.12.06, 09:59
    kawki na pewno nie podam czlowiekowi ktory wyzywal mnie od dziadow!!! jak mam
    nauczyc dziecko honoru skoro sama go nie bede miala!

    wiem, wiem ze powinnam dla dobra dziecka...tylko nikt nie odpisal na kwestie
    czy moje dziecko naprawde bedzie szczesliwsze jak bede udawala, ze lubie jego
    ojca i bede sie do niego sztucznie usmiechala!
    czy moje dziecko chcialoby zebym je oklamywala, zebym udawala???

    wiem ze tak to wyglada! z jednej strony chce zeby moje dziecko bylo
    szczesliwe...z drugiej, nie widze mozliwosci pogodzenia sie z jego ojcem!
    a czy nie daloby sie tak wyposrodkowac, ze ja nie bede z nim sie godzila,
    rozmawiala, unikala...a moje dziecko bedzie mialo z nik kontakt, nie bede
    nastawiala dziecka przeciwko! bo nie zamierzam!!!

    ja i moje dziecko to dwie rozne osoby wiec dlaczego nie moze tak byc ze ja mam
    inny kontakt z jego ojcem (czyli brak!!!) a on ma z nim dobry kontakt i
    tyle!!!! bo w koncu to jego ojciem...a dla mnie NIKT wazny!!! po prostu NIKT!!!
  • anetina 19.12.06, 10:01
    po takim czasi mi szkoda byłoby nerw na eksa tracic
    dziewczyno, olej faceta
    podchodź do tego bez emocji
    bezosobową
    ciężko, ale on ma satysfakcje widząć, jak ty się wściekasz

    a może twój partner by zaprowadzał dziecko na kontakty z ojcem?.



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • mrs_ka 19.12.06, 10:22
    Nazywasz "honorem" to co ja zdefiniowałabym jako "upór". Różnica jest spora. Z
    biegiem czasu i zycia przekonuję się, że honor to coś, co powinniśmy realizować
    jedynie wewnątrz siebie, bo prawdziwa dobroć opiera się na pokorze, a nie na
    honorze. Ja dałam w swoim życiu niezliczone szanse tym, którzy od dawna
    przestali na nie zasługiwać- i nie żałuję, bo nawet jeśli te szanse zmarnowali,
    to ja je dałam i nie mam sobie nic do zarzucenia.
    Zresztą co to znaczy "honor" w tym kontekście? Człowiek walczący o małżeństwo
    jest absolutnie niehonorowy, bo powinien odejść, kiedy pierwszy raz usłyszy
    "nienawidzę cię". Tymczasem ludzie walczą o innych ludzi i dla innych ludzi, bo
    natura miłości nie opiera się na honorze, a na dobrowolnym poświęceniu.

    Uporczywe przywiązanie się do pojęcia "honoru" wyrządziło bardzo wiele krzywd w
    ludzkich relacjach. Ja jestem za tym, aby się pochylać i uginać karku, bo lepiej
    być niehonorowym i ludzkim, niż hołdować honorowi, za którym nie idzie nic
    pozytywnego i wartościowego. Co wartościowego idzie za Twoim honorem? Co ma z
    tego Twoje dziecko? Co masz z tego Ty- poza troskliwą pielęgnacją niechęci do
    eksa w swoim sercu? Twój honor nie tylko nie rozwiązuje i nie leczy problemu,
    ale otorbia zgorzel i wydłuża stan zapalny.
    To nie honor uzdrawia, to rozmowa i konfrontacja uzdrawiają. Skoro Twój eks
    budzi w Tobie tyle emocji to znaczy, że mimo swojego honoru nie Jesteś od niego
    wolna, nadal Jesteś niewolnikiem eksa.

    Utrzymuję ciepłe kontakty z Eksem nie dlatego, bo go lubię, ale dlatego, bo tak
    trzeba i ze względu na moje dziecko. Mnie od tego ani nie ubędzie, ani nie
    przybędzie. Już parę razy przełykałam swój honor i nigdy tego nie żałowałam, bo
    pozostajemy dla otoczenia wzorem stosunków porozwodowych i kultutralnych relacji
    między rozwiedzionymi rodzicami. Z drugiej strony widzę, że nasi rozwiedzeni
    znajomi chcieliby mieć ciastko i mieć tak dobre układy jak my, ale chcieliby też
    zjeść ciastko i zachować honor, wysokie alimenty, ścisłe godziny odwiedzin oraz
    prawo do naplucia Neksi w twarz. Niestety: coś za coś.
    Mój syn ma świetne relacje rodzinne, ale ja mam mnóstwo stresu (ciągłe
    kompromisy), często miewam kace moralne (godząc się na sprawy, których
    rozstrzygnięcia powinnam się właściwie domagać sądownie), a moje plany wciąż
    ulegają zmianie (nie mamy z eksem żadnego "planu wizyt"- eks ma nieograniczone i
    swobodne kontakty z synem). Podejrzewam, że Eks też często odczuwa dyskomfort.

    Ale tak naprawdę co z tego? Nasz rozwód nie jest sprawą naszego syna, który
    powinien odczuć jak najmniejsze konsekwencje, bo to nie on się rozwodził.
    Dlatego godzę się na szereg niedogodności, bo dobro mojego dziecka na tym
    zyskuje. Skoro miałam życzenie wziąć rozwód, to teraz muszę ponieść tego skutki
    i uginać karku przy różnych ustaleniach. Tu nie ma miejsca na honor, dumę i inne
    pie..ty. Umożliwienie swobodnego kontaktu ojciec- syn jest moim psim
    obowiązkiem i nie traktuję tego jako wlasnej uprzejmości, bo to nei jest uprzejmość.

    Ja nie udaję, że lubię Eksa. Uważam siebie za człowieka, który odebrał w życiu
    elementarne wychowanie jeśli idzie o kulturę społeczną i osobistą. Dlatego nie
    mam problemu z mówieniem "dzień dobry" i usmiechaniem się do osób, za ktorymi
    nie przepadam. Mój usmiech i uprzejmość nie są obietnicami na przyszłość, są
    normą. I Tobie też tak radzę do tego podejść.

    a.

    --
    "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
  • anetina 19.12.06, 11:00
    Mrs_ka podziwiam cię za twój "spokój" i uporzadkowanie życia dziecka

    ja mimo wszystko cieszę się, że mój eks jest niekontaktowny smile


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 06:56
    ...i jeszcze jedno musze napisac!!! wiem, wszyscy to w kolko powtarzaja, ze dla
    dziecka niezdrowa jest sytuacja gdy widzi, ze rodzice sie nie odzywaja, czy
    kloca...i wiem, ze powinno sie schowac dume w kieszen, gdy chodzi o dziecko...
    Ja z tym czlowiekiem nie chce miec nic wspolnego nie dlatego, ze mnie zostawil
    zupelnie sama ( a przeciez to nie tylko moja wina, ze bylam w ciazy!!!)...nie
    odzywamy sie do tego czlowieka za to, co bylo pozniej...za to, ze mnie wyzywal,
    ze sie nasmiewal z mojej rodziny, ze jestesmy biedni...itp. itd. ze potrafil
    przy moim dwuletnim dziecku powiedziec, ze i tak jestem byle kim!!! jak tak
    mozna!!!

    dlaczego ja mam zawsze uginac się z mysla o moim dziecku...a on nie potrafi
    zdobyc się ( nie mowię na cos dobrego!) ale na neutralnosc! Dlaczego on nie
    mysli o synu nawet przez chwile!!!
    Moim zdaniem, gdybym teraz po tym wszystkim podala mu reke...to tak jakbym
    stracila szacunek do samej siebie! Jak bym mu przyzwalala na to, zeby mnie tak
    traktowal!
    wiem, pewnie moglabym jeszcze raz sie ugiac...ale po co? skoro on nie potrafi
    nawet przez sekunde zrobic cos z mysla o synku, dla jego dobra ... tylko ja mam
    tak cale zycie, usmiechac sie do niego, nawet jak bedzie mnie wyzywal czy
    nasmiewal sie...bo to dobre dla mojego dziecka?
    Czy moje dziecko wolaloby, zebym udawala, ze go lubie ??? usmiechala
    sie..sztucznie? czy moje dziecko zawsze bedzie takie glupiutkie i nie pozna
    sie, ze to wszystko jest takie sztuczne...tylko ze wzgledu na Niego?!?! Czy
    moze wolaloby, zeby mama byla szczera???
  • anetina 19.12.06, 09:18
    wiesz co ja bym chyba zrobiła na twoim miejscu?


    jeśli rzeczywiście cała sytuacja wygląda tu tak, jak napisałaś, założyłabym
    sprawę o odebranie praw rodzicielskich (o ile je ma)

    i zaniechanie kontaktów ojca z dzieckiem szczególnie w takim miejscu, jakim
    jest sąd




    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 09:33
    tak, tylko na jakiej podstawie! znow bedzie, ze sie mszcze!!!
    prawa rodzicielskie to odbieraja tylko takim co sie znecaja, albo wogole sie
    nie interesuja...a on sie niby interesuje! skoro zalozyl sprawe o widzenia...to
    znaczy ze chce! dla sadu nie ma znaczenia czy on tam jezdzi naprawde z sercem
    do dziecka, czy dlatego ze tak wypada!!! odbebnic swoje!!!!!!!
  • anetina 19.12.06, 09:45
    a badania w RODKU?
    nie udowodnią, że nie ma sensu tak życ?
    badania u psychologa?
    chodiz mi o to, czy takie kontakty dobrze wpływają na dziecko?


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • bartek987 19.12.06, 12:31
    chodiz mi o to, czy takie kontakty dobrze wpływają na dziecko?

    a brak kontaktów?
    nad tym sie zastanowiłaś???
    jak to wpłynie na dziecko?
    --
    Ja tam. Ty tu. Co noc bez snu.
  • wyksztalciuh 19.12.06, 15:08
    > znaczy ze chce! dla sadu nie ma znaczenia czy on tam jezdzi naprawde z sercem
    > do dziecka, czy dlatego ze tak wypada!!! odbebnic swoje!!!!!!!

    Nie badz smieszna niuniu. Poczytaj sobie inne watki tutaj i na macochach i nie
    wypisuj dyrdymalow, ze facet zapyla regularnie do RODKa na widzenia z bachorem
    tylko dlatego, ze tak wypada. Gdyby mu nie zalezalo, to by sie nie widywal tak
    jak to robi wielu innych.
  • tatagdansk 19.12.06, 09:59
    Prawo rodziców oraz prawo samego dziecka do styczności z rodzicami,są
    fragmentem sfery zycia prywatnego i rodzinnego człowieka chronionej przez
    konstytucję R P (art47),oraz przez Europejską Konwencję Praw Człowieka i
    Podstawowych Wolności (art8)
    Osobista styczność z dzieckiem jest zjawiskiem naturalnym ,oczywistym i
    zrozumiałym ,wynikającym z najbliższego pokrewieństwa ,nawet nie z władzy
    rodzicielskiej .
    Nazywa się to prawem rodziców do osobistej styczności z dzieckiem .Prawo to
    wynika z blizkiej więzi rodzinnej i uczuciowej i jest ono niezależne od władzy
    rodzicielskiej .
    Oznacza to że nikt i nigdy nie może nas pozbawić prawa do kontaktowania się z
    dzieckiem .

    tatagdansk . www.ojcowie.pl
  • samamama8 19.12.06, 10:01
    ale przeciez ja nie chce zabronic kontaku dziecku z ojcem!!! Gdybym chciala to
    robic...to juz bym dawno to robila!!! zastanawiam sie tylko czy sa one dobre
    dla mojego dziecka i potrzebne w mojej sytuacji...?!?!
  • anetina 19.12.06, 10:04
    to własciwie, co chcesz?

    ja ci jedno napiszę
    złe są kontak\ty ojca z dzieckiem w jednym pokoju w sądzie
    ani jedno nie pozna drugie ani odwrotnie

    złe sa też widoki mamy i ojca ciągle wrzeszczących na siebie i z minami typu
    nie podchodź, bo zabiję

    dla dziecka kontakt z ojcem jest potrzebny
    ale normalny kontakt



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • anetina 19.12.06, 10:02
    to cieszę się, że eks nie chce sie powoływać na konstytucje
    i w dodatku żaden sąd nie da mu praw do kontaktowania się z dzieckiem


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 19.12.06, 10:09
    dzięki anetina za czas poświęcony!!! chyba faktycznie musze pogadac z tym...nie
    ma wyjscia! dzis widzenie! ale chyba nie dziś...musze sobie wszystko poukladac
    i przemyslec!!!

    dzieki bardzo wszystkim za odpowiedzi!!!
  • samamama8 19.12.06, 10:10
    i cholernie sie boje...ale macie racje tak dluzej byc nie moze!!!
  • anetina 19.12.06, 10:44
    czy dziecku też mówisz, że idzie na widzenie ???

    a powaznie
    przemysl sobie
    poukładaj sobie wszystko
    i zacznij ty rozmowe z eksem

    będziesz i sama przed sobą czuła w porzadku

    skoczyłyśmy na ciebie, aby cię obudzić
    szkoda nam ciebie i dziecka
    twojej rodziny

    pamiętaj jedno, takie słowa co tu padły, potrzebne są, aby się obudzić

    mi kiedyś tego typu teksty pomogły
    zaczęłam mysleć o sobie, o dziecku

    przeszła złość na eksa
    a energię wykorzystuję w korzystny sposób

    tego i tobie życzę



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 06:15
    dziecku mowie, ze idziemy sie pobawic z tata!
  • omama 19.12.06, 10:46
    MOja rada byłaby taka:
    nie rozmawiaj z ojcem dziecka na widzeniu. Umów się oddzielnie, w miejscu
    publicznym, na jakiejś kawie.
    Spokojnym, życzliwym tonem powiedz, że na pewno też zdaje sobie sprawę, że
    widzenia w sądzie źle działają na dziecko. Że chciałabyś to inaczej uregulować
    dla dobra wszystkich zainteresowanych stron, w nadziei że skoro dziecko jest
    już spore, będą mogli niedługo zacząć widywać się także bez twojej obecności.
    Zapyatałabym, czy zgadza się z takim pubktem widzenia.
    Jeżeli mieszkasz w dużym mieście, to zaproponuj, by kolejne spotkanie odbyło
    się w jakiejś Hulakuli czy innym tego typu miejscu. Wtedy ty będziesz miała ich
    na oku, a ojciec będzie mógł bawić się z dzieckiem bardziej samodzielnie.
    Dodatkowo zaproponowałabym ym takie spotkanie jako ponadnormatywne - jako gest
    dobrej woli z twojej strony. Zapewniłabym sobie świadka, któy mógłby
    potwierdzić odbycie się takiego spotkania. I obserwowałabym ich relacje. Jeżeli
    nie zobaczysz niczego ciężo niepokojącego, to powtarzałąbym takie spotkania, z
    wiosną przenosząc je na place zabaw. A jesienią albo i latem zaczęłabym
    puszczać dziecko na parę godzin do ojca.
    Dziecku nie mwiłabym, że ojciec jest "dużym dzieckiem". Raczej, że wolał
    mieszkać sam. Mówiłabym tak, żeby nie obciążać go zbytnią winą. Nie robiłabym
    ego w stylu "teraz usiądziemy i opowiem ci o tym, dlaczego ojciec z nami nie
    mieszka", tylko raczej korzystałabym z okazji zewnętrznych: np. kiedy na
    imprezie w przedszkolu większość publiczności to matki, skomentowałabym: wiele
    dzieci mieszka bez swoich ojców. Czasem dorośli się kochają, ale nie umieją się
    pogodzić i zaczynają mieszkać odzielnie." Nie wiem, co twoje dziecko wie o
    biologi - moje wie od jakiegoś 2 roku życia, że do powstania człowieka
    potrzebna jest komórka matki i komórka ojca. Przy tej wiedzy dziecko łatwiej
    rozumie czym jest biologiczne rodzicielstwo.
    Bez względu na to, jak silnie dziecko jest związane z twoim partnerem,
    najczęściej biologiczni rodzice są dla dziecka ważni - po to, by ustawić jakoś
    samego siebie, rozumieć swoje korzenie. Dlatego tyle dzieci adoptowanych szuka
    swoich bilogicznych rodziców, ktzy oddali je z własnej nieprzymuszonej woli. I
    dla dorastającego za kilkanaście lat dziecka to jak kiedyś twój eks cie
    potraktował będzie o wiele mniej ważne niż to co uda im się - lub nie uda -
    zbudować między sobą.
  • jowita771 19.12.06, 11:58
    nareszcie ktoś Ci napisał to, co chciałaś przeczytać. weszłaś po radę i
    naprowadzasz, naprowadzasz, a głupie dziewczyny radzą, że może tak, a może
    inaczej zorganizować te kontakty. a Ty najpierw piszesz, że dziecko w ogóle nie
    kojarzy, że ten pan to jego tata, ale potem okazuje się, że synek mówi, że jego
    tata mieszka w RODKu. więc jednak wie, że to tata. i nareszcie ktoś to napisał -
    takie kontakty nie są dobre, może pomysl o ograniczeniu albo odebraniu praw.
    przecież o taką radę chodziło, prawda? bo masz dla swojego synka nowego,
    lepszego tatę.
  • jowita771 19.12.06, 12:00
    na klawiaturze jest też kropka, trochę męczące te wykrzykniki. i sprawiasz
    wrażenie pieniaczki przez to.
  • anetina 19.12.06, 12:01
    Jowita

    ale życie nie polega na tym, ze znajdując nowego partnera dla siebie mama ma
    zabrać dziecku biologicznego ojca

    Samamama musi po prostu sama zrozumieć, co ona chce
    właściwie do końca to sama nie wie, czego chce

    niech zacznie rozmowę z eksem
    i wtedy zobaczy



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • jowita771 19.12.06, 12:09
    ja wiem. też jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców, tez mam ojczyma (i
    miałam go jako dziecko).
    chodziło mi o to, że każdą Waszą radę na temat zorganizowania kontaktów ojciec -
    dziecko założycielka wątku kwitowała, że tak się nie da. porozmawiać - nie, u
    niej w domu - nie, puścić dziecko z ojcem - nie. bo jej honor nie pozwala. z
    takim podejściem nie rozważy żadnej rady. mam wrażenie, że czekała tylko na
    jedną radę - żeby odsunąć ojca.
  • anetina 19.12.06, 12:12
    po części masz rację

    człowiek wypisując tu pytanie oczekuje potwierdzenia swojej decyzji
    niekoniecznie najmadrzejszej

    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • jowita771 19.12.06, 12:24
    z tym, że nieraz wart naprawdę rozważyć czyjeś rady, bo z boku coś może
    wyglądać inaczej. gołym okiem widać, że samamama nie uporała się z uczuciami do
    eksa. dla niej napewno wygodniej, żeby facet zniknął z jej życia i nie pokazał
    się nigdy więcej. ale po co dorabianie ideologii, że chodzi o doro dziecka.
    dziewczyna chciałaby założyć rodzinę i przeszłość wymazać gumką myszką. a
    prawda jest taka, że to, co dla niej jest przeszłością, dla jej dziecka jest
    teraźniejszością i przyszłością.
  • anetina 19.12.06, 12:43
    tez bym chciała tak wytrzeć przeszłość
    ale ze względu na dziecko tak nie zrobie

    dla siebie, dla dziecka ustaliłam sądownie ojcostwo
    a że eks się nie chce z nami widywać - dzięki jemu wielkie

    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • jowita771 19.12.06, 12:51
    anetina napisała:

    > tez bym chciała tak wytrzeć przeszłość
    > ale ze względu na dziecko tak nie zrobie

    no i o to chodzi, dla dziecka warto zacisnąć zęby.
  • samamama8 20.12.06, 06:40
    sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
    sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal sam
    z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
    udawali by szczesliwa rodzine!
    to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
    sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!
    Czy to takie dziwne! Caly czas sie mowi, ze nie mozna budowac zwiazku tylko ze
    względu na dziecko, więc pewnie i nie mozna całe zycie być samemu tylko
    dlatego, żeby dziecko było szczęśliwe! bo i tak by nie było! Tym bardziej, ze
    to chlopiec, ktory potrzebuje kontaktu z ojcem! ale nie takiego na odwal
    się...tylko takiego z sercem!
    I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
    bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!
    Mojemu partnerowi nie przeszkadzają kontakty małego z ojcem, wręcz przeciwnie
    uważa, że powinny być...
    tylko ja mam mieszane uczucia...bo widze, że on nie interesuje się nim tak jak
    normalnie rodzic powinien interesowac się dzieckiem!!!

    I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
    spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości do
    niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
    znów wyrzyć...ale tak się nie da!
    Nie da się teraz odkupić zaufania w kilka godzin czy nawet dni!
    Po prostu się nie da i już!
    Są takie chwile, że już nawet jestem w stanie sobie jakoś to wszystko ułozyc,
    poukładac, uwierzyć, że będzie dobrze...i zawsze wtedy on robi coś takiego...że
    ręce opadają!

    I dopóki ja nie będę miała zaufania, dopoki nie będe na 100 % pewna, że ten
    człowiek ma szczere intencje co do mojego dziecka...zawsze będę miała
    wątpliwości!!! bo nie pozwolę, by znów go skrzywdził, by się nim bawił tylko po
    to by zaspokoić swoje cholerne ego! I nie wmówicie mi również, że każdy
    człowiek robi tylko to co sam chce!!! bzdura! żyjemy w społeczeństwie i
    niestety musimy się czasem dostosowywać!
    Powiedzcie w takim razie dlaczego pod byle pretekstem odwołuje te widzenia
    tekstem np. wszyscy w domu są chorzy i nie chce zarazic małego dzwoniąc na dwie
    godziny przed widzeniem! Ciekawe, że wszyscy się rozchorowali 2 godziny przed
    widzeniem i ciekawe, że są tak bardzo chorzy a następnego dnia ( jego
    współmieskzańcy)jego matka jedzie rowerkiem o 7 rano do pracy i młodszy brat
    (lat 14) idzie do szkoły!!! bardzo ciekawe...a może mu coś ważniejszego
    wypadło, tak ważnego, że nie może 2 razy w miesiącu znaleźc czasu dla swojego
    ponoć syna! i że tak strasznie nie może się spotkania doczekać, że mu się o nim
    przypomina na dwie godziny przed widzeniem!


    a wykrzykniki stawiam...nie dlatego, że jestem narwana, tylko dlatego, że mnie
    sprawa bezpośrednio dotyczy i wten sposób ukazuję, że mi naprawdę zależy na
    odpowiedzi, że chcę jak najdokładniej opisać to wszystko...a nie że sobie piszę
    jakieś tam historyjki zupełnie mi obojętne!!!
  • anetina 20.12.06, 07:49
    samamama8 napisała:

    > sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
    > sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal
    sam
    > z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
    > udawali by szczesliwa rodzine!



    co jest nalepsze dla dziecka - wie mama
    mam podobną sytuację
    syn mój ma "pełną" rodzinę
    ma mamę i ma kogoś, kogo traktuje jak tatę
    kogoś, kto go kocha i traktuje jak syna

    dobrze, ze macie kogoś, komu możesz zaufać bezgranicznie

    nam tylko chodzi o chorą sytuację
    jeden tata w domu, drugi tata w sądzie




    > to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
    > sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!



    jak najbardziej jestem za tym, abyś ułożyła swoje zycie po swojemu
    kochaj i bądź kochana




    > Czy to takie dziwne! Caly czas sie mowi, ze nie mozna budowac zwiazku tylko
    ze
    > względu na dziecko, więc pewnie i nie mozna całe zycie być samemu tylko
    > dlatego, żeby dziecko było szczęśliwe! bo i tak by nie było!



    ale czy dziecko byłoby szczęśliwsze bez twopjego partnera
    z twojego opisu wynika jasno, ze traktują się jak tata i syn
    dziecko jest więc szczęśliwe



    Tym bardziej, ze
    > to chlopiec, ktory potrzebuje kontaktu z ojcem! ale nie takiego na odwal
    > się...tylko takiego z sercem!
    > I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
    > bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!



    więc o co tak naprawdę chodzi w tym wątku !?



    > Mojemu partnerowi nie przeszkadzają kontakty małego z ojcem, wręcz przeciwnie
    > uważa, że powinny być...
    > tylko ja mam mieszane uczucia...bo widze, że on nie interesuje się nim tak
    jak
    > normalnie rodzic powinien interesowac się dzieckiem!!!




    u mnie jest to samo
    ja jestem za tym, że jak Mały zdecyduje się poznać ojca, ja mu pomogę
    a M. jest przeciwnego zdania
    nie zna mego eksa, ale już na samą myśl, ze nie chce mieć kontaktu z dzieckiem,
    na sam widok dostałby w ...



    >
    > I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
    > spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości
    do
    > niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
    > znów wyrzyć...ale tak się nie da!
    > Nie da się teraz odkupić zaufania w kilka godzin czy nawet dni!
    > Po prostu się nie da i już!



    zgadzam się




    > Są takie chwile, że już nawet jestem w stanie sobie jakoś to wszystko ułozyc,
    > poukładac, uwierzyć, że będzie dobrze...i zawsze wtedy on robi coś
    takiego...że
    >
    > ręce opadają!
    >
    > I dopóki ja nie będę miała zaufania, dopoki nie będe na 100 % pewna, że ten
    > człowiek ma szczere intencje co do mojego dziecka...zawsze będę miała
    > wątpliwości!!! bo nie pozwolę, by znów go skrzywdził, by się nim bawił tylko
    po
    >
    > to by zaspokoić swoje cholerne ego! I nie wmówicie mi również, że każdy
    > człowiek robi tylko to co sam chce!!! bzdura! żyjemy w społeczeństwie i
    > niestety musimy się czasem dostosowywać!
    > Powiedzcie w takim razie dlaczego pod byle pretekstem odwołuje te widzenia
    > tekstem np. wszyscy w domu są chorzy i nie chce zarazic małego dzwoniąc na
    dwie
    >
    > godziny przed widzeniem! Ciekawe, że wszyscy się rozchorowali 2 godziny przed
    > widzeniem i ciekawe, że są tak bardzo chorzy a następnego dnia ( jego
    > współmieskzańcy)jego matka jedzie rowerkiem o 7 rano do pracy i młodszy brat
    > (lat 14) idzie do szkoły!!! bardzo ciekawe...a może mu coś ważniejszego
    > wypadło, tak ważnego, że nie może 2 razy w miesiącu znaleźc czasu dla swojego
    > ponoć syna! i że tak strasznie nie może się spotkania doczekać, że mu się o
    nim
    >
    > przypomina na dwie godziny przed widzeniem!



    jak w końcu - widuje się z dzieckiem 2 razy w tygodniu czy 2 razy w miesiącu ?
    dlatego porozmawiaj z eksem spokojnie na temat widzenia się z dzieckiem
    lepiej żeby się nie widywali tylko w sądzie
    już lepiej w ogóle
    ale najpierw musicie spokojnie porozmawiać






    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 07:56
    cyt. "nam tylko chodzi o chorą sytuację
    jeden tata w domu, drugi tata w sądzie"

    Mnie własnie o to chodzi, by się dowiedziec czy to jest chora sytuacja taka, że
    jeden tata w domu drugi 2 razy w miesiącu!
    Czy dziecko to zrozumie...i czy jest mu to potrzebne w sytuacji gdy ma tate na
    codzien w domu?
    Nie sądze, abym kiedykolwiek rozstała się z moim partnerem, ale życie mi
    pokazało, że wszystko jest możliwe...dlatego to jest dla mnie bynajmniej takie
    trudne! Co robić! Jak dziecku to tłumaczyc? ciągnąc dalej taką sytuację, ze
    jeden tata w domu a drugi od czasu do czasu, czy przerwac? właśnie o to mi
    chodzi???? co robić...? tak, żeby dziecku było jak najlepiej




  • anetina 20.12.06, 08:03
    nie jest chorą sytacją to, ze dziecko ma dwóch ojców
    nie jest chorą sytuacja to, że jednego tatę dziecko widuje codziennie, a
    drugiego 2 razy w miesiacu


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • anetina 20.12.06, 08:06
    chorą sytuacją jest to, ze nie potraficie bez emocji pogadać
    musisz najpierw przemyśleć wszystko spokojnie
    wyrzucić żale
    na komentarze eksa się nie odzywać

    niech dziecko widzi, ze ty jesteś spokojna
    inaczej dziecko nie zrozumie nic z tego
    samo nie będzie potrafiło ocenić tej sytuacji


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • anetina 20.12.06, 08:08
    nie możesz zakazać ojcu kontaktów tylko dlatego, ze ty masz innego partnera
    dziecko nawet nie powinno mówić na niego tata
    to jest chore


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 08:24
    o tym jak powinno do niego mówic już pisałysmy...
    Moim zdaniem tata to nie tylko ten co dał nasienie, tylko ten co wychowuje, co
    się opiekuje, co pomaga, radzi, uczy...
    Czyli dzieci z domów dziecka, którzy mają biologicznych rodziców, a adoptuje je
    zupełnie obca osoba też nie powinny mówić mama i tata bo przecież oni nie są
    biologiczni!
    Nie rozumiem dlaczego Ty nie pozwalasz swojemu dziecku mówić tata do M. skoro
    piszesz, że M zamierza Go adoptować! Czyli co narazie ma mówić po imieniu do
    czasu adopcji, a nagle pewnego dnia wrócicie z sądu z papierami adopcyjnymi i
    powiesz synu teraz możesz mówić do niego tata!

    A dzieci zapłodniane metodą in vitro, które nigdy nie dowiedzą się kto jest ich
    biologicznym ojcem też nie powinny mówić do meża zapłodnionej w ten sposób
    mamy "tato"????????

    Tato czy mama moim zdaniem nie oznacza tego który ofiarował Ci komórkę i
    zostawił na pastwę losu...tylko tego, który Cię kocha i wychowuje!!!

  • anetina 20.12.06, 08:46
    samamama8 napisała:

    > o tym jak powinno do niego mówic już pisałysmy...
    > Moim zdaniem tata to nie tylko ten co dał nasienie, tylko ten co wychowuje,
    co
    > się opiekuje, co pomaga, radzi, uczy...


    dlatego mój syn ma "ojca", którego nie zna i M., którego traktuje jak tata



    > Czyli dzieci z domów dziecka, którzy mają biologicznych rodziców, a adoptuje
    je
    >
    > zupełnie obca osoba też nie powinny mówić mama i tata bo przecież oni nie są
    > biologiczni!



    i dla mnie jest wazne słowo - adopcja
    tylko wtedy dziecko ma prawo zdecydować o mówieniu tata




    > Nie rozumiem dlaczego Ty nie pozwalasz swojemu dziecku mówić tata do M. skoro
    > piszesz, że M zamierza Go adoptować!



    bo M. nie jest tatą
    po adopcji - nie ma problemu
    w tym momencie M. jest moim partnerem i przyjacielem mojego syna
    a że obydwoje sie traktują jak tata i syn, to wcale nie oznacza, ze Mały ma tak
    do niego mówić





    Czyli co narazie ma mówić po imieniu do
    > czasu adopcji, a nagle pewnego dnia wrócicie z sądu z papierami adopcyjnymi i
    > powiesz synu teraz możesz mówić do niego tata!



    ja tak dziecku nie powiem
    dziecko ma samo zdecydować
    M. nie jest tatą, aby Mały tak do niego mówił

    tak samo po sprawie - nie powiem mu, ze od tej pory ma mówić tata
    dziecko ma samo dorosnąć do tej decyzji


    a tak w ogóle, ja już pisałam co prawda
    ale i tak do końca się waham odnośnie adopcji
    mam jeszcze trochę czasu do decyzji\




    >
    > A dzieci zapłodniane metodą in vitro, które nigdy nie dowiedzą się kto jest
    ich
    >
    > biologicznym ojcem też nie powinny mówić do meża zapłodnionej w ten sposób
    > mamy "tato"????????



    to tez jest kompletnie inna sytuacja
    w dokumentach jako tata mają męża matki
    on też ich wychowuje



    >
    > Tato czy mama moim zdaniem nie oznacza tego który ofiarował Ci komórkę i
    > zostawił na pastwę losu...tylko tego, który Cię kocha i wychowuje!!!
    >



    tak
    pod warunkiem, ze masz pewność bycia razem

    już niedawno był wątek
    dziecko ma biolgicznego ojca
    matka związała się z kims innym
    dziecko mówiło tata do partnera
    i co?
    rozstali się
    i rozwiązali sytuację, ze dziecko widywało się od czasu z partnerem matki, niby
    swoim ojcem


    tak więc dla mnie adopcja przez partnera matki
    mówienie przez dziecko tata do partnera
    jest poprzedzona pewnością związku
    chociażby i papierkiem ślubu

    ale i tak mam o czym myśleć, czy na pewno dobrze robimy, czy M. jest pewny, ze
    chce byc ojcem i na papierze
    jest to bardzo duża odpowiedzialność


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 08:53
    no właśnie, my bierzemy ślub za kilka miesięcy, kupiliśmy wspólnie mieszkanie i
    ja nie kazałam małemu mówić tata. Sam zaczał więc stwierdziłam, że nie ma sensu
    mieszać dziecku i narazie mu to w jakiś sposób odradzać a za jakiś czas
    pozwalać!
  • anetina 20.12.06, 08:57
    więc tego tatę zostaw w spokoju
    nic tu dziecku już nie plącz

    wyjasnij tylko z eksem
    ustalcie może inne miejce spotkań
    a moze rzeczywiście eks nie chce się kontaktować
    dlatego najpierw musisz porozmawiać z eksem

    kwestia tylko taka
    jeśli twój partner będzie chciał adoptować w pełni dziecko, eks nie będzie już
    płacił alimentów
    a prawo do kontaktów - chyba nadal mógłby mieć
    chociaz tego nie jestem pewna



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 09:01
    mój obecny nie może go adoptować (choć chciałby) bo mój eks ma prawa
    rodzicielskie. Adoptować mógłby gdyby biologiczny ojciec się ich zrzekł a to by
    oznaczało że ani nie płaci ani się nie widuje
  • anetina 20.12.06, 09:03
    brak praw rodzicielskich wcale nie oznacza, ze nie musi płacić ani widywac
    dziecka
    musi płącić i może widywać


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 09:12
    nie wydaje mi się, to by oznaczało, że skoro nie ma praw to może go adoptowac
    np. mój mąż i wtedy i mój mąż ma obowiązek łożenia na dziecko i wychowania i
    ten biologiczny tez?
    tak być nie może!
    wg. prawa tylko jeden może był tym prawnym opiekunem, czyli tym który ma
    obowiazek łożenia i wychowywania
  • anetina 20.12.06, 09:15
    samamama8 napisała:

    > nie wydaje mi się, to by oznaczało, że skoro nie ma praw to może go adoptowac
    > np. mój mąż i wtedy i mój mąż ma obowiązek łożenia na dziecko i wychowania i
    > ten biologiczny tez?
    > tak być nie może!
    > wg. prawa tylko jeden może był tym prawnym opiekunem, czyli tym który ma
    > obowiazek łożenia i wychowywania



    mój eks nie ma praw
    nie dałam mu też nazwiska jego dziecku


    w tym momencie dziecko może w pełni przysposobić mój partner


    ale w tym momencie eks nie miałby zadnych problemów ze staraniem się o kontakt
    z dzieckiem




    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 09:18
    ale adoptować przecież nie może dopóki tamten ma prawa rodzicielskie!!!!
  • anetina 20.12.06, 09:18
    > wg. prawa tylko jeden może był tym prawnym opiekunem, czyli tym który ma
    > obowiazek łożenia i wychowywania


    nie
    prawny opiekun wcale nie ma obowiązku wychowania
    prawny - czyli ustaklone ojcostwo
    a jak nie ma praw rodzicielskich?

    jest ojcem w dokumentach
    a nie ma prawa decydować o życiu dziecka



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 09:24
    ja sie za bardzo nie orientuje w tym temacie, więc nie wiem napewno, tak mi się
    tylko wydaje...
  • anetina 20.12.06, 09:27
    podsumowując eks nie musi mieć praw, a i tak ma obowiązek łożyć na dziecko i ma
    prawo widywac sie z dzieckiem


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 09:29
    nawet jakby go mój mąż adoptował to i tak by musiał płacić alimenty????? nie
    wierzę...
  • anetina 20.12.06, 09:33
    ja tak napisałam !?

    nie
    twój mąż adoptując dziecko - automatycznie zrzekacie się alimentów płaconych
    prze eksa

    ja napisałam
    że nawet jak eks nie ma praw rodzicielskich, ma obowiązek płacic na dziecko


    a jak eks nie ma praw, to wcale nie oznacza, ze twój partner ma
    za szybko połaczyłaś fakty

    mój eks nie ma praw, wiec u nas nie ma żadnego problemu z adopcją
    jest tylko szansa, ze eks się pojawi na sprwie
    choć nie musi
    nikt sie jego nie będzie pytał o zgodę na adopcję

    u ciebie jest to trochę inaczej
    bo eks ma prawa


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • alicja_wk 20.12.06, 12:09
    Przeczytałam cały wątek i po zapoznaniu się z sytuacją pojawia się we mnie
    tylko jedno pytanie: Czy to dla dobra dziecka?
    Cały czas tylko ta myśl przewija się przez wszystkie posty, bo rzeczywiście
    dobro dziecka jest zawsze najważniejsze. Ono nie powinno cierpiec za błędy
    swoich rodziców, wiec musimy się starać stworzyc mu takie warunki, aby jak
    najmniej odczuło rozstanie swoich rodziców, bo przeciez to nie ono się z nimi
    rozwodzi. Ale jesli dziecko wczesniej nie znało swojego ojca, tak jak w tym
    przypadku, jesli jego rola i udział w życiu dziecka zakonczył się na
    zapłodnieniu, to po co nagle stwarzac sztuczne rodzicielstwo?!
    Co innego jesli rodzice sie rozstaja, ale do tego czasu dziecko miało dobry
    kontakt z ojcem, zdążyło wytworzyc z nim więź emocjonalną, a ich spotkania i
    relacje pozostana niezmienione i są wręcz konieczne, bo inaczej wyrządzilibysmy
    dziecku ogromną krzywdę pozbawiając je tego.
    Ale co w Twojej sytuacji dają dziecku te spotkania z ojcem?! Dla mnie wygląda
    to jedynie na chęć stworzenia pozorów troskliwego i kochającego ojca, aby tak
    jak napisałaś, nikt z tych, którzy go znaja nie mógł mu zarzucić, że sie nie
    interesuje dzieckiem, bo juz piętno porzucenia matki i własnego dziecka na nim
    ciązy, wiec chyba po prostu chce sie zrehabilitowac i udowodnic wszystkim w
    koło, ze wcale nie jest taki zły. Przecież wystarczy przeczytać tych kilka
    postów, aby zauwazyć, że nie ma w nim wielkiej miłosci do syna, bo tak nie
    zachowuje się ktoś kto kocha. Owszem mozna spekulowac nad tym czy kocha czy
    nie, bo niby skąd my to mozemy wiedziec co czuje, ale przeciez to czyny sa
    wyrazem miłosci, a w jego przypadku miłosc do syna wyraza sie poprzez spotkania
    2 razy w miesiącu. Wybaczcie, ale według mnie tak nie zachowuje sie kochający
    tata. A skoro kontakt z synem nie wypływa z potrzeby serca, jesli oprócz
    odbębnienia 2 godzinek ojciec nie wykazuje żadnego zainteresowania i żadnej
    troski o syna, to dla mnie taka sytuacja jest rzeczywiscie mąceniem dziecku w
    głowie i wyrządza mu więcej krzywdy niz pożytku, bo narusza jego stabilizację i
    porządek świata.
    Dlaczego te kontakty z biologicznym ojcem są tak ważne, jesli nie wnoszą nic
    pozytywnego w zycie dziecka? Dla samej zasady? Dla spokojnosci sumienia? Dla
    własnej asekuracji, w razie gdyby dziecko kiedys miało nam cos wypomniec?
    Jesli ktos nigdy nie był ojcem dla własnego dziecka, to nagle sie nim nie
    stanie dzieki dwugodzinnym spotkaniom, bo widac, że czasem nawet na to go nie
    stać, wiec nie ma tu mowy o częstszych kontaktach w celu wytworzenia więzi. Czy
    myslicie, ze człowiek, który przyczynił sie do tego, że ten chłopczyk żyje jest
    mu bliższy niz ten, który go wychowuje, poswieca czas, uwagę, troszczy sie o
    niego, daje swoja miłosc i opiekę? Ja szczerze w to wątpię!
    Czy uważacie, że dziecko nie jest w stanie stworzyc takiej bliskości z
    partnerem matki, aby to własnie od niego miec wsparcie w każdej sytuacji?
  • anetina 20.12.06, 12:20
    na ostatnie pytanie

    dziecko jest w stanie zaufać i pokochać partnera mamy
    jest w stanie zaakcptowac go jako tatę




    ale tu jest taka kwestia, ze to sąd nakazał kontakt w RODK
    poniekąd nie było innego wyjścia
    tylko pytanie jest najważniejsze, dlaczego te spotkania w RODk tak długo trwają?
    to już ponad 2 lata

    tu już dawno powinno się rozwiązac tą sytuację

    dlatego Samamama jest namawiana do rozmowy z eksem
    do ustalenia najlepszego wyjścia

    część z nas woła, żeby odizolować kontakt ojca z dzieckiem
    część z nas - kontynuować, ale w innym miejscu

    a tak naprawdę my nie znamy całej sytuacji ze wszystkich stron
    nie możemy za tą dziewczynę zdecydować, co ma zrobić

    ja na jej miejscu już dawno cokolwiek zrobiła
    na szczęście, ja nie jestem na jej miejscu
    mój eks zdecydował się nie utrudniać nam życia i my z Małym nie narzekamy z
    tego powodu




    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • chalsia 20.12.06, 12:46

    > na szczęście, ja nie jestem na jej miejscu
    > mój eks zdecydował się nie utrudniać nam życia i my z Małym nie narzekamy z
    > tego powodu
    >

    i dlatego nie powinnaś (bo nie da się) porównywać swojej sytuacji do sytuacji
    autorki watku, bo ojciec Twojego dziecka W OGÓLE GO NIE ZNA.

    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • anetina 20.12.06, 12:57
    dlatego Chalsiu ja nie porównuję
    bo moja sytuacja jest całkiem inna

    poza tym ja już dorosłąm do decyzji, ze dziecko powinno znać swojego
    biologicznego ojca
    ale w tym momencie to eks powinien o tym zdecydować
    dziecko samo w sobie jest teraz za małe
    jak podrośnie i będzie rozumiało całą sytuację i poprosi o kontakt z ojcem, ja
    mu pomogę



    a tutaj w tym watku jestem za tym, aby Samamama sama zaczęła rozmowę z eksem,
    jeśli on nie potrafi
    żeby sama zrobiła pierwszy krok

    i nie jestem za tym, aby w tym momencie jej dziecko na jej partnera mówiło tata




    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • alicja_wk 20.12.06, 13:28
    "ale tu jest taka kwestia, ze to sąd nakazał kontakt w RODK
    poniekąd nie było innego wyjścia
    tylko pytanie jest najważniejsze, dlaczego te spotkania w RODk tak długo trwają?
    to już ponad 2 lata"

    Według mnie nie to jest najważniejsze gdzie ojciec sie spotyka z dzieckiem, bo
    to jest tylko otoczka, to jest tylko miejsce, ono nie ma znaczenia w relacjach
    ojciec - dziecko, bo gdyby tylko ojciec chciał, to robiłby wszystko, aby
    stworzyc więź ze swoim dzieckiem, niezależnie od miejsca. Ale własnie dlatego,
    ze najpierw go w ogole nie było, a potem sie nagle zaczął sporadycznie pojawiać
    to uniemożliwił sobie uczestniczenie w zyciu dziecka. Przeciez wystarczyłaby
    odrobina chęci, aby stworzyć zdrowe relacje, ale trzeba po prostu chciec, a
    jesli sie chce, to sie o to walczy, nawet jesli matka utrudnia. Ale w tym
    przypadku widac ewidentne pojscie na łatwizne "skoro sąd tak ustalił to niech
    tak będzie" - wilk syty i owca cała.
    Powiedzcie mi, który na prawdę kochajacy ojciec tak się zachowuje? Czy jesli
    zalezy nam na własnym dziecku, to ograniczamy swoje kontakty z nim do spotkan 2
    razy w miesiacu, zeby tylko odfajkować?
    Według mnie zachowanie tego pana nie przynosi żadnych korzyści dla dziecka, a
    wręcz wyrządza mu krzywdę, bo jesli ktos chce byc dobrym ojcem, to niech nim
    będzie na codzien, a jesli jest bylejakim, to lepiej nich zniknie z jego życia.
    Dla mnie jest to sztuczne tworzenie pozytywnych relacji. Kojarzy mi się to
    trochę ze swataniem w pary w krajach arabskich. Po prostu pewne prawa (w
    przypadku dziecka biologia) decyduja o tym, że ludzie MUSZĄ być ze sobą, nie
    ważne czy chcą czy nie, czy jest to im do szczęścia potrzebne, po prostu tak
    musi byc, bo tak wypada, bo tak jest przyjęte.
    A przecież jesli ludzie chcą ze sobą przebywać, to nie trzeba prowadzić żadnych
    negacjacji, nie trzeba im stwarzać dogodnych warunków, nie trzeba ich o to
    prosić, namawiać, proponować, nadskakiwać, bo oni to robią sami z siebie,
    wypływa to z nich naturalnie. Co z tego, że nie ojciec nie moze mieszkac z
    dzieckiem, tak jak któraś z was wspomniała o ojcu marynarzu, który wypływa w
    rejs i tez nie jest ze swoim dzieckiem na codzien, ale to nie znaczy, że ich
    relacje są złe.

  • samamama8 21.12.06, 11:13
    o to mi własnie cały czas chodzi...tylko strasznie ciężko kogokolwiek było mi
    przekonać! Bo każdy zarzuca, że próbuję zabronić synowi kontaktów z ojcem, bo
    sobie znalazłam faceta! Tylko, że tego nowego faceta nie znalazłam wczoraj i
    nagle postanowiłam, że tego "starego" usuniemy...
    z moim obecnym partnerem, wkrótce mężem jestem właściwie od 9 miesiąca życia
    mojego dziecka, i mój syn jest z nim bardziej zżyty niż z
    biologicznym...własciwie wątpię w to czy z tym biologicznym jest jakolwiek wieź
    emocjonalna, bo niby jakim cudem miałaby się narodzić????

    Dlatego czasem przeraża mnie, gdy widze jak moje dziecko lgnie do mojego
    przyszłego męża, a jest zupełnie obojętne w stosunku do biologicznego!
    I stąd te wątpliwości czy to wogóle jest mu potrzebne? Czy mu to nie miesza w
    głowie????

    Alicja_wk dziękuję bardzo za Twój post!!!!!!!!!!!!!!!!
  • wyksztalciuh 20.12.06, 13:47
    Qrcze kobieto ty jestes zupelnie nieprzemakalna.

    > sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
    > sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal sam
    > z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
    > udawali by szczesliwa rodzine!

    A kto probowal Ci cos takiego wmowic? Dyskutuj z tym, co zostalo napisane, a nie
    z tezami, ktore sobie sama wymyslasz.

    > to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
    > sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!

    Alez ukladaj sobie na zdrowie.

    > I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
    > bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!

    Nie zabronilabys, bo nie masz do tego podstaw ani prawa. Prawa rodzicielskie
    moze ograniczyc lub odebrac jedynie sad z waznych powodow, a nie z powodu
    widzimisie niezrownowazonej matki.

    > I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
    > spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości do
    > niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
    > znów wyrzyć...ale tak się nie da!

    Ja mu sie nie dziwie, ze tak mowi - po tym co zaprezentowalas na forum to i tak
    lagodne okreslenie.
  • samamama8 21.12.06, 11:32
    tak się składa człowieku, że gdybym tylko nie chciała to mój syn nie widywałby
    się z bilogicznym ojcem...wiesz roczne dziecko często choruje, może mieć
    alergię i milion innych rzeczy...mówiłabym co dwa tyg. że jest chore...i co sąd
    wsadziłby mnie do więzienia jak miałabym zaświadczenie lekarskie???!!!
    Na jakim Ty świecie żyjesz? Wszyscy kombinują jak tylko mogą na każdym kroku i
    ja również bym mogła...jakbym tylko chciała! Adwokat powiedział mi, że gdybym
    tak robiła to po jakichś dwóch latach gdyby mi ojciec udowodnił, że to
    specjalnie, a nie że dziecko naprawdę choruję ( a ciężko podwarzyć
    zaświadczenie lekarskie!) sąd co najwyżej mógłby mnie ukarać grzywną w
    wysokości kilkuset złotych!!! a potem znowu od nowa....

    tylko, że ja tak nie chcę...
    bo chciałam, żeby mój synek miał ojca, który by go kochał...żeby wokól niego
    było mnóstwo kochających osób...dlaczego miałabym mu to odbierać!?

    Tylko, że ojciec poza wniesieniem do sądu pisma o widzenia i poza
    przyjeżdzaniem kilkanaście razy w roku nic kompletnie nie robi...
    o nic nigdy nie zapyta, nie zasugeruje...

    Jak na wiosnę tego roku zasugerowałam, że syn chciałby mieć rowerek, strasznie
    się oburzył i wściekły powiedział, żebym mu nigdy więcej takich aluzji nie
    robiła, bo on nie ma pieniędzy, bo jego jeszcze wtedy nie-żona jest w ciąży i
    że ma w związku z tym straszne wydatki!!! ( tak jakbym ja nie była nigdy w
    ciąży i nie wiedziała )

    A dwa miesiące później przyjechał z nowiutkim aparatem cyfrowym za tysiąc
    złotych i robił małemu zdjęcia...

    Masz rację może i jestem głupia, ale na pewno nie dlatego, że kocham swoje
    dziecko tylko dlatego, że byłam z takim podłym i dwulicowym człowiekiem i
    wcześniej tego nie widziałam!
    Jak ja mogłam być taka głupia!!!!i przeze mnie, że byłam tak głupia i tak ślepo
    zakochana moje dziecko ma takiego ojca...
    z jednej strony nie moge sobie wytłumaczyć jak mogłam byc tak długo taka ślepa,
    z drugiej gdybym nie była taka nie miałabym syna...i znów koło się zamyka...!
  • bartek987 19.12.06, 12:33
    <<nareszcie ktoś Ci napisał to, co chciałaś przeczytać. weszłaś po radę i
    naprowadzasz, naprowadzasz, a głupie dziewczyny radzą, że może tak, a może
    inaczej zorganizować te kontakty. a Ty najpierw piszesz, że dziecko w ogóle nie
    kojarzy, że ten pan to jego tata, ale potem okazuje się, że synek mówi, że jego
    tata mieszka w RODKu. więc jednak wie, że to tata.>>

    miesza jak zupe w garze bo sama nie wie co chce....
    --
    Ja tam. Ty tu. Co noc bez snu.
  • samamama8 20.12.06, 07:08
    nie napisałam nigdzie, że mój syn nie wie, że ten pan w rodoku to jego tata!
  • pelagaa 19.12.06, 10:48
    > Nazywa się to prawem rodziców do osobistej styczności z dzieckiem .Prawo to
    > wynika z blizkiej więzi rodzinnej i uczuciowej i jest ono niezależne od
    > władzy rodzicielskiej .

    Masz gebe pelna frazesow, ciekawe co z prawem dziecka z stycznosci z ojcem,
    kiedy to ojciec olewa dziecko. Tez cos madrego napiszesz?
    Kolejny zblakany kaganek oswiaty... ech sad

    --
    Mezczyzna jest jak wisienka na torcie. Ale tort to ja i jestem dobra sama w
    sobie. Nawet bez wisienki wink
  • maria_rosa 19.12.06, 12:40
    >kawki na pewno nie podam czlowiekowi ktory wyzywal mnie od dziadow!!! jak mam
    >nauczyc dziecko honoru skoro sama go nie bede miala!

    Prawdziwa matka nie ma honoru!!!



  • samamama8 20.12.06, 07:04
    Prawdziwa matka nie ma honoru!!!


    aha, czyli mam się uśmiechąc, przynosić kawki czlowiekowi, który na każdym
    kroku gdy probuję podjąc z nim rozmowę zlewa mnie głupimi aluzjami, który
    napluł moim rodzicom, że są dziadami, że nic nie mają, ze są głupi bo nie mają
    wykształcenia jak jego najmądrzejsza na świecie mama która ma skończoną szkołę
    średnia!!!! czlowiekowi, który założył sprawę o widzenia tylko dlatego, że
    podałam go o alimenty, sam mówił kiedyś, że skoro płaci to ma prawo się
    widywać...więc chyba gdyby nie musiał płacić to by się nie widywał...ja
    bynajmniej tak to rozumiem...człowiekowi, który od dnia porodu do dnia
    dzisiejszego, gdy nas widzi na ulicy udaje, że nas nie zna i jego rodzina
    zresztą również, człowiekowi, który pannie by ją poderwać powiedział, że miał
    dziecko, ale ono umarło!
    Powiedzcie czy on jest nienormalny czy ja jestem!
    Bo przed sądem strasznie kocha swoje dziecko, a poza nim...szkoda gadać!

    Dlaczego tak jest? Nie wiem czy on tylko udaje przed sądem, czy faktycznie mu
    zależy...jakoś tam na swój sposób, czy po prostu zlewa wszystko...ma wszystko w
    d... tylko robi to wszystko aby wyjść teraz z twarzą z całej sytuacji!
    weżcie pod uwage to, że mieszkamy w małej miejscowości, w której wszystcy
    wszystko wiedzą, w której jak on sam nawet mówił ludzie mają go teraz za jakieś
    najgorsze zło, dlatego, że mnie zostawił w ciąży...
    weźcie pod uwagę, że to jest tata który nigdy nie został osikany przez swoje
    dziecko, nigdy dziecku nie podcierał pupy, nigdy nie wycierał łez, nigdy nie
    musiał wysłuchiwać marudzeń, krzyków, tupań nogą, nigdy go mały nie obudził w
    nocy płaczem...czy może być między nimi jakakolwiek więź...czy to, że jest
    dawcą nasienia to już oznacza, że można mówić o jakiejkolwiek więzi między
    dzieckiem a niby rodzicem! Czy to wystarczy! Czy wystarczy dac jedynie nasienie
    i być ojcem????
    Waszym zdaniem mam na zarzut jestes byle kim, uśmiechnąc sie i podać kawę, bo
    dziecko patrzy...????????
  • virtual_moth 20.12.06, 07:51
    samamama8 napisała:

    > Waszym zdaniem mam na zarzut jestes byle kim, uśmiechnąc sie i podać kawę, bo
    > dziecko patrzy...????????

    Zrobisz jak uważasz, wszyscy juz wiemy, że najlepiej wykreśliłabyś
    tego "rodkowego" tatusia z życia dziecka, bo mówi, że jesteś byle kim.

    Teraz skłaniam się ku takim rozwiązaniu - lepiej nic nie rób, moze lepszy
    rodkowy tatuś niż żaden.

    --
    Mężczyzna i Feng Shui
  • anetina 20.12.06, 07:55
    ale czy taki rodkowy tatuś nie "uszkadza" psychiki dziecka !?

    w tym przypadku jestem za umawianiem się na spacery, do mcdonalda itp.
    a nie sąd

    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 08:17
    > Zrobisz jak uważasz, wszyscy juz wiemy, że najlepiej wykreśliłabyś
    > tego "rodkowego" tatusia z życia dziecka, bo mówi, że jesteś byle kim.
    >

    a Waszym zdaniem trzeba zawsze robic tak jak piszą poradniki z psychologii
    czyli uśmiechac się do byłego, żeby dziecko myslało, że wszyscy się lubią i
    jest fajnie! Tylko nikt nie myśli o tym, że są pewne sytuacje, które wychodzą
    poza granice przewidywane w tych poradnikach, że czasem po prostu tak się nie
    da!Ze gdyby on mnie zostawił, powiedział przepraszam, dogadajmy się, w końcu
    chodzi o nasze dziecko...nie ma żadnego problemu! a Gdy tatuś poniża i upokarza
    mamę, nie ma jakiekolwiek szacunku ( nie mówię, żeby on mnie lubił, nie musi,
    ale chyba mam prawo żeby mnie szanował, bo w końcu urodziłam mu i wychowuję
    jego dziecko!!!)...to sorry ale tak się chyba nie da!
    Mam pozwolić się tak traktować, bo to bedzie lepsze dla dziecka!
    Ok, mogę zrobić wszystko dla mojego dziecka1 Każda matka chyba wszystko
    zrobiłaby dla dziecka...tym bardziej trudno mi zrozumieć dlaczego ojciec miałby
    nic nie robić!
    Wydaję mi się, ża zawsze sukces powinien opierać się o dwie osoby! Bo nie można
    budować jakichkolwiek relacji gdy druga osoba tego nie chcę lub nie widzi sensu!

    I jak ma mnie moje kiedyś dorosłe dziecko szanować, gdy dowie się, co tatuś
    robił a ja sobie na to pozwalałam! I na miłośc boską dziecko nie będzie całe
    życie małe i głupiutkie, w końcu kiedyś będzie rozumiało...czy naprawdę można
    tak całe życie udawać sympatię do drugiej osoby i dziecko nie zorientuje się o
    co chodzi?
  • anetina 20.12.06, 08:35
    samamama8 napisała:


    > a Waszym zdaniem trzeba zawsze robic tak jak piszą poradniki z psychologii
    > czyli uśmiechac się do byłego, żeby dziecko myslało, że wszyscy się lubią i
    > jest fajnie!


    ja bym nie była w stanie
    mimo ze już nic do niego nie mam



    Tylko nikt nie myśli o tym, że są pewne sytuacje, które wychodzą
    > poza granice przewidywane w tych poradnikach, że czasem po prostu tak się nie
    > da!Ze gdyby on mnie zostawił, powiedział przepraszam, dogadajmy się, w końcu
    > chodzi o nasze dziecko...nie ma żadnego problemu! a Gdy tatuś poniża i
    upokarza
    >
    > mamę, nie ma jakiekolwiek szacunku ( nie mówię, żeby on mnie lubił, nie musi,
    > ale chyba mam prawo żeby mnie szanował, bo w końcu urodziłam mu i wychowuję
    > jego dziecko!!!)...to sorry ale tak się chyba nie da!



    nie da się
    wystarczy więc zacisnąć zęby
    i ... olać to
    a dziecko niech widzi, ze ty spokoojnie do etgo podchodzisz
    a gdy już będziesz sama - trzaśnij ręką w ścianę albo krzyknij mocno
    to ci pomoze rozładować emocje



    > Mam pozwolić się tak traktować, bo to bedzie lepsze dla dziecka!
    > Ok, mogę zrobić wszystko dla mojego dziecka1 Każda matka chyba wszystko
    > zrobiłaby dla dziecka...tym bardziej trudno mi zrozumieć dlaczego ojciec
    miałby
    >
    > nic nie robić!


    ty i tak dużo robisz
    wozić dziecko do sądu



    > Wydaję mi się, ża zawsze sukces powinien opierać się o dwie osoby! Bo nie
    można
    >
    > budować jakichkolwiek relacji gdy druga osoba tego nie chcę lub nie widzi
    sensu
    > !



    dlatego jestem za tym, abyś to ty zaczęła rozmowę
    nawet jak on nie będzie chciał gadać, ty będziesz miała spokojne sumienie
    będziesz w porzadku wobec dziecka




    > I jak ma mnie moje kiedyś dorosłe dziecko szanować, gdy dowie się, co tatuś
    > robił a ja sobie na to pozwalałam! I na miłośc boską dziecko nie będzie całe
    > życie małe i głupiutkie, w końcu kiedyś będzie rozumiało...czy naprawdę można
    > tak całe życie udawać sympatię do drugiej osoby i dziecko nie zorientuje się
    o
    > co chodzi?


    masz nie udawać sympatii
    masz tylko starac się olać eksak, gdy próbuje ci coś nie tak powiedzieć





    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 08:41
    >
    > masz nie udawać sympatii
    > masz tylko starac się olać eksak, gdy próbuje ci coś nie tak powiedzieć
    >
    >

    No ale jak będę olewać ojca mojego dziecka, to mały też się zorientuje, że coś
    jest nie tak i to też przecież będzie nie dobre dla niego!!!
    Nie ma wyjścia z sytuacji...tak źle i tak nie dobrze!
  • anetina 20.12.06, 08:48
    olać - nie odzywać się na zaczepki
    powiedzieć, że rozmowa nie powinna sie odbywac przy dziecku

    dziecko nie powinno byc świadkiem waszych kłótni
    \waszych słów


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • virtual_moth 20.12.06, 08:42
    Nie chodzi o udawanie sympatii, tylko o porozumiewanie się na ELEMENTARNYM
    poziomie. Dziecko będzie bardziej zażenowane tym, że rodzice nie potrafią ze
    sobą pogadać O NIM niż tym, ze mamusia podaje tatusiowi kawe, mimo że tatuś ją
    100 lat temu wyzwał.
    To jest podstawa, kobieto. Jesli on nie potrafi bądź mądrzejsza i pokaż mu, że
    warto odstawić agresję i urazy na bok PRZYNAJMNIEJ na czas rozmowy i ustaleń
    dotyczących dziecka.

    --
    Mężczyzna i Feng Shui
  • samamama8 20.12.06, 08:47
    to ja rozmawiam z nim np. jak zadzwoni zeby odwolac widzenie to przeciez się
    nie kłocimy, normalnie on mówi ze nie może, bo coś tam, ja mówię ok, a on, że
    no to tyle! i koniec rozmowy!
    a jak ja dzwonię jak mały jest chory to mówie, że nie przyjedziemy bo mały jest
    chory, a on " a co mu jest" no to ja mówię, że jest np. przeziębiony, ma
    goraczkę, albo coś tam...a on mówi, aha no to trudno to cześć!
    To nasze jedyne rozmowy od jakiegoś roku!
  • anetina 20.12.06, 08:49
    nam chodzi o rozmowy, gdy widzicie się z dzieckiem
    jesli wasze rozmowy brzmią tajk jak opisałaś, to sa w miarę poprawne


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 08:54
    własnie są poprawne jak nie rozmawiamy zbyt długo...smile
  • samamama8 20.12.06, 08:59
    nie ma co grzebać dalej...dziekuję wszystkim za odpowiedzi...
    Od dawna zamierzam się by z nim wreszcie porozmawiać tylko nie wiedziałam czy
    to słuszne, czy nie będę później zalować i co wogóle powiedzieć...teraz wiem!
    Macie rację...nigdy nie dowiem się jak jest naprawdę jeśli nie zapytam...co mi
    tam...jak mnie znów oleje...nie pierwszy raz zresztą...to przeciez co mnie to
    obchodzi....!!!!!

    Dziękuję bardzo
  • anetina 20.12.06, 09:02
    uszy do góry6

    trzymamy kciuki za powodzenie w rozmowie

    nigdy nie będziesz wiedziała, co sie stanie, jak sama nie zaczniesz

    daj znać, jak ci pójdzie rozmowa
    trzymamy kciuki za twoja odwagę



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 09:04
    ok, dam znac ale następne widzenie dopiero za 2 tygodnie...więc napisze coś
    dopiero po nowym roku

    Życze wszystkim Wesołych świąt i nowego ...jeszcze lepszego roku!!!
  • anetina 20.12.06, 09:05
    rok będzie na pewno lepszy

    napisałaś, ze ślub za kilka miesięcy
    macie dokłądnie datę ustaloną?


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 20.12.06, 09:07
    tak, wszystko już zaklepane! i sala i ksiądz i obrączki kupione i goście prawie
    zaproszeni..
  • anetina 20.12.06, 07:53
    jesteś w praktycznie tej samej sytuacji co i ja
    tylko, że ja miałam to szczęście, że eks odszedł od nas, ze słowami - nie będę
    wam utrudniać życia


    ale z moim eksem też bym nie gadała, nawet jakbym mu dziecko podrzucała
    to nie jest typ człowieka, z którym można byłoby spokojnie pogadać
    twój eks jest taki sam

    ale mimo wszytsko spróbuj pogadać
    może rzeczywiście nie chce tych kontaktów
    niech da sobie spokój
    dziecko będzie chciało się spotykac, to wtedy zadzwonisz, umówisz się z nim w
    parku, na placvu zabaw itp.


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • chalsia 20.12.06, 12:45
    Cały watek IMHO jest o tym, jak sobie najłatwiej i najwygodniej ułożyć życie
    tzn. tak, by odium zerwania kontaktów z biologicznym ojcem nie spadło na egoizm
    autorki wątku, by ułatwić sobie życie przez nie bycie zmuszoną do tłumaczenia i
    przezywania wielu trudnych sytuacji znanych świetnie matkom dzieci z rozbitych
    związków, gdy kontakt z ojcem biologicznym jest.

    Ale ja nie o tym.
    Autorko watku pitolisz, że nic nie możesz zrobić.
    Ponadto co Ci już poradzono w tym watku, skoro uważasz, że z ojcem dziecka nie
    da sie rozmawiać, możesz wystąpić do sądu.
    Z tego co napisałaś, od dawna odbywające się w RODK kontakty są wynikiem
    tymczasowego postanowienia sądu w sprawie o kontakty wytoczonej przez ojca
    dziecka. Ty jako przedstawicielka ustawowa dziecka masz takie same prawo do
    składania wniosków etc jak założyciel sprawy, czyli ojciec.
    Skoro kontakty w RODK SZKODZĄ dziecku, jak również nie pomagają budować więzi
    ojciec-dziecko oraz nie umożliwiają by ojciec wykazał sie prawidłowymi
    zachowaniami opiekuna (a bez tego nie jesteś w stanie mu zaufać i pozostawić
    ich bez swojej obecności) to
    wnieś wniosek o zmianę kontaktów.
    Na jakie - np. u siebie w domu - a skoro obawaisz się zachowań eksa - to w
    obecności sądowego kuratora. Albo w domu eksa - na początek również w kuratorem.
    Kurator dopilnuje by dziecku nic się stało.

    Ponadto piszesz, że ojciec nic przy dziecku nie potrafi. Nie sądzę, bowiem ma w
    domu drugie dziecko. Jesli masz wątpliwości co do zdolności opiekuńczych ojca -
    możesz też wnosić o to by kurator dokonał wywiadu środowiskowego w miejscu
    zamieszkania ojca jak to tam wygląda, a nawet wezwać jego aktualną żonę na
    swiadka czy i jak Twój eks potrafi się opiekować swoim drugim dzieckiem.
    Bo jesli potrafi się zając prawidłowo drugim dzieckiem, to i Twoim, pierwszym
    też będzie potrafił.

    Tak więc DUUUZO jeszcze mozesz zrobic, tyle tylko, że IMHO nie chcesz a
    szukałas tutaj potwierdzenia, że w Twojej sytaucji lepiej zerwac kontakty
    zbiologicznym ojcem.

    Ode mnnie takiego potwierdzenia nie dostaniesz.

    Chalsia

    ps. mój eks równiez mnie nie szanuje, tez przechodziłam baaaardzo nieprzyjemne
    sytuacje. Ja się do niego sztucznie nie uśmiecham, kawką na dzieńdobry nie
    częstuję, co nie przeszkadza mi go traktować NEUTRALNIE. Możesz też na eksa
    spojrzeć inaczej - nie jako eksa go traktować, tylko jako człowieka, który ma
    do WYKONANIA pewnien obowiązek - tak jak np. hydraulik przychodzi i robi swoją
    robotę przy rurach tak i ojciec przychodzi by wykonać swoją "robote" - związaną
    z dzieckiem (budowanie wzorca osobowościowego, umożliwienie dziecku zbudowanie
    własnej tożsamości i korzeni).
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • de_la_hoya 20.12.06, 23:15
    witaj samamama8,
    mam podobny poroblem ale nie taki sam...
    niestety opisywalam go na innym forum w podobnym czasie i teraz wszyscy maja
    mnie za kłamczuchę, bo uważają ze Twój post jest moim postem...
    nic Ci nie doradze bo sama nie wiem co zrobić...u Ciebie biologiczny chociaż sie
    interesował, u mnie nie...
    pozdrawiam
  • maria_rosa 21.12.06, 12:21
    Wg mnie dorabiasz za dużo teorii.
    Tak naprawdę sama chyba nie wiesz czego chcesz, zasłaniasz się dobrem dziecka
    tymczasem jest odwrotnie.( chociazby spotkania dziecka z ojcem w sadzie ,
    pomyślałaś o psychice dziecka?)

    Z tego co napisałaś jednoznacznie wnioskuję, iż należy się exa pozbyć aby móc
    żyć szczęśliwie z nex.
    Również tak jak napisały poprzedniczki uważam, ze należy zmienić miejsce
    spotkań o ojcem, z udziałem kuratora sądowego jeśli zajdzie takowa potrzeba
    ( na początku nawet wskazane )

    Oczywiście to jest moje osobiste zdanie na ten tamat, tudzież zgodne z
    poprzednimi wypowiedziami jednak sama zdecydujesz co robić.

    Napiszę ci jednak kilka słów od siebie:
    Z exem przeżyłam koszmar, włącznie z waleniem moją głową na oczach maleńkiego
    syna i teściowej w krawężnik. Bywały najróżniejsze sytuacje, których nie będę
    tutaj wypisywać, bo są gdzieś w wątkach wstecz.

    Ponieważ nie mogłam zupełnie się dogadać z ex ( dziś też jest różnie )
    spotkania syna były u mnie w obecności kuratora ponieważ wciąż wyciągał łapy i
    się awanturował, wszystko na oczach syna. Wcześniej wzywałam policję, choć
    próbował mnie zastraszyć.
    Potrafił odebrać syna ze żłobka i „zaginąć” na 3 dni z dzieckiem. Próbował
    manipulować synem wyzywając mnie od najgorszych, straszyć syna ze go zostawię
    albo znajdę mu nowego tatusia.
    Szkoda pisać o tym koszmarze.

    To co zrobił mnie i mojej rodzinie dyskwalifikuje go w oczach wszystkich.
    Ale jest też syn.
    Syn nie jest moją własnością, ma ojca którego musiałam n a u c z y ć tej dobrej
    miłości.
    Długa droga za mną ale teraz gdy syn ma już prawie 6 lat mogę spokojnie
    powiedzieć, ze zrobiłam wszystko aby był szczęśliwy i potrafię się cieszyć jego
    szczęściem.
    Widzisz i ja właśnie dla syna zapomniałam o koszmarze jaki przeżyłam, choć w
    sercu mam to wszystko. Chciałam się mścić, nie dawać syna do domu exa. Miałam
    tysiące najróżniejszych pomysłów. Tylko po co, skoro krzywda dziecka byłaby
    moją winą.

    Nadal nie jest doskonale, bowiem ex ma ciężki charakter...ale spokojnie mogę
    usiąść z tatą mojego synka , wypić kawę, porozmawiać. Nocuje u nas czasem,
    jeśli syna ma takie życzenie my na weekendy przyjeżdżamy do niego, wspólnie
    robimy naprawdę bardzo dużo dla syna.
    Wiem, że to jest moja nieustanna walka aby było jak najlepiej dla syna, jednak
    warta wszystkiego, nawet kosztem ułożenia sobie życia z kimś innym.

    I tak jak ci wyżej napisałam, nie mam honoru za grosz!
    Wiesz, i mam czyste sumienie, i dobrze mi z tym.


    Pozdrawiam serdecznie,



  • samamama8 21.12.06, 12:45
    pewnie masz w wielu aspektach rację, tylko widzisz KAŻDY przypadek jest inny!!!
    Nie można wszystkiego i wszystkich podobnych sytuacji wsypywać do wspólnego
    worka. I dziwię Ci się bardzo, że po tym co napisałaś ( co Twój eks wyrabiał )
    nie boisz się o małego!
    Teraz jest dobrze, ale skąd masz pewność, że kiedyś sytuacje sprzed kilku lat
    nie powrócą. Nie boisz się tak ryzykować? W końcu ryzykujesz dobrem swojego
    dziecka?
    Nie wierze w to, że ludzie się zmieniają...i szczerze podziwiam Cie za ten upór
    i wiarę!
    Tylko z tego co piszesz wnioskuję, że ani Ty ani Twój eks nie macie drugich
    rodzin! Dla mnie nie wchodzi wogóle w grę coś takiego, że syn będzie chciał i
    mój eks będzie spał u mnie w domu! A jak Twój syn kiedyś powie, że chce
    mieszkać i z mama i tata to co zamieszkacie wspólnie bo mały tak chce! A nagle
    mu się znudzi i znów zamieszkacie oddzielnie?

    Podziwiam Cie szczerze z jednej strony, że tak potrafisz a z drugiej dziwię
    się, że się nie boisz!
    Jeśli chodzi o mnie, nie chodzi mi o to, żeby każdy napisał "tak masz rację"
    tylko o obiektywne opinie. Każdy ma prawo mieć inne zdanie na ten sam temat.
    Ja po prostu sama już nie wiem co mam robić. dlatego piszę! Nie dlatego,
    żebyście mi napisali, żebym zabroniła kontaktów dziecka z ojcem...tylko
    żebyście napisali jak rozwiązac sytuację...
    bo oczywiście mogłabym siedzieć z założonymi rękoma, jeździć na widzenia, bo
    sąd tak postanowił i spać spokojnie, że odbębniłam swoje i że jestem dobrą
    matką, bo przecież jeżdzę!!!.
    Ale to nie o to chodzi...bo skoro widzę, że coś jest nie tak jak być powinno to
    myślę co z tym zrobić...czy zmieniać coś, czy tak zostawić...nie wiem! Byłam u
    psychologa (najwyraźniej bardzo kiepskiego!), który wysłuchał a na koniec
    powiedział, że on mi nic nie może powiedzieć, że musze sama podjąć decyzję, a
    gdy zapytałam o dziecko co ono czuje, co mysli, w jaki sposób z nim rozmawiać,
    co będzie myslało o tym wszystkim jak dorośnie...psycholożka powiedziała, że to
    wszystko jest bardzo indywidualne i że ona nie wie i nie może mi powiedzieć!
    No to do cholery po co wogóle chodzić do psychologa, wygadać to ja się mogę u
    przyjaciółki albo na forum! Skoro nawet psycholog nic nie wie, to jak ja mam
    podjąc decyzję, skąd ja mam wiedzieć co będzie najlepsze dla mojego dziecka!

  • jowita771 21.12.06, 12:52
    mylisz się co do psychologa. psycholog nie jest od tego, żeby mówić
    ludziom "niech pan/pani zrobi tak i tak", albo "dziecko pani za X lat będzie
    czuło tak, bo wszyscy tak mają". kiepski byłby to psycholog.
  • anetina 21.12.06, 12:54
    psycholog mnie się kojarzy z tym, ze wyjaśni, dlaczego tak sie robi
    wyjasni, co czuje dziecko przez takie postępowanie

    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 21.12.06, 13:00
    no to ciekawe, bo mi nawet nic nie wyjaśniła...tylko wysłuchała i powiedziała,
    że nic nie może powiedzieć jak zaczęłam zadawać pytania...i tyle, koniec
    wizyty!!!!!!!
    więc po co ta wizyta była, żebym się wygadała...?!?!
  • bella67 21.12.06, 12:27
    który musisz tak naprawdę sama rozwiązać. No nie tyle sama co ze swoim obecnym
    partnerem i ojcem dziecka. Przede wszytskim zastanów się co chcesz i jak to
    zrobisz. Napewno dziecko ma metlik w glowie a sytuacja z takimi spotkaniami
    jest chora. Nie wierze tez, ze jesteś tu do końca obiektywna, bo trudno byc
    obiektywnym i przedstawić sytuacje jak jest naprawdę- relacje Twoje- ojciec
    dziecka, dziekco, Twój partner itd. Napewno musisz pozbyc sie żalu za
    zostawienie Cię w ciązy- wiem, cięzko, ale to podstawa do waszych poprawnych
    relacji z eks, pomóc w tym może perspektywa nowego zycia- co było-zamknij za
    tym drzwi. Faktycznie mają racje dziewczyny- na zaczepki nie reaguj, nikt nie
    karze się szczerzyc, ale opanowac się, zagryźć zeby, policzyć do 10 i zbywać
    uszczypliwe uwagi, sama odzywaj sie porawnie, wykazując klase i kulturę
    osobistą- dziekco wie kto na kogo krzyczy i potrawi w tym wieku wiedzieć , ze
    to nie halo... Trudno rozmawiać Ci z eks bez emocji, bo nadal masz żal po tym
    jak zostałas sama w ciązu- dlatego musisz ten żal wyrzucic z siebie, może pomoc
    psychologa, partnera nowego sie przyda, myśl, że to co robisz robisz dla syna-
    to sie stalo, masz dziekco, perspektywe nowej rodziny- patzr w przyszłość.
    Jesli ja byłabym w Twojej sytuacji to porozmawiałaby z obecnym partnerem czy
    chce byc ojcem dziecka i jak sie zapatruje na przysposobienie malucha i do tego
    dążylibyśmy- nasz a wspólna NA 1000% pewna decyzja- dziekco to nie zabawka.
    Ojciec prawa zabrane, ale ma prawo widywac dziekco, posiadanie praw lub ich
    nieposiadanie nie ma tu nic do tego- jest ojcem bilogicznym ma prawo znać syna
    jesli chce tego, a syn jego, ale w cywilizowanych warunkacj. Czasem dla
    dziecka, lepszych stosunków trzeba przełknąc kolejną gozrka pigułke i wyciagnąc
    rękę do eksa- zaufać, niech zabierze dziecko do siebie do swoich rodziców,
    powiedz mu jak wyglada dzień syna, co maluch lubi, powiedz dziecku do cholery
    jak ojciec ma na imie!!!!!dla mnie jest glupie mówienie nie zna imienia, bo on
    nie powie jak ma na imię to ja też, a jak w takim razie mówisz o eks, powiedz
    eksowi, zeby pokazał synowi gdzie i jak mieszka- więzi w takich 2 godz.
    kontaktach nie zbudują- to kojarzy mi się z widzeniami w więzieniu!!!!!!A nie
    wizyta ojca u syna- i tu Was przełozyłabym przez kolano i dąła klapa za to, ze
    Pozwoliliście na to!!!!!!!!Oczywiście wymaga to co pisze zaufania do eksa,jego
    dobrej woli, bo musisz zaufac eksowi w kwestii opieki nad dziekciem, bo jak
    twierdzisz w końcu to ojciec- zrobi dziekcu krzywdę świadomie? MOze
    nieświadomie, bo męzczyźni mają ograniczony rozsądek w kwestii bezpieczeństwa
    dziedkca i opieki, ale oni tacy sa poporstu. Musisz tez zaufac nowemu
    pratnerowi, że będziecie rodzina, będzie Twoim męzem, będzie pęłnił rolę
    wychowawczą w stosunku do syna- bedzie jego ojcem- nie biologiczbnym, ale
    bedzie pełnił ta role w waszym związku i tak naprade duzo zalezy od niego, bo
    to on bedzie z racji czasu przebywania, ciagłej obecności w pewnym okresie
    wzorem dla Twojego syna, a nie dochodzący tatuś. Musisz jakoś zacząc- napewno
    od schowania żalów, a jestes mocno rozżalona i zła na eksa- to pogarsza
    relacje. Niech sobie gada co chce na Ciebie, rodziców, Ty wiesz swoje, syn
    jeśli zachowasz spokój jak już dorośnie do pewnego wieku tez bedzie umiał
    wyciągnąc włąściwe wnioski. Zalezy to od Twojej mądrości- bądz mądrezjsza,
    czasme my kobiety musimy, niech Cie partner wspiera, w końcu jegfo to tez
    tyczy. Jeśli nie możesz dać dziecka do męża to zaproś eksa do siebie niech
    bedzie z dziekciem w jego pokoju- ja bym tak zrobiła mimo wszytsko. To jest
    chore co robicie. Chcesz mieć rodzine to badźcie -załatw to prawnie, moze we 3
    porozmawiacie o synu- dzieko do babci a Wy na neutralnym gruncie na spokojnie,
    bez krzyków, przepychanek, może wczesniej przygotuj eksa. Jak masz problem z
    rozmową napisz do niego- bez oskarżeń, rzeczowo swoją propozycję. Argumetem
    niech bedzie to, ze syn was póxniej oceni w wieku dorosłym jakie zgotowaliście
    mu dzieciństwo. Nigdy nie pozwoliłabym na spotkania ojca dziecka w sali
    sądowej?!?!?Jaki by nie był. Belka
  • bella67 21.12.06, 12:54
    To, że syn mówi, że tatus w sądzie mieszka to nie ma co sie dziwić( możesz się
    teraz złościc na mnie), ale samo do tego doprowadziliście i Ty i eks. Pies go
    drapał dlaczego chce się widziec z dzieckiem- ma do tego prawo, więc powiedz
    eksowi, że syn przez te widzenia mysli, ze on tam mieszka i, ze tak nie moze
    byc dla dobra dziecka i zaproponuj wizyte u siebie!? A Wy z nextem wyjdźcie
    sobie do kina i niech spędzi z synem cały wieczór a nie tylko 2 godziny, jak
    bedzie tego chciał, bedzie to zdrowsze i okażesz wspanialomyślnośc i tajk
    należaloby sie zachowac w cywilizowanym świecie, a nie przestrzegać ścisle tego
    co sąd na rzucił- jesli to robi się w dobrej wierze i w dobra stronę. Jak next
    przysposobui syna może sie eks wycofa- trudno- ale może to wygładzi ta
    sytuację, wola jest po stroinie eksa, nikt mu nie zabrania się spotykac i
    sytacja powinna sie wyklarowac, albo w jedną stronę- tzn. syn Twoj bedzie
    miał "nowego tate"( celowo w cudzyslowiu) i Ty spokoj i uporządkowane zycie,
    lub eks nadal bedzie chial się widywać( tylko prosze róbcie to w cywilizowanych
    warunkach a nie jak na widzeniach w więzieniu) a Ty nadal użołone zycie. MOże
    trezba bedzie troszke czasu na to, ale da sie zrobić. Npewno eksa nie możesz
    zaskoczyć a przygotowac na to, min. wyciągając rękę i proponując widzenia u
    siebie( swoje żale schowaj do kieszeni dla syna). Meczy Cie toi będzie męczyć
    dopóki nie zrobisz pierwsza ruchu skoro eks nie pomysli nad tym- tak tez bywa i
    nie trzeba miec pratensji. Badz mądrzejsza, odpowiedzialna, bo ktoś w tym
    bałaganie musi, a że znów pada na koietę- widocznie jestesmy mądrzejsze od
    panówsmileB.
  • samamama8 21.12.06, 13:06
    sorry ale ten człowiek na pewno nie przyjdzie do nas do domu! A tym bardziej
    nie zostanie w nim sam z dzieckiem!!!!!!!kompletnie głupi pomysł!!!!!!!!!!!!!!!!
    aż brak słów!!!!!!!!!!!!!!
  • bella67 21.12.06, 13:22
    Dlaczego głupi pomysł? Jest zlodziejem? Pijakiem? Okradnie was? Zabije dziecko?
    Spali mieszkanie? Jesli Ty tak podchodzisz do niego to on tak samo do Ciebie i
    zaczynam rozumieć dlaczego dziecko małe Bogu ducha winne musi byc prowadzane do
    sądu i tam siedzisz i patzrysz jak się ojciec z dziekciem bawią?ROzumiesz, ze
    twoje żale, zlość( ja wiem, ze uzasadnione, wiem, ze podłym jest zostawienie
    samej kobiety w ciązy, brak wsparcia, to podlośc i nie tłumaczy nic eksa)nic tu
    nie dadzą?Rozumiem, ze prowadzisz dziekco na widzenia bo sąd tak Ci kazał?
    Dopóki nie zmienisz nastawienia nie widze tu rozwiązania tej sytuacji i tak
    wlaśnie robi się krzywde dziecku. Jak widzisz czasem tu dziwczyny ustepują dla
    świętego spokoju swojego, dla dobra dziecka, Ty tez tak powinnaś zrobić,
    anprawdę czasem proste rozwiązania sa najlepsze. Dopóki bedziesz traktowac eksa
    jak wroga to i on bedzie Ciebie tak traktowal, ja tez mieszkam w małym mieście
    i wiem, ze ludzie jaks ię ninawidza oczernaija się , ludzie gadają, donosża do
    zainteresowanego, ten się nakeca- po co pytam się. Piszesz w pierwszym poścuie
    o dobru dziecka, wiec Ci podsuwam rozwiązania dobre dla dziecka:
    - kontakty nie w sadzie to kara?Dla kogo? Eksa czy syna?
    - poprawa relacji z eksem jak chcesz żeby dziekco mialo ojca biologicznego-
    pisalaś, ze chcesz, wiec trzeab wyciągnąc pierwszej rękę, jak on na to ni
    wpadnie, bo SAMOI się nic nie zrobi!!!!
    - chcesz rodziny dla dziecka- niech nowy partner go przysposobi-eks powinien
    chetnie zrzec sie praw, nie będzie tez płacil alimentów jak next przysposobi
    syna-musisz nextowi zaufać, chyab mu ufasz skoro planujecie małżeństwo, zaś
    mysle nie co bedzie i zabezpieczanie się wr. czego, bo tamten to ojciec to
    głupie i niedojrzałe- nigdy, nie jestes w stanie przewidzieć wszytskiego i
    zabezpieczyć się. Chodzi ci o ew. alimenty- przysposobionemu dziekcu wr.
    rozwodu z nextem zostana zasądzone więc o to sie nie martw.
    - pamietaj jest takie powiedzenia - czlowiek czlowiekowi wilkiem, to my
    gotujemy sobie los taki a nie inny i od nas zalezy jak w życiu mamy, nie na
    wszytsko mamy wpływ tak na 100%, ale można zyć lepiej, wygodniej, czasem
    trzeba być tylko bardziej asertywnym, pójść na kompromis.
    Jesli Ty tak mówisz o eks- ten czlowiek- to nie dziwie sie, ze on o Tobie źle
    mówi- sluchaj dziewczyn- trzeba sobie dopuścic, zachowac twarz i pokazac kuture
    temu czlowiekowi, niestety ojcu dziecka, niestety braliscie oboje udział w
    akcie po częcia i czy wówczas też mówiłas o nim- ten czlowiek. Przepraszam za
    te slowa ale wkurzyłam się na Ciebie, najlepiej powiedziec nic nie da sie
    zrobic, mam dylemat, rozwiążcie za mnie go. Forum nie rozwiżę tego. Ja też nie
    mam lekko, podczytuje forum, czasem cos napisze i tez duuuzo pracy, mojej
    dobrej woli wkładam, zeby normalnie życ i aby mój syn normalnie żył. Z
    doświadczenia wiem, ze złośvc, nerwy niczego dobrego mi nie dały wprost
    przeciwnie, a zyje juz troche lat na świecie i też mam ojca dziecka kamienia, a
    nie ojca, ale wspanialomyslnie wybaczyłam mu, choć mam żal tam głeboko w sercu
    i nigdy go nie zrozumie. B
  • samamama8 21.12.06, 13:27
    pewnie masz rację...tylko ja tak chyba nie potrafię...
  • anetina 21.12.06, 13:58
    Bella
    nie zrozumiesz tego, ja swojego eksa też vbym nie zostawiła samego w MOIM domu
    nie wspominając, zebym go nawet do domu nie wpuściła

    tak samo nie dałabym dziecka chociazby na minutę



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 21.12.06, 13:08
    sorry, nie obraź się za to co napisałam! ale skoro ja boję się dziecko dać samo
    z tym człowiekiem na spacer...tym bardziej samego go nie zostawię w moim
    domu!!! i myślę, że nie ma tu co wyjaśniać, że jest to nie tylko dla mnie
    oczywiste!
  • bella67 21.12.06, 13:31
    Z moim jeszcze mężem tez boje sie dac dziecko nawet na spacer, ale ucze go jak
    zajmowac się synem- ubieraj póki jeszcze jestesmy razem, karm, wyjdż, ucz sie
    dziecka( mąz może 2 razy przewinął syna jak temu kupa z pampka na podloge
    wypadła a ja byłam w mieście), ucze - powiedz kocham i przytul jak Ci syn to
    samo mówi, tłumacze jak krowie na rowie, daje przykłady, a taez się wścikałam,
    miałam pretensje, robiłam wyrzuty- oj nie tędy driga, ojca to nic nie nauczy, a
    to ma służyć dziecku, a nie mojej chęci wyzycia się , czy mojej satysfakcji, że
    ten nic nie potrafi a ja taka zaradna jestem. Walczyliśmy o wszytsko, teraz już
    spokój, czekamy na sądowe rozwiązania ustalonych w pocie rzeczy. Zawsze eks mąz
    bedzie mógl przyjśc o ile wczesniej się zapowie, a i bez zapowiedzenia jeśli
    akurat bedziemy w domu, zostawie go chętnie z synem, będę starać się żeby syn
    nie ucierpaił- ma 2,5 roku i jest bardzi związany z ojcem mimo jego ciagłej
    nieobecności w domu. Wiesz jak płacze jak ojciec odjeżdża- ma o to wieki żal,
    ale nie chodzi o to, zeby hodowac te żale, stalo sie, rozstajemy się i musze
    wszytsko zrobic ile będę w stanie aby syn nie cierpial tak bardzo. Dlatego min.
    podczytuje to forum, próbuje znakleżęć zloty środek, nie wiem czy znajdę, ale
    napewno wiem, ze zlościa i nerwami nic nie zdiałam. Ty jesteś w tak dobrej
    sytuacji- masz noego partnera, wspiera CIe, a wiele z kobiet w tym ja zostaje
    sama, a parter na nowa kobiete- jeszcze czlowiek sie nie otzrąsnie po rozstaniu
    a już nastepna szpila- bo niewierze, że nic nas ( identyfikuje sie z tym forum)
    nie ma żalu, ze ja jestem samotna a partner juz tak szybko sie pocieszył.
    Bądz mądrzejsza od eksa, pokaż mu klase. B.
  • anetina 21.12.06, 14:02
    Bella jesteś w całkiem innej sytuacji
    twoje dziecko ma ojca na codzień
    znają się\

    a dziecko Samomamy ma jakiegoś ojca 2 razy w miesiącu

    nie możesz porównać "uczenia się dziecka"
    to sa kompletnie dwie inne sytuacje

    nie zrozumiesz tego, jak matka juz w ciąży była sama
    sama była przez pierwsze miesiące życia dziecka
    nie zrozumiesz
    więc nie porównuj



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • bella67 21.12.06, 14:17
    Umiem czytac ze zrozumieniemsmileWidze róznicę w sytuacjach naszych. Znasz słowa -
    empatia?Mylisz sie pisząc, że nie wiem jak to jest- mam przyjaciólkę
    zostawioną w ciązy- bo tez tatus nie byl gotowy, ma teraz nowego pratnera i 4-
    osobowa rodzine, szcęśliwą czegoi życze i tej dziewczynie z całego serca.
    Uważam, ze ona źle podchodzi do tematu- tu pisze, że chce zachowac ojca dla
    dziecka biologicznego- gdzie- w tej sali sądowej- 2xw miesiącu, z drugiej
    strony boi sie przysposobienia dziecka które ma świetny kontakt z nowym
    partnerem przez neksta- czyli co? Nic sie nie da zrobic najlpeiej tak
    powiedzieć. Tak źle, tak niedobrze!!!W ten sposób bedzie zawsze pat- to jest
    dobre dla dziecka?Nie!!!!!
    Dlatego trzeba pierwsze porozmawiac z eksem- chce byc ojcem, nie chce, jakm to
    dalej widzi, może zacząc w stylu- co sądzisz o tych widzeniach w tej sali?Jak
    siedze w kacie? Wiesz, ze syn mysli, ze tu mieszkasz? Co my robimy? Besz
    oskarżen, bez żalu, bo póki emocje sa silne nie da się niczego na spokojnie
    ustalić- mysle , ze przyznasz mi rację.
    Druga rzecz jak bedzie wiadomo jak tatus sie zapatruje to jesli chce być ojcem,
    to moze zaproponowac spotkania mądrezj niż sąd, zaufac troszke mu - dać szansę
    dla dziecka.
    Jak nie chce byc ojcem- zrobic swoje- porozmawiac z nextem, przysposobi
    dziecko, zastanowic sie na tym, uświadmoic konsekwencję, szczerze do bolu, nie
    przysposobi- tez ok, jesmy rodzina, a eks niech robi co chce- jeśli to nic nie
    wnosi, a wręcz szkodzi zmienic sadownie, jesli nie da sie dogadac poludzku
    tylko przez sąd.
    Napewno stanu rzeczy takiego nie nalezy utzrymywac.
    ps. moje dziecka nawet jak zylismy jak małżeństwo nie mialo dziekca na codzien
    tylko 2 x w tyg., tak jest do teraz, ale jeszcze tylko do końca stycznia,
    rozwodzimy sie, mąz zapewne wyjedzie za granicę i nawet nie wiem czy alimenty
    bedzie płacił- tez nic na to nie poradze, tez nie bedę się wyzywac na nim, boje
    sie tego i wiem, ze będzie synowi cięzko, bardzo- miałam juz próbkę.
  • anetina 21.12.06, 14:24
    bella67 napisała:

    > Umiem czytac ze zrozumieniemsmileWidze róznicę w sytuacjach naszych. Znasz
    słowa
    > -
    > empatia?Mylisz sie pisząc, że nie wiem jak to jest- mam przyjaciólkę
    > zostawioną w ciązy- bo tez tatus nie byl gotowy, ma teraz nowego pratnera i 4-
    > osobowa rodzine, szcęśliwą czegoi życze i tej dziewczynie z całego serca.
    > Uważam, ze ona źle podchodzi do tematu- tu pisze, że chce zachowac ojca dla
    > dziecka biologicznego- gdzie- w tej sali sądowej- 2xw miesiącu,



    jakos nie inaczej zrozumiałam Samomamę
    nigdzie nie napisała, że chce zachować ojca w sądzie
    raczej zrozumiałam, żeby w ogóle taki ojciec przestał istniec w życiu dziecka



    z drugiej
    > strony boi sie przysposobienia dziecka które ma świetny kontakt z nowym
    > partnerem przez neksta- czyli co?



    też Samomama nigzdie tego nie napisała
    napisała, ze jej partner nie mógłby przysposobić, bo eks ma prawa big_grin







    > Druga rzecz jak bedzie wiadomo jak tatus sie zapatruje to jesli chce być
    ojcem,
    >
    > to moze zaproponowac spotkania mądrezj niż sąd, zaufac troszke mu - dać
    szansę
    > dla dziecka.


    nie rozumiecie, że nie każdemu można zaufać
    i nikt nie przekona tej dziewczyny, żeby zaufałą eksowi

    podobnie u mnie
    ja NIGDY nie zaufam eksowi

    dziecko będzie starsze, będzie chciało się widywać z "ojcem" - ok
    ale ja i tak nie zaufam eksowi
    ale to jest moja sprawa, a nie dziecka







    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • samamama8 21.12.06, 13:20
    post anety_wk z 20 grudnia, co o tym myślicie?

    Przeczytałam cały wątek i po zapoznaniu się z sytuacją pojawia się we mnie
    tylko jedno pytanie: Czy to dla dobra dziecka?
    Cały czas tylko ta myśl przewija się przez wszystkie posty, bo rzeczywiście
    dobro dziecka jest zawsze najważniejsze. Ono nie powinno cierpiec za błędy
    swoich rodziców, wiec musimy się starać stworzyc mu takie warunki, aby jak
    najmniej odczuło rozstanie swoich rodziców, bo przeciez to nie ono się z nimi
    rozwodzi. Ale jesli dziecko wczesniej nie znało swojego ojca, tak jak w tym
    przypadku, jesli jego rola i udział w życiu dziecka zakonczył się na
    zapłodnieniu, to po co nagle stwarzac sztuczne rodzicielstwo?!
    Co innego jesli rodzice sie rozstaja, ale do tego czasu dziecko miało dobry
    kontakt z ojcem, zdążyło wytworzyc z nim więź emocjonalną, a ich spotkania i
    relacje pozostana niezmienione i są wręcz konieczne, bo inaczej wyrządzilibysmy
    dziecku ogromną krzywdę pozbawiając je tego.
    Ale co w Twojej sytuacji dają dziecku te spotkania z ojcem?! Dla mnie wygląda
    to jedynie na chęć stworzenia pozorów troskliwego i kochającego ojca, aby tak
    jak napisałaś, nikt z tych, którzy go znaja nie mógł mu zarzucić, że sie nie
    interesuje dzieckiem, bo juz piętno porzucenia matki i własnego dziecka na nim
    ciązy, wiec chyba po prostu chce sie zrehabilitowac i udowodnic wszystkim w
    koło, ze wcale nie jest taki zły. Przecież wystarczy przeczytać tych kilka
    postów, aby zauwazyć, że nie ma w nim wielkiej miłosci do syna, bo tak nie
    zachowuje się ktoś kto kocha. Owszem mozna spekulowac nad tym czy kocha czy
    nie, bo niby skąd my to mozemy wiedziec co czuje, ale przeciez to czyny sa
    wyrazem miłosci, a w jego przypadku miłosc do syna wyraza sie poprzez spotkania
    2 razy w miesiącu. Wybaczcie, ale według mnie tak nie zachowuje sie kochający
    tata. A skoro kontakt z synem nie wypływa z potrzeby serca, jesli oprócz
    odbębnienia 2 godzinek ojciec nie wykazuje żadnego zainteresowania i żadnej
    troski o syna, to dla mnie taka sytuacja jest rzeczywiscie mąceniem dziecku w
    głowie i wyrządza mu więcej krzywdy niz pożytku, bo narusza jego stabilizację i
    porządek świata.
    Dlaczego te kontakty z biologicznym ojcem są tak ważne, jesli nie wnoszą nic
    pozytywnego w zycie dziecka? Dla samej zasady? Dla spokojnosci sumienia? Dla
    własnej asekuracji, w razie gdyby dziecko kiedys miało nam cos wypomniec?
    Jesli ktos nigdy nie był ojcem dla własnego dziecka, to nagle sie nim nie
    stanie dzieki dwugodzinnym spotkaniom, bo widac, że czasem nawet na to go nie
    stać, wiec nie ma tu mowy o częstszych kontaktach w celu wytworzenia więzi. Czy
    myslicie, ze człowiek, który przyczynił sie do tego, że ten chłopczyk żyje jest
    mu bliższy niz ten, który go wychowuje, poswieca czas, uwagę, troszczy sie o
    niego, daje swoja miłosc i opiekę? Ja szczerze w to wątpię!
    Czy uważacie, że dziecko nie jest w stanie stworzyc takiej bliskości z
    partnerem matki, aby to własnie od niego miec wsparcie w każdej sytuacji?


  • samamama8 21.12.06, 13:21
    przepraszam alicji_wk
  • samamama8 21.12.06, 13:13
    aha i jeszcze jedno! próbowałam wczoraj z synem porozmawiać o ojcu, zapytałam
    czy lubi się z nim bawić, powiedziałam, jak ma na imię, zaczęłam coś w stylu,
    że tata to tak samo jak mama, a on mnie zupełnie zlekceważył....zupełnie nic
    nie powiedział, tylko coś zapytał o jakąś zabawkę i zaczął biegać po pokoju i
    się bawić...
  • anetina 21.12.06, 13:56
    3 latek musi sam mieć ochotę akurat na ten temat rozmawiać
    normalne, ze w danej chwili nie chciał o tym słuchac i mówić



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • derena33 21.12.06, 13:31
    Tak w nawiazaniu, wlasnie sie dowiedzialam o krokach rozwodowych mojej
    znajomej, ktora pare lat temu wniosla w malzenstwo z najbardziej kochanym
    mezczyzna na swiecie, dziecko.
    Niestety po paru latach sielanki i ojcowania dziecku, jej maz zdecydowal ze
    musi odejsc ( niewazne z jakiego powodu) oczywiscie dziecko spowrotem stalo sie
    obca osoba.
    Na jej placzliwe proby utrzymania rodziny, takze ze wzgledu na chlopca, ktora
    nie zna innego ojca oprocz jej meza, odpowiedzial, przeciez to nie jest moje
    dziecko.

    Ja wiem, ze wszystkie zakochane kobiety sa przekonane ze to bedzie wiecznie
    trwac, ale tak z czystego rozsadku moze warto przemyslec, czy warto odcinac
    prawdziwego ojca od dziecka?
    Ktoz wie co sie zdarzy za 10lat? Moze dziecku zostanie tylko ten prawdziwy
    ojciec a moze z powodu odciecia ojca od dziecka nikt mu nie pozostanie i wtedy
    zapyta sie mamy, mamo dlaczego ja nie mam taty?

    --
    Chyba musze zacząć używać polskich znaków, ale sorry nie chce mi sięsmile
  • samamama8 21.12.06, 13:36
    a jeśli ten biologiczny przychodzi, przychodzi...a nagle przestanie, bo mu się
    znudzi, bo nie będzie miał czasu, bo to bo tamto...to co ja wtedy powiem mojemu
    dziecku??????
  • derena33 21.12.06, 13:41
    Rob kobieto jak chcesz. Nikt cie do niczego nie zmusza.

    Nawiasem mowiac ja nigdy w zyciu nie odwazylabym sie na odebranie ojca dziecku
    i robilabym wszystko dla dobra dziecka i dla jego kontaktow z tata. Ale to ja,
    natomiast ty nic nie musisz.


    --
    Chyba musze zacząć używać polskich znaków, ale sorry nie chce mi sięsmile
  • samamama8 21.12.06, 13:47
    masz rację ja też bym się cholernie bała, ale jak widzę, że z tych widzeń nie
    ma żadnego pożytku...to mam siedzieć z rękoma założonymi, cieszyć się, że
    spełniłam swój cholerny obowiązek no bo w końcu dziecku nie zabraniałam i
    udawać, że jest wszystko ok!
  • bella67 21.12.06, 13:46
    Powiesz prawde jeśli się zapyta.Nie wiem dlaczego nie przychodzi. Nie oczekuj
    tez od dziecka, ze zaraz wszytsko zrozumie.
    Ja wychowywana byłam przez ojczyma, ojciec mieszkał 30 km ode mnie, mial swoja
    rodzine, zapragnął kontaktu raz jak byłam nastolatka i pewnie pojechałabym na
    zaproszenie, tak z ciekawości, zgrzeczności, ale do zaproszenia dopisał , ze
    moja matka to taka czy taka była....Domyslasz sie co pomyslałam o nim,
    nieładnie, to ona mnie wychowywała, wstawała w nocy, martiła sie o byt, a
    stosunki mamy z ojcem mnie nie interesowały, to nie moja sprawa, bo ja byłam
    dzieckiem, mnie interesowała mam i tata w odnisieniu do mnie. Nie ma żalu do
    mamy, ojczym stanąl na wysokości zadania, byl ojcem dla mnie. Teraz ja jako
    dorosła osoba dopier potrafię to ocenic.
    Pytasz dlaczego masz umożliwiać kontakty z biologicznym ojcem- ma do tego prawo
    syn- Ty działasz w jego imieniu, bo on jest niepełnoletni, ma do tego prawo
    ojciec jeśli chce tego( niewąne dlaczego). jesli zrezygnuje kiedys - trudno-
    jego sprawa, jego syn osądzi- nie TY- Ty masz przedstawić fakty, suche, jakimi,
    są . Bedzie syn drążył temat wytłumacz, nie osądzaj, nie oceniaj- do tego sa
    sądy, inni, syn wystawi laurkę tacie. Ty masz teraz uporządkowac dziekcu życie,
    zapewnic byt, w miare możliwości dogadac się z eksem jeśli che uczestniczyć w
    zyciu dziecka. Tak dla swojego spokojnego sumienia, dlatego, z ezrobiłąs
    wszytsko, zachowałąs sie jak nalezy, jak rodzic, matka, odpowiedzialna za
    dziekco, które poczęłaś, a za ojca i to, ze on jest nieodpowiedzialny nie
    ponosisz winy, ani wasz syn. Czas tez rozwiąże pewne sytuacje, wyklaruje, nie
    przewidzisz wszytskiego, nie zabezpiczysz się i nie uchronisz syna przed zlem
    tego świata. pojdzie do szkoły tez będą tam dzieci z rozbutych rodzin,
    wychowywane przez samem mamy, ojczymów, bedzie starszy, sam wyciagnie
    odpowiednie wnioski.
    Mój 2,5 latek tez zachowuje sie jak Twoj syn, nie wyskakuje przed orkietre, nie
    tłumacze na siłe czegoś, jest pytanie- jest reakcja moja. W miare jak będą sie
    pojawiac nowe będe odpowiadać, rozwiązywac problemy. B.
  • bella67 21.12.06, 13:53
    Pisząc o tym, ze nowy partner autorki watku miałby przysposobic syna nie miałam
    na mysli odcinania dziecka od ojca. Ułatwiłoby to wiele sytuacji wychowawczych
    itd. a ojciec nadal mogłby spotykac się z synem. Oczywiście biorąc pod uwage
    to, że tez miałam przypadek w rodzinie, ze sie dziecko przysposobiło, a potem
    byl problem bo płace alimenty, nest musiałby jasno sie określic i mieć
    świadomosć z czym to sie wiążę. Jednak truno planując nowe zycie planowac
    rozwód- nie dajmy sie zwariować, dzieic przysposobione tez sa i związki mają
    się dobzre. Może wejśc w związek małęński tworzyć rodzinę, niech mąz ma swoje
    prawa tylko w związku z tym niech to bedzie cywilizowane, spotkania normalne-
    tak więzi nigdy nie stworza, ale jak poznają siębie( a do tego tzreba więcej
    niż 2 godz.) swoje środowiska- wiec odowiedziny u taty, syna w domu/ Dlatego
    trzeab usiąśc porozmawiać z eks, next, dziewczyna zna najlepiej swoich
    partnerów- byłego i aktualnego, powinna wiedzieć jak pokierowoać rozmową, jaich
    użyć argumentów.B.
  • alicja_wk 21.12.06, 13:56
    > Ktoz wie co sie zdarzy za 10lat? Moze dziecku zostanie tylko ten prawdziwy
    > ojciec a moze z powodu odciecia ojca od dziecka nikt mu nie pozostanie i
    > wtedy zapyta sie mamy, mamo dlaczego ja nie mam taty?

    A może tatuś po kilku latach rodzinnej sielanki pozna nową "panią", z którą
    będzie miał "nowe dziecko" i nie będzie chciał brać sobie dodatkowego "balastu"
    z przeszłości?! A może ta pani nie bedzie sobie życzyła jakichkolwiek przejawów
    zainteresowania w stosunku do tamtego dziecka?!
    Myślę, że można by "gdybać", spekulować, snuć najdziwniejsze tezy i przewidywać
    najróżniejsze rozwiązania, ale jedno według mnie jest pewne - to nie więzy krwi
    decydują o bliskości drugiego człowieka.
    Mąż Twojej znajomej zachował się akurat w taki sposób, ale ilu jest
    biologicznych ojców, którzy też odcinają się od swoich dzieci na własne
    życzenie i czasem my - matki, wcale nie musimy ich siłą "odcinać". To jest ich
    świadomy bądź nieświadomy wybór, bo czy kontakty ograniczające się do 4 godzin
    miesięcznie są w stanie stworzyć na tyle silną więź miedzy rodzicem a
    dzieckiem, aby oboje mogli liczyć na siebie w trudnej sytuacji?!
    Ale wydaje mi się, że inicjatywa leży po stronie ojca, bo co z tego, że matka
    będzie nalegać na spotkania i wypruwać sobie żyły, aby tatuś zechciał sie
    bardziej zainteresować swoim dzieckiem?! Zrozumcie, że do MIŁOSCI nie da sie
    zmusić, żadnymi sposobami, ani prośbą, ani groźbą, a jesli by była, to czymś
    naturalnym i oczywistym byłaby chęć kontaktów z osobą ktorą sie kocha, na
    której nam zależy i która jest dla nas ważna! POmyślcie logicznie, czy jesli
    kogos nie kochacie, to tęsknicie za nim, chcecie z nim spędzac swoj czas,
    rozmawiać z nim, przytulać się, czy potrzebujecie kontaktów z nim? Owszem, na
    miłość potrzeba czasu, ona nie rodzi się czasem w momencie zajścia w ciąże,
    szczególnie u mężczyzn, którzy biernie uczestniczą w życiu płodowym dziecka,
    ale ten człowiek SAM powinien coś z siebie dać, jesli chociaż CHCE pokochac
    swojego synka! Przecież ani matka ani dziecko tego za niego nie zrobią!!!
  • derena33 21.12.06, 14:06
    Ja mysle, ze z inicjatywy ojca sadowe ustalenie spotkan w RODK-u z dzieckiem,
    swiadczy na jego korzysc.
    Patrzac na argumentacje mamasamy8 to wyraznie z jej postow wynika ze wlasciwie
    nie ma innej mozliwosci ustalenia miejsca spotkan, bo honor, bo
    nieodpowiedzialny, bo nigdy w zyciu w jej mieszkaniu i nigdy na spacer,
    najlepiej pewnie jakby umarl i wszyscy by o nim zapomnieli.
    A tlumaczenie ze to tylko dlatego bo mu wstyd przed sasiadami bo miejscowosc
    mala, wybaczcie ale do mnie nie przemawia.
    Wielu ojcow z malych miejscowosci ma w dupie swoje dzieci, nie odwiedza ich i
    rodzina takiego tatusia to akceptuje, a sasiadom sie mowi byle co.

    --
    Chyba musze zacząć używać polskich znaków, ale sorry nie chce mi sięsmile
  • samamama8 21.12.06, 14:14
    derena33 to wytłumacz mi jeszcze proszę dlaczego skoro kocha moje dziecko,
    skoro chce się z nim widywać odwołuje widzenie mówiąc mi, że się mu samochód
    zepsuł, a jakby przyjechał autobusem to by do pracy nie zdążył (buhaha chociaż
    na godzinę ale bym przyjechała...ja jakoś z dzieckiem moge jeździć autobusem!)

    A po jakimś czasie jak powiedziałam, że nie miał zepsutego samochodu bo go ktos
    tam widział, powiedział, że tak naprawdę musiał siostrę (22 lata wtedy) zawieźć
    na pociąg do miejscowości oddalonej 20 km. Sorry siostra też nie może
    autobusem?!?!?

    Jak się więc okazuje są rzeczy ważne i ważniejsze, dla niego najwyraźniej te
    widzenia nie są na tyle ważne!
    Nie mówiąc już o tym, że kłamie...!
  • alicja_wk 21.12.06, 14:28
    > A tlumaczenie ze to tylko dlatego bo mu wstyd przed sasiadami bo miejscowosc
    > mala, wybaczcie ale do mnie nie przemawia.
    > Wielu ojcow z malych miejscowosci ma w dupie swoje dzieci, nie odwiedza ich i
    > rodzina takiego tatusia to akceptuje, a sasiadom sie mowi byle co.

    Dlatego ja zawsze jestem daleka od wszelkiego rodzaju uogólnien. Nie znamy
    ludzi, nie znamy sytuacji, nie znamy okoliczności, więc nie do nas należy osąd
    ani krytyka, czy nawet doradzanie czegokolwiek. Każdy przypadek jest
    indywidualny, więc nie róby czegoś takiego, że "zawsze dziecko musi miec
    kontakt z ojcem, bo inaczej wyrządzamy mu krzywdę", "zawsze matka utrudnia, bo
    pewnie nie nawidzi swojego "ex"", "zawsze kocha, bo jest przecież ojcem". To są
    stereotypy w stylu "duzy biust zawsze musi być obwisły", "blondynki są głupie i
    puste", "a BMW jeżdżą buraki".

    > Ja mysle, ze z inicjatywy ojca sadowe ustalenie spotkan w RODK-u z dzieckiem,
    > swiadczy na jego korzysc.
    > Patrzac na argumentacje mamasamy8 to wyraznie z jej postow wynika ze wlasciwie
    > nie ma innej mozliwosci ustalenia miejsca spotkan, bo honor, bo
    > nieodpowiedzialny, bo nigdy w zyciu w jej mieszkaniu i nigdy na spacer,
    > najlepiej pewnie jakby umarl i wszyscy by o nim zapomnieli.
    Myslę, że inicjatywa ojca jest "zerowa", gość po prostu idzie na łatwiznę,a
    według mnie, problemu nie stanowi tutaj miejsce spotkań tylko ich częstotliwość
    i przebieg. Gdyby chociaż jedna z Was spróbowała odwrócić sytuację i wyobrazic
    sobie, że jej dziecko mieszka z ojcem, a ona ma prawo do widywania się z nim...
    O co wtedy byście walczyły? O spotkania 2godzinne 2 razy w miesiącu? Chyba
    każdy posądziłby was o to, że jesteście wyrodnymi matkami, ale ojcu należy bić
    za to pokłony, bo biedny stara sie jak może! Ja bym w takiej sytuacji robiła
    wszystko, poruszyłabym niebo i ziemię, aby móc się widywać z dzieckiem
    przynajmniej kilka razy w tygodniu i nie miałoby dla mnie znaczenia GDZIE tylko
    JAK!!! Dlatego ja wcale nie dziwie się, że samamama nie życzy sobie gościc tego
    pana w domu swoich riodziców, bo chyba nalezy ich uszanować, prawda? Mają prawo
    do spokoju we własnym domu, a jesli ktoś nie potrafi się kulturalnie zachować,
    to nie mamy obowiązku kogoś takiego wpuszczać. Z resztą cały czas będę uważała,
    że to do ojca należy inicjatywa, pod warunkiem, że mu zależy, ale jesli olał
    sprawę i zadowala się ochłapami, to znaczy, że ma to gdzieś.
  • anetina 21.12.06, 14:04
    dlatego mi jest jeszcze ciężko podjąć tą decyzję - o przysposobieniu mojego
    syna przez mojego partnera
    M. jest pewny
    a ja jestem pewna, ale chcę jeszcze sobie dać czas

    chcę mieć tą 100 % pewność



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • alicja_wk 21.12.06, 14:11
    Dobrze, gdy człowiek jest pewny swoich decyzji i jest przekonany o ich
    słuszności, ale wydaje mi się, że większą rolę w życiu odgrywa poczucie
    odpowiedzialności za swoje czyny. Jak to ktoś kiedyś powiedział "nigdy nie bądź
    pewny, bo pewność jest niepewna" i "tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono".
    Zatem to, że człowiek jest czegoś pewny w danym momencie swojego zycia, nie
    daje nam gwarancji, że nigdy nie zmieni zdania, bo koleje losu są
    nieprzewidywalne, a człowiek często uzależnia swój punkt widzenia od punktu
    położenia.
  • samamama8 26.12.06, 13:23
    sorry, że znów zawracam! ale jak zwykle to samo...zawsze tak jest, że gdy juz
    jakoś sobie to wszystko poukładam, jakoś sobie tak wszystko wytłumaczę, że
    nawet zaczynam gościa rozumieć...wtedy on robi cos takiego, że ręcę opadają...
    i znów to samo...postanowiłam wreszcie z nim pogadać, wyjaśnić to wszystko,
    dogadać się, pierwsza wyciągnąć rękę ( a co mi tam nie ubędzie mi! )...i znów
    zwątpiłam!

    Widziałam Go w sobotę na rynku, oglądał coś ze swoją żoną! Ja byłam z synkiem i
    bratem również na zakupach! Jak nas zobaczył z daleka odwrócił się bokiem i
    udawał, że nas nie widzi! A przecież mijaliśmy się ramieniem w ramię...nie
    widzielismy się z daleka, mijaliśmy się z naprzeciwka! Ludzi prawie wcale nie
    było! Na sto procent nas widział, bo ja go zauważyłam dużo wcześniej i
    widziałam jak spojrzał na nas z daleka i szybka spuścił wzrok i się odwrócił!
    Mój brat też widział!
    Mój syn go oczywiście nawet nie poznał, albo nie zwrócił uwagi (niosłam go na
    rękach więc był na wysokości twarzy tatuska, nie widział czy nie poznał???)
    a on "kochany tatuś przed sądem" wstydzi się swojego syna na ulicy...nie wiem,
    może przez żoną, może przed ludźmi!!!
    I powiedzcie teraz nadal uważacie, że te widzenia są potrzebne mojemu dziecku?
    Nadal uważacie, że mu zależy na moim dziecku????
    Nie mam już sił...już chyba nie zniosę dłużej tej karuzeli, nie mam sił ciągle
    myśleć, zastanawiać się ...jak on tak może?!?!?!
    Po prostu już dłużej nie potrafię!
  • virtual_moth 26.12.06, 16:10
    Trzeba bylo do niego podejść. No ale nieeeeeee, przecież zniszczyłabyś sobie
    taki piękny powód, by nazywać go tym złym i już nic nie musieć.

    Kto wie, moze to była dobra okazja, by umowić się na spotkanie odnośnie
    dziecka? Przy żonie moze nie wykazywałby agresji w Twoim kierunku.
    --
    Mężczyzna i Feng Shui
  • samamama8 26.12.06, 16:26
    ciekawe czy Ty pierwsza odzywasz się do ludzi, którzy odwracają się do Ciebie
    na ulicy????


    uważasz, że szukam sobie powodów by nazywać go złym? wytłumacz w takim razie
    dlaczego w sądzie zgrywa kochanego tatusia a na ulicy się do nas nie przyznaje!
    To nie był pierwszy raz! Od samego początku kiedy tylko mnie zostawił, jak się
    przypadkiem gdzieś miniemy udaje, że nas nie zna! Dlaczego? Wstydzi się nas?
    Jego cała rodzina tak się zachowuje jakby nas nie znali...co im to daje! Udają,
    że problemu nie ma!?!?
    Nie musze szukać sobie powodów...ten człowiek sam je na własne życzenie
    podkłada!
    Ugryzłabym go jakby powiedział cześć do synka????Jak tak można! Niech się nie
    odzywa do mnie! Niech mi nie mówi cześć! Ale dlaczego nie odezwie się do
    swojego również dziecka?????
    jak dla mnie to nic innego...tylko się wstydzi!!!

    Boże, jak tak mozna! Dlaczego ciągle musze się tłumaczyć z tego czy tamtego! To
    on nic...kompletnie nic nie robi!!! A ja muszę się tłumaczyć, że nie biegam za
    nim i nie prosze się o kontakt, rozmowę czy chocby uwagę dla mojego dziecka!?!?
    Tym bardziej, gdy widze, że on sobie tego nie życzy, nie chce!!! To trochę
    nienormalne!
    bynajmniej jak dla mnie....

  • kai_30 26.12.06, 19:27
    samamama8 napisała:

    > ciekawe czy Ty pierwsza odzywasz się do ludzi, którzy odwracają się do Ciebie
    > na ulicy????

    Co prawda pytanie nie było skierowane do mnie, ale pozwolę sobie odpowiedzieć.
    Do obcych ludzi - nie. Do ojca mojego dziecka - owszem, odezwałabym się, gdyby
    mnie nie zauważył na ulicy, a ja byłabym z dzieckiem. Miałaś idealną okazję,
    żeby nieco dziecku naprostować skrzywiony obraz ojca, który "mieszka w rodku".
    Ale nie - Twoja urażona duma jest ważniejsza niż wszystko inne.

    Wiesz co, napiszę teraz coś wrednego. Może on się faktycznie wstydzi? Nie
    dziecka - Ciebie. Z każdego Twojego postu przebija agresja i "obrażanie się",
    jak u przedszkolaka. Twój były nie potrafi być normalnym, choć dochodzącym,
    ojcem dla swojego dziecka, ale Ty również nie potrafisz zachować się jak osoba
    dorosła. Na każdą propozycję, którą rzucały Ci tutaj dziewczyny, reagujesz
    świętym oburzeniem - jak to? Do domu wpuścić? Na spacer pozwolić iść? Na ulicy
    podejść? Powiedzieć, jak ojciec ma na imię? W życiu!

    Byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie to, że dziecka szkoda.
    --
    Sygnaturka nieczynna do odwołania...
  • samamama8 02.01.07, 06:44
    >Do ojca mojego dziecka - owszem, odezwałabym się, gdyby
    > mnie nie zauważył na ulicy

    on mnie zauważył tylko się odwrócił i udawał strasznie zajętego zakupami...

    >Z każdego Twojego postu przebija agresja i "obrażanie się",

    podaj proszę przykłady tej niby mojej agresji???
    Od kiedy to bronienie swoich poglądów to agresja? No chyba, że tutaj... (zaraz
    wyjaśnie o co chodzi?!)

    >Na każdą propozycję, którą rzucały Ci tutaj dziewczyny, reagujesz
    > świętym oburzeniem - jak to? Do domu wpuścić? Na spacer pozwolić iść? Na ulicy
    > podejść? Powiedzieć, jak ojciec ma na imię? W życiu!


    nie odpisuję na każda propozycję "w życiu" tylko próbuję wyjaśniać dlaczego nie.
    Masz rację nie potrafię znaleźć rozwiązania swojej sytuacji dlatego tu
    piszę...nie wiedziałam, że tu się piszę tylko wtedy gdy się wszystko wie,
    wszystko jest takie proste i oczywiste. Dla mnie moja sytuacja jest cholernie
    skomplikowana, dużo sie działo, jest mnóstwo niezrozumiałych bynajmniej dla
    mnie zdarzeń. A to, że mimo wszystko zdecydowałam się tu napisać ... że,
    żebyście lepiej mogli zrozumieć sytuację i obiektywnie ocenić podałam mnóstwo
    szczegółow...to chyba jednak trochę świadczy o tym, że mimo wszystko "szukam
    tego rozwiązania"!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    ale jest to dla mnie trudne...przełamać się i wyciągnąć rękę do człowieka,
    który tak skrzywdził, do tej pory nawet nie przeprosił, nawet nie widać by
    chciał...

    Kai_30 i nie obrażam się za Twój post! Potrzebuje prawdziwych opini, takich
    których nie odważyłaby się powiedzieć przyjaciółka czy rodzina...bo z nikim
    innym nie rozmawiam na ten temat! Znam tylko swój punkt odniesienia co do tej
    sprawy i moich bliskich, a chciałabym poznać opinię innych! Może ktoś potrafi
    wytłumaczyć dlaczego ten człowiek tak się zachowuje??? może ktoś jest w
    podobnej sytuacji i potrafi spojrzeć oczyma mojego eks?

    Ale widzę, że na tym forum panuje jakieś przekonanie "za wszelką ceną!"
    bo psycholodzy powiedzieli, że najlepsze dla dziecka, żeby miał jak najlepszy
    kontakt z dzieckiem (ok, co do tego to słusznie!) Tylko nie rozumiem matek,
    które za wszelką ceną ten kontakt podsycają, same!!! bo dziecko chce żeby tata
    z nami spał, więc śpi?!?! bo "tatuś" zadzwoni w każdej chwili, gdy się mu
    przypomni i mama użycza mu nawet swojego domu, żeby mógł czasem się z dzieckiem
    pobawić (dziwnie bo gdy go potrzeba to go nie ma...tylko wtedy gdy chce!)
    Bo "tatuś" chce z dzieckiem spacerować, więc jak napisała jedna z forumowiczek
    nawet w nocy w zimie można przecież z dzieckiem spacerować ???!!!

    Dla mnie to wszystko jest co najmniej chore!!!możecie teraz dopiero pożreć mnie
    na strzępy, krytykować do woli!!! Bo to (bynajmniej co po niektórym wychodzi
    najlepiej!) Mam wrażenie czytając niektóre posty, że to wszystko co robicie to
    jakaś otoczka, stworzenie dziecku niby normalnego domu, niby rodziny, która nie
    mieszka razem, ale przecież jest wszystko w porządku! Ze to tak jakby trochę
    oszukiwanie dzieci, które jednak w końcu zrozumią! Że to może z poczucia winy,
    że rozpadło się małżeństwo, przez nas-rodziców, więc teraz za wszelką cenę
    chcemy to naprawiać i dziecku niby wynagradzać. I taty którego do tej pory
    dziecko nieraz i tak nie widywało, bo mimo iż mieszkał razem to po całych
    dniach pracował, nie miał czasu, był zmęczony...nagle JEST! Bo przychodzi, co
    prawda od czasu do czasu ale jak już przyjdzie to zajmuje się tylko dziećmi!!!
    nagle ma dla nich czas, nagle się z nimi bawi, zajmuje, czego to tej pory
    pewnie nie robił! I co dziecko wtedy myśli...nie wiem, być może, że tak jest
    fajniej?! tzn. fajniej się rozwodzić! Bo rodzice wszystko wynagradzają! bo
    tatuś przychodzi i nic się nie liczy tylko dziecko! bo mama tez taka jakaś
    inna, wyrozumialsza...Tylko gdzie obraz PRAWDZIWEJ rodziny! Jak dziecku poźniej
    nauczyć co to jest prawdziwa rodzina? Jak mu pokazać, że rodzina to wszyscy:
    mama, tata i dziecko, że tak powinno być! Jak mu to wytłumaczyć, że tak jest
    najlepiej skoro ono wie że inaczej też jest super!!!!

    I my matki same najlepiej wiemy co to znaczy zostać porzuconą z dzieckiem, i
    pewnie każada z nas chciałaby to oszczędzić każdej innej kobiecie, więc jak
    wychować dziecko, by mu pokazać, co to prawdziwa rodzina, odpowiedzialne
    rodzicielstwo, co znaczy przysięgać przed Bogiem, skoro później można w każdej
    chwili się rozwieść i nie ma żadnego problemu!!!!! bo przecież dla dziecka to
    nawet fajniej! Jak wychować naszych synów żeby oni nie zostawiali?????? jak
    pokazać że tak nie wolno, że się krzwdzi człowieka w ten sposób, skoro WY mamy
    za wszelką cenę próbujecie udowodnić swoim dzieciom w takich sytuacjach, że
    przecież nic złego się nie stało???
  • samamama8 02.01.07, 06:56
    czy dla dziecka naprawdę jest dobre takie stwarzanie "nienaturalnej
    atmosfery"????
    Dla wszystkich, którzy myślą, że ja utrudniam swojemu eks?????
    Ja po prostu nic nie robię (wożę jedynie dziecko na widzenia) Nie utrudniam! Po
    prostu nic nie robię poza to co sąd postanowił, ale ten człowiek też nic nie
    robi... Oboje siedzimy z założonymi rękoma i wydaje się, że spełniliśmy już
    rodzicielski obowiązek! bo wydaje mi się, że to on powinien wykazać chęć,
    jakiekolwiek zainteresowanie, nie można nikogo zmuszać do miłości, bo można
    wyrządzić jeszcze większa krzywdę! Nie proszę, nie rozmawiam (skoro on uważa,
    że nie ma o czym bo i tak mu się wszystko należy!), bo wydaje mi się, że nie
    można prosić się o zainteresowanie! Bo nie wiem czy moje dziecko chciałoby,
    abym żebrała w jego imieniu o względy dla niego????
    Bo wydawało mi się do tej pory, że on sam powinien zrozumieć, że on sam
    powinien chcieć, że gdy będę nacisakć na niego to będzie jeszcze gorzej!

    Więc czekam, aż on się obudzi i sam zechce kochać moje dziecko! bo ja go do
    niczego nie zmuszę....
  • anetina 02.01.07, 08:15
    zgadza się

    sytuacja jest chora, że twój były partner nie wykazuje żadnej inicjatywy
    ale z drugiej strony - ty jako przedstawicielka dziecka - masz prawo i nawet
    obowiązek zrobić pierwszy krok

    ale patrząc na moją sytuację
    nie zrobiłąbym pierwszego kroku
    nie prosiłabym eksa o kontakt z nami
    dziecko będzie chciało - ok, pomogę
    ale ja sama z siebie nie zrobiłabym tego pierwszego kroku


    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • anetina 02.01.07, 08:03
    samamama8 napisała:

    > Ale widzę, że na tym forum panuje jakieś przekonanie "za wszelką ceną!"
    > bo psycholodzy powiedzieli, że najlepsze dla dziecka, żeby miał jak najlepszy
    > kontakt z dzieckiem (ok, co do tego to słusznie!) Tylko nie rozumiem matek,
    > które za wszelką ceną ten kontakt podsycają, same!!! bo dziecko chce żeby
    tata
    > z nami spał, więc śpi?!?! bo "tatuś" zadzwoni w każdej chwili, gdy się mu
    > przypomni i mama użycza mu nawet swojego domu, żeby mógł czasem się z
    dzieckiem
    >
    > pobawić (dziwnie bo gdy go potrzeba to go nie ma...tylko wtedy gdy chce!)
    > Bo "tatuś" chce z dzieckiem spacerować, więc jak napisała jedna z
    forumowiczek
    > nawet w nocy w zimie można przecież z dzieckiem spacerować ???!!!


    poniekąd masz rację
    dlatego ja się cieszę, że nie dziecko nie zna "ojca"
    że nie ma eksa w naszym zyciu



    > I my matki same najlepiej wiemy co to znaczy zostać porzuconą z dzieckiem, i
    > pewnie każada z nas chciałaby to oszczędzić każdej innej kobiecie, więc jak
    > wychować dziecko, by mu pokazać, co to prawdziwa rodzina, odpowiedzialne
    > rodzicielstwo, co znaczy przysięgać przed Bogiem, skoro później można w
    każdej
    > chwili się rozwieść i nie ma żadnego problemu!!!!! bo przecież dla dziecka to
    > nawet fajniej! Jak wychować naszych synów żeby oni nie zostawiali?????? jak
    > pokazać że tak nie wolno, że się krzwdzi człowieka w ten sposób, skoro WY
    mamy
    > za wszelką cenę próbujecie udowodnić swoim dzieciom w takich sytuacjach, że
    > przecież nic złego się nie stało???


    dlatego Mały od małego jest uczony tolerancji, reagowania na krzywdy innych
    szanowania dziewczynek, kobiet, młodszych
    innych ludzi

    liczę na to, że uda nam się Małego wychować na porządnego faceta



    --
    mamuś, kocham cię
    kochanie ... hmmm hmmm
  • wojag 04.01.07, 21:17
    wiesz co, jak zostawil mnie maz z malenkim parotygodniowym dzieckiem, myslalam,
    ze chcialabym poznac kogos, kto bedzie dla niego ojcem i do kogo on tak bedzie
    mowil, ale chyba zaczynam zmieniac zdanie.
    w swieta spotkalam sie z kolezanka, ona miala sytuacje taka, ze jej coreczka
    zaczela mowic do jej faceta "tato", oni sie pobrali, byli jakis czas
    malzenstwem, ale niestety rozwiedli sie i ten przybrany tatus zniknal z ich
    zycia. mala jest wyglupiona.
    mysle, ze jednak dziecko powinno do naszych nextow mowic "wujku" lub po
    imieniu, bo niestety nigdy nie wiemy, co los przyniesie... moze jest to
    okrutne, taki pesymizm, ale jestem realistka i najwazniejsze jest dla mie dobro
    mojego dziecka.
    moj maz tez przychodzi na widzenia i to jeszcze nie kazde, nie interesuje sie
    dzieckiem, nawet gdy jest chore, kiedy przychodzi do mnie wogole sie nie
    odzywa, albo tylko prowokuje klotnie, wiec calkowicie rozumiem, o co ci
    chodzi...musisz to przemyslec, ale mi na przyklad zycie pokazalo, ze niczego
    nie mozna byc pewnym, a juz napewno nie faceta.
    pozdrawiam
  • alicja_wk 05.01.07, 09:04
    > w swieta spotkalam sie z kolezanka, ona miala sytuacje taka, ze jej coreczka
    > zaczela mowic do jej faceta "tato", oni sie pobrali, byli jakis czas
    > malzenstwem, ale niestety rozwiedli sie i ten przybrany tatus zniknal z ich
    > zycia. mala jest wyglupiona.
    A ile jest takich sytuacji: wychodzimy za mąż, z tego związku rodzi się
    dziecko, które oczywiście do naszego męża mówi tatuś, potem nagle coś się
    psuje - rozstajemy się i ten biologiczny też nagle znika z naszego życia, nie
    interesuje sie, nie kontaktuje... po prostu przestaje dla dziecka istniec...
    Czy może w takiej sytuacji tez byłoby dla dziecka lepiej, gdyby w ogole do
    niego nigdy nie mówiło "tato", tak na wypadek gdyby nagle zniknął, bo przecież
    wtedy dziecko też "głupieje"?!

    > mysle, ze jednak dziecko powinno do naszych nextow mowic "wujku" lub po
    > imieniu, bo niestety nigdy nie wiemy, co los przyniesie... moze jest to
    > okrutne, taki pesymizm, ale jestem realistka i najwazniejsze jest dla mie
    > dobro mojego dziecka
    Wychodząc za mąż za swoich "ex" też nie planowałysmy rozwodu, bo w przeciwnym
    razie nie decydowałybyśmy się na ślub, prawda? Rodząc dziecko tez nie
    wiedziałyśmy, że zostaniemy z nim same, bo inaczej by go może nie było... a
    przecież żadna z nas nie chciałaby świadomie skazywać swojego ukochanego
    dziecka na życie w rozbitej rodzinie...
    Więc może lepiej, gdy tak "na wszelki wypadek" nasze dzieci do swoich
    biologicznych ojców też będą mówiły "wujku", bo przecież nie wiadomo co los
    przyniesie, a tak to w razie, gdyby nagle zniknął z życia naszego dziecka, to
    nie będzie ogłupiałe w tej sytuacji.

    Nie rozumiem skąd bierze się w was taka pewność, że biologiczny ojciec nigdy
    się nie odwróci od dziecka? Czy macie nadzieję, że nagle pokocha to dziecko,
    gdy was zabraknie, że tylko dzięki pewnym okolicznościom zacznie się nim
    interesować?! Przecież jesli tego nie robił przez całe dotychczasowe życie
    dziecka, to co musi się stać, aby nagle się zmienił? Nakaz sądowy? Poczucie
    obowiązku? Wyrzuty sumienia? Jeśli którykolwiek z tych powodów, to ja dziękuję
    za takiego ojca. W takiej sytuacji wolałabym już chyba, żeby zajęli się nim
    ludzie, którzy na prawde pragną tego dziecka i mogą je adoptować, którym los
    mojego synka nie będzie tak obojętny jak jego ojcu przez te wszystkie lata,
    kiedy go nie było.
  • wojag 05.01.07, 12:42
    nie zrozumialas mnie; uwazam, ze dziecko powinno wiedziec, ze ma ojca
    biologicznego i to na tyle; ale jesli chodzi o nextow, to jak sobie to
    wyobrazasz, ze do kazdego nexta bedzie mowil "tato"? tak przynajmniej wie, ze
    ojca ma gdzies tam, a nie ze ma ich kilku, prawda?
  • wojag 05.01.07, 12:44
    ja po prostu nie wierze facetom, oni po prostu sa, a za chwile ich nie ma... ja
    to wiem, a moje dziecko niekoniecznie
  • alicja_wk 05.01.07, 12:57
    Myślę, że to nie do końca tak... Owszem są osoby niegodne zaufania, ale to
    chyba nie kwestia płci, tylko charakteru. Ale fakt-faktem, nasze dziecko zawsze
    pzostanie przy nas, a facet odejdzie, nie zależnie czy to biologiczny ojciec,
    czy nie.
    Masz rację z tym zwracaniem się do partnerów matki. Zawsze byłam tego samego
    zdania, tylko mi chodzi raczej o fakt bycia "ojcem", a nie o to, jak się kogo
    mianuje. Bo na to nie ma reguły i zarówno tak, jak biologiczny może być dla
    dziecka kims zupełnie obcym przez całe życie, tak jego ojczym może stać sie dla
    niego kimś tak bliskim, że nawet po ewentualnym rozstaniu z matką mogą zostać
    przyjaciółmi na resztę życia. Cały czas będę powtarzała, że nie więzy krwi
    decydują o tym, czy ktoś jest nam bliski, tylko więzi emocjonalne.
  • wojag 06.01.07, 11:16
    no, teraz to sie calkowicie z toba zgadzam, po prostu sie nie zrozumialysmy!
    uwazam tak samo jak ty, tata jest ten, kto uczestniczy w wychowaniu dziecka, w
    opiece nad dzieckiem, kto jest wzorem dla dziecka, a ojcem biologicznym jest
    ten, ktory to dziecko sprowadzil na swiat i nic poza tym.
    ciesze sie, ze sie zrozumialysmy.
    pozdrawiam serdecznie!
  • samamama8 05.01.07, 09:39
    moj maz jakby nie bylo to ojczym dla mojego dziecka, a jak sama nazwa wskazuje
    ojczym to ojciec...
    wiec uwazam, ze dziecko ma prawo mowic tata jesli czuje taka potrzebe...
    oczywiscie caly czas bedzie wiedzialo, ze ma innego ojca biol. a ten go jedynie
    a moze az wychowuje...
    jest to zbyt male dziecko aby mu tlumaczyc te roznice, gdyby moj syn mial
    kilkanascie lat pewnie by nie mowil tata do mojego meza...ale to jest
    kilkuletnie dziecko!
    Nikt nie pamieta chyba, ze ojciec to nie tylko ten co "ofiarowal swoja
    komorke", ale rowniez ten który wychowuje...
    i nikt chyba nie pamieta, ze moje dziecko nie znalo swojego ojca wczesniej,
    nigdy nie mieszkalo z nim, moje dziecko nie wie co to tata, bo ten czlowiek
    zostawil nas zanim sie urodzilo! Zna natomiast od malenkiego mojego meza...i to
    on jest dla niego takim tata jak dla kolegow w przedszkolu tata z ktorym oni
    mieszkaja i z kim przychodza do tego przedszkola...
    a ten drugi??? nie mam pojecia jak odbiera te sytuacje moje dziecko, chodzi i z
    nim sie bawi co jakis czas...
    ]nie ma takiej opcji ze nie bedzie wiedzialo, ze ten jest biol. a ten go
    wychowuje...oczywiscie dowie sie jak bedzie starszy, jak zacznie pytac, jak sam
    zacznie troche rozumiec....i wtedy sam zdecyduje kto jest dla niego
    tym "bardziej tata".
  • samamama8 05.01.07, 09:45
    w sytuacji gdy dziecko wychowuje sie w niepelnej rodzinie, NIGDY JUZ NIE BEDZIE
    NORMALNIE...tak jak powinno byc, kazda sytuacja i wszytsko co bysmy zrobily dla
    naszych dzieci to juz i tak nie bedzie normalnie....trzeba zatem umiec wybierac
    te najbardziej normalne wyjscia z tych nienormalnych
  • alicja_wk 05.01.07, 09:50
    Właśnie tak! Sam fakt, że rodzice nie mieszkają razem juz nie jest normalny, a
    co za tym idzie nie ma pozytywnego wpływu na rozwój dziecka. Nawet jesli
    rodzcie nie sa po rozwodzie, a np. tutuś po prostu pracuje za granicą.
    P.S. Czy zaglądasz czasem na pocztę?
  • samamama8 05.01.07, 09:51
    nie...ale zaraz zajrze
  • jowita771 05.01.07, 11:00
    samamama8 napisała:

    > moj maz jakby nie bylo to ojczym dla mojego dziecka, a jak sama nazwa
    wskazuje
    > ojczym to ojciec...

    a macocha to matka, jak sama nazwa wskazujewink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka