• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

ciągle płacze, bo chce być noszony :( Dodaj do ulubionych

  • 20.11.09, 16:53
    Bartek ma 4 m-ce. Kiedy tylko się urodził (nie chciałam popełnić
    tego samego błędu co przy pierwszym dziecku) postanowiliśmy nie brać
    go ciągle na ręce. Początek był super. Później jednak podwójny pobyt
    w szpitalu wszystko zepsuł (jak nie wziąść płaczącego dzieciaczka na
    ręce, kiedy pielęgniarki patrzą wilkiem? ). Kiedy się go weźmie na
    ręce jest wporządku. Czasem sam sie pobawi, ale kiedy mu się znudzi,
    to wyje niemiłosiernie, bo chce byc noszony. Wiem, że muszę byc
    konsekwentna i nie brać go ciągle na ręce, Ale jak tego dokonać,
    skoro on się aż zanosi? Boję się, żebym przypadkiem jemu krzywdy nie
    zrobiła. Serce przy tym jemu szybko bije.
    Zaawansowany formularz
    • 20.11.09, 17:02
      Jak mój ćwiczył akcje z zanoszeniem się dmuchałam mu buzię za każdym razem jak
      próbował. Oprócz tego zagadywałam go jak leżał i wył. Podnosiłam jak się
      uspokoił i siadałam z nim. Kładłam na matę lub do fotelika. Karmiłam albo
      przewijałam. Od dawna już się nie zanosi, wystarczy go wziąć na chwilę na ręce i
      nie trzeba z nim kursować.

      --
      Grunt to spokój.
      • 20.11.09, 20:06
        ..."dmuchałam mu buzię za każdym razem"

        dmuchałaś mu w buzię????!!!!! Ty kobito normalna jesteś?

        Jezu, jak ja czytam takie rzeczy, to mam ochotę naprawdę palnąć taką matkę
        gumowym młotkiem ale tak, żeby poczuła. Może spróbuj stanąć przy wylocie
        odkurzacza. Mniej więcej będzie ci tak samo!
        Brak mi słów... Sama to sobie wymyśliłaś, czy może (za przeproszeniem) ktoś
        ci(ę) dmuchał w buzię big_grin

        I jeszcze:

        "Oprócz tego zagadywałam go jak leżał i wył"

        Super, serio, że pozwalasz swojemu dziecku "leżeć i wyć". A potem, kurka, skarżą
        się, że dzieci takie niespokojne, nerwowe, ciągle płaczą. Jak myślisz dlaczego
        nie słucha Twoich zajmujących historii? Bo potrzebuje czułości i przytulenia
        (nawet na leżąco! dziecku tego nigdy dość, powinnaś go przytulać tyle, ile ma
        życzenie, bo to nie jego widzimisię ale bardzo, bardzo ważna potrzeba, wręcz
        elementarna dla normalnego rozwoju mózgu i emocjonalności)i w doopie ma twoje
        zagadywania.

        I zobacz, czy nie ma czasem choroby sierocej, serio mówię.

        Ja po prostu nie wiem, jak można sobie tak TRESOWAĆ dzieci? Jestem na 100%
        pewna, że niedługo zaczniesz go lać.

        Naskoczyłam? Tak, bo nie znoszę kretynizmu, a najbardziej wtedy, gdy ktoś się
        tym chwali!
        • 20.11.09, 21:17
          kiraout napisała:

          > ..."dmuchałam mu buzię za każdym razem"
          >
          > dmuchałaś mu w buzię????!!!!! Ty kobito normalna jesteś?


          Normalność jest pojęciem względnym. Zdefiniuj swoją wersję.


          >
          > Jezu, jak ja czytam takie rzeczy, to mam ochotę naprawdę palnąć taką matkę
          > gumowym młotkiem

          Gumowym? Coś ty taka delikatna? Nawalaj od razu udarowym.


          aSama to sobie wymyśliłaś, czy może (za przeproszeniem) ktoś
          > ci(ę) dmuchał w buzię big_grin


          Tak mi kazał personel medyczny jak się zaniósł po szczepieniu żeby dziecko nie
          wpadło w bezdech.
          >
          > I jeszcze:
          >
          > "Oprócz tego zagadywałam go jak leżał i wył"
          >
          > Super, serio, że pozwalasz swojemu dziecku "leżeć i wyć". A potem, kurka, skarż
          > ą
          > się, że dzieci takie niespokojne, nerwowe, ciągle płaczą.

          Moje dziecko nie płacze ciągle. Nie jest nerwowe i niespokojne.


          Jak myślisz dlaczego
          > nie słucha Twoich zajmujących historii?

          A i owszem słucha. Słyszy mój głos i reaguje. Uspokaja się. Wzięte na ręce się
          uśmiecha i grucha.

          Bo potrzebuje czułości i przytulenia
          > (nawet na leżąco! dziecku tego nigdy dość, powinnaś go przytulać tyle, ile ma
          > życzenie, bo to nie jego widzimisię ale bardzo, bardzo ważna potrzeba, wręcz
          > elementarna dla normalnego rozwoju mózgu i emocjonalności)i w doopie ma twoje
          > zagadywania.

          Przytulam. Post był o ryku bo chce być CIĄGLE NOSZONe. Nie noszę ciągle bo mi
          szkoda kręgosłupa. Siedzi sobie u mnie na kolanach albo przytula się do piersi.

          >
          > I zobacz, czy nie ma czasem choroby sierocej, serio mówię.

          gadasz jak potłuczona, kobieto. wink

          >
          > Ja po prostu nie wiem, jak można sobie tak TRESOWAĆ dzieci? Jestem na 100%
          > pewna, że niedługo zaczniesz go lać.

          Starszego nie leje to może i tego tez nie będę.

          >
          > Naskoczyłam? Tak, bo nie znoszę kretynizmu, a najbardziej wtedy, gdy ktoś się
          > tym chwali!
          >

          --
          Grunt to spokój.
          • 20.11.09, 22:15

            Tak mi kazał personel medyczny jak się zaniósł po szczepieniu żeby dziecko nie
            wpadło w bezdech.

            A niektóry personel medyczny to wcześniaki po kieszeniach nosi...

            No, ale jak ktoś każe, to już miejsca na pomyślunek brak.

            Serio, spróbuj z tym odkurzaczem smile A może przykazać? big_grin

            • 20.11.09, 22:25
              Jak masz inne sposoby na uratowanie zanoszącego się dziecka przed bezdechem to
              chętnie poczytam i poszerzę sobie horyzonty.


              kiraout napisała:

              >
              > Tak mi kazał personel medyczny jak się zaniósł po szczepieniu żeby dziecko nie
              > wpadło w bezdech.
              >
              > A niektóry personel medyczny to wcześniaki po kieszeniach nosi...
              >
              > No, ale jak ktoś każe, to już miejsca na pomyślunek brak.
              >
              > Serio, spróbuj z tym odkurzaczem smile A może przykazać? big_grin
              >
              --
              Grunt to spokój.
              • 20.11.09, 22:33
                nie dopuszczać do takiego płaczu!
                Piszesz o tym tak, jakby to było normalne zachowanie dziecka, a wiadomo, że nie
                jest. I jeszcze o zgrozo! radzisz to innym!

                Szczepienie, nie szczepienie, moje dzieci NIGDY nie płakały tak, zeby groził im
                bezdech.
                Co robisz swojemu dziecku?
                • 20.11.09, 22:49
                  Dzieci są różne. Jedne płaczą tak, inne inaczej.
                  Jedne się wkurzają aż do bezdechu, inne nie.
                  A dziecku nic nie robię. Wyrosło z zanoszenia się.
                • 20.11.09, 23:02
                  Skoro nie miałaś zanoszącego się dziecka - nie wiesz, o czym piszesz. Mój mały np. budził się z płaczem i zanosił w ciągu 3 sekund, zanim zdążyłam dobiec do łóżeczka. Nie zdarzało mu się to często, ale kilka razy się zdarzyło.
                  Lekarka tłumaczyła mi, że to kwestia położenia jakiegoś nerwu - niektóre dzieci tak są zbudowane, że się zanoszą od płaczu, inne nie. A jako metodę przywrócenia dziecku oddechu lekarze wskazywali m.in. klepanie po pupie - dzięki, ale wolę dmuchnąć w buzię. Gdy zaś dziecko odzyska oddech, oczywiście się je przytula i uspokaja.
                  • 21.11.09, 07:10
                    ale zanosił się aż do prawie bezdechu? Niemożliwe! W ciągu 3 sekund? Może trzech
                    minut! i to jak nie reagowałaś? Nie ma fizycznej możliwości, żeby dziecko
                    zrobiło to w tak krótkim czasie.
                    Owszem, Może się po prostu rozpłakać, nawet dość mocno ale zanosić w 3 sekundy...?
                    I co, za każdym razem buch mu w twarz? On oczywiście się zapowietrzał i wg.
                    Ciebie opanowywał... Mądra mama..., pochwal się lekarzowi, zwłaszcza
                    neurologowi, ech...
                    • 21.11.09, 10:11
                      kiraout napisała:

                      > ale zanosił się aż do prawie bezdechu? Niemożliwe! W ciągu 3
                      sekund? Może trzec
                      > h
                      > minut! i to jak nie reagowałaś? Nie ma fizycznej możliwości, żeby
                      dziecko
                      > zrobiło to w tak krótkim czasie.
                      > Owszem, Może się po prostu rozpłakać, nawet dość mocno ale
                      zanosić w 3 sekundy
                      > ...?


                      Ano może.... może....
                      ale przecież Ty sobie tego nie wyobrażasz, bo twoje ni zanosiło się,
                      więc matki dzieci zanoszacych się z pewnością pozostawiaja je na
                      kilkuminutowe darcie.

                      > I co, za każdym razem buch mu w twarz? On oczywiście się
                      zapowietrzał i

                      Nie zapowietrza się dziecka dmuchając mu w twarz smile Przeca ni
                      dymiesz mu w otwór gębowy lub nosowy smile no ale to trzba umieć
                      ogarnąć rozumem...


                    • 25.11.09, 16:03
                      Kiraout, ale żeś pojechała... Zanoszenie się u niemowląt zależy od modelu
                      neurologicznego a nie od reakcji rodziców... I dmuchnięcie w twarz jest
                      najprostszą, najszybszą i najbezpieczniejszą metodą wytrącenia dziecka z
                      bezdechu. Niektórzy radzą skropić dziecko zimną wodą albo potrząsnąć, ale nie
                      zawsze masz pod ręką zimną wodę, jak dziecko się akurat zatkało a potrząsanie
                      może być niebezpieczne. Dmucha się nie w drogi oddechowe smile))) tylko na twarz,
                      jakbyś chciała zdmuchnąć dziecku paproch albo komara z nosa. Straszna, szokująca
                      metoda smile))
                      --
                      Zajebiście Istotne Pytanie: czy gdybyś miała swoje własne 2 mln dolarów, to czy nadal byś z Nim była?
                • 21.11.09, 10:08
                  kiraout napisała:

                  > nie dopuszczać do takiego płaczu!

                  eeee.... Ty chyba jesteś jakas nawiedzona. Mój Młody zanosił sie
                  przez pierwsze 2 miesiące jak tylko zaczynał płakać.
                  Naskoczyłas na kobite jakby conajmniej katowala dziecko. dla mnie
                  duzo groźniejsze sa nawiedzone matki-idealne co to wszystko
                  najlepiej wiedzą.
                  A kobita chyba nie dęla z całej siły dziecku w twarz z mocą
                  odkurzacza. Bo wiesz... wystarczy lekki wiaterek dziecku w nos.

                  > Piszesz o tym tak, jakby to było normalne zachowanie dziecka, a
                  wiadomo, że nie
                  > jest.

                  No Twoje wypowiedzi wskazują na zwichrowane pojęcie normalności,
                  więc chyba spwcjalistką nie jesteś.

                  I jeszcze o zgrozo! radzisz to innym!
                  >
                  > Szczepienie, nie szczepienie, moje dzieci NIGDY nie płakały tak,
                  zeby groził im
                  > bezdech.
                  > Co robisz swojemu dziecku?

                  Rany!!!! naślij na babkę opiekę społeczną...
                  To Ty jesteś kretynką!
                  • 21.11.09, 10:30
                    Słuchaj, możesz się przerzucać tutaj jak chcesz.
                    nie uważam, ze zjadłam rozumy, przerażające jest to, że taka jagna_jagna, czy
                    inna uważa takie sposoby za doskonałe (radzi innym) i stosuje je z radością ("za
                    każdym razem") nie zdając sobie sprawy z tego jak odbiera to jej dziecko.
                    Akurat byłam świadkiem takiej akcji w szpitalu. Tego, co taka mama usłyszała nie
                    chciałaby usłyszeć żadna z Was. Proszę zapytać doświadczonego lekarza, bo ja
                    rzeczywiście ekspertem nie jestem.


                    • 21.11.09, 10:40

                      Wciąż nie napisałaś co wedle doświadczonego lekarza należy zrobić gdy już do
                      tego zapowietrzenia dojdzie.
                      I owszem dziecko potrafi się doprowadzić do stanu bliskiego bezdechowi w ciągu
                      kilku sekund.
                      To że ty czegoś nie przeżyłaś albo w coś nie wierzysz nie oznacza, ze to nie
                      istnieje.

                      --
                      Grunt to spokój.
                    • 21.11.09, 10:52
                      kiraout napisała:
                      bo ja
                      > rzeczywiście ekspertem nie jestem.
                      >

                      Nie jesteś ekspertem, ale jestes bardzo ograniczoną osobą.
                      Świat wg Ciebie składa się z dziecka, które należy traktować jak bóstwo i
                      spełniać każde jego żądanie (oj, poczekaj, poczekaj, zobaczysz potem!) i resztę
                      świata - np. inne mamy, które już nie są dziećmi,dlatego można traktować je
                      chamsko i brutalnie?
                      Nie wpadłaś na to, że i dziecko, i dorosły jest istotą, której należy się
                      zrozumienie i szacunek?
                      --
                      Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.
                • 25.11.09, 12:25
                  wez przestań..
                  powinnas zobaczyc moje nie zanoszące sie dziecko na szczepieniu - mało sie nie
                  udusiła z płaczu, mialam kłopoty zeby ja utulić.
                  to samo jest czasem z histeria po południu ze zmeczenia - potrafi tak głosno i
                  długo płakać, ze aż się krztusi i dostaje chrypki.

                  w gwoli ścisłości, nie leję jej, nie zostawiam samej do wypłakania.
                  to, ze Twoje taki nie mają, nie znaczy że wszystkie sa takie same.
                  --
                  http://www.suwaczki.com/tickers/lprkjw4zrp0f43f3.png
        • 20.11.09, 22:30
          kiraout napisała:

          > ..."dmuchałam mu buzię za każdym razem"
          >
          > dmuchałaś mu w buzię????!!!!! Ty kobito normalna jesteś?
          >

          kiraout, a teraz głęboki oddech i liczymy do dziesięciu, cos za nerwowa jesteś smile
          • 21.11.09, 07:20
            tak, jestem jak przeczytam coś takiego jak wyżej. Normalnie prawie w ogóle smile
            W moim pojęciu zajmowania się dzieckiem to tylko bezmózga matka może tak
            próbować uspokajać dziecko, zamiast przytulić? Bo ona, wybacz pisała o takiej
            metodzie i w tym kontekście, i to jako radę dla takiej, co to nie zna tej sztuczki.
            "dmuchałam mu buzię za każdym razem"!!!
            Dzieciak ileś tam razy ma dmuchniete w twarz i za trzydziestym czy setnym razem
            oduczy się płakać. I mama będzie taka szczęśliwa...


            • 21.11.09, 20:03
              kiraout napisała:

              > tak, jestem jak przeczytam coś takiego jak wyżej. Normalnie prawie
              w ogóle smile
              > W moim pojęciu zajmowania się dzieckiem to tylko bezmózga matka
              może tak
              > próbować uspokajać dziecko, zamiast przytulić

              boshe, jak czytam takie posty to nóż mi się w kieszeni otwiera...

              sama jesteś bezmózga dziewczyno, bo nie masz pojęcia, co to znaczy
              zanoszące się dziecko, a wypowiadasz się niczym ekspert

              gdybyś zaczęła uspokajać zanoszące się dziecko przytulaniem, to by
              ci się 3 razy zdążyło udusić, bo reakcja musi być natychmiastowa i
              zdecydowana
              u mnie zazwyczaj skutkowało dmuchanie w twarz, ale raz tak mi się
              zaniósł, że musiałam rzucić synka na łózko, z nieduzej,
              aczkolwiek pewnej wysokości

              i co Ty na to?

              dziecko moze się zanieść już z pierwszym rykiem, nie musi się drzeć
              pół godziny

              a z dmuchaniem nie chodzi o to, aby dziecko oduczyło się płakać,
              tylko o to, aby chwyciło oddech, bo płacząc "zapomina
              • 21.11.09, 20:06
                że ma oddychać

                ja zanim uzyłabym epitetów ciężkiego kalibiru, zastanowiłabym się,
                czy mam wiedzę w temacie
        • 22.11.09, 11:34
          a ty coś taka znerwicowana????!!!! delikatne dmuchanie w twarz
          dziecka to jest metoda dobra i sprawdzona przez wiele mam na
          zanoszący się płacz dziecka. Nie chodzi o to aby dmuchać tak, żeby
          dziecko się przeraziło tylko delikatnie. Mi też w szpitalu taką
          metodę zaproponowano aby dziecko nie wpadło w bezdech przy
          zanoszącym się płaczu i pomagało bardzo. a odbiegając od tematu to
          mnie wkurzają takie mamunie jak ty, które zanim się zastanowią to
          już lecą z wiadrem pomyj. Ulżyło ci, że tak napadłaś na autorkę
          wątku?
    • 20.11.09, 17:02
      jak można założyć sobie, że nie będzie się brać dziecka na ręce??? trzeba być chyba bezdusznym osobnikiem z kamienia

      nic dziwnego, ze patrzą pielęgniarki wilkiem na matkę, która odmawia dziecku czułości. Dziecko to nie lalka, że się odłoży na półkę.
      Normalne, ze płacze, bo chce być przy matce, bo to żywa istota. A teraz jest jeszcze ciekawe świata i na mamy rekach się lepiej go poznaje.

      A serce mu bije szybko, bo jest przestraszony jak jest pozostawiony sam sobie.
    • 20.11.09, 17:52
      ja nosiłam dziecko, dużo dużo czasu spędził u mnie na rękach. nie było to dla
      mnie wyrzeczenie. to naturalne, że dziecko chce być przy mamie, to raz, a dwa,
      jest ciekawe wszystkiego, a samo nie umie się jeszcze przemieszczać.
      --
      nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
    • 20.11.09, 17:58
      aniuszkamc napisała:

      > Bartek ma 4 m-ce. Kiedy tylko się urodził (nie chciałam popełnić
      > tego samego błędu co przy pierwszym dziecku) postanowiliśmy nie
      brać
      > go ciągle na ręce. Początek był super.


      To jak ty go przytulasz, calujesz?
      • 20.11.09, 18:23
        Pytanie nie do mnie ale w poście jest wyraźnie napisane, żeby CIĄGLE
        nie brać na ręce czyli wogóle brać, poza tym można całować leżące
        dziecko, to żadna filozofia.
        --
        Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
        Aniołek VIII 1996
        Aniołek XI 1997
        Aniołek IX 2005
      • 20.11.09, 18:24
        Trochę źle to opisałam smile
        Nie jestem wredną matką. Biorę małego na ręce. Rozmawiam z nim,
        bawie się, pokazuje mu różne ciekawe rzeczy. Ale poza zabawą z nim
        trzeba posprzątać, zrobić obiad, czy nawet zjeść spokojnie posiłek.
        I tu jest problem. Zaczyna sie histeria.
        • 20.11.09, 19:28
          Ale poza zabawą z nim
          > trzeba posprzątać, zrobić obiad, czy nawet zjeść spokojnie posiłek.
          > I tu jest problem. Zaczyna sie histeria.

          Żaden problem. W chustę go i noś przy gotowaniu itd.
          --
          www.hugowaferajna.republika.pl/index.htm
          • 20.11.09, 20:11
            ??? Ile godzin można nosić dziecko (które juz swoje waży)w chuście?
            A "asysyta" przy gotowaniu nie jest dobrym pomysłem (ryzyko
            poparzenia, pryskający tłuszcz itd.)
            • 20.11.09, 21:05
              1) ciezar w chuscie inaczej sie czuje

              2) jak go wychustujesz poza czasem gotowania to potem bez problemu polezy na
              macie albo bujaczku, bo jego potrzeba zostanie zaspokojona

              zapewnia mama 4,5 miesiecznego chuscioszka

              --
              jesteśmy małżeństwem!
              • 20.11.09, 21:11

                > 2) jak go wychustujesz poza czasem gotowania to potem bez problemu
                polezy na
                > macie albo bujaczku, bo jego potrzeba zostanie zaspokojona
                >
                > zapewnia mama 4,5 miesiecznego chuscioszka
                >


                i ja sie zgadzam
                moja mala wyraznie sie domaga noszenia na rekach, kilka dni temu
                byla brana na rece, teraz ja nosze w chuscie
                i poza tym umie sama dosc dlugo polezec w bujaczku albo na podlodze
              • 20.11.09, 21:31
                izazdo napisała:

                > 1) ciezar w chuscie inaczej sie czuje
                >
                > 2) jak go wychustujesz poza czasem gotowania to potem bez problemu
                polezy na
                > macie albo bujaczku, bo jego potrzeba zostanie zaspokojona
                >
                > zapewnia mama 4,5 miesiecznego chuscioszka
                >


                Iza nie każde dziecko chce byc noszone w chuście moja mała tego nie
                lubi, ogranicza jej to ruchy, a lubi pofikacwink
                --
                Piotr 22.10.07, Misia 30.05.09
                • 21.11.09, 11:17
                  w dlugiej wiazanej w kieszonke lub koale dziecko moze fikac nogami, a
                  5-miesieczne mozna juz nosic z raczkami na wierzchu - moze wiec fikac i nogami,
                  i rekami.


                  --
                  jesteśmy małżeństwem!
            • 25.11.09, 12:34
              aniuszkamc napisała:

              > ??? Ile godzin można nosić dziecko (które juz swoje waży)w
              chuście?
              > A "asysyta" przy gotowaniu nie jest dobrym pomysłem (ryzyko
              > poparzenia, pryskający tłuszcz itd.)

              Zgadzam sie z Toba. próbowałam sobie kiedys wyobrazic smażenie
              kotletów z dzieckiem uwiazanym do siebie.
              Poza tym nie każda matka musi chciec byc kangurzycą by nie byc matka
              wyrodną.
        • 20.11.09, 21:24
          ja sprzątałam, gotowałam, kiedy dziecko spało - ale fakt w wieku 4 miesięcy spał
          dużo, bo co 2-3 h w ciągu dnia. jak był starszy, a musiałam coś zrobić sadzałam
          syna w foteliku i stawiałam obok siebie, tak, żeby mógł obserwować.
          --
          nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
        • 20.11.09, 21:27
          aniuszkamc napisała:

          > Ale poza zabawą z nim
          > trzeba posprzątać, zrobić obiad, czy nawet zjeść spokojnie
          posiłek.
          > I tu jest problem. Zaczyna sie histeria.


          Skoro dziecko tego porzebuje to niestety musisz mu to dac, to
          maluszek porozumiewasz się z nim głównie przez dotyk,
          przytulenie,pogłasanie, przez twój spokojny głos i tylko wtedy jest
          spokojne, daj mu więcej ciepła on tego potrzebuje. Ja rówież mam
          takiego absorbującego szkrba, obadów nie gotuje, bo nie mam
          możliwości, sprzątam, piore,prasuje nocami albo jak podmieni mnie
          mąż.
          --
          Piotr 22.10.07, Misia 30.05.09
          • 20.11.09, 21:38
            Moj jest raczej spokojny, ale wieczorami lubi sobie ostro poplakac i wtedy tez nosze go i lulam... jest cieko, ale tlumacze sobie, ze on widocznie tego potrzebuje, poza tym jak bedzie mial np 3latka to moze juz nie chciec tak non stop tulic sie do mamy, wiec staram sie wykorzystac ten czas.
            Jednak nie ukrywam, ze chwilami jest bardzo ciezko- moj Syneczek nie zostanie sam nawet na chwilke- meczy mnie jedzenie, kapiel w biegu lub na raty, brak czasu na ksiazke czy film... W dzien przesypia 5godzin, bo tyle codziennie spacerujemy, ale to tez powoli staje sie meka- musze chodzic i pchac wozek, bo przy chocby krotkim postoju maly budzi sie i od razu strasznie placze...
            Dom, sprzatanie, obiad sa daleko w tyle...
    • 20.11.09, 21:59
      Danie dziecku poczucie bezpieczeństwa jest moim zdaniem największą inwestycją
      jaką może dać mu matka. Wcale nie karmienie piersią, nie stymulacja rozwojowa,
      tylko poczucie bezpieczeństwa własnie.

      Moje pierwsze dziecko miało poczucie bezpieczeństwa bardzo zachwiane. Urodziło
      się jako wcześniak i przez pierwsze dwa miesiące życia było poddawane różnym,
      również bardzo bolesnym zabiegom, nie mogło się do mnie przytulić, leżało takie
      bidne i samo w inkubatorze.
      Wystartowaliśmy z dwumiesięcznym opóźnieniem. Ale na całego. Małej praktycznie
      nie dało się oderwać ode mnie. I nie oponowałam. Po prostu nauczyłam się robić
      wszystko z nią na ręku (no, prawie wszystko). Uznałam, że musi mieć swój czas i
      widocznie bardzo potrzebuje bliskości i noszenia, skoro tak się tego domaga. I
      że to nie może być jej fanaberia.

      To nie były łatwe miesiące dla mnie, ale kto powiedział, że wczesne
      macierzyństwo, to tylko układanie wyprasowanych ciuszków w szafce? Oczywiście,
      że było trudno i wiedziała to reszta rodziny i popierała, nawet gdy nie było na
      czas ugotowane, poprane, czy posprzątane.
      Mała(a już teraz starsza smile) odbiła się ze swojego wcześniactwa i jest w 5%
      dzieci urodzonych przedwcześnie, u których wcześniejszy poród nie pozostawił
      najmniejszego śladu.
      Ja nie mam wątpliwości, że "spełnianie wszystkich zachcianek" dało jej pewność i
      mogła sięgać po więcej i więcej
      Mój młodszy wychowywany jest podobnie.
      Ma 4 miesiące i kompletnie nie płacze. Tzn. grymasi bo bolą go dziąsła teraz,
      wcześniej pobolewał go brzuszek, ale tylko przez chwilę, bo zaraz uspokaja się u
      mnie na rękach, czy jak koło niego leżę i przytulam, przytulam...
      I kurczę znowu wszyscy się dziwią dlaczego ZNOWU mi się tak udało mieć takie
      fajne dziecko, które nie płacze, przesypia całe noce, jest spokojne,
      uśmiechnięte i bezproblemowe. Mały ma to, co chce i wie, że jestem na każde
      zawołanie i od razu. I teraz tych zawołań jest coraz mniej smile

      Tak naprawdę nie możesz rozpuścić tak małego dziecka. Ograniczając mu kontakt z
      tobą po prostu sprawiasz, że mały zaczyna być niepewny, płacze, bo się boi, co
      nakręca spiralę negatywnych odczuć, więc przez to będzie mocniej odczuwać np.
      wyrzynające się zęby, to, ze zgłodniał, itd.. Po co?







      • 21.11.09, 09:44
        Poświęcam synkowi tyle czasu na ile jestem w stanie. Ale czy nie mam
        prawa zjeść w spokoju posiłku, czy posiedzieć chociazby w ubikacji?
        Mam też starszą córkę, która by chciała mnie chociaz troszke tylko
        dla siebie.
        • 21.11.09, 10:18
          Wiesz, sama sobie musisz odpowiedzieć na to pytanie.
          Ja to tak widzę: tylko raz mały jest tak mały i potrzebujący. Potem (i w ogóle z
          każdym dniem coraz bardziej) będzie zainteresowany zupełnie innymi rzeczami i
          noszenie go nie będzie już dla niego takie ważne. Teraz jest i dlatego to dostaje.
          poza tym u mojego dochodzą własnie zęby i jak nigdzie potrafi o nich zapomnieć
          własnie na rękach. To zrozumiałe, ze chce być noszony.

          Swoje i inne sprawy załatwiam w czasie, kiedy mały śpi lub bawi się koło mnie
          (bawi się bo czuje się bezpiecznie, a nie jak Twój walczy o uwagę i bliskość,
          której najwyraźniej ma za mało, skoro taki to dla dziecka dramat).
          Udaje się bezproblemowo, nawet, jak widzisz mam czas, żeby być i tutaj.
          Wszystko daje się pogodzić bez większych wyrzeczeń ale trzeba to sobie
          przemyśleć i zastosować, a nie płynąć na fali i tak naprawdę nad niczym nie mieć
          kontroli (tu pojechałam dydaktycznie wink)
      • 21.11.09, 21:11
        jomamma napisała:

        > Mój młodszy wychowywany jest podobnie.
        > Ma 4 miesiące i kompletnie nie płacze. Tzn. grymasi bo bolą go
        >dziąsła teraz, wcześniej pobolewał go brzuszek, ale tylko przez
        chwilę, bo zaraz uspokaja się u mnie na rękach, czy jak koło niego
        >leżę i przytulam, przytulam... I kurczę znowu wszyscy się dziwią
        >dlaczego ZNOWU mi się tak udało mieć takie
        > fajne dziecko, które nie płacze, przesypia całe noce, jest
        >spokojne, uśmiechnięte i bezproblemowe. Mały ma to, co chce i
        >wie, że jestem na każde zawołanie i od razu.




        Okrutnie naciagana teoria. Ja swojego synka tez ciagle tule, caluje,
        nosze, spie z nim i jestem na kazde zawolanie, albo ja, albo maz,
        albo duzo starszy brat. A Mlody i tak wiecznie kweka, jeczy i malo
        kiedy zadowolony, a jak go poloze do lozeczka i wlacze mu karuzele,
        to popatrzy, pod warunkiem ze nad nim stoje. Niech no tylko jednak
        wyjde do toalety - od razu jeczenie. Nie masz racji, male dziecko
        zdecydowanie mozna zepsuc i rozpuscic.

        --
        http://www.suwaczek.pl/cache/8e4c33e8f8.png

        • 21.11.09, 22:32
          • 25.11.09, 12:30
        • 22.11.09, 20:05
          male dziecko
          > zdecydowanie mozna zepsuc i rozpuscic.
          >


          Nie można!
          Ok, może Twój płaczliwość ma po prostu w genach, nie wiem.
          Może to też inna naciągana teoria: nie denerwowałam się w ciąży i stąd spokojne
          moje dziecko. Nie dojdziesz smile
          Pomyśl jednak, jak płaczliwy byłby Twój, gdybyś go ciągle nie tuliła, nie spała
          z nim nie całowała i nie nosiła? hm? smile)
          • 25.11.09, 16:38
            Jesu, dziewczyny, czy wy w ogóle słyszałyście takie słowo jak "temperament"?
            Znacie jego znaczenie? Otóż niemowlęta mają, jak wszyscy ludzi temperament, z
            którym się RODZĄ bo mają to W GENACH i płaczliwość, jęczydupstwo, marudzenie i
            nicniepodobanie się, oraz wiszenie na rodzicu to są też objawy CECH
            TEMPERAMENTU. WRODZONYCH a nie drastycznych zaniedbań wychowawczych, o ile
            dziecko nie zostało porzucone w domu dziecka albo nie leży ciężko chore.

            A że są to cechy dziedziczne, to na pytanie "jak mi się udało mieć znowu takie
            spokojne dziecko" pierwsza odpowiedź brzmi "bo ma podobne geny do rodzeństwa"...
            Niejeden rodzic chodził taki dumny jak paw, jak świetnie wychował swoje
            niemowlę, lub kolejne niemowlęta, że były spokojnie i nie ryczały, dopóki los
            nie nagrodził go za samochwalstwo następnym dzieckiem, które tym razem
            odziedziczyło geny po innej linii w rodzinie tongue_out

            --
            Zajebiście Istotne Pytanie: czy gdybyś miała swoje własne 2 mln dolarów, to czy nadal byś z Nim była?
      • 21.11.09, 21:13
        calkowcie sie z Toba zgadzam.
        dziecko placzem czy jeczeniem komunikuje sie z nami, jesli nie odpowiadamy na
        jegho prosby dziecko nie ma poczucia bezpieczenstwa a co z atym idzie traci
        pewnosc siebie.
        uwazam ze po to jestesmy my mamy zeby odpowiadac na "zale" smile dziecka.
        uwazam ze tak malego dziecka nie da sie rozpiescic noszeniem na rekach czy
        calowaniem zbyt czestym. rozpiescic mozemy bedac niekosekwentym swoich zachowac
        w stosunku do dziecka.
        moja buba jest noszona kiedy wyciaga rece, kiedy jeczy staram sie dociec co jest
        przyczyna a kiedy ja znajde i dziecko sie uspokaja to takie cudowne.
        eee ..... ja bym nie mogla jej nie nosic i nie calowac..
        pozatym teraz poszla do zlobka i potrzebuje mnie jeszce bardziej. z pokoju wyjsc
        nie moge bo zaraz mnie goni i jeczy jak zaszybko uciekam wink))). i nawet tata nie
        jest wtedy wazny smile
    • 21.11.09, 10:23
      A ja Cie dobrze rozumiem, choc rady zadnej nie mam, bo moja malutka
      z tych mniej wymagajacych. Ja jestem przeciwna podnoszeniu dziecka
      na kazde kwekniecie i nie uwazam tego, ani np pozwalania wisiec na
      cycu 24h/dobe za cos normalnego i godnego nasladowania. Jakbym miala
      ten problem, mysle, ze probowalabym jakos przeciwdzialac... Ja klade
      corcie obok siebie na kanapie, rozmawiam z nia i sie bawimy bez
      noszenia. Jak lezy na macie i zaczyna sie nudzic, podchodze i
      zagaduje, ruszam zabawkami, nie podnosze od razu, jak zaczyna
      plakac. Na szczescie nie domaga sie ciaglego noszenia, wiec nie mam
      Twojego problemu, autorko watku. Nosze ja troche od czasu do czasu,
      karmie piersia raz na 3 godziny (na zadanie tak wychodzi) i nie
      uwazam, zeby miala przez to zachwiane poczucie bezpieczenstwa.
      Pozdrawiam wszystkie nienoszace i nie chustujace 24h/dobe mamysmile
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/ex2bzbmhgahv45ve.png
      • 21.11.09, 11:22
        Wiesz co, takie małe dzieci są trochę jak małe zwierzątka. Nie ma w nich chęci
        manipulacji, złośliwości. tego uczą się od nas dopiero.
        Małe, bardzo malutkie dziecko, takie jak Twoje, do prawidłowego rozwoju
        potrzebuje dotyku. Dotyk jest mu potrzebny do życia, tak jak jedzenie i
        powietrze. Noszenie też jest mu potrzebne do prawidłowego rozwoju. za kilka
        miesięcy nie będzie chciał być na rękach, a za kilka lat nie będzie chciał się
        do Ciebie przyznać na ulicy smile

        Twoje dziecko to jest maleństwo. Daj mu to, czego potrzebuje teraz - nosić 2-3
        godziny dziennie? Proszę bardzo, kupujesz chustę i nosisz.

        Chce ssać 4 godziny pod rząd (raczej mało prawdopodobne w tym wieku), to mu pozwól.

        Przeczytaj Mądrych Rodziców albo W głębi kontinuum, zrozumiesz...

        Ja też miałam stresa - bo on ciągle chce jesć, bo on nie chce leżeć w wózku, bo
        ciągle chce być na rękach. Po miesiącu odpuściłam, chociaż nie od razu - przez 5
        dni uprawiałam jeszcze tresurę dziecka rodem z Tracy Hogg, czego się wstydzę
        sama przed sobą.

        Dziecko SAMO dorośnie do pewnych rzeczy. Widziałaś kiedyś nowo narodzone
        pieski/kotki? Na początku są bezradne, lgną do Mamy, ssą cały czas. Ktoś im
        broni? nie.

        A dziecko ludzkie jak się rodzi jest jeszcze bardziej zależne od mamy niż mały
        kotek - dziecko to tak naprawdę płód. okres pierwszych trzech miesięcy to tak
        naprawdę 4 trymestr ciąży. Kolejne 3 miesiące to ciekawość świata stąd
        konieczność bycia noszonym. A potem będziesz się za nim uganiać po mieszkaniu,
        bo znowu zjada kable big_grin

        Wrzuć na luz. Daj dziecku to, co mu się należy zgodnie z prawem natury. Jak mu
        zapewnisz zaspokojenie podstawowych potrzeb w tak małym wieku, potem będzie Ci
        łatwiej, nie trudniej.
        • 21.11.09, 20:18
          dołączam się w bólu

          niestety większość mam nie rozumie róznicy między braniem na ręce a
          noszeniem

          bo mój synek jest 24 na dobę na rękach,z czeego 12 to noszenie po
          mieszkaniu i niestety, nie dajemy juz z męzem rady

          chusty nie znosi, bo nie odpowiada mu pozycja brzuszkiem do
          brzuszka, a mnie kręgosłup boli tak samo jak bez
    • 21.11.09, 22:42
      Rozumiem Cię, bo mój 7-miesięczniak jest baaardzo absorbujący i też
      wymaga ciągłego noszenia. Kupiłam chustę, ćwiczę,bo boli mnie
      kręgosłup. Obiady często jemy z półproduktów lub gotowe, prace
      domowe wykonuję, jak przy dziecku zastąpi mnie mąż lub mama
      (rzadko), więc generalnie ciągle jestem w tyle. Ale wychodzę z
      założenia, że jestem na urlopie wychowawczym, a nie sprzątaczym. I
      jestem z tych mam, które uważają, że zaspokajanie potrzeby bliskości
      maleństwa jest ważną inwestycją na przyszłość, a nie
      rozpieszczaniem. A pomaga mi myśl, że ten trudny okres nie potrwa
      wieczniesmile
      • 25.11.09, 11:18
        i sluszniesmile moja mala jest cudo w nocy, natomiast musi nadrobic
        to w dziensmile Ale nie naleze do ambitnych kur domowych, wychodze z
        zalozenia: co zdaze to zrobie. NIe mozna sie ciagle katowac,
        macierzynstwo to wielkie szczescie i trzeba sie umiec tym szczesciem
        cieszyc, nawet jak czasem w domu nie wszytsko jest na ostatni
        guziksmile a na forum pisze z mala na rekachsmile
        --
        http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zwgy8727h.png
        • 25.11.09, 11:37
          chciałam dodac, ze zdaje sobie sprawde, ze sama tak nauczylam mala.
          Nie mam cierpliwosci zeby "przeczekiwac placze" itp. chociaz tez
          szkoda mi kregoslupa, wiec trzymam ja na kolanach, ale kiedy chodze,
          nie mam jej na rekach, klade do lezaczka, robie co mam robic i
          mowie do niej, zaczepiam. Problem jest kiedy chce wyjsc do
          ubikacji np, ale jak juz wspomnialam prawdopodobnie to moja winasmile I
          wiem, ze matki ktore tak wlasnie ucza dzieci wcale nie sa lepsze,
          bo w niektorych sytuacjach po prostu musze wyjsc na szybko do
          innego pomieszczenia (lazienki np)i skazuje dziecko na placz, bo
          tak jest nauczone. Nie oceniajmy "wygodnych"matek, wiadomo, ze nie
          chca zrobic swoim dzieciom krzywdy, a wrecz przeciwnie, jesli im
          sie uda nauczyc dziecko samodzielnego lezaczkowania, to nawet
          lepiej dla maluszka. Nie bedzie bal sie i wykrzykiwal kiedy bedzi
          emusial zostac chwilke sam
          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zwgy8727h.png
        • 25.11.09, 12:37
          dzulana napisała:
          > macierzynstwo to wielkie szczescie i trzeba sie umiec tym
          szczesciem
          > cieszyc,

          uwielbiam takie teksty ....

          > a na forum pisze z mala na rekachsmile

          a wiesz, że komputer może zaszkodzic dziecku? oj.... wink
          • 25.11.09, 14:10
            A co w tym tekscie takiego? po prostu staram sie nie stresowac
            ze na nic nie mam czasu, nic w domu nie zrobione itp, wole sie
            pobawic z mala, zle?

            Nie wiem , a ja jaki sposob moze zaszkodzic? Rozumiem siedzenie
            godzinami. Niech si emala uczy pykacwink
            --
            http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zwgy8727h.png
            • 25.11.09, 15:16
              Swoją trójkę nosiłam tyle ile chciały, a sredniego to już bez umiaru
              (28 tydzień, niepełnosaprawny). I co z tego mam?
              Ano mam fajną, przyjazną światu nastolatkę (choć mocno zbuntowana),
              fajnego odważnego sześcolatka i przesympatyczną samodzielną
              trzylatkę. Nie zdominowały mnie, nie rozpieściłam ich, na mózg im
              nie padło.
              Ot zwyczajnie odpowiadałam na potrzeby malucha, stymulowałam
              dotykiem noszeniem, to szybko mija. Przytula sie nagminnie juz tylko
              najmłodsza.
              Fakt porządek nie był moim priorytetem, obiady gotuje mąż, a do
              kibla chodziłam w towarzystwie małoletnich wiele lat. I co z tego?
              Ano nic.
              A bezdechy? Oj znam, mój sredni był 40 dni pod respi, potem na
              tlenie i miewał. Nagminnie wręcz miewał. Ale w życiu żaden
              specjalista (a uwierzcie mając niepełnosprawne dziecko znam ich na
              pęczki) nie kazał mi dmuchac mu w twarz. Spytajcie chocby na
              wczesniakach - są sposoby na wyjście z bezdechu, dmuchanie w twarz
              nie jest w standarcie bezpiecznych zachowań medycznych.
              --
              Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
              fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
              • 25.11.09, 17:07
                A skąd wiecie, że chce być noszony. Moze trzeba brzuszek wymasować,
                zainteresować czymś, poopowiadać, poćwiczyć na macie, puścic muzykę. Przecież
                np. 7 mies. dziecko to musi się ruszać, a nie w chuście siedzieć. Bliskość to
                nie tylko monotonne kiwanie na rękach.

                Z kolei najedzony noworodek jak płacze to chyba nie dlatego, że chce być noszony
                tylko dlatego, ze brzuszek mu dokucza. A jak będzie noszony to sie wiadomo
                przyzwyczai.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.