Trudne początki samodzielnego usypiania
Witam Was,
przeczytałam dziesiątki wątków i setki postów na temat samodzielnego usypiania… Moja córeczka (3miesiące) bezproblemowo zasypia po kąpieli i karmieniu w swoim łóżeczku na noc i zazwyczaj po karmieniu nocnym, natomiast kompletnie nie umie spać w dzień. Dnie do tej pory spędzałyśmy przy piersi i to była jedyna okazja, aby Mała „przykimała”, bo z całą pewnością nie było to spanie.
Podjęłam decyzję o nauczeniu jej zasypiania w dzień nie przy piersi i w ogóle ustalenia jakiegoś rytmu posiłkując się metodą inspirowaną T. Hogg i pokrzepiona wieloma Waszymi historiami zakończonymi sukcesem. Uzbroiłam się w cierpliwość i byłam naszykowana na setki razów podnoszenia, tulenia i odkładania do łóżeczka. Jednakże moje dziecko wcale nie uspokaja się na rękach – tzn. w końcu się uspokaja ( a może już jest zmęczona?), ale trwa to wiele, wiele minut histerycznego płaczu, który powraca zazwyczaj jak tylko poczuje, że zaczynam ją odkładać... Usypianie trwa tak długo (2-3 godziny), że w końcu stwierdzam, że może być już głodna. I zaczyna się od nowa…
Te z Was, które mają już to za sobą – czy to ma tak wyglądać?? W wątkach, które przeczytałam, dzieci uspokajały się na rękach szybko.. W moim przypadku mam odczucie, że tulenie wcale nie przynosi ukojenia. Czy powinnam coś zmienić?
Dodatkowo – jak organizowałyście spacer? Był on „aktywnością” czy raczej jedną z drzemek w ciągu dnia? Już od dawna wyjście na spacer jest wielkim problemem, a teraz podczas nauki zasypiania we własnym łóżeczku nie do końca wiem, w którym momencie podejmować próby wychodzenia.
I czy na czas nauki zasypiania nie zabierałyście dziecka w gości? Nie wyobrażam sobie usypianie jej godzinami poza domem (oczywiście mowa o najbliższych – dziadkach domagających się wizyt wnuczki) i do tego brak jej łóżeczka.
Wybaczcie, że tak rozwlokłam, ale jestem totalnie zagubiona i przerażona, bo za 2 miesiące muszę wrócić do pracy na full etat i chciałabym pozostawić dziecko z ustalonym z grubsza rytmem dnia.