Dodaj do ulubionych

Jak "powinno" zasypiać i spać dziecko?

17.03.17, 19:58
Wklejam taki artykuł, który myślę powinien dotrzeć do większej ilości osób na tym forum. Bardzo świeże spojrzenie, zwłaszcza w kontekście popularnego na tym forum bloga "Zdrowy Sen Dziecka". Sama przerobiłam już chyba większość sposobów zasypiania i spania niemowlęcia i w pełni zgadzam się z autorką artykułu. A Wy co sadzicie?

www.wymagajace.pl/czasy-czuwania-hit-kit-opinia-psychologa/
Edytor zaawansowany
  • 17.03.17, 20:37
    Czytałam. Wreszcie jakiś przytomny głos w tym szaleństwie.
  • 17.03.17, 22:04
    Nareszcie smile ktoś obalił "prawdę objawioną" wink
  • 17.03.17, 23:23
    To tylko kolejny trend który pójdzie w niepamięć, tak jak kiedyś "Super Niania" i "karne jeżyki" oraz samodzielne spanie dziecka.(czyli cyrk wieczorny). Na szczęście za stara jestem na "czasy czuwania" i chociaż przy najmłodszym dałam na luz.
  • 18.03.17, 11:06
    mart-a1984 napisała:

    > To tylko kolejny trend który pójdzie w niepamięć, tak jak kiedyś "Super Nian
    > ia" i "karne jeżyki" oraz samodzielne spanie dziecka.(czyli cyrk wieczorny)

    Oraz BLW wink
  • 21.03.17, 13:22
    BLW to powrót do tego, co naturalne, w jaskiniach nie było blenderów i słoiczków big_grin
  • 21.03.17, 13:41
    Właśnie sobie wyobraziłam jak w jaskini matka kładzie na kamieniu przed dzieckiem brokułka kalafiora czy inną marcheweczkę i zachwytem patrzy jak jej potomek rozwala to po kątach tejże jaskini czy też rozsmarowuję po swoim ubranku ze skóry big_grin
    Może słoiczków nie było ale nikt mi nie wmówi że matki jaskiniowe nie podawały pokarmu swoim dzieciom choćby ręką ( bo łyżek to raczej z kamienia nie ciosały choć kto wie wink )
  • 23.03.17, 12:53
    Carmelita, ale BLW to nie jest dawanie brokułka czy kalafiorka i czekanie, aż dziecko je rozwali po kątach wink To jest metoda rozszerzania diety, która zakłada, że dziecko je samodzielnie (nie jest karmione) i że je to samo, co reszta rodziny. To, co propagują niektóre mamy w internecie, że specjalnie lepią dziecku kulki z kaszy, to jest zupełne wypaczenie tej idei smile
  • 23.03.17, 18:25
    na większości blogów spod znaku BLW właśnie lepienie kulek i gotowanie wszystkiego tak żeby dało się wziąśc do ręki (łącznie z zupami wink ) jest głównym tematem. Nie ja się w życiu do tej mody nie przekonam. Wole dziecko karmione i najedzone niż ubrudzone i głodne. Aha i to nie znaczy że że zamierzam karmić moje dzieci do 18 - strasza(3,5 roku) od dawna je samodzielnie a młodsza (9 mcy) ma jeszcze dużo czasu żeby to opanować.
  • 18.05.17, 12:37
    carmelita81 napisała:

    > na większości blogów spod znaku BLW właśnie lepienie kulek i gotowanie wszystki
    > ego tak żeby dało się wziąśc do ręki (łącznie z zupami wink ) jest głównym temate
    > m.

    Wiesz, jak to mówią... nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu big_grin

    > Nie ja się w życiu do tej mody nie przekonam.

    I okej, przecież nikt nie każe smile

    > Wole dziecko karmione i najedzone niż ubrudzone i głodne.

    To nie jest takie proste, że jak BLW, to wszędzie syf, a dziecko nie dojada big_grin
    Myślę, że dużo zależy od dziecka. Jak próbowałam moje karmić łyżeczką, to jedzenie było wszędzie, tylko nie w buzi. Więc z moich doświadczeń to karmienie papkami to jest "ubrudzone i głodne" wink
  • 21.03.17, 14:43
    Ale była matka i jej jama ustna. Dziecko dostawało przeżutą papkę, tak jest do tej pory w wielu kulturach pierwotnych. Zwierzęta robią podobnie, przeżuwają albo nadtrawiają i podają młodym.
  • 23.03.17, 12:54
    kiddy napisała:

    > Ale była matka i jej jama ustna. Dziecko dostawało przeżutą papkę, tak jest do
    > tej pory w wielu kulturach pierwotnych. Zwierzęta robią podobnie, przeżuwają al
    > bo nadtrawiają i podają młodym.

    I to jest w 100% zgodne z BLW, jeśli tylko ta papka nie jest podawana dziecku metodą "patrz, samolocik leci" big_grin
  • 23.03.17, 19:46
    A to nie wiedziałam. Właśnie rozszerzam dziecięciu dietę, a ponieważ panna nie siedzi, to podaję zmiksowane warzywa, nie kawałki, ale dama z moją pomocą sama ładuje łyżeczkę do paszczy. Nie daje się karmić, pluje i ma odruch wymiotny. Musi być kontrola tongue_out .
  • 24.03.17, 10:08
    Jeśli nie siedzi sama, bezpieczniej jest posadzić na swoich kolanach na czas posiłku. Jedzenie w pozycji półleżącej stwarza ryzyko zakrztuszenia - mniejsze w sytuacji, w której dziecko samo wkłada łyżkę do buzi, choć papka i tak może spłynąć tam, gdzie nie trzeba. Polecam lekturę książki "Bobas lubi wybór" smile O przeżuwaniu jedzenia też tam jest wink
  • 19.05.17, 09:50
    Ale za to były usta i zęby ich mamuś, babć, cioć i innych opiekunek, które doskonale nadawały się do rozdrabniania pokarmów dla dzieci do dowolnie papkowatej konsystencji.
  • 18.03.17, 00:04
    Moim zdaniem...a mam już/dopiero dwoje dzieci, takie rzeczy jak zasypianie, spanie, kontrola nad zwieraczami i jedzenie powinny wynikać z naturalnych zachowań, potrzeb, a w końcu dojrzałości dziecka do osiągania pewnych umiejętności. Howk!
  • 18.03.17, 09:52
    Inne artykuly z tego bloga tez polecam. Np o bialym szumie, szczegolnie wlaczonym tak glosno, by zagluszyl nawet wiertarke u sasiada... www.wymagajace.pl/bialy-szum-bezpieczny-dla-twojego-dziecka/
  • 18.03.17, 11:05
    Etam w dzisiejszych czasach każdy może pisać co mu się żywnie podoba ale to nie znaczy że pisze jedyną słuszną prawdę. I nawet 5 dyplomów nie czyni z nikogo super hiper eksperta...jedyne z czym się zgadzam to to że dzieci są różne. I dlatego potrzebują rożnego podejścia czy to do spania czy jedzenia. I tyle. Żadna teoria czy metoda nie jest zła o ile odpowiada dziecku i jego rodzicom.
  • 18.03.17, 11:43
    Głos rozsądku smile
    Patrzą na moje dzieciaki i na to jak bardzo się od siebie różnią to prawdy objawione w postaci czasów czuwania mozna w d... Wsadzić.
    Najmłodszy spi jak chce i kiedy chce, zasypia zwykle przy piersi, w nocy się budzi czasem raz a czasem i 10 razy. Pogodne, wesołe, radosne dziecko.
  • 18.03.17, 14:12
    "plyn z pradem rodzicielstwa" noo.. swietna rada. Pani autorka porownuje wspolczesnosc do czasow naszych przodkow, nawet do prehistorii, tylko ze kiedys nie bylo elektrycznosci, gadzetow, tv, telefonow, kolorowych zabaweczek, ktorymi nasze dzieci sa raczone od niemal pierwszych dni zycia, a dzieckiem zajmowala sie tylko i wylacznie matka. Kazde zdanie jej "artykulu" mozna punktowac tak samo, jak ona robi to w stosunku do wyrwanych z kontekstu zdan trenerow snu. Oprocz krytyki czegos co pomoglo wielu rodzicom w funkcjonowaniu, autorka nie napisala nic konstruktywnego.
  • 18.03.17, 15:08
    Zgadzam się z Tobą, oszczędziłaś mi wiele pisania.Dodam tylko że jedyną jasną stroną tego artykułu było stwierdzenie że dzieci są różne i należy umieć interpretować prawidłowo ich sygnały. Być może Pani autorka coś wie o psychologii ale z całą pewnością nie o fizjologii - niektóre podane przez nią przykłady były wręcz rozbrajające (na przykład ten o bieganiu i o siedzeniu na kolanach, idąc tym tropem powinnam spać 2 godziny na dobę a maratończyk 20)
  • 18.03.17, 19:16
    Znaczy co? Twierdzisz, ze po dniu na kanapie pojdziesz spac o tej samej godzinie i bedziesz tak samo zmeczona co po dniu na nartach?
  • 05.05.17, 06:16
    W obu przypadkach będę spać 9 godzin, tyle co zwykle.
  • 20.03.17, 15:20
    O matko, wreszcie ktos napisał w "uczony" sposób to do czego doszłam wkrótce po narodzinach synka. I jak w końcu pogodziłam się z tym, że dziecko chodzi spać wtedy kiedy jest zmęczone a nie wtedy kiedy rodzic, za radami rozlicznych ekspertow, poradników i babek ludowych, uważa że spac powinno odetchnęliśmy oboje, a życie stało się spokojniejsze. Dopóki nie pogodziłam się z tym, że trafił mi się nocny marek i usypianie trwało od 21 do 23 albo i dłużej wśród ryków, płaczów i wypowiadanych w myślach przekleństw każdy wieczór był mordęgą, a wszystko w myśl durnego przekonania, że dziecko nie może tak późno chodzić spać. A niby dlaczego ? Każdy schemat snu dziecka jest dla niego dobry jeżeli tylko dobrze się rozwija, jest wesołe, nie choruje.
  • 20.03.17, 19:36
    Tutaj się akurat z tobą nie zgodzę. Są jednak jakieś "zasady" wg których funkcjonują dzieci i dorośli. Każdy lekarz Ci powie, że dzieci lepiej się rozwijają jeśli chodzą spać o przyzwoitej porze i na pewno nie jest to 22, 23. Także nie próbowałabym tym artykułem tłumaczyć wszystkiego.
  • 21.03.17, 15:39
    Moim zdaniem nie ma znaczenia, o której dziecko chodzi spać ( oczywiście jeżeli calkiem nie pomieszania dnia z nocą, bo tu jednak w grę wchodzą tez pewne względy dotyczące organizacji życia społecznego, godziny pracy szkoły, przedszkola itd. ), wązne żeby w ciągu doby spalo tyle ile potrzebuje, mój 5,5 latek potrzebuje 10-11h/dobe ( czyli jak najbardziej mieści się we wszystkich średnich dla dzieci w jego wieku ) i tyle śpi, a to że sypia 22.30/23.00-8.30/9.30 zamiast 21-7 nie ma znaczenia.
  • 21.03.17, 20:12
    No niestety ma to znaczenie dla jego zdrowia. Twoje dziecko śpi tyle co ja przed zajściem w ciążę. A obawiam się, że jesteśmy jednak na innym etapie rozwoju i jego potrzeby w tym względzie są nieco większe...
  • 21.03.17, 22:15
    Moj 3 latek spi 11.5 godziny na dobe. Zasypia o 19, budzi sie 6:20-6:30. Sprobuj go polozyc wczesniej to bedzie sie godzine w lozku wiercil i wstanie normalnie. A nawet jesli zasnie wczesniej to i obudzi sie wczesniej. I co ja niby mam z tym zrobic? Skoro wg Ciebie wplywa to na jego zdrowie?
  • 21.03.17, 22:37
    Ale jak to kazdego dnia tak samo? Kazdego dnia jest tak samo zmeczony i spi tyle samo godzin? Przeciez sama kilka postow wczesniej watpisz w cos takiego, a jednak nawet Twoje dziecko chcac nie chcac wpisalo sie w teorie promowane przez trenerow snu (spanie wg godziny na zegarze)
  • 22.03.17, 07:41
    Tak, zasadniczo moj 3.5 latek od kilku miesiecy jest w miare regularny. Choc jesli dzieje sie duzo to widze, ze zmeczony jest bardziej, czasem zasypia wczesniej, a nawet zdarza mu sie drzemka. Ale to jest 3.5 latek, nie niemowle. Widzisz roznice?
  • 23.03.17, 13:34
    Źle mnie zrozumiałaś, a może ja źle się wyraziłam. Chodziło mi o godzinę kładzenia dziecka spać. 22.30 lub 23.00 dla dziecka 5, 5 letniego to zbyt późno i nie ma znaczenia jaką ilość godzin śpi. Ponieważ organy wewnętrzne i organizm regenerują się inaczej w innych godzinach.
  • 23.03.17, 18:07
    > Ponieważ organy wewnętrzne i organizm regenerują się inaczej w innych godzinach.

    Podaj źródło,



    --
    Rad nie rad, nie chcę zdrad, na pohybel łzom -
    wolej krzyż przyjąć niż służyć panom dwom.
  • 23.03.17, 19:46
    katriel napisała:

    > > Ponieważ organy wewnętrzne i organizm regenerują się inaczej w innych god
    > zinach.
    >
    > Podaj źródło,
    >
    >
    >
    Poczytaj sobie o rytmie circadialnym (okołodobowym).
    I tak na logikę. Zastanów się dlaczego ludzie, którzy np pracują w nocy, a śpią w dzień nie robią tego na dłuższą metę. Dlaczego po wielu latach takiego życia i tak mają problemy ze snem, nigdy dobrze się nie czują.
    Dlaczego źle się czujemy po zmianie stref czasowych?
    Bo zegar na ścianie nie ma znaczenia. Ważny jest nasz wewnętrzny zegar.
  • 23.03.17, 18:15
    Będąc dorosłą osobą spałaś 10-11 godzin na dobę?! Lepiej uważaj na siebie:
    dorosły człowiek potrzebuje od 7 do 9 godzin snu na dobę. Poza wyjątkowymi sytuacjami zatem, poświęcanie na nocny odpoczynek większej ilości czasu uznać należy za niepokojący. Oczywiście sen sam w sobie jest przyjemny i pożyteczny, jednak w sytuacji, w której trwa zbyt długo może sprzyjać niepożądanym skutkom zdrowotnym. Lista potencjalnych konsekwencji jest długa i obejmuje m.in.
    – większe ryzyko cukrzycy,
    – możliwość wystąpienia nadwagi i otyłości,
    – wyższą częstotliwość migreny,
    – wzrost ryzyka pojawianie się przewlekłych zespołów bólowych (bólów pleców)
    – zwiększone prawdopodobieństwo depresji
    – zwiększone ryzyko chorób serca


    --
    Rad nie rad, nie chcę zdrad, na pohybel łzom -
    wolej krzyż przyjąć niż służyć panom dwom.
  • 23.03.17, 20:18
    Od 23 do 8, 9 to na prawdę jest tak długo? W tygodniu raczej do 7.00 bo pracowałam. Zawsze potrzebowałam jakieś 9, 10 godzin snu. 8 godzin to dla mnie za mało. No ale to ponoć indywidualna sprawa. Bardziej chodziło mi o to, że małe dzieci powinny chodzić spać wcześniej niż dorośli. Nie mam żadnych linków. Ale jak spytasz pediatry to pewnie potwierdzismile
  • 24.03.17, 15:37
    mama_mil napisał(a):

    że małe dziec
    > i powinny chodzić spać wcześniej niż dorośli.

    Moim zdaniem to pomylenie pojęć. Małe dzieci powinny spać dłużej niż dorośli ale niekoniecznie chodzić spać wcześniej. Jeżeli dziecko musi wstać o tej samej porze co rodzic ( lub niewiele później ) to rzeczywiście powinno wcześniej od niego chodzić spać. I jest oczywiście prawdą, że ma znaczenie w jakich godzinach się śpi, ale tylko do pewnego stopnia, chodzi o to żeby nie pomieszać dnia z nocą. natomiast to czy ktoś chodzi spac o 21 i wstaje o 7 czy chodzi spać o 23 i wstaje o 9 nie ma moim zdaniem znaczenia, również w przypadku dzieci.
  • 24.03.17, 18:46
    Julita165 Jeśli Wam to odpowiada to ok. Wolnoć Tomku w swoim domku. Całe szczęście wychowujemy dzieci tak jak uważamy za słuszne. Ale moje zdanie jest takie, że dziecko chodzące spać tak późno nie może się zregenerować równie dobrze jak dziecko, które chodzi spać dajmy na to o 20-tej.
  • 24.03.17, 20:42
    Wtrace sie. Mylisz pojecia. To nie jest kwestia wychowania, tylko higieny. I to nie jest kwestia opinii tylko faktow. A zatem nie "kazdy robi jak uwaza" tylko, w tym akurat przypadku, jedna z Was ma racje i jedno z postepowan jest sluszne a drugie bledne. Nie wiem kto ma tu racje, nie znam sie. Ale prosze, odrozniajmy opinie od faktow i kwestie higieny i zdrowia od wychowania, bo te roznice sa ogromne. Opinie kazdy ma swoja i nie ma jednego, najlepszego sposobu na wychowanie. Fakty sa konkretne, niezmienne i rowniez kwestie opieki nad dzieckiem to kwestia faktow: dane posrepowanie jest albo sluszne, albo nie.
  • 20.03.17, 16:26
    Dziecko powinno wg. mnie tak zasypiać i spać, żebym ja i ono się wysypiało i generalnie było domownikom wygodnie. W ogóle nie interesuję się teoriami nt snu, wszystko robię na czuja.
  • 21.03.17, 13:34
    Ciekawy tekst smile Zgadzam się co do kwestii samodzielnego usypiania, do mnie to nigdy nie trafiało i nie lubię tej presji "bo powinnaś uczyć", "bo dziecko musi to umieć". Samodzielne zasypianie traktuję jak umiejętność narzucaną przez kulturę, na równi z ubieraniem się czy korzystaniem z metra, mój niemowlak ma jeszcze czas na naukę wink

    Ale autorka nie bierze chyba pod uwagę tego, co jest podkreślane przez trenerów snu i przez wspomniany przez Ciebie blog: że te czasy czuwania są dla dzieci, które mają problem ze snem. Jak coś działa, to się tego nie zmienia smile
  • 22.03.17, 21:51
    Miałam dłuższą przerwę w wychowywaniu niemowlęcia, ale widzę, że nie zmienia się nic. Nadal rodzice myślą, że dziecko można wytresować, że toczą z nim jakąś walkę, oczekują, że ze szpitala wróci z nimi nie noworodek, ale pięciolatek. Kiedyś była Tracy Hogg, teraz treningi snu.
    Z dzieckiem nie ma sensu walczyć: nie zje schabowego, nie pójdzie zrobić kupy do sedesu, nie będzie spało na komendę, od do, a rano przeciągnij się, ziemię i zawołał matkę. Jesteśmy jedynym znanym mi gatunkiem ssaka, który tak chce wyrzucić ze swojego legowiska swoje młode. Po co?
    Przejrzałam kilka wątków mam uwiedzionych ideą "samodzielnego zasypiania", i z zegarkiem w ręku, długopisem i kartką liczących godziny i minuty przespać i nieprzespane. Smutne to, bo całe rodziny umęczone, dzieci zdezorientowane, nikt nie jest szczęśliwy. A ja pamiętam, że szczególnie w tym tzw. Czwartym semestrze to gros czasu dziecko spędza w stanie bardzo pośrednim między jawą a snem, i konia z rzędem temu, co cimkakącemy od godziny młodemu człowiekowi bez encefalografu postawi diagnozę: tu zasnął, a tu jeszcze nie spał.
    Linkowany post bardzo rozsądny.
  • 25.03.17, 21:25
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 05.05.17, 19:10
    "z zegarkiem w ręku, długopisem i kartką liczących godziny i minuty przespać i nieprzespane" z może właśnie dzięki temu rodzice chcą ustalić jaki czas jest najlepszy dla dziecka do spania, żeby nie było zbyt przemęczone? Może chcą określić jak funkcjonuje ich dziecko, żeby wpasować życie całej pozostałej rodziny tego? Tak trudno zrozumieć sad ? Jakoś walczących z dzieckiem za wiele nie zauważyła smile , ale zauważyłam, że niemowlę często poza mamą nie jest jedynym członkiem rodziny a ta w całości próbuje jakoś funkcjonować.

    --
    Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
    Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
    zapraszam na forum Dla starających się
  • 10.05.17, 21:40
    A ja zauważyłam i to forum w tym celuje - raczej nie zapomnę wątku vi_san i jej opisu katowania własnego dziecka, co nazywane było przez nią nauka samodzielnego zasypiania a czego efektem było obojętne patrzenie jak dziecko wpada w histerie, nieutulony płacz aż do wymiotów malucha włącznie. Jeżeli to ma być ten sposób na wpasowanie dziecka w rytm rodziny to ja jednak postoje, albo nie decyduje sie na kolejne dziecko, jeżeli nie jestem w stanie jako osoba dorosła przyjąć do wiadomości pewnych oczywistych i naturalnych ograniczeń związanych z posiadaniem niemowlaka.
  • 11.05.17, 11:07
    Niestety, teraz jest parcie na "dziecko nic w moim zyciu nie zmienilo" i "dziecko nie bedzie mnie ograniczac". I nic, ze dziecie wyje w foteliku samochodowym, jak JA CHCE jechac na wakacje to pojade, a dziecie ma sie dostosowac ("od roku nigdzie nie bylam, bo mi w ciazy w samochodzie niewygodnie bylo"). I to nic, ze dziecie placze gdy ma zasnac z kims innym niz z mama, JA CHCE miec wolny wieczor, wiec niech sobie ryczy. I to nic, ze dziecie potrzebuje sie przytulic, JA CHCE obejrzec film i nie bede go usypiac, w koncu sie nauczy, ze nie ma po co mamy wolac. Taki trend, smutny bardzo.
  • 12.05.17, 10:47
    Oj trafiłaś w sedno! Obserwuję to samo, tylko nie umiałam tak ładnie ubrać w słowa! A mianowicie - mama i tata chcą mieć super wakacje w tropikach - no to niemowlę leci kilkanaście godzin w samolotach... Mama chce wychodzić na miasto no to niemowlę, a czasem jeszcze noworodka do wózka i jedzie - nie ważne, że dziecko zwykle w trakcie takiej wycieczki płacze, bo jeszcze po prostu nie jest gotowe na takie eskapady. Płacz (czyli język) dziecka jest traktowany zupełnie bez zrozumienia, że dziecko używa, go aby coś zakomunikować. A ja jeszcze zauważyłam taki trend - mama chce wracać do pracy - nie ważne że dziecko ma dopiero 4 miesiące, niech idzie do żłobka, to na pewno wpłynie dobrze na to, że będzie się lepiej socjalizowało... Albo wyślijmy dziecko do przedszkola - nie ważne, że dziecko jest na to zupełnie nieprzygotowane psychicznie, ale tata i mama chcą pracować. I nie wierzę, że Ci wszyscy ludzie muszą pracować, aby utrzymać rodzinę. Prawdopodobnie mogliby żyć na niższym poziomie - ale przecież wyzwolona kobieta w obecnych czasach nie może pozwolić na to, aby ją kariera omijała, kredyt trzeba spłacać, bo przecież wypada mieć i mieszkanie i samochód bo wszyscy znajomi mają. Wczoraj byłam na placu zabaw świadkiem takiej sceny - dziewczynka była w piaskownicy - mój młodszy od niej syn podszedł i dotknął jej, po czym ta się rozpłakała, a jej tata do niej: "no to jak ty chcesz iść do przedszkola, jak ty się dzieci boisz!?" i opowiada, że ona idzie do przedszkola, ale nie wie jak to będzie bo jeszcze się dzieci boi. Zapytałam go ile ma lat - odparł, że 2 lata i 4 miesiące. Dziewczynka ani jeszcze nie mówi, boi się dzieci, widać, że nie jest jeszcze dojrzała na tyle aby iść do przedszkola, ale rodzicom pewnie tak wygodniej więc musi. Nie jest to jedyny przykład z naszego placu zabaw, w którym dziecko, które nie jest jeszcze gotowe na przedszkole jest już usilnie do niego wysyłane przez rodziców. Wg. mnie wynika to po prostu z braku wiedzy na temat psychologii dzieci, a po drugie z trendu o którym piszesz - (udowodnić sobie i innym, że dziecko nic nie zmienia). Jestem świadoma, że poruszam drażliwy temat i rozumiem, że są ludzie autentycznie zmuszeni do tego, aby wrócić do pracy dość szybko, a też pragną mieć dziecko, ale niestety zauważyłam, że w naszym społeczeństwie stało się to normą, nie zaś odstępstwem od niej. Zaś autentyczne potrzeby psychiczne dziecka są spychane na drugi plan...
  • 13.05.17, 12:11
    Mama_mil, myślę, że teraz ty trochę przesadzasz, ale w drugą stronę. Jedyna pewna rzecz na tym forum to skrajny radykalizm, w jedną albo w drugą stronę. Życie nie jest czarno-białe, ma mnóstwo odcieni szarości. Niektóre dzieci bardzo lubią jeździć samochodem, więc nie widzę nic złego w zabieraniu dziecka na wczasy. Niektóre dzieci świetnie znoszą podróże samolotem, śpią kiedy tylko mają ochotę, więc nie ma nic złego w dalekich podróżach. Matka też człowiek, też ma swoje potrzeby, chociażby odpoczynek od domowych obowiązków i też ma prawo wyjść wieczorem z domu. Usypianie przez kogoś innego niż mama nie musi się wiązać z dużym płaczem. Póki nie spróbujesz dłuższej podróży samochodem czy samolotem albo usypiania przez tatę czy babcię, nie wiesz jak twoje dziecko zareaguje. Trzeba zaspokajać potrzeby dzieci, ale swoje potrzeby też powinniśmy zaspokajać. Decyzja o urodzeniu dziecka nie musi wiązać się z poświęceniem przez matkę trzech (czy nawet więcej, bo przecież piszesz jeszcze o dojrzałości dziecka do przedszkola) lat pracy zawodowej. Dzieci urosną, będą chodzić do szkoły, a nie w każdym zawodzie kobieta będzie mogła po 10 latach wrócić do pracy. Każdy szuka w życiu swojej własnej równowagi. Twoje rozwiązanie niekoniecznie będzie dobre dla mnie, ja muszę wypracować swoje własne metody i rozwiązania tak, aby cała moja rodzina była szczęśliwa. Oczywiście, wszystko odbywa się jakimś kosztem. Od nas zależy jaki koszt jesteśmy gotowi ponieść, a więc ile płaczu dziecka możemy wytrzymać i z jakich własnych potrzeb możemy zrezygnować, żeby tego płaczu było mniej. Przede wszystkim nie oceniajmy innych ludzi.
  • 13.05.17, 13:42
    "Od nas zależy jaki koszt jesteśmy gotowi ponieść, a więc ile płaczu dziecka możemy wytrzymać i z jakich własnych potrzeb możemy zrezygnować, żeby tego płaczu było mniej. ".

    Ty to serio napisalas? Uwazasz, ze "koszt" placzu dziecka to to, ile TY jestes w stanie placzu wytrzymac? Nie wierze w to co czytam po prostu... Kup sobie zatyczki do uszu, Twoja tolerancja na placz dziecka sie zwiekszy, bedziesz musiala poswiecic mniej ze swoich potrzeb. Wcielo mnie. Az mi sie do reszty Twojego komentarza juz odnosic nie chce, a troche tez napisac moznaby.
  • 13.05.17, 17:15
    Osądziłaś mnie z góry negatywnie, nie zasłużyłam na to smile Nie napisałam, że ważniejsza jest moja wygoda i jestem w stanie słuchać płaczu mojego dziecka. Uwierz, nie jestem, mam naprawdę minimalną tolerancję na płacz moich dzieci. I robię wszystko co mogę, żeby nie płakały. Co niestety nie znaczy, że nie płaczą, bo są sytuacje, kiedy nie mogę temu zapobiec (chociażby kiedy się któreś mocno uderzy). Ja akurat jestem zdania, żeby nie rezygnować ze swoich potrzeb, ale szukać takiego rozwiązania, żeby uniknąć płaczu dzieci. Usypiam moją córkę na rękach i tu jestem w stanie zrezygnować z potrzeby mojego kręgosłupa do niedźwigania wink Ale czasem też chcę wyjść z domu, więc opiekę nad dzieckiem przejmuje tata. Na szczęście mała daje się i przez niego uspać bez płaczu. Natomiast rozumiem, że niektórzy ludzie mają trudniejszą sytuację, kiedy dziecko np. budzi się w nocy co pół godziny, bo chce possać pierś i wtedy moim zdaniem matka jest usprawiedliwiona poprosić o pomoc tatę, nawet za cenę płaczu (ale nie do wymiotów oczywiście!). Nie mi oceniać ile ktoś może wytrzymać. Pozwolenie na odrobinę płaczu to nie jest znęcanie się nad dzieckiem, bez przesady! Zauważ, że nigdy nie dasz rady uniknąć płaczu dziecka, bo czasem nie będziesz w stanie zaspokoić jego potrzeby, a czasem czegoś zabronisz, co też wywoła płacz. Tu też tylko ty możesz zdecydować na ile płaczu i protestów pozwolisz, a kiedy się ugniesz i pozwolisz na więcej bajek czy słodyczy.
    Proszę was, mniej radykalizmu i mniej oceniania innych.
  • 13.05.17, 22:11
    Chodzi o dzieci nie lubiące jeździć samochodem a rodzice na siłę jadą samochodem po kilka czy kilkanaście godzin na wakacje. Chodzi o dzieci umęczone lotem samolotem a jednak przez rodziców zabierane. Chyba nie doczytałaś, to tyle w temacie. Poczytaj wpisy pacynki_84 forum.gazeta.pl/forum/w,572,163806559,163806559,11_miesiecy_zasypia_tylko_przy_piersi_POMOCY_.html dziecko się umęczy , mam też, ale co tam wczasy wykupione sad

    --
    Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
    Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
    zapraszam na forum Dla starających się
  • 14.05.17, 17:05
    A jak masz więcej niż to jedno dziecko i chcesz, żeby miało wakacje/odwiedziło rodzinę/wyjechało na weekend, to co zrobisz? Piechotą się wybierzesz? Może poszukać niezbyt oddalonego od domu miejsca, jasne. Ale są dzieci, które jęczą po 15 minutach w foteliku, tak jak moja córka. Czy tytułem tego mamy nigdzie nie jeździć przez najbliższe lata?
  • 14.05.17, 19:24
    "Czy tytułem tego mamy nigdzie nie jeździć przez najbliższe lata?"
    I tu właśnie jest pies pogrzebany - bo chyba nie dociera do niektórych, że czym innym jest niemowlę dajmy na to 4 miesięczne, a zupełnie czym innym roczne. Według mnie ludziom brak świadomości, że maluch typu tego pierwszego na prawdę może bardzo źle znieść lot samolotem na tropiki, ale już roczniakowi przyjdzie to lepiej i łatwiej przystosuje się do nowego miejsca. To, że przez ok. rok czasu będę dziecko oszczędzała, nie będę miała super intensywnego życia towarzyskiego itp. to nie znaczy, że już zawsze tak będzie!
  • 14.05.17, 19:30
    A leciałaś kiedyś 'na tropiki' z 4-miesięczniakiem i roczniakiem? Bo ja tak i uważam, że nie masz pojęcia o czym piszesz. Tak sie składa, że to młodsze dzieci lepiej znoszą takie podróże, a nie starsze. Im starsze, tym gorzej. Gorzej zachowuje się w samolocie, gorzej przystosowuje się do zmian stref czasowych, gorzej do pogodu, do jedzenia, itp.
    I jak już pisały przedmówczynie, bardzo szybko osądzasz innych na podstawie ułamka z ich życia.
    Życzę Ci trochę więcej empatii.
  • 14.05.17, 19:43
    Tak oceniam i generalizuję bo mam pewne przemyślenia na temat tego czym jest dziecko, po ponad rocznym doświadczeniu w byciu mamą. I chyba jednak mam prawo do swojej opinii.
  • 15.05.17, 09:04
    Po ponad rocznym doświadczeniu z jednym dzieckiem big_grin ? Kiedyś pewnie wrócisz do tego wątku i będzie ci baardzo głupio.
  • 17.05.17, 07:12
    Kiedy miałam jedno dziecko myślałam podobnie jak ty. Kiedy urodziny się kolejne to dotarło do mnie ze moje potrzeby tez sa ważne. I dziecku krzywda się nie stanie jak zostanie z tata, babcia , niania czy o zgrozo pójdzie na kilka godzin do sprawdzonego żłobka. Moja corka chodziła do żłobka. Traumy, braku więzi nie widzę - pewnie w dorosłości mi wytknie ze wszystkie problemy to wina poslania do żłobka.
    Najmłodszy tez chodzi do żłobka i tez nie widac po nim traumy.
  • 15.05.17, 16:24
    No popatrz, to jakos tu, gdzie mieszkam brak tej swiadomosci pediatrom, lekarzom medycyny tropikalnej... moje dziecko miedzy 3 miesiacem a 3 rokiem zycia lecialo ponad 50 razy, zwiedzilo z nami kawal swiata i dzisiaj, jako czterolatek, uwielbia podrozowac, obudzony o 4 rano na lotnisko zbiera sie sam, myje zeby i ubiera sie szybko, mimo ze to wielki spioch wink To bzdura i mit, ze (zdrowe) niemowleta nie powinny latac. Trzeba po prostu wiedziec co nalezy zapewnic im w trakcie lotu, podawac piers/butelke (starszym dzieciom napoje/cos du zucia) w trakcie startu i ladowania, ubrac w lekkie, niekrepujace ruchow ciuszki, starszym niemowletom i dzieciom zapewnic atrakcje (zabawki, ksiazeczki itd.). Sa tropiki i tropiki, niepolecane sa kraje malaryczne (choc malarone mozna brac bezpiecznie nawet w ciazy) i te, w ktorych jest niski poziom opieki medycznej (z oczywistych powodow). Raczej Singapur niz Uganda... W razie watpliwosci mozna dopytac sie lekarzy medycyny podrozy. Okropnie denerwuje mnie straszenie i sianie paniki w wykonaniu rodzicow, ktorzy sami z malymi dziecmi nie latali, nie znaja takich rodzin, ale wiedza najlepiej. Mozna samemu nie lubic dalekich podrozy i ten argument rozumiem, ale urodzenie dziecka nie przekresla mozliwosci zwiedzania swiata, a wrecz przeciwnie smile Odkrywa sie inna jakosc wakacji. I pisze to z pelna swiadomoscia smile
    Reszta to kwestia indywidualnych pogladow, tutaj do pracy wraca sie po 14-16 tyg i nikt z tym nie dyskutuje, niektore matki lub ojcowie zostaja w domu, inne rodziny (jak nasza) zatrudniaja na pierwszy rok-dwa-trzy nianie, inne wysylaja do zlobka. Wg mnie optymalna jest opieka 1:1 przez min. pierwszy rok zycia, ale dobra niania czy dziadkowie sa nie gorszym rozwiazaniem niz rodzice dziecka. My podzielilismy sie obowiazkami i opieka, pomagala nam niania i dalismy rade bez rezygnacji z pracy. Pomijam juz taki drobny szczegol, ze przeciez ojcowie tez moga zostac w domu, ale jakos nie widze dzikich tlumow wink Pewnie dlatego, ze stereotyp "dzieci sa matek, ojcowie pomagaja" dalej trzyma sie mocno.
    Ograniczone zycie towarzyskie, kulturalne? Od kiedy to z niemowleciem nie mozna wychodzic, spotykac sie z ludzmi, chodzic na wystawy? Owszem, zakrapiana impreza we dwoje do rana odpada, ale ludzie z dziecmi z reguly maja przyjaciol/znajomych rowniez dzieciatych i takie osoby rozumieja, ze male dziecko musi isc spac, ew. organizuja dodatkowe miejsce w pokoju dziecinnym dla starszaka i ustronne miejsce dla niemowlaka. Nie wiem, moze obracam sie w jakims wyjatkowo dziwnym srodowisku, ale nasze dosc spore grono przyjaciol ciagle ma jakies nowe dzieci (2 na pare, nieliczni z jedynakami, inni zaczeli trzecia runde), wszyscy pracuja i to w dosc wymagajacych zawodach i po urodzeniu sie dziecka nie oddalaja sie na pustynie zawodowo-towarzyska... niemowlaki chodza z rodzicami wszedzie, na grille, imprezy na 30+ osob, koncerty dla dzieci, na zakupy, jezdza z nami na narty (rodzice jezdza na zmiane, ew. ktos, kto akurat nie jezdzi zajmuje sie malenstwem) i jakos nie widzialam, zeby nadmiernie plakaly czy wygladaly na nieszczesliwe - po prostu od poczatku biora udzial w aktywnym zyciu rodziny i sa przyzwyczajone do halasu/ludzi/zmiany otoczenia. Moze tez dlatego, ze wiekszosc to kolejne dzieci i rodzice nie moga wycofac sie z normalnego funkcjonowania na x miesiecy, bo starsze dzieci malo to interesuje.
  • 16.05.17, 13:09
    "Reszta to kwestia indywidualnych pogladow, tutaj do pracy wraca sie po 14-16 tyg i nikt z tym nie dyskutuje". No więc uważam, że się mylisz, że to kwestia poglądów. Zacytuję Ci psychologa. Steve Biddulph w książce "Wychowanie chłopców" napisał:
    "Jeżeli jest to możliwe, do ukończenia trzech lat chłopiec powinien być pod opieką jednego z rodziców lub bliskiego krewnego (sporadycznie może tę osobę zastępować zaufana opiekunka). Zinstytucjonalizowana opieka nad dziećmi - żłobki nie odpowiadają naturze małych chłopców. Nie oznacza to, że chłopcy, których w wieku sześciu miesięcy oddano do żłobka, wyrosną na psychopatów, ale na pewno w ich przypadku ryzyko będzie większe. Dzięki wielu szeroko zakrojonym badaniom prowadzonym na całym świecie wiemy, że takie "ryzyko" może się objawiać w trzech postaciach: Po pierwsze, wyraźnie pogarsza się zachowanie chłopca, zwiększa się agresja i nieposłuszeństwo. Drugim przejawem są lęki - osiągające nawet poziom, który może negatywnie wpłynąć na rozwój dziecka (mierzy się to specjalnymi badaniami hormonu stresu). Po trzecie, więź synka z rodzicami może ulec osłabieniu: badania pokazują, że chłopcy w większym stopniu niż dziewczynki są podatni na lęk z powodu rozłąki z rodzicami, czują się opuszczeni i w wyniku tego częściej zamykają się emocjonalnie w sobie. Dobra placówka z wykwalifikowanym personelem może z pewnością spełnić swoją rolę w wypadku starszych dzieci oraz w sytuacji gdy oboje rodziców muszą pracować, aby zarabiać na utrzymanie. Trzeba jednak znać fakty, aby podjąć przemyślaną decyzję. Żłobki nie są najlepszym miejscem dla niemowląt, nie zaspokajają potrzeb małych dzieci i niektórym maluchom wyrządzają krzywdę, którą pozornie trudno dostrzec."

    "od poczatku biora udzial w aktywnym zyciu rodziny i sa przyzwyczajone do halasu/ludzi/zmiany otoczenia" No więc mamy tutaj zupełnie inne zdanie; To, że tolerują bo nie płaczą, nie oznacza, że są przyzwyczajone. Czy Ty przyzwyczaiłabyś się do przebywania na koncercie gdzie jest bardzo głośno i chciałabyś ciągle być w otoczeniu o takim poziomie głośności? Raczej nie sądzę! Albo zmiana otoczenia i ciągle obcy ludzie w otoczeniu - człowiek nie jest do tego przystosowany ewolucyjnie - jest zwierzęciem przywiązanym do swojego miejsca, zapachów, znajomych twarzy. Powiesz - no ale przecież istniały ludy prowadzące koczowniczy tryb życia - owszem, ale one przenosiły się z miejsca na miejsce razem z całą społecznością - ludzie w otoczeniu niemowlęcia byli tacy sami, przenosili się z całym dobytkiem, "dom", wszystkie sprzęty i zapachy po rozłożeniu były takie same tylko stały w innym otoczeniu. Fajnie jest podróżować z dzieckiem i nie jestem przeciwnikiem, ale wg mnie powinno się to robić kiedy dziecko jest trochę starsze. Oczywiście sama byłam na urlopie z niemowlakiem, kiedy miał 4,5 miesiąca ale starałam się go maksymalnie oszczędzać jeśli chodzi o podróże i zmiany miejsca pobytu. Ciąganie ze sobą małego niemowlaka uważam, za męczące dla niego ponieważ niemowlę nie potrafi się jeszcze komunikować i powiedzieć co mu przeszkadza.
  • 16.05.17, 13:50
    Piekna teoris, natomiast w rzeczywistosci dzieci zlobkowe sa najczesciej bardziej kontaktowe, samodzielne i nie wykazuja oznak krzywdy emocjonalnej. Kluczowy jest dobor placowki, nie przechowalni: oddany, nie szczedzacy czulosci personel, zabawy i nauka dostosowane do etapu rozwoju, codzienne dlugie spacery, zdrowe zywienie, male grupy i duzo opiekunow. Co do reszty, to ja pisze z praktyki i obserwacji innych dzieci, ty z teorii "ja tego nie robie, ale wiem lepiej". Rodzic jest w stanie rozpoznac dyskomfort nawet malego, nie mowiacego jeszcze dziecka. Tak matka, jak i ojciec. Dzieci adaptuja sie do otoczenia o wiele szybciej i lepiej niz nam sie wydaje smile trzeba tylko przestac tak sie trzasc i pozwolic zyciu toczyc sie zwyklym tempem.
  • 16.05.17, 20:07
    "Wg mnie optymalna jest opieka 1:1 przez min. pierwszy rok zycia, ale dobra niania czy dziadkowie sa nie gorszym rozwiazaniem niz rodzice dziecka. My podzielilismy sie obowiazkami i opieka, pomagala nam niania i dalismy rade bez rezygnacji z pracy. Pomijam juz taki drobny szczegol, ze przeciez ojcowie tez moga zostac w domu, ale jakos nie widze dzikich tlumow wink Pewnie dlatego, ze stereotyp "dzieci sa matek, ojcowie pomagaja" dalej trzyma sie mocno."

    Dziadkowie czy niania nie są tak samo dobrym opiekunem dla niemowlęcia, które nie skończyło roku. Moim zdaniem nawet tata nie jest dobrym opiekunem dla takiego malucha - w tym wieku kluczowa jest relacja mama - pierś - dziecko. Słyszałaś może o lęku separacyjnym? Czy wiesz, że dziecko do ukończenia ok. 6 miesięcy nie odróżnia matki od siebie??? Jakim cudem taki maluch miałby czuć się dobrze w żłobku? Widzę, że pojęcia o tym jaką rolę pełnią w danym wieku dla dziecka rodzice danej płci nie masz... Przeczytaj tutaj bardzo ciekawy artykuł napisany przez psycholog: www.babyboom.pl/niemowleta/rozwoj/narodziny_po_narodzinach_czyli_rozwoj_psychiczny_dziecka_do_2_roku_zycia.html

    Oczywiście rozumiem, że w sytuacji kiedy mama nie żyje lub opuściła dziecko - babcia, dziadek lub tata mogą z powodzeniem pełnić rolę najważniejszego opiekuna, ale to sytuacja wyjątkowa.

    "dzieci zlobkowe sa najczesciej bardziej kontaktowe, samodzielne i nie wykazują oznak krzywdy emocjonalnej" taaak słyszałam ten argument, zwykle podają go osoby, których dzieci właśnie w żłobkach się wychowują, słyszałam też taki: " On musi iść do żłobka, bo w domu go roznosi..." Dziwnym trafem te przemyślenia rodziców nijak się mają do tego co mówią psychologowie.

    "trzeba tylko przestac tak sie trzasc i pozwolic zyciu toczyc sie zwyklym tempem."

    Wiesz ja wolę jednak się trząść jak to nazywasz i opieram się na opinii mądrzejszych ode mnie, którzy już dawno zbadali jakie są fazy rozwoju niemowląt i którzy najlepiej znają się na psychice dzieci czyli psychologów i pedagogów.
  • 16.05.17, 21:35
    No tak, twoim zdaniem ojciec nie jest dobrym opiekunem dla niemowlęcia... jakby ci to powiedzieć - niemowlęta potrzebują nie tylko piersi i stosu przeczytanych książek o RB. Znam wielu ojców, którzy od początku zajmowali się swoimi dziećmi i poczuliby się głęboko obrażeni twoimi pomysłami, z moim mężem na czele. I jakoś moje dziecko, w dodatku chłopiec, bez problemu i z radością zostawało z nim od pierwszych tygodni życia, dzisiaj mają wyjątkową relację, a ja nie muszę męża niczego o dziecku uczyć, bo zna je równie dobrze jak ja.
    Ojciec może być równie dobry, jeśli "mama nie żyje lub opuściła dziecko"... żenada, dziewczyno. Nie znasz życia, masz zaledwie roczne dziecko, nie pracujesz, nie dzielisz obowiązków z ojcem dziecka, nie podróżujesz, nie korzystasz z pomocy dziadków/niani/żłobka, ale pozjadałaś wszystkie rozumy. Wyobraź sobie, że mam też w otoczeniu mamy-psychologów dziecięcych, psychiatrów czy pediatrów (fakt, pracujące, więc pewnie dla ciebie skreślone z listy autorytetów), które nie pozwoliłyby sobie powiedzieć, że ich dzieci "wychowuje żłobek". Inna rzecz, że te mamy wychowują dzieci z mężami/partnerami i żadne z ich dzieci nie siedzi w placówce bite 10 godzin, jak się to niektórym wydaje. Jest szereg opracowań, które wymieniają zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty opieki zewnętrznej, niani czy samodzielnej opieki rodzica. Warto zapoznać się z nimi zanim zacznie się wydawać tak kategoryczne osądy. Tutaj fragment o rzekomej agresji spowodowenej przez żłobki: www.psychologicalscience.org/news/releases/daycare-doesnt-lead-to-aggressive-behavior-in-toddlers.html#.WRtSytykLIU
    Zachęcam do szukania i lektury różnych źródeł, nie tylko jednostronnych, bo inaczej wyjdzie ci taka sama prawda, jak katolikom, którzy na wszystko mają "kościelne" statystyki.
  • 16.05.17, 22:17
    Ashraf - w punkt!
  • 16.05.17, 22:17
    O Boże, ręce opadają, czytać tych staroświeckich poglądów sie po prostu nie da...
    Jesteś typową Matką Polką, niewolnicą i męczennicą.
  • 17.05.17, 07:19
    Czytam twoje posty i się zastanawiam czy ty tak naprawdę? Serio? Tata to zly opiekun bo jakiś psycholog tak stwierdził? Ojciec tak samo moze zająć się dzieckiem, uwierz. I dzieci tylko na tym zyskują. I zdecydowanie wole układ kiedy oboje pracujemy i oboje mamy czas dla dzieci (o zgrozo najmłodszy w żłobku, o 8 leci biegiem do sali smile ), niz gdybym ja siedziala w domu a tata był kilkanaście godzin w pracy by na wszystko zarobić.
    Ojciec jest bardzo wazna osoba w zyciu dziecka.
  • 15.05.17, 12:49
    kiddy napisała:

    > A jak masz więcej niż to jedno dziecko i chcesz, żeby miało wakacje/odwiedziło
    > rodzinę/wyjechało na weekend, to co zrobisz? Piechotą się wybierzesz? Może posz
    > ukać niezbyt oddalonego od domu miejsca, jasne. Ale są dzieci, które jęczą po 1
    > 5 minutach w foteliku, tak jak moja córka. Czy tytułem tego mamy nigdzie nie je
    > ździć przez najbliższe lata?

    Ja nie jeżdżę samochodem nigdzie, jeśli nie muszę. Wybieram inne środki transportu. Wiedziałaś, że z Krakowa do Trójmiasta jest bezpośredni pociąg, który jedzie ok. 6 godzin? Autem byłoby dużo dłużej, a do pociągu nie trzeba fotelika wink Do samolotu też zresztą nie. Nie łapię, po co tachać półroczniaka do Tajlandii, jak zrobili moi znajomi ostatnio. W Europie też są fajne miejsca na wakacje.
  • 15.05.17, 16:37
    Choroba lokomocyjna to faktycznie wazny powod do zminimalizowania czasu spedzanego przez dziecko w aucie, ale to jest jakby oczywistosc i dotyczy nie tylko dzieci i nie tylko malych.
    Po co jechac do Tajlandii z malym dzieckiem? My np. chcielismy zwiedzic akurat ten kraj, Azja to nasz ulubiony kierunek, szpitale sa bardzo w porzadku (Bangkok), a maluchom (zdrowym) jest zazwyczaj wszystko jedno, czy spedza wakacje w Ciechocinku, czy na Koh Samui, bo do szczescia potrzebuja rodzicow i podstawowych warunkow do spania/jedzenia. Nie maja wielkich wymagan smile Maluchy z reguly latwo radza sobie z roznica czasu i klimatu (nie mowie o noworodkach, tylko o starszych niemowletach i toddlerach). Na calym swiecie mnostwo rodzin podrozuje z powodzeniem z dziecmi smile I nie ma to nic wspolnego z tym, czy w Europie sa fajne miejsca na wakacje - oczywiscie, ze sa. No, chyba ze ktos leci daleko tylko po to, zeby spedzic wakacje nad basenem/w hotelu, wtedy faktycznie gra jest niewarta swieczki i szkoda angazowac czas i pieniadze w organizacje wycieczki do dalekich krajow.
  • 15.05.17, 20:54
    "maluchom (zdrowym) jest zazwyczaj wszystko jedno, czy spędza wakacje w Ciechocinku, czy na Koh Samui" wszystko jedno czy jedzie godzinę samochodem czy leci kilkanaście godzin samolotem? Wątpię, bo samo miejsce faktycznie nie ma znaczenia, dlatego malucha bym nie ciągała na drugi koniec świata.

    --
    Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
    Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
    zapraszam na forum Dla starających się
  • 15.05.17, 20:58
    Małe dziecko w samolocie robi to, co poza nim robiłoby w domu - bawi się, przegląda książki, spaceruje (tak, po samolocie, o ile nie ma turbulencji, można spacerować), spędza czas z rodzicami. Je i śpi. Dla niemowlaków są specjalne łóżeczka montowane na ścianie samolotu. Demonizujesz coś, czego nie znasz, ew. znasz w wersji samolotów czarterowych z rodzicami nieprzygotowanymi do lotu z dzieckiem. Pomijając dyskomfort współpasażerów, nieutulony płacz dziecka na pokładzie to znak, że coś je najpewniej boli (zmiana ciśnienia) i ktoś temu nie zapobiegł, ew. nudzi się jak mops, bo rodzice zanurzyli nos w gazecie i mają wszystko gdzieś w myśl zasady "niech płacze, bo to dziecko".
  • 17.05.17, 11:28
    ashraf napisała:

    > Choroba lokomocyjna to faktycznie wazny powod do zminimalizowania czasu spedzan
    > ego przez dziecko w aucie, ale to jest jakby oczywistosc i dotyczy nie tylko dz
    > ieci i nie tylko malych.

    Moje dziecko nie ma choroby lokomocyjnej. Po prostu nie cierpi być unieruchomione. A ja nie cierpię słuchać, jak wrzeszczy w foteliku. Więc auto odpada, chyba że muszę.

    > maluchom (zdrowym) jest zazwyczaj wszystko jedno, czy spedza wakacje w Ci
    > echocinku, czy na Koh Samui

    Ale nie jest mu wszystko jedno, czy spędza w samolocie 2 godziny, czy 12.

    > Na calym swiecie mnostwo rodzin podrozuje z powodzeniem z dziecmi smile
    > I nie ma to nic wspolnego z tym, czy w Europie sa fajne
    > miejsca na wakacje - oczywiscie, ze sa.

    Podróże =/= turystyka wink

    > No, chyba ze ktos leci daleko tylko po
    > to, zeby spedzic wakacje nad basenem/w hotelu, wtedy faktycznie gra jest niewa
    > rta swieczki i szkoda angazowac czas i pieniadze w organizacje wycieczki do dal
    > ekich krajow.

    Wg mnie wakacje to ma być przyjemność. Dla wszystkich. Więc powinno się dostosować każdy aspekt do potrzeb i wymagań całej rodziny. Podejście "a bo ja chcę i nic mnie nie obchodzi", jakie reprezentują niektórzy rodzice (nie piję do nikogo konkretnie, mówię ogólnie) jest z gruntu niedorosłe. Tajlandia czy Nowa Zelandia nie uciekną, można poczekać te parę lat, aż dziecko podrośnie do pewnych rozrywek.
  • 17.05.17, 11:42
    Rosynanta, no co ja ci moge napisac - pewnych rzeczy trzeba sprobowac, zeby sie przekonac, ze nie taki diabel straszny. Pewnie, ze niektore dzieci nie cierpia byc unieruchomione przez wiele godzin, ale sa pociagi, samoloty, statki - jest z czego wybierac smile Wg mnie z mlodszymi dziecmi to duzo lepsze rozwiazanie. I uwierz, ze nasze wakacje zawsze byly przyjemnoscia dla calej rodziny, po maluszku tez widac, czy sie cieszy, czy tez raczej cierpi i jest mu zle/niewygodnie. Daleka podroz lotnicza jest raczej wyzwaniem dla rodzicow-zabawiaczy (i rozumiem, ze komus moze sie nie chciec), niemowlakom jest naprawde wszystko jedno, bo poza startem i ladowaniem nie musza byc uwiazane do miejsca smile Nasz syn nie pamieta wakacji, ktore spedzalismy razem do 2 rz, ale od tamtej pory jak najbardziej i jest pierwszy do podrozowania, to tez w duzym stopniu zasluga tego, ze jezdzilismy z nim od poczatku (w brzuchu tez), spal w roznych miejscach i o roznych porach, przemieszczal sie roznymi srodkami transportu, stykal sie z odmiennymi zapachami, smakami, klimatem, kulturami. To wielka wartosc, z dziecmi dodatkowo widzi sie swiat z zupelnie innej perspektywy smile Nie mam zludzen, ze gdybysmy zaczeli teraz, byloby rownie latwo. Co nie znaczy, ze kazdy musi - zupelnie nie to mam na mysli. Rozumiem tez, ze dzieci sa rozne, ale znamy naprawde duzo podrozujacych rodzin, niektorzy lataja juz z trojka dzieci (w tym niemowlak) i zdania nie zmienili, wszystkie dzieciaki reaguja na perspektywe podrozy podobna ekscytacja smile Moze to rodzinne? Nasi rodzice tez byli takimi wloczegami wink
  • 18.05.17, 12:43
    ashraf napisała:

    > Rosynanta, no co ja ci moge napisac - pewnych rzeczy trzeba sprobowac, zeby sie
    > przekonac, ze nie taki diabel straszny.

    Prawda, tylko ja wolę próbować w małych porcjach wink Niż żałować po fakcie wink

    > uwierz, ze nasze wakacje zawsze byly przyjemnoscia dla calej rodziny, po malusz
    > ku tez widac, czy sie cieszy, czy tez raczej cierpi i jest mu zle/niewygodnie.

    Ależ wierzę smile I wiem smile

    > Daleka podroz lotnicza jest raczej wyzwaniem dla rodzicow-zabawiaczy (i rozumie
    > m, ze komus moze sie nie chciec), niemowlakom jest naprawde wszystko jedno, bo
    > poza startem i ladowaniem nie musza byc uwiazane do miejsca smile Nasz syn nie pam
    > ieta wakacji, ktore spedzalismy razem do 2 rz, ale od tamtej pory jak najbardzi
    > ej i jest pierwszy do podrozowania, to tez w duzym stopniu zasluga tego, ze jez
    > dzilismy z nim od poczatku (w brzuchu tez), spal w roznych miejscach i o roznyc
    > h porach, przemieszczal sie roznymi srodkami transportu, stykal sie z odmiennym
    > i zapachami, smakami, klimatem, kulturami. To wielka wartosc, z dziecmi dodatko
    > wo widzi sie swiat z zupelnie innej perspektywy smile

    Coś w tym jest smile
    Też latałam w ciąży, choć nie musiałam, to były czysto turystyczne wyjazdy. Dziecko tacham ze sobą wszędzie, choć nigdzie dalej na razie, ale to z uwagi na mój własny komfort. Sama nie cierpię długich lotów samolotem, a jeszcze mam sobie dziecko pakować na głowę wtedy tongue_out Więc może trochę projektuję moje obawy i lęki. Ale też słyszałam parę razy od znajomych, że wakacje zagraniczne z niemowlakiem były dla nich koszmarem, bo w Grecji nie ma pampersów, a w Rumunii słoiczków, na Maderze plaże kamieniste, a w Indiach moskity tongue_out Czy coś w ten deseń wink
  • 14.05.17, 17:13
    Zdecydowanie masz rację, nie trzeba mieć mieszkania, można mieszkać pod mostem albo kątem u rodziców. Matka zdecydowanie powinna zamknąć się z domu i w żadnym wypadku nie wychodzić, bo to może zaszkodzić dziecku.
    Zastanów się, co piszesz. Matka nie przestaje być człowiekiem, który ma pewne potrzeby. Oczywiście, że należy się dostosować do dziecka, ale bez przesady. To niemowlę płaczące w wózku może być np. głodne albo może akurat się obudziło/właśnie zasypia, niekoniecznie "nie jest gotowe" (co to w ogóle znaczy?) . Zwykle mama i tata muszą pracować, żeby normalnie żyć. A takie osoby jak ty zawsze znajdą kij, żeby uderzyć: jak rodzice pracują, to źle, bo dziecko niegotowe na przedszkole, ale jak nie pracują, to też źle, bo nie zapewnią dziecku tego, co jest mu potrzebne. Widzisz ludzi z dziećmi przez chwilę wyrwaną z szerszego kontekstu, nie znasz na wylot ich sytuacji, więc dlaczego oceniasz?

  • 14.05.17, 19:36
    Oczywiście, że matka ma swoje potrzeby, ale uważam, że przez pewien czas powinna uznać, że potrzeby dziecka są ważniejsze niż jej własne. Tak to wymyśliła biologia i tak kształtowało się to ewolucyjnie. Niemowlę ma bardziej wyczulone zmysły niż dorosły człowiek - dlatego przebywanie w miejscach głośnych, pełnych intensywnych zapachów i innych bodźców wzrokowych (a takimi miejscami są np. galerie handlowe czy duże supermarkety) nie jest otoczeniem przyjaznym dla noworodków i niemowląt. Do tego moja pediatra twierdziła, że przynajmniej do roku powinnam unikać takich zatłoczonych miejsc i komunikacji miejskiej po prostu ze względu na choroby, to samo z resztą mówiła o zajęciach na basenie. Oczywiście w pierwszym momencie byłam na nią bardzo zła, ale po przemyśleniu zgodziłam się z nią i postępowałam zgodnie z jej radami. A co do spotkań ze znajomymi to można to dostosować do niemowlęcia i spotykać się na spacerach, czy we własnym mieszkaniu.
    "Zwykle mama i tata muszą pracować, żeby normalnie żyć." No właśnie nie do końca się z tym zgodzę, być może część ludzi na pewno, ale tak jak pisałam, kiedyś nie było normą wysyłanie dzieci do żłobka, przynajmniej na moim podwórku, a teraz jest dziwne kiedy kobieta zostaje z dzieckiem w domu na ten pierwszy najważniejszy okres życia dziecka. Jak widać czasy się zmieniły, ale wg mnie w bardzo dużym stopniu przyczynił się do tego wszechogarniający konsumpcjonizm.
  • 14.05.17, 20:53
    Ze wszystkim się zgodzę prócz basenu, ten, kto z niemowlakiem nie chodził nie wie jak on pozytywnie wpływa na rozwój nawet malutkiego dziecka i jak bardzo uodparnia - to akurat w trosce o dobro dziecka jest chodzenie na basen - nie z noworodkiem ale tak od 4 miesiąca. Resztę bezwarunkowo potwierdzam.

    --
    Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
    Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
    zapraszam na forum Dla starających się
  • 14.05.17, 23:52
    Pewien czas to jaki czas? Przy dwojgu dzieci to może być już całkiem długo, a potrzeb nie da się tak po prostu odłożyć na półkę. Poza tym coś trzeba jeść (zakupy), czasem kupić coś do ubrania (galeria handlowa), załatwić jakąś sprawę (urząd, przychodnia). To się nazywa życie. Zgaduję, że masz jedno dziecko...
  • 15.05.17, 11:17
    Ja mam dwoje. Ale zanim zdecydowalam sie na drugie to przemyslalam, czy jestem gotowa na pewne ustepstwa i poswiecenia, bo wiem z czym sie dziecko wiaze. Dziecie sie na swiat nie prosi, naszym psim obowiazkiem jest dostosowac sie do niego, nie naginac potrzeby dziecka, zastanawiac sie "ile placzu jeszcze wytrzymam" i czy moze starczy mi cierpliwosci by pojechac nad morze. Ja jezdzilam pociagiem - bo moj syn plakal w samochodzi po 10 min., zakupy robil maz, wierz mi - bardzo dlugo nie wychodzilam z domu wieczorami, bo maly prawie 2 lata zasypial tylko przy piersi. Ale ja jestem dorosla i bralam pod uwage, ze jesli chce miec dzieci to moje potrzeby musza przestac byc priorytetem na kilka lat. To sie nazywa zycie.
  • 15.05.17, 12:57
    kiedys_bylam_slodka napisał(a):

    > Dziecie sie na swiat nie prosi, naszym psim obowiazkiem jest dostosowac sie do nieg
    > o, nie naginac potrzeby dziecka, zastanawiac sie "ile placzu jeszcze wytrzymam"
    > i czy moze starczy mi cierpliwosci by pojechac nad morze. (...) > Ale ja jestem dorosla i bralam pod uwage, ze jesli chce miec d
    > zieci to moje potrzeby musza przestac byc priorytetem na kilka lat. To sie nazy
    > wa zycie.

    W punkt.

    > Ja jezdzilam pociagiem - bo moj syn plakal w samochodzi po 10 min., zakupy robil maz,
    > wierz mi - bardzo dlugo nie wychodzilam z domu wieczorami, bo maly prawie 2 lata zasypial
    > tylko przy piersi.

    Też jeździmy pociągiem. Zresztą jest szybciej i, wbrew pozorom, wygodniej. Można wstać, kiedy się chce, rozprostować nogi, nakarmić dziecko, kiedy ma na to ochotę, przewinąć. A jeśli zacznie płakać, to nie ma stresu, że kierowcy to przeszkadza.

    Moje dziecko jeździło w wózku od samego początku, zasypiało w try miga na spacerze przez pierwsze 3 miesiące i spało po 3-4 h. Potem dopiero wózek zaczął parzyć. Dzieci są różne i jeśli 2-miesięczny niemowlak płacze w wózku, to może być z miliona powodów, niekoniecznie "bo nie jest gotowy". Zaznaczę, że jestem bardzo prochustowa i nosiłam moje dziecko od samego początku. Ale na dłuższe spacery starałam się wychodzić z wózkiem, bo tak było wygodniej i mnie, i dziecku podczas tych długich drzemek.
  • 15.05.17, 15:00
    No to świetnie, jesteś bohaterką. Tylko że odkładanie jakichkolwiek potrzeb na nie wiadomo kiedy jest często ponad siły kobiety. Człowiek jest istotą społeczną, izolacja matki i dziecka w domu nikomu nie służy, ani jemu, ani jej. Pamiętaj, że całkowite poświęcenie matki dziecku to jest bardzo świeża sprawa, to zaledwie kilka dziesięcioleci, jeśli nie mniej. Wcześniej dziecko towarzyszyło matce w codziennym życiu, w którym ona rzadko bywała sama. Teraz jest inaczej i to jest realny problem. A problemy należy rozwiązywać, a nie "poświęcać swoje potrzeby". Dlatego warto się zastanowić, nie CZY jechać na wakacje, a GDZIE; nie CZY wyjść na miasto, tylko JAK to zrobić, żeby obie strony, i mama, i dziecko, były zadowolone; nie CZY spotykać się z ludźmi, ale JAK to urządzić, żeby było miło, przyjemnie i pożytecznie dla wszystkich.
  • 17.05.17, 11:31
    kiddy napisała:

    > A problemy należy rozwiązywać, a nie "poświęcać swoje potr
    > zeby". Dlatego warto się zastanowić, nie CZY jechać na wakacje, a GDZIE; nie CZ
    > Y wyjść na miasto, tylko JAK to zrobić, żeby obie strony, i mama, i dziecko, by
    > ły zadowolone; nie CZY spotykać się z ludźmi, ale JAK to urządzić, żeby było mi
    > ło, przyjemnie i pożytecznie dla wszystkich.

    No, ale to jest tak jakby logiczne, nie? smile
    Przy czym czasem rozwiązanie problemu oznacza czasową rezygnację ze swoich potrzeb na rzecz potrzeb dziecka. Z niemowlakiem średnio się negocjuje kompromisy wink
  • 15.05.17, 16:30
    Serio? Do roku unikac komunikacji miejskiej i zakupow? A co maja powiedziec rodzice starszakow, ktorych trzeba np. zawiezc popoludniu do szkoly muzycznej? To jakas utopia wink Tak na marginesie - starsze dzieci i tak przyniosa z placowek bakterie i wirusy. Takze tego...
    Zakupy nie robia sie same. Oczywiscie mozna sie zmieniac, natomiast kazda rodzina ma inna logistyke - u nas zakupy robi maz z synkiem w piatki rano, bo ma wtedy czas i kolejki sa minimalne. W weekend trzeba by na to poswiecic pol dnia, ktore wolimy jednak spedzic we trojke np. na lonie natury. Co do galerii sie nie wypowiem, to nie moj sport, a jesli juz, to na pewno nie zabieralabym na takie zakupy ani meza, ani dziecka, kupuje dla siebie, ogony mi niepotrzebne. Podobnie jak maz nie ciagnie nas do sklepu ogrodniczego czy warsztatu samochodowego. Jest tysiac ciekawszych sposobow na spedzanie czasu z rodzina.
  • 17.05.17, 11:38
    ashraf napisała:

    > Serio? Do roku unikac komunikacji miejskiej i zakupow? A co maja powiedziec rod
    > zice starszakow, ktorych trzeba np. zawiezc popoludniu do szkoly muzycznej? To
    > jakas utopia wink Tak na marginesie - starsze dzieci i tak przyniosa z placowek b
    > akterie i wirusy. Takze tego...

    Pozostaje własny, odkażony samochód tongue_out

    > Co do galerii sie nie
    > wypowiem, to nie moj sport, a jesli juz, to na pewno nie zabieralabym na takie
    > zakupy ani meza, ani dziecka, kupuje dla siebie, ogony mi niepotrzebne.

    Ja zamawiam większość rzeczy przez internet (spożywcze też), ale jak miałam dziecku kupić buty, to wiadomo, że z dzieckiem do sklepu... Do centrum handlowego też chodziłam, o zgrozo, z dwumiesięczniakiem, bo przy czerwcowych upałach to było najbliższe miejsce, w którym panowała w miarę znośna temperatura.

    Wychodzę z założenia, że jeśli dziecko w żaden sposób nie sygnalizuje swojego dyskomfortu z powodu nadmiaru wrażeń, świateł, ludzi, hałasu itd., to znaczy, że tego dyskomfortu nie odczuwa. Bo raczej nie chce mi się wierzyć, że dwumiesięczniak taki opanowany jest i kulturalny i nie wrzeszczy z czystej uprzejmości wink
  • 17.05.17, 11:44
    Zapewne nie wrzeszczy, bo jest w szoku, ze matka zafundowala mu taka traume big_grin
  • 18.05.17, 12:33
    ashraf napisała:

    > Zapewne nie wrzeszczy, bo jest w szoku, ze matka zafundowala mu taka traume big_grin

    Niedługo pierwszy lot samolotem. Oby to też było szokiem big_grin
  • 12.05.17, 21:03
    Cos takiego to nie jest trend. Nikt normalny tak sie nie zachowuje. Zauwazylam natomiast, ze osoby, ktore maja problemy np wlasnie ze snem dziecka nie moga zrozumiec jak komus innemu dziecko moze przesypiac cala noc i wlasnie celowo demonizuja tych rodzicow, ktorzy takich problemow nie maja. Nie raz jak mowilam, ze moje dziecko przesypia noce i zasypia samo to slyszlam wrecz pogardliwe pytania: "to nie lulasz go do snu? I przez cala noc nie sprawdzasz co u niego?" a i to, ze ktos stosuje jakies tam metody zasypiania i plany dnia nie musi od razu znaczyc, ze jak dziecko sie w nocy obudzi, to nie pojdzie do niego i nie utuli lub nie wezmie go do swojego lozka.
  • 17.05.17, 14:00
    Mama_mil, miej więcej niż jedno dziecko i spróbuj dostosować się tylko i wyłącznie do młodszego. Gwarantuję, że zmieni Ci się perspektywa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.