• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Grudzień 2004 - epizod II :)) Dodaj do ulubionych

    • 04.05.05, 18:49
      Dowiedziałam sie wlasnie ze dzis zjechały z Gaba do warszawy i w koncu będą
      miały dostęp do sieci. Jak wejdzie napisze więcej.

      Ufff... dobrze ze wszystko jest z nimi ok, bo taka długa nieobecnosc trochę
      niepokoiła (przyznam, że mnie bardzo).

      Pozdróweczki
      M.


      --
      Maj Presziz

      A czas pędzi
    • 04.05.05, 18:57
      Dziewczyny, mam prośbę smile
      Do Mam, które rodziły na Starynkiewicza.Moja przyjaciółka przymierza się do
      porodu w tym szpitalu - ze względu na lekarza.Czy mogłybyście powiedzieć jak
      tam tak naprawdę jest?
      Z góry bardzo dziękuję smile)
      --
      Kacperek rośnie!!!
      • 05.05.05, 13:58
        Niestety nie mogę pochlebnie wyrazić się na temat tego szpitala, bo nie mam
        dobrych doświadczeń. Z tym, że jeżeli ma swojego lekarza (można wiedzieć
        jakiego?), to chyba nic złego nie powinno jej tam spotkać. Ja mam jak najgorsze
        zdanie o tamtejszych ginekologach. Położne w większości OK. Neonatolodzy są
        super. Bardzo zaangażowani w swoją pracę i mający świetny kontakt z rodzicami i
        z maluchami. Warunki spartańskie, ale do wytrzymania. Jedzenie okropne, ale jak
        człowiek głodny, to wszystko zje wink Tylko uwaga! Marchew i buraczki gotowane są
        na sodzie, co powoduje wzdęcia u mama i maluszków. Swoją drogą to skandal, bo
        to szpital położniczy, więc tym bardziej powinni zwracać uwagę na dietę mam
        karmiących.
        To tyle z grubsza. Jeżeli potrzebne jakieś szczegóły, to służę smile
        Pozdrowionka smile))

        --
        Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
        Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
        • 05.05.05, 14:21
          Nasz (bo jest to zarówno jej, jak i mój lekarz - prowadzi mnie od 10 lat)
          lekarz się tam przenosi z Czerniakowskiego.Dlatego pytam w imieniu
          mojej "psiapsióły", bo nie wie, czy iść za nim, czy szukać innego lekarza i
          szpitala do porodu sad(
          A interesują mnie (ją) wszelkie szczegóły, więc jak coś Ci się przypomni ...
          Dzięki,
          Karina
          --
          Kacperek rośnie!!!
          • 05.05.05, 14:28
            Napiszę na priva dziś wieczorem. Zapytaj też Franuli, Vievioory (chyba) i
            Matczukewy - one napewno mają pozytywne wspomnienia, tak więc wypośrodkujesz
            sobie oceny smile
            Pozdrowionka

            --
            Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
            Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
    • 04.05.05, 21:35
      Zapraszam!

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=21256069&v=2&s=0
      ps. Musztardko, ja tez sledze co sie u Was dzieje. Fotki z basenu lux! My
      idziemy pływać w ten weekend!


      --
      Maj Presziz

      A czas pędzi
    • 04.05.05, 23:52
      Witam,

      moje dziecko 26 kwietnia skończyło 4 m-ce. Jak juz piałam wczesniej 25.04 zaczęła przekręcać sie na boki i łapać za stópki. W ostatnią sobotę, zaczęła przekręcać sie z pleców na brzuch (na razie tylko w jedną stronę). To powinny robić dzieci na 6-7 m-c. Wiem, ze dzieci rehabilitowane szybciej się rozwijają, ale trochę mnie to nawet zmartwiło, bo moze zbyt szybki rozwój niemowlęcia będzie miał wpływ na przyszłe umiejętności dziecka (np. dzieci, które nie raczkują, nie mają zdolności manualnych). Co prawda dziś była rehabilitantka i stwierdziła, ze skoro ma taką ochotę, to nic z tym nie zrobimy, po prostu szybciej sie rozwija i nie ma się czym martwić.

      Ponadto od 2 dni Klaudia wydobywa z siebie dźwięki przypominające chrrrrrr, czy Wasze dzieci tez już tak robią, czy może te umiejętności też są zbyt wczesne?

      Pozdrawiam,
      Aneta

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18961953
      • 05.05.05, 02:26
        Parę dni nie zaglądałam, a tu pojawiło się tyle problemów rodzinnych... Mam
        nadzieję, że uda się jednak te kryzysy zażegnać. My jesteśmy małżeństwem prawie
        10 lat i nie raz było trudno (choć nigdy bardzo źle), ale potem przychodziły
        lepsze czasy, czego i wam życzę.
        Powroty do pracy - już się widzę zaczęły... Smutno mi, szczególnie gdy pomyślę
        że i mój powrót zbliża się nieubłaganie a wcale mi do niego nie tęskno. Oby
        dzieciaczki i mamy znosły to dzielnie! W najbliższy poniedziałek kończy mi się
        urlop macierzyński, ale wracam do pracy pod koniec sierpnia. W międzyczasie
        biorę zwolnienie na małą i urlop wypoczynkowy. A w perspektywie szukanie
        opiekunki...
        Helenka skończyła dziś (a właściwie wczoraj, bo już po północy) 4 miesiące i
        uczciła to rano pierwszymi przewrotami z plecków na boczek. Wprawdzie już
        dawno, chyba 2 miesiące temu przewracała się z brzuszka na plecy, ale nie jest
        to bynajmniej powód do chwalenia się, bo były to nieprawidłowe przewroty
        spowodowane napięciem mięśniowym i teraz już raczej tego nie robi. Za to te
        dzisiejsze przewroty były w pełni prawidłowe i jestem bardzo dumna z mojej
        małej dziewczynki!
        Wczoraj wieczorem wróciliśmy z wypadu na weekend. Zupełnie niespodziewanie i
        prawie w ostatniej chwili postanowiliśmy pojechać nad morze. Wylądowaliśmy w
        Dźwirzynie i było świetnie. Wprawdzie nie mieliśmy tak pięknej pogody jak w
        głębi lądu ale i tak dzieciaki (i rodzice oczywiście) miały ponadplanową dawkę
        świeżego powietrza. Była to jak na razie nasza najdalsza podróż z małą i
        Helenka zniosła ją dość dobrze. Już się cieszę na nasz wyjazd nad morze do
        Mrzeżyna w pierwszej połowie sierpnia smile
        Body Early Days kupione na Allegro spisują się świetnie - polecam.
        Rozkład dnia mamy dość regularny (choć z pewną dozą elastyczności) i dobrze
        służy Helence. Ale ta regularność w naszym przypadku jest też wymuszona
        okolicznościami - odbiór synka z przedszkola, rehabilitacja małej.
        Obejrzałam nowe zdjęcia forumowych dzieciaczków - jak zwykle śliczne, szkraby
        nam rosną dorodne!
        Pozdrawiam,
        Sylwia
        --
        Moje maluszki
        • 05.05.05, 07:52
          Wczoraj powróciłam do lektury dotyczącej spania maluszków, bo jakos mój synek
          nie zmniejsza nocnych karmien... a ponoc powinien. I oto jaki wyciągnęłam z
          tego wniosek: choć już nie jestem maszynką do noszenia i bujania (na szczęście
          dla mojgo kręgosłupa) to zostałam nocnym smoczkiem. Owszem... dziecko zasypia w
          łóżeczku ale gdy budzi się na karmienie, to jeżeli mi się uda wyląduje w
          łóżeczku, lecz jeśli nie... ląduje u nas w łóżku. I mniej więcej od 4 rano
          ciągnie cyca prawie cały czas. Próbowałam nie podawać cyca, aby sam sobie jakoś
          zasnął, ale GDZIE TAM! Kwęka i stęka i się pręży! Podaję cyc - śpi!!! I co z
          tym fantem zrobić????

          SylwioDo! Czyżbyś podobnie jak Iwoku poszukiwała chwil samotności w nocy?

          A jak wygląda nasz dzień:
          6-7 rano pobudka (Musztardko, jak u Ciebie?)
          9-10 drzemka 40 min
          12-14 druga drzemka
          16 znowu drzemka 40 min
          19:00 dziecko już pada na pyszczek więc szybka kąpiel (co drugi dzień) i cyc i
          spanie (ok 20-21)
          No i nocne karmienia wink))

          Pozdrawiam,

          ps. Może któraś zna jakąś zaklinaczkę pogody, coby te chmury przegodniła? Hę?

          Acha...
          Wczoraj pierwszy raz podczas rehabilitacji ćwiczyliśmy całe 40 minut z lekkimi
          kwęknięciami! Zostaliśmy pochwaleni przez panią. No!

          --
          Maj Presziz

          A czas pędzi
        • 05.05.05, 07:54
          Jezeli dobrze kojarzę, Twoje Małe urodziło się 4 stycznia? Jezeli tak, to mamy
          w ten sam dzien urodzinki. Ja tez z 4-ego ale "kilka" latek wczesniej. wink))

          --
          Maj Presziz

          A czas pędzi
          • 05.05.05, 09:08
            Nie doszukujmy się problemów na siłę. Dziecko nie przekręca się - źle,
            przekręca się - też źle. Nasze dzieci są na prawdę mądre. Zaufajmy im. Jeżeli
            nie będą na coś gotowe to tego nie zrobią. Wiem, że każda z nas po prostu
            martwi się o swoje dziecko. To chyba problem naszych czasów, że wszystko musimy
            sprawdzać u wszystkich lekarzy a każdy coś tam znajdzie. Dziwi mnie, że tak
            wiele dzeci jest rehabilitowanych. Jak się dowiedziałyście o wadach dziecka?
            Ja leczyłam dziecko na biodra u kilku lekarzy. Słyszłam różne rzeczy, że moja
            córka będzie miała z rodzeniem problemy, że jest bardzo źle i nic się nie
            poprawia.
            Wczoraj byłam u kolejnego lekarza, bo jak wam pisałam ostatni mnie nawyzywał,
            że nie leczę dziecka. Oczywiście okazało się, że wszystko jest ok. i nie
            potrzebie męczę dziecko wykonując jakieś dziwne ćwiczenia. Do tego Ala
            przezmiesiąc nisiła usztywniacz(*bo to kazał inny lekarz) i to niepotrzebnie.
            Bardzo się cieszę, że mam zdrowe dziecko, a to, że Ala nie rozkładała szeroko
            nóżek wynikało z braku umiejętności lekarza, bo ten wczoraj zrobił to bez
            problemu i powiedział, że inni mogli to robić zbyt szybko, raptownie i spotkali
            się z oporem dziecka a nie wadą!!!
            Trzymam kciuki za wasze dzieciaczki.
            Ps. Ja też często jestem nocnym smoczkiem, ala mi to nie przeszkadz. Widocznie
            Ala potrzebuje bliskośći
            --
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=22514334
            • 05.05.05, 09:33
              Tusiu, nie wiem czy byłaś już z nami na forum, gdy pisałam o naszych wizytach u
              neurologów. Jedna pani dr (znana wielu mamom dr B.) stwierdziła od razu
              wzmożone napięcie i konieczność rehabilitacji, oczywiście w jej ośrodku. Dodam,
              że chciałam tylko się upewnić, że z małą jest wszystko ok. A wspomniana pani dr
              spytała o moje obserwacje i ew. niepokojące mnie objawy i powtórzyła je tylko,
              niczym dobra wróżka, która powie o naszych problemach, pod warunkiem, że się
              jej najpierw wszystko szczegółowo opowie wink
              Udaliśmy się do innej pani neurolog i ...wszystko super. Zaleciła tylko
              instruktaż pielęgnacyjny metodą NDT Bobath, co przydaje się każdemu rodzicowi.
              Spotkaliśmy się z 2 rehabilitantami i nie mogli się doszukać jakichkolwiek
              problemów u malucha.
              Owszem, nie twierdzę, że nie ma dzieci, które wymagają rehabilitacji. Nie chcę
              powiedzieć, że powinnyśmy olewać zalecenia lekarzy i ignorować objawy, które
              naprawdę istnieją i mają wpływ na rozwój i zdrowie naszych dzieci. Ale wydaje
              mi się, że ostatnio jest jakiś "terror" rehebilitacyjny i każde dziecko
              wychodzi z gabinetu lekarza z wadą wymagającą ćwiczeń (płatnych oczywiście).
              To tyle.
              Oczywiście są to moje subiektywne odczucia i nie chciałam, broń Boże, nikogo
              urazić ani oceniać smile

              Pozdrawiam
              Iwona
              --
              Moja Ninka I
              Moja Ninka II
            • 05.05.05, 10:44
              dziewczyny,
              dziekuję za życzenia smile)

              co do rozwoju dziecka, to ja jestem z opcji minimalistycznej - czyli nie chodzę
              po lekarzach, słowo neurolog wywyołuje we mnie dreszcze, ale uważnie obserwuję,
              wiem, jakie są objawy nieprawidłowości, ufam swojej intujcii (która mówi, że
              nic się nie dzieje), a nawet przestałam czytać, co i kiedy dziecko powinno
              robić. (po tym, jak się bałam, że nie podnosi główki, a zaraz potem podniósł)
              Jak widzę mojego uśmiechniętego, ruchliwego bystrzachę, to wszytskie normy
              przestają się dla mnie liczyć.

              Aż sama jestem zaskoczona swoim spokojem, bo w ciąży panikowałam, aż
              miło, "miałam" wszytskie choroby i schorzenia, jakie można mieć, hehehe.
              Śmiałam się, że robię doktorat z ciążowych lęków.
              Czytałam najgorsze historie i doszukiwałam się w sobie objawów, co więcej,
              znajdowałam je, więc gnałam się badać, okazywało się, że wszytsko jest ok, na
              chwilkę był spokój, aż do następnego wymyslonego schorzenia. Ech, czego ja nie
              miałam - cukrzyce, cholestazę, gestozę, za mało wód płodowych, za duzo wód
              płodowych, za mały (opcjonalnie za duży) brzuch, itp, itd...
              Aż byłam na siebie zła, że tak się męczę, a co więcej w tym morzu podejrzeń
              mogę nie ropoznać, jak coś mi naprawdę będzie.
              Obiecałam sobie, że jak już Antoś się urodzi, to skończę z tym wink i nie
              zafunduję dziecku takiej lękliwej matki.

              A co do dźwięków, to Antoś warczy, charczy, piszczy, prycha - mam wrażenie, że
              bawi się swoją umiejętnością "wysławiania się". Boczki też już odkrywa, lubi
              sie bujać, jak leży na brzuszku.

              --
              mój Antoś
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=21928722
            • 05.05.05, 14:34
              Tusiu. Rehabilitacja i wizyty u neurologa z Matim nie wynikaja z naszej
              przesadnej ostrożności, tylko z tego, że urodził się w ciężkich warunkach -
              zamartwicy okołoporodowej i zakażeniu wewnątrzmacicznym. Na szczęście USG
              przezciemiączkowe nie wykazało żadnych nieprawidłowości, ale od początku miał
              asymetrię i ułożenie odgięciowe. Stąd rehabilitacja.

              --
              Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
              Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
          • 05.05.05, 22:26
            Martolino,
            Właśnie tak - Helenka urodziła się 4 stycznia, o 18.00, parę lat później wink To
            chyba dobra data?
            Sylwia
            --
            Moje maluszki
            • 06.05.05, 09:16
              To data najlepsza!. Mój synek urodzil się cztery dni przed nowym rokiem a ja
              po wink)). Kozy (czyt. koziorożce) rządzą u nas w rodzinie!!! Hihihi

              Mąż jest tylko przerażony ilością prezentów w okolicach świąt: prezent pod
              choinkę, urodziny Michałka i moje ... trochę wydatków jest... smile))


              --
              Maj Presziz
              A czas pędzi
              • 06.05.05, 09:25
                Z tymi prezentami u nas podobnie:
                11 listopada - imieniny męża,
                - urodziny mojej starszej chrześnicy
                27 listopad - urodziny mojej młodszej chrześnicy
                14 grudnia - urodziny Kacperka
                24 grudnia - gwiazdka
                - imieniny mojej Mamy
                27 grudnia - urodziny mojej Mamy
                6 stycznia - imieniny Kacperka
                5 luty - urodziny mojej siostry
                9 luty - moje urodziny
                MASAKRA!!! smile))
                --
                Kacperek rośnie!!!
              • 06.05.05, 09:26
                moje drogie,
                jak super, że jesteście!!!! naprawdę!!!! właśnie mnie naszło, jak fajną grupą
                jesteśmy, jak dużo sobie dajemy wsparcia. O wiele trudniej byłoby mi bez Was.
                Dużo wdzięczności czuję i strasznie się cieszę, że się spotkałyśmy i
                stworzyłysmy tak unikalną grupę, tralalalala.
                Dobra, dość tych peanów smile))), czas na śniadanie.


                --
                mój Antoś
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=21928722
                • 06.05.05, 09:48
                  ja też się cieszę smile))
                  tym bardziej, że jestem tu od początku ciąży, ponad rok. Przewinęło się trochę
                  osób. Niektóre, niestety, zniknęły ( tak,tak, Fenka, do ciebie mówię), inne
                  przybyły. A ja trwam. I nigdzie się nie ruszam. No, może tylko na Mazury
                  skoczę, ale zaraz wracam. Czekajcie wink
                  --
                  Ania
                  Mamy juz...
                  www.pajacyk.pl
                • 06.05.05, 10:03
                  .... ja też trallalala... hough...
                  smile))
                  Buziorasy ogromniaste

                  --
                  Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
                  Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
        • 05.05.05, 08:08
          Cześć dziewczyny!
          Taka zadowolona byłam z mojego maluszka, taka dumna, ale i u nas pojawił się
          problemsad Bodajże miesiac temu Jasiek nauczyl sie, ze gdy podaje mu się ręce to
          on sam się podciaga do siadania- pochwalił sie tą umiejętnoscią przed lekarką,
          ona bardzo nas pochwalila i niby wszystko oki. Tymczasem od jakiegoś tygodnia
          jego rozwoj sie 'uwstecznil'- tzn. po podaniu rączek łapie je, ale nie chce mu
          się podciagac. Dodam że na brzuszku leży ładnie, główke dźwiga popisowo. Moze
          to od zębow? Ostatnio chyba idzie mu drugi na dole (ma takie rozpulchnione
          dziasełko, ciągle trzyma łapkę w buzi)wiec zaczęłam sie zastanawiać- moze teraz
          tak go to absorbuje, że próby podciagania sie przestaly go interesować? Już
          sama nie wiemsad A moze to moja wina, może powinnam była z nim wiecej ćwiczyć?
          Ale tak się bałam, ze to za duże obciażenie dla jego małych pleckowsad
          A teraz z innej beczki- czytam tak posty o weekendzie majowym i gdzieś pojawiło
          się, ze maluszek leżal na dworze bez czapeczki. Teraz to może nieaktualne, bo
          zimno i leje, ale na przeyszłosć- przy jakiej temperaturze sciagacie dzieciom
          czapeczki? Boje sie przewiac Maleńkiego, ale jak byliśmy na spacerze ostatnio
          to chyba się męczył w swojej czapie. Kupilam mu nawet lniany kapelusik, ale
          jeszcze boje sie zakładać- uszka są na wierzchu.
          Oj, jeszcze coś mi się przypomnialosmile Wyjmujecie już mamusie gondolki z wózków?
          My mamy taki 2-funkcyjny, ale gondolka jest zdecydowanie za mała! Tylko jesli
          ją wyjmę, to czy dno wózka nadal ma byl ustawione w pozycji leżącej, czy mogę
          je trochę podnieść- tak do pozycji półleżącej powiedzmy?
          Natomiast co do rozkładu dnia to nie ma o czym mówić. Wczesniej Jasiek był
          przewidywalny niemal co do minuty, ale podczas weekendu u babci tak się
          rozpuscił, ze teraz tylko baw sie, całuj małe stopki, podawaj grzechotkę i mow
          mu, jaki piekny. Hi hi, podoba mi się tosmile Na szczęście noce bez zmian- śpi
          grzeczniutko.
          Poratujcie dziewczyny, bo mi już najgorsze myśli chodz po głowie przez ten
          problem z podciaganiemsad
          --
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=22713432
          • 05.05.05, 14:43
            Z tym podciąganiem to może i dobrze, że tego zaniechał, bo dziewczyny już
            pisały, że to tak naprawdę do niczego nie prowadzi, a już napewno nie do
            siadania. Poza tym słyszałam, że dzieci takie małe maja tendencję do zarzucania
            jednych czynności na rzecz innych, bardziej interesujących.
            Nawet w bardzo pogodne dni nie zdejmuje czapeczki, bo boję sie o uszy Matiego.
            Nosidełko z wózka wyjęłam już dawno, bo Mati się w nim nie mieścił. Myślę, że
            spokojnie możesz spokojnie podnieść nieco "plecki" wózka do pozycji półleżącej.
            Pozdrowionka smile))

            --
            Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
            Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
      • 05.05.05, 09:44
        Moja corcia juz jakis czas przekreca sie z plecow na brzuszek, teraz ma 5 m-cy i zaczyna sie przekrecac z brzuszka na plecy. Nie sadze zeby to byla za wczesna umiejetnosc.
        Buziaczki

        --
        Zdjęcia Lenki:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18373338
        • 05.05.05, 10:07
          Oczywiście, że nie jest to zbyt wczesna umiejętność. W 6-7 m-cu podejrzewam, że
          rodzice się raczej trochę martwią, gdy ich maleństwo jeszcze nie przekręca się
          na brzuszek. Choć też niepotrzebnie. Dzieci to nie maszyny, każde rozwija się
          indywidualnie, w swoim tempie.
          A co do odgłosów wydawanych przez maluchy, to w ogóle nie widzę powiązania z
          wiekiem smile)
          Więc nie zamartwiaj się Anetko, tylko się ciesz, że Twoje dziecko rozwija się
          szybko i prawidłowo.

          Pozdrowionka
          Iwona
          --
          Moja Ninka I
          Moja Ninka II
          • 05.05.05, 10:45
            Moje maluchy póki co przekręcają sie tylko na boczki... A obok dziecka Majkagry
            są na tym forum najstarsze, blisko 6- miesieczne. Trochę mi smutno- ale
            absolutnie nie wpadam w panikę. Każde dziecko ma swoje tempo- jedno szybsze
            (Gosia chodziła tuż po skończeniu 9 mies), drugie wolniejsze. A u nas sytuacja
            jest o tyle szczególna,że przy tym samym wieku ciążowym Jasiek był dzieckiem
            donoszonym, ale Emilka miala liczne cechy wcześniactwa (urodzili się 3 tyg przed
            terminem). Widocznie warunki rozwoju w moim brzuszku nie były jednakowo komfortowe,
            A jeśli chodzi o podciaganie- rehabilitanci i neurolodzy tego, podobnie jak i
            sadzania nie zalecają. Ale, jak napisała Aguszak, zdrowy rozsądek mówi,ze
            sporadycznie- nie zaszkodzi. Obraz dziecka w trakcie rozwoju potrafi zmieniac
            sie z dnia na dzień. Araalko- myslę,że nie masz powodów do zmartwień, zapewne
            Twój maluch ćwiczy teraz intensywniej inne umiejętnosci, zresztą bardziej
            przydatne na tym etapie.
            Jaś np. stracil zainteresowanie do stawania- i ja się z tego cieszę, bo to za
            wcześnie. Zabawne, bo gdyby mu pozwolic, potrafił by za to godzinami skakać
            (sprężynować na nóżkach)- z uśmiechnietą od ucha do ucha buzią
            --
            Nasze Krasnoludki
            • 05.05.05, 11:16
              Emilka bawi się w kręcenie na boczki na podłodze. Woli prawy boczek. Z chęcią
              leży również na brzuszku. Może nie są to jakieś godziny, tylko minutki (5
              góra), ale i tak jestem bardzo zadowolona. Odkąd przestałam ją "trzymać"
              godzinami w foteliku (jak gotowałam obiad na przykład, albo rozwieszałam
              pranie - z tymi godzinami, to żart, ale sporo siedziała), w każdym razie odkąd
              mniej przesiaduje w foteliku, a więcej na podłodze znacznie poprawiła się
              ruchowo. Czasem to mi tutaj tak wariuje, że muszę ją obserwować, czy czegoś
              sobie nie zrobi (latające grzechotki po mieszkaniu !!!). Poza tym uwielbia
              obserwować walki psów! Nasze jamniki kilka razy dziennie biją się, gryzą,
              szarpią i szczekają na siebie. Wszystko w atmosferze miłości oczywiście -
              kochają się strasznie. Emilka dostaje istnych ataków śmiechu, piszczy na całe
              gardło obserwując zwierzaki. Mamy w tego już chyba ze 4 filmy nagrane, bo
              wygląda to fantastycznie.
              W ogóle stała się taka fajna po długim weekendzie. Już nie muszę jej ciągle
              nosić na rękach, sama się sobą umie zająć (10 minut). Chyba miała jakiś kryzys
              wcześniej. Oczywiście wózka nadal niecierpi.
              W nocy jada co 2 godziny zawsze i też jestem jej smokiem. W dzień czasem też.
              Ale to takie przyjemne dla mnie, że nie narzekam. Oczywiście, że marzę o
              przespanej nocy, ale skoro i tak nie mam na co liczyć, to chyba pokocham te
              zarwane noce...
              Martolinko, my mamy pobudki między 5 a 6 rano. Niestety. Często udaje mi się
              wrobić męża w zabawe z Emilką. A ja podsypiam.
              Co do jedzenia: Emilka nie umie przełykać. Większość ląduje na bródce. Podaję
              jej raczej po to, żeby nauczyła się nowych smaków niż najadła.
              Butelka to stwór obcy i nie wiem, czy zdołam ją nauczyć z niej pić.

              Hmm, miałam coś jeszcze napisać, ale skleroza nie boli i wyleciało z głowy. Jak
              sobie przypomnę, to znów pozawracam głowę towarzystwu.
              Całuję
              Dorotka

              Ps. Dziękuję za odwiedziny na naszej stronce!
              --
              Moja cudowna dziewczynka Emilka:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=20303994&v=2&s=0
      • 05.05.05, 14:06
        Nie martw się niczym i na pewno nie porównuj swojego dziecka z innymi, nawet
        rówieśnikami. Ja przestałam się przejmować tym, że mati słabo przekręca się na
        boczki, nie mówiąc o tym, że nie przekręca się sam z pleców na brzuszek.
        Przyjdzie i na niego czas.
        Pozdrowionka smile))

        --
        Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
        Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
    • 05.05.05, 08:57
      Mam pytanko smile Wiem, że dajesz Maleńkiemu jedzonko ze słoiczków.Masz jakieś
      rady odnośnie firm, sposobu i ilości dawania, no i przede wszystkim co dawać i
      ile, jak dużo?
      Ja od blisko 2 tygodni podaję jabłuszko - ostatnio z gruszką.Ale różnych firm.A
      ilości Kacperek zjada wszelkie - od 80 do 130g. Po marchewce się zapchał -
      dawałam mu dwa dni, ale zrobił potem (i to po czopeczku..)tak twardą i dorosłą
      kupę, że narazie odstawiłam marchewkę sad( A co z dynią, winogronami? Czy też
      mogą zatwardzać?? Sto pytań - możesz mi jakoś to naprostować??
      Dzięki,
      Karina
      --
      Kacperek rośnie!!!
      • 05.05.05, 10:33
        Nie jestem Aguszak ale też na A i tez podaję słoiczki- i to od jakiegoś
        miesiaca. Jeśli mogę sie podzielić swoimi spostrzezeniami to tak
        - rady co do 'zapychacza' chyba niewiele pomogą, bo na przyklad mój Jasiek
        zajada marchewkę a żadnych zmian w kupce nie ma (standardowo, jedna na dzien),
        wiec wszystko musisz sama wypróbowac (mojego na przyklad silnie uczula
        rumianek, nie mogę więc podawać herbatek ani soczkow- bo do nich też czasem
        dodają)
        - dynia, winogrona- żadnych zmian, ale z tego co pamiętam, to są słoiczki
        BoboVity- marchew z dynią (chyba jeszcze jabłuszko w tym jest) byly dosć
        kwaskowate- Jasiek przełknął, nawet mu smakowało, ale nie wiem, czy u Twojego
        maleństwa to przejdziesmile
        - jesli jeszcze mogę coś zasugerować, to zwroć uwagę na konsystencje- Gerber
        jest bardziej gęsty od BoboVity (widać to zwłaszcza na przykładzie jabłuszka) i
        choć ten pierwszy bardziej smakuje mojemu Jasiowi, to ten drugi moze okazać sie
        lepszy w przypadku problemow z kupką (powinno sie wtedy wiecej dawać pic
        dziecku)
        - nie wiem czy znasz, ale zarówno Nestle jak i BoboVita wprowadziły ostatnio
        musy dla dzieci od 5mca- próbowałam Nestle (nazywają sie Misiowy Sad) i u mnie
        sprawdzily sie! Dla naszych pociech wchodzi w rachubę tylko ten bananowo
        jabłkowy z dodatkiem mleka modyfikowanego. Jest swietny! Słodziutki,
        konsystencja idealna- nie za gęsty, nie za rzadki (te BoboVity często podchodza
        wodą, tzn. sokiem) jednym słowem godny polecenia. 4 kubeczki (chyba 80g, ale
        nie pamietam niestety dokladnie) kosztują u nas w realu 7zł- czyli cena też
        przystępna. BoboVita jest odrobinę drozsza, ale to i tak wychodzi taniej niż 4
        słoiczki.
        Mam nadzieję, ze troszkę pomogłam
        Pozdrawiam serdecznie
        Ola
        --
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=22713432
        • 05.05.05, 10:44
          Bardzo dziękuję smile
          Kacperkowi coprawda nic nie daję do picia, bo nadal jest na piersi (to
          dodatkowe jedzonko to tylko ze względu na kupki sad( ). Ale może spróbuję smile
          Tylko u nas to jedynie łyżeczką, bo po 3 razachudanych, w tej chwili znowu
          odmawia butli sad(
          --
          Kacperek rośnie!!!
      • 05.05.05, 11:05
        Na początek radzę Ci podawać zupki warzywne Gerbera, albo Hippa, bo są one
        rzadsze i jakieś takie smaczniejsze niż Bobovity, którą Mati się
        strasznie "klajstruje". Można też te gęściejsze rozrzedzać np. mlekiem, albo
        przegotowaną wodą. Doradzam też Gerbera, bo oni jakoś więcej mają tych dań
        jednoskładnikowych i tak na początek: brokuły, dynia a z Hippa zupka
        marchwiowa, albo marchwiowa z ziemniakiem.
        Pamiętaj, aby podawać jedną zupkę przez ok. 3 dni i obserwować, a potem podać
        kolejną zupkę.
        My już jesteśmy przy mięsku - indyk, ale to też jest takie gęste, że trzeba
        rozcieńczać.
        Jakbyś miała jeszcze jakieś pytania, to chętnie odpowiem.
        Pozdrowionka dla Ciebie i Kacperka smile))

        --
        Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
        Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
        • 05.05.05, 11:11
          Dzięki Aguszak smile
          Ja narazie ograniczę się do jabłuszek; ewentualnie mam pytanko o dynię, jakie
          są Twoje spostrzeżenia ??
          Zupek narazie nie chcę podawać, bo nie chodzi mi o dokarmianie Kacperka, tylko
          o "przepchanie" Go smile
          A brokuły jakie mają właściwości?
          Po marchewkach też się zapychał Mateuszek, czy nie?
          --
          Kacperek rośnie!!!
          • 05.05.05, 12:59
            Dynia jest super, ale uważaj, bo to od 7 m-ca. Ja dawałam Matiemu bez skutków
            ubocznych. Z deserków jest jeszcze gruszka - tego jeszcze nie próbowałam i
            brzoskwinia - za kwaśne na podniebienie Mateusza - pluł tym na odległość.
            Nie wiem, jakie właściwości mają brokuły, ale są smaczne wink
            Mateusz po marchewce też bardziej stałe kupy robi, pomarańczowe i z lekkim
            wysiłkiem, ale jakoś nie zauważam, żeby go bardzo po marchewce męczyło.

            --
            Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
            Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
        • 05.05.05, 11:37
          My też jakos przywiazalismy sie do Gerbera i rowniez jestesmy na etapie indyka.
          Z ciekawostek: Ostatnio znalazłam takie duże słoiczki (190 g) od 7 mies- w mojej
          sytuacji to rozwiązanie ekonomiczne.
          Owoce- generalnie mozna uznać,ze powinny ułatwić wypróżnienie.
          Marchew- rutynowo stosuje sie w biegunkach. Dobrze w takich sytuacjach mieć w
          domu na wszelki wypadek Gastrolit- zapytajcie pediatrow, co o tym mysla. Poza
          tym w aptekach można dostać bez recepty środek nawadniający ORS 200 firmy Hipp-
          gotowy kleik marchwiowo- ryżowy. Warto kupić, w końcu zbliża się lato i
          zwiększone ryzyko biegunek
          I jeszcze o kaszkach: ZAPIERAJĄ!Świetne dla dzieci słabo przybierających i na
          noc- zapewniaja dluzszy sen , bo sa sycące. Z ciekawych produktow- w sprzedazy
          jest tez Sinlac, produkt zbozowy na bazie maczki chleba swietojanskiego i
          ryzowej, swietnie nadaje sie na dodatkowy posilek
          --
          Nasze Krasnoludki
        • 05.05.05, 12:35
          Hej Agnieszko smile
          ja właściwie też jestem zainteresowana tematem, bo niebawem, jak Mała skończy 5
          miesięcy to zaczynam wdrażanie nowego jedzonka smile No i m.in. mam pytanko: kiedy
          zaczęłaś podawać soczki i w jakim czasie po podaniu pierwszej zupki?
          Serdeczności,
          Magda

          --
          Króliczynka w Wielkiej Wannie wink

          Mam 3 miesiące! smile
          • 05.05.05, 12:52
            Wiesz ja soczek jabłkowy podałam niemal równoczesnie z pierwszą zupką, bo
            stwierdziłam, że w tedy kiedy jeszcze karmiłam małego, to jadłam jabłka na
            potęgę i nie uczulały go, więc dlaczego miałyby bezpośrednio uczulać. Z tym, że
            Mati nie bardzo lubi soczki - woli herbatkę rumiankową Hippa albo Plantex,
            którego nie mogę mu dawać za dużo, bo go zczyszcza, jak słonia po
            biszkoptach wink))
            Pozdrowionka

            --
            Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
            Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
            • 05.05.05, 13:03
              to ja mam pytania techniczne:
              czym podawałas zupki i inne brokułki?
              zwykla łyzeczka czy taka dziecinna? (czytałam ze silikonowe sa fajne?)
              bezposrenio ze sloiczka czy nie? jak dlugo mozna trzymac taki sloiczek otwarty?

              opis użycia, poproszę.....
              jednA REKA PISZE WYBACZCIE
              f
              --
              Kasia 2 XII 04 na baseniesmile
              • 05.05.05, 13:32
                Podaję wszystko łyżeczką plastikową dzieciaczkową Canpola - były trzy w
                komplecie. Wcześniej podawałam z nich lekarstwa. Też się przyglądałam
                silikonowej, ale mąż mnie od nich odciągnął, bo powiedział, że Mati sobie
                dobrze radzi z plastikowej - ma chłop rację wink
                teraz bezpośrednio ze słoiczka, bo Mati zjada wszystko również ze średnich
                słoiczków (125 ml), ale wcześniej przekładałam małą porcję do malutkiej
                miseczki ceramicznej, albo szklanej i to podgrzewałam. W razie potrzeby małego
                brzdąca można podgrzać kolejną porcję, a resztę (tę w słoiczku) przechowywać w
                lodówce 48 godz. (to można wyczytać na etykiecie).
                Pozdrowionka dla przeuroczych koleżanek smile))

                --
                Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
                Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
                • 05.05.05, 19:31
                  aguszak napisała:

                  > Podaję wszystko łyżeczką plastikową dzieciaczkową Canpola - były trzy w
                  > komplecie.

                  Hi hi, a ja nawet wiem (tzn. wydaje mi się, że wiem) gdzie kupiłaś! wink)) Miałam
                  nabyć takie same, już trzymałam w garści, ale odłożyłam na chwilę, bo zawołałam
                  Męża do gryzaczków. Gryzaczek nabyliśmy, a łyżeczki gdzieś zostały... wink))

                  A wracając do sprawy karmienia: najpierw podałaś zupkę a potem do popicia
                  soczek? Tego samego dnia bez czekania na ew. reakcje alergiczne?


                  --
                  Króliczynka w Wielkiej Wannie wink

                  Mam 3 miesiące! smile
                  • 06.05.05, 08:22
                    Łyżeczki kupował mąż, w chwilach desperacji, w Tesco, bo nie było czym podawać
                    małemu Wydrzykowi wody koperkowej wink))
                    Tak, jak napisałam - soczek jabłkowy raczej by Mateusza nie uczulił, z tego
                    względu, że przetestowałam jabłko, kiedy jeszcze go karmiłam z piersi. Z tego,
                    co pamiętam, to chyba podałam soczek na drugi dzień, przy drugiej zupce
                    marchewkowej.

                    --
                    Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
                    Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
              • 05.05.05, 14:41
                co za sztuki musze uprawiac, zeby wcisnac Antkowi jakies inne jedzonko niz
                mleko smile
                Ale jakos idzie. Lubi zupke z cielecina i jablka tarte oraz misiowy sad jablka
                z wanilia i mlekiem (ze sloiczkow wszystko). Za to sama marchew, zupka
                jarzynowa i brokuly sa beee.
                --
                Rosnie sobie moj malenki Lelu
    • 05.05.05, 11:27
      Jestem, wróciłamsmile Dzięki, że się zmartwiłyście, że mnie nie ma i jednocześnie
      przepraszam, że się martwiłyście... Martko - wielkie dzięki!

      Wróciłam po prawie 1,5 m-cznej nieobecności w domu i próbuję się od wczoraj
      zorganizować. Pierwsza moja myśl to - mamy za małe mieszkanie! Oj a tak
      narzekałam, że u Mamy po schodach muszę biegać.

      Rzuciłam okiem na zaległości forumowe. Trochę mam do nadrobieniasmile Muszę też
      już zacząć organizować powrót do pracy. Widziałam, że Alcatra masz już nianię -
      super. Ja na razie szukałam tak trochę "nie do końca", ale czas do roboty się
      zabrać. Powiedzcie gdzie szukacie nian? Patrzyłam na niania.pl, ale na
      piaseczno jakoś mało ofert. Może wpadnie Wam gdzieś w oko ogłoszenia Niani
      poszukującej Malucha w okolicach Piaseczna-Józefosławia? Będę wdzięcznasmile

      Wracam do rozparcelowania walizeksmile Pozdrowionka!
      PS teraz już solennie obiecuję poprawę
      __
      zrobiłam stronkę smile
      :: www.vievioora.com ::
      • 05.05.05, 11:51
        Świetnie, że juz wróciłaś smile
        Brakowało nam Ciebie smile
        --
        Kacperek rośnie!!!
      • 05.05.05, 12:02
        co do wielkości mieszkania, po powrocie od rodziców, mam tak samo smile, jakoś
        tak ciasno. No i się pytam - gdzie się podział ogród?????

        --
        mój Antoś
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=21928722
        • 05.05.05, 12:16
          mam chyba głupie pytanie - Antoś trochę pokasłuje, zadzwoniłam do lekarki,
          zaleciła wit. c. Ale tam jest napisane, żeby podać z wodą, tyle, że Antek nie
          chce tego tknąć. Daje mu butle, a on odpycha. lekarka nie odbiera komórki. Mogę
          mu podać nierozcieńczone krople???
          • 05.05.05, 12:22

            Nam pediatra nie zaleciła rozcieńczania, więc nawet nie wiedziałam
            i podawalam na łyżeczce nierozcieńczone, tak samo podaję witaminę D3.
            Myślę, że nie jest to problem.
            Pozdrawiam
          • 05.05.05, 13:36
            Cebion, tak? Możesz dać mu na łyżeczce rozcieńczone, albo Twoim mlekiem, albo
            wodą.
            Pozdrowionka

            --
            Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
            Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
        • 05.05.05, 12:24
          Czesc Joasiu, brakowalo Ciebie. Cebion podawałam nierozcoieńczony bezpośrednio
          do buzi.

          A ja witam PORANNIE. Włąsnie wstałyśmy - Kasia wrócila do zasypiania o 1 i
          wstawania o 12.... co nie zmienia faktu, ze podobnie jak Ty MArtolinko
          zmienilam się w poranny smoczek. Jak ją zdążę odłożyć do łóżeczka to ok, ale
          jesli zostanie i ma dudelka pod ręka to korzystasmile

          Tusieńko,
          ciesze się że trafiłaś an naormalnego lekarza, bo nei mogłam przeżyć jak Cię
          tamten debil potraktował. U kogo w końcu byłaś?

          Co do doatkowego jedzenia, to coraz więcej czasu spedzam przy półkachz e
          sloiczkami, ale opieram sie pokusie zakupu. Postanowiłam wytrwać do 2 czerwca,
          kiedy to kasia skończy 6 msc i dostanie poraz pierwszy cokolwiek innego niz
          mleczko mamy.

          Pozdrowienia specjalne dla mam pracujacych: Joasi i Aguszak, no i Beaty która
          dzis pierwszy dzień...

          Pozdrawiam
          Franula
          Ps Zmykam na specer, po weekendzie spedzpnym na dworze, niew yutrzymam drugiego
          dnai w zamknięciu na 5 pietrze z którego okna nie widac nawet żadnego drzewa!
          --
          Kasia 2 XII 04 na baseniesmile
      • 05.05.05, 12:48
        W końcu. Nie wiej jak Ty się przeprawisz przez zaległości forumowe. Współczuję.
        A tyle ciekawych rzeczy się działo... hoho... wink))

        --
        Maj Presziz
        A czas pędzi
        • 05.05.05, 13:46
          Ten okropny ortopeda do znany dr czy prof Jagoda!
          --
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=22514334
        • 05.05.05, 13:49
          Franulko my też tylko na piersi. Alicja 03.06 skończy pół roku i też wtedy
          zamierzam dać jej pierwsze jedzonko. Ciekawe jak to zniosą nasze dziewczyny. Co
          dasz Kasi na początek? Ala tak patrzy na jedzonko jakby chciała
          powiedzieć: "dawaj mamo loda". Na pweno będzie to dla mnie duże przeżycie
          --
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=22514334
      • 05.05.05, 19:46
        Kochana,
        ja niani dla Małej nie znalazłam przez szukanie ofert na niania.pl (przejrzałam
        raz, wysłałam kilka maili i nikt się nie odezwał). Jej oferta - że tak powiem -
        sama do mnie przyszła razem z innymi. smile

        Jak zalogujesz się na vortalu, umieścisz swoją ofertę, to automatycznie, raz na
        jakiś czas będziesz dostawać mailem informacje o nowych ofertach zamieszczonych
        przez opiekunki. Zdaje się, ze tutaj nie robią segregacji dzielnicowej, tylko
        przesyłają wszystkie dot. W-wy. Moja niania np. określiła swoje rejony daleko
        od Stegien i Mokotowa, ale ponieważ mnie zainteresowało to, że była opiekunką w
        przedszkolu, napisałam, czy byłaby zainteresowana opieką na Stegnach. Okazało
        się, że tak (i na cale szczęście). Poza tym na forum dyskusyjnym niania.pl
        także czasem wypowiadają się opiekunki, które dopiero co straciły pracę z jakiś
        kuriozalnych powodów. Można do nich napisać.
        Powodzenia!
        smile

        --
        Króliczynka w Wielkiej Wannie wink

        Mam 3 miesiące! smile
    • 05.05.05, 14:29
      Wyjezdzam dzis na majowke w okolice Wlodawy (szkoda, ze Martolina juz wrocila)
      na 2 tygodnie. Raczej nie bede miec netu, wiec pozdrawiam serdecznie Was
      wszystkie i Maluszki smile
      --
      Rosnie sobie moj malenki Lelu
      • 05.05.05, 14:42
        Z zazdrością - ale życzę Cudnego Wypoczynku!! smile)
        --
        Kacperek rośnie!!!
      • 05.05.05, 14:50
        Pozdrawiamy i czekamy na radosny i "wypoczęty" powrót smile))
        Odpoczywajcie i za mnie smile

        --
        Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
        Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
      • 05.05.05, 14:59
        Ewo,
        Bede tam za dwa tygodnie (prawdopodobnie) więc jak cos dam znak. Planujemy juz
        nocowac nad bialym. Mam nadzieje, ze nadejdą już ciepłe nocki, bo domek
        drewniany i z ocieplaniem tam nie bardzo... smile))

        miłych wrażeń z ziem włodawskich życze.
        --
        Maj Presziz
        A czas pędzi
    • 05.05.05, 14:50
      a soczki podajecie normalnie w butli czy używacie już jakichś kubeczków z
      ustnikami?
      aha i jeszcze pytanko techniczne: nasze dzieciaczki jeszcze nie siedzą, więc w
      jakiej pozycji podajecie pokarmy stałe?
      --
      Moja Ninka I
      Moja Ninka II
      • 05.05.05, 14:53
        Soczki podaję z butelki, no ale mój Mati jest już butelkowy wybitnie wink
        Pozycja do karmienia - najlepiej na leżaczku lub w foteliku samochodowym w
        pozycji półleżącej.
        Pozdrowionka smile

        --
        Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
        Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
        • 05.05.05, 14:58
          U nas soczki jeszcze nie idą, bo nie chce walczyć ciągle z łyżec zką (butla
          odpadła).
          A jedzonko w leżaczku w pozycji półsiedzącej (z zablokowanym bujaniem smile) )
          --
          Kacperek rośnie!!!
          • 05.05.05, 15:31
            Butelki Aventu z miekkim ustnikiem niekapkiem (jest taki od 3 mies) . Do
            jedzenia i picia- trzymam na moich rękach. Alternatywnie Butelki Canpolu z
            ustnikiem (czasem u Emilki)
            Łyzeczki te same , co Aguszak Canpolu, zupki i deserki prosto ze słoiczka,
            pogrzewane goracą wodą w większej miseczce
            --
            Nasze Krasnoludki
    • 05.05.05, 15:56
      A kto opiekuje się Matim pod Twoją nieobecność?
      I jak wyglądaja wtedy jego posiłki?
      Pozdrawiamy cieplutko i życzymy, abyście w miarę bezstresowo i szybko
      przystosowali się do Nowego. Trzymamy za to kciuki!
      --
      Nasze Krasnoludki
      • 05.05.05, 16:36
        ufff... już w domu. Zdążyłam jeszcze wstawić pranie i przygotować obiad do
        wstawienia (obieranie, rozbijanie, ubijanie itp.) A Mati ciągle śpi odkąd
        babcia go uspała smile))
        Z Mateuszem będzie babcia-teściowa. Karmi go dwa razy z butli (je bebilon), a
        jak przychodzę do domku, to daję mu zupkę.
        Mam wrażenie, że Mati przystosował się szybciej niż ja... ja baaardzo tęsknię sad
        Dzięki za kciuki. Kciukasy od Ciebie są bardzo cenne smile))
        Pozdrowionka

        --
        Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
        Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
        • 05.05.05, 18:09
          No, to lubie, nie było mnie pare godzin a jak wracam to dużo do czytania. Tak
          trzymac!!!

          Aga &co.-
          Dzieki za odpowiedzi dootyczace technicznej strony karminia

          Tusiu pytałam o tego "dobrego" lekarza - czy skorzystałaś z któregos z namiarów
          jakie od nas dostałaś. Czyli nasze dziewczyny sa z dwch sasiadujacych dni.
          Jescz nie wiem co dam chyab jabluszko. Ja tez mam wraczenie ze Kasiatak patrzy
          zachłannie na MOJE jedzienei ze mi w gardle staje.


          Delfinku- Starynkiewicza.....no cóż. Bezdie długo. Moge chyba powiedzieć że ze
          względu an to co przeszła Aguszak bede nastepne dzieci rodzic gdzie indziej.
          Moj porod byl ok (no powiedzmy - był okropny ale fizjologiczny, normalny,
          ksiazkowy i szybki) Ale jak Aga słusznie zauwazyla: jak wszystko jest ok z
          porodem to mozesz rodzic w kazdym szpitalu i wszedzie bedzie ok. Ale jak cos
          sie chrzani.... no to zalezy na jakiego lekarza sie trafi. Aga trafila na ekipe
          która bała się (?) zrobic jej cesrake i ja wymeczyła szkodząc dziecku! Potem ta
          proba wypisania jej ze spzitala bez Matiego...
          Ale nawet z moim bezproblemowym porodem: trafilam na okrpne babsko na izbie
          przyjec - to które robiło mi lewatywę. Obrzydliwe. Nawrzeszczała na mnie. Z
          gołym tyłkiem musiałam lecieć do łazienki korytarzem (dobrze ze noc była) żeby
          sie umówić. Oczywiscie brak paieru tolaetowego w łazience to standarad.
          Wspomniane przez Agę żarcie przed jedzeniem ktroego ostrzegały położne. I z cos
          czeo nienawidzę: sciemnianie!!!
          Na szkole rodzenia że primo nie dosyłaja (niech się Ewa wypowiesmile, secundo:
          mozna chodzic w pierwszej fazie porodu. Gó... Poniewaz wszystkie "boksy" były
          zajęte polozyli mnie podłączona do ktg w przedsionku maleńkim i zakazali
          schodzić. Dopiero we własnym bokszie później mogłam się chodzić - ale wtedy to
          już żadna sila by mnei nie zmusila do zejścia z łóżka.sad
          NA moje stwierdzenie ze już chyba nie wytrzymam (spodziewałam sie chyab tylko
          pocieszenia bo wiedzialam ze o znieczuleniu nie było mowy- zapóxno) pani
          stwierdzial mniej więcej "Cóż wszyscy jesteśmy zmeczeni, nocne dyżury wie pani
          jak to męczy...") i no i zbadala mnie w skurczu co nie nalezy do przyjemności
          a o ile wiem nie jest konieczne....
          No i to co spotkało chyba Wiewióre - nagle rozpoczynają remont, nie przyjmuja
          pacjentek i dziewczyny dowiedauja się o tym w przedzień porodu bez ostrzeżenia -
          zamykamy szpital i koniec. Tykle w tym szacunku do pacjentki co przepraszam
          soli na końcu noża.... I jeszcze jedno- o tym też nas zkole rodzenia nie mówią -
          jesli masz gorączke albo brak badan (albo cos tam z HBSem) to trafiasz na
          septyczny na parterze gdzie w ogóle jest stare wyposazaenia a lazienke masz po
          drugiej stronie korytarza szpitalnego. Coz moze po remoncie cos sie
          zmienilo...Bo jak ja byłam to anegdotka taka, ze w ramach tego ze szpital
          zarobił na salach komercyjnych - sale niekomercyjne dostaly po czajniku
          elektrycznymsmile
          BYły też plusy- świtena opieka pediatryczna (moim zdaniem ale znów z Kasia nie
          było żadnych problemów), na moja prośbe zostawili mnie dzien dłuzej w szpitalu
          bo sie bałam że Kasia za barzdo ubywa na wadze. Akurat trafilam tez pierwszego
          dnia na doradce laktacyjna ktora pomogla mi pzrsystawic kasie do piersi (Ewa np
          mowila ze ona takiej pomocy nie miala)

          Dobra, koncze bo na pewno takie historie można możyc o każdym bez wyjątku
          szpitalu. Dodam tylko tyle ze z rodzenie z wlasnym sprawdzony lekarzem o na
          pewno zupelnie co innego - inaczej Cie traktuja...


          Ewa- miłego wypoczynku!!

          No i wten sposob zapomnialam ze miałam napsiac o dniu dzisiejszym. To mzoe juz
          w nastepnym poscie...
          Buziaki
          F

          • 05.05.05, 18:13
            Franulko!! Bardzo dziękuję za szczegółowy, aczkolwiek krew w żyłach mrożący,
            opis.
            Jeżeli nie masz nic przeciwko - przekażę go w cytacie mailem do Marzenki smile
            --
            Kacperek rośnie!!!
            • 05.05.05, 18:23
              jasne, pzreparszam, nie chciałam starszyć ale domagalas się szczegółówsad

              No i wyobraź sobie jak ja sie czułam dzień przed porodem przyszedłwszy do
              Aguszak w odwiedziny i słysząc pierwsze słowa: Danka- nie rodź tu!!!

              Ale nie poznałabym Ewy Matczuksmile
              Danka
              --
              Kasia 2 XII 04 na baseniesmile
          • 05.05.05, 18:21
            A propos dnia dzisejszego. Mam dziekco idealne. Z punktu polubila spacerówkę -
            nawet na leżąco więcej z niej widać. A Kasi juz glowa chodzi, przygląda sie
            nawet małym przedmitom, jak uslysszy jakiś dźwięk to i od karmienia się odraca.
            Ciekawska starsznie. Pogoda kiepska - postanowilam pojechac do centrum
            handlowego - bardzo mnie korcilo zresztą musiałam kupić sobie spodnie -cóż
            dodam, że nadal musże bo nic soie nie kupiłam tylko Kaśce. W Arkadii ją
            rozebrałam, żeby się nie zgrzała i ponad godzine chodzilysmy a KAska nic, lezy
            ogląda. Jak jej sukienusią zamachaąłm przed nosem to zlapała i puścic nie
            chciałasmile co miałam zrobic - kupiłamsmile
            W H&M ją prrewinęłam (jest tam pomieszczenie do tego celu, mozna tez nakarmićsmile-
            o czy nie wiedzialam i nakarmilam w kawiarni na dyskretnej kanapce przy
            czekoladzie i ciastkusmile. DZiecko grzecznie zjadlo i walneło w kime jak tylko
            wysżłysmy na powietrze. Spałao az do domu..
            W kazdym razie Kasia bogatsza jest o sukienke, komplet bluzka, krótkie spodenki
            skarpetki i śpiochysmile

            Cóż wierzymy z Mężem w równowage wprzyrodzie - czyli jest pewne że ewentalne
            rodzeństwo Kasi będzie wcielonym czortemsmile

            Buziaki dziewczyny i biegane chałupe oprządzić póki Kasi spi.
            F
            --
            Kasia 2 XII 04 na baseniesmile
          • 05.05.05, 19:27
            No prawda jest taka że wszystko zależy od tego na jaką ekioę trafisz, ja jestem
            bardzo zadowolona, chociaż dużym minusem był brak doradcy laktacyjnego tylko
            pielęgniarka mi pokazała co i jak ale za mało. Ja miałam poród wywoływany,
            miałam boks ale w tzw. miedzyczasie mósiałam go zwolnić bo przywieźli inna
            rodzącą tak na szybko, więc leżałam sobie orzy położnej i gadałam z nia i ze
            studentqmi w przerwach między skurczami. Chodzić mogłam poprostu odpinali mi
            ktg i kroplówkę i wysyłali korytażem, ale tylko zrobiło mi się niedobrze i
            wróciłam. Pozatym położna zaproponowała dla relaksu prysznik (super sprawa) mąż
            dzielnie pomagał. Później już poszło gładko, znieczulenie podane i było syuper,
            pożartowałam z anestezjolog, bardzo miła doktor, i urodziłam./ Później
            zszywanie też ok, Jedzenie żeczywiście, przed porodem koleżanka mnie ostrzegała
            żeby buraków i marchewki nie jeść. A to dlatego że kuchnia jest w głównym
            budynku szpitala i gotują dla wszystkich a nie tylko dla położnictwa (niestety).
            no to tyle..
            Ale się rozpisałam.

            --
            To mój Dziubasek Siusiu Prut
            • 05.05.05, 19:31
              Jakoś przebrnęłam, dziwnie było. na początku nie mogłam sie odnaleźć pozatym
              moja kumpela z którą siedziałam w boksie jest teraz na macieżyńskim i szkoda mi
              że nie mogę z nią pogadać. Ale ogólnie fajnie, zawalona jestem robotą że z za
              papierów nosa nie moge wystawić, dodam że wszystko na mnie czekało.....okropny
              raport do zrobienia na 31/03/05 no i wiedziałam że na mnie spadnie.......wiec
              jeszcze mam na głowie panie z GUS..........A Dziubas był grzeczny jak
              nigdy...pojadł sobie spał i był z nianią na spacerze. A jak przyszłam to sie
              uśmiechał i piszczał apóźniej zaczął opowiadać....SUPER
              NIE BYŁO TAK ŹLE
              --
              To mój Dziubasek Siusiu Prut
          • 05.05.05, 19:38
            ja w Międzylesiu odmówiłam zrobienia lewatywy (żebyś Ty widziała święte
            oburzenie wrednej salowej, która mnie przyjmowała wink))) - wydawało mi się, że
            można odmówić w każdym szpitalu...

            Poza tym odmówiłam, bo i tak dzień wcześniej mnie "goniło", więc nie było
            potrzeby wink)


            --
            Króliczynka w Wielkiej Wannie wink

            Mam 3 miesiące! smile
            • 05.05.05, 19:45
              mnie nie pzreszkadzała sama lewatywa, to żaden problem - tylko, że pobrudzialm
              leżanke i ta wstretna baba na mnie nawrzeszczała, ale jak!!! Ja JEJ
              pobrudzilam i jak mogłam ona tu cięzko pracuje i JA jej tak na ZŁOŚĆ rozumiesz
              a ja w skurczach ledwo zywa.....

              --
              Kasia 2 XII 04 na baseniesmile
              • 05.05.05, 19:53
                Jasne, rozumiem. wink
                Zastanawiam się, czemu te salowe na izbie przyjęć są zwykle takie wredne?

                Ja z Międzylesia bylam bardzo zadowolona, nawet na recepcji kobiety były miłe.
                Tylko ta salowa taka... Objechała mojego Męża, że pozwolił sobie na
                skorzystanie z toalety w pokoju, gdzie się przebierałam (ona na chwilę wyszła).
                Omal nie wyszła z siebie i nie stanęła obok, jak powiedziałam, że nie mam
                swojej koszuli (miałam, ale na PO porodzie), bo poród mi się zaczął tydzień
                wcześniej, a pranie zrobiłam wczoraj i nie wyschło (faktycznie nie wyschło i
                szlafrok wzięłam letni, a nie ten, co sobie przygotowałam). Burczała, że teraz
                musi iść na oddział i przynieść! No też coś. A od czego ona, do jasnej anielki
                tam była??? No ale ja przecież celowo, jej NA ZŁOŚĆ nie wzięłam tej koszulki na
                poród... wink))))))
                Buziaki smile
                --
                Króliczynka w Wielkiej Wannie wink

                Mam 3 miesiące! smile
                • 05.05.05, 20:38
                  Dziwi mnie to, co piszecie. Na Żelaznej nie ma salowej. Na izbę przyjęć
                  przychodzi po ciebie położna, króta odbierze poród. Nie ma też mowy o
                  lewatywie! Mi nikt nie robił, ale to raczej naturalne, że w pewnej fazie porodu
                  idzie się do toalety i po wszystkim. Na żelaznej nikt tego nie proponuje. Można
                  za to dostać zestaw do lewatywy w aptece jeśli ktoś ma obawy.
                  --
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=22514334
    • 05.05.05, 18:27
      Chyba trochę po łebkach mi to wyszło, ale jako tako się już orientuję.

      DELFINLEX - nie rodziłam na Starynkiewicza, bo nie przyjmowano już pod koniec
      roku pacjentek ze względu na remont. Niestety mam do tego szpitala trochę żalu,
      bo mimo iż zaglądałam tam często na KTG, to o tym, że mam szukać innego
      szpitala dowiedziałam się po terminie porodu. Była to mało ciekawa akcja tak
      nagle szukać innego szpitala. Poza tym pokazywałam tam moje USG z zapisem o
      małej ilości wód płodowych, dowiedziałam się, że to naturalne, jednak na
      Żelaznej skierowano mnie od razu na patologię z za niskim poziomem wód (co
      prawda parę h później urodziłam, ale jednak). Polecę szczerze moją gin, ale
      niekoniecznie szpital.

      ZUPKI - rany - mi nawet do głowy nie przyszło, żeby Gabę dokarmiać. Co prawda
      jest jedną z najmłodszych grudniówek, ale mimo to. Myślałam, że do piersi
      dołączę coś dopiero koło 6 m-ca. W kwestii "zastawy" - dostaliśmy komplet
      łyżeczek NUBYego - znika im kolor, jeśli temperatura jedzenia jest za wysoka.
      Nie wiem z czego wykonane, bo nie mam już opakowania, ale są mięciutkie i mają
      szerokie "boczki" więc zero szans na skaleczenie małej buzi.

      PROBLEMY RODZINNE - polecam krótką "separację" np taki właśnie wyskok do
      rodziców jak u mnie. Po pierwsze nawet nie wiedziałam, jak bardzo mi potrzeba
      zmiany otoczenia. Odświeżyłam parę znajomości, pobiegałam na spacerki na
      świeżym powietrzu, zamiast krzyczeć na kota musiałam sobie radzić z psem smile Co
      prawda Gaba i tak była ze mną 24h/dobę ale było inaczej. Zgrałyśmy się.
      Nauczyłyśmy się nawzajem słuchać. Bez problemów pod tytułem - pranie,
      sprzątanie, gotowanie, załatwianie. Nie leżałam do góry brzuchem, ale też kto
      inny się zastanawiał czy ryż czy ziemniaki, ja tylko wykonywałam poleceniesmile Z
      kolei mój mąż po prostu odpoczął. Mógł się w końcu wyspać. Pozałatwiać wiele
      nagromadzonych spraw nie biegnąc do domu z wywieszonym językiem, bo umordowana
      żona czeka na zmianę warty smile

      Myślę, że szeroko się mówi o tym jak to kobieta powinna traktować urlop
      macierzyński trochę jako okres rekonwalescencji i przystosowania do nowego
      układu w życiu, a w ogóle się nie wspomina o tym jak sobie ma poukładać życie
      Tata malucha. Wszędzie się czyta, że ma pomagać Młodej Mamie, a przecież jemu
      też powinien ktoś pomóc przebrnąć przez ten pierwszy okres. Zmiany emocjonalne
      dotyczą obojga rodziców.

      Przy okazji patrzyliśmy jak z Maluchem dają sobie radę nasi przyjaciele
      (Maluszek z lutego br) i zgodnie stwierdzamy, że zmęczenie jest głównym wrogiem
      związku. Z niego wynika większość problemów.

      Podsumowując - dajcie sobie odpocząć nawzajem smile

      JOA - 100 lat, u mnie w rodzinie wszyscy są z kwietnia oprócz mnie (ale jestem
      też rogata). Piękny okres na świętowanie - wiosna dookoła!

      SPACERY - pooglądałam fotoreportaż spacerowy! Super! Piszę się z wielką chęcią
      na taki wypad.

      PRZEKRĘCANIE NA BOCZKI - hmmm, żadnych oznak przyswajania takiej umiejętności.
      Ale to pewnie będzie jak z podnoszneniem główki, jak już zdążę zmartwić to
      kolejnego dnia Gaba mi fiknie na boksmile

      OKULISTA - Martko pewnie już za późno, ale ku pamięci dla dziewczym
      korzystających z LIM - dr Agata Jakubik. Polecam.

      Ale się rozpisałam! Już kończęsmile

      Pozdroofkismile

      PS1 - dziś na spacerze przekicała obok mnie prawdziwa vievioorka i nawet
      zagadała smile
      PS2 - Z Agą niestety nie udało mi się skontaktować w Szczecinie, Malaika
      wybierała się do rodziców do Poznania - może utknęła tak jak i ja
      __
      zrobiłam stronkę smile
      :: www.vievioora.com ::
      • 05.05.05, 21:11
        Vievoora witaj! Fajnie ze juz jestessmile Troszke Cie nie bylo, a dla naszych
        maluchow to kawal czasu - sporo dzieciaczkow juz wcina jakies smakolykiwink

        A teraz o wszytskim po trochu, czyli tyle ile pamietamwink
        Najpierw do dziewczyn pracujacych: trzymam za was kciukasy! Szkoda, ze tak
        szybko musicie zostawiac swoje maluszki, ale na pewno nie bedzie zle. Dzieci w
        tym wieku chyba w miare dobrze znosza rozstania, na pewno lepiej niz dzieci
        dziewiecio miesieczne. No i zawsze mozna sie cieszyc, ze bylo gdzie wracac -
        dzis przeciez nie tak latwo o prace. Trzymajcie sie cieplo, a maluszki niech
        wam wynagradzaja nieobecnosc slodkimi usmiechami po powrocie do domkusmile
        Podnoszenie oparcia w wozku - wydaje mi sie, ze mozna. Ja juz czasem podnosze
        Kacperkowi, nie tyle na spacerkach co w domu, kiedy musze cos zrobic.
        Oczywiscie nie caly czas, ale na troche chyba nie zaszkodzi. Zreszta chyba juz
        sporo dzieciaczkow probuje sie podnosic o wlasnych silach, no i glowki juz
        sztywno trzymaja, wiec tym bardziej nie widze przeszkod aby podnosic czasem
        oparcie.
        Rajstopki - tak, zakladamy dosc czesto. Nam podpasowaly, bardzo wygodne - nie
        uciskaja, polecam szczegolnie firmy WOLAsmile
        Co do jedzonek to widze, co juz wyzej napisalam, ze maluszki juz niezle wcinaja
        smakolykismile Nas korci i juz ostatnio zatrzymalam si eprzy polce ze sloiczkmi,
        ale jeszcze troche sie wstrzymamy. Chociaz cos mi juz w srodku podpowiada, ze
        moze by cos podac Kacperkowi. A moje wewnetrzne tlumaczenie jest takie: 1) maly
        szybko rosnie i moze powinien dostac cos oprocz mleczka? 2) w ostatnim miesiacu
        znacznie sie wydluzyl i juz nie jest taki pulchniutki jak byl. Mimo wszystko
        chyba jeszcze bede omijala regaly z jedzonkiem dla maluchowwink
        Ja tez jestem smoczkiem, jak sie maly przebudzi w nocy to inaczej nie usnie jak
        tylko przy cycusiu.
        Jeszcze nie tak dawno pisalam na forum, ze moj maly nie jest wazony, otoz dzis
        niespodziewanie przyszla pani (cos w rodzaju poloznej srodowiskowej) i zwazyla
        malego (6,92kg 68cm - 4 miesiace). Bylismy zaskoczeni, tym bardziej, ze wizyta
        nie zapowiedziana. Maz dopiero wstal i siedzial jeszcze w bokserkachwink hehe...
        ja w wannie wygrzewalam moja bolaca szyje i ramie (cos mnie pokrecilo i nie
        moge sie ruszacsad). Pani podobno do nas nie mogla sie dodzwonic, wiec przyszla
        bez zapowiedzi. A przyszla zobaczyc nie jak czuje sie maly tylko JA!!!
        wypytywala czy wychodze gdzies, czy sie usmiecham, czy nie placze, czy zdrowa
        jestem itp.!!! No w szoku bylismysmile Kacperka zwazyla przy okazji bo miala ze
        soba wage - widac jechala gdzies do jakiegos maluchasmile Moze tu kobiety czesto
        popadaja w depresje? Nie wiedzialam, ze oni tu takie praktyki stosujasmile
        Co do czapeczki - my zakladamy nawet jak cieplo (oczywiscie cienka), bo jakos
        boje sie o uszka malucha.
        No tyle zapamietalamsmile
        Pozdrawiam
        Kasia

        A jeszcze o malymsmile Przekreca sie na boczki, czasem na brzuszek, ale raczki nie
        moze wyjac jeszcze bidulek. Na brzuszku lubi lezec, ale tylko jak jest w dobrym
        humorze. Czasem nawet piszczy z radoscismile No i wydaje rozne, rozniste dzwieki,
        takze te grrr, chryyyy, o ktorych byla wyzej mowasmile

        --
        Moje kochane Słoneczko
      • 05.05.05, 21:12
        o macierzyństwie i pracy... jak to pogodzić. polecam, ja słucham.

        Martka (jeszcze na urlopie wink))

        --
        Maj Presziz
        A czas pędzi
    • 05.05.05, 21:08
      No to znowu obudziłyscie we mie wspomnienia...Ja i Marzek juz kiedyś
      opisywałyśmy swoje porodowe historie- przy okazji pytania o cesarkę. Musztardko,
      Matuszko i inne Krakowianki- gdzie rodziłyście i jak to wspominacie?
      --
      Nasze Krasnoludki
    • 05.05.05, 21:09
      Jak w tytule....
      --
      Nasze Krasnoludki
    • 05.05.05, 21:43
      Pytanie do Mam, które rozpoczęły już kulinarne eksparymenta: Jak sobie radzicie
      z plamami? Ja stosuję "odzież ochronną"- okrywam karmionego Malucha od szyji po
      stópki pieluchą tetrową (wygląda jak mały duszek), ale i tak marchewka jest
      wszechobecna...
      --
      Nasze Krasnoludki
      • 05.05.05, 21:50
        Na ciuszkach, które dostałam od siostry miałam kilka kleksów roznego
        pochodzenia. Potraktowałam je vanishem, wyprałam ze swoimi rzeczami z vanishem
        i potem jeszcze raz z resztą dziecięcych ciuszków z podwójnym płukaniem. Plamy
        zniknęły.

        Póki co, próbowana herbatka z rumianku pozostaje jeszcze na śliniaku wink))

        --
        Maj Presziz
        A czas pędzi
        • 05.05.05, 21:54
          Hmmm... Ja sie przymierzam do zakupu takiego sliniaczka z rekawkami - moja
          siostra miala cos takiego dla swojej coreczki i sie sprawdzilo. A na plamy
          stosuje wanish (narazie na te kupkowe, bo jedzonkowych u nas jeszcze nie mawink
          --
          Moje kochane Słoneczko
          • 05.05.05, 22:35
            Zakładam małemu kaftanik (taki już niewyjściowy) na ubranko tył na przód, tzn
            tak jak kaftan bezpieczeństwa smile i zapinam z tyłu. Uważam że to trochę szkoda
            kasy na śliniak z rękawkami bo wychodzi na to samo, a poza tym krzyś nie cierpi
            śliniaków a kaftanik jakoś jeszcze jestem w stanie mu wcisnąć.
            Pozdrawiamy
            --
            To są zdjęcia Krzysiaczka wraz z jego rodzicami smile
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=21095201
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=21095201&a=21672908
          • 05.05.05, 23:27
            Plamy - traktuję też vanishem, następne pranie dzieciowym proszkiem i podwójne
            płukanie. Ewentualnie płynem do prania ariel na plamę i dalej jw. Póki co
            wszystko tzn plamy po kupkach znikają.
            O dokarmianiu na razie nie myślę, Helenka dopiero wczoraj skończyła 4 miesiące,
            ma więc jeszcze czas, na razie pije tylko moje mleczko. U starszego synka też
            karmonego piersią w 5 miesiącu wprowadziłam rozcieńczony sok jabłkowy ze
            względu na problem z kupkami - robił co 10-12 dni, ale inne jedzonko zaczęłam u
            niego wprowadzać w 6 miesiącu i tak też planuję u Helenki. Na razie mała
            zbytnio się innym jedzeniem nie interesuje, choc zaczęła się łatwo rozpaszać
            przy cycu.
            Jeszcze o rehabilitacji. Nie sądzę, żebym robiła to niepotrzebnie - niestety,
            bo wolałabym żeby mała była sprawna sama z siebie. Ale nie chcę niczego
            zaniedbać, bo stało się tak przy moim starszym synku - lekarze zlekceważyli
            pewne sprawy i teraz Michał nie jest tak sprawny jak rówieśnicy i wyprowadzenie
            go będzie dużo bardziej pracochłonne niż w przypadku niemowlaków. Już w
            szpitalu podejrzewałam, że nie wszystko z małą jest w porządku (choć poród
            miałam bezproblemowy i szybki) - miałam porównanie ze starszym dzieckiem i
            pewne objawy mnie zaniepokoiły, ale lekarze w szpitalu nie zwrócili na to
            uwagi. Później to właśnie wy potwierdziłyście moje obawy, potem niezależnie
            niezwiązani ze sobą rehabilitant i neurolog. A rehabilitujemy się bezpłatnie,
            na NFZ, więc myślę ze nie ma obaw o naciąganie.
            Zapraszam do obejrzenia kilku nowych zdjęć moich dzieciaczków.
            A pisuję najczęściej nocą bo spokój i dostęp do komputera - stałe łącze mamy
            tylko na kompie męża (a w dzień mąż ze sprzętem w pracy).
            Sylwia
            --
            Moje maluszki
    • 05.05.05, 22:55
      Epizod III za progiem smile
      Madziu, czy można liczyć na wznowienie naszego grudniowego zbioru przepisów na
      początek nowego wątku?
      --
      Nasze Krasnoludki
      • 05.05.05, 23:23
        Witajcie. Już chyba z trzy miesiące się nie odzywałam. Ale dzisiaj wydarzyły
        się dwie ważne rzeczy. Tomcio powiedział mama i przekręcił się z brzuszka na
        plecy! Po prostu cudny dzień! Musiałam się pochwalić.

        Co do jedzonka to próbowałam podawać najpierw jabłuszko gerbera i pierwszego
        dnia jadł chętnie, drugiego też a trzeciego już w ogóle nie chciał jeść. a
        potem jabłuszko normalne ale dostał okropnego bólu brzuszka tak, że zanosił się
        od płaczu. Koszmar! Od wczoraj podaję kaszkę ryżową bobovity i jest ok.

        16 maja wracam do pracy i spędza mi to sen z oczu. Na szczęście do wakacji
        zostanie z malutkim mąż a potem od września muszę znależć opiekunkę. Boję się
        tego okropnie.
        --
        Aga
        ------------------------------
        mój malutki Pimpuniu
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19345330&a=19345330
        • 06.05.05, 09:10
          ...oczywiście nieświadomie, ale wczoraj nauczył się tak składać usteczka, że
          jak zaczyna marudzić, popłakiwać, to wydaje odgłosy: "mama, mamo, mamu".A ja
          jagk głupia patrzę jak moje dziecko popłakuje i mnie "wzywa".Mąż jak to wczoraj
          usłyszał przy okazji ubierania (bo wtedy - w 90% przypadków Mały marudzi)
          Kacperka, to aż zaniemówił!!! Do tej pory było mu, mu, mu - a teraz!!!
          I jeszcze czasem wychodzi mu prawdziwe "nie". Każdego dnia coś nowego!!!
          Wczoraj też zaczął się już regularnie przekręcać z brzuszka na plecki, a raz
          udało się też w drugą stronę smile

          I to tyle nowości dnia wczorajszego smile
          Ciekawe, co przyniesie dzisiejszy smile
          Pozdrawiam i życzę bardzo udanego (mimo tych smutów za oknem) dnia!!
          Karina

          --
          Kacperek rośnie!!!
    • 05.05.05, 23:59
      Iwonko,

      Widzę, że w każdym poście dotyczącym neurologa jedziesz na dr. B. Ja nie mogę na nią powiedziec złego słowa i muszę stanąć w jej obronie. Jest to osoba, która zna się na rzeczy jako neurolog i jako fizjoterapeuta. I tu musze podkreślić: nie łączą mnie żadne kontakty osobiste ani zawodowe z dr B. Jestem jedynie, a właściwie moja córka, jej pacjentką.

      Musisz Iwonko rozróżnić jedno, kłopoty neurologiczne u dziecka a sprawy związane z asymetrią ciała i napięciem mięśniowym to dwie odrębne dziedziny medycyny. Większość pediatrów i neurologów (jak i innych lekarzy)nie ma pojęcia o asymetrii ciała i napięciu mięśniowym. Dr B. jest certyfikowanym fizjoterapeutą Vojty, kończyła szkolenia i zrobiła certyfikat w Niemczech u samego dr Vojty. To, że inni neurolodzy twierdzą, że z dzieckiem jest wszystko ok, gdy brak kłopotów neurologicznych jest rzeczywiście prawdą. Dla nich takie dziecko jest zdrowe. Napięcie mięśniowe poprawnie zdiagnozuje Ci nie neurolog lecz odpowiednio wykształcony fizjoterapeuta (podkreślam odpowiednio, bo słyszałam od pediatry pracującego w szpitalu, że nie każdy fizjoteraputa jest dobrym fachowcem). I należy się tylko cieszyć, że rodzic, który przychodzi do neurologa z dzieckiem, które ma kłopoty neurologiczne, bądz ich nie ma, jest dodatkowo diagnozowany pod względem napiecia mięśniowego. Bardzo ważne jest wczesne wychwycenie napięcia mięśniowego u dziecka, bo im później tym gorzej dla rozwoju malucha.

      Co do pytania o Twoje obserwacje związane z dzieckiem, to jest bardzo ważne pytanie, bo własnie matka najwięcej czasu spędza z własnym dzieckiem, może zaobserwować niepokojące objawy, których w ciągu 10-cio minutowej wizyty nie zauważy dr B. Na tej podstawie, jak i na podstawie przeprowadzonych przez nią badań jest w stanie zdiagnozować dziecko (zresztą każdy lekarz do którego pójdziesz, niezależnie od specjalizacji, zapyta, co Ci dolega i co Cie niepokoi, nieprawdaż?).

      Jeśli chodzi o zarzut kierowania pacjentów przez dr B. do fizjoterapeutów pracujących w jej ośrodku, to wynika to z tego, ze w Polsce jest na razie z tego co wiem ok. 45 certyfikowanych fizjoterapeutów Vojty (na stronie www.vojta.com.pl znajdziesz ich listę). Ci, którzy mieszkają w W-wie przyjmują przeważnie w tym ośrodku. Dlatego są kierowani własnie tam.

      Co do NDT Bobath, jest to bardzo dobra metoda jeśli chodzi o sposoby noszenia dziecka, kładzenia go, czy do walki z asymetrią. Jeśli chodzi o poważniejsze kłopoty z napięciem mięśniowym i inne, o których nie mam pojęcia i nawet nie chcę mieć, nie daje takich rezulatatów jak Vojta. Bardzo wielu pacjentów po kilku miesięcznej terapii tą metodą trafia do fizjoterapeutów Vojty.

      Przepraszam, ze tak się rozpisałam, kończę, pozdrawiam,
      Aneta

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18961953
      Ywona78 napisała:
      "Tusiu, nie wiem czy byłaś już z nami na forum, gdy pisałam o naszych wizytach u
      neurologów. Jedna pani dr (znana wielu mamom dr B.) stwierdziła od razu
      wzmożone napięcie i konieczność rehabilitacji, oczywiście w jej ośrodku. Dodam,
      że chciałam tylko się upewnić, że z małą jest wszystko ok. A wspomniana pani dr
      spytała o moje obserwacje i ew. niepokojące mnie objawy i powtórzyła je tylko,
      niczym dobra wróżka, która powie o naszych problemach, pod warunkiem, że się
      jej najpierw wszystko szczegółowo opowie wink
      Udaliśmy się do innej pani neurolog i ...wszystko super. Zaleciła tylko
      instruktaż pielęgnacyjny metodą NDT Bobath, co przydaje się każdemu rodzicowi.
      Spotkaliśmy się z 2 rehabilitantami i nie mogli się doszukać jakichkolwiek
      problemów u malucha.
      Owszem, nie twierdzę, że nie ma dzieci, które wymagają rehabilitacji. Nie chcę
      powiedzieć, że powinnyśmy olewać zalecenia lekarzy i ignorować objawy, które
      naprawdę istnieją i mają wpływ na rozwój i zdrowie naszych dzieci. Ale wydaje
      mi się, że ostatnio jest jakiś "terror" rehebilitacyjny i każde dziecko
      wychodzi z gabinetu lekarza z wadą wymagającą ćwiczeń (płatnych oczywiście).
      To tyle.
      Oczywiście są to moje subiektywne odczucia i nie chciałam, broń Boże, nikogo
      urazić ani oceniać smile"
      • 06.05.05, 00:13
        Anetko,

        Nie jest to nagonka na lekarza. Napisałam wyraźnie, że jest to moja ocena i
        moje odczucie po wizycie. Nie twierdzę, że wszystkie dzieci są diagnozowane na
        wyrost, ale ostatnio tak właśnie się dzieje w wielu przypadkach (i nie mam tu
        na myśli tylko tej pani dr).
        Cieszę się, że Twojej córeczce ćwiczenia pomagają i są efekty - to
        najważniejsze. Ja mam jednak duży niesmak po wizycie, z kilku powodów.
        Tak czuję i napisałam już wcześniej, że nie chciałam nikogo urazić (w sensie
        mam, które chodzą do pani dr z maluchami i są zadowolone). Jak wiemy ten sam
        lekarz może jednemu dziecku pomóc, a innemu zaszkodzić, więc nie uogólniajmy,
        że ktoś jest super, hiper, fantastyczny albo też beznadziejny. Kwestia
        doświadczeń.

        Pozdrawiam
        Iwona
        --
        Moja Ninka I
        Moja Ninka II
        • 06.05.05, 10:32
          Powracam do artykułu z gazety, który przepisała dla nas Iwoku. Było to jakieś
          200 postów temu, ale miałam za mało czasu by napisać o tym wtedy. Pisałyscie,
          że nie wyobrażacie sobie waszych dzieci leżących w becikach. Ja słowa becik nie
          traktuje dosłownie i nie widzę przed oczami takich becików w których my jako
          dzieci byłysmy "przechowywane". Teraz nikt nie trzyma dzieci w czymś takim i
          żaden dobry lekarz nie zaproponuje krepowania dziecka i takiego związywania
          m.in. ze wzgledu na stawy biodrowe. Myslę, że pani doktor ma tu na mysli coś w
          rodzaju gniazdka dla dziecka. Może takiej otuliny, w której dziecko czuje się
          bezpiecznie. Przecież po wyjściu z warunków bardzo komfortowych ale jednak
          ciasnych, musimy dziecku zapewnić podobne. Podam tu przykład moich znajomych:
          kiedyś w IKEA można było kupić takie zielone węże. Pluszowe, dosyć długie,
          maskotka dla dzieci starszych. Oni jednak owijali scisle swojego malucha takim
          wężem po to by czuł się jak w gniazdku. Nawet zaklinaczka proponuje owijanie
          dziecka, właśnie ze względu na niestabilność ruchową.
          Ja sama byłam kiedyś zafascynowana pedagogiką waldorfską. Miałam książkę w
          której autor polecał dla dopiero co urodzonych dzieci nastepujące warunki:
          pokój lekko zaciemniony, kolory również stonowane(polecany był ciemnozielony)
          Pamiętam, że było tam napisane, że dzieci powinny spać w małych kojcach a nie
          od razu w wielkich (dla nich) łózkach. Ale oczywiście jest mnóstwo innych
          teorii. Jedna proponuje dziecko stymulować a inna wręcz przeciwnie.
          Teraz coś o karuzeli. Pisałam już, że my mamy zakaz stosowania. Nasz
          rehabilitant NDT Bobath, powiedział mi że ona zaburza symetrię. Do mózgu
          dziecka dochodzą sprzeczne sygnały. Nic nie powinno krecic się nad głową
          dziecka, lepsza jest powieszona jedna zabawka. My sie do tego zastosowaliśmy.
          Nie możemy też nosić w nosidle (zwłaszcza, że Piotrek za słabo podnosił główkę).
          Co do braku raczkowania i poźniejszej dyslekcji, to wydaje mi się, że nie ma to
          tak wielkiego związku. Ruchy naprzemienne bardzo wpływają na rozwój mózgu. To
          wiem. Ale podobno dyslekcja jest wynikiem mikrouszkodzeń. Na pewno problem
          dyslekcji jest bardziej złożony. Znam dyslektyków, którzy pieknie czworakowali.
          O szkodliwości chodzików i butów ortopedycznych czytałam już wiele razy.
          Artykuł dla mnie ciekawy, i upewniający mnie w przekonaniu, że chyba robię
          dobrze.

          A teraz mój poród. Przyznaję, że nie wspominam miło pobytu w szpitalu. Nie
          było wesoło. Podzielę się z wami moim spostrzezeniem. Gdy byłam w drugiej ciąży
          i informowałam o tym moje koleżanki, znajome bliższe i dalsze, to najcześciej
          wszystkie opowiadały mi przebieg swojego porodu. Ja mówiłam, że jestem w ciąży
          a one zaczynały opowiadać o swoim porodzie. Czy był lekki, czy ciężki z
          komplikacjami albo błyskawiczny. A to znowu cesarka, oxytocyna, a tu nacinanie
          krocza a to bolesne szycie itd. Myslę, że w każdej kobiecie ta chwila utrwala
          się na zawsze. I jest taka głeboka potrzeba opowiedzenia o tym.
          Iwoku ja rodziłam na Siemieradzkiego " z nienacka". Wcześniej pojechalismy
          oglądać Żeromskiego i właśnie Siemieradzkiego. Ale wszystko zaczęło sie nagle 3
          tyg. wczesnie nocą. Odeszły mi wody płodowe, więc cóż szybka akcja. Budzenie
          męża, budzenie Julii. Wytłumaczylismy jej, że zostaje sama w domu ( zachowała
          sie bardzo dzielnie!!!) a tatuś zawozi mamę do szpitala. W razie potrzeby ma
          tak ustawion telefon, że naciskając jeden klawisz łączy sie z nami.
          Mąż zawiózł mnie na Siemieradzkiego bo to od nas 10 minut. Zwłaszcza o 3 nad
          ranem gdy ulice są puste. Zostawił mnie wrócił do domu. Załatwił babcie do
          opieki nad Julia i wrócił do szpitala.
          Dostałam w szpitalu znieczulenie. Ale w Siemieradzkim za to się płaci (w
          przeciwieństwie do Zeromskiego. Oczywiście miałam lewatywę i golenie. Połozne
          niezbyt miłe takie obojetne. Urodziłam o godz. 10. w sobotę. Mały dostał 10
          punktów. Wszystko było dobrze. Do czasu. Zaczęło się od tego, że zgłosiłam na
          wizycie, że mały jest trochę żółty. Okazało się, że nie robią standardowo badań
          na poziom bilirubiny, ale za to zapytali mnnie czy starsze dziecko miało
          żółtaczkę. Odpowiedziałam że nie. I to było chyba logiczne dla pani doktór, ze
          skoro starsze nie miało to młodzsze też nie będzie miało. Gdyby to było takie
          proste.
          Następnego dnia mały był pomaranczowy. Ale pani doktor zapomniała na wizycie
          zlecić badanie na bilirubinę. Badanie zrobiono dopiero później i już około
          czwartej po południu wyrwano mi małego z rąk. Widziałam to przerażenie na
          twarzy, bo bilirubina 280. Ale oczywiście info lakoniczne.
          Zrobiono mu badanie krwi, mocz, ASPAT I ALAT. Natomiast na wizycie następnego
          dnia pani doktor powiedziała do mnie, że mały NIE WYGLĄDA na chorego na
          cytomegalię i toxo, więc nie będą mu robic tych badań. Niech żyją badania
          organoleptyczne!!!. Powiedziałam, że bardzo prosze o wykonanie tych badań więc
          usłyszałam, że to są badania drogie i ona musi udowodnić dyrektorowi szpitala
          konieczność ich wykonania (sic). Na to ja odpowiedziałam, że my zapłacimy za te
          badanie. I wtedy zostały wykonane.Wyobraźcie sobie mój nastrój wtedy. Oczy
          zapłakane, wielka gula w gardle. I ten niepokój o dziecko. Nawet teraz gdy to
          piszę to wraca takie napięcie. Na szczęście wszystko jest dobrze i oby tak
          dalej.
          Pozdrawiam Grazynka
      • 06.05.05, 09:23
        Na początek wyjaśnię,że moja uwaga ma charakter kosmetyczny i nie chce
        bezposrednio włączać sie w dyskusje na temat pani B.
        To jest komentarz czysto techniczny

        neti912 napisała: " Musisz Iwonko rozróżnić jedno, kłopoty neurologiczne u
        dziecka a sprawy związane z asymetrią ciała i napięciem mięśniowym to dwie
        odrębne dziedziny medycyny.Większość pediatrów i neurologów (jak i innych
        lekarzy)nie ma pojęcia o asymetrii ciała i napięciu mięśniowym. To, że inni
        neurolodzy twierdzą, że z dzieckiem jest wszystko ok, gdy brak kłopotów
        neurologicznych jest rzeczywiście prawdą. Dla nich takie dziecko jest zdrowe.
        Napięcie mięśniowe poprawnie zdiagnozuje Ci nie neurolog lecz odpowiednio
        wykształcony fizjoterapeuta I należy się tylko cieszyć, że rodzic, który
        przychodzi do neurologa z dzieckiem, które ma kłopoty neurologiczne, bądz ich
        nie ma, jest dodatkowo diagnozowany pod względem napiecia mięśniowego."

        Moja medyczna wiedza mówi,ze KAZDY człowiek posiada jakieś napięcie mięśniowe!
        Jeden prawidłowe, inny patologiczne- tzn wzmozone lub obnizone. Badanie
        napiecia mięśniowego jest ZDECYDOWANIE PODSTAWOWYM elementem badania
        neurologicznego i nie wyobrażam sobie,zeby jakikolwiek neurolog go pomijał.
        Oczywiście jeśli chodzi o dzieci- potrzeba tu o wiele większego doświadczenia
        niż przeciętne.Zgadzam się,że wychwycenie asymetrii jest sprawą trudnieszą dla
        przeciętnego neurologa, ale na pewno powinien oceniac dziecko pod tym kątem

        "Co do pytania o Twoje obserwacje związane z dzieckiem, to jest bardzo ważne
        pytanie, bo własnie matka najwięcej czasu spędza z własnym dzieckiem, może
        zaobserwować niepokojące objawy. Na tej podstawie, jak i na podstawie
        przeprowadzonych przez nią badań jest w stanie zdiagnozować dziecko (zresztą
        każdy lekarz do którego pójdziesz, niezależnie od specjalizacji, zapyta, co Ci
        dolega i co Cie niepokoi, nieprawdaż?)."


        I tu się zgadzam! 70-80% rozpoznania-może mniej w neurologii, ale na pewno w
        pediatii i internie- to WYWIAD!Na drugim miejscu badanie fizykalne, a dopiero na
        końcu badania dodatkowe. I nie ma lepszego zródła wiedzy o dziecku niż matka,
        która w ciągu całej doby może wychwycić duzo więcej niż lekarz podczas krótkiego
        spotkania. To za krótko by dziecko pokazało wszystko, co potrafi i czego nie
        potrafi i by objawiły się wszelkie patologie...

        "Co do NDT Bobath, jest to bardzo dobra metoda jeśli chodzi o sposoby noszenia d
        ziecka, kładzenia go, czy do walki z asymetrią. Jeśli chodzi o poważniejsze
        kłopoty z napięciem mięśniowym i inne, o których nie mam pojęcia i nawet nie
        chcę mieć, nie daje takich rezulatatów jak Vojta. Bardzo wielu pacjentów po
        kilku miesięcznej terapii tą metodą trafia do fizjoterapeutów Vojty"


        I tu bym polemizowała.
        Znam dzieci z ciężkimi zaburzeniami, u których metoda BoBath przyniosła spore
        korzyści!Trzeba dobrać metodę optymalna w danej sytuacji- i to dotyczy i dziecko
        i rodziców. I mozna łączyć obie metody. A lekceważenie którejkolwiek wydaje mi
        się niewłaściwe, a w przypadku osób, które zajmują sie tym profesjonalnie wręcz
        nieetyczne.
        O metodzie Vojty też wiele osób wypowiada się krytycznie
        Myślę,że zniechęca ona rodziców, bo często jest żle tolerowana przez dzieci,
        jest bardzo czasochłonna i wymaga sporych umiejetności- niekoniecznie każdy
        rodzic wykonuje ja poprawnie!Stad słabe efekty, co wcale nie świadczy o tym,że
        to niedobry sposób na rehabilitację.

        To tylko drobne uwagi z perspektywy zawodu, ktory uprawiam...

        Serdecznosci
        Iska
        • 06.05.05, 10:00
          Czytam o Waszych doświadczeniach kulinarnych z maluchami i widzę, że jestem
          trochę do tyłu. Rayan jest z 01. grudnia ale nic z mięsem jeszcze nie dostawał.
          Zasadniczo woli deserki od zupek.Szczególnie jeśli są za gęste, powodują u
          niego odruch wymiotny. Na szczęście tylko odruch. My tak jak większość
          preferujemy Gerbera. A na czas jedzenia zakładam małemu na ręce odcięte rękawki
          z wyrośniętych ubranek. Brzuch zabezpieczam pieluszka i śliniakiem. Zreszta on
          wie, że jak śliniak to będzie jedzonko.
          Podaję do wspaniałej książki kucharskiej Alcantry stronę o zapiekankach - wybór
          przeogromny.
          www.gotowanie.wkl.pl/grp_przep.php?grp_prz=72
        • 06.05.05, 10:21
          Kochane,

          Mam wrażenie, że nie zostałam właściwie zrozumiana. Stąd moje sprostowanie. W
          tym, co piszę, nie wyrażałam stwierdzenia: nie chodźmy do specjalistów, bo będą
          nas naciągać albo zaniedbajmy objawy, które nas niepokoją. Nie miałam też na
          myśli tego, że dzieci rehabilitowane są niepotrzebnie, bo w zdecydowanej
          większości przypadków jest to jak najbardziej uzasadnione. I chwała mamom,
          które podnoszą alarm we właściwym momencie i nie czekają na to, że lekarz
          pediatra w czasie krótkiej wizyty zauważy coś niepokojącego i da skierowanie do
          specjalisty! W naszym przypadku było akurat tak, że objawy, które
          zaobserwowałam (a jestem panikarą i w czasie ciąży oraz pierwszych tyg. życia
          małej wyszukiwałam nowe schorzenia i przypisywałam kolejne dolegliwości wink były
          zwyczajnymi odruchami, które na tamtym etapie rozwoju dziecka były normalne. O
          czym nie zostałam poinformowana.
          Myślę sobie też, że niesłuszne jest twierdzenie, że TYLKO Vojta albo TYLKO
          Bobath jest skuteczną metodą. U każdego dziecka sprawdza się co innego.
          Akceptujmy nasze wybory i dzielmy się własnymi spostrzeżeniami i
          doświadczeniami, bo chyba o to na forum chodzi smile

          Pozdrawiam serdecznie
          Iwona

          --
          Moja Ninka I
          Moja Ninka II
          • 06.05.05, 10:27
            Iwonko, niepotrzebnie się denerwujesz. Bardzo dobrze zrozumiałam intencje
            Twoje, jak i dziewczyn, które z Tobą polemizowały. Tak więc wszystko gra i
            buczy na tym forum smile))
            Pozdrowionka

            --
            Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
            Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
          • 06.05.05, 10:39
            Święte słowa- i tak właśnie odbieram wymowę Twoich wcześniejszych postów.
            A osobiscie myślę,że jeśli matkę coś niepokoi, to lepiej zasięgnąć rady, niż
            przejść do porządku dziennego. Lepiej przesadzić- nawet jeśli to jakaś bzdurka
            czy norma niż zaniedbać
            Rehabilitacja teraz rzeczywiście jest modna, ale myślę że nawet u zdrowych
            maluchów nie szkodzi. Stanowi wtedy stymulację rozwoju psychomotorycznego!

            --
            Nasze Krasnoludki
            • 06.05.05, 13:18
              Co do mody na rehabilitację. Myślę, że wcześniej się te różne objawy napięć
              patologicznych ignorowało, a dziś juz wiadomo, jak to może wpłynąć na rozwój
              psychomotoryczny dzieci i dlatego własciwie "przesiewa" się dzieci i działa się
              w tym kierunku jak najwcześniej - to jest rodzaj takiej profilaktyki, napewno
              nie zaszkodzi, a może pomóc i tak do tego należy podejść i już.

              --
              Mrówek-Pędziówek, czyli mój synek Mateuszek (24.11.2004)
              Sygnaturki wszystkich krajów! Łączcie się!
    • 06.05.05, 11:00
      • 06.05.05, 11:30
        Już się zameldowałam!
        Do "zobaczenia" Dziewczyny na nowym wątku!
        --
        Kacperek rośnie!!!
    • 06.05.05, 13:47
      delfinlex napisała:

      > No to witam!
      > Pobijemy rekord poprzedniego wątku?? Ile nam zajmie czasu zapełnienie go??
      > Miesiąc?? smile)
      >
      > Buziaki,
      > Karina


      Rekord padł! Może nie jest to miesiąc, ale i tak imponująco szybko!
      Ciekawe, co będzie dalej?????

      --
      Nasze Krasnoludki
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.