• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Jaka kara dla rodziców... Dodaj do ulubionych

  • 10.09.09, 20:58
    ... którzy zakładają tu ciągle ątki pt.: "jaka kara dla"... i tu podanie wieku dziecka? Rodziców, którzy nie odróżniają wychowania od tresury i nie wiedzą, że podstawowym elementem wychowania jest modelowanie, tak że ich dzieci i tak będą się zachowywac "na obraz i podobieństwo" rodziców?
    Edytor zaawansowany
    • 10.09.09, 21:16
      karma is a bitch smile
      --
      http://images.cafepress.com/image/22999090_100x100.jpg
    • 10.09.09, 21:35
      Ci rodzice juz sami sobie precyzyjnie wymierzaja kare, co sieja to zbiora.
      To jest cholerne powielanie zlych wzorcow, wynik prania mozgu w dziecinstwie.
      Kazdy robi niby najlepiej jak potrafi, choc to "najlepiej" jest czesto zalosnie
      niewystarczajace, najczesniej dlatego, ze lepiej sie nie wie.
      --
      po prostu, prosto z mostu..
      • 11.09.09, 02:19
        Eee tam, przesadzacie. Czy nam sie to podoba, czy nie - bywamy w
        zyciu nagradzani za dzialania pozytywne i karani za negatywne.
        Osobiscie powatpiewam w skutecznosc wieziennictwa ale poki co
        spoleczenstwa nie wymyslily innych, skutecznych sposobow karania
        duzych nieposlusznych. A mali nieposluszni podlegaja innym karom, na
        szczescie najczesciej skuteczniejszym! Wiec jesli rodzice szukaja
        pomyslow na skuteczne i/lub edukacyjne kary dla dzieci w roznym
        wieku, to wedlug mnie nie ma w tym nic zlego.
        Zle uczynki, szczegolnie jesli w gre wchodzi jakas tam premedytacja,
        powinny byc napietnowane i ukarane. Oczywiscie, w druga strone musi
        tez byc nagroda, bo inaczej po co sie starac? Wlasna satysfakcja
        starcza wylacznie na jakis czas. Osobiscie bardzo doceniam
        otrzymanie bonusa za dobra robote ale tez rozumiem, ze za zla prace
        dostaje sie ostrzezenie, nagane a moze sie trafic i wypowiedzenie. W
        domu dzieci maja okazje opanowac ten system same bedac karane i
        nagradzane w zaleznosci od okolicznosci.
        Mozna probowac zawracac kijem Wisle i buntowac sie przeciwko
        zastanym ukladom spolecznym ale czy to bedzie faktycznie korzystne
        przygotowanie dzieci do zycia w spolecznestwie kierujacym sie
        okreslonymi normami?
        • 11.09.09, 21:09
          bi_scotti napisała:

          > Eee tam, przesadzacie. Czy nam sie to podoba, czy nie - bywamy w
          > zyciu nagradzani za dzialania pozytywne i karani za negatywne.

          Myślę, że mylisz kary z ponoszeniem konsekwencji, ale to jeszcze pół biedy...

          > Osobiscie powatpiewam w skutecznosc wieziennictwa ale poki co
          > spoleczenstwa nie wymyslily innych, skutecznych sposobow karania
          > duzych nieposlusznych.

          Więzienie to izolacja sprawcy tym bardziej, że na serio nikt nie mówi o resocjalizacji - szczególnie w Polsce. Zresztą skąd taki przykład w wątku o karaniu dzieci - czyżby się straszono w dzieciństwie policjantem?

          A mali nieposluszni podlegaja innym karom, na
          > szczescie najczesciej skuteczniejszym!

          Podejrzewam, że "skuteczne" to takie, które eliminują dane zachowanie... A konsekwencje emocjonalne? To pewnie dla ciebie abstrakcja i "przesada".

          Wiec jesli rodzice szukaja
          > pomyslow na skuteczne i/lub edukacyjne kary dla dzieci w roznym
          > wieku, to wedlug mnie nie ma w tym nic zlego.

          Podaj przykład kary "edukacyjnej" pliiis. Oddzielanie maku od piasku?

          > Zle uczynki, szczegolnie jesli w gre wchodzi jakas tam premedytacja,
          > powinny byc napietnowane i ukarane.

          Premedytacja u dziecka... Dopiero ci pisałem, że podstawą wychowania jest modelowanie - dziecko powiela zachowania obserwowane u dorosłych.

          Oczywiscie, w druga strone musi
          > tez byc nagroda, bo inaczej po co sie starac?

          Wierz mi - behawioryzm już dawno zostal wyśmiany.

          Wlasna satysfakcja
          > starcza wylacznie na jakis czas. Osobiscie bardzo doceniam
          > otrzymanie bonusa za dobra robote ale tez rozumiem, ze za zla prace
          > dostaje sie ostrzezenie, nagane a moze sie trafic i wypowiedzenie.

          Mechanizm zamiany motywacji autonomicznej na insrtumentalną został już opisany baaaardzo dawno...

          W
          > domu dzieci maja okazje opanowac ten system same bedac karane i
          > nagradzane w zaleznosci od okolicznosci.

          Może w twoim domu, naszczęście nie w moim.

          > Mozna probowac zawracac kijem Wisle i buntowac sie przeciwko
          > zastanym ukladom spolecznym ale czy to bedzie faktycznie korzystne
          > przygotowanie dzieci do zycia w spolecznestwie kierujacym sie
          > okreslonymi normami?

          Ręce i nogi się uginają.... zimny wychów cieląt jako recepta na młodzieży chowanie... Twardym trza by nie mientkim...
          • 11.09.09, 21:16
            Dla mnie karą edukacyjną było nie przeczytanie mi ksiązki przez
            mamę. jako potępienie dla mojego zachowania - bardzo dobra kara,
            nauczylam się, ze jak się jest dla kogos niegrzecznym, to inni nie
            przejda nad tym do porzadku dziennego i po prostu może im się nie
            chciec sprawiać mi przyjemnosci.
            Nie wiem, czy byl to uczynek z premedytacja, ale na pewno wymagał
            kary.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • 11.09.09, 21:19
            Co jakiś czas pojawiają się "odkrycia": tamto wyśmiane, inne odkrywcze wink
            Co pokaże czas?
            Jak obejdzie się z obecnymi teoriami?

            Mnie osobiście wątki typu "jaka kara dla..." irytują o tyle, że zamiast pytać o karę, warto zapytać o to "co zrobić, aby ...". Dojście do przyczyn zachowania, jego zrozumienie i nasza właściowa reakcja jest kluczem do sukcesu smile (zazwyczaj, oczywiście)

            Pozdrawiam
            Jola
            • 11.09.09, 22:05
              jola_ep napisała:

              > Co jakiś czas pojawiają się "odkrycia": tamto wyśmiane, inne odkrywcze wink
              > Co pokaże czas?
              > Jak obejdzie się z obecnymi teoriami?

              Myślę, że mądre "teorie" są tak naprawdę stare jak świat, a właśnie behawioryzm był "odkryciem" w tym sensie, jak piszesz. Zresztą dużo tam wyważania otwartych drzwi, a i parę rzeczy waroścowych - choś te ostatnie to raczej odkryto w ramach krytyki.

              >
              > Mnie osobiście wątki typu "jaka kara dla..." irytują o tyle, że zamiast pytać o
              > karę, warto zapytać o to "co zrobić, aby ...". Dojście do przyczyn zachowania,
              > jego zrozumienie i nasza właściowa reakcja jest kluczem do sukcesu smile (zazwycz
              > aj, oczywiście)

              Właśnie bardzo podobna refleksja mnie naszła przy zakładaniu wątku.
          • 11.09.09, 21:53
            sun_of_the_beach napisał:

            > Dopiero ci pisałem, że podstawą wychowania jest model
            > owanie - dziecko powiela zachowania obserwowane u dorosłych.
            >

            I poniewaz to TY pisales, to jest to bez zadnych watpliowsci CALA
            PRAWDA, NAGA PRAWDA i TYLKO PRAWDA wink
            Nastepny Maksimum - Bog Wszystkowiedzacy!
            Skad sie to w ludziach bierze, ten monopol na posiadanie racji
            jednej i jedynej, a na dodatek niepodwazalnej?

            Nie wiem ile szczesliwych dzieci wychowales. Ja troje, wiec jedynie,
            co moge uczynic to podzielic sie czastkami moich doswiadczen. Ale w
            zadnym wypadku nie oczekuje, ze przyjmiesz (lub ktokolwiek inny) je
            bezkrytycznie. Tylko, blagam, jak w piosence: "zmien ton!", bo z
            Wszystkowiedzacymi Bogami dyskusja jest zerowa.
            Wracajac do kwestii wzor do nasladowania vs. kara, wcale nie uwazam,
            ze jedno wyklucza drugie. I czy nazwiesz to "konsekwencjami"
            czy "kara" to jest to wylacznie kwestia nomenklatury.
            I zgadzam sie w zupelnosci z Jola, kara za przewinienia powinna byc
            rownoznaczna z rodzicowym kombinowaniem jak zapobiegac przewinieniom
            i jak unikac sytuacji podbramkowych. Ale... zycie jest szaro-bure i
            dzieci broic beda, bo na tym miedzy innymi polega dziecinstwo, ze
            sie probuje jak daleko sie da te gumke regul naciagnac. Wiec
            rozwazania na temat rozsadnego, kreatywnego, skutecznego i
            edukujacego karania domowych maloletnich wcale nie sa az tak bez
            sensu. MOIM, wybitnie SKROMNYM, zdaniem!
            • 11.09.09, 22:17
              bi_scotti napisała:

              > sun_of_the_beach napisał:
              >
              > > Dopiero ci pisałem, że podstawą wychowania jest model
              > > owanie - dziecko powiela zachowania obserwowane u dorosłych.
              > >
              >
              > I poniewaz to TY pisales, to jest to bez zadnych watpliowsci CALA
              > PRAWDA, NAGA PRAWDA i TYLKO PRAWDA wink
              > Nastepny Maksimum - Bog Wszystkowiedzacy!
              > Skad sie to w ludziach bierze, ten monopol na posiadanie racji
              > jednej i jedynej, a na dodatek niepodwazalnej?
              >

              Oj, chyba przypisujesz mi własne motywacje. Najwyraźniej trudno ci sobie wyobrazic, że są ludzie nieuważający się za nieomylnych. Tezę o wadze modelowania nie ja wymyśliłem. Natomiast osoby, które - jak ty - mają tendencję do "ręcznego" sterowania innymi (za dobro wynagradzam, za złe karzę - skąd my to znamy?) mają się za nieomylne, bo zawsze "wiedzą", co dobre, a co złe.

              > Nie wiem ile szczesliwych dzieci wychowales. Ja troje,

              A jakie zdanie jest tych dzieci?


              > Tylko, blagam, jak w piosence: "zmien ton!", bo z
              > Wszystkowiedzacymi Bogami dyskusja jest zerowa.

              Nie wiem, dlaczego ja mam się dostosowywac do ciebie? I kto tu się kreuje na wszystkowiedzącego? To twój ton jest bardzo protekcjonalny.

              > Wracajac do kwestii wzor do nasladowania vs. kara, wcale nie uwazam,
              > ze jedno wyklucza drugie. I czy nazwiesz to "konsekwencjami"
              > czy "kara" to jest to wylacznie kwestia nomenklatury.

              To akurat typowe podejście ignorantów, którzy tej różnicy nie są w stanie dostrzec...

              > I zgadzam sie w zupelnosci z Jola, kara za przewinienia powinna byc
              > rownoznaczna z rodzicowym kombinowaniem jak zapobiegac przewinieniom
              > i jak unikac sytuacji podbramkowych. Ale... zycie jest szaro-bure i
              > dzieci broic beda, bo na tym miedzy innymi polega dziecinstwo, ze
              > sie probuje jak daleko sie da te gumke regul naciagnac. Wiec
              > rozwazania na temat rozsadnego, kreatywnego, skutecznego i
              > edukujacego karania domowych maloletnich wcale nie sa az tak bez
              > sensu. MOIM, wybitnie SKROMNYM, zdaniem!

              To jest całkowite pomylenie pojęc i trudno podjąc sensowną dyskusję. Jola, jak myślę, napisała o "edukacyjnej" karze z przekąsem, bo polegała ona na nieprzeczytaniu bajki. To taki śmieszny kalambur miał byc. Ale zdaje się, że osoby wychowywane przy pomocy kar tracą poczucie humoru... Cóż osobie, której wydaje się, że "wychowywanie" to walka i szukanie sposobów na przechytrzenie drugiej strony, trudno życzyc sukcesów w wychowywaniu "szczęśliwych" dzieci, ale mimo to - powodzenia.
              • 11.09.09, 22:19
                Ups - o książce pisała verdana, a joli włożyłaś w usta zdaje się swoje własne zdanie, bo ona nic takiego nie pisała. Straszne masz skłonności do projekcji...
                • 11.09.09, 22:49
                  sun_of_the_beach napisał:

                  > Straszne masz skłonności do projekcji...

                  Kolejny wszechwiedzący psycholog, co to normalnych słów nie zna, wyłącznie terminologię.

                  --
                  Ne puero gladium!
                  • 11.09.09, 23:56
                    Wiesz, wydawało mi się, że założenie, iż ktoś jest inteligentny, jest raczej oznaką szacunku... Pojęcie projekcji nie powinno byc obce ludziom oczytanym, miłośnikom filmów Felliniego, czy obrazów Dali'ego. No ale skoro ty wolisz uchodzic za nieuka i ciemniaka... Ciebie to pewno wysyłali do psychologa za karę (nomen omen).
                    • 12.09.09, 08:48
                      Myślę, że po prostu przywalili w tyłek i było po sprawie wink

                      A co do kar, to popieram całym sercem modelowanie. Kar nie stosuję.
                      Syn ma 5 lat.
                      • 12.09.09, 10:06
                        Modelowanie? Cóż, jesli ktos ma się za idealny wzór do nasladowania
                        i mając dziecko resztę życia zamierza spedzic w charakterze
                        spizowego pomnika, ktore dziecię ma nasladować w zachwycie, to moze
                        mu sie udać. Tylko dzieciom pomnika nie zazdroszczę.

                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • 12.09.09, 10:18
                          Myśle, że nie masz racji. Wystarczy tylko dac sobie prawo do popełniania błędów i niebycia ideałem. A co proponujesz - przy pomocy kar wpajac dzieciom zasady, których sami nia przestrzegamy? Ponadto z tym modelowaniem chodzi także o to, że jeśli coś niepokoi cię u dziecka, to najpierw popatrz na ciebie, bo to ty prawdopodobnie to wywołujesz.
                          • 12.09.09, 13:58
                            sun_of_the_beach napisał:

                            > Ponadto z tym modelowaniem chodzi także o to,
                            > że jeśli coś niepokoi cię u dziecka, to najpierw popatrz na
                            ciebie, bo to ty pr
                            > awdopodobnie to wywołujesz.

                            Dokładnie tak jest.
                          • 12.09.09, 23:34
                            sun_of_the_beach napisał:

                            > że jeśli coś niepokoi cię u dziecka, to najpierw popatrz na ciebie, bo to ty
                            prawdopodobnie to wywołujesz.


                            Sto procent racji pryzynaje





                            --
                            Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
                        • 12.09.09, 13:56
                          verdana napisała:

                          > Modelowanie? Cóż, jesli ktos ma się za idealny wzór do
                          nasladowania

                          Nie trzeba być ideałem, żeby wychowywać dziecko przez modelowanie.
                          Po prostu trzeba mieć świadomość, że dziecko wchłania wszystko jak
                          gąbka co mu się w domu na co dzień 'zapodaje'. Jeśli rodzic
                          wrzeszczy, przeklina, bije, jest niekonsekwentny w swoich
                          zachowaniach i histeryczny, to nie powinien oczekiwać, że jego
                          dziecko się będzie przyzwoicie zachowywało. Nie można karać dziecka
                          za to, że zachowuje się jak mamusia lub tatuś. Bo rodzice jakoś sami
                          siebie do kąta nie stawiaja ani też klapsów nie wymierzają. Choć
                          zapewne powinni je dostawać regularnie, to może poczuliby jak to
                          jest na własnej skórze.
                          Modelowanie wymaga włożenia pracy w wychowanie. Wymaga
                          samodyscypliny i samokontroli rodziców. Nie można uciekać się do
                          pójścia na łatwiznę, czyli przylania dzieciakowi lub też zamknięciu
                          go w łazience.
                          Ja dziecka nie biję, chociaż w przypływie rozpaczy zdarza mi się na
                          niego wrzasnąć. Mam też jednak świadomość, że jeśli on wrzaśnie na
                          mnie to oznacza to, że szybko się uczy. Dlatego kontroluje swoje
                          zachowanie i staram się dążyć do ideału.
                          • 12.09.09, 14:14
                            W podrecznikach i poradnikach tak własnie jest.
                            W zyciu bywa róznie. Rozumiem, ze Wy sami jestescie wiernymi
                            odzwierciedleniami swoich rodziców? Tak mi sie wydaje, ze wiekszość
                            osob bez wahania twierdzi, ze sa wzorem dla dzieci i dzieci będa się
                            zachowywały tak, jak rodzice, ale same nie sa sklonne przyznac, ze
                            sa kopiami rodziców.
                            Zwracam tez uwage na pewien drobiazg dorosli maja inne wzorce
                            zachowań, i to co czesto jest dla nich odpowiednie nie jest wskazane
                            dla dziecka. Nie ma wiec mowy o tym, by można było wychowac dziecko
                            jedynie wlasnym przykladem.
                            Jeśli moje dziecko bedzie pilo alkohol, jesli będzie bralo bez
                            pytania jedzenie z lodowki, ogladało telewizje kiedy chce i co chce -
                            wtedy będe zmuszona zastosowac rózne działania wychowawcze, czasem
                            łącznie z karą. Mimo, ze ja się tak zachowuje i to jest jak
                            najbardziej w porzadku, prawda?
                            Oprocz tego uznanie równorzednosci oznaczałoby, ze jeśli wymagam od
                            dziecka, aby wyszlo z domu po odrobieniu lekcji to musialabym
                            dopuscic do tego, aby dziecko zabroniło mi wyjść z domu dopiero po
                            wykonaniu pracy na dziś.
                            --
                            Mops i kot

                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                            • 12.09.09, 14:45
                              verdana napisała:

                              > W podrecznikach i poradnikach tak własnie jest.

                              Poza książkami o zdrowiu dziecka nie czytam żadnych poradników.
                              Kieruję się instynktem i zdrowym rozsądkiem.

                              > W zyciu bywa róznie. Rozumiem, ze Wy sami jestescie wiernymi
                              > odzwierciedleniami swoich rodziców?

                              Ja niestety tak. Jestem kopią matki. Mama dużo na nas krzyczała w
                              dzieciństwie i niestety ja mam duży problem z opanowywaniem się. Ale
                              właśnie dlatego, że wiem jakie to uczucie staram się na dziecko nie
                              krzyczeć. Wymaga to ode mnie dużo pracy, ale udaje się.

                              , ale same nie sa sklonne przyznac, ze
                              > sa kopiami rodziców.

                              A co w tym wstydliwego. Tak niestety jest i trzeba mieć tego
                              świadomośc.

                              > Zwracam tez uwage na pewien drobiazg dorosli maja inne wzorce
                              > zachowań, i to co czesto jest dla nich odpowiednie nie jest
                              wskazane
                              > dla dziecka.

                              Ale co naprzykład? Nie wiem o co chodzi. Ale biorąc pod uwagę kilka
                              elementarnych zasad można odnieść je spokojnie do obu stron. Nie
                              biję męża więc nie biję dziecka. Nie zamykam męża za karę w łazience
                              więc dziecka też. Nie przeklinam więc dziecko też nie przeklina. Itd
                              itp...

                              Nie ma wiec mowy o tym, by można było wychowac dziecko
                              > jedynie wlasnym przykladem.

                              Ależ mozna i najważniejsze jest właśnie tych kilka pierwszych lat
                              zanim dziecko wsiąknie w środowisko szkolne. Jeśli z domu wyniesie
                              dobre zasady zachowania to jest szansa, że się w życiu nie zagubi.

                              > Jeśli moje dziecko bedzie pilo alkohol, jesli będzie bralo bez
                              > pytania jedzenie z lodowki, ogladało telewizje kiedy chce i co
                              chce -
                              > wtedy będe zmuszona zastosowac rózne działania wychowawcze,
                              czasem
                              > łącznie z karą. Mimo, ze ja się tak zachowuje i to jest jak
                              > najbardziej w porzadku, prawda?

                              A propos alkoholu - to zależy jak się pije wink My często pijemy wino
                              do obiadu i moje dziecko wie, że tak właśnie robią dorośli. Nie
                              upijają się, tylko jedzą i dyskutują przy kieliszku wina. Mam
                              nadzieję, że jako dorosły będzie postępował podobnie i nie będzie
                              podchodził do alkoholu w histeryczny sposób.
                              Nie wiem, gdzie tu jest miejsce na karę. Mój ma 5 lat i rozumie, że
                              alkohol jest tylko dla dorosłych. Gdyby skosztował, to byłaby to
                              moja wina, że nie umiałam przekazać mu pewnych podstawowych
                              informacji.

                              Co do telewizji - my nie oglądamy w ciągu dnia, więc moje dziecko
                              też tego nie robi. Telewizja to dla niego chwila odpoczynku przed
                              pójściem spać. Nie można karać za oglądanie telewizji ponad miarę
                              jeśli samemu ma się włączony telewizor bez przerwy. Znam niestety
                              takie niechlubne przypadki, że nawet jak wchodzą goście telewizor
                              pozostaje włączony surprised

                              Nie wiem, co jest złego w wyciąganiu jedzenia z lodówki. Mój tego
                              nie robi a szkoda, bo może by coś i dla mamy przygotował wink

                              > Oprocz tego uznanie równorzednosci oznaczałoby, ze jeśli wymagam
                              od
                              > dziecka, aby wyszlo z domu po odrobieniu lekcji to musialabym
                              > dopuscic do tego, aby dziecko zabroniło mi wyjść z domu dopiero po
                              > wykonaniu pracy na dziś.

                              Tu nie chodzi o równorzędnośc, bo dziecko cały czas jest w pewnym
                              sensie zależne od rodziców. I właśnie dlatego, ze jest od nich
                              zależne tak bardzo trzeba uważać na to co się robi.
                              Co do wychodzenia po zrobieniu 'pracy na dziś' to ma to jakis sens,
                              prawda? Skoro rodzic odpuszcza sobie swoje dorosłe obowiązki to nie
                              powinien oczekiwac, że dziecko będzie sumiennie wykonywało własne.
                            • 12.09.09, 15:16
                              Tak wiem - napisałem, że modelowanie to podstawowa metoda wychowawcza, a może
                              lepiej było napisać "najbardziej niedoceniona" albo "najmniej uświadomiona" -
                              chcesz, czy nie i tak ją stosujesz, warto więc robić to świadomie. Ponadto nie
                              jest to jedyna forma wpływu, jaki wywierasz na dziecko. Żeby sprowokować dziecko
                              do agresji nie musisz sama być agresywna. Wystarczy wzbudzić w dziecku strach,
                              lub sfrustrować jego potrzeby (np. zabraniając mu korzystać z lodówki ;P). To
                              jest wynik modelu wychowawczego (też taki wcielasz w życie czy wiesz o tym, czy
                              nie), funkcja wzajemnych interakcji itp.
                              Nikt z nas nie jest kopią swoich rodziców, ale nasze postępowanie jest wynikiem
                              tego, o czym piszę powyżej. Naszą rzeczą jest starać się być lepszymi rodzicami
                              od naszych rodziców, ba - lepszymi rodzicami niż my wczoraj. W tym pomagają też
                              książki ;P.
                              Ale tak naprawdę chodzi o pozostające pytanie nie o to czy wogóle stosować kary
                              tylko: jak można chcieć karać dziecko za coś co sami sprowokowaliśmy, albo co
                              trzeba mieć w głowie żeby zamiast zapytać: "zdarzyło się to i to - co zrobić?",
                              to zakładać wątek: "jak karać?"
                              • 12.09.09, 16:51
                                O, ż tym się zgadzam - rzeczywiscie, jest to metoda nieuswiadomiona.
                                I obawiam się, ze poza najbardziej widocznymi wypadkami taka powinna
                                pozostać. tzn. rozumiem, ze nie należy kląć, jak się nie chce, aby
                                dziecko klęło, czy wyzywac męża, jak się chce mieć kulturalnie
                                zachowujace się dziecko. Ale poza tym jestm niepopularną
                                zwolenniczka tezy, ze rodzice to ludzie, a nie zombie i ze w pewnych
                                wypadkach lepiej zachowywać się nie do konca wzorowo, a naturalnie,
                                niż miec na wzgledzie, ze dziecko patrzy i wobec tego zachowywac
                                zawsze umiar, dystynkcję i opoanowywać wszelkie emocje.
                                Bo dziecko uczy się nie tylko tego co widzi, ale i tego, co wyczuwa.
                                Zabraniam małemu dziecku korzystac z lodowki, bowiem chcę miec
                                kontrole nad jego posilkami, zabraniam właczac telewizor i komputer
                                bez pytania, bo chce miec kontrole nad spedzaniem przez nie czasu,
                                zabraniam jeszcze wielu rzeczy - np wychodzenia z domu bez pytania -
                                to wszystko dziecka nie frustruje, dziecko uwaza to za naturalne.
                                Potrzeba dziecka jest zdrowe zywienie, a nie wyżeranie z lodowki
                                tego, co chce.
                                ja chce byc przede wszystkim soba, a nie rodzicem od rana do
                                wieczora. Mieszkam z ludźmi, z ktorych niektorzy sa moimi dziećmi, z
                                niektorzy nie. Nie zamierzam być wzorem i wychowawcą od rana do
                                wieczora - chce, abysmy po prostu byli razem, a nie udawali kogos,
                                kim nie jesteśmy.
                                --
                                Mops i kot

                                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                • 12.09.09, 18:14
                                  > Potrzeba dziecka jest zdrowe zywienie, a nie wyżeranie z lodowki
                                  > tego, co chce.

                                  Verdano, to co ty tam trzymasz? Same "smieci" ?

                                  Tu nie chodzi aby byc idealem swietym z aureola . Chodzi o to, aby swiecic
                                  ogolnie dobrym przykladem. To bedzie np zyczliwe traktowanie ludzi, ladne
                                  mowienie o innych, zwracanie uwagi na fajnosc w wydarzeniach dokola, wyciaganie
                                  logicznych wnioskow ze zdarzen.
                                  To, na co dzieci alergicznie reaguja, to falsz wyczuwaja to absolutnie
                                  doskonalym zmyslem i protestuja po swojemu. Czyli jesli rodzic sam klnie lecz
                                  przyzna ze nie jest to najlepszy sposob wyrazania uczuc to dziecko juz wie .
                                  Jesli zas rodzic bez szacunku dla mlodych uszu rzuca ordynarnymi slowami a
                                  dziecko postawi do kata za jedna kurwe, to dopiero wtedy klops.
                                  Dzieci nie nalezy oklamywac nie tylko slowami, ale tez zadnym innym sposobem.
                                  Nawet niemowlaki rozpoznaja falsz.

                                  No i dzieci beda na podobienstwo nasze, czy tego chcemy czy nie chcemy.
                                  --
                                  http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg po prostu, prosto z mostu..
                                  • 12.09.09, 19:28
                                    Nie, ale uwazam, że małe dziecko ma jeść pieć razy dziennie, a nie
                                    pietnaście. I że w lodowce jest np. czekolada, ktorej tabliczka ma
                                    byc na pare dni, a nie na jeden. I ze jedzenie jest dla pieciu osób
                                    i musze miec kontrole nad tym, aby jedna osoba nie wyzarla
                                    wszystkiego innym.
                                    Oczywiscie, to dotyczy malych dzieci.
                                    No wlasnie - trzeba po prostu uznac, ze czasem dajemy zly przyklad i
                                    pogodzić się z tym. I to nie zawsze daje zle rezultaty. na przyklad
                                    komunikat, ze mamusia nie jest idealna jest jednym z najlepszych
                                    wzorców dla dorastajacej corki - ona też nie będzie musiala być
                                    perfekcyjna.
                                    --
                                    Mops i kot

                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                    • 12.09.09, 19:53
                                      verdana napisała:

                                      > Nie, ale uwazam, że małe dziecko ma jeść pieć razy dziennie, a nie
                                      > pietnaście.

                                      Małe dzieci to raczej niejadki, więc 15 razy to chyba bardzo
                                      zawyżona liczba.

                                      >> No wlasnie - trzeba po prostu uznac, ze czasem dajemy zly
                                      przyklad i
                                      > pogodzić się z tym.

                                      To nie chodzi o to, że nie wolno popełniać błędów. Tylko o to, żeby
                                      nie karać dzieci za błędy, które rodzicom uchodzą na sucho tylko z
                                      racji tego, że są dorośli.

                                      I to nie zawsze daje zle rezultaty. na przyklad
                                      > komunikat, ze mamusia nie jest idealna jest jednym z najlepszych
                                      > wzorców dla dorastajacej corki - ona też nie będzie musiala być
                                      > perfekcyjna.

                                      Oczywiście, że tak. Ale jak wyżej. Nie każ córki za wyjadanie z
                                      lodówki jeśli sama podjadasz. Lub za oglądanie telewizji do poźna
                                      jeśli sama oglądasz. Itp. itd. Bądźmy fair w stosunku do dzieci i
                                      nie wymagajmy od nich więcej niż wymagamy od siebie samych. Tylko
                                      tyle i aż tyle.
                                      • 12.09.09, 22:02
                                        Dlaczego niejadki? Przy mojej corce jedlismy kanapki w korytarzu, bo
                                        i ona i jej mlodszy brat mogli jesć w trybie ciąglym. Zresztą nawet
                                        niejadki (a moze przede wszystkim) żadko sa niejadkami na słodycze,
                                        suche bułki itp.
                                        Nie jestem też przekonana, co do "rownej miary" dla doroslego i
                                        dziecka. fakt, jestem balaganiara i nie karcę dzieci za nieporzadek,
                                        bo to bylby obłęd. Ale z drugiej strony uwazam, ze mam prawo robić
                                        pewne rzeczy, ktorych dzieciom moge zabronić. Na przykład moj maż
                                        czyta do trzeciej w nocy i jest przez to zmęczony. Nie pozwolilabym
                                        dziecku na siedzenie do dowolnej pory...
                                        To jakis absurd uwazać, ze małe dziecko ma prawo do tego samego co
                                        dorosli. Oznacza to albo, ze dziecko ma prawo ogladac, czytac, grać
                                        baez ograniczeń, albo ze doroslych obowiazują takie ograniczenia jak
                                        pieciolatka... To nie ma nic wspolnego z tym, co jest fair a co nie -
                                        rodzice i dzieci mają inne prawa, ale i inne obowiązki. I czego
                                        innego jednak się od nich wymaga.
                                        Ja NIE podjadam z lodowki, bo jestem dorosła. Czasem robie sobie
                                        kanapkę. Gdy corka byla mała, musiała prosić o pozwolenie - uwazam,
                                        ze rodzice powinni być swiadomi, ile i co dziecko je.
                                        --
                                        Mops i kot

                                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                        • 12.09.09, 22:29
                                          verdana napisała:

                                          > Dlaczego niejadki? Przy mojej corce jedlismy kanapki w korytarzu,

                                          ??? z braku stołu czy krzeseł do siedzenia surprised

                                          > Zresztą nawet
                                          > niejadki (a moze przede wszystkim) żadko sa niejadkami na
                                          słodycze,
                                          > suche bułki itp.

                                          I dlatego u mnie w domu nie ma słodyczy. Żadnych. Co wychodzi na
                                          zdrowie całej rodzinie smile

                                          > Nie jestem też przekonana, co do "rownej miary" dla doroslego i
                                          > dziecka. fakt, jestem balaganiara i nie karcę dzieci za
                                          nieporzadek,
                                          > bo to bylby obłęd.

                                          A ja lubię porządek i wymagam go również od dziecka.

                                          Ale z drugiej strony uwazam, ze mam prawo robić
                                          > pewne rzeczy, ktorych dzieciom moge zabronić. Na przykład moj maż
                                          > czyta do trzeciej w nocy i jest przez to zmęczony. Nie
                                          pozwolilabym
                                          > dziecku na siedzenie do dowolnej pory...

                                          I tu należy zastanowić się ile lat ma dziecko, które czyta do późna
                                          w nocy i która to jest godzina to późno. Bo raczej dzieci chodzące
                                          do szkoły, ktore nie mają jeszcze nastu lat nie wytrzymają nad
                                          książką długo. Sama byłam molem książkowym, ale mając naście lat
                                          padałam około 22:00, bo przecież miałam za soba dzień w szkole.
                                          Gdybym miala w domu takiego zażartego czytacza, to pozwoliłabym mu w
                                          weekendy czytać do oporu.

                                          > To jakis absurd uwazać, ze małe dziecko ma prawo do tego samego co
                                          > dorosli.

                                          Dziecko niezależnie od wieku ma prawo do takiego samego traktowania
                                          z szacunkiem jaki przynależy się dorosłym. Co oczywiście nie oznacza
                                          robienia tego samego co dorosły. Nikt nigdy tego nie twierdził.

                                          > rodzice i dzieci mają inne prawa, ale i inne obowiązki. I czego
                                          > innego jednak się od nich wymaga.

                                          Owszem tak. Ale problemem jest, że rodzice o wiele za często
                                          zapominają, że ich własne niewłaściwe zachowanie wywołuje pewne
                                          reakcje i zachowania dziecka.
                                          Tak jak wyżej napisałam - rodzice wymagaja więcej od własnych dzieci
                                          niż od siebie.

                                          >
                                          > ze rodzice powinni być swiadomi, ile i co dziecko je.

                                          I dlatego właśnie powinni świadomie robic zakupy w sklepie i
                                          wybierać tylko wartościowe produkty, które nawet podjadane krzywdy
                                          nikomu nie zrobią.
                                          Ja bym osobiście chciała, żeby mój mały zaczął podjadać, bo może
                                          wtedy przyswoiłby sobie więcej warzyw smile


                                          • 13.09.09, 09:46
                                            Z braku drugiego pomieszczenia w domu.
                                            Uważam, że brak jakichkolwiek słodyczy - w tym niezwykle zdrowej
                                            gorzkiej czekolady - jest gruba przesadą.
                                            Mój 7-8 latek czytał caly czas, gdyby mu pozwoloć - czytałby całą
                                            noc. Naprawdę, dziecci sa rózne, nie wszystkie sa niejadkami,
                                            niektore wczesnie lubia czytać. Moi synowie nigdy nie padali o 22.
                                            A "do oporu" w wydaniu najstarszego, ktory teraz mieszka sam,
                                            oznacza czasem do 5 rano. Cóz, 13-latkowi na to nie pozwalalam, bo
                                            mielismy plany na niedzielę.
                                            Przepraszam Cie bardzo, ale zywienie sie tak, jak powinien sie żywic
                                            paroletni dzieciak - to JEST idiotyzm. Dziecko nie powinno jadac
                                            pewnych rzeczy, ktore dla dorosłego sa obojetne lub wskazane. Nie
                                            można by tez kupować niczego dużo - a nuż dziecko zje dwa kilo
                                            niezwykle zdrowych owoców? U mnie bywaproblem własnie ze zjadaniem
                                            zbyt dużej ilosci owoców - cóz, zjedzenie kilograma nektarynek nie
                                            jst takie znowu zdrowe.

                                            --
                                            Mops i kot

                                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                        • 12.09.09, 22:44
                                          A może lepiej by było zastanowic się, skąd biorą się zaburzenia łaknienia u dzieci? Bo to raczej zdrowe ne jest. Chyba że wy macie zaburzony pogląd, jak powinno wyglądac dziecko, albo jesteście patologicznymi skąpcami, którym żal pieniędzy na jedzenie dla dzieci. Opisana przez ciebie sytuacja z kanapkami jest naprawdę chora, podobnie jak twoje poglądy na kontrolowanie jedzenia przez dzieci. Odrazu uprzedzam ewentualne ataki - nie uważam, że nie należy racjonalnie podchodzic do żywienia dzieci, tylko, że to co robu verdana jest chore.
                                          • 12.09.09, 23:31
                                            sun_of_the_beach napisał:

                                            > A może lepiej by było zastanowic się, skąd biorą się zaburzenia łaknienia u dzi
                                            > eci? Bo to raczej zdrowe ne jest.


                                            Ja się zgadzam calkowicie. Bym sie też zastanowila, dlaczego dziecko ma mnie
                                            prosić o pozwolenie, czy moze cos wziąć z lodówki.
                                            Verdano, ja z wiekszością Twoim postów się zgadzam, ale w tym przypadku - nie
                                            mogę. Jako usprawiedliwienie mogę jedynie uznać, że mieszkacie w
                                            wielopokoleniowej rodzinie, gdzie powinna być zahowana pewna harmonia. Im
                                            wieksza rodzina - tym trudniej.
                                            Ale sam fakt że jest potrzeba ograniczania dziecku dostępu do lodówki - już
                                            wskazuje na pewną nieprawidłowość, zaburzenie.
                                            Moje dziecię moze zjeść całą tabliczkę na raz. Ale tez - będzie leżała czekolada
                                            prze parę miesięcy i jej nawet nie tknie.
                                            Natom iast pamiętam siebie w dziecistwie, gdzie co lepsze smakołyki były chowane
                                            "po kątach", w szafkach i ukrywane. Bo i nie te czase itp, i mama miała
                                            potrzebę, "aby było dla gości". No to ja niczym innym sie nie odżywiałam, tylko
                                            słodyczami. Wracałam ze szkoly (mama w pracy) i zaczynała się jazda po
                                            wszystkich szafkach. Wyżerka totalna. Kompulsywna.

                                            Nie boisz się, ze takie zakazy mogą tego typu efekty wywołać u Twojego najmłodszego?







                                            --
                                            Myślisz, że żartuję?
                                            Niepotrzebnie myślisz!
                                            • 13.09.09, 00:08
                                              insula.incognita napisała:

                                              > słodyczami. Wracałam ze szkoly (mama w pracy) i zaczynała się jazda > po
                                              wszystkich szafkach. Wyżerka totalna. Kompulsywna.


                                              Przede mna chowano cytryny, zawsze je wyniuchalam jak pies w najdziwniejszym
                                              schowku, nawet pod sufitem w pawlaczu. Potrafilam zjesc caly zapas na swieta,
                                              pozeralam razem ze skora. Slodycze nigdy mnie nie necily, mogly zginac z
                                              powierzchni ziemi i nawet bym nie zauwazyla. Za to te wyliczane plasterki do
                                              herbaty doprowadzily mnie do amoku cytrynowego. Ze niby za duzo to nie zdrowo.
                                              Dali by sie dziecku raz najesc do syta i bylby spokoj, a tak to mama moja
                                              siwiala z rozpaczy, ze mi cytryna szkliwo zezre - bez sensu.

                                              Dlatego przed swoimi dziecmi nigdy nic nie chowalam, jak sie zachcialo czegos w
                                              nadmiarze, to prosze, na zdrowie.
                                              Nawet jesli nastoletnie dzieci w napadzie glodu oproznily mi lodowke wlacznie z
                                              czyms na jutro, to swiat sie nie zawalil. Moglam uprzedzic, ze nie ruszac bo
                                              nozki wyrwe. Doinformowane nie ruszyly...no chyba ze zapomnialy wink
                                              --
                                              http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg po prostu, prosto z mostu..
                                              • 13.09.09, 01:14
                                                asia.sthm napisała:

                                                > Dlatego przed swoimi dziecmi nigdy nic nie chowalam, jak sie zachcialo czegos w
                                                > nadmiarze, to prosze, na zdrowie.
                                                > Nawet jesli nastoletnie dzieci w napadzie glodu oproznily mi lodowke wlacznie z
                                                > czyms na jutro, to swiat sie nie zawalil. Moglam uprzedzic, ze nie ruszac bo
                                                > nozki wyrwe. Doinformowane nie ruszyly...no chyba ze zapomnialy wink

                                                I tak ogolnie w pelnej szczesliwosci, bez zadnych konfliktow badz jakichkolwiek
                                                zadraznien pomiedzy Toba i Twoimi dziecmi uplynely kolejne lata Ich dorastania.
                                                Nigdy nie nagradzane, nigdy nie karane, wyrosly na perfekcyjnych humans
                                                wylacznie nasladujac swoja wszystko-rozumiejaca i przewidujaca matke, ktora
                                                zawsze jest, byla i bedzie pelna cierpliwosci, madrosci zyciowej, nigdy nie
                                                braknie jej czasu badz checi do komunikowania sie z latoroslami i ogolnie
                                                wszystko cacy 7x24x365.
                                                Asia, Ty jak dla mnie czesto piszesz ze 100% sensem i milo sie Ciebie czyta ale
                                                czasem to naprawde brzmi jak jakas karykatura rzeczywistosci. Ja rozumiem, ze
                                                ludzie, ktorzy nie maja dzieci badz maja dzieci jeszcze relatywnie male, moga
                                                miec pewne zludzenia i ogolnie opieraja swoje poglady glownie na dobrych
                                                checiach, ale mnie sie zawsze zdawalo czytajac inne Twoje kawalki, ze Ty ten
                                                etap masz za soba. Dziecko tez czlowiek - jak zbroi, musi poniesc kare. Nie ma
                                                przepros wink
                                                • 13.09.09, 11:00
                                                  bi_scotti napisała:
                                                  > I tak ogolnie w pelnej szczesliwosci, bez zadnych konfliktow badz
                                                  > jakichkolwiek zadraznien pomiedzy Toba i Twoimi dziecmi uplynely
                                                  > kolejne lata Ich dorastania.
                                                  > Nigdy nie nagradzane, nigdy nie karane, ....

                                                  Tu wyszedl ci niezly sarkazm wink Zrozumiane. smile)
                                                  Konflikty i utrapienia byly na porzadku dziennym, normalnie jak u kazdego. Nie
                                                  naleze do osob zgadzajacych sie z usmiechem na kazda glupote, nie milcze kiedy
                                                  nalezy zareagowac. Umiem huknac, umiem zrobic awanture. Wymyslanie kar zas nie
                                                  lezy w mojej naturze, nie umiem z premedytacja na spokojnie wyglosic wyroku,
                                                  jaki by on nie byl. Nagrody w sensie nagrody jak w szkole, tez jakos dziwnie mi
                                                  sie kojarza. Po prostu kocha sie te dzieciaki, daje im swoja milosc i podziw na
                                                  codzien. A przede wszystkim zyczliwe zrozumienie.

                                                  > Asia, Ty jak dla mnie czesto piszesz ze 100% sensem i milo sie
                                                  > Ciebie czyta ale czasem to naprawde brzmi jak jakas karykatura
                                                  > rzeczywistosci.

                                                  Dziekuje, ciebie tez milo sie czyta. I choc wcale nie musimy sie z soba zgadzac
                                                  to pozytek z tego jest duzy.
                                                  Karykatura to troszke za mocne slowo - to jest raczej moj sposob patrzenia na
                                                  swiat. Nie umiem patrzec na ponuro, wole troche satyrycznie. Bo jak jest
                                                  okropnie to i tak cos smiesznego we wszystkim mozna zobaczyc.
                                                  Dzieci mam juz dorosle, wiec faktycznie perspektywa czasu wszystkie
                                                  upierdliwosci wychowania zmniejszyla, i tak jest dobrze, tak powinno byc.
                                                  Milej niedzieli.
                                                  --
                                                  http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg po prostu, prosto z mostu..
                                                  • 13.09.09, 14:44
                                                    Hm, dla mnie hukniecie i awantura to kara jak najbardziej... A
                                                    nagroda np. za cos szczególnego - dlaczego nie? Co w tym zlego? To
                                                    nie wyklucza podziwu i zrozumienia, przeciwnie.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 13.09.09, 15:24
                                                    verdana napisała:

                                                    > Hm, dla mnie hukniecie i awantura to kara jak najbardziej..

                                                    no wiec o to chodzi, dlatego nie ma juz miejsca na wymyslanie dokladek typu,
                                                    szlaban na komputer, wstrzymanie tygodniowki czy zakaz wychodzenia. Kary tez
                                                    nalezy umiec wyegzekwowac, bo czy zakaz wyjscia jest tez zakazam wyjscia na
                                                    trening, a po treningu godzinna zwloka, bo autobus uciekl. To tylko przyklad,
                                                    ale jak wyjsc z tego z twarza?
                                                    Tak tez i nagroda moze byc wszystko poczawszy od obsypania malolata pochwalami,
                                                    az do wyjazdu na upragnione wakacje. Wyliczanie ze cos za cos troche mierzi.
                                                    Nagrody pieniezne sie u nas zdarzaly - owszem dzialaja i byly doceniane smile Coz,
                                                    zyjemy w kapitalizmie, nalezalo potrenowac,
                                                    --
                                                    http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg po prostu, prosto z mostu..
                                            • 13.09.09, 09:51
                                              A ja tego nie rozumiem. Lodówka jest, dziecko otwiera, pyta "mamo,
                                              mogę czekoladę/jogurt/ kotleta"? Cóż w tym zlego? Nawet ja widzac,
                                              ze czegos jest malo pytam zazwyczaj rodzine, czy nikt na to nie ma
                                              ochoty, a nie zezeram i już.
                                              Jestem przekonana, że dziecko nie powinno jeść bez kontroli -
                                              dotyczy to oczywiscie malych dzieci, nie nastolatków.
                                              Moje dzieci sa już dorosle lub duże i żadne z nich nie ma potrzeby
                                              obżerania się - co innego chowanie i zakaz, a co innego zwykly
                                              obowiazek zapytania "czy moge czekoladę", na ktore to pytanie w 90%
                                              wypadków otrzymuje sie odpowiedź "tak".
                                              --
                                              Mops i kot

                                              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                              • 14.09.09, 10:07
                                                >Lodówka jest, dziecko otwiera, pyta "mamo,
                                                > mogę czekoladę/jogurt/ kotleta"? Cóż w tym zlego? Nawet ja widzac,
                                                > ze czegos jest malo pytam zazwyczaj rodzine, czy nikt na to nie ma
                                                > ochoty, a nie zezeram i już.


                                                Tak to funkcjonowało w moim domu rodzinnym. Tak tez funkcjonuje u nas.
                                                Akurat ten "kawałek" zamodelowałam(?) od moich rodziców ;-p
                                                Podobnie jak wychodzenie na dwór po uprzednim zapytaniu i ustaleniu godziny
                                                powrotu. Wiem, że są domu w których działa to inaczej ...ale jak w takim wypadku
                                                zjeść wspólny obiad ?! Podgrzewać i czekać aż nastolatek raczy wrócić z podwórka
                                                ...
                                            • 14.09.09, 09:57
                                              > Moje dziecię moze zjeść całą tabliczkę na raz.
                                              I nie ma zatwardzenia ?!?!?! To ciesz się, że ma tak dobrą przemianę materii wink
                                              Mnie, podobnie jak moje potomstwo już pół tabliczki stopuje na parę dni ... i
                                              powiem Ci, że wolę schować w/w czekoladę i wydzielać "po kawałku" tak jak
                                              Verdana niż płakać razem z dzieckiem cierpiącym w ubikacji ....
                                              Łatwo krytykować ograniczanie dostępu do lodówki, kiedy nie ma się problemów np.
                                              z nadwaga bądź alergia u dziecka.
                                              Pozdr
                                              Pam
                                              • 14.09.09, 12:03
                                                Tak sobie jeszcze myślę ...
                                                Czy jeżeli ja zaaplikuję sobie dietę 1200kcal (a przydałaby się ... oj i to jak
                                                !) czy cała moja Rodzina ma również cierpieć i wcinać kalafior z wody na obiad ?!
                                                Bo jeśli lodówkę "dostosujemy" do 4-5 latka (coby pokus i zakazów nie było) to w
                                                imię sprawiedliwości przez okres mojej diety lodówka powinna zawierać produkty
                                                li tylko odpowiadające owym 1200kcal ;-P
                                          • 13.09.09, 09:55
                                            Cóż, czy uznanie, ze dziecka nie nalezy doprowadzić do otyłosci -
                                            jest patologią? Ciekawe.
                                            Moja córka miała 1,5 roku gdy musielismy się przed nia chować.
                                            Uwazam, ze zywienie tak malutkiego dziecka jest sprawa istotna i nie
                                            powinno dostawać kanapek, ktore jedza dorośli. I jeść 10 razy
                                            dziennie.
                                            Co w tym chorego, gdy nalezy zapytać, czy mozna coś zjeść z lodowki,
                                            gdy się ma 5 lat? Chore byłoby, gdyby z tej lodowki nic nie wolno
                                            bylo zjeść.
                                            --
                                            Mops i kot

                                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                          • 20.09.09, 13:10
                                            nie uważam, że podjadanie przez dziecko z lodówki np. czekolady i
                                            zjedzenie całej tabliczki na raz jest zaburzenim łaknienia. Dziecko,
                                            które chce zjeść od razu całą tabliczkę czekolady albo np. kg
                                            czereśni, wcale nie musi być głodne i nie musi to świadczyć o braku
                                            u dziecka jakichś składnikó. Wystarczy, że jedzenie czekolady
                                            sprawia dziecku przyjemność (a sprawia prawie każdemu). Podobnie
                                            jest z dorosłymi: smakuje nam często wiele rzeczy, które są
                                            niezdrowe w ogóle, albo niewskazane dla nas z jakiegoś szczególnego
                                            powodu (chora wątroba, cholesterol, kamica nerkowa etc.). Fakt, że
                                            te rzeczy nam szkodzą, wcale nie sprawia, że są mniej smaczne. Ja
                                            osobiście potrafię zjeść od razu kg czereśni, które bardzo lubię,
                                            może nie jest to szczególnie szkodliwe, ale dla dziecka, które ma
                                            mniejszy i delikatniejszy przewód pokarmowy, zdrowe by nie było. A
                                            mogę sobie wyobrazić dziecko, które by zjadło kg czereśni na jedno
                                            posiedzenie. Bardzo lubię słodycze, których jeść nie powinnam
                                            (cholesterol), więc nie jem, ale gdybym nie kierowała się rozumem i
                                            zalecaniami lekarskimi, to bym jadła w dużych ilościach. Więc skoro
                                            my sami lubimy jeść rzeczy, które nam szkodzą, dlaczego zakładamy,
                                            że dziecko sięga wyłącznie po rzeczy, które są dla niego zdrowe?
                                            Oczywiście, jeżeli dziecko zaczyna zbyt często sięgać po jakiś jedne
                                            konkretny produkt i tylko ten, można się zastanowić, czy coś nie
                                            dzieje się nie tak z organizmem i ewentualnie postarać się uzupełnić
                                            brak jakiegoś składnika w jadłospisie domowym. Ale jeżeli zdrowo
                                            żywione dziecko wcina codziennie tabliczkę czekolady, to nie są
                                            żadne zaburzenia łaknienia, tylko łakomstwo. I na to, by dziecko
                                            nauczyło się zasad zdrowego żywienia, rodzice muszą kontrolować, co
                                            ono je.
                                • 12.09.09, 18:20
                                  Wcale nie chcialam i nie chce zeby moje dzieci mnie we wszystkim
                                  nasladowaly! Nawet w tym, co uwazam za swoje zalety. Bo ja moje
                                  dzieci wychowywalam na indywidualne jednostki a nie ksztaltowalam na
                                  swoj obraz i podobienstwo. Dostaly walizke wartosci i zasad na dluga
                                  droge w zycie i musza sobie z tym radzic po swojemu (kazde
                                  oddzielnie po swojemu jednemu!). Szczegolnie, ze dostaly rowniez w
                                  prezencie umiejetnosc samodzielnego (!) radzenia sobie w
                                  nieoczekiwanych sytuacjach, umiejetnosc krytycznego myslenia
                                  (wlaczajac w to krytyke postepowania rodzicow!), ciekawosc swiata i
                                  ludzi. Moim zadaniem, ktore sama z wlasnej nieprzymuszonej woli na
                                  siebie wzielam, bylo wyposazyc je odpowiednio i wyslac w swiat z
                                  poczuciem, ze One sa szczesliwe i ludzie wokol Nich nie beda
                                  cierpiec z Ich powodu. Aby to osiagnac potrzebne byly kary i
                                  nagrody, bo nasladowanie rodzicow to wylacznie jakis tam element
                                  procesu wychowawczego. Wiec i kary, i nagrody sie stosowalo w
                                  zaleznosci od okolicznosci i indywidualnych sytuacji. Dodam tez, ze
                                  zdarzaly sie niesprawiedliwe kary i nagrody na wyrost, bo jak
                                  wspomniala Verdana, zycie takie jest, ze teoria ksiazkowa sobie a
                                  praktyka codziennosci sobie i rodzic tez czlowiek - miewa kiepskie
                                  dni, poplenia bledy, spieprzy cos czasem totalnie... Pewnie, ze sie
                                  od czasu do czasu, czlowiek staral analizowac dlaczego pewne naganne
                                  zachowania sie powtarzaja i co zmienic w postepowaniu z gagatkiem,
                                  pojawialy sie inne pomysly az cos w koncu zaskakiwalo i dzialalo.
                                  Majac 3 dzieci czlowiek uswiadamia sobie bardzo szybko, ze na kazde
                                  dziala co innego, kazde potrzebuje innych motywacji, innych form
                                  krytyki, innych kar i innych nagrod. Nie da sie powielic zadnego
                                  modelu i w sumie to jest fantastyczne, bo szybko okazuje sie, ze
                                  wychowanie kolejnego dziecka jest wciaz taka sama niewiadoma i
                                  eksperymentem jak wychowywanie pierwszego. Dlatego dzielenie sie na
                                  takim forum jak to, pomyslami na kary czy nagrody jest jak
                                  najbardziej zrozumiale, bo czesto cudze podpowiedzi lub sugestie
                                  okazac sie moga bardziej skuteczne wobec jakiegos tam nieposlusznego
                                  niz dotychczasowe dzialania kochajacych rodzicow.
                                  *
                                  Moje dzieci sa w wieku 18-25 i NAPRAWDE sa w stanie same jasno
                                  zwerbalizowac, czy sa czy nie szczesliwymi ludzmi. Jak napisalam we
                                  wczesniejszym poscie, "wychowalam 3 szczesliwych ludzi" i uwazam to
                                  za najwieksze moje zyciowe osiagniecie. Wszystkim zycze podobnego
                                  rachunku sumienia smile
                                  • 12.09.09, 19:29
                                    Moje maja 14-26. Nie wiem czy sa szczęśliwe. Są przyzwoite i
                                    uczciwe. I o to chodzi.
                                    --
                                    Mops i kot

                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                    • 12.09.09, 19:46
                                      Dokładnie. Pod warunkiem, że nie będziesz ich karać za coś za co
                                      sama byś się nie ukarala wink Np. za wyjadanie czekolady z lodówki.
                                      • 12.09.09, 19:51
                                        I tu się nie zgodzę. Ja mam prawo jeść to, co mi się podoba i kiedy
                                        mi sie podoba - natomiast dziecko powinno być kontrolowane. Własnie
                                        na tym polega róznica między doroslym a dzieckiem.
                                        --
                                        Mops i kot

                                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                        • 12.09.09, 20:24
                                          verdana napisała:

                                          > I tu się nie zgodzę. Ja mam prawo jeść to, co mi się podoba i
                                          kiedy
                                          > mi sie podoba - natomiast dziecko powinno być kontrolowane.
                                          Własnie
                                          > na tym polega róznica między doroslym a dzieckiem.

                                          surprised To się nazywa podwójny standard moralny albo po prostu
                                          staropolskie - "co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie"

                                          Ręce mi opadły, więc uczczę twój tekst minutą ciszy...
                                        • 12.09.09, 20:33
                                          Widzialam ,jak slowo honoru, w jednym domu lodowka byla na klodke ;D

                                          Czyli co Verdano, ty najesz sie czekolady kiedy ci organizm nakaze ja zezrec
                                          wmawiajac dziecku, ze dla jego dobra jemu zabraniasz.
                                          Bo dziecko musi wiedziec, ze to dla jego dobra ta tortura, a dorosly moze sobie
                                          szalec do woli, bo jest dorosly.

                                          U nas w domu bylo raz smiesznie. W sobotni wieczor/noc rozwalilismy sie na sofie
                                          ogladajac nocny film. Tatus dostawil sie do miseczki zelkow anyzkowych - na to
                                          wchodzi na wpol rozbudzony synek ok 4-5 lat i z wyrzutem: - A wy tu siedzicie i
                                          zrecie cukierki...
                                          Na drugi dzien rano tatus wytlumaczyl ze skrucha, ze jak sie chce, to sie chce
                                          - nie ma rady wink Nie pamietam czy tlumaczyl jak czesto mozna sie poddac pokusom,
                                          jednak przyznal sie, ze ulegl. Tak czy siak dzieci nigdy nie wykorzystywaly
                                          przyznawania sie do naszych slabosci.
                                          Wrecz odwrotnie; docenialy szczerosc.
                                          --
                                          http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg po prostu, prosto z mostu..
                                          • 12.09.09, 21:46
                                            Nie, po prostu ja wiem co moge jeść i kiedy. Nie zjem nikomu
                                            ostatniego kawałka, nie zjem tabliczki czekolady w jeden dzień. Ale
                                            moge zdaecydować, ze nie zjem kolacji, a zamiast tego wyjątkowo
                                            wezme sobie herbatnik. A dziecko, jeśli chce tak zrobić, musi
                                            poprosić o pozwolenia. Trudno wymagac od dziecka aby znalo sie na
                                            zdrowym żywieniu i nie jadło rzeczy, ktore sa dostępne ?
                                            A potem biadanie, ze dzieci sa otyłe - trudno się dziwić, skoro
                                            rodzice pozwalaja wyjadac z lodowki o kazdej porze to, na co maja
                                            ochotę.
                                            Podwojne standardy - oczywiscie, dla doroslych i dzieci SĄ inne
                                            standardy zachowania i inna granica swobody. Cóz, nie mam zamiaru
                                            prosić dziecka o pozwolenie, gdy chcę iść spać o trzeciej nad ranem,
                                            ani wyjść do kolezanki - wymagam jednak, aby dziecko kladło się spać
                                            wczesniej i pytało, czy może wyjść.
                                            --
                                            Mops i kot

                                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                            • 12.09.09, 22:08
                                              verdana napisała:

                                              > Nie, po prostu ja wiem co moge jeść i kiedy.

                                              Chyba jednak nie do końca skoro...

                                              > moge zdaecydować, ze nie zjem kolacji, a zamiast tego wyjątkowo
                                              > wezme sobie herbatnik.

                                              Ciekawa jestem, czy dziecku pozwoliłabyś zjeść ciastka zamiast
                                              kolacji. Pewnie nie.

                                              A dziecko, jeśli chce tak zrobić, musi
                                              > poprosić o pozwolenia.

                                              Musi, to chyba w tym wypadku słowo klucz. Dziecko musi tak jak
                                              mamusia chce, a mamusia nic nie musi, bo jest mamusią. Olaboga surprised


                                              Trudno wymagac od dziecka aby znalo sie na
                                              > zdrowym żywieniu i nie jadło rzeczy, ktore sa dostępne ?

                                              Ty chyba też się nie znasz na zdrowym żywieniu skoro masz
                                              rzeczy 'zakazane' w lodówce a zamiast kolacji jadasz ciastka tongue_out

                                              > A potem biadanie, ze dzieci sa otyłe - trudno się dziwić, skoro
                                              > rodzice pozwalaja wyjadac z lodowki o kazdej porze to, na co maja
                                              > ochotę.

                                              Mój otyły nie jest, bo w lodówce u nas nie ma żadnych świństw - ani
                                              do picia ani do jedzenia. I gdyby nawet nagle coś z niej wyjadł, to
                                              pewnie byłyby to warzywa, jogurty lub wędzony łosoś... Słodyczy to u
                                              nas w domu nie ma żadnych więc wyjadanie nikomu nie grozi wink

                                              > Podwojne standardy - oczywiscie, dla doroslych i dzieci SĄ inne
                                              > standardy zachowania

                                              Standardy moralne powinny być te same. Nie kłamiemy, nie oszukujemy,
                                              nie robimy nikomu krzywdy, itd...

                                              > i inna granica swobody.

                                              Owszem tak, bo jesteśmy za dziecko odpowiedzialni i nie puścimy nocą
                                              samopas siedmiolatka np. Ale, w tym wypadku modelowanie też bardzo
                                              się przydaje. Jeśli rodzice będą się notorycznie szlajać po nocach i
                                              znikac nie wiadomo gdzie i z kim, to takie większe dziecko może
                                              przejąć ten styl 'bycia' i nie ma się potem czemu dziwić.
                                              Czym skorupka za młodu nasiąknie...
                                              • 12.09.09, 22:17
                                                Oczywiscie, ze tak! Bez żadnego problemu - pozwalałam i pozwalam.
                                                Lody przed obiadem? Cóż, bywa. Nie zjeść kolacji, zjeść co innego -
                                                zaden problem. Tyle, ze nie zawsze - codziennie bym nie pozwoliła -
                                                wiec chcę wiedziec ile i co moje male dziecko je. Znam się na
                                                zdrowym zywieniu, ale nie jestem jeo fanatyczką. Mam w lodowce
                                                czekoladę, mam tez wedliny, ktore lubi mąż, ale ktorych nie dawałam
                                                małym dzieciom, mam nawet - o zgrozo - piwo!
                                                Tak, mamusia nie musi, bo jest mamusią. To znaczy NIE musi uzgadniac
                                                z dzieckiem co ona sama zje na kolację. Co wydaje się być rozsądne,
                                                bowiem ona odpowiada za rozwój i zdrowie dziecka, a nie odwrotnie.
                                                Nie mam ochoty trzymac w lodowce przez kilkanascie lat wyłącznie
                                                tego, co nadaje sie do jedzenia dla dziecka. Uwazam tez, ze
                                                zjedzenie 30 dkg żółtego sera na raz nie jest dobrym pomyslem,
                                                chocby sam ser szkodliwy nie był. Ani zjedzienie kilograma sliwek.
                                                Wybacz, ale "notoryczne szlajanie sie po nocach" mnie rozbawiło do
                                                łez. Rodzice, ktorzy wychodza raz czy dwa razy w tygodniu wieczorem
                                                nie szlajają się, a i tak dziecku na to nie pozwalają. Za to rodzice
                                                siedzacy murem na d... w domu daja przerazajacy obraz braku
                                                towarzystwa i nie stanowia wcale dobrego wzorca - a zareczam Ci, ze
                                                nie zamierzam imprezowac tylko po to, by dac przyklad dzieciom.
                                                --
                                                Mops i kot

                                                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                • 12.09.09, 22:40
                                                  verdana napisała:

                                                  > Oczywiscie, ze tak! Bez żadnego problemu - pozwalałam i pozwalam.
                                                  > Lody przed obiadem?

                                                  A ja nie pozwalam i sama nie jem tongue_out

                                                  -
                                                  > wiec chcę wiedziec ile i co moje male dziecko je.

                                                  Verdana, ale napisałaś, że twoje małe dziecko ma 14 lat surprised


                                                  mam nawet - o zgrozo - piwo!

                                                  Ja mam wino, ale syn go nie dotyka.

                                                  > Tak, mamusia nie musi, bo jest mamusią. To znaczy NIE musi
                                                  uzgadniac
                                                  > z dzieckiem co ona sama zje na kolację.

                                                  Ależ oczywiście, że nie musi uzgadniać, co zje na kolację. Ale nie
                                                  może też dziecku wymierzać kary, jeśli dziecko zje coś co było w
                                                  lodówce pod ręką.


                                                  Co wydaje się być rozsądne,
                                                  > bowiem ona odpowiada za rozwój i zdrowie dziecka, a nie odwrotnie.

                                                  Dokładnie tak, i dlatego rodzic powinien robić przemyślane zakupy.
                                                  Coby mu się dzieciak nie struł opdjadając smile

                                                  > Wybacz, ale "notoryczne szlajanie sie po nocach" mnie rozbawiło do
                                                  > łez.

                                                  No mam nadzieję, bo taki był cel smile

                                                  Rodzice, ktorzy wychodza raz czy dwa razy w tygodniu wieczorem
                                                  > nie szlajają się, a i tak dziecku na to nie pozwalają.

                                                  Szlajanie się to więcej niż dwa razy w tygodniu smile Zazdroszczę, bo
                                                  nie ma opiekunki na noc.

                                                  Za to rodzice
                                                  > siedzacy murem na d... w domu daja przerazajacy obraz braku
                                                  > towarzystwa i nie stanowia wcale dobrego wzorca

                                                  My zapraszamy ludzi do domu na obiad, więc nie narzekamy na brak
                                                  towarzystwa tongue_out

                                                  - a zareczam Ci, ze
                                                  > nie zamierzam imprezowac tylko po to, by dac przyklad dzieciom.

                                                  No mam nadzieję, chociaż twoje to już pewnie od dawna imprezują.
                                                  • 13.09.09, 09:59
                                                    Nie opisywałam, co jest teraz. Teraz, to może jeść co chce, albo nie
                                                    jeść - musi tylko pytac, gdy bierze cos, co jest ostatnie, ale to
                                                    obowiązuje wszystkich.
                                                    Pisze wyłącznie - co podkreslalam - o zasadach obowiazujacych male
                                                    dzieci. Nie mam sklerozy i pamietam, jak było.
                                                    Teraz mam piwo i wino i corka jak chce to może wypic bez pytania,
                                                    bowiem jest dorosla. 14-latek nie dotyka. Ale przy 6-latku to inna
                                                    sprawa.
                                                    W przypadku malego dziecka mozna ukarac je, jesli zjadło coś, czego
                                                    mu nie wolno i o czym wiedziało, ze nie wolno. Nie chce mi się
                                                    tłumaczyć, ze struć się mozna i zdrowymi produktami i ze nie
                                                    wszystko co jedza dorosli jest zdrowe dla małych dzieci - a rodzice
                                                    nie musza być dla diecie 4-latka.
                                                    Moje dzieci własnie słabo imprezują, niestety.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 13.09.09, 13:28
                                                    verdana napisała:

                                                    > Nie opisywałam, co jest teraz. Teraz, to może jeść co chce,

                                                    A od ilu lat zaczyna się to 'teraz' czyli brak kary za niedozwolone
                                                    jedzenie surprised


                                                    > Pisze wyłącznie - co podkreslalam - o zasadach obowiazujacych
                                                    male
                                                    > dzieci.

                                                    Czyli jednak od małych dzieci wymagasz więcej niż od nastolatków lub
                                                    dorosłych.

                                                    > W przypadku malego dziecka mozna ukarac je, jesli zjadło coś,
                                                    czego
                                                    > mu nie wolno i o czym wiedziało, ze nie wolno.

                                                    Od małego dziecka wymagasz samokontroli w jedzeniu i rozumienia, że
                                                    coś jest szkodliwe. Wymagasz również pamiętania, że coś jest
                                                    zabronione. Czyż to nie są zbyt wygórowane wymagania w stosunku do
                                                    małego dziecka, które moim skromnym zdaniem ma więcej prawa do
                                                    popełniania błędów niż jakikolwiek nastolatek czy dorosły. Mózg
                                                    dziecka dopiero się rozwija i niezależnie od dziecka może ono po
                                                    prostu zapomnieć lub pokusa będzie zbyt silna jeśli np. ta
                                                    nieszczęsna czekolada będzie leżała w lodówce.
                                                    Sama dajesz sobie prawo do zaspokajania własnych pokus jedzeniowych
                                                    a od dziecka wymagasz dojrzałości na miarę dorosłego. Chyba powinno
                                                    być odwrotnie. To ty powinas lepiej się kontrolować, a dziecku
                                                    powiększyć margines błędów, bo dziecko dopiero się życia uczy.
                                                    Ciekawa jestem jak wyglądała w twoim przypadku taka kara za wyżarcie
                                                    czegoś z lodówki. Pewnie sto batów na goły tyłek, żeby młode
                                                    wreszcie się nauczyło.

                                                  • 13.09.09, 14:52
                                                    Nie wymatam więcej - wymagam CZEGO INNEGO. Co wydawalo mi się zawsze
                                                    oczywiste. ja nie chodze spać o 20. Nie musze się pytac o to, czy
                                                    moge wyjść. Za to nie wymagam, aby 5-latek byl odpowiedzialny i
                                                    zarobil na swoje utrzymanie. Nie wymagam, aby mnie pielegnowal, gdy
                                                    jestem chora i by robił mi obiad. Nie rozumiem absolutnie "takich
                                                    samych wymagań" dla rodziców i parolatka - toz przeciez jest absurd.
                                                    Pytanie rodzicow "czy mogę" jest wstepem do samokontroli. Wymaganie
                                                    samokontroli od małego dziecka - to wlasnie jest wymaganie
                                                    absurdalne.
                                                    Moje jakos nie mialy zadnych problemow z pamietaniem o tym, ze
                                                    trzeba zapytac, czy wolno ogladac telewizję czy zjeść czekolade - to
                                                    nie sa wygórowane wymagania. Podobnie jak 100% małych dzieci wie, ze
                                                    trzeba zapytac, czy mozna iść do kolegi.
                                                    Sobie daje prawo do jedzenia tego, co chcę, własnie dlatego ze
                                                    jestem dorosła i umiem sie powstrzymać. dziecka musze tego nauczyć,
                                                    a nie liczyć, ze nie kontrolowane cudem nauczy się samo.
                                                    Rozumiem, ze Ty karalas automatycznie dziecko laniem za to,że
                                                    zrobilo cos co tobie się nie podobało. Ja najwyżej mowilam "nie
                                                    wolno zjadac ostatniego kawałka czekolady bez pytania - moze inny
                                                    tez by chciał?". Zresztą nie przypominam sobie wielu takich
                                                    wypadkow - dzieci automatycznie pytały.
                                                    Rozumiem,z e Twoje małe dziecko ma prawo bez pytania wyjśc z domu i
                                                    wrócić wieczorem? Jeśli nie, to jakim prawem Ty wychodzisz nie
                                                    pytajac dziecka o pozwolenie?
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 13.09.09, 19:28
                                                    verdana napisała:

                                                    Nie rozumiem absolutnie "takich
                                                    > samych wymagań" dla rodziców i parolatka - toz przeciez jest
                                                    absurd.

                                                    Absurdem to jest wymaganie więcej od dziecka niż od samego siebie
                                                    czyli rodzica. I o to tylko mi chodzi.

                                                    > Rozumiem, ze Ty karalas automatycznie dziecko laniem za to,że
                                                    > zrobilo cos co tobie się nie podobało.

                                                    To chyba nie do mnie pytanie, bo ja dziecka nigdy nie biłam i nie
                                                    zamierzam.

                                                  • 13.09.09, 21:47

                                                    Nie - takie postawienie sprawy jest absurdem. Bo coż
                                                    znaczy "wymaganie więcej" - wymagam więcej, jesli chodzi o
                                                    opowiadanie się przy wyjsciu z domu, więcej - gdy chodzi o
                                                    punktualne chodzenie spać. To tak naprawde nie jest żadne "wiecej" -
                                                    jest co innego.
                                                    Nie bijesz dziecka, dlaczego zatem przyjmujesz, ze ja biję?
                                                    I nie odpowiedzialas mi na pytanie - wychodzisz z domu bez
                                                    pozwolenia dzecka? Jak mozesz zatem wymagac tego od dziecka -
                                                    wymagasz od niego wiecej, niz sama robisz.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 14.09.09, 17:07
                                                    verdana napisała:

                                                    >> Nie bijesz dziecka, dlaczego zatem przyjmujesz, ze ja biję?

                                                    Nie przyjmuje tego. Wymieniłam po prostu jedną z powszechniejszych
                                                    kar w Polsce.

                                                    > I nie odpowiedzialas mi na pytanie - wychodzisz z domu bez
                                                    > pozwolenia dzecka?

                                                    Wychodząc z domu informuję gdzie idę i o której wrócę. Tego też
                                                    oczekiwałabym od starszego dziecka. Mój jest mały póki co boi się
                                                    sam wychodzić.

                                                    Jak mozesz zatem wymagac tego od dziecka -
                                                    > wymagasz od niego wiecej, niz sama robisz.

                                                    Jak wyżej - od starszego dziecka oczekiwałabym, że powie gdzie
                                                    wychodzi i kiedy wróci. Jeśli zacznie się szlajać po nocy to moje
                                                    zakazy i nakazy nic juz nie pomogą. Potrzebny jest wzajemny szacunek
                                                    i zaufanie budowane od najmłodszych lat.
                                                  • 14.09.09, 18:23
                                                    Ale jak bedzie starszy, to bedziesz mu pozwalala wychodzic zawsze,
                                                    wystarczy poinformowanie, ze wóci o trzeciej nad ranem? Czy też
                                                    bedziesz prosila go, aby pozwoli Ci wrocić późno? Wychodzenie
                                                    wiczeorem nie jest równorzedne ze "szlajaniem się" - mlody czlowiek
                                                    moze wychodzic na spotkania z przyjaciółmi po prostu. A i tak 11-
                                                    latkowi nie pozwole wócic o 23, ani nie zapytam go, czy mnie
                                                    pozwala. No, ale Ty będziesz musiała robić albo jedno, albo drugie...

                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 15.09.09, 06:25
                                                    verdana napisała:

                                                    > Ale jak bedzie starszy, to bedziesz mu pozwalala wychodzic zawsze,
                                                    > wystarczy poinformowanie, ze wóci o trzeciej nad ranem?

                                                    Nie wiem jak będzie, bo jeszcze nie jest starszy. Ja jako nastolatka
                                                    rzadko wychodziłam wieczorami, a jeśli już to mama zawsze wiedziała
                                                    gdzie jestem i zawsze też wracałam punktualnie.

                                                    Nie wiem, czy ty udajesz, że nie wiesz o co chodzi, czy faktycznie
                                                    nie wiesz.
                                                    Tak trzeba dziecko wychowywać, żeby w nastoletnim wieku nie
                                                    odpłaciło ci za to, co mu zrobiłas w dzieciństwie. Trzeba budować
                                                    szacunek i zaufanie, które zaprocentuje w takich momentach jak
                                                    wychodzenie z domu.


                                                  • 15.09.09, 08:31
                                                    Odpowiadasz nie na temat - to raz. Dwa, najwyraxniej uwazasz
                                                    wychodzenie wieczorem w domu za zachowanie negatywne, a tego to nie
                                                    rozumiem wcale. Trzy - to, ze Ty nie wychdzilas, nie oznacza, ze
                                                    Twoje dzieci też będzie chcialo siedzieć w domu. A wychodzenie do
                                                    koleżanel, a nawet na imprezy nie jest "odplacaniem" za nic, tylko
                                                    normalna aktywnoscią. Szacunek polega na tym, ze dziecko prosi o
                                                    pozwolenie. Ale jesli mowisz, ze nie wolno wymagac od dziecka wiecej
                                                    niż od rodzicow - to albo nie musi prosić, albo rodzice też muszą.
                                                    Wiec jak będzie?
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 15.09.09, 09:13
                                                    verdana napisała:

                                                    Dwa, najwyraxniej uwazasz
                                                    > wychodzenie wieczorem w domu za zachowanie negatywne, a tego to
                                                    nie
                                                    > rozumiem wcale.

                                                    Wcale tak nie uważam. Wszystko zależy od częstotliwości wyjść,
                                                    godzin powrotu i miejsca do którego człowiek się udaje.

                                                    Trzy - to, ze Ty nie wychdzilas, nie oznacza, ze
                                                    > Twoje dzieci też będzie chcialo siedzieć w domu.

                                                    Oczywiście, że nie oznacza. Ale zakładam, że dziecko będzie podobne
                                                    do mnie i męża - już jest - i wychodzenie z domu to nie będzie jakiś
                                                    gigantyczny problem.

                                                    A wychodzenie do
                                                    > koleżanel, a nawet na imprezy nie jest "odplacaniem" za nic, tylko
                                                    > normalna aktywnoscią.

                                                    Odpłacaniem jest brak szacunku dla rodziców jeśli ci rodzice nie
                                                    szanowali dzieci za młodu wink

                                                    Szacunek polega na tym, ze dziecko prosi o
                                                    > pozwolenie.

                                                    Niekoniecznie. 'Dziecko' wychodzące samo z domu to już zapewne
                                                    nastolatek a od takiego można oczekiwać dojrzałego zachowania czyli
                                                    informacji gdzie idzie i kiedy wróci. Szacunek to w tym wypadku
                                                    wzięcie pod uwagę uczuć matki i ojca, którzy z założenia będą się
                                                    martwić.


                                                    Ale jesli mowisz, ze nie wolno wymagac od dziecka wiecej
                                                    > niż od rodzicow


                                                    Od małego dziecka nie można oczekiwać więcej niż od siebie samego. O
                                                    tym przecież rozmawialiśmy. Teraz nagle wskoczyłaś na temat
                                                    nastolatków wychodzących z domu wieczorami. Od nastolatka można
                                                    oczekiwać tyle ile od dorosłego - pod warunkiem, że sporo pracy
                                                    włoży się w jego wychowanie za młodu. Nic nie dzieje się bez
                                                    przyczyny.
                                                    Jeśli masz dobrą relację z dzieckiem od początku jest spora szansa,
                                                    że unikniesz wielu kłopotów w wieku ich dojrzewania.


                                                    >to albo nie musi prosić, albo rodzice też muszą.
                                                    > Wiec jak będzie?

                                                    Tak rodzice muszą poinformować gdzie idą i kiedy wrócą. Podobnie jak
                                                    nastoletnie dziecko. Mogą podyskutować o tym na równym poziomie. Ja
                                                    byłam tak traktowana i tak będę rozmawiac z synem za jakiś czas.

                                                  • 15.09.09, 09:43
                                                    Serio- Twoje założenie jest niebezpieczne. Dzieci bywaja bardzo
                                                    niepodobne do rodziców i trzeba być na to przygotowanym.
                                                    Nastoletnie dziecko, ktore nie musi pytac o pozwolenie wyjscia z
                                                    domu, a tylko oznajmiac rodzicom, ze wróci np. nad ranem? Ciekawe
                                                    założenie. Owszem, pozwalałam wracać 16-latce brardzo późno, ale
                                                    jednak musiała zapytac, czy moze wyjść - całkowity brak kontroli
                                                    jest niebezpieczny. Od nastolatka nie wymagam absolutnie tego, co od
                                                    doroslego, nie zakladam np., ze będzie zarabiał na swoje utrzymanie,
                                                    za to wymagam, aby informował mnie o tym, dokąd idzie - choć ja nie
                                                    zawsze muszę mu to mowić. Nie musze mowic dziecku, ze idę do
                                                    lekarza, ani nawet do przyjaciółki - musze powiedzieć, kiedy wróćę ,
                                                    albo powiedzieć "nie wiem kiedy wrócę" - bo np. nie wiem, kiedy
                                                    konczy się impreza. Od nastolatka wymagam, by podał godzine
                                                    ostatecznego powrotu.
                                                    Informowanie nastoletniego dziecka zawsze dokąd sie idzie jest
                                                    absurdem, o pewnych rzeczach moje dziecko nie musi i nie powinno
                                                    wiedzieć. Nastolatek nie musi być obarczany wsztskimi problemami
                                                    doroslych. Nie musi tez ich nadzorować, ani sprawować nad nimi
                                                    kontroli. Czasem tez dziecko moze nie mówic dokad idzie, ale nie
                                                    dotyczy to wyjść wieczornych.
                                                    Widac, ze wychowanie nastolatka jest Ci kompletnie nieznane. I może
                                                    byc dla Ciebie pewnym szokiem. Bo nastolatek - jak i dziecko - nie
                                                    potrzebuje w domu pary doroslych na równych prawach. Potrzebuje ojca
                                                    i matki.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 15.09.09, 14:36
                                                    verdana napisała:

                                                    > Serio- Twoje założenie jest niebezpieczne. Dzieci bywaja bardzo
                                                    > niepodobne do rodziców i trzeba być na to przygotowanym.

                                                    Na wszystko trzeba być przygotowanym wink

                                                    > Nastoletnie dziecko, ktore nie musi pytac o pozwolenie wyjscia z
                                                    > domu, a tylko oznajmiac rodzicom, ze wróci np. nad ranem?

                                                    Tego nie napisałam. Ja jako nastolatka do domu nad ranem nie
                                                    wracałam. Nawet mi to do głowy nie przyszlo surprised

                                                    > doroslego, nie zakladam np., ze będzie zarabiał na swoje
                                                    utrzymanie,

                                                    Na utrzymanie może nie, ale na własne przyjemności powinien już
                                                    zarabiać. Ja zarabiałam wink

                                                    > za to wymagam, aby informował mnie o tym, dokąd idzie - choć ja
                                                    nie
                                                    > zawsze muszę mu to mowić.

                                                    No cóż. Moja mama zawsze mi mówiła dokąd idzie i ja jej też.
                                                    Zwyczajnie ze względu na to, żeby żadna z nas się nie martwiła.

                                                    Od nastolatka wymagam, by podał godzine
                                                    > ostatecznego powrotu.

                                                    To jest oczywiste, ale trzeba dodać jeszcze kwadrans akademicki, bo
                                                    autobusy nocne się spóźniają tongue_out


                                                    > Informowanie nastoletniego dziecka zawsze dokąd sie idzie jest
                                                    > absurdem, o pewnych rzeczach moje dziecko nie musi i nie powinno
                                                    > wiedzieć.

                                                    Ja byłam wychowana w takim 'absurdzie' i jakoś mi to wyszło na
                                                    dobre. Ale może moja mama nie miała nic do ukrycia wink


                                                    Nastolatek nie musi być obarczany wsztskimi problemami
                                                    > doroslych.

                                                    Wszystkimi może nie, ale nastolatek tak czy siak będzie wiedział co
                                                    się w domu i okolicach dzieje.

                                                    > Widac, ze wychowanie nastolatka jest Ci kompletnie nieznane. I
                                                    może
                                                    > byc dla Ciebie pewnym szokiem.

                                                    Za to ty już jesteś ekspertem big_grin Ja też byłam nastolatkiem i mniej
                                                    więcej wiem, czego należy unikać a co się sprawdza w relacjach
                                                    dzieckiem. Poza tym mówisz jak mój starszy kuzyn, który zawsze miał
                                                    kłopoty w nauce - "jak bedziesz w wyższej klasie to zobaczysz jak to
                                                    jest". No i z roku na rok byłam w wyższej klasie, ale średnią i tak
                                                    zawsze miałam 5,0. Reasumując - daję sobie świetnie radę z
                                                    pięciolatkiem bez kar i bicia, to poradzę sobie również z
                                                    nastolatkiem. A pracuję na to od momentu wydania go na świat.

                                                    Bo nastolatek - jak i dziecko - nie
                                                    > potrzebuje w domu pary doroslych na równych prawach. Potrzebuje
                                                    ojca
                                                    > i matki.

                                                    Dodam, że potrzebuje mądrego ojca i matki smile


                                                    p.s. nie wiem co chciesz mi udowodnić, ale zaczynamy się kręcic w
                                                    kółko i chyba tracimy z oczu podstawowy temat dyskusji.
                                                  • 15.09.09, 15:32
                                                    Fogito, JEDNO z moich trojga dzieci jest mniej-wiecej takie jaka
                                                    bylas Ty (z Twoich opisow) i jaki jest Twoj syn. Ale dwojka
                                                    pozostalych, choc wychowywani w tym samym domu przez ta sama pare
                                                    rodzicow juz tacy nie byli, nie sa i nie beda. I tu jest pewnie pies
                                                    pogrzebany - nie ma regul. Probujesz przytupac i przypluc
                                                    uproszczona zasade, ze ile sie wlozy, tyle sie dostanie w zamian,
                                                    ale tak wcale nie zawsze jest, a wrecz czesto wcale tak nie jest w
                                                    wychowaniu. Bo wychowujemy indywidualne jednostki a nie automaty. I
                                                    jak napisalam wyzej, to JEST fantastyczna przygoda ten eksperyment
                                                    na zywym organizmie wykonywany zawsze po raz pierwszy, aczkolwiek
                                                    bywa stresujace, niepokojace i wielokrotnie pozbawia tchu wink
                                                    Wiec ja Ci wierze, ze Twoj syn jest grzeczny, ulozony, nie sprawia
                                                    klopotow i ogolnie taki pewnie bedzie az do smierci za 100 lat, bo
                                                    takie jednostki TEZ sie zdarzaja w najporzadniejszych nawet
                                                    domach wink Ale Twojej "zaslugi" to jest w tym tylko jakis procent -
                                                    moge Cie zapewnic, ze takie samo postepowanie jakie aplikujesz
                                                    swojemu Mlodemu przy drugim, trzecim, innym dziecku przyniosloby
                                                    inne skutki, czesto wrecz wybitnie nieporzadane. Dlatego zglasza sie
                                                    tu tylu rodzicow, ktorzy kochajac, starajac sie, postepujac madrze i
                                                    rozwaznie mimo wszystko MAJA klopoty z dziecmi i szukaja rady. Gdyby
                                                    to bylo takie proste (wychowanie) to w ogole nie byloby o czym
                                                    gadac smile
                                                    I dlatego mnie np. zloszcza hasla typu "nie karac", "nie dawac
                                                    klapsow", "nie dawac nagrod pienieznych", "nie nagradzac badz nie
                                                    karac jedzeniem" i tym podobne autorytatywne RAZ NA ZAWSZE
                                                    przykazania. W wychowaniu dziecka/dzieci nic tak naprawde nie jest
                                                    RAZ NA ZAWSZE. To jest bardziej jak improwizowany taniec - kroczek
                                                    do przodu, dwa kroczki w tyl ...
                                                  • 15.09.09, 20:12
                                                    bi_scotti napisała:

                                                    > Fogito, JEDNO z moich trojga dzieci jest mniej-wiecej takie jaka
                                                    > bylas Ty (z Twoich opisow) i jaki jest Twoj syn.

                                                    Sorki, ale tego to chyba stwierdzić nie możesz w żaden sposób.

                                                    Ale dwojka
                                                    > pozostalych, choc wychowywani w tym samym domu przez ta sama pare
                                                    > rodzicow juz tacy nie byli, nie sa i nie beda.

                                                    Moja mama miała trójkę rodzeństwa, które obowiązywały te same
                                                    zasady.

                                                    I tu jest pewnie pies
                                                    > pogrzebany - nie ma regul.

                                                    I tu się nie zgodzę. Może nie ma złotej recepty na wszystko, ale
                                                    pewne zasady jak np. szacunek dla dziecka, nie karanie oraz nie
                                                    bicie można spokojnie zastosowac do każdego dziecka.

                                                    Probujesz przytupac i przypluc
                                                    > uproszczona zasade, ze ile sie wlozy, tyle sie dostanie w zamian,

                                                    Nic nie przytupuję. Wkładam po prostu i widzę efekty. Bez kar i
                                                    bicia. Dziecko to tabula rasa i naprawdę można wiele zdziałać, jeśli
                                                    ma się czas i chęci.


                                                    > ale tak wcale nie zawsze jest, a wrecz czesto wcale tak nie jest w
                                                    > wychowaniu. Bo wychowujemy indywidualne jednostki a nie automaty.


                                                    Jasne i oczywiste, ale to nie zmienia faktu, że gdybym miała drugie
                                                    dziecko, to też bym go nie karała.

                                                    > Wiec ja Ci wierze, ze Twoj syn jest grzeczny, ulozony, nie sprawia
                                                    > klopotow i ogolnie taki pewnie bedzie az do smierci za 100 lat, bo
                                                    > takie jednostki TEZ sie zdarzaja w najporzadniejszych nawet
                                                    > domach wink

                                                    Mój syn jest normalnym pięciolatkiem. Ma swoje lepsze i gorsze
                                                    momenty, ale w związku z tym, że wzrasta w atmosferze szacunku i
                                                    zrozumienia, to jest spokojnym dzieckiem. Nie jest bity więc nie
                                                    bije. Nie przeklina, bo nie słyszy tego w domu. Pomaga innym, bo ja
                                                    pomagam. Jest troskliwy, bo ja taka jestem. Poza tym jest wulkanem
                                                    energii, ale wykorzystuje ją we właściwym miejscu i czasie czyli na
                                                    boisku szkolnym wink

                                                    Ale Twojej "zaslugi" to jest w tym tylko jakis procent -

                                                    I tu się nie zgodzę. Zasługi naszej jest w tym spory procent.
                                                    Atmosfera naszego domu kształtuje nasze dziecko wink

                                                    > moge Cie zapewnic, ze takie samo postepowanie jakie aplikujesz
                                                    > swojemu Mlodemu przy drugim, trzecim, innym dziecku przyniosloby
                                                    > inne skutki, czesto wrecz wybitnie nieporzadane.

                                                    I skąd ty to możesz wiedzieć wink


                                                    Dlatego zglasza sie
                                                    > tu tylu rodzicow, ktorzy kochajac, starajac sie, postepujac madrze
                                                    i
                                                    > rozwaznie mimo wszystko MAJA klopoty z dziecmi i szukaja rady.


                                                    Kłopoty z dziećmi to zawsze są. Kwestią jest jak się te problemy
                                                    rozwiązuje.

                                                    Gdyby
                                                    > to bylo takie proste (wychowanie) to w ogole nie byloby o czym
                                                    > gadac smile


                                                    Nigdzie nie napisałam, ze to jest proste. Na co dzień obserwuję
                                                    niekonsekwentnych, histerycznych rodziców, którzy biją i straszą
                                                    dzieci i jestem przerażona.


                                                    > I dlatego mnie np. zloszcza hasla typu "nie karac", "nie dawac
                                                    > klapsow", "nie dawac nagrod pienieznych", "nie nagradzac badz nie
                                                    > karac jedzeniem" i tym podobne autorytatywne RAZ NA ZAWSZE
                                                    > przykazania. W wychowaniu dziecka/dzieci nic tak naprawde nie jest
                                                    > RAZ NA ZAWSZE. To jest bardziej jak improwizowany taniec - kroczek
                                                    > do przodu, dwa kroczki w tyl ...

                                                    A mnie złości głupota rodziców i krzywda jaką wyrządzają swoim
                                                    dzieciom udając, że je wychowują.

                                                  • 24.09.09, 14:23
                                                    Verdana napisała:

                                                    >> Od nastolatka wymagam, by podał godzine
                                                    >> ostatecznego powrotu.

                                                    No pewnie.

                                                    Fogito na to:

                                                    > To jest oczywiste, ale trzeba dodać jeszcze kwadrans akademicki, bo
                                                    > autobusy nocne się spóźniają tongue_out

                                                    Akurat według nocnych to można zegarki regulować.

                                                    Verdana ponadto:

                                                    >> Informowanie nastoletniego dziecka zawsze dokąd sie idzie jest
                                                    >> absurdem, o pewnych rzeczach moje dziecko nie musi i nie powinno
                                                    >> wiedzieć.

                                                    na co Fogito:

                                                    > Ja byłam wychowana w takim 'absurdzie' i jakoś mi to wyszło na
                                                    > dobre. Ale może moja mama nie miała nic do ukrycia wink

                                                    Do ukrycia czy nie do ukrycia, czasem istotnie o tym czy o owym dziecko nie
                                                    powinno wiedzieć (np. że idzie do psychocośtam, żeby się poradzić, jak sobie
                                                    poradzić z rzeczonym dzieckiem albo tegoż dziecka ojcem), a czasem mama chce
                                                    mieć swoje sprawy i nie tylko dziecka, ale i wzmiankowanego ojca nie ma życzenia
                                                    o wszystkim informować. Jej prawo. Duża jest.

                                                    --
                                                    Papierosy bez nikotyny
                                                    Kawa bez kofeiny
                                                    Piwo bez alkoholu
                                                    Seks bez orgazmu
                                            • 12.09.09, 22:10
                                              > Podwojne standardy - oczywiscie, dla doroslych i dzieci SĄ inne

                                              Tak jest, rozumiem!
                                              Dobrze jesli i dzieci to zrozumieja, a zrozumieja napewno jesli przekaze im sie
                                              to w nalezyty sposob, taki nie na huki ze co wolno wojewodzie to nie tobie
                                              smrodzie, lecz z nalezytym dziecku szacunkiem.
                                              To akurat nie do ciebie, ale ogolnie, tak podsumowujac dramaty z lodowka.
                                              --
                                              http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg po prostu, prosto z mostu..
                                              • 12.09.09, 22:21
                                                U nas dramatow nie byłosmile Kazdy wiedział, ze trzeba zapytac, żeby
                                                dla innych starczylo. No i wydaje mi się,z e wiekszość rodzcw bez
                                                wiekszych klopotow i trudnosci, oraz nie po chamsku potrafi
                                                wytłumaczyć dzieciom, że kazdy w domu ma trochę inne obowiazki,
                                                prawa, możliwosci. I ze dzieci wcale się tak bardzo przeciw temu nie
                                                buntuja, zdają sobie dobrze sprawe, ze sa rzeczy "dla dzieci"
                                                (dorosły nie pobawi się na placu zabaw) i "dla doroslych) - np.
                                                wieczorny film.
                                                Tak już bardziej filozoficznie - jednym z przyjemniejszych aspektow
                                                dorastania jest rozszerzanie sfery wolnosci. jesli ta wolność jest
                                                całkowita od poczatku, to dorastanie jest juz tylko rozszerzaniem
                                                obowiązków.
                                                --
                                                Mops i kot

                                                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                • 12.09.09, 22:42
                                                  Chyba zapomnieliśmy o głównym wątku, czyli bezpodstawnym karaniu.
                                                  • 12.09.09, 22:58
                                                    fogito napisała:

                                                    > Chyba zapomnieliśmy o głównym wątku, czyli bezpodstawnym karaniu.

                                                    Dlaczego z gory zakladasz, ze ono jest BEZPODSTAWNE?
                                                    Rodzice, ktorzy tu zakladaja watki "jak ukarac 5-, 7-, 100-latka"
                                                    uwazaja, ze maja podstawy/powody do ukarania swoich dzieci za jakies
                                                    tam przewinienia. Zakladanie z gory, ze ZADNYM dzieciom NIGDY i
                                                    ZADNE kary sie nie naleza jest naiwnie optymistyczne. Moim zdaniem,
                                                    moim zdaniem, moim zadaniem ...

                                                  • 13.09.09, 08:53
                                                    Bo moim zdaniem wink karanie jakie pokutuje na forum i zapewne w realu
                                                    jest po prostu bezpodstawne. Czytam wiele takich wątków i jak na
                                                    dłoni widać błędy rodziców, których oni sami nie zauważają. Pytania
                                                    typu jak ukarać 18 miesięczniaka za wkładanie rąk do kontaktu są
                                                    absurdalne.
                                                    Mój syn ma dopiero 5,5 roku, ale nie jest ani karany ani bity. W
                                                    naszym przypadku wystarcza ostrzeżenie o konsekwencjach
                                                    niewłaściwego zachowania, żeby dziecko posłuchalo. Z dzieckiem
                                                    trzeba rozmawiać od maleńkości i tłumaczyć mu wiele spraw, które dla
                                                    nas są oczywiste. Do tego trzeba dużo cierpliwości i czasu a wielu
                                                    rodziców go po prostu nie ma albo zwyczajnie im się nie chce. I w
                                                    efekcie karzą dzieci za własne błędy - brak czasu dla dziecka, brak
                                                    cierpliwości, brak konsekwencji w zachowaniu, brak szacunku dla
                                                    dziecka i na koniec brak elementarnej wiedzy o fazach rozwojowych
                                                    dziecka.
                                                    Dla dzieci mamy cały repertuar kar za bycie 'złym' dzieckiem. A co z
                                                    rodzicami i karami za bycie 'złym' rodzicem. Nie ma - i to jest
                                                    Polska właśnie. Kraj, w którym facet walący po nerkach kilkulatka w
                                                    miejscu publicznym to norma. I brak reakcji otoczenia też norma.
                                                    Pomijam mój okrzyk oburzenia i ucieczkę tatusia. Żal serce ściska po
                                                    prostu.

                                                  • 13.09.09, 14:54
                                                    Albo masz w domu ideał, albo klamiesz. Nie wierze w dziecko, ktore
                                                    po udzieleniu ostrzezenia natychmiast się mu karnie podporzadkowuje.
                                                    Zawsze i bezwarunkowo.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 13.09.09, 15:40
                                                    Mnie sie podobalo to, co Verdana napisala wyzej, ze hukniecie czy krzykniecie na
                                                    nieposlusznego juz jest kara. I wydaje mi sie, ze moze warto to podkreslic, ze
                                                    KARA to przeciez nie jest wylacznie zakaz badz nakaz, to jest wielokrotnie
                                                    spojrzenie, zmiana tonu, gest.
                                                    Oczywiscie, ze "karanie" 18-miesiecznego dziecka za wkladanie palcow do kontaktu
                                                    to jest chyba zwyczajnie zle uzyte slowo "kara" w tym kontekscie, wiec nawet nie
                                                    bede komentowac.
                                                    Nie spotkalam dotad dziecka ani nastolatka (a pracuje z nastolatkami wiec
                                                    spotykam ich dziesiatki), ktore nie probowaloby z premedytacja kwestionowac
                                                    regul i zasad. I to jest wysmienicie, ze tak czynia, bo to swiadczy o rozwoju
                                                    inteligencji, krytyczngo myslenia, checi podejmowania ryzyka etc. Niemniej,
                                                    nawet jesli jako dorosli doceniamy te wszystkie etapy i elementy rozwojowe,
                                                    wychowujemy kogos, kto ma sie nauczyc skutecznego funkcjonowania w
                                                    spoleczenstwie. Notoryczne lamanie ustalonych regul (jak np. wchodzenie na ulice
                                                    na czerwonym swietle) powoduje negatywne konsekwencje. Polem treningowym
                                                    dostosowywania sie do regul i zasad spolecznych jest dom (i szkola), w ktorym za
                                                    przewinienia dziecko ponosi kare. Czy jest to kara typu czasowe zmniejszenie
                                                    kieszonkowego czy przykra rozmowa przy stole to juz kwestia szczegolow. A ze
                                                    diabel mieszka w szczegolach, rodzice szukaja inspiracji na forum - stad zapewne
                                                    te watki, ktore niektorych denerwuja.
                                                    Jako rodzic, kazdy z nas jest juz na zawsze "winny" wszystkiemu, co nasze (nawet
                                                    dorosle) dziecko zrobi - oczywiscie nie w swietle prawa, ale w glowie na pewno.
                                                    Bo z zalozenia kazdy chce jak najlepiej smile Ale trzeba sobie dac to prawo, o
                                                    ktorym wczesniej tez pisala Verdana, do bycia ulomnym, leniwym, normalnym,
                                                    nieperfekcyjnym czlowiekiem. Tak, jako rodzic popelnilam iles tam bledow i co? I
                                                    NIC! Oni, mimo to a moze i nawet dzieki temu, sa fajni, zrownowazeni i maja sie
                                                    dobrze. A kary pomogly niejednokrotnie. Nagrody (w postaci np. poklepania po
                                                    plecach tez) rowniez nie byly bez znaczenia.
                                                    Rozmawiac tak, trzeba. Ale naiwnoscia jest oczekiwac, ze kazde dziecko w kazdych
                                                    okolicznosciach da sie wychowywac WYLACZNIE poprzez rozmowe. Podobnie jak z tym
                                                    wlasnym przykladem - zaden z tych elementow nie rozwiazuje kwestii wychowania w
                                                    100%.
                                                  • 13.09.09, 17:34
                                                    N wlasnie - dla mnie dom powinien być domem swobodnym w miare dla
                                                    wszystkich, nie tylko dla dzieci. W domu mam się czuc nie tylko
                                                    rodzicem, ale i soba. Ja z moimi dziećmi przede wszystkim mieszkamy
                                                    wspolnie, jestesmy rodzina, a nie caly czas wychowyjącym rodzicem i
                                                    wychowywanym dzieckiem.
                                                    Poza tym przyszlo mi teraz do glowy jeszcze jedno - to 'równe
                                                    traktowanie" rodziców i dzieci - tzn, pozwolenie obu stronom na to
                                                    samo. Cóz, a co zrobić w wypadku starszego rodzenstwa? Czy pozwolic
                                                    pięciolatkowi wychodzic na imprezy, jak 16-latkowi i oglądac
                                                    horrory, czy tez, na zasadzie "rownosci" szesnastolatek ma siedzieć
                                                    w domu i ogladac kreskowki? Ciekawe, jak to rozwiazać.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 13.09.09, 19:20
                                                    verdana napisała:

                                                    > Albo masz w domu ideał,

                                                    Z mojego punktu widzenia syn jest idealny wink I faktycznie zawsze
                                                    słyszę komplementy odnoszące się do jego zachowania. Jest bardzo
                                                    mądry, empatyczny. Potrafi opiekowac się młodszymi dziećmi, nie jest
                                                    agresywny, nigdy nikogo nie uderzy. Jak widzi, że komus dzieje się
                                                    krzywda to biegnie z pomocą. I słucha co się do niego mówi i na
                                                    dodatek zapamiętuje wink Jednym słowem jest idealny, chociaż czasami
                                                    potrafi mnie nieźle wyprowadzić z równowagi swoim uporem i nadmiarem
                                                    energii wink

                                                    >albo klamiesz.

                                                    Nie, nie kłamię. Wkładam w wychowanie syna wiele energii i czasu i
                                                    to procentuje.

                                                    Nie wierze w dziecko, ktore
                                                    > po udzieleniu ostrzezenia natychmiast się mu karnie
                                                    podporzadkowuje.
                                                    > Zawsze i bezwarunkowo.

                                                    Nie zawsze i nie bezwarunkowo, ale w większości przypadków tak. Ja
                                                    nie mam wygórowanych wymagań w stosunku do dziecka i pozostawiam mu
                                                    spory margines na popełnianie dziecięcych błędów. Chociaż faktycznie
                                                    on niewiele z nich popełnia.
                                                  • 13.09.09, 19:48
                                                    fogito napisała:

                                                    > verdana napisała:
                                                    >
                                                    > > Albo masz w domu ideał,
                                                    >
                                                    > Z mojego punktu widzenia syn jest idealny wink


                                                    Cudnie sformulowane! No po prostu samo sedno, esencja madrosci.
                                                    Bo przeciez kazde dziecko jest idealne pomimo, ze czasem musi spsocic, pobrykac,
                                                    sie zbuntowac, sie naburmuszyc, odmowic bycia idealem, wsciec sie na "glupote"
                                                    stawianych mu wymagan, zrozumiec zasadnosc tych wymagan, znow sie zbuntowac na
                                                    nowo .....i tak dalej przez pol wieku.
                                                    Potem sie madrzeje, z malymi wyjatkami co to nie zmadrzeja nigdy.
                                                    Nie wiem od czego do zalezy wink
                                                    --
                                                    http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg po prostu, prosto z mostu..
                                                  • 13.09.09, 21:45
                                                    Cóż, jakoś uwazanie wlasnego dziecka za idealne - czasem
                                                    rzeczywiscie takie jest i wtedy trzeba jak najszybciej cos zrobic,
                                                    aby przestało.
                                                    "Dzieci idealne" to czasem dar losu, o wiele częsciej dzieci, ktore
                                                    uwazaja, ze ich obowiazkiem jest bycie grzecznym i poslusznym.
                                                    Balabym sie o takie dziecko, słowo daję.
                                                    A wcale ni uwazam uznawanie dziecka za idealne za esencję madrosci -
                                                    uwazam, ze mądroscia jest zaakceptowanie tego, ze dziecko nie jest i
                                                    nie powinno byc idealne.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 13.09.09, 22:07
                                                    > A wcale ni uwazam uznawanie dziecka za idealne za esencję madrosci -


                                                    Dzyn dzyn ! Verdano przeczytalas jedno zdanie, doczytaj, blagam doczytaj o co
                                                    nam chodzilo ... no prosze!
                                                    --
                                                    http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg po prostu, prosto z mostu..
                                                  • 13.09.09, 22:26
                                                    Wiem, idealne "pomimo" - tylko to jest takie sobie haslo i wcale nie
                                                    najlepsze.
                                                    Bo zaklada jednak, ze tak jak jest - jedt dobrze - a nie zawsze
                                                    jest. "Najukochańsze" - tak, zgoda. Idealna - nie, nawet "pomimo"
                                                    się nie zgodzę, bo w tym tkwi pułapka - albo uznania dziecka za
                                                    idealne takim jakim jest "bo moje", albo jednak jakis brak
                                                    akceptacji dla tego, że cos sie nam w nim nie podoba. A ma prawo sie
                                                    nie podobać.
                                                    Nie mylmy, prosze, milości z "ideałem". Jesli moje dzieci powiedza
                                                    kiedys o mnie, ze byłam "idealna" matka, to będzie to dla mnie
                                                    klęska wychowawcza.

                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • 13.09.09, 17:46
      utwierdziłem się w przekonaniu: Unikaj psychologów, psychologizujących rodziców i zwolenników równouprawnienia w relacjach rodzice-dzieci. Zwłaszcza tych ze światłego Zachodu i światłej Północy. wink

      --
      Ne puero gladium!
      • 13.09.09, 23:04
        WoW - już po zaledwie trzech dniach taka głęboka analiza. Rozumiem, że główna wina tych, których wymieniłeś, o to że zaburzaja twój błogostan trwania w nieuctwie i ignorancji?
        • 13.09.09, 23:28
          nożyce się odezwą. wink

          PS. Uwielbiam trwać w nieuctwie i ignorancji. big_grin

          --
          Ne puero gladium!
          • 13.09.09, 23:49
            scher napisał:


            > PS. Uwielbiam trwać w nieuctwie i ignorancji. big_grin
            >
            To wida, ale przynajmniej nie wprowadzaj innych w błąd i nie wódź ich na manowce
            • 14.09.09, 01:20
              sun_of_the_beach napisał:

              > nie wódź ich na manowce

              Aczkolwiek nie zawsze zgadzam sie ze zdaniem Schera, ale akurat
              wodzenie na manowce (i bycie wodzonym) jest najfajniesza i
              najbardziej tworcza metoda uczenia sie czegolwiek. Chodzenie po
              utartych sciezkach to zwyczajnie strata czasu.

              I jeszcze cos o idelnych dzieciach. Poniewaz nader rzadko zdarza
              sie, ze dzieci beda przebywac WYLACZNIE w towarzystwie ich rodzicow
              przekonanych o tym, ze sa idealami, wazne jest by zachowac choc
              odrobine krytycyzmu wobec tych naszych jedynych i najwspanialszych.
              Dla ich wlasnego dobra! I glownie po to by mogly szczesliwie i
              skutecznie funkcjonowac POZA domem rodzinnym, w ktorym z natury
              rzeczy jest ta bezpieczna przystan i wybaczenie wszelkich
              przewinien/niedoskonalosci.
              Poza tym definicja idealu jest wybitnie indywidualna i to zachowanie
              syna, ktore Fogito uwaza za "idealne", dla np. panny, w ktorej On
              sie kiedys zakocha moze stanowic glowna przyczyne odrzucenia Jego
              zalotow. I klops sad
              • 14.09.09, 11:38
                bi_scotti napisała:

                >> I jeszcze cos o idelnych dzieciach. Poniewaz nader rzadko zdarza
                > sie, ze dzieci beda przebywac WYLACZNIE w towarzystwie ich
                rodzicow
                > przekonanych o tym, ze sa idealami, wazne jest by zachowac choc
                > odrobine krytycyzmu wobec tych naszych jedynych i
                najwspanialszych.

                Ja zachowuję sporą dawkę krytycyzmu w stosunku do własnego dziecka.
                Co nie zmienia faktu, że w moich oczach jest idealny. Chociaż dopóki
                verdana nie użyła tego słowa, to mnie by ono do głowy nie przyszło,
                bo przecież nie ma ludzi idealnych wink


                > Dla ich wlasnego dobra! I glownie po to by mogly szczesliwie i
                > skutecznie funkcjonowac POZA domem rodzinnym,

                Mój syn świetnie funkcjonuje poza domem. Przekonałam się o tym przez
                dwa lata przedszkola a również teraz na początku szkoły.

                w ktorym z natury
                > rzeczy jest ta bezpieczna przystan i wybaczenie wszelkich
                > przewinien/niedoskonalosci.


                Chyba nie jest tak różowo skoro większośc rodziców stosuje kary
                psychiczne i fizyczne. Nawet za takie głupoty jak zjedzenie
                tabliczki czekolady surprised


                > Poza tym definicja idealu jest wybitnie indywidualna i to
                zachowanie
                > syna, ktore Fogito uwaza za "idealne", dla np. panny, w ktorej On
                > sie kiedys zakocha moze stanowic glowna przyczyne odrzucenia Jego
                > zalotow. I klops sad

                A dlaczego klops? Przeciez odrzucenie przez jakąś pannę to może być
                w tym wypadku błogosławieństwo dla niego, zważywszy na to, jakie
                panny teraz po ziemi chodzą tongue_out Będzie musiał poszukać takiej, która
                go pokocha za to kim jest. W mojej gestii leży m.in. nauczenie syna
                odpowiedzialności i szacunku dla kobiet oraz takich przyziemnych
                rzeczy jak sprzatanie i gotowanie smile Coby przyszła żona nie miała w
                domu lebiegi i szowinistycznej ś...i, która leży przed telewizorem z
                puszką piwa i nie kiwnie palcem, żeby podnieść własne skarpetki. I
                nauczę go też, ze dzieci i kobiet bić nie należy smile
                • 14.09.09, 11:57
                  W mojej gestii leży m.in. nauczenie syna
                  odpowiedzialności i szacunku dla kobiet oraz takich przyziemnych
                  rzeczy jak sprzatanie i gotowanie smile Coby przyszła żona nie miała w
                  domu lebiegi i szowinistycznej ś...i, która leży przed telewizorem z
                  puszką piwa i nie kiwnie palcem, żeby podnieść własne skarpetki. I
                  nauczę go też, ze dzieci i kobiet bić nie należy smile


                  Piękne założenia wink Zastanawiam się tylko jak tego dokonać bez nałożenia (na
                  krnąbrnego i z założenia negującego wszystko nastolatka) obowiązków domowych,
                  bez kar, bez szantażu dodatkowo przy zał. że może grać na kompie/oglądać
                  telewizję bez ograniczeń .... Sam fakt, że WIDZI jak Mama sprząta, pierze,
                  prasuje, gotuje czy piecze ... wydaje mi się mocno niewystarczający.

                  I tak z własnej Młodości (póki jeszcze pamiętam wink). Widziałam w domu jak moja
                  Mama prasuje. Pomagałam w/w czynności tak więc zostałam zamodelowana i nauczona
                  ...ale do dzisiaj "nie cierpię" prasowania i jak tylko mogę to podrzucam(z
                  powodzeniem!) wykonywanie w/w czynności Małżowi.
                  • 14.09.09, 15:15
                    pam_71 napisała:

                    > Piękne założenia wink Zastanawiam się tylko jak tego dokonać bez
                    nałożenia (na
                    > krnąbrnego i z założenia negującego wszystko nastolatka)
                    obowiązków domowych,
                    > bez kar, bez szantażu dodatkowo przy zał. że może grać na
                    kompie/oglądać
                    > telewizję bez ograniczeń ....

                    Nie mam jeszcze nastolatka, ale póki co u prawie sześciolatka udaje
                    mi się wyegzekwować porządek w pokoju i sprzątanie po sobie. Mały ma
                    chyba to we krwi po mnie, bo jak tata ma np. bałagan w swojej szafce
                    z butami to syn idzie i go upomina. A jak odwiedza dzieci znajomych,
                    to często gęsto wchodzi do ich pokoi i stwierdza z
                    przerażeniem 'ależ tu bałagan'.
                    I wcale nie muszę gderać, upominać i karać. Gorzej mam z mężem, za
                    którego mamusia robiła wszystko i który bałagani na potęgę i jeszcze
                    ma pretensje, jak mu się uwagę zwróci. A teściowa z rozbrajającym
                    uśmiechem mówi - 'to moja wina, bo ja ciągle za nich sprzątałam' surprised


                    Sam fakt, że WIDZI jak Mama sprząta, pierze,
                    > prasuje, gotuje czy piecze ... wydaje mi się mocno
                    niewystarczający.

                    Owszem, bo nie chodzi o samą obserwację tylko o udział w sprzątaniu.
                    Małe dzieci uwielbiają pomagać, jeśli im się na to pozwoli. Dlatego
                    trzeba sprzątać razem, żeby po kilku latach nie usłyszeć - 'sama
                    sobie sprzątaj'. Każdy musi wiedzieć, że jak nabałagni to ma
                    obowiązek posprzątania i że czasem nie opłaca się robić bałaganu, bo
                    sprzątanie trwa o wiele dłużej.
                    I wcale do tego nie potrzeba ani kar ani gróźb. Wystarczą słowa.


                    > Mama prasuje. Pomagałam w/w czynności tak więc zostałam
                    zamodelowana i nauczona
                    > ...ale do dzisiaj "nie cierpię" prasowania i jak tylko mogę to
                    podrzucam(z
                    > powodzeniem!) wykonywanie w/w czynności Małżowi.

                    Ale przynajmniej wiesz jak to się robi. I jesli mąż prasuje to
                    korzystaj z tego. Mój też prasuje i korona z głowy mu nie spada wink
                    • 14.09.09, 15:58
                      Jaki mają w tym cel?
                      Jeżeli dziecko na religii słyszy i robi co innego, a w domu jest
                      wychowywane w innym "klimacie" to po jaki grzyb to wszystko?


                      Mój mąż też niewiele robił w domu (przynajmniej z tych "babskich" zajęć), ale
                      dzisiaj zdarza się ,że to On mnie goni za pozostawione przysłowiowych "brudnych
                      skarpetek" w salonie ;-p

                      Zgodzę się z Tobą, że wdrażanie "od najmłodszych lat" to podstawa i daje
                      najlepsze efekty. Ale co zrobisz jeśli za kilka lat potomek się jednak
                      "zbuntuje", bo woli pograć na kompie lub pobiegać z chłopakami na podwórku ? A
                      co jeśli co gorsza "obowiązki szkolne" zostaną odłożone na czas "po fajnym
                      filmie" czyli na 22:00 ?
                      Wydaje mi się,że w takich wypadkach stanowczy ZAKAZ (co w efekcie będzie
                      odebrane jako kara) jest jak najbardziej na miejscu ...
                  • 20.09.09, 09:33
                    pam_71 napisała:

                    > W mojej gestii leży m.in. nauczenie syna
                    > odpowiedzialności i szacunku dla kobiet oraz takich przyziemnych
                    > rzeczy jak sprzatanie i gotowanie smile Coby przyszła żona nie
                    miała w
                    > domu lebiegi i szowinistycznej ś...i, która leży przed telewizorem
                    z
                    > puszką piwa i nie kiwnie palcem, żeby podnieść własne skarpetki. I
                    > nauczę go też, ze dzieci i kobiet bić nie należy smile

                    >
                    > Piękne założenia wink Zastanawiam się tylko jak tego dokonać bez
                    nałożenia (na
                    > krnąbrnego i z założenia negującego wszystko nastolatka)
                    obowiązków domowych,
                    > bez kar, bez szantażu dodatkowo przy zał. że może grać na
                    kompie/oglądać
                    > telewizję bez ograniczeń .... Sam fakt, że WIDZI jak Mama sprząta,
                    pierze,
                    > prasuje, gotuje czy piecze ... wydaje mi się mocno
                    niewystarczający.
                    >
                    > I tak z własnej Młodości (póki jeszcze pamiętam wink). Widziałam w
                    domu jak moja
                    > Mama prasuje. Pomagałam w/w czynności tak więc zostałam
                    zamodelowana i nauczona
                    > ...ale do dzisiaj "nie cierpię" prasowania i jak tylko mogę to
                    podrzucam(z
                    > powodzeniem!) wykonywanie w/w czynności Małżowi.

                    A ja widziaam jako dziecko 7-9-11-13-15 letnie i całkiem dorastająca
                    dziewczyna, że mama prasuje, ale ponieważ ona nie wymagała ode mnie
                    pomocy, to jej nie pomagałam, bo miałam ciekawsze zajęcia. Podobnie
                    z innymi czynnościami domowymi - nie cierpiałam ich i nigdy nie
                    wykoywałam z własnej woli. Jeżeli mama prosiła mnie o jakąś pomoc,
                    to na ogół ją wykonywałam, bo czułam taki imperatyw moralny, ale
                    udział w pracach domowych był dla mnie przykry. Czasami, moim
                    zdaniem rzadko, zdarzało mi się zbuntować, natomiast generalnie nie
                    wyrażałam radości z faktu, że polecono mi pozmywać albo obrać
                    ziemniaki. Być może miałam przy tych czynnościach smutną minę. Mama
                    wobec tego nie wymagała ode mnie pomocy, bo 1. wolała sama uchodzić
                    za męczęnnicę, która tak się poświęca, 2. twierdziła, że nie chce
                    oglądać mojej "odundanej miny", chociaż na ogół poza niezbyt radosną
                    miną inych reakcji z mojej strony nie było. Zostałam zmodelowana
                    tak, że mam 2 lewe ręce i czynności domowych uczyłam się z duzym
                    trudem, także wspomnianego prasowania (dzisiaj prasuję dużo lepiej
                    niż mama, chociaż nadal tego nie cierpię). Samo oglądanie mamy przy
                    w/w czynnościach ni diabła mnie nie zmodelowało, moim zdaniem mama
                    zaniedbała coś bardzo ważnego odpuszczając sobie nauczenie mnie
                    czynności niezbędnych do życia.
                    • 20.09.09, 18:49
                      srebrnarybka napisała:

                      >.... Sam fakt, że WIDZI jak Mama sprząta,
                      > pierze,
                      > > prasuje, gotuje czy piecze ... wydaje mi się mocno
                      > niewystarczający.

                      Oczywiscie, że nie wystarczający. Modelowanie to nie tylko
                      pokazywanie, ale również przekazywanie pewnych zasad postępowania,
                      kóre staną się dla dziecka jego zasadami. Ja sprzątam, ty sprzątasz,
                      my sprzątamy. I nikt wtedy nie siedzi przed telewizorem wink

                      > A ja widziaam jako dziecko 7-9-11-13-15 letnie i całkiem
                      dorastająca
                      > dziewczyna, że mama prasuje, ale ponieważ ona nie wymagała ode
                      mnie
                      > pomocy, to jej nie pomagałam, bo miałam ciekawsze zajęcia.

                      No właśnie - nie wymagała od ciebie sprzątania tylko sama to robiła.
                      Błąd podstawowy.
                      Wymaganie czegoś nie oznacza jednak karania.

                      Zostałam zmodelowana
                      > tak, że mam 2 lewe ręce i czynności domowych uczyłam się z duzym
                      > trudem, także wspomnianego prasowania (dzisiaj prasuję dużo lepiej
                      > niż mama, chociaż nadal tego nie cierpię). Samo oglądanie mamy
                      przy
                      > w/w czynnościach ni diabła mnie nie zmodelowało, moim zdaniem mama
                      > zaniedbała coś bardzo ważnego odpuszczając sobie nauczenie mnie
                      > czynności niezbędnych do życia.

                      Twoja mama odpuściła sobie wychowywanie ciebie w tej kwestii. To jej
                      błąd a nie twój. Jeśli zaczełaby od maleńkości wymagać wykonania
                      pewnych prac, to na pewno nie musiałaby sama tego robić kiedy juz
                      dorosłaś.

                      • 20.09.09, 19:31
                        Przecież ja wyraźnie piszę, że moja mama popełniła błąd. Tyle tylko,
                        że systematyczne wymaganie ode mnie udziału w tak nudnych i
                        upierdliwych czynnościach z pewnością pociągałoby za sobą
                        konieczność zmuszania mnie do nich i karania za niewykonanie, bo
                        gdybym musiała te uprzykrzone czynności wykonywać częściej, z
                        pewnością częściej zdarzyłoby mi się odmówić ich wykonania, niż to
                        uczyniłam, będąc zmuszana bardzo rzadko. I ja mam żal do mamy, że
                        nie zmuszała mnie do tych czynności nawet stosując kary, bo wtedy
                        miałabym szansę się ich nauczyć. Oczywiście nie polubić, ale
                        przecież nie o to chodzi, by lubić pranie i zmywanie, bo to
                        zboczenie, tylko, by umieć wykonywać te pożyteczne, aczkolwiek
                        upierdliwe czynności.
                        • 20.09.09, 20:16
                          srebrnarybka napisała:

                          > Przecież ja wyraźnie piszę, że moja mama popełniła błąd. Tyle
                          tylko,
                          > że systematyczne wymaganie ode mnie udziału w tak nudnych i
                          > upierdliwych czynnościach z pewnością pociągałoby za sobą
                          > konieczność zmuszania mnie do nich i karania za niewykonanie

                          Mie nie karano za 'nie posprzątanie'. Je też dziecka nie każę.
                          Trzeba dziecko nauczyć odpowiednio wcześnie wykonywania swoich
                          obowiązków i wtedy jest szansa, że nie będzie zdziwione, ze w domu
                          robi się cos więcej poza oglądaniem telewizji.

                          Poza tym nawet takie uprzykrzone czynności jak sprzątanie mozna
                          dziecku przedstawić w atrakcyjny sposób w formie zabawy i wspólnego
                          spędzania czasu.

                          A jak komuś się nudzi. No cóż - życie z założenia jest nudne wink
                          • 20.09.09, 20:34
                            Mie nie karano za 'nie posprzątanie'.

                            - nie wierzę, że dobrowolnie i chętnie wykonywałaś czynności domowe.
                            Jeżeli tak, to jesteś jakimś dziwem natury. Te czynności są
                            uprzykrzone i upierdliwe i nie wyobrażam sobie, że mogą kogokolwiek
                            rajcować, zwłaszcza dziecko.

                            Je też dziecka nie każę.

                            A co zrobisz, jak Ci odpowie, że mu się nie chce? Rozumiem, że mi
                            odpowiesz, że masz idealne dziecko, które nauczyłaś odpowiednio
                            wcześnie i które zawsze jest chętne. OK, dziecko ma dopiero 5 lat. A
                            jak za 5 Ci odmówi?

                            Trzeba dziecko nauczyć odpowiednio wcześnie wykonywania swoich
                            > obowiązków i wtedy jest szansa, że nie będzie zdziwione, ze w domu
                            > robi się cos więcej poza oglądaniem telewizji

                            Ależ ja nie byłam zdziwiona, tylko tego potwornie nie lubiłam. Na
                            ogół, poza brakiem entuzjazmu na twarzy, nie wyrażałam tego
                            niezadowolenia, ale gdyby odrywano mnie częściej od innych,
                            ciekawszych zajęć, częściej bym się buntowała.

                            Poza tym nawet takie uprzykrzone czynności jak sprzątanie mozna
                            > dziecku przedstawić w atrakcyjny sposób w formie zabawy i
                            wspólnego
                            > spędzania czasu

                            - nie bardzo sobie wyobrażam, co może być atrakcyjnego w obieraniu
                            ziemniaków albo pastowaniu podłóg (pewnie nie wiesz, co to jest, ale
                            jako dziecko mieszkałam w domu z parkietem i podłogi się pastowało,
                            a nie zmywało mopem).

                            A jak komuś się nudzi. No cóż - życie z założenia jest nudne wink

                            - życie nie jest nudne. Życie jest niezwykle ciekawe. Nudne jest
                            gotowanie, pranie, sprzątanie, zmywane, prasowanie, wynoszenie
                            śmieci. Jeżeli się te upierdliwe czynności ograniczy, to można zająć
                            się czymś ciekawszym. Życia nie starcza na to, by zrobić wszystko,
                            co by się chciało. Tylko trzeba mieć pomysł, a tego czasami brakuje.
                            • 20.09.09, 21:52
                              Naiwnoscia jest sadzic, ze nastolatek uzna za zabawę mycie podłogi,
                              wyprowadzanie psa i zmywanie po 5-osobowej rodzinie. Moje się jakoś
                              słabo bawią. A wspólne spedzanie czasu - to dobre dla malutkich
                              dzieci, kiedy nastolatek robi cos w domu, to ja mam zamiar w tym
                              czasie tego NIE robic.
                              Nastolatek nie jest zdziwiony, ze coś trzeba robic, jemu po prostu
                              sie nie chce - a jesli nie został sterroryzowany, tylko wychowany,
                              to moze odmawiac zrobienia czegoś. To jest normalne, choć wymaga
                              czasem reakcji i to zdecydowanej.
                              --
                              Mops i kot

                              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                              • 21.09.09, 09:34
                                verdana napisała:

                                > Naiwnoscia jest sadzic, ze nastolatek uzna za zabawę mycie
                                podłogi,
                                > wyprowadzanie psa i zmywanie po 5-osobowej rodzinie. Moje się
                                jakoś
                                > słabo bawią.

                                Oczywiście, że tak. I dlatego pisząc dziecko trzeba dopisać ile lat
                                ma takie dziecko, bo nie wszystko co działa na kilkulatka działa na
                                nastolatka.
                                Inna sprawa, że ja nastolatka traktowałabym jak osobę dorosłą i
                                takiego też zachowania bym oczekiwała. Bez wymyślania kar i innych
                                bzedów poinformowałabym delikwenta o konsekwencjach lenistwa.
                                Nastolatek jest w stanie przewidzieć konsekwencje swoich czynów i
                                wziąć pod uwagę co mu się bardziej opłaca - olać rodzica, czy jednak
                                nie.

                                > Nastolatek nie jest zdziwiony, ze coś trzeba robic, jemu po prostu
                                > sie nie chce -

                                I dlatego powinien wiedzieć, że mamusi też się potem może nie
                                chcieć. Mamusia też człowiek przecież wink


                                a jesli nie został sterroryzowany, tylko wychowany,
                                > to moze odmawiac zrobienia czegoś.

                                Owszem, może jak najbardziej. Czasami śmieci mogą poczekac godzinkę
                                albo dłużej. Ja pewnie bym te niewyniesione śmieci wstawiła młodemu
                                do pokoju i byłoby po sprawie. Ale póki co nawet bałaganiarski mąż
                                wynosi śmieci po pierwszej prośbie.

                                • 21.09.09, 10:52
                                  Bez wymyślania kar i innych
                                  > bzedów poinformowałabym delikwenta o konsekwencjach lenistwa.

                                  Czyli poinformowałabyś o karze, jaka mu grozi za odmowę wykonanie
                                  polecenia.

                                  > Nastolatek jest w stanie przewidzieć konsekwencje swoich czynów i
                                  > wziąć pod uwagę co mu się bardziej opłaca - olać rodzica, czy
                                  jednak
                                  > nie.

                                  Zatem, wbrew temu, co piszesz, ów nastolatek wykonałby polecenie nie
                                  z powodu szacunku, jaki ma dla Ciebie, tylko dlatego, że się nie
                                  opłaca olewać rodzica. Typowy mechanizm kary.

                                  I dlatego powinien wiedzieć, że mamusi też się potem może nie
                                  > chcieć. Mamusia też człowiek przecież wink

                                  - to dwie różne sprawy. Mamusi może sie nie chcieć nie tylko
                                  dlatego, żeby młody poniósł konsekwencje, tylko mamusi, jak każdemu
                                  człowiekowi, może się nie chcieć i, zapewne nie chce się w ogóle,
                                  zmywać, prać, gotować etc., ale robi to mimo, że jej się nie chce,
                                  bo uważa to za swój obowiązek. Natomiast jeśli jej się nie chce
                                  nie "w ogóle", ale dlatego, żeby młody zobaczył, jakie są
                                  konsekwecje etc., to jest to fałsz. Bo mamusi nie nie chce się, bo
                                  się nie chce, tylko się nie chce, bo chce zrobić na złość młodemu.
                                  To zresztą nie jest adekwatna sytuacja, bo młodemu nie chce się nie
                                  na złość mamusi, tylko nie chce się, bo się nie chce. A mamusi się
                                  nie chce, bo chce pokazać młodemu etc. Fałsz wyczuwalny dla młodego.

                                  Ja pewnie bym te niewyniesione śmieci wstawiła młodemu
                                  > do pokoju i byłoby po sprawie.

                                  to właśnie jest kara, zresztą bardzo adekwatna do przewinienia i
                                  trafna.
                                  • 21.09.09, 14:14
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Bez wymyślania kar i innych
                                    > > bzedów poinformowałabym delikwenta o konsekwencjach lenistwa.
                                    >
                                    > Czyli poinformowałabyś o karze, jaka mu grozi za odmowę wykonanie
                                    > polecenia.


                                    Wygoogluj sobie pojęcia kar i konsekwencji i ich wzajemnych relacji,
                                    bo ja nie mam siły ci tych wszystkich subtelności tłumaczyć.
                                    Amen
                                    • 21.09.09, 14:34
                                      Konsekwencja. Różni się od kary tym, że wychowuje. Kara nie nosi znamion
                                      wychowania, jest zemstą, odegraniem się na drugiej osobie ( „tak, dobrze, to ja
                                      ci teraz pokażę" ). Widać to doskonale, kiedy dziecko przychodzi do domu i mówi
                                      mamie, że dostało np. ocenę niedostateczną bo nie nauczyło się wierszyka, matka
                                      często bez zastanowienia mówi – „tak, to nie będziesz oglądał bajki”, albo „nie
                                      pójdziesz na podwórko”. Dziecko zostało ukarane, tylko znów nie ma z tego żadnej
                                      satysfakcjonującej nas nauki, bo wierszyka nadal nie umie. Należałoby powiedzieć
                                      – „siadaj i ucz się teraz” – dziecko często się broni – „pani już mnie nie
                                      będzie pytać…” – matka nie powinna ustępować – błąd powinien być naprawiony.
                                      Konsekwencja – czyli reakcja na zachowanie ( nieprawidłowe ) dziecka powinna być
                                      jak działanie Supermana – szybka( natychmiast po przewinieniu), skuteczna (
                                      doprowadzona do końca), sprawiedliwa ( odpowiednia do przewinienia), słuszna (
                                      związana z rzeczywistym przewinieniem), sympatyczna ( dziecko nie jest
                                      przestępcą, popełniło tylko błąd, błędy trzeba naprawiać, nie trzeba być przy
                                      tym śmiertelnie poważnym) i słowna ( bez przemocy i stosowania kar
                                      cielesnych

                                      wink Dla poukładania dyskusji ...
                                      • 21.09.09, 15:08
                                        Mniej więcej takimi cechami, jak opisane teoretyczie, powinna
                                        charakteryzować się kara. Kara, która jest zemstą i nie służy celom
                                        wychowawczym, nie jest karą, tylko znęcaniem się nad dziekciem.
                                        Co do opisanego przykładu: uważam go za idiotyczny. Po pierwsze nie
                                        karałabym dziecka, bo ono już zostało ukarane pałą (czy pała w
                                        szkole to kara czy konsekwencja? Dla mnie kara, a ma przecież
                                        znaczenie wychowawcze). Po drugie, zmuszanie do uczenia się na
                                        pamięć wierszyka, z którego dziecko już i nie będzie pytane i który
                                        to wierszy inne dzieci mogą już swobodnie zapominać, bo też nie będą
                                        pytane, to idiotyzm i jak każda czynność bezsensowna, żadnemu
                                        wychowaniu nie służy.
                                        • 21.09.09, 15:31
                                          czy pała w szkole to kara czy konsekwencja?
                                          Dla mnie konsekwencja. Karą byłby np. szlaban na kompa przez tydzień (dla mnie
                                          cokolwiek idiotyczny i nieadekwatny do owej 1).
                                          Co do zmuszanie do uczenia się na pamięć wierszyka, z którego dziecko już i
                                          nie będzie pytane
                                          - to uważam że takie podejście do sprawy pokazuje, że
                                          warto uczyć się tylko i wyłącznie dla ocen. Wolałabym, aby moje dzieci uczyły
                                          się w "głodu wiedzy" a nie dla 5 na świadectwie wink
                                          Pomijam już zupełnie rozważania czy warto uczyć się wierszy - czy tylko jest to
                                          zaśmiecanie pamięci wink
                                          Jak widzę cały spór dotyczy głównie definicji kary jako takiej.
                                          ;-p
                                          • 21.09.09, 17:40
                                            Dla mnie pała to kara, a nie żadna konsekwencja. Po prostu dla mnie
                                            kara to to, co Wy nazywacie konsekwencją. Szlaban na kompa byłby
                                            zupełnie nieuprawiony i idiotyczny, ale przecież nikt tu takich
                                            nonensów nie postulował.

                                            Oczywiście, że uważam, że warto uczyć się dla wiedzy, jako takiej.
                                            Ale po pierwsze zmuszając do nauczenia wierszyka, z którego już i
                                            tak nikt pytać nie będzie można dziecku tylko obrzydzić czynność
                                            uczenia się i zabić w nim wszelkie resztki głodu wiedzy. Po drugie
                                            nikt nie zakłada, że dziecko będzie ten wiersz znało na pamięć
                                            zawsze. Inne dzieci, które już zostały odpytane, mogą już spokojnie
                                            wierszyk zapominać i wiadomo, że za tydzień zapomną.
                                            Dziecko "spałowane" wie przecież o tym, bo idiotą nie jest. Wie, że
                                            nie ma być to wiedza trwała, tylko rzeczywiście wg schematu "zakuć,
                                            zdać, zapomnieć". Więc po licha zmuszać je do bezcelowej czynności?
                                            Może lepiej ten wysiłek poświęcić na dowiedzenie się czegoś zupełnie
                                            innego.
                                            Poza tym dziecko zostało już raz ukarane (moim zdaniem ukarane, a
                                            nie ukonsekwencjonowane) w szkole i karanie go drugi raz w domu za
                                            tę samą przewinę jest niesprawiedliwe. Wg prawa też nie można być 2
                                            razy ukaranym za to samo, więc dlaczego dziecko ma być karane
                                            podwójnie.
                                            Spór dotyczy oczywiście definicji. Zaczął się od stwierdzenia
                                            Verdany, że rodzice, którzy twierdzą, że nigdy nie karzą dzieci,
                                            mają bardzo wąską deinicję kary. Podzielam ten pogląd, bo wg mnie
                                            to, co postuluje fogito, to są klasyczne kary i takie właśnie mam na
                                            myśli. Przy czym kara polegająca na tym, że mamie w bliżej
                                            nieokreślonej przyszłości nie będzie się chciało zrobić czegoś
                                            bliżej nieokreślonego dla dziecka jest moim zdaniem zbyt okrutna ze
                                            względu na jej właśnie nieokreślony wymiar i odroczenie w czasie. Wg
                                            przytoczonej przez Ciebie definicjji kara powinna być szybka, a więc
                                            nie za 2 dni, jak dziekco będzie miało jakąś prośbę.
                                            Spór o definicję nie jest tu bez znaczenia. Rodzice, którzy nie
                                            ukrywają, że wymierzają dzieciom kary (szybkie, sprawiedliwe,
                                            adekwatne do przewiny, nieponiżające, mające cel wychowawczy etc.)
                                            wiedzą też, że kara sprawia dziecku przykrość (przyjemna kara, czy
                                            jak wolisz, konsekwencja, nie ma sensu, bo dziecko będzie częściej
                                            broić, by ponieść takie konsekwencje) i dlatego wiedzą, że nie mogą
                                            przekroczyć pewnych granic, by kara nie była zbyt okrutnia,
                                            niesprawiedliwa i nieadekwatna, bo wtedy skrzywdzą dziecko, a kara
                                            straci cel wychowawczy. Natomiast rodzice, którzy nazwą
                                            karę "terapią" czy "konsekwencją" już takich obiekcji nie mają,
                                            bo "terapia" i "konsekwencja" z natury rzeczy służą przecież dobru
                                            dziecka. Klinicznym przykładem była dla mnie ta matka, która
                                            stosowała "terapię wodną" (zawleczenie marudzącego dziecka do
                                            łazienki i oblanie zimną wodą) i twierdziła, że ona dziecka nie
                                            karze i wobec tego nie jest to żadne okrucieństwo. Ona dziecko
                                            uspokaja, bo zimna woda ochładza jakieś tam sploty nerwowe na karku
                                            i działa suspokajająco. Gdyby nazwała to karą, wyszłoby, że znęca
                                            się fizycznie nad dzieckiem. A terapia może być i taka. Podobnie dla
                                            mnie wisząca przez ileś czasu nad dzieckiem groźba, że czegoś mu się
                                            odmówi, bo nie wyniosło śmieci, jest 100 razy gorsza, niż zabronić
                                            np. przez godzinę oglądać TV, co szybko "zaliczy" i sprawa zostanie
                                            załatwiona. Nie mówię oczywiście o szlabanie na kompa na tydzień za
                                            niewyniesienie śmieci, bo to byłaby gruba przesada. Kara powinna być
                                            adekwatna, sprawiedliwa, szybka i mieć cel wychowawczy. W tym
                                            wypadku jasny: najpierw obowiązek, potem przyjemność. Olałeś
                                            obowiązek - przeyjemności nie będzie.
                                            • 22.09.09, 09:55
                                              Po
                                              1) Dziecko "spałowane" wie przecież o tym, bo idiotą nie jest. Wie, że nie ma
                                              być to wiedza trwała, tylko rzeczywiście wg schematu "zakuć,zdać, zapomnieć".
                                              Więc po licha zmuszać je do bezcelowej czynności? Może lepiej ten wysiłek
                                              poświęcić na dowiedzenie się czegoś zupełnie innego.

                                              Jak już pisałam nie chcę rozwodzić się nad tematem "czy uczenie się wierszy na
                                              pamięć" ma jakiś głębszy sens niż trening pamięci. podobnie jak budowa
                                              mikroskopu wink I wiele innych kwiatków szkolnych ... nie o tym ten wątek ;-p

                                              2) Dla mnie nauczenie się wiersza po czasie (czyli po otrzymaniu owej ndst) to
                                              nic innego jak dopełnienie olanego wcześniej obowiązku. Czyli według mnie - nie
                                              jest to powtórna ukaranie. Niestety tak jest również w dorosłym życiu. Jeżeli
                                              nie wykonamy projektu w terminie zwykle konsekwencją jest brak premii. Dotkliwa
                                              kara jak cho... wink Ale i tak nikt nas z ukończenia owego projektu nie zwolni
                                              (jeżeli pracujemy w grupie jest nadzieja że ktoś zrobi za nas ... ale wtedy
                                              atmosfera w zespole może być gorąca wink) - musimy dokończyć to co spieprzyliśmy.

                                              3) Pomijam przykład o terapii wodnej, bo to nawet Fogito przyzna, że to "sadyzm" ;-p

                                              I tak na podsumowanie:
                                              Według def. Fogito ja również nie stosuje kar (choć w młodszym wieku to bywało u
                                              mnie różnie; i przyznaję ,że "klaps" był przejawem MOJEJ frustracji i bezradności)
                                              Według Twojej definicji stosuję kary, a jakże (choć polegają one raczej na
                                              czasowym cofnięciu przyjemności, ale to przecież również kara).
                                              Zgadzam się również z Fogito, że to czego nauczymy małe dziecko zaprocentuje w
                                              wieku nastoletnim. To według mnie warunek konieczny. Nie zgodzę się jednak
                                              jakoby byłby to również warunek dostateczny wink
                                              Prosty przykład z COLĄ wink To że w domu nie ma napojów gazowanych nie
                                              gwarantuje, że w starszym wieku dzieciak po nie nie sięgnie. U mnie sprawdzone
                                              50/50 wink

                                              Dodatkowo zgodzę się z tezą, że Rodzice często swoim złym (niekonsekwentnym)
                                              zachowaniem wobec dziecka prowokują jego złą(w ich pojęciu) reakcję. I w takich
                                              przypadkach Rodzice wymierzają karę(chcąc podkreślić swój autorytet). A to
                                              oczywisty błąd.

                                              I jeszcze na koniec wink W moim dzieciństwie najgorszą karą wcale nie był szlaban
                                              na TV, zakaz wychodzenia na podwórko czy nawet klap na du... ale cisza. Nie wiem
                                              czy moja Mama uważała to za konsekwencję mojego złego zachowania ... czy
                                              przemyślaną karę. Najgorsze co mogło mnie spotkać to obrażona Mama ... nie było
                                              mowy o rozmowie czy pomocy dopóki jej nie przeprosiłam. Bolało jak cho...
                                              I dlatego obiecałam sobie, że moim Młodym takiego rodzaju "kary" nie dam nigdy
                                              ... jak na razie spełniam swoja obietnicę ;-p
                                              • 22.09.09, 11:27
                                                Jak już pisałam nie chcę rozwodzić się nad tematem "czy uczenie się
                                                wierszy na
                                                > pamięć" ma jakiś głębszy sens niż trening pamięci. podobnie jak
                                                budowa
                                                > mikroskopu wink I wiele innych kwiatków szkolnych ... nie o tym ten
                                                wątek ;-p

                                                - uczenie się wierszy na pamięć ma sens, bo ćwiczy pamięć. Ale nie
                                                jet niezbędne, by dziecko umiało akurat ten konkretny wiersz,
                                                zwłaszcza, że nikt przecież nie oczekuje, że będzie go pamiętało
                                                jeszcze za parę tygodni (chyba, że to są słowa hymnu narodowego albo
                                                inwokacja do Pana Tadeusza. Nauczy się jeszcze 10 innych, a kara w
                                                postaci pały, jaką dostał w szkole, może (nie musi ale w tym celu
                                                jest stosowana) zachęcić go, by na przysżłość to zadanie pamiętał i
                                                wypełnił.
                                                Uczenie się o budowie mikroskopu ma inne znaczenie - to jest pewna
                                                wiedza trwała, oczekuje się, że dziecko będzie to pamiętało dłużej,
                                                niż do następnego tygodnia. Po pierwsze - niektóre dzieci będą się
                                                dalej kształciły w dziedzinie biologii, medycyny czy optyki i wiedza
                                                ta będzie im dalej potrzebna w życiu. Innym dzieciom przybliża pewne
                                                rozwiązania techniczne. Jestem humanistką, mikrskopów nie używam,
                                                ale często używam czytników do mikrofilmów. Myślę, że to, że kiedyś
                                                uczyłam się o budowie mikroskopów, o której w tej chwili nie wiem
                                                nic, procentuje i dzięki temu rozumiem, co to jest obiektyw i okulus.

                                                2) Dla mnie nauczenie się wiersza po czasie (czyli po otrzymaniu
                                                owej ndst) to
                                                > nic innego jak dopełnienie olanego wcześniej obowiązku. Czyli
                                                według mnie - nie
                                                > jest to powtórna ukaranie. Niestety tak jest również w dorosłym
                                                życiu. Jeżeli
                                                > nie wykonamy projektu w terminie zwykle konsekwencją jest brak
                                                premii. Dotkliwa
                                                > kara jak cho... wink Ale i tak nikt nas z ukończenia owego projektu
                                                nie zwolni
                                                > (jeżeli pracujemy w grupie jest nadzieja że ktoś zrobi za nas ...
                                                ale wtedy
                                                > atmosfera w zespole może być gorąca wink) - musimy dokończyć to co
                                                spieprzyliśmy
                                                > .

                                                - istnieją jednak obowiązki, które dezaktualizują się z powodu
                                                zmiany okoliczności. Jeśli obowiązkiem dziecka w czasie wakacji było
                                                np. rozwieszanie kostiumów kąpielowych po kąpieli i dziecko nie
                                                dopełniło tego obowiązku ostatniego dnia przed wyjazdem, to
                                                obowiązek się zdeaktualizował, bo po powrocie do domu żadnych
                                                kostiumów już nie ma (uprzedzam uwagę, że chodzi się na basen,
                                                zakładam sytuację, w której rodzina nie chodzi). Wobec tego
                                                wymaganie od dziecka, by po powrocie rozwiesiło suche kostiumy na
                                                sznurku, chociaż formalnie jest dopełnieniem obowiązku, jest
                                                nonsensem. Podobnie, jeśli obowiązkiem dziecka było wyprowadzanie
                                                psa na spacer, dziecko nie wyprowadziło, a w potem zaraz pies
                                                zdechł, to nie ma sposobu, by dziecko dopełniło zaniedbany
                                                obowiązek. Można oczywiście obowiązek "przewalutować" tzn. zamiast
                                                rozwieszać suche kostiumy kazać rozwiesić pranie, a zamiast
                                                wyprowadzić psa - pomóc rodzicom w jakiś inny sposób. Ale dla mnie
                                                uczenie sie odpytanego wierszyka to jest wyprowadzanie zdechłego psa
                                                na spacer.

                                                3) Pomijam przykład o terapii wodnej, bo to nawet Fogito przyzna, że
                                                to "sadyzm
                                                > " ;-p

                                                co do tego, że terapia wodna to sadyzm i idiotyzm, zgadzamy się tu
                                                wszyscy (chociaż w tamtym wątku byli obrońcy, którzy popierali to
                                                nowoczesnymi teoriami psychologicznymi). Podałam ten przykład nie
                                                jako przykład sadyzmu i idiotyzmu, bo nie o to mi chodziło. Podałam
                                                to jako przykład HIPOKRYZJI matki, która twierdziła, że kar nie
                                                stosuje i oburzała się, jak można być tak okrutnym, by dać dziecku
                                                klapsa. Chodzi mi o to, że rodzice, którzy twierdzą, że nie stosują
                                                kar, zwykle po prostu nazywają je bardziej elegancko i stosują,
                                                często bardziej okrutne, niż te, które nazywa się karami. O to jest
                                                cały spór.

                                                Według Twojej definicji stosuję kary, a jakże (choć polegają one
                                                raczej na
                                                > czasowym cofnięciu przyjemności, ale to przecież również kara).

                                                Czasowe cofnięcie przyjemności jest karą, jeżeli jest sprawiedliwe,
                                                to może być uzasadnione.

                                                Zgadzam się również z Fogito, że to czego nauczymy małe dziecko
                                                zaprocentuje w
                                                > wieku nastoletnim. To według mnie warunek konieczny.

                                                Nikt temu nie przeczył.

                                                Nie zgodzę się jednak
                                                > jakoby byłby to również warunek dostateczny wink

                                                Otóż właśnie.

                                                To że w domu nie ma napojów gazowanych nie
                                                > gwarantuje, że w starszym wieku dzieciak po nie nie sięgnie. U
                                                mnie sprawdzone
                                                > 50/50 wink

                                                przykład bardzo dobry. Dziecko nie jest kopią rodziców ani bezwolnym
                                                produktem, tylko czerpie z bardzo różnych doświadczeń. Więc z Colą
                                                się zetknie. Jednemu będzie smakowała, drugiemu nie, bo ludzie są
                                                różni, i Twoje zmodelowania w 50% nie pomogło. Oczywiście w wypadku
                                                Coli to nic strasznego. To, co piszesz, jest dość oczywiste.



                                                Dodatkowo zgodzę się z tezą, że Rodzice często swoim złym
                                                (niekonsekwentnym)
                                                > zachowaniem wobec dziecka prowokują jego złą(w ich pojęciu)
                                                reakcję. I w takich
                                                > przypadkach Rodzice wymierzają karę(chcąc podkreślić swój
                                                autorytet). A to
                                                > oczywisty błąd.

                                                z tym się zgadzam całkowicie, ale właśnie ta niekonsekwencja polega
                                                na tym, że kar nie wymierza się konsekwentnie. Jeżeli dziecko wie,
                                                że raz nieumycie podłogi zostanie mu odpuszczone, a drugim razem
                                                dostanie na tydzień szlaban na TV, to nie ma pojęcia, czego
                                                właściwie od niego rodzice chcą i zawsze może sądzić, że trafi na
                                                ten pierwszy przypadek. A jeżeli zawsze za nieumycie podłogi będzie
                                                umiarkowana kara (zakaz obejrzenia jednego filmu, niezagranie z
                                                dzieckiem w scrabble, co normalnie należy do rytuału, niezgoda na
                                                wizytę kolegi - do brudnego domu się gości nie zaprasza etc.), to
                                                dziecko będzie wiedzieć, że tego przykrego obowiązku uniknąć się nie
                                                da. A że mycie podłogi przykre jest dla każdego, trudno.


                                                I jeszcze na koniec wink W moim dzieciństwie najgorszą karą wcale nie
                                                był szlaba
                                                > n
                                                > na TV, zakaz wychodzenia na podwórko czy nawet klap na du... ale
                                                cisza. Nie wie
                                                > m
                                                > czy moja Mama uważała to za konsekwencję mojego złego
                                                zachowania ... czy
                                                > przemyślaną karę. Najgorsze co mogło mnie spotkać to obrażona
                                                Mama ... nie było
                                                > mowy o rozmowie czy pomocy dopóki jej nie przeprosiłam. Bolało jak
                                                cho...
                                                > I dlatego obiecałam sobie, że moim Młodym takiego rodzaju "kary"
                                                nie dam nigdy
                                                > ... jak na razie spełniam swoja obietnicę ;-p


                                                Oczywiście, że to jest kara najgorsza. Czy jej nie należy wymierzać
                                                w ogóle? Zależy od sytuacji, przewiny etc. W każdym razie nie za
                                                często, bo sie zdewauluje, a dziecko po prostu zacznie matkę olewać,
                                                skoro i tak nie ma z nią kontaktu. Ciekawa jestem, jak
                                                zaklasyfikowaliby tę karę fogito i sun?
                                                • 22.09.09, 11:58
                                                  czy uczenie się wierszy na pamięć ma jakiś głębszy sens niż trening pamięci ?
                                                  = uczenie się wierszy na pamięć ma sens, bo ćwiczy pamięć wink

                                                  Ale dla mnie uczenie się odpytanego wierszyka to jest wyprowadzanie zdechłego
                                                  psa na spacer.

                                                  A dla mnie to pokazanie, że obowiązki szkolne się niedeaktualizują i że uczymy
                                                  się dla siebie, a nie dla oceny.

                                                  Uczenie się o budowie mikroskopu ma inne znaczenie

                                                  Dla mnie ma sens i znaczenie nauczenie dzieci obsługi mikroskopu (przygotowanie
                                                  preparatów). A nie teoretyczna wiedza z jakich części się składa - dodatkowo
                                                  odpytywana na ocenę.

                                                  Ciekawa jestem, jak zaklasyfikowaliby tę karę fogito i sun?
                                                  Też chętnie poczytam ich opinie wink

                                                  • 22.09.09, 16:25
                                                    A dla mnie to pokazanie, że obowiązki szkolne się niedeaktualizują i
                                                    że uczymy
                                                    > się dla siebie, a nie dla oceny.

                                                    Obowiązki szkolne się dezaktualizują. Wiadomo, że wiedzę nabytą w
                                                    szkole się zapomina, część wolniej, część szybciej. Akurat wiersze
                                                    na pamięć należą do tej części wiedzy, która dezaktualizuje się
                                                    szybciej i nikt w szkole także nie oczekuje, że dzieci będą znały na
                                                    pamięć wiersz, którego musiały się kiedyś nauczyć. Ta wiedza nie
                                                    będzie im dalej do niczego przydatna. Gimnastykowanie pamięci jest
                                                    przydatne, ale można je zrobić na każdym innym wierszu.
                                                    Oczywiście, że uczymy się dla siebie, a nie na stopień, ale nie
                                                    widzę pożytku, jaki ma osiągnąć dziecko z nauczenia się konkretnego
                                                    wiersza, który i tak zapomni za tydzień. Pożytek może przynieść
                                                    nauczenie się wielu wierszy, ale jest to obojętne, czy będzie to ten
                                                    zapałowany, czy inny. I dziecko słusznie nie widzi celu zmuszania go
                                                    do tego i odbiera jako drugą karę. Jedyny morał, jaki z tego
                                                    wyniesie, to taki, że na drugi raz nie przyzna się, że się nie
                                                    nauczyło i dostało pałę. Wtedy za to samo zostanie ukarane tylko raz
                                                    w szkole, ale już kara domowa się upiecze. A rodzice powinni po
                                                    prostu dopilnować, żeby na drugi raz dzieciak się nauczył wiersza i
                                                    wtedy rzeczywiście będzie to przestrzeganie obowiązków.

                                                    Dla mnie ma sens i znaczenie nauczenie dzieci obsługi mikroskopu
                                                    (przygotowanie
                                                    > preparatów). A nie teoretyczna wiedza z jakich części się składa -
                                                    dodatkowo
                                                    > odpytywana na ocenę.

                                                    nie wiem, jak sie tego w tej chwili uczy, ale trudno jest nauczyć
                                                    obsługi jakiegoś urządzenia bez elementarnej wiedzy o jego budowie.
                                                    Nie uczono mnie, z czego składa się komputer, i przyznam się, że mam
                                                    jednak pewne problemy, np. jaki model nowego laptopa wybrać. Bo nie
                                                    bardzo wiem, co to jest Wi-Fi, blutooth (chyba tak się pisze), i
                                                    parę innych rzeczy wymienionych na etykietach sklepowych. Myślę, że
                                                    gdybym rozumiała, z czego składa się komputer i jak działa, byłoby
                                                    mi łatwiej.
                                                    Nie mam też prawa jazdy i szczęśliwie nie odróżniam gaźnika od
                                                    skrzyni biegów, ale podobneo takie ustrojstwa są w samochodzie i
                                                    myślę, że kierowca jednak powinien je odróżniać i wiedzieć, do czego
                                                    służą.
                                                  • 22.09.09, 21:36
                                                    Nie mam też prawa jazdy i szczęśliwie nie odróżniam gaźnika od
                                                    skrzyni biegów, ale podobneo takie ustrojstwa są w samochodzie i
                                                    myślę, że kierowca jednak powinien je odróżniać i wiedzieć, do czego
                                                    służą.

                                                    Hihi wink No więc ja nie tylko mam prawo jazdy ale i jestem
                                                    użytkownikiem samochodu. O budowie auta wiem zapewne tyle co i Ty -
                                                    Rybko wink Po otwarciu maski umiem dolać płyn do spryskiwacza szyb
                                                    (bo kiedys na trasie podczas upiornej pogody mi sie skończył).
                                                    Wiem ... nie ma się czym chwalić ... ale jednakoż ta wiedza
                                                    teoretyczna(a wlaściwie jej brak) nie przeszkadza mi w prowadzeniu
                                                    pojazdu. Na kursach Prawa Jazdy teorii nie zaczyna się już od budowy
                                                    silnika (choć pewnie warto ją znać). A to jak wrzucić "3" czy który
                                                    to pedał gazu uczą już za kółkiem czyli w praktyce. Jak samochód
                                                    stanie gdzieś w polu to dzwonisz po Assistans(no chyba że masz
                                                    takiego pecha,że nie ma zasięgu ... ale w tym wypadku teoretyczna
                                                    wiedza o budowie silnika i tak nie pomoże jeśli w owym silniku
                                                    kiedyś nie grzebałaś wink)
                                                    Podobnie jest z wiedzą o budowie mikroskopu. Będzie ona przydatna i
                                                    bardziej strawna jeżeli dzieciaki nauczą się jej w praktyce. Wtedy
                                                    samo z siebie wyjdzie, że to pokrętło z boku to nie jakaś
                                                    tam "wajha" ale śruba ogniskowania ... itd.

                                                    A do zakupu laptopa poproś o pomoc zaufanego fachowca. Mniej stresu,
                                                    że coś Ci wcisna w sklepie i nie będziesz musiała zgłębiać wiedzy
                                                    tajemnej wink

                                                    Pozdrawiam
                                                    Pam

                                                  • 22.09.09, 22:39
                                                    Odchodzimy trochę od tematu dyskusji. Nie słyszałam o spryskiwaczu
                                                    do szyb i nie wiedziałam, że do niego trzeba wlewać płyn po otwarciu
                                                    maski, kwestia biegów jest w ogóle dla mnie wiedzą tajemną (nie
                                                    pojmuję, po jakiego grzyba w samochodzie jest ileś biegów i do czego
                                                    one służą), pedał gazu też z niczym mi sie nie kojarzy. Więc jednak
                                                    więcej wiesz o budowie samochodu, niż ja. Wiem, że kiedyś wymagali
                                                    tego na kursach na prawo jazdy, teraz może nie wymagają. O budowie
                                                    silnika uczyłam się na fizyce, były silniki czterosuwowe i dwusuwowe
                                                    smrodne, montowane w syrenkach, trabantach i wartburgach i ponoć
                                                    dlatego owych samochodów nie wpuszczano do Paryża w czasach, w
                                                    których chodziłam do szkoły, ale wtedy miałam samochodu ani nie
                                                    jeździłam do Paryża. Pewnie te silniki dzisiaj wyglądają jakoś
                                                    inaczej, niż 4suwy, o których się uczylam na fizyce, chociaż idea
                                                    pewnie jest taka sama.
                                                    Nie mam nic przeciw praktycznej nauce używania mikroskopu i
                                                    oczywiście ta wiedza teoretyczna powinna być wykorzystana w
                                                    praktyce, bo inaczej zostanie zapomniana, tak jak wiersz. Ale
                                                    wracając do meritum: wiedza o budowie mikroskopu jest jakaś wiedzą,
                                                    bo mikroskopy istnieją i są zbudowane tak, a nie inaczej. Można
                                                    dyskutować, czy to wiedza niezbędna, ale jest to
                                                    wiedza :obiektywna". Z wierszem trochę inaczej. Tu nie chodzi o to,
                                                    by uczeń znał na stałe na pamięć wiele wierzy, ale by nauczył się
                                                    uczyć na pamięć. A kwestia, czy zdobędzie tę umiejętność ucząc się
                                                    wierszyka o Leninie (jak ja musiałam i cholera, nawet niektóre do
                                                    dziś pamiętam) czy o Wałęie, dla sprawy dość obojętne. Więc dlatego
                                                    moim zdaniem nie warto zmuszać do uczenia się odytanego wierszyka,
                                                    bo nie chodziło o konkretny wierszyk, tylko o umiejętność. Podobnie
                                                    np. z zadaniami o pociągach z przeciwka (zmora IV klasy za moich
                                                    czasów, ale skutecnie mi to wytłumaczył ojciec, uniwersytecki
                                                    profeor polonistyki, który o matematyce pojęcia nie ma, tak
                                                    skutecznie, że rozumiem to zadanie do dziś). Otóż należy zrozumieć
                                                    ideę zadania, znaleźć sposób rozwiązania i przećwiczyć go na kilku
                                                    zadaniach dla utrwalenia. Ale nie ma większego znaczenia, czy będzie
                                                    to zadanie 158 ze zbioru zadań Kowalskiego czy 327 ze zbioru zadań
                                                    Malinowskiego. I dlatego, jeśli dzieciak nie odrobił zadania
                                                    Kowalski 158 i dostał pałę, a na jutro zadane Malinowski 327, 328,
                                                    329 o tych samych pociągach, to odpuściłabym wczorajsze Kowalski
                                                    158, bo 3 zadania z Malinowkiego wystarczą, żeby te cholerne pociągi
                                                    wyćwiczyć (chyba, że nie wystarczą, bo młody mało lotny, to
                                                    kazałabym zrobić jeszcze Kowalki 159 albo Malinowski 330, ale nie za
                                                    karę, że nie zrobił na wczoraj, tylko dla poćwiczenia). Jeżeli robi
                                                    te zadania dobrze i umie te pociągi z przeciwka, to po jasną cholerę
                                                    katować go zaległym zadaniem?
                                                    I tak przy okazji: Ty nie stosujesz kar, tylko konsekwencje, bo kara
                                                    to podobno okrucieństwo. Ja jestem zwolenniczką kar, oczywiście
                                                    sprawiedliwych, celowych, adekwatnych, szybkich etc. i twierdzę, że
                                                    Twoje konsekwencje to nic innego, tylko kary. I oto zauważ - to ja,
                                                    okrutnica, jestem za tym, by dzieciakowi zaległy wiersz odpuścić, bo
                                                    został już ukarany i kara ta powinna spełnić cel wychowawczy tzn.
                                                    zmusić do uczenia wierszy w przysżłości. Zaś Ty, łągodny baranek od
                                                    konsekwencji, chcesz gnębić ukaranego już dzieciaka uczeniem się
                                                    zaległgo wiersza. Ano właśnie dlatego, że jak ktoś stosuje kary, to
                                                    wie, że w karaniu musi być umiar. A jeśli karę nazwie się
                                                    konekwencją, to już troska o umiar jest zbędna, bo konsekwencja
                                                    rzekomo jest wywołana przez samo dziecko i nieuchronna, musi być,
                                                    jaka musi. Mimo, że jaka być musi, okrelają zwykle rodzice i
                                                    opiekunowie. I oto ja twierdzę, że moje stanowisko jest mniej
                                                    okrutne.
                                                    A na koniec przydługich wywodów coś milego
                                                    - fajnie się z Tobą dyskutuje, bo odpowiadasz na argumenty i nie
                                                    obrażasz się.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 23.09.09, 08:43
                                                    Nie mam nic przeciw praktycznej nauce używania mikroskopu i
                                                    oczywiście ta wiedza teoretyczna powinna być wykorzystana w
                                                    praktyce, bo inaczej zostanie zapomniana, tak jak wiersz. Ale
                                                    wracając do meritum: wiedza o budowie mikroskopu jest jakaś wiedzą,
                                                    bo mikroskopy istnieją i są zbudowane tak, a nie inaczej. Można
                                                    dyskutować, czy to wiedza niezbędna, ale jest to
                                                    wiedza :obiektywna". Z wierszem trochę inaczej. Tu nie chodzi o to,
                                                    by uczeń znał na stałe na pamięć wiele wierzy, ale by nauczył się
                                                    uczyć na pamięć.

                                                    Ja patrzę na problem jako matka dzieci z młodszych klas podstawówki. I
                                                    potraktowałam ten "wiersz" dość abstrakcyjnie ... czyli właśnie jako naukę jak
                                                    się uczyć na pamięć + że nie można zadania szkolnego na tak wczesnym etapie po
                                                    prostu olać. Właśnie po to aby wyrobić nawyk obowiązkowości. Wiem, ze za kilka
                                                    lat staną przed Maturą i wyborem czego się uczyć(bo wszystkiego nie dadzą rady).
                                                    W klasach I-III szkoły podstawowej raczej takie wartościowanie (tabliczka
                                                    mnożenia obowiązkowa - bo będzie wykorzystywana , a konkretny wiersz
                                                    niekoniecznie, bo i tak zapomną) przyniesie więcej szkód niż pożytku. Tak ja to
                                                    widzę wink
                                                    Zadaniami o pociągach oczywiście katowałabym do momenty złapania metodologii
                                                    obliczeń. Jeśliby jednak było to zad.dom. to raczej wskazane aby uczeń zrobił
                                                    wszystkie zad., a nie tylko dwa pierwsze, "bo już przecież umiem" ....

                                                    I tak przy okazji: Ty nie stosujesz kar, tylko konsekwencje, bo kara
                                                    > to podobno okrucieństwo. Ja jestem zwolenniczką kar, oczywiście
                                                    > sprawiedliwych, celowych, adekwatnych, szybkich etc. i twierdzę, że
                                                    > Twoje konsekwencje to nic innego, tylko kary.


                                                    Ja akurat kary stosuję(nawet ów szlaban na kompa ;-p) W poprzednich postach
                                                    napisałam tylko, że w zależności od przyjętej definicji kary, łapię się albo do
                                                    obozu KARA albo do obozu KONSEKWENCJA.
                                                    Według mnie sama definicja nie jest aż tak ważna (przy zał. że Matka jest
                                                    rozsądna i dobrze wychowuje dziecko). A sadyzm zawsze pozostanie sadyzmem
                                                    niezależnie w jakie złotka go owinąć.

                                                    Pozdr
                                                  • 23.09.09, 08:57
                                                    zupełny drobiazg co do tych zadań o pociągach z przeciwka:
                                                    opisywałam sytuację, gdy dwa dni pod rząd zadawane są zadania z tym
                                                    schematem. Jeśli dzieciak nie odrobił z wczoraj na dzisiaj, a
                                                    dzisiaj w trakcie odrabiania wszystkiego, co jest zadane na jutro,
                                                    załapał, to darowałabym wczorajsze zadanie. Dzisiejszego oczywiście
                                                    nie, bo generalnie ma odrabiać to, co jest zadane. Ale skoro już i
                                                    tak nie odrobił, a nauczył się, to wczorajsze zadanie bym darowała.
                                                    O to mi chodziło, nie o zmniejszanie liczby zadań w ogóle, bo od
                                                    tego nie są rodzice (chyba, że szkoła zdecydowanie przegina i zadaje
                                                    regularnie ponad siły dziecka, wtedy trzeba interweniować w szkole).

                                                    Ja akurat kary stosuję(nawet ów szlaban na kompa ;-p) W poprzednich
                                                    postach
                                                    > napisałam tylko, że w zależności od przyjętej definicji kary,
                                                    łapię się albo do
                                                    > obozu KARA albo do obozu KONSEKWENCJA.
                                                    > Według mnie sama definicja nie jest aż tak ważna (przy zał. że
                                                    Matka jest
                                                    > rozsądna i dobrze wychowuje dziecko). A sadyzm zawsze pozostanie
                                                    sadyzmem
                                                    > niezależnie w jakie złotka go owinąć.

                                                    i otóż właśnie ta definicja jest ważna. Bo mądrzy rodzice stosujący
                                                    kary nie przekroczą nigdy, albo w każdym razie starają się nie
                                                    przekroczyć granic sadyzmu. Natomiat rodzice, którzy stosowane przez
                                                    siebie kary nazywają konsekwencjami albo terapią, mogą łatwiej
                                                    popaść w sadyzm, bo słowa konsekwencja i terapia nie wzbudzają
                                                    skojarzeń nakazujących umiar. I dlatego rodzice rzekomo niestosujący
                                                    kar bywają bardziej okrutni niż ci, którzy kary stosują.
                                                  • 24.09.09, 14:40
                                                    Pam_71 napisała:

                                                    > A sadyzm zawsze pozostanie sadyzmem
                                                    > niezależnie w jakie złotka go owinąć.

                                                    Owszem. Pozostanie mianowicie sprawianiem cierpienia komuś dla własnej
                                                    przyjemności. Nie jest (a w każdym razie być nie musi i nie powinien) sadystą
                                                    policjant, który używa pały, ani dentysta wyrywający ząb. Ci ludzie sprawiają
                                                    innym ból, bo z takich czy innych powodów uważają to za konieczne (ten ostatni
                                                    nawet dla dobra delikwenta).
                                                    Z faktu, że rodzice, którzy biją lub w inny sposób (cierpienie nie musi przecież
                                                    polegać na bólu fizycznym) dopiekają dzieciom dla własnej przyjemności, nie
                                                    wynika, że wszyscy tacy.

                                                    --
                                                    Taki zwyczaj się ustalił,
                                                    Koleżanko i kolego:
                                                    Lepsi są ci, co oddali,
                                                    Niż ci, co nie mieli czego. (W.Młynarski)
                                                  • 24.09.09, 14:51
                                                    Z faktu, że rodzice, którzy biją lub w inny sposób (cierpienie nie musi
                                                    przecieżpolegać na bólu fizycznym) dopiekają dzieciom dla własnej przyjemności,
                                                    nie wynika, że wszyscy tacy.


                                                    A czy ktoś tu lansował takie twierdzenie ?

                                                    W dzisiejszych czasach (w dobie środków znieczulających) dentysta sprawiający
                                                    ból pacjentowi (wyrywanie zęba na żywca) jest sadystą.

                                                • 22.09.09, 23:07
                                                  srebrnarybka napisała:

                                                  > I jeszcze na koniec wink W moim dzieciństwie najgorszą karą wcale
                                                  nie
                                                  > był szlaba
                                                  > > n
                                                  > > na TV, zakaz wychodzenia na podwórko czy nawet klap na du... ale
                                                  > cisza. Nie wie
                                                  > > m
                                                  > > czy moja Mama uważała to za konsekwencję mojego złego
                                                  > zachowania ... czy
                                                  > > przemyślaną karę. Najgorsze co mogło mnie spotkać to obrażona
                                                  > Mama ... nie było
                                                  > > mowy o rozmowie czy pomocy dopóki jej nie przeprosiłam. Bolało
                                                  jak
                                                  > cho...

                                                  >
                                                  > Oczywiście, że to jest kara najgorsza. Czy jej nie należy
                                                  wymierzać
                                                  > w ogóle? Zależy od sytuacji, przewiny etc. W każdym razie nie za
                                                  > często, bo sie zdewauluje, a dziecko po prostu zacznie matkę
                                                  olewać,
                                                  > skoro i tak nie ma z nią kontaktu.

                                                  Przyznam ze smutkiem, ze moja mama stosowala CISZE bardzo skutecznie
                                                  przez cale moje dziecinstwo - NIGDY Jej nie zaczelam olewac i nawet
                                                  jako dorosla osoba dawalam sie "terroryzowac" cisza. Wobec moich
                                                  dzieci stosowalam i stosuje wylacznie "cisze w eterze" wink Zdarza mi
                                                  sie nie odpowiadac na emails jak mnie czyms wkurza ale telefon
                                                  ZAWSZE`odbieram i twarza-w-twarz NIGDY nie milcze smile
                                                  Cisza byla zreszta jedyna konsekwencja/kara jaka mnie spotykala za
                                                  jakiekolwiek przewinienia czy zle zachowania ze strony mamy przez
                                                  cale moje dziecintwo i nastolectwo. Uwazalam i uwazam to za
                                                  najwieksze mozliwe okrucienstwo (pomijam brutalne bicie itp, bo to w
                                                  ogole jest poza klasyfikacja) jakie rodzic moze okazac dziecku badz
                                                  nastolatkowi. Zadne wredne slowa, kary, trzaskanie drzwiami czy
                                                  zakazy czegokolwiek nie potrafia tak czlowieka sponiewierac jak
                                                  cisza! Szczegolnie dlugotrwala cisza sad
                                                  • 23.09.09, 14:05
                                                    Oczywiscie, ze tak.
                                                    Przy czym cisze pokojnie można by zaliczyc do "konsekwencji". W
                                                    zeszlym roku moj syn zdenerwowal mnie tak, ze sie do niego pare dni
                                                    nie odzywałam (to zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu), bo balam
                                                    się, ze jak sie odezwę, to zbluzgam go najgorszymi słowy.
                                                    Teoretycznie go "nie ukarałam", bo nie odzywalam się nie w ramach
                                                    kary, a wścieklosci, przy czym sam to spowodował.
                                                    To ja dziękuje za takie konsekwencjie. Nastepnym razem raczej
                                                    nabluzgam albo ukarzę - na pewno to duzo lepsze.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • 24.09.09, 17:05
                                                    bi_scotti napisała:

                                                    > Cisza byla zreszta jedyna konsekwencja/kara jaka mnie spotykala za
                                                    > jakiekolwiek przewinienia czy zle zachowania ze strony mamy przez
                                                    > cale moje dziecintwo i nastolectwo. Uwazalam i uwazam to za
                                                    > najwieksze mozliwe okrucienstwo (pomijam brutalne bicie itp, bo to w
                                                    > ogole jest poza klasyfikacja) jakie rodzic moze okazac dziecku badz
                                                    > nastolatkowi. Zadne wredne slowa, kary, trzaskanie drzwiami czy
                                                    > zakazy czegokolwiek nie potrafia tak czlowieka sponiewierac jak
                                                    > cisza! Szczegolnie dlugotrwala cisza sad


                                                    Fajnie, że są rodzice, którzy to rozumieją.


                                                    --
                                                    Myślisz, że żartuję?
                                                    Niepotrzebnie myślisz!
                            • 21.09.09, 16:02
                              > - nie bardzo sobie wyobrażam, co może być atrakcyjnego w obieraniu
                              > ziemniaków

                              W obieraniu ziemniaków może być dużo atrakcji - chociażby to, że
                              obiad będzie szybciej...
                              • 21.09.09, 18:00
                                W obieraniu ziemniaków może być dużo atrakcji - chociażby to, że
                                > obiad będzie szybciej

                                w samym obieraniu nie ma żadnej atrakcji. Oczywiście przyspieszenie
                                obiadu może być atrakcją, ale można je też osiągnąć, jeśli ziemniaki
                                obierze mama, tata, brat, siostra, babcia, rodzice zatrudnią służącą
                                albo umówimy się, że dziś będą w mundurkach. A nawet jeśi dziecko
                                zabierze się do tej czynności, by przyspieszyć obiad, nie wierzę, by
                                w samej czynności znalazło radość. Bo czynność z natury rzeczy jest
                                upierdliwa i nic się na to nie poradzi, chociaż ktoś ją musi
                                wykonywać. I o to właśnie chodzi, by dziecko nauczyło się, że w
                                życiu trzeba wykonywać też masę upierdliwych i uprzykrzonych
                                czynności, które jednak do życia są niezbędne, a nie o to, by którąś
                                z tych czynności polubiło. Bo nawet, jak polubi obieranie
                                ziemniaków, to w późniejszym życiu nie podejmie się np. prasowania
                                lub czegoś innego równie atrakcyjnego, czego np. nie robiło się w
                                domu rodziców (np. zamiatanie chodnika przed własym domkiem, bo
                                rodzice mieszkali w bloku i niczego nie trzeba było zamiatać).
                                Niestety w życiu musimy wykonywać wiele podobnych uprzykrzonych
                                czynności i dobrze od młodości na to się przygotować psychicznie.
                                • 21.09.09, 19:50
                                  srebrnarybka napisała:


                                  > A nawet jeśi dziecko
                                  > zabierze się do tej czynności, by przyspieszyć obiad, nie wierzę, by
                                  > w samej czynności znalazło radość. Bo czynność z natury rzeczy jest
                                  > upierdliwa i nic się na to nie poradzi,

                                  Widzisz i znowu kłania się modelowanie. Jeśli ty nie potrafisz znaleźc satysfakcji i przyjemności w prostych pracach na rzecz rodziny (a wierz mi, że są tacy ludzie, a że tobie to nie mieści się w głowie to już problem twoich ciasnych horyzontów), to taka samą postawę przekażesz swoim dzieciom. Tak właśnie działa modelowanie. I albo wasze życie bedzie wyglądało tak, że codziennie bedziecie się przrzucac lielubianymi obowiązkami, za niewykonanie których karane będą dzieci (bo przecież nie ty!), albo jednak wykrzeszesz z siebie cuudem odrobinę entuzjazmu (raczej wątpię...), albo... zastąpicie ziemniaki makaronem i kaszą.


                                  --
                                  See you later irrigator
                                  • 21.09.09, 21:23
                                    Ja zostałam tak zmodelowana, że mam poczucie czegoś takiego jak
                                    obowiązek i odpowiedzialność. Poczucie obowiązku wobec różnych ludzi
                                    i odpowiedzialności za to, co do mnie należy, zupełnie wystarczą,
                                    żeby przyzwoicie wykonywać najbardziej upierdliwe czynności, jeśli
                                    są one konieczne. Nie muszę natomiast radować się samym obieraniem
                                    ziemniaków.
                                    Właściwe wypełnianie obowiązków daje mi też satysfakcję, której nie
                                    miałabym, gdyby owe obowiązki składały się z samych przyjemności. Bo
                                    cóż to za satysfakcja, że wyprasowałam komuś koszulę, jeśli to
                                    lubię? A jeśli nie lubię, a zrobiłam to dobrze, to mam poczucie, że
                                    zachowałam się przyzwoicie i przezwyciężyłam swoją słabość, czyli
                                    niechęć do prasowania.
                                    Znajdowanie radości w samym obieraniu ziemniaków albo prasowaniu
                                    jako takim to już masochizm nikomu niepotrzebny.
                                    Rodzice także nie muszą udawać, że lubią te obowiązki domowe, które
                                    im pzotaną. Wystarczy, że będą je wypełniali przyzwoicie. To powinno
                                    zmodelować dzieci w ten sposób, że będą wiedziały, że należy wykonać
                                    przyzwoicie to, co do nas należy, nawet, jeśli tego nie lubimy.
                                    A wpajanie dzieciom postawy, że wykonujemy obowiązki domowe dlatego,
                                    że są one przyjemne, a nie dlatego, że są obowiązkami i wynikają z
                                    odpowiedzialności za dobro wspólne, jest niebezpieczne. Może
                                    spowodować, że dziecko w przyszłości nigdy nie zrobi niczego, czego
                                    nie lubi, mimo, że okoliczności będą tego wymagały.
                                    Zmodelowano mnie też tak, że staram się nie obrażać osób, z którymi
                                    dyskutuję, a zarzucanie komuś ciasnych horyzontów jest obraźliwe. I
                                    dobrze byłoby, żebyś w ten sposób nie modelował swoich dzieci.
                                    • 21.09.09, 22:31
                                      Żadne ze zdań, które tu napisałaś nie jest ustosunkowaniem sie do mojej wypowiedzi. Znowu za to pełno wciskania mi opini, których niedy nie głosiłem, a nawet zarzucanie mi poglądów dokładnie odwrotnych do tych, które wyeksplikowałem. To właśnie nazywam "ciasnotą horyzontów". Uczciwośc jest czasem ważniejsza od dobrego wychowania.
                                      --
                                      See you later irrigator
                                      • 21.09.09, 22:59
                                        Żadne ze zdań, które tu napisałaś nie jest ustosunkowaniem sie do
                                        mojej wypowie
                                        > dzi.

                                        Które ze zdań, bo wg mnie wszystkie.
                                        Przypominam: twierdziłeś, że rodzice powinni czerpać radość z
                                        czynności obierania ziemniaków, gdyż jest to czynność na rzecz
                                        rodziny, i tą radościa powinni "zmodelować" dzieci.

                                        Odpowiedziałam, że moim zdaniem to zarówno niemożliwe (nie wierzę w
                                        radość z samego obierania ziemniaków, można cieszyć się tym, że
                                        rodzina zje dobry obiad, ale radość byłaby taka sama, gdyby
                                        ziemniaki obrała np. maszyna), jak i niepotrzebne, bo wystarczy te
                                        ziemniaki porządnie obrać, a stosunek obierającego do samej
                                        czynności jest obojęty.
                                        Stwierdziłam ponadto, że nie można modelować dzieci tak, że wykonują
                                        jakąś czynność domową, bo czerpią z niej radość, bo wtedy utrudnia
                                        im się "zmodelowanie" tego, że trzeba wykonywać przyzwoicie także te
                                        obowiązki, których się nie lubi, bo i takie w życiu nam się zdarzają.

                                        Zwracam ponadto uwagę, że Twoja wypowiedź była ucieczką od całej
                                        dyskusji. Jeśli znajdzie się nastolatek tak "zmodelowany", że
                                        obieranie ziemniaków dla rodziny sprawia mu przyjemność i wobec tego
                                        tej przyjemności sobie nie odmawia (osobiście nie wierzę możliwość
                                        zmodelowania nastolatka tak, by obierał ziemniaki dla przyjemności)
                                        to nie ma o czym dyskutować. Taki nastolatek chętnie obierze te pyry
                                        i nie ma potrzeby stosować konsekwencji, kar czy jak tam zwał.
                                        Dyskutujemy o takich przypadkach, Twoim zdaniem niemożliwych, kiedy
                                        nastolatek znajduje przyjemność w czym innym, niż obieranie
                                        ziemniaków lub mycie podłogi i nie sposób spowodować, by te
                                        czynności wykonał. Zakładam, że obowiązki nie przekraczają sił
                                        nastolatka, że jego udział w czynnościach domowych jest
                                        sprawiedliwie wyznaczony, że nie jest to "przerzucanie się
                                        nielubianymi obowiązkami", tylko sprawiedliwe wydzielenie mu jakiejś
                                        części jego obowiązków odpowiednich do jego wieku, stanu zdrowia,
                                        sprawności fizycznej, czasu, którym dysponuje etc. Fogito
                                        zapropoowała 1. rozsądną karę w postaci wstawienia mu kosza
                                        niewyrzuconych śmieci do pokoju, którą to karę nie wiedzieć czemu
                                        nazwała "konsekwencją" i upiera się, że to nie jest kara, 2. szantaż
                                        psychiczny, polegający na groźbie, że matka odmówi jakiejś prośbie
                                        dziecka, nie wiadomo, kiedy i jakiej, który to akt też nazwała
                                        konsekwencją, twierdząc, że nie jest to kara, która z natury rzeczy
                                        jest okrutna.
                                        Zapytuję więc, co Ty radziłbyś w podobnym przypadku?

                                        Uczciwośc jest czasem ważniejsza od dobr
                                        > ego wychowania.

                                        - nie widzę sprzeczości między uczciwością a dobrym wychowaniem.
                                        Głęboko nie zgadzam się z poglądami, które głosisz Ty i fogito, ale
                                        staram się Was nie obrażać i mam nadzieję, że mi się to udało. Wam
                                        nie.
                                        z poważaniem
                • 20.09.09, 09:38
                  A dlaczego klops? Przeciez odrzucenie przez jakąś pannę to może być
                  w tym wypadku błogosławieństwo dla niego, zważywszy na to, jakie
                  panny teraz po ziemi chodzą Będzie musiał poszukać takiej, która
                  go pokocha za to kim jest.

                  Wbrew temu, co piszesz dalej o tych skarpetkach, uczysz go
                  egozcetryzmu i skupienia na sobie w miłości. Szacunek dla
                  współmałżonka wyraża się nie tylko poprzez pranie skarpetek, ale
                  także poprzez gotowość do ustępstw w poważniejszych sprawach i
                  konkakt psychiczny dwóch osobowości. A jeśli on ma czekać na pannę,
                  która go pokocha za to, kim jest, czyli absolutnie nie ustąpi ani o
                  jotę ze swych przyzwyczajeń, które są przecież idealne, to nie jest
                  to przejawem szacunku, nawet, jeśli będzie prał skarpetki.
                  • 20.09.09, 18:41
                    srebrnarybka napisała:

                    >
                    >
                    > Wbrew temu, co piszesz dalej o tych skarpetkach, uczysz go
                    > egozcetryzmu i skupienia na sobie w miłości.

                    Hmmm surprised Kilkulatki z założenia slupiaja na sobie miłośc i są
                    egocentryczne. Ich tego uczyć nie trzeba.

                    Szacunek dla
                    > współmałżonka wyraża się nie tylko poprzez pranie skarpetek, ale
                    > także poprzez gotowość do ustępstw w poważniejszych sprawach i
                    > konkakt psychiczny dwóch osobowości.

                    No co ty powiesz, nie wiedziałam wink

                    A jeśli on ma czekać na pannę,
                    > która go pokocha za to, kim jest, czyli absolutnie nie ustąpi ani
                    o
                    > jotę ze swych przyzwyczajeń, które są przecież idealne, to nie
                    jest
                    > to przejawem szacunku, nawet, jeśli będzie prał skarpetki.

                    Co będzie to zobaczymy za kilka lat. Ale jeśli będzie taki jak
                    własny ojciec, to będzie dobrze. Więc raczej się nie martwię - ani o
                    skarpetki ani o ustępowanie w sprawach ważnych.

                    ps. ale dzieękuję za troskę.


                  • 20.09.09, 18:53
                    A ja się tylko zastanawiam, co ma zrobić matka dziecka, ktore na
                    polecenie "wyrzuc smieci" odpowiada "nie wyrzucę, bo mi się nie
                    chce" i jakos nie reaguje na umoralniajace kazanie pt. "To jest
                    wspólny dom i wszyscy musimy cos dla niego zrobić".
                    Macie jakies propozycje, jak w takim wypadku postapić, unikajac
                    nawet cienia kary i nie wyrzucajac smieci samemu?
                    Podkreslam, ze wzbudzanie poczucia winy zostalo uznane za karę.
                    --
                    Mops i kot

                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                    • 20.09.09, 20:04
                      verdana napisała:

                      > A ja się tylko zastanawiam, co ma zrobić matka dziecka, ktore na
                      > polecenie "wyrzuc smieci" odpowiada "nie wyrzucę, bo mi się nie
                      > chce" i jakos nie reaguje na umoralniajace kazanie pt. "To jest
                      > wspólny dom i wszyscy musimy cos dla niego zrobić".

                      Ja bym kazanie odpuściła. Skoro dziecko samo wychodzi do śmietnika,
                      to zakładam, że ma już więcej niż np 5 lat. Ja pewnie bym
                      powiedziała - "Nie chcesz to nie wyrzucaj. Sama to zrobię. Ale
                      następnym razem jak o cos mnie poprosisz to nie oczekuj spełnienia
                      swojej prośby, bo mnie się tez może nie chcieć."

                      Na mnie tekst mojej mamy - "sama to zrobię działał szybko i nie było
                      potrzeby prosić dwa razy".
                      • 20.09.09, 20:37
                        czy odmawianie prośbie dziecka nie jest karą, a tekst, który
                        zacytowaś, nie jest umoralniającym kazaniem? Oczywiście w takim
                        wypadku kara jest jak najbardziej uzasadniona.
                        • 21.09.09, 06:37
                          srebrnarybka napisała:

                          > czy odmawianie prośbie dziecka nie jest karą, a tekst, który
                          > zacytowaś, nie jest umoralniającym kazaniem? Oczywiście w takim
                          > wypadku kara jest jak najbardziej uzasadniona.


                          Nie to nie jest kara. To prawo wyboru. Dziecko musi mieć świadomość
                          jakie są konsekwencje tekstu "nie chce mi się". A kazanie
                          umoralniające to chyba dłuższy tekst niż jedno zdanie wink
                          • 21.09.09, 08:52
                            Nie to nie jest kara. To prawo wyboru. Dziecko musi mieć świadomość
                            > jakie są konsekwencje tekstu "nie chce mi się".

                            no, właśnie na tym polega kara. Dziecko ma wolność wyboru, może
                            zachować się zgodnie z panujaącymi w domu zasadami i nie zoostać
                            ukarane, ub złamać te zasady i ponieść karę. Przy tym, na co już
                            zwróciła uwagę verdana, wprwdzie kara jest w tym wypadku
                            uzasadniona, ale sposób ukarania jest w istocie trochę
                            niesprawiedliw. Bo najbliższa prośba dziecka, której trzba bedzie
                            odmówić, może być np. bardzo poważna, tak poważna, że odmówienie
                            czegoś takiego będzie niewspólmierne do przewinienia. Poza tym
                            najbliższa prośba dziecka może się zdarzyć za 3 dni, a karanie za 3
                            dni za niewyniesienie śmieci jest bez sensu. I sa fakt, z e dziecko
                            przez 3 dni będzie żyło z karą w zawieszenie ... Przecież to dużo
                            większy koszmar, niż jednorazowe ukaranie i szybkie rozliczenie
                            sprawy.
                            Znowu to samo, co z terapia wodną: dotkliwą karę, w tym wypadku
                            psychiczną, nazywasz konsekwencją i już możesz ją zastosować, podcza
                            gdy zwykła kara bylaby mniej dotkliwa.
                            • 21.09.09, 09:26
                              > dotkliwą karę, w tym wypadku
                              > psychiczną, nazywasz konsekwencją i już możesz ją zastosować,
                              podcza
                              > gdy zwykła kara bylaby mniej dotkliwa.


                              Ty się kobieto puknij w czoło, może coś to pomoże.
                              Mnie już się nawet nie chce odpowiadać na te twoje księzycowe wywody.
                              • 21.09.09, 10:54
                                Jeżeli w ten sposób uczysz swojego syna szacunku dla innych ludzi,
                                to gratuluję.
                                Agresja i brak kultury, z jaką mi odpowiadasz dowodzą, że brak Ci
                                arguementów.
                                Trzymanie dziecka w zawieszeniu przez dłuższy czas, że mamam czegoś
                                odmówi, bo ono odmówilo wyniesienia śmieci, jest dręczeniem
                                psychicznym.
                                • 21.09.09, 14:26
                                  srebrnarybka napisała:

                                  > Jeżeli w ten sposób uczysz swojego syna szacunku dla innych ludzi,
                                  > to gratuluję.

                                  Mój syn jest inteligentny i jemu nie trzeba wszystkiego trzy razy
                                  powtarzać.

                                  > Agresja i brak kultury, z jaką mi odpowiadasz dowodzą, że brak Ci
                                  > arguementów.

                                  Argumentów mi nie barak, ale nie widzę sensu powtarzania w kółko
                                  tego samego. Tym bardziej, że nie potrafisz przyjąć do wiadomosci
                                  moich argumentów, tylko cały czas usiłujesz mi coś wmówić.
                                  Co do agresji - to nawet świętego można z równowagi wyprowadzić.
                                  Patrz - Nowy Testament - wypędzenie kupców ze świątyni przez Jezusa.

                                  • 21.09.09, 15:12
                                    Twój syn może jest inteligentny, za to do Ciebie moje argumenty też
                                    nie trafiają.
                                    No, ale jeśli uważasz się za Jezusa, to rozumiem, że niekoniecznie
                                    masz ochotę słuchać takich prostaczków, jak ja. Chociaż Jezus
                                    prostaczkó akurat słuchał.
                                    • 21.09.09, 17:16
                                      srebrnarybka napisała:

                                      Chociaż Jezus > prostaczkó akurat słuchał.

                                      Owszem słuchał, ale zirytowany złapał za mordę i ze świątyni
                                      wywalił tongue_out

                                      A twoje argumenty docierają do mnie, co jednak nie zmieni faktu, że
                                      ja kar nie stosowałam i stosować nie będę.
                                      • 21.09.09, 17:47
                                        kar nie stosowałam i stosować nie będę.

                                        Stosujesz i zalecasz stosowanie. Grożenie dziecku, że nie spełni się
                                        jego prośby, jak ono czegoś nie zrobi, jest karą. Na dodatek wcale
                                        niekoniecznie adekwatną i sprawiedliwą, bo prośba dziecka może być
                                        poważniejsza, niż Twoja do niego, a ponadto z odroczonym wykonaniem.
                                        Nie są to kary łagodne.
                                        • 21.09.09, 20:31
                                          srebrnarybka napisała:

                                          > kar nie stosowałam i stosować nie będę.
                                          >
                                          > Stosujesz i zalecasz stosowanie. Grożenie dziecku, że nie spełni
                                          się
                                          > jego prośby, jak ono czegoś nie zrobi, jest karą.

                                          To się nazywa upór maniaka i to się leczy.

                                          • 21.09.09, 21:31
                                            To Ty upierasz się, by karę nazywać konsekwencją, jakby w
                                            słowie "kara" było coś złego. Co więcej, to jest niebezpieczne, o
                                            czym już pisałam. Ponieważ kara z założenia jest nieprzyjemna,
                                            mądrzy rodzice zastanawiają się, czy kara nie jest za surowa, bo
                                            wiadomo, że kara powinna być sprawiedliwa etc. Jeżeli karę nazwie
                                            się konsekwencją, to kładzie się nacisk nie na przykrość, której
                                            dziecko przecież doznaje, ale przede wszystkim na rzekomą
                                            nieuchronność owej konsekwencji, która przecież jest ustalana przez
                                            rodziców i to w rzeczywistości oni wyznaczają, na czym ma polegać.
                                            Ale wtedy ulatnia się świadomość, że owa kara czy konsekwencja może
                                            być za surowa, bo przecież konsekwencja to coś nieuchronnego i
                                            służącego dziecku. I dlatego możesz zastosować tego rodzaju szantaż
                                            psychiczny, jaki opisałać, trzymając dziecko przez dłuższy czas w
                                            niepewności, czego to matka mu odmówi, zamiast załatwić sprawę
                                            szybko i prosto - nie wyniosłeś śmieci, to wstawiay wiadro dopokoju,
                                            albo nie oglądasz dziś filmu (jednego, nie żaden szlaban na cały
                                            tydzień), bo najpierw obowiązek, a potem przyjemność, nie zagram
                                            dzisiaj z tobą w scrabble, bo mnie się też nie chce etc. Ale kara
                                            powinna być wymierzoa od razu i rzecz jest wtedy rozliczona, a nie
                                            wisi nad dzieckiem, jak miecz Damoklesa.
                                      • 21.09.09, 18:36
                                        fogito napisała:

                                        > ja kar nie stosowałam i stosować nie będę.

                                        If it walks like a duck, if it quacks like a duck, it's... a duck!
                                        • 21.09.09, 20:32
                                          bi_scotti napisała:


                                          > If it walks like a duck, if it quacks like a duck, it's... a duck!

                                          Niekoniecznie wink
                      • 20.09.09, 21:48
                        Czyli postulujesz nic innego jak ukaranie dziecka - i to byc może
                        stosunkowo okrutne. Jesli nastepna prosba bedzie "Pomóż mi, bo nic
                        nie rozumiem z matematyki, a jutro klasowka", albo "pomóż mi, mam
                        problem w szkole".

                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • 21.09.09, 06:42
                          verdana napisała:

                          > Czyli postulujesz nic innego jak ukaranie dziecka - i to byc może
                          > stosunkowo okrutne. Jesli nastepna prosba bedzie "Pomóż mi, bo nic
                          > nie rozumiem z matematyki, a jutro klasowka", albo "pomóż mi, mam
                          > problem w szkole".

                          Nie, to nie jest żadne ukaranie. Dziecko ma wybór swojego
                          postępowania. Może pomóc a może nie pomóc. A późniejsza prośba np. o
                          spełnienie jakiejś zachcianki może nie zostać wysłuchana. Nie biorę
                          pod uwagę pomagania w sprawach szkolnych - bo to jest zupełnie inna
                          bajka. Chociaż gdyby młody nastoletni olał mnie całkowicie, to
                          pewnie powiedziałabym - idź teraz prosić o pomoc tatę a nie mnie.
                          Póki co nie mamy tego typu problemów i moja mama też ze mną nie
                          miała, bo takie właśnie teksty działały na mnie szybciutko.
                          Brak kar nie oznacza braku wymagań w stosunku do dziecka ani tez
                          braku konsekwencji.
                          • 21.09.09, 09:00
                            Nie, to nie jest żadne ukaranie. Dziecko ma wybór swojego
                            > postępowania. Może pomóc a może nie pomóc. A późniejsza prośba np.
                            o
                            > spełnienie jakiejś zachcianki może nie zostać wysłuchana.

                            Przecież dziecko narażające się na karę też ma wybór - może postąpić
                            zgodnie z przyjętymi w domu regułami i uniknąć kary, lub je
                            zlekceważyć, i zostać ukarane. Przy czym w tradycyjnym systemie kar
                            dziecko przynajmniej wie, jakiej kary może się spodziewać, a w
                            Twoim - zależy to od widzimisię rodziców.

                            Chociaż gdyby młody nastoletni olał mnie całkowicie, to
                            > pewnie powiedziałabym - idź teraz prosić o pomoc tatę a nie mnie.

                            kara z pewnością nie może polegać na pozbawieniu dziecka tego, co
                            rodzice są obowiązani dziecku zapewnić. Czy rodzice mają obowiązek
                            zawsze pomagać w lekcjach, a zwłaszcza np. humaniści w matematyce,
                            to inna sprawa, moim zdaniem niekoniecznie. Ale z pewnością są
                            obowiązani dziecku zapewnić warunki do nauki i jeśli rzeczywiście
                            smao sobie nie radzi i nie wynika to z lenistwa dziecka, to np.
                            zapewnić korepetycje. Ale jeśli pomagali zawsze, to olanie takiej
                            pomocy dlatego, że dziecko nie wyniosło śmieci, jesst skandalem i
                            naruszeniem praw dziecka.
                            • 21.09.09, 09:20
                              srebrnarybka napisała:

                              >> Przecież dziecko narażające się na karę też ma wybór - może
                              postąpić
                              > zgodnie z przyjętymi w domu regułami i uniknąć kary, lub je
                              > zlekceważyć, i zostać ukarane.

                              Zapewne, ale co ma np. wspólnego niewyrzucenie śmieci z zakazem
                              oglądania telewizji, lub zakazem gry na komputerze. Czyż to nie są
                              jedne z najpopularniejszych kar?

                              Przy czym w tradycyjnym systemie kar
                              > dziecko przynajmniej wie, jakiej kary może się spodziewać, a w
                              > Twoim - zależy to od widzimisię rodziców.

                              Bzdura. Kary rodziece często wymyślają z kapelusza. Jak np. to
                              przysłowiowe ograniczenie telewizora czy kompa.
                              W moim przypadku dziecko wie, czego może się spodziewać, bo jest o
                              tym poinformowane. Zlekceważenie prośby rodzica może grozić
                              zlekceważeniem jego własnej prośby. Trzeba się wzajemnie szanować.
                              Jeśli dzieciak nie szanuje rodzica, to rodzicielskie prośby w
                              kwestii zrobienia czegokolwiek będa po nim spływały jak po kaczce.
                              To nie są rzeczy, które można załatwic z dnia na dzień. To są
                              rzeczy, które wypracowuje się latami.

                              >> kara z pewnością nie może polegać na pozbawieniu dziecka tego, co
                              > rodzice są obowiązani dziecku zapewnić.

                              I tu powinnaś się zastanowić, czy rodzice mają obowiązek pomagać
                              nastoletniemu dziecku w nauce zwłaszcza jeśli to dziecko ma 'gdzieś'
                              rodziców i ich potrzeby. Przede wszystkim duże dziecko jest
                              odpowiedzialne samo za siebie w kwestii lekcji.

                              Czy rodzice mają obowiązek > zawsze pomagać w lekcjach, a zwłaszcza
                              np. humaniści w matematyce,
                              > to inna sprawa, moim zdaniem niekoniecznie. Ale z pewnością są
                              > obowiązani dziecku zapewnić warunki do nauki i jeśli rzeczywiście
                              > smao sobie nie radzi i nie wynika to z lenistwa dziecka, to np.
                              > zapewnić korepetycje.

                              Jasne wink Ale dzieciak, któremu nie chce się wyrzucic smieci, bo
                              akurat gra na kompie lub leży przed telewizorem chyba jest z
                              założenia leniwy. Takiemu potrzebna jest samodyscyplina i
                              posiedzenie nad nauką a nie korepetytor.


                              Ale jeśli pomagali zawsze, to olanie takiej
                              > pomocy dlatego, że dziecko nie wyniosło śmieci, jesst skandalem i
                              > naruszeniem praw dziecka.


                              Zaczynasz mnie śmieszyć. Wyrywasz sytuację z kontekstu, ktorego nie
                              znamy, bo jest to sytuacja wymyślona i usiłujesz dobudowac ideologię
                              do tego.
                              Nic nie dzieje się bez przyczyny w przyrodzie. Nawet taka odmowa
                              wyniesienia śmieci ma swoją przyczynę.
                              A najbardziej podoba mi się 'to naruszenie praw człowieka' big_grin
                              poszłaś czołgiem jednym słowem.

                              W każdym razie mój syn wieku 5,5 uwielbia wynosić smieci, ale robi
                              to jeszcze z tatą, bo jest mały. Ja jako nastolatka pomagałam w
                              domu, bo było to dla mnie oczywiste, że próśb matki się nie
                              lekceważy.
                              Lenistwo i krnąbrność nigdy nie były moim udziałem, więc trudno mi
                              sobie takie sytuacje z księzyca wyobrazić.
                              Ale chyba generalnie każdy powinen wiedzieć, że od dzieci można
                              wymagać szcunku jeśli również im okazuje się szacunek. Wtedy łatwiej
                              porozmawiać o przysłowiowych śmieciach, które się same wynieść nie
                              chciały wink
                              A nastolatek chyba z założenia powinien wiedzieć, że jak tych
                              głupich śmieci wynosic nie będzie, to mamusia nie poleci do sklepu i
                              nie kupi mu wymarzonej komórki albo gry komputeropwej wink
                              • 21.09.09, 11:14
                                Zapewne, ale co ma np. wspólnego niewyrzucenie śmieci z zakazem
                                > oglądania telewizji, lub zakazem gry na komputerze. Czyż to nie są
                                > jedne z najpopularniejszych kar?

                                - uczy, że najpierw obowiązek, a potem przyjemność. Skądinąd nie
                                twierdzę, że to akurat najlepsze kary i w tym wypadku adekwatne.
                                Bardzo dobrą karą wydaje mi się zaproponowane przez Ciebie
                                wstawienie kosza ze śmieciami do pokoju.

                                W moim przypadku dziecko wie, czego może się spodziewać, bo jest o
                                > tym poinformowane. Zlekceważenie prośby rodzica może grozić
                                > zlekceważeniem jego własnej prośby.

                                czyli właśnie nie wie, bo nie może przewidzieć, o co może Cię prosić
                                za 5 godzin i czego mu wobec tego odmówisz.

                                Ale dzieciak, któremu nie chce się wyrzucic smieci, bo
                                > akurat gra na kompie lub leży przed telewizorem chyba jest z
                                > założenia leniwy. Takiemu potrzebna jest samodyscyplina i
                                > posiedzenie nad nauką a nie korepetytor.

                                dzieciak leniwy może też nie mieć zdolności do jakiegoś przedmiotu,
                                jedno nie wyklucza drugiego. Poza tym, jeśli nie ma np. zdolności do
                                matmy i gorzej sobie radzi, to często zniechęca go to do dalszej
                                pracy i właśnie dlatego ucieka w grę na kompie.

                                Oczywiście można odmówić pomocy przy lekcjach, jeżeli uważa się, że
                                jest ona dziecku niepotrzebna, bo powinno sobie z tematem poradzić,
                                ale nie dlatego, że dziecko przedtem odmówiło wyniesienia śmieci.
                                Zapewnienie dziecku właściwych warunków do nauki (osobista pomoc,
                                przez korepytora lub poprzez właśnie rezygnację ze wpólnego
                                odrabiania lekcji, żeby nauczyć dziecko samodzielnej pracy) nie jest
                                nagrodą za dobre zachowanie, tylko obowiązkiem rodziców wobec
                                dziecka.


                                Ja jako nastolatka pomagałam w
                                > domu, bo było to dla mnie oczywiste, że próśb matki się nie
                                > lekceważy.

                                - czyli byłaś tak stłamszona, że nie miałaś woli, żeby się buntować.
                                Chyba nie chcesz w ten sposób wychowywać dziecka?


                                Lenistwo i krnąbrność nigdy nie były moim udziałem, więc trudno mi
                                > sobie takie sytuacje z księzyca wyobrazić.


                                Krnąbrność - co za słowo!!!! Dawno zapomniana "czarna pedagogika"
                                represyjna. Spróbuj dostosować język do teorii które wyznajesz, bo
                                pisanie o niestosowaniu kar wobec dziecka, które nie jest krnąbrne,
                                zakrawa na śmieszność.


                                Ale chyba generalnie każdy powinen wiedzieć, że od dzieci można
                                > wymagać szcunku jeśli również im okazuje się szacunek.


                                oczywiście, ale okazywanie szacunku nie oznacza nieukarania za
                                oczywiste i świadomoe przewinienie. Raczej nieukaranie jest brakiem
                                szacunku, bo dowodzi, że dziecka, nawet jego przewinień, nie
                                traktuje się poważnie.


                                A nastolatek chyba z założenia powinien wiedzieć, że jak tych
                                > głupich śmieci wynosic nie będzie, to mamusia nie poleci do sklepu
                                i
                                > nie kupi mu wymarzonej komórki albo gry komputeropwej wink

                                odpowiadam cytatem z niejakiej fogito:
                                Zapewne, ale co ma np. wspólnego niewyrzucenie śmieci z zakazem
                                > oglądania telewizji, lub zakazem gry na komputerze. Czyż to nie są
                                > jedne z najpopularniejszych kar?

                              • 21.09.09, 16:15
                                > Jasne wink Ale dzieciak, któremu nie chce się wyrzucic smieci, bo
                                > akurat gra na kompie lub leży przed telewizorem chyba jest z
                                > założenia leniwy.

                                Niekoniecznie. Może musi skończyć poziom/zadanie albo film/mecz musi
                                się skończyć.
                                • 21.09.09, 17:28
                                  morekac napisała:

                                  > > Jasne wink Ale dzieciak, któremu nie chce się wyrzucic smieci, bo
                                  > > akurat gra na kompie lub leży przed telewizorem chyba jest z
                                  > > założenia leniwy.
                                  >
                                  > Niekoniecznie. Może musi skończyć poziom/zadanie albo film/mecz
                                  musi
                                  > się skończyć.

                                  No, ale przecież nikt mu nie każe przerywać aktualnie wykonywanej
                                  czynności. Owszem śmieci moga trochę poczekać, ale już następny film
                                  i następna gra to byłoby czyste lenistwo tongue_out

                                  Poza tym, ja nie wiem o co chodzi z tymi grami. Ja nie znam żanego
                                  przedstawiciela płci męskiej i żeńskiej, ktory trawiłby czas na
                                  grach komputerowych. Zycia szkoda.
                    • 20.09.09, 20:56
                      A ja się tylko zastanawiam, co ma zrobić matka dziecka, ktore na
                      > polecenie "wyrzuc smieci" odpowiada "nie wyrzucę, bo mi się nie
                      > chce" i jakos nie reaguje na umoralniajace kazanie pt. "To jest
                      > wspólny dom i wszyscy musimy cos dla niego zrobić".
                      > Macie jakies propozycje, jak w takim wypadku postapić, unikajac
                      > nawet cienia kary i nie wyrzucajac smieci samemu?

                      Odpowiedż 1: wynająć panią do sprzątania (to oczywiście wisielczy
                      żart).
                      Odpowiedź 2, przypuszczam, że zgodna z poglądami fogito: powiesić
                      się. Jeśli dziecko tak odpowiada, tzn., że matka popełniła karygodne
                      błędy wychowawcze, kiedy dziecko było małe i to ona jest
                      odpowiedzialna za zachowanie dziecka, a nie ono. To matka powinna
                      była u oseska zbudować swój autorytet i więź opartą na obopólnym
                      szacunku, miałaby wtedy idealne dziecko, które zgadałoby samo
                      życzenia matki, a wynoszenie śmieci byłoby dlań najsłodszą rozkoszą.
                      Skoro takie nie jest, to matka nie jest matką, ale jakąś fleją, może
                      szlajała się po nocach, i dla dobra ludzkości powinna rozstać się z
                      tym padołem, żeby więcej nie dawać złego przykładu dziecku.
                      Odpowiedź 3 na poważnie i zgodna z moimi poglądami: zastosować jakąś
                      karę, oczywiście nie z repertuaru najcięższych. Dobór kary zależy od
                      stopnia niechęci dziecka, częstotliwości przewinienia i upodobań
                      dziecka, bo to, co dla jednego jest karą, dla drugiego może być
                      wręcz nagrodą. Ale to rodzice znają dziecko i wiedzą, jaką karę
                      dobrać.
              • 14.09.09, 15:12
                Twoje wypowiedzi, to jakieś totalne qui pro quo. Piszeszciągle o jakiś idealnych dzieciach, idealnych rodzicach, tworzeniu kopii, klonów, hodowaniu cyborgów, spierasz się z tezami i zaciekle zwalczasz opinie, ktorych tu nikt nie głosi. Jaki to ma zwiazek z tematem wątku? Chciałem się dowiedziec, o co chodzi rodzicom, którzy domagają się przepisów na karanie dzieci (zwłaszcza małych, bo bywały pytania o dzieci 1,5 roczne) za zachowania, ktore oni sami wywołują swoim zachowaniem nieświadomi zjawiska modelowania? Modelowanie to nie jest "tworzenie kopii" to nie naśladownictwo (bo naśladownictwo w teoriach uczenia nazywane jest... naśladownictwem), to właśnie przekazywanie emocji, klimatu, czasem podprogowo. To oddziaływanie swoją wrogością, zdenerwowaniem, nekonsekwencją, podwójnym komunikatem, ale też akceptacją, miłością, odprężeniem. Ty nie tylko tego nie rozumiesz, nie znasz tego mechanizmu, ale zachowujesz się, jakby ktoś zaatakował cię personalnie, jakby przez kwestionowanie zasadności karania (w pewnych określonych sytacjach) ktoś chciał ci odebrac jakąs niezwykle cenną rzecz, albo przez sugestię, że dziecko swoim zachowaniem sygnalizuje ci twoje błędy wychowawcze, chciał cię zmusic do jakiejś upokarzającej rzeczy. Poczytaj wpisy, które krytykujesz i pomyśl czy nie wyważasz otwartych drzwi, albo nie robisz z siebie głupka.
                • 14.09.09, 15:23
                  Wiem co to jest modelowanie - jesli to było do mnie.
                  Wiem co to jest nasladownictwo.
                  Wychowanie poprzez świadome modelowanie zaklada, ze rodzice sa
                  cyborgami. Oczywiscie, ze wiele zachowań dzieci "dziedzicza" po
                  rodzicach, ale zdecydowanie nie wszystkie. Co więcej, nie da się
                  przewidzieć, ktore. Aby wiec zastosować modelowanie jako nadrzedną
                  metode wychowania należałoby być czlowiekiem bez uczuć i bez wad.
                  Człowiek ma czasem prawo być zly, wściekły, zawiedziony - i nie ma w
                  tym absolutnie nic złego.
                  Jesli chodzi o "przepisy na karanie" to podejrzewam, ze prosza o nie
                  rodzice, ktorzy chcielby np. wyegzekwowac od swego dziecka jakieś
                  bardzo istotne zachowanie, a nie mają ochoty go lać, znieważać czy
                  zamykać w komorce - nie maja jednak pojecia, co powinni zrobić.
                  Czasem bez kary się nie obejdzie - rodzice, ktorzy twierdza,
                  ze "nigdy nie stosują kar" mają zazwyczaj po prostu bardzo wąska
                  definicję kary.
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • 14.09.09, 15:55
                    To było do ciebie o ile:
                    1. Używasz różnych nicków i trudno ci zapanowac nad tym, pod którym jesteś aktualnie zalogowana.
                    2. Masz tak niekie poczucie własnej wartości, że każde zakwestionowanie stosowanych przez ciebie metod wychowawczych powoduje u ciebie panikę, a w efekcie agresję i atakowanie na oślep osób, które ośmieliły się zadac niewygodne pytanie.

                    BTW - bzdurą jest twierdzenie, że "aby zastosować modelowanie jako nadrzedną metode wychowania należałoby być czlowiekiem bez uczuć i bez wad" (to stwierdzenie akurat poddaje w wątpliwośc, czy wiesz co to jest modelowanie). Żeby "stosowac" modelowanie, nie trzeba byc człowiekiem bez wad, ale trzeba byc CZŁOWIEKIEM. Zresztą nie wiem, czy można stosowac modelowanie jako metodę wychowawczą, ale na pewno trzeba byc świadomym, że takie zjawisko występuje (niezależnie od naszej świadomości). Ponaddto wytłumacz mi, jak będąc człowiekiem z wadami, człowiekiem który "ma czasem prawo być zly, wściekły, zawiedziony" można dzięki systemowi kar i nagród wychowac "szczęśliwe dziecko" - a sądząc z twoich wypowiedzi to jest nie tylko możliwe, ale jest to wręcz warunek konieczny. Proszę was (to do ciebie i tej drugiej pani, a może drugiego twojego nicka) przebaczcie sobie wszystkie swoje błędy wychowawcze, przebaczcie tym, którzy was krytykowali i przez to naruszali wasze poczucie wartości, przebaczcie swoim rodzicom, bo najwyraźniej świadomośc, że jesteście do nich podobne przyprawia was o mdłości, a - zapewniam was - odrazu poczujecie się lepiej. PEACE i .... EOT
                    • 14.09.09, 17:08
                      bardzo jestem ciekawa, jak osoba tak agresyna modeluje dziecko...
                      Uspokój sie, bo dziecko patrzy i może też zacząć wykazywać agresję.
                      Jako rodzic powinnaś być opanowana i spokojna - nie pamietasz?
                      Oczywiscie, ze ludzie od zarania dziejow sa swiadomi, ze takie
                      zjawisko wystepuje, znasz takie powiedzenie "niedaleko pada jabłko
                      od jabloni" - powstałe na setki lat przed teoria modelowania?
                      Spokojnie, dajesz fatalny przyklad dziecku - złość, znieważanie,
                      insynuacje - modeluj tak dalej.
                      Nie wierzę, ze będąc osobą tak pena agresji wychowujesz dziecko bez
                      kar. Cóz, podejrzewam, ze nawet nie bardzo rozumiesz, czym jest
                      kara, bo Tobie się wydaje, ze jest to tylko bicie, krzyk i zakazy.
                      --
                      Mops i kot

                      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                      • 14.09.09, 18:37
                        verdana napisała:

                        > bardzo jestem ciekawa, jak osoba tak agresyna modeluje dziecko...

                        Też jestem tego ciekaw. Z postów autora wątku wyziera tyle agresji i frustracji, tyle pretensji do świata i ludzi, że czytając, powtarzam tylko sobie pod nosem: Ja pierdziulę! wink

                        --
                        Ne puero gladium!
                        • 14.09.09, 20:41
                          scher napisał:

                          Z postów autora wątku wyziera tyle agresji i frustracji
                          > , tyle pretensji do świata i ludzi, że czytając, powtarzam tylko
                          sobie pod nose
                          > m: Ja pierdziulę! wink

                          i kto to mówi

                    • 20.09.09, 09:14
                      Na tak agresywnego i mało kulturalnego posta trudno odpowiedzieć,
                      ale sprawa jest ważna. Tak, jak przedstawiasz teorię modelowania, to
                      właściwie świadomoe wychowanie nie jest możliwe. Skoro cała
                      osobowość dziecka jest zmodelowana przez jego rodziców i tylko i
                      wyłącznie przez rodziców, bo dziecko to "tabula raaa" (tego
                      sformułowania użyła akurat fogito, ale ona głosi podobny pogląd). to
                      i rodzice zostali zmodelowani przez swoich rodziców (sam zresztą
                      piszesz, że są do nich podobni) i wobec tego nie mają żadnego wpływu
                      na swoje postępowanie, bo ono zostało już zdeterminowane przez ich
                      rodziców. W takim razie nie mają też wpływu na to, w jaki sposób
                      wychowają swoje dzieci, tylko będą dokładnie powtarzać zachowanie
                      swoich rodziców. A rodzice rodziców też nie zachowywali się
                      świadomie, tylko odtwarzali model zaprogramoway przez ich rodziców,
                      a ich rodzice przez ich rodziców etc. aż do Adama i Ewy. Wobec tego
                      nie ma sensu dyskutować o wychowaniu, bo jakiejkolwiek rady by się
                      tu komuś nie udzieliło, ten jej i tak nie zastosuje, tylko zrobi to,
                      co zrobiliby jego rodzice.
                      Absurd teorii jest oczywisty i przeczy mu potoczne doświadczenie.
                      Znam bardzo wiele dzieci niepodobnych do swoich rodziców. Co więcej,
                      znam rodzone rodzeństwa wychowane przez tych samych rodziców, a
                      zupełnie do siebie niepodobne. Wiadomo, że dzieci różnią się od
                      siebie już w życiu płodowym, dotyczy to także kolejnych dzieci tej
                      samej matki, kiedy czynnik środowiskowy jest zbliżony.
                      Oczywiście wpływ rodziców na ukształtowanie sie osobowości dziecka
                      jest spory, ale to nie jest proste modelowanie. Niektóre zachowania
                      rodziców naśladujemy, bo je świadomie akceptujemy, inne odrzucamy,
                      bo uważamy je za niewłąściwe lub nieadekwatne do nszej sytuacji
                      życiowej, jeszcze inne zachowania czy cechy rodziców są nam obojętne
                      i dotyczą spraw dla nas nieistotnych. Co więcej, wzory wyniesione od
                      rodziców nie dają nam odpowiedzi na wszystkie problemy, przed
                      którymi stajemy w życiu i wiele spraw musimy rozwiązywać szukająć
                      wzorów czy inspiracji gdzie indziej. Co więcej, już od wczesnego
                      dzieciństwa spotykamy też innych ludzi: sąsiadów, panią na poczcie,
                      panią lekarkę, panię dentystkę, panią pielęgniarkę, panią
                      przedszkolankę, przyjaciół rodziców, ich dzieci, dzieci sąsiadów,
                      dzieci w przedszkolu czy na placu zabaw, pana motorniczego, pana
                      taksówkarza, pana konduktora, pana na stacji benzynowej, panią
                      ekpedientkę, pana ratownika na plaży, oglądamy filmy, chodzimy do
                      teatru, najpierw kukiełkowego, potem zwykłego, poznajemy ksiązki,
                      jeśli jesteśmy wierzący, to spotykamy księdza, siostrę, pana
                      organistą, paaa kościelnego, ludzi w kościele etc. i te wszystkie
                      wzory także "przetwarzamy" przyjmując i naśladując, odrzucając lub
                      uznając za nieistotne. Poza tym dziecko nie jest "tabula raaa", ale
                      pewne cechy sobowości przynosi ze sobą na świat. I efekt ostateczny
                      jest wypadkową tych wszystkich działań.
                      W kwestii podobieństwa do rodzicow: a do kogo podobne jest dziecko,
                      jeśli rodzice są do siebie niepodobni w sensie charakteru, zamiłowań
                      czy nawet systemu wartoci? Takie sytuacje się przeciez zdarzają i
                      bywa, że ludzie bardzo różniący się między sobą żyją ze sobą długo
                      razem, bywają nawet szczęśliwi, i razem wychowują dzieci? To w jaki
                      sposób modelują te dzieci?
                      • 20.09.09, 11:42
                        Dopiero trudno jest odpowiadac osobom, które nie wiedzą, o czym piszą i dyskutują z tezami, których nikt nie stawiał. Pytanie dotyczyło zasadności kar w sytuacji kiedy inkryminowane zachowanie dziecka jest wywołane błędami wychowawczymi rodziców lub/i ich ignorancja na temat wychowania. verdana dodała swoimi postami kolejną kwestię - czy można wychowac dziecko wpajając mu zasady, których sami rodzice nie przestrzegają. Odpowiadając na twoje pytanie dotyczące świadomego wychowania - nie jest ono możliwe, jeśli nie zdajemy sobie sprawy z roli modelowania i jeśli sami nie pracujemy nad sobą i nie podnosimy swoich kompetencji wychowawczych, a tylko próbujemy "przerzucac odpowiedzialnośc" na dziecko, jak to w innym watku postuluje scher.

                        BTW - propagatorem terapii wodnej był niejaki acrons - jak najbardziej facet, kierowca tira. To że zrobiłaś z niego kobietę też świadczy o tym z jaką uwagą czytasz posty, z którymi dyskutujesz.
                        --
                        See you later irrigator
                        • 20.09.09, 12:51
                          wątek o terapii wodnej pamiętam dobrze. Założyła go matka używająca
                          nicka zawierającego sylabę "lil", ale całego nicka nie pamiętam.
                          Acorns (nie acrons) włączył się do dyskusji i poparł zaproponowaną
                          metodę, ale nie był założycielem wątku. Nie jest on kierowcą tira,
                          ale pracuje na budowie. To na temat dokładności czytania przeze mnie.
                          Z tego co piszesz, jasno wynika, że każdy z nas jest podobny do
                          rodziców i nie ma szans być inny, ponieważ wychowanie następuje
                          poprzez naśladowanie zachowania rodziców. Założyłeś, że verdana i bi
                          scotti są podobne do swoich rodziców, chociaż nie znasz ich ani ich
                          rodziców ani też one w tym wątku za wiele o swoich rodzicach nie
                          pisały. Jeżeli tak założymy, to dyskusja o wychowaniu nie ma sensu,
                          bo zostaliśmy zmodelowani przez rodziców i jako rodzice powielamy
                          ich zacbowania i inaczej być nie może.
                          Oczywiście uważam, że przykład i poszanowanie zasad, czy w ogóle
                          generalnie własne życie rodziców ma ogromny wpływ na wychowanie
                          dzieci, które chłoną również to, co nie ma bezpośredniego celu
                          wychowawczego. Natomiast nie uważam, że sam przykład rodziców
                          wystarczy do właściwiego wychowania dzieci. Pewne zachowania dzieci
                          należy wzmacniać lub wygaszać i temu służą m. in. kary i nagrody.
                          Oczywiście, że hipokryzją jest wymaganie od dzieci zasad moralnych,
                          których się nie przestrzega, bo trudno nauczyć uczciwości,
                          nieoszukiwania, niekłamania, niekradzenia, czy np. szacunku dla
                          innych ludzi, jeśli się samemu tego w życiu nieprzestrzega. Ale
                          kwestia, ile kostek czekolady wolno zjeść dziennie czy też, o któej
                          się wraca do domu, to nie są kwestie moralne, tylko porządkowe. I to
                          jest oczywiste, także dla dzieci, że dzieci prowadzą inny tryb
                          życia, niż dorośli, bo nie są dorosłe. Dlatego dzieci nie piją
                          alkoholu, ani kawy, chodzą spać o 20, kąpią się w morzu lub w
                          jeziorze pod opieką dorosłych, nie prowadzą samochodu, nie zapalają
                          zapałek, nie oglądają TV bez ograniczeń. Zarazem dzieci też nie
                          pracują, nie gotują obiadu ani nie robią zakupów (owszem, powinny w
                          miarę możliwości pomagać przy tych czynnościach, ale nie odpowiadają
                          za to, żeby był obiad i pranie wyprane), nie piorą, nie prasują, nie
                          sprzątają, nie myją okien, nie robią porząków w piwnicy, nie noszą
                          bielizny do magla ani garniturów do pralni, nie jeżdżą z samochodem
                          do warsztatu, nie załątwiają formalności w banku, nie chodzą do
                          biura podróży wykupić wczasy, więc z drugiej strony wolne są od
                          wielu paskudych czynności, które muszą wykonać dorośli. Nie mówiąc
                          już o tym, że pewne przyjemności są tylko dla dzieci: to dzieci do 5-
                          6 roku życia niemal cały dzień się bawią, a i potem też wiele godzin
                          dziennie, to dzieci bawią się np. lalkami, czego jednak mamy nie
                          robią zazwyczaj, to dzieciom kupuje się czasami jakieś łakocie,
                          któych dorośli nie jedzą, bo po pierwsze nie sprawia im to
                          przyjemności, po drugie - właśnie rodzice albo ciocia czy babcia
                          chce zrobić przyjemność dziecku, a nie rodzicom. I o ile zasady
                          moralne są te same, to tryb życia dorosłych i dzieci się różni, bo
                          to wynika ze stopnia dojrzałości.
                          • 20.09.09, 16:07
                            srebrnarybka napisała:

                            > wątek o terapii wodnej pamiętam dobrze. Założyła go matka używająca
                            > nicka zawierającego sylabę "lil", ale całego nicka nie pamiętam.
                            > Acorns (nie acrons) włączył się do dyskusji i poparł zaproponowaną
                            > metodę, ale nie był założycielem wątku. Nie jest on kierowcą tira,
                            > ale pracuje na budowie. To na temat dokładności czytania przeze mnie.

                            O terapii wodnej pierwszy pisał acorns (masz racje co do nicka) i acorns jeździł krazem, później zadje się dostał scanię i jeździł z towarem do Ruskich. lalibela później załazyła wątek, że skorzystala z rad acornsa i że działają ;P

                            > Z tego co piszesz, jasno wynika, że każdy z nas jest podobny do
                            > rodziców i nie ma szans być inny, ponieważ wychowanie następuje
                            > poprzez naśladowanie zachowania rodziców.

                            Totalne brednie - nigdy czegoś takiego nie pisałem. Napisałem natomiast, że każdy powinien się starc byc lepszym rodzicem od swoich oraz od siebie z dnia poprzedniego.

                            Założyłeś, że verdana i bi
                            > scotti są podobne do swoich rodziców, chociaż nie znasz ich ani ich
                            > rodziców ani też one w tym wątku za wiele o swoich rodzicach nie
                            > pisały.

                            Nie przypominam sobie żebym coś takiego pisał, a że to zakładam to naprawdę wytór twojej wyobraźni. Z drugiej strony każdy z nas nosi w sobie czastkę swoich rodziców i tego nie zmienisz. Pomijając fakt, że niczego to nie wnosi do dyskusji i nie wiem po co o tym piszesz - chyba żeby za wszelkoą cenę, nawet kosztem śmieszności, wykazac mi głupotę...

                            Jeżeli tak założymy, to dyskusja o wychowaniu nie ma sensu,
                            > bo zostaliśmy zmodelowani przez rodziców i jako rodzice powielamy
                            > ich zacbowania i inaczej być nie może.

                            To może dobry motyw na rozgrzeszanie swojej nieudolności, ale na pewno nie są to moje poglądy, tylko wyssane przez ciebie z palca głupoty, którymi wydaje ci się, że mnie ośmieszysz. Moje zdanie jest dokładnie odwrotne - trzeba starac się podnosic swoje kompetencje wychowawcze - wogóle nie czytasz, co się do ciebie pisze.

                            > Oczywiście uważam, że przykład i poszanowanie zasad, czy w ogóle
                            > generalnie własne życie rodziców ma ogromny wpływ na wychowanie
                            > dzieci, które chłoną również to, co nie ma bezpośredniego celu
                            > wychowawczego. Natomiast nie uważam, że sam przykład rodziców
                            > wystarczy do właściwiego wychowania dzieci. Pewne zachowania dzieci

                            Znowu tekst nie do mnie - może pisała o tym fogito. Jest to pomysł dośc idealistyczny, ale jeśli się ma świadomośc, że to tylko ideału do którego dążymy, ale nigdy nie osiągniemy, może byc nawet inspirujący.

                            > należy wzmacniać lub wygaszać i temu służą m. in. kary i nagrody.
                            > Oczywiście, że hipokryzją jest wymaganie od dzieci zasad moralnych,
                            > których się nie przestrzega, bo trudno nauczyć uczciwości,
                            > nieoszukiwania, niekłamania, niekradzenia, czy np. szacunku dla
                            > innych ludzi, jeśli się samemu tego w życiu nieprzestrzega. Ale
                            > kwestia, ile kostek czekolady wolno zjeść dziennie czy też, o któej
                            > się wraca do domu, to nie są kwestie moralne, tylko porządkowe. I to
                            > jest oczywiste, także dla dzieci, że dzieci prowadzą inny tryb
                            > życia, niż dorośli, bo nie są dorosłe. Dlatego dzieci nie piją
                            > alkoholu, ani kawy, chodzą spać o 20, kąpią się w morzu lub w
                            > jeziorze pod opieką dorosłych, nie prowadzą samochodu, nie zapalają
                            > zapałek, nie oglądają TV bez ograniczeń. Zarazem dzieci też nie
                            > pracują, nie gotują obiadu ani nie robią zakupów (owszem, powinny w
                            > miarę możliwości pomagać przy tych czynnościach, ale nie odpowiadają
                            > za to, żeby był obiad i pranie wyprane), nie piorą, nie prasują, nie
                            > sprzątają, nie myją okien, nie robią porząków w piwnicy, nie noszą
                            > bielizny do magla ani garniturów do pralni, nie jeżdżą z samochodem
                            > do warsztatu, nie załątwiają formalności w banku, nie chodzą do
                            > biura podróży wykupić wczasy, więc z drugiej strony wolne są od
                            > wielu paskudych czynności, które muszą wykonać dorośli. Nie mówiąc
                            > już o tym, że pewne przyjemności są tylko dla dzieci: to dzieci do 5-
                            > 6 roku życia niemal cały dzień się bawią, a i potem też wiele godzin
                            > dziennie, to dzieci bawią się np. lalkami, czego jednak mamy nie
                            > robią zazwyczaj, to dzieciom kupuje się czasami jakieś łakocie,
                            > któych dorośli nie jedzą, bo po pierwsze nie sprawia im to
                            > przyjemności, po drugie - właśnie rodzice albo ciocia czy babcia
                            > chce zrobić przyjemność dziecku, a nie rodzicom. I o ile zasady
                            > moralne są te same, to tryb życia dorosłych i dzieci się różni, bo
                            > to wynika ze stopnia dojrzałości.

                            To już całkiem wyważanie otwartych drzwi. Poglądy jakobym uważał inaczej starała się przypisac mi verdana w celu, prawdopodobnie jak w twoim przypadku, ośmieszenia mnie, podczas gdy obie robicie z siebie pośmiewisko jako osoby, które nie ruzumieją słowa pisanego.

                            --
                            See you later irrigator
                            • 20.09.09, 17:50

                              Założyłeś, że verdana i bi
                              > > scotti są podobne do swoich rodziców, chociaż nie znasz ich ani
                              ich
                              > > rodziców ani też one w tym wątku za wiele o swoich rodzicach nie
                              > > pisały.
                              >
                              > Nie przypominam sobie żebym coś takiego pisał, a że to zakładam to
                              naprawdę wyt
                              > ór twojej wyobraźni.

                              Otóż parę postów wyżej napisałeś do verdany i bi scotti:
                              przebaczcie swoim rodzicom, bo najwyraźniej świadomośc, że jesteście
                              do nich podobne przyprawia was o mdłości, a - zapewniam was - odrazu
                              poczujecie się lepiej.

                              Poza tym wielokrotnie pisałeś o tym, że dzieci zachowują się tak,
                              jak ich rodzice.

                              O terapii wodnej pierwszy pisał acorns (masz racje co do nicka) i
                              acorns jeździ
                              > ł krazem, później zadje się dostał scanię i jeździł z towarem do
                              Ruskich. lalib
                              > ela później załazyła wątek, że skorzystala z rad acornsa i że
                              działają ;P

                              wątku założonego przez acornsa nie czytałam, przeczytałam wątek
                              lilabeli i włączyłam się w dyskusję. Acorns bronił metody
                              zastosowanej przez lilabelę, pisał też o zaletach strasznenia
                              dziecka pająkiem, co ponoć robi jego kolega, ale nie pisał nigdzie,
                              ŻE TO NIE JEST KARA. Acorns robi na mnie wrażenie człowieka o
                              konserwatywnych poglądach i raczej nie sądzę, by był zwolennikiem
                              bezstressowego wychowania i innych nowoczesnych teorii, chociaż może
                              się mylę. Natomiast lilabela twierdziła, że to, co robi dziecku, to
                              nie kara, tylko terapia, i dzięki użyciu tego słowa usprawiedliwiała
                              wyrafinowane znęcanie się nad dzieckiem. Sądzę, że byłoby uczciwsze,
                              gdyby nazwała to karą, chociaż oczywiście byłoby też naganne jako
                              znęcanie się nad dzieckiem. I dlatego jej wątek przytoczyłam jako
                              przykład rodzica, który rzekomo nie stosuje kar, chociaż w
                              rzeczywistości w wyrafinowany sposób znęca się nad dzieckiem.
                              Z postów acornsa wydawało mi się, że on pracuje na budowie, na pewno
                              kiedyś pracował. Ale też jego zawód jest tu najmniej ważny.


                              Jeżeli tak założymy, to dyskusja o wychowaniu nie ma sensu,
                              > > bo zostaliśmy zmodelowani przez rodziców i jako rodzice
                              powielamy
                              > > ich zacbowania i inaczej być nie może.
                              >
                              > To może dobry motyw na rozgrzeszanie swojej nieudolności, ale na
                              pewno nie są t
                              > o moje poglądy, tylko wyssane przez ciebie z palca głupoty,
                              którymi wydaje ci s
                              > ię, że mnie ośmieszysz. Moje zdanie jest dokładnie odwrotne -
                              trzeba starac się
                              > podnosic swoje kompetencje wychowawcze - wogóle nie czytasz, co
                              się do ciebie
                              > pisze.


                              To Twój pogląd o nieuchronnym podobieństwie do rodziców może być
                              motywem do nieudolności wychowaczej. Ja twierdzę, że każdy z nas
                              jest wypadkową bardzo wielu doświadczeń wyniesionych z rozmaitych
                              środowisk, nie tylko z domu rodzicielskiego, + naszej własnej pracy,
                              która te wszystkie doświadczenia łączy w jakąś sensowną całość. Więc
                              uważam, że jak najbardziej należy czuć się odpowiedzialnym za to,
                              jakim jest się rodzicem i starać się być jak najlepszym. Tyle, że
                              nie uważam, że do tego, by być dobrym rodzicem, trzeba i wystarczy
                              znać najnowszą teorię wymyśloną przez psychologów, która za 10 lat
                              zostanie wyśmiana, jak poprzednie, i bezmyślnie i schematycznie ją
                              stosować. Człowiek to nie komputer, że wystarczy kliknąć i link się
                              otworzy. Każdy człowiek jest inny i do każdego trzeba znaleźć klucz.
                              Poza tym komputer nie myśli, tylko szybko liczy, jest narzędziem, a
                              dziecko, nawet najmniejsze, jest CZŁOWIEKIEM i ma też swoje cele i
                              swoją wolę. Tyle, że ma niedostateczną, na początku minimalną,
                              znajomość świata i panujących w nim reguł i rolą rodziców jest
                              nauczyć go żyć w tym świecie.


                              To już całkiem wyważanie otwartych drzwi. Poglądy jakobym uważał
                              inaczej starał
                              > a się przypisac mi verdana w celu, prawdopodobnie jak w twoim
                              przypadku, ośmies
                              > zenia mnie, podczas gdy obie robicie z siebie pośmiewisko jako
                              osoby, które nie
                              > ruzumieją słowa pisanego.


                              Jeśli za wyważanie otwartych drzwi uznałeś to, że dzieci kładzie się
                              spać o 20, chociaż mogą sobie tego nie życzyć, nie podaje im się
                              alkoholu i kawy, chociaż też przecież mogą chcieć się napić, nie
                              pozwala im się wchodzić samym do wody, chociaż przecież też mogą
                              chcieć, a co więcej, jeśli my nie mamy akurat czasu się z nimi
                              wykąpać, to w ogóle stracą tę przyjemność, etc. etc. to nie
                              rozumiem, dlaczego za chore uważasz zabraniania dziecku zjedzenia na
                              raz całej tabliczki czekolady? Przyjemność taka sama, jak pływanie
                              bez opieki, a niebezpieczeństwo choroby (zaparcie, to bardzo przykra
                              dolegliwość), otyłość - to też choroba może mniej poważne, niż
                              utonięcia, ale za to bardziej prawdopodobne. Większość dzieci
                              kąpiących się nie topi się jednak nie dlatego, że uratowali je
                              stojący obok dorośli, tylko dlatego, że nie każdy kąpiący się od
                              razu się utopi. Statystycznie to się zdarza rzadko, co więcej -
                              także pod opieką dorosłych, więc prawdopodobieństwo, że samotnie
                              kąpiące się dziecko sie utopi wielkie nie jest. Ale oczywiście nie
                              należy na to dzieciom pozwalać i podobnie z czekoladą.
                              • 20.09.09, 20:42
                                srebrnarybka napisała:

                                > Otóż parę postów wyżej napisałeś do verdany i bi scotti:
                                > przebaczcie swoim rodzicom, bo najwyraźniej świadomośc, że jesteście
                                > do nich podobne przyprawia was o mdłości, a - zapewniam was - odrazu
                                > poczujecie się lepiej.
                                >

                                A przeczytałaś cały post oraz posty, na ktore jest to odpowiedź? Znasz znaczenie słowa sarkazm? Panie 9albo jedna pani skoro oburza się na post nie adresowany do niej, to może pisze pod dwomoa nickami?), podobnie jak ty ciągle mi imputują jakobym twierdził, że dzieci są wiernymi kopiami rodziców, bo wg nich i ciebie modelowanie tworzy klony rodziców i jest to "metoda wychowawcza" (sic).

                                > Poza tym wielokrotnie pisałeś o tym, że dzieci zachowują się tak,
                                > jak ich rodzice.
                                >

                                Gdzie? Piszę, że zachowanie rodziców ma wpływ na dziecko. Bo jeśli nie ma, to wtedy dopiero wychowanie jest niepotrzebne, bo dziecko sobie rośnie i cokolwiek rodzice zrobią, to i tak bedzie takie jakie miało byc. Tak uważasz? A że dzieci SĄ podobne do rodziców, to chyba nie zaprzeczysz, co nie oznacza wiernej kopii.

                                > To Twój pogląd o nieuchronnym podobieństwie do rodziców może być
                                > motywem do nieudolności wychowaczej.

                                O matko - napisałem, że rodzice swoją nieudolnością wywołują zachowanie dzieci, które chcą później karac. Ja już na prawdę niemogę tłumaczyc się z głupot, które ty wypisujesz.

                                Ja twierdzę, że każdy z nas
                                > jest wypadkową bardzo wielu doświadczeń wyniesionych z rozmaitych
                                > środowisk, nie tylko z domu rodzicielskiego, + naszej własnej pracy,
                                > która te wszystkie doświadczenia łączy w jakąś sensowną całość.

                                Ale odkrycie - Nobla pewnie dostaniesz. Ja - ponieważ zrobiłem na tobie nieodpowiednie wrażenie - na bank myślę odwrotnie. Tylko błagam - nie cytuj później tej wypowiedzi, bo w tej chwili nabijam się z ciebie. (uf)


                                Więc
                                > uważam, że jak najbardziej należy czuć się odpowiedzialnym za to,
                                > jakim jest się rodzicem i starać się być jak najlepszym. Tyle, że
                                > nie uważam, że do tego, by być dobrym rodzicem, trzeba i wystarczy
                                > znać najnowszą teorię wymyśloną przez psychologów, która za 10 lat
                                > zostanie wyśmiana, jak poprzednie, i bezmyślnie i schematycznie ją
                                > stosować.

                                Nie wiem, jaką teorię masz na myśli, na żadną się niepowoływałem - raczej krytykowałem behawioryzm, który opiera się na wzmocnieniach pozytywnych i negatywnych.

                                Człowiek to nie komputer, że wystarczy kliknąć i link się
                                > otworzy.

                                Tak zdają się uważac zwolennicy kija i marchewki, mnie tłumaczyc nie musisz (znowu...)

                                Każdy człowiek jest inny i do każdego trzeba znaleźć klucz.
                                > Poza tym komputer nie myśli, tylko szybko liczy, jest narzędziem, a
                                > dziecko, nawet najmniejsze, jest CZŁOWIEKIEM i ma też swoje cele i
                                > swoją wolę. Tyle, że ma niedostateczną, na początku minimalną,
                                > znajomość świata i panujących w nim reguł i rolą rodziców jest
                                > nauczyć go żyć w tym świecie.


                                Nooo - kolejny Nobel (żart).

                                > Jeśli za wyważanie otwartych drzwi uznałeś to, że dzieci kładzie się
                                > spać o 20, chociaż mogą sobie tego nie życzyć, nie podaje im się
                                > alkoholu i kawy, chociaż też przecież mogą chcieć się napić, nie
                                > pozwala im się wchodzić samym do wody, chociaż przecież też mogą
                                > chcieć, a co więcej, jeśli my nie mamy akurat czasu się z nimi
                                > wykąpać, to w ogóle stracą tę przyjemność, etc. etc. to nie
                                > rozumiem, dlaczego za chore uważasz zabraniania dziecku zjedzenia na
                                > raz całej tabliczki czekolady? Przyjemność taka sama, jak pływanie
                                > bez opieki, a niebezpieczeństwo choroby (zaparcie, to bardzo przykra
                                > dolegliwość), otyłość - to też choroba może mniej poważne, niż
                                > utonięcia, ale za to bardziej prawdopodobne. Większość dzieci
                                > kąpiących się nie topi się jednak nie dlatego, że uratowali je
                                > stojący obok dorośli, tylko dlatego, że nie każdy kąpiący się od
                                > razu się utopi. Statystycznie to się zdarza rzadko, co więcej -
                                > także pod opieką dorosłych, więc prawdopodobieństwo, że samotnie
                                > kąpiące się dziecko sie utopi wielkie nie jest. Ale oczywiście nie
                                > należy na to dzieciom pozwalać i podobnie z czekoladą.

                                Nie, nie - to co napisałaś jest bardzo odkrywcze. Tylko nie wiem po co. Acha, bo ja uważam odwrotnie? Zapomniałem. Pomijam fakt, że jeśli dziecko od czasu do czasu nie pójdzie spa o wyznaczonej porze, albo naje się słodyczy, to na pewno umrze, ale to przecież ja uważam, że dziecko to komputer (sarcasm mode).

                                --
                                See you later irrigator
                                • 21.09.09, 09:23
                                  daremny trud, ale przynajmniej zaczyna być śmiesznie wink
                        • 20.09.09, 19:08
                          sun_of_the_beach napisał:
                          Cytatnie podnosimy swoich kompetencji wychowawczych, a tylko próbujemy "przerzucac odpowiedzialnośc" na dziecko, jak to w innym watku postuluje scher.
                          Nie przerzucać odpowiedzialności za wychowanie, lecz za odrobienie pracy domowej, i nie ja, lecz niejaki Robert MacKenzie, autor książki "Kiedy pozwolić? Kiedy zabronić? Jasne reguły pomagają wychowywać."

                          PS. Radio Erewan onegdaj podawało, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody...

                          --
                          Ne puero gladium!
                          • 20.09.09, 20:00
                            Bowiem przerzucanie odpowiedzialnosci na dziecko jest podstawowym
                            zadaniem rodziców. To jest absolutny i ostateczny cel kazdego
                            wychowania - a nie rozwijanie wlasnych kompetencji wychowawczych.
                            --
                            Mops i kot

                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                            • 20.09.09, 20:46
                              verdana napisała:

                              > Bowiem przerzucanie odpowiedzialnosci na dziecko jest podstawowym
                              > zadaniem rodziców. To jest absolutny i ostateczny cel kazdego
                              > wychowania - a nie rozwijanie wlasnych kompetencji wychowawczych.

                              Amen i alleluja!
                              --
                              See you later irrigator
                          • 20.09.09, 20:45
                            scher napisał:


                            > Nie przerzucać odpowiedzialności za wychowanie, lecz za odrobienie pracy domowe
                            > j, i nie ja, lecz niejaki Robert MacKenzie, autor książki "Kiedy pozwolić? Kied
                            > y zabronić? Jasne reguły pomagają wychowywać."

                            Ależ oczywiście! To w końcu ja nie wiem, że kara i konsekwencja to jedno i to samo. Kali ukraśc czy Kalemu ukradli?

                            --
                            See you later irrigator
                  • 20.09.09, 00:25
                    rodzice, ktorzy twierdza,
                    ze "nigdy nie stosują kar" mają zazwyczaj po prostu bardzo wąska
                    definicję kary.

                    100/100. Kiedyś na tym forum pewna matka napisała najpierw tyradę
                    przeciw klapsom, po czym zaleciła stosowaną przez siebie, jako
                    niezwykle skuteczną, "terapię wodnę", polegającą na zawleczeniu
                    marudzącego dziecka do łazienki i oblaniu go zimną wodą. Miało to
                    być bardziej humanitarne i mniej poniżające dla dziecka niż klaps,
                    bo zostało nazwane "terapią". Moim zdaniem było to okrutne uźycie
                    przemocy.
                    • 20.09.09, 08:08
                      srebrnarybka napisała:


                      > 100/100. Kiedyś na tym forum pewna matka napisała najpierw tyradę
                      > przeciw klapsom, po czym zaleciła stosowaną przez siebie, jako
                      > niezwykle skuteczną, "terapię wodnę", polegającą na zawleczeniu
                      > marudzącego dziecka do łazienki i oblaniu go zimną wodą. Miało to
                      > być bardziej humanitarne i mniej poniżające dla dziecka niż klaps,
                      > bo zostało nazwane "terapią". Moim zdaniem było to okrutne uźycie
                      > przemocy.

                      To była przemoc i jednocześnie kara. Ja stosuję terapię wodna w
                      opcji - ciepła kąpiel dla rozluźnienia. W moim przypadku działa -
                      zwłaszcza jak jestem bardzo wkurzona. I jeszcze kieliszek wina - dla
                      mne oczywiście a nie dla dziecka wink
                      • 20.09.09, 08:46
                        To była przemoc i jednocześnie kara

                        - tamta matka twierdziła, że to nie kara, tylko "terapia". Chodziło
                        mi o hipokryzję, polegającą na nazwaniu kary, w tym wypadku bardzo
                        okrutnej, moim zdaniem dużo bardziej, niż klaps, "terapią", co
                        pozwala usprawiedliwić jej zastosowanie. Podejrzewam, że
                        wielu "niekarzących" rodziców ma na podorędziu podobne "terapie".

                        Ja stosuję terapię wodna w
                        > opcji - ciepła kąpiel dla rozluźnienia. W moim przypadku działa -
                        > zwłaszcza jak jestem bardzo wkurzona. I jeszcze kieliszek wina -
                        dla
                        > mne oczywiście a nie dla dziecka wink

                        - ta ciepła kąpiel też dla Ciebie czy dla dziecka? Bo jeżeli dla
                        Ciebie, to nie mamy o czym dyskutować, przecież sama siebie nie
                        karzesz, zresztą kary dość przyjemne.

                        Przy okazji: zarzucałaś wielokrotnie Verdanie, że stosuje "podwójne"
                        standardy, np. w kwestii wyjadania z lodówki, i twierdziłaś
                        wielokrotnie, że masz w lodówce tylko to, co nadaje się dla dziecka.
                        Zarazem parokrotnie wspomniałaś, że dość często pijecie wino, a
                        dziecko go nie rusza, bo wie, że alkohol piją tylko dorośli.
                        Oczywiście nie widzę nic nagannego w kulturalnym piciu alkoholu,
                        nawet, jak się ma dzieci, ale widzę sprzeczność w tym, co piszesz.
                        Znaczy, że jednak jakieś podwójne standardy są i dziecko wie, że nie
                        wolno mu robić tego, co robią dorośli. Chciałabym też zapytać, czy w
                        ramach "równych praw" pozwalasz dziecku zapalać gaz i używać
                        zapałek, prowadzić samochód (znam małe dzieci, które rwą się do
                        tego), telefonować, dokąd chce, bez ograniczeń i bez pytania Ciebie.
                        Była też mowa o spowiadaniu się dziecku z tego, dokąd się wychodzi.
                        Pięknie, ale czy musi się spowiadać matka, wychodząca np. do
                        onkologa, gdy istnieje podejrzenie raka piersi? Albo, gdy idzie do
                        sądu na sprawę rozwodową (to się niestety zdarza)? Albo, gdy idzie
                        do sądu na sprawę rozwodową jako świadek w sprawie rozwodu
                        ukochanego wujka z ukochaną ciocią? Może jeszcze w tym ostatnim
                        wypadku matka powinna szczegółowo opowiedzieć dziecku, co zezna?
                        Albo, gdy idzie do sądu na sprawę spadkową w sytuacji, gdy kuzyn
                        zgłasza, naszym zdaniem nieuzasadnione, roszczenia do działki po
                        babci na Mazurach, gdzie dziecko lubi jeździć i jest obawa, że
                        działka przepadnie, chociaż nie wiadomo? Lepiej, żeby dziecko żyło
                        ileś miesięcy w obawie, że nigdy więcej nie pojedzie na ukochane
                        Mazury, chociaż ta obawa może okazać się płonna, i przez wiele
                        miesięcy kumulowało w sobie niechęć do jakiegoś nieznanego wujka, z
                        którym jeszcze kiedyś może spotka się w korzystniejszych
                        okolicnościach? Może w ogóle sprawę wygramy i będzie po problemie,
                        a jeśli przegramy, można to spokojnie i bez emocj wytłuaczyć
                        dziecku, jak będzie ostateczny wyrok? Czy matka musi opowiadać się
                        dziecku, że wychodzi do przyjaciółki pocieszyć ją, bo mąż ją
                        zdradził (przyjaciółkę), przyjaciółka poroniła, dowiedziała się
                        ostatecznie, że nie może mieć dzieci, zaszła w nieplanowaną ciążę w
                        bardzo nieodpowiednim momecie etc. etc. To nie są sprawy dla dzieci,
                        ale niestety są, bo z takich spraw skłasa się życie, i obowiązkiem
                        rodziców jest mądrze przeprowadzić dziecko obok tych spraw.
    • 15.09.09, 09:29
      • 24.09.09, 14:24
        > www.edziecko.pl/male_dziecko/1,79340,7024274,Kary_nie_dzialaja.html

        Czekam na artykuł "Trzmiel nie może latać".

        --
        Marylka mała pie...a miała,
        Pie...a białego jak śnieg.
        Gdziekolwiek biegła Marylka mała,
        Pie...c rozsadzał jej łeb. (J. Grzędowicz, Wilcza zamieć
        • 24.09.09, 19:11
          a_weasley napisał:


          >
          > Czekam na artykuł "Trzmiel nie może latać".
          >

          Myślę, że teza "trzmiel nie może latac" lepiej koresponduje z poglądem typu: "wychowanie bez kar jest niemożliwe".


          --
          See you later irrigator
    • 24.09.09, 14:06
      Sun_of_the_Beach pisze:

      > ... którzy zakładają tu ciągle ątki pt.: "jaka kara dla"...
      > i tu podanie wieku dziecka? Rodziców, którzy nie odróżniają
      > wychowania od tresury i nie wiedzą, że podstawowym elementem
      > wychowania jest modelowanie,

      Podstawowym nie znaczy jedynym, a kara nie jest tożsama z tresurą i nawet
      okrzyczana SuperNiania pewne kary zaleca.

      --
      Marylka mała pie...a miała,
      Pie...a białego jak śnieg.
      Gdziekolwiek biegła Marylka mała,
      Pie...c rozsadzał jej łeb. (J. Grzędowicz, Wilcza zamieć
      • 24.09.09, 14:57
        Wydaje mi się, że autorowi wątku chodziło o to, że

        Rodzice często swoim złym (niekonsekwentnym)
        zachowaniem wobec dziecka prowokują jego złą(w ich pojęciu) reakcję. I w
        takichprzypadkach Rodzice wymierzają karę(chcąc podkreślić swój autorytet).


        wink Ale pewna nie mogę być ... z resztą część z wypowiadających się straciła
        cierpliwość ;-p inni się znudzili ... i takie tam wink

        Pozdro
      • 24.09.09, 19:10
        a_weasley napisał:


        > nawet
        > okrzyczana SuperNiania pewne kary zaleca.
        >

        Akurat superniania jest any-autorytetem i skoro ona kary "zaleca", to jest to dla mnie tylko dodatkowy argument przeciw ich stosowaniu.

        BTW - czym się różni system oparty na karach i nagrodach od tresury?




        --
        See you later irrigator
        • 25.09.09, 08:45
          I jeszcze na koniec wink W moim dzieciństwie najgorszą karą wcale nie był szlaban
          na TV, zakaz wychodzenia na podwórko czy nawet klap na du... ale cisza. Nie wiem
          czy moja Mama uważała to za konsekwencję mojego złego zachowania ... czy
          przemyślaną karę. Najgorsze co mogło mnie spotkać to obrażona Mama ... nie było
          mowy o rozmowie czy pomocy dopóki jej nie przeprosiłam.


          Sun - według ciebie to kara czy konsekwencja ;-p
          • 25.09.09, 15:49
            pam_71 napisała:


            >
            > Sun - według ciebie to kara czy konsekwencja ;-p

            To jest zachowanie osoby niezbyt zrównoważonej emocjonalnie, byc może - o lekkich skłonnościach psychopatycznych. W każdym razie - osoby mającej niewielkie pojęcie o wychowaniu, a by może, nie dorosłej do tego, żeby byc matką. W kategoriach behawioralnych - jest to na pewno warunkowanie awersyjne w jednym z najbardziej okrutnych przejawów. Na temat wzbudzania poczucia winy juz się wypowiadałem.


            --
            See you later irrigator
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.