Dodaj do ulubionych

Nauczanie domowe- homeschooling

02.10.09, 23:04

Zeby nie zasmiecac watku o problemach w przedszkolu zalozylam nowy
watek smile.


morekac napisała:

BTW: ten system zastosował Stanisław Witkiewicz względem
Witkacego...

Noooo, nie tylko Witkacy to 'homeschooler', mamy takze:


Artists
Claude Monet
Grandma Moses
Leonardo da Vinci
Rembrandt Peale

Athletes
Jason Taylor
Tim Tebow
Serena Williams
Venus Williams

Authors
Agatha Christie
Alex Haley
Beatrix Potter
C.S. Lewis
Charles Dickens
George Bernard Shaw
Hans Christian Anderson
Louisa May Alcott
Margaret Atwood
Mark Twain
Phillis Wheatley
Pearl S. Buck
Robert Frost
Virginia Woolf

Businessmen
Andrew Carnegie
Colonel Harland Sanders
Dave Thomas
Joseph Pulitzer
Ray Kroc

Composers
Felix Mendelssohn
Irving Berlin
John Philip Sousa
Wolfgang Amadeus Mozart

Entertainers
Alan Alda
Charlie Chaplin
Christina Aguilera
Dakota Fanning
Hanson
Hillary Duff
Jennifer Love Hewitt
Justin Timberlake
LeAnne Rimes
Louis Armstrong
Whoopi Goldberg

Explorers
Davy Crockett
George Rogers Clark

Inventors
Alexander Graham Bell
Benjamin Franklin
Cyrus McCormick
Eli Whitney
Thomas Edison
Orville Wright
Wilbur Wright

Military Leaders
Douglas MacArthur
George Patton
John Paul Jones
Robert E. Lee
Stonewall Jackson
Matthew Perry

Photographers
Ansel Adams

Presidents
Abraham Lincoln
Andrew Jackson
Franklin Delano Roosevelt
George Washington
Grover Cleveland
James Garfield
James Madison
John Adams
John Quincy Adams
John Tyler
Theodore Roosevelt
Thomas Jefferson
William Henry Harrison
Woodrow Wilson

Religious Leaders
Brigham Young
Dwight L. Moody
Joan of Arc
John & Charles Wesley
William Carey

Scientists
Albert Einstein
Blaise Pascal
Booker T. Washington
George Washington Carver
Pierre Curie

Statesman
Alexander Hamilton
Daniel Webster
Patrick Henry
William Jennings Bryan
William Penn
Winston Churchill

United States Supreme Court Judges
John Jay
John Marshall
John Rutledge
Sandra Day O’Connor

Women
Abigail Adams, wife of John Adams
Clara Barton, started the red cross
Florence Nightingale, nurse
Martha Washington, wife of George Washington
Susan B. Anthony, women’s rights leader

Famous Homeschooling Parents
Lisa Whelchel
Kelley Preston and John Travolta
Will and Jada Pinkett Smith

--
www.dzikiedzieci.pl/

04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
Edytor zaawansowany
  • 02.10.09, 23:09
    I jeszcze jedno - widac, ze wybitni absolwenci 'domowego nauczania"
    dadza się wyliczyc na dwoch stronach . Tych, co byli wybitni i
    skończyli szkoly wyliczyc ise jakos nie da - sa ich tysiące.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 02.10.09, 23:14
    Sa ich tysiace, bo dzieci uczace sie w domu , a nie w szkole to,
    kropla w morzu.
    Choc jak juz pisalam, obserwuje sie tendencje wzrostowa, coraz
    wiecej wspolczesnych rodzicow decyduje sie na wziecie
    odpowiedzialnosci za edukacje swoich dzieci.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 02.10.09, 23:16
    > Choc jak juz pisalam, obserwuje sie tendencje wzrostowa, coraz
    > wiecej wspolczesnych rodzicow decyduje sie na wziecie
    > odpowiedzialnosci za edukacje swoich dzieci.


    Owszem, bo i poziom lęku nieustannie wzrasta.
    --
    "Bo do tego trzeba serca, miłości, przyjaźni... Ale powiem wprost: najważniejszy
    jest spirytus."
    Pani A., mistrzyni nalewek
  • 02.10.09, 23:25

    nangaparbat3 napisała:
    > Owszem, bo i poziom lęku nieustannie wzrasta.

    Nie bez powodu zdaje sie smile.

    Dlugo z mezem rozmawialismy, zglebialismy wiedze, przed podjeciem
    decyzji o nauczaniu domowym, i po prostu, uznalismy, ze wiecej
    szkody niz pozytku przyniosloby jej spedzanie 6 godz dziennie w
    srodowisku szkolnym.
    Nie uwazamy sie za osoby mniej kompetentne niz nauczyciele szkolni,
    a wyciaganie problemu socjalizacji jest smieszny.
    Wciaz jeszcze sa ,playgrupy,, dzieci naszych przyjaciol, zajecia
    dodatkowe, wyjazdy, obozy, inni homeschoolerzy (w UK sporo jest grup
    rodzicow nauczajacych spotykajacych sie regularnie).

    Nie widze zadnego przeciw-same ZA smile.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 14:06
    Socjalizacja nie jest smieszna.
    Twoja corka nigdy nie wygra konkursu na najladniejszy obrazek w
    klasie. Nigdy tez nie przegra... Nie bedzie miala żadnej najblizszej
    przyjaciółki, z ktorą po lekcjach będzie wracała plotkujac do domu.
    Nigdy nie kupi w sklepiku zabronionego paczka. Nigdy nie będzie
    miala satysfakcji z szóstki, ani szans na dostanie jedynki, za to,
    ze zapomni odrobić lekcje. Nigdy nie olsni ją zupelnie nowa myśl
    zupelnie nowego nauczyciela. Nigdy nikt nie oceni jej obiektywnie.
    Wszystko o czym piszesz, to zajecia kontrolowane przez rodzine - nie
    można zwierzać się beztrosko dziecku Waszych przyjaciół, znajomosci
    obozowe kończa się po trzech tygodniach.
    Dziecko nigdy nie pozna nikogo z innego środowiska. A to wyjątkowo
    zubaza inteligencję i postrzeganie swiata.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 04.10.09, 22:00
    verdana napisała:

    > Twoja corka nigdy nie wygra konkursu na najladniejszy obrazek w
    > klasie. Nigdy tez nie przegra...

    Wybacz, ale twoje pojęcie o socjalizacji i jej roli jest śmieszne

    --
    W deszczu czarne koty podsłuchują każdy szept
  • 14.06.10, 14:27
    no nie wztrzymałam...

    > Wybacz, ale twoje pojęcie o socjalizacji i jej roli jest śmieszne

    to był taki naprawde niezwykle poważny argument :oP

    pozdrawiam
    Judyta
  • 06.10.09, 19:04
    w stu procentach popieram. Wszystko to, co Verdana wymieniła to są
    elementy nauki socjalizacji. Bardzo ważne, aby odbywało się to w
    grupie rówieśniczej, bo niestety kiedyś i tak dziecko się w tej
    grupie znajdzie, tyle, że może już nie jako dziecko i niestety będzie
    się musiał ten dorosły człowiek uczyć tego wszystkiego, czego nie
    nauczył się żyjąc większość czasu sam na sam z dorosłym.
    --
    WYSEPKA na KARŁOWICACH to cudowne miejsce dla Twojego Maluszka!!
    www.wysepka.wroclaw.pl/
  • 10.10.09, 20:13
    verdana napisała:

    > Socjalizacja nie jest smieszna.
    Socjalizacja jest bardzo ważna ale przecież socjalizację i edukację
    można śmiało rozłączyć. Z pożytkiem dla tej drugiej. Czy nie jest
    lepiej gdy dzieci ucza sie w jak najmniejszych grupach? w ogóle
    komfortowo byłoby gdyby każdy uczeń miał swojego nauczyciela smile i
    potem dzieci spotykałyby sie w grupach na wspólna zabawę. Liczne
    klasy nie sprzyjają dobrej edukacji a przecież idac Twoim tokiem
    myslenia czyli socjalizacja = edukacja powinny być jak
    najliczniejsze wink

  • 14.10.09, 14:55
    bardzo ciekawe ,zgadzam sie w 100%.
  • 02.10.09, 23:20
    Po co?
    Żeby odizolowac dziecko od innych dzieci? Żeby odizolowac dziecko od
    innych doroslych? Żeby miec pełną kontrole nad dzieckiem i nie
    ddopuscic, by zaczęło interpretowac i postrzegac swiat inczej niz
    rodzice? Po to, zeby nie poznalo innego stylu zycia i innych
    zachowań?
    Czy po to, zeby zachować dziecko dla siebie, nie dzielic się nim z
    innycmi?
    Bo mam nadzieje, ze rodzice nie po to izolują dziecko od
    rowieśnikow, od normalnych zabaw z dziecmi, od sluchania Pani, ktora
    czasem ma cos równie madrego do rpzekazanie , co rodzice, żeby
    dziecko nauczyć odrobine wiecej kosztem jeo rozwoju spolecznego.
    Zwracam bowiem uwagę, ze kiedys dzieci i tak przebywaly w gronie
    rowieśnikow, licznego rodzeństwa, kuzynow i kuzynek - teraz takie
    dziecko oprocz kilku dobranych przez rodxiców kolegow przebywa tylko
    z doroslymi.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 11:13
    coraz
    > wiecej wspolczesnych rodzicow decyduje sie na wziecie
    > odpowiedzialnosci za edukacje swoich dzieci.

    Rodzice, którzy posyłają dziecko do szkoły, także biorą
    odpowiedzialność za edukację swoich dzieci. Tylko uważają, że
    profesjonalny nauczyciel dokona jej lepiej niż rodzice, którzy nie
    są do tego przygotowania. Czy rodzice, którzy idą z dzieckiem do
    lekarza, zamiast leczyć je sami w domu, nie biorą odpowiedzianości
    za zdrowie swojego dziecka? Odpowiedzialność nie polega na tym, by
    absolutnie robić wszystko osobiście, tylko by zorganizować dziecku
    warunki do edukacji.
  • 10.10.09, 20:02
    srebrnarybka napisała:
    >
    > Rodzice, którzy posyłają dziecko do szkoły, także biorą
    > odpowiedzialność za edukację swoich dzieci. Tylko uważają, że
    > profesjonalny nauczyciel dokona jej lepiej niż rodzice, którzy nie
    > są do tego przygotowania.

    Pewnie tak uważają i tak by chcieli, żeby było. Niestety tu jest
    wiele rozczarowanych. Jak trafisz na złego nauczyciela wychowawcę
    szczególnie w pierwszych latach edukacji to może to skutkować na
    całe życie. I mam tu na mysli nie tyle wyedukowanie nauczyciela
    tylko samo podejście do dzieci.
  • 10.10.09, 20:06
    Problem w tym, że rodzice moga sami nie zauważac, ze jako
    nauczyciele maja złe podejscie do dziecka - i to nie
    tylko "skutkuje" na całe życie, ale w dodatku dziecko nie ma zadnej
    instancji odwoławczej.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 10.10.09, 20:22
    verdana napisała:

    > Problem w tym, że rodzice moga sami nie zauważac, ze jako
    > nauczyciele maja złe podejscie do dziecka

    Trochę odwróciłas kota ogonem. Oczywiscie że może sie zdarzyć że
    rodzic nauczajacy ma złe podejście do dziecka /chociaz szczerze
    watpię - to trudne zadanie i jeżeli juz rodzic sie podejmuje to
    dołoży wszelkich starań/ale wcale nie jest tak że zawsze nauczyciel
    z racji swojego wykształcenia gwarantuje lepszą edykacje niz matka w
    domu. Tak uważa srebrnarybka.
  • 10.10.09, 21:21
    Ale wtedy w odwodzie sa jeszcze rodzice, ktorzy wspieraja dziecko.
    W wypadku rodziców, ktorzy nie zauwazaja swoich błedow dziecko nie
    ma już nikogo.
    Prawdę mowiac, większość znanych mi osob, ktora probuje uczyc wlasne
    dzieci odnosi sukcesy do momentu, gdy okazuje się, ze dziecko wcale
    nie jest wybitnym uczniem,że nie ma ochoty sluchac nauczyciela, ze
    nie rozumie piątego tłumazenia z rzedu. Wtedy rodzic zazwyczaj
    gniewa się na dziecko - a nie na siebie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 10.10.09, 20:26
    aagnie.szkaa napisała:


    > Choc jak juz pisalam, obserwuje sie tendencje wzrostowa, coraz
    > wiecej wspolczesnych rodzicow decyduje sie na wziecie
    > odpowiedzialnosci za edukacje swoich dzieci.

    I bardzo pięknie... Właściwie widze w edukacji domowej same plusy.
    Jeżeli tylko rodzice mają czas i czują sie na siłach to tylko
    pozazdrościć smile
    >
  • 03.10.09, 12:13
    Verdana napisała:

    > I jeszcze jedno - widac, ze wybitni
    > absolwenci 'domowego nauczania"
    > dadza się wyliczyc na dwoch stronach.

    Owszem, gdyby to było wyliczenie enumeratywne, a nie przykładowe.

    > Tych, co byli wybitni i skończyli szkoly
    > wyliczyc ise jakos nie da - sa ich tysiące.

    Bardzo dobre spostrzeżenie. Prawie tak dobre jak "nie znam żadnego
    wegetarianina, który dożył osiemdziesiątki". I oparte na tym samym przekręcie
    myślowym.
    Biorąc pod uwagę skalę zjawiska homeschoolingu, dysproporcja nie dziwi. Dziwić
    by się raczej należało, gdyby jej nie było.
    Wprawdzie w Europie tylko w jednym kraju w ogóle nie ma możliwości
    homeschoolingu dziecka zdrowego (Niemcy, od 1938), ale zjawisko jest
    statystycznie nieuchwytne.

    --
    Nie ma sensu dyskusja, co jest prawdziwym socjalizmem, a co jego wypaczoną formą
    - każdy socjalizm jest dobry, dopóki jego zwolennicy nie dorwą się do władzy.
    (Wiktor Suworow)
  • 14.10.09, 15:15
    po pierwsze niechodzi o postacie superwybitne bo to tak jak oceniać
    sport uprawiany dla zdrowia do sportu wyczynowego ,po drugie pewnie
    dzieci uczone w domu są inteligentniejsze niż przeciętnie ale
    głownie to dlatego że ich rodzice też mają pewnie statystycznie
    wyższe IQ a my musimy porównać systemy edukacyjne .
    skłaniam sie do opini iż edukacja lepiej przebiega w domu a w
    radzeniu sobie z trudnościami(socjalizacją ) publiczna szkoła równie
    mało pomaga jak dom.
    przecież w dorosłym życiu niebędziemy działać w tak licznych
    zespołach jak 30 osobowa klasa .
    raczej 3-4 osobowe zespoły.
  • 14.10.09, 15:21
    oczywiście mam na myśli jedynie nauczanie początkowe ,potem należy
    sie zastanowić nad kompetecjami nauczycieli.
  • 14.10.09, 15:37

    jotde2 napisał:

    > po pierwsze niechodzi o postacie superwybitne bo to tak jak
    oceniać
    > sport uprawiany dla zdrowia do sportu wyczynowego ,po drugie
    pewnie
    > dzieci uczone w domu są inteligentniejsze niż przeciętnie ale
    > głownie to dlatego że ich rodzice też mają pewnie statystycznie
    > wyższe IQ a my musimy porównać systemy edukacyjne .

    Myslisz, ze ED przeklada sie na wyzsze IQ?
    Nigdy bym na to nie wpadla wink

    --
    <*>
    fotoforum.gazeta.pl/u/aagnie.szkaa.html -nasze
    foty
  • 14.10.09, 15:43
    > Myslisz, ze ED przeklada sie na wyzsze IQ?
    > Nigdy bym na to nie wpadla wink

    a skąd .edukacja ma niewielki wpływ na IQ ale na wiedze i
    umiejętności i postawy może mieć znaczny.
    sądze że do edukacji domowej statystycznie rzadziej trafiają dzieci
    osób o niższej ilteligencji .
  • 02.10.09, 23:09

    nangaparbat3 i verdana, przyznajcie, ze niewiele wiecie
    o ,nauce ,domowej, smile, no ale oczywiscie zdanie teoretykow nie
    znajacych tematu tez warto poznac smile.

    .--
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 02.10.09, 23:13
    Jako, ze jestem m.in. historykiem i socjologiem zajmujacym sie
    historią edukacji i opublikowalam na ten temat książkę, wiem bardzo
    wiele o domowym nauczaniu - przez ostatnie 250 lat. Podejrzewam, ze
    znacznie więcej niż Ty...
    Nie jestem więc teoretykiem nie znajacym tematu, ale praktykiem
    znajacym temat, bowiem w domu przerabiałam z dzieckiem program
    zerowki.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 02.10.09, 23:17
    Majac cala ta wiedze, wciaz Pani utrzymuje, ze edukacja domowa to
    wylegarnia socjopatow, nie potrafiacych odnalezc sie w naszym
    spoleczenstwie, w grupie?.
    Gdy szkola to cudowny wynalazek, gdzie dziecko uczy sie harmonijnego
    wspoldzialania z innymi i cudownie ksztaltuje osobowosc?.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 02.10.09, 23:22
    Utrzymuje, ze w dzisiejszych czasach, w czasach niewielkich rodzin i
    licznych jedynaków dzieci uczone w domu moga nigdy nie odnaleźć się
    w spoleczeństwie. Rodzice bowiem nie sa w stanie nauczyć dziecka
    zachowań stosownych w grupie.
    Tak, szkola to doskonałe miejsce, gdzie dziecko uczy się przebywania
    wśrod innych. Nawet, jeśli nie zawsze jest to raj na ziemi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 02.10.09, 23:39
    Mam bliskiego przyjaciela, ktory pierwsze lata szkolne zaliczyl w
    Australii, na farmie, wysluchujac lekcji przez radio, wspomagany
    przez rodzicow, zaliczal kolejne klasy. Sa okolicznosci, w ktorych
    szkola domowa jest JEDYNYM rozwiazaniem, bo lepsze takie nauczanie
    niz zadne wink Podobnie rzecz sie ma z dziecmi majacymi okreslone
    zaburzenia zdrowotne. Zadne inne wzgledy, moim zdaniem, nie
    przemawiaja nakorzysc szkoly domowej nawet biorac pod uwage
    wymienionych successful absolwentow smile
    Ja pracuje z mlodzieza w szkole, widze na codzien wszystkie NEGATYWY
    szkoly ale uwazam, ze ze szkola jest podobnie jak z demokracja -
    okropny system ale jedyny, ktory ma sens.

    PS. Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej mialabym sie porownywac z
    wykwalifikowanymi nauczycielami przedmiotow lub nauczania
    poczatkowego - ja oczekuje szacunku wobec mojej wiedzy i
    doswiadczenia, w zamian nie mam zadnych oporow w okazywaniu szacunku
    nauczycielom!
  • 02.10.09, 23:52

    Ja takze nie mam oporow przed okazywaniem szacunku nauczycielom smile.
    Jedynie sadze, iz w takim samym stopniu jak nie jeden nauczyciel,
    moge mojej corce wiedze z zakresu szkoly min podstawowej przekazac
    (dodatkowy bonus to autoedukacja) wink.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 00:09

    Nie napisalam jeszcze o innym z czynnikow, ktory wplynal na moja i
    meza decyzje o nauczaniu domowym, a ktory w naszym przypadku nie
    pozostaje bez znaczenia.
    Specyfika pracy meza wymaga od niego, by przez 5 miesiecy w roku
    pracowal w Dubaju, co wiazaloby sie z dwiema szkolami dla Sary - tu
    w UK i tam.
    Chcemy oszczedzic jej stresu zwiazanego z cyklicznymi zmianami szkol
    i wyrownywaniem roznic programowych.
    Ale to raczej argument poboczny niz glowny.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 11:47
    Specyfika pracy meza wymaga od niego, by przez 5 miesiecy w roku
    > pracowal w Dubaju, co wiazaloby sie z dwiema szkolami dla Sary -
    tu
    > w UK i tam.
    > Chcemy oszczedzic jej stresu zwiazanego z cyklicznymi zmianami
    szkol
    > i wyrownywaniem roznic programowych.
    > Ale to raczej argument poboczny niz glowny.
    >

    To jest w ogóle JEDYNY sensowny argument przemawiający za domowym
    nauczaniem. Z drugiej strony można zapytać, czy człowiek, który
    zakłada rodzinę powinien godzić się na tego rodzaju pracę, która
    życie rodzinne rozbija? I nie chodzi tu tylko o szkołę dzieci, ale o
    brak swojego miejsca na ziemi, trudności w podtrzymywaniu kontaktów
    towarzyskich, bo też trudno mieć stałych przyjaciół, jak się ciągle
    pojawia i znika i w ogóle trudności życia na dwa domy? Może warto to
    rozwiązać jakoś inaczej? Np. jeździsz z córkę na 2 miesiące wakacji
    do Dubaju, resztę roku spędzasz w UK, bo tu jest Wasz dom, a
    pozostałe 3 miesiące w roku mąż spędza tam sam. Jest to oczywiście
    też niedobre, ale może lepsze niż stałe zmienianie miejsca
    zamieszkania? Oczywiście nie wiem i na odległość nie mogłabym
    radzić. W każdym razie Wasz przypadek jest szczególny i nie można go
    przenosić automatycznie na sytuację ludzi, którzy mają stałą pracę w
    jednym miejscu.
  • 03.10.09, 14:06

    srebrnarybka napisała:

    > To jest w ogóle JEDYNY sensowny argument przemawiający za domowym
    > nauczaniem. Z drugiej strony można zapytać, czy człowiek, który
    > zakłada rodzinę powinien godzić się na tego rodzaju pracę, która
    > życie rodzinne rozbija? I nie chodzi tu tylko o szkołę dzieci, ale
    o
    > brak swojego miejsca na ziemi, trudności w podtrzymywaniu
    kontaktów
    > towarzyskich, bo też trudno mieć stałych przyjaciół, jak się
    ciągle
    > pojawia i znika i w ogóle trudności życia na dwa domy?


    Ja nie widze tego w az tak ciemnych barwach, choc fakt, wolalabym
    mieszkac tylko w UK.
    Mam kolezanki z dziecmi i tutaj i tam, plus takie, ktore podobnie
    jak ja podazaja za mezami do Emiratow smile. Takze jest pewna pula
    dzieci, z ktorymi Sara moze sie widziec przez okragly rok, tym
    bardziej, ze tam, nawet mieszkamy w jednym apartamentowcu ze
    wspolnymi obiektami rekreacyjnymi, placem zabaw dla dzieciakow itd.

    Takze nie jest zle.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 14:09
    Istnieje pewne pula dzieci, ale dobranych przez rodziców. Twoja Sara
    nie ma szans wybrać sobie samodzielnie przyjaciółki nieznanej Tobie,
    jak mogłoby być w szkole. To bardzo ważne doświadczenie.
  • 03.10.09, 14:35

    srebrnarybka napisała:

    > Istnieje pewne pula dzieci, ale dobranych przez rodziców. Twoja
    Sara
    > nie ma szans wybrać sobie samodzielnie przyjaciółki nieznanej
    Tobie,
    > jak mogłoby być w szkole. To bardzo ważne doświadczenie.

    Ech, nie sadze, ze to tak serio jest, ze dzieciaki sa dobierane
    przez rodzicow. Biegaja razem po placu zabaw, w grupie, gdzie moga
    dokonac samodzielnego wyboru komu przyloza lopatka w glowe, a komu
    dadza cukierka przeciez. smile
    (20-30 osob z firmy meza jezdzi co roku do Dubaju, wiekszosc z nich
    ma rodziny i dzieci w roznym wieku, jest wybor)- z 5 zonami jestem w
    kontakcie takze w UK, ale w razie potrzeby jestem gotowa na
    zaciesnienie innych znajomosci wink.
    Pomysl, ze lepsze te kolezanki, ktorych mama nie zna, wydaje sie
    mocno naciagany.


    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 14:45
    Pomysl, ze lepsze te kolezanki, ktorych mama nie zna, wydaje sie
    > mocno naciagany.

    Tego nie napisałam. Uważam tylko, że dziecko powinno mieć możliwość
    wyboru koleżanki niezależnie od upodobań rodziców. Bo z faktu, że Ty
    przyjaźnisz się z jakąś "żoną dubajską" nie wynika, że akurat Wasze
    dzieci też muszą się lubić, a z drugiej strony, jeśli nie lubisz
    innej "żony dubajskiej", dlaczego ma to obciążać dziecko?
    Moi rodzice mieli znajomych, z których dziećmi się bawiłam. Dzisiaj
    tych kontaktów nie podtrzymuję, wielu z tych osób nie poznałabym na
    ulicy. Znacznie bliżsi są mi dawni koledzy szkolni, których
    dobierałam sobie sama, a znajomość nie była obciążona relacjami
    moich rodziców z ich rodzicami, bo tych relacji nie było.
  • 03.10.09, 14:50
    Pamiętam też, że musiałam bawić się z córką znajomych rodziców,
    której nie znosiłam i uważałam za głupią (do dziś uważam, że
    słusznia). Ale spotykaliśmy się z tymi ludźmi często w czasie
    wakacji i wtedy wypadało, by dziewczynki razem się bawiły. Na
    szczęście ci ludzie mieszkali w innymi mieście, więc nie miałam
    narzuconego stale towarzystwa tej panny. Ale gdybyśmy mieszkali w
    jednym mieście, a ja nie chodziła do szkoły, wtedy owa panna
    pozostawałaby dla mnie jedynym towarzystwem tylko z tego powodu, że
    moi rodzice lubili jej rodziców (też słusznie zresztą, bo to byli
    sympatyczni ludzie, tylko córka im się nie udała). Więc dlaczego
    rodzice mieliby mi dobierać przyjaciół?
  • 03.10.09, 15:04
    Samorzutnie zwiera się przyjaxnie podwórkowe majac parę lat. Gdy
    dziecko jest w wieku szkolnym taka spontaniczność się konczy -
    dziecko dobiera sobie znajomych ze sporej grupy dzieci w szkole lub
    w klasie.
    Takich dzieci Twoje dziecko nie bedzie mialo - tym bardziej, ze
    większość kolegow bedzie zajetych w szkole i tam bedzie zawieralo
    przyjaźnie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 02.10.09, 23:47
    Uwazam, ze srodowisko szkolne jest komorka unikalna w
    spoleczenstwie, nie sadze, ze umiejetnosc funkcjonowania w tym
    srodowisku, w tej strukturze, w jakikolwiek sposob pozytywnie
    wplynie na spoleczne funkcjonowanie mojego dziecka.
    Szkola uczy dzieci odnalezienia sie w srodowisku szkolnym, badz
    innych masowych instytucjach. By dziecko umialo odnalezc sie w
    spoleczenstwie, socjalizacja powinna miec miejsce w naturalnych
    sytuacjach spolecznych.
    Nigdzie indziej nie znajdziesz tak jednorodnej pod wzgledem wieku
    grupy majacej przed soba identyczne zadanie, czesto pracujacych
    samodzielnie, majacej nad soba jedna osobe oceniajaca.
    Uwazam, ze dziecko do optymalnego rozwoju potrzebuje kontaktow z
    wieksza iloscia ludzi doroslych-mentorow (nie tylko rodzicow), niz
    gromada rowiesnikow, ktorzy czesto w tym swiecie sa tak samo
    zagubieni jak one.
    Spoleczne kontakty z rowiesnikami, w szkole czesto ograniczaja sie
    do przerw, kiedy to wiekszosc z dzieci rozladowywuje napiecie,
    biegajac i krzyczac wink).
    Nauka to bierny odbior z mala szansa na interakcje i dyskusje.
    Wg mnie to czego szkola uczy najdobitniej, to konformizm, gdyz kazdy
    przejaw indywidualizmu jest bardzo czesto brutalnie tepiony, dziecko
    uczy sie byc niewidzialne.
    Tego nie chce dla mojej malej, chce by byla wolnym myslicielem,
    nonkomformista - tak jak ja smile.

    (nie, nie bylam tepiona w szkole, nie mam traumy)


    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 08:53
    Proszę, agnie.szkaa, najpierw wróć do formy emocjonalnej po urodzeniu
    dziecka (spory lęk bije z postów), później wychowaj je, do etapu 5-6-7
    lat, a wtedy porozmawiamy o nauczaniu...

    bo zarzucać innym teoretyzowanie jest łatwo, ale wypadałoby mieć jakąś
    podstawę praktyczną samemu.
    --
    A mnie to Vichy!
  • 03.10.09, 09:57
    Tu gdzie mieszkam dzieci zaczynaja edukacje w wieku 4 lat, do szkoly
    czesto trzeba dziecko zapisywac kiedy ma 2 lata, moja mala ma rok,
    takze dlatego juz o tym mysle, i planuje.
    w moich postach jest jakas doza leku, nie przecze, ale przeciez
    jestem matka smile, zalezy mi na jak najlepszym wychowaniu dziecka.

    Co do teoretyzowania, kiedy jeszcze bylam w ciazy, prowadzilam
    dyskusje na temat posylania kilkomiesieczniakow do zlobka (gdzie ja
    bylam i jestem totalnie na NIE w tej kwestii), gdzie matki
    traktowaly mnie z przymrozeniem oka, mowiac, ze urodze i mi sie
    opinia zmieni, gdyz dzieci sa tak absorbujace, iz tylko bede czekac
    by od mojego malca odpoczac.
    No niestety racji nie mialy, ha ha. Opinia nie tylko mi sie nie
    zmienila, ale jeszcze bardziej nie rozumiem mam, ktore nie majac
    powaznych trudnosci ekonomicznych, posylaja ich dzieci to takich
    instytucji.

    Do czego daze... w moich zalozeniach wychowawczych jestem bardzo
    konsekwentna i nie feruje opinii zanim ich solidnie nie przemysle smile.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 11:02
    aagnie.szkaa napisała:

    > Tu gdzie mieszkam dzieci zaczynaja edukacje w wieku 4 lat, do szkoly
    > czesto trzeba dziecko zapisywac kiedy ma 2 lata, moja mala ma rok,
    > takze dlatego juz o tym mysle, i planuje.

    Mozna zapisac i zrezygnowac. W drugą stronę zapewne trudniej będzie. Radzilabym
    rozważyc takie zabezpieczenie się, kryzys jeszcze się nie skończyl, moze trzeba
    bedzie na przyklad pójsc do pracy.
    Twoja Mala NIE MA jeszcze roku. Ja sama planowalam 3 lata w domu na wychowawczym
    - przez rok bylo rewelacyjnie, kiedy miala 1,5 zaczęlam świrowac po prostu, ale
    trwalam w postanowieniu, kiedy miala 20 miesiecy moja babcia niemal siłą
    wypchnela mnie do pracy (fakt, że pierwsze miesiace to bylo 9 godzin tygodniowo)
    - odzylam i babci bede wdzięczna do końca zycia.


    > w moich postach jest jakas doza leku, nie przecze, ale przeciez
    > jestem matka smile, zalezy mi na jak najlepszym wychowaniu dziecka.

    Wyluzuj. Najbardziej szkodzą dzieciom te matki, ktore chcą byc doskonałe.

    > Co do teoretyzowania, kiedy jeszcze bylam w ciazy, prowadzilam
    > dyskusje na temat posylania kilkomiesieczniakow do zlobka (gdzie ja bylam i
    jestem totalnie na NIE w tej kwestii
    tu akyrat sie zgodzę, czasem nie ma wyjscia, ale jesli nie musi sie poslac do
    żlobka, lepiej tego nie robic


    gdzie matki
    > traktowaly mnie z przymrozeniem oka, mowiac, ze urodze i mi sie
    > opinia zmieni, gdyz dzieci sa tak absorbujace, iz tylko bede czekac by od
    mojego malca odpoczac.
    > No niestety racji nie mialy, ha ha.
    Jeszcze tego nie wiesz. Dla mnie i paru znanych mi dobrze matek najstraszniejszy
    byl 2-3 rok zycia dziecka. Niemowlę to przy takim czysta rozrywka i relaks.


    >
    > Do czego daze... w moich zalozeniach wychowawczych jestem bardzo
    > konsekwentna i nie feruje opinii zanim ich solidnie nie przemysle smile.
    >

    Konsekwencja jest w wychowaniu bardzo ważna, bo zapewnia dziecku poczucie
    bezpieczeństwa. Nalezy jednak zachowac czujnośc, by nie utozsamiac konsekwencji
    z upartym trwaniem przy swoim.
    Od konsekwencji wazniejsza elastycznosc - bo dziecko sie zmienia, bo Ty sie
    zmieniasz, bo oklicznosci się zmieniają.
    --
    "Bo do tego trzeba serca, miłości, przyjaźni... Ale powiem wprost: najważniejszy
    jest spirytus."
    Pani A., mistrzyni nalewek
  • 03.10.09, 13:41

    > Mozna zapisac i zrezygnowac. W drugą stronę zapewne trudniej
    będzie. Radzilabym
    > rozważyc takie zabezpieczenie się, kryzys jeszcze się nie
    skończyl, moze trzeba
    > bedzie na przyklad pójsc do pracy.


    Mogloby byc o tyle trudniej, ze w lepszych szkolach nie bedzie
    miejsca, generalnie w UK, dziecko w kazdej chwili moze wrocic do
    szkoly. Zaczynanie od ED nie oznacza, ze wrota szkol zostaja dla
    takiego dziecka zamkniete smile. Inna opcja jest uczeszczanie do szkoly
    part-time, np. tylko na wybrane przedmioty.

    Co do pracy, to ja bede pracowac, jedno nie wyklucza drugiego, moj
    maz spedza w pracy 5 max 6 godz dziennie, jakos sobie grafiki
    zsynchronizujemy.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 20:56
    Lepiej tak sobie te grafiki zsynchronicowac, by miec czas na pielegnowanie
    relacji z mężem, kiedy Mała bedzie w szkolewink
    --
    "Mrówki są tak liczne, że swoją wagą dorównują wadze całej populacji ludzi."
  • 03.10.09, 21:03
    Nanga, jesteś genialna!!!!
  • 03.10.09, 11:10
    kiedy jeszcze bylam w ciazy, prowadzilam
    > dyskusje na temat posylania kilkomiesieczniakow do zlobka (gdzie
    ja
    > bylam i jestem totalnie na NIE w tej kwestii), gdzie matki
    > traktowaly mnie z przymrozeniem oka, mowiac, ze urodze i mi sie
    > opinia zmieni, gdyz dzieci sa tak absorbujace, iz tylko bede
    czekac
    > by od mojego malca odpoczac.
    > No niestety racji nie mialy, ha ha. Opinia nie tylko mi sie nie
    > zmienila, ale jeszcze bardziej nie rozumiem mam, ktore nie majac
    > powaznych trudnosci ekonomicznych, posylaja ich dzieci to takich
    > instytucji.

    Jest chyba różnica między posyłaniem kilkumisięcznego dziecka do
    żłobka a zastępowaniem szkoły nauką domową.
  • 03.10.09, 11:37
    aagnie.szkaa napisała:

    > Uwazam, ze srodowisko szkolne jest komorka unikalna w
    > spoleczenstwie, nie sadze, ze umiejetnosc funkcjonowania w tym
    > srodowisku, w tej strukturze, w jakikolwiek sposob pozytywnie
    > wplynie na spoleczne funkcjonowanie mojego dziecka.
    > Szkola uczy dzieci odnalezienia sie w srodowisku szkolnym, badz
    > innych masowych instytucjach. By dziecko umialo odnalezc sie w
    > spoleczenstwie, socjalizacja powinna miec miejsce w naturalnych
    > sytuacjach spolecznych.

    Otóż właśnie masowe instytucje są naturalnymi sytuacjami
    społecznymi. Dziecko kiedyś pójdzie na studia, będzie w zespole
    sportowym, teatralnym, muzycznym, będzie pracować w dużej firmie
    etc. i będzie w podobnej sytuacji. Szkoła jest to dobtry trening.

    > Nigdzie indziej nie znajdziesz tak jednorodnej pod wzgledem wieku
    > grupy majacej przed soba identyczne zadanie, czesto pracujacych
    > samodzielnie, majacej nad soba jedna osobe oceniajaca.

    Chociażby w dużej firmie. W wieku dorosłym różnice wieku typu 10 lat
    nie mają znaczenie i ludzie w wieku 30-40 lat zachowują się jak
    rówieśnicy.

    > Uwazam, ze dziecko do optymalnego rozwoju potrzebuje kontaktow z
    > wieksza iloscia ludzi doroslych-mentorow (nie tylko rodzicow), niz
    > gromada rowiesnikow, ktorzy czesto w tym swiecie sa tak samo
    > zagubieni jak one.

    Kontakty z dorosłymi dziecko ma bez specjalnego zachodu, bo rodzice
    mają przecież znajomych, sąsiadów czy krewnych, którzy w domu bywają
    (chyba, że żyją w kompletnej izolacji). Natomiast dużym plusem
    szkoły jest to, że dziecko uczy się życia samodzielnego, bez stałej
    opieki rodziców, podczas, gdy ze znajomymi rodziców spotyka się w
    ich obecności czy w każdym razie z ich inspiracji. Poza tym w szkole
    właśnie spotyka innych dorosłych mentorów czyli naucyzcieli, podczas
    gdy przyjaciółka mamy niekoniecznie musi wobec dziecka występować w
    roli mentora.

    > Spoleczne kontakty z rowiesnikami, w szkole czesto ograniczaja sie
    > do przerw,

    To zależy po pierwsze od rodziców, czy nie będą ograniczali dziecku
    kontkatów z kolegami szkolnymi, bo przecież można zapraszać
    poznanych w szkole kolegów do domu po lekcjach. Poza tym bardzo
    płytko postrzegasz te kontakty. W szkole zaczynają się problemy, że
    oto np. moja przyjaciółka nie chce już ze mną spacerować, bo woli
    Kasię, pojawia się problem skarżypyctwa i solidarności wobec
    nauczyciela, pojawia się problem rywalizacji, pojawia się problem
    odwiedzenia chorej koleżanki w domu i zaniesienia jej lekcji,
    pojawia się problem przepytania koleżanki na przerwie, czy nawet
    dania jej odpisać lekcje (nie demonizowałabym, to też ważne
    doświadczenie), pojawia się możliwość poznania dzieci z innego
    środowiska, niż to, w którym obracają się rodzice.

    kiedy to wiekszosc z dzieci rozladowywuje napiecie,
    > biegajac i krzyczac wink).

    no i bardzo dobrze, to też jest dziecku potrzebne.

    > Nauka to bierny odbior z mala szansa na interakcje i dyskusje.
    > Wg mnie to czego szkola uczy najdobitniej, to konformizm, gdyz
    kazdy
    > przejaw indywidualizmu jest bardzo czesto brutalnie tepiony,
    dziecko
    > uczy sie byc niewidzialne.
    > Tego nie chce dla mojej malej, chce by byla wolnym myslicielem,
    > nonkomformista - tak jak ja smile.
    >
    > (nie, nie bylam tepiona w szkole, nie mam traumy)
    >
    > To akurat zależy od szkoły. W domu także można zdusić wolne
    myślenie. Znam to dobrze. Mój ojciec jest emerytowanym profeorem
    uniwersyteckim literatury polskiej, zajmował się też pobocznie
    filologią klasyczną (łacina). Uparł się, że będzie mi dawał domowe
    lekcje łaciny ( w szkole nie było), a także nieraz rozmawiał ze mną
    na tematy związane ze szkolną nauką polskiego i historii. Jeżeli
    tylko ośmielałam się powiedzieć cokolwiek bardziej oryginalnego,
    była awantura pod sufit. Jak to, żebym ja smarkata, ośmielała się
    miec inne zdanie niż sławny (rzeczywiście) profesor? Po paru latach
    skończyło się na prywatnych lekcjach łaciny u znajomej lektorki. Nie
    zapomnę też, kiedy jako 17latka uczestniczyłam w olimpiadzie
    historycznej. Przyniosłam ze szkoły spis lektur, z których trzeba
    było wybrać 5 i przeczytać do któregoś tam etapu. Powiedziałam o tym
    przy obiedzie, na co ojciec stwierdził głosem nieznoszącym
    sprzeciwu: daj mi, ja wybiorę ci lektury i wypożyczę z biblioteki
    uniwersyteckiej. Odmówiłam, powiedziałam, że to ja zdaję olimpiadę i
    sama sobie wybiorę lektury. Znów awantura pod sufit, jako pobożna
    nastolatka czułam wyrzuty sumienia i poleciałam do spowiedzi. Na
    szczęście trafiłam na mądrego ks.-psychologa (trochę praktykuje jako
    psychoterapeuta), który wytłumaczył mi, że bardzo mądrze zrobiłam,
    bo może pominęłam jakąś wartościową książkę, ale przecież jeszcze
    zdążę ją przeczytać, ale ważne jest to, że samodzielnie dokonałam
    wyboru kierując się jakimiś kryteriami. Była to jedna z mądrzejszych
    rad, jakie otrzymałam w życiu. I w tych warunkach całe szczęście, że
    chodziłam do szkoły i szkoła miała jakieś wymagania nie zawsze
    zbieżne z tym, co wymyślił mój ojciec. Gdyby tylko on uczył mnie
    przedmiotów humanistycznych, nigdy nie nauczyłabym się myśleć
    samodzielnie. Moja polonistka i historyczka w szkole były oczywiście
    dużo mniej kompetentne od ojca, ale nawet wynajdując ich błędy
    uczyłam się samodzielności i krytycyzmu, a rozmowy z ojcem
    traktowałam tylko jako uzupełnienie. Gdybym była skazana na ojca
    jako jedynego nauczyciela, byłoby tragicznie.
    > --
    > www.dzikiedzieci.pl/
    >
    > 04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 10:13

    Pisalam o teoretyzowaniu, na podstawie postow z watku o przedszkolu.
    Trudno mi uwierzyc, ze ktos wie o czym pisze, kiedy mowiac o
    edukacji domowej, mowi, iz jest to totalne odcinanie dziecka od
    swiata, gdzie kreujemy socjopate, a szkola jest miejscem
    sprzyjajacym optymalnemu rozwojowi, i nic nie moze z takim sukcesem
    przygotowadz dziecka do zycia w spoleczenstwie, jak zamkniecie go na
    wiele godzin dziennie w jednym budynku z setkami innych dzieci i
    garstka doroslych.

    Verdane baaardzo szanuje, i jestem pod duzym wrazeniem wiekszosci
    jej wypowiedzi na forum, jednak, jak widac nie ze wszystkimi sie
    zgadzam, nic nie ujmujac jej osobie.


    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 16.10.09, 14:55
    Pozazdrościć znajomości literatury, historii, języków obcych,
    biologii, geografii, fizyki, astronomii, chemii, matematyki,
    gramatyki.... i wielu, wielu przedmiotów uczonych w szkołach.
    Moim zdaniem homeschooling jest wyrazem snobizmu i egoizmu rodziców,
    którzy odcinając dziecko od zróżnicowanego środowiska, nie pozwalają
    mu na nauczenie się postępowania w dorosłym świecie. Ciekawa jestem,
    jak wyglądaja domowe eksperymenty chemiczne.
    Verdana - 100 % popieram. Nigdy nie zdobyłąbym się wobec mioch
    dzieci na taki egoizm, jakim jest odizolowanie ich w domu. I nie
    wierzę, sorry, nie wierzę w omnibusowatość rodziców. Mimo wszystkich
    pięknych teorii więcej moim zdaniem jest wad niż zalet tego systemu.
    A ludzie przytoczeni na początku nie byli uczeni przez własnych
    rodziców, tylko wynajętych, PRZYGOTOWANYCH do tego ludzi.
  • 03.10.09, 09:22

    IMHO: nie wydaje się, żeby z przeciętnego dziecka dało się w ten
    sposób wychować geniusza...

    BTW: Połowa z tych ludzi żyła w czasach, kiedy nie było szkół
    publicznych i prywatnych- więc jedyne wykształcenie mogło odbywać
    się w domu.
    Część z nich miała homeschooling z powodu problemów szkolnych (np.
    Agata Christie, Edison - jeśli wogóle) bądź z powodu dostępności do
    szkoły. Natomiast część nie miała możliwośći kształcenia z powodu
    złych warunków rodzinno-materialnych - chociażby Chaplin, Dickens
    czy Andersen, Amstrong czy Twain - w ich przypadku mówienie o
    homeschoolingu jest jakąś kpiną. Wirginia Woolf miała załamania i
    depresje, zaś jej śrosowisko rodzinne było dalekie o ideału w
    świetle dzisiejszych standardów. W kilku przypadkach wymienione
    przez Ciebie osoby uczęszczały do szkół (Einstein). Wypadałoby
    wiedzieć, o czym się pisze.
  • 03.10.09, 11:03
    Ja to skopiowalam ze strony, a nie sama przeprowadzalam
    > rozpoznanie smile

    - jeżeli będziesz uczyła dziecko opierając się na powierzchownych
    informacjach z różnych dziedzin, bo nie jesteś przecież w stanie
    opanować na poziomie zbliżonym do absolwenta studiów wyższych
    jednocześnie matematyki, biologii, fizyki, muzyki, plastyki,
    historii i literatury angielskiej (o polskiej nie mówię), to małe
    masz szanse wychować Edisona. Tzn. jeśli Twoje dziecko jest genialne
    w sposób wrodzony, to nim będzie, mimo edukacji na niższym niż
    szkolny, poziomie, ale jeśli nie jest wrodzonym geniuszem, a
    większość ludzi nie jest, to dlaczego odbierasz mu szansę na starcie
    skazując na naukę przez osobę dopiero uczącą się powierzchownie
    tego, czego uczy się w szkole?
  • 03.10.09, 11:06
    Dodatkowo chciałam zauważyć, że wskazane przez Ciebie osoby, które
    miały "homeschooling" na ogół nie były uczone osobiście przez
    rodziców, tylko przez profesjonalnych guwernerów lub guwernantki,
    zależnie od płci. Istniał w tamtych czasach zawód nauczyciela czy
    nauczycielki domowej i byli to ludzie przygotowani do nauczania,
    zdawali specjalne egzaminy. Bynajmniej nie robili tego rodzice
    osobiście. W tamtych czasach rodzice w ogóle mało się zajmowali
    osobiście dziećmi, od tego były niańki i guwernantki. Dobrze, jeśli
    rodzice ucałowali dzieci na dobranoc.
  • 03.10.09, 13:20
    Nonkonformizm jako cel wychowania jest tak samo zly jak konformizm.
    Nie o to chodzi bowiem, aby wychowac dziecko na osobe
    nieprzestrzegającą zasad, ale na takę, ktora mysli - sadze, ze o to
    Ci chodzi.
    I obawiam się, ze w systemie nauczania domowego wychowanie dziecka
    na nonkonformiste jest kompletnie niemozliwe. Bowiem jest to system
    wymuszający skrajny konformizm wobec dwojga doroslych, od ktorych
    dziecko jest zalezne - od rodzicow. Nie ma bowiem od nich żadnej
    ucieczki, nie ma możliwosci nawet cichego buntu - poskarzenia się
    kolezance, ze "starzy sa nie do zniesienia". Jedynym wychowujacym,
    oceniajacym i egzekwujacym wykonanie róznych zadań bedziesz bowiem
    Ty. I podejrzewam, ze nie zamierzasz wychować dziecka tak, aby się
    własnie przeciw Tobie i Twoim zasadom zbuntowało. Jesli nauczysz je
    braku pokory i buntu wobec innych niż swoje norm - bedziesz je
    uczyła wlasnie konformizmu. Zastanow się nad tym.
    Druga sprawa to dyskusje. Rzeczywiscie, jako osobisty wrog szkoly
    (zgadzam się, ze to marna instytuja, ale niczego lepszego nie
    wynaleziono) tez denerwuje mnie, ze szkoła za dużo "uczy", a za malo
    dyskutuje. Te dyskusje jednak są - nie tylko nad lektura, ale nad
    normalnymi, dzieciecymi sprawami. Dyskusje na przerwach, czasem i na
    lekcjach, w kółkach zainteresowań. Nie istnieje tak naprawdę
    prawdziwa dyskusja pomiędzy rodzicem a malym dzieckiem. Przewaga
    rodzicow jest zbyt duża. O pewnych sprawach dziecko nie chce
    dyskutowac, z pewnymi opiniami rodzice "odgórnie" zgodzić sie nie
    moga. Czyli nie nauczysz dziecka prawdziwej dyskusji z równorzednym
    partnerem.
    Trzecia kwestia to fakt nieprzygotowania rodziców i to nie
    merytorycznego, bo na poziomie podstawowym niemal kazdy dorosly
    opanuje program podstawowki. Chodzi jednak o brak porownania. Podam
    Ci przyklad z mojego zycia. Rodzeństwo w iwlku przeszkolno-
    wczesnoszkolnym. Oboje opowiadaja rózne historyjki. Ocena i moja i
    całej rodziny - mlodsza o trzy lata dziewczynka opowiada dobrze,
    starszy brat - bardzo źle, jego poziom jest wręcz niepokojacy,
    zastanawiamy się, czy w ogole jest inteligentny i czy poradzi sobie
    w szkole. Przez parę lat jesteśmy przekonani, ze tak sprawa wyglada.
    A jaka jest prawda? Córka ma wybitne, rzadko spotykane zdolnosci,
    jest na poziomie o 5-6 lat przekraczającym rowieśnikow. Syn wykracza
    PONAD poziom rowiesnikow tylko o jakis rok czy dwa. Czyli w wypadku
    edukacji domowej zmarnowalibysmy talent jednego dzicka i zdolowali
    drugie. I zareczam Ci, ze nie przez brak troski, ani przez głupote -
    przez brak porownania.


    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 13:42
    Verdana napisała:

    > Nonkonformizm jako cel wychowania jest tak samo
    > zly jak konformizm.
    > Nie o to chodzi bowiem, aby wychowac dziecko na
    > osobe nieprzestrzegającą zasad, ale na takę,
    > ktora mysli - sadze, ze o to Ci chodzi.

    Też tak przypuszczam, zważywszy znaczenie tych słów. Nonkonformizm to nie jest
    nieprzestrzeganie zasad. Powiem więcej, to jest właśnie przestrzeganie zasad,
    które się uważa za słuszne, chociażby było to wbrew opinii otoczenia. Konformizm
    natomiast to podporządkowywanie się stadu jako naczelna zasada życia.
    W takim ujęciu oczywiście nonkonformizm jest dobry, a konformizm zły.

    --
    Walka z paleniem - Hitler był pierwszy
  • 03.10.09, 14:07
    Konformiz
    > m
    > natomiast to podporządkowywanie się stadu jako naczelna zasada
    życia.

    Oczywiście. Ale trudno nauczyć się, że jest to złe, jeśli nigdy nie
    było się w stadzie i nie miało sie żadnych doświadczeń z
    wyartykułowaniem, a może nawet wytworzeniem w umyśle własnego
    zdania, niekoniecznie stadnego. Wtedy po trafieniu w stado, co
    prędzej czy później w rozmaitych sytuacjach może się zdarzyć, łatwo
    właśnie wpaść w konformizm. Bo człowiek nie był nauczony zachowania
    odrębności w stadzie.
  • 03.10.09, 13:47

    W wieku 16 lat, kiedy przyjdzie do wyboru collage-u, Sara dokona
    wyboru, czy chce kontynuowac w domu, czy chce isc do szkoly
    publicznej, to samo dot edukacji wyzszej.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 13:53

    college, sorry, literowka.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 14:02
    A do 16 lat bedzie tylko z rodzicami? Jesteś w stanie zainteresować
    ja czyms, czym sama się nie interesujesz? Uniezaleznic od siebie, by
    mając lat 16 umiała zadecydować sama, nie znajac żadnych innych
    pogladów, poza Twoimi?
    Watpię.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 14:13

    verdana napisała:

    > A do 16 lat bedzie tylko z rodzicami? Jesteś w stanie
    zainteresować
    > ja czyms, czym sama się nie interesujesz? Uniezaleznic od siebie,
    by
    > mając lat 16 umiała zadecydować sama, nie znajac żadnych innych
    > pogladów, poza Twoimi?
    > Watpię.

    Wierze w naturalna, wrodzona ciekawosc dzieci otaczajacym ich
    swiatem. Wloze duzo energii w to, by podazac za nia, a nie ciagnac
    ja za soba. Choc kilka z moich zainteresowan chetnie bym jej
    zaszczepila, bo moglaby na tym jedynie zyskac wink.

    Sadze, ze moze mi sie udac wychowanie Sary na niezalezna,
    wolnomyslaca jednostke, generalnie moje zalozenia wychowawcze sa
    dalekie od tych tradycyjnych, gdzie rodzic mowi, a dziecko bez
    sprzeciwu slucha i wykonuje polecenia.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 14:21
    Wierze w naturalna, wrodzona ciekawosc dzieci otaczajacym ich
    > swiatem.

    Ciekawość owszem, ale możliwości jej zaspokojenia to druga sprawa.
    Jeśli jesteś np. niemuzykalna, to Twojemu dziecku bardzo trudno
    będzie w wieku np. 5 lat zainteresować się muzyką poważną. A w wieku
    10 lat stwierdzisz po prostu, że muzyka jej nie interesuje. Zresztą
    nie ma siły, byś to, co Ciebie nie interesuje, przedstawiła jej
    równie atrakcyjnie, jak to, co Ciebie rajcuje.

    Choc kilka z moich zainteresowan chetnie bym jej
    > zaszczepila, bo moglaby na tym jedynie zyskac wink.

    Posyłanie dziecka do szkoły nie przeszkadza w zaszczepianiu mu
    zainteresowań rodziców, o ile oczywiście dziecko je "chwyci".
    Przecież z dzieckiem chodzącym do szkoły się rozmawia (oby!!!),
    mieszka pod jednym dachem i ono widzi, że np. lubisz czytać poezję,
    chodzić do teatru, oglądać Felliniego, chodzić po górach albo
    zwiedzać zabytki. W pewnej części tych czynności także uczestniczy,
    naturalne jest, że rozmawiacie o tym, co czytasz albo po co i dokąd
    wychodzisz wieczorem. Tak samo, jak rozmawiasz o tym także z innymi
    ludźmi.
  • 03.10.09, 14:26
    Chodziłam do szkoły, ale atmosfera domu moich rodziców wpłynęła na
    to, że wybrałam studia humanistyczne (jednak nie polonistykę, którą
    skończyli oboje rodzice), zajęłam się pracą naukową, jak mój ojciec,
    lubię zwiedzać zabytki, lubię teatr (chociaż rzadko chodzę).
    Ale np. żałuję, że moi rodzice, oboje bardzo niemuzykalni, nie
    zapewnili mi edukacji muzycznej przynajmniej w takim stopniu, bym
    umiała słuchać muzyki (to jest umiejętność) i nie fałszowała
    tragicznie, gdy śpiewa się w grupie. To ostatnie można było
    osiągnąć, gdybym chodziła do przedszkola i więcej jeździłą na
    zorganizowane wakacje w grupie. Niby nic się nie stało, mam dużo
    innych zainteresowań i moje życie jest ciekawe. Ale wiem, że jest
    uboższe ze względu na nieumiejętność odbierania muzyki. Zapewne,
    gdybym w szkole nie miała znienawidzonych lekcji śpiewu, byłoby
    jeszcze gorzej ...
  • 03.10.09, 14:28
    Mylisz się. Male dziecko ma naturalną ciekawość swiata, ale
    nastolatek sam nie zgłebi róznych dziedzin wiedzy, nie mająć kogoś,
    kto go tym zainteresuje - bo to nie obserwacja motylka, tylko brak
    swiadomosci istnienia pewnych obszarów.
    Nikt nie jest w stanie zainteresowac dziecka czymś, co jego samego
    nudzi. Moi synowie uwielbiają biologię, ktorej ja nie znoszę. Moja
    corka czyta poezje, ktorej ja nie kupuje i nie czytam - i wygrywa
    konkursy poetyckie, podczas gdy dla mnie pisanie poezji bylo zawsze
    czyms z innego świata. Mój syn chodzi do filharmonii, choć ja z
    muzyki kocham ciszę.
    To wszystko zasługa nauczycieli - innych ludzi, ktorzy
    zainteresowali moje dzieci, dali im coś, czego ja bym im dac nie
    mogła. szkoda, zę Twoja corka nie bedzie miala mozliwosci spotkania
    ludzi, ktorzy moga odkryć przed nia coś, co przed Toba jest
    zamkniete.
    A zainteresowania rodziców - oczywiscie, ich przekazywanie tez jest
    cenne - jako jedna z mozliwych opcji. Moja corka studiuje dwa
    kierunki - jeden moj, drugi męża. A syn skonczyl za to cos zupełnie
    innego.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 16:53

    Sporo jest racji w tym co napisalas, jednak, czy milosc do muzyki
    powaznej zrodzila sie na skutek nauczania w szkole podstawowej?, a
    poezja corki, myslisz, ze gdyby nie dobra nauczycielka, sama nie
    znalazlaby przyjemnosci w pisaniu?.
    Kiedy tak przytaczamy przyklady z wlasnego zycia, to ja z cala
    odpowiedzialnoscia moge powiedziec, ze moje zainteresowania z
    nauczaniem szkolnym nie maja nic wspolnego.
    Ja od zawsze kochalam zwierzeta, jako maluch jeszcze, biegalam z
    psem do weterynarza, ktory wzial mnie po swoje skrzydla,
    zostal ''mentorem'' i mianowal mnie swoja asystentka smile.
    Przesiadywalam u niego godzinami, codziennie.
    Nauczyl mnie bardzo wiele, wciaz jestesmy w przyjaznym kontakcie.
    Potem zaintrygowal mnie mur Torow Wyscigow Konnych w Warszawie,
    przelazlysmy przez niego z przyjaciolka (poznalysmy sie majac po 10
    lat-na podworku!! smile, teraz mamy 33, i wciaz jestesmy sobie bardzo
    bliskie),i tam w wieku lat 14 zaczelysmy uczyc sie jezdzic konno.
    Naturalna konsekwencja byl wybor Technikom Rolniczego o
    specjalizacji Hodowla i Uzytkowanie Koni.
    Z czasem moje zainteresowania poszerzyly sie o psychologie, co
    oczywiscie zaowocowalo wyborem Psychologii jako kierunku studiow
    wyzszych.
    Samo zycie, mnie ksztaltowalo, nie szkolna lawka smile.
    A wymienilam zaledwie kilka obszarow ktore uwielbiam, bo nie chce mi
    sie rozpisywac wink.


    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 17:07
    Na 100% gdyby nie nauczyciel-pasjonat corka nie napisalaby w życiu
    ani jednego wiesza, bo nie lubila poezji. Mąż nawet lubi, ale pasją
    jej nie zarazil - nauczyciel tak. Miłość do muzyki powaznej do
    skutek chodzenia do filharmonii ze szkołą. Mąż tez lubi muzyke, ale
    okazalo się, ze dopiero szkoła zdołala syna naprawde nia
    zainteresować.
    W moim wypadku byl genialny matematyk w podstawowce, ktory
    doprowadził mnie do olimpiady. A w rodzinie sami humanisci - ja w
    efekcie też. Matematyki wprawdzie już nie pamiętam dobrze, ale
    uczucie rozwiązania trudnego twierdzenia, czy przeprowadzenia dowodu
    matematycznego pamietam do dziś. Nie ma mozliwosci, aby to mogli
    przekazać mi rodzice - bo nawet gdyby mnie matematyki sumiennie
    nauczyli, to nie byłoby to samo.
    pamietam tez, jako cos niezwykle milego, przedstawienia teatralne w
    najmlodszych klasach, córka tez wspomina je milo, a syn z kolegami
    pisza scenariusz na Dni Teatru. Tego poza szkołą mieć nie mozna,
    niestety - zadne kółko teatralne, ktore ma ambicje wystawienia
    czegos dobrego nie zastapi smiechu z kiczowatych przedstawień.
    Jako psycholog powinnas wiedzieć, ze dla prawidlowej socjalizacji
    potrzebna jest grupa nieformalna.
    Nikt nie mowi o "szkolnym nauczaniu" - pisanie poezji ma też zero
    wspólnego ze szkołą. Weż tez pod uwagę,że Twoja corka nie pójdzie
    nigdzie z kolezanka z podwórka - będa mialy najprawdopodobniej wolne
    o innych godzinach, nie mowiąc juz o tym, ze nikt teraz kolezanki na
    pół dnia samej nie puści. Przyjaźnie podworkowe mozesz w wieku
    szkolnym od razu wykreslić.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 17:26
    Sporo jest racji w tym co napisalas, jednak, czy milosc do muzyki
    > powaznej zrodzila sie na skutek nauczania w szkole podstawowej?, a
    > poezja corki, myslisz, ze gdyby nie dobra nauczycielka, sama nie
    > znalazlaby przyjemnosci w pisaniu?.

    Jeśli dom był niemuzykalny, a lekcje muzyki w szkole dobrze
    prowadzone, to mógł to być pierwszy kontakt dziecka z muzyką, który
    doprowadził do zainteresowania tą sztuką. Niemuzykalni rodzice,
    nawet, gdyby puszczali dziecku płyty z muzyką poważną, raczej mało
    prawdopodobne, by wzbudzili w nim miłość. Po pierwsze, jeśli dziecko
    obserwuje reakcje rodziców na słuchanie muzyki, to trudno mu
    zauważyć, że ile pięknych przeżyć może to dotarczyć, skoro rodzice
    nic nie przeżywają słuchając muzyki. Słuchania muzyki trzeba się
    nauczyć, to nie przychodzi samo z siebie. Po drugie - niemuzykalni
    rodzice mogą nie wybrać do słuchania utworów, które najlepiej
    odpowiadają temperamentowi małego dziecka, bo się na muzyce nie
    znają. A muzyka poważna muzyce poważnej nierówna, jeden lubi Bacha,
    a drugi Pendereckiego. Po trzecie - nawet jeśli niemuzykalni rodzice
    będą z poczucia obowiązku puszczać muzykę poważną, to będą to robić
    znacznie rzadziej, niż muzykalni, bo przecież będą chcieli rozwijać
    też w dziecku inne talenty i muzykę, chcąc nie chcąc, zepchną na
    dalszy plan. Co do poezji - sama Verdana już odpowiedziała.
    Z moich osobistych doświadczeń - wychowywali mnie rodzice poloniści,
    w tym ojciec - profesor uniwersytetu. Mogę więc uznać, że poziom
    intelektualny by wyższy od przeciętnej. I oto, co wyniosłam ze
    szkoły:
    1. jaką taką znajomość matematyki, fizyki i chemii. Mój ojciec
    wysiadł przy mojej matmie w V kl. na dzieleniu ułamka zwykłego przez
    ułamek zwykły. Nie interesuję się tymi przedmiotami, ale mam pewną
    elementarną wiedzę na ten temat i rozumiem np. co to znacyz wolny
    elektron, co to jest soczewka, promienie podczerwone i nadfioletowe,
    polimer, a pewien wzór, którego nauczono mnie na chemii, stosuję w
    życiu codziennym. Nie wyniosłabym tego z domu.
    2. jaką taką wiedzę z biologii - wiem np., co to jest DNA i parę
    innych rzeczy, o których moi rodzice nie mają pojęcia.
    3. do dziś pamiętam wycieczkę w szkole podstawowej na wystawę rzeźb
    Aliny Szapocznikow. Moi rodzice byli raczej konserwatywni i nauczyli
    mnie wrażliwości na zabytki, ale sztuki nowoczesnej oni sami nie
    rozumieją, a nawet przekazali mi pogląd obiegowy, że to takie
    bezsensowne bohomazy. Wystawę pamiętam do dziś, nie tyle same
    rzeźby, ile bardzo kompetentne objaśnienia, jak rozumieć sztukę
    nowoczesną. Nie jestem wielką miłośniczką tej sztuki, ale myślę, że
    lepiej jednak to odbieram dzięki tamtej jednej lekcji.
    4. śpiew. Fałszuję straszliwie, ale gdyby nie konieczność śpiewania
    przez 8 lat w grupie na lekcjach fałszowałaby pewnie jeszcze
    bardziej. A śpiewanie sprawia mi przyjemność, więc czasem na to się
    odważam. Myślę, że jednak te 8 lat nie poszły na marne.
    5. wf. Byłam fatalna, ale moi rodzice jeszcze gorsi, zresztą nie
    byli najmłodsi, gdy się urodziłam. Gdyby nie szkoła, zapewne w ogóle
    bym się nie ruszała.



    Naturalna konsekwencja byl wybor Technikom Rolniczego o
    > specjalizacji Hodowla i Uzytkowanie Koni.

    Po co kończyłaś to technikum? Przecież w szkole nie można się
    niczego nauczyć. Nie lepiej było nie chodzić do żadnej szkoły, tylko
    cały czas siedzieć u tego weterynarza?

    Przy okazji: zabawa w asystentkę weterynarza to nie jest nauka
    biologii czy nawet zoologii. Do tego potrzebna jest systematyczne
    zdobywanie wiedzy, a nie tylko zabawa i robienie tego, co się chce.
  • 03.10.09, 20:22
    Kiedy ja chodzilam do szkoly, na lekcjach muzyki glowny nacisk byl
    kladziony na nauke gru na flecie prostym, potem kiedy pani z
    umiejetnosci gry klase przepytywala, dzwieki jakie rozchodzily sie
    po klasie, nie zachecaly do refleksji nad pieknem muzyki.

    A chyba w naszej rozmowie chodzi wlasnie o to, ze wy przekonujecie,
    iz to wlasnie szkola zaszczepia w dzieciach zainteresowania i
    fascynacje, a ja mowie - oj, baaardzo rzadko.


    Filharmonia, muzea, wystawy, i inne wydarzenia kulturalne, tak mam
    je na liscie rzeczy do zrobienia z moimi dziecmi smile.
    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 20:28
    A sadzisz, że dziecko nie wolaloby w pare z tych miejsc iść z
    kolegami?
    poza tym jest cos , czego nie rozumiem - ja też chodze w te
    wszystkie miejsca z dziećmi - jako dodatek do szkoly. W związku z
    tym dzieci mają znacznie bardziej zróznicowana ofertę, niż gdybym
    zajmowała sie tym tylko ja. Zwiedzają np. zaklady pracy - do ktorych
    ja nie mam dostępu, studia telewizyjne, gzie pracują rodzice
    kolegow .
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 20:33

    > Po co kończyłaś to technikum? Przecież w szkole nie można się
    > niczego nauczyć. Nie lepiej było nie chodzić do żadnej szkoły,
    tylko
    > cały czas siedzieć u tego weterynarza?

    Fajnie sie uczyc rzeczy ktore sa interesujace, ktore sa zgodne z
    zainteresowaniami, w przeciwienstwie do podstawowy, technikum bardzo
    lubilam. Ciekawym doswiadczeniem byla nauka i znajomosci, z ludzmi,
    o takiej samej pasji jak moja, bylo o czym pogadac, byl wspolny
    grunt.
    Sara oczywiscie tez bedzie miala mozliwosc nauki w szkole wybranej
    przez siebie, zgodnej z jej zainteresowaniami, jesli tylko bedzie
    chciala.

    > Przy okazji: zabawa w asystentkę weterynarza to nie jest nauka
    > biologii czy nawet zoologii. Do tego potrzebna jest systematyczne
    > zdobywanie wiedzy, a nie tylko zabawa i robienie tego, co się chce.

    Pewnie, ze nie nauka, a zabawa, pisalam o korzeniach moich
    pierwszych zainteresowan. Z ta 'opowiescia' wyszlam po tym jak z
    Verdana sugerowalyscie, ze jesli dziecko nie pojdzie do szkoly to
    nie ma szans, by miec jakiekolwiek zainteresowania, bo pasje moga
    zrodzic sie tylko pod szkolna kopula wink.



    >
    > Przy okazji: zabawa w asystentkę weterynarza to nie jest nauka
    > biologii czy nawet zoologii. Do tego potrzebna jest systematyczne
    > zdobywanie wiedzy, a nie tylko zabawa i robienie tego, co się chce.
    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 22:12
    Nie czytasz ze zrozumieniem.
    Sugerowałam,z e dziecko chodzace do szkoly ma wieksze szanse
    rozwijania zainteresowań, ktore nie sa zainteresowaniami rodziców.
    Czyli ma dwukrotnie wieksze szanse na odkrycie, co go interesuje,
    niz dziecko, ktore ma kontakt tylko z rodzicami.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 16.10.09, 15:20
    A nie bierzesz pod uwagę, że Sara nie będzie miała szansy na naukę w
    szkole, o której bedzie śniła daletgo, że Ty jej do niej nie
    przygotujesz? Że nie będzie w stanie zdać egzaminów wstępnych (o ile
    takie są), czy nawet rozumieć, o czym mówi się na lekcji (jeśli już
    tam się dostanie), bo nie będzie znała podstaw? Bo Ty ich nie znasz?
  • 16.10.09, 16:33

    wana napisała:

    > A nie bierzesz pod uwagę, że Sara nie będzie miała szansy na naukę
    w
    > szkole, o której bedzie śniła daletgo, że Ty jej do niej nie
    > przygotujesz?

    wierze w to, ze jesli nastolatek bedzie marzyl o jakiejs szkole, to
    zrobi wszystko co w jego mocy, by sie do ewentualnych egzaminow
    przygotowac.
    Rodzic nie wciska wiedzy dziecku do glowy, chetnemu dziecku rodzic
    pomoze w znalezieniu sposobu na zdobycie potrzebnej wiedzy.

    Dzieci nie sa tak glupie, jak sie Tobie wiraznie wydaje, nauczyciel
    takze w sposob magiczny wiedzy do glow uczniom nie wklada, duza
    czesc to motywacja (zadkosc w szkolach) i autoedukacja, przy nauce
    domowej dochodzi uczenie rownolegle, ktore jest ogromna frajda dla
    dziecka.

    I jest bajka, Sara jest szczesciara smile.

    --
    <*>
    fotoforum.gazeta.pl/u/aagnie.szkaa.html -nasze
    foty
  • 16.10.09, 16:36
    >chetnemu dziecku rodzic
    Właśnie: chętnemu.
  • 16.10.09, 19:09

    duza
    > czesc to motywacja (zadkosc w szkolach) i autoedukacja, przy nauce
    > domowej dochodzi uczenie rownolegle,

    Jesssuuuu, - rzadkosc, sorrki.

    --
    www.parentingscience.com/
  • 16.10.09, 22:07
    Teoretyzujesz, kochana. Mam 2 dzieci w szkole, a Ty dopiero zbliżasz
    się do okresu przedszkolnego. Gwarantuję Ci, że dziecko, które nie
    zdobędzie solidnych podstaw to, jako nastolatek, nie nadrobi
    straconego czasu, bo będzie musiał iść naprzód.
  • 16.10.09, 23:17

    wana napisała:

    > Teoretyzujesz, kochana. Mam 2 dzieci w szkole, a Ty dopiero
    zbliżasz
    > się do okresu przedszkolnego. Gwarantuję Ci, że dziecko, które nie
    > zdobędzie solidnych podstaw to, jako nastolatek, nie nadrobi
    > straconego czasu, bo będzie musiał iść naprzód.

    Ja faktycznie zblizam sie do okresu przedszkolnego, ale kilka setek
    tysiecy dzieci uczacych sie w domu w kraju w ktorym mieszkam,
    oddalilo sie juz od przedszkola znacznie.
    I te ktore zdecydowaly sie na edukacje wyzsza, radza sobie
    wysmienicie, a czesto lepiej niz szkola-wychowani rowiesnicy.

    --
    www.education-otherwise.org/
  • 17.10.09, 12:21
    Zawsze można się posłużyć przykładem innych, prawda? Fakt jest taki,
    że do dobrego nauczania, czy to w domu, czy to w szkole potrzeba
    fachowców, a nie rodziców, którzy wiedzę zdobywają z internetu,
    szablonów czy kursów wieczorowych. Ty nie masz przygotowania, co już
    widać - Twoja niechęć do pewnych dziedzin wiedzy już bije po oczach.
    Przewaga szkoły jest taka, że są różni nauczyciele, dobrzy i źli,
    ale jednak fachowi w swoich dziedzinach. Nie wyorażam sobie, by w
    woim brytyjsko - dubajskim życiu miała miejsce przez 10 lat żelazna
    konsekwencja w uczeniu dziecka. Więcej pokory.

    kilka setek
    > tysiecy dzieci uczacych sie w domu w kraju w ktorym mieszkam,
    > oddalilo sie juz od przedszkola znacznie.
    > I te ktore zdecydowaly sie na edukacje wyzsza, radza sobie
    > wysmienicie, a czesto lepiej niz szkola-wychowani rowiesnicy

    Czy to są sprawdzone statystyki? I jak to się ma do dzieci
    edukowanych w szkołach? Zważywszy na to, że ludność w WB wynosi 60
    943 912, z czego 16,9% to ludność w wieku od 0 - 14 lat, to nie
    bardzo wierzę w te setki tysięcy. Szkoły w takim razie trzebaby
    zamknąć.

    Twoje dziecko, Twój wybór, jednak ja uważam, że ani nie jesteś do
    tego przygotowana merytorycznie, ani nie podchodzisz do sprawy
    rajonalnie. Nie da się poświęcić dziecku w takim stopniu, jak Ty
    planujesz, w międzyczasie - pomiędzy pracą i podróżami na trasie WB -
    Dubaj.
  • 17.10.09, 12:27
    Tak na marginesie - znalezione na szyko:
    Cytat ze strony: www.eastherts.gov.uk/index.jsp?articleid=4683

    "Wszystkie szkoły w Wielkiej Brytanii mają obowiązek zapewnić swoim
    podopiecznym edukację w kilku podstawowych przedmiotach i według ich
    programu nauczania. Obowiązkowe przedmioty nauczania w Zjednoczonym
    Królestwie to: matematyka, język angielski, nauka (fizyka i
    chemia), historia, geografia, technologia, muzyka, sztuka,
    wychowanie fizyczne oraz w szkołach średnich język obcy
    ".

    Czyli jednak nie uciekniesz od przedmiotów ścisłych.
  • 17.10.09, 13:07
    no to i ja na szybko:

    www.direct.gov.uk/en/Parents/Schoolslearninganddevelopment/ChoosingASchool/DG_4016124

    Wymagania dla domowej szkoły w UK

    Jako rodzice, nie musimy być wykwalifikowanymi nauczycielami, aby
    zapewnić prawidłowe wykształcenie naszemu dziecku. Nie musimy też
    kierować się ściśle programem
    nauczania szkół, chociaż dobrze jest posiłkować się w procesie
    nauczania, wytycznymi, otrzymanymi od lokalnych władz. Aby rozpocząć
    nauczanie dziecka w domu musimy wiedzieć, że:


    •Nie ma obowiązku realizowania Narodowego Programu, w nauczaniu
    domowym, ale jako rodzice, jesteśmy regulaminowo zobowiązani,
    zapewnić dziecku pełnowymiarową edukację, odpowiednią do ich wieku,
    zdolności i możliwości.
    •Jeśli dziecko, z racji np. niepełnosprawności, wymaga spełnienia
    dodatkowych, specjalnych potrzeb, musimy uwzględnić je w planie
    nauczania.
    •Nie potrzebujemy specjalnego pozwolenia ze szkoły lub lokalnych
    władz, by wykształcić swoje dziecko w domu, ale, jeśli zdecydujemy
    się na nauczanie domowe musimy o tym fakcie zawiadomić szkołę na
    piśmie
    •Musimy zawiadomić lokalne władze, jeśli postanowimy zabrać dziecko
    ze szkoły specjalnej, aby kontynuować naukę w domu.
    •W nauczaniu domowym nie obowiązują nas szkolne godziny, ani okresy,
    najważniejsze jest, aby zapewnić dziecku taki zakres wiedzy, jaki
    odpowiada jego wiekowi i możliwościom.
    •Nie musimy tworzyć planów lekcji, ani organizować nauki w formie
    lekcji szkolnych.

    ----fajny cytat, ktory znalazlam w starym watku, na tym, mniej
    wiecej, polega ED:

    Jak dziecko edukowane domowo wymienia żarówkę?

    Najpierw mama przegląda trzy książki na temat elektryczności, które
    wcześniej
    wypożyczyła z biblioteki, a dziecko przygotowuje model żarówki.
    Potem wspólnie
    zapoznają się z biografią T. A. Edisona, który zresztą sam był
    edukowany
    domowo, i poznają historię oświetlenia. Następnie dziecko
    własnoręcznie robi
    lampion do swojej świeczki, po czym udaje się do sklepu wraz mamą,
    rodzeństwem
    czy kolegami, gdzie porównuje rodzaje żarówek i ich ceny. W myślach
    dokonuje
    obliczeń, ile może kupić danych żarówek za 20 złotych. Po kupieniu
    odpowiedniej
    żarówki, dziecko wraz z mamą i kolegami dyskutuje w domu nad
    postacią króla
    Bolesława Chrobrego, którego podobizna widnieje na banknocie
    dwudziestozłotowym. Potem poznają kraje, w których wciąż istnieje
    monarchia i
    pokazują je na mapie.
    A potem ...wymieniają spaloną żarówkę.

    --
    www.youtube.com/watch?v=NeBb2eSvOnM&feature=related
  • 17.10.09, 13:36
    I ten cytat przekonuje nas , gdzie tkwia trzy błędy w zalozeniu, ze
    nauczanie domowe jest doskonale
    -po pierwsze matka dziecka uczęszczajacego do szkoly może zrobic
    dokladnie to samo, nie ma zakazu. Tyle, ze oprocz jej wykladu,
    dziecko bedzie miało jeszcze szanse zapoznać się z fizyka prowadzona
    przez kogos, kto się na tym zna i np. odpowie na pytania, na ktore
    mama nie potrafila odpowiedziec, bo odpowiedzi znajdowaly sie w
    innej książce...
    -a po drugie, znacznie wazniejsze - dziecko ma prawo w domu nie być
    pouczane na ogrąglo, przy okazji robienia czegokolwiek. Moze chiec
    wkręcić żarowke bez pouczania. Czas pracy i czas odpoczynku, o ile
    nie sa od siebie oddzialone powoduje, ze nigdy nie da się powiedzieć
    sobie "Koniec, mam wolne". Jako osoba dorosła, ktora wlasnie ma
    prace zawodową, ktora nie kończy się w godzinach pracy, moge
    stwierdzic, ze jest to sposób zycia niezwykle wprost uciązliwy.
    - po trzecie - tak uczone dziecko w rezultacie nie umie jednej
    rzeczy - zrobic czegokolwiek szybko i sprawnie. Ani umiescic
    Chrobrego w żadnym kontekscie historycznym, bo banknotu z Mieszkiem
    II nie uswiadczysz.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 17.10.09, 16:24
    Oto tematy przy dzisiejszym obiedzie w domu, gdzie dziecko uczęszcza
    do szkoly:
    -co to jest brzytwa Ockhama
    - wady i zalety proponowanej reformy szkolnictwa wyzszego
    - co to jest veniam legendi
    - repertuar tegorocznego Festiwalu filmowego
    -wyzszość buraków na cieplo nad burakami na zimno i odwrotnie
    - oraz plotki bieżące
    Wyzszośc tego nad uczeniem domowym - 14-latek dowiaduje się tego
    wszystkiego mimochodem, dodatkowo (a nie wyłącznie...) i w dodatku
    włącza się do dyskusji wiedzac, ze to rozmowa i nikt nie bedzie od
    niego wymagał tego, czego dowiedział sie "przy okazji". mógł
    sluchać, a mogl zająć się jedzeniem klopsa i mysleć o niebieskich
    migdalach. Gdyby to samo bylo w ramach "nauczania domowego" trzeba
    by z pewnych rzeczy odpytac, utrwalić i obiad nie bylby juz
    beztroski.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 17.10.09, 18:48
    Verdna, takie rozmowy to maja miejsce w Twoim domu, a nie w kazdym
    domu typowego 14 latka. Twoj dom jest przesiakniety wiedza, ze
    wzgledu na to, ze oboje z meze prezetujece soba wysoki poziom.

    14-latki, ktore ja znam, niemal wcale nie sa zaiteresowane rozmowa
    rodzicami, gdyz wiecznie siedza z komorka w dloni, przy kompie- na
    czatach lub gg, lub poza domem bratajac sie z przyjaciolmi.
    W wielu domach dzieci w tym wieku juz nie chca z rodzicami
    rozmawiac, za priorytet w zyciu majac kontakty ze znajomymi.
    Twoja sytuacje potraktowalabym jako wyjatek od reguly raczej.

    Gdyby to samo bylo w ramach "nauczania domowego" trzeba
    > by z pewnych rzeczy odpytac, utrwalić i obiad nie bylby juz
    > beztroski.

    Ciekawe, ze tyle wiesz o ED wink, moze jeszcze testy wielokrotnego
    wyboru rodzice homschoolerom robia, i oceny wystawiaja, co?
    Dziennik prowadza i by zabrac glos nalezy podniesc reke? wink
    Nie, ED tak jak ja ja rozumiem, tak jak ja bede to robila, nie
    zawiera w sobie tego typu atrakcji.

    ED to nie jest szkola w domu, gdyby tak bylo, w moich oczach nie
    mialby to zadnego sensu.

    --
    www.parentingscience.com/
  • 17.10.09, 21:40
    aagnie.szkaa napisała:

    > Verdna, takie rozmowy to maja miejsce w Twoim domu, a nie w kazdym
    > domu typowego 14 latka. Twoj dom jest przesiakniety wiedza, ze
    > wzgledu na to, ze oboje z meze prezetujece soba wysoki poziom.
    >
    > 14-latki, ktore ja znam, niemal wcale nie sa zaiteresowane rozmowa
    > rodzicami, gdyz wiecznie siedza z komorka w dloni, przy kompie- na
    > czatach lub gg, lub poza domem bratajac sie z przyjaciolmi.
    > W wielu domach dzieci w tym wieku juz nie chca z rodzicami
    > rozmawiac, za priorytet w zyciu majac kontakty ze znajomymi.
    > Twoja sytuacje potraktowalabym jako wyjatek od reguly raczej

    A wniosek z tego, Agnieszko, jaki ? Że Verdana moglaby, ale nie
    chce ? Że znane Ci 14-latki, gdyby były nauczane przez rodzicow,
    pragnęłyby kontaktu z nimi, a nie z rowieśnikami ? A moze odwrotnie,
    uciekanie od rodzicow jako efekt nauczania domowego ? Pogubilam sie
    w twoich argumentach...
  • 17.10.09, 22:06

    > A wniosek z tego, Agnieszko, jaki ? Że Verdana moglaby, ale nie
    > chce ? Że znane Ci 14-latki, gdyby były nauczane przez rodzicow,
    > pragnęłyby kontaktu z nimi, a nie z rowieśnikami ? A moze
    odwrotnie,
    > uciekanie od rodzicow jako efekt nauczania domowego ? Pogubilam
    sie
    > w twoich argumentach...

    Nie argumentowalam, a odpowiadalam na post Verdany. wink
    Nie znam osobiscie ani jednej rodziny uczacej w domu, dzieci
    znajomych uczeszczaja do szkol publicznych.

    Tak, sadze, ze jesli dziecko od wczesnych lat, wiekszosc dnia spedza
    w towarzystwie rowiesnikow (zlobek, potem przedszkole, potem szkola-
    a to wszystko czesto 8-10 godz dziennie), a nie osob doroslych, moze
    to wplynac negatywnie na wiezi z rodzinne.

    --
    <*>
    fotoforum.gazeta.pl/u/aagnie.szkaa.html -nasze
    foty
  • 17.10.09, 22:28
    Uczyć w domu moga chyba tylko osoby, ktore maja spory zasób wiedzy -
    czyli wlasnie te, ktore rozmawiają przy stole o najdziwniejszych
    rzeczach. Jednak nie jest to wiedza systematyczna i jako nauczanie
    nie zdaje egzaminu.
    A jeslli sa domy, gdzie rodzice nie maja odpowiedniego poziomu
    wiedzy, by prowadzić rozmowy nie tylko o niczym, to nie powinni brac
    się do uczenia dzieci - bo niewiele mają im do przekazania - tak jak
    ja nie bedę dziecka uczyla fizyki ani chemii.
    No, a na to zeby 14-latek chcial z rodzicami rozmawiać, trzeba sobie
    zapracować, a nie po prostu trzymac nastolatka w domu, aby nie
    bardzo miał alternatywę. Zresztą tiwidze spora sprzecznośc - jesli
    twierdzi się, ze 14-latki uczone w domu bedą mialy zapewnione
    srodowisko rowieśnicze, a jednoczesnie - ze 14-latki, ktore tych
    kolegow maja nie rozmawiaja z rodzicami - to jak uczyc 14-latka,
    ktory nie ma ochoty na kontakt z rodzicem? To jest dopiero
    dramatyczna sytuacja.
    Czyli jednak nauczanie domowe ma drastycznie ograniczyć dziecku
    mozliwość pozadomowych kontaktów, aby z koniecznosci i przymusowo
    podtrzymywać więzy z rodzicami. Co twierdzilam od poczatku.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 17.10.09, 22:55

    verdana napisała:

    > Uczyć w domu moga chyba tylko osoby, ktore maja spory zasób
    wiedzy -
    > czyli wlasnie te, ktore rozmawiają przy stole o najdziwniejszych
    > rzeczach.

    -oczywiscie, ze tak.

    Jednak nie jest to wiedza systematyczna i jako nauczanie
    > nie zdaje egzaminu.

    -dlatego tez ED NIE ogranicza sie do nauki przy obiedzie jedynie smile

    > A jeslli sa domy, gdzie rodzice nie maja odpowiedniego poziomu
    > wiedzy, by prowadzić rozmowy nie tylko o niczym, to nie powinni
    brac
    > się do uczenia dzieci

    -mam taka sama opinie.

    > No, a na to zeby 14-latek chcial z rodzicami rozmawiać, trzeba
    sobie
    > zapracować, a nie po prostu trzymac nastolatka w domu, aby nie
    > bardzo miał alternatywę.

    -prawda.
    Zresztą tiwidze spora sprzecznośc - jesli
    > twierdzi się, ze 14-latki uczone w domu bedą mialy zapewnione
    > srodowisko rowieśnicze, a jednoczesnie - ze 14-latki, ktore tych
    > kolegow maja nie rozmawiaja z rodzicami - to jak uczyc 14-latka,
    > ktory nie ma ochoty na kontakt z rodzicem? To jest dopiero
    > dramatyczna sytuacja.

    -bez watpienia, byloby to baaardzo trudne, jezeli wogole mozliwe uncertain

    > Czyli jednak nauczanie domowe ma drastycznie ograniczyć dziecku
    > mozliwość pozadomowych kontaktów, aby z koniecznosci i przymusowo
    > podtrzymywać więzy z rodzicami. Co twierdzilam od poczatku.

    Absolutnie NIE.



    --
    www.youtube.com/watch?v=NeBb2eSvOnM&feature=related
  • 19.10.09, 23:10
    Jak dziecko edukowane domowo wymienia żarówkę?

    Ilu psychologów potrzeba do zmiany żarówki?
    Żadnego. Żarówka sama się zmieni, gdy będzie na to gotowa.
  • 03.10.09, 16:35

    srebrnarybka napisała:
    > Ciekawość owszem, ale możliwości jej zaspokojenia to druga sprawa.
    > Jeśli jesteś np. niemuzykalna, to Twojemu dziecku bardzo trudno
    > będzie w wieku np. 5 lat zainteresować się muzyką poważną. A w
    wieku
    > 10 lat stwierdzisz po prostu, że muzyka jej nie interesuje.
    Zresztą
    > nie ma siły, byś to, co Ciebie nie interesuje, przedstawiła jej
    > równie atrakcyjnie, jak to, co Ciebie rajcuje.

    Dzieci uczace sie w domu korzystaja z wielu
    zajec ,,pozalekcyjnych'', norma jest zapisywanie ich na rozmaite
    zajecia czy to muzyczne, sportowe czy tez kolka zainteresowan, np.
    teatralne, czy plastyczne.
    Wazne, by obserwowac dziecko, sluchac go, a potem poszukac
    odpowiednich zajec.

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 16:43
    Ale ciagle wybierasz z zajęć, ktore Ty uznajesz za pozyteczne i
    stosowne. A chodzi własnie o to, ze inni moga dziecku pokazać to, co
    Tobie by nie przyszło nawet do głowy.
    Żaden pojedynczy czlowiek nie jest w stanie zauwazyć u dziecka
    wszystkiego, szczególnie, gdy nie ma porownania z rowieśnikami
    dziecka - i to nie jedym czy dziesiecioma, ale z bardzo wieloma. Nie
    mowiac juz o tym, ze nie da się "zaobserwować" wszstkiego. Mogę
    wprawdzie - jak nauczyciel mojej corki - zadac do napisania wiersz,
    ale nie jestem w stanie ocenić obiektywnie czy jest on przeciętny,
    czy nie.
    Dla mnie wiersz córki był niezly. Nauczyciel - krytyk literacki -
    stwierdził, ze ma talent i kazał pisac dalej. Ja bym nie namawiała,
    a najprawdopodobniej w ogole nie zadalabym tego pierwszego wiersza
    bo po co?
    Nie ma takiej mozliwosci, aby sami rodzice byli w stanie pokazac
    dziecku to, czego sami nie umieję - nie sa tez w stanie wybrac dla
    dziecka zajęć, ktore wcale ich zdaniem nie sa wartosciowe, czy
    potrzebne, a dla dziecka mogą stac się prawdziwą pasją.
    No i powiedz mi - jak zamierzasz oceniać wlasne dziecko, nie
    wiedzac, jaki jest przecietny poziom dzieci w tym wieku. I kwestia
    najistotniejsza - co zrobisz, gdy Twoje dziecko bedzie się slabo
    uczyło i Ty - jako matka - będziesz je nisko oceniać. Zwracam ci
    uwagę, ze zle oceny otrzymywane od nauczyciela, to ocena ucznia. Żle
    oceny i uwagi otrzymywane od matki - to ocena dziecka, mogą działać
    absolutnie destrukcyjnie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 17:40
    Dzieci uczace sie w domu korzystaja z wielu
    > zajec ,,pozalekcyjnych'', norma jest zapisywanie ich na rozmaite
    > zajecia czy to muzyczne, sportowe czy tez kolka zainteresowan, np.
    > teatralne, czy plastyczne.

    Czyli przyznajesz, że nie jesteś w stanie sama nauczyć dziecka we
    wszystkich dziedzinach, co zresztą wydaje się oczywiste, bo nikt nie
    zna się na wszystkim. To po co zapisywać dziecko na rozmaite kółka
    zainteresowań zamiast posłać do szkoły, gdzie tę edukację osiągnie w
    jednym miejscu?
  • 03.10.09, 20:37

    > Czyli przyznajesz, że nie jesteś w stanie sama nauczyć dziecka we
    > wszystkich dziedzinach, co zresztą wydaje się oczywiste, bo nikt
    nie
    > zna się na wszystkim. To po co zapisywać dziecko na rozmaite kółka
    > zainteresowań zamiast posłać do szkoły, gdzie tę edukację osiągnie
    w
    > jednym miejscu?

    Niczego nie przyznaje!! smile
    Tlumacze tylko, ze dziecko uczone w domu ma wiele sytuacji i
    mozliwosci, by spotykac sie z innymi dziecmi, a takze by rozwijac
    sie zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, takze dlatego, ze ma na to
    czas ;p.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 20:50
    Będę brutalna - dziecko na poziomie szkoły podstawowej nie może
    ograniczyć się do uczenia się tylko tego, co je interesuje. Jednego
    dziecka może nie interesować tabliczka mnożenia, innego zasady
    ortografii i gramatyki, jeszcze innego wiedza o tym, jak czytać
    mapę, jakie są kontynenty, co jest stolicą Francji i co to jest
    dorzecze, jakieś może w ogóle nie lubić śpiewu i muzyki, a kolejne
    nudzić się na biologii czy tam przyrodzie i nie chcieć dowiedzieć
    się, że ptaki wykluwają się z jajek ani oglądać preparatów pod
    mikroskopem, a jakieś tam jeszcze słuchać o tym, że była II wojna
    światowa. Ale dziecko na poziomie szkoły podstawowej powinno te
    rzeczy opanować niezależnie od tego, czy je to interesuje, czy nie,
    bo dorosły, który nie zna pojęcia dorzecze albo dopełniacz, nie umie
    tabliczki mnożenia albo nie słyszał o II wojnie światowej, w życiu
    sobie nie poradzi. Nie pisz mi, że teraz są kalkulatory i słowniki
    ortograficzne w komputerach, bo jakieś podstawy wiedzy trzeba mieć.
    I bez tych podstaw dziecko żadnych poważnych zainteresowań w sobie
    nie wykrzesze. Na to, by wybrać szkołę profilowaną zgodną z
    zainteresowaniami trzeba te zainteresowania mieć i to ugruntowane,
    tzn. nie tylko lubić coś, ale i znać. Jeżeli w domu chcesz
    gruntownie przerobić z dzieckiem program szkoły podstawowej, to ono
    będzie tyle samo czasu poświęcało na naukę, co w tej szkole, więc
    niby dlaczego ma mieć więcej czasu na kółka? Chyba, że chcesz coś
    skrócić, ale wtedy nie wyjdzie to dziecku na dobre.
  • 03.10.09, 21:02
    Co do zainteresowań - co roku, gdy dostaję nową grupę studentów,
    pytam każdego o indywidualne zainteresowania naukowe. Bardziej cwani
    podają mi tematykę odległą od przedmiotu, który prowadzę, bo liczą,
    że dam im święty spokój. Natomiast niektóre grzeczne dziewczynki w
    białych bluzeczkach mówią, że interesują się ... i tu wymieniają coś
    z zakresu mojego przedmiotu. Ja wtedy zadaję nieśmiertelne pytanie:
    a co pani czytała z tej tematyki? Na ogół dziewczę wtedy się płoni i
    okazuje się, że albo nic nie czytało, albo szkolny podręcznik 2 lata
    temu. No to pytam: a w czym się przejawiają pani zainteresowania?
    Dziewczę znów się płoni i dochodzimy wspólnie do wniosku, że ona tę
    tematykę lubi. A to różnica. Lubi, ale nie interesuje się, bo gdyby
    się interesowała, bo coś by na ten temat czytała.
  • 03.10.09, 21:34

    Jeżeli w domu chcesz
    > gruntownie przerobić z dzieckiem program szkoły podstawowej, to
    ono
    > będzie tyle samo czasu poświęcało na naukę, co w tej szkole, więc
    > niby dlaczego ma mieć więcej czasu na kółka? Chyba, że chcesz coś
    > skrócić, ale wtedy nie wyjdzie to dziecku na dobre.

    A wlasnie chyba nie bede podazala za programem tak calkowicie,
    bedziemy mieli wszystkie podreczniki oczywiscie, cos sie wybierze,
    cos sie poglowkuje. Bedzie dobrze smile.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 21:51
    A wlasnie chyba nie bede podazala za programem tak calkowicie,
    > bedziemy mieli wszystkie podreczniki oczywiscie, cos sie wybierze,
    > cos sie poglowkuje.

    Czyli wybierzemy geografię, ale bez czytania mapy, i matematykę, ale
    bez tabliczki mnożenia, a zaoszczędzony czas przeznaczymy na kółko
    teatralne, bo to dziecko lubi. W ten sposób wychowuje się
    ćwierćinteligenta pozbawionego podstaw wiedzy.
  • 03.10.09, 21:56
    Nie spekuluj serbrnarybka, nie spekuluj... smile

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 22:07
    Nie spekuluję. Przełożyłam z polskiego na nasze to, co napisałaś.
    Napisałaś, że nie będziesz się trzymała programu i że Twoje dziecko
    będzie miało więcej czasu na rozwijanie indywidualnych
    zainteresowań. Czyli cięcia w programie dla ekstrawagancji.
    Swoją drogą przygotowywałam kiedyś do egzaminu wstępnego pannę,
    która chodziła do prywatnej szkoły i dlatego miała lekcje z historii
    sztuki, historii teatru i historii filozofii. Wiedziała, że byl
    filozof Plotyn, który był neoplatonikiem (chociaż podejrzewam, że
    nie rozumiała, co to znaczy), ale nie wiedziała, jakiego państwa
    stolicą jest Bukareszt. Poległa z kretesem na egzaminie wstępnym,
    zgodnie zresztą z moimi oczekiwaniami.
  • 04.10.09, 00:31

    srebrnarybka napisała:

    > Nie spekuluję. Przełożyłam z polskiego na nasze to, co napisałaś.
    > Napisałaś, że nie będziesz się trzymała programu i że Twoje
    dziecko
    > będzie miało więcej czasu na rozwijanie indywidualnych
    > zainteresowań. Czyli cięcia w programie dla ekstrawagancji.

    Mocno powiedziane wink.
    A co, program to wyrocznia?, bez opanowanego programu podstawowy
    dziecko mi zginie w odmetach nicosci egzystencjalnej?.
    Juz pisalam jakie sa kryteria przyjmowania do szkol srednich i
    wyzszych, gdzie widzisz problem?.
    Przypominam, ze nie pisze zza Wisly wink.
    W tym, ze fizyki, chemii nie naucze - a te przedmioty wogole sa w
    programie szkol podstawowych-bo, chyba mi umknelo wink.

    Bedzie miala ochote wkuwac tablice Mendelejewa-wkuje, bedzie miala
    ochote nauczyc sie kilku wzorkow - cholera wie po co z reszta-
    opanuje pamieciowo, bo jest wlasnie ta wiedza, ktora ja wynioslam ze
    szkol z tych przedmiotow. Przydaje sie o tyle, ze mozna blysnac
    przed znajomymi ogladajac Milionerow, kiedy pojawia sie pytania z
    tej dziedziny wink.

    No, ale moze ja bylam malo pojetna jesli chodzi o nauki scisle,
    przyznac trzeba, podziel sie moze swoja wiedza chem-fiz, ktora
    pamietasz nie z innych szkol, ale wlasnie z podstawowy, plisss wink.
    Z biologii pamietam budowe dzdzownicy jeszcze smile, ha ha


    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 01:17
    chodziłam do 8etniej podstawówki, którą skończyłam w wieku 15 lat,
    fizykę i chemię miałam jak najbardziej. Fizykę bodaj 4 lata, chemię
    3 lata. Nauczyłam się wtedy bardzo dużo. Fizyka nawet tak mnie
    zainteresowała, że przez parę lat zamierzałam studiować fizykę, dużo
    nad tym przedmiotem pracowałam, chodziłam na kółko, czytywałam
    książki o sławnych fizykach. Tych zainteresowań nie wyniosłabym z
    domu, bo moi rodzice o fizyce pojęcia nie mają.
    Z tego, co piszesz, wynika, że Twoja córka do 16 roku życia nie
    będzie się uczyła fizyki ani chemii. Uniemożliwi jej to studiowanie
    medycyny, studia inżynierskie, architekturę, weterynarię, fizykę i
    chemię czystą, a nawet rolnictwo, czy biologię.
    Skoro lubiłaś zwierzątka, to dziwię się, że nie uczyłaś się
    biologii. Wybacz, ale bez opanowania programu podstawówki nie da się
    kształcić dalej. Dlaczego - sama nazwa wskazuje. To, że Ty byłaś z
    czegoś niepojętna, to nie powód, by pozbawiać dziecko tej wiedzy.
  • 04.10.09, 01:36

    srebrnarybka napisała:
    > Z tego, co piszesz, wynika, że Twoja córka do 16 roku życia nie
    > będzie się uczyła fizyki ani chemii. Uniemożliwi jej to
    studiowanie
    > medycyny, studia inżynierskie, architekturę, weterynarię, fizykę i
    > chemię czystą, a nawet rolnictwo, czy biologię.
    > Skoro lubiłaś zwierzątka, to dziwię się, że nie uczyłaś się
    > biologii. Wybacz, ale bez opanowania programu podstawówki nie da
    się
    > kształcić dalej. Dlaczego - sama nazwa wskazuje. To, że Ty byłaś z
    > czegoś niepojętna, to nie powód, by pozbawiać dziecko tej wiedzy.

    Wybacz, ale sie da smile. Tydzien temu moja siostra, ledwo ledwo z
    klasy do klasy w podstawowie, 4 dni po porodzie obronila prace
    magisterska na 2 razy 5, da sie.

    Wybacz, ale nie zamkne jej zadnej drogi (co wiesz o zasadach
    przyjmowania homeschoolerow do college-ow i na studia wyzsze w UK?),
    wybacz, ale zmierzamy do nikad, a Ty zaczynasz uderzac ponizej pasa,
    bo cisnienie wzrasta.
    Apeluje o prowadzenie milej i sympatycznej rozmowy wink.


    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 11:32
    Wybacz, ale sie da smile. Tydzien temu moja siostra, ledwo ledwo z
    > klasy do klasy w podstawowie, 4 dni po porodzie obronila prace
    > magisterska na 2 razy 5, da sie.

    Skoro Twoja siostra przechodziła z klasy do klasy w podstawówce,
    nawet ledwo-ledwo, to znaczy, że jakieś minimum wiedzy miała
    opanowane, nawet jeśli sądzi, że niczego się nie nauczyła. I dzięki
    tym podstawom mogła wybrać taki kierunek studiów, który ją
    interesował i pracować nad nim już z zapałem.

    Wybacz, ale nie zamkne jej zadnej drogi (co wiesz o zasadach
    > przyjmowania homeschoolerow do college-ow i na studia wyzsze w
    UK?),
    > wybacz, ale zmierzamy do nikad, a Ty zaczynasz uderzac ponizej
    pasa,
    > bo cisnienie wzrasta.

    Nie uderzam poniżej pasa. Sama piszesz, że łatwo zostać przyjętym do
    collegu (w co wątpię, ale niech będzie), ale potem można sobie nie
    poradzić. Czyli na jedno wychodzi. Piszesz, że zamierzasz uczyć
    dziecko tylko tego, co będzie je interesowało, a na dodatek sama nie
    byłaś dobra z przedmiotów mat.-fiz. i nie widzisz potrzeby ich
    uczenia, bo to jest wkuwanie. Czyli raczej nie będziesz ich uczyć w
    ogóle, a jeśli już, to na podstawie wiadomości wyszukanych przez
    google, może tak rzetelnych, jak informacja o domowej edukacji
    Joanny d'Arc. Nie zorganizujesz też w domu laboratorium ani
    doświadczeń, nie kupisz odczynników etc. Zatem Twoja córka
    najprawdopoodbniej nie będzie miała podstaw chemii i fizyki do 16
    roku życia. Być może zostanie przyjęta do college'u, ale tam sobie
    nie poradzi. Czyli na jedno wychodzi.
  • 04.10.09, 11:40
    to ja jeszcze zapytam autorke watku skad pomysl o zakuwaniu fizyki i
    chemii?Przedmiotow scislych NIE DA SIE wykuc na pamiec jak historii,geografii
    czy biologii.Wykuc mozna co najwyzej definicje ale to nie daje dostatecznej
    wiedzy by przeksztalcic wzory,podstawic prawidlowe dane i ROZWIAZAC zadanie.
    --
    http://lb3m.lilypie.com/8ngEp2.png
  • 04.10.09, 11:49
    Oczywiście, że się nie da. No, chyba, że ktoś nic z nich nie rozumie.
    Jako historyk muszę jednak bronić honoru historii - tu też nie jest
    najistotniejsze "wykucie" dat etc., tylko rozumienie procesów
    historycznych.
    Podejrzewam, że z biologią i geografią jest tak samo.
    Generalnie wiedza nie polega na wykuciu. Wykuć można i nawet trzeba
    jedynie fakty, które stanowią cegiełki umożliwiające dalsze
    rozumowanie - w jezyku obcym będą to słówna, w matematyce tabliczka
    mnożenia, w fizyce wiedza o tym, z jakich części składa się atom, w
    chemii symbole pierwiastków, w historii podstawowe fakty i daty. Ale
    te wszystkie cegiełki mają dopiero sens, gdy się je widzi na
    szerszym tle i rozumie.
    Oczywiście nie sposób zapisać reakcji chemicznej, jeśli się nie wie,
    jakie są pierwiastki i nie zna ich wzorów. Podobnie nie sposób
    zrozumieć, dlaczego doszło do bitwy pod Grunwaldem, jeśli się nie
    słyszało o sprowadzeniu Krzyżaków i zaborze przez nich Pomorza
    Gdańskiego i unii polsko-litewkiej. Ale najistotniejsze jest
    rozumienie związku między tymi faktami, a nie sama znajomość
    pojedynczych faktów.
  • 04.10.09, 13:29
    kasiu, tak sie sklada, ze mimo ze chodzilam do najlepszego liceum w miescie i
    klasy mat-fiz fizyka polegala na kuciu regulek i rozwiazywaniu schematycznych zadan
    otoz pani fizyczka sama fizyki nie umiala, nasze protesty by zmienic nam
    nauczyciela walily w mur, gdyz pani miala plecy w zwiazkach

    podobnie wygladala moja nauka chemii w podstawowce, gdy w liceum trafilam na
    kose w tej materii, zajelo mi pol roku rycie od zera, bo nie umialam nic

    z przykroscia twierdze, ze znakomita wiekszosc nauczycieli uczy duzo gorzej, niz
    zrobi to zaangazowany rodzic, w liceum mialam dobrego matematyka, angliste
    (dopiero w 4 klasie) i polonistke
    reszta nauczycieli - nedza, geografia to bylo kucie lekcji, odpytywanie, do dzis
    nie nie umiem, az wstyd, podobnie z biologia
    az zazdroszcze szkol do ktorych chodziliscie wink

    ja bym chetnie chociaz podstawowke w domu przerobila, sadze ze z korzyscia dla
    dzieci
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 04.10.09, 14:24
    nie sposób kogoś nauczyć tego, czego się samemu nie umie.
    Co do rzekomego kucia: owszem, są nauczyciele, którzy tak uczą, ale
    często wynika to z postawy samych uczniów, których dany przedmiot
    nie interesuje, nie chce im się go uczyć i co gorsza, są tak
    ukierounkowywania z domu (a komu to potrzebne? a czego ta pani
    wymaga? itd.) i w rezultacie, żeby chociaż zaliczyć, nie pozostaje
    nic innego niż zakuć, zdać, zapomnieć.
    Za parę godzin czeka mnie powtarzanie historii z przyszywanym
    bratanekiem II licealna, przed klasówką we wtorek. Młody nie uczył
    się cały czas, a teraz próbuje postawić ciocię pod ścianą - niech
    ciocia mi w 2 godz. opowie to, czego sie przez miesiąc nie nauczyłem
    sam. Oczywiście, że skutkiem takiej nauki będzie tylko tyle, że
    wykuje parę dat i faktów, do wtorku trochę zapamięta i 2 albo 3
    dostanie. Ponieważ w ogóle uczy się kiepsko, więc się na tę powtórkę
    zgodziłam, zeby nieszczęsną klasówkę zaliczył. Ale przy okazji
    opieprzyłam za brak systematycznej nauki i powiedziałam, że robi
    mnie w balona, a poza tym niczego sie w ten sposób nie nauczy.
    Kazałam mu się zresztą pouczyć samemu przed tą powtórką, ale czy i
    jak to zrobi - pojęcia nie mam. I potem, jako dorosły, będzie
    opowiadał, że historia polegała na wkuwaniu. Nie polegałaby, gdyby
    się jej uczył systematycznie. Wtedy miałby szansę poza datami i
    faktami dostrzec jeszcze związki między nimi zachodzące. Ale na to
    trzeba znać pewną liczbę faktów, żeby nimi swobodnie operować.
  • 04.10.09, 16:46
    Aagnie.szka ma jeden dobry argument za homeschoolingiem w swoim przypadku -
    ewentualną konieczność częstej zmiany szkoły przez córkę. Natomiast wykonanie
    może być... różne.
    Powiedzmy, że w szkole mamy beznadziejnie prowadzone przedmioty - nauczyciele są
    do d... niemal ze wszystkich przedmiotów. Możemy spróbować zmienić
    nauczycieli.Albo zmienić szkołę.
    Co jednak w przypadku kiedy to my sami - obiektywnie patrząc - jesteśmy tymi
    nauczycielami? Czy jesteśmy w stanie przyznać to sami przed sobą?
    Nauczanie to ciężki zawód i trzeba mieć do tego talent - zaś uczenie własnych
    dzieci to czasami męka. Pewne rzeczy przyswoiliśmy tak dawno temu, że nie
    pamiętamy już, że też kiedyś czegoś nie umieliśmy, nie rozumieliśmy, że
    zrozumienie czegoś sprawiało nam problemy. I czasami nasze dzieci - jeśli nie są
    genialne i łapią wszystko, pomimo pokrętnego tłumaczenia mamusi/tatusia - wydają
    nam się po prostu tępe (na zasadzie: to takie proste, a on/ona nic z tego nie
    rozumie).
    BTW: też nie przepadam za instytucją szkoły (chociaż nie mam żadnych
    traumatycznych przeżyć związanych ze szkołą), niemniej jeszcze mniej lubię
    siedzieć z dziećmi nad lekcjami. Dlatego chodzą do szkoły. Też nie mają - jak
    dotąd - traumatycznych przeżyć.
  • 04.10.09, 22:20
    aagnie.szkaa napisała:

    > Bedzie miala ochote wkuwac tablice Mendelejewa-wkuje, bedzie miala
    > ochote nauczyc sie kilku wzorkow - cholera wie po co z reszta-
    > opanuje pamieciowo, bo jest wlasnie ta wiedza, ktora ja wynioslam
    ze
    > szkol z tych przedmiotow. Przydaje sie o tyle, ze mozna blysnac
    > przed znajomymi ogladajac Milionerow, kiedy pojawia sie pytania z
    > tej dziedziny wink.
    [...]
    > Z biologii pamietam budowe dzdzownicy jeszcze smile, ha ha


    Dzień dobry. Gratuluję odważnej i jakże słusznej decyzji nie mącenia
    dziecku w głowie i nie marnowania jego czasu na takie bzdury jak
    nauki matematyczno-przyrodnicze.

    Gdy dziecko w przyszłości zostanie pełnoprawnym obywatelem, i będzie
    chciało wyrazić (np. w wyborach, referendach) opinię, czy podjąć
    decyzję dotyczącą jego zdrowia i otoczenia, w sprawach takich jak
    n.p.:

    - klonowanie terapeutyczne
    - aborcja
    - budowa elektrowni atomowych i termojądrowych
    - dodatki do żywności
    - szczepienia
    - globalne ocieplenie
    - instalacja masztów telefonicznych i linii wysokiego napięcia w
    pobliżu domów
    - żywność z organizmów modyfikowanych genetycznie

    nie będzie miało nawet minimalnych podstaw wiedzy by taką opinię
    sobie samodzielnie wyrobić. Ale przecież zapyta (albo wygugla
    opinię) jakiegoś polityka, albo piosenkarza lub aktora, albo księdza.

    Ci mu powiedzą, co ma zrobić, jak ma zagłosować.

    Witamy nową bezwolną owcę w stadzie baranów.


    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry
    zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu.

    Za Kopalińskim
  • 03.10.09, 22:11
    Tqwoje dziecko moze uczyć sie w domu, ale egzaminy musi zdawac
    regularnie z programu szkoly. Wiec nie Ty bedziewsz wybierala to,
    czego się uczy - masz obowiązek nauczenia dziecko programu
    konkretnej klasy w konkretyym roku.
    Powiedz mi jedno - co zrobis, gdy się okaze, ze Twoje dziecko jest
    slabym uczniem? Co zrobisz, aby slabe oceny czy tez konicznośc
    poprawy prac nie wpłynęła ani na Twoj stosunek do niej, ani
    odwrotnie - aby nie czula, ze Cię zawiodła?
    I czy naprawde sadzisz, ze 15-16-latka będzie szczęśliwa przebywając
    z Toba, a nie z rówiesnikami większość czasu? Że będzie szczęśliwa,
    gdy będziesz miała kontrole nad niemal calym jej zyciem?
    Bo sa dwa wyjścia - nie będzie szczesliwa - to jedno.
    Będzie szczęśliwa i Ty zastapisz jej codzienne kontakty z
    rowieśnikami- i wtedy taka więż miedzu dorastająca corką a matka nie
    jest zdrowa dla żadnej ze stron.
    czy Ty chcialays spędzic dziecinstwo i mlodość tylko z mamą?
    Wychodzac najwyzej na jakies wybrane przez mamę kółko?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 22:14
    czy Ty chcialays spędzic dziecinstwo i mlodość tylko z mamą?
    > Wychodzac najwyzej na jakies wybrane przez mamę kółko?

    Do 7 roku życia przebywałam z rodzicami, babcią lub studentką
    wynajmowaną, by chodzić ze mną na spacery i wspominam ten okres
    życia jako przeraźliwie nudny. Bardzo chciałam pójść do szkoły, już
    podstawowej.
  • 04.10.09, 01:08

    srebrnarybka napisała:
    > Do 7 roku życia przebywałam z rodzicami, babcią lub studentką
    > wynajmowaną, by chodzić ze mną na spacery i wspominam ten okres
    > życia jako przeraźliwie nudny. Bardzo chciałam pójść do szkoły,
    już
    > podstawowej.

    Do zerowki (nie bylam posylana ani do zloba, ani do przedszkola)
    spedzalam czas z rodzicami i siostra, ale tez... na podworku,
    zabierajac innym dzieciakom rowerki (bo moich rodzicow nie bylo
    stac), przewodzac gangowi uciekinierow bagiennych,
    robiac ''widoczki'' pod balkonami, lazac po pobliskim cmetarzu-
    kradnac wstazki z wiazanek i przynoszac je calymi nareczami do
    domu,i wiele innych, swietne wspomnienia. Z jedna z kolezanek
    z 'klatki' odnalazlysmy sie oststnio na NK, i zatopilysmy we
    wspomnieniach z tamtych czasow smile.

    Podstawowka oznaczala dla mnie stres, dzis pewnie mialabym diagnoze
    ADHD, nie moglam usiedziec w lawce uncertain, sprawialam nauczycielom wiele
    problemow.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 01:20
    spedzalam czas z rodzicami i siostra, ale tez... na podworku,
    > zabierajac innym dzieciakom rowerki (bo moich rodzicow nie bylo
    > stac), przewodzac gangowi uciekinierow bagiennych,
    > robiac ''widoczki'' pod balkonami, lazac po pobliskim cmetarzu-
    > kradnac wstazki z wiazanek i przynoszac je calymi nareczami do
    > domu,i wiele innych, swietne wspomnienia. Z jedna z kolezanek
    > z 'klatki' odnalazlysmy sie oststnio na NK, i zatopilysmy we
    > wspomnieniach z tamtych czasow smile.
    >
    > Podstawowka oznaczala dla mnie stres, dzis pewnie mialabym
    diagnoze
    > ADHD, nie moglam usiedziec w lawce uncertain, sprawialam nauczycielom
    wiele
    > problemow.

    Nie dziwię się, że sprawiałaś nauczycielom wiele problemów, bo byłaś
    po prostu dzieckiem bardzo zaniedbanym i niewychowanym. I sądzę, że
    lepiej byłoby dla Ciebie być w przedszkolu pod opieką niż włóczyć
    się z jakimiś łobuzami po cmentarzu. Chyba nie chcesz w ten
    sposób "wychowywać" swojego dziecka?
  • 04.10.09, 01:41

    Nie bylam dzieckiem zaniedbanym, bylam dzieckiem niezaleznym, z duza
    doza indywidualizmu smile. Lubilam przebywac na swiezym powietrzu, a
    rodzice mi tego nie bronili. Zdrowe podejscie stymulujace
    samodzielnosc smile

    I znowu- ...wybacz, ale zmierzamy do nikad, a Ty zaczynasz uderzac
    ponizej pasa, bo cisnienie wzrasta.
    Apeluje o prowadzenie milej i sympatycznej rozmowy .

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 11:37
    Taki sposób "wychowania" w dzisiejszej Polsce skończyłby się
    nasłaniem kuratora na rodziców. W UK tymbardziej. Nie wiem, czy się
    orientujesz, ale w Twoim ukochanym UK do 16 roku życia nie wolno
    dziecka na chwilę pozostawić samego w domu, bo za to odbiera się
    prawa rodzicielskie, co uważam zresztą za potężne przegięcie. Jeżeli
    Twoja Sarah w wieku 5 lat będzie biegała po pobliskim cmentarzu z
    gangiem uciekinierów bagiennych i kradła wstążki, szybko się Wami
    zainteresuje policja.
    Jestem za samodzielnością dzieci. Ale uważam, że wysyłanie ich do
    przedszkola czy szkoły, gdzie muszą samodzielnie radzić sobie w
    grupie rówieśników jest właśnie takim uczeniem samodzielności. Dużo
    bardziej, niż spędzanie całego dzieciństwa na nauce z mamusią.
  • 04.10.09, 01:00

    verdana napisała:

    > Tqwoje dziecko moze uczyć sie w domu, ale egzaminy musi zdawac
    > regularnie z programu szkoly. Wiec nie Ty bedziewsz wybierala to,
    > czego się uczy - masz obowiązek nauczenia dziecko programu
    > konkretnej klasy w konkretyym roku.

    Verdano, przypominam, mieszkamy w UK, homeschoolerzy tutaj NIE MUSZA
    PODCHODZIC DO ZADNYCH EGZAMINOW, nie ma zadnych restrykcji dot.
    podazania za programem realizowanym w szkolach publicznych (takze
    jesli mialabym taki kaprys moglabym z dzieckiem mlucic jedynie
    budowe dzdzownicy i innych 'robaczkow' przez 10 lat i nikt by sie
    nie przyczepil, jesli znalazlabym dobre uzasadnienie dla tak obranej
    drogi wink)
    Jesli moje dziecko, kiedy juz pojdzie do college-u ukaze sie slabym
    uczniem, to procz tego, ze sprobuje jej sama pomoc, badz zaproponuje
    pomoc korepetytora, nie zrobie nic. Oceny szkolne nie sa, i nigdy
    nie byly dla mnie wyznacznikiem 'jakosci' czlowieka.
    Zawiodla?- nie. Wazne by byla szczesliwa, nawet jesli wybierze
    kariere kucharki na stolowce uniwersyteckiej, a bedzie szczesliwa-
    bede szczesliwa razem z nia smile.

    Nie widze powodu dla ktorego moja 15-16 latka mialaby spedzac ze mna
    wiekszosc swojego czasu ;/.

    Nie bylabym szczesliwa spedzajac w latach nastoletnich wiekszosci
    czasu z moja mama, czas ten spedzalam w internacie, w technikum,
    ktore sama sobie wybralam przy koncu podstawowki. Taka sama
    mozliwosc wyboru bedzie miala Sara.

    Przed wyjazdem do internatu, takze nie spedzalam czasu z mama, ani
    tez z 'przyjaciolmi' ze szkoly. W wiekszosci bylam w stajni, z
    tamtejszymi ludzmi i moja przyjaciolka z podworka.

    To jest naprawde tak trudno przewidziec jaka Sara bedzie za 15 lat,
    co ja bedzie interesowalo, w jakim srodowisku bedzie przebywala, ze
    mam wrazenie iz od kilku juz postow, rozmawiamy 'o niczym',
    spekulacje, spekulacje, spekulacje..
    Wydaje mi sie, ze nastolatek musialby przejsc ostre pranie mozgu w
    domu, by wybrac mamusie jako swojego ulubionego kompana do spedzania
    dlugich jesiennych wieczorow ;/.

    Dla scislosci - nie zamierzam 'prac mozgu' mojej corki smile.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 01:24
    Verdano, przypominam, mieszkamy w UK, homeschoolerzy tutaj NIE
    MUSZA
    > PODCHODZIC DO ZADNYCH EGZAMINOW, nie ma zadnych restrykcji dot.
    > podazania za programem realizowanym w szkolach publicznych (takze
    > jesli mialabym taki kaprys moglabym z dzieckiem mlucic jedynie
    > budowe dzdzownicy i innych 'robaczkow' przez 10 lat i nikt by sie
    > nie przyczepil, jesli znalazlabym dobre uzasadnienie dla tak
    obranej
    > drogi wink)
    > Jesli moje dziecko, kiedy juz pojdzie do college-u ukaze sie
    slabym
    > uczniem, to procz tego, ze sprobuje jej sama pomoc, badz
    zaproponuje
    > pomoc korepetytora, nie zrobie nic. Oceny szkolne nie sa, i nigdy
    > nie byly dla mnie wyznacznikiem 'jakosci' czlowieka.
    > Zawiodla?- nie. Wazne by byla szczesliwa, nawet jesli wybierze
    > kariere kucharki na stolowce uniwersyteckiej, a bedzie szczesliwa-
    > bede szczesliwa razem z nia smile.

    Oczywiście, że Twoja córka może wybrać karierę kucharki i być
    szczęśliwa, ale powinna mieć też inne alternatywy. Ucząc ją tak, jak
    planujesz, zamykasz przed nią możliwości zdania na studia.
    Oczywiście, że oceny szkolne nie stanowią o wartości człowieka, ale
    jeśli córka będzie się przez 10 lat uczyła tylko o budowie
    dżdżownicy, to nie dostanie się na studia lingwistyczne. I tyle.

    Nie widze powodu dla ktorego moja 15-16 latka mialaby spedzac ze mna
    > wiekszosc swojego czasu ;/.

    Powód jest taki, że będzie z Tobą spędzała ten czas, który
    spędziłaby w szkole.


    Wydaje mi sie, ze nastolatek musialby przejsc ostre pranie mozgu w
    > domu, by wybrac mamusie jako swojego ulubionego kompana do
    spedzania
    > dlugich jesiennych wieczorow ;/.

    A skąd ma wziąć innego kompana?
  • 04.10.09, 01:53

    srebrnarybka napisała:

    > A skąd ma wziąć innego kompana?


    To zagadnienie juz przerabialysmy przeciez ;/, jej.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 14:03
    W wieku 16 lat, kiedy przyjdzie do wyboru collage-u, Sara dokona
    > wyboru, czy chce kontynuowac w domu, czy chce isc do szkoly
    > publicznej, to samo dot edukacji wyzszej.

    Edukacji wyższej, czyli studiów na poziomie uniwersyteckim.
    Rozumiem, że Ty i Twój mąż jesteście w stanie w domu zorganizować
    córce we własnym zakresie studia w dowolnej dziedzinie, którą sobie
    wybierze (przecież nie będziesz jej uczyła konformizmu i narzucała
    wyboru tej dziedziny studiów, która Tobie najlepiej odpowiada).
    Czyli Ty i Twój mąż macie kwalifikacje profesorskie w dziedzinie
    literatury angielskiej, fizyki, chemii, ekonomii, prawa, biologii,
    medycyny etc., bo takie dziedziny studiów może sobie wybrać Wasza
    córka. Nie przypuszczałam, że rozmawiam z Leonardem da Vinci (pewnie
    nie znał się na literaturze angielskiej).
  • 03.10.09, 14:26

    Nie, nie czuje sie kompetentnym nauczycielem w zakresie szkoly
    wyzszej.
    Bedzie chciala kontynuowac nauke w domu to zdecyduje sie na college
    czy studia zaoczne badz korespondencyjne. Jej wybor.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 14:29
    Sądzisz, że studia zaoczne są na tym samym poziomie, co stacjonarne?
    Tak przy okazji - jestem nauczycielem akademickim, w jednej
    wprawdzie dziedzinie, ale o tym, jak funkcjonuje wyższa uczelnia,
    pewne pojęcie mam.
  • 03.10.09, 17:00

    srebrnarybka napisała:

    > Sądzisz, że studia zaoczne są na tym samym poziomie, co
    stacjonarne?
    > Tak przy okazji - jestem nauczycielem akademickim, w jednej
    > wprawdzie dziedzinie, ale o tym, jak funkcjonuje wyższa uczelnia,
    > pewne pojęcie mam.

    Sadze, ze jest ten sam material do zaliczenia. smile
    Utrzymuje tylko, ze dam jej mozliwosc wyboru, nie bede sila pchala
    na dzienne, dlatego, ze poziom wyzszy, choc......mieszkamy 15 min
    autem od Cambridge, czesto tam bywamy, i zawsze kiedy tam jestem
    patrzac na te tlumy studentow w parkach, na ulicach, duch akademicki
    unosi sie w powietrzu, marze sobie, ze Sara bedzie tam
    studiowala smile. Zobaczymy.
    Dzieci uczace sie w domu maja takie same prawo i mozliwosci jak te
    szkolne, by korzystac w UK z edukacji sredniej i wyzszej.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 17:09
    Jako wykladowca oswiadczam otwarcie - poziom jest inny, materiał
    inny, a czesto i wykładowcy inni. Nie mowiąc juz o mlodzieży. Ale ja
    tez nie jestem zwolenniczka zmuszania do dziennych studiów.
    Tyle, ze pewne kierunki dla Twojej corki pozostaną zamknięte - jak
    wyobrazasz sobie ukonczenie nauk spolecznych przez osobe, ktora
    wlasciwie zyla przez kilkanaście lat poza spoleczeństwem?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 20:03

    verdana napisała:

    > Jako wykladowca oswiadczam otwarcie - poziom jest inny, materiał
    > inny, a czesto i wykładowcy inni. Nie mowiąc juz o mlodzieży. Ale
    ja
    > tez nie jestem zwolenniczka zmuszania do dziennych studiów.
    > Tyle, ze pewne kierunki dla Twojej corki pozostaną zamknięte - jak
    > wyobrazasz sobie ukonczenie nauk spolecznych przez osobe, ktora
    > wlasciwie zyla przez kilkanaście lat poza spoleczeństwem?

    Po pierwsze, to jest tylko Twoje zdanie i wizja ED, gdzie dzieci sa
    odseparowane od spoleczenstwa i siedza przez kilkanascie lat w domu,
    jedynie w towarzystwie rodzicow.
    Prawda i praktyka rodzin uczacych w domu jest zupelnie inna (choc
    nie moge zareczyc, ze gdzies sa takie 'skrzywione' rodziny, ktore
    robia wlasnie tak.
    Po drugie, tak jak weterynarz nie musi byc posiadaczem psa, by
    leczyc zwierzeta, pediatra nie musi miec dzieci, by byc dobrym
    specjaslista, tak i osoba nie majaca za soba szkoly podstawowej,
    moze z powodzeniem studiowac nauki spoleczne, jesli taka bedzie
    miala fantazje.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 20:22
    Nie, ale te dzieci obracają się w absolutnie jednorodnym srodowisku.
    To wystarczy, aby zwykle życie bylo dla nich innym światem.
    Osoba, nie majaca za sobą szkoly podstawowej może robic wszystko -
    osoba, ktora przez 16 lat zycia nie byla czlonikiem żadnej wiekszej
    grupy spolecznej z trudem zrozumie strukture spoleczeństwa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 10.10.09, 22:23
    Autorka wątku najzwyczajniej w świecie ma BARDZO MOCNO rozbudowaną,
    hmm..., żądzę (?) kontrolowania na maksa każdego elementu i momentu
    życia swojego dziecka. Psycholog może już nie wystarczyć.
    Oczywiście, jest to rozpaczliwa próba "zrekompensowania" sobie "na
    dziecku" niezbyt udanego (we własnym mniemaniu) dzieciństwa. Czyli
    droga donikąd.

    Ale rozumiecie... Dziewczyna nie musi posyłać córki do jakiejś tam
    szkoły - bo przecież mąż musi wyjeżdżać... Matko, gdzie tu związek?
    To mąż będzie wyjeżdżał przecież; dziecko z mamą mogą zostać gdzieś
    tam...

    A krzywdzenie małego stworzenia to przecież drobiazg.
  • 03.10.09, 14:31
    Mylisz się.
    Zastanow się nad jedna rzeczą - czy dziecko wychowywane np. w
    wierzacym domu, sympatycznym i zyczliwym, gdzie religia jest
    nieodłączną częśćią codzienności i gdzie nie ma żadnego kontaktu z
    niewierzacymi - ma w wieku 16 lat wybór, czy jest wierzace czy nie?
    Świadomy wybor?
    Nie ma. Wiara jest tak głęboko zinternalizowana, ze pozostanie osoba
    wierzacą, albo bunt przeciw temu nie jest decyzja racjonalną i 16-
    latka nie moze podjąć decyzji "od jutra już nie wierze w Boga",
    ew "od jutra uwierze". Pewne rzeczy wpajane w zamknietym środowisku,
    od wczesnego dzieciństwa wykluczaja później podejmowanie decyzji.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 14:39
    100/100. Znam to z własnego doświadczenia (oczywiście chodziłam do
    szkoły, brat mojej matki był zadeklarowanym ateistą, od czasu do
    czasu w domu mówiło się ze zgrozą o innych podobnych przypadkach,
    więc wiedziałam niby, że takie zjawisko występuje, ale generalnie
    ateista wydawał mi się czymś w rodzaju kangura albo pingwina - żyje
    na innym kontynencie i spotkać go trudno). Oczywiście zdarzają się
    czasem "bunty' nawet w takich stuacjach, ale są bardzo bolesne i
    powodują kompletne rozchcianie osobowości. Zresztą te "bunty"
    wywoływane są przez jakieś "rozszczelnienie", póki do niego nie
    dojdzie, na bunt rzeczywiście nie ma szans.
  • 03.10.09, 16:40
    Kiedys tez bylam fanką edukacji domowej. Raz, ze kiepsko wspominalam wlasna szkole, dwa, ze slabo ocenialam poziom nauczania w niej... Wydawalo mi sie, ze sama zrobie to lepiej i ze kontaktow spolecznych mojemu dziecku nie bedzie brakowalo - juz ja to zorganizuje wink
    Tymczasem dziecko trafilo mi sie nieprzecietne wink Z silnym charakterem, daje czadu odkad skonczylo jakies 2 lata smile Musialam sie wiele nauczyc, wiele w sobie odkryc, a i tak mam mnostwo problemow wychowawczych, ktorymi czasem zasmiecam forum tongue_out
    Przecenialam tez swoja tworczosc i zapal... Kiedy nie pracuje i jestem w domu - wypalam sie... Na poczatku mam zapal i mnostwo pomyslow, widze, jak wiele rzeczy robie z dzieckiem. Ale potem to mija a ja nie wyrabiam... Zaczynam sie meczyc... Wyprobowalam to spedzajac pol roku z małą, gdy ta z powodu czestych chorob zawiesila swoje kursowanie do przedszkola. Gdy chodze do pracy czasem nadal mi sie zdaje, ze jednak byloby fajniej i lepiej. Ale mam juz realny obraz i nie-nie zdecyduje sie na to...
    Teraz mam troche wrazenie, ze edukacja domowa jest szczegolnie atrakcyjna dla rodzicow wierzacych w siebie, tworczych, ale nieco zarozumialych, wierzacych, ze to oni beda najlepszymi nauczycielami dla swoich dzieci... Ze pokaza im swiat ciekawiej i atrakcyjniej... Po swoich doswiadczeniach jestem tego samego zdania, co niektorzy tutaj wczesniej piszacy: czas wszystko zweryfikuje... Moze bedzie latwiej, gdy dziecko bedzie z tych "latwiejszych w obsludze"...


    --
    Kolorowanki i inne do ściągnięcia i wydrukowania
  • 03.10.09, 16:48
    Uczyłam przez rok dziecko niezwykle latwe w obsłudze. Dziecko
    chodziło do przedszkola, a ja przerabialam program zerowki, bowiem
    chcialam dziecko poslać rok wczesniej, nie zmieniając mu grupy w
    przedszkolu.
    Dziecko merytorycznie przygotowane było bardzo dobrze, ale
    oczywiscie nie znało pewnych szkolnych zwyczajów (chocby pakowania
    się, podnoszenia ręki itd), zaznaczania zadanych lekcji - trudno
    zadawać w domu....
    Poza tym przekonalam się, ze dziecko fatalnie reaguje na wszelkie
    negatywne uwagi typu "tego jescze nie umiesz", ktore bez problemu
    przyjmowalo w szkole. Czym innym jest zwrocenie uwagi przez
    nauczyciela, a czym innym - przez matkę, ktora karci nie tyle
    nieprzygotowanie, ile charakter. Przynajmniej w rozumieniu dziecka.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 17:17
    Znałem inteligentną skądinąd pannę, która wychowana w Polsce (przez matkę i
    również rozwiedzioną babcię) i bynajmniej nie edukowana domowo do lat nastu żyła
    w przekonaniu, że "kościelniacy", jak nazywała babcia ludzi wierzących, to
    niewielka grupa ludzi starych i/lub niewykształconych, a religia jest w Polsce
    zjawiskiem marginalnym. Dopiero w liceum (w którym, nawiasem mówiąc, było więcej
    niewierzących niż ogólnie wśród polskiej młodzieży) zorientowała się, że religia
    chrześcijańska jest w Polsce zjawiskiem żywym również wśród inteligentnej
    młodzieży (to było bardzo dobre warszawskie liceum) i wywiera istotny, a w wielu
    przypadkach przemożny wpływ na życie swoich wyznawców.
    Tak że o ile _nie_sądzę_, czy chodzenie do szkoły podstawowej jest warunkiem
    koniecznym zdawania sobie sprawy, na jakim świecie się żyje, o tyle
    _twierdzę_z_pełnym_przekonaniem_, nie jest warunkiem wystarczającym.

    P.S. Żywą świnię zobaczyła ta istota pierwszy raz mając lat 15, nawiasem mówiąc
    na Ukrainie.

    --
    Taki zwyczaj się ustalił,
    Koleżanko i kolego:
    Lepsi są ci, co oddali,
    Niż ci, co nie mieli czego. (W.Młynarski)
  • 03.10.09, 17:33
    Ja też chodziłam do szkoły podstawowej i sądziłam, że ateiści, tacy,
    jak mój rodzony wujek, to zjawisko marginalne. Oczywiście, że nie
    jest tak, że szkoła uczy wszystkiego. Ale Twoja znajoma w końcu w
    liceum dowiedziała się, że istnieją normalni wierzący. A
    wątkodawczyni chce trzymać dziecko w domu do ukończenia 16 roku
    życia co najmniej, a i potem sugeruje studia korespondencyjne.
  • 03.10.09, 17:09
    Verdana napisała:

    > Mylisz się.
    > Zastanow się nad jedna rzeczą - czy dziecko
    > wychowywane np. w wierzacym domu, sympatycznym
    > i zyczliwym, gdzie religia jest
    > nieodłączną częśćią codzienności i gdzie
    > nie ma żadnego kontaktu z niewierzacymi - ma w
    > wieku 16 lat wybór, czy jest wierzace czy nie?
    > Świadomy wybor?
    > Nie ma. Wiara jest tak głęboko zinternalizowana,
    > ze pozostanie osoba wierzacą,

    Nie mam takiej pewności, ale gdybyś miała rację, to byłby to dla chrześcijanina
    potężny argument za homeschoolingiem. Znaczyłoby to, że edukacja domowa daje
    100% skuteczności w przekazaniu tego, co mam najcenniejszego i na czego
    przekazaniu zależy mi najbardziej.
    Chrześcijaninowi, który poważnie traktuje Jezusa, nie chodzi o to, żeby dziecko
    wybrało cokolwiek, byle samo, tylko o przekazanie wiary.
    To nie jest kwestia na poziomie wyboru, czy woli góry, morze czy konie, albo czy
    chce być nurkiem, bibliotekarzem czy inżynierem zdunem, bo to są opcje
    równorzędne i dla jednego będzie lepsze to, a dla innego tamto. Tutaj jedna
    droga jest dobra i nie ma w razie czego znaczenia, którą złą drogę dziecko wybierze.
    I bardzo proszę, nie przedstawiaj mi tego z perspektywy laickiej, bo ja ją
    doskonale znam. To, co piszę, piszę po to, by unaocznić, że ludzie tworzący dom,
    o jakim piszesz, ze skutkiem wychowawczym (daj Boże!) takim, jak piszesz, nie
    mają wątpliwości, że jest to skutek dobry. A ci, którzy nie uważają go za dobry,
    nie stworzą środowiska wychowawczego, o jakim piszesz, więc w ich przypadku
    dyskusja jest bezprzedmiotowa.

    --
    Klaps ma się tak do maltretowania dziecka jak kufel piwa do delirium.
  • 03.10.09, 17:18
    Tak, jesli przyjmiemy, ze nauczanie domowe ma za zadanie odseparować
    dziecko od wszelkich wplywow zewnetrznych, to jest to wrecz jedyne
    wyjscie - zamknąć dziecko w domu i uczyć tak, aby nawet się nie
    dowiedziało, ze istnieją jakieś inne wartosci, poza przekazywanymi
    przez rodziców.
    tylko to rozumwanie ma jedną, zasadnicza wadę. Kazde dziecko
    dorasta. I w koncu zaczyna stykać się z innymi systemami wartości -
    nie będąc na to przygotowanym. Wiecej - ono nawet nie bedzie umiało
    bronić swego systemu wartosci, ponieważ nigdy nie musiało się nad
    nim zastanawiać, argumentować i wyszukiwac racji za takim, nie innym
    widzeniem świata. Jest nauczone, ze to co mowia dorośli czy inne
    osoby, z ktorymi się styka - jest jedyna prawdą.
    I jest bardzo prawdopodobne, ze znacznie predzej, niż dziecko, ktore
    zostało "uodpornione" na inny rodzaj myslenia, po prostu uwierzy
    nagle komu innemu, z taka sama ufnością, jak rodzicom.
    Chrześcijaninowi nie chodzi przeciez o to, by jego dziecko bylo
    wierzace jako dziecko, ale takze jako człowiek dorosly. By umiało
    swoja wiare zachowac w nie sprzyjajacym środowisku. By umialo jej
    bronić.
    Nie jest przypadkiem, ze w okresie miedzywojennym chlopcy
    uczeszczający do chederow, a nie do szkół, wywodzacy się z bardzo
    zamknietych, ortodoksyjnych srodowisk, ktore nie utrzymywaly
    kontaktow nie tylko z Polakami, ale nawet nieortodoksyjnymi Żydami,
    czesto po osiągnieciu doroslości buntowali się i tracili wiarę. I w
    Boga i w rodzicow.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 03.10.09, 17:28
    Verdana napisała:

    > Tak, jesli przyjmiemy, ze nauczanie domowe
    > ma za zadanie odseparować dziecko od wszelkich
    > wplywow zewnetrznych,

    Przyjmujcie sobie, co chcecie, ale pierwsze słyszę, żeby ktokolwiek takie cele
    nauczaniu domowemu stawiał. Choć nie mogę wykluczyć, że jeśli nie w Europie, bo
    tu to za mała grupa, to wśród setek tysięcy amerykańskich rodziców
    praktykujących ED jest paru takich świrów.

    > Chrześcijaninowi nie chodzi przeciez o to,
    > by jego dziecko bylo wierzace jako dziecko,
    > ale takze jako człowiek dorosly.

    Przesłanką wyjściową mojego wywodu była teza zacytowana z Twojej notki, że w tej
    sytuacji prawdopodobieństwo odejścia od wiary dąży do zera. Powiem więcej,
    zastrzegałem, że nie jestem przekonany o prawdziwości tej przesłanki, i trybu
    przypuszczającego użyłem rozmyślnie, a nie przez roztargnienie.

    --
    Papierosy bez nikotyny
    Kawa bez kofeiny
    Piwo bez alkoholu
    Seks bez orgazmu
  • 03.10.09, 17:40
    Dąży do zera w wieku lat 16 - czyli w momencie zakończenia domowego
    wykształcenia. Po czym wzrasta niebotycznie, bo mlody czlowiek
    spotyka się z czymś, czego nie zna i na co nie został przygotowany.
    Ja znam osobiscie takich swirow w USA - i sadzac z tego co mowili,
    wielu rodzicom (o ile nie wiekszości, ale tu za nic glowy nie dam)
    przyswieca wlasnie mysl o odizolowaniu dziecka od zgubnego wplywu
    spoleczeństwa. Nic innego.
    Eksperyment moich znajomych zakonczyl się uczieczką jednego z dzieci
    do dziadkow do Polski - syn 14-letni odmowil powrotu z wakacji. jako
    ludzie ciężko rabnieci, ale nie glupi uznali eksperyment za
    nieudany, dziecku pozwolili zostac, a resztę grzecznie zapisali do
    szkoly.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 04.10.09, 22:23
    > Ja znam osobiscie takich swirow w USA - i sadzac z tego co mowili,
    > wielu rodzicom (o ile nie wiekszości, ale tu za nic glowy nie dam)
    > przyswieca wlasnie mysl o odizolowaniu dziecka od zgubnego wplywu
    > spoleczeństwa. Nic innego.
    > Eksperyment moich znajomych zakonczyl się uczieczką jednego z dzieci
    > do dziadkow do Polski - syn 14-letni odmowil powrotu z wakacji. jako
    > ludzie ciężko rabnieci, ale nie glupi uznali eksperyment za
    > nieudany, dziecku pozwolili zostac, a resztę grzecznie zapisali do
    > szkoly.
    Gratuluję znajomych - swój ciągnie do swego.
    --
    W deszczu czarne koty podsłuchują każdy szept
  • 04.10.09, 23:07
    A to bylo niepotrzebne.Zwykly prostacki komentarz.

    sun_of_the_beach napisał:

    > > Ja znam osobiscie takich swirow w USA - i sadzac z tego co mowili,
    > > wielu rodzicom (o ile nie wiekszości, ale tu za nic glowy nie dam)
    > > przyswieca wlasnie mysl o odizolowaniu dziecka od zgubnego wplywu
    > > spoleczeństwa. Nic innego.
    > > Eksperyment moich znajomych zakonczyl się uczieczką jednego z dzieci
    > > do dziadkow do Polski - syn 14-letni odmowil powrotu z wakacji. jako
    > > ludzie ciężko rabnieci, ale nie glupi uznali eksperyment za
    > > nieudany, dziecku pozwolili zostac, a resztę grzecznie zapisali do
    > > szkoly.
    > Gratuluję znajomych - swój ciągnie do swego.


    --
    http://lb3m.lilypie.com/8ngEp2.png
  • 04.10.09, 22:21
    verdana napisała:

    > Tak, jesli przyjmiemy, ze nauczanie domowe ma za zadanie odseparować
    > dziecko od wszelkich wplywow zewnetrznych,

    Obawiam się, że jest to wyłącznie twoje założenie.
    --
    W deszczu czarne koty podsłuchują każdy szept
  • 04.10.09, 23:37
    > verdana napisała:
    >
    > > Tak, jesli przyjmiemy, ze nauczanie domowe ma za zadanie odseparować
    > > dziecko od wszelkich wplywow zewnetrznych,
    >
    > Obawiam się, że jest to wyłącznie twoje założenie.

    tez jestem zdziwiona
    i wychodzi na to, ze to dosc typowe na forach dyskusje - ja o gruszce, ty o
    pietruszce

    i te wnioski z kazdego posta kontra-ED, ze niby szkola uczy samodzielnego
    myslenia, wyborow i daje doskonale umiejetnosci socjalne smile noo, jak sie tak
    rozjerzec po spoleczenstwie, to jakos tego nie widac smile

    za to ED to dziecina w lochu zamknieta smile
    wiecie, mnie to szkoda tego kawalka zycia spedzonego w szkole, w sumie po
    wielkie nic
    a to co piszecie ah oh o szkole stoi w duzej sprzecznosci z narzekaniami
    rodzicow, ze program przeladowany, ze dzieciaki dlugo siedza w szkole i jeszcze
    dluzej lekcje odrabiaja, wiec czasu na bieganie za pilka nie maja, ze szkola nie
    uczy tak jak powinna

    zreszta wystarczy spojrzec na matury smile rzeczywiscie, myslaca i wyedukowana dzis
    mlodziez, ze hoho
    jakos nie mam poczucia, ze w domu moze byc gorzej
    kiedys w rozmowie z mama w uk, uczaca w domu swoja gromadke wyszlo, ze dziennie
    praca nad materialem wynikajacym z programu to 2-3 godziny
    reszta to kreatywne zajecia i czas wolny
    to ja wole tak, niz trzymac dzieciaka w lawce 6-7 godzin dziennie, potem jeszcze
    lekcje odrabiac kilka kolejnych

    nawet kosztem nieznajomosci najnowszych trendow w rozrywce 12 latkow, pokemonow,
    barbie-histerii i tym podobnych niezwykle cennych doswiadczen smile sadze, ze i bez
    tego mozna zyc
    no, ale co to za zycie.. ;P
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 03.10.09, 17:37
    gdybyś miała rację, to byłby to dla chrześcijanina
    > potężny argument za homeschoolingiem. Znaczyłoby to, że edukacja
    domowa daje
    > 100% skuteczności w przekazaniu tego, co mam najcenniejszego i na
    czego
    > przekazaniu zależy mi najbardziej.
    > Chrześcijaninowi, który poważnie traktuje Jezusa, nie chodzi o to,
    żeby dziecko
    > wybrało cokolwiek, byle samo, tylko o przekazanie wiary.
    > To nie jest kwestia na poziomie wyboru, czy woli góry, morze czy
    konie, albo cz
    > y
    > chce być nurkiem, bibliotekarzem czy inżynierem zdunem, bo to są
    opcje
    > równorzędne i dla jednego będzie lepsze to, a dla innego tamto.
    Tutaj jedna
    > droga jest dobra i nie ma w razie czego znaczenia, którą złą drogę
    dziecko wybi
    > erze.
    > I bardzo proszę, nie przedstawiaj mi tego z perspektywy laickiej,
    bo ja ją
    > doskonale znam. To, co piszę, piszę po to, by unaocznić, że ludzie
    tworzący dom
    > ,
    > o jakim piszesz, ze skutkiem wychowawczym (daj Boże!) takim, jak
    piszesz, nie
    > mają wątpliwości, że jest to skutek dobry.

    To nie jest skutek dobry dla chrześcijanina. Wiara powinna być
    dojrzałym i świadomym wyborem, a nie wynikać z braku alternatywy. Na
    religii uczą o tym, że Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę.
  • 04.10.09, 22:20
    Che, che... A powyższe (chodzi o cytat z verdany) napisała osoba, która nie wierzy w modelowanie...
    --
    W deszczu czarne koty podsłuchują każdy szept
  • 03.10.09, 19:55
    Już widzę, jak Twoja córka korespondencyjnie studiuje medycynę, albo
    choćby weterynarię, którą może wybrać, jeśli zaszczepisz jej miłość
    do zwierząt. Albo psychologię wyłącznie z książek, nie
    przeprowadzając żadnych wywiadów ani ankiet, nie przeprowadzając
    żadnych praktyk czy też nie obserwując i nie uczestnicząc w żadnych
    zajęciach grupowych i nie ucząć się takowych prowadzić.
  • 03.10.09, 21:16

    Zdaje sie, ze medycyna i weterynaria to akurat kierunki, ktorych w
    zadnym kraju nie mozna studiowac zaocznie wink.
    Moze 'pojdzie' w lingwistyke wink, jest wychowywana trojjezycznie
    metoda OPOL (maz jest francuzem.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 21:28
    Lingwistyki też się nie da korespondencyjnie. Niezbędne jest uczenie
    się wymowy i to nie z płyt oraz konwersacje.
    Przy okazji: już jej zaplanowałaś nawet studia? To ryzykowne. Jak
    miałam 3-4 lata, mój ojciec postanowił, że pójdę na filologię
    klasyczną, bo on sam jej nie skończył, bo nie uczył się w szkole
    greki, więc nie miał szans. Dlatego ja na filologię klasyczną nie
    poszłam i czasem nawet trochę żałuję, bo czytanie po łacinie sprawia
    mi dużą przyjemność, łacina jest tak logiczna i uczy logicznego
    myślenia. Moja dyscyplina wymaga pracy z tekstami łacińskimi, ale
    tylko w charakterze czytelnika. W każdym razie wybór filologii
    klasycznej zdecydowanie odrzucałam właśnie dlatego, że ojciec sobie
    wymyślił, że ja będę kontynuować jego niespełnione marzenia.
  • 03.10.09, 21:41

    Napisalam o lingwistyce dlatego przeciez, ze Sara jest wychowywana
    wsrod 3 jezykow, metoda OPOL, tzn, ja mowie do niej po polsku, maz-
    francuz-po francusku, srodowisko anglojezyczne, plus- jezykiem
    domowym, moim i meza jest jezyk angielski (ale w tym jezyku do Sary
    sie nie zwracamy).

    Takze jezykowo ma dobry start, a homeschooling w tym wypadku
    ochronnie wplywa na jezyki polski i francuski, gdyz czesto jezyk
    szkoly w pewnym momencie dominuje nad jezykiem rodzicow.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 22:02
    Tak, czy owak, dziecko będzie prawdopodobnie żyło w UK, więc
    angielski musi znać. Córka mojej przyjaciółki, Polki eksżony Włocha
    mieszka we Włoszech, tam chodziła do szkoły i studiuje, z matką też
    rozmawia po włosku, bo rozmawiać o życiu codziennym i sprawach,
    które się dzieją po włosku, jest im łatwiej. Po polsku mówi, jakby
    się wychowała w Polsce. Bez żadnego homeschoolingu.
  • 03.10.09, 22:14
    Zlituj sie, nawet uźne spekulowanie na co pójdzie roczne dziecko
    jest dla tego dziecka groxne - bo zamierzasz ja ukierunkowywać, choc
    nie masz jeszcze zielonego pojecia, co ją zainteresuje.
    Byc może jej marzenim bedzie inżynieria dróg i mostów, albo
    rolnictwo.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 04.10.09, 01:19

    Moze tez zostac baletnica, bo tak cudnie umie fikac swoimi
    tlusciutkimi nozkami, albo tez nocnym strozem, bo zdaza jej
    sie 'siedziec po nocach'.
    Albo architektem, bo lubi tworzyc 'budowle' z jedzenia jakie jej
    podaje na tacce, albo tez pilotem, bo lubi jak tata robi jej
    samolocik.
    Albo piosenkarka, bo tak slicznie sobie nuci kiedy lezy przy cycku
    miedzy snem, a jawa.
    A moze zostanie informatykiem, bo lubi swoje lepkie paluszki klasc
    na klawiaturze w najmniej oczekiwanych momentach- kocha naszego
    laptopa!
    Moze tez byc weterynarzem, bo z wielkim uczuciem sledzi kazde
    poczynanie naszej suni, albo stomatologiem, bo lubi mi grzebac w
    zebach smile.

    Jedno jest pewne, swiat stoi przed nia otworem, nie szkola jej
    potrzebna, a wiedza, a ta zamierzamy jej z mezem przekazac, nawet
    jesli oznaczaloby to sleczenie nocami przy googlach i drukarce wink.

    Socjalizacja to pryszcz, tym bardziej, ze ta szkolna z cala
    pewnoscia, nie jest konieczna do optymalnego rozwoju czlowieka.
    I nie ma bata, bym dala sie co do tego przekonac.

    Tyle ;p

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 01:28
    Wybacz, ale jeżeli będziecie dziecku przekazywali wyłącznie wiedzę
    wyszukaną przez Was w googlach, to córka nie ma szans zostać
    informatykiem, architektem, weterynarzem albo stomatologiem.
    Powierzchowna wiedza przekazana przez amatorów, którzy sami tę
    wiedzę nabyli wieczór wcześniej nie da jej podstaw, by dostać się na
    odpowiednie studia.
  • 04.10.09, 11:24
    no ale przepraszam jak chcesz jej ta wiedze przekazac skoro w kilku postach
    ponizej czytam ze nie masz pojecia o naukach scislych(musze powiedziec ze te dwa
    posty sa tak infantylne ze mnie mocno zdziwily gdyz sledze ten watek od poczatku)?
    Odnosze wrazenie ze to nie przekonania kaza Ci w przyszlosci podjac decyzje o
    nauczaniu dziecka w domu a moda i Twoje fanaberie.
    --
    http://lb3m.lilypie.com/8ngEp2.png
  • 04.10.09, 11:51
    > Odnosze wrazenie ze to nie przekonania kaza Ci w przyszlosci
    podjac decyzje o
    > nauczaniu dziecka w domu a moda i Twoje fanaberie

    Przeglądając życiorysy z listy zamieszczonej przez założycielkę
    wątku,nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że w wielu przypadkach
    rzeczywistego homeschoolingu nieuczęszczanie do szkoły przez
    dziecko spowodowane było koniecznością typu choroby (Roosvelt),
    częste przeprowadzki (Roosvelt), życie w głuszy (Atwood).
    W kilku przypadkach dziecko nie chciało chodzić do szkoły (Edison),
    bo nie uczono tam rzeczy je interesujących. Mozart, siostry Williams
    czy młodociani aktorzy ciężko pracowali w wieku kiedy zwykle chodzi
    się do szkół - w tych przypadkach normalnej nauce szkolnej
    przeszkodziły wcześnie wykryte i rozwijane talenty.
  • 04.10.09, 12:02
    W kilku przypadkach dziecko nie chciało chodzić do szkoły (Edison),
    > bo nie uczono tam rzeczy je interesujących.

    Z całej tej listy właściwie tylko w wypadku Edisona można mówić o
    sukcesie homeschoolingu - dziecko ponadprzeciętnie inteligentne
    nudzi się w normalnej szkole, uczone domowo rozwija swój talent.
    Ale nie możemy zakładać, że każde dziecko jest przysżłym Edisonem.
    Wielu ludziom właśnie nauka szkolna pomogła rozwinąć talent, zaś
    inni, gdyby do szkół nie chodzili, talent mogliby zmarnować.
    Właśnie, brak bowiem listy ludzi, i nigdy jej nie poznamy, którzy z
    powodu braku właściwej edukacji swoje talenty zmarnowali.
    Przypominam lekturę z moich szkolnych czasów "Janko Muzykant". Ilu
    było takich Janków Muzykantów, nie dowiemy się nigdy.
    Poza wszystkim, rzeczywiście nie wiem, na czym polegał sukces
    homeschoolingu w wypadku żony Waszyngtona i paru innych żon.
  • 04.10.09, 12:09
    > Z całej tej listy właściwie tylko w wypadku Edisona można mówić o
    > sukcesie homeschoolingu -
    To akurat jest przykład na sukces parentschoolingu - młodzian bowiem
    był edukowany przez ojca komiwojażera, zabierającego syna na wspólne
    trasy objazdowe po USA i Kanadzie.
    W przypadku homeschoolingu można też mówić o sukcesie w przypadkach,
    kiedy edukacją dzieci nie zajmowali się rodzice, a dobrze
    wykształceni nauczyciele.
  • 04.10.09, 00:17

    srebrnarybka napisała:

    > Tak, czy owak, dziecko będzie prawdopodobnie żyło w UK, więc
    > angielski musi znać. Córka mojej przyjaciółki, Polki eksżony
    Włocha
    > mieszka we Włoszech, tam chodziła do szkoły i studiuje, z matką
    też
    > rozmawia po włosku, bo rozmawiać o życiu codziennym i sprawach,
    > które się dzieją po włosku, jest im łatwiej. Po polsku mówi, jakby
    > się wychowała w Polsce. Bez żadnego homeschoolingu.


    No to brawo, super smile

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 01:22
    aagnie.szkaa napisała:

    >
    > Napisalam o lingwistyce dlatego przeciez, ze Sara jest wychowywana
    > wsrod 3 jezykow, metoda OPOL, tzn, ja mowie do niej po polsku, maz-
    > francuz-po francusku, srodowisko anglojezyczne, plus- jezykiem
    > domowym, moim i meza jest jezyk angielski (ale w tym jezyku do
    Sary
    > sie nie zwracamy).
    >
    > Takze jezykowo ma dobry start, a homeschooling w tym wypadku
    > ochronnie wplywa na jezyki polski i francuski, gdyz czesto jezyk
    > szkoly w pewnym momencie dominuje nad jezykiem rodzicow.


    Rozumiem, ze edukacja Twojej corki bedzie sie odbywac w jezyku
    angielskim, jezeli tam planujesz jej studia.

    Czy Twoj angielski jest na tyle dobry zeby przeprowadzic lekcje
    matematyki, czy chemii.

    Mam dzieci w wieku szkolnym, mieszkam za granica i sama skonczylam
    szkoly w Polsce. I powiem Ci, ze to wcale nie jest takie proste
    tlumaczyc ulamki po angielsku :o)


    >
    > --
    > www.dzikiedzieci.pl/
    >
    > 04.11.2008 Sarah, moje szczescie.


    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our
    children.
  • 04.10.09, 01:29
    Agnieszka uzna po prostu, że ułamki są niepotrzebne i tego uczyć nie
    będzie.
  • 04.10.09, 01:50

    ma.pi napisała:

    > Rozumiem, ze edukacja Twojej corki bedzie sie odbywac w jezyku
    > angielskim, jezeli tam planujesz jej studia.

    Nie, edukacja mojej corki nie bedzie sie odbywala w jezyku
    angielskim, a w jezyku polskim.

    Nie ma to wplywu na dalsza edukacje, gdyz docelowo ona bedzie troj-
    jezyczna, jakos to sobie wszystko tam w glowie przetlumaczy
    miedzyjezykowo, a jak slowek bedzie brak to slowniki pojda w ruch.


    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 08:28
    Mam wątpliwości, czy w ten sposón uda Ci się osiągnąć trojjęzyczność.
    Znam trójjęzycznego 6-latka: z mamą rozmawia po polsku, z tatą - w
    jego języku, mówi też w języku kraju, w którym mieszkają - ale on
    tam chodził do przedszkola i szkoły. Czyli język mamy, język taty,
    język kraju w którym mieszkają. Posłali go do przedszkola jak
    najwcześniej - właśnie ze względu na język miejsca zamieszkania,
    chociaż oboje go znają. Niemniej nie znają go bardzo dobrze.


    > Nie ma to wplywu na dalsza edukacje, gdyz docelowo ona bedzie troj-
    > jezyczna, jakos to sobie wszystko tam w glowie przetlumaczy
    > miedzyjezykowo, a jak slowek bedzie brak to slowniki pojda w ruch.
    IMHO: właśnie dlatego, że będzie potem żyła i studiowała w kraju
    angielskojęzycznym, wskazane byłoby, żeby uczyła się po angielsku.
  • 04.10.09, 11:21
    jakos to sobie wszystko tam w glowie przetlumaczy
    > miedzyjezykowo,

    jesteś absolutnie beztroska, nieznajomość słownictwa fachowego i
    niedostateczna praktyka konwersowania w obcym języku, jakim
    pozostanie dla niej angielski, jest bardzo poważnym problemem,
    którego lekceważyć nie wolno. Jest to wielka trudność dla ludzi,
    którzy uczyli się w jednym języku i muszą przechodzić na drugi. Mój
    kuzyn z rodziny polskich emigrantów chodził w Anglii do szkoły z
    internatem. Jako 20 latek przyjechał do Polski i zamieszkał na
    stałe, mieszka tu już ponad 30 lat i dotąd liczy po angielsku, bo
    tak mu łatwiej. Czyli Twoja córka będzie znała tabliczkę mnożenia po
    polsku i zawsze będzie potrzebowała chwili czasu, by to
    przetłumaczyć na angielski. Uprzedzam ewentulane ataki, że Twoja
    córka będzie genialna, a mój kuzyn jest idiotą - mój kuzyn jest
    poetą i tłumaczem i obraca się w kręgach elity intelektualnej.
  • 04.10.09, 12:22

    Tak, moja Sara jest geniuszem, Twoj kuzyn idiota, a Ty srebrna
    rybko jestes jasnowidzem, tak?
    smile

    W UK sa setki tysiecy studentow, ktorzy przyjechali tutaj by
    studiowac, a jezyk angielski nie jest ich pierwszym jezykiem, a
    ktoryms z kolei. To raz.
    Dwa, mieszczajac kilkanascie lat w 2 krajach anglojezycznym, majac
    przyjaciol anglojezycznych, rodzicow, ktorych wspolnym jezykiem jest
    angielski (tak, tak, na dobrym poziomie), uczesczajac na
    zajecia 'pozalekcyjne' prowadzone w jezyku ang, wyjezdzajac na obozy
    z dzieciakami anglo, trzeba by byc wyjatkowo opornym edukacyjnie
    przypadkiem, by nie opanowac tego jezyka perfect ;/.


    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 18:02
    Nie rozumiesz.
    Ci studenci, ktorzy przyjechali studiować sa cudzoziemcami.
    Doskonale maja opanowany wlasny jezyk i po prostu ucza się w obcym
    jezyku - co zawsze przysparza trudnosci. Ale sa to studenci
    przeciętnie zdolniejsi od innych, skoro udalo im sie dostać na
    studia w obcym kraju. I jeden jezyk mają opanowany perfekcyjnie.
    przy takim systemie nauczania, jaki zamierzasz zaproponowac corce
    ona bedzie cudzoziemka wszedzie i nie bedzie znala dobrze żadnego
    jezyka. Nie mowie już o slownictwie fachowym. Ale Ty nie nauczysz
    jej slownictwa młodziezowego, nie nauczysz jej rozumienia odniesień
    do kultury angielskiej (ani arabskiej). Nie nauczysz idiomow.
    Niezaleznie, gdzie bedzie się znajdowała Twoja corka będzie osoba
    nie do konca znajaca jezyk i nie najlepiej rozumiejaca kontekst
    kulturowy - wszedzie będzie obca.
    Na zajeciac pozaszkolnychnie ma najczęściej wiele okazji do rozmow,
    obozy trwaja dwa tygodnie. o ile oczywiscie Twoja corka bedzie
    chciala jeżdzic na obozy z dziecmi, ktore będa rozmawialy o
    szkolnych sprawach, o najmodniejszych w szkole książkach i filmach,
    o ktorych ona nie będzie miała zielonego pojecia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 04.10.09, 18:34

    > przy takim systemie nauczania, jaki zamierzasz zaproponowac corce
    > ona bedzie cudzoziemka wszedzie i nie bedzie znala dobrze żadnego
    > jezyka. Nie mowie już o slownictwie fachowym.

    > Niezaleznie, gdzie bedzie się znajdowała Twoja corka będzie osoba
    > nie do konca znajaca jezyk i nie najlepiej rozumiejaca kontekst
    > kulturowy - wszedzie będzie obca.

    A skad taki pomysl?

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 21:14
    Dlatego, ze mieszkając w innych krajach będzie uczona po polsku.
    Czyli nie pozna perfekcyjnie wspołczesnego języka mlodziezowego, nie
    bedzie znala odniesień do lieratury (tupu "Ociec prac?", nie będzie
    znała idiotycznych mlodziezowych powiedzonek i dowcipow.
    ja mieszkając w Polsce i posylając dzieci do polskiej szkoly też nie
    orientuje sie do konca, co oznaczają pewne nowe powiedzonka, czego
    się teraz slucha i jaka jest najpopularniejsza ksiązka wśrod
    mlodziecy, Nie muszę.
    Ale moje dzieci to oczywiscie wiedzą. Twoja corka wejdzie w
    środowisko mlodziecowe ze slownictwem i świadomoscią pani w średnim
    wieku. Nie śadże tez, zbys razem z dzieckiem zdolna byla pasjonowac
    się mlodziezowymi modami, wymieniała z nim nalepki i karteczki i z
    wypiekami omawiala zalety najnowszego idola. Twoja corka będzie
    wychowywana na osobe znająca doskonale to, co powinno się znać w
    średnim wieku, nie znającą współczesnego języka i jego idiomow.
    Moje dzieci nie interesują sie wpradzie mlodzieżowa muzyką i
    mlodziezowymi idolami, ale mialy taka szanse - Ty zas takiej szansy
    corce nie dasz.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 05.10.09, 15:25
    aagnie.szkaa napisała:

    > docelowo ona bedzie troj-
    > jezyczna, jakos to sobie wszystko tam w glowie przetlumaczy
    > miedzyjezykowo, a jak slowek bedzie brak to slowniki pojda w ruch.

    Wybacz ale to jest dosc naiwne co piszesz. Znajomosc jezyka na
    poziomie "jakos" to nie jest zadna znajomosc a jesli chcesz zeby
    Twoja corka byla faktycznie biegla w mowie i pismie we wspomnianych
    trzech jezykach to zwyczajnie Wy we dwoje z mezem plus ksiazki i
    media plus sporadyczne kontakty w kolkach zainteresowan i na placach
    zabaw nie wystarcza. Szczegolnie w kwestii "reading comprehension"
    tudziez poslugiwania sie roznymi formami pisanymi. Formami mowionymi
    zreszta tez, bo z zalozenia pozbawisz corke obcowania z grupa
    rowiesnicza NA CODZIEN, nie dasz Jej szansy cwiczenia prezenstacji
    przed wiekszym gronem i calej innej gamy bodzcow jezykowych, ktore
    swiadomie i mimochodem zapewnia uczestnictwo w zyciu szkolnym.
    Nie chce Cie dolowac ale juz niedlugo sama zobaczysz jak trudno
    bedzie Twojemu mezowi utrzymac u Waszej corki francuski. On jest w
    tym ukladzie najbardziej vulnerable i to bedzie pewnie jezyk, z
    ktorego przy nauczaniu w domu zrezygnujesz najpierw. A bedzie szkoda!
  • 06.10.09, 19:32

    bi_scotti napisała:

    > aagnie.szkaa napisała:
    >
    > > docelowo ona bedzie troj-
    > > jezyczna, jakos to sobie wszystko tam w glowie przetlumaczy
    > > miedzyjezykowo, a jak slowek bedzie brak to slowniki pojda w
    ruch.
    >
    > Wybacz ale to jest dosc naiwne co piszesz. Znajomosc jezyka na
    > poziomie "jakos" to nie jest zadna znajomosc

    Pewnie, ze tak. Zgadzam sie z toba. Tylko troszke zle mnie
    zrozumialas, slowo JAKOS odnosilo sie do tego, ze Sara bedzie
    zmuszona dokonac wysilku tlumaczenia sobie tego czego zostanie
    nauczona w jezyku polskim, lub francuskim, na jezyk angielski, w
    momencie kiedy bedzie przystepowala do ewentualnych egzaminow.
    Bedzie to dodatkowe utrudnienie, ale wierze, ze da sobie rade.
    Ja mieszkam w UK zaledwie kilka lat, a bez wiekszych problemow udaje
    mi sie korzystac z wiedzy jaka zdobywalam w jezyku polskim, w jezyku
    angielskim. Takze, da sie.


    a jesli chcesz zeby
    > Twoja corka byla faktycznie biegla w mowie i pismie we
    wspomnianych
    > trzech jezykach to zwyczajnie Wy we dwoje z mezem plus ksiazki i
    > media plus sporadyczne kontakty w kolkach zainteresowan i na
    placach
    > zabaw nie wystarcza.

    Doceniam zdanie osoby, ktora wychowuje swoje dzieci wielojezycznie,
    wiem, ze wielojezycznosc dzieci, to ciezka praca rodzicow, a nie
    proces automatyczny.

    Szczegolnie w kwestii "reading comprehension"
    > tudziez poslugiwania sie roznymi formami pisanymi. Formami
    mowionymi
    > zreszta tez, bo z zalozenia pozbawisz corke obcowania z grupa
    > rowiesnicza NA CODZIEN, nie dasz Jej szansy cwiczenia prezenstacji
    > przed wiekszym gronem i calej innej gamy bodzcow jezykowych, ktore
    > swiadomie i mimochodem zapewnia uczestnictwo w zyciu szkolnym.

    No coz, juz zdecydowalam, ze podejme te ryzyko.

    > Nie chce Cie dolowac ale juz niedlugo sama zobaczysz jak trudno
    > bedzie Twojemu mezowi utrzymac u Waszej corki francuski. On jest w
    > tym ukladzie najbardziej vulnerable i to bedzie pewnie jezyk, z
    > ktorego przy nauczaniu w domu zrezygnujesz najpierw. A bedzie
    szkoda!

    Juz chyba pisalam, ze moj maz deklaruje chec brania czynnego udzialu
    w edukacji naszej corki, takze te tabliczke mnozenia (i inne) to
    mala bedzie musiala i po polsku i po francusku opanowac smile

    Pod wplywem tego watku, wczesniej niz zamierzalismy, zaczelismy sie
    zastanawiac, kto ''bierze'' jakie przedmioty na siebie smile, a gdzie
    bedziemy musieli zwrocic sie do korepetytorow, czy moze opcja part-
    time school wejdzie (nie wiem, czy wspominalam, ale jest mozliwosc,
    by dziecko chodzilo do szkoly na kilka wybranych przedmiotow.)

    --
    <*>
    fotoforum.gazeta.pl/u/aagnie.szkaa.html -nasze
    foty
  • 06.10.09, 20:14
    aagnie.szkaa napisała:

    > Juz chyba pisalam, ze moj maz deklaruje chec brania czynnego
    udzialu
    > w edukacji naszej corki, takze te tabliczke mnozenia (i inne) to
    > mala bedzie musiala i po polsku i po francusku opanowac smile
    >

    Widzisz, moj maz siedzial z naszymi dziecmi przez pierwsze lata w
    domu; w sumie kilka ladnych lat gdy ja pracowalam. I to jest wyrazne
    w jezyku naszych dzieci smile Ten czas poswiecony NA POCZATKU - dlatego
    w wiekszosci rodzin, znakomitej wiekszosci rodzin, dzieci sa w
    stanie dosc skutecznie opanowac jezyk matki, ktora z nimi spedza
    gros czasu, gorzej jest z nawet najbardziej zaangazowanymi ojcami.
    Twoj maz musi byc gotowy do WIELKICH poswiecen czasowo-
    energetycznych i organizacyjnych zeby wyrownac poglebiajaca sie z
    kazdym tygodniem Twoja "wyzszosc" czasowa nad Jego wplywem na jezyk
    Waszej corki. Pisze to z wlasnego doswiadczenia - to naprawde wymaga
    BARDZO duzo pracy, poswiecenia i determinacji ze strony tego
    rodzica, ktorego w domu jest mniej. Dobre checi nie wystarcza,
    szczegolnie gdy (jak to u kazdego w koncu sie zdarza) dziecko
    zacznie sie swiadomie buntowac. W takich momentach mozliwosc
    polegania na wsparciu szkoly jest bezcenna, ale zapewne sami to
    odkryjecie za kilka lat smile
  • 06.10.09, 20:22

    bi_scotti napisała:
    Pisze to z wlasnego doswiadczenia - to naprawde wymaga
    > BARDZO duzo pracy, poswiecenia i determinacji ze strony tego
    > rodzica, ktorego w domu jest mniej. Dobre checi nie wystarcza,
    > szczegolnie gdy (jak to u kazdego w koncu sie zdarza) dziecko
    > zacznie sie swiadomie buntowac. W takich momentach mozliwosc
    > polegania na wsparciu szkoly jest bezcenna, ale zapewne sami to
    > odkryjecie za kilka lat smile

    A w jaki sposob szkola angielskojezyczna mialaby pozytywnie wplynac
    na francusko-polska bieglosc jezykowa naszej corki?

    --
    www.parentingscience.com/
  • 06.10.09, 20:39
    aagnie.szkaa napisała:

    > A w jaki sposob szkola angielskojezyczna mialaby pozytywnie
    wplynac
    > na francusko-polska bieglosc jezykowa naszej corki?
    >

    Malo jest szkol nie oferujacych drugiego jezyka; majac tate w domu i
    francuski w szkole, Sara (Sarah?) ma wieksze szanse, ot co.
    Mowiac szczerze, ja na Waszym miejscu bylabym tez bardzo
    zainteresowana zapisaniem Mlodej do szkoly z arabskim w Dubaju, bo
    akurat to uwazam za faktyczna "specjalna" szanse dla dziecka, ale to
    jest, oczywiscie, moje wlasne zdanie.
  • 06.10.09, 21:10


    bi_scotti napisała:
    > Malo jest szkol nie oferujacych drugiego jezyka; majac tate w domu
    i
    > francuski w szkole, Sara (Sarah?) ma wieksze szanse, ot co.

    gdzies czytalam, ze szkolne lekcje jezyka ktoregos z rodzicow, dla
    dziecka z rodziny wieloezycznej bywaja bardzo frustrujace, bo co
    jest fajnego w nauce z grupa kolegow z klasy, bedacych na etapie
    nauki slowek typu- pies, kot, mama, tata, i- mam na imie...,kiedy
    samemu mowi sie w tym jezyku calymi zdaniami od kilku lat? uncertain.


    > Mowiac szczerze, ja na Waszym miejscu bylabym tez bardzo
    > zainteresowana zapisaniem Mlodej do szkoly z arabskim w Dubaju, bo
    > akurat to uwazam za faktyczna "specjalna" szanse dla dziecka, ale
    to
    > jest, oczywiscie, moje wlasne zdanie.
    --
    www.parentingscience.com/
  • 09.10.09, 23:45
    Ja mowie plynnie po polsku, ale nie jestem w stanie pomoc mezowi w
    nauce tego jezyka, bo nie pamietam - a po czesci tez nie znam -
    pewnych zasad gramatyki. I kiedy on mnie pyta, jaka forme ma
    rzeczownik nieozywiony w bierniku, to pojecia nie mam, jak mu to
    wytlumaczyc, chociaz wiem, jak brzmiec powinna prawidlowa forma.

    Owszem, moglabym zaczac czytac ksiazki gramatyczne i przypomniec
    sobie na tyle, zeby mu wytlumaczyc jakies zasady (biedak chodzi na
    lepcje polskiego, z wlasnej woli zaznaczam), ale nie mam
    przygotowania metodologicznego i pedagogicznego, by sensownie cos
    wytlumaczyc.

    Sama ZNAJOMOSC jezyka nie wystarcza, by go uczyc - o czym przekonano
    sie w wielu szkolach jezykowych, kiedy zatrudniono native speakerow
    bez przygotowania nauczycielskiego.

    Jeszcze powiem, do calej tej bardzo interesujacej zreszta dyskusji,
    ze jesli corka okaze sie utalentowana w jakiejs dziedzinie, o ktorej
    nie masz pojecia, mozesz zmarnowac jej talent nie zauwazajac go
    (osobiscie nie jestem w stanie rozpoznac np. talentu muzycznego czy
    sportowego) - a jesli zauwazysz, i tak bedziesz musiala wyslac ja do
    np. szkoly baletowej, a tam bedzie z kolei dryl i dyscyplina od
    najwczesniejszych lat. Tak samo w muzycznej.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • 10.10.09, 01:03

    croyance napisała:
    > Jeszcze powiem, do calej tej bardzo interesujacej zreszta
    dyskusji,
    > ze jesli corka okaze sie utalentowana w jakiejs dziedzinie, o
    ktorej
    > nie masz pojecia, mozesz zmarnowac jej talent nie zauwazajac go
    > (osobiscie nie jestem w stanie rozpoznac np. talentu muzycznego
    czy
    > sportowego) - a jesli zauwazysz, i tak bedziesz musiala wyslac ja
    do
    > np. szkoly baletowej, a tam bedzie z kolei dryl i dyscyplina od
    > najwczesniejszych lat. Tak samo w muzycznej.

    Tak sie zastanawiam, czy rzeczywiscie, nauczyciel, majac pod opieka
    20-30 uczniow, przerabiajac z dzieciakami konkretny program, ma
    wieksza szanse na 'wylapanie' talentu dziecka, niz rodzic,
    spedzajacy z tym dzieckiem wiekszosc dnia jeden na jeden
    (zakladajac, ze rodzic uczac dziecko takze podaza za programem).

    Uzdolnienia baletowe to raczej na WF nie wyjda, raczej przy
    wyglupach w domu ewentualnych, jesli dziecko mialoby zamilowanie do
    wygibasow wink.
    Spiew dziecka rodzic ma szanse uslyszec czesciej niz nauczyciel
    muzyki (flet prosty takze moglabym dzieciakowi kupic wink, i
    cymbalki), ale nie chodzi przeciez tylko o to, czy dziecko ma ladny
    glos, czy 'sprawne ucho', ale o to, czy ma do tego zamilowanie,
    jesli bedzie spiewac duzo i chetnie, mozna zaproponowac lekcje
    kierunkowe (to samo ze sprawnoscia fizyczna, plastyczna i cala
    reszta w zasadzie).
    Zastanawiam sie jakie uzdolnienie mogloby pozostac przez rodzica
    niezauwazone, podczas realizowania programu szkolnego ;/.A
    jednoczesnie z cala pewnoscia zostaloby zauwazone przez nauczyciela
    w szkole.
    Bo serio mysle, ze w wiekszosci przypadkow za uzdolnieniem idzie
    pasja, i chec wykonywania, jesli uzdolnienie jest, a nie ma pasji-
    nie wywieralabym nacisku i pozwolilabym zrezygnowac z tych
    przykladowych lekcji spiewu.

    --
    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 10.10.09, 09:31
    Tak sie zastanawiam, czy rzeczywiscie, nauczyciel, majac pod opieka
    > 20-30 uczniow, przerabiajac z dzieciakami konkretny program, ma
    > wieksza szanse na 'wylapanie' talentu dziecka, niz rodzic,
    > spedzajacy z tym dzieckiem wiekszosc dnia jeden na jeden
    > (zakladajac, ze rodzic uczac dziecko takze podaza za programem).

    Ma, bo ma większą wiedzę w danej dziedzinie, niż rodzic. Poza tym ma
    skalę porównawczą z innymi dziećmi, której nie ma rodzic. Poza tym
    nic nie przeszkadza rodzicowi obserwować dziecka chodzącego do
    szkoły. Jeśli rodzic coś przeoczy, może to wyłapać nauczyciel.

    Uzdolnienia baletowe to raczej na WF nie wyjda, raczej przy
    > wyglupach w domu ewentualnych, jesli dziecko mialoby zamilowanie
    do
    > wygibasow wink.

    czy dziecko chodzące do szkoły nie może wygłupiać się w domu? Też
    zresztą nie sądzę, by rodzic nieznający się na balecie umiał
    odrożnić zwykłe wygibasy od takich, które świadczą o uzdolnieniach
    baletowych.

    Spiew dziecka rodzic ma szanse uslyszec czesciej niz nauczyciel
    > muzyki (flet prosty takze moglabym dzieciakowi kupic wink, i
    > cymbalki), ale nie chodzi przeciez tylko o to, czy dziecko ma
    ladny
    > glos, czy 'sprawne ucho', ale o to, czy ma do tego zamilowanie,
    > jesli bedzie spiewac duzo i chetnie, mozna zaproponowac lekcje
    > kierunkowe

    Jeżeli dziecko nie ma sprawnego ucha i ładnego głosu, to żadna pasja
    nie pomoże. Jestem takim przypadkiem, lubię śpiewac, chociaż słoń
    nadepnął mi na ucho. Gdybym chodziła do przedszkola, jeździłą
    częściej na kolonie i wycieczki w grupie, gdzie się dużo śpiewa,
    trochę mniej bym fałszowała. Ale talentu śpiewaczego by u mnie nikt
    nie wyhodował.

    Bo serio mysle, ze w wiekszosci przypadkow za uzdolnieniem idzie
    > pasja, i chec wykonywania, jesli uzdolnienie jest, a nie ma pasji-
    > nie wywieralabym nacisku i pozwolilabym zrezygnowac z tych
    > przykladowych lekcji spiewu.

    Ja też bym pozowoliła, ale to już zupełnie inna sprawa. Natomiast
    dobrze jest jednak orientować się w uzdolnieniach dziecka, by mu nie
    zamknąć drogi.

    Nieprawdziwe jest założenie, że każdy jest wszechstronnie i
    jednakowo uzdolniony i kazdego można wszystkiego wyuczyć, byle tylko
    znaleźć metodę (tak zdaje się twierdzi kobraluca). Dziecko nie rodzi
    się jako tabula rasa, ale ma już pewne uzdolnienia i cechy
    genetyczne i wrodzone. Wpływ środowiska (nie tylko rodziców) ma duże
    znaczenie, ale żadne nauczanie nie zrobiłoby ze mnie Marii Callas
    ani Małysza. I dobrze, że ludzie są różni, przez to świat jest
    ciekawszy i kolorowy.

  • 19.10.09, 12:33
    Czesc, Agnieszko smile Przepraszam, ze tak dlugo nie odpowiadalam na
    posty, ale zapomnialam o tej dyskusji, i dopiero dzisiaj, gdy weszlam
    na forum, przypomnialam sobie, ze bralam w niej udzial i nadrabiam
    zaleglosci.

    Co do baletu, nie sadze, zeby wyszlo to przy wygibasach, bo nie o
    zainteresowanie czy zamilowanie do tanca chodzi, ale tez o pewne
    predyspozycje fizyczne, ktore badane sa przez specjalistow. Moja
    kuzynka, zanim przyjeto ja do szkly baletowej, miala wiele badan
    lekarskich, zdjecie roentgenowskie kregoslupa, badane stopy - a i tak
    dzieci czesto rozwijaja sie w kierunku innym od przewidzianego i sa
    potem ze szkol usuwane.

    Dam Ci przyklad: mam poczucie rytmu, tancze tango, latami chodzilam
    na balet. Ale jakichs wielkich zdolnosci muzycznych nie mam.
    Onserwowalam kilka lat temu moja siostrzenice, wtedy trzylatke, jak
    tanczyla do muzyki na jakiejs rodzinnej imprezie: jak dziecko, gibala
    sie na boki, fajnie bylo popatrzec, widac bylo, ze sprawia jej to
    frajde, ale czasem wypadala z rytmu etc. Ja sobie patrzylam,
    patrzylam, i myslalam, ze fajnie, ze lubi tanczyc, ze milo to
    poobserwowac, ale na tym sie moje przemyslenia skonczyly. Natomiast
    moj maz, ktory ma wyksztalcenie muzyczne i jego matka, nauczycielka
    gry na pianinie, oboje zwrocili uwage na to, ze jak na swoj wiek mala
    ma niesamowite wyczucie rytmu i cos tam jeszcze, co mnie nie
    przyszloby do glowy. Porozmawiali z moim bratem o tym, i faktycznie
    mala chodzi teraz na lekcje gry na skrzypcach, tanczy, i pokazuje
    zdolnosci, ktore dla mnie byly (i nadal sa) nierozpoznawalne, przede
    wszystkim dlatego, ze nie wiem nic o rozwoju zdolnosci/umiejetnosci
    muzycznych u dzieci, i nie mam doswiadczenia z np. uczeniem dzieci
    gry na pianinie. Dobry nauczyciel czesto po pierwszej lekcji jest w
    stanie stwierdzic, czy cos z tego bedzie, i entuzjazm ucznia nie ma
    tu nic do rzeczy smile

    I wlasnie bardzo chodzi o to, czy jet to faktyczny talent, czy tylko
    zamilowanie, bo zamilowanie pozostac moze w sferze hobby, a talent to
    zupelnie inna kwestia, i latwo go zmarnowac. A tak przeciez byc nie
    musi.

    Osobiscie nie bylabym w stanie powiedziec, czy ktos ma talent np.
    informatyczny- zainteresowanie w tym kierunku, owszem - i czy warto
    to zaintersowanie rozwijac i popychac dziecko w tym kierunku, czy tez
    nie. Widzialam sporo mam, ktorych corki mialy wielka pasje w kierunku
    tanca klasycznego, ale brakowalo im jednak talentu czy wlasnie
    fizycznych predyspozycji, ktore naprawde dziewczynki te
    unieszczesliwialy, zmuszajac do cwiczen i karmiac je marzeniami o
    karierze, na ktora te nie mialy szans. Potem odbywaly sie wielkie
    tragedie, gdy dziewczynki wyrzucane byly z baletowki.

    Mysle, ze rzetelne rozeznanie umiejetnosci dziecka, jego mocnych i
    slabych stron jest bardzo wazne, bo mozna zaoszczedzic mu wstapienia
    na droge, ktora doprowadzi je jedynie do rozczarowania. Zobacz, ile
    osob chce zostac gwiazdami pop, i ile z nich naprawde potrafi
    spiewac.

    Za uzdolnieniem nie zawsze, jak piszesz, idzie pasja, bo uzdolnienia
    czesto nie sa 'twarde' jak np. talent muzyczny, tylko 'miekkie',
    powiedzmy wyjatkowa elastycznosc umyslowa i empatia w stosunkach
    miedzyludzkich. Te cechy tez warto rozwijac, bo moga wyprodukowac np.
    swietnego terapeute, czy badacza, otwartego na innosc ludzi.

    Piszesz duzo o 'podazaniu za dzieckiem' i przyszlo mi do glowy, co
    zrobisz, gdy dziecko zechce jednak isc do szkoly? Gdy bedzie smutne,
    ze Agatka z Dorotka maja tornistry i siedza razem w lawce, a ona nie.
    Podazysz za nia?


    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • 19.10.09, 15:37

    croyance napisała:
    ,,Piszesz duzo o 'podazaniu za dzieckiem' i przyszlo mi do glowy, co
    zrobisz, gdy dziecko zechce jednak isc do szkoly? Gdy bedzie smutne,
    ze Agatka z Dorotka maja tornistry i siedza razem w lawce, a ona
    nie.
    Podazysz za nia?,,

    Tak, jesli bedzie chciala zaczac chodzic do szkoly, pozwole jej na
    to. Z informacja, ze zawsze moze zmienic zdanie i uczyc sie w domu.
    Gdyby corka chciala isc do szkoly, a ja na sile probowalabym
    przytrzymac ja w domu, nie widze rozowo tego jak przebiegalaby
    nauka wink.

    --
    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 13:18
    aagnie.szkaa napisała:

    > Ja to skopiowalam ze strony, a nie sama przeprowadzalam
    > rozpoznanie smile
    Co jednak nie przeszkodziło ci przytoczyć tego na poparcie tezy ,
    że homeschooling jest najlepszy ze wszystkich i wychowuje się
    geniuszy... Akurat ta lista nie wydaje mi się wiarygodna. wink
  • 03.10.09, 13:22
    Ktos przytoczyl Witkacego jako przyklad porazki w temacie edukacji
    domowej, ja przytoczylam liste znaleziona na pierwszej stronie jaka
    mi w google wyskoczyla.
    Zadnych ukrytych tresci, wymiana info jedynie.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 16:49
    Nastolatka uczona w domu przez mamusię surprised Co za nuda. A gdzie
    szkolne miłości? Mój syn juz od dwóch lat ma stałą dziewczynę
    poznaną w przedszkolu i mnóstwo kolegów.
    Ja sama jako dzieciak uwielbiałam szkołę jako odskocznię od życia
    domowego. Gdyby mama zafundowała mi naukę w domu chyba bym w
    depresję wpadła uncertain
    Masz jeszcze mnóstwo czasu na decyzję, ale pomyśl o szkole
    montessori. Mój syn do takiej chodzi i póki co rewelacja. Takie
    studia dla małych dzieci smile
  • 04.10.09, 12:31
    Ktos przytoczyl Witkacego jako przyklad porazki w temacie edukacji

    Ja przytoczyłam. Ale Witkacy nie wyskoczył mi w guglach.
  • 03.10.09, 19:16
    Wybaczcie, ale nieco zgłupialam czytając ten wątek. Sygnaturka sugeruje, że Sarah urodziła się w listopadzie 2008. A mamy październik 2009. Czy piszecie o nauczaniu domowym dziecka w wieku 11 m-cy?smile Czy też mama tej dziewczynki zaplanowała dokładnie nastepne 5,10,15...( boję się sugerować więcej) lat życia swojej córki?
  • 03.10.09, 19:50
    Nie jestem tego pewnasmilePlanowanie aż tak dokładne zakłada, że ZAWSZE między dzieckiem a matką będzie pępowina, co we wcześniejszych swoich postach napisałaś, może nie tak dosadnie jak ja teraz. Im dziecko będzie starsze, tym trudniej będzie ją odciąć.
  • 03.10.09, 19:51
    Czytaj ze zrozumieniem. Nie spotkałaś się z czymś takim, jak ironia?
  • 03.10.09, 20:45

    Sara ma 11 miesiecy smile.
    Troche tak niechcacy rozmowa wyszla, po tym jak napisalam w innym
    temacie, ze nie przecenialabym znaczenia edukacji przedszkolnej, i ,
    ze moje dziecko takze do szkoly nie bedzie chodzilo.
    I tak od slowa do slowa, mamy omawiane szczegoly przyszlej edukacji
    mojej corki, wlacznie z tym na jakie kierunki studiow ma szanse sie
    dostac, a na jakie nie. smile smile
    Nie zalozylam tego watku dla wlasnej przyjemnosci, tak wyszlo, a ze
    ja baba co lubi pogadac merytorycznie, takze tak sobie sobote
    spedzam na doskokach do kompa.

    W wielu rodzinach decyzja o tym, ze dzieci beda uczone w domu (czy w
    jakiejs konkretnej prestizowej szkole) zostaje podjeta nawet kiedy
    dzieci nie sa jeszcze poczete, takze rekordzistka to ja nie jestem.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 19:49
    nie lubię takich "przepychanek słownych"więc przepraszam jesli
    gzdieś tam było i nie doczytałam pytam z ciekawości...jak to
    wygląda? dziekco uczy sie w domu do końca edukacji? czy do jakiegos
    tam wieku? i co z egzaminami? świadectwami? dyplomami?
    --
    tiny.pl/dl2v
  • 03.10.09, 21:03

    agazuchwa napisała:

    > nie lubię takich "przepychanek słownych"więc przepraszam jesli
    > gzdieś tam było i nie doczytałam pytam z ciekawości...jak to
    > wygląda? dziekco uczy sie w domu do końca edukacji? czy do
    jakiegos
    > tam wieku? i co z egzaminami? świadectwami? dyplomami?

    Wiekszosc dzieci jest uczona w domu z zakresu szkoly podstawowej,
    pozniej korzysta z szkolnictwa publicznego.
    Z tego co wiem, w Polsce dziecko co jakis czas podchodzi do
    egzaminow sprawdzajacych wiedze.
    W UK, nie ma takiego wymogu, nie ma nawet wymogu podazania za
    programem. Sa inspektorzy, ktorzy od czasu do czasu przychodza do
    domu, sa im przedstawiane prace wykonywane przez dziecko, jest
    rozmowa o zalozeniach edukacyjnych.
    Jako warunek przyjecia do college-u, w wiekszosci przypadkow jest
    rozmowa kwalifikacyjna, wzglednie jakis esej.
    Co do szkolnictwa wyzszego, roznice w wymaganiach zmieniaja sie wraz
    z uczelniami, niektore wymagaja zdanego egzaminu GCSE, do ktorego
    mlodzian moze sie przygotowac uczeszczajac na lekcje wybranych
    przedmiotow w specjalizujacych sie w tym osrodkach edukacyjnych.

    To jest kraj bardzo przyjazny homeschoolerom, ktorych jest tutaj
    kilkaset tysiecy.
    W kazdym wiekszym miescie sa grupy rodzicow i dzieci uczacych sie w
    ten sposob i spotykajacych regularnie, kilka razy w roku
    organizowane sa zloty homeschoolerow w roznych miejscach, gromadzace
    setki przyjezdnych.
    Nie jestem sama smile smile.
    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 21:49
    czyli do mniej więcej 13 roku? i dajecie rade np z nauką chemii,
    fizyki, historii???szczerze podziwiam (chyba że macie inny program)
    mam wrażenie, że ja bym nie dała rady
    moje dziecię poszlo do przedszkola ( 3 latka) i jakoś mi z tym raz
    dobrze raz źlesmile
    zwłaszcza przedszkolna dieta mnie martwi, ale widze też masę
    pozytywów.....mysle że każdy zna najlepiej swoje dziecko
    --
    tiny.pl/dl2v
  • 03.10.09, 21:54
    Agnieszka chce uczyć swoją córkę do 16 roku życia. Jak rozumiem,
    opanowała na poziomie akademickim, bo takiego wymaga się od
    nauczyciela, wszystkie dziedziny od chemii poczynając na historii
    kończąć. Jedno na ch, drugie na h, co za różnica.
  • 03.10.09, 21:58
    Od nauczyciela sie wymaga, nie wymaga sie od rodzica uczacego swoje
    dzieci, bo i nie ma takiej potrzeby.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 03.10.09, 22:11
    Tzn. rodzic jest mniej kompetentny od nauczyciela. Poza tym rodzic
    wchodzi w rolę nauczyciela, w takim razie powinien być jednakowo
    przygotowany. Jestem dr habilitowanym historii, ale nie podjęłabym
    się 16 letniemu dziecku tłumaczyć chemii ani fizyki, chociaż z tym
    przedmiotów mam piątki na maturze, bo nie jestem do tego
    przygotowana i kompetentna. Pozostawienie w moich rękach edukacji
    dziecka w dziedzinie chemii i fizyki byłoby dla niego krzywdą, bo
    byłoby uczone przez niekompetentnego nauczyciela. Nauczyciel nie
    może być od ucznia mądrzejszy o jedną lekcję.
  • 04.10.09, 00:33

    Nauczyciel nie
    > może być od ucznia mądrzejszy o jedną lekcję.

    A dlaczego?

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 01:33
    ano dlatego, że wiedza, którą przekazuje na lekcji bieżącej, stanowi
    część większej całości. I na to, by dobrze tą cząstkę przekazać, a
    nawet po to, by sensownie ułożyć plan lekcji i rozkłąd materiału,
    musi widzieć sens tej cząstki w kontekście większej całości. Jeśli
    jest tylko o 1 cząstkę lepszy, to całości nadal nie widzi.
    Kobieto, ja uczę studentów 16 lat, skończyłam studia ze
    specjalnością nauczycielską, miałam zatem uprawnienia do nauczania
    historii w szkole, uczę przyszłych nauczycieli i co nieco na ten
    temat wiem.
  • 04.10.09, 01:29
    aagnie.szkaa napisała:

    >
    > agazuchwa napisała:
    >

    > Jako warunek przyjecia do college-u, w wiekszosci przypadkow jest
    > rozmowa kwalifikacyjna, wzglednie jakis esej.
    >

    Czyli mamy rozumiec, ze w UK do College-u moze sie dostac analfabeta
    aby tylko na rozmowie kwalifikacyjnej sie wykazal? :o)
    Fajne te UK :o)

    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our
    children.
  • 04.10.09, 01:57

    ma.pi napisała:
    > Czyli mamy rozumiec, ze w UK do College-u moze sie dostac
    analfabeta
    > aby tylko na rozmowie kwalifikacyjnej sie wykazal? :o)

    Teoretycznie tak jest smile, tylko taki to sie dlugo w takim college
    nie pouczy bez umiejetnosci pisania i czytania, takze selekcja
    naturalna smile

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 02:22
    Zebym juz nie musiala tak tlumaczyc duzo, dla ciekawskich link
    podaje, na tej stronie jest duuuzo i czytelnie bardzo o tym 'jak to
    sie robi w UK' wink. Sa dziesiatki stron na ten temat, ja lubie akurat
    ta najbardziej-

    home-ed.info/index.html
    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 10:16
    aagnie.szkoo
    masz talent do ciekawych watkow
    akurat ja stoje po Twojej stronie i w kwestii AP, i zywienia niemowlakow i
    edukacji domowej
    pechowo jeszcze dekretem hitlera jest tutaj zakazana, ale korcil mnie pomysl
    niezmiernie, jesli sie przeniesiemy do innego kraju, to rozwaze

    umykaja w tej dyskusji dwie kwestie - homeschooling to nie tylko edukacja przez
    rodzica
    z tego co ja czytalam, zapisuje sie dzieciaki na zajecia rozmaite i korzysta ze
    wsparcia sily fachowej, jesli to mozliwe

    szczerze to ja podstawowke wspominam mizernie, mozliwosc zlikwidowania
    wiekszosci nudnych i nic nie wnoszacych lekcji na konto ciekawych zajec w
    kolkach itp - baaardzo kuszaca
    moja matematyczka byla beznadziejna, do dzis pamietam zadania z 4 klasy, ktorych
    ona rozwiazac nie umiala, glownie ogryzala paprotki wiszace nad biurkiem i
    gapila sie za okno
    a ja matematycznie jestem niezla, gdyby mnie popchnal ktos, moze bylabym jeszcze
    lepsza, tak mi zostaly zadania ze swiata mlodych to kombinowania

    druga sprawa - ja sie zetknelam z ED na gruncie rodzin wielodzietnych, tu trudno
    pisac o zawlaszczaniu dziecka, zajecia tez zyskuja inny wymiar z powodu roznic
    wieku dzieci


    mam wrazenie, ze macie wizje ED jako szkoly tylko 1:1 w murach domowych, a to
    nie ma nic wspolnego z siedzeniem w lawce i kuciem z podrecznika materialu
    jesli sie przerabia material historyczny, to oklada sie ciekawymi ksiazkami,
    encyklopediami, idzie do muzeum, robi quizy, jakies gry, przedstawieinie dzieci
    organizuja
    wszystko to na co mozna sobie pozwolic w domu, a czego nauczyciel obciazony
    20tka czy 30tka dzieci zrobic nie moze

    to jest nauka spleciona z zabawa, z wyjsciami w teren

    jasne, ze to wymaga ogromnej kreatywnosci od rodzica, ale efekty sa
    dzieci zdaja testy na koniec roku czy semestru i najwyrazniej radza sobie ok,
    skoro jest to metoda przyjeta i akceptowana

    agnieszko, powodzenia
    masz jakis email? skrobnelabym na priva
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 04.10.09, 12:03

    donkaczka napisała:

    > aagnie.szkoo
    > masz talent do ciekawych watkow
    > akurat ja stoje po Twojej stronie i w kwestii AP, i zywienia
    niemowlakow i
    > edukacji domowej
    > pechowo jeszcze dekretem hitlera jest tutaj zakazana, ale korcil
    mnie pomysl
    > niezmiernie, jesli sie przeniesiemy do innego kraju, to rozwaze

    Nawet nie wiesz jaka przyjemnosc sprawil mi Twoj post w tym
    temacie!. Bardzo mi milo, ze ktos w koncu, jest 'po mojej
    stronie' wink, tzn. wierzy, ze homeschooling moze byc dobry, ze dzieci
    moga na tym skorzystac itd.
    Tak, czesc rodzicow korzysta z pomocy korepetytorow, glownie wtedy
    kiedy dziecko przygotowywuje sie do egzaminow GCSE.
    Odzywaj sie czesciej, jesli czas pozwoli smile.

    pozdrawiam

    Moj mail to- zafi1@interia.pl

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 12:05
    Tak, czesc rodzicow korzysta z pomocy korepetytorow, glownie wtedy
    > kiedy dziecko przygotowywuje sie do egzaminow GCSE.

    tzn., że są jednak jakieś egzaminy i rodzice nie są wystarczająco
    kompetentni, żeby do nich przygotować.
  • 04.10.09, 12:32
    Na niektore uczelnie srednie i wyzsze, na niektore kierunki wymagane
    sa zdane egzaminy GCSE, do ktorych dzieci podchodza w wieku 14-15
    lat.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 14:42
    Na niektore uczelnie srednie i wyzsze, na niektore kierunki
    wymagane
    > sa zdane egzaminy GCSE, do ktorych dzieci podchodza w wieku 14-15
    > lat.

    Czyli sama przyznajesz, że rodzice nie są w stanie przygotować do
    studiowania na niektórych kierunkach, skoro wynajmują korepetytorów,
    by dzieci zdały wymagany na tych kierunkach egzamin. A przecież ci
    rodzice mogli sobie w googlach przeczytać jedną lekcję więcej.
    Najwyraźniej to jednak nie wystarcza.
  • 04.10.09, 12:41
    Donkaczka, ty masz wizję taką:
    mam wrazenie, ze macie wizje ED jako szkoly tylko 1:1 w murach
    domowych, a to
    nie ma nic wspolnego z siedzeniem w lawce i kuciem z podrecznika
    materialu
    jesli sie przerabia material historyczny, to oklada sie ciekawymi
    ksiazkami,
    encyklopediami, idzie do muzeum, robi quizy, jakies gry,
    przedstawieinie dzieci
    organizuja
    wszystko to na co mozna sobie pozwolic w domu, a czego nauczyciel
    obciazony
    20tka czy 30tka dzieci zrobic nie moze

    to jest nauka spleciona z zabawa, z wyjsciami w teren

    jasne, ze to wymaga ogromnej kreatywnosci od rodzica, ale efekty sa
    dzieci zdaja testy na koniec roku czy semestru i najwyrazniej radza
    sobie ok,
    skoro jest to metoda przyjeta i akceptowana

    Natomiast szkoła domowa w wykonaniu aagnie.szki to nie wyjścia do
    muzeum, nie ciekawe lekcje, to coś wciśniętego pomiędzy pracę
    zawodową a życie rodzinne, nauka na podstawie wyszukiwarki
    internetowej, nauka, gdzie matka jest lekcję do przodu.

    aagnie.szka ma wizję taką:
    Co do pracy, to ja bede pracowac, jedno nie wyklucza drugiego, moj
    maz spedza w pracy 5 max 6 godz dziennie, jakos sobie grafiki
    zsynchronizujemy.

    Wierze w naturalna, wrodzona ciekawosc dzieci otaczajacym ich
    swiatem. Wloze duzo energii w to, by podazac za nia, a nie ciagnac
    ja za soba. Choc kilka z moich zainteresowan chetnie bym jej
    zaszczepila, bo moglaby na tym jedynie zyskac
    A wlasnie chyba nie bede podazala za programem tak calkowicie,
    bedziemy mieli wszystkie podreczniki oczywiscie, cos sie wybierze,
    cos sie poglowkuje. Bedzie dobrze .
    W tym, ze fizyki, chemii nie naucze - a te przedmioty wogole sa w
    programie szkol podstawowych-bo, chyba mi umknelo .
    Bedzie miala ochote wkuwac tablice Mendelejewa-wkuje, bedzie miala
    ochote nauczyc sie kilku wzorkow - cholera wie po co z reszta-
    opanuje pamieciowo, bo jest wlasnie ta wiedza, ktora ja wynioslam ze
    szkol z tych przedmiotow. Przydaje sie o tyle, ze mozna blysnac
    przed znajomymi ogladajac Milionerow, kiedy pojawia sie pytania z
    tej dziedziny .

    No, ale moze ja bylam malo pojetna jesli chodzi o nauki scisle,
    przyznac trzeba, podziel sie moze swoja wiedza chem-fiz, ktora
    pamietasz nie z innych szkol, ale wlasnie z podstawowy, plisss .
    Z biologii pamietam budowe dzdzownicy jeszcze , ha ha

    jesli mialabym taki kaprys moglabym z dzieckiem mlucic jedynie
    budowe dzdzownicy i innych 'robaczkow' przez 10 lat i nikt by sie
    nie przyczepil, jesli znalazlabym dobre uzasadnienie dla tak obranej
    drogi )
    Jesli moje dziecko, kiedy juz pojdzie do college-u ukaze sie slabym
    uczniem, to procz tego, ze sprobuje jej sama pomoc, badz zaproponuje
    pomoc korepetytora, nie zrobie nic. Oceny szkolne nie sa, i nigdy
    nie byly dla mnie wyznacznikiem 'jakosci' człowieka

    Nie, nie czuje sie kompetentnym nauczycielem w zakresie szkoly
    wyzszej.
    Bedzie chciala kontynuowac nauke w domu to zdecyduje sie na college
    czy studia zaoczne badz korespondencyjne. Jej wybor.
    nie szkola jej
    potrzebna, a wiedza, a ta zamierzamy jej z mezem przekazac, nawet
    jesli oznaczaloby to sleczenie nocami przy googlach i drukarce .

    Nauczyciel nie
    > może być od ucznia mądrzejszy o jedną lekcję.

    A dlaczego?
  • 04.10.09, 12:57

    morekac napisała:

    > Natomiast szkoła domowa w wykonaniu aagnie.szki to nie wyjścia do
    > muzeum, nie ciekawe lekcje, to coś wciśniętego pomiędzy pracę
    > zawodową a życie rodzinne, nauka na podstawie wyszukiwarki
    > internetowej, nauka, gdzie matka jest lekcję do przodu.

    Doprawdy? smile

    Ladnie zebralas w calosc moje wypowiedzi, ktore wydaly Ci sie
    uzyteczne na poparcie tezy iz moje dziecko nie otrzyma ode mnie
    zadnej edukacji wink.
    Pominelas te fragmety, ktore jednak bardzo zblizone do pomyslow
    donakaczki, ale rozumiem, ze tak to juz musi byc, efekt mial byc
    powalajacy. wink

    Moze, nie udalo Ci sie tego w prawidlowy sposob odebrac, ale w
    niektorych wybranych przez Ciebie fragmentach poslugiwalam sie
    ironia i humorem smile



    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 13:14
    Nie jestem przeciwnikiem homeschoolingu, po prostu uważam, że trzeba
    podejść do tematu porządnie i odpowiedzialnie, nie zaś
    powierzchownie i z pomocą internetu.
    - co zrobisz, jeśli twoje dziecko postanowi np. nie uczyć się
    ułamków czy tabliczki mnożenia?
    - co zrobisz, jeśli nie będzie się chciało uczyć? Zmusisz ją? A
    jeśli nie będzie potrafiło opanować jakiejś dziedziny - powiedzmy,
    że dziedziny podstawowej typu język czy matematyka? Będziesz zła na
    nie, że takie głupie czy też na siebie, że nie umiesz jej tego
    przekazać?
    - co zrobisz, jeśli twoje dziecko będzie miało jakiekolwiek problemy
    z uczeniem się?
    Sama przyznajesz się do braków w dziedzinach ścisłych - jak
    zamierzasz nauczyć córki tych przedmiotów?
    Bo na razie zamierzasz posługiwać się guglem i wciskać naukę dziecka
    pomiędzy pracę zawodową a życie domowe. A gdzie wciśniesz zajęcia
    socjalizacyjne i dodatkowe?
  • 04.10.09, 15:47
    morekac napisała:

    > Nie jestem przeciwnikiem homeschoolingu, po prostu uważam, że
    trzeba
    > podejść do tematu porządnie i odpowiedzialnie, nie zaś
    > powierzchownie i z pomocą internetu.

    No to tutaj sie zgadzamy, choc nie do konca, bo ja uwazam, ze
    internet moze byc bardzo pomocny, zasoby sieciowe dot.
    homeschoolingu sa ogromne!- szablony, przyklady, pomysly na
    prowadzenie zajec, tutoria on-line, e-booki (choc ja wole kupowac
    wersje papierowe, kocham kolekcjonerstwo wink), strony edukacyjne
    takie jak chocby ta- www.bbc.co.uk/schools/gcsebitesize/ -
    rewelacja.
    I wiele wiele innych.
    Pomoce naukowe (do wykonywania roznorakich eksperymentow wlasnie),
    czesto kraza mdzy rodzicami uczacymi w domu, o czym mozna sie
    dowiedziec na listach np.yahoo. Materialy w niskiej cenie, i wymiana
    pomyslow na nauke to typowe dzialania takich grup.
    Organizowane sa dni nauki, spotkania edukacyjne, mozna utrzymac
    pomoc od rodzicow znajacych sie na jakis tematach wyjatkowo dobrze,
    w zamian za 'poprowadzenie lekcji' dla ich dzieci z tematu w ktorym
    ty jestes super.
    MOZLIWOSCI SA NIEOGRANICZONE, A POMOC INTERNETU NIEOCENIONA.

    > - co zrobisz, jeśli twoje dziecko postanowi np. nie uczyć się
    > ułamków czy tabliczki mnożenia?

    A co Ty zrobilabys w takiej sytuacj?. Ja probowalabym zmotywowac,
    sprobowac alternatywnych metod cwiczenia z ulamkami, czy tabliczka
    mnozenia.

    > - co zrobisz, jeśli nie będzie się chciało uczyć? Zmusisz ją? A
    > jeśli nie będzie potrafiło opanować jakiejś dziedziny - powiedzmy,
    > że dziedziny podstawowej typu język czy matematyka?

    Bede probowala uczyc matematyki poprzez zabawe, da sie, w
    szczegolnosci tej matematyki z zakresu szkoly podstawowej wink.
    Kiedy rzeczywiscie gdzies nie bede sobie dawala rady z przedmiotem,
    poszukam pomyslow rozwiazania tego problemu na forach rodzicow
    uczacych w domu, na pewno znajdzie sie ktos, kto bedzie umial w tym
    pomoc, polecic zrodla materialow, czy polecic tutorow zajmujacych
    sie tym zagadnieniem.

    > - co zrobisz, jeśli twoje dziecko będzie miało jakiekolwiek
    problemy
    > z uczeniem się?

    Pewnie to samo co kazda inna matka zrobila w takiej sytuacji,
    poszukalabym pomocy u specjalistow, gdyz jesli problem z uczeniem
    sie wystapilby u nas, gdzie nauka odbywac sie bedzie ''jeden na
    jednen'', moze to oznaczac powazne uposledzenie.

    > Sama przyznajesz się do braków w dziedzinach ścisłych - jak
    > zamierzasz nauczyć córki tych przedmiotów?

    Przerobie program przedmiotow scislych z zakresu szkoly podstawowej
    na kursie wieczorowym wink.


    > Bo na razie zamierzasz posługiwać się guglem i wciskać naukę
    dziecka
    > pomiędzy pracę zawodową a życie domowe. A gdzie wciśniesz zajęcia
    > socjalizacyjne i dodatkowe?

    Nauka dziecka bedzie czescia zycia domowego, niczego nie trzeba
    bedzie wciskac. Maz nie mniej niz ja jest zdeterminowany do uczenia
    naszych dzieci, takze nie bede miala wszystkiego na swoich barkach.
    Bede pracowac, ale tylko na pol etetu, raczej 'symbolicznie' niz w
    pocie czola. Maz pracuje 5-6 godzin dziennie, o 11 rano jest juz po
    pracy.

    A tak na marginesie, duza czesc rodzicow uczacych swoje dzieci w UK,
    to single-parents, takze ucza swoje dzieci z duzym sukcesem, da sie,
    gdyz homeschooling to nie kopia szkoly w domu, to zupelnie inna
    forma nauczania od tego co jest w szkole.











    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 15:54

    > A tak na marginesie, duza czesc rodzicow uczacych swoje dzieci w
    UK,
    > to single-parents, takze ucza swoje dzieci z duzym sukcesem, da
    sie,
    > gdyz homeschooling to nie kopia szkoly w domu, to zupelnie inna
    > forma nauczania od tego co jest w szkole.
    >

    sprostowanie- nie tego co jest w szkole, to po prostu inna forma
    nauczania smile.

    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 16:17
    nie tego co jest w szkole,

    ano właśnie. Czyli tego, co jest w szkole, dziecko umieć nie będzie.
    I może kiedyś tego żałować.
  • 04.10.09, 16:15
    Przerobie program przedmiotow scislych z zakresu szkoly podstawowej
    > na kursie wieczorowym wink.

    ja bym wolała, żeby mojego dziecka nie uczył fizyki ktoś, kto
    przerobił program fizyki ze szkoły podstawowej na kursie wieczorowym.

    Maz pracuje 5-6 godzin dziennie, o 11 rano jest juz po
    > pracy.

    To jakaś fajna praca, jeżeli za 6 godz. pracy dziennie można
    utrzymać 3 osoby.
  • 04.10.09, 16:22
    Ni i to, co powtarzam nieustannie - rodzic, ktory z trudem uczy sie
    tej matematyki czy fizyki i jej nie lubi - nie ma szans
    zainteresowac nia dziecka.
    Pare razy powtarzałaś, ze nie szkodzi, jesli dziecko będzie się xle
    uczyło. A ja Ci powtarzam, ze bardzo szkodzi... Bo przecież, jesli
    dziecko nie będzie chcialo uwazać , gdy go czegos uczysz, będzie
    nieuważne, znudzone, nie będzie chialo odrabiac lekcji (mam
    nadzieję,z e będziesz je uczyla samodzielnej pracy) - to bedziesz
    miala albo poczucie osobistej kleski, albo uznasz, ze dziecko jest
    niegrzeczne. Niezaleznie, jak idealistycznie do tego podchodzisz
    teraz, nie ma w tym wypadku trzeciego rozwiazania, chyba,z e uznasz,
    ze dziecko jak nie chce się uczyc, to po prostu nie musi.
    Dziecko nie będzie tez mialo zadnych szans dowiedziec się, jak
    wypada na tle rówiesnikow - będzie wiec wybieralo uczelnie tak
    naprawde nie wiedzac, czy jest niezwykle bystre i zdolne, czy tez
    bardzo, bardzo slabe w porownaniu z innymi dziecmi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 04.10.09, 16:32
    będzie wiec wybieralo uczelnie

    Nie będzie wybierało uczelni. Uczelnia zostanie mu wybrana albo
    zasugerowana w sposób nieznoszący sprzeciwu przez matkę.
    Verdano, jesteś zbyt optymistyczna w tej sprawie.
  • 04.10.09, 17:02
    srebrnarybka napisała:

    > będzie wiec wybieralo uczelnie
    >
    > Nie będzie wybierało uczelni. Uczelnia zostanie mu wybrana albo
    > zasugerowana w sposób nieznoszący sprzeciwu przez matkę.
    > Verdano, jesteś zbyt optymistyczna w tej sprawie.

    I znow sie to powtarza smile, srebrnarybka mysli, ze jest
    jasnowidzem !!! smile

    --
    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 17:09
    Srebrnarybka nie jest jasnowidzem. Srebrnarybka ma srebrne włosy
    przykryte umiejętnie kremem koloryzującym, lat pewnie 2* tyle, co
    Ty, sporo doświadczeń, także w pracy z młodzieżą, zna bardzo wielu
    ludzi i obserwowała wychowanie bardzo wielu osób od kołyski do
    studiów, a nawet już po. I Srebrnarybka zauważyła, że bardzo wiele
    zachowań i sytuacji się powtarza. Dlatego Srebrnarybka się produkuje
    na tym forum, żeby podzielić swoimi doświadczeniami z ludźmi, którzy
    ich jeszcze nie mają.
  • 04.10.09, 20:09
    srebrnarybko

    moze gdyby zamiast wsiadania na agnieszke byla tu konkretna dyskusja nad
    slabosciami ED i mocnymi stronami szkoly, wyszloby ciekawiej, szkoda ze chec
    wybicia jej z glowy pomyslu zacietrzewila was tak bardzo, ze argumenty macie
    raczej zlosliwo niechetnie niz przekonujace zyciowym doswiadczeniem

    nie wiem dlaczego net wyzwala w ludziach chec dokopania, dokuczenia,
    udowodnienia za wszelka cene, ze moja racja jest mojsza niz twojsza


    slusznie ktos zauwazyl, ze sarah ma niecaly rok
    czyli agnieszka ma duzo czasu, zeby przemyslec co, jak, czy podola, czy efekty
    ja zadowola
    ma czas na zglebienie jak to dziala, poczytania zrodel, przygotowania sie i
    podjecia ostatecznej decyzji

    moim zdaniem to super, ze w ogole takie pomysly i idace za nimi przemyslenia ma,
    ze chce poznac zdanie innych ludzi, bo czesto w zachwycie nad czyms mozemy
    slabych stron nie wylapac (zreszta krytyka jest tu tak miazdzaca, ze ma sie nad
    czym zastanowic)

    osobicie wole takie refleksyjne i zaangazowane rodzicielstwo, niz plynace z
    pradem i nie zastanawiajace sie nad soba, co potem skutkuje w rozpaczliwych
    postach typu "jak sobie poradzic i co sie stalo z moim dzieckiem"
    ale to juz lekko oftopic

    ED jest super
    ja naprawde uwazam, ze fajny inteligentny rodzic, ktory sie zaangazuje w temat
    jest w stanie dziecko niezle wyksztalcic, oczywiscie do pewnego poziomu
    szczerze mowiac, to ja bym tylko plastycznie polegla w zakresie podstawowkowym,
    tu mnie ratuja kolka plastyczne
    reszte materialu bylabym w stanie bez problemu, ciekawie z dziecmi opanowac na pewno


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 04.10.09, 22:11
    przecież wlasnie wiekszość wypowiedzi jest o slabosciach nauczania
    domowego - czyli
    - wychowania dziecka w zamkniętym środowisku, kontrolowanym przez
    rodziców
    -nieprzygotowaniu rodzicow do nauczania wszystkich przedmiotow -
    poza może nauczaniem poczatkowym
    -niemoznosci rozbudzenia w dziecku pasji czy po prostu
    zainteresowania w tych dziedzinach, ktore nie interesują rodziców
    -braku kontaktu z ludxmi o innych zainteresoawaniach i poglądach,
    ktorzy mogliby coś zupelnie nowego pokazać dziecku i być moze -
    odkryc w nim talenty, albo zauwazyć braki
    - niemoznośći porownania rozwoju wlasnego dziecka z innymi, co moze
    spowodowac przecenianie lub niedocenianie dziecka
    - zbytnia zalezność od rodziców, brak możliwosci "odseparowania
    się", wyboru przyjaciół, zajęć, o ktorych rodzice nie do konca sa
    pojnformowani (to dla starszych dzieci i nastolatkow moze byc wręcz
    niszczące)
    - łaczenia roli matki i nauczycielki, z czego wynika bardzo niedoba
    sytuacja, gdy dziecko jest nieustannie oceniane przez wlasna matke -
    i to czesto ocenianie źle.
    To nie dotyczy akutar Agnieszki, tylko nauczania domowego, a moze
    weziej - nauczania domowego wlasnych dzieci. Nie bylabym bowiem tak
    krytyczna np,. gdyby pare osob zebralo dzieci w tzw. komplet i
    zatrudnilo nauczycieli.
    Mnie w tym wszystkim jednak najbardziej przeraza wiek dziecka.
    Agnieszka pisze bowiem o "podążaniu za dzieckiem", jednoczesnie
    mając już dosyć sprecyzowany plan na najblizsze 15 lat zycia corki.
    Czyli nie ma tu mowy o zadnym "podążaniu" - jest wyznaczanie dziecku
    jedynej słusznej drogi. To nie jest dobre dla dziecka.
    Rodzic jest w stanie dziecko wykształcić w zakresie podstawowki -
    tyle, ze dziecku w życiu potrzebne jest nie tylko wyksztalcenie. A
    rodzic, ktory ma ambicje - spokojnie moze dziecko "ksztalcić"
    mimochodem i tak, nawet jesli chodzi do szkoly.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 05.10.09, 08:47
    to nie sa slabosci ED
    to sa slabosci waszej wersji ED
    takiej edukacji, jaka wy opisujecie jako ED nie zyczylabym najgorszemu wrogowi -
    kontrola, ubezwlasnowolnienie, rodzic niedoedukowany ale wyrocznia ostateczna

    to moze lepiej sie zorientowac czym jest ED naprawde, jak moze wygladac i skupic
    sie na dyskusji, nie malowaniu ED w czarnych barwach a szkoly jako swietlanej
    ostoi wiedzy, wolnej woli - typowy zabieg - to co popieram obieram z wad, to co
    ganie niemal karykaturalnie obrzydzam

    szkola jaka wy malujecie - rozbudzajaca pasje, uczaca samodzielnego myslenia
    (juz widze ilu ludzi ma przemyslenia odnosnie klonowania czy genetycznej
    modyfikacji zywnosci), oferujaca w kazdym przedmiocie wiedze na najwyzszym
    poziomie, to marzenie, ladne ale marzenie

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 09:36
    szkola jaka wy malujecie - rozbudzajaca pasje, uczaca samodzielnego
    myslenia
    > (juz widze ilu ludzi ma przemyslenia odnosnie klonowania czy
    genetycznej
    > modyfikacji zywnosci), oferujaca w kazdym przedmiocie wiedze na
    najwyzszym
    > poziomie, to marzenie, ladne ale marzenie

    Nikt z nas nie twierdzi, że szkoła jest idealna. Bo nie jest, jak
    nic na tym świecie. Ale samo zapoznanie się z różnymi sposobami
    przekazywania wiedzy, nawet wtedy, ggdy ten szkolny jest kulawy,
    daje uczniowi możliwość oderwania się od schematów myślowych
    przekazywanych w domu. Na tej samej zasadzie zalecam studentom, by
    przygotowywali się do egzaminu z dwóch równoległych podręczników,
    obejmujących ten sam materiał. Nie chodzi o to, że jeden podręcznik
    jest lepszy, drugi gorszy, oba są niezłe, tylko o to, że każdy z
    nich te same zagadnienia ujmuje trochę inaczej. Dzięki temu studenci
    mogą, porównując odpowiednie fragmenty podręczników, przemyśleć
    sprawę samodzielnie, a nie klepać bezmyślnie formułki z jednego
    podręcznika. Nawet najlepszego.
    Ponadto szkoła, nawet zła, uczy w praktyce zachowania się w różnych
    sytuacjach. Także z posiadania złych nauczycieli albo głupiego
    dyrektora można wynieść pewnien pożytek (o ile nie będzie to
    zdecydowana większość nauczycieli), bo dziecko dowiaduje się, jak
    żyć mając głupich przełożonych i jak się zachować wtedy, gdy
    dotykają go głupie rozporządzenia. Taka sytuacja może zdarzyć się
    każdemu, nawet jeśli całe życie spędzi na farmie nie mając nad sobą
    bezpośredniego szefa. Nie uchroni go to przed głupimi ustawami czy
    rozporzędzanimi wyższego rzędu, głupi może być burmistrz, wójt czy
    jakiś inny urzędnik.

    Obecni na formum zwolennicy ED dokonują podobnego zabiegu, jaki
    zarzucają nam. Twierdzą, że ED to właśnie jakiś raj uczący
    samodzielnego myślenia i rozbudzający pasję. Otóż nie, bo nie ma
    takiej możliwości, by sama miłość i zaangażownie rodziców zastąpiło
    ich niekompetencję.


    Ilu młodych ludzi ma przemyślenia na temat aborcji albo klonowania?
    Na etapie 12 lat może nie ma, ale nie o to chodziło w poście
    misekdomeka. Chodziło o to, że matka ucząca dziecko sama, która nie
    widzi potrzeby uczenia dziecka chemii i fizyki, bo to są jakieś
    wzory, które wkuwa się nie wiadomo, po jaką cholerę, (tak się
    wyraziła) nie przekaże dziecku wiedzy potrzebnej do tego, by mogło
    przemyśleć te sprawy w sposób świadomy, gdy będzie musiało.
  • 05.10.09, 09:51
    rybko, ale piszesz o studentach
    a ja nie kojarze podawania podrecznikow do wyboru w podstawowce??

    i w czym sa lepsze "schematy myslenia" zmeczonej 30letnia kariera pani od
    historii, ktora od X lat prowadzi te same lekcje i robi te same klasowki,
    zadajac te same pytania od schematow matki czy ojca?

    ja nie twierdze ze ED to raj, uwazam, ze to fajna alternatywa, jesli rodzic ma
    checi i czas, imo to ciezka praca jest
    sama pociagnelabym tylko podstawowke, bo mam intuicyjnie poczucie, ze dziecku
    nieco szkoly sie przyda, do gimnazjum czy liceum wypchnelabym juz
    pierwsze milosci, kolka przyjaciol, jakies klotnie, caly ten towarzyski balagan
    tez ma swoja wartosc



    brr, i ta kontrola w kazdym prawie poscie
    jesli tak to widzicie, to faktycznie jakies wypaczone macie spojrzenie

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 10:06
    czytaj ze zrozumieniem. Tak samo, jak student odniesie pożytek,
    jeśli o bitwie pod Grunwaldem przeczyta w dwóch różnych
    podręcznikach ujmujących różnie to zagadnienie, tak samo i uczeń
    odniesie pożytek, jeśli zetnie się ze schematem myślenia "zmeczonej
    30letnia kariera pani od
    > historii, ktora od X lat prowadzi te same lekcje i robi te same
    klasowki," ze schemtem myślenia matki czy ojca. Bo przecież nikt nie
    broni ojcu czy matce, jeśli mają jakąś wiedzę, rozmawiać z dziećmi o
    tym, czego nauczyły się w szkole. Nawet jest to wskazane.

    Doświadczenie domowej edukacji przeżyłam: mój ojciec, który był
    (jest, chwała Bogu żyje) wybitnym specjalistą od literatury
    polskiej, ale także łaciny, postanowił mnie uczyć łąciny w domu.
    Miał z pewnością dobre przygotowanie, wiedzę, zaangażowanie etc. Ale
    ja nie potrafiłam zaakceptować ojca w roli nauczyciela i totalnie
    olewałam te lekcje. Po paru latach rodzice uznali, że to nie ma
    sensu, i zorganizowali mi prywatne lekcje u dobrej ektorki. Tam już
    uczyłam się z zaangażowaniem.
  • 05.10.09, 10:22
    tak, czytalam o Twoim ojcu juz wczesniej
    i jest w zgodzie z tym co napisalam, ludzie przygotowani do nauczania uczyc w
    domu nie powinni, a na pewno nie swoja rodzine
    przykro mi, ze takie masz doswiadczenie, ale przenoszenie tego na ED w calosci
    to nieporozumienia


    a moja inteligencja cierpi, bo nadal nie rozumiem o co wam chodzi ze schematami
    myslenia,
    o ile studenta porownujacego podreczniki i rozne interpretacje faktow czy rozne
    wnioski czy rozny ciezar kladziony przez autora widze oczami wyborazni, to
    dziecka zupelnie nie
    btw nie znam rodzicow dzieci chodzacych do szkoly, ktorzy swoje dzieci
    doksztalcaja, wiec porownywanie owych schematow to tez raczej pobozne zyczenie
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 10:25
    btw nie znam rodzicow dzieci chodzacych do szkoly, ktorzy swoje
    dzieci
    > doksztalcaja, wiec porownywanie owych schematow to tez raczej
    pobozne zyczenie

    dzieci nie trzeba "dokształcać". Z dziećmi trzeba po prostu
    rozmawiać o tym, co przeżywają. A że przeżywają szkołę, to się
    rozmawia o tym, co było w szkole. I nie rozumiem, jak można tego nie
    robić.
  • 05.10.09, 09:57
    Ilu młodych ludzi ma przemyślenia na temat aborcji albo klonowania?
    Na etapie 12 lat może nie ma, ale nie o to chodziło w poście
    misekdomeka. Chodziło o to, że matka ucząca dziecko sama, która nie
    widzi potrzeby uczenia dziecka chemii i fizyki, bo to są jakieś
    wzory, które wkuwa się nie wiadomo, po jaką cholerę, (tak się
    wyraziła) nie przekaże dziecku wiedzy potrzebnej do tego, by mogło
    przemyśleć te sprawy w sposób świadomy, gdy będzie musiało.


    wiesz, zrozumialam jego posta, nie pisal ani on ani ja o 12latkach
    ale wszyscy moi znajomi sa ksztalceni w szkolach i wiekszosc nie ma dokladnie
    zadnego zdania na wymienione przez niego zagadnienia, no aborcja jest w polsce
    tematem przerobionym, malo tego, sadze ze gdyby przyszlo im wyrobic sobie zdanie
    o genetycznie modyfikowanej zywnosci tez siegneliby do netu
    i pewnie polegli, tyle jest sprzecznych informacji


    a jak ewentualna niechec matki do fizyki i chemii ma zawazyc na umiejetnosci
    swiadomego przemysliwania o czyms przez dziecko, to juz zupelnie nie rozumiem??
    pomijam kwestie, ze jesli czegos nie lubie czy nie umiem, to szukam zastepstwa
    na zajecia




    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 10:12
    jesli czegos nie lubie czy nie umiem, to szukam zastepstwa
    > na zajecia

    Agnieszka zamierza przerobić program fizyki i chemii w zakresie
    szkoły podstawowej na wieczorowym kursie i po tej doniosłej edukacji
    uczyć tych przedmiotów dziecko.

    a jak ewentualna niechec matki do fizyki i chemii ma zawazyc na
    umiejetnosci
    > swiadomego przemysliwania o czyms przez dziecko, to juz zupelnie
    nie rozumiem??

    ano tak, że matka, która chemii i fizyki nie lubi i dobrze nie zna
    będzie jeszcze mniej kreatywnym nauczycielem niż zmęczona 30letnią
    karierą nauczycielka, która jednak jakąś wiedzę z tego przedmiotu
    posiada i wybrała jako przedmiot studiów właśnie fizykę, a nie
    polonistykę, więc można sądzić, że fizyka bardziej ją interesowała.

    sadze ze gdyby przyszlo im wyrobic sobie zdani
    > e
    > o genetycznie modyfikowanej zywnosci tez siegneliby do netu
    > i pewnie polegli, tyle jest sprzecznych informacji
    >
    ale jeżeli nie będą znali podstawowych pojęć, to tych sprzecznych
    informacji nie będą w stanie zrozumieć.
  • 05.10.09, 10:15
    > ano tak, że matka, która chemii i fizyki nie lubi i dobrze nie zna
    > będzie jeszcze mniej kreatywnym nauczycielem niż zmęczona 30letnią
    > karierą nauczycielka, która jednak jakąś wiedzę z tego przedmiotu
    > posiada i wybrała jako przedmiot studiów właśnie fizykę, a nie
    > polonistykę, więc można sądzić, że fizyka bardziej ją interesowała.

    ale jak??? to wplywa na umiejetnosc budowania wlasnych osadow?? dlaczego w ogole
    zakladacie, ze ED odziera z samodzielnosci myslenia i umiejetnosci wyciagania
    wnioskow??
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 10:27
    dlaczego w ogol
    > e
    > zakladacie, ze ED odziera z samodzielnosci myslenia i umiejetnosci
    wyciagania
    > wnioskow??

    dlatego, że wszystko podaje jeden nauczyciel, który zarazem jest
    matką. Czyli dziecko ma bardzo ograniczoną możliwość spotkania się z
    innymi poglądami i schematami myślenia, niż schemat myślenia matki.
  • 05.10.09, 15:48
    Bardzo proste. dziecko wychowane w domu - przykladowym - gdzie
    uznaje się, ze nauki humanistyczne sa bardziej rozwijające od
    matematyki, gzie wielbi się Mickiweicza, a nie przepada za
    Słowackim, gzie woli się prozę od poezji itd itd. może albo przyjąć
    to, co mu dom przekazuje, albo sie demonstracyjnie zbuntować. Nie ma
    natomiast szans spotkać kogoś, kto ma całkowicie inne upodobania i
    poglady i kto pokaze mu, ze można mysleć zupelnie inaczej, a wcale
    nie gorzej. Dziecko, ktore ma szanse wysluchac tylko jednej
    interpretacji zjawisk moze wprawdzie wiedziec, ze sa ludzie, ktorzy
    mysla inaczej - ale dopiero spotkanie na swojej drodze takich ludzi
    pozwala mu wyrobic sobie wlasne, niezalezne od rodzicow poglady.
    Spotyka sie tez z bardzo róznymi systemami oceny - czego dom nie
    jest w stanie mu zapewnić, a to tez bardzo rozwija. Dom podsuwa
    dziecku lektury, czy dziedziny zainteresowań i tego zadna szkola nie
    odbierze. Natomiast to samo dziecko nie zetknie się z innymi
    lekturami czy zainteresowaniami, z ktorym spotka się nawet w slabej
    szkole.
    A co do dziecięcych zainteresowan, Pokemonow itd. Sa one niewazne
    dla doroslych i bardzo wazne dla dzieci - dzieci nie moga zyć w
    kregu doroslych zainteresowań. Dlaczego nikt nie twierdzi, ze
    dorosemu czlowiekowi rowieśnicy i wlasne srodowisko sa niepotrzebne,
    powinna mu wystarczyć rodzina? Dziecku tez nie wystarcza.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 05.10.09, 16:42
    srebrnarybka napisała:


    > > o genetycznie modyfikowanej zywnosci tez siegneliby do netu
    > > i pewnie polegli, tyle jest sprzecznych informacji
    > >
    > ale jeżeli nie będą znali podstawowych pojęć, to tych sprzecznych
    > informacji nie będą w stanie zrozumieć.

    O to to. Nie mówiąc o tym, że dobra szkoła powinna pomóc nauczyć
    odróżniać źródła wiarygodne od niewiarygodnych. Zwłaszcza, że tych
    ostatnich w internecie co niemiara.

    Pewnie, że nierzadko szkoła tego nie zrobi, ale jakoś w sumie
    bardziej nią wierzę niż w przeciętnych rodziców. Fora
    wystarczy poczytać, albo gazety nawet codzienne, by zobaczyć, jak
    wielu ludzi jest przekonanych, że szczepionki szkodzą, w czasie
    burzy i podczas miesiączki ogórki kiszone nie wychodzą, witamina C w
    soku jest dobra a kwas askorbinowy zły (to ostatnie z Gazety
    Wyborczej), a chemia to tylko kucie tablicy Mendelejewa, które nie
    ma odniesienia do rzeczywistości.


    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry
    zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu.

    Za Kopalińskim
  • 05.10.09, 16:52
    Nieprzecietni rodzice sa jeszcze gorsi... Bo nawet najwieksza wiedza
    jednego czlowieka nie wystarcza - a "nieprzecietni" rodzice sa
    zazwyczaj tak przekonani o swojej wyzszości, ze przekonuja dziecko,
    iz tylko informacje od nich sa wiarygodne.
    Gorzej - jesli rodzice sa jedynym xrodlem wiedzy, to ucza dziecko
    jednego z dwojga - albo w wersji hard , ze cala reszta swiata jest
    niewiarygodna - i dlatego szkola jest zła, albo w wersji light - że
    wszystko to co mowia, jest prawdą, bo sa przeciez dorosli i wiedza -
    nie uczac tym samym dziecka krytycyzmu i umiejetnosci porownywania
    dwoch róznych pogladów.
    dziś moj syn przyniosł ze szkoły dwoje zpolskiego, z najglupdzej
    kartkowki wszechczasów, czyli testu - ile rozdziałó licza "Kamienie
    na Szaniec", odzanaka druzyny harcerskiej bohaterow, ktora nigdy nie
    powstała miala być a/ cyfra 23 w trojkącie, b. cyfra 23 w kole, c.
    cyfra 13 w trójkącie. d. cyfra 13 w kole. Czy moj syn wyniosł z tego
    nauke - tak - dowiedział się, ze dorosli bywaja bezdennie głupi i ze
    nie z każda oceną jego dokonań nalezy się liczyć . Bardzo cenna
    nauka.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 05.10.09, 17:14
    verdana napisała:

    > Nieprzecietni rodzice sa jeszcze gorsi... Bo nawet najwieksza
    wiedza
    > jednego czlowieka nie wystarcza

    Też racja. Jednak posiadanie dużej wiedzy często wiąże się ze
    świadomością ograniczeń, więc rodzice o dużej wiedzy mogą mieć
    lepszą świadomość, czego nie wiedzą. Ale dobrze ukierunkowana
    rozmaitość to imho najlepsze wyjście.

    Fajna ta kartkówka uncertain
    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry
    zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu.

    Za Kopalińskim
  • 05.10.09, 17:27
    Ja mam jeszcze taka refleksje na temat rodzicow: mimo lat spedzonych
    w wielokulturowym spolecznestwie wciaz nie moge pojac skad sie w
    rodzicach innych kultur bierze ta nieslychana pewnosc siebie
    pozwalajaca im wybierac wspolmalzonkow dla swoich dzieci, bez
    zadnych watpliwosci! Ja mam watpliwosci co do wlasnego wyboru w tym
    wzgledzie wink a coz dopiero gdybym miala wybrac meza dla mojej corki
    i zony dla moich synow - ilez pychy trzeba miec w sobie by podjac
    sie takiego zadania. W sumie podobnie mysle o homeschooling. Jakaz
    trzeba miec pewnosc siebie zeby w dzisiejszym swiecie zakladac, ze
    JA i tylko JA jestem wystarczajacym nauczycielem dla mojego dziecka.
    Pisze o dziesiejszym swiecie, bo kompleksowosc wiedzy biologiczno-
    chemicznej, techniki i technologii, wysoki poziom abstrakcji dziel
    literackich, plastycznych i muzycznych sa tak oczywiste, ze trudno
    doprawdy spodziewac sie i oczekiwac by jakakolwiek jednostka byla w
    stanie taki caloksztalt wytlumaczyc, przekazac, wprowadzic w sposob
    zrozumialy i sensowny w swiat rozwijajacego sie dziecka.
    Niektore malzenstwa aranzowane przez rodzicow maja sie dobrze i
    ludzie sa szczeslwi, zapewne niektore dzieci uczone wylacznie w domu
    tez beda mialy sie dobrze i poradza sobie w swiecie, ktory przed
    nimi ALE uwazam, ze jest to zwiekszone ryzyko niepowodzenia i
    jako "cykor" w takich sprawach jak bym takiego ryzyka nie podjela.
    Bo ryzykowalabym nie moim wlasnym niedostosowaniem ale
    niedostosowaniem mojego dziecka!
  • 05.10.09, 17:52
    > Pisze o dziesiejszym swiecie, bo kompleksowosc wiedzy biologiczno-
    > chemicznej, techniki i technologii, wysoki poziom abstrakcji dziel
    > literackich, plastycznych i muzycznych sa tak oczywiste, ze trudno
    > doprawdy spodziewac sie i oczekiwac by jakakolwiek jednostka byla w
    > stanie taki caloksztalt wytlumaczyc, przekazac, wprowadzic w sposob
    > zrozumialy i sensowny w swiat rozwijajacego sie dziecka.

    hm, dzieci z bullerbyn, proste funkcje, robotki na szydelku to zakres
    podstawowki mniej wiecej
    sporo odbiega od tego o czym piszesz

    zreszta, ja postrzegam ED jako ogromny wysilek dla rodzica, plus wielojezycznosc
    tez na tym straci, wiec o ile wiedzy by mi wystarczylo zapewne, to naklady pracy
    chyba by mnie przerosly
    wole sie skupic na poszkolnym czasie i wypelnic go ciekawie, ale idea ED podoba
    mi sie bardzo i widze jej zalety
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 18:13
    donkaczka napisała:

    > hm, dzieci z bullerbyn, proste funkcje, robotki na szydelku to
    zakres
    > podstawowki mniej wiecej
    > sporo odbiega od tego o czym piszesz
    >

    No dobra, ale podstawowka nie konczy nie na 3 klasie smile
    Nie zapomne projektu wulkanu i oazy, ktora moj syn robil chyba w 5
    czy 6 klasie. Poczynajac od technicznego rozplanowania na blue
    prints, poprzez caly historyczno-geograficzno-biologiczny podklad
    teoretyczny i fizyczno-chemiczne doswiadczenia az po zbudowanie
    faktycznego modelu, ktory dzialal. Do tego doszly prezentacje w
    szkole poswiecone kulturom ludow zyjacych tam gdzie te pustynie i
    wulkany polaczone z muzyka i jedzeniem - mniam smile
    To jest maciupenki przyklad na zupelnie marginalna prace wykonana w
    szkole, do ktorej potrzebna byla mojemu dziecku (wtedy w
    podstawowce!) KOMPLEKSOWA wiedza z kilku dziedzin przedstawiona Mu w
    przystepny sposob i wykorzystana tak zeby On mial poczucie, ze owa
    wiedza ma praktyczne zastosowanie.
    Ja bym pewnie nawet i taki schemat mogla wymyslic i moze nawet (z
    pomoca google wink ) bylabym w stanie zaplanowac kolejne etapy takich
    lekcji z historii, literatury, geografii, fizyki, chemii, historii
    kultury, jezyka, plastyki zeby moj syn skonczyl z podobnym modelem
    ALE nie bylabym Mu w stanie zapewnic wspolpracy z dwudziestka
    innych "budowniczych" (moja corka budowala na szkolnym backyard'zie
    piramide a potem samochod na solar power - wszystko w podstawowce)
    tudziez pozbawilabym Go mozliwosci calej kulturowej oprawy dostepnej
    wylacznie w WIEKSZYM GRONIE. W imie czego? Przekonania, ze mama wie
    lepiej? Ja nie mam takiego przekonania - o zadnej mamie zreszta wink

    > zreszta, ja postrzegam ED jako ogromny wysilek dla rodzica, plus
    wielojezycznos
    > c
    > tez na tym straci, wiec o ile wiedzy by mi wystarczylo zapewne,

    Chyla czola, mnie by nie wystarczylo.

    to naklady prac
    > y
    > chyba by mnie przerosly
    > wole sie skupic na poszkolnym czasie i wypelnic go ciekawie, ale
    idea ED podoba
    > mi sie bardzo i widze jej zalety

    Mnie sie idea homeschooling nie podoba ale rozumiem, ze sa
    okolicznosci (wspomniane wczesciej), w ktorych bywa to jedyne
    wyjscie. Ogolnie to ja mam dzieci "dla swiata", nie dla siebie wink
    Wiec niech i ten swiat wspoluczestniczy w Ich nauce, rozwoju ...
  • 04.10.09, 16:58

    srebrnarybka napisała:
    > To jakaś fajna praca, jeżeli za 6 godz. pracy dziennie można
    > utrzymać 3 osoby.

    Tak, da sie utrzymac 3 osoby, a nawet 4 smile, to bardzo fajna praca,
    maz ja uwielbia - pracuje z konmi wyscigowymi Sheikh-a Mohammeda,
    wladcy Dubaju.
    en.wikipedia.org/wiki/Mohammed_bin_Rashid_Al_Maktoum





    --
    www.dzikiedzieci.pl/

    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 17:05
    Pozdrów ode mnie szejka.
    Skądinąd ciekawe sformułowanie "pracuje z końmi wyścigowymi". Fajnie
    mieć takich kolegów.
    Aha, a może w ogóle zamieszkalibyście w Dubaju? Myślę, że tam w
    ogóle nie ma obowiązku szkolnego dla dziewczynek i z pewnością nie
    muszą studiować. Więc po prostu wydacie córkę za jakiegoś szejka i
    nie będzie przeszkadzało, że nie zna ułamków i nie słyszała o prawie
    Ohma.
  • 04.10.09, 17:12

    srebrnarybka napisała:

    > Pozdrów ode mnie szejka.

    jasne wink

    > Skądinąd ciekawe sformułowanie "pracuje z końmi wyścigowymi".
    Fajnie
    > mieć takich kolegów.

    A jeszcze fajniej miec takiego meza smile
    I tak troszke za duzo tu sie na forum otwieram, nie czuje sie z tym
    zbyt komfortowo, takze gdzie nie musze, tam sie w szczegoly nie
    wdaje smile.

    > Aha, a może w ogóle zamieszkalibyście w Dubaju? Myślę, że tam w
    > ogóle nie ma obowiązku szkolnego dla dziewczynek i z pewnością nie
    > muszą studiować. Więc po prostu wydacie córkę za jakiegoś szejka i
    > nie będzie przeszkadzało, że nie zna ułamków i nie słyszała o
    prawie
    > Ohma.

    Noooo, to jest jakas mysl wink, przemysle to wink.

    --
    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 04.10.09, 14:54
    Pisałaś gdzieś o chodzeniu z dziećmi do muzeów, na wystawy,
    koncerty, do teatru etc., co ma zastąpić systematyczną naukę
    historii i pewnie jeszcze czegoś (iteratury sztuki, muzyki) i
    stwierdziłaś, że to wymaga od rodziców kreatywności. Otóż żadnej
    kreatywności nie wymaga. Chodzenie do teatru, kina, na wystawy,
    koncerty, zwiedzanie zabytków, czytanie książek, słuchanie muzyki to
    normalne zachowania ludzi inteligentnych, którzy mają jakieś
    zainteresowania. I jest normalne, że w tego rodzaju przedsięwzięcia
    wciąga się dzieci, gdy tylko są już odpowiednio dojrzałe. Bo to
    chyba normalne, że część wolnego czasu spędza się z dziećmi, a
    wyjście do kina albo na wystawę jest bardziej atrakcyjnym spędzeniem
    wolnego czasu, niż siedzenie przez TV albo granie w grę komputerową.
    A nawet jeśli dziecko jest jeszcze za małe, to widzi, że rodzice coś
    takiego robię i może (oczywiście nie musi) nabrać takiego nawyku, a
    przynajmniej się z nim zapoznać. Zawsze powtarzam, że znacznie
    cenniejszym doświadczeniem mojego dzieciństwa był fakt, że rodzice
    raz na miesiąc-półtora wieczorem zostawiali mnie pod opieką babci i
    wychodzili do teatru, niż gdyby nie wychodzili, żeby nie narażać
    mnie na rzekomy lęk separacyjny, którego zresztą nie miałam. Bo w
    ten sposób od dziecka przyzwyczaiłam się, że ludzie dorośli chodzą
    do teatru, rodzice po powrocie opowiadali mi o przedstawieniach
    (czasem było to trudne, bo nie każda sztuka dla dziecka się nadaje),
    zatem już jako 4-5 latka wiedziałam, co to scena, widownia, kurtyna
    etc. Jak raz było przedstawienie dla dzieci, to ojciec mnie zabrał,
    ale ja już i tak wiedziałam, co to jest teatr i bardzo byłam tego
    ciekawa. To nie wynikało z żadnej kreatywności moich rodziców i nie
    był to żaden homeschooling. Po prostu rodzice realizowali swoje
    zainteresowania, a ja dzięki temu miałam okazję zapoznać się z tą
    sferą doznań, która ich interesowała.
  • 04.10.09, 19:57
    srebrna rybko, domyslam sie, ze piszesz do mnie

    a domyslam sie, bo uzylas slow, ktorych ja uzylam w swoim poscie -
    kreatywnosc, muzeum
    niestety to, co napisalas zupelnie, by mnie nie nakierowalo, bo piszesz cos obok
    mojej wypowiedzi, jakbys nie posiadla umiejetnosci opanowywanej w podstawowce -
    czytania tekstu ze zrozumieniem



    > Pisałaś gdzieś o chodzeniu z dziećmi do muzeów, na wystawy,
    > koncerty, do teatru etc., co ma zastąpić systematyczną naukę
    > historii i pewnie jeszcze czegoś (iteratury sztuki, muzyki)
    > stwierdziłaś, że to wymaga od rodziców kreatywności.

    serio tak napisalam?
    ze ma zastapic i ze samo chodzenie do teatru wymaga kreatywnosci?
    bo czytam i czytam swoja wypowiedz i jak wol mi wychodzi, ze kreatywnosci
    wymagaja ciekawe zajecia w ramach ED, a wyjscia w teren sa elementem i urozmaiceniem
    i Twoje wnioski wyciagniete z mojej wypowiedzi to duze naciaganie i nieporozumienie

    chyba sie tak zapetlilas w checi skrytykowania wszystkiego co tu padnie w
    obronie ED, ze az zalosnie wyszlo

    BTW wlasnie dzis bylam w teatrze
    nie sama
    z dziecmi
    z 2latka i 3latka, nie musze slucha opowiesci o kurtynie i aktorach, znaja to z
    autopsji, a nie bylo to nasze pierwsze wyjscie do teatru


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 01:03
    kreatywnosci
    > wymagaja ciekawe zajecia w ramach ED, a wyjscia w teren sa
    elementem i urozmaic
    > eniem

    kreatywności wymagają każde zajęcia. Przy czym łatwiej o kreatywność
    dobrze przygotowanemu profesjonaliście nauczycielowi, niż
    powierzchownie znającemu temat rodzicowi.

    Nikt nie broni rodzicom zabierać do muzeów, na koncerty i do teatru
    dziecka, które chodzi do szkoły. Co więcej, dziecko, które jest
    sensownie prowadzane na takie imprezy, może potem szybciej uczyć się
    do szkoły, bo pomaga mu w tym wiedza zdobyta pozaszkolnie. Półtorej
    godziny temu skończyłam z przyszywanym bratankiem powtórkę przed
    klasówką z historii. Fajnie, że po to, by wytłumaczyć mu, jak były
    rozplanowane miasta średniowieczne, mogłam odwołać się do przykładów
    miast, które zwiedzaliśmy wspólnie podczas wycieczek w ciągu
    ostatnich dwóch lat. Gdybym tego przykładu na podorędziu nie miała,
    powtórka trwałaby dużo dłużej.

    BTW wlasnie dzis bylam w teatrze
    > nie sama
    > z dziecmi
    > z 2latka i 3latka, nie musze slucha opowiesci o kurtynie i
    aktorach, znaja to z
    > autopsji, a nie bylo to nasze pierwsze wyjscie do teatru

    Roczne dziecko wysiedziało w teatrze całą sztukę? Ze dwie godziny? I
    mam nadzieję, że była to sztuka dla dzieci, a nie "Dialogi penisa"?
    Zresztą rocznemu dziecku wszystko jedno, czy każą mu siedieć
    spokojnie na "Dialogach penisa" czy na "Królewnie Śnieżce", bo i tak
    nic z tego nie rozumie. Ale 3latka już bym na "DP" nie prowadziła.

    Do teatru lalkowego chodziłam jako małe dziecko, nie pamiętam, czy
    miałam 3 czy 4 lata. Byłam tam wielokrotnie w najwcześniejszym
    dzieciństwie. W teatrze "dorosłym" w wieku przedszkolnym byłam tylko
    raz na "Czerwonym kapturku". Mieszkaliśmy wtedy w mieście, gdzie był
    tylko jeden "dorosły" teatr i sztuki dla dzieci były tam rzadko. Jak
    się pojawiła - rodzice mnie tam zaprowadzili. Natomiast uważam za
    bardzo cenne doświadczenie również to, że rodzice wychodzili do
    teatru sami i potem mi o tym opowiadali. Miałam okazję zaobserować,
    że ich to interesuje i że jest to sposób spędzania czasu wolnego
    przez dorosłych kulturalnych ludzi. Gdyby rodzice chodzili do teatru
    wyłącznie ze mną na "Czerwonego kapturka", nie miałabym okazji tego
    zauważyć, bo nic na to nie poradzę, że najlepiej nawet zagrany "Czk"
    nie jest w stanie wzbudzić u dwojga wykształconych polonistów,
    jednego w randze wówczas docenta, takich przeżyć intelektualnych,
    jak "Tango" Mrożka, i że na "Czerwonym kapturku" postrzegałam ojca
    raczej w roli konwojenta niż widza. Ale wiedziałam, że on ma swoje
    dorosłe sztuki, które ogląda z takim samym zainteresowaniem, jak
    ja "Czerwonego kapturka".
  • 05.10.09, 09:03
    i znow czytasz jednym okiem i odpowiadasz obok tematu

    nie mam roczniaka, mam 8miesieczniaka, spacerowal w parku w tym czasie
    2latka i 3latka byly w teatrze, sztuka dla dzieci, trwa godzine
    3latka cala obejrzala i byla zachwycona, 2latka wyszla po 40 minutach, bo nie
    kaze dzieciom siedziec spokojnie, ogladaja albo wychodza, jak chca
    i nie uwazam, ze dziecku jest wszystko jedno przed czym jest posadzone, wtedy
    sadzalabym je przed cartoon network, zamiast kupowac bilety, jechac 40
    kilometrow w jedna strone cala ekipa i miec zajecie na pol niedzieli


    czy naprawde uwazasz, ze dla rozbudzenia zainteresowan u dzieci niezbedne jest
    obserwowanie co interesuje rodzicow? ja tego tak nie widze, moi rodzice zadnych
    zainteresowan nie mieli, ja mam ich sporo na szczescie
    no i jesli tak, to nie ma cudow, zanikna niektore niszowe hobby smile


    kretywny nauczyciel profesjonalista smile chyba dawno do szkoly chodzilas, o takich
    nauczycielach sie legendy opowiada, a nie spotyka ich w szkolach
    niestety
    i to jest dla mnie argument za ED wlasnie, dzis nauczycielami zostaja
    najczesciej ludzie bez powolania i pomyslu na zawod, tych ktorzy prowadza lekcje
    z zaangazowaniem jest niewielu, nawet nie kazda szkola takiego pasjonata ma
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 09:54
    nie mam roczniaka, mam 8miesieczniaka,

    napisałaś, że byłaś w teatrze z dwulatką nie po raz pierwszy, zatem
    bywała tam przed ukończeniem dwóch lat.

    2latka wyszla po 40 minutach, bo nie
    > kaze dzieciom siedziec spokojnie, ogladaja albo wychodza, jak chca

    podejrzewam, że 2latki częście chcą wychodzić, bo dla 2latka
    obejrzenie całej sztuki jest za trudne. Nie rozumie przecież fabuły.

    naprawde uwazasz, ze dla rozbudzenia zainteresowan u dzieci
    niezbedne jest
    > obserwowanie co interesuje rodzicow? ja tego tak nie widze, moi
    rodzice zadnych
    > zainteresowan nie mieli, ja mam ich sporo na szczescie
    > no i jesli tak, to nie ma cudow, zanikna niektore niszowe hobby smile

    nie jest niezbędne, ale może być wartościowym doświadczeniem. Myślę,
    że to, że obserwowałam moich rodziców zarówno w roli opiekunów, gdy
    chodzili ze mną do teatru kukiełkowego, jak i w roli widzów, gdy
    chodzili na dorosłe przedstawienia, zresztą odkąd się dało,
    zabierali także mnie, było wartościowym doświadczeniem. Nie jestem
    taką skrajną zwolenniczką "modelowania", jak sun_od_the_beach, bo
    uważam, że człowiek kształtuje się dzięki rozmaitym doświadczeniom,
    a nie jest wierną kopią rodziców, ale z pewnością jest pożyteczne,
    jeśli widzi zachowania rodziców godne naśladowania. Tak z
    ciekawości: moi rodzice zmuszali mnie do oglądania filmów
    przyrodniczych, zwykle o owadach w trawie, w czarnobiałym TV (innych
    wtedy nie było), a ja miałam już wtedy dość poważną wadę wzroku.
    Sami jednak takich filmów nie oglądali, bo ich to nie interesowało,
    ale uważali, że dobrze, żeby dziecko oglądało takie "kształcące"
    programy. Nienawidziłam tego i nienawidzę dalej, a teatr lubię. Czy
    sądzisz, że stało się to bez wpływu przykładu rodziców? Ale np.
    zbierałam też znaczki, choć tego nie robili rodzice, tylko koledzy.
    Gdybym owych kolegów nie miała, może taki przykład nie przyszedłby
    mi do głowy. Chodzę regularnie na basen, czego moi rodzice nie
    robili nigdy, a matka nawet nie umie pływać. Jako dziecko
    towarzyszyłam ojcu, gdy grywał w tenisa i z zapałem podawałam piłki
    (bardzo to lubiłam), ale w tenisa grać nie umiem i nigdy mnie nie
    ciągnęło. Jak widać, człowiek kształtuje się w oparciu o różne
    doświadczenia. W każdym razie przykład sensownego zachowania
    rodziców, nawet, jeśli ono nie ma bezpośredniego celu wychowawczego,
    może być dla dziecka wartościowy.

    kretywny nauczyciel profesjonalista smile chyba dawno do szkoly
    chodzilas, o takic
    > h
    > nauczycielach sie legendy opowiada, a nie spotyka ich w szkolach
    > niestety
    > i to jest dla mnie argument za ED wlasnie, dzis nauczycielami
    zostaja
    > najczesciej ludzie bez powolania i pomyslu na zawod, tych ktorzy
    prowadza lekcj
    > e
    > z zaangazowaniem jest niewielu, nawet nie kazda szkola takiego
    pasjonata ma

    od 16 at uczę przyszłych nauczycieli. I wiem, że, pomijając jakieś
    niechlubne wyjątki klinicznych przypadków, są oni lepiej
    przygotowani merytoryczni do nauczania, niż rodzice bez tego
    przygotowania. Mam kontakt z wielu moimi absolwentami i radością
    widzą, że wyrośli na ludzi dużo bardziej, niż bym się tego
    spodziewała w chwili, gdy studiowali.


    Co więcej - nauczyciele to całkiem spora grupa społeczna i też
    miewają dzieci. Czy uważasz, że byliby dobrymi nauczycielami swoich
    dzieci w homeschoolingu?
  • 05.10.09, 10:08
    wnioskowanie nie jest Twoja mocna strona wink bo robisz niewlasciwe zalozenia smile
    do teatru chodzimy w tym roku, roczniaka bym na sztuke nie ciagnela
    a dziecko moze i fabuly nie rozumie, ale i tak zainteresowane jest cokolwiek z
    bajki wylapie
    tak wnioskujac to i 3-4 latka szkoda na sztuki prowadzac, czy ksiazki czytac, bo
    rozumie piate przez dziesiate z fabuly

    i zapewniam, ze jesli moja dwulatka chce wyjsc, to wychodzi smile chyba naprawde
    nie masz dzieci smile inna rzecz, ze malych dzieci jak moje w sumie nie widze w
    teatrach, chyba jak Ty rodzice wychodza z zalozenia, ze nie rozumieja, wiec po co
    dla mnie tez osluchanie z jezykiem jest wazne, wiec chodzimy



    obserwowanie rodzicow moze byc wartosciowe, ale jak widze po sobie nie jest
    niezbedne i krytyczne dla budowanie swoich zainteresowan, a juz z ED to nic
    wspolnego nie ma, wiec zostawmy to moze


    nie, nie uwazam, ze nauczyciel swoje dzieci uczyc powinien, co zreszta pewnie
    wiesz, jak i lekarz rodziny leczyc
    ba, uwazam, ze nauczyciel nidgy by sie nie zdecydowal na ED, wlasnie dlatego, ze
    jest metodycznie ukierunkowany i przygotowany, zreszta w jego wykonaniu ED
    straciloby cala swiezosc, spontanicznosc i nieszkolnosc jaka rodzic,
    zaangazowany nieprofesjonalista wlasnie zaakcentuje i to plusem ED jest



    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 10:22
    tak wnioskujac to i 3-4 latka szkoda na sztuki prowadzac, czy
    ksiazki czytac, b
    > o
    > rozumie piate przez dziesiate z fabuly

    różnica jest i to zasadnicza. 4 latek spokojnie rozumie fabułę
    zarówno książki, jak i przedstawienia, jeśli nie jest bardzo
    awangardowe, 2 latek nie. Dwulatkowi czyta się książeczki, ale
    raczej z wierszykami, a jeśli jest fabuła, to dość prosta. Raczej
    dla 2 latków są książeczki typu to jest lisek chytrusek, a to
    sikorka, a to zły wilk. Dla 3 czy 4 latków fabuły są już
    poważniejsze.
    Sama zresztą piszesz, że 2 latka znudziła się po 40 minutach -i tak
    usiedziała długo, a 3 latka przetrwała. No właśnie, bo rozumiała
    fabułę.
  • 05.10.09, 13:30
    Pomijając całą listę rozważanych za i przeciw ... ja dorzucę jeszcze dwa moje
    skromne przykłady wink
    1) Problem wchodzenia rodzica w rolę nauczyciela.
    Mój syn dość dobrze pływa. Ma 10 lat. Chodzi na zajęcia z doskonalenia pływania.
    Trenuje w grupie 10-cio osobowej. W tym samym czasie ja również sobie pływam wink
    rekreacyjnie. Nic w sumie nie stałoby na przeszkodzie, aby pływał razem ze mną,
    a nie w ramach treningu ... ale
    a) Ja nie pływam stylowo - więc wiele ode mnie by się nie nauczył
    b) Pływając ze mną 50% czasu spędziłby zapewne na zjeżdżalni i w basenie z
    bąbelkami lub obraziłby się po kilku próbach motywacji do pływania z mojej
    strony. I ostatecznie z basenu wychodzilibyśmy obje niezadowoleni.
    c) przy trenerze śmiga "w te i z powrotem" wink
    2) Rozwijanie zainteresowań innych niż rodzicielskie ...
    W IV kl SP ulubionym przedmiotem syna okazała się historia, którą ja osobiście
    nienawidziłam do końca mojej edukacji szkolnej ;-p Dlaczego historia ? "Bo Pan
    jest taki fajny !" ... Na wczesnym etapie edukacji haryzmatyczny nauczyciel jest
    często wyznacznikiem tego czy dany materiał/przedmiot spodoba się uczniom.

    Ja osobiście nie podjęłabym się ED w wypadku moich pociech. Nie czuję się na
    siłach ... z resztą ja już "wymiękałam" na etapie przedszkolnym - gdy podczas
    dłuższych chorób musiałam kreatywnie i edukacyjne zająć Młodym czas. Brakowało
    pomysłów, materiałów, wiedzy, a i grupki dzieci do kółka graniastego wink
    W pierwszych klasach sp - w wypadku nieobecności - zaległości w materiale
    nadrabialiśmy szybko i bezproblemowo. Ale nie było możliwości nadrobienia prac
    grupowych, dyskusji o lekturze czy choćby rywalizacji czyj zespół napisze
    najładniejsze opowiadanie ....

    Pozdr

  • 05.10.09, 15:51
    Kreatywni nauczyciele nie są częstym zjawiskiem, ale bywaja. Moim
    dzieciom trafilo się kilku takich, mnie troje - i powiem krótko - sa
    bezcenni.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 06.10.09, 03:51
    verdana napisała:

    > Kreatywni nauczyciele nie są częstym zjawiskiem, ale bywaja. Moim
    > dzieciom trafilo się kilku takich, mnie troje - i powiem krótko - sa
    > bezcenni.

    Ja niestety nie mialam ani jednego kreatywnego nauczyciela w podstawowce, jednego w liceum
    ale za to mialam paru nauczycieli alkoholikow wink


    --
    Nothing you become will disappoint me;
    I have no preconception that I'd like to see you be or do.
    I have no desire to foresee you, only to discover you.
    You cannot disappoint me.
  • 06.10.09, 17:55
    Ja niestety nie mialam ani jednego kreatywnego nauczyciela w
    podstawowce, jedne
    > go w liceum
    > ale za to mialam paru nauczycieli alkoholikow wink

    w podstawówce miałam co najmniej 2 przyzwoite nauczycielki,
    sensownego nauczyciela od śpiewu, w liceum kilku dobrych
    nauczycieli, przez jeden rok wybitną historyczkę, niestety potem
    poszła na emeryturę.

    Czy sądzisz, że nie zdarzają się rodzice-alkoholicy?
  • 06.10.09, 19:59

    srebrnarybka napisała:
    > Czy sądzisz, że nie zdarzają się rodzice-alkoholicy?

    Moge sie mylic, ale wydaje mi sie, ze rodzice z takim 'hobby' na ED
    raczej sie nie decyduja, bo jak tu na spokojnie kaca leczyc, kiedy
    dziecko 'nad glowa sterczy' caly bozy dzien wink.

    --
    04.11.2008 Sarah, moje szczescie.
  • 06.10.09, 20:47
    Mylisz alkohoików z pijakami. Alkoholicy bywają inteligentni i
    zaangażowani.
    Chodziło mi o wskazanie, że i rodzice nie muszą być ideałami, którzy
    bezbłędnie rozumieją swoje dzieci.
  • 05.10.09, 19:25



    Wiele z Was mylnie mysli,ze homeschooling to jest rozwijanie zainteresowan rodzicow. Wrecz przeciwnie, rodzice bacznie obserwuja dzieci po to by zorientowac sie czym one sa zaineresowane i w tym kierunku podazaja. Nauczyciele tego nie robia, bo zwyczajnie nie maja czasu by poswiecic wystarczajaco duzo czasu kazdemu uczniowi, a wiekszosc nawet checi nie ma.

    Co do plywania, chyba nikt przy zdrowych zmyslach nie uwaza ze obowiazkiem rodzica sa lekcje plywania, dzieci uczone w domu, podobnie jak te uczone w szkole zapisywane sa na przerozne zajecia sporotwe muzyczne itp Rodzice wspolnie wynajmuja sale sportowe, po to by dzieci mialy lekcje WF-u, organizuja wspolne wypady do muzeow, parkow. O ile ciekawsza jest nauka w terenie niz siedzenie w lawce i wysluchiwanie nudnych wykladow.

    Jestem zwolenniczka homeschooling i gdyby nie to,ze mieszkam za granica i obawiam sie,ze nie dam rady uczyc po angielsku zdecydowalabym sie na ta forme nauki.




    --
    Nothing you become will disappoint me;
    I have no preconception that I'd like to see you be or do.
    I have no desire to foresee you, only to discover you.
    You cannot disappoint me.
  • 05.10.09, 19:32
    A rodzice, wysylajacy dzieci do szkoly ich nie obserwują? Zaręczam,
    ze tak.
    Ale jeden czlowiek nie jest naprawe w stanie zaobserwowac
    wszystkiego - ani obiektywnie ocenić kogos, kogo kocha.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 06.10.09, 03:45
    verdana napisała:

    > A rodzice, wysylajacy dzieci do szkoly ich nie obserwują? Zaręczam,
    > ze tak.


    Ale jak? Przeciez nie ma ich na lekcji?

    System nauczania publicznego wrzuca wszystkie dzieci do jednego worka,wszystkie uczone sa w ten sam sposob. A przeciez kazde dziecko jest inne, ma swoje mocne i slabe strony. Kazde dziecko potrzebuje innego podejscia, czego szkola nie jest w stanie zapewnic. Skad bierze sie tak wielu zlych uczniow, dlaczego w kazdej klasie jest tylko paru dobrych uczniow,a reszta to przecietniaki lub gorzej? Czy mylsisz,ze az tyle mamy nieinteligentnych dzieci?
    Nie nie i jeszcze raz nie, kazde dziecko jest inteligentne inaczej,ale tego w szkole juz nie bierze sie pod uwage, tylko niektore dzieci odnajduja sie w systemie nauki spotykanym w przecietnej szkole i wlasnie te dzieci maja dobre oceny, cala reszta potrzebuje po prostu innego podejscia. I wlasnie takie indywidulane podejscie jest w stanie zapewnic rodzic uczacy w domu.




    --
    Nothing you become will disappoint me;
    I have no preconception that I'd like to see you be or do.
    I have no desire to foresee you, only to discover you.
    You cannot disappoint me.
  • 06.10.09, 18:03
    verdana napisała:
    >
    > > A rodzice, wysylajacy dzieci do szkoly ich nie obserwują?
    Zaręczam,
    > > ze tak.
    >
    >
    > Ale jak? Przeciez nie ma ich na lekcji?

    I całe szczęście. Rodzice sensownie wychowujący dzieci rozmawiają z
    nimi o tym, co one przeżywają, czyli o szkole, w której spędzają
    sporo czasu. I powinni rozmawiac o tym, czego się dzieci uczą. Jeśli
    dziecko czymś się interesuje rzeczywiście, to wyniknie to z rozmowy.
    Rodzice rozmawiają też z nauczycielami, którzy, wbrew temu, co
    sądzisz, dzieci też obserwują. Rodzice obseruwją sposób odrabiania
    lekcji przez dziecko. NIe mówiąc o tym, że w domu rozmawia się o
    takich rzeczach, jak ocena powstawnia warszawskiego, globalne
    ocieplenie, walka z terroryzmem, klonowanie, loty kosmiczne czy też
    najnowsze przedstawienie. I w trakcie takich rozmów można zauwazyc,
    co dziecko intereuje. Chyba, ze w domu w ogóle się nie rozmawia,
    tylko ogląda "Klan". Ale wtedy i homeschooling nie wyjdzie.

    dlaczego w kazde
    > j klasie jest tylko paru dobrych uczniow,a reszta to przecietniaki
    lub gorzej?
    > Czy mylsisz,ze az tyle mamy nieinteligentnych dzieci?

    Sama nazwa przeciętniaki wskazuje, że jest ich najwięcej. Wszyscy
    nie są wybitni i nie mogą być.
    Nie ma specjalnego nieszczęścia, jeśli dziecko interesuje się czymś
    pozaszkolnym tak bardzo, że ma złe stopnie z przedmiotow w szkole.
    Ale żeby uzyskać te stopnie, pewne minimum musi opanować.

    kazde dziecko jest inteligentne inaczej, ???
  • 06.10.09, 20:06
    No tak z reka na sercu - wszyscy jestesmy tacy wybitni? I dzieci
    nasze takoz? Nie przesadzajmy! Swiat (podobnie jak szkola) pelen
    jest ludzi przecietnych i "zwyczajnych". My w sumie tez tacy
    jestesmy i najczesciej takie sa wlasnie nasze dzieci, choc kazdy
    rodzic zyje w przekonaniu, ze jego dzieci sa zdecydowanie
    nieprzecietne wink Do tego tez przydaje sie szkola - do weryfikacji
    takich (niezdrowych dla owych dzieci!) przekonan. Ponadto, obcowanie
    z "przecietniakami" to jest to, co w koncu spotyka wiekszosc z nas
    (i spotka nasze dzieci) w doroslym zyciu. I nie ma sie co na to
    krzywic. Z geniuszami, nieprzecietnymi artystami czy naukowcami zyje
    sie trudno i najczesciej malo-szczesliwie; oni sami tez najczesciej
    cierpia wiecej niz przecietni (!) zjadacze chleba.
    Ja akurat uwazam, ze to, ze w szkole publicznej spotykaja sie na
    codzien dzieci smieciarzy, hydraulikow, lekarzy, polityko, malarzy
    pokojowych i malarzy artystow, kur domowych i profesorow filozofii
    to jedna z najwazniejszych zalet szkolnictwa publicznego! Ale to
    jest, oczywiscie, moje zdanie smile
  • 07.10.09, 00:14
    srebrnarybka napisała:


    > kazde dziecko jest inteligentne inaczej, ???

    przyznam ze troche niejasno sie wyrazilam
    poczytaj sobie tu
    en.wikipedia.org/wiki/Theory_of_multiple_intelligences
    --
    Nothing you become will disappoint me;
    I have no preconception that I'd like to see you be or do.
    I have no desire to foresee you, only to discover you.
    You cannot disappoint me.
  • 05.10.09, 19:39
    Wiele z Was mylnie mysli,ze homeschooling to jest rozwijanie
    zainteresowan rodz
    > icow. Wrecz przeciwnie, rodzice bacznie obserwuja dzieci po to by
    zorientowac s
    > ie czym one sa zaineresowane i w tym kierunku podazaja.

    1. Jeżeli dziecko interesuje się czymś, co nie interesuje rodziców,
    to rodzicom trudno jest to zauważyć, bo się na tym nie znają, a
    następnie podążać i rozwijać takie zainteresowanie.
    2. Do pewnego etapu edukacji dziecko nie może uczyć się tylko tego,
    co je interesuje. Bo jeśli jakiegoś dziecka nie interesuje tabliczka
    mnożenia, drugiego nauka pisania, trzecie czytanie mapy, a czwartego
    procenty i ułamki, to co z tym zrobić? Jakąś minimalną wiedzę na ten
    temat każdy mieć musi, nawet, jeśli będzie go to nudziło.

    dzieci uczone w domu, podobnie jak te uczone w szkole z
    > apisywane sa na przerozne zajecia sporotwe muzyczne itp Rodzice
    wspolnie wynajm
    > uja sale sportowe, po to by dzieci mialy lekcje WF-u,

    to po co ten homeshooling, by były takie same lekcje, jak w szkole?


    organizuja wspolne wypady
    > do muzeow, parkow.

    wszyscy zwolennicy homeschoolingu mają błędne przekonanie, że
    dziecka chodzącego do szkoły rodzice nie mogą zaprowadzić do muzeum
    albo do parku. Nie mówiąc o tym, że i szkoły to robią.

    O ile ciekawsza jest nauka w terenie niz siedzenie w lawce
    > i wysluchiwanie nudnych wykladow.

    nie wszystkiego da się uczyć w terenie. NIe da sią zrobić dyktanda,
    doświadczeń laboratoryjnych ani przeprowadzić dowodu matematycznego.
  • 05.10.09, 19:56
    > 1. Jeżeli dziecko interesuje się czymś, co nie interesuje rodziców,
    > to rodzicom trudno jest to zauważyć, bo się na tym nie znają, a
    > następnie podążać i rozwijać takie zainteresowanie.

    to trzeba sie na czyms znac, zeby zainteresowanie tematem zauwazyc? zakladam, ze
    nie interesuje mnie muzyka klasyczna, zapewne kompletnie zignoruje, ze moje
    dziecie wsluchuje sie taka muzyke, tak?
    jesli sie rodzic nie zna, sa zajecia pozaszkolne, kolka zainteresowan, szkoly
    muzyczne itp


    > 2. Do pewnego etapu edukacji dziecko nie może uczyć się tylko tego,
    > co je interesuje. Bo jeśli jakiegoś dziecka nie interesuje tabliczka
    > mnożenia, drugiego nauka pisania, trzecie czytanie mapy, a czwartego
    > procenty i ułamki, to co z tym zrobić? Jakąś minimalną wiedzę na ten
    > temat każdy mieć musi, nawet, jeśli będzie go to nudziło.

    rodzic dostaje na papierze zakres materialu do opanowania, dzieci zdaja egzaminy
    co semestr, wiec tu wolnej amerykanki nie ma

    > to po co ten homeshooling, by były takie same lekcje, jak w szkole?

    zeby wf nie polegal na rzuceniu dzieciom pilki "macie pograjcie w cos" a wfista
    zamyka sie w kanciapie na papieroska
    zeby muzyka nie polegala na wkuwaniu i odspiewywaniu jakiejs piosenki tudziez
    odgrywania jej na cymbalkach, za to mozna dzieciaki zabrac do filharmonii

    > wszyscy zwolennicy homeschoolingu mają błędne przekonanie, że
    > dziecka chodzącego do szkoły rodzice nie mogą zaprowadzić do muzeum
    > albo do parku. Nie mówiąc o tym, że i szkoły to robią.

    serio? gdzie ktos z nas tak pisze? oj z tym wnioskowaniem to sie wstrzymaj, bo
    kiepsko wychodzi
    btw to ani moi, ani znajomych dzieciakow rodzice nie chodzili z nimi do muzeow
    czy parku, szkola na wycieczkach klasowych to robila, ku niezadowoleniu
    uczestnikow zazwyczaj
    pewnie gdyby to bylo zamiats siedzenia w klasie w ramach lekcji, entuzjazm bylby
    wiekszy a zainteresowanie lepsze


    > nie wszystkiego da się uczyć w terenie. NIe da sią zrobić dyktanda,
    > doświadczeń laboratoryjnych ani przeprowadzić dowodu matematycznego.

    ze skrajnosci w skrajnosc
    ale da sie zrobic lekcje przyrody, geografii, historii, fizyki prawda? szkola
    tego nie praktykuje, bo nie ma jak, a wiedza duzo latwiej wchodzi namacalnie,
    niz kuta z kartek ksiazki w szkolnej lawce

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 20:16
    zakladam, z
    > e
    > nie interesuje mnie muzyka klasyczna, zapewne kompletnie
    zignoruje, ze moje
    > dziecie wsluchuje sie taka muzyke, tak?

    niewykluczone. Po pierwsze w domu, gdzie rodzice nie interesują się
    muzyką klasyczną, jest ona znacznie rzadziej puszczana, niż gdzie
    indziej, więc dziecko rzadko ma okazję sie wsłuchiwać, po drugie
    ludzie "głusi" na muzykę, niezauważający w niej niczego godnego
    uwagi mogą nie zauważyć tego wsłuchiwania się, bo nie przyjdzie im
    do głowy, że można się w coś takiego wsłuchiwać. Ot, dziecko się
    zagapiło, albo już śpiące.

    jesli sie rodzic nie zna, sa zajecia pozaszkolne, kolka
    zainteresowan, szkoly
    > muzyczne itp

    to nie prościej posłać do szkoły?

    2. Do pewnego etapu edukacji dziecko nie może uczyć się tylko tego,
    > > co je interesuje. Bo jeśli jakiegoś dziecka nie interesuje
    tabliczka
    > > mnożenia, drugiego nauka pisania, trzecie czytanie mapy, a
    czwartego
    > > procenty i ułamki, to co z tym zrobić? Jakąś minimalną wiedzę na
    ten
    > > temat każdy mieć musi, nawet, jeśli będzie go to nudziło.
    >
    > rodzic dostaje na papierze zakres materialu do opanowania, dzieci
    zdaja egzamin
    > y
    > co semestr, wiec tu wolnej amerykanki nie ma

    Agnieszka twierdziła, że nie ma żadnego programu i może przez 10
    lat "młucić (tak napisała) budowę dżdżownicy", jeśli uzna, że jest
    to zasadne.
    A jeżeli jest program, to nie ma żadnego podążania za
    zainteresowaniami, bo program obejmuje też takie rzeczy, które
    dziecka nie interesują i słusznie zresztą. Skądinąd na to, by
    wiedzieć, czym się interesuję, dobrze też poznać pewne dziedziny,
    którymi się znudzę, Wtedy wybieram świadomie.

    to po co ten homeshooling, by były takie same lekcje, jak w szkole?
    >
    > zeby wf nie polegal na rzuceniu dzieciom pilki "macie pograjcie w
    cos" a wfista
    > zamyka sie w kanciapie na papieroska

    owszem, miewałam taki wf (nie przez całą szkołę i nie zawsze), ale
    jeśli w szkole się coś takiego trafi, to rodzice powinni
    protestować. Moi nie protestowali, bo wf uważali za rzecz nieważną,
    ale kiedy bzdury gadała polonistka i historyczka, zorganizowali mi
    dodatkowe lektury.

    > zeby muzyka nie polegala na wkuwaniu i odspiewywaniu jakiejs
    piosenki tudziez
    > odgrywania jej na cymbalkach, za to mozna dzieciaki zabrac do
    filharmonii

    wkuwanie i odśpiewywanie piosenki ma sens jak najbardziej, bo uczy
    poprawnego śpiewania. Po szkolnym śpiewie nie zostanie się Marią
    Callas, ale można wskutek tego nieco mniej fałszować przy ognisku.
    Verdana napisała, że jej syn zainteresował się muzyką klasyczną,
    gdyż w ramach lekcji muzyki był zabierany do filharmonii. Nikt
    zresztą nie broni rodzicom dzieci chodzących do szkoły chodzić z
    nimi też do filharmonii.

    btw to ani moi, ani znajomych dzieciakow rodzice nie chodzili z nimi
    do muzeow
    > czy parku,

    to na jakiej podstawie zakładasz, że robiliby to, gdyby byli
    jedynymi nauczycielami swoich dzieci?


    ani moi, ani znajomych dzieciakow rodzice nie chodzili z nimi do
    muzeow
    > czy parku, szkola na wycieczkach klasowych to robila,


    dobrze więc, że te dzieci chodziły do szkoły, bo inaczej nie
    trafiłyby nigdy w życiu do muzeum.

    do muzeow
    > czy parku, szkola na wycieczkach klasowych to robila, ku
    niezadowoleniu
    > uczestnikow zazwyczaj
    > pewnie gdyby to bylo zamiats siedzenia w klasie w ramach lekcji,
    entuzjazm bylb
    > y
    > wiekszy a zainteresowanie lepsze

    dlaczego sądzisz, że gdyby poszli z rodzicami, bardziej by ich to
    interesowało, niż jak poszli ze szkołą?

    nie wszystkiego da się uczyć w terenie. NIe da sią zrobić dyktanda,
    > > doświadczeń laboratoryjnych ani przeprowadzić dowodu
    matematycznego.
    >
    > ze skrajnosci w skrajnosc
    > ale da sie zrobic lekcje przyrody, geografii, historii, fizyki
    prawda? szkola
    > tego nie praktykuje, bo nie ma jak, a wiedza duzo latwiej wchodzi
    namacalnie,
    > niz kuta z kartek ksiazki w szkolnej lawce

    no, nie wszystko nawet z tych przedmiotów da się zrobić w terenie.
    Jak np. przeprowadzić w terenie lekcje o geografii Afryki albo
    Australii? o DNA albo budowie ludzkiego układu trawiennego? O
    elektyrczności? Czekać na piorun?
  • 05.10.09, 20:38
    > niewykluczone. Po pierwsze w domu, gdzie rodzice nie interesują się
    > muzyką klasyczną, jest ona znacznie rzadziej puszczana,

    no tak, w szkole za to leci dosc czesto i na pewno jest okazja zainteresowanie
    dziecka wychwycic

    > to nie prościej posłać do szkoły?
    a ED to ma byc prosciej i tyle?

    > Agnieszka twierdziła, że nie ma żadnego programu i może przez 10
    > lat "młucić (tak napisała) budowę dżdżownicy", jeśli uzna, że jest
    > to zasadne.
    bo agnieszka ma luzna mysl o Ed i dala sie wam wpedzic w kozi rog nadmiarem
    pytan i udzielala szybkich i nieprzemyslanych odpowiedzi jak sadze

    > A jeżeli jest program, to nie ma żadnego podążania za
    > zainteresowaniami, bo program obejmuje też takie rzeczy, które
    > dziecka nie interesują i słusznie zresztą. Skądinąd na to, by
    > wiedzieć, czym się interesuję, dobrze też poznać pewne dziedziny,
    > którymi się znudzę, Wtedy wybieram świadomie.
    >
    > to po co ten homeshooling, by były takie same lekcje, jak w szkole?

    sa ramy programowe, ktore dziecko ma opanowac i chyba nic w tym dziwnego? za to
    jest pelna dowolnosc formy w jakiej jest material podawany i sprawdzany, tu jest
    miejsce na kreatywnosc i cos ciekawszego niz siedzenie 7x45 minut z utesknieniem
    czekajac na dzwonek i odbebniajac rozdzial z ksiazki

    i jest tez czas i sa mozliwosci na poszerzanie tych ram programowych, jesli
    widac, ze dziecko cos interesuje

    w szkole idzie sie programem ciagnac ostatki i przydeptujac wystajacych, ze
    szkoda dla tych drugich

    > protestować. Moi nie protestowali, bo wf uważali za rzecz nieważną,
    > ale kiedy bzdury gadała polonistka i historyczka, zorganizowali mi
    > dodatkowe lektury.
    bo sie na tym znali, rozumiem ze reszta ksztalconych przez owa polonistke i
    historyczke na tych bzdurach musiala poprzestac?

    wiekszosc rodzicow oprotestuje co najwyzej zbyt wysoka skladka na pzu, a
    dzieciom do zeszytow nie zaglada nawet

    > wkuwanie i odśpiewywanie piosenki ma sens jak najbardziej, bo uczy
    > poprawnego śpiewania.

    proszeeee oplulam sie ze smiechu
    dwa razy w polroczu przezycie obciachu, bo mutujacy chlopcy musza sie przemeczyc
    i odspiewac "siedza u przasniczki" na pewno podziala jako udoskonalajaca
    technike lekcja spiewu smile

    > Verdana napisała, że jej syn zainteresował się muzyką klasyczną,
    > gdyż w ramach lekcji muzyki był zabierany do filharmonii.
    wielka rzadkosc, ja sie z tym nie spotkalam, w filharmonii bywalam na wlasna reke


    > to na jakiej podstawie zakładasz, że robiliby to, gdyby byli
    > jedynymi nauczycielami swoich dzieci?
    ja tak zakladam? to Ty piszesz, ze dzieci chodzace do szkoly przeciez moga
    chodzic po lekcjach z rodzicami tu i tam
    moze i moga, wiekszosc nie chodzi, rodzice zwalaja zajmowanie sie dziecmi i ich
    edukacje na szkole
    sadze, ze tacy rodzice na bank by sie ED nie podjeli, wrecz byliby przerazeni
    pomyslem


    > no, nie wszystko nawet z tych przedmiotów da się zrobić w terenie.
    > Jak np. przeprowadzić w terenie lekcje o geografii Afryki albo
    > Australii? o DNA albo budowie ludzkiego układu trawiennego? O
    > elektyrczności? Czekać na piorun?

    to sie nazywa homeschooling, nie wide-open-space-schooling
    wychodzic mozna i robi sie to czesciej niz w szkole, bo i czasu jest wiecej i
    technicznie to lepiej wykonalne
    mozna robic blokami material, nie kawalkami po 45 minut, czyli dzis historia,
    jedziemy do muzeum, robimy po powrocie quiz itp



    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • 05.10.09, 21:09
    niewykluczone. Po pierwsze w domu, gdzie rodzice nie interesują się
    > > muzyką klasyczną, jest ona znacznie rzadziej puszczana,
    >
    > no tak, w szkole za to leci dosc czesto i na pewno jest okazja
    zainteresowanie
    > dziecka wychwycic

    - jeżei nie potrafią tego zrobić rodzice, to nie zaszkodzi stworzyć
    jeszcze dodatkową okazję w szkole. A nuż się uda?

    to nie prościej posłać do szkoły?
    > a ED to ma byc prosciej i tyle?

    jeżeli ten sam efekt (np. lekcję wf) można osiągnąć mniejszym
    wysiłkiem, to nie widzę powodu do wysiłku zbędnego. Lepiej ten
    wysiłek spożytkować w innym sensownym kierunku.

    bo agnieszka ma luzna mysl o Ed i dala sie wam wpedzic w kozi rog
    nadmiarem
    > pytan i udzielala szybkich i nieprzemyslanych odpowiedzi jak sadze

    ale niektórym poglądy Agnieszki się podobały.

    sa ramy programowe, ktore dziecko ma opanowac i chyba nic w tym
    dziwnego? za to
    > jest pelna dowolnosc formy w jakiej jest material podawany i
    sprawdzany, tu jes
    > t
    > miejsce na kreatywnosc i cos ciekawszego niz siedzenie 7x45 minut
    z utesknienie
    > m
    > czekajac na dzwonek i odbebniajac rozdzial z ksiazki

    już widzę tę dowolność i kreatywność w nauczaniu ortografii albo
    tabliczki mnożenia.

    i jest tez czas i sa mozliwosci na poszerzanie tych ram
    programowych, jesli
    > widac, ze dziecko cos interesuje

    nic nie stoi na przeszkodzie, by rodzice dzieci chodących do szkoły
    to robili.

    w szkole idzie sie programem ciagnac ostatki i przydeptujac
    wystajacych, ze
    > szkoda dla tych drugich

    w ten sposób wystający uczą się pracy w zespole. To się przyda
    każdemu.

    protestować. Moi nie protestowali, bo wf uważali za rzecz nieważną,
    > > ale kiedy bzdury gadała polonistka i historyczka, zorganizowali
    mi
    > > dodatkowe lektury.
    > bo sie na tym znali, rozumiem ze reszta ksztalconych przez owa
    polonistke i
    > historyczke na tych bzdurach musiala poprzestac?

    gdyby ta "reszta", czyli moi koledzy, nie chodzili do szkoły, ale
    byli uczeni w domu, to zapewne umieliby jeszcze mniej z polskiego i
    historii, niż nauczyli się w szkole. Nikt poza mną nie miał w tej
    klasie rodziców z wykształceniem humanitycznym, a niektórzy nie
    mieli w ogóle rodziców z wykształceniem. Gdyby ci rodzice uczyli
    swoje dzieci w domu, nauczyliby je jeszcze mniej, niż owa polonistka
    i historyczka, które, mimo licznych błędów, miały nieco większą
    wiedzę w swoich dziedzinach, niż matka mojej koleżanki, prządka.
    Niezbyt dokształcona polonista organizowała nam np. regularnie
    wyjścia do teatru i chwała jej za to. Ja już wcześniej lubiłam to,
    ale u wielu moich kolegów zaszczepiłą zamiłowanie do teatru. Część z
    nich, gdyby uczyły ich matki-prządki, do teatru by nigdy nie poszła.

    wiekszosc rodzicow oprotestuje co najwyzej zbyt wysoka skladka na
    pzu, a
    > dzieciom do zeszytow nie zaglada nawet

    Czy sądzisz, że ci rodzice byliby kreatywni prowadząc homeschooling?

    wiekszosc rodzicow oprotestuje co najwyzej zbyt wysoka skladka na
    pzu, a
    > dzieciom do zeszytow nie zaglada nawet
    >
    > > wkuwanie i odśpiewywanie piosenki ma sens jak najbardziej, bo
    uczy
    > > poprawnego śpiewania.
    >
    > proszeeee oplulam sie ze smiechu
    > dwa razy w polroczu przezycie obciachu, bo mutujacy chlopcy musza
    sie przemeczy
    > c
    > i odspiewac "siedza u przasniczki" na pewno podziala jako
    udoskonalajaca
    > technike lekcja spiewu smile

    mutacja trwa jak wiadomo przez cały okres nauki szkolnej i podlegają
    jej też dziewczynki. Poza tym śpiewaliśmy na tych lekcjach także
    całą klasą, a wtedy już można jednak trochę potrenować. Nie było
    tego dużo, ale gdybym tych lekcji nie miała, zapewne fałszowałabym
    jeszcze bardziej. Jestem jak najbardziej za prowadzaniem do
    filharmonii.

    to na jakiej podstawie zakładasz, że robiliby to, gdyby byli
    > > jedynymi nauczycielami swoich dzieci?
    > ja tak zakladam? to Ty piszesz, ze dzieci chodzace do szkoly
    przeciez moga
    > chodzic po lekcjach z rodzicami tu i tam
    > moze i moga, wiekszosc nie chodzi, rodzice zwalaja zajmowanie sie
    dziecmi i ich
    > edukacje na szkole
    > sadze, ze tacy rodzice na bank by sie ED nie podjeli, wrecz byliby
    przerazeni
    > pomyslem

    I słusznie byliby przerażeni. Ale nie rozumiem, dlaczego pokazujesz
    dwie skrajności: albo rodzice, którzy uczą wszystkiego biegając z
    dzieckiem cały dzień do filharmonii, teatru i muzeum, albo tacy,
    którzy w ogóle nie wiedzą, czego dziecko się uczy i nigdy nie
    chodzą? A czy nie możesz sobie wyobrazić, że rodzic może uzupełnić w
    sposób całkiem naturalny braki szkolne poprzez różne zajęcia
    kulturalne, realizując nawet po drodze swoje zainteresowania?

    mozna robic blokami material, nie kawalkami po 45 minut, czyli dzis
    historia,
    > jedziemy do muzeum, robimy po powrocie quiz itp

    czyli cały dzień uczymy się historii? Dużo koszmarniejsze, niż 45
    min. historii, 45. fizyki, 45 min. angielskiego i 45 min. wf. Miałam
    kiedyś zajęcia na studium podyplomowym dla nauczycieli dla wygody
    wukłądowców zblokowane tak, że w sobotę od 8 do 16 i w niedzielę
    toże było średniowiecze, weekend za 2 tygodnie to samo, za następne
    2 tygodnie w podobnym trybie nowożytna etc. Dorośli ludzie wyli, jak
    mieli 8 godzin jedneog przedmiotu. Ty chcesz tak urządzić dzieci?
  • 05.10.09, 21:34
    > Verdana napisała, że jej syn zainteresował się muzyką klasyczną,
    > > gdyż w ramach lekcji muzyki był zabierany do filharmonii.
    > wielka rzadkosc, ja sie z tym nie spotkalam, w filharmonii bywalam
    na wlasna re
    > ke
    Moje dziecię też musi 'odbębnić' filharmonię - program się zmienił
    czy co?

    > wiekszosc rodzicow oprotestuje co najwyzej zbyt wysoka skladka na
    pzu, a
    > dzieciom do zeszytow nie zaglada nawet
    Do zeszytów staram się nadmiernie niezaglądać (zbyt mnie te kulfony
    stresują...), niemniej wf swojego czasu oprotestowałam.

    > wkuwanie i odśpiewywanie piosenki ma sens jak najbardziej, bo uczy
    > > poprawnego śpiewania.
    >
    > proszeeee oplulam sie ze smiechu
    Mnie to nawet z chóru wyrzucili...
  • 05.10.09, 21:54
    Moje dziecię też musi 'odbębnić' filharmonię - program się zmienił
    > czy co?

    Jak to "odbębnić"? Przecież zdaniem zwolenników homeschoolingu
    odbębnia się tylko lekcje w szkole, a jeżeli coś wymaga wychodzenie
    gdzieś, to nie jest odbębnianie tylko sama radość?

    wkuwanie i odśpiewywanie piosenki ma sens jak najbardziej, bo uczy
    > > > poprawnego śpiewania.
    > >
    > > proszeeee oplulam sie ze smiechu
    > Mnie to nawet z chóru wyrzucili...

    chór i lekcje obowiązkowe to dwie różne rzeczy. Do chóru
    rzeczywiście nie mogą należeć osoby niemające pewnych zdolności
    (przepraszam morekac, ale rozumiem, że tak było, ze mnie też żadna
    Maria Callas), ale lekcje śpiewu służą temu, by wszyscy choć trochę
    nad śpiewem popracowali. Przy okazji: gdybym była uczona w domu, to
    nawet nie miałabym okazji dowiedzieć się, że fałszuję. Dowiedziałam
    się tego i to też jakiś pożytek.
  • 05.10.09, 23:19
    srebrnarybka napisała:

    > Moje dziecię też musi 'odbębnić' filharmonię - program się zmienił
    > > czy co?
    >
    > Jak to "odbębnić"? Przecież zdaniem zwolenników homeschoolingu
    > odbębnia się tylko lekcje w szkole, a jeżeli coś wymaga
    wychodzenie
    > gdzieś, to nie jest odbębnianie tylko sama radość?

    W jej odczuciu jest to odbębnienie. Chociaż liczę, że się jej
    spodoba chociaż trochę.
    >
    > wkuwanie i odśpiewywanie piosenki ma sens jak najbardziej, bo uczy
    > > > > poprawnego śpiewania.
    > >