Dodaj do ulubionych

Kłopoty z 21 letnim synem?

20.11.09, 19:17
Nasz 21 letni syn od maja 2008 roku pracował w 5 firmach w sumie 7 miesięcy. Twierdzi, że praca go nudzi po pewnym czasie. Nie zgodziliśmy się na studia dzienne, ponieważ z trudnościami dotarł do matury (nie uczył się) a jedynie grał w gry sieciowe. Doradzaliśmy mu studia zaoczne, bo gdy będzie mu zależało to zarobi sobie na nie i jeszcze będzie miał na ubranie się. Nie naciskaliśmy specjalnie na łożenie na życie, gdy sobie opłaci studia, ubierze się, zrobi sobie prawo jazdy, jakiś kurs dokształcający językowy (studia ok. 500 zł.). Ten problem zaczął pojawiać się później.
Syn jednak pracował jedynie wtedy, gdy uczelnia dociskała go ponagleniami. Chodził w dziurawych butach, startych na miazgę nogawkach spodni. Zakochał się w całkiem sympatycznej dziewczynie i dalej nic lepiej.
Po pierwszym roku zgodził się na czarno pracować na budowie, ale właściciel go okantował mimo naszych ostrzeżeń, że jest to ryzykowne na ok. 2000 złotych (reagował irytacją i słowami tato ja wiem co robię). Mając dług w szkole, zrobił sobie urlop dziekański, ale musi oddać szkole kasę. Teraz drugi miesiąc pracuje na ¼ etatu w gastronomii. Dzień mija mu na porannym wyskoczeniu do dziewczyny na 2 godziny, grze lub filmie, pójściu do pracy na ¼ etatu dosłownie, spotkaniu z dziewczyną.
Parę razy mówił mi, że robi sobie przerwy w pracy, bo tak mu pasuje, gdyby chciał to szybko znalazł by pracę. Mieszkamy w dużej aglomeracji. Acha - jest zapisany do szkoły policealnej finansowanej z funduszy unijnych a więc bezpłatnej. Zapisał się jak twierdzi, bo ma zniżki na przejazdy ale nie chodzi na zajęcia. W międzyczasie tj jesienią 2008 r. wpłacił sobie na kurs prawa jazdy i po 2 położonym egzaminie dał sobie spokój. Nie łoży ani złotówki na życie mimo naszych uwag. Z firmy obecnej otrzymuje ekwiwalent na pranie odzieży i prycha, gdy żona wspomniała mu o nim, że powinien jej go oddawać skoro pierze mu odzież. Mamy już za sobą potworne kłótnie z wyzwiskami typu szmata, ku..., dziwka do żony, rękoczyny między mną a nim gdy padały jego słowa. Z wściekłości płakał i wyzywał. Żona zawsze starała się z córką nas wyhamować. Powoli umiera nasza miłość do niego. Nie pomaga w domu w obowiązkach domowych a ja już nie chcę go prosić, bo od lat słyszymy jedynie słowo zaraz, o Jezu!!, albo milczenie. Żona próbowała o psa prosić syna nawet po kilkanaście razy przez 2-4 godziny i nic. A gdy ja ostatecznie zabierałem psa na spacer to robiła się awantura, że on akurat w tej chwili wychodził a ja mu tu robię specjalnie. Obecnie nie proszę już o nic, żona też przestaje. Mieszka obok nas lokator, po którym się sprząta, bo w domu jeszcze jest dwoje dzieci a trzech pokoi dla dzieci nie mamy. I piszę Państwu o dziecku, w które włożyliśmy najwięcej wysiłku i miłości, bo ciągle miało pretensję, że jest nie kochane albo sprawiało takie wrażenie. Nie mamy z żoną wyrzutów sumienia z powodu błędów wychowawczych, bo nawet, gdy się pojawiły to nigdy nie były celowe. Jest smutek a ostatnio determinacja w kierunku przeprowadzenia rozmowy, (która może zakończyć się wrzaskiem i wyzwiskami z jego strony, aby zagłuszyć rozmowę), że może zastać któregoś dnia zamknięte dla niego drzwi i niech żyje na własny rachunek.
Pozostałe dzieci tj najstarsza córka i najmłodszy nie sprawiają problemów. Kiedyś wydawało się to takie oczywiste, że jak sobie dziecko wychowasz to takie masz.
W domu nie ma alkoholu, również u syna, jesteśmy zgodnym małżeństwem, poświęcającym dzieciom naprawdę dużo czasu, ( nie mówiąc o osobie syna który od kilku lat powoli od nas się odsuwa mimo naszych i pewnie jego prób.
Ktoś powie tak niektóre dzieci dorastają…..
Sądzę, że poruszony temat jest bliski znacznej grupie osób czytających te zdania, ale przez to nic nie jest mi lepiej.
Edytor zaawansowany
  • tijgertje 20.11.09, 20:33
    Wiem, ze wlasne dziecko cale zycie zostaje dzieckiem, ale jak
    chlopak ma 21 lat, to kiedys trzeba przerwac pepowine. Mysle, ze
    warto podagac porzadnie z synem, ale tak szczerze, bez wymowek.
    Mysle, ze macie 2 wyjscia: albo go na sile usamodzielnic, bo sam
    raczej tego nie zrobi, dac mu odczuc, co to znacza rachunki,
    odpowiedzialnosc... Bez zadnych taryf ulgowych., wyliczyc mu
    doslownie wszystko i niech placi. Jest jeszcze jedna mozliwosc.
    Najpierw sami zrobcie rachunej sumienia, czy w dziecinstwie mu nie
    popuszczaliscie za bardzo, ze nigdy nie naucxzyl sie systematycznej
    pracy, nie mial obowiazkow i nagle okazuje sie (w jego odczuciu) ze
    stal sie pelnoletni i o wszystko sie czepiacie. Jesli tak nie jest,
    a chlopak "od zawsze" ma problemy z systematycznoscia, ocena
    rzeczywistosci, poczuciem czasu i odpowiedzialnosci, to moze ma
    jakies zaburzenia, ktore wymagaja wyprostowania paru rzeczy. Nie
    pisze tego zlosliwie. Sama jestem autystykiem i opis twojego syna
    pasuje do mnie jak ulal. W sumie mialam szczescie, ze chodzilam do
    dobrych szkol i do muzycznej, gdzie nauczylam sie systematycznej
    pracy, bo innego wyjscia nie bylo, ale nigdy nie mialam poczucia
    czasu. Nie potrafie planowac i mimo prowadzonego kalendarza z dosc
    szczegolowymi zapiskami nadal udaje mi sie umowic w 2 miejscach
    jednoczesnie i zapominam o milionach rzeczy. Gdyby nie maz, to
    ciagle mialabym do czynienia z komornikiem... JA w sumie uparta koza
    jestem i jak mi na czyms baaaardzo zalezy, to ciagne cos do konca,
    ale nadal nie mam jakiejs jednej dziedziny, ktora by mnie
    interesowala, jestem jak przyslowiowa choragiewka na wietrze, ciagle
    cos innego musze robic, szukam nowych wyzwan, ale jak cos mi nie
    podejdzie, albo okazuje sie za trudne, albo kosztuje zbyt wiele
    pracy w porownaniu do rezultatow, albo jest za latwe i szybko mnie
    nudzi, to tak jak twoj syn odpuszczam, mimo, ze jestem kilkanascie
    lat od niego starszauncertain Robilam mase rzeczy w zyciu a plany miewam
    jak do ksiezyca, ale na placach mozna policzyc, ile rzeczy
    faktycznie skonczylam. Dlatego wazne, abyscie dobrze przeanalizowali
    to, KIM jest wasz syn, jak on sie czujesam ze soba i w swiecie, jak
    postrzega siebie na tle innych, czy to 'mlodziencza glupota" i
    wygodnictwo, czy problem jest glebszy, wowczas wspolnie nalezy sie
    zastanowic jak mu pomoc, warunek jest jeden: cokolwiek mu "dolega",
    on musi byc swiadom problemu i musi chciec tej pomocy. Powodzenia!
  • novalee2 20.11.09, 20:50
    Mogę napisać do Ciebie na priv? Na gazetowy czy może jakiś inny adres?
    Chciałabym o coś ważnego spytać, jeśli pozwolisz. Pozdrawiam, E.
    --
    www.klubmalegoludka.pl
    Drugi dom Twojego Dziecka.
  • maksimum 20.11.09, 20:58
    No moze nie we wszystkim,bo w nauce tylko w matematyce i to tez nie
    prosi,chyba ze dostanie slaby wynik z testu.
    On juz wie,ze jak pojdzie na studia to bedzie w akademiku mieszkal a w
    domu bedzie gosciem.Po studiach idzie na swoje,takie jest zycie.
  • kika64 25.11.09, 11:03
    Moj syn jak miał 4 lata to przed pójściem do przedszkola odkurzał,
    żeby, jak wrócimy do domu było czysto! Był idealnym dzieckiem, poza
    krótkim akresem buntu- ideał! No i co z tego, mogłabym tak o Nim
    pisać i pisać bez końca. Napiszę o jego młodszym bracie, żyjącym,
    co dzisiaj wiem ,w jego cieniu. To historia, jak tego chłopca o
    którym pisze ojciec. Mój młodszy syn wyjątkowo inteligentny, nie
    chciał i nigdy się nie uczył. Jego stopnie to 1 i 6 innych nie
    miał.Najpierw dostawał same 1 a potem, żeby zdać to same 6.
    Nie miałam do niego cierpliwości , pociechą był jego brat i to,
    że ten mały był wyjątkowo lubiany, co ma do dzisiaj. Całe życie
    się bawił. Na moje teraz pytania mówi, że nie chciało mu się,
    ale za to miał cudowne dzieciństwo.
    Maturę zdał, chyba cudem bo w klasie 8 osób nie zdało,
    uczących się od niego lepiej, Boże cóż ja piszę lepiej, o niebo
    lepiej. Dostał się na 3 kierunki, wg podpowiedzi ojca. Żaden mu nie
    odpowiadał, ale podjął takie, które mu w przyszłości miały dać pracę
    i pieniądze. Skończyło się na tym a to dopiero początek naszych
    przeżyć, że nic tam Mu się nie podobało. Nie chciał chodzić na
    zajęcia, bo nudne, egzaminy niesprawiedliwie oceniane, a wykładowcy
    niedouczeni. Tylko komputer był super! Nawet na egzamin, który miał
    o 16 by się spóżnił, gdyby ojciec go nie zawiózł.
    Nie będę pisać o dalszych Jego losach, napiszę tylko, że
    dziś studiuje zupełnie inny kierunek 5 rok Architektury i jest
    słynnym grafikiem w całej Polsce. Jedno, co powtarzaliśmy Mu przez
    cały czas to to, że bardzo Go kochamy. Teraz jesteśmy z niego
    bardzo dumni.
  • tijgertje 20.11.09, 22:47
    piszsmile
  • rock73 24.11.09, 12:57
    No wiesz, zaskakujesz mnie. Nie skojarzyłbym takiego zachowania konkretnie z
    autyzmem. Ty masz autyzm, czy spektrum autyzmu? Pewnie wiesz co piszesz, bo to
    dotyczy Ciebie, ale coś mi tu nie pasuje. W autyzmie jest upośledzenie umysłowe,
    a Twój post jest całkiem inteligentny.
  • wj_2000 24.11.09, 13:44
    rock73 napisał:
    > W autyzmie jest upośledzenie umysłowe,
    > a Twój post jest całkiem inteligentny.

    Nie wiem skąd to wziąłeś? Nie jestem ekspertem, ale z tego co się czyta i
    słyszy, wynika raczej, że jest to wada emocjonalna i charakterologiczna, a
    intelektualnie ludzie z autyzmem mają raczej ponadprzeciętną inteligencję.
    Jeśli się mylę, a Ty masz rację, podaj jakieś źródła.
    --
    Jak ja nie lubię mieć stale racji!
  • samson.miodek 24.11.09, 14:31
    rock73 no tos wymyslil.Kolejny co to tweirdzi ze osoby autystyczne nie
    sa inteligentne.Tak jak z dyslektykami - nie czyta plynnie, nie moze
    pojac zagadnienia - len i duren.
    A tak sie smiesznie sklada ze te osoby sa bardzo inteligentne.Tylko
    trzeba umiec do nich dotrzec.wiem co mowie - mam dyslektyka w domu a
    sasiadow corka jest autystyczna - wzorowa uczennica na studiach.
  • anoresk 24.11.09, 22:57
    Niestety , ale rock ma rację , poczytaj opracowania medyczne na
    temat autyzmu - niestety większość dzieci ma oprócz autyzmu jakiegoś
    stopnia upośledzenie umysłowe . To o czym piszesz tzn nadprzeciętnie
    inteligentnw autystyczne dzieci to dzieci z zespołem Aspergera ,
    który w liczebności przypadków zajmuje zaledwie kilka procent wśród
    wszystkich autystyków.
  • zielona.gumka 25.11.09, 09:52
    Jako mama dziecka z autyzmem chciałabym obalić mit
    superinteligentnych autystów pokazywanych w filmach fabularnych.
    Fakt - jest sporo osób(ale to raczej z zespolem Aspergera czyli ze
    spektrum autyzmu), które zachowują się trochę nietypowo, ale są
    inteligentne, czasem wybitnie, przeważnie w jakiejś określonej
    dziedzinie(pamięć wzrokowa, muzyka , matematyka).
    Niestety, jak już wspomnial/a anoresk, większośc dzieci z autyzmem
    ma iloraz inteligencji mocno poniżej średniej.
    I, niestety, takich dzieci w filmach nie pokazują, w związku z czym,
    przeciętny człowiek ma bzdurne(!) wyobrażenia o tym zaburzeniu.
  • tijgertje 25.11.09, 08:14
    Autyzm moze, ale nie musi sie wiazac z uposledzeniem. Jest calkiem
    sporo autystykow z normalna i wysoka inteligencja. Ja mam ZA, moj
    5,5-letni syn autyzm. Psychiatra szacuje, ze jego inteligencja jest
    na poziomie 9-latka, za to emocjonalnie i spolecznie jest 3-latkiem.
    Autyzm to inny SPOSOB myslenia, w jednej ksiazce dla rodzicow jest
    pokazany schemat, kazdy ma swoj wlasny kod kreskowy, w roznych
    dziedzinach kreski oznaczaja braki. "normalny" czlowiek ma tych
    kresek niewiele, ale zawsze jakies wystepuja, stad u kazdego mozna
    znalezc jakies cechy "autystyczne". U ludzie ze spektrum, pry
    roznych schorzeniach tych krech jest wiecej i sa grubsze, a roznice
    miedzy diagnozami to roznice w rozmieszczeniu owych kresek.U ludzi z
    ZA prawie wcale nie ma brakow w zakresie rozumienia i uzywania
    jezyka, stad tez oni wlasnie najczesciej wydaja sie
    najinteligentniejsi, mimo,z e wcale niekoniecznie musi tak byc.
    Widze, ze moj mlody mozgownicy uzywa w sposob zadziwiajacy, ale
    wlasnie z jezykiem ma problemy, nie rozumie podtekstow,
    dwuznacznosci, przenosni... Przyklad? Kazalam mu zjesc zupe.
    Przyszedl za chwile i mowi, ze zjadl, choc widze, ze miska pelna.
    Zjadl wszystko co sie dalo pogryzc, zostawiajac wywar. Nie majac
    pojecia o autyzmie, mozna by go wziasc za glupkawink W sumie to ja
    popelnilam blad, bo polecenie dla dziecka okazalo sie
    niejednoznaczne. Jedzenie oznacza zucie, plyny sie pije, zjadl to,
    co sie dalo, wywar zostawil, twierdzac, ze wypic go nie kazalamwink

    W opisie autora watku faktycznie wiele pasuje do mnie, choc nie
    twierdze, ze chlopak jest autystykiem. Moze jednak miec pewne cechy
    i zaburzenia, ktore wymagaja specjalnego traktowania, inaczej nie
    jest w stanie "normalnie" funkcjonowac. Nie pasuja mi np wyzwiska do
    matki. Wiekszosc autystykow ma silne poczucie tego co jest wlasciwe,
    co nie, swiadomie raczej nikogo nie skrzywdza i w opisie powyzej tu
    widze jednak wine rodzicow. Jakbym wyzwala wlasna mame, to tata by
    mi bez ostrzezenbia z miejsca tak odwinal, ze bym pare kilometrow
    dalej glowy szukalawink Albo rodzice nie nauczyli go szacunku, albo
    ma w domu przyklad , tylko czy wtedy od niego mozna wymagac czegos
    innego?
  • cmlu 24.11.09, 21:37
    depresja i kompleksy. biedny jest ale wy bardziej. on bedzie bardzo zalowal ze nigdy nie odwdzieczyl sie wam miloscia i dobrocia, ale to duzo pozniej, moze po waszej smierci. ja tez jestem predzej potej drugiej stronie
  • jjr44 25.11.09, 01:18
    to nie jest żaden autyzm tylko adhd. tak przynajmniej dla mnie to wygląda. u
    ciebie to tak na 99.99999% a u autora wątku bardzo prawdopodobnie. Sugerowałbym:
    forum dla adhdowców i wizyta u psychiatry. od czasu do czasu konieczne są leki a
    kontakt z ludźmi mającymi takie problemy jest dobry bo oni to rozumieją i
    niebędąci tłumaczyć że winni są twoi rodzice albo ze sama jesteś sobie winna bo
    jesteś leniwa
  • tijgertje 25.11.09, 08:25
    jjr44 napisał:

    > to nie jest żaden autyzm tylko adhd.

    To do mnie? Ciekawe, z czego wysunales taki wniosek??? Co jak co,
    ADHD na pewno nie mamwink ADHD to zaburzenia koncentracji i
    nadpobudliwosc, a ja jestem uosobieniem spokoju i jak sie "wylacze"
    (czyt. swiadomie przestaje reagowac na jakiekolwiek bodzce
    zewnetrzne), to potrafie sie skupic znacznie dluzej od przecietnego,
    zdrowego czowiekasmile
  • piano_barti 07.12.09, 22:52
    To co opisujesz to nie autyzm tylko typowa forma ADHD u młodzieży i niewyleczona u dorosłych.
    --
    GG 10087671
  • pia.ed 08.12.09, 01:27

    Nie wiem, czy to bylo do mnie?

    Przypomnialam tylko fakt, ze chlopak ledwo zdal mature,
    w zwiazku z czym rodzice uznali, ze na studiach sobie nie poradzi.

    Tu nie sa podane wszystkie fakty, ale byc moze chlopak musialby
    wyjechac do jakiegos duzego miasta, daleko od domu, a rodzice
    placiliby jego akademik/pokoj sublokatorski, a takze utrzymanie,
    ktore poza domem jest duzo drozsze.

    Mieli wiec prawo powiedziec "nie".

    A jesli chlopak taki chetny i zdolny, to nic nie stoi na
    przeszkodzie aby rozpoczac studia dzienne.
    Przeciez nikt mu nie zabroni wyprowadzic sie z domu ...


    Co do autyzmu, to jest wiele jego stopni, a przy niektorych z nich
    wystepuja wlasnie takie niekontrolowane wybuchy wscieklosci!!!
    Poza tym - autyzmu czy ADHD nie mozna wyleczyc, tylko przez
    trening czy ciagle pobieranie lekow zapewnic dotknietemu wzglednie
    normalne zycie.



    piano_barti napisał:
    > To co opisujesz to nie autyzm tylko typowa forma ADHD u młodzieży
    i niewyleczona u dorosłych.
  • deszcz.ryb 20.11.09, 23:31
    Dopóki się zgadzacie na to, żeby on mieszkał pod waszym dachem, jadł wasze obiady, zużywał waszą wodę i prąd, to tak będzie. Bo po co on ma się niby wyprowadzać, skoro mu tu dobrze? Lepiej mu nigdzie nie będzie - może matkę wyzywać, z ojcem się bić [co dla mnie jest nie do pomyślenia; rodzice są nietykalni! już dawno powinien wylecieć z mieszkania za to] a i tak będzie oprany, najedzony i będzie miał gdzie mieszkać. I może tak do waszej śmierci mieszkać, bo po co ma się starać?

    Okropna sytuacja, życzę powodzenia.
  • gayle123 20.11.09, 23:48
    Mam podobny problem z corka. Zobacz na moje forum " Moja corka nie
    chce dorosnac " ..
  • lolinka2 21.11.09, 09:55
    może ja jestem przewrażliwiona ale i w wątku o córce, i o synu nasuwa
    mi się jedno: czy to nie jest maskowana depresja?
    --
    A mnie to Vichy!
  • annakate 21.11.09, 10:33
    Skoro syn daje z siebie minimum, znaczy tak naprawdę jest uprzejmy spać,
    oddychać, zjadać i przebywać we wspólnym domu od jutra proponuję zapewnić mu
    chleb z margaryną i cebulę (żeby szkorbutu nie dostał), żadne obiadki,żadne
    pranie, żadne ciuchy, żadna świeża pościel. Inaczej nigdy do niego nie dotrze,
    że wy nie macie dozywotniego obowiązku go hołubić.
  • theorema 24.11.09, 21:19
    A ja jestem po drugiej stronie. To ja jestem ta, co nie moze dorosnąc.
    Nie ma w tym duzo zlej woli, ale po prostu nie udaje mi sie. Pomimo
    inteligencji, wielu fajnych cech osobistych. Przegrywam bitwy o prace, kiedy na
    jedno miejsce czeka kilkadziesiat osob. Bo mam waska specjalizacje i ze swoim
    wyksztalceniem nie zalapuje sie na "prace dla kazdego". Moze moglabym pojsc
    pracowac do sklepu, ale mam takie poblemy zdrowotne - zylaki, kiedys wypadniety
    dysk, co do dzis dokucza - ze nie pojde.Dopoki naprawde nie bede musiala. Moja
    postawe dzis, od tej sprzed 10 lat - kiedy tez juz bylam pelnoletnia - odroznia
    wylacznie swiadomosc, ze jak chce u Rodzicow mieszkac, nie dokladac sie ( albo
    minimalnie) do wydatkow na dom - musze byc mila, pomocna, uczynna, a nie jeszcze
    awantury robic. Choc czasem granice trzeba postawic- np. zawalczyc o mozliwosc
    nie wrocenia na noc, choc to juz do nich dotarlo akurat.
    Chlopak opisany w glownym watku jeszcze nie pojąl zasady wzajemnosci, ale tez
    dopatrywalabym sie przyczyny jego problemow w zaburzonej samoocenie. Ktos kto
    dostal duzo milosci od rodzicow, a nadal twierdzi, ze jest niekochany, ma chyba
    nierealny obraz tego, co mu sie od zycia nalezy, utozsamia wymagania z brakiem
    uczuc. Pewnie nigdy nie mial okazji porozmawiac szcerze z rodzicami, dlaczego
    nie udaje mu sie utrzymac jednego kierunku studiow, pracy. Ja rozmawialam,
    tlumaczylam i wiem przynajmniej, ze rodzice mnie rozumieja. Martwia sie, ze mi
    sie nie uklada, ale nie stawiaja ogolnikowych wymagan - masz pracowac! Bo znaja
    kazdy detal rynku na ktorym sie obracam, moga mi wspolczuc, ale wiedza, ze
    ządania ich bylyby bardziej skierowane do calego swiata, a nie do mnie
    personalnie. Bo ja bym chciala pracowac. Jak jest z synem autora watku? Moze tez
    chce? A moze nie? To juz pytanie do niego, jego rodzicow. A moze ceni sobie
    mozliwosc gospodarowania czasem swobodnie, nienawidzi wstawac na 8 rano...i mysl
    o tym, ze "wszyscy tak robia" paralizuje go? Tak jak mnie. A przeciez sa prace
    na inne godziny, rozne rzeczy mozna robic, tylko czasem w natloku pretensji
    mozna sie tak zaslepic, ze wydaje sie, ze caly swiat pracuje w biurze od-do.
    Pytac, pytac - ale zyczliwie. Moze to da pretekst synowi, aby, po raz pierwszy z
    zyciu prawdopodobnie, sam sobie odpowiedzial na pytania - co go blokuje. A moze
    gardzi "dorobkiewiczami", jak mityczny Diogenes zadowala sie "beczka do spania",
    a moze czuje sie malo wart, wiec nawet nie startuje, moze rzeczywiscie malo
    umie i wysmiano go w pracy z tego powodu? mnostwo podejrzen, ale nie mnie
    oceniac i "gdybac"smile
  • wieczna-gosia 21.11.09, 13:10
    Mamy ju
    > ż za sobą potworne kłótnie z wyzwiskami typu szmata, ku..., dziwka
    do żony, ręk
    > oczyny między mną a nim gdy padały jego słowa. Z wściekłości płakał
    i wyzywał.
    > Żona zawsze starała się z córką nas wyhamować.

    zewrzyjcie szeregi- ani ty nie mozesz sie dawac sprowokowac bo jemu o
    to chodzi i mysle ze zdajesz sobie z tego sprawe ani zona nie powinna
    wchodzic miedzy was tylko powinniscie ustalic na tyle spojny wzorzec
    postepowania by zona potrafila ci zaufac. Koles moim zdaniem wlasnie
    na tym jedzie ze czuje ze potrafi was poroznic.

    nie prac mu i nie karmic, odebrac przywile. Zabrac klucze do domu-
    niech nie ma swobody poruszania sie. Bo do wywalania z domu chyba
    byc=m sie nie posunela, a przynajmniej zostawilabym sobie te opcje na
    pozniej.
    --
    opsesyjna.blox.pl/html
    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
    zamknęły
  • allija 21.11.09, 19:51
    Mój syn też ma 21 lat wiec jakby problemy z młodym człowiekiem w tym
    wieku troche znam.
    Odnosze wrażenie że twój syn do matury był dzieckiem i nagle z dnia
    na dzień oczekujesz ze stanie sie człowiekiem dorosłym i
    odpowiedzialnym. Ale pytanie, gdzie miał sie tego nauczyc? Do
    kazdego zawodu, zadania, czegokolwiek musimy sie przygotowac,
    nauczyc, nie wsiadziesz do samochodu i nie wyjedziesz na zatłoczona
    ulice tylko dlatego ze kilka lat jeździłeś jako pasażer, to jakby
    jest oczywiste. A syna postawiliscie w takiej sytuacji, chłopak jest
    jeszcze zbyt niedojrzały, nieprzygotowany na dorosłość a wy zamiast
    go tego nauczyć robicie mu awantury, brawo. Nie dziwie się że
    chłopak pyskuje, on zwyczajnie broni się, tak jak umie /lub może jak
    się nauczył na budowie/. Zamiast sie od niego odwracać nauczcie go
    tego czego nie nauczyliscie wcześniej. Przemyślcie po kolei co
    zrobić, najlepiej wspólnie z synem i postawcie przed nim takie
    zadania którym bedzie w stanie sprostać. Moze niech pracuje na pół
    etatu tak żeby był w staniue sprostać temu, moze faktycznie praca na
    budowie to nie jest szczyt marzeń dla 21-latka więc niech pracuje
    krócej ale pracuje. Za to wy pomożecie mu finansowac naukę żeby mógł
    uczyc się tego co lubi i nie miał nad soba pręgierza że na tą naukę
    nie zarobi. Nawiasem mówiąc macie taki obowiazek, syn moze domagać
    się od was alimentów, zdaje się do 25 roku życia, jeśli sie uczy. A
    i wam chyba powinno zależeć żeby syn zdobył zawód który polubi mniej
    lub bardziej i da mu szansę na przyszłość. Do tego praca i nauka
    jednocześnie nie jest wcale łatwa, już nie wspomnę że jednak studia
    zaoczne są na nizszym poziomie, nie wiem dlaczego z góry
    założyliscie że syn nie poradzi sobie na studiach dziennych? Może
    trzeba było jednak tę decyzję zostawić jemu? Zdecydowaliscie za
    niego o jego najblizszej przyszłości, gdzie będzie się uczył i że
    bedzie pracował a teraz dziwicie się że nie chce tego robic, fajnie.
    Nie mozecie też synowi odbierać jego młodości, on ma prawo w tym
    wszystkim miec dziewczynę, kolegów, nie moze tylko uczyć się i
    pracować.
    Wg mnie to wy, rodziece, popełniliscie w ostatnim szczególnie czasie
    szereg błędów, które powinniscie naprawić. A wy dlkatego ze jako
    rodzice i ludzie dorośli powinniscie być madrzejsi od swego syna, on
    teraz popełnia błędy i uczy się dorosłości na swoim własnym
    grzbiecie - dzięki wam, nie wiem czy wam kiedys za to podziękuje,
    moze tak samo znienawidzi jak wy zaczynacie go nienawidzieć. To
    wasze dziecko, nie lokator. Rozliczanie syna z kazdej
    złotówki /ekwiwalent/ no wybacz, czy żona też od ciebie bierze za
    usługę prania? Chłopak najwyraźniej nie radzi sobie /wyzwiska i
    płacz/, warunki jakie mu postawiliscie przerosły go a wy macie do
    niego wyłącznie pretensje. Żal mi chłopaka szczerze mówiąc.
    Rzeczywiście, musicie z nim przeprowadzić rozmowe ale ukierunkowana
    na pomoc i z troska o niego a nie przeciw niemu i z agresją, wasze
    dziecko zawsze powinno móc spodziewać się od was pomocy i wsparcia a
    nie wrogości.
    Mój syn po maturze sam wybrał co bedzie robił, sam zdecydował gdzie
    podejmie studia i na jakim kierunku. Nie dostał się tam gdzie chciał
    od razu, troche zawalił i po roku próbował ponownie. Przez ten rok
    pomoglismy mu, teraz studiuje tam gdzie chciał, na dziennych
    studiach /przypominam ze to studia bezpłatne/, uzyskuje na tyle
    dobre wyniki ze w tym roku dostaje stypendium tzw naukowe za
    wyniki. Jeśli zsumujesz koszt studiów zaocznych i stypendium jakie
    mozna dostać za dobrą nauke to wyjdzie pewnie tyle ile moze zarobic
    twój syn, czy wiec nie lepiej zeby swój czas poswiecił tylko nauce?
    to tak na marginesie.
  • verdana 22.11.09, 10:25
    Zgadzam się.
    Mnie poza tym uderzylo co innego. Omawianie problemow 21-latka na
    forum "wychowanie". Czyli nie uznaliscie, ze syn jest dorosly, nadal
    jest dzieckiem, ktore ma jednoczesnie być przez Was wychowywane,
    sluchac polecień i robic to, co Wam odpowiada, a jednoczesnie być
    czlowiekiem dorosly, całkowicie samowystarczalnym i odpowiedzialnym.
    Tak się nie da. Macie sprzeczne wymagania i nikt im nie sporosta.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • wj_2000 24.11.09, 14:02
    allija napisała:

    > Odnosze wrażenie że twój syn do matury był dzieckiem i nagle z dnia
    > na dzień oczekujesz ze stanie sie człowiekiem dorosłym i
    > odpowiedzialnym. Ale pytanie, gdzie miał sie tego nauczyc?

    Twoje myślenie wydaje mi się zbyt idealistyczne.
    "Można konia przyprowadzić do wodopoju, ale nie można zmusić go żeby pił."
    Znam kilka przykładów rodzin, w których te same metody wychowawcze, ta sama
    przyzwoita para rodziców dochowała się dwójki dzieci tak dramatycznie
    odmiennych, że aż nieprawdopodobne. Decydują geny. Jedno dostanie (pewne cechy)
    po jednym dziadku, drugie po innym. I żadne wychowanie tego nie jest w stanie
    skompensować!
    Wydaje mi się, że człowiek jest bezsilny w zderzeniu z dzieckiem, które nie
    przejmuje w naturalny sposób stylu myślenia rodziców, a wręcz przeciwnie.
    Moje dzieci, szczęśliwie, takie nie były i mam z nich wiele pociechy (jak to się
    staromodnie mówiło). Ale z czwórki wnucząt, jeden (ten najbardziej przeze mnie
    kochany) wykazuje zaczątki cech opisanych przez inicjatora wątku (ma na razie 15
    lat). Przede mną jest szczery, odwzajemnia mi moją miłość. Jest nawet posłuszny.
    Ale nie ma sposobu, by jadąc do mnie nie zapomniał zabrać komórki! I potem mu
    wstyd i przeprasza, ale komórki nie ma. A raz jak przywiózł, wyszedł z domu, to
    i tak nie zadzwonił, że już wraca, bo... bateria się rozładowała.
    Gdy go matka prosi: wyjdź z psem, odpowiada: Oczywiście, zaraz. I to
    zaraz może powtarzać dziesiątki razy przez godzinę, dwie.
    W szkole z matematyki, fizyki, chemii ma szóstki. Ale ze sprawowania najwyżej 3,
    a raz nawet 2.
    Jego siostra, tylko rok młodsza jest diametralnie inna. Obowiązkowa,
    spolegliwa, stonowana. Gospodyni klasy. Ze sprawowania 6.
    Co rodzice mogą jeszcze zrobić? Kochają go, tłumaczą, wymagają. Jakby toczyć
    syzyfowy kamień!
    --
    Jak ja nie lubię mieć stale racji!
  • allija 25.11.09, 01:47
    Nie wydaje mi sie zeby moje słowa były idealistyczne.
    Jeśli chłopak do matury chodził wyłącznie do szkoły i nic poza tym,
    nie miał żadnych obowiązków, dostawał jedzenie pod nos i wyprane
    skarpetki rano, zero odpowiedzialności za nic a nagle z dnia na
    dzień wyrzuca się go do pracy i każe zarabiać na podstawy swojej
    egzystencji jak wykształcenie, ubranie, to jest to nie fair.
    W dodatku rodzice nie pomogli mu ani w uzyskaniu pracy ani w
    uzyskaniu wykształcenia, dostał tylko polecenie że ma sobie znaleźć
    pracę i wykształcić sie sam. W przypadku młodego człowieka bez
    żadnego zawodu i braku znajomosci życia innego niż szkolne to nie
    jest to proste zadanie. Mimo tego chłopak próbował sobie poradzić co
    raczej w tym wypadku przemawia na jego korzyść.
    Przykłady z wnukami, które przytaczasz nie maja nic wspólnego z
    wątkiem. Nastolatki rozwijaja sie różnie, chłopcy zazwyczaj wolniej
    niz dziewczynki wiec to ze młodsza siostra jest obowiązkowa itd nie
    świadczy o tym, że twój wnuk kiedy dorośnie nie bedzie np.
    odpowiedzialknym za rodzine ojcem. W tej chwili twój wnuk dojrzewa i
    pewnie przez najblizsze kilka lat niejedno jego zachowanie zadziwi
    cie a moze nawet zasmuci. Zwykle tacy chłopcy wychodząc z normalnego
    domu wyrastaja na normalnych młodych ludzi.
    Owszem, są ludzie dorośli roztrzepani czy zapominalscy ale to
    przeciez nie swiadczy o tym, ze nie sa ludźmi przyzwoitymi,
    uczciwymi itp czyli że przejawiaja cechy wynikajace z trudów
    wychowania. I to ostatnie jest chyba ważniejsze od tego ze ktos
    zapomniał komorki.
    Ja także ma dwóch synów. Mimo ze wychowani w jednym domu i przez
    tych samych rodziców sa zupełnie inni. Ale obaj wiedzą co to jest
    przyzwoitość, uczciwość, empatia itp. czyli maja podwaliny które im
    próbowalismy jako rodzice przekazać. I chyba o takie wartości w
    wychowaniu chodzi a nie o to zeby wypuścic z domu kopie samych
    siebie.
  • znam-sie 24.11.09, 14:55
    TAK GO WYCHOWALISCIE TO TAK MACIE

    niewielkie pocieszenie ... idzcie chyba razem do psychologa na wspolna wizyte bo
    innego rozwiazania nie ma, to wam pomoze... chyba że sprobujesz odciac
    pempowine... ale co tu gadac, rozpieszczaliscie go to macie
  • sotto_voce 22.11.09, 14:18
    Wasz syn musi być zdolny, skoro nie ucząc się zdał maturę. Nie
    rozumiem dlaczego _nie zgodziliście_ się na studia dzienne. Co tu
    jest do godzenia się? To chyba najbardziej pożądany tryb zdobywania
    wykształcenia? Syn chodził w dzierawych butach? Super, znaczy że nie
    ma roszczeniowej postawy wobec Was. I potrafi rezygnować z rzeczy
    materialnych. W dodatku jest pewny siebie, świadomy swojej wartości
    na rynku pracy, nie załamuje się przeciwnościami w rodzaju
    okantowanie przez pracodawcę. Ja tu widzę młodego człowieka z silnym
    charakterem. I jeszcze ma fajną dziewczynę, co też dobrze rokuje.
    Przykre to, że nie kochacie syna bezwarunkowo. Może lepiej niech ta
    Wasza miłość - tak jak ją pojmujecie - przyspieszy umieranie.
  • kasiak37 23.11.09, 11:31
    Hmmm,mysle ze blad Wasz polega na tym ciaglym sterowaniu,kontroli i wiecznym
    gderniu i pretensjach.Przeciez to byl Wasz pomysl zeby syn poszedl na studia
    zaoczne.Tylko czy to czasem nie bylo spowodowane checia pozbycia sie syna ze
    swojej kieszeni?Bo przeciez od momentu podjecia studiow zaocznych mial on sobie
    sam je oplacac,sam sie mial ubierac,finansowac jakies dodatkowe doksztalcanie
    czy kurs prawa jazdy.Do tego macie pretensje ze nie doklada sie do domu.A niby z
    czego?Wydaje mi sie ze nie bardzo wiecie ile kosztuja studia zaoczne,bo to nie
    tylko oplata miesieczna/semestralna jest...Dochodza drogie ksiazki,ksera,dojazdy
    a Wam sie wydaje ze on powinien sam sobie wszystko oplacic.Tylko skoro tak to
    kiedy mialby miec czas na nauke?
    Mysle ze powinniscie przemyslec swoje wzgledem niego wymagania a razem z nim
    porozmawiac o jego oczekiwaniach i pomyslach na zycie.
    Ja tez mam syna lat 21,studiujacego dziennie za granica na poziomie bachelor
    czyli 6 semstrow a chlopak juz mysli zeby po nich zrobic mastera bo pozniej juz
    pracujac nigdy nie bedzie mial tak doskonalych warunkow jakie ma teraz.I on wie
    ze czasy studenckie sa fajne ale kiedys sie koncza i przychodzi dorosle zycie
    wraz z odpowiedzialnoscia.
    Mysle ze macie wraz z zona za duze roszczenia wzgledem syna.Natomiast to co mi
    sie u niego nie podoba to brak szacunku do rodzicow(wyzwiska i rekoczyny),tylko
    ze z drugiej strony Ty rowniez dopuszczasz sie rekoczynow...Cos u Was nie gra z
    modelem rodziny...


    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • aniaolawa 25.11.09, 15:27
    ja tu widzę klasyczny przypadek chęci pozbycia się dzieciaka z domu, żeby mu nie
    pomagać finansowo lub też chęć własnego zysku , czyli niech syn idzie do roboty
    i nam przynosi kasę. Co to za bzdura ,że syn nie może iść na dzienne = darmowe
    studia?Zaoczne sporo kosztują i do tego trzeba dorabiać kasę. Czemu nie
    pozwalacie synowi normalnie przeżyć młodości, wspomóc go w studiowaniu jak
    NORMALNI rodzice? Coś czuję,że syn czuł się od małego przez was odpychany, bo
    najstarsze dziecko to pierworodne a najmłodsze najukochańsze ,a średnie to tylko
    średnie. A co z resztą dzieci ? Co robią w życiu? Mieszają u Was? I dlaczego
    wasz syn chodzi w podartych ubraniach a wy mu nie pomożecie, choćby zakup nowych
    butów w ramach gwiazdki?Skończcie z pretensjami...Zacznijcie rozmawiać z synem i
    kochać go jak każde swoje dziecko.Jak można przestać kochać swoje dziecko.
    Przecież on jest tą samą osobą, którą pan wychował.I co nie wyszło panu?I czyj
    to pies? Pana czy syna? Jak syna to rozumiem, ale jak pana to proszę samemu
    wychodzić z psem na spacer i psa nie męczyć, bo zacznie panu robić na dywan...
  • tonik777 24.11.09, 11:38
    Analogiczna sytuacja jest z moim bratem. Z tą tylko różnicą, że on
    się nie kłóci, więc i wyzwisk nie ma. Jak mu jakiś temat rozmowy nie
    pasuje to po prostu miliczy. Można mówić wtedy do niego godzinami, a
    on nic nie odpowie. Totalna olewka.
  • olala_29 24.11.09, 11:42
    Jeśli jest tak jak mówisz (tzn. jesteś obiektywny) to radziłabym spakować
    walizki syna i wystawić za drzwi. Jest dorosły (mertykalnie i tak o sobie myśli)
    niech daje sobie radę sam. Pasożytów trzeba odcinać od "cycka".
  • yulek_cezar 24.11.09, 11:57
    21 lat == pełnoletność. Wypchnąć na swoje, pewnego pięknego dnia wystawić
    walizki za drzwi i powiedzieć, że już czas aby był samodzielny. Poboczy się dwa
    lata, ale wyjdzie na ludzi. Bez jęczenia, że powinien, że musi, że należy.
    Spakować wszystko do trzech worków i sio. Stanowczym trzeba być, jak taki
    sprytny to niech sobie sam radzi.

    --
    Imperium Cezara
  • dannybailey 24.11.09, 12:09
    Przepraszam, ale moje obserwacje wskazują na niewielki wpływ
    wychowania,a raczej na to, że o wszystkim decydują geny.
  • sapalka1 24.11.09, 12:38
    Mam wrażenie, że nie chcesz przyjąć do wiadomości Waszych błędów wychowawczych,
    chcesz natomiast poklepania po głowie za przedstawienie rozwiązania jakim ma być
    wyrzucenie syna z domu. Nie tędy droga. Chłopak pracuje, nie zraża się
    niepowodzeniami i Waszymi ciągłymi krytykami, w sumie dla niego samego byłoby
    chyba lepiej się od Was wyprowadzić i móc się wyrwać się z tej sieci kontroli i
    wymagań.
    Piszesz o 21-letnim chłopaku na forum wychowanie... To dla mnie lekkie
    nieporozumienie. Swiadczyć moze o tym jaki masz stosunek do syna: traktujesz go
    jak dziecko, ale wymagania (w tym finansowe) masz jak w stosunku do dorosłego
    mężczyzny z zakończonym kształceniem w konkretnym zawodzie. Zdecyduj się. To, że
    z innymi dziećmi nie macie problemów nic nie znaczy: mogą być problemy w
    przyszłości. Zresztą każdy człowiek jest inny, każde dziecko wymaga innego
    traktowania, wychowania, ilości zainteresowania. Mam wrażenie, że chcesz zrzucić
    winę za obecną sytuację na syna (on taki zły, inne dzieci są ok, więc to nie
    nasza wina) - to proste i pozwala Ci mieć o sobie wciąż wyskokie mniemanie. Źle
    by Ci było z poczuciem winy, z tym że przez Twoje/Wasze błędy takie relacje masz
    obecnie z synem.
    Przykład? Pomoc w domu. Skoro od lat były takie a nie inne odpowiedzi syna - to
    lata (!) temu należało się tym zająć, a nie teraz sztorcować 21-latka, bo się
    nagle obudziliście...
    Tak czy inaczej proponuję spokojnie(!), bez wyrzutów, krtytki pogadać z synem.
    Wyjaśnić, że potrzebna by była jego pomoc w kwestiach finansowych (niech poda
    kwotę jaką może Wam co miesiąc dawać), dodajcie również, że chcielibyście by od
    dzisiaj np. codzinnie odkurzał i wyrzucał śmieci. I zapytajcie czy nie możecie w
    czymś mu pomóc, czy nie potrzebuje rady, wsparcia.
    Chłopak moze się pogubił w celach życiowych, w tym czego chce, ale Wy mu w tym
    nie pomagacie tylko utrudniacie.
    Wydaje mi się, że rozwiązaniem nauki zaocznej i pracy syna chciałeś odciążyć się
    finansowo z utrzymywania syna. To bardzo źle jeśli kwestie finansowe przeważają
    nad dobrem syna.
    Weź pod uwagę, że syn moze się od Was domagać alimentów, nie musi pracować jeśli
    się uczy (z Twojej wypowiedzi wynika, ze jest zdolny, więc bez problemu zmieni
    studia na dzienne).
    Spróbuj kiedyś porozmawiać bez krzyku i krytyki z synem, mozesz się bardzo
    zdziwić...

    --
    floproject.wordpress.com/about/maria/
    - E-kobiety: macochy, żony, kochanki, matki.
    - Nie w parze: nowa praca, mieszkanie, mąż i...
  • ichi51e 24.11.09, 15:24
    Zgadzam sie z przedmowca. Od siebie dodam jeszcze ze sposob
    formuowania zdan sugeruje ze "zona" nie jest matka tego 21 syna. Na
    mnie ta historia robi wrazenie bajki o Kopciuszku i mam nadzieje ze
    chlopak wezmie sie i szybko od wac spie...
  • dul-cynea 24.11.09, 22:24
    słuszna uwaga, matka by ekwiwalentu za pranie od syna nie żądała...
    autor wątku daje do zrozumienia, że chętnie by się syna pozbył z mieszkania, bo
    nie ma pokoi dla młodszych dzieci.
  • 4v 24.11.09, 13:16
    A mnie ciekawi czy przez te wszystkie lata najstarszy syn był traktowany
    inaczej, niż pozostałe rodzeństwo?

    Błędów wychowawczych na pewno się nie ustrzegliście, to pewne. Lecz jeśli on
    przez lata widział, że inaczej traktujecie jego, inaczej resztę dzieci, to każdy
    po takim czasie miałby dość. Zresztą nie musiał tego widzieć, wystarczy że czuł.

    Niemal w każdej rodzinie pierwsze dziecko traktowane jest diametralnie inaczej,
    niż pozostałe. Często są wobec niego większe wymagania, niż wobec reszty.
    Większe oczekiwania. Jest mniej rozpieszczany. Od wielu cech (typu wychowania,
    typu charakteru itp) zależy czy wyjdzie mu to na dobre. W waszym wypadku - nie
    wyszło.

    Też mnie uderzyło, czemu kazaliście mu iść na studia zaoczne. To już lepiej w
    ogóle iść tylko do pracy. Studia zaoczne to dziś fabryka studentów jeszcze
    większa niż studia dzienne. Nic nie warta strata pieniędzy.
  • gossipgirlxoxo 24.11.09, 13:35
    Dzień dobry, ja z kolei przyszłam z pocieszeniem.
    Bardzo dużo osób się rozpisuje na temat jakie Państwo popełnili błędy wychowawcze, jacy źli i niedobrzy jesteście dla syna, chcecie by dorosnął w wieku 21 lat!
    Szczerze mówiąc to bardzo ładnie brzmią te opinie, ale nie wydaje mi się by jakakolwiek wyżej postawiona osoba była w sytuacji, którą Pan opisuje.
    Ja jestem Państwa starszą córką z opowieści, a Pański 21-letni syn to mój brat.
    Sytuacja wprost identyczna, tylko nie mieszkaliśmy w aglomeracji, więc pójście na studia wiązało się z wyjechaniem do innego miasta, czyli samodzielnym mieszkaniem.
    Mój brat także wpadł w nałóg komputerowy, jeszcze w liceum. Matura nie poszła mu najlepiej, ale udało mu się dostać w parę miejsc i wyjechał. Oczywiście nie chodził na zajęcia, dostawał pieniądze na życie od rodziców (co normalne), grał w gry dniami i nocami, a do pracy nie chodził. W skrócie, wywalili go 3 razy z uczelni (oblał 3 pierwsze lata), też nie dbał by kupić sobie jakieś ciuchy i ładnie mówiąc żerował całkowicie na rodzicach.
    Wszystko by się pewnie toczyło do teraz, gdyby nie skrajna determinacja rodziców by nie dawać mu pieniędzy poza spłacaniem zaciągniętego kredytu studenckiego. Brat stojąc przed możliwością studiów zaocznych i pracy albo powrotu do domu i pracy wybrał to pierwsze. Teraz daje sobie świetnie radę, pracuje, nie ma czasu na gry sieciowe i jest WDZIĘCZNY rodzicom że w porę postawili mu ultimatum.

    Ja jako obserwator nerwów rodziców przez 3 lata stwierdzam, że rodzicielska miłość jest wprost nieskończona, bo ja bym to ultimatum postawiła o wiele wcześniej.
    Moja rada, że niech Pan nie słucha tych wszystkowiedzących ludzi potrafiących ocenić czyjeś wychowanie po jednym wątku, bo na pewno Państwo się bardzo starają- pisze Pan, że córka i syn nie sprawiają problemów. Winą są tu gry sieciowe, zatracające poczucie czasu i obowiązków.
    Chyba w Państwu dorasta też decyzja o postawieniu ultimatum- i bardzo dobrze, bo to chyba jedyna droga na otrzeźwienie. Ja jakoś nie miałam większych problemów z wejściem w dorosłość, czyli opłaceniem rachunków i kupieniem sobie jedzenia, więc nie wiem czemu 21latek może mieć problemy.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia, czasami trzeba zrobić krok w tył by potem dwa do przodusmile
  • themaxmaster 24.11.09, 13:40
    Generalnie nie rozumiem ilości negatywnych komentarzy w odpowiedzi na Twój wątek
    ,wychowanie dzieci niestety to nie magiczna maszynka gdzie po wciśnieciu
    wlasciwego przycisku zawsze wychodzi idealny produkt. Ale jedna rzecz mnie w
    Twoim poście co najmniej zdziwiła - "nie zgodziliśmy się na studia dzienne".
    Myślę, że to bląd podwójny - może mieć teraz albo w przyszłości ogromny żal ze
    zamknęliście przed nim pewne furtki rozwoju, po drugie - na wielu kierunkach
    studiów dziennych też mozliwa jest praca, a odpadają jednak jakby nie patrzeć
    koszty rzędu 4 tys. rocznie.
  • echtom 30.11.09, 10:54
    Też uważam, że rodzice powinni nawet niezdyscyplinowanemu i
    przeciętnie uczącemu się dziecku dać szansę na przynajmniej jeden
    rok dziennych studiów. Może akurat trafi na coś, co naprawdę go
    interesuje i będzie się przykładać do nauki. Rodzice inwestowali w
    moje wykształcenie do 26. roku życia i w sumie im się to opłaciło -
    jestem samodzielna finansowo, pokrywam większość wydatków związanych
    ze wspólnym mieszkaniem i jeszcze zaopiekowałam się nimi na starość.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
    mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
    była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • handzia55 24.11.09, 14:32
    Swoje perypetie z córką opisałam w watku <A jajestem złą matką>.Mogę
    tylko powiedziec,że człowiek stara się wychować dziecko najlepiej
    jak potrafi, a rezultaty bywają dalekie od oczekiwań. Cóż, chłop
    strzela, a Pan Bóg kule nosi... Dodam tylko tyle, że opisanie swoich
    problemów na forum bardzo mi pomogło. Pogodziłam się z myślą, że na
    córkę nie mam co liczyć, ćwiczę trudną sztukę asertywności, żyję po
    śwojemu, a jej pretensje zwyczajnie olewam. Szczerze Ci radze
    nabierz dystansu, zacznij myślec o sobie i pozostałych czlonkach
    rodziny. Syna odstaw od piersi i przestan się nim przejmować. Jego
    życie, jego problem.
  • merthor 07.12.09, 07:51
    Jak widzę takie odpowiedzi "dorosłych" ludzi, to nie wiem czy się śmiać czy płakać... Coraz częściej rodzicami są ludzie którzy niedorośli do życia, a za wychowanie dzieci się biorą! A później pretensje, że to rozpieszczone, że złe, że się nie słucha! Ale jakie ma być skoro TO PRZEZ WAS (!!!), a nie nikogo innego dziecko zostało ŹLE wychowane!
    I jeszcze chęć pozbycia się go i chwalenie się na forum publicznym, że się dziecko ma najzwyczajnie w świecie gdzieś. Gratulacje, prawdziwa dorosłość. A nie dość, że spartoliliście sprawę, to jeszcze poniżacie WŁASNE dziecko! Jak tak można?!?!?! Dziecko to nie jest zabawka którą się wyrzuca jak się znudziła czy gdy sprawia problemy!
    Jeżeli chcecie coś od swoich dzieci, to NAJPIERW musicie im coś dać, a przede wszystkim miłość! I to tak, żeby dziecko wiedziało, że je kochacie, a nie tak na "odwal się".
  • life_m 24.11.09, 14:38
    A co Wasza zgoda miała do studiów dziennych? Rodzice nie muszą jej dawać, mają za to obowiązek utrzymywania uczącego się dziecka do 26 roku życia. A nie wymagać łożenia na życie. Stosunek syna do Was to oczywiście inna sprawa, ale ja nigdy nie wybaczyłabym moim rodzicom, ze nie pozwolili mi na studia dzienne, zwłaszcza, że byłyby to studia w mieście rodzinnymi (brak dodatkowych wydatków typu opłata akademika czy dojazdu).
  • oldbay 24.11.09, 15:48
    Przeczytałam twój post i muszę powiedzieć, że bardzo ci współczuję.
    Nie mam pojecia, gdzie i czy w ogóle popełniliscie błąd w wychowaniu
    tego dziecka. Przecież z pozostała dwójką nie ma takich konfliktów.
    Problem musi tkwić w nim, może on ma jakies problemy emocjonalne,
    trudno mi powiedzieć, bo się na tym nie znam. Wiem, ze to trudne,
    ale postarajcie się obydwoje z żoną nie obwiniać. Zrobiliście
    wszystko, co możliwe, to i tak cud, że tolerujecie te jego wyskoki
    przez tyle lat. 21 lat to już nie takie dziecko i nie nastolatek (no
    podobno chłopcy dorastaja później ale toż on ma 21 lat!). Wydaje mi
    się, że musicie mu jasno przedstawić sprawę, że żarty się konczą i
    postawić mu niestety pewne wymagania, a jesli ich nie dotrzyma to
    bedzie musiał ponieśc konsekwencje i zacząć zycie na swoim. Macie
    prawo nie mieć juz siły. Kochacie go ale macie prawo być już tym
    zmęczeni. Nie wiem nawet czy te moje rady i komentarze w czymkolwiek
    ci pomogą, bo ja jestem niewiele starsza od twojego syna i sama
    własnych dzieci nie mam. Po prostu strasznie mi przykro po
    przeczytaniu twojego postu. Wydaje mi się, że jedyne co go obudzi to
    bycie odpowiedzialnym za wszystko co robi i ponoszenie kosztów
    własnej egzystencji. Jak byłam na utrzymaniu rodziców to też łatwo
    mi się wydawało nieswoją (ich) kasę i prosiło o więcej a opłacanie
    rachunków to był dla mnie magia (musze jednak przyznać, że obowiazki
    w domu -pranie, prasowanie, sprzatanie itp wykonywałam bez narzekan
    i scen). Teraz kiedy jestem daleko od domu i za wszyściutko płacę
    sama i sama musze pilnować terminów, wstawać rano do roboty i tyrać
    to dopiero teraz podziwiam swoich rodziców za siłę i wytrwalość
    przez te wszystkie lata.
    Pozdrawiam!
    -
    oldbay
  • misiu-1 24.11.09, 15:51
    Podejrzewam, że cały wątek jest zwyczajną prowokacją. Czego chce autor?
    Pogłaskania po główce i pochylenia się nad jego ciężkim losem rodzica? Dobrej
    rady, która w takiej sytuacji sama się narzuca (spakować synusia i wystawić za
    drzwi)?
  • heathers 24.11.09, 17:22
    Rzeczywiście może się wydawać, że to prowokacja. Ale według mnie nią nie jest. Nie podejrzewałam jednak, że tego typu sytuacje zdarzają się tak często, o czym świadczą wpisy w tym wątku. Przynajmniej kilka osób napisało, że są w podobnej sytuacji.
    Ja jestem starszą siostrą takiego właśnie "lesera", jakby mogło się wydawać. Wszystko wygląda podobnie - w kolejnych latach po maturze zaczynanie kolejnych studiów i kursów. Opuszczanie zajęć. Ogólna niechęć do nauki i pracy. Brak jakiejkowiek "ambicji", czy nawet chęci polepszenia swojego bytu. Ktoś tu wcześniej napisał, że to dobrze, że nie zwraca się uwagi na materialne sprawy, że to fajnie jest chodzić w dziurawych butach.
    Ale co wtedy, gdy takie podejście manifestuje się postawą typu: "no nie mam wędliny/sera/czegokolwiek do chleba, to będę jadł z masłem, a co mi tam". Po prostu jest to dla mnie zupełnie nie do pojęcia, żeby z jakiegoś powodu (lenistwo? lęk?) tak obniżać swoje wymagania wobec siebie i życia...
    Rozważałam już taką możliwość, że mój dorosły brat ma pretensję do rodziców, mnie, a może ma depresję, bądź inne zaburzenia. Jest między nami kilkuletnia różnica wieku i ze względu na to i dość dużą różnice charakterów nigdy nie miałam z nim idealnych relacji, ale się martwię. A jeszcze bardziej martwię się tym, że nie bardzo wiem, jak mu pomóc.
  • black_tangens 24.11.09, 18:04
    kubeczek2222 napisał:

    >Nasz 21 letni syn od maja 2008 roku pracował w 5 firmach w sumie 7 miesięcy. Tw
    > ierdzi, że praca go nudzi po pewnym czasie.


    Większość dorosłych ludzi praca nudzi. To że twojego syna nudzi praca nie
    świadczy o jego socjopatii. Dużo ludzi, szczególnie w młodym wieku i bez
    wykształcenia często zmienia pracę. Taki jest rynek pracy. Problem nie musi
    leżeć po stronie syna, sam napisałeś, że nadział się na nieuczciwego pracodawcę.

    Nie zgodziliśmy się na studia dzien
    > ne, ponieważ z trudnościami dotarł do matury (nie uczył się) a jedynie grał w g
    > ry sieciowe. Doradzaliśmy mu studia zaoczne, bo gdy będzie mu zależało to zarob
    > i sobie na nie i jeszcze będzie miał na ubranie się. Nie naciskaliśmy specjalni
    > e na łożenie na życie, gdy sobie opłaci studia, ubierze się, zrobi sobie prawo
    > jazdy, jakiś kurs dokształcający językowy (studia ok. 500 zł.). Ten problem zac
    > zął pojawiać się później.

    Ha, ha, hasmile))) Z jednej strony piszesz, że nie naciskaliście na syna, by
    ułożył sobie życie, z drugiej “nie zgodziliście się” (!!!!!!) by studiował
    dziennie. W
    iec jak było drogi tatusiu? Mala psychomanipulacja? Jak wynika z
    twojej wypowiedzi syn chciał studiować dziennie, ty mu tego zabroniłeś. Czy
    zdajesz sobie sprawę z tego, że jako absolwent studiów zaocznych ma inny
    prawdopodobnie gorszy start na rynku pracy?

    > Syn jednak pracował jedynie wtedy, gdy uczelnia dociskała go ponagleniami.

    To dobrze, że syn chciał samodzielnie poprzez swoją pracę spłacić zadłużenie,
    bo gdyby syn był złośliwy to by wam kazał spłacić to zadłużenie. Jeśli dziecko
    studiuje to rodzice jako opiekunowie prawni muszą otrzymywać to dziecko do 26
    roku życia i to nawet jeśli dziecko jak piszesz “nie uczy się” ale “jakoś” zdaje
    egzaminy.


    Chod
    > ził w dziurawych butach, startych na miazgę nogawkach spodni. Zakochał się w ca
    > łkiem sympatycznej dziewczynie i dalej nic lepiej.


    A jakie buty nosila reszta rodziny? Nowe i modne czy takie jak syn?Chodzi
    mi o to, że może syn miał podstawy czuć się inaczej traktowany niż reszta
    rodziny? Ja bym pomogła nawet 50-letniemu synowi, gdyby sobie nie dawał rady
    finansowo, no ale nie każdy musi. Nie mogłabym patrzeć na to, że syn chodzi jak
    łajza, bo nie daje rady zarobić w czasie kryzysu. Mnóstwo naprawdę bardzo
    dorosłych i pracowitych ludzi teraz finansowo nie wyrabia i to nie jest ich
    wina. Twój syn jest co prawda pełnoletni ale ma bardzo male doświadczenie
    życiowe. Poza tym twój syn jest poniżej 26 roku życia i się uczy (patrz prawo),
    więc jakieś obowiązki względem niego masz.


    > Po pierwszym roku zgodził się na czarno pracować na budowie, ale właściciel go
    > okantował mimo naszych ostrzeżeń, że jest to ryzykowne na ok. 2000 złotych (re
    > agował irytacją i słowami tato ja wiem co robię). Mając dług w szkole, zrobił s
    > obie urlop dziekański, ale musi oddać szkole kasę. Teraz drugi miesiąc pracuje
    > na ¼ etatu w gastronomii. Dzień mija mu na porannym wyskoczeniu do dziewcz
    > yny na 2 godziny, grze lub filmie, pójściu do pracy na ¼ etatu dosłownie,
    > spotkaniu z dziewczyną. (itd.itd.)W
    > międzyczasie tj jesienią 2008 r. wpłacił sobie na kurs prawa jazdy i po 2 poło
    > żonym egzaminie dał sobie spokój.



    Syn wydaje się nieco zagubiony i nie daje sobie rady z życiem. Szkoda, że nie
    chcesz mu jak ojciec pomoc, tylko go nieustannie krytykujesz. Syn wie, że ty mu
    nie pomagasz, bo nie umiesz z nim rozmawiać, tylko słyszy od ciebie surową
    krytykę, więc się wścieka. Tym bardziej, że ma nóż na gardle, bo ma dług do
    spłacenia.
    Taki dług dla młodego 21-letniego człowieka bez stałej pracy to
    nerwy. Syn wie, że nie pożyczycie mu tych pieniędzy, co gorsza, pomimo, że ma
    dług wyciągacie od niego pieniądze za pranie koszul (o czym piszesz niżej). Z
    jednej strony traktujecie syna jak dziecko: zabraniacie mu studiować dziennie,
    krytykujecie zamiast porozmawiać na równym poziomie a z drugiej strony
    traktujecie jak dorosłego ojca rodziny, bo ma przynosić pieniądze do domu i wam
    oddawać. Wielu jego rówieśników dostaje pieniądze od rodziców i może dziennie
    studiować.
    Twój syn też o tym wie.

    Nie łoży ani złotówki na życie mimo naszych u
    > wag. Z firmy obecnej otrzymuje ekwiwalent na pranie odzieży i prycha, gdy żona
    > wspomniała mu o nim, że powinien jej go oddawać skoro pierze mu odzież. Mamy ju
    > ż za sobą potworne kłótnie z wyzwiskami typu szmata, ku..., dziwka do żony, ręk
    > oczyny między mną a nim gdy padały jego słowa. Z wściekłości płakał i
    wyzywał.


    Syn ma długi do spłacenia a wy wyciągacie pieniądze na pranie. O rany! Widzę
    też, że główny konflikt przebiega pomiędzy mężczyznami: ojciec i syn. Jak u
    zwierząt, kiedy samce walczą ze soba, stary samiec przeciwko młodemu?
    Chcesz
    do tego doprowadzić życie w swojej rodzinie? Co do bójek: do tego trzeba obojga
    (samców) i rękoczyny nie są najlepsza reakcja na to, że syn używa wyzwisk. Co
    nie oznacza, że pochwalam wyzwiska. Ale nie powinieneś bić syna jako reakcje na
    jego wyzwiska, bo w ten sposób konflikt eskaluje a syn wiadomo, że odda i bójka
    gotowa.

    > Żona zawsze starała się z córką nas wyhamować. Powoli umiera nasza miłość do ni
    > ego. Nie pomaga w domu w obowiązkach domowych a ja już nie chcę go prosić, bo o
    > d lat słyszymy jedynie słowo zaraz, o Jezu!!, albo milczenie. (...)Obecnie nie
    proszę już o nic, żona
    > też przestaje.



    Żona dobrze robi, że stara się te walki samców pohamować. A może ona ma lepszy
    wpływ na syna? Może powinieneś się wycofać z tego konfliktu na jakiś czas i ona
    by sprobowała porozmawiać z synem?
    Bo po tych bojkach to raczej długo nie
    będziesz miał zaufania syna.

    Mieszka obok nas lokator, po którym się sprząta, bo w domu jeszc
    > ze jest dwoje dzieci a trzech pokoi dla dzieci nie mamy.


    Co ma piernik do wiatraka? Że niby nie ma już miejsca dla syna? O to ci
    chodzi?


    I piszę Państwu o dzie
    > cku, w które włożyliśmy najwięcej wysiłku i miłości, bo ciągle miało pretensję,
    > że jest nie kochane albo sprawiało takie wrażenie. Nie mamy z żoną wyrzutów su
    > mienia z powodu błędów wychowawczych, bo nawet, gdy się pojawiły to nigdy nie b
    > yły celowe. Jest smutek a ostatnio determinacja w kierunku przeprowadzenia rozm
    > owy, (która może zakończyć się wrzaskiem i wyzwiskami z jego strony, aby zagłus
    > zyć rozmowę), że może zastać któregoś dnia zamknięte dla niego drzwi i niech ży
    > je na własny rachunek.


    Czy rozmawialiście z synem na poważnie o jego zarzutach, że nie był tak
    traktowany jak reszta dzieci? Takie zarzuty nie biorą sie znikąd.



    > Pozostałe dzieci tj najstarsza córka i najmłodszy nie sprawiają problemów.


    Konflikty z ojcami maja najczęściej synowie. Córki o wiele rzadziej. Ile ma
    lat ta najstarsza córka ? – z tego co piszesz to jeszcze mieszka u was w domu.
    Małe pytanie: czy pozwoliliście córce studiować dziennie? Czy wasza najmłodsza
    latorośl w przypadku przeciętnych ocen też dostanie zakaz studiów dziennych?



    Kied
    > yś wydawało się to takie oczywiste, że jak sobie dziecko wychowasz to takie mas
    > z.


    To nadal jest prawda.


    > W domu nie ma alkoholu, również u syna, jesteśmy zgodnym małżeństwem, poświęca
    > jącym dzieciom naprawdę dużo czasu, ( nie mówiąc o osobie syna który od kilku l
    > at powoli od nas się odsuwa mimo naszych i pewnie jego prób.
    > Ktoś powie tak niektóre dzieci dorastają…..


    [b]Ale w domu są bójki, brak szacunku do siebie, nie umiecie rozmawiać z synem a
    mieliście 21 lat by się tego nauczyć!!!!! Są pretensje syna do was a wy nie
    staracie się ich wyjaśnić !!!! Uważasz, że to nie p
  • black_tangens 24.11.09, 18:09
    kubeczek2222 napisał:

    > W domu nie ma alkoholu, również u syna, jesteśmy zgodnym małżeństwem, poświęca
    > jącym dzieciom naprawdę dużo czasu, ( nie mówiąc o osobie syna który od kilku l
    > at powoli od nas się odsuwa mimo naszych i pewnie jego prób.
    > Ktoś powie tak niektóre dzieci dorastają…..


    Ale w domu są bójki, brak szacunku do siebie, nie umiecie rozmawiać z
    synem a mieliście 21 lat by się tego nauczyć!!!!! Są pretensje syna do was a wy
    nie staracie się ich wyjaśnić !!!! Uważasz, że to nie patologia?!?!?!????

    Nie tylko alkoholizm jest patologią. Wydaje mi się po stylu w jakim piszesz i
    jak opisujesz te sytuacje, że raczej reprezentujesz autorytarny styl wychowania,
    który w przypadku 21-letniego “dziecka” to raczej w obecnych czasach rzadko
    zdaje egzamin.
  • stara_dominikowa 24.11.09, 18:12
    Współczuję. Po wykluczeniu problemów zdrowotnych (depresja, choroba psychiczna)
    musisz jasno skodyfikować zasady panujące w domu. Od drobnych (obowiązki
    domowe), poprzez istotne (dokładanie się do budżetu albo sumienne kształcenie)
    do najważniejszych (nietykalność rodziców). Za drobne przewinienia jasne
    sankcje, za te poważne zakaz wstępu do domu. Absolutnie niedopuszczalne jest dla
    zdrowego dorosłego człowieka obrażanie matki czy bójka z ojcem. Jeśli będziecie
    ustępować dojdzie do tragedii.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • verdana 24.11.09, 18:39
    Ale przeciez ten syn nic takiego nie robi, zeby go z domu wyrzucać,
    litosci..
    Prawde mówiac, wymagania wobec niego sa duże . Oplacenie studiow,
    kursu na prao jazdy, ubrania itd to jest dużo. Moja pracowita corka,
    ktora studiuje i pracuje na pewno by nie byla w stanie tego oplacić.
    Bez wyksztalcenia, kiedy w dodatku nalezy się jeszcze uczyć, nie
    sposob zarobić na zycie i studia. Przyznam, ze dla mnie w tym
    wypadku żądanie dolożenia się do prania (nie zrobienia prania, ale
    zaplacenia za nie) jest całkiem zrozumialym powodem histerii.
    Sprawia to wrazenie szykany. Naprawde, do glowy mi nie przyszlo - i
    chyba malo komu - by brac od wlasnego, jeszcze nie samodzielnego
    dziecka za proszek do prania. Na mnie to sprawia wrazenie braku
    milosci, nie kasy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • niteczka51 24.11.09, 18:57
    [Czytajac Pani post włos sie jezy na głowie ..a moze tak 21-latka
    utrzymyac do 40 ..niech nic nie robi.Bo przeciez biedaczek na
    proszek nie zarobi.Mama 3 dzieci i w tym 21 lata .Był jeszcze w
    liceum jak pracowal w wakacje.Teraz studjuje , pracuje.A Pani uwaza
    to za szykany ..boze chron nas przed takimi rodzicami jak Pani
  • kasiak37 24.11.09, 20:16
    zgadzam sie z Verdana,zreszta nie po raz pierwszy.
    Tez jestem mama 3 dzieci,w tym dwojga studiujacych,m.in syna lat 21,ktory
    mieszka w akademiku i co tydzien oddaje mi pranie do prania.Malo tego,dostaje je
    nawet uprasowane i w zyciu by mi do glowy nie przyszlo ciagnac od niego za to
    kase.Ma stworzone przez nas warunki do studiowania w systemie dziennym i az tych
    studiow nie skonczy(oczywiscie w terminie,a sa to ciezkie studia) nie wymagam
    finansowania ubran,chemii do domu,zywnosci czy dokladania sie do rachunkow.To
    dla mnie zupelnie naturalne jako odpowiedzialnego rodzica chcacego otworzyc
    furtke swojemu dziecku do lepszej przyszlosci.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • jacek226315 25.11.09, 00:52
    kobito umiesz Ty czytac,rozumiec po Polsku i wyciagac wnioski bo
    jesli nie to wroc do szkoly.Twoj syn studiuje i mieszka w akademiku
    syn zalozyciela watku jest pasozytem w domu.Kapujesz rozniceTo
    do "kasiak37"
  • kasiak37 25.11.09, 00:58
    ja umiem czytac ze zrozumieniem natomiast Ty nie przeczytales calego watku,radze
    sie zapoznac.Chodzi o stworzenie warunkow do studiowania a tym samym zdobycia
    zawodu i usamodzielnienia sie.Teraz kapujesz?
    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • kasiak37 25.11.09, 01:00
    panie madralinski,"po polsku" piszemy mala litera.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • jacek226315 25.11.09, 07:09
    o nie mozliwe? Cos podobnego,myslalem ,ze forum jezykowe jest gdzie
    indziej.Wyjedz niuniu na prawie trzydziesci lat z kraju i nie miej
    stycznosci z jezykiem,potem wroc i zobaczymy. Zreszta samo zwracanie
    uwag jest nietaktem,no ale co wymagac od kogos kto cale zycie za
    stodole lata.
  • kasiak37 25.11.09, 17:44
    mozliwe,mozliwe,panie kulturalny inaczej.To ta obczyzna odebrala Ci kulture
    jezyka i jego znajomosc?

    I nie,nie masz racji ze 21 lat to ostatni dzwonek na to zeby dorosnac.I odnosze
    wrazenie ze mamy rozny odbior definicji "doroslosc".
    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • jacek226315 25.11.09, 20:33
    kasiak37 sluchaj Ty cnotliwa kwoko,sama zaczelas byc zlosliwa to
    sie doczekalas.Kto sieje wiatr zbiera burze.Czas wyjac sobie slome z
    butow. i tyle mam do powiedzeia,a teraz sobie poszczekaj a karawana
    bedzie jechac dalej
  • kasiak37 25.11.09, 20:44
    czy Ty czasem nie powinienes udac sie gdzies ze swymi problemami i agresja
    niewiadomowego pochodzenia skierowana do wszystkich dookola?
    Bo chamstwa sie niestety nie leczy...a szkoda.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • jacek226315 26.11.09, 10:23
    zanim nazwiesz kogos chamem wejska babo spojrz w lustro.Przejzyj swe
    wpisy i zobacz kto zaczal byc zlosliwy i niegrzeczny.Cudze sie widzi
    pod lasem swego pod nosem.Chamstwo jest nie leczone,ale kompleksy
    tak i idz z nimi gdzie trzeba a forum nie zasmiecaj
  • kasiak37 26.11.09, 10:29
    znow klania sie ortografia no ale w sumie czego wymagac od takiego "inteligenta"?
    Zdecydowanie cierpisz na amnezje-spojrz na swoj pierwszy wpis.To mozna leczyc.

    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • jacek226315 26.11.09, 16:00
    stryzone,golone
  • kiddo5 27.11.09, 04:28
    To ty jestes chamem nie ona! Jezyk jakiego uzywasz sugeruje ze to ty 'latasz za
    stodole' badz masz to w przekazywanych z pokolenia na pokolenie genach. Dostep
    do internetu sprawia ze automatycznie masz kontakt z jezykiem polskim i mowi ci
    to osoba od wielu lat przebywajaca poza granicami kraju i (dajcie mi za to
    medal) poprawnie poslugujaca sie polszczyzna.
    Ba, znam wielu cudzoziemcow, ktorzy wyslawiaja sie lepiej niz ty.
    --
    To you I'm an atheist; to God, I'm the Loyal Opposition
  • n.i.p.69 27.11.09, 10:01
    ...czlowieku! co Ty wyprawiasz? ....zdecydowanie! brakuje Ci, obiektywnego
    wglądu do oceny wlasnych zachowań.
  • owieczka1972 12.12.09, 00:03
    Witam Pani Kasiu i popieram Pani wypowiedź. Mam dziś 37 lat, jednak
    po zdaniu matury też sama nie wiedziałam co ze sobą zrobić, najpierw
    rok po maturze siedziałam w domu oczywiście na utrzymaniu rodziców,
    potem zaczynałam w kolejnych latach kolejne studia,wszystko było nie
    to, wszystkie przerwane, wszystkie na koszt rodziców i życie na
    koszt rodziców. I przez cały ten czas nie usłyszłam ani jednego
    złego słowa, ani jednego tekstu że jestem ciężarem chociaż mam dwoje
    młodszego rodzeństwa które rodzice też musieli utrzymywać. Co więcej
    dla mnie i mojego rodzeństwa do dzisiaj jest oczywistym że naszym
    miejscem na ziemi jest mieszkanko gdzie mieszkzją nasi rodzice i że
    tam można zawsze wrócić i nikt nie będzie żądał pieniędzy za upranie
    skarpetek. Ostatecznie nie skończyłam żadnych studiów ale dzięki
    temu że nie miałam presji ani bata nad sobą znalazłam swoją drogę w
    życiu, prowadzę działalność gospodarczą, mam swoją rodzinę, mam dom,
    dobrze mi się powodzi a rodzicom jestem wdzięczna i pomagam jak mogę
    choć oni wcale ode mnie tej pomocy nie oczekują. Co więcej mama do
    dzisiaj potrafi przyjść i zabrać mi z pralni pranie do uprasowania
    bo jest obecnie na emeryturze i nudzi jej się a chce mi jakoś pomóc
    bo widzi że czasowo jestem krucho, no nie muszę jej za to płacić!!!
    Moi rodzice a zwłaszcza mama jest moim bohaterem bo zrobiła
    wszystko, a raczej nie zrobiła nic żeby przeszkodzić mi odnaleźć się
    w życiu, po prostu kochała bezwarunkowo i wiedziała że z takim
    bagażem nie zejdzie się na złą drogę. Dodam że siostra też się
    usamodzielniła, ale brat chociaż już stary 30 letni koń mieszka z
    rodzicami. Ale pracuje, dokłada się do utrzymania, pomaga w domu,
    też lubi gry komputerowe a nawet piwko, ale rodzice mu nie brzęczą,
    jak znajdzie sobie kogoś, wyprowadzi się to dobrze, jak nie to jego
    życie, nadal jest ich dzieckiem ma prawo mieszkać w ich domu tak jak
    my mamy prawo zawsze tam wrócić, mama mu pierze i prasuje ale nie
    wypomina!!!
  • mifredo 12.12.09, 14:51
    To co napisała owieczka1972 w tym wszystkim, jest najmądrzejsze!
    Trzeba kochać swoje dzieci miłością bezwględną,
    wszak to się ślubuje na ślubie,
    ale niestety nie do wszystkich to dociera!
    Mam bezwględnego, raczej chorego ojca,
    który cały czas walczy ze swymi od niego lepszymi synami!
    Niczego mi w życiu nie zapewnił
    a tylko wymagał wedle swoich mrzonek!
    Co prawda nie zgwałcił mnie,
    ale jednak czuję się przez niego w pewnym sensie zgwałcona
    i poniżona.
    Zmusił mnie do aborcji!
    i nigdy nie zaakceptował mojego męża!
    Teraz do niego przed świętami napisze liścik,
    by sobie to uświadomił przed śmiercią,
    a stary już jest, ma 86 lat!
    --
    Po co mi nauka, skoro nie wytwarza rozumu.
  • owieczka1972 12.12.09, 16:44
    Dodam coś jeszcze do mojego poprzedniego postu, moja mama mając 17
    lat straciła swoją mamę, ojciec jakby tylko na to czekał związał się
    z inną kobietą i zostawił na pastwę losu swoich 4 dzieci(moja mama
    była trzecia w kolei, miała jeszcze młodszego brata)to było w
    podkieleckiej wsi 60 przeszło lat temu więc nikt nie słyszał o
    opiece społecznej itp pomocy dla dzieci które z dnia na dzień
    pozostawine same sobie musiały sobie jakoś radzić więc wszyscy
    rozjechali się po Polsce i poszli do pracy. Więc moja mama od 17
    roku życia bardzo ciężko pracowała fizycznie do samej emerytury
    (chociaż kiedyś w szkole miała bardzo dobre oceny nie dane jej było
    skończyć żadnej szkoły). Swojego ojca zobaczyła dopiero w trumnie na
    jego pogrzebie. Przez te wszystkie lata nigdy nie szukał swoich
    dzieci ani nie interesował się co się z nimi stało.Wszyscy byli
    twardzi i wyszli na ludzi ale wszyscy mieli bardzo trudne życie.
    Moja mama nieraz mi o tym opowiadała i zawsze kończyła że nigdy nie
    dopuści aby jej dzieci czuły się tak jak ona i jej rodzeństwo z dnia
    na dzień porzucone, opuszczone, olane, pozostawione bez środków do
    życia. I że swoim dzieciom będzie pomagać mimo wszystko dopóki tylko
    starczy jej sił i zdrowia. I myślę że na pewno nigdy nie będzie tego
    żałować bo z naszej strony ma wielką wdzięczność i miłość.
  • mifredo 13.12.09, 08:36
    Jeśli po dobroci nie dacie rady poradzić sobie z synem,
    to tym bardziej w złości, rozkazami i poniżaniem, restrykcjami.
    Wychowanie dziecka po własnej myśli nie zawsze sie udaje.
    Trzeba by było być mistrzem, przywódcą duchowym i kto wie kim jeszcze.
    Dzieci nie są własnością rodziców,
    maja może podobny do was wygląd,
    ale nie możecie im wszczepić własnych myśli i własnego ducha,
    bo to mają swoje własne.
    --
    Po co mi nauka, skoro nie wytwarza rozumu.
  • pia.ed 19.12.09, 14:30
    mifredo napisała:
    > Jeśli po dobroci nie dacie rady poradzić sobie z synem,
    > to tym bardziej w złości ...


    Napisalas madrze, mifredo, ze dziecku nie mozna wszczepic wlasnych
    pogladow.
    Tylko ze w tej chwili najwiekszym problemem jest to,
    ze syn nie dosc ze traktuje dom jak hotel w ktorym dostaje
    wikt i opierunek, ale do tego wyzywa rodzicow
    kiedy cos tylko od niego chca ...

    Wyglada na to, ze nie mozna z nim prowadzic spokojnej dyskusji
    na zaden temat, bo zaraz wpada w zlosc!

    Czy uwazasz, ze dla swietego spokoju rodzice powinni mu we wszystkim
    ulegac,
    i czekac ze moze za cztery lata zmadrzeje???

    Od czegos trzeba zaczac, moze od takiego drobiazgu
    jak pranie jego ubran roboczych?
    Jak nie chce dac matce otrzymanego ekwiwalentu za pranie,
    to niech zanosi ubrania do swojej dziewczyny
    albo oddaje do prania na miescie!

    Ograniczylabym ilosc rozmow z synem do mninimum,
    bo rozmowy prowadza do kontrowersji i wybuchow.
    Rodzice powinni go traktowac troche jak powietrze,
    odzywac sie tylko jesli on o cos zapyta ...
    i zobaczyc czy to mu da cos do myslenia.

    Nie interesowac sie tym, co robi albo nie robi ... bo to nic nie
    daje ... a kazac mu sie wyprowadzc z domu to jeszcze za wczesnie,
    chlopak sam sie nie utrzyma.

    Ale gdyby sie dalej awanturowal i ublizal matce, to postawic sprawe
    jasno:
    "Koniec z tym, albo nastepnym razem jak wrocisz z pracy, to walizka
    bedzie stala na schodach, i mozesz szukac miejsca w przytulku dla
    bezdomnych, bo my cos takiego dluzej nie chcemy tolerowac!"
  • mifredo 20.12.09, 09:56
    Istotny fakt!
    Dziewczyna!
    Jeśli ją ma , niech ona mu pierze a nie matka.
    Skoro ma dziewczynę, to świadczy o tym,
    że byczuś nie jest chory!
    Mój chory na schizofrenie syn,
    nie ma dziewczyny,
    przez to, że jest chory nad nim sie lituję
    i mu jego weganskie potrawy gotuje,
    ale wymagam od niego chociaż te 150 zł miesięcznie
    z pieniędzy, które mu załatwiłam.
    Resztę przepala i przepija!
    Swoim synom powiedziałam,
    że na bebiko muszą zapracować sami.
    Jest dziewczyna, może pojawić sie i dziecko.
    I co, znowu dziadki beda musieli łożyć na wnuka/czkę?
    Mimo wszystko trzeba wymagać,
    ja swojemu choremu powiedziałam,
    że od stycznia sam sobie będzie gotował
    i kupował te swoje hindusko wegańskie potrawy,
    bo ja rodzic, matka, nie jestem młoda i nie mam tyle sił
    prowadzić dwie kuchnie w moim wieku,
    jest ponad me siły.
    Ja mam zdanie,
    że obowiązkowo pomaga się do pełnoletności czy samodzielności
    i cały czas wychowuje się ,
    a potem nie mamy takiego obowiązku jeśli dziecko jest zdrowe.
    --
    Po co mi nauka, skoro nie wytwarza rozumu.
  • mamaningin 25.11.09, 14:25
    Rodzice się skarżą, że syn nie wykazuje żadnej aktywności życiowej. Nie chce się
    uczyć, nie chce wykonywać prac domowych (przykład z wyprowadzaniem psa), ledwo
    ma jakąś dorywczą pracę, ale zupełnie bez zaangażowania (kilka razy zmieniał,
    pracował raptem w sumie parę miesięcy), zaniedbuje się fizycznie i ucieka w
    świat komputera. Tu nie ma nic o tym kto powinien łożyć na studia, tu nie o to
    chodzi. Zanim zarzucisz komuś brak umiejętności czytania ze zrozumieniem, może
    sama przeczytaj tekst jeszcze raz.
  • stara_dominikowa 24.11.09, 19:07
    verdana napisała:
    > Ale przeciez ten syn nic takiego nie robi, zeby go z domu wyrzucać,
    > litosci..

    Pewnie, łaskawca jeszcze matki nie trzasnął z liścia. Dorosły człowiek musi
    podporządkować się zasadom w domu tak jak zasadom społecznym. Jest w pełni
    odpowiedzialny za swoje postępowanie i powinien znać konsekwencje swoich czynów
    i je ponosić. Prokurator nie będzie się z nim cackał i jeśli złamie prawo -
    pójdzie siedzieć. Szykany? Nie, tak wygląda świat, taki jest porządek rzeczy.
    Wybaczanie każdego zachowania bez konsekwencji prowadzi do coraz większych
    nadużyć. Od dwulatka do późnej starości.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • kasiak37 24.11.09, 20:06
    a mnie sie wydaje Dominikowa ze Ty widzisz tylko biale lub czarne,na dodatek z
    tego co piszesz bije taka znieczulica i sztywnoscia ze az strach.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • verdana 24.11.09, 21:26
    Czyli dzieci nie sa u siebie - mieszkaja z laski u rodzicow i nawet
    dorosle maja bez szemrania robic to, co im sie kaze. Nie iść na
    studia, pracowac tam , gdzie rodzice wybrali, sluchać i nie miec
    zadnego wyboru, bo nie sa u siebie.
    Cóż, przy takim nastawieniu nie rozumiem po co miec dzieci. Moje
    dzieci sa u siebie w domu, podobnie jak ja. Nie ustalem sama, co
    mają domownicy robic, jest wypracowany kompromis, uwzgledniający
    potrzeby wszystkich. Dorosle dzieci nie musza mi sie
    podporzadkowywać, ponieważ są tak samo u siebie, jak ja jestem.
    A zalożenie, ze rodzice każą iść na zaoczne i na nie zarobić - to
    praktycznie powiedzenie, ze nic ich dalsze losy syna nie obchodza.
    Zarobienie na zaoczne, plus inne wydatki, plus rzetelne studiowanie
    jest dla 21-latka bardzo trudne, a czasem wrecz niemożliwe. Studia
    zajmują sporo czasu, a nikt nie szuka pracownikow bez wyksztalcenia.
    Mam wrazenie, ze nie tylko syn jest tu winien - celem rodzicow na
    pewno nie jest wyksztalcenie syna, tylko pozbycie się ciężaru
    finansowego. Branie za pranie od faceta, ktory sobie oplaca studia
    to po prostu przegiecie.
    Na starość syn będzie brał od rodzicow kase za zrobienie im zakupów
    i wtedy będzie , ze "wyrodny"...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • stara_dominikowa 25.11.09, 08:26
    kasiak37 napisała:
    > a mnie sie wydaje Dominikowa ze Ty widzisz tylko biale lub czarne,na dodatek z
    > tego co piszesz bije taka znieczulica i sztywnoscia ze az strach.

    Ludzie! Ten człowiek bił się z ojcem, a matkę wyzwał od dziwek. Wszyscy, którzy
    go bronią tego nie zauważyli, aż dziwne. Może w waszych domach jest to na
    porządku dziennym, cóż...
    To typowe w domach, gdzie dzieci mogą wszystko a po 18 roku życia zaczynają się
    zakazy i wymyślanie dorosłemu jak ma żyć. Taki człowiek nie umie odnaleźć się z
    społeczeństwie i faktycznie jest bezradny, całymi latami tego nauczony.
    Jednocześnie nie chce dać sobie narzucić sposobu w jaki ma żyć - bo przecież
    jest pełnoletni. Koło się zamyka. Wtedy matka obrywa i ojcu trzeba przyłożyć.
    Podczas kiedy proces wychowania powinien być już zakończony rodzice przypomnieli
    sobie, że zaniedbali syna i wchodzą na forum z problemami z dorosłym
    człowiekiem. Smutne.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • yoko0202 25.11.09, 12:40
    stara_dominikowa napisała:

    > Ludzie! Ten człowiek bił się z ojcem, a matkę wyzwał od dziwek. Wszyscy,
    którzy go bronią tego nie zauważyli, aż dziwne. Może w waszych domach jest to na
    porządku dziennym, cóż...

    to jest absolutnie nienormalne! ale tu właśnie leży sedno problemu.
    Chłopak ewidentnie ma problemy emocjonalne, nie radzi sobie z agresją,
    frustracją i całym światem. Tyle, że tego chłopaka wychowali dokładnie ci
    rodzice, wobec których on się tak zachowuje.

    w takiej sytuacji, stosowanie strategii rodem z podręcznika do tresury psów jest
    idiotyczne - czy rozmowa typu: masz wychodzić z psem dwa razy dziennie, odkurzać
    i oddawać połowę za czynsz, albo się wynosisz... załatwi sprawę? Nie!
    tu wypadałoby zainteresować się własnym dzieckiem, co go gnębi, dlaczego jest
    taki nieszczęśliwy. Bo on jest nieszczęśliwy i to bardziej niż rodzice.
    Problemem dla rodziców jest on. Problemem dla niego jest cały świat.
  • kasiak37 25.11.09, 17:37
    Dominikowa,przeczytaj sobie dokladnie co napisal autor watku i co odpisalam
    ja.Tam ojciec TEZ startowal z lapami do bicia wiec nie mow mi prosze ze to jest
    normalne zachowanie w rodzinie!Niedaleko pada jablko od jabloni jak sie to mowi.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/86w6p1.png
  • stara_dominikowa 26.11.09, 09:17
    kasiak37 napisała:
    Niedaleko pada jablko od jabloni jak sie to mowi

    Zgadzam się.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • torakora 27.11.09, 15:17
    z tego co pamiętam nie było tam nic ze syn bije tylko napisane ze jak
    wyzywa to dochodzi do rekoczynow i z tego co ja rozumiem zaczynajacych
    sie od ojca, ktory leje syna za wyzwiska ...


  • mk72 24.11.09, 22:29
    Obawiam się, że Waszym kluczowym błędem było "doradzenie" synowi
    studiów zaocznych. Zapewne niewiele miał tu do powiedzenia, a i nie
    wiemy, czy mógł choćby sobie wybrać kierunek. Na podstawie wieku
    Waszego syna wnioskuję, że zdawał już nową maturę, a więc oceny na
    niej byłyby decydujące o dostaniu się na studia dzienne. Dlaczego
    nie pozwoliliście wybrać synowi takich studiów dziennych, na które
    mógłby dostać się ze swoimi ocenami (nie wiemy jakimi), a
    jednocześnie by go interesowały ? Gdyby syn odpadł z tych studiów,
    nie skończyłby ich, mielibyście jakieś argumenty po swojej stronie.
    A tak... w pewnym sensie ubezłasnowolniliście syna i teraz macie do
    niego pretensje.
    Poza tym Wasze obecne postępowanie wobec syna jest pełne
    niekonsekwencji i wrogości. Niby go utrzymujecie, ale przy każdej
    nadarzającej się okazji dajecie mu do zrozumienia, jak z tego
    jesteście niezadowoleni. To żądanie zwrotu kasy za pranie odzieży,
    to jest dla mnie przejaw małostkowości. Przecież i tak pierzecie
    rzeczy całej rodziny, więc koszty tu się rozkładają. Do niczego to
    nie prowadzi, a jest kolejny przedmiot konfliktu.
    Kilka osób wspomniało tu o obowiązku alimentacyjnym. Istnieje on
    rzeczywiście, ale nie ma tu sztywnej górnej granicy wieku, kończy
    się on, gdy dziecko może się utrzymać samodzielnie. Z drugiej
    strony, może on ustać, gdy dziecko z własnej winy nie uczy się,a
    jest już pełnoletnie. Mam wrażenie, że w Waszej sprawie nic nie jest
    czarne ani białe. Faktem jest, że w razie wyeksmitowania syna z
    mieszkania i odmowy utrzymywania go, może Was pozwać o alimenty.
    Wtedy sprawę będzie oceniał sąd, jakie będzie jego orzeczenie,
    trudno przewidzieć, bo znamy tylko Waszą (rodziców) wersję, nie
    znamy zdania syna. Tak czy inaczej, ewentualne oddawanie sprawy w
    ręce sądu to chyba najgorsze wyjście.
    Myślę, że jest Wam potrzebna szczera rozmowa z synem, ale nie na
    zasadzie, że tylko Wy czegoś od niego oczekujecie, ale także i tego,
    czego on od Was oczekuje. Taka rozmowa powinna odbyć się bez żadnych
    warunków wstępnych i bez przesądzania jej rezultatów. Być może
    byłoby dobrze, gdyby pomógł w doprowadzeniu do niej (a może i w
    przeprowadzeniu) psycholog. Na pewno spojrzenie kogoś z zewnątrz na
    problemy w kontaktach Waszych i syna przydałoby się. Ale czy
    jesteście do tego gotowi ?
    Jeśli piszesz, że "Nie mamy z żoną wyrzutów sumienia z powodu błędów
    wychowawczych", a jednocześnie, że "Pozostałe dzieci tj najstarsza
    córka i najmłodszy nie sprawiają problemów", to mam co do tej
    gotowości wątpliwości. Raz, ze patrzycie na swoje postępowanie w
    znacznej mierze bezkrytycznie i bezrefleksyjnie, dwa, ze
    porównujecie problemy z synem do braku problemów z pozostałymi
    dziećmi, a przecież każdy człowiek (każde dziecko) jest inny.
    --
    Atrakcyjna działka do sprzedania: www.dzialka2008.republika.pl/
  • luci1111 24.11.09, 23:32
    Oczywiscie ogromne obciazenie psychiczne i poczucie winy u rodzicow, na to
    niestety tak napredce nie ma rady. Wyglada na to, ze Panstwa syn ma ogromny lek
    przed swiatem i niemoznac podjecia jakiejkolwiek akcji; bardzo mozliwe, ze
    choruje na przewlekla depresje. Depresja u mlodych ludzi nie oznacza smutku!
    Zwlaszcza u mlodych mezczyzn objawami sa: poczucie wyobcowania, bycia innym i
    niezrozumianym, duza agresja i samoagresja, niemoznosc podjecia aktywnego zycia,
    prowadzacego do konkretnych celow. Czesto sa to na oko pogodni ludzie, krotkie
    plany ("darmowe przejazdy") potrafia sobie zorganizowac. Radzilabym zglosic sie
    do poradni psychologicznej, to troche jak byc rodzicem alkoholika.... Prosze nie
    czus sie urazonym, panstwo jestesci normalnymi rodzicami a depresja jest choroba
    i z wychowaniem nie ma nic wspolnego! Trzeba sie pozbyc poczucia winy, poszukac
    pomocy fachowej przede wszystkim dla siebie i pamietac: zycie to maraton, a on
    jest na pierwszym kilometrze! I potrzebuje pomocy, dobrej pomocy, ale nie
    rozpieszczania... Zycze powodzenia i sily!
  • mamaningin 25.11.09, 11:32
    Ja mam to samo co państwa syn, chociaż u mnie jest trudna sytuacja rodzinna
    (mama choruje na schizofrenię odkąd byłam dzieckiem, a ojciec jest wiecznie
    poirytowanym i zniecierpliwionym neurotykiem o wyjątkowo małych zdolnościach
    jeśli idzie o mądre postępowanie z ludźmi - on zawsze uważał, że dziecku do
    szczęścia jest potrzebne jedynie żarcie i dach nad głową). Ja na tym etapie
    swojego życia popełniłam błąd (a mam dopiero 23 lata), którego już nie da się
    naprawić m.in. przez fobię społeczną oraz niemożność zorganizowania i lęk przed
    życiem. Żałuję, że kiedy jeszcze nie było za późno nie poszukałam pomocy
    specjalisty. Miałabym zupełnie inne życie. Teraz to już nie mam czego szukać...

    Na pewno nie będzie entuzjastyczny na pomysł wysłania go do psychologa. Na pewno
    wytworzyła się między wami relacja rywalizacji (ja wam pokaże, że wcale nie
    wiecie lepiej) i taka sugestia wychodząca od was będzie zapewne zbagatelizowana
    mimo, że pewnie sam czuje w głębi serca, iż poturbuje takiej pomocy, ale boi się
    i nie wie w jaki sposób wykonać ten pierwszy krok. Pogadajcie z jego dziewczyną,
    może ona będzie w stanie w sposób wyrozumiały i ciepły dobrze mu doradzić. Jak
    wam się uda wysłać go do psychiatry (lub psychoterapeuty - żeby w razie czego
    można wypisać jakieś leki) to już z górki. Sądzę, że przyniesie mu to ulgę, doda
    otuchy, pomoże ogarnąć.

    Możecie pokazać mu mój post: rada od osoby takiej jak on! Idź do lekarza - on ci
    pomoże poukładać życie, zanim obudzisz się (tak jak ja) z przysłowiową ręką w
    nocniku. Nie wierzę, że takie życie cię bawi, a wręcz mam pewność, że cię męczy.
    A po co się męczyć? Po co frustrować siebie i rodzinę? Własny świat jest
    hermetyczny i nie umożliwia rozwoju... kiedy człowiek się nie rozwija, to tak
    jakby na prawdę nigdy nie żył - chcesz, żeby całe życie upłynęło ci przed
    komputerem?
  • n.i.p.69 27.11.09, 10:21
    chłopak do psychologa? oczywiście! ale zaraz za rodzicami(?) .........i nie
    piszcie, ze to normalni rodzice, czytają wypowiedź ojaca,( agresja aż kipi z
    monitora(?) ten chlopak nie ma i nigdy nie miał normalnego domu, brak alkoholu!
    to nie wszystko.....a wręcz zamazuje/maskuje prawdziwy obraz sytuacji i utrudnia
    okreslenie/znalezienie problematyki.
  • Gość: mifredo IP: *.chello.pl 27.11.09, 10:40
    Nie każdy człowiek ma doskonały napęd do życia,
    nie każdy jest taki sam.
    Mój syn zawsze na wszystko miał czas,
    zawsze na polecenie pomocy było: później, za chwile , nie teraz.
    Studia skończył dzienne,
    pracował przed i w czasie studiów, w Polsce i za granicą,
    my mu w tym pomagaliśmy.
    Wyłożył się na pracy w zawodzie.
    To przerosło jego siły.
    Stwierdzono schizofrenięsad
    Nie jest zdolny do żadnej pracy,
    nie zdążył wypracować renty.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.