Dodaj do ulubionych

Nieposłuszna pięciolatka

28.12.09, 15:03
Zacznę od tego,co było.Pracujemy z mężem na zmiany,mała chodzi do
przedszkola,o ile akurat nie choruje.Mamy stały rozkład dnia,musimy wszystko
dobrze zaplanować - konkretne godziny posiłków - jadamy RAZEM,o ile tylko się
da.Spacer też o określonej porze.
Wieczorem stała kolejność - zbieranie
zabawek,kąpiel,kolacja,dobranocka,książeczka i spać.O 18.00 codziennie
prosiłam o sprzątnięcie zabawek.Jak nie sprzątnęła zabawek przed bajką,robiła
to w trakcie dobranocki,tracąc ją.Nie mamy mini-mini,więc jak przegapiła
bajkę,to trudno.
Jeśli był problem przy sprzątaniu,zamiast kąpieli z zabawkami był
prysznic,żeby zdążyć na bajkę.
Od kilku tygodni leżę na zwolnieniu ciążowym,ona jeszcze nie wie,że będzie
miała rodzeństwo.Od kiedy nie mogę wstawać,aby wszystkiego
dopilnować,całkowicie ignoruje moje polecenia.Czasami udaje,że mnie nie słyszy
i bawi się dalej w najlepsze.Czasami odpowiada,że jej się nie chce (np.zebrać
z dywanu ścinków,które mi zostawiła przy łóżku).Co wieczór jest awantura o
sprzątanie zabawek.Co wieczór o 18.00 słyszę,że ona nie ma siły,jest
zmęczona,boli ją głowa i nie może sprzątać.Kończy się płaczem i krzykiem tuż
przed dobranocką.Płacz jej,krzyki wyprowadzonego z równowagi jej ojca.

Dziś poprosiłam,żeby założyła bluzę lub sweterek,bo w domu jest
zimno.Powtórzyłam to trzy razy.Bez skutku.W końcu powiedziała,że nic jej nie
pasuje do spodni.Wytłumaczyłam,że ma być jej przede wszystkim ciepło,bo znów
się przeziębi.I że może sobie sama wybrać bluzę.Powtórzyła mi cztery razy,że
nic jej nie pasuje do spodni.Wstałam i ubrałam na siłę w polar.Wyła godzinę.że
jej nie kocham,że nie szanuję i nie słucham,co do mnie mówi.
Nie mam już siły.Nie pomagają kary,które wytrącony z równowagi nakłada mój mąż
(weekend bez słodyczy - u nas są tylko w weekendy;brak ulubionej bajeczki z
komputera),ani nagrody.
Zdesperowana jakiś czas temu powiedziałam,że za każde NIE,kiedy prosimy ją do
obiadu,prosimy o zabranie zabawek lub ubranie się na spacer,będzie znikać
kolejna zabawka.Zabawki znikają,sytuacja się nie zmienia.Ma pięć lat i
całkowicie mnie ignoruje.Za dziesięć lat to aż nie chcę myśleć...
Ponieważ wraca teraz do zdrowia po infekcji,mąż codziennie zabiera ją na
krótki spacer - żeby złapała odporność zanim wróci do przedszkola,za którym
bardzo tęskni.Ponieważ on pracuje,spacer jest o różnych porach,w miarę
możliwości.Najpierw dziecko uprzedzamy - tak samo jest ze sprzątaniem - za
chwilkę ubierzemy się i wyjdziesz na dwór.Później prosimy,żeby przyszła się
ubrać.Wtedy słyszymy jęczące:nie chce mi się...I nie przychodzi.Ubiera się po
półgodzinie płaczu,wymówek i marudzenia.Z wściekłym ojcem.CODZIENNIE.Stały
scenariusz.
Zastanawiałam się,skąd takie zachowania.Szukałam ich u siebie,ale nie
znalazłam.Kiedy ona mnie woła do siebie,albo o coś prosi,idę do niej od
razu.Chyba że naprawdę nie mogę,wtedy mówię,że za chwilę i idę za
chwilę.Teraz zmieniło się tylko tyle,że jak coś ode mnie chce,proszę ją do
siebie.I ustalamy,że zabawkę z górnej półki dam jej za kwadrans.Bo nie mogę co
chwilę wstawać.
To nie jest tak,że problem pojawił się,od kiedy leżę.On się teraz nasilił do
granic możliwości.
Co robić?
Edytor zaawansowany
  • 28.12.09, 18:08
    Ależ to wszystko ułożone - jak w zegarku...
    --
    Epidemia grypy: kiedy wasz stomatolog boi się was bardziej niż wy jego.
  • 28.12.09, 21:00
    Inaczej się nie da funkcjonować.Pracujemy w przeróżnych godzinach,także na
    nocki.Dziadkowie mieszkają kilkaset kilometrów od nas.Radzimy sobie sami.
  • 28.12.09, 22:46
    Przede wszystkim sprzątanie przełóżcie na godziny, kiedy ktoś jest w
    stanie wyegzekwować od niej to sprzątanie i na godziny, kiedy nie
    jest nadmiernie zmęczona. Co się stanie, jeśli sprzątnięte będzie
    rano? Albo ona umyje się rano zamiast wieczorem? Co się stanie,
    jeśli wykąpie się po dobranocce?
    I mimo wszystko odpuściłabym te codzienne spacery, jeśli mała nie
    ma na niego ochoty - uodparnianie jest dobre, ale jeszcze lepsze są
    niezszargane nerwy u całej trójki. Zresztą stres też obniża
    odporność. Tak z rzeczy, która ma być przyjemnością (spacer z tatą)
    zrobiło się coś przymusowego: ojciec pewnie czasem padnięty, młoda
    może nie mieć wieczorem ochoty na łażenie po zimnym i ciemnym
    otoczeniu - i afera gotowa. Ona się nie chce ubrać (bo może nie ma
    ochoty/jest zmęczona), ojciec wkur.. bo jescze MUSI z nią wyjść.
    Odpuście trochę - tym bardziej, że skoro ty leżysz, on musi zająć
    się resztą: pracą, zakupami, obsługą domu i rodziny?
    Sytuacja jest nietypowa, to i pewna elastyczność jest wskazana...

    --
    Epidemia grypy: kiedy wasz stomatolog boi się was bardziej niż wy
    jego.
  • 28.12.09, 18:27
    Ja bym małej powiedziałą o ciązy. Ona wie, zę wstawać nie mozesz i
    to na swój sposób wykorzystuje. Pewnie zaczęłąbym od tego, zę bardzo
    ją kocham i mam jej coś ogromnie ważnego do powiedzenia. Starałabym
    sie przedstawić to tak, by w niej zakiełkowała odpowiedzialnosc za
    mnie /jako ciężarnąsmile/, że od niej zależy, by dzidziuś był silny i
    duży, że bez niej sobie nie poradzę, że teraz już jest duża
    dziewczynką i mam do niej zaufanie itd. Jest duża szansa, że mała
    zacznie zachowywać się inaczej - ale musicie jej tez trochę
    odpuścićsmile Gdybym ja miała tak wszystko pod godzinę robić, to też
    miałabym dosyć. Zróbcie wyjatek, pozwólcie jej bardziej dysponować
    czasem, moze to pomoże. Może ma trudniejszy okres, chociażby bunt
    pięciolatki?smile Spróbujcie wyluzować i poczekajcie trochę na
    rezultaty.

    > Co wieczór o 18.00 słyszę,że ona nie ma siły,jest
    > zmęczona,boli ją głowa i nie może sprzątać
    O tym bólu głowy to chyba gdzieś usłyszałasmile

    A spacery zamieniłabym na porządne wietrzenie mieszkania przed snem-
    ja ich też /spacerówsmile/ nie lubiętongue_out Wolę raz a porządnie, niż
    codziennie i trochę.

    >Nie pomagają kary,które wytrącony z równowagi nakłada mój mąż
    > (weekend bez słodyczy - u nas są tylko w weekendy;brak ulubionej
    >bajeczki z
    > komputera),ani nagrody.
    Kary może nie skutkują, bo są za częste i za szybko nakładane?
    Groźba kary jest skuteczna wtedy, gdy sama kara nie jest często
    udzielana, wręcz przeciwnie, gdy kara nakładana jest bardzo rzadko.
    Mała moze pogodziła się z tym, zę ją karzecie - w jej odczuciu
    niesprawiedliwie - i ma /sorry/ gdzieś, czy będzie następna kara czy
    nie. Po prostu już na to tak nie reaguje, jak kiedyś.

    Tak naprawdę to trudno mi się do czegoś konkretnego przyczepić w
    tym, co piszesz. Widocznie pojawił się okres buntu małej i stąd
    problemy. A że Ty leżysz, i Twój mąż musi się teraz głównie zajmować
    dzieckiem, to efekt jest taki, jak piszeszuncertain Spróbuj powiedzieć jej
    o rodzeństwie, ale uważaj, by nie poczuła się odrzucona - na pewno
    sobie doskonale poradziszsmile
  • 28.12.09, 21:05
    Dziękuję za dobre słowo.A o ciąży chcemy jej powiedzieć jak już będziemy
    pewni,że wszystko ok.Jestem po kilku operacjach.Mam usuniętą część szyjki
    macicy.Pewnie będę leżeć do lipca,mam nadzieję,że w domu...No i jakoś tak w
    połowie jej powiemy,bo te siedem miesięcy przed nami to dla pięciolatki
    strasznie długo...
  • 28.12.09, 18:58
    a kiedy i za co ją chwalisz? i co robicie razem?
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 28.12.09, 20:56
    Chwalę często - za piękne rysunki i wycinanki,za to,że jest bardzo
    samodzielna,że sama się ubiera.Często mówię,że ją bardzo bardzo kocham.Tak po
    prostu.
    Chwalę za pomoc w rozwieszaniu prania,za pomoc w sprzątaniu ze stołu po
    śniadaniu.Co robimy razem?Bawimy się.Budujemy razem z klocków,bawimy się
    lalkami,lepimy z plasteliny,oglądamy dobranockę i poranny blok programów dla
    dzieci.Bo ona ma mnóstwo pytań.Kiedy jestem w domu,jesteśmy nierozłączne.Jest
    cały czas przy mnie.
    --
    www.bewe.blog.onet.pl
  • 28.12.09, 23:19
    Akcja z bluzą: jeśli dziecko mówi mi że jest mu ciepło, a nie jest
    nagie - ufam jego mechanizmowi termoregulacji. Moja ocena może
    zawieść, ale subiektywne odczucie ciepła-zimna u zdrowego, nie
    leżącego dziecka - nigdy.
    Zasady: jasne, krótkie, komunikowane w równoważnikach zdań metodą
    "zdartej płyty" w razie potrzeby.
    Z własnych doświadczeń: wtajemniczyłabym ją w ciążę (wiem, że staję w
    opozycji do mądrych książek, które mówią, że pod koniec dopiero, jak
    brzuch spory etc.) - mojej córce, opozycyjno-buntowniczej mocno, z
    dokumentem na tę opozycję i buntowniczość, ta wiedza od wczesnych
    początków dobrze zrobiła - mam z bańki kwestie zazdrości z grubsza.
    Ona wiedziała, czekała, znała swoją rolę w naszym planie, nie
    potraktowała tego jako "wymiany" czy "spisku" tylko po prostu - jak
    było - jako powiększenie rodziny. W tej chwili mówi sama, ze się
    cieszy z posiadania siostry... ze warto, nawet słuchać czasem wycia,
    albo podać coś czy sprzątnąć.. smile No i poczucie odpowiedzialności,
    empatię, wrażliwość rozwinęła mocno odkąd wie o istnieniu siostry
    (tak, już przed jej narodzinami było widać w Natalce zmianę pod tym
    względem).
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 28.12.09, 22:02
    twoje dziecko - czy ci się podoba czy nie - ma swoje własne zdanie
    i zaczyna je coraz mocniej wyrażać

    dzięki temu ma szansę wyrosnąć na sensownego samodzielnego człowieka

    bo samodzielność nie polega na samodzielnym wypełnianiu poleceń, tylko na samodzielnym podejmowaniu decyzji

    im więcej szans na samodzielne podejmowanie decyzji tym większa skłonność do kompromisów i dogadywania się

    jeśli chcesz żeby córka szanowała twoje zdanie ty musisz najpierw pokazać jej jak to się robi czyli uszanować jej zdanie - inaczej się po prostu nie da

    --
    www.dzikiedzieci.pl
  • 28.12.09, 22:55
    Dziś poprosiłam,żeby założyła bluzę lub sweterek,bo w domu jest
    zimno.Powtórzyłam to trzy razy.Bez skutku.W końcu powiedziała,że nic
    jej nie
    pasuje do spodni.
    Cóż, trzeba było zaproponować zmianę spodni...Może wtedy jakaś bluza
    byłaby ok.

    Wyła godzinę.że
    > jej nie kocham,że nie szanuję i nie słucham,co do mnie mówi.
    Z dwoma ostatnimi punktami to - wybacz - ale chyba miała rację wink

    Nie pomagają kary,które wytrącony z równowagi nakłada mój mąż
    > (weekend bez słodyczy - u nas są tylko w weekendy;brak ulubionej
    bajeczki z
    > komputera),ani nagrody.
    > Zdesperowana jakiś czas temu powiedziałam,że za każde NIE,kiedy
    prosimy ją do
    > obiadu,prosimy o zabranie zabawek lub ubranie się na spacer,będzie
    znikać
    > kolejna zabawka
    Stosujecie starsznie rozbudowany system represji. Moim zdaniem kary
    nakładacie w gniewie i bezmyślnie, wasze rozkazy nie podlegają
    negocjacjom,dziecko nie ma prawa powiedzieć nigdy nie- tylko musi
    zawsze punktualnie stawiać się na obiad i musi zawsze ubierać się na
    spacer itp. Przy tym systemie anielskie dziecko byłoby nieposłuszne,
    co dopiero przeciętna pięciolatka.
    --
    Epidemia grypy: kiedy wasz stomatolog boi się was bardziej niż wy
    jego.
  • 30.12.09, 10:29
    W moim słowniku nie ma czegoś takiego jak posłuszeństwo, wykonywanie
    poleceń, karanie. Posłuszny to ma być pies, ma też wykonywać
    polecenia. Ale pies to nie dziecko.
    W waszym domu panuje wieczne rozkazywanie, szamotanie i pewnie
    wrzaski. Dzieciak ma być gotowy na spacer wtedy kiedy tata chce, ma
    posprzątać natychmiast, umyć się teraz. Jakbyście tak trochę
    odpuścili i naprawdę zaczeli się choć trochę liczyć ze zdaniem
    pięciolatki. Czy ona musi iść na ten spacer? Oczywiście że musi -
    jest własnością rodziców i ma robić co jej karzą. Dziecko idealne to
    dziecko posłuszne, zawsze i wszędzie. A to nie tędy droga. A może by
    tak spędzić dzień ciszej, spokojniej, bez podnoszenia głosu, bez
    krzyku - zobaczysz, że wtedy świat wygląda inaczej. Szanuj swoje
    dziecko a i ono będzie szanować ciebie.
    --
    Alabama8
  • 30.12.09, 20:06
    Właściwie chyba wszystko już zostało napisane smile

    Dodam jeszcze tylko, że dzieci rozwijają się w kierunku coraz większej
    samodzielności. Aby było to możliwe: muszą się buntować, badać granice,
    pokonywać je, samodzielnie podejmować decyzje. One mają to wkodowane w rozwój. I
    bardzo dobrze, bo czyż nie tego oczekujemy? A że czasem trudno?

    Wiek 5 lat (choć w zasadzie około 5.5 lat) to okres buntu, wielkich wyzwań,
    porywania się na autorytet rodziców. Nie oczekujmy wiecznie grzecznych dzieci wink

    W tym okresie mi przynajmniej pomagała maksyma: "dyscyplina nie polega na tym,
    aby dziecko nas słuchało, ale aby robiło to, co powinno zrobić".

    Podziwiam Ciebie za tak ścisły rozkład dnia. Ja bym się wykończyła dość szybko w
    takim układzie. Muszę mieć zmiany, nawet niewielkie. Aha - i też pracuję, mąż
    też pracuje, czasem bywał tylko w weekendy, rodzinę mamy daleko. Może wasze
    dziecko też pragnie odmiany? A raczej czegoś, o czym będzie mogło decydować?

    Jedzenie: jak nie chce, to nie je. Zawsze może zjeść później. Najwyżej obiad
    będzie zimny. Za jedzenie kanapek, gdy był obiad biłam po łapach wink (żart)

    Ubieranie. Decyduje dziecko. Mój synek to takie ciepłolubne stworzenie.
    Ustaliłam z nim, że jeśli ma ciepłe plecy (ew. ramiona) to może się nie ubierać
    cieplej. W rezultacie ja chodziłam w ciepłym swetrze, on w koszulce z krótkim
    rękawem. Momentami było to dla mnie trudne, ale uznałam, że chłopak sam
    najlepiej wie, czy mu ciepło.

    Twoje dziecko na 100% czuje, że coś jest nie tak (mama leży, choć wstaje i
    zajmuje się mną, gdy ją odpowiednio zdenerwuję), więc może coś jej wyjaśnij?

    Ograniczcie sporne strefy do tych _naprawdę_ najważniejszych. Łatwiej będzie
    zachować cierpliwość przy sprawach naprawdę ważnych.

    Spacery: nie da się zrobić tak, aby było one przyjemnością dla dziecka? Jakiś
    cel tych wędrówek? Zaskoczcie dziecko i niech tata idzie sam wink

    Pozdrawiam
    Jola
  • 03.01.10, 22:32
    Moja pierwsza mysl po przeczytaniu twojego postu byla: "Na miejscu
    twojego dziecka juz bym dawno wscieku dostala." Wymagacie od niej
    bezwzglednego posluszenstwa, ktore jest wbrew naturze pieciolatka,
    oczekujecie ze zrozumie koniecznosc trzymania sie harmonogramu i sie
    dostosuje (pieciolatek???), a jednoczesnie nie pozwalacie jej byc
    samodzielna. Wyglada na to ze nie sluchasz swojej corki, nie ufasz
    jej, bo wydaje ci sie ze wiesz lepiej co dla niej dobre.
    Szczerze radze przemyslec sposob w jaki ja traktujecie i poczytac
    troche o swiecie malych dzieci. Powodzenia.
  • 03.01.10, 23:21
    Zoraliście już psychikę jednemu dziecku będąc rodzicami-dyktatorami, a chcecie
    jeszcze drugiemu zniszczyć życie?

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.