Dodaj do ulubionych

Skuteczne kary dla czterolatka,niszczyciel,furiat

27.05.10, 23:57
Witam.Mój 4,5 syn często zachowuje się skandalicznie!! Ogólnie jest
bardzo żywym ,wybuchowym,głośnym dzieckiem(choć zdarzają się chwile
bycia aniołem)Nie mam pomysłu na skuteczne kary dla niego.Jest typem
niszczyciela i złośnika.Mam wrażenie że wszystko co mu wpadnie w
ręce ulega destrukcji.Mój dom wygląda często jak
pobojowisko,oberwane listwy od paneli(nie wiedzieć z jakiego
powodu),urwane karnisze,poobrywane szafki z zawiasów,pomalowane
meble,połamane wszystko co się da.Wspina się wszędzie,na
parapety,stół,szafki,regały.Nie szanuje niczego,kredki połamie,puzle
pogryzie,książeczki porwie,co może powrzuca za regały i łóżka,jakaś
masakra!Na podwórku tylko wypadnie, musi wylać psu wodę z
miski,oberwać kwiatki,rozsypać piach na chodniku,w przelocie walnąć
w ucho młodszego brata,sam nie wie już co wymyślać.Jak coś mu nie
odpowiada potrafi okropnie pyskować,bić,pluć,do każdego kto mu się
nawinie.Wszelkie kary wyzwalaja u niego jakiegoś djabła! Jak był
młodszy sadzałam go na fotelu na kilka minut.Żeby go usadzić czasem
męczyłam się godzinę albo i dłużej.Kopał,pluł,wrzeszczał i nie wiem
co jeszcze.Zabieranie mu przywilejów kończy sie różnie.Np.odebranie
zabawki,zakaz oglądania bajki,zero wyjścia na dwór nic nie
załatwia.Często jest tak że godzi się na to i dalej sobie robi
jaja.Jest wtedy jeszcze bardziej złośliwy i co gorsza napuszcza
młodszego 2-letniego brata żeby też robił mi na złość.Sadzanie go w
jednym miescu już jest bezsensowne,dlatego wyprowadzam go czasem do
innego pomieszczenia np.łazienki (najmniej rzeczy do zniszczenia)
żeby się uspokoił.Są chwile kiedy tam posiedzi i wyżywa się na
kafelkach smarując je mydłem,lub na papierze toaletowym(to łagodna
opcja),ale najczęściej wpada w szał,w dosłownym tego słowa
znaczeniu!! Wrzeszczy w niebogłosy,kopie w drzwi,wyzywa,pyskuje(na
szczęście nie przeklina),no cierpliwość mi się kończy!Mówię że
wyjdzie jak się uspokoji i porozmawiam z nim jak przestanie
krzyczeć.Trwa to potwornie długo bo on jest potwornie uparty i nie
chce ustąpić,do tego zero skruchy!Potrafi się między atakami płaczu
śmiać i żartować ze mnie.Po walce w końcu przeprosi,ale tylko
dlatego żeby już wyjść,bo nie widzę żeby zrozumiał co źle
zrobił.Kiedy już się wyciszy próbuje mu spokojnie wytłumaczyć jego
zachowanie i czego nie wolno robić,tylko trudno się tłumaczy gdy
dziecko nie chce patrzeć w oczy odwraca głowę,zmienia temat i
kompletnie ignoruje to co chcę mu przekazać.Potrafi brzydko sie
zachować jak ktoś np.dziedek ,wójek,grzecznie się o coś zapyta
np.zwyczajnie co słychać,co jadłeś,w co się bawiłeś.Jak nie ma
ochoty odpowiadać,mówi spadaj,sio i inne.Jak tylko cos jest nie po
jego myśli już pokazuje rogi.Kompletnie nie słucha,nie reaguje na
polecenia nikogo,dopiero jak usłyszy konsekwencje swojego
niedosłuchu czasem reaguje.

Dodam że siedzę z dwójką w domu ,nie pracuję i mam dla nich
czas.Tylko jemu wiecznie coś nie odpowiada,wszystkie moje propozycje
zabaw,są nudne,jeśli już coś mu sie spodoba po 10 min zabawy zaczyna
się akcja niszczycielska,bo już mu się znudziło.Żeby nie broić cały
czas musi być aktywnie zajęty i ktoś przy nim ,rozmawiać,kierować
zabawą itp.No niestety trzeba cos jeszcze w domu zrobić i nie mogę
każdej chwili mu poświęcić.Jestem kreatywna osobą,mam mnóstwo
pomysłów na zajęcia z dziećmi ale skutecznie się zniechęcam kiedy on
po 10min fascynującej zabawy wpada w niszczycielski szał i zostawia
po sobie tajfun!
Ostatnio robi danteńskie sceny jak wołam go na obiad.Jest na
podwórku,a ja uprzedzam go że za 10 min.będzie obiad,przypominam mu
o tym jeszcze ze 3 razy,żeby kończył zabawę.Oczywiście nie chce,nie
jest głodny nie będzie jadł(dodaję,że zawsze nie jest głodny,jest
totalnym niejadkiem,ale to oddzielny temat)Siłą zaciągam go do domu
bo już wszystko na stole i każdy czeka.Zaczyna sie histeria! Mówię
że nie musi jeść,niech usiądzie z nami i poczeka na innych aż zjedzą
wtedy wyjdziemy.Siedzieć tez nie chce,chce na dwór i koniec.Zaczyna
dokuczać,bratu przy stole,robić sobie żarty,biegać z jednego
pomieszczenia do drugiego.Młodszy widząc to zaczyna za nim
gonić,istny meksyk!!Nikt nie może w spokoju zjeść,kosmos jakiś,nie
można go skłonić żeby usiadł.Już nawet przy stole ale
gdziekolwiek,jestem bezsilna!! I tak ostatnio mam.
Są dni jednak kiedy jest ok.Jest miły,grzeczny,popodlewa
kwiatki,nakarmi pieska,przypilnuje żeby kurki miały co jeść,uwielbia
każdemu pomagać w pracach domowych,zatroszczy się o brata,fajnie się
sam zabawi,nawet żadnego ślimaka nie zdepcze,bukiecik kwiatków mamie
przyniesie no życ nie umierać....do czasu aż ktos mu czegoś
zabroni,brrr! No co robić z takim delikwentem? Poradźcie.
--
Edytor zaawansowany
  • 28.05.10, 01:31
    Siłą zaciągam go do domu
    bo już wszystko na stole i każdy czeka
    Po co? Raz zje zimne i sam albo nie zje wcale, to bedzie reagował.
    I sądząc po opisie - kara typu 'areszt domowy' jest chyba nieco ...
    zbyt męcząca dla ciebie. Czy to nie jest osobnik,który musi się
    wykończyć fizycznie?
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • 28.05.10, 07:47
    Co do zaciągania go siłą do domu to nie mam wyjścia.Nie mogę go
    zostawić samego bez opieki na podwórku,my też chcemy zjeść,muszę
    nakarmić młodszego i nie będziemy na niego czekać aż go najdzie
    ochota,bo to by nigdy nie nastąpiło.On i tak nie zje,nawt jak mu
    zostawie jedzenie do wieczora,nie zgłodnieje,bo to typ który nigdy
    nie jest głodny!Żeby unikać takich sytuacji,daję mu często jedzenie
    na dworzu w biegu kiedy jest czymś zajęty,zje i mam z głowy.Ale z
    małym to już muszę usiąść w domu,bo nie usiedzi na podwórku kiedy
    tyle atrakcji.Starszy zje mleko na śniadanie i mu wystarcza do
    wieczora,trzeba mu wciskać i namawiać do chociaż niewielkiego
    kęsa.Nie chcę już słuchać durnych rad dla niejadków,bo to jest
    przypadek którego wszelkie rady się nie imają.Nie ma tak,że jak mu
    nie dam to zgłodnieje,jak się to zdarzy to zje 5 łyżek zupy i jest
    najedzony.Dlatego trzeba go trochę przy jedzeniu dopilnować.
    --
  • 28.05.10, 18:22
    Jesli mu wciskasz, jest zrozumiale czemu nigdy nie chce jesc - zanim zglodnieje,
    juz ma cos na sile wlozonego do buzi.

    Jesli jestes z nim w stanie wojny, on uwaza, ze jesli zje - przegral, jesli nie
    zje - wygral. Wiec nie je bo nikt nie lubi przegrywac.

    Warto zadac sobie pare pytan:
    Spedzasz czas w domu, ale ile czasu FAKTYCZNIE poswiecasz jemu? Czas poswiecony
    na lajanie i pogadanki sie nie liczy.
    Czy poswiecasz mu uwage, gdy zachowuje sie grzecznie?
    Czy mowisz mu co i kiedy robi dobrze?
    Ile razy go w ciagu np. tygodnia go ganisz a ile chwalisz, ile razy karzesz a
    ile nagradzasz? Jesli trudno Ci policzyc, zrob tabelke i wpisuj na biezaco.

    Chwalenie i nagrody sa znacznie skuteczniejsze niz krytyka i kary. Nie mow, ze
    nie ma go za co chwalic - jeszcze nie narodzil sie czlowiek, ktory bylby w 100% zly.
  • 28.05.10, 10:00
    po co ci coś radzić, skoro ty "nie chcesz sluchać durnych rad"?

    chcesz się wypłakać, to napisz: nic nie zmienię ale proszę mnie
    wysłuchać - przynajmniej wszystko będzie jasne.

    Ty się frustrujesz, kisisz temat w sobie a dzieckiem ci wychodzi....
    odfrustruj się smile to i dziecko się zmieni. Szczęśliwi rodzice =
    szczęśliwe dzieci. I zasady, zasady, zasady smile
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 28.05.10, 10:22
    Nie chciałam porady typu:nie zmuszać niejadka do jedzenia i wszelkie
    tego typu ,bo już wypróbowałam nie jedną i teraz to już często nie
    przejmuję się tym że nie je.Chciałabym teraz zająć się jego
    niszczycielskimi wybrykami i zastosowaniem jakiejś skutecznej kary
    kiedy daje nieźle popalić i obraża innych.Czy nie stosować żadnych
    kar?Sama już nie wiem.Masz rację jestem sfrustrowana bo nijak już
    poradzić sobie nie mogę.Może i bym podeszła do tego na luzie ale
    jestem ciągle pod presją rodziców z którymi mieszkam na jednym
    podwórku.Mówią dziecku jaki jest niegrzeczny,niewychowany,że go nie
    karzę itp.Najbardziej mnie trafia jak ktoś mi powie że nie zwracam
    mu uwagi na złe zachowanie,ja zwracam mu uwagę tysiąc razy,i tysiąc
    razy tłumaczę i kar to już ma chyba nadto.
    Myślę że moja mama też ma na niego wpływ bo często spędza z nią
    czas.No niestety ona niczego mu nie broni i na wszystko pozwala bo
    boi się że będzie płakał jak mu czegoś nie da.Przychodzi do
    mnie,mama mu nagle czegoś broni i jest już zdziwienie i wsciekłość.
  • 28.05.10, 10:31

    Jeszcze do zasad:mówię mu o zasadach codziennie,nawet razem
    zrobiliśmy na kartce takie obrazowe rysunki ,co wolno czego nie
    wolno.Przypominam mu o tym jak źle robi.Czasem to pomaga,ale często
    zapomina i robi swoje.Jeszcze dziwna rzecz :mój syn nie przepada za
    pochwałami,często jak widzę jego dobre zachowanie czy ktoś z rodziny
    i zaczynamy go chwalić:to mówi sio,i jest niemiły.Podejżewam,że się
    wstydzi,bo jest bardzo wstydliwy i nie wie jak reagować na takie
    chwalenie.
  • 28.05.10, 11:17
    A jak go chwalisz?

    >Przypominam mu o tym jak źle robi.Czasem to pomaga,ale często
    > zapomina i robi swoje
    A czy zawsze nie wolno mu tego samego?
    I może tych zasad jest za dużo?
    Czy przerywasz jego zachowanie czy też nie jesteś w stanie go
    upilnować?

    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • 28.05.10, 18:38
    gosiulaart napisała:

    > Przypominam mu o tym jak źle robi.

    Najwazniejsze jest przypominanie mu, co robi dobrze.

    > Jeszcze dziwna rzecz :mój syn nie przepada za
    > pochwałami,często jak widzę jego dobre zachowanie czy ktoś z rodziny
    > i zaczynamy go chwalić:to mówi sio,i jest niemiły.Podejżewam,że się
    > wstydzi,bo jest bardzo wstydliwy i nie wie jak reagować na takie
    > chwalenie.

    Jesli wciaz slyszy "jestes zly, niegrzeczny, zupe rozlales, klusek nie zjadles,
    wysmarowales sciane, powiedziales "sio", rzuciles butem, pokazales cioci jezyk,
    fe, tak sie nie robi, zly chlopczyk, telewizji nie bedzie i mamusia sie gniewa"
    i tak przez dzien caly, nie dziwota ze jest wstydliwy i nieufny.
    Jesli wszyscy wciaz mowia mu jaki jest zly, uwaza ze jest zly i koniec.
    W takich warunkach pojedyncze pochwaly sa niczym lyzka miodu w beczce dziegciu i
    maly ani ich nie oczekuje (bo chwala tylko dobre dzieci a on przeciez jest zly),
    ani im nie dowierza (zlego chwala? podejrzane).

    To zupelnie naturalna reakcja - jesli Ciebie np. szef, rodzice, maz czy sasiedzi
    beda wciaz krytykowac, pouczac i karac, tez uznasz siebie za zla a ich za
    wrogow, podarunkami z ich strony cisniesz w sciane a na ewentualna pochwale
    zareagujesz uprzejmym "sp...".

    By pochwaly zaczely dzialac, najpierw na bardzo dlugo musi zniknac krytyka,
    tropienie "zla" i ciagle karanie.
  • 28.05.10, 19:13

    To mądre co napisałaś,przypominanie mu o tym co robi dobrze,a nie o
    tym co robi źlesmile
    Spróbuję tej metody.Co do synka to nigdy nie mówie mu że jest
    niegrzeczny i zły,tylko krytykuję jego zachowanie.Niestety to moi
    rodzice tak mu mówią i już mu etykietkę przypięli.TłumacZę im że tak
    nie wolno mówić ale oni zaraz się obużają że chce ich obwinić za złe
    zachowanie syna.To pokolenie jest niereformowalnecrying Rozpiska tego
    ile razy go krytykuję a ile chwalę to też fajne.Tylko nie chcę
    przesadzić w drugą stronę z tym chwaleniem,żeby się nie poczuł
    pępkiem świata(nie lubię zarozumiałych charakterków)

  • 28.05.10, 19:20
    Co do tej krytyki jeszcze to może wyniosłam z domu.Moi rodzice cały
    czas czegoś odemnie wymagali i wymagają do dzisiaj,nie przypominam
    sobie żeby za coś mnie chwalili,zwykle krytykowali i krytykują do
    dziś.Mam totalny brak wiary w siebie,jestem
    niezdecydowana ,nieśmiała i zauważyłam że nawet nie chcę im pokazać
    że cos mogę zrobić lepiej(z czystej przekory)żeby nie dać im tej
    satysfkcji,że ich posłuchałam.Siedzi to we mnie głęboko!! Obawiam
    się właśnie że przenoszę to na syna i kiedyś on będzie tak się
    czuł.Typowe powielanie błędów rodzicówsad
  • 28.05.10, 23:51
    Obawiam
    > się właśnie że przenoszę to na syna i kiedyś on będzie tak się
    > czuł.Typowe powielanie błędów rodzicówsad
    Ale przecież nie musisz tego robić, możesz to zmienić.
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • 29.05.10, 12:05
    gosiulaart napisała:

    > Co do tej krytyki jeszcze to może wyniosłam z domu.Moi rodzice cały
    > czas czegoś odemnie wymagali i wymagają do dzisiaj,nie przypominam
    > sobie żeby za coś mnie chwalili,zwykle krytykowali i krytykują do
    > dziś.Mam totalny brak wiary w siebie,jestem
    > niezdecydowana ,nieśmiała i zauważyłam że nawet nie chcę im pokazać
    > że cos mogę zrobić lepiej(z czystej przekory)żeby nie dać im tej
    > satysfkcji,że ich posłuchałam.Siedzi to we mnie głęboko!! Obawiam
    > się właśnie że przenoszę to na syna i kiedyś on będzie tak się
    > czuł.Typowe powielanie błędów rodzicówsad

    Bingo!

    Na szczescie zdajesz sobie z tego sprawe, to pozwoli Ci na zmiane sposobu
    postepowania z synem i byc moze w przyszlosci zaprocentuje przyjaznia miedzy Wami.
  • 28.05.10, 11:55
    rozbieżności wychowawcze m. rodzicami i dziadkami potrafią dziecko
    zdezorientować
    to twoje dziecko i to ty jesteś za nie odpowiedzialna - nie przed
    swoimi rodzicami jako "sprawdzian z dorosłości" (o nich w tym
    kontekscie lepiej zapomnij), ale przed sobą, przed życiem i przed
    dzieckiem w przyszłości.

    zasady - kilka, najważniejsze, żelazne i za ich przestrzeganie
    POCHWAŁA.
    Więcej pochwał niż nagan.
    Dostrzeganie pozytywów.
    Praca nad SOBĄ.
    i żelazne granice wyścielone miękkim materacem - czyli dziecko głowy
    nie rozbije ale są nie do przebicia smile smile


    Kary (raczej: konsekwencje) zostaw na przewinienia poważniejszego
    kalibru. To dziecko po prostu miłości, zainteresowania, uwagi, czasu
    i zasad prostych potrzebuje. Jego świat jest mały - pomóż mu go
    poukładać. Nazywaj emocje - swoje i jego. Ucz bezpiecznie wyrażać
    złość i gniew. Po co tu kary???

    Co do niejedzenia: olej temat. Dzieci mają instynkt samozachowawczy.
    Nie umierają z zagłodzenia ot tak. Chcesz - jest pora posiłku i jesz.
    Nie chcesz - zabieram ze stołu i widzimy się przy kolejnym posiłku.
    Dopilnowanie jest W TWOJEJ GŁOWIE tylko jako ważna sprawa, bo jeśli
    nie ma niedokrwistości i innych niepokojących rzeczy (zaburzenia
    wzrostu, rozwoju, łamliwe kości etc.) to znaczy, że organizm sobie
    radzi a jedyną osobą, która sobie z tym nie radzi jesteś ty. Więc
    odpuść i nie walcz. Dziecko ma kilka dziedzin, w których rodzice mogą
    mu "zrobić trututut" - jedzenie, spanie i wydalanie. Jeśli ma
    zapotrzebowanie na niezależność - będzie walczyć w tych działkach do
    upadłego i im większy opór rodzica napotka, tym bardziej
    "zatwardziałe" będzie.... pomyśl o tym. Jeśli jest zdrowy, daj mu
    spokój.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 28.05.10, 11:31
    Tydzień u Gazetki a będzie chodził jak w zegarku.
  • 28.05.10, 12:01
    Witam wszystkie forumowiczki. gosiulaart. Doskonale Cię rozumiem, bo
    sama mam problemy ze swoim 4-latkiem. Jest bardzo emocjonalny i
    wybuchowy. Wystarczy, że ktoś coś powie nie po jego myśli i od razu
    jest krzyk, ba wrzask. Wstyd mi za niego bo potrafi do każdego
    powiedzieć "głupi jesteś" jak mu coś nie pasuje. Mam trójkę dzieci,
    on jest średni. Wszystkie dzieci tak samo wychowywane, a z nim jest
    naprawdę ciężkouncertain Jak jestem z nim i z najmłodszym (2 latka) to on
    jest bardziej absorbujący niż to młodsze. Wiele bym mogła pisać ale
    nawet nie mam siły. Po prostu jest nam ciężko. Wydaje mi się, że to
    mimo wszystko też charakter wrodzony ma wpływ. Jak porównuję dzieci
    to już widzę, że od małego było z nim ciężko. Już jak był
    niemowlakiem to był bardzo płaczliwy. Zjedzenie obiadu wspólnie z
    mężem graniczyło z cudem bo któreś z nas musiało go nosić na rękach
    inaczej się darł... Nie poradzę Ci nic mądrego bo sama szukam
    sposobów do ujarzmienia mojego syncia, ale trzymam kciuckiwink
  • 28.05.10, 12:04
    A czy byłaś z dzieckiem w poradni u jakiegoś sensownego psychologa?

    Twoje dziecko może być żywym srebrem, a może być dzieckiem z jakimś zaburzeniem,
    które warto wykluczyć lub zdiagnozować.

    Pierwsze co mnie zirytowało w Twoim poście "nie mam pomysłu na skuteczne kary
    dla niego". Wychodząc z takiego założenia nie wróżę powodzenia w dogadaniu się z
    dzieckiem.

    W naszym społeczeństwie ciągle panuje przekonanie, że aby wychować dziecko to
    potrzebny jest system kar i nagród i że dziecko jako takie ma nie sprawiać
    kłopotów, czyli być niewidzialne dla dorosłych.
    Starsze pokolenie wciąż wywiera presję na młodych rodziców by dyscyplinowali
    swoje dzieci ... co często zdarza się kosztem podeptania uczuć dziecka,
    zaprzeczania im itp.

    Trafia do mnie zdanie, które wyczytałam w pewnej książce - nasze dzieci mają
    wokół siebie tak wielu prokuratorów i sedziów, ze rodzice już nie muszą grać
    tych ról. Byłoby dobrze gdyby byli adwokatami swego dziecka. Nie oznacza to
    oczywiście, że mamy przymykac oczy na złe zachowanie, ale warto się w duchu
    zastanowić co moim dzieckiem w tym momencie powoduje, zanim się do niego
    odezwiemy z naganą lub wyznaczymy następną

    I wcale nie mówię, że rodzic to ma być uosobienie łagodności i anielskiej
    cierpliwości ... może sobie pozwolić na okazanie nerwów a nawet wściekłości byle
    przy tym dziecka nie wbijał w ziemię.

    Mam dwie bardzo ekspresyjne dziewczyny w domu - wiele mnie i im dało to, że
    zapoznałam się z książkami "Jak mówić, aby dziecko nas słuchało" i innymi tych
    samych autorek. Zmienić swój punkt patrzenia na dziecko i sposób komunikowania
    się z nim nie jest łatwo, bo przecież nas wychowywano w tradycyjny sposób i tego
    nowego musimy się nauczyć, ale widze, że na prawdę warto, bo przynosi to
    wymierne korzyści ... w postaci dziecka, które widzi, że mama na prawdę chce je
    zrozumieć.


    --
    forum Pędraki2004
    http://vector-cartoons.com/images/flinston3.gif
  • 28.05.10, 12:20
    lila1974 napisała:

    > W naszym społeczeństwie ciągle panuje przekonanie, że aby wychować
    dziecko to
    > potrzebny jest system kar i nagród i że dziecko jako takie ma nie
    sprawiać
    > kłopotów, czyli być niewidzialne dla dorosłych.
    > Starsze pokolenie wciąż wywiera presję na młodych rodziców by
    dyscyplinowali
    > swoje dzieci ... co często zdarza się kosztem podeptania uczuć
    dziecka,
    > zaprzeczania im itp.


    Z tym się zgodzę. U mnie też tak jest. Jak są u mnie teściowie to
    przeżywam wręcz stres, bo wiem, że mały zaraz coś zmaluje, w czyms
    im podpadnie itp. Oczywiście są pretensje, że źle wychowujemy
    dziecko skoro się tak zachowuje itd. Każde spotkanie rodzinne to
    więcej stresu niż przyjemności i to już nie ze względu na małego ale
    członków rodziny. Oczywiście niektórzy podchodzą do tego normalnie i
    rozumieją, że to tylko dziecko i trzeba wziąc poprawkę na to. Dzieci
    mają rózne charaktery, niektóre są cichutkie potrafią się same
    zająć, a niektóre to wulkany niestety... Niestety nie wszyscy to
    rozumieją i od razu winią rodzicówuncertain
  • 28.05.10, 14:30
    Dziękuję dziewczyny za wsparcie.Lolinka2-dzięki za takie
    podsumowanie to jest potrzebne żeby wszystko na nowo ogarnać.
    Odpowiadam na parę pytań:
    Staram się być konsekwentna w tym samym:tzn.chodzi głównie o
    zachowanie.Mówię że nie toleruję bicia
    kogokolwiek,plucia,kopania,pyskowania,niszczenia,dotykania nie
    swoich rzeczy bez pozwolenia itp.
    Co do jedzenia :już to olałam,ale nie całkowicie bo jednak dziecko
    ma niedowagę i poziom żelaza na granicy normy,mial juz nie raz
    aplikowane.Witamin nie toleruje i żadnych leków,bo ma odruchy
    wymiotne jak coś tylko poczuje.Tylko wit.C jakiś rutinoskorbin w
    soku da sobie przemycić.W razie choroby-zastrzyki.
    Dobre efekty daje chwalenie go za pomaganie młodszemu bratu,lub jak
    widzi że jest w niebezpieczeństwie i woła mnie na pomoc(np.mały
    wdrapał się na komodę)Wtedy mówię mu że gdyby nie on mogłoby być
    nieszczęście,jest wtedy dumny i zadowolony że tak zareagował.Czuje
    sie chyba wtedy jak prawdziwy starszy brat.Nawet wykorzystuję to i
    mówię żeby dawał młodszemu przykład bo on go naśladuje.Braciszek
    jest młodszy i musisz mu pomagać bo sobie nie poradzi,to działa
    polecam.Dzięki temu zauważyłam że pewnych rzeczy już nie robi,a
    nawet zwraca uwagę małemu lub skarży mi że brat zaczyna psocić.Wtedy
    go chwalę.
    Nie lubi być chwalony przesadnie,np.jak coś ładnie ułłoży,zaczyna
    rysować coś innego niż zwykle,poukłada zabawki- w takich sprawach.

    Odchodzę już od kar na ile mogę bo widzę że to tylko wzbudza
    agresję.Ale jak już naprawdę zasłuży to nie wiem co zastosować by
    choć trochę przemyślał sytuację.
    Z młodszym nie ma takich problemów,starszy od małego był
    niejedzący,nieśpiący,absorbujący do granic.Nie chodził tylko
    biegał.Już myślałam o wizycie u psychologa ale lekarz mi odradzała i
    twierdziła że wyrośnie a ja wyolbrzymiam.Więc jeszcze czekam,ciut
    sytuacja sie poprawiła,już mi tak wszędzie nie włazi i nie lata tak
    często po domu.Jakis czas był w przedszkolu,panie musiały go ciągle
    trzymac za rękę bo ciągle by tylko biegał.

    Ja już sobie aplikuję cos na uspokojenie,by nie krzyczeć,nie
    wrzeszczeć i miec więcej cierpliwości(kiedyś miałam jej full)

    Leki działają,polecam .Jestem spokojniejsza,mały też.Mogę spokojniej
    ocenić sytuację i nie wybucham jak kiedyś.Staram się wysłuchać co ma
    do powiedzenia.Zgadzam się częściej na jego jakieś głupawe pomysły
    tłumacząc sobie że może ma duszę odkrywcy:wszystko musi
    obadać ,sprawdzić,nawet jak trzeba to rozłożyć na części pierwsze.No
    niestety na wszystko nie mogę sie zgodzić:np.latanie po podwórku z
    młotkiem i walenie czym popadniesmileCo wtedy robić jak nie godzi sie
    z moją decyzją i dostaje wścieku i wyzywa?
  • 28.05.10, 19:14
    gosiulaart napisała:

    > Staram się być konsekwentna w tym samym:tzn.chodzi głównie o
    > zachowanie.Mówię że nie toleruję bicia
    > kogokolwiek,plucia,kopania,pyskowania,niszczenia,dotykania nie
    > swoich rzeczy bez pozwolenia itp.

    A co konkretnie w wydaniu 4-latka uwazasz za "pyskowanie"?

    > Co do jedzenia :już to olałam,ale nie całkowicie bo jednak dziecko
    > ma niedowagę i poziom żelaza na granicy normy,mial juz nie raz
    > aplikowane.

    W czasie szybkiego wzrostu wiekszosc dzieci ma zelazo na dolnej granicy normy
    lub nawet ponizej. Samo sie wyrowna.
    Pamietaj, ze wojna o jedzenie tylko pogarsza sytuacje.

    Mialam kiedys pacjentke z podobnym problemem, tzn. miala dziecko niejadka.
    Zalecilam, by przez tydzien maz wciskal jej na sile jedzenie - obojetnie, czy
    spala, ogladala telewizje, malowala sie, pracowala przy komputerze czy prasowala
    - nahalne "zjedz, zjedz" lub pelna lycha z przyczajki.
    Matka przyniosla mi potem kwiaty - po tygodniowym eksperymencie kompletnie
    stracila apetyt na dlugi czas i schudla 10 kilo smile

    > Dobre efekty daje chwalenie go za pomaganie młodszemu bratu,lub jak
    > widzi że jest w niebezpieczeństwie i woła mnie na pomoc(np.mały
    > wdrapał się na komodę)Wtedy mówię mu że gdyby nie on mogłoby być
    > nieszczęście,jest wtedy dumny i zadowolony że tak zareagował.Czuje
    > sie chyba wtedy jak prawdziwy starszy brat.Nawet wykorzystuję to i
    > mówię żeby dawał młodszemu przykład bo on go naśladuje.Braciszek
    > jest młodszy i musisz mu pomagać bo sobie nie poradzi,to działa
    > polecam.Dzięki temu zauważyłam że pewnych rzeczy już nie robi,a
    > nawet zwraca uwagę małemu lub skarży mi że brat zaczyna psocić.Wtedy
    > go chwalę.

    Czyli COS dziala.

    > Nie lubi być chwalony przesadnie,np.jak coś ładnie ułłoży,zaczyna
    > rysować coś innego niż zwykle,poukłada zabawki- w takich sprawach.
    >
    Nikt nie chce byc traktowany jak dzidzius. Gdyby Twoj maz powiedzialby Ci "jak
    ladnie dzis umylas talerzyk, zadnych smug" nie chcialabym byc w jego skorze.

    > Odchodzę już od kar na ile mogę bo widzę że to tylko wzbudza
    > agresję.Ale jak już naprawdę zasłuży to nie wiem co zastosować by
    > choć trochę przemyślał sytuację.

    Najprostsza konsekwencja + niezwracanie uwagi - np. jak rzucil kanapka, nie ma
    kanapki. Tylko tyle.
    Nic nie komentowac, bez slowa podniesc chleb z podlogi, wyrzucic do smieci po
    czym zajac sie wlasnymi sprawami. Jesli zacznie wyc o kanapke - powiedziec
    krotko "nie ma, wyrzuciles". Za ktoryms razem sie zastanowi - jesli rzucanie
    chlebem powoduje ze nie ma ani chleba, ani uwagi mamy, nie oplaca sie.

    W tym momencie przydlugie kazanie + biegiem zrobic nowa kanapke i prosic by
    raczyl chociaz ugryzc, to najmniej skuteczna opcja bo wrecz nagradza zle
    zachowanie. Maly pusci kazanko mimo uszu i bedzie zadowolony ze na pare minut ma
    mame tylko dla siebie. Gwarantuje, ze powtorzy ten numer przy najblizszej okazji.

    > Z młodszym nie ma takich problemów,starszy od małego był
    > niejedzący,nieśpiący,absorbujący do granic.Nie chodził tylko
    > biegał.Już myślałam o wizycie u psychologa ale lekarz mi odradzała i
    > twierdziła że wyrośnie a ja wyolbrzymiam.

    Mysle, ze to madra lekarka - obecnie modne jest stawianie diagnozy kazdemu
    dziecku ktore przyprawia rodzicow o bol glowy. Psychologa traktuje sie czesto
    jak fachowca od "naprawy" dzieci by byly takie jak zycza sobie rodzice. Malo
    mowi sie o tzw. szkodach jatrogennych czyli spowodowanych niepotrzebnymi
    interwencjami lekarskimi.

    > Ja już sobie aplikuję cos na uspokojenie,by nie krzyczeć,nie
    > wrzeszczeć i miec więcej cierpliwości(kiedyś miałam jej full)
    >
    > Leki działają,polecam .

    Byle nie za czesto bo sie uzaleznisz.

    > Jestem spokojniejsza,mały też.

    Tym zdaniem sama zdefiniowalas zrodlo niepokoju dziecka.

    > No
    > niestety na wszystko nie mogę sie zgodzić:np.latanie po podwórku z
    > młotkiem i walenie czym popadniesmile

    Niebezpieczne przedmioty musza ZAWSZE byc poza jego zasiegiem. Chyba ze tym
    mlotkiem robicie cos razem, ale wtedy odbierasz mu go w momencie gdy skonczy
    "zadanie".

    > Co wtedy robić jak nie godzi sie
    > z moją decyzją i dostaje wścieku i wyzywa?

    Dac mu do zrozumienia, ze decyzja jest nieodwracalna i zadne wrzaski jej nie
    zmienia.
    Jesli kiedykolwiek zmieniasz decyzje, to tylko wtedy, gdy Cie do tej zmiany
    spokojnie przekona.
    W ten sposob nauczy sie, ze o swoje walczy sie nie przemoca, lecz negocjacja.
  • 28.05.10, 19:52

    Co do jedzenia to już tak często nie biegam za nim z łyżeczką,bo
    najnormalniej w świecie przez wcześniejsze lata już mnie to
    wykończyło i wykańczało małego.Dałam spokój,nie chce niech nie
    je,ale....Znowu moi rodzice.Moja mama doświadczona moim przypadkiem
    z dzieciństwa(też byłam niejadkiem),wciska małemu kiedy tylko może!!
    Mnie samą już to wkurza,bo co rusz coś innego aby tylko
    zjadł.Tłumaczę jej żeby mu nie wciskała na siłę.Ale ona jak zwykle
    mówi,żebym nie słuchała lekarzy,bo jak będę tak robić to mu żołądek
    zakulę i już nic nie tknie.Ciągle powtarza jaki on chudy ze wzrokiem
    zabijającym w moją stronę.Już jej tłumaczę żeby przy dziecku ciągle
    o tym jedzeniu nie mówiła,ale ona wie lepiej bo mnie
    wychowała,takiego niejadka.I z dumą mówi że u niej to zawsze coś
    zje,jak ona jest to go podtuczy bo ze mną to by marnie z nim
    było.Noi jak tu być konsekwentnym w swoim działaniu.Tłumaczę jak
    dziecku niech nie faszeruje go czekoladkami.A mój tata na to,że jak
    nie je ,to niech chociaż ta czekoladę zje.Rece opadają.Rodziców nie
    zmienię i w najbliższym czasie nie wyprowadzę się.

    Przeczytaj wcześniej co jeszcze napisałam o krytyce moich
    rodziców,trochę się tego uzbierało.Dziękuję za wszelkie
    rady,skorzystam nic nie tracę.
    Co do pyskowania to ,przykład z dnia dzisiejszego.

    Mąż kosił trawę piłą spalinową,ja szłam z nimi ze spaceru do
    domu.Postaliśmy chwilę popatrzeć jak mąż kosi.Weszłam za bramę na
    podwórko,a starszy leci w stronę męża.Mówie mu żeby nie szedł bo
    tata kosi,nic nie słyszy,nie będzie go tam plnował i to jest
    niebezpieczne.Nie chciałam żeby sam do niego biegł bo obok był
    głęboki staw którego brzegi sie zawalają.Nie będę też z małym pod
    pachą go gonić.Powiedziałam,że jak pójdzie to po niego pójdę i wróci
    już do domu.Uciekł,poszłam za nim,wzięłam za rękę i ciągne do
    domu.On bije mnie w rękę i mówi:ty śmierdziucho,nieznoszę
    cię,zjeżdżaj itp.Epitety typu śmierdziucho są dla mnie pyskowaniem!
    Uprzedzałam co zrobię i byłam konsekwentna.
    Piszesz o niezwracaniu uwagi np.na wyrzuconą kanapkę.Olewanie
    pewnych zachowań i tu mam wątpliwości,bo też o tym myślałam czy
    ignorować zupełnie czy jednak nie.Moja mama właśnie często ignoruje
    takie zachowania i nie wiem czy dobrze,bo on sie tylko śmieje że
    ktoś po nim sprząta.Sama nie wiem.


    ,,Dać mu do zrozumienia że decyzja jest nieodwracalna i nic tego nie
    zmieni,,.Robię to,ale trudno mu to zrozumieć i tak się buntuje.
  • 29.05.10, 00:52
    ty śmierdziucho,nieznoszę
    > cię,zjeżdżaj itp.Epitety typu śmierdziucho są dla mnie
    pyskowaniem!
    Skupiasz się na 2 rzeczach na raz: i na tym, żeby nie pyszczył, i na
    tym,żeby szedł do domu - w rezultacie jest to jak wojna na 2 fronty.
    Może olej na razie pyszczenie (zamiesz się tym, jak już będzie
    wchodził do domu bez problemu)i skup się na dotarciu do domu?
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • 29.05.10, 09:57

    Idąc z nim do domu,już nie dyskutowałam nad tym jak do mnie mówi
    tylko tłumaczyłam mu że nie może uciekać kiedy ma ochotę bez mojego
    pozwolenia i dlaczego.Nie dałoby rady o dwóch rzeczach naraz
    mówić.Ale pyskowania też nie zlekceważę.
  • 29.05.10, 10:59
    A próbowałaś tekstu:
    "Bez względu na to, co o mnie mówisz i tak idziesz teraz do domu."
    Albo mówisz""Ja tak do ciebie nie mówię i nie chcę,żebyś ty tak
    mówił do mnie.A teraz idziesz do domu."


    Może zalewasz go potokiem słów i nadmiarem wyjaśnień, zamiast wydać
    polecenie?
    A jego gadanie może rzeczywiście na razie zignoruj? Tak samo jak
    wrzaski itp. Ostatecznie pewnie jest wściekły, to i musi zrobić
    sobie upust frustracji. Potem to przerobisz na formy bardziej
    cywilizowane.
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • 29.05.10, 11:58
    gosiulaart napisała:

    > Znowu moi rodzice.Moja mama doświadczona moim przypadkiem
    > z dzieciństwa(też byłam niejadkiem),wciska małemu kiedy tylko może!!
    > Noi jak tu być konsekwentnym w swoim działaniu.Tłumaczę jak
    > dziecku niech nie faszeruje go czekoladkami.A mój tata na to,że jak
    > nie je ,to niech chociaż ta czekoladę zje.Rece opadają.Rodziców nie
    > zmienię i w najbliższym czasie nie wyprowadzę się.

    Wyglada na to ze maly to inteligentny czlowiek i doskonale wie, ze prostym
    niezjedzeniem kaszki moze okrecic sobie kilku doroslych ludzi wokol
    najmniejszego paluszka. smile


    > Mąż kosił trawę piłą spalinową,ja szłam z nimi ze spaceru do
    > domu.Postaliśmy chwilę popatrzeć jak mąż kosi.Weszłam za bramę na
    > podwórko,a starszy leci w stronę męża.Mówie mu żeby nie szedł bo
    > tata kosi,nic nie słyszy,nie będzie go tam plnował i to jest
    > niebezpieczne.Nie chciałam żeby sam do niego biegł bo obok był
    > głęboki staw którego brzegi sie zawalają.Nie będę też z małym pod
    > pachą go gonić.Powiedziałam,że jak pójdzie to po niego pójdę i wróci
    > już do domu.Uciekł,poszłam za nim,wzięłam za rękę i ciągne do
    > domu.On bije mnie w rękę i mówi:ty śmierdziucho,nieznoszę
    > cię,zjeżdżaj itp.Epitety typu śmierdziucho są dla mnie pyskowaniem!
    > Uprzedzałam co zrobię i byłam konsekwentna.

    Rozbierz te sytuacje na czynniki pierwsze:
    1- maly biegnie do taty a Ty nie chcesz, by biegl,
    2- tlumaczysz dlugo i zawile, w sposob dla czterolatka niezrozumiely ze nie
    chcesz zeby biegl,
    3- straszysz kara jesli pobiegnie,
    4- on nie bardzo rozumie, czy w koncu moze biec tylko z kara czy nie moze wcale,
    wiec wybiera opcje wygodniejsza dla niego (myslenie o karze w przyszlosci
    przekracza mozliwosci rozumienia 4-latka) i biegnie,
    5- zaczynasz sie z nim szamotac a on traci kontrole nad soba (4-latek to
    impulsywna istota) i wywala hurtem wszystkie inwektywy jakie zna,
    6- stosujesz podwojna kare - za bieg i za protest.
    Logicznym wnioskiem 4-latka bedzie "tak czy siak nic mi nigdy nie wolno,
    przynajmniej pobiegalem i bylo ekstra". Nastepnym razem pobiegnie bez pytania i
    szybciej.

    Dzieci w tym wieku nie potrzebuja wielu regul, skomplikowanego systemu kar ani
    dlugich tlumaczen - rozumieja tylko proste komunikaty - jak uciekasz, nie
    idziesz, jak rzucasz kanapka, nie masz kanapki.

    > Piszesz o niezwracaniu uwagi np.na wyrzuconą kanapkę.Olewanie
    > pewnych zachowań i tu mam wątpliwości,bo też o tym myślałam czy
    > ignorować zupełnie czy jednak nie.

    Gdzie pisalam o niezwracaniu uwagi? Pisalam, ze dziecko ma poniesc konsekwencje
    (w tym wypadku wyrzucil-nie ma).
    Zrobienie drugiej kanapki - to jest wlasnie ignorowanie! Dziecko widzi ze mozna
    rzucac bo zaraz pojawi sie nowa. Nawet jesli za kare zabronisz mu telewizji, i
    tak braku bajki z kanapka nie skojarzy.

    > nie wiem czy dobrze,bo on sie tylko śmieje że
    > ktoś po nim sprząta.Sama nie wiem.
    >
    Czterolatki potrafia posluzyc sie zmiotka i szufelka. Moze wartoby go troche
    wciagnac w pewne prace - tylko bez brzeczenia ze to za kare, bo stanie okoniem.

    > Robię to, ale trudno mu to zrozumieć i tak się buntuje.

    Bunt mlodych jest sila napedowa cywilizacji smile
  • 29.05.10, 11:50
    lila1974 napisała:

    CytatW naszym społeczeństwie ciągle panuje przekonanie, że aby wychować dziecko to potrzebny jest system kar i nagród i że dziecko jako takie ma nie sprawiać kłopotów, czyli być niewidzialne dla dorosłych.
    W naszym społeczeństwie już dawno nie panuje takie przekonanie.
    Wręcz przeciwnie - teraz trzeba zrezygnować z bycia rodzicem na rzecz bycia partnerem, poza tym:

    1. Jeśli dziecko zachowuje się źle, to na pewno jest wina niedoskonałości rodziców;

    2. Kary niczego nie uczą, uczą tylko nagrody;

    3. Dziecko nie jest w stanie być niegrzeczne, dziecko co najwyżej w nieskrępowany, asertywny sposób wyraża swoją twórczą osobowość, dążąc do pełni rozwoju, co mu się zawsze i wszędzie należy;

    4. Dyscyplinowanie dziecka to powrót do "czarnej pedagogiki" rodem z XIX wieku;

    5. Dziecko ma prawo być widzialne i słyszalne na każdym kroku, ma prawo uczestniczyć i wtrącać się w rozmowy dorosłych, ma prawo im przerywać, a obowiązkiem rodziców jest w takich przypadkach poświęcić mu uwagę, bez czego dziecko od razu zwiędnie jak kwiaty bez wody. Rodzic, który nie jest w stanie zaprzestać rozmowy z inną osobą dorosłą, żeby ukucnąć koło dziecka, spojrzeć mu głęboko w oczy, stosując od razu "aktywne słuchanie", jest toksyczny i traktuje dziecko nie jak człowieka.

    6. Nikt obcy nie ma prawa zwrócić dziecku uwagi, a zadaniem rodziców jest automatycznie bronić swego potomstwa. Przecież ono jest jeszcze takie małe i na pewno ze wszystkich brzydkich sprawek wyrośnie, kiedy zrozumie, że tak nie wolno.

    --
    Ne puero gladium!
  • 29.05.10, 12:07
    Szkoda, ze wiekszosc ludzi widzi tylko skrajnosci.
  • 29.05.10, 11:04
    Dodam że siedzę z dwójką w domu ,nie pracuję i mam dla nich
    > czas.Tylko jemu wiecznie coś nie odpowiada,wszystkie moje
    propozycje
    > zabaw,są nudne

    Oczywiście, że Twoje propozycje zabawy są nudne i całe życie Twojego
    starszego syna jest nudne. Stałe przebywanie z matką i dwuletnim
    bratem i pewnie ojcem na wieczór jest nudne, żebyś stanęła na
    rzęsach i nie wiem, co zrobiła. I Twój syn zachowuje się, jak
    dziecko znudzone do ostateczności. Dlaczego nie poślesz go do
    przedszkola?
    Byłam jedynaczką, mama nie pracowała, w domu była też babcia-
    rencistka, która ze mną spędzała dużo czasu, wynajmowano też czasem
    studentki, które chodziły ze mną na spacery. Rodzice dużo ze mną
    rozmawiali. I swoje dzieciństwo wspominam jako jedną wielką,
    przeraźliwą nudę. Radzę postarać się, żeby Twój syn nie miał takich
    wspomnień.
  • 29.05.10, 12:04
    moze zapisz go na jakis posrtm zeby sie wyszalal???
    mysle, ze go ciekawosc i energia rozpiera.
  • 29.05.10, 13:11

    Do przedszkola chodził pół roku i go wypisałam bo często
    chorował,właściwie co 2 tydzień cos przywlekł.Potem go nie przyjęli
    bo ja nie pracuję,a nie pracuje dlatego bo nie ma kto zając sie
    dzieckiem(zamknięte koło)Moi rodzice są juz starsi z z rozbrykana
    dwójką nie daja rady.Na szczęście od września już idzie do
    przedszkola co mnie cieszy,będzie trochę atrakcji.Chorowanie sie na
    razie skończyło,może będzie dobrze.Nie mam znajomych z dziećmi w
    jego wieku i spędzanie czasu z rodzicami pewnie go nudzi,ja sama
    potwornie się juz nudzę siedząc ciągle w domu.Nie mieszkam w
    mieście,i problemem jest dla mnie wybrac się z dwójką pociągiem,na
    który trzeba kawałek dojść żeby im zapewnić jakieś inne atrakcje.
    Wiem że jest dzieckiem które musi gdzies spożytkować swoją energię
    bo go rozpiera,zastanawiam się właśnie jaki sport byłby dla takiego
    4,5 latka najlepszy.Może cos doradzicie.Mieszkam obok małego miasta
    i też za dużego wyboru tam nie masad
    Przyznaję się też co słusznie zostało zauważone że za długie
    monologi mu wygłaszam jak cos od niego chcę,chciłabym w jednym
    zdaniu od razu wszystko zmieścić.Nad tym też muszę popracować.Zdaje
    sobie sprawę,że to ja popełniam wiele błędów i moi rodzice.A on ma
    tylko niespożytą energię i ,,lekką nadpobudliwość
    emocjonalną,,podejrzewamsmile
  • 29.05.10, 18:05
    Dziecko w tym wieku potrzebuje bodzcow, potrzebuje widziec nowe rzeczy, nowe
    krajobrazy, nowych ludzi. Nawet jesli potem niewiele z tego pamieta, chlonie
    wrazenia jak gabka i to one rozwijaja jego umysl. Dla kilkulatka nawet podroz
    pociagiem czy widok lodek na rzece moga byc niesamowitym przezyciem.
    Jesli dziecku dostarcza sie nowych wrazen, na ogol jest spokojniejsze bo musi
    sobie nowe rzeczy poukladac w glowie.
    Dziecko bez wrazen albo szaleje, albo staje sie tepakiem.

    Nie ma co biadolic, ze sie mieszka na wsi. Nawet jesli ciezko Ci wybrac sie
    gdzies samej z 2 dzieci, masz przeciez meza, on na pewno czasem ma wolne.

    Czy owa stagnacja nie jest czasem wygodnictwem?
    Na pewno latwiej jest, pod pretekstem zmeczenia, braku pieniedzy lub odleglosci
    od stacji, spedzic wolna sobote na sprzataniu, ogladaniu telewizji lub leniwym
    lazeniu miedzy kuchnia a ogrodkiem niz wybierajac sie na wycieczke.

  • 29.05.10, 21:25
    Młodego nalezy skutecznie leczyć, a nie karac.
    Eskalacja kar nie pomoze, bo on jest tak rozchwiany, ze nie panuje nad sobą i
    nie wie o co chodzi.
    Furiat, złośnik i do tego niejadek - to sie składa często w jedną całość (az
    prosi sie o wywiad "skazowy" i alergiczny od niemowlęctwa) - dziecko rozchwiane
    przez alergię pokarmową jest niestabilne i koszmarne do wychowywania. Niejadki
    to najczęsciej dzieci, które dopóki jedzą to, co im szkodzi (najczęściej -
    białko mleka krowiego, pszenica, cukier prosty, barwniki) - nie jedzą tego, co
    powinny, a do tego to, co szkodzi na przewód pokarmowy - szkodzi na rozwijający
    się mózg. Polecam ksiażkę dr Myłek "Alergie", w której wyjasnia ona dość
    rozsądnie te zależności. Zacznijcie od leczenia dziecka (na pierwsze efekty
    pozytywne odpowiedzniej diety u 4-latka czeka sie ok 2 m-ce) - po stabilizacji
    stanu somatycznego dużo łatwiej bedzie wprowadzać różne oddziaływania
    wychowawcze, az dojdziecie do takiego etapu, że kary praktycznie nie beda potrzebne.
    --
    Pozdrawiam
    IwonaP.
  • 30.05.10, 00:34

    Wielkie dzięki za ten wątek o alergiach.Mój syn jak był dzieckiem
    miał alergię na białko mleka krowiego,troche to trwało i cieżko było
    z jedzeniem bo on właśnie uwielbiał nabiał a ja miałam go odstawić!
    Jadł mleko sojowe.Alergia niby przeszła,tzn.wysypki jakie się
    pokazywały,szorstkość skóry itp.Do dzis jednak żyje tylko
    nabiałem,mleko,serki,jogurty,bułki! Czytałam trochę o tych alergiach
    i chciałam zrobić mu testy,ale moja lekarka twierdzi ciągle że nie
    ma takiej potrzeby jak już brak wysypek i innych rzeczy.Hmm,ja
    jednak ciągle się właśnie zastanawiam czy ten nabiał to nie jest
    przyczyna tych zachowań.Bo coś niecoś kiedyś o tym czytałam.Myślałam
    zrobić taki eksperyment i nie podawać mu tego mleka przez jakis
    czas,tylko co on wtedy będzie jadłsad I pewnie wściekałby się gdyby
    mały jadł mleko a on nie.Uwielbia go i jadłby na śniadanie,obiad i
    kolację.Dzięki za polecenie książki,tylko do jakiego lekarza
    powinnam z tym iść?Alergologa?
  • 30.05.10, 20:56
    Sprawdzaliście ADHD?
    Nawet jeśli diagnoza będzie na nie, może metody pracy z dzieckiem nadpobudliwym
    się sprawdzą - precyzyjne komunikaty krok po kroku, uprzedzanie, co będzie się
    działo, jasne zasady wprowadzane stopniowo od najważniejszej, jasny plan dnia.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • 30.05.10, 22:16
    to jest CZTEROLATEK smile wiesz?


    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 31.05.10, 07:33
    ADHD można diagnozować w piątym roku życia, podejrzewać wcześniej.
    Która konkretnie z zaproponowanych przeze mnie form pracy nie nadaje się dla
    czterolatka?
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • 31.05.10, 11:07
    Pracujac na pediatrii obserwowalam pewna tendencje - w razie jakichkolwiek
    problemow wychowawczych zaczynalo sie goraczkowe poszukiwanie diagnozy. Wedrowka
    po wszelkich mozliwych specjalistach i kolekcjonowanie zaswiadczen - ze dziecko
    jest nieznoscne nie z powodu naszego niewlasciwego postepowania, co to to nie,
    patrzcie, tu stoi jak byk, ADHD, alergia, refluksy... cos zawsze sie znajdzie.

    Najczestszy efekt takich dzialan jest taki, ze dziecko ma skomplikowane diety i
    bierze wiecej lekow niz przecietny emeryt a problem nie znika, wrecz sie
    pogarsza bo rodzice, zajeci wizytami u lekarzy i podawaniem lekow, klada "lage"
    na wychowanie.

    Poszukiwanie choroby jest uzasadnione w dwoch przypadkach:
    - problem narasta pomimo zmiany metod wychowawczych (ADHD, choroby psychiczne),
    - dziecko ma rowniez jakies niepokojace objawy fizyczne, np. powazne niedobory,
    przewlekle biegunki, wysypki, zapalenie skory, przewlekly kaszel (celiakia,
    alergie, refluks).
  • 31.05.10, 23:31
    >>sabinac-0 napisała:
    Pracujac na pediatrii obserwowalam pewna tendencje - w razie jakichkolwiek>
    problemow wychowawczych zaczynalo sie goraczkowe poszukiwanie diagnozy.
    (...)Najczestszy efekt takich dzialan jest taki, ze dziecko ma skomplikowane
    diety i bierze wiecej lekow niz przecietny emeryt a problem nie znika, wrecz sie
    pogarsza bo rodzice, zajeci wizytami u lekarzy i podawaniem lekow, klada "lage"
    > na wychowanie.<<<

    I tu masz "słuszną rację" - ale tylko częściowo - interwencja dietetyczna ma
    sens tylko jako baza, fundament, a za tym idzie wychowanie i/lub terapia. Tak
    jak nie pracuje sie z alkoholikiem czy narkomanem "pod wpływem", tylko na
    trzeźwo, tak samo dziecko też powinno być "na trzeźwo" (co jest niemożliwe w
    przypadku dzieci zalergizowanych).

    >>> Poszukiwanie choroby jest uzasadnione w dwoch przypadkach:
    > - problem narasta pomimo zmiany metod wychowawczych (ADHD, choroby
    psychiczne),- dziecko ma rowniez jakies niepokojace objawy fizyczne, np. powazne
    niedobory,> przewlekle biegunki, wysypki, zapalenie skory, przewlekly kaszel
    (celiakia,> alergie, refluks).<<<

    W związku z tym, ze od kilku lat mówi sie również o tzw. "mózgowej" postaci
    alergii pokarmowej (środowisko alergologów jest tu moooocno podzielone i zależy,
    gdzie sie rzuci beretem, tam każdy ma inny pogląd)) - przedstawiona powyżej
    lista niepokojących objawów absolutnie nie wyczerpuje zagadnienia, gdyż często
    objawy inne niż skórne czy jelitowe są uważane za "niepoważne" i niewarte
    rzetelnej diagnozy medycznej. A problemów tego typu jest zdecydowanie więcej niż
    kiedys i zdaje sie (patrzac na to, czym sie nasze dzieci, dzięki reklamom
    odzywiają), że problem ten bedzie sie pogłębiał.
    --
    Pozdrawiam
    IwonaP.
  • 01.06.10, 21:03
    iwpal napisała:

    > I tu masz "słuszną rację" - ale tylko częściowo - interwencja dietetyczna ma
    > sens tylko jako baza, fundament, a za tym idzie wychowanie i/lub terapia. Tak
    > jak nie pracuje sie z alkoholikiem czy narkomanem "pod wpływem", tylko na
    > trzeźwo, tak samo dziecko też powinno być "na trzeźwo" (co jest niemożliwe w
    > przypadku dzieci zalergizowanych).

    Pod warunkiem, ze dziecko rzeczywiscie owa alergie ma.
    Wiekszosc dzieci nie ma alergii a wsrod tych, ktore maja niezmiernie rzadko
    objawia sie ona trudnosciami wychowawczymi.
    Dajmy sobie powiedziec - za wiekszosc problemow wychowawczych odpowiada wychowanie.

    >
    > W związku z tym, ze od kilku lat mówi sie również o tzw. "mózgowej" postaci
    > alergii pokarmowej (środowisko alergologów jest tu moooocno podzielone i zależy
    > ,
    > gdzie sie rzuci beretem, tam każdy ma inny pogląd))

    Jesli nawet taka postac zanotowano, odpowiada ona za nikly procent przypadkow.
    Zapewne niedlugo bedzie boom i nagle wszystkie nieznosne dzieci beda mialy w
    papierach "alergie mozgowa" - alergolodzy z czegos zyc musza a wielu rodzicow z
    checia zamieni prace z dzieckiem na diete lub syrop.
    Podobna historia byla z rzadkim wariantem kaszlowym astmy - byl okres, gdy
    rozpoznawano go wszystkim dzieciom kaszlacym dluzej niz tydzien.

    - przedstawiona powyżej
    > lista niepokojących objawów absolutnie nie wyczerpuje zagadnienia

    Nie, podalam tylko najwazniejsze objawy. Zaznaczylam problem, nie mialam zamiaru
    przepisywac tu podrecznika alergologii.
  • 01.06.10, 22:00
    >>>sabinac-0 napisała:
    Jesli nawet taka postac zanotowano, odpowiada ona za nikly procent przypadkow.<<
    Nawet ten "nikły procent" to sa setki dzieci, wiec nie tak mało.
    Skoro piszesz "nawet jeśli", to znaczy, ze jeszcze o tym nie slyszałas, co
    znaczy, ze warto sie obczytac lub podszkolic.

    >>Zapewne niedlugo bedzie boom i nagle wszystkie nieznosne dzieci beda mialy w
    papierach "alergie mozgowa" - alergolodzy z czegos zyc musza a wielu rodzicow z>
    checia zamieni prace z dzieckiem na diete lub syrop.<<<
    W sumie mi osobiście nie powinno zalezec, na tym aspekcie, bo ja własciwie z
    racji zawodu żyję z "problemów wychowawczych" wink
    Ale NIGDZIE nie napisałam, że dieta jest "zamiast" wychowania, tylko, że dziecko
    właściwie leczone jest łatwiejsze do prowadzenia.
    Na szczescie - te różne aspekty można zweryfikowac, a juz dla wielu samo
    wprowadzenie rozsądnej diety jest nie do przeskoczenia, więc to nie jest tak
    "hop siup".

    Zycie nie jest czarno-białe i nie wszystkie dzieci z problemami to sa
    "rozwydrzone bachory" niewydolnych wychowawczo rodziców.
    --
    Pozdrawiam
    IwonaP.
  • 02.06.10, 15:55
    Jak zauwazyles, nie kwestionuje, ze pojedyncze przypadki trudnosci wychowawczych
    moga wynikac z jakiejs choroby.
    Radze jednak zwrocic uwage na proporcje - jest to niewielki procent dzieci z
    problemami.

    Uwazam, ze jesli dziecko fizycznie rozwija sie prawidlowo, przy trudnosciach
    wychowawczych lepiej zaczac od zmiany postepowania z dzieckiem.

    Zaczynanie od poszukiwania diagnoz tylko pogorszy sprawe, jest fizyczna
    niemozliwoscia jednoczesna wedrowka po gabinetach i oddzialywanie wychowawcze,
    doba trwa tylko 24 godziny, nawet doba rodzicow.
    Co gorsza, nie ma ludzi idealnie zdrowych i, jak sie dobrze poszuka, kazdemu cos
    sie znajdzie. Wtedy rodzice czuja sie zwolnieni z wysilku i koncentruja sie na
    lekach a to powoduje narastanie problemu.
    Fachowo zjawisko to nosi nazwe "jatrogenii".
  • 31.05.10, 11:22
    formy pracy - to jedno
    ale propozycja diagnostyki w tym wieku - motyka na księżyc i
    przyklejanie etykietek

    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 01.06.10, 13:57
    cześć, mam synka w tym samym wieku smile
    po pierwsze, przeczytaj dziecku (a przy okazji sobie smile Emila ze
    Smalandii
    Astrid Lindgren. dzieciak na pewno poczuje się lepiej,
    kiedy zamiast umoralniających tekstów usłyszy przezabawne historie o
    łobuzie i psotniku. a i Ty się ubawisz, zapewniam.
    po drugie, wybierz się z nim gdzieś, choć raz w tygodniu. zostaw
    dwulatka z dziadkami, w Ty ze starszakiem - na wycieczkę.
    po trzecie - ma on rower? pokaż parę filmików z jazdy crossowej z
    youtube, ustaw tor przeszkód z kartonów i desek na podwórzu. albo zrób
    mu ściankę do wspinaczki (deski przybite poziomo dwóch słupkach, w
    deskach wycinasz otwory na ręce i nogi), pokaż, o co chodzi, niech
    włazi. lubi psuć? niech Ci podrze stare gazety (na rozpałkę). lubi się
    brudzić? ubierz w najgorsze szmaty, niech łowi ryby w kałużach na
    podwórzu. lubi biegać? zorganizuj zawody w biegach przełajowych. zmęcz
    go. zajmij. pozwalaj na więcej.
    pyskuje? uzywa epitetów, których nie akceptujesz? Ty też używaj -
    nazwij go wstrętną ropuchą, włochatym pajakiem, pyskatym prosiakiem -
    ja tak reaguję na epitety przyniesione z przedszkola, dziecko widzi, że
    zamiast matkę wkurzyć, sprowokowało do zabawy, przestaje pyskować i
    zaczyna wymyślać smile

    i spróbuj stanąć po jego stronie (polecam doświadczenia mamy Emila z
    Emila ze Smalandii
    ). nawet trochę na wyrost, zamiast go chwalić za
    duperele i protekcjonalnie, stań w jego obronie kiedy inni czepiają się
    go ogólnie, że niegrzeczny.

    przedszkole naprawdę Wam sie przyda - Tobie przede wszystkim, bo w domu
    z dwójką można się zamęczyć. wiem, przerabiałam.

    ps. pomyśl o jednym popołudniu w tygodniu, które syn (synowie) spędzali
    by z tatą. choćby na rybach. Ty tez musisz odpocząć, jeśli masz mieć
    siłę na zmiany.

    ps.2. daj sobie spokój z karami smile tylko eskalują problemy.
  • 03.06.10, 11:15
    Dziękuję kochana za te wszystkie cenne rady!!!! Takie niby proste
    ale już widzę że mogłoby zadziałać.Z tym pyskowaniem to niezły
    pomysł,czasem tak reaguję jak jeszcze mnie nie wyprowadzi całkiem z
    równowagi rzeczyście działasmile Twierdzę że chyba trzeba wyluzować i
    pozwolić mu ciut na więcej i organizować więcej wyjazdów bo on to
    bardzo lubi.Tylko babcia nie lubi być zajęta dziećmisad
    Wypad z tatą raz w tygodniu też by sie przydał bo nie maja dobrych
    relacji,widzi go tylko wieczorem przed snem,zmęczonego i nie
    mającego ochoty na zabawę po całym dniu.Ja szczerze to już przez te
    jego sceny nie mam ochoty na wszelkie zabawy,muszę jakoś się
    zmobilizować i spróbować od nowa.Każda scena jest wtedy gdy na coś
    mu nie pozwolę,nie uznaje sprzeciwów!!!To jest nie do przejścia.
    Tylko jeszcze rodziców,jak przekonać żeby stosowali takie same
    metody,ech....
    Dzięki za wsparcie i temat z alergią do przemyślenia.
    --
  • 03.06.10, 13:46
    > Tylko jeszcze rodziców,jak przekonać żeby stosowali takie same
    > metody,ech....
    A jakie metody stosują dziadkowie?
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • 03.06.10, 18:08
    o rany, jakbym o swojej córce czytałasmile ma 3,5 roku. Od rana do
    wieczora walka z dzieckiem. O wszystko. O ubranie się rano, o
    zjedzenie, o wyjście, o spanie. Dosłownie cały czas jest na nie.
    Ignoruje całkowicie to co mówię. Nie działają ani nagrody ani kary.
    Pomijając już że na karze to ona nie usiądzie i już. Kilka dni temu
    dałam za wygraną i poszłam do psychologa przedszkolnego. Na razie
    zaczynamy od poprawy jedzenia. Moja nie chciała nawet usiąśc do
    stołu. Najpierw mam wprowadzić "noralne" posiłki. Czyli wołam
    dziecko, ono ma przyjść i usiąść i samo zjeść. Wielkim wyczynem jest
    skłonić ją żeby usiadła. Jak już usiądzie to zajmuje się dosłownie
    wszystkim tylko nie jedzeniem. I chciałaby jeszcze żebym ją karmiła.
    Jak nie przyjdzie ma zawołać kilka razy, za pół godziny zabrać
    obiad. Bez dyskusji. Dziś jakoś się udało. usiadła i memłała pół
    godziny, ale dałam radęsmile w końcu to dla dziecka nie tak długo.
    Dodam że w przedszkolu panie przyznają, że jest gorsza niż dwóch
    chłopaków, ale dają sobie radę. Sama je, ubiera się, sprząta
    zabawki. W domu istny diabeł. Będę śledzić ten wątek i pisać czy są
    postępy.
    Może tez idź do psychologa?? u mnie to był już akt bezsilności.
    Potrafiłam siąść i płakać. Nie dawałm kompletnie rady. Pozdrawiam i
    trzymaj się. A i jeszcze co mi powiedziała P. psycholog. Jak sadzam
    na karze, to żeby to sadzanie miało trwać dwie godziny, to mam
    sadzać. Odsiedzi 5 minut i ma wolne. Konsekwentnie. Tylko skąd czas
    na to wziąć? ja mam tylko jedno dziecko i jest ciężko.
    --
    może dla świata byłeś tylko człowiekiem, dla mnie byłeś całym
    światem...
  • 04.06.10, 10:34
    No, jak juz jest "gorsza niz niektorzy chlopcy" to istny diabel zapewne smile

    Skad to przekonanie, ze chlopak moze byc uparty a dziewczynka musi byc grzeczna
    i slodka?
  • 03.06.10, 22:12
    a dlaczego syn nie chodzi do przedszkola ?

    czesto w grupie rowiesnikow dzieci zachowuja sie inaczej, zbieraja od nich
    wzorce - mysle o tych dobrych wzorcach, domowe wychowanie czesto jest "za
    dobre", za bardzo "wychuchane".
    Bedzie musial nauczyc sie dyscypliny, dzialania w grupie,bedzie widzial,
    ze nie mozna niszczyc, szarpac, bic, beda wspolne posiki.

    Zazwyczaj posilki jadane w towarzystwie kolegow smakuja najlepiej.

    Proponuje poslac go do przedszkola z nowym rokiem szkolnym.
  • 04.06.10, 02:02
    Odpowiadam na wasze pytania.
    1.Dziadkowie ogólnie pozwalaja na wszystko.Mama kiedy próbuje czegoś
    zabronić poddaje się jak tylko wnuczek zaczyna płakać
    (wymuszanie,typowe)Jest totalnie niekonsekwentna.Jak mały broi to
    ona mówi np: jak będziesz tak dalej robił to nie pójdziemy tu i
    tu,nie dotaniesz tego czy tamtego,będziesz miał karę.Oczywiście
    nigdy jeszcze nie zdażyło jej się dotrzymac słowa! Czesto na cos
    czego ja nie pozwalam ona przyklaskuje.Są takie akcje,np.: jesteśmy
    w domu,synek coś narozrabiał,ja zaczynam mu tłumaczenie i itp. Po
    chwili mały wymyka się z domu i ucieka do babci(ma parę metrów na
    podwórku)Ja za nim,babcia go bierze na kolana ,przytula i słodkim
    glosem pyta co zbroił.Syncio sie uśmiecha,nic nie mówi(cieszy się że
    babcia go obroni) Ja tłumaczę co zaszło i że ma wrócić do domu i
    posprzątać(jeśli np.to była celowa akcja poprzewracania wszystkiego
    do góry nogami,lub inna) Babcia słucha nic sobie z tego nie
    robiąc,pyta czemu tak zrobił,całując go jednocześnie,przytulając
    jakby chciała zrekompensować mu złośc mamy.Jak go chcę zabrać to
    mówi żebym go juz zostawiła i dała mu spokój.Czy to jest dobre
    podejście? Jak go jednak zabieram to jest oczywiście złosć synka,i
    rodziców.Wychodzi na to że jestem strasznie zła mama bo chcę coś
    wyegzekwować,a babcia co by nie zrobił jeszcze da buzi(w nagrodę?)Ja
    bym to tak ze srony dziecka odbierała,po co byc u mamy w domu i
    ponośić konsekwencje jak można uciec do babci i jeszcze się za to
    poprzytulać.Ręce opadają!!

    A babcia jak mały da juz jej nieźle popalić,patrzy z wyrzutem na
    mnie i mówi że to dziecko jest nic nie uczone,dlatego tak się
    zachowuje i każe mi go zabrac do domu.Wtedy znowu mama jest zła bo
    go zabiera od babci,niby dlaczego? A babcia nie powie wnuczowi żeby
    szedł do domu bo się źle zachowuje,tą kwestie lepiej zostawić
    mamie,niech ona będzie tą złą.

    Do przedszkola idzie od września,ale nie wiem jak to będzie.Nie
    chodził wześniej bo ja nie pracowałam i nie chcieli go przyjąć.Jako
    3-latek trochę chodził ale bardzo mi chorował,więc więcej byl w domu.
    Nie wiem jak to będzie w przedszkolu bo problemów z nim sporo na
    każdym tle.Np.toaleta.Nie załatwi sie jak facet,do tego ja muszę
    zawsze z nim iść do łazienki i go posadzić.Ma jakas awersję,boi się
    sam.Ma często zaparcia(jego dieta wiadomo),kiedyś była masakra
    wstrzymywał kupkę ,nie chciał robić bo go pupa będzie
    boleć.Zapamiętał to i teraz ma lęk,wstrzymuje,biega godzinami,nie
    chce na sedes.Na siku nie chce z nikim iść tylko ze mną.Jak mnie nie
    ma,to czeka aż wrócę,w końcu sika w majtki,masakra! Jak nie chcę z
    nim iść na siku to trzyma ile może,jest płacz,biega w kółko.Czasem
    go przechytrzę,udae że mam strasznie zajete ręce i nie mogę go
    wysadzić i inne cuda.W przedszkolu też wstrzymywał albo się posikał
    i siedział w mokrych spodniach,nawet nie powiedział,panie też nie
    zauważyły.Nie raz odbierałam go posikanego.
    Teraz będzie miał prawie 5 lat i jak to będzie nie wiem.Powtarza mi
    że będzie wszystko sam robił w lipcu(tak sobie w tej główce coś
    ubzdurał,nawet nie wie kiedy to będzie lipiec)no ale ja czekam do
    lipca i wtedy już nic nie zrobię,będę przypominac mu jego decyzję.

    Druga kwestia to taka,że on kompletnie nie chce robić nic
    precyzyjnego tzn.zero kolorowania(bo trzeba się zmieścic w
    ramach),zero pisania literek,zero rysowania.Nie wychodzi mu to nie
    robi ,zreszta tak jest ze wszystkim,zero ambicji,nie chce się
    uczyć.Nie przymuszam,cieszę się z każdej kreski ale to za mało w
    jego wieku.Nawet nie chce trzymac prawidłowo olówka w ręku,jest
    uparty jak osioł.Wszystko chce robic po swojemu.Jak mówie mu że tak
    sie trzyma kredkę,tak jest wygodniej,prawidłowo,lepiej i dokładniej
    będzie mógł pisać,to on uparcie twierdzi że nie mam racji i się
    denerwuje.Może widząc co ja robię zniechęca go to( maluję obrazy i
    inne twórcze rzeczy) ,widzi i mówi z góry że on nie potrafi.

    Dziś taka sytuacja.Wyciąnęłam hulajnogę po bracie,pierwszy raz
    zobaczył.Oczywiście pierwsza reakcja,że to głupie(tak jest ze
    wszystkimi nowymi rzeczami)Ja nie komentując wzięłam młodszego
    dwulatka na hulajnogę i pokazuje w czym rzecz.Ku zaskoczeniu od razu
    załapał i odpychał sie nóżką,ja trzymałam za kierownicę oczywiście
    bo sam by nie dał rady.Spodobało mu się,cieszy się jak nie
    wiem,jeździmy po całym podwórku.Starszy obserwuje z daleka(wcześniej
    co chwila komentując że to głupie)widzę uśmiech i ochotę na
    wypróbowanie.Mówi że tez by tak przejechał,więc wsadzam go na sprzęt
    i pokazuje co i jak.Próbuje,trzymam go ,potem sam próbuje.2 próby i
    hulajnoga ląduje w garażu(głupia jest i tyle)Dał sie jeszcze
    wyciągnąc ale juz bez entuzjazmu.Nie potrafi zrozumiec że jak się
    chce czegos nauczyć to trzeba dużo ćwiczyć,pokazywanie pozytywów z
    tego płynących nie skutkuje.Może macie na to jakieś rady?

    Jak bym miała jakiegoś psychologa poleconago to bym pewnie
    poszła,żeby mną jakoś pkierował,ale jak na razie nie wiem gdzie sie
    udać.



  • 04.06.10, 11:00
    Czterolatek potrzebuje juz byc "duzy" i samodzielny.
    Jesli bedziesz namawiac go do rysowania stojac nad nim jak cerber pouczajac jak
    ma trzymac kredke a w czasie prob z hulajnoga bedziesz wciaz trzymac kierownice
    "by nie upadl", zrozumiala reakcja bedzie protest, kredka w sciane, hulajnoga w
    kaluze i dlugi wywod mamy jakie dziecko jest niegrzeczne. Nastepny pomysl mamy
    na zabawe maly z gory uzna za glupi - na wszelki wypadek.

    Czterolatek potrzebuje eksperymentowac sam, nawet jesli oznacza to zle trzymanie
    kredki i umazanie czegos lub wywalenie sie z hulajnoga. Samodzielne opanowanie
    jakiejs umiejetnosci da mu radosc z sukcesu.

    Jesli kazda aktywnosc dziecka, nawet zabawa, jest wciaz nadzorowana i
    kontrolowana, zaczynaja sie problemy z zaparciami, moczeniem sie i oslawionym
    "brakiem apetytu" bo jedzenie i wydalanie sa czynnosciami, ktore dziecko zawsze
    bedzie kontrolowac.
    Jesli do tego zsikaniem sie, niezrobieniem kupki i grymasami przy jedzeniu
    sciaga sie uwage mamy, dziecko uznaje, ze znalazlo sposob na zycie. smile
  • 04.06.10, 13:46
    Nie no to nie tak absolutnie! Ja nie jestem z tych co stoją jak
    cerber,nie wyręczam ,nie zmuszam ,nie kontroluję ciągle jego
    poczynań.Jak ma ochotę rysować,czy malować to daję mu
    narzędzia,kartke i tyle.Siedzi sam i coś próbuje tworzyć.Po chwili
    mówi:mama chodź mi narysuj bo ja nie umię.Idę i próbuję go nakłonić
    by sam spróbował,jak wyjdzie tak wyjdzie,niech robi po
    swojemu.Próbuje,ja mu delikatnie sugeruję:a może spróbujesz tak
    trzymać kredkę,może będzie ci łatwiej rysować.Mały:nieeee! Tak jest
    źle!!!Ok.maluje dalej po swojemu.Nie zmuszam dalej żeby nie
    zniechęcić.No ale 5-latki to już jakieś ćwiczenia mają do wykonania
    w przedszkolu i najwyższy czas żeby próbował coś uczyć się
    pisać ,kolorować.On tylko by machał dużym pędzlem,bo
    najwygodniej.Nie miałabym nic przeciwko temu,absolutnie,bo sama
    maluję i wiem że kolorowanki wcale wyobrażni nie rozwiną a tylko
    ograniczaja myślenie.Uczą raczej staranności,precyzji,zabawy
    kolorem.No ale ja nic na to nie poradzę że nauka takie zadania w
    szkole przewiduje.Czy nauka pisania szlaczków,literek,aby rączkę
    wypracować,kiedy ma sie tego uczyć.Najwyższa pora,na takie
    ćwiczenia,a tu zero chęci.Czasem udaje mu sie coś po kropeczkach
    poprowadzić,jakąś literkę,ale to tylko dlatego że obiecuje mu dać
    nagrodę(cos słodkiego),wtedy próbuje i widzę że się stara.Ale
    przecież nie będę go słodyczami przekupywać,on sam musi chcieć.Nie
    mam pomysłu jak go zachęcić.
    --
  • 04.06.10, 17:21
    moim zdaniem zapominasz że jeszczer masz małe /4 letnie/ dziecko.
    Odpuść szczególnie ze szlaczkami. I powtarzaj jak mantrę : to jescze
    małe dziecko!
  • 04.06.10, 17:30
    Wiele czynnosci jest dla dzieci nudnych gdy maja je robic same w domu, za to
    bardzo chetnie wykonuja je w towarzystwie innych dzieci.

    Szlaczki czy literki sa troche zbyt skomplikowane dla 4-latka, zwlaszcza jesli
    nie ma on zdolnosci manualnych.

    Nic na sile, w koncu po to idzie do przedszkola by sie nauczyc.

    Jesli moge Ci cos doradzic - zamiast tak usilnie pracowac nad mlodym
    udowadniajac wszystkim wokol i sobie ze jestes supermama, ciesz sie po prostu
    jego towarzystwem. Dzieci tak szybko rosna.
  • 05.06.10, 01:00
    jesteśmy
    > w domu,synek coś narozrabiał,ja zaczynam mu tłumaczenie i itp. Po
    > chwili mały wymyka się z domu i ucieka do babci(ma parę metrów na
    > podwórku)
    To zamknij drzwi tak, żeby nie nawiał.Ostatecznie taki dzieciak to
    chyba jeszcze nie superman i przez drzwi przenikać nie umie... Nie
    będziesz miała wtedy okazji do dyskutowania z mamą o waszych
    metodach wychowawczych.
    W ostateczności bierzesz dziecię pod pachę i zanosisz do domu, nie
    tłumacząc się i nie dyskutując z nikim, a najmniej z babcią.
  • 07.06.10, 12:20
    ha, moje dziecko u dziadków jest mega nieznośne (w porównaniu z tym, co
    w domu). ale wychodzę z założenia, że skoro na to pozwalają, to znaczy,
    że im nie przeszkadza. mogę sobie pozwlić na taką konkluzję, ponieważ
    moja mama pracowała z dziećmi całe życie, więc nie sądzę, żeby nagle
    nie radziła sobie z własnym wnukiem. a dziecko też potrzebuje miejsca,
    gdzie jest rozpieszczane, a nie wychowywane non stop. staram się tylko
    nie wtracać zanadto w ich relacje, a moi rodzice nie wtrącają się w to,
    co robię ja. za dużo osób dorosłych na jedno dziecko to nie jest dobre
    rozwiązanie. na Twoim miejscu ustaliłabym z rodzicami, że nie będziesz
    się wtrącała w ich metody wychowawcze, ale niech oni nie wtrącają się w
    Twoje. i nie przyjmowałabym "zwrotów" niegrzecznego dziecka.
    poprosiłabym, żeby babcia powiedziała wnukowi, dlaczego go odsyła.
    ps. jeśli mały się wymyka do babci już po Twojej reprymendzie,
    pozwoliłabym. ale jeśli w trakcie, poszłabym po niego i przyprowadziła
    do domu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.