Dodaj do ulubionych

Moje dziecko zamienia moje życie w koszmar,pomóżci

26.09.10, 08:28
Muszę się niestety przyznać że nie radzę sobie z wychowaniem mojego synka. Ma 4 lata. Od miesiaca chodzi do przedszkola. Zawsze był trudnym dzieckiem, wiecznie niezadowolonym, zawsze stawiającym na swoim. Jego wychowaniem zajmuję się właściwie sama, mąż jest wiecznie nieobecny- ja nie pracuje, mam jeszcze młodsze dziecko i jestem na urlopie wychowawczym, mąż o 11 rano wychodzi do pracy, wraca około 22 jak dzieci już śpią.I to się absolutnie nie zmieni. Synkowi chyba brakuje jak to się mówi silnej męskiej ręki. Ja wychowuję go na taką płaczliwą babę. Większość rzeczy które mówi jest w tonie płaczliwym- chcę piiiiić, mamooooo.który od 3 tygodni - czyli od kiedy poszedl do przedszkola ma dzień kwasów codziennie.
Przedwczoraj przyniosłam go na rękach z placu zabaw- 16kg zywej wagi i wnioslam na 4 piętro- wszyscy sąsiedzi stali na klatce schodowej i patrzyli- tak sie darł- ratunku, niech ktoś mi pomoże itp.... I tak sobie pomyslalam - wstydze się mojego dziecka, boje sie mojego dziecka, nie panuje nad sytuacją. Jeśli szopki w stylu- rzucanie sie na ziemię odbywają się w domu- pal sześć, ale jeśli na ulicy to już gorzej- starszy ryczy i lezy na ziemi, mloda- 2,5 roku nie rozumie czemu ma przerwac zabawe i wracac do domu bo brat ma focha i tez ryczy- ja jak idiotka- jedyna na placu ciągle mam jakieś kłopoty z dzieckiem.

Boje się odbierac go z przedszkola bo znow pierwsze zdanie bedzie - co mi kupilas, co masz dla mnie- i nie wystarczy lizak, musi byc autko z carsów- min za 24zl. I tak codziennie. Dziś mial do mnie pretensje ze swieci slonce i zebym cos z tym zrobila bo on nie lubi jak mu swieci, wrzeszczal na całą ulicę.
Tu u mnie nie chodzi o jakies komunikaty z mojej strony bo moje dziecko robi afery o nic, np o wspomniane slońce. Pocieszam sie ze to taki okres, zawsze byl trudnym dzieckiem ale to co jest teraz to ponad moje nerwy...

Wychodzi taki miesiecznik z modelem autka z filmu cars i wszystkie zawsze musial miec- to sie potem zamienilo w obsesję, ze jak cos dostawal to juz nie cieszyl sie tym co dostal tylko myslal o tym czego nie ma. I przestalam to kupowac.

Potem przyszedl okres przedszkola- ma 4 lata. rok temu sprobowalismy go wyslac, ale sie nie udalo, musialam odpuscic, bo do przedszkola nioslam go na rękach a on sie chwytal po drodze drzew, poręczy, latarni i wrzeszczal jak obdzierany ze skory. Na miejscu od razu do sali z pominieciem szatni byl kladziony na dywanie w sali, ja wychozilam a on tak lezal przez 6 godzin i sikal pod siebie. Przychodzilam po niego a on nadal tak lezal i odbieralam go na rękach z 5 parami spodni do prania. w niczym nie bral udzialu, nie bawil sie, nie jadl, nie pil tylko lezal i sie trząsł. w nocy zaczelo sie moczenie nocne. Odpuścilam po miesiacu, nie dalam rady.

W tym roku sprobowalismy ponownie, troche plakal, ale potem sie bawi, maluje, pani go chwali,że jest taki grzeczny, że najładnie rysuje w grupie, ze pomaga nosić zabawki, codziennie właściwie jest nagradzany. Tak nas to ucieszylo że w tym roku się udało, ze dostawal te wspomniane autka- tzn dostal ze 3 razy na te 21 dni. Ale dostawal tez malowanki, jajka z niespodzianką itp.

Po tym jednak jak to sie zamienilo w postawę roszczeniową- jak nie dostanę to się kładę na chodniku i wyję zaczelam sie bac go zabierac z przedszkola, bo psuje każdy dzień. Zrobil się strasznie samolubny- nie liczy sie z tym że siostra jest glodna ze chce wracac do domu, on nie chce już, a ja nie mogę sobie pozwolić na niesienie go codziennie na rękach do domu- mam prawie 40 lat, nie daję rady po prostu.

Wczoraj byl na spacerze od 10 rano, bylismy w IKEA, na placu zabaw, na działce, na grillu, o 18 podjechalismy pod dom a on że musi na plac zabaw pod dom, bo on sie chce bawić.

Histerię powstrzymały tylko moje słowa że mu oddam zabawki które mu w piątek za karę schowalam do szafy. Za kazdym razem oczywiscie obiecuje poprawę, że się to więcej nie powtórzy.Że to już ostatni raz.

Niepokoi mnie też to że próbuje rządzić w domu, on chce decydować co robimy i kiedy, co ma robić siostra (np ma plan zabawy do ktorego ona sie musi dostosowac bo jak nie to jest powod do histerii. Jak ona bawi się z innymi dziecmi na placu zabaw on od razu dostaje histerii, lata za nią, odciąga ją od grupy, mówi że musi się bawić z nim. Kiedy on sie bawi z kolegami ją wyrzuca- mowi nie ma tu miejsca dla dziewczyn.

On chce decydowac co zjemy, czy kupimyu paczki, ile będziemy na placu zabaw itp. Te histerie np lezenie na ziemi zaczely sie w wieku roku i trwają już 3 lata. Potrafi lezec nawet 40 min na ziemi i nie ma z nim kontaktu. W czasie rozmowy o tym co sie stalo, ja np mowię, że mi zrobił przykrość i nie chce takich sytuacji kolejny raz- on odpowiada zupelnie nie na tema, straż pożarna jest czerwona i mają fajne sikawki, kiedy wracam do tematu mowi- nie chce o tym rozmawiac.

Wiem, ze ja musze zmienic coś w moim zachowaniu, byc twardsza w ustalaniu zasad, ale najgorsze jest to że jak się wstydze tych szopek w miejscach publicznych, zaczelam unikać placu pod domem, chodze dalej, gdzie nie ma dzieci, do żadnego sklepu nie mogę z nim wejść bo zawsze chce cos kupic i domaga sie tego głośno. Gdyby ładnie poprosil to bym kupila ale skoro od wejscia drze gębę to nie kupuje... coś poradzicie??
Edytor zaawansowany
  • yula 26.09.10, 09:27
    Wybierz sie do dobrego psychologa dziecięcego, wam obojgu potrzebna jest pomóc. Forum już tu raczej nie pomoże. Za długo to trwa. Psycholog da ci rady do postępowania z synkiem, podpowie co robisz źle i co poprawić.
    Ode mnie- olać histerie, nie reagować na płaczliwy ton (przypominając że nie lubisz jak tak mówi ), w nagrodę za zachowanie raczej punkty i za ustaloną ilość punktów zabawka. Wychodzeniem z placu zabaw karzesz niewinną młodszą. Może usadzić młodego koło siebie i niech siedzi aż sie uspokoi. Histerie, leżenie na chodniku jeśli pogoda pozwala i czas zacisnąć zęby i nie reagować, niech sobie leży i nie pokazywać po sobie że cie to denerwuje, i nie mówić do niego dopóki wrzeszczy (przerabiane). Nie zwracać uwagi na innych, niech sobie sie gapią.

    >Wiem, ze ja musze zmienic coś w moim zachowaniu, byc twardsza w ustalaniu zasad
    > , ale najgorsze jest to że jak się wstydze tych szopek w miejscach publicznych,

    I tak owszem ty tu rządzisz i ty musisz ustalić zasady i ich przestrzegać, konsekwentnie. Przed wyjściem z domu mówisz że dziś nie wchodzimy do sklepu i nie dać sie namówić ani płaczem ani histeriami. Co do wyjścia z placu zabaw jak on nie chce to nie wiem, może ktoś inny podpowie, ja mam problem z wygonieniem syna na dwór tongue_out
    --
    Julia,Maksiu i Tatiankasmile
    "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
  • nika1310 26.09.10, 09:46
    starałam się nie reagować na to leżenie na ziemi i histerię- ale to trwa około 40 min- wypróbowałam parę razy, nie wstydzi się że tak leży na parkingu, na środku chodnika, że ludzie patrzą itp.Ja przeważnie, biorę pod pachę i wracam do domu. Co do siedzenia koło mnie, to on nie siadzie, będzie się wyrywał, tarzał się po ziemi z pianą na ustach, wrzeszczał, kopał, obok nas zawsze zbiegowisko, w takich warunkach młoda też się nie bawi, stoi i patrzy. a ja się chcę schowac pod ziemię.
  • morekac 26.09.10, 10:24
    I dopóki chcesz się schować pod ziemię, terrorysta ma cię w garści. Może poddałaś się zbyt szybko i teraz młody wie, że jak dostatecznie długo powrzeszczy, to postawi na swoim.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • mama-mia123 26.09.10, 10:42
    Sceny na ulicy trwające długo są dla dziecka tylko pożywką, robi się z tego teatr uliczny i gra na emocjach. Taka szarpanina bardzo dużo kosztuje energii (sama nie raz byłam spocona umęczona upokorzona zawstydzona w takich sytuacjach). Rób tak jak robisz, weź pod pachę i jedno i drugie i idźcie do domu, ale bez słowa, bez gderania, bez trucia, porozmawiacie jak ochłoniecie oboje! Próbuj wymyślać sposoby jak uniknąć tych sytuacji, może trzeba unikać jakichś konkretnych miejsc, może uprzedzać dokładnie gdzie po co i na jakich warunkach tam idziecie może miej w torbie jakiś super gadżet (ale nie nowy tylko ciekawy!), który się sprawdzi, żeby syna jakoś zebrać z tego z chodnika. A jak już nic (do cholery wink) nie pomaga to stań przed nim i zrób 10 pajacyków - genialnie zbija dziecko z tropu i wprawia w osłupienie, to wymaga trochę szaleństwa ale skoro i tak czujesz zawstydzenie wink)
  • agazuchwa 27.09.10, 07:42
    mój (pierwszy i ostatni raz) darł się na parkingu marketu PÓŁTOREJ GODZINY nie odpuścił...tylko opadł z sił (wrzuciłam na siłę do samochodu a nie poszłam na nogach o co mu chodziło) wiesz, że drugi raz nie spróbował? ale wtedy dołożyl mi jeszcze 40 minut pod blokiem nie chciał wysiąść kazał mi wracać pod market
    4 latek ( według moich obserwacji) ma ogroomna potrzebe dominacji, moje dziecko babcie traktuje tak jak twój synek ciebie..kazuje jejwink ale babci to nie szkodzi
    serdecznie ci wspólczuje bo u was rzeczywiście zasło to już daleko
    acha miałam taki tydzień , ze niosłam do przedszkola (jak ty) a on łapał się wszystkiego w przedszkolu nie byłam w stanie rozebrać robiła to za mnie pani, ale kazała nie odpuszcać mówić ze to próba sił po tygodniu odpuścił
    ale ty masz drugie dziecko więc jest ci na pewno dużo trudniej
    rzeczywiście idx do psychologa (myśmy wtedy byli...naprawde rozmowa pomogła nie tlyko dziecku ale i mi kiedy usłyszałam, ze nie jestem jedynawink że to u 3,5 latków zwłaszcza tych inteligentnych zdarza się wcale nie rzeadko
  • mama-mia123 26.09.10, 10:26
    Wiek 4-latka to trudny wiek, taki egocentryzm i roszczeniowość w tym wieku bywają normalne. Jednak w tym co opisujesz wydaje się, że rzeczywiście sprawy wymykają się spod kontroli. Przyznam, że mój najstarszy synal jest podobnego charakterku i też miałam z nim mniej lub bardziej trudne przejścia. (wymuszanie, złość jak coś nie jest po jego myśli, awantura o to, że nie jest wtorek tylko środa itp., sceny na ulicy). Przy takich trudnościach na Twoim miejscu, skorzystałabym z pomocy dobrego psychologa. Trafiło Ci się szczególnie "wymagające" dziecko i trzeba się nagimnastykować, żeby je wychować. Powoli małymi kroczkami trzeba wprowadzić na spokojnie różne strategie postępowania z nim, żebyś nie miała poczucia koszmaru a większą satysfakcję, że jednak coś się zmienia. Praca na pozytywach, gospodarka żetonowa, mnóstwo "pomysłowości" typu pacynki, opowiadania, pisanie listów, robienie ustaleń, odwracanie uwagi od... i wiele wiele innych to tylko początek do zmiany, która w naszym przypadku przychodzi nie od razu, bo stare nawyki tego typu ciężko zmienić. To co ja musiałam zrozumieć mając podobne problemy to to, że to ja musiałam zmienić swój sposób postępowania z dzieckiem, a nie starymi sposobami reagować na zachowania dziecka bo to akurat u nas nie działało w ogóle. Jak założyłam, że to ja mam coś zrobić i to w taki sposób, żeby dziecko się zmieniło, to stało się to jakoś łatwiejsze do zniesienia i zaczęliśmy mieć sukcesy, i lepsze dni. Życzę powodzenia, jak jesteś z Wawy to mogę polecić miejsce gdzie się zgłosić. są też książki, do których warto zajrzeć, żeby mieć więcej pomysłów. pozdrawiam.
  • anaj75 26.09.10, 10:54
    Moim zdaniem, koniecznie skonsultuj się z poradnią psychologiczną. Bardzo prawdopodobne, że Twoje dziecko potrzebuje profesjonalnej pomocy a Ty konkretnego wsparcia i wskazówek. W moim odczuciu Twoje dziecko nie zachowuje się typowo. Piszę to jako matka dziecka podobnie się zachowującego (histerie, ciągłe niezadowolenie, nadwrażliwość, przywiązanie do schematów, próby narzucenia swojego zdania, nieustępliwość, brak empatii stosownie do wieku) z diagnozą zaburzeń ze spektrum autyzmu. Oczywiście, Twój syn to inna bajka, nie musi mieć tego samego co mój ale warto sprawdzić.
    Do tego polecam trening umiejętności wychowawczych (często prowadzony nieodpłatnie przy poradniach psychologiczno - pedagogicznych).
    Trzymaj się!
  • nika1310 26.09.10, 11:04
    dziewczyny, ale czemu jest w stanie 7 godzin w przedszkolu wytrzymać bez żadnej histerii, bez skwaszonej miny, bez narzekania itp. Wszystkie zabawy przyjmuje z entuzjazmem, chętnie o nich opowiada w domu, jest miły w stosunku do dzieci, nigdy nikomu niczego nie zabiera, nie bije, nie pluje, nie używa brzydkich słów a tylko zobaczy mnie w drzwiach taka zmiana?
  • verdana 26.09.10, 11:12
    Bo się go boisz. Jesli dziecko w przedszkolu jest grzeczne, to raczej nie problem z nim, tylko z Waszymi relacjami.
    Jak dla mnie to być moze są tu dwie sprawy - mlodsze rodzeństwo wymagające uwagi - gdy starsze jest niegrzeczne, klnie, bije i pluje, to zuskuje sobie Twoją uwagę. Jedyny sposób by to starsze, a nie mlodsze bylo w centrum zainteresowania.
    Druga sprawa, to konsekwencja. W przypadku Twego syna ja nie stałabym 40 minut nad dzieckiem, tylko od razu podniosła i zaniosla do domu - a w domu, wynbacz, surowo ukarała. O ile nie jestem zwolenniczka kar dla czterolatków, to w tym wypadku mam wrazenie, ze dziecko aż prosi się o ukaranie.
    Poza tym nie można mieć do dziecka pretensji, ze gdy dostaje za dużo, przestaje się tym cieszyć - to nie jest wina charakteru dziecka, tylko błąd wychowawczy. Na to też zwróć uwagę - nie można mieć do dziecka pretensji o coś, co samemu sie zpepsuło, ani oczekiwać, ze dziecko zachowa rozsadek i nie będzie oczekiwać prezentów, skoro się mu je kupuje...
    No i jeszcze jedna wazna sprawa - dziecko faktycznie jest sierotą - nie ma ojca. Czy nie lepiej byloby , nawet kosztem żłobka, iść do pracy i odciążyć męża, aby mogł pracowac krócej i być z dziećmi? Nie tylko Ty jesteś caly dzień z dziećmi, także Twoje dziecko jest caly czas ze zdenerwowana matką, a to dobrze dziecku nie robi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 26.09.10, 11:32
    masz dużo racji- to jest tak, że synek jest naszym 4 dzieckiem, troje poprzednich zmarło. Bardzo długo czekalismy na niego, pojawił sie po 8 latach leczenia i jak już się pojawił to normalnie pył sprzed nóg...Popełniłam wiele błędów wychowawczych bo tak się cieszyłam że wreszcie jest...Izolowałam go wlasciwie od świata, nie zostawiłam z nikim innym, bo mi się wydawalo że nie zapewni nalezytej opieki, W żłobku wystarczyło że 3 dni płakal i od razu go zabrałam. Zrezygnowalam z pracy na stanowisku kierowniczym w dużej firmie bo mi się wydawało że mnie tak potrzebuje że sie muszę poświęcić i byc z nim cały czas. Nie mamy dziadków, mały nigdy z nikim oprocz mnie i ewentualnie męża nie był nigdy na spacerze, nigdy nigdzie nikt obcy go nie zabrał, nie nocował poza domem ani zadnego dnia, ani nawet godziny nie spedził z nikim obcym. Dopiero to przedszkole w tym roku które wypaliło, że po kilku dniach płaczu został i chodzi bez problemu.

    Tak to wlaśnie wygląda. Co do pracy to mój mąż zostal tak wychowany że nawet gdyby miał czas wolny to by go spędził przed telewizorem albo śpiąc. Moje pójście do pracy będzie oznaczało że pracuję zawodowo + wykonuję wszystko to co do tej pory. Młodą chcialam zapisać do żlobka- jest 61 na liście oczekujących. Mój mąż ma taki typ pracy że 2 tyg w miesiącu jest za granicą- fizycznie go nie ma!! I tak ciagle...Ja muszę znaleźć taką pracę żeby baaaaardzo dużo zarabiać, bo za każde odebranie z przedszkola i opiekę do tej 18 będę musiała zapłacić. W moim mieście 8zl za godz za jedno dziecko. W następnym roku mała pójdzie do przedszkola to na pewno pójdę do pracy, ale obecnie opiekunka na te 10 godz dziennie dla niej to za dużo pieniędzy dla nas.Poza tym obecnie w czasie kiedy syn jest w przedszkolu mam czas dla córki- spacerujemy, chodzimy na placyk, oglądamy książeczki itp.Corka jest absolutnie bezproblemowym dzieckiem słodka, dobra, zawsze wesoła, nigdy nic nie wymusza, nie płacze. No i tak to właśnie jest
  • nika1310 26.09.10, 16:13
    ależ mój syn jest karany, dla niego najgorszą karą nie są żadne karne jeżyki ani brak bajek, ale zabranie zabawek. Kiedy jest taka sytuacja już naprawdę najgorsza to biorę wór 100litrowy i pakuję do środka wszystko, zostawiam puste ściany. I to jest najgorsza kara. To się zdarzyło do tej pory tylko 2 razy. Chciałam jeszcze dodać, że te histerie kiedyś miały miejsce raz na tydzień, ale dopiero jak zaczął chodzić do przedszkola są codziennie albo i 2 razy dziennie.
    To przedszkole jest źródłem tego stresu mimo że jest tam pozornie? szczęśliwy.

    Przed przedszkolem były inne problemy ale raczej z udawaniem dzidziusia przez niego- chce mleko z butelki, sam się nie chce ubierać- czekam około godziny aż się ubierze- mimo że umie. Z ogólną płaczliwością itp. Zdarzały się rzuty na ziemię ale, jak pisałam, raz na tydzień. On się wyżywa na nas za to że jest w przedszkolu, ma wrażenie że go coś omija ciekawego co się dzieje w domu, że jest wyłączony z życia rodziny.
  • verdana 26.09.10, 17:11
    Wiesz, to ja mu sie nie dziwię, ze on dostaje histerii o byle co. Wiesz co robisz - pokazujesz dziecku, ze nic do niego nie nalezy, ze do niczego się nie może przywiązać, ze żyje w świecie tymczasowym. To co robisz jest zwyklym okrucieństwem. Dwa razy to o dwa razy za dużo - wystarczy, aby dziecko wiedziało, ze nie ma NIC.
    Jeśli wśród tych zabawek znajdują się rzeczy, do ktorych syn jest przywiązany, to troche tak, jak gdyby ktos odbierał Ci dziecko. Tak małe dzieci kochaja swoje zabawki.
    Oabawiam się coraz bardziej, ze w przedszkolu dziecko jest po prostu szczęśliwe, a w domu nie.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 26.09.10, 17:29
    I jeszcze jedno - pierwszy miesiąc przedszkola to okres adaptacyjny. dziecko jest zmęczone i zdenerwowane, a wprowadzenie obyczaju "coś ci przynosimy w prezencie", a potem wycofanie się z niego wprowadza zamęt. Masz pretensje do dziecka, ze pyta "co przyniosłas" skoro ma prawo oczekiwać prezentu, nie wie przecież, że to nie jest normalne zachowanie rodziców. To tak, jakbyś uznała, ze dziecko jest niegrzeczne bo pyta "co będzie na obiad" i ze zjada obiad bez zainteresowania, a ciekawi go, co bedzie jutro.
    Mam wrazenie, ze mieliscie do dziecka pretensję, ze kupujecie mu coś, a ono za kazdym razem nie jest tym zaskoczone...
    Wydaje mi się, ze powinnaś poczytac trochę o rozwoju dziecka. Wydaje mi się, ze duża część Twoich problemów bierze się z kompletnego niezrozumienia, co dziecko może czuć i zbyt powaznego podchodzenia do pewnych typowych i przemijających problemów.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • judytak 27.09.10, 12:01
    > To przedszkole jest źródłem tego stresu mimo że jest tam pozornie? szczęśliwy.

    tu nie ma sprzeczności
    w przedszkolu dziecko się mocno stara
    dobrze się czuje, ale strasznie się zmęczy
    a w domu się wyładowuje

    dam ci przykłady

    jeden z moich synów przez pierwszy rok po przedszkolu musiał jakiś czas przesiedzić z klockami na podłodze, w ciszy i spokoju, żeby nikt do niego się nawet nie odzywał

    mój syn ośmiolatek był latem na zielonej szkole z klasą, podobało mu się, było wszystko fajnie
    po powrocie, jak tylko weszliśmy do domu, rozryczał się na cały głos
    poszlo o jakąś głupotkę bez znaczenia
    i ryczał i ryczał
    podałam mu diagnozę, "ryczysz tak, bo zmęczony jesteś po wyjeździe" i dziecko potwierdziło, bo już duże i świadome ;o)

    ja sama tak mam, jak mi się jakaś trudna emocjonalnie sytuacja ciągnie jakiś czas, to mi się nazbiera i sobie popłaczę, co mi poprawia humor

    nie wydaje mi się, żeby należało dziecko za te histerie karać
    raczej bym ustaliła na popołudnie, po przedszkolu, prosty, jasny, ściśle przestrzegany program, zaczynający się od pójścia prosto do domu, i w domu godzina relaksu ("odpocząć od swiata", albo wyladować się silnym ruchem, albo siedzieć przytulony, opowiadać bajki, porozmawiać - dla kazdego coś innego będzie tym relaksem)

    pozdrawiam
    Judyta
  • anaj75 26.09.10, 11:13
    Być może odreagowuje to bycie dostosowanym przy bezpiecznej osobie. Mój tak ma.
  • anaj75 26.09.10, 11:23
    Też pomyślałam o zazdrości o rodzeństwo zostające z Tobą.
    Twój syn opowiada Ci o dniu przedszkolnym to dobry znak odnośnie jego rozwoju.
    A czy współpracuje z dziećmi? Czy jest po prostu cichy i w kącie w tym przedszkolu?
    A może bywa często przeciążony i te histerie mają miejsce w sytuacji zmęczenia?
  • nika1310 26.09.10, 11:37
    czasem podglądam go na placyku przedszkolnym- okno w okno- bawi się z dziećmi, ma kolegów i koleżanki, w przedszkolu mówi z imienia i nazwiska z kim się bawił, kto jaki jest, kto jak rysuje, co jadł i czy było dobre. On jest w grupie mieszanej od 3 do 5 roku zycia, wiele maluchów jest jeszcze takich ''z boku'' jak to 3 latki.W przedszkolu ani razu nie miał histerii, ani razu. Rozmawiałam z jego Panią, mówiłam jaki jest w domu, zapewniła mnie że to nigdy nie ma miejsca w przedszkolu.
  • verdana 26.09.10, 12:30
    Czyli innymi słowu, psycholog jest absolutnie konieczny. Nie dla dziecka, z dzieckiem jest wszystko OK. Psycholog potrzebny jest Tobie i mężowi, to Wy musicie się zmienić.
    Zaniepokoila mnie też ta idealna coreczka. Nie ma idealnych dzieci, nie ma dzieci bezproblemowych. Podzieliliscie role - niegrzeczny synek i grzeczna córeczka. To krzywdzi oboje. Nie mowiąc już o tym, ze synek, który został przez Was izolowany od ludzi, nawet nie rozpieszczony, a - nie 3wiem jak to nazwać- zawlaszczony? - nagle musiał zrezygnować z bycia centrum wszechświata rodziców, a ze pozbawiono go wszystkiego poza rodzicami, jest oczywiste, ze wraz z urodzenem siostry świat mu sie zawalił.
    Terapia potrzebna od zaraz.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 26.09.10, 13:03
    verdana, ale jak się mała urodziła to on miał niecałe 1,5 roku, nie pamieta okresu ''przed'' siostrą. siostra była od zawsze. Czasem jak mu pokazuje zdjęcia jak był mały i pyta to gdzie jest ona? Mówię że jeszcze wtedy nie mieszkała z nami, to nie jest w stanie tego zrozumieć, wydaje mu się że zawsze była. Więc nie przypuszczam, że to wina zazdrości o siostrę i pozycję w rodzinie. Jak się np prosi go- sprzatnij kredki- on, nie! A ona to ja chętnie za niego sprzątnę. wtedy on- nie ja posprzatam, idź stąd itp
  • verdana 26.09.10, 13:11
    Jak to "nie pamieta" - oczywiscie, ze świadomie nie pamieta, ale upadek z piedestału przezyć musiał - i to jego podświadomość pamięta doskonale i będzie pamiętać po kres jego dni.
    Twój opis idealnej siostrzyczki w przeciwieństwie do paskudnego braciszka jest niepokojacy - trudno się dziwić, ze tak postrzegane dzieci wpasowują się w rolę. Nie tylko z synem są kłopoty, klopoty będzie miała też córka - nie Ty z nią, ona sama z sobą. naprawdę, koniczna jest pomoc kogoś, kto będzie umiał zmienić Twoje nastawienie do dzieci i wytłumaczyć, co wynika z pewnych zachowań rodziców, inaczej skrzywdzisz oboje.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jakw 26.09.10, 19:46
    Bo on doskonale wie na co może sobie z tobą pozwolić. Moja młodsza też ma na tatę parę "sztuczek", które na mnie zupełnie nie działają, np. ze mną idzie kawał drogi bez problemów, a jak idzie z tatą ten sam kawałek to ma "straszliwe" bóle nóg powodujące konieczność natychmiastowego wzięcia na barana wink.
  • silje78 02.10.10, 16:13
    jakbym o mojej oli czytała. ze mna będzie chodzila kilka godzin. z tatą do końca bloku i ją nóżki bolą wink
    --
    OLA 16/09/2007
  • agazuchwa 27.09.10, 07:46
    bo wie, że nic nie wskóra!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    jak zanosiłam mojego na silę do przedszkola (darł się jakbym mu akupunkturę oka robiła) a pani po 30 SEKUNDACH WYNOSIŁA UBRANIE!!!!!!!!!!!! co oznaczało, ze się uspokoił i dal rozebrać! myślałam że go uduszę
    teraz sytuacja była 2 razy odwrotna...przyszłam po niego jak był w połowie super zabawy w ogrodku i zrobil pani zosi! (pomocy, która jest dla nich miła jak babcia) awanturę że jeszcze nie, ale kiedy ja wkroczyłam na ogródek zebral się w 30 sekund)
  • joanka-r 26.09.10, 12:27
    Na własnym ''cycku'' wychodowałaś małego terroryste, ktory wie co ma robić, aby wymusic od was co chce i robi to skutecznie. Psycholog dzieciecy i wspołpraca a nim. Powodzenie życze, bo latwo nie bedzie.
    --
    w646.wrzuta.pl/film/8tKCMMbu1ye/impreza_pod_palacem_prezydenckim

    Objaw przedawkowania Radia Maryja.
  • hajaga 26.09.10, 12:35
    Moja córka lat 5 w tej chwili też czasami zachowuje - lub teraz mogę chyba powiedzieć, że zachowywała się bardzo podobnie - oczywiście nie wiem, czy w takim samym natężeniu, ale też potrafiła płakać i histeryzować po 30 minut, na chodnik się akurat nie rzucała, ale na podłogę w domu tak, na placu wrzeszczała jak dzika, nie będę wszystkiego opisywać, ale podobnie. W przedszkolu też jej się zdarzyło krzyknąć czy uprzeć się, ale bardzo sporadycznie, natomiast nigdy w przedszkolu nie zrobiła żadnej szopki, ataku histerii czy coś w tym stylu. Próbowałam metod wielu - nagradzania, karania, ignorowania (łącznie z chodzeniem do psychologa, bo uznałam, że sobie chyba nie radzimy w domu, może podpowie coś profesjonalista), ale jak tak patrzę z perspektywy, to widzę, że pomogła tylko zmiana mojego zachowania - i to trudno o generalizowanie, że konkretny schemat zachowań ogólnie, ale podam przykład: ona się upiera jak osioł - nie, nie umyję zębów wieczorem/nie pójdę siusiu przed spaniem/nie założę cieplejszego czegoś itp. - kiedyś się upierałam, czasami na siłę (bez bicia oczywiście, ale typu zaprowadziłam na siłę do łazienki etc, czy niestety podniesiony głos) - teraz mówię ze stoickim spokojem - dobrze, nie musisz tego robić, ale pamiętaj, że: na nieumytych zębach grasują bakterie, ząbki się popsują, może trzeba będzie iść do dentysty albo będą brzydko wyglądać, będzie brzydki zapach z ust, sama nie lubisz jak komuś brzydko pachnie, a teraz tobie będzie. ALbo nie założysz czapki, ok, ale być może zawieje zimny wiatr i się przeziębisz, a przecież chora nie pójdziesz na i tu do wyboru, co akurat lubi (mowa o zajęciach popołudniowych) - każde (ale krótkie) wyjaśnianie konsekwencji kończę - ABSOLUTNIE NIE MUSISZ tego robić, sama zdecyduj, co chcesz - i kurcze aż sama nie wierzę, że ona po prostu bez mrugnięcia okiem robi to co chcę. W przypadku wrzasków jeśli się zdarzą przytulam mocno i mówię cicho - dobrze, teraz się uspokój i powiedz mi bez płaczu jeszcze raz, dlaczego się wściekłaś - i trzymam dopóki się nie uspokoi - ale to nie oznacza, że jej ustępuję. Staram się wszystko z nią ustalać, tak żeby się jej wydawało, że ma wpływ na to, co się z nią dzieje (wyjścia, odzież, zajęcia etc.) oraz eliminuję jeśli to możliwe elementy powodujące zwykle złość - u nas jest to np. osoba (nie wyeliminowałam kontaktu, bo nigdy tak nie będzie, że wszystko da się wyeliminować, ale ograniczyłam - nie wiem, dlaczego ta dziewczynka działa na nią, jak płachta na byka). ALe ogólnie bardzo dużo jej tłumaczę później, jak się uspokoi, i teraz przeszłyśmy już do etapu, że jak jest na mnie zła i coś jej się nie podoba, to mi mówi, że jestem taka niemiła wink - ale i tak uważam, że to sukces, bo mówi to spokojnym tonem, bez ryków.
  • mruwa9 26.09.10, 12:49
    Pospisuje sie pod tym , co napisala verdana. Nic dodac, nic ujac.
  • nika1310 26.09.10, 16:01
    macie rację, ja sama czuję że to we mnie jest ten problem, że nie jestem najlepszą mamą, że to wszystko na własne życzenie, może rzeczywiście to dobry pomysł z jakąś profesjonalną pomocą. Tak sobie myślę że gdyby dziadkowie zechcieli uczestniczyć w życiu wnuków, czasem zabrali gdzieś, zaprosili do siebie też by było inaczej, ja bym mogła nieco odetchnąć, a tak czuję się przytłoczona tym, tak naprawdę, samotnym macierzyństwem i wychowaniem dzieci. Myślę ze kluczem do szczęśliwego dzieciństwa jest szczęśliwa spełniona mama a ja chyba taka nie jestem. Nie mam żadnej odskoczni od dzieci, nie mogę się nigdzie umówić, wyjść bez dzieci,zatęsknić, bo ciągle jestem z nimi sama. Tak t już jest że wiążąc się z mężczyzną nigdy nie mamy pewności czy będzie zaangażowanym ojcem, czy będzie uczestniczył w tych wszystkich wygłupiankach, zabawach, graniu w piłkę i puszczaniu latawców. Może my już jesteśmy za starzy na rodzicielstwo (mąż jest 6 lat starszy ode mnie). Dziękuję za tworzenie mi oczu
  • verdana 26.09.10, 17:19
    A ja myśle,z e nie tylko w tym problem. Problem jest -IMO - znacznie powazniejszy. Nie wiem, co Cię spotkało, czy poronilaś, czy Twoje dzieci zmarly - ale wydaje mi się, ze gdy na świat przyszedł Twój syn Twoja żałoba jeszcze nie minęła. On miał być pocieszeniem , wreszczie zywym dzieckiem. Tylko żywe dzieci są cholernie, niewiarygodnie męczace. Wybacz brutalność, ale zmarle dzieci sa idealne - one zawsze się tula, uśmiechaja, nie budzą w nocy i nie urzadzają histerii na ulicy. Żadne żywe dziecko im nie dorówna... I Twój syn nie okazał się idealny, a Wy , robiąc ewidentne błedy wychowawcze, ofiarowując mu miłość i prezenty dla czworga, mieliscie potem pretensje do niego, że reaguje tak, jak go nauczyliście...
    Poaz tym z jednej strony jesteś wyczeropana opieką nad dziećmi, wyszukujesz rozwiązania nierealne (dziadkowie), a odrzucasz to, co mogłoby pmoc. Na przykład powrót do pracy, nawet kosztem wydania 100% pensji na opiekunkę. Nie wszystkie matki wytrzymują 24 godziny z dziećmi, ja nie wytrzymuję i wolę oddać pensję komu innemu, by moc wyrwać się z domu.
    O co masz pretensję do męża? przecież on pracuje, pracuje poza domem i nie może pracy rzucić. To była także Twoja decyzja - przecież wiedziaaś, decydujac sie na drugie dziecko, ze zostaniesz z dziećmi sama. A wygłupy z dziećmi? Cóż, ja też nigdy w ten sposób nie bylam zaangazowana w wychowanie swoich dzieci - moze mąż bylby sklonny do innych form aktywnosci? Czytaniu, gadaniu, wspólnym oglądaniu kreskówek?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • lolinka2 26.09.10, 19:35
    tak, tak, tak.... - pod wszystkimi wypowiedziami verdany podpisuję się wszystkimi posiadanymi kończynami.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • nika1310 27.09.10, 14:22
    verdana, ale czy pomyślałaś, że syn już teraz nie ma ojca obecnego w domu, a jak wrócę do pracy to nie będzie tez miał matki, bo ja mam taki zawód że będę wracać do domu najwcześniej o 18 i jakaś obca osoba go będzie zabierac z przedszkola. Czy wtedy nie poczuje się jeszcze bardziej odrzucony. Na zmianę zawodu w moim wieku trochę późno, ewentualnie wchodzi w grę jeszcze założenie własnej firmy, ale nie wiem czy to zajmie mniej czasu
  • verdana 27.09.10, 14:34
    Nie będzie miał rodziców przed południem, kiedy jest w przedszkolu. Wieczorami będzie cała rodzina. Dziecku potrzebni sa oboje rodzice, chocby dlatego, ze wladza jednego rodzica jest po prostu za duża, lepiej, gdy ma się drugą osobę, do ktorej można iść, pozalić się, poskarzyć.
    Dwoje rodzicow po 18 jest lepsze od praktycznego półsieroctwa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 27.09.10, 16:44
    ale napisałam wcześniej że nie jest mozliwe żeby mój mąż wracał wcześniej niż o 22 i moje pójście do pracy tego nie zmieni. Po prostu od 18 do 19.30 będę tylko ja. O 19.30 synek chodzi spać. Nawet jeśli mąż wróci wcześniej to będzie leżał z pilotem przed TV lub spał- taki typ. 15 lat mojego gadania nic nie zmieniło.
  • jakw 27.09.10, 21:00
    nika1310 napisała:

    > O 19.30 synek chodzi spać.
    Ech, i ty tak na niego narzekasz...Moja młodsza (lat 5) udaje się do łózka po 21, z placu zabaw najchętniej by nie wychodziła, gdy "zajmie się sobą" (a właściwie swoimi pomysłami) to potem zwykle jest duuużo sprzątania; gdy kąpię się dłużej niż 5 minut to słyszę pukanie do drzwi pt "stęskniona córeczka czeka na mamę"
  • 3-mamuska 12.11.10, 23:53
    verdana napisała:
    > Poaz tym z jednej strony jesteś wyczeropana opieką nad dziećmi, wyszukujesz roz
    > wiązania nierealne (dziadkowie), a odrzucasz to, co mogłoby pmoc. Na przykład p
    > owrót do pracy, nawet kosztem wydania 100% pensji na opiekunkę. Nie wszystkie m
    > atki wytrzymują 24 godziny z dziećmi, ja nie wytrzymuję i wolę oddać pensję kom
    > u innemu, by moc wyrwać się z domu.
    > O co masz pretensję do męża? przecież on pracuje, pracuje poza domem i nie może
    > pracy rzucić. To była także Twoja decyzja - przecież wiedziaaś, decydujac sie

    Ja się tu nie zgodzę, jeśli dziewczyna pójdzie teraz do pracy może być coraz gorzej, bo nie będzie miała czasu ani na naprawienia relacji z synkiem, jak i odbierze te radosne chwile z córce. Wróci do domu o 18 i będzie gotować obiad prac i sprzątać, tym bardziej ze jest sama przez kilkanaście dni. Teraz musi mieć czas, chodzenie do specjalisty tez. Trzeba gdzieś wcisac. Do tego obawiam się ze chłopiec mógłby złe zareagować na pojscie mamy do pracy.
    Myśle ze ważniejsze jest teraz naprawienia błędów a prace tez wymaga koncentracji, i to dodatkowe problemy przyniesione do domu.Oczywiście narazie.
    A dziewczynka może być idealna, widzi mame jak męczy się z bratem i sama stara się ich nie dokładać. Co nie jest dobre dla jej rozwoju.

    Moj Maz pracował 12 godzin na dobę, i gdybym jeszcze ja poszła do pracy, to byłoby gorzej bo po powrocie do domu, trzeba by było ogarnąć dom, a tak ja będąc w domu zrobię wszystko w ciagu dnia i wieczory możemy poświęcić dzieciom. A moje pojscie do pracy wcale nie spowodowałoby ze Maz zaczął by mniej pracować , bo albo robisz 12 godzin albo nie pracujesz wcale.

    Z reszta twoich wypowiedzi się zgadzam. Bez pomocy psychologa nie dacie rady, trzeba mnie sporo samozapsrcia. Trzymam kciuki powodzenia.
    > na drugie dziecko, ze zostaniesz z dziećmi sama. A wygłupy z dziećmi? Cóż, ja
    > też nigdy w ten sposób nie bylam zaangazowana w wychowanie swoich dzieci - moze
    > mąż bylby sklonny do innych form aktywnosci? Czytaniu, gadaniu, wspólnym ogląd
    > aniu kreskówek?
  • makurokurosek 13.11.10, 00:08
    > A dziewczynka może być idealna, widzi mame jak męczy się z bratem i sama stara
    > się ich nie dokładać. Co nie jest dobre dla jej rozwoju.
    >

    Takie podejście może mieć 10 latek ale na pewno nie 2 latek.
  • magotka11 26.09.10, 18:27
    dodam jeszcze że powinnaś większą uwagę przywiązywać do sukcesów syna a nie nastawiać się negatywnie do nigo zakładając, że jest definitywnie zły. Nagradzaj go i chwal. Spokojnie tłumacz i tłumacz co wolno a czego nie, ale w taki sposób aby 4latek to zrozumiał. Jasno wyznacz granice. W przedszkolu jest grzeczny, bo ma tam pełno zajęć. Zorganizuj jego czas w domu. Daj dodatkowe zajęcia np zeszyt z ćwiczeniami dla 4latka itp - nie tylko zabawki.
  • mruwa9 26.09.10, 19:11
    Zmeczenie to jedno, pomoc dziadkow to tez inna sprawa (oni nie maja obowiazku uczestniczyc w wychowaniu wnukow, milo, jesli pomoga, ale to na rodzicach spoczywa podstawowy obowiazek). Dla mnie podstawowy problem to to, o czym napisala verdana: Ty sie po prostu boisz dziecka, boisz jego zlosci, frustracji, boisz sie reakcji obcych ludzi , wiec zrobisz wszystko, zeby tych zlych emocji dziecka uniknac. Jesli chcesz wiedziec, czym sie taki strach moze skonczyc, to obejrzyj sobie Ballade o Januszku sad Spelniajac kazda dzachcianke syna nie uczynisz go szczesliwszym, za to okaleczysz go (i siebie przy okazji) -juz to widzisz.
    Przestan sie bac wlasnego dziecka, naucz sie egzekwowac swoja rodzicielska wladze (bardzo niepopularne obecnie slowo, ale tak- wladze, rodzic ma wladze, dziecko nie jest jego partnerem, z ktorym mozna i trzeba absolutnie wszystko negocjowac. W wielu sytuacjach rodzic po prostu wie, co jest lepsze, sluszne i powinien miec wiecej zaufania do samego siebie, ze rzeczywiscie wie). Na poczatek- przestan sie bac zlosci i awantur dziecka. Przed wyjsciem z domu jasno , z gory ustalic, ze np. idziemy tam i tam, NIE KUPUJEMY slodyczy, autek ani innych pie...k. I tego sie trzymac. Gdy zaczyna sie awantura dziecka, stac sie glucha i slepa na to, co sasiedzi powiedza. Skupic sie na dziecku. Nie dyskutowac ani nie negocjowac z dzieckiem w histerii , ani nie ustepowac, zmieniajac wczesniejsze ustalenia. Jesli tarza sie po ziemi, odejdz z corka i poczekaj w bezpiecznej odleglosci,az mlody sie uspokoi, podniesie i przyjdzie. Obserwuj, czy dziecko jest bezpieczne i ostentacyjnie skup swoja uwage na corce. Olej spojrzenia i komentarze przechodniow. Jesli taka akcja zdarzy sie w sytuacji zagrazajacej bezpieczenstwu dziecka, po prostu je podnies i bez slowa zanies do domu lub przenies w bezpieczne miejsce, jesli akcja dzieje sie daleko od domu. NIE DYSKUTUJ I NIE NEGOCJUJ Z ROZHISTERYZOWANYM DZIECKIEM. Co najwyzej krotki, jasny komunikat: tak nie rozmawiamy. Przyjde do ciebie, jak sie uspokoisz. Koniec.
    Tyle zrobilabym w ramach pierwszej pomocy wink
  • mama303 26.09.10, 20:31
    mruwa9 napisała:

    > Gdy zaczyna sie awantura dziecka, stac sie glucha i sle
    > pa na to, co sasiedzi powiedza. Skupic sie na dziecku. Nie dyskutowac ani nie n
    > egocjowac z dzieckiem w histerii , ani nie ustepowac, zmieniajac wczesniejsze u
    > stalenia. Jesli tarza sie po ziemi, odejdz z corka i poczekaj w bezpiecznej odl
    > eglosci,az mlody sie uspokoi, podniesie i przyjdzie.

    Nigdy tej metody nie rozumiałam. Dzieciak ewidentnie nie radzi sobie ze swoimi emocjami a matka stoi jak słup soli.... Widuję czasem takie sceny. Po to jest matka - osoba dorosła żeby reagować. Dziecko może być naprawde w "swojej dzieciecej" rozpaczy. Ponadto może sobie naprawdę zrobić krzywdę.
    Raczej bym głaskała po wrzeszczącej głowie i mówiła że go rozumiem albo ....ewidentnie odwróciła uwagę czymś zaskakującym.
  • mruwa9 26.09.10, 20:51
    Dziecko w histerii staje sie gluche i slepe. Nic do niego nie dociera, absolutnie nic, co najwyzej rodzic sie dodatkowo nakreca, byc moze chcac przekrzyczec dziecko, wiec stoi dwoje wrzeszczacych na siebie ludzi- duzy i maly, z czego nic tworczego nie wynika, za to dziecko dostaje sygnal: warto odstawiac cyrki, bo takie zachowanie jest nagradzane uwaga mamy. Nie wiem, czy czujesz, o co chodzi: o wzmacnianie pozytywnych zachowan i oslabianie, niewzmacnianie tych negatywnych. Zwykle koncentrowanie sie na dziecku w histerii przynosi skutek odwrotny do zamierzonego, za to wyprowadza rodzica z rownowagi i zamiast jednego wkurzonego czlowieka mamy dwoje. Zabezpieczyc otoczenie , aby dziecko nie zrobilo sobie krzywdy- ok. Nagradzanie swoja uwaga skrajnie nieakceptowalnego zachowania- nie.
  • verdana 26.09.10, 20:58
    Wszysto zalezy od dziecka - czy histeria jest rzeczywiscie reakcją na coś , z czym dziecko nie moze sobie poradzić, czy też wyuczonym sposobem przyciągnięcia uwago Obawiam się, ze tu raczej mamy do czynienia z tym drugim...
    Mnie dwukrotnie zdarzyla się histeria dziecka. Oba razy pomogł klaps. Klaps wymierzony nie jako kara - to byloby absurdalne i okrutne, ale tak samo, jak daje się policzek doroslemu, ktory nie jest w stanie sie opanować. Boję się jednak polecać tę metodę, bo dla wielu moze to byc równoznaczne z radą zlania dziecka, jak placze.
    Oba razy wyjaśnilam dziecku, ze nie uderzyłam je za karę, tylko, aby przerwać histerię. dziecko zrozumiało bez problemu.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama303 26.09.10, 21:21
    verdana napisała:
    > Boję się jednak p
    > olecać tę metodę, bo dla wielu moze to byc równoznaczne z radą zlania dziecka,
    > jak placze.

    Mimo wszystko jednak poleciłaś jako nadwyraz skuteczną.
  • verdana 26.09.10, 22:55
    Bo jest, w wypadkach, gdy histeryzujące dziecko traci kontakt z rzeczywistoscią.
    Nikt nie waha się wtedy, w przypadku doroslego, przerwać histerię. Dlaczego? Dla dobra pacjenta.
    Tymczasem dziecko zostawia się w takimm stanie przez 40 minut. Przy czxym od razu mowie - nie chodzi o dziecko wrzeszcące, tarzające się po ziemi, machające lapami - ale z kontaktem. Tylko a autentyczny atak, przy ktorym widac, że do dziecka nie docierają już bodźce zewnetrzne.
    -
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • triss_merigold6 27.09.10, 10:50
    Mojemu dziecku może ze 2-3 razy zdarzył się autentyczny atak histerii, po innych nieskutecznych próbach przerwania tegoż, strzeliłam klapsa. Pomogło.
  • mama303 28.09.10, 19:18
    verdana napisała:

    > Nikt nie waha się wtedy, w przypadku doroslego, przerwać histerię.

    Otoż to w przypadku dorosłego przerywamy histerię a w przypadku dziecka wiele matek stosuje tzw. obojętność. Ja tego kompletnie nie kupuję i nie rozumiem. Dla mnie dziecko wrzeszczące bez opamietania cierpi.

    Co do metody sprzedania klapa to owszem zadziała pewnie na zasadzie terapii szokowej ale jak dla mnie to metoda niedopuszczalna ze wzgledu na drastyczność. Może spowodowac również eskalacje złych emocji ! Na tej samej szasadzie zadziała wykonanie czegoś głupiego przed dzieckiem.
  • asia_i_p 05.10.10, 16:47
    Klaps nie zawsze działa. Mnie się zdarzyło nie wytrzymać, ale moją córkę to nakręca jeszcze bardziej.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • tully.makker 22.11.10, 15:17
    Nikt nie waha się wtedy, w przypadku doroslego, przerwać histerię. Dlaczego? Dl
    > a dobra pacjenta.

    czasy, kiedy pacjentow okladalo sie po gebie, juz sie skonczyly. Nikt juz nie uwaza, ze biie kogokolwiek po twarzy jest dzialaniem dla jego dobra - tzn, przepraszam, nikt z wyjatkiem ciebie.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • judytak 27.09.10, 12:15
    > Wszysto zalezy od dziecka - czy histeria jest rzeczywiscie reakcją na coś , z c
    > zym dziecko nie moze sobie poradzić, czy też wyuczonym sposobem przyciągnięcia
    > uwago Obawiam się, ze tu raczej mamy do czynienia z tym drugim...

    nasilenie się histerii od czasu pójścia do przedszkola wskazuje raczej na to, że są one odreagowaniem prawdziwego zmęczenia psychicznego

    > Mnie dwukrotnie zdarzyla się histeria dziecka. Oba razy pomogł klaps.

    a mnie dopiero trzecie dziecko serwowało takie histerie, z którymi nie dało się nic robić, trzeba było poczekać, aż się kończą
    ja jestem naprawdę kreatywna, jeśli chodzi o sposoby, klapsa też spróbowałam ;o) ale nic nie skutkowało
    po 15-30 minutach wrzasku wniebogłosy dziecko przestało, uśmiechneło się, i jak gdyby nigdy nic, kontynuowało życie tam, gdzie histeria przerwała
    pierwszą taką akcję odstawiło w wieku 6 miesięcy, ostatnią w wieku ok. 3 lat, ale mając jakies 6-7 lat jeszcze wpadał w takie stany, tylko już umiał to robić mniej głośno, i chował się z tym gdzieś
    wniosek: zdarzają się takie dzieci, i zdarzają się takie histerie ;o)

    pozdrawiam
    Judyta
  • mama303 26.09.10, 21:16
    mruwa9 napisała:

    > Dziecko w histerii staje sie gluche i slepe.

    Wiem dobrze, dlatego nigdy nie zostawiałam samej mojej córki przy tego typu próbach.

    > warto odstawiac cyrki, bo o takie zachowanie jest nagradzane uwaga mamy.

    No jesli już aż tak musi zabiegac o uwage mamy to niech ją ma! Owszem takie histerie bywają wrzaskiem o uwage matki w danej chwili. Dziecko kompletnie nie radzi sobie z własną frustracją.

    >Zwykle koncentrowanie sie na dziecku w histerii przynosi skutek odwrotny

    Jestem innego zdania. Wtedy włąśnie koncentruję się szczególnie na dziecku bo ono tego potrzebuje. Nie mylić z uleganiem!
  • yula 26.09.10, 21:41
    > Nigdy tej metody nie rozumiałam. Dzieciak ewidentnie nie radzi sobie ze swoimi
    > emocjami a matka stoi jak słup soli.... Widuję czasem takie sceny. Po to jest m
    > atka - osoba dorosła żeby reagować. Dziecko może być naprawde w "swojej dziecie
    > cej" rozpaczy. Ponadto może sobie naprawdę zrobić krzywdę.
    > Raczej bym głaskała po wrzeszczącej głowie i mówiła że go rozumiem albo ....ewi
    > dentnie odwróciła uwagę czymś zaskakującym.
    Są różne dzieci i różne typy histerii, moim na pewno w czasie napadu histerii nie pomoże głaskanie po wrzeszczącej głowie, można tylko oberwać. Córka sama to szybko zrozumiała i zdarzało mi sie że 3-latka mi mówiła "nie mów do mnie nic, muszę pobyć sama", syna nieraz musiałam trzymać na siłe, ale też mówienie w tym momencie nie pomagało a tylko nakręcało. Według opisu autorki wątku jej dziecko też robi histerie bo wie że to zadziała, właśnie niezwracanie na to uwagi może być zaskakujące i zadziałać uspokajająco.
    --
    Julia,Maksiu i Tatiankasmile
    "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
  • magotka11 26.09.10, 17:23
    Decydując się na dziecko wiedziałaś ile masz lat więc nie możesz być "za stara". Przy samotnym wychowywaniu dwójki małych dzieci bardzo łatwo jast czegoś nie dopatrzeć. Według mnie u Ciebie miało to miejsce gdy urodziłaś młodszą córkę. sądząc po jej wieku już wtedy zaczęły się problemy. Na początku musiałaś nie zauważyć jak syn dopominał się uwagi, potem było już gorzej. Jesteś z dziećmi sama do tego dom na głowie, jesteś przemęczona wszystkim. Do tego mąż, który niczym się nie zajmuje (nawet jeśli po prostu nie może). Może masz jakąś sąsiadkę lub znajomą, która by mogła np raz w tyg zająć się córką abyś mogła tylko z synem spędzić ten czas skoro jest o to zazdrosny? A jak idziesz po niego do przedszkola idź z uśmiechem żeby nie widział, że się tego boisz i postaraj się wyglądać wówczas nieco ładniej niż zwykle to zwróci jego uwagę. I np jeśli córka sprzątnie po nim te kredki to na pewno ją za to chwalisz ale jeśli on je sprzątnie też go pochwal. I koniecznie musisz czasem wypocząć choćby jak mąż przyjedzie lub z rana przed 11 zanim wyjdzie bo inaczej nie dasz rady. To na początek, ale sytuacja trwa za długo pomoc psychologa jest konieczna.
  • jakw 26.09.10, 19:39
    Imho potrzebny jest wam psycholog - prawdopodobnie ma doświadczenie z wieloma takimi "przypadkami, namiary być może znajdziesz w przedszkolu.
    A młody doskonale wie, że może cię terroryzować, bo się wstydzisz gdy wyprawia cyrki. Dzieci po prostu próbują takich sztuczek. Jeśli sztuczka okazuje się skuteczna - następuje eskalacja. Musisz przerwać błędne koło : młody robi cyrk -> ty się wstydzisz, że młody robi cyrki -> robisz wszystko, żeby nie robił cyrku->"cyrk" okazuje się skuteczny-> za następnym razem młody też zrobi cyrk. Przestań się tak przejmować tym "co powiedzą inni". Wrzeszczy o to "głupie słońce" na całą ulicę? Niech wrzeszczy. Przecież nic z tym słońcem nie zrobisz. Gdy idziecie do sklepu spróbuj najpierw młodego poinformować co kupujecie. Być może będzie chciał, żeby mu coś kupić - może przed pójściem do sklepu da się normalniej ponegocjować?
    Ma megafocha na placu zabaw? Niech sobie leży na tym placu zabaw przez 40 minut, może mu przejdzie i inaczej spojrzy na świat. A siostra nie musi przerywać zabawy.
    Inna sprawa to zabieranie wszystkich zabawek za karę. Wydaje mi się to jednak karą zdecydowanie zbyt drastyczną. Mi się parę razy zdarzyło "aresztować" porozrzucane zabawki (do gołych ścian jeszcze duużo brakowało) - ale najukochańsze przytulanki miały jednak immunitet.
    Kolejna rzecz to chyba strasznie idealizujesz młodszą córkę, a starszemu przydzieliłaś rolę "złego". Być może uważasz, że młody jest już całkiem duży. Fakt, młodszą pewnie sporo przerasta. Ale to nadal jest niezbyt duże dziecko. Zamiast irytować się na niego gdy płaczliwym tonem prosi cię o picie - próbowałaś mu dać to picie i go przytulić, rzucić tekst w stylu: "już, synku, widzę, że jesteś bardzo spragniony"?

    > Niepokoi mnie też to że próbuje rządzić w domu, on chce decydować co robimy i kiedy, co ma robić siostra
    W domu fochami chyba aż tak strasznie się nie przejmujesz? Wytłumacz młodemu, że ma prawo decydować co on robi - niekoniecznie o tym, co robi młodsza siostra. Z nią musi negocjować.

    > On chce decydowac co zjemy, czy kupimyu paczki, ile będziemy na placu zabaw itp
    Uważasz, że nie ma prawa do wyrażenia zdania pt. "ja chę zjeść serek, potem pączka, a na placu zabaw być do wieczora"?

    > Zrobil się strasznie samolubny- nie liczy sie z tym że siostra jest glodna ze chce wracac do domu, on nie chce
    Siostra też się nie liczy z tym, że starszy brat nie chce jeszcze wracać do domu. wink Może rozwiązaniem byłoby noszenie wałówki dla młodszej. I spróbuj wcześniej ustalić kiedy wracacie z placu zabaw. Bo na razie to chyba wracacie wtedy gdy młody ma focha (poszkodowana siostra) albo gdy ona chce (poszkodowany młody).
  • nika1310 27.09.10, 16:28
    jak najbardziej uważam, że mały może decydować co zje i kiedy. Wtrącam się kiedy nie zjadł obiadu i 5 min po nim leci zjeść paczkę delicji i jeszcze się kłóci. Ja nie żałuję słodyczy, mogą zjeść, ale po jedzeniu. Syn chodzi na obiady w przedszkolu - są o 12.30, idziemy po niego o 14.30. do tego czasu córka nie jest głodna i nie udaje mi się jej namówić na obiad przed tym pójściem do przedszkola(jest niejadkiem). Ja też nie jem tak wcześnie. Najchętniej bym po przedszkolu poszła do domu, zjadła obiad o tej 15 i dopiero wyszła na spacer. Synek nie daje się jednak namówić na powrót, ja nie chcę go wlec na siłę (a może powinnam) i idziemy prosto z przedszkola z założeniem że na godz max 1,5. Około 16 już się robi nerwowo, ja jestem głodna, młoda też i zaczynamy mówić że wracamy a jak zjemy to jeszcze pójdziemy. Przeważnie docieramy do domu około 18.30 w atmosferze ryku i wrzasku, bo on jeszcze się nie wybawił i udaje nam się o 19 zjeść OBIAD. Możemy wcinać z małą bułki zamiast obiadu na placu zabaw żeby jemu zrobić dobrze i ustąpić, ale wydaje mi się że to przesada, że powinien respektować potrzeby wszystkich, bo jesteśmy rodziną.
  • verdana 27.09.10, 16:47
    Zwróć uwagę - mała nie chce, to ma prawo.
    Starszy ma się dostosować.
    Dlaczego nie odwrotnie?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jakw 27.09.10, 20:46
    Ja mogę podpisać się pod tym co napisała Verdana : ona ma prawo być niejadkiem i olać obiad przed 14.30 , on nie ma prawa być fanem placu zabaw. 1,5 godziny placu zabaw dla niektórych dzieci to po prostu mało. Zwłaszcza że o 16 pewnie następuje na placyku wysyp przedszkolnych kolegów i koleżanek.
    Btw rozważałaś opcję odbierania młodego trochę później? Wtedy może wy zjecie spokojnie obiad w domu i będziecie mogli być na placu zabaw choćby do 18 czy 18.30. Piszesz, że powinien respektować potrzeby wszystkich. Ale on ma tylko 4 lata, a jego główną potrzebą jest wyszaleć się przez 3 godziny na placu zabaw.
  • verdana 27.09.10, 20:50
    I nie uwazam, aby zawsze musiał realizować tę potrzebę. Ale nie powinno być tak, ze zawsze ma się dostosować do siostry.
    Chyba zapominasz, ze czterolatek to ciagle male dziecko i ma absolutne prawo nie zastanawiać się, o ktorej siostra powinna zjeść obiad.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • morekac 27.09.10, 23:09
    do tego czasu córka nie jest głodna i nie udaje mi się jej namówić na obiad przed tym pójściem do przedszkola(jest niejadkiem
    Czyli córeczka też swoje dokłada. Możecie albo wcześniej jeść obiad albo później odbierać młodego.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • stypkaa 28.09.10, 09:38
    Syn chodzi na obiady w p
    > rzedszkolu - są o 12.30, idziemy po niego o 14.30. do tego czasu córka nie jest
    > głodna i nie udaje mi się jej namówić na obiad przed tym pójściem do przedszko
    > la(jest niejadkiem). Ja też nie jem tak wcześnie. Najchętniej bym po przedszkol
    > u poszła do domu, zjadła obiad o tej 15 i dopiero wyszła na spacer. Synek nie d
    > aje się jednak namówić na powrót,

    A dlaczego odbierasz go akurat o 14.30? Może zostać godzinę dłużej? Wtedy spokojnie zjadłabyś obiad z córką w domu przed 15, ubrałybyście się i poszły po synka ok. 15.30. I wtedy wszyscy najedzeni i zadowoleni możecie hasać na dworze do 18. Można wziąć ze sobą jakąś przekąskę, zeby synek mógł coś zjeść, bo on je obiad sporo wcześniej niż wy.
  • nika1310 28.09.10, 09:47
    tak właśnie ma chodzić od października. Bedzie zostawał na podwieczorki choć bardzo tego nie chce- głównie są na podwieczorek owoce a mój syn nie należy do ich wielbicieli. O 15 konczy się podwieczorek i wtedy większość dzieci jest zabierana
  • ga-ti 26.09.10, 23:19
    Wiem, jak się czuje matka, gdy jej dziecko odstawia "szopki", wszyscy się gapią, a ona nie wie co robić. Przerabiałam to.
    Pierwsze, co mi się nasunęło - nie idealizuj córki, tzn. nigdy nie zajmuj się nią szczególnie, bo synek jest niegrzeczny i go izolujesz. Odsuwasz się od syna za karę, ale wtedy nie faworyzuj córki. To niepotrzebnie rodzi rywalizacje i wręcz niechęć wśród rodzeństwa, a młodą może nauczyć niebawem, jak się przypodobać mamie - niepostrzeżenie wkurzyć brata, on wpadnie w histerię, a ja będę tą grzeczną córką. Takie relacje podglądałam u znajomych.

    Drugie: Zaangażuj męża przed południem do dzieci. Jeśli nie lubi wygłupków to ok. niech robi z dziećmi to co lubi, opowiada dziwne historie, czyta fachowe książki (mój syn z tatą czyta o statkach, kosmosie, dinozaurach, smokach - tata jest fanem i zaraża syna, majsterkują coś w garażu), pokazuje filmy np przyrodnicze, "techniczne", lepi z plasteliny, skleja modele, gra w szachy smile Cokolwiek, byleby robili to razem!
    Ty w tym czasie idź na te zakupy wink Albo po prostu wyjdź z domu na chwilę.
    Wiem, że syn chodzi do przedszkola, ale może mógłby przychodzić koło 9 i z godzinkę pobyć z tatą. Czasem postaraj się spędzić czas tylko z synem. Córcia z tatą, sąsiadką, koleżanką chociaż na pół godzinki.

    Trzecie: Chwal syna! To takie pospolite, ale tak łatwo to przeoczyć (wiem o czym piszę, mam 6 latka i przechodziliśmy różne zawirowania). Mów mu jaki jest wspaniały, jak pięknie się zachował w danej chwili, co super zrobił. Chwal go do siostry, niech wie, jakiego ma fajnego brata, może go naśladować, uczyć się od niego. Niech młody "przypadkowo" słyszy, co mówisz wink
    My wprowadziliśmy "tablicę nagród". Na dużej kartce zrobiliśmy (ja i syn) tabelę z podziałem na dni tygodnia (rysowałam przy każdym symbol dobranocki), każdy dzień dzieliłam na kilka części (na początek na 3, kolejne tygodnie na więcej). W te krateczki wpisywaliśmy znaczek/symbol za dobre zachowanie (syn wymyślił, jaki to znaczek). Jeśli przez cały dzień uzbierały się 3 znaczki to wieczorem rysowaliśmy jeden duży znaczek. I tak przez tydzień. Na koniec tygodnia, za 7 dużych znaczków była nagroda. Przemyślcie co to może być, może kino, basen, bawialnia, spacer, pieczenie ciasteczek, puszczanie latawca (mama też potrafi), nie koniecznie zabawka. Każde wpisanie znaczka róbcie razem, odpowiednio się ciesząc i podkreślając za co. Wieczorem duuuże zdziwienie, że są już 3 znaczki! Postaraj się by takie znaczki były wink przynajmniej w pierwszym tygodniu. Rano pochwal syna do taty, ze był taki dzielny i zdobył duży znaczek, i że na pewno dzisiaj tez mu się uda, że trzymacie kciuki.
    Taka trochę gra, ale pomaga.

    Czwarte: Ja nie potrafiłam stać i patrzeć, jak młody ryczał, rzucał się i ewidentnie cierpiał. Tak sie nakręcał, że wydawało mi się, że już sam nie wiedział o co chodzi i skąd ta histeria, ale nie mógł jej przerwać. Przetestowałam krzyk, tłumaczenie itp - nie pomaga, tylko nakręca dziecko i mamę. Czasem po prostu siadałam obok niego i mocno go przytulałam, kołysałam, starałam sie go wyciszyć. Nie mylić z ustępowaniem i użalaniem sie nad dzieckiem. To forma pomocy dziecku zapanowania nad swoimi emocjami. Później rozmowa, tłumaczenie, na spokojnie i na koniec zawsze "pojednanie", przytulenie, całus, uśmiech.
    Wiem, że są sytuacje, że trzeba młodego pod pachę i już, wyjścia nie ma. Zdarzało się, że syn nie chciał sie przytulać, chciał być sam, ale to raczej, gdy był troszkę starszy. Ale staram się po jego histerii, gdy już sam sie wyciszy, tez wejść i posiedzieć chwile z nim, przytulić.
    Zdarzyło mi sie płakać razem z synem, po prostu nie wiedziałam co robić, nie miałam juz siły. Popłakaliśmy sobie, potuliliśmy się i było lepiej smile

    Piąte: Młody też może odreagowywać przedszkole. Mój pierwsze kilka miesięcy (też miał 4 lata, gdy zaczynał) po przyjściu do domu dostawał "głupawki", wszystko na nie, fochy, złości. To przechodzi. W pięciolatkach było dużo lepiej. Po przedszkolu bawił się swoimi zabawkami, za którymi sie stęskił, a nawet bawił się z siostrą wink

    Szóste: Trochę luzu i poczucia humoru! Rodzina to nie wojsko i czasem po prostu trzeba coś odpuścić. Na pierdoły nie warto marnować czasu. Są rzeczy, które zrobić trzeba i takie na które można czasem przymknąć oko.
    Zaskocz syna jakimiś wygłupkami. Gdy mówi płaczliwym głosem, Ty zmień swój w jakiś bajkowy, choćby w to autko i powiedz zdziwiona, kto do ciebie mówi, bo nie znasz takiego głosiku. Zabaw się w kierowcę wyścigówki i z trąbieniem i piskiem opon wyjedź z placu zabaw, zabierając syna jako pasażera. Dzieci lubią takie zabawy, fajnie, gdy mówi do niego bohater bajkowy, a nie ciągle zmęczona mama.

    Siódme: Przypominaj sobie miłe chwile, fajne momenty z synkiem w roli głównej i tak po prostu go przytul, uśmiechnij się do niego, pogłaszcz po głowie, bo przecież masz fajnego syna, tylko trochę się pogubiliście!

    Powodzenia, cierpliwości! Trzymam kciuki!
  • kanga_roo 27.09.10, 10:58
    przeczytałam Twój post i tak się zastanawiam - jak wytrzymałaś zostawianie dziecka w przedszkolu, kiedy wiedziałaś, że leży przez cały czas na dywanie, bez kontaktu - PRZEZ MIESIĄC
    jak wytrzymujesz stanie nad dzieckiem, które rzuca sie na ziemię - PRZEZ CZTERDZIEŚCI MINUT
    jak to sie dzieje, że dopiero teraz mówisz o swoich problemach, i to jeszcze z tytułem "zamienia MOJE życie w koszmar".
    wybacz, ale Twoje zakłopotanie, zmęczenie, brak sił to jest nic w porównaniu do tego, co czuje dziecko, które jest na siłę zostawiane w obcym miejscu, codziennie przez miesiąć porzucane przez matkę w przedszkolu. i nie mów mi, że wszystkie dzieci płaczą w przedszkolu. jeśli płaczą całymi dniami, to znaczy, że nie powinny chodzić do przedszkola, kropka.
    poza tym, czy próbowałaś pomóc dziecku radzić sobie z emocjami? czy tylko stałaś zakłopotana/brałaś na ręce i do domu? kobieto, nie myśl, ze Ci nie współczuję, ale dużo bardziej współczuję temu małemu, on potrzebuje wsparcia, współczucia, pomocy, a nie kary.
    poszłabym jak najszybciej do psychologa.
    ps. uważaj na córkę. mam wrażenie, że podoba jej się bycie idealną kosztem brata (patrz "posprzątam za niego")
  • kanga_roo 27.09.10, 11:09
    ps. ja bym założyła, w przeciwieństwie do większości przedmówczyń, że dziecko nie gra, nie terroryzuje, nie chce rządzić. ono zwyczajnie sobie nie radzi z emocjami i uczuciami, próbuje zachowań, które kiedyś się sprawdziły, bo nie zna innych. ale jego emocje są szczere, i to na tym trzeba się skoncentrować - nie bagatelizować uczuć dziecka, nie zaprzeczać im, nie krytykować. zrozumieć i nauczyć dziecko sobie z nimi radzić.
    a Tobie "na już" polecam silenil - nie jestem fanką leków, ale akurat w/w pomógł mi w sytuacji pt "dostaję szału sama z dwójką dzieci"
  • makurokurosek 27.09.10, 12:08
    Opisana przez ciebie sytuacja nie jest czymś normalnym, a już tym bardziej nie wynika z buntu czterolatka. Twój syn nie próbuje przejąć władzy w domu, on ją już dawno przejął.
    Co ja bym zrobiła na twoim miejscu, olała całkowicie histerie, chcesz rzucać się na dworze i leżeć plackiem, ależ proszę bardzo ale ja za tobą czekać nie zamierzam, nosić cię tym bardziej nie, i szczerze mówiąc szybciej zdecydowałabym sie na ostrego klapsa niż noszenie rozhisteryzowanego czterolatka. Z moich doświadczeń wynika, iż dzieci w tym wieku nie są jeszcze na tyle pewne siebie, by samotnie bez asysty rodzica robić z siebie głupka na ulicy. Wyje przed wyjściem na spacer, proszę bardzo nie musisz iść co nie oznacza że my nie wyjdziemy
  • zgielk 27.09.10, 13:26
    dziecisawazne.pl/jean-liedloff-o-niefortunnych-konsekwencjach-skupiania-sie-na-dziecku/
  • nika1310 27.09.10, 14:04
    dziękuję Wam za wszystkie wpisy i wszystkie rady. Weekend był wspaniały, zero histerii, trochę marudzenia, ale w normie. Zobaczymy jak dzis przebiegnie odebranie z przedszkola. Przez 2 dni mówilismy mu że nie dostanie prezentu w poniedzialek bo nie mamy pieniedzy, ale dzis rano nadal się upierał przy swoim że on nie lubi bez prezentów. W kazdym razie może dziś dostać żelka i tyle.

    Chciałam napisać do Pani ktora mówiła że nie powinnam próbować przedszkola rok temu jeśli dziecko histeryzowało, lezało na ziemi itp. Nie chcialam go izolowac w domu od ludzi, stwierdziłam że juz czas na to żeby zaczał gdzieś chodzić, miał kolegów, miło spedzał czas. Pozostawienie go w domu to odizolowanie znowu od wszystkiego, znowu problem ze jest tylko ze mną, bo z opiekunką tez broń boże nie chcial zostawać. Jak sie corka urodzila to wynajelam Panią do pomocy przy malej, siedziala z nią 4 godz dziennie 3 razy na tydz a ja mialam czas dla niego na wspolne wyjścia itp. Kiedy naprawde tego potrzebowalam - wizyta u dentysty, ginekologa itp i nie moglam zabierac dzieci tez chcialam zeby zostawal z tą Pania razem z siostrą, ale nie dalo rady. Nawet z tata nie chcial zostawac do 3 roku zycia, caly czas płakal a ja mialam wyrzuty sumienia ze płacze cały czas jak mnie nie ma. 3 latek juz powinien umiec zostac z tata lub z kimś obcym. Przez to ze sie nie udalo z tym przedszkolem przesiedzial cały rok w domu z nami.


    Jeszcze jedna rzecz- jak nagradzac dziecko w tym wieku Waszym zdaniem? Jak karać???? System naklejek czy znaczków nie skutkuje- on nie chce ich zbierać, nie interesują go. To samo z nastawianiem minutnika na ubieranie się- wtedy w ogóle się nie ubierze. Dzień bez bajek- też mu lata i powiewa. 2 rzeczy na których mu zależy to autka i spacer/plac zabaw. Myślalam że schowanie tych aut za kare i powiedzenie że jak bedzie grzeczny to dostanie je z powrotem to dobry pomysł...Wiedzial że to nie na zawsze- powiedzialam mu ze oddam jak będzie grzeczny.

    I jeszcze inna rzecz - nigdy nie faworyzowalam córki- robi to mąż. Starałam się zawsze byc sprawiedliwa dla nich. Tylko że jej nie zalezy na zabawkach. Niczego nie chce mieć. dzis bylam z nią w smyku, pytalam co wybiera to jej kupie, pooglądała i powiedziala ze nic sie jej nie podoba. Ona tez sie bawi tymi zabawkami co ma brat- lego duplo i te autka...W tamtym tyg chcialam jej kupić chomika zhu, taki pluszowy co biega, powiedziała mi, nie chcę, lepiej weź autko dla Kamila, sa takie fajne. Nie wiem czy ona już jest taka spaczona przez tą sytuację, ale jest jak jest...Ide do przedszkola, trzymajcie kciuki
  • verdana 27.09.10, 14:25
    Nagradzać - pochwałą, wspólna przyjemnoscia, zrobieniem czegoś, na co dziecko ma ochotę , z co zwykle jest zakazane (na przyklad późniejsze pójscie spać) - czyli wszystkim, co sprawi dziecku przyjemność. ja naklejek osobiście nie znoszę - uwazam, ze nie powinno być w domu zadnych regulaminow i wykresów "grzecznosci" i "niegrzeczności".
    Karać? Cóz, to bardziej skomplikowany problem, bo jakos "zestaw kar" do mnie nie przemawia. Zalezy od sytuacji - nie zwracaniem uwagi, podniesionym glosem, zawstydzeniem (niektorzy uwazają, ze to niedopuszczalne, ja uwazam , ze pożyteczne, o ile b. rzadko), pozbawieniem przyjemnosci. Trzeba też pamiętać, ze kary działaja, o ile są rzadkie - częste kary powodują wlasnie to - totalne ich olewanie.
    Faworyzujesz córkę okrutnie, szkoda, ze tego nie widzisz. Nie prezentami, tylko traktowaniem. Nawet w tym poscie nie mogłaś powstrzymać się, aby pokazać, jaka cóka jest wspaniała w porownaniu z okropnym bratem, taka słodka, dbająca o braciszka. IMo - ona tym dbaniem o braciszka pogrąża go w Twoich oczach, za to dostaje Twoje zachwyty i pochwały, ze taka jest dobra. Jest to subtelna forma znęcania się inteligentnego dziecka nad bratem. Wie, za co gniewacie się na brata i demonstruje, ze ona jest inna - to już powinno budzić Twoje głębokie zaniepokojenie, bo brat jest nieznośny, a corka zaczyna być intrygantką (mam dzieci z podobną róznicą wieku i wiem jak funkcjonują urocze młodsze siostrzyczki). Faworyzowanie to nie dawanie rzeczy, tylko traktowanie - a nierowne traktowanie po prostu "bije po oczach".
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • yula 27.09.10, 16:27
    Podpisuje sie pod Verdaną obiema rękami, moje dzieciaki też mają podobną różnice wieku i młoda również próbuje manipulować, z tym że ja to widzę i u mnie to nie przechodzi, ale od innych dość często słyszę że córka to aniołek.
    --
    Julia,Maksiu i Tatiankasmile
    "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
  • jola_ep 27.09.10, 14:44
    > Nie chcialam go izolowac
    > w domu od ludzi, stwierdziłam że juz czas na to żeby zaczał gdzieś chodzić, mi
    > ał kolegów, miło spedzał czas.

    Przepraszam, że to napiszę, ale to jest jakiś debilny mit.
    Trzylatek NIE POTRZEBUJE PRZEDSZKOLA.

    Owszem, jest cała masa dzieci, które do niego dorosły i nawet mogą się fajnie bawić.
    Ale tak naprawdę dziecko w tym wieku potrzebuje towarzystwa innych dzieciaków pod warunkiem, że ma w pobliżu bezpieczną bazę, gdzie może w każdej chwili wrócić. To nie my jest zostawiamy, to ono nas opuszcza ruszając w świat, ale dobrze wie, że jakby co to zawsze może do nas wrócić (bo np. siedzimy na tej ławce w parku wink ).

    Towarzystwo - to rodzina, znajomi, wreszcie dzieci z placu zabaw.

    Sama taka głupia byłam i za wcześnie córę do przedszkola wysłałam. Głupia. Jeszcze potem miałam jakieś wyrzuty sumienia miałam, jak ją w wieku 5 lat z niego wypisałam. A to była najmądrzejsza decyzja pod słońcem.

    Do dzieci trzeba podjeść indywidualnie. Psychologowie mawiają, że czterolatki mogą chodzić do przedszkola, a pięciolatki powinny. Obserwuj swoje dziecko. Jeśli nie zmusza Ciebie do tego życie, zwróć uwagę, jak się bawi w ciągu dnia, jak się zachowuje. Przychodzi czas, gdy wiesz, czujesz, widzisz, że dom (plac zabaw, rodzina) to dla niego za mało i pora na przeszkole. Tak zrobiłam ze młodszym i bardzo sobie to chwaliłam.

    > ze jest tylko ze mną, bo z opiekunką tez broń boże
    > nie chcial zostawać.

    Bo bywają takie dzieciaki, przyklejone do matki. Może to te, które bardziej niż inne potrzebują poczucia bezpieczeństwa, które im ona daje? Najlepszą taktyką jest nasycić, nie przejmować się tym, że łażą za nami krok w krok, że nie chcą same zostawać. Oczywiście mamy prawo gdziś wyjść, ale najlepiej jest, jak jest to w miarę ustalone i przewidywalne. (ja np. chodziłam do pracy na pół etatu - i to moja córa w pełni akceptowała, ale biada mi było wyjść wieczorem, gdy była zmęczona).

    Podobno potrzeba mniej więcej miesiąca, aby dziecko zaaklimatyzowało się w przedszkolu. Jeśli po tym czasie będą problemy, rozważ opiekunkę, ale tym razem zostawiaj z nią także syna. To, żę dziecko płacze przy naszym wyjściu nie jest aż tak ważne jak to, czy pozostawione zaczyna się spokojnie bawić. Jeśli problem jest tylko przy rozstaniu - trudno, trzeba to zaakceptować.

    I jeszcze jedno: te histerie po przedszkolu to najprawdopodobniej odreagowywanie przedszkola. Dziecko żyje tam w napięciu, musi właściwie się zachowywać.... W domu wszystko "puszcza". On tego nie robi specjalnie.

    > powiedzenie że jak bedzie grzeczny to dostanie je z powrotem

    A co to znaczy "grzeczny"? To jakaś abstrakcja.

    > Starałam się
    > zawsze byc sprawiedliwa dla nich.

    Starasz się być sprawiedliwa i ... znowu materialne zabawki.
    A może on potrzebuje Twojego czasu - na przykład "dorosłego" "pomagania" mamie w kuchni? (i co on tam lubi), Twojej uwagi (nie, nie trzeba wyłącznie bawić się z dzieckiem, można robić swoje ale tak, aby przy tym zauważać dzieci).

    Ja - przyznaję, wredna matka - od razu ustaliłam, że dzieciom zabawek nie kupuję. Co najwyżej owoce w warzywniaku wink Prezenty były od nas "przy okazji".

    Pozdrawiam
    Jola
  • verdana 27.09.10, 14:50
    Ja bym powiedziała inaczej - nie każdy trzylatek potrzebuje przedszkola. Mam w domu niedostosowany egzemplarz, ktorego nie puscilabym w wieku 3 lat za żadne pieniądze do przedszkola i taki, który mając lat dwa ryczał całymi dniami, bo byl chory i nie mogł iść do żłobka. Pomylenie tych gatunkow daje marne efekty...
    Mnie też się wydaje, ze manipulujesz dziećmi przy pomocy prezentów. Ja z kolei kupowałam zabawki, nawet bardziej "bezokazyjnie" , niż z okazji, ale żadne z dzieci nigdy się niczego nie domagało.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 27.09.10, 16:38
    tak, ''Towarzystwo - to rodzina, znajomi, wreszcie dzieci z placu zabaw'' tylko, że my nie mamy rodziny- jestem ja, młoda i czasem tata. Nie ma żadnej ciotki, kuzynki, dziadkowie daleko i nie są zainteresowani udziałem w naszym życiu na co dzień. Znajomi mają swoje dzieci i przychodzą oczywiście z nimi, ale to cały czas jest przy 100% mojej obecności.Wysyłając go do przedszkola chodziło mi o to żeby dziecko choć chwilę nauczyło się żyć beze mnie, bo ja też jestem człowiekiem i też chcę żyć, potrzebuję chwilę dla siebie żeby choćby się wykąpać
  • verdana 27.09.10, 16:46
    A przy trzylatku nie możesz się wykąpać?
    Rozumiem, ze człowiek może mieć dosyć dzieci, ja nawet na macierzyńskim do końca nie wytrzymalam. Ale Ty jednoczesnie uzalezniasz dziecko od siebie i masz do niego pretensje. Zresztą, jak widać, dziecko do przedszkola się nie nadawało - czy nie mogłas kogoś wynająć, aby przynajmniej raz w tygodniu zajął się dziećmi?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 27.09.10, 16:53
    pisałam już gdzieś powyżej że po narodzinach córki przez pół roku była Pani zajmująca się córką 3 razy na tydz po 4 godz a ja w tym czasie chodziłam z małym na plac, na lody, na spacer, gdzieś tylko we dwoje. Kiedy chciałam iść do lekarza czy fryzjera Pani zostawała z dwójką, ale syn cały czas płakał, nie bawił się nie robił nic tylko płakał. Pozostawienie go z kimś obcym nie zdało egzaminu. Ja podejmowałam takie próby przez pół roku. Był też zapisany do żłobka do którego również nie chodził bo cały czas tylko płakał. Podejmowałam więc próby uniezależnienia go od siebie, to nie tak, że cały czas tylko ja na siłę go trzymałam przy sobie, żłobek, opiekunka, przedszkole to przecież nie mało. Teraz też ma swój czas bez siostry który jest dla niego nagrodą- w niedzielę chodzi z tatą na szkółkę pływacką. Uwielbia to.
  • verdana 27.09.10, 17:07
    Wygląda na to, ze zbyt szybko się zniechecasz. Wystarczy, ze syn płacze - pani nie, złobek nie, przedszkole nie. Takie próby być może nauczyły syna, ze warto ryczeć, bo wtedy bedzie z Tobą. Ale być moze to bylo po prsostu za wczesnie - moj najstarszy wprawdzie dobrze znosił rozstania, ale za to panicznie bał się dzieci - też nie nadawał się do żłobka czy maluchów.
    Poza tym przestaję Cię rozumieć. Posyłasz dziecko, o ktorym wiesz, ze wyjątkowo ciężko przezywa rozstania z Tobą do przedszkola i dziwisz się - więcej nawet!!! - masz pretensje, ze histeryzuje? Jest nieszczęśliwy, a Ty piszesz o nim, jakby był jakimś wyrodnym, rozpaskudzonym dzieciakiem.
    No i mąż, który w ogóle się dzieckiem nie zajmuje, codziennie wraca do domu późna noca, a w niedzielę zabiera syna na basen....
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 27.09.10, 17:33
    tu masz rację, wystarczy miesiąc płaczu i odpuszczam. Brakuje mi konsekwencji. Z tym się zgadzam. Myślę jednak że zbytnie przywiązanie do matki jest w naszym przypadku spowodowane przez brak bliskich którzy by tworzyli z nami rodzinę. Wśród moich koleżanek nie widziałam takiej sytuacji jak nasza, że babcia ani dziadek przez 4 lata nigdy nie zabrali nigdzie wnuka samego, ani jeden raz, nawet na spacer wokół bloku. Druga babcia mieszka 3000km dalej więc jej nie winię. Ja nie oczekuję wiele, ale jeden dzień na miesiąc by im chyba korona z głowy nie spadła??Jeśli dziecko od małego jest przyzwyczajone że spędza czas z innymi osobami niż mama to łatwiej i szybciej ''ruszy w świat''. Córka- tu pewnie napiszesz że znów ją chwalę i idealizuję- bez problemu wychodzi na spacer z moimi koleżankami, zostanie w sali zabaw sama- pod opieką pani oczywiście, poczeka z pielęgniarką jak jestem u ginekologa. Synek nie.

    Ja się nie dziwię że synek histeryzuje, ale on nie histeryzuje obecnie z powodu przedszkola, teraz chodzi bez kłopotu i w przedszkolu nie płacze i nie narzeka. Narzeka i płacze na placu zabaw że ma juz wracać, rano, że ma się SAM ubrać- a chce żebym ja go ubierała, przy posiłkach że chce być karmiony. Nadmienię jeszcze że córka je sama, ubiera się sama, więc to nie jest chęć upodobnienia sie do siostry, bo od niej tez wymagamy żeby sama to robiła i ona robi.
  • nika1310 27.09.10, 17:40
    jeszcze zapomniałam o mężu- to że wcale go nie ma to takie uproszczenie. Dziś np był do 9 rano, zawiózł mnie i córkę do galerii handlowej, potem wrócił o 14.20 odebrał synka z przedszkola- mały wyszedł bez płaczu i nie pytał o prezenty.O 16 pojechał do Warszawy a że ma 300km w obie strony i sprawy na miejscu na jakieś 3 godz to wróci o 1-2 rano. Ma nieprzewidywalną pracę, nie mozna się z nim umówić np że za tydz o 17 masz byc w domu bo ja mam dentystę. Gdzie będzie i kiedy to ja się dowiaduje każdego dnia rano. aha w niedzielę jest w domu, no chyba że jest za granicą- każdego miesiąca jest, czasem 5 dni a czasem ponad 2 tygodnie. To tak wyglada
  • jola_ep 27.09.10, 18:43
    > tu masz rację, wystarczy miesiąc płaczu i odpuszczam. Brakuje mi konsekwencji.

    Konsekwencja nie polega na oślim uporze. Musisz obserwować dziecko i dopasować wymagania do jego możliwości. Moim zdaniem w tym wypadku postąpiłaś mądrze.

    > Myślę jednak że zbytnie przywiązanie do matki jest w naszym
    > przypadku spowodowane przez brak bliskich którzy by tworzyli z nami rodzinę.

    To raczej cecha charakteru. Zresztą zdaje mi się, że córeczka zostaje chętniej?
    Nie jest to coś szczególnie złego. Moja córa, która w wieku 5 lat nie chodziła do przedszkola, bo tęskniła za mną, wyrosła na bardzo samodzielną osobę smile Syn, który zostawał chętnie z kimkolwiek jest teraz mniej samodzielny i zaradny.

    > Ja się nie dziwię że synek histeryzuje, ale on nie histeryzuje obecnie z powodu
    > przedszkola, teraz chodzi bez kłopotu i w przedszkolu nie płacze i nie narzeka

    Moim zdaniem przedszkole ma na to wpływ: on tam jest "grzeczny" stara się, jest dużo wrażeń, stres (także w tym pozywnym sensie). Gdzieś, kiedyś musi odreagować. I robi to przy osobie, przy której czuje się bezpiecznie: czyli przy Tobie. A Ty powinnaś nie bać się tych jego emocji.

    > . Narzeka i płacze na placu zabaw że ma juz wracać

    ustal, kiedy macie wracać, ostrzeż wcześniej, przygotuj i ... wracaj. Niezależnie od histerii. Czasem stosowałam metodę: jak ryczy straszliwie, to na drugi dzień nie idę (ale tylko ten jeden dzień). Ale nie jestem pewna, czy jest to godne polecenia...

    > rano, że ma się SAM ubrać

    Karmić nie karmiłam, bo nie lubię (choć w ramach "dzidziusiowania" zdarzało mi się.)
    Ale ubrać rano? Czemu nie. Czasem wystarczy tylko wciągnąć jedną skarpetkę, a potem rozpłynąć się z zachwytu nad tym, jak wciaga drugą wink

    > Nadmienię jes
    > zcze że córka je sama, ubiera się sama

    A teraz ćwiczenie: napisz, co Twoja córka robi źle, a potem dopisz, "nadmienię jeszcze, że syn" i tu koniecznie napisz, że robi to dobrze smile
    Jeśli to będzie za trudne, wymień to, co Ci się w synu zwyczajnie podoba, albo w czym jest wyjątkowo dobry.

    Pozdrawiam
    Jola
  • verdana 27.09.10, 18:55
    otóż to.
    Cóż za problem pomoc synowi w ubieraniu się? Mój najmlodszy ubierał się sam, mając dwa lata, najstarszy miał z tym problem jeszcze w zerówce. To nawet nie był charakter, po prostu inne tempo rozwoju w tej własnie dziedzinie. Ubieranie się nie jest latwe dla wszystkich dzieci.
    No i to jest już po prostu okropne - znowu piszac, czego syn nie umie podkreslasz, o ile córka jest od niego lepsza. On ma same wady, ona ma same zalety.
    I jeszcze twierdzisz, ze córki nie faworyzujesz.
    tak naprawdę, to moze się okazać, ze to ja skrzywdzisz najbardziej. Mozna wyrosnąć na fajnego faceta, będąc utrapieniem matki. Na zrównoważoną kobietę nie da się wyrosnąć, kiedy jest się ideałem, ktory zawsze wszystko robi dobrze i jest o wiele madrzejszy, gdzeczniejszy i sympatyczniejszy od brata.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 27.09.10, 19:08
    moj synek dziewczyny robi mnóstwo rzeczy lepiej niz młoda- przede wszystkie umiejętności manualne- rysowanie, malowanie, piaskolina, muzyka, śpi sam i przesypia całe noce, w wieku niecałych 2 lat bez pieluchy w nocy i w dzień i wiele innych rzeczy, jak pływanie, zabawa samodzielna, widzenie przestrzenne, labirynty, puzzle, potrafi sie sobą zająć nawet przez 2 godz. Siedzi w pokoju i buduje z klocków. Młoda za to jest dwujęzyczna- tata cudzoziemiec- synek nigdy nie opanował jego języka, samoobsługa- jedzenie, ubieranie,śmiałość do ludzi, zostanie sama z innymi ludźmi- pewnie przez to że była ta opiekunka od małego- rwie sie do przedszkola, ale nie zajmie się sobą nawet 10 min, sika w nocy jeszcze w pieluchę, nie potrafi rysować, pływać itp.Budzi się po 4 razy każdej nocy i wędruje po domu wykopując nas w łóżka, co strasznie nas wkurza. Każde ma swoje plusy i minusy, moje dzieci są bardzo różne, kocham bardzo obydwoje i codziennie im to mówię. Jedyne co tak naprawdę mam młodemu do zarzucenia to to, że tak sie drze jak coś idzie nie po jego mysli, mógłby plajkac, ale on ma głos jak przez megafon by ktoś się darł smile
  • verdana 27.09.10, 19:27
    Nie porównuj dzieci. Rozumiem, ze tym razem to porownanie jest wywolane, ale sama też robisz to cały czas. Nie jest wazne, ze jedno robi lepiej, drugie gorzej - wyobraź sobie, ze masz dóc jedynakow, wtedy wielu rzeczy nawet byś nie zauwazyla. Nie ubiera się - bo mały. Nie rysuje - to zacznie. Tymczasem mam wrazenie, ze Ty widzisz swoje dzieci przez pryzmat tego dugiego - i patrzysz, co które z nich robi gorzej. To automat, niestety człowiek ma taka tendencję, ze uważa, ze ważniejsze jest to, czego dziecko nie robi i że powinno "podciągnąć" się do poziomu tego drugiego, a to co robi jest po prostu normalne. Przy porownywaniu dzieci widzi się zatem o wiele więcej niedociągnięć i wad, niz dzieci mają w rzeczywistosci.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jakw 27.09.10, 20:11
    nika1310 napisała:

    > moj synek (...) potrafi sie sobą zająć nawet przez 2 godz.
    (...)
    > . Młoda za to (...) zostanie sama z innymi ludźmi- pewnie przez to że była ta opiekunka od > małego- rwie sie do przedszkola, ale nie zajmie się sobą nawet 10 min,
    Imho twoje dzieci mają całkiem różne charaktery. Oczekiwanie od młodego, że zostanie z kimkolwiek, tak jak zrobiłaby pewnie jego siostra - mija się pewnie z celem. Tak samo jak oczekiwanie, że młoda będzie przez 2 godziny układała sama puzzle.


    > co tak naprawdę mam młodemu do zarzucenia to to, że tak sie drze
    > jak coś idzie nie po jego mysli, mógłby plajkac, ale on ma głos jak przez mega
    > fon by ktoś się darł smile
    Jedyne co masz mu do zarzucenia to to, że przez jego wrzaski czujesz się skompromitowana w najbliższej okolicy ;-/
  • nika1310 27.09.10, 20:33
    o właśnie właśnie w sedno trafiłaś smile)zwłaszcza jak wrzeszczy:'' ratunku niech ktoś mi pomoże'' a ludzie pytają czy to moje dziecko, czy je molestuję albo czy porwałam..
  • verdana 27.09.10, 20:45
    ja poroponuje - serio - zacząc to samo wrzeszczeć razem z nim.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • morekac 27.09.10, 23:34
    Nie tak dawno byłam świadkiem, jak dziecko - na oko 4-5 lat- rzuciło się na glebę na placu zabaw z jakimś straszliwym rykiem. Jakoś nikogo z obecnych tam dorosłych specjalnie to nie wzruszyło. Przesadzasz. wink

    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • jakw 27.09.10, 19:44
    nika1310 napisała:

    > . Narzeka i płacze na placu zabaw że ma juz wracać,
    No widzisz, a moja 5-latka też potrafi rozpaczać z powodu konieczności opuszczenia placu zabaw. Fakt, że nie wpada z tego powodu w jakąś straszną histerię, ale o jej współpracy raczej trudno mówić.

    > rano, że ma się SAM ubrać-
    No straszne, ja tam młodą czasem ubieram na "śpiocha".

    > a chce żebym ja go ubierała, przy posiłkach że chce być karmiony.
    Imho to chęć zwrócenia na siebie uwagi. Być może zazdrości siostrze, że ta zostaje z mamą w domu.
  • morekac 27.09.10, 23:21
    Myślę jednak że zbytnie przywiązanie do matki jest w naszym
    > przypadku spowodowane przez brak bliskich którzy by tworzyli z nami rodzinę

    > ród moich koleżanek nie widziałam takiej sytuacji jak nasza, że babcia ani dzia
    > dek przez 4 lata nigdy nie zabrali nigdzie wnuka samego, ani jeden raz, nawet n
    > a spacer wokół bloku.
    Synek nie taki, dziadkowie też nie tacy... Najłatwiej to zwalać winę na innych, a nie pomysleć o swojej. Geny pewnie ma po was. wink
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • kanga_roo 28.09.10, 07:57
    zapomniałaś dodać, że mąż też nie taki smile
    widzę, że autorka wątku powinna jak najszybciej wrócić do pracy. nie tyle, żeby się realizować, ale aby pogadać z ludźmi. ona biedna nawet nie ma do kogo sobie ponarzekać. ani przed kim się pochwalić dziećmi.
  • nika1310 28.09.10, 09:28
    ta uwaga rzeczywiście bardzo wiele nowego wnosi do tego wątku, pojechałaś sobie po mnie i od razu się humor poprawił, że komus sie dokopało z rana co nie? Mam koleżanki z którymi spotykam się regularnie, mam z kom porozmawiać, niestety albo stety moje koleżanki nie miały takich kłopotów z dziećmi, ich dzieci nie histeryzują, do przedszkola też chodzą chętnie, więc nie miały mi co poradzić w tej kwestii bo nie maja osobistych doświadczeń. Zakładając ten wątek liczyłam na wpisy mam które miały dzieci z podobnym problemem z przystosowaniem się do otoczenia jak moje dziecko i takich wpisów od mądrych mam kilku sie doczekałam i za to dziękuję
  • morekac 28.09.10, 10:15
    Mniej więcej wiem, o czym piszesz. smile
    Moja młodsza histeryzowała - no może bez rzutów na glebę w miejscach publicznych przy mnie, bo przy pierwszym takim numerze zgarnęłam dziecię pod pachę i zaniosłam do domu. Przy starszej poskutkowalo to bez pudła - klasycznej histerii doznała raz w życiu jako niespełna 3-latka. Młodsza była duużo bardziej wytrwała: cały pierwszy rok w przedszkolu demonstrowała - i w przedszkolu, i w domu - napady złego humoru (potem sporadycznie też, ale dużo rzadziej). Na szczęście niecodziennie w każdym z tych miejsc, bo wszyscy dostaliby szału. Kompromitowała w przedszkolu ojca, matkę i starszą siostrę (która potem zażądała zapisania młodej do zupełnie innej szkoły niż ona sama chodzi wink ). Uporczywie nie jadała obiadów w przedszkolu, czasami po drzemce rzucała w nieszczęsne przedszkolanki kapciami , tudzież rzucała się na przedszkolną wykładzinę. O ubieraniu nie wspomnę - stałam się ekspertem od wymyślania, co może robić za koszulę nocną (mamooo! Ale dlaczego ja nie mam koszuli nocnej tylko piżamę? To jest niesprawiedliwe! (wrzask jest tuż tuż wink) i od zakładania rzeczy na lewą stronę, tudzież ubierania dzieci na śpiąco. Fortelem ją brałam i podstępem, uznając przy tym, ze ten typ tak ma i musi czasami powrzeszczeć. Zaczęło jej mijać, jak w czasie jej 'złego humoru' spokojnie zatapiałam się w lekturze - bo nie miałam już pomysłu, co zrobić z jej wrzeszczeniem. A że bez publiczności efekt dramatyczny nie był już taki fajny, to trochę zaczęła się ograniczać. Moim zdaniem: póki będziesz skupiać się na tym wyciu/wrzeszczeniu i tak bardzo będziesz bała się jego napadów złości - będzie to robił. On to musi robić - nie złośliwie, inaczej nie potrafi. Niemniej zrozpaczona mina mamy -bezcenna wink
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • kanga_roo 28.09.10, 10:20
    wiesz, ja pisałam serio, a nie "pojechałam"
    gdybym nie mogła wygadać się w pracy, chybabym eksplodowała. koleżanki, z którymi umawiasz się na kawę, to zupełnie inna bajka i z pewnością mają idealne pociechy. zresztą, co to za spotkanie, skoro cały czas masz ze sobą dzieci. a tak - odpoczywasz od dzieci, możesz pomarudzić, możesz się pośmiać z kimś dorosłym - codziennie. możesz nabrać dystansu a i radę usłyszeć czasem.

    a co do "mam które miały dzieci z podobnym problemem z przystosowaniem się do otoczenia jak moje dziecko" to piszę Ci po raz trzeci, że nie w dziecku problem, tylko w Twoim dziecka traktowaniu. oraz że moje dziecko też pewnie uznałabyś za "trudne".

    właśnie skasowałam fragment postu, w którym, jak to nazywasz, "pojechałam". nie warto pisać.
    nie wiem, jak do Ciebie dotrzeć, bo słyszysz tylko to, co chcesz usłyszeć.
  • nika1310 28.09.10, 12:03
    ja chętnie bym poszła gdzieś do pracy, ale są 2 problemy: koszt opiekunki w moim mieście to 8-10 zł za godzinę za jedno dziecko. Czyli za 10 godz dziennie (8 godz w pracy plus dojazdy) to od 80-100zł. Za 22 dni to 2200zł za 1 dziecko. Może gdyby to była stała Pani to by się zajęła w tej cenie i drugim i odebrała go z przedszkola. Czyli chodząc do pracy musiałabym dopłacić Pani kilkaset złotych ponad moją pensję, czyli Pani by zarabiała dużo więcej niż ja. Na to się też nie chce zgodzić mąż. Będzie inna sytuacja za rok jak córka pójdzie do przedszkola. Za 600zł na miesiac bede miec opiekę dla dwojki dzieci.
  • kanga_roo 28.09.10, 13:02
    1. spróbuj upchnąć córkę do przedszkola - w naszym jest grupa 2,5 latków, skoro jest samodzielna, powinna sobie poradzić i w trzylatkach. zagadaj z dyrektorką, pod koniec roku zwykle zwalniają się miejsca.
    2. praca nie musi trwać osiem godzin. sama pracuję siedem, wcześniej sześć. ale rozumiem, że nie jestes na wychowawczym, tylko nie pracujesz. no to może poszukać czegoś na pół etatu chociaż?
    3. w przyszłym roku nie będzie Ci łatwiej: kiedy będziesz miała dwoje dzieci w przedszkolu, non stop bedziesz na opiece. mało kto jest zadowolony z pracownika, którego ciągle nie ma. może rozwiązaniem jest posłać teraz młodszą do przedszkola, i ze spokojem rozglądać się za pracą. albo chociaż mieć te kilka godzin dziennie dla siebie.
    najważniejsze, żebyś się uspokoiła, to uspokoją się i dzieci.

    co do samodzielności - wiesz, nie polega tylko na samodzielnym ubieraniu. mojego pięciolatka ubieranie nudzi, myć mu się nie chce, a jeść obiad potrafi godzinę i jeszcze chce, żeby go karmić.
    za to potrafi sam upiec muffinki, przygotować kakao, zrobić jajecznicę, nakryć do stołu, rozebrać i umyć siostrzyczkę, odkurzyć i umyć podłogę - to też samodzielność, ale nie nudna rutyna.
  • nika1310 28.09.10, 13:48
    już się dowiadywałam i próbowalam ją zapisać w żłobku jest 61 na liście rezerwowej...W przedszkolu nie ma szans, bo ona ma 2 lata 5 miesięcy- pesel nie wchodzi. 3 lata będzie mieć w kwietniu 2011. Jestem na wychowawczym, ale pracuję 70km od miejsca zamieszkania. W obie strony muszę dojechać 140km, plus 8-9 godz pracy.Na te dojazdy właśnie wydawałam połowę pensji. Praca także często w soboty. Mogę poszukać pracy w okolicy na pół etatu ale raczej będzie to jakies sprzatanie, pomoc w kuchni itp. A ja mam doktorat sad Myślę o zwolnieniu się z pracy, tzn negocjuje z moja firmą żeby mnie zwolnili i starac sie o dofinansowanie własnej dzialalności z programu zwalczania bezrobocia kobiet. Wtedy bym mogła wykonywać pracę częściowo w domu. Myślę o tym intensywnie- to by zmieniło moją sytuację. I wtedy ewentualnie opiekunka na jakies pojedyncze godz - gdyby dzieci chorowały
  • kanga_roo 28.09.10, 13:55
    czyli od stycznia pesel będzie wchodził? smile
    poszukałabym innej pracy. to duża niedogodność być tak daleko od dzieci, nawet, kiedy są w przedszkolu. sprawdź urzędy w Twoim mieście i gminach ościennych.
  • nika1310 28.09.10, 13:59
    ale ja pracowałam w fabryce produkcyjnej branzy spozywczej, byłam kierownikiem
  • kanga_roo 28.09.10, 14:11
    może czas na zmiany? smile
    tak sobie piszę...ja się nieco "przekwalifikowałam", kiedy pojawiły się dzieci. właśnie ze względu na godziny pracy, i lokalizację.
  • makurokurosek 28.09.10, 10:45
    Ot zwyczajnie nie każda matka pozwala sobie na takie histerie dziecka.
    Przestań traktować go jak niesfornego dwulatka, przestań spełniać jego oczekiwania i przestań nosić go na rękach, zacznij traktować go jak czterolatka który ma prawo do własnych decyzji, za które ponosi konkretną odpowiedzialność.

    Pytałaś się o system kar i nagród, ale za co ty chcesz go karać, za to ze rzuca sie na glebę i histeryzuje? Nie ma na to kary , bo tu nie jest ona ważna tu ważna jest twoja reakcja, a raczej całkowite olanie sytuacji i syna.
  • nika1310 28.09.10, 11:44
    ale całkowite olewanie jego złości nie pomaga. Te histerie jeśli już są, to trwają bardzo długo, około 40 min do godziny. I nakręcają je błahe powody. Jak już pisałam na placu zabaw- siostra musi sie bawić w to, co on wymyśla, jeśli nie chce to zaczyna się płacz, ona ucieka, on ja goni już z płaczem, potem przewraca i ciągnie za nogi w kierunku miejsca w którym zaplanował zabawę. Nie rozumie pomimo tłumaczenia że ona jest suwerenną osobą i jest młodsza i jest dziewczyną i nie ma ochoty na pewne rzeczy bo jej to nie bawi.Ja interweniuję, biorę ją na ręce a on jeszcze nie odpuszcza i usiłuje ją z moich rąk ściągnąć bo: ''mamo ona musi!!!!'' Trudno mi w takiej sytuacji stać 40 min nad nim i patrzeć jak ją popycha, szarpie, wrzeszczy. Jeśli my odchodzimy on biegnie za nami i nadal próbuje tego samego. To już miało miejsce kilka razy, nie raz- takie zawłaszczanie siostry. Jakie tu widzisz rozwiązanie? Albo kiedy jedziesz a autobusie z 2 dzieci, ścisk taki że nie ma gdzie stać i on zaczyna wrzeszczeć że ktoś ma mu ustąpić miejsca bo on chce siedzieć. Ktoś mu to miejsce ustępuje, ja sadzam jego i ją a on ja spycha, wyrzuca z siedzenia, kopie, wrzeszczy, cały w pianie ze śliny. Ja wtedy wysiadam z autobusu i idą dalej pieszo. Mam stać z boku i patrzeć? stać to ja sobie mogę w domu, usiąść sobie z książką i udawać że nie słyszę ale w pewnych sytuacjach się nie da.
  • morekac 28.09.10, 12:08
    potem przewrac
    > a i ciągnie za nogi w kierunku miejsca w którym zaplanował zabawę.
    I ty na to pozwalasz?! Najdalej w tym momencie usadziłabym młodego na ławeczce koło mamusi - bez zawiłego tłumaczenia, tylko coś w rodzaju- "nie zgadzam się na szarpanie/bicie/kopanie małej. A jeśli nie przestaniesz wrzeszczeć, zaraz pójdziemy do domu." Nie odchodź z młodą - spacyfikuj brata.

    Albo kiedy jedziesz a autobusie z 2 dz
    > ieci, ścisk taki że nie ma gdzie stać i on zaczyna wrzeszczeć że ktoś ma mu ust
    > ąpić miejsca bo on chce siedzieć
    Z dwójką małych dzieci to ty powinnaś poprosić o miejsce do siedzenia. Zatłoczony autobus to nie jest bezpieczne miejsce do stania dla 2 i 4-latków...
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • nika1310 28.09.10, 12:30
    no ja właśnie nie pozwalam, najpierw usiłuję ją wyswobodzić z uścisku, chyba że robią to osoby obce które są bliżej nich w danej chwili niż ja. Do ławeczki też trzeba dojść, biorę go za rączkę i próbuję iść ale on się kładzie i mam 2 opcje, albo go zostawić gdzie stoi, albo ide z nią do ławki i on biegnie za nami i ją nadal szarpie i ciągnie, albo biorę go na ręce i zanoszę do ławki, jeśli w ciągu paru min sie nie uspokaja i próbuje dalej numerów z siostrą wychodzę z placu. A co powinnam zrobić??
  • makurokurosek 28.09.10, 13:02
    Wlać mu raz a porządnie na dupę i zacząć wreszcie zachowywać sie jak matka, a nie jak miągwa, zacząć wymagać a nie dostosowywać się do zachcianek czterolatka.
    Co ty robiłaś przez ostatnie cztery lata, żeby twoje dziecko miało cię za zwykła służącą spełniająca fanabelie, zastanowiłaś się nad tym kim ty jesteś dla swojego syna, jaki mu dajesz przykład. Sądzisz że kupowaniem prezentów kupisz jego szacunek i posłuszeństwo.
    weź sie w końcu w garść i zacznij zachowywać jak matka.
  • nika1310 28.09.10, 13:33
    klaps nie działa. A czy nie odbieracie tego tak, że skoro on robi aferę np o to że nie chce iść do domu, a my już idziemy bo np wyznaczone były 2 godz na zabawę i odstawia histerię, to go wtedy powinnam wziąć na ławkę i zostać na tym placu tak jak on chce czekając czy się uspokoi? Przeciez to właśnie jest uleganie jego zachciance. Co innego w sytuacji jak się znęca nad siostrą. Ale czy wtedy taka zabawa jak jedno dziecko się zachowuje jak chore psychicznie ma być dla mnie czy dla małej przyjemną?Skutkuje w takiej sytuacji odwrócenie uwagi- oczywiście na początku akcji a nie jak już leży i wyje, ale z drugiej strony czy odwrócenie uwagi od problemu go czegos nauczy?
  • makurokurosek 28.09.10, 13:55
    > klaps nie działa. A czy nie odbieracie tego tak, że skoro on robi aferę np o to
    > że nie chce iść do domu, a my już idziemy bo np wyznaczone były 2 godz na zaba
    > wę i odstawia histerię, to go wtedy powinnam wziąć na ławkę i zostać na tym pla
    > cu tak jak on chce czekając czy się uspokoi?

    Według mnie nie, ale moje dziecko od początku wiedziało, że ja nie akceptuje takich zachowań.
    Ja jestem dość wredną i dominującą osobą, więc w takiej sytuacji zwyczajnie poszłabym w kierunku domu, i na odchodne głośno powiedziałabym do córki, "choć mała wejdziemy jeszcze do do sklepu kupimy sobie małe co nieco, do schrupanie"

    '. Ale czy wtedy
    > taka zabawa jak jedno dziecko się zachowuje jak chore psychicznie ma być dla mn
    > ie czy dla małej przyjemną?"

    Gdy twój syn wpada w histerie , nie bawisz się zn nim, nie zajmujesz tylko zwyczajnie ignorujesz i idziesz bawić sie z córką.

    "Skutkuje w takiej sytuacji odwrócenie uwagi- oczywiś
    > cie na początku akcji a nie jak już leży i wyje, ale z drugiej strony czy odwró
    > cenie uwagi od problemu go czegos nauczy?"

    Nie, ale twoja reakcja uczy go tylko tego że może sobie na takie zachowanie pozwolić.
  • morekac 28.09.10, 15:55
    czy nie odbieracie tego tak, że skoro on robi aferę np o to
    > że nie chce iść do domu, a my już idziemy bo np wyznaczone były 2 godz na zaba
    > wę i odstawia histerię, to go wtedy powinnam wziąć na ławkę i zostać na tym pla
    > cu tak jak on chce czekając czy się uspokoi? Przeciez to właśnie jest uleganie
    > jego zachciance.
    W tej sytuacjo odmówiłabym chodzenia z nim na plac zabaw przez kilka następnych dni. Ostatecznie pobyt na placu zabaw ma być przyjemny dla wszystkich.

    Skutkuje w takiej sytuacji odwrócenie uwagi- oczywiś
    > cie na początku akcji a nie jak już leży i wyje, ale z drugiej strony czy odwró
    > cenie uwagi od problemu go czegos nauczy?
    Oglądałaś może "Zaklinacza psów" z jego dekoncentrującym dotykiem? wink

    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • madziula201 03.10.10, 18:25
    makurokurosek napisała:

    > Wlać mu raz a porządnie na dupę i zacząć wreszcie zachowywać sie jak matka, a n
    > ie jak miągwa, zacząć wymagać a nie dostosowywać się do zachcianek czterolatka.
    > Co ty robiłaś przez ostatnie cztery lata, żeby twoje dziecko miało cię za zwykł
    > a służącą spełniająca fanabelie, zastanowiłaś się nad tym kim ty jesteś dla swo
    > jego syna, jaki mu dajesz przykład. Sądzisz że kupowaniem prezentów kupisz jego
    > szacunek i posłuszeństwo.
    > weź sie w końcu w garść i zacznij zachowywać jak matka.


    Brawo ,wreszcie jakas sensowna odpowiedz!Nic dodac nic ujac
  • mgla_jedwabna 28.09.10, 13:54
    "Zatłoczony autobus to nie jest bezpieczne miejsce do stania dla 2 i 4-latków..."

    I właśnie dlatego trzeba te wrzaski spacyfikować. Bo o ile ktoś jeszcze miał ochotę ustąpić dzieciakom miejsca ze względów bezpieczeństwa, to po takich scenach bezpowrotnie te ochotę straci. Wiem, że bezpieczeństwo jest ważniejsze od wychowania w tym momencie, ale wydaje mi się, że przy takiej postawie rozszceniowej ze strony dziecka każdy będzie na tyle poirytowany, że wyłączy racjonalne myślenie.

  • makurokurosek 28.09.10, 12:28
    > ale całkowite olewanie jego złości nie pomaga. Te histerie jeśli już są, to trw
    > ają bardzo długo, około 40 min do godziny

    No i co z tego, to ty leżysz jak placek czy on, to tobie ewentualnie jest zimno i niewygodnie czy jemu. Po drugie możesz go olać i głośno poinformować, teraz idziemy dalej i iść, zobaczysz jak młody będzie zaskoczony gdy zostanie sam.

    "Jak już
    > pisałam na placu zabaw- siostra musi sie bawić w to, co on wymyśla, jeśli nie
    > chce to zaczyna się płacz, ona ucieka, on ja goni już z płaczem, potem przewrac
    > a i ciągnie za nogi w kierunku miejsca w którym zaplanował zabawę."

    I ty na coś takiego pozwalasz, to po jaką cholerę w ogóle ty tam jesteś skoro nie jesteś w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoim dzieciom. Co ty robisz z tego syna, pępek świata a córka to kopciuch, czy ty w ogóle zastanowiłaś sie jakie zasady wprowadzasz we własnym domu. Corka jak i syn nie mają obowiązku się razem bawić, i jeżeli córka nie wyraża ochoty na zabawy z bratem to twoim zasranym obowiązkiem jest jej to zagwarantować, a jeżeli syn z tego powodu histeryzuje to go najzwyczajniej w świecie olać i zająć sie córką.

    "Nie rozumie
    > pomimo tłumaczenia że ona jest suwerenną osobą i jest młodsza i jest dziewczyną
    > i nie ma ochoty na pewne rzeczy bo jej to nie bawi."

    To nie tłumacz, tylko jasno postaw sprawę i wymagaj przestrzegania zasad, to on ma sie podporządkować a nie ty.

    "Ja interweniuję, biorę ją n
    > a ręce a on jeszcze nie odpuszcza i usiłuje ją z moich rąk ściągnąć bo: ''mamo
    > ona musi!!!!''

    To jasno postaw sytyuacje, albo się uspokoisz albo wracasz do domu, i będziesz siedział w swoim pokoju sam, bo my nie zamierzamy rezygnować z zabawy przez twoje fanaberie i ignorujesz jego histerię tylko idziesz bawić sie z córką.

    "Trudno mi w takiej sytuacji stać 40 min nad nim i patrzeć jak ją
    > popycha, szarpie, wrzeszczy. Jeśli my odchodzimy on biegnie za nami i nadal pr
    > óbuje tego samego

    To mówisz jasno, albo sie uspokoisz wracasz sam do domu.

    'Albo kiedy jedziesz a autobusie z 2 dz
    > ieci, ścisk taki że nie ma gdzie stać i on zaczyna wrzeszczeć że ktoś ma mu ust
    > ąpić miejsca bo on chce siedzieć. Ktoś mu to miejsce ustępuje, ja sadzam jego i
    > ją a on ja spycha, wyrzuca z siedzenia, kopie, wrzeszczy, cały w pianie ze śli
    > ny."

    Jezeli ktoś ustąpi miejsca , to mówisz wystarczająco głośno by syn usłyszał, nie dziwujemy, syn zwyczajnie histeryk, ale nogi ma zdrowe. A jeżeli zrzuca siostrę z siedzenia, to zwyczajnie zmuszasz go by opuscił miejsce skoro nie potrafi sie dzielić.

    ". Mam stać z boku i patrzeć?
    > stać to ja sobie mogę w domu, usiąść sobie z książką i udawać że nie słyszę al
    > e w pewnych sytuacjach się nie da. "

    Pobłażałaś mu wystarczająco długo, teraz czas by odczuł konsekwencje swojego histerycznego zachowania. wrzeszczy w domu, wywalasz go do swojego pokoju, wrzeszczy i rzuca sie na ulicy idziesz dalej. Rzuca się w sklepie , bierzesz pod pachę wychodzisz, zanosisz do domu, zostawiasz i wychodzisz ( stoisz np pod drzwiami by kontrolować sytuację)
  • nika1310 28.09.10, 12:37
    Ale jeśli na ulicy idę dalej, to on nie idzie za mną. Pozostałe zasady stosuję. W pokoju zostawiam go samego żeby się wypłakał, w sklepie, tramwaju itp zabieram, zostawiam zakupy i idę do domu. Samego go w domu nie zostawię zeby pójść się bawić z małą. Z nią wychodzę osobno na plac zabaw jak on jest w przedszkolu. Ona ma czas żeby się pobawić sama w to co chce. Nie zmuszam jej też absolutnie żeby się z nim bawiła, kiedy widzę że nie ma na to ochoty, że syn ją zaczepia i że dzieje się jej krzywda interweniuję. Dlaczego piszesz że nic nie robię, robię tylko do niego nie dociera. Jedyna możliwość to wychodzenie z nimi osobno, ale nie jestem w stanie z nim wyjść osobno po przedszkolu bo nie mam co z nią zrobić. Ona ma czas na zabawę - przed południem.
  • makurokurosek 28.09.10, 12:56
    > Ale jeśli na ulicy idę dalej, to on nie idzie za mną. Pozostałe zasady stosuję.

    A co za problem iść dalej, tak by on zgubił cię z pola widzenia lecz abyś ty mogla go obserwować, np skręcić i schować sie za sklepem. Twój syn leży plackiem, ale równocześnie obserwuje ciebie.

    "Nie zmuszam jej też absolutnie
    > żeby się z nim bawiła, kiedy widzę że nie ma na to ochoty, że syn ją zaczepia i
    > że dzieje się jej krzywda interweniuję"

    jak , przerywając jej zabawę i karząc za zachowanie syna, to nei ona powinna przerwać zabawę tylko syn, i to jego powinnaś zabrać na ławkę skoro nie potrafi sie zachować.

    "Dlaczego piszesz że nic nie robię, rob
    > ię tylko do niego nie dociera."

    Bo sie mu podporządkowujesz, to ty jesteś rodzicem i to ty wydajesz polecenia a nie czterolatek.

    "Jedyna możliwość to wychodzenie z nimi osobno, a
    > le nie jestem w stanie z nim wyjść osobno po przedszkolu bo nie mam co z nią zr
    > obić.

    Jedyna możliwość to zacząć wymagać od syna przestrzegania zasad, a nie podporządkowanie sie jego zachciankom

    "Ona ma czas na zabawę - przed południem."

    Twoje dzieci muszą nauczyć sie współżyć razem, izolując je nauczysz ich tylko tego że jesteś tylko ich służącą
  • nika1310 28.09.10, 13:37
    próbowaliśmy z mężem nie raz w markecie czy na ulicy. Chowalismy sie za regał i podgladalismy przez półki. On w swojej histerii jest tak odcięty od świata że nie widzi czy jesteśmy czy nie. Poza tym zawsze zbiera się tłumek ''życzliwych'' którzy dzieckiem się chętnie zajmą i wypytują gdzie mamusia, płaczesz bo nie ma mamy itp
  • makurokurosek 28.09.10, 13:58
    W przypadku gdy do sytuacji do chodzi gdy jesteście obydwoje , mąż zabiera syna i na odchodne mówi np to wy idźcie na lody, a my poczekamy na was w samochodzie.
  • morekac 28.09.10, 12:57
    Pozostałe zasady stosuję
    Zawsze i wszędzie?
    Moim zdaniem - gdyby wiedział, że jego akcja zawsze skończy się tak samo, ograniczyłby nieco cyrki.

    Dlaczego piszesz że nic nie robię, rob
    > ię tylko do niego nie dociera
    Do tej pory nie pisałaś o tym, pisałaś tylko o zabieraniu zabawek za karę...

    Myślałaś o zatrudnieniu jakiejś pomocy do odbierania mlodego z przedszkola?
    Wtedy w przypadku fatalnego zachowania na placu zabaw może wrócić z opiekunką do domu,a ty z młodą jeszcze tam zostajesz... Albo młoda zostaje z opiekunką w domu (już się z tobą wybawiła), a ty idziesz po młodego...

    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • oneway9 29.09.10, 00:25
    powiem wprost co mysle - ty go po prostu nie lubisz, kochasz, ale nie lubisz! nie masz dla niego otwartego, cierpliwego serca; wiem, ze moze to zabrzmi dziwnie, ale nie wyobrazm sobie placzu dziecka i mojej obojetnosci na to przez 4 nie mowiac juz o 40min!! z zalu serce by mi peklo i sie potoczylo.. zadne wyrafinowane sposoby nic tu nie dadza jesli nie bedzie stala za tym zwykla, ale szczera matczyna zyczliwosc; znam takie przypadki, wiele niestety i widze, ze chec bycia super matka rozbija sie o ten wlasnie szczegol. verdena swietnie to komentuje, ale wydaje mi sie ze to nic nie da dopoki matka nie uswiadomi sobie zrodla swojej frustracji; moze najpierw byl to zal ze doktorat idzie do szuflady, moze maz okazal sie nie byc taki 'jak mial byc', nie wiem, ale dzieco nie jest lubiane i nie dlatego, ze jest niegrzeczne jak sobie to probuje tlumaczyc matka - to ze jest niegrzeczne to niestety jest rzecz fturna
  • pelapa 29.09.10, 08:22
    oneway9 napisała:

    > powiem wprost co mysle - ty go po prostu nie lubisz, kochasz, ale nie lubisz! n
    > ie masz dla niego otwartego, cierpliwego serca; wiem, ze moze to zabrzmi dziwni
    > e, ale nie wyobrazm sobie placzu dziecka i mojej obojetnosci na to przez 4 nie
    > mowiac juz o 40min!! z zalu serce by mi peklo i sie potoczylo..

    Wiesz co nie jest tak, nie w kazdym przypadku. Mamy przyjaciół, mają trójkę dzieci. Maja 3 dzieci, dwoje "książkowych" jedno jak powyżej. Zachowuje sie dokładnie tak samo. W szkole grzeczny, "udręcza" tylko najbliższą rodzinę. To najlepsi rodzice jakich znam. Nie ma mowy o flustracji, niepoświecaniu czasu, żalach itd. Moim zdaniem nic nie robią źle. A dziecko jest jakie jest. Kochają go bardzo, ale jest trudny. Więc może zamiast oceniać podziękuj losowi/naturze/Bogu (komu tam wierzysz) że Ci się takie nie trafiło. Bo musiałabyć wytrzymać nie 40 minut ale 6 godzin histerii. Takie teksty że przytulanie, spokój, matczyna życzliwość to przy takim dziecku można sobie w d...... Jedynie żelazna konsekwencja, ignorowanie napadów działa. Przytulanie jak się uspokoi. Ja nie mam łatwych dzieci ale takie to hardcore. Więc mogę jedynie życzyć wytrwałości.
  • nika1310 28.09.10, 12:46
    zapomniałam napisać że czekam aż się uspokoi mówiąc że jesli nie to idzie do domu. I on się nie uspokaja- potrzebuje na to długiego czasu i ciszy. Więc zawsze wracamy do domu
  • makurokurosek 28.09.10, 12:58
    To zacznij go ignorować, ryczy to niech ryczy, a nie karać córkę i przerywać jej zabawę bo nie umiesz ustawić do pionu czterolatka.
  • morekac 28.09.10, 13:02
    Po co ma się uspokajać, skoro i tak zawsze sobie wracacie? Może zostać raz dłużej - aż się uspokoi,pochwalić (że się potrafił uspokoić) i pozwolić mu jeszcze na zabawę? A potem skracać czas przeznaczony na uspokojenie?
    Makurosek ma rację: to nie mloda ma przerywać zabawę, to młody dostaje czerwoną kartkę i idzie na ławkę kar...
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • kanga_roo 28.09.10, 13:44
    ależ się temat rozrasta smile
    a ja się nie zgodzę z przedmówczyniami. autorka wątku sama niech się zastanowi, jaki sens ma ignorowanie, karanie i zanoszenie do domu, skoro wszystko to robi i efektu brak.
    po pierwsze, trzeba nauczyć dziecko wyrażać emocje w akceptowalny sposób. ono nie umie, dlatego rzuca się, krzyczy i pieni. dziecko ma prawo być niezadowolone, ma prawo o niezadowoleniu poinformować, ale powinno nauczyć się robić to w cywilizowany sposób. powiedz mu i pokaż jak
    "widzę, że jesteś niezadowolony z powodu ......"
    może być niezadowolony, wściekły, smutny, rozczarowany, zły, wkurzony, rozżalony. nazwij jego uczucia. niech zobaczy, że go rozumiesz, ale i niech nauczy się sam je nazywać . a potem powiedz, jakie są Twoje oczekiwania, jakie są Twoje propozycje wyrażenia emocji.
    pozwól na krzyczenie, tupanie, robienie min, płacz. nie pozwalaj na agresję i autoagresję (ja bym starała się wyeliminować rzucanie na ziemię).
    ale zauważaj też dobre emocje; jesteś zadowolony, wesoły, szczęśliwy, rozbawiony, w dobrym humorze. te emocje też trzeba nazywać i okazywać.

    i znowu - Ciebie to też dotyczy. Ty też powinnaś okazywać i wyrażać emocje, także te negatywne. w końcu od kogoś dziecko musi się tego nauczyć smile
  • nika1310 28.09.10, 14:11
    i właśnie masz rację!!!! Ignorowanie, olewanie, stanie z boku nie pomaga, zanoszenie do domu nie pomaga. Kiedyś zastosowałam jeszcze inną metodę- może do niej wrócę- ukróciła ona histerię i rzucanie na ziemię na pół roku. Podczas siedzenia 40 min w pasażu w Tesco- myślałam wtedy że ignorowanie pomoże- nakręciłam akcję telefonem. Mała była wtedy bobasem, miałam ze sobą wózek głęboki i nie wchodziło w rachubę branie go pod pachę, bo bym nie dała rady z wózkiem i z nim a do domu pół godz drogi. Potem wrzuciłam film do komputera i sobie obejrzał siebie w akcji i miny ludzi i dzieci dokoła niego. Było mu bardzo wstyd i przez wiele miesięcy się nie rzucał. Teraz pewnie zapomniał jak to było, ale może muszę mu odświeżyć pamięć. To drastyczna metoda bo bazuje na wstydzie, ale może teraz jak jest starszy o popatrzy na siebie z boku to sam oceni że to głupie i ze wygląda głupio w czasie tej akcji.

    Nazywanie emocji super- tylko nie w trakcie płaczu, ale w domu kiedy będzie można z nim sensownie pogadac o tym co sie zdarzyło.
  • kanga_roo 28.09.10, 14:29
    nie zawstydzaj. emocje są naturalne, są dobre i prawdziwe, na ogół w życiu pomagają. nie ucz go, że trzeba je ukrywać, że trzeba bać sie reakcji innych ludzi (Ty się boisz-dobrze Ci z tym?)

    nazywanie emocji - tylko od razu, a nawet wcześniej, kiedy wiesz już, co będzie za chwilę (bo wiesz). w domu to dla czterolatka duuużo za późno, on już myśli o czymś innym, wtedy nie rozwiązujesz problemu, tylko prawisz kazanie.
    nie czekaj, aż zaczną się histerie, powiedz "widzę, że jesteś rozczarowany, ale wracamy do domu"
    tyle, że zanim zdecydujesz o powrocie, uprzedź "za pięć minut wracamy do domu, kończ zabawę". nastaw timer.

  • makurokurosek 28.09.10, 15:09
    > nie zawstydzaj. emocje są naturalne, są dobre i prawdziwe, na ogół w życiu poma
    > gają. nie ucz go, że trzeba je ukrywać, że trzeba bać sie reakcji innych ludzi
    > (Ty się boisz-dobrze Ci z tym?)
    >

    Nie zgodzę sie z tobą. żeby móc rozmawiać, trzeba mieć z kim rozmawiać, wrzeszczący, rozhisteryzowany dzieciak nauczony że wrzaskiem może wymusić wszystko nie jest partnerem do rozmowy. Najpierw należy spacyfikować obecne zachowanie, a później je modyfikować.
    Jak dla mnie opisane przez autorkę sytuacje to jakaś abstrakcja, myślałam że takie historie wymyślane sa tylko na potrzeby super niani.
  • jola_ep 28.09.10, 18:27
    > Nie zgodzę sie z tobą. żeby móc rozmawiać, trzeba mieć z kim rozmawiać, wrzeszc
    > zący, rozhisteryzowany dzieciak nauczony że wrzaskiem może wymusić wszystko nie
    > jest partnerem do rozmowy.

    Oczywiście, że nie jest.
    I przecież nikt nie doradza poddawania się wymuszaniu wrzaskiem.

    Małe dziecko przeżywa emocje często "całym sobą", jest układ nerwowy bywa niedojrzały. Jeśli przekroczona zostanie magiczna granica, bywa że spirali uczuć nie da się zahamować. Ale z czasem dzieci uczą się kontrolować sposób wyrażania swoich emocji. My zaś powinniśmy je uczyć, że ma do nich prawo.

    Moim zdaniem kanga_roo ma rację.
    Trzeba przestać bać się dziecka i jego reakcji. Ja mówiłam, że nie tyle ignorowałam wrzaski i "histerię" dziecka, co przyjmowałam je z spokojem. Niezależnie od tego, co się działo, nie robiło to na mnie wrażenia. Mówiłam, że rozumiem jego złość, poczekam, aż mu przejdzie. I czekałam, albo odnosiłam w miejsce, gdzie można było spokojnie poczekać. I takie postępowanie w naszym przypadku dawało świetne rezultaty. A potem wystarczyło wyczuć moment, gdy dziecię kontaktowało i odwrócić jego uwagę, zagadać.

    Dzieci są doskonałymi manipulatorami, świetnie wyczuwają, co nas najbardziej poruszy i mają już na nas "haka". Więc nie dajmy się.

    Za to pokażmy, że spokojem, prośbą, uśmiechem, argumentem można osiągnąć więcej. Bo ja osobiście nie widziałam nic złego w zmianie mojej decyzji pod wpływem argumentów dziecka. W końcu i tak ostateczna decyzja należała do MNIE.

    > Jak dla mnie opisane przez autorkę sytuacje to jakaś abstrakcja, myślałam że ta
    > kie historie wymyślane sa tylko na potrzeby super niani.

    E tam smile Jakby moje dzieciaki nagrać w odpowiednich momentach, to też niezły materiał do Superniani by się znalazł smile A wyrosły na całkiem fajnych młodych ludzi, dobrze ocenianych poza domem, choćby w szkole smile (i oby tak dalej)

    Pozdrawiam
    Jola
  • makurokurosek 28.09.10, 19:35
    Spotkałam sie z podobnym zachowaniem u dwulatków ( osobiście mnie ta wątpliwa przyjemność ominęła ) ale nie u czterolatka.
    Do autorki, twój syn chodzi do przedszkola, jak często tam wpada w taką histerię i jak sobie z tym radzą nauczycielki?
  • jola_ep 28.09.10, 20:00
    > Spotkałam sie z podobnym zachowaniem u dwulatków ( osobiście mnie ta wątpliwa p
    > rzyjemność ominęła ) ale nie u czterolatka.

    Ja się spotkałam. Fakt, było słabsze niż u 2,5 latka (choć dłużej trwało), ale może też i dlatego, że mieliśmy już swoje wypracowane sposoby.

    > twój syn chodzi do przedszkola, jak często tam wpada w taką histeri
    > ę i jak sobie z tym radzą nauczycielki?

    Moja dwójka była grzeczna w przedszkolu. Odreagowywała w domu, syn zwykle przy odbieraniu. Dlatego zwykle starałam się "przegonić" go zanim wróciliśmy do domu.

    Pozdrawiam
    Jola
  • nika1310 28.09.10, 20:26
    w przedszkolu nigdy nie wpada w histerię i jest złotym dzieckiem, codziennie nagradzanym
  • makurokurosek 28.09.10, 20:29
    Nie sadzisz więc, że problem nie tkwi w dziecku tylko w tobie i twoich reakcjach a raczej ich braku
  • kanga_roo 29.09.10, 08:17
    makurokurosek napisała:

    > Nie sadzisz więc, że problem nie tkwi w dziecku tylko w tobie i twoich reakcjac
    > h a raczej ich braku

    ha. bywa, że moje dziecko zamienia się w potwora kiedy odbieram go z przedszkola. faktycznie "problem" nie tkwi w dziecku tylko we mnie i moich reakcjach: akceptuję moje dziecko bez zastrzeżeń, wiem, że czuje się przy mnie bezpiecznie, i może sobie pozwolić na odreagowanie całego dnia. a dlaczego sądzę, że odreagowywuje tam, gdzie bezpiecznie? ponieważ fochy zdarzają się tylko przy mnie i przy moich rodzicach - osobach, do których jest najbardziej przywiązany.

    może warto też poobserwować, czy fochy nie występują, kiedy dziecko jest zmęczone (nawet zabawą) i głodne/spragnione. to baaardzo częsty powód rozdrażnienia. i łatwo go zlikwidować smile
  • morekac 28.09.10, 15:40
    Zasadniczo kangaroo ma rację - ale... kiedy moja młoda była nakręcona - rozmowa o uczuciach nie działała. Nie pomagała się uspokoić, jeżeli już - to z czasem udawało się zapobiegać wybuchom.
    Rozmowa o uczuciach działała, jeśli młoda się nie nakręciła lub po uspokojeniu się. Wtedy sukcesem było, jeśli na powtarzane jak mantra zdanie "Krzyczysz tak, że nie rozumiem co mówisz i nie mogę ci pomóc" - odszlochiwała "Powinnaś TO wiedzieć. W końcu jesteś moją mamą, a mamy muszą wiedzieć, czego chcą ich dzieci."
    Kiedy wreszcie uspokoiła się nieco, siadałam obok mniej i pytałam: "chyba byłaś zła, że nie mogłaś zrobić tego czy owego". "Zła? Byłam wściekła!!!" i płynął potok słów, o tym jak jej było źle i niedobrze... Mówiłam też, jak ja się czułam.
    Poza tym nie jest to metoda typu 'działa po pierwszym razie' - to, żeby przestała załatwiac swoje interesy za pomocą ryku zajęło rok czy dwa. Po prostu coraz mniej było ryku (ale się zdarzał), a coraz więcej rozmowy.
    Przy czym dziecko raczej nie rzucało się na glebę przy matce - bo miałam tendencje do olewania na zasadzie 'skoro nic nie działa na wyjca, to przynajmniej poczytam sobie książkę'.

    nigdy natomiast nie działalo zawstydzanie - raz młoda zbiesiła się podczas jakiejś rodzinnej nasiadówy (była zmęczona i nieco znudzona, i fakt - dyskretnie spytała 'kiedy pójdziemy do domu') i to stado cioć z tekstem "taka duża dziewczynka , a tak sie zachowuje" podziałało jak płachta na byka. Ale i tak była już pora na ewakuację - co z przyjemnością zrobiłyśmy. wink
  • jakw 28.09.10, 21:12
    nika1310 napisała:

    > Potem wrzuciłam film do komputera i sobie obejrzał siebi
    > e w akcji i miny ludzi i dzieci dokoła niego. Było mu bardzo wstyd i przez wiel
    > e miesięcy się nie rzucał. Teraz pewnie zapomniał jak to było, ale może muszę m
    > u odświeżyć pamięć. To drastyczna metoda bo bazuje na wstydzie,
    Może daruj sobie, ty masz problem ze wstydem cały czas - chcesz wychować dzieci, które cały czas będą się przejmowały "a co powiedzą inni"?
  • jakw 28.09.10, 20:57
    Tak, czasem trzeba stanąć z boku i patrzeć. Jak młoda sama da mu do zrozumienia, że jego zabawy ma gdzieś - zapewniam, że zrozumie. Daj im nawiązać normalne relacje, a nie zawsze występujesz w roli obrończyni młodszej przed starszym bratem .
  • jola_ep 27.09.10, 18:24
    > pisałam już gdzieś powyżej że po narodzinach córki przez pół roku była Pani zaj
    > mująca się córką 3 razy na tydz po 4 godz a ja w tym czasie chodziłam z małym n
    > a plac, na lody, na spacer, gdzieś tylko we dwoje. Kiedy chciałam iść do lekarz
    > a czy fryzjera Pani zostawała z dwójką, ale syn cały czas płakał

    Twój syn nie znał opiekunki (przynajmniej tak wynika z tego opisu: nie zostawał z nią i Tobą, tylko gdzieś wychodziliście). Zawsze go zabierałaś, a potem znienacka, niezrozumiale dla niego, zostawiałaś go samego.... Nie dziw się więc, że tak reagował.

    Raczej trzeba było np. systematycznie zostawiać opiekunkę z dwójką dzieci i zapisać się np. na fitness (ruch odstresowuje)

    Kolejny błąd: to te próby usamodzielniania. Takie "przyklejone" dzieciaki czują wtedy, że chcesz je "porzucić", więc tym mocniej się Ciebie pilnują. Raczej trzeba poczekać na moment, gdy wyczujesz, że dorósł, a wtedy przez jakiś czas trzeba tylko konsekwencji, pewności siebie i _przyzwolenia_ na żal dziecka. Ono ma PRAWO do smutku, rozżalenia, tęsknoty i płaczu.

    Pozdrawiam
    Jola
  • jola_ep 27.09.10, 18:32
    Byłam w nieco podobnej sytuacji - rodzina bardzo daleko, mąż w rozjazdach, czasem bywał tylko w soboty-niedziele. Praca nieprzewidywalna.

    > Znajomi mają swoje dzieci i przychodzą oczywiście z nimi, ale to cały
    > czas jest przy 100% mojej obecności.

    I co w tym złego? Jak widzisz, że płacze przy opiekunce rzucasz go na głęboką wodę żłobka i przedszkola? Gdzie logika? Dzieci rozwojowo w wieku 2-3 lat (oczywiście biorąc pod uwagę różne charaktery) potrzebują bezpiecznej bazy: zwykle jest to matka, czasem w tę rolę wchodzi opiekunka ("należąca" do dziecka, a nie do grupy dzieci). To one "zostawiają" ją. Na placu zabaw nie siedzisz przecież z nim w piaskownicy?

    Do samodzielności dzieci dorastają. Jedne wcześniej, inne później. Uwierz mi, wystarczy poczekać smile

    > potrzebuję chwilę dla siebie żeby choćby się wykąpać

    Jak mój mąż pojawiał się w domu - ja wychodziłam. Nieważne po co, choćby pochodzić wokół bloku wink Ale większość rzeczy robiłam z dziećmi. Kąpanie też smile

    Pozdrawiam
    Jola
  • jakw 27.09.10, 20:26
    nika1310 napisała:

    > Wysyłając go do przedszkola chodziło mi o
    > to żeby dziecko choć chwilę nauczyło się żyć beze mnie, bo ja też jestem człowi
    > ekiem i też chcę żyć, potrzebuję chwilę dla siebie żeby choćby się wykąpać
    Tu już trochę wymyślasz. Twierdzisz, że z powodu 3-latka, który jako 4-latek przez 2 godziny potrafi układać puzzle nie mogłaś się wykąpać, a na ww kąpiel pozwala ci 2 czy 2,5-latka, która nie potrafi się sama sobą zając przez kilka minut. wink
    Wiadomo, że właściwie samotne opiekowanie się 2-jką maluchów nie jest łatwe - możesz być zmęczona, możesz mieć dość wszystkiego. Ale nie wiń za to tylko starszego.
  • nika1310 28.09.10, 09:39
    ja nie winię starszego za mój brak czasu dla siebie. Dążę do tego żeby obydwoje dzieci chodziło do przedszkola a ja żebym mogła pracować. Nie można w nieskończoność siedzieć w domu z dziećmi, każdy ma swoje pasje, przyjaciół i pojawienie się dzieci nie oznacza że należy zrezygnować z siebie. Ja z siebie zrezygnowałam o nie miałam innej mozliwości. Mąż musi pracować i już a że ma pracę taką jaką ma to już inne sprawa.Ale postarajcie sie tez zrozumieć że podejmuje kroki zmierzające do tego żeby dzieci usamodzielnić. kilka mam napisało powyżej że skoro dziecko płacze w przedszkolu- to nie powinno tam chodzic i że należy je zabrać bo może nie jest dojrzały. Ja jestem przeciwnego zdania, po reformie edukacji za rok czeka moje dziecko obowiązkowa zerówka, a wtedy nie ma zmiłuj. Musi chodzić i już. Teraz jest ostatni rok żeby pomóc dziecku w przystosowaniu się do pewnych reguł obowiązujących w grupie. Trzeba podejmować próby nawet jak będą nieudane. Myślicie że gdyby zaczął za rok to byłoby mu łatwiej? To samo z ubieraniem- że jak się nie ubiera sam to należy robić to za niego. I potem widzę moje dziecko w ogródku przedszkolnym w koszulce z krótkim rękawkiem i wiatrówce bez czapki, bez bluzy a za oknem 10 stopni i wieje wiatr że aż głowę urywa. On musi sam już umieć zadbać o siebie. To samo z jedzeniem- w przedszkolu nikt go nie będzie karmił. Nie zje to będzie głodny.
  • morekac 28.09.10, 10:29
    kilka mam napisało powyżej że sko
    > ro dziecko płacze w przedszkolu- to nie powinno tam chodzic i że należy je zabr
    > ać bo może nie jest dojrzały
    Starsza poszła do przedszkola jako 4-latka. Nie było z nią problemów. Młodsza miała 3 lata i problemy z adaptacją były. Sama zresztą widziałaś, jak zachowywał się syn rok temu i jak zachowuje się teraz w przedszkolu. A że po całym dniu zaczyna iskrzyć? Widocznie taki egzemplarz, z niewielką 'usterką techniczną'.

    To samo z jedzeniem- w przedszkolu nikt go nie będzie karmił. Nie zje to będzie głodny.
    Nie umrze od opuszczenia jednego posiłku. Poza tym szybciej się wtedy zbierze z placu zabaw na obiad. wink

    I potem widzę moje
    > dziecko w ogródku przedszkolnym w koszulce z krótkim rękawkiem i wiatrówce bez
    > czapki, bez bluzy a za oknem 10 stopni i wieje wiatr że aż głowę urywa
    To raczej nie była techniczna nieumiejętność włożenia ubrania, a być może niewłaściwa ocena warunków pogodowych. Zresztą mogło być mu wystarczająco ciepło... Albo nigdy nie mógł przekonać się, jak to jest zsinieć z zimna - bo zawsze ktoś inny za niego decydował.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • nika1310 28.09.10, 11:50
    ale on się nie umie sam ubrać...Dół założy,jak ma ochotę, ale koszuli, bluzy już nie. Tą kurtkę w przedszkolu to mu pewnie panie zakładają jak widzą że wszyscy gotowi a on jeszcze siedzi. Więc moim zdaniem czas na nie popuszczanie tylko egzekwowanie. Ze 2 razy dziennie mu pokazuję jak założyć górę.
  • morekac 28.09.10, 12:09
    koszula ma pewnie ohydne guziki.

    Ze 2 razy dziennie mu pokazuję jak założyć górę.
    A pozwól mu ją pozakładać. Niektóre dzieci nie uczą się od samego patrzenia...
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • morekac 28.09.10, 12:15
    IMHO: ubieranie bluzy czy koszuli najlepiej poćwiczyć na spokojnie, w wolnej chwili... Może tata mógłby to ćwiczyć z nim w weekend? Jak już będzie umiał ubrać się w warunkach cwiczebnych, można przejść do ubierania w warunkach bojowych.
    Poza tym najpierw piszesz, że mlody domaga się ubierania, a ty go nie ubierasz, bo przecież umie...
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • nika1310 28.09.10, 12:25
    no tak, pisząc koszula myślałam o podkoszulku z długim rękawem - zakładanym przez głowę. Ja szykuję mu rano ubranie - po konsultacji z nim- to dokładnie co chce ubrać- sam wybiera koszulę i spodnie- to samo szykuję dla siostry, zostawiam ich w pokoju z tymi ciuchami i idę szykować siebie. Co jakiś czas zaglądam czy już są gotowi. Sam zakłada majtki i skarpety, spodnie po jakichś 40 min głośno mówiąc że nie umie, ale po 40 mi są założone. Koszuli nie zakłada. Konkursy między rodzeństwem odpadają, bo wiem że ona ubiera się szybko i będzie to powodem do frustracji, minutnik też nie działa bo jak czuje presję to nie ubiera się wcale. w korytarzu założy buty. I tyle. Ta sytuacja wygląda tak samo kiedy jest wolny dzień i idziemy na plac zabaw- nie ma presji czasu, stresu że trzeba się spieszyć
  • morekac 28.09.10, 12:36
    pisząc koszula myślałam o podkoszulku z długim rękawem - zakładanym prz
    > ez głowę.
    też skomplikowane. Ręce się gubią... Mam wrażenie, że ławtiej jest włożyć na siebie tradycyjną koszulę, tylko te guziki... Moim w tym wieku pomagałam przy tego typu bluzkach. Może t-shirt z krótkim rękawem, a do tego rozpinana bluza byłaby prostsza do opanowania?
    Zresztą zawsze możesz powiedzieć: jak włożysz spodnie, to zawołaj, pomogę przy koszuli.

    w korytarzu założy buty
    Dzisiaj moja 11-latka buty wiązała w samochodzie - wcześniej nie zdążyła. wink
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • verdana 28.09.10, 16:43
    tak to jest, jak się traktuje 4-latka w taki sposób.
    Z jednej strony jest rozpuszczony, matka boi się jego histerii - a dziecko to wyczuwa, więc je wyprawia, a z drugiej jest dzieckiem, ktoremu trudno zazdrościć, dzieckiem drugiej kategorii. Ma cudowną, wspaniałą siostrzyczke i za niz, nie rozumie, w dorosłym wieku lat czterech, ze w razie konfliktu interesów, albo scysji to on ma ustapić. Siostrzyczka ma prawo jeść gdy jest glodna, ma prawo bawić się w co chce, a on jest "starszy i mądrzejszy". Wyglada na to, ze histerie zaczynają się głównie wtedy, gdy jest kolizja interesow - siostra nie chce się bawić, siostra siedzi, a on nie, siostra ma ochote na obiad, a on na plac zabaw. Bardzo się obawiam, że dziecko ma dwa wyjścia - albo regularnie urzadzać histerie, albo pogodzić się z drugorzednym miejscem w rodzinie.
    Dlaczego NIGDY nie powiesz mlodszej "Brat chce się bawić w to, a nie w co innego? Dlaczego mu nie ustąpisz?" - tylko liczysz, ze czterolatek!! zrozumie male dziecko? Dlaczego nigdy nie powiesz siostrze "Nie rób bratu na zlość, pobaw się z nim, nie widzisz, ze ma ochotę?" - tylo automatyczni uznajesz, ze ona jak nie chce, to nie?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 28.09.10, 17:16
    bo jego zabawy sa dla nich niebezpieczne. On niedługo będzie miał 4 lata i ma 112cm wzrostu- wchodzi na najwyższe zjeżdzalnie na placu- takie słupki, chce żeby ona tez wchodzila, a ona nawet próbuje ją wciągać na siłę np ciągnąc za rękę, Jest to niebezpieczne dla niego- bo się za bardzo wychyla i dla niej- bo to bardzo wysoka zjezdzalnia- ma ponad 3 metry wysokości. chodzą tam starsze dzieci, przepychaja się, biegają. Poza tym ja nigdy go nie zmuszam żeby się bawił z nią lalką czy siedział i kleił babki. Każdy robi co chce. Nikogo nie nakłaniam do zabawy z drugim jeśli tego sobie nie zyczy. Kiedy nie ma innych dzieci- bawią się świetnie razem. A następna rzecz- ta chęć do wspólnej zabawy jest wtedy kiedy ona złapie kontakt z jakimś dzieckiem i on jest zazdrosny- chce ją odzyskac dla siebie. Kiedy on się bawi z kolegami i ona chce się włączyć- wtedy ją wyrzuca- mowi idź stąd, to nie dla maluchów, nie dla dziewczyn.

    Kolejna rzecz- kiedy on jest głodny albo mu się chce pić też wracam do domu, albo ide do sklepu po picie, jeśli wypili wszystko co zabraliśmy. Widzę różnicę między fizjologią-któreś chce jeść, pić, siku, kupę, źle się czuj a zabawą i przyjemnościami. Pierwsze są potrzeby fizjologiczne- nie ważne czyje, czasem nawet moje- czasem ja chcę siku a oni nie i co, mam przebierać nogami byle sie wybawili?
  • verdana 28.09.10, 19:17
    To jej pomóż, ona bedzie zadowolona, syn też - w czym problem?
    Jeśli Twoje rodzenstwo ma funkcjonowac, to po pierwsze - starszy musi mieć pewien autorytet u mlodszej, po drugie - mniej się wtrącaj.
    Potrzeby fizjologiczne sa różne - skoro wiesz, ze mała BĘDZIE głodna, to nakarm ją wczesniej, albo weź coś ze sobą. Dziecko bez protestu zniesie, ze trzeba wracać do domu, bo już pora, ale fatalnie - jesli trzeba niemal codziennie wracać do domu, bo siostra.
    Zachowanie Twojego syna wobec siostry jest banalne, tak zachowują się wszyscy niemal starsi bracia. Nie jest czymś "złym", tylko zwykłym.
    Masz pretensje do czterolatka nawet o to, ze chce się bawić z siostrą, a ze nie przwiduje zagrożenia - to chyba normalne.
    mam nieprzyjemną pewność, ze kazde zachowanie dziecka interpretujesz tak, aby okazało się,z e jest zły.
    Chce się bawić z młodszą siostrą - jedna matka powie "Super, kocha siostre i chce, aby miała przyjemność, trzeba tylko uważać, zeby nie spadla" - ty "Naraża ja na niebezpieczeństwo".
    Zwróć uwagę, jak o nich piszesz - gdy ona "złapie kontakt" to on jest zazdrosny i chce ją odzyskać. Niedobre dziecko!
    Gdy on "złapie kontakt" - to wtedy ona wcale nie "jest zazdrosna i chce go odzyskać" , tylko chce się razem bawic, a on, takie slodkie maleństwo wyrzuca.
    A to przecież ta sama sytuacja - sama popatrz, jak inaczej oceniasz dzieci...

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 28.09.10, 19:31
    wszystko interpretujesz tak jak chcesz. Kiedy on ją wyrzuca ona odchodzi na bok i szuka sobie zajęcia sama, choć na pewno jest jej przykro, czasem się popłacze przez 2 minuty, kiedy ona go wyrzuca, on ją szarpie, bije, przewraca ją na ziemię wlokąc za nogi, potem dostaje histerii. Nie widzisz różnicy w reakcjach?? Nie mówię tu kto jest dobry kto zły, ale ja widze różnicę w reagowaniu na sytuacje które są dziecku nie po myśli. Jeśli ona nie zje obiadu nie dostanie słodyczy- powie trudno patrząc jak brat je, w odwrotnej sytuacji- patrz wyżej, łącznie z wydzieraniem jej jedzenia z ust. Jak jemu zostanie woda w butelce i ona sie chce napic to wode on wylewa na ziemię żeby tylko dla niej nie było. W odwrotnej sytuacji ona sie dzieli. Widzisz?
  • verdana 28.09.10, 19:37
    Różnicę w reakcjach widzę , ale widzę także, jak Ty interpretujesz zachowania własnych dzieci. To, jak dziecko reaguje może być efektem Twojego odnoszenia sie do nich. To, ze syn jest neiznosśny, jest faktem, tylko, ze czytając Twoje posty - obawiam sie,z ę przyczyną moze być Twój stosunek do niego. Nie reakcja na okresloną sytuację teraz, ale coś co trwa od bardzo dawna, czego Ty - jak widać - juz nawet nie dostrzegasz, a co po prostu rzuca się w oczy.
    Kolejny post, gdzie nie powstrzymałas się przed wychwaleniem corki kosztem syna, robisz to wrecz automatycznie. I dziwisz się, że synek nie ma ochoty wspierać dziecka, ktore mama lubi bardziej? Że jest wobec niego złosliwy? Święty też by był.
    Kochasz oboje dzieci, ale corke idealizujesz, a synka nie lubisz. Synek jest "nieudany".
    Potrzebujesz pomocy psychologa, póki jeszcze jest czas na zmianę Twoich relacji z obojgiem dzieci.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • makurokurosek 28.09.10, 19:42
    Kiedy on ją wyrzuca ona odchodzi na bok
    > i szuka sobie zajęcia sama, choć na pewno jest jej przykro, czasem się popłacz
    > e przez 2 minuty, kiedy ona go wyrzuca, on ją szarpie, bije, przewraca ją na zi
    > emię wlokąc za nogi, potem dostaje histerii

    Tylko gdzie ty w tym czasie jesteś? Gdybyś chodziła razem z córką syn nie miałby możliwości takiej reakcji bo byłabyś ją w stanie uprzedzić, więc co ty robisz na tym placu zabaw że starszak ma czas na tak ostra reakcje wobec siostry.

    "Jeśli ona nie zje obiadu nie dostani
    > e słodyczy- powie trudno patrząc jak brat je, w odwrotnej sytuacji- patrz wyżej
    > , łącznie z wydzieraniem jej jedzenia z ust"

    Znów powtórzę pytanie, gdzie ty w tym czasie jesteś że pozwalasz na takie zachowanie

    "Jak jemu zostanie woda w butelce i
    > ona sie chce napic to wode on wylewa na ziemię żeby tylko dla niej nie było. W
    > odwrotnej sytuacji ona sie dzieli. Widzisz?"

    A gdzie ty jesteś i dlaczego nie reagujesz
  • verdana 28.09.10, 19:52
    Obwaiam się, zę własnie reaguje - systematycznie , zawsze i szybko stając po stronie siostry.
    Podejrzewam, zę brak reakcji (poza wypadkami drastycznymi) jest w wypadku przepychanek rodzeństwa najbardziej prawidłową reakcją.
    W podobnych przypadkach kazalam dzieciom iść do swojego pokoju, zamknąć drzwi i tam się pozabijać, bylebym ja tego nie widziała, Po dwóch minutach bawiły siezgodnie i bez ryku.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • makurokurosek 28.09.10, 20:34
    a ja się obawiam, że w ogóle nie reaguje,a konsekwencje zwala na syna który non stop wysłuchuje jakim jest problemowy, absorbującym, niegrzecznym, łobuzem.
  • verdana 28.09.10, 20:38
    Też możliwe.
    Tak naprawdę, to obstawiam zachowania mieszane - raz Autorka nie reaguje wcale (bo już z nim nie da sie wytrzymać, nic nie działa), raz w panice leci pocieszać siostrę(a ta demonstruje, zę ona to by sie z braciszkiem wszystkim podzieliła), a kolejny raz daje surową karę za zupełnie normalne powiedzenie siostrze, która ładuje się do zabawy kolegów, żeby nie przeszkadzała starszym.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jakw 28.09.10, 21:49
    I co, ta twoja młodsza tak daje sobie wszystko zgarniać zamiast zdzielić brata po głowie? Pewnie dlatego, że zawsze stajesz w jej obronie i nie miała okazji wyćwiczyć prawidłowych reakcji.
  • morekac 28.09.10, 23:15
    kiedy ona go wyrzuca, on ją szarpie, bije, przewraca ją na zi
    > emię wlokąc za nogi, potem dostaje histerii. [b]Nie widzisz różnicy w reakcjach
    > ?? [
    Przede wszystkim widzę, że ty nie reagujesz, kiedy jeszcze można powstrzymać młodego przed wleczeniem siostrzyczki za nóżki. Czy ona ma aby dobrze przymocowany berecik do główki? Żeby nie spadł, jak on ją będzie ciągał, bo będzie kłopot.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • jakw 28.09.10, 21:43
    Nika, nie uważasz, że 3-metrowe zjeżdżalnie ze starszymi dziećmi są niebezpieczne także dla niego? On jest starszy od swojej siostry raptem półtora roku, prawda?
  • verdana 28.09.10, 20:42
    Znowu siostrzyczka lepsza... No, cudo po prostu, braciszek jej w niczym nie dorównuje.
    Czterolatek moze nie mieć dostatecznych zdolnosci manualnych, aby założyć bluzę. To nie jest zła wola, to nie jest "nieumiejetność", to jest po prostu niemożność. moj syn nauczył się wkładać bluzę w zerówce. A mój dwulatek ubierał się bez problemu.
    Czy to znaczy,z e czterolatek był gorszy, czy, zę miał złą wolę, czy, ze ja go nie nauczyłam? Nie, po prostu rozwijał się w innym tempie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jakw 28.09.10, 21:39
    Prawdę mówiąc przestaję się młodemu dziwić ;-/
    Bluzka zakładana przez głowę wcale nie jest łatwa do założenia dla 4-latka: najpierw trzeba trafić głową w odpowiedni otwór, a potem jeszcze rękami w 2 kolejne. To, że siostra akurat to umie zrobić może dodatkowo działać frustrująco. Ty dodatkowo zastanawiasz się nad sposobami tresury (minutnik), a gdy dzieciak prosi cię o pomoc (wyraża się to w słowach "nie umiem") uważasz go za roszczeniowego. Spytaj się pań w przedszkolu jak młody sobie radzi z ubieraniem po leżakowaniu. Założę się, że ubiera się znacznie szybciej - być może z niewielką pomocą, za to bez jęków.
    PS
    Zakładanie skarpetek jest trudne - chwalisz młodego za to?
  • jakw 28.09.10, 21:23
    nika1310 napisała:

    > ale on się nie umie sam ubrać (...) Więc moim zdaniem czas na nie popuszczanie tylko
    > egzekwowanie. Ze 2 razy dziennie mu pokazuję jak założyć górę.
    Pokazujesz i egzekwujesz, młody nadal nie potrafi - pewnie nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że sprawia mu to trudność. A ty stoisz pewnie z groźną miną i jeszcze możesz go popędzasz ? Pomóż mu może trochę - np. włóż mu bluzę na szyję, a rękawy niech sam wtedy włoży. Moja młodsza w miarę całkowite ubieranie się opanowała w wieku około 4,5 roku - po 1,5 roku treningu w przedszkolu. I nadal ma problemy np. z suwakiem czy guzikami. Twój młody do przedszkola poszedł dopiero niedawno i zapewniam, że wkrótce opanuje ubieranie się - niezależnie od tego czy będziesz nad nim 2 x dziennie stała z tą bluzą czy nie - choćby dlatego, że będzie działał przykład innych dzieci.
  • jakw 28.09.10, 21:59
    nika1310 napisała:

    > Teraz jest ostatni rok żeby pomóc dziecku w przystosowaniu się do
    > pewnych reguł obowiązujących w grupie.
    Ale sama pisałaś, że w grupie przedszkolnej młody całkiem dobrze funkcjonuje.
    > Myślicie że gdyby zaczął za rok to byłoby mu łatwiej?
    W każdym razie rok temu było mu zdecydowanie trudniej, prawda?
    > To samo z ubieraniem- że jak się nie ubiera sam to należy robić to za niego.
    Jest wyjście pośrednie - być obok niego i czasem pomóc gdy się zaplącze w rękawach. Na jakiej podstawie utrzymujesz, że wszystkie 4-latki ubierają się całkiem same?
    > I potem widzę moje
    > dziecko w ogródku przedszkolnym w koszulce z krótkim rękawkiem i wiatrówce bez
    > czapki, bez bluzy a za oknem 10 stopni i wieje wiatr że aż głowę urywa.
    Ja bym pewnie pogadała z paniami przedszkolankami. Jeśli dziecko 4-letnie nie do końca radzi sobie z ubieraniem - ich zadaniem jest pomoc; także interwencja gdy dzieciak nie wkłada czapki, a ją ma, powinien i umie ją włożyć.

    > On musi sam już umieć zadbać o siebie.
    Musi, bo własna matka o niego nie zadba.

    > To samo z jedzeniem- w przedszkolu nikt go nie
    > będzie karmił. Nie zje to będzie głodny.
    A potem przyjdzie do domu i nadal będzie głodny?
  • jakw 27.09.10, 19:58
    nika1310 napisała:


    > 3 latek juz powinien umiec zostac z tata lub z kimś obcym.
    Ale kto powiedział, że musi być przy tym twardzielem?




    > Myślalam że schowanie tych
    > aut za kare i powiedzenie że jak bedzie grzeczny to dostanie je z powrotem to d
    > obry pomysł...Wiedzial że to nie na zawsze- powiedzialam mu ze oddam jak będzie
    > grzeczny.
    Jednak to głupi pomysł.Karą może być niekupienie autka, względnie kupienie później. W ostateczności możesz zgarnąć jakieś autka dopóki młody nie zrobi czegoś konkretnego - np. coś sprzątnie czy umyje zęby. Grzeczność jest pojęciem zbyt niejednoznacznym, i w dodatku ty decydujesz o tym, czy był grzeczny. A przecież jemu może się wydawać, że był grzeczny i twoje stwierdzenie "nie byłeś grzeczny i nie oddam ci samochodów" może spowodowac demotywację. A może niech młody zbiera "punkty" za nierobienie awantur (mogą być punkty karne za awanturę) i x punktów wymieniacie na samochodzik?
    >
    > Nie wiem czy ona już jest taka spaczona przez tą sytuację,
    > ale jest jak jest...
    Może spaczona, a może z zabawek zna tylko samochody wink
  • kanga_roo 27.09.10, 21:49
    Nika, wiesz, zastanawiam się, jakby w Twojej ocenie wypadł mój syn... podejrzewam, że też byłby "trudny". ja tak o nim nie myślę, widzę jego potencjał, pomagam mu się rozwijać.

    myślalaś, żeby oprócz zasięgania porady na forum i u specjalisty samej poszukać lektury na temat psychologii rozwojowej i metod wychowawczych? naprawdę, takie studiowanie może być baaardzo pouczające. dowiadujesz się, że niektóre zachowania Twojego dziecka są typowe dla wieku, poznajesz rozwiązania, które w podobnych sytuacjach wypracowali inni, wreszcie uczysz się, że też masz swoje prawa, że nie musisz poświęcac dzieciom 100% siebie. a przede wszystkim zaczynasz rozumieć swoje dziecko. i wtedy już nie przychodzą Ci do głowy absurdalne kary, wynikajace z bezsilności i stresu.

    zacznij może od "rozwoju psychicznego dziecka od 0 do 10 lat".
  • an_ni 28.09.10, 16:42
    to jest rzeczywiscie koszmar
    mysle ze powinniscie udac sie do psychologa cala rodzina zeby razem z synem i mezem (u ktorego syn ma posluch najwyrazniej) ustalic plan dzialania. moze to podziala na twojego syna, taka praca i umowa na dobre zachowanie, on najwyrazniej po prostu cie "cwiczy", pozwalasz mu na to niestety.
    rady Verdany sa bardzo dobre ale idzcie do psychologa!
    ja bym zwariowala po 1 takiej akcji a ty wytrzymujesz 3 lata??!
  • verdana 28.09.10, 21:10
    Zestawilam tu Twoje wypowiedzi o synu i jego siostrze. Poczytaj sobie:
    „obecnie w czasie kiedy syn jest w przedszkolu mam czas dla córki- spacerujemy, chodzimy na placyk, oglądamy książeczki itp.Corka jest absolutnie bezproblemowym dzieckiem słodka, dobra, zawsze wesoła, nigdy nic nie wymusza, nie płacze. obecnie w czasie kiedy syn jest w przedszkolu mam czas dla córki- spacerujemy, chodzimy na placyk, oglądamy książeczki itp.Corka jest absolutnie bezproblemowym dzieckiem słodka, dobra, zawsze wesoła, nigdy nic nie wymusza, nie płacze.”

    „Jak się np prosi go- sprzatnij kredki- on, nie! A ona to ja chętnie za niego sprzątnę. wtedy on- nie ja posprzatam, idź stąd itp”


    „I jeszcze inna rzecz - nigdy nie faworyzowalam córki- robi to mąż. Starałam się zawsze byc sprawiedliwa dla nich. Tylko że jej nie zalezy na zabawkach. Niczego nie chce mieć. dzis bylam z nią w smyku, pytalam co wybiera to jej kupie, pooglądała i powiedziala ze nic sie jej nie podoba. Ona tez sie bawi tymi zabawkami co ma brat- lego duplo i te autka...W tamtym tyg chcialam jej kupić chomika zhu, taki pluszowy co biega, powiedziała mi, nie chcę, lepiej weź autko dla Kamila, sa takie fajne. Nie wiem czy ona już jest taka spaczona przez tą sytuację, ale jest jak jest..”

    „on nie histeryzuje obecnie z powodu przedszkola, teraz chodzi bez kłopotu i w przedszkolu nie płacze i nie narzeka. Narzeka i płacze na placu zabaw że ma juz wracać, rano, że ma się SAM ubrać- a chce żebym ja go ubierała, przy posiłkach że chce być karmiony. Nadmienię jeszcze że córka je sama, ubiera się sama, więc to nie jest chęć upodobnienia sie do siostry, bo od niej tez wymagamy żeby sama to robiła i ona robi.”

    „Nie rozumie pomimo tłumaczenia że ona jest suwerenną osobą i jest młodsza i jest dziewczyną i nie ma ochoty na pewne rzeczy bo jej to nie bawi.Ja interweniuję, biorę ją na ręce a on jeszcze nie odpuszcza i usiłuje ją z moich rąk ściągnąć bo: ''mamo ona musi!!!!''”

    „Co innego w sytuacji jak się znęca nad siostrą. Ale czy wtedy taka zabawa jak jedno dziecko się zachowuje jak chore psychicznie ma być dla mnie czy dla małej przyjemną?”

    „Nie zmuszam jej też absolutnie żeby się z nim bawiła, kiedy widzę że nie ma na to ochoty, że syn ją zaczepia i że dzieje się jej krzywda interweniuję.”

    „widzę moje dziecko w ogródku przedszkolnym w koszulce z krótkim rękawkiem i wiatrówce bez czapki, bez bluzy a za oknem 10 stopni i wieje wiatr że aż głowę urywa. On musi sam już umieć zadbać o siebie.”

    „Konkursy między rodzeństwem odpadają, bo wiem że ona ubiera się szybko i będzie to powodem do frustracji,”

    „Kiedy nie ma innych dzieci- bawią się świetnie razem. A następna rzecz- ta chęć do wspólnej zabawy jest wtedy kiedy ona złapie kontakt z jakimś dzieckiem i on jest zazdrosny- chce ją odzyskac dla siebie. Kiedy on się bawi z kolegami i ona chce się włączyć- wtedy ją wyrzuca- mowi idź stąd, to nie dla maluchów, nie dla dziewczyn.”

    „Nie mówię tu kto jest dobry kto zły, ale ja widze różnicę w reagowaniu na sytuacje które są dziecku nie po myśli. Jeśli ona nie zje obiadu nie dostanie słodyczy- powie trudno patrząc jak brat je, w odwrotnej sytuacji- patrz wyżej, łącznie z wydzieraniem jej jedzenia z ust. Jak jemu zostanie woda w butelce i ona sie chce napic to wode on wylewa na ziemię żeby tylko dla niej nie było. W odwrotnej sytuacji ona sie dzieli. ”

    Nie dostrzegasz tu niczego? W tych tekstach kryje sie klucz do 'niegrzeczności" Twojego dziecka. Nie waham się tego powiedzieć - nieszczęśliwego dziecka.
    Gdyby ktoś nie znał kontekstu, musiałby pomysleć, ze chodzi o 14-latka o przestępczych sklonnościach, znęcającego się nad siostrą (idealną), a nie o malucha, ktory naprawde nie musi jeszcze ani umiec o siebie zadbać, ani być całkowicie samodzielny, ani nawet rozumieć,z e jako starszy musi młodszym we ustępować. Tego ostatniego - mam nadzieję - nigdy nie zrozumie.
    Rozumie jednak, ze jest mniej udanym dzieckiem mamusi. I w tym lezy IMO cały problem.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • makurokurosek 28.09.10, 22:10
    W stu procentach się z tym zgadzam
  • morekac 29.09.10, 01:14
    Ja wychowuję go na taką płaczliwą babę. Większość rzeczy które mówi jest w tonie płaczliwym- chcę piiiiić, mamooooo.który od 3 tygodni - czyli od kiedy poszedl do przedszkola ma dzień kwasów codziennie.

    musialam odpuscic, bo do przedszkola nioslam go na rękach a on sie chwytal po drodze drzew, poręczy, latarni i wrzeszczal jak obdzierany ze skory. Na miejscu od razu do sali z pominieciem szatni byl kladziony na dywanie w sali, ja wychozilam a on tak lezal przez 6 godzin i sikal pod siebie. Przychodzilam po niego a on nadal tak lezal i odbieralam go na rękach z 5 parami spodni do prania. w niczym nie bral udzialu, nie bawil sie, nie jadl, nie pil tylko lezal i sie trząsł. w nocy zaczelo sie moczenie nocne. Odpuścilam po miesiacu, nie dalam rady.

    Po tym jednak jak to sie zamienilo w postawę roszczeniową- jak nie dostanę to się kładę na chodniku i wyję zaczelam sie bac go zabierac z przedszkola, bo psuje każdy dzień. Zrobil się strasznie samolubny

    Te histerie np lezenie na ziemi zaczely sie w wieku roku i trwają już 3 lata. Potrafi lezec nawet 40 min na ziemi i nie ma z nim kontaktu. W czasie rozmowy o tym co sie stalo, ja np mowię, że mi zrobił przykrość i nie chce takich sytuacji kolejny raz-

    Nika, z małym masz problemy od 3 lat. Jeśli młody tak cię męczy - już dawno powinnaś być z nim i sobą u psychologa. Moim zdaniem - za dużo wymagasz i oczekujesz od 4-latka. To, że jest starszym bratem, nie oznacza, że nie jest małym dzieckiem, które ma prawo być samolubne, roszczeniowe, ma prawo nie umieć się ubrać (w każdym razie nie we wszystko), dostać histerii ze zmęczenia czy rozczarowania, ma prawo płakać - ogólnie ma prawo nie ograniczać się samo i ma prawo nie zachowywać się dojrzale. 4-latki nie stawiają sobie granic, nie potrafią. Nie przewidują, nie planują - gdyby potrafiły zachować się dorośle i zadbać o siebie, niepotrzebni byliby im rodzice. Oczekujesz, że sam postawi sobie granice, ale nie stawiasz mu ich sama. Pozwalasz dzieciom na łażenie na niebezpieczne zjeżdżalnie, pozwalasz na agresywne zachowania. A potem mu trujesz, zawstydzasz i masz pretensje o wszystko. Święty dostałby szału, nie tylko trudnawy czterolatek.
  • nika1310 29.09.10, 08:45
    Dziękuję za wszystkie wpisy.
    w kwestii wyjaśnienia- ja staram sie nie wtrącać w zabawy rodzeństwa dopóki nie wykraczaja poza pewne ogólnie przyjęte normy. Na placu zabaw nie chodzę krok w krok za dziećmi- pozwalam im nawiązać normalne kontakty z rówieśnikami. Plac zabaw ma 500m powierzchni, jednocześnie bawi się na nim ponad 50 dzieci a czasem i koło 100 bo okoliczne przedszkola też tu bywają. Kiedy widze ze coś się dzieje złego między nimi zanim podbiegnę mija czasem chwila. Chyba nie wyobrażacie sobie że będę się snuć krok w krok za dziećmi po całym placu? To nie niemowlaki.
    Za każdym razem gdy jest sytuacja niepokojąca- brat szarpie siostrę, zmusza do czegoś na co nie ma ochoty itp interweniuję, tłumaczę, w podbramkowej sytuacji mówię że jesli sie nie uspokoi wracamy do domu. I tego się trzymam. Ma chwilę na uspokojenie się.
    Jesli zaplanuję 2 godz zabawy i mowie wczesniej o tym to tego się trzymam- wracamy o 17 to wracamy. Wczesniej informuje- jeszcze 15 min, jeszcze 10 min itd. Nie ma zaskoczenia. Jesli jest pogoda synek jest 2 godz na placu w przedszkolu, w tym czasie mloda jest na placu ze mną. Myslę ze 6 godz spaceru to chyba wystarcza??? Nie wiem czy Wy kochane wychodzicie codziennie tyle? Ja tez mam prwo sie czuc zmęczona, nie mam 20 lat. Jauważam że to wystarczy.

    Verdena nie zgadzam sie z tym co napisalas, że jesli brat nalega zeby siostra weszla na zjezdzalnie i ciągnie ją za rękę to ja powinnam dla świętego spokoju ją wsadzić żeby brat był zadowolony. Bo ona tego nie chce, boi się i placze ze strachu. Co innego gdyby chciała.

    Muszę tu jeszcze napisać że całe otoczenie ktore nas zna na żywo, na co dzień, nie z kilku postów, uważa że to syn jest faworyzowany, że jest rozpieszczany, a siostra jest traktowana gorzej. A Wy piszecie że jest odwrotnie. Myślę że to wlasnie ona jest traktowana normalnie, nikt się nad nią nie rozczula, dlatego nie sprawia kłopotów wychowawczych.

    Same przyznacie że zachowanie syna wychodzi ponad przyjęte normy. Pracujemy nad tym właśnie przez nie popuszczanie, przez stanowcze zachowanie, tylko na każde dziecko trzeba znaleźć sposób.
  • zgielk 29.09.10, 08:59
    nika1310 napisała:

    > Verdena nie zgadzam sie z tym co napisalas, że jesli brat nalega zeby siostra w
    > eszla na zjezdzalnie i ciągnie ją za rękę to ja powinnam dla świętego spokoju j
    > ą wsadzić żeby brat był zadowolony. Bo ona tego nie chce, boi się i placze ze s
    > trachu. Co innego gdyby chciała.

    nika, ani wsadzac mala na zjezdzalnie, ani ja zdejmowacsmile
    na pewno nie rozsadzac, tylko pomoc im sie wzajemnie zrozumiec

    tak pokierowac ich rozmowa, by brat pojal, ze mloda moze nie chcec robic tego, co on, a jemu moze sie jej decyzja nie podobac, ale nie moze nikogo do niczego zmuszac - ale tez: ma prawo protestowac, gdy inni go do czegos naklaniaja
    kazdemu wg porzebsmile


    ktos wczesniej polecal ksiazke "rodzenstwo bez rywalizacji"
    ja dorzuce non-violent communication
    merlin.pl/Porozumienie-bez-przemocy_Marshall-Rosenberg/browse/product/1,320616.html
    powodzenia.

  • morekac 29.09.10, 09:43
    Jeśli ty jesteś zmęczona, to taki 6-latek po 6 godzinach zabaw na dworzu też jest. Zastanów się, czy nie jest to typ, u którego pojawia się histeria w momencie zmęczenia. Styki się przegrzewają i musi się zrestartować. Bo przecież histeria nasiliła się w momencie pójscia młodego do przedszkola.

    Co do placu zabaw i niemożności zapanowania tam nad młodym: jest szansa na zmianę placu na mniejszy i mniej zatłoczony? Byłoby ci łatwiej reagować na niewłaściwe zachowania mlodego.

    Muszę tu jeszcze napisać że całe otoczenie ktore nas zna na żywo, na co dzień,
    > nie z kilku postów, uważa że to syn jest faworyzowany, że jest rozpieszczany, a
    > siostra jest traktowana gorzej.
    Syna się boisz i nie stawiasz mu granic, a młodą pakujesz w rolę grzecznej i posłusznej córeczki. Dla żadnego z twoich dzieci nie jest to dobre - moim zdaniem. Syn przywykł do wycia, a mloda stara się zadowolić wszystkich wokoło - i ciebie, i brata. Nie rób jej tego, jeśli ją kochasz.

    Poza tym - moim zdaniem - za dużo rzeczy chcesz osiągnąć na raz. Chcesz, żeby młody:
    - nie histeryzował i nie robił ci obciachu (4-latki są bardzo emocjonalne, ten w dodatku poszedl do przedszkola)
    - nie lał siostry (awantury pomiędzy rodzeństwem to raczej norma, nie wyjątek)
    - ubierał się sam od a do z (niektóre ubrania są jeszcze za trudne)
    - dbał o strój odpowiedni do pogody (zacznie, jeśli będzie w stanie sam się ubrać we wszystko i kilka razy zmarznieAle raczej po 30-tce, jak przed )
    - był przewidujący i odpowiedzialny (nie ciągał siostry na zjeżdzalnie - ale 4-latki nie przewidują skutkow)
    - jadł sam i bez problemów (jak zgłodnieje, to zje. Do córki zresztą nie masz pretensji, jeśli nie je, wtedy kiedy tobie byłoby wygodniej)
    - był empatyczny, niesamolubny i nieroszczeniowy - to nie u 4-latków...
    - reagował na kary, które stosujesz (zdaniem niektórych kary wzmagają agresję)

    Za dużo chcesz zmienić na raz. Zacznij pracowac nad jednym problemem, nie nad 10-cioma. Zwłaszcza, że większość tych zachowań to typowe zachowania 4-latków.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • morekac 29.09.10, 09:48
    www.jantarek43.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=66&Itemid=70
    Rozwój psychofizyczny czterolatka

    Rozwój społeczny i emocjonalny

    Okres buntu i uporu
    Bije, kopie, ucieka
    W chwilach złości niszczy przedmioty
    Ma napady złości
    Może używać brzydkich wyrazów i niegrzecznie zwracać się do innych ludzi
    Przeciwstawia się poleceniom
    Przekracza wszelkie granice i łamie umowy
    Fantazjuje, ale nadal nie potrafi oddzielić rzeczywistości od imaginacji
    Zdarza się, że jest zbyt pewny siebie
    Uwielbia prowadzić dyskusje
    Potrafi być opiekuńczy i współczujący
    Bawi się w grupie
    Zaczyna się interesować różnicami płci.
    Rozwój fizyczny i motoryczny




    W czasie jedzenia korzysta z widelca i noża (do przysuwania potraw, smarowania pieczywa a nie krojenia)
    Ubiera się i rozbiera przy niewielkiej pomocy z zewnątrz
    Samodzielnie korzysta z toalety
    Myje się, czyści samodzielnie zęby
    Polepsza się sprawność motoryczna, np.: narysowany człowiek ma ręce, nogi i głowę
    Skacze na 1 nodze
    Naśladuje rys. kwadratu
    Wspina się na drabiny
    Świetnie radzi sobie z 3 kołowym, rowerkiem
    Nakłada nakrętki na słoiki, butelki
    Układa puzzle do 10 kawałków
    Ubiera i rozbiera się samodzielnie
    Rozwój intelektualny

    Zna około 1500 słów
    Ma jeszcze problem z używaniem zaimków, np.: mamo, czy mogę wyjść z ci państwo?
    Rozróżnia, gdzie jest : przód, tył, na górze , pod spodem
    Potrafi policzyć do czterech
    Może pisać pierwsze litery i np.: swoje imię
    Zaczyna rozumieć następstwo czasów, wie, że kiedy wstanie jest śniadanie, potem II śniadanie, obiad, itp.
    Pyta, co oznaczają różne słowa
    Chętnie słucha długich historii
    Rozumie niektóre przeciwieństwa, np. mały/duży
    Zna kilka kolorów
    Zadaje mnóstwo pytań
    Potrafi się bawić w jedna zabawę 10 -15 min.
    Rozpoznaje ok. 8 kolorów
    Powoli zaczyna rozumieć znaczenia
    Zna piosenki i wierszyki, czasem sam układa piosenki
    Rozróżnia czas
    Pamięta dużo imion, nazw
    Mowa jest zrozumiała
    Lubi się bawić w zabawy tematyczne, np. w sklep, wyścigi samochodowe, teatr
    Sen
    Czterolatek śpi około 10-12 godzin w ciągu nocy. W dzień śpi rzadko lub wcale.
    Ponieważ jest to wiek uporu, kładzenie do łóżka czterolatka jest sztuka niełatwą

    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • nika1310 29.09.10, 10:22
    dziękuję Ci za ten post, widzę że mój synek jest duuuużo do przodu w pewnych dziedzinach- jak np układanie puzzli do 200 elementów czy jazda na rowerze bez bocznych kółek, a z innymi dużo do tyłu- nie umie zjeść nawet łyżką, nie mówiąc już o widelcu i nożu, nie umyje sam zębów itp. Widać teraz na czym się powinniśmy skupić, co wzmacniać. Mój synek jest kochanym dzieckiem, jest naszym wielkim szczęściem. Myslę że wyładowuje się na nas- na mnie, tacie, siostrze- bo jesteśmy mu bliscy, przy nas czuje się bezpiecznie. Dlatego nie pozwala sobie na to względem innych dzieci, innych dorosłych- nie dlatego że my go krzywdzimy, ze nie szanujemy jego potrzeb, tylko dlatego że jesteśmy dla niego ważni i może przy nas odreagować swoje stresy.
  • morekac 29.09.10, 10:42
    Ale wiesz - nie traktuj tego jak biblii... Być może twój syn ma jakieś klopoty z motoryką małą - jeśli ma problemy z jedzeniem łyżką czy widelcem, co może też przekladać się na problemy z myciem zębów czy ubieraniem. Albo po prostu tego nie ćwiczył - bo nie pozwalałaś mu na papranie w jedzeniu jako roczniakowi wink.

    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • pelapa 29.09.10, 10:51
    nika1310, własnie tak jest, Twój synek pozwala sbie na więcej przy Was. Ponieważ go kochacie.
    Chłopiec o którym piszż powyżej ma 10 lat i odstawia cyrki do tej pory. Poza tym jest fajnym chłopcem, wzorowym uczniem. Niestety, nie umie sobie poradzić z emocjami. Wybuchy są jak jest zmęczony lub głodny. Jego rodzce doskonale wiedzą kiedy będzie wybuch, nie zawsze mogą przeciwdziałać bo młody konsekwentnie prze do konfliktu. Nie umie odróżnić zmęczenia, głodu od gniewu. Moze Twój synk jest podobny? Spróbuj powiązać wybuchy z stanem fizycznym. Moje maluchy były bardzo zmęczone po przedszkolu. Może potrzebny jest wypoczynek i kolacja a nie plac zabaw? IMO jesteś dobrą mamą, może tylko za bardzo boisz się wrzasku na ulicywink Wyluzuj, co Cię obchodzi co myślą inni? Pozdrawiam
  • makurokurosek 29.09.10, 09:57
    Nie wyobrażam sobie zostawić samopas dwulatki zwłaszcza na tak zatłoczonym placu zabaw. Czepiasz sie syna, uważasz że ma zachowywać się dojrzale i odpowiedzialnie, a sama zachowujesz sie jak głupia miągwa,niezdolna do przewidzenia najbardziej przewidywalnych zachowań własnych dzieci.

    "> Za każdym razem gdy jest sytuacja niepokojąca- brat szarpie siostrę, zmusza do
    > czegoś na co nie ma ochoty itp interweniuję, tłumaczę, w podbramkowej sytuacji
    > mówię że jesli sie nie uspokoi wracamy do domu. I tego się trzymam. Ma chwilę n
    > a uspokojenie się. "

    Zamiast wymagać od czterolatka, zacznij wymagać od siebie . To ty jesteś matką i twój obowiązek zająć się dwuletnią córką.

    "Myślę że to
    > wlasnie ona jest traktowana normalnie, nikt się nad nią nie rozczula, dlatego n
    > ie sprawia kłopotów wychowawczych."

    Od niej nikt nie wymaga zajmowania się młodszym rodzeństwem i podporządkowaniu całej zabawy młodszemu.

    "> Same przyznacie że zachowanie syna wychodzi ponad przyjęte normy. Pracujemy nad
    > tym właśnie przez nie popuszczanie, przez stanowcze zachowanie, tylko na każde
    > dziecko trzeba znaleźć sposób."

    Zachowanie twojego syna jak dla mnie nie jest normalne, ale jeszcze bardziej nienormalne jest dla mnie twoje zachowanie. Oczekujesz od czterolatka całkowitego podporządkowania się siostrze, zrzucasz na niego odpowiedzialność za opiekę nad nią i dziwisz się że się przed tym buntuje, że nie potrafi się inaczej zachować. Zamiast siedzieć na ławce zajmij się córką, reaguj przed dojściem do starcia, bo to twój zasrany obowiązek. To nie czterolatek chciał mieć dziecko tylko ty, więc zacznij najpierw wymagać od siebie, a później wymagaj dojrzałości od dziecka
  • nika1310 29.09.10, 10:13
    o czym Ty w ogóle piszesz? Czy Ty nie potrafisz czytać???Gdzie napisałam że musi się zajmować siostrą?? gdzie że ma podporządkować jej swoją zabawę? ona ma swoje koleżanki i z nimi się chce bawić w zabawy dziewczyńskie, on się ma zajmować sobą i swoimi kolegami. Ona nie chce się z nim bawić!!!- bawią się razem jedynie wtedy kiedy nie ma innych dzieci, w grupie rówieśników wybierają dzieci obce- osobno!!! Ona przeważnie siedzi w piaskownicy ewentualnie na huśtawce. Gdzie napisalam że każę mu siedziec 4 godz w piaskownicy??? To już się paranoja robi. Jestem jak najbardziej za tym żeby poznawali nowych znajomych i z nimi spędzali czas. siebie maja codziennie w domu, zdążą się razem wybawić. nie uznaję zmuszania żadnej ze stron do wspólnej zabawy- zwlaszcza jesli ktoreś tego nie chce. Nigdy nie namawiam. Co uważasz, że mam siedzieć z 2,5 letnim dzieckiem w piaskownicy i nie dawać odetchnąć? Stąd się potem biorą tacy dorośli jak w reklamie banku- co mamusia z 40 letnim synkiem siedzi przy stole i namawia go żeby sie wyprowadzil. obejrzyj sobie. to jest właśnie nadopiekuńczość. To już duże dzieci- nie potrzebują oddechu matki na plecach
  • makurokurosek 29.09.10, 13:00
    "Czy Ty nie potrafisz czytać???Gdzie napisałam że mus
    > i się zajmować siostrą?? gdzie że ma podporządkować jej swoją zabawę"

    prosze bardzo

    ". Kiedy on się bawi z kolegami i ona chce się włączyć- wtedy ją wyrzuca- mowi idź stąd, to nie dla maluchów, nie dla dziewczyn."

    "wchodzi na najwyższe zjeżdzalnie na placu- takie słupki, chce żeby ona tez wchodzila, a ona nawet próbuje ją wciągać na siłę np ciągnąc za rękę, Jest to niebezpieczne dla niego- bo się za bardzo wychyla i dla niej- bo to bardzo wysoka zjezdzalnia- ma ponad 3 metry wysokości."

    Czyli twój syn musi sie zająć siostra bo ty w tym czasie relaksujesz sie na ławeczce.

    "Ona nie chce się z nim bawić!!!- bawią się razem jedy
    > nie wtedy kiedy nie ma innych dzieci, w grupie rówieśników wybierają dzieci obc
    > e- osobno!!! Ona przeważnie siedzi w piaskownicy ewentualnie na huśtawce."

    To jakim cudem lata za nim na ślizgawki i przeszkadza w zabawie z kolegami skoro tak grzecznie siedzi w piaskownicy.


    "Co uważasz, że mam siedzieć z 2,5 letnim dzieckiem w pia
    > skownicy i nie dawać odetchnąć? "

    A sadzisz, że lepszym rozwiązaniem jest wymaganie tego od czterolatka. To ty powinnaś pilnować córki tak by syn mógł swobodnie się wybawić bez wiszącej u nogi siostry. To ty masz obowiązek zadbać o bezpieczeństwo swoich dzieci na placu zabaw ,a nie zwalać to na czterolatka. Czterolatek to tylko dziecko i nie on ma decydować która zabawka jest bezpieczna dla dwulatki to ty masz uczyć dzieci bezpiecznego korzystania z placu zabaw i gdybyś to robiła to twoja córka bez problemu mogłaby korzystać nawet z tej trzymetrowej ślizgawki, tylko do tego trzeba chęci, a nie siedzenia na ławce

    "Stąd się potem biorą tacy dorośli jak w reklami
    > e banku- co mamusia z 40 letnim synkiem siedzi przy stole i namawia go żeby sie
    > wyprowadzil. obejrzyj sobie. to jest właśnie nadopiekuńczość. To już duże dzie
    > ci- nie potrzebują oddechu matki na plecach "

    Nie mam tv , za to moja córka w wieku 2,5 lat świetnie sobie radziła z wchodzeniem na ślizgawki poprzez drabinki sznurkowe, ścianę wspinaczki czy normalne schodki, ale ja nie siedziałam cały czas na ławeczce tylko najpierw nauczyłam ją jak bezpiecznie korzystać z tych sprzętów.
  • nika1310 29.09.10, 13:16
    tylko że on ją ciągnie w kierunku tej slizgawki a ona się boi i nie chce. Nie że ona stoi pod spodem i wyje że bardzo chce wejść, bo jest wręcz przeciwnie.

    Oczywiście że czasem by się chciała z nim pobawić, tak samo jak on z nią, to jest fajne, ale pod warunkiem ze obydwoje tego chcą jednocześnie.
    Nikogo nie można zmusic do zabawy.
    Po to idziemy na plac żeby miło spędzić czas a nie zeby którekolwiek z dzieci sie poświęcało.

    nie muszę się bawić z córką na placu- ona świetnie sobie daje radę sama. Jeśli ktoś się nie chce z nią bawić to zaraz znajdzie się następny który będzie chciał. Potrafi przyjąć odmowę bez histerii.

    Z Twoich wypowiedzi widać że masz jedno dziecko i jesteś nadopiekuńcza, latasz zapewne za dzieckiem i nie pozwalasz nawet sie po głowie podrapać, bo Ty drapiesz za dziecko.
  • makurokurosek 29.09.10, 13:39
    > tylko że on ją ciągnie w kierunku tej slizgawki a ona się boi i nie chce.

    A gdzie ty w tym czasie jesteś, dlaczego nie jesteś w stanie zareagować wystarczająco wcześnie?

    "> Po to idziemy na plac żeby miło spędzić czas a nie zeby którekolwiek z dzieci s
    > ie poświęcało.'

    A ja mam wrażenie, że po to abyś mogła sobei posiedzieć na ławeczce i poplotkować.

    "> nie muszę się bawić z córką na placu- ona świetnie sobie daje radę sama. "

    Nie nie musisz, ale ty odpowiadasz za bezpieczeństwo dzieci i powinnaś siedzieć na tyle blisko by móc zareagować zanim dojdzie do sytuacji niebezpiecznych. Odpocząć mozesz równiez siedząc na ławeczce przy piaskownicy, lub na brzegu piaskonicy, a nei na łaeczce najdalej oddalonej od dzieci.

    "> Z Twoich wypowiedzi widać że masz jedno dziecko i jesteś nadopiekuńcza, latasz
    > zapewne za dzieckiem i nie pozwalasz nawet sie po głowie podrapać, bo Ty drapie
    > sz za dziecko."

    Tak mam jedno dziecko, ale mała ma kontakt ze swoimi kuzynostwem (2-3 lata róznicy) i wiem że taka równica w przypadku np dwulatki jest gigantyczną róznicą w postrzeganiu zagrożeń. Czterolatek czy pięciolatek świetnie poradzi sobie ze skokiem z tapczanu u dwulatka raczej zaowocuje to bardziej czy mniej bezpiecznym potłuczeniem. Cztero- czy pięciolatek poradzi sobie z samodzielną kąpielą, czy przekręceniem drzwi do łazienki, sadzisz że tak samo poradzi sobie dwulatek? Sądzisz, że czterolatek świetnie sobie zdaje sprawę z możliwości dwulatki ? Atakujesz syna tylko i wyłączenie za swoja głupotę, lenistwo i brak przewidywalności. Czterolatek nie jest na tyle dojrzały by zrozumieć, że jego siostra nie potrafi wykonać pewnych czynności z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, że nie ma tak wyrobionego zmysłu równowagi dlatego zarzucanie mu ze ciągnie siostrę na ślizgawki świadczy tylko i wyłącznie o twoim podejściu do syna.
  • morekac 29.09.10, 14:09
    "> nie muszę się bawić z córką na placu- ona świetnie sobie daje radę sama. "
    No, nie bardzo. Brat włóczy ją za nóżki po glebie.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • nika1310 29.09.10, 13:19
    za to moja córka w wieku 2,5 lat świetnie sobie radziła z wchodzen
    > iem na ślizgawki poprzez drabinki sznurkowe, ścianę wspinaczki czy normalne sch
    > odki, ale ja nie siedziałam cały czas na ławeczce tylko najpierw nauczyłam ją j
    > ak bezpiecznie korzystać z tych sprzętów.

    a gdyby nie miała na to ochoty tez byś ją na siłę uczyła??? Na siłę ją mam wpychać na te slizgawki jesli czuje lęk i nie chce??? to chyba sie nazywa TRESURA
  • makurokurosek 29.09.10, 13:41
    > a gdyby nie miała na to ochoty tez byś ją na siłę uczyła??? Na siłę ją mam wpyc
    > hać na te slizgawki jesli czuje lęk i nie chce??? to chyba sie nazywa TRESUR
    > A


    A po co ty jesteś na placu zabaw, po to by pilnować dzieci czy po to by plotkować. To ty masz zapewnić im bezpieczeństwo i to ty masz reagować na tyle wcześnie by nie dochodziło do takich sytuacji.
  • morekac 29.09.10, 14:10
    to chyba sie nazywa TRESUR
    > A


    A dawanie kar to jak się nazywa? Motywowanie? wink
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • oneway9 29.09.10, 14:06
    czasem jak czytam takie rzeczy to zastanawiam sie czy wciaz jestem na stronie 'edziecko' czy 'psy' bo padaja ciagle tu hasla o konsekwencji, stanowczosci, karach, nagrodach, sposobach na, itp zwiazanych bardziej z tresura osobnika ostrej rasy niz z wychowaniem dziecka; przy calej mojej milosci do zwierzat i ich dobytku, dostrzegajac wiele podobienstwsmile, i nawiazujac do tresury zapytam ile czasu spedzasz z dzieckiem na zabawie tylko z nim? czy puzle ukladacie naprawde razem czy kazdy sam sobie wkleja swoje, czy z klockow powstaje wspolnie jedna konstrukcja czy maly siedzi z nimi w pokoju sam itd; absolutnie nie twierdze, ze caly czas trzeba z dzieckiem siedziec na dywanie i sie razem bawic, ale troche trzeba! trzeba czasami z nim ogladac bajki ,a nie siedziec tylko obok i czytac swoja ksiazke; to wtedy rodzi sie nic porozumienia, wspolny jezyk komunikacji; zbyt czesto zakladamy, ze dziecko powinno byc szczesliwe bo 'zajmuje sie' nowa zabawka, jest na placu zabaw, jest z innymi dziecmi - to tez, ale musi byc tez z rodzicami (im mniejsze tym wiecej); i jeszcze cos - zalozylas, ze syn nie powinien byc zazdrosny o siostre bo.. i tu tysiac powodow; powiem ci tak moj pierwszy syn byl kilkanascie (!) razy starszy od brata kiedy ten sie pojawil i co? i wprost mi powiedzial, ze bez zadnych racjonalnych powodow byl chwilami po prostu zazdrosny; to nic, ze jeden byl przy cysiu a, z drugim gralam czy gadalam; byl i juz! oczywiscie teraz jest nie tylko najwiekszym autorytetem mlodszego, ktory go uwielbia (i vice versa), ale czesto staje po jego stronie bo mama 'ty nie wiesz o co chodzi'..
  • verdana 29.09.10, 14:13
    Cóż, moj najstarszy jest starszy od siostry o 3 lata. Był zazdrosny, nie bardzo, raczej nieszczęśliwy. Niestety, on był z tych, ktory przewidywał wszelkie zagrożenia dla siostry, na dobre to żadnej ze stron nie wyszło.
    Syn od najmlodszego jest starszy o 11 lat, miedzy siostrą a najmlodszym jest 8 lat różnicy. Cały rok corka była o niemowlę cholernie zazdrosna, pocieła nam nożyczkami pół domusmile Nie wyżywała się na bracie, tylko na szamponach, wózku itd.
    Jej minęło, ale synowi, gdy był już niemal dorosly, zdarzała sie zazdrość o brata. mamwrazenie, ze choć jest już dorosły i dawno z nami nie mieszka, czasm jeszcze bywa zazdrosny.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • morekac 29.09.10, 14:26
    Bo dzieci i psy są podobne?
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • verdana 29.09.10, 14:29
    A mój kot i pies w dodatku cholernie o siebie zazdrosne. Pogladzxisz jednego - drugi przylatuje i go odpycha. Gdybym nie gładziła na zmianę, to pewnie wloklyby sie za lapy po całym mieszkaniu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • morekac 29.09.10, 14:47
    >Wtrącam się kiedy nie zjadł obiadu i 5 min po nim leci zjeść paczkę delicji i jeszcze się kłóci.
    może nie tknąć michy, ale na smakołyki zawsze jest chętny. I jeszcze się kłóci. Mowa o psie...

    Jeszcze jedna rzecz- jak nagradzac dziecko w tym wieku Waszym zdaniem? Jak karać???? System naklejek czy znaczków nie skutkuje- on nie chce ich zbierać, nie interesują go.

    Psa nie karzę, ale też nie wszystkie nagrody go interesują.

    , w odwrotnej sytuacji- patrz wyżej, łącznie z wydzieraniem jej jedzenia z ust.
    Pies wydziera kotu szyneczkę...

    To może jednak zamowić zaklinacza psów zamiast superniani? wink

    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • kanga_roo 29.09.10, 10:57
    a może powinnaś uczestniczyć w zabawach dzieci? jeśli "wypuszczasz" ich na dwie godziny na plac zabaw, i tylko pilnujesz, to trudno to nazwać czasem spędzanym wspólnie. i trudno wtedy czegoś dzieci nauczyć. ja bym skróciła czas na placu (nudzą mnie place zabaw), a zamiast tego poszła z dziećmi na spacer, kasztany pozbierać, albo na ciastko do kawiarni, albo pojechałabym na wycieczkę, choćby autobusem miejskim, albo - najchętniej - poszłabym do domu, upiekła z nimi ciasto i zrobiła piknik na dywanie. z doświadczenia wiem, że nawet najgorsze marudzenie ustaje, kiedy robi się coś nowego i interesujacego.
  • joanna35 29.09.10, 17:32
    Nie przeczytałam wszystkich postów więc nie wiem, być może ktoś juz o tym pisał - czy rozmawiałaś kiedykolwiek z synkiem jak on się czuje w Waszym domu, w rodzinie, jaki jest jego stosunek do siostry, czy czuje sie kochany? Przecież z czterolatkiem, który mówi można rozmawiać używając słownictwa dostosowanego do jego poziomu rozumienia i można się dowiedzieć wielu rzeczy na swój temat - niekoniecznie pochlebnychwink
  • kamilkka30 02.10.10, 01:08
    Chyba już wszystko zostało napisane, ale dodam jeden przykład z naszego życia dotyczący ubierania się.
    Moja "idealna" córka ubierała się już w wieku 2 - 2,5 lat. Syn 3 lata starszy nauczył się w wieku 5-6 lat. Widocznie pod wpływem siostry smile
    Obecnie córka ma 4 lata i ... kategorycznie odmawia ubierania skarpet... możemy prosić, grozić i tak nie chce ich ubierać, widocznie niektóre pary skarpet były za ciasne i miała problem z ich ubraniem, co ją w końcu na tyle zirytowało, że przestała smile
    Do tego jak przystało na 4 latkę ze "słodkiej" zosi samosi, przeszła w podręcznikowy etap wściekającej się, walczącej o swoje dziewczynki smile

  • nika1310 03.10.10, 17:10
    to na pociechę ci powiem, że chociaż miałaś te 4 lata kiedy była słodka i urocza. Mój syneczek nigdy nie był spokojnym dzieckiem, nawet kiedy był jedynakiem potrafił nieźle do pieca dowalić...Taki charakter widać
  • makurokurosek 03.10.10, 17:51
    różnica między twoimi dziećmi to tylko 1,5 roku wiec nawet nie miałaś czasu nacieszyć się i poznać syna, bo jeszcze hormony nie powróciła do równowagi gdy znów zaczęły szaleć w wyniku drugiej ciąży. Wiadomo,że ocena w takiej chwili jest zwyczajnie wypaczona.
    Ot łatwiej uznać, że syn jest niegrzeczny i absorbujący niż uznać iż nasza reakcja jest nieadekwatna do zaistniałej sytuacji. Przykleiłaś synowi łatkę i dobrze ci z tym bo przynajmniej masz na kogo zrzucać winę za swoje błędy
  • morekac 03.10.10, 21:30
    nawet kiedy był jedynakiem p
    Jedynakiem był raptem przez 1,5 roku. Czy ktoś zna jakieś 1,5 roczne dziecko, które nie dawało popalić? Zwłaszcza, że tego 1,5 roku przez jakieś 9 miesięcy byłaś w ciąży i mogłaś po prostu być zmęczona.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • verdana 03.10.10, 21:38
    Nawet nie wiem, jak to skomentować. Nawet jako niemowlę syneczek - o zgrozo - był wrednym bahorem, ktory nie liczył się z mamusią i tym, że mamusia chce mieć spokój. I robil to w sposób zaskakujaco perfidny, po podobno w nocy spał? A córeczka nie spała, a mimo to klopotów nie sprawiała.
    Problem jest jeden - nigdy nie lubilaś syna. I tyle. I dlatego Twoj syn sprawia klopoty i będzie je sprawiał zawsze.
    Córeczka, ulubienica mamusi, też będzie sprawiała kłopoty - być moze powazniejsze. Bo bycie nielubianym dzieckiem jest mordercze dla psychiki. Bycie ulubionym dzieckiem demoralizuje i paczy charakter.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kamilkka30 03.10.10, 22:04
    to na pociechę ci powiem, że chociaż miałaś te 4 lata kiedy była słodka i urocza. Mój syneczek nigdy nie był spokojnym dzieckiem, nawet kiedy był jedynakiem potrafił nieźle do pieca dowalić...Taki charakter widać

    Ale ona nadal jest słodka i urocza, tylko już nie taka potulna i "wszystko" robiąca. Ma temperament, walczy o swoje itp. itd. Choć czasami jest to dla nas uciążliwe, to bardzo się cieszymy, że jest taka jaka jest smile

    Ale ona nadal jest słodka i urocza, tylko już nie taka potulna i "wszystko" robiąca. Ma temperament, walczy o swoje itp. itd. Choć czasami jest to dla nas uciążliwe, to bardzo się cieszymy, że jest taka jaka jest smile

    Syn daje nam popalić od samego urodzenia, ma wiele zachowań, których oboje z mężem nie znosimy i które doprowadzają nas do szału. Ale wiele z tych zachowań wynika z naszej winy, we wszystkim go wyręczaliśmy, wiecznie go zabawialiśmy, a on wciąż był niezadowolony !!!.
    Dopiero córka nas nauczyła, że aby dziecko był szczęśliwe, to nie należy tak postępować.
    Lepiej późno niż wcale. Teraz potrafimy synkowi powiedzieć spadaj, gdy jęczy przez godzinę bo się nuuuuudziiiiiii, a nasze propozycje nijak go nie zadowalają. Dzięki tej "nudzie" w końcu nauczył się rysować, majsterkować czy bawić z siostrą. Moim zdaniem powinnaś ograniczyć trochę czas na atrakcje na placu zabaw, a pozwolić mu ponudzić się w domu. Na początku będzie marudzić, że mu się nudzi, ale z czasem sam będzie sobie organizować czas między innymi bawiąc się z siostrą.
  • nika1310 04.10.10, 10:58
    nawet nie wiem jak to komentować. Czyli kiedy dzieciak 1,5 roczny mi się rzucał na glebę i wyyyyyyył,to były moje przywidzenia spowodowane ciążą? Albo działały moje hormony? Tylko ze moj maż i sasiedzi tez uwazali ze coś nie jest tak, nie tylko ja
  • makurokurosek 04.10.10, 11:18
    Znakomita większość dzieci w tym wieku tak się zachowuje, hormony natomiast miały wpływ na to jak ty odbierasz takie zachowanie.
    Przerażające jest to że jak zauważyły poprzedniczki nie kochasz swojego syna, dodatkowo wpajasz mu, że gdyby był inny to zasłużyłby na twoją miłość. Twój syn nie chce chodzić do przedszkola, ale dla niego to przedszkole jest karą jest ssyłką, spójrz na to jak ty je traktujesz, pójdzie do przedszkola i w końcu będziemy mieć spokój, będziemy mogły się świetnie bawić bez tego bachora.I to jest w tym wszystkim najbardziej obrzydliwsze, że traktujesz syna jak bachora z którym nie wiesz co zrobić bo na skrobankę już za późno.
    Syn wcześniej czy później przestanie zabiegać o twoją miłość i zainteresowanie, zda sobie sprawę z tego że i tak nigdy nie będzie wystarczająco dobry byś go pokochała.
  • aszpr 04.10.10, 11:33
    Daleko idące wnioski... Moim zdaniem zbyt daleko...
    Czytałam Wasze wypowiedzi i aż pokazałam je mężowi, choć on zazwyczaj nie czyta forów, blogów itp....
    Jesteśmy obydwoje zszokowani i zdegustowani tym, jak można postrzegać i zaszczuć matkę, poszukującą pomocy i rady... Moim zdaniem z tych wszystkich tekstów nie wynika, że ona nie kocha swojego syna. Sama mam dość podobne dziecko i choć może nam udało się jakoś wszystko załagodzić i teraz nie jest już źle, to wiem, że to nie musi być wina rodziców...
    Bywają dzieci, które lubią używać przemocy na swoich rodzicach, dzieci nieprzejednane, trudne i podejrzewam, że co najmniej połowa z Was nie ma pojęcia, o jakiej skali zachowań piszę ja i matka tego chłopca...
    Mój mąż jest zaskoczony porcją jadu i nienawiści. I cieszymy się obydwoje, że z Waszym poziomem empatii i zrozumienia nigdy nie zajmiecie się naszym dzieckiem, że nasze dziecko nigdy nie będzie miało z Wami kontaktu, bo to wy robicie krzywdę... nie ta matka... A przecież jesteście dorośli... I mam nadzieję, że nasza corka nie spotka takich ludzi w swoim życiu...
  • makurokurosek 04.10.10, 11:49
    Problem w tym, ze nie ważne jak bardzo małe dziecko jest męczące , a potrafi być, zwłaszcza gdy rodzic pada na pysk, odrzucenie go nie pomoże w rozwiązaniu problemu.Rzucający się na glebę 2 latek jest jak najbardziej normalnym zjawiskiem ale w wykonaniu czterolatka ta sama sytuacja świadczy o jakimś problemie, zwłaszcza że problem znika gdy dziecko jest w przedszkolu . Na początku sądziłam ,że tak histeryczne zachowanie wynika z braku konsekwencji rodzica, braku autorytetu w oczach dziecka, braku granic, w trakcie rozwijania się tematu ukazał sie obraz dziecka które nigdy nie spełniło wymagań rodziców, dziecka które wystawiane jest na próby by móc udowodnić, że jest do niczego ( nie widzę innego wytłumaczenia zachowania autorki na placu zabaw), dziecka które wszelkimi znanymi sobie sposobami próbuje zwrócić na siebie uwagę rodziców, dziecka które zostaje odesłane do przedszkola. Jak to dziecko ma traktować przedszkole skoro dodaje jasny sygnał, że bez niego w domu jest lepiej , jak ma sie nie bać tego że zostanie tam na zawsze bo nie jest tak doskonały jak młodsza siostra.
  • morekac 04.10.10, 12:03
    > Bywają dzieci, które lubią używać przemocy na swoich rodzicach, dzieci nieprzej
    > ednane, trudne i podejrzewam, że co najmniej połowa z Was nie ma pojęcia, o jak
    > iej skali zachowań piszę ja i matka tego chłopca...

    Mowa o 16-latku czy 6-latku?!
    O czym ty piszesz wogóle? Jak dziecko KILKULETNIE może używać przemocy na swoich rodzicach?
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • per-vers 04.10.10, 12:56
    Zdziwiłabyś się...
  • makurokurosek 04.10.10, 13:07
    I sadzisz, że problem jest w dziecku, a nie w rodzicach ?
  • morekac 04.10.10, 15:22
    tak, zdziwiłabym się. Bo kilkulatek stosuje 'przemoc' wobec rodziców wyłacznie wtedy, kiedy mu na to pozwalają bez ograniczeń. Dysproporcja sił jest tak duża, że mowienie o 4-latkach terroryzujących biednych, przerażonych i bezradnych rodziców jest po prostu śmieszne wink.
    4-latek to ci może na pukiel naskoczyć, nic poza tym.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • morekac 04.10.10, 12:12
    I cieszymy się obydwoje, że z Waszym poziomem empatii i zrozumienia nigdy nie zajmiecie się naszym dzieckiem, że nasze dziecko nigdy nie będzie miało z Wami kontaktu, bo to wy robicie krzywdę... nie ta matka...

    Ciekawe komu robimy krzywdę... Swoim dzieciom?
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • ga-ti 04.10.10, 11:37
    Nie przesadzasz?
    Kobita pisze, że nie wie jak postępować, że ma bardzo charakterne, uparte dziecko, że drugie jest inne (bo jest, ja tez mam 2 i tez każde inne i nawet jak bym się starała nie porównywać to sa inni i tyle), a Wy jej, że nie kocha swego dziecka?
    Gdyby nie kochała to by w d_ pe lała aż młody spasuje i już.

    Chyba napisała, że zrezygnowali z przedszkola, bo mały ewidentnie sie nie nadawał w wieku 3 lat do takiej placówki. Teraz sobie radzi. Że tęskni? No cóż mój 6 latek w szkole tez tęskni i też czasem budzi się i oznajmia, że dzisiaj to on do szkoły nie idzie. Ale jak juz pójdzie to zadowolony wraca. ( A ja się ciesze, że dzieciaków w domu nie ma bo mogę posprzątać i w spokoju kawę wypić.) Ja tez bym najchętniej do pracy nie chodziła. Oj wyrodny ten mój mąż, że mnie w domu nie zatrzyma tongue_out

    Trochę się zapędziłyście "psycholożki" forumowe.
  • verdana 04.10.10, 11:42
    Nie zapedzilismy się.
    Matka kocha syna, ale go zdecydowanie nie lubi. Bezkrytycznie za to patrzy na córkę. Matka, ktora ma kłopoty z dzieckiem powinna zastanowić się nie tylko nad dzieckiem, ale takze nad sobą - a tu ewidentnie jest "złe" dziecko i "dobra" matka. Tak nie bywa, zeby zmienić zachowanie dziecka, trzeba zmienić także postepowanie rodziców, trzeba zacząć dostrzegać w dziecku także dobre cechy. A tu widać wyraźnie "Dziecko takie sie urodzilo, to nie nasza wina, nie mamy na to wpływu, dziecko marnuje nam życie".
    Z takim rozumowaniem daleko sie nie zajedzie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nika1310 04.10.10, 14:44
    makurokurosek Ty chyba musisz się udać na jakieś leczenie, albo już klikasz z zakładu zamkniętego, może jakimś cudem przedostajesz się tam do gabinetu psychiatrów i wypisujesz swoje przemyślenia popierając je jakimiś chorymi tezami. Twoje wypowiedzi wskazują na poważne zaburzenia umysłowe. Co najśmieszniejsze - to co niewypowiedziane- dopowiadasz sobie, zwyczajnie zmyślasz. Skąd ci to przyszło do głowy że nie kocham mojego dziecka? A już te bzdury o aborcji to juz przekraczają wszelkie pojęcie. to że ty rozmyślałaś o aborcji nie upoważnia cię do mierzenia wszystkich swoja miarą. Moje dziecko urodziło się po 6 latach trwania małżeństwa, było wyczekane i wytęsknione. Daje nam tak wiele radości tym, że jest, że takiej milosci ty nigdy nie przezyłaś i nie mozesz sobie nawet wyobrazić że taka istnieje.

    Skoro nie miałaś nigdy do czynienia ze sprawiającym kłopoty wychowawcze dzieckiem to w ogóle nie wiesz o czym sie tu pisze. Nie wiesz co to znaczy kiedy 1,5 roczny dzieciak tak się drze że masz w domu co drugi dzień policję, bo sasiedzi myślą ze dziecku sie krzywda dzieje. Gdybysmy go nie kochali i nie chcieli to nie walczylibyśmy o to żeby umiał żyć w społeczeństwie, nie chodzilibyśmy na zajęcia z zaburzeń integracji sensorycznej, nie siedziałabym z nim w domu, żeby mu poświęcić jak najwięcej czasu. Oddałabym go pod opieke obcym ludziom- tak jak ty to zrobilaś z twoim dzieciakiem i bym lała na wszystko z góry. O 18 odebrałabym, pol godz zabawy i spać.

    Następna sprawa- uważasz ze 4 letnie dziecko, ktore za rok idzie do obowiązkowej zerowki powinno siedzieć w domu? nie powinno chodzic do przedszkola? Dziwisz się głupio, ze dążyliśmy do tego żeby się integrował z dziećmi? Wyslanie do przedszkola porównujesz z wyrzuceniem z domu? Przecież mój syn chce tam chodzić, polubił to miejsce i panią, dobrze się tam czuje, dlaczego ma nie chodzić? Bo siostra nie chodzi? siostra będzie chodzić prawdopodobnie od stycznia. Ja będę mogła iść do pracy, zarabiać pieniądze żeby nam sie zyło lepiej. Co w tym złego?

    Taka destrukcyjna osoba jak ty powinna miec zakaz udzialu we wszystkich forach internetowych- bo siejesz tylko smród i ferment, zadnej sensownej rady, tylko zapluta nienawiść do innych ludzi.
  • morekac 04.10.10, 15:11
    Daje nam tak wiele radości tym

    Po twoich postach tego nie widać, niestety. sad

    że masz w domu co drugi dzień policję, bo sasiedzi
    > myślą ze dziecku sie krzywda dzieje. Gdybysmy go nie kochali i nie chcieli to n
    > ie walczylibyśmy o to żeby umiał żyć w społeczeństwie, nie chodzilibyśmy na zaj
    > ęcia z zaburzeń integracji sensorycznej,
    Stopniujesz napięcie, jak u Hitchcocka... na początku nic na ten temat nie pisałaś. Wymysliłaś teraz na poparcie tezy, że ty niczego u siebie nie musisz zmieniać?
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • nika1310 04.10.10, 15:19
    a gdzie jest napisane ze mam informować opinie publiczna o wszystkim? Mam problem z konkretną rzeczą u dziecka- z atakami histerii i chodziło mi o uzyskanie odpowiedzi na pytanie jak sobie z tym radzić, a nie o spowiedź publiczną.
  • morekac 04.10.10, 15:25
    Dostałaś trochę rad. Łącznie z taką, żeby przejść się do psychologa. Ale przecież u małego nic nie skutkuje, ty wszystko robisz tak jak trzeba.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • morekac 04.10.10, 15:40
    Konkretnie to ataki histerii wynikają z całokształtu, a nie z jednej przyczyny - imho są pochodną charakteru dziecka i sytuacji, w tym twojego zachowania.

    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • makurokurosek 04.10.10, 20:04
    "Skąd ci to przyszł
    > o do głowy że nie kocham mojego dziecka?"

    Ze sposobu w jakim opowiadasz o synu.
    Wybacz , ale to ty piszesz o swoim synu jako karze boskiej, to tobie nie chce się iść po niego do przedszkola bo niszczy twój idealny czas jaki spędzasz z córką. To dla ciebie wszystko co robi robi źle.

    " Moje dziecko urodziło się po 6 latach trwania
    > małżeństwa, było wyczekane i wytęsknione."

    I najprawdopodobniej nie wpasowało sie w twój idealny obraz tego jakim dzieckiem powinno być.

    "Daje nam tak wiele radości tym, że je
    > st, że takiej milosci ty nigdy nie przezyłaś i nie mozesz sobie nawet wyobrazić
    > że taka istnieje. "

    jakos nie widać tego po tym poście, tak samo jak i po zachowaniu dziecka.

    "> Skoro nie miałaś nigdy do czynienia ze sprawiającym kłopoty wychowawcze dziecki
    > em to w ogóle nie wiesz o czym sie tu pisze"

    Jak sama napisałaś twoje dziecko nie stwarza żadnych problemów w przedszkolu, jest grzeczne, posłuszne, koleżeńskie. Problem więc nie tkwi w dziecku tylko w was i waszym podejściu do syna.

    "Gdybysmy go nie kochali i nie chcieli to n
    > ie walczylibyśmy o to żeby umiał żyć w społeczeństwie, nie chodzilibyśmy na zaj
    > ęcia z zaburzeń integracji sensorycznej, nie siedziałabym z nim w domu, żeby mu
    > poświęcić jak najwięcej czasu. Oddałabym go pod opieke obcym ludziom- tak jak
    > ty to zrobilaś z twoim dzieciakiem i bym lała na wszystko z góry. "

    Ciekawe bo o ile się nie mylę twój syn chodzi do przedszkola.Swoją droga nie wiedziałam że zapisanie dziecka do przedszkola jest równoznaczne z brakiem miłości i olewaniem .

    "> Następna sprawa- uważasz ze 4 letnie dziecko, ktore za rok idzie do obowiązkowe
    > j zerowki powinno siedzieć w domu?"

    jak najbardziej powinien chodzić

    "Wyslanie do prz
    > edszkola porównujesz z wyrzuceniem z domu?"

    Nie wysłanie do przedszkola, ale sposób w jaki wy traktujecie przedszkole. Traktujesz przedszkole nie jako miejsce w którym syn pozna kolegów, pobawi się, nauczy się czegoś ale jako najlepszy sposób na pozbycie się go z domu, tak by nie zakłócał ci zabawy z idealną córka. Córka nie przeszkadza ci się wykąpać, ale czteroletni syn jak najbardziej.
    Moja córka chodzi do przedszkola 3 rok i nie spotkałam się z sytuacją opisaną przez ciebie. Nie zastanowiło cię dlaczego twój syn jako jedyny odwala takie histerie idąc do przedszkola.

    "Taka destrukcyjna osoba jak ty powinna miec zakaz udzialu we wszystkich forach
    > internetowych- bo siejesz tylko smród i ferment, zadnej sensownej rady,"

    Jedyna sensowna rada idź do psychologa.

  • nika1310 04.10.10, 20:46
    ja do psychologa chętnie pójdę - zaden to wstyd szukać pomocy dla swojego dziecka i dla swojej rodziny, ale ty to do psychiatry wal śmiało- choć wg mnie jest na to za późno. Wszędzie piszę, że dziecko chodzi w tym roku chętnie do przedszkola, w tamtym roku nie był najwyraźniej na to gotowy. Ja po macierzyńskim nie poleciałam do pracy- zrezygnowałam z niej nawet licząc się z obniżeniem standardu życia, bo dla mnie dziecko i wspólne z nim chwile są najważniejsze. Teraz nadszedł dla nas czas aby ruszyć dalej- 4 lata dziecka z matką w domu wg mnie wystarczają, dziecku potrzebna jest już nie tylko matka ale i grupa rówieśnicza. Natomiast zostawienie dziecka po macierzyńskim z obcymi- to uważam za nieporozumienie.

    Nigdzie nie napisałam że przedszkole dla 4 latka jest złe. Wręcz przeciwnie... 3- latek jeszcze nie musi chodzic do przedszkola, 4-latek powinien jesli jest taka mozliwość.

    I jeszcze ci napisze bo widac ty jeszcze niewiele w zyciu widzialas, skoro przez 3 lata w przedszkolu nie widzialas dziecka z problemami w chodzeniu. W tym roku moje dziecko przystosowalo sie do grupy najszybciej z 25 chodzacych dzieci. Opuścił tylko 1 dzień jak dotąd. A poradzil sobie tak świetnie bo nie naciskaliśmy na siłę rok temu, nasza intuicja nam powiedziala ze nie ma co się upierać, ze lepiej jak posiedzi rok w domu, nie zrazil sie do tego miejsca, choc poszedl w to samo miejsce co rok temu nie pamięta negatywów. I o to chodzi, nie o kozi upór. ale tobie mogę tłumaczyć i tłumaczyć a ty w kółko schizofreniczną gadkę zasuwasz.
  • makurokurosek 04.10.10, 21:41
    Wszędzie piszę, że dziecko chodzi w tym roku chętnie do przedsz
    > kola, w tamtym roku nie był najwyraźniej na to gotowy

    "Większość rzeczy które mówi jest w tonie płaczliwym- chcę piiiiić, mamooooo.który od 3 tygodni - czyli od kiedy poszedl do przedszkola ma dzień kwasów codziennie."

    Sadzisz, że dziecko które chętnie chodzi do przedszkola, i któremu przedszkole kojarzy się z czymś miłym ma codziennie dzień kwasów z tego powodu?

    "Teraz na
    > dszedł dla nas czas aby ruszyć dalej- 4 lata dziecka z matką w domu wg mnie wys
    > tarczają, dziecku potrzebna jest już nie tylko matka ale i grupa rówieśnicza"

    Oczywiście, że tak, kwestia tylko jak przygotowujemy dziecko do przedszkola i jakie jest nasze nastawienie. Twoje obrazuje ta wypowiedz

    "Boje się odbierac go z przedszkola bo znow pierwsze zdanie bedzie - co mi kupilas, co masz dla mnie- i nie wystarczy lizak, musi byc autko z carsów- min za 24zl"
    "Po tym jednak jak to sie zamienilo w postawę roszczeniową- jak nie dostanę to się kładę na chodniku i wyję zaczelam sie bac go zabierac z przedszkola, bo psuje każdy dzień"

    Czyli najlepiej, żebym w ogóle nie musiała go odbierać, bo tylko psuje nam dzień, bez niego jest lepiej. Sądzisz, że twoje dziecko inaczej to odbiera?

    "
    > I jeszcze ci napisze bo widac ty jeszcze niewiele w zyciu widzialas, skoro prze
    > z 3 lata w przedszkolu nie widzialas dziecka z problemami w chodzeniu."

    Nie napisałam, ze nie widziałam dziecka które miało problem z adaptacją, napisałam że nigdy nie widziałam dziecka tak histeryzującego, czterolatka rzucającego sie na glebę, którego matka taszczy go na czwarte piętro.
    Problem nie jest w twoim dziecku, bo jak widać gdy tylko znikasz z przedszkola kończy się histeryczne zachowanie syna , problem jest w tobie i twoich reakcjach, twoim podejściu do syna.

    "ale tobie mogę tłumaczyć i tłumaczyć a ty w kółko schizofreniczną gadkę
    > zasuwasz. "

    A tobie można w kółko powtarzać ( i to nie tylko ja, ale wszystkie osoby wypowiadające sie w tym wątku), że problemem nie jest twój syn, problem jest w twoich reakcjach i twoich relacjach z synem, twoim braku akceptacji.
  • donna28 05.10.10, 10:08
    Z własnego doświadczenia piszę - szybko do psychologa. U nas takie jazdy i histerie zaczęły się tuż po skończeniu 3 lat przez córkę. Wszyscy wokół mówili - a ja słuchałam - że bunt trzylatka, że wymusza i manipuluje i tego typu pierdoły. Jakiś mądry od "klapsa w pupę" też się chyba znalazł. Okazało się, że podłoże jest fizjologiczne, prawdopodobnie neurologiczne. Z nadpobudliwością można sobie poradzić, a przynajmniej ograniczyć ją na różne sposoby. Na pewno terapia, u nas pomogła też dieta.

    Wątek ma już tydzień, jeśli przez ten czas nie umówiłaś jeszcze wizyty u dobrego psychologa to naprawdę wątpliwe, czy chcesz pomóc sobie czy dziecku.

    A co do pytania w pierwszym poście, to u nas w przypadku histerii i wrzasków działało najpierw - "idź do swojego pokoju", gdzie młoda się wyciszała, a potem - jak już nic nie kumała i było bardzo źle - metoda holdingu. Wyciszała ją w kilka minut. W przypadku wrzasku w miejscu publicznym oczywiście szybki powrót do domu.

    Zaniepokoiło mnie też w którymś z postów, że synkowi nie zależy na naklejkach za dobre zachowanie ani na niczym innym. Taki deficyt motywacji też nie jest normalny i pożądany ani w tym wieku ani w innym. Trzeba nad tym wszystkim popracować, na pewno nie jest to możliwe bez profesjonalnego wsparcia.

    Polecano mi też metodę Handle - niedługo jest kurs wstępny tej metody na który z ciekawości się zapisałam, adresowana jest ona też do dzieci z nadpobudliwością psychoruchową, służy zmniejszeniu napięcia organizmu. Polecić nie mogę, bo nie stosuję jeszcze, ale słyszałam o tej metodzie wiele dobrego. Jak Cię to ciekawi, to tu są informacje: www.rozwiazacautyzm.pl/index.php/metoda-handle-przeglad

    Podejrzewam, że jest więcej sposobów na poradzenie sobie z tym problemem, trzeba tylko poszukać.
    --
    Inga Alicja ur. 13.05.2007
  • kanga_roo 05.10.10, 10:18
    nika. ja się często nie zgadzam z tym, co pisze makurokurosek, ale nie tym razem.
    sytuacja wygląda tak:
    1. nie radzisz sobie, czujesz, że Twoje życie zmienia się w koszmar.
    2. uważasz, że z winy dziecka.
    3. piszesz na forum "moje dziecko zamienia mi zycie w koszmar".
    4. jesteś zaskoczona, bo ktoś kto spojrzał na sprawę obiektywnie, dochodzi do innych wniosków niż Ty.
    5 otrzymujesz sporo rad, ale nie takch jak chciałaś.
    6. nie otrzymujesz też zbyt duzo współczucia, a nawet dostajesz ochrzan.
    5. nie podoba Ci się to, bo przecież chciałaś zmieniac dziecko, a nie siebie.
    6. zaczynasz się bronić - i wychodzi to co najmniej głupio.

    cytuję:
    A poradzil sobie tak świetnie bo nie naciskaliśmy na siłę rok temu, nasza intuicja nam powiedziala ze nie ma co się upierać, ze lepiej jak posiedzi rok w domu

    intuicja Ci powiedziała - po miesiącu zostawiania w przedszkolu dziecka w takim stresie, że aż bez kontaktu. aha.

    Ja po macierzyńskim nie poleciałam do pracy- zrezygnowałam z niej nawet licząc się z obniżeniem standardu życia, bo dla mnie dziecko i wspólne z nim chwile są najważniejsze[...]zostawienie dziecka po macierzyńskim z obcymi- to uważam za nieporozumienie.

    pomyśl sobie, co zrobiłaś z tym wspólnym czasem. na to, czy zostajemy z dzieckiem w domu, czy nie często nie mamy wpływu. ale na to, czy dziecko wychowujemy owszem.

    i dosyć już forumowania! do psychologa, do książek, do synka! sio! smile
  • nika1310 05.10.10, 10:31
    wiesz co, kto jak kto, ale słuchac rad od makurokurosek ktora całą ciążę- ktora była wpadką planowała skrobankę, o czym chętnie i często pisała, dziecko ma niechciane, nie wytrzymała z nim nawet macierzyńskiego, poleciała do pracy zostawiając z obcymi, nigdy nie miała tez z owym dzieckiem kłopotów- bo nie ona je wychowuje, tylko spedza godzinę czasu wieczorem a potem pisze że na skrobanke u mnie juz za późno, że dziecka nie kocham itp. To jest dopiero śmieszne. dziękuję kilku osobom za mądre wpisy- reszcie za smieciowe posty- DZIĘKUJĘ. I NINIEJSZYM ZAMYKAM TEN WĄTEK JAKO JEGO ZAŁOŻYCIELKA- NIE ZAMIERZAM JUZ TU PISAĆ.
  • makurokurosek 05.10.10, 11:31
    > wiesz co, kto jak kto, ale słuchac rad od makurokurosek ktora całą ciążę- ktora
    > była wpadką planowała skrobankę, o czym chętnie i często pisała

    Oczywiście, że nie ukrywam swoich odczuć. Dlaczego ? Dlatego że macierzyństwo kojarzyło mi się z gehenną, a okazało się czymś zupełnie innym. Jestem całkowicie świadoma co straciłam , i co zyskałam zostając matkom. Cieszę się, że wpadłam bo nigdy świadomie nie zdecydowałabym sie na macierzyństwo, bo dopiero będąc matkom dostrzegłam ile radości daje macierzyństwo.Nigdy nie wyobrażałam sobie że płacz dziecka można inaczej odbierać niż ryk, nigdy nie sądziłam ze nocne pobudki nie muszą być czymś niemiłym, że wesoło gruchające dziecko daje takiego powera, że kiedykolwiek postawię kogoś wyżej niż siebie, że bez żalu będę umiała zrezygnować z pewnych przyzwyczajeń, a teraz nie tylko rezygnuję ale nie odczuwam tego jako straty.
    Ale moja doświadczenie i moje wyobrażenie o macierzyństwie uchroniło mnie przed twoim spojrzeniem na nie, przed stworzeniem obrazka idealnego dziecka, i odrzuceniem rzeczywistego dziecka bo nie wpasowuje się w idealny obrazek, bo za bardzo odbiega od stworzonego ideału.

    ", nie wytrzymała z nim nawet macierzyńskiego, poleciała do pracy zostaw
    > iając z obcymi,"

    Nie dopasowuj sobie teorii do mojego życia. Poszłam do pracy po macierzyńskim, nie dlatego że chciałam ale dlatego że musiałam. Zaszłam w ciążę miesiąc po utracie pracy, pensja doktorancka mojego partner nie starczyłaby na pieluch a co tu mówić o wszystkich wydatkach związanych z maluchem. Mała pozostawała pod opieką babci.
    Nie wiedziałam, że babcia to osoba obca.Teraz już rozumiem, czemu twoje dzieci mają taki kiepski kontakt z dziadkami.

    "nigdy nie miała tez z owym dzieckiem kłopotów- bo nie ona je wy
    > chowuje, tylko spedza godzinę czasu wieczorem "

    Nie tylko ważne jest ile czasu spędzasz z dzieckiem, ale ważne jest jak go spędzasz. Uściślijmy wracałam do domu o 16:30 więc nie spędzałam z dzieckiem godziny, ale kilka godzin w ciągu dnia.

    "a potem pisze że na skrobanke u m
    > nie juz za późno, że dziecka nie kocham itp."

    stworzyłaś sobie obrazek idealnego dziecka, w który twój syn sie nie wpasował, więc go odrzucasz co widać po całym tym poście.

    "DZIĘKUJĘ. I NINIEJSZY
    > M ZAMYKAM TEN WĄTEK JAKO JEGO ZAŁOŻYCIELKA- NIE ZAMIERZAM JUZ TU PISAĆ."

    Forum i wątki na nim zakładane żyją swoim życiem, a ich autorzy nie zawsze dostają odpowiedz potwierdzającą ich zdanie. W twoim przypadku nie dostałaś takiej odpowiedzi, nie dostałaś potwierdzenia że twoje dziecko jest obrzydliwym, rozwydrzonym dzieciakiem, od wszystkich ( niezależnie jak długo udzielali sie w tym wątku) dostałaś za to sugestię że problem tkwi w tobie i twoich reakcja. To co zrobisz z tą informacją zależy od ciebie, osobiście nie sadzę abyś udała się do psychologa i spróbowała zmienić swoje podejście do syna.
  • makurokurosek 05.10.10, 12:17
    Ja nie chciałam dziecka przed porodem, ale kiedy się urodziło stało się najważniejszą osobą w moim życiu, ty kochałaś go w ciąży ale kiedy się urodziło odrzuciłaś go bo nie spełniał twoich oczekiwań.
    Obydwie miałyśmy swoje wizje macierzyństwa tylko w moim przypadku rzeczywistość nie mogła być od niej gorsza, w twoim przypadku rzeczywistość nie miała szans się z nią równać.
  • kanga_roo 05.10.10, 14:28
    jakie ładne podsumowanie smile
  • verdana 05.10.10, 18:43
    Makurokurosek, po co się tłumaczysz? To jakis absurd.
    Nie hasła i stosunek do ciąży jest wazny, ale stosunek do dziecka. ja miałam to samo co Ty w ostatniej ciąży, wpadkowej. Ciążą sie nie cieszyłam, dzieckiem bardzo, do pracy poszłam - o zgrozo, bo chcialam - zanim macierzyński się skonczył, dziecko było na zmianę z obcą osoba (własnym ojcem) i ze mna. A potem, kolejna zgroza, dałam do złobka.
    Nie mialam wizji macierzyństwa, bo je znałam, tylko nie chciałam doswiadczenia powtarzać. Co nie zmienia faktu, ze z niczego tak nie jestem zadowolona, jak z tej wpadki. I nie mam cienia wyrzutów sumienia, ze ciążą sie nie ucieszylam, grunt, ze dzieckiem się cieszę.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • morekac 05.10.10, 23:46
    Pacz pani, jaki ten los jest niesprawiedliwy...
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • jakw 05.10.10, 23:16
    Ej, imho zdecydowanie przeginasz z demonizowaniem młodego.
    Młody łazi na zajęcia z integracji sensorycznej a ty marudzisz, że nie umie się całkiem ubrać i porównujesz go z siostą, która takich problemów nie ma... Do głowy ci nie przyszło, że syn, ze względu na zaburzenia SI, może mieć problem z ubraniem się równie szybko jak siostra?Sąsiedzi już od kilku lat wiedzą, że młody wrzaskul , (twierdzisz, że policja była co 2-gi dzień) - ale nadal myślisz co powiedzą sąsiedzi.
    Moja młodsza też ma taki "zły" charakter: jako niemowlak ciągle darła japę (chyba że akurat miałą ją zatkaną maminym biustem), w miejscu do tej pory nie usiedzi, na placu zabaw cały dzień chciałaby siedzieć i chodzi na zajęcia z intergracji sensorycznej. Dodatkowo kiepsko rysuje i jeszcze trzeba z nią lataćdo logopedy. Starsza siosta przy niej jawi się jako wzór cnot niemowlęco-przedszkolnych - zwłaszcza, że pamięć rodzicieli już nie ta ;-/ (tak ro bywa w zaawansowanym wieku lat > 40). Tylko w odróżnieniu od twojego smykam moja młodsza nie rzuca się na glebę i nie wyprawia wielominutowych histerii (i nigdy nie wyprawiała, jakkolwiek pady na glebę sporadycznie występowały). Fakt,że nie ma młodszej siostry, tylko starszą i na dokładkę ta starsza siostra na pewno nie sprzątnie po niej czegokolwiek.
    Młody sobie radzi jak umie - a umie tak, jak został "naumiany" wskutek waszego postępowania. A pani w przedszkolu ma jakiś czarodziejską różdżkę zmieniającą diabełka w aniołka. Nie upieraj się więc przy "wredocie" syna tylko udaj się do specjalistów od fachowej pomocy w takich przypadkach.
  • morekac 05.10.10, 23:44
    a placu zabaw cały dzień chciałaby siedzieć
    Podejrzewam, że wcale na tym placu zabaw nie siedzi...
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • jakw 06.10.10, 22:12
    No fakt, pojęcie siedzenia na placu zabaw nie występuje w jej przypadku...
  • verdana 04.10.10, 11:28
    My też uwazamy, ze cos jest nie tak.
    Wiele dzieci 1,5 rocznych rzuca się na glebe i wyje - moj np. Tylko na ogół rodziice nie odrzucają za to dziecka, nie uwazają, ze jest okropne i nieudane, tylko ze małe i denerwujące czasem, jak to dziecko. Uznaliscie, ze syn się nie udał - i tak go traktujecie. Wszystkom wynagradza Wam za to slodka córeczka, ktorej cytowane przez ciebie wypowiedzi swiadczą o tym, ze nauczyła się juz źle traktować brata i maniupulować Wami, pokazywać,z ę jest "lepsza".
    Synek jest trudny, z tego się czasem wyrasta. Córeczka zaczyna być perfidna, a to zwykle zostaje. Być moze jest bardziej skrzywdzona, niż synek - choć obojgu nie zazdroszczę.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kindzie 19.10.10, 00:31
    verdana napisała:

    > Synek jest trudny, z tego się czasem wyrasta. Córeczka zaczyna być perfidna, a
    > to zwykle zostaje. Być moze jest bardziej skrzywdzona, niż synek - choć obojgu
    > nie zazdroszczę.

    Serio uważasz, że dwu i pół- latka jest "prefidna", bo nie rzuca się (jeszcze) na podłogę, nie wrzeszczy (jeszcze) godzinami i poprosiła kiedyś, żeby kupić bratu samochodzik? Najwyraźniej serio, bo już w którymś z kolei poście opisujesz tę perfidię i zepsucie dwulatki (z którego już, podła, na pewno nie wyrośnie - całe życie będzie knuć intrygi przeciwko bratku sugerując rodzicom, żeby kupowali mu coraz większe i bardziej wypasione auta).

    No cóż, moim skromnym zdaniem, nie tylko autorka wątku potrzebuje pomocy psychologa.
  • yula 19.10.10, 02:35
    a ty wiesz o czym piszesz? To że córka prosi o auto, to wcale nie koniecznie zrobienie przyjemności bratu, a może być podlizanie sie matce by znowu usłyszeć jaka ona wspaniała, a brat be. Nie znamy tej rodziny, tych dzieci, ale z tego co pisze autorka wątku wszystko idzie w tym kierunku. Znałam takie dzieci, nasze drogi sie rozeszły więc nie powiem jakie z nich dorosłe.
    --
    Julia,Maksiu i Tatiankasmile
    "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
  • kindzie 19.10.10, 08:18
    yula napisała:

    > a ty wiesz o czym piszesz? To że córka prosi o auto, to wcale nie koniecznie zr
    > obienie przyjemności bratu, a może być podlizanie sie matce by znowu usłyszeć j
    > aka ona wspaniała, a brat be. Nie znamy tej rodziny, tych dzieci, ale z tego co
    > pisze autorka wątku wszystko idzie w tym kierunku. Znałam takie dzieci, nasze
    > drogi sie rozeszły więc nie powiem jakie z nich dorosłe.

    Nie miej wątpliwości. Na pewno z takich perfidnych dzieci, które w wieku dwu lat podlizywały się rodzicom wyrośli nie mniej perfidni dorośli.
  • kanga_roo 19.10.10, 08:45
    dwulatek nie "podlizuje się" rodzicom świadomie i z premedytacją, jak by to zrobił dorosły. działa instynktownie, chce zadowolić rodziców. ale to rolą rodzica jest, żeby wyłapać niestosowne zachowanie dziecka i po prostu na nie nie pozwalać. natomiast autorka wątku takimi zachowaniami córki się zachwyca, a więc je utrwala.
    żeby nie było, że teoretyzuję - jestem mamą słodkiej, dwuletniej drobinki, która potrafi zdzielić starszego brata przez łeb, uszczypnąć czy podrapać do krwi. nie wątpię, że szybko by się nauczyła być miła kosztem braciszka.
  • kindzie 19.10.10, 10:15
    kanga_roo napisała:

    > dwulatek nie "podlizuje się" rodzicom świadomie i z premedytacją, jak by to zro
    > bił dorosły. działa instynktownie, chce zadowolić rodziców.

    Miło, że ktoś się ze mną zgadza.

    > ale to rolą rodzica
    > jest, żeby wyłapać niestosowne zachowanie dziecka i po prostu na nie nie pozwa
    > lać. natomiast autorka wątku takimi zachowaniami córki się zachwyca, a więc je
    > utrwala.
    > żeby nie było, że teoretyzuję - jestem mamą słodkiej, dwuletniej drobinki, któr
    > a potrafi zdzielić starszego brata przez łeb, uszczypnąć czy podrapać do krwi.
    > nie wątpię, że szybko by się nauczyła być miła kosztem braciszka.

    Nie spotkałam dwuletniego dziecka, które nie ugryzłoby czasami, nie uszczypało albo nie podrapało braciszka, siostrzyczki, matki, ojca albo ciotki. Podobnie jak nie spotkałam dziecka w tym wieku, które od czasu do czasu nie przymilało się do rodziców, nie było wobec nich usłużne i nie lubiło pochwał lub korzystnych porównań z innymi dziećmi.

    Czy autorka prawidłowo reaguje na zachowanie swojej córeczki? Można by na ten temat toczyć długie i zażarte dyskusje, gdyby podzieliła się z nami jakimiś informacjami co do tych reakcji, bo jak na razie nie napisała na ten temat praktycznie nic - koncentrowała się na swoim postępowaniu w stosunku do synka.

    W każdym razie przypisywanie dwuletniemu dziecku perfidii, złych i podstępnych intencji oraz wnioski o jego charakterze nieuchronnie spaczonym na całe życie wydają mi się znacznie bardziej zdumiewające niż postępowanie autorki wątku.
  • yula 19.10.10, 12:10
    Ja nie napisałam że już tak jest, a że jak matka nie zmieni postępowania do dzieci to tak może być.
    --
    Julia,Maksiu i Tatiankasmile
    "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
  • morekac 04.10.10, 12:05
    Czyli kiedy dzieciak 1,5 roczny mi się rzucał
    > na glebę i wyyyyyyył
    Nie, to nie były twoje przewidzenia. To była norma rozwojowa.

    sasiedzi tez uwazali ze coś nie jest tak
    Sąsiedzi, babcie i ciocie zawsze uważają, że coś jest nie tak i że dzieciak jest rozpuszczony. Że też jeszcze na to nie wpadłaś.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • ojka1 04.10.10, 23:03
    współczuje autorce wątku - ma jakis problem wychowawczy, zapytała grzecznie o radę baaaardzo cierpliwie wysłuchała waszych porad ale ile jeszcze bedziecie po niej jechac skad verdany i inne mamusie ktore nie wytrzymały kilka miesiecy ze swoim dzieckiem mozecie ja oceniac ze po 4 latach wyłała dziecko do przedszkola bo nie kocha. podobniejest wyrodną matką ze nie zawsze ma chęć stac jak pies na placu zabaw z pobudliwym dzieckie, ktore nie chce wracac do domu. Kurcze sama ma problem i trafiłam na to forum z przypadku ale dzieki za taką pomoc, zrezygnuję z waszych porad

    do autorki: rozwazałas taką opcje zeby przez kilka miesiecy z przedszkola odbierała go jakas pani, sasiadka zebyscie przez chwile mieli mozliwosc ominięcia najbardziej konfliktogennej sytuacji czyli powrotu do domu - on przychodzi z kims wy z corką zjadacie obiad i razem idziecie na spacer? pozdr
  • morekac 04.10.10, 23:13
    podobniejest wyrodną matką ze nie zawsze ma chęć stac jak pies na placu zabaw z pobudliwym dzieckie, ktore nie chce wracac do domu.

    Czytałaś, jak pobudliwe dziecko ciąga po placu zabaw młodszą siostrę - za nózki? ;-
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • ga-ti 04.10.10, 23:15
    Ojka, pytaj, pytaj, może przynajmniej od tej biednej mamuśki się odczepią i zajmą Tobą big_grin

    Pozdrawiam!
  • makurokurosek 04.10.10, 23:46
    Czy ty naprawdę nie widzisz różnicy między wysłaniem dziecka do przedszkola, a zesłaniem go tam by móc w końcu bez rozwrzeszczanego bachora zająć się swoją cudowną córeczką.

    "podobniejest wyrodną matką ze nie zawsze ma chęć stac jak pie
    > s na placu zabaw z pobudliwym dzieckie,"

    Dziecko autorki nie jest nadpobudliwe, o czym świadczy zachowanie w przedszkolu. Na placu zabaw dziecko autorki próbuje bronić się przed natarczywą siostrą lub bawić się z nią, i jak na ten wiek przystało nie jest na tyle przewidujące by zrozumieć które zabawy są dla niej niebezpieczne. Ale to nie czterolatek powinien zajmować się siostrą i zapewnieniem jej bezpieczeństwa tylko mamusia, która zamiast tego na obleganym placu zabaw siada na tyle daleko, że szybciej syn wyciągnie siostrę z piaskownicy i na siłę wciągnie ją na trzymetrową zjeżdżalnie niż mamusia zdąży dojść.

    "zre
    > zygnuję z waszych porad"

    Wszystkie porady , nie tylko moja są takie same : konsekwencja w działaniu, ale jednocześnie zmiana stosunku do dziecka.


  • jakw 05.10.10, 23:48
    A ja zaglądając do postu Niki pomyślałam sobie: "Rozpuścili dzieciaka a teraz problem" Ale wraz z biegiem wątku pojawiło się tzw. "drugie dno" - mama strasznie idealizuje córkę, a demonizuje syna. Wkurzyło mnie np. twierdzenie, że przez 4-letniego syna (będącego w stanie układać puzzle przez 2 godziny) mama nie może się wykąpać, w czym nie przeszkadza jej 2,5-letni brzdąc, który sam sobą się nie zajmie. Syn jest kompromitujący, syn jest wredny, syn jest nieodpowiedzialny , bo ciągnie siostę na zjeżdżalnię. itd Mama pisze o nim tak jakby był pyskatym, zbuntowanym 14-latkiem, w dodatky już popadającym w konflikt z prawem , a nie 4-latkiem. Przy czym wymagania są głównie wobec syna. Od córki nie wymaga się, żeby zjadła obiad o odpowiedniej porze (bo akurat nie jest głodna),od siebie nie wymaga się pilnowania choćby młodej na placu zabaw (bo mama uważa, że ma za dużo lat?), od taty nie wymaga się aktywności ("bo to taki typ - tak został wychowany"). Młody też został wychowany tak a nie inaczej. NIe wiem dlaczego Nika uważa, że wychowywanie młodego może coś zmienić, a wychowywanie męża nic nie da wink
    I uważam to obwinianie młodego chyba za wszystkie problemy życiowe za przegięcie - bo prawdopdobnie trudność charakteru młodego nie odbiega od normy dla dziecięcych charakterów. To nie jego charakter jest przyczyną takiego zachowania - przyczyną jest zapewme cała seria błędów wychowawczych, które teraz mozolnie trzeba naprawić - po to, żeby życie stało się znośne.
  • pam_71 11.10.10, 14:19
    Zgadzam się z Tobą Jakw wink
    Mnie uderzyło jeszcze jedno - ta licytacja i rankinag na bycie "dobrą matką". Jakby jej miarą było to - z czego się rezygnuje dla dziecka i ile sie poświęci dla niego. Ja akurat pochodzę z tego złego obozu, żeby nie powiedzieć, że wredna jestem na maxa, bo Młodych po macierzyńskim, na prawdę zostawiłam z obcymi (opiekunka)! Bardziej to była kwestia potrzeby chwili niż świadomego wyboru, ale jestem tej "potrzebie" dozgonnie wdzięczna ;-p Szczególnie dzisiaj, gdy dzieci więcej czasu spędzają w szkole/na podwórku z koleżeństwem, niż ze mną w domu. Ja mam swoją pracę - nie wypadłam z obiegu ;-p A tym samym nie mam powodów, aby obarczać dzieciaki winą za własne niezrealizowane cele. Ja jestem szczęśliwa i One też są szczęśliwe. Coś mi dzwoni - że w przypadku autorki wątku - tego elementu właśnie zabrakło ;-(
  • jakw 05.10.10, 21:55
    nika1310 napisała:

    > Mój syneczek nigdy nie był spokojnym dzieckiem, nawet kiedy był jedynakiem p
    > otrafił nieźle do pieca dowalić...Taki charakter widać
    Mhm, bo 1,5-roczne dzieci tak zasadniczo są bezproblemowe; tylko twój taki nieudany?
    Napisz może jeszcze, że już kiedy byłaś z nim w ciąży to wykazywał swoją złośliwość dosadnymi kopami...
  • magotka11 06.10.10, 23:50
    Dodam tak na koniec, że 4letnie dziecko rzucające się i wyjące przez 3 lata nie zna innego sposobu wyrażania uczuć, po prostu samo się juz w tym pogubiło. To dla niego większość życia. Sam sobie nie poradzi. Konieczna pomoc psychologa i odpowiednie nastawienie i traktowanie go przez rodziców.
  • pam_71 11.10.10, 13:35
    kamilkka30 napisała:

    > Obecnie córka ma 4 lata i ... kategorycznie odmawia ubierania skarpet... możemy
    > prosić, grozić i tak nie chce ich ubierać, widocznie niektóre pary skarpet był
    > y za ciasne i miała problem z ich ubraniem, co ją w końcu na tyle zirytowało, ż
    > e przestała smile

    Kamikka, bo zakładanie skarpet to wyższa szkoła jazdy jest wink Moja 9-latak, czasami jak ma gorszy dzień prosi - "Mamo, a pomożesz mi ze skarpetkami ?" i robi taką słodką minę jak Shrekowski KOt w butach ;-D ... a ja się daję na to nabierać ;-p
    Tylko, że ja z tych nadopiekuńczych, co to za 3-latkiem biegają po placu zabaw .... wink
  • camel_3d 07.10.10, 13:09
    nie znaczy ze jestes chory..albo twoje dziekco. ale psycholog dzieciecy bardzo pomaza zrozumiec mase sytuacji...i rozwiazac konflikty. lepiej pojsc wczesniej niz kiedy bezdie juz po ptakach
  • magumagu 20.10.10, 09:50
    Witaj.
    Przeczytałam cały ten mrożący krew w żyłach wątek.
    Nasunęło mi się kilka rzeczy.
    Ja od lat pracuję z dziećmi i po pierwsze wcale Ci się nie dziwię, że "wolisz" charakter córki. Na Twoim miejscu unikałabym jednak wartościowania : grzeczna - niegrzeczny; aniołek - diabełek. Staraj się, sama dla siebie, używać jednak szerszego słownika przy określaniu cech swoich dzieci : czyli np. on jest pobudliwy, emocjonalny, głośny, płaczliwy (oczywiście dodaj też mnóstwo zalet, czyli np. sprawny fizycznie, towarzyski, łatwo adaptujący się w nowym środowisku - patrz pochwały w przedszkolu). To samo wzgędem córki: spokojna, zrównoważona, cicha, ale może też np. flegmatyczna, bez własnych zainteresowań (nie ciągnie jej do własnych zabawek, itp.). Ja po latach kontaktu z dziećmi stwierdzam, że nie ma grzecznych czy niegrzecznych to bardzo uproszczone myślenie i radziłabym Ci w ogóle wykreślić ze słownika takie słowa. Taki schemat myślenia utrwalasz przede wszystkim w sobie. Ja równiesz "wolę" dzieci spokojne, bo łatwej się z nimi pracuje, ale to, że wszyscy im zawsze powtarzają jakie to są grzeczne prowadzi do tego, że robią się tak upierdliwe, że już chyba lepsze są te łobuzy.
    Co do bicia i szarpania- to normalka, że dzieci w podobnym wieku się tłuką, na razie Twoja córka jest słabsza fizycznie, ale przyjdzie taki dzień, że tak się bratu odwinie, że odechce mu się przepychanek. Jednak mała jest w komfortowej sytuacji, od starszego brata szybciej nauczy się paru rzeczy - na zjeżdżalni np. nie rób wielkiej afery kiedy on ją gdzieś ciągnie. Powiedz mu np. tak" "Pokaż siostrze jak się zjeżdża, nauczymy ją, zjedź kilka razy, a potem ja pomogę jej wejść. Jak młoda ryczy to postaraj się ją przekonać, że spróbowanie nie boli i nie będzie musiała więcej tego robić jeśli się jej nie spodoba. Staraj się patrzeć na to starsze dziecko jako jednak na mądrzejsze, ewidentnie brakuje mu poczucia własnej wartości przy Tobie.
    Twój syn nie ma raczej zaburzeń neurologicznych, bo w przedszkolu czy z tatą zachowuje się poprawnie. Mało też piszesz o ojcu - tylko tyle, że jest rzadko i faworyzuje córkę. Sorry, ale bez niego nie będzie poprawy, a kiedy syn będzie miał 6 lat to w ogóle Ty zejdziesz na dalszy plan i kontakt syna z tatą będzie kluczowy.
    Nie piszesz też czy syn ma własny pokój czy dzieli go z siostrą? Tak czy siak- on musi mieć coś własnego i tylko swojego. No bo przepraszam, gdyby mnie np. ktoś ruszał mojego laptopika bez MOJEGO pozwolenia, czy brat, czy mama czy mąż czy dziecko - szlag by mnie trafił. A jego siostra bawi się jego rzeczami do woli - możę jej też należało by wytłumaczyć, że są rzeczy, które należą tylko do brata? Rodzeństwo rodzeństwem ,ale jest ich tylko dwójka, a nie np. pięcioro... No i chłopak musi mieć miejsce, które jest tylko JEGO.
    Co do histerii - jeśli wypróbowałaś już sposób z zostawianiem go samemu sobie to spróbuj inaczej: jak zaczyna się rzucać to bierzesz go na ręce, nic nie tłumaczysz, mocno przytulasz i zanosisz do domu, na ławkę i mówisz tylko: "Uspokuj się to pogadamy". Żadnych kar odwleczonych w czasie, zabierania zabawek po dóch godzinach i zbędnego gadania. Reakcja ma być w danej chwili, czterolatek nie potrafi jej pokojarzyć z tym co zrobił wcześniej. Ja, niestety, w takim momencie dałam swojemu synowi klapsa. Wiem, że nie wolno, że to złe i tak dalej, ale ocuciło go to z amoku...
    No i staraj się też go zrozumieć, nie wymagaj za dużo, przytulaj i kochaj. Może nie będzie mistrzem świata w żadnej dziedzinie ( a może będzie), ale akceptacja i miłość jaką dostanie od Ciebie i ojca będą polisą na całe jego życie. Ty też jesteś osobą po przejściach i chyba więcej ich już nie potrzebujesz, więc warto powalczyć i wysilić się w ustawieniu sobie stosunków z synem. Męża też w to zaangażuj, inaczej zwariujesz i skrzywdzisz siebie i dzieci.
    Pozdrawiam!
  • nika1310 20.10.10, 11:14
    dziękuję Ci za ten post. Niestety mój mąż pochodzi zupełnie z innej kultury, nie jest Polakiem, w jego kraju jest patriarchat mocno zakorzeniony. Jak rozmawiam z nim o zajmowaniu się dziećmi, gotowaniu czy sprzataniu przez niego w domu, to patrzy na mnie jakby mi nagle czułki zielone wyrosły na głowie. Bo u niego w kraju nigdy przenigdy mężczyźni tego nie robią. Najpierw skacze koło nich mamusia i siostry a potem żona i córka. On po prostu nie wie o czym ja mówię, bo nigdy się z tym nie spotkał. W jego kraju może co najwyżej pójść z nastoletnim synem na mecz i to całe jego ojcostwo. Zajmowanie się przez niego dziećmi uważam za nierealne marzenie.
    W grę wchodzi jedynie przedszkole dla dwójki dzieci, albo obca osoba, która za pieniądze się dziećmi zajmie. a ja uważam, że skoro dzieci juz właściwie nie maja obecnego w domu ojca, albo raczej napiszę- aktywnego wychowawczo ojca i nie mają dziadków i cioć i wujków- to może lepiej niech mają chociaż matkę.



    Synek i córka mają jeden pokój, część zabawek jest wspólna- mają 8 paczek lego duplo, każde z nich się nimi bawi, wszystkie książki wspólne. Synek jest fanem zygzaka z bajki Cars i zbiera autka. Córka nie ma ulubionej postaci bajkowej. Obydwoje lubia malowanie, kredki, plastelinę. Wszystko to jest wspólne.Córka się nie bawi zabawkami, ale bawi się w takie wymyślone zabawy, lata z durszlakiem na głowie, na łóżku robi łódź podwodną itp. Ale zabawki jej nie interesuja, w znaczeniu nie zabiega o nie, nie chciałaby żadnej mieć, zabrana do sklepu z zabawkami nie mówi ze coś chce.

    Co do określenia grzeczne/niegrzeczne to może rzeczywiście to błąd, bo dla każdego co innego oznaczaja te pojecia. Moim zdaniem można je zastapić pojęciami dziecko które łatwiej przystosowuje się do zasad panujacych w społeczeństwie, dziecko z którym łatwiej żyć w grupie itp. Przyznaję że z dzieckiem o charakterze córki łatwiej żyć, łatwiej zrobić zakupy, pojechac w odległe miejsce tramwajem, iść do urzędu, do dentysty itp. Z synkiem nie ma takiej mozliwości i nigdy nie było.

    co do wypominania kolezanek dotyczącego kąpieli w obecności dziecka w domu. Tak, w moim przypadku nie mogę się wykąpać przy 4 latku w domu, bo panicznie się boi zamkniętej kabiny i mnie w niej. Wydaje mu się że ja znikam i że jest sam w domu wtedy. Przy otwartej nie mogę sie wykapać, bo się leje na posadzkę i do korytarza. Córka w takim przypadku bierze sobie krzesełko mamuta i siedzi pod kabiną. Ale tego nie zrozumie nikt kto samotnie nie wychowywał dzieci. Trudno mi prosic o przyjście sąsiadów do pilnowania syna. Nie zawsze też mogę czekac z kapielą aż oni zasną. Czasem jestem tak strasznie zmęczona ze już o 17 bym się położyła spać.

    Jeśli chodzi o zjeżdżanie ze zjeżdżalni, to mała to wszystko umie i próbowała, ale nie ma ochoty i jeśli mówi że nie ma ochoty się w daną rzecz bawić to ja nie zmuszam. Podobnie jak nie zmuszam synka w zabawę misiami czy czesanie laleczek, jeśli mówi że nie chce. W ogóle na placu zabaw staram się nie narzucać zabawy, chcę żeby dzieci robiły to co chcą i z kim chcą. Żeby poznawały nowe dzieci, nie chodzę krok w krok, pozwalam się przewrócić na rowerku, pochlapać błotem, nie muszą czuć mojego dyszącego oddechu na plecach. Piszesz żeby nie stosować kar odsuniętych w czasie, czyli wcale nie karać? A jeśli karać to w jaki sposób?

    Musze tu napisać, że syn od 3 tygodni nie miał histerii, udało sie też odzwyczaić go od roszczeń dotyczących prezentów po przedszkolu. W zamian dostaje soczek albo idziemy do cukierni i wybiera sobie ciastko.

    jeszcze raz dziękuję za Twój normalny post

    pozdrawiam
  • jakw 20.10.10, 12:31
    Nika, mojego męża to chyba zawsze obsługiwała jego mama. I wyobraź sobie, że teraz sobie te koszule sam pierze, prasuje, umie zrobić zakupy (nawet jak rzucę ogólne zdanie "warzywa" bez wyszczególniania każdego składnika ) i nie umiera z głodu przy lodówce pełnej jedzenia.
    A może jakaś pani wpadająca do domu raz w tygodniu i sprzątająca mieszkanie mieściłaby się w waszym zasięgu finansowym?

    > Przyznaję że z dzieckiem o charakterze
    > córki łatwiej żyć, łatwiej zrobić zakupy, pojechac w odległe miejsce tramwajem,
    > iść do urzędu, do dentysty itp. Z synkiem nie ma takiej mozliwości i nigdy nie
    > było.
    Być może znowu za bardzo wsadzasz swoje dzieci do szufladek. Twoja córa ma w tej chwili 2,5 roku; gdy twój syn miał 2,5 roku córka miała rok i obawiam się, że zasuwanie z 2-jką takich maluchów do jakiegolwiek urzędu czy lekarza to byłaby trudne - nawet gdyby 2-jka dzieci była obdarzona anielskimi charakterami. Chodzi mi o to, że to, co teraz robisz spokojnie z córką 2,5-letnią gdy młody jest w przedszkolu, być może udałoby ci się osiągnąć i z synem -gdyby nie był starszym rodzeństwem. Na pocieszenie dodam, że moja młodsza już ostatnio w poczekalni u laryngologa nie zachowywała się jak najdziksze dziecko w okolicy wink - jak to się działo, gdy miała lat 3 czy 4.


    > co do wypominania kolezanek dotyczącego kąpieli w obecności dziecka w domu. Tak
    > , w moim przypadku nie mogę się wykąpać przy 4 latku w domu, bo panicznie się b
    > oi zamkniętej kabiny i mnie w niej.
    Ale to pewnie nie jest wina jego "zaborczego" charakteru...

    > Przy otwartej nie mogę sie wykapać, bo się leje na posadzkę i do ko
    > rytarza.
    > Ale tego nie zrozumie nikt kto samotnie nie wychowywał dzieci
    Nie , tego nie zrozumie nikt kto ma wannę wink Myślałaś o jakimś małym remoncie, wyższym brodziku itp? Rozumiem, że dzieciaki kąpią się same przy zamkniętej kabinie?

    > Czasem jestem tak strasznie zmęczona ze już o 17 bym się położyła spać.
    Ale i tak się nie położysz o 17... Olej porządki w domu i spróbuj dać sobie trochę luzu w ciągu dnia.

    > W ogóle na placu zabaw staram się nie narzucać zabawy, chcę żeby dzieci robiły to co chcą > i z kim chcą.
    Bycie w miarę blisko i obserwacja - tak, żebyś mogła interweniować w razie potrzeby, nie oznacza od razu ciągłej ingerencji.

    > Piszesz żeby nie stosować kar odsuniętych w czasie, czyli wcale nie karać?
    Raczej chodzi o to, że kara ma być natychmiast (np. sypałeś piachem, więc wyjdź z piaskownicy, usiądź obok mnie na ławeczce i posiedź tak pół minuty czy minutę ), a nie za 3 godziny oznajmiasz młodemu, że za jego dzisiejsze wybryki w piaskownicy (kilka razy sypnął piachem mimo twoich upomnień) zabierasz mu samochody i ma być grzeczny, żeby je odzyskać.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • nika1310 20.10.10, 13:11
    no mój mąż tez z głodu nie umiera. Obiady je zawsze w restauracjach, zawsze w trasie, poza domem. Razem jemy CZASEM w niedzielę. Zakupy robi, nie powiem, ale nie zwraca uwagi na ceny produktów. Wybiera przypadkowo z półki, to też mnie trochę irytuje ze względów oszczędnościowych.

    Ale ja nie napisałam że dzieci są tak nieznosne ze nie mogę sie wykapać, tylko że chciałabym miec czasem chwilkę dla siebie chociazby zeby się wykapać. Z resztą teraz nie ma tego problemu, bo kapię się, robię zakupy itp kiedy synek jest w przedszkolu.

    Wszystko się strasznie zmienia, ja też patrze na to z dystansu, bo to o czym pisałam miesiąc temu np juz ewoluowało i nie ma miejsca albo występuje w innej formie. Więc już nie mam kłopotu z kapielami, z zakupami, od 3 tyg nie było histerii (chyba tez się to wiąże z tym, że syn sie poczuł pewnie w przedszkolu, wie że zawsze po niego wrócimy. W przedszkolu zostaje do 15.15 bo od pazdziernika chodzi na podwieczorki więc ja i córka zdążymy zjeść obiad przed odebraniem go, w związku z czym możemy dluzej pospacerowac i wreszcie pogoba się zmieniła i dzieciaki do 19 już nie wytrzymują na dworzu bo im dupska przemrozi smile
  • morekac 20.10.10, 13:20
    No i widzisz, da się z nimi żyć...
    Prawda, niestety, jest taka, że dzieci są męczące, zwłaszcza małe. Z czasem jednak sytuacja ulega poprawie - tak mniej więcej w okolicach wyfrunięcia młodzieży z rodzinnego domu wink.
    Z karami dziewczyny mają rację: albo zaraz, albo wcale.
    --
    - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
  • magumagu 21.10.10, 09:01
    No widzisz, całkiem do ułożenia jest ten Twój Synek smile

    Natychmiastowa "kara" to dla mnie np. posadzenie na ławce do momentu aż się nie uspokoi (jeśli z niej schodzi i nadak rzuca się na ziemię - hmmm, znaczy się doskonale wie co robi i jak Tobą manipulować wink

    Co do męża. Z jednej strony masz rację- rdzenia jego osobowości nie zmienisz, ale on też trochę się przecież musi dostosować do Twojej mentalności - jeśli wyjścia z dziećmi to może częściej, może z dwójką, będą coraz starsze - będzie łatwiej, zobaczysz. Znam też wiele małżeństw, gdzie facet bryluje po świecie, a żona siedzi z dziećmi - dwójką, trójką, czy są mniej partnerscy niż te pary gdzie oboje pracują? Nie jestem pewna. Taki podział i już, obojgu im pasuje. Dzięki pracy Twojego męża Ty nie musisz pracować, a jedynie możesz - to wielki komfort. Z czasem przecież możesz wrócić do pracy - za rok, za pięć, możesz założyć własną firmę, pracować na pół etatu, zatrudnić pomoc do domu (w sprzątaniu np., niekoniecznie do dzieci). Na Twoim miejscu jednak nie zapominałabym o sobie i swoim rozwoju, kiedy już dzieci odchowasz. Póki co może uda Ci się namówić męża, żeby częściej z dzieciakami wychodził, nawet na ten mecz. Może wyjechałby sam z synem na parę dni? A może po prostu odbędzie z nim męską rozmowę, że mamie trzeba pomagać i jej słuchać? U mnie mąż też nie miał zbyt wiele czasu, bo ciągle był w pracy, ale takie gadki potrafiły uczynić cuda, młody zaczynał czuć się naprawdę odpowiedzialny za to, co robi... Wyjechali też parę razy sami - ja musiałam zagryźć zęby, że np. dziecko zje obiad o 18 albo wieczorem się nie wykąpie, bo padnie ze zmęczenia. Założę się, że wiele Twoich problemów z dziećmi wynika z przemęczenia i takiej właśnie niemożliwości złapania oddechu w samotności. Ja kocham swoje dziecko nad życie, ale najlepszy czas dla mnie to wtedy, kiedy wyjeżdża z moimi rodzicami na wakacje na 3 tygodnie smile Potem przez 3 miesiące działamy wszyscy jak rodzinka z katalogu.

    A z takich praktycznych, doraźnych porad. Spróbuj wyznaczyć dzieciom, a przynajmniej synkowi wydzielić jakieś prywatne miejsce w ich pokoju - biurko z szafką zamykaną na kluczyk, albo przynajmniej mały stolik na jego kolekcję autek, który sam sobie oznaczy, że jest jego - pookleja go samodzielnie, itp. A córkę też naucz, żeby np. pytała brata, czy może się pobawić jego ukochanymi autkami (możecie to zrobić razem). Jak się nie zgodzi, to trudno, ona musi to też umieć zaakceptować. Muszą oboje nauczyć się szanować swoją odrębność.
    A te wszystkie szarpania, płacze, bijatyki, zazdrość, zabieganie o względy mamy - to wszystko normalka. Mam czasem wrażenie, że dzieci traktują się nawzajem jak zabawki, nie myślą o tym, że ktoś inny czuje, że go boli, że mu przykro, itp. Widzę, że w pierwszej klasie mojego dziecka jest to samo- jak coś komuś nie pasuje to zaraz jest jakaś przepychanka - dobrze, że nie muszę czesto na to patrzeć bo bym zwariowała.

    I jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy. Kiedy na zajęciach mam np. 10 dzieci, to zawsze najbardziej poszkodowane jest to najgrzeczniejsze - coś tam robi, nie potrzebuje mojej uwagi, a w rezultacie - najmniej korzysta z tych zajęć (plastycznych), bo najrzadziej do niego podchodzę. Także nie zapominaj o swojej córce.

    Aha. Staraj się też niw wykształcić w chłopcu przekonania o miłości warunkowej. Tzn. jesteś grzeczny = kocham cię, zajmuję się tobą. Powtarzaj mu: "Kocham Cię, ale twoje zachowanie jest bardzo niedobre, nie wolno ci tak robić." W końcu dotrze. No i dużo, dużo przytulaj. Oboje.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, przepraszam za chaos wypowiedzi.
  • magumagu 21.10.10, 09:35
    U mojego dziecka, które ma 6 lat świetnie się już sprawdzają szlabany - na komputer zwłaszcza. Ale to już musi coś solidnie przeskrobać.
  • nika1310 21.10.10, 11:18
    co do miłosci warunkowej, juz się upewniał- mamo, a jak nie będę cię słuchał, to też mnie będziesz kochała? Zawsze odpowiadam, że zawsze go będę kochała, że jest moim synkiem. I że fajniej bym sie jednacz czuła żeby jednak mnie słuchał.

    Zgadzam sie całkowicie, że najwięcej problemów wynika z samotnego rodzicielstwa i braku rodziny, która by stanowiła wsparcie. Wiele rzeczy u mnie nie występuje które są normalne w innych rodzinach. np córka urodzila dziecko, więc jej mama pyta czy nie przyjechać pomóc w pierwszych dniach bo ciężko sie ruszać 4 dni po cesarskim cięciu. Moja mama miała premierę w teatrze a potem nie mogła bo miała zarezerwowany wyjazd. I tak dziecko już ma 4 lata i nigdy nie spędziło godziny sam na sam z babcią. A mnie pozostał żal i niesmak. Ale to temat na osobny wątek.

  • tu_mama 22.10.10, 09:42
    nika.. ja wczoraj przeżyłam atak histerii mojej 2-letniej córki.. pierwszy.. dziś jest piątek, w poniedziałek miała pierwszy ale w domu. to co przeżyłam wczoraj.. nie wyobrażam sobie powtórki. płacz, krzyk, kładzenie się na chodniku, spojrzenia przechodniów, złote rady babć "niech jej pani przyłoży, no tak teraz się nie bije i proszę bardzo..". to dulatka, 86cm wzrostu, 12kg wagi, dałam rade ją przytrzymać, uspokoić, aż usnęła.. nie wyobrażam sobie takiej sytuacji z 4-latkiem. współczuje, ściskam mocno i życze dużo siły. ja mam taki mętlik w głowie.. czytam rady dziewczyn wyżej - co mam robić już szybko żeby nie było gorzej.. boże a tak się starałam.. tak ją kocham a czuje sie totalnie bezsilna, zła, beznadziejna matka.. w głowie mam pustke. nie będę pisac co się stało itd bo "nie mój wątek".. ale nika złego słowa ci nie napisze...
    --
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-35079.png http://s2.pierwszezabki.pl/017/0174259a0.png?5551
  • magumagu 08.11.10, 23:12
    Co słychać?
    Jest lepiej?
  • nika1310 09.11.10, 16:10
    Jest duzo lepiej ale za nami 2-tygodniowa choroba syna i związane z nią siedzenie w domu. No i oswajanie na nowo przedszkola. Nie chce teraz chodzić i rano popłakuje bo fajnie mu było w domu. Skutkuje jedynie podpowiedziany już tu surprisedBOWIĄZEK!. To obowiazek i trzeba iść do przedszkola i na razie on to przyjmuje. Byłam na spotkaniu z panią i powiedziała że to złote dziecko, ale bardzo nieśmiałe i cichutkie. Aż się zdziwiłam po tych słowach- myślałam na początku że go z kimś pomyliła ale nie...Jak jedna osoba potrafi się inaczej zachowywać w różnych środowiskach.
  • makurokurosek 09.11.10, 20:11
    Aż się zdziwiłam po tych słowach- myślałam na początku że go z k
    > imś pomyliła ale nie...Jak jedna osoba potrafi się inaczej zachowywać w różnych
    > środowiskach.

    Raczej jak bardzo w domu brakuje autorytetu i bezpieczeństwa, które skutkuje anarchią i zagubieniem dziecka.
  • magumagu 10.11.10, 09:36
    No nie zgadzam się z tym akurat.
    Dzieci na rodzicach, do których mają zaufanie testują wszystko. Potem "przy ludziach" okazuje się, że jednak potrafią się zachować.
  • makurokurosek 10.11.10, 10:14
    Dwulatek owszem testuje na co może sobie pozwolić, czterolatek dokładnie już to wie.
    Dziecko testuje nie dlatego, że ma zaufanie do rodziców, ale dlatego że chce zobaczyć na co może sobie pozwolić, a jego zachowanie przy innych ludziach zależy od tego czy ci inni budzą w nim respekt i mimo obecności rodziców potrafią twardo ustalić reguły.
    Przedszkolanki nie mają problemu z zachowaniem syna autorki , bo w przedszkolu panują zasady, a za ich łamanie dziecko ponosi konkretne konsekwencje , w domu autorki nie ma zasad nie ma granic jest tylko samowolka i dodatkowo obarczanie winą za swoje niezdecydowanie i ciapowatość czterolatka.
  • magumagu 10.11.10, 10:54
    Rodziców testują nawet 15-latki. Nie jest wcale tak, że dziecko się da jakoś raz ustawić - to praca na całe życie i różne są w niej etapy. Przedszkolanki nie mają czasu żeby się zajmować każdym dzieckiem z osobna i muszą wprowadzać rygor. Taka dyscyplina w domu kojarzy mi się bardziej z koszarami a nie z normalnym życiem.
  • makurokurosek 10.11.10, 11:40
    Oczywiście, że piętnastolatkowie tesują rodziców, ale nie dlatego że nie wiedzą na co mogą sobie pozwolić ale dlatego że wkraczają w okres dojrzewania , przestają być dziećmi a powoli stają się osobami dorosłymi mającymi coraz więcej praw. Nie porównuj piętnastolatka do czterolatka bo to tak samo bezcelowe co porównywanie go do dwulatka.

    "Przedszkolanki nie
    > mają czasu żeby się zajmować każdym dzieckiem z osobna i muszą wprowadzać rygor"

    Mam jedno dziecko, a mimo wszystko stosuje granice i zasady. Uważam,że to nie zależy od ilości dzieci ale od osobowości rodzica czy opiekuna.

    'Taka dyscyplina w domu kojarzy mi się bardziej z koszarami a nie z normalnym
    > życiem."

    Dzięki Bogu rzucający się na glebę i histeryzujący czterolatek jak na razie to nie norma społeczna a objaw całkowitej nieudolnoscią rodziców.
    Wybacz ale zarówno w przedszkolu jak i w domu moje dziecko nie jest poddawane terrorowi, a stosowanie się do panujących zasad nie uważam za dramat lecz za normę ułatwiającą wszystkim życie. Dziecko ma prawo do wyrażanie swojej opinii, do okazania smutku czy rozżalenia tak samo jak do okazania radości, ale należy nauczyć dziecko w jaki sposób może to robić i robi się to zazwyczaj w okolicy drugich urodzin dziecka.
  • magumagu 10.11.10, 11:56
    A jednak pomiędzy 2-gim rokiem życia a okresem dojrzewania nie ma jakiejś luki, w której dzieci są tylko grzeczne, bo przyswoiły sobie zasady panujące w domu. Wszystko też zależy od charakteru dziecka, więc takiego rzucanie gromów na kogoś za to,że jego dziecko jest bardziej histeryczne niż inne jest protekcjonalne i niesprawiedliwe. Jasne, to rodzice powinni pomóc dziecku nauczyć się radzenia sobie z emocjami, ale u niektórych ten proces jest bardziej długotrwały.