Dodaj do ulubionych

Kary dla dziecka

19.09.11, 09:59
Na bazie mojego wczesniejszego watku o wyprowadzaniu z równowagi.
My nie bijemy, nie wyzywamy, staramy sie panowac nad tym, co mówimy ( nawet jak jest czasem cięzko...), ale czasem sie nie da obyc bez kary - szlaban na TV, na wyjscie z kolegami ( to rzadko i jako "wyzszy" wymiar kary), szlaban na komputer. Od nowego roku bedzie dostawac regularne kieszonkowe, wiec moze i na tym sie odbije. Ale przyznam, ze mimo ze kary nie sa na porządku dziennym, to ostatnio mam wrazenie, ze powyzszy repertuar mi sie konczy, nie bardzo mam pomysł, jakie inne rodzaje kar mozna stosowac. No i nie chciałabym przeginac, boje sie, ze moze to przyniesc skutek odwrotny... A Wy do czego sie uciekacie? jak karzecie dzieci za ich przewinienia? Wiadomo, inne kary dla dziecka 3 letniego, inne dla 10...
Z wczesnej młodosci mam baaaardzo przykre wspomnienia kar stowoswanych na mnie. W sumie teraz powiedziałabym, ze to nie tyle były "kary", co znęcanie sie psychiczne, mimo ze raczej nie byłam bita fizycznie, za to raniące słowa oraz szantaze emocjonalne zaskutkowały fatalnymi wrecz kontaktami z rodzicami do dzis...

Jak więc odpowiednio karac dziecko, aby ani nie podkopywac jego poczucia wartosci, poczucia bezpieczeństwa oraz aby w przyszłosci mogło przyznać, że owszem, kary sie zdarzały, ale ogólnie wyszły mu na dobre?
Edytor zaawansowany
  • 19.09.11, 10:13
    Nie polecam żadnych kar, które odbiją się na kieszonkowym. Dziecko wtedy nie uczy się gospodarować pieniędzmi, bo naprawdę nigdy nie wie, czy je dostanie czy nie. A kieszonkowe m.in. temu ma służyć. Poza tym kary powinny być jakos powiazane z wina - oprócz kradziezy nie widzę nic, co by mogło być związane z kieszonkowym.
    Kary sa konieczne raczej dla okazania dezaprobaty, zeby dziecko wiedziało, ze cos nam się nie podoba. Służą też do tego, aby rodzić rozładował swoja złość. Ale zmartwię Cię, z mojego doswiadczenia nie działają w ogóle, na zmiane zachowania. A jesli podziałają - to zazwyczaj dlatego,że były zbyt okrutne.
    Czyli - kary tak, ale bez przesady, rzadko i bez nadziei, ze to coś zmieni, szczególnie w przypadku starszego dziecka.
    Po 20 latach stosowania kar za ukrywanie stopni (troje dzieci, zeby nie było, ze indeksy sprawdzam), któregos dnia mój ojciec, gdy chciałam ukarać najmlodszego nastolatka powiedział "Słuchaj, daj spokój, to nic nie daje". Zobaczyłam stopnie, powiedziałam "Aha, no cóż." I nic. 15-latek czekał, nie doczekal się ani krzyku, ani kary, rozpłakał się - i mowi o stopniach... Nie o wszystkich, ale prawie. Juz dwa lata.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 19.09.11, 10:29
    Hmm, właśnie mi uświadomiłaś, że ja nie stosuję kar. Jakoś nie czuję takiej potrzeby.
  • 19.09.11, 10:40
    Mam dwoje dzieci (trzecie w drodze) i nie stosuję żadnych kar, nie wychowuję dzieci bezstresowo, nie na wszystko im pozwalam, rozmawiam, tłumaczę, uczę przepraszać, naprawiać błędy, czasami konsekwencje swoich zachowań odczuwają na własnej skórze. To bardziej pouczające niż stosowanie najwymyślniejszych kar. Poza tym stawiam na nagrody , niekoniecznie materialne, sprawdza się uśmiech, dobre słowo, pochwała. Chyba jestem bardzo liberalną mamą, dzieci wiedzą co mogą a czego nie , jasno ustalone zasady to jest to. Mnie się udało i wszystkim nam jest łatwiej.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 19.09.11, 10:43
    moj maz nie umie stosowac zadnych kar, wszystko odpuszcza, nawet moje kary zastosowane dla corki - typu ine ma tv, nie ma slodyczy itp
    wiec ja chcac nie chcac stosuje tylko reprymende slowna, chyba ze mam okazje przypilnowac wykonania kary
    ale tak, wlasciwie te kary splywaja po dziecku jak po kaczce
    to samo ja pamietam z wlasnego dziecinstwa
    no powiedzmy w czasach nastoletnich zakaz wyjscia byl bolesny a wczesniej to nic mnie nie ruszalo
  • 19.09.11, 11:39
    my stosujemy kary,ale tylko w wypadku kiedy jesteśmy w stanie je wyegzekwować, np sprzątanie pokoju 2 dni z kolei (normalnie sprzątają na zmianę - wspólny pokój), brak słodyczy, brak komputera, to takie kary godzinne, jednodniowe, zależnie od przewinienia. Jedyne czego się trzymamy to konsekwencja, jeżeli już jakąś karę dostaną to konsekwentnie egzekwujemy.
    Konsekwentnie też nagradzamy, chwalimy i to robimy znacznie częściej ale niestety bez kar też nie nie obywa.
    --
    Kasieńka ma dziś...
    Majeczka ma dziś...
  • 19.09.11, 13:02
    No u nas kary tez nie są na porządku dziennym, ale czasem sie nie obejdzie. No bo co zrobic, jesli np. dzieciak wraca do domu, plecak na podłodze, kurtka na podłodze, a on w butach siada przed tv. Przypominam raz, drugi, i ciagle słysze "zaraz" i nic sie nie dzieje? Albo prosisz, zeby skonczył sie bawic i szedł sie myc/odrabiac lekcje/sprzatac etc. Znów jest "zaraz", zabawa trwa nadal - ile można prosic? Nigdy nie dajemy kary bez poinformowania o takiej mozliwosci, ale jesli to nie działa i Młody nadal ma wszystk gdzies? Tak jak ktos pisze - reprymenda słowna. Ok. A dzieciak dalej nic? To co wtedy?
  • 19.09.11, 13:14
    plecak na podłodze, kurtka na p
    > odłodze, a on w butach siada przed tv.
    Pożyczę ci mojego kota. On leje na takie rzeczy rzucone na glebę... wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 20.09.11, 08:53
    No i teraz chyba wszystkie emamy mnie zlinczują, ale się odważe. A ileż lat ma twój syn? Ja w takiej sytuacji pewnie bym odpuściła, rzeczywiście tak bardzo przeszkadza ci plecak na podłodze? A kurtka cóż poinformuj delikwenta że jutro pójdzie do szkoły w brudnej kurtce. Wlazł w butach do pokoju, niech poodkurza, jest takim samym domownikiem jak reszta i jego prawem i obowiązkiem jest o ten dom dbać. Jeżeli kary, ciągłe marudzenie, ciągłe suszenie głowy są u was na porządku dziennym to wcale się nie dziwię że młody przestaje na nie reagować. Zadaj sobie pytanie ile razy pochwaliłaś go za to że zdjął buty tam gdzie trzeba, że powiesił kurtkę na wieszaku? Pochwałami za drobne sukcesy osiągniesz znacznie więcej niż ciągłymi karami za złe postępowanie. Pozdrawiam i życzę dużo spokoju, na pewno ci się przydasmile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 20.09.11, 10:11
    Zamiast bezskutecznie upominać (on i tak tego nie słyszy...) po prostu wyłącz telewizor, zarekwiruj zabawki itp itd. Dzieci słyszą tylko jasne i krótkie wypowiedzi (nie chcę użyć słowa "polecenia"), wszysko inne przez nie "przelatuje" bez żadnych efektów. I faktycznie pochwały i nagrody mogą zdziałać cuda, ale najważniejsze jest zaprzestanie gderania... To z własnych doświadczeń z 3 sztukami, najmłodsza już prawie dorosła.
  • 20.09.11, 15:05
    Po drugim upomnieniu wyłączam telewizor i oświadczam, że nie będzie oglądania dopóki nie odłoży swoich rzeczy na miejsce. Jak na razie mam u dziecka na tyle duży autorytet, że w takiej sytuacji idzie i sprząta zamiast bić się ze mną o pilota wink
  • 02.04.12, 21:51
    Jak sprzatanie wlasnego pojoju moze byc kara?Ktos mi moze to wytlumaczyc?to jest obowiazkiem moich dzieci.
    Najwieksza kara dla mojej corki to byloby pojscie do ksiegarni i wyjscie z niej bez zakupienia dla niej jakiejs ksiazki.Ona to mall ksiazkowy.Czasami jednak tak jest ze nie ma nic do kupienia i nic sie nie poradzi,albo sprzatnac jej biblioteke z ksiazek.Chyba dostalaby zawalu.Choc teraz jest i inna kara - zabranie telefonu komorkowego bo nastolatka bez telefonu to jak chyba kucharz bez ksiazki kucharskiejsmile
  • 22.04.17, 19:53
    Witam,
    karę trzeba "zaakceptować skoro zgodziliśmy się na to, że swobodzie musi towarzyszyć przymus. Przymus może przyjąć postać kary. Musi ona wystąpić w sytuacji, kiedy są łamane normy moralne, kiedy na szwank narażone jest dobro drugiego człowieka. "(J. Bińczycka, "Między swobodą a przemocą w wychowaniu", Impuls 1997, str. 43). Karząc wspieramy dziecko w rozwoju moralnym. Musi odróżniać dobro od zła. Kara może być reprymendą słowną, niemą, ograniczeniem przywilejów czy rekompensatą wyrządzonego zła. Jesli kary, jak piszesz, "spływają po dziecku jak po kaczce" to uważam, że są nieadekwatne, może źle zinterpretowaliśmy zachowanie dziecka. Może chodziło mu np. o naszą uwagę i kiedy "prawimy mu kazanie" dostaje co chciał – naszą uwagę. Kiedy znamy potrzeby dziecka, jego motywy, preferencje "dobierzemy" właściwą karę. Co ważne, kara nie ma być popisem władzy, nie może ośmieszać, upokarzać, być zemstą czy wynikiem frustracji i bezsilności. Ma być przemyślana i wymierzona z chęci pomocy, przeciwdziałaniu takich zachowań w przyszłości. Oczywiście na kary cielesne w wychowaniu nie ma zgody. Pozdrawiam
  • 19.09.11, 13:08
    hmm... Kary. Rzadko stosuję, bardzo rzadko. Klapsa syn dostał może ze 2 razy w momencie mojego najwyższego zezłoszczenia. Ogólnie nie jestem srogą matką i raczej brak mi konsekwencji. Nawet jak mu się odgrażam, że nie dostanie lizaka, bo zachowywał się niegrzecznie, często się łamię. Zazwyczaj po prostu coś mu tam pogadam, on popłacze i mnie przeprosi i już jest między nami zgoda. Kilka razy stał w kącie.
  • 19.09.11, 13:21
    no proszę i okazuje się że ematki nie stosują kar wobec dzieci a miałam inne miemanie o ematkach
    a ja stosuję różnego "kalibru" kary, bez cielesnych , ale niech dziecko ma świadomość konsekwencji złych, nieprawidłowych rzeczy czy spraw
  • 19.09.11, 14:51

    Mam 2-latkę wiec kar nie stosuje bo dziecko za małe żeby zrozumieć.
  • 19.09.11, 17:00
    Nasze od 1,5 roku życia stały w kącie bo nic innego nie skutkowało, teraz 2-letni łobuz jak nie postoi w kącie 5 razy dziennie to leje starszą siostrę do upadłego suspicious
    Nie wiem co to za dwulatek który nie wymaga kar, chyba ewenement jakiś...
  • 20.09.11, 09:41
    naprawdę myślisz, że dwulatek rozumie sens kary? że potrafi tak dalece wyciągnąć wnioski, że pomyśli sobie "aha, za to będę stał(a) w kącie"?
    i chyba Twój własny łobuz jest najlepszym przykładem na to, że kary w tym wieku nie skutkują skoro codziennie i tak 5 razy stoi w kącie?
  • 20.09.11, 15:35
    że kary w tym wieku
    > nie skutkują skoro codziennie i tak 5 razy stoi w kącie?

    Nie to jest dowód na to, że głupie kary nie zawsze skutkują.
  • 20.03.12, 15:19
    nasz synek odkąd skończył 2 lata siada w kącie na krzesełku lub foteliku jeśli np uderzy kogoś lub po 2krotnym upomnieniu nie słucha. dostaje ostrzeżenie i siada. tylko to raczej nie chodzi o ukaranie tylko żeby się uspokoił. Mały się "nakręca" i komunikaty nie docierają więc ma chwile dla siebie
  • 20.09.11, 09:44
    > Nasze od 1,5 roku życia stały w kącie

    Wiązane czy przypięte pasami?
    --
    "Tego wieczoru jeszcze jeden odrzutowiec przeleciał nad ich domem i Wallace pokazał Ann utrzymujące się w powietrzu chemiczne smugi oplatające Księżyc srebrzystą przędzą. Następnego dnia o szóstej rano Wallace dostał biegunki." (za: Ehovara)
  • 20.09.11, 09:48
    Nie stosowałam kar. Jak się zeźliłam to mówiłam o tym dziecku jasno i wyraźnie: co mnie wkurzyło i dlaczego. Okazanie przeze mnie dezaprobaty było wystarczającą karą dla dziecka. Jakżebym mogła jeszcze dodatkowo ją dołować, stosując jakieś wymyślne tortury, jak te wymieniane w tym wątku (zwłaszcza w odniesieniu do małych dzieci, kilkuletnich).
    Nastolatek już bardziej rozumie konieczność "kary", chociaż ja bym to nazwała raczej "obostrzeniem", jakie trzeba zastosować w przypadku np. problemów z nauką. Moja córka zaczęła sobie bimbać w liceum, wtedy wprowadziłam zakaz wyjść w tygodniu, za to w piątki i soboty możliwość "balowania" do 23 (lub dłużej po uprzednim uzyskaniu zezwolenia). W ferie zimowe - wyjazd w góry, ale połączony z korepetycjami z matematyki, z której była najbardziej zagrożona. Ona wiedziała, że to nie tyle kara, co konieczność takiej organizacji czasu, aby można było nadgonić zaległości (ten zaostrzony rygor trwał tylko do czasu kiedy poprawiła stopnie).
    Natomiast nie pojmuję zupełnie jak można stosować kary za zwyczajne dziecięce bałaganiarstwo, roztrzepanie i rozbrykanie.

  • 20.09.11, 09:54
    Zgadzam się w 100% z moimi dwiema przedmówczyniami.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 20.09.11, 10:17

    I ja się podpisuje pod Twoją wypowiedzią smile
  • 20.09.11, 15:10
    Serio, nie stosowałaś żadnych kar? Jak dziecko w złości rozrzuciło kredki to Ty informowałaś je, że to Ci się nie podoba, a potem sama sprzątałaś zamiast kazać zrobić to dziecku i najwyżej mu pomóc jeśli było jeszcze naprawdę małe?
  • 20.09.11, 15:23
    sprzątanie kredek jest karą? to chyba normalne postępowanie po zabawie?
  • 20.09.11, 15:29
    Normalne to jest dla Ciebie. Jak ostatnio sprawdzałam to niestety dzieci nie rodziły się ze świadomością, że po zabawie trzeba sprzątać wink
  • 20.09.11, 15:35
    no czywiście że nie rodzą się z tą wiedzą, chodzi mi o to że (przynajmniej ja) staram się uczyć moje dziecko że jak kończymy zabawę to razem sprzątamy, tak samo jak po powrocie ze spaceru zdejmujemy kurtkę, po kąpieli myjemy zęby, etc. w zadnym wypadku nie chcę, żeby moje dziecko odbierało to jako karę, a właśnie jako naturalną konsekwencję zabawy. nie widzę też powodu żeby dziecko karać za rozrzucenie kredek - mam do kąta za to postawić, czy dać szlaban na spacery? porozrzuca to posprząta (na razie sprzątamy razem bo jest za mała) i tyle. nie ma tu kary, a raczej nagroda za szybkie i sprawne sprzątanie (na razie nagrodą jest uśmiech mamy).
  • 20.09.11, 15:44
    Poczekajmy w takim razie aż Twoje dziecko osiągnie taki wiek, kiedy Twoje światłe nauki przesączą się do jego umysłu i dla Ciebie również stanie się oczywiste, że dziecię Twę doskonale już wie, że jak się rozrzuci kredki to trzeba je pozbierać, i będzie w stanie zrobić to zupełnie samo. I nawet obieca, że to zrobi, ale... potem, jak wróci z dworu, pogra w grę, obejrzy bajkę, poczyta książkę itd. wink

    Naprawdę jeśli Twoje dziecko chętnie patrzy jak Ty sprzątasz i cieszy je, że się uśmiechniesz na koniec to jeszcze nie znaczy, że po osiągnięciu pewnego wieku (jakiego?) zacznie sprzątać samo bez żadnych upomniem z Twojej strony. wink
  • 20.09.11, 15:57
    no oczywiście że nie, aż tak naiwna nie jestem. natomiast nie wyobrażam sobie jaką karę mogłabym zastosować względem dziecka, które nie posprząta kredek? trochę to przewinienie niskiej rangi jak na kary (bo ja za "karę" uważam poważne konsekwencje, którego dziecko jest świadome wcześniej, tzn. wie co je czeka za jakie przewinienie, jak w kodeksie karnym). pewnie, gdyby mnie już wkurzyło, to bym po prostu zebrała kredki i je wywaliła, co oczywiście jakąś formą kary jest, ale chyba bardziej dla mojego portfela smile
    BTW żeby tylko takie problemy i kary przyszło mi stosować na moim dziecku...
  • 20.09.11, 16:01
    natomiast nie wyobrażam sobie j
    > aką karę mogłabym zastosować względem dziecka, które nie posprząta kredek

    Trenuj wyobraźnię wink

    >>BTW żeby tylko takie problemy i kary przyszło mi stosować na moim dziecku...

    Tak, żeby tylko...
  • 20.09.11, 21:35
    Pozwól że się wtrącę, a czy ty jak wpadasz zmęczona z pracy od razu zabierasz się za pranie w rękach, prasowanie, zmywanie garów itp., czy np. pozwalasz sobie na chwilę oddechu przy kawie? Dajcie spokój też bym chciała żeby jedynym moim problemem były porozwalane zabawki. Moje dzieci są już na tyle duże że same po sobie sprzątają, nie robię problemu jeżeli chcą najpierw wyjść na rower, czy pograć w piłkę, od małego były uczone że po zabawie zabawki znikają w pudełku, więc teraz to nie jest dla nich kara tylko naturalna kolej rzeczy.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 20.09.11, 22:24
    > Pozwól że się wtrącę, a czy ty jak wpadasz zmęczona z pracy od razu zabierasz s
    > ię za pranie w rękach, prasowanie, zmywanie garów itp., czy np. pozwalasz sobie
    > na chwilę oddechu przy kawie?

    A co Ty tutaj za herezje wypisujesz?! Ona jest dorosła i ona może!
    A dziecko ma chodzić jak w zegarku i być posłuszne.
  • 21.09.11, 08:08
    No i właśnie tak odbywa się tresura dzieci, tylko co w ten sposób się osiągnie. A dzieciak wyrośnie na wyzute z uczuć stworzenie wytrząsające się nad starą schorowaną matką, bo z dzieciństwa będzie pamiętał tylko taki sposób opieki nad kimś słabszym, niedołężnym. Oby tylko w waszym życiu, drogie emamy, nie powtórzyła się "Ballada o Januszku".
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 21.09.11, 08:46
    Ha ha ha i ustawi mamusię do kąta za zbyt głośne słuchanie telewizora i zasikane prześcieradło.
  • 21.09.11, 08:51
    No własnie smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 21.09.11, 09:40
    IMHO wielu, bardzo wielu ludziom brakuje "tresury" w formie zetknięcia się z konsekwencjami swoich zachowań. Są niańczeni przez rodziny, zmęczone matki robią za nich nawet rzeczy, które doskonale mogliby robić sami, zakładają rodziny i dalej siedzą rodzicom na głowie oczekując dalszej opieki tym razem nie tylko nad sobą, ale również nad własnymi dziećmi i rodzice się opiekują, płacą, pomagają itd. Niestety nie jest to żadna gwarancja, że Ci ludzie na starość odwdzięczą się swoim rodzicom podobną pomocą.
  • 21.09.11, 09:56
    Mieszkam w bliźniaku obok teściów, mam swoją rodzinę, teściowa mimo że jest starsza zajmuje się moimi dziećmi pod naszą nieobecność i jestem jej za to ogromnie wdzięczna, często robi za nas pewne rzeczy które rzeczywiście jesteśmy w stanie zrobić sami, ale już z tym nie walczę, wiem że jest osobą niereformowalną i tłumaczenia w stylu "mamo po co się tak szarpiesz, po co się tak męczysz" zupełnie do niej nie docierają. Pomaga nam bo chce, my pomagamy jej bo też chcemy, chyba właśnie po to jesteśmy rodziną, po to ma się bliskich żeby można było na nich liczyć w każdej sytuacji i tyczy się to zarówno dzieci, nas rodziców jak i starszych członków rodziny. A z takiego wspólnego życia płyną korzyści we wszystkie strony. I właśnie tego uczę moje dzieci, szacunku do innych i pomocy, począwszy od pomocy przy sprzątaniu w domu.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 21.09.11, 10:11
    I właśnie tego uczę moje dzieci, szacunku do innych i pomocy, pocz
    > ąwszy od pomocy przy sprzątaniu w domu

    Uczę swoją córkę identycznych rzeczy wyobraź sobie wink
  • 21.09.11, 10:32
    Wyobrażam sobiewink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 20.09.11, 22:40
    Ja zwykle stosowałam ponoszenie konsekwencji, i to miało znakomity skutek do szóstych urodzin. Ale nie potem. Jaka jest konsekwencja pyskowania? Nie będę się do Młodej odzywać? Jaka jest konsekwencja "przypadkowego" zrzucania instrumentu (skądinąd, uwielbianego, a "przypadek" to manifestacja uczuć wobec mnie) z biurka na dywan pięć razy pod rząd? Zabronię chodzić do szkoły muzycznej? Jaka jest konsekwencja "głuchnięcia" na polecenia rodzica? "Ogłuchnąć" na problemy dziecka? "Pokój wyciszenia" przynosi, jak pisałam w wątku o wkurzających dzieciach, skutek odwrotny od zamierzonego.

    Nie dam szlabanu na konsolę, bo i tak jest tylko raz w tygodniu albo rzadziej, a kara powinna być natychmiastowa. Nie dam szlabanu na podwórko, bo to kara dla mnie. Nie odwołam wyjścia do teatru, bo nie po to polowałam pół roku na bilety.

    A moje uczucia dzieciak ma w głębokim poważaniu, w każdym razie wtedy, kiedy powinno zostać ukarane, więc nawijkę o tym, że mi wstyd, albo że mi przykro, albo że czuję się nieszanowana można sobie o kant tyłka potłuc.
    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Z dzieckiem w Moskwie
  • 07.04.12, 16:08
    Mozesz powiedziec, ze nie masz ochoty z nia rozmawiac jesli do Ciebie pyskuje a gdyby odezwala sie do Ciebie w taki sposob znajoma to tez zerwalabys definitywnie kontakty. Z corka nie mozesz a zamilknac na kilka godzin mozesz.

    Zrzucenie instrumentu? Mozesz po prostu powiedziec, ze jesli od zrzucania sie zniszczy to drugiego nie kupisz, jesli mloda bedzie chciala miec drugi to bedzie musiala wydac na to swoje oszczednosci albo zapracowac w domu. Cywilizowani ludzie nie rzucaja przedmiotami.

    Oglucheniecie na problemy dziecka nie jest moze metoda ale jesli ona cie pozniej o cos poprosi to mozesz jej przypomniec, ze ostatnim razem nie zrobila tego i tamtego wiec teraz ty nie zrobisz czegos co ona chce. Bardzo uczciwe. Jesli prosisz by nie przeszkadzala bo masz goscia a ona dalej przeszkadza to potem mowisz, ze ona teraz do nikogo nie pojdzie bo c przeszkadzala. Kara nie musi byc natychmiastowa ale powinna byc odczuwalna niedogodnoscia. Dla doroslego najwieksza kara jest zaplacenie okreslonej sumy bo np. zle zaparkowal, przekroczyl predkosc lub nawet spowodowal wypadek. Jesli nie ze swojej winy to placic nie musi, ale jesli przyjechal pieszego na psach to jednak tak. Po pijanemu sad moze orzec kare pozbawienia wolnosci. Tu tez kara jest odroczona w czasie bo madant po zlapaniu przez forotrada przychodzi po kilku tygodniach ale swiadomosc konsekwencji sprawia, ze wiekszosc ludzi jednak uwaza potem. Tak samo dziecko powinno odczuwac konsekwencje. Jesli zrzucilo kubek niechcacy bo cos tam to nikt go karac nie bedzie, jesli natomiast wrzucilo kubek zlosliwie to powinno zostac ukarane np. odkupieniem kubka.
    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • 21.09.11, 09:08
    Oczywiście, jeśli ktokolwiek stara się zachować jakąkolwiek dyscyplinę i się tego nie wstydzi to od razu musi być tyranem, który dzieci traktuje jak zwierzęta w cyrku. Moniu, naprawdę nie martw się o moją córkę, ma tyle luzu ile jej potrzeba, ale jednocześnie nie brak jej poczucia bezpieczeństwa, bo wie co jej wolno, a czego nie.
  • 21.09.11, 09:12
    No teraz to brzmi sensowniewink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 21.09.11, 09:14
    A swoją drogą niezła dyskusja rozgorzała, tylko jakoś nie widzę wpisów samej zainteresowanej (czyt. autorki wątku)smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 20.09.11, 12:40

    Apropo wątku, fajny artykuł
    o karach, nauce odpowiedzialności
  • 20.09.11, 13:00
    Świetny artykuł, bardzo mi się podoba. A jednak możnawink Przecież wychowanie dzieci to nie tresura.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 20.09.11, 13:06
    jedyna karę jaką stosuję to siedzenie przez 10 min na dywanie w salonie (6 latek). TV ogląda tylko raz dziennie, komputera swojego nie ma, innych nie umie właczać, sam nigdzie na razie nie wychodzi a słodyczy mu po kolacji odmawiać nie będę.

    --
    "jest różnica pomiędzy prostotą formy a formą prostą"
  • 20.09.11, 13:09
    Uważasz, że to jedyna skuteczna metoda wychowawcza?
    --
    Gdy widzisz kogoś odpoczywającego pomóż mu.
    anielska.blog.pl/
  • 20.09.11, 14:35
    nie stosuję, nie umiem...
    rozmawiam, tłumaczę, proszę... jak nie skutkuje to i kara nie poskutkuje...
  • 20.09.11, 14:53
    Boicie sie samego slowa "kara".
    A przytoczony przez ktoras przyklad: wylacz mu telewizor, dla pewnych rodzicow jest okreslany wlasnie tym slowem.
    Jakkolwiek nie nazwiecie sobie stosowanych metod wychowawczych, dziecko trzeba wychowywac, egzekwowac pewne zachowania itd. Ale przede wszystkim trzeba byc wobec dziecka fair. Nawet jesli wyznacza mu sie sto kar.
  • 20.09.11, 15:09
    Taa, własnie. Ile osób mowi - nie stosuję kar, tylko konsekwencje, obostrzenia itd. Cóż, różnica jest czysto semantyczna - dla dziecka wyłączenie komputera, odebranie czegos, szlaban na wychodzenie wieczorem jest karą.
    Ale rodzice czują się dobrze - dziecko filmow nie ogląda, w domu siedzi, ale karane oczywiscie nie jest.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 20.09.11, 15:14
    Dokładnie. Kara to nie tylko stawianie w kącie, bicie, tak samo jak nagroda to nie tylko prezent, słodycze itd.
  • 20.09.11, 15:20
    ja rozumiem, to tak że kara jest w pewien sposób skodyfikowana typu - wrócisz do domu za późno to masz tygodniowy szlaban na wyjścia, nie nauczyłaś/łeś się na sprawdzian to nie ma grania na kompie, itp. ale dziecko musi wiedzieć co je kiedy czeka. uważam, że na etapie kilkulatka jest to zbyt abstrakcyjne postępowanie.
    natomiast zabranie tłuczka do mięsa, którym dziecię radośnie wali w kafle, po uprzedzeniu, jest konsekwencją tego co się powiedziało.
    BTW w sytuacji podanej jako przykładowa - ciuchy na ziemi, dziecko w butach leży na kanapie przed TV to ja bym pewnie nic nie zrobiła, bo sama jestem bałaganiarą i zdaża mi się chodzić po domu w butach. może bym te ciuchy i plecak schowała? nie sądzę jednak żeby szlaban na komputer był odpowiednią "karą" za takie zachowanie, trochę zbyt poważna chyba.
  • 20.09.11, 15:29
    > Taa, własnie. Ile osób mowi - nie stosuję kar, tylko konsekwencje,

    Bo dla wielu osób kara jest nieco abstrakcyjna, oderwana od 'przestępstwa', a konsekwencja jest niejako dalszym ciągiem, reakcją na poczynania dziecka. Za celowe zepsucie siostrze ukochanej zabawki karą byłoby lanie, stanie w kącie, szlaban na wyjście, konsekwencją - odkupienie zabawki za kieszonkowe.
    --
    "Nie tylko dekodery TV szpiegują, same telewizory też. Ty myślisz, że patrzysz na swój telewizor, a on patrzy na ciebie. Telewizor powinno się trzymać w piwnicy albo w osobnym, wytłumionym pomieszczeniu, żeby nie mógł słyszeć o czym rozmawia się w domu." (Astromaria)
  • 20.09.11, 15:34
    Ale to tylko kwestia nazewnictwa. Nie da się ukryć, że pozbawienie dziecka uskładanych przez nie pieniędzy to też kara, nawet jeśli jest to bezpośrednią konsekwencją szkody jaką wyrządziło.
  • 20.09.11, 15:43
    Czyli wszystko zależy od tego, czy kwalifikacji dokonuje rodzic, czy dziecko?
    Rodzic może oddzielać karę od konsekwencji (na zasadzie, o której wcześniej pisałam), dla dziecka wszystko, co mu nie będzie odpowiadało, a co będzie w jakiś sposób następstwem tego, co spsociło, będzie karą.
    --
    Owce milczą, a tajna władza świata robi swoje. Młodzi, wykształceni, z wielkich miast pójdą któregoś dnia pod prysznic, ale z sitka wyleci cyklon B. Beee, beee, beee… owieczki.(Astromaria)
  • 20.09.11, 15:47
    Nie w tym rzecz. Oto definicja kary:
    "Kara - bodźce wywołujące ból lub inne nieprzyjemne odczucia mające w efekcie spowodować to, że karana jednostka dostosuje się do wymogów i zależnie od sytuacji przestanie wykonywać lub znacznie ograniczy społecznie niepożądane czynności albo będzie wykonywać czynności pożądane"

    Po prostu kara to szerokie pojęcie i kara w postaci konsekwencji takich czy innych jak najbardziej się w nim mieści.
  • 20.09.11, 16:06
    Hm....
    Czy zatem jeśli będę domagała się od dziecka, żeby posprzątało celowo rozsypane chrupki, zasuwanie ze zmiotką i szufelką będzie dla niego bodźcem wywołującym ból tudzież inne nieprzyjemne odczucia? wink
    Może jednak to zależy od osoby oceniającej? Dla rodzica latanie ze zmiotką nie będzie w zamierzeniu bolesne ani nieprzyjemne, ot, po prostu trzeba posprzątać, co się narozrabiało. Dla dziecka, które ma inne plany, sprzątanie będzie chyba mało przyjemne.
    A może jest ważna kwestia intencji? Wg przytoczonej definicji kara działa na zasadzie akcji i reakcji - będzie bolało i będzie niefajnie, jeśli to zrobię kolejny raz. Konsekwencje chyba są jednak mniej bolesne?
    Sama nie wiem.
    --
    "Nie tylko dekodery TV szpiegują, same telewizory też. Ty myślisz, że patrzysz na swój telewizor, a on patrzy na ciebie. Telewizor powinno się trzymać w piwnicy albo w osobnym, wytłumionym pomieszczeniu, żeby nie mógł słyszeć o czym rozmawia się w domu." (Astromaria)
  • 20.09.11, 16:13
    A czemu mają służyć Twoje rozważania, bo przyznaję, że nie rozumiem. Masz opory przed używaniem słowa "kara"? Chcesz siebie widzieć jako rodzica nie stosującego kar?
  • 20.09.11, 16:35
    > A czemu mają służyć Twoje rozważania, bo przyznaję, że nie rozumiem.

    Niczemu, a czy muszą czemuś służyć? Została postawiona teza, z którą się nie zgadzam, więc się zastanawiam.
    Nie mam oporów, nie mam wizji, robię to, co uważam za słuszne, rozliczy mnie moje dziecko.
    --
    "Nie tylko dekodery TV szpiegują, same telewizory też. Ty myślisz, że patrzysz na swój telewizor, a on patrzy na ciebie. Telewizor powinno się trzymać w piwnicy albo w osobnym, wytłumionym pomieszczeniu, żeby nie mógł słyszeć o czym rozmawia się w domu." (Astromaria)
  • 20.09.11, 16:41
    Aha. Jak dla mnie nazewnictwo to rzecz drugorzędna.
  • 20.09.11, 16:50
    A dla wielu rodziców nie, skoro tak starają się oddzielić jedno od drugiego. Dlatego o tym rozmyślam.
    --
    "Nie tylko dekodery TV szpiegują, same telewizory też. Ty myślisz, że patrzysz na swój telewizor, a on patrzy na ciebie. Telewizor powinno się trzymać w piwnicy albo w osobnym, wytłumionym pomieszczeniu, żeby nie mógł słyszeć o czym rozmawia się w domu." (Astromaria)
  • 20.09.11, 16:56
    Rozumiem, chociaż nie widzę możliwości wyciągnięcia żadnych wiążących wniosków wink
  • 20.09.11, 17:17
    A pewnie, że nie, bo każdy rodzic i tak będzie robił, co chce, i nazywał to w sposób dowolny. Ale ja lubię czasem sobie pokłapać dziobem czysto ideologicznie smile
    --
    "Tego wieczoru jeszcze jeden odrzutowiec przeleciał nad ich domem i Wallace pokazał Ann utrzymujące się w powietrzu chemiczne smugi oplatające Księżyc srebrzystą przędzą. Następnego dnia o szóstej rano Wallace dostał biegunki." (za: Ehovara)
  • 20.09.11, 16:17
    Nie, bo nawet dla dziecka jasne jest, ze chrupki trzeba pozamiatać i nie jest to ani przykre, ani upokarzające. Ale już odkupienie zabawki taką automatyczną konsekwencją nie jest, a strata większości swoich pieniędzy może byc bardzo nieprzyjemna i w rozumieniu dziecka - niewspółmierna do winy. Poza tym dzieci doskonale wiedzą, ze konsekwencją bałaganu jest konieczność sprzatniecia, rozlania - wytarcia itd. Tak samo dla nich, jak i dla dorosłych.
    Konsekwencją dostania jedynki za to wcale nie musi być szlaban na telewizor. Czy na komputer, choć dla rodzica jest to logiczne.
    Wiec o ile sprzatnięcie, jak mi się wydaje, samo dziecko uzna za konsekwencję (bo to jest robota do zrobienia, ktora ktoś musi wykonac(, to już zakaz komputera czy nakaz wydania swoich oszczędności na zabawkę na pewno będzie odczuwany jako kara. Bo jest to kara, wymyslona przez rodziców, a nie bezposrednie następstwo tego, co zrobilo dziecko.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 20.09.11, 16:24
    > Nie, bo nawet dla dziecka jasne jest, ze chrupki trzeba pozamiatać i nie jest t
    > o ani przykre, ani upokarzające.

    Akurat, w porównaniu z jakąś pasjonujacą zabawą sprzątanie chrupek jest bardzo przykre. Dla mnie też sprzątanie to żadna radocha szczególnie, jeśli mogę ten sam czas poświęcić na coś, co sprawia mi autentyczną przyjemność. Gdyby sprzątanie po sobie było takim neutralnym zadaniem po cholerę uczyć tego dzieci, skoro można zrobić to samej szybciej i sprawniej? Nikt się z tym nie rodzi, a niektórzy do śmierci się tego nie uczą.
  • 20.09.11, 16:35
    Jest przykre, ale jako obowiązek, nie kara. dziecko nie odbiera przeciez wszystkich przykrych rzeczy - konieczności wstania rano, sprzatania po zabawie, odrabiania lekcji jako kary! Kara jest nieprzyjemna, ale nie każde nieprzyjemne zajecie jest karą.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 20.09.11, 16:59
    Ale nieprzyjemne zajęcie, która ma sprawić, że dane zachowanie nie będzie się pojawiać lub będzie pojawiać się rzadziej, jak najbardziej odpowiada definicji kary.
  • 20.09.11, 17:11
    ale czemu te kredki celowo rozrzuca albo chrupki rozgniata? jakieś dziwne dziecko mam bo takich rzeczy nigdy nie robiło...a jak nabałagani to sprząta - znaczy mówi się: bałagan jest trzeba sprzątnąć i robi to. czasami z ociąganiem, owszem. natomiast nie rozumiem dlaczego mam go karać za to. sama czasami odsuwam zrobienie niemiłych rzeczy w czasie albo mi się nie chce po prostu. a rodzinę taką znam gdzie kary i restrykcje na porządku dziennym są i efekty są takie, że dzieci to w nosie mają...jak juz im wszystkiego zabronią rodzice i szlabany na wszystko pozakładają to czego dziecię ma się bać? wtedy to dopiero zaczynają rozrabiać.
  • 20.09.11, 21:17
    >natomiast nie rozumiem dlaczego mam go karać za to. sama czasami odsuwam zrobienie niemiłych rzeczy w czasie albo mi się nie chce po prostu.

    Też tego nie rozumiem. Jak można karać dziecko za to, że jest dokładnie tak samo niedoskonałe jak dorosły, który tę karę wymierza? Ale skoro niektórzy karają już półtoraroczne dzieci... (ciekawe dlaczego nie półtoramiesięczne, o niebo bardziej "nieposłuszne"?). Cóż widac nie tylko politycy chorują na władzę.

    Ja uważam, że warto się zastanowić, czy chcemy dziecko wychowywać/tresować czy nawiązać z nim kontakt, czy chcemy mieć dziecko sterowane z zewnątrz czy odpowiedzialne, posłuszne czy chętne do współpracy.
  • 21.09.11, 08:34
    > ale czemu te kredki celowo rozrzuca albo chrupki rozgniata? jakieś dziwne dziec
    > ko mam bo takich rzeczy nigdy nie robiło..

    Uspokój się, to był przykład z sufitu.
    --
    Owce milczą, a tajna władza świata robi swoje. Młodzi, wykształceni, z wielkich miast pójdą któregoś dnia pod prysznic, ale z sitka wyleci cyklon B. Beee, beee, beee… owieczki.(Astromaria)
  • 03.04.12, 11:04
    Absolutnie się z Tobą nie zgadzam. Jeśli dziecko WIE, za co grozi jaka konsekwencja to nie jest to kara, tylko właśnie uczenie dziecka ponoszenia konsekwencji własnych działań, decyzji etc.
    Czy jeśli spóźnisz się na spektakl do teatru i zgodnie z informacją np. na stronie, że spóźnieni widzowie nie są wpuszczani i Ty nie zostaniesz wpuszczona to będzie to kara? Nie. Będzie to konsekwencja Twojego spóźnienia.
    I dla mnie odkupienie celowo zniszczonej zabawki z własnych, zaoszczędzonych pieniędzy jest jak najbardziej konsekwencją, a nie karą. Karą byłby np. szlaban na wychodzenie, na komputer etc. - bo kompletnie nie związany z przewinieniem i niczego dziecka nie uczy, nie zachęca go do tego, aby następnym razem nie niszczyć zabawek siostrze.
  • 07.04.12, 13:37
    Karą byłby np. szlaban n
    > a wychodzenie, na komputer etc. - bo kompletnie nie związany z przewinieniem i
    > niczego dziecka nie uczy, nie zachęca go do tego, aby następnym razem nie niszc
    > zyć zabawek siostrze.

    ??? jak ma własne pieniądze to i zajarzy taki związek ze szlabanem na kompa po zepsuciu zabawki , i to jest konsekwencja w/g twojej definicji z początku posta:"Jeśli dziecko WIE, za co grozi jaka konsekwencja to nie jest to kara, tylko właśnie uczenie dziecka ponoszenia konsekwencji własnych działań, decyzji etc. "własnie konsekwencji Ci zycze wink w wychowaniu dziecka trudno definiowac jaka kara za co i ustalać kodek karny , ogólnie trzeba działać intuicyjnie w/g zasady - bo będzie żle wink pewnie że w wypadku zniszczenia zabawki lepszą karą było by jej odkupienie za własną kaske dziecka ale i szlaban obleci .
  • 21.09.11, 09:03
    u nas w formie kar funkcjonuja konsekwencje okreslonych zachowan: nie jesz obiadu - bedziesz glodna do kolacji i dziecko faktycznie nie dostaje nic mimo smedzenia, ze glodne; za jakies wyglupy czy nieposluszenstwo dostaje po prostu ochrzan na biezaco - widza, ze jestem zla, znaczy faktycznie przegieli; za bicie rodzenstwa - musza przeprosic, a jak jest bunt to sa odseparowane i nie moga sie wspolnie bawic przez jakis czas, czasem rodzenstwo samo odmawia zabawy - nic skuteczniejszego nie ma wink

    balaganienia, brudzenia, pyskowania nie karze, bo jak i po co? wspolnie sprzatamy, same juz widza, ze bajzel w pokoju uniemozliwia zabawe, po sprzataniu akcentuje, ze teraz jest fajnie w pokoju, ze duzo miejsca do zabawy, ze znalazly sie zaginione zabawki itd
    raczej stosuje wzmacnianie pozytywnych zachowan, chwale, zabieram na lody (i tak bysmy poszli, ale dobrze wykorzystac okazje do pochwalenia za cos), nielubiane zajecia staram sie pozytywnie umotywowac - posprzatamy, to bedzie miejsce na rozlozenie gry i zagramy razem itd
    nie wiem, jak bedzie z czasem, bo repertuar zachowan niepozadanych bedzie sie zmienial, ale bede sie starala kontynuowac w ten sposob


    z nastolectwa pamietam, ze czlowiek w tym wieku durny jest jak wiazka siana i po prostu to, na czym rodzicom zalezy, nie dociera mimo kar, awantur itd - po prostu do pewnych zachowan sie dorasta
    wiec ja bede kurtki wieszac, plecaki zbierac, awanture zrobie od czasu do czasu i poczekam, takie pierdoly niewarte sa wysilku
    do dzis pamietam fisie mojej matki i np. wywalanie szuflad z balaganem na podloge, jakos nie zmusilo mnie to do utrzymywania porzadku..
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • 21.09.11, 09:21
    To, że się stosuje kary zazwyczaj w formie konsekwencji złych zachowań, naprawdę nie znaczy, że się nie wzmacnia pozytywnych zachowań, że jest się wobec dziecka nieczułym itd. Czy to naprawdę trzeba tłumaczyć wszystkim jak krowie na rowie?

    > wiec ja bede kurtki wieszac, plecaki zbierac, awanture zrobie od czasu do czasu
    > i poczekam, takie pierdoly niewarte sa wysilku
    > do dzis pamietam fisie mojej matki i np. wywalanie szuflad z balaganem na podlo
    > ge, jakos nie zmusilo mnie to do utrzymywania porzadku..

    I to jest dopiero głupie. Uczysz swoje dzieci, że tak naprawdę nie oczekujesz od nich, że będą wieszać kurtki i zbierać plecaki - jedyne co musza znieść, żeby dać sobie spokój z tym nudnym obowiązkiem to "awantura od czasu do czasu". Twój przekaz jest niespójny, robisz z siebie w ich oczach niekonsekwentną histeryczkę, bo czemu znienacka wszczynasz awanturę skoro zazwyczaj bez szemrania po nich sprzątasz? Wychowanie przez awanturę - doprawdy wspaniały system. Zachowujesz się dokładnie tak jak Twoja matka z tymi szufladami i efekt taki sam.
  • 21.09.11, 09:53
    burczysz na nadinterpretacje innych, a sama dopisujesz teorie
    nie napisalam, ze bede bez slowa sprzatac, a dziecko ktore nie widzi, nie zauwaza, ze plecak lezy, nie zauwazy tez, ze plecak wisi
    przynajmniej ja to tak pamietam i wcale nie uwazam, ze to uczy dziecka, ze rzeczy sie same zrobia
    burczenie codzienne o to samo jest bezskuteczne, podobnie co jakis czas tyrada na ten sam temat, ale tyrada co jakis czas nie jest tak upierdliwie nudna i ma szanse za ktoryms razem dotrzec

    i nie, nie zachowuje sie jak moja matka, ugryz sie nastepnym razem w reke, zanim cos tak chamskiego napiszesz
    nikomu nie zycze matki jak moja, a najmniej wlasnym dzieciom
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • 21.09.11, 10:09
    Napisałaś:
    "wiec ja bede kurtki wieszac, plecaki zbierac, awanture zrobie od czasu do czasu"

    Jak to zrozumieć inaczej niż, że zazwyczaj będziesz bez słowa po nich sprzątać?

    > burczenie codzienne o to samo jest bezskuteczne, podobnie co jakis czas tyrada
    > na ten sam temat, ale tyrada co jakis czas nie jest tak upierdliwie nudna i ma
    > szanse za ktoryms razem dotrzec

    Tak, dlatego ja nie buczę i nie wygłaszam tyrad. Kiedy chcę, żeby moja córka coś zrobiła, bo umie to zrobić i może, to powtarzam polecenie góra dwa razy i jeśli tego nie zrobi czekają ją pewne ograniczenia, konsekwencje czy też kary (jak kto lubi to nazwać). Na szczęście w jej przypadku jak dotychczas to skuktuje. Dogadujemy się na tyle dobrze, że ja nie muszę jej robić awantur, praktycznie nie zdarza mi się na nią złościć, krzyczeć.

    > i nie, nie zachowuje sie jak moja matka, ugryz sie nastepnym razem w reke, zani
    > m cos tak chamskiego napiszesz

    Twoja matka robiła Ci awantury o bałagan w szufladach, ty robisz awantury swoim dzieciom - to miałam na myśli, a nie pozostałe krzywdy jakie Twoja matka Ci wyrządziła, o których nie mam pojęcia. Sądziłam, że to oczywiste.
  • 21.09.11, 11:33
    >Kiedy chcę, żeby moja córka co
    > ś zrobiła, bo umie to zrobić i może, to powtarzam polecenie góra dwa razy i jeś
    > li tego nie zrobi czekają ją pewne ograniczenia, konsekwencje czy też kary (jak
    > kto lubi to nazwać).

    I fajnie, tak podręcznikowo.
    Ale wiesz, nie jest to jedyny, ani zapewne nawet nie najlepszy sposób.
    Może się sprawdzić dla rodzica w typie oficera, którego nadrzędnym celem jest aby dziecko było zawsze posłuszne. Nie sprawdzi się natomiast w przypadku np rodzica artysty, który skupia się na rozwijaniu kreatywności.
  • 21.09.11, 11:59
    Wiem, że to nie jest jedyny sposób (jaki jest Twój?). Ze mnie jest żaden oficer i nie jest moim nadrzędnym celem sprawić, żeby dziecko było zawsze posłuszne. Tego typu konsekwentne zachowanie w żaden sposób się nie kłóci z rozwijaniem u dziecka kreatywności. Wszystko zależy od tego jak długa jest lista wymagań wobec dziecka. Nasza lista nie jest długa i dotyczy głównie zdroworozsądkowych czynności higienicznych, podstawowych zasad współżycia społecznego (przykłady, dla mniej domyślnych: trzeba po sobie sprzątnąć jeśli nasz bałgan przeszkadza innym, dbać o higienę osobistą, nie wolno nikogo celowo krzywdzić, ani niszczyć rzeczy, trzeba mówić proszę, przepraszam, dziękuję, dzień dobry i do widzenia, nie wolno kłamać, nadmiarowo hałasować, trzeba pracować (szkoła) itp.). Rzeczy "z listy" nie podlegają dyskusji, musi im się podporządkować każdy kto mieszka w naszym domu. Na naukę tego typu rzeczy nigdy nie jest za wcześnie.

    Oczywiście miewam wobec mojej córki prośby spoza tej listy, ale to są prośby, więc ona może odmówić, na temat tych rzeczy możemy prowadzić negocjacje, ustalenia, umawiać się, itp. tak samo jak ja mogę z nią ustalać, kiedy pójdziemy zbierać kasztany, co zjemy na kolację itp.

    Jak Twoim zdaniem wygląda wychowywanie dziecka przez rodzica artystę, który skupia się na rozwijaniu kreatywności? Ciekawa jestem, co konkretnie miałaś na myśli.
  • 21.09.11, 12:21
    Nasza lista nie jest długa i dotyczy głównie zdroworozsądkowych czyn
    > ności higienicznych, podstawowych zasad współżycia społecznego (przykłady, dla
    > mniej domyślnych: trzeba po sobie sprzątnąć jeśli nasz bałgan przeszkadza innym
    > , dbać o higienę osobistą, nie wolno nikogo celowo krzywdzić, ani niszczyć rzec
    > zy, trzeba mówić proszę, przepraszam, dziękuję, dzień dobry i do widzenia, nie
    > wolno kłamać, nadmiarowo hałasować, trzeba pracować (szkoła) itp.).

    I do tego żeby wyegzekwować te rzeczy ze swojej listy potrzebujesz jakiejkolwiek konsekwencji w stosunku do córki? Współczuje bo chyba twoja córka jakoś mało pojętna jest, przecież używanie zwrotów grzecznościowych czy dbanie o higienę osobistą są sprawami tak oczywistymi jak za przeproszeniem wytarcie tyłka po kupie. Ja swoim dzieciom nie muszę nawet o tym przypominać.
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 21.09.11, 12:39
    I do tego żeby wyegzekwować te rzeczy ze swojej listy potrzebujesz jakiejkolwie
    > k konsekwencji w stosunku do córki? Współczuje bo chyba twoja córka jakoś mało
    > pojętna jest, przecież używanie zwrotów grzecznościowych czy dbanie o higienę o
    > sobistą są sprawami tak oczywistymi jak za przeproszeniem wytarcie tyłka po kup
    > ie. Ja swoim dzieciom nie muszę nawet o tym przypominać.

    Widzisz nie każdemu się takie genjusze jak Tobie trafiają, ale to widać po ojcu skoro matka nie umie czytać ze zrozumieniem wink

    Śpieszę donieść, że jeśli chodzi o zwroty grzecznościowe i wycieranie pupy również nie mamy już żadnych problemów wink
  • 21.09.11, 13:13
    Droga bri, pisze się GENIUSZE a nie GENJUSZE (to tak a propos niedouczenia, które mi zarzucasz)
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 21.09.11, 13:40
    Widzę, że sprawiłam Ci Moniu wielką radość. Cieszy mnie to. wink

    Nie zarzucałam Ci dotychczas niedouczenia tylko brak inteligencji i to zostaje niestety w mocy. Wiem doskonale, że aktualne słowniki każą pisać "geniusz" przez i, ale nie zawsze tak było, a zdarza mi się używać wtrętów staropolskich w celu urozmaicenia wypowiedzi. Zasady trzeba znać i stosować z umiarem.
  • 21.09.11, 13:57
    Chyba coraz bardziej odbiegamy od pierwotnego tematu tego wątku, dlatego dla naszego wspólnego dobra proponuję zakończyć bezsensowną dysputę w tym miejscu. Uszanujmy to że mamy odmienne zdania w kwestii wychowywania dzieci, przecież każda z nas i tak chce dla swoich dzieci tego co najlepsze, prawda ? Jeżeli w którymkolwiek wpisie przecholowałam, czy uraziłam, przepraszam. Życzę wszystkiego dobrego Tobie i Twojej córce i mam nadzieję że być może spotkamy się kiedyś w wątku w którym będziemy miały podobne poglądy smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/2nn3skjooetzn52l.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/qdkkx1hp034mq3sp.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnidgu1r27nfyh2n.png
  • 21.09.11, 14:09
    Nie jest łatwo mnie urazić obcym osobom, więc nie wzięłam sobie do serca Twoich złośliwości. W związku z Twoimi miły przeprosinami przepraszam również za swoje. Myślę, że w gruncie rzeczy nasz sposób wychowywania dzieci wcale się tak bardzo nie różni.
  • 21.09.11, 14:15
    Widzisz, mi nie chodzi o ten zestaw umiejętności, który wypisałaś, bo tutaj większość osób będzie zgodna, że warto te cechy rozwijać. Chodzi mi o sposób w jaki się to zrobi.
    Przede wszystkim, moim zdaniem, dziecku należy zawsze okazywać szacunek - przedstawione przez niektóre osoby, w tym i Ciebie, propozycje przeczą tej zasadzie.
    Po drugie - warto popracować nad formą.
    Nasz artysta (i nie tylko on) będzie w tym zględzie przejawiał kreatywność tzn jak zobaczy, że coś nie skutkuje, to wypróbuje inny sposób, jak mu się jeden znudzi - wymyśli inny, nie będzie sztywno trzymał się podręcznika.
    Moim sposobem jest humor.
    Tzn zamiast: "zabierz natychmiast ten plecak, liczę do trzech i wyłączam telewizor", mówię "zaraz się potknę o ten plecak, złamię nogę i z obiadu dzisiaj nici. Dodatkowo, jutro zamiast iść po lekcjach do Radka, będziesz musiał odwiedzić mnie w szpitalu".
    U mnie to skutkuje nadspodziewanie dobrze, ale ja ma praktykę od wczesnej podstawowki - humorem zawsze rozbrajałam moją mamę, która była wyjątkowo musztrującą osobą.
  • 21.09.11, 14:23
    Ja również stosuję humor i jeszcze wiele innych sposobów, jeśli mam na to siłę, ochotę i czas. Czy napisałam gdzieś, że tego nigdy nie stosuję??? Wydawało mi się, że to oczywiste, że kara/konsekwencje/ itp. są stosowane jeśli "po dobroci" nie da rady sprawy w danych okolicznościach załatwić.

  • 21.09.11, 14:46
    Nie. Nic o tym nie napisałaś. Napisałaś: dwa ostrzeżenia i kara. Niewiele to ma wspólnego z humorem.
  • 21.09.11, 15:04
    Napisałam, że stosuję kary, bo o tym jest wątek. Bądź łaskawa rozpatrywać moje wypowiedzi pod tym kątem. wink

    To że nie wspomniałam w tym wątku, że kupuję córce prezenty, czeszę jej włosy, gram z nią w żabki itp. nie znaczy, że tego nie robię. Czy wystarczająco jasno to ujęłam? wink
  • 21.09.11, 15:09
    Wątek rozwinął się w kierunku "jak utrzymać dyscypinę", moim zdaniem.
  • 21.09.11, 15:10
    A ja polemizuję z Twoim sposobem pt "dwa ostrzeżenia i kara".
  • 21.09.11, 15:28
    Nie bardzo. Polemizujesz ze swoim wyobrażeniem, moich metod wychowawczych, jako całości. Wiadomo, że można na dziecko wpływać na wiele innych sposób i ja nigdzie nie twierdziła, że ograniczam się do kar.
  • 21.09.11, 15:42
    Ok, w takim razie rozumiem. Tak tylko wydawało mi się (mam troje nastolatków, w tym dwóch chłopaków), że przy jednym dziecku, dziewczynce (no, nie wiem w jakim jest wieku), to w ogóle można by z tego spokojnie zrezygnować.
  • 21.09.11, 15:46
    Dlaczego miałabym z tego rezygnować mając jedną dziewczynkę (lat 6)??? wink
  • 21.09.11, 16:03
    Zrezygnujesz jak będziesz miała dwie? Zgadłamwink

    O matko, chorobowa głupawka mi się udzieliła. Już nie mogę w tym domu siedzieć...
  • 21.09.11, 16:08
    Ach, ale zabawnie wink
  • 21.09.11, 11:19
    A ja się tak zastanawiam, czy mogę te zalecenia:
    bri napisała:
    >Po drugim upomnieniu wyłączam telewizor i oświadczam, że nie będzie oglądania dopóki nie >odłoży swoich rzeczy na miejsce.
    zastosować do mojego męża?
    Noż cholera mnie bierze, kiedy wraca z pracy i nie odłożywszy na jedyne i właściwe (wg mnie) miejsce swoich klamotów, leci do telewizora? Nie wspominam o tym, iż nie pomyśli, żeby może mi pomóc?
    Mogę?
    A jeśli nie, to dlaczego? Wszak wyraźnie wychowanie by mu się przydało, nie?
  • 21.09.11, 11:24
    Nie wiem, czy możesz tak się zachować wobec swojego męża. To w końcu Twój mąż.

    > A jeśli nie, to dlaczego? Wszak wyraźnie wychowanie by mu się przydało, nie?

    Od wychowywania są rodzice, a Ty zdaje się jesteś jego żoną.
  • 21.09.11, 11:35
    Zmierzam do tego, bo widzę, że nie rozumiesz, iż moim zdaniem, nikogo nie powinno się traktować w ten sposób.
  • 21.09.11, 12:06
    Rozumiem, że Ty tak uważasz, ale ja nie podzielam Twojej opinii. Moim zdaniem zadaniem rodzica jest dziecko wychować do życia w społeczeństwie, wyrobić w nim dobre nawyki. Ciężko to zrobić bez zachowania konsekwencji, co do tego, co jest dozwolone, a co nie. Każda rodzina ustala sobie swoje reguły, takie ma prawo. Niektórzy całymi rodzinami w każdą niedzielę na stojąco słuchają mszy, my nie lubimy potykać się o zostawioną w przejściu hulajnogę.
  • 21.09.11, 14:20
    Której mojej opinii nie podzielasz? Uważasz, że męża należy traktować z szacunkiem (zakładam, że szacunek - a nie strach - stoi za decyzją, że mężowi tego telewizora nie wyłączamy), dziecka nie trzeba? Dlaczego?
  • 21.09.11, 14:32
    Trzeba z szacunkiem traktować każdego, kto nas traktuje z szacunkiem. Dlatego ciężko mi się wypowiadać na temat Twojego męża. Olewanie wyraźnych prośb rodzica, szczególnie w kwestiach zachowania ustalonego w danym domu porządku, nie należy do tego typu zachowań i ja osobiście w takiej sytuacji czuję, że mam prawo, a wręcz obowiązek dziecko zdyscyplinować.
  • 21.09.11, 14:50
    Dzieci się dopiero uczą. Uczą się od rodziców, którzy od małego szacunku im odmawiają. Czym - jak nie brakiem szacunku - jest wpychanie jedzenia na siłę? Albo rozkaz "pocałuj ciocię"? Albo karcenie dziecka za naturalną, ciekawaść i ruchliwość?
    Jednym słowem - nie ma szans abyśmy się dogadały.
  • 21.09.11, 14:59
    Moje dziecko nigdy nie miało żadnego jedzenia wpychanego na siłę i nigdy mu nikt nie kazał całować żadnej cioci. Nie karcę go również za naturalną ciekawość i ruchliwość.

    > Jednym słowem - nie ma szans abyśmy się dogadały.

    Nie ma szans, bo Ty w ogóle ze mną nie gadasz tylko ze swoimi fantazjami.
  • 21.09.11, 15:18
    Tzn kiedy dziecko tak zupełnie "samo z siebie" nie okazuje Ci szacunku to Ty już z czystym sumieniem możesz odpłacić pięknym za nadobne? Teraz dobrze zrozumiałam?
  • 21.09.11, 15:31
    Rozważam każdy przypadek indywidualnie. W wielu przypadkach dziecko nie jest świadome, że jakieś tam zachowanie może być odebrane jako brak szacunku i wtedy po pierwsze informuję "to nie było grzeczne", "to mi się nie podoba" czy cóś podobnego.
  • 20.03.12, 18:05
    Ja mam małe dzieci i kary dla nich w sumie na razie tylko dla jednego to tyle że idzie do kąta, ale jest też tak, że jak naprawdę wytrąci mnie z równowagi to dostanie klapsa albo trochę na niego krzyknę. Naprawdę staram się tego nie robić, ale czasami to nieuniknione, czasami wydaje mi się że jestem i tak zbyt nerwowa.
  • 21.09.11, 15:08
    A w ogóle to zdecyduj się. Czy traktujesz dziecko tak, jakby w pełni równe było Tobie (na brak szacunku odpowiadasz tym samym) - ale wtedy raczej dyscyplinowanie go nie wchodzi w grę (no chyba, że dopuszczasz sytuację, w której i ono może Ciebie trochę zdyscyplinować?). Albo uznajesz, że emocjonalnie jest słabsze i trzeba je chronić.
    Ktoś tutaj pisał ostatnio o sytuacji, gdy dziecko mówi: "Już Cię nie kocham". Czy można mu odpowiedzieć: "W takim razie ja też Cię nie kocham"? Czy raczej powiesz: "Bardzo mi przykro, że tak mówisz. Jednak ja Cię nadal mocno kocham"?
  • 21.09.11, 15:42
    To Ty się zdecyduj, albo dziecko należy chronić i uczyć, bo nie jest jest pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, albo należy je traktować jako dorosłe i obdarzyć tymi samymi prawami i obowiązkami.

    To że czuję się upoważniona do zdycyplinowania swojej córki w niektórych sytuacjach nie znaczy, że traktuję ją jako dorosłą osobę. To chyba jasne, prawda?

    Zadaniem dyscypliny jest m.in. właśnie chronienie dziecka i przygotowanie go do życia w świecie, gdzie obowiązują pewne normy.

    >Czy można mu odpowiedzieć: "W takim razie ja też Cię nie kocham"? Czy raczej pow
    > iesz: "Bardzo mi przykro, że tak mówisz. Jednak ja Cię nadal mocno kocham"?

    Ja bym dziecku nie odpowiedziała "w takim razie ja Cię nie kocham". Po pierwsze dlatego, że to nie jest prawda. Ale nie czuję się upoważniona do decydowania, co mogą inni rodzice, więc ciężko mi odpowiedzieć na zadane przez Ciebie pytanie.
  • 21.09.11, 15:48
    Należy chronić i pozwolić nauczyć się. Czyniąc to w pełen szacunku sposóbsmile

    BTW Miałam taką wizję (tylko błagam, nie weź tego do siebie, to nie ma z Tobą nic wspólnego, ok?):
    Dziecko prosi matkę (która właśnie klika sobie na e-matce na przykład), żeby pomogła mu w lekcjach. Prosi raz, drugi - nic, jak grochem o ścianę, matka dalej klika. Zdenerwowane dziecko postanawia przywołać ją do porządku i wyłącza komputer.
    He he, no nie mogłam się powstrzymać.
    Pozdrawiam Cię serdeczniesmile
  • 21.09.11, 15:56
    A ja miałam taką wizję, też zupełnie bez związku z Tobą.

    Matka podchodzi do dziecka "choć synku, poprawię Ci spodenki", a synek kopie ją w kolano i pluje jej w twarz. Mamusia wyciera twarz, napomina synka "nieładnie, nie podoba mi się Twoje zachowanie", po czym cała sytuacja powtarza się. I powtarza się. I powtarza się...
  • 21.09.11, 15:59
    Eeee, ale Ty masz smutne wizje...
  • 21.03.12, 13:54
    bri napisała:

    > A ja miałam taką wizję, też zupełnie bez związku z Tobą.
    >
    > Matka podchodzi do dziecka "choć synku, poprawię Ci spodenki", a synek kopie ją
    > w kolano i pluje jej w twarz. Mamusia wyciera twarz, napomina synka "nieładnie
    > , nie podoba mi się Twoje zachowanie", po czym cała sytuacja powtarza się. I po
    > wtarza się. I powtarza się..

    Własnie po raz dwudziesty dostałam w twarz od 15miesięcznego syna. jak myślisz, powinnam go skatować, czy tylko zamknąć w szafie?
    --
    "You can have EITHER freedom of speech or quality of conversation." [O.S. Card]
  • 23.03.12, 14:02
    > Własnie po raz dwudziesty dostałam w twarz od 15miesięcznego syna.

    zobaczysz jak 7 latek potrafi przyłozyć . powodzenia wink
  • 23.03.12, 19:46
    Hm, moja siedmiolatka od wielu lat mnie nie bije tongue_out
    --
    I'll try being nicer if you try being smarter.
  • 25.03.12, 17:11
    truscaveczka napisała:

    > Hm, moja siedmiolatka od wielu lat mnie nie bije tongue_out
    Mnie to nawet 15-latka nie bije - rozumiem, że to dlatego, że jednak jestem w wyższej kategorii wagowej wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 21.09.11, 16:12
    > Zadaniem dyscypliny jest m.in. właśnie chronienie dziecka i przygotowanie go do
    > życia w świecie, gdzie obowiązują pewne normy.

    To mnie nie przekonuje. Dorobiona piękna ideologia.
    Skoro w świecie istnieją normy i widzę, ze moje dziecko jest inteligentne, to wiem, że sobie w tym świecie świetnie poradzi.

    Nie oszukujmy się, dyscyplina jest przede wszystkim po to, żeby rodzicom było wygodniej.
  • 21.09.11, 16:30
    Nie mam ambicji Cię przekonywać. Ja dyscyplinuję dziecko nie tylko dla swojej wygody, ale również dla wygody innych osób, z którymi ona ma styczność i wreszcie również dla jej własnej wygody i żeby ją chronić.

    Mam w rodzinie i w najbliższym otoczeniu przypadki osób, które z powodu pobłażliwości czy też braku konsekwencji rodziców (lub pewnie też z innych powodów) nigdy nie nauczyły się szanować czyjejś pracy czy też brać odpowiedzialności za swoje czyny. Słabo jeśli siedmiolatka zostawia na podjeździe rowerek zamiast go odprowadzić na miejsce, ale jak to samo robi chłop po trzydziestce, któremu nie brak inteligencji i rower na miejsce musi po nim odstawić jego schorowany ojciec, bo inaczej na podwórko nie wjedzie to przestaje to być kwestia wygody.

    Oczywiście rodzice mogą mieć różne sposoby na zderzenie dzieci z prawami innych ludzi. Twoje dzieci mają rodzeństwo, które zapewne nie certoli się ze sobą nawzajem tak bardzo jak Ty byś chciała, żeby rodzice traktowali dzieci. W takich warunkach dzieci szybko się uczą, że jak ja komuś coś zepsuję, to ta osoba może zepsuć coś mi; że nie jest miło, jeśli ktoś nam rozwali domek z klocków itp. Moja córka jest jedynaczką. Z mojego punktu widzenia pokazanie jej, że ja też mam swoje granice i pewnych rzeczy nie jestem w stanie znieść, że mam prawo do wygody, chwili spokoju we własnym domu jest jak najbardziej wychowawcze i pożądane.
  • 21.09.11, 19:57
    Dalej nie rozumiesz o co mi chodzi.

    Nauka zasad - tak.
    Dyscyplina - nie.
    Chodzi mi o formę.

    Moje dzieci żyją w zaskakującej harmonii. Uważam to za prawdziwy dar, nie przypisuję sobie całej zasługi. Ciekawe jest jednak to, że ja z siostrą byłyśmy w nieustannym konflikcie, podczas gdy nasza mama gorliwie przestrzegała drylu i dyscypliny - sztywny podział obowiązków, wymagania, kary, krzyki.
  • 14.03.13, 19:56
    5, 5 latek za większe przewinienie ma jednodniową karę np. tv, komputer. Za mega złe zachowanie np. zrzucił brata ze schodów z premedytacją nie pojechał do sali zabaw. Kary działają, są coraz rzadziej. 2,5 letni syn stoi w kącie ale zazwyczaj po 15 sekundach musiała bym go przybić do tego kąta : ) Dawno nie było u nas kary, jakoś się nauczył-starszy-że jak coś odwinie to nie będzie pochwały za to.
    --
    Oliwier 17.08.2007 r.

    Jakub 09.07.2010r.
  • 22.09.11, 11:23
    heh, pamiętacie sprawę z zeszłego tygodnia, gdy Włoch w Szwecji dostał karę grzywny za szarpanie dziecka przy wejściu do restauracji? podczas jakiegoś potkania duża część znajomych wyraziła oburzenie, że tym skandynawom to już się zupełnie we łbach poprzewracało. i ja wtedy spytałam kolegę czy gdyby jego żona nie chciała wejść do wybranej przez niego restauracji to też by ją pociągnął za włosy?
    ja jestem na etapie posiadania dwulatki i uważam, że w tym wieku kary nie mają zastosowania bo dziecko nie jest wstanie dobrze zapanować nad swoimi emojcami (np podczas porannego ubierania) i kara tego nie zmieni. jest taki etap rozwoju dziecka, gdy rodzice powinni pokazać pewne granice zachowania i na niektóre "występki" dziecka reagować (na pewno na agresję) pytanie tylko jak to robić mądrze? jaki rodzaj kary/konsekwencji jest odpowiedni do danego przewinienia? moim osobistym zdaniem najważniejsza jest nieuchronność kary, a nie jej surowość.
    BTW bardzo ciekawa dyskusja smile
  • 25.03.12, 23:03
    No ale za co mają być te kary? Bo ja nie widzę powodów. Jeśli dziecko coś robi nie tak, jak należy, to mu uświadamiam, że jest nie tak, uzasadniam/podaję lepsze wyjście i umawiam się z nim, że zmieni podejście, a jak mu nie wychodzi, to ja je chętnie wesprę. I działa.
    Plus - próbuję dostrzec drugie dno złego zachowania. I zastanawiam się, jak zmienić to, co je prowokuje.
    W ogóle najlepiej na motywację i polepszanie zachowania działa u nas rozmowa i myślenie.
    --
    "You can have EITHER freedom of speech or quality of conversation." [O.S. Card]
  • 11.03.13, 11:04
    chyba zdecydowanie lepiej jest nagradzać niż karać
    www.facebook.com/ELEOedukacja
    sklep.eleo.edu.pl/
  • 14.03.13, 19:57
    5, 5 latek za większe przewinienie ma jednodniową karę np. tv, komputer. Za mega złe zachowanie np. zrzucił brata ze schodów z premedytacją nie pojechał do sali zabaw. Kary działają, są coraz rzadziej. 2,5 letni syn stoi w kącie ale zazwyczaj po 15 sekundach musiała bym go przybić do tego kąta : ) Dawno nie było u nas kary, jakoś się nauczył-starszy-że jak coś odwinie to nie będzie pochwały za to.
    --
    Oliwier 17.08.2007 r.

    Jakub 09.07.2010r.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.