• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

13-latka i bunty... Dodaj do ulubionych

  • 03.09.12, 20:25
    Cześć, nieraz już udało mi się dzięki wam trochę inaczej spojrzeć na swoje dziecko, wychodziło nam to na dobre,czasem nie zgadzałam się z Waszymi opiniami,ale co matka,co dom to inny sposób na wychowanie,dobre wychowanie.Ale do rzeczy ,młoda zaczęła gimnazjum i już zastanawiam się ,czy powinnam zacząć coś na uspokojenie do apteczki kupić.Nie wiem jak będzie z nauką,nigdy nie była orłem,ale bardziej niepokoi mnie jej zachowanie.Co cokolwiek bym nie starała się powiedzieć ,wytłumaczyć,Ona albo wszystko wie ,albo już jej to mówiłam,albo jest krzyk i nerwy,chociaż ja do niej spokojnie ,stonowanym głosem mówię.
    Generalnie mam wrażenie,ze wszytko co staram się przekazać ,to chcę jej zrobić na złość.proszę,na pewno jest tu wiele mam,które przeszły ten nieszczęsny wiek dojrzewania i może coś doradzą...Bo którego dnia boję się ,ze mi nerwy puszczą i ni zacznę się wydzierać ...choć wiem ,ze to nie sposób.Moze znajdziemy wspólnie jakiś może nie złoty ,ale środek,żeby to przetrwać,zeby przetrwać gimnazjum.A swoją drogą,Kochani rodzice,życzę dużo zdrowia i cierpliwości w roku szkolnym.
    Edytor zaawansowany
    • 03.09.12, 22:14
      Co cokolwiek bym nie starała się powiedzieć ,wytłumaczyć,Ona albo wszystko wie ,albo już jej to mówiłam,albo jest krzyk i nerwy,chociaż ja do niej spokojnie ,stonowanym głosem mówię.

      Jestem trochę starsza od Twojej córki i tak samo myślę o...swojej matce smile ona tez spokojnie mówi...wink

      A powaznie, nie wiem jak Ty, ale mnie się zdarza mówić ( a jakże, spokojnie, stonowanym głosem) to co moje dziecko wie, albo to co już mówiłam tysiac razy, albo tłumaczyc cos jak ćwierćinteligentowi.

      Na szczęście jestem w stanie wyobrazić sobie uczucia syna, bo sama takich doświadczam smile
      • 04.09.12, 06:31
        Tak ,tak,ja też pamiętam ,że rodzice do mnie mówili spokojnie....a ja się buntowałam.Ale albo jestem starej daty ,a moja córka wcześnie dorasta ...ale proszę Cię ,jeśli potwierdzisz mi,że Twoja mama cały tydzień prosiła Cię o posprzątanie pokoju,wrzucenie ubrań do prania,a jeżeli po tygodniu dalej widzę stos ubrań za łóżkiem ,ten sam papierek pod biurkiem,a Ona mi powie,ze przecież sprzątała,że się jej czepiam ...Przepraszam,to co pozwolić jej mieszkać w tym bałaganie i nie reagować...Moze to sposób...Ale ja musiałabym mieć opaskę na oczach i udawać,ze nic nie widzę...A co będzie jak do tego będzie jeszcze nauka...
        • 04.09.12, 06:54
          Wyjaśnienie jest proste: bałagan znowu się sam zrobił, przez tydzień zdążył. wink Papierek był inny, tylko od tych samych cukierków, przecież one są identyczne.
          Co mogę polecić, to niepranie rzeczy niezłożonych w koszu na brudy. A jak ci zwali stos ciuchów z całego miesiąca - to sama pierze, wiesza i układa w szafie. Opaska na oczy to dobry pomysł.
          Ze sprzątaniem za bardzo nie pomogę - moja 13-latka zaczęła ostatnio sprzątać bez przypominania, ale ona miała takie przebłyski jako młodsze dziecko, 16-latka nie, ale też nie reaguje tak nerwowo na moje przewracanie oczu na widok bałaganu w jej pokoju.
          --
          -------------------------------------------------------------
          Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
        • 04.09.12, 07:10
          Nie o to chodzi, żebys nie miała wymagań, tylko przeanalizowała ile z Twojego spokojnego mówienia, to po prostu trucie i starała sie je ograniczyć.

          A wykonania obowiązków wymagać, a nie o tym mówić 100 razy.

          To oczywiście ideał, który czasami trudno osiągnąc, ale wskazuje pewien kierunek. Ja też truję, tylko potem się nie dziwię reakcji swojego syna (wzdychanie nad swoim cięzkim losem itp)

        • 04.09.12, 10:48
          Jej pokój, jej bałagan. Odpuść. Czepiając się głupot, kontaktu z córką nie naprawisz.
          --
          Piszę o piłce
        • 05.09.12, 22:35
          To co opisujesz to żaden straszliwy bunt. Po prostu nastolatki (przynajmniej niektóre, ale tych nieniektórych jest jakaś mniejszość) mają ważniejsze rzeczy na głowie niż zanoszenie rzeczy do prania, sprzątanie ubrań zza łóżka czy zbieranie pojedyńczych papierków spod biurka. W sumie może to i racja - to starsznie nieekonomicznie nosić do śmieci po 1 papierku wink
          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • 04.09.12, 06:44
      I jeszcze ten wzrok kota ze Shreka - taki łzawy i skrzywdzony - i zaraz potem wywrzaśnięte:'Ty zawsze się mnie czepiasz!' wink

      --
      -------------------------------------------------------------
      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
      • 04.09.12, 13:50
        I jeszcze łzy jak groch, i "bo ty mnie nie rozumiesz", "nikt mnie nie kocha i nikt mnie nie rozumie". I puszczanie muzyki na cały regulator, plus płacz lub śpiewanie z okropnym fałszowaniem wink A potem się okazuje, że to przed okresem, i przez dwa tygodnie ma się normalną córkę smile
        Naprawdę warto miec w domu tabletki na uspokojenie, dla młodej też smile
        • 04.09.12, 15:15
          Trudno coś doradzać, bo kazdy jest inny.
          Ale mogę spróbować, moze to coś da, kto wiesmile
          1.W tym wieku fundamentalene są dwie sprawy - bezpieczeństwo i kontakty w rodzinie. Warto wymagać wracania o okreslonej porze, opowiadanie się, z kim i dokąd dziecię wychodzi. Trzeba czasowo odpuścić wszystko, co nie jest fundamentale - ubiór, porządek w pokoju itd. Ilość poleceń, zakazów i nakazów musi być zmniejszona tak radykalnie, aby mlody człowiek w wypadku wydania takowego miał chwilę refleksji, zę jak rodzice nakazaują czy zakazują, to jednak coś w tym musi być. Jak bez przerwy jest trucie o porzadek, muzykę itd, to dziecko robi sie impregnowana na sprawy ważne.
          2. Nie ma nic gorszego niż spokojny głos w wypadku gdy jestesmy źli. Bo jak by to oipsać - sprawia wrazenie, że jesteśmy wyjątkowo wrogo nastawieni do osoby, do której mówimy. Że to, co mówimy jest prawdą absolutną, a nie czymś, co nas po prostu wq... Może lepiej na przykładzie - awantura z mężem "Żona krzyczy "Mam absolutnie dość twojego rozrzucania skarpetek po całym domu!!!! Mam dość, ze nie wyrzucasz smieci, jak proszę!!!! Naprawdę, mam ochotę trzasnąć drzwiami i nie wracać!". Ok. Teraz prosze sobie to wyobrazić mówione spokojnym, cichym głosem, z lekkim uśmiechem i uprzejmie. Mam wrażenie, ze to pierwsze to drobna sprzeczka, to drugie - poczatek końca mażeństwa.
          Jak jesteś zła, to mow, że jesteś zła, nie udawaj, ze nie jesteś. Jak nie jesteś zła, nie truj. Tyle.
          --
          zpopk.blox.pl
          • 04.09.12, 15:39
            Jak bez przerwy jest trucie o porzadek, muzykę itd, to dziecko robi sie impregnowana na sprawy ważne

            Kiedyś mój syn powiedział do mnie wprost " Jak będziesz ciągle mówiła takie głupoty*, to przestanę słuchać i nie zauważę rzeczy , które warto by było, żebym usłyszał , bo czasami (he, he) mówisz ciekawie i o naprawdę ważnych rzeczach.

            * "głupoty" moim zdaniem były o podstawowych zasadach bezpieczeństwach, jego zdaniem sugestiami, że od rana do wieczora powinien przemieszczać się tylko taksówkami albo komunikacją miejską trzymając się guzika kierowcy. Rozbieżności w protokole wink
            • 04.09.12, 18:03
              Ha,zacznę od opaski na oczy,wrrr,potem faktycznie robi pranie sama,a pokój,obiecuję sobie,ze przez 2 tygodnie (jak wytrzymam) nie zwrócę jej uwagi,tylko zadań lekcyjnych będę pilnować z dużą skrupulatnością.Kurcze jeszcze się zaopatrzę w środki uspakajające. Może coś ją tknie...Generalnie dogadujemy się całkiem fajnie,tylko to sprzątanie i nauka...
              • 04.09.12, 18:15
                Ja mam zasadę, wziętą ze Szwecji - do pokoju nastolatków się nie wchodzi. W ogóle. W pokoju syna bywam tak dwa razy do roku. I mam spokój.
                A na porzadek najlepiej robią goście. Oczywiście goście nastolatka.
                --
                zpopk.blox.pl
                • 04.09.12, 20:12
                  Goście...woli nikogo nie zapraszać...hmmm ,muszę więc uzbroić się w cierpliwość i chyba na razie tyle smile
                  • 04.09.12, 20:30
                    Jako stara bałaganiara powiem jedno- nie ma lepszego sposobu na bałagan niz sensowna, logiczna, wygodna*, w miarę minimalistyczna organizacja przestrzeni.

                    * ja po latach odkryłam, ze mam porządek (w miarę!) w szufladach i otwartych półkach. Szafki z drzwiczkami sprawiają, że rzucam rzeczy gdzie stoję smile. Niestety sama musze potem sprzątać w bólach.
                • 04.09.12, 22:10
                  verdana napisała:

                  > W pokoju syna bywam tak dwa razy do roku.

                  Istnieją jednak rodziny, gdzie nastolatki umieją sprzątać po sobie, a do ich pokoju rodzice mogą wejść, kiedy zechcą, i to bez obrzydzenia. Więc jednak da się i nie trzeba czerpać dziwacznych wzorców wychowawczych od Wikingów.

                  --
                  Ne puero gladium!
                  • 05.09.12, 09:53
                    Nie rozumiesz. To wcale nie jest "dziwaczny wzór", dziwaczny byłby, gdyby syn zabraniał mi wchodzić do pokoju. To wzór, w którym niemal dorosły członek rodziny ma prawo do swojej przestrzeni, a nie dostosowywania się do wymagań rodziców. Mój syn nie nakazuje mi, jak ustawić meble i zamiatać u mni, ja nie protestuję przeciw temu, ze w pokoju główny element stanowią maski gazowe.
                    A konia z rzedem dam tym rodzicom, którzy wchodzac do pokoju nastolatka potrafia powstrzymać się od krytycznych uwag. Jesli tacy są, OK, niech wchodzą. Jesli jednak nie - to niech sie nie dziwią, zę nastolatki nie czują sie w domu jak w domu, tylko jak w sublokatorskim pokoju.
                    --
                    zpopk.blox.pl
                    • 05.09.12, 19:26
                      Ale to jest dom rodzicow a nastolatki bezplatnie uzytkuja przestrzen w tym domu i moim zdaniem rodzice moga wymagac, zeby pod lozkiem nie leglo sie nowe zycie.

                      Nie chcialabym kiedys nie moc wejsc do pokoju wlasnego dziecka bo sie przyjal jakis model szwedzki. Moj dom i moge wchodzic wszedzie gdzie mi sie podoba.
                      --
                      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                      • 05.09.12, 22:08
                        Nie, to nie jest "dom rodziców", przynajmniej u mnie. To wspólny dom, tak samo mojego dziecka, jak i mój.
                        Mogę wejść do pokoju dziecka, tylko nie wchodzę.
                        Zaczynam -powoli rozumieć, dlaczego nie jest mi znane pojęcie "buntu nastolatka".
                        --
                        zpopk.blox.pl
                        • 05.09.12, 22:13
                          Byłabym skłonna zgodzic się z taki założeniem gdyby taki nastolatek udzielał się systematycznie sprzątaniowo na wspólnym terenie, w wymiarze większym niż umycie kubka i wanny po sobie.
                        • 05.09.12, 22:29
                          verdana napisała:

                          > Zaczynam -powoli rozumieć, dlaczego nie jest mi znane pojęcie "buntu nastolatka".

                          Upraszczasz.

                          --
                          Ne puero gladium!
                        • 05.09.12, 23:12
                          Jest jeszcze pytanie co to jest bunt smile

                          Dla wielu buntem jest to, że dziecko śmie mieć inne zdanie niż rodzic i pewnie wg tej definicji (a pewnie i innych) Twoje dzieci buntownikami były.
                        • 06.09.12, 21:10
                          > Nie, to nie jest "dom rodziców", przynajmniej u mnie. To wspólny dom, tak samo
                          > mojego dziecka, jak i mój.

                          Dziwne, gdyby nastolatek sie wkladal tyle samo pracy co rodzice to moze i tak, ale jesli jedynym obowiazkiem jest odniesienie szklanek i talerzy do zlewu oraz rotacyjne wynoszenie smieci to mysle jednak, ze rodzice maja wieksze prawa do ustalania co i jak ma byc w domu.

                          Wiesz, moja tesciowa tez nie wiedziala co to jest bunt nastolatka, wychowala czworke dzieci podobnie jak ty, nie wymagajac w ogole niczego w zamian. Trojka to totalne pasozyty, u jednego ktory jest moim TZ staram sie te pasozytnictwo wyplenic ale ciezko mi idzie. Tesciowa tez nie wchodzila do pokojow nastolatkow bo sobie tego nie zyczyly, ewentualnie dwa razy do roku robila gruntowane porzadki w ktorych sklad wchodzily np. zuzyte prezerwatywy pod lozkiem najstarszego syna.
                          --
                          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                          • 06.09.12, 22:14
                            Czyli , jeśli mój maż sprzata, a ja nie, to jest bardziej jego dom? A jak mąż wyjedzie na pół roku, to już dom jest tylko mój?
                            No, daj spokój -rodzina nie polega na tym,z ę rozliczamy sie z kazdej wykonanej czynności i ten, kto robi wiecej, albo płaci więcej ma władzę nad innymi.
                            Dwoje moich dzieci jest dorosłych i zdecydowanie nie są to pasozyty. Nie bardzo rozumiem Twoje stanowisko - ze dziecko, które mieszka u siebie w domu, a nie katem u rodziców ma zostać zdemoralizowane? Why?
                            Cóż, najwyraźniej nie da się wyplenić pasożytninictwa rozkazami i poleceniami - być moze Twój maż nie czuje sie u siebie i nie widzi powodu, aby dbać na Twój sposób o Twoje mieszkanie. Wiesz jak to robić - to rób sama. Tak własnie dzieje sie z osobami, ktore nie widzą, że przestrzeń jest wspólna, a nie tej osoby ktora wydaje polecenia...
                            --
                            zpopk.blox.pl
                        • 07.09.12, 09:59
                          verdana napisała:

                          > Nie, to nie jest "dom rodziców", przynajmniej u mnie. To wspólny dom, tak samo
                          > mojego dziecka, jak i mój. "

                          Wspólny dom to także wspólne obowiązki i poczucie odpowiedzialności za ten dom.
                          To co proponujesz przypomina raczej relacje z sublokatorami.
                          Nie wyobrażam sobie wspólnego życia z kimś, kto daje sobie prawo do tego, by z części mieszkania robić terrarium.
                          Oczekiwanie, że nastolatek raz w tygodniu odkurzy swój pokój i usunie z niego resztki pokarmowe, zwłaszcza wszelką zgniliznę, nie jest moim zdaniem przemocą domową.

                          Zaczynam -powoli rozumieć, dlaczego nie jest mi znane pojęcie "buntu nastolatka
                          > ".
                          Ale taki całkowity brak buntu to nie jest - bez urazy - wielki sukces wychowawczy sad
                          • 07.09.12, 14:26
                            Ależą oczywiscie, zę wspólne obowiązki. Dotyczace wspólnej części mieszkania. Mycie przedpokoju, łazienki itd jest jak najbardziej wspólne. Pokoje własne są własne i ja się nie wtracam do pokoju nastolatka, a nastolatek do mojego (czasem napomknie, zę mogłabym zamieść, póki jeszcze da sie przesuwać szczotkę).
                            Czym innym jest oczekiwanie, że nastolatek sprzątnie resztki, a czym innym oczekiwanie, ze nastolatek doprowadzi pokój do stanu, który matka uwaza za własciwy porzadek. Nie mówię o sobie, bo u mnie właściwy porzadek to koszmarny bałagan, ale raczej kobiety w srednim wieku mają o wiele wyższe standardy. I uwazam, że utrzymanie standardsu odpowiadajacego matce w pokoju innej osoby (męża to też dotyczy) doprowadza do tego,z ę w domu czuje sie dobrze tylko jedna osoba. Jak powiedziała niegdyś moja przyjaciółka, porzucając w bardzo wczesnym wieku mieszkanie rodziców "Ja chcę mieszkać w domu, a nie w muzeum".
                            Brak buntu jest fatalny, jeśli polega na podporzadkowaniu sie wszystkim zakazom i nakazom, nie jest zły, jeśli pozwala bezboleśnie robić to, co się uwaza za słuszne, bez ciągłych awantur i "na przekór", a nie z przekonania.
                            --
                            zpopk.blox.pl
                            • 07.09.12, 17:14
                              Czym innym jest oczekiwanie, że nastolatek sprzątnie resztki, a czym innym ocze
                              > kiwanie, ze nastolatek doprowadzi pokój do stanu, który matka uwaza za własciwy
                              > porzadek"

                              Ja wynegocjowałam minimum i tego w zasadzie się trzymamy. Na bieżąco - usuwanie resztek jedzenia, opakowań po jogurtach, sokach itd. Raz w tygodniu ( no dobra, czasem rzadziej) odkurzanie, mycie podłogi, wyciąganie dziwnych rzeczy spod łóżka i transport nieświeżych szmat do pralni.
                              Od wielkiego dzwonu - mycie okna i wszelka estetyzacja pomieszczenia, np. zmiana zasłonek itp. Wtedy sama deklaruję swoją pomoc/wsparcie.

                              Uważam, że spełnianie tego minimum jest w interesie wszystkich domowników, bo np. kiedyś zdarzało się, że koty wyciągały spod łóżka nastolatki ruchome kanapki albo pluszowe mandarynki - a reszta rodziny nie chce mieć za ścianą zsypu.

                              Stylizacja pokoju, stan szuflad i szaf kompletnie mnie nie interesuje.
                              Rozumiem, że ktoś nienawidzi minimalistycznych wnętrz, musi mieć bałagan na biurku, bo inaczej niczego nie znajdzie, że układanie "w kostkę" ubrań to strata czasu itd., ale przedstawionego minimum wymagam i uważam, że wszystkim jest od tego lepiej big_grin

                              • 07.09.12, 21:45
                                Czyli żądamy tego samegosmile Z tym, że ja juz nic nie muszę, bo nastolatek spontanicznie co pewien czas sam sprząta, czego o mnie nie da sie powiedzieć, niestetysmile
                                --
                                zpopk.blox.pl
                                • 07.09.12, 22:53
                                  Już ... wink

                                  Ale domyślam się, że zdarzało ci się wchodzić do jego pokoju częściej niż 2 razy w roku kiedy miał 13 lat ?

                                  A poważnie- moim zdaniem jako takiego porządku nalezy wymagac i egzekwować w miarę sprawnie i krótko-gadanie spowoduje, że obrzydzenie do sprzątanie będzie jeszcze większe...
                                  • 08.09.12, 08:41
                                    Nie, wtedy nie wchodziłam NIGDYsmile
                                    Bowiem sytuacja była specyficzna - córka i syn dzielili pokój, 12 metrowy, w srodku ścianka działowa. Utrzsymanie nawet minimalnego porządku było niemożliwe. Rzeczy musiały lezeć na łóżku, na podłodze itd. Zatem, aby się nie denerwować i nie mieć idiotycznych wymagań, nie wchodziłam w ogóle - nawet jakbym chciała, to dla dwóch osób nie było miejscasmile
                                    Mimo to, po wyprowadzce córki okazało sie,z ę jak syn chce, to umie sprzatnąć. Sama nie wiem, jak to się stało.
                                    Mogłabym egzekwować tylko to, do czego sama sie stosuję, czyli wyrzucanie resztek organicznych i odstawianie naczyń do kuchni (z bruudnymi rzeczami nigdy problemu nie było). Mój poziom bałaganiarstwa wyklucza wymaganie porządku od młodzieży.
                                    --
                                    zpopk.blox.pl
                                    • 08.09.12, 10:50
                                      Mogłabym egzekwować tylko to, do czego sama sie stosu

                                      I myślisz, że to da się zawsze egzekwować nie wchodząc do pokoju nastolatka?smile I nie popadając w nim w mniejsze lub większe konflikty?
                                      • 08.09.12, 11:05
                                        Ja też nie bywam często w pokoju dziecka, ale nie dlatego, że uważam to za słuszne, tylko po prostu czuję dyskomfort. Przede wszystkim ze względu na wystrój big_grin, ale bałagan też. Czyli robię to dla siebie a nie dla niego.

                                        Walka z bałaganem, nawet cudzym, jest dla mnie ciężką psychicznie pracą i tak do tego podchodzę - obowiązku, który powinien być wykonany, chociaż oczywiście wolałabym w tym czasie pogadać z nim o filmie.

                                        p.s. nie bardzo wierzę, że można usunąć kurz kiedy jest bałagan
                                • 08.09.12, 09:00
                                  verdana napisała:

                                  > Czyli żądamy tego samegosmile Z tym, że ja juz nic nie muszę, bo nastolatek sponta
                                  > nicznie co pewien czas sam sprząta, czego o mnie nie da sie powiedzieć, niestet
                                  > ysmile
                                  A jeśli nastolatek oznajmi ci "Mama, mogłabyś wreszcie sprzątnąć swój bajzel" to możesz traktować to jako doczekanie się buntu nastolatka wink

                                  --
                                  Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                  • 08.09.12, 14:07
                                    Nastolatek mowi mi to regularnie, ale dotychczas nie przyszło mi do glowy, ze to bunt... Przyjmuję z pokorą i czasem nawet sie dostosowujęsmile Ale niezbyt czesto.
                                    --
                                    zpopk.blox.pl
                      • 05.09.12, 22:48
                        black_halo napisała:

                        > Ale to jest dom rodzicow a nastolatki bezplatnie uzytkuja przestrzen w tym domu
                        > i moim zdaniem rodzice moga wymagac,
                        A co gdy właścicielem domu są dziadek z babcią, którzy nie wymagają? Co w przypadku wynajmowanego mieszkania? Co w przypadku mieszkania na kredyt? Wtedy właścicielem przynajmniej części jest bank, któremu wszystko jedno czy małolat ma bajzel czy nie (no chyba że bajzel ma jakąś wartość lub też jest na kredyt ;-/)

                        --
                        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                        • 06.09.12, 21:00
                          Wlascicielem jest bank ale placa chyba rodzice? Chyba, ze nastolatek sie doklada do budzetu domowego. Moim zdaniem rodzice maja prawo wymagac jako takiego porzadku. Moi wymagali i nie mam z tego powodu traumy chociaz sie buntowalam bo jestem balaganiara i w ogole nie umiem sprzatac. Ale mama reguarlnie wchodzila do mojego pokoju i poazywala palcem, ze szklanki maja wrocic do kuchni, talerze tez, papierki opo cukierkach i torbki po chipsach maja byc wyniesione, niedojedzone kanapki maja zniknac w otchlani kontenera na smieci zanim plesn rozrosnie sie po calym domu. Dla mnie to bylo naturalne. Dom moich rodzicow to ich dom i maja prawo ustalac w nim swoje zasady. No ale teraz mieszkam na swoim i moi rodzice jak do mnie przyjezdzaja to nie ma obrazy, ze trzeba zejsc z trzeciego pietra bez windy na papierosa bo na klatce nie mozna palic a w domu nie zezwalam. Moj dom - moje zasady.
                          --
                          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                          • 06.09.12, 22:15
                            Masz - masz najwyraźniej problem z mężem-pasozytem. A byc moze maż ma problem z pedantyczną panią domu.
                            --
                            zpopk.blox.pl
                          • 06.09.12, 22:25
                            black_halo napisała:

                            > Wlascicielem jest bank ale placa chyba rodzice?
                            Rodzice są co najwyżej właścicielami tej części, którą już spłacili. Nastolatek może ich spokojnie zastrzelić tekstem: "Ale póki co to ja mieszkam w części należącej do banku" ;-/ Myślę po prostu, że argument "To moje mieszkanie i ja tu rządzę" w przypadku nastolatków może być mało skuteczny.
                            Takie gadki to naprawdę nie jest droga do porozumienia z małolatem. Argumenty "jeśli nie przyniesiesz kubków z pokoju to nie będzie picia", "jeśli nie raczysz zanieść swoich brudnych ubrań do prania/nie upierzesz ich to nie będziesz miał/miała ubrania na jutro" są chyba jednak bardziej do przyjęcia.

                            --
                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                            • 07.09.12, 06:17
                              "Ale póki co to ja mieszkam w części należącej do banku" ;-/
                              powie również ' ja się na świat nie prosiłem' tudzież 'to już się wyprowadzam'. I jaka jest wtedy prawidłowa odpowiedź?
                              --
                              -------------------------------------------------------------
                              Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                    • 07.09.12, 07:39
                      Ja wiem jedno: gdybyś sama miała zamiłowanie do porządku, znalazłabyś sposób, aby odpowiednich nawyków nauczyć swoje dziecko.
                      Jeśli chodzi o uczenie nawyków, mówienie o wolności, prywatności, własności itp. jest zwyczajnym pierniczeniem kotka za pomocą młotka.

                      --
                      Ne puero gladium!
                      • 07.09.12, 08:38
                        E tam, ja mam dowód, że nawet jak się nie ma zamiłowania do porządku czy wręcz jest się bałaganiarzem z dziada pradziada, można mieć dziecko, które sprząta i ma zamiłowanie do ładu. Tylko jak to wyjaśnić?
                        --
                        -------------------------------------------------------------
                        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                        • 07.09.12, 09:15
                          Tylko jak to wyjaśnić?


                          Buntem? wink
                          • 07.09.12, 10:16
                            joa66 napisała:

                            > Tylko jak to wyjaśnić?
                            >
                            >
                            > Buntem? wink "

                            Jak w "Tangu" u Mrożka? big_grin
                            • 07.09.12, 10:46
                              dokładnie smile
                              • 07.09.12, 14:56
                                To może nastolatkowi trzeba zabraniać sprzątania? wink
                                --
                                -------------------------------------------------------------
                                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                • 07.09.12, 16:54
                                  To mi przypomina, zę moje dziecko w żłobku nie mogło pić mleka i jeść zup mlecznych. Inne dzieci dostawały, a on nie.
                                  W zwiazku z tym, jako jedyny z rodziny uwielbia mleko i kaszę manną.
                                  --
                                  zpopk.blox.pl
                        • 07.09.12, 18:11
                          morekac napisała:

                          > E tam, ja mam dowód, że nawet jak się nie ma zamiłowania do porządku czy wręcz
                          > jest się bałaganiarzem z dziada pradziada, można mieć dziecko, które sprząta
                          > i ma zamiłowanie do ładu. Tylko jak to wyjaśnić?
                          Mutacją genetyczną? wink

                          --
                          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                        • 07.09.12, 21:25
                          morekac napisała:

                          > E tam, ja mam dowód, że nawet jak się nie ma zamiłowania do porządku czy wręcz
                          > jest się bałaganiarzem z dziada pradziada, można mieć dziecko, które sprząta
                          > i ma zamiłowanie do ładu. Tylko jak to wyjaśnić?

                          A po co wyjaśniać? Nie przeczy to mojej opinii.

                          --
                          Ne puero gladium!
                          • 08.09.12, 07:14
                            Może być to kluczowe w odkryciu, dlaczego nastolatki nie sprzątają. Albo sprzątają... Co pozwoliłoby zapewne odkryć jakiś skuteczny sposób (może lek?), żeby sprzątały. Potem Nobel (za szerzenie pokoju pomiędzy ludźmi wink ) i wiekopomna pamięć ludzkości...
                            ---------------------------------------------------------------
                            Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                            • 08.09.12, 09:54
                              To już zostawię osobom mądrzejszym ode mnie smile

                              --
                              Ne puero gladium!
                • 05.09.12, 12:33
                  verdana napisała:

                  > A na porzadek najlepiej robią goście. Oczywiście goście nastolatka.


                  Niestety, nie zawsze smile
                  Są goście, którzy stwierdzają "phi, ja mam gorzej" smile
                  Albo tacy, którym nic nie przeszkadza. Mój syn ma w pokoju totalny syf, a kumple i tak do niego przychodzą, i chyba świetnie się czują, bo wygonić ich trudno wink
                  • 05.09.12, 12:58
                    To znaczy, ze sprzatać nie musi. Seriosmile
                    --
                    zpopk.blox.pl
                    • 05.09.12, 13:50
                      Zawężając temat do sprzątania: czy Waszym zdaniem jest to kwestia umiejętności czy woli?

                      Czy każdy człowiek rodzi się z umiejeęntością sprzątania , czy jednak musi się jej nauczyć?
                      • 05.09.12, 14:17
                        Treningu, nawyków, potrzeby/braku tejże zachowania ładu w otoczeniu. I przymusu.
                        • 05.09.12, 16:41
                          Nie. Nie tylko. W moim domu 100% osób to bałaganiarze. Ale syn i córka potrafią bardzo dobrze sprzatnąć w razie potrzeby. Ja kompletnie nie umiem. To tak, jak z gotowaniem - jedni mimo lat treningu gotują rzeczy średnio jadalne, a inni pierwszy raz coś próbują zrobić i wychodzi im jak um profesjonalnego kucharza.
                          --
                          zpopk.blox.pl
                          • 05.09.12, 16:51
                            Czyli jeżeli taki nastolatek miał prawo mieć sajgon w swoim pokoju w domu rodzinnym, a potem w wieku np 20 lat wyprowadza się z domu i wynajmuje mieszkanie z dziewczyną/chłopakiem, to albo kontunuuje styl życia jak do tej pory, albo podejmuje decyzję o zmianie nawyków (co jest ciężkie)...?

                            Ja też jestem bałaganiarzem i uważam to za cechę bardzo utrudniającą życie (przynajmniej mnie to męczy, bo odpoczywam psychicznie w uporządkowanym otoczeniu). Chciałabym tego oszczędzić swojemu dziecku, ale średnio mi to wychodzi
                            • 05.09.12, 18:55
                              U swojego młodszego dziecka podejrzewam tajemniczą mutację genu odpowiedzialnego za sprzątanie. Potrafi sprzątnąć w miarę szybko i w miarę porządnie - i robi to właściwie bez marudzenia i przypominania. Po rodzicach tego na pewno nie ma.
                              Starsza - teoretycznie powinna mieć większą praktykę, tudzież była poddawana wszelkim naciskom przez czas dłuższy - usiłując zrobić porządek grzęźnie w jeszcze większym bałaganie nawet nie na godziny, a na dni.
                              --
                              -------------------------------------------------------------
                              Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                            • 05.09.12, 22:10
                              Mam syna - bałaganiarza z bałaganiarskiego domu. I synową - osobę porządną przez lat 25, z porzadnego domu.
                              W mieszkaniu syna jest sajgon. Synowa z radością w sercu nie sprząta, nareszcie ma spokójsmile
                              Córka w swpoim mieszkaniu ma porzadek, w swoim pokoju miała nawet nie bałagan, trudno byłoby okreslić to jednym słowem. Czyli - nic nie wiadomo.
                              --
                              zpopk.blox.pl
                      • 05.09.12, 21:37
                        Musi miec wole nabycia tych umiejetnosci, wynikajaca z ich uzytecznosci. smile
                        --
                        Prawda ma wartość tylko dla tych, którzy są w stanie ją pojąć.
                      • 07.09.12, 10:52
                        > Czy każdy człowiek rodzi się z umiejeęntością sprzątania , czy jednak musi się
                        > jej nauczyć?"

                        Tu najważniejszy wpływ ma kultura, czyli wychowanie.

                        Ogólne rzecz biorąc - można powiedzieć, że są całe wielkie kultury "czyściochów" i "syfiarzy". Z grubsza biorąc - północno-zachodnia i południowo - wschodnia.
                        Stosunek do czystości podlega też zmianom cywilizacyjnym - np. w niektórych regionach Polski baaardzo widać, jak pod wpływem migracji ludności na Zachód zmieniają się tzw. obejścia domów. W ogóle Polska jest czystsza niż 20 lat temu, prawda?

                        Ale oczywiście "natura" też ma w tym swój udział - np. ludzie rodzą się z różną tolerancją na bodźce oraz ich jakość. Na pewno wrażliwym wzrokowcom bardziej przeszkadza nadmiar przedmiotów wokół siebie więc próbują je usunąć je z pola swego widzenia smile

                        Pokój mojego syna wygląda jakby nikt w nim nie mieszkał, ja tam nie wchodzę, bo mi jest tam za zimnosmile Natomiast córka przegina w drugą stronę - ona reprezentuje raczej kulturę "arabską" big_grin


              • 10.09.12, 10:15
                Jest taka zasada, a dotyczy dzieci w kazdym wieku, ze slowa "nie", "musisz" albo "nie wolno" zostawia sie na wyjatkowe okazje. Np w przypadku malego dziecka, kiedy wbiega na ulice, albo bawi sie nozem. W przypadku nastolatka "nie" mowi sie, kiedy ten odstresowuje sie kopiac meble w domu.
                Dziecku ma czuc, ze rodzicielskie NIE, jest wazne i wiaze sie z konsekwencjami.
                Balagan w pokoju trzeba znosic, czasem zapraszac gosci-wiekszosc natolatkow jednak wstydzi sie gdy ktos "obcy" zobaczy ich pokoj w nieladzie.
                • 13.09.12, 21:56
                  Dlaczego nie wolno kopać mebli? Ja tam kopięsmile
                  Rodzeństwa i psa nie wolno kopać dla odstresowania sie, z tym się zgodzę.
                  --
                  zpopk.blox.pl
    • 06.09.12, 22:16
      Przestan prac jej rzeczy, sprzatc i troszczyc eis o jej pokoj.
      Jak nie bedzie milala comzalozyc to bedzie musiala sobie uprac.

      • 09.09.12, 12:52
        Czytam z przerażeniem teksty o bałaganie i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała się z nim zmierzyć w moim domu. Nie jestem pedantką, ale lubię ład i ogarnięte mieszkanie, bo przyjemniej się w nim mieszka i odpoczywa. W bałaganie natychmiast zaczynam się irytować. Na szczęście mój ośmioletni syn utrzymuje porządek w pokoju. Ja mu jedynie pomagam w odkurzaniu wyższych półek i segregowaniu raz na pół roku zabawek.
        • 12.09.12, 16:05
          Wszystko jeszcze przed tobą... Nawet schludnym nastolatkom może zdarzyć się regres umiejętności sprzątania.
          --
          -------------------------------------------------------------
          Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
    • 12.09.12, 12:18
      Jako dziecko z domu w którym niepodzielnie panował porządek powiem, że tego się nie da wyuczyć. Są bałaganiarze i czyściochy i chyba nic się na to nie poradzi. Ja w swoim domu mam wieczny bałagan a moja siostra w swoim sterylny wręcz porządek. A przecież wychowywałyśmy się w tym samym domu, tych samych rodziców a nawet w tym samym pokoju.
      --
      Flowers in the gardens of the gods
    • 14.09.12, 08:37
      Przepraszam za słowo, ale ZRZĘDZĄCA mama, może naprawdę zniechęcać do kontaktów i rozmowy. Co do kontaktów z córką. Zastanów się, kiedy ostatnio powiedziałaś jej coś miłego, za coś pochwaliłaś, przytuliłaś, powiedziałaś, że ładnie wygląda, że jesteś z niej dumna, że ją kochasz? Zacznij od znajdowania dobrych stron swojej córki, dzieci stają się takie jakie słyszą od innych , że są. Ich głowy kodują: Jestem nieznośna, niegrzeczna, nie da się ze mną porozmawiać itd. Znajdź coś co w Twojej córce jest dobrego, co w niej lubisz. Zobacz jak będzie się zmieniać. Z początku może być nieufna, ale z czasem... Zobaczysz, takie rzeczy nie pozostają bez echa. Będzie wiedziała, że zawsze może na Ciebie liczyć, że kochasz ją mimo wszystko, mimo jej bałaganu w pokoju,( z którego polecam nie robić problemu tylko może trochę w formie żartu potraktować jako alternatywę porządkusmile Wymagaj tyle by nic w nim nie zagrażało bezpieczeństwu kogokolwiek. To jej azyl, z czasem zapragnie ładu, dziś to dla niej strata czasu) Stwórz miłą atmosferę w domu, będzie chciała w niej uczestniczyć. Na pewno. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo ciepła i wytrwałości. Agata Szymendera
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.