Nastolatek (13,5) kradnie pieniądze z domu Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Mój problem: syn ma 13,5 lat (jest w pierwszej klasie gimnazjum), od 1/2 roku kradnie mi pieniądze z portfela. Udowodniłam mu to w lutym, rozmawiałam z nim, przyznał, że wydaje na słodycze, napoje itp. Sam zaproponował karę dla siebie: zakaz treningów ulubionej dyscypliny przez miesiąc. Myślałam, że to pomogło. Niestety już w tydzień po odbyciu kary znów przyłapałam go na kradzieży, znowu twierdził, że to na niezdrowe jedzenie. Jednak przy okazji porządków przedświątecznych znalazłam u niego pod szafą paragony na: nóż, miski, kubki, taśmy izolacyjne, piła, osełka - twierdził, że to kolegi, z którym urządzają zabawy w skrzaty, elfy itp. Niestety tym razem nie zapanowałam nad nerwami i na rozmowie się nie zakończyło, dostał lanie pasem. Gdy ochłonęłam i wróciliśmy do rozmowy przedstawiłam mu konsekwencje jakie prawo niesie w takich sytuacjach: policja, kurator, poprawczak, więzienie. Gdy pytałam dlaczego to robi - nie wiedział.
    Kilka faktów:
    1. wychowuję syna sama, 4 lata temu zmarł mój partner, który był z nami 3 lata
    2. do ubiegłorocznych wakacji syn był bardzo aktywnym dzieckiem (sportowiec szkoły), szczupły i wysportowany
    3. ze względu na podejrzenie alergii pokarmowej był na diecie bezglutenowej
    4. wakacje spędzał nad morzem, u rodziny, był puszczony samopas, sam w większości decydował co robi i z kim. Złamał rękę, więc musiał ograniczyć aktywność. Przytył 13kg w 1,5m-ca, okazało się, że żywił się głównie na mieście: kebaby itp.
    5. Od września poszedł do gimnazjum (w klasie był tylko 1 z poprzedniej klasy podstawówki)
    6. Ręka się nie zrastała, miał złe wyniki badań, zaczął go boleć kręgosłup i stawy - dostał zakaz uprawiania sportów
    7. w październiku dietetyk rozpisała dietę, którą syn mógł dostosowywać do swoich potrzeb. Zaczął brać leki.
    8. Wielokrotnie przyłapywałam go na kłamstwie, omijaniu diety i nie braniu leków.
    9. Schudł 5kg, razem ćwiczyliśmy, aby odbudować mięśnie
    10. Cała rodzina go motywowała
    11. Od stycznia zaczął znów uprawiać sport, ale tylko 20% z tego, co rok wcześniej
    12. Wszystkie pieniądze jakie przywiózł z wakacji lub dostawał przy okazji różnych uroczystości wpłacał na przechowanie na moje konto, aby uzbierać na ferie, na obóz sportowy. Gdy potrzebował na bieżące wydatki, przychodził i dostawał. Regularnego kieszonkowego nigdy nie miał.

    Reasumując: jego życie zmieniło się drastycznie na przełomie wakacji.

    Podejrzewam uzależnienie od jedzenia. Dlatego pomimo świadomości, że niszczy swoje zdrowie i źle postępuje nie może się powstrzymać.

    Na zewnątrz (znajomi, szkoła, rodzina) ma opinię super chłopaka, uczynny, dobrze wychowany, bystry, zaradny, pomocny itp. ale nikt nie wie o ostatnich miesiącach.

    Mój tato jest emerytowanym policjantem, dostałby zawału gdyby jego wnuk skończył w poprawczaku.

    Czy powinnam pójść do psychologa? Czuję, że nie poradzę sobie z tym sama.
    • A tato nie dostanie zawału jak się dowie że Ty łamiesz prawo? Nie wolno bić. Poza tym to nie pomoże.

      Ustal mu stałe kieszonkowe (o ile leży to w zasięgu budżetu domowego). Idźcie do dietetyka niech on wytłumaczy synowi że inaczej się nie da, jeżeli chce być sprawny i nie mieć takich nieprzyjemnych, bolesnych problemów ze zdrowiem.

      Psycholog czemu nie, ale najpierw wybierz się sama i porozmawiaj. Bo zmuszenie nastolatka może nie być łatwe. wink
    • Oczywiście, że jego życie się drastycznie zmieniło: zmienił szkołę, na dokładkę miał poważne problemy ze zdrowiem. Jesteś pewna że w nowej szkole czuje się dobrze i po prostu nie zajada stresów? Wydaje mi się też, że gimnazjalista powinien mieć jednak regularne kieszonkowe (o ile sytuacja materialna na to pozwala). Jego koledzy najprawdopodobniej kieszonkowe mają i nie muszą się tłumaczyć rodzicom, że chcą pieniądze na lody czy picie. Inna sprawa to kara. Jeśli zależy tobie aż tak na jego szczupłości i sprawności fizycznej (pewnie zależy, skoro tyle miejsca w poście temu poświęcasz i lamentujesz, że wydaje kasę na słodycze i kebaby) to kara polegająca na niechodzeniu na treningi jest bez sensu.
      Jeśli chodzi o paragon na te noże, kubki itp - ja bym jednak podrążyła temat. Co to za zabawy w te elfy? Wiesz coś o tym więcej?
      Jeśli nie radzisz sobie ze swoimi emocjami, nie dajesz rady spokojnie z młodym rozmawiać - to psycholog nie jest głupim pomysłem.
      --
      Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
      • Chcę, aby syn był zdrowy, a żeby to osiągnąć musi unikać produktów, które mu szkodzą. Nie musi być szczupły, ale zdrowy jak najbardziej (a otyłość to choroba upośledzająca wiele funkcji organizmu).
        W nowej szkole czuje się dobrze, wielokrotnie go o to pytałam, szybko się zaaklimatyzował, w sytuacji gdy nie było przewodniczącego klasy został nieformalnym liderem, więc jest akceptowany.
        Nad regularnym kieszonkowym też już się dawno temu zastanawiałam, ale on sam nie chciał, bo wolał przyjść jak potrzebował. Nie wiem czy to pozwoliłoby uniknąć obecnej sytuacji.
        Kara dotyczyła ulubionej dyscypliny wszystkie inne sporty mógł uprawiać.
        Zabawy w elfy to z tego co mówi: budowanie szałasu, łuku i strzelanie (w szkole ma zajęcia ze strzelectwa sportowego, z karabinu), gotowanie "cudownych" mikstur, szycie tych ich kubraczków itp. Na oczy tego wszystkiego nie widziałam. Znam kolegę, z którym się tym zajmują, bardzo miły, wesoły chłopak. Zupełnie jak mój syn w oczach innych...

        Rady psychologa trzeba będzie wysłuchać, przecież jeszcze sporo lat przed nami, zanim syn się usamodzielni smile
        • Przyznam się, że na początku, po tym laniu, myślałam , że to troll , ale znalazłam Twoją wypowiedź na innym forum:

          forum.gazeta.pl/forum/w,72,142433524,142433524,Twardziele_wyja_z_bolu_klna_ale_sie_nie_poddaja.html
          Po przeczytaniu Twojej opinii myślę, że problem może być znacznie głębszy niż dieta i jej nieprzestrzeganie. Moim zdaniem - psycholog.
        • Istotnym elementem w utrzymywaniu odpowiedniej wagi jest też ruch. Dlatego kara w postaci niechodzenia na trening wydaje mi się zupełnie bez sensu. Może być też tak, że chłopaki sobie chodzą po szkole na czipsy czy colę - i młodemu głupio tak całkiem bez kasy. Rozważałaś to od tej strony? Jeśli syn uzależniony jest od jedzenia czipsów czy kebabów to pewnie bez jakiejś terapii się nie obejdzie - ale jest to też kwestia czy rzeczywiście jest uzależniony.
          Nad regularnym kieszonkowym się nie zastanawiaj - co najwyżej pomyśl nad wysokością. Z doświadczeń z moją starszą córką wysnuwam wniosek, że posiadanie kieszonkowego wpływa dodatnio na skłonności do oszczędzania (no, może nie od razu wink). Jeśli twój syn tylko chodzi od czasu do czasu z kolegami na jakieś batoniki to pewnie by pomogło na uniknięcie takich nieprzyjemnych sytuacji jak podkradanie pieniędzy.
          > Zna m kolegę, z którym się tym zajmują, bardzo miły, wesoły chłopak. Zupełnie jak m
          > ój syn w oczach innych...
          O te elfy się pytałam, bo zdziwił mnie zestaw akcesoriów na paragonie. Nie wiem, czy zabawa w krasnoludki i elfy jest typowa dla chłopców, ale mój kuzyn chyba zabawia się do tej pory - a szkołę skończył, hm, jakiś czas temu wink)
          I rozumiem, że w twój syn z twojego punktu widzenia to niemiły ponurak uncertain
          Skądś się ta róźnica między odczuciami twoimi a innych wobec twojego syna się bierze. I nie sądzę, żeby to był to problem tylko po stronie twojego syna.
          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
          • Tak sie kończy przymusowe odchudzanie. Na razie osiągnęłaś to, ze syn najbardziej marzy o niezdrowym jedzeniu, nie trenuje, co na pewno pogarsza jego zdrowie i kradnie. Gdybyś chciała jak najbardziej zaszkodzić jego zdrowiu i moralności, to nie mogłabyś zrobić nic więcej.
            Pozluzuj. Daj mu kieszonkowe. Raz w tygodniu pozwól jeść coś, co lubi , a nie jest zdrowe - i tak to je, tyle ,za kradzione.
            --
            zpopk.blox.pl
          • To prawda, że inaczej patrzę na syna po odkryciu tych kradzieży, bo to nie były kwoty na batoniki. Z tego do czego się przyznał wynika, że wydawał codziennie po kilkanaście/kilkadziesiąt złotych, najczęściej chodził do sklepu sam, bez kolegów, więc aspekt "szpanu" odpada.
            RUCH jest bardzo ważny i ciągle go do niego próbuję namówić (rok temu był sportowcem szkoły, wielokrotnym reprezentantem we wszystkich możliwych dyscyplinach, poza pływaniem), ale po wakacjach wszystko wzięło w łeb. Może jednak 2-mce pełnej samodzielności to za dużo na 13-latka?
            Zaprzyjaźniona policjantka (z wydziału dla nieletnich) zasugerowała ostrą terapię wstrząsową póki jeszcze można na coś wpłynąć smile
            Zastanawiałam się czy nie namówić go na wolontariat. Może jak zaangażuje się w pomaganie innym, może biedniejszym, to lepiej zrozumie, ile znaczy te kilka tysięcy złotych, które przejadł.
            • Co to znaczy "pełna wolność"? Na razie syn rujnuje sobie zdrowie za kradzione pieniądze. Pomijając wszystko inne, nie bardzo rozumiem, jak w tej sytuacji można jeszcze w domu trzymać pieniądze, do których może się dostać nastolatek.
              Zastanów się, czy nie iść do bardzo, bardzo rozsądnego dietetyka i przedstawić problem. Bo problemem są tu nie tylko kradzieże, ale to, że pieniądze nastolatek wydaje na jedzenie. Najłatwiej powiedzieć "uzależnienie", ale ja bym się dowiedziała, czy to uzależnienie, czy może jednak jakiś głębszy powód. Psycholog od zaburzeń odżywiania też byłby nie od rzeczy.
              Zaprzyjaźniona policjantka chyba nie rozumie sprawy - terapia wstrząsowa byłaby bardzo OK, gdyby syn kradł i kupował gadżety. Jeżeli jest uzależniony, albo głodny, to tego terapia wstrząsowa raczej nie uleczy, moze się okazać, ze nie kradnie w domu, tylko w sklepie, a widzę i gorsze scenariusze.
              Naprawdę, coś jest nie tak, jeśli największym problemem jest tu nauczenie nastolatka tylko tego, ile warte jest parę tysięcy, a nie szybka interwencja, związana z problemem jedzenia. Problemem jest tu jedzenie, a kradzieże tylko pochodną problemu.
              --
              zpopk.blox.pl
              • Taaaa ostra terapia wstrząsowa pani policjantki to dopiero jest genialne rozwiązanie...sad Ciekawe, czy się jej przyznałas, ze zlałaś syna pasem... To zdaje się jest nielegalne...
                Parę rzeczy mnie zastanowiło. Może też powinnaś się nad tym zastanowić. Czemu syn ukrywał paragony na te rzeczy, które mu były potrzebne? Skoro nie miałaś nic przeciwko tym elfom i szałasom to czemu to ukrywał? Może nie pochwalałaś tego typu aktywności? Bo mógłby ten czas wykorzystac na "ruch"? Zastanowiło mnie to. Skoro to nie była zakazana działalnośc to czemu to ukrywał? Nie dostałby na ten cel pieniędzy?
                Dalej. Dieta. Tu zrobiłabym ogromny rachunek sumienia. Czy Twój syn nie chodzi głodny przypadkiem? Czy ta dieta ma aby na pewno ręce i nogi? Bo ja ze względów zdrowotnych swoich i kilkorga moich znajomych z dietetykami miałam stycznośc. I po " bardzo dobrej dla mnie, zbilansowanej diecie" nie miałam siły z łózka wstać. Nie mówiąc o chodzeniu, funkcjonowaniu i zrobieniu kupy. Zwyczajnie. trzeba zacząć od najprostszych rozwiązań. Sprawdzić, czy ta dieta jest odpowiednia. Jakim cudem syn schudł skoro tyle wydawał na jedzenie. Ja nie kwestionuję konieczności diety skoro są względy medyczne. Ale miłoby było, zeby dieta jeszcze nie szkodziła.
                I dalej. Punkt 10. Cała rodzina go motywowała... Taaa. Czyli jak? Wieczne rozmowy? Kontrole? Zainteresowanie do wyrzygu wręcz? Cała rodzina je ciasto a on siedzi przy gorzkiej herbacie i ma myślec o zdrowiu?
                Dla jasności. To są tylko luźne moje refleksje po przeczytaniu Twoich postów. Do przemyslenia. Moim zdaniem jesteś na najlepszej drodze do dwóch rzeczy. Pierwsza to schudnięcie syna. Nie mam wątpliwości, że Ci się uda. Tyle tylko, ze w komplecie syn wyjdzie z tego z zaburzeniami odzywiania. Mam wrażenie, że pod tym wszystkich kryje się jakiś wiekszy problem. Udałabym się do psychologa. Ale nie policyjnegowink)) Z synem, ale i ze sobą. Bo, jak dla mnie, coś tu jest mocno nie tak.
                • araukaria29 napisała:

                  > Czemu s
                  > yn ukrywał paragony na te rzeczy, które mu były potrzebne?
                  Niekoniecznie ukrywał. Może zapomniał sprzątnąć lub wyrzucić.

                  > I po " bardzo dobrej dla mnie, zbilansowanej diecie" nie miałam siły z łózka wstać.
                  Ja bym zwróciła też uwagę na to, że młody jest w okresie dojrzewania. Nawet na diecie odchudzającej może potrzebować jedzenia sporo więcej niż jego mama czy dziadek na diecie normalnej. Zwłaszcza że chyba dość intensywnie uprawia sport.

                  --
                  Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
            • To, że sporty po wakacjach wzięły w łeb to prawdopodobnie kwestia nie tyle puszczenia luzem przez 2 miesiące ale złamania ręki i zmiany szkoły. Trudno startować reprezentacji gimnazjum innej niż szachowa będąc pierwszakiem z ręką w gipsie z zakazem uprawiania sportu.
              I zgodzę się z Verdaną, że jeśli dla ciebie większym problemem są pieniądze, które przejadł niż to, że ma problem z odżywianiem to coś tu jest nie tak.
              --
              Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
            • Kieszonkowe - jaką kwotę uważacie za rozsądną dla gimnazjalisty?
              Dieta jest tak ustawiona, że sam może decydować co i kiedy je (z produktów zatwierdzonych przez dietetyka). Nie musi jeść żadnych potraw, których nie lubi (brukselka itp.). Gdy spędzaliśmy razem całe ferie świąteczne i zimowe nie było problemu z posiłkami. Często porcja obliczona przez dietetyka była za duża. Więc nie sądzę, że to tutaj jest problem. Głodny nie chodzi. Tym bardziej, że lubi pichcić i od dłuższego czasu to on przygotowuje w tygodniu obiad.
              Schudł te 5 kg zaraz po powrocie z wakacji (czyli zakończeniu kebabów i frytek), jeszcze zanim na dobre zaczęła się akcja z lekarzami, badaniami i kiepskimi wynikami.
              Nie jest tak, że wszyscy w koło jedzą co chcą, a on nie. Ja również odżywiam się tak jak on, żeby właśnie nie stwarzać pokus.
              Oczywiście w szkole jest inaczej, noszenie kanapek to obciach, ale to temat na inną dyskusję.

              On chce to zmienić, ja chcę to zmienić, więc wizyta u psychologa w najbliższym czasie.
              • Moja córka dostaje 20-25 złotych tygodniowo, z tym, że kupuje sobie z tego picie. Obiady jada w szkole i kanapek nie nosi. Kieszonkowe starcza jej także na to, żeby raz na jakiś czas kupić sobie książkę czy udać się z koleżankami na sushi . Jeśli idzie jeszcze do kina, to czasem dostaje ekstra kasę. W każdym razie nie marudzi, że kieszonkowe ma za małe.
                Zalecenia dietetyka to też pory posiłków. Jeśli młody jada dietetyczne śniadania, a pobyt w szkole nijak ma się do zaleceń dietetycznych (bo np powinien spożyć małą przekąskę a nie spożywa, bo tej przekąski ze sobą nie ma) to jak najbardziej moż być głodny.
                --
                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
              • Kieszonkowe - jaką kwotę uważacie za rozsądną dla gimnazjalisty?
                Hm, moje - gimnazjalistka i licealistka dostają po 100, dodatkowo - jeśli idą do kina. Ponieważ nie jadają kebabów, tylko czasem pewnie kupią jakieś słodycze - starcza im na gry komputerowe, czasopisma o grach itp. Telefony są doładowywane poza kieszonkowym.
                Ponieważ zależy ci na ruchu u dziecka - wszelkie koszty wyjazdów na mecze, lodowiska itp.- sponsorowałabym ponad kieszonkowe. Taki dodatkowy bonus.
                --
                -------------------------------------------------------------
                "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                • Nie oczekiwałabym też, żeby wszystkie pieniądze jakie dostaje np od dziadków
                  przekazywał na obozy sportowe.

                  Coś jest nie tak z hierarchią ważności, oczekiwaniami i przemocą w tej rodzinie.
                  • Oczywiście, że nie. W rezultacie chłopak ze swoich wszelkich wydatków musi się spowiadać - a jeśli nie chce, bo sam wie, że np. zabawa w elfy 'nie przystoi' gimnazjaliście - to kradnie.
                    O ile to byłą zabawa w elfy, a nie polowanie na okoliczne koty celem konsumpcji... Tej zabawie bym się jednak przyjrzała - strzelanie z łuku jest niebezpieczne.
                    BTW:Jeśli dziadkowie mają życzenie zasponsorować dziecku wyjazd, niech dadzą kasę mamie, a dziecku kwotę do swobodnej dyspozycji, nawet jeśli będzie ona mniejsza.
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
            • To prawda, że inaczej patrzę na syna po odkryciu tych kradzieży, bo to nie były
              > kwoty na batoniki. Z tego do czego się przyznał wynika, że wydawał codziennie
              > po kilkanaście/kilkadziesiąt złotych, najczęściej chodził do sklepu sam, bez ko
              > legów, więc aspekt "szpanu" odpada.
              A tam, gdyby to były aż takie kwoty, zorientowałabyś się wcześniej - po brakach w portfelu. A gdyby wszystko zjadał - to, że przepisana dieta 'nie jest skuteczna'- też byłoby dla ciebie jasne wcześniej.

              Zastanawiałam się czy nie namówić go na wolontariat.
              Wolonotariat jest po to, aby pomagać, a nie po to- aby naprawiać charakter wolontariusza.
              --
              -------------------------------------------------------------
              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
            • > RUCH jest bardzo ważny i ciągle go do niego próbuję namówić (rok temu był sport
              > owcem szkoły, wielokrotnym reprezentantem we wszystkich możliwych dyscyplinach,
              > poza pływaniem), ale po wakacjach wszystko wzięło w łeb
              Przeczysz sama sobie - od wakacji syn zaliczył złamanie ręki, problemy z jej zrośnięciem, zakaz uprawiania sportów z powodów ortopedycznych zapewne. Zaczął wracać do sportu od stycznia... 3 zimowe miesiące to nie jest czas wystarczający na odbudowę kondycji fizycznej.
              --
              -------------------------------------------------------------
              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
    • nizly terror dziecku zapuscilas: czy ono mieszka w domu, czy w koszarach?
      Obecne warunki, jakie mu sprailas, brdziej przypominaja wiezienie lub koszary, niz dom, do ktorego chce sie wracac i w ktorym dziecko czuje sie bezpiecznie , kochane i akceptowane. Bedziesz je kochac tylko wtedy, gdy bedzie wysportowane i szczuple, oraz spelni wysrubowane kryteria, jakie przed nim stawiasz. Totalny kosmos.
      masz teraz do nadrobienia braki poczynione przez lata.Byc moze nie do naprawienia, bo widac, ze nie kochasz dziecka bezwarunkowo, za to, ze jest, tylko za to, JAKE jest/ma byc. Oczywiscie wedlug twoich wyobrazen.
      Daj dziecku kieszonkowe i nie ingeruj, na co je wydaje ( pod warunkiem, ze to nie sa papierosy, alkohol, narkotyki). Do psychologa idz ze soba, bo jestes bardzo toksyczna matka i niszczysz dziecku zycie.
      Chlopaka szkoda sad
      • >> jakw
        Dieta nie jest problemem. To nie dieta odchudzająca wzięta z jakiegoś poradnika. Ustalił ją dietetyk po analizie wyników badań, planu zajęć w szkole, aktywności fizycznej, wykazu ulubionych potraw itd. Nie obejmuje jednak żadnych słodyczy poza czekoladą, która w wersji gorzkiej jest dozwolona. A uzależnienie od cukru bardzo trudno przezwyciężyć. Co oczywiście nie zmienia faktu, że możemy udać się znowu na konsultację i poinformować o ostatnich faktach.
        Temat kieszonkowego właśnie przywróciłam przed chwilą, gdy młody przyszedł po kasę na lodowisko (10zł) i wyjazd na mecz za tydzień (20zł). Ma się zastanowić jaka kwota byłaby ok., żeby na takie wydatki miał swoje pieniądze i jak wróci będziemy negocjować.

        >>mruwa9
        Jakie koszary / więzienie? Nie czytasz ze zrozumieniem. Herezje opowiadasz, sama sobie zaprzeczasz, piszesz: "nie ingeruj", a jednocześnie "byleby nie na papierosy itp". Zastanów się jak bez ustaleń jakie wydatki będą szły z kieszonkowego mam dopilnować, aby nie poszły na alkohol itp.
        "Toksyczna"? naprawdę masz niewielkie pojęcie o byciu "zdrową" matką. Zapewne jesteś przeciwko karom, ponoszeniu konsekwencji itp. Tylko takie wychowanie skutkuje tym, że w dorosłym życiu takie dzieciaki nie potrafią się odnaleźć i są bardzo zdziwione w swojej pierwszej pracy, że jak coś zepsują, to muszą to naprawić lub zapłacić za naprawę itp.
        Gdybym go nie kochała, to jak każdy inny odpowiadałby teraz za kradzież przed prawem. Więc nie opowiadaj głupot.
        To on chce być sportowcem. Mi wystarczy jeżeli będzie zdrowy.
        • Foka, normalnie ruszający się chłopak w tym wieku, a zwłaszcza chłopak uprawiający sport nie potrzebuje diety odchudzającej. Owszem, potrzebuje rozsądnej diety dla człowieka rosnącego - pewnie, że nie powinien obżerać się czipsami i słodyczami, ale ograniczanie ich do minimalnych ilości gorzkiej czekolady jest może nie do końca rozsądne, bo nakłania do łamania diety.
          Jeśli nie je w szkole drugiego śniadania i obiadu, to o tej 14-15 jest już pewnie tak głodny, że musi sobie kupić jakiegoś batona, bo do domu nie dojdzie...
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
        • Z ciekawości - to dietetyk pediatra albo specjalizujący się w diecie dzieci czy dietetyk z klubu sportowego?
        • f
          > "Toksyczna"? naprawdę masz niewielkie pojęcie o byciu "zdrową" matką. Zapewne j
          > esteś przeciwko karom, ponoszeniu konsekwencji itp. Tylko takie wychowanie skut
          > kuje tym, że w dorosłym życiu takie dzieciaki nie potrafią się odnaleźć i są ba
          > rdzo zdziwione w swojej pierwszej pracy, że jak coś zepsują, to muszą to napraw
          > ić lub zapłacić za naprawę itp.
          > Gdybym go nie kochała, to jak każdy inny odpowiadałby teraz za kradzież przed p
          > rawem. Więc nie opowiadaj głupot.
          No cóż. ewidentnie Ty wiesz jak to byc "zdrową" matką. Dzieciak ewidentnie ma jakiś problem, z którym sobie nie radzi. A Ty co? lejesz go pasem. Bardzo wychowawcze. Ty sobie z sytuacją nie poradziłaś. Ale Ty masz prawo. Jesteś dorosła. 13 latek takiego prawa nie ma. On musi sobie radzić, bo jak nie to pas. I to wszystko pod szyldem troski, miłosci, zdrowych konsekwencji itp. Ty możesz nawalic, on takiego prawa i nie ma. Zastanów się nad tym.
          I tak, psycholog i pomoc jest niezbędna. Ale trzymaj od tego wszystkiego z daleka znajomych policjantów, znajomych policyjnych psychologów i ich dobre rady. Przyjmij na klate, że nawaliłaś. A nawaliłaś więc weź to na klatę w ramach konsekwencji. Podkreslam to bardzo mocno. Z Twoich postów wyłazi obraz dzielnej, troskliwej, robiącej wszystko co tylko można matki i dzieciaka, który nawalił, nawala i nawalać będzie. Tyle tylko, ze on ma 13 lat i problem nie wiadomo z czym. Znajdz pomoc, ale z głową. Cywilną, nie policyjnąsmile
    • Podejrzewam uzależnienie od jedzenia. Dlatego pomimo świadomości, że niszczy sw
      > oje zdrowie i źle postępuje nie może się powstrzymać.
      Ja podejrzewam, że młody jest głodny. Bo jest w okresie intensywnego wzrostu. Nawet dziewczynka - nigdy specjalnie nie przepadająca za jedzeniem - w okresie rośnięcia 10-15 cm na rok wymiatał mi lodówkę oraz jadła rzeczy, na które wcześniej nie byłaby w stanie spojrzeć.
      Masz jakąś obsesję na punkcie niezdrowego jedzenia i ogólnie dietetyczną. A to jest rosnący dzieciak.. Oni najczęściej nie potrzebują diety 'żeby nie utyć': potrzebują białka i wapnia - czyli mięso, mleko, nabiał - owszem, w ilościach, które się tobie nie mieszczą w głowie...
      I owoce/warzywa/węglowodany.
      A 13.5 latek powinien mieć jakieś kieszonkowe.
      --
      -------------------------------------------------------------
      "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
      • Dietetyk jest skończonym idiotą. Jedyne co widzi, to waga - Ty zresztą też. Niewazne dziecko, więcej - niewazne jego zdrowie, wazne, ile wazy.
        Dieta dla 13-latka wykluczająca słodycze całkowicie, jest nie do utrzymania i prowadzi własnie do takich skutków, jakie widzisz - kradzieży i niekontrolowanego obżerania sie. Syn jest głodny. Jesli po powrocie z wakacji schudł w bardzo krótkim czasie 5 kilo, utrzymując dietę, to oznacza, ze coś jest bardzo niedobrze - zrzucenie 5 kilo, przy dobrze ustawionej diecie powinno rosnącemu chłopakowi zająć ok. pół roku. Taka szybka utrata wagi oznacza niedożywienie, albo chorobę.
        Dobry dietetyk ustawia dietę tak, aby była dla pacjenta do utrzymania. Dietetyk znajomego dziecka zezwolił na przykład na jeden swobodny dzień w tygodniu. A i tak skończyło sie fatalnie - dzieciak , odchudzany przez ojca za wszelka cenę - sport, wczasy odchudzające, dieta - p prostu zerwał z nim kontakty. Nie dlatego,z ę dieta, bo się pilnował, ale dlatego,z ę nie był w stanie cały czas słyszeć o tym, co powinien robić, aby wreszcie zasłużyć na akceptację. Odchudzać dorastające dziecko trzeba z głową, a nie za wszelką cenę.
        Twoje dziecko wymaga już nie dietetyka, ale psychologa - a Wy wszyscy terapi rodzinnej.
        --
        zpopk.blox.pl
        • Dieta zupełnie bez słodyczy??? O łał... A pytałam czy ta dieta ma ręce i nogi...
          Dziaciaki w tym wieku odchudza się, w dosłownym tego słowa znaczeniu, w dwu przypadkach. Gdy są megaotyłe lub gdy są jakieś konkretne względy medyczne, groźne choroby itp. W innych przypadkach dietę trzeba zmienic w sensie mniej słodyczy więcej warzyw, mniej hamburgerów itp i tu jakaś fachowa pomoc może się przydać, ale to wszystko ma prowadzić do jednego celu. Nastolatek ma nie utyć. Bo wyrośnie i się wyciągnie. A gwałtowne odchudanie w tym wieku to katastrofa dla organizmu, który ma rosnąć i się rozwijac. Tak mi kiedyś tłumaczyła pewna bardzo mądra pani doktor. Mam też nieodparte wrażenie, że juz przed wakacjami cos było nie tak. Bo normalny 13latek spuszczony ze smyczy nie lata od baru z hamburgerami do kebaba. Normalka, ze niektóre dzieciaki w wakacje tyja, ale nie aż tak.
    • Ja tylko odniosę się do przestrzegania diety, która jest tak tu krytykowana.
      Moja córka 5letnia również ze względu na chorobę musi przestrzegać diety i niestosowanie się do niej skończyłoby się szpitalem.
      Był czas, kiedy przez pół roku ze słodyczy mogła jeść tylko biszkopty.
      Więc dieta to nie jest jakieś widzimisię, ale z mojego doświadczenia zrozumie to tylko ten, kto ma chore dziecko
      • Tylko dlaczego syn zajadając się "nielegalnymi" słodyczami nie trafia do szpitala?
        Autorka wspomniała, że kiedyś był na diecie bezglutenowej, a obecna dieta ma pomóc schudnąć. I nawet schudł - 5 kg bardzo szybko.
        • Tylko dlaczego syn zajadając się "nielegalnymi" słodyczami nie trafia do szpita
          > la?

          Bo go matka jeszcze nie zlała pasem tak, żeby trafił?
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
      • Co innego dieta pięciolatka z przyczyn zdrowotnych, a co innego dieta 13-latka, aby go odchudzić. Przy czym najwyraźniej łamanie diety skutkuje tylko brakami w portfelu, a nie w zdrowiu. I nie zdrowie dziecka jest tu głównym problemem matki.
        --
        zpopk.blox.pl
        • Otóż to - jeśli dziecko jest na diecie z powodu alergii albo innych problemów zdrowotnych - to jest i nie ma zmiłuj. Ale jeśli taki 14 latek nie za bardzo wiedziałby, co mu wolno jeść, a czego nie wolno - to byłoby to co najmniej dziwne...
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
          • Przeczytałam jeszcze raz i coraz bardziej sie dziwię.
            13-latek na wakacjach w ogóle bez kontroli? Nikt nie zauważył przez dwa miesiące, że się obżera i tyje? To nie jest 17 latek - jak można przez tyle czasu w ogóle nie kontrolować 13-latka i nie zauważyć niczego niepokojącego, póki nie złamie ręki?
            Po drugie - w wypadku 13-latka informacja, że przybyło mu w czasie wakacji 13 kg nic nie mówi o tym, o ile utył. Bo moi dwaj synowie mniej-więcej w tym wieku urośli w ciągu pół roku o 20 cm. Zatem i kilogramów im przybyło i bardzo dobrze... Czyli kompletnie nei wiemy, czy nastolatek utył strasznie, czy niewiele.
            Nie wiadomo też, ile ważył przed wyjazdem - wystarczy, że miał niedowagę, a część tych kilkogramów jest wręcz pożyteczna. Tymczasem tu 13-latek jest traktowany jak dorosły, który juz nie rośnie, wiec i nie powinien przybierać na wadze. Ludzie, nastolatki rosną i co za tym idzie będą ważyć coraz więcej!
            Przy "podejrzeniu alergii" zazwyczaj nie stosuje się u nastolatka tak drastycznej diety, jak bezglutenowa, tylko się bada dokładniej. Przy czym syn je ten gluten nielegalnie i nic...
            --
            zpopk.blox.pl
      • Ale tu, po zjedzeniu przez młodego słodyczy i fastfoodów za kilka tysięcy, głównym zagrożonym szpitalem jest chyba jego dziadek - gdyby się dowiedział to dostałby zawału.
        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
      • Rany, zostawić Was samych, to zaczniecie taką historię wymyślać jak z jakiejś telenoweli.
        SYN NIE JEST NA DIECIE ODCHUDZAJĄCEJ!!!!
        Jest na diecie, czyli uporządkowanym sposobie odżywiania skonsultowanym z dietetykiem, specjalistą żywienia pacjentów w nawiązaniu do ich schorzeń i chorób, również dzieci w wieku rozwojowym. Celem tej diety było przywrócenie prawidłowego funkcjonowania organizmu, a schudnięcie miało być w granicach kg na m-c (ale to nie nastąpiło). Dobrze oczywiście, że nie przytył.
        Dieta bezglutenowa była ze względu na podejrzenie alergii na gluten, wyniki były niejednoznaczne zatem lekarze zalecili eliminację potencjalnych alergenów, co pomogło zmniejszyć objawy.
        Rękę złamał zaraz na początku wakacji. Nikt z osób, u których przebywał nie zauważyli, że tyje bardzo szybko (cytuję: „on miał taki apetyt, że aż miło było patrzeć”wink. Nie urósł nic, zatem te nowe 13kg to przybrał w postaci tłuszczu. Schudł te 5kg, gdy tylko wrócił do normalnego jedzenia, w tym również warzyw i owoców. Dla ułatwienia: przed wakacjami był wagą na 70 centylu, a wzrostowo na 50. Po wakacjach: wagowo na 96 centylu, wzrostowo na 50 centylu. Żaden lekarz nie uzna tego za prawidłowy wynik.
        Dostał zakaz uprawiania sportów (ze względów ortopedycznych i endokrynologicznych: brak zrostu), a nie zakaz ruchu. Zatem tyle ile mógł i chciał się ruszał: na wf nie grał w żadne gry zespołowe, ale biegał, ćwiczył itp.
        Gdy tylko ręka się zrosła mógł wrócić (od stycznia) do wszystkich wcześniejszych dyscyplin, ale tego nie zrobił. Próbowałam go namawiać, bo to też element zdrowia, a nie tego odchudzania na które wszyscy się tak naparliście.
        Dzięki tokfm5, tylko Ty zrozumiałaś, że chodzi o dobro jego zdrowia. Gdy nie zmieni swojego odżywiania skończy się cukrzycą. Choroby przewlekłe nie pojawiają się w ciągu kilku dni czy tygodni, najczęściej pracuje się na nie trochę dłużej. Zatem skoro lekarze nas przed tym ostrzegają, to pewne zasady trzeba wprowadzić, a nie latać po lekarzach i szukać, który wreszcie przymuszony powie: no dobrze, raz w tygodniu niech naje się do woli słodyczy. Tylko, że później to ja będę się martwić, a nie ten lekarz.
        Ech, to kolejne potwierdzenie, że nie ma dwóch takich samych przypadków. Zatem nie jest wcale tak prosto znaleźć sposób wyjścia z tej sytuacji. Tak naprawdę dopiero za kilka lat będzie można się przekonać, które rady były pomocne, a które nie.
        Powodzenia dla wszystkich  !!!
        • Rękę złamał zaraz na początku wakacji.
          Dostał zakaz uprawiania sportów (ze względów ortopedycznych i endokrynologiczny
          > ch: brak zrostu), a nie zakaz ruchu. Zatem tyle ile mógł i chciał się ruszał: n
          > a wf nie grał w żadne gry zespołowe, ale biegał, ćwiczył itp.
          Przepraszam cię bardzo, ale ruch z ręką w gipsie jest bardzo średnią przyjemnością i bardzo wielu rzeczy nie można robić - w dodatku, jeśli miał tradycyjny gips, to jedna strona była znacznie przeciążona (nawet jeśli miał lekki gips -to nie było super) - nie dziwią więc kłopoty z kręgosłupem. A skoro bolał go kręgosłup, nic dziwnego, że ograniczał ruch.
          W sumie nic dziwnego, że przytył przez wakacje - pewnie poza tym, że więcej jadł (być może też z nudów), zapewne po prostu mniej się ruszał.
          Twój syn przez pół roku - od lipca do stycznia był człowiekiem nie w pełni sprawnym, z problemem zdrowotnym - 3 miesiące to może być za mało na odzyskanie pełnej sprawności po takiej przewlekłej chorobie (zwłaszcza że aura jakoś specjalnie zachęcająca nie była), a ty oczekujesz od niego, żeby już był mistrzem szkoły.

          Gdy tylko ręka się zrosła mógł wrócić (od stycznia) do wszystkich wcześniejszyc
          > h dyscyplin, ale tego nie zrobił.
          za to uznałaś za super karę zabronienie mu jego ulubionej aktywności fizycznej. Się chyba z głupim na rozum zamieniłaś przy wymyślaniu tej kary, bo nie da się tego delikatniej określić.

          Nie urósł nic, zatem te nowe 13kg to przybrał w postaci tł
          > uszczu. Schudł te 5kg, gdy tylko wrócił do normalnego jedzenia, w tym również w
          > arzyw i owoców. Dla ułatwienia: przed wakacjami był wagą na 70 centylu, a wzros
          > towo na 50. Po wakacjach: wagowo na 96 centylu, wzrostowo na 50 centylu. Żaden
          > lekarz nie uzna tego za prawidłowy wynik.
          A teraz? Bo od wakacji minęło już mnóstwo czasu.
          Bo jeśli nie przytył, a urósł (i nie wierzę, że nie urósł od wakacji - bo jeśli tego nie zrobił,macie bardzo poważny problem, ale nie z wagą, tylko z rośnięciem) - to znaczy, że schudł. wink

          i szukać, który wreszcie przymuszony powie: no dob
          > rze, raz w tygodniu niech naje się do woli słodyczy. Tylko, że później to ja bę
          > dę się martwić, a nie ten lekarz.
          Jak myślisz, ile słodyczy można zjeść na raz?
          Lepiej zastanów się nad obiadami w szkole albo niech bierze II śniadanie. Inaczej nie ma siły - przy wyjściu ze szkoły będzie tak głodny, że na pewno kupi sobie coś zakazanego w ilościach hurtowych.
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
        • Na razie skończyło sie zaburzeniami odżywiania, kradzieżami - ale to tylko i wyłącznie wina syna. Wy zrobiliście wszystko dobrze, dietetyk dopasował świetną dietę (tyle, że taką , która doprowadziła do dramatycznych problemów), 13-latek w czasie wakacji powinien zachowywać się dorośle i odpowiedzialnie, bo nikt go nie pilnuje...
          Nikt nie jest winny temu,że dzieciak ma problemy, przestał uprawiać sport, jest bliski demoralizacji - nikt, poza dzieckiem lanym pasem, straszonym ciężkimi chorobami , poprawczakiem i zawałem dziadka.
          Przed wakacjami mieliście zdrowego, bezproblemowego syna. Dlaczego jest zagrożony cukrzycą - bo utył? Czy dlatego, zę w rodzinie jest cukrzyca? Dlaczego nie jest chory, choc nie utrzymuje diety bezglutenowej?
          Jeżeli pacjent nie jest w stanie wytrzymać na diecie, to należy ją zmodyfikować, a nie doprowadzać do tego, aby szkodził sam sobie. Dietetycy bardzo często nie widza przed sobą dziecka, które musi dietę zaakceptować - widza tylko schorzenie, nie zastanawiając się, że nie da się leczyć schorzenia nie wykańczając pacjenta.
          --
          zpopk.blox.pl
          • Czyli tak. Chłopak jest na bardzo dobrej, dobranej diecie. Do tej diety dokłada sobie regularnie i dużo smieciowego żarcia. Wydał na to kupę kasy, a nie podejrzewam go o chodzenie do nadrozszych restauracji. Zakładam, ze jedzenia było sporo. I nie przytył. Czyli jadł wszystkie posiłki z diety, która miała mu umozliwic schudnięcie kilograma w miesiąc i dopychał się słodyczami i kebabami. I nie utył. Czyli bilans energetyczny był na zero... Czyli ta dieta była bardzo mocno poniżej zapotrzebowania nastolatka na kalorie. I tyle. I nie, to nie jest telenowela. To wciskanie nam kitu o zbilansowanej, odpowiedniej diecie. Ja temu chłopcu baaardzo mocno wspólczuję. Bo ma problemy, z którymi sobie nie radzi. I zamiast pomocy jest obwinianie i pas.
            • . I nie utył.

              Zauważ, że od pażdziernika to pewnie jeszcze trochę urósł...
              --
              -------------------------------------------------------------
              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
            • Historia w skrócie wygląda tak - chłopak jest systematycznie głodzony, bo na "diecie" zapisanej przez doskonałego dietetyka chudnie o wiele za szybko. I jak udowodniono w poprzednim poście, po prostu systematycznie niedojada, co w tym wieku jest fatalne dla zdrowia. Kradnie z głodu, za co zostaje zlany pasem, co jest nie tylko absolutnym skandalem, ale przestępstwem. Właściwie wszystkie jesteśmy winne, bo należałoby to zgłosić.
              Po czym matka martwi się - nie zdrowiem syna, ale przede wszystkim kradzieżami, nie tym, że syn może zostać przestępcą, ale tym, co na to powie dziadunio.
              Nie wierze w te straszne choroby, nękające nastolatka - jeśli byłby tak chory, że musi przestrzegać bezwzględnie diety, to jaką szczytową bezmyślnością byłoby wysłanie go na dwa miesiące na wakacje bez kontroli... Jak się ma poważnie chore dziecko, to się je pilnuje, o nie dba, a nie zostawia samemu sobie. Dlatego też albo rodzina o dziecko nie dba, albo wymysłem jest konieczność bardzo restrykcyjnej diety.
              Jest to, przykro mi obraz patologii i tyle.
              --
              zpopk.blox.pl
              • verdana napisała:

                >
                > Nie wierze w te straszne choroby, nękające nastolatka -

                Te choroby to zdaje się 1.podejrzenie alergii 2. podejrzenie celiakii 3. ewentualność cukrzycy w przyszłości.
                W realu widzę dorosłą córkę obsesyjnie pragnącą sprostać wymaganiom mundurowego tatusia.
              • zgoda, ale skupiając się na diecie wszyscy zapomnieliście o tych "elfach" i rachunkach za sprzęt. jakoś nie widzę, czemu chłopak miałby przechowywać rachunki kolegi? może część tej kasy jednak szła na narzędzia - a to nie są tanie rzeczy. dziwię się, że matka kompletnie nie ma pojęcia, co to za zabawa - a budowanie szałasów, szycie kubraczków itp. musi zajmować sporo czasu. reasumując: poza poruszoną już wielokrotnie kwestią bezsensownej diety, matka nie zupełnie interesuje się, jak dziecko spędza wolny czas - do tego jeszcze to puszczenie samopas na dwa miesiące wakacji (wolność i samodzielność dobra rzecz, ale jak to możliwe, że na koniec "okazało się, że żywił się głównie na mieście" - okazało się? nikt przez 2 miesiące się nie zainteresował, czy i co dziecko zjadło na obiad?)

                --
                A ja wdycham Londynu grypogenne opary
                I kosztuję Paryża zgniłowonny roquefort,
                Po La Manczy się błąkam, w Rzymie szukać mam wiary,
                Bezskutecznie za swój pragnąc brać każdy port.
                • Bo matki to nie interesuje - skupiła się też tylko na tym, z e dziecko kradnie, a nie, że sobie zaszkodzi... No i dziecko kradnie - i nic ? Zdołało ukraść parę tysięcy? I przechowało rachunki, jak stary księgowy?
                  Cała historia nie trzyma się kupy, ot co.
                  --
                  zpopk.blox.pl
          • Verdana, z nietolerancja na gluten to jest tak, ze sie akumuluje: w sensie, ze czlowiek moze jesc gluten latami i nic (nie ma bezposredniej reakcji), ale w miedzyczasie gluten niszczy mu organizm. Nawet i totalna celiakie trudno czasem wykryc (badania krwi nie sa jednoznaczne i faktycznie jedynym wyjsciem jest dieta i patrzenie, czy sie polepsza czy nie). Moj znajomy dowiedzial sie o celiakii w wieku lat 48 - cale zycie jadl gluten a nagle okazalo sie, ze ma zniszczone jelita (do tego stopnia, ze podejrzewano nowotwor). Ja sama przeszlam na diete bezglutenowa dopiero po trzydziestce.

            Poza tym zgadzam sie z tym, co piszesz.
    • Widze w historii autorki duzo niedociągniec, czy tez niescislosci,wiec wybaczcie jesli cos zle zrozumialam, i glupkowato napisze, no ale tu wina braku zrozumienia z mojej strony bedzie
      Po pierwsze ,na kieszonkowe dziecko musi wpelni zasluzyc ,aby je regularnie otrzymywac, jesli jest konkretny ku temu powod, matka ma prawo dziecu nie dawac kieszonkowych,lub tez ma prawo je wstrzymac, za wine ,czyli w ramach kary

      W sumie z tego co wyczytalam, to autorka wczesniej nie dawala mlodemu regularnych zaskorniakow np na koniec tygodnia czy miesiąca, tylko nieregularnie na bieząco, kiedy mial potrzebe, no to wprawdzie ta opcja autorki NIE uczy dziecka osczednosci ani kalkulacji, bo tak jest -mama daj, a mam dala, tyle ile chcial,i za kazdym razem,w przeciwienstwie jakby dostal na poczatku miesiąca,w razie gdyby sie w polowie upomnial o nastepną dokladke ,wtedy mama moglaby odpowiedziec ,ze sorry, nie oszczedzales,wydales, to musisz poczekac na termin "wyplaty" oczywiscie o ile do tego czasu cos nie naskrobiesz,bo wtedy nie dostaniesz,takie sa konsekwencjei umowa.To uczy dziecko szacunku do pieniądza i gospodarowania nimi w miare logicznie

      Kolejna rzecz to sport-ruch-i kary. W sumie dziwie sie dlaczego autorko nie wzielas sie na sposob ,ze jako kara za jakies przewinienie wieksze lub mniejsze, jest wykonanie cwiczen fizycznych.Np za klamstwo 10 przysiadow, za inne przegiecie 15 pajacykow, pisze czysto hipotetycznie ilosc wykonywanych cwiczen i jakich.Ty wiesz sam najlepiej co moze robic,a co nie nie powinien.Nie masz go torturowac,ani pastwic sie nad nim, ale umiarkowany wysilek fizyczny w jakims stopniu otrzezwia rozum,zwalszcza u dojrzewającego 13 latka,ktoremu zaczynają hormony buzowac

      Kradziez jest wyczynem karygodnym,ktory zapala czerwoną lampke ostrzegawczą, czy nawet juz alarmującą ,ze dzieje sie żle,,ze cos jest nie tak, albo tu mlodemu cos odwalilo,z racji w pewnym stopniu swojego wiekowego buntu,czy przekornosci,bo w tym wieku lubią dzieciaki czuc sie bezkarne i nie znoszą respektowania doroslego NIE, albo Ty jako matka dalas plamy w procesie wychowaczym,ze dziecka zachowanie/działanie jest kolejnoscią twoich dzialan,jak i braku otwarcia oczu z twojej strony na jakie bylas wczesniej bierna i problemu nie dostrzegalas, a dopiero kiedy mlody posunąl sie do tak skandalicznego kroku to oczy otworzylas ,ze cos tu nie hallo
      Czy napewno w dziecku lezy cala przyczyna jego poczynan? czy moze tak szczerze po czesci w jakims stopniu rowniez przyczynilas sie do tego finalu o jakim teraz mowa?
      Jestem zdala od jednoglosnego stwierdzenia czy autorke nalezy potepiac czy tez stanąć w jej obronie,ale smiem stwierdzic ze zadna ze stron nie jest bez winy.

      Kradziez dla mnie jest czyms niedopuszczalnym i nie do machniecia na to ręką, ale rozkladając na problemy głowne jak szczegolowe ten przypadek, to tu widze duzo niewiadomych,a w hipotezy nie ma sensu sie zaglebiac
      • Kolejna rzecz to sport-ruch-i kary. W sumie dziwie sie dlaczego autorko nie wzielas sie na sposob ,ze jako kara za jakies przewinienie wieksze lub mniejsze, jest wykonanie cwiczen fizycznych.Np za klamstwo 10 przysiadow, za inne przegiecie 15 pajacykow, pisze czysto hipotetycznie ilosc wykonywanych cwiczen i jakich.


        W kontekście całej sytuacji, to bardzo zła rada.
        • joa66 napisała:

          > Kolejna rzecz to sport-ruch-i kary. W sumie dziwie sie dlaczego autorko nie
          > wzielas sie na sposob ,ze jako kara za jakies przewinienie wieksze lub mniejsze
          > , jest wykonanie cwiczen fizycznych.Np za klamstwo 10 przysiadow, za inne przeg
          > iecie 15 pajacykow, pisze czysto hipotetycznie ilosc wykonywanych cwiczen i jak
          > ich.

          >
          >
          > W kontekście całej sytuacji, to bardzo zła rada.

          Mozliwe, wsumie kontekst calej sytuacji nie wzbudzil u nie przeciwskazan do tego pomyslu, ale nie bede sie zapierac,ze tak nie jest. Lecz przytaczam to co napisalam w pierwszym moim zdaniu zanim zaczelam rozpisywac sie
          "Widze w historii autorki duzo niedociągniec, czy tez niescislosci,wiec wybaczcie jesli cos zle zrozumialam, i glupkowato napisze, no ale tu wina braku zrozumienia z mojej strony bedzie
      • Bralas cos, szamanta?
        • Ja wymiękłam przy zdaniu, że na kieszonkowe trzeba zasłużyć i resztę sobie darowałam wink
          • angazetka napisała:

            > Ja wymiękłam przy zdaniu, że na kieszonkowe trzeba zasłużyć i resztę sobie daro
            > wałam wink



            A no wlasnie i to bląd!nawet w szkole pdst. uczą dzieci ,ze zanim cos sie skomentuje, nalezy przeczytac calosc, bo wywrane z konktekstu fragmenty wypowiedzi,nie czytajac dalszego tekstu, nie dają pelnego zoobrazowania ,do czego owe zdanie sie odnosilo

            Doczytaj reszte ,w prawdzie nie zalezy mi zbytnio na tym,ale dobrze byloby,aby darowany nie przeczytany caly wpis, nie byl opiniowany.
            Tak więc prosze sie nad tym zastanowic na drugi raz,zanim ktos zabierze sie do ironizowania z jakiegos wycinka wypowiedzi ,nie fatygując sie aby do ostatniej kropki dojść
        • cyt."""""Bralas cos, szamanta?""""

          skąd takie pytanie?zupelnie pytanie nedorzeczne ,ani do mojej osoby,ani do mojej wypowiedzi
          • Nie jest niedorzeczne - jesli Twoja składnia jest taka na trzeźwo, to jeszcze znacznie gorzej. Branie czegoś mogloby to trochę usprawiedliwić.
            --
            zpopk.blox.pl
            • verdana napisała:

              > Nie jest niedorzeczne - jesli Twoja składnia jest taka na trzeźwo, to jeszcze z
              > nacznie gorzej. Branie czegoś mogloby to trochę usprawiedliwić.

              Konkretnie chodzi ci o merytoryke?,literowki?itd,czy o skladni pisalas nie w kontekscie typowo gramatycznym,lecz cos wiecej mialaś na mysli?
              Rozwin tą twoją wypowiedz,szczerze jestem ciekawa ,chodzi o konkret
              • Widze w historii autorki duzo niedociągniec, czy tez niescislosci,wiec wybaczcie jesli cos zle zrozumialam, i glupkowato napisze, no ale tu wina braku zrozumienia z mojej strony (a z czyjej strony mogłoby być?) bedzie
                Po pierwsze ,na kieszonkowe dziecko musi wpelni (oddzielnie) zasluzyc ,aby je regularnie otrzymywac, jesli jest konkretny ku temu (po co ku temu? ku czemu? dlaczego "ku"?) powod, matka ma prawo dziecu nie dawac kieszonkowych(kieszonkowe zwyczajowo używane jest w l.poj) ,lub tez ma prawo je (je - dotyczy jednego kieszonkowego, wcześniej było w l.mnogiej) wstrzymac, za wine ,czyli w ramach kary(za winę i w ramach kary - to jakiś absurd, jesli za winę nie w ramach kary to po co? Jesli kara nie za winę, to za co?)

                W sumie z tego co wyczytalam, to autorka wczesniej nie dawala mlodemu regularnych zaskorniakow np na koniec tygodnia czy miesiąca, tylko nieregularnie na bieząco, kiedy mial potrzebe, no to wprawdzie ta opcja autorki NIE uczy dziecka osczednosci ani kalkulacji, bo tak jest -mama daj, a mam dala, tyle ile chcial,i za kazdym razem([/b] ,w przeciwienstwie jakby (nie moze być w przeciwieństwie jakby, może byc w przeciwieństwie do ) dostal na poczatku miesiąca,w razie gdyby sie w polowie upomnial o nastepną dokladke(nie następną dokładkę, bo wcześniej się o dokładkę nie upominał, tylko dostał kieszonkowe) ,wtedy mama moglaby odpowiedziec ,ze sorry, nie oszczedzales,wydales, to musisz poczekac na termin "wyplaty" oczywiscie o ile do tego czasu cos nie naskrobiesz(naskrobać można na scianie, chodzi o przeskrobanie) ,bo wtedy nie dostaniesz,takie sa konsekwencjei umowa.( całe zdanie to słowotok, powinno być podzielone przynajmniej na cztery)To uczy dziecko szacunku do pieniądza i gospodarowania nimi w miare logicznie

                Kolejna rzecz to sport-ruch-i kary. W sumie dziwie sie dlaczego autorko nie wzielas sie na sposob ,ze jako kara (wziełąś sie na sposób, że - to błąd frazeologiczny) za jakies przewinienie wieksze lub mniejsze, jest (nie jako kara jest, tylko karą jest) wykonanie cwiczen fizycznych.Np za klamstwo 10 przysiadow, za inne przegiecie 15 pajacykow, pisze czysto hipotetycznie (pisanie hipotetycznie a pisanie przykładowo - to nie jest ani dokładnie to samo, ani nawet nie jest zbliżone znaczeniowo) ilosc wykonywanych cwiczen i jakich.Ty wiesz sam najlepiej co moze robic,a co (czego) nie nie powinien.Nie masz go torturowac,ani pastwic sie nad nim, ale umiarkowany wysilek fizyczny w jakims stopniu otrzezwia rozum(otrzeźwia rozum? hm) ,zwalszcza u dojrzewającego 13 latka,ktoremu zaczynają hormony buzowac

                Kradziez jest wyczynem karygodnym,ktory zapala czerwoną lampke ostrzegawczą, czy nawet juz alarmującą(widziałaś kiedyś alarmującą lampkę? Lampka ostrzegawza to pewien związek frazeologiczny, lampki alarmujące w języku nie występują) ) ,ze dzieje sie żle,,ze cos jest nie tak, albo tu (dlaczego tu?) mlodemu cos odwalilo,z racji w pewnym stopniu swojego wiekowego buntu(to jest w ogóle nie po polsku, co to jest "bunkt wiekowy"?) ,czy przekornosci,bo w tym wieku lubią dzieciaki czuc sie bezkarne i nie znoszą respektowania doroslego NIE, albo Ty jako matka dalas plamy(można , zgodnie z frazeologią dać plamę. Jedną. Nie mozna dać plam) w procesie wychowaczym,ze (dałaś plamę, ze? Tak nie można - dałaś plamę, w związku z czym - tak mogło by ewentualnie być) dziecka zachowanie/działanie jest kolejnoscią (jaką kolejnością? Skutkiem) twoich dzialan,jak i braku otwarcia oczu z twojej strony na jakie bylas wczesniej bierna (nie można być biernym "na coś" , w dodatku to zdanie w ogóle nie ma sensu, bo to oczy powinno się miec otwarte na coś, a na co - tu nie ma...) i problemu nie dostrzegalas, a dopiero kiedy mlody posunąl sie do tak skandalicznego kroku (posunąć sie można do kradzieży, można też zrobić fałszywy krok, nie posuwamy sie do kroku - dwa różne zwiazki frazeologiczne zostały tu pomylone) to oczy otworzylas ,ze cos tu nie hallo (nie mozna otworzyć oczu, ze coś jest nie hallo - można zauwazyć, albo po prostu otworzyc oczy)
                Czy napewno w dziecku lezy cala przyczyna jego poczynan(przyczyna nie moze leżeć w dziecku, tylko w jego zachowaniu, błędach itd) ? czy moze tak szczerze po czesci w jakims stopniu rowniez przyczynilas sie do tego finalu o jakim teraz mowa?
                Jestem zdala (jestem daleka od) od jednoglosnego (jednogłośnie mogą coś stwierdzić minimum dwie osoby, nigdy jedna. Chodziło Ci o jednoznaczne) stwierdzenia czy autorke nalezy potepiac czy tez stanąć w jej obronie,ale smiem stwierdzic ze zadna ze stron nie jest bez winy.
                Normalnie nie znęcałabym sie nad niczyim tekstem, ale sama prosiłaś. Masz tensdencję do błędnego używania związków frazeologicznych, tak jakby język polski był językiem wyuczonym.

                Kradziez dla mnie jest czyms niedopuszczalnym i nie do machniecia na to ręką, ale rozkladając na problemy głowne jak szczegolowe ten przypadek, to tu widze duzo niewiadomych,a w hipotezy nie ma sensu sie zaglebiac
                --
                zpopk.blox.pl
                • Widze verdano,ze skupilas uwage faktycznie na składni, zamiast tresci.Wedlug mnie tresc jest najgłowniejszym przekazem, styl i skladnia drugorzednie wazna ,ale chyba nie pierwszorzednie?
                  Przepraszam,jesli to taki problem.Liczylam na to ze jesli juz jakie odpowiedzi się posypia na mój kom,to ze względu na przekaz a nie jak pisalam, na merytoryke i jakies pozostale bledy

                  Nie chce sie tu usprawiedliwiac, ale wiele wiele lat zylam za granicą,stąd takie niepoprawnosci pisowni najwyrazniej.Dziekuje za udzielone korepetycje verdano, wezme to do siebie, choc uwazam,ze nie jest tak katastrofalnie jak to wyolbrzymiłyscie.
                  Dlatego rzucila wam sie w oczy moja skladnia, ale powtorze ,wedlug mnie ,na pierwszym miejscu nalezy skupic uwage na przekazie tresci, a nie na korekcie ortografi
                  Kazdy ma prawo sie nie zgadzam z moim zdaniem, lecz tylko jeden wpis do tego nawiazał, reszta sie uczepiła tak jak to nazwalas skladni
                  Nie biore lekow, moja pisownia rozni sie stąd,ze zylam,i wychowywalam i edukowalam sie poza granicami Polski,a nie ze jestem jakim swirem
                  Dziekuje za uwagi,lecz mozna bylo to napisac bez zlosliowsci i szyderczosci
                  • Problem polega na tym, że Twój "przekaz" jest równie atrakcyjny i przekonujacy jak ... "merytoryka" wink dlatego takie odpowiedzi posypały się na Twój komp.

                    wychowywalam i edukowalam sie poza granicami Polski,

                    Korea Płn? Czy NRD? Podejrzenie jest skutkiem Twojego "przekazu"
                    • Czepiacie sie słówek ,to juz jest usilne szukanie dziury w calym.
                      Nic nie wnoszą do tematu wasze docinki,nie wiem z jakim celu
                      Jakbym byla tez zgryzliwa, biorąc wszystko doslownie,to bym Tobie tak samo odpisala,ze na mój komp nic sie nie posypalo,jedynie na mój komentarz,a nie komp,ale nie jestem az tak sfrustrowana.Opanujcie sie z tym najazdem.
                      Zaczelo sie od mojego komentarza i nagle poszła lawina zupelnie w inną strone,nie na przekazie ,ale na wytykanie moich blędów, ktore są mało istotne w problemie autorki
                      Jest to zbedne w tym temacie
                      • Powtarzam - Twój "przekaz" jest ZŁY, SZKODLIWY, NIEBEZPIECZNY DLA DZIECKA.
                        • To jest twoja opinia i jak narazie jedyna, nawiazując do tresci mojego komentarza ,przy pierwszej twojej odpowiedzi odpisalam na nią,,reszta zupelnie osób wypowiadajacych nie wbila sie w przekaz,ale w stylistyke czepiania sie słowek,literowek,skladni,merytoryki ect ect ect..Na samą wypowiedz czy racja czy nie,juz nie raczyla jednym zdaniem odp, bo po co ,jak mozna dokopac wytykając blędy i na okraglo to wypominac?
                          Zupelnie nie widze logiki w tym dogryzaniu,wytykaniu,i skupianiu uwagi na cos ,co nie jest az tak bardzo istotne ani pierwszorzędne
                          • Radzisz ludziom, którzy zaniedbują dziecko i leją je pasem, aby stosowali kary fizyczne. Zastanów się, jak dalece trzeba byc nieodpowiedzialnym, aby coś takiego radzić i co moze stać sie z dzieckiem, które "za karę" zostanie zmuszone do robienia pompek czy przysiadów przez kompletnie nieprzewidywalnych opiekunów.
                            Nie mówiąc juz o tym, ze dziesięć pompek nie kasuje kłamstwa i jest idiotyczną karą dla dziecka.
                            --
                            zpopk.blox.pl
                            • Nie jestem za stosowaniem kar cielesnych ,i bicia w zadnej formie nie popieram,sama tego nie praktykuje
                              Nie nawiązalam do incydentu z pasem,poniewaz zdawalam sobie sprawe,ze czasu sie nie cofnie, a cokolwiek bym napisala to juz wątpie w to, czy moj sprzeciw uzywania pasa w wychowaniu atorke przekonalby ze to jest "bee".
                              Jesli jest zwolennikiem takich praktyk to Ja,jak i reszta nie zmienią jej zdania,chcoc dobrze byłoby aby zmienila swój pogląd na ten temat,w co wątpie niestety

                              Przyklad przysiadow ,czy tam nie wiem czego ,byl czystym przykładem,co odrazu zaznaczylam
                              Jesli mam dodac od siebie ,to osobiscie mniej bulwersuje mnie zrobienie 5-10 przysiadow,niż łomot pasem.Ja tu widze duzu przeskok miedzy jednym a drugim
                              • Kobieto, ty naprawdę chyba jesteś z NRD, albo w koszarach mieszkasz.

                                Przysiady z karę???? Pajacyki?


                                Jedyna sytuacja dopuszczalna to nakazane przez nauczyciela WF w czasie lekcji.

                                Jeżeli nie rozumiesz takich podstawowych rzeczy, to nie wiem czy ktoś się podejmie tłumaczenia. Mozna miec nadzieję , ze jeżeli masz dzieci to nie wychowujesz ich przez poniżenie.
                                • i niczego nie zmieni zamiana pajacyka na biegi przez płotki, a przysiadów na skakanie żabką.
                                • Nie jestem z NRD,w innym temacie pisalam skąd pochodze,nie jest to istotne
                                  No tak, bo wielokrotne przywalenie pasem jest rownoznaczne z kilkoma przysiadami?ty to zrównujesz do jednej skali,co jest nonsensem

                                  Moje dzieci uwielbiają sport,to dla nich jest najlepsza rozrywka, za to NAJGORSZĄ karą dla nich jest wstymacie zajec sport.,i ubolewają bardzo nad szalaben, kiedy mają w jakims dniu zakaz pojechania na treningi,wiec nie musisz sie obawiac, ze taką kare w postaci przysiadów otrzymują, bo to jednoznaczne byloby jakby łasuchowi,czy smakoszowi slodkosci, dalo sie za kare porcje lodów i ciasteczka smile
                                  Wyraznie da sie wyczytac, ze takze w moim głównym poscie stanelam w obronie za tym chlopcem, kilkukrotnie pisząc ,ze jego zachowanie moze byc spowodowane zachowaniem autorki.
                                  Kary ogolnikowo opisalam jakie u 13 latka mogą skutek przyniesc,lecz nie koniecznie, nie za kradziez ,ale ogólnie.
                                  Nie wykazalam oprobaty autorki metod w postaci lania,zamiennik przytoczylam,wedlug mnie jest o wiele bardziej humanitarny niz bicie
                                  • Tak, czyli zamiast wlania pasem -poniżanie.

                                    Super rada.

                                    Ech....
                                    • cyt """Tak, czyli zamiast wlania pasem -poniżanie. Super rada. """"

                                      Poniżanie?czy,aby nie robicie dramaturgi z jakąkolwiek karą ,pomijając bicie, byle jaki zakaz,nakaz, odmowa cos dziecku to juz dla was ponizanie?
                                      Idąc tym tokiem myslenia, to gdy moje nastoletnie blizniaki za kare musiały wysprzatac garaz w sobote,, poniewaz narozrabialy solidnie i to fest,to według Ciebie tez było to ponizeniem, z racji tego ze blizniaki to robily a ich rodzenstwo już nie?
                                      Jak mojemu przedszkolakowi nie kupie Tictaki,wracając do domu z przedszkola,bo w przedszkolu nawet lyzki zupy nie zjadla a jej rodzenstwu kupie coś, poniewaz reszta zasluzyla,to tez to uznasz za ponizanie malego uparciucha? mogłabym wiele tu przykladów przytaczac, i jestem pewna,że przeczytalabym zarzuty o ponizaniu (sytuacja z garazem) czy tez zarzut przemocy ekonomicznej, (syt. z odmową kupna tictakow) to juz jest histeria zbiorowa

                                      Nawiązując do twojej wypowiedzi o moim szefostwie, to uścislając ;nie mam szefa nad sobą, ale jesli mialabym wbic sie w twoje pytanie ,to chyba Wam/Tobie sie role pomylily.Nie zrownuj doroslego czlowieka z doroslym ,a rodzica z dzieckiem
                                      Szef karci tez pracownika np obcieciem pensji, lub naganą,zakazu oglądania tv ,lub braku deserka po obiedzie tobie nie nalozy z oczywistych powodów, ale rodzic w domu wpelni ma prawo tego dokonac,jesli jest temu powód.Widzisz tu przeskok? ja tak
                                      Karcenie pracownika przez kierownika inaczej w pracy wygląda (widnieje inny repertuar kar)a zupelnie w domu rodzic do dziecka stosuje inne metody wychowawcze.
                                      • Pomijając wszystko inne - i te nastoletnie bliźniaki z radością przyjmują prezent, zażerajac sie na oczach malucha, który "nie zasłużył"? Brawo, oto kształcenie empatii i miłości braterskiej.
                                        --
                                        zpopk.blox.pl
                                        • Przestaję się dziwić, że są rodzeństwa, które się nienawidzą... a przynajmniej szczerze nie cierpią...
                                          --
                                          -------------------------------------------------------------
                                          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                          • morekac napisała:

                                            > Przestaję się dziwić, że są rodzeństwa, które się nienawidzą... a przynajmniej
                                            > szczerze nie cierpią...

                                            Jesli szczerze chcesz byc obiektrywna w tej sytuacji, to moglabys doczytac wpis skierowany do verdany z 21:53 i zauwazylabys sie zachowalas sie uczciwie, zgodnie z wczesniejszymi ustaleniami.Jelsi nie chce ci sie tego czytac, to prosze Cię,nie wysuwaj pochopnych wniosków
                                            Rodzenstwo sie ze sobą kłóci jak i godzi, obrazają sie na siebie a zaraz trzymają sztame.Tak bylo, jest i bedzie.Do dzieci jestesmy uczciwi i sprawiedliwi,zadne nie faworyzujemy.
                                            Chyba nigdy ani przeze mnie,ani przez ojca ze sobą sie nie posprzeczaly,nie było takiej sytuacji, tak jak to przedstawiasz w zacytowanej Twojej wypowiedzi,ze dzieci skłócamy ze sobą
                                        • verdana napisała:

                                          > Pomijając wszystko inne - i te nastoletnie bliźniaki z radością przyjmują preze
                                          > nt, zażerajac sie na oczach malucha, który "nie zasłużył"? Brawo, oto kształcen
                                          > ie empatii i miłości braterskiej.



                                          Nawiązując do tamtej sytuacji, to wtedy nic nastoletnim blizniakom nie kupilam bo mnie o nic dzien wczesniej nie prosily ,a pytalam sie ich czy cos chcą, uslyszalam,ze nie,same sobie cos kupią jak bedą wracac,natomiast zapowiedzialam przedszkolakowi i mojej corce ,ktora chodzi do podstawowki, ze jesli jedna jak i druga zje choc troszeczke obiadu w przedszkolu jak i szkole,chocby kilka lyzek,(ostatnio brak apetytu im towarzyszy,stąd taka motywacja)to po pracy jednej i drugiej kupie tictaki,bo one je bardzo lubią.
                                          I w czym widzisz nie sprawiedliwosc Verdano? mala w przedszkolu nawet ani razu lyzką nie przewioslowala,nic nie tknela, a córka w szkole zjadla prawie calą zupe.
                                          Obietnicy musialam dotrzymac ,to co dzien wczesniej ustalilysmy.
                                          Moje dzieci nie przepadają za slodyczami, ale Tictaki 2-3 razy w miesiącu lubią sobie pociamkać.Siostra z mlodszą podzielila sie zakupem,i poczęstowala ją ,nie chytrząc

                                          Verdano nie doszukuj sie juz spisku,ani sabotazowania rodzenstwa na siebie wzajemnie,bo nie ma takiej potrzeby uncertain
                                          • ze jesli jedna jak i druga zje choc troszeczke obiadu w przedszkolu jak i szkole,chocby kilka lyzek,(ostatnio brak apetytu im towarzyszy,stąd taka motywacja)

                                            To jest prosta droga do zrobienia sobie dziecka z problemami takie jak w opisanym wątku - człowiek ma jeść, żeby się jedzenie nie zmarnowało, bez względu na to, czy głodny czy nie i potem nie wie, czego mu potrzeba...
                                            --
                                            -------------------------------------------------------------
                                            "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                      • zakaz i odmowa nie jest poniżaniem- gdzie Ty to przeczytałaś????

                                        Robienie pajacyków (czy cokolwiek innego tego typu) za karę to ośmieszanie i poniżanie dziecka. W dodatku nie mające nic wspólnego z przewinieniem.

                                        I powiedz mi dlaczego rodzic ma prawo to robić a dyrektor firmy w stosunku do pracowników?
                                        Odpwowiem ci sama - bo pracownicy oskarżyliby go o bullying.

                                        Dopóki nie zrozumiesz różnicy między zakazem zjedzenia lizaka a robieniem z dziecka idioty, upokarzaniem i stosowanie metod rodem z fali wojskowej to szkoda gadać.
                                  • Rozumiem, że jak Ty coś zawalisz to szef lub członek rodziny każe Ci pajacyki robić albo przysiady za karę?


                                    Albo skaczesz żabką przez biuro?
                                • Ta, i jeszcze proponuję czołganie po jakim świeżo zaoranym polu...
                                  Zresztą, niezależnie od wszystkiego - autorce wątku zależy chyba, żeby syn się ruszał - zatem serwowanie bądź zabranianie ruchu za karę jest jak strzał w stopę.
                                  --
                                  -------------------------------------------------------------
                                  "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
      • > W sumie dziwie sie dlaczego autorko nie wzi
        > elas sie na sposob ,ze jako kara za jakies przewinienie wieksze lub mniejsze, j
        > est wykonanie cwiczen fizycznych.Np za klamstwo 10 przysiadow, za inne przegiec
        > ie 15 pajacykow, pisze czysto hipotetycznie ilosc wykonywanych cwiczen i jakic
        > h.
        Może dlatego, że ruch nie powinien być traktowany jako kara? Brak ruchu także nie.
        Btw nie wrzuciłaś jeszcze do repertuaru kar mycia łazienki szczoteczką do zębów? A to takie świetne zajęcie, co sprawdziły pokolenia rekrutów...
        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
        • jakw napisała:

          > > W sumie dziwie sie dlaczego autorko nie wzi
          > > elas sie na sposob ,ze jako kara za jakies przewinienie wieksze lub mniej
          > sze, j
          > > est wykonanie cwiczen fizycznych.Np za klamstwo 10 przysiadow, za inne pr
          > zegiec
          > > ie 15 pajacykow, pisze czysto hipotetycznie ilosc wykonywanych cwiczen i
          > jakic
          > > h.
          > Może dlatego, że ruch nie powinien być traktowany jako kara? Brak ruchu także n
          > ie.
          > Btw nie wrzuciłaś jeszcze do repertuaru kar mycia łazienki szczoteczką do zębó
          > w? A to takie świetne zajęcie, co sprawdziły pokolenia rekrutów...


          Dalszego tekstu ,gdy wzielam linie obrony chlopaka ,uwzględniajac co moglo go sklonic do kradziezy ,i autorke krytykując za jej postawe,to oczywiscie juz nie raczylas tego doczytać,tylko najlepiej wychwycić fragemnt wpisu ze środka,który do ogółu został nawiązany,i na nim opierac swoje oburzenie, jakze taką okazje mozna bylo przegapić ,czyz nie jest tak?
          • szamanta - po prostu przegiełas-niezależnie od późniejszych komentarzy dałaś najbardziej durną i niebezpieczną karą, zahaczającą o przemoc psychiczną. I co z tego, że potem "broniłaś" chłopaka skoro wcześniej namawiałaś do przemocy?
            • 09.04.13, 22:54
              ez różnego rodzaju "zabawy" i "ćwiczenia". Typowe zabawy związane z falą to "pogrzeb peta" (lub zapałki), "szafa grająca", "przycieranie ogona" ("kotom"), czyszczenie toalet szczoteczką do zębów. Za uchybienia w wypełnianiu poleceń "wicerezerwy" (pełniącej rolę "nadzoru wykonawczego") przewidziane są kary; do łagodniejszych należą pompki i przysiady, do drastyczniejszych "karczycho" (uderzenie dłonią w kark), "kręcenie wora" (skręcanie moszny).

              pl.wikipedia.org/wiki/Fala_(wojsko)
              • "Biegiem marsz dookoła bloku! Padnij! Czołgaj się! Szybciej się czołgać!"

                Uganiając między nami rozdawał kopniaki na prawo i na lewo.

                "Aresztowany Kapłan, powstań! Biegiem do mnie! Niewygodnie ci się w błocie czołgać? Zakasuj rękawy! Marsz pod mur i czołgaj się po kamieniach!"

                Wzdłuż muru koszarowego ciągnął się pas ziemi wyłożony ostrymi kamieniami. Z obnażonymi łokciami czołgał się siedemnastoletni Kapłan, krwią znacząc swój ślad.

                "Te, zbolały Press, do mnie! Czego ty, filozofie, ruszasz się jak żółw?"

                Długo padała gumowa pała na schylonego Pressa. Próchniewicz nie dawał nam ani chwili wytchnienia.

                "Biegiem marsz na czworakach! Prędzej! Prędzej!"

                Wśród ogólnego rechotu policjantów odbywał się nasz bieg na czworakach. Krew uderzała nam do głowy, ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa, jeden za drugim rozciągaliśmy się bezwładnie.

                "Powstań! Porobić odstępy do gimnastyki. Głęboki przysiad - raz! Wyrzut w przód prawej nogi - dwa! Wyrzut lewej - trzy! Podnieść się, - cztery! Głęboki przysiad - raz!" itd.

                Padaliśmy ze zmęczenia. Niezliczoną ilość razy musieliśmy robić przysiady i wyrzuty nóg. P

                Wiecej: www.eioba.pl/a/1udu/bereza-kartuska-polski-sanacyjny-oboz-koncentracyjny#ixzz2Q0FLBjax


                www.eioba.pl/a/1udu/bereza-kartuska-polski-sanacyjny-oboz-koncentracyjny
                • Rambo z hodowli

                  W jaki sposób nowoczesne armie zwiększają zabójcze predyspozycje swych żołnierzy na polu bitwy? Ponieważ ludzkiej natury nie można zmienić i w warunkach bojowych większość żołnierzy zamieni się w odmóżdżone automaty, trzeba w nie wbudować właściwe odruchy, które sprawią, że żołnierz będzie je wykonywał

                  bez żadnej świadomej refleksji. Pierwszą metodą stosowaną podczas szkolenia rekrutów jest odwrażliwianie, które nazwać też można brutalizacją. Młodym ludziom goli się głowy, ubiera się w identyczne mundury i oddaje pod władzę sierżanta, który w pełnym rynsztunku pędzi rekrutów przez błoto, każe padać i robić

                  przysiady, wykrzykując w twarz rozkazy.
            • joa66 napisała:

              > szamanta - po prostu przegiełas-niezależnie od późniejszych komentarzy dałaś na
              > jbardziej durną i niebezpieczną karą, zahaczającą o przemoc psychiczną. I co z
              > tego, że potem "broniłaś" chłopaka skoro wcześniej namawiałaś do przemocy?

              Czy uwazasz,ze moj wpis byl najbardziej durny i znacznie bardziej niebezpieczny niz to co autorka dziecku zaserwowala? bo ja bedąc czysto obiektywna,jestem święcie przekonana ,ze moja koncepcja skierowana do autorki byla stokroc mniej niebezpieczna i mniej durna ,niz co Ona sama to zastosowala,o wiele bardziej dotkliwą przemoc pod roznym kątem,jesli mamy postawic jej dokonany czyn ,z moim przykladowym wpisem smile
              • Równie durna i niebezpieczna jak lanie pasem.
                • cyt ""Równie durna i niebezpieczna jak lanie pasem""

                  Dla Ciebie czy dla mnie moze byc durne czy niebezpieczne l.p ,a dla wielu osób wrecz przeciwnie.Nawet dziwie sie, ze tutaj nie ma zwolennikow l.p,ktorzy udzieli by autorce poparcia, bo znam i wiem ze jest wiele osob,ktore praktykują takie wychowanie i adorują pasek jako narzedzie dyscyplinujące.Autorka nie pierwsza, nie ostatnia.Dziwi mnie ten brak odezwu w tej sprawie, ze slusznie postąpila,bo dobrze wiem,ze wiele osób by poparlo ją w takim karaniu jak to uczyniła.
                  • Nie wiemy czy lanie pasem jest standartową karą w tym przypadku, mam wrażenie, że autorce wątku jednak nie do końca dobrze z tym laniem pasem:
                    " Niestety tym razem nie zapanowałam nad nerwami i na rozmowie się nie zakończyło, dostał lanie pasem"

                    --
                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                    • jakw napisała:

                      > Nie wiemy czy lanie pasem jest standartową karą w tym przypadku, mam wrażenie,
                      > że autorce wątku jednak nie do końca dobrze z tym laniem pasem:
                      > " Niestety tym razem nie zapanowałam nad nerwami i na rozmowie się nie zakończy
                      > ło, dostał lanie pasem"
                      >

                      Siedzic w tym watku znaczniej dluzej niz Ja , wiec dlaczego tego nie napisalas odrazu ani wczesniej do tych krzykaczek oburzonych ze jakim prawem smiala zbic syna? jak widac, dotychczas nic z twojej strony takiego odzewu nie bylo.
                      Mi to piszesz? teraz?pod moją wypowiedzią na wiązującą do tego?? wolne żarty.Ten wpis kieruj nie do mnie ,poczytaj sobie wczesniejsze wypowiedzi i nie moje.
                      Dziwnym trafem do tej pory widząc tyle wpisow jak autorke krytykowali ze pasa zastosowala jako kare , to jakos nie widnieje zaden twoj wpis ze autorce nie jest dobrze z tym co zrobila,ani Twoim zdaniem ze zapewne nie jest standardową karą,wiec doprawdy nie pojmuje dlaczego tu do mnie o tym piszesz nawiązujac do mojej wypowiedzi
              • szamanta napisała:
                > Czy uwazasz,ze moj wpis byl najbardziej durny i znacznie bardziej niebezpieczny
                > niz to co autorka dziecku zaserwowala? bo ja bedąc czysto obiektywna,jestem św
                > ięcie przekonana ,ze moja koncepcja skierowana do autorki byla stokroc mniej ni
                > ebezpieczna i mniej durna ,niz co Ona sama to zastosowala,o wiele bardziej dot
                > kliwą przemoc pod roznym kątem,jesli mamy postawic jej dokonany czyn ,z moim p
                > rzykladowym wpisem smile
                Twoje rady w zestawieniu z jej mentalnością mogą przynieść jeszcze gorszą katastrofę.


                --
                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
          • Kotów też od czasu brano w obronę... Ale co po obronie gdy najpierw robi się kompanię karną?
            --
            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
            • Poza tym przyjmowanie jakichkolwiek rad w sprawie zaburzeń odżywiania od osoby, która wymierza karę, bo dziecko nie je - jest absurdem. Od takiej osoby można najwyżej dowiedzieć sie, jak pogłebić problemy z jedzeniem.
              Zmuszanie dziecka do jedzenia i kara za niejedzenie utwioerdza dziecko w przekonaniu, zę jedzenie jest czynnością nieprzyjemną, którą wykonuje się tylko dlatego, ze zostanie się ukaranym. Nagradzanie za jedzenie słodyczami mówi dziecku w dodatku "słodycze dobre, obiad zły". A przymuszanie do jedzania dziecka bez apetytu to forma znęcania się - moze lepiej byłoby zbadać, dlaczego nie ma apetytu? Ale to wymaga od matki jakiejść refleksji, a ukarać jest łatwo i tanio...
              --
              zpopk.blox.pl
              • verdana napisała:

                > Poza tym przyjmowanie jakichkolwiek rad w sprawie zaburzeń odżywiania od osoby,
                > która wymierza karę, bo dziecko nie je - jest absurdem. Od takiej osoby można
                > najwyżej dowiedzieć sie, jak pogłebić problemy z jedzeniem.
                > Zmuszanie dziecka do jedzenia i kara za niejedzenie utwioerdza dziecko w przeko
                > naniu, zę jedzenie jest czynnością nieprzyjemną, którą wykonuje się tylko dlate
                > go, ze zostanie się ukaranym. Nagradzanie za jedzenie słodyczami mówi dziecku w
                > dodatku "słodycze dobre, obiad zły". A przymuszanie do jedzania dziecka bez ap
                > etytu to forma znęcania się - moze lepiej byłoby zbadać, dlaczego nie ma apetyt
                > u? Ale to wymaga od matki jakiejść refleksji, a ukarać jest łatwo i tanio...


                Moje dzieci nie jedzą slodyczy i za nimi ogolnie nie przepadają,poniewaz ich oragizm nie jest przyzwyczajony do slodkosci, lecz pisalam wyjątek stanowią ich ulubione Tictaki, ktore sporadycznie okazjonalnie dostają, mniej wiecej 2-max 3 razy w miesiącu,innych slodyczy brak w ich diecie,wiec prosze tego tak nie odbierac,ze dzieci faszerujemy cukrem.
                No nie jest tak,jestem przeciwna regularnym lub częstym slodkosciom,zwlaszca u malych dzieci.
                Jedynie mają swoje najulubiensze te drazetki,i od czasu do czasu na tzw ruski miesiac mysle ,ze nie jest zbrodnią im to dac,zwlaszca ze innych slodyczy u nas w domu nie ma,i naprawde zakup tych drazetkow jest odbierany jako nagroda,na ktorą czesto starają sie zaluzyc.Głowne posilki to podstawa,ale łakoc to juz dodatek nieobowiązkowy

                Zauważalny brak apetytu stąd sie wziąl, przynajmniej u przedszkolaka,ponieważ od jakiegos czasu zmaga sie z problemami urologicznymi,uklad wydalniczy miala zainfekowany, i dlatego lekarz powiedzial,ze dziecko moze miec silny spadek apetytu,po drugie jest z natury niejadkiem, siostra starsza tez z natury jest niejadkiem,mają fazy jedzenia w malych proporcjach, jak i zupelnie odmowy jedzenia.Wiele dzieci tak ma,czesto slychac o niejadkach.
                Konsultuje sie z lekarzami w tej sprawie i sami mi powiedziali ,ze motywacja w postaci przekupstwa w ich sytuacji jest potrzebna,czyli coś za cos

                Verdano nie zgodze sie z tobą ,ze brak zakupu drazetek to była kara,no nie koniecznie.Dzien wczesniej wspolnie na wieczor ustalilismy co i jak,za zjedzony posilek,nawet choc troche bedzie przywilej ,za nietkniety -brak i tak bylo, lecz to NIE jest kara
                Jak nawet w domu dziecko ci obiadu nie zje, a matka za to nie da mu deserka,wafelka,loda czy jakiegokolwiek łakocia , to potraktujesz to jako kare? bo ja nie.To nie jest kara ,ale konsekwentnie dzialanie, nie ma choc troszeczke zjedzonego glownego posilku to nie dostaniesz slodycza.Sami psycholodzy i lekarze to popierają
                Przeciez to jest logiczne dzialanie,w przeciwnym razie dziecko by nie jadlo glownych posilkow dnia ,bo i tak wiedzialoby,ze otrzyma w zamain np batona czy chipsy.To by dopiero sie kaszana narobila
                Najwidoczniej Verdano nie mialas do czynienia z niejadkami ani małymi cwaniakami
przejdź do: 1-100 101-108
(101-108)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.