Dodaj do ulubionych

Czy też musicie mówić do swoich dzieci po 100 razy

02.09.13, 10:48
Jestem zdruzgotana, moje dziecko (4,5 l) ostatnimi czasy ma wszystko gdzieś. Proszę go, żeby się ubrał i prośbę tę muszę powtarzać w nieskończoność, a zaczyna słuchać jak już tracę cierpliwość, zaczynam krzyczeć, odgrażać się itd.
Np taka sytuacja z dzisiaj: parkujemy, wyłączam silnik auta, mówię "wysiadamy" (umie sam się rozpiąć i wysiąść) ja czekam już na chodniku, po drodze wypakowałam z bagażnika zakupy, a on dalej siedzi zapięty pasami. Otwieram drzwi i upominam go, żeby już wysiadał, jest zły, bo sam chciał otworzyć sobie drzwi, ja mu mówię, ze miał czas, żeby sam wszystko zrobić, a teraz to już ja otworzyłam - oczywiście płacz i fochy. I tak jest za każdym razem. Męczy mnie to strasznie.
Zaczęłam łykać magnez, bo naprawdę ostatnio szybko tracę cierpliwość, mówię raz, drugi, trzeci ... piąty a potem się drę. Moja mama mówi, ze za dużo wymagam, ze to jeszcze dziecko.
Ostatnio zapowiedziałam synowi, ze od teraz ja będę go słuchać tak jak on mnie i np musiał mnie pięć razy prosić, żeby mu coś tam podać, zrobić etc. Złościł się, niby powiedział, ze zrozumiał jak ja się czuję, jak coś do niego mówię, żeby zrobił a on nie reaguje, ale zachowania nie zmienił.
Co robić?
Edytor zaawansowany
  • kopiec_esmeralda 02.09.13, 11:08
    Poczekać z 15 lat, samo minie.
  • morekac 02.09.13, 11:16
    Ostatnio zapowiedziałam synowi, ze od teraz ja będę go słuchać tak jak on mnie i np musiał mnie pięć razy prosić, żeby mu coś tam podać, zrobić etc.

    A to strzelanie sobie samobója...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • je_fa_ma 02.09.13, 11:34
    a dlaczego?

    morekac napisała: > A to strzelanie sobie samobója...
  • joshima 02.09.13, 12:52
    Bo to pójście na wojnę z własnym dziecku, a na takiej wojnie wszyscy są przegrani. Szczególnie, że to nie jest w żaden sposób związane ze złą wolą dziecka.

    Zejście do poziomu czterolatka jest co najmniej żenujące. A poza tym to trochę tak jak byś na złość dziecku, które używa moczy się w nocy sikała w majtki albo obsikiwała własny materac.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • morekac 02.09.13, 17:37
    1.Bo uczysz go, że tak się reaguje na prośby. I że takie zachowania są właściwie normalne.
    Wiesz dlaczego nie działa? 4-latki nie mają jeszcze rozwiniętej empatii - owszem, jest mu przykro, jak się tak zachowujesz, ale nie może pojąć, że tobie jest przykro, kiedy on się tak zachowuje.
    2.Bo wytrącasz sobie z ręki argument, że na niektóre prośby należy reagować w skończonym czasie.
    3.Bo zniżasz się do poziomu 4-latka. 4-latki nie mają autorytetu z definicji...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jotde3 02.09.13, 11:46
    je_fa_ma napisał(a):
    > Co robić?

    co chcesz ale to nic nie da .
  • Gość: Ada IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 02.09.13, 12:32
    Nie powtarzac tyle razy, bo po drugim razie Twoje gadanie to bialy szum. Powiedziec raz, powtorzyc drugi, dodajac ze jesli sam nie wyjdzie teraz, to Ty otworzysz drzwi, wypniesz pas i co tam jeszcze. Fochy olac. Nie mowic z drugiego pokoju, tylko bezposrednio do dziecka. Jak ma sie ubrac i widzisz, ze tego nie robi, stanac przy delikwencie i powtorzyc, ze ma sie ubrac teraz, nie odchodzic dopoki sie nie ubierze. Wrzaski sa nieskuteczne.
  • joshima 02.09.13, 12:49
    je_fa_ma napisał(a):

    > Moja mama mówi, ze za dużo wymagam, ze to jeszcze dziecko.
    Coś w tym jest. Moja córka jest dokładnie w tym samym wieku i tez jej muszę ciągle przypominać, że ma coś zrobić. Wcale nie uważam, że ona mnie olewa. Po prostu żyje z głową w chmurach i strasznie się rozprasza. Myślę, że to typowe dla tego wieku i trzeba po prostu mieć w sobie zgodę na to, że zanim dziecko się ruszy to co 30 sekund nalezy mu przypomnieć czego od niego oczekujemy.


    > Ostatnio zapowiedziałam synowi, ze od teraz ja będę go słuchać tak jak on mnie
    > i np musiał mnie pięć razy prosić, żeby mu coś tam podać, zrobić etc.
    I uważasz, że czego go w ten sposób nauczyłaś?

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • aqua48 02.09.13, 13:58
    Dobrym sposobem jest obietnica jakiejś atrakcji PO wykonaniu polecenia. Jeśli się nie da, to zamiast krzyków i złości pomoc dziecku, które najwyraźniej nie potrafi się jeszcze zebrać do wykonania czynności. Czterolatek to nie jest dorosły człowiek.
  • joshima 02.09.13, 14:12
    aqua48 napisała:

    > Dobrym sposobem jest obietnica jakiejś atrakcji PO wykonaniu polecenia.
    IMO strzał w stopę. Za chwilę trzeba będzie za wszystko obiecywać nagrody. Jeśli oczekujemy od dziecka, że wykona polecenie to dlatego, że tak trzeba i ono to jest w stanie zrozumieć (czterolatek wiele potrafi zrozumieć) a nie dla nagrody.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • aqua48 03.09.13, 12:09
    joshima napisała:

    > > Dobrym sposobem jest obietnica jakiejś atrakcji PO wykonaniu polecenia.

    > IMO strzał w stopę. Za chwilę trzeba będzie za wszystko obiecywać nagrody.
    >
    Atrakcja to nie nagroda.
  • joshima 03.09.13, 17:39
    aqua48 napisała:

    > Atrakcja to nie nagroda.
    A jaka to różnica?

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • Gość: mama IP: *.hist.uj.edu.pl 04.09.13, 08:44
    Prosta. Dojeżdżając pod dom oznajmiam z zapałem, że "No, nareszcie, prawie jesteśmy w domu! To które puzzle dzisiaj ułożymy/ będziemy oglądać Barney'a/ upieczemy ciasteczka ze śliwkami/ ulepimy samochodzik z plasteliny". Nie obiecuję nagrody, tylko zawczasu zaciekawiam dziecko atrakcją, którą wykonamy w domu "kiedy tylko umyjemy rączki i zjemy podwieczorek". Procedura wysiadania z samochodu zupełnie traci wtedy na znaczeniu i wykonywana jest w mgnieniu oka ;-p A czynności prozaiczne w stylu mycia rąk kwitowane są stwierdzeniem "takokej". Fakt, że to działa przy moich egzemplarzach i przy innych nie musi, ale skoro działa, to może warto spróbować. Żeby było jasne - wojen domowych i walk "o władzę" także nie popieram.
  • beliska 02.09.13, 22:00
    Po 4roku córka ogłuchła. Teraz ma 5lat i jest nieco lepiej, ale też i ja zaprawiłam się w bojach
    i nauczyłam się liczyc do trzech-nigdy nie doliczając. Stosuję i działa wtedy, gdy jest naprawdę taka potrzeba. Taki wiek chyba. Nie wnikam, czy dobra metoda, dla mnie wazne, że skuteczna. Zaczynam liczyc i córka wie, że to czas, by usłyszec i sprawnie zareagowac.
  • argentea 03.09.13, 12:38
    No właśnie, ja do swoich dzieci po 100 razy powtarzam rano: wstań, ubierz się, umyj się. Powtarza się historia z ubiegłego roku szkolnego, mimo że obiecywałam sobie, że w tym roku nie dam się w to wpuścić. Dzieci w wieku prawie 4 oraz 5,5. W przedszkolu mamy być o 8.15. Wystarczy wyjść o 8 żeby zdążyć. Wstaję o 6.50, na ok. 7.20 jestem gotowa. Wtedy zaczyna się 40 minut walki o wstanie z łóżka, o umycie, ubranie i wyjście - czynności, które mogłyby zamknąć się w 15 minutach. Dobrze, że nie jedzą śniadania w domu, tylko w przedszkolu. Najpierw budzę delikatnie, z uśmiechem, po paru minutach łagodność przechodzi w irytację. Próbowałam próśb, przyznawania punktów z wyszykowanie się do przedszkola i nagród na koniec tygodnia, rozbawiania, rozśmieszania. Zdania "jak ty nie słuchasz o co ciebie proszę, to ja będę tak samo" oczywiście też użyłam, trudno się tego wystrzec, gdy kończą się możliwości. Jak pomyślę, że tak będzie do wakacji ...
    Macie jakąś radę?
  • aqua48 03.09.13, 18:49
    argentea napisała:

    > No właśnie, ja do swoich dzieci po 100 razy powtarzam rano: wstań, ubierz się,
    > umyj się. Powtarza się historia

    Może dzieciom potrzeba więcej snu? Spróbuj kłaść je wcześniej do łóżek. Moje dzieci jak były w okresie wczesnoszkolnym spały przynajmniej jedenaście godzin, i nigdy nie miałam problemu ze zrywaniem rano. Wstawały wypoczęte.
  • joshima 03.09.13, 18:57
    aqua48 napisała:

    > Może dzieciom potrzeba więcej snu? Spróbuj kłaść je wcześniej do łóżek.
    Dziecko to nie automat z wyłącznikiem na plecach. Możesz sobie kłaść czterolatka wcześniej a i tak nie uśnie jak nie będzie senny.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • Gość: Ada IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 03.09.13, 22:08
    Ale moze bedzie senny? Wczesniejsze kladzenie spac warto prowadzic stopniowo, codziennie o 10-15 minut wczesniej. U mnie klopoty ze wstawaniem sa kiedy dziecko spi mniej niz 11 godzin (5 latka). Wlasnie jestem w trakcie przestawiania z czasu wakacyjnego na szkolny, codziennie o 15-20 minut wczesniej. Sprobowanie kladzenia wczesniej spac to dobra rada, niewiele kosztuje, a duze prawdopodobienstwo, ze zadziala.
  • agunia777 04.09.13, 14:31
    Moja rada
    Wejdź do pokoju, odsłoń rolety, zasłony. Powiedz: "Jasiu, jaki piękny mamy dziś dzień! Widziałeś gołębia/świerszcza/biedronkę/auto/śmieciarkę za oknem? Nie widziałeś? ... " albo budujesz zaskoczenie dniem: "Ojejku! Nie zdążę, dzieciaki, nie zdążę! Krasnoludki wyniosły nasze świeże bułeczki w nocy, a tacie odpadł nos, jest koniec świata, musicie wstac i pomóc zrobić kanapki, no koniec świata! big_grin "... Wstają, biegną do kuchni, niech zjedzą śniadanie, spokojnie, potem mogą się ogarniać i ubierać. Z mojego doświadczenia wynika, że dzieci najpierw wolą się rozkręcić a później ubierać (bo to jednak wymaga od nich myślenia, jedzenie nie za bardzo).
  • mamma_2012 17.09.13, 12:50
    Żadnych krasnoludków, bo jak odkryja prawde, to trauma do końca zycia, jak ostatnio tu na forum wyczytałam.
    Nie ma Mikołaja i robienia maluchowi pa, pa, chodź, bo mamusia już idziewink
  • klubgogo 06.10.13, 20:55
    > Wejdź do pokoju, odsłoń rolety, zasłony.

    Mamoooo!!!! Zgaś to światło, co tak jasno??!!!

    Widziałeś gołębia/świerszcza/biedronkę/auto/śmieciarkę za oknem? Nie wi
    > działeś? ... "

    Taka naiwna to byłam przy niemowlaku, ale nie 5-latce.

    "Ojejku! Nie zdążę, dzieciaki,
    > nie zdążę! Krasnoludki

    proponuję wizyte u psychiatry



  • zdziwik 04.09.13, 05:30
    a do ciebie nie mowili po 100 razy jak bylas mala??? zapomnial wol jak cieleciem bol
    poza tym dziecko to nie automat ani pies ktorego mozna ulozyc na komende a ty dzialasz na komende? teraz zaraz natychmiast? bacznosc teraz do toalety bo akurat mama mowi ze teraz masz sie zalatwic!!!! raz dwa raz dwa - dalej dalej.
    pytasz co zrobic?
    przede wszystkim wez zastanow sie nad soba i nad swoim postepowaniem
  • Gość: mama IP: *.hist.uj.edu.pl 04.09.13, 08:35
    Ha, ha, ha! smile TYLKO 100 razy??? Szczęściara jesteś smile))

    Tak, też musimy. Czasem i po 200 - takie uroki bycia rodzicem. Nie krzycz i nie odgrażaj się, to nie ma sensu, a psuje relacje. Wiem, łatwo się mówi, ale ja z natury byłam chodzącą furią, wychowaną w dysfunkcyjnym domu i dałam radę smile Wypuszczam parę uszami i dalej tłumaczę jak krowie na rowie, staram się też zwyczajnie unikać konfliktowych sytuacji, albo obiecuję coś, co zachęca Potwory do zrobienia tak, jak ja tego oczekuję smile Względnie - staram się, by doszły do wniosku, że moja decyzja jest ich własnym, nieprzymuszonym i arcyoryginalnym pomysłem.
  • Gość: natasza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.13, 11:42
    U nas (5 latek) sytuacja się poprawiła po wizycie u laryngologa gdzie okazało się ze młody ma problem z ciśnieniem w uchu (chyba po przeziębieniach). Przedmuchanie ucha i miesiąc dmuchania otoventem i nastąpiła cudowna zmiana. smile))))))))) może nie trzeba było powtarzac ze 100 razy ale ze 20 wink
  • twojabogini 05.09.13, 15:41
    Dzieci to nie są maszynki do wykonywania poleceń dorosłych. małe 4,5 letnie dziecko nie tylko nie chce, ale nawet nie jest w stanie wykonywać wszystkich poleceń jakie słyszy,a tym bardziej "od ręki", na już. Twoja mama ma absolutną rację.

    Skoro widzisz, że wydawanie poleceń nie działa -musisz zastanowić się jak skłonić swoje dziecko do współpracy bez wydawania poleceń. Rodzina to nie wojsko. Dzieci mają swoje uczucia i wbudowane poczucie godności, część z nich głuchnie więc na stale słyszane polecenia (nie świadomie i tym bardziej nie złośliwie) - i jest to ich wyraz bezradnego sprzeciwu wobec musztry. Jedna z pań zaproponowała system zachęt - wspomnienie o atrakcji. Może warto pójść ta drogą? Na twoje dziecko zapewne podziała coś innego lub wersja zmodyfikowana, ważny jest sam kierunek myślenia.

    Zastanowiłabym się też nad sobą. "Ostatnio szybko tracę cierpliwość", "męczy mnie to" - to nie są reakcje spowodowane zachowaniem dziecka, więc pewnie mają inną przyczynę.

    W sytuacji gdy dziecko stawia opór, mamy trudność z nakłonieniem go do współpracy - a jest coś z nami "nie tak" (stres, stan zdrowia, problem z partnerem lub w pracy, ogólna frustracja, poczucie bezsensu lub uwikłania) to wtedy właśnie to "nie tak" wyłazi na wierzch.
    Bardzo łatwo w takiej sytuacji powiązać naszą reakcję na zachowanie dziecka z samym dzieckiem. Tymczasem, gdy rodzic czuje się zmęczony w reakcji na zachowanie dziecka, albo zdruzgotany - to powinien się zastanowić. Co się ze mną dzieje ostatnio, że w sytuacjach trudnych (bo na pewno nie jest łatwo nakłonić do współpracy "głuchego" czterolatka) reaguje stresem, zmęczeniem, frustracja, chęcią ucieczki?

    To, że takie reakcje wyłażą przy dzieciach jest konsekwencją tego, ze przy własnych dzieciach najczęściej jesteśmy sobą - inaczej niż np. w pracy, czy w ogóle w obecności dorosłych, gdy czujemy się zobowiązani do kontrolowania i nawet tłumienia swoich reakcji i emocji. To co czujemy przy własnych dzieciach, przebywając z nimi, reagując na nie - jest dobrym miernikiem naszej rzeczywistej kondycji i stanu psychicznego.


  • myelegans 06.09.13, 04:36
    9 latek, idzie ku lepsze,u, przynajmniej nie trzeba juz powtarzac jak zdarta plyta: idz do lazienki, przbierz sie, umyj zeby, spusc wode, podnies klape id itp. Rytualy ma juz jakos opanowane.

    Ja mysle, ze to zadna zlosliwosc tylko malo podzielna uwaga i nierejestrowanie, one slyszec slysza, tylko nie rejestruja, bo sa skupione na czyms innym.
    Ja mi na prawde zalezy zeby zarejestrowal, to trzeba sie postarac zeby przerwal to co robi, popatrzyl na mnie, i powtorzyl o co prosilam.
    Zmien nastawienie, popatrz na to, nie jak na zlosliwosc dziecka, ktora chce ci zycie uprzykrzyc tylko na cos, na co rozwojowo nie ma kontroli. T przyjdzie, albo nie, ale z czasem bedzie samodzielne.
    Mlody kilka razy w tygodniu wychodzi z domu bez plecaka do szkoly, notorycznie zapomina, albo gubi rzeczy, trzeba to po prostu wkalkulowac w cene posiadania dziecka na stanie.
  • mamma_2012 17.09.13, 13:41
    Jesli wykluczymy możliwość negocjowania z dzieckiem tempa wysiadanania z samochodu, a rano nie chcemy wstawać o 4.30, zeby wyszykowalo sie we właściwym dla siebie tempie, to jednak warto opracować jakies narzędzia wpływu na dziecko, zwłaszcza, ze z 4-5 latkiem spokojnie jest to możliwe. Moim zdaniem dziecko w tym wieku trzeba jednak uczyć spełniania poleceń w pewnych sytuacjach.

    Nie zapomnę chłopca z podwórka, syna mojej znajomej, nad którym rodzice absolutnie nie panowali, schodzenie z podwórka to było widowisko w kilku aktach. Mama najpierw prosiła, tłumaczyła, zachęcała itd, efekt absolutny brak reakcji i traktowanie jej jak powietrza (oj, długo to trwało), potem powolutku traciła cierpliwość, dziecko powolutku przechodzilo do wrzasków, płaczu itp., a w końcu i tak ona albo wezwany na pomoc tata brał go pod pachy i wrzeszczącego odholowywal do domu.
    Miał wtedy 3-4 lata.
    Chłopiec ten chodził z moja córka do przedszkola, a tam były jasne zasady, konkretna, ale bardzo sympatyczna i ciepła dla dzieci pani, były jakies tam znaczki za zachowanie (wiem, wiem tez niepochwalane) i chłopiec jak i cała reszta był bardzo zdyscyplinowanym przedszkolakiem i spełniał wszystkie polecenia, co wiecej, skończyło sie bicie i gryzienie kolegów, co wcześniej praktykowal na podwórku. W domu nadal wchodził mamie na głowę, ale było oczywiste, ze jest w stanie zachowywać sie o niebo lepiej.
    Równie ciekawa sytuacje miałam w szkole mojej córki, w zerówce świetna pani, absolutny porządek, cisza kiedy jest potrzebna, szaleństwa, kiedy jest na to czas, kiedy potrzeba pochwały, kiedy trzeba brak nagród/kary itd., pani niestety musiała odejść, przyszła następna, taka gadajaca, bardzo liberalna, wiecznie chwalaca i tłumacząca. Dzieci zmieniły sie w szkolne potwory (plus gratis brak postępów w nauce), na szczęście do końca KZ przyszła znów pani działająca, a nie gadająca, zaczela sie bardziej klasyczna dyscyplina itd.
    Ciekawostką jest, ze do końca szkoły dzieci z rozrzewnieniem wspominały panią z zerówki, bardzo dobrze mówiły o pani późniejszej, a do końca podstawówki wyśmiewały sie z tamtej liberalnej nauczycielki i opowiadały sobie anegdotki dot. Sytuacji z jej udziałem.

    Dla mnie podstawa wychowania sa jasne reguły. Nie zawsze mozna wsłuchać sie w potrzeby dzieci, czasem to one muszą posłuchać nas. Czasem zwyczajnie nie jest czas i miejsce na negocjacje.
    To wszystko mozna robic bardzo kulturalnie, bez wrzasków z absolutnym szacunkiem dla dziecka, spokojnie itp.
    Niestety zajmuje trochę czasu, wymaga cierpliwości i konsekwencji w czasie, kiedy sie tego uczymy.

    Ja np. wypracowalam sobie z córka pewne hasło, ktore jak mówiłam (i bron boze nie chodzilo o jakies dam Ci klapsa) to ona wiedziała (miała właśnie tak ok. 4 lat), ze trzeba sie spiąć i wykonywać polecenia, nawet jesli wiąże sie to z jakas frustracja, złością czy innymi nieprzyjemnymi emocjami. Było to trochę tak, ze przełączamy sie z trybu bardziej partnerskiego na tryb, gdzie jest kapitan i załoga.

    Hasło to funkcjonuje nawet do tej pory (a to już nastolatka), jako symbol tego, ze potrzeba sie trochę 'ogarnąć' czy to z zachowaniem czy narzucić tempo np. w porannym szykowaniu do szkoły.


  • nihiru 04.10.13, 11:05
    Dokładnie!
    Jak powtórzenie pierwsze pięć razy nie skutkuje, to kolejne 95 razy też nie zadziała. Dzieci po prostu uczą się ignorować takie zrzędzenie.

    U mnie działają dwie metody:
    - pilnowanie, żeby dziecko patrzyło mi w oczy, jak coś do niego mówię (wtedy wiem, że do niego dotarło, to co powiedziałam)*
    - powtarzam najwyżej trzy razy, potem mówię, że albo to sam robi, albo liczę do trzech; jak zacznę liczyć, to najczęściej robi, o co go proszę, a jak nie, to wtedy robię to za niegowink (wiem, absurdalnie to brzmi, ale u nas działabig_grin)

    w sytuacjach ekstremalnych trzeba zagrozić karą, ale to na szczęście nie zdarza się często.

    * ostatnio była taka sytuacja: Młody bawi się klockami, ja mówię, żeby się ubrał; on mówi że dobrze i dalej się bawi (nie patrzy się na mnie); pytam się go, czy słyszał, co powiedziałam - odpowiada że tak; pytam się więc, co powiedziałam - "nie wiem" big_grin. Dopiero jak podeszłam, poprosiłam, żeby na mnie spojrzał, powtórzyłam prośbę, to zareagował.

    ------------------------------------------------------
    forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
  • camel_3d 17.09.13, 14:33
    sad mlody ma prawie 5 i mniej wiecej tak samo sie zachowuje...


  • jakw 04.10.13, 16:25
    Nie muszę, wrzask podnoszę znacznie wcześniej.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jotde3 05.10.13, 11:31
    jakw napisała:

    > Nie muszę, wrzask podnoszę znacznie wcześniej.

    u 4,5 latka to sie jeszcze szantaż dobrze sprawdza co do ważnych spraw w których stawia opór .
    ale na codzień w drobiazgach ( np. do mycia smile ton głosu jest dla dziecka podstawową informacją i z biegiem czasu nawet w ważnych sprawach wychodzi przed szantaż który staje sie zabawną grą dla dziecka smile
  • zgagusia 05.10.13, 16:23
    Mi dopiero starsze dziecko w pewnym momencie jasno powiedziało w czym problem, a brzmiało to mniej wiecej tak: 'mamo, jedno polecenie a nie kilka na raz bo ja nie ogarniam.... ' I faktycznie, dostosowalam sie, a problem powtarzania po 100 razy znikl. Mam już znacznie starsze dzieci a nigdy im nie wydaje ciągiem ilus tam poleceń, z których polowe by zapomnieli i i tak musiałabym powtórzyć. Polecam - mówcie dzieciom po jednej rzeczy i dopiero jak ja zrobią to następna itd.
  • jotde3 05.10.13, 16:53
    > ecam - mówcie dzieciom po jednej rzeczy i dopiero jak ja zrobią to następna itd
    > .

    mój mi też to mówił , problem jednak z tym ze nie mam za bardzo ochotyciage być zajętym wydawaniu mu komend np. wykąp sie , umyj zęby , załuż pizame itd. trzeba te czynności zebrać w jakieś pakiety i sygnalizować wykonanie całego pakietu np. wykonaj czynności póznowieczorne wink czy wcześniej "wykonać czynności poobiednie "( wyjęcie śniedaniówki z plecaka , plecak na miejsce , ciuchy na miejsce on do nauki wink
  • szamanta 07.10.13, 12:09
    Daje 2 ostrzeżenia/upomnienia/przypomnienia, a za 3 razem działam
    Zazwyczaj wygląda to tak ze za 1 razem o cos proszę, przypominam, lub ostrzegam, za drugim razem to samo ,z tym ze dziecko otrzymuje informacje co się stanie jeśli zobaczę ,ze nie dociera, czy mnie olewa a za 3 razem spełniam obietnice z tego drugiego komunikatu jaką dziecko wtedy miało zapowiedzianą. To się sprawdza i bez tysiąca błagań jak grochem o ścianę się odbywa . Do 3 razy sztuka ,a to już wola dziecka jak to rozegra i co wybiera ,wóz albo przewóz suspicious
    Nie mam zamiaru miliard razy dziennie cos powtarzać ,bo wtedy jeszcze bardziej człowiek się nakręca i nerwy spod kontroli mogą wyjść. Tak wiec te magiczna trójeczka to jest maksimum
  • nchyb 10.10.13, 10:12
    o ile dana rzecz mnie nie interesuje
    a dzieckiem od dawna już nie jestem smile
  • tranquilamente 14.01.18, 18:12
    Hej!
    Czytając opis zachowania Twojego dziecka, czuję się jakbym czytała o sobie sprzed kilkunastu lat wink
    Też należałam do grupy dzieci, które często negowały polecenia mając swoje własne zdanie. Teraz kiedy spotykając się z tym problemem z drugiej strony widzę, że jest to duży problem dla rodziców.
    Pierwszą rzeczą jaką zrobiłabym na Twoim miejscu to spróbowałabym dociec dlaczego Twoje dziecko mówi „nie” w bardzo prozaicznych sytuacjach (np. taka jak opisana powyżej). Może wynika to z chęci zwrócenia na siebie uwagi albo poznania granic Twojej cierpliwości, może później czeka go coś czego nie lubi lub się boi lub po prostu czeka na jakąś nagrodę z Twojej strony gdy spełni żądanie (np. słodycze, dodatkowa bajka itp.). Spróbuj postawić się na jego miejscu i znaleźć źródło ciągłych odmów.
    Może panie w przedszkolu czy osoby, które przebywają z nim na co dzień są bardzo ugodowe i wolą same coś zrobić zamiast powtarzać kilkanaście razy i czekać na reakcję i wykonanie polecenia. Pamiętaj, że to Ty jesteś rodzicem i to do Ciebie powinno należeć trzymanie zachowania w ryzach. W innym przypadku z każdym miesiącem i rokiem Twoje dziecko będzie przejmowało kontrolę i robiło to co mu się rzewnie podoba, a poważne problemy zaczną się z momentem pójścia do szkoły.
    Będąc na Twoim miejscu spróbowałabym też więcej uwagi zwrócić na konsekwencję słów. Powiedziałabym: ,,Wychodzimy z samochodu” , później pierwsze ostrzeżenie: ,,Jeśli nie wysiądziesz - do domu pójdę sama”, jeśli to nie podziała po prostu wyjęłabym zakupy i wyszła (Oczywiście tak by mieć dziecko w polu widzenia). Skoro sam umie rozpiąć pasy i wysiąść myślę, że po kilku minutach tak właśnie rozegrałby sprawę.
    Jakiś czas temu przeczytałam książkę, w której mogłabyś poczytać więcej na ten temat: ,,Kiedy dziecko mówi NIE”. Ja znalazłam tam dużo praktycznych wskazówek jak radzić sobie z oporem dziecka i jak nauczyć się kierować zachowaniami swojego dziecka, ale też spróbować je zrozumieć i spojrzeć na świat jego oczami. Może i Tobie pomoże w zrozumieniu dlaczego Twoje dziecko tak a nie inaczej reaguje na określone sytuacje i pokaże różne metody radzenia sobie z wyżej wymienionym problemem.
    Życzę Wam powodzenia w tej przeprawie!
  • boguslawadzika 25.01.18, 14:32
    Do nas pewnie tez rodzice musieli powtarzać niektóre rzeczy po 200 razy, dlatego trzeba być wyrozumiałym i cierpliwym, a najlepiej brać dziecko na sposób. Rozkazy często nie działają tak jak byśmy chcieli.
  • tata-jacek-pelano 26.01.18, 10:05
    A powiem Ci, że im dzieci starsze tym - mam wrażenie - gorzej. Córka (l. 12) też nie reaguje, jak zapytam czy słyszała o co ją prosiłem odpowiada, że tak i dalej brak reakcji. Staram się jej tłumaczyć, jak się czuję gdy mnie tak traktuje i czasem, jak ma lepszy dzień, to pomaga, ale czasami jak grochem o ścianę. Ciągła "walka" między rodzicami a dziećmi...
    Bardzo mi pomogła książka Gajdów (terapeutów) Rodzice w akcji www.izajasz.pl/ksiazka/rodzice-w-akcji Ważne też, żeby się trochę wyluzować, czasem odpuścić, dla własnego zdrowia i tak jak ktoś pisał wcześniej, dzieci nie zawsze zareagują, bo nie są maszynkami do poleceń. Ale w pełni rozumiem, jak nie reagują od razu za każdym razem, to człowiek traci cierpliwość.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.