Dodaj do ulubionych

prośba o poradę w sprawie wychowania

18.10.15, 19:57
Witam, proszę o porady, jak postąpić w sytuacjach, w których nie daję sobie rady z moim 5 letnim synem:
1. kazałam dziecku odnieść do jego pokoju zabawki, najpierw dyskutował czemu ma to zrobić, potem dwukrotnie mnie okłamał (odniósł je złośliwie do innego pokoju), dałam mu karę - jutro nie może wziąć do przedszkola żadnej zabawki, za jakiś czas przyszedł do mnie zapytać się, w jakich spodniach idzie jutro do przedszkola (wiadomo, chciał już sobie włożyć do kieszeni drobne zabawki);
2. kiedy coś każemy mu zrobić, np. żeby się rozbierał do mycia, mówi, że musi coś ważnego powiedzieć/zrobić itp. czy pozwalać mu na to, czy dopiero jak się rozbierze?
3. czy wdawać się w dyskusje, kiedy ma zrobić drobną, zwykła rzecz, np. ściągnąć bytu po przyjściu do domu, umyć ręce itp. , czy po prostu uciąć temat - masz to zrobić i tyle
3. kiedy w końcu coś zrobi, o co się go prosi, odreagowuje negatywne emocje , musi np. choćby uderzyć ręką w stół, albo czymś rzucić
inne moje pytania - czy niespełna pięciolatek może być na tyle niekumaty, żeby nie wiedzieć, że nie wolno niemowlęciu wkładać drobnych przedmiotów do ust? Czy normalne jest, że syn jest taki uparty i hardy, kiedy chcę mu strzelić niedługą - dwuzdaniową gadkę, macha ręką i wychodzi z pokoju, albo stoi i się śmieje, kiedy się go pytam, czy zdaje sobie sprawę, że sprawił mi przykrość, mówi, że nie jest mu w cale przykro. żaden przemowy , nawet krótkie na niego nie działają.
Edytor zaawansowany
  • 18.10.15, 20:27
    Takie zachowania moga wskazywac na zwrocenie na siebie uwagi. Zapewne czuje sie odstawiony na boczny tor bo wasza uwaga skupia sie bardziej na niemowleciu. Nawet jesli tak nie jest to w jego odczuciu tak ale on ma 5 lat i nie potrafi o tym powiedziec a wiec przekazuje to w takiej formie. Postarajcie sie poswiecic mu wiecej czasu, takiego tylko dla niego. Oczywiscie wymagajcie stosownych zachowan i badzcie konsewkentni w ich egzekwowaniu. Dyskusje potrzebne nie sa, trzeba jednak w prosty sposob wytlumaczyc dziecku pewne sprawy.
  • 18.10.15, 21:03

    > 1. kazałam dziecku odnieść do jego pokoju zabawki, najpierw dyskutował czemu ma
    > to zrobić, potem dwukrotnie mnie okłamał (odniósł je złośliwie do innego pokoj
    > u), dałam mu karę - jutro nie może wziąć do przedszkola żadnej zabawki, za jaki
    > ś czas przyszedł do mnie zapytać się, w jakich spodniach idzie jutro do przedsz
    > kola (wiadomo, chciał już sobie włożyć do kieszeni drobne zabawki);


    1. Nie dyskutuje. Razem odniescie zabawki. Wspolnie. A na koniec w nagrode wybirze sobie zabawki do przedszkola.




    > 2. kiedy coś każemy mu zrobić, np. żeby się rozbierał do mycia, mówi, że musi c
    > oś ważnego powiedzieć/zrobić itp. czy pozwalać mu na to, czy dopiero jak się ro
    > zbierze?


    Jak si eprzebierze /rozbierze



    > 3. czy wdawać się w dyskusje, kiedy ma zrobić drobną, zwykła rzecz, np. ściągną
    > ć bytu po przyjściu do domu, umyć ręce itp. , czy po prostu uciąć temat - masz
    > to zrobić i tyle


    Powiedz, ze jak nie zjedmie to bedzie brudna podloga i nie bedziesz miala czasu si ez nim bawic, bo bedziesz musiala umyc podloge.

    Czasem dziala jestem MASZ TAK ZROBIC I KONIEC... choc nie zawsze ma to senssmile



    > 3. kiedy w końcu coś zrobi, o co się go prosi, odreagowuje negatywne emocje ,
    > musi np. choćby uderzyć ręką w stół, albo czymś rzucić

    No... to jakby szef na ciebie nakrzyczasl w pracy. tez bys sie zdenerowala, al edziecku musie sie nauczyc, ze sa pewne rzeczy ktore po porstu ma zrobic.. np umyc zeby.. itd.. sprzatnac. Choc fajnie jest jak si edzeicku pomaga i wspolnie robi.


    Y inne moje pytania - czy niespełna pięciolatek może być na tyle niekumaty, żeby
    > nie wiedzieć, że nie wolno niemowlęciu wkładać drobnych przedmiotów do ust? Czy
    > normalne jest, że syn jest taki uparty i hardy, kiedy chcę mu strzelić niedług

    Chce unicestwic konkurencje...



    > ą - dwuzdaniową gadkę, macha ręką i wychodzi z pokoju, albo stoi i się śmieje,
    > kiedy się go pytam, czy zdaje sobie sprawę, że sprawił mi przykrość, mówi, że n
    > ie jest mu w cale przykro. żaden przemowy , nawet krótkie na niego nie działają

    Bo przemowy nie dzialaja.. niestety przetestowalem na moim i dzialalo..ktorekie, zeiwzle polecenia.. i mozliwie nie 10 nna raz..



    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 18.10.15, 21:53
    Może pomoże, gdy przestaniesz patrzeć na dziecko jak na swego wroga, ew. rekruta w wojsku.
  • 18.10.15, 22:15
    Pięciolatki są trudne, to duży skok rozwojowy, bunt. Jednym słowem przechodzicie trudny okres, a niemowlak czyni ten czas jeszcze trudniejszym. Też tak miałam, różnica między moimi chłopcami to prawie 4,5 roku.

    1. Ponieważ jest to trudny okres, nie za bardzo celowe są siłówki o ustalenie władzy. Bo dziecko nakręci się w swoim buncie i będziesz miała do wyboru albo go złamać na amen albo wycofać się ze swoich wymagań w poczuciu porażki wychowawczej. Czasem w mniej ważnych sprawach lepiej jest ustąpić, na zasadzie mądry głupiemu ustępuje.
    Kłamstwo na tym etapie jest rozwojowe, dziecko zaczyna sobie zdawać sprawę, że ty i on macie inną wiedzę o danej sprawie i próbuje to wykorzystywać. Autystycy tego nie potrafią.

    2. Czasem warto pozwolić zrobić "coś ważnego" tylko pilnować, by była to jedna rzecz. I jeżeli dziecko próbuje dalej przeciągać to wtedy przestajemy mu pozwalać na robienie "ważnej rzeczy" przed tą właściwą.

    3. Dyskusje nie mają sensu. Sprawdza się metoda zdartej płyty, czyli powtarzasz "buty" "ręce" do czasu aż zrobi co trzeba.

    4. Odreagowanie jest ok, pod warunkiem, że nikogo nie krzywdzi i nie niszczy ważnych rzeczy.

    5. Pięciolatki są zaskakująco głupie, głupsze niż czterolatki a nawet trzylatki. Jakiś regres zachodzi, pilnować trzeba.


    Czy
    > normalne jest, że syn jest taki uparty i hardy, kiedy chcę mu strzelić niedług
    > ą - dwuzdaniową gadkę, macha ręką i wychodzi z pokoju, albo stoi i się śmieje,
    > kiedy się go pytam, czy zdaje sobie sprawę, że sprawił mi przykrość, mówi, że n
    > ie jest mu w cale przykro. żaden przemowy , nawet krótkie na niego nie działają


    A próbowałaś przemawiać przytulając? Pięciolatki lubią przytulanie i to potrafi rozładować wiele nerwów. A jak nie chce słuchać, że ci przykro, to za słowami niech pójdzie czyn, czyli demonstracyjnie obraź się na syna. Nie na długo oczywiście (kilka minut, pół godziny), ale wyraźnie. Powiedz mu, że cię zranił i nie masz ochoty z nim rozmawiać. Tylko zostaw takie reakcje na prawdziwe problemy, a nie takie jak z zabawkami.

    Spróbuj okazywać synowi więcej serca (przytul, weź na kolana) jak jest nabuzowany, pobudzony. To często zapobiega konfliktom. Brzmi absurdalnie, ale tak jest. Pomagają też masaże, turlanie, wygłupy na materacu.
    U nas po skoku pięciolatka jest trochę lepiej, tzn. dyskusje na każdy temat są nadal, ale generalnie bez awantur i mam "grzeczne dziecko".
  • 19.10.15, 08:07
    Co do większości się zgadzam tylko to obrażanie się na dziecko jakoś do mnie nie przemawia. Owszem, mówię córce, że jestem teraz wkurzona jej zachowaniem i muszę się wyciszyć.
    Moja starsza ma 4,5 roku. Też kłamie, głównie, że umyła ręce po skorzystaniu z toalety. Wtedy mówię, żeby szła umyć jeszcze raz bo lepiej umyć dwa razy niż wcale i idzie. Gdybym jej otwarcie zarzuciła kłamstwo, upierałaby się, że była.
    Ogólne to co było już w tym wątku :nie traktować dziecka jak wroga, jeśli pojawiło się rodzeństwo zrozumieć jego emocje.
  • 19.10.15, 10:46
    Z tym obrażaniem się to jest rodzaj logicznej konsekwencji, ale jest to też dość drastyczny sposób i stosuje się go naprawdę od wielkiego dzwonu. Czyli gdy np. dziecko poważnie nabroiło i broi dalej, słuchać nie chce, wszyscy są winni tylko nie ono. To nie może być rodzaj przemocy psychicznej tylko raczej komunikat "przegiąłeś" gdy normalne metody typu rozmowa nie pomagają. Obrażanie musi być krótkie pół godziny maks, za długie powoduje poczucie niesprawiedliwości i odrzucenia w dziecku. Po obrażaniu powinno być koniecznie przytulanie smile
    Pięciolatki naprawdę potrafią dać popalić i to nie jest kwestia ile miesięcy dziecko jest przed czy po piątych urodzinach, tylko czy doszło do etapu, w którym w spokojne dotychczas dziecko wstępuje diabeł tak że go nie poznajesz i zastanawiasz się jakie błędy wychowawcze doprowadziły do takiego zachowania. A to taki etap po prostu. Skoro twoja córka nie stwarza większych problemów, to albo z natury jest stabilna emocjonalnie albo po prostu jest jeszcze przed skokiem rozwojowym. Pewną podpowiedzią może być to czy miała okres buntu w okolicach 3rż. Jeżeli tak, to w wieku 5 lat będzie gorzej niż wtedy.
  • 19.10.15, 11:47
    Oj, nie strasz mnie. Gdy miała 3 lata miała taki okres buntu, że po egzorcystę miałam dzwonić wink Zbiegło się to jeszcze z narodzinami siostry. Od jakiegoś czasu jest względny spokój ale mam świadomość, że nic nie trwa wiecznie.
  • 19.10.15, 13:12
    To mój starszak na 3 latka też dał popalić smile Wrzeszczał, próbował mnie bić, nieposłuszny na każdym kroku, a ja nie wymagałam posłuszeństwa w jakiś głupotach, tylko np. żeby nie uciekał w kierunku ulicy.
    Dobre było to, że trwało to krótko, ale za to intensywnie. Potem był dłuższy czas spokoju, półtora roku. U nas skok rozwojowy pięciolatka zaczął się chyba wcześniej, z powodu rodzeństwa właśnie. I mieliśmy pół roku ciężkie, z czego część naprawdę okropne. A od tego czasu minęły prawie 2 lata i można powiedzieć że jest raczej dobrze, często są jakieś drobne sprzeczki, ale bez awantur. Zaskakujące jest to, że dziecko które myśli i zachowuje się rozsądnie, współpracuje, jest wesołe, potrafi nagle zmienić się o 180st. I odwrotnie.
  • 20.10.15, 17:36
    Tylko to moim zdaniem nie zadziała na takie dziecko jak syn autorki wątku. Bo on tak naprawdę nie lekceważy faktu, że zrobił matce przykrość - on tę dezaprobatę matki czuje bardzo mocno i dlatego udaje, że nie czuje jej w ogóle.
    W kontakcie z takim dzieckiem trzeba trochę wycofać emocje na czas konfliktu, zamiast je jeszcze podsypywać, a próby wzbudzenia poczucia winy (które, moim zdaniem - bo on mi przypomina moją córkę - on i tak czuje strasznie) to już w ogóle droga do histerii i katastrofy.
  • 19.10.15, 10:35
    Ja też, Rulsanko, jak bardzo cenię Twoje komentarze, to trudno mi się zgodzić z tym obrażaniem się na dziecko, a co gorsze, wywoływaniem poczucia winy: "powiedz mu, że cię zranił". Tak jak pisze mag - raczej bym powiedziała coś prawdziwego, że jestem wkurzona i potrzebuję momentu dla siebie. Mnie właśnie tak wychowywano - wszystko było, bo "mamusia będzie smutna", brr... Nie polecam.
    Ale ogólnie Rulsanka pisze mądrze, no i w ogóle fajne rozsądne rady dostałaś, autorko postu. Polecam Ci też książkę "Rodzeństwo bez rywalizacji", czytanie i dokształcanie się przy maluchach to sprawa pierwszorzędna, nie tylko w celach wychowawczych, ale też żeby mama nie zwariowała, kiedy potworki doprowadzają ją do szałuwink
  • 19.10.15, 12:21
    Trochę jestem nie na temat, bo u mnie dopiero etap buntu dwulatka, ale też zaraz dojdzie dodatkowy bodziec w postaci braciszka, więc dobrze że tu zajrzałam. Poszukam tej książki, i dzięki, Amiralko, za przypadkową poradę wink
  • 19.10.15, 13:22
    Mnie właśnie tak wychowywano - wszystko było, bo "mamusia będzie smutna", brr... Nie polecam.

    Ojej, też jestem przeciwna. To szantaż emocjonalny i manipulacja. Ja odniosłam się do pytania autorki wątku:

    zy normalne jest, że syn jest taki uparty i hardy, kiedy chcę mu strzelić niedługą - dwuzdaniową gadkę, macha ręką i wychodzi z pokoju, albo stoi i się śmieje, kiedy się go pytam, czy zdaje sobie sprawę, że sprawił mi przykrość, mówi, że nie jest mu w cale przykro. żaden przemowy , nawet krótkie na niego nie działają.

    Ale masz rację, wyszło to niefortunnie z tym zraniłeś mnie. Jak czytam drugi raz, to brzmi zdecydowanie źle. Ja rozumiem obrażenie się jako reakcję typu "jestem na ciebie wściekła i nie mam ochoty z tobą rozmawiać w tej chwili" albo może "sprawiłeś mi przykrość i nie mam ochoty z tobą rozmawiać" Z tym zranieniem się to przesada. Poza tym fakt, że ważny jest też kaliber i częstotliwość takiej reakcji. Generalnie właśnie warto rozmawiać, przytulać. A obrażenie się na kilka minut to ostateczność, taka trochę terapia szokowa, do zastosowania w sytuacji jak powyżej. W normalnych okolicznościach w ogóle nie powinno się pojawiać.
  • 19.10.15, 10:01
    Przy prostych poleceniach nie wdawałabym się w dyskusje. Może czuje się zazdrosny od maleństwo? Może trzeba mu poświęcić więcej uwagi na zasadzie spędzenia czasu z nim i tylko z nim? smile
  • 19.10.15, 10:46
    Odn. pkt 1: zmieniłabym podejście z "jak nie posprzątasz będzie kara" na "jak posprzątasz - albo zrobimy to razem - to będziemy mieli więcej czasu na ...coś fajnego..."
    lub
    "jak nie posprzątasz to będzie bałagan, i jeśli ja będę musiała ten bałagan posprzątać, to nie będę miała już czasu na ...zrobienie coś fajnego...."

    U swojego dwulatka stosuję taki rodzaj tłumaczenia i widze że lepiej to działa.
    Np. Nie mówie: nie rzucaj autem, bo będzie kara / pojdziesz do kąta / pojdziesz do pokoju / bo nie
    Lecz: nie rzucaj autem, bo auto się wtedy połamie, a jak się połamie i będzie zespute trzeba będzie wyrzucić je do śmieci, nie będziesz mógł się nim już bawić, chyba nie chcesz zepsutego auta prawda.

    Podaje konsekwencje działania, a nie kare.

    Pozbieraj układanke, to będziemy mieli więcej miejsca na dywanie na klocki.
    A nie: pozbieraj układane, bo jak nie to kara.
    I w zasadzie też raczej nie: pozbieraj układanke, to będzie nagroda, bo nie chce wpaść w pułapkę nagród, w końcu zrobienie porządku po sobie to nie jest wyjątkowa zasługa tylko powinna być normalność.
  • 19.10.15, 10:56
    Dziękuję wszystkim za rady, moim zdaniem poświęcamy oboje z mężem synkowi dużo czasu, przytulam go często, bo oboje to uwielbiamy, ale pewnych rzeczy nie mogę przeskoczyć, np. tego, że młodsze dziecko mam po prostu mega absorbujące i wymagające ciszy podczas karmienia czy usypiania, a zasypia niestety tylko ze mną. Pozostały czas spędzam z synem, po prostu nie mam już ochoty bawić się we wspólne sprzątanie, ubieranie, rozbieranie, marzy mi się, żeby zrobił coś sam, bez nerwów, bez dyskutowania. Rzeczywiście zaczęłam do niego mówić jak do rekruta w wojsku, wczoraj usłyszałam, jak mówi do męża, żebym się wyprowadziła, a tato znajdzie lepszą żonę sad
  • 19.10.15, 11:51
    Często po pojawieniu się rodzeństwa starsze dzieci się uwsteczniają. Jest to normalne i jeśli zaspokoisz jego potrzebę minie szybciej.
  • 19.10.15, 12:06
    Jako, że też mam 5 latka i niektóre problemy pokrywają się z Twoimi pozwolę się odnieść. Wg mnie Twój syn jest na początku demoralizacji. Pomijam ju jakie okoliczności do tego doprowadziły. Teraz niestety przychodzi czas na silne oddziaływania naprawcze z Waszej strony (czyli rodziców). Wg. mnie "zdarta płyta" już nie pomoże. Podobnie jak różne "nalepki za dobre zachowania" itp podobne które często gęsto są doradzane a są w cięźkich przypadkach nic nie warte. Jesteś na etapie wydawania polecenia na które reakcją jest śmiech, wyjście z pokoju i machanie ręką (czyli olewka). Pozostaje tylko droga konsekwentnego łamania złych zachowań, kar (dotkliwych) i polityka zero tolerancji. Najpierw musisz go złamać niestety, przywrócić mu granice (bo widać ich nie czuje albo nie toleruje). Potem możesz nalepiać nalepki, luzować mu tu i tam ale granice muszą być utrzymane. Inaczej czarno to widzę, ale lepiej zobaczyć rzecz w czarnych barwach niż w różowych i obudzić się gdy będzie za późno z ręką w nocniku smile. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
  • 19.10.15, 12:37
    Pięciolatek zdemoralizowany? Daj przepis na to swoje łamanie. Jeśli kary dotkliwe nie poskutkują proponujesz przemoc fizyczną?
  • 19.10.15, 12:49
    Ciekawa jestem tego repertuaru dotkliwych kar, i tego co przewidujesz, jak i one nie podziałają.
  • 19.10.15, 13:44
    Pozostały czas spędzam z synem, po prostu nie mam już ochoty bawić się we wspólne sprzątanie, ubieranie, rozbieranie, marzy mi się, żeby zrobił coś sam, bez nerwów, bez dyskutowania.

    Rozumiem to doskonale. Jednak pewnych spraw nie przeskoczysz i sama zobaczysz, że jeśli zmniejszysz trochę wymagania to będzie lepiej. Co do ubierania to u nas jedyne co działało na pewnym etapie to perspektywa pojechania do przedszkola w piżamie/majtkach/na golasa. Oczywiście przed wejściem do przedszkola dawałam szansę ubrania się w samochodzie i tą szansę wykorzystywał.
    Sprzątałam sama albo zostawiałam bałagan niesprzątnięty. Raz mieliśmy awanturę o sprzątanie w pokoju syna. Chciał bym położyła się z nim na czytanie, a ja powiedziałam, że w zabałaganionym pokoju się nie położę. Jak ja zaczęłam sprzątać, to nie chciał mi pomagać. Więc powiedziałam, że w takim razie sprząta sam. W końcu sprzątnął, ale generalnie uważał, że to źli rodzice narzucili mu takie opresyjne obowiązki. Pięciolatki są jednak strasznie głupie, w swej pozornej mądrości i dużości. To jednak małe dzieciaki. Z perspektywy patrząc wydaje mi się, że może dało się to jakoś rozwiązać po dobroci. A może nie?
    Mój młodszy też był bardzo absorbujący, cyckoholik. Czasem udało mi się w czasie karmienia poczytać starszemu bajkę. Do usypiania często kładliśmy się wszyscy razem ze starszakiem. Natomiast dni, kiedy byliśmy zajęci czymś oprócz dzieci, np. wigilia, to była jazda bez trzymanki, starszy młodego budził jakby specjalnie, młody wrzeszczał...

  • 19.10.15, 12:00
    O kurcze...myslałam, że piszesz o moim 4-latku smile. Ma identyczne zagrania - ma coś odnieśc do pomieszczenia x to zaniesie do y, ma cos zrobić to najpierw musi cos innego albo cos mi powiedzieć, również kombinuje jak ominąć nakaz/zakaz za moimi plecami i tez ma ataki złości polegające na rzucaniu przedmiotami. No i oczywiście nie wykazuje skruchy. Staram się być elastyczne, nie stawiać sprawy na ostrzu noża jeżeli to tylko możliwe bo widzę że jak ma poczucie kontroli nad stytuacją to łatwiej mi osiągnąć to czego ja chcę. Np. jeśli na hasło idź umyć zęby reaguje odmową bo musi jeszcze poustawiać autka to zgadzam sie wyznaczając mu powiedzmy 5 minut dodatkowej zabawy. Potem przeważnie już nie ma problemu ze zrobieniem tego co ja chciałam a młody ma poczucie że stanęło "na jego". Oczywiście są sytuacje kiedy odpuścić nie mogę. Ostatnio wołał mnie z łazienki żebym mu podciągnęła majtki i spodnie z czym doskonale sam sobie radzi, ot taka fanaberia. Odmówiłam bo jest na tyle duży że musi zrozumieć, że mu zawsze chętnie pomogę we wszystkim z czym naprawdę nie może sobie poradzić ale nie może traktować mnie jak służącą i wyręczać się mną jak mu tylko przyjdzie ochota. Powiedziałam że jak dla mnie może sobie z gołym tyłkiem siedzieć w łazience. Po paru minutach przyszedł do pokoju na bajkę ale jednocześnie rżnął na podlogę wszystkie ręczniki jakie znalazł w łazience. Powiedziałam, że jeśli ich nie odniesie na miejsce to wyłaczę mu bajkę. Poszedł...mój błąd że nie sprawdziłam od razu gdzie on te ręczniki zaniósł bo porzucił je na podłodze w kuchni. No ale jak się zorientowałam było już po bajce. Cóź, taki los. Trzeba jakoś reagować na bieżąco, miliony razy powtarzać te same kwestie może w końcu dotrze.
  • 20.10.15, 09:56
    Z moim prawie 4-latkiem jest podobnie. Ciągłe dyskusje, powtarzanie wszystkie po 100 razy. On przecież ma na wszystko czas i może sobie rano dłubać patykiem w poduszce jak spieszymy się do przedszkola. A jak mu powiem, że skoro nie ma czasu się ubrać to chyba pójdzie goły to wtedy zaczyna się ryk i już nic nie dociera. Czasem już normalnie nie mam siły. Skąd na to wszystko brać cierpliwość?
  • 20.10.15, 17:28
    Obstawiałabym, wbrew pozorom, nie hardość, tylko dużą ambicję, lekką niepewność siebie i skłonność do wyrzutów sumienia. On moim zdaniem za bardzo się przejmuje tym, że nawalił, a nie za mało, i dlatego "zgrywa twardziela".
    Przy takim charakterze lepiej jest jak najwięcej ustalać na spokojnie, a w sytuacji konfliktu odwoływać się do wcześniejszych ustaleń, jak ognia wystrzegać się wszystkiego, co w nawet daleki sposób mogłoby się kojarzyć z ośmieszaniem i w ogóle traktować poważnie.
  • 20.10.15, 17:32
    Jest taka scena w "Nocach i dniach", kiedy Teresa każe swojej córce Sabinie przestać wyszywać, bo robi się ciemno. Dziewczynka mówi "Właśnie miałam kończyć" i szyje jeszcze przez chwilę, żeby pokazać, że to nie na polecenie matki przestaje, po czym przestaje.

    Moja córka jest trochę w tym typie i staram się polecenia wydawać możliwie rzadko i krótko, nie powtarzać ich, dopóki nie jestem pewna, że rzeczywiście zapomniała. Takie dzieci zrobią 100 razy więcej na zasadzie współpracy niż posłuszeństwa, a już w ogóle marnie reagują na polecenia wydawane publicznie.
  • 21.10.15, 12:09
    Czytałam gdzieś że z dzieckiem wieku 4-5 lat można się zacząć bawić na argumenty. Np jeśli jest notoryczny problem ze zdejmowaniem butów. Podejmujesz temat w neutralnej sytuacji. Siadacie nad kartką papieru i mówisz - zauważyłam, że uważasz że nie trzeba zdejmować butów jak się przychodzi do domu. Może masz rację. Przeanalizujmy to. Pdaj 5 (tyle ile ma lat) argumentów że masz rację. Ty podajesz swoje. Spisujecie na kartce i dyskutujecie, które są bardziej przekonujące. Ważne, żebyś czasem pozwoliła dziecku wygrać taką debatę o ile w danej sprawie możesz pojść na ustępstwa. To się powinno spodobać pięciolatkowi, który lubi dyskutować, uczy kultury dyskusji i tego że liczysz się z jego zdaniem i chcesz wysłuchać argumentów. Jednocześnie jeśli coś już wypracujecie wspólnie to staje się to zasadą do przestrzegania, chyba że obydwoje zechcecie temat jeszcze raz przedyskutować bo np. pojawiły się nowe okoliczności. Jednocześnie daj dziecku do zrozumienia że to jest jego 'wyższość' nad maluchem, który niezbyt może wyrazić swoje zdanie i właściwie nie ma prawa głosu, a on ma bo jest dużym i rozsądnym chłopcem.

    Myślę, że dając niemowlakowi drobne rzeczy do ust może bardziej być ciekawy co tak się naprawdę stanie niż zrobić jemu krzywdę. Przyłapałam mojego 3-latka na karmieniu 3-miesięczniaka parówką. Dobrze wiedział, że nie wolno i płakał długo, bo bał się że zrobił braciszkowi krzywdę (mały się rozpłakał jak mu tą parówkę wciskał). Tłumaczył potem że chciał tylko zobaczyć jak się je bez zębów. W ramach realizacji 'zainteresowań' pokazałam filmiki w necie i zaproponowałam jedzenie z wciągniętymi wargami (tak, że zasłaniają zęby). Dałam do zrozumienia że właśnie internet i bezpieczne doświadczenia są dobre do odpowiedzi na takie pytania. Mam nadzieję że zrozumiał smile
  • 21.10.15, 12:31
    Spodobała mi się ta gra w argumenty, spróbuję dzisiaj z moim siedmiolatkiem. smile
  • 11.01.16, 21:35
    Zgadzam się z moimi przedmówczyniami: konsekwencja w wychowaniu dziecka jest bardzo ważna. Na negatywne zachowania syna nie stosuj kar, lecz staraj się wyciągać konsekwencje bezpośrednio po tym zachowaniu, tak by chłopiec widział skutek tego zachowania. Bardzo dobre rozwiązanie proponowały Panie we wcześniejszych odpowiedziach. Jeżeli chłopiec nie chce posprzątać zabawek, lub wynieść ich do innego pokoju niech nie robi Pani tego za niego. Większe skutki przyniesie zdanie ukazujące konsekwencje tego zachowania np., że nie będzie miał miejsca na rozpoczęcie nowej aktywności.
    Zamiast nakazu proponowałabym, przygotować dziecko na to, że zbliża się pora kąpania oraz żeby powoli kończył czynność, którą się zajmuje. Należy dać dziecku czas, by załatwiło wszystkie ważne dla niego sprawy, a jednocześnie nie narażać siebie na utratę autorytetu poprzez odchodzenie od własnego zdania.
    Jeżeli chodzi o to, czy należy wdawać się z dzieckiem w dyskusje raczej proponowałabym, argumentować swoje polecenie, o ile jest to konieczne. Nie należy traktować dziecka jako ?małego dorosłego?, ale warto pamiętać, że dzieci bardzo dużo potrafią zrozumieć. Bardzo ważną rzeczą w wychowaniu jest wyrobienie autorytetu. Jeżeli dziecko będzie traktowało osobę dorosłą za swojego przewodnika nie będzie chciało podważać jego zdania.
    O emocjach, również tych negatywnych warto z dzieckiem rozmawiać, zapytać o ich przyczynę. Nawet jeżeli dziecko wyładowuje emocje poprzez uderzenie pięścią w stół nie należy wycofywać się z wydawania poleceń.
    Bardzo prawdopodobne jest to, że Pański syn potrzebuje stałej uwagi. Chce ją zdobyć nawet kosztem negatywnych zachowań, gdyż wie, że to wzbudzi Pani zainteresowanie i skupi się Pani na nim a nie na młodszym rodzeństwie. Jeżeli chodzi o lekceważenie kiedy Pani ma coś do powiedzenia, warto przykucnąć naprzeciwko dziecka, złapać je za rączki i prostym językiem wyrazić swoje oczekiwania.
    Polecam Pani krótki artykuł psychologa i pedagoga Pani Doroty Kaliciak. Dowie się Pani z niego jak postępować z dzieckiem zbuntowanym, reagującym na komunikaty złością, a także do czego może doprowadzić tłumienie złości u dziecka. Poniżej podaje link do artykuł.
    tatawtarapatach.com/zlosc-u-dziecka-czy-mozna-na-nia-pozwalac/
  • 14.01.16, 23:10
    Z zainteresowaniem przeczytałam ten wątek, bo u nas występuje podobna sytuacja. Syn ma 6 lat, i mamy 5 mcznego bobasa. Wygląda mi to na pewnego rodzaju zazdrość, niestety, młody potrafi być "upierdliwy" do granic, jeśli chodzi o młodszą siostrę, takie kochanie jej na siłę. Niby nic nie robi, ale wisi na niej, dotyka, wkłada palce do buzi, ciągle przytula. Wiem, że ją kocha, ale nie wiem, czy mu tego ciągle zabraniać, czy pozwalać. ech... Tłumaczę, że ma być delikatny, ale jakoś nie dociera.
    To samo ze sprzątaniem, choć po ostatniej rozmowie, jakoś posprzątał pokój, najpierw sam, a potem ja jeszcze pomogłam i o dziwo odnosi zabawki do pokoju.
    Niestety też rzuca hasło, że o rozśmieszam, jak o coś proszę, czy krzyczę, bo już argumentów brakuje.
    Chyba widzę w tym dużo mojej winy, bo za często odpuszczałam, dla "świętego spokoju".
    Niestety dzisiaj byłam na dywaniku u pani dyrektor w szkole i przemyślałam to i owo. Postanowiłam być konsekwentna. Choć w perspektywie tej zazdrości o siostrę, boję się, żeby znów czegoś nie zepsuć, bo jak mu będę ciągle zabraniała, to wyniknie w tego coś mało dobrego sad Czasami myślę, że każdej mamie przydałby się jakiś kurs jak postępować w danych sytuacjach wink
  • 15.01.16, 08:33
    >"upierdliwy" do granic, jeśli chodzi o młodszą siostrę, takie kochanie jej na siłę.

    A siostrze to przeszkadza? Jak nie, to daj im spokój, widocznie krzywdy jej nie robi.

    >jak o coś proszę, czy krzyczę, bo już argumentów brakuje.

    Po co się przerzucasz na argumenty; mówisz, że coś ma być zrobione i bez dyskusji. I przy okazji zastanów się, czy nie tworzysz zasad bez sensu; jeżeli on się dobrze bawi, a ty mu każesz NATYCHMIAST np. umyć zęby, to nic dziwnego, że się broni. Niech skończy zabawę, nic się nie stanie, jeżeli zrobi to, co ma zrobić 10 minut czy pół godziny później. A w przyszłości po prostu mu mów: dzisiaj chciałabym, żebyś zrobił to i to, wolisz to zrobić przed obiadem czy po? Będzie miał więcej czasu na przygotowanie się.

    Z jakiego powodu trafiłaś na dywanik u dyrektor?

    >Postanowiłam być konsekwentna

    Bez sensu, właśnie teraz powinnaś zrozumieć, że jest zazdrosny o siostrę, i próbować mu ułatwić życie. Nie zakazywać np. tego przytulania, skoro siostrze nie przeszkadza, spędzać z nim więcej czasu itp.
  • 15.01.16, 12:37
    Przypuszczam, że siostrze przeszkadza. U mnie przynajmniej tak jest. 4-latek zakochałby półroczniaka na śmierć. Jak tylko wróci z przedszkola, to potrafi do pokoju swojego nie wejść do wieczora tylko ciągle bratem się "zajmować". A brat potrzebuje trochę mniej bodźców i się denerwuje. Najbardziej mnie wkurza, że zostawię niemowlaka na kocyku, jakimś cudem się zabawi sam i jest chwila spokoju to zaraz przychodzi starszak, żeby na tym kocyku poleżeć z nim i za 3 min jest ryk i po spokoju. Ale muszę też być sprawiedliwa, że np. rano w weekend jak niemowlak jest wyspany i chętny do zabawy to starszak potrafi się tak nim "zająć" że mamy jeszcze dobre 30-40 min półsnu do dyspozycji. Tyle, że jak on wraca z przedszkola po 16.00 to niemowlak jest już na rezerwie bateryjnej i wiele rzeczy łatwo go drażni.
    Staram się jednak jak najmniej ingerować. Starszak nie chce źle. Tłumaczę jak to jest z diziusiem, ale trudno wymagać, żeby miał takie wyczucie kiedy co mu podpasuje. Nawet nie jednen dorosły nie potrafi tego zrozumieć i jak mi jedna z drugą ciotka głupie miny zaczyna stroić do malucha, który sobie spokojnie leży. Więc dopóki młodszemu się krzywda nie dzieje to zapominam o spokoju, stoję z boku, instruuję starszaka jak może to zrobić lepiej i trudno. Grunt że się kochają i robią to z miłości nie ze złości. W duchu wiem, że za rok, to mu się młodszy za te gilgotki tak odwinie, że bez problemu starszak zrozumie, że to mu nie pasi wink
  • 08.06.16, 16:07
    Wracam tu po czasie, bo wreszcie przeczytałam książkę poleconą przez jedną z dziewczyn tutaj - "Rodzeństwo bez rywalizacji" - i chciałam się podzielić opinią. Mianowicie, super smile Konkretne porady, co robić czego unikać, żeby nie zaogniać konfliktów między dziećmi a wręcz im zapobiegać. Teraz szukam "Jak mówić żeby dzieci słuchały. Jak słuchać żeby dzieci mówiły" tych samych autorek (Faber, Mazlish) - myślę że może pomóc w dogadywaniu się z charakternym potomstwem.
  • 08.06.16, 16:08
    btw, jeśli ktoś już to czytał, co sądzicie? podzielcie się
  • 08.06.16, 20:08
    Napisałam do Ciebie kattarynnko w innym wątku, ale tu odpowiem bardziej na tematwink No więc bardzo mi się ta książka podobała ostatecznie, choć na początku trochę mnie raziło takie "amerykańskie podejście", jak ja to nazywam - ćwiczenia do wykonania, komiksy itd. Stwierdziłam, że wolę trochę mniej praktyczne podejście, a bardziej informujące, ale i tak w końcu się wciągnęłam. Ćwiczeń nie robiłam, ale co ciekawe komiksy mi bardzo zostały w głowie smile Tak więc polecam, im więcej przeczytasz, tym bardziej Twoje (tylko trzeba czytać spójne i wartościowe rzeczy, żeby się nie skołować od pseudoekspertów).
  • 27.04.17, 11:35
    Witam!
    Wychowanie dziecka, które próbuje się buntować jest ciężką rzeczą dla rodziców jak i dla osób, które mają do czynienia z takim dzieckiem. Ważne jest, aby opiekunowie nie ulegali dziecku. Byli konsekwentni i wytrwali w swoim postanowieniu, że nie dadzą się zmanipulować i uleć swojej pociesze. Dla dziecka jest to na pewno także ciężki okres. Dziecko w wieku 5 lat już powinien wszystko rozumieć i słuchać się rodzica. Rodzic powinien wyciągać konsekwencję kiedy dziecko postępuję źle. Jeśli chodzi o kary- powinien ich nie stosować. Kiedy dziecko nie słuchało się Pani w przedstawionych wyżej sytuacjach najlepiej dziecku wszystko tłumaczyć, dawać mu komunikaty związane np. ile czasu ma na sprzątanie swojego pokoju, czy za ile minut będzie chciał go opiekun wykąpać, żeby dziecko miało czasu się do tej czynności przygotować. Dziecko, gdy okazuje negatywne emocje w stosunku do opiekuna tak jak Pani wspomina: uderza ręką w stół czy czymś rzuca- należy mu zwrócić uwagę i pokazać dziecku, że takie zachowanie nam się nie podoba. Jeżeli chodzi o kwestię wkładania drobnych przedmiotów do ust niemowlakowi czy upartością dziecka. Może warto się zastanowić czy po prostu dziecko nie próbuję zwrócić takim zachowaniem uwagi na siebie, czy nie okazuję w ten oto sposób swojej zazdrości wobec młodszego dziecka. Polecam książkę z którą w wolnej chwili można się zapoznać Zofii Aleksandry Żuczkowskiej, pt. " Dialog zamiast kar"
    Powodzenia! smile

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.