Dodaj do ulubionych

Brak sił, pomysłów. Jak postepować? 5 lat, awantur

15.10.16, 12:18
Córka 5 lat. Wrażliwa i " dajaca sie we znaki od pierwszej doby w szpitalu". Obecnie w naszych relacjach nastal kryzys, jest mi trudno szukam rozwiazania dobrego dla nas obu. Młoda robi awantury " o wszystko". Jestem tak zmeczona psychicznie, ze nie moge nawet poukladac mysli, postaram sie wszystko opisac jak najdokladniej, przytocze sytuacje z ostatnich trzech dni.
Codziennie rano przed przedszkolem awantura, ze Z jest nie wygodnie. Zdecydowanie jest nadwrazliwa na dotyk, ale nie dziala w jej przypadku nic. spodnie ktore sa wygodne w poniedzialek we srode juz nie. Kupilysmy buty, razem wybieralysmy , takie zeby, byly wygodne. # razy zalozyla juz pozniej twierdzi, ze sa nie wygodne. Sytuacja z dzisiejszego ranka. Z miala obiecane wczoraj ze bedzie mogla chwile pograc na tablecie wiec gdy rano wstala odrazu sie upomniala ( spoko mysle sobie, jest sobota wolne, pogra 20 min i bedzie ok). Od jakiegos czasu pomagam jej sie ubierac do przedszkola z nadzieja, ze w ten sposob nie bedzie awantur. Dzis tez tak bylo, zalozylysmy galoty i getry. Pytam : - Z . Wygodnie? Z. odp. tak. MOwie, oooo to te same których kilka dni temu nie chcialas zalozyc bo byly nie wygodne. Z. konczy grac idzie rysowac, slysze syrene na caly glos: nie wygodnie mi w tych spodniach!!!! wszystko zdziera z siebie i rozrzuca gdzie popadnie. Mowie, ze trzeba zalozyc galoty i spodnie bo w domu chodzimy ubrani. Z. odp. krotko : -NIEEE!!! powtarzam idz do pokoju i sie ubierz albo z gola pupa mozesz zostac w lozku. Z. NIEE i dalej, ze na cala pare ile tchu w plucach, ze nie zalozy, powtarzam spokojnie opanowana jak zdarta plyta, mowie, ze widze , ze jest zdenerwowana, ze porozmawiamy jak opadna emocje, ze moge jej pomoc sie uspokoic, a na nia to wszystko jak plachta na byka. Nie reaguje wiec, zaczyna biegac po pokoju jak rozwscieczona malpla nagle podbiega do mlodszej siostry ( 8 m-cy pewnie tu tkwi przyczyna) i podstawia jej swoj goly zadek pod twarz!!! zdenerwowalam sie i podniesionym i stawnowczym tonem powiedzialam, zeby poszla do pokoju. Nie chciala, zaprowadzilam ja sila ( balam sie ze moze cos zrobic glupiego) powiedzialam, ze tu moze krzyczec, tu moze robic co chce, dalam kartke papieru zeby sie "wyzloscila". Przeszlo. Wola i pyta czy moze zejsc. Mowie, ze jesli jest ubrana to tak. zeszla w samych galotach i koszulce. Powiedzialam, ze jeszcze spodnie. Poszla wziela spodnie i manifestujac swoja zlosc wlozyla dwie nogi do jednej nogawki. i Tak schodzila po schodach. Poprosilam by sie zlosliwe nie zachowywala, by zdjela spodnie i zalozyla na dole, bo inaczej moze spasc ze schodow. zeszla zalozyla koloruje dalej. pytam chcesz kakao , cisza, pytam drugi raz, pytam, trzeci nic. Mysle sobie to nie trudno. albo nie slyszy albo nie chce. pytam chcesz cukierka? chce mowi. OO mowie slyszysz, pytalam wczesniej o kakao nie odp. a slyszalas? tak slyszalam ok mysle , mowie ze nie mam cukierka, ze sprawdzalam czy slyszy dobrze. nagle, mowi, ze slyszala i ze chce kakao, mowie ok zaraz zrobie skoncze tylko czyscic warzywa podchodzi i znowu syrena : zrobi mi kakao bo chce mi sie pic!! mowie ze jok, jak skoncze podaje wode w kubku i mowie, zeby sie napila a ja zaraz zrobie. Ona ze chce kakao mowie ok za chwile, drze sie zeby robila teraz, zaczyna szarpac, prosze, zeby przestala szarpie i uderza. Ja peklam po tygodniu awantur nie daje rady, wydarlam sie , poprostu nie wytrzymalam.... zlapalam za reke i krzyczalam, ze chce zeby poszla do siebie do pokoju ( serce mi pekalo gdy sie darlam, ale czulam sie tak beznadziejnie bezradna) zaczela plakac, ze przeprasza a ja tylko powtarzalam do pokoju!!! do pokoju!!! ( z bolem serca sie przyznaje ze yez krzyczalam iile sil w plucach) nie wiedzialam co robic sil mi nie starczalo. Peklam poplakalam sie juz tych emocji bylo, jest we mnie zawiele. To sytuacja z dzisiejszego ranka. takich sytuacji jest po 3 dziennie. Codziennie jestem testowana do granic mozliwosci. Z. jest nieugieta. Ostatnio niemal nie doszlo do tragedii, caly czas mam to wydarzenie w pamieci i dlatego czuje jeszcze wieksza bezradnosc, jeszcze wieksza presje " zrobienia czegos z tymi awanturami". Wracalysmy z przedszkola Z. ze chce zabawke mowie jej, ze dzis nie, nie mam kasy, ze ostatnio miala kupiona, ze ma duzo zabawek, ze ich nie sprzata wiec z kolejna bedzie trudnie. Napoczatku udawalo mi sie odwracac uwage on mawila, ze nie ja skakalam i mowilam o niie nie nie i robilam smieszne miny Z . sie smiala, jak minelysmy sklep ona zaczela sie do niego wracac. Ja cierpliwie mowie, ze czekam, ze zaraz przyjdzie do niej kolezanka i ze w koncu sie spoznimy, ona dalej stoi zapiera sie i placze. Ludzie spogladaj czy wszystko ok. Placze dalej nie ustepuje. To ja mowie, ze dzwonie do kolezanki, zeby nie przychodzila, bo nie dojdziemy na czas, jeszcze gorszy ryk. Glowa mi zaczyna pekac. Lapie zareke, robi sie zimno i mowie, ze idziemy. Zblizamy sie do skrzyzowania, zaczyna sie szarpac ze strachu ze sie wyszarpie i wyleci na ulice puscilam wozek i zlapalam dwoma rekami Z. w tym czasie doslownie w sek. wozek zjechal na ulice , na szczescie samochody staly bylo to tuz za przejsciem, ale co ja przezylam to tylko ja wiem, nie zwazajac na Z. i jej emocje pociagnelam ja bez slow i poszlam. Za skrzyzowaniem, tlumacze ( zupelnie nie wiedzac jak sie zachowac) ze tak nie mozna na ulicy sie zachowywac , ze to nie bezpieczne i mowie ze wozek wyjechal na ulice ( nie obwiniajac) Z obraca syt. w zart i mowi mamao a jakby W. zjechala i snuje jakies niby smieszne scenarjusz ( juz nie pamietam) w kazdym razie ja mowie, Z. gdyby tak bylo to by jej nie bylo... pekam lzy mi sie pojawiaja. Z krzyczy ze to przez nia ze jej nie kocham, kucam przytulam mowie, ze kocham zawze ale ze nie mozna tak sie zachowywac, ze ja tez nie powinnam puszczac wozka. tak w kolko i wkolko jestem testowana nie mam juz sil. Wiem, ze to pewnie przez siostre, ze przedszkole ( nigdy nie chce isc do przedszkola ale juz pozniej jak w nim jest mowi, ze bylo fajnie czasami, prosi zeby odebrac ja pozniej jak zawczesnie przyjdziemy, ale jak wychodzi z domu to prosi o to by jak najwczesniej) Siostre kocha nigdy jej krzywdy raczej celowo ot tak robic nie zamiezala. Czasami w ataku manifestujac zlosc jej cos wyrwie, ale gdy tylko mloda sie uderzy Z. placze ze jej sie cos stalo. Z. Jest niesamowicie wrazliwa wiem ze w przedszkolu tlumi emocje i musi odreagowac. Poswiecam jej czas, ale niestety czesto z mlodsza na brzuchu ( tez wymagajaca ) w miare mozliwosci staram sie o czas sam na sam. ale nigdy juz go nie bedzie tyle ile wczesniej. Juz jej przypielam late trudnego dziecka kocham ja ale jest mi tak mega ciezko, nie chce sie drzec nie chce grozic ale czasami takich sytuacji jest kilka dziennie. nie ma dnia spokojnego, nie mam. Wymiekam juz. dodatkowo jak jest w domu to ciagle gdzies obok, caly czas jest jej pelno i ja to jestem w stanie zrozumiec ze chce byc blisko i bawic sie miedzy nami, ale ja nie mam czasu sie zrehabilitowac. Nad mlodsza staram sie nie cwierkac jak jest starsza, raczej korzystam z czasu gdy starsza jest w przedszkolu, by nacieszyc sie tez mlodsza. Boze nie pamietam zadnych buntow dwulatka ale to co jest teraz to jakas masakra. tesknie za moim dawnym dzieckiem, boje sie ze juz wszystko jest zaprzepaszczone, chce sie cieszyc moim macierzynstwem, a jestem w kropce, wiem, ze nie zawsze jest lekko zdaje sobie sprawe ale az tak?? dawanie wyboru tez na nic sie zdaje Z. zawsze wymysla trzecia opcje i dopóki nie doporowadzi mnie do kresu wytrzymalosci to przy niej przystaje. Np. wracamy z przedszkola dwa dni temu Z. mowi ze nie zalozy kurtki bo jest gruba i bedzie z niej sie kazdy smial ( uprzedzam nigdy nie mowilam, zrob cos bo inni, a inni to tak ...nie wiem skad to sie wzielo). wiec ja na to ok, wyjdzie zobaczy ze zimmno zalozy. wychodzimy mija 5 min z. Ze jej zimno, ale tej kurtki nie zalozy, mowie ok, ale pamietaj ze bedzie Ci zimno i sie mozesz rozchorowac , ona na to, ze jej zimno i zebym (juz z krzykiem) cos z tym zrobila, mowie zaloz kur
Edytor zaawansowany
  • madamwz 15.10.16, 12:29
    kurtke ona ze chce inna, ja ( juz tez lekko zdenerwowany) glos ze nie ma innej, ze nie jestem czarodziejka i nie wyczaruje, siada, ze ona nigdzie nie idzie, mowie ok, ja poczekam znowu sie zaczynaja gapie, podchodze i mowie ze ma 3 sek. zeby zalozyc kurtke i ze idziemy do domu do zandnego sklepu nie zachodzimy ( mialysmy zajsc) Z. w ryk ze przeprasza, przechodzimy skrzyzowanie nagle z. szczesliwa w kurtce wygodnie wszystko gra ( bylam wtedy sama, bez mlodszej).
    I wlasnie z tymi ubraniami czesto jest tak zaklada cos - awantura ze nie wygodnie, staram sie tlumaczyc ze przez chwile, ze zaraz wszystko minie nieraz przetrwa, nieraz sie rzuca. Gdy wyjdzie za drzwi domu zazwyczaj jest juz jej wygodnie, pytam Z. juz ok? ona, ze tak wiec tlumacze, ze to przez chwile, a rano znowu powtórka. Zakladamy tylko getry lub nieco grubsze getry, zadnych jeansow, spodnie dresowe tez sa zle bo przeszkadza jej jak sie "majtaja" a co dziwne, Z. jest szczupla czesto portki jej spadaja i na to nigdy sie nie uskarza potrafi chodzic w osunietych portkach jakgdyby nigdy nic. Bylysmy na diagnozie SI, wyszly zaburzenia z rownowaga, dotykowych terapeutka nie zauwazyla z wlasnego wywiadu. Nie mam gdzie chodzic z nia na zajecia bo najblizej mam 30 km, i to troche utrudnia sprawe. Przepraszam za chaos ale rycze i nie moge pozbierac mysli , zazwyczaj po takich akcjach probuje sie zdystansowac posmiac, gdy udaje mi sie zachowac "twarz" mysle optymistycznie, ze i ja sie wytpracuje, no ale kurde czasami mam wrazenie ze sie tylko oszukuje i na nic to wszystko...
  • verdana 15.10.16, 16:06
    Pierwsze co sie wyłania z Twojej historii, to stałe kłótnie dwojga dzieci - tylko Twoja córka ma 5 lat, a Ty powinnaś być dorosła. Gdy wszystko jest w miarę w porządku, Ty zaczynasz udowadniać córce, że była wcześniej niegrzeczna, że z ubraniem jest Ok, wiec i wcześniej musiało być, że cukierka żadnego nie ma, tylko ją "sprawdzałaś", odwołujesz spotkanie z koleżanką... Po co? To raz. Dwa - za dużo tłumaczysz - wystarczy czasem powiedzieć "nie", a nie nakręcać dziecko tłumaczeniem, dlaczego nie kupisz zabawki - i także prowokować do dyskusji. Trzy - jesteś zmęczona, nie masz czasu na odpoczynek i to jest fatalne, ale absolutnie nie jest winą Twojej córki. Pora byłaby zastanowić się, jak wygospodarować choć jedno popołudnie w tygodniu dla Ciebie. Podejrzewam,z ę po wizycie w kinie, samotnym spacerze czy kawie z przyjaciółką córka okazałaby sie o wiele grzeczniejsza.
    No i cztery, chyba najważniejsze. Ty nie wierzysz córce. Gdy mówi,że jej niewygodnie, prawdopodobnie rzeczywiście w danym momencie tak jest. Drażni ja nie tylko ubranie, ale też to, że nikt jej nie wierzy. Spróbuj, serio, ubrać sie w gryzący sweter, za ciasne spodnie i przeżyć tak w dobrym humorze jeden dzień. Wydaje sie, ze jednak trzeba by poszukać pomocy na nadwrażliwość córki.
  • e-kasia27 16.10.16, 02:32


    Ja mam wrażenie, że ty sama te awantury prowokujesz. Po co?
    Dlaczego nie pozwalasz jej o niczym decydować?
    Dlaczego uważasz, że dziecko ma robić na rozkaz, to co ty chcesz aby w danym momencie zrobiła?
    Jeśli tak postępujesz, to nic dziwnego, że ona się buntuje i robi ci na złość, każdy inteligentny człowiek by tak robił, bo nikt nie lubi, aby inni nim rządzili w każdej sekundzie.


    madamwz napisał(a):


    > Dzis tez tak bylo, zalozylysmy galoty i getry. Pytam : - Z . Wygodnie?


    Po co pytasz??
    Takie pytanie wkurza i prowokuje. Założyła, to założyła, nie rób z tego problemu, nie przypominaj, że można się o to poawanturować, nie przypominaj, że to może być niewygodne.


    Z. od
    > p. tak. MOwie, oooo to te same których kilka dni temu nie chcialas zalozyc bo
    > byly nie wygodne.

    No, a tu, to już zagranie poniżej pasa z twojej strony.
    Przeszłaś do jawnej wojny zaczepnej.
    Zrobiłaś baaaaardzo złośliwą uwagę.
    Najspokojniejszego człowieka byś taką uwagą wyprowadziła z równowagi.
    Sprowokowałaś awanturę. Wojna zawisła w powietrzu.

    Z. konczy grac idzie rysowac, slysze syrene na caly glos: nie
    > wygodnie mi w tych spodniach!!!! wszystko zdziera z siebie i rozrzuca gdzie po
    > padnie.


    No i masz skutek. Wojna wybuchła.
    Tylko dlaczego winisz za to dziecko??
    To ty wypowiedziałaś wojnę.



    Mowie, ze trzeba zalozyc galoty i spodnie bo w domu chodzimy ubrani.

    No i ciągniesz tę wojnę dalej....
    Co ci to przeszkadza, że chodzi goła?
    A niby czemu w domu trzeba chodzić ubranym?
    Przecież ona wyraźnie robi to na złość, aby się przeciwstawić, postawić na swoim, tak samo, jak ty chcesz postawić na swoim. Sądzę, że nawet nie ma żadnej nadwrażliwości, że to tylko wyuczone zachowanie, aby się zemścić, za to, że nie pozwalasz o niczym decydować.


    Z.
    > odp. krotko : -NIEEE!!! powtarzam idz do pokoju i sie ubierz albo z gola pupa
    > mozesz zostac w lozku. Z. NIEE i dalej, ze na cala pare ile tchu w plucach, ze
    > nie zalozy, powtarzam spokojnie opanowana jak zdarta plyta, mowie, ze widze , z
    > e jest zdenerwowana, ze porozmawiamy jak opadna emocje, ze moge jej pomoc sie u
    > spokoic, a na nia to wszystko jak plachta na byka.


    Najpierw sprowokowałaś awanturę złośliwym dogadywaniem, a potem zwalasz winę na dziecko, wmawiasz jej, że to jej wina, że się zdenerwowała i niby to wspaniałomyślnie chcesz jej pomagać się uspokajać?
    I jeszcze się dziwisz, że takie twoje zachowanie działa na nią, jak płachta na byka??
    Nic dziwnego, że wymyśla nowy sposób na to, aby zrobić ci na złość:


    Nie reaguje wiec, zaczyna bi
    > egac po pokoju jak rozwscieczona malpla nagle podbiega do mlodszej siostry ( 8
    > m-cy pewnie tu tkwi przyczyna) i podstawia jej swoj goly zadek pod twarz!!!

    Weź się za siebie, bo jeśli nadal tak będziesz dziecko frustrować, to kiedyś możesz ją sprowokować do tego, że zrobi coś, co może się źle skończyć, dla niej, albo dla młodszej siostry i to będzie twoja wina, nie dziecka.



    zde
    > nerwowalam sie i podniesionym i stawnowczym tonem powiedzialam, zeby poszla do
    > pokoju. Nie chciala, zaprowadzilam ja sila ( balam sie ze moze cos zrobic glupi
    > ego) powiedzialam, ze tu moze krzyczec, tu moze robic co chce, dalam kartke pap
    > ieru zeby sie "wyzloscila". Przeszlo.

    Przeszło, bo ona wie, że nie ma szans z tobą wygrać, jej zachowanie to tylko wyraz bezsilności w tej wojnie, którą z nią toczysz. Zawsze w końcu przecież użyjesz siły fizycznej i ją zmusisz, ale to będzie działało tylko teraz. Jak urośnie, wtedy już nic nie zrobisz na siłę.


    Wola i pyta czy moze zejsc. Mowie, ze je
    > sli jest ubrana to tak. zeszla w samych galotach i koszulce. Powiedzialam, ze j
    > eszcze spodnie.Poszla wziela spodnie i manifestujac swoja zlosc wlozyla dwie n
    > ogi do jednej nogawki. i Tak schodzila po schodach. Poprosilam by sie zlosliwe
    > nie zachowywala, by zdjela spodnie i zalozyla na dole, bo inaczej moze spasc ze
    > schodow.

    Dziwisz się, że dziecko manifestuje swoją złość??
    Powiedz, jaka była twoja matka?
    Czy też była taka dla ciebie, jaka ty jesteś teraz dla swojej córki?
    Czy kochasz swoją córkę?
    Dlaczego zachowujesz się wobec niej tak, jakbyś ją nienawidziła?

  • morekac 16.10.16, 05:28
    Z pewnością już ktoś to napisał, ale też zapytam: wiedząc, że masz dość trudne dziecko, sama podgrzewasz atmosferę i prowokujesz awantury. Po jaką cholerę to robisz?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • kanna 16.10.16, 13:55
    Dobry psycholog. Dla Ciebie, BEZ dziecka. Zrozumiesz, po co prowokujesz różne zachowania córki i nauczysz się adekwatnych sposobów na stawianie granic i komuniakcję.

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • yoma 16.10.16, 15:35
    Z tym cukierkiem to już zagrałaś poniżej pasa.

    --
    Na zawsze zrazem!
  • madamwz 16.10.16, 17:09
    Wszystkim Wam dziękuję za odzew. Dziękuję za to że ktoś z boku utwierdza mnie w tym co w głębi duszy czuje a czego sama nie potrafię przerwać. Na swoją obronę mogę powiedzieć tylko tyle, że nie jest tak od zawsze a zaczęło się pomału od jakiegoś roku z kawałkiem nadzieję jednak rozkręcić się kiedy urodziła się młodsza. Ja wiem co jest przyczyną i dzięki Wam szukam rozwiązania. Jestem zwyczajnie przemęczona. Od 5 lat nie wyszłam nigdzie sama na dłużej niż 3 h
    A jak już wychodziłem to i tak cała spieta bo nigdy nie miałam nikogo komu z pełnym zaufaniem mogłam zostawić dziecko. córka była płaczliwa usypiala tylko ze mną więc wracałam szybko by nie płakała. Przyzwyczaiłem męża do tego że to ja się zajmuje dzieckiem. Do czasu pojawienia się drugiej cory to ja wszystko robiłam z Z. Dopóki była ona jedna nie było tak źle dawałam radę teraz już nie mam widocznie tej energii. Muszę zrobić coś dla siebie by relacje z moim dzieckiem naprawić, odzyskać to co zburzylam. Nie zawsze tak było zawsze byłam pełna miłości i zrozumienia nagle wkradł się zmęczenie i chyba chęć zadania o siebie, co wydaje mi się że wypieram i dodatkowo utwierdzam się tym, że nie mam z kim zostawić dzieci. Dziś postanowiłam, że poszukam.nianki na kilka godz w tyg, żeby chociaż moc wyjść na zakupy wtedy kiedy MI będzie pasowalo a nie wtedy kiedy trafi się taka możliwość. Taka podjęłam decyzję ale cały czas świta mi w głowie myśl czy teściowa się nie obrazi że nie z nią zostawiam. A ja nie lubię z nią zostawiać bo starszej nie poświęci czasu tylko włączy tv nad młodsza będzie gugac i później narzucać mi swoje zasady. To właśnie cała ja myślę o wszystkich a nie o sobie. Nie potrafię tego przerwać. Biorę na siebie zbyt wiele. Z mężem też nie chcę na długo zostawiać bo on z tych mało cierpliwych wiecznie zapracowanych i zwyczajnie się...tym stresuje. Problem jest jeszcze w tym że ja nie umiem zostawić dzieci. Ktoś zadał pytanie czy kocham swoją córkę? codziennie myślę o tym czy uda mi się wychować ja na silna i pewna siebie radosnego człowieka. Jest to moje największe marzenie by miała inne życie niż ja. Mnie życie emocjonalnie doświadczylo przeoralo równo. Całe czas próbowałam być twarda wszystkiemu podołać udowodnić sobie i innym. Polega
  • madamwz 16.10.16, 17:17
    Poleglam na najważniejszym wyzwaniu. Idę na terapię by odzyskać i zawalczyć o miłość córki, o swoje i jej życie. Dziękuję dziewczyny bo to dzięki Wam mam nadzieję że mi się uda. Ktoś pytał o matkę, jej w moim życiu zabrakło zmarła niemalże na moich oczach gdy miałam 12 lat. To co ja teraz robię z moim dzieckiem to z jednej strony kochająca ciepła i wyrozumiali matka jaka bym sobie dla nich życzyla z drugiej strony w tych najgorszych momentach widzę swojego ojca, który się na mnie wyrzywal i też miał dwa oblicza. To mnie przeraża. Mam nadzieję że nie wszystko stracone i że mi się uda, że nie jest za późno. Tak łatwo wszystko można stracić.
  • kanna 16.10.16, 22:53
    >Dziś postanowiłam, że poszukam.nianki na kilka godz w tyg, żeby chociaż moc wyjść na zakupy

    Super poczatek smile Dasz radę.

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • e-kasia27 17.10.16, 10:42
    Jeśli zdajesz sobie sprawę z tego, że źle robisz i że powielasz zachowania ojca, to już połowę sukcesu masz w kieszeni.
    Idź na terapię, znajdź dobrego psychologa i działaj.
    Powodzenia, na pewno dasz radę wszystko poukładać.
  • madamwz 18.10.16, 11:24
    Dzięki. Na niczym tak mi nie zależy więc musi się udać.
  • ochra 18.10.16, 23:26
    Ja się bardzo dziwię tym zarzutom pod twoim adresem, nie widzę żebyś była zbyt autorytarna czy wymagająca. Ja rozumiem jak się czujesz, też mam trudne, uparte, słabo współpracujące dziecko, takie było, jest i będzie, drugie dziecko jest zupełnie inne.
    Widać, że Twoja córka jest okropnie sfrustrowana, myślę że trafnie obstawiasz zazdrość o Malucha. Dla mnie te histerie z ubieraniem i jedzeniem, to tylko pretekst, żeby dać upust złym emocjom towarzyszącym pojawieniu się drugiego dziecka, rozpaczliwy sposób na przyciągnięcie Twojej uwagi. Czy córka nie mówiła Ci nigdy że wolałaby zostać z Wami w domu zamiast iść do przedszkola? Może przez jakiś czas mogłabyś odbierać ją wcześniej żeby mogła spędzić więcej czasu z Wami?
    U nas przez jakiś czas bardzo dobrze sprawdzał się system nagradzania dobrego zachowania 'słoneczkami' czy 'uśmieszkami'. Różnica w zachowaniu była ogromna, tam gdzie wcześniej ' strzelała focha' w momencie kiedy pamiętała, że jest nagroda w postaci słoneczka ( albo brak nagrody) nagle wszystko udawało się załatwić bez problemu.
    Ja miałam też ten komfort, że mogłam zostawić czasem Młodszego pod opieką babci i zająć się córką, poświęcanie jej czasu na wyłączność było dla mnie bardzo ważne. Teraz ma prawie siedem lat, nadal są pewne problemy, ale myślę, że dogadujemy się coraz lepiej.


  • morekac 18.10.16, 23:35
    >, nie widzę żebyś była zbyt autorytarna czy wymagająca

    A były takie zarzuty? Główny zarzut to to droczenie się z małą i prowokowanie awanturek.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • madamwz 22.10.16, 19:38
    Jak by nie było ja czułam się z tym źle i nie wiedziałam gdzie tkwi problem. sama się z tym męczył. Dziś nad tym pracuje. Wiele rzeczy zaczyna składać mi się do kupy, wiele rzeczy wychodzi sprzed lat, nie jest łatwo i wiem że nie będzie ale muszę zawalczyć o szczęście moich dzieci

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka