Dodaj do ulubionych

11 latek doprowadza mnie do furii

28.02.19, 21:28
Poradźcie proszę jak się zachować w sytuacji gdy syn jest nieposłuszny, bezczelnie odmawia odrabiania lekcji, odrzuca pomoc, drażni się że mną, celowo mówi słowa, które sprawiają mi ból. Za każdym razem doprowadza mnie do szału. Krzyczę na niego i tak co zadanie z matematyki to taka sytuacja. Po dzisiejszej awanturze postanowiłam przestać się odzywać do niego. Trwa już to godzinę. Syn przeprasza za to co powiedział. Jednak nie przyjmuje przeprosin, bo jutro znowu będzie ten cyrk.
Edytor zaawansowany
  • kanna 02.03.19, 18:45
    Dojrzewa, niestety uncertain Czeka was trudny czas, miałaś dziecko teraz masz młodzież. Stare sposoby obsługi przestają działać.

    Podstawkowa zasada mówi: nie dyskutujemy (i nie obrażamy się ) z nastolatkiem.

    Może jakieś warsztaty, żebyś się go nauczyła od nowa?

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • baba1i2 04.03.19, 08:46
    A czy on rozumie tę matematykę?Może go to przerasta i chce Cię zmęczyć. Poza tym różne zachowania kolegów podgląda w szkole. Wraca przebodzcowany, może zbyt zmęczony albo zwyczajnie nauczyciel tyle się użerał z klasą, że nie zdążył wszystkim wytłumaczyć. Jeśli musisz ciągle przerywać wykład,żeby zwracać uwagę to dla dzieci, które słuchają też jest to trudniejsze.
  • sabciasal 04.03.19, 11:39
    nieodzywanie sie do dziecka, które przeprosiło, ma 11 lat, dowodzi tylko chyba twojej niedojrzałości. Ciche dni nie są dobre dla zadnego zwiazku, w tym związku matka- dziecko.
    jesli masz problem z jego rozwiązywaniem lekcji z matematyki, to spróbuj rozwiązać go w inny sposób niż awanturą. I cichymi dniami.
  • verdana 04.03.19, 21:54
    Naprawdę sama sie prosisz o to, aby Twoje dziecko tak sie zachowywało. Najwyrażniej (podobnie jak ja) nie jesteś osobą, która może uczyć własne dziecko. Nie masz do tego dosyć scierpliwości, ani zacięcia pedagogicznego. A co do obrażania sie na dziecko, mimo przeprosin i kontynuowaniu uczenia się, mimo, ze wiesz, jak dziecko na to reaguje - pominę to milczeniem. Najwyraźniej bardzo lubisz wściekać się na dziecko i zamiast coś zmienić, czekasz tylko na pretekst do kolejnej awantury.
  • aniapietrzak_845 09.03.19, 09:12
    Ale mądrala hohoho, to może odpowiedz w jako sposób to zrobić? Bo merytorycznie Twoja wypowiedź niczego nie wnosi
  • verdana 10.03.19, 14:32
    Wnosi. Nalezy przestać uczyć własne dziecko, jesli nie umie sie tego robić. Raczej proste.
  • summerland 08.03.19, 01:52
    Powinnas nawiazac wiez z synem. Postaraj sie spedzac wiecej czasu z nim, rozmawiac, bawic sie. Poswiecaj mu wiecej czasu, zapytaj czy czegos nie rozimie z tej matematyki, moze potrzebuje pomocy. Okazuj mu wiecej zainteresowania i milosci. Nie denerwuj sie na niego, a tym bardziej nie gniewaj jak Cie przeprosil. Kiedys gdzies przeczytalam, ze dzieci ucza nas cierpliwosci i mysle, ze to jest prawda.
  • aniapietrzak_845 09.03.19, 09:24
    Co. Jest trudne to na pewno to że nie powinnaś krzyczeć na niego, bo jest to oznaką Twojej słabości a syn wie o tym doskonale i to wykorzystuje, nie wiem jaka ogólnie jest jego sytuacja ze stopniami w szkole, może z Polaka ma same piątki? To nie zmuszaj go do siedzenia godzinami nad matma, dała bym mu trochę otwartej przestrzeni i powiedziała : dobra ok, nie robisz zadań twoja sprawa, ale to ty będziesz ponosil tego konsekwencje a nie ja, skoro nie chcesz mojej pomocy teraz nie przychodz później. Wiadomo że potem mu pomożesz jak przyjdzie, ale daj mu szansę poproszenia o nią, bo narazie wnioskuję że to Ty chcesz mu pomóc a on ma. To gdzieś, czas to zmienić, ale na siłę nic nie zrobisz, jak zobaczy zmianę twojego zachowania o 180° to zacznie się zastanawiac o co chodzi, i bardzo dobrze! Niech włączy myślenie to już duży chłopak smile powodzenia
  • ratunku1981 09.03.19, 19:43
    Nie zgadzam się z poniższymi komentarzami. Dziecko powinno wiedzieć, że ma pewne obowiazki i ma je wykonać bez wzgledu na to czy ma na to ochotę czy nie. Powinien też wiedzieć, że za swoje słowa oraz czyny bedzie musiał ponieść konsekwencje. Skoro pozwala sobie na obrażanie matki to niech dostanie nauczkę. Nastepnym razem zastanowi się dwa razy zanim pozwoli sobie na takie rozrywki. Dzieci to nie tylko słodkie istoty ale też cwani manipulatorzy, im szybciej zrozumieja, że ich "zabawy " nie są akceptowane tym lepiej dla wszystkich.
  • verdana 10.03.19, 14:34
    Obowiązki tak. Ale tu jest inny problem - obowiązekiem jest odrobić lekcje, jesli sie je umie odrobić. Jesli uczy nas ktoś, kto krzyczy, denerwuje sie i nie ma zdolności pedagogicznych, to nie bardzo wiem, jak dziecko ma sie z obowiązku wywiązać. Pytanie - czy dziecko jest niegrzeczne zawsze, czy tyko wtedy, gdy ma usiąść do lekcji z matką?
  • karen_ann 10.03.19, 16:00
    To co napisałaś to jakaś czarna pedagogika. Owszem dzieci mają obowiązki i czasem jest ich za duzo. Dziecko się broni. Dziecko ma prawo nie odrobić tez lekcji z matmy bo postsnowiłk mieć 3 czy 2 na koniec bo np woli polski. To ze rodzic ma ambicję to sprawa rodzica
  • baba1i2 10.03.19, 18:29
    a nie możesz wziąć najpierw tej pracy domowej, sprawdzić czy umiesz ją zrobić sama a potem siąść z nim i sprawdzić czy on to umie zrobić? Może na zajęciach jest takie zamieszanie albo materiał jest dla niego gdzieś niezrozumiały i on czuje, że nie da rady. W którymś momencie przestał może ten materiał rozumieć i się pogubił.
    Potraktuj go, jak człowieka. Ale uświadom mu, że jest już marzec i potem trudno mu będzie popoprawiać oceny, jeśli teraz nie zacznie pracować.
    Może warto zawalczyć nawet, gdy on woli np.j.polski?
  • ja007 10.03.19, 19:15
    Taaaa....
    Takie czasy. Bezstresowe wychowaniesmile. Moje pokolenie nie pozwalało sobie na tykanie rodziców, na lekceważenie poleceń i próśb. Nieobecne było ADHD, dysleksja w zarodku skutecznie leczona pasem... młodzież męska, jako dojrzewająca dłużej dopieszczana była w wojskusmile... Wtedy taki młodzian mógł lekalnie wychylić kielich wina, zapalić papierosa i iść na zabawę do... po 20-tej... hehe. Dla jasności (praktyka z autopsji)... nie raz mnie pogonił ktoś dorosły choć obcy za fajki...
  • karen_ann 11.03.19, 11:03
    Owszem widać ze byłeś bity a bici biją swoje dzieci. Bezstresowe wychowanie to brak zadnych wymagań a tutaj mówimy o traktowaniu dziecka jak człowieka i pozwolenie na to zeby miał swoje cele a nie realizował cele rodzica.
  • verdana 11.03.19, 15:03
    Podejrzewam, ż Twoje czasy sa i tak późniejsze, ze moje. Do rodziców wszystkie dzieci w klasie mówiły "Ty", w klasie miałam dyslektyka, niezdiagnozowanego, ale brak diagnozy nie oznacza braku dysfunkcji. Traktowano go fatalnie i był kompletnie załamany, na dysleksję mu nie pomogło, słowo daję. Jako historyk zapewniam, ze dzieci zawsze lekcewazyły część poleceń rodziców. Z wojska starał się wymigać, kto mógł, a po wojsku naprawdę zmian na lepsze nie zaobserwowałam. Za fajki gonią teraz znacznie bardziej.
    Być moze jednak, choć wątpię, jesteś starszy ode mnie i to może tłumaczyć fakt, ze nie pamiętasz, jak dawniej było.
  • ja007 11.03.19, 23:00
    P. verdano... Mam 66 wiosen i życzę bys miała jak najwięcej mniej smile. Tu tykam, bo taki zwyczaj netowy..... Ja i moje pokolenie mówiły do rodziców odpowiednio... mamo, tao, wuju... Za tykanie była bura... Piszesz o jednym dyslektyku, a dziś ... bywa połowa klasy ma zaswiadczeniasmile. Piszesz... "ze dzieci zawsze lekcewazyły część poleceń rodziców" co przyznaję jest i było prawdą setki (nawet tysiące) lat temu. Zapewne normą jest utyskiwanie na młodzież przez każde pokolenie w historii ludzkosci od zawsze zapewne. Są tego slady w literaturze...
    Prawdą też jest, że "Z wojska starał się wymigać, kto mógł..." a mogło niewielu jednak. Nie mniej musimy sobie zdać sprawę, że przeceniać rozmiary poukładania się chłopaków w wojsku do 100% efektu byłoby niepoważne. Nie mniej wojsko było jakimś wyznacznikiem awansu na mężczyznę, dla wielu okazją do zdobycia zawodów (kierowca, operator masz. budowlanych... itp). Nie gloryfikuję wcale ustroju i bleble, ale mlodzież dość szybko po wojsku zakładała rodziny, pracowała (częśc uczyła się) i jakoś do przodu... Świat chyba był bezpieczniejszy, jako dziecko biegałem gdzie chciałem (tzn za zgodą rodziców), a po pomoc mogłem zgłosić się do każdego dorosłego... Jakoś tak. I ble ble. I mimo normalnie długiego dzieciństwa nie zarejstrowalem np. nasadzania na głowę nauczyciela kosza, czy rzucania w jego kierunki "mięsem"...
    Szanowna karen_ann... Piszesz kpiąc z wyższością... hehe. Z wyższością kogoś kto odkrył jedynie słuszne metody, zapewne z LGTB i fiu fiu. jako słusznością nad wszystkim. Walisz cieńkimi sloganami uważając że poprzednicy byli katami i niemiłosiernie znęcali się nad pociechami. Skarbie. Moi rodzice byli przeciętnymi kowalskimi i nie mam (miałem) do nich żalu, że ojciec paręrazy mi wlał. Wierz mi, nie za darmo... I nie traktował mnie jak podczłowieka. Ludzie naprawdę mieli rozum i serca... Fakt. Nie było tylu 20 letnich specjalistópw od wychowywania dziecismile.... To temat rzeka, a ja nie mam ochoty dyskutować w tym tonie... Poczekam aż sama będziesz psioczyć na młode pokolenie i.... nie odkryjesz amerykismile. Pozdrawiam Panie
  • verdana 13.03.19, 19:20
    Jesteśmy w zbliżonym wieku zatem. I ani jedno dziecko, które znałam nie mowiło do rodziców inaczej niż "ty". Tak do rodziców mówi nadal mój mąż, mówię ja, mówili wszycy znajomi, w Twoim dokładnie wieku. Najwyrażniej różnie bywało i uogólnianie swoich doświadczeń nie ma żadnego sensu.
    Jesli "awans na mężczynę" to umiejętność słuchania rozkazów i strzelania, to rozumiem, dlaczego pokolenie 60+ nie jest szczególnie tolwrancyjne, rodziny sa patriarchalne, a kobiety wiedza, gdzie ich miejsce. Nie, czasy nie były bezpieczniejsze, tylko yła cenzura i gazety nie rozpisywały sie o wypadkach, molestowaniu, napadach itd. Bierzesz informacje za rzeczywistość. Teraz, jak w Piotrkowie ktoś napadnie na dziecko wie o tym cała Polska. Wtedy wiedzieli rodzice i paru sasiadów.
    Nasadzania kosza - tego słynnego nasadzania kosza - nie zanotowałeś, bo gazety by o tym nie napisały. Przedwojenne pisały. Nie przez długi czas na pierwszej stronie (co oznacza, ze zdarzenie jest wyjątkowe, o banalnych nie donoszą gazety), tylko petitem na ósmej. A to nauczyciela pobili uczniowie, a to mu kocówe zrobili, a to zdemolowali szkołę przed wakacjami. Oto relacje uczniów z dwudziestolecia "Historyk jest dobry, ale wymagający, na lekcjach rozdaje uczniom cukierki. Za to na chemii (hulaj dusza) , w klasie hałas, strzelanie z gumek, tupanie nogami, rzucanie kasztanów. Nau-zyciel krzyczy, ale to nic nie pomaga. " , "Wchodzi nauczyciel Ze wszystkich stron odzywają się ryki. Nauczyciel krzyczy na całe gardło : ‘Cicho, bydlęta ! Uspokójcie się już’. (…) . Pan objaśnia : „Tam w górze orły płyną. Chłopcy krzyczą: ‘Osły płyną’. Nauczyciel gniewa się i woła porządkowych. Porządkowych niema. Nauczyciel posyła po kierownika. Uczniowie ziewają, nauczyciel się denerwuje i mówi : — Dlaczego nie dajecie mi mówić ? Czego chcecie odemnie ? Chłopcy się tem nie przejmują.", "Kiedy nauczyciel wchodzi, zaczynają się krzyki. Nauczyciel mówi, że doktór zabrania mu krzyczeć. To nic nie pomaga. Pewnego razu nauczycie! Opowiedział historję, gdzie wymienił imię Ptolomeusza i cokolwiek się pomylił. Od tego czasu go przezywają. Następnie zaczynają jeść jabłka, a łupinki rzucają jedna w drugą" . O rozstrzelaniu całej komisji maturalnej przez niezadowolonych z ocen uczniów nie wspominając.
    Problemem jest to, że nie rozumiesz różnicy pomiedzy czasami cenzury i propagandą sukcesu, a czasami goniącymi za sensacją. Ten pierwszy świat jest piękny. Nie dowiesz sie niczego złego. Ten drugi swiat jest okropny. W kazdych wiadomościach mamy horror. Tylko czy rzeczywistość nie jest przypadkiem odwrotna?
  • ja007 14.03.19, 00:41
    verdano...

    Piszesz "ani jedno dziecko, które znałam nie mowiło do rodziców inaczej niż "ty"...". Postaram się wybrnąć z tej skądinąd kłopotliwej dla mnie sytuacji doprecyzowując nieco mój oglad zjawiska "ty" i "nie TY". Ja wtedy zwracajac się do ojca (matki, wujku, babciu itp) owszem tykałem. Ale jednak.... czy na początku zdania... czy na końcu był wyraz tato... prawda? Czasem raz na kilka zdań wypowiadanych było podkreślenie jego pozycji w dialogu. Jako historyk musisz przyznać, że wcześniej używano innych wyraźniejszych form podkreslania w/w relacji. W kazdym razie twierdzę, że nasze zwracanie się do starszych w rodzinie obarczone było jednak takim obowiązkiem. Nie mówię już o zwracaniu się do sąsiada...hehe. Jestem również zdania, że "uogólnianie swoich doświadczeń nie ma żadnego sensu.". Swoje poglądy (podobnie jak wielu w naszym wieku) wyrażam w oparciu nie tylko o własne doświadczenia, ale i te z obserwacji i info innych osób.
    Co do awansu na mężczyznę (wojsko) starałem się nie przejaskrawiać zjawiska, ale podkreślić iz wojsko, gdzie uczono nie tylko musztry, ale dawano w d... pomagało wielu mięczakom nabrać sił.
    Teraz jeszcze dokładasz mi (jako historyk) jakieś balasty systemów społecznych... patriarchat.... hehe.
    werdano... Sama przyznasz, że jesteśmy w historii ludzkości pokoleniem którego dotknęła niewyobrazalnie wielka lawina postępu technologicznego. Rozczytywałaś się jako nastolatka z wypiekami na twarzy w Verne... troszkę się nabijając by fascynować się Lemem (i innymi z epoki), którzy dziś stoją w szeregu razem, jako juz przebrzmiali.... hehe. Czy wyobrazałaś sobie wtedy, jako najmundrzejsza nastolatka, że sobie poklikasz z takim durniem jak ja...? Mnie takie głupie mysli do łba nie przychodziły hehe. Uczyłem się Morsea smile
    Faktem jest, jak prawisz, że łatwość komunikowania się troszkę fałszuje nasze postrzeganie w formach które przedstawiasz. Ale czy do końca? Drugim czynnikiem jest też różnica w możliwościach transportu co ma też duży wpływ na wiele zjawisk... także kryminalnych. Ludzie wedrowali jakby mniej, więc jakby bardziej imiennie obecni na swiecie. A to też jednak zmusza do poprawniejszych zachowań? Albo skutkuje większą nieuchronnością kary?...
    Co do świata edukacji i mojej o tem wiedzy. Ano mam osobiste doświadczenia ze strony niezbyt sfornego ucznia. Mam też wiedzę samych edukatorów (emerytowaną matematyczkę przyjaciela, szwagra z zoną wykładowców... i...td) w zadziwiającej ilości... bo zacząłem kiczyć.... hehe. I w zasadzie może mało gramotnie, ale wyraziłem ich ipinie najogólniej. Tak że nie jestem typem slepo zadufanym w swoje cuś. Po prostu chyba coraz bardziej doświadczonym zgredemsmile.

    Piszesz verdano... "Problemem jest to, że nie rozumiesz różnicy pomiedzy czasami cenzury i propagandą sukcesu,"... Mógłbym być złośliwy i jako historyka cię zapytać... z którego okresu? Gierkowski, suchotnika, Buzka.... czy Tuska? ... o PoSowskim nie wspominamsmile. Powiem, że o ile Ty jesteś historykiem, to ja jestem specem od propagandy i.... trochę znam te klockismile. Myślę, że nie warto się w tym temacie przekomarzaćsmile... W każdym razie droga ver... pozostaję przy swoim twierdząc, że nie widzę w naszym oglądzie rzeczywistości większych sprzeczności. Różnice są spowodowane może różnymi srodowiskami w których żyjemy, różnymi doświadczeniami... Samo zycie. Pozdrawiam serdecznie
  • verdana 14.03.19, 13:42
    Nie. Nie było wyrazu "tato". Trudno, jest jak jest. Twoje doświadczenia nie sa doswiadczeniami wszystkich. Jestem pewna, ze istniały rodziny, gdzie mówiono "mamo, niech mama" , ale zaręczam,z ę były i takie, gdzie zwracano się do rodziców jak do kolegów. Ba, moi rodzice też tak zwracali się do swoich rodziców. I jako historyk po prostu wiem, ze nawet przed wojną zwracano sie do rodziców w bardzo różnorodny sposób, niekoniecznie oficjalnie i sztywno. Twoje obserwacje tego nie zmienią, bo moje obserwacje sa inne. No, chyba, ze uznasz, ze zwyczajnie kłamię, bo sie to niezgadza z tym, co widziałeś na własne oczy.
    Dawanie w d.. mięczakom zazwyczaj w niczym nie pomaga. Poczytaj może coś z psychologii. Mój mąż, służąc w wojsku wodził poborowych z załamaniem nerwowym i po próbach samobójczych do szpitala psychiatrycznego. Miał sporo roboty, zaręczam Ci.
    Nie, nie czytywałam Verna, nie lubiłam.
    Jesli chodzi o wędrowanie, to wbrew pozorom mniej było wycieczek, ale wcale nie mniej migracji. Przestępczość w takiej Warszawie była w II RP wyższa niż obecnie (polecam poczytać sobie prace Mateusza Rodaka). Dzieci były na codzień świadkami przemocy - a to sasiedzi na podwórku sie bili, a to złodziej wyrwał komuś torebkę, a to był atak nożownika. Myślę, że wspóółczesne dzieci jednak nie mają aż tylu tego typu obserwacji.
    Naprawdę była cenzura za czasów Buzka czy Tuska? Serio? Czym innym jest propaganda, czym innym cenzura.
    W naszym oglądzie rzeczywistości jest jednak spora różnica - Ty jesteś przekonany, że dawniej społeczeństwo było lepsze, ja - ze lepsze jest teraz.
  • ja007 14.03.19, 20:57
    verdana

    Piszesz po raz wtóry jako zarzut "Twoje doświadczenia nie sa doswiadczeniami wszystkich." co raczej wynika też z mojego "Różnice są spowodowane może różnymi srodowiskami w których żyjemy, różnymi doświadczeniami... Samo zycie."....
    Co do zwracania się na TY i nie_TY nie bedę zgłębiał tematu, bo wnioskuję iz wychowywałaś się w innym srodowisku, gdy ja tzw. roboli. Nie mniej to co mam i miałem w 100% zawdzięczam własnym decyzjom i własnej pracy.

    Z faktu że "W naszym oglądzie rzeczywistości jest jednak spora różnica" wcale nie wynika wprost, że ja jestem do czegoś "przekonany, że dawniej społeczeństwo było lepsze"... Omawiamy w zasadzie bardzo wąski element z czegoś pt. społeczeństwo. No i imperatyw czasu jednak... Wtedy byłem młodszy (Ty też) i zapewne mieliśmy inne "rózowe okulary" smile. Nadmieniam przy okazji że nawet mi przez myśl nie przeszło, iż możesz kłamać. Szanujmy się.

    Pisząc jako argument "Mój mąż, służąc w wojsku wodził poborowych z załamaniem nerwowym i po próbach samobójczych do szpitala psychiatrycznego. Miał sporo roboty, zaręczam Ci. " ... Jesteś przekonana iż gro z wym pacjentów to ofiary stresu z powodu woja, a nie np. zawodów miłosnych itp. Temat ten znam, bo miałem teścia oficera. Częstym jego gościem (dla nas zwany wujkiem) był dowódcą JW i zdarzył mu się po przysiędze skoczek z okna koszar... smiertelny. Pewnie że ów wuj był zdegradowany (jednak odpowiedzialność)... Był to temat dość obszernie omawiany w towarzystwie pod kątem przyczyn. Tu musimy stonować nasze poglądy ad. oceny zalet zjawiska dostawania w d... w wojsku. Sądzę że w cywilu skoczków i pacjentów psychologów jest porównywalna ilość.
    Radzisz mi "Poczytaj może coś z psychologii."... Litości. Na dniach córka się broni (2 fakultet) z psychologii... Jakiś czas będzie najmundrzejsza na świecie co pewnie odczuję smile. Doswiadczam też obecność historyka... hehe. Wywiad wnukowski donosi, że pisze doktorat,,,, Mam przesr....

    Sądzisz że nie wiem iż "Czym innym jest propaganda, czym innym cenzura." ???... Moim zdaniem dziś propaganda (nawet sukcesu) szybuje w niedostępnych nawet komunie rejonach nieboskłonu. Czy to opcji rządzącej, czy opozycji... A cenzura? Będę złośliwy trochę nie szukając daleko... tu na forum. Jestem zabanowany podobno na prywatnych topikach... za podobno łamanie regulaminu... pisząc (podobno) inwektywy, obrażając userów i et cet. Podkreślam, że ten post też piszę z taką samą ilością inwektyw i być może obrażam Ciebiesmile. Jeśli tak, to wybacz... W każdym razie obecnie mam mniejsze zacięcie do dyskusji. Wpadłem tu na chwilkę i znikam. Nie powiem... hehe. Bywam dośc upierdliwym dyskutantem, a dialog z tobą porównać można do bardzo ciepłej wymiany zdań w porównaniu z tymi ongdaj, które toczyłem z nieźle zakręconymi osobami... Bawiło mnie to i troche nadal bawi. Nie uraża mnie to, iż ktoś widzi coś innego. Myślę że takie "wzajemne prostowanie" też coś wnosi...

    Mocno ryzykujesz twierdzeniem że "Myślę, że współczesne dzieci jednak nie mają aż tylu tego typu obserwacji.". Jednak internet... hehe. Potrafią powszechnie z niego korzystać znacznie sprawniej jak my smile i widzieć obrazy w zbliżeniu. Pomijam już obszary mediuw dla młodzierzy mocno poruszających wyobrażenia wielu rodziców... Temat jak widzisz wielowątkowy i obszerny.

    I nie to, iż Ty mnie tu zniechęcasz... Lubie czasem powymieniać się poglądami...

    Sorki, ale znikam stąd. Mam nadzieję, że nie pourażałem tu nikogo... Jakoś nie kupuję tu panującej atmosfery (nie o ten topic chodzi)... Trzymaj się zdrowiutko. Co złego to nie ja... Powodzenia
  • ppp333 12.03.19, 08:01
    Mój syn ze względu na stan zdrowia jest dzieckiem trudnych - odrabianie lekcji to gehenna każdego dnia od 5 lat. Poszłam z nim do poradni: okazało się, że ma specyficzne trudności w uczeniu się a przy tym jest niezwykle inteligenty. Pani psycholog wytłumaczyła MU, że musi pracować więcej niż pozostałe dzieci ale dzięki jej zaświadczeniu nie będzie go można nie promować do następnej klasy. Dalej niechętnie odrabia lekcję ale już się nie awanturuje.
  • ja007 13.03.19, 00:06
    ppp....

    Znam trochę z autopsji podobną Twojej historię z synem... Ta była w związku dość głębokiego ADHD... Pani zostala sama z problemem, przetrwała, wytrwała... W czasie ok 5 lat i dalej sama zrobiła skok jakościowy (dochody m.in.) w postaci ukończenia budowy, wykształcenia...pracy zawodowej. Dała radę przy braku współpracy męża... i w zasadzie sama. Dla mnie to hicior charakteru. Dziś po latach syn się wyciszył, wydoroślał i jest samodzielny. A pani przezywa jakby spełnienie roli i nareszcie zajmuje się sobą... Gdy ją poznałem... dość trudne były warunki. Teraz jest poukładana z samodzielnym synem... Zdarzają się sukcesy i satysfakcja. Myślę, że w te klocki warto być upartym. Powodzenia ppp333....
  • msng 14.03.19, 23:15
    www.jackrussell-terrier.pl

    --
    www.jackrussell-terrier.pl/
  • agata16.06 15.03.19, 09:03
    Przeczytałam wypowiedzi i najbardziej zastanowiły mnie kontrowersyjne rady Verdany.
    1. Niewątpliwie jest problem i o ile jestem wstanie zgodzic sie, ze możesz nie potrafić odrabiac lekcji z własnym dzieckiem i w związku z tym awantury domowe są codziennością o tyle nie zgadzam się z cała resztą.
    2. Nieposłuszeństwo nie jest równe nieposłuszeństwu. Mój brat do najgrzecznijeszych nie nalezał. Oj nie. Robił mnóstwo rzeczy kontrowersyjnych, ale była granica, której nawet on przekroczyć by sie nie odważył.
    3. Dziecko moze odrzucić pomoc rodzica w odrabianiu lekcji ( i ponieśc konsekwencje ich nieodrobienia, nieprzygotowania sie do lekcji itd), ale nie wolno mu robic tego bezczelnie. Bo jest to brak szacunku do drugiej osoby
    4. Nie wolno nikomu mówic słów sprawiających ból. Komukolwiek. I nie tłumaczy tego ani wiek ( 11 ltek cos tam rozumie) ani stres ( matka nie umie odrabiac ze mna lekcji).. Dzis mówi słowa sprawiające ból mamie ( ta wytrzyma duzo) jutro kolezance, które pod wpływem tych słow może nawet ( tu celowo nieco przesadzam) podjąc próby samobójcze.
    5. To samo dotyczy draznienia sie. Nie, nie ma na to ani przyzwolenia ani zgody. Tłumaczenie i usprawiedliwianie jest wręcz szkodliwe.
    6. Rozumiem, e człowiek ( duzy czy mały) moze się wkurzyć, wkurzyć nawet bardzo, trzasnąc książką, talerzem ( nie popieram, rozumiem), ale cyniczne draznienie się, oj nie..... tego nie wolno akceptowac.

    Czy kogokolwiek dziwi zwrotna reakcja ( doprowadzenie do szału i krzyk) Joasty? Mnie nie. Watpliwości moga miec pseudo pedagodzy, którzy wszędzie upatrują dysfunkcji w sytuacji, w której mamy do czynienia z osoba niewychowana/wychopwywana bezstresowo, bo to dziubdzius, który się zdenerwuje jak zwróci mu sie uwagę.
    A wychowania bezstresowego nie ma. Dziecko od urodzenia musi znac zasady panujące w danym domu i te uniwersalne. Do tych ostanich nalezy między innymi wzajemny szacunek.
    Nie tak dawno byłam świadkiem następującej scenki: windą jedzie matka z6- 8 latkiem, sąsiadka około 65 lat ( otyła- co ważne i obarczona zakupami) i ja. Sąsiadka wysiada pierwsza, stoi najbliżej drzwi. Jednak porusza się wolniej a wystawienie zakupów chwilke trwa. Dzieciak zaczyna sie niecierpliwic, "ruchaj się" kirzyczy w kierunku sąsiadki. Matka robi sie czerwona, "Jasiu przepros panią". Jaś ani mysli, sąsiadka wychodzi, winda rusza. Na nastepnym piętrze kolej na mnie. Jaś krzyczy - szybciej, bo spóxnie .
  • bei 15.03.19, 17:09
    Asiu, moja znajoma była w bardzo podobnej sytuacji. Jej syn w takim samym wieku zaczął się do niej b złe odnosić. Wpadali w konflikty, w końcu zaczęła szukać pomocy. Po długim diagnozowaniu wypłynęły przyczyny problemów. Zachowanie jej syna wynikało między innymi z depresji dziecka. Wylazły tez dysfunkcje, które nie były takie oczywiste a zaburzały umiejętności społeczne.
  • tengounasuerteloca 17.03.19, 21:32
    U mnie pomogło 1) nagranie "wrzeszczącej" córki 2) "odpyskowanie" jej w podobnym tonie, gdy ona czegoś potrzebowała - także nagrane 3) i za jakiś czas - wspolne obejrzenie obu filmów

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.