Dodaj do ulubionych

Lekarka bezduszna...Moje ADHD

12.08.05, 21:50
Byliśmy u lekarza .Mój syn po basenie dostał wysypki i uwazałam ze nalezało
pokazac to lekarce .Ta była bardzo młoda, napewno na zastepstwie. Mój
siedmiolatek szykujący sie do szkoły, najpierw zacza wspinać sie na duzełóżko
dla niemowląt, potem zacza ogladac wszystkie zabawki .Potem.... lekarka sie
zdenerwowała niestety i krzykła a to tylko zaogniło sytuacje. Mój syn ma ADHA
powiedziałąm jej i zamikła. Jednakze po chwili orzekła że takie dzici powinny
mieć nauczanie indywidualne. Ja opdowiedziałam ze jak ktos ma problem w pracy
z ludźmi to też nie powinien leczyc....Mamy sie pozamykac w klatkach czy co??
albo nie wychodzic nigdzie??
Edytor zaawansowany
  • monika_69 12.08.05, 22:31
    Poprostu pani doktor pomyliła specjalizacje przy wyborze -powinna zostać
    patomorfologiem...-wtedy wszyscy pacjenci byliby grzeczni i cisi smile!
    A takich lekarzy tez potrzeba.
    A póki co stwarzaj dziecku jak najlepsze warunki do rozwoju-myślę tu równiez o
    dobrej atmosferze i podejściu lekarza w gabinecie lekarskim w trakcie
    badania.ADHA-to zespół,który medycy poznają w trakcie zajęć pediatrii na 3 roku.
    Powodzenia !
  • dorotakatarzyna 12.08.05, 22:52
    A może to nie było złośliwie... Mój syn ma 9 lat, właśnie z trudem skończył
    drugą klasę, a ja na myśl o trzeciej dostaję ataku paniki. Prawdopodobnie ma
    ADHD, ale to może potwierdzic tylko psychiatra, a tam jeszcze nie doszłam.
    Michał ma w szkole straszne kłopoty, pomimo że jest inteligentny, ma najgorsze
    stopnie w klasie. Wszystko przez zaburzenia koncentracji. Moim marzeniem jest
    nauczanie indywidualne. Na razie wygląda to tak, że syn w szkole nie robi nic, a
    ja spędzam z nim nad książkami nawet 10 godzin dziennie. A gdzie czas dla
    pozostałej dwójki i siebie?
    Nadruchliwośc już mu minęła, robi się wręcz powolny. Pewnie i twój syn wkrórce
    się zmieni. Nieważne co myślą inni, teraz po 9 latach już jestem mądrzejsza. I
    inaczej patrzę na takie nadpobudliwe dzieci. Lekarce się nie dziw. Nikt, kto nie
    ma takiego dziecka, nie potrafi tego zrozumiec.
    Aha, mój młody im większą miał wysypkę (alergik), tym gorzej się zachowywał smile
    --
    Dorota,mama Michała, Ani i Amelki
  • roman.gawron 13.08.05, 00:01
    nanai11 napisała:

    > Ja opdowiedziałam ze jak ktos ma problem w pracy z ludźmi to też nie powinien
    > leczyc

    Jacy strasznie agresywni są ci rodzice niewychowanych dzieci...
    Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można było jakiegoś układu z
    dzieckiem zawrzeć na czas badania.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • clara2 13.08.05, 10:49
    Ojej! Okrutny jesteś.
  • maja45 13.08.05, 13:02
    Ja zgadzam się z Romanem.
    Choroba dziecka nie zwalnia matki z obowiązku wychowywania gosad
    Zatem skoro dzieciak zle zachowywał się u lekarki, trzeba było przynajmniej
    starać się go okiełznąć.Miom zdaniem nie należy wymagać od wszystkich, by
    podporzadkowali się dziecku, tylko dlatego ,ze ma( lub nie ma)ADHD.
    M.
  • pyrliczek 13.08.05, 11:21
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • roman.gawron 13.08.05, 00:04
    nanai11 napisała:

    > Mój syn ma ADHA powiedziałąm jej i zamikła.

    Przy dziecku to powiedziałaś? To nic dziwnego, że ciągle tłumaczony przez mamę
    w ten sposób nie ma bodźca, aby zacząć choć trochę panować nad swoim
    zachowaniem. Siedmiolatek to chyba nie zwierzątko, prawda? Nawet siedmiolatek z
    ADHD.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • pyrliczek 13.08.05, 11:22
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • anita53 21.08.05, 10:43
    Niestety właśnie rodzice usprawiedliwiają swoje pociechy mówiąc: Ty nie musisz,
    bo masz ADHD albo nie musisz, bo jestes dyslektykiem. I rośnie sobie taki
    człowiek co mu wszystko wolno...
  • gaika 22.08.05, 03:17
    anita53 napisała:

    > Niestety właśnie rodzice usprawiedliwiają swoje pociechy mówiąc: Ty nie
    musisz,
    >
    > bo masz ADHD albo nie musisz, bo jestes dyslektykiem. I rośnie sobie taki
    > człowiek co mu wszystko wolno...

    Spotkalas wiele takich osob? Bo ja raczej rodzicow mowiacych : ty musisz dwa
    razy bardziej i cztery razy wiecej...

  • ewa2000 22.08.05, 17:05
    A ja spotkałam, niestety, rodziców mówiących tu i ówdzie "mój syn ma ADHD, więc
    trzeba mu wybaczyć....................................".- w miejsce kropek
    wstaw dowolne nienormalne zachowanie - jedzenie papieru jest jednym
    z "normalniejszych".
  • anita53 24.08.05, 22:01
    Niestety gaika spotkałam i spotykam bardzo często. Dziwi mnie podejście tych
    rodziców, przecież sami szkodzą swoim pociechom sad(((( nie mogę tego zrozumieć.
  • anita53 24.08.05, 22:10
    A najgorsze jest to, że mamy brak kultury osobistej u swojej pociechy
    (przypomnę,że pierwszym, najważniejszym nauczucielem dziecka są jego rodzice)
    nazywają ADHD. To należałoby oddzielić. Widocznie rodzicom tak wygodniej,
    sugeruję im oglądnąć stary polski film pt. "Ballada o Januszku".
  • gaika 24.08.05, 22:46
    anita53 napisała:

    > A najgorsze jest to, że mamy brak kultury osobistej u swojej pociechy
    > (przypomnę,że pierwszym, najważniejszym nauczucielem dziecka są jego rodzice)
    > nazywają ADHD. To należałoby oddzielić. Widocznie rodzicom tak wygodniej,
    > sugeruję im oglądnąć stary polski film pt. "Ballada o Januszku".

    Tylko o czym tu mowimy? O braku wychowania i nadzoru, czy o chorobie i leczeniu?
  • anita53 25.08.05, 21:32
    ADHD to choroba, a dla innych staje się piekłem jeśli do tego jeszcze dojdzie
    brak kultury osobistej-jest to coraz częściej spotykane w szkołach. Chyba się
    nie zrozumiałyśmy.
  • gaika 26.08.05, 01:19
    anita53 napisała:
    >>Niestety gaika spotkałam i spotykam bardzo często. Dziwi mnie podejście tych
    rodziców, przecież sami szkodzą swoim pociechom sad(((( nie mogę tego zrozumieć

    Musiałabyś mieć wokół siebie sporo dzieci z ADHD i niezwykłym zbiegiem
    okoliczności wszyscy ich rodzice mieliby to w nosie.


    >>ADHD to choroba, a dla innych staje się piekłem jeśli do tego jeszcze dojdzie
    brak kultury osobistej-jest to coraz częściej spotykane w szkołach. Chyba się
    nie zrozumiałyśmy.

    Nie ma dziecka z ADHD, które jest grzeczne, bo impulsywność, gwałtowność
    reakcji, zapominanie co się powinno a czego nie, są wpisane w tę chorobę.
    Czyli brak kultury przypisany jest niejako do tego schorzenia. Nie wiem skąd
    wytrzasnąć dziecko z ADHD z „wysoką kulturą osobistą”.
    Chyba rzeczywiście Cię nie rozumiem.

  • a_weasley 26.08.05, 12:54
    gaika napisała:

    > anita53 napisała:
    >
    > > A najgorsze jest to, że mamy brak kultury osobistej u swojej pociechy
    > > (przypomnę,że pierwszym, najważniejszym nauczucielem dziecka są jego rodz
    > ice)
    > > nazywają ADHD. To należałoby oddzielić.

    > Tylko o czym tu mowimy?

    Jak to o czym? O kilku sprawach naraz, jak pisał poeta:
    Każdy wrzeszczał o czym innym,
    Jak zwykle w gronie rodzinnym.

    > O braku wychowania i nadzoru, czy o chorobie i leczeniu?

    O leczeniu pewnie najmniej.
    Jedna sprawa - że jest choroba pt. ADHD i to nie jest to samo co złe
    wychowanie, i tu wszyscy są chyba zgodni.
    Druga - czy i w jakim stopniu należy dziecku pozwalać na więcej, ponieważ ma
    ono ADHD, w szczególności czy i w jakim stopniu można pozwolić, żeby było
    uciążliwsze dla otoczenia, i tutaj zdania są biegunowo różne.
    Trzecia - że ADHD bywa nadużywane. W wieku 3 lat nie ma rozwydrzenia, jest
    ADHD. W wieku 13 lat nie ma nieuctwa i niechlujstwa, jest dysortografia i
    dysgrafia. W wieku 30 lat nie ma przestępcy - jest niepoczytalny.
    Oczywiście są na świecie adehadowcy, podobnie jak są dysgraficy i
    niepoczytalni. Tyle, że jakoś te wszystkie zjawiska występują tym częściej, im
    więcej kasy i lepsze znajomości ma rodzina...

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 27.08.05, 02:22
    a_weasley napisał:
    >O leczeniu pewnie najmniej.
    >Jedna sprawa - że jest choroba pt. ADHD i to nie jest to samo co złe
    >wychowanie, i tu wszyscy są chyba zgodni.

    Teraz juz chyba tak.

    >>>Druga - czy i w jakim stopniu należy dziecku pozwalać na więcej, ponieważ ma
    ono ADHD, w szczególności czy i w jakim stopniu można pozwolić, żeby było
    uciążliwsze dla otoczenia, i tutaj zdania są biegunowo różne.


    Raczej chodzi o to, by zachować proporcje: wymagania odpowiednie do
    okoliczności, czyli choroby. Jeśli przyłoży się taką samą miarę jak do dziecka
    zdrowego, to rzeczywiście pozostaje tylko piwniczna izba.

    Jeżeli ma się identyczne oczekiwania w stosunku do dzieci zdrowych i chorych,
    to powiem tyle- są nierealistyczne. Jeśli zaś je zmodyfikujemy : z czasem
    (odpowiednio długim) dziecko, młody człowiek z dużym prawdopodobieństwem będzie
    w stanie spełnić oczekiwania społeczne .
    Społeczeństwo, które nie zamierza "znosić" uciążliwości osób "innych", może
    się spodziewać, ze w przyszłości poniesie tego konsekwencje.
    70% dzieci z ADHD w przypadku odpowiedniej interwencji wychodzi z choroby.
    Jeśli nawet zapomnimy o humanitarnych odruchach, to wystarczy wyobrazić sobie
    społeczne skutki izolacji tych, którzy z powodzeniem mogą realizować swój
    potencjał (niejednokrotnie wysoki intelekt), jak i żyć z pożytkiem dla innych.


    >>>Trzecia - że ADHD bywa nadużywane. W wieku 3 lat nie ma rozwydrzenia, jest
    ADHD. W wieku 13 lat nie ma nieuctwa i niechlujstwa, jest dysortografia i
    dysgrafia. W wieku 30 lat nie ma przestępcy - jest niepoczytalny.
    Oczywiście są na świecie adehadowcy, podobnie jak są dysgraficy i
    niepoczytalni. Tyle, że jakoś te wszystkie zjawiska występują tym częściej, im
    więcej kasy i lepsze znajomości ma rodzina...

    Stopnia zjawiska nie jestem w stanie ocenić, bo i jak. Nie mam wątpliwości, ze
    zdarzają się tego typu nadużycia(jak w każdej dziedzinie życia, niestety), ale
    nie widzę podstaw dla generalizacji. Tym bardziej, ze zaburzenia dotyczą całego
    przekroju społecznego i nie zależą od poziomu wykształcenia, zamożności czy
    kultury.




  • a_weasley 30.08.05, 11:03
    gaika napisała:

    > >czy i w jakim stopniu należy dziecku pozwalać na więcej, ponieważ ma
    > > ono ADHD, w szczególności czy i w jakim stopniu można pozwolić, żeby było
    > > uciążliwsze dla otoczenia, i tutaj zdania są biegunowo różne.

    > Jeżeli ma się identyczne oczekiwania w stosunku do dzieci zdrowych i chorych,
    > to powiem tyle- są nierealistyczne. Jeśli zaś je zmodyfikujemy: z czasem
    > (odpowiednio długim) dziecko, młody człowiek z dużym prawdopodobieństwem
    będzie
    >
    > w stanie spełnić oczekiwania społeczne .

    Być może, ale wszystko w rozsądnych granicach. Modyfikacja polegająca na
    trzymaniu w normalnej szkole dziecka niebezpiecznego dla kolegów (jak w
    opisanym przeze mnie przypadku krakowskim - dwie złamane ręce w ciągu jednej
    jesieni) te granice przekracza.

    > Jeśli nawet zapomnimy o humanitarnych odruchach, to wystarczy wyobrazić sobie
    > społeczne skutki izolacji tych, którzy z powodzeniem mogą realizować swój
    > potencjał (niejednokrotnie wysoki intelekt),

    Kosztem tego, że reszta klasy nie będzie mogła należycie realizować swojego
    potencjału, ponieważ ten jeden osobnik uniemożliwia normalne prowadzenie
    lekcji? On nawet nie musi być niebezpieczny. WYstarczy, że połowę czasu i uwagi
    nauczyciel poświęca jemu, żeby w ogóle móc przez drugą połowę lekcji robić coś
    dla pozostałych dzieci. Takie sytuacje też tu opisywano.

    > > Oczywiście są na świecie adehadowcy, podobnie jak są dysgraficy i
    > > niepoczytalni. Tyle, że jakoś te wszystkie zjawiska występują tym częściej,
    > > im więcej kasy i lepsze znajomości ma rodzina...

    > nie widzę podstaw dla generalizacji. Tym bardziej, ze zaburzenia dotyczą
    > całego przekroju społecznego i nie zależą od poziomu wykształcenia,
    > zamożności czy kultury.

    No właśnie. Zaburzenia pojawiają się wszędzie, a dzieci ze zdiagnozowanym ADHD
    pochodzą głównie z rodzin ludzi wykształconych.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • 1iwona1 30.08.05, 11:14
    a_weasley napisał:

    > No właśnie. Zaburzenia pojawiają się wszędzie, a dzieci ze zdiagnozowanym
    ADHD
    > pochodzą głównie z rodzin ludzi wykształconych.

    Czy możesz podać źródło statystyki, na której się oparłeś?

    Iwona
  • gaika 01.09.05, 18:16
    a_weasley napisał:
    >Być może, ale wszystko w rozsądnych granicach. Modyfikacja polegająca na
    >trzymaniu w normalnej szkole dziecka niebezpiecznego dla kolegów (jak w
    >opisanym przeze mnie przypadku krakowskim - dwie złamane ręce w ciągu jednej
    >jesieni) te granice przekracza.

    Przekracza bez wątpienia i z tych danych, które podajesz nie ma wątpliwości, ze
    postąpiono słusznie. Ja wprawdzie lubię znać zeznania drugiej strony, ale także
    mogę uznać, ze dziecko było z tej grupy, która nie jest w stanie kształcić się
    w trybie powszechnym.


    >Kosztem tego, że reszta klasy nie będzie mogła należycie realizować swojego
    >potencjału, ponieważ ten jeden osobnik uniemożliwia normalne prowadzenie
    >lekcji?

    Niczyim kosztem nie musi i nie będzie jeśli wszyscy dopełnią swoich powinności.
    To nie gdybanie, tylko oczywistość. Wymagamy rzetelności od ludzi wykonujących
    swoją prace. Dlaczego nie w tym przypadku?


    > On nawet nie musi być niebezpieczny. WYstarczy, że połowę czasu i uwagi
    >nauczyciel poświęca jemu, żeby w ogóle móc przez drugą połowę lekcji robić coś
    >dla pozostałych dzieci. Takie sytuacje też tu opisywano.

    Jeśli tak się dzieje, to nie mamy do czynienia z profesjonalistą.
    Nauczycielka czekała rok, aż sytuacja będzie tak drastyczna i napięta, ze
    rodzice zażądają usunięcia dziecka ze szkoły. A kogo nauczycielka poprosiła o
    pomoc, gdy zorientowała się, ze sobie nie radzi? Zdecydowała, ze problem
    rozwiąże się sam. I się rozwiązał- właśnie kosztem dzieci.


    >No właśnie. Zaburzenia pojawiają się wszędzie, a dzieci ze zdiagnozowanym ADHD
    >pochodzą głównie z rodzin ludzi wykształconych.

    Wciąż pewnie jeszcze tak. Jednak w związku z tym, ze wiedza o ADHD staje się
    coraz powszechniejsza i pediatrzy i nauczyciele będą coraz częściej sugerować
    kontrolę rodzicom nieświadomym problemu.

    I jeżeli już zrobiłabym jedną poprawkę -papiery załatwią raczej osoby nie tyle
    wykształcone, co zamożne.
    I jeśli łobuz ma papiery ADHD, to obeznany z problemem nauczyciel się
    zorientuje. I znów wraca jak bumerang odpowiednie szkolenie nauczycieli.



  • palka_zapalka 25.08.05, 23:24
    Lekarz ma mieć podejscie do każdego pacjenta
    --
    Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń nabytych do osiemnastego roku życia.

    P.
  • lila1974 13.08.05, 12:46
    Zastanów sie nieco nad swoim jezykiem. To jest dopiero konstruktywne. Wstyd.
    --
    "Mama szczęśliwa, to mama trochę leniwa"

    Koni i Kornelka
  • triss_merigold6 13.08.05, 13:03
    A co ma pisać brzydkie biedactwo którego nikt nie chce przyjąć do roboty?
  • maja45 13.08.05, 13:04
    Triss, sorki, ale nie bardzo rozumiem?
    M.
  • triss_merigold6 13.08.05, 13:13
    Wątek z autowpisem pyrliczka z e-mamy. Jest biedna, paskudna, źle ubrana i nie
    znajduje pracy od lat. Stąd rzuca się na forumie.wink
  • pyrliczek 13.08.05, 15:56
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • pyrliczek 13.08.05, 16:04
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • mika_p 14.08.05, 00:34
    Nanai, a skąd lekarka miała wiedzieć, ze twój syn ma ADHD, skoro nie znała
    dziecka ? Zresztą, wg mojej wiedzy, ADHD nie zwalnia od stawiania dziecku
    granic, a wg twojej relacji nie zrobiłaś nic, żeby interweniować i te granice
    zakreślić.
    Co się wydarzyło między oglądaniem zabawek a zdenerwowaniem lekarki ? Różnych
    lekarzy widywałam i żaden nie przejął się szczególnie dzieckiem zwiedzającym
    teren gabinetu, a nawet młoda lekarka ma co najmniej 25 lat i cięzkie studia za
    sobą, które między innymi uczą opanowania.

    --
    Aaaaaa miało być tak pięknieeee
  • m-buzuiaczek 14.08.05, 07:51
    A ja mysle ze osoby które nie maja dziecka z ADHD fige wiedza jak dziecko sie
    zachowuje np w gabinecie .Ja zanim wejde np do gabinetu ustalam z synem zasady
    ale wszystko znika jak zamykaja sie za nami drzwi ! Jestesmy w gabinecie on
    bardzo głosno podziwia zabawki próbuje naskoczyc na kozetke proszenie
    tłumaczenie nie pomaga a syn ma 12 lat!!!!Naszczescie mam lekarza który zna
    problem dziecka od poczatku i nigdy nie usłyszelismy słowa nagany czy pogardy
    Uczy sie w domu indywidualnie wiec morze jest'' malym zwierzatkiem''z tegim
    umysłem (olimpiady matematyczne) Prosze wiec nie krytykujcie jak problem
    przerasta nas wszystkich nawet specjalistów .Oni dokładnie nie wiedza dlaczego
    umysły naszych dzieci nie maja hamulców .Ale siedziec i mówic ze
    trzeba ''wychowywac'' jest troszke nie na miejscu .
    Pozdrawiam Madzia
  • maja45 14.08.05, 09:18
    Mówienie o wychowaniu na Forum Wychowanie jest jak najbardziej na miejscusmile
    M.
  • roman.gawron 14.08.05, 10:09
    m-buzuiaczek napisała:

    > ale Jestesmy w gabinecie on bardzo głosno podziwia zabawki próbuje naskoczyc
    > na kozetke proszenie tłumaczenie nie pomaga a syn ma 12 lat!

    A czego próbowałaś oprócz proszenia i tłumaczenia?

    Jesteś na 100% pewna, że to kwestia choroby, a nie nieprawidłowo stawianych lub
    niekonsekwentnie egzekwowanych granic?

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • m-buzuiaczek 14.08.05, 12:13
    czekogo próbowałam a wiec ;posadziłam go koło siebie i reka przytrzymałam aby
    móc porozmawiac .Powiedziałam ze za kazde złe zachowanie ma skrócony czas z
    kolegami o 5 min i tak robimy dziecko ma bardzo pilnie przestrzegany tryb
    dzienny wie co bedzie robiło za chwilke .i jesli ma np 15-17 moze brykac z
    kolegami ten czas skracamy o czas kiedy dziecko nie wykonało polecenia .Sa dni
    kiedy sprawdza sie to genialnie ale w te gorsze niestety nie działa
    nic .ukonczyłam kila warsztatow aby ułatwic sobie zycie z własnym
    dzieckiem .Prosze mi wierzyc my rodzice dzieci z ADHD mamy ciezkie zycie wciaz
    rózni ludzie zwracaja uwage .Syn jest leczony ritalinem i jest spora róznica w
    jego zachowaniu ale .... nadal jak musi chwilke postac wygina nerwowo palce
    głoosno mówi .potrafi stac 5 min ale kontakt od swiatła jest w łanczany -
    wyłanczany .poprostu musi cos robic!!!!Nadl przebiega nieostroznie przez ulice
    wiec cały czas musze miec piecze nad nim .
  • sek_unda 14.08.05, 13:42
    Zgadzam się z tym, że guzik wiedzą ci, których ten problem bezpośrednio nie
    dotyczy. Wydaje im się , że to rodzice są winni, nie wychowali albo nie
    potrafią wychować dziecka. Bo sami dzieci nie mają, albo mają grzeczne ,
    posłuszne dzieci. Mój synek ma niespełna dwa lata i już kilka osób sugerowało
    mi że ma ADHD. Wiem, że to za wcześnie na takie diagnozy. Maciej jest bardzo
    uparty, często złośliwy, przy tym wszystkiego ciekawy i niezmiernie ruchliwy.
    Do lekarza chodzimy z nim razem z mężem. Po szybkim badaniu chłopaki wychodzą z
    gabinetu, coby nie został zdemolowany, a ja spokojnie mogę porozmawaiać z
    lekarzem. To nie jest zawsze możliwe żeby ktoś towarzyszył w wizycie, wiem, ale
    jest to jakieś rozwiązanie... A lekarka zachowała się wg mnie co najmniej
    nietaktownie, ma u mnie krechę!
  • roman.gawron 14.08.05, 18:24
    m-buzuiaczek napisała:

    > wiec cały czas musze miec piecze nad nim .

    Hm, powiem, że Ci nie zazdroszczęsmile

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • 1iwona1 22.08.05, 19:04
    roman.gawron napisał:

    > m-buzuiaczek napisała:
    >
    > > wiec cały czas musze miec piecze nad nim .
    >
    > Hm, powiem, że Ci nie zazdroszczęsmile

    I to wszystko Romanie? Czy wypowiedź, do której się odniosłeś nie daje do
    myślenia?

    Pozdrawiam
    Iwona
  • roman.gawron 22.08.05, 19:24
    1iwona1 napisała:

    > I to wszystko Romanie?

    Taksmile

    > Czy wypowiedź, do której się odniosłeś nie daje do myślenia?

    Owszem, dajesmile

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • 1iwona1 22.08.05, 19:43
    roman.gawron napisał:

    > 1iwona1 napisała:
    >
    > > Czy wypowiedź, do której się odniosłeś nie daje do myślenia?
    >
    > Owszem, dajesmile

    A jak się ma do tego Twoja wypowiedź "Jacy strasznie agresywni są ci rodzice
    niewychowanych dzieci... Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można
    było jakiegoś układu z dzieckiem zawrzeć na czas badania"?

    I.

    P.S. Ktoś kiedyś napisał "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono"...
  • roman.gawron 22.08.05, 19:48
    1iwona1 napisała:

    > A jak się ma do tego Twoja wypowiedź "Jacy strasznie agresywni

    To podtrzymuję. Komentarz autorki wątku na temat lekarki był skandaliczny.

    > są ci rodzice niewychowanych dzieci

    Tu Judytak napisała wszystko na temat.

    > Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można było jakiegoś układu
    > z dzieckiem zawrzeć na czas badania"?

    No, tu w toku dyskusji moja wiara wzrosła smile

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • 1iwona1 22.08.05, 20:09
    roman.gawron napisał:

    > 1iwona1 napisała:
    >
    > > A jak się ma do tego Twoja wypowiedź "Jacy strasznie agresywni
    >
    > To podtrzymuję. Komentarz autorki wątku na temat lekarki był skandaliczny.
    >
    > > są ci rodzice niewychowanych dzieci
    >
    > Tu Judytak napisała wszystko na temat.

    I ja się zgadzam, bo bardzo mądrze napisała. Nie wiemy jednak czy dziecko
    autorki wątku zrobiło coś, co wymagało ingerencji matki. To, że wspinało się i
    oglądało zabawki, jest moim zdaniem jak najbardziej normalnym zachowaniem.
    Zastanawiam mnie natomiast reakcja lekarki i natychmiastowa opinia - takie
    dzieci powinny być nauczanie indywidualnie...
    Komentarza matki nie nazwałabym skandalicznym - po prostu straciła nieco
    kontrolę nad swoją wypowiedzią. Nie usprawiedliwiam, ale rozumiem doskonale...
    ale ja jestem z innej bajki...

    > > Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można było jakiegoś układ
    > u
    > > z dzieckiem zawrzeć na czas badania"?
    >
    > No, tu w toku dyskusji moja wiara wzrosła smile

    Postać choroby wcale nie musi być ciężka, by dotrzymanie wcześniejszej umowy z
    rodzicem przekroczyło możliwości dziecka. Gdyby zachowanie małego pacjenta
    zależało wyłącznie od jego woli, nie byłoby mowy o ADHD.

    Pozdrawiam
    Iwona
  • nanai11 24.08.05, 22:50
    Dziekuje....
  • falka32 20.08.05, 22:58
    do maji45 - piszesz, że ADHD nie zwalnia z wychowywania dziecka. Owszem. Takjak
    niedowład konczyn dziecka nie zwalnia rodzica z obowiązku rehabilitacji.
    Natomiast kwestia EFEKTÓW to juz co innego. Co innego jest WYCHOWYWANIE dziecka
    z ADHD a co innego uzyskanie dziecka z ADHD WYCHOWANEGO w potocznym rozumienu
    tego słowa. Istota tego zaburzenia polega własnie na problemie dziecka z
    opanowaniem swojego zachowania. Więc owszem, mozna i trzeba je wychowywać, ale
    gdyby to wystarczyło, to nie byłoby czegoś takiego jak problem ADHD. To tak,
    jakbyś stawiała zarzut osobie która wychowuje dziecko z niedowładem konczyn, ze
    dziecko nadal nie chodzi a powinno, bo ma już 4 lata - i zarzucała tej matce, ze
    na pewno nie chodzi na rehailitację.
    Ale to prawda, ze większośc ludzi nie odróżnia zaburzeń zachowania u dzieci na
    tle neurologicznym od zwykłej niegrzeczności. Szkoda tylko, ze nie odróżniając
    tego zachowują się tak, jakby byli wyrocznią od psychologii dziecięcej.
  • verdana 20.08.05, 23:17
    Święte słowa!!!!
    Panie Romanie! Nie chciałabym byc agresywna, ale nauczyciel naprawdę powinien
    odróżniać ADHD od braku wychowania. To, niestety, teraz trochę jak z dysleksją.
    Wobec mnożących się lipnych zaświadczeń, ludzie w ogóle przestają wierzyć w
    istnienie takiej choroby. Ile razy dowiadywałam się, ze "jakby syn się
    przykładał, to na pewno by umiał pisać, to brak nadzoru i lenistwo". Nie umie. I
    nie bedzie umiał. Nieżaleznie od wieloletnich wysiłków i starań. I ja też
    usprawiedliwiałam przy nim jego błędy - bo dlaczego młody człowiek ma być
    tępiony za coś, na co poradzić nie może.
    To samo jest ze zbyt często diagnozowanym ADHD. Tymczasem pełnoobjawowe ADHD to
    nie jest sprawa, z którą rodzice mogą sobie poradzić perswazją, krzykiem,
    nakazami, zakazami - czyli ogólnie pojętym wychowaniem. Dziecko bowiem nie jest
    w stanie , szczególnie w sytuacji stresu (badanie lekarskie) kontrolować
    zachowań. Tak jak człowiek z tikiem nerwowym nie może "przestać", choć mu sie
    każe, ani ktoś z zespołem Turetta nie odpowiada za wykrzykiwane przez siebie
    wulgaryzmy.
    W najcięższym przypadku zespołu ADHD z jakim zetknęła się moja przyjaciółka-
    psycholog kliniczny - trzeba było pokój dziecka wybić materacami. Przy czym samo
    dziecko było nieszczęśliwe, nie akceptowało swego zachowania i chciało się
    leczyć. Nie pomagało.
    Bardzo niedobrze jest osądzać rodziców, którzy mają z dzieckiem poważne kłopoty,
    jako rodziców, którzy sa nieudolni wychowawczo. A na pewno nie powinien tego
    robić pedagog.
  • roman.gawron 20.08.05, 23:29
    Mnie tylko ruszyła agresja autorki wątku skierowana w stronę lekarki.
    A przez Internet faktycznie nie da się ocenić, czy to dziecko rzeczywiście ma
    ADHD, czy jest po prostu niewychowane - a może trochę to, i trochę to?

    Jeśli skrzywdziłem - kajam się.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • judytak 21.08.05, 09:24
    verdana napisała:

    > Bardzo niedobrze jest osądzać rodziców, którzy mają z dzieckiem poważne
    kłopoty
    > ,
    > jako rodziców, którzy sa nieudolni wychowawczo.

    ja sama "oceniam" rodziców na tej podstawie, czy widać jakiegoś wysiłku...

    czyli, np. w gabinecie lekarskim, jeśli matka co raz upomina dziecko, daje mu
    do ręki przyniesioną z domu zabawkę, czy lizaka, żeby chociać przez minutę się
    zajęło czymś spokojnie, sadza koło siebie i przytrzymuje ręką, jak matka w
    jednym z postów, to rozumiem z zachowania matki i dziecka, że robią, co mogą,
    po prostu problem na razie ich przerasta...

    a jeśli widzę, że dziecko sobie "bryka", i matka (czy inny opiekun, chwilowo
    odpowiedzialny za zachowanie dziecka) nic z tym nie robi, to uznaję, że ma to
    gdzieś, bo nawet jeśli przypadek jest trudny, to po kilku latach współżycia z
    dzieckiem każdy rodzic powinien mieć swoje "autorskie" sposoby, które coś tam
    pomagają, coś tam poprawiają...

    pozdrawiam
    Judyta
  • falka32 21.08.05, 10:22
    judyto
    autorskie sposoby - owszem, ale nie na każdą sytuację. Gdyby to było takie
    proste, to tez nie byłoby problemu ADHD.
    Niedawno prowadziłąm na innym wątku rozmowę o zachowaniu nadpobudliwego dziecka
    na stołówce w domu wczasowym - i tam tłumaczyłam, dlaczego własnie pozwalam
    mojemu dziecku zachowywać się tam jak chce, w pewnym akceptowalnym zakresie.
    Ponieważ inaczej 100% czasu spędzanego z dzieckiem polegałoby na trzymaniu go za
    rękę i zwracaniu mu uwagi. Co oznacza, ze dziecko nie dośc, ze samo cierpi, ze
    odstaje od reszty, to jeszcze nie ma w swoim życiu ani chwili spokoju, ani
    chwili luzu i - nie ukrywajmy - ani chwili poczucia, ze ono samo jest ok. To w
    prostej linni prowadzi do pogłebienia objawów ADHD, nerwicy, frustracji i
    agresji u dziecka, co jest oczywiste i zrozumiałe i kazde nawet zdrowe dziecko
    zareagowało by tak samo.
    Dlatego uważam, ze jezeli nadpobudliwe dziecko macha nogami w towarzystwie lub
    zwiedza gabinet lekarski podczas wizyty, nie ma naprawdę potrzeby zwracania mu
    uwagi "bo to żle wygląda", dopóki nie robi nic szkodliwego dla siebie i innych i
    nie powoduje strat materialnych. Jezeli ruchliwość dziecka irytuje innych -
    trudno. Mozna i nalezy go uspokajać, jezeli jego zachowanie zaczyna byc
    szkodliwe, ale na litość boską, to tez jest człowiek, w dodatku mały, i nie ma
    powodu zeby mu upieprzyć CAŁE dzieciństwo tylko dlatego, zeby mieć opinię
    rocdzica który "ma dziecko dobrze wychowane".
  • judytak 24.08.05, 22:13
    > judyto
    > autorskie sposoby - owszem, ale nie na każdą sytuację

    przecież ja nie mówię, że trzeba "stosować sposoby" w każdej sytuacji!
    mówię wyłącznie o sytuacjach, kiedy zachowanie dziecka komuś przeszkadza (komuś
    prawdopodobnie przeszkadza/ma prawo komuś przeszkadzać)
    nie czytałam twojego opisu o domu wczasowym, ale tak ogólnie, to na wczasach
    stołówka jest właściwie jedynym miejscem, gdzie staram się zawsze "pacyfikować"
    moje dzieci (nie nadpobudliwe, na szczęście), w pokoju, na plaży, w lesie mogo
    sobie poszaleć do woli...

    przychodzi mi na myśl ostatnie przedstawienie w przedszkolu mojego syna, grupa
    maluchów, i jeden chłopaczek, który łazi sobie po scenie, błaznuje przez całe
    przedstawienie, podchodzi do dzieci, które akurat mają swoje role, usiłuje ich
    rozśmieszać, niektóre tracą wątek, zapominają rolę, zawstydzą się, płaczą...
    obecni są rodzice tego dziecka, i kilkoro personelu przedszkola, i nic...
    a ja nie mam na myśli skuć tego dziecka w kajdanki, mam na myśli, że np.
    przedszkolanka bierze go za rękę, mówi "chodź, pomożesz mi teraz zmienić
    dekoracje", matka przykucnie z dzieckiem z boku sceny, "teraz tu usiądziemy,
    posłuchamy, jak Kasia mówi", itp. itd...

    a w sytuacji, kiedy zachowanie dziecka wyraźnie odstaje od "przyjętych norm",
    ale według uznania opiekuna nie powinno to nikomu przeszkadzać, można
    zawsze "zapobiegawczo" powiedzieć coś w rodzaju "on już taki niespokojny", z
    czego otoczenie rozumie, że opiekun jest świadom zachowania dziecka, i ma
    sytuację pod kontrolą...

    pozdrawiam
    Judyta
  • maja45 21.08.05, 11:14
    Dokładnie to miałam na myślismile
    M.
  • rycerzowa 21.08.05, 11:38
    A co jest "chorego" w tym, że kilkulatek próbuje wspiać się na wysokie łożeczko?
    Albo w tym, że ogląda zabawki?
    Albo, że je po swojemu kotlet, podskakuje na krześle, macha nogami?
    Jeździłam swego czasu na tzw. wczasy rodzinne i zapewniam cię, że prawie
    wszystkie dzieciaki zachowywały się na stołówce tak, jak to opisałaś w swoim
    poscie. Moje też. Ale tam były wyłącznie rodziny z dziećmi i nikt nie robił
    problemu.

    Problem jest w tym,że rodzice (dzieci nie tylko pobudliwych) albo bez przerwy
    zwracają im uwagę i strofują je, albo nie robią nic, bo "ono takie jest i już".
    Jedno i drugie jest dla otoczenia wkurzające. A dla dziecka szkodliwe.

    Zwiedzić gabinet może, a nawet powinien, ale otwierać szaf z lekami raczej nie.
    Zabawki może wziąć do reki, ale rzeczy osobistych pani doktor absolutnie.
    Machać nogami niech sobie macha ile chce, ale kopać nikogo nie powinien.
    Czasem trzeba siłą przytrzymac delikwenta, aby krzywdy komuś nie zrobił, ale
    wyhasac się do woli a nawet narobić bałaganu ma prawo.

    Że sie niektórzy oburzają na to, że na zbyt wiele pozwalasz dziecku ? Ich
    problem. I nie tłumacz sie, że on ma ADHD. Jak trzeba , powiedz, że to jest dziecko.
    Ja sie ciagle buntuję na określenie ADHD albo np.zespołu Aspergera jako choroby.
    To są cechy charakteru, bo przeciez my jako ludzie różnimy się między sobą ,
    zatem nasze mózgi też się muszą różnić.

    Zasady postępowania z dzieckiem z ADHD - dostępne w internecie - są takie
    same, jak z każdym dzieckiem.

    Jedne dzieci są zahamowane i nieśmiałe, i to tez ludzi denerwuje ("ale gapa z
    tego pani syna").
    Inne ruchliwe i ciekawskie - i sama wiesz, jak bliźni reagują.
    Niektóre są usłużne i przymilne, i tez budzą niepokój, ze takie przebiegłe i
    wyrachowane.
    Inne są spokojne i bezproblemowe i te uchodzą za straaasznie nudne.

    Jeszcze się taki dzieciak nie narodził, który wszystkim by dogodził.



  • gaika 22.08.05, 03:24


    Bardzo podobają mi się Twoje wypowiedzi dotyczące zaburzeń u dzieci. Uważam je
    za niezwykle prawdziwe i ważne. Jest jednak element, który przewijał się już we
    wcześniejszych wątkach, z którym się zupełnie nie zgadzam.
    Proponujesz traktowanie zaburzeń jako normy: dzieci są po prostu dziećmi. Nie
    jest to, moim zdaniem, takie proste.

    To nie są zwyczajne cechy charakteru, jak piszesz, te przypadłości
    uniemożliwiają normalne życie. Ludzie rzeczywiście różnią się miedzy sobą, ale
    nie wszystkim te różnice przeszkadzają w codziennym funkcjonowaniu.
    Dzieciom potrzebna jest zatem pomoc : terapia i leczenie.
    Po to, by nie były ciężarem dla innych, by samodzielnie mogly iść przez życie,
    stać się pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, uczyć się i pracować na miarę
    swoich możliwości. Traktując te dzieci po prostu jako jakiś tam przejaw normy,
    zwyczajnie wyrządzimy im krzywdę.

    Należy mówić o zaburzeniach po to, aby lekarka zamiast złości okazała
    zrozumienie. Będzie to możliwe tylko wtedy, kiedy dowie się na czym ADHD polega
    i jakie są jego objawy.
    Szerzenie wiedzy w społeczeństwie jest nie do przecenienia dlatego, by
    zmordowana matka we „wczasowej” stołówce nie słyszała potępiających ją szeptów
    i agresywnej krytyki, ale glosy zrozumienia dla jej wielokrotnie trudniejszej
    drogi wychowawczej.
    Nauczyciel powinien wiedzieć czego spodziewać się po uczniu z Aspergerem, żeby
    jego zachowania odczytywane były prawidłowo, a rodzice nie byli wiecznie
    wzywani do szkoły w sprawie niesubordynowanego syna.
    Ta wiedza jest również potrzebna samym dzieciom dlatego, ze pomaga im w
    terapii. Zrozumienie dlaczego się różnią od innych, ze nie jest to ich wina, a
    także świadomość, ze można to zmienić, bardzo usprawnia proces i zwiększa
    szanse na powodzenie.

    Popieram Cię gorąco w tym co piszesz poza stwierdzeniem, ze każde dziecko jest
    jakie jest i należy dam im żyć ”po swojemu”. To niemożliwe, bo kiedyś te dzieci
    będą musiały zrobić zakupy, załatwić sprawę w urzędzie, chodzić do pracy. Bez
    szczególnej uwagi, pomocy, socjalizacji, ciężkiej pracy wszystkich
    zainteresowanych, te cele nigdy nie będą zrealizowane. Skazywalibyśmy zatem te
    osoby na wieczną bezradność i pomoc ludzi z zewnątrz. Myślę więc, ze trzeba
    mówić o tym, ze dziecko jest chore, ale nie po to by je stygmatyzować, ale
    tworzyć grunt dla jego przyszłej samodzielności i pełnego, satysfakcjonującego
    życia.



  • falka32 22.08.05, 12:38
    rycerzowa i gaika - święte słowa.

    Chociaż co do przyszłości takich dzieci - trudno jest o jednoznaczną opinię, bo
    np. ja miałam w dzieciństwie ewidentne, niezdiagnozowane ADHD a wyrosłam na
    całkiem dobrze radzącą sobie osobę, choć nikt nade mną nie pracował, jedyne co,
    to starano się chronić moje zdrowie i życie. No - ale co ja przeżyłam w
    dziecinstwie i młodości, to moje, nie? Również w mojej rodzinie jest osoba (już
    starsza), która moim zdaniem ma ZA i zawsze miała - choc tez nikt jej nie
    diagnozował i nie pracował nad nią - radzi sobie świetnie w życiu zawodowym,
    natomiast co do życia rodzinnego i osobistego - szkoda gadać... choć miała
    rodzinę i dzieci, kompletnie nie potrafiła sobie z tym faktem poradzić. Ale jest
    tez mnóstwo ludzi bez zaburzeń,którzy nie radzą sobie z tym faktem.sad((

    Tak więc terapia terapią, socjalizacja socjalizacją a i tak to dzieciństwo jakoś
    trzeba przeżyć, w jak najlepszym zdrowiu emocjonalnm przynajmniej, bo jak uda
    nam się sprawić, ze dziecko będzie szczęsliwe i będzie czuło się bezpieczne i
    dowartościowane, to z zaburzeniami poradzi sobie moze nawet samo w dorosłym
    życiu - chocby przekuje je w swoje atuty. Do tego jednak jest potrzebna
    całkowita akceptacja, miłość i mądre, oparte na własnej znajomości ograniczeń
    dziecka podejście.
  • mruwa9 22.08.05, 13:30
    Moj syn to 3. pokolenie (po tesciowej i mezu) z ADHD...I maz, i tesciowa
    skonczyli studia i jako tako (calkiem przyzwoicie) funkcjonuja w
    spoleczenstwie. To mnie z jednej strony pociesza, z drugiej boje sie, ze mlody
    skonczy kiedys w kryminale, gdy ktos go wkurzy, i mlody chwyci za maczuge i
    delikwenta zabije sad Mam wrazenie, ze u niego czyny wyprzedzaja (albo wrecz
    zastepuja) myslenie sad Ale tego rodzice "normalnych" dzieci nie zrozumieja...
  • ewa2000 22.08.05, 16:52
    A czy Ty zrozumiałabyś gdyby jakieś dziecko , bez względu na przyczynę,
    uszkodziło Twoje?
    Czy byłabyś tolerancyjna wobec delikwenta, którego "wkurzyło" zachowanie
    Twojego dziecka ( ADHD-owiec jest trudny do wytrzymania), chwyci nóż i zabije
    go albo solidnie uszkodzi?
    Odpowiedz sobie uczciwie na to pytanie.
  • 1iwona1 22.08.05, 18:49
    mruwa9 napisała:

    > Mam wrazenie, ze u niego czyny wyprzedzaja (albo wrecz
    > zastepuja) myslenie sad Ale tego rodzice "normalnych" dzieci nie zrozumieja...

    Nie zrozumieją. W najlepszym wypadku zrozumieją bardzo nieliczni. Trudno się z
    tym pogodzić. ADHD jest chyba najbardziej kontrowersyjnym zaburzeniem, jego
    istotę trudno zrozumieć. Wiele osób myśli, że dziecko z ADHD to takie
    trudniejsze, bardziej niegrzeczne dziecko i wystarczy nad nim troche popracować
    i stanie się takie, jak inne dzieci. A to niestety nie jest prawdą.


    Pozdrawiam serdecznie
    Iwona
  • triss_merigold6 22.08.05, 20:02
    Ubolewasz nad tym, że rodzice zaatakowanego (hipotetycznie) dziecka nie
    zrozumieją, że Twoje jest chore i drobiazg jest w stanie sprowokować agresywny
    atak szału?
    Jako matka "normalnego" jak dotąd dziecka optowałabym za usunięciem agresywnego
    z przedszkola czy szkoły. Life is brutal i średnio interesuje mnie czy
    przyczyną nagłej i nieopanowanej agresji jest złe wychowanie czy ADHD.
  • a_weasley 23.08.05, 00:52
    rycerzowa napisała:

    > A co jest "chorego" w tym, że kilkulatek próbuje wspiać się
    > na wysokie łożeczko?

    Absolutnie nic. Chore jest to, że matka mu na to pozwala, a na zwrócenie uwagi
    reaguje agresją.

    > Albo w tym, że ogląda zabawki?

    Jak wyżej.

    > Zabawki może wziąć do reki, ale rzeczy osobistych pani doktor absolutnie.

    Zabawki też najpierw powinien zapytać, czy można. A jeżeli mama nie nauczyła,
    trudno, obcy ludzie zwracają uwagę, a mama się wstydzi.

    > Machać nogami niech sobie macha ile chce, ale kopać nikogo nie powinien.
    > Czasem trzeba siłą przytrzymac delikwenta, aby krzywdy komuś nie zrobił, ale
    > wyhasac się do woli a nawet narobić bałaganu ma prawo.

    Ma tyle praw, ile mu na danym terenie ktoś przyzna. I o tym, czy ma prawo
    hasać, a tym bardziej robić bałagan, decyduje ten, u kogo dziecko hasa i komu
    robi bałagan.

    > Że sie niektórzy oburzają na to, że na zbyt wiele pozwalasz dziecku ?
    > Ich problem.

    Na szczęście nie. Problem autorki wątku i jej dziecka. Przede wszystkim. Bo to
    siebie i dziecko autorka naraża na rozmaite przykrości ze strony otoczenia. I
    nawet się porządnie wyżalić nie może, bo przychodzą tutaj tacy ciemnogrodzianie
    jak Roman Gawron, Ewa2000 czy niżej podpisany.

    > Ja sie ciagle buntuję na określenie ADHD albo np.zespołu Aspergera
    > jako choroby. To są cechy charakteru,

    Idąc tym torem, należałoby uznać, że ADHD daje takie same prawa jak wredny
    charakter. Mianowicie żadnych. Może lepiej zostańmy jednak przy chorobie?
    Bo skoro to nie jest choroba, tylko taki charakter, to dlaczego ludzi z takim
    charakterem szprycuje się ritalinem?

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • ewa2000 22.08.05, 17:03
    A ja bronię lekarki! Miała prawo zdenerwować się takim zachowaniem dziecka! Nie
    jest to normalne zachowanie w gabinecie, miejscu publicznym.
    Po raz kolejny potwierdza się moja teza o ADHD ( vide posty w innych wątkach na
    ten temat).
    Rodzice dzieci są ODPOWIEDZIALNI za zachowanie swoich pociech - i dotyczy to
    TAKŻE ADHD. Nikt nie mówi o pozamykaniu w klatkach, ale o spowodowaniu, zeby
    dzieci - bez względu na to czy są rozwydzone czy mają ten lub inny zespół, nie
    były uciążliwe dla otoczenia.
    Dziś napyskowałaś młodej lekarce, jutro zrobisz to samo nauczycielom, rodzicom
    innych dzieci,ludziom, którzy bedą mieli dośc nienormalnego zachowania w
    szkole. A w fizyce jest prawo mówiące o tym, ze akcja wywołuje reakcję - w
    zyciu jest podobnie.
    Nie zdziwię się więc, ze od nowego roku szkolnego, czyli pierwszych kontaktów z
    innymi ludźmi, będziecie miec spore kłopoty. Mozesz liczyć się z sekowaniem
    dziecka, z wyobcowaniem go , a nawet z rękoczynami kolegów, których "nie
    zauważą" nauczyciele.
    ADHD tak naprawdę jest Waszym problemem. Inni mają prawo się przed
    nienormalnymi zachowaniami bronić.
  • izoska 22.08.05, 17:56
    > ADHD tak naprawdę jest Waszym problemem. Inni mają prawo się przed
    > nienormalnymi zachowaniami bronić.

    przesadziłaś....a wątek był jednym z ciekawszych i mądrzejszych na forum
  • roman.gawron 22.08.05, 18:16
    izoska napisała:

    > a wątek był jednym z ciekawszych i mądrzejszych na forum

    Nadal jest.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • 1iwona1 22.08.05, 18:41
    roman.gawron napisał:

    > izoska napisała:
    >
    > > a wątek był jednym z ciekawszych i mądrzejszych na forum
    >
    > Nadal jest.

    Ale jeszcze kilka wypowiedzi i przestanie...

    Iwona
  • ewa2000 22.08.05, 18:20
    To co Twoim zdaniem powinna zrobić lekarka? Odwołać przyjecia i zająć się
    dzieckiem autorki wątku a następnie sprzątaniem zdemolowanego przez niego
    gabinetu?
    Odpowiedzialnośc za zachowanie dzieci spoczywa na rodzicach.
  • palka_zapalka 25.08.05, 23:58
    ADHD jest skmplikowanym schorzeniem i wymaga wiele od rodziców, opiekunów -
    niestety, czasami efekty mogą być nie zauważalne przy ciągłej pracy, te dzieci w
    try miga zapominają o co ich sie prosi, nie potrafią sie skupić i trzeba wiele
    czasu na to wszystko.
    Dziecko nadpobudliwe wymaga jasno określonych reguł i konsekwencji, ale
    nadmierny rygoryzm często daje odwrotny skutek do zamierzonego.
    Nie można zwalać tylko winy na rodziców, ze nie wychował nie wychowuje on sie
    stara,ale to naprawdę nie jest łatwe.
    Lekarka która juz sie dowiedziała o tym fakcie mogła inazej zareagować - tu
    potrzebna jest zbiorowa pomoc a nie odizolwanie.

    --
    Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń nabytych do osiemnastego roku życia.

    P.
  • a_weasley 22.08.05, 18:53
    Wiem, że to brzmi brutalnie, spieszę więc uściślić: oczywiście należy Wam się
    pomoc. Ale pierwszymi osobami, które odpowiadają za losy i zachowanie dziecka,
    są rodzice.
    Nanai11 napisała:

    > Byliśmy u lekarza .Mój syn po basenie dostał wysypki i uwazałam ze nalezało
    > pokazac to lekarce. Ta była bardzo młoda, napewno na zastepstwie.

    A gdyby nawet, cóż stąd? Wobec młodej lekarki dziecku wolno więcej?

    > Mój siedmiolatek szykujący sie do szkoły, najpierw zacza wspinać sie
    > na duzełóżko dla niemowląt, potem zacza ogladac wszystkie zabawki.

    A co Ty robiłaś w tym czasie poza obserwowaniem jego działalności?

    > Potem.... lekarka sie zdenerwowała niestety i krzykła

    Jestem w szoku. Dziecko skacze po meblach w jej gabinecie, a ona się denerwuje
    i nawet głos podnosi. Strasznie źle wychowani ci lekarze.

    > Jednakze po chwili orzekła że takie dzici powinny
    > mieć nauczanie indywidualne.

    Co, szczerze mówiąc, nie byłoby pomysłem złym.

    > Ja opdowiedziałam ze jak ktos ma problem w pracy
    > z ludźmi to też nie powinien leczyc...

    Pogratulować kultury.

    > Mamy sie pozamykac w klatkach czy co?? albo nie wychodzic nigdzie??

    To zależy, na ile jesteście w stanie zminimalizować uciążliwość Waszych dzieci
    dla otoczenia.
    Wszystkie dzieci są nasze, ale Twoje są Twojsze. Troski o Twoje dziecko w
    ogóle, a o to, żeby jak najmniej utrudniało życie bliźnim, oczekuje się w
    pierwszym rzędzie od Ciebie.
    Nie darmo powiadają, że dzieci dzielą się na nasze i nieznośne. W istocie to,
    co dla Ciebie jest objawem rozwoju albo choroby Twojego ukochanego dziecka, dla
    otoczenia jest uciążliwością powodowaną przez dziecko obce.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • verdana 22.08.05, 20:00
    Ludzie chorzy sa uciążliwi dla otoczenia.
    Dzieci opóźnione w rozwoju czesto zachowuja się dziwnie, czasem kogos zaczepia,
    zniszczą, dotykają wszystkiego bez potrzeby.
    Dla dzieci niechodzacych trzeba w szkole przygotowywać specjalne pochylnie - a
    jakie pieniądze na to idą! - a można by je przeznaczyć na "normalne" dzieci.
    Dzeci z ADHD kręca się i przeszkadzają. (Dzieci z ADHD wcale nie sa przeciętnie
    agresywniejsze od "zdrowych" - śą i agresywne i zupełnie łagodne, jak wszyscy)
    Dla dzieci niewidomych trzeba opracowywać specjalne arkusze egzaminacyjne i co
    gorsza potrzebna im często pomoc przy przemieszczaniu się.
    A powinny po prostu siedzieć w domu , albo mieć bardzo ograniczone prawa (np. do
    nauki), aby nie utrudniać życia naszym, normalnym, pełnowartościowym.
    Uciążliwość spowodowana przez chorobę powinna dotykać tylko najbliższą rodzinę
    dziecka. My, dobrzy, zdrowi rodzice , dobrych, normalnych dzieci nie chcemy
    ponosić żadnych wyrzeczeń tylko dlatego, że komuś urodziło się chore dziecko.
    Jego dziecko -jego problem. Nasze, zdrowe, oczywiscie są pilnowane przez nas 24
    godziny na dobę i nigdy, ale to nigdy nie sa dla nikogo uciążliwe.
    A_wesley - o ile się nie mylę, bo pewności nie mam, deklarowałeś się na kilku
    forach jako chrzescijanin. Jesli się tak deklarowałeś, to bezpodstawnie.
    Przepraszam za ton wypowiedzi, ale cholera mnie wzięła.
  • a_weasley 23.08.05, 00:09
    > A_wesley - o ile się nie mylę, bo pewności nie mam, deklarowałeś się na kilku
    > forach jako chrzescijanin. Jesli się tak deklarowałeś, to bezpodstawnie.

    Odczep się ode mnie. Rozmawiamy o moich poglądach, a nie kwalifikacjach
    moralnych. Ja się Twoim światopoglądem nie zajmuję i oczekuję wzajemności.

    > Przepraszam za ton wypowiedzi, ale cholera mnie wzięła.

    Nie przepraszam. Cholera bierze mnie nadal.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • a_weasley 23.08.05, 00:25
    verdana napisała:

    > Ludzie chorzy sa uciążliwi dla otoczenia.

    Owszem. Otoczenie powinno te uciążliwości znosić - w rozsądnym zakresie - ale
    oni powinni je minimalizować. Na przykład facet, który ledwo słyszy, powinien
    nosić aparat słuchowy, a nie włączać radio na cały regulator.

    > Dzieci opóźnione w rozwoju czesto zachowuja się dziwnie, czasem kogos
    zaczepia, zniszczą,

    No i co wtedy?
    Jeżeli dziecko opóźnione w rozwoju rozbije szybę wystawową, bo chciało sobie
    rękami obejrzeć to, co jest na wystawie, kto za to zapłaci? Kto odpowiada za
    szkodę? ROdzice? Czy może właściciel sklepu ma się poświęcić dla dobra dzieci i
    społeczeństwa?

    > Uciążliwość spowodowana przez chorobę powinna dotykać tylko najbliższą rodzinę
    > dziecka. My, dobrzy, zdrowi rodzice , dobrych, normalnych dzieci nie chcemy
    > ponosić żadnych wyrzeczeń tylko dlatego, że komuś urodziło się chore dziecko.

    Przeczytaj, co napisałem, i bądź uprzejma skoncentrować się na tym, a nie na
    przerysowaniach.

    > Jego dziecko -jego problem.

    Jak napisałem: po pierwsze jego i przede wszystkim jego.

    > Nasze, zdrowe, oczywiscie są pilnowane przez nas 24 godziny na dobę

    Są pilnowane w takim zakresie, w jakim to jest konieczne. I tak samo dzieci
    nadpobudliwych należy pilnować w takim zakresie, w jakim to jest konieczne.
    Rodzice mają pecha, że ich dzieci tej uwagi wymagają więcej.

    > i nigdy, ale to nigdy nie sa dla nikogo uciążliwe.

    Dziecko samo z siebie bywa uciążliwe. Nie wszędzie można z nim pójść. Nie
    zawsze samo z siebie zachowuje się jak trzeba. Czasem trzeba je spacyfikować.
    Tyle, że rodzic dziecka zdrowego nie mówi "on jest mały, on jeszcze nie
    rozumie". Natomiast rodzice prawdziwych czy rzekomych adehadowców i im
    podobnych owszem, często tak reagują.
    Łóżko dla niemowląt nie zna się na medycynie. Jak dziecko je uszkodzi, będzie
    je trzeba naprawić.
    Ząb dziecka, które oberwało od kolegi, nie odróżnia pięści chuligana od pięści
    adehadowca.
    Nawiasem mówiąc, pilnowanie i utrzymywanie w ryzach dziecka nadpobudliwego jest
    również w jego interesie. Gdyby dane dziecko, oglądając wszystko rękami, zbiło
    szybę, pokaleczyłoby się tak samo jak zdrowe (i co wtedy? Wina lekarki, że nie
    ma pancernych szyb?). Droga hamowania samochodu też nie zależy od tego, czy
    dziecko, które wbiega na jezdnię, ma ADHD.


    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • nanai11 24.08.05, 22:59
    Verdana ja tez jestem dobrym rodzicem a mój syn jest dobrym dzieckiem wiesz??
    lubisz korinna- mikke prawda???
  • mruwa9 22.08.05, 20:58
    Czyli co, twoim zdaniem? dyby?knebel?eutanazja?bezludna wyspa? tak najprosciej,
    a dzieci z ADHD tez musza sie socjalizowac, uczyc sie funkcjonowac w
    spoleczenstwie. dla dobra swojego i spoleczenstwa.
  • triss_merigold6 22.08.05, 21:07
    Ok. muszą się socjalizować. Są różne postacie ADHD z tego co wyczytałam.
    Niemniej jednak nie możecie mieć pretensji do otoczenia (innych dzieci,
    rodziców, nauczycieli), że nie akceptują zachowań ADHD-owców. Że te zachowania
    denerwują, brzydzą, odrzucają, prowokują itd. Nie są normalne.
    Jeśli w przyszłości moje dziecko chodząc do zwykłej szkoły będzie tracić
    większość lekcji przez dziecko z ADHD to podpiszę petycję z wnioskiem o
    usunięcie problematycznego z klasy czy szkoły.
  • verdana 22.08.05, 21:24
    Triss, no proszę...
    A jak Twoje dziecko będzie miało ADHD?
    Te opisy ADHD-owców, ktore tu czytasz -jak to z nożem lataja po klasie, to
    ogromna przesada.
    Uczyłam dzeciaki z ADHD. One owszem, przeszkadzają, ale często sa inteligentne i
    wnosza sporo nowego. Nie mówię o dzieciach agresywnych - z ADHD czy nie. Mówię o
    tych, co nie są w stanie usiedzieć spokojnie, wiercą się, rysuja, gadaja z
    kolegami, wstają i łażą po klasie.
    Mnie znacznie bardziej denerwowały i obrzydzały lizusowskie dziumdzie na
    pograniczu normy, które rozwalały lekcje proszac o powtórzenie wszystkiego
    minimum trzy razy - a jakoś nikt nie pisze petycji, by je wyrzucić, bo "grzeczne".
    Proszę cię, Triss... Pomyśl trochę. Dzieci z ADHD są normalne. I wyrastaja z
    nich absolutnie normalni ludzie, czesto profesorowie - jak mój znajomy.
  • triss_merigold6 22.08.05, 22:01
    Nie będzie miało. ADHD daje symptomy już u niemowląt. Dobra, są normalne. Ale
    niektóre nie. Wybacz, ale u mnie w klasie w podstawówce był chłopak z
    ewidentnym (jak z perspektywy czasu oceniam) ADHD i był ewidentnie szurnięty.
    Nigdy, nigdy nie wiadomo było co zrobi: potrafił znienacka uderzyć, wyrwać coś
    z ręki, wszcząć bójkę... wykopali go po 6 klasie do przysposobienia zawodowego.
    Z pewnością spora wina rodziców i pedagogów szkolnych, bo o leczeniu
    farmaceutycznym i terapii nikt wtedy nie słyszał. Niemniej jednak dzieciak był
    beznadziejny jako kolega bo nieprzewidywalny jak małpa i równie agresywny.
    Dziuniom krótko: było mówione.
    Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żeby dziecko nie potrafiło usiedzieć 45 minut
    na tyłku. Rysowało się, pisało liściki, grało w okręty czy odpisywało prace
    domowe na nudnych lekcjach ale jakoś każdy zmęczył bez łażenia.
  • verdana 22.08.05, 22:14
    Może - daję słowo.
    I znowu - nie każde dziecko z ADHD jest szurnięte. Niektóre sa tylko
    nadruchliwe. Mój uczeń, lat 18, wyrzucony poprzednio z 3 szkół, potrafił
    zdemolować na swojej ławce i w jej okolicy wszystko, wchodzić na stół, pod stół,
    siadać tyłem - i był jedynym facetem w klasie, który potrafił przy tym
    odpowiadac na pytania i mysleć logicznie. Naprawdę, oddzielenie go od klasy
    byłoby szkodą dla tej klasy! Niektóre w ogóle nie mają ADHD, tylko sa źle
    wychowane. Albo patologicznie agresywne (agresywne dziecko nie musi miec ADHD!).
    I naprawdę, niestety, w życiu nigdy nic nie wiadomo. Moje dzieci urodziły się z
    10 pkt. Apgar. Córka mówiła zdaniami w wieku roku. Chłopcy - w wieku półtora
    roku. Żadnego ryzyka dysleksji.
    I co - dzieci wykształconych, troskliwych rodziców, z IQ pomiedzy 145 a 140,
    maja wszystkie dysortografię. Z tego dwoje bardzo poważną, najstarszy jest
    faktycznie analfabetą, może pisac tylko na komputerze. Zaręczam Ci, że 20 lat
    temu nie uwierzyłabym, że dorosły, inteligentny człowiek, czytający przeciętnie
    jedną książkę dziennie, może nie móc nauczyć się pisać.
    Teraz uwierzę we wszystko. Że nie można usiedzieć 45 minut na tyłku, ze nie
    można nauczyć się po 22 latach jak się pisze własne imię i w wiele innych rzeczy.
  • linka9 23.08.05, 11:40
    verdana napisała:

    > Zaręczam Ci, że 20 lat
    > temu nie uwierzyłabym, że ...
    > Teraz uwierzę we wszystko.

    Wypada mi przyłączyć się do powyższego stwierdzenia.
    Dzisaj już napisałam, ale powtórzę, że syty głodnego ...
    Tak, chyba wszyscy po trochu zachowujemy się, jak niewierny Tomasz.
    A tu życie weryfikuje nasze zatwardziałe poglądy.

    A co do meritum? Prawie wszystko już zostało przewałkowane. Negatywne
    wzmocnienie też i błędy rodziców, i z drugiej strony sytuacje, których mimo
    najlepszych chęci przeskoczyć nie jesteśmy w stanie.
  • luca28 25.08.05, 13:55
    popieram

    Mój kuzyn nigdy nie miał zdiagnozowanego ADHD (ma dziś 21 lat) ale wszystkie
    objawy i zachowanie na to wskazuje. Ciocia jeździła z nim po róźnych leakrzach
    ale to były inne czasy. Miał robione badania inteligencji wyszło mu 172 IQ ale
    na lekcji nie potrafił spokojnie usiedzieć i "łapał" dwóje. Bez przerwy
    przeszkadzał innym dzieciom, psocił, chodził po klasie, wiercił się, gadał na
    głos i nikt go nie potrafił "ujarzmić". W efekcie skończył tylko zawodówkę a
    dziś ma problemy z normalnym życiem i przystosowaniem się. Wyrzucili go z 2
    zakładów pracy, z jednego po tygodniu, a z drugiego po 3 dniach. Poszedł do
    wojska skąd wrócił jeszcze przed przysięgą smile.
    Ja rozumiem dzieci rodziców z ADHD i wiem po przykładzie mojej rodziny że to
    wychowanie ich to nie jest "bułka z masłem".
    Starajcie sie kochani aby wasze dzieci nie powtórzyły losu mojego kuzyna.

    Pozdrawiam
    Lucyna
  • a_weasley 23.08.05, 00:11
    mruwa9 napisała:

    > Czyli co, twoim zdaniem? dyby?knebel?eutanazja?bezludna wyspa?

    Nie przywykłem do dyskusji na tym poziomie.

    > dzieci z ADHD tez musza sie socjalizowac, uczyc sie funkcjonowac w
    > spoleczenstwie. dla dobra swojego i spoleczenstwa.

    Głównie swojego. Tak, muszą. Ale ta socjalizacja ma się dokonywać w sposób
    możliwie najmniej uciążliwy dla otoczenia.
    Chorych psychicznie też trzeba, o ile możności, leczyć i socjalizować, ale to
    nie znaczy, że mogą robić co chcą.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 23.08.05, 01:20
    a_weasley napisał:

    > mruwa9 napisała:
    >
    > > dzieci z ADHD tez musza sie socjalizowac, uczyc sie funkcjonowac w
    > > spoleczenstwie. dla dobra swojego i spoleczenstwa.
    >

    > Głównie swojego. Tak, muszą. Ale ta socjalizacja ma się dokonywać w sposób
    > możliwie najmniej uciążliwy dla otoczenia.

    Mysle,ze w rownej czesci dla swojego i spolecznego dobra.Czlowiek, ktory nie
    jest leczony, czy socjalizowany, po prostu kosztuje panstwo wiecej.

    > Chorych psychicznie też trzeba, o ile możności, leczyć i socjalizować, ale to
    > nie znaczy, że mogą robić co chcą.

    Nie wiem, skad ta konkluzja. Czy komukolwiek w tym watku chodzi o to, by dzieci
    zaburzone robily co im sie podoba?
  • palka_zapalka 25.08.05, 23:30
    o napisałaś;crying
    Dziękuje Bogu ze nie ma wsród mich znajomych ludzi z takim tokirm rozumowania
    DRAMAT!!!!--
    Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń nabytych do osiemnastego roku życia.

    P.
  • palka_zapalka 25.08.05, 23:37
    sory za błędy ale zatkało mniecrying
    --
    Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń nabytych do osiemnastego roku życia.

    P.
  • 1iwona1 22.08.05, 20:14
    Ponieważ temat ADHD wraca jak bumerang, pozwolę sobie na zamieszczenie poniżej
    pewnej historii.

    ------
    Był sobie chłopiec…
    Urodził się jako czwarty z sześciorga. Był dzieckiem bystrym, radosnym,
    otwartym, skłonnym do żartów i psot, które bawiły całe otoczenie, ogromnie
    wrażliwym, można powiedzieć nadwrażliwym na przejawy niesprawiedliwego
    nieżyczliwego traktowania, a nade wszystko ruchliwym.
    Przy tym wszystkim był dzieckiem szczęśliwym i nikt nie przypuszczałby, że jego
    szczęśliwe dzieciństwo skończy się tak szybko. Ale zatrzymajmy się jeszcze w
    czasie, gdy chłopiec jest jeszcze mały i szczęśliwy.
    Od najmłodszych lat towarzyszył swoim starszym bracią a ich przyjaciele byli
    także jego przyjaciółmi. Bardzo chciał zdobyć uznanie i przychylność starszych
    chłopców, więc starał się ich naśladować: nie płakać, znosić ból, popisywać się
    odwagą i siłą, a miał po temu warunki, bo był roślejszy i silniejszy od swych
    rówieśników. Dla starszego towarzystwa był zabawną maskotką, łatwo go było
    namówić na różne psoty i wybryki a starszym chłopcom pomysłów nie brakowało.
    Kiedy śmiali się był szczęśliwy – uważał, że go lubią, że jest po prostu nie
    zastąpiony. Dla takich chwil zrobiłby wszystko.
    Czas mijał i trzeba było iść do szkoły. Szkoła to było coś nowego, niezmiernie
    ekscytującego – dla chłopca oznaczało nowe zabawy, nowe miejsca, nowe ciekawe
    doznania a nade wszystko nowych nowych kolegów i przyjaciół, a tego pragnął
    najbardziej. Szedł, więc do szkoły z radością i entuzjazmem. Pokochał
    natychmiast swoją klasę i już po kilku dniach czół się w niej doskonale. Był
    bystry i nauka stanowiła dla niego jedną z form zabawy. Bardzo szybko i bez
    trudności wykonywał polecenia. Jego zeszyciki pełne były uśmiechniętych buź i
    innych wesołych znaczków rysowanych przez panią nauczycielkę w nagrodę za
    postępy w nauce. Ale nauka była tylko jednym z wielu elementów klasowego życia.
    Dla chłopca równie ważne było wszystko, co działo się na obszarze klasy a nawet
    za oknem. Był natychmiast gdzie coś zwróciło jego uwagę, to przy oknie, to w
    drugim końcu Sali, musiał coś właśnie powiedzieć coś koledze w odległej ławce,
    albo trzepnąć w ucho tego, który pokazał mu język, przy tym czasem coś strącił,
    narobił hałasu, wdał się w kłótnie. Kiedy na przerwach biegał po korytarzu nikt
    nie był w stanie go zatrzymać. Pani miała z nim pełne ręce roboty, ale klasa
    bawiła się doskonale. Także on sam był z siebie zadowolony i nie dostrzegał
    niczego niezwykłego. Koledzy lubili go, a to było najważniejsze. A jeśli ktoś
    go nie lubił i mu to okazywał po prostu dostawał, tak w oczach chłopca było
    sprawiedliwie.
    Sprawiedliwość też należało wymierzyć temu, kto bił słabszego, albo komuś
    złośliwie dokuczał. Takie sytuacje zdarzały się wielokrotnie każdego dnia i w
    tedy zaczęły się wędrówki mamy do szkoły.
    Pani denerwowała się coraz bardziej, a mama patrzyła na synka z coraz większą
    troską, tata – cóż – śmiał się tylko i powiadał: „ja byłem taki sam”. Wreszcie
    pani wychowawczyni poradziła mamie, by zaprowadzić chłopca do psychologa.
    Psycholog porozmawiał z mamą, kazał chłopcu robił testy i różne zadania, w
    końcu wydał zaświadczenie do szkoły, że chłopiec jest nadpobudliwy, że należy
    mu pozwolić na ruch, na przykład na chodzenie po klasie, bo to w końcu nic
    złego, a chłopca obejmie się terapią. Zaczął, więc chodzić na tą terapię.
    Kazano mu tam ciągle robić testy i różne zadania, terapeuci zmieniali się, –
    jeżeli byli sympatyczni robił zadania chętnie i oni w tedy pisali –
    inteligętny, jeśli byli nie sympatyczni, a chłopiec był zły lub znudzony i nie
    chciało mu się robić tych zadań a ni rozmawiać, po prostu siedział
    naburmuszony – w tedy pisali - nie inteligętny, ograniczony itp.
    Mama zanosiła zaświadczenia do szkoły, chłopiec chodził do ośrodka i nic się
    nie zmieniało. Dorośli w szkole tracili cierpliwość, coraz częściej krzyczeli i
    wzywali mamę, wreszcie mama postanowiła zabrać go z tej szkoły, może gdzie
    indziej będzie lepiej.
    Ale nie było. W tej nowe szkole było nawet gorzej – nie lubił nowej klasy a oni
    nie polubili jego, więc odesłali go do następnej szkoły a ta do następnej i
    jeszcze jednej… i było coraz gorzej. Czasem na skutek płaczu mamy postanawiał
    być naprawdę grzeczny. Bardzo tego chciał, ale już w połowie dnia zapominał o
    postanowieniu. Z resztą doszedł do wniosku, że się nie opłaca, bo nawet, jeśli
    wielkim wysiłkiem udało mu się panować nad sobą, to i tak przypisano mu
    wszystkie złe zdarzenia, które stały się na terenie szkoły, nawet tam gdzie go
    w ogóle nie było. Pęczniały dzienniczki uwag, mnożyły się wpisy do czarnej
    księgi i skargi rodziców innych dzieci. Znienawidził te nowe szkoły, więc
    przestał do nich chodzić, wiedział jednak, że do szkoły wyjść trzeba, więc co
    rano brał teczkę i wędrował – najczęściej do swojej starej ukochanej szkoły, do
    swojej znajomej klasy, gdzie na jego widok wszyscy się cieszyli – ma się
    rozumieć wszyscy oprócz nauczycieli, – ale on wiedział (tak mu się przynajmniej
    zdawało), że tu jest bezpieczny i nauczyciele nic mu nie mogą zrobić, no, bo
    przecież nie jest już uczniem tej szkoły. Znowu do głosu dochodziło poczucie
    sprawiedliwości i pragnienie zemsty na nauczycielach, którzy w jego oczach byli
    wrogami. Wyobraźni i inwencji mu nie brakowało i potrafił im dopiec tak samo
    jak oni jemu. A to w jego oczach było sprawiedliwe. Potrafił tak chodzić przez
    cały rok. I choć wydaje się to nieprawdopodobne, zdołał ukryć ten fakt przed
    mamą. Postarał się sprytnie by informacje ze szkoły nie docierały do rodziców.
    Czół się bezpieczny i jakoś nareszcie ułożył sobie te nieznośne szkolne życie i
    nawet przez myśl mu nie przeszło, że gromadzi prawdziwe burzowe chmury nad
    swoją głową. No i któregoś dnia, wreszcie rozpętała się burza.
    Szkoła, do której był zapisany, oddała sprawę do sądu, że uczeń przez rok nie
    uczęszcza do szkoły. Rozprawa odbyła się bez wiedzy mamy. Jacyś obcy ludzie,
    kurator i policja wpadli pewnego dnia do domu i wśród krzyków i łez zabrali,
    baaa wręcz porwali przerażonego dziesięciolatka od płaczącej, zrozpaczonej
    mamy, z jedynego bezpiecznego miejsca, kochanego domu.
    Znalazł się w domu dziecka. Tam usłyszał po raz pierwszy w życiu, że pochodzi z
    rodziny patologicznej – z rosnącym zdziwieniem słuchał, że: ma ojca alkoholika,
    że w domu jest bieda, a matka nie radzi sobie z jego wychowaniem. Z tego
    wszystkiego prawdą mogło być jedynie to ostatnie, ale przecież do tej pory nie
    znalazł się nikt, kto umiałby sobie poradzić i zrobić z chłopca model
    odpowiadający wyobrażeniom o grzecznym uczniu. Miał ponoć pomóc w tym dom
    dziecka w Krakowie. Tego dnia chłopiec usłyszał słowa „to dla twojego dobra” i
    te słowa powtarzane coraz częściej, towarzyszyły mu w dalszej, niełatwej
    drodze, by z biegiem czasu nabierać coraz groźniejszego znaczenia. Tak, więc
    dla swego dobra, zebrał na dzień dobry lanie od wspólnoty nowych kolegów – i od
    razu wszystko było jasne – nie wolno płakać (wiedział o tym od dawna) i nie
    wolno się skarżyć wrogom, – czyli wychowawcą – cokolwiek by się stało. Zresztą
    szybko pokazał, że da sobie rade z najsilniejszymi i zrozumiał, że należy bić
    by nie być bitym. Ta nowa wiedza była odtąd najważniejszą, najbardziej
    praktyczna mądrością, która chłopiec zdobył „dla własnego dobra”. Wychowawcy
    też potrafili zdrowo przyłożyć – no jakoś trzeba utrzymać w ryzach tą
    zbieraninę. Nic dziwnego, że zaraz na początku, zrodziła się myśl: uciekać,
    uciekać do domu, do mamy, do rodzeństwa, do przyjaciół z podwórka. Gotów był na
    wszystko, byle znaleźć sposób ucieczki.
    Uciekł już następnego dnia, pare przystanków autobusem i był w domu. Mama
    prosiła i przekonywała by wrócił do domu dziecka, uparł się, że nie! Zgodził
    się ost
  • 1iwona1 22.08.05, 20:16
    cd.
    Uciekł już następnego dnia, pare przystanków autobusem i był w domu. Mama
    prosiła i przekonywała by wrócił do domu dziecka, uparł się, że nie! Zgodził
    się ostatecznie, tylko na powrót do szkoły, znajdującej się przy domu dziecka.
    Tak było do końca roku, ale w szkole powtarzały się znów te same problemy,
    jawna wrogość wychowanków domu dziecka, ciągle wybuchające incydenty, były nie
    do zniesienia i znów przestał chodzić do szkoły. Wcale nie myślał o tym, że
    przecież i tak go zabiorą. Wierzył, że u mamy musi być bezpiecznie, no, bo jak
    nie u mamy to gdzie?
    Koledzy z podwórka przyjęli go z radością, przynajmniej niektórzy, ci starsi,
    którzy niczego się nie bali. On też musiał pokazać, że się nie boi niczego,
    choć był młodszy o całe dziesięć lat i zaimponować kolegą. Podsunęli mu myśl by
    okraść kiosk. Naprawdę chodziło o odwagę no i o ekscytujące przeżycie,
    zabijające nudę – głupi wybryk, nic ważnego. A jednak, zatrzymanie, izba
    dziecka, pogotowie opiekuńcze, ucieczki, kolejne zatrzymania, znowu izba
    dziecka, pogotowie opiekuńcze i tak w kółko. Za którymś razem niespodzianka –
    pierwsza życzliwa dusza – kierowniczka ośrodka. Nie traktowała go jak
    przestępcę, nie okazywała wrogości, rozmawiała jak z człowiekiem, normalnie,
    ciepło, pozwoliła dzwonić do domu, poza wyznaczoną normą. To wystarczyło, by
    chłopiec jej zaufał, otworzył serce, zmiękł, złagodniał, przylgnął do niej, jak
    do drugiej mamy. Dla niej starał się być grzeczny i udawało się. Niestety
    krótko. Izba dziecka to tylko przechowalnia bagażu, przeznaczonego do dalszej
    wysyłki, a następny etap to Łańcut – schronisko dla nieletnich, choć ładnie
    brzmi, nie jest to przyjazne miejsce, właściwie to najgorszy horror, jaki
    przeżył. Przemoc, szykany, poniżanie, perfidia wychowanków i przełożonych –
    znów obudził się duch buntu i chęć odwetu za niesprawiedliwość. Po drugiej
    stronie frontu wychowawcy uzbrojeni prawa i metody łamania oporu – bicia się
    nie bał, teraz najczęściej stosowana broń to izolatka. „Dla twojego dobra”
    słyszał znowu, „albo będziesz posłuszny, albo będziesz tu siedział, a my
    postaramy się by kara była maksymalnie długa, dotkliwa i powtarzana tak często,
    jak często się da, zgodnie z prawem, albo niekoniecznie”. Poznawał najgorsze
    prawa dżungli rządzące tym światem, by bronić poczucia, własnej godności,
    musiał być twardy, hardy, nawet bez względny, utrwaliła się rola, szczutego
    zwierzęcia – zły, agresywny, wrogi i gotów do ucieczki. Tylko długie dni i noce
    spędzane w izolatce, pełne były niepokojących myśli, o tym jak urządzony jest
    ten świat, i jakie prawa nim żądzą. Tu też rodziły się pomysły na ucieczki.
    Znowu myślą przewodnią było: uciekać, uciekać! Ale jak?
    Kraty w oknach, strażnicy, alarmy, cały skomplikowany system zabezpieczeń.
    Któregoś dnia, wraz z kolegą, spostrzegli, że okno na czwartym piętrze jest
    możliwe do sforsowania. Czwarte piętro i co z tego? Decyzja zapadła
    natychmiast – skaczemy! Skoczyli, blaszany daszek zamortyzował uderzenie i choć
    nogi mocno bolały, pokuśtykali przez pola i miedzę do stacji kolejowej. Na
    peronie przysiedli czujnie na ostatniej ławeczce. Mieli rację – zauważyli ruch
    i policję, już wiedziano o ucieczce. Wstali powoli i odchodzili, zauważeni
    zaczęli uciekać, skoczyli w krzaki. Policjanci przeszukiwali zboża i zarośla.
    To cud doprawdy, że ich nie znaleźli. Uciekinierzy leżeli w krzakach, bojąc się
    oddychać, i w tedy usłyszeli rozmowę policjanta z kobietą jadącą na rowerze:
    - czego tu panowie szukacie?
    - dwóch bandytów uciekło z poprawczaka, niech pani lepiej ucieka do domu, tu
    może być niebezpiecznie, mogą panią zabić.
    Zabić? Myślał oszołomiony chłopiec, co on bredzi? Wieczorem wstali i
    powędrowali dalej. Szli na nogach z Łańcuta do Krakowa bocznymi drogami, bojąc
    się spotkać ludzi. Jedli po drodze to, co znaleźli w polach. W końcu rozstali
    się, zmierzając każdy do swego domu. Był letni wieczór, ze wzgórza, na którym
    położył się zmęczony, widział swoje osiedle i leżąc wśród trawy, był znowu
    szczęśliwy, choć spuchnięte stopy, bolały dotkliwie, ale to nic. Był wolny a
    dom był niedaleko.
  • 1iwona1 22.08.05, 20:17
    cd.
    Zabrano go po dwóch tygodniach, znów do piekła w Łańcucie. Między czasie zapadł
    wyrok sądowy i przeniesiono go do poprawczaka w Ostrowcu Świętokrzyskim. Znowu
    pierwszą myślą była ucieczka. Jednak tu panowały trochę inne zasady – na
    przepustkę można było sobie zapracować – nie opłacało się uciekać. Zbierało się
    punkty za naukę, zachowanie, postępy i tak dalej. Punktów maksymalnie można
    było zdobyć sześć w ciągu minimum trzech miesięcy. Była też siłownia, która
    stała się jego pasją, bardzo chciał wyjść do domu na święta Wielkanocne.
    Postanowił na to zasłużyć, ale do świąt, było tylko dwa miesiące „staraj się”
    zachęcali wychowawcy, „jakoś to załatwimy”. Spiął się, sprężył, kontrolował
    wszystko – nauka, średnia 5,7, zachowanie bardzo dobry, warsztaty bardzo
    dobry, „dostaniesz przepustkę, całe dwa tygodnie” dopingowali wychowawcy, miał
    najlepszą średnią możliwych historii zakładu. Na możliwych 6 zdobył aż 5
    punktów, brakowało mu tylko jednego za czas, ale z dwóch nie da się zrobić
    trzech, dokonał już wszystkiego, co było możliwe. Ufał obietnicą no i dostał tę
    wymarzoną przepustkę – zalała go fala wściekłości, trzy dni!!!
    Zamiast obiecanych dwóch tygodni, tylko trzy dni! Wyjechał – postanowił nie
    wrócić, za ten zawód, który mu sprawili, za kolejną niesprawiedliwość.
    Miał już 16 lat. Lato mijało, nie szukano go – na razie. Czas upływał na
    spotkaniach z dawnymi kolegami przy piwie. Nikt mu nie podskakiwał, był zbyt
    silny, siłownia i zaprawa w poprawczaku, zresztą zawsze umiał się bić. Aż raz
    jeden gość zlekceważył to, dokuczał, drażnił no i oberwał – mocno – wybite
    zęby, złamany nos. Teraz już na komisariacie obiecano mu kryminał i jak rzadko,
    słowa dotrzymano. Na rozprawie adwokat z urzędu wyszedł po 5 minutach – „na
    chwilę” i nie pojawił się już więcej, za to pojawiły się dodatkowe materiały,
    uzyskane przez zastraszanie świadków, o jakieś kradzieże, włamania, mnóstwo
    przekłamań i nieścisłości w faktach, datach i procedurach. Wyrok: dwa i pół
    roku w więzieniu. Choć z racji wieku, powinien wrócić właściwie do poprawczaka,
    ale przyzwyczaił się już, zawsze było gorzej niż powinno być.
    Więzienie – no cóż, szkoda czasu na opisy – po prostu znowu walka, o to by być
    jak najwyżej w hierarchii, walka ze współwięźniami, by udowodnić swoją siłę i
    godność, która w więzieniu ma inny wymiar i znaczenie niż na zewnątrz. No i
    służby więzienne, po drugiej stronie barykady. Kim był, gdy wyszedł?
    Kryminalistą, skończony nim zaczął naprawdę żyć.
    Któregoś dnia przypadkiem spotkał kogoś, kto opowiedział mu o ADHD. Jak przez
    mgłę, przypomniał sobie badania, wywiady, zaświadczenia, terapie z dzieciństwa.
    Nagle wszystko stało się jasne. Po raz pierwszy zrozumiał sam siebie i swoje
    życie. Postanowił je zmienić, wyprostować, zawsze miał przecież poczucie
    sprawiedliwości i prawdy, mimo wszystko nie chciał utonąć. Chciał też pomagać
    innym dzieciom w podobnych sytuacjach. Najważniejsze teraz było kształcić się,
    w ciągu miesiąca zaliczył egzaminy ze wszystkich przedmiotów z dwóch lat nauki.
    Dzisiaj uczy się dalej.
    Jego najmłodszy brat, z którym zaczynają się już szkolne kłopoty, jest zupełnie
    takim sam jak on, jaki będzie jego los?

    Nazywam się Paweł Gadzina, mam 22 lata, to ja jestem tym chłopcem.

    ----
    skopiowane z portal.adhd.org.pl/phpbb/viewtopic.php?t=599
  • rycerzowa 22.08.05, 23:10
    A mnie chodzi o to, by nie wymagać od dzieciaka, "by był mądrzejszy i bardziej
    doswiadczony,niż własny dziadek, jeśli go kiedykolwiek posiadał".(Słowa pani
    Linde z "Ani z Zielonego Wzgórza").

    Wszystkim nam przydałoby się , jak widać, trochę wiedzy o prawach rządzących
    rozwojem dziecka. Żeby wiedzieć, gdzie są granice normy, czego możemy od dziecka
    wymagać.

    A co do przestępców, to są nimi zazwyczaj osobnicy zimni i wyrachowani.


  • mika_p 22.08.05, 23:35
    W całym tym watku to nie dziecko jest winne zaistaniałej sytuacji, nie lekarka,
    tylko matka, niestety.

    Mozna było, wchodzac, uprzedzic lekarke - "syn ma ADHD, moze byc klopot z
    badaniem, ale mysle, ze sobie poradzimy".
    Można było, gdy rozpoczeły się wędrówki po gabinecie i ruszanie wszytskiego
    wkoło, zaprowadzić dziecko do zabawek, lekarce wyjasnić, ze chłopaka nosi, bo
    ma ADHD i nikogo by szlag nie trafił.

    Skąd lekarka ma wiedzieć, czy dziecko ma ADHD, czy tez jest zwyczajnie
    wstrętnym rozwydrzonym bachorem "wychowywanym" bezstresowo ? Jeśli matka nic
    nie robi, nie reaguje, to jaki stąd wniosek dla lekarza czy każdego innego
    człowieka ? Dynda matce to, co dziecko robi. A lekarka odpowiada za powierzone
    jej mienie.

    I dlaczego stwierdzenie o nauczaniu indywidualnym wg Nani tak dyskredytuje
    lekarkę ? Są dzieci, które powinny miec w mniejszym lub większym zakresie
    wlasnie taki tryb nauki. Wystarczyło usmiechnąc się i powiedzieć "Psycholog
    uważa, że syn da sobie radę w szkole" i już. Wiem jak to jest, kiedy uwage
    poswięca sie dziecku,a lekarza słucha jednym uchem, bo bywałam u lekarzy z
    przeciętnym, czyli hiperruchliwym, dwulatkiem. Tekst "Dzieci powinny miec
    nauczanie indywidualne" brzmi prawie tak samo jak "Niektóre dzieci powinny mieć
    nauczanie indywidualne" lub "Dzieci powinny mieć mozliwosć nauczania
    indywidualnego". A przecież lekarka nie musiała wiedzieć, że dziecko jest pod
    opieka poradni (jesli jest) i podzieliła sie po prostu z matką swoją wiedzą -
    tym, czego sie nauczyła, doszkalając się itd.

    Od strony lekarki mogło wyglądac to tak, ze przyszła baba z dzieciakiem,
    dzieciak nie usiadł na chwilę tylko zaglądał we wszystkie kąty, a matka olała
    temat. Lekarka wystąpiła w obronie swojego mienia, po czym dowiedziała się, ze
    dziecko ma ADHD. W dobrej wierze, widząc, ze matka ma z tym dzieckiem problemy
    i nie bardzo wie, co robić, zaczeła mówić o możliwości nauczania
    indywidualnego. Matka nie dała jej dokonczyc i wydarła się, że jak ktoś ma
    problem w pracy z ludzmi, to nie powinien leczyć.
    Gdy za kłopotliwym pacjentem i jego niesympatyczną mamusią drzwi się zamknęły,
    lekarka zrobiła trzy głębokie wdechy, przywołała na twarz nieco zwiędnięty
    usmiech i przyjeła kolejnego pacjenta.

    Verdana pisała gdzieś tam wyżej, że długi czas musiała tłumaczyć swoje dzieci z
    dyslekcji. Dlaczego ? Dlatego, że społeczenstwo ma jakiś obraz "normy" i o ile
    zrozumie szalejącego dwulatka, to od siedmiolatka oczekuje, ze będzie siedział
    grzecznie i najlepiej z dziobem na kłodkę; o ile zrozumie siedmiolatka
    sadzącego byka za bykiem, o tyle nastolatek powinien pisac czytelnie i
    ortograficznie.
    Syn Nanai nie ma na czole wytatuowanego "ADHD" i to ona powinna byc buforem
    między nim a resztą swiata, a nie kichac na swiat tylko dlatego, ze jej syn
    wymaga wiecej uwagi i troski.

    --
    To jest losowo wybrana sygnaturka.
  • mruwa9 23.08.05, 00:00
    Moze to nie powod do wstydu , ale czy naprawde uwazasz, ze warto to na kazdym
    kroku podkreslac, rozpowiadajac na prawo i lewo: moje dziecko ma ADHD?
    Jesli chodzi o zachowanie matki- czasem do wyboru mam: pozwolic dziecku na
    eksploracje obcego terenu, w tym czasie rozmawiajac np. z lekarzem, lub po
    wejsciu do gabinetu nie miec szans na wymiane chociazby 2 zdan, goniac za
    dzieckiem i usilujac go utrzymac w miejscu. W tym momencie wizyta nie ma
    najmniejszego sensu. Opieka nad dzieckiem z ADHD to naprawde ciezki kawalek
    chleba, a nikt z nas nie jest cyborgiem zdolnym do pracy na najwyzszych
    obrotach przez cala dobe. Dzieci z ADHD wymagaja wiekszej uwagi, niz dzieci
    zdrowe, to oczywiste. Moj syn niemal nie potrafi sie bawic sam, nie czyniac w
    tym czasie destrukcji. Nie jestem w stanie pojechac z nim na zakupy ani pojsc
    do kosciola. Dziecko samo kiedys zdefiniowalo swoj problem: on ma taka sprezyne
    w srodku, ktora kaze mu skakac i robic rozne rzeczy konczynami, nawet wtedy,
    gdy jest juz bardzo zmeczony. Takie dziecko samo na siebie sciaga potencjalny
    ostracyzm grupy rowiesniczej, nie mowiac o mobbingu. A traktowanie nas, matek
    jako niewydolnych wychowawczo, w sytuacji, gdy zwykle dziecku z ADHD poswieca
    sie znacznie wiecej uwagi i czasu niz innym dzieciom, po prostu boli i jest
    krzywdzace.
  • roman.gawron 23.08.05, 00:22
    mruwa9 napisała:

    > Jesli chodzi o zachowanie matki - czasem do wyboru mam: pozwolic dziecku na
    > eksploracje obcego terenu, w tym czasie rozmawiajac np. z lekarzem, lub po
    > wejsciu do gabinetu nie miec szans na wymiane chociazby 2 zdan, goniac za
    > dzieckiem i usilujac go utrzymac w miejscu.

    A nie można po prostu rozmawiając z lekarzem, trzymać dziecka mocno za rękę i
    niech skacze na tej swojej sprężynie w miejscu?

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • a_weasley 23.08.05, 00:28
    roman.gawron napisał:

    > mruwa9 napisała:

    > > Jesli chodzi o zachowanie matki - czasem do wyboru mam: pozwolic dziecku
    > > na eksploracje obcego terenu,

    Nie masz nic do pozwalania. Wszystko, co możesz zrobić, to poprosić osobę, na
    której terenie jesteś, żeby dziecku pozwoliła. Cokolwiek dolega Twojemu
    dziecku, nie daje Ci to prawa do dysponowania tym, co nie Twoje.

    ---
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 23.08.05, 01:01
    a_weasley napisał:
    > Nie masz nic do pozwalania. Wszystko, co możesz zrobić, to poprosić osobę, na
    > której terenie jesteś, żeby dziecku pozwoliła. Cokolwiek dolega Twojemu
    > dziecku, nie daje Ci to prawa do dysponowania tym, co nie Twoje.

    Zabawki w gabinecie lekarza sa dla dzieci.Sluza odroceniu uwagi, zmniejszeniu
    stresu itp. Sa dobrem publicznym, nie prywatnym i "eksploracja" wpisana jest w
    ich funkcje.
  • a_weasley 23.08.05, 01:13
    Zabawki, może. ALe dzieciątko Nanai było już na etapie wspinania się na mebel.
    To normalne, że dziecko próbuje różnych dziwnych zachowań. I to, że - nie
    każde, ale wiele dzieci - próbuje wszystkiego dotknąć, wszędzie wleźć, też jest
    normalne. Dziecka rzecz próbować, badać, gdzie są granice, rodzica rzecz
    granice wyznaczać, a wyznaczonych strzec.
    Ciekawe, że w supermarkecie jakoś rodzice nie pozwalają dzieciom wspinać się na
    półki z towarami. Jakoś tam nie występuje problem, czy pozwolić dziecku na
    eksplorację.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 23.08.05, 01:37
    a_weasley napisał:

    > Zabawki, może. ALe dzieciątko Nanai było już na etapie wspinania się na mebel.
    > To normalne, że dziecko próbuje różnych dziwnych zachowań. I to, że - nie
    > każde, ale wiele dzieci - próbuje wszystkiego dotknąć, wszędzie wleźć, też
    jest
    >
    > normalne. Dziecka rzecz próbować, badać, gdzie są granice, rodzica rzecz
    > granice wyznaczać, a wyznaczonych strzec.
    > Ciekawe, że w supermarkecie jakoś rodzice nie pozwalają dzieciom wspinać się
    na
    >
    > półki z towarami. Jakoś tam nie występuje problem, czy pozwolić dziecku na
    > eksplorację.


    To nie jest adekwatne porownanie. Dzieci do lekarza chodzic MUSZA. Za to lekarz
    jest szkolony w postepowaniu z roznymi pacjentami jak i chorobami.

    Wizyta u doktora nie jest zazwyczaj dla dziecka przyjemnoscia, a ludzie(takze
    dorosli)w rozny sposob reaguja na stres(tego lekarzy takze ucza).

    Wyznaczanie granic dziecku choremu trwa wielokrotnie dluzej. Nie spotkalam
    jednak rodzicow, ktorzy czuliby sie z tego obowiazku zwolnieni. Po prostu ich
    nadludzkie czasem wysilki sa nieludzko malo widoczne.
  • mruwa9 23.08.05, 01:04
    Masz racje, oczywiscie dziecko nigdy nie ma przyzwolenia na ingerencje w cudza
    wlasnosc, a tym bardziej na jakakolwiek destrukcje tego, co nie jego (na
    destrukcje swojej wlasnosci tez nie ma przyzwolenia, choc w zyciu roznie z tym
    bywa,oglednie mowiac), ale piszac o eksploracji mam na mysli sytuacje, gdy
    dziecko nie potrafi sie zdecydowac, czy wizyte u lekarza spedza pod stolem czy
    na kozetce,czy na moich kolanach. A oczekiwania spoleczne sa: oczy w slup,
    buzia w ciup, raczki na kolankach...
  • a_weasley 23.08.05, 01:24
    mruwa9 napisała:

    > Masz racje, oczywiscie dziecko nigdy nie ma przyzwolenia na ingerencje
    > w cudza wlasnosc, a tym bardziej na jakakolwiek destrukcje
    > tego, co nie jego

    No więc tu już była mowa o robieniu bałaganu i że to jest normalna czynność
    dziecka, także na cudzym terenie.

    > (na destrukcje swojej wlasnosci tez nie ma przyzwolenia,
    > choc w zyciu roznie z tym bywa,oglednie mowiac),

    Pewnie, że bywa różnie, ale to jest wtedy prywatna sprawa rodziców.

    > ale piszac o eksploracji mam na mysli sytuacje, gdy
    > dziecko nie potrafi sie zdecydowac, czy wizyte u lekarza spedza pod stolem
    czy
    > na kozetce,czy na moich kolanach.

    I czy lekarz może mu tę decyzję ułatwić? Na przykład kategorycznie nie życzyć
    sobie, żeby dziecko pakowało się z butami na białe prześcieradło na kozetce?

    > A oczekiwania spoleczne sa: oczy w slup,
    > buzia w ciup, raczki na kolankach...

    Trzydzieści lat temu nie znano skrótu ADHD w Polsce. Była nadpobudliwość
    psychoruchowa. I ja to miałem. To nie są moje domysły, opiekował się mną
    psycholog, miałem to zdiagnozowane. A rodzice egzekwowali ode mnie zachowanie
    ogólnie przyjęte. Może nie w zakresie oczu i buzi, ale wiedziałem, że jak
    jestem u kogoś, to mam siedzieć spokojnie. Jak jestem z mamą w gościach, to
    przy stole mam się zachowywać jak człowiek. Działało.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 23.08.05, 03:51
    a_weasley napisał:
    > Trzydzieści lat temu nie znano skrótu ADHD w Polsce. Była nadpobudliwość
    > psychoruchowa. I ja to miałem. To nie są moje domysły, opiekował się mną
    > psycholog, miałem to zdiagnozowane. A rodzice egzekwowali ode mnie zachowanie
    > ogólnie przyjęte. Może nie w zakresie oczu i buzi, ale wiedziałem, że jak
    > jestem u kogoś, to mam siedzieć spokojnie. Jak jestem z mamą w gościach, to
    > przy stole mam się zachowywać jak człowiek. Działało.


    Wyroznia sie nie tylko rozne typy ADHD, ale i zroznicowane jego natezenie(od
    formy lagodnej po ostra).Dodatkowo, a raczej przede wszystkim,poza objawami
    typowymi dla nadpobudliwosci psychoruchowej MUSI wystapic zaburzenie normalnego
    funkcjonowania(klopoty w domu, szkole, z rowiesnikami itd.).
    Jesli dziecko jest w stanie zapanowac nad objawami, nie ma mowy o ADHD. Chyba,
    ze sytuacja o ktorej piszesz, miala miejsce po okresie efektywnej terapii.
  • mruwa9 23.08.05, 08:21
    Mam syna z ADHD. Mam opozniona w rozwoju coreczke. IQ syna jest pewnie
    dwukrotnie wyzsze niz IQ jego siostry. Ale w jednym sa podobni: w tempie
    przyswajania pewnych informacji i zachowan. "Normalnemu" dziecku wystarczy
    powiedziec i wyegzekwowac pewne rzeczy kilka razy i dotrze. W przypadku ADHD
    jest to ciezka orka, tlumaczenia i powtorki tysiace razy, zanim uda sie pewne
    rzeczy wcielic w zycie. I to na zasadzie "dwa do przodu, trzy do tylu": bo
    zawsze znajdzie sie jakas nieprzewidziana sytuacja, w ktorej niekontrolowane
    rece cos niechcacy zrzuca ze stolu czy beda niebezpiecznie zmierzac w kierunku
    drugiej osoby. Efekty pracy oczywiscie sa, ale pojawiaja sie niewspolmiernie
    wolno w stosunku do wlozonej energii i pracy, zarowno dziecka, jak i rodzica.
    Ale otoczenie tego nie pojmuje, oczekuje pokornego i dobrze wychowanego
    dziecka. A my? Jestesmy tylko nieudolnymi rodzicami, ktorych dzieci powinno sie
    zamknac w odosobnieniu. Na chwale spoleczenstwa sad
  • ewa2000 23.08.05, 10:36
    Do wielu rzeczy dochodzimy "ciężką orką"! To, że ma się dziecko z jakąkolwiek
    dysfunkcją, chorobą nie zwalnia rodziców z owej "ciężkiej orki". A im bardziej
    skomplikowany problem tym cięższa praca. Moja sąsiadka ma córkę ciężko
    upośledzoną i nieprzewidywalną. Rzuciła pracę, zajmuje się dzieckiem 24 godziny
    na dobę. Mała ( ma już 13 lat) NIE JEST UCIĄŻLIWA DLA OTOCZENIA, bo matka
    potrafi i chce(!) przewidzieć jej reakcje i w porę im przeciwdziałać. Nie
    uważa, że fakt choroby córki powoduje, że wszystko jej wolno.
    Dobrze by było, gdyby rodzice ADHD-owców zachowywali sie podobnie - wymagali
    przede wszystkim od siebie i swoich dzieci i ponosili pełna odpowiedzialność (
    także finansową) za ich wyczyny. Tolerancja także ma swoje granice.
  • a_weasley 23.08.05, 10:40
    mruwa9 napisała:

    > Efekty pracy oczywiscie sa, ale pojawiaja sie niewspolmiernie
    > wolno w stosunku do wlozonej energii i pracy, zarowno dziecka, jak i rodzica.
    > Ale otoczenie tego nie pojmuje, oczekuje pokornego i dobrze wychowanego
    > dziecka.

    No niestety tak jest. A przynajmniej oczekuje, że będziecie się starali
    zminimalizować tarcia pomiędzy swoim dzieckiem a resztą świata. Wyście tu
    pewnie nic nie zawinili, ale reszta świata tym bardziej nie.

    > A my? Jestesmy tylko nieudolnymi rodzicami, ktorych dzieci powinno sie
    > zamknac w odosobnieniu. Na chwale spoleczenstwa sad

    To jest naprawdę przede wszystkim Wasze zadanie - jakoś to dziecko wprowadzić
    do społeczeństwa. Społeczeństwo Wam w tym powinno pomóc. Ale Wy powinniście
    dołożyć starań, żeby społeczeństwo przy tym miało jak najmniej kłopotów, bo ono
    ma dosyć problemów i bez tego.
    Pojawia się tutaj w postaci ostrej problem, który w postaci łagodnej stwarza
    każde dziecko. Dziecko z natury nie do wszystkiego pasuje (i nie wszędzie się z
    nim chodzi). W pewnym stopniu bywa uciążliwe dla otoczenia, a rodzice powinni
    starać się te uciążliwości ograniczyć. Rodzice mają prawo oczekiwać pewnych
    ustępstw i pomocy, ale powinni z tego prawa korzystać z umiarem.
    W dyskutowanym przypadku lekarka ma obowiązek znosić, że dziecko zakłóca
    rozmowę. Nie ma obowiązku znosić na przykład uszkadzania sprzętów czy
    rozrzucania papierów.
    Jeżeli matka próbuje wejść z wózkiem do wysokopodłogowego autobusu, pierwszy
    pomogę. Ale jeżeli ustawi go w przejściu, bo tak jej wygodnie, a inni niech się
    dostosują, pierwszy zaprotestuję.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • mruwa9 23.08.05, 13:45
    a_weasley napisał:
    > Ale otoczenie tego nie pojmuje, oczekuje pokornego i dobrze wychowanego
    > > dziecka.
    >
    > No niestety tak jest. A przynajmniej oczekuje, że będziecie się starali
    > zminimalizować tarcia pomiędzy swoim dzieckiem a resztą świata. Wyście tu
    > pewnie nic nie zawinili, ale reszta świata tym bardziej nie.
    >


    A skad wiesz, ze tego nie robie? Sama odprowadzam dziecko do szkoly i odbieram
    je (poniekad dla jego bezpieczenstwa, zeby tam w ogole dotarl), choc wielu
    rowiesnikow robi to bez udzialu rodzicow. Staram sie skanalizowac energie
    dziecka poprzez organizacje zajec ruchowych na powietrzu i innych zajec
    sportowych, zeby dziecko mialo gdzie wyladowac nadmiar swojej energii.
    Rozmawiam z dzieckiem bardzo duzo, tlumaczymy sobie rozne rzeczy. Cwiczymy
    empatie. Staram sie towarzyszyc dziecku w zajeciach na dworze, zeby jakos
    nadzorowac jego zachowanie, zwlaszcza wobec innych dzieci. Gdy byl mlodszy nie
    bylam mama siedzaca z gazeta na lawce, podczas gdy syn morduje dzieci w
    piaskownicy lopatka. Raczej jestem matka siedzaca z dzieckiem w piaskownicy,
    zeby jakos moderowac zabawe i w pewnym sensie chronic inne dzieci przed moim
    wlasnym synem. Ale nie jestem w stanie obecnie miec mlodego na oku non stop, on
    musi miec troche wiecej swobody adekwatnej do wieku, nie bede go przeciez
    odprowadzac do szkoly do samej matury? A poza tym mam tez inne obowiazki ( 2
    mlodszych dzieci, w tym niepelnosprawne) i tylko 2 rece sad Wcale nie jest mi
    przyjemnie wysluchiwac skarg, ze moje dziecko dalo noge ze szkoly albo obsypalo
    kogos piaskiem (czasem sprowokowane przez inne dziecko, ale teraz juz sie
    utarlo, ze winien jest zawsze moj syn). Wcale nie odpuszczam tego, staram sie
    zawsze przewidywac, co moja latorosl moze wymyslic i zapobiegac
    niedopuszczalnym sytuacjom, ale co jeszcze moge zrobic? Tu- zgodnie z moimi
    dotychczasowymi doswiadczeniami- zostalam po raz kolejny zaatakowana. A do
    wyboru pozostala juz naprawde bezludna wyspa lub dyby ...
  • ewa2000 23.08.05, 15:15
    Być może jednak robisz zbyt mało. Twoją i tylko Twoja sprawą jest ujarzmienie
    dziecka. Jeśli tego nie uczynisz nie dziw się, że inni ( rodzice kolegów, sami
    koledzy czy nauczyciele) zrobią to w sposób brutalny. Ktoś kiedyś powiedział,
    że wolność jednostki kończy się tam gdzie rozpoczyna się wolność kogoś innego.
    I coś w tym jest.
  • ewa2000 23.08.05, 15:12
    Podpisuję sie pod Twoim postem i poglądami. Podobnie jak Ty pierwsza rzucę się
    na pomoc matce szarpiącej się z barierami architektonicznymi, ale również
    pierwsza zrobię awanturę gdy dziecko np. niszczy zieleniec. I nie interesuje
    mnie czy wynika to z bezstresowego wychowania ( to przecież tylko dziecko.....)
    czy z ADHD ( gdzieś musi rozładować energię, jest chore i nie wszystko rozumie).
    Sprawą rodziców i tylko rodziców jest opieka nad dziećmi. Usprawiedliwieniem
    nie jest posiadanie licznego czy niepełnosprawnego innego potomstwa i tylko
    jednej pary rąk.
    Może nie jest to najszczęśliwesze porówanie, ale tak jak opiekunowie dzieci
    cierpiących na chorobę lokomocyjną muszą podać małemu przed podróżą awiomarin,
    a na wszelki wypadek mieć przygotowane torebki, tak i rodzice ADHD-owców muszą
    mieć możliwość ujarzmienia potomstwa. I jedno i drugie jest chorobą. I jedno i
    drugie niezależne od dziecka. Jednak w obu sytuacjach są metody, aby nie
    dopuścić do uciążliwości dla otoczenia. I o ile w pierwszym przypadku rodzice
    na ogół wiedzą co czynic to w drugim domagają się tolerancji.
  • ann38 28.08.05, 11:15
    Szanowna Pani,na ADHD nie ma lekarstwa jak na chorobe lokomocyjna,i prosze
    wybaczyc ale chyba nie ma Pani zielonego pojecia jak zachowuje sie dziecko
    ktore choruje na ADHD,jak to jest uciazliwe dla rodzicow i z jakim
    niezrozumieniem spotykaja sie,najlepszy przyklad Pani.
    Niestety bardzo malo sie wie o tej chorobie,nawet niektorzy sadza ze to jakis
    wybryk.
    wiec prosze sie nie wypowiadac jesli nic na ten temat Pani nie wie!
  • verdana 23.08.05, 17:45
    I stosując nieustanne zakazy,ograniczajac własciwa dla dziecka nadpobudliwego
    aktywność, udało im się jedno. Yak obciosali psychikę dziecka, że wyrosła na
    osobe skrajnie bezduszną.
  • verdana 23.08.05, 17:48
    To było do a_wesleya!
    A przy okazji - dziecko z ADHD jest dzieckiem chorym. Jesli nie potrafi się
    kontrolować i matka nie może go okiełznać - a to jest absolutnie możliwe, co
    proponujecie.
    Żeby niezaleznie od stanu zdrowia nie przekraczało granic gabinetu lekarskiego?
    Bo jest CHORE?
    Moze tak bedzie lepiej. Pozbedziemy sie problemu dzieci z ADHD. I pozostaną sami
    grzeczni, zdrowi, spokojni.
  • ewa2000 23.08.05, 18:00
    Proponujemy, aby:
    1. Dziecko z ADHD było pod opieką psychatry,
    2. Matka informowała lekarza ( w tym przypadku pediatrę), że ma do czynienia z
    ADHD
    3. Matka więcej czasu poświęciła dziecku a mniej wyżalaniu się, chocby na forum
    internetowym, jakie to paskudne otoczenie, które nie akceptuje jej dziecka.
    Wystarczy to.
    Chore dziecko to również szereg ograniczeń. Czy wyobrazasz sobie co by się
    stało np. w samolocie, gdyby w czasie 3 godzinnego lotu nadpobudliwy mały
    człowiek zaczął szaleć po pokładzie? Kopać i krzyczeć?
  • mary.austin 23.08.05, 21:47
    zajrzyj tu:
    szukaj.gazeta.pl/szukaj/0,52001.html?
    VE_szukaj_a=nanai11&ile=15&sort=data_desc&spojnik=and&forum=575&poz=0&A_szukaj=a
    utor&zywe=2&x=9&y=8

    niesłusznie dogryzasz nanai

    ewa2000 napisała:


    > 3. Matka więcej czasu poświęciła dziecku a mniej wyżalaniu się, chocby na
    forum
    >
    > internetowym, jakie to paskudne otoczenie, które nie akceptuje jej dziecka.
    > Wystarczy to.


    --
    Bijou
  • a_weasley 23.08.05, 18:58
    verdana napisała:

    > A przy okazji - dziecko z ADHD jest dzieckiem chorym.

    Dorosły człowiek chory psychicznie też jest chory. Niemniej kiedy staje się
    agresywny, próbuje się go poskromić środkami adekwatnymi do stwarzanego
    zagrożenia. Kiedy zaczyna demolować knajpę, wyrzuca się go za kołnierz jak
    pijaka albo woła pogotowie, które poskramia go siłą. Potem mu dadzą leki, potem
    poddadzą takiej czy innej terapii, ale na razie uniemożliwia mu się szkodzenie
    innym tu i teraz.
    A kiedy strzela na ulicy do bliźnich, bo mu głosy kazały, strzela się do niego.
    Wprawdzie nie można karać człowieka za to, że jest chory, ale tym bardziej nie
    można karać innych za to, że się znaleźli w zasięgu działania człowieka chorego.

    > Moze tak bedzie lepiej. Pozbedziemy sie problemu dzieci z ADHD. I pozostaną
    sam
    > i
    > grzeczni, zdrowi, spokojni.

    Równie dobrze można by odwrócić pytanie: co Ty proponujesz?
    Wyjęcie dziecka z ADHD spod władzy ogólnie przyjętych zasad i pozwolenie mu na
    funkcjonowanie zgodnie z tym, co mu akurat strzeli do głowy?
    Dostosowanie życia dwadzieściorga dziewięciorga dzieci w klasie do jednego
    adehadowca?
    Pokorne znoszenie przez urzędnika, że petentka przyszła z dzieckiem (bo nie
    miała go z kim zostawić), a ono ściągnęło z biurka monitor, żeby go sobie
    lepiej obejrzeć?

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • ewa2000 23.08.05, 19:42
    Dokładnie to proponuje, nie tylko w tym wątku, Verdana. ADHD-owcy mają mieć
    SPECJALNE PRAWA, inni muszą dostosować sie do nienormalnych zachowań.
    Asortyment wyskoków nadpobudliwego dziecka jest przeogromny ( vide inne watki
    na ten temat) - począwszy od utrudnienia/uniemozliwienia prowadzenia lekcji na
    zagrożeniu zdrowia/zycia kolegow skończywszy.
    Współczuję wszystkim chorym i nieprzystosowanym oraz ich rodzicom, ale nie
    mozna domagać się od otoczenia akceptowania nienormalnych zachowań, bo staniemy
    sie nienormalnym społeczeństwem.
  • ewa2000 23.08.05, 17:54
    Przestań wreszcie bronić wszelkich chuliganów ( inne watki), przestań
    doszukiwać się specjalnych praw dla dzieci nieprzystosowanych, przstań
    usprawiedliwiać nieudolnych i leniwych rodziców!
    W świecie obowiązuja okreslone prawa, których nalezy przestrzegać. I nikogo nie
    interesuje czy osoba nieprzestrzegająca norm społecznych jest nadpobudliwa z
    powodu - prawdziwej czy wyimaginowanej - choroby, wychowywana bezstresowo czy
    zyjąca w przeswiadczeniu, ze wszystko jej wolno.
    Ludzie mają prawo nie akceptować nienormalnych zachowań, mają prawo się przed
    nimi bronić. Dziś nadpobudliwe dziecko, którego aktywności nie poskromi matka,
    porozrzuca zabawki w przychodni, jutro skacząc popsuje windę ( za jej naprawę
    nie zapłacą rodzice, bo "winda sie popsuła") i aż strach pomyśleć co zrobi
    pojutrze.
  • verdana 23.08.05, 18:12
    Nie bronie chuliganów, tylko dzieci CHORYCH. Swoja droga lekarz, który uwaza
    dziecko z ADHD za groźnego wariata - to tez ciekawy przypadek. Lekarz, ktory
    uwaza ludzi chorych za ludzi gorszych. Ktory uwaza, że chorzy nie powinni miec
    zadnych dodatkowych praw - niech zachowują się jak zdrowi, a wtedy może ich
    zaakceptujemy. Inaczej powinni zostać odizolowani.
    Mam nadzieję, że mówisz matkom chorych dzieci po porodzie, że normalne
    społeczeństwo nie będzie miało dla ich dzieci litosci i że powinny swoje dzieci
    odizolować.
    Na podstawie jednego przypadku - a i to watpię czy prostego ADHD - wyciągasz
    wnioski o "nieprzystosowalności" bardzo dużej grupy dzieci do normalnego życia.
    Ale te dzieci przestaną być dziećmi. I co wtedy z nimi zrobisz?
  • ewa2000 23.08.05, 19:05
    Gdy matka urodzi chore/niepełnosprawne dziecko staramy się ( razem z
    neonatologiem ) spowodować, aby jak najszybciej rozpoczęła leczenie. Kierujemy
    do stosownych specjalistów. Nie pozostawiam matki samej - rozmawiam z nia, z
    ojcem dziecka, przysyłam psychologa. Ale co to ma do rzeczy?
    Verdano, czy Ty nie chcesz czy nie potrafisz zrozumieć, że dzieci nadpobudliwe,
    rozrabiające są uciążliwymi pacjentami/klientami/pasażerami?
    Domagasz się dodatkowych praw dla tych właśnie dzieci, ale dlaczego nie widzisz
    rudymentarnych praw innych?
    Czy normalnie zachowujący sie ludzie muszą przystosowywac się do tych
    nadpobudliwych? Czy oni nie mają żadnych praw?
  • tomekiela 24.08.05, 12:39
    Och, a jak uciążliwi są ci na wózkach inwalidzkich, wszędzie trzeba budowac dla
    nich jakieś podjazdy i windy psujące wizję architektoniczną miast. Patrząc w tą
    strone dojdziemy szybko do wniosku że każdy chory jest uciążliwy.

    Może lepiej wyjdziemy na tym gdy przepuścimy rodzica z dzieckiem z ADHD w
    kolejce, będzie to z korzyścią dla wrzystkich stron. Ja po przeczytaniu postów
    mam które wiedzą z własnego doświadczenie coś o ADHD z więkrzym zrozumieniem
    będę patrzyła na ich dzieci i jeśli będę mogła pomuc, to pomogę - to czase
    naprawdę mało wysiłku a dużo dobrej woli i wychowania.
    Jestem z wami!
  • mama.ludzika 23.08.05, 19:14
    Załóżmy, że fakty są następujące:

    1. Rodzice dzieci cierpiących na ADHD robią wszystko, co jest w ich mocy,
    żeby zminimalizować objawy choroby, rozmawiają z nimi, ćwiczą opanowanie, techniki uspokajania się, itp, mają na nie oko przez cały czas, kiedy dzieci
    znajdują sie wśród ludzi.
    2. Dzieci są pod fachową opieką pediatryczno-psychologiczną.
    3. Dzieci robią wszystko, co w ich mocy, żeby zachowywać się tak, jak wymagają
    tego rodzice, lekarz, pedagodzy, itp, starają się i rozumieją sytuację.
    4. Nadal ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia, ponieważ na tym polega specyfika ADHD- nie potrafią zapanować nad swoim ciałem.

    Co więcej można zrobić? Albo z tym żyć, albo zlikwidować problem, izolując dziecko od otoczenia.
    Załóżmy też, że izolowanie spustoszy psychikę dziecka, czyniąc go osobnikiem nienadającym się już kompletnie do życia w społeczeństwie.

    Z tego, co się orientuję, z ADHD się wyrasta, albo przynajmniej po części
    się wyrasta.

    Dlaczego więc nie dać tym, którzy są nim dotknięci, szansy na...życie?
    Czy tolerowanie uciążliwego zachowania u dzieci to rzeczywiście taka wielka ofiara? (uciążliwego, nie: niebezpiecznego). Nie stać Was na to? Zapewne znoszenie zachowania dziecka nadpobudliwego w przychodni, stołówce, czy na
    placu zabaw przez godzinę, czy dwie, jest niczym, w porównaniu z tym, co przechodzą jego rodzice i sam mały delikwent. Oni są już naprawdę zmęczeni,
    czy tak trudno to zauważyć...? Trzeba im jeszcze dokopać?

    Czytając niektóre posty czasem odnoszę wrażenie, że piszą je ludzie nie tyle
    bez wyobraźni i wiedzy, co...bez serca.

    Pozdrawiam!


  • ewa2000 23.08.05, 19:48
    Odwracam pytanie - czy osoby N O R M A L N E nie mają jakichkolwiek praw?
    Czy np. matka z dzieckiem z wysoką gorączką musi czekać niewiadomo jak długo w
    przychodni, bo dziecko z ADHD rozrabia?
  • mama.ludzika 23.08.05, 20:03
    Dlaczego tak walczysz o swoje prawa, skoro sprawa dotyczy jakiegos znikomego ułamka w Twoim życiu? Jak mało Ty na tym stracisz, jeśli odpuścisz, a jak wiele straci ktoś, kto wciąż dostaje po dupie od lat? Ile Ty zyskasz egzekwując na chwilę należne Ci prawo do świętego spokoju, a ile zyska zmęczona matka i dziecko, na których wreszcie nikt nie sarka? Rozumiem Twoje uczucie niesprawiedliwości, ale pomyśl, jak to wygląda w praktyce, w proporcjach i natężeniu szkód i zysków.
  • a_weasley 23.08.05, 18:45
    verdana napisała:

    > I stosując nieustanne zakazy,ograniczajac własciwa dla dziecka nadpobudliwego
    > aktywność, udało im się jedno. Yak obciosali psychikę dziecka, że wyrosła na
    > osobe skrajnie bezduszną.

    Wiesz, podziwiam Twoją logikę. Nie podzielam, ale podziwiam.
    Ja nie podjąłbym się oceny człowieka, w tym jego wychowania, skoro wiem tyle co
    Ty o mnie. Widocznie jeseś inteligentniejsza.
    Uprzejmie acz stanowczo proszę, abyś się ode mnie odczepiła i zajęła się
    dyskusją z moimi poglądami, zamiast w zastępstwie jeździć po mnie.


    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • verdana 23.08.05, 19:58
    Tak, tez mi sie wydaje, że jestem inteligentniejsza.
  • falka32 23.08.05, 21:05
    verdana, nie denerwuj się. Ewa2000 ma takie pojęcie o ADHD jak 3/4 naszego
    społeczeństwa o Żydach smile)))) i z podobną dawką emocji głosi swoje "poglądy".
    Nie warto naprawdę przejmować się taką osobą, która ma taką radykalną i
    bezkompromisową definicję "normalności", która to "normalność" upoważnia
    jednostki ludzkie do uczestniczenia w jej "normalnym świecie".
    Na szczęście na około nas są nie tylko tacy faszyści, dla których określenie
    "adehadowiec" jest równoznaczne ze "niebezpiecznym psychopatą" i "mają się
    trzymać z dala od ich normalnych (białych, protestanckich smile)))))) itp dzieci.
    To, że ewa2000 jest tak widoczna na forum nie zmienia faktu że jest tylko
    hałasliwą i agresywną mniejszością.
    Jedni nienawidzą żydów, inni czarnuchów a inni adhadowców - trudno. Tacy bywają
    ludzie, ale czy warto sobie strzępić nerwy na nich?
  • verdana 23.08.05, 21:16
    Dzięki Falka!
    Wracasz mi wiarę w ludzismile)) I masz dobre porównania.
    Naprawdę, dzięki... Moze jako Żydówka z pochodzenia jestem uczulona na tego typu
    wypowiedzi dzielące ludzi na "dobrych, normalnych, swoich", i "niebezpiecznych,
    chorych, nienormalnych, obcych".
    Naprawdę, pocieszyłaś mnie!
  • falka32 23.08.05, 21:26
    tak jeszcze sobie pomyślałam, ze gdybym nie znała dzieci z ADHD, to po
    wypowiedziach Ewy2000 normalnie zaczęłabym się ich bać i rozglądać na ulicy, czy
    jakiś za mną nie idzie smile))))
  • 1iwona1 23.08.05, 21:49
    falka32 napisała:

    > tak jeszcze sobie pomyślałam, ze gdybym nie znała dzieci z ADHD, to po
    > wypowiedziach Ewy2000 normalnie zaczęłabym się ich bać i rozglądać na ulicy,
    cz
    > y
    > jakiś za mną nie idzie smile))))

    smile))) DOBRE! Dzięki za tą dawkę humoru smile

    Pozdrawiam
    Iwona
  • mufka51 23.08.05, 21:31
    Ewa ma takie pojęcie o ADHD jak i o szczepieniach.
  • mallard 28.08.05, 00:49
    To się inaczej nazywa narcyzm...

    P.S. Sorry, -nie wytrzymałem
  • judytak 24.08.05, 22:27
    verdana napisała:

    > I stosując nieustanne zakazy, (...)

    ale dlaczego zakazy miałyby być jedyną formą oddziaływania na dziecko?!

    pozdrawiam
    Judyta
  • romanska.3463 23.08.05, 21:13
    przeczytałam wszystkie posty w tym wątku i .......dziękuję losowi, że na mojej
    drodze nie stanęły osoby, wykazujące się tak wielką nietolerancją wobec
    odmiennego od utartych schematów zachowania dziecka. Na moje szczęście, a
    przede wszystkim na szczęście mojego syna (zdiagnozowany FAS)otaczają nas
    ludzie, którzy starają się przede wszystkim zrozumieć, pomóc mnie czy synowi a
    nie potępiać i krytykować.
  • ewa2000 24.08.05, 09:23
    A więc przestańmy reagować - NIECH DZIECI Z ADHD ROBIĄ CO CHCĄ przy milczącej
    akceptacji otoczenia. Rodzice niech czują się zwolnieni z jakiejkolwiek
    odpowiedzialności, bo MAJĄ CHORE DZIECI i niech świat kręci się wokół nich.
    W szkołach przestanie się uczyć, bo nauczyciele będą zajmować się wyłącznie
    dziecmi nadpobudliwymi.
    Lekarze -pediatrzy przestaną przyjmować dzieci naprawdę chorych bo będą cały
    czas poświęcać jednemu ADHD-owcowi, którego akurat zainteresowało wyposażenie
    gabinetu.
    Place zabaw i piaskownice będą miejscem, z którego z prędkością światła uciekać
    będą dzieci normalne ze strachu przed pobiciem przez nadpobudliwego kolegę.
    Starsi ADHD-owcy będą rzucać kamieniami w samochody, skakac w windach, mazać po
    murach ( muszą wszak gdzieś się wyładować, a to, że popsują windę czy zniszczą
    samochód nie ma znaczenia - chorym nalezy się tolerancja).
    W urzędach przestanie sie załatwiać interesantów, bo druki zostały podarte
    przez nadpobudliwe dziecko , a pieczątki są przecież ciekawą zabawką - dobrze
    taka zabrać do domu albo chociaz rozkręcić........( jeśli urzędnik ośmieli się
    zwrócić uwagę nalezy oskarzyc go o brak tolerancji i wydać zakaz pracy).
    A mozna także: nasiusiać do publicznego basenu ( nowe doświadczenie- zabarwi
    się woda czy tez nie...), wyciągnąć wszystkie numerki z automatu na poczcie (
    jak fajnie wychodzą, na poczcie kolejka więc czyms zająć się trzeba), pościągać
    z e sklepowych półek towary i być może część zniszczyć .
    Będziemy mieli świat rządzony przez ADHD-owców, a jak ktoś się im nie
    podporządkuje to pięścią w łeb ( bez żadnej odpowiedzialności i kary, bo
    przeciez nie mozna karać ludzi chorych). TO WAM ODPOWIADA?
  • mruwa9 24.08.05, 10:05
    Uprawiasz manipulacje modo Roman "Gonzo" z LPR.. Ja nikomu zle nie zycze, ale
    Tobie zycze dziecka z ADHD.. punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
  • falka32 24.08.05, 10:29
    ewa2000
    litości
    coraz bardziej się ośmieszasz. Czy ty masz manię prześladowczą, czy co?
    Może załóż ruch lub partię "Normalni przeciw ADHD", którego postulaty będą
    zakładały ochronę życia publicznego normalnych ludzi przeciwko inwazji
    podstępnych adehadowców i ich jeszcze bardziej podstępnych rodziców. Zbierz
    podpisy, zarejestruj i sruuu, działaj. Moze uda ci się zalegalizować obozy
    koncentracyjne dla "nienormalnych". Do nienormalnych mozesz tez zaliczyć ludzi z
    zespołem Touretta, posiadaczy drażniących tików nerwowych, oraz rudych. Ja
    myslę, że rudych przede wszystkim. Wiadomo, ze rudy to fałszywy.
    Juz takich ideologii mieliśmy kilka w historii.
    Kiedyś schizofreników palono na stosach, to tez był jakiś pomysł na rozwiązanie
    problemu, pomyśl o tym, moze jakieś takie rozwiązanie uda ci się wprowadzić
    smile))))))
  • ewa2000 24.08.05, 15:50
    A ja życzę Ci, abyś któregoś dnia musiała wytłumaczyć swojemu dziecku, że
    plecak, o którym marzył i na który zbierał pieniądze z kieszonkowego przez pół
    roku nadaje się na smietnik, bo chory kolega miał fantazję go zniszczyć.Że
    będzie chodziło w zbyt małej kurtce, bo ta nowa została pocięta nożem przez
    niezrównoważonego kolegę. Nie życzę Ci, bo nie jestem bydlakiem, abyś musiała
    wieść dziecko do chirurga, bo ADHD-owiec rozciął mu łuk brwiowy.
  • luiza20 24.08.05, 12:13
    NIKT NIE MÓWI O ZWALNIANIU Z ODPOWIEDZIALNOŚCI RODZICÓW. Oni sa
    odpowiedzialni,na pewno bardziej niz Ty. Nie odwracaj kota ogonem. Oni chca
    tylko troche zrozumienia i tolerancji, a nie rządów nad światem "normalnych".
    Swoją drogą, to naprawdę ciekawe, jak Ty radziłabyś sobie z dzieckiem z ADHD.
    Chciałbym to zobaczyć. Pewnie od razu byś je uśpiła, aby Ci nie przeszkadzało.
    A los nie wybiera... Jak nie własne dziecko, to może wnuczek lub wnuczka?
    Ciekawe jak wtedy bedziesz wprowadzac w życie swoje postulaty ograniczania
    swobody nadpobudliwym. Do lekarza: w kaftanie bezpieczeństwa, do przedszkola -
    absolutnie, na placu zabaw - owszem, ale zaspawanym boksie. Miłej zabawy.
  • ewa2000 24.08.05, 15:46
    Przez kilka lat moje dziecko było w jednej klasie z chłopakiem z ADHD. Do jego
    rodzicow nie docierało literalnie N I C!!!!!!!!!!!!!!!! Świat musiał kręcić
    się wokół ich dziecka- pobił kolegę tak, że musiało interweniować pogotowie -
    trudno, dzieci sie bija, 80% lekcji zajmowało pacyfikowanie chłopaka -
    niewazne - nauczyciel MUSI sobie radzić z Kubusiem, a on jadł papier, chodził
    po klasie, śpiewał, połykał powietrze w taki sposób, aby mu sie odbijało,
    udawał, że za chwilę zwymiotuje, dłubał w nosie, wrzeszczał, zadawał pytania
    typu "co to jest las' (V klasa), potrafił zniszczyć ubranie lub przybory
    szkolne kolegów. Robił jeszcze wiele, wiele innych rzeczy.
    Nauczyciele nie przerabiali materiału, nie tłumaczyli - informowali, że trzba
    W DOMU nauczyć sie od strony 59 do 68. I tyle. Liczył się tylko Kuba, interes
    29 innych uczniów był nieistotny.
    Z rozmów ze znajomymi wiem, że nie jest to odosobniony przypadek. Jesteście
    roszczeniowi wobec wszystkich dookoła. Macie problemy z dzieckiem - to niech
    maja je i inni. Musicie pracować z ADHD-owcem, wiec niech inne dzieci także nie
    mają możliwosci pójścia na basen ( kiedys trzeba nauczyć się tego czego nie
    przerobiło sie w szkole).
    Mam radykalne poglądy - moze się to komus podobać lub nie, ale dla dzieci z
    ADHD nie ma miejsca w szkole przeznaczonej dla normalnych i niezaburzonych - od
    tego sa placówki integracyjne. Trudno.
    Ja zas życzę tym "dobrym i tolerancyjnym", aby do klasy ich dzieci trafił
    kubopodobny uczeń, aby doświadczyły tego co ja, aby musiały tłumaczyć dziecku
    dlaczego kolega zniszczył im dopiero co kupiony plecak, dlaczego wlał kropelke
    do nowych butów czy zniszczył kurtkę.
    Nie zyczę natomiast , abyście Wy "dobre i tolerancyjne mamusie" spędzały noce
    przy pobitym przez ADHD-owca dziecku, czy musiały placić za wstawienie wybitego
    zęba ( o urazie i skutkach zdrowotnych nawet nie wspominam).
    TOLERANCJA MA SWOJE GRANICE dlaczego nawołując do tolerancji nienormalnych
    zachowań nie dostrzegacie praw ludzi normalnych. Czy one sie nie liczą?
    P.S. Gdybym miała dziecko specjalnej troski poświęciłabym mu się bez
    reszty.Rzucialabym prace, leczyłabym w najnowoczesniejszy sposób, zajmowałabym
    się 24 godziny na dobę nie licząc, że zrobi to ktos za mnie.
    Moje dziecko miało rys dysgraficzny - spędzalam długie godziny nad zeszytami,
    ćwiczeniami. Wbrew temu co wypisujesz ja chcę i potrafię zająć się dzieckiem.
    Nie mam postawy roszczeniowej.
  • falka32 24.08.05, 16:13
    część twoich życzeń, ewo, juz się spełniło, choć niedokładnie. Moje dziecko juz
    wiozłam ze szkoły do szpitala z rozciętą głęboko wargą (do tejpory ma bliznę) bo
    kolega "normalny" czyli bez ADHD popchnął go mocno, kiedy ten niósł przed sobą
    spokojnie pędzelki po plastyce i te pędzelki wbiły mu się w twarz. Mam tez na
    koncie ocieranie łez z powodu zniszczonego zeszytu, ulubionego piórnika,
    kolekcji spinnerów - przez normalnych (czyli bez ADHD) kolegów z klasy. Mam też
    patrzenie na łzy z powodu "dlaczego oni mnie biją i zaczepiają, przecież ja im
    nic nie robię złego" - i nawet nie mogę wytłumaczyć dziecku, ze ci oni są
    chorzy, bo oni nie mają ADHD, są zwykłymi małymi sku..elami, wg twojej
    definicji - normalnymi.

    Twoje poglądy ewa nie są radykalne. Są faszystowskie i głupie.
  • ewa2000 24.08.05, 17:00
    Być może natrafiłaś na rozwydrzone dzieci, z którymi trzeba postępować ostro i
    zdecydowanie, ale mogło być i inaczej.Mogło tak się zdarzyć, że Twoje dziecko
    przez 2 godziny rytmicznie bębniło długopisem w metalową ławkę ( ulubione
    zajęcie Kuby) doprowadzając tamte dzieci do ostateczności. W klasie mojego
    syna "źli" koledzy zamknęli go w ubikacji, bo nie mogli znieść gdy udawał, że
    za chwile zwymiotuje. W pewnym stopniu ich rozumiem.
    I jeszcze prośba - nim nazwiesz moje poglądy faszystowskimi zajrzyj do
    encyklopedii i upewnij się co oznacza słowo "faszyzm" i jakie poglądy ma
    faszysta, nie używaj słów, których nie rozumiesz.
  • falka32 24.08.05, 20:40
    Być może natrafiłaś na rozwydrzone dzieci, z którymi trzeba postępować ostro i
    > zdecydowanie,

    no, ale przeciez NORMALNE! skoronie mają ADHD ani innych zaburzeń, to nie
    wymagają jakiegoś specjalnego postępowania od nauczycieli,prawda?

    ale mogło być i inaczej.Mogło tak się zdarzyć, że Twoje dziecko
    > przez 2 godziny rytmicznie bębniło długopisem w metalową ławkę ( ulubione
    > zajęcie Kuby) doprowadzając tamte dzieci do ostateczności. W klasie mojego
    > syna "źli" koledzy zamknęli go w ubikacji, bo nie mogli znieść gdy udawał, że
    > za chwile zwymiotuje. W pewnym stopniu ich rozumiem.

    A mogło być tak, ze mój syn się tak fajnie denerwuje, jak inni go przezywają ze
    tylko tym prowokuje NORMALNE dzieci do agresji...

    Ech, nie chciałabym żyć w świecie, który ty nazywasz NORMALNYM. W którym mały
    zwyrodnialec ma większe prawa niz poczciwy i naiwny dzieciak z dysfunkcją uwagi.

    Co do faszystowskich poglądów, to używam tego określenia być moze z takim samym
    zrozumieniem, jak ty pojęcia ADHD.


  • verdana 24.08.05, 16:25
    Ach, więc Twoje dziecko także nie jest normalne - ma dysgrafię. Mam nadzieję, ze
    w liceum usłyszy to, co moje dziecko - LO jest dla NORMALNYCH i zdolnych. Nikt
    nie zamierza poświecac czasu dzieciom dysgraficznym i sprawdzać ich zadań, a kto
    nie zna ortografii i nie umie czytelnie pisać ten powinien iść do łopaty, a nie
    do szkoły.
    I nie łudź się, że Twoja praca pomoże. Dysortografia i dysgrafia lubią wracać w
    momentach stresu - czasem właśnie na trudnej klasówce w liceum. A wtedy okaze
    się, że Twój syn także nie nadaje się do nauki z naszymi normalnymi, bez dysfunkcji.
    Powinien iść do szkoły specjalnej.
  • ewa2000 24.08.05, 16:52
    Nie muszę się łudzić - praca pomogła. Dysgrafia i dysortografia to dwie różne
    rzeczy. Moje dziecko bazgrało jak kura pazurem, dziś dzięki naszej wspólnej
    pracy i ćwiczeniom pisze NORMALNIE - więc Twoje przepowiednie są nieaktualne!
  • verdana 24.08.05, 17:10
    Teraz może tak, ale pod wpływem stresu...
    A poza tym czy wiesz, ile czasu zajmuje nauczycielom sprawdzenie prac
    dysgrafików? Trzy razy tyle, co normalnych dzieci. Dziecko dysgraficzne stanowi
    poważne obciążenie dla nauczyciela. Poświęca jego pracom czas, który mógłby z
    pożytkiem poświęcić normalnym, nie dysfunkcjonalnym uczniom. Dobrze, że Twoja
    praca przyniosła efekty - ale uważam, że póki twoje dziecko pisało nieczytelnie
    nie miałas prawa posyłać go do szkoły z normalnymi uczniami. Normalni mają
    prawo, aby nauczyciel nie tracił czasu na jakieś dysfunkcyjne dziecko, tylko
    zajął sie tymi, ktorzy są OK. Dlaczego rodzice dzieci z dysgrafią mają prawo
    żądać od nauczyciela by poświęcał więcej czasu pracom ich dziecka kosztem tych
    co sobie dobrze radzą? Gdzie prawa dla normalnych?
    I jeszcze jednej rzeczy nie rozumiem. Przeciez mogłaś umówić sie z dzieckiem, ze
    w szkole będzie pisało ładnie.
  • ewa2000 24.08.05, 22:29
    Otóz mylisz się kochaniutka. Moje dziecko tak długo ćwiczyło, żeby napisać
    CZYTELNIE. NAUCZYCIEL NIE POŚWIĘCIŁ MU 5 SEKUND WIĘCEJ, BO NIE BYŁO TAKIEJ
    POTRZEBY ( a i możliwości poniewaz 80% czasu poświęcał dziecku z ADHD).
    Mój syn wiedział, że jeśli będzie pisał nieczytelnie poniesie tego konsekwencje-
    nie w szkole, ale w życiu. Moja praca z synem przyniosła efekty, i nie próbuj
    mi imputować rzeczy nieistniejących, które pasują do Twojej wizji swiata.
  • verdana 25.08.05, 12:22
    Bylam nauczycielem. Odczytanie pracy dziecka z dysgrafią zajmuje bez porównania
    wiecej czasu, niz dziecka NORMALNEGO. Oczywiście, ze jest taka potrzeb, bo
    odczytanie bazgrołów jest trudne - a trzeba to zrobić. Tylko Ty tego nie widzisz
    i o tym nie wiesz, bo nauczyciel nie powiedział ci, ile poświeca czasu Twemu
    dysfunkcyjnemu dziecku. Czasu, którego potem braknie dla NORMALNYCH. Moze
    szkoda, że Ci tego nie uświadomiono. Bo na sprawdzaniu prac Twego dziecka
    traciły dzieci normalne, niedysfunkcyjne. W imię czego?
  • ewa2000 26.08.05, 18:20
    Czytaj ze zrozumieniem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
    Moje dziecko jeden jedyny raz(!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) oddało pracę
    składającą się z 3 linijek, która była nabazgrana. Nauczycielka oddała ją z
    adnotacją, że nie będzie sprawdzała prac napisanych nieczytelnie. Od tego czasu
    moje dziecko ćwiczyło, pracowało i bardzo się starało. Pisało tak jak pozostali
    uczniowie. Nauczycielka nie straciła nawet sekundy więcej na czytanie prac
    mojego syna.
    Nie dorabiaj więc faktów, które nie miały miejsca i czytaj ze zrozumieniem.
    Jak się chce ( rodzicom i dziecku) drobne dysfunkcje mozna nadrobić pracując.
    Gdyby dysfunkcja była poważna sama przeniiosłabym dziecko do klasy
    integracyjnej ( nawet dla jego własnego dobra).
  • verdana 27.08.05, 16:22
    To znaczy, że trafiłas na wyjatkowo niekompetentna nauczycielkę. Wcale sie nie
    dziwieę, że nie potrafiła sobie poradzić z nadpobudliwym dzieckiem.
    O ile dziecko ma zdiagnozowaną dysgrafię, nauczycielka nie ma prawa nie
    sprawdzać jego prac. To tak, jakby lekarz odmówił leczenia choroby, któej nie
    lubi - i np. prowadził tylko proste porody, a skomplikowane pozostawiał samym
    sobie.
    A jesli Twój syn raz tylko oddał nabazgrana pracę, to znaczy, ze nie miał żadnej
    dysgrafi, tylko mu sie nie chciało. Dziecko z dysgrafią pisze brzydko stale.
    Nie nalezy nazywać kazdego bazgrzacego dziecka dysgrafikiem. Większość
    bazgrzacych to po prostu dzieci niedbałe. Do zdiagnozowania dysgrafii potrzebny
    jest psycholog.
    A dysortografik w klasie integracyjnej to po prostu nieporozumienie.
  • ewa2000 28.08.05, 16:13
    A czy Ty oby jesteś kompetentną nauczycielką broniąc z uporem maniaka dzieci z
    ADHD?( i chuliganów- to w innych wątkach).
    Czy dla dzieci NORMALNYCH nie ma już miejcsa w polskiej szkole?
    Czy ich prawa nie istnieją?
    Czy w ramach miłości bliźniego mają uczyć się po lekcjach , ezygnujac z
    przyjemności np. pójścia na basen?( bo nauczyciel nie był wstanie wytłumaczyć
    lekcji i zadał do domu).
    Czy mają narażać się na pobicie, bo kolega z ADHD właśnie miał problemy z
    nadpobudliwością i wyładował się na głowie pierwszego lepszego z brzegu?
    W końcu czy mają wracać po lekcjach z bólem głowy, ponieważ chory kolega musiał
    gdzieś się wykrzyczeć?
    Być może normą staną się niebawem nienormalne zachowania.
    Być może niedługo argumentem nie do odrzucenia będzie pięść ( kto ma silniejszą
    ten ma rację), krzyk ( kto głośniej krzyknie tego na wierzchu).
  • kurrara.domowa 24.08.05, 15:50
    Ale o co tyle krzyku? Przecież dzieci z ADHD żyją wśród nas, a jeszcze żadne osiedle nie poszło z dymem, żaden plac zabaw nie zniknął z powierzchni ziemi, ani nikt nie umarł siedząc w poczekalni. Ok, chodzi Ci o zasady. Zasady. Ja rozumiem. Więc przyjmijmy, że RODZICE DZIECI Z ADHD ROBIĄ WSZYSTKO, CO W ICH MOCY, ŻEBY ŁAGODZIĆ OBJAWY CHOROBY I SOBIE NIE ODPUSZCZAJĄ. Już Ci lepiej? I jabłko zawsze spadnie na ziemię, bo grawitacja, a dziecko z ADHD będzie uciążliwe, bo ADHD.
  • ewa2000 24.08.05, 16:54
    Zgoda, ale nie musi terroryzować otoczenia. Przeczytaj mój post o Kubie ADHD-
    owcu.
  • maksimum 24.08.05, 17:07
    roman.gawron napisał:

    > nanai11 napisała:
    >
    > > Ja opdowiedziałam ze jak ktos ma problem w pracy z ludźmi to też nie powi
    > nien
    > > leczyc
    >
    > Jacy strasznie agresywni są ci rodzice niewychowanych dzieci...
    > Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można było jakiegoś układu z
    > dzieckiem zawrzeć na czas badania.

    Ty chyba roman nie bardzo kumasz co to choroba?
    Choroba nie jest uzalezniona od woli dziecka i na uklady z nim nie chodzi.
  • maksimum 24.08.05, 17:11
    maja45 napisała:

    > Ja zgadzam się z Romanem.

    Niestety tym razem,oboje jestescie w lesie.

    > Choroba dziecka nie zwalnia matki z obowiązku wychowywania gosad
    > Zatem skoro dzieciak zle zachowywał się u lekarki, trzeba było przynajmniej
    > starać się go okiełznąć.

    Przemoc jest wg ciebie odpowiedzia na chorobe.


    > Miom zdaniem nie należy wymagać od wszystkich, by
    > podporzadkowali się dziecku, tylko dlatego ,ze ma( lub nie ma)ADHD.

    Nigdzie nie chodzilo o podporzadkowanie sie,lecz o uznanie faktu choroby
    dziecka.

    > M.
  • maksimum 24.08.05, 17:19
    m-buzuiaczek napisała:

    > A ja mysle ze osoby które nie maja dziecka z ADHD fige wiedza jak dziecko sie
    > zachowuje np w gabinecie .Ja zanim wejde np do gabinetu ustalam z synem
    zasady
    > ale wszystko znika jak zamykaja sie za nami drzwi ! Jestesmy w gabinecie on
    > bardzo głosno podziwia zabawki próbuje naskoczyc na kozetke proszenie
    > tłumaczenie nie pomaga a syn ma 12 lat!!!!Naszczescie mam lekarza który zna
    > problem dziecka od poczatku i nigdy nie usłyszelismy słowa nagany czy pogardy
    > Uczy sie w domu indywidualnie wiec morze jest'' malym zwierzatkiem''z tegim
    > umysłem (olimpiady matematyczne) Prosze wiec nie krytykujcie jak problem
    > przerasta nas wszystkich nawet specjalistów .Oni dokładnie nie wiedza
    dlaczego
    > umysły naszych dzieci nie maja hamulców .Ale siedziec i mówic ze
    > trzeba ''wychowywac'' jest troszke nie na miejscu .
    > Pozdrawiam Madzia

    Jedyna sensowna wypowiedz w morzu miernoty.
  • godiva1 24.08.05, 21:02
    Wiecie co jest irytujace w tej dyskusji? Ze obie strony sie zaparly nogami i
    ciagna do ekstremum i nie chca przyznac odrobiny prawdy drugiej stronie.
    Prawda jest take, za sa zdrowe dzieci, ktorych rodzice nie chca dyscyplinowac
    dzieci, chocby te byly niegrzeczne i agresywne. Sa tez dzieci z ADHD, ktore,
    mimo wszelkich wysilkow rodzicow, ktorych sie mozna racjonalnie spodziewac beda
    agresywne i niegrzeczne. Od spoleczenstwa mozna wymagac duzej cierpliwosci w
    stosunku do tych drugich, ale jak ich od siebie odroznic? Dla mnie papierkiem
    litmusowym jest zachowanie rodzicow, jezeli sie staraja, lecza, rozmawiaja z
    psychologiem itp, to jest OK, jesli nie to nie. W Ani klasie jest taki
    chlopczyk, jego rodzice bardzo walcza o to, zeby go wychowac, wiec mimo tego,
    ze on tanczy w trakcie lezakowania i rzuca zabawkami to nikt sie nie domaga,
    zeby go z klasy wyrzucic.

    Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicje ADHD, w
    wiekszosci przypadkow to bedzie ta szara strefa, gdzie nie wiemy czy
    nadpobudliwosc dziecka jest choroba czy brakiem wychowania.
  • ewa2000 24.08.05, 22:31
    Jest taki podecznik pediatrii pod redakcją prof. Górnickiego ( ostatnie wydanie
    1997 roku), Biblia pediatrów. W podrozdziale psychatrii nie ma ani słowa o ADHD.
  • gaika 24.08.05, 22:41
    Osiem lat w medycynie, to epoka!
    Poza tym juz wtedy diagnozowano ADHD, a wiec blad autorow, recenzentow...cozsad
  • ewa2000 26.08.05, 18:22
    Może jednak nie Ty będziesz oceniać podręczniki medyczne, na których wychowały
    się całe pokolenia pediatrów.
  • gaika 27.08.05, 02:04
    ewa2000 napisała:
    >Może jednak nie Ty będziesz oceniać podręczniki medyczne, na których wychowały
    się całe pokolenia pediatrów.

    Ależ sama dokonałaś oceny. Napisałaś, ze w „cegle” dla pediatrów zabrakło tak
    ważnej informacji, jak dyskutowana choroba, którą się w dodatku od lat
    diagnozuje. Rozumiem, ze tego nie pochwalasz.

    Wyobrażam sobie podręcznik zakaźników, na którym wychowały się pokolenia tejże
    specjalności, wydanym wiele lat temu, w którym stoi napisane, ze np. taki AIDS
    to się praktycznie nie leczy...




  • maksimum 24.08.05, 22:43
    godiva1 napisała:

    > Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicje ADHD, w
    > wiekszosci przypadkow to bedzie ta szara strefa, gdzie nie wiemy czy
    > nadpobudliwosc dziecka jest choroba czy brakiem wychowania.

    Definicja jest dosc prosta,dzieci z ADHD z powodu braku koncentracji maja
    problemu w nauce.
    W klasie mojego syna byl taki chlopak z ADHD i powtarzal klase,poza tym
    wulgarnie sie wyraza i jest po prostu niegrzeczny.
    Jego rodzenstwo tez jest tumanowate,ale zachowuje sie normalnie.
    Jak pisala mi-buziaczek jej syn bierze cos na uspokojenie,ale mimo wszystko sie
    dobrze uczy.
  • 1iwona1 25.08.05, 06:15
    maksimum napisał:

    > godiva1 napisała:
    >
    > > Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicje ADHD
    > , w
    >
    > Definicja jest dosc prosta,dzieci z ADHD z powodu braku koncentracji maja
    > problemu w nauce.

    Nie jest prosta. Są różne postacie ADHD, postać z przewagą braku koncentracji
    jest jednym z podtypów. Problem braku koncentracji wcale nie jest równoznaczny
    z niskim IQ. Czasem wręcz odwrotnie...

    > Jak pisala mi-buziaczek jej syn bierze cos na uspokojenie
    Przy ADHD stosuje się leki pobudzające nie uspojkajające.

    Pozdrawiam
    Iwona
  • maksimum 25.08.05, 06:34
    1iwona1 napisała:

    > maksimum napisał:
    >
    > > godiva1 napisała:
    > >
    > > > Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicj
    > e ADHD, w
    > >
    > > Definicja jest dosc prosta,dzieci z ADHD z powodu braku koncentracji maja
    > > problemu w nauce.
    >
    > Nie jest prosta. Są różne postacie ADHD, postać z przewagą braku koncentracji
    > jest jednym z podtypów. Problem braku koncentracji wcale nie jest
    >równoznaczny z niskim IQ. Czasem wręcz odwrotnie...

    Chodzilo o cos innego.
    Jesli wezmiemy dwoje dzieci o takim samym IQ,to to ktore nie jest hyperactive
    bedzie sobie lepiej dawalo rade w szkole niz to z ADHD.

    > > Jak pisala mi-buziaczek jej syn bierze cos na uspokojenie
    > Przy ADHD stosuje się leki pobudzające nie uspojkajające.

    Nie tylko:
    www.chadd.org/fs/fs3B.htm

    No i to co najwazniejsze:

    AD/HD is not caused by bad parenting, or by other factors in the child’s home
    or family life.

    W wiekszosci wypadkow jest dziedziczne.

    > Pozdrawiam
    > Iwona
  • 1iwona1 25.08.05, 07:06
    maksimum napisał:

    > > > Definicja jest dosc prosta,dzieci z ADHD z powodu braku koncentracj
    > i maja
    > > > problemu w nauce.
    > >
    > > Nie jest prosta. Są różne postacie ADHD, postać z przewagą braku koncentr
    > acji
    > > jest jednym z podtypów. Problem braku koncentracji wcale nie jest
    > >równoznaczny z niskim IQ. Czasem wręcz odwrotnie...
    >
    > Chodzilo o cos innego.
    > Jesli wezmiemy dwoje dzieci o takim samym IQ,to to ktore nie jest hyperactive
    > bedzie sobie lepiej dawalo rade w szkole niz to z ADHD.

    A to oczywiste.

    > > > Jak pisala mi-buziaczek jej syn bierze cos na uspokojenie
    > > Przy ADHD stosuje się leki pobudzające nie uspojkajające.
    >
    > Nie tylko:
    > www.chadd.org/fs/fs3B.htm

    Wszystkie te leki pobudzają mózg do zwiększonego wydzielania neuroprzekaźników -
    Dlatego stwierdziłam, że to leki pobudzające.

    > No i to co najwazniejsze:
    >
    > AD/HD is not caused by bad parenting, or by other factors in the child’s
    > home
    > or family life.

    smile) Kilkoro uczestników tego wątku wie o tym doskonale. Ale co z innymi?

    > W wiekszosci wypadkow jest dziedziczne.

    Ano prawda.

    I.
  • maksimum 25.08.05, 07:26

    > > Nie tylko:
    > > www.chadd.org/fs/fs3B.htm
    >
    > Wszystkie te leki pobudzają mózg do zwiększonego wydzielania
    neuroprzekaźników
    > -
    > Dlatego stwierdziłam, że to leki pobudzające.
    >
    > > No i to co najwazniejsze:
    > >
    > > AD/HD is not caused by bad parenting, or by other factors in the child
    > 217;s home or family life.
    >
    > smile) Kilkoro uczestników tego wątku wie o tym doskonale. Ale co z innymi?
    >
    > > W wiekszosci wypadkow jest dziedziczne.
    >
    > Ano prawda.
    >
    > I.

    I znowu wyjdzie na to,ze to moja wina,bo za pozno sie do dyskusji wlaczylem i
    poczatkowo magiel wzial gore nad nauka i rozsadkiem.
    Obawiam sie,ze te wszystkie rozsadne wpisy zostana wczesnym rankiem wyciete i
    magiel znowu bedzie gora.
  • gaika 24.08.05, 23:05
    godiva1 napisała:

    > Wiecie co jest irytujace w tej dyskusji? Ze obie strony sie zaparly nogami i
    > ciagna do ekstremum i nie chca przyznac odrobiny prawdy drugiej stronie.
    > Prawda jest take, za sa zdrowe dzieci, ktorych rodzice nie chca dyscyplinowac
    > dzieci, chocby te byly niegrzeczne i agresywne. Sa tez dzieci z ADHD, ktore,
    > mimo wszelkich wysilkow rodzicow, ktorych sie mozna racjonalnie spodziewac
    beda
    >
    > agresywne i niegrzeczne. Od spoleczenstwa mozna wymagac duzej cierpliwosci w
    > stosunku do tych drugich, ale jak ich od siebie odroznic? Dla mnie
    papierkiem
    > litmusowym jest zachowanie rodzicow, jezeli sie staraja, lecza, rozmawiaja z
    > psychologiem itp, to jest OK, jesli nie to nie.

    W czasie wizyty u lekarza, czy we "wczasowej" stolowce nie masz szans na
    przylozenie papierka lakmusowego. Nie znasz ludzi, nie wiesz co robia dla
    dziecka i wtedy ktora z opcji wybierzesz?

    > Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicje ADHD, w
    > wiekszosci przypadkow to bedzie ta szara strefa, gdzie nie wiemy czy
    > nadpobudliwosc dziecka jest choroba czy brakiem wychowania.

    Zgodzili sie dosc dawno, bo zostala wpisana jako jednostka chorobowa.
    Nadpobudliwosc nie moze wynikac z braku wychowania. Bez watpienia moze
    rozwydrzenie.
  • maksimum 25.08.05, 06:39
    gaika napisała:

    > Zgodzili sie dosc dawno, bo zostala wpisana jako jednostka chorobowa.

    Wychodzi na to,ze jest to wada genetyczna.
    AD/HD is not caused by bad parenting, or by other factors in the child’s home
    or family life.

    www.chadd.org/fs/fs3B.htm
    > Nadpobudliwosc nie moze wynikac z braku wychowania. Bez watpienia moze
    > rozwydrzenie.


  • mruwa9 25.08.05, 09:14
    No, moze na to wychodzi..moj syn-jak wspomnialam- to 3.pokolenie ADHDowcow w
    tej rodzinie (po moim mezu i tesciowej..). W UK niedawno byl w TV film o matce
    dwoch synow z ADHD. Dopiero rozpoznanie ADHD u dzieci (po rozpadzie rodziny)
    sprowokowalo do zbadania ich matki, ktora tez okazala sie cierpiec na te
    przypadlosc..I dopiero farmako- i psychoterapia calej rodziny umozliwila
    unormowac ich zycie.
  • nanai11 25.08.05, 12:21
    Niektóryz naukowcy mówia że kiedys okazesie ze wiekszosc chorób nawet tych
    najbardziej poważnych jest w genach... Na jednych warsztatch odnosnieadhd
    dowiedziałam sie ze dorosli, którzy targaja sie na własne życie to w 10
    procentach sa niegdysiejsze dzieci z adhd nie leczone i xle prowadzone.
  • maksimum 25.08.05, 15:44
    nanai11 napisała:

    > Niektóryz naukowcy mówia że kiedys okazesie ze wiekszosc chorób nawet tych
    > najbardziej poważnych jest w genach...

    Ja od dawna mowie o tym glosno i wyraznie,ze 95% tego czym jestesmy to geny,ale
    komuna skolowala ludzi z wychowaniem w duchu komunistycznym,ktore bylo
    zaprzeczeniem wychowania w duchu imperialistycznym,czyli kontynuacja genow
    rodzicow.
  • maksimum 25.08.05, 21:37
    mruwa9 napisała:

    > No, moze na to wychodzi..moj syn-jak wspomnialam- to 3.pokolenie ADHDowcow w
    > tej rodzinie (po moim mezu i tesciowej..). W UK niedawno byl w TV film o
    matce
    > dwoch synow z ADHD. Dopiero rozpoznanie ADHD u dzieci (po rozpadzie rodziny)
    > sprowokowalo do zbadania ich matki, ktora tez okazala sie cierpiec na te
    > przypadlosc..I dopiero farmako- i psychoterapia calej rodziny umozliwila
    > unormowac ich zycie.

    Jak to dobrze,ze ja tu jestem,zeby zebrac wszystko do kupy.
    Genetyka jest podstawa zycia.
  • falka32 26.08.05, 16:00
    Chciałam jeszcze dodać jedną, istotną rzecz w tym wszystkim. W przypadku ADHD
    agresja, nad którą z takim zapałem rozwodzi się ewa2000 występuje w zasadzie
    wyłącznie wtórnie. Tzn nie jest ona wpisana w zespół objawów, lecz moze być
    emocjonalnym efektem ubocznym, w przypadku, kiedy dziecko zbyt długo przezywa
    frustrację. Tzn, na przykłąd wtedy, kiedy najbliższe i dalsze otoczenie nie
    przyjmuje do wiadomości starań dziecka, jest zbyt restrykcyjne wymgając rzeczy,
    których dziecko nie jest w stanie zrobić i karze za to surowo. Moze byc to tez
    efekt odrzucenia przez grupę rówieśniczą czy rodziców. Moze być to etykietka
    łobuza.Ale ADHD nie jest tu PRZYCZYNĄ agresji dziecka, tylko destrukcyjny wpływ
    otoczenia na dziecko, które poprzez to ma zaburzone emocje. I to zaburzenie
    emocji i agresja wystąpi w wielu przypadkach dzieci również bez ADHD, chocby
    dzieci z rodzin patologicznych, czsto bite i odrzucane.
    Tak więc agresja i to ewy "rzucanie się z nożem na kazdego" jest SKUTKIEM
    traktowania przez otoczenie a nie skutkiem choroby jako takiej.

    Warto chyba o tym pamiętac, zanim ogłosi się postulat "niebezpieczni psychole z
    ADHD do szkół specjalnyc i obozów pracy"
  • kina74 26.08.05, 17:51
    Falka! I tak i nie. Rozumiem rodziców ADHDowców ale wiem też o czym mowi
    Ewa2000. W klasie mojego dziecka też jest chłopiec z ADHD. Oprócz tego że
    bardzo przeszkadza na lekcjach: gada, dowcipkuje, chodzi po klasie - jest też
    bardzo, ale to bardzo agresywny. Moje dziecko niejednokrotnie zostało przez
    tego chłopca pobite. I to doslownie pobite, ja nie mówię o przepychankach
    między kolegami. Tyle tylko, że ja nie uważam, że należy Go wykopać z klasy czy
    szkoły. Mam telefon do jego mamy (sama mi zaproponawała) i wyjaśniamy wszystkie
    niemiłe sytuacje na bieżąco. Sama prosiła, aby "skarżyć" i od czasu do czasu
    korzystam z tego telefonu. Tzn. wtedy kiedy leje się krew. W przypadku tego
    chłopca na jego niekorzyść dziala fakt, że jest "duży" - gruby, wysoki i bardzo
    silny, a np. moje dziecko to klasowe chuchro. Z tym że dostają wszystkie, mój
    ani mniej ani więcej. Mamy chłopca mi czasami żal, wiem że bardzo się stara,
    chociaż sama przyznaje że ma na chłopca coraz mniejszy wpływ. Chodzi o to, o
    czym wspomniała jedna z Was, że nie może wiecznie go przyprowadzać, odprowadzać
    i kontrolować (11 lat). Sytaucja jest dla mnie trudna, z jednej strony rozumiem
    że ma zaburzenia (wiem że jest na lekach), rozumiem jego mamę, a z drugiej
    strony serce mnie boli kiedy moje dziecko jest po raz kolejny
    nieźle "poobijane". Chłopca już raz przeniesiono z klasy do klasy, ale to
    oczywiście nie zmieniło sytuacji - nadal jest jaki jest. Brzmi to okrutnie, ale
    będę szczera, mam nadzieję, że w gimnazjum nie trafi do tej samej klasy co moje
    dzieco. No ale jeśli tak - trudno, będę musiała pomagać synkowi psychicznie
    dalej, bo w sumie co więcej możemy zrobić. Tak więc prawda jak zwykle leży po
    środku. Aha! Ten chłopiec róznie zachowuje się na lekcjach u różnych
    nauczycieli, tzn. u jednych pozwala sobie na więcej niż u innych, zresztą
    podejście nauczycieli do tematu to osobna historia, większość z nich marzy po
    prostu, aby skończył już tę szkołę. Na pewno jednak ma większe przyzwolenie na
    agresję niż reszta. Czyli to, co jemu się upieka, bo jest codziennościa, w
    przypadku innych uczniów jest już zachowaniem nagannym. I jak to wytłumaczyć
    innym dzieciom... mój syn rozumie, chociaż nie powiem, czasami się buntuje. Ale
    czego oczekujecie od równieśników: czyli 6,7,8 latków na przykład?? Staram się
    być tolerancyjna i tego samego uczę swoje dzieci. Często stawiam się na pozycji
    tych rodziców, którzy mają dzieci z zaburzeniami, co nie zmienia faktu, że
    czasami jestem na te dzieci i ich rodziców tak normalnie po ludzku wkurzona -
    chyba zresztą z bezsilności. Cóż pozstaje umownie Wam i nam?? Na pewno
    wzajemnie oskarżenia nie pomogą. Nam pozotaje tolerancja, Wam ogromna praca i
    na pewno nietłumaczenie wieczenie swoich dzieci ADHD (przykład różnego
    zachowania na różnych lekcjach). W każdym razie powodzenia w ciężkiej pracy.
    Sama planuję kolejne dziecko i mam świadomość, że zawsze mogę znaleźć się
    po "drugiej stronie barykady"
  • a_weasley 26.08.05, 18:44
    kina74 napisała:

    > bardzo, ale to bardzo agresywny. Moje dziecko niejednokrotnie zostało przez
    > tego chłopca pobite. I to doslownie pobite, ja nie mówię o przepychankach
    > między kolegami. Tyle tylko, że ja nie uważam, że należy Go wykopać z klasy
    > czy szkoły.

    Ja uważam, że należy WSZELKIMI DOSTĘPNYMI ŚRODKAMI to ukrócić. O ile można, bez
    użycia przemocy i bez wykopywania go z klasy czy ze szkoły. Ale priorytetem
    jest bezpieczeństwo dzieci.
    Wszelkimi. Łącznie z doprowadzeniem do sytuacji, w której jego rodzice sami go
    zabiorą ze szkoły w trosce o jego bezpieczeństwo.
    Co i Wam sugeruję. Na co czekacie? Na złamaną rękę czy na wybite oko? Bo krew
    się polała nieraz, pewnie nie tylko Twojego dziecka.
    Szkoła odpowiada za bezpieczeństwo uczniów. Nie ma prawa tolerować na swoim
    terenie stałego zagrożenia tegoż bezpieczeństwa. Ma zagrożenie zlikwidować.

    > wyjaśniamy wszystkie niemiłe sytuacje na bieżąco.

    CO tu jest do wyjaśniania? Twoje dziecko zostało pobite. Twoje dziecko nie
    powinno być bite. Co Tobie z tego, że pani Kowalska przeprosi Cię za to, że
    mały Kowalski pobił Twoje dziecko (oraz przezornie z góry przeprosi za następny
    raz, który jest tylko kwestią czasu)? I przede wszystkim co z tego Twojemu
    dziecku?

    > od czasu do czasu korzystam z tego telefonu. Tzn. wtedy kiedy leje się krew.

    Gdyby rzecz się działa ćwierć wieku temu i na Twoim miejscu był mój ojciec,
    moja krew polałaby się raz. Drugi raz polałaby się krew sprawcy. I potem byłby
    spokój. Ojciec uważał bowiem, że on odpowiada za bezpieczeństwo własnego
    dziecka, a nie za komfort psychiczny dzieci cudzych.
    Znam zresztą przypadek, gdzie człowiek poszedł do rodziców takiego
    nieszczęśliwego dziecka i powiedział:
    - Proszę państwa! Jeżeli coś takiego się jeszcze raz zdarzy, ja panstwa synowi
    złamię rękę. Świadków nie będzie.
    Pomogło.

    > ani mniej ani więcej. Mamy chłopca mi czasami żal, wiem że bardzo się stara,
    > chociaż sama przyznaje że ma na chłopca coraz mniejszy wpływ.

    Czyli można się spodziewać, że niebawem synek zacznie bijać także ją i
    nauczycieli.

    > nie może wiecznie go przyprowadzać, odprowadzać i kontrolować (11 lat).

    A niby dlaczego? I, przepraszam bardzo, co to obchodzi rodziców reszty dzieci?
    Oni mają przyprowadzać swoje dzieci i strzec ich bezpieczeństwa?
    Jeżeli jest niebezpieczny dla otoczenia, nie wiem, może powinien mieć stale
    jedną rękę przykutą do pasa, a prawą odpinaną tylko na lekcje. Że co? Że to
    niehumanitarne? A pozwalanie, żeby tłukł wszystkich dookoła, jest humanitarne?
    Dorosłego psychola, jeśli się nie daje inaczej, a jest niebezpieczny dla
    otoczenia, zamyka się w psychuszce. Też jest to niehumanitarne. Jest to dla
    niego niezasłużona przykrość.

    > bo w sumie co więcej możemy zrobić.

    Cóż, jeśli mnie kiedyś coś takiego spotka, zrobię to, co zrobiłby mój ojciec. I
    niech mnie potem ciągają po sądach.
    Zapytacie, co zrobię, jeśli moje dziecko będzie miało ADHD? Jeśli trzeba, będę
    go pilnował w szkole, a pracował po nocach. Albo załatwię zezwolenie na naukę
    domową. W każdym razie to będzie mój problem. A nie całego otoczenia.

    > środku. Aha! Ten chłopiec róznie zachowuje się na lekcjach u różnych
    > nauczycieli, tzn. u jednych pozwala sobie na więcej niż u innych,

    Aha, czyli jednak można spowodować, żeby zachowywał się plus minus normalnie?

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • ewa2000 26.08.05, 18:28
    Ja piszę nie tylko o agresji, ja piszę o całej gamie nienormalnych zachowań
    uniemożliwiających normalne prowadzenie lekcji. Przeczytaj moje posty.
    Wyobraź sobie dziecko ( 12-13 letnie) jedzące na lekcji papier i udające , że
    zaraz zacznie wymiotować! Tego typu zachowanie musi budzić wstręt kolegów ( i
    nauczycieli), powodować zaburzenia w prowadzeniu lekcji i........bunt rodziców
    innych uczniów, którzy traktują szkołę nie jako ognisko terapeutyczne dla ADHD-
    owców. Agresja przychodzi później.
    P.S Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Rodzice ADHD-owców chcieliby,
    aby w tamach terapii wszyscy dostosowywali się do ich dzieci.
  • mruwa9 26.08.05, 19:03
    W ktoryms z poprzednich watkow pisalas o wyrzucaniu dzieci z ADHD do szkol
    integracyjnych. Wyjasnij mi, prosze, na jakiej zasadzie w tychze szkolach
    integracyjnych, wedlug jakiego klucza, mialyby byc wyznaczane dzieci zdrowe,
    integrujace sie z ADHDowcami?.. Grunt, zeby nie Twoje? Ja rozumiem uciazliwosc
    dzieci z ADHD dla otoczenia (ktore ma to przez maksimum kilka godzin
    dziennie,ja mam przez reszte doby), ale nikt nie mowi o przyzwoleniu na agresje
    dzieci z ADHD wobec otoczenia.Mowie o zrozumieniu, ze efekty pracy nad tymi
    dziecmi przychodza niewspolmiernie wolno w stosunku do wlozonego wysilku. Ze
    robie za malo? Naucz sie do przyszlej soboty biegle jezyka wegierskiego. Ze sie
    nie da? Moze tez robisz za malo?
    Moim zdaniem izolacja i nauczanie indywidualne jest srednim pomyslem. Znacznie
    lepszym- na modle np. skandynawska- oprocz leczenia farmakologicznego,
    psychoterapii, itd, przydzielenie w szkole osobistego asystenta, ktory pomaga
    dziecku w nauce, w skupieniu uwagi i przy okazji kontroluje zachowanie, zeby
    chronic inne dzieci przed agresja chorego dziecka, Czyli- szeroko pojeta
    socjalixzacja dziecka z ADHD. Charakterystyczne dla dzieci z ADHD jest, ze
    znacznie lepiej funkcjonuja majac na wylacznosc kogos doroslego obok siebie.
    Brak uwagi prowokuje zachowania destrukcyjne. Wlasnie mam tego dowod- moj syn
    demoluje lazienke, bo mama przy komputerze..biegne...pa
  • mruwa9 26.08.05, 19:03
    tyle mojej teorii..a praktyka jak zwykle rozbije sie o kase..
  • ewa2000 27.08.05, 15:52
    Klasy/szkoły integracyjne to takie, w których, obok dzieci ZDROWYCH uczą się
    także chore czy niepełnosprawne. Mają tam właściwą opiekę - psychologa,
    pedagoga, logopedy. Stale jest pielęgniarka i klasy liczą kilkunastu uczniów.
    Na lekcji obok nauczyciela jest druga dorosła osoba, która , gdy dzieje sie coś
    złego podejmuje działanie.
    To idealne miejsce dla wszystkich, którzy z takich czy innych względów nie
    nadają się do klas normalnych ( czyli 30 osobowych, z jednym nauczycielem).
    Do klas integracyjnych powinny trafia ć dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością
    czy dysfunkcją i ZALECENIEM uczenia się w takiej klasie.
    Do takich klas powinny trafiać dzieci ZDROWE jesli taka jest wola ich rodziców.
    A wola może wynikać chocby z powodu chęci , aby dziecko uczyło się w mniej
    licznej klasie, albo gdy rodzeństwo uczęszcza do takiej szkoły.
    Mocno się zdziwisz, ale wcale nie wykluczam, że w sytuacji, gdybym miała blisko
    DOBRĄ szkołę z klasami integracyjnymi, trzymałabym moje zdrowe (!) DZIECKO OD
    NIEJ Z DALEKA.
    Jednak owa klasa musiałaby spełniac kilka zasadniczych warunków: obok dzieci
    niepełnosprawnych byłyby zdrowe i program realizowany byłby w ten sposób, że
    nikt by nie ucierpiał. Druga osoba w szkole nie byłaby fikcją, właściwie
    reagowano by na nienormalne zachowania. Szkoła mieściłaby się blisko mojego
    domu itd.
    Integrować się z ADHD-ocem można, ale pod warunkiem, że jest osoba, która
    sprawi, że jego zachowanie nie jest nie do wytrzymania dla otoczenia, że nie
    zaburza on normalnych lekcji i nie stwarza zagrożenia.
    Czy zastanowiłaś się dlaczego tak wiele osób buntuje się przeciwko ADHD-owcom w
    swoim otoczeniu?
    Czy prawo do normalnej (sic) nauki, przerobienia na lekcjach programu,
    zagwarantowanie bezpieczeństwa jest jakimś nadzwyczajnym wymaganiem?
    Dzieci po 4-6 godzinach obcowania z kolegą z ADHD mają wszystkiego dosyć.
    Nauczyciele równiez. I nie jest dla nikogo zadnym pocieszeniem, że rodzice
    muszą z nimi obcować znacznie dłużej.
    Dlaczego nie wykazujesz troski o to co dzieje się z normalnymi dziećmi po
    zajęciach, skoro wymagasz, aby otoczenie wykazywało tolerancję wobec
    patologicznych zachowań Twojego dziecka na lekcjach?
    Nie chcę się powtarzać, ale asortyment niemożliwych do zaakceptowania zachowań
    ADHd-owca jest przeogromny. A jeśli w klasie spotka się 2 takich uczniów?
    Strach pomyśleć.
    Gdy rodzi się dziecko wszyscy chcieliby, aby było zdrowe ( fizycznie i
    psychicznie), piekne, mądre, dobre. Czasem jednak bywa inaczej. Gdy okazuje
    się, że mamy do czynienia z chorobą czy niższym IQ opieka, praca z dzieckiem,
    jego pielęgnacja spoczywa na rodzicach. Bywa to trudne, monotonne, czasochłonne
    często nie przynosi efektów, ale jest konieczne.
  • nangaparbat3 26.08.05, 20:59
    ewa2000 napisała:

    > Ja piszę nie tylko o agresji, ja piszę o całej gamie nienormalnych zachowań
    > uniemożliwiających normalne prowadzenie lekcji. Przeczytaj moje posty.
    > Wyobraź sobie dziecko ( 12-13 letnie) jedzące na lekcji papier i udające , że
    > zaraz zacznie wymiotować! Tego typu zachowanie musi budzić wstręt kolegów ( i
    > nauczycieli), powodować zaburzenia w prowadzeniu lekcji i........bunt
    rodziców
    > innych uczniów, którzy traktują szkołę nie jako ognisko terapeutyczne dla
    ADHD-
    > owców.
    Pracowałam kiedys w szkole podstawowej i miałam ucznia, który w szóstej klasie
    zaczał rozpinac spodnie i pokazywać, co ma, zeby zwrocic na siebie uwagę.
    Poadnia Ped.-Psych. odmówiła prowadzenia terapii, bo im wyszło, że
    intelektualnie jest na granicy normy. Powiedziały: On sie na psychoterapie nie
    nadaje, musi pani radzic sobie sama. Byłam wtedyy młoda i głupia, wiec ich nie
    wymordowałam, tylko próbowałam sobie radzić. Pogadałam z klasą - umówilismy
    się, że nie będą zwracać na niego uwagi, kiedy to robi, a jesli ktoś
    przypadkiem popatrzy, ma wzruszyć ramionami. I wiesz co? Pomogło.
    Nie wiem, czy ten chłopiec miał ADHD, ale to bardzo możliwe. Byłam jego
    wychowawczynią przez cztery lata, robił rózne dziwne rzeczy, ale nigdy od
    rodzicow innych dzieci nie usłyszałam, ze nie zyczą sobie, by chodził z ich
    dziećmi do szkoły. Zresztą - spróbowaliby!
  • kina74 26.08.05, 22:04
    No tak, tylko porównaj sobie sama rozpięte spodnie i pobite dziecko (Twoje
    własne). Nie jestem za eliminacją problemu typu wyrzucić ze szkoły, bo to jest
    tylko przerzucanie problemów pod inny płot. A skąd wiemy, czy za pół roku inna
    szkola nie zrobi tego samego i nam podrzuci takie "kukułcze jajo". Takich
    dzieci jest coraz więcej i jakoś trzeba sobie wspólnymi silami radzić. Na pewno
    nic nie pomoże wzajemne obrażanie się itd. A już na pewno nie zadziała metoda
    klin-klinem, chamstwo-chamstwem, przemoc-przemocą. I co?? Mamy tak łamać ręce
    tym naszym dzieciom, potem nogi, a może w bagażniku do lasu?? To jakiś horror
    po prostu. Mi też nie podoba się to, że moje dziecko jest od czasu do czasu
    bite, zaczepiane, opluwana, obrzucane wulgaryzmami (nie tylko on podkreślam!),
    ale w tej sytuacji nadal uważam, że rozmowa z mamą, rozsądną mamą to jedyne co
    mogę zrobić. A jego mama nie tylko przeprasza za syna ale też z nim rozmawia,
    wiem bo byłam świadkiem. Pewnie że najlepiej aby ktoś chłopcu towarzyszył jak
    np. w Kanadzie, ale jak na razie to nasze życzenia. Fakt, faktem, że nie wiem
    co bym zrobiła, gdyby moje dziecko ucierpiało tak naprawdę bardzo, bardzo
    mocno... I faktem jest też, że mój mąż też się czasami brzydko odgraża.
    Cholera, to co?? Ja złą matką jestem, że w pewnym sensie pozwalam lać moje
    dziecko, bo już się zaczynam w tym gubić. Może niech odpowiedzą mamy ADHDowców
    co mam robić ich zdaniem...
  • falka32 26.08.05, 22:43
    Kina

    Moje dziecko miało podejrzenie ADHD, ponieważ ma epizody hiperaktywności i
    zaburzenia uwagi i koncentracji, ale nie jest nigdy samo z siebie agresywne
    (prawdopodobnie ma ZA, jestem w trakcie diagnozy). W jego klasie jest chłopiec z
    oficjalnie zdiagnozowanym ADHD, który bywa agresywny - i u tego chłopca niestety
    bardzo wyraźnie widać dlaczego. Wystarczy spojrzeć na jego ojca i na jego
    stosunek do syna. Tzw. twarda ręka i regularny łomot za każde wykroczenie.
    Ojciec sądzi, ze jest stanowczy, dzieciak w efekcie jest w coraz gorszym stanie.
    Ale wśród rodziców - jakoś dziwnie panuje zrozumienie dla tej sytuacji i tylko
    jedna, słownie jedna matka atakuje na zebraniach tą rodzinę, w takich słowach
    jak Ewa2000 - i, co mnie cieszy, to jej zachowanie wywołuje widoczny niesmak u
    inych rodziców.

    Moje dziecko nie jest agresywne - jest irytujące i wymaga więcej zabiegów ze
    strony nauczucieli, np. sprawdzania, czy zapisał co jest zadane do odmu, innego
    systemu korespondencji z rodzicami (bo zapomina przekazywać i gubi kartki) ale
    nie robi nikomu krzywdy. Za to jest obiektem agresji tzw NORMALNYCH dzieci i to
    z ich strony spotyka go najwięcej realnych uszkodzeń ciała i ducha. A akurat ten
    chłopiec z ADHD najmniej mu czyni krzywdy. Często jego agresja wynika z tego, ze
    inne dzieciaki go najzwyczajniej w swiecie prowokują i podpuszczają, a ADHD -
    wiadomo, nie kontroluje impulsów i zanim pomyśli, to juz reaguje, na oczach
    nauczycieli itp. Potem wychodzi na to, ze on jest zły, bo pobił kolegę, kiedy
    prawda jest taka, ze "kolega" najpierw go kopnął i nazwał złamasem, tamten się
    odwinął, więc "kolega" pierwszy z bekiem leci do nauczyciela i ma 5 śwaidków, ze
    wstrętny adehadowiec zaatakował go bez powodu. Sama byłam świadkiem takich scen,
    kiedy ten chłopiec z ADHD stał nie rozumiejąc, o co chodzii próbował się
    tłumaczyć, ale nikt go nie słuchał, bo była ofiara ze śladami pobicia,
    śwaidkowie a on był za mało cwany, zeby tez pokazać swoje siniaki i znaleść
    śwaidków. Więc kij ma dwa konce i jak słyszę opowieści ewy2000 o jej
    nieszczęsnym dziecku, które co chwila jest bite przez adehadowca,(znając
    nastawienie matki do tego zaburzenia i domyślając się, ze dziecko tez uwaza ADHD
    za świrów) zastanawiam się, gdzie leży prawda i kto tak naprawdę jest winien
    całej sytuacji. Gdybym nie widziała tych smarkaczy pastwiących się nad tamtym
    chłopcem i nie widziałabym, do czego są zdolni wobec mojego dziecka, które tez
    jest łatwo sprowokowac i podpuścić... I gdybym nie musiała potem wysłuchiwać od
    pałających świętym oburzeniem rodziców tyrad o tym, jak to moje dziecko jest źle
    wychowane i agresywne i zaczepia ich słodkie pociechy (które mrugają długimi
    rzęsami obok i robią nieszczęsliwe minki a za plecami pokazują ci język)... na
    swoje własne nieszczęscie dzieci z ADHD nie są zdolne do takiego cwaniactwa

    Gdyby moje dziecko było naprawdę agresywne wobec innych i stanowiło zagrożenia -
    to inna sprawa - to znaczy, ze trzeba sprawować nad nim zupełnie innego rodzaju
    kontrolę. Ale agresja a kłopotliwość to zupełnie inne rzeczy, czyż nie?
  • nangaparbat3 26.08.05, 22:53
    a skad mamy mają wiedzieć niby?
    Wydaje mi się, że jesli w klasie jest dziecko z ADHD, szkolny psycholog lub
    pedagog powinien byc przygotowany do nauczenia nauczycieli i dzieci, jak
    postępować. Założę sie, ze reakcje środowiska nie są bez wpływu na postępowanie
    chorych dzieci, tak samo zresztą jak wszystkich innych. A jesli szkolny
    psycholog nie wie, jak, trzeba by sie domagać pomocy - od Gminy (może znaleźć
    specjalistów i sfinansować szkolenia), wyzszej uczelni, poradni.
    Wyobrażam sobie, że takie chore dziecko budzi w szkole agresję, zwłaszcza ze
    strony nauczycieli, ktorym bardzo utrudnia pracę i których NIKT NIGDY NIE
    NAUCZYŁ, JAK MAJĄ POSTĘPOWAĆ. Reaguja agresją, więc i dzieci staja sie coraz
    bardziej agresywne. To blędne koło, a raczej spirala. Ja tym nauczycielom nie
    mam za złe bezradności, bo jest zrozumiała - ale nie mogę znieść tej
    bezduszności i złości, jaka przebija z niektorych postów.
  • kina74 26.08.05, 23:18
    Czy ta złość i bezduszność to o mnie???? Bo jeśli tak, to jestem w szoku i to
    ciężkim. Ja właśnie staram się zrozumieć i tą "drugą stronę". Większość
    rodziców się właśnie nie patyczkuje z chłopcem, na zebraniach jest bardzo
    gorąco... Nanga! Czyli jak jest dziecko z ADHD w szkole, a szkoła
    problem "olewa" i ma to gdzieś, to ja, jako matka normalnego jak określacie
    dziecka mam latać do gminy itd?? Absurd... To chyba jest w interesie rodzica
    aby jego dziecko mogło normalnie funkcjonować w społeczeństie. O szkolnych
    psychologach i pedagogach nie mam dobrego zdania: Abstrachując od tematu: moja
    koleżanka ma dziecko z cechami autystycznymi, w szkole nie tylko nie znalazła
    zrozumienia, ale pani pseudopsycholog oplotkowała ją i całą rodzinę gdzie się
    da. Pewnie są i dobrzy specjaliści, ale jeszcze się w szkole z takimi nie
    zetknęłam (chociaż i doświadczenia mam niewielkie). Jeśli rodzice dzieci z ADHD
    nie wiedzą jak mamy postępować wobec ich i ich dzieci, to już mi całkiem ręce
    opadają. A że dzieci są jakie są wiem sama, nigdzie nie napisałam że moje
    dziecko to aniołek,,, ale podkreślam raz jeszcze to male chucherko, nastawione
    do świata pokojowo. Nie twierdzę, że nie jest wyszczekany - bo jest, ale też
    jakoś sobie musi radzić. A co mam mu powiedzieć?? Zachowuj się tak jakby cię
    pies groźny zaatakował??: zasłaniaj głowę, twarz itd?? W bezpośredniej
    konfrontacji nie ma szans, jest malutki i chudziutki. A ile można z drogi
    schodzić?? A jeśli to on prowokuje jakieś sytuacje, bo i tak się zdarzyło - to
    właśnie drogą konfrontacji dogadujemy się z mamą Tamtego chłopca. Wtedy u mnie
    też jest ostra rozmowa. Ja nie zamykam oczu na problem i nie mówię: świat jest
    zły,a ty jesteś taki kochany chłopczyk. To jest normalny facet, z krwi i kości.
    Nieraz on komuś zalezie za skórę, czasem odwrotnie. Ale co innego bijatyki
    chłopców w pewnym wieku, a co innego regularne katowanie, bo akuarat ten
    chlopiec w ataku furii nie liczy się z nikim i z niczym. No i nadal nie znam
    odpowiedzi na pytanie. A może odezwą się mamy starszych dzieci z ADHD: przecież
    nie żyjemy na innej planecie, chcę po prostu WIEDZIEĆ JAK SIĘ ZACHOWYWAĆ!! CZy
    to aż tak wiele... Czy naprawdę jedynym wyjściem jest spuścić łomot Waszym
    dzieciom jak to sądzą niektórzy, aby po prostu bali się wyładowywać na naszych
    dzieciach??
  • gaika 27.08.05, 01:59
    Kina, nie jestem mama dzieci z ADHD, ale ...

    1.Uwazam,ze sytuacja, w której w szkole leje się krew, a dzieci wracają do domu
    poobijane jest niedopuszczalna. Nie rozumiem stanowiska szkoły. Nikt nie może
    być bity ani przez chorego, ani przez zdrowego.
    2.Jeśli szkoła godzi się przyjąć do klasy dziecko tak trudne, to albo
    nauczyciele musza mieć odpowiednia pomoc (psycholog, pedagog, dodatkowy
    nauczyciel), albo być przygotowani do pracy z takimi dziećmi(szkolenia,
    warsztaty,zajecia na studiach). Jak piszesz, część wie jak postępować, bo nie
    na wszystkich lekcjach młody człowiek zachowuje się niedopuszczalnie.
    3.Zaświadczenie o możliwości uczenia się dziecka zaburzonego w klasie masowej
    wydaje poradnia psychol-pedag. Część dzieci z ADHD nie może uczyć z innymi i
    wówczas można wystąpić o nauczanie indywidualne.
    4.Zasadnicza sprawa : czy sytuacja spowodowana jest nieudolnością szkoły,
    brakiem przygotowania kadry, czy chłopiec po prostu nie nadaje się do klasy
    masowej.
    5.Nie mam żadnych wątpliwości, ze "bezduszność" to nie o Tobiesmile
  • maksimum 27.08.05, 03:13
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • maksimum 27.08.05, 03:25
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • a_weasley 27.08.05, 10:53
    maksimum napisał:

    > > - Proszę państwa! Jeżeli coś takiego się jeszcze raz zdarzy, ja panstwa
    > synowi złamię rękę. Świadków nie będzie.
    > > Pomogło.

    > Ty najnormalniej nie zdajesz sobie sprawy z tego,ze namawiasz do przemocy
    > fizycznej.

    Ależ ja sobie doskonale zdaję sprawę. Namawiam otwartym tekstem do używania
    przemocy fizycznej, o ile będzie to konieczne, żeby przemoc powstrzymać.
    Przecież napisałem, że problem należy rozwiązać "o ile możności, bez użycia
    przemocy, ale priorytetem jest bezpieczeństwo dzieci". I to podtrzymuję.

    > Tam wlasnie powinno sie pozamykac wszystkich tych,ktorzy namawiaja do
    przemocy
    > fizycznej.

    Czyli wszystkich poza fanami Gandhiego, jak rozumiem. Bo jak świat światem
    przemoc wolno było odeprzeć przemocą. Że szkoła tego nie robi? Bardzo niedobrze.
    A może to, co robi chłopiec, o którym pisze Kina, nie jest przemocą?

    > To moze byc dla ciebie za trudne pytanie,bo jestes tylko adminem jak nasza
    > ukochana maja45.

    Akurat nie jestem adminem.

    > Ja rozumiem,ze ty nie zauwazasz ewolucji,ani postepu jaki dokonuje sie w
    > swiecie i chcesz stare,powiedzmy sobie szczerze,niedoskonale metody
    wychowawcze
    >
    > stosowac w chwili obecnej.

    Ależ ja w tej chwili nie mówię o wychowaniu. Ja mówię o zapewnieniu
    bezpieczeństwa dzieciom zdrowym, zmuszanym w aktualnym stanie rzeczy do
    codziennego przebywania w towarzystwie osobnika dla nich niebezpiecznego.
    Zarzuca mi sie tu bezduszność, bo nie okazuję empatii rodzicom dzieci
    agresywnych. A nie, nie okazuję. EMpatię rezerwuję dla ofiar PRZEMOCY
    stosowanej przez owe chore biedactwa. I dla rodziców ofiar.
    Włos mi się jeży na głowie, gdy próbuję postawić się na miejscu człowieka,
    który patrzy teraz na swoje dziecko, już teraz chore ze strachu na myśl o tym,
    że we czwartek pójdzie do szkoły i znowu dostanie w nos od Patryka, "bo psze
    pani, bo Janek tak na mnie patrzał". Przy okazji dostanie się Zdziśkowi, który
    stanął w jego obronie.
    Mama Patryka powie, że ona niestety ma mały wpływ na swoje dziecko.
    Wychowawczyni powie, że oni niestety sobie nie radzą.
    Psycholog powie, że Patryk jest na granicy normy i może chodzić do szkoły
    masowej (czyli, nazwijmy to po imieniu, szkoły dla normalnych dzieci).
    Patryk będzie rósł, a wplyw mamy na niego malał.
    Janek stopniowo wpadnie w nerwicę.
    Zdzisiek pewnego dnia trafi do szpitala ze złamanym nosem.
    Otóż uważam, że rodzice Janka, Zdziśka i reszty klasy mają prawo i obowiązek
    bronić swoich dzieci bez względu na to, że może to być przykre dla Patryka.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • maksimum 27.08.05, 16:18
    a_weasley napisał:

    > maksimum napisał:
    >
    > > > - Proszę państwa! Jeżeli coś takiego się jeszcze raz zdarzy, ja pan
    > stwa synowi złamię rękę. Świadków nie będzie.
    > > > Pomogło.
    >
    > > Ty najnormalniej nie zdajesz sobie sprawy z tego,ze namawiasz do przemocy
    > > fizycznej.
    >
    > Ależ ja sobie doskonale zdaję sprawę. Namawiam otwartym tekstem do używania
    > przemocy fizycznej, o ile będzie to konieczne, żeby przemoc powstrzymać.

    A od czego sa sady ty niedorozwoju?

    > Przecież napisałem, że problem należy rozwiązać "o ile możności, bez użycia
    > przemocy, ale priorytetem jest bezpieczeństwo dzieci". I to podtrzymuję.

    Mieszkasz w panstwie prawa,czy tez sam jestes dresem?

    > > Tam wlasnie powinno sie pozamykac wszystkich tych,ktorzy namawiaja do
    > przemocy fizycznej.
    >
    > Czyli wszystkich poza fanami Gandhiego, jak rozumiem. Bo jak świat światem
    > przemoc wolno było odeprzeć przemocą.

    Powiedzmy sobie,ze mowisz o swoim podworku,gdzies tam w zasyfialej dzielnicy i
    nie tluman ludzi,ze tak w swiecie jest.


    > Że szkoła tego nie robi? Bardzo niedobrze
    > .
    > A może to, co robi chłopiec, o którym pisze Kina, nie jest przemocą?
    >
    > > To moze byc dla ciebie za trudne pytanie,bo jestes tylko adminem jak nasz
    > a ukochana maja45.
    >
    > Akurat nie jestem adminem.

    Zwyklym moderatorem jeszcze?


    > > Ja rozumiem,ze ty nie zauwazasz ewolucji,ani postepu jaki dokonuje sie w
    > > swiecie i chcesz stare,powiedzmy sobie szczerze,niedoskonale metody
    > wychowawcze stosowac w chwili obecnej.
    >
    > Ależ ja w tej chwili nie mówię o wychowaniu. Ja mówię o zapewnieniu
    > bezpieczeństwa dzieciom zdrowym, zmuszanym w aktualnym stanie rzeczy do
    > codziennego przebywania w towarzystwie osobnika dla nich niebezpiecznego.
    > Zarzuca mi sie tu bezduszność, bo nie okazuję empatii rodzicom dzieci
    > agresywnych. A nie, nie okazuję. EMpatię rezerwuję dla ofiar PRZEMOCY
    > stosowanej przez owe chore biedactwa. I dla rodziców ofiar.
    > Włos mi się jeży na głowie, gdy próbuję postawić się na miejscu człowieka,
    > który patrzy teraz na swoje dziecko, już teraz chore ze strachu na myśl o
    tym,
    > że we czwartek pójdzie do szkoły i znowu dostanie w nos od Patryka, "bo psze
    > pani, bo Janek tak na mnie patrzał". Przy okazji dostanie się Zdziśkowi,
    który stanął w jego obronie.
    > Mama Patryka powie, że ona niestety ma mały wpływ na swoje dziecko.
    > Wychowawczyni powie, że oni niestety sobie nie radzą.
    > Psycholog powie, że Patryk jest na granicy normy i może chodzić do szkoły
    > masowej (czyli, nazwijmy to po imieniu, szkoły dla normalnych dzieci).
    > Patryk będzie rósł, a wplyw mamy na niego malał.
    > Janek stopniowo wpadnie w nerwicę.
    > Zdzisiek pewnego dnia trafi do szpitala ze złamanym nosem.
    > Otóż uważam, że rodzice Janka, Zdziśka i reszty klasy mają prawo i obowiązek
    > bronić swoich dzieci bez względu na to, że może to być przykre dla Patryka.

    To czego bronisz,to jest prowincja i ciemnogrod.
  • a_weasley 27.08.05, 21:16
    maksimum napisał:

    > A od czego sa sady ty niedorozwoju?

    Wiesz, jak działają sądy, prawda?
    Do sądu to można iść ze sprawą niepilną.

    > > Przecież napisałem, że problem należy rozwiązać "o ile możności, bez użyc
    > ia
    > > przemocy, ale priorytetem jest bezpieczeństwo dzieci". I to podtrzymuję.

    > Mieszkasz w panstwie prawa,czy tez sam jestes dresem?

    Mieszkam w państwie, które, jak widać, nie zawsze potrafi zapewnić
    bezpieczeństwo swoim obywatelom - także tym najmłodszym.

    > > Otóż uważam, że rodzice Janka, Zdziśka i reszty klasy mają prawo i obowią
    > zek
    > > bronić swoich dzieci bez względu na to, że może to być przykre dla Patryk
    > a.
    >
    > To czego bronisz,to jest prowincja i ciemnogrod.

    Jeżeli prowincją i ciemnogrodem jest:

    - że wolno się bronić,
    - że wolno bronić własnych dzieci,
    - że prawa napadniętego są ważniejsze od praw napastnika, kimkolwiek by był,
    - że szkoła nie ma prawa narażać swoich uczniów na niebezpieczeństwo z żadnego
    powodu, w szczególności w imię dobrego samopoczucia chorego kolegi,
    - że rodzice mają obowiązki przede wszystkim wobec własnych dzieci

    to tak, jestem z prowincji (stolica prowincjonalnego województwa mazowieckiego)
    i Ciemnogrodu totalnego.

    P.S. To, co cytuję, nie jest reprezentatywne dla notki, na którą odpowiadam.
    Reszta zawiera ponadto obelgi pod moim adresem, mam więc nadzieję, że zniknie.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • ewa2000 28.08.05, 16:15
    Ja też dołączam do tych z Ciemnogrodu, bo przecież własnie stamtąd wywodzą się
    ludzie, którzy walczą o NORMALNOŚĆ!
  • nangaparbat3 27.08.05, 18:56
    a_weasley napisał:
    >
    > Czyli wszystkich poza fanami Gandhiego, jak rozumiem. Bo jak świat światem
    > przemoc wolno było odeprzeć przemocą.

    O ile pamietam, był jeszcze jeden taki, na imie miał Jezus.
  • a_weasley 27.08.05, 19:01
    nangaparbat3 napisała:

    > a_weasley napisał:
    > >
    > > Czyli wszystkich poza fanami Gandhiego, jak rozumiem. Bo jak świat świate
    > m
    > > przemoc wolno było odeprzeć przemocą.
    >
    > O ile pamietam, był jeszcze jeden taki, na imie miał Jezus.

    Ten z Nazaretu, co kiedy zawiodła perswazja, zrobił tę demolkę w synagodze w
    Jerozolimie, stoły powywracał i do kupców z batem wyleciał?
    Chcesz, nadstawiaj policzek. Ale swój. Nie swojego dziecka.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • a_weasley 27.08.05, 10:33
    gaika napisała:

    > 1.Uwazam,ze sytuacja, w której w szkole leje się krew, a dzieci wracają do
    domu
    >
    > poobijane jest niedopuszczalna. Nie rozumiem stanowiska szkoły. Nikt nie może
    > być bity ani przez chorego, ani przez zdrowego.

    Święte słowa.

    > 2.Jeśli szkoła godzi się przyjąć do klasy dziecko tak trudne, to albo
    > nauczyciele musza mieć odpowiednia pomoc (psycholog, pedagog, dodatkowy
    > nauczyciel), albo być przygotowani do pracy z takimi dziećmi(szkolenia,
    > warsztaty,zajecia na studiach). Jak piszesz, część wie jak postępować, bo nie
    > na wszystkich lekcjach młody człowiek zachowuje się niedopuszczalnie.

    Też odniosłem takie wrażenie.

    > 3.Zaświadczenie o możliwości uczenia się dziecka zaburzonego w klasie masowej
    > wydaje poradnia psychol-pedag. Część dzieci z ADHD nie może uczyć z innymi

    I z tego, co Kina pisze, z taką sytuacją mamy do czynienia.

    > wówczas można wystąpić o nauczanie indywidualne.
    > 4.Zasadnicza sprawa : czy sytuacja spowodowana jest nieudolnością szkoły,
    > brakiem przygotowania kadry, czy chłopiec po prostu nie nadaje się do klasy
    > masowej.

    Tylko, że co to obchodzi rodziców dziecka, które nieraz wróciło ze szkoły
    pobite do krwi, szkoła była bezradna, a matka delikwenta rozkłada ręce, że ma
    coraz mniejszy wpływ na swoje CHORE dziecko? To jest sprawa między oświatą a
    rodzicami adehadowca.

    > 5.Nie mam żadnych wątpliwości, ze "bezduszność" to nie o Tobiesmile

    Ja tez nie mam wątpliwości, ze to o mnie.
    A już na pewno nie o rodzicach adehadowców. Oni mają prawo patrzeć przez palce
    na to, że ich dziecko uszkadza inne dzieci. Co innego, gdyby ktoś tknął palcem
    dziecko Kalego.

    ---
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 27.08.05, 19:17
    Nie mamy możliwości oceny, czy dziecko zachowuje się agresywnie, bo jest
    prowokowane, czy dlatego, ze jest źle prowadzone, czy tez może z powodu
    niekompetencji nauczycieli.
    Niezależnie od przyczyn sytuacja przekroczyła dopuszczalne granice.
    Pierwszą osobą odpowiedzialną jest dyrektor szkoły, który widząc co się dzieje
    ma obowiązek interweniować:
    -sprawdzić, czy dziecko jest odpowiednio leczone
    -skonsultować zalecenie poradni psychol.-pedag.
    -wezwać specjalistę na obserwacje dziecka do szkoły
    -zorganizować pomoc dla nauczycieli
    -zrobić wszystko, by przerwać przemoc

    Dopiero po określeniu powodów, dla których sytuacja wymknęła się spod kontroli,
    można podejmować odpowiednie kroki.

    Matka jest odpowiedzialna za leczenie dziecka, za jego zachowanie poza szkołą.
    Nie może być odpowiedzialna za to co dzieje się w szkole, bo jej tam po prostu
    nie ma.
    Brak monitorowania tej sytuacji jest ewidentnym błędem dyrekcji.



  • dorka.3 27.08.05, 08:36
    Kina 74, Twoja postawa względem dziecka z ADHD jest w porządku, ale widzisz
    sama dopiero teraz wspomniałaś, że Twój syn też czasami wszczyna różne akcje. w
    pierwszym poście to tylko Twoje dziecko było cały czas poszkodowane, teraz
    wyszło, że nie zawsze jego biją, ale i ona pierwszy zaczyna. bardzo często jest
    tak, że dzieci "inne" są prowokowane przez tzw. "normalne", no ale o tym to już
    rzadko kto wspomina. widać tylko efekty takich zaczepek, ale i tak winny jest
    zawsze "inny".
  • kina74 27.08.05, 22:40
    No i teraz wszystko jasne smile)) To moje dziecko jest sprawcą zła całego świata,
    mój syn na własne rządanie dostaje regularne "bęcki" łącznie z podbitym
    okiem... Nic tu po mnie jak widać. I powiem szczerze, że dialog na takim
    poziomie mnie nie interesuje. Do tej pory starałam się być zawsze obiektywna,
    ale chyba jednak nie warto!!! Pewnie że można się uczepić jednego zdania i
    wałkować je w 100 kolejnych postach. A dlaczego nie odniosłaś się do mojego
    pytania, czy moje dziecko ma tylko unikać "kolegi", nie odpowiadać na jego
    zaczepki itd?? - czyli w efekcie stać się ofiarą??? A że zdarzyło się że sam
    sprowokował - owszem tak było - nie boję się do tego przyznać. I możesz być
    pewna że poniósł ostre konsekwencje. JESTEM SZCZERA I STARAM SIĘ BYC OBIEKTYWNA
    NAWET GDY CHODZI O MOJE WŁASNE DZIECKO. I właśnie na kanwie tego obiektywizmu
    nie wiem czy sama wytrzymałabym tyle co mój syn - psychicznie i fizycznie. Nie
    dziwię się, że czasami ma i miał dosyć. Posłuchajcie sami siebie, czego
    wymagamy od naszych dzieci, skoro większość Was-nas rodziców delikatnie mówiąc
    opluwa się tu jadem zamiast używać argumentów i dyskutować na pewnym
    poziomie... A resztę przemyśleń pozostawię już sama sobie smile))
    Pozdrawiam wszystkich mimo wszystko
  • falka32 27.08.05, 22:59
    Kina
    nie denerwuj się, bo nikt nie chce chyba ci tu dowalić. RAczej chodzi o to, co
    ja też pisałam i co obserwowałam, czyli że ta rzekoma agresja dzieci z ADHD i
    ich nagłośnione ataki na inne dzieci często mają źródło w tym, ze takiemu
    dzieciakowi puszczają i tak słabe nerwy.
    Fakt, ze innym dzieciom w klasie może być trudno wytrzymać towarzystwo dziecka
    ADHD. Ale z drugiej strony pamiętam, ze mój syn tez nieraz szedł do szkoły jak
    na woję i nie chciał do niej chodzić z tego powodu, jak traktowały go inne
    dzieci bo był "inny" i tez nieraz wracał posiniaczony lub ze zniszczonymi
    rzeczami - i wcale nie niszczył ich jego kolega z ADHD.
    Dziecku, które ma takie dysfunkcje aktywności a jednocześnie jest wrazliwe tez
    jest trudno wytrzymać zwykłą sytuację szkolną. Jego to też kosztuje dużo nerwa.
    Dlatego uważam, ze im więcej jest po obu stronach (w sensie dzieci z
    dysfunkcjami i bez) dobrej woli wspieranej przez rodziców i tolerancji, tym
    łatwiej jest wszystkim - dzieci uczą się tolerancji i pokojowego rozwiązywania
    konfliktów a te, które mają ADHD zaczynają w takiej atmosferze funkjonowac nagle
    dużo lepiej. Agresja tylko zaostrza konflikt i powoduje, że WSZYSTKIM jest coraz
    trudniej wytrzymać.

    Co do strasznych wizji aweasleya dotyczących wymierzania sprawiedliwości na
    własną rękę - o czym ty piszesz, człowieku? Ty piszesz o dzieciach z
    zaburzeniami aktywności czy o zwyrodniałych psychopatach w dresach? Chyba ci się
    coś pomyliło.
  • dorka.3 29.08.05, 09:00
    Kina, chyba nie doczytałaś dokładnie, napisałam, że Twoja postawa względem
    dziecka z ADHD jest w porządku, co nie zmienia faktu, że dzieci te często są
    prowokowane przez inne dzieci, ale ich reakcja jest niestety nie zawsze
    spokojna. nie stwierdziłam też, że Twoje dziecko jest wszystkiemu winne, ale
    sama napisałaś, że czasami też zaczepia tego chłopca. naprawdę nie chciałam Cię
    urazić. Według mnie Twoje zachowanie jest chyba najlepsze jakie może być,
    względem tego dziecka, inna matka czy ojciec pewnie by "dołożyli" jeszcze.
  • a_weasley 27.08.05, 11:08
    Kina napisała:

    > A już na pewno nie zadziała metoda
    > klin-klinem, chamstwo-chamstwem, przemoc-przemocą.

    A niby dlaczego?

    > Mamy tak łamać ręce tym naszym dzieciom, potem nogi, a może w bagażniku do
    lasu??

    Ręka wystarczy. Potem mama go zabierze ze szkoły.
    Zresztą może da się bez przemocy? Myślę, że gdyby każde z rodziców raz dziennie
    dzwoniło z pytaniem "Kiedy zabierze pani swoje dziecko z tej szkoly", to po
    tygodniu by się problem rozwiązał.

    > Mi też nie podoba się to, że moje dziecko jest od czasu do czasu
    > bite, zaczepiane, opluwana, obrzucane wulgaryzmami (nie tylko on
    podkreślam!),

    I słusznie Ci się nie podoba. To bardzo nieładnie bić kolegów.

    > ale w tej sytuacji nadal uważam, że rozmowa z mamą, rozsądną mamą to jedyne
    co
    > mogę zrobić. A jego mama nie tylko przeprasza za syna ale też z nim rozmawia,

    I nic się nie zmienia, jak piszesz.

    > co bym zrobiła, gdyby moje dziecko ucierpiało tak naprawdę bardzo, bardzo
    > mocno...

    Czekasz, aż ucierpi, i wtedy zobaczysz?

    > I faktem jest też, że mój mąż też się czasami brzydko odgraża.

    Może powinien kiedyś dotrzymać słowa? Za proste danie w pysk, nawet z wybiciem
    zęba, go nie wsadzą, a będzie spokój.

    > Cholera, to co?? Ja złą matką jestem, że w pewnym sensie pozwalam lać moje
    > dziecko, bo już się zaczynam w tym gubić.

    Nie mnie oceniać, czy jesteś dobrą, czy złą matką. W każdym razie powodowana
    współczuciem wobec cudzego dziecka i innej matki dopuszczasz, by cudze dziecko
    zatruwało życie Twojemu dziecku.

    > nigdzie nie napisałam że moje
    > dziecko to aniołek,,, ale podkreślam raz jeszcze to male chucherko,
    nastawione
    > do świata pokojowo. Nie twierdzę, że nie jest wyszczekany - bo jest, ale też
    > jakoś sobie musi radzić.
    [ciach]
    > A jeśli to on prowokuje jakieś sytuacje, bo i tak się zdarzyło - to
    > właśnie drogą konfrontacji dogadujemy się z mamą Tamtego chłopca. Wtedy u
    mnie
    > też jest ostra rozmowa.

    O, niedobrze. Chyba dałaś się zwariować. To mniej więcej tak, jak zgwałconej
    kobiecie tłumaczyć, że nie powinna była nosić za krótkiej spódniczki.
    Brutalna napaść jest brutalną napaścią. Twoje dziecko, terroryzowane przez
    agresywnego osobnika, potrzebuje Twojego wsparcia. Psychicznego przynajmniej,
    skoro nie może otrzymać fizycznego.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • dorka.3 27.08.05, 11:11
    czyli "normany" ma prawo od czasu do czasu sprowokować bójkę, a "inny" nie?
  • dorka.3 27.08.05, 11:13
    naprwdę,nigdy nie widziałeś, jak to dzieci powiedzmy zdrowe, potrafią
    zaczepiać, naśmiewać się, gnoić dzieci, które choć trochę są inne?
  • a_weasley 27.08.05, 11:19
    dorka.3 napisała:

    > czyli "normany" ma prawo od czasu do czasu sprowokować bójkę, a "inny" nie?

    Widzisz, ale mnie nie chodzi o prowokowanie bójek, tylko o uszkadzanie innych
    dzieci w bójce. Na to nie ma zgody i nie ma usprawiedliwienia. Dziecko, które
    się posuwa do takich zachowań, nie kwalifikuje się do nauki w szkole, która nie
    potrafi go upilnować.
    Właśnie rozmawiałem z przyjaciółką mojej Jeszczecywilnej. Jej córka idzie teraz
    do II klasy podstawówki. Miała w klasie adehadowca. Takiego ambitnego, nie
    jakiegoś umiarkowanego. Chłopiec był inteligentny, więc rzekomo mógł chodzić do
    normalnej szkoły.
    Udało się go pozbyć po drugiej złamanej ręce w klasie. Niestety nie była to
    jego ręka. Po prostu rodzice zaczęli prowadzić z dyrekcją regularną
    korespondencję na piśmie - po każdym incydencie szło pismo do dyrekcji, z
    potwierdzeniem na kopii i odpisem do kuratorium. Wszystkie kopie załączono do
    zawiadomienia na Policji po wspomnianej drugiej złamanej ręce.
    I, ciekawe, szkoła znalazła sposób, żeby dzieciaka przenieść do szkoły
    integracyjnej.
    Trwało to wszystko kwartał.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • dorka.3 27.08.05, 11:29
    to prawda, że te dzieci potrafią zachowywać się agresywnie, ale bardzo często
    ta ich agresja jest odpowiedzią na zaczepki dzieci zdrowych. może warto zacząć
    tłumaczyć, że nie wolno naśmiewać się i zaczepiać innych. nie mówię, że tak
    jest zawsze, ale często. nie raz widziałam, bo w bloku mieszka dziecko chore
    na ADHD, które wiecznie jest zaczepiane, wyśmiewane, gonione przez reszte
    dzieci. wiesz co, myślę, że sam w końcu oddałbyś.
  • a_weasley 27.08.05, 19:06
    dorka.3 napisała:

    > to prawda, że te dzieci potrafią zachowywać się agresywnie, ale bardzo często
    > ta ich agresja jest odpowiedzią na zaczepki dzieci zdrowych. może warto
    zacząć
    > tłumaczyć, że nie wolno naśmiewać się i zaczepiać innych. nie mówię, że tak
    > jest zawsze, ale często. nie raz widziałam, bo w bloku mieszka dziecko chore
    > na ADHD, które wiecznie jest zaczepiane, wyśmiewane, gonione przez reszte
    > dzieci. wiesz co, myślę, że sam w końcu oddałbyś.

    Przeczytaj uważnie, o jakiej sytuacji pisałem. Cala sprawa trwała kwartał i w
    tym czasie poszły dwie złamane ręce, o drobniejszych problemach nie wspomnę.
    Jeżeli dzieją się takie rzeczy, jeżeli siedmiolatek idzie do szkoły jak na
    wojnę, rodzice mają prawo i obowiązek zrobić wszystko, żeby ten stan rzeczy
    zmienić. Ono ma się w szkole uczyć, a nie być workiem treningowym dla chorego
    kolegi.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 27.08.05, 19:22
    a_weasley napisał:
    >>>Widzisz, ale mnie nie chodzi o prowokowanie bójek, tylko o uszkadzanie
    innych
    dzieci w bójce. Na to nie ma zgody i nie ma usprawiedliwienia. Dziecko, które
    się posuwa do takich zachowań, nie kwalifikuje się do nauki w szkole, która nie
    potrafi go upilnować.


    Jeżeli dziecko zgodnie z opinia specjalistów kwalifikuje się do nauki w klasie
    masowej, zostało zdiagnozowane i jest odpowiednio leczone/terapeutyzowane, a w
    szkole przejawia zachowania nieakceptowane czy groźne, to znaczy, ze szkoła
    jest niekompetentna(oczywiście może zdarzyć się nieprawidłowa diagnoza-nie
    tylko nauczyciele bywają niekompetentni).


    >>>Właśnie rozmawiałem z przyjaciółką mojej Jeszczecywilnej. Jej córka idzie
    teraz
    do II klasy podstawówki. Miała w klasie adehadowca. Takiego ambitnego, nie
    jakiegoś umiarkowanego. Chłopiec był inteligentny, więc rzekomo mógł chodzić do
    normalnej szkoły.

    To nie poziom inteligencji w pierwszym rzędzie kwalifikuje dziecko z ADHD do
    nauki w „normalnej „ szkole.

    Generalnie przemoc generuje więcej problemów niż rozwiązuje. Oczywiście nie
    uważam, ze człowiek atakowany przez dresiarza, złodzieja czy inną zarazę, ma
    przyjąć to z pokorą.

    Zachowanie dzieci z ADHD jest wypadkową choroby i czynników zewnętrznych. Do
    rozwiązania drastycznej sytuacji są powołani dorośli, a odwet na chorym dziecku
    nie prowadzi ani do ustąpienia objawów, ani nie jest dobrą lekcją dla reszty.
    To nie dziecko ma zapłacić złamaną ręką za błędy niekompetentnych dorosłych.
    Jeśli dyrekcja i część nauczycieli próbuje sytuację przeczekać, to jest
    dopiero chore podejście.

  • palka_zapalka 27.08.05, 13:11
    i tym z kalekimi, chorymi na ADHD, upośledzonymi i nie piszcie normalne dzieci z
    nienormalnymi - zgroza ADHD to nie upośledzenie i nienormalność to są dzieci
    mymagające szcszególnego wychowania i pomocy nie tylko ze strony rodziców - moja
    mama jest po pedagogice specjalnej - wczoraj czytała ten wątek i załamała ręce
    na postawy, opinie niektórych crying
    Moja córka potafi się bawić z dzieckiem z zespołem Downa, innymi też bo uze ją
    że te dzieci są dziećmi tylko czasmi dzieli ih wygląd, inne zachowanie.
    Moja mama przekazala mi wiele cennych wskazówekwink
    Kiedy dyrektor, nauczyciel ma problem z dzieckiem z ADHD to woli aby miało
    indywidualny tok nauzania lub szkołę specjalną, ja rozumiem bawy rodziców o
    swoje pociechy, ale dzieci prowokują, wyśmiewają się i sami potrafią słownie być
    bardziej brutalni i groźni niż ten broniący się dzieciak z ADHD - przykre, ale
    często spotykane!
    Ja miałam w klasie chłopaca z lekkim upośledzienie, był flegmatyczny,ale ambitny
    - tyle złego go spotkało z strony rówieśników , ale nauczyciele, rodzice mu
    pomogli i teraz to owocuje - radzi sobie w życiu dorodsłym nie gorzej niż my wink
    Wiele rodzców protestowało, ze poziom zaniża i ble ble, on dzięki wytrwałości
    swojej i przyjaznym mu potrafi samodzielnie żyć..
    Jeśli społeczenstwo odrzuci tych ludzi to jak sobie mają dawać radę później jak
    samodzielnie żyć????!!!!!


    --
    Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń nabytych do osiemnastego roku życia.

    P.
  • maksimum 27.08.05, 16:24
    --------------------------------------------------------------------------------

    a_weasley napisał:

    > Gdyby rzecz się działa ćwierć wieku temu i na Twoim miejscu był mój ojciec,
    > moja krew polałaby się raz. Drugi raz polałaby się krew sprawcy. I potem
    byłby
    > spokój. Ojciec uważał bowiem, że on odpowiada za bezpieczeństwo własnego
    > dziecka, a nie za komfort psychiczny dzieci cudzych.
    > Znam zresztą przypadek, gdzie człowiek poszedł do rodziców takiego
    > nieszczęśliwego dziecka i powiedział:
    > - Proszę państwa! Jeżeli coś takiego się jeszcze raz zdarzy, ja panstwa
    synowi złamię rękę. Świadków nie będzie.
    > Pomogło.

    Ty najnormalniej nie zdajesz sobie sprawy z tego,ze namawiasz do przemocy
    fizycznej.

    > Dorosłego psychola, jeśli się nie daje inaczej, a jest niebezpieczny dla
    > otoczenia, zamyka się w psychuszce. Też jest to niehumanitarne. Jest to dla
    > niego niezasłużona przykrość.

    Tam wlasnie powinno sie pozamykac wszystkich tych,ktorzy namawiaja do przemocy
    fizycznej.

    > Cóż, jeśli mnie kiedyś coś takiego spotka, zrobię to, co zrobiłby mój ojciec.

    Wierze ci na slowo.
    A nie zastanawiales sie czasami,dlaczego II wojna swiatowa juz przez 60 lat sie
    nie powtorzyla??
    To moze byc dla ciebie za trudne pytanie,bo jestes tylko adminem jak nasza
    ukochana maja45.
    Ja rozumiem,ze ty nie zauwazasz ewolucji,ani postepu jaki dokonuje sie w
    swiecie i chcesz stare,powiedzmy sobie szczerze,niedoskonale metody wychowawcze
    stosowac w chwili obecnej.
    Moze jednak lepiej dla ciebie sie stanie,jak nie bedziesz mial dzieci i nie
    musial ich wychowywac,tak jak to dziadek robil i jak ty zamierzasz.

    > niech mnie potem ciągają po sądach.

    A ty jak w "Samych Swoich" wezmiesz granat do sadu,bo sprawiedliwosc musi byc
    po twojej stronie.
    > Zapytacie, co zrobię, jeśli moje dziecko będzie miało ADHD? Jeśli trzeba,
    będę
    > go pilnował w szkole, a pracował po nocach. Albo załatwię zezwolenie na naukę
    > domową. W każdym razie to będzie mój problem. A nie całego otoczenia.

    Czy ty aby nie jestes spokrewniony z Arnoldem S. tym co gral Terminatora?


  • nangaparbat3 27.08.05, 19:17
    a_weasley napisał:

    >
    > Nie mnie oceniać, czy jesteś dobrą, czy złą matką. W każdym razie powodowana
    > współczuciem wobec cudzego dziecka i innej matki dopuszczasz, by cudze
    dziecko
    > zatruwało życie Twojemu dziecku.
    >
    Właśnie dlatego jest oczywiste ze Kina jest dobrą matką, że darzy współczuciem
    dziecko, które pobiło jej dziecko, i jego matkę. Jest dobrą matką i człowiekiem
    z prawdziwego zdarzenia.
  • a_weasley 27.08.05, 21:08
    nangaparbat3 napisała:

    > Właśnie dlatego jest oczywiste ze Kina jest dobrą matką, że darzy
    współczuciem
    > dziecko, które pobiło jej dziecko, i jego matkę. Jest dobrą matką i
    człowiekiem
    >
    > z prawdziwego zdarzenia.

    Być może to współczucie świadczy, że jest dobrym człowiekiem. Świadczyłoby na
    pewno, gdyby pozwalała, żeby ją bito. Sęk w tym, że bite bywa jej dziecko, a
    Kina i jej mąż - mniejsza o to, dlaczego - nie potrafią temu zaradzić. Jeżeli
    wynika to ze współczucia, to są szlachetni na koszt dziecka.
    Nie twierdzę, że ją to dyskwalifikuje jako matkę, ale na pewno nie świadczy na
    jej korzyść.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • nangaparbat3 27.08.05, 23:58
    a_weasley napisał:

    > nangaparbat3 napisała:
    >
    > > Właśnie dlatego jest oczywiste ze Kina jest dobrą matką, że darzy
    > współczuciem
    > > dziecko, które pobiło jej dziecko, i jego matkę. Jest dobrą matką i
    > człowiekiem
    > >
    > > z prawdziwego zdarzenia.
    >
    > Być może to współczucie świadczy, że jest dobrym człowiekiem. Świadczyłoby na
    > pewno, gdyby pozwalała, żeby ją bito. Sęk w tym, że bite bywa jej dziecko, a
    > Kina i jej mąż - mniejsza o to, dlaczego - nie potrafią temu zaradzić. Jeżeli
    > wynika to ze współczucia, to są szlachetni na koszt dziecka.
    > Nie twierdzę, że ją to dyskwalifikuje jako matkę, ale na pewno nie świadczy
    na
    > jej korzyść.

    Odczuwac współczucie do atakujacego nie jest rownoznaczne z poniechaniem
    obrony. I Kina wiele robi, zeby swoje dziecko obronić. Ale wie, ze nie
    wszystkie metody są etyczne. I tych, których za takie nie uważa, nie stosuje.
    We mnie taka postawa budzi szacunek.
  • nangaparbat3 27.08.05, 18:51
    Oczywiscie Ta "bezduszność i zlość nie o Tobie, ale juz nie bedę wymieniać po
    nicku, bo skoro nie zwróciłam się do tych osob wprost, byłoby mi głupio.
    Wydaje mi się, że szkoła, do której chodzi Twój synek strasznie nawala.
    Przyznam się, ze nia mam siły szukać a tak rozbudowanym wątku, bo pewnie juz
    too wyjasniałaś, ale nie rozumiem:
    jesli Twój synek został pobity w szkole - gdzie byli nauczyciele? jesli ich nie
    było lub nie zareagowali, to jest po prostu kryminał. A jesli takie rzeczy
    dzieja sie w obecności nauczycieli, którzy FIZYCZNIE NIE SĄ W STANIE odciagnąć
    napastnika czy rozdzielić bijacych się, to rzeczywiscie chlopiec powinien miec
    nauczanie indywidualne.
    Z drugiej strony podejrzewam, ze na zebraniach jest raczej przerzucanie
    piłeczki i wzajemne oskarżanie się. Może przydałby sie mediator?
    A dlaczego Ty jako rodzice nie miałabys zaproponować, by poszukać pomocy w
    gminie (wydział zdrowia i wydział edukacji powinny pomóc szkole w tej sytuacji,
    przynajmniej tak jest w moim mieście).
    Pozdrawiam serdecznie - nanga.
  • nangaparbat3 27.08.05, 19:12
    Acha, jeszcze troche pozcytałam, i wychodzi na to, ze częśc nauczycieli radzi
    sobie z tym chorym dzieckiem, a część nie. Sprawa jest raczej prosta: powinien
    mieć nauczanie indywidualne w szkole, z tych przedmiotow, ktorych nauczyciele
    nie są w stanie dopilnować go na zwykłej lekcji. Pozostale lekcje ma z klasą -
    to mu da szanse na jakies pozytywne doswiadczenia społeczne i jest dla niego
    bardzo ważne.
  • a_weasley 27.08.05, 21:18
    nangaparbat3 napisała:

    > to mu da szanse na jakies pozytywne doswiadczenia społeczne i jest dla niego
    > bardzo ważne.

    Innym dzieciom też daje ciekawe doświadczenia społeczne. Wiedzą, jak to jest w
    kraju, w którym działają terroryści - w każdej chwili można ciężko oberwać bez
    cienia powodu.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • kina74 27.08.05, 23:03
    To nie jest wątek o mnie smile)) ale ostatni raz się wypowiem. To nie jest tak, że
    nie robię jako matka nic!! Chłopiec trafił do naszej klasy w tym roku, z mamą
    kontakt złapałam dopiero po półroczu. Sama do mnie podeszła po zebraniu i
    stwierdzila, że jestem jedną z niewielu osób w klasie która rozumie problem.
    Kiedy miałam już do niej telefon wszystko się bardzo zmieniło na plus. Na nią,
    jak i na jej Syna działa rzeczowa rozmowa i to, że ja nie zawsze trzymam stronę
    mojego syna. Dzwonię do niej w wyjątkowych przypakach, a Ona reaguje
    natychmiast, często trwa taka telekonferencja, tzn. wymieniamy się
    informacjami: bo np. sytuacja opisana przez Jej dziecko nijak ma się do tej
    opisanej przez mojego i odwrotnie. Mój syn ma i zawsze miał we mnie oparcie
    psychiczne - więcej zrobić nie mogę. Nie będę się o niego ani bić ani kłócić -
    to nie jest droga do celu. Owszem mam szczęście, że mama chłopca jest chętna do
    rozmowy itd. Inni rodzice lecą do wychowawcy, albo do dyrekcji. A szkoła
    sprawia wrażenie jakby odliczała dni do końca nauki przez delikwenta. A że na
    jednych lekcjach zachowuje się tak, a nie inaczej. Zawsze w szkole tak było, że
    jedni nauczyciele mieli większy posłuch niż inni - to chyba cała tajemnica. Czy
    szkoła jest zła?? - jest przeciętna, ani gorsza, ani lepsza od innych.
    Wychowawca na pewno sobie nie radzi, nie umie tak naprawdę nawet zebrania
    poprowadzić. Tak naprawdę to jesteśmy pozostawieni sami sobie: My, Rodzice
    Chłopca, inni uczniowie, bo podkreślam raz jeszcze, że to nie jest konflikt
    typu mój syn-ten chłopiec. To jest konflikt na linni ten chłopiec - reszta
    klasy.A jeszcze w sprawie prowokowania: tak właściwie to jedynym i chyba
    najgorszym wyjściem byłoby udawanie że dziecka nie ma, nie odzywanie się do
    niego itd, bo zdarza się tak, że nawet głupawa odzywka jest powodem do lania. I
    to taka odzywka, na jaką inny kolega nawet uwagi by nie zwrócił. Sam chlopiec
    przyznał wielokrotnie, że najpierw robi, potem myśli, a jeszcze potem
    przeprasza. A wiecie co?? - przeczytalam cały wątek jeszcze raz i cieszę się,
    że chłopiec ma mądrą mamę, nie wyobrażam sobie jakby to wszystko wyglądało
    gdyby tak nie było... A na koniec jeszcze coś mi się przypomniało: chłopiec
    został już "postraszony" przez starszego kuzyna jednego z uczniów. Była
    oczywiście cala afera, ale faktem jest, że tego chłopca "nie tyka" - chyba w
    tym przypadku najpierw myśli, potem robi (nie robi)... Strasznie to wszystko
    trudne i zrozumnie Drogie Mamy ADHDowców - nie tylko dla Was.
  • nangaparbat3 28.08.05, 00:14
    Z tym kuzynem to do niczego, bo jednego nie tyka, ale niczego sie nie nauczył,
    i dołoży innemu, a jak bedzie sie bal uderzyć jakiekolwiek dziecko, zacznie
    meczyć zwierzęta - strachem sie takiego problemu nie rozwiaże.
    Gdybym była na Twoim miejscu probowalabym - najlepeij wspólnie z mama tego
    dziecka (zresztą bez jej zgody nie ma o czym gadać)- porozmawiać z kimś madrym
    a znaczącym w tej szkole, najlepiej zeby to byl dyrektor. Ty powiesz, ze sie
    boisz o swoje dziecko, i masz do tego podstawy, ona powie, ze na odległość nie
    ma na syna wpływu, ale bardzo jej zalezy, zeby syn chodził do zwyczajnej
    szkoły. I zaproponujcie to rozwiazanie z cześciowym nauczaniem indywidualnym.
    Znam dzieci, ktore w ten sposob chodzą czy chodziły do szkoły, najlepszy
    przykład to córka znajomych, która miała fobie szkolną, nie byla w stanie wejść
    do budynku. W liceum przyznano jej nauczanie indywidualne, najpierw nauczyciele
    jeździli do niej do domu, kiedy sie oswoiła, zaczęła przyjeżdżać do szkoły i w
    szkole miała indywidualne lekcje. Stopniowo przechodzila na lekcje z całą
    klasą, najpierw zaczęła bywac na wychowawczej, potem na innych. W trzeciej
    klasie juz nie potrzebowala indywidualnego nauczania.
    więc ten chlopiec mógłby mieć podobnie - częśc lekcji z człą klasą, a część
    indywidualnie. To wymagałoby pewnego wysilku organizacyjnego ze strony szkoły,
    ułozenia mu jakiegoś sensownego planu, ale w końcu od czegos ta szkoła jest.
  • minerwamcg 28.08.05, 12:41
    > dołoży innemu, a jak bedzie sie bal uderzyć jakiekolwiek dziecko, zacznie
    > meczyć zwierzęta -

    Gdzie tam. Dziecko z ADHD nie jest maniakalnym sadystą, ono po prostu
    (najogólniej rzecz biorąc) ma problem z panowaniem nad sobą.

    > Gdybym była na Twoim miejscu probowalabym - najlepeij wspólnie z mama tego
    > dziecka (zresztą bez jej zgody nie ma o czym gadać)- porozmawiać z kimś
    madrym
    > a znaczącym w tej szkole, najlepiej zeby to byl dyrektor. Ty powiesz, ze sie
    > boisz o swoje dziecko, i masz do tego podstawy, ona powie, ze na odległość
    nie
    > ma na syna wpływu, ale bardzo jej zalezy, zeby syn chodził do zwyczajnej
    > szkoły. I zaproponujcie to rozwiazanie z cześciowym nauczaniem indywidualnym.

    Krótko mówiąc, radzisz, żeby Kina zajęła się sprawą i wspólnie z dyrektorem
    (jeśli będzie chętny do współpracy) zorganizowała nauczanie dla cudzego
    dziecka. Przepraszam, ale czy to na pewno ona powinna się tym zajmować?
    Chłopiec z ADHD ma matkę. Być może także ojca. I to do nich należy zapewnienie
    mu takich warunków nauki, żeby to nie groziło otoczeniu śmiercią lub kalectwem.
  • nangaparbat3 28.08.05, 22:36
    Jak chcę cos zmienic, to staram sie to zrobic, a nie zastanawiam sie, czyja to
    sprawa. A przede wszystkim piszę, ze nie ma mowy o czymkolwiek bez zgody i
    udziału matki chorego dziecka. Ale jest oczywiste, ze ta matka też potrzebuje
    pomocy i wsparcia. Obie - Kina i matka chorego - mają wspolny cel. Łatwiej
    bedzie dogadać sie ze szkołą, jeśli wystapią razem z propozycjami czy radami.
    Przerzucanie odpowiedzialności i nicnierobienie, bo to ktos inny powinien,
    nigdy jeszcze nic dobrego nie przyniosly.
  • a_weasley 29.08.05, 23:24
    nangaparbat3 napisała:

    > Jak chcę cos zmienic, to staram sie to zrobic, a nie zastanawiam sie, czyja
    to
    > sprawa. A przede wszystkim piszę, ze nie ma mowy o czymkolwiek bez zgody i
    > udziału matki chorego dziecka. Ale jest oczywiste, ze ta matka też potrzebuje
    > pomocy i wsparcia. Obie - Kina i matka chorego - mają wspolny cel.

    No więc nie do końca. A przynajmniej nie powinny.
    Dla Kiny priorytetem powinno być zapewnienie możliwości normalnej nauki,
    zapewnienie bezpieczeństwa w szkole WŁASNEMU dziecku. Jeżeli da się to zrobić
    drogą uspokojenia adehadowca, a nie pozbycia się go z danego terenu - to
    dobrze. Jeżeli nie - to trudno. Kina odpowiada za swoje dziecko.

    Łatwiej
    > bedzie dogadać sie ze szkołą, jeśli wystapią razem z propozycjami czy radami.
    > Przerzucanie odpowiedzialności i nicnierobienie, bo to ktos inny powinien,
    > nigdy jeszcze nic dobrego nie przyniosly.


    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • 1iwona1 28.08.05, 08:54
    kina74 napisała:

    > To nie jest wątek o mnie smile)) ale ostatni raz się wypowiem. To nie jest tak,
    że
    >
    > nie robię jako matka nic!!

    >[...]
    > Wychowawca na pewno sobie nie radzi, nie umie tak naprawdę nawet zebrania
    > poprowadzić.


    Kina, nie wiem dlaczego się tłumaczysz. Nie daj się sprowokować sugestiom, że w
    jakiś sposób zaniedbujesz swoje dziecko nie broniąc go przed "psychopatą z
    ADHD"... Bo to nieprawda. Z tego, co piszesz podchodzisz do sprawy w najlepszy
    z możliwych sposobów. Z Twojego opisu wynika, że mały człowiek z ADHD ma też
    mądrą mamę. Problemem jest szkoła. Myślę, że chłopczyk z ADHD bardzo chce być
    zaakceptowany przez kolegów i stąd mogą się brać jego kontrowersyjne
    zachowania - dzieci z ADHD bardzo często nie mają "wyczucia społecznego". Rolą
    nauczyciela jest takie działanie, by umożliwić integrację
    chłopca z grupą. Na czym to ma polegać - na ułatwieniu mu kontaktów oraz
    pokazywaniu, jakich zachowań grupa nie będzie akceptować - to wymaga mądrego
    podejścia do zachowań chłopca, ale również do zachowań i reakcji grupy. Z tego,
    co piszesz, szkoła traktuje tego chłopca jak zło konieczne, które trzeba
    przepchnąć przez etap edukacji, który jest jej udziałem, a potem to już "niech
    martwią się inni". To olbrzymi błąd niestety... W takiej sytuacji dziecko
    będzie sprawiało coraz poważniejsze problemy.


    > klasy.A jeszcze w sprawie prowokowania: tak właściwie to jedynym i chyba
    > najgorszym wyjściem byłoby udawanie że dziecka nie ma, nie odzywanie się do
    > niego itd, bo zdarza się tak, że nawet głupawa odzywka jest powodem do lania.

    To jest bardzo częste. Dzieciak tak bardzo pragnie akceptacji, że po jakimś
    czasie zaczyna nadinterpretować zachowania kolegów i odczytuje je, jako
    skierowane przeciwko sobie. Im szybciej chłopczyk z ADHD otrzyma pomoc w
    wejściu do grupy rówieśników, tym lepiej. Z biegiem czasu będzie tylko
    gorzej... Przed Wami nowy rok szkolny. To byłby dobry moment na wprowadzenie
    zmian. Nie wiem jaki masz kontakt z innymi rodzicami z tej klasy, ale może
    gdybyście wspólnie zadziałali (włączając w to mamę chłopca z ADHD) i
    zasugerowali szkole ten kierunek - byłaby szansa na zamianę...

    Pozdrawiam
    Iwona
  • a_weasley 28.08.05, 11:31
    kina74 napisała:

    > To nie jest tak, że nie robię jako matka nic!!

    Ja tak nie twierdzę. Twierdzę tylko, że pytanie brzmi: czy to, co robicie,
    działa; jeżeli nie, czy możecie zrobić coś więcej; jeżeli tak, to dlaczego tego
    nie robicie.
    Ktoś tu deklarował szacunek dla Ciebie, sugerując, że nie robisz czegoś, co byś
    mogła, gdyż uważasz to za nieetyczne; ja w tym przypadku uważałbym, że
    doskonalisz siebie kosztem swojego dziecka.

    > mojego syna. Dzwonię do niej w wyjątkowych przypakach, a Ona reaguje
    > natychmiast,

    Czyli co robi? Łapie za zmieniacz czasu i odkręca to, co już się stało?

    > psychiczne - więcej zrobić nie mogę. Nie będę się o niego ani bić ani kłócić -
    > to nie jest droga do celu.

    Poniżej przedstawiasz dowód, że owszem jest:

    > został już "postraszony" przez starszego kuzyna jednego z uczniów. Była
    > oczywiście cala afera, ale faktem jest, że tego chłopca "nie tyka" - chyba w
    > tym przypadku najpierw myśli, potem robi (nie robi)...

    Krótko mówiąc - dał nam przykład starszy kuzyn, jak zwyciężać mamy.
    Super, że mama delikwenta jest chętna do rozmowy, ale co komu z tego? SKoro
    sama mówi, że ma coraz mniejszy wpływ?
    Twoje dziecko jest dalej bite. Chłopiec, którego starszy kuzyn zaprezentował
    coś, co niektórzy tutaj uważają za prowincję i ciemnogród - nie.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • nangaparbat3 28.08.05, 00:00
    nieuwaznie przeczytałes
  • falka32 28.08.05, 19:27
    Ewo, proszę cię bardzo, napisz nam tu dokładnie, jakie dzieci uważasz za
    NORMALNE i godne nauki w publicznej szkole. Bardzo jestem ciekawa, jakie cechy
    wg ciebie kwalifikują do grona "normalnych".
    Bo wygląda na to, ze odkryłaś coś, czego rzesze psychologów i psychiatrów do tej
    pory nie odkryły, czzli jakąś uniwersalną definicję normy psychicznej smile)))))))
  • a_weasley 28.08.05, 19:40
    No pewnie, jak można tak brzydko mówić? Standardy politycznej poprawności mówią
    przecież wyraźnie, że nie ma normalności i nienormalności, tylko są różne normy.
    CIekawe tylko, na jakiej w takim razie podstawie kieruje się dzieci na
    indywidualne nauczanie, do specszkół itp. Oraz na jakiej podstawie niektórzy
    uczestnicy tej dyskusji dyskutanci żądają specjalnych praw dla dzieci z ADHD.
    Skoro nie ma granicy, to wszystkie dzieci należałoby traktować równo. Skoro
    tak, to dziecko z ADHD ma takie samo prawo uderzyć kolegę, jak kolega jego.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • falka32 28.08.05, 19:47
    weasley, nie ciebie pytałam. To ewa szafuje rozróżnieniem normalni i reszta,
    przy czym nie jest jasne, kogo zalicza do normalnych. Rozumiem, ze mały skunks,
    który dla zabawy z kolegami doprowadza codziennie mojego syna do płaczu - należy
    do grupy normalnych? czy się mylę? A jezei wyznacznikiem normalnosci mają byc
    kryteria przyjmowania do szkół publicznych, to dzieci z ADHD tez są normalne,
    skoro mogą się do nich zakwalifikować i mają prawo w nich pobierać naukę.
  • a_weasley 28.08.05, 20:58
    falka32 napisała:

    > jezei wyznacznikiem normalnosci mają byc
    > kryteria przyjmowania do szkół publicznych, to dzieci z ADHD tez są normalne,
    > skoro mogą się do nich zakwalifikować i mają prawo w nich pobierać naukę.

    A proszę bardzo. Niech mają takie same prawa i takie same obowiązki. W tym
    obowiązek poszanowania integralności cielesnej innych uczniów.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • falka32 29.08.05, 10:03
    Waesley, proooszę cię! Znowu nie na temat. Przeczytaj moje pytanie a potem
    dopiero odpowiadaj.
  • ewa2000 29.08.05, 13:56
    Normalne dzieci to takie, które swoim zachowaniem nie uniemożliwiają
    funkcjonowania w szkole innm ludziom ( kolegom, nauczycielom).
    Normalne dzieci mogą mieć wyskoki, ale incydentalne i prawidłowo reagują na
    zwróconą uwagę.
    Normalne dzieci to takie, które są wstanie powstrzymać się w ciagu 45 minut od
    chodzenia po klasie, śpiewania, wrzasków.
    Za normalne uważa się także osoby, które: np.nie jedzą papieru, wiedzą, że
    istnieją zachowania nieakceptowane przez otoczenie ( np. siusianie w miejscach
    publicznych).
  • nangaparbat3 29.08.05, 14:50
    a ja jako dziecko jadłam ścianę - wydłubywalam tynk i jadłam. To pewnie tez
    jestem nienormalna, prawda? I mój znajomy, ktory jako dziecko jadał mydło. I
    znajoma, ktora szła za orzacym dziadkiem i jadła dżdżownice. A teraz sie
    spytalam córki, i mówi, ze tez jadła papier, ale troszeczke tylko, w
    przedszkolu. I dodała, ze wszyscy jedli papier "jak byli młodsi" (ma 14).
    Zwłaszcza chlopcy.
  • gaika 29.08.05, 16:59
    Do listy "konsumujących" dołożyłabym jeszcze tych z bardzo wysokim IQ. Ci
    zwykle kompletnie nie pasują do "normalnej" szkoły i sprawiają wiele kłopotów :
    zadają trudne pytania, kwestionują zasady i czytają książki pod ławką(z nudów).
    Wymagają tez (o zgrozo!) indywidualnej uwagi nauczyciela.
  • a_weasley 29.08.05, 17:27
    więc po co ta demagogia?
    OIW, dziecko czytające książkę pod ławką nie uniemożliwia prowadzenia lekcji.
    Nie słyszałem też, żeby przez to, że jeden uczeń zadaje kłopotliwe pytania,
    inny uczeń dostał złamania ręki albo chociażby krwotoku z nosa.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 29.08.05, 19:37
    Ewa pisała o tym, żeby się pozbywać wszystkich, którzy odbiegają od Jej
    definicji normy. Opisane przypadki odbiegają. A dzieci czytające pod ławką
    zwykle doprowadzają nauczyciela do pasji. Ten z kolei walcząc z delikwentem,
    nie może prowadzić lekcji.

    Bez cienia demagogii :
    Nikt tu nie twierdził, ze należy akceptować przemoc fizyczną, nawet dzieci
    chorych (chyba, ze czegoś nie zauważyłam).
    Dyskusja raczej nie jest o tym, czy wpisać łamanie rak w porządek dzienny
    szkoły.
    Wydaje mi się sensowniejsze poszukiwanie rozwiązań (lub korzystanie z
    gotowych), które pomogą i dzieciom i rodzicom i nauczycielom.
  • a_weasley 29.08.05, 22:24
    gaika napisała:

    > Ewa pisała o tym, żeby się pozbywać wszystkich, którzy odbiegają od Jej
    > definicji normy.

    O. A gdzie? I co konkretnie napisała?

    > A dzieci czytające pod ławką
    > zwykle doprowadzają nauczyciela do pasji. Ten z kolei walcząc z delikwentem,
    > nie może prowadzić lekcji.

    Widzisz, ale tutaj to jest rzeczywiście problem nauczyciela (pomijając fakt, że
    jest to zachowanie po prostu niegrzeczne, co przyznaję, choć sam niejedną
    książkę pod ławką przeczytałem). Natomiast dziecko agresywne samo z siebie jest
    niebezpieczne dla innych dzieci.

    > Bez cienia demagogii :
    > Nikt tu nie twierdził, ze należy akceptować przemoc fizyczną, nawet dzieci
    > chorych (chyba, ze czegoś nie zauważyłam).

    Ja twierdzę, że nie należy również jej tolerować. Niestety jak czasami jedynym
    sposobem obrony przed przemocą doraźnie jest przemoc (obrona konieczna), tak
    czasem jedynym sposobem pozbycia się przemocy na dłuższą metę jest usunięcie z
    danego terenu osoby tę przemoc stosującą.

    > Dyskusja raczej nie jest o tym, czy wpisać łamanie rak w porządek dzienny
    > szkoły.
    > Wydaje mi się sensowniejsze poszukiwanie rozwiązań (lub korzystanie z
    > gotowych), które pomogą i dzieciom i rodzicom i nauczycielom.

    Zapewne. Tylko, jak już pisałem, tutaj się mieszają różne sprawy.
    Po pierwsze: Ja nie neguję konieczności leczenia przyczynowego. Natomiast widzę
    ponadto konieczność - w przypadkach takich, jak opisany przeze mnie przypadek z
    Krakowa czy też to, co pisze Kina74 - leczenia objawowego. Nie wyleczenia
    dziecka chorego, co jest sprawą ważną, ale na dłużej, lecz zapewnienia
    bezpieczeństwa i normalnych warunków nauki dzieciom zdrowym. Tu i teraz.
    Podobnie jak dorosłą osobę z zaburzeniami, jeśli atakuje innych, pacyfikuje się
    najpierw dostępnymi środkami (z przemocą fizyczną policji lub sanitariuszy
    włącznie), potem lekami, a potem stopniowo próbuje wyleczyć. A jeśli się nie
    da - izoluje się ją od społeczeństwa.
    Po wtóre: twierdzę, że skoro państwo zmusza ludzi do posyłania dzieci do szkół,
    to niech im tam zapewni bezpieczeństwo.
    Po trzecie: twierdzę, że rodzice dzieci zdrowych nie mają ani obowiązku, ani
    prawa martwić o cudze dzieci bardziej niż o własne.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • falka32 29.08.05, 22:48
    weasley, to moze zamiast skupiać się na dzieciach z ADHD, z których naprawdę
    niewiele jest agresywnych i poza kontrolą rodziców, zająłbyś się problemem
    nastoletnich blokersów, którzy przy pomocy bejów i motylków stosują przemoc
    wobec 12-latków, problemem kolesi z podstawówki, którzy bija moje dziecko bo
    jest "dziwne", problemem takich normalnych szkolnych zajęć jak podstawianie nóg
    i spychanie ze schodów, uprawianych przez normalne dzieci, problemem wymuszania
    haraczy przez starszych normalnych kolegów... naprawdę, wytaczasz armatę na
    wróbla, na pojedyncze przypadki, podczas kiedy przemoc w szkole jest zjawiskiem
    uprawianym na szeroką skalę własnie przez te normalne dzieci bez zdiagnozowanych
    fikuśnych jednostek chorobowych, za to wychowanych na telewizji, grach
    komputerowych, w kulcie kasy i siły.
    Tu masz prawdziwe pole do popisu i jeżeli uda ci się spowodowac,z e będę moje
    dziecko puszczać do szkoły bez strachu przed "normalnymi", to pierwsza ci kupie
    flaszkę w podzięce.
  • a_weasley 29.08.05, 23:00
    falka32 napisała:

    > weasley, to moze zamiast skupiać się na dzieciach z ADHD, z których naprawdę
    > niewiele jest agresywnych i poza kontrolą rodziców, zająłbyś się
    [ciach wyliczenie różnych zjawisk niewątpliwie patologicznych, które także
    godzi się i należy zwalczać]

    > naprawdę, wytaczasz armatę na wróbla, na pojedyncze przypadki,

    Z dwóch powodów.
    Po pierwsze to jest wątek o ADHD, a nie o menelach.
    Po wtóre w przypadku tych wszystkich przyjemniaczków, których wymieniłaś, nikt
    nie ma wątpliwości, że należy im to, co robią, uniemożliwić wszelkimi
    dostępnymi środkami, nie rozczulając się, że tata mocno pijał, synka w dupę
    bijał, a raz nawet dał mu w ząbki i nie chciał mu kupić trąbki. Jego mama nie
    przyjdzie się tu wyżalać, bo jeśli nawet gdzieś oberwie pałą, wszyscy
    powiedzą "widocznie zasłużył", zresztą mama nie umie korzystać z netu.
    Natomiast dla adehadowców niektórzy żądają specjalnych praw. Nie tylko prawa do
    nauki w ogóle (tutaj jestem za), ale także bezwarunkowego prawa do nauki w
    zwykłej szkole kosztem prawa dzieci zdrowych do normalnej nauki i elementarnego
    bezpieczeństwa. I na to nie ma zgody.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • falka32 29.08.05, 23:10
    mylisz się
    są tacy, którzy żądają prawa do nauki tych przyjemniaczków w publicznych
    szkołach. Powiem więcej, ci przyjemniaczkowie mają prawo i obowiązek do tych
    szkół chodzić, nawet jeżeli wsadzają nauczycielowi śmietnik na głowę. Nikt nie
    robi dla nich szkół integracyjnych ani nie sugeruje im indywidualnego nauczania.
    Najwyżej przenoszą ich do innej szkoły publicznej,w której robią to samo. Nikt
    nie mówi też o specjalnych prawach dla nich, wystarczy, że mają prawa te same co
    wszyscy.
  • a_weasley 29.08.05, 23:21
    falka32 napisała:

    > mylisz się
    > są tacy, którzy żądają prawa do nauki tych przyjemniaczków w publicznych
    > szkołach. Powiem więcej, ci przyjemniaczkowie mają prawo i obowiązek do tych
    > szkół chodzić, nawet jeżeli wsadzają nauczycielowi śmietnik na głowę.

    Akurat ci od śmietnika to ze szkoły wylecieli na kopach (fakt faktem, że była
    to szkoła średnia, z której wylecieć można).

    > Nikt nie robi dla nich szkół integracyjnych ani nie sugeruje im
    > indywidualnego nauczania.

    Zatem ci, którzy mają taką szansę, niech z niej korzystają. Wszyscy na tym
    zyskają, a najwięcej oni sami.

    > Nikt nie mówi też o specjalnych prawach dla nich, wystarczy, że mają prawa
    > te same co wszyscy.

    Wiesz, ale te same prawa oznaczają, że jeżeli przyjemniaczek zaatakuje i
    oberwie od kogoś, kto się bronił, to będzie jego wina, a nie tego, kto się
    bronił. Jeżeli zniszczy, będzie ukarany. Jeżeli koledzy go zglanują, wszyscy
    powiedzą, że to nieładnie, ale większość półgębkiem nadmieni, że może
    faktycznie nie było innego wyjścia. W przypadku ADHD będzie to uchodziło za
    dowód agresywnego stosunku dziecka do Inności. A z perspektywy kolegów w szkole
    różnica niewielka - jeden bije i drugi bije.
    Agresywny syn pijaka, który ojca nie widział od dziesięciu lat, on ma inne
    nazwisko, matka inne, każde z rodzeństwa jeszcze inne, a aktualny wujek jeszcze
    inne - dla otoczenia nie jest nieszczęśliwym dzieckiem, tylko małym przestępcą.
    Tak samo agresywny adehadowiec, który ma wykształconych rodziców jakoś tam się
    nim zajmujących (czego jawnym dowodem jest, że miał mu kto to ADHD
    zdiagnozować), robi za biednego chorego.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • falka32 29.08.05, 23:43
    weasley
    ta rozmowa nie ma chyba sensu.
    Ja pisze o tym, ze głównym źródłem przemocy w szkole są blokresi i małe skunksy
    i że to przed nimi musze bronić mojego dziecka - a nie przed chłopcem z ADHD,
    który jest u niego w klasie. Bez względu na to, czy ogoł orzeknie ze zachowują
    się ładnie czy brzydko, to oni stanowią realne zagrozenie praw mojego dziecka do
    bezpiecznej nauki - a nie chłopiec z ADHD, który jest jeden i w sumie całkiem w
    porządku a tamtych jest 1/3 szkoły i nikt ich nie wyrzuca z niej, bo to są też
    uczniowie.
    Więc nie mów mi, ze jak usuniesz problem "agresywych adehadowców" których jest
    śladowa liczba, to szkołą stanie się bezpieczna a lekcje efektywniejsze - bo nie
    jest to prawdą.
  • a_weasley 30.08.05, 00:16
    falka32 napisała:

    > weasley
    > ta rozmowa nie ma chyba sensu.

    No popatrz, a ja mam wrażenie, że właśnie ostatnio zaczęła sensu nabierać.

    > Ja pisze o tym, ze głównym źródłem przemocy w szkole są blokresi i małe
    skunksy
    > i że to przed nimi musze bronić mojego dziecka -

    Bardzo możliwe, że Ty masz akurat problem z tym, a nawet, że więcej rodziców ma
    problem z tym niż ze zdiagnozowanymi ADHDowcami (piszę zdiagnozowanymi, bo
    najpewniej wśród owych skunksów są także niezdiagnozowani adehadowcy).

    > a nie przed chłopcem z ADHD, który jest u niego w klasie.

    A ktoś inny ma problem z chłopcem z ADHD i to w dodatku z ADHD o dużym
    nasileniu objawów.
    To jest akurat wątek o ADHD i dlatego piszę tu o ADHD.

    > Więc nie mów mi, ze jak usuniesz problem "agresywych adehadowców" których jest
    > śladowa liczba, to szkołą stanie się bezpieczna a lekcje efektywniejsze

    Pokaż mi, gdzie coś takiego powiedziałem? Lekcje staną się efektywniejsze - co
    nie znaczy optymalnie efektywne, a szkoła BEZPIECZNIEJSZA - co nie znaczy
    jeszcz BEZPIECZNA. Bezpieczna - nie, bo są inne zagrożenia. Bezpieczniejsza -
    bo jest o jedno mniej.

    > - bo nie jest to prawdą.

    Widzisz, ja nie operuję wielkim kwantyfikatorem. Ani nie zamierzam tworzyć
    recept na zbawienie świata.
    Tu jest rozmowa o ADHD i o tym, co się godzi, a co się nie godzi w obliczu
    zagrożenia przemocą ze strony ADHDowca. Możemy porozmawiać i o zagrożeniach
    przemocą ze strony innych miłych młodzieńców, ale może nie w tym wątku, bo tu i
    tak każdy o czym innym, jedni o zdrowiu, drudzy o bezpieczeństwie, trzeci o
    wolności słowa...

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 30.08.05, 04:04
    a_weasley napisał:

    >Tu jest rozmowa o ADHD i o tym, co się godzi, a co się nie godzi w obliczu
    >zagrożenia przemocą ze strony ADHDowca.

    W większości przypadków nie ma mowy o zagrożeniu jeżeli dziecko jest
    przygotowane do nauki w dużej grupie, kadra świadoma wyzwań i równie dobrze
    przygotowana do pracy. Jeśli wszystkie zainteresowane strony stworzą, a później
    dotrzymają czegoś w rodzaju kontraktu-umowy, to patologia się nie pojawi. Do
    tego jeszcze dziatwa szkolna powinna mieć jaką taką wiedze o schorzeniach
    i "dziwnych" zachowaniach.
    Działanie po omacku daje efekty jakie daje.
  • a_weasley 30.08.05, 10:39
    gaika napisała:

    > W większości przypadków nie ma mowy o zagrożeniu jeżeli dziecko jest
    > przygotowane do nauki w dużej grupie, kadra świadoma wyzwań i równie dobrze
    > przygotowana do pracy. Jeśli wszystkie zainteresowane strony stworzą, a
    później
    >
    > dotrzymają czegoś w rodzaju kontraktu-umowy, to patologia się nie pojawi. Do
    > tego jeszcze dziatwa szkolna powinna mieć jaką taką wiedze o schorzeniach
    > i "dziwnych" zachowaniach.

    Jeżeli, o ile, powinna... Super.
    Tyle, że w przypadku skrajnym - a właśnie skrajnych przypadków dotyczyły notki,
    w których aprobowałem drastyczne środki - cały ten tekst należy przerobić na
    tryb przypuszczający czasu przeszłego. Gdyby kadra była przygotowana... Gdyby
    strony dotrzymały... toby zagrożenia nie było.
    A moje wypowiedzi dotyczą tego, co należy zrobić, jeżeli zagrożenie jest. Ważne
    jest, dlaczego tak się stało, ważniejsze, jak sprawę rozwiązać długofalowo ku
    zadowoleniu wszystkich, ale najważniejsze, jak zapewnić bezpieczeństwo teraz,
    nawet jeżeli ktoś z tego powodu będzie niezadowolony.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 30.08.05, 23:26
    a_weasley napisał:

    >Jeżeli, o ile, powinna... Super.
    >Tyle, że w przypadku skrajnym - a właśnie skrajnych przypadków dotyczyły
    >notki,
    >w których aprobowałem drastyczne środki - cały ten tekst należy przerobić na
    >tryb przypuszczający czasu przeszłego. Gdyby kadra była przygotowana... Gdyby
    >strony dotrzymały... toby zagrożenia nie było.


    To nie jest tak, ze powinna, tylko MUSI. Instancje wyższe zobowiązały do tego
    kadrę pedagogiczna, która jest nieudolna i niewydolna(nie chcę generalizować,
    bo nie wszyscy tacy są).

    >A moje wypowiedzi dotyczą tego, co należy zrobić, jeżeli zagrożenie jest.
    >Ważne
    >jest, dlaczego tak się stało, ważniejsze, jak sprawę rozwiązać długofalowo ku
    >zadowoleniu wszystkich, ale najważniejsze, jak zapewnić bezpieczeństwo teraz,
    >nawet jeżeli ktoś z tego powodu będzie niezadowolony.

    To jest w rękach dorosłych. Jeżeli zagrożenie istnieje należy je pacyfikować w
    odpowiedni do sytuacji sposób(niekoniecznie to musi być usunięcie ze szkoly,
    choć czasem bywa konieczne). Piszę do znudzenia, ale to dorośli zawiedli i
    dlatego sytuacja wymknęła się spod kontroli. Jednak to nie dzieci i nie rodzice
    maja to załatwić, choć mogą wystąpić do dyrekcji(nawet powinni) w sytuacji,
    kiedy widzą więcej niż szkoła. Co nota bene byłoby dziwne, a nawet skandaliczne.
  • gaika 30.08.05, 03:36
    >O. A gdzie? I co konkretnie napisała?

    A w poście "normalność" i przy okazji innych wątków i forów, na które nie mam
    prawa się tu powoływać.
    Ewa nie mówi tylko o agresji, ale o wszystkich "innych" zachowaniach.

    >Widzisz, ale tutaj to jest rzeczywiście problem nauczyciela (pomijając fakt,
    że
    >jest to zachowanie po prostu niegrzeczne, co przyznaję, choć sam niejedną
    >książkę pod ławką przeczytałem).

    Tamto, to tez jest problem nauczyciela, bo nie wie jak postępować z chorym
    dzieckiem. Tu nie wie, jak postępować z uczniem wybijającym się ponad poziom
    klasy. Czyli mamy kłopot z
    systemem, nie radzacym sobie z tymi, którzy w jakimkolwiek kierunku odstają od
    średniej.

    > Natomiast dziecko agresywne samo z siebie jest
    >niebezpieczne dla innych dzieci.

    Wszystkie dyskusje na temat ADHD kręcą się wokół skrajnych przypadków, których
    jest procentowo niewiele. Dziecko z ADHD nie jest samo z siebie agresywne.
    Nawet jeśli te dzieci zachowują się, nazwijmy to niekonwencjonalnie, to
    nauczyciel powinien stosować narzędzia, które pozwolą dziecku zbliżyć się do
    konwencji.


    >Ja twierdzę, że nie należy również jej tolerować. Niestety jak czasami jedynym
    >sposobem obrony przed przemocą doraźnie jest przemoc (obrona konieczna), tak
    >czasem jedynym sposobem pozbycia się przemocy na dłuższą metę jest usunięcie z
    >danego terenu osoby tę przemoc stosującą.

    Zgadzam się, ze człowiek musi umieć się bronić, ale zalecanie przemocy jako
    środka wychowawczego nakręca problem.

    >Zapewne. Tylko, jak już pisałem, tutaj się mieszają różne sprawy.
    >Po pierwsze: Ja nie neguję konieczności leczenia przyczynowego. Natomiast
    widzę
    >ponadto konieczność - w przypadkach takich, jak opisany przeze mnie przypadek
    z
    >Krakowa czy też to, co pisze Kina74 - leczenia objawowego.

    Śmiem twierdzić, ze gdyby nie brak kompetencji dorosłych nigdy nie pojawiłaby
    się konieczność "leczenia objawowego". Skrewiła dyrekcja, psycholog, pedagog,
    nauczyciele, może w jakimś stopniu rodzice, którzy dopuścili do tej sytuacji.


    >Nie wyleczenia
    >dziecka chorego, co jest sprawą ważną, ale na dłużej, lecz zapewnienia
    >bezpieczeństwa i normalnych warunków nauki dzieciom zdrowym. Tu i teraz.
    >Podobnie jak dorosłą osobę z zaburzeniami, jeśli atakuje innych, pacyfikuje
    się
    >najpierw dostępnymi środkami (z przemocą fizyczną policji lub sanitariuszy
    >włącznie), potem lekami, a potem stopniowo próbuje wyleczyć. A jeśli się nie
    >da - izoluje się ją od społeczeństwa.

    Metody, o których piszesz stosuje się wtedy, kiedy wszystko inne zawodzi :
    farmakoterapia, psychoterapia, socjalizacja. Jednak zanim to się okazuje, to
    należy zastosować te metody, które w większości przypadków ADHD są skuteczne.


    >Po wtóre: twierdzę, że skoro państwo zmusza ludzi do posyłania dzieci do
    szkół,
    >to niech im tam zapewni bezpieczeństwo.

    Absolutna zgoda. Nie pierwszy raz pisze, ze przepis musi być egzekwowalny,
    czyli stworzone takie warunki nauki i pracy, żeby nie godziło to w niczyj
    interes.

    >Po trzecie: twierdzę, że rodzice dzieci zdrowych nie mają ani obowiązku, ani
    >prawa martwić o cudze dzieci bardziej niż o własne.

    Prawie zgoda. Maja prawo martwic się o cudze, tym bardziej, jeśli mogą pomoc
    znaleźć rozwiązanie.


  • a_weasley 30.08.05, 10:54
    gaika napisała:

    > Tamto, to tez jest problem nauczyciela, bo nie wie jak postępować z chorym
    > dzieckiem. Tu nie wie, jak postępować z uczniem wybijającym się ponad poziom
    > klasy.

    Tak, tyle że tamto jest problemem wszystkich dookoła. Tutaj uczeń tę książkę
    czyta, a nie pierze nią kolegów po łbie. Gdyby prał, też byłbym za tym, żeby go
    spacyfikować.

    > Czyli mamy kłopot z systemem, nie radzacym sobie z tymi, którzy
    > w jakimkolwiek kierunku odstają od średniej.

    My, jako społeczeństwo, mamy kłopot z systemem. Jego naprawa to sprawa na lata.
    Rodzice ofiar chorego biedactwa mają problem z konkretnym osobnikiem.
    Spacyfikowanie go jest, jak widzieliśmy, możliwe - a śmiem twierdzić, że
    konieczne.

    > > Natomiast dziecko agresywne samo z siebie jest
    > >niebezpieczne dla innych dzieci.
    >
    > Wszystkie dyskusje na temat ADHD kręcą się wokół skrajnych przypadków,
    których
    > jest procentowo niewiele.

    Może nie wszystkie, ale w szczególności ta część niniejszej dyskusji, w którym
    Ewę i mnie wysyłano do Ciemnogrodu i jeszcze w parę innych miejsc. Aprobowałem
    przemoc, wręcz zalecałem ją, ale właśnie w sytuacjach skrajnych -
    bezpośredniego zagrożenia i braku innych możliwości (zbiorowego schodzenia z
    drogi przez wszystkie dzieci za alternatywę nie uważam, byłoby to bowiem mocno
    szkodliwe dla ich psychiki). Podobnie jak aprobuję prawo dorosłego człowieka do
    obrony przy użyciu przemocy przed atakami ze strony innego dorosłego człowieka,
    bez względu na ewentualne kwity lekarskie napastnika. Nie interesuje mnie, co
    tamten ma w głowie, tylko co ma w ręce.
    Nie zalecam

    > przemocy jako środka wychowawczego

    tylko jako narzędzie obrony koniecznej.

    > >Nie wyleczenia
    > >dziecka chorego, co jest sprawą ważną, ale na dłużej, lecz zapewnienia
    > >bezpieczeństwa i normalnych warunków nauki dzieciom zdrowym. Tu i teraz.
    > >Podobnie jak dorosłą osobę z zaburzeniami, jeśli atakuje innych, pacyfikuj
    > e
    > się
    > >najpierw dostępnymi środkami (z przemocą fizyczną policji lub sanitariuszy
    >
    > >włącznie), potem lekami, a potem stopniowo próbuje wyleczyć. A jeśli się n
    > ie
    > >da - izoluje się ją od społeczeństwa.
    >
    > Metody, o których piszesz stosuje się wtedy, kiedy wszystko inne zawodzi :
    > farmakoterapia, psychoterapia, socjalizacja. Jednak zanim to się okazuje, to
    > należy zastosować te metody, które w większości przypadków ADHD są skuteczne.

    Pierwszą z metod, o których piszę, stosuje się wtedy, kiedy nie ma czasu na
    wszystkie inne.

    > Prawie zgoda. Maja prawo martwic się o cudze, tym bardziej, jeśli mogą pomoc
    > znaleźć rozwiązanie.

    Ależ owszem. Byle nie odbywało się to kosztem dzieci własnych.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 30.08.05, 23:08
    a_weasley napisał:

    >Tak, tyle że tamto jest problemem wszystkich dookoła. Tutaj uczeń tę książkę
    >czyta, a nie pierze nią kolegów po łbie. Gdyby prał, też byłbym za tym, żeby
    >go
    >spacyfikować.

    Nie jest agresywny, ale rozkłada lekcje. Czyli nie daje się "normalnym" uczyć.

    >My, jako społeczeństwo, mamy kłopot z systemem. Jego naprawa to sprawa na
    >lata.
    >Rodzice ofiar chorego biedactwa mają problem z konkretnym osobnikiem.
    >Spacyfikowanie go jest, jak widzieliśmy, możliwe - a śmiem twierdzić, że
    >konieczne.

    To nie muszą być lata, tylko trzeba być otwartym na to co konieczne do zmiany.
    Świat nie izoluje a integruje. Do tego trzeba tolerancji (nie dla przemocy),
    dobrej woli, zrozumienia i przede wszystkim wyluzowania. Nie każda "inność"
    jest taka znowu inna.
    Tylko nie mów, ze to myślenie życzeniowe, bo jeśli gdzieś działa to i w Polsce
    może.
    Kiedy wyjechałam pierwszy raz za granicę, to nie mogłam pojąc skąd w tym
    społeczeństwie taka ilość niepełnosprawnych. Statystyka brała w łeb. A oni po
    prostu byli tam gdzie reszta. Proste.
    A sporo później okazało się, ze w regularnych szkołach mogą się uczyć razem
    dzieci z Downem, autystyczne, nadpobudliwe i to działa. Tyle, ze nikt nie
    toleruje zachowań agresywnych. Jeśli się pojawiają to się je pacyfikuje w
    zarodku, a nie czeka miesiącami aż się samo naprawi. Nie naprawi się. Może być
    tylko gorzej-czyli połamane ręce i usuwanie ze szkoły.

    A wiesz dlaczego dyrektor szkoły nie reaguje na problemy z
    uczniem "nietypowym". Bo nie wie co zrobić. I nie przyzna się, ze nie wie, nie
    poprosi o pomoc, bo to dyshonor. (lada moment znów mi się dostaniesmile

    >Może nie wszystkie, ale w szczególności ta część niniejszej dyskusji, w którym
    >Ewę i mnie wysyłano do Ciemnogrodu i jeszcze w parę innych miejsc.

    Witaj w klubie. Ja już byłam nawiedzencem, nadgorliwcem i do Ciemnogrodu tez
    się załapałam tyle, ze przy innej okazji. Nie jesteś wiec specjalnie
    oryginalnywink

    Inna sprawa, ze z Ewą się głęboko nie zgadzam.


    > Aprobowałem
    >przemoc, wręcz zalecałem ją, ale właśnie w sytuacjach skrajnych -
    >bezpośredniego zagrożenia i braku innych możliwości (zbiorowego schodzenia z
    >drogi przez wszystkie dzieci za alternatywę nie uważam, byłoby to bowiem mocno
    >szkodliwe dla ich psychiki). Podobnie jak aprobuję prawo dorosłego człowieka
    do
    >obrony przy użyciu przemocy przed atakami ze strony innego dorosłego
    człowieka,
    >bez względu na ewentualne kwity lekarskie napastnika. Nie interesuje mnie, co
    >tamten ma w głowie, tylko co ma w ręce.
    >Nie zalecam

    >> przemocy jako środka wychowawczego

    >tylko jako narzędzie obrony koniecznej.


    To ja się z tym zgadzam. Generalnie. Jednak nie w tym przypadku.
    Swoją drogą za nic nie uwierzę, ze ci chłopcy z dwóch historii byli nietykalni.
    Jestem przekonana, ze dostali, co Twoim zdaniem im należne było.

    W tym przypadku ukarane ma być dziecko za błędy sprawujących opiekę.
    Oczywiście przemoc należy przerwać bezwzględnie, tylko do akcji musi wejść
    szkoła, a nie uczniowie.

    A co do przemocy, to taka historyjka.
    Mój syn był psychicznie nękany przez kolegę z klasy, potem zaczęły się zaczepki
    fizyczne. Ewidentnie na bazie rywalizacji. Rożne próby uniknięcia nękania nie
    dawały rezultatu i w końcu trafił mnie niewyszukany szlag i rzekłam dziecku,
    żeby przyłożył facetowi, to przekaz dotrze. A syn na to, ze się boi, ze w
    nerwach drania uszkodzi. Namawiałbyś dalej do spuszczenia łomotu?

    >> Metody, o których piszesz stosuje się wtedy, kiedy wszystko inne zawodzi :
    >>farmakoterapia, psychoterapia, socjalizacja. Jednak zanim to się okazuje, to
    >> należy zastosować te metody, które w większości przypadków ADHD są skuteczne.

    >Pierwszą z metod, o których piszę, stosuje się wtedy, kiedy nie ma czasu na
    >wszystkie inne.

    Ależ ADHD tak się nie pojawia. To nie rzut choroby psychicznej, pełna utrata
    kontroli nad czynami, kiedy to najpierw się pacjenta unieszkodliwia i
    premedykuje, a potem leczy.
    To nie jest adekwatne porównanie, bo w przypadku ADHD zaczyna z drugiego końca,
    albo raczej początku.



  • a_weasley 30.08.05, 23:44
    gaika napisała:

    > Nie jest agresywny, ale rozkłada lekcje. Czyli nie daje się "normalnym" uczyć.

    Niemniej przyznaj od razu, że jest różnica między osobnikiem, który czyta pod
    ławką (w czym to właściwie przeszkadza innym?) a osobnikiem, który zrzuca
    kolegom książki i zeszyty z ławki (to akurat moje wspomnienie z IV klasy, kiedy
    mnie posadzono z nadpobudliwym Witkiem) albo próbuje się koledze włamać do
    rozporka (II klasa, nadpobudliwy Mieszko i trudne dzieciństwo Mariusz)...

    > To nie muszą być lata, tylko trzeba być otwartym na to co konieczne do
    zmiany.
    [ciach]
    > dzieci z Downem, autystyczne, nadpobudliwe i to działa. Tyle, ze nikt nie
    > toleruje zachowań agresywnych. Jeśli się pojawiają to się je pacyfikuje w
    > zarodku, a nie czeka miesiącami aż się samo naprawi. Nie naprawi się. Może
    być
    > tylko gorzej-czyli połamane ręce i usuwanie ze szkoły.

    A także samo rozmawianie przez mamę sprawy nie załatwi. I właśnie przyjęcia
    tego faktu do wiadomości się domagam. Oraz uznania, że nie musi i wręcz nie
    może być tolerancji dla agresji.

    > > Ewę i mnie wysyłano do Ciemnogrodu i jeszcze w parę innych miejsc.

    > Witaj w klubie. Ja już byłam nawiedzencem, nadgorliwcem i do Ciemnogrodu tez
    > się załapałam tyle, ze przy innej okazji. Nie jesteś wiec specjalnie
    > oryginalnywink

    No przynajmniej raz.

    > Swoją drogą za nic nie uwierzę, ze ci chłopcy z dwóch historii byli
    nietykalni.
    > Jestem przekonana, ze dostali, co Twoim zdaniem im należne było.

    W przypadku sprawy krakowskiej - spytam. W przypadku Kiny - to pytanie do Kiny.
    Z tego, co mówiła, rozumiem, że tak, za jednego dostał i od tego jednego się
    odstosunkował.

    > W tym przypadku ukarane ma być dziecko za błędy sprawujących opiekę.

    W tym przypadku ja nie patrzę na to w kategoriach kary czy zemsty.

    > Oczywiście przemoc należy przerwać bezwzględnie, tylko do akcji musi wejść
    > szkoła, a nie uczniowie.

    Święte słowa. Tak się stało w Krakowie - rodzice twórczo zastosowali drogę
    legalną, co pochwalam. Pytanie wszelako, co zrobić, jeżeli szkoła do akcji nie
    wchodzi.

    > A co do przemocy, to taka historyjka.
    > Mój syn był psychicznie nękany przez kolegę z klasy, potem zaczęły się
    zaczepki
    >
    > fizyczne. Ewidentnie na bazie rywalizacji. Rożne próby uniknięcia nękania nie
    > dawały rezultatu i w końcu trafił mnie niewyszukany szlag i rzekłam dziecku,
    > żeby przyłożył facetowi, to przekaz dotrze. A syn na to, ze się boi, ze w
    > nerwach drania uszkodzi. Namawiałbyś dalej do spuszczenia łomotu?

    A nie wiem. Może namawiałbym do spuszczenia łomotu, jak będzie spokojny?
    Jedno pewne: dopóki mu nie spuści łomotu, nie przestanie się go bać.

    > Ależ ADHD tak się nie pojawia. To nie rzut choroby psychicznej, pełna utrata
    > kontroli nad czynami, kiedy to najpierw się pacjenta unieszkodliwia i
    > premedykuje, a potem leczy.

    Ja tam uważam, że w momencie, kiedy osobnik stosuje przemoc fizyczną, godzi się
    go unieszkodliwić. W miarę możności nie uszkadzając go.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • gaika 31.08.05, 23:36
    a_weasley napisał:
    >Niemniej przyznaj od razu, że jest różnica między osobnikiem, który czyta pod
    >ławką (w czym to właściwie przeszkadza innym?) a osobnikiem, który zrzuca
    >kolegom książki i zeszyty z ławki (to akurat moje wspomnienie z IV klasy,
    kiedy
    >mnie posadzono z nadpobudliwym Witkiem) albo próbuje się koledze włamać do
    >rozporka (II klasa, nadpobudliwy Mieszko i trudne dzieciństwo Mariusz)...

    Przyznaje bez biciawink Tylko, ze to było w kontekście normalności i
    nienormalności- czyli kto może się uczyć w polskiej szkole.


    >A także samo rozmawianie przez mamę sprawy nie załatwi. I właśnie przyjęcia
    >tego faktu do wiadomości się domagam. Oraz uznania, że nie musi i wręcz nie
    >może być tolerancji dla agresji.

    Pełna zgoda. Ja w takiej sytuacji poszłabym do dyrektora. Jeśli mama
    współpracująca, to we wspólnym froncie z mamą.


    >> Witaj w klubie. Ja już byłam nawiedzencem, nadgorliwcem i do Ciemnogrodu tez
    >>się załapałam tyle, ze przy innej okazji. Nie jesteś wiec specjalnie
    >>oryginalnywink

    >No przynajmniej raz.

    smile)


    >> W tym przypadku ukarane ma być dziecko za błędy sprawujących opiekę.

    >W tym przypadku ja nie patrzę na to w kategoriach kary czy zemsty.

    Ale czy rzeczywiście wyłącznie obrony koniecznej?


    >Święte słowa. Tak się stało w Krakowie - rodzice twórczo zastosowali drogę
    >legalną, co pochwalam. Pytanie wszelako, co zrobić, jeżeli szkoła do akcji nie
    >wchodzi.

    Jeśli mimo interwencji nie wchodzi, udać się do wyższej instancji.


    >A nie wiem. Może namawiałbym do spuszczenia łomotu, jak będzie spokojny?
    >Jedno pewne: dopóki mu nie spuści łomotu, nie przestanie się go bać.

    To nie strach(delikwent nieco mniejszy), tylko raczej kłopot z ustawieniem
    granicy, poza która ten człowiek nie powinien się wychylać. Trudno o dobrze
    dobraną metodę.


    >Ja tam uważam, że w momencie, kiedy osobnik stosuje przemoc fizyczną, godzi
    się
    >go unieszkodliwić. W miarę możności nie uszkadzając go.

    Niby tak. Tylko jak to osiągnąć w szkole? Bo rozumiem, ze Twoja zasada dotyczy
    każdej sytuacji, w której pojawia się przemoc. I znów powraca sytuacja mojego
    syna.
  • falka32 29.08.05, 18:11
    ja w szkole jadałam papier i kredę.
    Usiedzenie 45 minut w miejscu do dziś jest dla mnie bardzo trudnym zadaniem, w
    zasadzie niewykonalnym.
    Zdarzało mi się uniemozliwiać prowadzenie lekcji, np poprzez upieranie się, ze
    nauczyciel nie ma racji (i nie miał)
    Moje wyskoki nie były incydentalne tylko permanentne i zwrócenie uwagi
    wystarczało na jakieś dwa dni.
    Pomimo to skonczyłam podstawówkę z czerwonym paskiem w kazdej klasie i jako
    jedna z dwóch osób z tej klasy skonczyłam również studia. Mam dzieci i udane
    życie osobiste, dużo przyjaciół.
    Czy to oznacza, że ja nie jestem normalna?
  • baabcia 29.08.05, 18:31
  • baabcia 29.08.05, 19:19
    Wątek jest już za długi i straszliwie ciężki.
    Poczytałam trochę i mam nad czym pomyśleć.
    Jako mama byłam staranna i wymagająca, nawet może zbyt stanowcza.
    Więc było mi dość łatwo wychowywać.
    Moje dorosłe dzieci mają mi czasem za złe, że byłam zbyt rygorystyczna.
    Bardzo się wtedy starała i nawet jeśli czegos żałuje to nie
    mogę sobie zarzucać niedbalstwa.
    Wśród znajomych dzieci uchodziłam za osobę stanowczą ale sprawiedliwą.
    Za bardzo zostawać ze mną nie chciały, ale jak już wymyśliliśmy zabawę to było
    fajnie i zawsze można było przyjść po pocieszenie.
    Nadawałam się do rozwiązywania konfliktów między dziećmi
    w szkole, nawet w ogólniaku.
    Dużo czytałam o dzieciach i wychowaniu.
    Moja psiapsiólka miała syna z ADHD - wtedy to było bez nazwy.
    Jak był maleńki to wychodził na dwór i pędził.
    Nie widział nic dookoła, najpierw leciał.
    Mieszkała w centrum miasta.
    Potem jak troszkę podrósł to wył gdy zbliżała się do sklepu.
    Błagał, żeby nie musiał tam wchodzić i to nie były żarty,
    on potwornie cierpiał. Wolał nie jeść nic niż wejść z koszykiem do SAM-u
    Dziewczyna zbliżała się do kasy łapała cokolwiek i kasjerki
    pomagały jej wylecieć z tego sklepu.
    Już wtedy dorobiła się wrzodów i wyglądała na świętą.
    Moje sukcesy wychowawcze mogłam ...tu nic nie działało.
    Po wielu latach pojawiło sie drugie dziecko, spokojne.
    Ale starsze zaczęło mieć kłopoty w szkole.
    Chłopak nie chciał mieć zeszytów
    /wiem, że są tacy ludzie wśród bardzo zacnych osób/
    fanaberia, no moim zdaniem nie. On pamiętał 100%
    tego co było na lekcji. No wkurzalo to nie jedną nauczycielkę.
    Na koniec podstawówki iał sporo 2 i szykowała sie zawodówka.
    Jedna z naszych kleżanek powiedziała, że tak nie moz być.
    Załatwiła ogólniak - w szkole swojego syna miała dobrą opinię.
    Nasz ADHD-owiec, bez zeszytów, poświęcał sie i tolerował na lekcjach
    to, że inni nie uczyli sie tak szybko jak on. No to jest denerwujące.
    Wojował z nauczycielkami i z młodszym bratem.
    Rozpadło się małżeństwo.
    Przed maturą miał jakieś 2 z fizyki. Ale postanowił sie poprawić, poprosił
    mamę o korepetycje. Chyba właśnie w tym okresie mówił, że nie wytrzyma i dżgnie
    nożem, nie do końca było wiadomo czy nauczycielkę, czy młodszego brata.
    W klasie maturalnej poszedł na olimpiadę. Dostał się na Uniwerek bez egzaminów.
    Dziś jest dośc flegmatyczny. Znosi ze stoickim spokojem
    ciężką nerwice swojej matki i pomagał w leczeniu młodszemu bratu, któremu
    pośięcano mniej czasu - nie wymagał - i został narkomanem.
    Dziś jeden jest korespondentem zagranicznym i pisze w najpoczytniejszym
    tygodniku. Młodzsy nie ćpa i uczy się. Matka stara się cieszyć wnuczką.
    Jeśli komuś się wydaje, że dziecko z ADHD da się spokojnie wychowywać.
    To jest strasznie trudne. I nie wymądrzajcie się, jeśli nie widzieliście jakie
    to jest trudne.
    A dzieci trudne nie rodzą się rodzicom wyjątkowo wyedukowanym psychologicznie...
    część z rodziców staje się super specami część ucieka np w prace czy robi
    karierę naukową.
    Tym dzieciom, których rodzice nie potrafią być super rodzicami jest jeszcze
    trudniej.
    Jeśli jesteście z boku i los was nie doświadczył, to nie dolewajcie oliwy do ognia.
    Pamiętam w mojej klasie w podstwówce był chłopak, który przeszkadzał całe
    lekcje, nigdy nie siedział w czasie lekcji, rysował na tablicy...
    Mauczyciele lepiej lub gorze radzili sobie z tym. Szkoda, że wtedy nie umiano
    jeszcze pomóc nam uczniom współżyć w klasie z takim oszołomem. Tak go wtedy
    postrzegaliśmy. Na szczęście dorośli robili coś, że nie było między nami agreji.
    A jeszcze ważna refleksja. Dobrze jeśli ADEHadowiec ma rodziców, trochę nie
    poradnych, tragedia zaczyna się jak ma AMBITNEGO rodzica, który uważa, że on
    sobie musi z bachorem poradzić, żeby mu wstydu nie przynosił.
    Może ktoś z was zastanowi się czy nie jest tak, że nietolerujecie ADHDowca, bo
    nie tolerujecie siebie. Może dobrze, że to cudze dziecko bo z wami by zginęło.
    Osobno można by mówić o dzieciach, które sa zdrowa a rodzicom nie udaje się ich
    wychowywać tak jak my oczekujemy. No cóz różnorodne jest piękne. Wolę dzieci
    zdyscyplinowane i mam wrażenie, że one są szczęśliwsze. Ale pewności to na pewno
    nie mam.
    Pozdrawiam starających się rodziców. Dobrze, że wasze pociech mają szansę przy
    was osiągnąć więcej niż by mogły bez was.

  • gaika 29.08.05, 19:55

    Już pisałam na ten temat w innych watkach, wiec niestety znów się powtórzę (nie
    ja jednasmile)

    Odłóżmy indywidualne spostrzeganie problemu, ocenianie co dla kogo jest normą,
    co zaś nie. Skupmy się na przepisach.
    MENiS wydało przepis o tym , w jaki sposób kwalifikuje się dzieci do szkol
    masowych. Trudno mieć pretensje do rodziców oraz dzieci, ze z tego przepisu
    korzystają.

    Przepis nakłada na szkoły określone wymagania, czyli dostosowanie nauczania do
    potrzeb rożnych uczniów. Jeśli szkoła nie umie tego zrobić(z jakichkolwiek
    powodów), nie jest temu winne dziecko.
    Może należałoby wiec usprawnić system tak, by dobrze służył jak największej
    ilości uczniów i gwarantował tak bezpieczeństwo jak i odpowiednie nauczanie.

    Przekonywanie się wzajemne o tym, kto w szkole powinien się znaleźć, a kto nie,
    jest zupełnie bezproduktywne, bo uregulowali to za nas urzędnicy. Teraz należy
    wymagać, aby te regulacje były realizowane. Jeśli będą o to walczyć wszyscy, to
    szybciej wszyscy zyskają.

    A Baabci dzieki za post.
  • falka32 29.08.05, 20:48
    gaika - i to jest głos, który powinien zakończyć dyskusję!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka