Dodaj do ulubionych

kieszonkowe dla 12 latka

30.08.05, 09:48
postanowiłam zmienić system finansowania dziecka i wypłacać mu kieszonkowe,
zeby uczył się zarządzać kasą.
Teraz szukam odpowiedzi na pytania:
- ile mu dawać i jak często (tygodniówki, miesięcznie itp)
- jakie ustalić zasady korzystania z kieszonkowego, tzn ana które potrzby jest
kieszonkowe a na które ja mu daję. Czy np. pomoce szkolne powinny iść z
kieszonkowego, czy z mojego budżetu na dziecko?

Jak jest u was?
Edytor zaawansowany
  • verdana 30.08.05, 10:06
    12 lat to dla mnie najwyższa pora.
    Jestem zwolenniczka dawania co tydzień - wtedy dziecko uczy się łatwiej
    zarzadzać pieniedzmi. Lepiej też, jeśli na coś wymarzonego musi oszczędzić, niz
    jeśli kupi to na poczatku miesiaca, a potem nie bedzie miało ani grosza.
    Dla mnie jest oczywiste, że pomoce szkolne kupuje ja (inaczej to nie jest żadne
    kieszonkowe, tylko danie dziecku pieniedzy na rzeczy, bez których nie może sie
    obejść - a więc i tak nie ma nic dla siebie). Przybory moje dziecko kupuje tylko
    w dwóch wypadkach - jeśli są jakieś super wypasione i ja odmawiam, albo jeśli
    zgubił po raz 24 i odmawiam odkupienia.
    Lepiej też ustalić inne rzeczy - np. kto kupuje prezenty na imprezy kolegów.
    Moim zdaniem nie dziecko, bo zniechęcamy go tym samym do prowadzenia życia
    towarzyskiego. Ale jest jescze wiele punktów - kino, napoje w szkole - to zalezy
    od ustaleń i wysokości tygodniówki.
    I tu chciałabym przestrzec przed popełnionym przeze mnie przy starszych
    dzieciach błędem - tygodniówka nie moze być symboliczna, ani za niska. Bo wtedy
    dziecko nie ma szans kupić nic porzadnego i wydaje wszystko na byle co w
    pierwszym sklepiku.

  • falka32 30.08.05, 10:35
    dodam jeszcze gwoli wyjaśnienia, ze w przypadku mojego syna 12lat to jest
    pierwszy moement, kiedy uznałam, z ejest na to jako tako gotowy. Wynika to ze
    specyfiki dziecka, które jest w sposób wrodzony mało kumate jeżeli chodzi o
    sprawy życiowe a co do spraw finansowych, to do niedawna była to dla niego
    czarna magia, ktorą trudno mu było pojąć. Jeszcze w 2 klasie, kiedy dawałam mu
    do szkoły 2 złote na picie, które w sklepiku ksztowało 1.80, potrafił go sobie
    nie kupić, bo nie rozumiał, że za 2 złote moze kupić coś za 1.80 i w dodatku
    dostanie reszty. Dla niego miał monetę, na której było napisane 2 złote i to
    znaczyło, ze ma 2 złote a nie 1.80. Więc w jego mniemaniu nie miał kwoty
    potrzebnej na kupienie czegoś za 1.80 smile)))) i w ogóle nie zbliżał się do
    sklepiku, nawet jak był upał 30 stopni i umierał z pragnienia. A te 2 złote
    pieczołowicie mi oddawał po południu. Dobrą stroną tej jego cechy jest to, ze
    nie ma w sobie zakorzenionego za grosz cwniactwa finansowego, nie kombinuje, nie
    będzie podkradał kasy albo udawał, ze wydał w sklepie więcej niż faktycznie.
    Teraz już zaczął trochę łapać temat, można go posłać do sklepu po drobne zakupy,
    zaczyna odróżniać pojęcia "drogie" i "tanie" więc chcę kuć żelazo póki gorące.

    Verdana, a jaka wg ciebie powinna być wysokość tygodniówki? Nie za niska i nie
    za wysoka - to wiem, ale nie mam pojęcia, jaka, zeby mu starczyło i żeby też
    mógł odrobinę zaoszczędzić.
  • llidkao 30.08.05, 10:34
    Moim zdaniem w edukację dziecka inwestują rodzice - i to oni powinni je
    wyposażyć w pomoce naukowe, to znaczy dać na nie kasę. Kieszonkowe raczej służą
    drobnym przyjemnościom, lub większym (po ich nagromadzeniu), nie będącym że tak
    powiem pierwszej potrzeby. Kupię ci program do nauki np języka, ale na grę
    komp. nazbieraj sobie, zaoszczędź. Ja próbowałam i miesięcznie i tygodniowo
    wypłacać, zależy jak sama stoję z kasą (no bo głupio umówić się na wypłatę i
    potem w nieskończoność zwlekać). Jeśli dzieciak na coś zbiera, to mu chyba
    różnicy to nie robi.Kwoty stałej nie mamy - jeśli jest miesiąc kiepski,
    wychodzi to po 5 zł, a w lepszym - 10 zł. Kwota chyba zalezy od finansowych
    zasobów domowych i na pewno niektórych ta moja zaszokuje, że niska, a inni
    pomyślą, że zbyt wysoka. Powinna (kwota) byc też uzależniona od wieku, starsze
    dziecko ma inne wymagania i pokusy.
    Życzę rozsądnego "gospodarowania"!
    --
    lia
  • llidkao 30.08.05, 10:46
    Podana przeze mnie kwota dotyczy tygodnia. Nie wspominam tu o
    okazjonalnych "prezencikach" od rodzinki poza mamąwink))
    --
    lia
  • czarnakarenka 30.08.05, 11:21
    Ja wypłacam tygodniowo - 10 zł - dla 13 latka i 5 zł dla 10 latka. Musi
    starczyć. czasem od rodzinki posypie się grosz dla dzieciaków.
  • verdana 30.08.05, 15:12
    Wysokość kieszonkowego zalezy miezy innymi od naszych zasobów finansowych.
    Dla mnie całkiem dobra jest formuła - tyle złotych ile lat. 5 złotych dla 10
    latka to mało - nie wyobrażam sobie, że cos prócz słodyczy można sobie za to kupić.
  • wieczna-gosia 31.08.05, 14:44
    no tak tylko ze o ile 12 zeta tygodniowo dla 12 latka jest ok to 16 zeta dla 16-
    latka- moim zdaniem to przymalo tyle kosztuje kino, a jak dziewczyne przyjdzie
    zaprosic? albo cos do picia kupic?
    --
    Kto sie wymadrza ten sie wyglupia- S. J. Lec

    gosklec@poczta.onet.pl
  • verdana 31.08.05, 15:27
    Fakt - ja tyle dawałam, ale dostawali tez raz na miesiąc kase od dziadków.
    Poza tym za kiną płaće oddzielnie, nie zawsze, ale dosyć czesto.
    Ale zgadzam się - w wieku samodzielności, wychodzenia bez rodziców, potrzeba
    młodemu czlowiekowi wiecej pieniedzy. Miałam na mysli raczej dzieci, niz prawie
    dorosłych ludzi.
  • mika_p 30.08.05, 15:33
    Duża dyskusja na ten temat toczy się na forum Starsze Dziecko, podaję link:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=25621838&v=2&s=0
    i zapraszam.

    Mika_P, moderator Starszego dziecka.

    --
    Aaaaaa miało być tak pięknieeee
  • rrhadane 30.08.05, 21:43
    Moja ma 14 i dostaje 10 tygodniowo, z tym jednak, ze są to jej własne pieniadze
    i mnie nic do tego. wiec oczywiscie pomoce szkolne płacę ja, i na bilet do kina
    daje osobno, etc. Ale juz na słodzycze nie daje, wiec jak chce zaoszczędzic,
    nie moze sie opychac byle czym. I oszczędza.Też na prezenty dla matki.
    Czasem kaze jej coś kupic za własne pieniądze, jak na przykład szczoteczke do
    żebów (zapomniała spakować i zostawiła nad morzem), ale to rzadko.
  • child_in_time 01.09.05, 10:16
    moim zdaniem 10 złotych dla 12-latka na tydzień powinno wystarczyć...ja tyle
    właśnie dostawałam (8 lat temu)...poza tym dostawałam również pieniądze na różne
    okazje od rodziny. w moim przypadku za tą kase kupowałam słodycze i wszystko, co
    nie było niezbedne, np. jakies gazetki, dodatkowe kosmetyki, duperele za kilka
    złotych do pokoju, czasem jakas ksiazke albo bluzke czy plyte... jeśli dziecko
    ma ochotę kupić sobie coś większego, np. jakiś sprzęt za powiedzmy 400 złotych,
    to możecie umówić się, że np. uzbiera połowę kasy, a resztę dołozycie...potem
    można troche zmienic system finansowania i dawac co miesiac, to wiecej uczy, a z
    czasem (w wieku np. 18 lat) pozwolic dziecku korzystac ze wspólnej rodzinnej
    kasy ..np. na bilet miesieczny, na podreczniki, na ciuchy, wyjscie do kina...ja
    mam taką możliwość i uważam, że np. kieszonkowe dla maturzysty to nieco dziwny twór
  • verdana 01.09.05, 13:32
    Osiem lat temu 10 zlotych to byla kupa kasy! Teraz niestety, nie jest. Jest
    takie zjawisko, nazywa sie inflacja...
  • fatalna_jendza 19.10.05, 20:06
    Dla mnie to ciągle kupa kasy tongue_outtongue_out
    Ja mam 14 lat i nie dostaję 5 zł na tydzień + prezenty okolicznościowe, których
    jest dość dużo i to mi wystarcza. Mama kupuje mi wszystkie pomoce naukowe i
    słodycze, ale nie wymagam ich dużo, bo już wiem, co to kalorie tongue_outtongue_out. Moje
    pieniążki wydaję na książki, kosmetyki, płyty, gry kopmuterowe i od czasu do
    czasu jakiś sprzęcik. Najczęściej mama mi nie dodaje do sprzętów, sama muszę na
    nie uzbierać. A jeśli chodzi o książki, to ja kupuję takie super-wypasione( po
    ostatnich urodzinkach - 4 książki kosztowały łącznie ok. 150 zł)
  • jaamajka 03.09.05, 22:12
    moim zdaniem dziecko powinno dostawac tyle ile mniej wiecej dostaja
    koledzy/kolezanki w jego wieku a za pomoce naukowe raczej powinni placic
    rodzice bo inaczej dziecku bedzie szkoda na takie cos do szkoly i kupi zabawke
    to jasne
  • zona_mi 04.09.05, 22:00
    jaamajka napisała:

    > moim zdaniem dziecko powinno dostawac tyle ile mniej wiecej dostaja
    > koledzy/kolezanki w jego wieku

    Nie zgadzam się. Kolega z klasy mojej córki dostawał kieszonkowe BARDZO duże i
    nosił do szkoły własną komórkę. Mówię tu o pierwszej klasie SP
    A Martyna w owym czasie w ogóle nie dostawała kieszonkowego, zaś telefon (i
    temu podobne gadżety) był moim zdaniem zbędnym luksusem. I w moim odczuciu tak
    było dobrze.
    Jestem przeciwna równaniu do innych - raczej dopasowaniu się do potrzeb i
    zamożności własnej rodziny.

    --
    - Szkoda, że nie masz rodzeństwa… Ja mam dwóch braci!
    - No, chciałabym, ale co, jak mój tato nie wrzuca tego ziarenka i nie wrzuca!
  • magister12 09.10.05, 23:13
    Mój syn coprawda ma zaledwie 8 lat, ale kieszonkowe dostaje. Co miesiąc około
    600 złoty. Wydaje je na komiksy, filmy(typu shrek, madagaskar itp.), płyty,
    gry. Jeżeli chodzi o pomoce naukowe to oczywiście my(rodzice) kupujemy tak samo
    jak ubrania, buty, płacimy za jego komórkę itp.
  • tropicana 11.10.05, 18:23
    600 zł to stanowczo za duża kwota dla ośmiolatka.
  • lidqa 14.10.05, 20:54
    podnosze bo mi sie w oczy rzucilo przy szukaniu czegos innego...

    600 zl zanego dziecka poszanowania dla pieniadza nie nauczy. Raczej dziecko
    bedzie rozpuszczone i nie bedzie znalo wartosci pieniedzy i czasu jaki trzeba
    poswiecic na ich zdobycie. jego nauczycielka w szkole ma mniej wiecej poltora
    raza wiecej za caly miesiąc pracy. Uwazam ze mozna w ten sposob spaczyc
    myslenie dziecka i skrzywdzic je na przyszlosc. I tu nie chodzi ze on jest za
    maly, jakby mial 15 lat tez bylby za maly!
  • tawananna 14.10.05, 22:02
    Też uważam, że 600 zł to bardzo dużo.

    Z drugiej strony, zależy to od budżetu rodziców. Jeśli są milionerami, niech
    już dają te 600 zł. Poszanowania pieniądza to nie nauczy, ale może chociaż
    filmy, płyty i gry będzie dziecko kupowało oryginalne.

    --
    Forum MISH
    Forum polonistyczne i filologiczne
  • lidqa 15.10.05, 08:39
    tak sobie mysle ze to wogole podpucha te 600 zl ale zawsze mozna hipotetycznie
    podyskutowac

    nawet jesli sa milionerami to niech mu te plyty i filmy kupują a kasy do reki
    nie dają. Dziecko bedzie coraz starsze wiec prawdopodobnie bedzie mialo coraz
    wiecej. po pierwsze moze go ktos napasc bo dzieci opowiadają wszysktim ile kasy
    mają wiec ... bedzie to dla eigo strasznie przezycie. Po drugie jak sie zrobi
    starszy to bedzie swietnym polem dla dilerow. Moze wyrosnąc z niego niezly
    szpaner, a po ostatnie to ograniczenia sluzą dobremu wychowaniu dziecka
  • magister12 16.10.05, 22:54
    Oczywiście nie wydaje całej kwoty w jeden dzień. Ma założone konto i nie nosi
    gotówki przy sobie. Zawsze się zastanawia co kupić w pierwszej kolejności gdyż
    zbiera pieniądze na nowy komputer. Kupił sobie sam rower za swoje pieniądze,
    więc myśle że nie ma problemów z dowartościowaniem pieniędzy. 600 złoty to
    niejest w dzisiejszych czasach tak dużo pieniędzy. Weź pod uwagę dzisiejsze
    ceny. Byle jaka gra kosztuje około 100 zł. Kacper wie że ściąganie z netu
    piosenek, gier, filmów itd to kradzież. A kradzież to przestępstwo. Dlatego
    zabraniam mu łamania prawa. Z resztą nie wiem czy by umiał coś ściągnąć.
    Poprostu nie interesuję się tym. Oboje z żoną prowadzimy dwie różne firmy.
    Bardzo często niema nas po całych dniach w domu. Staramy się wynagrodzić
    Kacprowi to że nas żadko widuje, bo przeważnie rano gdy go odwożę do szkoły i
    wieczorami gdy wracamy z pracy. Za to cała sobota i niedziela jest dla niego.
  • linka9 17.10.05, 00:03
    magister12 napisał:
    > Bardzo często niema nas po całych dniach w domu. Staramy się wynagrodzić
    > Kacprowi to że nas żadko widuje, bo przeważnie rano gdy go odwożę do szkoły i
    > wieczorami gdy wracamy z pracy.

    Wiesz, trudno komuś wchodzić z butami w jego system wartości, ale chyba
    odreagowywujesz swoje nieudane dzieciństwo. Oby Twe dobre chęci nie obóciły się
    przeciwko Tobie, a tak zaczyna sie dziać, jeśli jest prawdą wszystko, co o sobie
    piszesz. Za 600 zł mies. mozna kupić bardzo dużo, ale nie kupi się za to
    kontaków codziennych z własnymi rodzicami, niestety. Zastanów się, czy nie
    lepiej za 550 zł/mies zatrudnić kogoś do pomocy w firmie, a przez to zapewnić
    dziecku normalne dzieciństwo, bez skazywania go na ciągły kontakt z dziadkami.

    >Za to cała sobota i niedziela jest dla niego.
    A w domu się samo wszystko robi, czy macie pomoc na róznych frontach?
  • magister12 02.11.05, 03:34
    linka9 napisała:

    > Wiesz, trudno komuś wchodzić z butami w jego system wartości, ale chyba
    > odreagowywujesz swoje nieudane dzieciństwo.
    Masz rację zgadzam się z Tobą w 100%. Nie miałem udanego dzieciństwa.
    Moi "rodzice" zgineli gdy miałem 16 lat. Nie miałem wtedy nic. Gdyby nie
    przybrana ciotka wylądował bym w domu dziecka. Do wszystkiego doszedłem swoją
    ciężką pracą. Skończyłem liceum potem prawo na Uniwersytecie Marii Curie
    Skłodowskiej. Zacząłem staż w prokuraturze okręgowej tam poznałem swoją obecną
    żonę. Może i masz rację pisząc żeby kogoś zatrudnić. Właśnie rozważam tę
    możliwość. Nie wiem jak to się odbije na klientach, no ale cóż zobaczymy jak to
    będzie.
  • magister12 02.11.05, 03:37
    linka9 napisała:

    > A w domu się samo wszystko robi, czy macie pomoc na róznych frontach?
    Mamy bardzo dobrą opiekunkę. Gdyby anioły żyły na ziemi tak by
    właśnie "wyglądały". Nie chodzi tu o wygląd zewnętrzny.
  • linka9 15.10.05, 17:45
    magister12 napisał:

    > Mój syn coprawda ma zaledwie 8 lat, ale kieszonkowe dostaje. Co miesiąc około
    > 600 złoty. płacimy za jego komórkę itp.

    Chyba jedno zero za dużo się wstukało?
  • lidqa 17.10.05, 09:32
    nnie, w innym watku pisal o rowerze za 1800...

    magister, 600 zl to nie duzo??? Ja studia skonczylam i moj maz tez a 600 zl to
    w naszym domu budzet na 3 tygodnie zycia. Czy on naprawde musi wszystko miec na
    co ma ochote? pewnie nie ma wszystkiego bo jak sie ma tyle kasy to i potrzeby
    wieksze... Ale nie sądze zebysmy cie przekonaly
  • magister12 02.11.05, 03:04
    Może i macie rację. Może to i jest za dużo. Próbujemy wynagrodzić naszemu
    synowi to iż nie ma nas w domu po całych dniach. Prowadząc własne firmy bardzo
    często się to zdaża. Wiem że to jest złe. Wiem że zamiast tych wszystkich
    prezentów, pieniędzy wolał żebyśmy byli zawsze razem. Ale cóż. Takie czasy.
    Pracujemy nie dla siebie tylko dla naszego dziecka. Żeby nigdy mu niczego nie
    brakowało. Co będzie jak mnie zabraknie? Co dzień moje życie jest narażone na
    niebezpieczeństwo. Taki "fach". Nie chcemy żeby nasze dziecko musiało żebrać.
    Czy jest coś w tym złego? Skoro stać nas to dlaczego mamy mu nie dawać?
    Przecież on nie wydaje tych pieniędzy byle gdzie i byle na co.
  • szymanka 14.10.05, 23:56
    Ja mam 9 latka. Kieszonkowe dostaje od II klasy - 5 zł tygodniowo. W tym roku
    (III klasa) wynegocjował podwyżkę smile dostaje 6 zł. Wydaje na co ma ochotę,
    głównie na słodycze. Wszytkie niezbędne przedmioty do szkoły finansuję ja.
    Chociaż niedawno zapowiedziałam, że jeżeli zginie mu kolejny czepek na basen,
    połowę kosztów będzie musiał pokryć z tygodniówki (od początku roku zginęły już
    dwasmile
    Generalnie nie oszczędza (niestety) ale zauważyłam, że zastanawia się nad
    relacją ceny do wartości przedmiotu, porównuje ceny w różnych sklepach, czasem
    rezygnuje z zakupu uznając że nie warto, za drogo itd.


    --
    sygnaturka gdzieś się zgubiła, podobnie jak ja
  • acorns 17.10.05, 15:48
    Moim zdaniem bardzo dużo osób popełnia błąd dając kieszonkowe w wysokości 20 zł
    miesięcznie. W ten sposób dzieciak nie uczy się żadnej gospodarności bo i po
    co? Rodzice dadzą jeść, kupią ciuchy, doładowanie do Simplusa, graty do szkoły,
    rower, wieżę, rolki. Te 5 zł które dzieciak ma w kieszeni pójdą więc na chipsy
    i colę. Składanie tego do kupy nie ma większego sensu bo po roku odkładania
    połowy kieszonkowego, w kieszeni będzie zawrotna suma 120 zł. Po 2 latach
    oszczędzania będzie na jakieś rolki. Kiepska perspektywa. Potem wyrastają
    ludzie, którzy co zarobią to przepiją bo i tak się nie opłaca odkładać. Takie
    działanie mają zaszczepione od dzieciństwa poprzez marne kieszonkowe. To co ja
    wydawałem miesięcznie na córkę wolałem oddać jej. Niech sama się rządzi. Z 500
    zł w kieszeni można już coś zdziałać. Można kupić plecak Nike za 180 zł a można
    i ładniejszy kupić na Stadionie za 30 zł, a 150 zł odłożyć. Moja córka do
    grudnia tego roku dostanie 45 tysięcy zł na urządzenie sobie swojej części
    domu, który buduję. Ma wolną rękę. Jak dla mnie 45 tysięcy to jest optymalna
    kwota na wykończenie i urządzenie od podstaw 70m2 powierzchni w stanie surowym
    zamkniętym. Coś kosztem czegoś. Może sobie kupić jacuzzi za 30 tysięcy, a sr..
    prosto w rurę i spłukiwać wiadrem, bo na kibel zbraknie kasy. A może sobie
    kupić zwykłą wannę, meble jakieś tańsze np. z BRW i odłożyć kilka albo
    kilkanaście tysięcy. Niech sobie kombinuje i niech się uczy rządzenia, żałował
    nie będę, ją jedną tylko mam. Niech sobie karkuluje co jej potrzeba i niech
    liczy na co wystarczy kasy a na co nie. Potem od stycznia do kwietnia bedzie
    dostawała 500 zł miesięcznie, a jak od maja wystartujemy z biznesem, będzie
    miała to co sobie zarobi, a kieszonkowe będę stopniowo zmniejszał. A będzie
    miała co robić, roboty jej nie zbraknie na pewno. Ona chętnie sobie dorabia do
    kieszonkowego a robi to bo ma jakieś cele. Z 5 zł w kieszeni skuter wodny
    (Młoda to uwielbia) za 16 tysięcy byłby czymś tak nierealnym, że Młoda wydałaby
    to na bardziej realną paczkę chipsów i puszkę Coli. Ale jak się ma 1000 zł
    (kieszonkowe plus zarobek własny) to kwota 16 tysięcy złotych staje się całkiem
    realna i jest jakaś motywacja, żeby nie kupić kolejnego fałata tylko
    zaoszczędzić, ewentualnie zmobilizować się do pracy.
  • linka9 17.10.05, 16:16
    acorns napisał:

    > Moim zdaniem bardzo dużo osób popełnia błąd dając kieszonkowe w wysokości 20
    zł miesięcznie.

    Tak, zdecydowanie rozsądniej jest dać ośmiolatkowi pół własnej pensji i wierzyć,
    że prawidłowo rozlokuje środki (chlebuś, opłaty, itp, itd)wink

    Twoja rada nie taka głupia, tylko ... oderwana od rzeczywistości (rozsądek
    dziecka+możliwości zarobkowe rodziców)

    > Potem wyrastają
    > ludzie, którzy co zarobią to przepiją bo i tak się nie opłaca odkładać.

    Jesteś pewien, że jak ktoś w wieku 10-lat dostaje 20 zł/mies to tak to się kończy?

    >To co ja
    > wydawałem miesięcznie na córkę wolałem oddać jej.

    Chyba najwyższa pora w ogóle prawo zmienićwink

    >Niech sama się rządzi.
    Niech ...

    > Z 500
    > zł w kieszeni można już coś zdziałać.

    Tobie chyba przedział wiekowy się pomylił. Żeby nie było, że się czepiam,
    wierzę, że akurat twoja córka potrafi się rządzić, bo ja w tym wieku też potrafiłam.

  • acorns 17.10.05, 18:41
    > Twoja rada nie taka głupia, tylko ... oderwana od rzeczywistości (rozsądek
    > dziecka+możliwości zarobkowe rodziców)

    Tu chodzi właśnie o to, żeby dziecko jakiś tak rozsądek potrafiło zachować, a
    stanie się to w sposób naturalny - wyda na głupoty, to będzie chodziła w
    poprzecieranych portkach. Lepiej niech się tego nauczy będąc jeszcze w
    bezpiecznej pozycji w rodzinnym domu niż miałaby się tego uczyć w dorosłym
    życiu przepieprzając zarobioną kasę a potem po utracie pracy - ZONK! Możliwości
    zarobkowe rodziców to nie jest aż taki problem. Gdybym był bardzo bogaty, córka
    miałaby wydatki miesięczne limitowane do 10 tysięcy. Gdybym był zajebiście
    bogaty, miesięcznie mogłaby przepuścić 100 tysięcy, może nawet i 500 tysięcy.
    Ale tak czy inaczej jakąś tam kwotę rodzice przeznaczają na dzieci. Bo trzeba
    je ubrać, kupić im rzeczy do szkoły, jakieś zabawki. Czy nie lepiej pozwolić
    dziecku samodzielnie dysponować przeznaczoną na nie kwotą?

    > Jesteś pewien, że jak ktoś w wieku 10-lat dostaje 20 zł/mies to tak to się
    końc
    > zy?

    Niekoniecznie w każdym przypadku. Ale na pewno nie uczy oszczędzania. Co to
    jest 20 zł? Tyle mniej więcej kosztuje jedno wejście na basen na Warszawiankę
    na 1,5 godziny. Córka moja kochana chodzi tam 1-2 razy w tygodniu z koleżankami
    albo ze mną. Pójdzie na odnowę biologiczną na ww. Warszawiance, posiedzi trochę
    i 30 zł nie ma. Pójdzie sobie na squasha też na tej Warszawiance i kolejnych 30
    zł nie ma. Pojedzie na tor kartingowy, pojeździ godzinę i koło 100 zł idzie.
    Pójdzie na bilarda i 20 zł mniej. Jakby miała 5 albo 6 zł na tydzień to co by
    mogła za to zrobić? Oszczędzać miesiąc na jedno wejście na basen czy sępić ode
    mnie? Razem z tym co dostanie do łapy wg umowy i tym co by wysępiła poszłoby
    mniej więcej 500 zł i uczyłaby się że wszystko kupi tatuś więc po co
    oszczędzać. A tak to ma i sama się rządzi. Coś kosztem czegoś. Jak ją najdzie
    na pieczenie dupy w saunie to sobie nie pojeździ na gokartach. Moim zdaniem tak
    jest lepiej.

    > Chyba najwyższa pora w ogóle prawo zmienićwink

    A co prawo ma do tego?
  • andaba 17.10.05, 17:32
    Takie pytanie, akorns: ile Twoja córka ma lat? Bo miałam wrażenie, że tu mowa o
    dwunastolatkach?
    --
    Moje Smerfy:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=24145783
  • acorns 17.10.05, 18:20
    Teraz już 11. A układ taki mamy od samego początku. Oczywiście najpierw
    pomagałem jej dużo więcej i dysponowała tylko połową przeznaczonych na nią
    funduszy. Musiałem bowiem jakąś rezerwę mieć w razie gdyby przyszło jej do
    głowy kupić sobie jakieś markowe ciuchy a nie starczyłoby na to co potrzeba. A
    teraz sama dysponuje wszystkim. W wieku 12 lat będzie już miała swoje zarobione
    pieniądze w firmie rodzinnej i tak do końca gimnazjum.
  • andaba 17.10.05, 19:04
    Rany, największa suma jaką widziałam na oczy to 5 tysięcy. I pomyśleć że
    jedenastolatka będzie miała 45 tysięcy, gdzie sprawiedliwość na tym świecie sad
    Myślałam, że mówisz co najmniej o szesnastolatce. CO NAJMNIEJ.
    --
    Moje Smerfy:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=24145783
  • acorns 17.10.05, 19:46
    Spokojnie. Postanowiłem wyprowadzić się z warszawskiego blokowiska w bardziej
    przyjazne miejsce i buduję dom na wsi. Ponieważ myślę przyszłościowo,
    postanowiłem dla córki przeznaczyć część domu. Będzie miała wydzielone 800 m2
    ogrodu, osobne wejście przez tenże ogród, salon z aneksem kuchennym 38m2,
    sypialnię 12m2, aneks łazienkowy (rewelacja moim zdaniem) 7,6m2, a na piętrze
    pracownię i dodatkową bardaszkę, razem 13,7m2. W razie potrzeby będzie można
    rozszerzyć tę pracownię o kolejne pomieszczenie. To na razie jest w stanie
    surowym zamkniętym, czyli są okna wstawione, ściany nieotynkowane, a na
    podłodze ino wylewka smile Otynkuję jej na własny koszt, ale podłogi już będzie
    finansowała z tego budżetu, który dostanie. Tak samo kibel, wannę, baterię
    łazienkową, gniazdka, włączniki światła, meble, lodówkę, mikrofalówkę, budowę
    oczka wodnego. 45 tysięcy musiałoby i tak zostać wydane i tak. Wolę więc dać
    jej niech sama sobie urządza.
    Ona tych pieniędzy też nie widzi i widzieć nie będzie, bo będzie je miała tylko
    wirtualnie. Mówi co chce i to jest spisane w zeszycie i wyceniane. Na razie
    myśli intensywnie i przedstawia mi po 2-5 nowych pomysłów dziennie i się nie
    może zdecydować smile I o to mi właśnie chodziło - niech myśli i kombinuje. A ja
    mam nadzieję, że wpadnie na ten genialny pomysł i urządzi sobie jeden pokój a
    resztę kasy odda na zainwestowanie. Bo już coś tam mówiła, że nudziłoby jej się
    tak samej siedzieć w dużym jakby nie było mieszkaniu. Ja też myślę, że jeszcze
    przez kilka lat wystarczy jej po prostu duży pokój, a cały lokal poczeka sobie
    aż będę miał zięcia.
  • linka9 18.10.05, 08:49
    acorns napisał:
    > To na razie jest w stanie
    > surowym zamkniętym, czyli są okna wstawione, ściany nieotynkowane, a na
    > podłodze ino wylewka smile Otynkuję jej na własny koszt, ale podłogi już będzie
    > finansowała z tego budżetu, który dostanie. Tak samo kibel, wannę, baterię
    > łazienkową, gniazdka, włączniki światła, meble, lodówkę, mikrofalówkę, budowę
    > oczka wodnego. 45 tysięcy musiałoby i tak zostać wydane i tak. Wolę więc dać
    > jej niech sama sobie urządza.

    Niektórzy uczą czytać dzieci od 1 roku życia. Jeżeli to sprawia frajdę dziecku
    -OK. Mylą sie jednak ci rodzice, którzy sadzą, że dzięki temu ich dziecko w
    wieku szkolnym będzie znacznie przewyższać rowiesników pod tym względem i
    odnosic same sukcesy.
    Zamiast spędzać czas na tym, co adekwatne do wieku Twoja córka staje się "starą
    - maleńką", a Ty łudzisz się, że sprawisz, iż jej zycie w wieku dorosłym bedzie
    miodem i mlekiem płynące.

    O kwestii priorytetów w zyciu i systemu wartości - nie dyskutuję tu.

  • acorns 18.10.05, 12:01
    > Zamiast spędzać czas na tym, co adekwatne do wieku Twoja córka staje
    się "starą
    > - maleńką"

    Ale ona bardzo lubi coś organizować, robić coś twórczego. Tworzenie szkolnej
    gazetki w starej szkole, a także wystrój sali lekcyjnej i wszelkich akademii
    podlegało wyłacznie pod nią. Niepodzielnie. Ona już nie może się doczekać
    momentu w którym będzie mogła się wykazać i w dodatku wyszarpać trochę kasy za
    to. A jak już rozkręcę biznes to będzie miała pole do popisu. I to bardzo
    szerokie. Aż będę musiał jej pilnować żeby się w tym nie pogubiła.

    > a Ty łudzisz się, że sprawisz, iż jej zycie w wieku dorosłym bedzie
    > miodem i mlekiem płynące.

    Jeśli będzie robiła to co lubi i będzie na tym zarabiać to będzie jej dobrze.
    Ponieważ udało mi się stworzyć warunki, że wykształcenie ponadgimnazjalne nie
    będzie jej potrzebne, tym bardziej będzie jej dobrze. Choć jeśli będzie chciała
    zostać instruktorką jeździectwa, to maturę musi mieć. Nie wiem dlaczego taki
    durny przepis istnieje ale tak właśnie jest.

    Wracając do tematu - uważam, że robię dobrze pozwalając córce decydować
    samodzielnie o swoich wydatkach, służąc jej jednocześnie wsparciem. Wysokie
    kieszonkowe uczy gospodarności. Rower kosztuje 1400 zł taki w miarę sensowny.
    Człowiek 12-stoletni jeszcze rośnie, potrzeba więc więcej ciuchów. Podręczniki
    szkolne kosztują, plecaki się niszczą, trzeba kupować przybory szkolne, czasami
    jakieś słodycze, na basen dać czy na bilety do kina. Zbiera się całkiem spora
    kasa w skali rocznej. mając 5 zł tygodniowo dzieciak zwróci się do rodziców z
    żądaniem zakupu np. nowego placaka. Chciałby Adidasa za 170 zł. Nie dostanie -
    jest awantura bo Michał ma, bo Piotrek ma a niby dlaczego on ma nie mieć? A jak
    ja dam Młodej tyle mniej więcej ile i tak muszę przeznaczyć na nią to problem
    mi znika. Ma kasę w ręku, wie ile będzie i nagle okazuje się, że kilka puszek
    farby i ciekawy pomysł kosztuje taniej niż nowy rower. Okazuje się, że zamiast
    niszczyć podręczniki i wyrzucić na koniec roku, można sprzedac je na Allegro.
    Okazuje się, że ciuchy firmowe wcale nie są takie fajne jakby się wydawało i
    można sie ubrać dużo taniej i ciekawiej. Moja córka ma zupełny brak postawy
    roszczeniowej w stosunku do mnie. A pomyśl co by było gdybym jej dawał po 5 zł
    tygodniowo. Ja myślę, że miałbym sfrustrowaną nastolatkę która chce wszystkiego
    bo myśli że ja mam nie wiadomo jaką kasę. A jak jej nie kupię tego co sobie tam
    ubzdurała to w wieku 14 lat zbuntuje mi się i czepnie się jakiegoś dresika
    który ma kasę bo kradnie albo jest dilerem i kupi jej to czego nie kupowałem
    jej ja. Tylko jak to się kończy wiemy wszyscy.
  • linka9 18.10.05, 12:49
    We wszystkim trzeba umieć zachować umiar; jak widać niektórym ojcom przychodzi
    to z trudnością.

    > Ponieważ udało mi się stworzyć warunki, że wykształcenie ponadgimnazjalne nie
    > będzie jej potrzebne, tym bardziej będzie jej dobrze.

    Ależ oczywiście, jak najbardziej słuszne podejście, nie wszyscy muszą być elitą
    intelektualną.

    >Choć jeśli będzie chciała
    >
    > zostać instruktorką jeździectwa, to maturę musi mieć. Nie wiem dlaczego taki
    > durny przepis istnieje ale tak właśnie jest.

    No, to pech. Ale przecież to żaden problem, obejdziecie ten przepis.

    > wysokie kieszonkowe uczy gospodarności

    Kwestia "wysokości" jest sprawą względną, stać cię - to płać, nie wnikam; są
    jednak rzeczy, które bardziej bulwersują

    > mając 5 zł tygodniowo dzieciak zwróci się do rodziców z
    > żądaniem zakupu np. nowego placaka. Chciałby Adidasa za 170 zł. Nie dostanie -
    > jest awantura bo Michał ma, bo Piotrek ma a niby dlaczego on ma nie mieć? A
    jak ja dam Młodej tyle mniej więcej ile i tak muszę przeznaczyć na nią to
    problem mi znika.

    Aha, czyli boisz się awantur?

    > Moja córka ma zupełny brak postawy
    > roszczeniowej w stosunku do mnie.

    Skoro brak ograniczeń, kasa na zawołanie to o co miałyby być te roszczenia?
    Z ewentualnymi roszczeniami też zresztą nieźle sobie radzi (ubrania za okno)

    > A pomyśl co by było gdybym jej dawał po 5 zł
    > tygodniowo. Ja myślę, że miałbym sfrustrowaną nastolatkę która chce
    >wszystkiego bo myśli że ja mam nie wiadomo jaką kasę.

    Przy takim podejściu ojca, też tak myślę.


    > A jak jej nie kupię tego co sobie tam
    > ubzdurała to w wieku 14 lat zbuntuje mi się i czepnie się jakiegoś dresika
    > który ma kasę bo kradnie albo jest dilerem i kupi jej to czego nie kupowałem
    > jej ja.

    Strach przed własnym dzieckiem, co będzie, jak rodzic powie "NIE" ?

    >Tylko jak to się kończy wiemy wszyscy.

    MY - wiemy, ale czy TY też?
  • acorns 18.10.05, 13:44
    > Ależ oczywiście, jak najbardziej słuszne podejście, nie wszyscy muszą być
    elitą
    > intelektualną.

    Nie muszą. To prawda. Bo do przekładania papierków w biurze magistrów się
    znajdzie jak komarów latem nad rzeką. Ale znaleźć dobrego spawacza to już jest
    spory problem.

    >
    > No, to pech. Ale przecież to żaden problem, obejdziecie ten przepis.

    Może prowadzić teren albo jazdy na maneżu bez uprawnień. W razie czego
    instruktor musi tylko nadstawić dupy za nią i w ten sposób nie ma
    odpowiedzialności za wypadek. W razie czegoś poważniejszego idzie i tak z
    ubezpieczenia. Takie są realia.

    > Aha, czyli boisz się awantur?
    > Strach przed własnym dzieckiem, co będzie, jak rodzic powie "NIE" ?

    Po prostu wiem przeciw czemu skierowany jest bunt nastolatka. To całkiem
    naturalne, że się buntuje przeciw temu co w jego uznaniu jest niesłuszne i
    upierdliwe dla niego. Zamiast walczyć z dzieckiem nie prościej traktować go jak
    wolnego człowieka i dawać mu wsparcie i akceptację?
  • im.aisha 18.10.05, 16:14
    Chyba żyjemy w innych światach.

    Mam 16 lat, moje królestwo liczy sobie niecałe 8 metrów kwadratowych,
    kieszonkowe - gdy jeszcze je dostawałam - wynosiło 80 złotych polskich. I
    bardzo mi z tym dobrze.
    Nie odczuwam potrzeby posiadania (używając podanego przez Ciebie przykładu)
    placaka Adidasa za 170 zł, butów za 700 zł, ciuchów za 300, komputera za x,
    roweru za y. Średnio obchodzą mnie wszystkie Piotrki i Michały, którym rodzice
    fundnęli wszystkie wymienione przedmioty. Wychodzę z założenia, że korona mi z
    głowy nie spadnie, jeśli kupię sobie jedną bluzkę, a nie sześć, jedną książkę,
    a nie piętnaście, pójdę do kina/teatru/opery/gdziekolwiek raz na parę miesięcy,
    a nie co tydzień.

    > Ponieważ udało mi się stworzyć warunki, że wykształcenie ponadgimnazjalne nie
    > będzie jej potrzebne, tym bardziej będzie jej dobrze. Choć jeśli będzie
    chciała zostać instruktorką jeździectwa, to maturę musi mieć. Nie wiem dlaczego
    taki durny przepis istnieje ale tak właśnie jest.

    Aż mi się głupio zrobiło, nie wiem, co napisać. Matura jest człowiekowi
    potrzebna doprawdy nie tylko do zarabiania pieniędzy, tak mi się przynajmniej
    do dziś wydawało...

    A pomyśl co by było gdybym jej dawał po 5 zł
    > tygodniowo. Ja myślę, że miałbym sfrustrowaną nastolatkę która chce
    wszystkiego
    >
    > bo myśli że ja mam nie wiadomo jaką kasę. A jak jej nie kupię tego co sobie
    tam
    >
    > ubzdurała to w wieku 14 lat zbuntuje mi się i czepnie się jakiegoś dresika
    > który ma kasę bo kradnie albo jest dilerem i kupi jej to czego nie kupowałem
    > jej ja. Tylko jak to się kończy wiemy wszyscy.

    Chyba masz o niej niskie mniemanie. Obraziłabym się śmiertelnie, gdyby moi
    rodzice podejrzewali mnie o chęć kontaktów z dresikami-dilerami w celu zdobycia
    pieniędzy! Przez to, że przez wiele lat dostawałam niewielkie kieszonkowe (a w
    chudych latach w ogóle go nie dostawałam) mam szacunek dla pieniędzy, wiem, ile
    są warte i wiem, że jest parę rzeczy w życiu, na których zależy mi bardziej...

    --
    "Wyobrażam sobie ruchomy chodnik (to czas), a na nim człowieka (to ja), który
    biegnie w kierunku przeciwnym, niż porusza się chodnik."
    (Milan Kundera)

    aisha99.blox.pl
  • acorns 18.10.05, 17:00
    80 zł to jest wcale nie tak źle. 8m2 to norma w bloku. Ja jeżdżę sypiącym się
    samochodem, na nogach mam trampki za 15 zł, komputer mam wypasiony, ale taki mi
    potrzebny. Tu chodzi o co innego. Co najczęściej "napędza" zazdrość? Moim
    zdaniem brak możliwości posiadania. Bo jak już jest ta kasa to wtedy można się
    zastanawiać, czy to czego tak pragnęliśmy aby na pewno jest potrzebne.

    Matura to jest tylko papier i jako taki ma dla mnie wartość opałową. To jest
    element systemu. Nie masz matury - nie idziesz na studia - nie zdobędziesz
    kolejnego papieru. Musisz podążać przewidzianym przez system torem, lub nie
    jeśli masz dość odwagi, by to zrobić. Jesteś człowiekiem i masz jakieś swoje
    cele, dążenia, system wartości, zainteresowania. Interesuje Cię literatura -
    czytasz. Interesuje Cię przyroda - zgłębiasz temat. Jesteś ambitna, chcesz
    poszerzać swoją wiedzę tak w celu doskonalenia się - robisz to. Ale robisz to
    dla siebie a nie dla zdobycia papieru. Ja nie czytałem "Ojca Goriot" bo nie
    czułem takiej potrzeby. Interesuje mnie co inne. Może kiedyś sięgnę po tę
    książkę np. mając lat 50. Zrobię to, bo będę chciał, a nie dlatego żeby zdobyć
    papierek zwany dyplomem.
  • dino22 15.10.05, 13:08
    Ja od rodzicow dostawalem pieniadze tylko na urodziny, bylo to albo 50 albo
    100zl. Kieszonkowego nie dostawalem nigdy. Jesli jednak cos zapragnolem miec,
    to zazwyczaj rodzice mi to kupili. Oczywiscie bez przesady zeby mi kupowali
    wszystkie zachcianki, ale co jakis czas. Czesto musialem sie dlugo o to prosic
    ale zazwyczaj sie udawalo. Pieniazki dostawalem czesto od cioci, ktora
    mieszkala z nami. Byla ona juz w dosyc zaawansowanym wieku i z tego co mowila
    jej pieniadze juz nie byly potrzebne, tak bynajmniej twierdzila, wola je dac
    mnie i bratu. Byly to czesto kwoty po 100 lub 200 zl, z roznych okazji.
    Niestety nigdy nie potrafilem tego docenic a odwdzieczalem sie zazwyczaj tym ze
    robilem jej ciagle na zlosc, z roznych wedlug mnie uzasadnionych powodow. Jakze
    teraz mi jest glupio i jak podle sie czuje na sama mysl o tym ze ona mnie tak
    bardzo lubila a ja tak sie odwdzieczalem... Dodam jeszcze ze te pieniadze ktore
    dostawalem rozpuszczalem na byle glupstwa, kompletnie nie liczac sie z
    pieniedzmi. Gdybym tylko oszczedzal a nie wydawal tego na zeczy z ktorych nic
    nie bylo, mialbym dzisiaj calkiem pokaxna sume. Bylo to w czasach kiedy mialem
    13, 14, 15 lat. Tak wiec po sobie wiem jak sprawa stoi. Niech wam sie nie
    wydaje ze jesli wasze dziecko ma 15 lat to rozsadnie wydaje swoje pieniadze i z
    przemysleniem. Nie urkywam ze sa takie dzieci ale wiekszosc postepowalaby
    podobnie jak ja. Moja ciocia zmarla w 2001 r. na jeden z najgorszych
    nowotworow. Wtedy dopiero zaczolem doceniac wartosc tego co robila dla mnie,
    ale bylo juz zapoxno. dzisiaj mam 22 lata, mysle calkiem inaczej, na pieniadze
    musze zapracowac, niestety, nie w kraju bo tutaj nie maja pieniedzy nawet na
    staz dla mnie. Pracuje zagarnica, traktuja mnie jak smiecia. Dopiero kiedy
    zaczolem pracowac widze jak ciezko trzeba sie napracowac na kazdy grosz.
    Niestety rozum przychodzi po latach. Bedac dzieciakiem nie doceniamy tego co
    mamy, opamietanie przychodzi poxniej, ale jakze czesto jest ono bolesne, jak w
    pewnej chwili stracimy skrzydelka i runiemy z hukiem na ziemie... Pozdrawiam
    wszystkich i zycze samych sukcesow w wychowaniu waszych dzieci!
    --
    pomóż dzieciom:
    www.pajacyk.pl
  • lidqa 17.10.05, 21:49
    Arkons: jestem nauczycielką i akurat mam 11-latkow. I pierwsze co mnie
    zszokowalo to ta odnowa biologiczna i basen z kolezankami... corka sobie idzie
    na squasha albo basen ... nie, ja zyje w innym swiecie stanowczo. Mowisz o
    zarabianiu i takich kwotach ktore sie nie mieszczą w moim pojeciu
    jedenastolatki i moim zdaniem robisz jej krzywde, ale nie bede sie klocic.

    Ja na studiach mialam 1000 zl na siebie (stypendia kredyt itd, rodzicie nei
    mieli to i nie bardzo mogli mi cos dac ale sobie radzilam). Teraz pracuje i nie
    mam tyle na siebie, polowy nie mam. przez pierwszy rok malzenstwa mielismy
    wieczne klopoty finansowe zeby sie przestawic i zacząc zyc na wlasny rachunek.
    Bo przestawialismy sie z wiekszej kasy na mniejsza (bezrobocie nas troche
    dotknelo). Podoba mi sie twoj pomysl ale z duzą zmianą. Posadzilabym dziecko i
    poweidzlala: dziecko mam na ciebie tyle i tyle i mozemy wspolnie decydowac na
    co te pieniądze pojdą. ejsli stracisz kontrolę nad jej wydatkami zupelnie to
    mozesz sie zdziwic kiedy bedzie nastolatką
  • lidqa 17.10.05, 21:53
    przeczytalam wypowiedz arkonsa mezowi i nakrzyczal na mnie ze w to wierze. ze
    to czysta prowokacja i nie wierzy ze kots moze tak trakotowac jedenastolatke big_grin

    w sumie glupia jestem bo sie dalam nabrac.
  • acorns 17.10.05, 22:59
    No dobrze, to od początku do końca:
    1. Po wojsku poszedłem do pracy na budowie jako kierowca wywrotki, a potem
    betoniarki.
    2. W tym samym czasie urodziła się Młoda
    3. Zorientowałem się błyskawicznie, że na wożeniu kruszyw i betonu można taką
    kasę na lewo wykręcić, że nie opłaca się iść do pracy gdzie indziej bo nie ma
    takich boków.
    4. Były kłótnie i wojny z matką Młodej i zakończyło się to rozstaniem i próbą
    odebrania mi dziecka, ale na szczęście stałem w dużo lepszej pozycji i zabrać
    mogła sobie najwyżej swoje smrody z szafy.
    5. Straciłem pracę na budowie, więc na wariata poszedłem do agencji reklamowej
    i... zostałem przyjęty choć szanse miałem niewielkie. Przez kilka lat
    zarabiałem ładną kasę oficjalnie i jeszcze lepszą na lewo.
    6. Wywalili mnie z roboty i skupiłem się na freelancingu i handlu. Też
    zarabiałem nie najgorzej.
    7. Znalazłem wyjątkowo tanią ziemię na Mazurach prawie 80 hektarów z 400 m
    linii brzegowej i kawałkiem lasu własnego i ją kupiłem.
    8. Zacząłem budowę domu i buduję go cały czas.
    9. W przeciwieństwie do wielu ludzi przewidziałem, że Młoda za rok będzie miała
    12 lat, za 2 lata 13, potem 14, 15 itd. a ja dom buduję nie na 5 lat tylko na
    całe życie prawdopodobnie, a także przewidziałem to, że zostanę kiedyś tam
    teściem i że młodzi będą chcieli mieć swoje lokum a nie siedzieć na kupie i tak
    też to buduję.
    10. Rodzice mają 170m2 mieszkanie w starej kamienicy w Śródmieściu. Jak ja
    skończę dom i się wyprowadzę, oni to sprzedadzą i będę miał na rozkręcenie
    przedsiębiorstwa co na 80 ha położonych w świetnym punkcie niczym trudnym nie
    jest.
    11. Gdy już rozkręcę biznes, praca dla Młodej tam będzie bo trudno żeby nie
    było.

    I jeszcze jedno:

    1. Nie uczyłem córki pasożytowania, ani nie uczyłem zapier. za grosze np. przy
    roznoszeniu ulotek. Tam nie ma ani płacy ani możliwości zarobienia na boku. Ona
    wie gdzie szukać kasy i to nawet jej się udaje. W agencji reklamowej w której
    pracowałem, brałem jakieś dodatkowe zlecenia, a w rzeczywistości to ona je
    robiła bo jest uzdolniona plastycznie. Kasę którą dostawałem oddawałem więc jej
    bo to faktycznie ona zarobiła.

    2. Wodny Park na Warszawiance powstał dla ludzi a nie po to, żeby stał. I jest
    tam zazwyczaj sporo osób.Odnowa biologiczna na ww. Warszawiance również
    powstała dla ludzi. I wygląda na to, że to jedno z nielicznych takich miejsc w
    naszym kraju gdzie poniżej 18 lat można wejść bez problemu. Squash jest grą
    wymyloną także dla ludzi. Czemu więc tak Cię to szokuje? I czemu moja córka
    albo jej koleżanki miałyby tam nie chodzić skoro inni chodzą? W ramach
    solidaryzowania się z biednymi czy tak dla zasady "nie bo nie"?

    3. Gdybyś miała trochę sprytu w życiu to nie kończyłabyś studiów i nie
    zostawała nauczycielką. Zapewniam Cię, że robotnik budowlany po pierwsze ma
    wyższą pensję podstawową niż nauczyciel z wieloletnim stażem, a po drugie ma
    możliwość dorabiania na boku zdecydowanie więcej niż nauczyciel przez
    udzielanie korepetycji. Nie szokowałyby Cię też sumy. Mówiąc brzydko - stać
    mnie k..wa na to, żeby moje dziecko miało w życiu trochę przyjemności a nie
    klepanie biedy od dzieciństwa.

    4. To jak według Twojego męża miałbym traktować jedenastolatkę? Jako istotę,
    która nie myśli samodzielnie i nie wie czego chce i której trzeba wszystko
    palcem pokazać i powiedzieć co ma robić? Czytając to forum już na samym
    początku zorientowałem się, że mamusie wtrącają się nawet w to co ich córki
    wkładają na dupę i szokują się niesamowicie że dziewięciolatka może nosić
    stringi. A ja takie coś uważam za bezprawną i bezczelną ingerencję matki w
    prywatne sprawy córki. Moja nie wtrąca się w to jakie ja mam majtki na dupie
    więc ja nie wtrącam się w to co ona zakłada na swoją. I wszystkim żyje się
    łatwiej i nie mamy takich problemów jakie opisywane są na tym forum. Bo można i
    trzeba chcieć.

    I taka moja rada na zakończenie - najlepiej zarabia się na pośrednictwie. Więc
    pośrednicz, ale sama unikaj pośredników. Szukaj źródła. W ten sposób i zarobisz
    i jednocześnie zaoszczędzisz. Dużo rozmawiaj z ludźmi, poznawaj nowe osoby.
    Może ktoś ma tatusia w nadleśnictwie i będziesz mieć za grosze drewno na budowę
    domu? Taki przykład tylko...
  • lidqa 18.10.05, 08:05
    2. Wodny Park na Warszawiance powstał dla ludzi a nie po to, żeby stał. I jest
    > tam zazwyczaj sporo osób.Odnowa biologiczna na ww. Warszawiance również
    > powstała dla ludzi. I wygląda na to, że to jedno z nielicznych takich miejsc
    w
    > naszym kraju gdzie poniżej 18 lat można wejść bez problemu. Squash jest grą
    > wymyloną także dla ludzi. Czemu więc tak Cię to szokuje? I czemu moja córka
    > albo jej koleżanki miałyby tam nie chodzić skoro inni chodzą? W ramach
    > solidaryzowania się z biednymi czy tak dla zasady "nie bo nie"?

    chodzilo mi o to ze nie puscilabym 11-latki samej z kolezankami do aquaparku!
    Sama chodze i lubie ale uwazam ze to jeszcze dziecko i nie powinna chodzic sama
    do takich miejsc. A odnowa biologiczna tez mnie z racji wieku zszokowala, bo
    jak dla mnie to juz szpan w tym wieku chodzic na odnowe biologiczną.

    3. Gdybyś miała trochę sprytu w życiu to nie kończyłabyś studiów i nie
    > zostawała nauczycielką. Zapewniam Cię, że robotnik budowlany po pierwsze ma
    > wyższą pensję podstawową niż nauczyciel z wieloletnim stażem, a po drugie ma
    > możliwość dorabiania na boku zdecydowanie więcej niż nauczyciel przez
    > udzielanie korepetycji. Nie szokowałyby Cię też sumy. Mówiąc brzydko - stać
    > mnie k..wa na to, żeby moje dziecko miało w życiu trochę przyjemności a nie
    > klepanie biedy od dzieciństwa.

    Po pierwsze: moze ci sie wyda to glupie ale ja bym nie chciala miec niewiadomo
    jakiej kasy wykombinowanej na lewo. Wiem ze uczciwosc nie jest popularnym
    slowem i brzmi naiwnie ale trudno.
    A wracając do tematu:
    owszem, ciekawe kto by twoją corke uczyl... Poza tym nie chodzi o to zeby
    dzieciom nie zapewniac przyjemnosci tylko zeby nie dawac im wszystkiego co im
    sie tylko zamani, nawet jesli nas na to stac. Uwazam ze 11-latka jest za mala
    zeby decydowac o wydawaniu tak duzych sum pieniedzy bo ją to psuje, i tak jak
    pisalam - ja bym raczej byla za rozmowami ale kontrolą ścisłą. Czyli : to są
    pieniądze na ciebie i mozemy wspolnie zdecydowac na co je wydasz, a nie dawaniu
    jej takich kwot do pelnej dyspozycji. Uwazam ze to niebezpieczne w dzisiejszych
    czasach. Ona wchodzi w wiek dojrzewania a ty ją traktujesz jako dorosłą. Ja
    jestem za ograniczonym zaufaniem.

    4. To jak według Twojego męża miałbym traktować jedenastolatkę? Jako istotę,
    > która nie myśli samodzielnie i nie wie czego chce i której trzeba wszystko
    > palcem pokazać i powiedzieć co ma robić? (...)

    nie, ale pomiedzy twoją postawą a tym co napisales jeszcze jest mnustwo innych.
    Przepraszam ze sie powtorzę ale uwazam ze powinna dzialac zasada ograniczonego
    zaufania. W tej chwili mam wrazenie nie do konca wiesz na co ona te pieniądze
    wydaje. Przy tak duzych sumach jest to wg mnie niebezpieczne. A poza tym uwazam
    ze dziecko powinno miec bardzo jasno okreslone zasady w stulu: nie malujesz sie
    zanim nie skonczysz 15 lat. Z tego co piszesz mozna wywnioskowac ze twoja corka
    jesli zechce bedzie sie malowac. To malowanie sie nikomu nie szkodzi prawda?
    Ale ja wierze w ustalanie jakichs granic i trzymanie sie ich, chocby po to zeby
    przyzwyczajac dziecko do przestrzegania ich. A napatrzylam sie w szkole jak z
    grzecznych 6-klasistek wyrastają dziewczyny ktorych zachowanie szokuje rodzicow
    i mowia: a byla taka grzeczna, niczego nie trzeba bylo jej zabraniac...

    Brzmię jakbym miala 70 lat, nie mam 30-tu.

  • acorns 18.10.05, 11:25
    > chodzilo mi o to ze nie puscilabym 11-latki samej z kolezankami do aquaparku!
    > Sama chodze i lubie ale uwazam ze to jeszcze dziecko i nie powinna chodzic
    sama

    Dlaczego ma nie chodzić? Potrafi się poruszać po ulicach, pływa świetnie,
    potrafi się sama umyć pod przysznicem, przebrać, wysuszyć włosy, uczesać. Nie
    zawsze chodzi beze mnie ale nieraz nie mam czasu a ona chce iść.

    > do takich miejsc. A odnowa biologiczna tez mnie z racji wieku zszokowala, bo
    > jak dla mnie to juz szpan w tym wieku chodzic na odnowe biologiczną.

    Kwestia podejścia. Dla jednych nowe Audi to już wielki szpan, a dla innych
    codzienność. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedyś komórka była
    szpanem, dziś jest już codziennością.

    > Po pierwsze: moze ci sie wyda to glupie ale ja bym nie chciala miec
    niewiadomo
    > jakiej kasy wykombinowanej na lewo. Wiem ze uczciwosc nie jest popularnym
    > slowem i brzmi naiwnie ale trudno.

    Każdy jest kowalem swojego losu.

    > owszem, ciekawe kto by twoją corke uczyl...

    Tu działa ekonomia i tylko ona. Jeśli są chętni ludzie z mgr przed nazwiskiem,
    by moje dziecko uczyć za 800 zł/mc to nigdy nauczyciele nie zaczną zarabiać jak
    się im należy.

    > Uwazam ze 11-latka jest za mala
    > zeby decydowac o wydawaniu tak duzych sum pieniedzy bo ją to psuje

    Czyli co? Bieda i notoryczny brak kasy jako standard? Moim zdaniem dysponowanie
    większą kasą uczy gospodarności. Dysponowanie 5 zł uczy totalnej olewki bo i
    tak rodzice wszystko muszą kupić a jak nie chcę kupić to są spięcia i bunt. A
    ja tego unikam.

    > i tak jak
    > pisalam - ja bym raczej byla za rozmowami ale kontrolą ścisłą. Czyli : to są
    > pieniądze na ciebie i mozemy wspolnie zdecydowac na co je wydasz,

    No to przecież rozmawiamy. Ona sama chce rozmawiać o tym, bo potrzebuje jeszcze
    pewnego poczucia bezpieczeństwa. To nie jest tak, że dam kasę i rób sobie co
    chcesz, nie obchodzi mnie to. Ona potrzebuje potwierdzenia z mojej strony że
    dobrze robi lub krytyki, że źle robi bo można to zrobić lepiej.

    > W tej chwili mam wrazenie nie do konca wiesz na co ona te pieniądze
    > wydaje.

    Wiem na co wydaje. Teraz nawet nie wydaje tylko sobie zbiera na skuter wodny bo
    wypożyczanie nieopłacalne na dłuższą metę a mojego nie ma jeszcze siły utrzymać
    bo ze względu na moc po prostu skuter spod niej wypływa.

    > A poza tym uwazam
    > ze dziecko powinno miec bardzo jasno okreslone zasady w stulu: nie malujesz
    > sie zanim nie skonczysz 15 lat.

    Ale jakim prawem? Ja uważam, że nie mam żadnego prawa decydowania w kwestii jej
    ciała. Zechce się malować, będzie się malować. Owszem - rozmawiam z nią i ona
    doskonale wie, że makijażem tylko i wyłącznie spieprzy swój wygląd. Uważa, że
    dziewczyny się malują bo chcą wyglądać tak, jak ona bez makijażu. Taka granica
    sprawi tylko tyle, że za cztery lata po domu pałętałoby mi się straszydło z
    natapirowanymi włosami, fioletowo-pomarańczowymi oprawami oczu, brązową twarzą,
    powyrywanymi brwiami i różowo-perłowymi ustami

    > Ale ja wierze w ustalanie jakichs granic i trzymanie sie ich, chocby po to
    zeby
    > przyzwyczajac dziecko do przestrzegania ich.

    Ale ja nie chcę, żeby przestrzegała jakichkolwiek granic, których sama sobie
    nie ustali. Ja też zlewam równo bezsensowne moim zdaniem zakazy i ograniczenia
    i np. nie będę objeżdżał 2 kilometry tylo dlatego za jakaś zapiziała uliczka
    jest jednokierunkowa tylko pojadę pod prąd.

    > A napatrzylam sie w szkole jak z
    > grzecznych 6-klasistek wyrastają dziewczyny ktorych zachowanie szokuje
    > rodzicow i mowia: a byla taka grzeczna, niczego nie trzeba bylo jej
    > zabraniac...

    Myślę, że tu zabrakło nie zabraniania, ale dobrego kontaktu z dzieckiem.

    > Brzmię jakbym miala 70 lat, nie mam 30-tu.

    Najwyższy czas coś z tym zrobić.
  • linka9 18.10.05, 11:38
    acorns napisał:
    > Ale ja nie chcę, żeby przestrzegała jakichkolwiek granic, których sama sobie
    > nie ustali. Ja też zlewam równo bezsensowne moim zdaniem zakazy i ograniczenia
    > i np. nie będę objeżdżał 2 kilometry tylo dlatego za jakaś zapiziała uliczka
    > jest jednokierunkowa tylko pojadę pod prąd.

    My tu dyskutujemy o wychowaniu dzieci, a czasami przydałaby się praca od postaw
    (czyt. wychowywanie dorosłych).

    Nie wiem, jak Wy, ale ja w swoim otooczeniu nie chciałabym mieć wyzwolonych
    acornów i ich pociech.

    I jeszcze taka dygresja, niejedno dziecko uzdolnione artystyczne szybko
    wkroczyło w świat dorosłych, bez zakazów, ograniczeń, z dużą gotówką ... I czy
    to zagwarantowało im szczęście ?
  • verdana 18.10.05, 12:01
    Będę brutalna i szczera.
    Od jakiegoś czasu z coraz większym przerażeniem czytam posty Acornsa. Z jednej
    strony mam nadzieję, że to po prostu prowokacja. Jesli nie, to jest to
    przerażające.
    Samotny ojciec, który podsuwa 11-nasto latce kasety z Emmanuelle, pilnuje aby
    goliła miejsca intymne, wysyła na odnowe biologiczną i uczy, że liczy się tylko
    kasa, duzo kasy, wychowuje dziecko na luksusowa prostytutkę - w najlepszym
    razie.
    O najgorszym wolałabym nawet nie myśleć.
  • acorns 18.10.05, 12:05
    > pilnuje aby goliła miejsca intymne

    Co??? Ja tak napisałem? Owszem i o takich sprawach też z nią rozmawiam i to ona
    zaczyna często twierdząc że kobiety mają w kroku brodę Bin Ladena. Zwłaszcza
    jak z basenu wróci.
    A ona niby co ma golić skoro na razie nic tam nie ma takiego żeby aż golenia
    wymagało?
  • acorns 18.10.05, 12:39
    Ja też będę brutalny i szczery.
    Żygać mi się chce jak widzę tych wszystkich sfrustrowanych ludzi.
    Żygać mi się chce jak poznaję kobietę która ma włosy nawet koło dziury w dupie.
    Żygać mi się chce jak spotykam się z drobnomieszczańską pruderią.
    Żygać mi się chce jak ktoś narzeka na brak kasy a jednocześnie nie robi nic,
    aby ją mieć.

    Żygać mi się chce jak spotykam ludzi bez pomysłu na życie, takich jak rodzice
    koleżanek Młodej. Tatuś cały weekend pierdzi w fotel przed telewizorem, mamusia
    mu usługuje i oboje mają jakieś "ale" jak ich córka chce z nami jechać na
    weekend bo my w przeciwieństwie do nich mamy pomysły ja spędzać wolny czas. Co
    poznaję nastolatkę, to inny zestaw kompleksów. Kurde, no moja córka jakoś ich
    nie ma a wręcz przeciwnie. Tak - rozumiem. To mój błąd. Zacznę ją ubierać w
    szare ciuchy, obetnę jej włosy na krótko bo za ładne już ma, nie dam kasy,
    zapędzę do nauki, nauczę pruderii, nie będę rozmawiał na trudne tematy, niech
    będzie zakompleksioną szarą myszą albo niech się zbuntuje za dwa lata.
    Przynajmniej będzie zgodnie z ogólnie przyjętymi prawidłami o wychowaniu.

    Lepsza "Emmanuelle" niż "Maximum Perversum". Bo właśnie kasetę z tej serii
    oglądały dziewczyny z klasy Młodej u kumpla. Wszystkie jednogłośnie
    stwierdziły, że to jest "a fuuuujjjj". U nas po kawałku "Emmanuelle" nastroje
    były obojętne. Co jest lepsze? Tak wiem - ani jedno ani drugie, tylko zabronić
    wizyt u koleżanek i kolegów, do książek zapędzić. Znany temat. Ja jednak jestem
    realistą i wiem, że nie mam kompletnie żadnej kontroli nad tym co dziecko robi
    po szkole albo jak jest u koleżanek. Wolę działać więc w obszarze na którym
    jakąś kontrolę mam. Nie chciałem Młodej obrzydzać seksu już na wstępie. A
    wiedziałem że temat pornosów jest w klasie na topie. Trudno było przewidzieć,
    że moja córka to obejrzy? Po kawałku "Emmanuelle" minęło jej zainteresowanie
    tematem i "Maximum Perversum" nie widziała bo nie chciała. Miała ciekawsze
    rzeczy do roboty.

    Wiem, że jak ja byłem młody to nie było wszystkich atrakcji dostępnych teraz.
    Co nie znaczy, że trzeba na swoich dzieciach odreagowywać szare i nudne
    dzieciństwo.
  • linka9 18.10.05, 12:56
    acorns napisał:

    > Ja też będę brutalny i szczery.

    Jak widzę twój umysł stanów pośrednich nie rozpoznaje, a pojęcie "złotego
    środka" jest mu obce?

    > jak ich córka chce z nami jechać na
    > weekend bo my w przeciwieństwie do nich mamy pomysły ja spędzać wolny czas

    To się chwali!

    > Ja jednak jestem
    > realistą i wiem, że nie mam kompletnie żadnej kontroli nad tym co dziecko robi
    > po szkole albo jak jest u koleżanek.

    Tak, to prawda, jesteś realistą i świadom, że nie masz żadnej kontroli nad swoją
    11-letnią córką.

    > Wiem, że jak ja byłem młody to nie było wszystkich atrakcji dostępnych teraz.
    > Co nie znaczy, że trzeba na swoich dzieciach odreagowywać szare i nudne
    > dzieciństwo.

    Tak, nie trzeba odreagowywać...

  • acorns 18.10.05, 13:35
    > Jak widzę twój umysł stanów pośrednich nie rozpoznaje, a pojęcie "złotego
    > środka" jest mu obce?

    Nie ma złotego środka. Nawet najlepsze koniaki są mieszanką kilkudziesięciu
    innych. A stany pośrednie istnieją. Tylko wbrew pozorom nie są takie dobre.


    > Tak, to prawda, jesteś realistą i świadom, że nie masz żadnej kontroli nad
    swoją
    > 11-letnią córką.

    A jaką Ty mogłabyś mieć kontrolę poza domem? Córka wychodzi do szkoły. Ma
    wrócić o 13.50. Ty masz wrócić około 17stej. Wracasz, córka jest w domu, niby
    wszystko jest OK. A ona sobie po szkole poszła do koleżanki i obejrzała
    jakiegoś obrzydliwego pornosa, który może skutecznie obrzydzić sex, bo tak
    akurat w klasie jest i każdy strasznie ciekawy.
  • wieczna-gosia 18.10.05, 11:58
    > Ale ja nie chcę, żeby przestrzegała jakichkolwiek granic, których sama sobie
    > nie ustali. Ja też zlewam równo bezsensowne moim zdaniem zakazy i ograniczenia
    > i np. nie będę objeżdżał 2 kilometry tylo dlatego za jakaś zapiziała uliczka
    > jest jednokierunkowa tylko pojadę pod prąd.

    hehehe

    niedaleko pada jablko od jabloni jak widac. To jednak cudownie acorns ze w
    Polsce nie mieszkasz, polmozgow tu sporo i tak, ale zawsze jednego mniej.

    zastanawialam sie jakby to jakos bardziej zakonspirowac, no ale sie nie da....
    --
    Kto sie wymadrza ten sie wyglupia- S. J. Lec

    gosklec@poczta.onet.pl
  • acorns 18.10.05, 12:07
    Pewnie Cię to zmartwi, ale mieszkam w Polsce i nie zamierzam stąd emigrować.
  • jagawi 18.10.05, 12:19
    acorns napisał:

    > przewidziałem to, że zostanę kiedyś tam
    teściem i że młodzi będą chcieli mieć swoje lokum a nie siedzieć na kupie i tak
    też to buduję.
    > Gdy już rozkręcę biznes, praca dla Młodej tam będzie bo trudno żeby nie
    było.

    A przewidziales, ze coreczka, gdy dorośnie, może nie chcieć mieszkać obok tatusia i pracowac w firmie
    tatusia? Trochę przesadzasz z tym planowaniem, panie Wszystkowiedzący, pewnie się za parę lat
    bardzo zdziwisz.
  • lidqa 18.10.05, 12:59
    "Ja też będę brutalny i szczery.
    Żygać mi się chce jak widzę tych wszystkich sfrustrowanych ludzi.
    Żygać mi się chce jak poznaje kobiete ktora ma wlosy nawet wogol dziury w dupie
    Żygać mi się chce jak spotykam się z drobnomieszczańską pruderią.
    Żygać mi się chce jak ktoś narzeka na brak kasy a jednocześnie nie robi nic,
    aby ją mieć.

    Żygać mi się chce jak spotykam ludzi bez pomysłu na życie, takich jak rodzice
    koleżanek Młodej. Tatuś cały weekend pierdzi w fotel przed telewizorem, mamusia
    mu usługuje i oboje mają jakieś "ale" jak ich córka chce z nami jechać na
    weekend bo my w przeciwieństwie do nich mamy pomysły ja spędzać wolny czas. Co
    poznaję nastolatkę, to inny zestaw kompleksów. Kurde, no moja córka jakoś ich
    nie ma a wręcz przeciwnie. Tak - rozumiem. To mój błąd. Zacznę ją ubierać w
    szare ciuchy, obetnę jej włosy na krótko bo za ładne już ma, nie dam kasy,
    zapędzę do nauki, nauczę pruderii, nie będę rozmawiał na trudne tematy, niech
    będzie zakompleksioną szarą myszą albo niech się zbuntuje za dwa lata.
    Przynajmniej będzie zgodnie z ogólnie przyjętymi prawidłami o wychowaniu.
    "

    bardzo czarno-bialy ten twoj swiat. Albo kolorowa coreczka ktora moze wszystko
    albo pruderyjna ubrana na szaro i mama i tata przed telewizorem... A umialbys
    spedzic weekend fajnie nie wydając ani grosza na to? JA umiem, i nie siedze
    przed TV caly dzien ani ja ani moj maz. Twoj poglad na zycie jest taki "piekny"
    bo masz pieniądze- twoje prawo. Masz- wydawaj. Ale na triudne tematy mozna
    rozmawiac nie puszczając emanuel, i tez mozna sobie poradzic, a wychowanie i
    zasady nie koniecznie są pruderią.

    Żygać mi się chce jak poznaje kobiete ktora ma wlosy nawet wogol dziury w dupie
    rozumiem ze ty swoje depilujesz?
    Żygać mi się chce jak ktoś narzeka na brak kasy a jednocześnie nie robi nic,
    aby ją mieć.

    ale ja np nie narzekalam tylko chcialam ci uswiadomic ze 500 zl to nie jest
    malo pieniedzy.

    A to ze mam 28 lat i nie mam kasy nie znaczy ze nie bede jej miala nigdy. I nei
    znaczy to ze nie mam pomyslu na zycie. I spokojnie sobei radze i mam na
    rozrywki i rozne rzeczy, za to ty z moim budżetem bys siedzial przed
    telewizorem raczej...
  • acorns 18.10.05, 13:29
    > znaczy to ze nie mam pomyslu na zycie. I spokojnie sobei radze i mam na
    > rozrywki i rozne rzeczy, za to ty z moim budżetem bys siedzial przed
    > telewizorem raczej...

    Raczej by mnie to zmotywowało do zrobienia czegoś żeby było lepiej.
  • verdana 18.10.05, 13:46
    Jesli lepiej oznacza "zamozniej". Ja nie mam za duzo kasy, ale pasjonujaca
    pracę i sporo wolnego czasu - i zdecydowanie zamienienie tego na harówkę dla
    kasy byłoby gorzej...
    Ciekawe, co stanie się z Twoja córka, jesli przedsiebiorstwo zbankrutuje, a ona
    zostanie bez wykształcenia, za to przyzwyczajona do luksusu. Ciekawe, czy
    będzie szczęśliwa.
  • acorns 18.10.05, 14:38
    Pozostanie wyprzedaż majątku, wykupienie udziałów w funduszu inwestycyjnym i
    życie z oprocentowania. Ja będę potrzebował mniej, ona więcej i tak będziemy to
    dzielić.
  • verdana 18.10.05, 15:06
    Chyna nie rozumiesz pojecia "bankructwo"...
  • linka9 18.10.05, 13:03
    jagawi napisała:
    > A przewidziales, ze coreczka, gdy dorośnie, może nie chcieć mieszkać obok tatus
    > ia i pracowac w firmie
    > tatusia? Trochę przesadzasz z tym planowaniem, panie Wszystkowiedzący, pewnie s
    > ię za parę lat
    > bardzo zdziwisz.

    Też się nad tym zastanawiałam. A jak zdecyduje 45 tys przeznaczyć nie na
    wykończenie lokum na Maurach tylko na wynajęcie samodzielnego mieszkania w
    Warszawie w wieku lat 12, to co tatuś na to?
  • acorns 18.10.05, 13:27
    To nie tak.
    Ja chciałem ją wygnać do swojego lokum dla wygody własnej. Jak koleżanki nocują
    to mam na 2 godziny blokowaną łazienkę i wykąpać się nie mogę bo one siedzą 2
    godziny w wannie i się taplają jak jakieś kaczki. Jak mi zrobią imprezę to
    muszą wysłuchiwać jakiegoś techno albo hip hopu. A tak miałbym spokój. Pomysł z
    45 tysiącami na 90% upadnie bo Młoda rano już wspominała, że potrzebuje tylko i
    wyłącznie duży pokój dzielony na dwie części, ale całkowicie zintegrowany z
    resztą domu. A że PRZEZNACZYŁEM BUDŻET (a nie dałem kasę) to tylko dlatego,
    żeby sobie to urządziła po swojemu. Meble wybrała, rodzaj podłogi. A ona chce
    tylko pokój, więc na umeblowanie i wyposażenie pójdzie koło 10 tysięcy.
    Zwłaszcza, że wpadła na nowy pomysł odnośnie urządzenia łazienki (nieco droższy
    niż mój), w szkole ma to rozrysować a ja właśnie kombinuję jak zrobić
    instalację, bo część pomysłu przekazała mi rano. Prysznic ma być w formie
    padającego z sufitu deszczu i ma być w formie kamiennej groty oświetlonej na
    zielono. Tyle wiem. Aż boję się pomyśleć co będzie dalej... Ale o to mi właśnie
    chodziło - ona kombinuje. Kasa schodzi jej na dalszy plan, bo ona ją ma, więc
    myśli o innych rzeczach. Dlatego jestem zwolennikiem w miarę możliwości
    wysokiego kieszonkowego.
  • triss_merigold6 18.10.05, 13:35
    Odnoszę nieodparte wrażenie, że traktujesz 11 -latkę jak partnerkę życiową. Jak
    dorosłą kobietę a nie dziecko, którym jeszcze jest.
  • lidqa 18.10.05, 13:56
    ale urządzanie wspolne mieszkania to nie jest jeszcze kieszonkowe

    ja wroce do sprawy braku ograniczen. czyli jesli twoja corka za rok dojdzie do
    wniosku ze chce miec tatuarz na czole to ty jej na to pozwolisz? A wogole to
    ona takie przyziemnie obowiązki jak odrabianie lekcji czy sprzatanie ma?
  • acorns 18.10.05, 14:26
    TatuaŻ, pani nauczycielkosmile
    Nie. Za rok nie będzie miała tatuażu bo do ok 15 roku życia skóra się buduje i
    taka ingerencja może się fatalnie skończyć. Żadne studio tatuażu jej tego nie
    zrobi a gdzieś tam w warunkach garażowych bałaby się. Instynkt samozachowawczy
    posiada. Zresztą ona uważa, że tatuaże to raczej męska sprawa i dziewczynom to
    nie bardzo pasuje.

    Sprzątanie swojego pokoju - według własnego uznania. Resztę mieszkania
    sprzątamy razem i nie ma z tym problemów. Po przeprowadzce będzie zatrudniona
    pani sprzątająca i gotująca bo się nie sklonuję przecież.

    Odrabianie lekcji odbywało się dotychczas tak, że miała spółkę z czterema
    koleżankami, w porywach bylo ich pięć i się dzieliły. Jak było dużo zadane
    oczywiście bo jak mało to bez sensu. Potem odpisywały jedna od drugiej i jakoś
    to szło. Teraz po zmianie szkoły jest gorzej bo musi dopiero jakoś tam się
    ustawić i złapać układy takie jak miała. Posiłkuje się kupionymi od dobrego
    ucznia zeszytami i tematy się w miarę pokrywają więc jej łatwiej.
  • lidqa 18.10.05, 15:02
    TatuaŻ, pani nauczycielkosmile

    wiedzialam ze mi przypniesz łatkę!

    a co do lekcji to ma byc latwiej czy ma sie czegos nauczyc? Rozumiem ze
    holdujesz zasadzie ze wiedza nie jest konieczna bo w sumei tobie sie na nic nie
    przydala...
  • kosheen4 19.02.06, 13:24
    acorns napisał:

    > TatuaŻ, pani nauczycielkosmile

    RZygać, panie acorns
    nic poza poprawieniem tego błędu nie mam do powiedzenia - wszystko powiedzieli inni.

    --
    Pesymista widzi ciemny tunel. Optymista widzi światełko w tunelu. Realista widzi
    światło pociągu. A maszynista widzi trzech debili na torach.
    (kaloryfer ośmiożeberkowy z zaworem kulkowym i śrubą numeryczną m-15)
  • acorns 18.10.05, 14:37
    Niezupełnie tak. Jest w pewnym sensie również parnerką życiową bo razem
    mieszkamy, więc wspólne urządzanie mieszkania to sprawa oczywista. Oboje mamy
    się tam czuć dobrze.

    To, że jest jeszcze dzieckiem lub nastolatką jak kto woli nie oznacza, ze mam
    nie brać pod uwagę jej pomysłów, bo jak przed chwilą odebrałem od niej maila z
    jej koncepcją łazienki, to to nie takie głupie jest. Podoba mi się. Decyzja
    zapadła - urządza sobie jeden duży pokój, a to co zostanie z budżetu który
    miała ma zasilić budżet na łazienkę bo jej pomysły nieco zwiększyły koszty. Ale
    przyznam - całkiem oryginalne i technicznie możliwe do wykonania.
  • verdana 18.10.05, 15:10
    No i do tego uczysz ją jeszcze oszukiwać. Nie boisz się, ze przy takim
    wychowaniu wyjdzie za mąż za mafioza? Albo zostanie prostytutka - bo takie
    dokladnie dajesz jej kwalifikacje - zero wiedzy, dbanie o ciało , konieczność
    posiadania i swobodnego dysponowania duzymi sumami pieniędzy, brak poczucia
    moralności. Call-girl wymarzona. I kasa jest, i wiedzy nie trzeba.
  • acorns 18.10.05, 15:28
    > No i do tego uczysz ją jeszcze oszukiwać.

    Ona oszukuje system, a nie konkretnego człowieka. Szkoła każdego tnie po
    łebkach równając do najniższego. Jak żywopłot jakiś albo sztachety w płocie.
    Nie traktuje każdego ucznia indywidualnie tylko każdy ma ten sam program
    przerobić. Szkoła olewała mnie i olewa moje dziecko, więc nawzajem. Olewamy ją
    również. Przymusowa edukacja jest formą niewolnictwa. Cały ten system jest
    chory. Dlaczego będąc wolnym człowiekiem musiałem chodzić do szkoły? Jaka to
    wolność? Co w takim razie warta jest konstytucja i prawo opierające się na
    guwno wartej konstytucji? Co wart jest taki system? Czy w imię tego systemu mam
    zabierać dziecku dzieciństwo? W Polsce nie ma dobrej woli, żeby uczynić szkołę
    ciekawszą. Bo można, tylko trzeba chcieć. A na razie dzieci są przeciążone
    nauką. A swoją drogą to jak to jest, że studenci warszawskiej SGGW przyjeżdżają
    na praktyki wakacyjne i zdobywają wiedzę od rolnika po podstawówce? Czyżby
    wiedza nie szła w parze z wykształceniem?

    > Nie boisz się, ze przy takim wychowaniu wyjdzie za mąż za mafioza?

    Wolę zięcia mafioza niż chudego magistra. Mafiozo ma bowiem większe możliwości.

    > Albo zostanie prostytutka - bo takie
    > dokladnie dajesz jej kwalifikacje - zero wiedzy, dbanie o ciało , konieczność
    > posiadania i swobodnego dysponowania duzymi sumami pieniędzy, brak poczucia
    > moralności. Call-girl wymarzona. I kasa jest, i wiedzy nie trzeba.

    Prostytutką trzeba się urodzić podobnie jak złodziejem. Kur...two i
    złodziejstwo to jest wrodzone a nie nabyte.
  • triss_merigold6 18.10.05, 15:38
    Za zgodą kuratorium możesz prowadzić nauczanie domowe córki. Zgodne z podstawą
    programową i rozliczane semestralnie. Wtedy masz wpływ na to w jakim tempie,
    kiedy i czego dziecko się uczy - w 100% indywidualne podejście. Możesz na
    podstawie uzyskiwanych przez dziecko wyników wnioskować o przeniesienie do
    wyższej klasy.

    Prostytutką się zostaje a nie rodzi. Złodziejem podobnie.wink

    He, he, wolisz zięcia mafioza? Oni szybko umierają i raczej nie traktują zbyt
    dobrze swoich kobiet. Dzieci, gary, wyro, ozdoba świąteczno-towarzyska - do
    tego im dama u boku potrzebna. Takiego losu chciałbyś dla córki? Nie
    zazdroszczę. D
  • verdana 18.10.05, 15:44
    Liczą się przecież tylko pieniadze. Nawet jak bedzie bił, to kasa
    najwazniejsza. Oko sie zagoi, a pieniadze zostana. Może nawet zastrzela
    dziecko, jak mojego ucznia - syna mafioza, ale to nie szkodzi. Będzie można na
    pocieche kupic futerko i samochód.
    Ale zycie gotujesz swojej córce.
    Choć nadal sadzę, ze to podpucha.
  • triss_merigold6 18.10.05, 15:48
    Ja też.wink Mnie to "Lolitą" śmierdzi. Dość odlegle ale "Lolitą".
  • wieczna-gosia 18.10.05, 22:22
    ewentualnie pacjent zakladu zamknietego alternatywny zyciorys nam tu sprzedaje smile))
    --
    Kto sie wymadrza ten sie wyglupia- S. J. Lec

    gosklec@poczta.onet.pl
  • acorns 18.10.05, 15:53
    Ale czy takie coś faktycznie funkcjonuje? Czy tylko teoretycznie można, a
    faktycznie nie do załatwienia - typowe w Polsce. I co jest potrzebne do
    uzyskania zgody przez kuratorium? Bo coś słyszałem, że tak można jeśli dotarcie
    do szkoły jest utrudnione, a dziecko jest niepełnosprawne, ale w naszym
    przypadku ani jedno ani drugie nie wchodzi w grę. Jeśli masz te informacje, a
    najlepiej nr Dziennika Ustaw w którym jest to określone, to będę bardzo
    wdzęczny. Jakby teraz do szkoły nie chodziła to by się zanudziła na śmierć, ale
    jak to wszystko ruszy to i dużo ludzi będzie i będzie czym się zająć, a program
    trudny nie jest, tylko potwornie rozwleczony i nieudolnie realizowany.

    > Prostytutką się zostaje a nie rodzi. Złodziejem podobnie.wink

    Mam na ten temat inne zdanie. Ale moge się mylić.

    > He, he, wolisz zięcia mafioza? Oni szybko umierają i raczej nie traktują zbyt
    > dobrze swoich kobiet. Dzieci, gary, wyro, ozdoba świąteczno-towarzyska - do
    > tego im dama u boku potrzebna.

    Stereotyp. Znałem takiego jednego. Długo nie pożył, ale żonę i córkę traktował
    bardzo dobrze i zabezpieczył ich na wypadek swojej śmierci co też się stało.
  • triss_merigold6 18.10.05, 15:59
    Funkcjonuje. Popytaj na forach edukacyjnych. Raczej znajdziesz coś w
    rozporządzeniach a nie w ustawie, ale mogę się mylić. Przyczyną może być wg.
    uznania: niedojrzałość szkolna, poglądy rodzica na system, fobia społeczna
    dziecka, sporo tego. Papierów wymaga to mnóstwo ale da się załatwić jak ktoś
    bardzo chce.

    Ten stereotyp w powietrza się nie wziął.wink
  • verdana 18.10.05, 16:08
    I jak zapewnisz córce indywidualna nauke, to odetniesz ją od wszystkich
    znajomych. Będziesz dla niej jedynym panem i wladca.
    Triss, zastanów sie, komu to radzisz.
  • acorns 18.10.05, 16:37
    Inwestuję w ośrodek wypoczynkowy. Będą tam prowadzone zielone szkoły, obozy,
    będą jazdy konne, paintball, quady, stanica wodna. To pomału powstaje. Córka
    się na pewno nie odetnie od znajomych, bo tych ma całkiem sporo i niekoniecznie
    ze szkoły. Wszystkie jej koleżanki z dawnej klasy mają u nas bezpłatny pobyt.
    Źle będzie?
  • triss_merigold6 18.10.05, 16:41
    Tyż prawda.
  • lidqa 18.10.05, 16:09
    "Stereotyp. Znałem takiego jednego. Długo nie pożył, ale żonę i córkę traktował
    > bardzo dobrze i zabezpieczył ich na wypadek swojej śmierci co też się stało.
    "

    ja tam wole zeby moj mąz zyl dlugo i szczesliwie nawet jesli nie mamy kasy, bo
    go kocham.

    Co do szkolnictwa: twoja corka nie ma szans na wyciagniecie czegokolwiek dla
    siebie z tego systemu. Po pierwsze dlatego ze ty masz takie podejscie i ona to
    wie, a po drugie: wy nie kantujecie szkoly tylko siebie. A twoje zachowanie
    jest jak dla mnei typowe dla osob nowobogackich. Znam pare dosc bogatych ludzi
    ktorzy wiedza ze nie chodzi o oceny w szkole ale o to jaka wiedza w tej glowie
    zostaje. szkola oprocz tego ze uczy mase wg ciebie nieprzydatnych rzeczy,
    cwiczy takie umeijetnosci jak myslenie logiczne czy pamiec. A twoja corka na
    braku wyszktalcenia ogolnego moze kiedys bardoz zle wyjsc. BO nie bedzie
    wiedziala czym sie rozni przyslowiowy chopin od mozarta czy kto
    namalowal "krzyk", i wyjdzie na bogatą kretynke z pieniedzmi tatusia ktorej nic
    oprocz czubka swojego nosa nie interesuje. Chyba ze bedie sie rzeczywiscie w
    podobnym srodowisku obracac...
  • acorns 18.10.05, 16:32
    Jako nauczycielka wiesz ile masz ludzi w klasie. Wiesz ile trwa godzina
    lekcyjna. Wiesz ile minut przypada na jednego ucznia. Wiesz, że dzieci
    inteligentne trafiają do jednej klasy z mniej inteligentnymi a tempo nauczania
    jest dostosowane do możliwości tych ostatnich. Puszczę Poloneza w kolumnie z
    Audi A6, BMW 5 i Mercem E Class i kolumna pojedzie tylko tak szybko na ile
    pozwalają możliwości Poloneza. Chcę tylko, żeby albo wykorzystała czas, który
    spędza w szkole, albo żeby musiała go spędzić tylko tyle ile jest konieczne do
    opanowania materiału przez nią a nie przez jakiegoś przygłupiastego, śliniącego
    się Maciusia.

    Policz sobie ilość godzin, które człowiek spędza w podstawówce, w gimnazjum,
    potem w liceum. Mi wyszło około 13000 lekcji. Spójrz teraz ile godzin
    lekcyjnych obejmuje profesjonalne szkolenie C++ Spójrz ile godzin lekcyjnych
    potrzeba na opanowanie języka obcego. Dopiero wtedy zobaczysz co warta jest
    szkoła i ile czasu w niej jest tracone zupełnie bez sensu. Dolicz jeszcze czas
    przeznaczony na odrabianie prac domowych.
  • triss_merigold6 18.10.05, 16:45
    Nauka w szkole/przedszkolu to także element socjalizacji. Nie tylko
    pozyskiwanie wiedzy, różnej zresztą.
    Socjalizacja czyli uczenie się funkcjonowania w grupie, podgrupach, dokonywania
    wyborów towarzyskich, szukania miejsca w hierarchicznych strukturach, pracy pod
    presją czasu i wymogów, wybierania pod kątem ważności różnych zajęć (olewam
    matematykę i wystarczy mi 3, bo bardziej interesuje mnie np. biologia), to
    nauka wśród rozmaitych rówiesników - biedniejszych, zamożniejszych, zdolnych i
    mniej zdolnych.
    Szkoła zwyczajnie przystosowuje do życia w strukturach społecznych.
  • jagawi 18.10.05, 16:55
    Ponawiam moje pytanie, bo jakoś na nie nie odpowiedziałeś. Z jednej strony deklarujesz, że dajesz
    córce wolną rękę, z drugiej planujesz jej życie aż do emerytury:

    > przewidziałem to, że zostanę kiedyś tam
    teściem i że młodzi będą chcieli mieć swoje lokum a nie siedzieć na kupie i tak
    też to buduję.
    > Gdy już rozkręcę biznes, praca dla Młodej tam będzie bo trudno żeby nie
    było.

    A przewidziales, ze coreczka, gdy dorośnie, może nie chcieć mieszkać obok tatusia i pracowac w firmie
    tatusia?
  • acorns 18.10.05, 17:05
    Jest wolnym człowiekiem i zrobi co zechce. Ja jej daję podstawy i dobry start.
    Ma zapewnione mieszkanie i pracę na miejscu. Jeśli zechce np. wrócić do
    śmierdzącej Warszawy, zrobi to. Ja zaczynałem na budowie powożąc wywrotką,
    teraz rozkręcam biznes na Mazurach bo tak chcę. Ona może olać rodzinny biznes i
    zatrudnić się w jakiejś firmie bo tak chce. Wtedy może uzupełnić wykształcenie,
    a praktykę będzie miała. Ja nie planuję niczego, choć nie ukrywam, że chciałbym
    żeby nie wynosiła się nigdzie.
  • linka9 18.10.05, 17:21
    triss_merigold6 napisała:

    > Odnoszę nieodparte wrażenie, że traktujesz 11 -latkę jak partnerkę życiową. Jak
    >
    > dorosłą kobietę a nie dziecko, którym jeszcze jest.

    Triss, z ust mi to wyjęłaś.
    Accorn, Młoda to twoje DZIECKO a nie KOBIETA.

  • linka9 18.10.05, 17:37
    "A jak jej nie kupię tego co sobie tam
    ubzdurała to w wieku 14 lat zbuntuje mi się i czepnie się jakiegoś dresika
    który ma kasę bo kradnie albo jest dilerem"

    Całkowitego bankructwa nie zakładasz, choroby zapewne też. Ale gdybyś tak
    przypadkiem rozchorował się i np przez rok musiałbyś żyć z oszczędności, to
    rozumiem, że gdyby z kasą było krucho, to córka ma pełne przyzwolenie kopnąć
    tatusia jak bezużytecznego śmiecia?

    Verdana, ja całkiem na poważnie brałam posty accorna, takie niestandardowe
    podejście do życia, miejscami nie najgłupsze. Ale teraz to mi jedynie wychodzi
    albo ktoś nas testuje, albo ...
  • acorns 18.10.05, 18:16
    Co Ty w ogóle piszesz? Czy ja napisałem, że liczy się tylko kasa? Gdzie to
    wyczytałaś? Bo wnioskuję, że gdzieś musiałaś, skoro takie rzeczy tu wypisujesz.
    Zapędziłem się trochę z tym mężem - mafiozem. Ale to tak nie jest. Ja na
    wypadek choroby i na starość mam jeszcze zabezpieczenie i z niego skorzystam.
    Nie zamierzam być kulą u nogi córki bo byłoby to z mojej strony egoistyczne.
    Wystarczy, że mnie odwiedzi od czasu do czasu, a ewentualnie opiekować się mną
    będzie ktoś inny. Myślę, że skoro zechciała zaopiekować się potrąconym przez
    samochód kociakiem to i ojcu poświęci trochę czasu w razie potrzeby. Trudno mi
    to wszystko tłumaczyć bo każdy rozumie coś innego. Obejrzyj "Maskę" z Cher. U
    nas są podobne relacje jakie miała matka z synem. I też jest tak, że
    towarzystwo mamy wspólne. Atmosfera jest swobodna, a Młoda zadowolona z życia i
    uśmiechnięta.
  • lidqa 18.10.05, 18:34
    "Ona może olać rodzinny biznes i
    zatrudnić się w jakiejś firmie bo tak chce. Wtedy może uzupełnić wykształcenie,
    a praktykę będzie miała. "

    zakladasz ze bez zadnego dyplomu ani papierow bedzie miala swietną prace na
    podstawie praktyki w firmie tatusia.... POwodzenia

    A Co do szkolnictwa. to nieprawda ze rownamy do najslabszych. Gdyby tak bylo to
    pol klasy by mialo piatki. Nie wiem w jakich szkolach uczyla sie twoja corka
    ale ja ucze w zwyklej podstawowce a wymagania stawiamy tkaie ze wiekszosc
    rodzicow mowi ze za duze. Jak widac wszystkim nie dogodzisz. A to ze ja nie
    podejde w przeciagu 45 do ucznia i nie porozmawiam z nim osobiscie jeszcze nie
    znaczy ze go nie ucze.

    A co ma peirnik do wiatraka w temacie C++? Ja mowie ze wysztalcenie ogolne tez
    jest wazne. ja chce wychowac mojego syna tak zeby mial szerokie horyzonty i pęd
    ddo wiedzy a nie na kombinującego cwaniaka. A jak ty chcesz wychowac twoją
    corkę - twoja sprawa


    I tez coraz bardziej nie wierze w te historie choc dyskusja ciekawa a historia
    bardzo ladnie napisana i dosc spojna. Gratulacje
  • linka9 18.10.05, 19:13
    acorns napisał:

    > Co Ty w ogóle piszesz? Czy ja napisałem, że liczy się tylko kasa? Gdzie to
    > wyczytałaś? Bo wnioskuję, że gdzieś musiałaś, skoro takie rzeczy tu wypisujesz.

    Nie chce mi się jeszcze raz przelatywać wątków, aby przytoczyć odpowiednie słowa.

    > Ale to tak nie jest. Ja na
    > wypadek choroby i na starość mam jeszcze zabezpieczenie i z niego skorzystam.

    Nie zrozumieliśmy się. Nie mam na myśli starości, ale chwilę obecną, kiedy to ze
    względu na okoliczności losowe (choroba) nie jesteś w stanie zapewnić jej
    dostatniego życia i Twoje teorie tu głoszone sięgną bruku.

    > Atmosfera jest swobodna,

    to widać smile

    A mógłbyś tak konkretnie napisać, co za arcydzieła robiła Młoda w wieku lat 10,
    że agencja reklamowa rozchwytywała jej twórczość?

  • acorns 18.10.05, 22:26
    > A mógłbyś tak konkretnie napisać, co za arcydzieła robiła Młoda w wieku lat
    10,
    > że agencja reklamowa rozchwytywała jej twórczość?

    Tego nie mogę zdradzić ze względu na klauzulę następującej treści, którą mam w
    umowie: "Twórca zobowiązany jest w czasie trwania niniejszej umowy oraz w ciągu
    trzech lat od jej ustania do zachowania w tajemnicy wszelkich informacji,
    dokumentów i innych materiałów uzyskanych w jakikolwiek sposób od Zamawiającego
    bądź firm lub osób z nim współpracujących... etc.". Gdyby konkurencyjna agencja
    lub ta z którą współpracowałem przechwyciła informację o którą prosisz,
    groziłby mi proces o odszkodowanie. Mogę tylko napisać, że były to projekty
    przetargowe dla kampanii marek, których ona jest grupą docelową. Wyglądało to
    tak, że ja podpisywałem umowę na wykonanie projektu, przygotowywałem swój
    projekt, a Młoda niezależnie ode mnie przygotowywała swój, a ja przedstawiałem
    do wyboru oba Creative Directorowi. Raz wybrał jej projekt do przedstawienia
    klientowi, raz wybrał oba i klient do drugiego etapu przetargu wybrał jej
    projekt. Młoda dostała więc dwa razy kasę za projekt. Chodziło tu tylko i
    wyłacznie o stronę graficzną projektu, bo hasła i teksty piszą copywriterzy.
    Jej projekty były proste, a jednocześnie coś w nich było takiego, że
    przyciągało uwagę. Creative Director oczywiście jeszcze to przerabiał po
    swojemu, ale twórca dostaje honorarium niezależnie od tychże przeróbek.
    W międzyczasie wpadały jej drobniejsze kwoty za wykonanie makiet POS-ów (praca
    prosta za pomocą nożyków, nożyczek, kleju i linijki) i za kolorowanie rysunków
    do storyboardów (na kartce A4 mieszczą się 2 lub 3 takie rysunki). Stawka za
    kolorowanie rysunku - 5 zł, przy pewnej wprawie można w ciągu godziny
    pokolorować 30 rysunków. Storyboardy mają średnio 15 rysunków, a na przetargi
    szło tych storyboardów nieraz nawet i 16. Z rysownikiem był taki układ, że jak
    miał dużo roboty a wtedy miał zawsze dużo to jak dla naszej agencji rysował to
    tylko szkice rapidografem i ołówkiem zapisywał kolor jak któryś tam element
    rysunku był szczególnie ważny, a Młoda kolorowała. Jak stawka za rysunek była
    25 zł to on kasował 20 zł za szkic i wówczas mógł znacznie więcej narysować a
    Młoda brała 5 zł za kolorowanie. Jak było tych rysunków np. 250, i 2 dni na to,
    to Młoda ptrafiła wszystko pokolorować, a ja skanowałem i montowałem
    storyboardy. Nieraz czasu było zbyt mało i oboje musieliśmy kolorować, ale
    najczęściej tak się udawało to rozegrać, że czasu starczyło.
  • acorns 18.10.05, 22:42
    Małe sprostowanie - robótki drobne wpadały mniej więcej raz na 1,5 miesiąca i
    tak średnio wypadało z tego ok 500 zł miesięcznie. Nie zawsze było to 250
    rysunków i 1250 zł do zarobienia. Nieraz było ich tylko ok. 50.
    Projekty rozliczałem z Młodą tak, że dzieliliśmy proporcjonalnie do wkładu
    pracy. Ona robiła tylko i wyłącznie projekt bazowy, a ja następnie przenosiłem
    to co ona zrobiła na całą linię, czyli był to np. plakat, billboard, reklama
    prasowa (najczęściej stanowiąca bazę), ulotka A5, stand, dyspenser, flaga,
    zawieszka i gadżety typu kubek, podkładka pod mysz albo długopis. I to jest
    bardziej pracochłonne niż wykonanie projektu, więc ona brała 2/5 honorarium, a
    ja 3/5. Biznes jest biznes...
  • linka9 19.10.05, 10:48
    acorns napisał:
    >Biznes jest biznes...
    Jasne, z ciekawością przeczytałam, co napisałeś.

    Natomiast dalej nie wiem, jakie masz alternatywne metody wychowawcze i
    odziaływania na dziecko, gdyby przyszło ci żyć w ubóstwie (przynajmniej przez
    jakiś czas). Ale rozumiem, że taki wariant życiowy w ogóle nie wchodzi w grę.

    Pozostaje mieć nadzieję, że Młoda w genach(?) ma ułożenie i nie da ci popalić za
    jakiś czas.
  • acorns 19.10.05, 11:51
    Piszesz tak, jakby kasa w naszym systemie wartości zajmowała najwyższe miejsce.
    A tak wcale nie jest. Młoda nie jest jakoś bardzo przyzwyczajona do luksusów bo
    wcale ich nie mamy. Ja mam stary zdezelowany samochód. Niby mógłbym kupić nowy,
    ale za rok wyglądałby jak ten obecny, więc nie kupuję. Mieszkaliśmy dotychczas
    w niewielkim mieszkaniu w bloku. Młoda nie nosi markowych ciuchów tylko kupione
    od Wietnamczyków, czasem w szmatexie bo leje na markę, stawia na swój styl. Jak
    jej się coś spodoba markowego to kupi, ale dlatego że jej się podoba a nie że
    markowe. Lubi odnowę biologiczną na Warszawiance, ale jeszcze bardziej lubi
    starą ruską banię u wujka. Lubi basen na Warszawiance, ale ten na Inflanckiej
    choć dużo tańszy też lubi i chodzi tam często. W squasha gra na Warszawiance,
    ale znacznie częściej pod blokiem grała ku rozpaczy sąsiadów. Nawet w przypadku
    chwilowej biedy ona i tak nie straci wiele bo nie ma nic do stracenia. A swoim
    kieszonkowym i tym co zarobi dysponuje lepiej niż ja bo ja myślę czasami, że
    kupuje sobie zbyt mało, a jej wystarczy.
    Nie wydaje mi się, żeby dała mi popalić bo przyjąłem sobie taki model
    wychowania, który traktuje dziecko jak człowieka a nie marionetkę czy moją
    własność. Córka jest wyluzowana i zadowolona z życia. Złe emocje nie gromadzą
    się w niej bo nie wywołuję ich niepotrzebnie (zakazy, nakazy, ograniczenia)
    więc nie wybuchną nagle bo hormony uderzyły. Jeśli już się coś takiego zdarzy,
    że wywoła negatywne emocje, to one znajdują ujście prawie od razu. Jak komuś da
    popalić to najwyżej mężowi jak nie będzie miał dobrego podejścia do ludzi, ale
    to już jego problem będzie smile

    A tak na marginesie - czy uważasz, że 11-sto latka nie powinna np. projektować
    dekoracji i dekorować sali na wesele? Na przykład, bo planuję wynajmować salę
    na wesela albo inne imprezy. Ona aż się rwie do takiej roboty i robiłaby to
    nawet za darmo, ale ja jej chcę dawać za to kasę bo sam ją za to będę brał, a
    klient płacił. Czy uważasz, że to jest coś złego?
  • linka9 19.10.05, 12:22
    Żeby była jasność, nie neguję całej Twojej postawy, ale część jest dla mnie nie
    do zaakceptowania, nawet nie ma sensu dyskutować i tyle.

    acorns napisał:

    > Piszesz tak, jakby kasa w naszym systemie wartości zajmowała najwyższe miejsce.

    Bo taki obraz wyłania się z listów.

    > Nie wydaje mi się, żeby dała mi popalić bo przyjąłem sobie taki model
    > wychowania, który traktuje dziecko jak człowieka a nie marionetkę czy moją
    > własność.

    Twoje prawo, niestetysad

    >Córka jest wyluzowana i zadowolona z życia.

    No, cóż, ja nie przepadam za osobami całkowicie wyluzowanymi ...

    >Złe emocje nie gromadzą
    > się w niej bo nie wywołuję ich niepotrzebnie (zakazy, nakazy, ograniczenia)
    > więc nie wybuchną nagle bo hormony uderzyły.

    Jeżeli człowiek nie potrafi sobie poradzić z zakazami i ograniczeniami, to źle o
    nim świadczy.

    >Jeśli już się coś takiego zdarzy,
    > że wywoła negatywne emocje, to one znajdują ujście prawie od razu.

    Az strach pomyśleć, gdy padnie na sąsiada ...

    >Jak komuś da
    > popalić to najwyżej mężowi jak nie będzie miał dobrego podejścia do ludzi,
    ale to już jego problem będzie smile

    Po części i jejsad

    > A tak na marginesie - czy uważasz, że 11-sto latka nie powinna np. projektować
    > dekoracji i dekorować sali na wesele? Na przykład, bo planuję wynajmować salę
    > na wesela albo inne imprezy. Ona aż się rwie do takiej roboty i robiłaby to
    > nawet za darmo, ale ja jej chcę dawać za to kasę bo sam ją za to będę brał, a
    > klient płacił. Czy uważasz, że to jest coś złego?

    Nie, nie widzę w tym nic złego.
  • acorns 19.10.05, 14:21
    Tak myślę sobie, że w pewnych kwestiach się nie dogadamy. Każdy ma swoje metody
    i swój pogląd i na kieszonkowe i na wychowanie. Kieszonkowe to jest jeden z
    elementów wychowania tak jak pieniądze są elementem życia, a wychowanie to
    przygotowanie do życia. Dlatego w sprawach kieszonkowego robię tak a nie
    inaczej.
    Jestem przekonany do słuszności swoich metod, ponieważ nie miałem dotychczas
    żadnych problemów wychowawczych biorących się z tego, czegu unikam.
  • linka9 19.10.05, 14:31
    acorns napisał:

    > Tak myślę sobie, że w pewnych kwestiach się nie dogadamy.

    Tak, masz rację.

    >Każdy ma swoje metody
    > i swój pogląd i na kieszonkowe i na wychowanie. Kieszonkowe to jest jeden z
    > elementów wychowania tak jak pieniądze są elementem życia, a wychowanie to
    > przygotowanie do życia. Dlatego w sprawach kieszonkowego robię tak a nie
    > inaczej.

    Twoje podejście do kieszonkowego nie bulwersuje mnie tak jak inne rzeczy.
  • acorns 19.10.05, 15:42
    Ja już jestem przyzwyczajony do tego, że ciągle ktoś jest czymś zbulwersowany
    bo w jego głowie dana rzecz już się nie mieści. Życie według tego co mówią inni
    to nic innego jak niewolnictwo. Po co mamy daleko szukać? Dziś moja matka
    zrobiła mi wykład, ponieważ córka zaprojektowała prysznic w formie kamiennej
    groty o wymiarach wew. 250x160 cm, wewnątrz po obwodzie kamienna półka do
    siedzenia lub leżenia, w ścianie dysze do biczy wodnych, a prysznic w formie
    padającego z sufitu deszczu. Sam pomysł jest dla mamy OK i wbrew pozorom tańczy
    i lepszy od tego co oferują w sklepach. Młoda uwielbia wodę i chodziło jej o
    to, żeby pod takim prysznicem można było sobie posiedzieć, poleżeć i pogadać.
    Ale mama nie mogła przeżyć tego, że tam będziemy nago. Nieważne, że jak Młoda
    jest odprężona i zrelaksowana to znacznie lepiej się z nią rozmawia i o wiele
    łatwiej się dogadać w trudnych kwestiach. Nieważne, że zaczyna dojrzewać i
    pojawi się wiele trudnych tematów i kwestii spornych. Dla mojej mamy to
    wszystko jest nieważne- pruderia jest najważniejsza i koniec. Wszystko inne na
    bok.

    Ktoś inny był w głębokim szoku jak w zeszłym roku na jakimś tam grillu spytałem
    Młodą czy otworzyć jej piwko? Wiedziałem, że nie będzie chciała bo go nie lubi.
    Liczył się fakt przyzwolenia, żeby nie czynić z piwa zakazanego owocu.
    Niektórym myślenie przychodzi jednak ciężko. Jak ona ma kilka rzeczy do wyboru
    to wybierze to co lubi, czyli Fantę, Mountain Dew albo Colę. Ale jak będzie
    miała jedną rzecz zakazaną to postawi sobie wyzwanie - zdobyć to i zdobędzie po
    to tylko aby sobie udowodnić, że nikt jej nie będzie rozkazywał. Całkiem to
    naturalne dla dzieci.

    Wiele tego jest. Ludzie zwracają uwagę nie na istotę sprawy, tylko na rzeczy
    stanowiące jej otoczkę. Ja przyjąłem taki model za słuszny i tym torem idę.
    Wierzę że to dobra droga.
  • linka9 19.10.05, 19:35
    wiesz, tu rozmawiamy o wychowywaniu DZIECI nie dorosłych.

    acorns napisał:

    > tam będziemy nago. Nieważne, że jak Młoda
    > jest odprężona i zrelaksowana to znacznie lepiej się z nią rozmawia i o wiele
    > łatwiej się dogadać w trudnych kwestiach.

    Są czynnosci, które bardziej relaksują niż prysznic ...
    Nie bądźmy pruderyjni, mozna posunąć sie dalej, po co jakieś hamulce, tu chodzi
    przecież o odprężenie ...wink

    > Ktoś inny był w głębokim szoku jak w zeszłym roku na jakimś tam grillu
    spytałem Młodą czy otworzyć jej piwko? Wiedziałem, że nie będzie chciała bo go
    nie lubi. Liczył się fakt przyzwolenia, żeby nie czynić z piwa zakazanego owocu.
    > Niektórym myślenie przychodzi jednak ciężko.

    Bezstresowe wychowanie bez ograniczeń już przerabiano, nie wypaliło w skali
    społecznejsad

    > Jak ona ma kilka rzeczy do wyboru
    > to wybierze to co lubi, Ale jak będzie
    > miała jedną rzecz zakazaną to postawi sobie wyzwanie - zdobyć to i zdobędzie
    >po to tylko aby sobie udowodnić, że nikt jej nie będzie rozkazywał.

    Tak, nikt jej nie będzie rozkazywał ...

  • acorns 19.10.05, 21:17
    > Są czynnosci, które bardziej relaksują niż prysznic ...
    > Nie bądźmy pruderyjni, mozna posunąć sie dalej, po co jakieś hamulce, tu
    chodzi
    > przecież o odprężenie ...wink

    Pogratulować trafności skojarzeń. Ja o tym nie pomyślałem nawet przez chwilę.
    Mówimy tu bowiem o cyt. "wychowaniu DZIECI nie dorosłych". Jeśli o to chodzi,
    to córka uwielbia też masaż, drapanie po plecach, karku, klepanie, nacieranie
    olejkiem rozgrzewającym eukaliptusowym (zwłaszcza zimą). Czy to też Ci kojarzy
    z deprawacją? Bo mi tylko z relaksacją. Z koleżankami też tak robią sobie
    wzajemnie i co w związku z tym? Deprawują się?

    P.S. Strasznie też lubi jak ją się głaszcze i całuje po stopach. Od zawsze tak
    miała i chyba jej zostanie. Czy to też deprawacja?

    Wybacz nieco złośliwy ton, ale nie patrz na wszystko przez pryzmat seksu jak
    szeregowy Wiewióra co mu się wszystko z dupą kojarzy smile
  • linka9 19.10.05, 22:29
    acorns napisał:
    >> tu chodzi
    > > przecież o odprężenie ...wink

    > Wybacz nieco złośliwy ton, ale nie patrz na wszystko przez pryzmat seksu jak
    > szeregowy Wiewióra co mu się wszystko z dupą kojarzy smile

    przecież pisałam o odprężeniu ...wink
  • rycerzowa 19.10.05, 19:07
    Niektórzy przypuszczają,że acorns wymyślił sobie tę swoją córkę, by nas
    bulwersować swoimi pomysłami na wychowanie.
    Ale zdarzają sie , niestety, takie sytuacje, gdzie dziecko przestaje być
    dzieckiem, a staje się partnerem dla dorosłego. Dotyczy to zazwyczaj samotnych
    matek, gdy synek staje się "jedynym mężczyzną" w domu, silnym i
    odpowiedzialnym, a córka przyjaciółką i powierniczką. Zdarzają się nawet
    dzieciaki pracujące, utrzymujące rodzinę. Wcale nie czują się nieszczęśliwe,
    wbrew pozorom; są raczej dumne z siebie.

    Acorns jest pracowity i przedsiebiorczy, jego przedwcześnie dojrzała córka cwana
    i zaradna. Raczej nie martwiłabym się o jej przyszłość. Jestem przekonana, że i
    studia jakieś skończy, bo czemu nie? W dzisiejszych czasach tylko analfabeci nie
    studiują.
    O jej kontakty z innymi ludźmi i z ojcem też jestem spokojna.

    Dlaczego zatem napisałam "niestety"?
    Bo mnie się wydaje,że na wszystko w życiu jest czas, a każdy człowiek ma prawo
    do prawdziwego dzieciństwa. Córka acornsa juz je b e z p o w r o t n i e straciła.
    Co się składa na prawdziwą "dziecinność"? Intuicyjnie wyczuwamy, że dziecko to
    ktoś delikatny, naiwny, niewinny, ufny, potrzebujący ochrony, opieki i pomocy.

    Jedenastolatka to jeszcze mała dziewczynka, żadna "nastolatka". Termin
    nastolatki to tłumaczenie z jezyka angielskiego i dotyczy młodzieży od 13 lat
    wzwyż, żeby w nazwie było "teen".

    Małe dziewczynki nie potrzebują "odnowy", bo są "nowe". Nie trzeba im zabraniać
    piwa ani pornosów, bo ich to nie interesuje. Małe dziewczynki nie muszą dbać o
    swój byt,walczyc o swój dom, wyrzucać zeń nieporzadanych gości, bo od tego mają
    mamę i tatę.
    Mała dziewczynka to raczej kokarda we włosach, kolorowe spinki i frotki,
    skakanki i gumy, a nie stringi.
    Przygotowanie do życia odbywa się stopniowo. Nie warto być małym-starym w wieku
    11 lat.
    Z małych, szczęśliwych dziewczynek, jeśli są dobrze wychowane, zadbane, mają
    odpowiedzialnych rodziców, wyrastają dzielne i zaradne kobiety.
    A dobre, beztroskie dziecińswo jest mocnym fundamentem ich szczęścia.

    Twoja córka, acorns, jest mocna i ambitna. Gratuluję ci. Ale trochę mi jej żal.

    PS. "Rzygać" pisze się przez rz.
  • acorns 19.10.05, 21:10
    W wielu kwestiach się zgadzam.
    Jednak nie zgodzę się, że ona dzieciństwo już straciła. Jedna dziewczynka lubi
    gumę i skakanki, inna lalki i misie. Moja nie potrafiła się bawić zabawkami już
    gotowymi, jak np. Barbie albo inna pokraka w różowych ciuszkach. Za to jak
    sobie z dzieciakami postawili wioskę indiańską to spędzała tam całe dnie. Wtedy
    już zauważyłem, że ona lubi coś tworzyć i faktycznie tak było i tak jest. Ja
    jej dawałem pole do popisu, a ona była szczęśliwa.
    Mówisz, że "kokarda we wlosach, kolorowe spinki i frotki". Owszem. Tego jej nie
    brak. Ona o wygląd swój bardzo dba. Eksperymenty z fryzurą są na porządku
    dziennym. Ja byłem nawet zmuszony nauczyc się pleść takie murzyńskie warkoczyki
    przy samej skórze bo sobie wymyśliła, że tak będzie miała i będzie je spinać w
    kucyk. I taki jest właśnie jej świat. Beztroski. Ja w weekend mam pobudkę o 5
    rano i przy budowie domu już działam. Córka do 10-11stej się przewala po łóżku
    z koleżankami bo prawie zawsze nocują, czeszą się, fryzurki sobie robią,
    czytają jakieś bzdety. Ich prawo. Prawo dzieciństwa właśnie.

    Ja daję jej wsparcie bo to nie jest tak, że ona ma 500 zł kieszonkowego i sama
    wszystko musi kupować. Nieraz muszę jej zasugerować, że nie ma spodni na zimę
    albo że buty nowe by jej się przydały, muszę też z nią po to jechać. Ona
    potrzebuje kogoś kto jej podpowie, pomoże jej podjąć decyzję. POMOŻE a nie
    narzuci własnej jak robi wiele matek. Moja osoba daje jej poczucie
    bezpieczeństwa. Rodzice nakazujący i zakazujący również dają dziecku poczucie
    bezpieczeństwa wyznaczonymi granicami. Jednak coś mu odbierają. Ja tego nie
    odbieram.

    Co do odnowy to jest także forma relaksu. W krajach skandynawskich do sauny
    chodzą nawet malutkie dzieci. Młoda uwielbia wszelkie kąpiele i w ogóle wodę.
    Ma tych różnych olejków, ziół, soli, kulek kąpielowych całą półkę. Kąpiele
    parowe też kocha bardzo. Nie mogę jej tego zabronić. Teraz też zapewne siedzi w
    wannie, nie wiem, bo jestem w Warszawie.

    Było wiele sytuacji, które zdarzyć się nie powinny. Widziała między innymi
    awanturę rodzinną u moich znajomych gdzie w ruch poszedł nóż i butelka po
    wódce. Toczyła wojny z moimi byłymi. Musiała się spotkać z matką, o której już
    prawie zapomniała i to ją trochę zabolało bo przez kilka dni chodziła taka
    rozbita. Wiem, że chciałaby, żeby było jak w normalnej rodzinie. Jednak takie
    jest życie i pewne rzeczy rozgrywają się inaczej niż byśmy sobie tego życzyli.

    Teraz jest wyjątkowo szczęśliwa, bo tworzymy sobie nowe miejsce do życia - na
    Mazurach. Ona jest wniebowzięta, bo przecież coś się buduje, a więc tworzy.
    Czyli ona tam musi być i cały czas planuje co i jak. Kąpie się pewnie teraz ze
    szkicownikiem i będzie siedzieć tam ze 3 godziny i rysować co sobie wymyśliła.
    Być może inna dziewczynka nie byłaby zainteresowana tematem. Ta akurat jest. Bo
    każdy człowiek to indywidualność i to jest jeden z moich dogmatów w wychowaniu.
  • aka10 19.10.05, 21:17
    "Jedenastolatka to jeszcze mała dziewczynka, żadna "nastolatka". Termin
    nastolatki to tłumaczenie z jezyka angielskiego i dotyczy młodzieży od 13 lat
    wzwyż, żeby w nazwie było "teen".

    Małe dziewczynki nie potrzebują "odnowy", bo są "nowe". Nie trzeba im zabraniać
    piwa ani pornosów, bo ich to nie interesuje. Małe dziewczynki nie muszą dbać o
    swój byt,walczyc o swój dom, wyrzucać zeń nieporzadanych gości, bo od tego mają
    mamę i tatę.
    Mała dziewczynka to raczej kokarda we włosach, kolorowe spinki i frotki,
    skakanki i gumy, a nie stringi.
    Przygotowanie do życia odbywa się stopniowo. Nie warto być małym-starym w wieku
    11 lat.
    Z małych, szczęśliwych dziewczynek, jeśli są dobrze wychowane, zadbane, mają
    odpowiedzialnych rodziców, wyrastają dzielne i zaradne kobiety.
    A dobre, beztroskie dziecińswo jest mocnym fundamentem ich szczęścia."

    Brawo,Rycerzowa!Pozdrawiam.

    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • fatalna_jendza 20.10.05, 21:06
    Po pierwsze: Acorns, według mnie uczysz córkę, żewszystko można kupić lub
    ominąć. Twoja córeczka ominęła część trudów związanych z nauką przez kupno
    zeszytu od lepszego ucznia i chyba nie uważa czegoś takiego za złe tak samo,
    jak ty - zarabania pieniędzy, jak to napisałeś, "na lewo".
    Ja jestem zaledwie o kilka lat od niej starsza i nie mogłabym czegoś takiego
    zrobić (chodzi o kupno zeszytu i zapewne spisywanie z niego zadań). Bo co z
    tego, jeśli dostanę piątkę, jeśli nie będzie ona moją zasługą?
    Po drugie: Jeśli uważasz twoją córkę za mercedesa w porównaniu do słabych
    uczniów-fiatów, to zapisz ją na jakieś kółko, by mogła się uczyć więcej niż
    słabsi od niej.
    Po trzecie: Jedenastolatka nie jest w pełni dorosłą osobą... Jeśli teraz chce
    projektować łazienki i dekorować sale ślubne, to równie dobrze za rok będzie
    chciała zostać psychologiem czy jeszcze kimś innym.
    Po czwarte: Nastolatki zawsze się buntują... Nawet, jeśli z punktu widzenia
    rodzica nie ma powodów...
  • piixii 21.10.05, 00:11
    Śledzę ten wątek od kilku dni. Najogólniej mogę powiedzieć, że nie zgadzam się
    z metodamu wychowawczymi Acornsa.
    Nie zgadzam się jednak też z tym, że wsiadłyście na niego z zarzutem, że Młoda
    jest za młoda, żeby chcieć się niektórymi rzeczami związanymi z pracą zajomować.
    Moi rodzice cięzko pracowali - odkąd pamiętam. Do niczego mnie nie zmuszali,
    ale ja sama chciałam coś robić, bo mnie sie to podobało. Dali mi więc taką
    możliwość. Dzięki temu, mając 10 lat robiłam to, co rodzice - oczywiscie na
    skalę adekwatną do mojego wieku, jak również dość nieudolnie. Ale otrzymywałam
    fachowe rady i pomoc. Dzięki temu zarobiłam pierwsze, duże jak na dziecko,
    pieniądze. Nie przewróciło mi to w głowie, ani nie odebrało dzieciństwa.
    Byłabym wręcz nieszczęsliwa, gdyby rodzice mi zabronili.
    Wyrosłam na porządnego, uczciwego człowieka. Znam wartość swojej pracy, wiem
    jak ciężko trzeba pracować.
    W domu nigdy niczego mi nie brakowało, choć nie miałam takiego kieszonkowego
    jak Młoda. Kwota plasowała się raczej w dolnej granicy tego, co otrzymywały
    dzieci w klasie. I żyłam. Nie czułam sie poszkodowana.
    Nie można więc generalizować. To wszystko chyba zależy od charakteru.

    A Acornsowi mogę powiedzieć jeszcze jedno.
    Mogłam zostać z rodzicami i pracować z nimi, zyć na bardzo dobrym poziomie. Ale
    miałam swój plan i swoje ambicje. Wyjechałam na studia do miasta oddalonego o
    700 km od domu - bo to było moje marzenie, bo rodzice mi to umożliwili.
    Nie chciałam korzystac z tego, co oni osiągnęli, chciałam do czegoś dojść sama.
    I nagle okazało sie, że rodzice nauczyli mnie wszystkiego, z wyjątkiem jednej
    rzeczy. Tak bardzo dbali o mnie, o mój dobrobyt, że nie nauczyłam się
    oszczędzać. Trudno mi było przejść na inny, niższy poziom zycia. Oni chcieli mi
    pomagac, ja pomocy nie przyjmowałam, choc cięzko mi było. Minęło wiele czasu
    zanim się tego nauczyłam.
    Sądząc z tego, co piszesz, Twoja córka też może będzie miała ambicje dojść do
    czegoś sama, bez wsparcia ojca. Pomóż jej. Naucz ją, że nie zawsze jest tak
    różowo, jak teraz...

  • acorns 21.10.05, 11:25
    Po co Młoda miałaby marnować swoje zdolności wspierając obcy biznes skoro ma
    swój? Dlaczego Żydzi mieli przedsiębiorstwa i kapitał? Gdyby tak robili jak Ty,
    to źle by na tym wyszli. Rozpatrzmy taki przypadek: stało się jak mówisz, Młoda
    postanowiła sobie pójść w świat i ode mnie nie chce żadnego wsparcia. Musi więc
    iść do pracy i swoją pracą zasilić obcą firmę, a pieniądze, które zarobi nie
    będą już częścią naszego kapitału tylko to już będzie kapitał jej. A pieniądz
    ma siłę w kupie. Co warte jest 5 groszy? Ale jeśli masz tych pięciogroszówek
    1000 to już coś mozna z tym zrobić. Ja na miejsce Młodej będę musiał zatrudnić
    obcą osobę i jej płacić, a więc pieniądze z firmy wypłyną, zamiast faktycznie w
    niej pozostawać. Ja stracę i ona straci. I gdzie tu biznesowa logika? A ambicja
    to w rzeczy samej dobra cecha, ale musi być właściwie ukierunkowana, bynajmniej
    nie w wyważanie już otwartych drzwi albo skakanie przez płot obok otwartej
    furtki. I tu jest moje zadanie jako ojca, który ma przygotować dziecko do
    dorosłego życia. Muszę zapoznać ją z zasadami logiki i muszę jej ambicje
    ukierunkować właściwie. Sam chętnie wyciągnę rękę do moich rodziców po kasę ze
    sprzedaży mieszkania. Nie przyda się, zwłaszcza teraz? Oni i tak wykorzystują
    jeden pokój, kuchnię i łazienkę, więc wystarczy im moje mieszkanie, które
    wkrótce już zostanie puste. Standard wcale nie gorszy tylko metraż mniejszy i
    znacznie tańsza okolica. Potem ewentualnie sprzedam też drugie mieszkanie, a
    rodzicom postawię mały domek obok naszego. Tak wygląda kumulowanie rodzinnego
    kapitału i córka moja taki przykład będzie miała.
  • 26magda3 21.10.05, 11:35
    rozumując jak Arcons to mój 4latek ma kieszonkowe coś koło 100-150 zł
    miesięcznie, bo przecież jak kupuję mu jakiegoś ciucha to nie narzucam tylko
    moze wybrac, które spodnie woli, jak kupujemy razem chleb to też może sobie
    wyrbać czy che bułkę czy chlebsmile
    a pieniędzy do ręki wcale mu nie dajęsmile

    hej dziewczyny nie szkoda wam czasu na dyskusje z Panem i innego świata??? ja
    szczerze watpie w jego istnienie......
  • acorns 21.10.05, 11:08
    > Twoja córeczka ominela czesc trudów zwiazanych z nauka przez kupno zeszytu od
    > lepszego ucznia i chyba nie uwaza czegos takiego za zle tak samo, jak ty -
    > zarabania pieniedzy, jak to napisales, "na lewo".Ja jestem zaledwie o kilka
    > lat od niej starsza i nie moglabym czegos takiego zrobic (chodzi o kupno
    > zeszytu i zapewne spisywanie z niego zadan). Bo co z tego, jesli dostane
    > piatke, jesli nie bedzie ona moja zasluga?

    Jest duża różnica między robieniem tego co chcesz, a tego co musisz. Jeśli coś
    chcesz i masz motywację do tego, to po prostu działasz i stawiasz czoła
    problemom. Jeśli Młoda chciałaby się uczyć to robiłaby to chętnie, ale jeśli
    ona musi bo jest zmuszona przez system, to po prostu leje na to i kombinuje.
    Może przyjdzie za 5 lat taki czas, że zechce się wgłębić np. poezję Adama
    Asnyka i wówczas poświęci się temu z pasją samodzielnie bez kupowania zeszytów
    ani ściąg.
    Jeśli nie zarabiałbym na lewo, zarabiałbym może 1/3 tego co zarabiałem. Jeśli
    można polepszyć sobie byt to czemu tego nie robić? Jak obserwuję niektórych, to
    myślę że biedę mają zakodowaną w genach...

    > Jesli uwazasz twoja córke za mercedesa w porównaniu do slabych uczniów-
    > fiatów, to zapisz ja na jakies kólko, by mogla sie uczyc wiecej niz slabsi od
    > niej.

    I zajęte będzie miała kolejne 2 godziny dziennie... Czas, który spędza w szkole
    jest marnotrawiony. Od gimnazjum będę chciał jej załatwić indywidualny tok
    nauczania tak jak radziła Triss_Merigold. Pewnie trzy lata gimnazjum zrobi w
    rok poświęcając na to mniej czasu niż na jedną klasę w normalnym trybie. To
    inteligentna i bystra dziewczyna.

    > Jesli teraz chce projektowac lazienki i dekorowac sale slubne, to równie
    > dobrze za rok bedzie chciala zostac psychologiem czy jeszcze kims innym

    Ona zawsze chce coś tworzyć. Miała kilkanaście Barbie, Cindy Steffi i innych
    poku..eńców. Miała dwa domki, samochód do tego, mnóstwo akcesoriów. I bawiły
    się tym dzieciaki, które do niej przychodziły, a ona nie chciała. Za to po
    obejrzeniu westernu od razu złapała inspirację i następnego dnia znalazłem
    prześcieradło i poszewkę od kołdry nabitą na drągi i służące za wigwamy a Młoda
    prowadziła wujkowego konia, który na szczęście nie dał się namówić na udział w
    tej zabawie i na widok wigwamów zrobił wielkie oczy i zwiał. Ale obozowisko
    indiańskie ostatecznie powstało i spędzała tam z dzieciakami całe dnie.

    > Nastolatki zawsze sie buntuja... Nawet, jesli z punktu widzenia rodzica nie
    > ma powodów...

    Może i zawsze, ale na pewno nie zawsze przeciw temu co mają w domu. Może swój
    bunt skierować np. przeciw wpływom Kościoła albo przeciw degradacji środowiska.
    Ale nie przeciw rodzinie, bo wie że ma tu wsparcie i może tu się dzielić swoimi
    przemyśleniami nie narażając się na obrażanie i traktowanie jak niedojrzałą
    smarkulę.
  • rycerzowa 20.10.05, 14:42
    Acorns, wspomniałam już,że jeżeli to, co piszesz, jest prawdą, to tylko
    pozazdrościć ci takiej śwarnej dziouchy.

    Ale pisząc o utraconym raju dzieciństwa mam na myśli coś, z czego zapewne
    zdajesz sobie sprawę. Młoda za wiele wie, za wiele rozumie, za wiele przeżyła
    Dzieciństwo to nie jest brak obowiazków, ograniczeń, to nie lenistwo i brak
    troski o byt.
    To ufność wobec świata.

    Pisałeś w innym wątku, jak córka poradziła sobie z kandadatkami na macochę.
    Sama.Imponujące, szkoda gadać.
    A miała wtedy kilka lat, najwyżej 10, 11.
    Dziecko w tym wieku ma prawo być obronione przez starszych. Czyli twoja córka pewnie
    - albo ci nie ufa
    - albo nie liczy się z tobą (przecież to byli twoi goscie, z twojego wyboru)
    - albo niczym rasowa kobieta traktuje cię jak nieodpowiedzialnego chłopaczka,
    który może narobić kłopotu sobie i jej.
    Wiec wzięła sprawy we własne ręce.
    Uważasz, że "miała prawo sie bronić". To ty miałeś obowiązek ją bronić, a w
    ogóle to wybrać taką narzeczoną, z którą wspólnie znajdziecie jakiś modus
    vivendi. A jak baba krzywdzi dziecko to się samemu z nią rozprawić i samemu
    wyrzucić jej lumpy przez okno, jak to Młoda zrobić musiała..

    Dla dziecka w tym wieku tata to jest Szwarceneger, Waligóra i Wyrwidąb.
    Kim ty jesteś dla swej córki? Partnerem, kumplem, przyjacielem? Na to wszystko
    przyjdzie czas, gdy dziecko ma 14-15 lat, gdy uczy się wyrozumiałości wobec
    naszych ludzkich wad.

    Co jeszcze zwróciło mają uwagę, to fakt, że "prawie zawsze ktoś nocuje u niej".
    Owszem, dzieciaki lubią u siebie nocować, ale to na zasadzie pewnego wyjątku,
    atrakcji, związane jest to z licznymi ceregielami. Cóż to za dzieci, z jakich
    rodzin, co s t a l e nocują u koleżanki?

    Widać też,że Młoda opiera się przed przyjęciem roli osoby dorosłej,
    odpowiedzialnej, którą to rolę ty jej chcesz narzucić. Nie będzie decydować,
    jak rozdysponować 45 tys. na wykończenie części domu. Chce mieć swój pokoik i
    super bajeczną łazienkę. Jak każdy dzieciak. W porzo.

    Nie zapominaj, że ona nie jest twoją k o b i e t ą, z którą idziesz przez
    życie, tylko twoją córką, którą masz obowiązek wychować, przygotować do życia,
    wyposażyć, aby mogła wyfrunąć w świat.
    Partnerki poszukaj wsród tych co mają więcej lat.
  • acorns 20.10.05, 17:49
    > Mloda za wiele wie, za wiele rozumie, za wiele przezyla

    To jest konsekwencja tego, że matkę interesowały wyłącznie imprezy, picie i
    spanie. Więc od najmłodszych lat zabierałem córkę ze sobą na budowę bo po
    prostu bałem się zostawić ją z matką. Czasami jak wracaliśmy to zastawaliśmy
    pety wdeptane w dywan i towarzystwo mamusi pijące wódkę przy stole. Widziała
    więc wiele razy rytuał pozbywania sie takich gości. Czasami nawet udawało się
    bez przekleństw i przemocy, a raz musiałem iść po sąsiada i wywalać drzwi od
    własnego mieszkania. Córka tego nie pamięta, ale jakieś tam epizody ze
    szczegółami zostały jej w pamięci. Ja ze swojej strony chciałem dobrze, ale do
    tanga trzeba dwojga. Po rozstaniu z matką jakoś zapanował spokój, ale córka
    musiała uczestniczyć w dorosłym życiu, poniewaz musiałem się nią opiekować.
    Przedszkole okazało się niewypałem, bo już była trochę za stara, żeby do niego
    pójść, zresztą nie miałby jej kto odebrać bo nawet jak była młodsza to był z
    tym problem bo matka pojęcia "obowiązek" nie znała. Miała odebrać o 13.30,
    odebrała o 15-stej bo... zaspała.

    > Pisales w innym watku, jak córka poradzila sobie z kandadatkami na macoche.

    To było jeden jedyny raz, kiedy musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Nie mogłem
    interweniować, bo mnie nie było. Moja była postanowiła pokazać Młodej kto tu
    rządzi, więc tak się to skończyło. Zrobiła to celowo pod moją nieobecność bo
    inaczej nie odważyłaby się na ten ruch. Młoda została zaatakowana, a mnie w
    pobliżu nie było. Telefon został roztrzaskany przez moją ex jak Młoda chciała
    do mnie zadzwonić i powiedzieć co się dzieje. I od tego się zaczęło. Po tym
    incydencie z wywalonymi rzeczami przez okno żadna kobieta nie zamieszkała u
    nas. Z poprzednimi były tylko wyzwiska, kłótnie i wzajemne złośliwości i to
    kończyło się rozstaniami z mojej inicjatywy bo nie będę brnął w ślepy zaułek.
    Dopiero od niedawna, jak zacząłem budować dom pojawiła się właściwa osoba.
    Teraz jestem w Warszawie i będę do niedzieli, Młoda siedzi z moją dziewczyną i
    jestem spokojny, że wojny tam nie będzie. Okazują sobie bowiem dużo sympatii.
    Nawet rano się tłuką poduszkamismile A jak się o coś pokłóciły to za parę minut
    padło pytanie Młodej "zła jesteś?" Oczywiście okazało się że ani jedna ani
    druga już zła nie jest. To najlepszy znak, że się wzajemnie zaakceptowały i
    polubiły. Bo w poprzednich związkach to natychmiast moja kobieta miałaby
    naplute albo nasikane bo picia albo na szczoteczkę do zębów, bo bestia mała na
    budowie się dobrze wyszkoliła.

    > Co jeszcze zwrócilo maja uwage, to fakt, ze "prawie zawsze ktos nocuje u
    niej".

    Co do nocowania - to nie tak, że codziennie te same osoby. I też źle się
    wyraziłem, że "prawie zawsze". To jest tak 2-3 razy w tygodniu, czasami
    częściej. Nieraz ktoś z rodziny też przyjeżdża do nas na noc. Rodzice nie robią
    problemów, bo się znamy. A jakie ceregiele masz na myśli? Bo z mojej strony to
    jest tylko większe zaopatrzenie lodówki i wyciągnięcie dodatkowych ręczników i
    schowanie mojego własnego bo kilka razy mogłem go wyżymać jak się do niego
    dobrały.

    > Widac tez,ze Mloda opiera sie przed przyjeciem roli osoby doroslej,

    Z dawaniem 11-sto latce własnej części domu to był mój błąd. Zapomniałem, że
    przecież czułaby się tam bardzo samotnie. Najpierw się ucieszyła, ale potem
    miałem przeczucie, że nie bardzo chce. No i ostatecznie wzięła sobie pokój 28m2
    obok salonu i mam go podzielić ścianą na pracownię i pokój właściwy i na górze
    zrobić 3,5x2,5m pokład do spania. Ta część domu ma 4,65m wysokości więc się da
    bez problemu w części pokoju dać taki pokład górny. Nawet w razie potrzeby
    będzie miała pracownię podzieloną na górę i dół. A część domu, która miała być
    dla niej będze służyła na razie do robienia imprez. Już sobie tam wymyśliła
    jakiś kontuar, barek coś tam podświetlane, UV, strobo, flower, laser, te
    sprawy. No to teraz ma 15 tysięcy na przebudowanie i umeblowanie pokoju i
    pracowni. Ona mówi co chce, a ja to kupuję i pilnujemy, żeby nie przekroczyć
    ustalonej kwoty.
  • linka9 21.10.05, 10:49
    Acorns, w tym co piszesz widać wiele troski o dziecko. I chwała Ci za to. Chcesz
    jej wynagrodzić to, czego pozbawił jej los, ale pamiętaj o powiedzeniu, że można
    kota zagłaskać na śmierć. Przypomniał mi się program, który oglądałam wiele lat
    temu. Autorka próbowała wyjaśnić, dlaczego pewien chłopiec zabrany z domu
    dziecka na wychowanie wylądował w więzieniu. Nie chce mi się szczegółowo
    rozpisywać co i jak, w każdym razie rodzice wydawali się bez winy, również
    chłopak nie potrafił przedstawić ŻADNYCH zarzutów, pretensji czy żali z
    wyjątkiem ...:"byli dla mnie za dobrzy, a ja chciałem sprawdzić, gdzie jest
    granica, której przekroczyć mi nie wolno". Tymi słowami - które bardzo utkwiły
    mi w pamięci - kończy się reportaż.

    Nie chcę być niemiła, ale sam pisałeś, że predyspozycje do pewnych zachowań mamy
    w genach. Zestaw to z opisem matki Młodej.

    Balansujesz na cienkiej lini, chwila nieuwagi i bolesny upadek gotowy, choć
    wcale nie musi do niego dojść.
    Póki co, gratuluję córy.

  • acorns 21.10.05, 11:37
    No to przecież miała wycieczkę po dw. Centralnym, po praskich spelunach,
    rozmawialiśmy na temat uzależnień z pensjonariuszami Monaru, którzy właśnie z
    tego wychodzą. Widziała leżących pod murami narkomanów. Granicę zna. Chętnie
    też pokazuję jej wszelkie wiadomości o dyskotekowych wypadkach typu 8 osób w
    Polonezie, wszyscy pijani z kierowcą na czele, popisówa, drzewo i pięć trupów.
    I tym jej wyznaczam granice. Ona nie ma mieć granic tak ja bydlę na pastwisku -
    drutem kolczastym albo pastuchem elektrycznym. Ona ma je mieć zakodowane w
    głowie i moja nieobecność nie będzie oznaczała zniknięcie granic. Bo musi
    nadejść taki czas, kiedy zechce sobie pojechać np. w Bieszczady z chłopakiem i
    kilkoma znajomymi. Na obozy też będzie jeździć, bo chcę ją na żeglarski wysłać
    w następne wakacje. Nie chcę żeby zachowywała się jak małolata spuszczona zae
    smyczy, która nawali się przy pierwszej okazji i będzie miała farta jak jej nie
    wydupczą po pijaku.

    Co do genów masz rację. Jednak nie w każdym przypadku. Patrzę choćby na siebie
    i na moich rodziców. Oni bardzo pruderyjni, a ja wprost przeciwnie. Ojciec ma
    predyspozycje do alhoholizmu, w najlepszym razie pijaństwa, a ja wcale nie mam
    ciągotek do alkoholu. Rodzice nałogowo palili, ja nie palę.
  • rycerzowa 21.10.05, 12:17
    No tak, zamiast potrzebnej dyskusji na temat kieszonkowego dla dzieci mamy sąd
    kapturowy nad wychowawczymi metodami acornsa.
    Z jednej strony rodzice rozmemłanych dzieci zazdroszczą acornsowi takiej
    twardej, energicznej córki.
    Z drugiej - w skrytości ducha życzą zarozumiałemu ojcu, aby ta twardość
    obróciła się kiedyś przeciwko niemu. Bo czemu ma miec lepiej?

    Ale nie jest w naszym wspólnym interesie, by dochodziło do ostrych konfliktów w
    rodzinach.
    Skoro acorns czyta i pisze na forum, to znaczy że chce się czegoś dowiedzieć,
    skorzystać z doświadczeń innych. Niech zatem wybierze z naszych rad i uwag, co
    uważa za słuszne. Albo odrzuci wszystkie, jego sprawa.

    Ja akurat zwracam uwagę, że dla prawidłowego rozwoju dziecka ważne jest, by
    rozwijało się i dojrzewało w sposób harmonijny, stopniowy. Gwałtowne
    przyśpieszenie jest szokiem i zawsze niesie negatywne skutki.

    Dziecko zna niewiele osób. Ważne, by miało przekonanie, że są to osoby dobre,
    godne zaufania. W miarę dojrzewania dowie się, że ten i ów osobnik okazał się
    podły i zły. Ale bedą to nieliczne przypadki, bo ludzi złych jest w
    społeczeństwie niewielki procent.

    Jeśli małe dziecko dowiaduje się, że złym człowiekiem jest mama lub tata, to
    stanowi to 50% znanego jej składu osobowego. Nabiera przekonania,że ludzi
    niedobrych jest na swiecie tak wiele, że najlepiej nikomu nie ufać (i na wszelki
    wypadek wywalic jego ciuchy przez okno).
    Co mogłeś zrobić? Odizolować całkowicie dziecko od takiej rodzicielki, ochronić je.

    Młoda spędziła dzieciństwo z tobą na budowie i - aczkolwiek budowa nie wydaje
    się najodpowiedniejszym miejscem dla małej dziewczynki - uodporniła się ona na
    wiele spraw, polubiła konkretne działanie i zaprzyjaźniła się z ojcem.
    To cenny kapitał.

    My, rodzice, bardzo lubimy jak potomstwo jest "nad wiek rozwinięte". Pociesznie
    wygląda taki maleńtas z ważną miną, który zachowuje się "jak stary". Nie
    rozumiemy, że to tylko fasada, bo dziecko, chocby najinteligentniejsze, nie ma
    wiedzy i doświadczenia, że ono tylko bawi się w dorosłego.

    Chciałeś włozyć na barki małej dziewczynki odpowiedzialność za urządzenie części
    domu. Przecież musiałaby wiedzieć, co ma do wyboru, jaka jest sytuacja na rynku
    materiałów budowlanych, jak się kształtują relacje cen do wartości itp.
    Piszesz: "jakiś kontuar, barek coś tam podświetlane, UV, strobo, flower, laser,
    te sprawy". Skad ona ma znać te pojecia? Czy ona bywa w barach, dyskotekach?
    Ona się tego wszystkiego dowie, jak bedzie urządzać swój dom, ze swoim
    partnerem. Mam nadzieję, że zabezpieczysz jej odpowiednie konto na ten cel, a
    teraz urządź jej bajkowy pokój i łazienkę. Dom, który budujesz jest t w ó j,
    twojej ewentualnej żony i dzieci (razem z Młodą), aby w nim dorosły i z niego
    wyfrunęły, i do niego wracały.

    Zdaję sobie sprawę,że wiele "życzliwych" marzy w skrytości ducha, aby Mloda
    nasikała ci kiedyś do piwa albo do butelki z mlekiem dla niemowlaka.
    Ja wierzę, że tak się nie stanie, ale - wierz mi - nieraz będziesz
    zaskoczyny dziecinnością jej reakcji. Bo kiedys musi odreagować.
    Takie jest prawo dżungli.

    Poczytaj sobie ksiażkę "Pipi Langstrum". Pomoże ci zrozumieć twoje dziecko.

    PS. Do Falki: Załóż nowy wątek naprawdę o kieszonkowym. To ważny problem.
  • lidqa 21.10.05, 12:45
    Chcialam sie odniesc do tych 3 lat w jednym roku. Rzeczywiscie mozna by
    szybciej robic material mozna go robic tez glebiej. Ja moich zdolnych uczniow
    wciagam bardziej w temat choc ucze w podstawowce, i pokazuje im co jeszcze
    mozna zrobic w tym samym dziale, ze slabszymi robie minimum. Jesli zdecydujesz
    sie na przyspieszenie toku to juz wogole w glowie nic jej nie zostanie.
    Zakladam ze lektur tez nie czyta (sama je czytalam ale nie wtedy kiedy musialam
    wiec rozumeim) a tego sie nie da przyspieszyc bo w jakim tępie to dziecko
    mialoby pracowac? poza tym z zaleglosciami z matmy z podstawowki to ona
    specjalnie nie poszaleje w gimnazjum w tym temacie. A po 3-cie to zanim
    podejmiesz jakies kroki zastanow sie 10 razy bo zawsze dzieci po indywidualnym
    nauczaniu są biedniejsze o parę doswiadczen i zdan ktore mają na ten temat
    rowiesnicy. Nauczanie to nie tylko podawanie wiedzy


    A jeszcze jedno: jest taki kraj w europie ktory nazywa sie szwecja. I w tej
    szwecji generalnie dzieci nie wolno stresowac. Jesli dziecko w polowie lekcji
    wychodzi z klasy to znaczy ze nauczyciel go nie zainteresowal tematem i wina
    lezy po stronie nauczyciela. Piekne prawda? wspolczuje nauczycielom ale nie o
    tym chcialam napisac. Teraz wlasnie to pokolenie doroslo do wieku kiedy trzeba
    isc do pracy i przezywają ciezki szok. Bo nagle mają mnustwo stresow i
    obowiazkow i sobie zupelnie z tym nie radzą.

    I nadal wierze ze rodzic powinien czasem wiedziec lepiej. Mam żal do mojej mamy
    ze nie skonczylam szkoly muzycznej. Bylam uzdolniona, poszlam do szkoly, mialam
    same piątki i wyroznienia, ale musialam cwiczyc a mialam 8 lat i mi sie nie
    chcialo. I mama pozwolila mi to rzucic. Uwazam ze powinnam byla te 5 lat
    skonczyc (zostaly mi 3) i dopiero wtedy podjac decyzje czy uczyc sie dalej.
    wcale nie bylo to ponad moje sily, mialam czas na wszystko i zabawe i
    instrument tylko mi sie zwyczajnie nie chcialo. Mysle ze wiecej by mnie to
    nauczylo wtedy.

    I zeby bylo jasne: ja do tej szkoly sama chcialam isc, rodzice mnie wrecz od
    tego pomyslu odwodzili. WIec jak juz poszlam to trzeba bylo to kontynuowac


  • anmanika 21.10.05, 13:00
    Nawiązujac do wypowiedzi przedmówczyni:
    Chodziłam do szkoły właśnie w Szwecji, rzeczywiście jak się nic nie chciało
    robic to nie było siły by kogoś do czegoś przymusić.
    Generalnie źle wspominam te lata, mimo, że upłynęło aż tak dużo czasu.
    Miałam kolegę, typowy produkt bezstresowego wychowywania na zasadzie;"kumplujmy
    się z dzieckiem", z bogatej rodziny. Nic mu się nie chciało, beztroski, typowa
    złota młodzież.
    Zabił się na nartach jeżdżąc off pist czyli 100% ze swojej winy, ta ww.
    beztroska zabiła jego i jego 2 kolegów.
    2 moje koleżanki ze szkoły są narkomankami.
    Wogóle to cieszę się, że moja córka chodzi do szkoły muzycznej i dzięki postowi
    mojej poprzedniczki wiem, że robię dobrze zmuszając ją do codziennego grania.
    Fajna jest ta młodzież uczęszczająca do szkoły do której chodzi moja córka.
    Barwna, kolorowa ale jest to bogactwo wychodzące z wnętrza. Mają dużo pasji i
    zainteresowań.
  • acorns 21.10.05, 13:50
    Tylko jeśli masz 45 minut lekcji, a uczniów w klasie 28, to każdemu poswięcisz
    1 minutę, 42 i 60 setnych sekundy. To trochę mało. A każdy z Twoich uczniów to
    indywidualność. Jeden potrzebuje żeby mu wytłumaczyć tak, a drugi inaczej.
    Czyli oni i tak się muszą uczyć w domu, bo na lekcji mają podane to w
    skondensowanej formie, przepiszą sobie z tablicy, zrobią parę zadań a resztę w
    domu. Moja córka na przykład złapie coś momentalnie bo akurat nauczyciel
    wytłumaczył to w sposób zjadliwy dla niej i może iść dalej z materiałem, ale
    musi czekać aż reszta klasy to zrozumie. Czyli de facto traci czas.

    > Bylam uzdolniona, poszlam do szkoly, mialam
    >
    > same piątki i wyroznienia, ale musialam cwiczyc a mialam 8 lat i mi sie nie
    > chcialo. I mama pozwolila mi to rzucic.

    Czemu więc nie kontynuujesz tego teraz, kiedy dojrzałaś do tematu? To bzdura
    kompletna, że tylko dziecko jest w stanie się nauczyć. To tak jak z jazdą
    konną. Ludzie mówią "trzeba od dziecka" a ja znam faceta, który nauczył się w
    wieku lat pięćdziesięciu paru i teraz przymierza się do ujeżdżania swojego
    konia do klasy C (wysoka klasa w ujeżdżeniu). Facet miał motywację i udało mu
    się. Czemu więc nie kontynuujesz nauki?
  • lidqa 21.10.05, 15:29
    Tylko jeśli masz 45 minut lekcji, a uczniów w klasie 28, to każdemu poswięcisz
    > 1 minutę, 42 i 60 setnych sekundy. To trochę mało. A każdy z Twoich uczniów
    to
    > indywidualność. Jeden potrzebuje żeby mu wytłumaczyć tak, a drugi inaczej.

    Ale to nie znaczy ze mam tlumaczyc na 28 sposobow. (w klasie mam 22 uczniow). Z
    regoly wystarczą 3 razy i podejscie do paru osob juz w trakcie kiedy reszta
    pracuje. I powiem ci ze ja tez łapałam w skzole wszystko za pierwszym razem i
    jakos mi to nie przeszkadzało. Wrecz przeciwnie, zdązalam odrobic prace domową
    na lekcji i nie mialam nic zadane.

    Czemu więc nie kontynuujesz tego teraz, kiedy dojrzałaś do tematu? To bzdura
    > kompletna, że tylko dziecko jest w stanie się nauczyć.
    ale czy ja mowilam ze nie kontynuuję? owszem cwicze tylko ze jak masz dwulatka
    to jest to dosc utrudnione. Przy nim sie nie da a jak on spi tez sie nie da.
    Poza tym nie ma co ukrywac mam duzo wiecej obowiązkow teraz niz wtedy. A poza
    tym szkola muzyczna to także ksztalcenie sluchu, kiedys pisalam normalnie
    dyktanda muzyczne i nie bylo problemu teraz w zyciu bym sobie nie poradzila


  • linka9 21.10.05, 16:03
    lidqa napisała:
    > tym szkola muzyczna to także ksztalcenie sluchu, kiedys pisalam normalnie
    > dyktanda muzyczne i nie bylo problemu teraz w zyciu bym sobie nie poradzila

    Jak sądzisz czy granie z głowy utworów muzycznych przy opanowanym warsztacie to
    sztuka czy normalka? Np nucisz jakąś zwykłą piosenkę, nie masz nut, siadasz do
    fortepianu i grasz czy takie umiejętności to już całkiem wysoka szkoła jazdy?
  • lidqa 21.10.05, 20:10
    no to ja tez umiem, znaczy nei zagram jak wirtuoz (zreszta ja zaczynalam od
    akordeonu teraz pogrywam oprucz tego na pianinie i gitarze klasycznie) ale
    uslysze to usiąde i mniej wiecej zagram. Ale nie zapisze tego nutami raczej,
    czyli jak ty mi zagrasz to ja nie okresle tonacji i nie napisze tego a w szkole
    umialam.
  • linka9 21.10.05, 23:46
    lidqa napisała:

    > no to ja tez umiem,

    Dzięki za odpowiedź. Zastanawiam się też czasmi oglądając grające fortepiany,
    czy jest możliwe, aby oni tak bez nut grali melodie, czy też jednak wcześniej
    przed programem ustalane są tytuły.
  • lidqa 22.10.05, 09:18
    oczywiscie ze to mozliwe. Pianisci tej klasy co oni nawet wejdą w tonacje i nie
    muszą jej narzucac. Czyli nie wazne czy zaczniesz spiewac od C czy od F on to
    dobre zagra. I on sie juz nei musi nawet nad tym zastanawiac bo to jest "w
    palcach".
  • linka9 22.10.05, 15:10
    lidqa napisała:

    > oczywiscie ze to mozliwe. Pianisci tej klasy co oni nawet wejdą w tonacje i nie
    >
    > muszą jej narzucac. Czyli nie wazne czy zaczniesz spiewac od C czy od F on to
    > dobre zagra. I on sie juz nei musi nawet nad tym zastanawiac bo to jest "w
    > palcach".

    Tonacja, tonacją, ale, żeby po kolei stukać nutki w odpowiednie klawisze już
    wszystko jedno, gdzie się zacznie, to dla mnie trudne do wyobrażenia! Edukacja
    muzyczna na poziomie prawie zerowymsad
  • lidqa 22.10.05, 16:56
    wydaje ci sie... znacznie trudniej jest wstrzelic sie w tonacje smile
  • linka9 22.10.05, 17:13
    lidqa napisała:

    > wydaje ci sie... znacznie trudniej jest wstrzelic sie w tonacje smile

    W tej kwestii to nawet nic mi się nie wydaje, jestem bardziej zielona niż
    papierówka, po prostu dla głuchych to i tonacje nie ma takiego znaczeniasmile
    Ja czasami chciałam sobie coś brzdęknąć, jakąś prostą melodię i słyszę, że złe
    dźwięki, ale czy ma być wyżej czy niżej i o ile, to nijak nie mogę dojśćsad
    A oni tak z głowy i ze słuchu !
  • acorns 21.10.05, 13:28
    Tak. Temat nieco zszedł. Od kieszonkowego do uzasadnienia celowości jego
    dawania wraz ze wszystkimi aspektami. Ogólnie chodzi o to, że jest ono
    elementem wychowania, tak jak pieniądz jest elementem życia, a wychowanie
    przygotowaniem do życia. I tu każdy powinien określić sobie cele, odpowiedzeć
    na pytanie "co ja chcę dla swojego dziecka?". Ja mam takie cele a nie inne i
    robię tak, żeby je osiągnąć. Ja chciałbym się dowiedzieć jaki cel wychowawczy
    ma dawanie 5 zł tygodniowo. Bo ani to nie nauczy gospodarności (bo niby czym tu
    gospodarować), ani oszczędzania (bo niby co tu odłożyć), ani nie przygotuje do
    życia (bo i tak rodzice wszystko kupują).

    > Chciales wlozyc na barki malej dziewczynki odpowiedzialnosc za urzadzenie
    > czesci domu.

    Moim zdaniem to jest nadinterpretacja. Ona ma tylko i wyłącznie zaprojektować
    swój pokój. Resztę według swojego uznania i chęci. Gdyby nie chciała decydować
    w tej kwestii, wybrałbym za nią, ale ponieważ chce, to będzie ona wybierać.
    Łazienka bedzie wspólna niestety. Jako artystka przedstawia swoją wizję nie
    zwracając uwagi na koszty przedsięwzięcia ani na możliwości techniczne. To jest
    moje zadanie. Bo jak zaprojektuje sobie coś co JA na podstawie MOJEJ wiedzy i
    znajomości rynku wycenię na 60 tysięcy to powiem jej, że musi zrezygnować z
    tego czy tamtego bo jeszcze nie okradłem banku. Ona nawet nie wie ile kosztuje
    1m2 parkietu bo ją to nie interesuje.
    Natomiast wiedzę na temat sprzętu dyskotekowego ma bardzo dużą. Wie dobrze co
    to jest flower, skaner, kanały i kontroler DMX, gobo, jak działa wytwornica
    dymu. Mam znajomego DJ-a i dorabiałem wcześniej montując i serwisując sprzęt
    dyskotekowy. Ona lubiła patrzeć na próby efektów bo podobało jej się to
    (zresztą trudno się tu dziwić). I tak się tego nauczyła, bo taka wiedza zostaje
    w głowie. Małe dzieciaki łąpią momentalnie. Z budowy też bardzo dużo
    zapamiętała.

    > nieraz bedziesz zaskoczyny dziecinnoscia jej reakcji. Bo kiedys musi
    > odreagowac.Takie jest prawo dzungli.

    Dziecinność mojej córki przejawia się tym, że nieraz łapie taki nastrój, że
    wszystko ją przytłacza i wtedy trzeba ją przytulić, pozwolić się wypłakać i
    niech tak przytulona zaśnie i rano już jest OK. Teraz ma tak częściej niż
    zwykle, bo i więcej się dzieje. Zmiana szkoły, zmiana miejsca zamieszkania,
    wszystko nowe, dużo atrakcji, dużo zajęć. I jeszcze teraz mnie nie ma bo mam
    sprawy do załatwienia w W-wie. Taka potrzeba przytulania jest dla niej jako
    dziecka naturalna i to jej daje poczucie bezpieczeństwa.

    Ja wiem, że nie jest osobą dorosłą pomimo wielu dojrzałych zachowań. Ona sama
    podejmuje takie działania z własnej inicjatywy. Teraz na przykład bardzo pomaga
    mojej dziewczynie w opiece nad młodszym rodzeństwem. Aż dziś rano sam się
    zdziwiłem jak przeczytałem maila, że wczoraj troje małych dzieci nakarmiła,
    wykąpała i położyła spać i jeszcze zrobiła pranie. Nagle okazało się, że chce i
    może. Jak miałem wcześniej jakąś kobietę to problemem było nawet umycie po niej
    szklanki. Nie przyspieszam niczego sztucznie. Pewne rzeczy owszem - musiałem bo
    taka konieczność była. Zbyt mało przebywała z rówieśnikami. Starałem się
    zapewniać jej to jak najczęściej ale to i tak nie zastąpiło jej przedszkola.
  • lidqa 21.10.05, 15:36
    Ja chciałbym się dowiedzieć jaki cel wychowawczy
    > ma dawanie 5 zł tygodniowo. Bo ani to nie nauczy gospodarności (bo niby czym
    tu
    >
    > gospodarować), ani oszczędzania (bo niby co tu odłożyć), ani nie przygotuje
    do
    > życia (bo i tak rodzice wszystko kupują).


    To jest proste pytanie. Bo dziecko w wieku 8 lat np chce codziennie batonik. I
    soczek i buleczke itd itd. Mama kupi mu na drugie sniadanie soczek i buleczke
    ale codzienny batonik to juz jest zachcianka. Wiec 5 zl nie ma nauczyc
    oszczednosci tylko ma nauczyc ze jak wydasz dzis cale
    5 zl to jutro i pojutrze nie bedziesz miec nic. My caly czas mowimy o malych
    dzieciach a nie o 15-latkach. Bo na ciuchy czy kosmetyki to juz sobie starsze
    dzieci niech zbierają a nei 8 - latek. On ma po prostu nauczyc sie tak wydawac
    zeby mu starczylo na cos kazdego dnia. A 5 zl mozna gospodarowac na tym etapie.
    A dzieci nie musza codziennie jest slodyczy i chipsow a te 5 zl to moze
    ograniczyc.




  • linka9 21.10.05, 16:09
    acorns napisał:
    > Ja chciałbym się dowiedzieć jaki cel wychowawczy
    > ma dawanie 5 zł tygodniowo.

    Poprzedniczka już wyjasniła.

    >Bo ani to nie nauczy gospodarności (bo niby czym tu
    > gospodarować), ani oszczędzania (bo niby co tu odłożyć), ani nie przygotuje do
    > życia (bo i tak rodzice wszystko kupują).

    To Twoje zdanie. 8 czy nawet 12-latek ma prawo być jeszcze niedojrzały i
    oczekiwać, że rodzice właśnie kupią, co nie oznacza, że nie dadzą wyboru (np
    droższe spodnie lub tańsze plus np płyta). Sposób, który preferujesz sprawdzi
    się natomiast u starszych małolatow.

  • linka9 21.10.05, 14:12
    rycerzowa napisała:

    > No tak, zamiast potrzebnej dyskusji na temat kieszonkowego dla dzieci mamy
    sąd kapturowy nad wychowawczymi metodami acornsa.

    Mądre są Twe wypowiedzi, ja mam jednak jedno "ale". Jeżeli rodzic pisze, że
    jeździ pod prąd kiedy SAM uzna to za stosowne i nie widzi w tym nic złego, kiedy
    na zwrócenie uwagi dopuszcza rękoczyny i chamską pyskówkę, kiedy twierdzi, że
    nikt nie ma prawa STAWIAĆ OGRANICZEŃ jego córce, to ja się jednak obawiam. Nie
    tyle o przyszłość acornsa i jego córki, ale o przyszłość społeczeństwa, jeśli
    takie postawy uznamy za dopuszczalne.
  • rycerzowa 21.10.05, 17:12
    Linka, sama widzisz, że to jest tak, jak z tymi samochodami rozdawanymi w Moskwie.
    Nie samochody a rowery, i nie rozdają ale kradną.

    To nie dziewczynka pobiła, tylko ją pobito (przypuszczalnie za brak, delikatnie
    mówiąc, dobrych manier),
    - ojciec nie dał jej do dyspozycji kuludziesieciu tys. zł, tylko pogadał sobie z
    nią, jak za tę sumę urządzić dom ( bo z kim miał pogadać?),
    - projekty dla agencji reklamowej to były kolorowanki i dziecięcy rysunek (jak
    mógł się nie podobać?),
    - wątpię, że ojciec pod prąd, skoro tłumaczy córce , jakie są skutki brawurowej
    jazdy,
    - niby nie stawia ograniczeń, ale pokazuje jako ostrzeżenie ludzi, którzy bez
    tych ograniczeń żyją. I tak dalej.
    Zwyczajnie widzimy ojca, który kocha dziecko i dba o nie, a że to jego
    pierwsze dziecko, to, jak każdy, popełnia błędy.

    Ja jestem poznanianka, więc mam słabość do ludzi zaradnych, którzy nie dają się
    przeciwnościom losu. Zaś przechwałki młodych mężczyzn zawsze mnożę przez
    odpowiedni współczynnik. Taka już ich natura.

    Zabrałam głos, bo z jednej strony szkoda mi tego faceta. W głębi duszy boję się,
    że Młoda będzie mu jednak sikać do piwa.
    No i szkoda mi dziecka, które traktowane jest jak dorosłe.

    Ale, jak widzimy, wszystko jest na dobrej drodze.

    Nie powstrzymam się od "dobrej rady" dla acornsa.
    Nie pokazuj córeczce czarnej strony rzeczywistości. Nie po spelunkach i
    siedzibach narkomanów ją ciągaj. Wybierz się na wystawę, koncert - pokaż, co
    ludzie potrafią robić dobrego. A najlepiej na jakąś ciekawą budowę, tyle się w
    Warszawie i na Mazurach buduje! Niech podziwia potęgę myśli ludzkiej. Skoro jest
    uzdolniona plastycznie i ma odpowiednie doświadczenie i odporność, to może
    zostanie w przyszłości architektem, albo przynajmiej inżynierem budowlanym.
    Niepowodzenia w szkole podstawowej często wynikają z tego, że dziecko jest za
    bystre ( i ma swoje zdanie); verdana może coś na ten temat powiedzieć.

    Jeśli zaś chodzi o edukację muzyczną, to w wieku dorosłym można sobie jedynie
    pobrzdąkać. Aby zostać wirtuozem, należy ćwiczyć w wieku dzięciecym.
    Dzieciństwo jest bardzio ważnym okresem w życiu człowieka, z tego wzgledu
    właśnie, że pewnych rzeczy się już nigdy nie odrobi, pewnych skrzywień nie
    wyprostuje.
  • lidqa 21.10.05, 17:55
    Ja jestem poznanianka, więc mam słabość do ludzi zaradnych, którzy nie dają się
    > przeciwnościom losu. Zaś przechwałki młodych mężczyzn zawsze mnożę przez
    > odpowiedni współczynnik. Taka już ich natura.


    smile czyli np nielegalne zdobywanie pieniedzy tez jest zaradnoscia? bo jesli tak
    to ja wole byc niezaradna
  • rycerzowa 22.10.05, 11:16
    Eeeeee, no chyba nie sądzisz, że mamy na forum jakiegoś malwersanta.
    Nie pasuje do portretu psychologicznego.
    Ja zresztą doceniam przede wszystkim fakt, że ktoś dostaje potężnego kopa od
    życia ale nie siada i nie rozkleja się , tylko zakasuje rękawy i bierze się do
    roboty.

  • acorns 21.10.05, 18:00
    > To nie dziewczynka pobiła, tylko ją pobito (przypuszczalnie za brak,
    > delikatnie mówiąc, dobrych manier),

    Ja już nie wnikam co i jak tam było. Obie strony mówiły co innego. Ja widziałem
    tylko pobojowisko, a Młoda na szczęście pobić się nie dała. Sąsiad, który
    słyszał wszystko twierdził, że najpierw się darła moja ex i wyzywała Młodą
    między innymi od wywłok, lampucer, posrańców, ścier burdelowych, kopciuchów,
    szmat. Bardziej wulgarnych wyzwisk nie przytoczę bo mi cenzura nie przepuści.

    > - ojciec nie dał jej do dyspozycji kuludziesieciu tys. zł, tylko pogadał
    > sobie z nią, jak za tę sumę urządzić dom ( bo z kim miał pogadać?)

    To miała być JEJ część domu, a teraz mowa jest o JEJ pokoju. Jej zdanie jest
    więc bardzo ważne. Nie pytam jej jak mam coś wykonać tylko co mam wykonać.
    Przecież nie dam jej do ręki 45 kafli bo ja też ich nie wypłacam tylko płacę
    kartą. To był skrót myślowy

    > - projekty dla agencji reklamowej to były kolorowanki i dziecięcy rysunek
    >cryingjak mógł się nie podobać?)

    To była kompozycja z wykorzystaniem zdjeć i motywów z katalogów agencji foto
    plus modyfikacje w Photoshopie (umie to całkiem nieźle). Dobre rysunki
    storyboardowe raczej przypominają te z komiksów niż dziecinne kolorowanki, choć
    są nieco prostsze od komiksowych i nie wymagają zaawansowanych technik
    kolorowania.

    > - wątpię, że ojciec pod prąd, skoro tłumaczy córce , jakie są skutki
    > brawurowej jazdy

    Przejechanie pod prąd 150 metrów pustą ulicą jednokierunkową nie zagraża
    niczyjemu bezpieczeństwu a oszczędza mi paliwo i czas. To nie brawura, podobnie
    jak nie jest brawurą zawracanie na zakazie jeśli nic nie jedzie za mną, a do
    najbliższego dozwolonego nawrotu mam 3 kilometry.

    > - niby nie stawia ograniczeń, ale pokazuje jako ostrzeżenie ludzi, którzy bez
    > tych ograniczeń żyją.

    Jak mówię granice są i być muszą, ale w jej świadomości a nie narzucone przeze
    mnie. Ja nie mogę być strażnikiem granic, bo po pierwsze - moja nieobecność to
    będzie zielone światło do przekroczenia tej granicy, a po drugie - jej
    młodzieńczy bunt zostałby skierowany przeciw mnie i wówczas rzeczywiście moje
    piwo mogłoby mieć podejrzanie słony smak.

    > No i szkoda mi dziecka, które traktowane jest jak dorosłe.

    Nie jest. Wcale jej tak nie traktuję. Pozwalam jej podejmować wyzwania jeśli
    chce, ale nie oczekuję tego od niej ani nie nakładam na nią takiego obowiązku.

    > Wybierz się na wystawę, koncert - pokaż, co ludzie potrafią robić dobrego.

    Będę musiał. Chcę ją zabrać na Spektakl Światła na zamku w Malborku. Teraz
    będziemy mieli bliżej, niż z Warszawy. Teraz będzie lepiej, bo najgorszym
    siedliskiem wszelkiego dziadostwa i zagrożeń jest Warszawa. Tu w gminnej szkole
    nie ma problemu z narkotykami ani z przemocą. Ludzie są zupełnie inni.

    > Skoro jest uzdolniona plastycznie i ma odpowiednie doświadczenie i odporność,
    > to może zostanie w przyszłości architektem, albo przynajmiej inżynierem
    > budowlanym.

    Myślę, że najprawdopodobniej zostanie projektantką wnętrz. Tu bowiem jej
    pomysłów nie brakuje i naprawdę lubi to robić. Nie ukrywam, że w tym jest
    lepsza ode mnie. Brakuje jej jednak trochę wiedzy, ale wbrew pozorom nie takiej
    jaką zdobywa w szkole.
  • linka9 21.10.05, 23:56
    rycerzowa napisała:

    > Linka, sama widzisz, że to jest tak, jak z tymi samochodami rozdawanymi w Moskwie.
    > Nie samochody a rowery, i nie rozdają ale kradną.

    No super to ujęłaś. Ja czytając różne wątki widzę na forum, że po nitce, do
    kłębka i dochodzimy niejednokrotnie do zupelnie innego obrazu niż wyłaniał się z
    pierwszego listu.

    Tu juz np acorns ciut mniej kategorycznie do tego braku ograniczeń podchodzi
    "Jak mówię granice są i być muszą".

    Jednak np te wspólne relaksacje pod prysznicem, na golasa dorastającej panienki
    z ojcem tudzież pewne filmy jakoś trudno mi współczynnikiem potraktować ...

    > Ale, jak widzimy, wszystko jest na dobrej drodze.

    Miejmy nadzieję, że tak. W sumie troszczy się o tę swoją pannicę, a tak naprawdę
    chyba sam jest trochę w tym świecie zagubiony i skołowany.

  • rycerzowa 22.10.05, 11:26
    Hm, miejmy nadzieję, że acorns weźmie pod uwagę kontekst kulturowy, że te same
    zachowania w róźnych miejscach co innego znaczą. W Finlandii całe rodziny i
    goście chodzą wspólnie do sauny i robią to dla zdrowia i relaksu. Jeśli
    natomiast jakiś kolega acornsa chciałby pójśc z nim i z jego córeczką do sauny,
    to raczej nie dla relaksu i pewnie acorns by go popędził.
    Podobnie gdyby ktoś wpadł na pomysł, aby córeczka nosiła tornister na głowie,
    dla zachowania prostej postawy, jak to czynią dziewczęta na wyspach Oceanii.
    W Polsce dzieci by się z niej śmiały.

    Sauna to wspaniała rzecz, ale zaczynać należy jak w Finlandii, całą rodziną, od
    najmłodszych lat.
  • linka9 22.10.05, 12:26
    rycerzowa napisała:

    > Hm, miejmy nadzieję, że acorns weźmie pod uwagę kontekst kulturowy, że te same
    > zachowania w róźnych miejscach co innego znaczą.

    To też prawda.

    >W Finlandii całe rodziny i
    > goście chodzą wspólnie do sauny i robią to dla zdrowia i relaksu.

    Rzecz gustu, ale jak sama napisałaś: całe rodziny.

    >Jeśli natomiast jakiś kolega acornsa chciałby pójśc z nim i z jego córeczką do
    sauny, to raczej nie dla relaksu i pewnie acorns by go popędził.

    Z nim, jak z nim, ale sam kolega ...
    Niemniej jednak, uważam, że są granice czynności relaksujących (również, a może
    przede wszystkim pomiędzy ojcem i córką), podobnie jak i wprowadzania w świat
    dorosłych obrazowany filmem. I to w każdej kulturze.

  • acorns 22.10.05, 12:55
    Co do sauny to tak ja pisałem wcześniej - jest to forma relaksu i tylko w
    naszym świętoszkowatym kraju takie rzeczy będą szokowały jeszcze bardzo długo.
    Matka Młodej jest Rosjanką i mamy więc trochę znajomych i rodziny w Rosji. U
    wujka jest ruska bania i tam nikt z tego nie robi sensacji. Jak byłem w
    Norwegii to też po robocie ja, kumpel i rodzinka u której pracowaliśmy przy
    budowie domu korzystaliśmy z sauny. Mieli troje dzieci - dziewczyny 16 i 12 lat
    i chłopak 13. Zero problemów i tam nikt na to nie patrzy pod kątem erotycznym.
    Uwarunkowania kulturowe są ważne, ale myślę, że czas na zmiany. Bo jak
    zauważyłem, tylko Polska jest taką enklawą pruderii. Nawet porządnej plaży
    naturystycznej brak, bo są oblegane przez panów różnej orientacji seksualnej
    którzy przychodzą tam tylko sobie popatrzeć. W Czechach problemu z nagością nie
    ma. W Niemczech też nie ma, na Słowacji nie. A w Polsce od razu każdy ma jakieś
    skojarzenia. U nas jak widać mamy epokę wiktoriańską. Jednak ja ani córka ani
    moja dziewczyna nie zrezygnujemy z tego co lubimy tylko dlatego, że normy
    kulturowe wytyczają Brygady Moherowych Beretów i ojciec Rydzyk.
  • linka9 22.10.05, 15:06
    acorns napisał:

    > kulturowe wytyczają Brygady Moherowych Beretów i ojciec Rydzyk.

    Nie, to zupełnie nie w tym rzecz. Mojego zdziwienia nie mozna rozpatrywać w
    oderwaniu od tego, co wcześniej pisałeś o Was, od sytuacji, w jakiej się
    znajdujecie, o podejściu do pewnych spraw.

    W sumie i tak niewielu facetów tak szczegołowo analizuje proces wychowawczy
    dzieci. Tu nalezy Ci się pochwałasmile
  • acorns 22.10.05, 19:40
    Proces wychowania wymaga analizy działanie - efekt. Pewne rzeczy wyrwane z
    kontekstu mogą szokować. Na przykład to, że ojciec z jedenastoletnią córką
    razem pod prysznicem. Ale jaki efekt może mieć to w skali społecznej? Otóż
    dziecko oswojone z nagością i zapoznawane z trudnymi tematami będzie
    uświadomione seksualnie, a więc prawdopodobieństwo niechcianej ciąży się
    zmniejszy znacznie, a niechciane ciąże i podziemie aborcyjne są w tym kraju
    problemem ze względu na świętojebliwe purytańskie rodzinki, w których dzieci
    przynosi bocian albo znajduje się w kapuście, a nagość się starannie ukrywa,
    żeby broń Boże ktoś nie zobaczył. I tak masz ze wszystkim po kolei.
  • linka9 22.10.05, 21:19
    acorns napisał:
    > Na przykład to, że ojciec z jedenastoletnią córką
    > razem pod prysznicem. Ale jaki efekt może mieć to w skali społecznej? Otóż
    > dziecko oswojone z nagością i zapoznawane z trudnymi tematami będzie
    > uświadomione seksualnie, a więc prawdopodobieństwo niechcianej ciąży się

    Czyzbyś sugerował, że panienki nie relaksujące się z ojcem pod prysznicem są
    skazane na problemy?

    > a niechciane ciąże i podziemie aborcyjne są w tym kraju
    > problemem ze względu na świętojebliwe purytańskie rodzinki, w których dzieci
    > przynosi bocian albo znajduje się w kapuście, a nagość się starannie ukrywa,
    > żeby broń Boże ktoś nie zobaczył. I tak masz ze wszystkim po kolei.

    Czyli, najpierw się odprężamy (a może wczesniej jeszcze Emanuele), potem
    rozmawiamy na trudne tematy, w międzyczasie głaskamy się po brzuszkach, pieścimy
    stópki, sięgamy wyżej, dlaczegóżby nie po piersiach (przecież to tylko na
    poziomie relaksacji), w miedzyczasie tatuś pozwala namacalnie sprawdzić męskie
    reakcje (bo przecież mógłby to zrobić ktoś nieodpowiedni po lekcjach czy na
    imprezie) i ... uświadomienie na piatkę z plusemwink Nie ma szans (?), aby po
    takiej edukacji, kiedykolwiek doszlo do niechcianej ciąży ...

    "Matka Młodej jest Rosjanką i mamy więc trochę znajomych i rodziny w Rosji. U
    wujka jest ruska bania i tam nikt z tego nie robi sensacji."

    Czy przez analogię, będziesz również dowodził, że postawa matki (wychowana na
    takich wzorcach) to nic złego i właściwie dlaczego córka ma jej nie nasladować?
    (nikt jej nie będzie nic zabraniał przecież)
  • acorns 22.10.05, 22:07
    Każdy widzi to co chce widzieć. Nie będę udowadniał, że nie jestem wielbłądem
    ani tego, że wielbłąd jest garbaty.

    Chciałbym tylko przypomnieć, że męskie reakcje następują w sytuacjach
    erotycznych.

    I nie wybieraj się przypadkiem do czeskich albo niemieckich aquaparków. Tam to
    się dopiero dzieje. Czy Ty wiesz, że są tam nawet godziny nagiego pływania,
    gdzie tatusiowie z córkami, mamu sie z synami a i dziadkowie też wpólnie
    relaksują się w basenie nie stroniąc od kontaktów fizycznych? I jeszcze razem o
    zgrozo siedzą w saunie, razem też biorą prysznic. Tam to jest dopiero
    deprawacja na wielką skalę wink A ja... no cóż. Już i tak jestem zdemoralizowany,
    córka w sumie też. Na ferie się więc chyba wybierzemy na parę dni do jakiegoś
    niemieckiego aquaparku i popływamy sobie na golasa. A może nawet i do czeskiego
    Liberca się wybierzemy.
  • linka9 22.10.05, 22:58
    acorns napisał:

    > Każdy widzi to co chce widzieć.
    > Nie będę udowadniał, że nie jestem wielbłądem
    > ani tego, że wielbłąd jest garbaty.

    Chwileczkę, dlaczego tak się uniosłeś?
    Czy ja gdziekolwiek napisałam, że podejrzewam Cię o niecne zamiary w stosunku do
    córki? Pociągnęłam jedynie wątek edukacyjno-relaksayjny, w kontekście Twoich
    wypowiedzismile

    Miłych kąpieli w Czechach i nie tylko!
  • acorns 22.10.05, 23:45
    > Pociągnęłam jedynie wątek edukacyjno-relaksayjny, w kontekście Twoich
    > wypowiedzismile

    No dobrzesmile Ale nie ciągnijmy już tego wątku relaksacyjnego, który do edukacji
    seksualnej wnosi głównie to, że dziecko jest oswojone z nagością i traktuje ją
    jak coś naturalnego tam gdzie ona jest naturalna. Dziecko widzi i jest świadome
    różnic między swoją budową ciała a budową ciała dorosłego człowieka. Jest się
    do czego odnieść rozmawiając o dojrzewaniu. A chyba nie zaprzeczysz, że takie
    rozmowy są potrzebne.
  • linka9 22.10.05, 23:58
    acorns napisał:

    > Dziecko widzi i jest świadome
    > różnic między swoją budową ciała a budową ciała dorosłego człowieka. Jest się
    > do czego odnieść rozmawiając o dojrzewaniu. A chyba nie zaprzeczysz, że takie
    > rozmowy są potrzebne.

    Ależ oczywiście, że są potrzebne, ale ich poziom bynajmniej nie zależy od
    spornego tematu. Na zakonczenie przekornie odwrócę problem: nie słyszałam
    jeszcze, aby BRAK wspólnych kąpieli nastolatki i nie pozostającego w stałym
    związku jej ojca WPŁYNĄŁ NEGATYWNIE na edukację i życie seksulane dziewczyny.
    Inne zależność, niestety, zdarzały się. Ale to Was zapewne nie będzie dotyczyć...
  • acorns 22.10.05, 13:04
    Granice są. Tak jak jest płaszczyzna, po której można poruszać się bezpiecznie,
    a jest i przepaść, którą ta płaszczyzna się kończy. Moja córka to dziecko
    jeszcze. Ona ma prawo czegoś nie wiedzieć i tak naprawdę wcale nie czuje się aż
    tak pewna siebie. Ale mi wystarczy jedno jej spojrzenie przez ułamek sekundy i
    wiem, że ona w tym momencie szuka potwierdzenia lub negacji tego co robi lub co
    mówi. Bo nie czuje się w tym momencie pewna. Wtedy ona dopiero potrzebuje, żeby
    tę granicę jej pokazać, wytyczyć. Ona mnie o to prosi. Tak było zawsze i tak
    robiłem. Tylko że tak delikatnie a nie od razu zakazami.

    Ja zagubiony nie jestem. Ale przekonałyście mnie tu, że Młoda faktycznie mogła
    momentami być nieco zagubiona i skołowana czego ja nie zauważałem. Starałem
    się, żeby było OK i udawało się. Nie była na pewno pokrzywdzona. Teraz będę
    musiał wyznaczyć jej pewne zadania, które ma wykonać a do reszty się nie
    wtrącać dopóki nie wykona tego co wyznaczyłem. Bo ona faktycznie gubi się w
    tym. I to robi i tamto i tu chce i jeszcze coś i w tej malutkiej główce
    wszystko się rypie bo tego nie ogarnie a chciałaby. Nawet ja tak nie do końca
    panuję nad całością teraz bo zbyt dużo tego jest. Muszę pomóc jej się w tym
    odnaleźć. Tu jej rzeczywiście trzeba coś wyznaczyć i pokierować, bo się jeszcze
    bardziej w tym zamota.
  • rycerzowa 23.10.05, 00:46
    acorns, pomysl logicznie, bo chyba potrafisz. Jeś z czyms dziecko oswajasz, to
    osiągniesz tylko tyle, że będzie z tym oswojone, że nie będzie się tego lękać.

    Zresztą dla żadnego małego dziecka nagość nie jest problemem, słowo daję.
    Dziecko do pewnego wieku, właśnie do ok. 10 -11 lat nie przywiązuje specjalnej
    wagi do swego ciała, jakby wiedziało,że wkrótce i tak się wszystko zmieni.
    Ciała innych też traktuje jak element otoczenia, bez specjalnej estymy. Wiele
    małych dzieci kąpie się z rodzicami a wszystkie pozwalają asystować sobie przy
    kąpieli i pielęgnacji.
    Z małym jeszcze dzieckiem można na najtrudniejsze tematy swobodnie
    porozmawiać, bo czy o seksie czy o kosmosie, to dla niego wszystko jedno. To
    wszystko wiedza o świecie.

    Aż pewnego dnia dziecko delikatnie wyprasza nas z łazienki, niezależnie jakiej
    jest ono płci. Otóż zdobyło swiadomość własnej odrębności, własnej płciowości.
    Już nam nie pozwoli przeczytać swego pamiętnika, juz ma swoje tajemnice. I
    bardzo dobrze. Znaczy się - dorasta. Staje się indywidualnością.

    Twoja dziewuszka teraz jest jeszcze mała, traktuje cię, jak opiekuna, rodzica,
    który jeszcze niedawno podcierał ją i mył. Dla ciebie ona jest cząstką twego
    ciała, więc dlaczego miałbyś odczuwać skrepowanie?

    Ale przekonasz się, że za kilkanaście miesięcy ona się zmieni.

    Jeśli chodzi o niepożądane ciąże, to jest to sprawa o wiele bardziej
    skomplikowana, niż ci się to teraz wydaje. To naprawdę zupełnie inny problem.
  • acorns 23.10.05, 12:10
    > Zreszta dla zadnego malego dziecka nagosc nie jest problemem, slowo daje.
    > Dziecko do pewnego wieku, wlasnie do ok. 10 -11 lat nie przywiazuje
    > specjalnej wagi do swego ciala, jakby wiedzialo,ze wkrótce i tak sie wszystko
    > zmieni. Ciala innych tez traktuje jak element otoczenia, bez specjalnej
    > estymy. Wiele malych dzieci kapie sie z rodzicami a wszystkie pozwalaja
    > asystowac sobie przy kapieli i pielegnacji.

    Tu się nie zgodzę. Ja byłem wielokrotnie podglądany przez kuzynki i sam
    podglądałem jako małolat. Młoda takich zapędów nie ma, żeby kogokolwiek
    podglądać. Jak na lekcji omawiali budowę narządów płciowych to jako jedna z
    bardzo nielicznych traktowała to normalnie bez głupich uwag ani jakiegoś
    podekscytowania. Widzę też nieraz na basenie jak te biedne chłopaczki w wieku
    kilku - kilkunastu lat gimnastykują się zmieniając majtki pod ręcznikiem. To
    jest właśnie to o czym pisałem, a czego uniknęliśmy. Z jednej strony dzieciak
    jest ciekawy jak to tam wszystko wygląda i będzie szukał okazji, żeby zobaczyć
    (podglądanie), a z drugiej strony będzie miał opory przed rozebraniem się np.
    na basenie pod prysznicem bo będzie przekonany, że każdego interesują wyłącznie
    jego klejnoty albo szparka. Czyli jest to traktowanie płci i różnic między nimi
    jako czegoś tajemniczego a więc odkrywanego a z drugiej strony strzeżonego, a
    to nie tak ma być.

    > Z malym jeszcze dzieckiem mozna na najtrudniejsze tematy swobodnie
    > orozmawiac, bo czy o seksie czy o kosmosie, to dla niego wszystko jedno. To
    > wszystko wiedza o swiecie.

    Jest różnica między tłumaczeniem pięciolatce skąd się biorą dzieci a rozmowie z
    trzynastolatką o seksie jako takim. Pięciolatka nie musi znać szczegółow
    technicznych, bo nie to konkretnie ją interesuje. Trzynastolatka już powinna
    wiedzieć kto co komu gdzie wkłada, co następuje i jak to z tym zapłodnieniem
    jest.

    > Az pewnego dnia dziecko delikatnie wyprasza nas z lazienki, niezaleznie
    > jakiej jest ono plci.

    To akurat nie nastąpi u nas. To jest kwestia kultury w której się dorasta. Na
    naturystycznych imprezach rodzinnych w Babylonie w Libercu są rodziny z całkiem
    już dużymi dziećmi. Nieraz nawet i dwudziestoletnimi. U rodzinki w Rosji w
    jednej bani nago jest i dziadek i wujek i ciotka i nastoletni kuzyn,
    nastoletnie kuzynki i Młoda i ja i nikt nikogo nie wygania. Z łazienki również.
    Gdyby to wyganianie miało nastąpić, nastąpiłoby właśnie teraz. Już pojawia jej
    się owłosienie, powiększyły jej się sutki. Zazwyczaj rodzicom nie jest dane już
    tego oglądać. A Młoda jeszcze zadaje pytania "a co będzie dalej?" "kiedy
    dostanę okres?", "czy to mnie będzie bolało?", "a czy te włosy będą długie?" i
    mnóstwo innych. I fajnie, że o to pyta a nie szuka odpowiedzi
    w "Bravo", "Twist" albo innym odmóżdżaczu albo nie tworzy własnych teorii na te
    tematy. A na przykład jej koleżanka bardzo się bała dojrzewania bo usłyszała
    gdzieś tam, że te włosy trzeba codziennie depilować i to bardzo boli. Dopiero
    ja - obcy dla niej człowiek musiałem wyprowadzić dziewuszkę z błędu. A od czego
    są rodzice? Czemu ich nie spytała?

    > Juz nam nie pozwoli przeczytac swego pamietnika, juz ma swoje tajemnice. I
    > bardzo dobrze. Znaczy sie - dorasta. Staje sie indywidualnoscia.

    Oczywiście, że każdy z nas ma jakieś swoje tajemnice. Nawet przedszkolaki.
    Pewnie Młoda niedługo zacznie mniej szczegółów zdradzać. Teraz przyznaje się
    (choć się trochę zawstydziła) do masturbacji i opowiada, że starsza kuzynka ją
    nauczyła. A mi przypomniały się czasy kiedy sam byłem 12-14sto latkiem i temat
    masturbacji się pojawił i też jej opowiedziałem jak ja zaczynałem w tej
    kwestii. Najważniejsze to umieć ze sobą rozmawiać na każdy temat to i tych
    tajemnic bedzie mniej. Myślę, że nie będę do końca wtajemniczony w jej sprawy
    sercowe poza tym co konieczne.
  • linka9 23.10.05, 19:51
    acorns napisał:
    > Tu się nie zgodzę. Ja byłem wielokrotnie podglądany przez kuzynki i sam
    > podglądałem jako małolat. Młoda takich zapędów nie ma, żeby kogokolwiek
    > podglądać.

    Czy trudno Ci dostrzec również urok takiego podglądania?

    > Widzę też nieraz na basenie jak te biedne chłopaczki w wieku
    > kilku - kilkunastu lat gimnastykują się zmieniając majtki pod ręcznikiem.

    Dlaczego biedne?

    > jest właśnie to o czym pisałem, a czego uniknęliśmy. Z jednej strony dzieciak
    > jest ciekawy jak to tam wszystko wygląda i będzie szukał okazji, żeby zobaczyć
    > (podglądanie), a z drugiej strony będzie miał opory przed rozebraniem się np.
    > na basenie pod prysznicem bo będzie przekonany, że każdego interesują
    wyłącznie jego klejnoty albo szparka. Czyli jest to traktowanie płci i różnic
    między nimi> jako czegoś tajemniczego a więc odkrywanego a z drugiej strony
    strzeżonego, a to nie tak ma być.

    Dlaczego tak rygorystycznie? Czy tak trudno Ci dostrzec przestrzeń pomiędzy
    ściśle pruderyjną postawą typu radio Maryja a naturyzmem? Skąd takie
    wyobrażenie, że ludzie, dla których ich ciało stanowi prywatność i nie są
    zwolennikami publicznego obnażania muszą mieć problemy związane z seksualnością
    w szerokim tego słowa rozumieniu? Na jakiej podstawie wnioskujesz, że np nagie
    kąpiele wpływają pozytywnie na ludzi, a dziewczyny , które przez to przeszły
    przypadkowo w ciąże nie zajdą?

    > Jest różnica między tłumaczeniem pięciolatce skąd się biorą dzieci a rozmowie
    > trzynastolatką o seksie jako takim. Trzynastolatka już powinna
    > wiedzieć kto co komu gdzie wkłada, co następuje i jak to z tym zapłodnieniem
    > jest.

    Wszystko pięknie tylko dalej trudno zrozumieć zaprezentowany, uproszczony
    schemat myślenia.

    > > Az pewnego dnia dziecko delikatnie wyprasza nas z lazienki, niezaleznie
    > > jakiej jest ono plci.
    >
    > To akurat nie nastąpi u nas.

    I o czym to będzie świadczyć? Bo chyba nie o tym, że pozycie intymne Młodej w
    wieku dorosłym będzie bardziej satysfakcjonujące niż u tych, co wypraszali,
    domagając się prywatności.

    > To jest kwestia kultury w której się dorasta. Na
    > naturystycznych imprezach rodzinnych w Babylonie w Libercu są rodziny z
    >całkiem już dużymi dziećmi.

    Właściwie do czego zmierzasz? Uważasz, że ludzie spoza tej "kultury" są w jakimś
    sensie upośledzeni, nieszczęśliwi?

    > A Młoda jeszcze zadaje pytania "a co będzie dalej?" "kiedy
    > dostanę okres?", "czy to mnie będzie bolało?", "a czy te włosy będą długie?" i
    > mnóstwo innych. I fajnie, że o to pyta

    A myślisz, że inne dziewczynki nie zadają?

    > są rodzice? Czemu ich nie spytała?

    Tu się kłaniają relacje dziecka z rodzicami, zaufanie, bliskość, poczucie więzi
    i bezpieczeństwa, a kwestia nagich kąpieli nie ma tu nic do rzeczy.

    > Teraz przyznaje się
    > (choć się trochę zawstydziła) do masturbacji i opowiada, że starsza kuzynka ją
    > nauczyła.

    Ciągle uważam, że zbyt wcześnie uczy się życia.
  • rycerzowa 23.10.05, 22:05
    Acorns, jestes kolejnym rodzicem, bardzo silnie związanym z dzieckiem, któremu
    wydaje się, że tak zostanie na zawsze. Absolutna szczerość i całkowita kontrola.

    To już naprawdę niedługo, ojczulku, gdy córka zamknie przed tobą nie tylko drzwi
    do łazienki. Granicą jest wiek dojrzewania psychicznego, nie fizycznego.
    Pozostanie ci nie tylko pogodzic się z tym, ale nawet ucieszyć.

    Widać, że bardzo obawiasz się, by sfera seksualna nie wywarła negatywnego wpływu
    na życie twej córki. Wybrałeś metodę na "oswojenie lwa". Wydaje ci się, że gdy
    bedziesz o tym dużo mówił, to temat spowszednieje i Mlodej nie zagrozi.
    Lwa się nie da oswoić, jak dojrzeje to pokaże swą naturę.

    Na razie osiagnąłeś tyle, że mała bez problemów ściąga majtki.
    Powołujesz się na przykład Szwecji, Niemiec, Czech. Złośliwi mogliby powiedzieć,
    że kobiety tych krajów sa tak mało atrakcyjne,że choćby po ulicach na golasa
    chodziły, to wrażenia i tak nie wywołają.
    My zaś mieszkamy w Polsce, gdzie się ludziom - jak słusznie zauważyłeś -
    "wszystko kojarzy".Fakt, jestesmy rozerotyzowani. A ja to sobie cenię. Lubię
    czuć sie kobietą, lubię komplementy, lubię zawiesić oko na ciekawym mężczyźnie,
    lubię atmosferę flirtu, niedomówień, tajemniczości.

    Znam dość dobrze jeden z krajów skandynawskich, często tam bywam. Oni są
    absolutnie bezpłciowi!Babochłopy bez figury, ubrane bez wdzięku, rozmemłani
    mężczyźni. Seks jakiś tam pewnie mają ale erotyzmu za grosz.
    Oni moga łazić do sauny całymi rodzinami, co ja mówię, całymi osiedlami, mogą
    pływać w aquaparkach całymi stadami. Ekscytacji będzie tyle, jakbyś stado śledzi
    oglądał.

    Tak że twoje zachwyty nad ich brakiem pruderii namnie nie robią absolutnie
    zadnego wrażenia.

    Jeśli naprawde zależy ci na tym, by córka nie dokonała złego wyboru, to postaraj
    się, by była pewna swej wartości i atrakcyjności. By potrafiła dobrze ocenić
    innych ludzi. I by bywała w srodowiskach, gdzie wartościowi ludzie bywają.
  • linka9 23.10.05, 22:26
    rycerzowa napisała:
    > Na razie osiagnąłeś tyle, że mała bez problemów ściąga majtki.
    > Powołujesz się na przykład Szwecji, Niemiec, Czech.
    > A ja Lubię czuć sie kobietą, lubię komplementy, lubię zawiesić oko na
    >ciekawym mężczyźnie, lubię atmosferę flirtu, niedomówień, tajemniczości.

    > mogą pływać w aquaparkach całymi stadami. Ekscytacji będzie tyle, jakbyś stado
    śledzi oglądał.
    > Tak że twoje zachwyty nad ich brakiem pruderii namnie nie robią absolutnie
    > zadnego wrażenia.

    > I by bywała w srodowiskach, gdzie wartościowi ludzie bywają.

    Brawosmile Miejmy nadzieję, że i te słowa Accorns na spokojnie rozważy.
  • maksimum 02.11.05, 05:02
    verdana napisała:

    > 12 lat to dla mnie najwyższa pora.

    Niby dlaczego?

    > Jestem zwolenniczka dawania co tydzień - wtedy dziecko uczy się łatwiej
    > zarzadzać pieniedzmi. Lepiej też, jeśli na coś wymarzonego musi oszczędzić,
    niz jeśli kupi to na poczatku miesiaca, a potem nie bedzie miało ani grosza.
    > Dla mnie jest oczywiste, że pomoce szkolne kupuje ja (inaczej to nie jest
    żadne
    > kieszonkowe, tylko danie dziecku pieniedzy na rzeczy, bez których nie może sie
    > obejść - a więc i tak nie ma nic dla siebie). Przybory moje dziecko kupuje
    tylko
    > w dwóch wypadkach - jeśli są jakieś super wypasione i ja odmawiam, albo jeśli
    > zgubił po raz 24 i odmawiam odkupienia.
    > Lepiej też ustalić inne rzeczy - np. kto kupuje prezenty na imprezy kolegów.
    > Moim zdaniem nie dziecko, bo zniechęcamy go tym samym do prowadzenia życia
    > towarzyskiego. Ale jest jescze wiele punktów - kino, napoje w szkole - to
    zalezy od ustaleń i wysokości tygodniówki.
    > I tu chciałabym przestrzec przed popełnionym przeze mnie przy starszych
    > dzieciach błędem - tygodniówka nie moze być symboliczna, ani za niska. Bo
    wtedy
    > dziecko nie ma szans kupić nic porzadnego i wydaje wszystko na byle co w
    > pierwszym sklepiku.

    Caly system dawania przyzwyczaja do wyciagania reki.
    Ja daje synowi za cos.Np za dobre stopnie,czy kupuje mu pizze jak mnie ogra w
    handball.

  • maksimum 02.11.05, 20:02
    rycerzowa napisała:

    > Acorns, jestes kolejnym rodzicem, bardzo silnie związanym z dzieckiem, któremu
    > wydaje się, że tak zostanie na zawsze. Absolutna szczerość i całkowita
    >kontrola.

    Nie panujesz nad tym co piszesz.Nie kontrola lecz zrozumienie.

    > To już naprawdę niedługo, ojczulku, gdy córka zamknie przed tobą nie tylko
    >drzwi do łazienki. Granicą jest wiek dojrzewania psychicznego, nie fizycznego.

    I rozni ludzie inaczej dorastaja psychicznie.
    To nie jest Rosja czy Ukraina,ze dorastanie kojarzy sie z pierwszym gwaltem.

    > Pozostanie ci nie tylko pogodzic się z tym, ale nawet ucieszyć.
    > Widać, że bardzo obawiasz się, by sfera seksualna nie wywarła negatywnego
    wpływu
    > na życie twej córki. Wybrałeś metodę na "oswojenie lwa". Wydaje ci się, że gdy
    > bedziesz o tym dużo mówił, to temat spowszednieje i Mlodej nie zagrozi.
    > Lwa się nie da oswoić, jak dojrzeje to pokaże swą naturę.

    Geny genami,ale wychowanie tez wplywa na zachowanie ludzi.

    > Na razie osiagnąłeś tyle, że mała bez problemów ściąga majtki.
    > Powołujesz się na przykład Szwecji, Niemiec, Czech. Złośliwi mogliby
    powiedzieć,
    > że kobiety tych krajów sa tak mało atrakcyjne,że choćby po ulicach na golasa
    > chodziły, to wrażenia i tak nie wywołają.

    U ludow bardziej prymitywnych atrakcyjnosc jest czysto wzrokowa,a u bardziej
    cywilizowanych przenosi sie na sfere umiejetnosci konwersacji i wlasciwego
    zachowania sie.
    Idzie Polak w szwedzkim supermarkecie za kobitka i gada:Taka to bym zaruch...
    na smierc". A ona na to,po polsku oczywiscie:A gdzie mieszkasz?
    Zeby ulatwic Ci rozumowanie:Najlepiej oddzialywuje na czlowieka towarzystwo
    swojakow.Wiec Polak w tlumie Szwedow zwroci uwage na Polke,bo ta sie tak
    ubiera,zeby przyciagnac oko Polaka.
    Juz rozumiesz chyba dlaczego Szwed nie przyciaga twojego oka?
    Inna cywilizacja=inne wymagania.

    > My zaś mieszkamy w Polsce, gdzie się ludziom - jak słusznie zauważyłeś -
    > "wszystko kojarzy".Fakt, jestesmy rozerotyzowani. A ja to sobie cenię. Lubię
    > czuć sie kobietą, lubię komplementy, lubię zawiesić oko na ciekawym
    >mężczyźnie, lubię atmosferę flirtu, niedomówień, tajemniczości.

    I dlatego Polska jest dla Ciebie rajem.

    > Znam dość dobrze jeden z krajów skandynawskich, często tam bywam. Oni są
    > absolutnie bezpłciowi!Babochłopy bez figury, ubrane bez wdzięku, rozmemłani
    > mężczyźni. Seks jakiś tam pewnie mają ale erotyzmu za grosz.
    > Oni moga łazić do sauny całymi rodzinami, co ja mówię, całymi osiedlami, mogą
    > pływać w aquaparkach całymi stadami. Ekscytacji będzie tyle, jakbyś stado
    >śledzi oglądał.
    >
    > Tak że twoje zachwyty nad ich brakiem pruderii namnie nie robią absolutnie
    > zadnego wrażenia.
    >
    > Jeśli naprawde zależy ci na tym, by córka nie dokonała złego wyboru, to
    postaraj
    > się, by była pewna swej wartości i atrakcyjności. By potrafiła dobrze ocenić
    > innych ludzi. I by bywała w srodowiskach, gdzie wartościowi ludzie bywają.

    Od tego jest selekcja naturalna,czyli przyjmowanie do szkol na podstawie
    wynikow nauczania.
  • nisar 02.11.05, 12:47
    Cześć. Moja córka ma 11 lat i dostaje 25 zł. miesięcznie. Tylko na jej
    potrzeby - obecnie głównie naklejki do wymieniania się w szkole - ale także na
    bajerancki korektor (czemu akurat to, nie mam pojęcia), który uważam za
    przesadę. Większe sumy dostawane od innych z rodziny wydaje głównie na
    prezenty, absolutnie nie jest samolubna pod tym względem. Większym problemem
    jest kieszonkowe na obóz. Ostatnio dostała 80 zł. na 12 dni i czuła się
    pokrzywdzona, bo miała najmniej na całym obozie. Tłumaczenie, że obóz jest tak
    zorganizowany, że nawet picia nie musi kupować, bo jest dostępne, więc ma te
    pieniądze wyłącznie na "rozpuszczenie" nie dało rezultatu. ILE DAJECIE NA DWA
    TYGODNIE NA WYJAZD???
  • jaskolka.dymowka 02.11.05, 18:45
    U mnie sprawdza się system taki, że połowę kieszonkowego dostają zawsze, a
    połowa może być obniżona lub skonfiskowana w razie niewywiązywania się z
    niektórych obowiązków lub a conto zagubionych/zniszczonych przedmiotów.
    To są pieniądze na prywatne przyjemności, w tym prezenty dla koleżanek - nie ma
    w okolicy zwyczaju, na szcżęście, kupowania dzieciom przez inne dzieci drogich
    prezentów. Wydawane są głównie na czasopisma albo odkładane na kasetę czy
    płytę. Słodycze (głównie owoce suszone) zawsze są w domu, więc raczej nie
    kupują, do szkoły zabierają własne picie.
    Jeśli chodzi o przybory szkolne, to zwykle na początku roku mówię, ile
    pieniędzy mogę przeznaczyć - i starsza jest żywo zainteresowana wyborem między
    szpanerskim segregatorem i tańszymi zeszytami lub na odwrótsmile
    Młodsza (8l.) dostaje pięć złotych, starsza (11l.)- 8 zł tygodniowo. I sporo im
    się udaje odłożyć :0
  • joa66 07.11.05, 21:36
    Zacznę od tego, ze nie wierzę w "acornsa"-nie ma tak głupich ludzi.

    Mamy dobrą sytuacje finansową. Nasz dziesięciolatek dostaje 10 zl tygodniowo.
    My opłacamy prywatną szkołę, kupujemy przybory szkolne, kino, prezenty dla
    kolegów, niewielką ilośc słodyczy do domu-jesli chce wiecej musi sobie sam
    kupić. Syn też wie, że bez żadnej okazji może poprosic nas o książkę i ....
    owoce i warzywa, bez względu na sezon. Gry komputerowe ,zabawki kupuje za
    pieniądze które dostaje od dziadkow na imieniny i urodziny.

    Fakt dobrej sytuacji finansowej syn odczuwa wtedy kiedy z gorączką nie musi
    jechac do przychodni tylko wzywamy lekarza prywatnie do domu, wtedy kiedy nie
    ma problemów z planowaniem wakacji, etc

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka