Bądź świadoma i bezpieczna w ciąży! Moja Ciąża z eDziecko.pl

     

Dyscyplina bez krzyku i bicia Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Czy warto kupić tę książkę? Moja trzylatka przechodzi jakiś trudny okres i nie
    chce mnie słuchać. No i niestety zdarza mi się na nią wrzasnąć. Wiem, że to
    nie jest rozwiązanie. I dlatego chciałabym zapoznać się z jakimiś wskazówkami
    jak postępować z takim uparciuchem.
    Pozdrawiam Ewa
    • wprawdzie nie czytałam tej ksiązki....ale uwazam , ze warto....zawsze bedziesz
      miała jakieś atuty w reku...jakieś rady...jakies sposoby...czy zadziałają na
      twoje dziecko...???..smile)..to sie okarze...
      ja polecam 'kazde dziecko moze nauczyc sie regół"
      cwicze niektóre rady na moim 2,4 latku..i czasem pomagają ...smile)
      powodzenia
    • zorzo, a dlaczego uwazasz, ze podniesienie glosu jest czyms zlym?
      • > zorzo, a dlaczego uwazasz, ze podniesienie glosu jest czyms zlym?

        Nie jestem zorza, ale odpowiemsmile

        Podniesienie glosu jest czyms zlym, poniewaz z kazdym czlowiekiem, nawet tym
        malym i slabszym sie R.O.Z.M.A.W.I.A , dyskutuje, tlumaczy itp.
        Wrzask, bicie itp. jest oznaką bezsilnosci.
        --
        tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
        • A potem zony mecza sie z mezami, ktorzy sie boja podniesionego glosu i nawet
          nie sa w stanie sie uczciwie poklocic, a tylko robia uniki. Zamiast wejsc w
          konflikt i go uczciwie rozwiazac, unikaja go i wola czekac, az narosnie do
          takiego stopnia, ze juz bedzie nierozwiazywalny.

          Sam podniesiony glos nie jest zly. Wazne, jak czesto sie go uzywa i co sie tym
          podniesionym glosem mowi. A takze, co sie mowi normalnym, cichym glosem. Bo
          nawet cichym glosem mozna powiedziec dziecku rzeczy, od ktorych sie nie bedzie
          potrafilo uwolnic przez cale zycie.

          • > A potem zony mecza sie z mezami, ktorzy sie boja podniesionego glosu i nawet
            > nie sa w stanie sie uczciwie poklocic, a tylko robia uniki.

            Rozumiem,ze rozwiazywanie problemow dla ciebie do burda na caly blok. A
            zapluty z wscieklosci i zacietrzewienia, nie majacy innych argumetów ponad
            silowe (tak, tak- wygrywa ten kto glosniejszy) partner to ideał. Współczuję.


            >Zamiast wejsc w
            > konflikt i go uczciwie rozwiazac, unikaja go i wola czekac, az narosnie do
            > takiego stopnia, ze juz bedzie nierozwiazywalny.

            Co ma piernik do wiatraka?? "Darcie ryja" do rozwiązywania konfliktów?

            Napiszę jeszcze raz- inteligentni, mądrzy ludzie rozmawiają, w sposób
            zrównoważony przedstawiają swoje spojrzenie na sprawę, i próbują wspolnymi
            siłami dojść do konsensusu.
            Brak wrzasku przy wymienianiu opinii na dany temat nie ma nic wspolnego z
            czekaniem na narosnięcie problemu. Oznacza jedynie, ze partnerzy są dojrzali, a
            wzorów wychowania nie czerpali od przekupek na targu.
            A matki wrzeszczące na swoje biedne, znerwicowane dzieci, wzbudzaja moje
            politowanie.
            Jedyną "korzyścią", które dziecko może wynieść poprzez taki sposób wychowania,
            jest tik nerwowy.



            --
            tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
            • rita75 napisała:

              >
              > > A potem zony mecza sie z mezami, ktorzy sie boja podniesionego glosu i na
              > wet
              > > nie sa w stanie sie uczciwie poklocic, a tylko robia uniki.
              >
              > Rozumiem,ze rozwiazywanie problemow dla ciebie do burda na caly blok. A
              > zapluty z wscieklosci i zacietrzewienia, nie majacy innych argumetów ponad
              > silowe (tak, tak- wygrywa ten kto glosniejszy) partner to ideał. Współczuję.

              To ja raczej tobie wspolczuje, albo tym ktorzy z toba musza dyskutowac.
              Najpierw wymyslilas sobie bajeczke, potem w nia uwierzylas, a teraz juz wiesz,
              ze jest prawda i na tej podstawie mi wspolczujesz. Twoje zachowanie zreszta
              poniekad potwierdza moja teze, ze osoby, ktore boja sie podniesionego glosu,
              odreagowuja to toksycznym zachowaniem.

              > Napiszę jeszcze raz- inteligentni, mądrzy ludzie rozmawiają, w sposób
              > zrównoważony przedstawiają swoje spojrzenie na sprawę, i próbują wspolnymi
              > siłami dojść do konsensusu.

              I zyli dlugo i szczesliwie, zawsze tworzyli wypelnione niezmaconym szczesciem
              stadlo, a w ich zyciu nie bylo nigdy zadnych powazniejszych trosk, zmartwien
              ani problemow.

              > A matki wrzeszczące na swoje biedne, znerwicowane dzieci, wzbudzaja moje
              > politowanie.
              > Jedyną "korzyścią", które dziecko może wynieść poprzez taki sposób
              wychowania,
              >
              > jest tik nerwowy.

              Tak sie sklada, ze znam dzieci z tikami i ladujace u psychologow wlasnie w
              rodzinach, gdzie nigdy sie nie krzyczy, a mamusie sa wiecznie usmiechniete.
              Ciekawe, skad to sie bierze.
              • Moje stanowisko względem agresji, a jest nią bez wątpienia krzyk w
                odniesieniu do innych osób, wziął się z tego, że pochodzę z domu gdzie
                argumenty w dsykusji były wykrzykiwane, zarówno w kontaktach werbalnych
                pomiędzy rodzicami, jak również rodziców, w szczególności ojca względem nas,
                dzieci.

                Marzylam o jednym dniu bez podniesionego glosu, bez wrzasku. Marzylam o
                ciszy i spokoju, ale niestety moi rodzice lubili się pokłócić- jak to
                okresliłaś- porządnie.
                Gdy matka z ojcem "rozmawiali", czulam się bardzo źle- chciałam uciec,
                chociażby do babci, brakowało mi poczucia bezpieczeństwa-dla mnie to bylo
                straszne- bo zawsze w kłótni wykrzyczeli sobie jedno słowo za duzo, i sprzeczka
                przeksztalcala się w samonakręcającą spiralę wiecznych pretensji. Dziecko do
                pewnego okresu zycia postrzega świat w sposób bardzo nieskomplikowany- kłócą
                się= nie kochają się= wkrótce się rozwiodą. Zdarza się, że dzici stają się
                nadpopudliwe, agresywne względem innych dzieci, mają niskie poczucie wlasnej
                wartości, że taka nie jestem, stało się za przyczyną mego silnego charakteru i
                tego, ze bardzo szybko opuscilam dom rodzinny, "uciekając "z tego domowego
                piekiełka i zaczynając zyć na własny rachunek.
                Dobre relacje w rodzinie wymagają kontaktów opartych na poszanowaniu i miłości,
                a krzyk na pewno nie przyczynia się w szcególności do tego pierwszego.
                To tyle na temat współmalzonków lubiących się porządnie wykłocic i o
                doznaniach, które towarzyszą ich dzieciom.

                A jak się czuje dziecko, z którym rodzic nie rozmawia, tylko wykrzykuje
                względem niego swoje racje? Strasznie
                Dlatego- nienawidzę krzyku i bicia.
                oj jaka toksyczna jestem...<lol>

                To tyle, dość zwierzeń.
                --
                tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                • Nie jestem święta, czasami nerwy puszczają (porażka jak dla mnie) i potrafimy
                  sobie raz na pół roku, co nieco, z mężem wykrzyczeć. Nigdy nie zapomnę, jak mój
                  starszy synek przy okazji takiej sytuacji zapytał: "Mamusiu, ale wy się nie
                  rozwiedziecie?
                  --
                  tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                  • Rito, to zupelnie normalne, a oczywiscie lepiej, zeby nie klocic sie przy
                    malych dzieciach. Niemniej dzieci tez powinny sie uczyc, ze po klotni nastepuje
                    pogodzenie i ze nie oznacza ona konca swiata. ze konflikty sa normalnym
                    elementem zycia i nie niszcza milosci miedzy ludzmi. To naprawde wielka lekcja,
                    dajaca ogromne poczucie bezpieczenstwa przy wyrazaniu siebie.
                    • Niemniej dzieci tez powinny sie uczyc, ze po klotni nastepuje
                      >
                      > pogodzenie i ze nie oznacza ona konca swiata. ze konflikty sa normalnym
                      > elementem zycia i nie niszcza milosci miedzy ludzmi.

                      Zasadniczo cie rozumiem i czesciowo się zgadzam, ale uwazam, ze spokojna
                      rozmowa i rzeczowe przedstawienie argumentow, stanowi lepszy przyklad dla
                      dzieci do nasladowania, niz klotnia, a i partnerzy się lepiej dogadają
                      rozmawiajac, a nie wykrzykujac. Wiem, to trudne, ale co w zyciu jest latwe ?smile
                      . Uwazam, ze jak ktoś potrzebuje wyladowania emocji, lepiej, zeby sobie
                      pocwiczyl na worku treningowym, albo pokrzyczal w lesie, a nie wyladowywal
                      swoje frustracje na partnerze.
                      pozdr
                      --
                      tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                      • rita75 napisała:

                        > Zasadniczo cie rozumiem i czesciowo się zgadzam, ale uwazam, ze spokojna
                        > rozmowa i rzeczowe przedstawienie argumentow, stanowi lepszy przyklad dla
                        > dzieci do nasladowania, niz klotnia, a i partnerzy się lepiej dogadają
                        > rozmawiajac, a nie wykrzykujac. Wiem, to trudne, ale co w zyciu jest latwe ?smile

                        Rito, nadal mnie nie rozumiesz. Uczciwa klotnia nie polega na wykrzykiwaniu do
                        siebie; nie polega tylko na podniesieniu glosu i nie musi byc prowadzona
                        podniesionym glosem. Natomiast nie boi sie podniesienia glosu, jesli to
                        konieczne. Umiejetnosc klocenia sie w sposob uczciwy jest bardzo trudna do
                        opanowania i bezcenna, poniewaz nieodzowna wlasnie wtedy, kiedy puszczaja nerwy
                        (i nigdy poza tym). Oznacza to, ze jest ona mozliwa tylko, gdy sie ma dosc
                        wysoki stopien samokontroli nawet wtedy - a to naprawde bardzo trudne.
                        • I jeszcze jedno - jesli emocje dotycza partnera, nie da sie ich wyladowac
                          krzyczac w lesie i potem wrocic do domu usmiechnietą bez zaklamywania samej
                          siebie. To bardzo wazne.

                          • > I jeszcze jedno - jesli emocje dotycza partnera, nie da sie ich wyladowac
                            > krzyczac w lesie i potem wrocic do domu usmiechnietą bez zaklamywania samej
                            > siebie. To bardzo wazne.

                            Da sie, chociaz nie kazdy potrafi, stad przemoc w rodzinie.

                            --
                            tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                            • Niestety nie da sie, bo gdzies te emocje znajduja ujscie. Chocby objawiaja sie
                              w postaci znerwicowanych dzieci. Widzialam na to przyklady. Czlowiek nie jest
                              nieskomplikowanym mechanizmem, i nie da sie zanegowac swoich emocji.
                              Podkreslam, ze mam na mysli nie o humorach wynikajacych z gorszego dnia, tylko
                              o emocjach wiazacych sie z zachowaniem partnera. Ostrzegam, ze proba
                              konstruowania zwiazku idealnego moze sie skonczyc kozetka psychoanalityka dla
                              dziecka (jesli nie dla ciebie). Wystarczy troche obserwacji plus lektury
                              literatury specjalistycznej, zeby to wiedziec. Pozdrawiam
                              • emocje znajduja ujscie. Chocby objawiaja sie
                                > w postaci znerwicowanych dzieci.

                                Jakim cudem, zakladajac, ze ktos nie wyladowuje swoich frustracji na dzieciach?

                                Czlowiek nie jest
                                > nieskomplikowanym mechanizmem, i nie da sie zanegowac swoich emocji.

                                Oczywiscie ze tak, ale nie mozna wyladowywac ich na innej osobie, a juz w
                                szczcegolnosci na dziecku. Dla dobra TEJ osoby. Wracajac do mysli przewodniej
                                forum i watku...podam przyklad banalny, ale jakze istotny, dziecko dostalo zlą
                                ocene, bo chcąc grac na kompie, zatailo, ze bedzie mialo sprawdzian- jestem
                                wsciekla- co robie? Co jest lepsze- wrzeszczec, nie tając emocji (dziecko
                                zestresowane, zaplakane, znerwicowane), podkopujac jego poczucie wlasnej
                                wartosci wg ciebie, czy spokojną rozmowa zblizyc sie do dziecka, sprobowac
                                poznac jego problem, pomoc mu, gdy ma trudnosci- wg mnie?

                                Ostrzegam, ze proba
                                > konstruowania zwiazku idealnego moze sie skonczyc kozetka psychoanalityka dla
                                > dziecka (jesli nie dla ciebie). Wystarczy troche obserwacji plus lektury
                                > literatury specjalistycznej, zeby to wiedziec.

                                Juz sie boje smile)))))))



                                --
                                tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                                • rita75 napisała:

                                  > emocje znajduja ujscie. Chocby objawiaja sie
                                  > > w postaci znerwicowanych dzieci.
                                  >
                                  > Jakim cudem, zakladajac, ze ktos nie wyladowuje swoich frustracji na
                                  dzieciach?

                                  Frustracje mozna wyladowywac nie tylko krzykiem, ale takze na wiele innych
                                  sposobow, np. nadopiekunczoscia, ubezwlasnowolnianiem, krytykowaniem tego co
                                  dla nich najwazniejsze, niezezwalaniem na wyrazanie wlasnych uczuc i jeszcze na
                                  tysiace innych sposobow. Mozesz zupelnie nie zdawac sobie sprawy, ze to robisz.

                                  > Czlowiek nie jest
                                  > > nieskomplikowanym mechanizmem, i nie da sie zanegowac swoich emocji.
                                  >
                                  > Oczywiscie ze tak, ale nie mozna wyladowywac ich na innej osobie, a juz w
                                  > szczcegolnosci na dziecku.

                                  Nie mozna, ale to z reguly nie jest swiadome ani chciane.

                                  Dla dobra TEJ osoby. Wracajac do mysli przewodniej
                                  > forum i watku...podam przyklad banalny, ale jakze istotny, dziecko dostalo
                                  zlą
                                  > ocene, bo chcąc grac na kompie, zatailo, ze bedzie mialo sprawdzian- jestem
                                  > wsciekla- co robie? Co jest lepsze- wrzeszczec, nie tając emocji (dziecko
                                  > zestresowane, zaplakane, znerwicowane), podkopujac jego poczucie wlasnej
                                  > wartosci wg ciebie, czy spokojną rozmowa zblizyc sie do dziecka, sprobowac
                                  > poznac jego problem, pomoc mu, gdy ma trudnosci- wg mnie?

                                  Droga rito, dlaczego przypisujesz mi z niewiadomej przyczyny chec rozwiazywania
                                  wszystkich problemow wrzaskiem? Oczywiscie, ze kazdy problem najlepiej
                                  rozwiazywac na spokojnie, poki na to pozwala wytrzymalosc materialu.

                                  Nie wiem czemu tez automatycznie zakladasz, ze podniesienie glowu przez matke
                                  na dziecko powoduje jego nerwice. Mam wlasne doswiadczenie w tym wzgledzie, to
                                  znaczy mojej matce zdarzalo sie na mnie krzyczec (jak kazdej matce na kazde
                                  dziecko, idealow nie ma na tym swiecie), i o ile nie robila tego w sposob
                                  nieuczciwy, nigdy nie doprowadzalo to do mojego najmniejszego stresu. Natomiast
                                  byly narzeczony, ktory nigdy nie podniosl na mnie glosu, ale wychodzil z pokoju
                                  lub nawet z domu, kiedy sie na mnie zdenerwowal, doprowadzil mnie do totalnego
                                  roztrzesienia.

                                  Oczywiscie, ze nie nalezy taic silnych emocji, jesli sie pojawiaja, bo po co
                                  zatruwac atmosfere. Dziecko, ktore widzi, ze jego zachowanie wywoluja emocje
                                  mamy, to dziecko, ktore widzi, ze mame obchodzi, a szczere wyrazenie emocji
                                  pozwala na lepsze porozumienie sie wzajemne. Natomiast takiej matce radzilabym
                                  tez mocno przemyslec, jak blahe bodzce wywoluja jej wscieklosc, bo moim zdaniem
                                  jest to sytuacja kwalifikujaca sie do wywolania lekkiego niepokoju o dziecko i
                                  rozmowy o odpowiedzialnosci, a nie - wsciekania sie. Chyba ze dziecko
                                  niniejszym przypieczetowalo powtarzanie klasy.

                                  Ostrzegam, ze proba
                                  > > konstruowania zwiazku idealnego moze sie skonczyc kozetka psychoanalityka
                                  > dla
                                  > > dziecka (jesli nie dla ciebie). Wystarczy troche obserwacji plus lektury
                                  > > literatury specjalistycznej, zeby to wiedziec.
                                  >
                                  > Juz sie boje smile)))))))

                                  A boj sie, bo jesli postepujesz tak, jak tu piszesz, to juz widze, jak dziecko
                                  zaczyna z niewiadomych przyczyn powodowac problemy, jest niezdolne do wyrazania
                                  wlasnej zdrowej zlosci itp. Jedyna nadzieja w tym, ze jak napisalas, jestes
                                  czlowiekiem i nie jestes konsekwentna.
                                  • zamiast grzecznie sie wyladowac na dziecku i podrzec na
                                    przyslowiowego "ryja" , będę nadopiekuncza, ubezwlasnowolnię dziecko, będę je
                                    krytykowala , nie będę zezwalała mu na okazywanie uczuć...
                                    Na to juz nie mam argumentow...ludzie litosci.

                                    > Droga rito, dlaczego przypisujesz mi z niewiadomej przyczyny chec
                                    rozwiazywania
                                    >
                                    > wszystkich problemow wrzaskiem?

                                    Droga ardzuno ...bo wypowiedzialas sie ze tak powiem negująco w watku osoby,
                                    ktora chce wychowac dziecko bez krzyku i bicia.
                                    Nie rozwiazujesz wszystkich problemow wrzaskiem- chwala ci za to.
                                    --
                                    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                                    • rita75 napisała:

                                      > zamiast grzecznie sie wyladowac na dziecku i podrzec na
                                      > przyslowiowego "ryja" , będę nadopiekuncza, ubezwlasnowolnię dziecko, będę
                                      je
                                      > krytykowala , nie będę zezwalała mu na okazywanie uczuć...
                                      > Na to juz nie mam argumentow...ludzie litosci.

                                      I slusznie, ze nie masz argumentow, bo i tak bywa. Nie czytalo sie za duzo w
                                      zyciu o psychologii, hę?

                                      > > Droga rito, dlaczego przypisujesz mi z niewiadomej przyczyny chec
                                      > rozwiazywania
                                      > >
                                      > > wszystkich problemow wrzaskiem?
                                      >
                                      > Droga ardzuno ...bo wypowiedzialas sie ze tak powiem negująco w watku osoby,
                                      > ktora chce wychowac dziecko bez krzyku i bicia.

                                      Owszem - ktora napisala "No i niestety zdarza mi się na nią wrzasnąć." Kazdemu
                                      sie zdarza, jest to naturalna sytuacja, dziwne by bylo, gdyby sie nie zdarzalo.
                                      Gdyby napisala "wrzeszcze na nia bez przerwy", na pewno bym nie pytala, co
                                      widzi w tym zlego. Na przyszlosc nie dorabiaj innym ideologii, prosze.
                        • Uczciwa klotnia nie polega na wykrzykiwaniu do
                          > siebie; nie polega tylko na podniesieniu glosu i nie musi byc prowadzona
                          > podniesionym glosem. Natomiast nie boi sie podniesienia glosu, jesli to
                          > konieczne. Umiejetnosc klocenia sie w sposob uczciwy jest bardzo trudna do
                          > opanowania i bezcenna, poniewaz nieodzowna wlasnie wtedy, kiedy puszczaja
                          nerwy
                          >
                          > (i nigdy poza tym). Oznacza to, ze jest ona mozliwa tylko, gdy sie ma dosc
                          > wysoki stopien samokontroli nawet wtedy - a to naprawde bardzo trudne

                          Wydaje mi sie, ze mowisz o szczerej i otwartej d.y.s.k.u.s.j.i osob, ktore mają
                          odmienne zdanie, nieszczesliwie nazywając ją kłótnią która li z definicji jest
                          wojną na zniewagi, powstalą z dyskusji, a wynikającą z egoizmu stron ja
                          toczących i z przeswiadczenia, ze tylko jedna strona moze wygrac.

                          Odczytujemy odmiennie sens słow - "klotnia", "dyskusja".
                          --
                          tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                          • rita75 napisała:

                            > Wydaje mi sie, ze mowisz o szczerej i otwartej d.y.s.k.u.s.j.i osob, ktore
                            mają
                            >
                            > odmienne zdanie, nieszczesliwie nazywając ją kłótnią która li z definicji
                            jest
                            > wojną na zniewagi, powstalą z dyskusji, a wynikającą z egoizmu stron ja
                            > toczących i z przeswiadczenia, ze tylko jedna strona moze wygrac.
                            >
                            > Odczytujemy odmiennie sens słow - "klotnia", "dyskusja".

                            kłótnia ż I, DCMs. ~ni; lm D. ~ni
                            «ostra wymiana zdań, słów między osobami zdenerwowanymi, podnieconymi, mającymi
                            jakieś pretensje do siebie, nie zgadzającymi się pod jakimś względem;
                            sprzeczka, spór»
                            sjp.pwn.pl/haslo.php?id=24097
                            IMO definicja pasuje do tego, co chcialam ujac; nie ma w niej nic o zniewagach
                            ani egoizmie, ani o tym, ze tylko jedna strona moze ja wygrac. Powiem wiecej,
                            uczciwej klotni nikt nie wygrywa, ale jest ona korzystna dla obu stron.


                            dyskusja ż I, DCMs. ~sji; lm D. ~sji (~syj)
                            «ustna lub pisemna wymiana zdań na jakiś temat (zwykle publiczna), wspólne
                            omawianie, rozpatrywanie jakiegoś zagadnienia; rozmowa, dysputa»
                            sjp.pwn.pl/haslo.php?id=12207
                            A ta definicja juz mniej pasuje, bo dyskusja jest "zwykle publiczna", miedzy
                            wieksza iloscia osob, i w tym, co pisalam, nie chodzi mi bynajmniej o spokojne
                            omawianie i rozpatrywanie czegos, tylko o rozmowe angazujaca emocje, w ktora
                            wpisane jest podnoszenie glosu, jesli jest to niezbedne.
                            • > kłótnia ż I, DCMs. ~ni; lm D. ~ni
                              > «ostra wymiana zdań, słów między osobami zdenerwowanymi, podnieconymi, ma
                              > jącymi
                              > jakieś pretensje do siebie, nie zgadzającymi się pod jakimś względem;
                              > sprzeczka, spór»
                              > sjp.pwn.pl/haslo.php?id=24097

                              Uboga ta definicja,ale czego wymagac od slownika, niejeden na temat klotni i
                              dyskusji sie doktoryzowal az prosi się, by ja rozwinąć. Zycie uczy, ze do def.
                              klotni nalezaloby dopisac:
                              zawartosc argumentów ad personam
                              zakładanie u adwersarza złej woli
                              inwektywy i ciosy niżej pasa
                              przeswiadczenie, ze to ja mam racje.

                              Dla mnie sformulowanie "uczciwa kłotnia" to paradoks.
                              Ktos nazwal paradoksalnie otwartą, uczciwą, namietna, bez inwektyw, i ciosow
                              ponizej pasa, zmierzajaca do porozumienia dyskusję, kłótnią. Nie zgadzam sie wink
                              tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                              • rita75 napisała:

                                > Uboga ta definicja,ale czego wymagac od slownika, niejeden na temat klotni i
                                > dyskusji sie doktoryzowal az prosi się, by ja rozwinąć. Zycie uczy, ze do
                                def.
                                > klotni nalezaloby dopisac:
                                > zawartosc argumentów ad personam
                                > zakładanie u adwersarza złej woli
                                > inwektywy i ciosy niżej pasa
                                > przeswiadczenie, ze to ja mam racje.

                                Moze i ta definicja jest uboga, ale jest miarodajna wykladnia tego, jak nalezy
                                rozumiec slowo klotnia, przynajmniej w przyblizeniu. pozostale dopisane przez
                                ciebie znaczenia sa moze stosowne dla ciebie, ale nie dla wszystkich, i jezeli
                                bedziesz przy nich obstawac, nie dziw sie, ze bedzie ci sie trudno dogadac z
                                otoczeniem. Pamietaj, ze na twoje rozumienie klotni rzutuje sytuacja w domu
                                rodzinnym, a nie kazdy mial taki dom rodzinny, jak twoj.

                                > Dla mnie sformulowanie "uczciwa kłotnia" to paradoks.

                                Dla mnie nie ;-P
                                • > Moze i ta definicja jest uboga, ale jest miarodajna wykladnia tego, jak
                                  nalezy
                                  > rozumiec slowo klotnia, przynajmniej w przyblizeniu. pozostale dopisane przez
                                  > ciebie znaczenia sa moze stosowne dla ciebie, ale nie dla wszystkich, i
                                  jezeli
                                  > bedziesz przy nich obstawac, nie dziw sie, ze bedzie ci sie trudno dogadac z
                                  > otoczeniem.

                                  Cyt.

                                  "Celem sporu jest przekonanie partnera o słuszności swoich racji,
                                  celem dyskusji – osiągnięcie porozumienia odnośnie omawianego tematu,
                                  celem kłótni jest przyznanie się jednego z partnerów do pomyłki.
                                  W przypadku dyskusji i sporu ich cel odnosi się do przedmiotu wymiany(poglądów
                                  interlokutorów), w kłótni cel odnosi się do podmiotu wymiany(jednego z
                                  interlokutorów, który ma przyznać się do błędu – bez względu na rzeczywiste
                                  poglądy). W związku z tym lokalizuję kłótnię w przestrzeni komunikacji
                                  negatywnej."

                                  Polecam


                                  www.uni.opole.pl/knj/jedenasta.htm
                                  --
                                  tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
                                  • W sieci mozna znalezc dowody na wszystko; oczywiscie kolo naukowe Uniw.
                                    Opolskiego moze prowadzic prace badawcze i przedstawiac swoje teorie, niemniej
                                    wykladnią rozumienia jezyka polskiego jest Slownik Jezyka Polskiego PWN, a nie
                                    pojedyncze prace naukowe (ktore sa rowniez przedmiotem krytyki i dyskusji,
                                    wlasnie dyskusju w srodowisku naukowym).
                • rita75 napisała:

                  > Marzylam o jednym dniu bez podniesionego glosu, bez wrzasku. Marzylam o
                  > ciszy i spokoju, ale niestety moi rodzice lubili się pokłócić- jak to
                  > okresliłaś- porządnie.

                  Nie, pisalam o uczciwej klotni i na pewno nie mialam na mysli tego, co tu teraz
                  opisujesz.

                  > Gdy matka z ojcem "rozmawiali", czulam się bardzo źle- chciałam uciec,
                  > chociażby do babci, brakowało mi poczucia bezpieczeństwa-dla mnie to bylo
                  > straszne- bo zawsze w kłótni wykrzyczeli sobie jedno słowo za duzo, i
                  sprzeczka
                  >
                  > przeksztalcala się w samonakręcającą spiralę wiecznych pretensji.

                  Nie jest to uczciwa klotnia. Uczciwa klotnia nigdy nie przeksztalca sie w
                  spirale wiecznych pretensji. Uczciwa klotnia oczyszcza atmosfere, o ile
                  wczesniej byla zatruta i jesli sie nie dalo jej wczesniej oczyscic innymi
                  metodami. Natomiast spirala wiecznych pretensji jest najlepszym wyznacznikiem
                  tego, ze klotnia jest nieuczciwa. Prawdopodobnie nie wiesz, jak wyglada uczciwa
                  klotnia, bez ranienia sie nawzajem, i stad cale nieporozumienie.

                  > Dobre relacje w rodzinie wymagają kontaktów opartych na poszanowaniu i
                  miłości,
                  >
                  > a krzyk na pewno nie przyczynia się w szcególności do tego pierwszego.
                  > To tyle na temat współmalzonków lubiących się porządnie wykłocic i o
                  > doznaniach, które towarzyszą ich dzieciom.
                  >
                  > A jak się czuje dziecko, z którym rodzic nie rozmawia, tylko wykrzykuje
                  > względem niego swoje racje? Strasznie

                  Nie watpie, dlatego tez nie polecam takiego sposobu rozmawiania z dzieckiem. Co
                  nie oznacza, ze czasem nie podniose glosu (i nadal uwazam, ze atmosfera domu, w
                  ktorym nigdy nie podnosi sie glosu, jest chora albo jest to dom zaludniony
                  przez chodzace idealy, ktore patrza zawsze w te sama strone i nigdy ni emaja
                  gorszych dni - ale jakos w idealy przestalam wierzyc mniej wiecej w okresie
                  konczenia podstawoawki). Lecz zupelnie nie pisze tu i nigdy nie pisalam o
                  porozumiewaniu sie z dzieckiem wylacznie lub przewaznie krzykiem.

                  Po tym, co napisalas, rozumiem Cie troche bardziej, niemniej uwazam, ze
                  powinnas czytac troche uwazniej i najpierw sprobowac zrozumiec rozmowce, a
                  dopiero potem go: wbijac w poczucie winy, zawstydzac, wysmiewac, pouczac itp.
                  Bo trudno mi na podstawie tego uwierzyc, ze jestes taka mistrzynia dojrzalej,
                  inteligentnej i madrej komunikacji, jak to przedstawilas.
                  • > powinnas czytac troche uwazniej i najpierw sprobowac zrozumiec rozmowce,

                    rozmówca niestety nie sprecyzowal, co oznacza dla niego "kłotnia", wiec
                    niewiele bylo do ruzumienia, a połączenie słowa "kłótnia" z "uczciwa", kojarzy
                    mi się z awanturą "az wióry lecą, gdzie w nerwach się mówi to, co slina na
                    jezyk przyniesie, bo trudno, ggy adrenalina i co tam jeszcze uderza do głowy,
                    trzymać nerwy na postronkach.



                    > Bo trudno mi na podstawie tego uwierzyc, ze jestes taka mistrzynia dojrzalej,
                    > inteligentnej i madrej komunikacji, jak to przedstawilas.

                    Staram się, co nie oznacza, ze tak jest w istocie. Pisalam o ludziach, a nie
                    pialam peanów na swoj temat. Ja jestem tylko biednym żuczkiem, który dąży do
                    ideału i który sobie powiedzial, ze krzyk i bicie są be i sie tego trzyma.

                    --
                    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
            • czescsmilechcialabym cos dodac w tej sprawie od siebie.skonczylam psychologie i
              mam 8 letnie doswiadczenie w tym zawodzie i to nie tylko w pracy z innymi ale
              tez ze swoim malym Uparciuchemsmile
              Chcialabym najpierw rozdzielic dwie sprawy: rozmowe czy tez podniesienie glosu
              miedzy doroslymi a rozmowe z dzieckiem czy tez uniesienie sie na niego.
              Sa to dwie odrebne sprawy.Wiadome jest, ze dorosli powinni rozmawiac ze soba w
              spokoju i unikac krzyczenia na siebie-dziecko bierze wzor z doroslych.Ale
              dziecko do 3-4 roku zycia pewnych kwestii nie rozumie i w roznoraki sposob
              reaguje na tlumaczenie mu po raz setny tego samego w przeciagu 20 minut.
              Dorosli natomiast zdaja sobie sprawe co sprawia drugiemu przykrosc, co wolno a
              co nie itp.maja zdolnosc przewidywania konsekwencji swoich czynow(choc nie
              kazdysadDzieci natomiast nie zawsze.Moznaby napisac na ten temat ksiazke ale
              skroce swoj tok myslenia do minimum i sprecyzuje sie.
              Na male dziecko mozna i powinno sie czasami podnies glos dla Jego
              dobra.Jednakze jesli stanie sie to codziennoscia to dziecko bedzie myslalo, ze
              jest to normalna rzecza , ze sie krzyczy do innych i nie odrozni krzyku za
              naganne zachowanie(ale te naprawde zaslozone)od tego codziennego za drobne
              przewinienia.
              W wychowaniu dziecka trzeba byc konsekwentnym i stanowczym.Owszem jest to
              trudne dla rodzica ale za to skuteczne.Dziecko musi znac swoje granice.
              A co do bicia to ono przynosi odwrotny skutek do zamierzonego-zawsze!Dziecko ma
              nas szanowac a nie bac sie !Ale tez nie mozemy chowac go na zasadzie
              partnerskiej!i do tego bezstresowo-ja popelnilam ten blad-bylam wielka
              zwolenniczka bezstresowego wychowywania dziecka.W wyniku tego nie potrafi ono
              byc odpornym na stres z otoczenia a egzekwowanie czegokolwiek jest trudne.A
              odkad jestem stanowcza i odporna na histerie i przede wszystkim konsekwentna to
              mam juz pewien spokoj.A karam rozmyslnie-proporcjonalnie do czynu.I zawsze
              jesli to mozliwe przedstawiam corce konsekwencje Jej postepowania.
              Powodzenia.Nastepnym razem podam liste ksiazek, ktore sa godne nie tylko
              przeczytania ale i wykorzystania rad w nich zaprezentowanych.
              • Może wyjaśnię, moje dziecko ma 3 lata i 2 razy w życiu dostało klapsa. Raz bo
                powiedziałam, że jak się nie uspokoi to dostanie klapsa więc ona to daj mi
                klapsa, a raz faktycznie klepnęłam ją bo zrobiła coś bardzo niebezpiecznego.
                Uważam, że dostała o 2 razy za dużo ale stało się. To tak dla wyjaśnienia.
                Natomiast co do krzyku to staram się z nią rozmawiać, tłumaczyć dlaczego czegoś
                nie wolno robić a ona dalej swoje no i w takich sytuacjach puszczają mi nerwy. A
                nie chcę na nią krzyczeć.
                Zurka 1 proszę podaj listę tych książek.
                Pozdrawiam Ewa
                --
    • w tę dyskusję powyżej się nie włączam, ale polecam wątek "bezsilność"
    • ja sie właczę
      popierając arzunę
      kłotnia nie jest synonimem wrzasku, uzywania obelg i ponizania drugiej strony
      kłotnia to dyskusja prowadzona czasami podniesionym głosem, to
      bardziej "zywiołowa" rozmowa zakończona jakimiś wnioskami


      --
      "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.