Dodaj do ulubionych

Dyscyplina bez krzyku i bicia

26.11.05, 22:17
Czy warto kupić tę książkę? Moja trzylatka przechodzi jakiś trudny okres i nie
chce mnie słuchać. No i niestety zdarza mi się na nią wrzasnąć. Wiem, że to
nie jest rozwiązanie. I dlatego chciałabym zapoznać się z jakimiś wskazówkami
jak postępować z takim uparciuchem.
Pozdrawiam Ewa
Edytor zaawansowany
  • 27.11.05, 17:28
    wprawdzie nie czytałam tej ksiązki....ale uwazam , ze warto....zawsze bedziesz
    miała jakieś atuty w reku...jakieś rady...jakies sposoby...czy zadziałają na
    twoje dziecko...???..smile)..to sie okarze...
    ja polecam 'kazde dziecko moze nauczyc sie regół"
    cwicze niektóre rady na moim 2,4 latku..i czasem pomagają ...smile)
    powodzenia
  • 02.12.05, 21:32
    ja jeszcze polecam "karzdy dorosly morze naóczyc sie regół ortografii"
  • 02.12.05, 21:32
    zorzo, a dlaczego uwazasz, ze podniesienie glosu jest czyms zlym?
  • 04.12.05, 19:04
    A potem zony mecza sie z mezami, ktorzy sie boja podniesionego glosu i nawet
    nie sa w stanie sie uczciwie poklocic, a tylko robia uniki. Zamiast wejsc w
    konflikt i go uczciwie rozwiazac, unikaja go i wola czekac, az narosnie do
    takiego stopnia, ze juz bedzie nierozwiazywalny.

    Sam podniesiony glos nie jest zly. Wazne, jak czesto sie go uzywa i co sie tym
    podniesionym glosem mowi. A takze, co sie mowi normalnym, cichym glosem. Bo
    nawet cichym glosem mozna powiedziec dziecku rzeczy, od ktorych sie nie bedzie
    potrafilo uwolnic przez cale zycie.
  • 04.12.05, 19:33

    > A potem zony mecza sie z mezami, ktorzy sie boja podniesionego glosu i nawet
    > nie sa w stanie sie uczciwie poklocic, a tylko robia uniki.

    Rozumiem,ze rozwiazywanie problemow dla ciebie do burda na caly blok. A
    zapluty z wscieklosci i zacietrzewienia, nie majacy innych argumetów ponad
    silowe (tak, tak- wygrywa ten kto glosniejszy) partner to ideał. Współczuję.


    >Zamiast wejsc w
    > konflikt i go uczciwie rozwiazac, unikaja go i wola czekac, az narosnie do
    > takiego stopnia, ze juz bedzie nierozwiazywalny.

    Co ma piernik do wiatraka?? "Darcie ryja" do rozwiązywania konfliktów?

    Napiszę jeszcze raz- inteligentni, mądrzy ludzie rozmawiają, w sposób
    zrównoważony przedstawiają swoje spojrzenie na sprawę, i próbują wspolnymi
    siłami dojść do konsensusu.
    Brak wrzasku przy wymienianiu opinii na dany temat nie ma nic wspolnego z
    czekaniem na narosnięcie problemu. Oznacza jedynie, ze partnerzy są dojrzali, a
    wzorów wychowania nie czerpali od przekupek na targu.
    A matki wrzeszczące na swoje biedne, znerwicowane dzieci, wzbudzaja moje
    politowanie.
    Jedyną "korzyścią", które dziecko może wynieść poprzez taki sposób wychowania,
    jest tik nerwowy.



    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 04.12.05, 19:46
    rita75 napisała:

    >
    > > A potem zony mecza sie z mezami, ktorzy sie boja podniesionego glosu i na
    > wet
    > > nie sa w stanie sie uczciwie poklocic, a tylko robia uniki.
    >
    > Rozumiem,ze rozwiazywanie problemow dla ciebie do burda na caly blok. A
    > zapluty z wscieklosci i zacietrzewienia, nie majacy innych argumetów ponad
    > silowe (tak, tak- wygrywa ten kto glosniejszy) partner to ideał. Współczuję.

    To ja raczej tobie wspolczuje, albo tym ktorzy z toba musza dyskutowac.
    Najpierw wymyslilas sobie bajeczke, potem w nia uwierzylas, a teraz juz wiesz,
    ze jest prawda i na tej podstawie mi wspolczujesz. Twoje zachowanie zreszta
    poniekad potwierdza moja teze, ze osoby, ktore boja sie podniesionego glosu,
    odreagowuja to toksycznym zachowaniem.

    > Napiszę jeszcze raz- inteligentni, mądrzy ludzie rozmawiają, w sposób
    > zrównoważony przedstawiają swoje spojrzenie na sprawę, i próbują wspolnymi
    > siłami dojść do konsensusu.

    I zyli dlugo i szczesliwie, zawsze tworzyli wypelnione niezmaconym szczesciem
    stadlo, a w ich zyciu nie bylo nigdy zadnych powazniejszych trosk, zmartwien
    ani problemow.

    > A matki wrzeszczące na swoje biedne, znerwicowane dzieci, wzbudzaja moje
    > politowanie.
    > Jedyną "korzyścią", które dziecko może wynieść poprzez taki sposób
    wychowania,
    >
    > jest tik nerwowy.

    Tak sie sklada, ze znam dzieci z tikami i ladujace u psychologow wlasnie w
    rodzinach, gdzie nigdy sie nie krzyczy, a mamusie sa wiecznie usmiechniete.
    Ciekawe, skad to sie bierze.
  • 04.12.05, 21:16
    Moje stanowisko względem agresji, a jest nią bez wątpienia krzyk w
    odniesieniu do innych osób, wziął się z tego, że pochodzę z domu gdzie
    argumenty w dsykusji były wykrzykiwane, zarówno w kontaktach werbalnych
    pomiędzy rodzicami, jak również rodziców, w szczególności ojca względem nas,
    dzieci.

    Marzylam o jednym dniu bez podniesionego glosu, bez wrzasku. Marzylam o
    ciszy i spokoju, ale niestety moi rodzice lubili się pokłócić- jak to
    okresliłaś- porządnie.
    Gdy matka z ojcem "rozmawiali", czulam się bardzo źle- chciałam uciec,
    chociażby do babci, brakowało mi poczucia bezpieczeństwa-dla mnie to bylo
    straszne- bo zawsze w kłótni wykrzyczeli sobie jedno słowo za duzo, i sprzeczka
    przeksztalcala się w samonakręcającą spiralę wiecznych pretensji. Dziecko do
    pewnego okresu zycia postrzega świat w sposób bardzo nieskomplikowany- kłócą
    się= nie kochają się= wkrótce się rozwiodą. Zdarza się, że dzici stają się
    nadpopudliwe, agresywne względem innych dzieci, mają niskie poczucie wlasnej
    wartości, że taka nie jestem, stało się za przyczyną mego silnego charakteru i
    tego, ze bardzo szybko opuscilam dom rodzinny, "uciekając "z tego domowego
    piekiełka i zaczynając zyć na własny rachunek.
    Dobre relacje w rodzinie wymagają kontaktów opartych na poszanowaniu i miłości,
    a krzyk na pewno nie przyczynia się w szcególności do tego pierwszego.
    To tyle na temat współmalzonków lubiących się porządnie wykłocic i o
    doznaniach, które towarzyszą ich dzieciom.

    A jak się czuje dziecko, z którym rodzic nie rozmawia, tylko wykrzykuje
    względem niego swoje racje? Strasznie
    Dlatego- nienawidzę krzyku i bicia.
    oj jaka toksyczna jestem...<lol>

    To tyle, dość zwierzeń.
    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 04.12.05, 21:34
    Rito, to zupelnie normalne, a oczywiscie lepiej, zeby nie klocic sie przy
    malych dzieciach. Niemniej dzieci tez powinny sie uczyc, ze po klotni nastepuje
    pogodzenie i ze nie oznacza ona konca swiata. ze konflikty sa normalnym
    elementem zycia i nie niszcza milosci miedzy ludzmi. To naprawde wielka lekcja,
    dajaca ogromne poczucie bezpieczenstwa przy wyrazaniu siebie.
  • 04.12.05, 21:55
    Niemniej dzieci tez powinny sie uczyc, ze po klotni nastepuje
    >
    > pogodzenie i ze nie oznacza ona konca swiata. ze konflikty sa normalnym
    > elementem zycia i nie niszcza milosci miedzy ludzmi.

    Zasadniczo cie rozumiem i czesciowo się zgadzam, ale uwazam, ze spokojna
    rozmowa i rzeczowe przedstawienie argumentow, stanowi lepszy przyklad dla
    dzieci do nasladowania, niz klotnia, a i partnerzy się lepiej dogadają
    rozmawiajac, a nie wykrzykujac. Wiem, to trudne, ale co w zyciu jest latwe ?smile
    . Uwazam, ze jak ktoś potrzebuje wyladowania emocji, lepiej, zeby sobie
    pocwiczyl na worku treningowym, albo pokrzyczal w lesie, a nie wyladowywal
    swoje frustracje na partnerze.
    pozdr
    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 04.12.05, 22:04
    rita75 napisała:

    > Zasadniczo cie rozumiem i czesciowo się zgadzam, ale uwazam, ze spokojna
    > rozmowa i rzeczowe przedstawienie argumentow, stanowi lepszy przyklad dla
    > dzieci do nasladowania, niz klotnia, a i partnerzy się lepiej dogadają
    > rozmawiajac, a nie wykrzykujac. Wiem, to trudne, ale co w zyciu jest latwe ?smile

    Rito, nadal mnie nie rozumiesz. Uczciwa klotnia nie polega na wykrzykiwaniu do
    siebie; nie polega tylko na podniesieniu glosu i nie musi byc prowadzona
    podniesionym glosem. Natomiast nie boi sie podniesienia glosu, jesli to
    konieczne. Umiejetnosc klocenia sie w sposob uczciwy jest bardzo trudna do
    opanowania i bezcenna, poniewaz nieodzowna wlasnie wtedy, kiedy puszczaja nerwy
    (i nigdy poza tym). Oznacza to, ze jest ona mozliwa tylko, gdy sie ma dosc
    wysoki stopien samokontroli nawet wtedy - a to naprawde bardzo trudne.
  • 04.12.05, 22:07
    I jeszcze jedno - jesli emocje dotycza partnera, nie da sie ich wyladowac
    krzyczac w lesie i potem wrocic do domu usmiechnietą bez zaklamywania samej
    siebie. To bardzo wazne.
  • 04.12.05, 22:36
    Niestety nie da sie, bo gdzies te emocje znajduja ujscie. Chocby objawiaja sie
    w postaci znerwicowanych dzieci. Widzialam na to przyklady. Czlowiek nie jest
    nieskomplikowanym mechanizmem, i nie da sie zanegowac swoich emocji.
    Podkreslam, ze mam na mysli nie o humorach wynikajacych z gorszego dnia, tylko
    o emocjach wiazacych sie z zachowaniem partnera. Ostrzegam, ze proba
    konstruowania zwiazku idealnego moze sie skonczyc kozetka psychoanalityka dla
    dziecka (jesli nie dla ciebie). Wystarczy troche obserwacji plus lektury
    literatury specjalistycznej, zeby to wiedziec. Pozdrawiam
  • 04.12.05, 22:55
    emocje znajduja ujscie. Chocby objawiaja sie
    > w postaci znerwicowanych dzieci.

    Jakim cudem, zakladajac, ze ktos nie wyladowuje swoich frustracji na dzieciach?

    Czlowiek nie jest
    > nieskomplikowanym mechanizmem, i nie da sie zanegowac swoich emocji.

    Oczywiscie ze tak, ale nie mozna wyladowywac ich na innej osobie, a juz w
    szczcegolnosci na dziecku. Dla dobra TEJ osoby. Wracajac do mysli przewodniej
    forum i watku...podam przyklad banalny, ale jakze istotny, dziecko dostalo zlą
    ocene, bo chcąc grac na kompie, zatailo, ze bedzie mialo sprawdzian- jestem
    wsciekla- co robie? Co jest lepsze- wrzeszczec, nie tając emocji (dziecko
    zestresowane, zaplakane, znerwicowane), podkopujac jego poczucie wlasnej
    wartosci wg ciebie, czy spokojną rozmowa zblizyc sie do dziecka, sprobowac
    poznac jego problem, pomoc mu, gdy ma trudnosci- wg mnie?

    Ostrzegam, ze proba
    > konstruowania zwiazku idealnego moze sie skonczyc kozetka psychoanalityka dla
    > dziecka (jesli nie dla ciebie). Wystarczy troche obserwacji plus lektury
    > literatury specjalistycznej, zeby to wiedziec.

    Juz sie boje smile)))))))



    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 04.12.05, 23:13
    rita75 napisała:

    > emocje znajduja ujscie. Chocby objawiaja sie
    > > w postaci znerwicowanych dzieci.
    >
    > Jakim cudem, zakladajac, ze ktos nie wyladowuje swoich frustracji na
    dzieciach?

    Frustracje mozna wyladowywac nie tylko krzykiem, ale takze na wiele innych
    sposobow, np. nadopiekunczoscia, ubezwlasnowolnianiem, krytykowaniem tego co
    dla nich najwazniejsze, niezezwalaniem na wyrazanie wlasnych uczuc i jeszcze na
    tysiace innych sposobow. Mozesz zupelnie nie zdawac sobie sprawy, ze to robisz.

    > Czlowiek nie jest
    > > nieskomplikowanym mechanizmem, i nie da sie zanegowac swoich emocji.
    >
    > Oczywiscie ze tak, ale nie mozna wyladowywac ich na innej osobie, a juz w
    > szczcegolnosci na dziecku.

    Nie mozna, ale to z reguly nie jest swiadome ani chciane.

    Dla dobra TEJ osoby. Wracajac do mysli przewodniej
    > forum i watku...podam przyklad banalny, ale jakze istotny, dziecko dostalo
    zlą
    > ocene, bo chcąc grac na kompie, zatailo, ze bedzie mialo sprawdzian- jestem
    > wsciekla- co robie? Co jest lepsze- wrzeszczec, nie tając emocji (dziecko
    > zestresowane, zaplakane, znerwicowane), podkopujac jego poczucie wlasnej
    > wartosci wg ciebie, czy spokojną rozmowa zblizyc sie do dziecka, sprobowac
    > poznac jego problem, pomoc mu, gdy ma trudnosci- wg mnie?

    Droga rito, dlaczego przypisujesz mi z niewiadomej przyczyny chec rozwiazywania
    wszystkich problemow wrzaskiem? Oczywiscie, ze kazdy problem najlepiej
    rozwiazywac na spokojnie, poki na to pozwala wytrzymalosc materialu.

    Nie wiem czemu tez automatycznie zakladasz, ze podniesienie glowu przez matke
    na dziecko powoduje jego nerwice. Mam wlasne doswiadczenie w tym wzgledzie, to
    znaczy mojej matce zdarzalo sie na mnie krzyczec (jak kazdej matce na kazde
    dziecko, idealow nie ma na tym swiecie), i o ile nie robila tego w sposob
    nieuczciwy, nigdy nie doprowadzalo to do mojego najmniejszego stresu. Natomiast
    byly narzeczony, ktory nigdy nie podniosl na mnie glosu, ale wychodzil z pokoju
    lub nawet z domu, kiedy sie na mnie zdenerwowal, doprowadzil mnie do totalnego
    roztrzesienia.

    Oczywiscie, ze nie nalezy taic silnych emocji, jesli sie pojawiaja, bo po co
    zatruwac atmosfere. Dziecko, ktore widzi, ze jego zachowanie wywoluja emocje
    mamy, to dziecko, ktore widzi, ze mame obchodzi, a szczere wyrazenie emocji
    pozwala na lepsze porozumienie sie wzajemne. Natomiast takiej matce radzilabym
    tez mocno przemyslec, jak blahe bodzce wywoluja jej wscieklosc, bo moim zdaniem
    jest to sytuacja kwalifikujaca sie do wywolania lekkiego niepokoju o dziecko i
    rozmowy o odpowiedzialnosci, a nie - wsciekania sie. Chyba ze dziecko
    niniejszym przypieczetowalo powtarzanie klasy.

    Ostrzegam, ze proba
    > > konstruowania zwiazku idealnego moze sie skonczyc kozetka psychoanalityka
    > dla
    > > dziecka (jesli nie dla ciebie). Wystarczy troche obserwacji plus lektury
    > > literatury specjalistycznej, zeby to wiedziec.
    >
    > Juz sie boje smile)))))))

    A boj sie, bo jesli postepujesz tak, jak tu piszesz, to juz widze, jak dziecko
    zaczyna z niewiadomych przyczyn powodowac problemy, jest niezdolne do wyrazania
    wlasnej zdrowej zlosci itp. Jedyna nadzieja w tym, ze jak napisalas, jestes
    czlowiekiem i nie jestes konsekwentna.
  • 05.12.05, 00:00
    zamiast grzecznie sie wyladowac na dziecku i podrzec na
    przyslowiowego "ryja" , będę nadopiekuncza, ubezwlasnowolnię dziecko, będę je
    krytykowala , nie będę zezwalała mu na okazywanie uczuć...
    Na to juz nie mam argumentow...ludzie litosci.

    > Droga rito, dlaczego przypisujesz mi z niewiadomej przyczyny chec
    rozwiazywania
    >
    > wszystkich problemow wrzaskiem?

    Droga ardzuno ...bo wypowiedzialas sie ze tak powiem negująco w watku osoby,
    ktora chce wychowac dziecko bez krzyku i bicia.
    Nie rozwiazujesz wszystkich problemow wrzaskiem- chwala ci za to.
    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 05.12.05, 00:07
    rita75 napisała:

    > zamiast grzecznie sie wyladowac na dziecku i podrzec na
    > przyslowiowego "ryja" , będę nadopiekuncza, ubezwlasnowolnię dziecko, będę
    je
    > krytykowala , nie będę zezwalała mu na okazywanie uczuć...
    > Na to juz nie mam argumentow...ludzie litosci.

    I slusznie, ze nie masz argumentow, bo i tak bywa. Nie czytalo sie za duzo w
    zyciu o psychologii, hę?

    > > Droga rito, dlaczego przypisujesz mi z niewiadomej przyczyny chec
    > rozwiazywania
    > >
    > > wszystkich problemow wrzaskiem?
    >
    > Droga ardzuno ...bo wypowiedzialas sie ze tak powiem negująco w watku osoby,
    > ktora chce wychowac dziecko bez krzyku i bicia.

    Owszem - ktora napisala "No i niestety zdarza mi się na nią wrzasnąć." Kazdemu
    sie zdarza, jest to naturalna sytuacja, dziwne by bylo, gdyby sie nie zdarzalo.
    Gdyby napisala "wrzeszcze na nia bez przerwy", na pewno bym nie pytala, co
    widzi w tym zlego. Na przyszlosc nie dorabiaj innym ideologii, prosze.
  • 05.12.05, 09:26
    rita75 napisała:

    > Czytalam wiecej, niz twoj mozg potrafi ogarnac.
    > Eot

    Niestety, malo w to wierze, poniewaz twoj poziom samoswiadomosci,
    autorefleksji, jak tez i rozumienia pewnyc hprocesow jest bardzo niski. Z mojej
    strony rowniez EOT, nie mam zamiaru tracic wiecej czasu.
  • 04.12.05, 22:24
    Uczciwa klotnia nie polega na wykrzykiwaniu do
    > siebie; nie polega tylko na podniesieniu glosu i nie musi byc prowadzona
    > podniesionym glosem. Natomiast nie boi sie podniesienia glosu, jesli to
    > konieczne. Umiejetnosc klocenia sie w sposob uczciwy jest bardzo trudna do
    > opanowania i bezcenna, poniewaz nieodzowna wlasnie wtedy, kiedy puszczaja
    nerwy
    >
    > (i nigdy poza tym). Oznacza to, ze jest ona mozliwa tylko, gdy sie ma dosc
    > wysoki stopien samokontroli nawet wtedy - a to naprawde bardzo trudne

    Wydaje mi sie, ze mowisz o szczerej i otwartej d.y.s.k.u.s.j.i osob, ktore mają
    odmienne zdanie, nieszczesliwie nazywając ją kłótnią która li z definicji jest
    wojną na zniewagi, powstalą z dyskusji, a wynikającą z egoizmu stron ja
    toczących i z przeswiadczenia, ze tylko jedna strona moze wygrac.

    Odczytujemy odmiennie sens słow - "klotnia", "dyskusja".
    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 04.12.05, 22:43
    rita75 napisała:

    > Wydaje mi sie, ze mowisz o szczerej i otwartej d.y.s.k.u.s.j.i osob, ktore
    mają
    >
    > odmienne zdanie, nieszczesliwie nazywając ją kłótnią która li z definicji
    jest
    > wojną na zniewagi, powstalą z dyskusji, a wynikającą z egoizmu stron ja
    > toczących i z przeswiadczenia, ze tylko jedna strona moze wygrac.
    >
    > Odczytujemy odmiennie sens słow - "klotnia", "dyskusja".

    kłótnia ż I, DCMs. ~ni; lm D. ~ni
    «ostra wymiana zdań, słów między osobami zdenerwowanymi, podnieconymi, mającymi
    jakieś pretensje do siebie, nie zgadzającymi się pod jakimś względem;
    sprzeczka, spór»
    sjp.pwn.pl/haslo.php?id=24097
    IMO definicja pasuje do tego, co chcialam ujac; nie ma w niej nic o zniewagach
    ani egoizmie, ani o tym, ze tylko jedna strona moze ja wygrac. Powiem wiecej,
    uczciwej klotni nikt nie wygrywa, ale jest ona korzystna dla obu stron.


    dyskusja ż I, DCMs. ~sji; lm D. ~sji (~syj)
    «ustna lub pisemna wymiana zdań na jakiś temat (zwykle publiczna), wspólne
    omawianie, rozpatrywanie jakiegoś zagadnienia; rozmowa, dysputa»
    sjp.pwn.pl/haslo.php?id=12207
    A ta definicja juz mniej pasuje, bo dyskusja jest "zwykle publiczna", miedzy
    wieksza iloscia osob, i w tym, co pisalam, nie chodzi mi bynajmniej o spokojne
    omawianie i rozpatrywanie czegos, tylko o rozmowe angazujaca emocje, w ktora
    wpisane jest podnoszenie glosu, jesli jest to niezbedne.
  • 04.12.05, 23:35
    > kłótnia ż I, DCMs. ~ni; lm D. ~ni
    > «ostra wymiana zdań, słów między osobami zdenerwowanymi, podnieconymi, ma
    > jącymi
    > jakieś pretensje do siebie, nie zgadzającymi się pod jakimś względem;
    > sprzeczka, spór»
    > sjp.pwn.pl/haslo.php?id=24097

    Uboga ta definicja,ale czego wymagac od slownika, niejeden na temat klotni i
    dyskusji sie doktoryzowal az prosi się, by ja rozwinąć. Zycie uczy, ze do def.
    klotni nalezaloby dopisac:
    zawartosc argumentów ad personam
    zakładanie u adwersarza złej woli
    inwektywy i ciosy niżej pasa
    przeswiadczenie, ze to ja mam racje.

    Dla mnie sformulowanie "uczciwa kłotnia" to paradoks.
    Ktos nazwal paradoksalnie otwartą, uczciwą, namietna, bez inwektyw, i ciosow
    ponizej pasa, zmierzajaca do porozumienia dyskusję, kłótnią. Nie zgadzam sie wink
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 05.12.05, 00:04
    rita75 napisała:

    > Uboga ta definicja,ale czego wymagac od slownika, niejeden na temat klotni i
    > dyskusji sie doktoryzowal az prosi się, by ja rozwinąć. Zycie uczy, ze do
    def.
    > klotni nalezaloby dopisac:
    > zawartosc argumentów ad personam
    > zakładanie u adwersarza złej woli
    > inwektywy i ciosy niżej pasa
    > przeswiadczenie, ze to ja mam racje.

    Moze i ta definicja jest uboga, ale jest miarodajna wykladnia tego, jak nalezy
    rozumiec slowo klotnia, przynajmniej w przyblizeniu. pozostale dopisane przez
    ciebie znaczenia sa moze stosowne dla ciebie, ale nie dla wszystkich, i jezeli
    bedziesz przy nich obstawac, nie dziw sie, ze bedzie ci sie trudno dogadac z
    otoczeniem. Pamietaj, ze na twoje rozumienie klotni rzutuje sytuacja w domu
    rodzinnym, a nie kazdy mial taki dom rodzinny, jak twoj.

    > Dla mnie sformulowanie "uczciwa kłotnia" to paradoks.

    Dla mnie nie ;-P
  • 05.12.05, 00:31
    > Moze i ta definicja jest uboga, ale jest miarodajna wykladnia tego, jak
    nalezy
    > rozumiec slowo klotnia, przynajmniej w przyblizeniu. pozostale dopisane przez
    > ciebie znaczenia sa moze stosowne dla ciebie, ale nie dla wszystkich, i
    jezeli
    > bedziesz przy nich obstawac, nie dziw sie, ze bedzie ci sie trudno dogadac z
    > otoczeniem.

    Cyt.

    "Celem sporu jest przekonanie partnera o słuszności swoich racji,
    celem dyskusji – osiągnięcie porozumienia odnośnie omawianego tematu,
    celem kłótni jest przyznanie się jednego z partnerów do pomyłki.
    W przypadku dyskusji i sporu ich cel odnosi się do przedmiotu wymiany(poglądów
    interlokutorów), w kłótni cel odnosi się do podmiotu wymiany(jednego z
    interlokutorów, który ma przyznać się do błędu – bez względu na rzeczywiste
    poglądy). W związku z tym lokalizuję kłótnię w przestrzeni komunikacji
    negatywnej."

    Polecam


    www.uni.opole.pl/knj/jedenasta.htm
    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 05.12.05, 09:23
    W sieci mozna znalezc dowody na wszystko; oczywiscie kolo naukowe Uniw.
    Opolskiego moze prowadzic prace badawcze i przedstawiac swoje teorie, niemniej
    wykladnią rozumienia jezyka polskiego jest Slownik Jezyka Polskiego PWN, a nie
    pojedyncze prace naukowe (ktore sa rowniez przedmiotem krytyki i dyskusji,
    wlasnie dyskusju w srodowisku naukowym).
  • 04.12.05, 21:30
    rita75 napisała:

    > Marzylam o jednym dniu bez podniesionego glosu, bez wrzasku. Marzylam o
    > ciszy i spokoju, ale niestety moi rodzice lubili się pokłócić- jak to
    > okresliłaś- porządnie.

    Nie, pisalam o uczciwej klotni i na pewno nie mialam na mysli tego, co tu teraz
    opisujesz.

    > Gdy matka z ojcem "rozmawiali", czulam się bardzo źle- chciałam uciec,
    > chociażby do babci, brakowało mi poczucia bezpieczeństwa-dla mnie to bylo
    > straszne- bo zawsze w kłótni wykrzyczeli sobie jedno słowo za duzo, i
    sprzeczka
    >
    > przeksztalcala się w samonakręcającą spiralę wiecznych pretensji.

    Nie jest to uczciwa klotnia. Uczciwa klotnia nigdy nie przeksztalca sie w
    spirale wiecznych pretensji. Uczciwa klotnia oczyszcza atmosfere, o ile
    wczesniej byla zatruta i jesli sie nie dalo jej wczesniej oczyscic innymi
    metodami. Natomiast spirala wiecznych pretensji jest najlepszym wyznacznikiem
    tego, ze klotnia jest nieuczciwa. Prawdopodobnie nie wiesz, jak wyglada uczciwa
    klotnia, bez ranienia sie nawzajem, i stad cale nieporozumienie.

    > Dobre relacje w rodzinie wymagają kontaktów opartych na poszanowaniu i
    miłości,
    >
    > a krzyk na pewno nie przyczynia się w szcególności do tego pierwszego.
    > To tyle na temat współmalzonków lubiących się porządnie wykłocic i o
    > doznaniach, które towarzyszą ich dzieciom.
    >
    > A jak się czuje dziecko, z którym rodzic nie rozmawia, tylko wykrzykuje
    > względem niego swoje racje? Strasznie

    Nie watpie, dlatego tez nie polecam takiego sposobu rozmawiania z dzieckiem. Co
    nie oznacza, ze czasem nie podniose glosu (i nadal uwazam, ze atmosfera domu, w
    ktorym nigdy nie podnosi sie glosu, jest chora albo jest to dom zaludniony
    przez chodzace idealy, ktore patrza zawsze w te sama strone i nigdy ni emaja
    gorszych dni - ale jakos w idealy przestalam wierzyc mniej wiecej w okresie
    konczenia podstawoawki). Lecz zupelnie nie pisze tu i nigdy nie pisalam o
    porozumiewaniu sie z dzieckiem wylacznie lub przewaznie krzykiem.

    Po tym, co napisalas, rozumiem Cie troche bardziej, niemniej uwazam, ze
    powinnas czytac troche uwazniej i najpierw sprobowac zrozumiec rozmowce, a
    dopiero potem go: wbijac w poczucie winy, zawstydzac, wysmiewac, pouczac itp.
    Bo trudno mi na podstawie tego uwierzyc, ze jestes taka mistrzynia dojrzalej,
    inteligentnej i madrej komunikacji, jak to przedstawilas.
  • 04.12.05, 21:45
    > powinnas czytac troche uwazniej i najpierw sprobowac zrozumiec rozmowce,

    rozmówca niestety nie sprecyzowal, co oznacza dla niego "kłotnia", wiec
    niewiele bylo do ruzumienia, a połączenie słowa "kłótnia" z "uczciwa", kojarzy
    mi się z awanturą "az wióry lecą, gdzie w nerwach się mówi to, co slina na
    jezyk przyniesie, bo trudno, ggy adrenalina i co tam jeszcze uderza do głowy,
    trzymać nerwy na postronkach.



    > Bo trudno mi na podstawie tego uwierzyc, ze jestes taka mistrzynia dojrzalej,
    > inteligentnej i madrej komunikacji, jak to przedstawilas.

    Staram się, co nie oznacza, ze tak jest w istocie. Pisalam o ludziach, a nie
    pialam peanów na swoj temat. Ja jestem tylko biednym żuczkiem, który dąży do
    ideału i który sobie powiedzial, ze krzyk i bicie są be i sie tego trzyma.

    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 08.12.05, 11:23
    czescsmilechcialabym cos dodac w tej sprawie od siebie.skonczylam psychologie i
    mam 8 letnie doswiadczenie w tym zawodzie i to nie tylko w pracy z innymi ale
    tez ze swoim malym Uparciuchemsmile
    Chcialabym najpierw rozdzielic dwie sprawy: rozmowe czy tez podniesienie glosu
    miedzy doroslymi a rozmowe z dzieckiem czy tez uniesienie sie na niego.
    Sa to dwie odrebne sprawy.Wiadome jest, ze dorosli powinni rozmawiac ze soba w
    spokoju i unikac krzyczenia na siebie-dziecko bierze wzor z doroslych.Ale
    dziecko do 3-4 roku zycia pewnych kwestii nie rozumie i w roznoraki sposob
    reaguje na tlumaczenie mu po raz setny tego samego w przeciagu 20 minut.
    Dorosli natomiast zdaja sobie sprawe co sprawia drugiemu przykrosc, co wolno a
    co nie itp.maja zdolnosc przewidywania konsekwencji swoich czynow(choc nie
    kazdysadDzieci natomiast nie zawsze.Moznaby napisac na ten temat ksiazke ale
    skroce swoj tok myslenia do minimum i sprecyzuje sie.
    Na male dziecko mozna i powinno sie czasami podnies glos dla Jego
    dobra.Jednakze jesli stanie sie to codziennoscia to dziecko bedzie myslalo, ze
    jest to normalna rzecza , ze sie krzyczy do innych i nie odrozni krzyku za
    naganne zachowanie(ale te naprawde zaslozone)od tego codziennego za drobne
    przewinienia.
    W wychowaniu dziecka trzeba byc konsekwentnym i stanowczym.Owszem jest to
    trudne dla rodzica ale za to skuteczne.Dziecko musi znac swoje granice.
    A co do bicia to ono przynosi odwrotny skutek do zamierzonego-zawsze!Dziecko ma
    nas szanowac a nie bac sie !Ale tez nie mozemy chowac go na zasadzie
    partnerskiej!i do tego bezstresowo-ja popelnilam ten blad-bylam wielka
    zwolenniczka bezstresowego wychowywania dziecka.W wyniku tego nie potrafi ono
    byc odpornym na stres z otoczenia a egzekwowanie czegokolwiek jest trudne.A
    odkad jestem stanowcza i odporna na histerie i przede wszystkim konsekwentna to
    mam juz pewien spokoj.A karam rozmyslnie-proporcjonalnie do czynu.I zawsze
    jesli to mozliwe przedstawiam corce konsekwencje Jej postepowania.
    Powodzenia.Nastepnym razem podam liste ksiazek, ktore sa godne nie tylko
    przeczytania ale i wykorzystania rad w nich zaprezentowanych.
  • 08.12.05, 23:03
    Może wyjaśnię, moje dziecko ma 3 lata i 2 razy w życiu dostało klapsa. Raz bo
    powiedziałam, że jak się nie uspokoi to dostanie klapsa więc ona to daj mi
    klapsa, a raz faktycznie klepnęłam ją bo zrobiła coś bardzo niebezpiecznego.
    Uważam, że dostała o 2 razy za dużo ale stało się. To tak dla wyjaśnienia.
    Natomiast co do krzyku to staram się z nią rozmawiać, tłumaczyć dlaczego czegoś
    nie wolno robić a ona dalej swoje no i w takich sytuacjach puszczają mi nerwy. A
    nie chcę na nią krzyczeć.
    Zurka 1 proszę podaj listę tych książek.
    Pozdrawiam Ewa
    --
  • 08.12.05, 23:13
    Przyznam się, że raz, czy dwa razy a moze nawet trzy dalam klapsa w połączeniu
    z krzykiem: dwu, czy trzyletniemu synkowi- wtedy, gdy ruszał z śrubokrętem na
    kontakt oraz gdy chciał na siebie zrzucić kubek z gorącą kawą, ale było to
    podyktowane moim wlasnym przestrachem raczej, niz chęcią wychowania w ten
    sposób synka. Też poproszę o te adresy bibliograficznesmile
    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 04.12.05, 20:04
    w tę dyskusję powyżej się nie włączam, ale polecam wątek "bezsilność"
  • 04.12.05, 23:15
    ja sie właczę
    popierając arzunę
    kłotnia nie jest synonimem wrzasku, uzywania obelg i ponizania drugiej strony
    kłotnia to dyskusja prowadzona czasami podniesionym głosem, to
    bardziej "zywiołowa" rozmowa zakończona jakimiś wnioskami


    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 11:13
    rita75 napisała:

    > > > kłotnia to dyskusja prowadzona czasami podniesionym głosem, to
    > > > bardziej "zywiołowa" rozmowa zakończona jakimiś wnioskami
    >
    > czyli margaryna i maslo
    >
    > Margaryna to takie maslo, ktora jest maslana jak margaryna, ale bardziej
    > margarynowa, ktora konczy sie jak maslo


    Tak wyglądają Twoje rzeczowe dyskusje?


    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 11:52
    dziwne metody stosujesz
    obrazanie, kpina..

    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 00:08
    rita75 napisała:

    > > kłotnia to dyskusja prowadzona czasami podniesionym głosem, to
    > > bardziej "zywiołowa" rozmowa zakończona jakimiś wnioskami
    >
    > ale bezsensownie to ujelas...smile))))

    I to ma byc wlasnie ten przyklad na cudowna komunikacje, nie poglebiajaca
    problemow i pozwalajaca na szybkie dojscie do porozumienia, tak??
  • 05.12.05, 07:12
    > I to ma byc wlasnie ten przyklad na cudowna komunikacje, nie poglebiajaca
    > problemow i pozwalajaca na szybkie dojscie do porozumienia, tak??


    Jezeli nie bawi cię takie sformulowanie mysli jak powyzej, to jeszcze raz
    wkleję link do pracy, w ktorej ktoś pokusił się o opisanie zjawiska językowego,
    jakim jest kłótnia, w taki sposób jaki ja to widzę. Nie znam zyciorysu autora,
    mniemam, ze nie ma takich doswiadczen domowych jak ja, wiec jego spojrzenie na
    klotnię jest w miarę obiektywne. Piszę to, bo zarzucilas mi subiektywizm w
    stosunku do def. kłótni.
    Bedziesz miala na tacy: cele, przebieg kłotni i porównanie ze sporem oraz
    dyskusją. Mam nadzieję, ze ze zrozumieniem tekstu nie będziesz miała problemu,
    w przeciwnym razie pmogę. smile

    ps. chociaz sobie z tego pewnie nie zdajesz sprawy..., ale krzyki twojej mamy
    odniosly negatywny skutek- masz niskie poczucie wlasnej wartosci, które to
    kosztem innych usilujesz sobie podbudowac. Swiadczy o tym post twojego
    autorstwa:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=32600861&a=32923157Żenada

    www.uni.opole.pl/knj/jedenasta.htm

    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 05.12.05, 07:16
    > >I to ma byc wlasnie ten przyklad na cudowna komunikacje, nie poglebiajaca
    > >problemow i pozwalajaca na szybkie dojscie do porozumienia, tak??


    >Jezeli nie bawi cię takie sformulowanie mysli jak powyzej,
    sorki,
    powyzej mial byc cytat z marghe:

    "kłotnia to dyskusja prowadzona czasami podniesionym głosem, to
    bardziej "zywiołowa" rozmowa zakończona jakimiś wnioskami"




    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 05.12.05, 11:10
    bezsensowne?
    Być moze.

    chyba jednak wolałabym,zebys sie ze mną konstruktywnie pokłociła niż
    komentowała w taki sposób smile))

    tematu nie rozwijałam, bo jak napisałam wyzej zgadzam sie z arzuną

    emocje muszą mieć jakieś ujścia. Czasami podniesiony głos w tym pomaga.
    Wolę podnieśc głos niż jadowotym spokojnym tonem mówić bliskiej mi osobie (i
    nie tylko)rzeczy wyjątkowo przykre.
    Bo kłotnia może byc konstruktywna.. może do czegoś prowadzić.


    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 09:28
    Pani domowy psychologu. Ten post swiadczy wylacznie o bolu oczu spowodowanym
    przez byki. Do widzenia pani.
  • 05.12.05, 11:28
    Rito! Podchodzisz do sprawy emocjonalnie, poniewaz uwazasz, że kłótni
    skrzywdziły Cie w dziecinstwie. jesteś w sytuacji dokladnie takiej, jak ofiara
    pedofila, która do końca życia będzie uwazała kazdy stosunek seksualny za objaw
    przemocy. Dla Ciebie kłótnia to od razu dramat. Dla osób wychowanych w zwyklych
    rodzinach, gdzie kłótnie bywały czasem ale nie za często, kłótnia to kłotnia -
    jest i mija - a nie patologia, rujnujaca zycie rodzinne.
    I zauwaylam z wielu Twoich odpowiedzi, ze wprawdzie nie uznajesz kłotni, ale ze
    za poprawne uwazasz obrażanie, ponizanie i wyśmiewanie - i w tym nie widzisz
    nic złego. Rozumiem, jednak, ze swoje dziecko obrazasz i wyśmiewasz zawsze
    grzecznym, stonowanym tonem.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • 05.12.05, 11:42
    > za poprawne uwazasz obrażanie, ponizanie i wyśmiewanie

    Mylisz się, jedynie dostosowuję się do interlokutora i jego stylu prowadzenia
    dyskusji. Adaptuję się do warunków.


    Rozumiem, jednak, ze swoje dziecko obrazasz i wyśmiewasz zawsze
    > grzecznym, stonowanym tonem

    Nie, mam dziecko ponadprzecietnie inteligentne, a jak mowiwilam, adaptuję sie w
    zachowaniu do otoczenia.


    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 05.12.05, 11:51
    rita75 napisała:

    > > za poprawne uwazasz obrażanie, ponizanie i wyśmiewanie
    >
    > Mylisz się, jedynie dostosowuję się do interlokutora i jego stylu prowadzenia
    > dyskusji. Adaptuję się do warunków.
    >
    >
    > Rozumiem, jednak, ze swoje dziecko obrazasz i wyśmiewasz zawsze
    > > grzecznym, stonowanym tonem
    >
    > Nie, mam dziecko ponadprzecietnie inteligentne, a jak mowiwilam, adaptuję sie
    w
    >
    > zachowaniu do otoczenia.
    >
    >

    i to jest wg Ciebie metoda?
    Zniżać sie do poziomu rozmówcy?


    ps. arzena wg mnie reprezentuje wysoki poziom, wiec akurat nie ma tu mowy o
    zniżaniu sie...

    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 11:54
    Ardzuna nie arzena smile
    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 12:01
    rita75 napisała:

    > > za poprawne uwazasz obrażanie, ponizanie i wyśmiewanie
    >
    > Mylisz się, jedynie dostosowuję się do interlokutora i jego stylu prowadzenia
    > dyskusji. Adaptuję się do warunków.
    >
    adaptajca zakłada również zniżanie sie. Nie odnoszę sie wyłącznie do tej
    konkretnej dyskusji..
    A złośliwośc co Cio dała? Co wniosła do dyskusji?


    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 12:12
    > A złośliwośc co Cio dała? Co wniosła do dyskusji?

    Na to pytanie, moja droga powinnaś sobie odpowiedzieć sama smile)) Czesto cię
    podczytuję, nie poweim, lubię to robić, również i twoją domeną jest złośliwość.
    A jak napisala ta...,jak jej tam, z ktora rozmawialam, emocje nagromadzone w
    czlowieku, muszą znaleźć swoje ujscie,zgadza sie. Moim workiem treningowym jest
    forum, tu wyladowuje swoje frustracje, ale widac, ze nie tylko ja tak czynię.
    Podyskutuję trochę z ludźmi, przychodzacymi na forum z podobnym nastawieniem i
    moge sie znow usmiechac do meza i do dzieci <lol>
    pozdr.
    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 05.12.05, 12:15
    moją domeną złosliwosc? interesujące
    przypadkowi ludzie workiem treningowym? tez interesujace

    Mimo to rozmowa dotyczyła cegoś zupełnie innego..

    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 12:20
    > moją domeną złosliwosc? interesujące

    Nie omieszkam ci wskazac smile

    > przypadkowi ludzie workiem treningowym? tez interesujace

    potworne, prawda?smile Przyznaj sie, tez to robisz, jak wiekszosc forumowiczow...;-
    ) Takie zbijanie kogos do parteru...


    > Mimo to rozmowa dotyczyła cegoś zupełnie innego..


    Powiem wiecej, ten caly watek dotyczy czegos innego smile
    Na temat jest jedynie kilka pierwszych postow.
    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10724;127/st/20050707/n/Witold/dt/7/k/1926/age.png
  • 05.12.05, 12:24
    wskaż proszę..
    nie, nie robię sobie z ludzi worków treningowych. Ot piszę co myślę, staram sie
    pisać na temat

    raz mądrzej , raz głupiej..czasami bezsensownie jak nie omieszkałaś mi wytknąć
    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron
  • 05.12.05, 12:35
    Rita, szyderstwo też masz opanowane.
    Zdolna bestyjka z Ciebie wink
    kończę, zasmiecamy wątek
    --
    "stoję na stanowisku, że nouvelle cuisine jest po prostu głupia" N. Ephron

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.