Jak nauczyć dziecko czytać? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Za radą Mabulinki zakładam nowy wątek, my (chodzi przede wszystkim o Bartka 2
    lata 7 miesięcy) na razie jesteśmy na etapie literek z Danonków, ulubionymi
    są T jak Tata, A jak Ania (ciocia), P jak Paweł i B jak Bartek, z innymi
    róznie bywa (np. na lodówce znajdziemy L jak lis, gorzej L jak lizaksmile. Poza
    tym zastanawiamy sią nad serią Kocham czytać, ale mam wrażenie że to za
    wcześnie. Poza tym mam pytanie jak ma się nauka liter, czytania itp. do nauki
    pisania - ostatnio na topie są farbki, kredki odeszły trochę na bok (przez
    nieszczęsne książeczki z naklejkami, które strasznie rozleniwiają),
    ewentualnie rysujemy drózki w prostych labiryntach czy dróżki z jednego domku
    do drugiego, ale to raczej też farbkami.
    • Widać że żadko czytasz to forum skoro odwarzylas sie zadac takie pytanie...

      Wrzuc w wyszukiwarkę haslo czytać i popros zeby szukało na tym forum.
      • Pierwsza uwaga: tzw uczenie liter nijak ma się do nauki czytania. Są dzieci,
        które rozpoznają litery mając dwa lata, a uczą się czytać w zerówce lub jeszcze
        później.
        Uwaga druga: zapominamy o pisaniu. Przez pisanie rozumiem pisanie wyrazów, zdań
        z "głowy", a nie "rysowanie" literek. Choć lepiej aby dziecko rysowało kwiatki,
        pieski, samochodziki i co tam jeszcze sobie chce, niż literki. Prawdziwe
        pisanie to umiejętność trudna, wymagająca od dziecka wiedzy metafonologicznej.
        Uwaga trzecia: kiedy zacząć? Kiedy dziecko chce. Dobrze by było przed pójściem
        do zerówki.
        Uwaga czwarta: jest mnóstwo rzeczy pozornie nie związanych z nauką czytania i
        późniejszego pisania, których nie możemy zaniedbać.
        Uwaga piąta: czy ktoś chce to czytać? Nie chce mi się produkować sobie a muzom,
        a wielką wielbicielką forum nie jestem. Jestem za to wielbicielką dzieci. I
        logopedą. Dużo pracuję z dziećmi, które mają lub będą miały problemy z
        czytaniem.
        Pozdrawiam
        • > Uwaga czwarta: jest mnóstwo rzeczy pozornie nie związanych z nauką czytania i
          > późniejszego pisania, których nie możemy zaniedbać.

          Czy możesz to rozszerzyć??
          Dzieki.
          --
          Ania i moje Słoneczko - Julka (15.07.2003) smile))))
        • jw.
          • Wszystkim, które chcą zacząć już i natychmiast (też taka jestem) tłumaczę o co
            chodzi. Na oddzielnych karteczkach wypisujemy drukiem wielkie (!ważne) A U I.
            Po drugiej stronie karteczki z U piszemy Ó. Pokazujemy dziecku, czytamy,
            dziecko powtarza, zmieniamy kolejność. Robimy wszystko co nam przyjdzie do
            głowy, żeby pomóc dziecku zapamiętać. Nie spieszymy się, bo mamy mnóstwo czasu,
            a wszystko musi być utwalone. Zamieniamy się rolami, dziecko nas uczy, a my się
            czasem mylimy, żeby mogło się z nas pośmiać. Gramy karteczkami w memory,
            wydzieramy kształty z papieru, oblepiamy koralikami, piaskiem, itd, itp.
            Uwagę czwartą rozwinę dziś wieczorem, teraz zadzwonił Tabulinek, że idzie do
            domu, a ja obiadku nie mam. I nawet zapalenie krtani mnie nie uratuje.
            Pozdrawiam.
            • mabulinka napisała:

              Na oddzielnych karteczkach wypisujemy drukiem wielkie (!ważne)

              Możesz mi wyjaśnić dlaczego WIELKIE (A B C). Ja jako zwolenniczka metody Domana jestem za małymi literami bo tak właśnie wyglądają słowa w książkach są pisane małymi literami (a b c).
              A niektórzy twierdzą że trzeba pokazywać od razu i wielkie i małe litery (A a B b).
              I bądź tu człowieku mądry smile
        • Jak naucyć dziecko siedmioletnie czytac? Chodzi juz 2 lata do zerówki. Wychowuje sie w domu dziecka. Nie umie ani czytac ani pisac. Za to bardzo dobrze liczy. Wydaje mi sie ze ma jakieś zaburzenie<np.dyslekcje> Niestety robie tylko wolontariat. czy jest jakis sposób żeby sprawdzić czy ma jakies zaburzenie zanim zrobie awanture w domu dziecka że zanidbali go. Sama mam dysortografie i wiem że powinien iśc do poradnie. Niestety sama nie moge tam go zabrać musi to zrobic którac z opiekunek. Chciałam jednak najpierw sie upewnic czy mam jakies podstawy do tego zeby rozmawiac z opiekunkami. Czy sa jakies sposoby zeby samemu to oceniec?
      • Przepraszam, rzeczywiście podobne wątki już były (trzy w tym roku - z tego dwa
        dla trzylatków jeden dla sześciolatków i to całkiem niedawno)- których
        wcześniej nie przeczytałam, bo mój mały zupełnie nie był zainteresowany
        literkami. Na moje usprawiedliwienie mogę odać to, że trwają dyskusje w
        podobnym temacie a jedna z dziewczyn (wg podanych informacji z odpowiednim
        przygotowaniem), zaproponowała, żeby taki wątek założyć, a Ona udzieli
        fachowych porad - więc czemu nie skorzystać i uczyć się na swoich błedach.
        • popieram
          --
          Ania i moje Słoneczko - Julka (15.07.2003) smile))))
          • również jestem zainteresowana sposobem na naukę czytania. Mój synek ma 3,5
            roku, od jakiegoś czasu baaaardzo interesuje sie literkami. Na ten moment
            rozpoznaje wszystkie litery. Nauczył się ich niemalże samodzielnie z gry
            edukacyjnej ABC z Reksiem oraz literek z Danonków. Dziś wydrukowałam mu kilka
            słów, rozpoznaje większość z nich ale nie wiem co dalej. Jak go poprowadzić?
            Podnosze zatem wątek.
            --
            mama Konradka i Mai
            • Pacynko, metoda Domana została opracowana do nauki języka angielskiego, opiera
              się na czytaniu globalnym, prawopółkulowym. Język polski w przeciwieństwie do
              angielskiego jest językiem fleksyjnym. Jeżeli dziecko rozpoznaje wyraz "pies",
              to nie skojarzy go w zdaniu z "psem".
              Metoda profesor Cieszyńskiej, której ja jestem zwolennikiem, również
              wykorzystuje czytanie globalne, ale mózg czyta w ten sposób tylko rzeczowniki.
              Dlaczego wielkie litery? Ich percepcja jest łatwiejsza, dzieci szybciej je
              zapamiętują, potrzebują mniej powtórzeń, później na ogół bez problemów, niemal
              samoistnie przechodzą do czytania małych liter.
              I ważne: nie wielkie ABC, tylko samogłoski, które wymieniłam. Nie uczymy czytać
              izolowanych spółgłosek, bo takie nie istnieją w języku mówionym!!!
              Miało być rozszerzenie uwagi czwartej. Z tzw genialnych dzieci, które w wieku
              1,5 roku liczą kaczuszki używając liczebników porządkowych i znają wszystkie
              literki rzadko wyrastają genialni dorośli (Aniald zgadzam się z Tobą niemal w
              100%). Dziecko ma się przede wszystkim bawić i być szczęśliwe. Może jednak w
              czasie zabawy wiele się nauczyć. Co powinniśmy robić?
              Czytać dzieciom. Słuchanie czytanej bajki uczy koncentracji, rozwija
              wyobraźnię, sprawia, że dzieci będą w przyszłości chętnie po książkę sięgać.
              Czytamy to, co dziecko rozumie, może potem opowiedzieć tatusiowi czy babci, czy
              nawet żółwikowi przeczytaną historyjkę, a my będziemy wiedzieć, czy zrozumiało.
              Bardzo ważne jest kształcenie pamięci. Wierszyki, rymowanki, wyliczanki, domowe
              powiedzonka. Dzieci to uwielbiają. Gra memory (poziomem dostosowana do
              możliwości dziecka). Zabawa "czego tu brakuje". Itd, itp.
              Kształcenie słuchu fonemowego. Bawimy się w rozróżnianie odgłosów (szczekanie
              psa, odgłos pralki, spuszczanej wody, klawiatury, gniecionej kartki). Wymyślamy
              rymowanki, mogą być bezsensowne. Maszerujemy sylabizując wierszyki lub piosenki.
              Umiejętność klasyfikacji. Dzielimy klocki na grupy pod względem koloru,
              kształtu, wielkości. Dopasowujemy przedmioty, które do siebie pasują.
              Sprawność motoryczna. Biegamy, skaczemy, robimy jaskółki, jeździmy na rowerze,
              skaczemy na jednej nodze.
              Sprawność manualna. Malujemy farbami, kredkami typu pastele. Wrzucamy koraliki
              do buteleczki, nawlekamy je na sznurek lub bezpieczniej miękki drucik.
              Analiza i synteza wzrokowa. Tniemy na kawałki obrazek, dziecko układa.
              Wyszukiwanie wśród kilku takich samych obrazeczków, jednego różniącego się
              szczegółem.
              Myślenie przyczynowo-skutkowe. Układanie historyjek obrazkowych. Opowiadanie
              dziecku "jesienią wiewiórka zbiera orzeszki, żeby zimą miała co jeść". "Jak źle
              postawisz szklankę, to wyleje się sok i trzeba będzie wytrzeć".
              Myślenie symboliczne. Znak krzyża, znaki drogowe, zielone kółeczko, żółty
              trójkącik w telewizorze. Rysujemy schematyczne obrazki, dziecko odgaduje co to
              jest.
              Wybaczcie skrótowość, jestem pewna, że wiele tych rzeczy robicie ze swoimi
              maluchami, prawie każda rodzina ma swoje własne cudowne zabawy. Dziecko wie,
              kiedy wy się dobrze bawicie, a kiedy tylko udajecie. Wymyślajcie zabawy, które
              sprawiają wam przyjemność.
              I pamiętajcie, dzieci na wszystko mają czas, nie przyspieszajmy za bardzo ich
              rozwoju, jeszcze zdążą się pobawić w najpopularniejszą zabawę naszych
              czasów "wyścig szczurów".
              Pozdrawiam wszystkie mamy uczące dzieci czytać.
              • Jeśli chodzi o Domana to zainteresowałm sie tą metodą wiele lat temu kiedy pewna pani prof. na moich studiach (pedagogika) opowiadał jak w ten sposób nauczyła czytac swoja córkę (jak najbardziej po polsku). Dziewczynka po poznaniu wielu wyrazów sama doszła do tego jak się czyta to czego nigdy wcześniej nie widziała.

                Jeśli chodzi o ABC to był przykład (wiem że najpierw wprowadza sie samogłoski). A moje dziecko liter nie zna jako takich. Ale czyta wiele wyrazów. I wcale nie uważam że jest super uzdolnione. I wcale mi nie zależy żeby uchodziło za genialne a jedynie żeby nie miało poważnych problemów w szkole (a ma predyspozycje, bo z tego co dowiedziałam sie na studich dysleksja, dysgrafia itp. jest dziedziczna i to w częściej w linni męskiej, a mój mąż niestety jest dysortografikiem).

              • > I pamiętajcie, dzieci na wszystko mają czas, nie przyspieszajmy za bardzo ich
                > rozwoju, jeszcze zdążą się pobawić w najpopularniejszą zabawę naszych
                > czasów "wyścig szczurów".
                > Pozdrawiam wszystkie mamy uczące dzieci czytać.

                Dobrze,że jest jeszcze ktoś przy zdrowych zmysłach.Przepraszam
                wszystkich,których uraziłam.Zastanawiam się tylko czy za pare lat nie wpadnie
                ktoś na pomysł aby uczyć dzieci czytać już w łonie matki.Sama jestem matką i to
                w dodatku taką,która przyswoiła zdolnośc czytania,jak na owe czasy, bardzo
                wcześnie.W latach mojego dzieciństwa w telewizji była tylko wieczorynka i jako
                zdesperowana czterolatka,musiałam czymś zająć swój niespokojny
                umysł.Niestety,ku mojej rozpaczy nie jestem geniuszem i nie oczekuję,że moje
                diecko będzie niezwykle zdolne.Jestem zdania,że dzieci należy rozwijać
                wszechstronnie.Nie skupiajmy się tylko na literkach i cyferkach.Ja też dałam
                się ponieść emocjom i czujac oddech zbliżającej się szkoły,zaczełam przykręcać
                śrubkę mojemu dziecku.Wydawało mi się,że brzydko maluje,niestarannie koloruje
                idt.Postawiłam sobie za cel życiowy nadrobienie braków,tłumacząc to troską o
                jego przyszłe losy w szkole.Opamiętałam się dopiero wtedy gdy mój syn przyszedł
                z przedszkola totalnie załamany i oświadczył,że mam głupego synka,bo zajoł
                zaledwie 4 miejsce w konkursie z j.angielskiego.Moja nadgorliwość przyniosła
                odwrotny skutek.Gdzieś usłyszłam,że pokolenie naszych dzieci jest
                przeinwestowane.A sama myślę,że jeszcze sfrustrowane razem ze swoimi chcącymi
                dobrze mamami.Pozdrawiam i więcej luzu,czego przede wszystkim sobie życzę smile
                • lady1975 napisała:

                  A sama myślę,że jeszcze sfrustrowane razem ze swoimi chcącymi
                  > dobrze mamami.

                  Na dziecko można wywierać nadmierną presję ucząc je kozystać z nocnika czy jeść widelcem. Jeśli dziecko czuje sie osaczone to stresuje się niezależnie od tego czy uczymy je liczyć czy wkładać buciki. Mniej ważne jest to CZEGO dziecko uczymy a bardziej JAK to robimy. Jeśli 2 letni malec się bawi i w tej zabawie sie uczy (o zgrozo!!! tego co uważamy za przeznaczone min. od 6 lat) i nawet nie bardzo wie że się nauczył (bo przecież nikt go nie zmuszał, nie odpytywał, nie sprawdzał po raz kolejny czy aby wszystko zakodował). TO CO W TYM ZŁEGO??? I jeśli matka traktuje to jako kolejną zabawę z dzieckiem, która to zabawa dodatkowo wspaniale stymuluje mózg maluszka (a nie jako program do przerobienia- szybko uporajmy się z tym dodawaniem bo jeszcze mnożenie i dzielenie a ty masz juz 4 lata i troszke chyba jesteś opóźniony bo dziecko sąsiadów już zna tabliczkę mnożenia). TO CO W TYM ZŁEGO???


                  A teraz cytat z książki Dmana:
                  "Jest taka historyjka o dwóch piecioletnich przedszkolakach stojących na boisku kiedy przelatywał w górze samolot. Jeden chłopiec mówi że to samolot ponaddźwiękowy. Drugi zaprzecza twierdząc, że skrzydła nie są wystarczająco cofniete. Dzwonek przerywa dyskusję i pierwszy z chłopców mówi, Musimy kończyć i wrócić do nawlekania tych przeklętych koralików.
                  Pomyslcie o trzylatku. który pyta, Tatusiu dlaczego słońce jest gorace? Jak ten pan wszedł do telewizora? Dlaczego kwiaty rosna mamusiu?.
                  Podczas gdy dziecko objawia swoja ciekawość elektroniki, astronomii i biologii, my zbyt często każemy mu pobiegać i pobawić sie zabawkami. Jednocześnie możemy twierdzuić że i tak nie zrozumiałby odpowiedzi ponieważ jest bardzo małe, a poza tym nie potrafi się skupić na dłużej. Oczywiście nie potrafi- przynajmniej na wiekszości zabawek.
                  Udało nam się utrzymać nasze dzieci starannie odizolowane od nauki w okresie życia gdy pragnienie uczenia się osiąga swój szczyt.
                  Ludzki mózg jest unikalny w tym sensie, że jest jedynym pojemnikiem, o którym mozna powiedzieć, że im więcej się do niego wkłada tym więcej pomieści...
                  Jest ironią losu, że kiedy dziecko będzie starsze, my będziemy mu nieustannie powtarzali jaka to głupota nie chciec sie uczyć astronimi, fizyki, biologii...
                  Przyjęliśmy że dzieci nie znoszą nauki przede wszystkim dlatego, że większość dzieci nie lubi lub wręcz lekceważy szkołę. Znowu pomylilismy naukę z chodzeniem do szkoły. Nie wszystkie dzieci uczęzczające do szkoły uczą się- tak jak nie wszystkie dzieci uczące się robią to w szkole."
                  • Pacynko, odetchnęłam z ulgą, bo po jednym z twoich postów wyobraziłam sobie
                    jak sadzasz dzieciaczka i przez 10 minut uczysz go kolorów (czerwony, czerwony,
                    czerwony, powtórz). Takiego uczenia jestem zdecydowanym przeciwnikiem, ale Ty
                    chyba też. Nie jestem przeciwnikiem rozsądnej stymulacji rozwoju dzieci, wręcz
                    przeciwnie, mówiąc, że dziecko ma się przede wszystkim bawić, nie miałam na
                    myśli zabaw typu jeżdżenie samochodzikiem po dywanie i powtarzanie brum brum
                    (choć z drugiej strony to świetne ćwiczenie na wywołanie głoski "r"). Mówimy
                    dziecku: zakładamy czerwoną bluzkę, zobacz, jakie niebo dzisiaj niebieskie,
                    podaj mi żółty klocek, itd, itp. W ten sposób dziecko rozpoznaje kolory i nawet
                    nie wie, że się czegokolwiek uczyło.

                    Jestem natomiast zdecydowanym przeciwnikiem zaburzania prawidłowej kolejności.
                    Chłopczykowi z klasy mojej starszej Bulinki (8 lat) rodzice czytają tylko
                    wydania encyklopedyczne, dzieciak ma sporą wiedzę, owszem, ale ZERO wyobraźni i
                    nawet nie słyszał o Aladynie i Czerwonym Kapturku. I buty w szatni zakłada mu
                    mama (lekarz). Kilka lat uczyłam polskiego w szkole podstawowej, w czwartej
                    klasie w programie są baśnie. Uwierzcie mi, że są dzieci, które ich nie znają
                    (chyba, że jest wersja filmowa) i często są to dzieci od najmłodszych
                    lat "szykowane na geniuszy".
                    I słówko polemiki z Domanem. Nawlekanie koralików to czynność, która sama w
                    sobie nie jest zbyt ciekawa (choć jeżeli robimy naszyjnik dla ukochanej babci,
                    to nawet chłopcy będą nawlekać z chęcią), jednak doskonale ćwiczy sprawność
                    manualną, koordynację wzrokowo-ruchową, niezbędną w późniejszym pisaniu. Może
                    nie byłoby tylu dysgrafików (nie chodzi mi o dysleksję i dysortografię), gdyby
                    dzieci więcej rysowały, nawlekały, a przede wszystkim jak najwcześniej
                    samodzielnie jadły.

                    Nie twierdzę, że metoda nauki czytania Domana jest zła, moim zdaniem, nie jest
                    dostosowana do języka polskiego. I jako językoznawca uważam, że nie jest
                    wystarczająca. Nie jestem przekonana czy globalne rozpoznawanie wyrazów
                    generuje odczytywanie innych. Za bardziej sensowną, uważam metodę Jagody
                    Cieszyńskiej. Ale, Pacynko, nie chcę z Tobą na ten temat dyskutować, przecież
                    nie musisz się ze mną zgadzać, ważne, że nie uczysz dzieciaczka literek, bo to
                    jest najgorsze, co można zrobić dziecku z grupy ryzyka dysleksji.
                    • Ja tez odetchnęłam z ulgą. W końcu się zrozumiałyśmy smile
                      Tyle pisałam o rozwoju mózgu i jak ważne jest uczenie sie czegokolwiek i to z radością w zabawie a Ty nadal myślałaś że masz do czynienia z psychopatką smile

                      Co do Domana. Wiem że metoda sprawdza się i w Polsce ale może masz rację że Pani prof. Jagody Cieszyńskiej jest w naszych warunkach lepsza. Rozważę jeszcze czy wprowadzić ją mojemu maluchowi.
                      Ale on czytał wyrazy napisane małymi literami (wedłóg zaleceń Domana) więc wydaje mi się że wprowadzenie wielkich liter bedzie niepotrzebnym mieszaniem w główce dziecka. Co sądzisz o pracowaniu ta metodą ale ze zmienionymi literami na małe?
                      Pozdr.
              • mabulinko, podeślij jakąś literatutę fachową.Wspomniałaś cos o profesor
                Cieszyńskiej wink
      • rzadko przez rz
        odwazyc od odwaga!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Pacynko, a od jak dawna uczysz go metodą Domana? Ile wyrazów potrafi rozpoznać?
      Zasada jest taka. Dzieciom w wieku przedszkolnym piszemy na karteczkach wielkie
      litery, dzieciom szkolnym wprowadzamy małe litery, gdy utrwalone są wielkie.
      W przypadku Twojego synka spróbowałabym wprowadzić wielkie samogłoski (takie
      jak podawałam wcześniej), nie wydaje mi się, żeby miało mu to jakoś zamieszać.
      Z drugiej strony, nie widzę też nic złego w odwróceniu kolejności i pracy na
      małych literach. Trudno mi wyrokować na odległość. Musisz zdecydować sama.
      Obydwa rozwiązania nie są złe.
      Pozdrawiam.
      • Domana wałkujemy ok.1,5 roku (ale nie tak jak on zalecał 5 zestawów po 5 słów a to wszystko 3 razy dziennie, bo to lekka przesada). "Przerobiliśmy" cos ok. 300 słów ale ile mały faktycznie rozpoznaje to do końca nie wiem. Nie sprawdzam go pytająć: co tu jest napisane? Pokazuję mu słowa albo bierze je sam, patrzy sie na nie i albo mówi albo nie. Pewna jestem tylko tych słów które mały sam wypatrzy w książeczkach i przeczyta.
        Kupiłam dzis kilka książeczek z serii Kocham Czytać. Pokażę małemu pierwszą jak ja podretuszuję smile.
        Zdecydowałam się zmienić literki na małe, (wydrukuję sobie małe literki i poprzyklejam w odp. miejsaca).
        Dziękuję Ci bardzo za Twoje odpowiedzi i pozdrawiam.
    • Bogusiu, nie odpowiedziałam Ci wprost. Jeżeli Bartek interesuje się światem
      pisma, to nie jest za wcześnie.
      Doradzałabym sposób w jaki wykorzystują serię Kocham czytać wszystkie znane mi
      osoby. Książeczka pojawia się dopiero po utwaleniu materiału, zaczynamy od
      karteczek z trzema samogłoskami (jeżeli ktoś jest zainteresowany dalszymi
      krokami, pytajcie). Taka kolejność warunkuje nam to, że dziecko rzeczywiście
      będzie czytać, a nie kojarzyć dźwięki z obrazkiem. Poza tym, gdy samodzielnie
      przeczyta książeczkę i dowie się o tym babcia i ciocia, będzie bardzo z siebie
      dumne. I chętnie będzie czytać dalej.

      Pacynko, zwracam Twoją uwagę, że musisz mieć pewność, że mały opanował jeden
      etap zanim przejdziesz do następnego. Inaczej więc niż u Domana musisz
      sprawdzać, czy umie. Łatwo to zrobić zamieniając się z dzieckiem rolami
      (wielokrotnie), ono występuje w roli nauczyciela i uczy Ciebie albo lalkę,
      zauważa i poprawia Twoje błędy. Łatwiej mu też w ten sposób zaakceptować swoje
      własne pomyłki.

      Pozdrawiam i obiecuję odpowiedzieć na każde pytanie. Może rzadziej niż
      dotychczas, bo moje Bulinki zaraz wracają do domu z podróży z ukochanymi
      dziadkami, a i krtań chyba już lepiej.
      • Dziś pokazałam małemu "a". A on pokazał mi kilkanaście literek "a" w swoich książeczkach. Miał świetną zabawę. Coraz bardziej przekonuję się do metody.
        Mabulinko czy jest jakaś instrukcja do serii Kocham... którą można sobie kupić i spokojnie przestudiować? Bo jeśli nie ma to chyba Ci jeszcze troszkę głowę pozawracam smile
        Rozumiem że pierwszą ksiązeczkę trzeba dać dziecku jak opanuje wszystkie samogłoski. Czy z kolejnymi książeczkami ma być podobnie? Najpierw pokazuje się sylaby na kartonikach a potem w książeczce?
        Mogłabyś w skrócie opisać kolejne kroki.
        Pozdr.

        • mabulinka napisała:
          >ważne, że nie uczysz dzieciaczka literek, bo to
          > jest najgorsze, co można zrobić dziecku z grupy ryzyka dysleksji<

          No własnie .. a ja nauczyłam mojego 3,5-letniego synka literek , bo po prostu
          "zmusił" mnie do takiej nauki.

          Podobnie jak Pacynka nie chcę,żeby moje dziecko zostało dyslektykiem czy
          dysortografem , tak jak mój mąż.
          Dziś zrobiłam karteczki z U,A i I. Ale moje dziecko już zna te literki i składa
          sylaby "LA", "MU" i kilka innych.

          Proszę Cię Mabulinko o dalsze kroki.





          • Już odpowiadam. Metoda opisana jest w książce, o której już wspominałam. "Nauka
            czytania krok po kroku", wydane przez Wydawnictwo Naukowe Akademii
            Pedagogicznej w Krakowie. Nie wiem, czy można to jeszcze kupić.
            Ale Pacynko, jak zrozumiesz zasadę, to przewodnik po Kocham czytać nie będzie
            potrzebny.

            Ewo, w jaki sposób Twój synek składa sylaby? Odczytuje je w całości czy literuje
            ly-a, my-u?

            Proponuję wszystkim mamom, przekonanym do metody, którą ja stosuję, schowanie
            tych nieszczęsnych literek z Danonków i wszystkich innych, jakie w domu są,
            magnetycznych, na klockach, także gry komputerowe, które uczą czytania
            samodzielnych spółgłosek. Możemy zostawić samogłoski.

            Dzieciom, zwłaszcza tym, których rodzice, dziadkowie, ciocie lub wujkowie są
            dyslektykami czy dysortografikami radzę bardzo dokładnie!! sprawdzić
            lateralizację dziecka. Służę wskazówkami w razie potrzeby.

            Krok drugi: samogłoski O, E, Y. Pracujemy tak samo jak z poprzednimi. Po
            utrwaleniu, dodajemy poprzednie już nauczone i znowu utrwalamy. Potem czytamy
            pierwszą książeczkę. Zachwycamy się ogromnie, wychwalamy dziecko pod niebiosa
            bez względu na to, czy ma lat trzy czy sześć. Nie przyspieszamy dziecka i nie
            robimy nic na siłę. Możemy opowiadać, jak to fajnie jest czytać, bo... chyba
            nie muszę podpowiadać.

            Równolegle do nauki samogłosek i potem sylab, wprowadzamy wyrazy czytane
            globalnie. Pokazujemy maluchowi kartkę z napisanym wyrazem i czytamy w całości
            (bez literowania i dzielenia na sylaby). Dobrze, żeby to były wyrazy związane z
            dzieckiem, jego imię, imię mamy, taty, babci, ulubione zwierzątka. Na początek
            dajemy dwa wyrazy, wielokrotnie odczytujemy, dzieci uwielbiają wykonywać
            obrazki do tych wyrazów albo "podpisywać" nimi zdjęcia, rysunki. Stopniowo
            wprowadzamy nowe, kierując się indywidualnymi możliwościami dziecka. Mogą to
            też być wyrazy dźwiękonaśladowcze (książeczka druga).

            Etap trzeci rozpoczynamy dopiero wtedy, gdy dziecko czyta samogłoski. Daję
            teraz wam trochę czasu na powtórzenie samogłosek. W miarę możliwości czasowych,
            postaram się dokładnie opisać wprowadzanie pierwszych sylab, a potem już tylko
            wymienię kolejność następnych.

            Proszę o pytania i opowieści o postępach waszych maleństw. Pozdrawiam ja i
            mniejsza Bulinka (21 miesięcy), która bardzo chce już zbudować największą na
            świecie wieżę z żółtych klocków.
            • >>Ewo, w jaki sposób Twój synek składa sylaby? Odczytuje je w całości czy literuje
              ly-a, my-u>?


              On czyta najpierw M, U a potem ja mówię "czyli ..." i on odpowiada "MU".
              Mój synek nie ma liter z Danonków, ale literki magnetyczne , które uwielbia.
              No cóż, będę musiała mu je schować.. tylko co ja mu powiem ..?

              Obeszłam kilka księgarni - nigdzie nie ma serii "kocham czytaC".
              Nawet miałam mieć ją sprowadzoną na zamówienie, ale okazało się ,że nie ma w
              hurtowni.
              Może ktoś jest z Katowic i wie gdzie to kupić?
              Do zakupów przez internet zawsze dochodzą koszty wysyłki, więc wolałabym kupic
              "normalnie".
    • Dziewczyny, właśnie znalazłam kilka maili w mojej skrzynce. Nie mam czasu na
      nie odpowiadać indywidualnie, proszę o zadawanie mi pytań na forum. Postaram
      się odpowiedzieć na wszystkie. Dzisiaj moja poczta odmówiła posłuszeństwa i nie
      wysyła maili, dlatego korzystam z tego miejsca aby wszystkie autorki i autora
      listów przeprosić. Pozdrawiam.
      • Razem ze swoim szescioletnim synkiem zmagamy się z nauką czytania.Jesteśmy na
        etapie znajomości wszystkich literek,zarówno małych jak i dużych.Ale czytanie
        zgłoskowe,czy sylabowe,zupełnie nie wychodzi.Dla mojego dziecka jest to bariera
        nie do przeskoczenia.To powoduje irytacje i niezadowolenie mojego syna.Ja nie
        mogę go wesprzeć,sama nauczyłam się czytać w wieku czterech lat,praktycznie bez
        pomocy.Nie mam przygotowania pedagogicznego,ą rozmowa z panią
        przedszkolanką,nic nie przyniosła.Dowiedziałam sie tylko tyle,że na wszystko
        przyjdzie czas.Proszę o pomoc,gł.mabulinkę.Jakimi metodami mam skutecznie uczyć
        moje dziecko czytać?Dodam,że jest to pojętny chłopczyk,ma duży zasób słów i
        sporą wiedzę.Rozwiązywanie zadań matematycznych przychodzi mu z
        łatwością.Jedynie czytanie sprawia mu duży problem.Nie chcę go zniechęcić do
        literatury.Do tej pory dużo czytaliśmy i książka,była jego ulubionym prezentem.
        • Ja mam podobny problem. Córeczka 6 lat, znała wszystkie literki w wieku dwóch
          lat, nie jest w stanie odczytać prawie żadnego wyrazu. Mabulinko, czy z
          sześciolatrkiem prracuje się tak samo jak z trzylatkim? Bardzo prosze o pomoc.
        • Justyno, koniecznie odstresuj synka, opowiadaj mu, że czytanie to strasznie
          trudna rzecz, ale jak już się nauczy, to będzie olbrzymi sukces, opowiadaj o
          rzeczach, które tobie lub komuś bliskiemu sprawiały ogromną trudność, ale udało
          się wytrwałością je pokonać. To bardzo ważne.
          I koniecznie nadal dużo mu czytaj!
          Sześciolatkom proponuję sprawdzić lateralizację. Służę wskazówkami w razie
          potrzeby.
          Justyno i Kkisiu przeczytajcie to, co pisałam dotychczas.
          Przygotujcie karteczki z samogłoskami wielkimi i małymi. Sprawdźcie, czy
          dziecko czyta je bezbłędnie, jeżeli nie, to utrwalajcie tak długo, jak będzie
          trzeba.
          Wprowadźcie wyrazy do czytania globalnego. Ważne: należy wyraz odczytać w
          całości, nigdy nie literujemy i nie sylabizujemy! Wyrazy powinne być napisane
          wielkimi literami, dzieci miały dotychczas do czynienia z czytaniem małych
          liter, musimy zapobiec chęci odczytywania literka po literce.
          Po wprowadzeniu kilku wyrazów i utrwaleniu samogłosek, przechodzimy do czytania
          sylab. Postaram się napisać o tym, jak najszybciej, jak tylko znajdę czas.
          Jeżeli macie jakieś konkretne pytania, to proszę ja zadawać. Czekam na opisy
          postępów waszych dzieciaczków. Pozdrawiam.
      • mam pytanie: czy w książce "Nauka czytania krok po kroku" znajdę opis polecanej
        metody nauki czytania, tak aby rozpocząć naukę z 3,5 letnim dzieckiem?
        --
        mama Konradka i Mai
        • Rozdziały książki, o którą pytasz: Dysleksja-ustalenia terminologiczne, Nauka
          czytania w świetle badań naukowych, Mózgowa organizacja funkcji językowych,
          Diagnozowanie rozwoju dzieci w wieku przedszkolnym, Diagnoza trudności w
          czytaniu i pisaniu, Praca terapeutyczna z dziećmi z trudnościami w czytaniu i
          pisaniu.
          Książka nie jest podręcznikiem, jak nauczyć czytać trzyipółlatka, ale rodzic z
          zacięciem pedagogicznym, sporo się z niej może nauczyć. Minimum teorii
          zawierają też zeszyty Kocham czytać. I nieskromnie zauważę, że moje uwagi też
          mogą okazać się przydatne.
          Pozdrawiam.
          • Mój mały zna juz 3 pierwsze samogłoski. Pokazuje je w książeczkach na szyldach itp. No i mam problem bo zaczął pytać o inne literki (strasznie go interesuje "k". Jak mu nie odpowiadać a jednocześnie nie ignorować pytań smile ?
            • Nie mam zamiaru uczyc syna czytac(ma 4,5 roku), z kolorow zna tylko zolty. Nie
              wykazuje zainteresowania nauka czytania, ani liczeniem, literkami i cala reszta.
              Zreszta nie chce siebie zmuszac i jego do takiej formy edukacji, predzej czy
              pozniej sie tego nauczy.
              Moj syn wprawdzie nie powie jaki ma kolor bluzki, ale potrafi wytlumaczyc jak
              powstaje tecza i dlaczego pada deszcz,wymienia nazwy dinozaurow i potrafi o nich
              opowiadac, fascynuja go samoloty i ma na ten temat duza wiedze.Najbardziej
              fascynuja go trzesienia ziemi i tornada. Zadaje mnostwo pytan z dziedziny
              fizyki,chemi,geografii, przyrody i na szczescie jestem w stanie mu
              odpowiedziec(skonczylam fizyke)na wiekszosc pytan, chociaz musze duzo czytac i
              doksztalcac siesmile)Ostatnio fascynuje sie budowa czlowieka. Moje opowiesci w
              polaczeniu z encyklopedia dla dzieci=wypieki na twarzy mojego synka. Chrzanic
              nauke czytania!
              • Odpowiadam po kolei:
                Ewo, to jest właśnie literowanie, trzeba szybko małego odzwyczaić, zanim się
                przyzwyczai. Na razie nie pytaj o nic poza samogłoskami i całymi wyrazami.
                Odwracaj uwagę, gdyby chciał literować. Sprawdziłaś lateralizację? Daj znać.

                Klaudio, ilość wyrazów zależy od wieku i możliwości dziecka. Można wprowadzać
                ciągle nowe, takie, które przydadzą się potem w czytaniu tekstów, które możesz
                dla dziecka pisać. Jeżeli dziecko ma lat raczej trzy wprowadź tylko wielkie
                samogłoski, jeżeli raczej sześć, po utrwaleniu wielkich małe. Zaznaczaj, że to
                te same literki, możesz wyjaśnić, jak je stosujemy.

                Pacynko, proponuję odpowiadać, że to jest literka, która jest na początku
                wyrazu Kasia, w środku wyrazu oko i na końcu wyrazu bok. Jeżeli będzie pytał o
                spółgłoski dźwięczne, nie podawaj przykładu z zakończeniem, bo dźwięczne na
                końcu tracą dźwięczność. Podawaj dużo przykładów, żeby mały nie skojarzył
                jednej pozycji Kasia, kos, kukułka itp.

                aw271, to nie ucz.

                Po opanowaniu samogłosek!!! przechodzimy do odczytywania sylab otwartych
                (zakończonych samogłoską). Na karteczkach drukujemy sylaby PA PO PU (na
                odwrocie PÓ)PE PI PY. Wskazujemy i odczytujemy (przypominam całą sylabę, nie
                literki), dziecko powtarza, często zmieniamy kolejność sylab. Można zacząć od
                dwóch sylab, można od razu czytać wszystkie, to zależy od dziecka. Postępujemy
                tak samo jak z samogłoskami. Dziecko powtarza, odczytuje, zamieniamy się rolami.
                To tyle dzisiaj. Dalsze instrukcje w najbliższym czasie. Pozdrawiam.
          • To ja powiem tak: przeczytałam wszystko, co jest w tym wątku i kompletnie nie
            rozumiem, jak mam zacząć uczyć moje dziecko czytać. Byłam przekonana do metody
            Domana, ale teraz sama mam wątpliwości. To mam prośbę: jak krowie na miedzy: co
            mam krok po kroku zrobić? Rozumiem, że przygotować samogłoski na kartonch: ale
            małe duże, zarówno literki jak i kartony. I co dalej? pokazywać i mówić , że to
            jest a jak auto?
            • Helgo, ja używam karteczek mniej więcej 6/4 cm, literki o wysokości 2cm. Takie
              są najwygodniejsze.
              To jeszcze raz krok po kroku:
              1. samogłoski A U (na odwrocie Ó) I. Jak uczyć pisałam już wcześniej. Można
              mówić, że a jak ..., pod warunkiem, że podamy kilka przykładów, za każdym razem
              inne, żeby dziecko nie zakodowało sobie tylko jednego skojarzenia. Ja bawię się
              z dziećmi "logopedycznie" tzn, a- okazywanie radości na widok prezentu, o-
              występ śpiewaczki operowej, e-okazywanie zdziwienia, u-naśladowanie
              zaskoczenia, y-okazywanie niezadowolenia lub odgłos towarzyszący pewnej
              czynności fizjologicznej (dzieci natychmiast zapamiętują), i- naśladowanie
              rżenia konia. To tylko przykłady.
              2.Samogłoski E O Y
              3.Wyrazy czytane globalnie, ja wprowadzam takie, które umożliwią mi pisanie
              indywidualnych tekstów dla dzieci. Można wprowadzać równolegle z nauką
              samogłosek. I kontynuować przez cały czas nauki czytania.
              4.Sylaby otwarte oparte na głosce p: PA PE PI PO PU (PÓ) PY. Też podajemy
              wyrazy rozpoczynające się od tych sylab. Można przygotować rysunki. Np. PA:
              pani, parasol, parapet, Patryk itd.
              To tyle "powtórki materiału".
              Pozwólcie, że o lateralizacji i dalszych krokach napiszę po świętach.

              Teraz już, bo później nie będę miała okazji, życzę wszystkim czytającym ten
              wątek mamom cudownych świąt, podczas których można zapomnieć o codziennym życiu
              w biegu, a ich dzieciom wielu twórczych przygód w drodze do samodzielnego
              przeczytania "Kubusia Puchatka". Pozdrawiam.
              • Dzięki, nieco mi się rozjaśniło, tylko nie wiem, jak często się to robi? Tzn.
                pokazuje te literki. W książce Katarzyny Rojkowskiej, która stara się
                zaadaptować metodę Domana, trzeba dziecku urządzać 15 sesji dziennie po
                sekundzie na każdy wyraz. I tak naukę zaczniemy od stycznia, więc te 10 dni
                mnie nie zbawi, ale umieram z ciekawości. Zamówiłam sobie już tę książkę tej
                polecanej przez Ciebie pani profesor. Może tam będzie wyjaśnione, jak często
                trzeba te wyrazy pokazywać, małe duże, czy jakie. Boże, edukacja jest taka
                trudnabig_grin
    • ja nauczyłam sie czytać w dość nietypowy sposób bo często ja, moja mama i mój
      tata musieliśmy wyjeżdżać. nauczyłam się czytać po prostu czytając nazwy
      miejscowości smile
    • ewa9923 napisała:

      > Obeszłam kilka księgarni - nigdzie nie ma serii "kocham czytaC".

      Ewo, zeszyty można zamówić przez internet w wydawnictwie
      www.wydawnictwo.edukacyjne.pl/

      Jeżeli koszt zamówienia przekracza 60 zł, wysyłka jest bezpłatna. Ja zamówiłam
      prenumeratę 12 pierwszych zeszytów (dotychczas ukazało się 11) za 78 zł, po
      rabacie (z tego, co zrozumiałam, rabatem objęte są zamówienia przez internet)
      70,20, płatność za pobraniem. Cena pojedynczego zeszytu wynosi 7,40, wysyłka,
      jak mnie poinformował pracownik wydawnictwa, 9,90.

      --
      Anka, mama Julka

      • Errata do powyższego

        Tenże pracownik wydawnictwa poinformował mnie po złożeniu zamówienia, że będę
        musiała przelać na ich konto 78 zł. Wyjaśniam sprawę.

        --
        Anka

        • akacma napisała:

          > Errata do powyższego
          >
          > Tenże pracownik wydawnictwa poinformował mnie po złożeniu zamówienia, że będę
          > musiała przelać na ich konto 78 zł.


          Proszę napisz, gdy otrzymasz książeczki - jak je oceniasz.

          Ja mam zamówione te książeczki w księgarni, ale będą dopiero w nowym roku.
          Jestem ciekawa czy warto je kupować... zamowiłam na razie tylko 3 pierwsze numery.


          Czekam na Mabulinkę wink i jej rady.


          Pozdrawiam wszystkich poświątecznie smile !


          >
    • Witam poświątecznie i przednoworocznie.

      Helgo, nie ma żadnych reguł jak u Domana. Moją własną córkę "uczyłam" (ona
      nigdy nie traktowała tego jak naukę, uwielbiała "sylabki") codziennie. Dzieci,
      które uczę zawodowo różnie, w zależności od tego na ile stać rodziców,
      najczęściej raz w tygodniu. Rodzice mają przykazane powtarzać z dzieciakami,
      ale to różnie bywa.
      Ponieważ Ty będziesz uczyć swojego dzieciaczka, proponuję robić to tak często,
      jak tylko macie ochotę, Ty i dziecko.
      Wyrazami czytanymi globalnie po prostu bawię się z dziećmi, nie dawkuję ich.
      Np. mam trzy kartoniki (dłuższe od tych do sylab - uprzedzam Twoje pytanie):
      HELGA, MAMUSIA, TATUŚ i mam zdjęcia tychże. Rozkładam zdjęcia, ustalamy z
      dzieckiem, że to jest Helga a to mamusia i tatuś. Układam karteczki pod
      zdjęciami, czytam (całościowo!) wyrazy. Przyglądamy się zdjęciom i wyrazom,
      zabieram karteczki, dziecko podpisuje zdjęcia, zabieram zdjęcia, dziecko
      dopasowuje zdjęcia do podpisu, zmieniam kolejność, ilustrujemy wyrazy, itd,
      itp. Następnego dnia to samo, trzeciego można sprawdzić, czy dziecko samo
      dopasuje zdjęcia do podpisu. Zachwycać się. Ale pamiętać, że dzieci mają różne
      tempo, a że są jeszcze małe, nie należy się spieszyć. Kolejne wyrazy dodajemy
      stopniowo, obserwując dziecko. Moja Bulinka jak miała trzy lata zażyczyła
      sobie, żeby podpisać wszystko w domu. Na szafie wisiała kartka SZAFA, na
      telewizorze TELEWIZOR, tych wyrazów nie utwalałam w żaden dodatkowy sposób,
      dbałam tylko o to, aby szafę nazywać szafą, a nie szafeczką, jak niektóre mamy,
      babcie i panie przedszkolanki lubią.

      Ewo, jak obejrzysz trzy pierwsze książeczki, sama zdecydujesz czy warto. Wiem,
      że są drogie, bezwzględnie konieczne nie są. Jagoda uczy dzieci czytać ponad 20
      lat, a książeczki są chyba od dwóch. Moja starsza Bulinka uczyła się bez nich,
      młodsza (22 miesiące) dopiero zaczyna, ale już uwielbia je oglądać.

      O lateralizacji będzie wieczorem. Konkretne pytania mile widziane. Łatwiej mi
      wtedy trafić w Wasze potrzeby. A tak to wydaje mi się, że piszę o rzeczach
      oczywistych i już sama nie wiem, czy w ogóle pisać.
      Pozdrawiam



      • witam,
        jestem mama 14 miesiecznej Moniki,niedawno przeczytalam ksiazke pani Rojkowskiej
        i postanowilam zaczac nauke czytania z moja coreczka,
        teraz po przeczytaniu calego tego watku mam pewne watpliwosci,
        i kilka pytan do mabulinki,
        po pierwsze czy moge juz rozpoczac nauke czytania z Monika?
        czy dobrze zrozumialam ze najpierw zaczac od nauki samoglosek a potem dopiero
        wyrazy?
        dlaczego trzeba uczyc samoglosek,skoro jak sama mowisz,odrzucic nieszczesne
        literki z danonkow,dlaczego samogloski sa takie wazne?
        Monika od jakis dwoch tygodni zaczela inaczej "mowic",tzn stara sie powtarzac to
        co my do niej mowimy,np pstryk,jak zapalam swiatlo,tik tak,buju buju,czu mowic
        do niej w ten sposob czy lepiej uzywac normalnych zwrotow np mama zapala swiatlo
        a nie pstryk?
        pozdrawiam
      • troche doczytalam bo pewne rzeczy mi umknely,tyle tu waznych wiadomosci,
        znalazlam informacje ze jednoczesnie wprowadza sie karteczki z samogloskami i z
        wyrazami globalnymi (rozumiem ze sa to rzeczowniki w mianowniku),
        ale czy takie male dziecko tez uczyc w ten sposob?
        czy moze jeszcze poczekac az zacznie mowic?
        czy moze zaczac od czegos prostszego na poczatek?
        bede wdzieczna za wszelkie wskazowki smile
        pozdrawiam Beata
      • Witam

        Dzięki wielkie za wyczerpujące odpowiedzi.

        Zgodnie z Twoją sugestią kupiłam książkę "Nauka czytania krok po kroku". Dzięki
        temu wiem, na czym polega lateralizacja, ale nie wiem, do kiedy powinna się ona
        wykształcić. Mój syn rysuje raz jedną raz drugą ręką, podobnie jest z kopaniem
        piłki, podnoszeniem ręki do góry etc. Nie wspomnę już, że nie umie dobrze
        trzymać kredki, tylko trzyma ją tak w pięści albo tak dziwnie za sdrugi
        koniec... A w listopadzie skończył trzy lata. Poza tym mam pytanie dotyczące
        książki: podane w niej ćwczenia są dla dzieci w jakim wieku? I te testy dtyczą
        sześcolatków czy dzieci młodszych. A może starszych?

        A i czy a propos tej lateralizacji mogę coś zrobić? Czy można to jakoś
        stymulować? I czy należy?
        • A czy wprowadzać tylko wyrazy, czy zdania też? A i cz wyrazy w mianowniku czy w
          przypadkach zależnych?
          • Jeśli chodzi o lateralizację, to absolutnie nie należy nic robić. To sprawa
            wrodzona, a próby przestawiania - jakiegokolwiek - zaowocują tylko kłopotami.
            Nie należy się też łudzić, że wczesna nauka czytania zapobiegnie dysleksji.
            Dziecko dyslektyczne po prostu czytać się nie nauczy, tylko dodatkowo
            zniechęci. Ja mam trójkę dzieci z dysortografią. Wszystkie czytały przed
            zerówką, a najmłodszy nauczył się sam czytać majac lat cztery. Nie przeszkadza
            mu to w robieniu okropnych błędów ortograficznych. Psychologowie i reedukatorzy
            zajmujący się moimi dziecmi mówili m.in., ze przyczyną lawinowo narastajacych u
            współczesnych dzieci problemów z pisaniem jest rozdzielenie nauki czytania i
            pisania - jesli chcecie mieć dzieci bez problemów, trzeba uczyć czytania i
            pisania jednocześnie. Ale jak nauczyć trzylatka pisania? Raczej trudno, że
            względu na niesprawność manualną.
            Mówiono mi też, że metoda Domana i czytanie "całościowe" od samego początku
            mogą być przyczyną kłopotów (mój obecnie 10-latek od paru lat czyta zdaniami,
            starsze akapitami). Dziecko uczy się wyglądu słowa, ale jakie litery w nim
            wystepują - nie ma pojęcia. A powinno mieć...
            --
            Mops rośnie
            img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
            • Czy przypadkiem metoda Domana nie została wymyślona na potrzeby upośledzonych
              dzieci?
              Wiesz co, z tą nauką pisania jednocześnie to nie można generalizować. Czytałam
              płynnie (nie powtarzając w myślach słów) mając 6 lat, pisać nauczyłam się rok
              później w I klasie. Od kiedy wpojono mi z grubsza reguły poprawnej pisowni
              błędów raczej nie robię.
    • Odpowiadam po kolei:
      Beataru: ja bym nie uczyła czytać 14 miesięcznego dziecka. Jest tyle rzeczy,
      które Monika musi poznać, na tym etapie ważniejszych. Że pies robi hau hau i
      może być duży albo mały, czarny albo biały, łagodny albo agresywny. Nie
      wyprzedzajmy potrzeb dzieci. Jeżeli chcesz, żeby dobrze się rozwijała, zadbaj o
      to, aby była szczęśliwym, radosnym dzieckiem, czytajcie, rysujcie, malujcie,
      biegajcie, skaczcie. To naprawdę jest bardzo ważne. Odpowiadaj na pytania
      małej. Pewnie za rok, dwa zapyta o literki, wtedy można zacząć.
      Zdania na temat tego czy mówić pstryk, czy zapalam światło są podzielone. Ja
      moim córeczkom mówiłam "zapalimy światło, pstryk", "zobacz kotek, pamiętasz,
      jak robi kotek Miau", "w wannie robię wielki plusk", "bach, kto się
      przewrócił?". Ogólnie powiedziałabym, że onomatopeje są wskazane (obok słów,
      nie zamiast), jestem przeciwnikiem używania zwrotów typu kąpu, myju, opa. Nie
      przechodzą mi one przez gardło.
      Samogłoski są ważne, bo można je czytać w izolacji i są dla dziecka
      rozpoznawalnym elementem sylab.

      Helgo, do czytania globalnego tylko rzeczowniki w mianowniku.
      Test opracowany przez Cieszyńską pozwala stwierdzić, co dziecko już potrafi. Ty
      znasz dobrze swoje dziecko, możesz wybierać te ćwiczenia, z którymi już teraz
      sobie poradzi. Pamiętaj zaczynamy od tego co dziecko już umie, potem
      przechodzimy do trochę trudniejszych, nie wolno kazać dziecku robić czegoś, z
      czym sobie nie radzi. Tylko bardzo rozsądna stymulacja ma sens. Zbyt agresywna
      może tylko zaszkodzić.

      Verdano, przykro mi, że trafiłaś na specjalistów, którzy powiedzieli Ci,
      że "dziecko dyslektyczne po prostu czytać się nie nauczy, tylko dodatkowo
      zniechęci". Bo to guzik prawda. Dziecku dyslektycznemu trzeba udzielić pomocy
      jak najszybciej, wtedy ma ogromne szanse na wyjście z problemów. Chyba, że
      przyjmiemy, że rozwiązaniem jest zaświadczenie z poradni o dysfunkcjach...
      Wtedy rzeczywiście nie warto zmuszać dziecka i siebie (to boli) do wysiłku.
      Co to znaczy rozdzielenie nauki czytania i pisania? Czytanie jest czynnością
      prymarną, dziecko, które nauczy się czytać, będzie umiało pisać, musi tylko
      poznać zasady ortograficzne. Pisanie to nie jest kreślenie liter, "niesprawność
      manualna" jak piszesz, to nie jest powód, dla którego dzieci trzyletnie nie
      piszą, sprawności by im pewnie wystarczyło, żeby wystukać tekst na klawiaturze,
      ale nie mają jeszcze potrzebnej wiedzy metafonologicznej, którą zdobędą ucząc
      się czytać.

      Triss, nie wierzę, że ktoś wpadł na pomysł, aby uczyć już czytające dziecko
      sylabizowania. Nudziłaś się pewnie, bo teksty były głupie. Ja też to znam z
      autopsji i moja córka też. Wyobraź sobie jednak, co czują dzieci, którym to
      czytanie sprawia trudność.
      Dlatego jeżeli są mamy, które chcą uczyć czytać trzyletnie dzieci, odpowiem na
      każde ich pytanie, po to by zrobiły to dobrze.

      Metoda, o której rozmawiamy w tym wątku, to nie jest metoda Domana.

      I znowu nie zdążyłam o lateralizacji. Postaram się jak najszybciej tu wrócić.
      Pozdrawiam.
      • Dyslektyczne (jesli w tym wieku o dyslektycznym dziecku mozna mowić - raczej
        nie)TRZYLETNIE dziecko czytać się nie nauczy - o to mi chodziło. Oczywiście, że
        starsze, nawet z dysfunkcjami, może nauczyć się czytać! Dla trzylatków,
        szczególnie tych, ktore maja jeszcze kłopoty z rozróznianiem dźwieków, analiza
        słuchową, czytanie może się okazać barierą nie do przeskoczenia. A mama bedzie
        próbowała, próbowała, w dodatku w sposób niefachowy- przez parę lat, az
        zniecheci dziecko do tej umiejetnosci - o to mi chodziło. Nie o dzieci w wieku
        szkolnym.
        --
        Mops rośnie
        img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
        • Oto dane z badań Marie-Noelle Ganry-Tardy (psycholog dziecięcy; Paryż):
          ćwiczenia fonologiczne prowadzone z dziećmi 5-letnimi, u których stwierdzono
          ryzyko dysleksji, pozwalają wyeliminować problemy w ciągu 6-18 miesięcy,
          natomiast rozpoczęte rok później muszą trwać nawet dwukrotnie dłużej.

          Im dziecko starsze, tym trudniej wyrównać deficyty rozwojowe, po ukończeniu
          przez dziecko 8. r.ż. można trudności jedynie minimalizować, nie da się ich
          całkowicie przezwyciężyć. Jest to ściśle związane z mielinizacją układu
          nerwowego (do 8. r.ż. układ nerwowy jest bardzo plastyczny).
          Wiele można zrobić jeszcze do ok. 10-12 r.ż. Ten wiek należy uznać za okres
          krytyczny, po którym możliwości ingerencji są coraz mniejsze i z konieczności
          trzeba skoncentrować się na kompensowaniu dysfunkcji.
          A nasze poradnie często odsyłają dzieci 6-8-letnie, tłumacząc rodzicom, że jest
          za wcześnie na rozpoznanie deficytów rozwojowych.
          Ćwiczenia odpowiednie dla dzieci z dysleksją i dzieci ryzyka dysleksji:
          www.modnopole.pl/dysleksja/dys6.htm#2
          • Ćwiczenia fonologiczne, w ogóle wszelkie ćwiczenia słuchu i sprawnosci ręki -
            tak. Uczenie czytania - nie. To są absolutnie dwie różne rzeczy.
            --
            Mops rośnie
            img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
            • Ćwiczenia fonologiczne są wstępem zarówno do ćwiczeń w czytaniu jak i pisaniu.
              Problemy z literowaniem wyrazów mogą zapowiadać trudności w pisaniu, a problemy
              z dzieleniem wyrazów na sylaby mogą powodować trudności w czytaniu.
              Zobacz badania prof. Margaret Snowling:
              www.modnopole.pl/dysleksja/dys12.htm
              W Polsce takie badania były prowadzone przez dr Krystynę Sochacką z Uniwersytetu
              w Białymstoku:
              pip.uwb.edu.pl/trans/product_info.php?products_id=54

              • Wiem, że statystyki i badania nie wszystkich przekonują. To będzie przykład z
                życia. Nauczyłam się czytać sama, nikt nie wie jak w wieku czterech lat. Mam
                rok młodszego brata, który uczył się czytać w szkole z ogromnymi problemami.
                Poziom inteligencji, zdolności i sposób wychowywania porównywalny, jeżeli nie
                identyczny. Skąd więc ta różnica? Ja jestem całkowicie prawostronnie
                zlateralizowana, on używa do dziś zamiennie prawej i lewej ręki (badanie
                pedagogiczne w wieku lat pięciu wskazało prawą rękę jako sprawniejszą, mimo że
                wolał lewą), ma dominujące lewe oko. To nie były czasy, kiedy mówiło się o
                dysleksji, dysortografii, problemy w szkole miał ogromne.
                I druga historyjka. Moja córeczka (lateralizacja skrzyżowana, prawa ręka, lewe
                oko) i jej kolega równolatek (lateralizacja i poziom inteligencji takie same).
                Bulinka czytała płynnie długo przed pójściem do zerówki (zaczęłam uczyć ją
                czytać, gdy miała niecałe trzy lata), kolega płynnie nie czyta do dziś (druga
                klasa). Od czterech miesięcy uczę go czytać, walka ze złymi nawykami - tak bym
                określiła ten proces (postępy jakieś są), a w przypadku Bulinki to była radość
                czytania.
                Metoda stworzona przez Cieszyńską w oparciu o ogromną wiedzę na temat
                funkcjonowania mózgu, sposobu nabywania języka, jest skuteczną formą obrony
                przed dysleksją i pseudodysleksją pod warunkiem, że rozpocznie się ją wcześnie
                (Jagoda pracuje nawet z dwulatkami).
                Im wcześniej zaczniemy ćwiczenia, tym szybciej będą ich efekty. Bo nauka
                czytania to nie tylko cel, ale też środek w zwalczaniu problemów. Czego dowodem
                moja Bulinka, która pozostawiona sama sobie powtórzyłaby z pewnością los
                swojego wujka i współuczestniczyłaby w problemach swojego kolegi.
                Pozdrawiam aj100. Ciebie Verdano również.
                • A tu się nie zgodzę. Przykład z życia? Proszę bardzo.
                  W wieku sześciu lat miałam robione badania pod kątem lateralizacji (pisałam raz
                  lewą ręką, raz prawą - ze skłonnością do lewej). Sprawdzano właśnie "rękę,
                  nogę, oko" - jestem leworęczna (niektóre czynności wykonuję ręką prawą). Noga -
                  prawa. Oko - nie pamiętam.
                  Zgodnie z tym, co napisałaś powinnam była mieć problemy z nauką czytania.
                  Problemy były - ale z "ładnym" pisaniem. Zalecano ćiwczenia manualne - ale one
                  mnie po prostu nudziły. Co do czytania - nigdy nie miałam problemów z nauką
                  czytania, sylabizowanie postrzegałam jako lekcje dla kretynów.
                  Czytam bardzo szybko - od początku podstawówki. Panie w szkolnej bibliotece
                  miały ze mną mały kłopot wink...
                  Co do nauki czytania, to pamiętam z zerówki pisanie szlaczków i znajdowanie
                  samogłosek w wycinkach z gazet...
    • Ponieważ chodzi o wasze własne dzieci, wystarczy abyście uważnie obserwowały
      dziecko.
      Ręka: którą ręką dziecko je, rysuje, maluje, zapina guziki, nawleka koraliki,
      sięga po klocki, kroi wałeczki plasteliny, rozdaje karty, itd. Jeżeli używa
      jednej ręki, oznacza, że jest ona dominująca.
      Oko: którym okiem dziecko zagląda przez dziurkę od klucza, do którego przykłada
      tradycyjny aparat fotograficzny lub kalejdoskop.
      Noga: kopanie piłki, wykonanie jaskółki, wskakiwanie na jednej nodze.
      Jeżeli dziecko wybiera prawą rękę, prawe oko i prawą nogę to znaczy, że jest
      zlateralizowane prawostronnie, jeżeli lewą rękę, lewe oko i lewą nogę -
      lewostronnie. Jeżeli np. PR i LO to jest to lateralizacja skrzyżowana. Brak
      dominacji stronnej oznacza, że proces dojrzewania struktur centralnego układu
      nerwowego nie został jeszcze zakończony.
      Lateralizacja jest dziedziczna, więc warto przebadać również rodzinę.
      Są różne poglądy na temat tego, kiedy powinna lateralizacja się wykształcić,
      poradnie zauważają problem podczas badania dojrzałości szkolnej czyli pod
      koniec zerówki. Są dzieci, które od początku wybierają tylko jedną rękę, są
      takie, które długo używają obu.

      Grupa ryzyka dysleksji to dzieci z lateralizacją lewostronną, skrzyżowaną i bez
      ustalonej dominacji. (Ważne zwłaszcza w przypadku sześciolatków!)
      Nie oznacza to, że jeżeli mamy leworęczne dziecko i przestawimy je na prawą
      rękę, to pozbędziemy się problemu. To mózg jest leworęczny, tego nie zmienimy,
      a problemy tylko pomnożymy.
      Nie oznacza to jednak, że "z lateralizacją nic nie robimy", jak ktoś tu
      napisał. Wykonujemy ćwiczenia manualne, również ćwiczenia służące koordynacji
      ręki i oka.

      U wszystkich dzieci (tym z prawostronną lateralizacją też nie
      zaskodzi) "ćwiczymy porządkowanie świata od lewej do prawej", w ten sposób
      przyzwyczajamy oko i rękę do kierunku czytania. Dzieci lewooczne mają naturalną
      tendencję do odwracania tego kierunku (stąd problem z odczytaniem krótkich
      wyrazów sok, kos, stąd też mylenie podobnych liter b i d np.)

      Pytania?

      Piszcie o postępach waszych dzieci (dajcie znać o lateralizacji). Pozdrawiam
      noworocznie.

      • Mabulinko, nauka idzie cały czas do przodu. Do niedawna uważano, że na trudności
        w uczeniu się u uczniów z dysleksją rozwojową duży wpływ mają zaburzenia procesu
        lateralizacji dotyczące:
        } tempa i siły procesu lateralizacji
        } lateralizacji skrzyżowanej
        } lateralizacji nieustalonej
        } orientacji w schemacie ciała i przestrzeni

        Badania dotyczące wpływu skrzyżowanej lateralizacji lub braku dominacji stronnej
        na czynności czytania i pisania są wciąż kontynuowane i weryfikowane, wzbudzając
        wiele kontrowersji. Niektórzy badacze są zdania, że zakłócenia i opóźnienia
        procesu lateralizacji nie mogą być przyczyną trudności w czytaniu i pisaniu, a
        mogą jedynie tym trudnościom towarzyszyć, gdyż model takiej lateralizacji
        występuje aż u 1/3 dzieci i dopiero w wieku 13-14 lat odsetek ten obniża się do
        ok. 22%. Również badania longitudinalne nad trafnością diagnostyczną i
        predyktywnością Skali Ryzyka Dysleksji wykazały, że stwierdzenia dotyczące
        lateralizacji i orientacji w schemacie ciała i przestrzeni miały niewielką moc
        dyskryminacyjną i zostały z niej usunięte (prof. dr hab. M. Bogdanowicz "Ryzyko
        dysleksji. Problem i diagnozowanie", Gdynia Operon 2002 i nowe wydanie z normami
        dla dzieci 7-letnich 2005).

        Więcej o lateralizacji:
        www.modnopole.pl/dysleksja/lew3.htm
        • Aj100, no ładnie, do mojej depresji spowodowanej obrzydliwą pogodą, upływającym
          czasem (w grudniu bardziej dotkliwym, bo i urodziny i koniec roku), dorzuciłaś
          mi jeszcze kolejny powód - "nauka idzie do przodu", a ja co? Zostałam gdzieś
          daleko w tyle?
          To powiedz mi proszę, jak np. lewooczność ma nie mieć wpływu na
          czytanie? "Dzieci lewooczne odczytują wyrazy jednosylabowe od końca, bowiem
          mają trudności z ustaleniem początku wyrazu. W konsekwencji niemożliwe jest
          zrozumienie przez nie treści" (J. Cieszyńska) Również dzieci niesłyszące
          czytające z ust, krótkie wyrazy "odczytują" od tyłu.
          Dla mnie lateralizacja skrzyżowana i nieustalona jest sygnałem pewnych stałych
          problemów, na które dzieci natykają się ucząc się czytać. Metoda profesor
          Cieszyńskiej pozwala pracować już z trzylatkami. A przecież jest to zgodne z
          najnowszymi badaniami, jak to niezbyt ładnie napisałaś "im dziecko starsze tym
          trudniej wyrównać deficyty rozwojowe".
          I jeszcze jedno. Odpowiadając na pytania w tym wątku, odpowiadam na pytania
          rodziców, nie zawsze mających wykształcenie pedagogiczne, dlatego to, co piszę
          i jak piszę, musi być dostosowane do ich możliwości i potrzeb.
          O najnowszych badaniach rozmawiam z koleżankami po fachu.
          Pozdrawiam.
          • Mabulinko, nie chciałam Cię urazićsmile Przepraszamsmile
            Warto jednak wiedzieć, co na ten temat mówią wyniki badań naukowych:
            lateralizacja skrzyżowana dotyczy aż 30% dzieci i większość z nich nie ma
            żadnego problemu z uczeniem się czytania i pisania.
            Rzadko się zdarza, żeby dzieci lewooczne odczytywały wyrazy jednosylabowe od
            końca - zazwyczaj tylko te, u których stwierdza się ryzyko dysleksji lub
            dysleksję. Ale - jak się okazuje - robią to nie z powodu lateralizacji
            skrzyżowanej, lecz z powodu dysleksji.
            Inaczej przedstawia się sprawa z lateralizacją nieustaloną, która jest częstym
            zjawiskiem u dzieci do 4 r. ż. Jeśli jednak nie ustali się w ciągu pierwszego
            roku nauki szkolnej, możemy mówić o opóźnieniach tego procesu. U uczniów powyżej
            10 roku życia nieustalona lateralizacja może być interpretowana jako zaburzenie
            rozwoju. Dzieci takie zazwyczaj napotykają trudności w nauce (M. Bogdanowicz
            "Leworęczność u dzieci").
            Pozdrawiam serdeczniesmile)
            • Aj100, czy zajmujesz się tylko wynikami badań, czy masz kontakt z żywym
              dzieckiem?
              Jakoś tak się dziwnie złożyło, że dzieci sześcioletnie i starsze, które
              diagnozowałam, bo miały problemy z nauką czytania to były wyłącznie dzieci ze
              skrzyżowaną lub nieustaloną lateralizacją. Jakoś tak się dziwnie składa, że gdy
              uczę czytać małe dzieci, problemy w rozpoznawaniu sylab typu PA - AP, MA - AM,
              mają tylko te ze skrzyżowaną i nieustaloną lateralizacją.
              "Grupa ryzyka wystąpienia zaburzenia" to nie to samo co "stuprocentowa pewność
              zaistnienia danego zaburzenia", to jest chyba jasne dla wszystkich użytkowników
              języka.
              Proponuję zakończyć dyskusję, która donikąd nas nie zaprowadzi. Tym bardziej,
              że w wielu kwestiach, powiedziałabym zasadniczych się zgadzamy.
              Pozdrawiam i życzę sukcesów w pracy z dziećmi.
              • 1)Odpowiadam na Twoje pytanie:
                "Czy zajmujesz się tylko wynikami badań, czy masz kontakt z żywym dzieckiem?"

                Jestem praktykiem (ale nie przeszkadza mi wiedza teoretyczna).

                2)Piszesz:
                "Odpowiadając na pytania w tym wątku, odpowiadam na pytania rodziców, nie zawsze
                mających wykształcenie pedagogiczne, dlatego to, co piszę i jak piszę, musi być
                dostosowane do ich możliwości i potrzeb".

                Moim zdaniem, rodzice, którzy nie mają wykształcenia pedagogicznego, mają prawo
                do rzetelnej wiedzy i nie powinni być wprowadzani w błąd.

                3) Zgodnie z Twoim życzeniem, kończę tę dyskusję.
      • Mikołaj, który w listopadzie skończył trzy lata, używa obu rąk do jedzenia,
        rysowania, ale zrobię mu dzisiaj dyskretnie test, która ręką podaje kartki,
        którym okiem patrzy przez dziurkę od klucza i na której nodze skacze.
        Jakie to moga być ćwiczenia "porządkowania świata od lewej do prawej"? I skąd
        mam wiedzieć, czy Mikołaj ma te lateralizację jeszcze nieustaloną (czytaj
        niezaburzoną), czy coś jest nie tak. Pytam tak upierdliwie o to wszystko,
        ponieważ moje dziecko urodziło sie przez cesarskie cięcie pk 18 godzinach
        nieudanego porodu naturalnego - w pewnym momencie spadło mu tętno do 60 (norma
        140). Choć rozwija się bardzo dobrze, (jest najlepszy z angielskiego w grupie -
        uczy się wszystkiego bardzo szybko), boję się, że może mieć jakieś dysfunkcje
        spowodowane trudnym porodem.
        • Helgo, sprawdź jeszcze lateralizację najbliższej rodziny (ręka i oko - to
          najważniejsze), to da Ci możliwość ewentualnego prognozowania lateralizacji
          Mikołajka.
          Jak "obejrzysz" dzieciaczka dokładnie (oko kilkakrotnie w odstępach czasu), to
          daj znać.
          "Porządkowanie świata od lewej do prawej", to te ćwiczenia, które przyzwyczają
          dziecko do kierunku czytania.
          Rysowanie śladów, które zrobiła kaczuszka przechodząc koniecznie z lewej strony
          kartki do prawej, układanie wzorów, uzupełnianie wzorów , rysowanie szlaczków,
          układanie małych klocków (żółty, czerwony, niebieski, dziecko kontynuuje), itd,
          itp. W czasie tych ćwiczeń pilnujemy kierunku.
          Jeżeli Mikołaj rozwija się dobrze, nie masz powodu do niepokoju. Ćwiczenia o
          których pisałam w tym wątku, pozwolą zminimalizować ewentualne problemy. Moja
          starsza Bulinka też cudem tylko urodziła się cała i zdrowa, a jest śliczną,
          bardzo mądrą i zdolną dziewczyną. Pozdrawiam.
          • Mikołaj jest rpraworęczny bez dwóch zdań: kopie piłkę prawą nogą podaje
            wszystko prawą, zagląda przez dziurkę prawym okiem. Czasem kredki trzyma raz w
            jednej, raz w drugiej, podobni jest ze sztućcami. Tatuś też jest praworęczny,
            ja tylko trochę popieprzona, bo w sumie oburęczna. Ale nie cierpię na dysleksję
            na szczęściesmile
    • Dwie rady z mojego doświadczenia.

      Kiedy od czytania słów jednosylabowych przechodziliśmy do wielosylabowych, nie
      pozwalałam dziecięciu "sylabizować", tylko oczekiwałam wypowiedzenia całego
      słowa, kiedy juz wiedziało jakie to słowo. Czyli proces czytania odbywał sie w
      myślach. Nauka poszła błyskawicznie i czytanie od początku było płynne choc powolne.

      Absolutnie unikalismy czytania tego samego tekstu wielokrotnie, zeby uniknąć
      uczenia się na pamieć (czyli tego, co charakteryzuje dysleksję). Przy wieczornym
      czytaniu Mały czytał najpierw sam - początkowo jedno, dwa słowa, potem coraz więcej.
      • Oj, nie do końca się zgadzam. Gdy dziecko "czyta w myślach" (oj, jak to ładnie
        brzmi), tak naprawdę nie wiemy jak czyta, sylabami czy może literuje, poza tym
        robi przerwy między wyrazami, więc to i tak nie jest czytanie płynne. Wolę jak
        sylabizują głośno. Nie ma to wpływu na szybkość nauki.
        • Nie wiemysmile Ale nie musimy wiedzieć, grunt, że czyta. Może to jest jakiś sposób
          "trzeci"smile Oczywiscie mowa o nauce słów wielosylabowych, a juz na
          jednosylabowych można było wcześniej zorientować sie w ewentualnych problemach
          (i pozbyc sie ich).

          A czy nie ma wpływu na szybkość czytania? Badania były?smile Na zdrowy rozum
          czytanie głośno opóźnia naukę, bo zaangażowane są niepotrzebnie mowa oraz słuch.
          Już nie mówiąc, że dziecko może być skrępowane wydobywającymi sie z niego
          odgłosamismile i peszyc się.
          • No właśnie! Świeta racja. Od paru lat z duzym hukiem odchodzi się od uczenia
            dzieci głośnego czytania.
            W gruncie rzeczy wcale nie muszę wiedzieć, jak dziecko czyta. Czyta, widzę w
            jakim tempie i czy rozumie tekst. A jesli każe się dziecku czytać głośno (lub
            co gorsza sylabizować) to u wielu osób pozostaje odruch czytania cicho w taki
            sam sposób, jak czyta się głośno - z powtarzaniem w myślach przeczytanych
            wyrazów. A to niewiarygodnie spowalnia tempo czytania.
            Okazało się, że dzieci, które nauczyły się czytać same, którym nie kazano
            czytać często i wiele razy tego samego tekstu na głos, czytają bez porównania
            szybciej także jako osoby dorosłe. A to bardzo ważna umiejętność. O wiele
            ważniejsza od wczesnego czytania.
            --
            Mops rośnie
            img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
            • Trudność czytania wyrazów nie zależy od ich długości. Często to te krótkie
              wyrazy będą sprawiały najwięcej problemów. Pisałam o tym wcześniej.
              Ważne jest to jak dziecko czyta, bo jeżeli literuje (nawet tylko w myślach) nie
              będzie czytało szybko, jeżeli czyta sylabami, to tempo będzie wzrastać.
              Ten sam tekst czytany wielokrotnie - ja nigdy tego nie robię, nie chcę zanudzać
              dzieci.
              Dziewczyny, a tak "na chłopski rozum". Gdy uczyłam się jeździć na rowerze,
              najpierw miał on cztery koła, potem dwa i kij zakończony tatą, dopiero później
              nauczyłam się jeździć samodzielnie. Samochodem też najpierw jeździłam wolniutko
              i z dużą pomocą instruktora. Na drutach robiłam samymi prawymi.
              Tempo czytania przyjdzie z czasem. Czytanie sylabami, potem wyrazami, całymi
              zdaniami to kolejne etapy, tak jak te dodatkowe kółka i tata na końcu kija.
              Pozdrawiam.
              • Nie zawsze tak jest . Mój mąż (leworęczny) nauczył sie sam czytać w wieku
                trzech lat- nigdy nie sylabizował. Podobnie w wieku 4 lat nauczył się czytać
                niemal od razu plynnie mój 4 latek (leworeczny), i ja kiedyś w wieku 5 lat
                (praworęczna).
                Znam tez wiele dzieci, ktore od razu zaczynają od rowerku na dwóch kolach i
                jeżdża znacznie wczesniej i sprawniej na rowerze, niż dzieci, ktore zaczynały
                od czterech kółek.
                Sylabizowanie bardzo przeszkadza w nauce płynnego czytania. Jesli dziecko
                inaczej nie umie - trudno. Ale uczyć go specjalnie czegoś, co może przeszkodzić
                mu w nauczeniu się kiedykolwiek szybkiego czytania - po co?
                --
                Mops rośnie
                img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
                • Ja nie uczę dzieci sylabizować, uczę je czytać sylabami. Zamiast literowania, a
                  nie zamiast płynnego czytania. Odsyłam do opisu metody w tym wątku. Mam
                  wrażenie, że nie przeczytałaś. Sposób ten przyspiesza i ułatwia proces nauki
                  czytania. Na szybkości czytania zależy mi również, ale nie jestem zwolennikiem
                  kursów szybkiego czytania, bo moim prywatnym zdaniem, takie czytanie odbiera
                  radość obcowania z książką. Za bardzo kocham czytać, żeby robić to szybciej. A
                  moja ośmiolatka lekturową (dziecinną - jej zdaniem) "Karolcię" przeczytała w
                  niecałe dwie godziny (czyta oczywiście w myślach, pogryzając orzeszki w trakcie
                  i uwielbia to robić).

                  Na dwóch kółkach jeździłam mając cztery lata. Mało znam dzieci, które robiły to
                  wcześniej.

                • verdana napisała:

                  > Nie zawsze tak jest . Mój mąż (leworęczny) nauczył sie sam czytać w wieku
                  > trzech lat- nigdy nie sylabizował. Podobnie w wieku 4 lat nauczył się czytać
                  > niemal od razu plynnie mój 4 latek (leworeczny), i ja kiedyś w wieku 5 lat
                  > (praworęczna).
                  > Znam tez wiele dzieci, ktore od razu zaczynają od rowerku na dwóch kolach i
                  > jeżdża znacznie wczesniej i sprawniej na rowerze, niż dzieci, ktore zaczynały
                  > od czterech kółek.
                  > Sylabizowanie bardzo przeszkadza w nauce płynnego czytania. Jesli dziecko
                  > inaczej nie umie - trudno. Ale uczyć go specjalnie czegoś, co może
                  przeszkodzić
                  >
                  > mu w nauczeniu się kiedykolwiek szybkiego czytania - po co?

                  ależ verdano, wszystkie metody są dla tych, którzy "sami od siebie" nie
                  potrafią ;o)))

                  a jeśli ktoś potrafi, to żadne metody mu nie przeszkodzą...

                  niezależnie uważam, że nie tylko tempo czytania się liczy, liczy się też to,
                  żeby czytać "skutecznie" (czyli po jednokrotnym, uważnym przeczytaniu danych
                  dwóch książek spokojnie zdać kolokwium na czwórkę), ale umiejętność wyraźnego,
                  przekonującego, "aktorskiego" czytania też się przydaje, np. politykom,
                  nauczysielom, rodzicom...

                  pozdrawiam
                  Judyta
                  • 1) Nie ma nic złego w uczeniu sylabizowania (nauczyciel głośno dzieli słowa na
                    sylaby, podpowiadając technikę czytania), ale jest coś złego i to dużo, w
                    egzekwowaniu głośnego sylabizowania od ucznia
                    2)Jest samo zło w czytaniu tych samych tekstów.
                    A oba te zjawiska są nieodłącznym elementem nauki w szkole. Oba też prowadzą do
                    CZYTANIA BEZ ZROZUMIENIA koncentrując uwagę na czynności czytania, a nie na
                    treści. Dlatego należy nauczyć dziecko czytać, zanim do szkoły pójdzie.

                    Ad 1) smile, negatywy:
                    -Dźwięk (brzmienie czytanego słowa) siłą rzeczy poprzedza uświadomienie sobie
                    treści.
                    -Weryfikacja, czy słowo zostało dostatecznie dobrze przeczytane jest zewnętrzna
                    (nastepuje akceptacja nauczyciela), a kryterium poprawności jest brzmienie. W
                    przeciwieństwie do czytania w myśli, kiedy weryfikacja jest wewnętrzna, a
                    kryterium poprawności jest stwierdzenie, czy odczytane słowo ma sens i czy
                    pasuje do poprzedniego.
                    -Zmuszanie do sylabizowania może zamknąć tę jakąś "trzecią drogę" nauki. Może
                    ona nie istnieje, ale myslę, że istnieje,
                    -Powoduje ból uszu audytorium na akademiach, gdzie prawie wszystkie dzieci
                    recytują sylabizując, naturalnie z akcentem na ostatnią sylabę w wersie (hehe)

                    A propos trzeciej drogi i naszej niewiedzy o działaniu dziecięcego mózgu,
                    historyjka o moim starszym synu.
                    Znał już wtedy liczby wielocyfrowe i umiał liczyć do nieskończonoscismile, ale nie
                    umiał dodawać. No i kiedyś uraczył mnie wiadomością, ze 7+7 =14. Za chwilę
                    mówi"a 14+14= 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28! " Po prostu od 14
                    liczył do 28 i wiedział, kiedy należy zakończyć. Liczył jednocześnie w myślach
                    liczbę wykonanych kroków!
                    Poleciałam do męża, żeby mu to zrelacjonować i zanim dokończyłam, Kacper
                    otworzył dzrzwi i oznajmił, że 28+28=57. Pomylił się zaledwie o 1. Dalej spasowałsmile

                    Oczywiscie, to nie jest lepszy sposób na dodawanie, za to dobry przykład, że
                    nalezy pokornie założyc duży stopień naszej niewiedzy o pracy mózgu.

                    Mabulinko, namawiam Cię na sprawdzenie mojej metody na jakimś opornym uczniu.
                    Bałabyś się, że zaszkodzisz?
                    • Przepraszam, za szybko wcisnęłam enter.
                      Nie mam czasu, na dyskusje, z których nic nie wyniknie. Poza tym wydaje mi się,
                      że przedstawiłam w tym wątku moje poglądy, jeżeli ktoś nie przeczytał, a chce o
                      nich dyskutować, to jest to trochę niepoważne. Wiem, że to forum, że każdy może
                      pisać co chce, pytanie tylko po co?
                      Joasiu, nie uczę sylabizowania. Dzieci czytają najpierw samogłoski, potem
                      odczytują sylaby, jak tylko ilość przyswojonych sylab jest wystarczająca,
                      czytają wyrazy. NIe wymagam, aby dzieliły te wyrazy na sylaby, jeżeli potrafią
                      odczytać cały wyraz. Do głowy by mi to nie przyszło. Dzieci tak uczone
                      stosunkowo szybko zaczynają czytać płynnie w myślach. Nie zamierzam zmuszać ich
                      do utrudniania sobie i tak trudnego procesu nauki czytania i wymagać aby od
                      razu czytały w myślach.
                      Przykład Twojego syna nie pokazał mi niczego nowego w funkcjonowaniu
                      dziecięcego mózgu.
                      Bardzo chcę, aby dzieci nauczyły się czytać przed pójściem do szkoły. Dlatego
                      znajdę czas na odpowiedzi na pytania zainteresowanych mam.
                      Jeżeli ktoś zaproponuje alternatywną metodę do tej stworzonej przez
                      Cieszyńską, chętnie się do niej ustosunkuję.
                      To, że dzieci nie potrafią recytować, to nie wina sposobu uczenia czytania, one
                      biedne już w przedszkolu tak robią. Też mnie uszy bolą.
                      Pozdrawiam
    • Z moim 6-letnim synem wg.pani wskazówek pracuje już od ok.miesiąca.Trudno mi
      powiedzieć czy są jakieś efekty.Samogłoski miał opanowane,więc zaczeliśmy od
      sylab.Większść przyswoił.W zerówce razem z panią pracują nad krótkimi
      czytankami.Powtarzając je w domu zuważyłam,że on nie czyta,tylko nuczył się
      pewnych wyrazów na pamięć,a reszte zgaduje.Nie zmuszam go do sylabizowania i
      nie wiem czy dobrze robie.Zauważyłam,że dominuje u niego prawa ręka,noga ale
      lewe oko.Prosze mi podpowiedzieć co mam dalej robić i na co kłaść
      nacisk.Pozdrawiam.
      • Justyno, pozwól, że po imieniu, Tobie też proponuję tę formę, chyba łatwiejszą.
        Ponieważ Twój synek ma lateralizację skrzyżowaną, wykonuj z nim dużo ćwiczeń
        kierunkowych, pisałam już o tym.
        Justyno, przyślij mi na adres gazetowy jakąś czytankę Twojego synka, najlepiej
        taką, której jeszcze nie zna. Pomyślimy co z ty zrobić.

        Krok następny:
        Sylaby MA MO MU (MÓ) ME MI MY. Pracujemy tak samo jak do tej pory. Po
        utrwaleniu pokazujemy obydwa zestawy sylab. Opanowanie tych dwóch zestawów
        pozwala na odczytywanie wyrazów np.mama, mapa, a nawet zdań jeżeli dziecko
        opanowało już kilka wyrazów globalnych. Mama ma mleko. Jak najszybciej radzę
        pisać dla dziecka teksty, mogą być wspólnie potem ilustrowane.

        Ćwiczeniem kierunkowym od lewej do prawej jest też odczytywanie sylab ułożonych
        w linijkach (jak tekst w książce).
        • Dziękuję,za szybką reakcje.Wysłałam już na adres gazetowy trzy
          czytanki.Ćwiczymy zgodnie z podanymi wskazówkami.Sylaby mamy napisane na
          karteczkach dużymi literami.Nie wiem czy nie powinny być też takie same,ale
          pisane z małej litery,ze wzg.na czytanki.Obawiam się jednak,że dołączenie sylab
          z małymi literami wprowadzi zamęt.
          • Odpowiedziałam na priv.
            Pytałaś jeszcze o małe litery. Po opanowaniu przez synka sylab z P i M,
            wprowadziłabym małe litery, wyrażnie tłumacząc dziecku, że tak naprawdę to to
            samo, tylko ludzie umówili się, że będą używać ich w określonych przypadkach.
            Sześciolatek zrozumie kiedy. Potem konsekwentnie po utrwaleniu kolejnych sylab
            wielkimi literami, radzę wprowadzać małe.
            W razie wątpliwości, pytaj, pozdrawiam.
            • Mabulinko,bardzo dziękuję!Szlifujemy sylaby.Efekty są różne.Są dni,że syn łapie
              błyskawicznie,a są też takie,kiedy nie mogę oprzeć się wrażeniu,że się cofa.Syn
              się denerwuje,bo pamięta,że wiedział.To go zniechęca do nauki.Nie cierpi
              liter,sylab itd.Mimo,że staram się bagatelizować jego
              niepowodzenia,entuzjastycznie reaguje na sukcesy,a wszystko traktuje jako
              zabawę.Gdy podsuwam mu jakiś prosty wyraz,o którym wiem,że na pewno sobie z nim
              poradzi,reaguje złoscią i licytuje się ze mną kiedy koniec.Mam wątpliwości czy
              nie naciskać,żeby totalnie się nie zniechęcił,czy zagonić do pracy,bo przecież
              niedługo szkoła i musi się przyzwyczaić do nauki.
              • A może wprowadź jakiś system nagród? Pouczymy się 15 minut, a potem w
                nagrodę... Ja tak robię z dziećmi, z którymi pracuję. Ale inaczej pracuje się z
                cudzymi dziećmi, a inaczej ze swoim własnym.
                I - to kolejny argument, aby naukę czytania rozpoczynać wcześnie - trzylatki są
                zachwycone literkami i sylabkami, pięciolatki już znacznie mniej, sześciolatki,
                które napotykają na problemy, trudno przekonać, że to jest całkiem fajne.
                Ośmiolatki są mocno już zniechęcone i pozbawione wiary we własne możliwości.
                Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
        • Czytam z wielkim zainteresowaniem. Moje dzieci maja 3 i 4 lata. Starsza, Magda,
          od kilku tygodni bardzo interesuje sie literami. W przedszkolu dzieci uczone sa
          rozpoznawania swego imienia (globalnie, mieszkamy we Francji). Magda rozpozna
          swoje imie, a przynajmniej litere "M" wszedzie, niezaleznie od sposobu pisania.
          Potrafi tez rozpoznac pare nazw stacji metra, kojarzac je z miejscami, do
          ktorych jechalysmy. Musze tu nadmienic, ze Magda miala ubytek sluchu (20 i 25
          decybeli w obu uszach), co zostalo wyrownane przed trzema tygodniami operacja
          polipow w gardle i zalozeniem drenow do uszy. Od operacji kazdy dzien przynosi
          poprawe. Magda, ktora slabo mowila, rozgaduje sie z dnia na dzien. Jezykiem
          dominujacym jest francuski, ale do mnie stara sie zwracac po polsku, a do taty
          po angielsku (jest Anglikiem i mowi do dzieci po angielsku).
          Zauwazywszy jej zainteresowanie literami, kupilam jej 2 komplety literek (dwa,
          by starczylo na ukladanie prostych slow), ale jeszcze nie zaczelysmy sie nimi
          bawic. Lektura twojej metody, mabulinko, zacheca mnie do pracy z Magda. Obawiam
          sie, ze jesli nie zaczne z nia pracy nad czytaniem po polsku teraz, to
          przedszkole francuskie totalnie zdominuje i Magda nie znajdzie juz takiej
          przyjemnosci w nauce czytania w drugim jezyku.
          Moje pytanie: czy radzisz mi zaczac juz teraz, wiedzac, ze Magda ma jeszcze
          bardzo ograniczone slownictwo po polsku (po francusku mowi praktycznie plynnie,
          choc z bledami) i dopiero od trzech tygodni poprwanie powtarza wyrazy. Czy
          powinnam raczej poczekac, az jej slownictwo sie wzbogaci? A moze nauka czytania
          sama w sobie pomoze wzbogacic to slownictwo?
          Pozdrawiam serdecznie,
          Ania
          • Przede wszystkim dziękuję za wszystkie cenne informacje.

            Zaczęłaś pisać o tempie czytania i czytaniu w myślach. Nie wiem, czy dobrze
            zrozumiałam, więc sformuuję moje pytanie: co sądzisz o szybkim czytaniu? Moja
            praca wymaga czytania bardzo długich tesktów, dlatego zapisałam się na kurs
            szybkiego czytania. Tam ciągle powtarzano, że błędem jest czytanie w myślach.
            Zastanawiam się, czy małe dziecko można od razu nauczyć szybkiego czytania,
            żeby potem nie musiało oduczać się czytania w myślach? Dla mnie było to bardzo
            trudne i jeśli mogę, chciałabym oszczędzić tego dziecku.

            Drugie pytanie: gdzie mogę kupić w Warszawie lub zamówić w internecie książkę
            Cieszyńskiej? Książeczki "Kocham czytać" już zamówiłam

            Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedzi
            --
            Julia

            Miłosz
            • Juliooooo, nie mam nic przeciwko kursom szybkiego czytania dla młodzieży i
              dorosłych.
              Uważam, że łatwiejsze dla dziecka będzie oduczenie się fonetyzacji w
              przyszłości niż nauczenie się czytać bez niej. Prawdę mówiąc to drugie wydaje
              mi się niemal niemożliwe, ale zaznaczam, że nie znam żadnych badań na ten
              temat, odrzucam ten pomysł, bo jest niezgodny z tym, co wiemy o nabywaniu
              języka. Zresztą dziecko musi oprócz czytania nauczyć się również pisać. A nie
              uda mu się tego osiągnąć, jeżeli nie będzie potrafił dokonać analizy
              fonetycznej słowa, a nie wyobrażam sobie, żeby sześcioletnie dziecko, umiało to
              zrobić bez wcześniejszej nauki czytania z fonetyzacją.
              Metoda proponowana przeze mnie w tym wątku pozwala w bezpieczny sposób nauczyć
              dziecko płynnie czytać. Powtórzę raz jeszcze: czytanie sylabami to etap
              niezbędny, dla tych dzieci, które nie nauczyły się czytać same. Te, które uczą
              się same, też fonetyzują.
              Jeżeli znasz jakieś badania na ten temat, byłabym wdzięczna za namiary na nie.
              Chętnie poczytam.
              Od dzieci i od niektórych dorosłych wymaga się umiejętności pięknego czytania.
              No i od wszystkich czytania ze zrozumieniem. Te umiejętności wydają mi się
              bardziej przydatne w życiu niż nauka szybkiego czytania. I mówię to jako była
              studentka polonistyki (kolega z prawa śmiał się, że u nich materiał na egzamin
              zajmuje mniej miejsca niż nasza lista lektur).
              Nie wiem gdzie w internecie ani gdzie w Warszawie, nawet nie wiem, czy jeszcze
              jest w Krakowie, książka Cieszyńskiej, oczywiście.
              Pozdrawiam.
              • Dziękuję Ci za odpowiedzi smile))

                Moje pytanie nie było oparte na żadnych badaniach, tylko własnym doświadczeniu.
                Po prostu przez cały kurs szybkiego czytania powtarzano nam, jaką krzywde robią
                dzieciom w szkole ucząc czytania z fonetyzacją. I zstanowiło mnie, dlaczego w
                takim razie nie uczyć dzieci bez fonetyzacji. Ale teraz rozumiem, że nie ma
                takiej możliwości.

                Czy ktoś z Was może mi doradzić, gdzie kupię książkę Cieszyńskiej?
                --
                Julia

                Miłosz
                • Witaj, Julio

                  tu dawna współforumowiczka z wątku majówek smile Widzę, że oba nasze chłopaki mają
                  pociąg do słowa pisanego. Julek zna już wszystkie duże litery i część małych,
                  ma po prostu bzika na ich punkcie, każe je sobie rysować na kartce, piasku,
                  śniegu itp. Poniewczasie się zreflektowałam, trafiwszy na ten wątek i zaczęłam
                  mu pokazywać sylaby - przerobiliśmy te zaczynające się na P, niedługo
                  przechodzimy do M. Teraz czekam na zamówione w okolicach Gwiazdki "Kocham
                  czytać" i okropnie się niecierpliwię.

                  Książkę Cieszyńskiej znalazłam tu:

                  www.ksiegarnia24.pl/product_info.php/products_id/5806
                  i tu:

                  www.wydawnictwoap.pl/ksiegarnia/sklep.php?s=karta&id=87
                  ale nie mam żadnych doświadczeń z tymi księgarniami.

                  A kupiłam ją jeszcze gdzie indziej, w niewirtualnej księgarni w Gdańsku, ale
                  widzę niestety na ich stronie internetowej, że nie mają więcej egzemplarzy.

                  Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie i u Twoich Mężczyzn w porządku (Męża
                  ostatnio miałam honor czytać w pewnym dodatku do GW).

                  Bardzo serdecznie Cię ściskam i pozdrawiam,

                  Anka, mama Julka
          • Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, który z języków ma być dla twoich dzieci
            tym podstawowym, najważniejszym. Jeżeli mieszkacie we Francji, dzieci chodzą do
            francuskiego przedszkola, pójdą do francuskiej szkoły, to najrozsądniej byłoby
            postawić głównie na naukę francuskiego. (chyba, że Francja to tylko epizod?)
            Gdyby to były moje dzieci, z ogromnym żalem, ale nie uczyłabym ich na razie
            czytać w języku polskim. Nie wiem jakie są metody czytania we Francji, nie
            potrafię doradzić jak nauczyć czytać po francusku, bo nie znam tego języka, a
            przeczytać umiem w nim tyle, co każdy wykształcony Polak.
            Myślę, że dopiero jak Magda nauczy się płynnie czytać po francusku, możesz
            zacząć ją uczyć czytania po polsku. Jeżeli będzie jej sprawiało radość czytanie
            po francusku, będzie lubiła również czytać po polsku, pod warunkiem, że dobrze
            będzie znała ten język. A może się go nauczyć rozmawiając z Tobą i słuchając
            polskich książek.
            Nie specjalizuję się w dwujęzyczności, problem znam z badań profesor
            Cieszyńskiej, która ostatnio tym się zajmuje.
            Serdecznie pozdrawiam.
            • Serdecznie dziekuje za odpowiedz, choc przyznam, ze nie jest to to, co chcialam
              uslyszec wink)
              Wiem, ze jezyk francuski i tak bedzie podstawowy (z powodu szkoly), ale zalezy
              mi na tym, by dzieci byly trzyjezyczne, a wiec potrafily mowic i CZYTAC w
              trzech jezykach. Rozumiem, ze nie jestes specjalistka od dwu (trzy-)
              jezycznosci, nie oczekuje wiec odpowiedzi na ten temat. Z doswiadczenia
              niektorych rodzicow dzieci kilkujezycznych wynika, ze lepiej jest zaczac uczyc
              czytac w jezyku mniejszosciowym PRZED nauka czytania w jezyku dominujacym.
              Dziecko ma wiecej motywacji, gdy uczy sie czytac po raz pierwszy. A czytac po
              francusku i tak naucza je w szkole.
              Moje pytanie dotyczylo raczej kwestii niedawno zazegnanych problemow ze sluchem
              i poziomu rozwoju jezyka niezbednego do rozpoczecia nauki czytania. Rozumiem z
              twojej odpowiedzi, ze dziecko powinno najpierw dobrze mowic po polsku. Czy
              moglabys, Mabulinko, dac mi wiecej wskazowek na temat poziomu mowy niezbednego
              do nauki czytania ? Skoro metoda, o ktorej piszesz moze byc stosowana od 3 lat,
              nie musi byc to chyba poziom bardzo wysoki.
              Pozdrawiam.
              Ania
              • Aniu, tak myślałam, że Ci się nie spodoba moja odpowiedź, ale musiałam napisać
                właśnie tak. Moim zdaniem nie jest słuszne uczenie czytania najpierw w innym
                języku niż podstawowy. Nie będę Cię przekonywać, nie czuję się ekspertem w tej
                dziedzinie. Zaznaczę jedynie, że logopedzi zalecają, aby naukę obcego języka
                rozpoczynać dopiero wtedy, gdy dziecko ma zakończony rozwój mowy (to znaczy
                prawidłowo wymawia wszystkie głoski), a naukę czytania w obcym języku dopiero,
                gdy płynnie czyta, w przeciwnym razie zachodzą szkodliwe interferencje. (Już
                widzę jak zakrzykują mnie wszystkie zwolenniczki uczenia angielskiego od
                kołyski) Oczywiście żaden z trzech języków nie jest obcym dla Twoich dzieci,
                choć musiałabym mieć znacznie więcej informacji, żeby stwierdzić, jak dzieciaki
                nabywały system językowy. A według badań Cieszyńskiej dwujęzyczność nie zawsze
                jest wzbogacająca. To tyle na ten temat. Przepraszam , ale musiałam.

                Chętnie odpowiem na Twoje pytania dotyczące metody Jagody Cieszyńskiej, ale
                pamiętaj, że nie namawiam Cie do uczenia Magdy czytania po polsku.
                Problem ze słuchem nie jest żadną przeszkodą w uczeniu tą metodą. Powiem więcej
                ta metoda została stworzona do ćwiczeń z dziećmi niesłyszącymi. Jagoda
                Cieszyńska wywołując głoskę (nawet u niesłyszącego dwulatka, gdy jest to
                pierwsza głoska, którą maluch ma wypowiedzieć) od razu pokazuje jej obraz
                graficzny (logopeda wywołuje w izolacji jedynie samogłoski, spółgłoski tylko w
                sylabach). Jeżeli więc o to tylko by chodziło, nie ma żadnych przeciwskazań,
                aby uczyć Magdę czytania.
                Znajomość polskiego będzie jej potrzebna, aby czytać w przyszłości literaturę w
                tym języku i mieć z tego przyjemność, a nie aby rozpocząć naukę czytania - tak
                powinnaś rozumieć moje słowa.
                Czy Magda jest pod opieką logopedy? (To już tak z ciekawości pytam, jak wygląda
                opieka logopedyczna we Francji?)
                Pozdrawiam bardzo serdecznie.
                • Mabulinko,
                  Wiem, ze jestes specjalistka od Metody Cieszynskiej, choc przyznam, ze to co
                  czytam narazie mnie przeraza... technicznie.
                  Ciekawa jestem co sadzisz na temat tej metody?
                  www2.2p.pl/nauka/
                  Bede wdzieczna jesli rzucisz na to okiem i uchem (jest tam przykladowa lekcja)
                  fachowca.
                  BACHA
                  --
                  ML-grecki, ml- polski, angielski, woloski (dialekt)
                  Sofia (2002), Christina (2005)
                  • O metodzie Domana już rozmawiałam w tym wątku i chyba w jakimś wcześniejszym z
                    Pacynką. Odsyłam.
                    Powiem Ci, że z przerażeniem wysłuchałam tej przykładowej lekcji. Jak
                    zrozumiałam uczone dziecko miało 5 miesięcy. Moim zdaniem jedyne, co mogło do
                    niego trafić, to powtarzane ciągle słowo "tutaj". Na pewno mu to nie
                    zaszkodziło, ale chyba nie o to mamusi chodziło. I jeszcze jedno:
                    Słowo "kąpiel" wymawia się "kompiel", to jak robi to pani odgrywająca rolę mamy
                    to po prostu błąd ortofoniczny, niedopuszczalny w takim miejscu, moim zdaniem.
                    Ja też twierdzę, że należy się zachwycać osiągnięciami dziecka, ale entuzjazm
                    tej pani wydaje mi się lekko przesadzony. Jeżeli tak będziemy reagować już przy
                    samym prezentowaniu dziecku materiału, to gdy zacznie czytać, pozostanie nam
                    jedynie posikać się z zachwytu.
                    Pozdrawiam.
przejdź do: 1-100 101-171
(101-171)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.